Thread View: alt.pl.fan.gopher
55 messages
55 total messages
Page 1 of 2
Started by Robert Bylinowicz
Mon, 03 Apr 2023 19:46
Page 1 of 2 • 55 total messages
Dzień dobry...
Author: Robert Bylinowicz
Date: Mon, 03 Apr 2023 19:46
Date: Mon, 03 Apr 2023 19:46
1 lines
898 bytes
898 bytes
...zastałem Jolkę?
Re: Dzień dobry...
Author: jn
Date: Mon, 03 Apr 2023 22:20
Date: Mon, 03 Apr 2023 22:20
4 lines
1033 bytes
1033 bytes
W dniu 3.04.2023 o 21:46, Robert Bylinowicz pisze: > ...zastałem Jolkę? Ludzi chcesz zliczyć?
Re: Dzień dobry...
Author: Arnold Ziffel
Date: Mon, 03 Apr 2023 23:19
Date: Mon, 03 Apr 2023 23:19
9 lines
1137 bytes
1137 bytes
Robert Bylinowicz <strowger79@gmail.com> wrote: > ...zastałem Jolkę? Jolka wyszła, ale nadal pamięta. -- Pewna anorektyczka załamała się nerwowo po tym, kiedy dowiedziała się, że MA JELITO GRUBE!!!
Re: Dzień dobry...
Author: Robert Bylinowicz
Date: Thu, 06 Apr 2023 18:30
Date: Thu, 06 Apr 2023 18:30
7 lines
1172 bytes
1172 bytes
W dniu 04.04.2023 o 00:20, jn pisze: > W dniu 3.04.2023 o 21:46, Robert Bylinowicz pisze: >> ...zastałem Jolkę? > > Ludzi chcesz zliczyć? 1
Re: Dzień dobry...
Author: Robert Bylinowicz
Date: Thu, 06 Apr 2023 18:31
Date: Thu, 06 Apr 2023 18:31
10 lines
1215 bytes
1215 bytes
W dniu 04.04.2023 o 01:19, Arnold Ziffel pisze: >> ...zastałem Jolkę? > > Jolka wyszła, ale nadal pamięta. 2... No siła ludzi:)
Re: Dzień dobry...
Author: jn
Date: Thu, 06 Apr 2023 20:09
Date: Thu, 06 Apr 2023 20:09
9 lines
1199 bytes
1199 bytes
W dniu 6.04.2023 o 20:31, Robert Bylinowicz pisze: > 2... > > > No siła ludzi:) Siebie nie liczysz? :) I co dalej? Narzekanie na brak czasów? ;)
Re: Dzień dobry... (was: Dzień dobry...)
Author: Puck
Date: Thu, 03 Aug 2023 20:06
Date: Thu, 03 Aug 2023 20:06
9 lines
1010 bytes
1010 bytes
On 3 Apr 2023 at 21:46:56 CEST, "Robert Bylinowicz" <strowger79@gmail.com> wrote: > ...zastałem Jolkę? What a time to be alive! -- Winning popularity contests since ’85
Re: Dzień dobry... (was: Dzień dobry...)
Author: Robert Bylinowicz
Date: Mon, 07 Aug 2023 20:57
Date: Mon, 07 Aug 2023 20:57
7 lines
1385 bytes
1385 bytes
W dniu 03.08.2023 o 22:06, Puck pisze: >> ...zastałem Jolkę? > > What a time to be alive! Trochę lat minęło. Co Pan porabiasz?
Re: Dzień dobry...
Author: Robert Bylinowicz
Date: Mon, 07 Aug 2023 21:48
Date: Mon, 07 Aug 2023 21:48
9 lines
1522 bytes
1522 bytes
W dniu 06.04.2023 o 22:09, jn pisze: >> No siła ludzi:) > > > Siebie nie liczysz? :) > I co dalej? Narzekanie na brak czasów? ;) Zawsze są jakieś czasy. Pytanie czy dobre. Ale chyba niezbyt dobre:).
Re: Dzień dobry... (was: Dzień dobry...)
Author: Puck
Date: Mon, 14 Aug 2023 08:10
Date: Mon, 14 Aug 2023 08:10
18 lines
1575 bytes
1575 bytes
On 7 Aug 2023 at 22:57:27 CEST, "Robert Bylinowicz" <strowger79@gmail.com> wrote: > W dniu 03.08.2023 o 22:06, Puck pisze: >>> ...zastałem Jolkę? >> What a time to be alive! > Trochę lat minęło. Co Pan porabiasz? Siedzę na usenecie z jakiegoś powodu :o A poza tym, już wspominałem o tym: opłakuję reddita, który był dla mnie ostatnim bastionem dobrej dyskusji w internecie. A teraz to nie wiem co zostało, TikTok?! Teraz to w najlepszym przypadku można gdzieś zostawić komcia i dostać notyfikację, jak ktoś polajkuje :-/ Ale takich miejsc, w których faktycznie można podyskutować back and forth mi brakuje. -- Winning popularity contests since ’85
Re: Dzień dobry... (was: Dzień dobry...)
Author: jn
Date: Mon, 14 Aug 2023 09:33
Date: Mon, 14 Aug 2023 09:33
10 lines
1568 bytes
1568 bytes
W dniu 14.08.2023 o 10:10, Puck pisze: > opłakuję reddita, który był dla > mnie ostatnim bastionem dobrej dyskusji w internecie. Była jakaś migracja z reddita na lemmy lub kbin. https://lemmy.fediverse.observer/list https://kbin.fediverse.observer/list kbin ktoś z Polski tworzy.
Re: Dzień dobry...
Author: Arnold Ziffel
Date: Tue, 15 Aug 2023 03:15
Date: Tue, 15 Aug 2023 03:15
113 lines
6512 bytes
6512 bytes
Puck <puck@dx.one.pl> wrote: >> Trochę lat minęło. Co Pan porabiasz? > > Siedzę na usenecie z jakiegoś powodu :o Tak, ten powód jest pewnie ciekawy ;) > A poza tym, już wspominałem o tym: opłakuję reddita, który był dla > mnie ostatnim bastionem dobrej dyskusji w internecie. Ja się tam nigdy nie mogłem odnaleźć. Miałem konto (nadal mam), ale jakoś ci ludzie tacy dziwni tam byli. Albo to ja jestem dziwny ;) > A teraz to nie wiem co zostało, TikTok?! Tiktok to szambo dla bezmózgich yeti z rozpiętością uwagi na poziomie akwariowej rybki. Wykop to szambo dla inceli i przegrywów z wyboru (własnego, nie kobiet). Instagram to szambo dla bananowych chłopców i narcystycznych dziewczynek. LinkedIn to szambo dla tych, co wyżej, tylko w godzinach pracy. Quora to szambo dla tych, co wyżej, ale brzydkich i bezrobotnych. Facebook to celowo uzależniający bastion faszystowskiej cenzury, o której Orwell nigdy nie powinien się dowiedzieć, bo obracając się w grobie dokopałby się do Australii. Snapchata nawet nie biorę pod uwagę, bo to jakaś dramatyczna pomyłka jest. YouTube jest fajne do filmów (jeśli ignoruje się clickbaity, shorty, różne podsuwane durnoty i ma się włączony bloker reklam), ale społecznościowo to też dno i plankton. Usenet to żywe cmentarzysko. FidoNet to martwe cmentarzysko. Fora dawno już obrosły pleśnią i dzieje się tam jedno wielkie nic. Padają jedno po drugim wraz z wygasaniem domen, więc trzeba zapisywać IP, żeby móc sobie dodać do hosts i być tym, który faktycznie gasi światło. IRC to psychiatryk online w najgorszym możliwym wydaniu. Discord... tu jest jakaś nadzieja, zależy od serwera, ale cały vibe przyciąga dzieci jarające się milionem reakcji i naklejek, admini wielu serwerów to skończeni kretyni, którzy nie powinni zarządząc nawet własnym zadem (gorsi są chyba tylko admini grup na Facebooku, będący w zasadzie niskimi formami życia o mentalności bazarowej przekupy), boty przejmują władzę nad światem (kto normalny chce rozmawiać z botem?), a całkowite oderwanie od rzeczywistości niektórych użytkowników (szczególnie tych wszystkich "onu/jemu") sprawia, że nawet na IRCa byliby zbyt popieprzeni. Nie wiem, chyba tylko real został. Tylko w realu też są ludzie skażeni i skrzywdzeni przez tę nową, "lepszą" jakość. Ludzie spolaryzowani, niedojrzali emocjonalnie, niepotrafiący radzić sobie z emocjami, a przez to nieumiejący dyskutować bez chroniącej ich delikatne uczućka przedszkolanki, czy to w formie przygłupiego admina grupy, czy możliwości zrobienia anonimowego donosiku, jak za starych, dobrych czasów, w których na szczęście nie było mi dane żyć. > Teraz to w najlepszym przypadku można gdzieś zostawić komcia i dostać > notyfikację, jak ktoś polajkuje :-/ E tam komcia. Lajeczka trzeba zostawić. Komcie to za dużo wysiłku zajmują, a i telefony (podstawowe narzędzie do korzystania z internetów) nie mają już wygodnych klawiatur, to się komciów nie pisze. Przez ten cały czas próbowałem pisać maile. Z różnymi ludźmi. Nikt, ale to naprawdę nikt, ani jedna osoba, z którą tego próbowałem, nie jest w stanie ogarnąć cytowania wielokrotnego. Ale serio. Inteligentni ludzie, bo na głupich szkoda mi czasu (10 lat temu zrobiłbym wyjątek dla głupich, ale ładnych, dziś już też mi szkoda na to czasu). I nikt. Nie wiem czy to naprawdę jest takie trudne, czy może jest w tym jakiś głębszy spisek, bo nie potrafię tego w racjonalny sposób wytłumaczyć. Już nawet cięcia cytatów nie wymagam. Olać to, przytnę sobie. Ale oni serio, nie ogarniają, jak można pisać maile w stylu podobnym do normalnej konwersacji. Przecież to jest jedyny naturalny sposób na dyskutowanie w mailach, jeśli wymienia się więcej niż jedną, krótką myśl. Może jest naturalny dla mnie, bo na nim się uczyłem. Przeraża mnie, jak bardzo sposób dyskusji w Internecie uwstecznił się przez ostatnie kilkanaście lat. To nawet nie jest wynajdowanie koła na nowo, to jest uparte poruszanie się na kwadratowych kołach, bo okręgi wydają się jakieś dziwne i nienaturalne. O korporacyjnych standardach wymiany maili nawet nie chcę zaczynać, bo wyjdzie tego trzy razy tyle. Odpuściłem, bo były osoby, które nie potrafiąc znaleźć odpowiedzi pod cytatem twierdziły, że wysłałem im pustego maila. Że pewnie "Wyślij" za szybko mi się kliknęło. Dostosowałem się. > Ale takich miejsc, w których faktycznie można podyskutować back and > forth mi brakuje. Mi też. Chyba z takich miejsc na poziomie tylko pl.misc.elektronika została, i ogólnie elektroniczne fora (np. forum na eevblog; sprawdzić, czy nie Elektroda, bo to połączenie faszystowskiego Facebooka z narcystycznym Instagramem). I nawet biorąc pod uwagę to, że zrobiłem się na starość bardziej marudny niż dziadek, który cichaczem wrzuca ogryzki za płot sąsiada, to widzę, że będzie już tylko gorzej. Bo dobrze już było. -- Spotyka się dwóch Polaków. Dawno się nie widzieli. - Co tam u ciebie? - Sąsiad zarysował Lexusa
Re: Dzień dobry... (was: Dzień dobry...)
Author: Puck
Date: Tue, 15 Aug 2023 07:32
Date: Tue, 15 Aug 2023 07:32
22 lines
1715 bytes
1715 bytes
On 14 Aug 2023 at 11:33:00 CEST, "jn" <jn@mail.invalid> wrote: > W dniu 14.08.2023 o 10:10, Puck pisze: >> opłakuję reddita, który był dla >> mnie ostatnim bastionem dobrej dyskusji w internecie. > > Była jakaś migracja z reddita na lemmy lub kbin. > > <https://lemmy.fediverse.observer/list> > <https://kbin.fediverse.observer/list> > > kbin ktoś z Polski tworzy. Yep, ale jakoś nie mam energii, żeby być early adopterem. Poza tym, reddit faktycznie nie umarł, tylko jego aplikacje. Na tym polu lemmy/kbin nie mają żadnej przewagi. Inna sprawa, że normalsi nie dostali tego memo i większość community redditowych nadal żyje i nikt nie ma ciśnienia, żeby się przenosić. :( -- Winning popularity contests since ’85
Re: Dzień dobry... (was: Dzień dobry...)
Author: Puck
Date: Tue, 15 Aug 2023 08:02
Date: Tue, 15 Aug 2023 08:02
170 lines
9596 bytes
9596 bytes
On 15 Aug 2023 at 05:15:27 CEST, "Arnold Ziffel" <Arnold Ziffel> wrote: > Puck <puck@dx.one.pl> wrote: >> Siedzę na usenecie z jakiegoś powodu :o > > Tak, ten powód jest pewnie ciekawy ;) 1) Znalazłem sensownego klienta pod maka. Z tego co pamiętam, daaawno temu, jak zaczynałem z makiem (late 2000-s), to były jakieś klienty, ale bez szału, szczególnie w porównaniu do tych, których używałem wcześniej na windowsie. Come to think of it, nie pamiętam, czego ostatnio używałem. Forte maybe? Naturalnie zaczynałem z Outlook Express (który poza technicznymi brakami był bardzo cacy klientem, aż się łezka w oku kręci), potem Opera Mail. Anywho... Konsolowe nigdy do mnie nie przemawiały, niestety. 2) Z jakiegoś powodu pamiętałem adres `news.icm.edu.pl` :D >> A poza tym, już wspominałem o tym: opłakuję reddita, który był dla >> mnie ostatnim bastionem dobrej dyskusji w internecie. > Ja się tam nigdy nie mogłem odnaleźć. Miałem konto (nadal mam), ale jakoś > ci ludzie tacy dziwni tam byli. Albo to ja jestem dziwny ;) Plus był dla mnie taki, że reddit nie był homogeniczny. Pomińmy na chwilę popularne suby, bo one były zepsute przez mainstream. Była cała masa niszowych community, gdzie ludzie wcale nie byli redditowi. Po prostu skupiali się wokół wspólnego tematu. To było dla mnie coś takiego, że dowolna rzecz, która się działa na świecie, miała jakieś odwzorowanie na reddicie. Wojna na Ukrainie? Sure. Jakiś niszowy serial? Why not. Sub dla czwartoligowej drużyny? Yep. No i oczywiście miliony one-purpose pubów, nie dostarczających żadnej wartości poza niewymagającą myślenia rozrywką (patrz: r/thestopgirl) >> A teraz to nie wiem co zostało, TikTok?! > Tiktok to szambo dla bezmózgich yeti z rozpiętością uwagi na poziomie > akwariowej rybki. Czytam między wierszami: z każdą generacją social media są przeznaczone dla krótszych i prostszych do przetrawienia form. Tu się zgadzam. Enshittification na globalną skalę. Na pewno jest coś wartościowego na TikToku. Ergo, duża część tych samych ludzi, którzy tworzyli wartościowe long-formy, teraz pewnie tworzy chwytliwe 30-sekundówki. To pewnie w dużej mierze zależy od tego, kto jest na Twoim feedzie. Unlike Twitter. Pomimo, że nie nigdy nie używałem dużo, ostatnio widzę jak bardzo się stoczył i sam serwis podpowiada mi jakieś treści, które są totalnie clickbaitowe, wzbudzające hejt, etc. > Wykop to szambo dla inceli i przegrywów z wyboru (własnego, nie kobiet). Przestałem używać bardzo szybko po założeniu, like w przeciągu pierwszych kilku miesięcy. Tak jak go pamiętam, to był spoko, ale pewnie anonimowość nie przetrwałą próby skali ;) Co ciekawe, to samo na reddicie miało odmienny efekt, ale to pewnie przez to, że reddit jest podzielony na suby. > LinkedIn to szambo dla tych, co wyżej, tylko w godzinach pracy. Tu mam większe doświadczenie. Jeśli nie będziesz ograniczał swojego feeda do rekruterów i influencerów, którzy naturalnie sami się tam pchają, to można mieć bardzo wartościowe interakcje. Oczywiście wszystko to jest podszyte chęcią zdobywania zasięgów i internetowych punktów, ale sporo osób potrafi robić to z klasą. Nadal, niestety, jest to w większości takie przytakiwanie sobie. No i jest character limit komentarzy, więc też nie mówimy o głębokich dyskusjach. System powiadomień, w kontekście prowadzenia dyskusji, to również żart. > Facebook to celowo uzależniający bastion faszystowskiej cenzury, o której > Orwell nigdy nie powinien się dowiedzieć, bo obracając się w grobie > dokopałby się do Australii. Facebook jest tak zły, a jednocześnie tak uzależniający, że musiałem sobie go zblokować specjalną wtyczką, żeby oduczyć się nawyku tego bezmyślnego scrollowania po chwytliwych tytułach i „śmiesznych” komiksach :/ Kilkoro moich znajomych wciąż tam siedzi i coś publikuje, blows my mind. > YouTube jest fajne do filmów (jeśli ignoruje się clickbaity, shorty, różne > podsuwane durnoty i ma się włączony bloker reklam), ale społecznościowo to > też dno i plankton. YT jest dla mnie spoko, traktuję go jako telewizję. :) Poza tym mam nawet jakieś płatne kanały zasubskrybowane. Mam nadzieję, że ich algo nie zepsuje mi któregoś dnia experience :-/ > Fora dawno już obrosły pleśnią i dzieje się tam jedno wielkie nic. Padają > jedno po drugim wraz z wygasaniem domen, więc trzeba zapisywać IP, żeby > móc sobie dodać do hosts i być tym, który faktycznie gasi światło. Mamy ze znajomymi uruchomione forum jeszcze w złotych czasach tego medium. Płacimy ekstra za hosting, bo to żyje na jakiejś archaicznej wersji pehapa. Ale żyje ;) Nikt tam nie pisze nic od 10 lat... Chyba powinniśmy pomyśleć o jakiejś archiwizacji. > Discord... tu jest jakaś nadzieja, zależy od serwera, ale cały vibe > przyciąga dzieci jarające się milionem reakcji i naklejek, admini wielu > serwerów to skończeni kretyni, którzy nie powinni zarządząc nawet własnym > zadem (gorsi są chyba tylko admini grup na Facebooku, będący w zasadzie > niskimi formami życia o mentalności bazarowej przekupy), boty przejmują > władzę nad światem (kto normalny chce rozmawiać z botem?), a całkowite > oderwanie od rzeczywistości niektórych użytkowników (szczególnie tych > wszystkich "onu/jemu") sprawia, że nawet na IRCa byliby zbyt popieprzeni. Dla mnie: poza dużymi community discordowymi, gdzie i tak nie zaglądam, ale sobie leżą gdzieś z boku -- jeśli serwer jest zarządzany przez bota, to wiem, że nie będzie tam nic ciekawego :-/ Ale sam prowadziłem kilka serwerów w czasach, jak byłem zaangażowany w community dookoła jednej gdy. I w tym kontekście discord sprawdzał się cacy. Alternatywą było praktycznie jedynie LINE. > Przez ten cały czas próbowałem pisać maile. Z różnymi ludźmi. Nikt, ale to > naprawdę nikt, ani jedna osoba, z którą tego próbowałem, nie jest w stanie > ogarnąć cytowania wielokrotnego. Ale serio. Inteligentni ludzie, bo na > głupich szkoda mi czasu (10 lat temu zrobiłbym wyjątek dla głupich, ale > ładnych, dziś już też mi szkoda na to czasu). I nikt. Nie wiem czy to > naprawdę jest takie trudne, czy może jest w tym jakiś głębszy spisek, bo > nie potrafię tego w racjonalny sposób wytłumaczyć. Już nawet cięcia > cytatów nie wymagam. Olać to, przytnę sobie. Ale oni serio, nie ogarniają, > jak można pisać maile w stylu podobnym do normalnej konwersacji. Przecież > to jest jedyny naturalny sposób na dyskutowanie w mailach, jeśli wymienia > się więcej niż jedną, krótką myśl. Jedyny naturalny to pojęcie subiektywne. Ja miałem zderzenie ze światem korporacyjnym, gdzie ludzie nie wiedzieli, że maile istnieją w wątkach i oczekiwali, że cała historia będzie zacytowana. Więc wydaje mi się, że większość osob najzwyczajniej w świecie nigdy nie była tego nauczona / aka nie miała z tym styczności po prostu. Ale to nie tak, że na usenecie 15-20 lat temu wszyscy ładnie cytowali, nie? > Może jest naturalny dla mnie, bo na nim się uczyłem. Przeraża mnie, jak > bardzo sposób dyskusji w Internecie uwstecznił się przez ostatnie > kilkanaście lat. To nawet nie jest wynajdowanie koła na nowo, to jest > uparte poruszanie się na kwadratowych kołach, bo okręgi wydają się jakieś > dziwne i nienaturalne. True, też to czuję i bardzo, bardzo chciałbym oddzielić faktyczną wartość „tamtych czasów” od zwykłego „za moich czasów ... a poza tym to spieprzajcie z mojego ogródka”. Innymi słowy, tęsknię za tamtymi czasami, mają wartość sentymentalną. Ale brakuje mi też metod i wartości, które tamtejsze narzędzia umożliwiały. Czyli long-formowe dyskusje, asynchroniczna komunikacja, skupienie na treści, a nie na formie, celowanie w nisze zamiast mainstream, niekomercjalizacja wszystkiego... >> Ale takich miejsc, w których faktycznie można podyskutować back and >> forth mi brakuje. > > Mi też. > > Chyba z takich miejsc na poziomie tylko pl.misc.elektronika została, i > ogólnie elektroniczne fora (np. forum na eevblog; sprawdzić, czy nie > Elektroda, bo to połączenie faszystowskiego Facebooka z narcystycznym > Instagramem). A btw, może anglojęzyczny usenet jeszcze żyje? -- Winning popularity contests since ’85
Re: Dzień dobry... (was: Dzień dobry...)
Author: jn
Date: Tue, 15 Aug 2023 09:48
Date: Tue, 15 Aug 2023 09:48
7 lines
1666 bytes
1666 bytes
W dniu 15.08.2023 o 09:32, Puck pisze: > Yep, ale jakoś nie mam energii, żeby być early adopterem. Poza tym, reddit > faktycznie nie umarł, tylko jego aplikacje. Na tym polu lemmy/kbin nie mają > żadnej przewagi. Nie namawiam. Obserwowałem migrację TT>Mastodon w listopadzie 2022. Mało osób z niej zostało.
Re: Dzień dobry...
Author: Arnold Ziffel
Date: Tue, 15 Aug 2023 20:51
Date: Tue, 15 Aug 2023 20:51
268 lines
14424 bytes
14424 bytes
Puck <puck@dx.one.pl> wrote: >> Tak, ten powód jest pewnie ciekawy ;) > > 1) Znalazłem sensownego klienta pod maka. Z tego co pamiętam, daaawno temu, > jak zaczynałem z makiem (late 2000-s), to były jakieś klienty, ale bez szału, > szczególnie w porównaniu do tych, których używałem wcześniej na windowsie. O proszę. Czyżby jednak był jakiś rozwój dotyczący nntp? :) > Come to think of it, nie pamiętam, czego ostatnio używałem. Forte maybe? > Naturalnie zaczynałem z Outlook Express (który poza technicznymi brakami był > bardzo cacy klientem, aż się łezka w oku kręci), potem Opera Mail. Anywho... Tak, OE miał swój urok. Ja z OE przerzuciłem się na pine, potem (na pewno przed majem 2005, ale kiedy dokładnie to nie wiem), i tak mi już zostało. Szukając informacji, kiedy pierwszy raz zainstalowałem tina, znalazłem listę grup na gadu-gadu.ath.cx (to zdaje się była reinkarnacja po ubiciu news.gadu-gadu.pl). #v+ 200 gadu-gadu.ath.cx InterNetNews NNRP server INN 2.3.3 ready (posting ok). 215 Newsgroups in form "group high low flags". gadu-gadu.padu-padu 0000000749 0000000706 y gadu-gadu.pomoc-techniczna 0000002986 0000002669 y gadu-gadu.inne.tlen 0000000560 0000000526 y gadu-gadu.powergg 0000008854 0000007641 y gadu-gadu.gg3d 0000003911 0000003413 y gadu-gadu.inne.gaster 0000000062 0000000061 y gadu-gadu.humor 0000004056 0000003691 y gadu-gadu.inne.ICQ 0000000126 0000000121 y gadu-gadu.inne.wp-kontakt 0000000062 0000000060 y gadu-gadu.forum.poznajmy-sie 0000001067 0000000829 y gadu-gadu.forum.komputery 0000001265 0000001137 y gadu-gadu.forum 0000005879 0000004942 y gadu-gadu.forum.muzyka 0000000477 0000000393 y gadu-gadu.forum.gry 0000000808 0000000751 y gadu-gadu.forum.film-i-tv 0000000200 0000000175 y gadu-gadu.ogloszenia.gielda 0000000188 0000000182 y gadu-gadu.im-linux 0000000159 0000000154 y gadu-gadu.test 0000000157 0000000057 y gadu-gadu.inne.free.bpt 0000000062 0000000038 y #v- No, gadu-gadu.inne.tlen na oficjalnym serwerze raczej by nie przeszło (choć i tak to ja tam zakładałem grupy, o które prosili userzy, bo to była domyślna instalka IIS, każdy mógł wysłać control newgroup). > Konsolowe nigdy do mnie nie przemawiały, niestety. Do mnie odwrotnie. Nawet nie chodzi o konsolę, a o rozbudowaną kontrolę z klawiatury. Dużo wygodniej robi mi się wszystko skrótami klawiszowymi, nawet jeśli program ma ładny, graficzny interfejs użytkownika, niż point-and-click. > 2) Z jakiegoś powodu pamiętałem adres `news.icm.edu.pl` :D Tak, jeszcze żyje, jako jeden z nielicznych, choć ma problemy z niektórymi grupami (overview jest rozjechane i nikt tego nie naprawił; wysłałem maila, nie dostałem odpowiedzi). Dziś większość ludzi korzysta z chmurki. http://news.chmurka.net/#StatystykiTop15Serwerow > Plus był dla mnie taki, że reddit nie był homogeniczny. Pomińmy na chwilę > popularne suby, bo one były zepsute przez mainstream. Była cała masa niszowych > community, gdzie ludzie wcale nie byli redditowi. Po prostu skupiali się > wokół wspólnego tematu. To aż tak się w niego nie zagłębiłem. > To było dla mnie coś takiego, że dowolna rzecz, która się działa na świecie, > miała jakieś odwzorowanie na reddicie. Wojna na Ukrainie? Sure. Jakiś niszowy > serial? Why not. Sub dla czwartoligowej drużyny? Yep. Jak się pojawiła wojna, to w końcu założyłem konto na Twitterze. To była jedyna motywacja. Śledziłem newsy. Ale potem mi się znudziło. Reddit kojarzy mi się z niewygodnym interfejsem użytkownika i faszystowską moderacją. See also: Aimee Challenor. > No i oczywiście miliony one-purpose pubów, nie dostarczających żadnej > wartości poza niewymagającą myślenia rozrywką (patrz: r/thestopgirl) Trochę nie rozumiem fenomenu ;) >> Tiktok to szambo dla bezmózgich yeti z rozpiętością uwagi na poziomie >> akwariowej rybki. > > Czytam między wierszami: z każdą generacją social media są przeznaczone > dla krótszych i prostszych do przetrawienia form. Tu się zgadzam. Tak, bo tak jest łatwiej. Pamiętaj że jeśli za coś nie płacisz, to jesteś towarem. Być może Usenetu też to przez jakiś czas dotyczyło (serwer newsów mógł być jakąś kartą przetargową danego ISP), ale nie wiem. Natomiast w dzisiejszym Internecie jest to ewidentne. Klientami są reklamodawcy, a użytkownicy są po prostu towarem, który jest sprzedawany. Dlatego im bardziej uzależni się użytkownika, tym lepiej, a użytkownik potrzebuje ciągłej stymulacji. Długi post nie dostarcza takiej stymulacji jak seria 20-sekundowych filmików, które możesz sobie bezmyślnie przeglądać siedząc na kiblu (a z czasem też robiąc inne rzeczy, np. prowadząc samochód, bo tak się uzależnisz). Są teorie dotyczące tego, że TikTok jest sekretną bronią Chińczyków. Podobno im wyświetlają się wartościowe treści, a Zachodowi serwowana jest papka, która ma rozmiękczyć mózgi użytkowników. Czy to prawda, czy może komuś trochę za daleko odjechał peron, tego nie wiem. > Enshittification na globalną skalę. Na pewno jest coś wartościowego na > TikToku. Ergo, duża część tych samych ludzi, którzy tworzyli wartościowe > long-formy, teraz pewnie tworzy chwytliwe 30-sekundówki. To pewnie w dużej > mierze zależy od tego, kto jest na Twoim feedzie. Tak, i to się sprzedaje. To daje zasięgi, to daje kasę z reklam. Tylko tu pojawia się pytanie: mieć czy być? Ja wolę być, a mieć z czego innego :) > Unlike Twitter. Pomimo, że nie nigdy nie używałem dużo, ostatnio widzę > jak bardzo się stoczył i sam serwis podpowiada mi jakieś treści, które > są totalnie clickbaitowe, wzbudzające hejt, etc. Ja tylko przez wspomnianą wyżej chwilę. Nigdy nie rozumiałem fenomenu Twittera. >> Wykop to szambo dla inceli i przegrywów z wyboru (własnego, nie kobiet). > > Przestałem używać bardzo szybko po założeniu, like w przeciągu pierwszych > kilku miesięcy. Tak jak go pamiętam, to był spoko, ale pewnie anonimowość > nie przetrwałą próby skali ;) On się tak naprawdę zepsuł w momencie stworzenia mikrobloga. Zaczął przyciągać osoby, dla których wcześniej nie było tam nic ciekawego. >> LinkedIn to szambo dla tych, co wyżej, tylko w godzinach pracy. > > Tu mam większe doświadczenie. Jeśli nie będziesz ograniczał swojego feeda > do rekruterów i influencerów, którzy naturalnie sami się tam pchają, to > można mieć bardzo wartościowe interakcje. Oczywiście wszystko to jest > podszyte chęcią zdobywania zasięgów i internetowych punktów, ale sporo > osób potrafi robić to z klasą. Właśnie tego zdobywania zasięgów nie rozumiem, o ile ktoś na tym nie zarabia (a jak zarabia, to raczej i tak go nie chcę w swoim feedzie). > Nadal, niestety, jest to w większości takie przytakiwanie sobie. No i jest > character limit komentarzy, więc też nie mówimy o głębokich dyskusjach. > System powiadomień, w kontekście prowadzenia dyskusji, to również żart. Czyli w porównaniu z wielokrotnym cytowaniem i wątkowaniem nawet nie kwadratowe koło, a jakiś powyginany pręt :) >> Facebook to celowo uzależniający bastion faszystowskiej cenzury, o której >> Orwell nigdy nie powinien się dowiedzieć, bo obracając się w grobie >> dokopałby się do Australii. > > Facebook jest tak zły, a jednocześnie tak uzależniający, że musiałem sobie > go zblokować specjalną wtyczką, żeby oduczyć się nawyku tego bezmyślnego > scrollowania po chwytliwych tytułach i ,,śmiesznych" komiksach :/ FB Purity? U mnie nie pomogło. Musiałem całkowicie zdezaktywować konto. Zbierałem się do tego kilka lat. Ogólnie zmarnowałem na FB 10 lat życia. > Kilkoro moich znajomych wciąż tam siedzi i coś publikuje, blows my mind. Ja ich rozumiem. I bardzo się cieszę, że mi się udało z tego wyrwać. Bo to serio było uzależnienie. Nawet dziewczyna mówiła, że jak odpalam FB, to zmienia mi się wzrok, mam taki pusty, jak ćpun. Inna sprawa, że od bardzo, bardzo dawna nie miałem żadnej sieci społecznościowej na telefonie. Żadnego messengera ani innych komunikatorów też nie. Tylko Discorda mam, a tak to się dzwoni albo pisze SMSy :) To też sporo dało, bo potwór zwany FB był zamknięty w komputerze, nie miałem go cały czas ze sobą. >> YouTube jest fajne do filmów (jeśli ignoruje się clickbaity, shorty, różne >> podsuwane durnoty i ma się włączony bloker reklam), ale społecznościowo to >> też dno i plankton. > > YT jest dla mnie spoko, traktuję go jako telewizję. :) Poza tym mam nawet > jakieś płatne kanały zasubskrybowane. Mam nadzieję, że ich algo nie zepsuje > mi któregoś dnia experience :-/ No mi proponują różne dziwne rezczy. Gorzej, że czasem oglądam, a potem dziewczyna, która łączy się z tego samego IP (ale na własnym sprzęcie i własnym koncie, IP i geolokalizacja to jedyne, co jest wspólne), dostaje propozycje np. filmów z windami albo z rozpędzającymi się wentylatorami :) > Mamy ze znajomymi uruchomione forum jeszcze w złotych czasach tego medium. > Płacimy ekstra za hosting, bo to żyje na jakiejś archaicznej wersji pehapa. > Ale żyje ;) Nikt tam nie pisze nic od 10 lat... Chyba powinniśmy pomyśleć > o jakiejś archiwizacji. Też mam. Jak w końcu przeniosę rzeczy ze starego VPSa na nowego (jestem w trakcie... od paru miesięcy), to forum wyleci. To było stworzone dla mojej grupy na FB. Był hype, pierwszego dnia zarejestrowało się z 50 osób, komentarze typu "wow, jakie fajne, czuję się jak 10 lat temu", shoutbox żył, a po tygodniu umarło. FB wygodniejsze. FB bardziej uzależniające. Inna sprawa, że to phpBB pewnie i tak już dziurawe jest. No cóż, spakuje się katalog www, zrobi mysqldump, i będzie kolejne archiwum w katalogu z archiwami. > Dla mnie: poza dużymi community discordowymi, gdzie i tak nie zaglądam, > ale sobie leżą gdzieś z boku -- jeśli serwer jest zarządzany przez bota, > to wiem, że nie będzie tam nic ciekawego :-/ Takich nawet nie używam :) > Ale sam prowadziłem kilka serwerów w czasach, jak byłem zaangażowany > w community dookoła jednej gdy. I w tym kontekście discord sprawdzał się > cacy. Alternatywą było praktycznie jedynie LINE. Ja mam jeden, którym adminuję, i też był zrobiony dla wspomnianej grupy. Jest tam ze 30 osób, ale aktywna poza mną jest tylko jedna. I tak jedyne co robimy to wymieniamy się memami. > Jedyny naturalny to pojęcie subiektywne. Ja miałem zderzenie ze światem > korporacyjnym, gdzie ludzie nie wiedzieli, że maile istnieją w wątkach i > oczekiwali, że cała historia będzie zacytowana. W korpoświecie to norma. > Więc wydaje mi się, że większość osob najzwyczajniej w świecie nigdy nie > była tego nauczona / aka nie miała z tym styczności po prostu. Tak... tylko jak już to widzą, to mogliby docenić darmową naukę ;) > Ale to nie tak, że na usenecie 15-20 lat temu wszyscy ładnie cytowali, nie? No nie, zdecydowanie. Ale generalnie była taka kultura. > True, też to czuję i bardzo, bardzo chciałbym oddzielić faktyczną wartość > ,,tamtych czasów" od zwykłego ,,za moich czasów ... a poza tym to spieprzajcie > z mojego ogródka". To moim zdaniem jest naprawdę wartość, a nie tylko sentyment. > Innymi słowy, tęsknię za tamtymi czasami, mają wartość sentymentalną. Ale > brakuje mi też metod i wartości, które tamtejsze narzędzia umożliwiały. > Czyli long-formowe dyskusje, asynchroniczna komunikacja, skupienie na treści, > a nie na formie, celowanie w nisze zamiast mainstream, niekomercjalizacja > wszystkiego... Dokładnie tak. Ile ja się przed teamsem w pracy wzbraniałem, bo uważam, że komunikacja synchroniczna w pracy programisty to porażka... ale w końcu się poddałem. Potem weszła praca zdalna i w sumie inaczej się nie da, bo każdy oczekuje, że będzie mógł zadać szybkie pytanie i dostać szybką odpowiedź. >> Chyba z takich miejsc na poziomie tylko pl.misc.elektronika została, i >> ogólnie elektroniczne fora (np. forum na eevblog; sprawdzić, czy nie >> Elektroda, bo to połączenie faszystowskiego Facebooka z narcystycznym >> Instagramem). > > A btw, może anglojęzyczny usenet jeszcze żyje? Żyje, mam zasubskrybowanych kilkanaście grup, ale jakoś czasu nie mam :) http://news.chmurka.net/#StatystykiTop15Big8 Są też grupy na groups.io. To tak naprawdę listy mailowe, ale dorobiłem sobie bramkę do serwera newsów, bo tak mi wygodniej czytać. Trochę się tam dzieje, ale to raczej mocno tematyczne grupy, skupione wokół konkretnego tematu lub projektu. -- Od kiedy moja dziewczyna jest w ciąży, wiele rzeczy się zmieniło. Np. moje imię, nazwisko, adres i numer telefonu.
Re: Dzień dobry...
