Thread View: pl.comp.objects
45 messages
45 total messages
Started by Adam Karpierz
Mon, 21 May 2007 09:01
Do Panow: Przybylka, Maleckiego, Wojewodzkiego
Author: Adam Karpierz
Date: Mon, 21 May 2007 09:01
Date: Mon, 21 May 2007 09:01
14 lines
1279 bytes
1279 bytes
Sorry Panowie ale wypisujecie takie pierdoly
i wykazujecie sie taka nieznajomoscia realiow
jak i czesto technikaliow ze wybaczcie, ale
nie bede tracil czasu na odpisywanie bo
w tym zalewie Waszych bzdur (zwlaszcza o C++)
nikt nie wychwyci czegos wartosciowego a pisanie
tylko do Was nie ma zadnego sensu.
PS: Wybaczcie za ton ale jestem dosc "prostolinijnym"
czlowiekiem.
EOTy wszelkie.
AK
Re: Do Panow: Przybylka, Maleckiego, Wojewodzkiego
Author: Michał Przybyłek
Date: Mon, 21 May 2007 09:23
Date: Mon, 21 May 2007 09:23
26 lines
2088 bytes
2088 bytes
Adam Karpierz napisał(a): > Sorry Panowie ale wypisujecie takie pierdoly > i wykazujecie sie taka nieznajomoscia realiow > jak i czesto technikaliow ze wybaczcie, ale > nie bede tracil czasu na odpisywanie bo > w tym zalewie Waszych bzdur (zwlaszcza o C++) > nikt nie wychwyci czegos wartosciowego a pisanie > tylko do Was nie ma zadnego sensu. Dziękuję za wymienienie mnie na pierwszym miejscu. Zastanawiałem się przez chwilkę czym sobie na to zasłużyłem - przynajmniej od kilku miesięcy nie napisałem _własnego_ zdania nt. C++. Ale ja wiem dlaczego już po raz drugi w ostatnim czasie kłamiesz na mój temat :-) Pomijając już nawet ten wątek, Adamie, (choć zachowanie tutaj jest dobrym wyznacznikiem Twojego profilu psychologicznego) powiem Ci pewną smutną prawdę. Jesteś jedną z tylko dwóch osób, z którymi, przez te wszystkie lata, miałem okazję rozmawiać na grupach dyskusyjnych i w których pod kopułą czaszy, prócz tego, że są ludźmi nie znalazłem niczego więcej wartościowego. Takie, mentalnie, kompletne śmieci. Tylko ludzkie pochodzenie ratuje ich przed zasłużoną utylizacją. mp
Re: Do Panow: Przybylka, Maleckiego, Wojewodzkiego
Author: Adam Karpierz
Date: Mon, 21 May 2007 12:43
Date: Mon, 21 May 2007 12:43
34 lines
2136 bytes
2136 bytes
"Michał Przybyłek" <pummelo@hamete.pl> wrote: >> nikt nie wychwyci czegos wartosciowego a pisanie >> tylko do Was nie ma zadnego sensu. > > Dziękuję za wymienienie mnie na pierwszym miejscu. Zawdziecza Pan to tylko i wylacznie alfabetowi gdyz w ostatnim momencie zmienilem Sektor=>Malecki ;) Prosze wiec nie zwiekszac czestotliwosci spogladan w lusterko. To przypadek. > przynajmniej od kilku miesięcy nie napisałem _własnego_ zdania nt. C++. > Ale ja wiem dlaczego już po raz drugi w ostatnim czasie kłamiesz na mój > temat :-) Jak zwykle brak Panu precyzji w czytaniu (a raczej w zrozumieniu). > Pomijając już nawet ten wątek, Adamie, Pragne Panu przypomniec ze nie jestesmy na ty (nie wiem skad w ogole Panu przyszlo do glowy zwracac sie do mnie po imieniu - brak wychowania podstawowego ?). Z duza starannoscia dobieram sobie przyjaciol wiec prosze zachowac forme Pan. (choć zachowanie tutaj jest > dobrym wyznacznikiem Twojego profilu psychologicznego) Pana zdanei na moj temat mnie w ogoe nei interesuje tak samo jak i Pan zdanie na dowolny inny temat. Tak wiec prosze sobie dac spokoj i nie meczyc klawiatury. AK
Re: Do Panow: Przybylka, Maleckiego, Wojewodzkiego
Author: Seweryn Habdank-Wojewódzki
Date: Mon, 21 May 2007 14:05
Date: Mon, 21 May 2007 14:05
41 lines
2164 bytes
2164 bytes
Witam Adam Karpierz wrote: > Sorry Panowie ale wypisujecie takie pierdoly > i wykazujecie sie taka nieznajomoscia realiow > jak i czesto technikaliow ze wybaczcie, ale > nie bede tracil czasu na odpisywanie bo > w tym zalewie Waszych bzdur (zwlaszcza o C++) > nikt nie wychwyci czegos wartosciowego a pisanie > tylko do Was nie ma zadnego sensu. Mam dostęp do danych na temat kompilacji Boosta na Solarisie z Sun Studio 11 i jakoś nie widzę cieności. Podpuścił mnie Pan pod Pimpla i się wybroniłem. Wydaje mi się, że Pan przesadza, z brakiem znajomości C++, ale jak Panu z tym jest lepiej to niech tak zostanie. Pan A.L. też zarzucał, że QA nie dotyka kodu, a jak mu podesłałem liki to wolał nie przyznać się do pomyłki. A QA dość dobrze i głęboko zagląga do kodu. Rozumiem, że na tej grupie jakiekolwiek pozytywne myślenie o C++ jest niemile widziane, bo tu się Groovuje i Javuje. Tylko nie rozumiem, czemu tego się zatem nie robi na grupie o Javie. > PS: Wybaczcie za ton ale jestem dosc "prostolinijnym" > czlowiekiem. Wybaczam. A reszta niech się sama wypowie. Natomiast niech Pan nie liczy na brak reakcji jak Pan będzie wypisywał "..." nt. C++, nawet jeśli będzie mowa o szkolnym czy akademickim podejściu. Pozdrawiam. -- |\/\/| Seweryn Habdank-Wojewódzki \/\/
Re: Do Panow: Przybylka, Maleckiego, Wojewodzkiego
Author: A.L.
Date: Mon, 21 May 2007 14:33
Date: Mon, 21 May 2007 14:33
17 lines
1534 bytes
1534 bytes
On Mon, 21 May 2007 16:05:45 +0200, Seweryn Habdank-Wojewódzki <shw_mail@wp.pl> wrote: > >Pan A.L. też zarzucał, że QA nie dotyka kodu, a jak mu podesłałem liki to >wolał nie przyznać się do pomyłki. A QA dość dobrze i głęboko zagląga do >kodu. Jakie linki?... Mnie nie interesula linki na temat QA, mnie wyetarczy to co wiem na temat QA. NA podstawie obserwacji wlasnych. Wiec ejszcze raz podtrzymam teze ze QA nie widzi kodu. Byc moze Panu sie pomylilo QA z "testing", bo wie Pan, te obie rzeczy to zupelnie dwa inne zwierzeta, zajmuja snie nimi zupelnie inni ludzie, w zupelnie innym celu i zupelnie kiedy indziej. QA =\= TESTING. A.L.
Re: Do Panow: Przybylka, Maleckiego, Wojewodzkiego
Author: Seweryn Habdank-Wojewódzki
Date: Mon, 21 May 2007 14:47
Date: Mon, 21 May 2007 14:47
51 lines
2286 bytes
2286 bytes
Witam A.L. wrote: > Jakie linki?... A takie, które podesłałem. QA które znam zagląda w oczy nie tylko C++ ale także Javie i innym. > Mnie nie interesula linki na temat QA Oczywiście, Pana nigdy nie interesują fakty, które zaprzeczają Pana spojrzenu na świat. > , mnie wyetarczy > to co wiem na temat QA. Oczywiście. Nie wątpię, że poszeżanie horyzontów to domena młodzików. Reszty to nie dotyczy. > NA podstawie obserwacji wlasnych. Gratuluje pewności siebie. > Wiec ejszcze > raz podtrzymam teze ze QA nie widzi kodu. To Pana QA. Te z którym miałem doczynienia widzi kod. > Byc moze Panu sie pomylilo > QA z "testing" Nie. > , bo wie Pan, te obie rzeczy to zupelnie dwa inne > zwierzeta > , zajmuja snie nimi zupelnie inni ludzie, w zupelnie innym > celu i zupelnie kiedy indziej. QA =\= TESTING. Panie A.L. rozumiem, że wie Pan wszystko najlepiej, ale świat poszedł doprzodu. Już zacierają się granice pomiędzy QA i testing, a poza tym testing dotyczy funkcjonowania kodu, a nie jego samego np. metryk, czy innej analizy syntaktycznej, włącznie z szukaniem kawałków które moga cos popsuć, czy też kontroli "coding standard". Rozumiem, że na metrykach kodu Pan się nie zna, więc proszę nie krytykować zanim Pan czegoś nie poczyta. Pozdrawiam. -- |\/\/| Seweryn Habdank-Wojewódzki \/\/
Re: Do Panow: Przybylka, Maleckiego, Wojewodzkiego
Author: A.L.
Date: Mon, 21 May 2007 15:16
Date: Mon, 21 May 2007 15:16
77 lines
3306 bytes
3306 bytes
On Mon, 21 May 2007 16:47:55 +0200, Seweryn Habdank-Wojewódzki <shw_mail@wp.pl> wrote: >Witam > >A.L. wrote: > >> Jakie linki?... > >A takie, które podesłałem. QA które znam zagląda w oczy nie tylko C++ ale >także Javie i innym. > Nei widzialem. >> Mnie nie interesula linki na temat QA > >Oczywiście, Pana nigdy nie interesują fakty, które zaprzeczają Pana >spojrzenu na świat. > Mnie inteersuja fakty a nie linki, Jezeli linki sa sprzeczne z moim doswiadczeniem, olewam je rowno. >> , mnie wyetarczy >> to co wiem na temat QA. > >Oczywiście. Nie wątpię, że poszeżanie horyzontów to domena młodzików. Reszty >to nie dotyczy. > Wie Pan, ja to wiem z zycia a nei z likow pisanych pzrez facetow ktorym sie wydaje. >> NA podstawie obserwacji wlasnych. > >Gratuluje pewności siebie. > >> Wiec ejszcze >> raz podtrzymam teze ze QA nie widzi kodu. > >To Pana QA. Te z którym miałem doczynienia widzi kod. > Byc moze Panskei QA to nei QA tylko tak sie nazwalo. >> Byc moze Panu sie pomylilo >> QA z "testing" > >Nie. > >> , bo wie Pan, te obie rzeczy to zupelnie dwa inne >> zwierzeta >> , zajmuja snie nimi zupelnie inni ludzie, w zupelnie innym >> celu i zupelnie kiedy indziej. QA =\= TESTING. > >Panie A.L. rozumiem, że wie Pan wszystko najlepiej, ale świat poszedł >doprzodu. Już zacierają się granice pomiędzy QA i testing, a poza tym >testing dotyczy funkcjonowania kodu, a nie jego samego np. metryk, czy >innej analizy syntaktycznej, włącznie z szukaniem kawałków które moga cos >popsuć, czy też kontroli "coding standard". Rozumiem, że na metrykach kodu >Pan się nie zna, więc proszę nie krytykować zanim Pan czegoś nie poczyta. Prosze pana, powyzszy tekst to nonsens, wszczegolnosci zdanie "metryk, czy innej analizy syntaktycznej". Jako zywo "analiza syntaktyczna" i "metryki" to zupelnie inne zwierzeta. Ja juz kiedys wyrazilem moja opinie ze nawet najzdolniejszy doktorant na nawet najlepszej uczelni ma takie pojacie o przemyslowwj produkcji oprogramowania jak ja o japonskim teatrze Kabuki. Robienie chaltur dla kogokolwiek nei uwazam za doswiadczenei w "przemyslowej produkcji oprogramowanoa". Wiec spiesze doneisc ze Panskie rewelacje o zadieraniu sie granic miedzy QA i testing byc moze sa dobre do prania mozgow studentom AGH, ale nie maja nic wspolnego z rzeczywistoscia. Niezaleznei od liczby linkow na ktore sie Pan bedzie powolywal. A.L.
