Thread View: alt.pl.milosc
50 messages
50 total messages
Started by MarFi
Tue, 11 Dec 2001 12:21
Odp. Milosc jst urojeniem
Author: MarFi
Date: Tue, 11 Dec 2001 12:21
Date: Tue, 11 Dec 2001 12:21
38 lines
3137 bytes
3137 bytes
Piszę tu, żeby się nie przedawniło. Użytkownik Pinex <pinejro@poland.com> w wiadomości do grup dyskusyjnych napisał:9uu417$f8n$1@news.tpi.pl... > Milosc nie istnieje jako trwale i altruistyczne uczucie. Jest to tylko > krotkotrwaly stan chemicznego odurzenia umyslu, wabik godowy biologicznie > przymuszajacy nas do reprodukcji. Nie jest tez ona bezinteresowna. Aby latwo > zauwazyc, ze milosc jest tylko zwyklym oglupieniem godowym, wystarczy > zauwazyc, ze partnerow dobieramy sobie pod wzgledem biologicznym i wiekowym. > Nie "zakochujemy" sie w starych babciach ani dziadkach. > > Człowieku! Jeśli tak rozumujesz miłość, to proponuję, zrób tak. Podejdź do jakiejś laski, powiedz jej, że twój umysł właśnie jest pod wpływem chemicznego odurzenia, i że ona, jako bodziec wzrokowy, wywołała u ciebie wydzielanie testosteronu przez gruczoł śródmiąższowy jąder. Spowodowało to u ciebie napływ krwi do prącia, która została tam zatrzymana przez gruczoł krokowy wywołując wzwód. Możesz jej powiedzieć jakiś komplement, np. że jest według ciebie bardzo dobrym materiałem genetycznym. Zapytaj ją, kiedy ostatnio jajeczkowała, bo chcesz obliczyć, czy ma dzisiaj dni płodne, ponieważ zamierzasz zadbać o ciągłość tej formy przemiany białka, jaką jest życie. Chcesz z nią zadbać o przetrwanie gatunku. Jeśli wszystko się zgadza, to poroś, żeby się odwróciła i nachyliła, bo będziesz ją zapładniał. W razie, jakby miała jakieś obiekcje, to poinformuj ją, że jesteś świadomym, tego co robisz, że jesteś pełnoletni, że znasz kodeks rodzinny i że będziesz jej wypłacał regularnie alimenty. Tylko musisz uważać na jej możliwą reakcję objawiającą się ruchem jednostajnie przyspieszonym jej prawej dłoni, kończącym się na twoim policzku. Taki udar wywoła przesłanie informacji odebranych przez receptory do kory mózgowej, zanalizowanie jej, wystąpienie reakcji w postaci bólu. No i poczucie wstydu spowoduje przepływ krwi z prącia do policzków (zaczerwienienie), a wtedy już jej nie zapłodnisz. I niech mi ktoś teraz udowodni, że brak zdolności do kochania to nie jest kalectwo! PS. Być może coś pokręciłem z naukowego punktu widzenia, ale nie jestem fachowcem w tej dziedzinie.
Odp: Odp. Milosc jst urojeniem
Author: PrawdziwaWiedzmaF.
Date: Tue, 11 Dec 2001 12:35
Date: Tue, 11 Dec 2001 12:35
1 lines
919 bytes
919 bytes
ROTFL
Re: Odp. Milosc jst urojeniem
Author: qr
Date: Tue, 11 Dec 2001 13:52
Date: Tue, 11 Dec 2001 13:52
9 lines
1396 bytes
1396 bytes
Użytkownik "MarFi" <marfi6@wp.pl> napisał same mądre rzeczy w wiadomości news:3c15faae$1@news.vogel.pl... To było piękne cudowne i w ogóle boskie!!! Życzę wszystkim malkontentom emocjonalnym takiego zdrowego podejścia do tematu uczuć!!!! Tak trzymać!!! Pozdrawiam serdecznie Qrek
Re: Odp. Milosc jst urojeniem
Author: MarFi
Date: Tue, 11 Dec 2001 23:24
Date: Tue, 11 Dec 2001 23:24
79 lines
5524 bytes
5524 bytes
Od Leszka Markiewicza:
alt.pl.milosc - o tyle chwytna (tu uklon w strone memetyki;) nazwa grupy, ze
nie moglem oprzec sie pokusie odwiedzenia jej. Pinex! twoj post od razu
przykul moja uwage, i to nie dlatego ze w zestawieniu z ogolnym profilem
grupy jest jawna prowokacja ;-) i obrazoburcza negacja
"wznioslych-i-pieknych-uczuc" [tu nawet bardziej ";-)"], ale dlatego ze
jeszcze kilka miesiecy temu podpisalbym sie pod Twoimi pogladami obiema
rekoma!
Oto jak charakteryzowalem "milosc" w pewnej korespondencji:
"Na poczatku wystepuje "zadurzenie" powodowane przez feromony kobiety
(wykrywane przez narzad lemieszowo-nosowy mezczyzny; dziala to oczywiscie
takze w druga strone). Feromony przekazuja informacje o fragmencie kodu
genetycznego potencjalnej partnerki - w przypadku roznicy miedzy fragmentami
genomu owych osobnikow, mezczyzna sie zakochuje (patrz Swiat Nauki,
grudzien'99), czytaj: w jego mozgu uruchamiaja sie genetycznie
zaprogramowane schematy mentalno-behawioralne za sprawa fenyloetyloaminy
(substancja podobna budowa i dzialaniem (!) amfetaminie) i innych hormonow.
Oczywiscie procz feromonow o genomie kobiety i jego ewentualnych brakach
swiadczy jej wyglad i zachowanie (czynniki determinujace 'piekno'). Symetria
twarzy swiadczy o braku chorob genetycznych, lsniace wlosy o braku
pasozytow, szerokie biodra o zdolnosci do wydania zdrowego potomstwa, itp.
Uklad nagrody powoduje przyjemne doznaniama w przypadku wykazywania zachowan
sprzyjajacych reprodukcji. Dluzsze zwiazki (np malzenstwo) warunkuja bialka:
wazopresyna i oksytocyna. Osobnik, u ktorego wystepuje zaburzenie w
produkcji jednej z tych substancji nie wykazuje zainteresowania dluzszym
zwiazkiem.
"Co wynika z powyzszego? Otoz to, ze proces 'zakochwania sie' jest tym
wydajniejszy im bardziej przyczynia sie do wydania (pierwsza faza;
fenyloetyloamina) i wychowania (druga faza; wazopresyna i oksytocyna)
potomstwa, a ponadto jest procesem calkowicie mechaniznym i
zautomatyzowanym. Procesem, na ktorego przebieg osoba go doswiadczajaca ma
wplym bardzo maly o ile jakikolwiek. Innymi slowy milosc jest
mentalno(specyficzne doznania)-behawioralnym(zachowania seksualne) procesem
replikacji i roznicowania DNA.
"Brak swiadomej konroli wlasnego zachowania, zamiast tego - zniewolenie
przez zautomatyzowany proces.
"I coz w kobiecie jest warte adoracji? Piekno? Nie ma piekna - jest
doznanie przyjemnosci w momencie rejestracji elementow wygladu swiadczacych
o zdolnosci wydania potomstwa. Przywiazanie? Nie ma przywiazania - jest
behawioralny proces sluzacy odchowaniu potomstwa."
Jak widzisz ja takze probowalem nawracac niewiernych wymachujac sztandarem
chemii organicznej i neurofizjologii (choc moj wywod jest o tyle bardziej
"optymistyczny", ze zakladal istnienie 2 "faz" milosci, czyli tez uczucia na
dluzsza mete) czy redefiniujac pojecia "oddania", "bezinteresownosci",
"racjonalnosci" tak by opisywaly rzecz w kategoriach psychologii
ewolucyjnej, socjobiologii, whatever. No ale wlasnie, zauwaz ze caly czas
uzywam czasu przeszlego. Zreszta, nie zawracalbym sobie glowy reagowaniem na
twoje posty gdyby nic sie nie zmienilo. Zerknal bym tylko i pomyslal:
"jednak zdarzaja sie rozsadni ludzie, a juz myslalem ze swiat skazany jest
na ignorancki belkot" po czym ukontentowany przeszedlbym do porzadku
dziennego. Co sie wiec stalo? A coz by innego? Zakochalem sie!! Ja ktory z
pogarda i obrzydzeniem odnosilem sie do tzw. milosci. Ja, ktory uznawalem ja
za lancuch krepujacy wolnosc czlowieka, a tym samym najbardziej niepozadana
rzecz jaka mozna wykoncypowac. Jak do tego doszlo? A wlasnie ze zdalnie,
przez Internet, na odleglosc 847 Km w prostej linii, a 1450 Km w linii
nieprostej bo kolejowej. Uczucie rodzilo sie stopniowo acz zdecydowanie,
konsekwentnie.
Oczywiscie mozna dalej tkwic w mechanistycznym paradygmacie iluzji, urojen,
zaprogramowanych przez wszechmogaca ewolucje wzorcow zachowan. Moza mowic,
ze zwiazek jest "wzajemna eksploatacja", bo moze i obiektywnie jest, ale nie
z poziomy intencji osob zainteresowanych. Wszystko zalezy od tego jaka
przylozysz miare, jak zdefiniujesz pojecia. Mozesz uskarzac sie podstepne
odurzenie ograniczajace wolna wole, badz czerpac z niego radosc i
satysfakcje. Milosc moze byc trwalym i pozytywnym doswiadczeniem, na cale
zycie, w tym na starosc. O czym swiadczyc moze chociazby doswiadczenie Paula
Feyerabenda (przyklad pierwszy z brzegu)--znanego filozofa, ktory (co warto
podkreslic) ma juz swoje lata, ktory co prawda zenil sie i rozwodzil
trzykrotnie, ale nie przeszkodzilo mu to w nawiazaniu jeszcze jednego
zwiazku, ktory zmienil jego zycie.
PhD
Re: Odp. Milosc jst urojeniem
Author: MarFi
Date: Tue, 11 Dec 2001 23:31
Date: Tue, 11 Dec 2001 23:31
12 lines
1206 bytes
1206 bytes
Użytkownik MarFi <marfi6@wp.pl> w wiadomości do grup dyskusyjnych napisał:3c16963f$1@news.vogel.pl... > Od Leszka Markiewicza: > > > alt.pl.milosc - o tyle chwytna (tu uklon w strone memetyki;) nazwa grupy, ze > nie moglem oprzec sie pokusie odwiedzenia jej. Pinex! twoj post od razu (ciach) O, właśnie!
Re: Odp. Milosc jst urojeniem
Author: Pinex
Date: Wed, 12 Dec 2001 19:59
Date: Wed, 12 Dec 2001 19:59
39 lines
2932 bytes
2932 bytes
Użytkownik "MarFi" <marfi6@wp.pl> napisał w wiadomości news:3c15faae$1@news.vogel.pl... [Ciach] > I niech mi ktoś teraz udowodni, że brak zdolności do kochania to nie jest > kalectwo! No wiec podpasuj pod to rozne bujdy i juz bedzie ladniej. Dorzuc do tego jeszcze zlota rybke, ktora ci spelni troche zyczen. Bedzie komplet. W zasadzie to nic nie udowodniles, a tylko nieudolnie sie wysmiales z faktow. Nie wiem na jakiej niby podstawie mam takie naukowe proby zrozumienia ludzkiej natury i preferencji matrymonialnych odrzucic na rzecz jakichs marzycielskich bajan opartych o XIX wieczne romansidla. Bo to chyba proponujesz. Zrozum, ze dla mnie jako racjonalisty suponowanie jakichs transendentnych basni o milosci jako cudownym i nieprzemijajacym stanie jest niczym wiecej niz bzdurzeniem rodem z bajki o krolewnie sniezce. Wywodzimy sie ze swiata zwierzat, ewolucji zawdzieczamy swe istnienie, stad musimy rzadzic sie prawami tego swiata przy wyborach partnerow. To jedyna droga zebysmy mogli poznac swoja nature, odczucia i zachowania. Nie ma wyjscia. Twoje czy innych bajanie o milosnych altruistycznych idealach jest wiec po prostu niepowazne. Dziwne, ze marzyciele nie moga po prostu czasem zrozumiec, ze czysty racjonalizm odziera pewne artefakty z ich pozornej powloczki. Zyjemy w judeochrzescijanskiej kulturze pelnej roznego rodzaju ideologii, stereotypow i mitow. Jedna z takich mitologii jest milosc, ktora w tradycyjnym romasidlowym wyobrazeniu po prostu nie istnieje jako stan nadzwyczajny i nieprzemijalny. Jest to zwykly krotkotrwaly godowy haj, ktory sie wypala. A ze jest to fajny haj, kazdy chce sie tym nawalic jak najczesciej, wiec marzyciele dokonali apoteozy tego stanu jako czegos swietego i nieprzemijalnego, wynoszac to na oltarze. Ale na marzycielstwie jeszcze nikt dobrze nie wyszedl. Tez taki kiedys bylem, ale zycie na szczescie mocnymi kopniakami uczy odrozniac bajki od rzeczywistosci. Tak wiec nie badz smieszny i nie trac mego czasu takimi zalosnymi zbytami. P.
Re: Odp. Milosc jst urojeniem
Author: MarFi
Date: Wed, 12 Dec 2001 20:23
Date: Wed, 12 Dec 2001 20:23
46 lines
2357 bytes
2357 bytes
> > I niech mi ktoś teraz udowodni, że brak zdolności do kochania to nie jest > > kalectwo! > > No wiec podpasuj pod to rozne bujdy i juz bedzie ladniej. Stary, bujdy to ty wipisujesz. W > zasadzie to nic > nie udowodniles, a tylko nieudolnie sie wysmiales z faktow. Nie z faktów, tylko z twojego pojęcia o miłości. Nie wiem na > jakiej niby podstawie mam takie naukowe proby zrozumienia ludzkiej natury i > preferencji matrymonialnych odrzucic na rzecz jakichs marzycielskich bajan > opartych o XIX wieczne romansidla. Niczego nie musisz odrzucać! Ja również mam umysł ścisły, doskonale rozumiem, że uczucie miłości jest związane z wydzielaniem pewnych hormonów. Tylko nie można popadać w taki obłęd, bo to się tak żyć nie da. Bo to chyba proponujesz. Zrozum, ze dla > mnie jako racjonalisty To co, racjonalista już nie może kochać? Bo co? Twoje czy innych bajanie o milosnych > altruistycznych > idealach jest wiec po prostu niepowazne. . Jest to zwykly krotkotrwaly godowy haj, Stary! A ty nie jesteś przypadkiem teraz na haju? ale zycie na > szczescie mocnymi kopniakami uczy odrozniac bajki od rzeczywistosci. Tak wiec nie badz smieszny i nie trac mego czasu takimi zalosnymi zbytami. > P. A ty co robisz niby? Przecież to ty się ośmieszasz! Jak jesteś taki "naukowiec", to dlaczego ponoszą cię tak emocje? (stwierdzanie, że jestem śmioeszny) Czyżby ci się pewne hormony wydzieliły?
Re: Odp. Milosc jst urojeniem
Author: PhD
Date: Wed, 12 Dec 2001 20:28
Date: Wed, 12 Dec 2001 20:28
2 lines
932 bytes
932 bytes
errata: Feyerabend nie zyje od 7 siedmiu lat. Jak dobrze jest byc na czasie! ;-)
Re: Odp. Milosc jst urojeniem
Author: MarFi
Date: Wed, 12 Dec 2001 20:39
Date: Wed, 12 Dec 2001 20:39
9 lines
1163 bytes
1163 bytes
> do Pinexa > > nie podoba mi sie sposób w jaki piszesz , nawet jesli to co piszesz ma sens > , ale ma to charakter jak byś zjadl wszysktie rozumy i był wszechwiedzacy > jak chcesz rozszerzać swoje wizje to rób to w mniej chamski sposób > > Dzięki, Valkiria.
Re: Odp. Milosc jst urojeniem
Author: Valkiria
Date: Wed, 12 Dec 2001 20:41
Date: Wed, 12 Dec 2001 20:41
6 lines
1110 bytes
1110 bytes
do Pinexa nie podoba mi sie sposób w jaki piszesz , nawet jesli to co piszesz ma sens , ale ma to charakter jak byś zjadl wszysktie rozumy i był wszechwiedzacy jak chcesz rozszerzać swoje wizje to rób to w mniej chamski sposób
Re: Odp. Milosc jst urojeniem
Author: MarFi
Date: Wed, 12 Dec 2001 21:09
Date: Wed, 12 Dec 2001 21:09
8 lines
1169 bytes
1169 bytes
W > zasadzie to nic > nie udowodniles, a tylko nieudolnie sie wysmiales z faktow. Nieudolnie? A jak ty jesteś w stanie coś ocenić? Przecież ocena to odczucie, a odczucia i uczucia są urojeniem, więc skąd wiesz, że nieudolnie? A tak nawiasem mówiąc, paru osobom się bardzo podobało.
Re: Odp. Milosc jst urojeniem
Author: Pinex
Date: Thu, 13 Dec 2001 13:24
Date: Thu, 13 Dec 2001 13:24
303 lines
13950 bytes
13950 bytes
Użytkownik "MarFi" <marfi6@wp.pl> napisał w wiadomości news:3c16963f$1@news.vogel.pl... > Od Leszka Markiewicza: Dzieki Mar Fi, jak mozesz to namow kolesia, niech nam i co tu skrobnie. Poczytamy, a ja z nim chetnie popisze. W koncu niedawno jeszcze reprezentowal zdrowy racjonalizm. czytaj: w jego mozgu uruchamiaja sie genetycznie > zaprogramowane schematy mentalno-behawioralne za sprawa fenyloetyloaminy > (substancja podobna budowa i dzialaniem (!) amfetaminie) Dokladnie. i innych hormonow. > Oczywiscie procz feromonow o genomie kobiety i jego ewentualnych brakach > swiadczy jej wyglad i zachowanie (czynniki determinujace 'piekno'). Symetria > twarzy swiadczy o braku chorob genetycznych, Ciekawe, z taka interpretacja symetrycznosci twarzy sie nie spotkalem.... za to na przyklad tacy biolodzy jak Gangestad i Randy Thornhill twierdza, ze niesymetrycznosc twarzy nie jest spowodowana cechami wrodzonymi (jak wyzej sugerujesz) ale nabytymi (czynniki srodowiskowe, pasozyty, choroby, rany). lsniace wlosy o braku > pasozytow, szerokie biodra o zdolnosci do wydania zdrowego potomstwa, itp. A wlasnie, czemu mezczyzni tak obsesyjnie lubia szerokie biodra i duze piersi u kobiet? Widzisz jakies rozsadne wyjasnienie tego poza socjobiologia? Bo ja nie. Procesem, na ktorego przebieg osoba go doswiadczajaca ma > wplym bardzo maly o ile jakikolwiek. Innymi slowy milosc jest > mentalno(specyficzne doznania)-behawioralnym(zachowania seksualne) procesem > replikacji i roznicowania DNA. > "Brak swiadomej konroli wlasnego zachowania, zamiast tego - zniewolenie > przez zautomatyzowany proces. > "I coz w kobiecie jest warte adoracji? Piekno? Nie ma piekna - jest > doznanie przyjemnosci w momencie rejestracji elementow wygladu swiadczacych > o zdolnosci wydania potomstwa. Przywiazanie? Nie ma przywiazania - jest > behawioralny proces sluzacy odchowaniu potomstwa." Fajowo ujete. > Jak widzisz ja takze probowalem nawracac niewiernych Troche sie Tobie tutaj pojebalo, bo ja wcale nie nawracam "niewiernych" (slowo "takze" uzyte przez Ciebie sugeruje mi, ze ja nawracam niewiernych). Nie probuje nawracac niewiernych, pisze sobie po prostu na boczku w chwilach wolnych od wykanczania na komputerku mojej magisterki. Pisze co mysle, patrze co tam romantycy zaproponuja, ale jak widze jak zwykle nic poza marzycielstwem i wishfull thinking nie maja. Zeby bylo jasne, to ja nawet sam mysle o stworzeniu w swym zyciu udanego zwiazku z kobieta. Jednakze staram sie do tego podejsc jak najbardziej realistycznie, bo na wishfull thinking to nic jeszcze nikt nie zbudowal. Dziwic sie, ze potem tyle rozwodow. wymachujac sztandarem > chemii organicznej i neurofizjologii (choc moj wywod jest o tyle bardziej > "optymistyczny", ze zakladal istnienie 2 "faz" milosci, czyli tez uczucia na > dluzsza mete) czy redefiniujac pojecia "oddania", "bezinteresownosci", > "racjonalnosci" tak by opisywaly rzecz w kategoriach psychologii > ewolucyjnej, socjobiologii, whatever. Psychologia ewolucyjna (dawniej: socjobiologia) to nie jest zadne wishfull thinking. Coraz wiecej uczonych umyslow na swiecie uznaje te teorie jako naukowy fakt. Teoria ta po ostrej fali testow i badan ludzkiego behawioryzmu pod wszelkimi szerokosciami geograficznymi uzyskala status empiryczny i jest dzis juz wykladana na najlepszych uniwersytetach od USA poczawszy. Na calym swiecie publikuje sie jej badania (w Polsce chocby w ciagu ostatniego roku wyszly az trzy ksiazki prezentujace na nowo te dziedzine wiedzy) i coraz nowi psycholodzy ulepszaja te teorie przez dolaczanie do niej wynikow swych badan. Owszem, mozna odrzucic wyniki badan tej dziedziny i pozostac nadal w swiecie XIX wiecznych romansidel, ale nie byloby to powazne. Byloby to rownie infantylne jak wiara w to, ze Tristan i Izolda zyja gdzies jeszcze do dzis dlugo i szczesliwie na jakiejs malej wyspie. No ale wlasnie, zauwaz ze caly czas > uzywam czasu przeszlego. Zreszta, nie zawracalbym sobie glowy reagowaniem na > twoje posty gdyby nic sie nie zmienilo. Zerknal bym tylko i pomyslal: > "jednak zdarzaja sie rozsadni ludzie, a juz myslalem ze swiat skazany jest > na ignorancki belkot" po czym ukontentowany przeszedlbym do porzadku > dziennego. Co sie wiec stalo? A coz by innego? Zakochalem sie!! Scislej mowiac naprules sie po prostu fenyloetyloamina i tyle, nic wielkiego. Przechodzi to w sumie kazdy czlonek naszej populacji. Wyrazy wspolczucia bracie, wiem ze to znacznie uniemozliwia funkcjonowanie. Ja sie kiedys tez naprulem fenyloetyloamina, tak mocno, ze az zawalilem sesje na studiach. Malo co mnie nie wyjebali z uczelni, nawet mi przyszedl list z mej uczelni, ze mnie wypieprzaja. Bylem w szoku, nie wiedzialem jak z tego wyjsc, co mialem dziekanowi i rodzinie w razie wywalenia powiedziec, ze sie zabujalem? Ledwo co sie z tej matni wykaraskalem i po przykrej rozmowie z dziekanem jakos zenujaco wyblagalem szanse zaliczania po terminie. Jak sie kiedys spotkamy na ewentualnym piwku, to ci moge nawet pokazac te przykre pisemko. Przykra to pamiatka po marzycielskich urojeniach. Ja ktory z > pogarda i obrzydzeniem odnosilem sie do tzw. milosci. Ja, ktory uznawalem ja > za lancuch krepujacy wolnosc czlowieka, a tym samym najbardziej niepozadana > rzecz jaka mozna wykoncypowac. Eeee.... chyba sie troche zapedziles..... ja taki nie jestem. To byloby szalenstwo. Interesuje sie bardzo mocno zwiazkami damsko meskimi, i z dorobku nauki probuje poznac prawa nimi rzadzace, probujac ujac to wszystko w jakies prawidlowosci. Fakt, moze to byc trudne, ale nauka stara sie to robic z mniejszym lub wiekszym powodzeniem oczywiscie (nie rosci sobie ona prawa do dania ostatecznych odpowiedzi). To jedyna droga, moze nie najlepsza w ogole, ale najlepsza z dostepnych. Nie chce tworzyc swego przyszlego zwiazku w oparciu o XIX wieczne romansidla i idealistyczne utopijne wyobrazenia na ten temat tak silnie obecne w naszej kulturze. Widzialem zwiazki tak tworzone, ktore sie szybko rozpadaly. Na piasku nikt nic jeszcze nie zbudowal. Chyba nie myslisz, ze bede sie zachowywal jak kucharki z brazylijskich seriali? Jak do tego doszlo? A wlasnie ze zdalnie, > przez Internet, na odleglosc 847 Km w prostej linii, a 1450 Km w linii > nieprostej bo kolejowej. Uczucie rodzilo sie stopniowo acz zdecydowanie, > konsekwentnie. No to sie niezle nawaliles. Wiem, bo tez to przechodzilem i przejde pewnie nie raz. > Oczywiscie mozna dalej tkwic w mechanistycznym paradygmacie iluzji, urojen, > zaprogramowanych przez wszechmogaca ewolucje wzorcow zachowan. Moza mowic, > ze zwiazek jest "wzajemna eksploatacja", bo moze i obiektywnie jest, ale nie > z poziomy intencji osob zainteresowanych. Bracie zrozum, ze ja nie walcze z zwiazkami, tylko chce je odrzec z tego calego sztucznego blichtru, poznac realne prawa nimi rzadzace (nawet jesli prawdy te nie zawsze sa mile) i dopiero wtedy te zwiazki budowac. Zapoznaje sie wiec w miare mozliwosci z obszernymi badaniami na temat prawidlowosci i zachowan rzadzacych zwiazkami i w oparciu o to buduje jakas calosc. Wiem, moze to tworzenie psychologicznej mozaiki, ale innej drogi nie ma. Naprawde. Mnie interesuja trwale zwiazki a nie mityczne stany swiadomosci, ktore rzekomo nigdy nie przemijaja. Nasza kultura ma tendencje do kreowania nierealnych wzorcow. Tak jest wlasnie z miloscia. Milosc to mentalny artefakt pozbawiony realizmu. Przynajmniej w tej formie w jakiej jest tradycyjnie pojmowana i w jakiej utrwalila sie w swiadomosci przecietnego czlonka naszej populacji. Popatrz jakie idealistyczne odpowiedzi dostalem na swoj pierwszy post o milosci. Przeciez to bylo zwykle marzycielstwo i idealizm i nie mialo nic wspolnego z kosztujaca wyrzeczenie trudna rzeczywistoscia w ramach ktorej trzeba umiec utrzymac trwaly zwiazek. Wszystko zalezy od tego jaka > przylozysz miare, jak zdefiniujesz pojecia. Mozesz uskarzac sie podstepne > odurzenie ograniczajace wolna wole, badz czerpac z niego radosc i > satysfakcje. Czyzbys mial mentalnosc cpuna? Na irracjonalnym haju nikt daleko nie zajechal. Nieustanne poszukiwanie tego wydaje mi sie lekka strata czasu, ale proznosc wielu ludzi nie pozwala im wytrwac w wlasnej nudzie wiec szukaja ciagle tego nadzwyczajnego stanu swiadomosci niczym swietego Graala. Stad tyle dzis romansow na boku, flirtow, trojkaty, itd. Chyba nie chcesz w oparciu o cos tak zwodniczego budowac czegos tak twalego i tak cennego jak zwiazek z kobieta? Proponuje poczekac az to sie wypali (bo sam wiesz, ze wypali sie) i wtedy sie zdecydowac czy pasujecie do siebie, nadal chcecie byc ze soba, itd. Przynajmniej ja bym tak zrobil. Milosc moze byc trwalym i pozytywnym doswiadczeniem, na cale > zycie, w tym na starosc. Sek w tym, ze natura nie "zaplanowala" nas na trwajace do starosci zwiazki. Jest to dla niej nieekonomiczne. Krolestwo zwierzat z jakiego przychodzimy nie znalo idei trwalego zwiazku, wiec musielismy to stworzyc sami poprzez kulture. Mowiac scislej idea nierozlacznego i dozgonnego zwiazku jest judeochrzescijanskim tworzywem zaszczepionym wciaz silnie w nasza cywilizacje. Wiec trzeba sie nameczyc zeby tu nature wyminac i stworzyc cos trwalego mozna niestety tylko w oparciu o wlasny wysilek wbrew naturze jakby. I tu jest caly problem, godowe oszolomienie jest krotkotrwale i przemija, trwa na tyle krotko na ile mozemy wydac i odchowac potomstwo. A potem w zasadzie nie ma koniecznosci zebysmy byli ze soba, stad dozgonny zwiazek jest tworem kultury a nie tworem natury. Aktualnie Twoja swiadomosc jest totalnie przemieniona, nie pracuje w normalnym stanie i zyjesz w nierealnym swiecie myslac ze to co czujesz teraz bedzie trwac zawsze. Ale to jest zludzenie wabika sluzace tylko temu, zebys sie nie rozmyslil w aktualnym momencie kiedy jestes naturze potrzebny. Trwasz w tym stanie i bedziesz wiec w taki wlasnie charakterystyczny sposob bajdurzyc jakby to mialo trwac wiecznie. Nasza dyskusja nie bardzo ma wiec sens bo na razie straciles kontakt z rzeczywistoscia. Chemia zmienia swiadomosc bardzo mocno. To tak jakbys byl na kwasie i przekonywal mnie, ze wlasnie w tej chwili po Twej klawiaturze biegaja Ci male fajne gnomy, a pod zyrandolem smignie Ci czasem jakis elf. Chyba nie myslisz, ze bym to kupil? Rosjanie w czasach zimnej wojny potrafili jednym zastrzykiem spowodowac, ze swiadomosc ludzka sie zmieniala i jakis agent mowil im bez wahania wszystko jak na spowiedzi, choc normalnie to nawet najgorsze tortury by go do tego nie zmusily. Ty podobnie jestes w stanie nierzeczywistym, stad Twoje oceny sa nierealistyczne. Wiem jak to jest, bo sam bylem czesto nafenylowany i tez za kazym razem plotlem takie rozne bzdury, mialem "pewnosc" ze na przyklad jakas dziewczyna jest najlepsza na swiecie i lepszej nie bede mial juz nigdy. Oczywiscie taka ocena byla totalnie irracjonalna, bo nie istnieje cos takiego jak "najlepszosc" jakiegos smiertelnika. To absurd. Podobnym objawem iluzji milosnej jest przypisywanie w czasie odurzenia obiektowi swego pozadania roznych wspanialych i wzietych zupelnie z sufitu cech. Chyba nie myslisz, ze mozna budowac cos trwalego w oparciu o cos takiego? Owszem, mozna chciec to przezywac, ale to juz zupelnie cos innego niz zwiazek zbudowany w oparciu o solidny fundament wzajemnego dopasowania sie ludzi na cale zycie. O czym swiadczyc moze chociazby doswiadczenie Paula > Feyerabenda (przyklad pierwszy z brzegu)--znanego filozofa, ktory (co warto > podkreslic) ma A raczej mial, bo zmarl juz kilka lat temu. Szkoda, byl to wybitny filozof nauki, mam jego kilka ksiazek (uwielbiam jego ksiazke "Przeciw metodzie"). Wysmienity byl to umysl. juz swoje lata, ktory co prawda zenil sie i rozwodzil > trzykrotnie, ale nie przeszkodzilo mu to w nawiazaniu jeszcze jednego > zwiazku, ktory zmienil jego zycie. Znam wypowiedz Feyerabenda na temat milosci z konca jego zycia (zrodlo mej wiedzy w tej kwestii: John Horgan, "Koniec nauki", Warszawa 1999, s. 77). Coz, ludziom zmienia sie calkowicie za kazdym razem swiadomosc pod wplywem fenyloetyloaminy i tyle mozna na ten temat powiedziec. Nic dziwnego, ze tak mowil, tak bredza wszyscy zakochani. Ja tez tak bredze jak sie zakocham, choc wiem zarazem, ze to przeminie i powroce do rzeczywistosci. Poza tym Feyerabend nie powiedzial do konca co rozumie przez milosc. Rownie dobrze moze on o milosci mowic jak Hawking o Bogu, ktorego wypowiedz na temat Boga slyszalem kiedys w anglojezycznej telewizji. Myslalem po tej jego wypowiedzi, ze on jest wierzacy, tymczasem potem wyczytalem, ze jest on ateista a mowiac o Bogu ma na mysli jakis filozoficzny atrybut rzeczywistosci a nie realny byt. No to tyle na razie ode mnie. Pozdrawiam wszystkich z listy, nawet tych uzaleznionych od fenyloetyloaminy. Pinex
Re: Odp. Milosc jst urojeniem
Author: Pinex
Date: Thu, 13 Dec 2001 13:30
Date: Thu, 13 Dec 2001 13:30
22 lines
1608 bytes
1608 bytes
Użytkownik "MarFi" <marfi6@wp.pl> napisał w wiadomości news:3c17c7fe$1@news.vogel.pl... > > W > > zasadzie to nic > > nie udowodniles, a tylko nieudolnie sie wysmiales z faktow. > > Nieudolnie? A jak ty jesteś w stanie coś ocenić? Przecież ocena to odczucie, > a odczucia i uczucia są urojeniem, więc skąd wiesz, że nieudolnie? Nie kombinuj. Mysl to nie odczucie ani urojenie. Jesli mysl to urojenie, to jak to sie dzieje, ze jej wytworem jest chocby Twoj komputer? > A tak nawiasem mówiąc, paru osobom się bardzo podobało. No, zgodze sie, ze bylo lekko zabawne. Ale wolalbym troche wiecej dyskusji niz zbytow. P.
Re: Odp. Milosc jst urojeniem
Author: Pinex
Date: Thu, 13 Dec 2001 13:32
Date: Thu, 13 Dec 2001 13:32
16 lines
1498 bytes
1498 bytes
Użytkownik "Valkiria" <aga@infinity.net.pl> napisał w wiadomości news:3c17c09f@news.vogel.pl... > > do Pinexa > > nie podoba mi sie sposób w jaki piszesz , nawet jesli to co piszesz ma sens > , ale ma to charakter jak byś zjadl wszysktie rozumy i był wszechwiedzacy > jak chcesz rozszerzać swoje wizje to rób to w mniej chamski sposób Pisze w pospiechu jak mysle i nie dbam o forme. Nie widze tez sensu, zeby sie forma zbytnio przejmowac, ona nie niesie ze soba nic skoro sie nie widzimy. To tylko literki na ekranie. P.
Re: Odp. Milosc jst urojeniem
Author: MarFi
Date: Thu, 13 Dec 2001 13:48
Date: Thu, 13 Dec 2001 13:48
22 lines
1699 bytes
1699 bytes
> > Nieudolnie? A jak ty jesteś w stanie coś ocenić? Przecież ocena to > odczucie, > > a odczucia i uczucia są urojeniem, więc skąd wiesz, że nieudolnie? > > Nie kombinuj. Mysl to nie odczucie ani urojenie. Jesli mysl to urojenie, to > jak to sie dzieje, ze jej wytworem jest chocby Twoj komputer? Przecież to twój sposób rozumowania, a nie mój, to co mnie pytasz. Ocena to nie odczucie? No, to ciekawe. Ale niech ci będzie. Inni inaczej myśleli, niż ty. > > > A tak nawiasem mówiąc, paru osobom się bardzo podobało. > > > No, zgodze sie, ze bylo lekko zabawne. Wtwoim odczuciu, czy tam w twoich myślach, jak wolisz. Ale wolalbym troche wiecej dyskusji niż zbytków To pisz z sensem, żeby było o czym dyskutować.
Re: Odp. Milosc jst urojeniem
Author: Pinex
Date: Thu, 13 Dec 2001 15:02
Date: Thu, 13 Dec 2001 15:02
93 lines
3555 bytes
3555 bytes
Użytkownik "MarFi" <marfi6@wp.pl> napisał w wiadomości news:3c17bd4b$1@news.vogel.pl... > > > I niech mi ktoś teraz udowodni, że brak zdolności do kochania to nie > jest > > > kalectwo! > > > > No wiec podpasuj pod to rozne bujdy i juz bedzie ladniej. > > Stary, bujdy to ty wipisujesz. Nie wykazales ze to bujdy. > W > > zasadzie to nic > > nie udowodniles, a tylko nieudolnie sie wysmiales z faktow. > Nie z faktów, tylko z twojego pojęcia o miłości. Droczysz sie ze mna. Podaj spojna i w miare empirycznie uzasadniona koncepcje milosnego paradygmatu, bo na razie nic takiego nie podales. Chyba nie jestes jeszcze jednym marzycielem? > Nie wiem na > > jakiej niby podstawie mam takie naukowe proby zrozumienia ludzkiej natury > i > > preferencji matrymonialnych odrzucic na rzecz jakichs marzycielskich bajan > > opartych o XIX wieczne romansidla. > > Niczego nie musisz odrzucać! Ja również mam umysł ścisły, doskonale > rozumiem, że uczucie miłości jest związane z wydzielaniem pewnych hormonów. > Tylko nie można popadać w taki obłęd, bo to się tak żyć nie da. W jaki obled? Jesli bedziesz znac te mechanizmy od podszewki to chyba lepiej, nie? Przeciez i tak nie mamy wplywu na to co odczuwamy, nawet jesli rozbieramy milosc na takie czynniki pierwsze. Do You agree? A jesli ja rozbierzemy na czynniki pierwsze to przynajmniej wiemy czego sie spodziewac, jak to wszystko mniej wiecej sie potoczy i jak pewnym sprawom zaradzic. > Bo to chyba proponujesz. Zrozum, ze dla > > mnie jako racjonalisty > > To co, racjonalista już nie może kochać? Bo co? Co znaczy kochac? Skad wiesz, ze milosc jako nadzwyczjany stan umyslu zespalajacy dwoje ludzi trwa wiecznie? Po prostu chcesz wierzyc w to i nic wiecej. > Twoje czy innych bajanie o milosnych > > altruistycznych > > idealach jest wiec po prostu niepowazne. > . Jest to zwykly krotkotrwaly godowy haj, > > Stary! A ty nie jesteś przypadkiem teraz na haju? Znowu sie ze mna droczysz, nie chcesz gadac, to powiedz. > ale zycie na > > szczescie mocnymi kopniakami uczy odrozniac bajki od rzeczywistosci. > > > Tak wiec nie badz smieszny i nie trac mego czasu takimi zalosnymi zbytami. > > P. > A ty co robisz niby? Przecież to ty się ośmieszasz! To tylko Twoj punkt widzenia. > Jak jesteś taki "naukowiec", to dlaczego ponoszą cię tak emocje? > (stwierdzanie, że jestem śmioeszny) Czyżby ci się pewne hormony wydzieliły? Znow sie zdenerwowales. Jak chcesz, to mozesz Pinexa nie czytac i wtedy sie mniej wpienisz. P.