Author: Puck
Date: Wed, 16 Aug 2023 05:50
Date: Wed, 16 Aug 2023 05:50
229 lines
13246 bytes
13246 bytes
On 15 Aug 2023 at 22:51:48 CEST, "Arnold Ziffel" <Arnold Ziffel> wrote: > Puck <puck@dx.one.pl> wrote: >> 1) Znalazłem sensownego klienta pod maka. Z tego co pamiętam, daaawno temu, >> jak zaczynałem z makiem (late 2000-s), to były jakieś klienty, ale bez szału, >> szczególnie w porównaniu do tych, których używałem wcześniej na windowsie. > O proszę. Czyżby jednak był jakiś rozwój dotyczący nntp? :) No tak, ale to wszystko tylko dzięki binarkom. > Szukając informacji, kiedy pierwszy raz zainstalowałem tina, znalazłem > listę grup na <gadu-gadu.ath.cx> (to zdaje się była reinkarnacja po ubiciu > <news.gadu-gadu.pl>). > > #v+ > gadu-gadu.forum.poznajmy-sie 0000001067 0000000829 y > #v- > > No, gadu-gadu.inne.tlen na oficjalnym serwerze raczej by nie przeszło > (choć i tak to ja tam zakładałem grupy, o które prosili userzy, bo to > była domyślna instalka IIS, każdy mógł wysłać control newgroup). Hmm, gfp-s? Pamiętam, że było `poznajmy-sie`, ale zupełnie nie kojarzę tej hierarchii ani tego skrótu. Well ¯\_(ツ)_/¯ >> Konsolowe nigdy do mnie nie przemawiały, niestety. > Do mnie odwrotnie. Nawet nie chodzi o konsolę, a o rozbudowaną kontrolę z > klawiatury. Dużo wygodniej robi mi się wszystko skrótami klawiszowymi, > nawet jeśli program ma ładny, graficzny interfejs użytkownika, niż > point-and-click. Jedno nie wyklucza drugiego. Z tego co pamiętam to Opera była właśnie jednym z takich interfejsów, w których wszystko / bardzo dużo można było z klawiatury zrobić, z przeglądaniem www na czele. >> To było dla mnie coś takiego, że dowolna rzecz, która się działa na świecie, >> miała jakieś odwzorowanie na reddicie. Wojna na Ukrainie? Sure. Jakiś niszowy >> serial? Why not. Sub dla czwartoligowej drużyny? Yep. > Jak się pojawiła wojna, to w końcu założyłem konto na Twitterze. To była > jedyna motywacja. Śledziłem newsy. Ale potem mi się znudziło. A nie przeszkadzały Ci fake’y i populistyczne twity? > Reddit kojarzy mi się z niewygodnym interfejsem użytkownika i faszystowską > moderacją. See also: Aimee Challenor. Ano. Taka oficjalna, korporacyjna część reddita to bagno. Z interfejsem webowym i apką mobilną włącznie. Ale jest druga strona medalu. Zaczynając od <old.reddit.com>, przez reddit enchancement suite (wtyczka do przeglądarek), po alternatywne aplikacje takie jak Apollo (RIP), które miały jedne z najlepszych interfejsów ever. Well, na tyle na ile apka mobilna może mieć dobry interfejs... But still, do konsumowania były bardzo spoko (pisałem zwykle z weba). Moderacja podobnie: na mainstreamowych subach, z którymi każdy nowy user ma domyślną styczność — wiadomo jak jest. Ale wszystko ma dwie strony. Jak pojawił się Covid, to z jednej strony było /r/Covid, gdzie moderacja była dokładna i restrykcyjna, tylko oficjalne źródła, etc. Ale było też /r/ChinaFlu, gdzie każdy mógł dzielić się tzw. alternatywną opinią ;D A w skrócie: chciałeś pogadać na temat jakiegoś niszowego community, pewnie mogłeś to zrobić bez zastanawiania się nad moderacją w ogóle. Znaczy nadal możesz, jeśli chcesz ;) Ja jeszcze czasami wchodzę z weba, ale to max 10% tego, co kiedyś, kiedy miałem reddita w kieszeni i scrollowałem go domyślnie jak nie miałem co z rękami zrobić akurat. > Pamiętaj że jeśli za coś nie płacisz, to jesteś towarem. Być może Usenetu > też to przez jakiś czas dotyczyło (serwer newsów mógł być jakąś kartą > przetargową danego ISP), ale nie wiem. Różnica jest taka, że usenetu nikt nie próbował komercjalizować. Był z definicji (może nadal jest?) zdecentralizowany, otwarty. Pomimo, że szereg instytucji wykorzystywało go w swoim celu (gadu gadu), nigdy nie było to kosztem użytkowników. System przynosił wartość dla wszystkich. > Natomiast w dzisiejszym Internecie jest to ewidentne. Klientami są > reklamodawcy, a użytkownicy są po prostu towarem, który jest sprzedawany. > Dlatego im bardziej uzależni się użytkownika, tym lepiej, a użytkownik > potrzebuje ciągłej stymulacji. Długi post nie dostarcza takiej stymulacji > jak seria 20-sekundowych filmików, które możesz sobie bezmyślnie przeglądać > siedząc na kiblu (a z czasem też robiąc inne rzeczy, np. prowadząc samochód, > bo tak się uzależnisz). Znaczy, ja nie mam nic przeciwko oglądaniu 20-sekundowych filmików. To uzależniające, więc trzeba mieć dyscyplinę, żeby się kontrolować. Dla mnie problemem jest cała machina, która sama się napędza i bezwzględnie optymalizuje pod jednym tylko kątem (właśnie naszej uwagi). O TikToku może nie warto mówić, ale YouTube kiedyś miał słynną zmianę algorytmu, która spowodowała, że już nie 2-4 minutowe filmiki były promowane, tylko 10-15. No właśnie dlatego, że trzeba na dłużej uwagę użytkownika przyciągnąć i więcej reklam mu pokazać. I ja z jednej strony rozumiem, że to fajne. Że Pudelek musi istnieć na świecie. Tylko żałuję, że nikt nie pójdzie po rozum do głowy i nie zrozumie, że *nie tylko* takie treści muszą istnieć i że czasami trzeba dać miejsce na coś innego, np. long-formy. I one mogą sobie po prostu być koło siebie, żeby każdy mógł mieć wybór. > Są teorie dotyczące tego, że TikTok jest sekretną bronią Chińczyków. > Podobno im wyświetlają się wartościowe treści, a Zachodowi serwowana jest > papka, która ma rozmiękczyć mózgi użytkowników. Czy to prawda, czy może > komuś trochę za daleko odjechał peron, tego nie wiem. To dla mnie nie jest akurat w kategorii teorii spiskowych. Na jaką skalę to jest robione, jaki jest tego faktyczny cel (czy tak jak Ty to ubrałeś w słowa, czy niekoniecznie) to nie wiem, ale dałbym sobie rękę uciąć za to, że jest to narzędzie aktywnie wykorzystywane przez rząd chiński. Nie umniejszając zasługom rządów innych państw ;) SM są zdecydowanie używane do manipulacji politycznej na zachodzie również. >>> LinkedIn to szambo dla tych, co wyżej, tylko w godzinach pracy. >> >> Tu mam większe doświadczenie. Jeśli nie będziesz ograniczał swojego feeda >> do rekruterów i influencerów, którzy naturalnie sami się tam pchają, to >> można mieć bardzo wartościowe interakcje. Oczywiście wszystko to jest >> podszyte chęcią zdobywania zasięgów i internetowych punktów, ale sporo >> osób potrafi robić to z klasą. > Właśnie tego zdobywania zasięgów nie rozumiem, o ile ktoś na tym nie > zarabia (a jak zarabia, to raczej i tak go nie chcę w swoim feedzie). Chyba te same pierwotne mechanizmy tym rządzą. Internetowe punkty. Zastrzyk dopaminy, ego. Zarabianie też, ale myślę, że to nie jest wiodący powód, przynajmniej nie wprost (część osób pewnie wierzy, że większe zasięgi pomagają sprzedawać ich usługi, chociaż nie bezpośrednio). Tylko o LinkedIn tu mówię, bo nie słyszałem o tym, żeby ktoś się utrzymywał z bycia tam. Unlike YT na przykład. >> Nadal, niestety, jest to w większości takie przytakiwanie sobie. No i jest >> character limit komentarzy, więc też nie mówimy o głębokich dyskusjach. >> System powiadomień, w kontekście prowadzenia dyskusji, to również żart. > Czyli w porównaniu z wielokrotnym cytowaniem i wątkowaniem nawet nie > kwadratowe koło, a jakiś powyginany pręt :) Po dekadach na rynku część z tych platform socialowych zreflektowało, że płaska lista komentarzy to czasem za mało, aby wzbudzić wartościową dyskusję i wprowadziło drzewko... Hmm, zbyt mocnego słowa użyłem. W linku można odpowiadać na komentarze, więc jest jeden poziom. Na fejsie ostatnio widziałem, że też są drzewka, ale z tego co rozumiem, też ograniczone do 2 czy 3 poziomów. Reddit miał to zrobione normalnie, ale niestety bez oznaczania przeczytanych. Enchancement Suite trochę to probował poprawiać, apki mobilne też. Ale to wciąż nie było medium, które się czytało od deski do deski. Znaczy, mogłeś wejść w istniejący wątek, który na popularnych subach miał po kilkaset komentarzy godzinę po stworzeniu, posortowałeś to sobie po najpopularniejszych i mogłeś czytać. Ale nie było w ogóle takiego scenariusza, w którym wracałeś do danej dyskusji. Za wyjątkiem gałęzi, w których się wypowiadałeś, bo wtedy dostawałeś notyfikację do inboksu i dało się to śledzić. Więc nie było dokładnie tak jak na newsach, ale ze wszystkich sociali poprzez lata chyba najbliżej. >> Facebook jest tak zły, a jednocześnie tak uzależniający, że musiałem sobie >> go zblokować specjalną wtyczką, żeby oduczyć się nawyku tego bezmyślnego >> scrollowania po chwytliwych tytułach i ,,śmiesznych" komiksach :/ > FB Purity? U mnie nie pomogło. Musiałem całkowicie zdezaktywować konto. > Zbierałem się do tego kilka lat. Ogólnie zmarnowałem na FB 10 lat życia. UnDistracted akurat. Nie kasowałem FB całkowicie, bo wciąż używam messengera i zaglądam na grupy lokalne. >> Mamy ze znajomymi uruchomione forum jeszcze w złotych czasach tego medium. >> Płacimy ekstra za hosting, bo to żyje na jakiejś archaicznej wersji pehapa. >> Ale żyje ;) Nikt tam nie pisze nic od 10 lat... Chyba powinniśmy pomyśleć >> o jakiejś archiwizacji. > > Też mam. Jak w końcu przeniosę rzeczy ze starego VPSa na nowego (jestem w > trakcie... od paru miesięcy), to forum wyleci. To było stworzone dla mojej > grupy na FB. Był hype, pierwszego dnia zarejestrowało się z 50 osób, > komentarze typu "wow, jakie fajne, czuję się jak 10 lat temu", shoutbox > żył, a po tygodniu umarło. FB wygodniejsze. FB bardziej uzależniające. FB jest na telefonie. :P >> True, też to czuję i bardzo, bardzo chciałbym oddzielić faktyczną wartość >> ,,tamtych czasów" od zwykłego ,,za moich czasów ... a poza tym to spieprzajcie >> z mojego ogródka". > To moim zdaniem jest naprawdę wartość, a nie tylko sentyment. No nie wiem. Co w tamtych czasach było takiego specjalnego, że były lepsze niż dzisiaj? I czemu nie pociągnąć tego argumentu dalej, o kolejne 20 lat? BBS-y to były, nie ta chołota na newsgrupach, nie? ;) >> Innymi słowy, tęsknię za tamtymi czasami, mają wartość sentymentalną. Ale >> brakuje mi też metod i wartości, które tamtejsze narzędzia umożliwiały. >> Czyli long-formowe dyskusje, asynchroniczna komunikacja, skupienie na treści, >> a nie na formie, celowanie w nisze zamiast mainstream, niekomercjalizacja >> wszystkiego... > Dokładnie tak. Ile ja się przed teamsem w pracy wzbraniałem, bo uważam, że > komunikacja synchroniczna w pracy programisty to porażka... ale w końcu > się poddałem. Potem weszła praca zdalna i w sumie inaczej się nie da, bo > każdy oczekuje, że będzie mógł zadać szybkie pytanie i dostać szybką > odpowiedź. Ja się nauczyłem zachować balans. Teraz przez trzy lata organizowałem własny zespól, było nas kilkanaście osób. No i oczywiście covid nas zmusił do zmiany sposobu pracy. I staraliśmy się większość prowadzić asynchronicznie, ale wszyscy siedzieliśmy na voice na discordzie, więc jeśli ktoś chciał zagadać, to miał tę opcję. Spotykaliśmy się też codziennie na 10 minut, ale to głównie dlatego, że pracowaliśmy z normalsami ;) i nie chcieliśmy się izolować. Ale te dwa światy bardzo dobrze można było ze sobą połączyć. Była wartość w tym, że refinementy prowadzimy synchronicznie, wszyscy razem, dajemy sobie po mordzie i po 90 minutach jest spokój. Ale przygotowywaliśmy się do nich asynchronicznie: tematy były znane z wyprzedzeniem, mogliśmy dyskutować o nich wcześniej, etc. Ale to był raczej ewenement. Przez ostatnie kilka miesięcy przeczołgałem się po kilku zespołach, kilka też poznałem z daleka podczas rekrutacji. Ludzie chyba tak głęboko tkwią w swoich korpozasadach, że nie kumają, że można lepiej, wygodniej, bez mikrozarządzania, bez biurokracji na każdym kroku... -- Winning popularity contests since ’85
Re: Dzień dobry...
Author: Arnold Ziffel
Date: Thu, 17 Aug 2023 12:51
Date: Thu, 17 Aug 2023 12:51
254 lines
13595 bytes
13595 bytes
Puck <puck@dx.one.pl> wrote: >> O proszę. Czyżby jednak był jakiś rozwój dotyczący nntp? :) > > No tak, ale to wszystko tylko dzięki binarkom. No tak, warezy i porno siłą napędową internetów :) >> #v+ >> gadu-gadu.forum.poznajmy-sie 0000001067 0000000829 y >> #v- >> >> No, gadu-gadu.inne.tlen na oficjalnym serwerze raczej by nie przeszło >> (choć i tak to ja tam zakładałem grupy, o które prosili userzy, bo to >> była domyślna instalka IIS, każdy mógł wysłać control newgroup). > > Hmm, gfp-s? Pamiętam, że było `poznajmy-sie`, ale zupełnie nie kojarzę > tej hierarchii ani tego skrótu. Well ?\_(?)_/? To na ath.cx było. Na oryginalnym było gadu-gadu.poznajmy-sie.0-18 itd. >> Do mnie odwrotnie. Nawet nie chodzi o konsolę, a o rozbudowaną kontrolę z >> klawiatury. Dużo wygodniej robi mi się wszystko skrótami klawiszowymi, >> nawet jeśli program ma ładny, graficzny interfejs użytkownika, niż >> point-and-click. > > Jedno nie wyklucza drugiego. Z tego co pamiętam to Opera była właśnie jednym > z takich interfejsów, w których wszystko / bardzo dużo można było z klawiatury > zrobić, z przeglądaniem www na czele. No właśnie, i takich programów nadal używam. Niech sobie będą graficzne, byle dało się je normalnie kontrolować, a nie klikać :) >> Jak się pojawiła wojna, to w końcu założyłem konto na Twitterze. To była >> jedyna motywacja. Śledziłem newsy. Ale potem mi się znudziło. > > A nie przeszkadzały Ci fake'y i populistyczne twity? Aż tak się nie zagłębiałem :) > Ano. Taka oficjalna, korporacyjna część reddita to bagno. Z interfejsem > webowym i apką mobilną włącznie. > Ale jest druga strona medalu. Zaczynając od <old.reddit.com>, przez reddit > enchancement suite (wtyczka do przeglądarek), po alternatywne aplikacje > takie jak Apollo (RIP), które miały jedne z najlepszych interfejsów ever. > Well, na tyle na ile apka mobilna może mieć dobry interfejs... But still, > do konsumowania były bardzo spoko (pisałem zwykle z weba). No to widzę, że jest tam więcej, niż widać na powierzchni. > Moderacja podobnie: na mainstreamowych subach, z którymi każdy nowy user > ma domyślną styczność -- wiadomo jak jest. Ale wszystko ma dwie strony. Jak > pojawił się Covid, to z jednej strony było /r/Covid, gdzie moderacja była > dokładna i restrykcyjna, tylko oficjalne źródła, etc. Ale było też > /r/ChinaFlu, gdzie każdy mógł dzielić się tzw. alternatywną opinią ;D O, ciekawe. > ale to max 10% tego, co kiedyś, kiedy miałem reddita w kieszeni i scrollowałem > go domyślnie jak nie miałem co z rękami zrobić akurat. A to akurat zdrowe nie jest :P Wiele ludzi robi tak z FB. > Różnica jest taka, że usenetu nikt nie próbował komercjalizować. Był > z definicji (może nadal jest?) zdecentralizowany, otwarty. To prawda, nadal jest. > Pomimo, że szereg instytucji wykorzystywało go w swoim celu (gadu gadu), > nigdy nie było to kosztem użytkowników. System przynosił wartość dla > wszystkich. GG miało akurat swój serwer i swoją hierarchię, niefeedowaną z Usenetem, to trochę co innego. Teraz jest Google Groups, które skomercjalizowało Usenet, ale patrząc na statystyki postujących, Google Groups podtrzymuje Usenet tak samo jak chmurka (oba są w czołówce, są dni gdy jest więcej postujących przez jeden serwer i takie, gdy więcej pisze przez drugi). Tylko Google Groups to ogromna infrastruktura, a chmurka to jeden VPS, płatny ze 20 zł miesięcznie, z jedną osobą, która to postawiła i która tego dogląda (plus ok. 10 feedów). > Znaczy, ja nie mam nic przeciwko oglądaniu 20-sekundowych filmików. To > uzależniające, więc trzeba mieć dyscyplinę, żeby się kontrolować. Mało kto ma taką dyscyplinę. Przeglądają, jak mają akurat 20 sekund czasu w ciągu dnia i nie mają co zrobić z rękami, a zanim się zorientują, zaczynają uciekać w filmiki od nieprzyjemnych rzeczy, obowiązków, emocji. > Dla mnie problemem jest cała machina, która sama się napędza i > bezwzględnie optymalizuje pod jednym tylko kątem (właśnie naszej uwagi). To skutek tego, że jesteśmy produktem, który trzeba maksymalnie wykorzystać do zapewnienia zysków. > O TikToku może nie warto mówić, ale YouTube kiedyś miał słynną zmianę > algorytmu, która spowodowała, że już nie 2-4 minutowe filmiki były > promowane, tylko 10-15. No właśnie dlatego, że trzeba na dłużej uwagę > użytkownika przyciągnąć i więcej reklam mu pokazać. To ja tego chyba nie zauważyłem :) Ale ja rzadko przeglądam rekomendacje. > I ja z jednej strony rozumiem, że to fajne. Że Pudelek musi istnieć na > świecie. Tylko żałuję, że nikt nie pójdzie po rozum do głowy i nie zrozumie, > że *nie tylko* takie treści muszą istnieć i że czasami trzeba dać miejsce > na coś innego, np. long-formy. I one mogą sobie po prostu być koło siebie, > żeby każdy mógł mieć wybór. Trochę tych long-form jest, ale tzw. suweren woli pudelka. Zobacz, kto jest dziś popularny, sławny. Jakaś totalna patologia. >> Są teorie dotyczące tego, że TikTok jest sekretną bronią Chińczyków. >> Podobno im wyświetlają się wartościowe treści, a Zachodowi serwowana jest >> papka, która ma rozmiękczyć mózgi użytkowników. Czy to prawda, czy może >> komuś trochę za daleko odjechał peron, tego nie wiem. > > To dla mnie nie jest akurat w kategorii teorii spiskowych. Na jaką skalę > to jest robione, jaki jest tego faktyczny cel (czy tak jak Ty to ubrałeś > w słowa, czy niekoniecznie) to nie wiem, ale dałbym sobie rękę uciąć za > to, że jest to narzędzie aktywnie wykorzystywane przez rząd chiński. Tak, tak samo myślę. Coś w tym jest, ale ile... diabli i Chińczycy wiedzą. > Nie umniejszając zasługom rządów innych państw ;) SM są zdecydowanie używane > do manipulacji politycznej na zachodzie również. Tak, szczególnie FB... są dowody na to, że przyczynił się do wygranej Trumpa. >> Właśnie tego zdobywania zasięgów nie rozumiem, o ile ktoś na tym nie >> zarabia (a jak zarabia, to raczej i tak go nie chcę w swoim feedzie). > > Chyba te same pierwotne mechanizmy tym rządzą. Internetowe punkty. > Zastrzyk dopaminy, ego. Pewnie tak. Ja chyba za stary na to jestem :) Mam kanał na YT, wrzucam treści jak mnie najdzie ochota, nie czuję się jego niewolnikiem. Jak ktoś chce zasubskrybować to zasubskrybuje, jak nie chce to nie. Jak jeszcze byłem na LinkedIn, to po prostu zaglądałem żeby zobaczyć, co słychać u dawnych współpracowników. Nic tam nie wrzucałem. > Po dekadach na rynku część z tych platform socialowych zreflektowało, że > płaska lista komentarzy to czasem za mało, aby wzbudzić wartościową dyskusję > i wprowadziło drzewko... Hmm, zbyt mocnego słowa użyłem. W linku można > odpowiadać na komentarze, więc jest jeden poziom. Na fejsie ostatnio > widziałem, > że też są drzewka, ale z tego co rozumiem, też ograniczone do 2 czy 3 > poziomów. Tak... bo więcej poziomów przerośnie przeciętnego suwerena. > Reddit miał to zrobione normalnie, ale niestety bez oznaczania > przeczytanych. Enchancement Suite trochę to probował poprawiać, apki > mobilne też. Ale to wciąż nie było medium, które się czytało od deski do > deski. Znaczy, mogłeś wejść w istniejący wątek, który na popularnych > subach miał po kilkaset komentarzy godzinę po stworzeniu, posortowałeś > to sobie po najpopularniejszych i mogłeś czytać. Żeby jeszcze miał interfejs NNTP, to by można się zainteresować :) > Ale nie było w ogóle takiego scenariusza, w którym wracałeś do danej > dyskusji. Bo były tak żywe, że po dwóch dniach nie było już do czego wracać? Czy właśnie przez brak oznaczania przeczytanych? >>> Facebook jest tak zły, a jednocześnie tak uzależniający, że musiałem sobie >>> go zblokować specjalną wtyczką, żeby oduczyć się nawyku tego bezmyślnego >>> scrollowania po chwytliwych tytułach i ,,śmiesznych" komiksach :/ >> FB Purity? U mnie nie pomogło. Musiałem całkowicie zdezaktywować konto. >> Zbierałem się do tego kilka lat. Ogólnie zmarnowałem na FB 10 lat życia. > > UnDistracted akurat. Nie kasowałem FB całkowicie, bo wciąż używam messengera > i zaglądam na grupy lokalne. Jeśli jesteś w stanie używać go w zdrowy sposób to spoko. Ja nie byłem. Za dużo czasu na nim spędzałem, używałem go jako ucieczki od obowiązków, a dyskusje źle na mnie wpływały. Bo tam nie ma z kim dyskutować. Ludzie są tak spolaryzowani, że tam się nie dyskutuje tylko walczy. >> Też mam. Jak w końcu przeniosę rzeczy ze starego VPSa na nowego (jestem w >> trakcie... od paru miesięcy), to forum wyleci. To było stworzone dla mojej >> grupy na FB. Był hype, pierwszego dnia zarejestrowało się z 50 osób, >> komentarze typu "wow, jakie fajne, czuję się jak 10 lat temu", shoutbox >> żył, a po tygodniu umarło. FB wygodniejsze. FB bardziej uzależniające. > > FB jest na telefonie. :P Tak, dla wielu (większości?) ludzi tak. Ale oni oddaliby prywatność za batonika. Nie czułbym się dobrze, mając na swoim urządzeniu szpiegującą mnie aplikację. Strona to jednak coś trochę innego. >> To moim zdaniem jest naprawdę wartość, a nie tylko sentyment. > > No nie wiem. Co w tamtych czasach było takiego specjalnego, że były > lepsze niż dzisiaj? Fajniejsi ludzie, ciekawsi ludzie, fajniejsze dyskusje, lepsze interfejsy do prowadzenia dyskusji... > I czemu nie pociągnąć tego argumentu dalej, o kolejne 20 lat? BBS-y to > były, nie ta chołota na newsgrupach, nie? ;) To już prędzej FidoNet, ale on w sumie nie różnił się specjalnie od Usenetu. Po prostu czytało się go innym programem :) I sposób dystrybucji treści był przekombinowany, w Usenecie jest to jednak bardziej przejrzyste. Na BBS-ach nadal czasem bywam, choć przez packet radio. Ale to takie ułomne jest. Ułomne, niewygodne interfejsy. Niby można pisać, ściągać pliki, ale to nie to. Można wysłać komuś maila ograniczającego się do "hej, sprawdzam czy to działa", i tyle. Usenet to taki złoty środek. W sumie jak już jestem to tylko na module convers (taki IRC tylko ułomniejszy). Resztę można przejrzeć raz, ale potem nie ma tam już nic ciekawego. > Ja się nauczyłem zachować balans. Teraz przez trzy lata organizowałem własny > zespól, było nas kilkanaście osób. No i oczywiście covid nas zmusił do zmiany > sposobu pracy. I staraliśmy się większość prowadzić asynchronicznie, ale > wszyscy siedzieliśmy na voice na discordzie, więc jeśli ktoś chciał zagadać, > to miał tę opcję. Spotykaliśmy się też codziennie na 10 minut, ale to głównie > dlatego, że pracowaliśmy z normalsami ;) i nie chcieliśmy się izolować. Czyli non stop byliście na kanale głosowym? Spotykaliście się na 10 minut na żywo czy na na głosówce? > Ale te dwa światy bardzo dobrze można było ze sobą połączyć. Była wartość > w tym, że refinementy prowadzimy synchronicznie, wszyscy razem, dajemy sobie > po mordzie i po 90 minutach jest spokój. Ale przygotowywaliśmy się do nich > asynchronicznie: tematy były znane z wyprzedzeniem, mogliśmy dyskutować o nich > wcześniej, etc. No to mniej więcej teraz tak mam. Są calle, a między callami po prostu się pracuje. > Ale to był raczej ewenement. Przez ostatnie kilka miesięcy przeczołgałem się > po kilku zespołach, kilka też poznałem z daleka podczas rekrutacji. Ludzie > chyba tak głęboko tkwią w swoich korpozasadach, że nie kumają, że można > lepiej, wygodniej, bez mikrozarządzania, bez biurokracji na każdym kroku... Tu na szczęście, póki co, się udaje. Tylko HR się czepiają. Ale HR tak mają. -- Siedzą dwie małpy na palmie i jedna je banana. Druga pyta się: - Co robisz? - Jem banana! - A dla czego on taki brązowy? - A bo jem go drugi raz!
Re: Dzień dobry...
Author: Puck
Date: Thu, 17 Aug 2023 15:30
Date: Thu, 17 Aug 2023 15:30
254 lines
14521 bytes
14521 bytes
On 17 Aug 2023 at 14:51:47 CEST, "Arnold Ziffel" <Arnold Ziffel> wrote: >> Jedno nie wyklucza drugiego. Z tego co pamiętam to Opera była właśnie jednym >> z takich interfejsów, w których wszystko / bardzo dużo można było z klawiatury >> zrobić, z przeglądaniem www na czele. > No właśnie, i takich programów nadal używam. Niech sobie będą graficzne, > byle dało się je normalnie kontrolować, a nie klikać :) >> Ano. Taka oficjalna, korporacyjna część reddita to bagno. Z interfejsem >> webowym i apką mobilną włącznie. >> Ale jest druga strona medalu. Zaczynając od <old.reddit.com>, przez reddit >> enchancement suite (wtyczka do przeglądarek), po alternatywne aplikacje >> takie jak Apollo (RIP), które miały jedne z najlepszych interfejsów ever. >> Well, na tyle na ile apka mobilna może mieć dobry interfejs... But still, >> do konsumowania były bardzo spoko (pisałem zwykle z weba). > No to widzę, że jest tam więcej, niż widać na powierzchni. Nie no, reddit był spoko na prawdę. I miał duszę. Jak np. 3/4 suba umówiło się, że będą przez jeden dzień wszystko pisać po hiszpańsku, żeby wkręcić pozostałą 1/4. No i miliony memów, gagów, trollingów, które odbijały się echem przez lata. Np. https://www.reddit.com/r/MuseumOfReddit/comments/8ish3t/the_time_that_ea_got_a_sense_of_pride_and/ More: https://www.reddit.com/r/MuseumOfReddit/top/?sort=top&t=all >> ale to max 10% tego, co kiedyś, kiedy miałem reddita w kieszeni i scrollowałem >> go domyślnie jak nie miałem co z rękami zrobić akurat. > A to akurat zdrowe nie jest :P Wiele ludzi robi tak z FB. ¯\_(ツ)_/¯ Nie umiem słuchać podcastów po 2-3 minuty na raz, więc jak jestem gdzieś, gdzie mi się nudzi, to sociale były akurat pod ręką. Jakoś nie jestem fanem praktykowania mindfulness et al. Więc scrolowoanie głupot dawało radę ;) Ale teraz nie mam już czego. > Teraz jest Google Groups, które skomercjalizowało Usenet, ale patrząc na > statystyki postujących, Google Groups podtrzymuje Usenet tak samo jak > chmurka (oba są w czołówce, są dni gdy jest więcej postujących przez jeden > serwer i takie, gdy więcej pisze przez drugi). > > Tylko Google Groups to ogromna infrastruktura, a chmurka to jeden VPS, > płatny ze 20 zł miesięcznie, z jedną osobą, która to postawiła i która > tego dogląda (plus ok. 10 feedów). Nie bój nic, wkrótce Groups i tak trafi na cmentarzysko Google ;) >> Znaczy, ja nie mam nic przeciwko oglądaniu 20-sekundowych filmików. To >> uzależniające, więc trzeba mieć dyscyplinę, żeby się kontrolować. > Mało kto ma taką dyscyplinę. Przeglądają, jak mają akurat 20 sekund czasu > w ciągu dnia i nie mają co zrobić z rękami, a zanim się zorientują, > zaczynają uciekać w filmiki od nieprzyjemnych rzeczy, obowiązków, emocji. Far fetched. Jakoś nie przemawia do mnie to, że tego typu uciekanie to jednoznacznie negatywna rzecz. Mnóstwo różnych używek i guilty pleasures mamy, czy sociale są tu jakoś inne? Znaczy, one mają swoją kategorię problemów, jak np. budowanie nierealnego obrazu świata. Tak jak kiedyś np. usenet wychowywał trolli -- i mam tu na myśli również tych, którzy gonili za netykietę, konfigurację czytników, regulaminy, etc. Ze mną włącznie, rzecz jasna. Ale wracając: ogólnie warto sobie patrzeć na ręcę, ale nie jestem fanem całkowitego ograniczania sociali (tych takich do głupiego scrollowania). Ja np. staram się je ograniczać jak jestem z rodziną, ale nie do zera. Swoją drogą, ostatnio nie miałem w ogóle telefonu przez tydzień, to było... Inne :) >> Dla mnie problemem jest cała machina, która sama się napędza i >> bezwzględnie optymalizuje pod jednym tylko kątem (właśnie naszej uwagi). > To skutek tego, że jesteśmy produktem, który trzeba maksymalnie > wykorzystać do zapewnienia zysków. Mhm, dlatego właśnie mi reddit umarł. Oficjalna wersja jest taka, że 3rd party apps dużo ich kosztują, więc wprowadzają opłaty za API. A prawda jest taka, że szykują się do IPO i chcą kontrolować wszystkie kanały, a że w apkach nie było ich reklam... Tough luck. Stracą kilka procent power userow na tym ruchu, ale pewnie nie będą płakać. >> O TikToku może nie warto mówić, ale YouTube kiedyś miał słynną zmianę >> algorytmu, która spowodowała, że już nie 2-4 minutowe filmiki były >> promowane, tylko 10-15. No właśnie dlatego, że trzeba na dłużej uwagę >> użytkownika przyciągnąć i więcej reklam mu pokazać. > To ja tego chyba nie zauważyłem :) Ale ja rzadko przeglądam rekomendacje. Tylko suby? Ja kiedyś miałem pododawane RSSy i w ten sposób konsumowałem, a teraz rzadko kiedy zaglądam do tej zakładki. Dlatego też często nie daje suba, jak mnie coś zaciekawi, bo wtedy mi się w home nie pokazuje :D Jestem przekonany, że żaden product manager nie przewidział takiego scenariusza :D Anyway, pojawiają mi się tam nowe rzeczy, albo jakieś stary content z kanałów, które ostatnio oglądam, a jak mi zaczyna to skręcać na niewygodne wody, wtedy klikam „not interested” i się poprawia. A z tą zmianą promowanych to nie ja sam zauważyłem, tylko sporo profesjonalnych YT-erów o tym mówiło, bo to mocno wpłynęło na ich kanały i treści, które nagrywają. Bo wiesz, nie wystarczy publikować dobrego contentu, trzeba też non-stop walczyć z algorytmem, bo to się samo napędza: lepiej performujesz, więcej Cię polecają i odwrotnie: wrzucisz gorsze wideo, od którego ludki się będą odbijać i jesteś na cenzurowanym. >> I ja z jednej strony rozumiem, że to fajne. Że Pudelek musi istnieć na >> świecie. Tylko żałuję, że nikt nie pójdzie po rozum do głowy i nie zrozumie, >> że *nie tylko* takie treści muszą istnieć i że czasami trzeba dać miejsce >> na coś innego, np. long-formy. I one mogą sobie po prostu być koło siebie, >> żeby każdy mógł mieć wybór. > Trochę tych long-form jest, ale tzw. suweren woli pudelka. Zobacz, kto > jest dziś popularny, sławny. Jakaś totalna patologia. Nie wiem jak miałbym to zrobić :D O tym co się dzieje w polityce dowiaduję się tylko z memów, ale i tak z drugiej ręki, jak mi ktoś coś forwardnie. Nie mam telewizji, nie używam tiktoka ani insta, nie mam nic polskiego na youtube (poza jakimś kanałem o LHS for some reason...) >> To dla mnie nie jest akurat w kategorii teorii spiskowych. Na jaką skalę >> to jest robione, jaki jest tego faktyczny cel (czy tak jak Ty to ubrałeś >> w słowa, czy niekoniecznie) to nie wiem, ale dałbym sobie rękę uciąć za >> to, że jest to narzędzie aktywnie wykorzystywane przez rząd chiński. > Tak, tak samo myślę. Coś w tym jest, ale ile... diabli i Chińczycy wiedzą. Słyszałem o reportażu, w którym kobieta opowiadała o tym, jak rozmawiała z informatorem z ByteDance i okazało się, że TikTok posłużył władzom do śledzenia jej (bo chcieli ustalić, kto jest informatorem). To nie do końca manipulacja wyborcza (jeszcze), ale fakt, że ich rząd wykorzystuje go do swoich celów jest niepodważalny. > Jak jeszcze byłem na LinkedIn, to po prostu zaglądałem żeby zobaczyć, co > słychać u dawnych współpracowników. Nic tam nie wrzucałem. Większość ludzi nie wrzuca. W sumie na szczęście. Wiekszość tematów technicznych to jakieś truizmy albo półprawdy, a w każdym razie mocne uproszczenia. No bo to się klika, nie? Nie trzeba się znać, żeby kumać takie treści. Community marketingowe jest spoko, ale niebardzo mnie to interesuje. Tematy o rynku, startupach, inwestycjach, gospodarce chyba też dają radę. No i HRu dużo, doh, ale tu mam wrażenie, że branża się mocno zmienia i formuje, więc widzę w tym dużo wartości. Ale ja się tym zajmuję (zajmowałem?) na codzień, więc jestem „w targecie”. :P >> Reddit miał to zrobione normalnie, ale niestety bez oznaczania >> przeczytanych. Enchancement Suite trochę to probował poprawiać, apki >> mobilne też. Ale to wciąż nie było medium, które się czytało od deski do >> deski. Znaczy, mogłeś wejść w istniejący wątek, który na popularnych >> subach miał po kilkaset komentarzy godzinę po stworzeniu, posortowałeś >> to sobie po najpopularniejszych i mogłeś czytać. > Żeby jeszcze miał interfejs NNTP, to by można się zainteresować :) Mówisz, masz: https://github.com/taviso/nntpit Shit, ale faktycznie -- nowoczesny, otwarty standard typu NNTP z grupami w hierarchii spójnej z domenami byłby spoko na bardzo wielu frontach: jako system komentarzy pod blogami, jako miejsce do tworzenia niezależnych community, etc. Ale dzisiaj już chyba otwarte standardy słabo się trzymają. Zobaczymy jak fediverse sobie poradzi. >> Ale nie było w ogóle takiego scenariusza, w którym wracałeś do danej >> dyskusji. > Bo były tak żywe, że po dwóch dniach nie było już do czego wracać? Czy > właśnie przez brak oznaczania przeczytanych? Jedno napędzało drugie. Brak oznaczania przeczytanych powodował, że inne osoby nie wracały do dyskusji, w której oryginalnie nie brały udziału. Wpadałeś w jakimś punkcie czasu, dodałeś co miałeś od siebie i ewentualnie robiłeś followup jak ktoś Ci odpisał w wątku. I to bez względu na to, czy pod postem było 2k czy 20 komentarzy. Ręcznie nikt nie będzie szukał, jak na głównej pokazują Ci się tylko najnowsze i tyle. >> UnDistracted akurat. Nie kasowałem FB całkowicie, bo wciąż używam messengera >> i zaglądam na grupy lokalne. > Jeśli jesteś w stanie używać go w zdrowy sposób to spoko. Ja nie byłem. Za > dużo czasu na nim spędzałem, używałem go jako ucieczki od obowiązków, a > dyskusje źle na mnie wpływały. Bo tam nie ma z kim dyskutować. Ludzie są > tak spolaryzowani, że tam się nie dyskutuje tylko walczy. Yep. Każda trochę większa grupa jest nie do zniesienia. Ja jestem w zasadzie na dwóch: jedna osiedlowa, bo to sprawy, które mnie bezpośrednio dotyczą, a druga ma zasięg wsi i okolic, jest tu może 10k osób -- takie lokalne newsy, co się dzieje za płotem. Zwykle tylko koty srają, nic ciekawego ;) >>> To moim zdaniem jest naprawdę wartość, a nie tylko sentyment. >> No nie wiem. Co w tamtych czasach było takiego specjalnego, że były >> lepsze niż dzisiaj? > Fajniejsi ludzie, ciekawsi ludzie, fajniejsze dyskusje, lepsze interfejsy > do prowadzenia dyskusji... Nah, ludzie tacy sami są. Trochę inne rzeczy ich formują, bo czasy się zmieniły, więc np. nie dorastali w czasach rewolucji w internecie. Ale są inne. Nie wiem jakie, pewnie się to za dekadę czy dwie wyklaruje. Subiektywnie to jasne, mi też się kiedyś bardziej podobało ;) Chociaż niekonieczne do tego stopnia, żebym się całkowicie zamienił. Ale obiektywnie, dla jakiegoś ziomka co dzisiaj odkrywa internet i jego narzędzia, satysfakcja jest pewnie ta sama, co dla nas 20+ lat temu. >> I czemu nie pociągnąć tego argumentu dalej, o kolejne 20 lat? BBS-y to >> były, nie ta chołota na newsgrupach, nie? ;) > [...] > Na BBS-ach nadal czasem bywam, choć przez packet radio. Ale to takie > ułomne jest. Ułomne, niewygodne interfejsy. Niby można pisać, ściągać > pliki, ale to nie to. Można wysłać komuś maila ograniczającego się do > "hej, sprawdzam czy to działa", i tyle. Usenet to taki złoty środek. No a te osoby, co się na insta wychowują, nie mogą tego samego argumentu użyć? Że się fotkami ciężko wymieniać. Że lajka nie można dać. Że hashtagów nie ma. Ogólnie ten usenet to spoko, takie grupy facebookowe, ale interfejs toporny i na ajfona nie ma apki. Eh? ;) >> Ja się nauczyłem zachować balans. Teraz przez trzy lata organizowałem własny >> zespól, było nas kilkanaście osób. No i oczywiście covid nas zmusił do zmiany >> sposobu pracy. I staraliśmy się większość prowadzić asynchronicznie, ale >> wszyscy siedzieliśmy na voice na discordzie, więc jeśli ktoś chciał zagadać, >> to miał tę opcję. Spotykaliśmy się też codziennie na 10 minut, ale to głównie >> dlatego, że pracowaliśmy z normalsami ;) i nie chcieliśmy się izolować. > Czyli non stop byliście na kanale głosowym? Z przerwami, jak ktoś nie chciał. Ale większość zespołu, przez większość czasu na głosowym. Na mute oczywiście. > Spotykaliście się na 10 minut na żywo czy na na głosówce? Na zoomie i tym podobnych oczywiście. Kamerka nieobowiązkowa, ale większość lubiła mordeczkę pokazać :D Lubiliśmy się generalnie, więc to nam frajdę sprawiało. >> Ale to był raczej ewenement. Przez ostatnie kilka miesięcy przeczołgałem się >> po kilku zespołach, kilka też poznałem z daleka podczas rekrutacji. Ludzie >> chyba tak głęboko tkwią w swoich korpozasadach, że nie kumają, że można >> lepiej, wygodniej, bez mikrozarządzania, bez biurokracji na każdym kroku... > Tu na szczęście, póki co, się udaje. Tylko HR się czepiają. Ale HR tak > mają. HR-y we własnym świecie żyją. W jednej organizacji tylko widziałem wyjątek, bo faktycznie dziewczyny pracowały bliżej z zespołami. A wszędzie indziej wymyślają sobie jakieś programy, zasady, idee... Ale mało kto poza nimi je kuma i realizuje. -- Winning popularity contests since ’85
Re: Dzień dobry...
Author: Arnold Ziffel
Date: Fri, 18 Aug 2023 19:20
Date: Fri, 18 Aug 2023 19:20
308 lines
14995 bytes
14995 bytes
Puck <puck@dx.one.pl> wrote: >> No to widzę, że jest tam więcej, niż widać na powierzchni. > > Nie no, reddit był spoko na prawdę. I miał duszę. Jak np. 3/4 suba umówiło > się, > że będą przez jeden dzień wszystko pisać po hiszpańsku, żeby wkręcić pozostałą > 1/4. No i miliony memów, gagów, trollingów, które odbijały się echem przez > lata. To prawie jak 4chan :) Nigdy nie byłem, ale krążą legendy. > Np. > > https://www.reddit.com/r/MuseumOfReddit/comments/8ish3t/the_time_that_ea_got_a_sense_of_pride_and/ No, wpływowy... It's amazing what you can do in 10 hours. For example, you can get 40,000 downvotes by being a total piece of corporate shit. Edit: -68.2k now at a little under 11 hours Edit: -681k notice there's no decimal point in that one. Wow :) >> A to akurat zdrowe nie jest :P Wiele ludzi robi tak z FB. > > ?\_(?)_/? > Nie umiem słuchać podcastów po 2-3 minuty na raz, więc jak jestem gdzieś, > gdzie mi się nudzi, to sociale były akurat pod ręką. Jakoś nie jestem fanem > praktykowania mindfulness et al. Więc scrolowoanie głupot dawało radę ;) > Ale teraz nie mam już czego. Zawsze możesz scrollować Discorda ;) Sam tak czasem robię. Albo Tumblra, choć tam już teraz nic ciekawego nie ma (nie żeby na Discordzie było). Jak mam więcej czasu to wyciągam Kindla, ale tak, na 2-3 minuty nie ma sensu. >> Tylko Google Groups to ogromna infrastruktura, a chmurka to jeden VPS, >> płatny ze 20 zł miesięcznie, z jedną osobą, która to postawiła i która >> tego dogląda (plus ok. 10 feedów). > > Nie bój nic, wkrótce Groups i tak trafi na cmentarzysko Google ;) Kiedyś powiedziałbym, że poziom w Usenecie się wtedy podniesie, ale teraz myślę, że to będzie kolejny nóż w jego plecach. >> Mało kto ma taką dyscyplinę. Przeglądają, jak mają akurat 20 sekund czasu >> w ciągu dnia i nie mają co zrobić z rękami, a zanim się zorientują, >> zaczynają uciekać w filmiki od nieprzyjemnych rzeczy, obowiązków, emocji. > > Far fetched. Jakoś nie przemawia do mnie to, że tego typu uciekanie to > jednoznacznie negatywna rzecz. Mnóstwo różnych używek i guilty pleasures > mamy, czy sociale są tu jakoś inne? Znaczy, one mają swoją kategorię > problemów, jak np. budowanie nierealnego obrazu świata. Ja myślę, że tu kluczem jest kontrola. Jak ktoś wchodzi na fb na pół godziny i orientuje się po 5 godzinach, że gdzieś mu uciekł dzień, to jest problem. Ja tak miałem. Dlatego odszedłem całkowicie. > Tak jak kiedyś np. usenet wychowywał trolli -- i mam tu na myśli również > tych, którzy gonili za netykietę, konfigurację czytników, regulaminy, etc. > Ze mną włącznie, rzecz jasna. Część tych trolli nadal istnieje ;) > Ale wracając: ogólnie warto sobie patrzeć na ręcę, ale nie jestem fanem > całkowitego ograniczania sociali (tych takich do głupiego scrollowania). > Ja np. staram się je ograniczać jak jestem z rodziną, ale nie do zera. > Swoją drogą, ostatnio nie miałem w ogóle telefonu przez tydzień, to było... > Inne :) Czemu nie miałeś telefonu przez tydzień? > Mhm, dlatego właśnie mi reddit umarł. Oficjalna wersja jest taka, że 3rd > party apps dużo ich kosztują, więc wprowadzają opłaty za API. A prawda > jest taka, że szykują się do IPO i chcą kontrolować wszystkie kanały, > a że w apkach nie było ich reklam... Tough luck. Stracą kilka procent > power userow na tym ruchu, ale pewnie nie będą płakać. Pytanie czy to nie power userzy napędzają Reddita. >> To ja tego chyba nie zauważyłem :) Ale ja rzadko przeglądam rekomendacje. > > Tylko suby? Generalnie tak. > Ja kiedyś miałem pododawane RSSy i w ten sposób konsumowałem, a teraz > rzadko kiedy zaglądam do tej zakładki. Dlatego też często nie daje suba, > jak mnie coś zaciekawi, bo wtedy mi się w home nie pokazuje :D Jestem > przekonany, że żaden product manager nie przewidział takiego scenariusza > :D No tak, to dosyć oryginalne :) RSSy... kiedyś sporo przeglądałem, potem jakoś ten nawyk u mnie umarł. Nawet nie wiem czy RSSy też w międzyczasie nie umarły. > A z tą zmianą promowanych to nie ja sam zauważyłem, tylko sporo > profesjonalnych YT-erów o tym mówiło, bo to mocno wpłynęło na ich kanały > i treści, które nagrywają. O, to ciekawe. Żaden z tych, których oglądam (a część jest profesjonalnymi YTerami) o tym nie mówił. > Bo wiesz, nie wystarczy publikować dobrego contentu, trzeba też non-stop > walczyć z algorytmem, bo to się samo napędza: lepiej performujesz, > więcej Cię polecają i odwrotnie: wrzucisz gorsze wideo, od którego ludki > się będą odbijać i jesteś na cenzurowanym. Nie chciałbym tak żyć. Nie chciałbym żeby moje zarobki (przynajmniej te podstawowe) były tak niestabilne i tak naprawdę niezależne ode mnie. Ale co kto lubi... >> Trochę tych long-form jest, ale tzw. suweren woli pudelka. Zobacz, kto >> jest dziś popularny, sławny. Jakaś totalna patologia. > > Nie wiem jak miałbym to zrobić :D O tym co się dzieje w polityce dowiaduję > się tylko z memów, ale i tak z drugiej ręki, jak mi ktoś coś forwardnie. > Nie mam telewizji, nie używam tiktoka ani insta, nie mam nic polskiego na > youtube (poza jakimś kanałem o LHS for some reason...) Ja się dowiaduję z wykopu :) Na YT mam polskie rzeczy, ale nic politycznego. Choć w sumie nie. Sierżant Bagieta komentuje rzeczywistość, Prawem Na Lewo komentuje jeszcze bardziej... ale to chyba jedyne takie kanały. LHS = Linia Hutnicza Szerokotorowa? > Słyszałem o reportażu, w którym kobieta opowiadała o tym, jak rozmawiała > z informatorem z ByteDance i okazało się, że TikTok posłużył władzom do > śledzenia jej (bo chcieli ustalić, kto jest informatorem). To nie do końca > manipulacja wyborcza (jeszcze), ale fakt, że ich rząd wykorzystuje go do > swoich celów jest niepodważalny. I to jest przyszłość internetu, aplikacji, telefonów. > Większość ludzi nie wrzuca. W sumie na szczęście. Wiekszość tematów > technicznych to jakieś truizmy albo półprawdy, a w każdym razie mocne > uproszczenia. No bo to się klika, nie? Nie trzeba się znać, żeby kumać > takie treści. Tak, takie pierdoły. futszaK podobno takie wrzuca. Znaczy tak mówił. > Community marketingowe jest spoko, ale niebardzo mnie to interesuje. > Tematy o rynku, startupach, inwestycjach, gospodarce chyba też dają radę. Mnie też nie, zupełnie. Jakbym chciał być przedsiębiorcą to bym wybrał taką karierę. Wolę programować, gadać z kąkuterem, a sprzedażą i ogólnie gadaniem z ludźmi niech się zajmują inni. > No i HRu dużo, doh, ale tu mam wrażenie, że branża się mocno zmienia i > formuje, więc widzę w tym dużo wartości. W zmianach w HR? > Ale ja się tym zajmuję (zajmowałem?) na codzień, więc jestem ,,w > targecie". :P Byłeś HR-owcem? Czy po prostu rekrutowałeś do swojego zespołu? Ja przez jakiś czas byłem team leaderem, rekrutowałem do siebie, ale zmieniłem dział, żeby robić ciekawsze rzeczy. Teraz znowu po prostu programuję :) >> Żeby jeszcze miał interfejs NNTP, to by można się zainteresować :) > > Mówisz, masz: > https://github.com/taviso/nntpit No proszę. Ale to pewnie korzysta z API, tego samego, które jest teraz płatne? BTW: #v+ > Can I post replies? No, reading only. Maybe one day. #v- No ale jest open-source, więc jak komuś będzie zależało, to sobie dopisze. > Shit, ale faktycznie -- nowoczesny, otwarty standard typu NNTP z grupami > w hierarchii spójnej z domenami byłby spoko na bardzo wielu frontach: > jako system komentarzy pod blogami, jako miejsce do tworzenia niezależnych > community, etc. Dla mnie byłoby super. > Ale dzisiaj już chyba otwarte standardy słabo się trzymają. Zobaczymy > jak fediverse sobie poradzi. Tego Fediverse nie rozumiem. Znaczy wiem że jest, ale czy ktokolwiek, kto ma życie, z tego korzysta? :) Przynajmniej z tej społecznościowej części. > Jedno napędzało drugie. Brak oznaczania przeczytanych powodował, że inne > osoby nie wracały do dyskusji, w której oryginalnie nie brały udziału. > Wpadałeś w jakimś punkcie czasu, dodałeś co miałeś od siebie i ewentualnie > robiłeś followup jak ktoś Ci odpisał w wątku. Ok, czyli były powiadomienia o odpowiedziach i to wszystko... >> Jeśli jesteś w stanie używać go w zdrowy sposób to spoko. Ja nie byłem. Za >> dużo czasu na nim spędzałem, używałem go jako ucieczki od obowiązków, a >> dyskusje źle na mnie wpływały. Bo tam nie ma z kim dyskutować. Ludzie są >> tak spolaryzowani, że tam się nie dyskutuje tylko walczy. > > Yep. Każda trochę większa grupa jest nie do zniesienia. Ja jestem w zasadzie > na dwóch: jedna osiedlowa, bo to sprawy, które mnie bezpośrednio dotyczą, a > druga ma zasięg wsi i okolic, jest tu może 10k osób -- takie lokalne newsy, > co się dzieje za płotem. Zwykle tylko koty srają, nic ciekawego ;) No to masz pod kontrolą :) Ja przestałem odnajdywać się w grupach, na których jestem, więc zrobiłem sobie listę podzieloną na kategorie. 26 kategorii, 395 grup. Kilka lat przed odejściem z FB przestałem już dodawać do tej listy nowe grupy, więc odchodząc miałem pewnie z 500-600. Zdrowe to nie było zdecydowanie. W Usenecie w szczycie subskrybowałem z 200. Teraz... zobaczmy. (Ctrl-O Enter Ctrl-X o q q r End, żeby wyświetlić) 268 (Ctrl-O y, żeby wrócić do pisania przerwanego posta) O, a w .newsrc mam 274 (a z odsubskrybowanymi, ale subskrybowanymi kiedyś, 339). Któreś musiały zniknąć. Tak czy inaczej to też chyba nie jest zdrowe ;) > Nah, ludzie tacy sami są. Trochę inne rzeczy ich formują, bo czasy się > zmieniły, więc np. nie dorastali w czasach rewolucji w internecie. Ale > są inne. Czyli ludzie są inni :) Tacy sami, ale inaczej uformowani. > Nie wiem jakie, pewnie się to za dekadę czy dwie wyklaruje. Myślę, że za dekadę albo dwie płatki śniegu wyhodowane na tych wszystkich fejsbukach opanują świat. > Subiektywnie to jasne, mi też się kiedyś bardziej podobało ;) Chociaż > niekonieczne do tego stopnia, żebym się całkowicie zamienił. Ale > obiektywnie, dla jakiegoś ziomka co dzisiaj odkrywa internet i jego > narzędzia, satysfakcja jest pewnie ta sama, co dla nas 20+ lat temu. To by znów trzeba futszaKa spytać, tym razem o jego syna :) >> Na BBS-ach nadal czasem bywam, choć przez packet radio. Ale to takie >> ułomne jest. Ułomne, niewygodne interfejsy. Niby można pisać, ściągać >> pliki, ale to nie to. Można wysłać komuś maila ograniczającego się do >> "hej, sprawdzam czy to działa", i tyle. Usenet to taki złoty środek. > > No a te osoby, co się na insta wychowują, nie mogą tego samego argumentu użyć? > Że się fotkami ciężko wymieniać. Że lajka nie można dać. Że hashtagów nie ma. Z fotkami to zgoda, choć w zasadzie technologia pozwala, tylko zaszłości historyczne i podział na grupy binarne i tekstowe nie. Lajków do szczęścia nie potrzebuję, to nie wiem :) Hashtagów też nie, choć na upartego można je wpisywać w temat (i są listy mailowe, które tego wymagają). > Ogólnie ten usenet to spoko, takie grupy facebookowe, ale interfejs toporny > i na ajfona nie ma apki. Eh? ;) Jakby była potrzeba, to i apka by się znalazła :) A interfejs... może toporny, ale jak się go opanuje, to dużo wygodniejszy. No i można mieć taki interfejs, jaki się chce. Ja wolę tina, to używam tina. Ktoś inny może woleć Thunderbirda, albo OE, albo cokolwiek innego. >>> Ja się nauczyłem zachować balans. Teraz przez trzy lata organizowałem własny >>> zespól, było nas kilkanaście osób. No i oczywiście covid nas zmusił do zmiany >>> sposobu pracy. I staraliśmy się większość prowadzić asynchronicznie, ale >>> wszyscy siedzieliśmy na voice na discordzie, więc jeśli ktoś chciał zagadać, >>> to miał tę opcję. Spotykaliśmy się też codziennie na 10 minut, ale to głównie >>> dlatego, że pracowaliśmy z normalsami ;) i nie chcieliśmy się izolować. >> Czyli non stop byliście na kanale głosowym? > > Z przerwami, jak ktoś nie chciał. Ale większość zespołu, przez większość czasu > na głosowym. Na mute oczywiście. To bym się chyba skupić nie mógł. >> Spotykaliście się na 10 minut na żywo czy na na głosówce? > > Na zoomie i tym podobnych oczywiście. Kamerka nieobowiązkowa, ale większość > lubiła mordeczkę pokazać :D Lubiliśmy się generalnie, więc to nam frajdę > sprawiało. U nas tylko ja mordeczkę pokazuję, ale na avatarze, bo nie chcę wychylać się jako jedyny z kamerą :) Pracuję z tymi ludźmi rok a nadal nie wiem jak większość z nich wygląda. Może taka niemiecka kultura. > HR-y we własnym świecie żyją. W jednej organizacji tylko widziałem wyjątek, > bo faktycznie dziewczyny pracowały bliżej z zespołami. A wszędzie indziej > wymyślają sobie jakieś programy, zasady, idee... Ale mało kto poza nimi je > kuma i realizuje. Tak, racja. Takie państwo w państwie. Nie żeby devi byli inni ;) -- Przychodzi chłopiec do lekarza. Z gabinetu dobiega głos: - Cztery lata Cię leczyłem na żółtaczkę a teraz mi mówisz, że jesteś Chińczykiem?!