Re: Do Panow: Przybylka, Maleckiego, Wojewodzkiego
Author: Michał Przybyłek
Date: Mon, 21 May 2007 15:37
Date: Mon, 21 May 2007 15:37
32 lines
2370 bytes
2370 bytes
Adam Karpierz napisał(a): >> przynajmniej od kilku miesięcy nie napisałem _własnego_ zdania nt. C++. >> Ale ja wiem dlaczego już po raz drugi w ostatnim czasie kłamiesz na mój >> temat :-) > > Jak zwykle brak Panu precyzji w czytaniu (a raczej w zrozumieniu). Nie, Adamie, to Tobie brak odpowiednich mięśni. Jedyna rzecz, którą w ostatnim czasie napisałem o C++, to przytoczenie dawnej wypowiedzi Erika (w tym kontekście mogłeś sobie zmienić C++ na Python i CLOS na C++, nie chiałem ja tego robić, bo byłoby mniej zabawne ; wolałem liczyć na szczątkową inteligencję osób czytających, która tak czy ianczej była wymagana do zrozumienia tego co Erik napisał). Nie można mówić bzdur cytując czyjeś wypowiedzi (zawartość cytatu może być bzdurą, ale z tego nie wynika, że cytat jest bzdurą). Wcześniej, o ile pamiętam, pisałem o polimorfizmie w C++ (z czym się chyba nawet zgadzałeś ; zresztą nie potrafiłbyś się sensownie niezgodzić, bo to co pisałem wykraczało daleko poza Twoje kompetencje). Oprócz tych rzeczy zdaje się, że w ciągu dajmy na to roku, nie pisałem o C++ (i to pewnie się nie zmieni, bo C++ nie używam w ogóle od ładnych paru lat). Więc kłamiesz, stary, i tyle (tak jak trochę wcześniej kłamałeś, że na pl.comp.lang.python zadałeś mi jakieś zadanie). mp
Re: Do Panow: Przybylka, Maleckiego, Wojewodzkiego
Author: Seweryn Habdank-Wojewódzki
Date: Mon, 21 May 2007 21:26
Date: Mon, 21 May 2007 21:26
92 lines
3929 bytes
3929 bytes
Witam A.L. wrote: >>A takie, które podesłałem. QA które znam zagląda w oczy nie tylko C++ ale >>także Javie i innym. >> > > Nei widzialem. No to jeśli ich Pan nie wiedział, to czemu się Pan w ogóle wypowiada na ich temat. Podaję jeszcze raz jeden z nich: http://www.programmingresearch.com/solutions/qaj2.htm >>> Mnie nie interesula linki na temat QA >> >>Oczywiście, Pana nigdy nie interesują fakty, które zaprzeczają Pana >>spojrzenu na świat. >> > > Mnie inteersuja fakty a nie linki, Jezeli linki sa sprzeczne z moim > doswiadczeniem, olewam je rowno. Fakty są takie, że firma, która zajmuje się QA za pieniądze oferująca produkt dla firm zajmujących się PRODUKCJĄ oprogramowania wie co robi. >>Oczywiście. Nie wątpię, że poszerzanie horyzontów to domena młodzików. >>Reszty to nie dotyczy. > > Wie Pan, ja to wiem z zycia a nei z likow pisanych pzrez facetow > ktorym sie wydaje. Oczywiście. Już wiemy - wszyscy na wszystkich grupach, które Pan odwiedza, że Pan wszystko wie i na wszystkim się zna najlepiej. >>> Wiec ejszcze >>> raz podtrzymam teze ze QA nie widzi kodu. >> >>To Pana QA. Te z którym miałem doczynienia widzi kod. >> > > Byc moze Panskei QA to nei QA tylko tak sie nazwalo. Może. > Prosze pana, powyzszy tekst to nonsens, wszczegolnosci zdanie "metryk, > czy innej analizy syntaktycznej". Jako zywo "analiza syntaktyczna" i > "metryki" to zupelnie inne zwierzeta. Dlatego to rozdzieliłem, ale Pan czyta co chce czytać - jak zwykle bez zrozumienia właściwej treści. > Ja juz kiedys wyrazilem moja opinie ze nawet najzdolniejszy doktorant > na nawet najlepszej uczelni ma takie pojacie o przemyslowwj produkcji > oprogramowania jak ja o japonskim teatrze Kabuki. To już wiemy. Niech sobie Pan lepiej przypomni co Pan wiedział o pisaniu oprogramowania w moim wieku. > Robienie chaltur dla > kogokolwiek nei uwazam za doswiadczenei w "przemyslowej produkcji > oprogramowanoa". Jakby Pan napisał "pracy" to mógłbym uznać pewną słuszność, ale pisze Pan obraźliwie, więc niech się Pan nie spodziewa, że przytaknę. > Wiec spiesze doneisc ze Panskie rewelacje o > zadieraniu sie granic miedzy QA i testing byc moze sa dobre do prania > mozgow studentom AGH To niech się Pan pospieszy, bo zanim się Pan zorientuje to kompilacja w locie będzie Panu oceniać kod i potem go testować (również w locie), zanim zostanie uruchomiony dynamiczny moduł. > , ale nie maja nic wspolnego z rzeczywistoscia. Rzeczywistością, czy jakimiś skostniałym patrzeniem na świat? > Niezaleznei od liczby linkow na ktore sie Pan bedzie powolywal. W to nie wątpię. Nie liczę, że Pan kiedykolwiek przyzna mi rację, wręcz widzę, że nawet woli mi Pan zaprzeczać mi choćby kosztowało to Pana wygadywanie niedorzeczności. Pozdrawiam. -- |\/\/| Seweryn Habdank-Wojewódzki \/\/
Re: Do Panow: Przybylka, Maleckiego, Wojewodzkiego
Author: Michał Przybyłek
Date: Tue, 22 May 2007 10:03
Date: Tue, 22 May 2007 10:03
31 lines
2546 bytes
2546 bytes
Adam Karpierz napisał(a): > Pragne Panu przypomniec ze nie jestesmy na ty > (nie wiem skad w ogole Panu przyszlo do glowy zwracac > sie do mnie po imieniu - brak wychowania podstawowego ?). > Z duza starannoscia dobieram sobie przyjaciol wiec > prosze zachowac forme Pan. Tutaj też kłamiesz. Od "zawsze" byliśmy "na ty" i po imieniu. Nic w tym dziwnego zresztą - od zawsze także było to specyfiką usenetu. Dopiero całkiem niedawna AL wprowadził tutaj zwyczaj depersonalizacji rozmówcy przez etykietowanie go "Pan" (już nie rozmawiam z "tobą" tylko z "jakimś człowiekiem"). Kolejnym etapem depersonalizacji, było zastąpienie zwracania się do kogoś, przez mówienie o kimś (Pan Przybyłek pisze..., odpowiem Panu Przybyłkowi...). A ostatnimi czasy modne stało się jeszcze rozciągnięcie depersonalizacji na zastąpienie mówienia do/o człowieka przez mówienie do/o roli w jakiej on występuje (student Nowak powinien wiedzieć..., wykładowca Nowak powinien rozumieć..., magister Nowak..., profesor Nowak,... ; już nie rozmawiam z człowiekiem, tylko z czymś co ma cechę bycia magistrem/wykładowcą/profesorem) i dalej zgeneralizowanie konkretnej (już) rzeczy na klasę opisującą tę rzecz (studenci powinni wiedzieć..., wykładowcy powinni rozumieć..., ...). Ja się przyglądam temu wszystkiemu z boku i trochę się tylko uśmiecham na tą całą zabawę. Pozwolisz więc, że sobie dalej tak postoję. Poza tym, bez urazy, ale niezbyt zależy mi na rozmowie z Tobą... mp
Re: Do Panow: Przybylka, Maleckiego, Wojewodzkiego
Author: A.L.
Date: Tue, 22 May 2007 13:44
Date: Tue, 22 May 2007 13:44
108 lines
4924 bytes
4924 bytes
On Mon, 21 May 2007 23:26:17 +0200, Seweryn Habdank-Wojewódzki <shw_mail@wp.pl> wrote: > >No to jeśli ich Pan nie wiedział, to czemu się Pan w ogóle wypowiada na ich >temat. > >Podaję jeszcze raz jeden z nich: > >http://www.programmingresearch.com/solutions/qaj2.htm > >>>> Mnie nie interesula linki na temat QA >>> Ja sie nei wypowiadalem na ich temat. Ja napisalem ze je olewam. Ten link powyzej, na przykald, uzywa slow QA ale nic nie ma wspollnego z QA, albowiem QA nei zajmuje sie, cytuje, "software metrics". QA zajmuje sie zgodnoscia systemu ze specufikacja UZYTKOWA i sposobel w jaki owe wymagania UZYTKOWE sa spelnione. czyli patrzy na system okiem uzytkownika. > >Fakty są takie, że firma, która zajmuje się QA za pieniądze oferująca >produkt dla firm zajmujących się PRODUKCJĄ oprogramowania wie co robi. > Firma stosuje "stragehie hype" (jezeli to mowa o powyzszym linku), albowiem jak napisalem, QA sie tym nie zajmuje. > >Oczywiście. Już wiemy - wszyscy na wszystkich grupach, które Pan odwiedza, >że Pan wszystko wie i na wszystkim się zna najlepiej. > Pan tez ma te przyware. Ale ejzeli Pan uwaza ze owych grupach ktore odwiedzam nei mam racji, zapraszam do polemiki. jak dotad wypowiada sie Pan wylacznei na temat C++ > >> >> Byc moze Panskei QA to nei QA tylko tak sie nazwalo. > >Może. > Pewnie na pewno. >> Prosze pana, powyzszy tekst to nonsens, wszczegolnosci zdanie "metryk, >> czy innej analizy syntaktycznej". Jako zywo "analiza syntaktyczna" i >> "metryki" to zupelnie inne zwierzeta. > >Dlatego to rozdzieliłem, ale Pan czyta co chce czytać - jak zwykle bez >zrozumienia właściwej treści. > Wiec prosze mnei oswiecic. >> Ja juz kiedys wyrazilem moja opinie ze nawet najzdolniejszy doktorant >> na nawet najlepszej uczelni ma takie pojacie o przemyslowwj produkcji >> oprogramowania jak ja o japonskim teatrze Kabuki. > >To już wiemy. Niech sobie Pan lepiej przypomni co Pan wiedział o pisaniu >oprogramowania w moim wieku. > Zapewne wiedzialem jeszcze mniej niz pan. Ale: a) nie uwazalem ze wiem, b) sluchalem innych > >To niech się Pan pospieszy, bo zanim się Pan zorientuje to kompilacja w >locie będzie Panu oceniać kod i potem go testować (również w locie), zanim >zostanie uruchomiony dynamiczny moduł. > Nie rozumiem co Pan ma na mysli. Zaden tool nie bedzie mi ocenial kodu (niby jak?... Po ilosci linii?...) i nie bedze go testowal. A poza tym, wie Pan... Unit tests to nie sa jedyne etsty. Jak dwa moduly sa unit tested, to nie ma zadnej gwarancji ze razem bada dobrze pracowaly. Do tego sa inni ludzie zwani "testerami" ktorzy robia takie testy wlasnie. W zaleznosci od miejsca ejst to osobna organizacja, albo sa wmontowani z development team. W kazdym razie ich jedynym zadaniem jest robienie testow funkcjonalnych, integracyjnych, regresyjnych itede. Nei maja ci ludzie nic wspolnego z QA, bo QA to zupelnie osobna organizacja, i jak pisalem, kodu na oczy nie widzi. Powtarzam na wszelki wypadek jeszcze raz. >> , ale nie maja nic wspolnego z rzeczywistoscia. > >Rzeczywistością, czy jakimiś skostniałym patrzeniem na świat? > Niby ze jakim?... Ja Panu pisze o tym co sie w firmei dzieje na dzis. Dzialo sie tak samo w firmach w ktorych pracowalem poprzenio. Jezeli ma Pan jakies recepty na odswiezenie skostnialego przemyslu amerykanskiego, prosze rozwinac skrzydla >> Niezaleznei od liczby linkow na ktore sie Pan bedzie powolywal. > >W to nie wątpię. Nie liczę, że Pan kiedykolwiek przyzna mi rację, wręcz >widzę, że nawet woli mi Pan zaprzeczać mi choćby kosztowało to Pana >wygadywanie niedorzeczności. Nie mam zadnych oporow zby przyznac racje komus kto ma racje. Jak tylko sie okaze ze ma pan racje w jakiejs materii, niezwlocznie owa racje Panu przyznam. A.L.