Re: Odp. Milosc jst urojeniem
Author: Valkiria
Date: Thu, 13 Dec 2001 15:04
Date: Thu, 13 Dec 2001 15:04
8 lines
1209 bytes
1209 bytes
> Pisze w pospiechu jak mysle i nie dbam o forme. Nie widze tez sensu, zeby > sie forma zbytnio przejmowac, ona nie niesie ze soba nic skoro sie nie > widzimy. To tylko literki na ekranie. ale nie zbyt przyjemnie czyta sie cos co jest napisane w sposób niemily i taki jak napisalam wczesniej.
Re: Odp. Milosc jst urojeniem
Author: PhD
Date: Thu, 13 Dec 2001 18:20
Date: Thu, 13 Dec 2001 18:20
136 lines
7036 bytes
7036 bytes
> Dzieki Mar Fi, jak mozesz to namow kolesia, niech nam i co tu skrobnie. > Poczytamy, a ja z nim chetnie popisze. W koncu niedawno jeszcze > reprezentowal zdrowy racjonalizm. Nie moglem wyslac tego tekstu osobiscie z racji problemow technicznych. No, ale oto jestem ;) > > Jak widzisz ja takze probowalem nawracac niewiernych > Troche sie Tobie tutaj pojebalo, bo ja wcale nie nawracam "niewiernych" > (slowo "takze" uzyte przez Ciebie sugeruje mi, ze ja nawracam niewiernych). Owszem robisz to: oni maja swoja religie z dogmatami, w ktore slepo wierza i za nic w swiecie nie sa sklonni poddac ich racjonalnej weryfikacji, a ty ze swojej strony epatujesz scjentystycznym podejsciem, ktore-kazdy-zdrowomyslacy-czlowiek-MUSI-uznac-za-prawdziwe. Nawolujesz "przebudzcie sie!" z zacieciem godnym 'Straznicy'. Teraz, jesli uznasz prawdziwosc nastepujacego streszczenia twoich poczynian: * propagowanie zdrowego podejscia do zwiazkow pozbawionego szkodliwego "marzycielstwa, idealizmu i wishful thinkingu" (long live delkinacja!) ktore sa rezultatem a) kulturowego dziedzictwa romantyzmu lub/i b) "narkotycznego" odurzenia; z czego oba te czynniki sa immanentnie szkodliwe dla optymalnej egzystencji, tak wiec nalezaloby usunac je ze sfery oddzialywania na jednostke* to mozna sie zastanawiac nad celowoscia twych dzialan. Oto dlaczego. Wariant I: teza zawarta w powyzszym 'streszczeniu' jest prawdziwa. Bezcelowosc twoich postow jest spowodowana _miernym wydzwiekiem propagandowym_. Nikt nie jest sklonny za zaakceptowania idei sprzecznej z dotychczasowymi przekonaniami "tylko dlatego" ze jest prawdziwa. Ponadto, odpychajacy styl w jakim ja wykladasz czyni ja niewiarygodna. Mam tu na mysli apodyktycznosc twoich stwierdzen nie znajduje uzasadnieniai pogardliwe podejscie do oponentow. Sa to bezsprzeczne wyznaczniki fanatyzmu, ktory zaufania godnym nigdy nie byl. Nalezy takze stwierdzic, ze sadow swych nie opierasz na mocnych fundamentach naukowych, ograniczajac sie do zdawkowych napomknien. I tu dochodzimy do... Wariantu II: wspomniana teza nie pokrywa sie z prawda Innymi slowy romantyczne spojrzenie na zwiazek czy lekki fenyloetyloaminowy rausz nie musi byc negatywnym, szkodliwym doswiadczeniem, ktore "uniemozliwia funkcjonowanie". To ze bylo tak w twoim przypaku, coz, shit happens, tough luck, etc. Wbrew powszechnie panujacemu przekonaniu, wyjatek wcale nie potwierdza reguly. Twoje doswiadczenie nie musi byc wykladnia powszechnej tendencji. Odniose sie kolejno do aspeku "kulturowego" i "neurofizjologicznego". Owo tak krytykowane przez ciebie "idealistyczne" i "romantyczne" podejscie do milosci stanowi, w mojej skromnej opinii, o jej atrakcyjnosci. Romantyczna gra stanowic moze niepowtarzalna intelektualna przygode. To _przywilej_ przyslugujacy istotom ludzkim wynikajacy ze specyficznej budowy ich mozgow: wspolistnienia prymitywnych struktur ukladu limbicznego i wyrafinowanej kory mozgowej. Nie widze dostatecznego powodu uzasadniajacego rezygnajce z tego przywileju. > Aktualnie Twoja swiadomosc jest totalnie przemieniona, nie pracuje w > normalnym stanie i zyjesz w nierealnym swiecie myslac ze to co czujesz teraz > bedzie trwac zawsze. Tu nie musze sie sprzeciwiac bo mnie w tym wyreczasz i sam sobie przeczysz (o Feyerabendzie): > Coz, ludziom zmienia sie calkowicie za kazdym razem > swiadomosc pod wplywem fenyloetyloaminy i tyle > mozna na ten temat powiedziec. Jak na kogos bedacego na "irracjonalnym haju" powiedzialbym raczej, ze "zajechal daleko" ;-) > > Mozesz uskarzac sie podstepne > > odurzenie ograniczajace wolna wole, badz czerpac z niego radosc i > > satysfakcje. > Czyzbys mial mentalnosc cpuna? Nie widze w tym nic zdroznego. Choc sam wskazywalem na podobienstwo nieslawnej fenyloetyloaminy do amfetaminy, to nie znaczy, ze kazdego bedacego pod wplywem tej pierwszej mozna uznac za cpuna. Wiadomo, ze mozg wytwarza wiele substancji, ktore swa budowa, a czesciowo i dzilaniem, przypominaja narkotyki (np, endorfiny i enkefaliny sa opiatami, a anandamid jest analogiem tetrahydrokanabinolu aka THC; substancje analogiczne amfetaminie sa tez wydzielane w duzych ilosciach podczas dluzszego wysilku fizycznego, np. regularnego biegania). Reasumujac, endogenne substancje psychoaktywne nie posiadaja takich cech narkotykow jak potencjal uzalezniajacy, czy syndrom odstawienia, nie sieja tez ogolnego spustoszenia w organizmie. Oczywiscie pozostaje jeszcze kwestia rzekomej utraty kontaktu z rzeczywistoscia. > Ty podobnie jestes w stanie nierzeczywistym, stad Twoje > oceny sa nierealistyczne. Samo stwierdzenie o "zakochaniu sie" jeszcze nie upowaznia do bezkrytycznego odrzucienia tego co mowie. Moje wypowiedzi mozna poddac logicznej weryfikacji. Jesli istnieja jakies razace bledy w rozumowaniu, bede wdzieczny jesli je unaocznisz. > Wiem jak to jest, bo sam bylem czesto nafenylowany > i tez za kazym razem plotlem takie rozne bzdury, mialem "pewnosc" ze na > przyklad jakas dziewczyna jest najlepsza na swiecie i lepszej nie bede mial > juz nigdy. > Oczywiscie taka ocena byla totalnie irracjonalna, bo nie istnieje > cos takiego jak "najlepszosc" jakiegos smiertelnika. To absurd. Podobnym > objawem iluzji milosnej jest przypisywanie w czasie odurzenia obiektowi > swego pozadania roznych wspanialych i wzietych zupelnie z sufitu cech. Chyba > nie myslisz, ze mozna budowac cos trwalego w oparciu o cos takiego? Owszem, > mozna chciec to przezywac, ale to juz zupelnie cos innego niz zwiazek > zbudowany w oparciu o solidny fundament wzajemnego dopasowania sie ludzi na > cale zycie. Tu znow miales pecha. Tego rodzaju zludzenia i idealizacje nie musza miec miejsca (co wcale nie umniejsza samego uczucia). > Proponuje poczekac az to sie wypali (bo sam wiesz, ze wypali sie) i wtedy > sie zdecydowac czy pasujecie do siebie, nadal chcecie byc ze soba, itd. > Przynajmniej ja bym tak zrobil. No to troche wyprzedzilem twoje zalecenia, bo najpierw bylo "dopasowanie" (stwierdzenie podobienstwa) a dopiero potem wlasciwy afekt. Pozdrawiam, PhD
Re: Odp. Milosc jst urojeniem
Author: MarFi
Date: Thu, 13 Dec 2001 20:55
Date: Thu, 13 Dec 2001 20:55
74 lines
3053 bytes
3053 bytes
> Nie wykazales ze to bujdy. Bo mi się nie chce. > > W > > > zasadzie to nic > > > nie udowodniles, a tylko nieudolnie sie wysmiales z faktow. > > Nie z faktów, tylko z twojego pojęcia o miłości. > > Droczysz sie ze mna. Podaj spojna i w miare empirycznie uzasadniona > koncepcje milosnego paradygmatu, bo na razie nic takiego nie podales. > Chyba nie jestes jeszcze jednym marzycielem? > Mówże po polsku. > > > Nie wiem na > > > jakiej niby podstawie mam takie naukowe proby zrozumienia ludzkiej > natury > > i > > > preferencji matrymonialnych odrzucic na rzecz jakichs marzycielskich > bajan > > > opartych o XIX wieczne romansidla. > > > > Niczego nie musisz odrzucać! Ja również mam umysł ścisły, doskonale > > rozumiem, że uczucie miłości jest związane z wydzielaniem pewnych > hormonów. > > Tylko nie można popadać w taki obłęd, bo to się tak żyć nie da. > > W jaki obled? Jesli bedziesz znac te mechanizmy od podszewki to chyba > lepiej, nie? Zrozum! Trzeba oddzielać wiedzę naukową od emocji. Inaczej wylądujesz w wariatkowie. Wiedza ta jest oczywiście potrzebna, przydaje się. Ale to nie oznacza, że miłość jest po prostu pięknym uczuciem i tyle! To ona właśnie nadaje sens życiu. To jest właśnie racjonalne myślenie. > > > > To co, racjonalista już nie może kochać? Bo co? > > > Co znaczy kochac? Czuć. Kochasz swoją matkę? Jak tak, no to już wiesz, a jak nie, no to jesteś okaleczony. Skad wiesz, ze milosc jako nadzwyczjany stan umyslu > zespalajacy dwoje ludzi trwa wiecznie? Ja tak powiedziałem? Nie pamiętam. > > A ty co robisz niby? Przecież to ty się ośmieszasz! > > > To tylko Twoj punkt widzenia. > Zgadza się. I wzajemnie. > > > Jak jesteś taki "naukowiec", to dlaczego ponoszą cię tak emocje? > > (stwierdzanie, że jestem śmioeszny) Czyżby ci się pewne hormony > wydzieliły? > > Znow sie zdenerwowales. Jak chcesz, to mozesz Pinexa nie czytac i wtedy sie > mniej wpienisz. > Denerwuję się, bo to taka ludzka cecha. Nie obrażaj, to się nie będę denerwował. > > > > > >
Re: Odp. Milosc jst urojeniem
Author: MarFi
Date: Thu, 13 Dec 2001 21:13
Date: Thu, 13 Dec 2001 21:13
29 lines
2037 bytes
2037 bytes
> > Daj spokoj, mysl i interpretacja rzeczywistosci to nie odczucie. W niczym > nie mozna tego porownac do godowego odurzenia swiadomosci fenyloetyloamina. > > Człowiek nie jest istotą emocjonalną? Na fenyloetylaminie się nie znam i nie będę o niej dyskutować. Z wykształcenia jestem klimatologiem. Nie jestem lekarzem, nie znam się na fizjologii człowieka. Ja twierdzę, że miłość jest piękna, że człowiek nie tylko wydziela fenylo.. itd., ale po prostu czuje. Kapujesz? > > > > A tak nawiasem mówiąc, paru osobom się bardzo podobało. > > > > > > > > > No, zgodze sie, ze bylo lekko zabawne. > > > > Wtwoim odczuciu, czy tam w twoich myślach, jak wolisz. > > Ale wolalbym troche wiecej dyskusji niż zbytków > > > > To pisz z sensem, żeby było o czym dyskutować. > > Zagadnienia i swe poglady podrzucam, mozesz przeciwstawic sie (ciach) Ja polemizuję tylko z jednym argumentem: że miłość to nic innego, jak tylko odurzenie. Poza tym odróżnij miłość od jej pierwszej fazy, czyli od zakochania się.
Re: Odp. Milosc jst urojeniem
Author: PhD
Date: Thu, 13 Dec 2001 22:17
Date: Thu, 13 Dec 2001 22:17
9 lines
1261 bytes
1261 bytes
substancje analogiczne > amfetaminie sa tez wydzielane w duzych ilosciach podczas dluzszego wysilku > fizycznego, np. regularnego biegania) Ehehehe, toz to fenyloetyloamina we wlasnej osobie! http://unisci.com/stories/20013/0928016.htm Hmm, albo znalazlem kamien filozoficzny, albo PEA nie determinuje specyfiki stanu zakochania.
Re: Odp. Milosc jst urojeniem
Author: Pinex
Date: Sat, 15 Dec 2001 10:42
Date: Sat, 15 Dec 2001 10:42
424 lines
16931 bytes
16931 bytes
Użytkownik "PhD" <phd@net.bialystok.pl> napisał w wiadomości
> Nie moglem wyslac tego tekstu osobiscie z racji problemow technicznych.
No,
> ale oto jestem ;)
To dobrze, bo wreszcie ktos na poziomie, ktos kto wysunal wreszcie jakies
argumenty.
> > > Jak widzisz ja takze probowalem nawracac niewiernych
>
> > Troche sie Tobie tutaj pojebalo, bo ja wcale nie nawracam "niewiernych"
> > (slowo "takze" uzyte przez Ciebie sugeruje mi, ze ja nawracam
> niewiernych).
>
> Owszem robisz to: oni maja swoja religie z dogmatami, w ktore slepo wierza
i
> za nic w swiecie nie sa sklonni poddac ich racjonalnej weryfikacji, a ty
ze
> swojej strony epatujesz scjentystycznym podejsciem,
> ktore-kazdy-zdrowomyslacy-czlowiek-MUSI-uznac-za-prawdziwe. Nawolujesz
> "przebudzcie sie!" z zacieciem godnym 'Straznicy'.
I co z tego, ze nawet kogos przekonam? Nic, zauwaz, ze ja nie mam zadnych
korzysci z tego, gdy nawet kogos przekonam. Wiecej, przekonalem juz nawet
kilka osob co do swego pogladu i nic z tego nie
mialem. Robie to wiec tylko dla intelektualnej gimnastyki. Pomysl wiec o
tym. Po drugie, nie jestem az takim idiota, zeby wierzyc iz moi zabujani
czytelnicy zrezygnuja ze swoich wymarzonych nadzwyczajnych stanow
swiadomosci na rzecz nudnego i chlodnego podejscia jakie reprezentuje. Sam
bylem nie raz zabujany i wiem, ze czlowiek w takim stanie po prostu nie
akceptuje niczego poza stanem w jakim sie znajduje. W pewnym sensie jest to
wiec choroba na wlasne zyczenie. Odnosnie potrzeby mojego pisania na liste,
to jest to wiec zwykla potrzeba sprawdzenia swej teorii. Lubie przedstawiac
swoj poglad i sluchac kontrargumentow. Co w tym dziwnego?
> Teraz, jesli uznasz prawdziwosc nastepujacego streszczenia twoich
poczynian:
>
> * propagowanie zdrowego podejscia do zwiazkow pozbawionego szkodliwego
> "marzycielstwa, idealizmu i wishful thinkingu" (long live delkinacja!)
ktore
> sa rezultatem a) kulturowego dziedzictwa romantyzmu lub/i b)
> "narkotycznego" odurzenia; z czego oba te czynniki sa immanentnie
szkodliwe
> dla optymalnej egzystencji, tak wiec nalezaloby usunac je ze sfery
> oddzialywania na jednostke*
Troche Ci sie pokrecilo, nic takiego nie twierdzilem. Usunac sie ich nie da,
nigdy nie postulowalem takiej niemozliwosci. Dobrze by natomiast bylo sobie
uswiadomic, ze w zwiazku namietne odczucia to tylko mala i krotkotrwala jego
czesc. Oczywiscie pod warunkiem, ze zwiazek ma w zamierzeniu trwac dluzej
niz te pare lat zauroczenia.Wiecej, kazdy zwiazek niesie ze soba z
koniecznosci wiele wyrzeczen i takze przykrych uczuc, ktorych nikt nie lubi.
Zauwaz, ze o tym nigdy sie jednak juz nie mowi chocby w dyskusjach o milosci
na tej liscie. To sprawia, ze odbieram mowiacych o milosci nie jako
realistow, ale jako idealistow i marzycieli. Uwazam, ze aby zbudowac trwaly
zwiazek wlasnie o jego najczesciej istniejacych przeszkodach trzeba
dyskutowac, a takze o najczestszych przyczynach rozpadow, aby w ten sposob
zwiazek wzmocnic. Mam taka prywatna teze (moze niezbyt oryginalna), ze
przyczyna
rozpadu wiekszosci zwiazkow tkwi wlasnie w tym, ze wiekszosc partnerow ma
idealistyczne i zbyt marzycielskie oczekiwania co do samej "milosci" (moja
wersja: tylko zwiazku). Takze tkwi w tym, ze mezczyzna i kobieta maja
odmienne natury i oczekiwania w zwiazku i jesli ten fakt zbyt sie pomija to
rowniez prowadzi do rozpadow i nieporozumien w zwiazkach.
> to mozna sie zastanawiac nad celowoscia twych dzialan. Oto dlaczego.
>
> Wariant I: teza zawarta w powyzszym 'streszczeniu' jest prawdziwa.
>
> Bezcelowosc twoich postow jest spowodowana _miernym wydzwiekiem
> propagandowym_.
Nie. Bezcelowosc moich postow jest spowodowana intuicyjnym i zarazem
nieuswiadamianym zalozeniem interlokutorow, ze prawdziwa milosc nie moze sie
skonczyc, oraz drugim intuicyjnym zalozeniem, ze musi byc w jakis sposob
nieprzecietnym odczuciem. Tak przynajmniej argumentowali moi znajomi
romantycy z realu. A i tu sie takie glosy trafialy. Dla mnie to brzmi tak
nierealnie, niczym opowiadania o niebieskich pomaranczach. Moja teza, ze w
kazdym zwiazku musi w koncu przyjsc w sposob naturalny zwyczajnosc jest
przykra i nieatrakcyjna i dlatego jest odrzucana. Jej realizm nikogo nie
interesuje. Burzy bowiem dla wielu jedyny cel marzycielskich oczekiwan w
zyciu.
Nikt nie jest sklonny za zaakceptowania idei sprzecznej z
> dotychczasowymi przekonaniami "tylko dlatego" ze jest prawdziwa.
Wlasnie, wyzej o tym pisze.
Ponadto,
> odpychajacy styl w jakim ja wykladasz czyni ja niewiarygodna.
Jest to zarazem dowod na to, ze nie dbam zbyt o to aby byla wiarygodna dla
czytelnikow. Natomiast jesli chca sie z tym co pisze publicznie nie zgodzic,
to niech sie opra o konkrety. Zgodzisz sie, ze same "nie zgadzam sie" to
jeszcze o wiele za malo?
Mam tu na
> mysli apodyktycznosc twoich stwierdzen nie znajduje uzasadnieniai
pogardliwe
> podejscie do oponentow.
Raczej niedbale. Z braku czasu nie dbam po prostu o forme i mile dobieranie
slow. Pisze duzo i szybko i nie czytam tego co pisze juz drugi raz z braku
czasu, nie mam czasu tego potem ulagadzac. Pisze jak czuje w danym
momencie. Uwazam, ze forma jest nieistotna, skoro jest niewerbalna. Gdybysmy
gadali o tym przy piwku i duzej ilosci czasu to bylbym mily i slodki, co
oczywiscie nie jest z mojej strony gejowska oferta.
Sa to bezsprzeczne wyznaczniki fanatyzmu, ktory
> zaufania godnym nigdy nie byl. Nalezy takze stwierdzic, ze sadow swych nie
> opierasz na mocnych fundamentach naukowych, ograniczajac sie do zdawkowych
> napomknien.
Wszystko co pisze opieram na podrecznikach do psychologii ewolucyjnej,
antropogii kultury i zwyklej psychologii. Jak chcesz to moge do prawie
kazdego mojego zdania cytowac zrodlo na poparcie swego pogladu. Lepsze to
chyba troche niz marzycielskie wishfull thinking, czy "wydaje mi sie", albo
"chcialbym zeby bylo". Z psychologii ewolucyjnej mialem tez na studiach
roczny wyklad monograficzny, wiec sadze, ze moge na ten temat pisac czujac
sie uczciwie wobec siebie i dyskutantow.
> I tu dochodzimy do...
>
> Wariantu II: wspomniana teza nie pokrywa sie z prawda
A to juz tylko Twe spekulacje. Nie podales bowiem jak dotychczas zadnych
konkretow. Powinienes tez zaprezentowac lepszy paradygmat w naszej kwestii,
skoro kwestionujesz moj. Chcialbym tez poznac jego ewentualne przeslanki i
argumenty za nim przemawiajace. Mam nadzieje, ze uswiadamiasz sobie tez to,
ze Twoje romantyczne oczekiwania w kwestii Twego zycia uczuciowego nie beda
stanowic dla mnie zadnego argumentu.
> Innymi slowy romantyczne spojrzenie na zwiazek czy lekki
Lekki? Dobre.
fenyloetyloaminowy
> rausz nie musi byc negatywnym, szkodliwym doswiadczeniem, ktore
> "uniemozliwia funkcjonowanie".
Okazujesz sie byc demagogiem. Fenyloetyloamina ma dzialanie narkotyczne, sam
przyrownales ja do amfetaminy. Tacy psycholodzy jak Peele i Brodsky wprost
wykazuja jej narkotyczne dzialanie (badania z 1976). Takie same wnioski
podaje Szymborski ("Poprawka z natury", Proszynski i S-ka, 1998).
Poodobnie sadzi sie o endorfinie, ktora szprycuje nasz mozg po ustaniu
dzialania fenyloetyloaminy. Jesli cos jest narkotykiem, to musi falszowac Ci
obraz rzeczywistosci. To proste. Owszem, da sie z tym moze funkcjonowac, ale
postrzeganie cech partnera jest po prostu w tym stanie nierzeczywiste i
bardzo ograniczone. Co jednak najwazniejsze w tym miejscu to to, ze nasz
osad partnera nie wynika z samych cech partnera jako takich, ale jest
spowodowany chemia. Najmocniejszym zastrzezeniem wysuwanym przeciw dzialaniu
fenyloetyloaminy przez badajacych zakochanie psychologow jest to, ze pod
wplywem jej dzialania nie dostrzega sie zadnych
wad partnera. Wiadomo, ze nie ma takiego czegos jak czlowiek bez wad, stad
brak u czlowieka "zakochanego" kontaktu z rzeczywistoscia jest w tym
momencie oczywisty. Wystarczy popatrzec jak zachowuja sie zakochani. Polecam
chocby sylwetke Winicjusza z Quo Vadis, wraz z calym zenujacym irracjonalnym
bagazem zachowan tej postaci.
To ze bylo tak w twoim przypaku, coz, shit
> happens, tough luck, etc. Wbrew powszechnie panujacemu przekonaniu,
wyjatek
> wcale nie potwierdza reguly. Twoje doswiadczenie nie musi byc wykladnia
> powszechnej tendencji.
Niezle to gmatwasz. Probujesz jakby zasugerowac, ze dzialanie mozgu moze byc
za kazdym razem znacznie inne pod wplywem narkotyku (sprostuj jak Cie tu zle
odebralem). Mysle, ze Twoj argument jest tu naciagany.
> Odniose sie kolejno do aspeku "kulturowego" i "neurofizjologicznego". Owo
> tak krytykowane przez ciebie "idealistyczne" i "romantyczne" podejscie do
> milosci stanowi, w mojej skromnej opinii, o jej atrakcyjnosci.
To samo mozna tez powiedziec o idealistycznych pierwowzorach literackich z
bajek, legend, itd.
Romantyczna
> gra stanowic moze niepowtarzalna intelektualna przygode. To _przywilej_
> przyslugujacy istotom ludzkim wynikajacy ze specyficznej budowy ich
mozgow:
> wspolistnienia prymitywnych struktur ukladu limbicznego i wyrafinowanej
kory
> mozgowej.
Piszesz tu jak rozsadny racjonalista. Milo poczytac.
Nie widze dostatecznego powodu uzasadniajacego rezygnajce z tego
> przywileju.
Owszem, korzystajmy z niego (i tak nie mamy na niego wplywu), ale
zdefiniujmy tez jasno jego ograniczenia, i pewne raczej przyziemne i
nieszlachetne motywy tegoz procesu. Bedziemy wtedy bogatsi i pozbawieni
idealistycznych oczekiwan od drugiego czlowieka. Jak budowac zwiazki to w
oparciu o jakies zdrowe zalozenia. Znam milosne zwiazki ludzi ktorzy
podzielaja moj poglad. Nie maja wobec siebie idealistycznych oczekiwan i
calkiem dobrze sie trzymaja.
> > Aktualnie Twoja swiadomosc jest totalnie przemieniona, nie pracuje w
> > normalnym stanie i zyjesz w nierealnym swiecie myslac ze to co czujesz
> teraz
> > bedzie trwac zawsze.
>
> Tu nie musze sie sprzeciwiac bo mnie w tym wyreczasz i sam sobie przeczysz
Pokaz gdzie sobie przecze.
> (o Feyerabendzie):
>
> > Coz, ludziom zmienia sie calkowicie za kazdym razem
> > swiadomosc pod wplywem fenyloetyloaminy i tyle
> > mozna na ten temat powiedziec.
>
> Jak na kogos bedacego na "irracjonalnym haju" powiedzialbym raczej, ze
> "zajechal daleko" ;-)
Jak ktos sie napali trawy tez ma niezly odjazd.
> > > Mozesz uskarzac sie podstepne
> > > odurzenie ograniczajace wolna wole, badz czerpac z niego radosc i
> > > satysfakcje.
>
> > Czyzbys mial mentalnosc cpuna?
>
> Nie widze w tym nic zdroznego.
Cos nie musi byc zle, zeby bylo niewiele wartosciowe. To takze uwaga ogolna.
Choc sam wskazywalem na podobienstwo
> nieslawnej fenyloetyloaminy do amfetaminy, to nie znaczy, ze kazdego
> bedacego pod wplywem tej pierwszej mozna uznac za cpuna.
Za kogos na tyle odurzonego, ze zupelnie nierealnie postrzega jednak cechy
partnera istotne przy dlugofalowym zwiazku. O tym bylo wyzej.
Wiadomo, ze mozg
> wytwarza wiele substancji, ktore swa budowa, a czesciowo i dzilaniem,
> przypominaja narkotyki (np, endorfiny
Wytwarzana wlasnie w dalszym etapie milosci.
i enkefaliny sa opiatami, a anandamid
> jest analogiem tetrahydrokanabinolu aka THC; substancje analogiczne
> amfetaminie sa tez wydzielane w duzych ilosciach podczas dluzszego wysilku
> fizycznego, np. regularnego biegania).
Nie zachodzi jednak wtedy zadne zaburzenie przy postrzeganiu rzeczywistosci
a w milosci pod wplywem chemii zachodzi (bylo o tym wyzej). To porownanie
nie jest wiec trafne.
Reasumujac, endogenne substancje
> psychoaktywne nie posiadaja takich cech narkotykow jak potencjal
> uzalezniajacy, czy syndrom odstawienia,
Cos krecisz. Moze i fenyloetyloamina i wywolana nia namietnosc nie powoduje
spustoszenia w organizmie, ale za to wywoluje jak najbardziej wszystkie
wywolane przez tradycyjne trucizny cechy syndromu odstawienia, takie jak
gleboka depresja, teksknota za odczuciem i rozdraznienie. Porownanie takie
uczynil wlasnie prof. psychologii B Wojciszke, w: "Psychologia milosci",
Gdansk 2001, s. 15.
nie sieja tez ogolnego spustoszenia
> w organizmie.
Nie o tym mowimy. Mowimy o zaburzeniu postrzegania rzeczywistej sylwetki
psychosomatycznej partnera pod wplywem tych srodkow. Od biegania nikomu sie
jeszcze nie porabalo, ze jest Tristanem.
> Oczywiscie pozostaje jeszcze kwestia rzekomej utraty kontaktu z
> rzeczywistoscia.
>
> > Ty podobnie jestes w stanie nierzeczywistym, stad Twoje
> > oceny sa nierealistyczne.
>
> Samo stwierdzenie o "zakochaniu sie" jeszcze nie upowaznia do
bezkrytycznego
> odrzucienia tego co mowie. Moje wypowiedzi mozna poddac logicznej
> weryfikacji. Jesli istnieja jakies razace bledy w rozumowaniu, bede
> wdzieczny jesli je unaocznisz.
Chocby Twoja wyrazona w poprzednim poscie teza o milosci trwajacej az do
starosci jest irracjonalna. A przynajmniej nie znam zadnych obiektywnych
badan ktore odnotowywaly by powszechne u ludzi istnienie az do starosci
jakiegos nadzwyczajnego stanu umyslu. Wrecz przeciwnie, moje wlasne
doswiadczenia a takze psychologiczne badania nad przebiegiem zwiazkow
wskazuja powszechnie (vide chocby powyzszy Wojciszke, s. 15), ze pozniejsze
zwiazki wymagaja juz tylko wytezonego
wysilku woli w celu ich utrzymania (czesto sie to tez nie udaje, vide wiele
rozpadow zwiazkow). Wnioskuje, ze gdyby w zwiazku istnialo jakies godne
uwagi trwale uczucie ("milosc"), nie trzeba by bylo intelektualnego wysilku,
bo powiedzmy "samo by sie to robilo". Jesli gdzies trzeba wnosic wysilek
woli aby to utrzymac, to nie ma juz godnego uwagi uczucia ktore to
podtrzymuje. Stan wysilku woli nie jest nadzwyczajnym stanem swiadomosci a
raczej przykra koniecznoscia.
> > Wiem jak to jest, bo sam bylem czesto nafenylowany
> > i tez za kazym razem plotlem takie rozne bzdury, mialem "pewnosc" ze na
> > przyklad jakas dziewczyna jest najlepsza na swiecie i lepszej nie bede
> mial
> > juz nigdy.
> > Oczywiscie taka ocena byla totalnie irracjonalna, bo nie istnieje
> > cos takiego jak "najlepszosc" jakiegos smiertelnika. To absurd. Podobnym
> > objawem iluzji milosnej jest przypisywanie w czasie odurzenia obiektowi
> > swego pozadania roznych wspanialych i wzietych zupelnie z sufitu cech.
> Chyba
> > nie myslisz, ze mozna budowac cos trwalego w oparciu o cos takiego?
> Owszem,
> > mozna chciec to przezywac, ale to juz zupelnie cos innego niz zwiazek
> > zbudowany w oparciu o solidny fundament wzajemnego dopasowania sie ludzi
> na
> > cale zycie.
>
> Tu znow miales pecha. Tego rodzaju zludzenia i idealizacje nie musza miec
> miejsca (co wcale nie umniejsza samego uczucia).
Daj spokoj. Jak pisalem wyzej za Szymborskim, narkotyczne dzialanie
fenyloetyloaminy jest naukowym faktem. No chyba, ze myslisz o czysto
praktycznym zwiazku milosnym, pragmatycznym, takim bez namietnosci i dla
samej przyjazni, wtedy zgodze sie, ze nie ma narkotycznych odlotow. Ale
wtedy nie rozni sie to niczym od zwyklej przyjazni kobiety z mezczyzna i
raczej nie jest to juz tradycyjnie rozumiana namietna milosc.
> > Proponuje poczekac az to sie wypali (bo sam wiesz, ze wypali sie) i
wtedy
> > sie zdecydowac czy pasujecie do siebie, nadal chcecie byc ze soba, itd.
> > Przynajmniej ja bym tak zrobil.
>
> No to troche wyprzedzilem twoje zalecenia, bo najpierw bylo "dopasowanie"
> (stwierdzenie podobienstwa) a dopiero potem wlasciwy afekt.
Nie wyzbyles sie wiec wlasciwego sobie pierwotnego racjonalizmu. A tak by
the way, to dopasowanie miedzy kobieta a mezczyzna jest niemozliwe, ze
wzgledu na odmienne natury a co za tym idzie odmienne cele obu stron w
zwiazku. Z natury wiec musi to rodzic tarcia i niedopasowania. Znow popadles
wiec w lekki idealizm.
Pinex
> Pozdrawiam,
> PhD
>
>
Re: Odp. Milosc jst urojeniem
Author: Pinex
Date: Sat, 15 Dec 2001 10:42
Date: Sat, 15 Dec 2001 10:42
64 lines
3020 bytes
3020 bytes
Użytkownik "MarFi" <marfi6@wp.pl> napisał w wiadomości news:3c191636$1@news.vogel.pl... > > Nie wykazales ze to bujdy. > > Bo mi się nie chce. Albo nie mozesz. > Mówże po polsku. Mowie po polsku. Prosilem o przedstawienie jakiejs spojnej koncepcji milosci jako czegos trwalego i szlachetnego. > Zrozum! Trzeba oddzielać wiedzę naukową od emocji. Inaczej wylądujesz w > wariatkowie. Wiedza ta jest oczywiście potrzebna, przydaje się. Ale to nie > oznacza, że miłość jest po prostu pięknym uczuciem i tyle! To ona właśnie > nadaje sens życiu. Wiec mowie, ze to co Ty nazywasz miloscia jest jedynie przyjemnym krotkotrwalym stanem przemiany swiadomosci, o ktorym marzysz, ze bedze trwal pewnie nie wiadomo ile. Godowym chemicznym odurzeniem, a potem znika jak kamfora. Kazdy kto jest w zwiazku gdzies maximum 10-15 lat potwierdzi Ci, ze potem juz nic sie nie czuje. Natura nie przeznaczyla nas po prostu na jakies calozyciowe uczucie, a to postulujesz. Moge sie zgodzic, ze namietne poczatki zwiazku sa fajne. Nawet wspaniale. Ale nie trwaja dlugo, ani nie sa spowodowane obiektywna wartoscia partnera, tylko chemia, czemu wiec je az tak gloryfikujesz? > > Co znaczy kochac? > > Czuć. Kochasz swoją matkę? Jak tak, no to już wiesz, a jak nie, no to jesteś > okaleczony. Dobrze, ze dales ten przyklad. Wobec mojej matki nie odczuwalem jakiegos nadzwyczajnego stanu swiadomosci, odczuwalem natomiast przywiazanie, szacunek, silne przyzwyczajenie. Jesli to jest milosc, to spokojnie moge powiedziec, ze nie jest to nic nadzwyczajnego, choc z pewnoscia szlachetnego. > Skad wiesz, ze milosc jako nadzwyczjany stan umyslu > > zespalajacy dwoje ludzi trwa wiecznie? > > Ja tak powiedziałem? Nie pamiętam. No to napisz jak uwazasz. Jesli milosc nie trwa do konca zycia, to nie jest niczym trwalym. A jesli cos jest z natury krotkotrwale to nie jest zarazem az tak wspaniale i nie zasluguje na az taka pogon. P.