Re: Dzień dobry...
Author: Puck
Date: Fri, 18 Aug 2023 22:02
Date: Fri, 18 Aug 2023 22:02
287 lines
14833 bytes
14833 bytes
On 18 Aug 2023 at 21:20:09 CEST, "Arnold Ziffel" <Arnold Ziffel> wrote: > To prawie jak 4chan :) Nigdy nie byłem, ale krążą legendy. Też nie, ale akurat się cieszę. Trzeba sobie granice gdzieś postawić. >>> A to akurat zdrowe nie jest :P Wiele ludzi robi tak z FB. >> Nie umiem słuchać podcastów po 2-3 minuty na raz, więc jak jestem gdzieś, >> gdzie mi się nudzi, to sociale były akurat pod ręką. Jakoś nie jestem fanem >> praktykowania mindfulness et al. Więc scrolowoanie głupot dawało radę ;) >> Ale teraz nie mam już czego. > Zawsze możesz scrollować Discorda ;) Sam tak czasem robię. Albo Tumblra, > choć tam już teraz nic ciekawego nie ma (nie żeby na Discordzie było). Jak > mam więcej czasu to wyciągam Kindla, ale tak, na 2-3 minuty nie ma sensu. Ja nigdy nie czytałem dużo książek, ale mojej żonie kindle się właśnie do tego sprawdza. 3 minutki tu, 10 tam i jakoś to idzie do przodu bez konieczności dźwigania martwych drzew wszędzie. Ale discord do scrollowania? Chyba na różnych serwerach siedzimy, ja raczej nie mam żadnych, które bym chciał czytać, tylko gadać. Ale to też raz od święta. Mam np. off-topicowy #cooking na jednym serwerze, gdzie raz na kilka tygodni pojawia się kilka fotek :) Serwer jest zupełnie o czym innym, ale to taka nasza tradycja :D >>> Tylko Google Groups to ogromna infrastruktura, a chmurka to jeden VPS, >>> płatny ze 20 zł miesięcznie, z jedną osobą, która to postawiła i która >>> tego dogląda (plus ok. 10 feedów). >> Nie bój nic, wkrótce Groups i tak trafi na cmentarzysko Google ;) > Kiedyś powiedziałbym, że poziom w Usenecie się wtedy podniesie, ale teraz > myślę, że to będzie kolejny nóż w jego plecach. Aaa, bo ludki faktycznie go używają? Dobrze, że przynajmniej spamerzy już w większości odpuścili :) Ale z tego co widzę, to jedyne grupy, które pozostały z jakimś ruchem są albo mocno tematyczne / niszowe (vide elektronika), albo są przykrywką do bluzgów o polityce. :D >> Far fetched. Jakoś nie przemawia do mnie to, że tego typu uciekanie to >> jednoznacznie negatywna rzecz. Mnóstwo różnych używek i guilty pleasures >> mamy, czy sociale są tu jakoś inne? Znaczy, one mają swoją kategorię >> problemów, jak np. budowanie nierealnego obrazu świata. > Ja myślę, że tu kluczem jest kontrola. Jak ktoś wchodzi na fb na pół > godziny i orientuje się po 5 godzinach, że gdzieś mu uciekł dzień, to jest > problem. Ja tak miałem. Dlatego odszedłem całkowicie. W ogóle FB to jest inna kategoria. Dla mnie tam absolutnie nie ma nic wartościowego, a to szczególnie złe w zestawieniu z tym, jak uzależniający jest pomimo tego. Nie wiem jak miałbym na nim spędzić więcej niż kilka minut, ale i ten czas traktuję jako zmarnowany. Youtube to co innego. Przyznam, że czasami scrolluję bez celu i mogłbym już np. pójść spać w zamian. Plus z tego taki, że w zasadzie dobrze mi się zasypia jak ktoś coś gada w tle :) >> Tak jak kiedyś np. usenet wychowywał trolli -- i mam tu na myśli również >> tych, którzy gonili za netykietę, konfigurację czytników, regulaminy, etc. >> Ze mną włącznie, rzecz jasna. > Część tych trolli nadal istnieje ;) Ciary mnie przechodzą jak widzę jak się zachowywałem wtedy. Z jakiegoś powodu to ciekawe dla mnie, że w większości potrafiłem być chamski wobec „obcych”, a jednocześnie zupełnie normalny dla „swoich”. Przy czym te grupy potrafiły się oczywiście mieszać :) Ale to u mnie razej stałe MO, bo potem podobnie się zachowywałem na forach, gdzie część osób uważała mnie za autorytet, a inni pewnie najchętniej zbanowali; ale i teraz mi się zdarza. W poprzedniej robocie w moim zespole byłem święty, ale czasami z ludźmi spoza szło na noże. [...] > Czemu nie miałeś telefonu przez tydzień? Spsuł się. Drugi raz w tym roku w sumie. W sensie, pod kątem nie używania telefonu to piszę, a nie tego, że mi często smartfony wypadają z rąk ;) >> Mhm, dlatego właśnie mi reddit umarł. Oficjalna wersja jest taka, że 3rd >> party apps dużo ich kosztują, więc wprowadzają opłaty za API. A prawda >> jest taka, że szykują się do IPO i chcą kontrolować wszystkie kanały, >> a że w apkach nie było ich reklam... Tough luck. Stracą kilka procent >> power userow na tym ruchu, ale pewnie nie będą płakać. > Pytanie czy to nie power userzy napędzają Reddita. Byłem ciekaw i chciałem złapać jakieś statystyki jak zmieni się ruch po lipcowym odcięciu, ale nie dotarłem do niczego. Trochę też to trudno zweryfikować, skoro odcięli dostęp do API, żeby sobie to policzyć samemu :) Ale myślę, że z wewnątrz bańki to tak wygląda oczywiście, ale w większej skali nie ma to większego znaczenia. Na pewno coś straci, ale pewnie po prostu pójdzie bardziej w mainstream. Może umrze tak jak digg, z którego się narodził, może sobie będzie żył inercją przez kolejne dekady, who knows. > RSSy... kiedyś sporo przeglądałem, potem jakoś ten nawyk u mnie umarł. > Nawet nie wiem czy RSSy też w międzyczasie nie umarły. Troszkę tylko. Bardzo sporadycznie spotykam blogi, które by nie miały feedów. Zamknięcie Google Readera to był trochę cios, ale od razu pojawił się szereg alternatyw, zarówno serwerów jak i aplikacji. Rynek się trochę skurczył, bo kiedyś dużo więcej rzeczy było wystawianych, jak np. bramka nntp2rss ;) albo np. komentarze na blogach miały osobne kanały per każdy wpis. No a teraz ludzie niebardzo robią ani jednego ani drugiego... >> A z tą zmianą promowanych to nie ja sam zauważyłem, tylko sporo >> profesjonalnych YT-erów o tym mówiło, bo to mocno wpłynęło na ich kanały >> i treści, które nagrywają. > O, to ciekawe. Żaden z tych, których oglądam (a część jest profesjonalnymi > YTerami) o tym nie mówił. Próbowałem na szybko zgoglać, ale mi nie wyszło. Ale to głównie dlatego, że ta zmiana miała miejsce dobre kilka lat temu, 6-8 może? A bardziej ostatnio ja oglądałem jak Veritasium sensownie podsumował temat: https://youtu.be/S2xHZPH5Sng >> Bo wiesz, nie wystarczy publikować dobrego contentu, trzeba też non-stop >> walczyć z algorytmem, bo to się samo napędza: lepiej performujesz, >> więcej Cię polecają i odwrotnie: wrzucisz gorsze wideo, od którego ludki >> się będą odbijać i jesteś na cenzurowanym. > Nie chciałbym tak żyć. Nie chciałbym żeby moje zarobki (przynajmniej te > podstawowe) były tak niestabilne i tak naprawdę niezależne ode mnie. Ale > co kto lubi... Słyszałem, że @Skallagrim [1] z miesiąca na miesiąc stracił jakieś 50% przychodów (nie przytoczę dokładnie). Więcej na Bes/Schematu: https://www.youtube.com/watch?v=n9odIJdWHtw [1]: https://www.youtube.com/@Skallagrim W skrócie: algorytmy :) Budujesz sobie publiczność, ale wcale do niej nie docierasz, bo „subscribe” to tak naprawdę „subscribe... maybe?” :) >> (...) nie mam nic polskiego na youtube (poza jakimś kanałem o LHS) > LHS = Linia Hutnicza Szerokotorowa? Ta sama. >> [ByteDance] > I to jest przyszłość internetu, aplikacji, telefonów. Ciekawe, czy to kiedyś pierdolnie :o >> No i HRu dużo, doh, ale tu mam wrażenie, że branża się mocno zmienia i >> formuje, więc widzę w tym dużo wartości. > W zmianach w HR? Tak, ale w takim nowoczesnym, miękkim HR i leadershipie ogólnie; nie o paniach z 4-go piętra, które zorganizują Ci formalnie mediację jak Cię szef mobbinguje. To się zrobił taki ruch na temat empatii, ludzkiego podejścia, jasnych oczekiwań itd. >> Ale ja się tym zajmuję (zajmowałem?) na codzień, więc jestem ,,w >> targecie". :P > Byłeś HR-owcem? Czy po prostu rekrutowałeś do swojego zespołu? Gdzieś w okolicach 2017-ish dołączyła do nas do organizacji fajna dziewczyna z HRów. Mówię fajna, bo po prostu miała w dużej mierze taki charakter jak ja ;) Ale dobrze mi się pracowało i nawet dla zgrywy kiedyś zaaplikowałem o przeniesienie do jej działu, więc prawie byłem w HRach :) Ale tak bardziej serio: w kontekście, w którym ja się obracam, małych, zwinnych organizacji, każdy jest trochę HRowcem. Bo wszędzie jest przestrzeń na to, żeby kształtować kulturę, pomagać w rozwoju zespołu, podejmować inicjatywy, etc. No a poza tym ja osobiście też przez większość czasu rekrutowałem i prowadziłem zespoły, tak. A teraz jakoś się mnie to tak trzyma. Byłem np. w tym roku na większej ilości spotkań / konferencji HRowych niż technicznych :) > Ja przez jakiś czas byłem team leaderem, rekrutowałem do siebie, ale > zmieniłem dział, żeby robić ciekawsze rzeczy. Teraz znowu po prostu > programuję :) /me too, ale nie z wyboru :P >>> Żeby jeszcze miał interfejs NNTP, to by można się zainteresować :) >> Mówisz, masz: >> https://github.com/taviso/nntpit > No proszę. Ale to pewnie korzysta z API, tego samego, które jest teraz > płatne? > > BTW: > > #v+ >> Can I post replies? > > No, reading only. Maybe one day. > #v- > > No ale jest open-source, więc jak komuś będzie zależało, to sobie dopisze. Pewnie dlatego działa na jakichś resztkach otwartego API, bo z tego co rozumiem tam nie ma autoryzacji żadnej. >> Ale dzisiaj już chyba otwarte standardy słabo się trzymają. Zobaczymy >> jak fediverse sobie poradzi. > Tego Fediverse nie rozumiem. Znaczy wiem że jest, ale czy ktokolwiek, kto > ma życie, z tego korzysta? :) Przynajmniej z tej społecznościowej części. Can’t tell. Czas pokaże. Jak dla mnie to na dwoje babka wróżyła. > [268] > Tak czy inaczej to też chyba nie jest zdrowe ;) Yyy, jest jeszcze 268 grup na usenecie? ;) Na ilu z nich jest jakiś ruch przynajmniej raz na kilka dni? Pytanie bonusowe: a nie licząc nekropostów w stylu: czy ktoś tu jeszcze zagląda? :D >> Nie wiem jakie, pewnie się to za dekadę czy dwie wyklaruje. > Myślę, że za dekadę albo dwie płatki śniegu wyhodowane na tych wszystkich > fejsbukach opanują świat. No ja nie planuję, a zdecydowanie ktoś musi. :) Ale czy płatki śniegu? To chyba stereotyp. Trochę pewnie tak, i fajnie jest się śmiać, jak to w naszym pokoleniu wychodziło się samemu rano z domu i wracało po zmroku, a ta dzisiejsza młodzież, omg. >> No a te osoby, co się na insta wychowują, nie mogą tego samego argumentu użyć? >> Że się fotkami ciężko wymieniać. Że lajka nie można dać. Że hashtagów nie ma. > Z fotkami to zgoda, choć w zasadzie technologia pozwala, tylko zaszłości > historyczne i podział na grupy binarne i tekstowe nie. Lajków do szczęścia > nie potrzebuję, to nie wiem :) Hashtagów też nie, choć na upartego można > je wpisywać w temat (i są listy mailowe, które tego wymagają). No wiesz, tylko weź pod uwagę, że teraz na socialach -- nie znam się, bo z nich nie korzystam -- innowacją jest to, czy scrollujesz te fotki z góry na dół, czy z lewa na prawo ;D Like, seriously, ktoś mi próbował tłumaczyć czym się różnią rolki od już nie pamiętam czego, storisów chyba i zrozumiałem tyle, że jedne się scrolluje wertykalnie a drugie horyzontalnie. Anywho, zgubiłem wątek ;) >> Ogólnie ten usenet to spoko, takie grupy facebookowe, ale interfejs toporny >> i na ajfona nie ma apki. Eh? ;) > Jakby była potrzeba, to i apka by się znalazła :) A interfejs... może > toporny, ale jak się go opanuje, to dużo wygodniejszy. No i można mieć > taki interfejs, jaki się chce. Ja wolę tina, to używam tina. Ktoś inny > może woleć Thunderbirda, albo OE, albo cokolwiek innego. Mi nie musisz tłumaczyć. Swoją drogą to samo miałem na reddicie i dlatego płaczę, bo mi zabrali. Ale wracając do meritum: jednak nie ma apki. I nikomu nie zależy, żeby zrobić. Bo „nikogo” tu nie było, żeby tego doświadczyć i rozumieć, że może być unaczej. To jest dla nich unknown unknown, więc poza nielicznymi dinozaurami (co robią bramkę reddit2nntp), nikt nie patrzy na to z perspektywy utraconej wartości. Mają być lajki i hasztagi i emotki i co tam jeszcze. Na tym się wychowają, a następne pokolenie wymyśli coś innego i będą z nostalgią wracać do early-2020s tak jak my do early-2000s :) Swoją drogą hasztagi miały taki potencjał na upychanie metadanych w treściach, ale też poszły w kierunku mainsteamu. >>> Czyli non stop byliście na kanale głosowym? >> Z przerwami, jak ktoś nie chciał. Ale większość zespołu, przez większość czasu >> na głosowym. Na mute oczywiście. > To bym się chyba skupić nie mógł. Tak samo jak ludzie nie mogli się skupić na open space, bo ich ciągle ktoś zaczepiał. Więc i na to pojawiły się sposoby -- najpopularniejszy to chyba słuchawki jako dnd. I my to podświadomie kalkowaliśmy, bo czasami ludzie wchodzili w deafen (co nawet ma ikonkę słuchawek), żeby mieć spokój. Ale najważniejsze, że to nie był żaden przymus. Kto chciał, ten siedział, bo widział w tym wartość. I mógł w każdej chwili wyjść. >> HR-y we własnym świecie żyją. W jednej organizacji tylko widziałem wyjątek, >> bo faktycznie dziewczyny pracowały bliżej z zespołami. A wszędzie indziej >> wymyślają sobie jakieś programy, zasady, idee... Ale mało kto poza nimi je >> kuma i realizuje. > Tak, racja. Takie państwo w państwie. Nie żeby devi byli inni ;) No ja staram się walczyć. https://lebkowski.name/interdisciplinary-teams/ Jak kiedyś znajdę mojego jednorożca, to będę starał się to wprowadzić w życie. -- Winning popularity contests since ’85
Re: Dzień dobry...
Author: Arnold Ziffel
Date: Wed, 23 Aug 2023 01:40
Date: Wed, 23 Aug 2023 01:40
379 lines
19115 bytes
19115 bytes
Puck <puck@dx.one.pl> wrote: >> To prawie jak 4chan :) Nigdy nie byłem, ale krążą legendy. > > Też nie, ale akurat się cieszę. Trzeba sobie granice gdzieś postawić. Ja trochę żałuję, ale boję się, że ilość szamba by mnie przytłoczyła. Już i tak na pircu przytłacza (nie bywasz na tych kanałach, to nawet tego nie widzisz, ale wpadnij na #muzyka na przykład, albo na #grunge). Psychiatryk online a to dlatego, że jak czat Onetu się zamykał, to pirc przygarnął te osoby, które zrobiły sobie z czatu Onetu drugi dom. BTW, alt.pl.net-squad został zasugerowany (przeze mnie :P) osobnikom z #knajpa. xmszkn, który tam pisze, i kompowiec, są właśnie stamtąd. >> Zawsze możesz scrollować Discorda ;) Sam tak czasem robię. Albo Tumblra, >> choć tam już teraz nic ciekawego nie ma (nie żeby na Discordzie było). Jak >> mam więcej czasu to wyciągam Kindla, ale tak, na 2-3 minuty nie ma sensu. > > Ja nigdy nie czytałem dużo książek, ale mojej żonie kindle się właśnie > do tego sprawdza. 3 minutki tu, 10 tam i jakoś to idzie do przodu bez > konieczności dźwigania martwych drzew wszędzie. No to mi tak samo. Odkąd mam Kindla zacząłem czytać naprawdę dużo, bo to po prostu wygodne. > Ale discord do scrollowania? Chyba na różnych serwerach siedzimy, ja > raczej nie mam żadnych, które bym chciał czytać, tylko gadać. Ja mam takie, na których są memy :P Gadam w sumie tylko na jednym, inne tylko przeglądam, bo albo nie ma o czym gadać, albo mi się z tymi ludźmi gadać nie chce. Ale memy <3 >> Kiedyś powiedziałbym, że poziom w Usenecie się wtedy podniesie, ale teraz >> myślę, że to będzie kolejny nóż w jego plecach. > > Aaa, bo ludki faktycznie go używają? Używają na równi z najbardziej używanym serwerem w polskim Usenecie (czyli moim :P). > Dobrze, że przynajmniej spamerzy już w większości odpuścili :) Spamerzy w zasadzie tak, ale różnych czubów nadal trochę tu jest. > Ale z tego co widzę, to jedyne grupy, które pozostały z jakimś ruchem są > albo mocno tematyczne / niszowe (vide elektronika), albo są przykrywką > do bluzgów o polityce. :D pl.misc.elektronika bardzo sobie cenię. A reszta... hmm, jest pl.misc.samochody jeszcze z jako-takim ruchem i poziomem. Inna sprawa, że są grupy, na których jest ruch, ale tematyka zupełnie mnie nie interesuje. pl.soc.religia i pl.soc.polityka to zawsze był ściek i to się nie zmieniło. pl.pregierz zdaje się też już został zupełnie upolityczniony. > W ogóle FB to jest inna kategoria. Dla mnie tam absolutnie nie ma nic > wartościowego, a to szczególnie złe w zestawieniu z tym, jak uzależniający > jest pomimo tego. Ale... ale grupy :3 > Nie wiem jak miałbym na nim spędzić więcej niż kilka minut, ale i ten > czas traktuję jako zmarnowany. Bo to jest zmarnowany czas. Z dyskusji tam nic nie wynika. Jedyna wartość, jaką wyniosłem z fb, to znajomości. Kilka osób, które nie wykruszyły się pomimo mojego odejścia z fb. Bo jasne, jak byłem na fb, to miałem sporo znajomych tam, robiliśmy zloty, spotkania po 15, 20 osób. Fajnie było. Tylko co z tego, jak te osoby zapomniały o mnie, gdy zniknąłem z fb? Znajomości na fb generalnie są bardzo powierzchowne. Albo się je przeniesie do reala i sprawi, że to real będzie głównym centrum, w którym się daną znajomość utrzymuje, albo po prostu umrą wraz z odejściem z fb. > Youtube to co innego. Przyznam, że czasami scrolluję bez celu i mogłbym już > np. pójść spać w zamian. Plus z tego taki, że w zasadzie dobrze mi się > zasypia jak ktoś coś gada w tle :) A to jak moja ex. Uzależniona od yt totalnie, i to do tego stopnia, że jest to problematyczne. >> Część tych trolli nadal istnieje ;) > > Ciary mnie przechodzą jak widzę jak się zachowywałem wtedy. Dlatego ja nie chcę czytać, co ja wtedy pisałem :D Taki cringe totalny. Byłem w zasadzie zupelnie inną osobą, niż jestem teraz. Ale to dobrze. Gorzej gdybym się zatrzymał w rozwoju :) > Z jakiegoś powodu to ciekawe dla mnie, że w większości potrafiłem być > chamski wobec ,,obcych", a jednocześnie zupełnie normalny dla ,,swoich". To chyba normalne. Trybalizm? Nie wiem. Ale ja też tak miałem. My i oni. Nasi i obcy. > Ale to u mnie razej stałe MO, bo potem podobnie się zachowywałem na > forach, gdzie część osób uważała mnie za autorytet, a inni pewnie > najchętniej zbanowali; ale i teraz mi się zdarza. Tak, znam to... Dlatego na pircu jestem w dwóch osobach ;) Jedna adminuje i jest grzeczna, bo jej nie wypada. Druga specjalnie się nie powstrzymuje. > W poprzedniej robocie w moim zespole byłem święty, ale czasami z ludźmi > spoza szło na noże. W robocie bardzo staram się ograniczać tę swoją tendencję. W poprzedniej firmie mi się nie udawało. W poprzednim zespole w tej robocie też nie. W tym staram się zachować profesjonalizm i na razie się udaje. Ale to chyba zależy od tego, na ile pewnie się czuję w danym zespole, czy otoczeniu. W tym jeszcze się nie czuję (i nie wiem, czy kiedykolwiek poczuję, musiałbym się z tymi ludźmi widywać na żywo). Podobnie było zresztą z forami i grupami na fb jeszcze te 10 lat temu. Schemat był zawsze podobny. Wchodzę na forum, ludzie mnie lubią, zaczynają mi ufać, jakimś cudem zostaję adminem i zaczyna mi odbijać. Teraz jakoś mi to przeszło, może trochę dorosłem, nie wiem. >> Czemu nie miałeś telefonu przez tydzień? > > Spsuł się. Drugi raz w tym roku w sumie. W sensie, pod kątem nie używania > telefonu to piszę, a nie tego, że mi często smartfony wypadają z rąk ;) Ja bez telefonu czuję się jak bez ręki. Co jest dziwne, bo nie używam go jakoś specjalnie bardzo. Ale musi być. Daje mi jakieś poczucie bezpieczeństwa. > Byłem ciekaw i chciałem złapać jakieś statystyki jak zmieni się ruch > po lipcowym odcięciu, ale nie dotarłem do niczego. Trochę też to trudno > zweryfikować, skoro odcięli dostęp do API, żeby sobie to policzyć samemu :) No tak :) > Ale myślę, że z wewnątrz bańki to tak wygląda oczywiście, ale w większej > skali nie ma to większego znaczenia. Na pewno coś straci, ale pewnie > po prostu pójdzie bardziej w mainstream. Może umrze tak jak digg, z którego > się narodził, może sobie będzie żył inercją przez kolejne dekady, who knows. Pewnie będzie jak z wykopem po wprowadzeniu mikrobloga. To w sumie jak z jelitami. Jak jesz pokarm, który lubią dobre bakterie, to rozrastają się te dobre. Jak jesz paskudztwa, to nagle się okazuje, że masz te "złe". > Troszkę tylko. Bardzo sporadycznie spotykam blogi, które by nie miały > feedów. Zamknięcie Google Readera to był trochę cios, ale od razu > pojawił się szereg alternatyw, zarówno serwerów jak i aplikacji. Ja nigdy nie używałem Google Readera. Miałem RSSy w Operze. Zniknęły jak w końcu miałem dosyć Opery i przeszedłem na FF. > Rynek się trochę skurczył, bo kiedyś dużo więcej rzeczy było wystawianych, > jak np. bramka nntp2rss ;) albo np. komentarze na blogach miały osobne > kanały per każdy wpis. No a teraz ludzie niebardzo robią ani jednego > ani drugiego... Tak, to pamiętam. No cóż... jak blog.pl nie miał RSSów, to sam sobie zrobiłem. Skrypt w cronie, ściągający indeks, odgrepowanie jakichś rzeczy, które zmieniały się per ściągnięcie, diff względem popzredniego indeksu, i wysyłka na maila. No to prawie jak RSS :) > Próbowałem na szybko zgoglać, ale mi nie wyszło. Ale to głównie dlatego, > że ta zmiana miała miejsce dobre kilka lat temu, 6-8 może? A bardziej > ostatnio ja oglądałem jak Veritasium sensownie podsumował temat: > https://youtu.be/S2xHZPH5Sng Nie pamiętam już co oglądałem 6-8 lat temu O.o Ale ten filmik Veritasium pamiętam. >> Nie chciałbym tak żyć. Nie chciałbym żeby moje zarobki (przynajmniej te >> podstawowe) były tak niestabilne i tak naprawdę niezależne ode mnie. Ale >> co kto lubi... > > Słyszałem, że @Skallagrim [1] z miesiąca na miesiąc stracił jakieś > 50% przychodów (nie przytoczę dokładnie). Więcej na Bes/Schematu: > https://www.youtube.com/watch?v=n9odIJdWHtw > > [1]: https://www.youtube.com/@Skallagrim Przerażające. Przyzwyczajasz się do pewnego poziomu zarobków, poziomu życia, obciążeń finansowych, a nagle... ciach. Nie zrobiłeś nic złego, nie pracujesz gorzej, a nagle dostajesz mniej. > W skrócie: algorytmy :) Budujesz sobie publiczność, ale wcale do niej > nie docierasz, bo ,,subscribe" to tak naprawdę ,,subscribe... maybe?" :) W sensie, że bez dzwoneczka? >>> [ByteDance] >> I to jest przyszłość internetu, aplikacji, telefonów. > > Ciekawe, czy to kiedyś pierdolnie :o Zobaczymy. Pewnie dożyjemy. > Tak, ale w takim nowoczesnym, miękkim HR i leadershipie ogólnie; nie > o paniach z 4-go piętra, które zorganizują Ci formalnie mediację > jak Cię szef mobbinguje. To się zrobił taki ruch na temat empatii, > ludzkiego podejścia, jasnych oczekiwań itd. U nas jak szef mobbingował (przynajmniej tak jeden pracownik twierdził) nie kiwnęli palcem :) A jakiego maila wysmarował... to jest w ogóle niesamowita lektura treści wyprodukowanej przez człowieka, który wiedział, że jest niezdolny do niczego i za chwilę wyleci, więc w ten sposób próbował się ratować. Potem zmienił dział i się to rozmyło, aż w końcu z nowego działu też wyleciał. W międzyczasie podobno coś mu odbiło, przyśnił mu się pies, który coś mówił, i założył kult tego psa, ogłosił się prorokiem tego psa. No cóż, zawsze był dziwny, ale zakładałem, że to różnice kulturowe (jedyny niepolak w tamtym zespole). Teraz się pozmieniało i to ja jestem jedynym nieniemcem... > Gdzieś w okolicach 2017-ish dołączyła do nas do organizacji fajna > dziewczyna z HRów. Mówię fajna, bo po prostu miała w dużej mierze > taki charakter jak ja ;) Oj, jak ja bym poznał kogoś o moim charakterze, to nie powiedziałbym, że jest fajny :P Nie polubiłbym drugiej wersji siebie. > Ale tak bardziej serio: w kontekście, w którym ja się obracam, małych, > zwinnych organizacji, każdy jest trochę HRowcem. Bo wszędzie jest > przestrzeń na to, żeby kształtować kulturę, pomagać w rozwoju zespołu, > podejmować inicjatywy, etc. Tak, racja. To ja jestem po zupełnie przeciwnej stronie. Nie mam wpływu na kulturę organizacji ani takie miękkie rzeczy. Ale to dobrze. Nie znam się na ludziach, komputery lepiej mnie rozumieją ;) > No a poza tym ja osobiście też przez większość czasu rekrutowałem i > prowadziłem zespoły, tak. A teraz jakoś się mnie to tak trzyma. Byłem > np. w tym roku na większej ilości spotkań / konferencji HRowych niż > technicznych :) Ja miałem jeden taki epizod (trwający kilka lat), że byłem team leaderem. W sumie jest to jakieś zajęcie, tylko projekt był wyjątkowo gówniany. Nie byłem tam szczęśliwy, nie robiłem tego, co chciałem robić. Inni też nie. Rozpadło się to wszystko w końcu i z perspektywy czasu myślę, że dobrze, bo bym się wykończył. >> Ja przez jakiś czas byłem team leaderem, rekrutowałem do siebie, ale ...ale chyba muszę się więcej wysypiać, bo mam dziury w pamięci :P >> zmieniłem dział, żeby robić ciekawsze rzeczy. Teraz znowu po prostu >> programuję :) > > /me too, ale nie z wyboru :P Programujesz z konieczności? :) Nie chcesz tego robić? >> No ale jest open-source, więc jak komuś będzie zależało, to sobie dopisze. > > Pewnie dlatego działa na jakichś resztkach otwartego API, bo z tego > co rozumiem tam nie ma autoryzacji żadnej. A, czyli czytanie dla wszystkich, a postowanie po autoryzacji i zapłaceniu pieniążków za API key... >> Tego Fediverse nie rozumiem. Znaczy wiem że jest, ale czy ktokolwiek, kto >> ma życie, z tego korzysta? :) Przynajmniej z tej społecznościowej części. > > Can't tell. Czas pokaże. Jak dla mnie to na dwoje babka wróżyła. A jest tam jakieś życie? >> [268] >> Tak czy inaczej to też chyba nie jest zdrowe ;) > > Yyy, jest jeszcze 268 grup na usenecie? ;) Tak, ale nie tylko na polskim :) Mam też sporo list mailowych z groups.io przerzuconych przez bramkę mail2news, bo listy mailowe to dla mnie jak drapanie się w prawy łokieć prawą ręką. > Na ilu z nich jest jakiś ruch przynajmniej raz na kilka dni? Pytanie > bonusowe: a nie licząc nekropostów w stylu: czy ktoś tu jeszcze zagląda? > :D W sumie sporo takich jest. Zerknij na statystki na chmurce, tam jest napisane :) Albo na chmurka.statystyki na news.chmurka.net. >> Myślę, że za dekadę albo dwie płatki śniegu wyhodowane na tych wszystkich >> fejsbukach opanują świat. > > No ja nie planuję, a zdecydowanie ktoś musi. :) Ale czy płatki śniegu? > To chyba stereotyp. Trochę pewnie tak, i fajnie jest się śmiać, jak to > w naszym pokoleniu wychodziło się samemu rano z domu i wracało po zmroku, > a ta dzisiejsza młodzież, omg. Nie, mi raczej chodzi o odporność psychiczną. Ci ludzie jej nie mają. Nie potrafią znosić krytyki, nie potrafią się nie zgadzać, nie potrafią dyskutować, a z bycia ofiarą robią cnotę. Nie wszyscy, oczywiście, ale taki widzę trend. >> Z fotkami to zgoda, choć w zasadzie technologia pozwala, tylko zaszłości >> historyczne i podział na grupy binarne i tekstowe nie. Lajków do szczęścia >> nie potrzebuję, to nie wiem :) Hashtagów też nie, choć na upartego można >> je wpisywać w temat (i są listy mailowe, które tego wymagają). > > No wiesz, tylko weź pod uwagę, że teraz na socialach -- nie znam się, > bo z nich nie korzystam -- innowacją jest to, czy scrollujesz te fotki > z góry na dół, czy z lewa na prawo ;D Like, seriously, ktoś mi próbował > tłumaczyć czym się różnią rolki od już nie pamiętam czego, storisów chyba > i zrozumiałem tyle, że jedne się scrolluje wertykalnie a drugie > horyzontalnie. To dla mnie jakaś totalna abstrakcja. Może to już starość :) Jeśli chodzi o rolki, to może spełnia to taką rolę, jak kiedyś opisy na GG? Gdy chcesz coś krótkiego powiedzieć w świat, rzucić w eter, ale niekoniecznie zapraszając do dyskusji. > Mi nie musisz tłumaczyć. Swoją drogą to samo miałem na reddicie i > dlatego płaczę, bo mi zabrali. Ale wracając do meritum: jednak nie ma > apki. I nikomu nie zależy, żeby zrobić. Bo ,,nikogo" tu nie było, żeby > tego doświadczyć i rozumieć, że może być unaczej. To jest dla nich > unknown unknown, więc poza nielicznymi dinozaurami (co robią bramkę > reddit2nntp), nikt nie patrzy na to z perspektywy utraconej wartości. Efekt sieci. Sieć jest nieciekawa, bo nie ma na niej ludzi, a nie ma na niej ludzi, bo nie ma na niej ludzi. > Mają być lajki i hasztagi i emotki i co tam jeszcze. Na tym się wychowają, > a następne pokolenie wymyśli coś innego i będą z nostalgią wracać > do early-2020s tak jak my do early-2000s :) To brzmi dla mnie już zupełnie abstrakcyjnie :) Jasne, my się wychowaliśmy na emotkach, umiemy używać ich intuicyjnie (starsi ludzie nie umieją, ciężko jest im to opanować), ale emotki zawsze były dodatkiem do treści, a nie treścią samą w sobie. No i emotki... ile tych emotek potrzeba? Ja korzystam dosłownie z kilku. Tymczasem nawet na Discordzie jest cała masa różnych możliwych reakcji, które w zasadzie nie niosą żadnej treści. > Swoją drogą hasztagi miały taki potencjał na upychanie metadanych > w treściach, ale też poszły w kierunku mainsteamu. Tak, na początku tak. I tagi w nawiasach kwadratowych. Pamiętam jak Grono wprowadziło tagi i jakąś chmurę tagów. Zastanawiałem się o co w tym chodzi i po co to komu potrzebne :) Tymczasem sam w swoich notatkach stosuję tagi praktycznie od zawsze, tylko nie hashtagi, a po prostu grepowalne słowa-klucze. > Tak samo jak ludzie nie mogli się skupić na open space, bo ich ciągle > ktoś zaczepiał. Więc i na to pojawiły się sposoby -- najpopularniejszy > to chyba słuchawki jako dnd. Wiesz ile musiałem walczyć o to, żeby sobie postawić ściankę na open space? :) Open space to w ogóle patologia patologii. Bo ma być collaborative. No i spoko, niech sobie HRy czy tam inni handlowcy będą collaborative. Ja się muszę skupić na kodzie a nie na słuchaniu jak Halynka z Grażynką pieprzą o kupach swoich dzieci. > I my to podświadomie kalkowaliśmy, bo czasami ludzie wchodzili w deafen > (co nawet ma ikonkę słuchawek), żeby mieć spokój. Ale najważniejsze, że > to nie był żaden przymus. Kto chciał, ten siedział, bo widział w tym > wartość. I mógł w każdej chwili wyjść. O, to ciekawe. No to jak nie było przymusu, to OK :) >> Tak, racja. Takie państwo w państwie. Nie żeby devi byli inni ;) > > No ja staram się walczyć. https://lebkowski.name/interdisciplinary-teams/ > Jak kiedyś znajdę mojego jednorożca, to będę starał się to wprowadzić > w życie. Mieliśmy taki interdisciplinary team. Nie sprawdziło się. Dużo bardziej wolę tak, jak jest teraz. Pracuję z programistami, wychodzę czasem do innych programistów, jak mają pytania, ale ogólnie resztę ogarnia manager. -- Przychodzi żaba do lekarza. Lekarz pyta: - Co pani dolega? - Nie kumam.
Re: Dzień dobry...