Re: Do Panow: Przybylka, Maleckiego, Wojewodzkiego
Author: M
Date: Tue, 22 May 2007 17:22
Date: Tue, 22 May 2007 17:22
30 lines
2218 bytes
2218 bytes
A.L. pisze: > On Mon, 21 May 2007 23:26:17 +0200, Seweryn Habdank-Wojewódzki > <shw_mail@wp.pl> wrote: > >> No to jeśli ich Pan nie wiedział, to czemu się Pan w ogóle wypowiada na ich >> temat. >> >> Podaję jeszcze raz jeden z nich: >> >> http://www.programmingresearch.com/solutions/qaj2.htm >> >>>>> Mnie nie interesula linki na temat QA > > Ja sie nei wypowiadalem na ich temat. Ja napisalem ze je olewam. Ten > link powyzej, na przykald, uzywa slow QA ale nic nie ma wspollnego z > QA, albowiem QA nei zajmuje sie, cytuje, "software metrics". QA > zajmuje sie zgodnoscia systemu ze specufikacja UZYTKOWA i sposobel w > jaki owe wymagania UZYTKOWE sa spelnione. czyli patrzy na system okiem > uzytkownika. Niezupełnie. QA to zapewnienie jakości. Jeżeli jako kryterium jakości klient postawi sobie jakąś "software metrics" to będzie ona kryterium jakości produktu. Nie wiem co prawda, dlaczego klient miałby wymagać czegoś takiego jako kryterium jakości. To klient definiuje parametry, nie dostawca. M.
Re: Do Panow: Przybylka, Maleckiego, Wojewodzkiego
Author: Aleksander Galicki
Date: Tue, 22 May 2007 23:18
Date: Tue, 22 May 2007 23:18
24 lines
1682 bytes
1682 bytes
A.L. <fela@2005.com> napisał(a): > On Mon, 21 May 2007 23:26:17 +0200, Seweryn Habdank-Wojewódzki > <shw_mail@wp.pl> wrote: > > > > >No to jeśli ich Pan nie wiedział, to czemu się Pan w ogóle wypowiada na ich > >temat. > > > >Podaję jeszcze raz jeden z nich: > > > >http://www.programmingresearch.com/solutions/qaj2.htm > > Nawiasem mowiac, produkty dla Javy tego rodzaju to wyrzucanie pieniedzy i nic innego. Chyba ze, sie zatrudnia programistow perla i basha do programowania w Javie. Ale nie - w tym przypadku to tez wyrzucanie. A. -- Wysłano z serwisu Usenet w portalu Gazeta.pl -> http://www.gazeta.pl/usenet/
Re: Do Panow: Przybylka, Maleckiego, Wojewodzkiego
Author: A.L.
Date: Wed, 23 May 2007 01:35
Date: Wed, 23 May 2007 01:35
25 lines
1716 bytes
1716 bytes
On Tue, 22 May 2007 23:18:11 +0000 (UTC), "Aleksander Galicki" <tretete@WYTNIJ.gazeta.pl> wrote: >A.L. <fela@2005.com> napisał(a): > >> On Mon, 21 May 2007 23:26:17 +0200, Seweryn Habdank-Wojewódzki >> <shw_mail@wp.pl> wrote: >> >> > >> >No to jeśli ich Pan nie wiedział, to czemu się Pan w ogóle wypowiada na ich >> >temat. >> > >> >Podaję jeszcze raz jeden z nich: >> > >> >http://www.programmingresearch.com/solutions/qaj2.htm >> > > >Nawiasem mowiac, produkty dla Javy tego rodzaju to wyrzucanie pieniedzy i nic >innego. Chyba ze, sie zatrudnia programistow perla i basha do programowania w >Javie. Ale nie - w tym przypadku to tez wyrzucanie. > Sekunduje opinii. A.L.
Re: Do Panow: Przybylka, Maleckiego, Wojewodzkiego
Author: Seweryn Habdank-Wojewódzki
Date: Wed, 23 May 2007 10:57
Date: Wed, 23 May 2007 10:57
25 lines
1942 bytes
1942 bytes
Witam M wrote: > QA to zapewnienie jakości. Jeżeli jako kryterium jakości klient postawi > sobie jakąś "software metrics" to będzie ona kryterium jakości produktu. > Nie wiem co prawda, dlaczego klient miałby wymagać czegoś takiego jako > kryterium jakości. Np. kiedy kupuje nie skompilowany program, a bibliotekę, która ma pasować do wewnętrznego firmowego standardu. > To klient definiuje parametry, nie dostawca. Pomijam fakt, że w większych firmach firma sama siebie sprawdza, czy KOD ma wystarczającą jakość, aby była zapewniona w podstawowym zakresie przenośność do innego zespołu lub współużytkowanie kodu, aby nowy programista mógł łatwo wejść w kod itd. A to nie ma nic wspólnego z klientem ale ma wiele wspólnego z jakością. Pozdrawiam. -- |\/\/| Seweryn Habdank-Wojewódzki \/\/
Re: Do Panow: Przybylka, Maleckiego, Wojewodzkiego
Author: Seweryn Habdank-Wojewódzki
Date: Wed, 23 May 2007 11:04
Date: Wed, 23 May 2007 11:04
17 lines
1585 bytes
1585 bytes
Witam Aleksander Galicki wrote: > Nawiasem mowiac, produkty dla Javy tego rodzaju to wyrzucanie pieniedzy i > nic innego. Chyba ze, sie zatrudnia programistow perla i basha do > programowania w Javie. Ale nie - w tym przypadku to tez wyrzucanie. Każde pilnowanie jakości kodu to wywalanie pieniędzy w błoto, bo progamiści powinni sami z siebie dbać o jakość kodu. Ale czasem im się nie chce i wtedy trzeba ich zewnętrznie pilnować. Pozdrawiam. -- |\/\/| Seweryn Habdank-Wojewódzki \/\/
Re: Do Panow: Przybylka, Maleckiego, Wojewodzkiego
Author: Seweryn Habdank-Wojewódzki
Date: Wed, 23 May 2007 12:43
Date: Wed, 23 May 2007 12:43
128 lines
6965 bytes
6965 bytes
Witam A.L. wrote: > Ja sie nei wypowiadalem na ich temat. Ja napisalem ze je olewam. Ten > link powyzej, na przykald, uzywa slow QA ale nic nie ma wspollnego z > QA, albowiem QA nei zajmuje sie, cytuje, "software metrics". QA > zajmuje sie zgodnoscia systemu ze specufikacja UZYTKOWA i sposobel w > jaki owe wymagania UZYTKOWE sa spelnione. czyli patrzy na system okiem > uzytkownika. Tak. A to ciekawe. Rozumiem, że Pan pisze tylko zamknięty kod. A co jesli Pan ma oddać bibliotekę (wraz z jej kodem)? Jak Pan określi jakość samego kodu? Przyjdzie Pan i powie: "E Mietek, ten kod jest faftastyczny!". Zaczyna Pan od opisania projektu i wskazania czemu jest dobry (może nawet lepszy niż inny). Potem wskazuje Pan na realizację. Dodatkowo wcześniej lub w trakcie wypunktowuje Pan kontekst merytoryczny i na etapie opisu projektu zaczyna widać czy to jest spełnione czy nie. Ocena samego kodu jest potrzebna tam gdzie ważny jest aspekt wydajności. Już nie wspomnę o kwestiach testowania. Itd. itd. > Firma stosuje "stragehie hype" (jezeli to mowa o powyzszym linku), > albowiem jak napisalem, QA sie tym nie zajmuje. A Pan to się na optymalizacji zna, czy tylko picuje? Jak się Pan zna to wie Pan, że funkcjonały jakości można określać jak się chce. A QA to sprawdzenie zgodniości specyfikacji z wykonaniem. Czyli minimalizacja błędu pomiędzy specyfikacją, a tym co Pan robi/zrobił. Rozumiem, że taki ideał jak Pan nie popełnia błędów, więc Pana takie kontrole nie dotyczą. Ale reszta ludzkości popełnia błędy i QA jest potrzebne. > Pan tez ma te przyware. Ale ejzeli Pan uwaza ze owych grupach ktore > odwiedzam nei mam racji, zapraszam do polemiki. jak dotad wypowiada > sie Pan wylacznei na temat C++ Jak widać nie tylko o C++ dyskutujemy i jak widać nie tylko w tym się niezgadzamy. > Zapewne wiedzialem jeszcze mniej niz pan. Ale: a) nie uwazalem ze > wiem, b) sluchalem innych Oczywiście, ale dziś jak Pan nie uważa, że coś Pan wie, to Pana do żadnej pracy nie przyjmą. To jest numer jeden. Numer dwa często marketing tak ludziom w głowach miesza, że produkty firmy XYZ są super, a są denne, że jak Pan nie powie jasno i wyraźnie, że są denne i dlaczego to ogół będzie uważał, że są super, bo kazdy przecież tego używa. A co do słuchania innych, to bardzo chętnie słucham innych, kiedy są skorzy do konstruktywnego odpowiadania na pytania i jeszcze lepiej kiedy do zadań podchodzą z naturalnym entuzjazmem. > Nie rozumiem co Pan ma na mysli. Zaden tool nie bedzie mi ocenial kodu > (niby jak?... Po ilosci linii?...) A Pan myśli że tylko ilość linii jest oceniana? Jest cała masa ocen, które np. wskazują na błędy projektowe, albo implementacyjne. Są też takie oceny, które nie pokazują jawnie błędów, ale można powiedzieć, że tym rejonie popełniono błąd, albo czasami wykonanie jest dziwne i to warto jakoś skomentować. Jeśli nie ma komentarza, to znaczy że też jest popełniony błąd w sztuce. > i nie bedze go testowal. A poza > tym, wie Pan... Unit tests to nie sa jedyne etsty. A Pan to myśli, że unit testy to koniec? To początek i to zazwyczaj najłatwiejszy do pokonania. > Jak dwa moduly sa > unit tested, to nie ma zadnej gwarancji ze razem bada dobrze > pracowaly. Zgadza się. > Do tego sa inni ludzie zwani "testerami" ktorzy robia takie > testy wlasnie. W zaleznosci od miejsca ejst to osobna organizacja, > albo sa wmontowani z development team. W kazdym razie ich jedynym > zadaniem jest robienie testow funkcjonalnych, integracyjnych, > regresyjnych itede. Nei maja ci ludzie nic wspolnego z QA, bo QA to > zupelnie osobna organizacja, i jak pisalem, kodu na oczy nie widzi. > Powtarzam na wszelki wypadek jeszcze raz. To zależy. QA jest z boku albo powyżej. Jeszcze raz powtórzę, proszę odnieść QA, testy i inne do pisania bibliotek, a nie tylko do zamkniętego programu, który jak działa to jest dobrze. > Niby ze jakim?... Ja Panu pisze o tym co sie w firmei dzieje na dzis. W jakiej firmie? A może są inne firmy? A może ktoś mówiąc o jakości mówi o drzewie jakości, czyli o zbiorze jakości ustalanych na każdym etapie wdrażania produktu. Jest taka prosta metoda TQM i tam o jakości mówi się na każdym etapie, na każdym etapie się ją sprawdza i na każdym etapie koryguje się pracę, aby sprostać wymaganiom jakości. Nie tylko na końcu, kiedy produkt oddaje się klientowi. > Dzialo sie tak samo w firmach w ktorych pracowalem poprzenio. Jezeli > ma Pan jakies recepty na odswiezenie skostnialego przemyslu > amerykanskiego, prosze rozwinac skrzydla Są Amerykanie, którzy wskazują, żeby zmieniać podejście do pracy, pracownika i do produkcji. Są to ludzie o wiele lepiej zaznajomieni z realiami amerykańskimi niż ja, więc jeśli ich się nie słucha, to tym bardziem moje spojrzenie jest bezwartościowe. A poza tym można się też uczyć na negatywnym przykładzie. Jak się ludziom mówi, żeby uważali przy frezarce, pile, czy innym ustrojstwie, to każdy mówi: "co się może wydarzyć?", ale jak pojawi się facet, który ma poobcinane to czy owo, bo "mu się zdarzyło", to wtedy ludzie są ostrożniejsi. Więc może lepiej kiedy ktoś popełni na własny koszt błąd, aby inni mogli "za darmo" go nie popełnić i jeszcze mieć "case study"? > Nie mam zadnych oporow zby przyznac racje komus kto ma racje. Kto ma rację, czy kto twierdzi to samo co Pan? > tylko sie okaze ze ma pan racje w jakiejs materii, niezwlocznie owa > racje Panu przyznam. Powątpiewam w to. Pan woli, że tak to ujmę sprawę przemilczeć, niż komuś przyznać rację. Woli Pan wsadzać oponentów do KF zamiast zmierzyć się z racjami innych. Pozdrawiam. -- |\/\/| Seweryn Habdank-Wojewódzki \/\/
Re: Do Panow: Przybylka, Maleckiego, Wojewodzkiego
Author: ethouris
Date: Wed, 23 May 2007 15:57
Date: Wed, 23 May 2007 15:57
37 lines
2920 bytes
2920 bytes
On 23 Maj, 04:44, A.L. <f...@2005.com> wrote: > On 22 May 2007 14:02:14 -0700, ethouris <ethou...@gmail.com> wrote: > > >O > > >Recepty są i wiele firm - i to przede wszystkim amerykańskich - od > >dawna je > >stosuje. Znam jednak firmy (również amerykańskie - przypadkiem akurat > >wszystkie firmy, w których pracowałem, są amerykańskie), > > Bardzs slicznie Pan pisze. Ale wie Pan, filie amerykanskich firm w > Europie to nie sa "firmy amerykanskie". To sa firmy europejskie. Jaka > roznica? Ano, niech Pan popatrzy na rewolucje oddolna jaka ma miejsce > w firmie SAP. Rewolucje przeciwko "amerykanizowaniu" firmy, miedzy > innymi przeciwko wprowadzaniu amerykanskich zwyczajow w managemencie i > produkcji oprogramowania. Jedna jaskółka wiosny nie czyni. Nie wiem, co się dzieje w SAP, nie znam nikogo akurat z tej firmy, natomiast w przypadku firm, w których pracowałem, sytuacja wygląda tak, że w amerykańskim HQ opracowuje się procedury, a w "oddziale potomnym" (gdzie on by nie był) są one wdrażane. Oczywiście później procedury mogą być opracowywane w "oddziałach potomnych", ale wyłącznie w konsultacji z HQ. I w tych firmach, z którymi miałem (i mam) styczność panują jak najbardziej amerykańskie zwyczaje w managemencie i produkcji oprogramowania. Oczywiście z managementem bywa różnie (jak to się mówi, ryba psuje się od głowy), ale jeśli chodzi o produkcję oprogramowania, to tu żadnych ustępstw nie ma.