Re: Odp. Milosc jst urojeniem
Author: MarFi
Date: Sat, 15 Dec 2001 10:54
Date: Sat, 15 Dec 2001 10:54
85 lines
3946 bytes
3946 bytes
> > Bo mi się nie chce. > > > Albo nie mozesz. > Ale mi się nie chce, bo może dyskusja jest mało konstruktywna? > > Mówże po polsku. > > > Mowie po polsku. Prosilem o przedstawienie jakiejs spojnej koncepcji milosci > jako czegos trwalego i szlachetnego. > Odp. na dole. > > Zrozum! Trzeba oddzielać wiedzę naukową od emocji. Inaczej wylądujesz w > > wariatkowie. Wiedza ta jest oczywiście potrzebna, przydaje się. Ale to nie > > oznacza, że miłość jest po prostu pięknym uczuciem i tyle! To ona właśnie > > nadaje sens życiu. > > > Wiec mowie, ze to co Ty nazywasz miloscia jest jedynie przyjemnym > krotkotrwalym stanem > przemiany swiadomosci, o ktorym marzysz, ze bedze trwal pewnie nie wiadomo > ile. Godowym chemicznym odurzeniem, a potem znika jak > kamfora. Kazdy kto jest w zwiazku gdzies maximum 10-15 lat potwierdzi Ci, ze > potem juz nic sie nie czuje. Natura nie przeznaczyla nas po prostu na jakies > calozyciowe uczucie, a to postulujesz. Moge sie zgodzic, ze namietne > poczatki zwiazku sa fajne. Nawet wspaniale. Ale nie trwaja dlugo, ani nie sa > spowodowane obiektywna wartoscia partnera, tylko chemia, czemu wiec je az > tak gloryfikujesz? > > > > > > Co znaczy kochac? > > > > Czuć. Kochasz swoją matkę? Jak tak, no to już wiesz, a jak nie, no to > jesteś > > okaleczony. > > > Dobrze, ze dales ten przyklad. Wobec mojej matki nie odczuwalem jakiegos > nadzwyczajnego stanu swiadomosci, odczuwalem natomiast przywiazanie, > szacunek, silne przyzwyczajenie. Jesli to jest milosc, to spokojnie moge > powiedziec, ze nie jest to nic nadzwyczajnego, choc z pewnoscia > szlachetnego. > To jest właśnie miłość, nawet, jeśli ty to nazywasz inaczej. Dlaczego to ma nie być czymś szlachetnym? > > > Skad wiesz, ze milosc jako nadzwyczjany stan umyslu > > > zespalajacy dwoje ludzi trwa wiecznie? > > > > Ja tak powiedziałem? Nie pamiętam. > > > No to napisz jak uwazasz. > > P. > > Nie trwa wiecznie stan zakochanie się, który ty nazywasz odurzeniem. Tu się nie różnimy w poglądach. Nie różnimy się rónież w tym, że rozumiemy, z jakiego typu procesami jest to związane. Nie zgadzam się jednak, że to uczucie wynika wyłącznie z wydzielaniem fenylo- czegoś tam, ponieważ jest ono skierowane do konkretnej osoby, a nie do jakiegoś ogółu, ale nie z tym akurat polemizowałem. Miłość również według mnie nie musi trwać wiecznie (niektórzy tu się nie zgadzają, patrz wątek "Czy miłość może się znudzić?"). We wzorcowej miłości pierwszy stan zakochania się mija, może ona się przerodzić w miłość dojrzałą, choć nie musi. Jest ona właśnie analogiczna do np. miłości rodzicielskiej. A jesli cos jest z natury krotkotrwale to nie jest zarazem > az tak wspaniale i > nie zasluguje na az taka pogon. Nie jest to trwałe uczucie, ale piękne, dlatego właśnie zasługuje na taką "pogoń".
Re: Odp. Milosc jst urojeniem
Author: MarFi
Date: Sat, 15 Dec 2001 10:59
Date: Sat, 15 Dec 2001 10:59
11 lines
1430 bytes
1430 bytes
> > nadzwyczajnego stanu swiadomosci, odczuwalem natomiast przywiazanie, > > szacunek, silne przyzwyczajenie. Jesli to jest milosc, to spokojnie moge > > powiedziec, ze nie jest to nic nadzwyczajnego, choc z pewnoscia > > szlachetnego. > > > To jest właśnie miłość, nawet, jeśli ty to nazywasz inaczej. Dlaczego to ma > nie być czymś szlachetnym? > > Miało być: Dlaczego to ma nie być czymś nadzwyczajnym?
Re: Odp. Milosc jst urojeniem
Author: Pinex
Date: Sat, 15 Dec 2001 11:21
Date: Sat, 15 Dec 2001 11:21
76 lines
4039 bytes
4039 bytes
Użytkownik "MarFi" <marfi6@wp.pl> napisał w wiadomości news:3c191a82@news.vogel.pl... > > > > Daj spokoj, mysl i interpretacja rzeczywistosci to nie odczucie. W niczym > > nie mozna tego porownac do godowego odurzenia swiadomosci > fenyloetyloamina. > > > > > Człowiek nie jest istotą emocjonalną? > Na fenyloetylaminie się nie znam i nie będę o niej dyskutować. Z > wykształcenia jestem klimatologiem. Nie jestem lekarzem, nie znam się na > fizjologii człowieka. Ja twierdzę, że miłość jest piękna, że człowiek nie > tylko wydziela fenylo.. itd., Tak, a Krolewna Sniezka miala siedmiu krasnoludkow. >ale po prostu czuje. Kapujesz? Nie napisales jak zwykle nic ponad wishfull thinking, znow marzycielskie zalozenia. Na jakiej podstawie tak twierdzisz? Obaj nie przezylismy calego zycia w jakims zwiazku aby twierdzic, ze milosc to cos nadzwyczajnego i trwalego. Przeciwnie, nie musialem przezyc zbyt dlugich zwiazkow, aby twierdzic, ze to tylko cos ulotnego i nie trwalego. Chemia ktora wietrzeje. Jesli obaj nie przezylismy trwalego i calozyciowego zwiazku aby na bazie wlasnego doswiadczenia sprawdzic czy milosc istnieje, to powinnismy sie odwolac do tych ktorzy przezyli cale zycia w udanych zwiazkach i posluchac co oni mowia. Dosc reprezentatywnie bada stany ich odczuc psychologia. Tymczasem nawet z tego co oni mowia wynika, ze nie istnieje jakies nadzwyczajne uczucie, a to co nazywajaz miloscia mozna sprowadzic do przyjazni, rutyny, czasem trudow i wysilkow, ktore zagrazaja czesto zwiazkowi. Jesli milosc istnieje jako cos nadzwyczajnego, to po co w ogole takie wysilki zeby zwiaek utrzymac? Ona sama nie wystarczy? > > > > > A tak nawiasem mówiąc, paru osobom się bardzo podobało. > > > > > > > > > > > > No, zgodze sie, ze bylo lekko zabawne. > > > > > > Wtwoim odczuciu, czy tam w twoich myślach, jak wolisz. > > > Ale wolalbym troche wiecej dyskusji niż zbytków > > > > > > To pisz z sensem, żeby było o czym dyskutować. > > > > Zagadnienia i swe poglady podrzucam, mozesz przeciwstawic sie > (ciach) > > Ja polemizuję tylko z jednym argumentem: że miłość to nic innego, jak tylko > odurzenie. Polemizowalbys dopiero wtedy, jakbys to wykazal. Tymczasem nie podajesz skad niby owo mityczne uczucie mialo sie wziac. Po co w ogole przyroda mialaby nas zaopatrywac w jakies mityczne uczucia, skoro utrzymanie nas przy sobie jest jej potrzebne tylko na krotki okres godow? Chyba nie zaangazujesz wiec bogow w zaopatrywanie nas w te wspaniale stany? Poza tym odróżnij miłość od jej pierwszej fazy, czyli od > zakochania się. Owszem odrozniam i wiem, ze nie ma dalej juz nic wspanialego. Jedyny nadzwyczajny stan swiadomosci, ktory jest odroznialny od prozaicznego stanu umuslu, to wlasnie zakochanie sie. Dowodem na to jest to, ze wlasnie po okresie zakoachania wielu ludzi twierdzi, ze milosc albo skonczyla sie, albo nie byla udana. P.
Re: Odp. Milosc jst urojeniem
Author: MarFi
Date: Sat, 15 Dec 2001 11:34
Date: Sat, 15 Dec 2001 11:34
47 lines
3039 bytes
3039 bytes
> > Człowiek nie jest istotą emocjonalną? > > Na fenyloetylaminie się nie znam i nie będę o niej dyskutować. Z > > wykształcenia jestem klimatologiem. Nie jestem lekarzem, nie znam się na > > fizjologii człowieka. Ja twierdzę, że miłość jest piękna, że człowiek nie > > tylko wydziela fenylo.. itd., > > > Tak, a Krolewna Sniezka miala siedmiu krasnoludkow. > Niezwykle racjonalny argument. > > >ale po prostu czuje. Kapujesz? > > > Nie napisales jak zwykle nic ponad wishfull thinking, znow marzycielskie > zalozenia. Na jakiej podstawie tak twierdzisz? Obaj nie przezylismy calego > zycia w jakims zwiazku aby twierdzic, ze milosc to cos nadzwyczajnego i > trwalego. Przeciwnie, nie musialem przezyc zbyt dlugich zwiazkow, aby > twierdzic, ze to tylko cos ulotnego i nie trwalego. Chemia ktora wietrzeje. > Jesli obaj nie przezylismy trwalego i calozyciowego zwiazku aby na bazie > wlasnego doswiadczenia sprawdzic czy milosc istnieje, to powinnismy sie > odwolac do tych ktorzy przezyli cale zycia w udanych zwiazkach i posluchac > co oni mowia. O, właśne! Nie buduję swojej teorii na własnym całym życiu, bo jeszcze do śmierci mam nadzieję mi trochę zostało. Obserwuję swioch rodziców. Moi rodzice kochają się od dwudziestu kilku lat. Nie jest to po prostu przyzwyczajenie. Wzajemnie sobie okazują dużo miłości. Są to drobne zachowania, gesty, zapewnienia. To po prostu widać. Tu miłość jest PIELĘGNOWANA! Dosc reprezentatywnie bada stany ich odczuc psychologia. > Tymczasem nawet z tego co oni mowia wynika, ze nie istnieje jakies > nadzwyczajne uczucie, a to co nazywajaz miloscia mozna sprowadzic do > przyjazni, rutyny, czasem trudow i wysilkow, ktore zagrazaja czesto > zwiazkowi. Przeciwnie. Nie sprowadzam miłości do rutyny. Ta faktycznie zagraża związkowi. Jesli milosc istnieje jako cos nadzwyczajnego, to po co w ogole > takie wysilki zeby zwiaek utrzymac? Ona sama nie wystarczy? > Nie. Patrz wyżej. >
Re: Odp. Milosc jst urojeniem
Author: Pinex
Date: Sat, 15 Dec 2001 11:39
Date: Sat, 15 Dec 2001 11:39
40 lines
2516 bytes
2516 bytes
Użytkownik "PhD" <phd@net.bialystok.pl> napisał w wiadomości news:3c192b87@news.vogel.pl... > substancje analogiczne > > amfetaminie sa tez wydzielane w duzych ilosciach podczas dluzszego wysilku > > fizycznego, np. regularnego biegania) > > Ehehehe, toz to fenyloetyloamina we wlasnej osobie! > http://unisci.com/stories/20013/0928016.htm Przeczytalem. Na razie to tylko wyniki badan jednego z osrodkow i przypuszczenia. Zwroc uwage na "May Be" w tytule. Tak samo w konkluzji podaja, ze: "considering that its chemical structure is very similar to that of amphetamines, it *may be* that this chemical is part of a "runner's high," [gwiazdki ode mnie]. Poczekamy az sie potwierdza powszechnie i okaze sie jaki wplyw jest na mozg w rzeczywistosci. Na razie tego nie wiadomo. > Hmm, albo znalazlem kamien filozoficzny, albo PEA nie determinuje specyfiki > stanu zakochania. To, ze determinuje jest juz od dawna oczywistym faktem uznanym przez nauke. Poza tym w tekscie jaki podales nie jest wyjasnione jaka ilosc wlasciwie trafia do mozgu pod wplywem wysilku. Na razie badano tylko probki moczu. Autorzy sami podaja, ze "amount it rose varied considerably among the group. It was between 14 and 572 per cent higher than it had been the day before in 18 of the 20 men." Cos tam moze i dociera do mozgu ale nie wiadomo ile i na jak dlugo. Pewnie niewiele. Stan euforii sportowej jest daleki od milosnych odurzen. Tam juz bezposrednio fenyloetyloamina wali w mozg. P.
Re: Odp. Milosc jst urojeniem
Author: Pinex
Date: Sat, 15 Dec 2001 11:48
Date: Sat, 15 Dec 2001 11:48
58 lines
3449 bytes
3449 bytes
Użytkownik "MarFi" <marfi6@wp.pl> napisał w wiadomości news:3c1b35bc$1@news.vogel.pl... > > > Człowiek nie jest istotą emocjonalną? > > > Na fenyloetylaminie się nie znam i nie będę o niej dyskutować. Z > > > wykształcenia jestem klimatologiem. Nie jestem lekarzem, nie znam się na > > > fizjologii człowieka. Ja twierdzę, że miłość jest piękna, że człowiek > nie > > > tylko wydziela fenylo.. itd., > > > > > > Tak, a Krolewna Sniezka miala siedmiu krasnoludkow. > > > Niezwykle racjonalny argument. To byla wlasnie odpowiedz na "racjonalny argument". > O, właśne! Nie buduję swojej teorii na własnym całym życiu, bo jeszcze do > śmierci mam nadzieję mi trochę zostało. Obserwuję swioch rodziców. Moi > rodzice kochają się od dwudziestu kilku lat. Nie jest to po prostu > przyzwyczajenie. Wzajemnie sobie okazują dużo miłości. Są to drobne > zachowania, gesty, zapewnienia. To po prostu widać. Tu miłość jest > PIELĘGNOWANA! Moja starsza tez mowila starszemu, ze go kocha, a gdy pytalem jak sie odczuwa milosc po 25 latach to mi mowila, ze wlasciwie nie czuje nic poza przyzwyczajeniem do niego. "Wielka milosc" nie? Ludzie jak widac podciagna pod ten mit wszystko, byle jakos gralo. > Dosc reprezentatywnie bada stany ich odczuc psychologia. > > Tymczasem nawet z tego co oni mowia wynika, ze nie istnieje jakies > > nadzwyczajne uczucie, a to co nazywajaz miloscia mozna sprowadzic do > > przyjazni, rutyny, czasem trudow i wysilkow, ktore zagrazaja czesto > > zwiazkowi. > > Przeciwnie. Nie sprowadzam miłości do rutyny. Ta faktycznie zagraża > związkowi. Znow jestes niepoprawnym marzycielem. Rutyna musi przyjsc we wszystkim z natury rzeczy. Nic nie jest bowiem na tyle urozmaicone, zeby nie bylo niezmienne. Jako klimatolog z wyksztalcenia powinienes o tym wiedziec lepiej ode mnie, ze z czasem to prawie zawsze z gory wiadomo jaka pogoda bedzie. > Jesli milosc istnieje jako cos nadzwyczajnego, to po co w ogole > > takie wysilki zeby zwiaek utrzymac? Ona sama nie wystarczy? > > > Nie. Gdyby byla czyms nadzwyczajnym, to nie trzeba by jej bylo wyreczac wysilkiem. Woz albo przewoz. Tak wiec jej nie ma, milosc jest tylko zwyklym produktem naszej marzycielskiej kultury i naszego egoistycznego antropocentryzmu.
Re: Odp. Milosc jst urojeniem
Author: MarFi
Date: Sat, 15 Dec 2001 11:59
Date: Sat, 15 Dec 2001 11:59
59 lines
3236 bytes
3236 bytes
> > > Tak, a Krolewna Sniezka miala siedmiu krasnoludkow. > > > > > Niezwykle racjonalny argument. > > To byla wlasnie odpowiedz na "racjonalny argument". Czy to jest według ciebie konstruktywna dyskusja? > > > > O, właśne! Nie buduję swojej teorii na własnym całym życiu, bo jeszcze do > > śmierci mam nadzieję mi trochę zostało. Obserwuję swioch rodziców. Moi > > rodzice kochają się od dwudziestu kilku lat. Nie jest to po prostu > > przyzwyczajenie. Wzajemnie sobie okazują dużo miłości. Są to drobne > > zachowania, gesty, zapewnienia. To po prostu widać. Tu miłość jest > > PIELĘGNOWANA! > > > Moja starsza tez mowila starszemu, ze go kocha, a gdy pytalem jak sie > odczuwa milosc po 25 latach to mi mowila, ze wlasciwie nie czuje nic poza > przyzwyczajeniem do niego. No, to wiele wyjaśnia. Wiem już, czemu nie wierzysz w prawdziwą miłość. > > Przeciwnie. Nie sprowadzam miłości do rutyny. Ta faktycznie zagraża > > związkowi. > > > Znow jestes niepoprawnym marzycielem. Rutyna musi przyjsc we wszystkim z > natury rzeczy. Niepraeda, nie musi. To nie chodzi o to, żeby codziennie wprowadzać urozmaicenia, bo to wtedy nie byłyby urozmaicenia. To trzeba robić co jakiś czas. Nic nie jest bowiem na tyle urozmaicone, zeby nie bylo > niezmienne. Jako klimatolog z wyksztalcenia powinienes o tym wiedziec lepiej > ode mnie, ze z czasem to prawie zawsze z gory wiadomo jaka pogoda bedzie. NIGDY nie wiadomo, jaka pogoda będzie. > > > > Jesli milosc istnieje jako cos nadzwyczajnego, to po co w ogole > > > takie wysilki zeby zwiaek utrzymac? Ona sama nie wystarczy? > > > > > Nie. > > Gdyby byla czyms nadzwyczajnym, to nie trzeba by jej bylo wyreczac > wysilkiem. Nie widzę związku. Kto powiedział, że nadzyczajnej miłości nie trzeba wyręczać wysiłkiem? Miłość właśnie wymaga wysiłku, bo trzeba ją pielęgnować. Ja nie twierdziłem, że miłość jest łatwa. Woz albo przewoz. Tak wiec jej nie ma, milosc jest tylko zwyklym > produktem naszej marzycielskiej kultury i naszego egoistycznego > antropocentryzmu. > Ale jesteś uparty.
Re: Odp. Milosc jst urojeniem
Author: Pinex
Date: Sat, 15 Dec 2001 21:48
Date: Sat, 15 Dec 2001 21:48
163 lines
7533 bytes
7533 bytes
Użytkownik "MarFi" <marfi6@wp.pl> napisał w wiadomości news:3c1b3bb8@news.vogel.pl... > > Moja starsza tez mowila starszemu, ze go kocha, a gdy pytalem jak sie > > odczuwa milosc po 25 latach to mi mowila, ze wlasciwie nie czuje nic poza > > przyzwyczajeniem do niego. > > No, to wiele wyjaśnia. Wiem już, czemu nie wierzysz w prawdziwą miłość. Aaaa tam wiesz.... to tylko jedna z setek przeslanek dla ktorych nie wierze. > > > Przeciwnie. Nie sprowadzam miłości do rutyny. Ta faktycznie zagraża > > > związkowi. > > > > > > Znow jestes niepoprawnym marzycielem. Rutyna musi przyjsc we wszystkim z > > natury rzeczy. > > Niepraeda, nie musi. To nie chodzi o to, żeby codziennie wprowadzać > urozmaicenia, bo to wtedy nie byłyby urozmaicenia. To trzeba robić co jakiś > czas. Nikt nie ma sily wprowadzac urozmaicen przez 20 lat. Opanuj sie, nikt nie jest syzyfem. Zwlaszcza facet, ktory z natury jest poligamista (sam to przyznajesz) bardzo szybko nudzi sie zadowoleniem ze swego zycia seksualnego z jedna tylko partnerka..... Mowiac tu wiec o urozmaiceniu zwiazku masz na mysli chyba tylko swoj skok w bok. Ha ha ha Jesli chodzi o nasze slabe meskie zaangazowanie w monogamicznosc zwiazkow to mozna podac pare danych z badan nad zwiazkami. I tak, wszystkie dane jednomyslnie wskazuja wieksza czestosc zdrad mezczyzn niz kobiet: Z danych Kinsey, Pmeroy i Martin z 1953 wynika, ze dwukrotnie wiecej mezczyzn niz kobiet dopuszcza sie zdrady Buss, "Ewolucja poazdania", s. 102. Buunk 1987 Levinger 1965-66 Thornes i Collard 1979. Wojciszke, "Psychologia milosci", Gdansk 2001, s. 141. Spadek zainteresowania partnerem jest w pierwszych latach zwiazku wiekszy ze strony mezczyzn niz kobiet (badanie Pfeiffer i Davisa z 1972). W pierwszych 4 latach malzenstwa na spadek zainteresowania i oznak milosci skarzy sie juz od 8 do 18 % kobiet, podczas gdy skarzacych sie na to mezczyzn jest az o polowe mniej. W pierwszym roku malzenstwa juz 64 % kobiet skarzy sie tez, ze maz przestaje zwracac uwage na ich slowa a po 4 latach zwiazku skarzacych sie na to kobiet jest az 80 % (za Buss, "Ewolucja pozadania", s. 222). Analogiczne skargi mezczyzn sa pomijalnie male - po roku 18 %, a po 4 latach ok. 30 % (za Buss, tamze). Rownie kiepsko jest ze zwracaniem uwagi na uczucia partnera. Zaledwie po 5 latach zwiazku juz prawie 60 % kobiet (!) skarzy sie, ze maz nie zwraca juz uwagi na ich odczucia (az strach pomyslec jak ten wynik skacze np. po 10 latach - za Buss, tamze). Ciekawe jest tez badanie, ktore mowi, ze zaledwie po 4 latach malzenstwa juz ok. 40 % mezczyzn skarzy sie na to, ze musi kobiecie okazywac uwage i czulosc (za Bussem, tamze). "Wszystko to sugeruje spadek zaangazowania uczuciowego, postepujacy w miare trwania malzenstwa. Spadek ten jest przy tym znacznie dotkliwiej odczuwany przez kobiety niz przez mezczyzn" (Buss, tamze). Gdzie niby ta milosc, nieprzecietne uczucie ktore wszystko zwycieza, skoro az tyle ludzi sie jej nie moze w swym zyciu doszukac, jak to widac z powyzszego? To proste, ona normalnie nie istnieje, jest tylko tandetnym wytworem naszej idealistycznej i zarazonej romantyzmem kultury. Jesli chodzi o nasza poligamiczna nature i mocniej spadajacy spadek zaangazowania mezczyzny w zwiazek, to wszystko to jest prawdopodobnie spowodowane efektem Coolidge'a. On jest niezalezny od naszej woli. Zgodnie z prawidlami tego zjawiska atrakcyjnosc seksualna jednej partnerki maleje wprost proporcjonalnie do sumy ilosci odbytych z nia stosunkow i zarazem atrakcyjnosci innych partnerek dostepnych wkolo. Jest to ponadkulturowe zjawisko. W amazonskiej spolecznosci Mehinaku istnieje nawet specjalne okreslenie leksykalne dla seksu z wlasna zona: "mana" - tzn. "bez smaku". Istnieje tez specjalne okreslenie dla seksu z kochanka - "awirintya", tzn. "smakowity". Podaje to za T. Gregor, "Anxious pleasures. The sexual lives of an Amazon people", Chicago 1985, s. 84, 72. Wiesz jak istotne jest dla zaangazowania w zwiazku zadowolenie z pozycia seksualnego. Zwlaszcza dla nas. To proste, jesli nie masz zadowolenia z pozycia (a jak wynika z powyzszego ono spada wbrew naszej woli po jakims czasie), to z czasem sila rzeczy nie bedziesz sie w zwiazku czul dobrze i widzial motywacji aby go pielegnowac. No chyba, ze tak dla kaprysu. Wychodzi to w praktyce. Rozmawialem kiedys z jednym ksiedzem, ktory zajmowal sie od lat sprawa uniewazniania malzenstw sakramentalnych. Mial wielka praktyke. Mowil, ze najwiecej pozwow o uniewaznienie malzenstw, przychodzi wlasnie od mezczyzn. Pozwy od kobiet - tu cytat z jego slow - to "wyjatkowo rzadka sytacja". Fakty sa takie. I teraz sobie wiec pod to wszystko podpasuj swe idealistyczne oczekiwania i nie badz wcale taki pewien, ze bedzie Ci sie chcialo wciaz rozpalac ten zwiazek. Na razie tylko na dzis dzien tak Ci sie wydaje, nic wiecej. Ja takim optymista nie jestem. Zycie rzadzi sie raczej brutalnymi prawidlami biologicznymi a nie jakims mitycznym uczuciem danym nam od niby od bogow. > Nic nie jest bowiem na tyle urozmaicone, zeby nie bylo > > niezmienne. Jako klimatolog z wyksztalcenia powinienes o tym wiedziec > lepiej > > ode mnie, ze z czasem to prawie zawsze z gory wiadomo jaka pogoda bedzie. > NIGDY nie wiadomo, jaka pogoda będzie. A jednak wiekszosc prognoz pogody sprawdza sie. > > > Jesli milosc istnieje jako cos nadzwyczajnego, to po co w ogole > > > > takie wysilki zeby zwiaek utrzymac? Ona sama nie wystarczy? > > > > > > > Nie. Zatem jest pomijalnie nieistotnym dla trwania zwiazku urojeniem. > > Gdyby byla czyms nadzwyczajnym, to nie trzeba by jej bylo wyreczac > > wysilkiem. > > Nie widzę związku. Kto powiedział, że nadzyczajnej miłości nie trzeba > wyręczać wysiłkiem? Miłość właśnie wymaga wysiłku, bo trzeba ją pielęgnować. > Ja nie twierdziłem, że miłość jest łatwa. W ten sposob to i nawet pojedynek bokserski mozna by nazwac specyficznym sposobem wyrazania wzajemnej milosci bokserow do siebie. > Woz albo przewoz. Tak wiec jej nie ma, milosc jest tylko zwyklym > > produktem naszej marzycielskiej kultury i naszego egoistycznego > > antropocentryzmu. > > > Ale jesteś uparty. I wyzbyty zludzen. P.
Re: Odp. Milosc jst urojeniem
Author: MarFi
Date: Sat, 15 Dec 2001 22:01
Date: Sat, 15 Dec 2001 22:01
68 lines
3624 bytes
3624 bytes
> Wobec mojej matki nie odczuwalem jakiegos > > > nadzwyczajnego stanu swiadomosci, odczuwalem natomiast przywiazanie, > > > szacunek, silne przyzwyczajenie. Jesli to jest milosc, to spokojnie > moge > > > powiedziec, ze nie jest to nic nadzwyczajnego, choc z pewnoscia > > > szlachetnego. > > > > > To jest właśnie miłość, nawet, jeśli ty to nazywasz inaczej. Dlaczego to > ma > > nie być czymś szlachetnym? > > > Miało być: Dlaczego to ma nie być czymś nadzwyczajnym? > > Bo po prostu nie jest. Popatrz na roznice miedzy nami: Ty piszesz jak ma byc > (marzycielskie podejscie) a ja pisze jak jest. Jest według ciebie, a nie jest rzeczywiście (irracjonalne podejście). > > > > > Nie trwa wiecznie stan zakochanie się, który ty nazywasz odurzeniem. > > > Sek w tym, ze mimo wysilku stron jest to uczucie skazane na nieuchronna > ulotnosc. Apologeci milosci idealnej wymyslili sobie tu wiec argument, ze > niby kiedy przemija zakochanie to dopiero wtedy przychodzi "prawdziwa > milosc". Miłość jest zawsze prawdziwa, no chyba, że udajemy. Ja mówię o dojrzałej miłości. Podciagaja pod slowo milosc to co najwyzej jest przyjaznia czy > przywiazaniem i nie ma w sobie juz nic z nadzwyczajnych uczuc zakochania. Z zakochania nie, ale z miłością tak. Przyjaciół możesz mieć wielu, a kocha się jedną osobę, nie licząc rodziców, dzieci, itd. > Twierdza tak w celu obrony utopii, bowiem po okresie zakochania trzeba > raczej sie wysilac aby zwiazek utrzymac i nic godnego uwagi juz sie nie > czuje. Ale tego przyznac nie chca, bowiem zycie jawi sie wtedy jako szare. > Wiec uciekaja w rozne swiaty pojeciowych fantazji, zeby tylko utrzymac swoj > jedyny dogmat sensu zycia. To wlasnie robisz. > No, niebędę się powtarzał. Tu się nie zgadzamy. > Tu > się > > nie różnimy w poglądach. > Nie różnimy się rónież w tym, że rozumiemy, z > > jakiego typu procesami jest to związane. Nie zgadzam się jednak, że to > > uczucie wynika wyłącznie z wydzielaniem fenylo- czegoś tam, ponieważ jest > > ono skierowane do konkretnej osoby, a nie do jakiegoś ogółu, > Brak odpowiedzi? Nie jest to tematem głónym mojej polemiki, ale tu zaznaczę, że fenylo- nie jest przyczyną zakochania, tylko jej skutkiem, a ten skutek jest dopiero przyczyną "odurzenia". Mogę się tu mylić, ale raczej tak jest. > Tylko, ze pod pojecie tej milosci dojrzalej to juz podciagsz rozne rzeczy. > Nawet te prozaiczne. Owszem. Miłość to również szarzyzna codzienności.
Re: Odp. Milosc jst urojeniem
Author: MarFi
Date: Sat, 15 Dec 2001 22:35
Date: Sat, 15 Dec 2001 22:35
194 lines
8205 bytes
8205 bytes
> > > Moja starsza tez mowila starszemu, ze go kocha, a gdy pytalem jak sie > > > odczuwa milosc po 25 latach to mi mowila, ze wlasciwie nie czuje nic > poza > > > przyzwyczajeniem do niego. > > > > No, to wiele wyjaśnia. Wiem już, czemu nie wierzysz w prawdziwą miłość. > > > Aaaa tam wiesz.... to tylko jedna z setek przeslanek dla ktorych nie wierze. > > Gdybyś miał odpowiednie wzorce wyniesione ze swojego domu, wiedziałbyś na czym polega miłość. Jest to podstawowa wiedza współczesnej psychologii, na którą się powołujesz. > > > > > Przeciwnie. Nie sprowadzam miłości do rutyny. Ta faktycznie zagraża > > > > związkowi. > > > > > > > > > Znow jestes niepoprawnym marzycielem. Rutyna musi przyjsc we wszystkim z > > > natury rzeczy. > > > > Niepraeda, nie musi. To nie chodzi o to, żeby codziennie wprowadzać > > urozmaicenia, bo to wtedy nie byłyby urozmaicenia. To trzeba robić co > jakiś > > czas. > > > > Nikt nie ma sily wprowadzac urozmaicen przez 20 lat. Opanuj sie, nikt nie > jest syzyfem. To nie kosztuje wcale dużo wysiłku. Od czasu do czasu miłe słówko, kwiaty, wyjście do kina, teatru, do znajomych. Tego nie robi się codziennie, ale jest bardzo ważne. Pozwala zapobiec rutynie. Zwlaszcza facet, ktory > z natury jest poligamista (sam to przyznajesz) bardzo szybko nudzi sie > zadowoleniem ze swego zycia seksualnego z jedna tylko partnerka..... Chciałby mieć wiele partnerek, ale jeśli kocha jedną, to jej nie będzie zdradzał. Miłość wymaga również wyrzeczeń. Kobieta też musi się w dużym stopniu dostosować. > Mowiac tu wiec o urozmaiceniu zwiazku masz na mysli chyba tylko swoj skok w > bok. > > Ha ha ha Ha ha ha > > Jesli chodzi o nasze slabe meskie zaangazowanie w monogamicznosc zwiazkow to > mozna podac pare danych z badan nad zwiazkami. > > I tak, wszystkie dane jednomyslnie wskazuja wieksza czestosc zdrad mezczyzn > niz > kobiet: No, to całkiem logiczne. > > Spadek zainteresowania partnerem jest w pierwszych latach zwiazku wiekszy ze > strony mezczyzn niz kobiet (badanie Pfeiffer i Davisa z 1972). > > W pierwszych 4 latach malzenstwa na spadek zainteresowania i oznak milosci > skarzy sie juz od 8 do 18 % kobiet, podczas gdy skarzacych sie na to > mezczyzn jest az o polowe mniej. W pierwszym roku malzenstwa juz 64 % > kobiet skarzy sie tez, ze maz przestaje zwracac uwage na ich slowa a po 4 > latach zwiazku skarzacych sie na to kobiet jest az 80 % (za Buss, "Ewolucja > pozadania", s. 222). > > Analogiczne skargi mezczyzn sa pomijalnie male - po roku 18 %, a po 4 latach > ok. 30 % (za Buss, tamze). > > Rownie kiepsko jest ze zwracaniem uwagi na > uczucia partnera. Zaledwie po 5 latach zwiazku juz prawie 60 % kobiet (!) > skarzy sie, ze maz nie zwraca juz uwagi na ich odczucia (az strach pomyslec > jak ten wynik skacze np. po 10 latach - za Buss, tamze). > > Ciekawe jest tez badanie, ktore mowi, ze zaledwie po 4 latach malzenstwa juz > ok. 40 % mezczyzn skarzy sie na to, ze musi kobiecie okazywac uwage i > czulosc (za Bussem, tamze). > > "Wszystko to sugeruje spadek zaangazowania uczuciowego, postepujacy w miare > trwania malzenstwa. Spadek ten jest przy tym znacznie dotkliwiej odczuwany > przez kobiety niz przez mezczyzn" (Buss, tamze). > > Gdzie niby ta milosc, nieprzecietne uczucie ktore wszystko zwycieza, skoro > az tyle ludzi sie jej nie moze w swym zyciu doszukac, jak to widac z > powyzszego? To proste, ona normalnie nie istnieje, jest tylko tandetnym > wytworem naszej idealistycznej i zarazonej romantyzmem kultury. > Ze wszystkim się zgadzam, tylko nigdzie nie wymieniłeś tej magicznej liczby 100%! Ja wiem, że dla mężczyzny naturalne jest dążenie do współżycia z wieloma kobietami. Ale to nie świadczy, że nie jest MOŻLIWA miłość do końca życia. (Albo ściślej do późnej starości, bo można przeciż umrzeć młodo). A że w większości przypadków tak nie jest, to prawda. Jest to spowodowane wpadaniem w rutynę, której jednak można uniknąć. Wiem, bo obserwuję swoich rodziców. Dla mnie to jest koronny dowód. Nikt mi nie powie, że to zwykłe przyzwyczajenie, bo widzę, że oni sobie okazują uczucia. Tu nie ma rutyny. > > Podaje to za T. Gregor, "Anxious pleasures. The sexual lives of an Amazon > people", Chicago 1985, s. 84, 72. > > Wiesz jak istotne jest dla zaangazowania w zwiazku zadowolenie z pozycia > seksualnego. Zwlaszcza dla nas. To proste, jesli nie masz zadowolenia z > pozycia (a jak wynika z powyzszego ono spada wbrew naszej woli po jakims > czasie), to z czasem sila rzeczy nie bedziesz sie w zwiazku czul dobrze i > widzial motywacji aby go pielegnowac. No chyba, ze tak dla kaprysu. > W pożciu seksualnym również istnieje zagrożenia wpadnięcia w rutynę. Wszystko jest analogicznie, jak poprzednio. > Wychodzi to w praktyce. Rozmawialem kiedys z jednym ksiedzem, ktory zajmowal > sie od lat sprawa uniewazniania malzenstw sakramentalnych. Mial wielka > praktyke. Mowil, ze najwiecej pozwow o uniewaznienie malzenstw, przychodzi > wlasnie od mezczyzn. Pozwy od kobiet - tu cytat z jego slow - to "wyjatkowo > rzadka sytacja". > Zycie rzadzi sie raczej > brutalnymi prawidlami biologicznymi a nie jakims mitycznym uczuciem danym > nam od niby od bogow. Religii w to nie mieszajmy. To nie ta strona, nie wypada, ktoś może poczuć się urażony itd. Po co? > > > > > Nic nie jest bowiem na tyle urozmaicone, zeby nie bylo > > > niezmienne. Jako klimatolog z wyksztalcenia powinienes o tym wiedziec > > lepiej > > > ode mnie, ze z czasem to prawie zawsze z gory wiadomo jaka pogoda > bedzie. > > NIGDY nie wiadomo, jaka pogoda będzie. > > > A jednak wiekszosc prognoz pogody sprawdza sie. Większość to nie wszystkie. Zresztą co to znaczy, że prognoza się sprawdziła? Zależy gdzie, w jakich okolicznościach, w jakim czasie, w jakiej skali, w jakim terminie itd. Nie można tak upraszczać tematu. > > > > > Jesli milosc istnieje jako cos nadzwyczajnego, to po co w ogole > > > > > takie wysilki zeby zwiaek utrzymac? Ona sama nie wystarczy? > > > > > > > > > Nie. > > > Zatem jest pomijalnie nieistotnym dla trwania zwiazku urojeniem. Nie rozumiem, o co ci chodzi. Dlacaego jeśli mołość trzeba pielęgnować, to jest ona urojeniem? > > > > > Gdyby byla czyms nadzwyczajnym, to nie trzeba by jej bylo wyreczac > > > wysilkiem. > > > > Nie widzę związku. Kto powiedział, że nadzyczajnej miłości nie trzeba > > wyręczać wysiłkiem? Miłość właśnie wymaga wysiłku, bo trzeba ją > pielęgnować. > > Ja nie twierdziłem, że miłość jest łatwa. > > > W ten sposob to i nawet pojedynek bokserski mozna by nazwac specyficznym > sposobem wyrazania wzajemnej milosci bokserow do siebie. Nie można miłości porównywać do pojedynku bokserskiego. Oczywiście, różnice w psyhice płci są znaczne, ale większość cech łączy kobiety i mężczyzn, a niedzieli.