Author: Puck
Date: Wed, 23 Aug 2023 07:12
Date: Wed, 23 Aug 2023 07:12
136 lines
7723 bytes
7723 bytes
On 23 Aug 2023 at 03:40:37 CEST, "Arnold Ziffel" <Arnold Ziffel> wrote: 3:40, no proszę :D > [4chan] >> Też nie, ale akurat się cieszę. Trzeba sobie granice gdzieś postawić. > Ja trochę żałuję, ale boję się, że ilość szamba by mnie przytłoczyła. Już > i tak na pircu przytłacza (nie bywasz na tych kanałach, to nawet tego nie > widzisz, ale wpadnij na #muzyka na przykład, albo na #grunge). Psychiatryk > online a to dlatego, że jak czat Onetu się zamykał, to pirc przygarnął te > osoby, które zrobiły sobie z czatu Onetu drugi dom. No ale umówmy się, że i 20 lat temu te rejony nie przyciągały najmilszej publiki. Takie casualowe grupki typu appm były lżejsze, ale im bardziej technicznie, tym bardziej piwnicą wiało ;> A dzisiaj to już w ogóle nie ma się czego innego spodziewać :D Like, kto normalny na ircu siedzi? ;> > BTW, alt.pl.net-squad został zasugerowany (przeze mnie :P) osobnikom z > #knajpa. xmszkn, który tam pisze, i kompowiec, są właśnie stamtąd. Ja tu siedzę tylko dlatego, że mam fixed with font, a nigdzie indziej nie :D Znaczy, napisałem ostatnio maila do znajomego (po 4 latach, email debt forgiveness day) i niby to to samo, ale w gmailu mam zwykłą, wieśniacką Helveticę czy innego Ariala. To nie to samo :D Tak, wiem, mógłbym sobie... Ale nie mam ;) >> Dobrze, że przynajmniej spamerzy już w większości odpuścili :) > Spamerzy w zasadzie tak, ale różnych czubów nadal trochę tu jest. [...] > pl.soc.religia i pl.soc.polityka to zawsze był ściek i to się nie > zmieniło. pl.pregierz zdaje się też już został zupełnie upolityczniony. Udało mi się zauważyć, że większość tego ruchu to jakieś crossy z flejmami. Pamiętam, że kiedyś w `pl.*`, niejako żarobliwie, ale była zasada, żeby nie crossować dziennikarstwa, religii i polityki, bo nic dobrego z tego nigdy nikomu nie przyszło. A teraz mam wrażenie, że większość ruchu w big 8 na tym polega. >> W ogóle FB to jest inna kategoria. Dla mnie tam absolutnie nie ma nic >> wartościowego, a to szczególnie złe w zestawieniu z tym, jak uzależniający >> jest pomimo tego. > Ale... ale grupy :3 No, ale już nie zawsze by default. Ja mam teraz już równie dużo grup na WhatsAppie i Signalu. Znaczy kameralnych, bo to się nie nadaje do zaproszenia 5k osób, but still. > Bo to jest zmarnowany czas. Z dyskusji tam nic nie wynika. Jedyna wartość, > jaką wyniosłem z fb, to znajomości. Kilka osób, które nie wykruszyły się > pomimo mojego odejścia z fb. Bo jasne, jak byłem na fb, to miałem sporo > znajomych tam, robiliśmy zloty, spotkania po 15, 20 osób. Fajnie było. > Tylko co z tego, jak te osoby zapomniały o mnie, gdy zniknąłem z fb? A to ciekawe. Ja zapomniałem większość osób z usenetu. Nieliczne wyjątki to raczej przypadek, gdzie mieliśmy jakiś kontakt w innych kanałach, na mailu, czy na FB. Poza osobami, z którymi się spotykałem IRL. Więc pomyślałbym sobie, że te zloty to jednak mogłyby się do czegoś przyczynić. Jeśli było ich więcej niż jeden, of kors. > Znajomości na fb generalnie są bardzo powierzchowne. Albo się je > przeniesie do reala i sprawi, że to real będzie głównym centrum, w którym > się daną znajomość utrzymuje, albo po prostu umrą wraz z odejściem z fb. Nooo, a Wy tam faktycznie o czymś osobistym rozmawialiście na tych grupach? Ja nigdy nikogo nie poznałem na FB akurat, no ale powiedzmy na forach tak. Jakoś tak przed FB oblegałem kilka i spamowałem jak za dobrych czasów na garfim. No to siłą rzeczy te znajomości wychodziły z forum na priv, potem robiło się jakieś projekty razem, czytaliśmy swoje blogaski ;) Tylko tym razem już bardziej takie skupione na jakimś temacie, typu tworzenie WWW. Anywho, jakoś nigdy potem już te moje sieciowe znajomości nie weszły na priv-priv. Jakoś do 2006-ish to się trochę utrzymywało. Nie wiem co się zmieniło, ale mam kilka pomysłów: * skończyła się era XMPP... wtedy, albo niedługo później * poszedłem do roboty (i też stąd mialem więcej interakcji z ludźmi) * rozstałem się z moją niestabilną dziewczyną ;) * no i fora, na których siedziałem nie nazywały się `poznajmy-sie` :P >>> Część tych trolli nadal istnieje ;) >> Ciary mnie przechodzą jak widzę jak się zachowywałem wtedy. > Dlatego ja nie chcę czytać, co ja wtedy pisałem :D Taki cringe totalny. > Byłem w zasadzie zupelnie inną osobą, niż jestem teraz. Ale to dobrze. > Gorzej gdybym się zatrzymał w rozwoju :) Ja generalnie nie żałuję moich decyzji. Tych też. Trochę traktuję to jako koszt tego wszystkiego, co się działo dookoła. That being said... Z perspektywy widzę jak z odrobiną empatii albo dystansu mógłbym wykorzystać ten czas lepiej i np. nie uprzykrzać życia innym (biedny zdolny, wciaż musiał znosić moje doczepki). To jest dla mnie cenna lekcja, bo wciąż mi się zdarza wpadać w tę pułapkę. >> W poprzedniej robocie w moim zespole byłem święty, ale czasami z ludźmi >> spoza szło na noże. > W robocie bardzo staram się ograniczać tę swoją tendencję. W poprzedniej > firmie mi się nie udawało. W poprzednim zespole w tej robocie też nie. W > tym staram się zachować profesjonalizm i na razie się udaje. Ale to chyba > zależy od tego, na ile pewnie się czuję w danym zespole, czy otoczeniu. W > tym jeszcze się nie czuję (i nie wiem, czy kiedykolwiek poczuję, musiałbym > się z tymi ludźmi widywać na żywo). Ale profesjonalnie to znaczy politically correct? Czy naturalnie? > Podobnie było zresztą z forami i grupami na fb jeszcze te 10 lat temu. > Schemat był zawsze podobny. Wchodzę na forum, ludzie mnie lubią, zaczynają > mi ufać, jakimś cudem zostaję adminem i zaczyna mi odbijać. Teraz jakoś mi > to przeszło, może trochę dorosłem, nie wiem. Nie przyjmuj admina więcej ;) > Ja bez telefonu czuję się jak bez ręki. Co jest dziwne, bo nie używam go > jakoś specjalnie bardzo. Ale musi być. Daje mi jakieś poczucie > bezpieczeństwa. Ja mam odwrotnie i mi dobrze z tym. Często zdarza mi się wychodzić z domu, na spacer czy do sklepu, bez telefonu. Więc jak nie miałem go przez tydzień, to było to dość lekkie przeżycie. Problem się pojawił, jak wyszedłem na pół dnia i wróciłem o 1AM, bo nie było nawet jak dać znać, że żyję ;) Hmm, moment zadumy. Scrollbar tego posta jest w jakichś 30% teraz. Chyba utnę to w tym miejscu i do reszty usiądę później :D 9:12, idę zobaczyć, czy mi zrobili review mojego pierwszego pull requesta w tym teamie :D -- Winning popularity contests since ’85
Re: Dzień dobry...
Author: Puck
Date: Wed, 23 Aug 2023 10:20
Date: Wed, 23 Aug 2023 10:20
221 lines
11888 bytes
11888 bytes
On 23 Aug 2023 at 03:40:37 CEST, "Arnold Ziffel" <Arnold Ziffel> wrote: >> Ale myślę, że z wewnątrz bańki to tak wygląda oczywiście, ale w większej >> skali nie ma to większego znaczenia. Na pewno coś straci, ale pewnie >> po prostu pójdzie bardziej w mainstream. Może umrze tak jak digg, z którego >> się narodził, może sobie będzie żył inercją przez kolejne dekady, who knows. > Pewnie będzie jak z wykopem po wprowadzeniu mikrobloga. To w sumie jak z > jelitami. Jak jesz pokarm, który lubią dobre bakterie, to rozrastają się > te dobre. Jak jesz paskudztwa, to nagle się okazuje, że masz te "złe". No, to pytanie gdzie nam zostały nisze, w których mamy te subiektywnie dobre zachowania. :-/ >> Troszkę tylko. Bardzo sporadycznie spotykam blogi, które by nie miały >> feedów. Zamknięcie Google Readera to był trochę cios, ale od razu >> pojawił się szereg alternatyw, zarówno serwerów jak i aplikacji. > Ja nigdy nie używałem Google Readera. Miałem RSSy w Operze. Zniknęły jak w > końcu miałem dosyć Opery i przeszedłem na FF. Ano, ale GReader pojawił się na scenie relatywnie późno, bo w 2005 roku. Więc tak, ja też zaczynałem od RSS-ów w Operze, ale pewnie wyeksportowałem je do googla, a potem do feedly i tam sobie żyją do dzisiaj. 3/4 nic już nie publikuje albo zwraca 404, albo nie ma już takiej domeny nawet :D To wszystko było jeszcze w czasach, jak nie byłem obrażony na Google i jego graveyard. :-/ Nakupował albo natworzył mnóstwo narzędzi, z których większość ubił. Ostatnio po kilkunastu latach zrezygnowałem nawet z Analyticsa, bo mnie odstraszyli wymaganą migracją. Łatwiej było po prostu dropnąć. >> Próbowałem na szybko zgoglać, ale mi nie wyszło. Ale to głównie dlatego, >> że ta zmiana miała miejsce dobre kilka lat temu, 6-8 może? A bardziej >> ostatnio ja oglądałem jak Veritasium sensownie podsumował temat: >> https://youtu.be/S2xHZPH5Sng > Nie pamiętam już co oglądałem 6-8 lat temu O.o Ale ten filmik Veritasium > pamiętam. No worries, ja też nie, tylko tak w bardzo dużym ogóle. W tamtym okresie leciało GoT w HBO, więc pewnie śledziłem wszelkie podsumowania, analizy i komentarze na ten temat. :P >> Słyszałem, że @Skallagrim [1] z miesiąca na miesiąc stracił jakieś >> 50% przychodów (nie przytoczę dokładnie). Więcej na Bes/Schematu: >> https://www.youtube.com/watch?v=n9odIJdWHtw >> >> [1]: https://www.youtube.com/@Skallagrim > Przerażające. Przyzwyczajasz się do pewnego poziomu zarobków, poziomu > życia, obciążeń finansowych, a nagle... ciach. Nie zrobiłeś nic złego, nie > pracujesz gorzej, a nagle dostajesz mniej. No ja to w zasadzie przeżywam teraz. Trochę na bańce techowej, trochę na covidzie i rozwoju pracy zdalnej dorobiłem się dobrej pensji. Miałem nawet ofertę o kolejne 30% wyższą, ale się nie zdecydowałem. Potem -- nie to, że nic złego nie zrobiłem ;) -- rozwiązałem umowę. Były powody, żeby odejść, była nowa, ciekawa oferta... Ale dopiero w ciagu następnych miesięcy zrozumiałem jak dobrze jednak miałem w porównaniu do reszty rynku. No a poziom wynagrodzenia trochę utrudnia mi znalezienie fajnego zespołu, bo siłą rzeczy dużo ofert odpada na samym początku. Plus jest taki, że przepracowałem może 50% czasu w tym roku, żaden kawałek mojego kodu nie trafił na produkcję (z tego co wiem), ale do tej pory budżet się zgadza. :) >> W skrócie: algorytmy :) Budujesz sobie publiczność, ale wcale do niej >> nie docierasz, bo ,,subscribe" to tak naprawdę ,,subscribe... maybe?" :) > W sensie, że bez dzwoneczka? Patola. Lajkujesz te wszystkie profile, subskrybujesz, ale i tak nie dostajesz ich contentu. Musisz klikać kolejne guziki typu important, importanter, etc. W którymś momencie i to nie wystarczy. [...] > przyśnił mu się pies, który coś mówił, i założył kult tego psa, ogłosił się > prorokiem tego psa. No cóż, zawsze był dziwny, ale zakładałem, że to > różnice kulturowe (jedyny niepolak w tamtym zespole). LOL, no to daleko pojechał faktycznie. > Teraz się pozmieniało i to ja jestem jedynym nieniemcem... Wszyscy siedzą na miejscu, a Ty jeden zdalnie? Nie wykluczają Cie? >> Gdzieś w okolicach 2017-ish dołączyła do nas do organizacji fajna >> dziewczyna z HRów. Mówię fajna, bo po prostu miała w dużej mierze >> taki charakter jak ja ;) > Oj, jak ja bym poznał kogoś o moim charakterze, to nie powiedziałbym, że > jest fajny :P Nie polubiłbym drugiej wersji siebie. No a nie wchodząc w szczegóły, patrząc na pozytywy, też nie dogadujesz się z osobami o podobnym „profilu”? Mi się lepiej pracuje z osobami podobnymi do mnie -- takimi, co najpierw robią, a potem myślą; kierują się własnym rozsądkiem bardziej niż przyjętymi zasadami. Rozumiem, jak się pracuje z innymi, ale strasznie mnie to czasami krępuje. Dzisiaj ktoś ze mną dyskutował, że musimy zmienić code style, bo to jest w jakichś wytycznych. Dude, cool, może jest to gdzieś napisane, ale to nie oznacza jeszcze, że musimy decydować się za nimi podążać. > Tak, racja. To ja jestem po zupełnie przeciwnej stronie. Nie mam wpływu na > kulturę organizacji ani takie miękkie rzeczy. Ale to dobrze. Nie znam się > na ludziach, komputery lepiej mnie rozumieją ;) A na niższym poziomie, interakcje w zespole? Czy też omijasz, robisz swoje, pushujesz na mastera i odklikujesz ticket? >>> zmieniłem dział, żeby robić ciekawsze rzeczy. Teraz znowu po prostu >>> programuję :) >> /me too, ale nie z wyboru :P > Programujesz z konieczności? :) Nie chcesz tego robić? Programuję w teamie, który ma bardzo wąski zakres odpowiedzialności w stosunku do tego, co robiłem wcześniej. A że wcześniej byłem jednym z trzech founderów produktu, to przepaść jest dość spora. :) Więc z teamu, który poruszał się szybko, podejmował ryzyko, każdą decyzję podejmował na bieżąco, nie opierając się na zasadach (bo jeszcze nie mieliśmy żadnych) -- trafiłem do firmy notowanej na giełdzie, z całą masą zasad, procedur, polityk; a do tego z zespołem, który lubi mieć wszystko poukładane i mało akceptuje chaos na codzień. Obiecałem sobie spróbować, ale sam w to nie wierzę ;) >>> Tego Fediverse nie rozumiem. Znaczy wiem że jest, ale czy ktokolwiek, kto >>> ma życie, z tego korzysta? :) Przynajmniej z tej społecznościowej części. >> Can't tell. Czas pokaże. Jak dla mnie to na dwoje babka wróżyła. > A jest tam jakieś życie? I wouldn’t know, nie ma mnie tam. Tylko czasem ktoś linkuje gdzieś, ale to równie dobrze może się skończyć z dnia na dzień tak jak jabber. >>> Myślę, że za dekadę albo dwie płatki śniegu wyhodowane na tych wszystkich >>> fejsbukach opanują świat. >> No ja nie planuję, a zdecydowanie ktoś musi. :) Ale czy płatki śniegu? >> To chyba stereotyp. Trochę pewnie tak, i fajnie jest się śmiać, jak to >> w naszym pokoleniu wychodziło się samemu rano z domu i wracało po zmroku, >> a ta dzisiejsza młodzież, omg. > Nie, mi raczej chodzi o odporność psychiczną. Ci ludzie jej nie mają. Nie > potrafią znosić krytyki, nie potrafią się nie zgadzać, nie potrafią > dyskutować, a z bycia ofiarą robią cnotę. Nie wszyscy, oczywiście, ale > taki widzę trend. Znaczy, słyszałem już takie oceny. Ale nie jestem w stanie ich potwierdzić w praktyce. > Jeśli chodzi o rolki, to może spełnia to taką rolę, jak kiedyś opisy na > GG? Gdy chcesz coś krótkiego powiedzieć w świat, rzucić w eter, ale > niekoniecznie zapraszając do dyskusji. Opisy na gg <3 One to prowokowały do zaczepek dużo :)> Mają być lajki i hasztagi i emotki i co tam jeszcze. Na tym się wychowają, >> a następne pokolenie wymyśli coś innego i będą z nostalgią wracać >> do early-2020s tak jak my do early-2000s :) > > To brzmi dla mnie już zupełnie abstrakcyjnie :) > > Jasne, my się wychowaliśmy na emotkach, umiemy używać ich intuicyjnie > (starsi ludzie nie umieją, ciężko jest im to opanować), ale emotki zawsze > były dodatkiem do treści, a nie treścią samą w sobie. No i emotki... ile > tych emotek potrzeba? Ja korzystam dosłownie z kilku. Tymczasem nawet na > Discordzie jest cała masa różnych możliwych reakcji, które w zasadzie nie > niosą żadnej treści. To chyba wpisuje się w ten push do zagrabiania uwagi. Zamiast napisać akapit czy zdanie komentarza, albo nawet głupie `me2`, masz milion reakcji, które nie wymagają wysiłku, ale są jakimś tam śladem. Ja nie jestem całkowicie przeciwny takiemu konceptowi. >> Swoją drogą hasztagi miały taki potencjał na upychanie metadanych >> w treściach, ale też poszły w kierunku mainsteamu. > > Tak, na początku tak. I tagi w nawiasach kwadratowych. > > Pamiętam jak Grono wprowadziło tagi i jakąś chmurę tagów. Zastanawiałem > się o co w tym chodzi i po co to komu potrzebne :) Tymczasem sam w swoich > notatkach stosuję tagi praktycznie od zawsze, tylko nie hashtagi, a po > prostu grepowalne słowa-klucze. Ano, to podobno insta na to cierpi, że tam się spamuje hashtagami. Np. na flickrze, modelowym serwisie ery web2.0, grupy pełniły tę funkcję. Też były trochę spamowate, ale to trochę wpisywało się w charakter tej społeczności. A wcześniej, wtedy co Grono, serwisy wrzucały tagi + chmurę tagów, bo taka była moda. Większość bez większej potrzeby. >> I my to podświadomie kalkowaliśmy, bo czasami ludzie wchodzili w deafen >> (co nawet ma ikonkę słuchawek), żeby mieć spokój. Ale najważniejsze, że >> to nie był żaden przymus. Kto chciał, ten siedział, bo widział w tym >> wartość. I mógł w każdej chwili wyjść. > O, to ciekawe. No to jak nie było przymusu, to OK :) Ja generalnie mało lubię zasady. Bardziej wolę opowiadać o best practices, a każdy niech sobie sam wymyśli jak osiągnąć te same cele, albo niech robi to co inni, jeśli nie ma pomysłu. [...] > Mieliśmy taki interdisciplinary team. Nie sprawdziło się. Dużo bardziej > wolę tak, jak jest teraz. Pracuję z programistami, wychodzę czasem do > innych programistów, jak mają pytania, ale ogólnie resztę ogarnia manager. To mi daje do myślenia. Mój obecny manager totalnie silosuje nas od reszty. W zasadzie zakres naszych obowiązków jest całkowicie rozłączny (w porównaniu do poprzedniego zespołu, gdzie było prawie dokładnie odwrotnie, każdy mogł się zajmować wszystkim, etc). Ale teraz widzę, że on może to robić najzwyklej z tego powodu, że jego team ma takie oczekiwania -- chce się skupić na kodowaniu i niczym więcej... -- Winning popularity contests since ’85
Re: Dzień dobry...
Author: Arnold Ziffel
Date: Fri, 01 Sep 2023 23:04
Date: Fri, 01 Sep 2023 23:04
267 lines
13727 bytes
13727 bytes
Puck <puck@dx.one.pl> wrote: > On 23 Aug 2023 at 03:40:37 CEST, "Arnold Ziffel" <Arnold Ziffel> wrote: > > 3:40, no proszę :D Ja o dziwnych porach żyję :) Co wcale nie jest zdrowe. Taka zawoalowana forma autodestrukcji. Czekaj, ja nawet gdzieś notkę na ten temat miałem. Jest. #v+ Autodestrukcja ma wiele twarzy. Można się okaleczać. Można podejmować ryzykowne zachowania. Można zadawać sobie ból. Ale można też powoli się wyniszczać, pozbawiać się snu, sabotować swoje relacje. Można się przepracowywać, uciekając w świat przedmiotów. Można siedzieć do rana, wstając rano do pracy, i oglądać memy na discordach. Można oglądać filmy z pakistańskich fabryk na yt. Można oglądać ten rodzaj gore, do którego normalnie nie chce się nawet zbliżać (na chuj ja to klikałem, i nawet nie mam z kim się tym podzielić, bo każdego to striggeruje). Można czytać archiwum GG i stare rozmowy z ludźmi, których już nie ma. I nie, nie mówię o Sandrze. Koń tę kurwę jebał we wszystkie otwory istniejące i te nieistniejące też. Mówię ogólnie. <http://arnold.ziffel.one.pl/kon.jpg> 2014 rok. Mam i z 2002, ale mam wrażenie, że to była zupełnie inna osoba, która nie miała nic wspólnego z tym, kim jestem teraz. Nie żeby ta z 2014 miała. Chciałbym kiedyś odnowić kontakt z niektórymi osobami z przeszłości (znów, nie mówię o Sandrze, gdyż koń itd.), choć wiem, że raczej nie mielibyśmy już o czym gadać. Z Am. odnowiłem i to był błąd, popierdolona jest sto razy bardziej niż była. Nie odpisałem jej już na ostatniego maila, bo tu potrzeba psychiatry, egzorcysty albo rzeźnika, a nie mnie. Z D. kiedyś próbowałem odnowić i bardzo szybko mi się przypomniało, dlaczego zakończyłem tę znajomość za pierwszym razem. Z nią nawet krótkie nieporozumienie dotyczące tego, czy jakaś głupia ulotka już wisiała, jak wchodziliśmy na klatkę, czy nie, potrafiło przerodzić się w wojnę na śmierć i życie. Taka dynamika tej relacji. #v- Tak. >> Ja trochę żałuję, ale boję się, że ilość szamba by mnie przytłoczyła. Już >> i tak na pircu przytłacza (nie bywasz na tych kanałach, to nawet tego nie >> widzisz, ale wpadnij na #muzyka na przykład, albo na #grunge). Psychiatryk >> online a to dlatego, że jak czat Onetu się zamykał, to pirc przygarnął te >> osoby, które zrobiły sobie z czatu Onetu drugi dom. > > No ale umówmy się, że i 20 lat temu te rejony nie przyciągały najmilszej > publiki. Zdecydowanie. > Takie casualowe grupki typu appm były lżejsze, ale im bardziej > technicznie, tym bardziej piwnicą wiało ;> Żeby jeszcze wiało. Mi się to kojarzyło z takim specyficznym zapachem geeka. Niektórzy mówią na to "zapach metfizu". Nie wiem z czego to wynika, może po prostu z braku higieny, ale jest taki specyficzny, nieprzyjemny zapach. > A dzisiaj to już w ogóle nie ma się czego innego spodziewać :D Like, kto > normalny na ircu siedzi? ;> Ja. I ty. I w sumie tyle :D > Ja tu siedzę tylko dlatego, że mam fixed with font, a nigdzie indziej nie :D Fixed width font jest wygodna :) > Znaczy, napisałem ostatnio maila do znajomego (po 4 latach, email debt > forgiveness day) i niby to to samo, ale w gmailu mam zwykłą, wieśniacką > Helveticę czy innego Ariala. To nie to samo :D > > Tak, wiem, mógłbym sobie... Ale nie mam ;) Ja dbam o higienę pisania :) I to co "mógłbym sobie", to sobie zrobiłem :) Jeśli chodzi o email debt... no cóż, są maile, na które już na pewno nie odpiszę. Ostatnie w skrzynce mam z 2016 ale to tylko dlatego, że pozostałe nieodpisane przeniosłem do archiwum (od 2002 pojedyncze były, jeden np. dotyczył mojej matury). > Udało mi się zauważyć, że większość tego ruchu to jakieś crossy z > flejmami. Pamiętam, że kiedyś w `pl.*`, niejako żarobliwie, ale była > zasada, żeby nie crossować dziennikarstwa, religii i polityki, bo nic > dobrego z tego nigdy nikomu nie przyszło. A teraz mam wrażenie, że > większość ruchu w big 8 na tym polega. Bo teraz już nie ma zasad. Trolle dobrze wiedzą, że nikt im nic nie zrobi. No bo w sumie nie zrobi. Ja się nie będę bawił w przedszkolankę, żeby banować kogoś, kto jest niezbyt dostosowany społecznie. Jakby faktycznie wysyłał spam albo jakieś hardkorowe rzeczy, które mogłyby narazić sam serwer, czy ogólnie utrudniał funkcjonowanie newsów, ciężko byłoby go odfiltrować, itd. to tak, ale tak... nie mam na nikogo zgłoszeń, to widać ludziom to pasuje. Jedno zgłoszenie dostałem, ale nie było w zgłoszonych postach nic takiego, więc odbiłem. Dla mnie wycięcie kogoś z serwera to ostateczność, gdy wszystko inne zawiedzie. >>> W ogóle FB to jest inna kategoria. Dla mnie tam absolutnie nie ma nic >>> wartościowego, a to szczególnie złe w zestawieniu z tym, jak uzależniający >>> jest pomimo tego. >> Ale... ale grupy :3 > > No, ale już nie zawsze by default. Ja mam teraz już równie dużo grup > na WhatsAppie i Signalu. Znaczy kameralnych, bo to się nie nadaje do > zaproszenia 5k osób, but still. Ale tam jest chyba tylko komunikacja synchroniczna? Ja chcę tak jak tutaj. Siąść sobie, jak mam chwilę, odpisać z masywnym multiquote, i wysłać, nie oczekujac odpowiedzi tu, teraz i natychmiast (i wiedząc, że nikt po drugiej stronie też jej nie oczekuje). Jakbym do WhatsAppa czy Signala siadł po tygodniu to pewnie temat zmieniłby się już z dwieście razy. Chyba że jednak inaczej to działa? >> Bo to jest zmarnowany czas. Z dyskusji tam nic nie wynika. Jedyna wartość, >> jaką wyniosłem z fb, to znajomości. Kilka osób, które nie wykruszyły się >> pomimo mojego odejścia z fb. Bo jasne, jak byłem na fb, to miałem sporo >> znajomych tam, robiliśmy zloty, spotkania po 15, 20 osób. Fajnie było. >> Tylko co z tego, jak te osoby zapomniały o mnie, gdy zniknąłem z fb? > > A to ciekawe. Ja zapomniałem większość osób z usenetu. Nieliczne wyjątki > to raczej przypadek, gdzie mieliśmy jakiś kontakt w innych kanałach, na > mailu, czy na FB. Z Usenetu zapomniałem nawet bardziej niż z FB :P Tu możesz pisać z kimś 20 lat i nie mieć pojęcia, jak wygląda ani kim tak naprawdę jest poza grupami. Na FB jednak widać więcej (choć nadal jest to tylko czyjaś kreacja). > Poza osobami, z którymi się spotykałem IRL. Więc pomyślałbym sobie, że > te zloty to jednak mogłyby się do czegoś przyczynić. Jeśli było ich więcej > niż jeden, of kors. Pewnie że tak. W Usenecie poznajesz ksywkę, na zlocie poznajesz człowieka. > Nooo, a Wy tam faktycznie o czymś osobistym rozmawialiście na tych > grupach? Tak, chociaż definicja rzeczy osobistych zmieniła mi się przez te lata. Kiedyś robiłem dramatyczny oversharing. Nikt mnie nigdy nie nauczył, gdzie leży granica (bo i kto miałby to zrobić?), więc musiałem wyczuć ją sam. Teraz potrafię pisać o różnych osobistych rzeczach, ale wiem, gdzie postawić tę granicę. Na fb było podobnie. > Ja nigdy nikogo nie poznałem na FB akurat, no ale powiedzmy na forach tak. Na forach też :) Ale też tak naprawdę przez zloty. > Jakoś tak przed FB oblegałem kilka i spamowałem jak za dobrych czasów na > garfim. No to siłą rzeczy te znajomości wychodziły z forum na priv, > potem robiło się jakieś projekty razem, czytaliśmy swoje blogaski ;) > Tylko tym razem już bardziej takie skupione na jakimś temacie, typu > tworzenie WWW. A, czyli nadal internetowo. To nie, ja po prostu robiłem zloty :P Jeden taki był, na który nikt nie przyszedł, ale tak to ludzie się pojawiali. Spotkania 1:1 też bywały. > Anywho, jakoś nigdy potem już te moje sieciowe znajomości nie weszły na > priv-priv. Jakoś do 2006-ish to się trochę utrzymywało. Nie wiem co się > zmieniło, ale mam kilka pomysłów: > > * skończyła się era XMPP... wtedy, albo niedługo później Dla mnie nigdy tak naprawdę się nie zaczęła. Miałem Jabbera, ale to zawsze było jakoś obok, nigdy nie było w centrum. > * poszedłem do roboty (i też stąd mialem więcej interakcji z ludźmi) U mnie to nie miało wpływu. Tzn. były interakcje, ale nie wpłynęły na zaniedbanie tych internetowych. > * rozstałem się z moją niestabilną dziewczyną ;) No, to mogło sporo zmienić. > * no i fora, na których siedziałem nie nazywały się `poznajmy-sie` :P Te, na których ja siedziałem, też nie :) >> Dlatego ja nie chcę czytać, co ja wtedy pisałem :D Taki cringe totalny. >> Byłem w zasadzie zupelnie inną osobą, niż jestem teraz. Ale to dobrze. >> Gorzej gdybym się zatrzymał w rozwoju :) > > Ja generalnie nie żałuję moich decyzji. Tych też. Ja żałuję tylko tego, że nikt mi nie walnął w czerep i nie zakazał używania w Internecie nazwiska do 30 roku życia :P Kiedyś to wszystko było kameralne. Do głowy by mi nie przyszło, że kiedyś każdy dookoła będzie w Internecie (jak zaczynałem to pamiętam statystykę, która mówiła, że już 12% Polaków ma dostęp do sieci), a moje posty z Usenetu będą do znalezienia w ciągu 10 sekund, w które wlicza się też wyciągnięcie komórki z kieszeni. > Trochę traktuję to jako koszt tego wszystkiego, co się działo dookoła. > That being said... Z perspektywy widzę jak z odrobiną empatii albo > dystansu mógłbym wykorzystać ten czas lepiej i np. nie uprzykrzać życia > innym (biedny zdolny, wciaż musiał znosić moje doczepki). To jest dla > mnie cenna lekcja, bo wciąż mi się zdarza wpadać w tę pułapkę. Z jakiegoś powodu to robiłeś (i robisz), coś ci to dawało (i daje). Znam to. >> W robocie bardzo staram się ograniczać tę swoją tendencję. W poprzedniej >> firmie mi się nie udawało. W poprzednim zespole w tej robocie też nie. W >> tym staram się zachować profesjonalizm i na razie się udaje. Ale to chyba >> zależy od tego, na ile pewnie się czuję w danym zespole, czy otoczeniu. W >> tym jeszcze się nie czuję (i nie wiem, czy kiedykolwiek poczuję, musiałbym >> się z tymi ludźmi widywać na żywo). > > Ale profesjonalnie to znaczy politically correct? Czy naturalnie? Ja chyba nie umiałbym byc politically correct :) Chyba po prostu umiem w odpowiednim momencie zamknąć się albo zmienić temat. Inna sprawa, że chłopaki też nie wypowiadają się na kontrowersyjne tematy. Rozmawiamy w zasadzie tylko o pracy. Trochę szkoda, bo chciałbym ich trochę lepiej poznać jako ludzi, a nie tylko jako współpracowników, ale to może też być kwestia niemieckiej kultury. Miałem szefa Greka. Był bardzo męczący, bo był zbyt bezpośredni. Kwestia kultury... >> Podobnie było zresztą z forami i grupami na fb jeszcze te 10 lat temu. >> Schemat był zawsze podobny. Wchodzę na forum, ludzie mnie lubią, zaczynają >> mi ufać, jakimś cudem zostaję adminem i zaczyna mi odbijać. Teraz jakoś mi >> to przeszło, może trochę dorosłem, nie wiem. > > Nie przyjmuj admina więcej ;) Ale to się samo tak ;) > Ja mam odwrotnie i mi dobrze z tym. Często zdarza mi się wychodzić z domu, > na spacer czy do sklepu, bez telefonu. Mi najwyżej do kibla :D > Więc jak nie miałem go przez tydzień, to było to dość lekkie przeżycie. > Problem się pojawił, jak wyszedłem na pół dnia i wróciłem o 1AM, bo nie > było nawet jak dać znać, że żyję ;) No tak, to jest problem. Martwili się? Czy raczej "poszedł to wróci, za tydzień zaczniemy się martwić"? > Hmm, moment zadumy. Scrollbar tego posta jest w jakichś 30% teraz. Chyba > utnę to w tym miejscu i do reszty usiądę później :D 9:12, idę zobaczyć, > czy mi zrobili review mojego pierwszego pull requesta w tym teamie :D Zrobili? :D -- Na sali wykladowej : Wykladowca pisze na tablicy, w pewnej chwili zabraklo miejsca. Lapie wiec gabke i sciera, ale niestety zaczal scierac to co przed chwila napisal. Jeden z studentow, ktory nie zdazyl tego przepisac nie wytrzymal i na cala sale : O kur... !! Wykladowca popatrzyl się na niego dzikim wzrokiem i .... napisal jeszcze raz to co starl . :))
Re: Dzień dobry...
Author: Arnold Ziffel
Date: Fri, 01 Sep 2023 23:28
Date: Fri, 01 Sep 2023 23:28
243 lines
13120 bytes
13120 bytes
Puck <puck@dx.one.pl> wrote: >> Pewnie będzie jak z wykopem po wprowadzeniu mikrobloga. To w sumie jak z >> jelitami. Jak jesz pokarm, który lubią dobre bakterie, to rozrastają się >> te dobre. Jak jesz paskudztwa, to nagle się okazuje, że masz te "złe". > > No, to pytanie gdzie nam zostały nisze, w których mamy te subiektywnie > dobre zachowania. :-/ Może już nigdzie... > Ano, ale GReader pojawił się na scenie relatywnie późno, bo w 2005 roku. > Więc tak, ja też zaczynałem od RSS-ów w Operze, ale pewnie wyeksportowałem > je do googla, a potem do feedly i tam sobie żyją do dzisiaj. 3/4 nic już > nie publikuje albo zwraca 404, albo nie ma już takiej domeny nawet :D To jak cmentarzysko numerków na GG... > To wszystko było jeszcze w czasach, jak nie byłem obrażony na Google i jego > graveyard. :-/ Nakupował albo natworzył mnóstwo narzędzi, z których > większość ubił. Ostatnio po kilkunastu latach zrezygnowałem nawet z > Analyticsa, bo mnie odstraszyli wymaganą migracją. Łatwiej było po prostu > dropnąć. Ciekawe kiedy ubije grupy Google. Tak, też dostawałem jakieś maile odnośnie Analyticsa. Olałem, i tak mi to do szczęścia niepotrzebne. > No worries, ja też nie, tylko tak w bardzo dużym ogóle. W tamtym okresie > leciało GoT w HBO, więc pewnie śledziłem wszelkie podsumowania, analizy > i komentarze na ten temat. :P GoT = Gra o Tron? > No ja to w zasadzie przeżywam teraz. Trochę na bańce techowej, trochę na > covidzie i rozwoju pracy zdalnej dorobiłem się dobrej pensji. Miałem > nawet ofertę o kolejne 30% wyższą, ale się nie zdecydowałem. Potem -- > nie to, że nic złego nie zrobiłem ;) -- rozwiązałem umowę. Były powody, > żeby odejść, była nowa, ciekawa oferta... Ale dopiero w ciagu następnych > miesięcy zrozumiałem jak dobrze jednak miałem w porównaniu do reszty > rynku. No a poziom wynagrodzenia trochę utrudnia mi znalezienie fajnego > zespołu, bo siłą rzeczy dużo ofert odpada na samym początku. Kto wie, czy jakbym ja nie odszedł wtedy, kiedy chciałem, to nie miałbym podobnie... od nas czasem ludzie odchodzili, a po jakimś czasie wracali, bo zderzyli się z rzeczywistością. > Plus jest taki, że przepracowałem może 50% czasu w tym roku, żaden > kawałek mojego kodu nie trafił na produkcję (z tego co wiem), ale do tej > pory budżet się zgadza. :) Czyli częściowo odpoczywasz. To dobrze, czasem trzeba :) Ja miałem taki rok, gdy moja produktywność wynosiła równo 0. Nie, że kilka procent. Przez 8 czy 9 miesięcy nie zrobiłem absolutnie, calkowicie, nic. Budziłem się, patrzyłem tylko na maila i teamsa, czy nikt nic nie chce, i olewałem to. Na zasadzie "a zwolnijcie mnie". Nie zwolnili. >> W sensie, że bez dzwoneczka? > > Patola. Lajkujesz te wszystkie profile, subskrybujesz, ale i tak nie > dostajesz ich contentu. Musisz klikać kolejne guziki typu important, > importanter, etc. W którymś momencie i to nie wystarczy. Tak, na fb też tak jest. To on tworzy twój feed, a nie ty. >> przyśnił mu się pies, który coś mówił, i założył kult tego psa, ogłosił >> się prorokiem tego psa. No cóż, zawsze był dziwny, ale zakładałem, że >> to różnice kulturowe (jedyny niepolak w tamtym zespole). > > LOL, no to daleko pojechał faktycznie. Ja w ogóle widzę ostatnio jakąś epidemię schizofrenii. Lekarzem oczywiście nie jestem, żeby tych ludzi diagnozować, ale nie trzeba być specjalistą od wypadków lotniczych, żeby widząc samolot na drzewie wiedzieć, że coś poszło nie tak. >> Teraz się pozmieniało i to ja jestem jedynym nieniemcem... > > Wszyscy siedzą na miejscu, a Ty jeden zdalnie? Nie wykluczają Cie? Nie czuję się wykluczany, ale też nie czuję się w 100% częścią zespołu. Jestem sobie gdzieśtam, robię sobie cośtam, czasem piszemy, ale nie jest tak, że mogę podejść do kogoś i powiedzieć "Komm auf einen Kaffee". Albo raczej "kaffee, trinken, chlup, komm, no komm". > No a nie wchodząc w szczegóły, patrząc na pozytywy, też nie dogadujesz > się z osobami o podobnym ,,profilu"? Mi się lepiej pracuje z osobami > podobnymi do mnie -- takimi, co najpierw robią, a potem myślą; kierują > się własnym rozsądkiem bardziej niż przyjętymi zasadami. A to tak, jeśli o to chodzi, to tak. Choć odwrotnie, wolę, żeby najpierw myśleli a potem robili :P > Rozumiem, jak się pracuje z innymi, ale strasznie mnie to czasami > krępuje. Dzisiaj ktoś ze mną dyskutował, że musimy zmienić code style, > bo to jest w jakichś wytycznych. Dude, cool, może jest to gdzieś > napisane, ale to nie oznacza jeszcze, że musimy decydować się za nimi > podążać. Najgorsze jest ślepe podążanie za wytycznymi bez zrozumienia, z czego się wzięły. Podobnie jest z agilem. To nie jest edżajl, robimy to źle! Tak, komunizm też jest dobry, tylko zawsze był wprowadzony źle. U nas na szczęście nie ma tego edżajlowego pi...dolenia. Są sprinty i tyle wystarczy. Co do stylu kodu, to jeśli ktoś mnie przekona, że inny styl jest bardziej logiczny (lub po prostu taki styl jest narzucony w projekcie), to się dostosuję. Inna sprawa, że odkąd używamy formaterów, problem w zasadzie zniknął. >> Tak, racja. To ja jestem po zupełnie przeciwnej stronie. Nie mam wpływu na >> kulturę organizacji ani takie miękkie rzeczy. Ale to dobrze. Nie znam się >> na ludziach, komputery lepiej mnie rozumieją ;) > > A na niższym poziomie, interakcje w zespole? Czy też omijasz, robisz swoje, > pushujesz na mastera i odklikujesz ticket? Chciałbym mieć, czasem próbuję jakoś delikatnie poruszyć jakiś temat nawet by-the-way, ale nie spotyka się to z entuzjazmem. Natomiast nadal myślę, że to są po prostu różnice kulturowe, a nie jakaś antypatia w moją stronę. Prosty przykład. Wchodzisz na calla. Jest już ktoś (jedna osoba, dwie), lub ty wszedłeś pierwszy i weszła jakaś osoba lub więcej. Witacie się? Pewnie tak. Pewnie nie tylko się witacie, tylko robicie jakiś small talk, typu "co tam słychać" "a dobrze a u ciebie" "a też dobrze" "no to dobrze". A tutaj jest różnie. Jedna osoba się wita (ja też), reszta po prostu wchodzi z wyciszonym mikrofonem i zostawia ten mikrofon wyciszony, czekając na prowadzącego spotkanie, który się wita. Głupio mi tak po "hello" spytać "how are you" albo "what's up", bo tu się tak po prostu nie robi :P Nigdy nie sądziłem, że będzie mi tego brakowało. > Programuję w teamie, który ma bardzo wąski zakres odpowiedzialności w stosunku > do tego, co robiłem wcześniej. A że wcześniej byłem jednym z trzech founderów > produktu, to przepaść jest dość spora. :) No to tak, znam to uczucie. Może nie byłem founderem, ale stworzyłem całość, na czym zespół przez długi czas bazował. > Więc z teamu, który poruszał się szybko, podejmował ryzyko, każdą decyzję > podejmował na bieżąco, nie opierając się na zasadach (bo jeszcze nie mieliśmy > żadnych) -- trafiłem do firmy notowanej na giełdzie, z całą masą zasad, > procedur, polityk; a do tego z zespołem, który lubi mieć wszystko poukładane > i mało akceptuje chaos na codzień. Zasady dzielą się na dobre i kretyńskie :) Najgorzej, jak zasady wprowadza ktoś, kto nie ma pojęcia o tym, czemu miałyby służyć. Jeśli chodzi o poukładanie i nieakceptację chaosu, to tu dobrze trafiłem. Sam taki jestem i ci moi Niemcy też. W końcu "ordnung muss sein" :) Mnie zawsze bylejakość i tworzenie długów technologicznych denerwowały. > Obiecałem sobie spróbować, ale sam w to nie wierzę ;) Czyli raczej długo tam nie zostaniesz? >>>> Tego Fediverse nie rozumiem. Znaczy wiem że jest, ale czy ktokolwiek, kto >>>> ma życie, z tego korzysta? :) Przynajmniej z tej społecznościowej części. >>> Can't tell. Czas pokaże. Jak dla mnie to na dwoje babka wróżyła. >> A jest tam jakieś życie? > > I wouldn't know, nie ma mnie tam. Tylko czasem ktoś linkuje gdzieś, ale > to równie dobrze może się skończyć z dnia na dzień tak jak jabber. Pewnie tak będzie. Nie ma tej masy krytycznej userów. >> Nie, mi raczej chodzi o odporność psychiczną. Ci ludzie jej nie mają. Nie >> potrafią znosić krytyki, nie potrafią się nie zgadzać, nie potrafią >> dyskutować, a z bycia ofiarą robią cnotę. Nie wszyscy, oczywiście, ale >> taki widzę trend. > > Znaczy, słyszałem już takie oceny. Ale nie jestem w stanie ich potwierdzić > w praktyce. Tak jest szczególnie w tych bardziej woke'owych środowiskach, ale to w jakimś nasileniu przenika wszędzie. W niektórych krajach bardziej niż u nas. >> Jeśli chodzi o rolki, to może spełnia to taką rolę, jak kiedyś opisy na >> GG? Gdy chcesz coś krótkiego powiedzieć w świat, rzucić w eter, ale >> niekoniecznie zapraszając do dyskusji. > > Opisy na gg <3 One to prowokowały do zaczepek dużo :) Mam cały plik ze swoimi starymi opisami, BTW :) 2970 pozycji, od 2005 r. Byłoby więcej, ale był okres, w którym zamiast opisów używałem innego serwisu do mikroblogowania (blip, już go nie ma). > To chyba wpisuje się w ten push do zagrabiania uwagi. Zamiast napisać > akapit czy zdanie komentarza, albo nawet głupie `me2`, masz milion reakcji, > które nie wymagają wysiłku, ale są jakimś tam śladem. Ja nie jestem > całkowicie przeciwny takiemu konceptowi. W zasadzie więcej wysiłku wymaga ode mnie znalezienie odpowiedniej reakcji niż napisanie "me2" :) Choć reakcje mają skróty, piszesz dwukropek i nazwę reakcji, i masz. > Ano, to podobno insta na to cierpi, że tam się spamuje hashtagami. A to tak. Zawsze jak #widzę #coś #takiego #to #wiem #że #mam #do #czynienia #z #instakretynem. > Np. na flickrze, modelowym serwisie ery web2.0, grupy pełniły tę funkcję. > Też były trochę spamowate, ale to trochę wpisywało się w charakter tej > społeczności. A wcześniej, wtedy co Grono, serwisy wrzucały tagi + chmurę > tagów, bo taka była moda. Większość bez większej potrzeby. flickr jakoś zupełnie mnie ominął. Kojarzę, że coś z fotkami lub do fotek, ale nigdy tam nie byłem. Warto? >> O, to ciekawe. No to jak nie było przymusu, to OK :) > > Ja generalnie mało lubię zasady. Bardziej wolę opowiadać o best practices, > a każdy niech sobie sam wymyśli jak osiągnąć te same cele, albo niech > robi to co inni, jeśli nie ma pomysłu. To jest dobre podejście, o ile tylko cel firmy / zespołu jest osiągnięty. >> Mieliśmy taki interdisciplinary team. Nie sprawdziło się. Dużo bardziej >> wolę tak, jak jest teraz. Pracuję z programistami, wychodzę czasem do >> innych programistów, jak mają pytania, ale ogólnie resztę ogarnia manager. > > To mi daje do myślenia. Mój obecny manager totalnie silosuje nas od reszty. > W zasadzie zakres naszych obowiązków jest całkowicie rozłączny (w porównaniu > do poprzedniego zespołu, gdzie było prawie dokładnie odwrotnie, każdy mogł > się zajmować wszystkim, etc). Ale teraz widzę, że on może to robić najzwyklej > z tego powodu, że jego team ma takie oczekiwania -- chce się skupić na > kodowaniu i niczym więcej... Może pogadaj z nim o tym? Jeśli chciałbyś wyjść poza programowanie, to może to byłaby dobra okazja? Może taka osoba, która ogarniałaby całość, jest mu potrzebna, tylko nikt nie chce takiej roli przyjąć? -- Spotyka się dwóch Polaków. Dawno się nie widzieli. - Co tam u ciebie? - Sąsiad zarysował Lexusa
Re: Dzień dobry...