Re: Do Panow: Przybylka, Maleckiego, Wojewodzkiego
Author: jarekr
Date: Wed, 23 May 2007 20:36
Date: Wed, 23 May 2007 20:36
28 lines
2263 bytes
2263 bytes
Aleksander Galicki napisał(a): >>>http://www.programmingresearch.com/solutions/qaj2.htm >>> > > > Nawiasem mowiac, produkty dla Javy tego rodzaju to wyrzucanie pieniedzy i nic > innego. Chyba ze, sie zatrudnia programistow perla i basha do programowania w > Javie. Ale nie - w tym przypadku to tez wyrzucanie. > A prawdziwy programista kod pisze tylko w VI - bo IDE ze sprawdzaniem składni i podpowiadaniem metod jest potrzebne tylko przedszkolakom. Jak dla mnie metryki i statyczne analizy (nie znam tego qaj - ale wnioskuje z dyskusji co to) - to po prostu rozsądny dodatek do kompilatora/ide. Poza tym w praktyce nigdy nie wiesz kogo zatrudniasz - ludzie potrafią mieć dobre CV - a dopiero potem wychodzi, że programuja w BIOSIE (autentyk z CV btw.) no i np. trzeba szybko dzieła zebrane takiego delikwenta przeczesać (zwłaszcza jeśli potrzeba coś ocalić) Już nie mówie o audytach kodu itp. - zresztą akurat sam to robiłeś i nie sądze, że analizowałeś kod grepem , findem i awkiem ;-) -- http://www.99-bottles-of-beer.net/language-java-866.html
Re: Do Panow: Przybylka, Maleckiego, Wojewodzkiego
Author: A.L.
Date: Wed, 23 May 2007 21:14
Date: Wed, 23 May 2007 21:14
20 lines
1837 bytes
1837 bytes
On Wed, 23 May 2007 13:04:03 +0200, Seweryn Habdank-Wojewódzki <shw_mail@wp.pl> wrote: >Witam > >Aleksander Galicki wrote: > >> Nawiasem mowiac, produkty dla Javy tego rodzaju to wyrzucanie pieniedzy i >> nic innego. Chyba ze, sie zatrudnia programistow perla i basha do >> programowania w Javie. Ale nie - w tym przypadku to tez wyrzucanie. > >Każde pilnowanie jakości kodu to wywalanie pieniędzy w błoto, bo progamiści >powinni sami z siebie dbać o jakość kodu. Ale czasem im się nie chce i >wtedy trzeba ich zewnętrznie pilnować. Jak juz mowimy "jakosci kodu", to mzona wiedziec jakie to parametry owej "jakosci" Pan analizuje przy pomocy tooli (czy podobnych) do ktorych podal Pan link? A.L.
Re: Do Panow: Przybylka, Maleckiego, Wojewodzkiego
Author: Seweryn Habdank-Wojewódzki
Date: Wed, 23 May 2007 21:17
Date: Wed, 23 May 2007 21:17
16 lines
1486 bytes
1486 bytes
Witam A.L. wrote: > Jak juz mowimy "jakosci kodu", to mzona wiedziec jakie to parametry > owej "jakosci" Pan analizuje przy pomocy tooli (czy podobnych) do > ktorych podal Pan link? A czemu Pan pyta? Proszę podać swoje ulubione ja podam swoje. Czy to dobry układ? Pozdrawiam. -- |\/\/| Seweryn Habdank-Wojewódzki \/\/
Re: Do Panow: Przybylka, Maleckiego, Wojewodzkiego
Author: A.L.
Date: Wed, 23 May 2007 21:33
Date: Wed, 23 May 2007 21:33
19 lines
1686 bytes
1686 bytes
On Wed, 23 May 2007 23:17:29 +0200, Seweryn Habdank-Wojewódzki <shw_mail@wp.pl> wrote: >Witam > >A.L. wrote: > >> Jak juz mowimy "jakosci kodu", to mzona wiedziec jakie to parametry >> owej "jakosci" Pan analizuje przy pomocy tooli (czy podobnych) do >> ktorych podal Pan link? > >A czemu Pan pyta? Proszę podać swoje ulubione ja podam swoje. >Czy to dobry układ? Nie, albowiem podobnie jak Pan Galicki uwazam ze podobne toole sa o kant d... roztluc i podobnych tooli nie uzywam. Ciekaw wiec jestem do czego uzywa owych tooli ich zwolennik. A.L.
Re: Do Panow: Przybylka, Maleckiego, Wojewodzkiego
Author: A.L.
Date: Wed, 23 May 2007 21:43
Date: Wed, 23 May 2007 21:43
41 lines
2620 bytes
2620 bytes
On Wed, 23 May 2007 22:36:32 +0200, jarekr <jhratajski@popraw.literowki.pzcota.otne.pl> wrote: >Aleksander Galicki napisał(a): > >>>>http://www.programmingresearch.com/solutions/qaj2.htm >>>> >> >> >> Nawiasem mowiac, produkty dla Javy tego rodzaju to wyrzucanie pieniedzy i nic >> innego. Chyba ze, sie zatrudnia programistow perla i basha do programowania w >> Javie. Ale nie - w tym przypadku to tez wyrzucanie. >> > >A prawdziwy programista kod pisze tylko w VI - bo IDE ze sprawdzaniem >składni i podpowiadaniem metod jest potrzebne tylko przedszkolakom. > Jezeli programiscie potrzebne jest "podpowiadanei skladni" to ow programista powinien raczej zajac sie handlowaniem pietruszka. Tez pozyteczne zajecie, i lepiej platne. >Jak dla mnie metryki i statyczne analizy (nie znam tego qaj - ale >wnioskuje z dyskusji co to) - to po prostu rozsądny dodatek do >kompilatora/ide. > A po co?... >Poza tym w praktyce nigdy nie wiesz kogo zatrudniasz - ludzie potrafią >mieć dobre CV - a dopiero potem wychodzi, że programuja w BIOSIE >(autentyk z CV btw.) no i np. trzeba szybko dzieła zebrane takiego >delikwenta przeczesać (zwłaszcza jeśli potrzeba coś ocalić) Gdy sie kogos swiezego zatrudnia, to mu sie siedzi dokaldnie na karku przez pierwsze 2 tygodnie, a potem mniej dokladnie przez nastepne 3 miesiace. Niezaleznie od tego jakie ma CV. A jak cos nei idzie to sie go wyrzuca w milisekunde. I do tego zadne "toole" nie sa potrzebne, ani zadne "toole" nei pomoga do wykrycia ze facio jest niekompetentny. A.L.
Re: Do Panow: Przybylka, Maleckiego, Wojewodzkiego
Author: Mariusz Lotko
Date: Wed, 23 May 2007 22:00
Date: Wed, 23 May 2007 22:00
54 lines
3089 bytes
3089 bytes
A.L. wrote: > On Wed, 23 May 2007 22:36:32 +0200, jarekr > <jhratajski@popraw.literowki.pzcota.otne.pl> wrote: > >>Aleksander Galicki napisał(a): >> >>>>>http://www.programmingresearch.com/solutions/qaj2.htm >>>>> >>> >>> >>> Nawiasem mowiac, produkty dla Javy tego rodzaju to wyrzucanie pieniedzy >>> i nic innego. Chyba ze, sie zatrudnia programistow perla i basha do >>> programowania w Javie. Ale nie - w tym przypadku to tez wyrzucanie. >>> >> >>A prawdziwy programista kod pisze tylko w VI - bo IDE ze sprawdzaniem >>składni i podpowiadaniem metod jest potrzebne tylko przedszkolakom. >> > > Jezeli programiscie potrzebne jest "podpowiadanei skladni" to ow > programista powinien raczej zajac sie handlowaniem pietruszka. Tez > pozyteczne zajecie, i lepiej platne. Czytaj Pan dokładnie, a nie co drugie słowo: "sprawdzanie składni" i "podpowiadanie metod". > >>Jak dla mnie metryki i statyczne analizy (nie znam tego qaj - ale >>wnioskuje z dyskusji co to) - to po prostu rozsądny dodatek do >>kompilatora/ide. >> > > A po co?... Gdyby wszyscy podchodzili do tego w Pański sposób, to ta grupa nie nazywałaby się pl.comp.objects tylko pl.comp.assembler-bez-makr. >>Poza tym w praktyce nigdy nie wiesz kogo zatrudniasz - ludzie potrafią >>mieć dobre CV - a dopiero potem wychodzi, że programuja w BIOSIE >>(autentyk z CV btw.) no i np. trzeba szybko dzieła zebrane takiego >>delikwenta przeczesać (zwłaszcza jeśli potrzeba coś ocalić) > > Gdy sie kogos swiezego zatrudnia, to mu sie siedzi dokaldnie na karku > przez pierwsze 2 tygodnie, a potem mniej dokladnie przez nastepne 3 > miesiace. Niezaleznie od tego jakie ma CV. A jak cos nei idzie to sie > go wyrzuca w milisekunde. I do tego zadne "toole" nie sa potrzebne, > ani zadne "toole" nei pomoga do wykrycia ze facio jest niekompetentny. W tych USA to jednak są fachowcy... W naszej zaściankowej Polsce nie można sobie tak przebierać... -- Mariusz Lotko
Re: Do Panow: Przybylka, Maleckiego, Wojewodzkiego
Author: Aleksander Galicki
Date: Wed, 23 May 2007 22:59
Date: Wed, 23 May 2007 22:59
51 lines
3292 bytes
3292 bytes
jarekr <jhratajski@popraw.literowki.pzcota.otne.pl> napisał(a): > Aleksander Galicki napisał(a): > > >>>http://www.programmingresearch.com/solutions/qaj2.htm > >>> > > > > > > Nawiasem mowiac, produkty dla Javy tego rodzaju to wyrzucanie pieniedzy i nic > > innego. Chyba ze, sie zatrudnia programistow perla i basha do programowania w > > Javie. Ale nie - w tym przypadku to tez wyrzucanie. > > > > A prawdziwy programista kod pisze tylko w VI - bo IDE ze sprawdzaniem > składni i podpowiadaniem metod jest potrzebne tylko przedszkolakom. > > Jak dla mnie metryki i statyczne analizy (nie znam tego qaj - ale > wnioskuje z dyskusji co to) - to po prostu rozsądny dodatek do > kompilatora/ide. Jarku, zajrzyj pod ww link i pozniej rzucaj sie c VI. Ten produkt oferuje cos co jest dostepne za darmo i to lepiej zaimplementowane. Wszystkie rzeczy, ktore ten produkt potrafi wykryc - to rzeczy trywialne i dotycza bardziej czytelnosci kodu, sprawdzanie konwencji skladniowych i takich tam. To wszystko jest np w Eclipse i np. w Checkstyle - za darmo i duzo lepsze. Zreszta, te rzeczy sa na tyle trywialne, ze niczego nigdzie nie uratuja - sa wiec malowartosciowe jakby. Ktos jeszcze za to kase chce zgarniac? Cwaniactwo zerujace na naiwnosci (chcialem uzyc innego slowa). O, popatrz na to "http://www.programmingresearch.com/images/qaj_eclipse.gif" Co za mission critical uwagi: "Plese replace this literal string with a symbolic expression." albo "Do not use tabs, layout may differ when viewing this code wih another editor.". Kase chcesz za to zaplacic?! (taki produkt to typowy dupochron - do niczego sie nie nadaje, ale zawsze mozna powiedziec, ze nasz kod ma sprawdzona jakosc. ) > Poza tym w praktyce nigdy nie wiesz kogo zatrudniasz - ludzie potrafią > mieć dobre CV - a dopiero potem wychodzi, że programuja w BIOSIE > (autentyk z CV btw.) no i np. trzeba szybko dzieła zebrane takiego > delikwenta przeczesać (zwłaszcza jeśli potrzeba coś ocalić) Od tego sa peer reviews. Na razie zadny tool tego nie zastapi nawet w 1%. A. -- Wysłano z serwisu Usenet w portalu Gazeta.pl -> http://www.gazeta.pl/usenet/