Re: Odp. Milosc jst urojeniem
Author: Pinex
Date: Wed, 19 Dec 2001 13:58
Date: Wed, 19 Dec 2001 13:58
261 lines
12832 bytes
12832 bytes
Użytkownik "MarFi" <marfi6@wp.pl> napisał w wiadomości > > > No, to wiele wyjaśnia. Wiem już, czemu nie wierzysz w prawdziwą miłość. > > > > > > Aaaa tam wiesz.... to tylko jedna z setek przeslanek dla ktorych nie > wierze. > > > > > Gdybyś miał odpowiednie wzorce wyniesione ze swojego domu, wiedziałbyś na > czym polega miłość. W moim domu i w domach wielu rodzin znanych mi od podszewki zwiazki zawsze byly udane. Ale byl tam tez realizm stosunkow miedzyludzkich i nie uczono mnie, ze istnieje w glowach ludzi cos nadzwyczajnego z tej okazji. To znaczy, nie mowiono mi tez przy kazdej okazji, ze to nie istnieje, ale slowa i tak by mnie nie obchodzily. Mnie interesuja tylko czyny, bo one mowia o nas prawde. Nasze slowa natomiast najczesciej mowia tylko to co chcielibysmy uslyszec. Jest to podstawowa wiedza współczesnej psychologii, na > którą się powołujesz. Psychologia na jaka sie powoluje orzeka zadziwiajaco jednomyslnie po przebadaniu reprezentatywnej czesci zwiazkow w przewazajacej czesci naszych kultur: "Najblizej trzymajacy sie faktow wniosek jest wiec taki, ze w znacznej wiekszosci stalych zwiazkow wystepuje systematyczny i rozlozony na wiele lat spadek satysfakcji z tychze zwiazkow" (B. Wojciszke, "Psychologia milosci", Gdansk 2001, s. 153). Takie same konkluzje u Mc Hale i Huston z 1985 oraz White i Booth (tez 1985). Jak widac, wiekszosc populacji nie odczuwa wiec zadnych trwalych nadzwyczajnych stanow swiadomosci, ktore wy romantycy zwiecie miloscia. Gdyby takie cos istnialo nie istnialby powszechny spadek satysfakcji w zwiazkach. To proste jak drut i jasne jak slonce. Ale wiem, ze wasze marzenia sa silniejsze niz jakiekolwiek wnioski wyciagane z powszechnych faktow. > > Nikt nie ma sily wprowadzac urozmaicen przez 20 lat. Opanuj sie, nikt nie > > jest syzyfem. > > To nie kosztuje wcale dużo wysiłku. To jest ponad wysilek. Nuda napelnia ohyda, ktore wielu nie moze przeskoczyc a nawet jakby umieli to nie wiedzieliby po co mieliby to robic. "Znudzone dzieci staja sie poirytowane, namolne, klotliwe, niezadowolone, niegrzeczne (...) i ogolnie mowiac nie do zniesienia. Kiedy dorosli sie nudza sklonni sa do tego samego" (M. C. Venditti, "How to be your own marriage counselor?", New York 1980, s. 65). Czlowiek po prostu nie robi czegos co mu nie sprawia satysfakcji. Od czasu do czasu miłe słówko, kwiaty, > wyjście do kina, teatru, do znajomych. Ale z czasem nie ma juz motywu do tego a bez motywu nie robi sie nic. Nadal jestes wiec idealista. Czesto tez w zwiazkach przychodzi wtedy juz wiele wspolrywalizacji, kazdy chce wyrwac jak najwiecej dla siebie i oskarza druga strone o to, ze ona sie nie poswieca dla zwiazku, itd. Taka musi byc nasza natura, bo bysmy nie przetrwali po prostu jako gatunek i jako zwiazki. Kazdy kto wyrywa za malo dla siebie a daje sie innym zbyt wykorzystac przegrywa. Kto przy tym wszystkim jeszcze pamieta o jakiej radosci z dawaniu kwiatkow, to najwyzej juz tylko beztresciwa rutyna. Daj se wiec z tym spokoj i badz dorosly. Tego nie robi się codziennie, ale > jest bardzo ważne. Pozwala zapobiec rutynie. > > Zwlaszcza facet, ktory > > z natury jest poligamista (sam to przyznajesz) bardzo szybko nudzi sie > > zadowoleniem ze swego zycia seksualnego z jedna tylko partnerka..... > > Chciałby mieć wiele partnerek, ale jeśli kocha jedną, to jej nie będzie > zdradzał. Miłość wymaga również wyrzeczeń. A kogo obchodza wyrzeczenia. Jedynie do pewnej granicy, ale bez przesady. Ludzie nie lubia dawac a wola brac. Taka jest nasza natura bo nasz gatunek musial przetrwac wedle wlasnie takich zasad. Z samego dawnia nic dla przetrwania mu nie przychodzilo. Kazdy dluzszy zwiazek jest w sumie juz tylko rachunkiem strat. Szczegolnie dla nas facetow. Dochodzisz zalozmy gdzies tak do 50 - tki. Twoja kobita ma tak powiedzmy tez gdzies kolo 50 - tki. No ale wiadomo, ze my chlopy wolimy ciupciac jak najmlodsze. No wiec wolalbys biegac z kwiatkami do swej starej, czy do jakiejs mlodej ktora moze Ci dac? Oczywiscie, zeby nie wyjsc na szuje przed czytajacymi te liste paniami wypadaloby nam odpowiedziec, ze bedziemy biegac do naszej zonki z kwiatkami, ale co tak naprawde zrobi w sumie kazdy facet w tej powyzszej sytuacji dobrze wiesz. > Ze wszystkim się zgadzam, tylko nigdzie nie wymieniłeś tej magicznej liczby > 100%! Badania te byly limitowane tylko do zaledwie pierwszych 5 lat zwiazku. I wynikalo z nich, ze juz 80 procent mezczczyn nie okazuje w tym czasie uczuc zonie (wiec pewnie tez i juz nic nie odczuwa, co jest zgodne z psychologia). Nie trudno sie domyslic ze sto procent przychodzi wczesniej niz pozniej. To logiczna oczywistosc wynikajaca z lawinowego przyrostu. No i z samej psychologii, ktora mowi o nieuchronnym wygasnieciu uczuc w kazdym zwiazku - patrz powyzszy cytat jaki podalem. A ze ktos nazywa taki okres uczuciowej martwicy "miloscia" to jego sprawa. Jak sie ktos uprze to moze wszystko nazwac jak mu sie podoba, co wcale nie znaczy, ze to tym jest. Ja wiem, że dla mężczyzny naturalne jest dążenie do współżycia z > wieloma kobietami. Ale to nie świadczy, że nie jest MOŻLIWA miłość do końca > życia. No mozliwe jest tez zycie bez nogi, reki, itd. Tylko nie wiadomo, czy zawsze sie oplaca. Jeden ze swietych to sobie obcial nawet. Wszystko jest mozliwe, ale nie wszystko sie oplaca. (Albo ściślej do późnej starości, bo można przeciż umrzeć młodo). A > że w większości przypadków tak nie jest, to prawda. Jest to spowodowane > wpadaniem w rutynę, której jednak można uniknąć. Wiem, bo obserwuję swoich > rodziców. Dla mnie to jest koronny dowód. Nikt mi nie powie, że to zwykłe > przyzwyczajenie, bo widzę, że oni sobie okazują uczucia. Tu nie ma rutyny. Moi rodzice tez sobie "okazywali uczucia", czulosc, a jednoczesnie wiara w istnienie czegos takiego jak milosc na dluzsza mete w normalnym i udanym zwiazku byla dla nich dziecinada i przesada. W sumie wprost oswiadczali, ze sa ze soba z powodu dzieci i tylko my (ja i siostra) ich wiazemy w satysfakcjonujaca wspolnote. Gdzie tu widzisz milosc jako trwaly stan zwiazku dwoch osob? Jak widac mozna byc szczesliwym ze soba cale zycie bez owijania w bawelne i potrzeby ubierania tego w przesadne okreslenia zmyslone przez niepowaznych nastolatkow i tworcow XIX wiecznych romansidel. > W pożciu seksualnym również istnieje zagrożenia wpadnięcia w rutynę. > Wszystko jest analogicznie, jak poprzednio. Tu nawet gorzej. O ile nudna codziennosc beznamietnego kilkudziesiecioletniego zwiazku mozna jeszcze na sile i z przesada nazywac miloscia, to w przypadku seksu dopada nas efekt Coolidge'a ktory jest mimowolny. "Mana" jest faktem bez wzgledu na nasze starania. No i dlatego kazdy facet ma wczesniej czy pozniej potrzebe skoku w bok. > > Zatem jest pomijalnie nieistotnym dla trwania zwiazku urojeniem. > > Nie rozumiem, o co ci chodzi. Dlacaego jeśli mołość trzeba pielęgnować, to > jest ona urojeniem? Bo to co nazywasz eufemistycznie "pielegnacja" jest niczym innym jak proba ozywienia trupa. Naturalne jest to, ze uczucia do drugiego czlowieka wygasaja w kazdym zwiazku. No i nie tylko w tych milosnych. Nie jest to wina niczyja kto tkwi w zwiazku tylko niezalezny od nas mechanizm naszej psychiki. Natura po prostu nie uposazyla nas w mechanizm pchajacy nas ku sobie w nieskonczonosc, bo nigdy jej to nie bylo potrzebne. Natura jest slepa, "kieruje" sie tylko zwyklymi prawidlami doboru naturalnego ktory pcha nas ku slepej reprodukcji. Jesli wiec tak jest, to tylko wbrew naszej naturze mozemy byc ze soba do konca. A tu nie ma juz nic z milosnych uniesien ani nie ma to nic wspolnego z czyms co nam sie moze kojarzyc z satysfakcja z takiego zycia do ktorego wszakze jestemy jakos przymuszeni. Jest nawet kilkanascie badan zrobionych na miedzynarodowej probce populacji, ktore to potwierdzaja. Badania te zebrali Argyle i Martin w 1991 sporzadzajac z nich wykres. Im dluzej trwa zwiazek tym satysfakcja z trwalego zwiazku leci nieuchronnie w dol (za Argyle i Martin, "The psychological causes of happiness", Oxford, Pergamon Press, s. 87 wykres). Nie jestesmy wiec przez nature najwyrazniej przeznaczeni do przezywania satysfakcji w trwalym calozyciowym zwiazku (bo dlaczego mielibysmy niby byc w ogole przez nature przeznaczeni do calozyciowego zwiazku?) a badania to potwierdzaja. Trwale zwiazki to twor kultury nie natury. > > > > Gdyby byla czyms nadzwyczajnym, to nie trzeba by jej bylo wyreczac > > > > wysilkiem. > > > > > > Nie widzę związku. Kto powiedział, że nadzyczajnej miłości nie trzeba > > > wyręczać wysiłkiem? Miłość właśnie wymaga wysiłku, bo trzeba ją > > pielęgnować. > > > Ja nie twierdziłem, że miłość jest łatwa. > > > > > > W ten sposob to i nawet pojedynek bokserski mozna by nazwac specyficznym > > sposobem wyrazania wzajemnej milosci bokserow do siebie. > > Nie można miłości porównywać do pojedynku bokserskiego. Oczywiście, różnice > w psyhice płci są znaczne, ale większość cech łączy kobiety i mężczyzn, a > niedzieli. A to juz jest totalna bzdura. Przemysl to co piszesz a zobaczysz, ze powtarzasz tylko pewien mimowolnie pewien obiegowy stereotyp sklecony na potrzeby ideologii. Roznice w naturach kobiet i mezczyzny to wlasnie cos co jest najwieksza przeszkoda i glownym powodem tego, ze zwiazki nie moga trwac najczesciej na stale. To oczywiste, ze kobiety i mezczyzni maja odmienne psychiki a co za tym idzie to powoduje nieuchronnnie to, ze obie strony maja odmienne wizje postrzegania rzeczywistosci i tym samym inne cele w zwiazku. No a jesli sa odmienne cele w zwiazku to nie moze przyczyniac sie to do harmonii. To oczywiste. Im mniejsza jest roznica wspolnych wizji i oczekiwan co do swiata tym wieksza sympatia osob do siebie (za Byrne, 1971 i 1966). Ale miedzy kobieta a mezczyzna nigdy nie bedzie wlasciwej harmonii. Wtedy kazdy zwiazek jest juz tylko przykrym kompromisem. To logicznie pewne i widoczne zreszta w codziennej praktyce zwiazkow. Oto kilka roznic w oczekiwaniach kobiet i mezczyzn od zycia: 1) Kobiety koncentruja swe zainteresowania bardziej na uczuciach a mezczyzn bardziej interesuja rozmyslania i dyskusje o faktach. Widoczne to jest chocby w tym, ze kobiety nigdy nie mialy zadnego dorobku w historii wynalazczosci a dorobek cywilizacji to w zasadzie w calosci osiagniecie meskiej czesci populacji (spostrzezenie za Bogdan Wojciszke, "Psychologia milosci", Gdansk 2001). 2) Wieksza sklonnosc kobiet do budowy trwalych zwiazkow niz u mezczyzn a co za tym idzie mniejsza wiernosc mezczyzn jednej tylko kobiecie niz odwrotnie. To nieuchronne zrodlo podejrzen i konfliktow. Symmons wprost pisze, ze istniejace w naszej meskiej swiadomosci wieksze niz u kobiet zamilowanie do zdrad i przelotnego seksu ma przyczyne w naszej ewolucyjnej przeszlosci i jest produktem selekcji naturalnej. Za czasow pierwotnych moglismy kopulowac w sumie bezkarnie bez ponoszenia za to uciazliwych konsekwencji w postaci ciazy i karmienia potomka w trudnych przeciez warunkach (Symmons, 1979). 3) Rozne startegie seksualne i zwracanie na co innego u partnera w skali waznosci. Itd, itp. Nie ma co wydluzac tego i tak dlugiego postu. W razie co mozna bedzie rozwinac. Zreszta i tak konczy mi sie juz czas na przerwe obiadowa. Trzeba spadac. Pozdr. P.
Re: Odp. Milosc jst urojeniem
Author: Iris
Date: Thu, 20 Dec 2001 01:39
Date: Thu, 20 Dec 2001 01:39
35 lines
2730 bytes
2730 bytes
Użytkownik "MarFi" <marfi6@wp.pl> napisał w wiadomości news:3c211156@news.vogel.pl... > > tylko rachunkiem strat. Szczegolnie dla nas facetow. Dochodzisz zalozmy > > gdzies tak do 50 - tki. Twoja kobita ma tak powiedzmy tez gdzies kolo 50 - > > tki. No ale wiadomo, ze my chlopy wolimy ciupciac jak najmlodsze. No wiec > > wolalbys biegac z kwiatkami do swej starej, czy do jakiejs mlodej ktora > moze > > Ci dac? Oczywiscie, zeby nie wyjsc na szuje przed czytajacymi te liste > > paniami wypadaloby nam odpowiedziec, ze bedziemy biegac do naszej zonki z > > kwiatkami, ale co tak naprawde zrobi w sumie kazdy facet w tej powyzszej > > sytuacji dobrze wiesz. > > Zapewniam cię, że nie każdy. Mów za siebie. > Moze ja sprobuje powiedziec swoje zdanie w w/w temacie...otoz twierdze, ze taki 50-letni facet przyniesie kwiaty swojej 50-letniej zonie. Te kwiaty dla zony to klasyczny symbol wyrzutow sumienia, czytelny dla niemal wszystkich zon na swiecie od bardzo, bardzo wielu pokolen. Mowie o kwiatach wreczanych bez zadnej, okreslonej okazji typu imieniny, czy jakas rocznica. To rodzaj niemych przeprosin za "grzeszne" mysli lub uczynki;). A dziewczyna dostanie od dojrzalego w latach pana np.jakies ciuchy lub dobry kosmetyk...to zalezy od kraju, obyczajow i zasobow finansowych faceta. Oczywiscie nie wszyscy mezowie zdradzaja, ale po 20-30 latach malzenstwa przynoszenie zonie kwiatow jest tak rzadkie, ze na ogol budzi zdziwienie a nawet podejrzenie. Iris
Re: Odp. Milosc jst urojeniem
Author: Pinex
Date: Thu, 20 Dec 2001 16:37
Date: Thu, 20 Dec 2001 16:37
178 lines
9289 bytes
9289 bytes
Użytkownik "MarFi" <marfi6@wp.pl> napisał w wiadomości
news:3c1f964e@news.vogel.pl...
> > Jak na razie to mowisz tylko o jakichs abstrakcjach, ktore wcale nie sa
az
> > tak nadzwyczajne. Twoje zilustrowanie prawdziwej milosci przykladem
> uczucia
> > do matki pogrzebalo calkiem idee milosci jako czegos specjalnego.
> > Wystarczyloby Ci kochac Twoja zone w przyszlosci tylko tak jak kochasz
> > matke? A moze szukasz czegos wiecej - namietnosci? Tylko, ze ona bez
> fenylo
> > juz nie powstanie.
>
> To tylko twoje zdanie świadczące o tym, że nie rozumiesz istoty miłości.
Istoty czego?
W
> tym przypadku miłość nie "powstaje" a przekształca się z pierwszego etapu
> zakochania się w miłość dojrzałą.
Sek w tym, ze to tylko czysta teoria, w dodatku marnie uzasadniona. To co Ty
ladnie nazywasz "przeksztalcaniem sie" jest zwyklym wygasaniem namietnych
odczuc. Owszem, mozna to na chama nazywac "przeksztalcaniem sie zakochania
w milosc" ale to juz tylko zwykla proba ratowania swojego marzycielskiego
pogladu opartego tylko na nadziei, ze jest milosc. I na niczym wiecej.
Ludzie czesto nazywaja miloscia zwiazki, ktore po wielu probach utrzymania o
malo co sie nie rozpadly. Tak wiec to tylko kwestia nazewnictwa. W porzadku,
nadawajmy temu dziwaczne nazwy, ale po co od razu cala ta bajka, ze milosc
to cos wspanialego? To zwykle naciaganie ludzi przez marzycieli tworzacych
kulture. Ja tez ciotkom mowie, ze ja i moja siostra kochamy sie, jak to
przeciez przystalo na rodzenstwo. W rzeczywistosci klocimy sie codziennie o
byle co. I tak jest w kazdym rodzenstwie, a takze zreszta w wiekszosci
malzenstw. Jesli to jest milosc, to ja dziekuje.
Ale już przyznałeś, że jest jakieś uczucie
> do matki. Takie uczucie to właśnie miłość. Pewnie, że ta miłość między
> partnerami związku miłosnego jest nieco inne (no bo musi być inne), ale
> bardzo podobne do miłości do matki.
No, w koncu zaczynasz byc powaznym facetem, ktory powoli porzuca milosna
mitologie. Zatem, jesli jest to bardzo podobne do milosci matki to
potwierdziles moja teze, ze wieksza czesc procesu milosci to wciaz nie jest
nic wielkiego. Mozesz nadal wmawiac sobie, ze to cos wspanialego, ale obaj
dobrze wiemy, ze nic wielkiego w tym nie ma. Na pewno nie mozna wciaz tym
zyc i sie tym zachwycac, bo nikt tak nie robi przeciez w przypadku uczucia
do matki. Matka czesto po prostu jest i tyle. W tym wypadku rzeczywiscie
wychodzi na to, ze jedynym nadzwyczajnym stanem swiadomosci jest zakochanie.
No ale to nic dziwnego, w koncu sprawia to prostacka chemia, a nie jakies
niby wspaniale cechy partnera czy boskie strzaly Amora. Jesli sie sami nie
naszprycujemy fenyloetyloamina od wewnatrz to inaczej nie jestesmy w stanie
sami z siebie nic wielkiego odczuwac. Taka z nas banalna i bezduszna
biologia.
> > A co to za nowatorska idea? Wiec jesli fenylo sie nie wydzieli, to tez
> > mozesz "kochac", tak bez namietnosci? A czym sie wtedy to rozni od
> > przyjazni? Niczym. Po prostu nic sie nie czuje i juz.
>
>
> Znowu nie rozumiesz. Nie zakochasz się, jeśli drugiej osoby nie ujrzysz,
nie
> powąchasz, czy jak tam chcesz (chociaż ciekawa sprawa, mi się kiedyś
zdrzyło
> zakochać w dziewczynie, która mi się tylko przyśniła!). Innymi słowy:
> najpierw musi być bodziec oddziałowujący na nasze zmysły, a dopiero potem
> można się zakochać, a nie można zakochać się tylko dlatego, że wydzieliło
> się fenylo-.
Nie wydziwiaj. Jak fenylo Cie nie oglupi to inaczej nic nie bedziesz czul.
To juz jest stwierdzone. Bedzie to jedna z tego typu sytuacji gdy mowimy -
ona jest przeciez taka atrakcyjna, podoba mi sie fizycznie, jest wspaniala,
inteligentna, przyjacielska, wyrozumiala dla mojego punktu widzenia, itd,
ale ja do niej nic nie czuje, po prostu sie znamy i juz. Sam mam takie
sytuacje w zyciu. Moim najlepszym kumplem jest moja przyjaciolka Aleksandra.
Swirowali z nia juz wszyscy na moim osiedlu, a ja choc znam ja najdluzej -
nie. Czesto jezdzilismy razem pod namioty, spotykamy sie wciaz i znamy jak
dwa lyse konie - jest atrakcyjna. Jednak nie swirowalem z nia nigdy i nic
nie czuje do niej. Swirowalem nawet z jej kolezankami, ale z nia sama nie. I
choc wiem, ze ona moze by i chciala to mimo to nic mnie do niej nie ciagnie
poza wpadaniem do niej na herbatke. Bez fenylo sie po prostu nie bujniesz w
pannie i juz. Taka z nas banalna biologia i nie spadaja na nas jakies
mityczne uczucia ot tak znikad. Wszystko w nas ma banalna bio-chemiczna
przyczyne.
> Jeśli nie zgadzasz się z tym, to pomyśl, czy to nie jest logiczne:
> 1. Widzisz dziewczynę, która ci się podoba (ładna, ładnie pachnie itd.).
> 2. Analiza informacji przez mózg.
> 3. Fascynacja tą dziewczyną.
> 4. Wydzielenie fenylo-... itd.
> Ty opisywałeś to nieco inaczej. Może nieświadomie.
> 1. Wydziela się fenylo-, odurzenie.
> 2. Zakochanie.
>
> No, tak to opisywałeś! Z twojego opisu nie widać, w kim następuje
> zakochanie. Nie tłumaczysz, dlaczego zakochanie nastąpiło w kierunku
> konkretnej osoby.
Twoj koles Lesio strzelil na ten temat tu na liscie niezly wywod. Masz tam
tez o feromonach itd. To, dlaczego sie bujniemy w tej a nie w innej jest
poza nasza swiadomoscia i decyduja o tym nieuswiadomione czynniki w naszym
organizmie. Sa one reprodukcyjne. To tak jak np. trawienie, ono tez jest
poza nasza swiadomoscia.
> Przy czym jeszcze raz zaznaczam, że nie mam tu merytorycznego
przygotowania,
> tylko logicznie myślę.
Logiczne myslenie nie starczy, skoro jest oparte na marzeniach. Pomysl o
rzeczy najprostszej: czemu niby ma istniec milosc? Tak nam wmowila kultura,
ktora znudzona szaroscia i marnoscia naszej codziennej egzystencji lubi
gonic za czyms niezwyklym, ale to nie jest gwarancja na to, ze to
cos istnieje jako cos niezwyklego.
Pomysl jednak: my ludzie, jestesmy prodkuktem ewolucji. Bezdusznej ewolucji,
ktora faworyzowala zawsze najsilniejszych a slabszych eliminowala. Nie miala
wzgledu na slabych, nie miala litosci. W bezwzglednym swiecie przyrody slabi
odpadaja, zostaja tylko najsilniejsi. Takimi prawami rzadzi sie tez swiat
ludzi, ktory pochodzi z tej samej przyrody co reszta zycia na naszej
planecie. Z nieba nie spadlismy. W tym naszym ludzkim swiecie tez silniejszy
zwycieza we wszystkich dziedzinach zycia. Nie mozna miec pretensji, ze tacy
sa ludzie, posluguja sie oni wlasnie tymi prawami co ewolucja ktora ich
"wyprodukowala". I teraz w tym swiecie ma nagle pojawic sie cos tak do niego
nie pasujacego jak milosc, ktora w zalozeniu romantykow ma byc czyms innym
niz caly ten swiat - czyms wspanialym, bezinteresownym ("swojego nie
szuka"), duchowym perpetum , czyms trwalym i delikatnym, ble ble ble.
Przeciez to absurd. Milosc w swych zalozeniach w ogole nie pasuje do praw
rzadzacych swiatem przyrody. Odstaje od niej co widac golym okiem. Milos
jest wiec najwyrazniej nie produktem rzeczywistosci ale produktem naiwnych
oczekiwan. Wmowiono nam w dziecinstwie, ze takie cos nas kiedys spotka i w
takiej atmosferze wzrastalismy. Ale to tylko pobozne zyczenia tych ktorzy
sami na to czekali jak na ksiecia z bajki. Im tez to wmowiono. Nie ma wiec
wcale zadnej gwarancji na to, ze takie cos jak milosc w ogole istnieje. Po
pierwsze nie musi istniec a po drugie, z obserwacji natury swiata widac, ze
nawet nie ma prawa istniec w tej formie w jakiej jest powszechnie pojmowana
i opisywana w naszej kulturze.
> > a ten skutek
> > > jest dopiero przyczyną "odurzenia". Mogę się tu mylić, ale raczej tak
> > jest.
> >
> >
> > Cos zbyt kombinujesz. Nigdy nie sformulowano jeszcze takiej koncepcji w
> > literaturze opisujacej chemie zakochania.
> >
> >
> >
> > > > Tylko, ze pod pojecie tej milosci dojrzalej to juz podciagsz rozne
> > rzeczy.
> > > > Nawet te prozaiczne.
> > >
> > > Owszem. Miłość to również szarzyzna codzienności.
> >
> > Zatem nic nadzwyczajanego.
> > P.
>
>
> Kwestia oceny. Dla mnie jest to nadzwyczajne.
Zobaczymy jak dlugo bedziesz w to wierzyc.
P.
Re: Odp. Milosc jst urojeniem
Author: MarFi
Date: Thu, 20 Dec 2001 19:29
Date: Thu, 20 Dec 2001 19:29
145 lines
6557 bytes
6557 bytes
> > To tylko twoje zdanie świadczące o tym, że nie rozumiesz istoty miłości. > > > Istoty czego? > Tego typu pytanie świadczy o tym, że nie masz sensownego kontrargumentu. Ale odpowiem ci: istoty miłości. > > W > > tym przypadku miłość nie "powstaje" a przekształca się z pierwszego etapu > > zakochania się w miłość dojrzałą. > > > Sek w tym, ze to tylko czysta teoria, w dodatku marnie uzasadniona. To co Ty > ladnie nazywasz "przeksztalcaniem sie" jest zwyklym wygasaniem namietnych > odczuc. Owszem, mozna to na chama nazywac "przeksztalcaniem sie zakochania > w milosc" ale to juz tylko zwykla proba ratowania swojego marzycielskiego > pogladu opartego tylko na nadziei, ze jest milosc. Skończmy tą dyskusję po prostu tym, że się ze sobą nie zgadzamy. Powtarzanie tych samych argumentów nie ma sensu. > Ale już przyznałeś, że jest jakieś uczucie > > do matki. Takie uczucie to właśnie miłość. Pewnie, że ta miłość między > > partnerami związku miłosnego jest nieco inne (no bo musi być inne), ale > > bardzo podobne do miłości do matki. > > > No, w koncu zaczynasz byc powaznym facetem, ktory powoli porzuca milosna > mitologie. Nigdy nie stosowałem miłosnej mitologii. Jakbyś uważnie czytał moje wypowiedzi, to doszedłbyś do wniosku, że ani odrobinkę nie zmieniłem poglądów. Zatem, jesli jest to bardzo podobne do milosci matki to > potwierdziles moja teze, ze wieksza czesc procesu milosci to wciaz nie jest > nic wielkiego. Niczego tu nie potwierdziłem. Nie zgadzamy się co do oceny miłości. Na pewno nie mozna wciaz tym > zyc i sie tym zachwycac, bo nikt tak nie robi przeciez w przypadku uczucia > do matki. Bzdura. Poczytaj np. wiersze Słowackiego np. "Do matki", to będziesz wiedział, czy nikt się tym nie zachwyca. Znowu nie mówisz za siebie. > > > > A co to za nowatorska idea? Wiec jesli fenylo sie nie wydzieli, to tez > > > mozesz "kochac", tak bez namietnosci? A czym sie wtedy to rozni od > > > przyjazni? Niczym. Po prostu nic sie nie czuje i juz. > > > > > > Znowu nie rozumiesz. Nie zakochasz się, jeśli drugiej osoby nie ujrzysz, > nie > > powąchasz, czy jak tam chcesz (chociaż ciekawa sprawa, mi się kiedyś > zdrzyło > > zakochać w dziewczynie, która mi się tylko przyśniła!). Innymi słowy: > > najpierw musi być bodziec oddziałowujący na nasze zmysły, a dopiero potem > > można się zakochać, a nie można zakochać się tylko dlatego, że wydzieliło > > się fenylo-. > > > Nie wydziwiaj. Jak fenylo Cie nie oglupi to inaczej nic nie bedziesz czul. Tak bez bodźca? No, to ty wydziwiasz. Wszystko w nas ma banalna bio-chemiczna > przyczyne. > A rozumku to już nie mamy? Może nie zauważyłeś, ale człowiek już nie mieszka na drzewach. > > > > Jeśli nie zgadzasz się z tym, to pomyśl, czy to nie jest logiczne: > > 1. Widzisz dziewczynę, która ci się podoba (ładna, ładnie pachnie itd.). > > 2. Analiza informacji przez mózg. > > 3. Fascynacja tą dziewczyną. > > 4. Wydzielenie fenylo-... itd. > > Ty opisywałeś to nieco inaczej. Może nieświadomie. > > 1. Wydziela się fenylo-, odurzenie. > > 2. Zakochanie. > > > > No, tak to opisywałeś! Z twojego opisu nie widać, w kim następuje > > zakochanie. Nie tłumaczysz, dlaczego zakochanie nastąpiło w kierunku > > konkretnej osoby. > > > Twoj koles Lesio strzelil na ten temat tu na liscie niezly wywod. Masz tam > tez o feromonach itd. To, dlaczego sie bujniemy w tej a nie w innej jest > poza nasza swiadomoscia i decyduja o tym nieuswiadomione czynniki w naszym > organizmie. Sa one reprodukcyjne. To tak jak np. trawienie, ono tez jest > poza nasza swiadomoscia. > Nadal nie rozumiesz. Nigdzie nie mówiłem, że jest to w naszej świadomości, w kim się bujniemy (choć do pewnego stopnia jesteśmy w stanie tym manipulować). Chodzi mi o to, że zanim wydzieli się fenylo-, to trzeba przyszłego partnera po prostu ujrzeć, albo wogóle odebrać go (ją) jako konkretny bodziec przez zmysły, a nie odwrotnie. To chyba logiczne. > > > > Przy czym jeszcze raz zaznaczam, że nie mam tu merytorycznego > przygotowania, > > tylko logicznie myślę. > > > Logiczne myslenie nie starczy, skoro jest oparte na marzeniach. Dość tego powtarzania się, bo to do niczego nie prowadzi. Powtarzałeś to już tyle razy, że wiem, że dla ciebie każdy, kto logicznie myśli, i ma inne zdanie od ciebie, jest marzycielem. Przyjąłem to do wiadomości. Wystarczy. Pomysl o > rzeczy najprostszej: czemu niby ma istniec milosc? Tak nam wmowila kultura, > ktora znudzona szaroscia i marnoscia naszej codziennej egzystencji lubi > gonic za czyms niezwyklym, ale to nie jest gwarancja na to, ze to > cos istnieje jako cos niezwyklego. > Pomysl jednak: my ludzie, jestesmy prodkuktem ewolucji. Bezdusznej ewolucji, > ktora faworyzowala zawsze najsilniejszych a slabszych eliminowala. Ale jednak używamy rónież rozumu, który zresztą też jest produktem ewolucji. Produktem ewolucji jest np. to, że chcemy kogoś zabić, gdy go nienawidzimy. Ale człowiek rozsądny tego nie robi. Takich przykładów można wymienić więcej. Determinizm jest przeżytkiem w każdej dziedzinie wiedzy. Pamiętaj ponadto, że ewolucja nie zatrzymała się z początkiem cywilizacji. P.S. Skracaj conieco.
Re: Odp. Milosc jst urojeniem
Author: Iris
Date: Thu, 20 Dec 2001 23:19
Date: Thu, 20 Dec 2001 23:19
15 lines
1840 bytes
1840 bytes
Użytkownik "MarFi" <marfi6@wp.pl> napisał w wiadomości news:3c224144@news.vogel.pl... > > Oczywiscie nie wszyscy mezowie zdradzaja, ale po 20-30 latach > > malzenstwa przynoszenie zonie kwiatow jest tak rzadkie, ze na > > ogol budzi zdziwienie a nawet podejrzenie. > > A jakie masz w tym względzie doświadczenie? > Takie samo, jak Wy, Panowie dyskutanci...teoretyczne jedynie plus obserwacja najblizszego otoczenia. Tudzież pewna nauka, ktora swego czasu zajmowalam sie doglebnie o ogolnej nazwie 'psychologia czlowieka doroslego'. Iris
Re: Odp. Milosc jst urojeniem
Author: Pinex
Date: Fri, 21 Dec 2001 21:49
Date: Fri, 21 Dec 2001 21:49
215 lines
10322 bytes
10322 bytes
Użytkownik "MarFi" <marfi6@wp.pl> napisał w wiadomości news:3c223c93@news.vogel.pl... > > > To tylko twoje zdanie świadczące o tym, że nie rozumiesz istoty miłości. > > > > > > Istoty czego? > > > Tego typu pytanie świadczy o tym, że nie masz sensownego kontrargumentu. Daj se spokoj. Twe slowa, ze ja nie rozumiem istoty milosci nie wymagaja kontrargumentu, bo stwierdzenie, ze ja nie rozumiem istoty milosci to jeszcze nie zaden argument. Sam zreszta twierdziles, ze milosci zdefiniowac sie nie da. Czemu wiec ja mam wiec ja w takim razie rozumiec? To tak jak ktos by powiedzial, ze nie da sie opisac smaku truskawki a potem mial do kogos pretensje, ze sobie nie moze wyobrazic jak ona smakuje. > > W > > > tym przypadku miłość nie "powstaje" a przekształca się z pierwszego > etapu > > > zakochania się w miłość dojrzałą. > > > > > > Sek w tym, ze to tylko czysta teoria, w dodatku marnie uzasadniona. To co > Ty > > ladnie nazywasz "przeksztalcaniem sie" jest zwyklym wygasaniem namietnych > > odczuc. Owszem, mozna to na chama nazywac "przeksztalcaniem sie > zakochania > > w milosc" ale to juz tylko zwykla proba ratowania swojego marzycielskiego > > pogladu opartego tylko na nadziei, ze jest milosc. > > Skończmy tą dyskusję po prostu tym, że się ze sobą nie zgadzamy. Powtarzanie > tych samych argumentów nie ma sensu. No to staraj sie wymyslac wciaz nowe. Ja staram sie ciagle dodawac jakies nowe argumenty i przemyslenia a wiec Ty tez powinienes starac sie dawac jakies nowe kontrargumenty. Jesli nie stac Cie na wysilek do tej dyskusji, to nie rozumiem po co odpisujesz na newsach. No chyba, ze nie bawia Cie przemyslenia i proba dyskusji o istocie milosci, tylko bawi Cie zabawne i jednokilobajtowe czatowanie tu na liscie, jak to robi wiekszosc tu piszacych posty. Jesli tak to nie podejmuj wysilku mierzenia sie z jakim zespolem twierdzen wymagajacych odparcia i komentarza. Jako czlowiek wyksztalcony i dorosly bawi Cie chyba cos wiecej niz beztresciwe jednokilobajtowe czatowanie w jakie bawi sie wiekszosc nastolatkow siedzacych tu na newsach? > Na pewno nie mozna wciaz tym > > zyc i sie tym zachwycac, bo nikt tak nie robi przeciez w przypadku uczucia > > do matki. > > Bzdura. Poczytaj np. wiersze Słowackiego np. "Do matki", to będziesz > wiedział, czy nikt się tym nie zachwyca. >Znowu nie mówisz za siebie. Ale wiekszosc dzis piszacych wiersze gosci nie pisze do matki tylko do urojonej kochanki rodem z XIX wiecznych romansidel. A Slowacki to pisal wiersze ku chwale roznych tworow, czasem nawet nie istniejacych. > > Nie wydziwiaj. Jak fenylo Cie nie oglupi to inaczej nic nie bedziesz czul. > > Tak bez bodźca? No, to ty wydziwiasz. Sam bodziec to wciaz nie milosc. Zafenylowanie to wciaz podstawowe minimum, zeby w ogole zejsc sie z kims w przyszlosci na stale. Zwiazki w ktorych tego nie ma okreslane sa "z rozsadku" czy "z przyjazni", czy jakos tam inaczej. I gdzie tam wtedy milosc? > Wszystko w nas ma banalna bio-chemiczna > > przyczyne. > > > > A rozumku to już nie mamy? Może nie zauważyłeś, ale człowiek już nie mieszka > na drzewach. I samym rozumkiem kochasz swoja dziouche? Tak bez namietnosci? > Nadal nie rozumiesz. Nigdzie nie mówiłem, że jest to w naszej świadomości, w > kim się bujniemy (choć do pewnego stopnia jesteśmy w stanie tym > manipulować). Chodzi mi o to, że zanim wydzieli się fenylo-, to trzeba > przyszłego partnera po prostu ujrzeć, albo wogóle odebrać go (ją) jako > konkretny bodziec przez zmysły, a nie odwrotnie. To chyba logiczne. Problem w tym, ze to jednak niczego nie dowodzi, bo wciaz z Twej wypowiedzi wynika, ze fenylo sie wydzieli a wiec tez jest skladnikiem milosci. A co do tych bodzcow to naprawde pieknie ujal to Lesio, ktory pisal o feromonach jako wzajemnie dzialajacych na nasze organizmy poza nasza swiadomoscia. Po prostu dzieki temu bodzcowi organizmy sie podswiadomie jakby rozpoznaja, ze sa do siebie dopasowane biologicznie. Jest to poza nasza swiadomoscia. Zwie sie to gustem, ale w rzeczywistosci to czysta bezduszna mechanika feromonow. Robiono z tym wiele eksperymentow (np. w rozpylano w teatrze i obserwowano zachowania ludzi), dzis juz nawet sa one do kupienia w celu rozbujania kogos w sobie. Co najwazniejsze nawet to skutecznie dziala. Oto wielka tajemnica tych milosnych "bodzcow". Strasznie gornolotne. Wielkie mi co. > > > Przy czym jeszcze raz zaznaczam, że nie mam tu merytorycznego > > przygotowania, > > > tylko logicznie myślę. > > > > > > Logiczne myslenie nie starczy, skoro jest oparte na marzeniach. > > Dość tego powtarzania się, bo to do niczego nie prowadzi. Powtarzałeś to już > tyle razy, że wiem, że dla ciebie każdy, kto logicznie myśli, i ma inne > zdanie od ciebie, jest marzycielem. Przyjąłem to do wiadomości. Wystarczy. I nie dales tez zadnych mocniejszych kontrargumentow przeciw temu co mowi psychologia ewolucyjna. Szkoda. Sam zreszta pisales, ze sie na tym wszystkim nie znasz. Nie dziw sie wiec, ze ktos postrzega Twoj swiatopoglad jako oparty jedynie na marzeniach. > Pomysl o > > rzeczy najprostszej: czemu niby ma istniec milosc? Tak nam wmowila > kultura, > > ktora znudzona szaroscia i marnoscia naszej codziennej egzystencji lubi > > gonic za czyms niezwyklym, ale to nie jest gwarancja na to, ze to > > cos istnieje jako cos niezwyklego. > > Pomysl jednak: my ludzie, jestesmy prodkuktem ewolucji. Bezdusznej > ewolucji, > > ktora faworyzowala zawsze najsilniejszych a slabszych eliminowala. > > Ale jednak używamy rónież rozumu, który zresztą też jest produktem ewolucji. > Produktem ewolucji jest np. to, że chcemy kogoś zabić, gdy go nienawidzimy. > Ale człowiek rozsądny tego nie robi. Upraszczasz. Produktem ewolucji jest zarowno to, ze go chcemy zabic, ale tez i to, ze korzystniejsze jest go w pewnej sytuacji nie zabic wiec tego nie robimy. Ale czasem jednak robimy, gdy jest to korzystne lub konieczne (np. obrona konieczna). Produkt ewolucji to opcje okreslonych wyborow a nie determinizm jednej tylko zawsze czynnosci. I to nie przeczy temu co pisze, bo milosc jest zawsze produktem i przyczyna takiego wachlarza opcji. Nie deterministycznie okreslonego zawsze na jeden sposob, ale na kilka sposobow, ktorych regularnosci mozna jednak nadal uchwycac. Takich przykładów można wymienić > więcej. Determinizm jest przeżytkiem w każdej dziedzinie wiedzy. Wcale nie, w makroukladach jest wciaz faktem niezaprzeczalnym, z czym nawet indeterminisci sie zgadzaja. Spor jest tylko co do pewnych malych wycinkow rzeczywistosci ale one zbyt nie wplywaja na nasze zycie. O determinizmie pisze tez wyzej. Mial racje Buss, gdy pisal w swej "Psychologii ewolucyjnej", ze nie-determinizm jakimi rzadza sie prawa spoleczne wcale nie wyklucza mozliwosci ujecia w pewne kategorie ludzkich zachowan. Popadasz w przeciwna skrajnosc co socjobiologowie tacy jak Wilson w latach 70- tych, ktorzy postulowali determinizm genetyczny naszych zachowan. Strasznie sie im za to oberwalo nawet od takich ewolucjonistow jak Gould (vide chocby ksiazke "Niewczesny pogrzeb Darwina" Goulda). > Pamiętaj ponadto, że ewolucja nie zatrzymała się z początkiem cywilizacji. Ale wciaz ma ona na nas wplyw co pokazuja badania empiryczne nad wspolnym bagazem behawioralnym naszych kultur. Nikt powazny w swiecie naukowym juz dzis nie kloci sie z faktem, ze nasi przodkowie wypracowali pewne wzorce zachowan ktore nasza swiadomosc przejela mimowolnie. I dlatego wciaz kierujemy sie tymi pradawnymi kryteriami wiecej niz nam sie podoba. Czemu duze i ksztaltne piersi u kobiet wciaz sie podobaja mezczyznom? Czemu podobaja sie nam tez z reguly duze biodra u kobiet? Czemu wciaz wolimy wybierac kobiety zdecydowanie jak najmlodsze? Czemu mamy lek wysokosci? Czemu wciaz boimy sie myszy i szczurow w skali nieproporcjonalnej do zagrozenia jakie sprawiaja a jednoczesnie innych bardzo podobnych i bardziej niebezpiecznych malych zwierzat juz nie boimy sie i odczuwamy wobec nich nawet sympatie? Czemu rownie silnie odczuwamy wstret do pewnych insektow a do innych, nawet podobnych im pod wzgledem anatomii, juz nie? Czemu panicznie brzydzimy sie oslizlych stworzen? Wszystkie te zachowania sa psychologicznym dziedzictwem przeszlosci. Nie sa logicznie wyjasnione dopoki nie spojrzymy w nasza przeszlosc w ktorej odruchy te powstaly. Nie ma watpliwosci, historia naszego gatunku wplywa na nasza swiadomosc a wybory matrymonialne jakie podejmujemy rowniez nie sa od tego wplywu wolne. Moze za kilka tysiecy lat wyzwolimy sie od tegoz wplywu ala na dzis dzien wyglada na to, ze wcale sie nie wyzwolilismy. Tkwi to w nas po cichu i dyskretnie, ale i skutecznie zarazem wplywa na nasze zycie, nawet gdy sobie tego nie uswiadamiamy. > P.S. Skracaj conieco. A Ty tnij co nie co.