Author: Puck
Date: Sat, 02 Sep 2023 07:58
Date: Sat, 02 Sep 2023 07:58
305 lines
15985 bytes
15985 bytes
On 2 Sep 2023 at 01:04:53 CEST, "Arnold Ziffel" <Arnold Ziffel> wrote: >> 3:40, no proszę :D > Ja o dziwnych porach żyję :) Co wcale nie jest zdrowe. Taka zawoalowana > forma autodestrukcji. Na coś trzeba umrzeć. Przeszkadza Ci to aktywnie, czy tak tylko mówisz? > [autodestrukcja] > Można się okaleczać. Można podejmować ryzykowne zachowania. Można zadawać > sobie ból. Ale można też powoli się wyniszczać, pozbawiać się snu, > sabotować swoje relacje. Można się przepracowywać, uciekając w świat > przedmiotów. Można siedzieć do rana, wstając rano do pracy, i oglądać memy > na discordach. Można oglądać filmy z pakistańskich fabryk na yt. Chociaż, może to truizm, ale myślę, że świadomość stawia to w innej kategorii w ogóle. Znaczy, po pierwsze, to i tak lepsze od scrollowania instagrama. A wracając do tematu, nie można się samymi zdrowymi aktywnościami karmić. Pytanie, jaki jest opportunity post tego. Co faktycznie się traci. Jakie długotrwałe efekty to zachowanie powoduje, które w innym przypadku by się nie pojawiły? Bo ja lubię wikipedia surfing, czy też youtube surfing. Do rana nie, bo fizycznie bym nie wyrobił (dzieciaki powodują duży deficyt snu). > Można oglądać ten rodzaj gore, do którego normalnie nie chce się nawet zbliżać > (na chuj ja to klikałem, i nawet nie mam z kim się tym podzielić, bo > każdego to striggeruje). Reddit flashbacks. > Można czytać archiwum GG i stare rozmowy z ludźmi, których już nie ma. > I nie, nie mówię o Sandrze. Koń tę kurwę jebał we wszystkie otwory > istniejące i te nieistniejące też. Mówię ogólnie. That escalated quickly :o > 2014 rok. Mam i z 2002, ale mam wrażenie, że to była zupełnie inna osoba, > która nie miała nic wspólnego z tym, kim jestem teraz. Nie żeby ta z 2014 > miał. Ha, to stawia trochę w szerszym kontekście przeglądanie archiwów ;) > Chciałbym kiedyś odnowić kontakt z niektórymi osobami z przeszłości (znów, > nie mówię o Sandrze, gdyż koń itd.), choć wiem, że raczej nie mielibyśmy > już o czym gadać. Z Am. odnowiłem i to był błąd, popierdolona jest sto > razy bardziej niż była. Nie odpisałem jej już na ostatniego maila, bo tu > potrzeba psychiatry, egzorcysty albo rzeźnika, a nie mnie. Z D. kiedyś > próbowałem odnowić i bardzo szybko mi się przypomniało, dlaczego > zakończyłem tę znajomość za pierwszym razem. Z nią nawet krótkie > nieporozumienie dotyczące tego, czy jakaś głupia ulotka już wisiała, jak > wchodziliśmy na klatkę, czy nie, potrafiło przerodzić się w wojnę na > śmierć i życie. Taka dynamika tej relacji. This part of my life is called: relacje z niestabilnymi ludźmi. Fuck, to trzeba moderować aktywnie, IMO. Znaczy gdzieś tam może i fajnie się wspomina te maniakalne okresy, ale drugi biegun pozostawia blizny. Dla spokoju ducha -- ja np. nie mam ambicji do pokonania najwyższych szczytów świata -- warto te relacje ograniczać, a codzienność wypełnić ludźmi nudnymi, których największym problemem jest akurat wymiana pieca, rata leasingu czy konieczność przygotowania kwartalnego raportu. >> Takie casualowe grupki typu appm były lżejsze, ale im bardziej >> technicznie, tym bardziej piwnicą wiało ;> > Żeby jeszcze wiało. Mi się to kojarzyło z takim specyficznym zapachem > geeka. Niektórzy mówią na to "zapach metfizu". Nie wiem z czego to wynika, > może po prostu z braku higieny, ale jest taki specyficzny, nieprzyjemny > zapach. metfizu? czy matfizu? >> A dzisiaj to już w ogóle nie ma się czego innego spodziewać :D Like, kto >> normalny na ircu siedzi? ;> > Ja. I ty. I w sumie tyle :D My point exactly :> Ale tak jak mówiłem, tylko do następnego restartu ;D #v+ puck@narzekasz ~> uptime -p up 5 years, 21 weeks, 4 days, 3 hours, 28 minutes #v- Jeszcze kilka lat. >> Znaczy, napisałem ostatnio maila do znajomego (po 4 latach, email debt >> forgiveness day) i niby to to samo, ale w gmailu mam zwykłą, wieśniacką >> Helveticę czy innego Ariala. To nie to samo :D >> >> Tak, wiem, mógłbym sobie... Ale nie mam ;) > Ja dbam o higienę pisania :) I to co "mógłbym sobie", to sobie zrobiłem :) Ja chyba wyrosłem w większości z takiego ustawiania wszystkiego pod siebie. Wszystkie te ustawienia, skrzętnie migrowane od 2006 roku... Ostatnio zacząłem od zera. Nie wszędzie, oczywiście dotfiles ciągle trzymam na gicie. Ale w dużej mierze adaptuję się do domyślnych ustawień. Chociaż z drugiej strony dostałem teraz służbowego lapka, który po raz pierwszy w moim życiu nie jest *mój*, tylko faktycznie firmowy (poinstalowali mi tam jakieś antywirusy i inne bzdury). I nie mogę nic tam instalować. OMG, ale to bieda jest. > Jeśli chodzi o email debt... no cóż, są maile, na które już na pewno nie > odpiszę. Ostatnie w skrzynce mam z 2016 ale to tylko dlatego, że pozostałe > nieodpisane przeniosłem do archiwum (od 2002 pojedyncze były, jeden np. > dotyczył mojej matury). Niektóre mają pozostać nieodpisane. Ale EDFD to raczej pretekst do tego, żeby odezwać się tam, gdzie się chce, ale trochę głupio ;) >> Udało mi się zauważyć, że większość tego ruchu to jakieś crossy z >> flejmami. Pamiętam, że kiedyś w `pl.*`, niejako żarobliwie, ale była >> zasada, żeby nie crossować dziennikarstwa, religii i polityki, bo nic >> dobrego z tego nigdy nikomu nie przyszło. A teraz mam wrażenie, że >> większość ruchu w big 8 na tym polega. > Bo teraz już nie ma zasad. Trolle dobrze wiedzą, że nikt im nic nie zrobi. > No bo w sumie nie zrobi. Ja się nie będę bawił w przedszkolankę, żeby > banować kogoś, kto jest niezbyt dostosowany społecznie. Jakby faktycznie > wysyłał spam albo jakieś hardkorowe rzeczy, które mogłyby narazić sam > serwer, czy ogólnie utrudniał funkcjonowanie newsów, ciężko byłoby go > odfiltrować, itd. to tak, ale tak... nie mam na nikogo zgłoszeń, to widać > ludziom to pasuje. Jedno zgłoszenie dostałem, ale nie było w zgłoszonych > postach nic takiego, więc odbiłem. Ale to dobrze, bo społeczność się sama reguluje. Jak ruchu było więcej, to i zasady się pojawiały bardziej restrykcyjne. A teraz ludzie to i z nudów trolle karmią, a poza tym chyba każdy umie filtrować (skąd inaczej byłby na usenecie w 2020+?) >> No, ale już nie zawsze by default. Ja mam teraz już równie dużo grup >> na WhatsAppie i Signalu. Znaczy kameralnych, bo to się nie nadaje do >> zaproszenia 5k osób, but still. > Ale tam jest chyba tylko komunikacja synchroniczna? Ja chcę tak jak tutaj. > Siąść sobie, jak mam chwilę, odpisać z masywnym multiquote, i wysłać, nie > oczekujac odpowiedzi tu, teraz i natychmiast (i wiedząc, że nikt po > drugiej stronie też jej nie oczekuje). > > Jakbym do WhatsAppa czy Signala siadł po tygodniu to pewnie temat > zmieniłby się już z dwieście razy. Chyba że jednak inaczej to działa? No wiadomo, nie znam nikogo, kto się komunikuje asynchronicznie. Znaczy „nikogo” obviously, doh! Chyba w momencie, jak skończyły się wątkowane metody komunikacji -- nawet np. na forum, jest w temacie tylko jeden wątek, więc jeśli tylko ktoś inny bierze udział, to Twoja dyskusja zginie w gąszczu innych. Ale! Zdałem sobie sprawę, że jest jedno miejsce, które powoduje u mnie dzisiaj takie same reakcje jak komunikat o nowych wiadomościach w Outlook Expressie :D Code review. Asynchronicznie, wątkowo, często merytorycznie, tekstowo, fixed with by default. Dlatego boli mnie, jak ziomki nie potrafią dyskutować podczas review. Out of scope, zawsze tak robiliśmy, nie mam czasu -- albo najgorsze: przegadajmy f2f. OMG, ile mój obecny zespół odbija tematów z githuba na czat :-/ Co jest o tyle bardziej upierdliwe, że mam wyciszone wszelkie notyfikacje i wchodzę tam tylko jak potrzebuję, a nie jak ktoś do mnie napieprza z `@here` czy innym `@all`. :P >> A to ciekawe. Ja zapomniałem większość osób z usenetu. Nieliczne wyjątki >> to raczej przypadek, gdzie mieliśmy jakiś kontakt w innych kanałach, na >> mailu, czy na FB. > Z Usenetu zapomniałem nawet bardziej niż z FB :P Tu możesz pisać z kimś 20 > lat i nie mieć pojęcia, jak wygląda ani kim tak naprawdę jest poza > grupami. Na FB jednak widać więcej (choć nadal jest to tylko czyjaś > kreacja). Ano, awatary/zdjęcia to najlepszy wynalazek w komunikacji od czasu krojonego chleba. OE potrafił kolorować wiersze w wątkach zależnie od nadawcy (lub innych filtrów). Mój nowy czytnik też to umie. :D Pamiętam jaki to był dla mnie przełom. >> Nooo, a Wy tam faktycznie o czymś osobistym rozmawialiście na tych >> grupach? > Tak, chociaż definicja rzeczy osobistych zmieniła mi się przez te lata. > Kiedyś robiłem dramatyczny oversharing. Nikt mnie nigdy nie nauczył, gdzie > leży granica (bo i kto miałby to zrobić?), więc musiałem wyczuć ją sam. > Teraz potrafię pisać o różnych osobistych rzeczach, ale wiem, gdzie > postawić tę granicę. Na fb było podobnie. Obraz tego, co się działo w internecie wtedy (i pewnie teraz też), bez nadzoru rodzicielskiego, ani nawet najmniejszej świadomości, jest dla mnie jako rodzica przerażający dzisiaj :o Ale ten oversharing nie jest chyba unikalny dla Ciebie. Mam wrażenie, że dużo osób tam robiło, szczególnie pod przykrywką anonimowości. Pewnie nie inaczej niż nastolatki w realu w grupie swoich znajomych. Dla mnie to chyba kwestia dojrzałości. Łatwiej jest z dystansem patrzeć na to co się dzieje dookoła nas, łatwiej też opowiadać o tym bez emocji, z odpowiednią głębią. >> Ja nigdy nikogo nie poznałem na FB akurat, no ale powiedzmy na forach tak. > Na forach też :) Ale też tak naprawdę przez zloty. Nie pamiętam, czy w którymś innym wątku ten temat się pojawiał, ale widzę dużo związków z pracą zdalną teraz. Jest jakiś limit do tego jak dobrze można się poznać przez neta. Kontakt białkowy jest jednak przydatny. Każdy ma tę granicę gdzie indziej i dla niektórych stwierdzenie „jesteśmy społecznymi stworzeniami” oznacza, że muszą się oglądać 5 razy w tygodniu, a dla innych raz na miesiąc czy kwartał wystarczy. >> * skończyła się era XMPP... wtedy, albo niedługo później > Dla mnie nigdy tak naprawdę się nie zaczęła. Miałem Jabbera, ale to zawsze > było jakoś obok, nigdy nie było w centrum. To co, gg all the way? >> * poszedłem do roboty (i też stąd mialem więcej interakcji z ludźmi) > U mnie to nie miało wpływu. Tzn. były interakcje, ale nie wpłynęły na > zaniedbanie tych internetowych. Myślę, że dużo mojej twórczości z usenetu przeszło na strony i aplikacje, a potem to samo robiłem w pracy. Dlatego miało to realny efekt na mój online. > Ja żałuję tylko tego, że nikt mi nie walnął w czerep i nie zakazał > używania w Internecie nazwiska do 30 roku życia :P > > Kiedyś to wszystko było kameralne. Do głowy by mi nie przyszło, że kiedyś > każdy dookoła będzie w Internecie (jak zaczynałem to pamiętam statystykę, > która mówiła, że już 12% Polaków ma dostęp do sieci), a moje posty z > Usenetu będą do znalezienia w ciągu 10 sekund, w które wlicza się też > wyciągnięcie komórki z kieszeni. Ale faktycznie chodzi to za Tobą dzisiaj? Szczególnie, że dość mało unikalny po nazwisku jesteś :) >> Trochę traktuję to jako koszt tego wszystkiego, co się działo dookoła. >> That being said... Z perspektywy widzę jak z odrobiną empatii albo >> dystansu mógłbym wykorzystać ten czas lepiej i np. nie uprzykrzać życia >> innym (biedny zdolny, wciaż musiał znosić moje doczepki). To jest dla >> mnie cenna lekcja, bo wciąż mi się zdarza wpadać w tę pułapkę. > Z jakiegoś powodu to robiłeś (i robisz), coś ci to dawało (i daje). Znam > to. Zdolnego nękałem, bo nam Madi kazał :P Ale czemu robiłem to tak długo to nie wiem. To było po prostu niemiłe. A dzisiaj to chyba nadal jest jakieś oderwanie od tego jak większość rozumie koegzystowanie wśród innych ludzi. Przede wszystkim to, że ja rzadko kieruję się tym, co inni pomyślą. Robię to, co uważam za słuszne, a to wcale nie jest spójne z tym, co osoby dookoła mnie uważają. I pewnie ta pewność siebie i umocowanie w przekonaniu, że „prawda jest po mojej stronie” konfliktuje z rzeczywistością. :P Ale sobie analizę robię. :D >> Ale profesjonalnie to znaczy politically correct? Czy naturalnie? > [...] > Inna sprawa, że chłopaki też nie wypowiadają się na kontrowersyjne tematy. > Rozmawiamy w zasadzie tylko o pracy. Trochę szkoda, bo chciałbym ich > trochę lepiej poznać jako ludzi, a nie tylko jako współpracowników, ale to > może też być kwestia niemieckiej kultury. > [...] Wrzuć jakiś temat niemieckich reparacji albo innej polityki, może się rozkręcą ;> >> Więc jak nie miałem go przez tydzień, to było to dość lekkie przeżycie. >> Problem się pojawił, jak wyszedłem na pół dnia i wróciłem o 1AM, bo nie >> było nawet jak dać znać, że żyję ;) > No tak, to jest problem. Martwili się? Czy raczej "poszedł to wróci, za > tydzień zaczniemy się martwić"? Nie no, wiedzieli, kiedy wrócę. Dla mnie moment, w którym dzieci idą spać to taki cut-off. Jak przekroczę tę godzinę, to już nie ma większego znaczenia, czy to będzie 9PM czy 2AM. >> Hmm, moment zadumy. Scrollbar tego posta jest w jakichś 30% teraz. Chyba >> utnę to w tym miejscu i do reszty usiądę później :D 9:12, idę zobaczyć, >> czy mi zrobili review mojego pierwszego pull requesta w tym teamie :D > Zrobili? :D This. Blows. My. Mind. Wrzucam PRki a one sobie albo wiszą bez komentarza, albo są mergowane bez komentarza. Anemia dyskusyjna tego zespołu mnie przerasta! Kłócił się ktoś o CS w innym review. To im powiedziałem, że to nie na temat i przegadamy sobie ten CS niezależnie -- i tak mamy lintera, który pilnuje zasad. Więc w osobnym changesecie wprowadziłem zasadę, która by ten spór rozwiązała, fixnąłem cały codebase pod nowe zasady. I nikt się nie wypowiedział. Leżał sobie kilka dni, dostał labelkę `stale` a potem go bot zamknął. I tyle było w temacie. Jakieś merytoryczne PRki też wrzucałem, ale jeśli się ich osobiście nie pinguje, to nikt się nawet nie ruszy. Uwierzyłem w ich wysokie mniemanie o sobie na rekrutacji. Dzisiaj czar prysł. Faktycznie mają podstawy do tego, żeby się czymś tam chwalić, bo są ponadprzeciętni jeśli popatrzeć na średnią rynkową, ale -- no bullshit -- do mojego poprzedniego zespołu jeszcze im daleko, oj daleko. -- Winning popularity contests since ’85
Re: Dzień dobry...
Author: Puck
Date: Sat, 02 Sep 2023 08:44
Date: Sat, 02 Sep 2023 08:44
270 lines
14334 bytes
14334 bytes
On 2 Sep 2023 at 01:28:49 CEST, "Arnold Ziffel" <Arnold Ziffel> wrote: >> No, to pytanie gdzie nam zostały nisze, w których mamy te subiektywnie >> dobre zachowania. :-/ > Może już nigdzie... No na usenecie nie, to już ustaliliśmy ;) Chociaż dobrze jest mieć sobie jeden czy dwa wątki, do których można w sobotę rano wrócić. >> Ano, ale GReader pojawił się na scenie relatywnie późno, bo w 2005 roku. >> Więc tak, ja też zaczynałem od RSS-ów w Operze, ale pewnie wyeksportowałem >> je do googla, a potem do feedly i tam sobie żyją do dzisiaj. 3/4 nic już >> nie publikuje albo zwraca 404, albo nie ma już takiej domeny nawet :D > To jak cmentarzysko numerków na GG... No, ale GG to już chyba absolutne cmentarzysko, nie? Zalogowałem się kiedyś jako kobieta, 18, z Warszawy, któregoś popołudnia i ustawiłem status na pogadamy. Nic. :> >> To wszystko było jeszcze w czasach, jak nie byłem obrażony na Google i jego >> graveyard. :-/ Nakupował albo natworzył mnóstwo narzędzi, z których >> większość ubił. Ostatnio po kilkunastu latach zrezygnowałem nawet z >> Analyticsa, bo mnie odstraszyli wymaganą migracją. Łatwiej było po prostu >> dropnąć. > Ciekawe kiedy ubije grupy Google. Niech giną ;) Za 10 lat usenet można będzie w muzeum techniki oglądać tylko. Tylko Gmaila byłoby mi szkoda. >> No worries, ja też nie, tylko tak w bardzo dużym ogóle. W tamtym okresie >> leciało GoT w HBO, więc pewnie śledziłem wszelkie podsumowania, analizy >> i komentarze na ten temat. :P > GoT = Gra o Tron? Yep. [...] > Kto wie, czy jakbym ja nie odszedł wtedy, kiedy chciałem, to nie miałbym > podobnie... od nas czasem ludzie odchodzili, a po jakimś czasie wracali, > bo zderzyli się z rzeczywistością. Wydaje mi się, że mieliśmy w Polsce sporo przestrzeni, gdzie lojalność w pracy sie opłacała. Oczywiście zawsze był niewielki obszar, gdzie skakanie i robienie kariery było korzystne. Tylko właśnie mam wrażenie, że te proporcje się zmieniają i teraz lepiej korzystać z okazji. Fuck, ja nigdy w życiu nie zmieniłem roboty w wyniku tego, że dostałem lepszą ofertę. Zawsze najpierw odchodziłem, a potem szukałem czegoś nowego. >> Plus jest taki, że przepracowałem może 50% czasu w tym roku, żaden >> kawałek mojego kodu nie trafił na produkcję (z tego co wiem), ale do tej >> pory budżet się zgadza. :) > Czyli częściowo odpoczywasz. To dobrze, czasem trzeba :) Advent of code nadrabiałem. Przerobiłem zadania od połowy 2015 do połowy 2018 ;> https://github.com/mlebkowski/advent-of-code-php > Ja miałem taki rok, gdy moja produktywność wynosiła równo 0. Nie, że kilka > procent. Przez 8 czy 9 miesięcy nie zrobiłem absolutnie, calkowicie, nic. > Budziłem się, patrzyłem tylko na maila i teamsa, czy nikt nic nie chce, i > olewałem to. Na zasadzie "a zwolnijcie mnie". Nie zwolnili. Damn. Uroki korporacji? Mi zdarzały się takie tygodnie, w których byłem tylko reaktywny, nie robiąc nic od siebie, jeśli nie musiałem, ale miesiace bez niczego? Next level ;) > [...] > Ja w ogóle widzę ostatnio jakąś epidemię schizofrenii. Lekarzem oczywiście > nie jestem, żeby tych ludzi diagnozować, ale nie trzeba być specjalistą od > wypadków lotniczych, żeby widząc samolot na drzewie wiedzieć, że coś > poszło nie tak. No podobno to dotyczy w jakimś stopniu 1-2% mężczyzn po 30stce, or thereabout. W każdym razie nie jest ona jakoś szczególnie rzadka. Tylko nie cytuj mnie, możliwe, że powtarzam jakiegoś mema bez pokrycia w faktach. >>> Teraz się pozmieniało i to ja jestem jedynym nieniemcem... >> Wszyscy siedzą na miejscu, a Ty jeden zdalnie? Nie wykluczają Cie? > Nie czuję się wykluczany, ale też nie czuję się w 100% częścią zespołu. > Jestem sobie gdzieśtam, robię sobie cośtam, czasem piszemy, ale nie jest > tak, że mogę podejść do kogoś i powiedzieć "Komm auf einen Kaffee". Albo > raczej "kaffee, trinken, chlup, komm, no komm". Nie brakuje Ci? In other words, nie myślisz, że warto potraktować tego jako priorytet, żeby zespół był zespołem, żeby się razem chciało robić rzeczy? >> No a nie wchodząc w szczegóły, patrząc na pozytywy, też nie dogadujesz >> się z osobami o podobnym ,,profilu"? Mi się lepiej pracuje z osobami >> podobnymi do mnie -- takimi, co najpierw robią, a potem myślą; kierują >> się własnym rozsądkiem bardziej niż przyjętymi zasadami. > A to tak, jeśli o to chodzi, to tak. Choć odwrotnie, wolę, żeby najpierw > myśleli a potem robili :P To jest eufemizm do „jesteś głupi” :P Znaczy, wszyscy myślą zanim robią, poza przysłowiowymi blondynkami, tylko większość źle myśli ;) > [...] > Najgorsze jest ślepe podążanie za wytycznymi bez zrozumienia, z czego się > wzięły. Podobnie jest z agilem. To nie jest edżajl, robimy to źle! Tak, > komunizm też jest dobry, tylko zawsze był wprowadzony źle. Tak, akurat w moim otoczeniu „agile jest jak komunizm” jest ostatnio niezwykle popularne :) No i śmieszy mnie, że główna zwinna metodologia (Scrum) nie daje swobody w działaniu. The irony is not lost on me. [...] > Co do stylu kodu, to jeśli ktoś mnie przekona, że inny styl jest bardziej > logiczny (lub po prostu taki styl jest narzucony w projekcie), to się > dostosuję. Inna sprawa, że odkąd używamy formaterów, problem w zasadzie > zniknął. Everybody loves gofmt, everybody hates gofmt. Prettier dla mnie zrobił tę robotę. Od dłuższego czasu miałem przekonanie, że code style jest po to, żeby było spójnie, a nie czytelnie. To pierwsze jest obiektywne, to drugie subiektywne i nigdy się nie dogadamy. I prettier ma tę samą filozofię, ale podkręconą do 11. Poza jakimiś zaszłościami, nie ma żadnych przełączników. Formatuje w jeden, spójny sposób i nie pozostawia praktycznie wcale przestrzeni na zmiany. A to z kolei spowodowało, że od kiedy mam prettiera wpiętego, w ogóle nie myśle o formatowaniu. Potrafię pisać makabrycznie brzydki kod, olewać whitespace, ignorować średniki, etc, a on i tak natychmiast mi go układa jak powinno być. To kolejna rzecz, o której nie trzeba więcej myśleć. >> A na niższym poziomie, interakcje w zespole? Czy też omijasz, robisz swoje, >> pushujesz na mastera i odklikujesz ticket? > Chciałbym mieć, czasem próbuję jakoś delikatnie poruszyć jakiś temat nawet > by-the-way, ale nie spotyka się to z entuzjazmem. Natomiast nadal myślę, > że to są po prostu różnice kulturowe, a nie jakaś antypatia w moją stronę. > > Prosty przykład. Wchodzisz na calla. Jest już ktoś (jedna osoba, dwie), > lub ty wszedłeś pierwszy i weszła jakaś osoba lub więcej. Witacie się? > Pewnie tak. Pewnie nie tylko się witacie, tylko robicie jakiś small talk, > typu "co tam słychać" "a dobrze a u ciebie" "a też dobrze" "no to dobrze". Zależy od zespołu. Jeśli masz taki katalizator, najlepiej w postaci managera, który skłania do interakcji pozapracowych, to wchodzisz na inne rejestry. U mnie w zespole tego nie ma. Ludzie się nigdy na oczy nie widzieli, większość pracuje od kilku miesięcy dopiero. Powoli do tego dorastamy chyba. Są takie wzorce, które się powtarza. Let me explain. Jakub odchodzi. On ma największe seniority w zespole po managerze, reszta dopiero raczkuje. 22 jest jego ostatni dzień. Więc zaczęliśmy mówić, że „wrócimy do tematu po 22-gim”. To taka głupota, mem trochę. Ale powtarzany wiele razy działa jak ice-breaker. Zbliża nas trochę do siebie. Nadaje temu zespołowi jakiś charakter, jakąś unikalność, wewnętrzne tematy, których nikt inny nie rozumie. Ale to też trochę droga przez mękę. Ludzie, mam wrażenie, nie wiedzą, że w pracy można śmieszkować, mieć luźną atmosferę, gadać o dupach na daily (i nie: ździrka nie jest dupą, choć ma żeńskie imię). >> Więc z teamu, który poruszał się szybko, podejmował ryzyko, każdą decyzję >> podejmował na bieżąco, nie opierając się na zasadach (bo jeszcze nie mieliśmy >> żadnych) -- trafiłem do firmy notowanej na giełdzie, z całą masą zasad, >> procedur, polityk; a do tego z zespołem, który lubi mieć wszystko poukładane >> i mało akceptuje chaos na codzień. > Zasady dzielą się na dobre i kretyńskie :) Najgorzej, jak zasady wprowadza > ktoś, kto nie ma pojęcia o tym, czemu miałyby służyć. OMG, story time. Mamy zasadę, że nie używamy metod prywatnych w projekcie! True story! Na szczęście nikt jej nie przestrzega ;) A wyszła z tego, że jacyś juniorzy nie wiedzieli co to jest SRP, więc upychali za dużo kodu w jednej klasie, a to wyciekało jako metody prywatne. Więc teraz ludzie powtarzają kawałki kodu, bo jakiś junior kiedyś coś, bo prywatnej im nie wolno, a do osobnej klasy często za dużo zachodu. To jest jedna z tych kretyńskich. Ale cała idea, że zasadami/zakazami można ułożyć skuteczną pracę. Fuck, it’s people problem, not a technical one! Mam nadzieję, że mamagerowie to kiedyś skumają i przestaną mieszać te obszary. [...] > Jeśli chodzi o poukładanie i nieakceptację chaosu, to tu dobrze trafiłem. > Sam taki jestem i ci moi Niemcy też. W końcu "ordnung muss sein" :) Mnie > zawsze bylejakość i tworzenie długów technologicznych denerwowały. Nie stawiałbym znaku równości pomiędzy chaosem a długiem. Znaczy, poruszamy się w chaotycznym świecie i pomysł, że możemy go zamknąć w spójne zasady to iluzja. Więc IMO lepiej poruszać się szybko, eksperymentować, mieć skrzywienie do działania zamiast do analizowania, a potem mieć wystarczająco dyscypliny, żeby sprzątać po swoich eksperymentach. Ale do tego trzeba np. żyć blisko z tzw biznesem, czy innymi stakeholderami. Samo w próżni raczej nie zadziała. >> Obiecałem sobie spróbować, ale sam w to nie wierzę ;) > Czyli raczej długo tam nie zostaniesz? Z dnia na dzień rozumiem więcej i ta chęć ucieczki jest mniejsza. Widzę światełko w tunelu, że może być dobrze kiedyś. Ale pewnie nigdy tak dobrze, jak bym chciał. Jak znajdę coś ciekawszego to mnie nie ma ;) >> Znaczy, słyszałem już takie oceny. Ale nie jestem w stanie ich potwierdzić >> w praktyce. > Tak jest szczególnie w tych bardziej woke'owych środowiskach, ale to w > jakimś nasileniu przenika wszędzie. W niektórych krajach bardziej niż u > nas. To mi wygląda na dwie kultury, które nie chcą się zrozumieć. Tak jak ludzie, którzy zapieprzali po 10-12 godzin całe życie bulwersuja się na młodych, dla których praca nie jest najważniejsza i nie zamierzają tracić na nią zdrowia. Dude, każdy robi sobie to po swojemu i to, że Ci głupio za swoje decyzje po 30 latach nie oznacza, że musisz się wyżywać na tych, którzy podjęli je bardziej świadomie ;) Ale głównie myślę, że takie podziały są szkodliwe. :P >> To chyba wpisuje się w ten push do zagrabiania uwagi. Zamiast napisać >> akapit czy zdanie komentarza, albo nawet głupie `me2`, masz milion reakcji, >> które nie wymagają wysiłku, ale są jakimś tam śladem. Ja nie jestem >> całkowicie przeciwny takiemu konceptowi. > W zasadzie więcej wysiłku wymaga ode mnie znalezienie odpowiedniej reakcji > niż napisanie "me2" :) Choć reakcje mają skróty, piszesz dwukropek i nazwę > reakcji, i masz. Yep, mam takie bindingi zrobione system-wide ;) Ale też np. na typografię, dlatego potrafię wstawić prawdziwy znak mnożenia zamiast "x", typu 100×50. >> Np. na flickrze, modelowym serwisie ery web2.0, grupy pełniły tę funkcję. >> Też były trochę spamowate, ale to trochę wpisywało się w charakter tej >> społeczności. A wcześniej, wtedy co Grono, serwisy wrzucały tagi + chmurę >> tagów, bo taka była moda. Większość bez większej potrzeby. > flickr jakoś zupełnie mnie ominął. Kojarzę, że coś z fotkami lub do fotek, > ale nigdy tam nie byłem. Warto? Dzisiaj? Meh. Ale 15 lat temu to był naprawdę dobry serwis (no bo teraz każdy na insta wrzuca focie, nie), dobrze zbudowany, miał innowacyjne funkcje. >> To mi daje do myślenia. Mój obecny manager totalnie silosuje nas od reszty. >> W zasadzie zakres naszych obowiązków jest całkowicie rozłączny (w porównaniu >> do poprzedniego zespołu, gdzie było prawie dokładnie odwrotnie, każdy mogł >> się zajmować wszystkim, etc). Ale teraz widzę, że on może to robić najzwyklej >> z tego powodu, że jego team ma takie oczekiwania -- chce się skupić na >> kodowaniu i niczym więcej... > Może pogadaj z nim o tym? Jeśli chciałbyś wyjść poza programowanie, to > może to byłaby dobra okazja? Może taka osoba, która ogarniałaby całość, > jest mu potrzebna, tylko nikt nie chce takiej roli przyjąć? Tu to pewnie mógłbym zostać jira-managerem :P Może z czasem wejdziemy na taki level, że będziemy mogli sobie pogadać. Ale na razie ja wiem, że on nie wie. Że można inaczej. On na razie jest w jaskini i ogląda cienie na ścianie. https://www.wikiwand.com/en/Allegory_of_the_cave -- Winning popularity contests since ’85
Re: Dzień dobry...
Author: jn
Date: Sat, 02 Sep 2023 14:25
Date: Sat, 02 Sep 2023 14:25
10 lines
1969 bytes
1969 bytes
W dniu 2.09.2023 o 01:28, Arnold Ziffel pisze: >>>>> Tego Fediverse nie rozumiem. Znaczy wiem że jest, ale czy ktokolwiek, kto >>>>> ma życie, z tego korzysta? :) Przynajmniej z tej społecznościowej części. >>>> Can't tell. Czas pokaże. Jak dla mnie to na dwoje babka wróżyła. >>> A jest tam jakieś życie? >> I wouldn't know, nie ma mnie tam. Tylko czasem ktoś linkuje gdzieś, ale >> to równie dobrze może się skończyć z dnia na dzień tak jak jabber. > Pewnie tak będzie. Nie ma tej masy krytycznej userów. > Usenet ma masę krytyczną userów? :)
Re: Dzień dobry...
Author: Puck
Date: Sun, 03 Sep 2023 07:27
Date: Sun, 03 Sep 2023 07:27
17 lines
1634 bytes
1634 bytes
On 2 Sep 2023 at 16:25:55 CEST, "jn" <jn@mail.invalid> wrote: > W dniu 2.09.2023 o 01:28, Arnold Ziffel pisze: >>>>>> Tego Fediverse nie rozumiem. Znaczy wiem że jest, ale czy ktokolwiek, kto >>>>>> ma życie, z tego korzysta? :) Przynajmniej z tej społecznościowej części. >>>>> Can't tell. Czas pokaże. Jak dla mnie to na dwoje babka wróżyła. >>>> A jest tam jakieś życie? >>> I wouldn't know, nie ma mnie tam. Tylko czasem ktoś linkuje gdzieś, ale >>> to równie dobrze może się skończyć z dnia na dzień tak jak jabber. >> Pewnie tak będzie. Nie ma tej masy krytycznej userów. > Usenet ma masę krytyczną userów? :) Naliczyłem trzech. To chyba wystarczy? -- Winning popularity contests since ’85
Re: Dzień dobry...
Author: jn
Date: Sun, 03 Sep 2023 18:01
Date: Sun, 03 Sep 2023 18:01
5 lines
1433 bytes
1433 bytes
W dniu 3.09.2023 o 09:27, Puck pisze: > Naliczyłem trzech. To chyba wystarczy? Nie jestem pewien. :) https://invidious.baczek.me/watch?v=yCQKzLxAG_0
Re: Dzień dobry...
Author: Puck
Date: Mon, 04 Sep 2023 06:20
Date: Mon, 04 Sep 2023 06:20
20 lines
1625 bytes
1625 bytes
On 3 Sep 2023 at 20:01:48 CEST, "jn" <jn@mail.invalid> wrote: > W dniu 3.09.2023 o 09:27, Puck pisze: >> Naliczyłem trzech. To chyba wystarczy? > > Nie jestem pewien. :) > https://invidious.baczek.me/watch?v=yCQKzLxAG_0 Nie dałem rady. Próbowałem kiedyś. Ta scena pojawia się po jakichś 20 minutach filmu, a wcześniej czekają na niego na stacji. W tym czasie najbardziej ekscytującą rzeczą na ekranie jest mucha. A fistful of dollars również nie spieszyło się z rozkręcaniem fabuły. Udało mi się za to strawić kilka oryginalnych westernów sprzed remake’ów, takich jak The Magnificent Seven, 3:10 to Yuma, czy True Grit. Sergio pozostaje jednak poza moim zasięgiem. -- Winning popularity contests since ’85
Re: Dzień dobry...