Re: Do Panow: Przybylka, Maleckiego, Wojewodzkiego
Author: Aleksander Galicki
Date: Wed, 23 May 2007 23:12
Date: Wed, 23 May 2007 23:12
26 lines
2104 bytes
2104 bytes
Mariusz Lotko <imie.nazwisko@wp.pl> napisał(a): > >>Jak dla mnie metryki i statyczne analizy (nie znam tego qaj - ale > >>wnioskuje z dyskusji co to) - to po prostu rozsądny dodatek do > >>kompilatora/ide. > >> > > > > A po co?... > > Gdyby wszyscy podchodzili do tego w Pański sposób, to ta grupa nie > nazywałaby się pl.comp.objects tylko pl.comp.assembler-bez-makr. > Mariusz, nie ma sensu klasyfikowanie kogos jako zwolennika narzedni i przeciwnika. Sa narzedzia uzyteczne, mniej uzyteczne i zupelnie nieuzyteczne. Narzedzie o ktorym mowa nalezy raczej to tych trzecich. To narzedzie, ktore Ci wykryje w samochodzie niedopasowanie koloru samochodu do ksztaltu lusterka, ale nie wykryje, ze silnik sie zepsul. Rozsadny programista po 10 min patrzenia na kod potrafi wiecej, duzo wiecej nt kodu powiedziec. A. -- Wysłano z serwisu Usenet w portalu Gazeta.pl -> http://www.gazeta.pl/usenet/
Re: Do Panow: Przybylka, Maleckiego, Wojewodzkiego
Author: jarekr
Date: Wed, 23 May 2007 23:33
Date: Wed, 23 May 2007 23:33
61 lines
4224 bytes
4224 bytes
A.L. napisał(a): > On Wed, 23 May 2007 23:17:29 +0200, Seweryn Habdank-Wojewódzki > <shw_mail@wp.pl> wrote: > > >>Witam >> >>A.L. wrote: >> >> >>>Jak juz mowimy "jakosci kodu", to mzona wiedziec jakie to parametry >>>owej "jakosci" Pan analizuje przy pomocy tooli (czy podobnych) do >>>ktorych podal Pan link? >> >>A czemu Pan pyta? Proszę podać swoje ulubione ja podam swoje. >>Czy to dobry układ? > > > Nie, albowiem podobnie jak Pan Galicki uwazam ze podobne toole sa o > kant d... roztluc i podobnych tooli nie uzywam. Ciekaw wiec jestem do > czego uzywa owych tooli ich zwolennik. > - audyty kodu - szybko można ustalić z kim mamy do czynienia i (tu już w zależności od wyniku) odnaleźć troche kwiatków (findem i grepsem też się da.... :-) ) , - pomoc w zgrubnej ocenie kosztu utrzymania kodu, - wyszukiwanie kodu do refaktoringu - jeśli jest się autorem jakiegoś kodu i utrzymuje/ rozwija się go przez długi okres czasu to można przeoczyć moment w którym taki kod przestaje być łatwy w utrzymaniu, użyciu. Latami dochodzące wymagania prowadzą do "zaifowania" - z tym że autor przekonany, że kod jest czytelny i "samodokumentujący" się (i pewnie kiedyś 10 ifów wcześniej był) - wyszukiwanie powtarzających sie/generycznych fragmentów kodu ( nie koniecznie wynik copy - paste), ciekawostka: często narzędziami odkrywam powtarzający się kod wewnątrz warunków logicznych ( w if(...) głównie ). Strzelam, że jest to jakaś własność umysłu, że łatwiej znajduję "naocznie" powtarzający się kod o ile tylko rozciąga się na dwie kolejne linie (w zasadzie instrukcje); wykryć podobnego typu powtórzenia wewnątrz ifów "nie umiem" (bez narzędziów). (Ale nie wiem jak inni z tym mają), - pilnowanie standardów (od formatowania kodu, poprzez dopuszczalną liczbę linii w metodzie, liczbę argumentów funckji, konwencje nazewnicze dla patternów itp.) - pilnowanie rękawów - to prywatnie - mam przydługie rękawy w jednym swetrze i tej zimy (to się akurat dało przewidzieć że to się kiedyś stanie) - po raz pierwszy udało mi się zatwierdzić do repozytorium kod napisany przez owe rękawy (w konwencji dadaizmu - ale kompilujący się). ( fakt, faktem, że wyłapałem to sam bez "narzędziów" - tym niemniej ) W firmie gdzie pracuję nie udało mi się przeforsować tego jako części procesu - więc te obserwacje są fragmentaryczne - z tych kilku burd jakie robiłem po odpaleniu omawianego typu narzędzi. Jak to wygląda w dłuższym praniu nie wiem. W projekcikach (mniej więcej) "domowych" staram się zwykle coś do analizy podłączyć (jako część buildu) i jestem bardzo zadowolony (głównie z zabawy w utrzymanie cyclomatic complexity na poziomie max 4 ). -- http://www.99-bottles-of-beer.net/language-java-866.html
Re: Do Panow: Przybylka, Maleckiego, Wojewodzkiego
Author: jarekr
Date: Thu, 24 May 2007 00:07
Date: Thu, 24 May 2007 00:07
48 lines
3443 bytes
3443 bytes
Aleksander Galicki napisał(a): > > Jarku, zajrzyj pod ww link i pozniej rzucaj sie c VI. Ten produkt oferuje cos > co jest dostepne za darmo i to lepiej zaimplementowane. > Wszystkie rzeczy, ktore ten produkt potrafi wykryc - to rzeczy trywialne i > dotycza bardziej czytelnosci kodu, sprawdzanie konwencji skladniowych i takich > tam. To wszystko jest np w Eclipse i np. w Checkstyle - za darmo i duzo > lepsze. Zreszta, te rzeczy sa na tyle trywialne, ze niczego nigdzie nie > uratuja - sa wiec malowartosciowe jakby. Ktos jeszcze za to kase chce > zgarniac? Cwaniactwo zerujace na naiwnosci (chcialem uzyc innego slowa). > O, popatrz na to "http://www.programmingresearch.com/images/qaj_eclipse.gif" > Co za mission critical uwagi: "Plese replace this literal string with a > symbolic expression." albo "Do not use tabs, layout may differ when viewing > this code wih another editor.". > > Kase chcesz za to zaplacic?! > Napisałeś wcześniej: produkty dla Javy *tego rodzaju*. Więc ja odczytałem - np. checkstyle, eclipse metrics itp. Myślałem, że chodzi Ci ogólnie o *typ*. Co do konkretnej instancji (QAJ) to się zgadzam - nie ma sensu kupować (prawdopodobnie - nie czytałem wszystkich cech). Tak czy siak w checkstyle, eclipse metrics też trzeba zainwestować na konfigurację, nadzór itp. Wierzę, że zwykle warto. Ale jest to dobry temat na flejm. >>Poza tym w praktyce nigdy nie wiesz kogo zatrudniasz - ludzie potrafią >>mieć dobre CV - a dopiero potem wychodzi, że programuja w BIOSIE >>(autentyk z CV btw.) no i np. trzeba szybko dzieła zebrane takiego >>delikwenta przeczesać (zwłaszcza jeśli potrzeba coś ocalić) > > > Od tego sa peer reviews. Na razie zadny tool tego nie zastapi nawet w 1%. eeeeeee eee eee - a kto zasponsoruje takie review? Rozumiem sens w przypadku systemu który dba o dostawe papieru toaletowego do mojego WC czy innego mission critical, ale doputy jest to działka prostego ERP (bez papieru), bankowość (bez papieru wartościowego) itp. to nie ma sensu podnosić kosztów) - robimy krótki scan, krótkie łatanko i na produkcję. -- http://www.99-bottles-of-beer.net/language-java-866.html
Re: Do Panow: Przybylka, Maleckiego, Wojewodzkiego
Author: A.L.
Date: Thu, 24 May 2007 01:01
Date: Thu, 24 May 2007 01:01
41 lines
2383 bytes
2383 bytes
On Thu, 24 May 2007 00:00:52 +0200, Mariusz Lotko <imie.nazwisko@wp.pl> wrote: >Czytaj Pan dokładnie, a nie co drugie słowo: "sprawdzanie składni" >i "podpowiadanie metod". > rzeczywiscie nie docytalem. >> >>>Jak dla mnie metryki i statyczne analizy (nie znam tego qaj - ale >>>wnioskuje z dyskusji co to) - to po prostu rozsądny dodatek do >>>kompilatora/ide. >>> >> >> A po co?... > >Gdyby wszyscy podchodzili do tego w Pański sposób, to ta grupa nie >nazywałaby się pl.comp.objects tylko pl.comp.assembler-bez-makr. > Pan opowiada bzdury. Niech Pan mi powie w jaki sposob "metryki" i "statyczne analizy" kontrybuuja do tematyki tej grupy. >> Gdy sie kogos swiezego zatrudnia, to mu sie siedzi dokaldnie na karku >> przez pierwsze 2 tygodnie, a potem mniej dokladnie przez nastepne 3 >> miesiace. Niezaleznie od tego jakie ma CV. A jak cos nei idzie to sie >> go wyrzuca w milisekunde. I do tego zadne "toole" nie sa potrzebne, >> ani zadne "toole" nei pomoga do wykrycia ze facio jest niekompetentny. > >W tych USA to jednak są fachowcy... W naszej zaściankowej Polsce nie można >sobie tak przebierać... No i wlasnei tu jest pogrzebany przyslowiowy pies. Nei w tym ze nie mozna znalezc. W tym ze nie mozna wyrzucac. Proponuje skonczyc z socjalizmem. A.L.
Re: Do Panow: Przybylka, Maleckiego, Wojewodzkiego
Author: A.L.
Date: Thu, 24 May 2007 01:03
Date: Thu, 24 May 2007 01:03
17 lines
1826 bytes
1826 bytes
On Thu, 24 May 2007 02:07:03 +0200, jarekr <jhratajski@popraw.literowki.pzcota.otne.pl> wrote: >> >> Od tego sa peer reviews. Na razie zadny tool tego nie zastapi nawet w 1%. > >eeeeeee eee eee - a kto zasponsoruje takie review? >Rozumiem sens w przypadku systemu który dba o dostawe papieru >toaletowego do mojego WC czy innego mission critical, ale doputy jest to >działka prostego ERP (bez papieru), bankowość (bez papieru >wartościowego) itp. to nie ma sensu podnosić kosztów) - robimy krótki >scan, krótkie łatanko i na produkcję. He, he... To juz wiem jak "produkcja" oprogramowania w Polsce wyglada. .Ttak trzymac, Koledzy. Zwlaszcza w bankowosci. A.L.