Re: Odp. Milosc jst urojeniem
Author: MarFi
Date: Fri, 21 Dec 2001 23:03
Date: Fri, 21 Dec 2001 23:03
210 lines
9309 bytes
9309 bytes
> Użytkownik "MarFi" <marfi6@wp.pl> napisał w wiadomości > news:3c223c93@news.vogel.pl... > > > > To tylko twoje zdanie świadczące o tym, że nie rozumiesz istoty > miłości. > > > > > > > > > Istoty czego? > > > > > Tego typu pytanie świadczy o tym, że nie masz sensownego kontrargumentu. > > > > Daj se spokoj. Twe slowa, ze ja nie rozumiem istoty milosci nie wymagaja > kontrargumentu, bo stwierdzenie, ze ja nie rozumiem istoty milosci to > jeszcze nie zaden argument. Sam zreszta twierdziles, ze milosci zdefiniowac > sie nie da. Czemu wiec ja mam wiec ja w takim razie rozumiec? To tak jak > ktos by powiedzial, ze nie da sie opisac smaku truskawki a potem mial do > kogos pretensje, ze sobie nie moze wyobrazic jak ona smakuje. > > No tak, to trzeba posmakować, żeby zrozumieć. To strasznie nudna konwersacja. Daję sobie spokój. Mam ciekawsze rzeczy, niż przekonywanie do czegoś, czego i tak nie jesteś w stanie zrozumieć. > > > No to staraj sie wymyslac wciaz nowe. Ja staram sie ciagle dodawac jakies > nowe argumenty i przemyslenia a wiec Ty tez powinienes starac sie dawac > jakies nowe kontrargumenty. Niczego nie powinienem, co najwyżej mogę. Wymyślanie wkółko argumentów, które nie różnią się od poprzednich, jest stratą czasu. Niczego nowego tu nie wnosisz do dyskusji. Jesli nie stac Cie na wysilek do tej dyskusji, > to nie rozumiem po co odpisujesz na newsach. No chyba, ze nie bawia Cie > przemyslenia i proba dyskusji o istocie milosci, tylko bawi Cie zabawne i > jednokilobajtowe czatowanie tu na liscie, jak to robi wiekszosc tu piszacych > posty. Jesli tak to nie podejmuj wysilku mierzenia sie z jakim zespolem > twierdzen wymagajacych odparcia i komentarza. Jako czlowiek wyksztalcony i > dorosly bawi Cie chyba cos wiecej niz beztresciwe jednokilobajtowe > czatowanie w jakie bawi sie wiekszosc nastolatkow siedzacych tu na newsach? Może i bawi. A co ci do tego? Przeszkadza ci to? To nie czytaj. Ważna jest treść, a nie wielosłowie. Mało słów, dużo treści. Proste? Nie stać cię na zwięzłe wypowiedzi? A jak już mówisz o przemyślenia, to podaj jakieś przemyślenie, bo na razie to podajesz tylko wyrwane z kontekstu fragmenty książek i komentarz do tych fragmentów. > > Na pewno nie mozna wciaz tym > > > zyc i sie tym zachwycac, bo nikt tak nie robi przeciez w przypadku > uczucia > > > do matki. > > > > Bzdura. Poczytaj np. wiersze Słowackiego np. "Do matki", to będziesz > > wiedział, czy nikt się tym nie zachwyca. >Znowu nie mówisz za siebie. > > > > Ale wiekszosc dzis piszacych wiersze gosci nie pisze do matki tylko do > urojonej kochanki rodem z XIX wiecznych romansidel. A Slowacki to pisal > wiersze ku chwale roznych tworow, czasem nawet nie istniejacych. > > No i co z tego??????? To świadczy, że nikt się nie zachwyca miłością do matki????????? Człowieku, czas uruchomić trochę szare komórki. I nie tylko te odpowiedzialne za pisanie. > > > Nie wydziwiaj. Jak fenylo Cie nie oglupi to inaczej nic nie bedziesz > czul. > > > > Tak bez bodźca? No, to ty wydziwiasz. > > > > Sam bodziec to wciaz nie milosc. No nie, już mi się nie chce pisać. Myślisz logicznie, czy cię na to nie stać? Ja gdzieś napisałem, że bodziec to miłość?????? Pokaż mi to! Kurde, człowieku, już mnie to złości. Albo będziesz co nieco myślał, albo już mi się nie chce z tobą gadać. > > A rozumku to już nie mamy? Może nie zauważyłeś, ale człowiek już nie > mieszka > > na drzewach. > > > I samym rozumkiem kochasz swoja dziouche? Tak bez namietnosci? > Nie wciskaj mi tego, czego nie powiedziałem. Bez przerwy to robisz. Jak chcesz ze mną rozmawiać, to czytaj moje posty. Kocham (kochałem) zarówno rozumkiem, jak i podświadomie, bez udziału rozumku. To nielogiczne? > > > Nadal nie rozumiesz. Nigdzie nie mówiłem, że jest to w naszej świadomości, > w > > kim się bujniemy (choć do pewnego stopnia jesteśmy w stanie tym > > manipulować). Chodzi mi o to, że zanim wydzieli się fenylo-, to trzeba > > przyszłego partnera po prostu ujrzeć, albo wogóle odebrać go (ją) jako > > konkretny bodziec przez zmysły, a nie odwrotnie. To chyba logiczne. > > Problem w tym, ze to jednak niczego nie dowodzi, bo wciaz z Twej wypowiedzi > wynika, ze fenylo sie wydzieli a wiec tez jest skladnikiem milosci. A właśnie że dowodzi, bo fenylo- wydzieli się nie najpierw, tak jak ty to podawałeś, tylko dopiero w kolejnym etapie. Nie oponowałem, że fenyloetylo- itd. się wogóle nie wydzieli. > > > Logiczne myslenie nie starczy, skoro jest oparte na marzeniach. Logiczne myślenie oparte jest na logicznym myśleniu, a nie na marzeniach. > I nie dales tez zadnych mocniejszych kontrargumentow przeciw temu co mowi > psychologia ewolucyjna. Nie wytrzymam. Nigdzie nie zaprzeczałem psychologii ewolucyjnej. Twierdziłem, że nie można każdego zachowania człowieka tłumaczyć tym samym. Człowiek żyje w pewnych warunkach i okolicznościach, w pewnej kulturze o określonych normach moralnych, ma on określony charakter itd. A przede wszystkim oprócz bagażu ewolucyjnego używa rozumu. Do tej pory jest logiczne? Szkoda. Sam zreszta pisales, ze sie na tym wszystkim > nie znasz. Nie dziw sie wiec, ze ktos postrzega Twoj swiatopoglad jako > oparty jedynie na marzeniach. > Nie znam się w szczegółach. Również czytałem kilka książek psychologicznych. Ale nie jestem specjalistą w tych sprawach, dlatego się nie wymądrzam. Uznaję, że specjalista wie lepiej ode mnie. Ale myśleć chyba mam prawo, nie? > > Produktem ewolucji jest np. to, że chcemy kogoś zabić, gdy go > nienawidzimy. > > Ale człowiek rozsądny tego nie robi. > > > Upraszczasz. Produktem ewolucji jest zarowno to, ze go chcemy zabic, ale tez > i to, ze korzystniejsze jest go w pewnej sytuacji nie zabic wiec tego nie > robimy. No bo to jest właśnie rozum - również produkt ewolucji. Zdaje się zgadzasz się ze mną, że wybór zależy nie tylko od popędu (instynktu) ale również od rozumu. Ale czasem jednak robimy, gdy jest to korzystne lub konieczne (np. > obrona konieczna). Produkt ewolucji to opcje okreslonych wyborow a nie > determinizm jednej tylko zawsze czynnosci. I to nie przeczy temu co pisze, > bo milosc jest zawsze produktem i przyczyna takiego wachlarza opcji. Nie zauważyłeś, że sobie sam zaprzeczasz? Wcześniej pisałeś, że miłość przychodzi bez naszej świadomości, jest od nas niezależna, a więc nie mamy tu wyboru. Nie możemy sobie wybrać miłości (w sensie zauroczenia). > > Takich przykładów można wymienić > > więcej. Determinizm jest przeżytkiem w każdej dziedzinie wiedzy. > > Wcale nie, w makroukladach jest wciaz faktem niezaprzeczalnym, z czym nawet > indeterminisci sie zgadzaja. To nie prawda. Wystraczy tu podać jako przykład rozwój wielkich cywilizacji starożytnej Afryki w wybitnie niekorzystnych warunkach naturalnych. Nie chce mi się grzebać po książkach, więc nie będę zbaczał z głównego tematu. Popadasz w przeciwna skrajnosc co socjobiologowie tacy jak Wilson > w latach 70- tych, ktorzy postulowali determinizm genetyczny naszych > zachowan. Nigdzie tego nie postulowałem. > > Pamiętaj ponadto, że ewolucja nie zatrzymała się z początkiem cywilizacji. > > > > Ale wciaz ma ona na nas wplyw co pokazuja badania empiryczne nad wspolnym > bagazem behawioralnym naszych kultur. Nikt powazny w swiecie naukowym juz > dzis nie kloci sie z > faktem, ze nasi > przodkowie wypracowali pewne wzorce zachowan ktore nasza swiadomosc przejela > mimowolnie. Zgoda, ja również się z tym nie kłócę. Ale nie każde zachowanie można wytłumaczyć tak po prostu ewolucją. Chyba, że rozum podciągniesz również pod tą teorię. Ale to jest wtedy spłycenie zagadnienia. P.S. Pisze się "co nieco", a nie "co nie co". Conieco napisałem świadomie z błędem.
Re: Odp. Milosc jst urojeniem
Author: MarFi
Date: Sat, 22 Dec 2001 00:27
Date: Sat, 22 Dec 2001 00:27
246 lines
11324 bytes
11324 bytes
>
>
> I to mi wlasnie nie gra. Dlaczego mniejsza czesc populacji mialaby byc
> uzdolniona do odczuwania jakichs nadzwyczajnych i trwalych stanow
> swiadomosci a ta wieksza czesc mimo wysilkow juz nie?
Większa część albo nie podejmuje tych wysiłów, albo tego nie umie robić.
Część, do której ty należysz (sam się do tego przyznałeś) w pogoni za
pieniądzem zatraca sens życia. Sam mówiłeś, że większość ludzi to egoiści.
Czy egoista umie kochać? Nie. Chyba, że samego siebie.
Tak jakby ta pierwsza
> czesc ludzi pochodzila z innego swiata.
W pewnym sensie masz rację. Jest świat, w którym nie pieniądz jest
najważnieszy. Mimo, że nie narzekam na brak pieniędzy, nie uważam, żeby one
mi dawały szczęście. Patrz chierarchia potrzeb Maslowa. Wiele ludzi osiąga
najwyższy poziom? Nie! Fakt, że najpierw trzeba sobie zapewnić byt,
bezpieczeństwo. Ale jak już to masz, to realizujesz potrzeby duchowe. Są to
potrzeby najwyższego rzędu.
> > > To jest ponad wysilek. Nuda napelnia ohyda, ktore wielu nie moze
> > przeskoczyc
> > > a nawet jakby umieli to nie wiedzieliby po co mieliby to robic.
> >
> > Żeby nie stracić miłości, która jest sensem życia. Dla niej warto żyć.
Jak
> > jej nie ma, to tak, jak by się już umarło.
>
>
> Dlatego nawet jak jej nie ma warto wierzyc, ze jest. Slaby to motyw.
>
>
To, co ty proponujesz, to świadome wyzbycie się potrzeb najwyższego rzędu w
piramidzie Maslowa. Wbrew biologii, psychologii, ewolucjonizmowi itd.
> Kolego, tonacy brzydko sie chwyta.
> Po trzecie wreszcie, jesli nie nauka opierajaca sie na solidnym badaniu
> ludzkich zachowan, to co?
Ja tylko zwróciłem uwagę na fakt, że tekst należy czytać krytycznie. Trzeba
zwracać uwagę m.in. na to, czy badanie było przeprowadzone w sposób losowy,
reprezentacyjny, czy badanie nie miało na celu potwierdzenia postawionego na
wstępie założenia (co się często zdarza) itd. To była tylko drobna uwaga, a
nie zaprzeczenie generalnie temu, o czym pisałeś. Logiczne?
> 1) Nasi bliscy (rodzice) moga chciec abysmy widzieli to co chca,
>
Udawanie jest możliwe w bardzo krótkim czasie. Bardzo szybko taka prawda
wyjdzie na jaw. Pewnych rzeczy nie da się ukryć (albo raczej nie każdy
umie). Każdy psycholog ci to powie.
> 2) nasze odczucia sa absolutnie niewystarczajace i bezuzyteczne do
> budowania pogladow na temat milosci bo ani Ty ani ja nie przezylismy
jeszcze
> trwalego kilkudziesiecioletniego zwiazku,
>
Dobra, podyskutujemy po śmierci. :)
> 3) Slowa i deklaracje obserwowanych przez nas zwiazkow z naszego otoczenia
> maja sie tak jak w punkcie 1.
Akurat w moim przypadku się mylisz. Doskonale wiem, jak zachowują się moi
rodzice względem siebie. Zachowują. Słowa tu tylko potwierdzają czyny.
> > Potwierdzenie mojej tezy o braku pozytywnego wzorca w twoim domu (nikogo
> nie
> > obrażając).
>
>
>
> A dlaczego nie chcesz przyjac o wiele wiarygodniejszej tezy zgodnej z
> wynikami badan wielu kultur, tzn. ze nic satysfakcjonujacego i wielkiego
sie
> juz nie odczuwa po pewnym okresie trwania zwiazku?
>
Zgadzam się, że w większości przypadków tak jest. Żadne z tych badań nie
pokazało, że tak jest zawsze.
>
> > > Badania te byly limitowane tylko do zaledwie pierwszych 5 lat zwiazku.
I
> > > wynikalo z nich, ze juz 80 procent mezczczyn nie okazuje w tym czasie
> > uczuc
> > > zonie (wiec pewnie tez i juz nic nie odczuwa, co jest zgodne z
> > psychologia).
> >
> > A to nie jest prawidłowy wniosek. Mężczyzna tak naprawdę często nie umie
> > okazywać kobiecie uczucia. Robi to nie tak, jak by ona tego chciała.
>
>
> Wez przestan. Badania Bussa wyraznie mowily, ze w pierwszym okresie
zwiazku
> mezczyzni okazywali uczucia, potem przestali.
Jak okazywali uczucia? O tym mówię. Nie bądź śmieszny, i czytaj posty, na
które odpowiadasz. Mogli okazywać uczucia w ich mniemaniu. Kobieta może to
zupełnie inaczej odbierać, niż nam się wydaje. Musiało to byś w twoich
książkach. Nie opuściłeś tego rozdziału?
> > > A to juz jest totalna bzdura. Przemysl to co piszesz a zobaczysz, ze
> > > powtarzasz tylko pewien mimowolnie pewien obiegowy stereotyp sklecony
na
> > > potrzeby ideologii. Roznice w naturach kobiet i mezczyzny to wlasnie
cos
> > co
> > > jest najwieksza przeszkoda i glownym powodem tego, ze zwiazki nie moga
> > trwac
> > > najczesciej na stale.
> >
> > No, to teraz ty piszesz bzdury. Gdyby mężczyzna i kobieta mieli taką
samą
> > psychikę, to tworzyli by stały związek?????
>
>
> Wlasnie wtedy! I tylko wtedy. Roznice miedzy ludzmi przyczyniaja sie do
> rozejscia sie w zyciu. To oczywiste i doswiadczenie to pokazuje.
>
Zgodnie z tym, co tu piszesz, logicznie rzecz ujmując, to najtrwalsze są
związki homoseksualne. Tyle, że większość populacji jest heteroseksualna.
Chciałbyś wiązać się z mężczyzną (zakładam, że nie jesteś gejem)? Przecież
on ma takie same cechy płci, jak Ty.
Nie chce mi się wierzyć, że takie bzdury piszesz. Ale kilka przykładów
różnic łączących obie płci:
Kobieta: z regóły zajmująca się sprawami domowymi.
Mężczyzna: z regóły zajmuje się zarabianiem pieniędzy w większym
stopniu, niż kobieta.
Logiczne, że tu naturalny podział obowiązków jest cechą łączącą obie płci.
Łatwo to wytłumaczyć teorią ewolucji.
Kobieta: słabsza fizycznie (bo nie musiała chodzić na polowania), lepsze
zdolności manualne (bo np. szyła (i szyje) ubrania),
Mężczyzna: silniejszy, broni rodziny, zdobywa pokarm. Ma lepszą orientację
przestrzenną, bo była mu potrzebna na polowaniach. Zresztą czytałeś, to
znasz te różnice.
Dlaczego miałoby to powodować uniemożliwienie związku? Bzdura.
A choćby to łączy kobietę i mężczyznę, że kobiecie podoba się mężczyzna, a
mężczyźnie kobieta! Logiczne?
> 1) "Im bardziej podobne sa poglady partnera do naszych wlasnych tym
> bardziej go oczywiscie lubimy" (Byrne (1971).
>
> 2) "Tak wiec najwazniejsza zaleta innych jest ich podobienstwo do nas
> samych" (Wojciszke, 2001).
>
> 3) Tym wyzej cenimy jakies cechy im bardziej sie z nimi identyfikujemy
> (Lewicki, 1983).
>
> 4) Im wiecej cech odmiennych od naszych posiada jakas osoba, tym mniej ja
> lubimy i akceptujemy (Miriam Rodin, 1978).
>
To właśnie są zdania wyrwane z kontekstu, które w tym przypadku nie mają
sensu. Mówimy o miłości, a nie o lubieniu. Ciekaw jestem, czy wiązałbyś się
z kobietą silnie umięśnioną, barczystą, o bardzo niskim głosie, niczego się
nie bojącą, i wogóle bardziej męską od ciebie???? Nie! Bo na m się podoba
właśnie kobieta, bo jest kobieca, bo jest inna.
>
>
> Wymien moze takie przyklady wzajemnego "uzupelniania sie" a ja wymienie Ci
> dwa razy tyle powodow w jakich powstaja roznice co do spraw kluczowych dla
> zwiazku.
Na prawdę muszę? A nie potrafimy sami sobie wymyśleć?
Tylko KILKA przykładów, bo już mi się chce spać.
1. Heteroseksualizm.
2. Anatomia ciała (w tym zdolności rozrodcze).
3. Większa siła fizyczna mężczyzn, którzy musieli zdobywać pożywienie,
wyruszali na wojny. Mniejsza siła, ale za to większe zdolności manualne:
szycie ubrań, gotowanie itd.
4. Kobieta lubi, gdy jest zdobywana i adorowana, a mężczyzna z kolei jest
zdobywcą i odkrywcą.
5. Większa agresywność mężczyzn podpba się kobietom. Lubią one np. gdy się o
nie bijemy. A my lubimy się bić.
Itd, itp.
Wiem, jakie argumenty mi zaraz wypiszesz. To prawda, że są niektóre potrzeby
są odmienne u obu płci. M.in. mężczyzna jest bardziej poligamistą a kobieta
monogamistką. Nie zmienia to faktu, że większość cech łączy płcie, a nie
dzieli.
Odmienne wizje swiata w psychice meskiej i
> kobiecej powoduja nieuchronnie, ze kazda ze stron oczekuje czegos czego
nie
> moze dostac od drugiej strony.
W wielu przypadkach jest to prawda. Wcale temu nie zaprzeczałem. Wielu
oczekiwań nie jesteśmy w stanie spełnić wobec drugiej płci i vice versa. Ale
wiele to nie większość.
Przyklad w sprawie fundamentalnej:
>
> Jak podawalem za Bussem, w pierwszych 5 latach zwiazku az prawie 80
procent
> kobiet skarzy sie, ze mezczyzni nie interesuja sie ich uczuciami a
mezczyzni
> skarza sie, ze musza kobietom okazywac te uczucia.
To potwerdza to, co pisałem, że mężczyźni nie potrafią okazywać uczuć
partnerkom. Tu jest mowa o okazywaniu uczuć, a nie o uczuciach. Zgadza się,
jest problem z komuniakacją.
Zgadza sie to z tym co
> pisal Wojciszke, ktory podawal spostrzezenie, ze glowna roznica miedzy
> plciami to taka, ze dla mezczyzn sprawa najbardziej istotna jest myslenie
o
> faktach a dla kobiet sprawa najbardziej istotna jest myslenie o swych
> uczuciach. To jak widac idealnie zgrywa ze soba wnioski Wojciszke i Bussa.
> Jak widac juz tylko taka JEDNA roznica odnosnie tego co obie strony
uwazaja
> za najwazniejsze w zyciu powoduje narastanie napiec i niezrozumien w
> zwiazku. Czesto wrecz jest powodem rozpadu. A takich roznic nie do
> przezwyciezenia jest przeciez wiecej. O jakim wiec Ty tu "uzupelnianiu"
> trujesz?
O niczym nie truję. Znam te wszystkie argumenty. (m. in. z książki "Płeć
mózgu") Mało tego: zgadzam się z większością. Ale ty masz spore problemy z
formułowaniem logicznych wniosków. Te oczekiwania to duża różnica, ale nadal
nie jest ona bardziej istotna od tego, że np. czujemy pociąg seksualny do
odmiennej płci.
> Nie mowie o pelnej harmonii i drobnych nieistotnych roznicach tylko o
> sprawach fundamentalnych w ktorych brak porozumienia przekresla dalsza
> mozliwosc trwania zwiazku.
>
Różnice te nie przekreślają możliwości istnienia związku. Zrozumienie ich
bardzo pomaga w utrzymaniu go. Pozwala np. tak zmodyfikować świadomie swoje
okazywanie uczuć, aby to przypadło do gustu partnerce.
Re: Odp. Milosc jst urojeniem
Author: Pinex
Date: Tue, 25 Dec 2001 17:54
Date: Tue, 25 Dec 2001 17:54
118 lines
5960 bytes
5960 bytes
Użytkownik "MarFi" <marfi6@wp.pl> napisał w wiadomości news:3c23c056 > A jak już mówisz o przemyślenia, to podaj jakieś przemyślenie, bo na razie > to podajesz tylko wyrwane z kontekstu fragmenty książek i komentarz do tych > fragmentów. To co piszesz jest niepowazne. Ciekawe skad wiesz, ze one sa wyrwane z kontekstu skoro nie znasz nawet tych ksiazek. Zawsze mozna postawic zarzut, ze cos jest wyrwane z kontekstu, ale jest wyrwane tylko wtedy gdy jest cytowane wbrew kontekstowi. Zawsze mozna cytujacemu postawic zarzut, ze wyrwal z kontekstu, zadajac od niego aby zacytowal wiekszy fragment lub nawet cala ksiazke, co jest oczywiscie niemozliwe. Zreszta pisales magisterke i tez musiales napisac ja ze skrawkow i fragmentow spostrzezen roznych autorow, bo inaczej sie nie da. Ja tak swoja prace magisterska napisalem i nikt mi nie zarzucal wyrywania z kontekstu. > No i co z tego??????? To świadczy, że nikt się nie zachwyca miłością do > matki????????? Slowacki potrzebowal tematu do wiersza, wiec wyolbrzymial. Z reguly jednak nikt sie tym nie zachwyca tak jak miloscia do jakiejs fruzi. > > Problem w tym, ze to jednak niczego nie dowodzi, bo wciaz z Twej > wypowiedzi > > wynika, ze fenylo sie wydzieli a wiec tez jest skladnikiem milosci. > > A właśnie że dowodzi, bo fenylo- wydzieli się nie najpierw, tak jak ty to > podawałeś, tylko dopiero w kolejnym etapie. Nie oponowałem, że fenyloetylo- > itd. się wogóle nie wydzieli. W kolejnym etapie, czyli etapy poprzednie to tez milosc? A jesli sie fenylo nie wydzieli to nadal bedzie to milosc? > > Upraszczasz. Produktem ewolucji jest zarowno to, ze go chcemy zabic, ale > tez > > i to, ze korzystniejsze jest go w pewnej sytuacji nie zabic wiec tego nie > > robimy. > > No bo to jest właśnie rozum - również produkt ewolucji. Zdaje się zgadzasz > się ze mną, że wybór zależy nie tylko od popędu (instynktu) ale również od > rozumu. Jedno z drugim jest nierozlaczne. Wszystkie nasze mysli sa posrednio zwiazane z instynktem a rozum sie od niego nigdy nie dystansuje tylko z nim wspoldziala. Wszystko co robisz jest posrednio zwiazane z dazeniem do reprodukcji. Ksztalcimy sie = to jest zwiazane z potrzeba znalezienia dobrej pracy. Dobra praca = srodek na przyszle utrzymanie rodziny i zony. Dbamy o wyglad i zdrowie = potrzeba przyciagniecia partrnera. Itd itp. To sa wlasnie czynnosci rozumu ale sluzace instynktowi. To Ty mi chyba pisales, ze milosc jest najwieksza potrzeba naszego zycia. To potwierdzenie tezy, ze instynkt rzadzi naszymi wszystkimi motywami egzystencjalnymi, nawet jesli nie ma to bezposredniego zwiazku z "miloscia" (reprodukcja) na pierwszy rzut oka. > Ale czasem jednak robimy, gdy jest to korzystne lub konieczne (np. > > obrona konieczna). Produkt ewolucji to opcje okreslonych wyborow a nie > > determinizm jednej tylko zawsze czynnosci. I to nie przeczy temu co pisze, > > bo milosc jest zawsze produktem i przyczyna takiego wachlarza opcji. > > Nie zauważyłeś, że sobie sam zaprzeczasz? Wcześniej pisałeś, że miłość > przychodzi bez naszej świadomości, jest od nas niezależna, a więc nie mamy > tu wyboru. Nie możemy sobie wybrać miłości (w sensie zauroczenia). Mowilem o wyborach uzaleznionych od konkretnej sytuacji. Niektorzy biora na zasadzie "lepszy rydz niz nic". Duzo jest takich zwiazkow. Dziocha po trzydziestce to juz stara panna, wiec lapie co jest. Malo atrakcyjny gosc lapie nie za ladna, "byle byla". O takich wyborach tu pisalem. Nie ma tu nic z milosci tradycyjnej, a tylko ucieczka przed trwoga samotnosci. > > Takich przykładów można wymienić > > > więcej. Determinizm jest przeżytkiem w każdej dziedzinie wiedzy. > > > > Wcale nie, w makroukladach jest wciaz faktem niezaprzeczalnym, z czym > nawet > > indeterminisci sie zgadzaja. > > To nie prawda. Wystraczy tu podać jako przykład rozwój wielkich cywilizacji > starożytnej Afryki w wybitnie niekorzystnych warunkach naturalnych. Nie chce > mi się grzebać po książkach, więc nie będę zbaczał z głównego tematu. Cos przekrecasz. Widze ze niezbyt wiele czytales o sporach determinizm vs. indeterminizm bo bys takich rzeczy nie pisal. > Zgoda, ja również się z tym nie kłócę. Ale nie każde zachowanie można > wytłumaczyć tak po prostu ewolucją. Chyba, że rozum podciągniesz również pod > tą teorię. Ale to jest wtedy spłycenie zagadnienia. Nasza swiadomosc jest produktem zarowno kultury jak i ewolucji, z tym, ze wplyw tej pierwszej jest o wiele mniej decydujacy w sytuacjach kluczowych dla naszego zycia. P.