Author: Arnold Ziffel
Date: Mon, 04 Sep 2023 13:40
Date: Mon, 04 Sep 2023 13:40
326 lines
15797 bytes
15797 bytes
Puck <puck@dx.one.pl> wrote: >> Ja o dziwnych porach żyję :) Co wcale nie jest zdrowe. Taka zawoalowana >> forma autodestrukcji. > > Na coś trzeba umrzeć. Przeszkadza Ci to aktywnie, czy tak tylko mówisz? Nie wiem czy mi przeszkadza. Jakoś jest. > Chociaż, może to truizm, ale myślę, że świadomość stawia to w innej > kategorii w ogóle. Znaczy, po pierwsze, to i tak lepsze od scrollowania > instagrama. No zdecydowanie :) To takie mindless. > A wracając do tematu, nie można się samymi zdrowymi aktywnościami > karmić. Pytanie, jaki jest opportunity post tego. Co faktycznie się > traci. Jakie długotrwałe efekty to zachowanie powoduje, które w innym > przypadku by się nie pojawiły? Np. chroniczne niewyspanie, a przez to problemy z pamięcią. > Bo ja lubię wikipedia surfing, czy też youtube surfing. Do rana nie, > bo fizycznie bym nie wyrobił (dzieciaki powodują duży deficyt snu). No właśnie, do rana nie... a ja czasem orientuję się o 5, że chyba znowu zapomniałem iść spać. >> Można oglądać ten rodzaj gore, do którego normalnie nie chce się nawet >> zbliżać (na chuj ja to klikałem, i nawet nie mam z kim się tym >> podzielić, bo każdego to striggeruje). > > Reddit flashbacks. Tam tak było? >> Można czytać archiwum GG i stare rozmowy z ludźmi, których już nie ma. >> I nie, nie mówię o Sandrze. Koń tę kurwę jebał we wszystkie otwory >> istniejące i te nieistniejące też. Mówię ogólnie. > > That escalated quickly :o No... bo to fragment bloga, gdzie o rzeczonej pani trochę pisałem. >> 2014 rok. Mam i z 2002, ale mam wrażenie, że to była zupełnie inna osoba, >> która nie miała nic wspólnego z tym, kim jestem teraz. Nie żeby ta z 2014 >> miał. > > Ha, to stawia trochę w szerszym kontekście przeglądanie archiwów ;) Trochę tak :) > This part of my life is called: relacje z niestabilnymi ludźmi. Ja nie miewam innych ;) Tzn. mam relacje z normikami, ale te relacje są takie... normickie. > Fuck, to trzeba moderować aktywnie, IMO. Znaczy gdzieś tam może i fajnie > się wspomina te maniakalne okresy, ale drugi biegun pozostawia blizny. We mnie blizny zostawiła tylko wspomniana S. Reszta... najwyżej była bardziej lub mniej męcząca. > Dla spokoju ducha -- ja np. nie mam ambicji do pokonania najwyższych > szczytów świata -- warto te relacje ograniczać, a codzienność wypełnić > ludźmi nudnymi, których największym problemem jest akurat wymiana pieca, > rata leasingu czy konieczność przygotowania kwartalnego raportu. Takich mam w pracy ;) Czy raczej miałem, jak jeszcze pracowałem z biura, bo teraz to się wszystko rozluźniło i pozmieniało. >> Żeby jeszcze wiało. Mi się to kojarzyło z takim specyficznym zapachem >> geeka. Niektórzy mówią na to "zapach metfizu". Nie wiem z czego to wynika, >> może po prostu z braku higieny, ale jest taki specyficzny, nieprzyjemny >> zapach. > > metfizu? czy matfizu? Matfizu oczywiście :) >> Ja. I ty. I w sumie tyle :D > > My point exactly :> Ale tak jak mówiłem, tylko do następnego restartu ;D Jak będziesz potrzebował shella to ogarniemy. >> Ja dbam o higienę pisania :) I to co "mógłbym sobie", to sobie zrobiłem :) > > Ja chyba wyrosłem w większości z takiego ustawiania wszystkiego pod siebie. > Wszystkie te ustawienia, skrzętnie migrowane od 2006 roku... Ostatnio > zacząłem od zera. Nie wszędzie, oczywiście dotfiles ciągle trzymam na gicie. > Ale w dużej mierze adaptuję się do domyślnych ustawień. No, ja sobie to poustawiałem już dawno. Dziś też by mi się nie chciało. Szczytem jest zmiana tapety w komórce (bo dzwonka już niekoniecznie). > Chociaż z drugiej strony dostałem teraz służbowego lapka, który po raz > pierwszy w moim życiu nie jest *mój*, tylko faktycznie firmowy > (poinstalowali mi tam jakieś antywirusy i inne bzdury). I nie mogę nic > tam instalować. OMG, ale to bieda jest. Męczyłem się tak trochę. W końcu nie wytrzymałem. Dogadałem się z IT, wywaliłem tego korporacyjnego windowsa na wirtualkę, zainstalowałem tam swój system... a teraz już nawet korporacyjnego windowsa nie mam. Wywaliłem w międzyczasie, i tak od paru lat zupełnie go nie używałem. > Niektóre mają pozostać nieodpisane. Ale EDFD to raczej pretekst do tego, > żeby odezwać się tam, gdzie się chce, ale trochę głupio ;) Raz się odezwałem, to mnie dziewczyna opieprzyła, że po takim czasie piszę i że jestem niepoważny :P > Ale to dobrze, bo społeczność się sama reguluje. Jak ruchu było więcej, > to i zasady się pojawiały bardziej restrykcyjne. A teraz ludzie to i z > nudów trolle karmią, a poza tym chyba każdy umie filtrować (skąd inaczej > byłby na usenecie w 2020+?) To prawda. Trolle po jakimś czasie piszą tylko do siebie (i do tych, którzy usilnie wyciągają ich innym z KF-a). Ja nikogo nie filtruję, za dużym control freakiem jestem ;) Po prostu omijam wzrokiem. Mentalny KF. > No wiadomo, nie znam nikogo, kto się komunikuje asynchronicznie. Ja *niestety* też już prawie nie :( > Znaczy ,,nikogo" obviously, doh! Chyba w momencie, jak skończyły się > wątkowane metody komunikacji -- nawet np. na forum, jest w temacie tylko > jeden wątek, więc jeśli tylko ktoś inny bierze udział, to Twoja dyskusja > zginie w gąszczu innych. Tak, zdarzało się. > Ale! Zdałem sobie sprawę, że jest jedno miejsce, które powoduje u mnie > dzisiaj takie same reakcje jak komunikat o nowych wiadomościach w > Outlook Expressie :D Code review. Asynchronicznie, wątkowo, często > merytorycznie, tekstowo, fixed with by default. U nas nie ma aż tylu komentarzy, żeby tak to traktować :) Zresztą jak dostaję maila z komentarzem do PRa, to pierwszą moją reakcją jest "co znowu k... źle". > Dlatego boli mnie, jak ziomki nie potrafią dyskutować podczas review. > Out of scope, zawsze tak robiliśmy, nie mam czasu -- albo najgorsze: > przegadajmy f2f. OMG, ile mój obecny zespół odbija tematów z githuba > na czat :-/ Co jest o tyle bardziej upierdliwe, że mam wyciszone > wszelkie notyfikacje i wchodzę tam tylko jak potrzebuję, a nie jak > ktoś do mnie napieprza z `@here` czy innym `@all`. :P @here, @everyone, @all itd. wyłączam zawsze i wszędzie. Lub prawie zawsze i prawie wszędzie. Ale tak, przechodzenie z komunikacji pisanej w miejscu, w którym ta komunikacja powinna się odbywać, w miejsce, w którym jest miejsce na inną komunikację, jest głupie. f2f to jeszcze, niektóre rzeczy łatwiej wyjaśnić f2f, byle tylko ślad po nich został w miejscu, w którym ten ślad powinien zostać (czyli np. pod PRem). >> Z Usenetu zapomniałem nawet bardziej niż z FB :P Tu możesz pisać z kimś 20 >> lat i nie mieć pojęcia, jak wygląda ani kim tak naprawdę jest poza >> grupami. Na FB jednak widać więcej (choć nadal jest to tylko czyjaś >> kreacja). > > Ano, awatary/zdjęcia to najlepszy wynalazek w komunikacji od czasu > krojonego chleba. OE potrafił kolorować wiersze w wątkach zależnie > od nadawcy (lub innych filtrów). Mój nowy czytnik też to umie. :D > Pamiętam jaki to był dla mnie przełom. Miałem taki skrypt do irssi, ale wyglądało jakby ktoś się nażarł za dużo skittlesów i mu się ulało :P W Usenecie było niby X-Face, ale się nie przyjęło. > Obraz tego, co się działo w internecie wtedy (i pewnie teraz też), bez > nadzoru rodzicielskiego, ani nawet najmniejszej świadomości, jest dla > mnie jako rodzica przerażający dzisiaj :o A no :) Rodzice nie mieli zielonego pojęcia, co tam się dzieje. Dzieci wychowywały się same. Ale jednak nie było to takie złe, skoro na coś wyrośliśmy. > Ale ten oversharing nie jest chyba unikalny dla Ciebie. Mam wrażenie, że > dużo osób tam robiło, szczególnie pod przykrywką anonimowości. Pewnie > nie inaczej niż nastolatki w realu w grupie swoich znajomych. Pewnie tak. Bo to się wydawało anonimowe. Może nawet na dany moment takie było. > Dla mnie to chyba kwestia dojrzałości. Łatwiej jest z dystansem patrzeć > na to co się dzieje dookoła nas, łatwiej też opowiadać o tym bez emocji, > z odpowiednią głębią. To zdecydowanie. Też jestem 100x stabilniejszy teraz, niż np. 20 lat temu. Nie tylko w internecie, ale też na żywo. > Nie pamiętam, czy w którymś innym wątku ten temat się pojawiał, ale > widzę dużo związków z pracą zdalną teraz. Jest jakiś limit do tego jak > dobrze można się poznać przez neta. Kontakt białkowy jest jednak > przydatny. Każdy ma tę granicę gdzie indziej i dla niektórych > stwierdzenie ,,jesteśmy społecznymi stworzeniami" oznacza, że muszą się > oglądać 5 razy w tygodniu, a dla innych raz na miesiąc czy kwartał > wystarczy. Tak, to prawda. Miałem taką koleżankę. Bardzo dużo pisaliśmy przez Internet, SMSy, ale w zasadzie tylko przez to. Z jednej strony dobrze ją znałem, z drugiej mam wrażenie, że to był tylko sen, że to się wcale nie zdarzyło. Że ona tak naprawdę nigdy nie istniała. Odnowiliśmy kontakt jakiś czas temu, ale znów go zerwałem, bo nie dało się z nią rozmawiać. To, że ma radykalne poglądy na wiele spraw to jedno, spoko. Ale te poglądy są tak oderwane od rzeczywistości, że nie potrafię znaleźć z nią wspólnego gruntu. To, plus jej narcyzm i "ja wiem najlepiej". >> Dla mnie nigdy tak naprawdę się nie zaczęła. Miałem Jabbera, ale to >> zawsze było jakoś obok, nigdy nie było w centrum. > > To co, gg all the way? Tak. Z XMPP korzystałem tylko przez chwilę, jak było dostępne na komórki, a GG nie (było coś takiego jak Papla, dało się ogarnąć transport GG choć już nie pamiętam, czy na ich serwerach, czy na swoim) i przez drugą chwilę, jak Messenger na FB udostępniał XMPP. https://komorkomania.pl/papla-instant-masz-jave-masz-gadugadu,6778084951340673a > Myślę, że dużo mojej twórczości z usenetu przeszło na strony i > aplikacje, a potem to samo robiłem w pracy. Dlatego miało to realny > efekt na mój online. Możliwe. Ja chyba straciłem aż taką potrzebę tworzenia (czegokolwiek), jaką miałem kiedyś. >> Kiedyś to wszystko było kameralne. Do głowy by mi nie przyszło, że kiedyś >> każdy dookoła będzie w Internecie (jak zaczynałem to pamiętam statystykę, >> która mówiła, że już 12% Polaków ma dostęp do sieci), a moje posty z >> Usenetu będą do znalezienia w ciągu 10 sekund, w które wlicza się też >> wyciągnięcie komórki z kieszeni. > > Ale faktycznie chodzi to za Tobą dzisiaj? Szczególnie, że dość mało > unikalny po nazwisku jesteś :) Niby nie, ale możliwość zawsze istnieje. Ja wiem co np. przyszły pracodawca o mnie znajdzie, albo jakaś menda, która będzie chciała mi zaszkodzić? :) Tak, fakt że jestem mało unikalny pomaga, ale wolałbym, żeby nie było o mnie absolutnie, zupełnie nic :) > Zdolnego nękałem, bo nam Madi kazał :P To tego nie pamiętam :) Ja z nim chyba normalnie rozmawiałem, ale nie był, nazwijmy to, centralną postacią spektaklu. > Ale czemu robiłem to tak długo to nie wiem. To było po prostu niemiłe. Dla niego niemiłe, ale tobie musiało coś dawać. Może jakąś satysfakcję, może większą przynależność do grupy? Jest jakiś powód, dla którego dzieciaki np. nękają kozła ofiarnego w klasie. Coś im to daje, inaczej by tego nie robiły. > Przede wszystkim to, że ja rzadko kieruję się tym, co inni pomyślą. > Robię to, co uważam za słuszne, a to wcale nie jest spójne z tym, co > osoby dookoła mnie uważają. Ja też, choć jest to świadoma decyzja, a nie moja naturalna tendencja. Naturalnie, z wychowania, to ja mam tendencję do bycia people pleaserem. > I pewnie ta pewność siebie i umocowanie w przekonaniu, że ,,prawda jest > po mojej stronie" konfliktuje z rzeczywistością. :P Ale sobie analizę > robię. :D Ale czasem prawda naprawdę jest tylko jedna :) >> Inna sprawa, że chłopaki też nie wypowiadają się na kontrowersyjne >> tematy. Rozmawiamy w zasadzie tylko o pracy. Trochę szkoda, bo >> chciałbym ich trochę lepiej poznać jako ludzi, a nie tylko jako >> współpracowników, ale to może też być kwestia niemieckiej kultury. > > Wrzuć jakiś temat niemieckich reparacji albo innej polityki, może się > rozkręcą ;> Tylko nie wiem, czy z korzyścią dla mnie ;) > Nie no, wiedzieli, kiedy wrócę. Dla mnie moment, w którym dzieci idą > spać to taki cut-off. Jak przekroczę tę godzinę, to już nie ma większego > znaczenia, czy to będzie 9PM czy 2AM. To u mnie tak jest z dawaniem kotom leków. > This. Blows. My. Mind. Wrzucam PRki a one sobie albo wiszą bez komentarza, > albo są mergowane bez komentarza. Anemia dyskusyjna tego zespołu mnie > przerasta! Może po prostu te PRki są dobre i nie ma co komentować? Albo duże i wywołują prokrastynację :) > Kłócił się ktoś o CS w innym review. To im powiedziałem, że to nie na > temat i przegadamy sobie ten CS niezależnie -- i tak mamy lintera, który > pilnuje zasad. Więc w osobnym changesecie wprowadziłem zasadę, która > by ten spór rozwiązała, fixnąłem cały codebase pod nowe zasady. I nikt > się nie wypowiedział. Leżał sobie kilka dni, dostał labelkę `stale` a > potem go bot zamknął. I tyle było w temacie. Może dlatego, że ludzie nie czują osobistej odpowiedzialności. > Jakieś merytoryczne PRki też wrzucałem, ale jeśli się ich osobiście nie > pinguje, to nikt się nawet nie ruszy. Może potrzebny jest manager, który uświadomiłby im, że jednak code review jest ważny... > Uwierzyłem w ich wysokie mniemanie o sobie na rekrutacji. Dzisiaj czar > prysł. Faktycznie mają podstawy do tego, żeby się czymś tam chwalić, bo > są ponadprzeciętni jeśli popatrzeć na średnią rynkową, ale -- no > bullshit -- do mojego poprzedniego zespołu jeszcze im daleko, oj daleko. Pytanie czy masz teraz na nich jakiś realny wpływ... -- Idą dwie mrówki przez pustynię. Jedna niesie lufcik i mówi: - Ale tu gorąco!! - To otwórz lufcik.
Re: Dzień dobry...
Author: Arnold Ziffel
Date: Mon, 04 Sep 2023 13:41
Date: Mon, 04 Sep 2023 13:41
14 lines
1864 bytes
1864 bytes
jn <jn@mail.invalid> wrote: >> Pewnie tak będzie. Nie ma tej masy krytycznej userów. >> > Usenet ma masę krytyczną userów? :) Zeszłej doby na polski Usenet pisały 52 osoby (52 różne From) :) -- Gosc poszedl na egzamin, niewiele powiedzial, dostal 2. Wychodzi z kumplem do ubikacji i tam zaczyna wyzywac: - A ten ku*** pie****, a ten popie***** jak on mnie mogl tak upier**lic... Nagle otwieraja się drzwi kabiny, wychodzi z nich profesor: - A bo zes chu** nic nie umial!
Re: Dzień dobry...
Author: Arnold Ziffel
Date: Mon, 04 Sep 2023 14:09
Date: Mon, 04 Sep 2023 14:09
315 lines
15294 bytes
15294 bytes
Puck <puck@dx.one.pl> wrote: >> Może już nigdzie... > > No na usenecie nie, to już ustaliliśmy ;) > Chociaż dobrze jest mieć sobie jeden czy dwa wątki, > do których można w sobotę rano wrócić. Tru. >> To jak cmentarzysko numerków na GG... > > No, ale GG to już chyba absolutne cmentarzysko, nie? Zalogowałem > się kiedyś jako kobieta, 18, z Warszawy, któregoś popołudnia i > ustawiłem status na pogadamy. Nic. :> Nie no, trochę zboczeńców jeszcze się uchowało :D Ale fakt, mniej niż zawsze. >> Ciekawe kiedy ubije grupy Google. > > Niech giną ;) Za 10 lat usenet można będzie w muzeum techniki oglądać tylko Albo zostanie tylko chmurka :) > Tylko Gmaila byłoby mi szkoda. Gmaila pewnie prędko nie ubiją. Ja i tak nie korzystam. > Fuck, ja nigdy w życiu nie zmieniłem roboty w wyniku tego, że dostałem > lepszą ofertę. Zawsze najpierw odchodziłem, a potem szukałem czegoś > nowego. Ja raz. Mój szef przeszedł do innej firmy i ściągnął mnie za sobą. Parę miesięcy bez niego, z nowym szefem, utwierdziły mnie w tej decyzji. >> Czyli częściowo odpoczywasz. To dobrze, czasem trzeba :) > > Advent of code nadrabiałem. > Przerobiłem zadania od połowy 2015 do połowy 2018 ;> > https://github.com/mlebkowski/advent-of-code-php Miałem się temu kiedyś przyjrzeć. >> Ja miałem taki rok, gdy moja produktywność wynosiła równo 0. Nie, że kilka >> procent. Przez 8 czy 9 miesięcy nie zrobiłem absolutnie, calkowicie, nic. >> Budziłem się, patrzyłem tylko na maila i teamsa, czy nikt nic nie chce, i >> olewałem to. Na zasadzie "a zwolnijcie mnie". Nie zwolnili. > > Damn. Uroki korporacji? Tak, i przerzucania z jednego działu do drugiego. Mieliśmy taki mały dział, takie państwo w państwie. W pewnym momencie top management stwierdził, że tak nie może być, programiści mają być w jednym dziale. No to mnie przenieśli. Ani nowy szef nic dla mnie nie miał, ani mi się nie chciało nic dla siebie szukać. > Mi zdarzały się takie tygodnie, w których byłem tylko reaktywny, nie > robiąc nic od siebie, jeśli nie musiałem, ale miesiace bez niczego? Next > level ;) A no :) Ale potrzebowałem tego. Po pracy w tamtym zespole byłem dramatycznie wypalony. > No podobno to dotyczy w jakimś stopniu 1-2% mężczyzn po 30stce, > or thereabout. W każdym razie nie jest ona jakoś szczególnie rzadka. > Tylko nie cytuj mnie, możliwe, że powtarzam jakiegoś mema bez > pokrycia w faktach. Najgorsze, że nie możemy mieć pewności, że my na nią nie cierpimy. No bo może ciebie tak naprawdę nie ma, a ja piszę sam ze sobą? Albo mnie nie ma i nigdy nie było, jestem tylko wspomnieniem, które wykreowałeś sobie w głowie? Nie możesz mieć pewności ;) To w ogóle jest fascynująca i przerażająca choroba. Na pircu jest sporo schizofreników, mają swoje kanały. Trochę ją rozumiem, np. jestem sobie w stanie wyobrazić omamy wzrokowe czy słuchowe, a nawet różne paranoje i inne wkręty, ale nie potrafię sobie wyobrazić np. psychozy, czy tego, co się dzieje w głowie tego pana: https://www.youtube.com/watch?v=rf6fAP9oQsc >> Nie czuję się wykluczany, ale też nie czuję się w 100% częścią zespołu. >> Jestem sobie gdzieśtam, robię sobie cośtam, czasem piszemy, ale nie jest >> tak, że mogę podejść do kogoś i powiedzieć "Komm auf einen Kaffee". Albo >> raczej "kaffee, trinken, chlup, komm, no komm". > > Nie brakuje Ci? In other words, nie myślisz, że warto potraktować > tego jako priorytet, żeby zespół był zespołem, żeby się razem chciało > robić rzeczy? Trochę brakuje, ale mam trochę inne priorytety. Weźmy trzy czynniki. 1. Jakość kodu, który rozwijamy 2. Merytoryczna jakość ludzi (czy są ogarnięci, czy tępi jak łyżka) 3. Pozamerytoryczna jakość relacji w zespole (czy te relacje są, czy ich nie ma, czy ludzie są fajni, czy gburowaci) Jest oczywiście dużo więcej czynników, ale zostańmy przy tych. Bywałem w różnych sytuacjach. Problemy z jakością kodu odbiły się na mnie najbardziej. Poprawialiśmy jakieś hinduskie gówno, które dawno już powinno być zaorane, i tak z miesiąca na miesiąc, z roku na rok, uchodziło ze mnie życie. Nie miałem na nic ochoty, w niedzielę wieczorem miałem ochotę wyć do księżyca. To po tym okresie miałem ten marazm, na zasadzie "wywalcie mnie w końcu stąd". Drugi czynnik też jest ważny. Nie da się pracować z debilami. Przerabiałem to. Na szczęście minęło. Trzeci czynnik jest dla mnie najmniej ważny. To jest miły bonus, dodatek, ale nie jest niezbędne. Znajomych znajdę sobie po pracy :) Wystarczy, żeby relacje były poprawne. Fajnie jak są lepsze, ale nie kosztem dwóch pozostałych punktów (lub ewentualnie innych). No i dochodzi jeszcze kwestia różnic kulturowych. To, co u nas będzie odebrane jako gburowatość, u Niemca będzie normalne a to, co u nas będzie normalne, dla Niemca będzie już przekroczeniem jakichś granic. Przynajmniej takie mam wrażenie, że oni są z natury bardziej wycofani. >> A to tak, jeśli o to chodzi, to tak. Choć odwrotnie, wolę, żeby najpierw >> myśleli a potem robili :P > > To jest eufemizm do ,,jesteś głupi" :P Znaczy, wszyscy myślą zanim > robią, poza przysłowiowymi blondynkami, tylko większość źle myśli ;) A to nie, wolę ludzi, którzy myślą dobrze :P > Tak, akurat w moim otoczeniu ,,agile jest jak komunizm" jest ostatnio > niezwykle popularne :) No i śmieszy mnie, że główna zwinna metodologia > (Scrum) nie daje swobody w działaniu. The irony is not lost on me. Tak... ta nasza była PM-ka, która została PM-ką, bo była sekretarką szefa i akurat potrzebny był ktoś na to miejsce, naczytała się o scrumie i była jego adwokatką bez najmniejszego zrozumienia, o co chodzi, i bez napisania choćby linii kodu (bo za tępa była nawet na ustawienie ekspresu do kawy). Oczywiście standupy nie wyglądały tak, że my sobie rozmawialiśmy, tylko była spowiedź, bo tępak przesłuchiwał. > Everybody loves gofmt, everybody hates gofmt. U nas jest clang-format (wcześniej był astyle), nie wiem za co go nie lubić :) Jak robi (wg mnie) złe zmiany, to można zgłosić, przedyskutować, przekonfigurować. > Prettier dla mnie zrobił tę robotę. Od dłuższego czasu miałem > przekonanie, że code style jest po to, żeby było spójnie, a nie > czytelnie. To pierwsze jest obiektywne, to drugie subiektywne i nigdy > się nie dogadamy. Czy ja wiem... można się przyzwyczaić. Dla mnie długo klamerki otwierające w nowej linii były czytelne, a w tej samej linii nie. Przestawiłem się. > I prettier ma tę samą filozofię, ale podkręconą do 11. Poza jakimiś > zaszłościami, nie ma żadnych przełączników. Formatuje w jeden, spójny > sposób i nie pozostawia praktycznie wcale przestrzeni na zmiany. A, to nie wiem, czy tak dobrze :) clang-format ma masę opcji konfiguracji. Można oczywiście używać domyślnej. > A to z kolei spowodowało, że od kiedy mam prettiera wpiętego, w ogóle > nie myśle o formatowaniu. Potrafię pisać makabrycznie brzydki kod, > olewać whitespace, ignorować średniki, etc, a on i tak natychmiast > mi go układa jak powinno być. To kolejna rzecz, o której nie trzeba > więcej myśleć. Ja tak samo. eclipse wstępnie mi formatuje kod, a potem zapisuję plik i wszystko formatuje się samo zgodnie z zasadami w projekcie. >> Chciałbym mieć, czasem próbuję jakoś delikatnie poruszyć jakiś temat nawet >> by-the-way, ale nie spotyka się to z entuzjazmem. Natomiast nadal myślę, >> że to są po prostu różnice kulturowe, a nie jakaś antypatia w moją stronę. >> >> Prosty przykład. Wchodzisz na calla. Jest już ktoś (jedna osoba, dwie), >> lub ty wszedłeś pierwszy i weszła jakaś osoba lub więcej. Witacie się? >> Pewnie tak. Pewnie nie tylko się witacie, tylko robicie jakiś small talk, >> typu "co tam słychać" "a dobrze a u ciebie" "a też dobrze" "no to dobrze". > > Zależy od zespołu. Jeśli masz taki katalizator, najlepiej w postaci > managera, który skłania do interakcji pozapracowych, to wchodzisz > na inne rejestry. U mnie w zespole tego nie ma. Ludzie się nigdy na > oczy nie widzieli, większość pracuje od kilku miesięcy dopiero. I witają się, czy nie? :) No, dziś spytałem szefa, jak minął mu urlop. Powiedział, że dobrze i że mu tego brakowało. I że pogoda była dobra, a potem gorsza. I to w sumie tyle pozamerytorycznej interakcji na dziś :) Porównując to z dowcipami, jakie latały na open space, to nie ma porównania. W biurze nadal wisi moja tablica z memami. Taki wielki whiteboard, który sobie zaadaptowałem na memy. Drukowałem, przyczepiałem na magnesy, nikt tego nie ruszał i do tej pory nie ruszył, ale każdy się uśmiechał, jak do nas przychodził :P > Jakub odchodzi. On ma największe seniority w zespole po managerze, > reszta dopiero raczkuje. 22 jest jego ostatni dzień. Więc zaczęliśmy > mówić, że ,,wrócimy do tematu po 22-gim". To taka głupota, mem trochę. > Ale powtarzany wiele razy działa jak ice-breaker. Zbliża nas trochę > do siebie. Nadaje temu zespołowi jakiś charakter, jakąś unikalność, > wewnętrzne tematy, których nikt inny nie rozumie. No tak, rozumiem. > Ale to też trochę droga przez mękę. Ludzie, mam wrażenie, nie wiedzą, > że w pracy można śmieszkować, mieć luźną atmosferę, gadać o dupach > na daily (i nie: ździrka nie jest dupą, choć ma żeńskie imię). A to są Polacy, BTW? > Mamy zasadę, że nie używamy metod prywatnych w projekcie! True story! > Na szczęście nikt jej nie przestrzega ;) A wyszła z tego, że jacyś > juniorzy nie wiedzieli co to jest SRP, więc upychali za dużo kodu > w jednej klasie, a to wyciekało jako metody prywatne. > > Więc teraz ludzie powtarzają kawałki kodu, bo jakiś junior kiedyś > coś, bo prywatnej im nie wolno, a do osobnej klasy często za dużo > zachodu. Ale głupota :) > To jest jedna z tych kretyńskich. Ale cała idea, że zasadami/zakazami > można ułożyć skuteczną pracę. > > Fuck, it's people problem, not a technical one! Mam nadzieję, > że mamagerowie to kiedyś skumają i przestaną mieszać te obszary. Tzw. PEBKAC. Problem Exists Between Keyboard And Chair. > Nie stawiałbym znaku równości pomiędzy chaosem a długiem. Znaczy, > poruszamy się w chaotycznym świecie i pomysł, że możemy go zamknąć > w spójne zasady to iluzja. Ale robimy co możemy, żeby chociaż kod nie był chaotyczny. Żeby wszystko było w nim logiczne i uporządkowane. > Więc IMO lepiej poruszać się szybko, eksperymentować, mieć skrzywienie > do działania zamiast do analizowania, a potem mieć wystarczająco > dyscypliny, żeby sprzątać po swoich eksperymentach. A to tak, często jak pracuję nad jakąś funkcjonalnością, to mam bałagan w kodzie. Tak wygodniej, niż myśleć na bieżąco o tym, żeby było ładnie. Zostawiam sobie tylko TODO i idę dalej. Tylko przed commitem zawsze go sprzątam. >>> Obiecałem sobie spróbować, ale sam w to nie wierzę ;) >> Czyli raczej długo tam nie zostaniesz? > > Z dnia na dzień rozumiem więcej i ta chęć ucieczki jest mniejsza. > Widzę światełko w tunelu, że może być dobrze kiedyś. Ale pewnie > nigdy tak dobrze, jak bym chciał. Jak znajdę coś ciekawszego to > mnie nie ma ;) A ile już tam jesteś? >> Tak jest szczególnie w tych bardziej woke'owych środowiskach, ale to w >> jakimś nasileniu przenika wszędzie. W niektórych krajach bardziej niż u >> nas. > > To mi wygląda na dwie kultury, które nie chcą się zrozumieć. Może tak być. No i też różnice kulturowe między narodami. Ten Rumun, który u nas pracował, chyba miał problem z tym, że było mu mówione wprost, co spieprzył. Może u nich robi się inaczej. Hindus z kolei nigdy nie przyzna się do tego, że coś spieprzył. > Tak jak ludzie, którzy zapieprzali po 10-12 godzin całe życie > bulwersuja się na młodych, dla których praca nie jest najważniejsza > i nie zamierzają tracić na nią zdrowia. Dude, każdy robi sobie > to po swojemu i to, że Ci głupio za swoje decyzje po 30 latach > nie oznacza, że musisz się wyżywać na tych, którzy podjęli je > bardziej świadomie ;) To prawda :) > Yep, mam takie bindingi zrobione system-wide ;) Ale też np. na typografię, > dlatego potrafię wstawić prawdziwy znak mnożenia zamiast "x", typu 100×50. A to tak, ale pod Linuksem domyślnie są do tego skróty. alt-shift-< = × alt-shift-> = ÷ >> flickr jakoś zupełnie mnie ominął. Kojarzę, że coś z fotkami lub do fotek, >> ale nigdy tam nie byłem. Warto? > > Dzisiaj? Meh. Ale 15 lat temu to był naprawdę dobry serwis (no bo teraz > każdy na insta wrzuca focie, nie), dobrze zbudowany, miał innowacyjne > funkcje. I tam się tylko fotki wrzuca? >> Może pogadaj z nim o tym? Jeśli chciałbyś wyjść poza programowanie, to >> może to byłaby dobra okazja? Może taka osoba, która ogarniałaby całość, >> jest mu potrzebna, tylko nikt nie chce takiej roli przyjąć? > > Tu to pewnie mógłbym zostać jira-managerem :P Może z czasem wejdziemy > na taki level, że będziemy mogli sobie pogadać. Ale na razie ja wiem, > że on nie wie. Że można inaczej. On na razie jest w jaskini i ogląda > cienie na ścianie. https://www.wikiwand.com/en/Allegory_of_the_cave Tak... często ludzie nawet nie wiedzą, czego nie wiedzą. Gorzej, jak nie chcą się dowiedzieć. -- Leci gołąbek i śpiewa: - It's my life... Za nim leci jastrząb: - No no, no no no no...
Re: Dzień dobry...
Author: jn
Date: Mon, 04 Sep 2023 15:22
Date: Mon, 04 Sep 2023 15:22
16 lines
1805 bytes
1805 bytes
W dniu 4.09.2023 o 08:20, Puck pisze: > Ta scena pojawia się po > jakichś 20 minutach filmu, a wcześniej czekają na niego na > stacji. W tym czasie najbardziej ekscytującą rzeczą na ekranie > jest mucha. Opisałeś dzisiejszy Usenet. :) Strzelaniny są szybkie a pozostałe sceny długie i nudne. > > Udało mi się za to strawić kilka oryginalnych westernów sprzed > remake’ów, takich jak The Magnificent Seven, Dwa razy oglądałem Siedmiu Samurajów. Dawno temu. Sprawdzę czy da się go pobrać z internetu.
Re: Dzień dobry...
Author: jn
Date: Mon, 04 Sep 2023 15:30
Date: Mon, 04 Sep 2023 15:30
12 lines
1846 bytes
1846 bytes
W dniu 4.09.2023 o 15:41, Arnold Ziffel pisze: > jn <jn@mail.invalid> wrote: > >>> Pewnie tak będzie. Nie ma tej masy krytycznej userów. >>> >> Usenet ma masę krytyczną userów? :) > > Zeszłej doby na polski Usenet pisały 52 osoby (52 różne From) :) > Przy niedzieli zawsze mniejszy ruch. :) Otwarte oprogramowanie ciężko będzie ubić.
Re: Dzień dobry...
Author: Puck
Date: Wed, 06 Sep 2023 07:45
Date: Wed, 06 Sep 2023 07:45
25 lines
1748 bytes
1748 bytes
On 4 Sep 2023 at 17:22:21 CEST, "jn" <jn@mail.invalid> wrote: > W dniu 4.09.2023 o 08:20, Puck pisze: >> Ta scena pojawia się po >> jakichś 20 minutach filmu, a wcześniej czekają na niego na >> stacji. W tym czasie najbardziej ekscytującą rzeczą na ekranie >> jest mucha. > Opisałeś dzisiejszy Usenet. :) > Strzelaniny są szybkie a pozostałe sceny długie i nudne. Myślisz, że wszyscy jesteśmy symulacją filmu Sergio Leone? Nie obraziłbym się. >> Udało mi się za to strawić kilka oryginalnych westernów sprzed >> remake’ów, takich jak The Magnificent Seven, > Dwa razy oglądałem Siedmiu Samurajów. Dawno temu. > Sprawdzę czy da się go pobrać z internetu. Ja widziałem raz, jak chory leżałem w łóżku. Tak, kiedyś były takie czasy, że dało się chorować w łóżku ;) -- Winning popularity contests since ’85
Re: Dzień dobry...
Author: Puck
Date: Wed, 06 Sep 2023 11:57
Date: Wed, 06 Sep 2023 11:57
263 lines
13590 bytes
13590 bytes
On 4 Sep 2023 at 15:40:17 CEST, "Arnold Ziffel" <Arnold Ziffel> wrote: > Puck <puck@dx.one.pl> wrote: > >>> Ja o dziwnych porach żyję :) Co wcale nie jest zdrowe. Taka zawoalowana >>> forma autodestrukcji. >> Na coś trzeba umrzeć. Przeszkadza Ci to aktywnie, czy tak tylko mówisz? > Nie wiem czy mi przeszkadza. Jakoś jest. Z faktami nie ma co dyskutować ;) ale pozostają jeszcze opinie. A te dyktują, czy np. nazwiemy to autodestrukcją (pejoratywnie), czy tylko niezdrowym zachowaniem, albo w ogóle powstrzymamy się od oceny. Myślę, że to istotne, bo może w zupełnie różynm świetle sprawę pokazać. >> Chociaż, może to truizm, ale myślę, że świadomość stawia to w innej >> kategorii w ogóle. Znaczy, po pierwsze, to i tak lepsze od scrollowania >> instagrama. > No zdecydowanie :) To takie mindless. A, odpaliłem tiktoka ostatnio. Skuszony historiami, w których tak świetnie podpowiada unikalne dla Ciebie treści i w ogóle. No to u mnie nie działa. Przez pierwsze 10 minut było fajnie, ale potem wpadłem w jakieś lokalne maksimum (albo minimum) gdzie ludzie w kółko Wellermana śpiewali i zrobiło się nudno. >> A wracając do tematu, nie można się samymi zdrowymi aktywnościami >> karmić. Pytanie, jaki jest opportunity post tego. Co faktycznie się >> traci. Jakie długotrwałe efekty to zachowanie powoduje, które w innym >> przypadku by się nie pojawiły? > Np. chroniczne niewyspanie, a przez to problemy z pamięcią. Myślisz, że to przez niewyspanie? Znaczy, na pewno nie pomaga, ale po prostu się starzejemy :) Ja też to czuję, chociaż wysypiam się raczej sensownie (na tyle ile z dzieciakami można się wysypiać). Zauważam też, jak głupi jestem kodując wieczorami. Stałem się świadomy tego jak pada mi efektywność koło 21. Przestałem sobie brać skomplikowane rzeczy na wieczór ;) >>> Można oglądać ten rodzaj gore, do którego normalnie nie chce się nawet >>> zbliżać (na chuj ja to klikałem, i nawet nie mam z kim się tym >>> podzielić, bo każdego to striggeruje). >> Reddit flashbacks. > Tam tak było? Bywało. Znaczy, jeśli w takie obszary się zapędziłeś. Potem to chyba w większości platforma powycinała, jak zaczęła się cywilizować. [...] > No... bo to fragment bloga, gdzie o rzeczonej pani trochę pisałem. aaaale blog.pl zamknięte, to gdzie piszesz? ;> >>> 2014 rok. Mam i z 2002, ale mam wrażenie, że to była zupełnie inna osoba, >>> która nie miała nic wspólnego z tym, kim jestem teraz. Nie żeby ta z 2014 >>> miał. >> Ha, to stawia trochę w szerszym kontekście przeglądanie archiwów ;) > Trochę tak :) Don’t worry, większość hardcore’ów zostało na privie. >> This part of my life is called: relacje z niestabilnymi ludźmi. > Ja nie miewam innych ;) Tzn. mam relacje z normikami, ale te relacje są > takie... normickie. That’s a good thing, isn’t it? >>> Ja. I ty. I w sumie tyle :D >> My point exactly :> Ale tak jak mówiłem, tylko do następnego restartu ;D > Jak będziesz potrzebował shella to ogarniemy. No to sobie postawię nowe narzekasz ;) tylko bardziej chodzi mi o to, że muszę sobie ogarnąć to, co mam na tym od ponad 10 lat gdzieś poupychane. [some time later] Ha, no i oto jestem. >>> Ja dbam o higienę pisania :) I to co "mógłbym sobie", to sobie zrobiłem :) >> Ja chyba wyrosłem w większości z takiego ustawiania wszystkiego pod siebie. >> Wszystkie te ustawienia, skrzętnie migrowane od 2006 roku... Ostatnio >> zacząłem od zera. Nie wszędzie, oczywiście dotfiles ciągle trzymam na gicie. >> Ale w dużej mierze adaptuję się do domyślnych ustawień. > No, ja sobie to poustawiałem już dawno. Dziś też by mi się nie chciało. > Szczytem jest zmiana tapety w komórce (bo dzwonka już niekoniecznie). Ja mam tę samą tapetę w telefonie od kiedy kupiłem pierwszego iPhone (a to było gdzieś na początku 2010 roku chyba). >> Chociaż z drugiej strony dostałem teraz służbowego lapka, który po raz >> pierwszy w moim życiu nie jest *mój*, tylko faktycznie firmowy >> (poinstalowali mi tam jakieś antywirusy i inne bzdury). I nie mogę nic >> tam instalować. OMG, ale to bieda jest. > Męczyłem się tak trochę. W końcu nie wytrzymałem. Dogadałem się z IT, > wywaliłem tego korporacyjnego windowsa na wirtualkę, zainstalowałem tam > swój system... a teraz już nawet korporacyjnego windowsa nie mam. > Wywaliłem w międzyczasie, i tak od paru lat zupełnie go nie używałem. U mnie raczej nie przejdzie :/ ale poprzednio zainstalowałem sobie nowy system obok, tam odpaliłem ten soft śledzący, dali mi okejkę, że działa, a potem nigdy się więcej nie zalogowałem do tego systemu :) Żył sobie na partycji obok, szyfrowanej innym kluczem niż moja :) >> Niektóre mają pozostać nieodpisane. Ale EDFD to raczej pretekst do tego, >> żeby odezwać się tam, gdzie się chce, ale trochę głupio ;) > Raz się odezwałem, to mnie dziewczyna opieprzyła, że po takim czasie piszę > i że jestem niepoważny :P Powaga to niekoniecznie cecha pozytywna w każdej sytuacji :P >> No wiadomo, nie znam nikogo, kto się komunikuje asynchronicznie. > Ja *niestety* też już prawie nie :( Może trzeba wysłać snail maila do kogoś, hmm... Ostatnio napisałem do koleżanki, ale to wyszło jakoś spontanicznie. Zostawiłem jej po prostu wiadomość w biurze, bo miała być, ale jej nie było... >> Ale! Zdałem sobie sprawę, że jest jedno miejsce, które powoduje u mnie >> dzisiaj takie same reakcje jak komunikat o nowych wiadomościach w >> Outlook Expressie :D Code review. Asynchronicznie, wątkowo, często >> merytorycznie, tekstowo, fixed with by default. > U nas nie ma aż tylu komentarzy, żeby tak to traktować :) > > Zresztą jak dostaję maila z komentarzem do PRa, to pierwszą moją > reakcją jest "co znowu k... źle". To też sobie zdałem sprawę, że ludzie generalnie nie mają ochoty dyskutować podczas review. Tylko dawajcie lajki i mergujemy. A ja przeciwnie, bardzo lubię sobie pogadać, nawet jeśli już kod dawno zmergowany. > @here, @everyone, @all itd. wyłączam zawsze i wszędzie. Lub prawie zawsze > i prawie wszędzie. Ale tak, przechodzenie z komunikacji pisanej w miejscu, > w którym ta komunikacja powinna się odbywać, w miejsce, w którym jest > miejsce na inną komunikację, jest głupie. f2f to jeszcze, niektóre rzeczy > łatwiej wyjaśnić f2f, byle tylko ślad po nich został w miejscu, w którym > ten ślad powinien zostać (czyli np. pod PRem). Właśnie dzisiaj trafiłem na dyskusję zamkniętą stwierdzeniem: przegadane na prv. I dupa. Nie dowiem się. >> Ano, awatary/zdjęcia to najlepszy wynalazek w komunikacji od czasu >> krojonego chleba. OE potrafił kolorować wiersze w wątkach zależnie >> od nadawcy (lub innych filtrów). Mój nowy czytnik też to umie. :D >> Pamiętam jaki to był dla mnie przełom. > Miałem taki skrypt do irssi, ale wyglądało jakby ktoś się nażarł za dużo > skittlesów i mu się ulało :P > > W Usenecie było niby X-Face, ale się nie przyjęło. No na irssi się nie dziwię, chociaż ja do dzisiaj mam kolorowe timestampy :P >> Obraz tego, co się działo w internecie wtedy (i pewnie teraz też), bez >> nadzoru rodzicielskiego, ani nawet najmniejszej świadomości, jest dla >> mnie jako rodzica przerażający dzisiaj :o > A no :) Rodzice nie mieli zielonego pojęcia, co tam się dzieje. Dzieci > wychowywały się same. > Ale jednak nie było to takie złe, skoro na coś wyrośliśmy. Patrz jaki potencjał zmarnowany, gdyby się nami ktoś zajął jednak :> >> Nie pamiętam, czy w którymś innym wątku ten temat się pojawiał, ale >> widzę dużo związków z pracą zdalną teraz. Jest jakiś limit do tego jak >> dobrze można się poznać przez neta. Kontakt białkowy jest jednak >> przydatny. Każdy ma tę granicę gdzie indziej i dla niektórych >> stwierdzenie ,,jesteśmy społecznymi stworzeniami" oznacza, że muszą się >> oglądać 5 razy w tygodniu, a dla innych raz na miesiąc czy kwartał >> wystarczy. > Tak, to prawda. Miałem taką koleżankę. Bardzo dużo pisaliśmy przez > Internet, SMSy, ale w zasadzie tylko przez to. Z jednej strony dobrze ją > znałem, z drugiej mam wrażenie, że to był tylko sen, że to się wcale nie > zdarzyło. Że ona tak naprawdę nigdy nie istniała. > > Odnowiliśmy kontakt jakiś czas temu, ale znów go zerwałem, bo nie dało się > z nią rozmawiać. To, że ma radykalne poglądy na wiele spraw to jedno, > spoko. Ale te poglądy są tak oderwane od rzeczywistości, że nie potrafię > znaleźć z nią wspólnego gruntu. To, plus jej narcyzm i "ja wiem > najlepiej". W sensie tak się zmieniła przez ten czas przerwy? >> Ale faktycznie chodzi to za Tobą dzisiaj? Szczególnie, że dość mało >> unikalny po nazwisku jesteś :) > Niby nie, ale możliwość zawsze istnieje. Ja wiem co np. przyszły > pracodawca o mnie znajdzie, albo jakaś menda, która będzie chciała mi > zaszkodzić? :) > > Tak, fakt że jestem mało unikalny pomaga, ale wolałbym, żeby nie było o > mnie absolutnie, zupełnie nic :) Ta, bo pracodawca umie background zrobić :P Nie wiem, chyba, że faktycznie pracujesz nad jakimiś potencjalnie wrażliwymi rzeczami, ale poza tym, to raczej bym się nie przejmował, że nawet w pierwszy wynik w googlu kliknie. >> Zdolnego nękałem, bo nam Madi kazał :P > To tego nie pamiętam :) Ja z nim chyba normalnie rozmawiałem, ale nie był, > nazwijmy to, centralną postacią spektaklu. Madi w którymś momencie powiedział, że namówił kogoś z IRLa, w dodatku przez jakiś czas chyba ukrywał to, że Madi & zwiecha to te same osoby. Ale fakt, zdolny nie był centralną postacią, chociaż raz, że był dość płodny na grupach a dwa, że nawet się z nim kiedyś widzieliśmy na zlocie. >> Ale czemu robiłem to tak długo to nie wiem. To było po prostu niemiłe. > Dla niego niemiłe, ale tobie musiało coś dawać. Może jakąś satysfakcję, > może większą przynależność do grupy? > > Jest jakiś powód, dla którego dzieciaki np. nękają kozła ofiarnego w > klasie. Coś im to daje, inaczej by tego nie robiły. Pewnie tak. Albo po prostu ubzdurało mi się, że tak będzie i nigdy się drugi raz nie zastanowiłem nad tym. >> This. Blows. My. Mind. Wrzucam PRki a one sobie albo wiszą bez komentarza, >> albo są mergowane bez komentarza. Anemia dyskusyjna tego zespołu mnie >> przerasta! > Może po prostu te PRki są dobre i nie ma co komentować? Albo duże i > wywołują prokrastynację :) A tam, zawsze można się poczepiać czegoś. Oni po prostu mają poziom dyskusji ustawiony gdzie indziej. >> Kłócił się ktoś o CS w innym review. To im powiedziałem, że to nie na >> temat i przegadamy sobie ten CS niezależnie -- i tak mamy lintera, który >> pilnuje zasad. Więc w osobnym changesecie wprowadziłem zasadę, która >> by ten spór rozwiązała, fixnąłem cały codebase pod nowe zasady. I nikt >> się nie wypowiedział. Leżał sobie kilka dni, dostał labelkę `stale` a >> potem go bot zamknął. I tyle było w temacie. > Może dlatego, że ludzie nie czują osobistej odpowiedzialności. Pewnie. Ja tak nie umiem. Znaczy, nigdy tak nie robiłem, ale uczę się w tej robocie :) Traktuję ją trochę jak taką lekką emeryturę, która mi za bardzo na prawdziwe życie nie wchodzi. >> Jakieś merytoryczne PRki też wrzucałem, ale jeśli się ich osobiście nie >> pinguje, to nikt się nawet nie ruszy. > Może potrzebny jest manager, który uświadomiłby im, że jednak code review > jest ważny... Nah, jeśli ludzie w teamie tylko managera się słuchają, to to jest straszna patola moim zdaniem. Znaczy fajnie, jak jego wizja jest spójna z moją, ale poza tym nie chcę w takim korpo pracować, gdzie się tylko wykonuje polecenia managera. >> Uwierzyłem w ich wysokie mniemanie o sobie na rekrutacji. Dzisiaj czar >> prysł. Faktycznie mają podstawy do tego, żeby się czymś tam chwalić, bo >> są ponadprzeciętni jeśli popatrzeć na średnią rynkową, ale -- no >> bullshit -- do mojego poprzedniego zespołu jeszcze im daleko, oj daleko. > Pytanie czy masz teraz na nich jakiś realny wpływ... W teorii, a w praktyce to się okaże, jak zacznę coś z nimi kodować, bo na razie mam osobny projekt :P -- Winning popularity contests since ’85
Re: Dzień dobry...