Re: Do Panow: Przybylka, Maleckiego, Wojewodzkiego
Author: Aleksander Galicki
Date: Thu, 24 May 2007 01:20
Date: Thu, 24 May 2007 01:20
71 lines
4635 bytes
4635 bytes
jarekr <jhratajski@popraw.literowki.pzcota.otne.pl> napisał(a): > Aleksander Galicki napisał(a): > > > > Jarku, zajrzyj pod ww link i pozniej rzucaj sie c VI. Ten produkt oferuje cos > > co jest dostepne za darmo i to lepiej zaimplementowane. > > Wszystkie rzeczy, ktore ten produkt potrafi wykryc - to rzeczy trywialne i > > dotycza bardziej czytelnosci kodu, sprawdzanie konwencji skladniowych i takic > h > > tam. To wszystko jest np w Eclipse i np. w Checkstyle - za darmo i duzo > > lepsze. Zreszta, te rzeczy sa na tyle trywialne, ze niczego nigdzie nie > > uratuja - sa wiec malowartosciowe jakby. Ktos jeszcze za to kase chce > > zgarniac? Cwaniactwo zerujace na naiwnosci (chcialem uzyc innego slowa). > > O, popatrz na to "http://www.programmingresearch.com/images/qaj_eclipse.gif" > > Co za mission critical uwagi: "Plese replace this literal string with a > > symbolic expression." albo "Do not use tabs, layout may differ when viewing > > this code wih another editor.". > > > > Kase chcesz za to zaplacic?! > > > > Napisałeś wcześniej: > produkty dla Javy *tego rodzaju*. > > Więc ja odczytałem - np. checkstyle, eclipse metrics itp. Myślałem, że > chodzi Ci ogólnie o *typ*. Mi chodzilo o typ, ale nie sprecyzowalem o jaki. O narzedzia od wynajdywania banalnych przeoczen i mierzenia banalnych metryk, ktore to narzedzia sie sprzedaje za ciezkie pieniadze i udawaja ze maja sie do zapewnienia jakosci kodu. Mierzenie metryk ma jakis sens gdy sie ma 400kloc nieznanego produktu i 20 min do znalezienia czy przypadkiem caly ten kod nie jest w jednej metodzie. Taka potrzeba zachodzi jednak dosc rzadko. Do codziennego developmentu Twoje IDE samo Ci powie: "ups, nie posprzatales po sobie i w kodzie jest deklaracja zmiennej, ktorej nikt nie uzywa". Eclipse powie Ci to natychmiast, bo Eclipse kompiluje szybciej niz piszesz kod. Metryki zas przy normalnym developmencie nie sa potrzebne. Pozornym wyjatkiem moze byc sytuacja gdy zatrudniles wlasnie 7000 obywateli Sri Lanki do napisanie systemu billingowego i chcesz sprawdzic, czy aby nie pisza tego w jednej wielokrotnie zagniezdzonej petli for. > Co do konkretnej instancji (QAJ) to się zgadzam - nie ma sensu kupować > (prawdopodobnie - nie czytałem wszystkich cech). > > Tak czy siak w checkstyle, eclipse metrics też trzeba zainwestować na > konfigurację, nadzór itp. > Wierzę, że zwykle warto. Ale jest to dobry temat na flejm. > > > >>Poza tym w praktyce nigdy nie wiesz kogo zatrudniasz - ludzie potrafią > >>mieć dobre CV - a dopiero potem wychodzi, że programuja w BIOSIE > >>(autentyk z CV btw.) no i np. trzeba szybko dzieła zebrane takiego > >>delikwenta przeczesać (zwłaszcza jeśli potrzeba coś ocalić) > > > > > > Od tego sa peer reviews. Na razie zadny tool tego nie zastapi nawet w 1%. > > eeeeeee eee eee - a kto zasponsoruje takie review? Zalezy, jak moja firma zatrudnia graduates, to przez pierwsze 6 miesiecy owi graduate wykonuja prace, za ktora nikogo sie nie charge'uje. I cokolwiek wyprodukuja jest poddawane review osob z wiekszym doswiadczeniem. Firma wiec placi za to - dlatego tez inwestycja w graduate jest bardzo droga inwestycja. W przypadku normalnego developmentu placi za to klient. Aczkolwiek moze to byc roznie nazwane w konkretnych kontraktach. A. -- Wysłano z serwisu Usenet w portalu Gazeta.pl -> http://www.gazeta.pl/usenet/
Re: Do Panow: Przybylka, Maleckiego, Wojewodzkiego
Author: A.L.
Date: Thu, 24 May 2007 01:25
Date: Thu, 24 May 2007 01:25
19 lines
1918 bytes
1918 bytes
On Thu, 24 May 2007 01:20:53 +0000 (UTC), "Aleksander Galicki" <tretete@WYTNIJ.gazeta.pl> wrote: >j >> >> eeeeeee eee eee - a kto zasponsoruje takie review? > >Zalezy, jak moja firma zatrudnia graduates, to przez pierwsze 6 miesiecy owi >graduate wykonuja prace, za ktora nikogo sie nie charge'uje. I cokolwiek >wyprodukuja jest poddawane review osob z wiekszym doswiadczeniem. Firma wiec >placi za to - dlatego tez inwestycja w graduate jest bardzo droga inwestycja. >W przypadku normalnego developmentu placi za to klient. Aczkolwiek moze to byc >roznie nazwane w konkretnych kontraktach. > Dla Pana jarekr wiadomosci: "peer review" to normalne koszta projektu. Takei same jak na przyklad co tygodniowe spotkania zaspolu. A.L.
Re: Do Panow: Przybylka, Maleckiego, Wojewodzkiego
Author: jarekr
Date: Thu, 24 May 2007 06:41
Date: Thu, 24 May 2007 06:41
53 lines
4107 bytes
4107 bytes
A.L. napisał(a): >> > > > Dla Pana jarekr wiadomosci: "peer review" to normalne koszta projektu. > Takei same jak na przyklad co tygodniowe spotkania zaspolu. > Albo źle rozumiem "peer review" alboś Pan odjechał. http://en.wikipedia.org/wiki/Peer_review Poza tym wiele rzeczy jest normalnych acz rzadko stosowanych albowiem normalny projekt ma budżet i nie każdy sponsor jest zainteresowany jakością produktu finalnego. (Ten 1% projektów robionych za dużą kasę dla rozsądnych firm mnie nie obchodzi. Zgodnie z zasadą największego prawdopodobieństwa i tak pewnie nastepne 10 lat spędze robiąc cuda dla firm, które właśnie się zdziwiły, że za wdrożenie ERP muszą zapłacić więcej niż za komplet wycieraczek do starego opla ). Metryki, analizy , ciągłą integracja i tego typu bajery dają się uruchomić względnie niskim kosztem i dają zysk (to akurat kwestia wiary - bo badań nie przeprowadzałem - ewidentnie ciagła integracja doprowadziła do mniejszej liczby przestojów, - ewidentnie analiza statyczna wyłapała kilkanaście cudów w "dużym" (pod względem ilości kodu) przejmowanym projekcie, których to cudów usunięcie być moze uratowało nam już tyłki) - ewidentnie metryki wykryły kilka ton kodu, który należy omijać (groźba wylewu) , - ewidentnie troche czasu ja i inni ludzie stracili na poprawianie metryk *w tym celu* :-) - i nie wiem czy to się zwróci/ło - (na kosztach psychiatrów najprędzej) ) Recenzje czyjegoś kodu zdarzają się oczywiście ale nie wyobrażam sobie sensu tego jako część procesu w projekcie (jako część procesu rekrutacji owszem). Tyle, że człowiek który przeszedł rekrutację dawno też może odjechać... Samemu można odjechać. Sweter się może rozciągnąć (rękawy). Ogólnie po co zatrudniać ludzi do pracy, którą mogą wykonać roboty. Jeśli wierzysz, że istnieją obiektywne oceny dla kodu wystawiane przez ludzi to być może jest algorytm/heurystyka dla takiej oceny. (mówimy o jakości kodu - nie produktu ) Nie ma pewnie dziś takiego narzędzia - ale są dobre narzędzia wspomagające. Tak jakbyś oceniał wypracowanie z polskiego - fakt, że sprawdzić sens automatem jest trudno, ale można chociaż na automat zrzucić ortografię i interpunkcję, dodajmy do tego wykrywanie powtórzeń, bazę kilkdziesięciu popularnych błędów stylistycznych. Absolutnie nieprzydatny tool ? Jak oceniasz maturę być może bez sensu. A jak masz 120 wypracowań z klas pierwszych licealnych... (acha nie znam się na pracy polonisty - sam to wymyśliłem, co więcej typowo z wypracowań dostawałem pały). -- http://www.99-bottles-of-beer.net/language-java-866.html
Re: Do Panow: Przybylka, Maleckiego, Wojewodzkiego
Author: Seweryn Habdank-Wojewódzki
Date: Thu, 24 May 2007 11:58
Date: Thu, 24 May 2007 11:58
46 lines
3397 bytes
3397 bytes
Witam Aleksander Galicki wrote: > Do codziennego developmentu Twoje IDE samo Ci powie: "ups, nie > posprzatales po sobie i w kodzie jest deklaracja zmiennej, ktorej nikt nie > uzywa". Eclipse powie Ci to natychmiast, bo Eclipse kompiluje szybciej niz > piszesz kod. Metryki zas przy normalnym developmencie nie sa potrzebne. > Pozornym wyjatkiem moze byc sytuacja gdy zatrudniles wlasnie 7000 > obywateli Sri Lanki do napisanie systemu billingowego i chcesz sprawdzic, > czy aby nie pisza tego w jednej wielokrotnie zagniezdzonej petli for. Właśnie chodzi o takie sytuacje. Albo kiedy kupujesz bibliotekę zewnętrzną, która ma się integrować z całością Twojego programu. Jeszcze raz podkreślam, dobrzy programiści tego nie potrzebują. A nawet więcej czasem taka czy inna metryka pokaże złą notę, a kod będzie dobry, bo będzie jakiś szczególny. > Zalezy, jak moja firma zatrudnia graduates, to przez pierwsze 6 miesiecy > owi graduate wykonuja prace, za ktora nikogo sie nie charge'uje. I > cokolwiek wyprodukuja jest poddawane review osob z wiekszym > doswiadczeniem. Firma wiec placi za to - dlatego tez inwestycja w graduate > jest bardzo droga inwestycja. W przypadku normalnego developmentu placi za > to klient. Aczkolwiek moze to byc roznie nazwane w konkretnych > kontraktach. Zgadza się. Pozostaje tylko ufać programistom, że będą dobrze pisać kod. Ja generalnie ufam chyba, że się sparzę na czyimś kodzie. Jednak doniesienia np. z "thedailywtf" są porażające i wielu firmach stosuje się kontrolę jakości kodu. Jeszcze raz podkreślam. Są sytuacje kiedy albo trzeba jakimś wspólnym językiem opisać jakość kodu, albo kiedy programistom w firmie nie zależy na jakości kodu. Nieraz w firmach jest tak, że kiedy zbliża się release i pojawiają sie jakieś bugi, to łata się je byle jak byle program działał, a poprawki "faktyczne" z refaktoringiem włącznie zostawia się na później - kiedy "będzie spokojniej". Co oczywiście nie jest żadnym standardem w programowaniu ale tak się zdarza z rzeczonym przemyśle softwareowym. Pozdrawiam. -- |\/\/| Seweryn Habdank-Wojewódzki \/\/
Re: Do Panow: Przybylka, Maleckiego, Wojewodzkiego
Author: A.L.
Date: Thu, 24 May 2007 12:43
Date: Thu, 24 May 2007 12:43
55 lines
3555 bytes
3555 bytes
On Thu, 24 May 2007 13:58:03 +0200, Seweryn Habdank-Wojewódzki <shw_mail@wp.pl> wrote: >Wi > >Jeszcze raz podkreślam, dobrzy programiści tego nie potrzebują. A nawet >więcej czasem taka czy inna metryka pokaże złą notę, a kod będzie dobry, bo >będzie jakiś szczególny. > Nie ma metryk pokazujacych JAKOSC kodu. To co pokazuja, nic wspolnego z JAKOSCIA nie ma. No, chyba ze pan ma wlasna defincje jakosci. >Zgadza się. Pozostaje tylko ufać programistom, że będą dobrze pisać kod. >Ja generalnie ufam chyba, że się sparzę na czyimś kodzie. > Nie ufa sie, dlatego tez sa na przyklad "peer reviews" >Jednak doniesienia np. z "thedailywtf" są porażające i wielu firmach stosuje >się kontrolę jakości kodu. > Niech Pan ignoruje rozne takei "doneisienia". Ja mam taka mala ksiazeczke: "Never Confuse a Memo with Reality". Bardzo madra. Odnosi sie tez do "rewelacji" ze stron webowych roznych "gurus". >Jeszcze raz podkreślam. Są sytuacje kiedy albo trzeba jakimś wspólnym >językiem opisać jakość kodu, albo kiedy programistom w firmie nie zależy na >jakości kodu. No to prosze o propozycje takiego "wspolnego jezyka opisujacego jakosc kodu". Oraz definicje owej "jakosci" >Nieraz w firmach jest tak, że kiedy zbliża się release i >pojawiają sie jakieś bugi, to łata się je byle jak byle program działał, a >poprawki "faktyczne" z refaktoringiem włącznie zostawia się na później - >kiedy "będzie spokojniej". Co oczywiście nie jest żadnym standardem w >programowaniu ale tak się zdarza z rzeczonym przemyśle softwareowym. > Pan tak programuje?... No to ja nic nie poradze. Ale ejzeli firma dla ktorej Pan pracuje tak wlasnie programuje, to proponuje zmienic firme. A.L. P.S> Przykald kretynizmu: jakis tam tool powiedzial ze "implementacja metody jest za dluga". Wiec zdecydowano sie rozbic wszystkie metody ktore mialy wiecej niz X linii na podmetody tak aby kazda nei miala wiecej niz 50 linii. Poniewaz "podmetody" musialy miec dostep do lokalnej informacji w "metodzie glownej", kazda "podmetoda" miala po 20 parametrow mniej wiecej. I nei mogla byc uzyta inaczej jak przez wolanie z "metody glownej". Konsultatnt wizal $$$$$ (pieciocyfrowa suma) za "poprawienie jakosci kodu"
Re: Do Panow: Przybylka, Maleckiego, Wojewodzkiego
Author: A.L.