Re: Odp. Milosc jst urojeniem
Author: Pinex
Date: Tue, 25 Dec 2001 17:54
Date: Tue, 25 Dec 2001 17:54
480 lines
20456 bytes
20456 bytes
Użytkownik "MarFi" <marfi6@wp.pl> napisał w wiadomości news:3c23d413@news.vogel.pl... > > > > > > I to mi wlasnie nie gra. Dlaczego mniejsza czesc populacji mialaby byc > > uzdolniona do odczuwania jakichs nadzwyczajnych i trwalych stanow > > swiadomosci a ta wieksza czesc mimo wysilkow juz nie? > > Większa część albo nie podejmuje tych wysiłów, albo tego nie umie robić. Po co wiec wysilek skoro niby jest milosc? Albo jedno albo drugie, jedno wyklucza drugie, jesli milosc jest to wysilek nie powinien byc potrzebny. Albo samochod jedzie albo z braku paliwa go z wysilkiem pchamy. Ciagle nie jestes w stanie tej trudnosci przeskoczyc. > Część, do której ty należysz (sam się do tego przyznałeś) w pogoni za > pieniądzem zatraca sens życia. Pieniadze to wolnosc i urozmaicenie zycia, bez ktorego to urozmaicenia zycie jest meka. Zaden smiertelnik nie jest w stanie funkcjonowac bez tresci i mozliwosci jakie wnosza w te tresc pieniadze. Bez nich nie mozna w ogole budowac tego co wy zwiecie miloscia. Tam gdzie nie ma wolnosci nie ma zdrowych stosunkow miedzyludzkich. Sa tylko napiecia i niepewnosc. Sam mówiłeś, że większość ludzi to egoiści. > Czy egoista umie kochać? Nie. Chyba, że samego siebie. Wszyscy jestesmy egoistami. Robimy cos tylko pod tym warunkiem, ze nam sie oplaca. Tak nasza swiadomosc uksztaltowala przeszlosc naszego gatunku - ci ktorzy robili cos co przede wszystkim im sie nie oplacalo, nie przetrwali. Dzis jest tak samo, bo zycie to wymusza. Pokaz w swym zwiazku cos co robisz na dluzsza mete choc Ci sie to nie oplaca. Wtedy uwierze, ze nie jestes egoista. > Tak jakby ta pierwsza > > czesc ludzi pochodzila z innego swiata. > > W pewnym sensie masz rację. Jest świat, w którym nie pieniądz jest > najważnieszy. Mimo, że nie narzekam na brak pieniędzy, nie uważam, żeby one > mi dawały szczęście. Jednak bez nich nie moglbys mowic o szczesciu. Ciekawe jakby zareagowala Twoja kobieta gdybys nagle przestal rokowac dobre perspektywy finansowe. Patrz chierarchia potrzeb Maslowa. Wiele ludzi osiąga > najwyższy poziom? Nie! Fakt, że najpierw trzeba sobie zapewnić byt, > bezpieczeństwo. Ale jak już to masz, to realizujesz potrzeby duchowe. Są to > potrzeby najwyższego rzędu. Oparte na mitologii z XIX wiecznych romansidel? Dziekuje, szkoda naszego i tak krotkiego zycia. Potrzeby wyzszego rzedu to moze byc cos bardziej pozytecznego. Mozna cos tworzyc i realizowac sie intelektualnie. A tak wiekszosc ludzi zajeta nieustanna gonitwa za czyms co nie istnieje traci czas rujnujac przy okazji zycie sobie i innym ciaglym rozbijaniem swych dotychczasowych zwiazkow w poszukiwaniu nowych. Tak jakby niby za ktoryms tam razem spotkaja kogos ulepionego z zupelnie innej i "lepszej" materii, kogos tak totalnie innego niz poprzedni smiertelnicy, ze z nim juz "na pewno" wyjdzie i uda sie ta "milosc". > > > > To jest ponad wysilek. Nuda napelnia ohyda, ktore wielu nie moze > > > przeskoczyc > > > > a nawet jakby umieli to nie wiedzieliby po co mieliby to robic. > > > > > > Żeby nie stracić miłości, która jest sensem życia. Dla niej warto żyć. > Jak > > > jej nie ma, to tak, jak by się już umarło. > > > > > > Dlatego nawet jak jej nie ma warto wierzyc, ze jest. Slaby to motyw. > > > > > To, co ty proponujesz, to świadome wyzbycie się potrzeb najwyższego rzędu w > piramidzie Maslowa. Wbrew biologii, psychologii, ewolucjonizmowi itd. Jakich niby najwyzszych potrzeb? Utopijna wiara w jakies duchowe perpetum mobile, w ktore pozostaje jedynie wierzyc na podstawie romantycznych podan i dziwacznych zachowan podstarzalych romantykow ma byc tym "realizowaniem najwyzszych potrzeb"? Chyba zartujesz. Zreszta na razie nie dales zadnych dowodow na to, ze milosc istnieje. Ja za to zreferowalem badania nad matrymonialnymi zachowaniami reprezentatywnej czesci naszej populacji, ktora swymi zachowaniami dostarcza mi o wiele bardziej przekonujacych argumentow za tym, ze milosci rozumianej jako wyjatkowe i trwale odczucie po prostu nie ma. > > Kolego, tonacy brzydko sie chwyta. > > > > > Po trzecie wreszcie, jesli nie nauka opierajaca sie na solidnym badaniu > > ludzkich zachowan, to co? > > > Ja tylko zwróciłem uwagę na fakt, że tekst należy czytać krytycznie. Trzeba > zwracać uwagę m.in. na to, czy badanie było przeprowadzone w sposób losowy, > reprezentacyjny, czy badanie nie miało na celu potwierdzenia postawionego na > wstępie założenia (co się często zdarza) itd. Niech Cie o to glowa nie boli. Buss pisze, ze sam bladzil w wynikach badan, ktore byly obarczone wstepnym zalozeniem, wiec postanowil sie z tego wyzwolic. Jego najwiekszy jak dotad na swiecie program badawczy nad zachowaniami matrymonialnymi naszej populacji byl wlasnie zainspirowany potrzeba oderwania sie od wstepnych zalozen w jakich tkwil. > > 1) Nasi bliscy (rodzice) moga chciec abysmy widzieli to co chca, > > > Udawanie jest możliwe w bardzo krótkim czasie. Bardzo szybko taka prawda > wyjdzie na jaw. Pewnych rzeczy nie da się ukryć (albo raczej nie każdy > umie). Każdy psycholog ci to powie. No jesli ktos sie nie musi czesto wysilac to nie jest to trudne. Moi rodzice tez sobie okazywali czulosc, ale jak pisalem wcale nie znaczy to, ze odczuwali wobec siebie jakies nadzwyczajne stany swiadomosci. Taki zwiazek jak ich by mi spokojnie wystarczyl. No i co, nadal nie mam wedlug Ciebie potrzeb wyzszego rzedu? > > 2) nasze odczucia sa absolutnie niewystarczajace i bezuzyteczne do > > budowania pogladow na temat milosci bo ani Ty ani ja nie przezylismy > jeszcze > > trwalego kilkudziesiecioletniego zwiazku, > > > Dobra, podyskutujemy po śmierci. :) Wcale nie, przezycie 20 letniego trwalego zwiazku byloby juz dosc reprezentatywne dla faktu czy milosc po 20 latach wciaz sie odczuwa. Zauwaz, znamienne jest to, ze na tej liscie nie ma zachwycajacych sie miloscia ludzi, ktorzy sa w zwiazku chocby 15 lat. Rekord to Krycha, ktora buja sie w swym gosciu od 9 lat. W zasadzie to jednak wyjatek, bo pisza tu sami namietni malolaci, ktorzy swoja "wiedze" o milosci opieraja na wierze, ze "jakos to bedzie", "na pewno sie uda". > > 3) Slowa i deklaracje obserwowanych przez nas zwiazkow z naszego otoczenia > > maja sie tak jak w punkcie 1. > > Akurat w moim przypadku się mylisz. Doskonale wiem, jak zachowują się moi > rodzice względem siebie. Zachowują. Słowa tu tylko potwierdzają czyny. Ale mozesz ich zwykle zachowania interpretowac pod zalozenie, ze milosc jest po prostu. Taki chciejski romantyzm. > > > Potwierdzenie mojej tezy o braku pozytywnego wzorca w twoim domu (nikogo > > nie > > > obrażając). > > > > > > > > A dlaczego nie chcesz przyjac o wiele wiarygodniejszej tezy zgodnej z > > wynikami badan wielu kultur, tzn. ze nic satysfakcjonujacego i wielkiego > sie > > juz nie odczuwa po pewnym okresie trwania zwiazku? > > > > Zgadzam się, że w większości przypadków tak jest. Żadne z tych badań nie > pokazało, że tak jest zawsze. Jesli w wiekszosci przypadkow nie istnieje milosc, to znaczy ze to wlasnie jest regula jaka przynalezy do naszej natury i ten brak odczuwania jest charakterystyczny dla naszej mentalnosci. Mniejszosc ktora twierdzi inaczej widocznie cos sobie uroila w temacie rzekomego istnienia milosci. Pewnie tez mniejszosc ta twierdzi tak dla swietego spokoju. Nie widze powodu dla ktorego az tak mielibysmy sie roznic w swym behawioralnym bagazu, ze nieliczni byliby w stanie cos wspanialego odczuwac a reszta populacji nie. Trzeba szukac bardziej racjonalnych wyjasnien, ze owa mniejszosc cos sobie uroila. Nie potrafisz jak dotad tego problemu przeskoczyc. > > > > Badania te byly limitowane tylko do zaledwie pierwszych 5 lat zwiazku. > I > > > > wynikalo z nich, ze juz 80 procent mezczczyn nie okazuje w tym czasie > > > uczuc > > > > zonie (wiec pewnie tez i juz nic nie odczuwa, co jest zgodne z > > > psychologia). > > > > > > A to nie jest prawidłowy wniosek. Mężczyzna tak naprawdę często nie umie > > > okazywać kobiecie uczucia. Robi to nie tak, jak by ona tego chciała. > > > > > > Wez przestan. Badania Bussa wyraznie mowily, ze w pierwszym okresie > zwiazku > > mezczyzni okazywali uczucia, potem przestali. > > Jak okazywali uczucia? O tym mówię. Nie bądź śmieszny, i czytaj posty, na > które odpowiadasz. Mogli okazywać uczucia w ich mniemaniu. Kobieta może to > zupełnie inaczej odbierać, niż nam się wydaje. Musiało to byś w twoich > książkach. Nie opuściłeś tego rozdziału? Przestan uprawiac taka sofistyke, bo to dowodzi tylko Twej bezradnosci wobec problemu z jakim sie mierzysz. Badanie dawalo jednoznacznie do rozumienia, ze okazywali ale przestali. Jak widac na glowie staniesz zeby wywrocic niewygodne dla Ciebie jednoznaczne przeslanki. > > > > A to juz jest totalna bzdura. Przemysl to co piszesz a zobaczysz, ze > > > > powtarzasz tylko pewien mimowolnie pewien obiegowy stereotyp sklecony > na > > > > potrzeby ideologii. Roznice w naturach kobiet i mezczyzny to wlasnie > cos > > > co > > > > jest najwieksza przeszkoda i glownym powodem tego, ze zwiazki nie moga > > > trwac > > > > najczesciej na stale. > > > > > > No, to teraz ty piszesz bzdury. Gdyby mężczyzna i kobieta mieli taką > samą > > > psychikę, to tworzyli by stały związek????? > > > > > > Wlasnie wtedy! I tylko wtedy. Roznice miedzy ludzmi przyczyniaja sie do > > rozejscia sie w zyciu. To oczywiste i doswiadczenie to pokazuje. > > > Zgodnie z tym, co tu piszesz, logicznie rzecz ujmując, to najtrwalsze są > związki homoseksualne. Tyle, że większość populacji jest heteroseksualna. > Chciałbyś wiązać się z mężczyzną (zakładam, że nie jesteś gejem)? Przecież > on ma takie same cechy płci, jak Ty. > Nie chce mi się wierzyć, że takie bzdury piszesz. Wszystko Ci sie miesza. Oczywiscie, ze mezczyzna z mezczyzna lepiej sie dogada, nie ma tu watpliwosci (tak samo predzej kobieta z kobieta). Jednakze nie splodza dzieci a zakodowane w nich naturalne popedy reprodukcyjne kieruja ich ku kobieta. Aby sie reprodukowac i zapladniac nie trzeba sie jednak dobrze rozumiec, stad natura nie wyposazyla nas w podobne psychiki potrzebne nam do wytrwania razem przez cale zycie. Trwale calozyciowe zwiazki to utopijny wymysl kultury, stad wiecej zwiazkow sie rozpada niz wytrwa w zgodnym pozyciu do konca zycia. Ale kilka przykładów > różnic łączących obie płci: > Kobieta: z regóły zajmująca się sprawami domowymi. > Mężczyzna: z regóły zajmuje się zarabianiem pieniędzy w większym > stopniu, niż kobieta. > Logiczne, że tu naturalny podział obowiązków jest cechą łączącą obie płci. > Łatwo to wytłumaczyć teorią ewolucji. > Kobieta: słabsza fizycznie (bo nie musiała chodzić na polowania), lepsze > zdolności manualne (bo np. szyła (i szyje) ubrania), > Mężczyzna: silniejszy, broni rodziny, zdobywa pokarm. Ma lepszą orientację > przestrzenną, bo była mu potrzebna na polowaniach. Zresztą czytałeś, to > znasz te różnice. > Dlaczego miałoby to powodować uniemożliwienie związku? Bzdura. > A choćby to łączy kobietę i mężczyznę, że kobiecie podoba się mężczyzna, a > mężczyźnie kobieta! Logiczne? W ramach krotkotrwalej logiki reprodukcyjnej owszem, ze logiczne. Z tym, ze wciaz nie widze tego jako wystarczajacego powodu do wytrwania na cale zycie w zwiazku, bo uroda kobiet bardzo szybko przemija. Roznice w naturze obu plci w koncu wezma gore nad tym co laczylo. Juz o tym pisalem, ze te roznice powoduja nieuchronne konflikty i stale rosnace nieporozumienie w zwiazku. > > > > > 1) "Im bardziej podobne sa poglady partnera do naszych wlasnych tym > > bardziej go oczywiscie lubimy" (Byrne (1971). > > > > 2) "Tak wiec najwazniejsza zaleta innych jest ich podobienstwo do nas > > samych" (Wojciszke, 2001). > > > > 3) Tym wyzej cenimy jakies cechy im bardziej sie z nimi identyfikujemy > > (Lewicki, 1983). > > > > 4) Im wiecej cech odmiennych od naszych posiada jakas osoba, tym mniej ja > > lubimy i akceptujemy (Miriam Rodin, 1978). > > > To właśnie są zdania wyrwane z kontekstu, które w tym przypadku nie mają > sensu. Mówimy o miłości, a nie o lubieniu. Bez jakiegokolwiek lubienia sie osob nie mozna w ogole mowic o budowaniu milosci, wiec te zdania sa jak najbardziej na temat, bo mowia o minimum warunkow koniecznych do zaistnienia przyszlej "milosnej" wiezi osob. Nie kombinuj. Jak widac, tam gdzie nie ma zgodnosci wizji odnosnie swiata, nie ma nawet lubienia. Tak wiec natura musi nas odurzyc chemiami abysmy w ogole sie do siebie zblizyli (potrzebne do reprodukcji). Potem kiedy chemia mija tak trudno przezwyciezyc te roznice, ktore utrudniaja znacznie wspolnote pozycia osob. Ile to razy slychac skargi mezczyzny na malzonke (ze nie mozna sie z nia dogadac i sama nie wie czego ona chce) a zony na meza (ze woli komputer albo kolegow niz zajmowac sie mna). To sa te roznice fundamentalne ktore powoduja z czasem nieprzezwyciezalne roznice w zwiazkach. Ciekaw jestem, czy wiązałbyś się > z kobietą silnie umięśnioną, barczystą, o bardzo niskim głosie, niczego się > nie bojącą, i wogóle bardziej męską od ciebie???? Nie! Bo na m się podoba > właśnie kobieta, bo jest kobieca, bo jest inna. Zarzucasz mi, ze ja pisze nie na temat, tymczasem sam piszesz nie na temat. Mowimy o roznicach w psychice jakie uniemozliwiaja porozumienie plci, wiec nie truj o wygladzie. > > Wymien moze takie przyklady wzajemnego "uzupelniania sie" a ja wymienie Ci > > dwa razy tyle powodow w jakich powstaja roznice co do spraw kluczowych dla > > zwiazku. > > Na prawdę muszę? A nie potrafimy sami sobie wymyśleć? > Tylko KILKA przykładów, bo już mi się chce spać. > > 1. Heteroseksualizm. > 2. Anatomia ciała (w tym zdolności rozrodcze). > 3. Większa siła fizyczna mężczyzn, którzy musieli zdobywać pożywienie, > wyruszali na wojny. Mniejsza siła, ale za to większe zdolności manualne: > szycie ubrań, gotowanie itd. Wszystko to sa cechy fizyczne, ja pisalem o cechach w psychice, w ktorych obie strony maja rzekomo uzupelniac sie. Nawaliles wiec. > 4. Kobieta lubi, gdy jest zdobywana i adorowana, a mężczyzna z kolei jest > zdobywcą i odkrywcą. To jest kulturowy mit. W rzeczywistosci kobiety rowniez maja strategie pozyskiwania partnerow i nie sa bierne. Ich glos jest nawet bardziej decydujacy niz glos mezczyzn, bowiem to one decyduja o tym czy odbywa sie stosunek plciowy. > 5. Większa agresywność mężczyzn podpba się kobietom. Lubią one np. gdy się o > nie bijemy. A my lubimy się bić. > Itd, itp. I to przez cale zycie bedzie podtrzymywac Twoj zwiazek z Twoja dzioucha? He he he he, chlopie, wspolczuje Twemu otoczeniu. Nadal nie wskazales roznic ktore "uzupelniaja" wspolnote potrzeb dwoch osob. Wszystko to co wypisales dotychczas ma tylko krotkotrwale znaczenie istotne jedynie w poczatkowej czesci zwiazku. Z czasem jednak do glosu dochodza nieprzezwyciezalne roznice w mentalnosci dwoch stron zwiazku, ktore powaznie utrudniaja lub czesto nawet uniemozliwiaja trwala wspolnote. I o tym pisalem. Dlatego wiekszosc zwiazkow sie rozpada. Az dziw bierze, ze ktos jeszcze chce takie powazne trudnosci pozycia wynikajace z roznic w psychice nazywac na sile miloscia. Ciekawe, gdzie tu ta "milosc", ktora wszystko zwycieza. > Wiem, jakie argumenty mi zaraz wypiszesz. To prawda, że są niektóre potrzeby > są odmienne u obu płci. M.in. mężczyzna jest bardziej poligamistą a kobieta > monogamistką. Nie zmienia to faktu, że większość cech łączy płcie, a nie > dzieli. Szkoda, ze tej "wiekszosci" nie wymieniles. W zasadzie to jedyna roznica jaka na trwale laczy dwie strony to seks. Ale ile mozna z jedna fruzia, kora sie w dodatku nieuchronnie starzeje? Dlatego wielu faciow woli mlode, do ktorych odchodzi, lub przynajmnej zdradza z nimi swe zony. Samo zycie. > Odmienne wizje swiata w psychice meskiej i > > kobiecej powoduja nieuchronnie, ze kazda ze stron oczekuje czegos czego > nie > > moze dostac od drugiej strony. > > W wielu przypadkach jest to prawda. Wcale temu nie zaprzeczałem. Wielu > oczekiwań nie jesteśmy w stanie spełnić wobec drugiej płci i vice versa. Ale > wiele to nie większość. Wiekszosc, skoro istnieja powszechne roznice w psychice obu plci (te roznice ktore dziela strony miedzy soba). > Przyklad w sprawie fundamentalnej: > > > > Jak podawalem za Bussem, w pierwszych 5 latach zwiazku az prawie 80 > procent > > kobiet skarzy sie, ze mezczyzni nie interesuja sie ich uczuciami a > mezczyzni > > skarza sie, ze musza kobietom okazywac te uczucia. > > To potwerdza to, co pisałem, że mężczyźni nie potrafią okazywać uczuć > partnerkom. Tu jest mowa o okazywaniu uczuć, a nie o uczuciach. Zgadza się, > jest problem z komuniakacją. Przestan wykrecac kota ogonem, bo mnie to juz meczy. Problem jest z zanikiem w okazywaniu tych uczuc a nie z bardziej zaowalowana forma ich okazywania. Badanie bylo jasne a zamazujac jego oczywista wymowe stajesz sie demagogiem. > Zgadza sie to z tym co > > pisal Wojciszke, ktory podawal spostrzezenie, ze glowna roznica miedzy > > plciami to taka, ze dla mezczyzn sprawa najbardziej istotna jest myslenie > o > > faktach a dla kobiet sprawa najbardziej istotna jest myslenie o swych > > uczuciach. To jak widac idealnie zgrywa ze soba wnioski Wojciszke i Bussa. > > Jak widac juz tylko taka JEDNA roznica odnosnie tego co obie strony > uwazaja > > za najwazniejsze w zyciu powoduje narastanie napiec i niezrozumien w > > zwiazku. Czesto wrecz jest powodem rozpadu. A takich roznic nie do > > przezwyciezenia jest przeciez wiecej. O jakim wiec Ty tu "uzupelnianiu" > > trujesz? > > O niczym nie truję. Znam te wszystkie argumenty. (m. in. z książki "Płeć > mózgu") Mało tego: zgadzam się z większością. Ale ty masz spore problemy z > formułowaniem logicznych wniosków. Te oczekiwania to duża różnica, ale nadal > nie jest ona bardziej istotna od tego, że np. czujemy pociąg seksualny do > odmiennej płci. No i w koncu potwierdziles, ze chodzi Ci glownie o tyleczek Twej fruzi, chocbys nie wiem jak sie z nia nie zgadzal i roznil. Ciekawe ile byscie byli jakby ona nagle dostala fijola na punkcie katolicyzmu i powiedzialaby, ze zacznie Ci dawac dopiero po slubie. A slub powiedzmy bylby dopiero kiedys tam. Poszukalbys sobie innej wtedy? A i nawet ta roznica miedzy plciami nie spaja ich na dlugo bo istnieje efekt Coolidge'a, czyli i seks sie z jedna partnerka szybko nudzi. Tym samym nadal nie wskazales jakichs trwale spajajacych roznic miedzy plciami, przez ktore plcie sie wzajemnie "uzupelniaja".
Re: Odp. Milosc jst urojeniem
Author: MarFi
Date: Tue, 25 Dec 2001 18:36
Date: Tue, 25 Dec 2001 18:36
122 lines
5760 bytes
5760 bytes
> To co piszesz jest niepowazne. No pewnie że nie. Poważne jest tylko to, co ty piszesz. Ciekawe skad wiesz, ze one sa wyrwane z > kontekstu skoro nie znasz nawet tych ksiazek. Zawsze mozna postawic zarzut, > ze cos jest wyrwane z kontekstu, ale jest wyrwane tylko wtedy gdy jest > cytowane wbrew kontekstowi. Zawsze mozna cytujacemu postawic zarzut, ze > wyrwal z kontekstu, zadajac od niego aby zacytowal wiekszy fragment lub > nawet cala ksiazke, co jest oczywiscie niemozliwe. Zreszta pisales > magisterke i tez musiales napisac ja ze skrawkow i fragmentow spostrzezen > roznych autorow, bo inaczej sie nie da. Ja tak swoja prace magisterska > napisalem i nikt mi nie zarzucal wyrywania z kontekstu. > Dobra, inaczej: nie tego dotyczyły te zdania. Teraz lepiej? Kobieta i mężczyzna muszą się różnić z definicji. Ale mogą mieć np. podobne zainteresowania, poglądy itd. Wtedy mogą się "lubić". A poza tym człowiek wykształcony i mający trochę oleju w głowie jest dość tolerancyjny i to, że ktoś jest inny, nie musi oznaczać, że go nie lubi. Przyznaję, że jest to niezgodne z instynktem, ale jak już wspominałem, nie tylko tym się kierujemy w życiu. Jesteśmy ludźmi cywilizowanymi (nie wszyscy). > > > > No i co z tego??????? To świadczy, że nikt się nie zachwyca miłością do > > matki????????? > > > > Slowacki potrzebowal tematu do wiersza, wiec wyolbrzymial. Z reguly jednak > nikt sie tym nie zachwyca tak jak miloscia do jakiejs fruzi. > Kombinujesz. Po prostu nie masz racji. > > > > Problem w tym, ze to jednak niczego nie dowodzi, bo wciaz z Twej > > wypowiedzi > > > wynika, ze fenylo sie wydzieli a wiec tez jest skladnikiem milosci. > > > > A właśnie że dowodzi, bo fenylo- wydzieli się nie najpierw, tak jak ty to > > podawałeś, tylko dopiero w kolejnym etapie. Nie oponowałem, że > fenyloetylo- > > itd. się wogóle nie wydzieli. > > > W kolejnym etapie, czyli etapy poprzednie to tez milosc? A jesli sie fenylo > nie wydzieli to nadal bedzie to milosc? > > Rany Julek. Ostatni raz powtarzam i więcej mi się nie chce: zanim wydzieli się fenylo-, to najpierw trzeba mieć jakiś kontakt z partnerem. Nie jest to jeszcze miłość. Ale nie ma miłości bez tego etapu. Chyba proste, nie? Więc już nie kombinuj, bo przekombinujesz. > > > Upraszczasz. Produktem ewolucji jest zarowno to, ze go chcemy zabic, ale > > tez > > > i to, ze korzystniejsze jest go w pewnej sytuacji nie zabic wiec tego > nie > > > robimy. > > > > No bo to jest właśnie rozum - również produkt ewolucji. Zdaje się zgadzasz > > się ze mną, że wybór zależy nie tylko od popędu (instynktu) ale również od > > rozumu. > > > Jedno z drugim jest nierozlaczne. Wszystkie nasze mysli sa posrednio > zwiazane z instynktem a rozum sie od niego nigdy nie dystansuje tylko z nim > wspoldziala. Zgoda. Wszystko co robisz jest posrednio zwiazane z dazeniem do > reprodukcji. No bez przesady. Nie wszystko. Jak rozmawiam z kolegą, to zapewniam Cię, że nie wcelu reprodukcji! :-) Ksztalcimy sie = to jest zwiazane z potrzeba znalezienia dobrej > pracy. Dobra praca = srodek na przyszle utrzymanie rodziny i zony. Dbamy o > wyglad i zdrowie = potrzeba przyciagniecia partrnera. Itd itp. To sa > wlasnie czynnosci rozumu ale sluzace instynktowi. To Ty mi > chyba pisales, ze milosc jest najwieksza potrzeba naszego zycia. To > potwierdzenie > tezy, ze instynkt rzadzi naszymi wszystkimi motywami egzystencjalnymi, nawet > jesli nie ma to bezposredniego zwiazku z "miloscia" (reprodukcja) na > pierwszy rzut oka. > Dorzuciłbym jeszcze, że oprócz instynktu i rozumu są jeszcze inne uwarunkowania naszych zachowań takie, jak: otoczenie kulturowe, wychowanie, normy moralne itd. > > > > Takich przykładów można wymienić > > > > więcej. Determinizm jest przeżytkiem w każdej dziedzinie wiedzy. > > > > > > Wcale nie, w makroukladach jest wciaz faktem niezaprzeczalnym, z czym > > nawet > > > indeterminisci sie zgadzaja. > > > > To nie prawda. Wystraczy tu podać jako przykład rozwój wielkich > cywilizacji > > starożytnej Afryki w wybitnie niekorzystnych warunkach naturalnych. Nie > chce > > mi się grzebać po książkach, więc nie będę zbaczał z głównego tematu. > > > Cos przekrecasz. Widze ze niezbyt wiele czytales o sporach determinizm vs. > indeterminizm bo bys takich rzeczy nie pisal. > Mylisz się. To przykład z literatury. >
Re: Odp. Milosc jst urojeniem
Author: Pinex
Date: Fri, 28 Dec 2001 22:51
Date: Fri, 28 Dec 2001 22:51
665 lines
23201 bytes
23201 bytes
Użytkownik "MarFi" <marfi6@wp.pl> napisał w wiadomości news:3c28eb1f@news.vogel.pl... > > Po co wiec wysilek skoro niby jest milosc? Albo jedno albo drugie, jedno > > wyklucza drugie, jesli milosc jest to wysilek nie powinien byc potrzebny. > > Albo samochod jedzie albo z braku paliwa go z wysilkiem pchamy. Ciagle nie > > jestes w stanie tej trudnosci przeskoczyc. > > > Co to za argument? Dlaczego miłość wyklucza wysiłek? Bzdura. Nielogiczne. Niezaleznie od tego ile butnych zaprzeczen wypowiesz, faktem wciaz pozostaje, ze po prostu nie dajesz rady przezwyciezyc tego problemu. Jesli milosc by istniala jako wyraznie odczuwalne uczucie, to ona spajalaby zwiazek i nie musialoby to byc czynione przez jakis wysilek. Wysilek do zrealizowania czegos jest potrzebny tylko tam, gdzie brakuje czegos co samo pomoze to zrealizowac (w tym wypadku milosci). > > Sam mówiłeś, że większość ludzi to egoiści. > > > Czy egoista umie kochać? Nie. Chyba, że samego siebie. > > > > > > Wszyscy jestesmy egoistami. Robimy cos tylko pod tym warunkiem, ze nam sie > > oplaca. Tak nasza swiadomosc uksztaltowala przeszlosc naszego gatunku - ci > > ktorzy robili cos co > > przede wszystkim im sie nie oplacalo, nie przetrwali. > > Znowu nie mówisz za siebie. Ja np. lubię dawać znajomym ( to nie koniecznie > bliskim znajomym) drobne prezenty, i sprawia mi to niesamowitą frajdę, gdy > oni się dzięki mnie uśmiechają. Tak czy inaczej wychodzi na to, ze chcesz sobie ich zjednac intuicyjnie odczuwajac, ze ich usmiechy sa przejawem ewentualnego okazania Ci sie przez nich pomocnymi w potrzebie. Dalbys komus zupelnie obcemu z ulicy jakis upominek, tak po prostu, tylko dlatego, ze wyznajesz sympatie dla humanizmu? Wcale nie robię tego po to, żeby zdobyć > czyjąś sympatię. Albo sobie tego nie uswiadamiasz. Przeanalizuj dokladnie swe intencje przy nastepnej okazji wreczania upominku i odpowiedz sobie, czy naprawde nie moge na tym skorzystac chocby w przyszlosci? Czasem drobny gest pozwala uzyskac o wiele wieksze przywileje. Faktem pozostaje, ze dawanie upominkow osobom zupelnie nieznajomym jest wsrod ludzi zjawiskiem tak bardzo niespotykanym, ze az niezrozumialym i nienormalnym wrecz. >Z wieloma z tych osób albo widuję się sporadycznie. Co nie znaczy, ze w pewnym momencie znajomosc z nimi nie moze okazac sie korzystna. I jak > widzisz przetrwałem. I dzieki temu co robisz przetrwasz pewnie nie raz. Powiedz, kupilbys jakis w miare znaczacy upominek komus zupelnie obcemu z ulicy? > Mnówstwo ludzi oddaje bezinteresownie krew. Istnieje wiele akcji > charytatywnych, fundacji itp. Akcje charytatywne to bardzo dochodowy interes. Taki Owsiak na przyklad sciagal kilkanascie procent dla siebie (nie pamietam juz dzis dokladnie ile) od obrotu z kazdej Wielkiej Orkiestry. Nie jest tez tajemnica iz Owsiak stal sie dzieki Orkiestrze czlowiekiem bardzo zamoznym. Co do Fundacji, to istnieje prawo, ze kazda Fundacja moze zatrzymac 10% przychodow dla siebie. Osobiscie znam goscia, ktory prowadzi Fundacje w Trojmiescie i utrzymuje z tego biznesu rodzine. A z oddawania krwi tez sie ma korzysc (zwolnienie z pracy, zolnierze maja jednodniowe zwolnienie od cwiczen, legitymacja stalego krwiodawcy daje ulgi socjalne, itd). O jakiej bezinteresownosci Ty wiec tutaj pierdolisz? Nie każdy jest takim egoistą. Tak nie można > uogulniać. Wez lepiej przestan. > Dzis jest tak samo, bo > > zycie to wymusza. Pokaz w swym zwiazku cos co > > robisz na dluzsza mete choc Ci sie to nie oplaca. Wtedy uwierze, ze nie > > jestes egoista. > > > To jest źle postawione pytanie. Zawsze możesz powiedzieć, że to co robię dla > partnerki, robię również dla siebie, żeby ją utrzymać przy sobie. Pewnie, ze zawsze tak moge powiedziec i nawet powiem. Tak > rozumując rzeczywiście wszyscy jesteśmy egoistami. Owszem - wszyscy jestesmy egoistami. Nic nie robimy na powaznie i na dluzsza mete, dopoki nam sie to po prostu nie oplaca, lub nas to nie bawi. Rozejrzyj sie wkolo siebie. A pojedyncze i okazjonalne kaprysy w stylu - wrzucilem zebrakowi grosik wdowi - sa nic nie znaczace. Ja tez wrzucam zebrakom na ulicy, co jest raczej przejawem mojej proznosci, czy chwilowej slabosci, niz dobroci mego dekadenckiego serca. Po wrzuceniu paru zlotowek zapominam nawet twarzy owego nieszczesnika. Nie rozpamietuje jego tragedii, nie odczuwam potrzeby wrocenia w miejsce jego wegetacji. Moglbym tez wrzucic wiecej niz kilka zlotowek, jednakze poprzestaje na tym. Nie pamietam tez nawet kiedy ostatni raz wrzucalem, choc robie to powiedzmy - regularnie. > > > Tak jakby ta pierwsza > > > > czesc ludzi pochodzila z innego swiata. > > > > > > W pewnym sensie masz rację. Jest świat, w którym nie pieniądz jest > > > najważnieszy. Mimo, że nie narzekam na brak pieniędzy, nie uważam, żeby > > one > > > mi dawały szczęście. > > > > > > > > Jednak bez nich nie moglbys mowic o szczesciu. Ciekawe jakby zareagowala > > Twoja kobieta gdybys nagle przestal rokowac dobre perspektywy finansowe. > > > Właśnie się chyba rozstaniemy, mimo, że rokuję dobre perspektywy finansowe. > (Jestem po studiach, zaczynam pracę w dwuch firmach). No coz, spelniles jedynie konieczne minimum a nie maksimum, stad ten przykry fakt. A moze jestes szpetny i nie mogla z Toba wytrzymac? Masz wystajace zeby, zeza, czy odstajace uszyska? A moze jedno i drugie? Z jakiegos powodu musiala Cie zostawic. No chyba, ze inicjatywa zakonczenia zwiazku wychodzi od Ciebie, wtedy zrozumiem, ze moze nawet dopada Cie efekt Coolidge'a i chcesz przeskoczyc na tyleczek jakiejs innej fruzi. > > Patrz chierarchia potrzeb Maslowa. Wiele ludzi osiąga > > > najwyższy poziom? Nie! Fakt, że najpierw trzeba sobie zapewnić byt, > > > bezpieczeństwo. Ale jak już to masz, to realizujesz potrzeby duchowe. Są > > to > > > potrzeby najwyższego rzędu. > > > > > > Oparte na mitologii z XIX wiecznych romansidel? Dziekuje, szkoda naszego i > > tak krotkiego zycia. Potrzeby wyzszego rzedu to moze byc cos bardziej > > pozytecznego. Mozna cos tworzyc i realizowac sie intelektualnie. > > Ludzie wyłącznie "realizujący się intelektualnie" i goniący za pieniędzmi w > pewnym momęcie wypalają się wewnętrznie. Osiągają cel, karierę, ale nie mają > szczęścia. Bo nie mają miłości. Nic dziwnego, skoro jej nie ma. Zatracili to, co jest najważniejsze. Są > osowiali, apatyczni. To są wyniki najnowszych badań psychologów. Nieustanna potrzeba zrealizowania nierzeczywistej utopii rzeczywiscie moze byc przyczyna wielu udrek. > > Jakich niby najwyzszych potrzeb? Utopijna wiara w jakies duchowe perpetum > > mobile, > > Perpetum mobile nie potrzebuje dostarczania energii, a miłośc tak, w postaci > pielęgnacji jej. Pielegnowac to mozesz sobie gozdziki u dziadka w ogrodku (pod warunkiem, ze Twoj dziadek wykombinowal sobie jakis ogrodek). A trwale uczucie albo jest albo go nie ma. Zreszta na razie nie dales zadnych > > dowodow na to, ze milosc istnieje. > > To ja wrócę do tej truskawki. Jak nie znasz smaku truskawki, to jest to > dowód że nie ma truskawek? A jak ja mam Ci udowodnić, że miłość istnieje? > Chyba zwróciłeś się do niewłaściwej osoby :-) Nadajesz sie na polityka, bo tak samo jak oni potrafisz po mistrzowsku pierdolic o gruszkach na wierzbie. Truskawki widzialem i jadlem a milosci ani sladu w swiecie i w ludzkich czynach. Roznica miedzy truskawka a miloscia jest taka, ze w przypadku tej pierwszej nie da sie opisac tylko jej smaku, a w przypadku tej drugiej, nie tylko nie da sie opisac jej smaku ale i nawet stwierdzic jej istnienia. > Ja za to zreferowalem badania nad > > matrymonialnymi zachowaniami reprezentatywnej czesci naszej populacji, > ktora > > swymi zachowaniami dostarcza mi o wiele bardziej przekonujacych argumentow > > za tym, ze milosci rozumianej jako wyjatkowe i trwale odczucie po prostu > nie > > ma. > > > Z wynikami ja nie polemizuję. Z nich jasno wynika, że w WIĘSZOŚCI przypadków > miłość zamiera. Czyli po pierwsze: skoro zamiera, to znaczy, że istnieje > (logiczne), Zamiera tak szybko, ze predzej mozna traktowac ja jako jakis ktotkotrwaly godowy wabik, nizli powazne uczucie. >po drugie: nie we WSZYSTKICH >przypadkach miłość zamiera. Albo: ta mniejszosc w ktorej niby nie zamiera sie do tego nie przyznaje, ze zamiera, lub wmawia sobie to. > > > > 2) nasze odczucia sa absolutnie niewystarczajace i bezuzyteczne do > > > > budowania pogladow na temat milosci bo ani Ty ani ja nie przezylismy > > > jeszcze > > > > trwalego kilkudziesiecioletniego zwiazku, > > > > > > > Dobra, podyskutujemy po śmierci. :) > > > > > > Wcale nie, przezycie 20 letniego trwalego zwiazku byloby juz dosc > > reprezentatywne dla faktu czy milosc po 20 latach wciaz sie odczuwa. > Zauwaz, > > znamienne jest to, ze na tej liscie nie ma zachwycajacych sie miloscia > > ludzi, ktorzy sa w zwiazku chocby 15 lat. Rekord to Krycha, ktora buja sie > w > > swym gosciu od 9 lat. > > Pokaż mi siedemdziesięciolatka internautę :-D Jestes niepowazny i bardzo przesadzasz. Wystarczy chocby 45 letni osobnik, ktory mogl zawrzec zwiazek w wieku powiedzmy 20-25 lat. Dwadziescia lat zwiazku jest. Internautow w tym wieku w sieci pelno. Na tej liscie zadnego takiego, ktory zachwycalby sie miloscia i rozprawial tu o niej z pasja bedac wciaz po 15-20 latach zwiazku. Tutaj sa tylko w wiekszosci nastolatkowie napierdoleni fenyloetyloaminą do nieprzytomności. Moi rodzice są w związku ponad > dwadzieścia lat i się kochają. A co maja Ci powiedziec, ze sie nienawidza? Cos musieli Ci powiedziec, zebys sie cieszył. > > > > 3) Slowa i deklaracje obserwowanych przez nas zwiazkow z naszego > > otoczenia > > > > maja sie tak jak w punkcie 1. > > > > > > Akurat w moim przypadku się mylisz. Doskonale wiem, jak zachowują się > moi > > > rodzice względem siebie. Zachowują. Słowa tu tylko potwierdzają czyny. > > > > > > Ale mozesz ich zwykle zachowania interpretowac pod zalozenie, ze milosc > > jest po prostu. Taki chciejski romantyzm. > > Kominujesz jak koń pod górę. "chciejski romantyzm"... :-) Opisuję to, co > widzę. Nie ma co przekombinowywać. Widzisz to co chcesz widziec. > > Jesli w wiekszosci przypadkow nie istnieje milosc, to znaczy ze to wlasnie > > jest regula > > W większości przypadków miłość zamiera, a nie nie istnieje. To jest różnica. > Skoro w rególe są wyjątki, to regóła nie może być dowodem dla wszystkich > przypadków. Jak jesteś tak oczytany, to poczytaj jeszcze jakąś książkę do > logiki. Daruj se. Logika sluzy do opisu jezyka a nie rzeczywistosci. Mozna skonstruowac logicznie poprawne zdanie, ktore nie ma miejsca w rzeczywistosci. > > widocznie cos sobie uroila w temacie rzekomego istnienia milosci. > > Naukowiec tak nie powie, że mniejszość widocznie coś sobie uroiła. To próba > potwierdzenia przyjętych przez siebie założeń, czyli błąd metodologiczny. Nie, to wynik uzycia rozsadku i podsumowania tego co wynika z faktow. 1. Wszyscy pochodzimy od wspolnego przodka(ow). 2. Nasze organizmy sa zbudowane tak samo. 3. Mamy wspolny bagaz behawioralny. > Ludzie ci mówią, co czują. Tak należy to interpetować, a nie inaczej. No wiesz, niektorzy twierdza, ze rozmawiaja z Elvisem. Znaczy sie - Elvis zyje? > > Trzeba szukac bardziej racjonalnych wyjasnien, ze owa mniejszosc cos sobie > > uroila. > > To wcale nie jest racjonalne wyjaśnienie. Już to opisałem wyżej. Duzo opisales, rzeczywiscie. Postulujesz istnienie jakichs Amorkow ktorzy ustrzela tylko wybranych. Nieliczni moga odczuwac milosc a inni albo nie moga albo nie ccha. Az tak kolosalne roznice w potencjale naszego behawioryzmu nie sa mozliwe z zadnego punktu widzenia. > > > Jak okazywali uczucia? O tym mówię. Nie bądź śmieszny, i czytaj posty, > na > > > które odpowiadasz. Mogli okazywać uczucia w ich mniemaniu. Kobieta może > to > > > zupełnie inaczej odbierać, niż nam się wydaje. Musiało to byś w twoich > > > książkach. Nie opuściłeś tego rozdziału? > > > > > > Przestan uprawiac taka sofistyke, bo to dowodzi tylko Twej bezradnosci > wobec > > problemu z jakim > > sie mierzysz. Badanie dawalo jednoznacznie do rozumienia, ze okazywali ale > > przestali. Jak widac na glowie staniesz zeby wywrocic niewygodne dla > Ciebie > > jednoznaczne przeslanki. > > Mylisz się. Ja również przeczytałem kilka książek, ale widocznie lepiej od > Ciebie wyciągam wnioski i kojarzę fakty. To, że oni okazywali uczucia, ale > przestali, to nie tłumaczy, że wcześniej okazywali uczucia tak, jak by sobie > tego życzyła ich partnerka. Kurwa, ile Ty bedziesz pierdolil to samo. Do Ciebie to jak do sciany. Mowie Ci wiec po raz ostatni, ze mowa bylo o braku okazywania uczuc a nie o zwiekszonych wymaganiach wobec takiego okazywania, czy o tym, ze w ogole ich na poczatku nie okazywali. Wez sie w garsc, co Ty kombinujesz. Jak koles by w ogole nie okazywal uczuc wobec kobiety, to ta by za niego nie wyszla, a nie kapnela by sie dopiero za 5 lat, ze koles ma ja gdzies i w ogole jej uczuc nie okazuje. Piszesz jakies oderwane od rzeczywistosci basnie. To badanie jest jednoznaczne. > > Wszystko Ci sie miesza. Oczywiscie, ze mezczyzna z mezczyzna lepiej sie > > dogada, nie ma tu watpliwosci (tak samo predzej kobieta z kobieta). > Jednakze > > nie splodza dzieci a zakodowane w nich naturalne popedy reprodukcyjne > > kieruja > > ich ku kobieta. Aby sie reprodukowac i zapladniac nie trzeba sie jednak > > dobrze rozumiec, stad natura nie wyposazyla nas w podobne psychiki > potrzebne > > nam do wytrwania razem przez cale zycie. Trwale calozyciowe zwiazki to > > utopijny wymysl kultury, stad wiecej zwiazkow sie rozpada niz wytrwa w > > zgodnym pozyciu do konca zycia. > > > > > > wciaz nie widze tego jako wystarczajacego powodu do wytrwania na cale > zycie > > w zwiazku, bo uroda kobiet bardzo szybko przemija. > > Kobieta to nie tylko jej uroda. To ciekawe, czemu biedne brzydule zostaja notorycznie starymi pannami, a przystojniakow jakos nie widac z brzydkimi dziewuszkami, tylko z super laskami. > Roznice w naturze obu > > plci w koncu wezma gore nad tym co laczylo. Juz o tym pisalem, ze te > roznice > > powoduja nieuchronne konflikty i stale rosnace nieporozumienie w zwiazku. > > > > > Konflikty pojawiają się, owszem. Ale można je w wielu przypadkach pokonać. Owszem. > > > > 1) "Im bardziej podobne sa poglady partnera do naszych wlasnych tym > > > > bardziej go oczywiscie lubimy" (Byrne (1971). > > > > > > > > 2) "Tak wiec najwazniejsza zaleta innych jest ich podobienstwo do nas > > > > samych" (Wojciszke, 2001). > > > > > > > > 3) Tym wyzej cenimy jakies cechy im bardziej sie z nimi identyfikujemy > > > > (Lewicki, 1983). > > > > > > > > 4) Im wiecej cech odmiennych od naszych posiada jakas osoba, tym mniej > > ja > > > > lubimy i akceptujemy (Miriam Rodin, 1978). > > > > > > > To właśnie są zdania wyrwane z kontekstu, które w tym przypadku nie mają > > > sensu. Mówimy o miłości, a nie o lubieniu. > > > > > > Bez jakiegokolwiek lubienia sie osob nie mozna w ogole mowic o budowaniu > > milosci, wiec te zdania sa jak najbardziej na temat, bo mowia o minimum > > warunkow koniecznych do zaistnienia przyszlej "milosnej" wiezi osob. > > Są na temat, ale nie ten. Różnica w psychice obu płci jest oczywista. Jednak > partnerzy mogą mieć podobne poglądy, zainteresowania. Dopiero w takim > kontekście zdania te mają sens. Co to za belkot? W sumie potwierdzasz tu to co ja pisze. > > Ciekaw jestem, czy wiązałbyś > > się > > > z kobietą silnie umięśnioną, barczystą, o bardzo niskim głosie, niczego > > się > > > nie bojącą, i wogóle bardziej męską od ciebie???? Nie! Bo na m się > podoba > > > właśnie kobieta, bo jest kobieca, bo jest inna. > > > > > > Zarzucasz mi, ze ja pisze nie na temat, tymczasem sam piszesz nie na > temat. > > Mowimy o roznicach w psychice jakie uniemozliwiaja porozumienie plci, wiec > > nie truj o wygladzie. > > No to potruję o psychice: czy związałbyś się z kobietą stanowczą, agresywną, > nigdy nie płaczącą, dominującą, konkretną, odważną, mężną, myślącą > wyłącznie kategoriami logiki, słowem posiadającą wszystkie męskie cechy > osobowości? Czemu nie. Powyzsze cechy sa swietne. > > > > Wymien moze takie przyklady wzajemnego "uzupelniania sie" a ja > wymienie > > Ci > > > > dwa razy tyle powodow w jakich powstaja roznice co do spraw kluczowych > > dla > > > > zwiazku. > > > > > > Na prawdę muszę? A nie potrafimy sami sobie wymyśleć? > > > Tylko KILKA przykładów, bo już mi się chce spać. > > > > > > 1. Heteroseksualizm. > > > 2. Anatomia ciała (w tym zdolności rozrodcze). > > > 3. Większa siła fizyczna mężczyzn, którzy musieli zdobywać pożywienie, > > > wyruszali na wojny. Mniejsza siła, ale za to większe zdolności manualne: > > > szycie ubrań, gotowanie itd. > > > > > > Wszystko to sa cechy fizyczne, ja pisalem o cechach w psychice, w ktorych > > obie strony maja rzekomo uzupelniac sie. Nawaliles wiec. > > > No, to jak heteroseksualizm to cecha fizyczna, to ja nawaliłem? Mówimy o > uzupełnianiu się cech, nie tylko psychicznych. Mowimy glownie o uzupelnianiu sie cech psychicznych, bo te odegraja na dluzsza mete role spoiwa w zwiazku. Mlodosc i wyglad potrzebne do namietnego ciupciania szybko sie wyczerpaja i wtedy facet najczesciej przeskakuje na inna fruzie, skoro jego mu sie zestarzala. Z badan Kinseya wynika nawet, ze statystycznie zdradza co drugi maz (Buss, "Ewolucja pozadania", s. 205). Ja na przyklad nie znam faceta, ktory obok swej zony nie ciupcialby czegos na boku. Cechy fizyczne nie moga byc wiec raczej spoiwem jednoty dwoch osob, predzej trzeba pracowac nad psychiczna strona swej osobowosci. Mysle, ze sie tu zgodzisz. > > > 4. Kobieta lubi, gdy jest zdobywana i adorowana, a mężczyzna z kolei > jest > > > zdobywcą i odkrywcą. > > > > To jest kulturowy mit. > > To nie jest kulturowy mit. Tłumaczy to psychologia ewolucyjna. Podaj naukowe zrodlo tej informacji. Masz tą > książkę, to sobie znajdź. Jakby na ironie, ta ksiazka mowi wlasnie cos odwrotnego: "Do niedawna sadzono, ze kobiety pozostaja bierne wobec mezczyzn podczas zalotow. Tymczasem okazuje sie, ze maja one w tej kwestii glos o wiele bardziej decydujacy" (Buss). > W rzeczywistosci kobiety rowniez maja strategie > > pozyskiwania partnerow i nie sa bierne. Ich glos jest nawet bardziej > > decydujacy niz glos mezczyzn, bowiem to one decyduja o tym czy odbywa sie > > stosunek plciowy. > > Nie mówiłem, że nie. Ona podejmuje decyzję, którego adoratora sobie > wybierze. I do niej nalezy z reguly prawo ostatniego glosu. > Ciekawe, gdzie tu ta "milosc", ktora wszystko > > zwycieza. > > > Ja nie mówiłem, że miłość wszystko zwycięża. > > > > > > > Wiem, jakie argumenty mi zaraz wypiszesz. To prawda, że są niektóre > > potrzeby > > > są odmienne u obu płci. M.in. mężczyzna jest bardziej poligamistą a > > kobieta > > > monogamistką. Nie zmienia to faktu, że większość cech łączy płcie, a nie > > > dzieli. > > > > Szkoda, ze tej "wiekszosci" nie wymieniles. W zasadzie to jedyna roznica > > jaka na trwale laczy dwie strony to seks. > > Twoim zdaniem. Dopoki efekt Coolidge'a nie zadziala, he he he > > > Przyklad w sprawie fundamentalnej: > > > > > > > > Jak podawalem za Bussem, w pierwszych 5 latach zwiazku az prawie 80 > > > procent > > > > kobiet skarzy sie, ze mezczyzni nie interesuja sie ich uczuciami a > > > mezczyzni > > > > skarza sie, ze musza kobietom okazywac te uczucia. > > > > > > To potwerdza to, co pisałem, że mężczyźni nie potrafią okazywać uczuć > > > partnerkom. Tu jest mowa o okazywaniu uczuć, a nie o uczuciach. Zgadza > > się, > > > jest problem z komuniakacją. > > > > > > > > Przestan wykrecac kota ogonem, bo mnie to juz meczy. > > To ty wykręcasz kota ogonem i się męczysz. Najwyraźniej nie rozumiesz > tekstu. Mowa jest o braku okazywania uczuć. Naprawde, chyba trzeba byc niedorozwinietym, zeby to odczytac inaczej niz brak istnienia uczuc. Na co czekales, ze sondaz wejdzie w goscia glowe i mu "zmierzy" brak uczuc? Brak okazywania uczuc to jasny dowod na bark uczuc. Sprobuj byc z kims kto Ci nie okazuje zadnych uczuc i zarazem mowi, ze Cie kocha. Chyba tylko nienormalny by w to uwierzyl. To nie jest jednoznaczne z > zanikiem uczuć. To oczywiste. To nie jest demagogia, tylko fakt. Osmieszasz sie probujac zamazac rzeczy oczywiste. Twoja sprawa. > Ciekawe ile byscie byli > > jakby ona nagle dostala fijola na punkcie katolicyzmu i powiedzialaby, ze > > zacznie Ci dawac dopiero po slubie > > Seks jest bardzo ważnym elementem w związku, zwłaszcza w pierwszym etapie. > Nigdy temu nie zaprzeczałem. Zgoda w związku w dużej mierze zależy od > udanego pożycia seksualnego. Para może jednak tworzyć również udane > partnerstwo w rozumieniu nie seksualnym. Zdecyduj sie, albo jedno albo drugie, bo na razie to twoj powyzszy wywod jest sprzeczny sam w sobie.