Author: Puck
Date: Wed, 06 Sep 2023 13:57
Date: Wed, 06 Sep 2023 13:57
179 lines
9650 bytes
9650 bytes
On 4 Sep 2023 at 16:09:24 CEST, "Arnold Ziffel" <Arnold Ziffel> wrote: >>> To jak cmentarzysko numerków na GG... >> No, ale GG to już chyba absolutne cmentarzysko, nie? Zalogowałem >> się kiedyś jako kobieta, 18, z Warszawy, któregoś popołudnia i >> ustawiłem status na pogadamy. Nic. :> > Nie no, trochę zboczeńców jeszcze się uchowało :D Ale fakt, mniej niż > zawsze. Srsly? Znaczy, fajnie było mieć komunikator z żółtym słoneczkiem, czy tam ogólnie listą kontaktów z podziałem na online/offline, ale tego też już chyba nikt nie pamięta ;) >> Tylko Gmaila byłoby mi szkoda. > Gmaila pewnie prędko nie ubiją. Ja i tak nie korzystam. No mam nadzieję. Ja niby mam pod własną domeną maila, ale częściej używam adresu @gmail, więc byłoby PITA zmieniać wszędzie :P [...] > Ja raz. Mój szef przeszedł do innej firmy i ściągnął mnie za sobą. Parę > miesięcy bez niego, z nowym szefem, utwierdziły mnie w tej decyzji. Ja mam mało szefów, z którymi chciałbym jeszcze pracować :) Chociaż to mówi chyba więcej o mnie, niż o nich ;> >>> Czyli częściowo odpoczywasz. To dobrze, czasem trzeba :) >> Advent of code nadrabiałem. >> Przerobiłem zadania od połowy 2015 do połowy 2018 ;> >> https://github.com/mlebkowski/advent-of-code-php > Miałem się temu kiedyś przyjrzeć. Warto, ale nie dla rankingów, tylko dla zabawy IMO. >> No podobno to dotyczy w jakimś stopniu 1-2% mężczyzn po 30stce, >> or thereabout. W każdym razie nie jest ona jakoś szczególnie rzadka. >> Tylko nie cytuj mnie, możliwe, że powtarzam jakiegoś mema bez >> pokrycia w faktach. > Najgorsze, że nie możemy mieć pewności, że my na nią nie cierpimy. No bo > może ciebie tak naprawdę nie ma, a ja piszę sam ze sobą? Albo mnie nie ma > i nigdy nie było, jestem tylko wspomnieniem, które wykreowałeś sobie w > głowie? Nie możesz mieć pewności ;) Gdybym do tego stopnia podważał rzeczywistość, to z pewnością zdrowy na umyśle bym nie chodził :D >> Tak, akurat w moim otoczeniu ,,agile jest jak komunizm" jest ostatnio >> niezwykle popularne :) No i śmieszy mnie, że główna zwinna metodologia >> (Scrum) nie daje swobody w działaniu. The irony is not lost on me. > Tak... ta nasza była PM-ka, która została PM-ką, bo była sekretarką szefa > i akurat potrzebny był ktoś na to miejsce, naczytała się o scrumie i była > jego adwokatką bez najmniejszego zrozumienia, o co chodzi, i bez napisania > choćby linii kodu (bo za tępa była nawet na ustawienie ekspresu do kawy). > Oczywiście standupy nie wyglądały tak, że my sobie rozmawialiśmy, tylko > była spowiedź, bo tępak przesłuchiwał. Smutek straszny. Gdzie się mądrzy ludzie podziali, ja się pytam. >> Everybody loves gofmt, everybody hates gofmt. > U nas jest clang-format (wcześniej był astyle), nie wiem za co go nie > lubić :) Jak robi (wg mnie) złe zmiany, to można zgłosić, przedyskutować, > przekonfigurować. No właśnie chodzi o to, że gofmt nie ma configu: https://github.com/golang/go/issues/40028#issuecomment-653660860 >> Prettier dla mnie zrobił tę robotę. Od dłuższego czasu miałem >> przekonanie, że code style jest po to, żeby było spójnie, a nie >> czytelnie. To pierwsze jest obiektywne, to drugie subiektywne i nigdy >> się nie dogadamy. > Czy ja wiem... można się przyzwyczaić. Dla mnie długo klamerki otwierające > w nowej linii były czytelne, a w tej samej linii nie. Przestawiłem się. Im więcej ludzi, im więcej settingów, tym więcej opinii i bikesheddingu. I pewnie da się do każdej opcji zespół przekonać, ale IMO nie warto czasu tracić. >> A to z kolei spowodowało, że od kiedy mam prettiera wpiętego, w ogóle >> nie myśle o formatowaniu. Potrafię pisać makabrycznie brzydki kod, >> olewać whitespace, ignorować średniki, etc, a on i tak natychmiast >> mi go układa jak powinno być. To kolejna rzecz, o której nie trzeba >> więcej myśleć. > Ja tak samo. eclipse wstępnie mi formatuje kod, a potem zapisuję plik i > wszystko formatuje się samo zgodnie z zasadami w projekcie. eclipse, jak zwierzęta? ;) Moda na JetBrains do Ciebie nie przemawia? >> Zależy od zespołu. Jeśli masz taki katalizator, najlepiej w postaci >> managera, który skłania do interakcji pozapracowych, to wchodzisz >> na inne rejestry. U mnie w zespole tego nie ma. Ludzie się nigdy na >> oczy nie widzieli, większość pracuje od kilku miesięcy dopiero. > I witają się, czy nie? :) Jakieś mruknięcia typu „elo” się zdarzają, ale chyba nic za tym nie stoi. Faktycznie kulturowe przyzwyczajenia. [...] > Porównując to z dowcipami, jakie latały na open space, to nie ma > porównania. W biurze nadal wisi moja tablica z memami. Taki wielki > whiteboard, który sobie zaadaptowałem na memy. Drukowałem, przyczepiałem > na magnesy, nikt tego nie ruszał i do tej pory nie ruszył, ale każdy się > uśmiechał, jak do nas przychodził :P Śniło mi się dzisiaj, że byłem z ludkami z wcześniejszej pracy w biurze. Trochę czasami tęsknię do powrotów, ale wtedy miałem 5 minut do firmy, a teraz żeby się dostać gdziekolwiek do Warszawy trzeba rano liczyć z 30 minut minimum, a realnie bardziej 60. Więc jakakolwiek regularność odpada. >> Ale to też trochę droga przez mękę. Ludzie, mam wrażenie, nie wiedzą, >> że w pracy można śmieszkować, mieć luźną atmosferę, gadać o dupach >> na daily (i nie: ździrka nie jest dupą, choć ma żeńskie imię). > A to są Polacy, BTW? Yep. Jeden Ukrainiec zdaje się, ale ich liczę już jak swoich :P >> Nie stawiałbym znaku równości pomiędzy chaosem a długiem. Znaczy, >> poruszamy się w chaotycznym świecie i pomysł, że możemy go zamknąć >> w spójne zasady to iluzja. > Ale robimy co możemy, żeby chociaż kod nie był chaotyczny. Żeby wszystko > było w nim logiczne i uporządkowane. Na tyle, na ile się da. Ale nie bardziej. Bo reguły biznesowe są chaotyczne mimo wszystko, bo jak coś nie zadziała, to Pan Mietek ma jakąś wajhę na produkcji i może zatrzymać taśmę. A ładnie poukładane aplikacje nie pozwalają na customy. A druga sprawa, że development jest chaotyczny, bo ludzi dotyczy bardziej niż komputerów. I ich też nie da się IMO poukładać zasadami. Albo -- zwykle z tego wychodzily takie głupie kwiatki, jak z tymi prywatnymi, o których wspominałem. >> Więc IMO lepiej poruszać się szybko, eksperymentować, mieć skrzywienie >> do działania zamiast do analizowania, a potem mieć wystarczająco >> dyscypliny, żeby sprzątać po swoich eksperymentach. > A to tak, często jak pracuję nad jakąś funkcjonalnością, to mam bałagan w > kodzie. Tak wygodniej, niż myśleć na bieżąco o tym, żeby było ładnie. > Zostawiam sobie tylko TODO i idę dalej. Tylko przed commitem zawsze go > sprzątam. /me 2. Ale można to pociągnąć dalej i czasami coś wrzucić na mastera, co jest nie do końca piękne. Bo YAGNI, bo może to wyrzucimy za tydzień. A jak nie, to mieć tyle dyscypliny, żeby po sobie poprawić post-merge ;) >> Z dnia na dzień rozumiem więcej i ta chęć ucieczki jest mniejsza. >> Widzę światełko w tunelu, że może być dobrze kiedyś. Ale pewnie >> nigdy tak dobrze, jak bym chciał. Jak znajdę coś ciekawszego to >> mnie nie ma ;) > A ile już tam jesteś? Kurde, chyba całe trzy tygodnie :P >> To mi wygląda na dwie kultury, które nie chcą się zrozumieć. > Może tak być. No i też różnice kulturowe między narodami. Ten Rumun, który > u nas pracował, chyba miał problem z tym, że było mu mówione wprost, co > spieprzył. Może u nich robi się inaczej. > > Hindus z kolei nigdy nie przyzna się do tego, że coś spieprzył. No ale ja i takich Polaków widziałem, to może to nie do końca kulturowe. Pytanie, czy macie przestrzeń, żeby się dograć w ramach tych różnic, czy tylko spowiadanko na daily i tyle kolaboracji w zespole? >>> flickr jakoś zupełnie mnie ominął. Kojarzę, że coś z fotkami lub do fotek, >>> ale nigdy tam nie byłem. Warto? >> Dzisiaj? Meh. Ale 15 lat temu to był naprawdę dobry serwis (no bo teraz >> każdy na insta wrzuca focie, nie), dobrze zbudowany, miał innowacyjne >> funkcje. > I tam się tylko fotki wrzuca? Yep. I zostawia komcie pod nimi i chyba jakieś serducha. Są też grupy tematyczne, typu zachody słońca, etc. Ale tylko fotki. Tylko wiesz, to raczej nie do fotek żarcia, albo z wakacji, tylko takich bardziej pro ;) -- Winning popularity contests since ’85
Re: Dzień dobry...
Author: Arnold Ziffel
Date: Wed, 20 Sep 2023 14:04
Date: Wed, 20 Sep 2023 14:04
263 lines
12265 bytes
12265 bytes
Puck <puck@dx.one.pl> wrote: >>> Na coś trzeba umrzeć. Przeszkadza Ci to aktywnie, czy tak tylko mówisz? >> Nie wiem czy mi przeszkadza. Jakoś jest. > > Z faktami nie ma co dyskutować ;) ale pozostają jeszcze opinie. A te > dyktują, czy np. nazwiemy to autodestrukcją (pejoratywnie), czy tylko > niezdrowym zachowaniem, albo w ogóle powstrzymamy się od oceny. Zakładam, że to skraca długość mojego życia. Sen jest ważny, nawet bardzo. Inna sprawa, że budzę się na calla o tej 11:30, potem idę dalej spać, wstaję po 14-tej, pracuję często do 18-19 (aż zrobię to, co mam do zrobienia), więc daję radę. > A, odpaliłem tiktoka ostatnio. Skuszony historiami, w których tak świetnie > podpowiada unikalne dla Ciebie treści i w ogóle. No to u mnie nie działa. > Przez pierwsze 10 minut było fajnie, ale potem wpadłem w jakieś lokalne > maksimum (albo minimum) gdzie ludzie w kółko Wellermana śpiewali i zrobiło > się nudno. Może musisz poświęcić więcej czasu? :) >> Np. chroniczne niewyspanie, a przez to problemy z pamięcią. > > Myślisz, że to przez niewyspanie? Zakładam, że w dużej mierze tak. Bo w sumie przez co innego? Z drugiej strony: https://www.yashodahospitals.com/medicine-faqs/venlafaxine/ Venlafaxine might cause severe memory loss, and it is also expected to produce cognitive side effects into other severe forms. Memory slips are constant and aggravating, and sometimes daunting, which can also lead to dementia. About 30-35% of adults taking antidepressant drugs report some degree of memory loss or impairment. > Znaczy, na pewno nie pomaga, ale po prostu się starzejemy :) Ja też to > czuję, chociaż wysypiam się raczej sensownie (na tyle ile z dzieciakami > można się wysypiać). Ale to jeszcze nie ten wiek, przecież nadal jesteśmy młodzi :) > Zauważam też, jak głupi jestem kodując wieczorami. Stałem się świadomy > tego jak pada mi efektywność koło 21. Przestałem sobie brać skomplikowane > rzeczy na wieczór ;) To ja mam odwrotnie. Rano mózg mi nie działa. Wieczorami i w nocy jestem najbardziej produktywny. >> No... bo to fragment bloga, gdzie o rzeczonej pani trochę pisałem. > > aaaale blog.pl zamknięte, to gdzie piszesz? ;> Na blogspocie. Edytor ma tak do dupy, że piszę po prostu w HTMLu i przeklejam tam. Tylko obrazki trzeba dodawać przez ten durny edytor. >>> Ha, to stawia trochę w szerszym kontekście przeglądanie archiwów ;) >> Trochę tak :) > > Don't worry, większość hardcore'ów zostało na privie. To dobrze :) >>> This part of my life is called: relacje z niestabilnymi ludźmi. >> Ja nie miewam innych ;) Tzn. mam relacje z normikami, ale te relacje są >> takie... normickie. > > That's a good thing, isn't it? Że normickie? Tak, ale w gruncie rzeczy, na dłuższą metę, nudne. >> Jak będziesz potrzebował shella to ogarniemy. > > No to sobie postawię nowe narzekasz ;) tylko bardziej chodzi mi o to, > że muszę sobie ogarnąć to, co mam na tym od ponad 10 lat gdzieś poupychane. > > [some time later] > > Ha, no i oto jestem. Ogarnąłeś? :) >> No, ja sobie to poustawiałem już dawno. Dziś też by mi się nie chciało. >> Szczytem jest zmiana tapety w komórce (bo dzwonka już niekoniecznie). > > Ja mam tę samą tapetę w telefonie od kiedy kupiłem pierwszego iPhone > (a to było gdzieś na początku 2010 roku chyba). Zmieniałeś? Ja właśnie się zorientowałem, że zmieniłem, ale na jakąś z tych, które już były w telefonie. Starość :) >> Męczyłem się tak trochę. W końcu nie wytrzymałem. Dogadałem się z IT, >> wywaliłem tego korporacyjnego windowsa na wirtualkę, zainstalowałem tam >> swój system... a teraz już nawet korporacyjnego windowsa nie mam. >> Wywaliłem w międzyczasie, i tak od paru lat zupełnie go nie używałem. > > U mnie raczej nie przejdzie :/ Aż tak utrudniają? Ja przez jakiś czas miałem po prostu swoje raspi podpięte pod KVMa i pracowałem częściowo tu, a częściowo tu. Zresztą dziś sprzęt komputerowy jest tak tani, że nawet jakby mi nie pozwolili, to po prostu kupiłbym sobie jakiegoś lapka za swoją kasę, żeby tylko wygodniej mi się pracowało. Inna sprawa, że teraz i tak pracuję na swoim prywatnym, a służbowego zaadaptowałem do wyjazdów (bo nie lubię mojego restartować ani zabierać, mam tam sporo rzeczy odpalonych i nie chce mi się ich po restarcie odpalać znowu... może usypianie byłoby jakąś opcją). >>> Niektóre mają pozostać nieodpisane. Ale EDFD to raczej pretekst do tego, >>> żeby odezwać się tam, gdzie się chce, ale trochę głupio ;) >> Raz się odezwałem, to mnie dziewczyna opieprzyła, że po takim czasie piszę >> i że jestem niepoważny :P > > Powaga to niekoniecznie cecha pozytywna w każdej sytuacji :P Ona dziwna była. Ale chyba po prostu poczuła się olana. Nie dziwne, skoro nagle przestałem jej odpisywać. >>> No wiadomo, nie znam nikogo, kto się komunikuje asynchronicznie. >> Ja *niestety* też już prawie nie :( > > Może trzeba wysłać snail maila do kogoś, hmm... To bym chyba przez paczkomat musiał, bo poczty polskiej nie trawię. Niedobrze mi się robi jak muszę tam iść. A będę musiał niedługo, bo zamówiłem coś na Aliexpress, tylko oczywiście już nie pamiętam co (nie było paczkomatu, czasem jest). > Ostatnio napisałem do koleżanki, ale to wyszło jakoś spontanicznie. > Zostawiłem jej po prostu wiadomość w biurze, bo miała być, ale jej nie > było... A, to karteczkę na biurku zostawiłeś :) >> Zresztą jak dostaję maila z komentarzem do PRa, to pierwszą moją >> reakcją jest "co znowu k... źle". > > To też sobie zdałem sprawę, że ludzie generalnie nie mają ochoty > dyskutować podczas review. Tylko dawajcie lajki i mergujemy. A ja > przeciwnie, bardzo lubię sobie pogadać, nawet jeśli już kod dawno > zmergowany. U nas to różnie jest. Czasem coś klikną i zaakceptują, a czasem spędzają nad czymś zdecydowanie zbyt wiele czasu. Ale rozumiem to, sam tak mam. Jak jestem zajęty i dostaję PR do przejrzenia, to przeglądam go tylko po łebkach (sic!), a jak mam chwilę, to skupiam się nad nim bardziej. Gorzej jak ja przeglądam PR, a w tym czasie ktoś już go zaakceptował i zrobił merge (mamy taką zasadę, że wystarczy, że jedna osoba da okejkę). > Właśnie dzisiaj trafiłem na dyskusję zamkniętą stwierdzeniem: przegadane > na prv. I dupa. Nie dowiem się. No właśnie... >> Miałem taki skrypt do irssi, ale wyglądało jakby ktoś się nażarł za dużo >> skittlesów i mu się ulało :P >> >> W Usenecie było niby X-Face, ale się nie przyjęło. > > No na irssi się nie dziwię, chociaż ja do dzisiaj mam kolorowe timestampy :P Timestampy też mam kolorowe. I kolorowanie na newsach mam. http://arnold.ziffel.one.pl/newsy.png http://arnold.ziffel.one.pl/ircstampy.png >> A no :) Rodzice nie mieli zielonego pojęcia, co tam się dzieje. Dzieci >> wychowywały się same. >> Ale jednak nie było to takie złe, skoro na coś wyrośliśmy. > > Patrz jaki potencjał zmarnowany, gdyby się nami ktoś zajął jednak :> Albo właśnie byłoby gorzej :) >> Tak, to prawda. Miałem taką koleżankę. Bardzo dużo pisaliśmy przez >> Internet, SMSy, ale w zasadzie tylko przez to. Z jednej strony dobrze ją >> znałem, z drugiej mam wrażenie, że to był tylko sen, że to się wcale nie >> zdarzyło. Że ona tak naprawdę nigdy nie istniała. >> >> Odnowiliśmy kontakt jakiś czas temu, ale znów go zerwałem, bo nie dało się >> z nią rozmawiać. To, że ma radykalne poglądy na wiele spraw to jedno, >> spoko. Ale te poglądy są tak oderwane od rzeczywistości, że nie potrafię >> znaleźć z nią wspólnego gruntu. To, plus jej narcyzm i "ja wiem >> najlepiej". > > W sensie tak się zmieniła przez ten czas przerwy? Częściowo tak, a częściowo moja tolerancja na pewne zachowania zmalała. Po prostu gdybyśmy się teraz poznali, to na pewno byśmy się nie zakumplowali. To nie była dobra osoba. Może jeszcze gdyby nie prowadziła wobec mnie swoich gierek, to by się dało utrzymać kontakt. Ale nie umiała przestać. > Ta, bo pracodawca umie background zrobić :P Niektórzy robią. Ja miałem background check. > Nie wiem, chyba, że faktycznie pracujesz nad jakimiś potencjalnie > wrażliwymi rzeczami, ale poza tym, to raczej bym się nie przejmował, że > nawet w pierwszy wynik w googlu kliknie. Trochę pracuję, a trochę po prostu procedury. Pracowałem nad rzeczami niewrażliwymi, ale były dostępne z tego samego VPNa, co te wrażliwe, bo wykorzystywały to samo oprogramowanie, więc musiałem mieć pełny background check, financial check (BIK), criminal check (KRK), dzwonili do pracodawców do 5 lat wstecz. Na pewno mnie googlowali. Teraz już nad tym nie pracuję. > Madi w którymś momencie powiedział, że namówił kogoś z IRLa, w dodatku > przez jakiś czas chyba ukrywał to, że Madi & zwiecha to te same osoby. Hmm, ja wiedziałem od początku, nie wiem czy od niego czy z nagłówków. > Ale fakt, zdolny nie był centralną postacią, chociaż raz, że był dość > płodny na grupach a dwa, że nawet się z nim kiedyś widzieliśmy na > zlocie. To mnie albo na tym zlocie nie było, albo wyparłem :D On był taki... nijaki. Mało charakterystyczny, przynajmniej na grupach. Nie miał nic, za co szczególnie mógłbym go zapamiętać i z czym kojarzyć. > Pewnie tak. Albo po prostu ubzdurało mi się, że tak będzie i nigdy > się drugi raz nie zastanowiłem nad tym. Jak jesteśmy starsi, to zastanawiamy się nad różnymi rzeczami, które wcześniej nam umykały. Mamy więcej wglądu. Albo po prostu ja tak mam (i ty z tego co widzę też). >> Może dlatego, że ludzie nie czują osobistej odpowiedzialności. > > Pewnie. Ja tak nie umiem. Znaczy, nigdy tak nie robiłem, ale uczę się > w tej robocie :) Traktuję ją trochę jak taką lekką emeryturę, która mi > za bardzo na prawdziwe życie nie wchodzi. Czyli odpoczywasz... ale chyba nie na zawsze? :) Planujesz jakieś większe wyzwania, czy teraz to już tylko ciepła posadka, jakieś rozsądne pieniądze i niech wszyscy dadzą spokój? >> Może potrzebny jest manager, który uświadomiłby im, że jednak code review >> jest ważny... > > Nah, jeśli ludzie w teamie tylko managera się słuchają, to to jest > straszna patola moim zdaniem. Ale ignorowanie PRów to też patola. Ktoś musi ustalić jakieś ramy, jeśli zespół sam tego nie potrafi zrobić tak, żeby było dobrze. -- W przydrożnym rowie siedzi jeż i je śniadanie. Przykicał zajączek. - Co jesz? - Co zając?
Re: Dzień dobry...
Author: Arnold Ziffel
Date: Wed, 20 Sep 2023 14:23
Date: Wed, 20 Sep 2023 14:23
228 lines
11479 bytes
11479 bytes
Puck <puck@dx.one.pl> wrote: >> Nie no, trochę zboczeńców jeszcze się uchowało :D Ale fakt, mniej niż >> zawsze. > > Srsly? Znaczy, fajnie było mieć komunikator z żółtym słoneczkiem, > czy tam ogólnie listą kontaktów z podziałem na online/offline, ale > tego też już chyba nikt nie pamięta ;) Pewnie nikt :) Ja od zawsze (lub prawie zawsze) siedzę na ekg. Teraz to już sobie po prostu dogorywa. W końcu to zamkną w cholerę (albo zupełnie zmienią protokół, ale wątpię, żeby ktoś chciał w to inwestować), ja zamknę ekg na zawsze, i tak się to skończy. GG prawdopodobnie będzie wchodziło na giełdę, swoją drogą. Zastanawiam się, czy kupić akcje. Nie żebym wierzył w spektakularny sukces tej reanimacji, raczej po prostu kupiłbym z sentymentu. >> Gmaila pewnie prędko nie ubiją. Ja i tak nie korzystam. > > No mam nadzieję. Ja niby mam pod własną domeną maila, ale częściej > używam adresu @gmail, więc byłoby PITA zmieniać wszędzie :P Może zacznij już teraz? :) Równie dobrze mogą go nie zamknąć, ale wprowadzić jakieś zasady, z którymi niekoniecznie będziesz się zgadzał. Mnie i tak denerwują, że wyłączają IMAPa, jak się z niego przez jakiś czas nie korzysta.. A ja nie chcę korzystać często. Chcę zajrzeć od czasu do czasu na maile. Jak mi się przypomni. I nie mogę. Bo wyłączają. >> Ja raz. Mój szef przeszedł do innej firmy i ściągnął mnie za sobą. Parę >> miesięcy bez niego, z nowym szefem, utwierdziły mnie w tej decyzji. > > Ja mam mało szefów, z którymi chciałbym jeszcze pracować :) > Chociaż to mówi chyba więcej o mnie, niż o nich ;> Czy ja wiem... może po prostu nie byli dobrymi szefami. Wiesz, co ci w nich przeszkadzało? >>> https://github.com/mlebkowski/advent-of-code-php >> Miałem się temu kiedyś przyjrzeć. > > Warto, ale nie dla rankingów, tylko dla zabawy IMO. No wiadomo :) >> Najgorsze, że nie możemy mieć pewności, że my na nią nie cierpimy. No bo >> może ciebie tak naprawdę nie ma, a ja piszę sam ze sobą? Albo mnie nie ma >> i nigdy nie było, jestem tylko wspomnieniem, które wykreowałeś sobie w >> głowie? Nie możesz mieć pewności ;) > > Gdybym do tego stopnia podważał rzeczywistość, to z pewnością zdrowy > na umyśle bym nie chodził :D Albo zapisałbyś się na studia filozoficzne :) Swoją drogą schizofrenia, na swój sposób, mnie fascynuje. Podobnie jak DID. >> Tak... ta nasza była PM-ka, która została PM-ką, bo była sekretarką szefa >> i akurat potrzebny był ktoś na to miejsce, naczytała się o scrumie i była >> jego adwokatką bez najmniejszego zrozumienia, o co chodzi, i bez napisania >> choćby linii kodu (bo za tępa była nawet na ustawienie ekspresu do kawy). >> Oczywiście standupy nie wyglądały tak, że my sobie rozmawialiśmy, tylko >> była spowiedź, bo tępak przesłuchiwał. > > Smutek straszny. Gdzie się mądrzy ludzie podziali, ja się pytam. To był bardzo zły okres tak naprawdę. Pod wieloma względami, i zarządzania i projektu, który musiałem robić (tzn. wbijać patyczki w odziedziczone po hindusach gówno, bo handlowcy obiecali już komuś jeżyka). Jeżyk finalnie wyglądował tam, gdzie jego miejsce, czyli w klozecie, bo takich wspaniałych handlowców mieliśmy. Razem z nim kilka lat mojej pracy i wypalenia zawodowego. Eh, dramat. Nawet nie chcę do tego wracać. Nie wiem jak ja tam tyle czasu wytrzymałem. A, jeszcze pamiętam jej komentarz po tym, jak próbowałem coś zmienić i rozmawiałem o tym na tym meetingu. Cytuję (i zacytowałem to również na kolejnym meetingu): "Godzina słuchania pierdolenia Ziffela". >> U nas jest clang-format (wcześniej był astyle), nie wiem za co go nie >> lubić :) Jak robi (wg mnie) złe zmiany, to można zgłosić, przedyskutować, >> przekonfigurować. > > No właśnie chodzi o to, że gofmt nie ma configu: A, to do dupy. Jeden format dla wszystkich :D >> Czy ja wiem... można się przyzwyczaić. Dla mnie długo klamerki otwierające >> w nowej linii były czytelne, a w tej samej linii nie. Przestawiłem się. > > Im więcej ludzi, im więcej settingów, tym więcej opinii i bikesheddingu. > I pewnie da się do każdej opcji zespół przekonać, ale IMO nie warto > czasu tracić. Ale niektóre opinie są sensowne. Ja np. długo stawiałem spacje między słowami kluczowymi a nawiasami, ale nie robiłem tego między nazwami funkcji a nawiasami. Czyli: if (...) function(...) Czemu? Pojęcia nie mam. Tak miałem i już. W obecnym kodzie nie ma tych spacji. Stwierdziłem, że to w zasadzie nie ma sensu, i przestawiłem się na zastany standard też w moich prywatnych projektach. Chłopaki długo myśleli, że używam clang-format, bo mój format był taki, jak chcieli. Kłócić to się można o spacje przed lub po gwiazdkach i ampersandach (wskaźniki i referencje) :) >> Ja tak samo. eclipse wstępnie mi formatuje kod, a potem zapisuję plik i >> wszystko formatuje się samo zgodnie z zasadami w projekcie. > > eclipse, jak zwierzęta? ;) Moda na JetBrains do Ciebie nie przemawia? Nie, ale coraz bardziej skłaniam się ku VsCode. Póki co zrobiłem postęp, zmieniłem mousepada na Geany. > Jakieś mruknięcia typu ,,elo" się zdarzają, ale chyba nic za tym nie > stoi. Faktycznie kulturowe przyzwyczajenia. Dobrze, że nie są Grekami. Oni witają się "ela malaka". Dosłownie: "cześć, walikoniu" (przynajmniej tak słyszałem; google translate mi teraz mówi, że to "chodź głupku"). > Śniło mi się dzisiaj, że byłem z ludkami z wcześniejszej pracy w biurze. > Trochę czasami tęsknię do powrotów, ale wtedy miałem 5 minut do firmy, > a teraz żeby się dostać gdziekolwiek do Warszawy trzeba rano liczyć > z 30 minut minimum, a realnie bardziej 60. Więc jakakolwiek regularność > odpada. No... to prawda. Ja wprawdzie mieszkam w Warszawie, ale do biura mam daleko. A przede wszystkim w mojej sytuacji sens tego jest absolutnie żaden. Zerowy. Null. >>> Ale to też trochę droga przez mękę. Ludzie, mam wrażenie, nie wiedzą, >>> że w pracy można śmieszkować, mieć luźną atmosferę, gadać o dupach >>> na daily (i nie: ździrka nie jest dupą, choć ma żeńskie imię). >> A to są Polacy, BTW? > > Yep. Jeden Ukrainiec zdaje się, ale ich liczę już jak swoich :P Z Polakami zawsze luźno mi się pracowało. Jedną Ukrainkę mieliśmy, to też jak swoja była, do tego mega kompetentna. Inna z kolei (to już nie w moim zespole) była bardzo, bardzo cicha, nieśmiała, ale nie wiem na ile to kwestia kultury a na ile charakteru. > Na tyle, na ile się da. Ale nie bardziej. Bo reguły biznesowe są chaotyczne > mimo wszystko, bo jak coś nie zadziała, to Pan Mietek ma jakąś wajhę na > produkcji i może zatrzymać taśmę. A ładnie poukładane aplikacje nie > pozwalają na customy. No tak, tutaj raczej mamy jasno określone, co mamy zrobić. W poprzednim zespole tak nie było i to faktycznie była rzeźba. > A druga sprawa, że development jest chaotyczny, bo ludzi dotyczy bardziej > niż komputerów. I ich też nie da się IMO poukładać zasadami. Ale są ludzie chaotyczni i tacy, którzy lubią mieć wszystko uporządkowane. Np. ten post. Nie jest chaotyczny, jest poprawnie sformatowany i po mojej, i po twojej stronie, językowo też staramy się, żeby był poprawny. Są tacy, którzy mieliby to gdzieś. >> A to tak, często jak pracuję nad jakąś funkcjonalnością, to mam bałagan w >> kodzie. Tak wygodniej, niż myśleć na bieżąco o tym, żeby było ładnie. >> Zostawiam sobie tylko TODO i idę dalej. Tylko przed commitem zawsze go >> sprzątam. > > /me 2. Ale można to pociągnąć dalej i czasami coś wrzucić na mastera, > co jest nie do końca piękne. Bo YAGNI, bo może to wyrzucimy za tydzień. > A jak nie, to mieć tyle dyscypliny, żeby po sobie poprawić post-merge ;) Czasem się nie da inaczej (tzn. da się, ale nie jest to uzasadnione), ale staram się tak nie robić. Co do dyscypliny, to nie liczę na dyscyplinę. Albo zapisuję sobie w prywatnym todo, albo zakładam ticket (częściej to drugie, ewentualnie w todo jest "założyć ticket", jak nie chcę się w danym momencie odrywać). >>> Z dnia na dzień rozumiem więcej i ta chęć ucieczki jest mniejsza. >>> Widzę światełko w tunelu, że może być dobrze kiedyś. Ale pewnie >>> nigdy tak dobrze, jak bym chciał. Jak znajdę coś ciekawszego to >>> mnie nie ma ;) >> A ile już tam jesteś? > > Kurde, chyba całe trzy tygodnie :P Ja w tym zespole jestem już ponad rok a i tak czuję się jak świeżak. > No ale ja i takich Polaków widziałem, to może to nie do końca kulturowe. > Pytanie, czy macie przestrzeń, żeby się dograć w ramach tych różnic, czy > tylko spowiadanko na daily i tyle kolaboracji w zespole? Wtedy nie było żadnej przestrzeni. Teraz... hmm, myślę, że jakbym miał taką potrzebę, to ta przestrzeń by się znalazła. Jak nikt nie ma potrzeby, to się jej nie tworzy na siłę. Natomiast nadal szczytem moich interakcji z zespołem są calle. Bez kamery. Na pójście na piwo nie ma co liczyć, a byłoby to fajne, pozwoliłoby faktycznie lepiej się poznać. Musiałbym albo ja przyjechać do Niemiec, albo oni do Polski, a nikt się póki co nigdzie nie wybiera. [flickr] > Yep. I zostawia komcie pod nimi i chyba jakieś serducha. To taki fotoblog po prostu jest? > Są też grupy tematyczne, typu zachody słońca, etc. Ale tylko fotki. To taki fotoblog z tagami po prostu jest? > Tylko wiesz, to raczej nie do fotek żarcia, albo z wakacji, tylko takich > bardziej pro ;) To taki snobistyczny fotoblog z tagami po prostu jest? -- Podczas zajec laboratoryjnych studentka pyta pana profesora : - Panie profesorze, a dlaczego transformator buczy ? - Pan profesor po zastanowieniu odpowiada : - Jakby pani miala 50 okresow na sekunde to tez by pani buczala.
Re: Dzień dobry...
Author: Arnold Ziffel
Date: Wed, 20 Sep 2023 14:28
Date: Wed, 20 Sep 2023 14:28
30 lines
2920 bytes
2920 bytes
jn <jn@mail.invalid> wrote: > Otwarte oprogramowanie ciężko będzie ubić. Da się ubić Usenet na różne sposoby, ale faktycznie jeśli będzie chęć, żeby dalej to prowadzić, i nie wydarzy się coś strasznego (mówię o prawie albo innych unijnych wymysłach, np. jakieś tożsamości cyfrowe, których nie da się w prosty sposób zaimplementować), to nie widzę, dlaczego miałby nagle zniknąć. Zresztą jeśli unia wymyśli tożsamości cyfrowe, to się postawi serwer poza unią. Całkowicie internetu przecież nie zamkną (chyba). Myślę, że Usenet będzie się po prostu stawał coraz bardziej wymarły, aż ruch będzie całkowicie zerowy (lub będą jedynie zapomniane spamboty). Jeśli będzie się to utrzymywało np. przez 10 lat, to wtedy faktycznie chyba nie będzie sensu utrzymywać infrastruktury (bo o ile koszty są bardzo niskie, to ryzyko włamania zawsze jest, trzeba przeglądać logi, instalować nowe wersje oprogramowania, zapewnić działanie backupów, generalnie tego doglądać). Ale do tego jeszcze daleko. -- Na sali wykladowej : Wykladowca pisze na tablicy, w pewnej chwili zabraklo miejsca. Lapie wiec gabke i sciera, ale niestety zaczal scierac to co przed chwila napisal. Jeden z studentow, ktory nie zdazyl tego przepisac nie wytrzymal i na cala sale : O kur... !! Wykladowca popatrzyl się na niego dzikim wzrokiem i .... napisal jeszcze raz to co starl . :))
Re: Dzień dobry...
Author: Puck
Date: Wed, 20 Sep 2023 17:20
Date: Wed, 20 Sep 2023 17:20
293 lines
14304 bytes
14304 bytes
On 20 Sep 2023 at 16:04:32 CEST, "Arnold Ziffel" <Arnold Ziffel> wrote: >>>> Na coś trzeba umrzeć. Przeszkadza Ci to aktywnie, czy tak tylko mówisz? >>> Nie wiem czy mi przeszkadza. Jakoś jest. >> Z faktami nie ma co dyskutować ;) ale pozostają jeszcze opinie. A te >> dyktują, czy np. nazwiemy to autodestrukcją (pejoratywnie), czy tylko >> niezdrowym zachowaniem, albo w ogóle powstrzymamy się od oceny. > Zakładam, że to skraca długość mojego życia. Sen jest ważny, nawet bardzo. > Inna sprawa, że budzę się na calla o tej 11:30, potem idę dalej spać, > wstaję po 14-tej, pracuję często do 18-19 (aż zrobię to, co mam do > zrobienia), więc daję radę. Koleżanka, która zajmowała się naszymi dzieciakami, robiła to po części dlatego, że chciała odzyskać rytm dnia po tym, jak zrezygnowała z etatu. Wracała do domu od nas po 13-14 i szła spać do wieczora, a potem wisiała na słuchawce do nocy ;) Ludzie różne rytmy mają ;) >> A, odpaliłem tiktoka ostatnio. Skuszony historiami, w których tak świetnie >> podpowiada unikalne dla Ciebie treści i w ogóle. No to u mnie nie działa. >> Przez pierwsze 10 minut było fajnie, ale potem wpadłem w jakieś lokalne >> maksimum (albo minimum) gdzie ludzie w kółko Wellermana śpiewali i zrobiło >> się nudno. > Może musisz poświęcić więcej czasu? :) Aha. Gdzieś widziałem, że Tiktok wciąż na wznoszącej jest pod tym kątem w Polsce (ale jak to badają to nie wiem). Ja chyba nie odpaliłem Tiktaka od czasu tamtej wiadomości. >>> Np. chroniczne niewyspanie, a przez to problemy z pamięcią. >> Myślisz, że to przez niewyspanie? > Zakładam, że w dużej mierze tak. Bo w sumie przez co innego? Like, you’re old, dude. [...] > Memory slips are constant and aggravating, and sometimes daunting, which > can also lead to dementia. About 30-35% of adults taking antidepressant > drugs report some degree of memory loss or impairment. No, albo to. Albo w ogóle czynniki zaczynają się nakładać. >> Znaczy, na pewno nie pomaga, ale po prostu się starzejemy :) Ja też to >> czuję, chociaż wysypiam się raczej sensownie (na tyle ile z dzieciakami >> można się wysypiać). > Ale to jeszcze nie ten wiek, przecież nadal jesteśmy młodzi :) Jeśli dobrze pamiętam, to Ty jesteś starszy ode mnie, a ja młody już nie jestem, więc: does not compute. :P >> Zauważam też, jak głupi jestem kodując wieczorami. Stałem się świadomy >> tego jak pada mi efektywność koło 21. Przestałem sobie brać skomplikowane >> rzeczy na wieczór ;) > To ja mam odwrotnie. Rano mózg mi nie działa. Wieczorami i w nocy jestem > najbardziej produktywny. No ale przestawiony jesteś w ogóle. Tuż przed snem nadal jesteś produktywny? >>> No... bo to fragment bloga, gdzie o rzeczonej pani trochę pisałem. >> aaaale blog.pl zamknięte, to gdzie piszesz? ;> > Na blogspocie. Edytor ma tak do dupy, że piszę po prostu w HTMLu i > przeklejam tam. Tylko obrazki trzeba dodawać przez ten durny edytor. A to nie jest jeszcze z czasów, że to jakieś API ma? Kiedyś były takie desktopowe edytory, które potrafiły publikować na wybrane platformy, wordpress i blogger powinny być wśród nich. Nie mówię, żeby je odpalać, ale można się pewnie do jakiegoś API dostać. >>>> Ha, to stawia trochę w szerszym kontekście przeglądanie archiwów ;) >>> Trochę tak :) >> Don't worry, większość hardcore'ów zostało na privie. > To dobrze :) No nie wiem, mówiłeś, że masz archiwa ;> Ja skutecznie je zgubiłem. >>>> This part of my life is called: relacje z niestabilnymi ludźmi. >>> Ja nie miewam innych ;) Tzn. mam relacje z normikami, ale te relacje są >>> takie... normickie. >> That's a good thing, isn't it? > Że normickie? Tak, ale w gruncie rzeczy, na dłuższą metę, nudne. THAT’S a good thing too :D Z Friko się widziałem teraz w końcu, też o tym rozmawialiśmy. Ale on też nie kupował mojej idei, żeby się normikami karmić i tylko czasami ekscesów zażyć. >>> Jak będziesz potrzebował shella to ogarniemy. >> No to sobie postawię nowe narzekasz ;) tylko bardziej chodzi mi o to, >> że muszę sobie ogarnąć to, co mam na tym od ponad 10 lat gdzieś poupychane. >> >> [some time later] >> >> Ha, no i oto jestem. > Ogarnąłeś? :) Ehe. Ale nadal głupio wyciągnąć wtyczkę. Przynajmniej są drzwi na przyszłość otwarte, jak będę chciał coś nowoczesnego uruchomić. Irssi podskoczyło z jakiegoś 0.8.x czy coś. >>> No, ja sobie to poustawiałem już dawno. Dziś też by mi się nie chciało. >>> Szczytem jest zmiana tapety w komórce (bo dzwonka już niekoniecznie). >> Ja mam tę samą tapetę w telefonie od kiedy kupiłem pierwszego iPhone >> (a to było gdzieś na początku 2010 roku chyba). > Zmieniałeś? Ja właśnie się zorientowałem, że zmieniłem, ale na jakąś z > tych, które już były w telefonie. > > Starość :) No raczej, ale tylko raz, więcej mnie nie kusiło. Te lockscreenowe to non-stop rotuję, ale pod ikonkami wciąż to samo. >>> Męczyłem się tak trochę. W końcu nie wytrzymałem. Dogadałem się z IT, >>> wywaliłem tego korporacyjnego windowsa na wirtualkę, zainstalowałem tam >>> swój system... a teraz już nawet korporacyjnego windowsa nie mam. >>> Wywaliłem w międzyczasie, i tak od paru lat zupełnie go nie używałem. >> U mnie raczej nie przejdzie :/ > Aż tak utrudniają? Przez całe życie traktowałem sprzęt firmowy jak swój. Często nie miałem nic swojego, na czym dało się robić coś więcej, niż ssh. Nie miałem granicy, pomiędzy firmowym a prywatnym. Dlatego też mam w swoich rzeczach masę służbowych rzeczy poupychanych. Do teraz. Teraz nie ma przecinki. Raz w miesiącu wysyłam maila z priva na firmowy, that’s it. Nawet konto na githubie mam osobne. Nawet awatar, co go mam w niezmienionej formie od 20 lat sobie nowy zrobiłem. > [...] > Zresztą dziś sprzęt komputerowy jest tak tani, że nawet jakby mi nie > pozwolili, to po prostu kupiłbym sobie jakiegoś lapka za swoją kasę, żeby > tylko wygodniej mi się pracowało. U mnie to kwestie compliancowe jakieś. Z jednej strony inny mindset, z drugiej vendorzy, z którymi pracujemy nas audytuja (Amazon), a z trzeciej giełda. Swoją drogą, już czuję, że wchodzę na niebezpieczny grunt opisując szczegóły. Nie znam się, wole siedzieć cicho :P > Inna sprawa, że teraz i tak pracuję na swoim prywatnym, a służbowego > zaadaptowałem do wyjazdów (bo nie lubię mojego restartować ani zabierać, > mam tam sporo rzeczy odpalonych i nie chce mi się ich po restarcie odpalać > znowu... może usypianie byłoby jakąś opcją). #v+ puck@Agnieszkas-MacBook-Air ~> uptime 19:01 up 287 days, 7:31, 6 users, load averages: 2.20 2.23 2.33 #v- Aha, bo to nie mój komp. Moje mają normalny hostname. :P But still, 287 dni. Dlatego mi klient usenetowy działa na trialu od poczatku sierpnia ;P Ale z tego samego powodu nie syncuje mi się coś z iCloudem, pewnie po restarcie zacznie. >>>> No wiadomo, nie znam nikogo, kto się komunikuje asynchronicznie. >>> Ja *niestety* też już prawie nie :( >> Może trzeba wysłać snail maila do kogoś, hmm... > To bym chyba przez paczkomat musiał, bo poczty polskiej nie trawię. > Niedobrze mi się robi jak muszę tam iść. A będę musiał niedługo, bo > zamówiłem coś na Aliexpress, tylko oczywiście już nie pamiętam co (nie > było paczkomatu, czasem jest). OMG, u mnie na wsi w ogóle poczta nie działa. Standardem jest, że listy dochodzą po dwóch miesiącach od zawitania w placówce. Całe szczęście, że nie muszę mieć z nimi interakcji. BTW, a nie można mieć jakiegoś PO boxa albo czegoś takiego? >> Ostatnio napisałem do koleżanki, ale to wyszło jakoś spontanicznie. >> Zostawiłem jej po prostu wiadomość w biurze, bo miała być, ale jej nie >> było... > A, to karteczkę na biurku zostawiłeś :) List. W kopercie. >> To też sobie zdałem sprawę, że ludzie generalnie nie mają ochoty >> dyskutować podczas review. Tylko dawajcie lajki i mergujemy. A ja >> przeciwnie, bardzo lubię sobie pogadać, nawet jeśli już kod dawno >> zmergowany. > U nas to różnie jest. Czasem coś klikną i zaakceptują, a czasem spędzają > nad czymś zdecydowanie zbyt wiele czasu. Ale rozumiem to, sam tak mam. Jak > jestem zajęty i dostaję PR do przejrzenia, to przeglądam go tylko po > łebkach (sic!), a jak mam chwilę, to skupiam się nad nim bardziej. > > Gorzej jak ja przeglądam PR, a w tym czasie ktoś już go zaakceptował i > zrobił merge (mamy taką zasadę, że wystarczy, że jedna osoba da okejkę). Ja miałem dużo zasad... Wróć. Guideline’ów do review. Mieliśmy np. zasadę, że jak coś nie wymaga review, do dawaliśmy labelkę, wtedy pierwsza osoba wchodzi i merguje, nawet niekoniecznie przegląda. Korporacja wymuszała na nas proces review. Było to tak niedorzeczne, że w momencie, jak mieliśmy 2x BE i 2xFE w teamie, to organizacja wymyśliła sobie, że muszą być dwie okejki... Ale nie mieliśmy tylu osób w teamie. Więc jawnie zaproponowałem czarny rynek akceptów z innymi teamami. Opamiętali się i zdjęli nam ten limit do 1. I dyskutowaliśmy sporo po mergu. Bo byliśmy dorośli. Jak coś było do zrobienia, to robiliśmy, nawet jak jira już była zamknięta. Tylko to wymagało zaangażowania od ludzi. Obecny team nie ma nawet powiadomień włączonych, więc ja im odpisuję jakieś poematy, a to w /dev/null leci. :( >> No na irssi się nie dziwię, chociaż ja do dzisiaj mam kolorowe timestampy :P > Timestampy też mam kolorowe. I kolorowanie na newsach mam. > > http://arnold.ziffel.one.pl/newsy.png Daj .nanorc :) #v+ syntax "Email" "\.em(ai)?l$" header "^Newsgroups: " color magenta "^>([^>].*|$)" color blue "^> ?>([^>].*|$)" color green "^> ?> ?>.*" color red start="^-- $" end="$^" #v- > http://arnold.ziffel.one.pl/ircstampy.png Same. To chyba jakaś moda była kiedyś. Ale mi się format separatorów sypnął po upgrade, nie wiem czemu (czarne były). >> Ta, bo pracodawca umie background zrobić :P > Niektórzy robią. Ja miałem background check. No ok, sans firmy, które faktycznie potrzebują robić checki. Firmowe normalsy nie potrafią informacji w CV znaleźć. >> Nie wiem, chyba, że faktycznie pracujesz nad jakimiś potencjalnie >> wrażliwymi rzeczami, ale poza tym, to raczej bym się nie przejmował, że >> nawet w pierwszy wynik w googlu kliknie. > Trochę pracuję, a trochę po prostu procedury. Pracowałem nad rzeczami > niewrażliwymi, ale były dostępne z tego samego VPNa, co te wrażliwe, bo > wykorzystywały to samo oprogramowanie, więc musiałem mieć pełny background > check, financial check (BIK), criminal check (KRK), dzwonili do > pracodawców do 5 lat wstecz. Na pewno mnie googlowali. Teraz już nad tym > nie pracuję. Ciekawe na ile to wyłapuje cokolwiek, a na ile skreśla ludzi, bo nie pasują do szablonu. >> Madi w którymś momencie powiedział, że namówił kogoś z IRLa, w dodatku >> przez jakiś czas chyba ukrywał to, że Madi & zwiecha to te same osoby. > Hmm, ja wiedziałem od początku, nie wiem czy od niego czy z nagłówków. My wiedzieliśmy, przed zdolnym się ukrywał. >> Ale fakt, zdolny nie był centralną postacią, chociaż raz, że był dość >> płodny na grupach a dwa, że nawet się z nim kiedyś widzieliśmy na >> zlocie. > To mnie albo na tym zlocie nie było, albo wyparłem :D > > On był taki... nijaki. Mało charakterystyczny, przynajmniej na grupach. > Nie miał nic, za co szczególnie mógłbym go zapamiętać i z czym kojarzyć. Może normalsem był? ;> >>> Może dlatego, że ludzie nie czują osobistej odpowiedzialności. >> Pewnie. Ja tak nie umiem. Znaczy, nigdy tak nie robiłem, ale uczę się >> w tej robocie :) Traktuję ją trochę jak taką lekką emeryturę, która mi >> za bardzo na prawdziwe życie nie wchodzi. > Czyli odpoczywasz... ale chyba nie na zawsze? :) Planujesz jakieś większe > wyzwania, czy teraz to już tylko ciepła posadka, jakieś rozsądne pieniądze > i niech wszyscy dadzą spokój? Czekam, aż wrócę do żywych. Mam wrażenie, że im dalej w karierę, tym bardziej moje obowiązki są nudne. Dzisiaj, literally, ściągam taski z Jiry jeden za drugim. Kiedyś ogarniałem chaotyczne projekty, ścigałem ludzi, pisałem specki, wymyślałem produkty, ratowałem deadline’y o 3am. A teraz mi się trafiła fucha na rekrutację i trochę nabieram energii z tego. >>> Może potrzebny jest manager, który uświadomiłby im, że jednak code review >>> jest ważny... >> Nah, jeśli ludzie w teamie tylko managera się słuchają, to to jest >> straszna patola moim zdaniem. > Ale ignorowanie PRów to też patola. Ktoś musi ustalić jakieś ramy, jeśli > zespół sam tego nie potrafi zrobić tak, żeby było dobrze. Ja czuję, że dobrze będzie, jak to właśnie każdy w zespole będzie miał na tyle zdrowia i energii, żeby uczestniczyć w ustalaniu, zamiast mieć wyjebane. -- Winning popularity contests since ’85
Re: Dzień dobry...