Date: Thu, 24 May 2007 13:53
Date: Thu, 24 May 2007 13:53
16 lines
1817 bytes
1817 bytes
On Thu, 24 May 2007 13:58:03 +0200, Seweryn Habdank-Wojewódzki <shw_mail@wp.pl> wrote: > > >Jeszcze raz podkreślam. Są sytuacje kiedy albo trzeba jakimś wspólnym >językiem opisać jakość kodu, albo kiedy programistom w firmie nie zależy na >jakości kodu. Nieraz w firmach jest tak, że kiedy zbliża się release i >pojawiają sie jakieś bugi, to łata się je byle jak byle program działał, a >poprawki "faktyczne" z refaktoringiem włącznie zostawia się na później - >kiedy "będzie spokojniej". Jezeli w jakiejs firmie "refactoring" to "poprawianie bledow", to niewatpliwie ktos w tej firmie powinien starcic prace. A.L.
Re: Do Panow: Przybylka, Maleckiego, Wojewodzkiego
Author: Seweryn Habdank-Wojewódzki
Date: Thu, 24 May 2007 14:06
Date: Thu, 24 May 2007 14:06
102 lines
5304 bytes
5304 bytes
Witam A.L. wrote: >>Jeszcze raz podkreślam, dobrzy programiści tego nie potrzebują. A nawet >>więcej czasem taka czy inna metryka pokaże złą notę, a kod będzie dobry, >>bo będzie jakiś szczególny. >> > > Nie ma metryk pokazujacych JAKOSC kodu. Nie ma metryk będących równoważnikamni jakości kodu, ale są metryki wskazujące na totalne badziewia. Do tego jak programiści są złośliwi, to i tak metryka pokaze wynik dobry, a kod będzie zły. Ale jeśli metryka pokazuje fatalne wyniki, to warto zobaczyć, czy tak wyszło, czy to jest zamierzone. To się nazywa implikacja, czyli wynikanie w jedną stronę. W pełni się zgadzam że ocena jakości kodu jest bardzo trudna. > To co pokazuja, nic wspolnego > z JAKOSCIA nie ma. No, chyba ze pan ma wlasna defincje jakosci. No więc właśnie co to jest jakość kodu? Czy klasa mająca 500 metod jest dobrze napisana? Czy klasa mająca 300 pól jest dobrze napisana? A może implikacje idą dalej, napisana jest dobrze ale projekt jest fatalny? >>Zgadza się. Pozostaje tylko ufać programistom, że będą dobrze pisać kod. >>Ja generalnie ufam chyba, że się sparzę na czyimś kodzie. >> > > Nie ufa sie, dlatego tez sa na przyklad "peer reviews" Ufać w sensie, że nie zakazdym razem walcuje się kod każdej osoby toolami. > Niech Pan ignoruje rozne takei "doneisienia". Ja mam taka mala > ksiazeczke: "Never Confuse a Memo with Reality". Bardzo madra. Odnosi > sie tez do "rewelacji" ze stron webowych roznych "gurus". No i? >>Jeszcze raz podkreślam. Są sytuacje kiedy albo trzeba jakimś wspólnym >>językiem opisać jakość kodu, albo kiedy programistom w firmie nie zależy >>na jakości kodu. > > No to prosze o propozycje takiego "wspolnego jezyka opisujacego jakosc > kodu". Oraz definicje owej "jakosci" Nie ma takiego ogólnego pojęcia jakości! Metryki implikują pewne sprawy tylko w jedną stronę i to tylko w postaci postawienia hipotezy wadliwości, czyli pada sugestia, aby przyjrzeć się czemuś dokładnie. >>Nieraz w firmach jest tak, że kiedy zbliża się release i >>pojawiają sie jakieś bugi, to łata się je byle jak byle program działał, a >>poprawki "faktyczne" z refaktoringiem włącznie zostawia się na później - >>kiedy "będzie spokojniej". Co oczywiście nie jest żadnym standardem w >>programowaniu ale tak się zdarza z rzeczonym przemyśle softwareowym. > > Pan tak programuje?... No to ja nic nie poradze. Ale ejzeli firma dla > ktorej Pan pracuje tak wlasnie programuje, to proponuje zmienic firme. Nie podaję nazw firm, które tak robią, bo są duże firmy z USA, mające placówki w PL - nie ma potrzeby pokazywać kto jest zły, lepiej pokazać kto jest dobry. A tak na marginesie ja tak, ani tam (w tych firmach), nie pracuję - dla mnie release nie przychodzi co miesiąc, czy co rok nie mam takich sztucznych inklinacji. > P.S> Przykald kretynizmu: jakis tam tool powiedzial ze "implementacja > metody jest za dluga". Wiec zdecydowano sie rozbic wszystkie metody > ktore mialy wiecej niz X linii na podmetody tak aby kazda nei miala > wiecej niz 50 linii. Zgadza się. Tak to jest przykład kretynizmu. I właśnie dlatego mówię o implikacji w jedną stronę i o przyglądaniu się programowi, a nie sztucznemu przywiązywaniu wagi do cyferek. > Poniewaz "podmetody" musialy miec dostep do > lokalnej informacji w "metodzie glownej", kazda "podmetoda" miala po > 20 parametrow mniej wiecej. I nei mogla byc uzyta inaczej jak przez > wolanie z "metody glownej". A nie można było pogrupować parametrów w klasy? > Konsultatnt wizal $$$$$ (pieciocyfrowa suma) za "poprawienie jakosci kodu" No to jest przykład prawdziwego kretynizmu - zgadza się. Pozdrawiam. Ps. Większość kodu matematycznego daje straszne baty wszelakim metrykom, ale właśnie dlatego trochę wiadomo, gdzie taki kod się znajduje. -- |\/\/| Seweryn Habdank-Wojewódzki \/\/
Re: Do Panow: Przybylka, Maleckiego, Wojewodzkiego
Author: Seweryn Habdank-Wojewódzki
Date: Thu, 24 May 2007 14:24
Date: Thu, 24 May 2007 14:24
26 lines
2273 bytes
2273 bytes
Witam A.L. wrote: >>Jeszcze raz podkreślam. Są sytuacje kiedy albo trzeba jakimś wspólnym >>językiem opisać jakość kodu, albo kiedy programistom w firmie nie zależy >>na jakości kodu. Nieraz w firmach jest tak, że kiedy zbliża się release i >>pojawiają sie jakieś bugi, to łata się je byle jak byle program działał, a >>poprawki "faktyczne" z refaktoringiem włącznie zostawia się na później - >>kiedy "będzie spokojniej". > > Jezeli w jakiejs firmie "refactoring" to "poprawianie bledow", to > niewatpliwie ktos w tej firmie powinien starcic prace. W tamtych firmach refaktoring to refaktoring, ale zdarza się, że bugi są analizowane i szukane - jak to ładnie się określa - metodą "shodgun debug", a konkretne poprawki wnosi się metodą "impact programming". Natomiast faktycznie powinno się kod zrefaktoryzować, jednak jak to określają manago nie ma czasu, na refaktoring. Pozdrawiam. -- |\/\/| Seweryn Habdank-Wojewódzki \/\/
Re: Do Panow: Przybylka, Maleckiego, Wojewodzkiego
Author: jarekr
Date: Thu, 24 May 2007 21:41
Date: Thu, 24 May 2007 21:41
32 lines
3054 bytes
3054 bytes
A.L. napisał(a): > > He, he... To juz wiem jak "produkcja" oprogramowania w Polsce wyglada. > .Ttak trzymac, Koledzy. Zwlaszcza w bankowosci. Zdziwiłbyś się ale nie tylko w Polsce. Programować może każdy, nie ma egzaminów państwowych. W szczególności już n razy w życiu spotkałem zabawny kod do korygowania części ułamkowej w obliczeniach finansowych (tak - chłopaki Euro trzymają we float i na float procenty liczą)- najzabawniejsze, że problem odkryli dopiero przy wymianie danych z innymi systemami, metodą prób i błędów udało im się opracować (szacunek!!!) algorytm(khmm..) który prowadzi do "naprawienia" wyników (działa dobrze, pod rozsądnym warunkiem, że na fakturze jest mniej niż 1000 pozycji :-)). A pierwszy raz mi się takie coś zdarzyło jak byłem, młody i naiwny i byłem analitykiem (a bardziej "ekspertem" z doskoku). Pamiętam jak do zrobienia był jakis prosty kalkulator kredytowy (dla banku). Wzory zrobiłem. W excelu demonstracje (z wspomnianymi wzorami). Niestety o fakcie, że programista zaimplementował wszystko na float dowiedziałem się na godzinki przed prezentacją w banku (no cóż drobne różnice w groszach, które wychodziły na podanych! przeze mnie przykładach, manadżer i programista traktowali jako zupełnie naturalne i akceptowalne). Spodziewam się, że bank miał uciechę (wiem, że ich na tym złapali i firma nie dostała kontraktu - ale więcej szczegółów mi nie przekazano). Jaka z tego nauka - no cóż w pewnym innym banku poradzono sobie prosto - oblicznia wykonuje (wykonywał?) excel i trzeba się było tylko do niego podpiąć. -- http://www.99-bottles-of-beer.net/language-java-866.html
Re: Do Panow: Przybylka, Maleckiego, Wojewodzkiego
Author: jarekr
Date: Thu, 24 May 2007 21:51
Date: Thu, 24 May 2007 21:51
26 lines
2595 bytes
2595 bytes
A.L. napisał(a): > > P.S> Przykald kretynizmu: jakis tam tool powiedzial ze "implementacja > metody jest za dluga". Wiec zdecydowano sie rozbic wszystkie metody > ktore mialy wiecej niz X linii na podmetody tak aby kazda nei miala > wiecej niz 50 linii. Poniewaz "podmetody" musialy miec dostep do > lokalnej informacji w "metodzie glownej", kazda "podmetoda" miala po > 20 parametrow mniej wiecej. I nei mogla byc uzyta inaczej jak przez > wolanie z "metody glownej". Konsultatnt wizal $$$$$ (pieciocyfrowa > suma) za "poprawienie jakosci kodu" Tak dla ciekawostki jedną z metryk, (której osobiście najczęściej podpadam )to liczba parametrów metody - przyjmuje się (na przykład), że 8 to już przesada. Przy okazji. Nie wiem jaka to była specyficzna działka - ale metoda która deklaruje i używa ponad 20 zmiennych lokalnych to jak dla mnie jest kiepska i do wywalenia nawet bez uzycia metryk. (powiem więcej: kiepska to już jest jak używa 6-ciu). (choć są działki typu numeryka - gdzie takie potwory można oglądać - zresztą tylko dlatego, że nikomu nie chce się tego przepisać na *normalny* kod) -- http://www.99-bottles-of-beer.net/language-java-866.html
Re: Do Panow: Przybylka, Maleckiego, Wojewodzkiego
Author: Mariusz Lotko
Date: Fri, 25 May 2007 04:59
Date: Fri, 25 May 2007 04:59
58 lines
3872 bytes
3872 bytes
Aleksander Galicki wrote: > Mariusz Lotko <imie.nazwisko@wp.pl> napisał(a): > >> >>Jak dla mnie metryki i statyczne analizy (nie znam tego qaj - ale >> >>wnioskuje z dyskusji co to) - to po prostu rozsądny dodatek do >> >>kompilatora/ide. >> >> >> > >> > A po co?... >> >> Gdyby wszyscy podchodzili do tego w Pański sposób, to ta grupa nie >> nazywałaby się pl.comp.objects tylko pl.comp.assembler-bez-makr. >> > > Mariusz, nie ma sensu klasyfikowanie kogos jako zwolennika narzedni i > przeciwnika. Sa narzedzia uzyteczne, mniej uzyteczne i zupelnie > nieuzyteczne. Tak Alex, zgadzam się. Z tym, że trzeba się dobrze zastanowić, czy można pewną grupę narzędzi zaklasyfikować jako ogólnie bezużyteczną. Ja np. nie używam debuggera. Nie lubię, mam inne sposoby na namierzanie bugów, które są dla mnie skuteczne. Ale w życiu nie przyszłoby mi do głowy wyszydzać ludzi, którzy debuggera używają tak jak robi to A.L. (vide: "A po co?"). Przypadek użycia dla trywialnego narzędzia do wychwytywania durnych błędów? Proszę bardzo. Jesteś programistą w firmie X i któregoś pięknego dnia przychodzi do Ciebie szef i mówi: "Alex, team odpowiedzialny za produkt Y nie radzi sobie, od dzisiaj Ty jesteś za ten produkt odpowiedzialny." No więc zaglądasz sobie do kodu Y i patrzysz, że kod jest koszmarny. Są błędy mniejsze i większe, ale jest ich tyle, że po prostu nie sposób nad tym zapanować. I co robisz? Bierzesz narzędzie, które potrafi znaleźć błędy, "które dobry programista znajdzie w 10 min." i puszczasz na takim źródle. Puszczasz tak długo, aż lista błędów zwrócona przez "trywialny program do analizy" jest bliska 0. Wtedy kod jest prawdopodobnie na tyle czytelny, że możesz się zabrać za "poważne błędy", których automat nie wykrył. Przypadek drugi: peer review z równie koszmarnym kodem. Panie A.L., naprawdę kazałby Pan w czasie peer review ręcznie pisać o tabulatorach, złych wcięciach, porównaniach do "true" i "false" itp.? > > Narzedzie o ktorym mowa nalezy raczej to tych trzecich. To narzedzie, > ktore Ci wykryje w samochodzie niedopasowanie koloru samochodu do ksztaltu > lusterka, ale nie wykryje, ze silnik sie zepsul. Rozsadny programista po > 10 min patrzenia na kod potrafi wiecej, duzo wiecej nt kodu powiedziec. Po pierwsze Ty odnosisz się do konkretnego narzędzia, a A.L. zdaje się kwestionować sensowność _takich_ narzędzi w ogóle. Ponieważ w porywie młodzieńczego szaleństwa chciałem robić doktorat na analizie statycznej, to nie mogę bezczynnie patrzeć jak ktoś twierdzi, że ta działka jest bez sensu ;-) -- Mariusz Lotko