Re: Odp. Milosc jst urojeniem
Author: Masiod
Date: Sat, 29 Dec 2001 21:50
Date: Sat, 29 Dec 2001 21:50
70 lines
3846 bytes
3846 bytes
> > Kombinujesz. Po prostu nie masz racji. > > > Puste slowa, zadnego kontrargumentu. Tak to moglbys nawet dowiesc, ze niebo > jest zielone. > > I vice versa. Jak rozmawiam z kolegą, to zapewniam Cię, > że > > nie wcelu reprodukcji! :-) > > > Posrednio tak, tylko sobie mozesz tego nie uswiadamiac. Na przyklad > planujecie gdzie tu by wyskoczyc razem do jakiegos fajoskiego pubu (w > domysle: gdzie sa fajne dziewczyny). Razem zawsze razniej. Z kazdej rozmowy > cos starasz sie wyniesc, zauwaz. Jakas wiedze o swiecie, ktora moze przydac > sie do zalatwienia czegos korzystnego. A to juz bardziej sie wiaze z > reprodukcja, choc wciaz posrednio. Nie gadamy z kims kompletnie pustym. > Mowimy wtedy: nudny. On nie przynosi nam korzysci w sensie wiedzy przydatnej > do realizowania sie wiec go unikamy. > Strasznie naciągana teoria. Dowcipkujemy np. nie dlatego, że chcemy sięczegoś dowiedzieć, ale żeby się rozerwać. Jak pijemy piwo w męskim towarzystwie, to nie koniecznie dlatego, że są tam kobiety. Choć przyznaję, że są one najczęstszym tematem męsich rozmów. Myślę, że nie należy tu popadać w taką skrajność. > > > > > Takich przykładów można wymienić > > > > > > więcej. Determinizm jest przeżytkiem w każdej dziedzinie wiedzy. > > > > > > > > > > Wcale nie, w makroukladach jest wciaz faktem niezaprzeczalnym, z > czym > > > > nawet > > > > > indeterminisci sie zgadzaja. > > > > > > > > To nie prawda. Wystraczy tu podać jako przykład rozwój wielkich > > > cywilizacji > > > > starożytnej Afryki w wybitnie niekorzystnych warunkach naturalnych. > Nie > > > chce > > > > mi się grzebać po książkach, więc nie będę zbaczał z głównego tematu. > > > > > > > > > Cos przekrecasz. Widze ze niezbyt wiele czytales o sporach determinizm > vs. > > > indeterminizm bo bys takich rzeczy nie pisal. > > > > > Mylisz się. To przykład z literatury. > > > Obiekwtywna literatura to podaje (nawet zwykla Encyklopedia PWN z lat > szescdziesiatych), ze spor indeterminizm vs. determinizm jest idealnie > posrodku w kwestii rozstrzygniecia. Obie strony maja po rowno racji. Wiec > daj spokoj. Ja zajalem stanowisko takie jak psychologia ewolucyjna w tym > punkcie: tez po srodku. > No właśnie nie zająłeś stanowiska po środku! W tym sęk. Pisałeś, że działania człowieka są zdeterminowane wyłącznie przez ewolucję. Właśnie o to chodzi, że nie wyłącznie. Teraz to tylko skorygowałeś, i słusznie.
Re: Odp. Milosc jst urojeniem
Author: Pinex
Date: Sun, 30 Dec 2001 10:01
Date: Sun, 30 Dec 2001 10:01
72 lines
3863 bytes
3863 bytes
Użytkownik "Masiod" <masiod@wp.pl> napisał w wiadomości news:3c2e3b4f@news.vogel.pl... > > > Kombinujesz. Po prostu nie masz racji. > > > > > > Puste slowa, zadnego kontrargumentu. Tak to moglbys nawet dowiesc, ze > niebo > > jest zielone. > > > > > I vice versa. > > > Jak rozmawiam z kolegą, to zapewniam Cię, > > że > > > nie wcelu reprodukcji! :-) > > > > > > Posrednio tak, tylko sobie mozesz tego nie uswiadamiac. Na przyklad > > planujecie gdzie tu by wyskoczyc razem do jakiegos fajoskiego pubu (w > > domysle: gdzie sa fajne dziewczyny). Razem zawsze razniej. Z kazdej > rozmowy > > cos starasz sie wyniesc, zauwaz. Jakas wiedze o swiecie, ktora moze > przydac > > sie do zalatwienia czegos korzystnego. A to juz bardziej sie wiaze z > > reprodukcja, choc wciaz posrednio. Nie gadamy z kims kompletnie pustym. > > Mowimy wtedy: nudny. On nie przynosi nam korzysci w sensie wiedzy > przydatnej > > do realizowania sie wiec go unikamy. > > > Strasznie naciągana teoria. Dowcipkujemy np. nie dlatego, że chcemy > sięczegoś dowiedzieć, ale żeby się rozerwać. Albo aby samemu nauczyc sie dzieki temu lepiej dowcipkowac w celu zaimponowania kobiecie (lubia mezczyzn z poczuciem humoru). Jak pijemy piwo w męskim > towarzystwie, to nie koniecznie dlatego, że są tam kobiety. Choć przyznaję, > że są one najczęstszym tematem męsich rozmów. Myślę, że nie należy tu > popadać w taką skrajność. Owszem, mozemy robic rozne pierdoly, ktore nie wiaza sie w sumie z niczym. Ale to czym zajmujemy sie w zyciu na serio wiaze sie z reprodukcja. > No właśnie nie zająłeś stanowiska po środku! W tym sęk. Pisałeś, że > działania człowieka są zdeterminowane wyłącznie przez ewolucję. Właśnie o to > chodzi, że nie wyłącznie. Sa zdeterminowane przez ewolucje w wystarczajacym stopniu aby wplynac na nasze wybory matrymonialne w kwestii rozstrzygajacym. Zauwazono bowiem podczas badania kultur, ze pewne nasze preferencje matrymonialne i strategie pozyskiwania partnerow sa ponad kulturowe wystepuja nie tylko w spolecznosciach ucywilizowanych, ale i sa preferowane przez spolecznosci prymitywne, gdzie kultura w naszym pojeciu nie wytworzyla sie. Np. zamilowanie kobiet do mezczyzn przejawiajacych duzy dostep do dobr materialnych jest zjawiskiem ponad kulturowym wystepujacym pod kazda szerokoscia geograficzna. > Teraz to tylko skorygowałeś, i słusznie. > > >
Re: Odp. Milosc jst urojeniem
Author: MarFi
Date: Sun, 30 Dec 2001 19:31
Date: Sun, 30 Dec 2001 19:31
574 lines
19152 bytes
19152 bytes
> Niezaleznie od tego ile butnych zaprzeczen wypowiesz, faktem wciaz > pozostaje, ze po prostu nie dajesz rady przezwyciezyc tego problemu. Jesli > milosc by istniala jako wyraznie odczuwalne uczucie, to ona spajalaby > zwiazek i nie musialoby to byc czynione przez jakis wysilek. > Wysilek do zrealizowania czegos jest potrzebny tylko tam, gdzie brakuje > czegos co samo pomoze to zrealizowac (w tym wypadku milosci). > > Poprzestańmy na tym, że mamy w tym temacie różnicę poglądów. To chyba jedyne logiczne rozwiązanie. > Tak czy inaczej wychodzi na to, ze chcesz sobie ich zjednac intuicyjnie > odczuwajac, ze ich usmiechy sa przejawem ewentualnego okazania Ci sie przez > nich pomocnymi w potrzebie. Skąd Ci to przyszło do głowy? Oczekuję pomocy od kogoś, kogo prawdopodobnie nigdy nie spotkam? Dalbys komus zupelnie obcemu z ulicy jakis > upominek, tak po prostu, tylko dlatego, ze wyznajesz sympatie dla humanizmu? > > Oczywiście, że tak. Wiele ludzi tak robi. Zupełnie bezinteresownie. Wystarczy wymienić np. honorowych krwiodawców, akcje charytatywne, fundacje, i wiele innych. > Wcale nie robię tego po to, żeby zdobyć > > czyjąś sympatię. > > > Albo sobie tego nie uswiadamiasz. Przeanalizuj dokladnie swe intencje przy > nastepnej okazji wreczania upominku i odpowiedz sobie, czy naprawde nie moge > na tym skorzystac chocby w przyszlosci? Czasem drobny gest pozwala uzyskac o > wiele wieksze przywileje. To prawda, ale dając ten omawiany upominek (to mogą być przecież różne rodzaje pomocy, sympatii, a nawet zwykła uprzejmość) nie myślę o ewentualnych korzyściach, jakie mi to może przynieść. > >Z wieloma z tych osób albo widuję się sporadycznie. > > Co nie znaczy, ze w pewnym momencie znajomosc z nimi nie moze okazac sie > korzystna. > > To się nazywa akademicka dyskusja. Powiedz, kupilbys jakis w > miare znaczacy upominek komus zupelnie obcemu z ulicy? > Tu nie chodzi o znaczący upominek. Znaczące upominki wogóle są bezsensowne (z reguły). Sens upominku jest zupełnie inny. Chodzi o okazanie pamięci, sympatii, szacunku itd. Taki Owsiak na przyklad > sciagal kilkanascie procent dla siebie (nie pamietam juz dzis dokladnie ile) > od obrotu z kazdej Wielkiej Orkiestry. Nie jest tez tajemnica iz Owsiak stal > sie dzieki Orkiestrze czlowiekiem bardzo zamoznym. Nie wiem nic o tej sprawie, ale pewne jest, że wiele osób oddawało pieniądze i cenne przedmioty zupełnie bezinteresownie. Co do Fundacji, to > istnieje prawo, ze kazda Fundacja moze zatrzymac 10% przychodow dla siebie. Z czegoś musi sięutrzymać. Miałem na myśli prawdziwe fundacje. Nie wątpię w to, że wiele z nich działa praktycznie jako zwykła, dochodowa firma. > Osobiscie znam goscia, ktory prowadzi Fundacje w Trojmiescie i utrzymuje z > tego biznesu rodzine. Ja znam gościa w Krakowie, który również nieźle żyje z fundacji. Cele statutowe są praktycznie nie realizowane. > A z oddawania krwi tez sie ma korzysc (zwolnienie z pracy, zolnierze maja > jednodniowe zwolnienie od cwiczen, legitymacja stalego krwiodawcy daje ulgi > socjalne, itd). > O jakiej bezinteresownosci Ty wiec tutaj pierdolisz? Kolego. Albo będziemy się szanować nawzajem, albo nie będziemy dyskutować. Każdy ma prawo mieć swój pogląd, a jak nie dorosłeś do tego, żeby to sobie uświadomić, to znajdź kogoś na swoim (niskim) poziomie, i z nim rozmawiaj. > > > > > To jest źle postawione pytanie. Zawsze możesz powiedzieć, że to co robię > dla > > partnerki, robię również dla siebie, żeby ją utrzymać przy sobie. > > > > Pewnie, ze zawsze tak moge powiedziec i nawet powiem. No to mów, powodzenia. > > > > Tak > > rozumując rzeczywiście wszyscy jesteśmy egoistami. > > > > Owszem - wszyscy jestesmy egoistami. Widzisz, nie wszyscy. Niektórzy są nieco mądrzejsi niż ty. > > > > Tak jakby ta pierwsza > > > > > czesc ludzi pochodzila z innego swiata. > > > > > > > > W pewnym sensie masz rację. Jest świat, w którym nie pieniądz jest > > > > najważnieszy. Mimo, że nie narzekam na brak pieniędzy, nie uważam, > żeby > > > one > > > > mi dawały szczęście. > > > > > > > > > > > > Jednak bez nich nie moglbys mowic o szczesciu. Ciekawe jakby zareagowala > > > Twoja kobieta gdybys nagle przestal rokowac dobre perspektywy finansowe. > > > > > Właśnie się chyba rozstaniemy, mimo, że rokuję dobre perspektywy > finansowe. > > (Jestem po studiach, zaczynam pracę w dwuch firmach). > > > > No coz, spelniles jedynie konieczne minimum a nie maksimum, stad ten przykry > fakt. A moze jestes szpetny i nie mogla z Toba wytrzymac? Masz wystajace > zeby, zeza, czy odstajace uszyska? A moze jedno i drugie? Z jakiegos powodu > musiala Cie zostawic. No chyba, ze inicjatywa zakonczenia zwiazku wychodzi > od Ciebie, wtedy zrozumiem, ze moze nawet dopada Cie efekt Coolidge'a i > chcesz przeskoczyc na tyleczek jakiejs innej fruzi. Może ty tak wyglądasz, jak opisujesz. Ja nie. To ja ją zamierzam zostawić, i nic ci do tego, dlaczego. Żaden z tych powodów akurat nie wchodzi w rachubę. > > > > > > > Patrz chierarchia potrzeb Maslowa. Wiele ludzi osiąga > > > > najwyższy poziom? Nie! Fakt, że najpierw trzeba sobie zapewnić byt, > > > > bezpieczeństwo. Ale jak już to masz, to realizujesz potrzeby duchowe. > Są > > > to > > > > potrzeby najwyższego rzędu. > > > > > > > > > Oparte na mitologii z XIX wiecznych romansidel? Dziekuje, szkoda naszego > i > > > tak krotkiego zycia. Potrzeby wyzszego rzedu to moze byc cos bardziej > > > pozytecznego. Mozna cos tworzyc i realizowac sie intelektualnie. > > > > Ludzie wyłącznie "realizujący się intelektualnie" i goniący za pieniędzmi > w > > pewnym momęcie wypalają się wewnętrznie. Osiągają cel, karierę, ale nie > mają > > szczęścia. Bo nie mają miłości. > > > Nic dziwnego, skoro jej nie ma. > > Taka metoda dyskusji nosi nazwę zdartej płyty. Ale widzę, że twój mizerny poziom intelektualno - kulturalny nie pozwala ci zaprzestania tego typu strategii. > > Zatracili to, co jest najważniejsze. Są > > osowiali, apatyczni. To są wyniki najnowszych badań psychologów. > > > Nieustanna potrzeba zrealizowania nierzeczywistej utopii rzeczywiscie moze > byc przyczyna wielu udrek. Ci ludzie realizowali właśnie twoje podejście do życia. Pogoń za pieniądzem. To jest ich przyczyna nieszczęścia. > > > > > > Jakich niby najwyzszych potrzeb? Utopijna wiara w jakies duchowe > perpetum > > > mobile, > > > > Perpetum mobile nie potrzebuje dostarczania energii, a miłośc tak, w > postaci > > pielęgnacji jej. > > > Pielegnowac to mozesz sobie gozdziki u dziadka w ogrodku (pod warunkiem, ze > Twoj dziadek wykombinowal sobie jakis ogrodek). A trwale uczucie albo jest > albo go nie ma. Zdarta płyta. > > > > Zreszta na razie nie dales zadnych > > > dowodow na to, ze milosc istnieje. > > > > To ja wrócę do tej truskawki. Jak nie znasz smaku truskawki, to jest to > > dowód że nie ma truskawek? A jak ja mam Ci udowodnić, że miłość istnieje? > > Chyba zwróciłeś się do niewłaściwej osoby :-) > > > Nadajesz sie na polityka, bo tak samo jak oni potrafisz po mistrzowsku > pierdolic o gruszkach na wierzbie. Truskawki widzialem i jadlem a milosci > ani sladu w swiecie i w ludzkich czynach. Roznica miedzy truskawka a > miloscia jest taka, ze w przypadku tej pierwszej nie da sie opisac tylko jej > smaku, a w przypadku tej drugiej, nie tylko nie da sie opisac jej smaku ale > i nawet stwierdzic jej istnienia. > > Zdarta płyta. to zreferowalem badania nad > > > matrymonialnymi zachowaniami reprezentatywnej czesci naszej populacji, > > ktora > > > swymi zachowaniami dostarcza mi o wiele bardziej przekonujacych > argumentow > > > za tym, ze milosci rozumianej jako wyjatkowe i trwale odczucie po prostu > > nie > > > ma. > > > > > Z wynikami ja nie polemizuję. Z nich jasno wynika, że w WIĘSZOŚCI > przypadków > > miłość zamiera. Czyli po pierwsze: skoro zamiera, to znaczy, że istnieje > > (logiczne), > > > Zamiera tak szybko, ze predzej mozna traktowac ja jako jakis ktotkotrwaly > godowy wabik, nizli powazne uczucie. > > > >po drugie: nie we WSZYSTKICH >przypadkach miłość zamiera. > > > > Albo: ta mniejszosc w ktorej niby nie zamiera sie do tego nie przyznaje, ze > zamiera, lub wmawia sobie to. Zdarta płyta. > > Zauwaz, > > > znamienne jest to, ze na tej liscie nie ma zachwycajacych sie miloscia > > > ludzi, ktorzy sa w zwiazku chocby 15 lat. Rekord to Krycha, ktora buja > sie > > w > > > swym gosciu od 9 lat. > > > > Pokaż mi siedemdziesięciolatka internautę :-D > > > > Jestes niepowazny i bardzo przesadzasz. Przy tobie trudno być poważnym, gdy ty jesteś taki śmieszny. Wystarczy chocby 45 letni osobnik, > ktory mogl zawrzec > zwiazek w wieku powiedzmy 20-25 lat. Dwadziescia lat zwiazku jest. > Internautow w tym wieku w sieci pelno. Na tej liscie zadnego takiego, ktory > zachwycalby sie miloscia i rozprawial tu o niej z pasja bedac wciaz po 15-20 > latach zwiazku. Tutaj sa tylko w wiekszosci nastolatkowie napierdoleni > fenyloetyloaminą do nieprzytomności. > > Zdarta płyta. > Moi rodzice są w związku > ponad > > dwadzieścia lat i się kochają. > > > A co maja Ci powiedziec, ze sie nienawidza? Cos musieli Ci powiedziec, zebys > sie cieszył. > Zdarta płyta. Ale jak chcesz wiedzieć, to nie oceniam tego wcale wyłącznie na podstawie słów. W mojej rodzinie (każdemu rzyczę tak dobrej rodziny) tylko dzięki prawdziwej miłosci został zarzegnany bardzo poważny kryzys. Chodzi o chorobę alkoholizmu. Jestem tego świadkiem, wiem lepiej od ciebie, co się działo u mnie w domu, więc mówiąc twoim językiem, nie pierdol mi takich zdań, jak powyżej. > > > > > > Jesli w wiekszosci przypadkow nie istnieje milosc, to znaczy ze to > wlasnie > > > jest regula > > > > W większości przypadków miłość zamiera, a nie nie istnieje. To jest > różnica. > > Skoro w rególe są wyjątki, to regóła nie może być dowodem dla wszystkich > > przypadków. Jak jesteś tak oczytany, to poczytaj jeszcze jakąś książkę do > > logiki. > > > Daruj se. Logika sluzy do opisu jezyka a nie rzeczywistosci. Mozna > skonstruowac logicznie poprawne zdanie, ktore nie ma miejsca w > rzeczywistosci. Mówię o tym, że nie rozumiesz poprawnie zbudowanych zdań. > > > > > widocznie cos sobie uroila w temacie rzekomego istnienia milosci. > > > > Naukowiec tak nie powie, że mniejszość widocznie coś sobie uroiła. To > próba > > potwierdzenia przyjętych przez siebie założeń, czyli błąd metodologiczny. > > > > Nie, to wynik uzycia rozsadku i podsumowania tego co wynika z faktow. Jakich faktów!? Faktem jest tu tylko błędna interpretacja zdania mniejszości. > > 1. Wszyscy pochodzimy od wspolnego przodka(ow). > > 2. Nasze organizmy sa zbudowane tak samo. > > 3. Mamy wspolny bagaz behawioralny. > Tylko że z tego w żaden sposób nie wynikają postawione przez ciebie wnioski. > > > Ludzie ci mówią, co czują. Tak należy to interpetować, a nie inaczej. > > > No wiesz, niektorzy twierdza, ze rozmawiaja z Elvisem. Znaczy sie - Elvis > zyje? Ile osób twierdzi, że rozmawia z Elvisem? > > > > > > Trzeba szukac bardziej racjonalnych wyjasnien, ze owa mniejszosc cos > sobie > > > uroila. > > > > To wcale nie jest racjonalne wyjaśnienie. Już to opisałem wyżej. > > > > Duzo opisales, rzeczywiscie. Postulujesz istnienie jakichs Amorkow ktorzy > ustrzela tylko wybranych. Nieliczni moga odczuwac milosc a inni albo nie > moga albo nie ccha. Az tak kolosalne roznice w potencjale naszego > behawioryzmu nie sa mozliwe z zadnego punktu widzenia. O Amorkach nie pisałem ani jednego słowa. Każdy może odczuwać miłość. Mało tego: każdy zdrowy człowiek chce odczuwać miłość i być kochanym. Nawet ty. Nie ma więc tu różnic w potencjale naszego behawioryzmu. > > > > > > Jak okazywali uczucia? O tym mówię. Nie bądź śmieszny, i czytaj posty, > > na > > > > które odpowiadasz. Mogli okazywać uczucia w ich mniemaniu. Kobieta > może > > to > > > > zupełnie inaczej odbierać, niż nam się wydaje. Musiało to byś w twoich > > > > książkach. Nie opuściłeś tego rozdziału? > > > > > > > > > Przestan uprawiac taka sofistyke, bo to dowodzi tylko Twej bezradnosci > > wobec > > > problemu z jakim > > > sie mierzysz. Badanie dawalo jednoznacznie do rozumienia, ze okazywali > ale > > > przestali. Jak widac na glowie staniesz zeby wywrocic niewygodne dla > > Ciebie > > > jednoznaczne przeslanki. > > > > Mylisz się. Ja również przeczytałem kilka książek, ale widocznie lepiej od > > Ciebie wyciągam wnioski i kojarzę fakty. To, że oni okazywali uczucia, ale > > przestali, to nie tłumaczy, że wcześniej okazywali uczucia tak, jak by > sobie > > tego życzyła ich partnerka. > > > > Kurwa, ile Ty bedziesz pierdolil to samo. Tak długo, jak ty będziesz pierdolił to samo. Do Ciebie to jak do sciany. I vice versa. Mowie > Ci wiec po raz ostatni, ze mowa bylo o braku okazywania uczuc a nie o > zwiekszonych wymaganiach wobec takiego okazywania, czy o tym, ze w ogole ich > na poczatku nie okazywali. (...) To > badanie jest jednoznaczne. > Ale ty nie przeczytałeś tego dokładnie. Spróbuj jeszcze raz. Jest tak, jak pisałem. Nie będę się powtarzał. > > Kobieta to nie tylko jej uroda. > > > To ciekawe, czemu biedne brzydule zostaja notorycznie starymi pannami, a > przystojniakow jakos nie widac z brzydkimi dziewuszkami, tylko z > super laskami. > > Wszystko w porządku. Ten mechanizm dotyczy początku miłości. Jakoś oni musi się zacząć. Czyli najpierw partnerzy muszą sobie przypaśćdo gustu. Tu pisałem o czymś innym. > > > Bez jakiegokolwiek lubienia sie osob nie mozna w ogole mowic o budowaniu > > > milosci, wiec te zdania sa jak najbardziej na temat, bo mowia o minimum > > > warunkow koniecznych do zaistnienia przyszlej "milosnej" wiezi osob. > > > > Są na temat, ale nie ten. Różnica w psychice obu płci jest oczywista. > Jednak > > partnerzy mogą mieć podobne poglądy, zainteresowania. Dopiero w takim > > kontekście zdania te mają sens. > > > > Co to za belkot? W sumie potwierdzasz tu to co ja pisze. Jak potwierdzam, to co piszesz, i jednocześnie bełkoczę, to znaczy, że ty też bełkoczesz. To jest właśnie logika. Podziwiam twoją samokrytykę. Ale ja nie do końca potwierdzam to, co piszesz. Przyznaję, że partnerzy w miłości, jka to się oględnie mówi, muszą do siebie pasować. Nie oznacza to, że nie mogą mieć cech przypisanych swojej płci. . > > > > No to potruję o psychice: czy związałbyś się z kobietą stanowczą, > agresywną, > > nigdy nie płaczącą, dominującą, konkretną, odważną, mężną, myślącą > > wyłącznie kategoriami logiki, słowem posiadającą wszystkie męskie cechy > > osobowości? > > > Czemu nie. Powyzsze cechy sa swietne. A nie jesteś przypadkiem homoseksualistą? Jak wykazać się męskością wobec kobiety, która jest bardziej męska od ciebie? Gdzie wyładujesz naturalną potrzebę zaopiekowania się kobietą, słabszą istotą? > > Mowimy glownie o uzupelnianiu sie cech psychicznych, bo te odegraja na > dluzsza mete role spoiwa w zwiazku. Mlodosc i wyglad potrzebne do namietnego > ciupciania szybko sie wyczerpaja i wtedy facet najczesciej przeskakuje na > inna fruzie, skoro jego mu sie zestarzala. Z badan Kinseya wynika nawet, ze > statystycznie zdradza co drugi maz (Buss, "Ewolucja pozadania", s. 205). Ja > na przyklad nie znam faceta, ktory obok swej zony nie ciupcialby czegos na > boku. Cechy fizyczne nie moga byc wiec raczej spoiwem jednoty dwoch osob, > predzej trzeba pracowac nad psychiczna strona swej osobowosci. Mysle, ze > sie tu zgodzisz. > > > > > > > 4. Kobieta lubi, gdy jest zdobywana i adorowana, a mężczyzna z kolei > > jest > > > > zdobywcą i odkrywcą. > > > > > > To jest kulturowy mit. > > > > To nie jest kulturowy mit. Tłumaczy to psychologia ewolucyjna. > > > Podaj naukowe zrodlo tej informacji. Wybacz, ale nie chce mi się specjalnie dla ciebie latać do biblioteki. > > > Masz tą > > książkę, to sobie znajdź. > > > Jakby na ironie, ta ksiazka mowi wlasnie cos odwrotnego: "Do niedawna > sadzono, ze kobiety pozostaja bierne wobec mezczyzn podczas zalotow. > Tymczasem okazuje sie, ze maja one w tej kwestii glos o wiele bardziej > decydujacy" (Buss). Ja temu zaprzeczałem? Nie żartuj.... > Naprawde, chyba trzeba byc niedorozwinietym, zeby to odczytac inaczej niz > brak istnienia uczuc. Na co czekales, ze sondaz wejdzie w goscia glowe i mu > "zmierzy" brak uczuc? Brak okazywania uczuc to jasny dowod na bark uczuc. > Sprobuj byc z kims kto Ci nie okazuje zadnych uczuc i zarazem mowi, ze Cie > kocha. Chyba tylko nienormalny by w to uwierzyl. > Twierdzisz, że mężczyźni potrafią okazywać uczucia kobietom? Otóż mylisz się. Mężczyzna uważa, że wszystko jest OK, bo rok temu powiedział przecież swojej kobiecie, że ją kocha, a dwa lata temu nawet kupił kwiaty. Kobieta chce czegoś więcej. > > Zdecyduj sie, albo jedno albo drugie, bo na razie to twoj powyzszy wywod > jest sprzeczny sam w sobie. > Wszystko, co tu piszę, jest bardzo spójne.