Author: Puck
Date: Wed, 20 Sep 2023 17:23
Date: Wed, 20 Sep 2023 17:23
11 lines
1276 bytes
1276 bytes
On 20 Sep 2023 at 16:28:31 CEST, "Arnold Ziffel" <Arnold Ziffel> wrote: > Myślę, że Usenet będzie się po prostu stawał coraz bardziej wymarły Jeszcze bardziej? Znaczy, ja wiem, że chwilowo mam jakies 30kb tekstu do odpisania od Ciebie, ale to się w żadnym standardzie nie liczy jako żywe :P -- Winning popularity contests since ’85
Re: Dzień dobry...
Author: Puck
Date: Wed, 20 Sep 2023 18:20
Date: Wed, 20 Sep 2023 18:20
224 lines
11508 bytes
11508 bytes
On 20 Sep 2023 at 16:23:47 CEST, "Arnold Ziffel" <Arnold Ziffel> wrote: >>> Nie no, trochę zboczeńców jeszcze się uchowało :D Ale fakt, mniej niż >>> zawsze. >> Srsly? Znaczy, fajnie było mieć komunikator z żółtym słoneczkiem, >> czy tam ogólnie listą kontaktów z podziałem na online/offline, ale >> tego też już chyba nikt nie pamięta ;) > Pewnie nikt :) Ja od zawsze (lub prawie zawsze) siedzę na ekg. Teraz to > już sobie po prostu dogorywa. W końcu to zamkną w cholerę (albo zupełnie > zmienią protokół, ale wątpię, żeby ktoś chciał w to inwestować), ja zamknę > ekg na zawsze, i tak się to skończy. I to działa przez te wszystkie migracje? Przecież pewnie nawet sama firma przechodziła z rąk do rąk. Ktoś to ekg utrzymuje? To jest to pierwsze, czy ekg2? Ja pamiętam, że toczył się chyba jakiś proces rewrite na 2-kę, ale to chyba taki projekt widmo był. Nie pamiętam dobrze. > GG prawdopodobnie będzie wchodziło na giełdę, swoją drogą. Zastanawiam > się, czy kupić akcje. Nie żebym wierzył w spektakularny sukces tej > reanimacji, raczej po prostu kupiłbym z sentymentu. How bizzare is that :o Serio? To znaczy, że ktoś musi z tego korzystać. >>> Gmaila pewnie prędko nie ubiją. Ja i tak nie korzystam. >> No mam nadzieję. Ja niby mam pod własną domeną maila, ale częściej >> używam adresu @gmail, więc byłoby PITA zmieniać wszędzie :P > Może zacznij już teraz? :) Wiele razy myślałem o tym, ale nigdy nie przeszedłem do czynów. > Równie dobrze mogą go nie zamknąć, ale wprowadzić jakieś zasady, z którymi > niekoniecznie będziesz się zgadzał. A to pół biedy, bo pewnie będzie można to zostawić i zacząć systematycznie się przepinać przez lata. > Mnie i tak denerwują, że wyłączają IMAPa, jak się z niego przez jakiś czas > nie korzysta.. A ja nie chcę korzystać często. Chcę zajrzeć od czasu do > czasu na maile. Jak mi się przypomni. I nie mogę. Bo wyłączają. Yyy, per konto? Ja dawno nie korzystałem z klienta, który czystym IMAPem rozmawia z Googlem. 2fa i te sprawy, pokomplikowało to się. [...] >> Ja mam mało szefów, z którymi chciałbym jeszcze pracować :) >> Chociaż to mówi chyba więcej o mnie, niż o nich ;> > Czy ja wiem... może po prostu nie byli dobrymi szefami. Wiesz, co ci w > nich przeszkadzało? Jeden był Prezesem Krzesełko: https://www.facebook.com/prezes.krzeselko To dużo o nim mówi. Uznaliśmy, że krzesełko pełniłoby lepiej jego rolę. Ale inni różnie. Z jednym nigdy nie wszedłem w relację taką, żeby nam się układała współpraca. Z innym tak, ale nagle mu się odwidziało i zrobił zwrot o 180, skutecznie, krok po kroku niszcząc zaufanie zbudowane przez lata. Innymi słowy: dało się więcej z tego ugrać czasami. [...] >> Smutek straszny. Gdzie się mądrzy ludzie podziali, ja się pytam. > To był bardzo zły okres tak naprawdę. Pod wieloma względami, i zarządzania > i projektu, który musiałem robić (tzn. wbijać patyczki w odziedziczone po > hindusach gówno, bo handlowcy obiecali już komuś jeżyka). Ja nigdy nie miałem aż tak złych projektów. Trafiali się Klienci, którzy niestworzone rzeczy wymyślali, ale rzadko pracowałem na czyimś Kodzie. Dzisiaj w zasadzie mogę powiedzieć, że ostatnie 10 lat greenfieldy robię, z małymi wyjątkami. > Jeżyk finalnie wyglądował tam, gdzie jego miejsce, czyli w klozecie, bo > takich wspaniałych handlowców mieliśmy. Razem z nim kilka lat mojej pracy > i wypalenia zawodowego. But like, that’s just code. Nie ma się co przywiązywać, że wejdzie na produkcje kiedykolwiek. >> No właśnie chodzi o to, że gofmt nie ma configu: > A, to do dupy. Jeden format dla wszystkich :D Dlatego everybody loves, everybody hates. Świat, w którym nie komentuje się code-style jest światem lepszym od świata, w którym da się wypracować idealny code style poprzez 300 switchy w configu. Bo ten drugi jest do czasu, aż przyjdzie nowy ;P >> Im więcej ludzi, im więcej settingów, tym więcej opinii i bikesheddingu. >> I pewnie da się do każdej opcji zespół przekonać, ale IMO nie warto >> czasu tracić. > Ale niektóre opinie są sensowne. Dla Ciebie ta, dla tamtego owa, dla innego ta sama ale w drugą stronę. Szkoda życia. Akurat mój formatter w projekcie ma milion opcji, ale ja akceptuje tylko te, które wprowadzają więcej rygoru i mniej dowolności. Więc jeśli mamy zamienić dowolność wstawiania spacji na dodawanie albo zakaz, to jest okejka ode mnie. Ale jeśli mamy zmienić zakaz na nakaz albo odwrotnie, to dla mnie to net negative profit :P [...] > Kłócić to się można o spacje przed lub po gwiazdkach i ampersandach > (wskaźniki i referencje) :) Albo o ASI* Nie kumam debili, których celem jest oszczędzanie miejsca na dysku przez utylizacje tego „ficzera” :-/ ale poza tym mam wyjebane :P *: https://blog.alexdevero.com/automatic-semicolon-insertion-in-javascript/ >>> Ja tak samo. eclipse wstępnie mi formatuje kod, a potem zapisuję plik i >>> wszystko formatuje się samo zgodnie z zasadami w projekcie. >> eclipse, jak zwierzęta? ;) Moda na JetBrains do Ciebie nie przemawia? > Nie, ale coraz bardziej skłaniam się ku VsCode. Póki co zrobiłem postęp, > zmieniłem mousepada na Geany. Chyba nic mi to nie mówi :D A z VsCode uwielbiałem się śmiać w poprzednim teamie. Na zasadzie: - możesz używać jakiego chcesz IDE/edytora, nawet VsCode jeśli ci nie przeszkadza, że będą się z ciebie śmiać. :P A trochę bardziej serio -- jeszcze nie widziałem nikogo, kto by w vscode robił połowę tej efektywności, co średnio rozgarnięty user PHPStorma daje. Nie mówiąc o bardziej zaawansowanych funkcjach, do których się człowiek przyzwyczaja po latach. Więc trochę pushowaliśmy na storma jednak. >> Jakieś mruknięcia typu ,,elo" się zdarzają, ale chyba nic za tym nie >> stoi. Faktycznie kulturowe przyzwyczajenia. > Dobrze, że nie są Grekami. Oni witają się "ela malaka". Dosłownie: "cześć, > walikoniu" (przynajmniej tak słyszałem; google translate mi teraz mówi, że > to "chodź głupku"). Ano: https://www.wikiwand.com/en/Malakas > No... to prawda. Ja wprawdzie mieszkam w Warszawie, ale do biura mam > daleko. A przede wszystkim w mojej sytuacji sens tego jest absolutnie > żaden. Zerowy. Null. Pomacać się? Liczyć na spontaniczne interakcje? >>> A to są Polacy, BTW? >> Yep. Jeden Ukrainiec zdaje się, ale ich liczę już jak swoich :P > Z Polakami zawsze luźno mi się pracowało. Jedną Ukrainkę mieliśmy, to też > jak swoja była, do tego mega kompetentna. Inna z kolei (to już nie w moim > zespole) była bardzo, bardzo cicha, nieśmiała, ale nie wiem na ile to > kwestia kultury a na ile charakteru. My pierwszego kolesia z Ukrainy zatrudniliśmy dość wcześnie, bo to chyba 2017 rok był. Jeszcze wtedy to była raczej rzadkość. Rekruterka się go pyta: - gdybyśmy zaczepili twoich znajomych, to co byśmy się o tobie dowiedzieli? - pewnie nic, bo oni po ukraińsku tylko potrafią... Gość był spoko, ale przeżył moje odejście z firmy jak rozwód rodziców i próbował, żebyśmy się zeszli razem. Po kilku latach się wygadał, że uważa, że „byłoby nam razem lepiej”. Like, bez podtekstów, on to miał na myśli w stricte zawodowym kontekście. Poza tym miał taką manierę, że w każdej dyskusji starał się wejść zawsze poziom lub dwa głębiej i większość argumentów w końcu obijało się o sens istnienia lub coś takiego. A to męczyło na dłuższą metę. >> A druga sprawa, że development jest chaotyczny, bo ludzi dotyczy bardziej >> niż komputerów. I ich też nie da się IMO poukładać zasadami. > Ale są ludzie chaotyczni i tacy, którzy lubią mieć wszystko uporządkowane. > Np. ten post. Nie jest chaotyczny, jest poprawnie sformatowany i po mojej, > i po twojej stronie, językowo też staramy się, żeby był poprawny. Są tacy, > którzy mieliby to gdzieś. No to wiadomo. Ale nawet nasze poukładane zasady pisania w usenecie, rodem z lat 90 swoją drogą, mają swoje granice. Gdzieś zawsze jakiś wyjątek się pojawi, więc IMO trzeba zawsze oczekiwać aplikacji zdrowego rozsądku, a nie uszczegółowiania zasad za wszelką cenę. Wiesz, żeby można było stwierdzić: piszemy schludnie i przejrzyście, zamiast regulować to dziesiątkami wytycznych. >> /me 2. Ale można to pociągnąć dalej i czasami coś wrzucić na mastera, >> co jest nie do końca piękne. Bo YAGNI, bo może to wyrzucimy za tydzień. >> A jak nie, to mieć tyle dyscypliny, żeby po sobie poprawić post-merge ;) > Czasem się nie da inaczej (tzn. da się, ale nie jest to uzasadnione), ale > staram się tak nie robić. Co do dyscypliny, to nie liczę na dyscyplinę. > Albo zapisuję sobie w prywatnym todo, albo zakładam ticket (częściej to > drugie, ewentualnie w todo jest "założyć ticket", jak nie chcę się w danym > momencie odrywać). Bardziej chodziło mi o taką dyscyplinę, że możemy sobie zaufać, że blokowanie PR to nie jest moje jedyne narzędzie, żeby wyegzekwować zmianę. Już mniejsza o to, czy sobie zrobisz todosa, taska, czy zapamiętasz. W kontraście do teamów, gdzie autor będzie miał wyjebane. Zmergują, weźmie nowego taska i wiecej do tematu nie wróci. >>> A ile już tam jesteś? >> Kurde, chyba całe trzy tygodnie :P > Ja w tym zespole jestem już ponad rok a i tak czuję się jak świeżak. Ale to ze względu na skomplikowaną domenę? > [flickr] >> Yep. I zostawia komcie pod nimi i chyba jakieś serducha. > To taki fotoblog po prostu jest? Trochę też. Ale nie do końca. Bo tam był długo silny nacisk na profesjonalną fotografię, na sprzęt równie bardzo co na same fotki. Nie było też za bardzo feeda takiego klasycznego, chronologicznego. Ale niektórzy po prostu wrzucali fotki z wakacji ;) Sample: https://flickr.com/photos/mlebkowski/1101056489/ >> Tylko wiesz, to raczej nie do fotek żarcia, albo z wakacji, tylko takich >> bardziej pro ;) > To taki snobistyczny fotoblog z tagami po prostu jest? To jest pierwszy i zarazem jeden z ostatnich serwisów, w których tagi od początku miały sens, były dobrze zrobione, oraz miały semantyczne znaczenie. Ale poza tym fotoblog, yep. -- Winning popularity contests since ’85
Re: Dzień dobry...
Author: Arnold Ziffel
Date: Wed, 20 Sep 2023 19:26
Date: Wed, 20 Sep 2023 19:26
72 lines
3781 bytes
3781 bytes
Puck <puck@dx.one.pl> wrote: >> Myślę, że Usenet będzie się po prostu stawał coraz bardziej wymarły > > Jeszcze bardziej? No teraz jeszcze jest życie :) > Znaczy, ja wiem, że chwilowo mam jakies 30kb tekstu do odpisania > od Ciebie, ale to się w żadnym standardzie nie liczy jako żywe :P Zobacz na statystyki: Poniżej znajdują się statystyki aktywności polskiego Usenetu (grup pl.* i alt.pl.*) z dnia 19.09.2023. Miejsce | Postów | Grupa --------+--------+------------------------------------------------------- 1 | 56 | pl.soc.prawo 2 | 53 | pl.soc.polityka 3 | 40 | pl.misc.elektronika 4 | 33 | pl.pregierz 5 | 26 | pl.misc.budowanie 6 | 23 | pl.biznes.banki 7 | 19 | pl.sci.fizyka 8 | 13 | pl.misc.samochody 9 | 7 | pl.misc.militaria 10 | 6 | pl.soc.prawo.podatki 11 | 5 | pl.misc.kolej 12 | 5 | pl.comp.os.ms-windows.winnt 13 | 4 | pl.soc.religia 14 | 3 | pl.misc.telefonia.gsm 15 | 2 | pl.test 16 | 2 | pl.rec.foto.cyfrowa 17 | 2 | pl.rec.muzyka.rock 18 | 1 | alt.pl.test 19 | 1 | alt.pl.voip 20 | 1 | pl.rec.lotnictwo 21 | 1 | alt.pl.net-squad 22 | 1 | pl.misc.telefonia Poniżej znajdują się statystyki aktywności światowego Usenetu (grup BIG 8) z dnia 19.09.2023. Miejsce | Postów | Grupa --------+--------+------------------------------------------------------- 1 | 1363 | sci.crypt 2 | 975 | soc.culture.punjab 3 | 194 | talk.politics.guns 4 | 133 | rec.food.cooking 5 | 116 | sci.math 6 | 112 | rec.arts.tv 7 | 92 | news.lists.filters 8 | 84 | sci.electronics.design 9 | 81 | comp.lang.c 10 | 80 | rec.motorcycles 11 | 72 | soc.culture.polish 12 | 69 | comp.os.linux.advocacy 13 | 57 | rec.sport.tennis 14 | 53 | soc.culture.israel 15 | 52 | rec.arts.drwho 16 | 51 | rec.sport.pro-wrestling 17 | 51 | comp.lang.c++ 18 | 49 | talk.origins 19 | 48 | misc.phone.mobile.iphone 20 | 48 | sci.physics ... -- Badam pana i badam, ale wciąż nie mogę dojść przyczyny pańskiej dolegliwości. Przypuszczam, że to alkohol... - Dobrze, panie doktorze, przyjdę kiedy pan doktor wytrzeźwieje.
Re: Dzień dobry...
Author: Puck
Date: Thu, 21 Sep 2023 15:42
Date: Thu, 21 Sep 2023 15:42
14 lines
1460 bytes
1460 bytes
On 20 Sep 2023 at 21:26:34 CEST, "Arnold Ziffel" <Arnold Ziffel> wrote: > Poniżej znajdują się statystyki aktywności polskiego Usenetu (grup pl.* > i alt.pl.*) z dnia 19.09.2023. No, to są statystyki. Jak usenet umarł pierwsz raz, nie wiem kiedy tam, jak alt.pl-ki zdominował spam, te naście lat temu, to już się raczej nie podniósł. Na ilu z tych grup toczą sie dyskusje, które nie są trollowaniem? Ze szczególnym naciskiem na 1k+ postów na `sci.crypt`, na pewno ;) -- Winning popularity contests since ’85
Re: Dzień dobry...
Author: jn
Date: Sat, 23 Sep 2023 08:00
Date: Sat, 23 Sep 2023 08:00
8 lines
1703 bytes
1703 bytes
W dniu 21.09.2023 o 17:42, Puck pisze: > Jak usenet umarł pierwsz raz, nie wiem kiedy > tam, jak alt.pl-ki zdominował spam, te naście lat temu, to już się > raczej nie podniósł. Na ilu z tych grup toczą sie dyskusje, które > nie są trollowaniem? > Ze szczególnym naciskiem na 1k+ postów na `sci.crypt`, na pewno ;) Obecność spamu może być dowodem na wolność wypowiedzi. :)
Re: Dzień dobry...
Author: Arnold Ziffel
Date: Tue, 26 Sep 2023 23:16
Date: Tue, 26 Sep 2023 23:16
249 lines
11643 bytes
11643 bytes
Puck <puck@dx.one.pl> wrote: > I to działa przez te wszystkie migracje? Przecież pewnie nawet sama > firma przechodziła z rąk do rąk. Działa. Pewnie dlatego, że nie chciało mi się tego przepisywać. > Ktoś to ekg utrzymuje? Ja. Utrzymuję serwer, na którym stoi repo :) Jak będzie potrzeba zmienić coś w kodzie i nie będzie to kompletne przerycie wszystkiego, to zmienię, a tak, to sobie po prostu żyję. > To jest to pierwsze, czy ekg2? Pierwsze. ekg2 nigdy nie używałem. > Ja pamiętam, że toczył się chyba jakiś proces rewrite na 2-kę, ale to > chyba taki projekt widmo był. Nie pamiętam dobrze. Toczył się i chyba nawet się wytoczył, ale nie mam pojęcia, jak to teraz wygląda i czy to jest jeszcze żywe. >> GG prawdopodobnie będzie wchodziło na giełdę, swoją drogą. Zastanawiam >> się, czy kupić akcje. Nie żebym wierzył w spektakularny sukces tej >> reanimacji, raczej po prostu kupiłbym z sentymentu. > > How bizzare is that :o Serio? To znaczy, że ktoś musi z tego korzystać. Albo chcą, żeby korzystał :) >>>> Gmaila pewnie prędko nie ubiją. Ja i tak nie korzystam. >>> No mam nadzieję. Ja niby mam pod własną domeną maila, ale częściej >>> używam adresu @gmail, więc byłoby PITA zmieniać wszędzie :P >> Może zacznij już teraz? :) > > Wiele razy myślałem o tym, ale nigdy nie przeszedłem do czynów. Może zacznij dziś? ;) >> Równie dobrze mogą go nie zamknąć, ale wprowadzić jakieś zasady, z którymi >> niekoniecznie będziesz się zgadzał. > > A to pół biedy, bo pewnie będzie można to zostawić i zacząć > systematycznie się przepinać przez lata. Systematycznie przez lata = nigdy... >> Mnie i tak denerwują, że wyłączają IMAPa, jak się z niego przez jakiś czas >> nie korzysta.. A ja nie chcę korzystać często. Chcę zajrzeć od czasu do >> czasu na maile. Jak mi się przypomni. I nie mogę. Bo wyłączają. > > Yyy, per konto? Yes. > Ja dawno nie korzystałem z klienta, który czystym IMAPem rozmawia z > Googlem. 2fa i te sprawy, pokomplikowało to się. Raczej przekombinowało. Było dobrze. Jak idiota nie potrafił zabezpieczyć hasła, to tracił konto. To teraz jakieś 2FA porobili, żeby utrudnić życie wszystkim, a nie tylko tym głupim. >>> Ja mam mało szefów, z którymi chciałbym jeszcze pracować :) >>> Chociaż to mówi chyba więcej o mnie, niż o nich ;> >> Czy ja wiem... może po prostu nie byli dobrymi szefami. Wiesz, co ci w >> nich przeszkadzało? > > Jeden był Prezesem Krzesełko: > https://www.facebook.com/prezes.krzeselko > To dużo o nim mówi. Uznaliśmy, że krzesełko pełniłoby lepiej jego rolę. Koleś serio nazwał się... a nie, to fanpage :P > Ale inni różnie. Z jednym nigdy nie wszedłem w relację taką, żeby nam > się układała współpraca. Z innym tak, ale nagle mu się odwidziało i > zrobił zwrot o 180, skutecznie, krok po kroku niszcząc zaufanie > zbudowane przez lata. Ciekawe co było powodem... >> To był bardzo zły okres tak naprawdę. Pod wieloma względami, i zarządzania >> i projektu, który musiałem robić (tzn. wbijać patyczki w odziedziczone po >> hindusach gówno, bo handlowcy obiecali już komuś jeżyka). > > Ja nigdy nie miałem aż tak złych projektów. Trafiali się Klienci, > którzy niestworzone rzeczy wymyślali, ale rzadko pracowałem na czyimś > Kodzie. Dzisiaj w zasadzie mogę powiedzieć, że ostatnie 10 lat > greenfieldy robię, z małymi wyjątkami. Zazdro. Ja od jakiegoś czasu pracuję tylko z czyimś kodem. Eh, znowu mam jedną dużą rzecz do zrobienia, trzeba to przeorać i jeszcze zachować kompatybilność wsteczną. Odechciewa mi się jak o tym myślę, ale nie minie mnie to. >> Jeżyk finalnie wyglądował tam, gdzie jego miejsce, czyli w klozecie, bo >> takich wspaniałych handlowców mieliśmy. Razem z nim kilka lat mojej pracy >> i wypalenia zawodowego. > > But like, that's just code. Nie ma się co przywiązywać, że wejdzie > na produkcje kiedykolwiek. Ale jednak jest to w jakiś sposób miłe. Nikt nie lubi, jak jego praca natychmiast idzie prosto do śmieci. >>> No właśnie chodzi o to, że gofmt nie ma configu: >> A, to do dupy. Jeden format dla wszystkich :D > > Dlatego everybody loves, everybody hates. Świat, w którym nie > komentuje się code-style jest światem lepszym od świata, w którym > da się wypracować idealny code style poprzez 300 switchy w configu. > > Bo ten drugi jest do czasu, aż przyjdzie nowy ;P Ale nowy ma formater, który dostosuje jego własny styl. > Dla Ciebie ta, dla tamtego owa, dla innego ta sama ale w drugą stronę. > Szkoda życia. Akurat mój formatter w projekcie ma milion opcji, ale ja > akceptuje tylko te, które wprowadzają więcej rygoru i mniej dowolności. > > Więc jeśli mamy zamienić dowolność wstawiania spacji na dodawanie albo > zakaz, to jest okejka ode mnie. Ale jeśli mamy zmienić zakaz na nakaz > albo odwrotnie, to dla mnie to net negative profit :P A no, to rozumiem :) >> Kłócić to się można o spacje przed lub po gwiazdkach i ampersandach >> (wskaźniki i referencje) :) > > Albo o ASI* > Nie kumam debili, których celem jest oszczędzanie miejsca na dysku > przez utylizacje tego ,,ficzera" :-/ ale poza tym mam wyjebane :P > > *: https://blog.alexdevero.com/automatic-semicolon-insertion-in-javascript/ To bym się musiał bardziej w JS wgryźć, bo nie wiem, jaka jest zaleta średników w nim i jaka wada. Jeśli miejsce jest jedyną wadą, a są jakieś zalety, to jest to żaden argument. >> Nie, ale coraz bardziej skłaniam się ku VsCode. Póki co zrobiłem postęp, >> zmieniłem mousepada na Geany. > > Chyba nic mi to nie mówi :D Programik taki. > A z VsCode uwielbiałem się śmiać w poprzednim teamie. Na zasadzie: > - możesz używać jakiego chcesz IDE/edytora, nawet VsCode jeśli ci > nie przeszkadza, że będą się z ciebie śmiać. :P A co w nim śmiesznego? ;) > A trochę bardziej serio -- jeszcze nie widziałem nikogo, kto by > w vscode robił połowę tej efektywności, co średnio rozgarnięty user > PHPStorma daje. Nie mówiąc o bardziej zaawansowanych funkcjach, do > których się człowiek przyzwyczaja po latach. Więc trochę pushowaliśmy > na storma jednak. Nie znam phpstorma :) U nas trochę pushują na vscode, ale bez dramatu. Na zasadzie, że ma takie-i-takie funkcje, tu integracja z clangd, tu cośtam innego, i oni wiedzą jak to zrobić w vscode, a jak używasz czegoś innego, to ogarnij sobie to sam. >> Dobrze, że nie są Grekami. Oni witają się "ela malaka". Dosłownie: "cześć, >> walikoniu" (przynajmniej tak słyszałem; google translate mi teraz mówi, że >> to "chodź głupku"). > > Ano: https://www.wikiwand.com/en/Malakas Yup :) >> No... to prawda. Ja wprawdzie mieszkam w Warszawie, ale do biura mam >> daleko. A przede wszystkim w mojej sytuacji sens tego jest absolutnie >> żaden. Zerowy. Null. > > Pomacać się? Liczyć na spontaniczne interakcje? Ale z kim? Z ludźmi, z którymi nie pracuję i raczej nie będę pracował? Moi współpracownicy są #zagranico. > - gdybyśmy zaczepili twoich znajomych, to co byśmy się o tobie dowiedzieli? > - pewnie nic, bo oni po ukraińsku tylko potrafią... Śmieszek :) > Gość był spoko, ale przeżył moje odejście z firmy jak rozwód rodziców > i próbował, żebyśmy się zeszli razem. Po kilku latach się wygadał, że > uważa, że ,,byłoby nam razem lepiej". Like, bez podtekstów, on to miał > na myśli w stricte zawodowym kontekście. Może to jego pierwsza praca? Pamiętam pierwsze odejście kogoś z mojej pierwszej pracy. To było dla mnie wydarzenie. Kolejne to już statystyka. > Poza tym miał taką manierę, że w każdej dyskusji starał się wejść > zawsze poziom lub dwa głębiej i większość argumentów w końcu obijało > się o sens istnienia lub coś takiego. A to męczyło na dłuższą metę. Może minął się z powołaniem i powinien zostać filozofem? > No to wiadomo. Ale nawet nasze poukładane zasady pisania w usenecie, > rodem z lat 90 swoją drogą, mają swoje granice. Gdzieś zawsze jakiś > wyjątek się pojawi, więc IMO trzeba zawsze oczekiwać aplikacji > zdrowego rozsądku, a nie uszczegółowiania zasad za wszelką cenę. No tak, zasady są dla ludzi, a nie ludzie dla zasad. O ile nie mówimy o czymś, od czego zależy czyjeś życie. Wtedy dupokrytki są najważniejsze. > Wiesz, żeby można było stwierdzić: piszemy schludnie i przejrzyście, > zamiast regulować to dziesiątkami wytycznych. To prawda. > Bardziej chodziło mi o taką dyscyplinę, że możemy sobie zaufać, że > blokowanie PR to nie jest moje jedyne narzędzie, żeby wyegzekwować > zmianę. Już mniejsza o to, czy sobie zrobisz todosa, taska, czy > zapamiętasz. > W kontraście do teamów, gdzie autor będzie miał wyjebane. Zmergują, > weźmie nowego taska i wiecej do tematu nie wróci. A, no to to tak. >>>> A ile już tam jesteś? >>> Kurde, chyba całe trzy tygodnie :P >> Ja w tym zespole jestem już ponad rok a i tak czuję się jak świeżak. > > Ale to ze względu na skomplikowaną domenę? Tak, plus to, że oni robią ten projekt od lat. To ich projekt. Ja go tylko zmieniam. Rzadko dopisuję coś nowego. No i chyba też bariera... nawet nie językowa, bo rozmawiamy po angielsku, ale kulturowa. Oni siedzą tam, ja siedzę tu. > Trochę też. Ale nie do końca. Bo tam był długo silny nacisk na > profesjonalną fotografię, na sprzęt równie bardzo co na same fotki. Nie > było też za bardzo feeda takiego klasycznego, chronologicznego. Czyli taki fotoblog połączony ze sprzętowym onanizmem? ;) > Ale niektórzy po prostu wrzucali fotki z wakacji ;) > Sample: https://flickr.com/photos/mlebkowski/1101056489/ https://flickr.com/photos/mlebkowski/1039815621/in/photostream/ https://flickr.com/photos/mlebkowski/1039814085/in/photostream/ Nic się nie zmieniłeś :) Tylko bródki kiedyś nie miałeś. -- - Panie doktorze! Stoję u wrót śmierci. - Spokojnie, zaraz pana przeprowadzę.
Re: Dzień dobry...
Author: Puck
Date: Wed, 27 Sep 2023 12:19
Date: Wed, 27 Sep 2023 12:19
129 lines
7234 bytes
7234 bytes
On 27 Sep 2023 at 01:16:00 CEST, "Arnold Ziffel" <Arnold Ziffel> wrote: >> Ktoś to ekg utrzymuje? > Ja. Utrzymuję serwer, na którym stoi repo :) Jak będzie potrzeba zmienić > coś w kodzie i nie będzie to kompletne przerycie wszystkiego, to zmienię, > a tak, to sobie po prostu żyję. github nie wystarcza? >>>>> Gmaila pewnie prędko nie ubiją. Ja i tak nie korzystam. >>>> No mam nadzieję. Ja niby mam pod własną domeną maila, ale częściej >>>> używam adresu @gmail, więc byłoby PITA zmieniać wszędzie :P >>> Może zacznij już teraz? :) >> Wiele razy myślałem o tym, ale nigdy nie przeszedłem do czynów. > Może zacznij dziś? ;) Nie wierzę, że trzeba się będzie ewakuować z gmaila kiedykolwiek, więc nie widzę benefitów. >> Ale inni różnie. Z jednym nigdy nie wszedłem w relację taką, żeby nam >> się układała współpraca. Z innym tak, ale nagle mu się odwidziało i >> zrobił zwrot o 180, skutecznie, krok po kroku niszcząc zaufanie >> zbudowane przez lata. > Ciekawe co było powodem... Do dziś nie wiem, tylko mogę spekulować. Nasze relacje były zbudowane na pewnej idei, która przestała być ważna dla niego pod wpływem nowych osób w jego otoczeniu. Ale nigdy nie podszedł do tej dyskusji, więc nie wiem. >> Ja nigdy nie miałem aż tak złych projektów. Trafiali się Klienci, >> którzy niestworzone rzeczy wymyślali, ale rzadko pracowałem na czyimś >> Kodzie. Dzisiaj w zasadzie mogę powiedzieć, że ostatnie 10 lat >> greenfieldy robię, z małymi wyjątkami. > Zazdro. Ja od jakiegoś czasu pracuję tylko z czyimś kodem. Eh, znowu mam > jedną dużą rzecz do zrobienia, trzeba to przeorać i jeszcze zachować > kompatybilność wsteczną. Odechciewa mi się jak o tym myślę, ale nie minie > mnie to. A wiesz jak potem łatwo znaleźć pracę, która nie jest po kolana w legacy? ;) Wcale nie łatwo. >> But like, that's just code. Nie ma się co przywiązywać, że wejdzie >> na produkcje kiedykolwiek. > Ale jednak jest to w jakiś sposób miłe. Nikt nie lubi, jak jego praca > natychmiast idzie prosto do śmieci. Może od razu mi się nie zdarzało tak często (chociaż teraz pokazuję ziomkom refectory, których oni boją się robić review nawet). Ale wrzutka na produkcję, a w następnej iteracji kasowanie -- na porządku dziennym praktycznie. Myśle, że to kwestia nastawienia. >> Albo o ASI* >> Nie kumam debili, których celem jest oszczędzanie miejsca na dysku >> przez utylizacje tego ,,ficzera" :-/ ale poza tym mam wyjebane :P >> >> *: https://blog.alexdevero.com/automatic-semicolon-insertion-in-javascript/ > To bym się musiał bardziej w JS wgryźć, bo nie wiem, jaka jest zaleta > średników w nim i jaka wada. Jeśli miejsce jest jedyną wadą, a są jakieś > zalety, to jest to żaden argument. Nie ma zalet braku średników, są wady. To decyzja stylistyczna, która powoduje czasami problemy. Nawet nie trzeba ich samemu wstawiać, bo kod jest poprawny bez nich, więc formatter bez problemu je uzupełni. >> A trochę bardziej serio -- jeszcze nie widziałem nikogo, kto by >> w vscode robił połowę tej efektywności, co średnio rozgarnięty user >> PHPStorma daje. Nie mówiąc o bardziej zaawansowanych funkcjach, do >> których się człowiek przyzwyczaja po latach. Więc trochę pushowaliśmy >> na storma jednak. > Nie znam phpstorma :) U nas trochę pushują na vscode, ale bez dramatu. Na > zasadzie, że ma takie-i-takie funkcje, tu integracja z clangd, tu cośtam > innego, i oni wiedzą jak to zrobić w vscode, a jak używasz czegoś innego, > to ogarnij sobie to sam. Nom, tylko z mojego doświadczenia to „ogarnij sobie sam” oznacza, że ludzie kodują efektywnie w notatniku z kolorowaniem składni, a ja w IDE. A te bardziej doświadczone osoby zamiast konfigurować milion pluginów od razu odpalają toola od JetBrains. Again, tylko z mojego doświadczenia. >> Gość był spoko, ale przeżył moje odejście z firmy jak rozwód rodziców >> i próbował, żebyśmy się zeszli razem. Po kilku latach się wygadał, że >> uważa, że ,,byłoby nam razem lepiej". Like, bez podtekstów, on to miał >> na myśli w stricte zawodowym kontekście. > Może to jego pierwsza praca? Pamiętam pierwsze odejście kogoś z mojej > pierwszej pracy. To było dla mnie wydarzenie. Kolejne to już statystyka. Nom, pierwsza albo druga. Ale to było 4+ lat temu, mógłby się zagoić przez ten czas już :P >> Poza tym miał taką manierę, że w każdej dyskusji starał się wejść >> zawsze poziom lub dwa głębiej i większość argumentów w końcu obijało >> się o sens istnienia lub coś takiego. A to męczyło na dłuższą metę. > Może minął się z powołaniem i powinien zostać filozofem? Scrum masterem został, blisko :P >> No to wiadomo. Ale nawet nasze poukładane zasady pisania w usenecie, >> rodem z lat 90 swoją drogą, mają swoje granice. Gdzieś zawsze jakiś >> wyjątek się pojawi, więc IMO trzeba zawsze oczekiwać aplikacji >> zdrowego rozsądku, a nie uszczegółowiania zasad za wszelką cenę. > No tak, zasady są dla ludzi, a nie ludzie dla zasad. O ile nie mówimy o > czymś, od czego zależy czyjeś życie. Wtedy dupokrytki są najważniejsze. Ja nigdy nie pracowałem nad niczym, co pełniło jakąś poważną funkcję, tylko quality of life. Jak nasz system telefoniczny chcieli wdrożyć na linii awaryjnej to broniłem się rękami i nogami (i argumentami merytorycznymi, że nasz system to zabawka, a nie coś poważnego). [...] > Tak, plus to, że oni robią ten projekt od lat. To ich projekt. Ja go tylko > zmieniam. Rzadko dopisuję coś nowego. No i chyba też bariera... nawet nie > językowa, bo rozmawiamy po angielsku, ale kulturowa. Oni siedzą tam, ja > siedzę tu. Yep, to ma znaczenie. Tak jak zewnętrzny kontraktor nigdy nie będzie traktowany tak samo jak pracownik. It adds up. > https://flickr.com/photos/mlebkowski/1039815621/in/photostream/ > https://flickr.com/photos/mlebkowski/1039814085/in/photostream/ > > Nic się nie zmieniłeś :) Tylko bródki kiedyś nie miałeś. Może w 2007 roku się nie zmieniłem :P -- Winning popularity contests since ’85
Page 1 of 2 • 55 total messages
Thread Navigation
This is a paginated view of messages in the thread with full content displayed inline.
Messages are displayed in chronological order, with the original post highlighted in green.
Use pagination controls to navigate through all messages in large threads.
Back to All Threads