Re: Do Panow: Przybylka, Maleckiego, Wojewodzkiego
Author: jarekr
Date: Fri, 25 May 2007 16:20
Date: Fri, 25 May 2007 16:20
18 lines
2403 bytes
2403 bytes
Mariusz Lotko napisał(a): > Przypadek użycia dla trywialnego narzędzia do wychwytywania durnych błędów? > Proszę bardzo. Jesteś programistą w firmie X i któregoś pięknego dnia > przychodzi do Ciebie szef i mówi: "Alex, team odpowiedzialny za produkt Y > nie radzi sobie, od dzisiaj Ty jesteś za ten produkt odpowiedzialny." > No więc zaglądasz sobie do kodu Y i patrzysz, że kod jest koszmarny. > Są błędy mniejsze i większe, ale jest ich tyle, że po prostu nie sposób > nad tym zapanować. I co robisz? Bierzesz narzędzie, które potrafi znaleźć > błędy, "które dobry programista znajdzie w 10 min." i puszczasz na takim > źródle. Puszczasz tak długo, aż lista błędów zwrócona przez "trywialny > program do analizy" jest bliska 0. Wtedy kod jest prawdopodobnie na tyle > czytelny, że możesz się zabrać za "poważne błędy", których automat > nie wykrył. Najzabawniejsze, że to przypadek z życia wzięty - z życia Alexa :-) -- http://www.99-bottles-of-beer.net/language-java-866.html
Re: Do Panow: Przybylka, Maleckiego, Wojewodzkiego
Author: Mariusz Lotko
Date: Fri, 25 May 2007 19:47
Date: Fri, 25 May 2007 19:47
23 lines
2350 bytes
2350 bytes
jarekr wrote: > Mariusz Lotko napisał(a): >> Przypadek użycia dla trywialnego narzędzia do wychwytywania durnych >> błędów? Proszę bardzo. Jesteś programistą w firmie X i któregoś pięknego >> dnia przychodzi do Ciebie szef i mówi: "Alex, team odpowiedzialny za >> produkt Y nie radzi sobie, od dzisiaj Ty jesteś za ten produkt >> odpowiedzialny." No więc zaglądasz sobie do kodu Y i patrzysz, że kod >> jest koszmarny. Są błędy mniejsze i większe, ale jest ich tyle, że po >> prostu nie sposób nad tym zapanować. I co robisz? Bierzesz narzędzie, >> które potrafi znaleźć błędy, "które dobry programista znajdzie w 10 min." >> i puszczasz na takim źródle. Puszczasz tak długo, aż lista błędów >> zwrócona przez "trywialny program do analizy" jest bliska 0. Wtedy kod >> jest prawdopodobnie na tyle czytelny, że możesz się zabrać za "poważne >> błędy", których automat nie wykrył. > > Najzabawniejsze, że to przypadek z życia wzięty - z życia Alexa :-) Ja też tego z księżyca nie wziąłem. Widać taka nasza programistyczna dola ;-) -- Mariusz Lotko
Re: Do Panow: Przybylka, Maleckiego, Wojewodzkiego
Author: Mariusz Lotko
Date: Fri, 25 May 2007 20:10
Date: Fri, 25 May 2007 20:10
49 lines
3388 bytes
3388 bytes
A.L. wrote: >>>>Jak dla mnie metryki i statyczne analizy (nie znam tego qaj - ale >>>>wnioskuje z dyskusji co to) - to po prostu rozsądny dodatek do >>>>kompilatora/ide. >>>> >>> >>> A po co?... >> >>Gdyby wszyscy podchodzili do tego w Pański sposób, to ta grupa nie >>nazywałaby się pl.comp.objects tylko pl.comp.assembler-bez-makr. >> > > Pan opowiada bzdury. Niech Pan mi powie w jaki sposob "metryki" i > "statyczne analizy" kontrybuuja do tematyki tej grupy. Chodzi mi o to, że metryki (w tym również _obiektowe_) oraz statyczna analiza są narzędziami ułatwiającymi pracę programisty podobnie jak abstrakcja jaką są obiekty. Negowanie sensowności takich narzędzi to negowanie sensowności postępu. >>> Gdy sie kogos swiezego zatrudnia, to mu sie siedzi dokaldnie na karku >>> przez pierwsze 2 tygodnie, a potem mniej dokladnie przez nastepne 3 >>> miesiace. Niezaleznie od tego jakie ma CV. A jak cos nei idzie to sie >>> go wyrzuca w milisekunde. I do tego zadne "toole" nie sa potrzebne, >>> ani zadne "toole" nei pomoga do wykrycia ze facio jest niekompetentny. >> >>W tych USA to jednak są fachowcy... W naszej zaściankowej Polsce nie można >>sobie tak przebierać... > > No i wlasnei tu jest pogrzebany przyslowiowy pies. Nei w tym ze nie > mozna znalezc. W tym ze nie mozna wyrzucac. Proponuje skonczyc z > socjalizmem. Można wyrzucać, tylko jest trudno. Mój kolega, kierownik małego 10-osobowego zespołu wywalał jakiś czas temu "ujemnego programistę". Nie narzekam na Polskę w kontekście socjalizmu. Jeśli tylko nie będziemy patrzeć z zazdrością na rozwiązania niemieckie i francuskie, to uda się dojść do sensownego, stabilnego "układu". Polacy są w gruncie rzeczy dość pro-kapitalistyczni, a ostatnie ożywienie na rynku pracy bardzo temu sprzyja. Nigdy za to nie będzie u nas normalnością spanie pod biurkiem na materacu i tzw. "darmowe wieczory i weekendy", czyli (dla niezaznajomionych z polską reklamą) godziny za które nikt pracownikowi nie zapłaci. Nie mówię, że to się nie zdarza, ale nikt komu się to zdarza nie powie: "no cóż, tak ma być", tylko szuka lepszej pracy. -- Mariusz Lotko
Re: Do Panow: Przybylka, Maleckiego, Wojewodzkiego
Author: Sektor van Skijlen
Date: Fri, 01 Jun 2007 21:35
Date: Fri, 01 Jun 2007 21:35
98 lines
5887 bytes
5887 bytes
jarekr <jhratajski@popraw.literowki.pzcota.otne.pl> wrote: > ethouris napisał(a): >> On 24 Maj, 08:41, jarekr <jhrataj...@popraw.literowki.pzcota.otne.pl> >> wrote: >> >> >>>>Dla Pana jarekr wiadomosci: "peer review" to normalne koszta projektu. >>>>Takei same jak na przyklad co tygodniowe spotkania zaspolu. >>> >>>Albo źle rozumiem "peer review" alboś Pan odjechał.http://en.wikipedia.org/wiki/Peer_review >> >> >> Ta definicja Peer Review dotyczy prac naukowych, a nie tworzenia >> oprogramowania. Podpieranie się twierdzeniem "bo w Wikipedii tak >> napisali" to trochę marny argument jakościowo. > > Tu fakt. Akurat byłem przekonany, że ten termin dość ściśle definiuje > proces. I nawet tak naprawdę nie przeczytałem podanego linka ( a było > pod tam że w software engineereing ten termin nic więcej niż code > review nie oznacza ( w ogólności). To znaczy? >>>Ogólnie po co zatrudniać ludzi do pracy, którą mogą wykonać roboty. >> >> >> Ooooczywiiiiście. Robot zrobi ci peer review, powie gdzie kod jest >> nieczytelny, a gdzie będzie się go trudno rozbudowywało. >> >> Każda firma dałaby ci za takiego "robota" całkiem sporą kasę. Pod >> warunkiem, że byłbyś w stanie udowodnić, że będzie działał tak samo >> dobrze, jak człowiek. > > Za robota działającego dokładnie jak człowiek w szczególności należałoby > płacić dokładnie tyle co za człowieka. inaczej, któryś z nich mógłby się > zbuntować. No, robot który posiadałby takie zdolności, żeby wykonać rzetelne Peer Review, rzeczywiście miałby wszelkie możliwości ku temu, żeby się zbuntować. >>>Jeśli wierzysz, że istnieją obiektywne oceny dla kodu wystawiane przez >>>ludzi to być może jest algorytm/heurystyka dla takiej oceny. >> >> >> A jeśli nie są one mierzalne i definiowalne? Pomyślałeś o tym? > > Już widze jak w takim razie takie "niemierzalne i defiowalne" > raportujesz przed zespołem, podpierając się w argumentacji: > - tabulacjami układającymi się w niepokojący wzór .. > - zsyłanym wizjami, > - serią niewyjaśnionych snów, > - przeczuciami. To nie ma żadnego znaczenia, jak raportujesz. Po prostu raportujesz. A to, czy zostanie to włączone do listy poprawek, zależy od moderatora, który za jakość kodu odpowiada głową. >> Nie ma i takich, które by w tym zastąpiły człowieka, nigdy nie będzie. >> Chyba że komuś uda się skonstruować robota zachowującego się całkiem >> jak człowiek, ale koszta takiego przedsięwzięcia jak na razie >> odstraszają. > > Koszta to nie wszystko. > Dla przykładu robot, który się będzie zachowywał zupełnie jak ja, od > razu zacznie budować kolejny automat na którego barki będzie mógł > zrzucić omawiane niewdzięczne zadania. Zgadza się, a na dodatek jeszcze w przyszłości wepchnie się przed tobą na wyższy stołek. Efekt: z takimi robotami problemów byłoby więcej, niż z ludźmi, dlatego wychodzi się z założenia, że Chińczycy są tańsi anyway. To może taki chichot historii, ale np. przez długi czas nie było zapotrzebowania na maszynę parową, bo ludzie i konie byli tańsi. >>>Tak jakbyś oceniał wypracowanie z polskiego - fakt, że >>>sprawdzić sens automatem jest trudno, ale można chociaż na automat >>>zrzucić ortografię i interpunkcję, dodajmy do tego wykrywanie powtórzeń, >>>bazę kilkdziesięciu popularnych błędów stylistycznych. Absolutnie >>>nieprzydatny tool ? >> >> >> Owszem. Podam ci nawet dokładny przykład, dlaczego. >> >> Załóżmy, że takie "wypracowanie" to jest artykuł, który ma zostać >> wydrukowany w ogólnopolskiej gazecie. Czy puściłbyś taki artykuł do >> gazety bezpośrednio od autora i po przepuszczeniu przez ten "tool"? >> > Nie przeczytałeś tego co napisałem - więc ta częśc odpowiedzi nie ma > niestety sensu. Co więcej, żeby było smieszniej widzę, że zasadniczo > podzielasz moje zdanie... tylko o tym nie wiesz. Ja przeczytałem, tylko ty najwyżej myślałeś, że napisałeś. Sam pisałeś wyżej, że Peer Review to nieuzasadnione koszta. Więc? Zresztą, ok, jeśli się zgadzasz, to przecież nie mamy się o co kłócić :)
Thread Navigation
This is a paginated view of messages in the thread with full content displayed inline.
Messages are displayed in chronological order, with the original post highlighted in green.
Use pagination controls to navigate through all messages in large threads.
Back to All Threads