Re: Odp. Milosc jst urojeniem
Author: JL
Date: Sun, 06 Jan 2002 11:33
Date: Sun, 06 Jan 2002 11:33
634 lines
20455 bytes
20455 bytes
Użytkownik "MarFi" <marfi6@wp.pl> napisał w wiadomości news:3c2f6c1d@news.vogel.pl... > > Niezaleznie od tego ile butnych zaprzeczen wypowiesz, faktem wciaz > > pozostaje, ze po prostu nie dajesz rady przezwyciezyc tego problemu. Jesli > > milosc by istniala jako wyraznie odczuwalne uczucie, to ona spajalaby > > zwiazek i nie musialoby to byc czynione przez jakis wysilek. > > Wysilek do zrealizowania czegos jest potrzebny tylko tam, gdzie brakuje > > czegos co samo pomoze to zrealizowac (w tym wypadku milosci). > > > > > Poprzestańmy na tym, że mamy w tym temacie różnicę poglądów. To chyba jedyne > logiczne rozwiązanie. Jak chcesz, to nie zmieni jednak faktu, ze na pewne problemy nie zdolales zadowalajaco odpowiedziec. > > Tak czy inaczej wychodzi na to, ze chcesz sobie ich zjednac intuicyjnie > > odczuwajac, ze ich usmiechy sa przejawem ewentualnego okazania Ci sie > przez > > nich pomocnymi w potrzebie. > > Skąd Ci to przyszło do głowy? Oczekuję pomocy od kogoś, kogo prawdopodobnie > nigdy nie spotkam? No i zobacz, przez slowo "prawdopodobnie" sam zakladasz, ze ich moze spotkasz a wiec tez i to, ze przysluga zwroci sie jakos. > Dalbys komus zupelnie obcemu z ulicy jakis > > upominek, tak po prostu, tylko dlatego, ze wyznajesz sympatie dla > humanizmu? > > > > > Oczywiście, że tak. Wiele ludzi tak robi. Zupełnie bezinteresownie. > Wystarczy wymienić np. honorowych krwiodawców, akcje charytatywne, fundacje, > i wiele innych. Wszystkie te przedsiewziecia sa profitowe. Nie sa to dzialania bezinteresowne. > > Wcale nie robię tego po to, żeby zdobyć > > > czyjąś sympatię. > > > > > > Albo sobie tego nie uswiadamiasz. Przeanalizuj dokladnie swe intencje przy > > nastepnej okazji wreczania upominku i odpowiedz sobie, czy naprawde nie > moge > > na tym skorzystac chocby w przyszlosci? Czasem drobny gest pozwala uzyskac > o > > wiele wieksze przywileje. > > To prawda, ale dając ten omawiany upominek (to mogą być przecież różne > rodzaje pomocy, sympatii, a nawet zwykła uprzejmość) nie myślę o > ewentualnych korzyściach, jakie mi to może przynieść. Lub sobie nie uswiadamiasz. Robimy wiele rzeczy korzystnych dla siebie, o jakich sobie nawet nie uswiadamiamy, ze sa korzystne bardziej niz jakies inne opcje. Np. to, ze preferujemy smakowo zywnosc bogata w tluszcze i cukry jest korzystne odzywczo dla naszego organizmu, o czym oczywiscie z reguly nie wiemy i co jest poza nasza swiadomoscia. Nam sie wydaje, ze nam to tylko smakuje i nic wiecej. > > >Z wieloma z tych osób albo widuję się sporadycznie. > > > > Co nie znaczy, ze w pewnym momencie znajomosc z nimi nie moze okazac sie > > korzystna. > > > > > To się nazywa akademicka dyskusja. No tak, Ty za to jestes wielkim omnibusem i dostarczycielem mnostwa potwierdzonych danych. Poza nieustannym zrzedzeniem i narzekaniem, ze ja cos niby wyrywam z kontekstu (choc w ogole nie znasz publikacji na jakie sie powoluje) lub zle rozumiem (przykladow jednak nie dajesz) to w sumie nic nie mozna sie od Ciebie spodziewac. Nie reprezentujesz nic ponad pseudointelektualny onanizm. > Powiedz, kupilbys jakis w > > miare znaczacy upominek komus zupelnie obcemu z ulicy? > > > Tu nie chodzi o znaczący upominek. Znaczące upominki wogóle są bezsensowne > (z reguły). Sens upominku jest zupełnie inny. Chodzi o okazanie pamięci, > sympatii, szacunku itd. Wszystkim nalezy sie szacunek i pamiec. Dlaczego wiec upominki, dobre gesty, dowody pamieci, ofiarujemy tylko nielicznym wybranym a nie wszystkim z jakimi utrzymujemy jakis chocby systematyczny kontakt? > Taki Owsiak na przyklad > > sciagal kilkanascie procent dla siebie (nie pamietam juz dzis dokladnie > ile) > > od obrotu z kazdej Wielkiej Orkiestry. Nie jest tez tajemnica iz Owsiak > stal > > sie dzieki Orkiestrze czlowiekiem bardzo zamoznym. > > Nie wiem nic o tej sprawie, ale pewne jest, że wiele osób oddawało pieniądze > i cenne przedmioty zupełnie bezinteresownie. Bo wszyscy dostali histerycznego zbiorowego pierdolca, wiec dawali. Po prostu, bylo to modne w tym czasie, mozna bylo sie przy okazji pochwalic naklejanym serduszkiem i pokazac jakim sie jest wspanialym. Fajna sprawa, kazdy lubi sie chwalic, ze jest dobry. Motywy znow sa tu wiec raczej egoistyczne. Ciekawe ile teraz ludzi daje i mysli o tych dzieciach, gdy juz sie o tym w mediach nie trabi non stop tak jak kiedys. Teraz to juz Owsiak tak tylko symbolicznie poprosi o wrzucenie. Jakos wszystkim przeszlo to przesadne lkanie na punkcie chorych na serce dzieci. Media tez staly sie jakos mniej dobroduszne. Wszystkim jakos przeszly te nagle "napady dobroci" choc dzieci chorych pewnie nie ubylo a jak to zawsze bywa, przybywa. Ale o tym rzecz jasna sza, bo wszyscy ci co sie mieli dorobic juz sie dorobili, wiec te pare dzieci na ktorych sie o wiele wiecej zarobilo dla siebie, przestaly sie liczyc. > Co do Fundacji, to > > istnieje prawo, ze kazda Fundacja moze zatrzymac 10% przychodow dla > siebie. > > Z czegoś musi sięutrzymać. Miałem na myśli prawdziwe fundacje. Nie wątpię w > to, że wiele z nich działa praktycznie jako zwykła, dochodowa firma. > > Osobiscie znam goscia, ktory prowadzi Fundacje w Trojmiescie i utrzymuje z > > tego biznesu rodzine. > > Ja znam gościa w Krakowie, który również nieźle żyje z fundacji. Cele > statutowe są praktycznie nie realizowane. Sam wiec widzisz. > > A z oddawania krwi tez sie ma korzysc (zwolnienie z pracy, zolnierze maja > > jednodniowe zwolnienie od cwiczen, legitymacja stalego krwiodawcy daje > ulgi > > socjalne, itd). > > O jakiej bezinteresownosci Ty wiec tutaj pierdolisz? > > Kolego. Albo będziemy się szanować nawzajem, albo nie będziemy dyskutować. > Każdy ma prawo mieć swój pogląd, a jak nie dorosłeś do tego, żeby to sobie > uświadomić, to znajdź kogoś na swoim (niskim) poziomie, i z nim rozmawiaj. Oj przestan, nie badz jakims lalusiem. W koncu obaj jestesmy dorosli. Poszanowanie dla dyskutanta to zupelnie inna sprawa i nie ma to nic wspolnego z werbalizacja. XXI wiek jak widze choruje na to samo co chorowal wiek XX - przerost formy nad trescia. > > Tak > > > rozumując rzeczywiście wszyscy jesteśmy egoistami. > > > > > > > > Owszem - wszyscy jestesmy egoistami. > > Widzisz, nie wszyscy. Niektórzy są nieco mądrzejsi niż ty. Twoje wypowiedzi maja tyle wspolnego z konkretna rzeczowa dyskusja, co onanizm z graniem na skrzypcach. Madrosc nie ma tu nic do rzeczy, miales wskazac przyklady altruizmu. > Taka metoda dyskusji nosi nazwę zdartej płyty. Ale widzę, że twój mizerny > poziom intelektualno - kulturalny nie pozwala ci zaprzestania tego typu > strategii. Dobra dobra, nie potrafiles jak dotad zablysnac. Stac Cie jedynie na czepianie sie peryferyjnych detali w wiekszej calosci. > > Zatracili to, co jest najważniejsze. Są > > > osowiali, apatyczni. To są wyniki najnowszych badań psychologów. > > > > > > Nieustanna potrzeba zrealizowania nierzeczywistej utopii rzeczywiscie moze > > byc przyczyna wielu udrek. > > Ci ludzie realizowali właśnie twoje podejście do życia. Pogoń za pieniądzem. > To jest ich przyczyna nieszczęścia. No tak, z pensja 600 zl na miesiac to dopiero byliby szczesliwi. > > > > Jakich niby najwyzszych potrzeb? Utopijna wiara w jakies duchowe > > perpetum > > > > mobile, > > > > > > Perpetum mobile nie potrzebuje dostarczania energii, a miłośc tak, w > > postaci > > > pielęgnacji jej. > > > > > > Pielegnowac to mozesz sobie gozdziki u dziadka w ogrodku (pod warunkiem, > ze > > Twoj dziadek wykombinowal sobie jakis ogrodek). A trwale uczucie albo jest > > albo go nie ma. > > Zdarta płyta. Odwieczny brak kontrargumentu. > > Zreszta na razie nie dales zadnych > > > > dowodow na to, ze milosc istnieje. > > > > > > To ja wrócę do tej truskawki. Jak nie znasz smaku truskawki, to jest to > > > dowód że nie ma truskawek? A jak ja mam Ci udowodnić, że miłość > istnieje? > > > Chyba zwróciłeś się do niewłaściwej osoby :-) > > > > > > Nadajesz sie na polityka, bo tak samo jak oni potrafisz po mistrzowsku > > pierdolic o gruszkach na wierzbie. Truskawki widzialem i jadlem a milosci > > ani sladu w swiecie i w ludzkich czynach. Roznica miedzy truskawka a > > miloscia jest taka, ze w przypadku tej pierwszej nie da sie opisac tylko > jej > > smaku, a w przypadku tej drugiej, nie tylko nie da sie opisac jej smaku > ale > > i nawet stwierdzic jej istnienia. > > > > > Zdarta płyta. Odwieczny brak kontrargumentu. > to zreferowalem badania nad > > > > matrymonialnymi zachowaniami reprezentatywnej czesci naszej populacji, > > > ktora > > > > swymi zachowaniami dostarcza mi o wiele bardziej przekonujacych > > argumentow > > > > za tym, ze milosci rozumianej jako wyjatkowe i trwale odczucie po > prostu > > > nie > > > > ma. > > > > > > > Z wynikami ja nie polemizuję. Z nich jasno wynika, że w WIĘSZOŚCI > > przypadków > > > miłość zamiera. Czyli po pierwsze: skoro zamiera, to znaczy, że istnieje > > > (logiczne), > > > > > > Zamiera tak szybko, ze predzej mozna traktowac ja jako jakis ktotkotrwaly > > godowy wabik, nizli powazne uczucie. > > > > > > >po drugie: nie we WSZYSTKICH >przypadkach miłość zamiera. > > > > > > > > Albo: ta mniejszosc w ktorej niby nie zamiera sie do tego nie przyznaje, > ze > > zamiera, lub wmawia sobie to. > > Zdarta płyta. Odwieczny brak kontrargumentu. > > > Zauwaz, > > > > znamienne jest to, ze na tej liscie nie ma zachwycajacych sie miloscia > > > > ludzi, ktorzy sa w zwiazku chocby 15 lat. Rekord to Krycha, ktora buja > > sie > > > w > > > > swym gosciu od 9 lat. > > > > > > Pokaż mi siedemdziesięciolatka internautę :-D > > > > > > > > Jestes niepowazny i bardzo przesadzasz. > > Przy tobie trudno być poważnym, gdy ty jesteś taki śmieszny. A Ty jestes niepelnosprawny w temacie. Twoj koles Lesio o wiele lepiej sobie radzil w tej dyskusji. Znal tez calkiem dobrze warsztat pojec socjobiologii. U Ciebie z tym dennie jak cholera. > Wystarczy chocby 45 letni osobnik, > > ktory mogl zawrzec > > zwiazek w wieku powiedzmy 20-25 lat. Dwadziescia lat zwiazku jest. > > Internautow w tym wieku w sieci pelno. Na tej liscie zadnego takiego, > ktory > > zachwycalby sie miloscia i rozprawial tu o niej z pasja bedac wciaz po > 15-20 > > latach zwiazku. Tutaj sa tylko w wiekszosci nastolatkowie napierdoleni > > fenyloetyloaminą do nieprzytomności. > > > > > Zdarta płyta. Odwieczny brak kontrargumentu. > > > Moi rodzice są w związku > > ponad > > > dwadzieścia lat i się kochają. > > > > > > A co maja Ci powiedziec, ze sie nienawidza? Cos musieli Ci powiedziec, > zebys > > sie cieszył. > > > > Zdarta płyta. Odwieczny brak kontrargumentu. > > > > > > Jesli w wiekszosci przypadkow nie istnieje milosc, to znaczy ze to > > wlasnie > > > > jest regula > > > > > > W większości przypadków miłość zamiera, a nie nie istnieje. To jest > > różnica. > > > Skoro w rególe są wyjątki, to regóła nie może być dowodem dla wszystkich > > > przypadków. Jak jesteś tak oczytany, to poczytaj jeszcze jakąś książkę > do > > > logiki. > > > > > > Daruj se. Logika sluzy do opisu jezyka a nie rzeczywistosci. Mozna > > skonstruowac logicznie poprawne zdanie, ktore nie ma miejsca w > > rzeczywistosci. > > Mówię o tym, że nie rozumiesz poprawnie zbudowanych zdań. Czego nigdzie jakos nie wykazales. > > > > widocznie cos sobie uroila w temacie rzekomego istnienia milosci. > > > > > > Naukowiec tak nie powie, że mniejszość widocznie coś sobie uroiła. To > > próba > > > potwierdzenia przyjętych przez siebie założeń, czyli błąd > metodologiczny. > > > > > > > > Nie, to wynik uzycia rozsadku i podsumowania tego co wynika z faktow. > > Jakich faktów!? Faktem jest tu tylko błędna interpretacja zdania > mniejszości. Chodzi o Twoja interpretacje? Zgodze sie. > > 1. Wszyscy pochodzimy od wspolnego przodka(ow). > > > > 2. Nasze organizmy sa zbudowane tak samo. > > > > 3. Mamy wspolny bagaz behawioralny. > > > > Tylko że z tego w żaden sposób nie wynikają postawione przez ciebie wnioski. Wynikaja jednoznacznie, czego sobie jakos nie chcesz uswiadomic. Co za pierdolec dal Ci dyplom wyzszej uczelni? > > > Ludzie ci mówią, co czują. Tak należy to interpetować, a nie inaczej. > > > > > > No wiesz, niektorzy twierdza, ze rozmawiaja z Elvisem. Znaczy sie - Elvis > > zyje? > > Ile osób twierdzi, że rozmawia z Elvisem? Duzo. W USA to zjawisko jest na przyklad juz bardzo powszechne (slynne "Elvis zyje" - wierzy w to az 40% Amerykanow, jak podali na TVN niedawno). Kiedys na niemieckiej telewizji ogladalem o tym zjawisku program. Podali tam, ze zajwisko to jest juz na tyle regularne, ze globalne. Tworcy programu odwiedzili nawet kluby ludzi w Europie, ktorzy twierdza, ze maja kontakt z Elvisem. Mniejszosc ktora twierdzi, ze milosc sie nigdy nie konczy, moze byc jak Ci od Elvisa. > > > > Trzeba szukac bardziej racjonalnych wyjasnien, ze owa mniejszosc cos > > sobie > > > > uroila. > > > > > > To wcale nie jest racjonalne wyjaśnienie. Już to opisałem wyżej. Nic nie opisales. Stawiasz tylko wciaz tezy bez zadnego poparcia. > > Duzo opisales, rzeczywiscie. Postulujesz istnienie jakichs Amorkow ktorzy > > ustrzela tylko wybranych. Nieliczni moga odczuwac milosc a inni albo nie > > moga albo nie ccha. Az tak kolosalne roznice w potencjale naszego > > behawioryzmu nie sa mozliwe z zadnego punktu widzenia. > > O Amorkach nie pisałem ani jednego słowa. Każdy może odczuwać miłość. Ze dwa posty wczesniej pisales, ze wiekszosc ludzi nie moze odczuwac milosci bo albo nie moze albo nie chce, teraz zas piszesz, ze kazdy moze jak chce. Zaprzeczasz sam sobie. A tak przy okazji ciekawa jest ta Twa teza w polaczeniu z innymi Twymi stwierdzeniami. I tak, raz piszesz, ze kazdy chce odczuwac milosc, bo to najwieksza nasza potrzeba. Potem piszesz, ze rzeczywiscie w wiekszosci zwiazkow milosc zamiera, bo wielu ludzi nie pielegnuje swej milosci (choc to ich najwieksza potrzeba! sic!). Niezle sie juz pogubiles. Mało > tego: każdy zdrowy człowiek chce odczuwać miłość i być kochanym. I zarazem, jak pisales zgadzajac sie ze mna, "w wiekszosci zwiazkow milosc zamiera" (kazdy przestaje byc zdrowy i traci te najwieksza potrzebe swego zycia?), bo zaniedbuje milosc. Sam pisales, ze "naprawde to niewiele kosztuje" zeby ja utrzymac do konca zycia. I choc to niewiele kosztuje, aby utrzymac te najwieksza potrzebe swego zycia, to jednak malo komu sie chce to robic, i w wiekszosci zwiazkow milosc zamiera. Niezly bezsens. Dogadaj sie wpierw sam z soba zanim usiadziesz do klawiatury i stracisz czas czytelnikow. >Nawet ty. Naprawde, nie mam potrzeby ku temu aby mieszac komus w glowie. Chcialbym zwiazac sie z jakas kobieta, gdzie wzajemne zrozumienie umozliwi mi trwala wspolnote osob. Lepsze to niz szukanie ciagle tylko jakiejs nadzwyczajnej namietnosci. Ludzie, ktorzy tylko tego szukaja nigdy nie zbuduja trwalego zwiazku, tylko marnuja zycie sobie i innym ciaglymi rozwodami. > Mowie > > Ci wiec po raz ostatni, ze mowa bylo o braku okazywania uczuc a nie o > > zwiekszonych wymaganiach wobec takiego okazywania, czy o tym, ze w ogole > ich > > na poczatku nie okazywali. > (...) > To > > badanie jest jednoznaczne. > > > Ale ty nie przeczytałeś tego dokładnie. Zacytuj wiec z tej ksiazki fragment, gdzie jest mowa iz okazywali, ale mniej, lub inaczej. > > > Kobieta to nie tylko jej uroda. > > > > > > To ciekawe, czemu biedne brzydule zostaja notorycznie starymi pannami, a > > przystojniakow jakos nie widac z brzydkimi dziewuszkami, tylko z > > super laskami. > > > > > Wszystko w porządku. Ten mechanizm dotyczy początku miłości. Jakoś oni musi > się zacząć. Czyli najpierw partnerzy muszą sobie przypaśćdo gustu. Tu > pisałem o czymś innym. Zatem czynnik urody jest kluczowy. Bez niego nie ma mowy o udanym poczatku zwiazku. Inne cechy sa wiec drugorzedne. > . > > > > > > No to potruję o psychice: czy związałbyś się z kobietą stanowczą, > > agresywną, > > > nigdy nie płaczącą, dominującą, konkretną, odważną, mężną, myślącą > > > wyłącznie kategoriami logiki, słowem posiadającą wszystkie męskie cechy > > > osobowości? > > > > > > Czemu nie. Powyzsze cechy sa swietne. > > A nie jesteś przypadkiem homoseksualistą? Jak wykazać się męskością wobec > kobiety, która jest bardziej męska od ciebie? Poprzez rywalizacje. Gdzie wyładujesz naturalną > potrzebę zaopiekowania się kobietą, słabszą istotą? Poprzez rywalizacje. Wtedy sie potwierdzasz, ze jestes tego godzien jako mezczyzna. > > Podaj naukowe zrodlo tej informacji. > > Wybacz, ale nie chce mi się specjalnie dla ciebie latać do biblioteki. Zatem wciaz tylko wpierdalasz mi w monitor swe pustoslowie. > > Masz tą > > > książkę, to sobie znajdź. > > > > > > Jakby na ironie, ta ksiazka mowi wlasnie cos odwrotnego: "Do niedawna > > sadzono, ze kobiety pozostaja bierne wobec mezczyzn podczas zalotow. > > Tymczasem okazuje sie, ze maja one w tej kwestii glos o wiele bardziej > > decydujacy" (Buss). > > Ja temu zaprzeczałem? Nie żartuj.... No mowiles cos, ze sa one zdobywane a my zdobywamy. Tymczasem wychodzi na to, ze to my jestesmy przez nie tez zdobywani. Jest to proces obustronny. > > Naprawde, chyba trzeba byc niedorozwinietym, zeby to odczytac inaczej niz > > brak istnienia uczuc. Na co czekales, ze sondaz wejdzie w goscia glowe i > mu > > "zmierzy" brak uczuc? Brak okazywania uczuc to jasny dowod na bark uczuc. > > Sprobuj byc z kims kto Ci nie okazuje zadnych uczuc i zarazem mowi, ze Cie > > kocha. Chyba tylko nienormalny by w to uwierzyl. > > > Twierdzisz, że mężczyźni potrafią okazywać uczucia kobietom? Otóż mylisz > się. Mężczyzna uważa, że wszystko jest OK, bo rok temu powiedział przecież > swojej kobiecie, że ją kocha, a dwa lata temu nawet kupił kwiaty. Kobieta > chce czegoś więcej. Jak facet daje kobiecie kwiaty raz na dwa lata i raz na rok mowi, ze ja kocha, to nie wiem o czym tu mowisz. Ja gdybym kochal to bym mowil to za kazdym razem gdybym ja widzial. Chcialbym jej sprawic przyjemnosc a jak inaczej, skoro wlasnie tak? Zatem trudno mowic, ze ktos kocha gdy mowi on to raz na rok. To tak samo jakby powiedzial "odpierdol sie".
Re: Odp. Milosc jst urojeniem
Author: MarFi
Date: Sun, 06 Jan 2002 12:29
Date: Sun, 06 Jan 2002 12:29
376 lines
13423 bytes
13423 bytes
> > > Jak chcesz, to nie zmieni jednak faktu, ze na pewne problemy nie zdolales > zadowalajaco odpowiedziec. > > Mam na ten temat inne zdanie. > > > > No i zobacz, przez slowo "prawdopodobnie" sam zakladasz, ze ich moze > spotkasz a wiec tez i to, ze przysluga zwroci sie jakos. > > Wprost przeciwnie. Zakładam, że nigdy mi sięto nie zwróci. Poza nieustannym zrzedzeniem i narzekaniem, ze ja cos > niby wyrywam z kontekstu (choc w ogole nie znasz publikacji na jakie sie > powoluje) lub zle rozumiem (przykladow jednak nie dajesz) to w sumie nic nie > mozna sie od Ciebie spodziewac. Nie reprezentujesz nic ponad > pseudointelektualny onanizm. Ciężko coś wytłumaczyć prostakowi. Pamiętaj, że to Ty narzuciłeś styl dyskusji. Jakie przykłady byś chciał znać na temat tego, że nie rozumiesz tekstu? Sam je przecież wypisujesz. > > > Wszystkim nalezy sie szacunek i pamiec. Dlaczego wiec upominki, dobre gesty, > dowody pamieci, ofiarujemy tylko nielicznym wybranym a nie wszystkim z > jakimi utrzymujemy jakis chocby systematyczny kontakt? > Przeciwnie. Każdemu okazujemy szacunek chociażby przez uprzejmość, no chyba, że ktoś ewidentnie na to nie zasługuje, na przykład osoba, która nie potrafi uszanować zdania innych. > > > > > > Nie wiem nic o tej sprawie, ale pewne jest, że wiele osób oddawało > pieniądze > > i cenne przedmioty zupełnie bezinteresownie. > > > Bo wszyscy dostali histerycznego zbiorowego pierdolca, wiec dawali. To tylko twoja ocena. Na zasadzie zdartej płyty sresztą. > Oj przestan, nie badz jakims lalusiem. W koncu obaj jestesmy dorosli. Jeśli bycie osobą na poziomie jest dla ciebie lalusiowatością, to nie jesteś wcale dorosły, tylko zwykły gówniarz. > Twoje wypowiedzi maja tyle wspolnego z konkretna rzeczowa dyskusja, co > onanizm z graniem na skrzypcach. Madrosc nie ma tu nic do rzeczy, miales > wskazac przyklady altruizmu. > Ja już dawałem takie przykłady. Ale widocznie tego nie rozumiesz. > Dobra dobra, nie potrafiles jak dotad zablysnac. Stac Cie jedynie na > czepianie sie peryferyjnych detali w wiekszej calosci. > Za to ty zabłysnąłeś. Ale jak tak ma wyglądać dyskusja, to ją kończę. Nie mój poziom. > No tak, z pensja 600 zl na miesiac to dopiero byliby szczesliwi. > > Nie odwracaj kota ogonem. Jeśli tego też nie zrosumiałeś, to o czym ja mam z Tobą rozmawiać? > > > > Perpetum mobile nie potrzebuje dostarczania energii, a miłośc tak, w > > > postaci > > > > pielęgnacji jej. > > > > > > > > > Pielegnowac to mozesz sobie gozdziki u dziadka w ogrodku (pod warunkiem, > > ze > > > Twoj dziadek wykombinowal sobie jakis ogrodek). A trwale uczucie albo > jest > > > albo go nie ma. > > > > Zdarta płyta. > > > Odwieczny brak kontrargumentu. A ty to może dałeś jakiś kontrargument? Sam sprawdź powyżej! > > > > > > > Nadajesz sie na polityka, bo tak samo jak oni potrafisz po mistrzowsku > > > pierdolic o gruszkach na wierzbie. Truskawki widzialem i jadlem a > milosci > > > ani sladu w swiecie i w ludzkich czynach. Roznica miedzy truskawka a > > > miloscia jest taka, ze w przypadku tej pierwszej nie da sie opisac tylko > > jej > > > smaku, a w przypadku tej drugiej, nie tylko nie da sie opisac jej smaku > > ale > > > i nawet stwierdzic jej istnienia. > > > > > > > > Zdarta płyta. > > > Odwieczny brak kontrargumentu. Jaki może być kontragument na Twój odwieczny brak kontrargumentu? > A Ty jestes niepelnosprawny w temacie. Twoj koles Lesio o wiele lepiej sobie > radzil w tej dyskusji. Znal tez calkiem dobrze warsztat pojec socjobiologii. > U Ciebie z tym dennie jak cholera. > Bo nawet nie wiesz, o czym ja z Tobą polemizowałem! > > > Moi rodzice są w związku > > > ponad > > > > dwadzieścia lat i się kochają. > > > > > > > > > A co maja Ci powiedziec, ze sie nienawidza? Cos musieli Ci powiedziec, > > zebys > > > sie cieszył. > > > > > > > Zdarta płyta. > > > Odwieczny brak kontrargumentu. > > Bardzo poważny kontrargument żeś sobie wyciął, jakby nigdy nic. To świadczy o twojej zdolności do słuchania (czytania) tekstu. Gdzie tu jakieś zrozumienie? > > Mówię o tym, że nie rozumiesz poprawnie zbudowanych zdań. > > > > Czego nigdzie jakos nie wykazales. > > Robisz to za mnie. Patrz dyskusja na temat okazywania uczuć przez mężczyzn. Autorowi chodziło o coś innego, niż Ty twierdzisz. > > > > Jakich faktów!? Faktem jest tu tylko błędna interpretacja zdania > > mniejszości. > > > Chodzi o Twoja interpretacje? Zgodze sie. No i nadal twierdzisz, że rozumiesz poprawnie zbudowane zdania? > > > > > 1. Wszyscy pochodzimy od wspolnego przodka(ow). > > > > > > 2. Nasze organizmy sa zbudowane tak samo. > > > > > > 3. Mamy wspolny bagaz behawioralny. > > > > > > > Tylko że z tego w żaden sposób nie wynikają postawione przez ciebie > wnioski. > > > > > > Wynikaja jednoznacznie, czego sobie jakos nie chcesz uswiadomic. Co za > pierdolec dal Ci dyplom wyzszej uczelni? > > Uniwersytet Jagielloński, nazwiska profesora nie będę wymieniał, moja praca magisterska była oceniona wyjątkowo dobrze, była bardzo nowatorska, poruszała trudny temat. A tobie kto dał? > Duzo. W USA to zjawisko jest na przyklad juz bardzo powszechne (slynne > "Elvis zyje" - wierzy w to az 40% Amerykanow, jak podali na TVN niedawno). > Kiedys na niemieckiej telewizji ogladalem o tym zjawisku program. Podali > tam, ze zajwisko to jest juz na tyle regularne, ze globalne. Tworcy programu > odwiedzili nawet kluby ludzi w Europie, ktorzy twierdza, ze maja kontakt z > Elvisem. Mniejszosc ktora twierdzi, ze milosc sie nigdy nie konczy, moze byc > jak Ci od Elvisa. > A może Ty jesteś jak ci od Elvisa? Tak można podważyć wszystkie badania ankietowe. > > > > Duzo opisales, rzeczywiscie. Postulujesz istnienie jakichs Amorkow > ktorzy > > > ustrzela tylko wybranych. Nieliczni moga odczuwac milosc a inni albo nie > > > moga albo nie ccha. Az tak kolosalne roznice w potencjale naszego > > > behawioryzmu nie sa mozliwe z zadnego punktu widzenia. > > > > O Amorkach nie pisałem ani jednego słowa. Każdy może odczuwać miłość. > > > > Ze dwa posty wczesniej pisales, ze wiekszosc ludzi nie moze odczuwac milosci > bo albo nie moze albo nie chce, teraz zas piszesz, ze kazdy moze jak chce. > Zaprzeczasz sam sobie. A tak przy okazji ciekawa jest ta Twa teza w > polaczeniu z innymi Twymi stwierdzeniami. I tak, raz piszesz, ze kazdy chce > odczuwac milosc, bo to najwieksza nasza potrzeba. Potem piszesz, ze > rzeczywiscie w wiekszosci zwiazkow milosc zamiera, bo wielu ludzi nie > pielegnuje swej milosci (choc to ich najwieksza potrzeba! sic!). Niezle sie > juz pogubiles. > Nie, nie pogubiłem się. Ty znowu nie rozumiesz. Nigdzie nie pisałem, że większość ludzi nie może odczuwać miłości. Skąd to wziąłeś? Każdy potrzebuje miłosci. Świadomie lub nie. Niektórzy (np. Ty) chcą tę prawdę odrzucić. Ale oszukują sami siebie.Ludzie nie zawsze pielęgnują właściwie miłość, bo nie zawsze potrafią. Nie każdy umie kochać. Może to wynikać z silnego egoizmu, braku wzorców wyniesionych z rodzinnego domu, pogonią za pieniądzem, itd. > > > Mało > > tego: każdy zdrowy człowiek chce odczuwać miłość i być kochanym. > > > I zarazem, jak pisales zgadzajac sie ze mna, "w wiekszosci zwiazkow milosc > zamiera" (kazdy przestaje byc zdrowy i traci te najwieksza potrzebe swego > zycia?), I to jest logiczne rozumowanie? Każy nie przestaje być zdrowy, bo nadal chce odczuwać miłość i być kochanym. bo zaniedbuje milosc. Sam pisales, ze "naprawde to niewiele > kosztuje" zeby ja utrzymac do konca zycia. I choc to niewiele kosztuje, aby > utrzymac te najwieksza potrzebe swego zycia, to jednak malo komu sie chce to > robic, i w wiekszosci zwiazkow milosc zamiera. Niezly bezsens. > > Mam na myśli to, że mało kosztuje $$$, a więcej wysiłku. > >Nawet ty. > > > Naprawde, nie mam potrzeby ku temu aby mieszac komus w glowie. Chcialbym > zwiazac sie z jakas kobieta, gdzie wzajemne zrozumienie umozliwi mi trwala > wspolnote osob. Lepsze to niz szukanie ciagle tylko jakiejs nadzwyczajnej > namietnosci. Ludzie, ktorzy tylko tego szukaja nigdy nie zbuduja trwalego > zwiazku, tylko marnuja zycie sobie i innym ciaglymi rozwodami. > Ale pisałeś, z kobietą nie można zbudować wzajemnego zrozumienia... (Ja uważam, że można). > Zacytuj wiec z tej ksiazki fragment, gdzie jest mowa iz okazywali, ale > mniej, lub inaczej. Już sam zacytowałeś. Tylko nie zrozumiałeś tego cytatu. > Zatem czynnik urody jest kluczowy. Bez niego nie ma mowy o udanym poczatku > zwiazku. Inne cechy sa wiec drugorzedne. > > > . > > > > > > > > No to potruję o psychice: czy związałbyś się z kobietą stanowczą, > > > agresywną, > > > > nigdy nie płaczącą, dominującą, konkretną, odważną, mężną, myślącą > > > > wyłącznie kategoriami logiki, słowem posiadającą wszystkie męskie > cechy > > > > osobowości? > > > > > > > > > Czemu nie. Powyzsze cechy sa swietne. > > > > A nie jesteś przypadkiem homoseksualistą? Jak wykazać się męskością wobec > > kobiety, która jest bardziej męska od ciebie? > > > > Poprzez rywalizacje. > Ale jak ona jest bardziej męska, (a o taki przypadek pytam) to przegrasz! A poza tym mnie w kobietach pociąga ich kobiecość, a nie męskość. Kobiety o męskim charakterze są odpychające. Nie jest to tylko moje zdanie. > > Gdzie wyładujesz naturalną > > potrzebę zaopiekowania się kobietą, słabszą istotą? > > > Poprzez rywalizacje. Wtedy sie potwierdzasz, ze jestes tego godzien jako > mezczyzna. Ciekawe. Opieka poprzez rywalizację. Jakaś nowość. > Zatem wciaz tylko wpierdalasz mi w monitor swe pustoslowie. > I vice versa. > > > > > Masz tą > > > > książkę, to sobie znajdź. > > > > > > > > > Jakby na ironie, ta ksiazka mowi wlasnie cos odwrotnego: "Do niedawna > > > sadzono, ze kobiety pozostaja bierne wobec mezczyzn podczas zalotow. > > > Tymczasem okazuje sie, ze maja one w tej kwestii glos o wiele bardziej > > > decydujacy" (Buss). > > > > Ja temu zaprzeczałem? Nie żartuj.... > > > No mowiles cos, ze sa one zdobywane a my zdobywamy. Tymczasem wychodzi na > to, ze to my jestesmy przez nie tez zdobywani. Jest to proces obustronny. > Polecam jednak podręczniki do logiki. Jak powiedziałem, że M zdobywa K, to zaprzeczyłem, że K zdobywa M? Wcale nie! > > > > > Naprawde, chyba trzeba byc niedorozwinietym, zeby to odczytac inaczej > niz > > > brak istnienia uczuc. Na co czekales, ze sondaz wejdzie w goscia glowe i > > mu > > > "zmierzy" brak uczuc? Brak okazywania uczuc to jasny dowod na bark > uczuc. > > > Sprobuj byc z kims kto Ci nie okazuje zadnych uczuc i zarazem mowi, ze > Cie > > > kocha. Chyba tylko nienormalny by w to uwierzyl. > > > > > Twierdzisz, że mężczyźni potrafią okazywać uczucia kobietom? Otóż mylisz > > się. Mężczyzna uważa, że wszystko jest OK, bo rok temu powiedział przecież > > swojej kobiecie, że ją kocha, a dwa lata temu nawet kupił kwiaty. Kobieta > > chce czegoś więcej. > > > Jak facet daje kobiecie kwiaty raz na dwa lata i raz na rok mowi, ze ja > kocha, to nie wiem o czym tu mowisz. Ja gdybym kochal to bym mowil to za > kazdym razem gdybym ja widzial. Chcialbym jej sprawic przyjemnosc a jak > inaczej, skoro wlasnie tak? Zatem trudno mowic, ze ktos kocha gdy mowi on to > raz na rok. To tak samo jakby powiedzial "odpierdol sie". > To przeczy psychologii. Nie masz racji. Mężczyźni nie umieją okazywać uczuć (w większości przypadków). Jest to opisywane w wielu książkach. Znajdź sobie, bo je chyba masz pod ręką.
Thread Navigation
This is a paginated view of messages in the thread with full content displayed inline.
Messages are displayed in chronological order, with the original post highlighted in green.
Use pagination controls to navigate through all messages in large threads.
Back to All Threads