Thread View: pl.hum.x-muza
70 messages
70 total messages
Page 1 of 2
Started by Michal Olszewski
Fri, 27 Aug 1999 21:28
Page 1 of 2 • 70 total messages
I jeszcze moje trzy grosze na temat...
Author: Michal Olszewski
Date: Fri, 27 Aug 1999 21:28
Date: Fri, 27 Aug 1999 21:28
52 lines
3678 bytes
3678 bytes
... ktory juz sie wszystkim dawno przejadl. Dlatego bedzie krotko (*).
Nie napisze, ze nie rozumiem skad te zachwyty nad 'Matrix', bo po czesci
zauwazylem niestandardowosc filmu. Ogolnie jednak zawiodlem sie na
Wachowskich. Moze to nie ich wina, ale powstal film z lekka infantylny i
zdecydowanie zbyt powazny. Zeby bylo smieszniej te dwa okreslenia sie
nie wykluczaja. Tresc filmu, pomimo tego ze glowny pomysl jest bardzo
dobry, zostala IMHO malo sprytnie przedstawiona. Wszystkie zawilosci
dotyczace matrix zostaly wylozone jak przyslowiowa 'kawa na lawe' (w
dodatku przez dziwnie sztucznego Fishburne'a - niby powazny, ale smiac
mi sie chcialo, gdy wital sie z Neo - bracia rezyserzy chyba o jeden raz
za malo ogladneli jego kreacje z 'Event Horizon', nie pozostal nawet jej
cien). Nie jest to dobry sposob. Szczegolnie, gdy przypomne sobie jak
sprawnie im to poszlo w 'Bound'. W 'Matrix' mialem wrazenie, ze mecza
sie z materialem, nie wiedza jak najlepiej przekazac go widzowi. Ogolnie
efekt jest z lekka... wlasnie... jak to okreslic... nie-dorosly? 'Bound'
byl zdecydowanie kinem dla doroslych. Nie odwaze sie stwierdzic, ze 'M'
jest dla dzieci, ale... czegos mu brak.
Powagi? Wlasnie nie, jej jest tam az za duzo. Moze cos przeoczylem, ale
czy w filmie pada jakis naprawde dowcipny tekst? Odnioslem wrazenie, ze
wszystkie kwestie wypowiadane sa smiertelnie powaznie, a przelotnie
pojawiajace sie usmieszki nie maja nic wspolnego z poczuciem humoru.
Zdaje sobie sprawe, ze klimat filmu generalnie ma byc przygnebiajacy.
Jednak bede sie upieral, ze kilka dowcipnych dialogow dla lekkiego
rozladowania atmosfery nie zaszkodzi.
Koniec gledzenia. Nie bylbym soba, gdybym, jak zwykle przy filmach
ocierajacych sie o tematyke paranoiczna, nie dodal: moznaby zrobic
zakonczenie, w ktorym okazuje sie, ze to tzw. dobrzy bohaterowie sa
zwyklymi szalencami, a zaden matrix nie istnieje. Moze tez post czyta
jakis hollywoodzki producent, wiec napisze wyraznie: caly czas, do
diabla, czekam na taki film (i gleboko wierze, ze nie jestem sam).
(*) - przynajmniej na poczatku tak planowalem.
Koniec z ta kiszka. Teraz kilka slow na temat (bacznosc) pl.hum.x-muza
(spocznij): sorry za zasmiecanie grupy kolejnymi wypocinami na temat
'M'. Pewnie lepszym miejscem bylby pl.rec.film, ale tam przyszloby tyle
agresywnych odpowiedzi i powalajacych kontrargumentow, ze nie daloby
rady sciagnac nawet naglowkow tej dyskusji. Dlatego prosze o
przebaczenie szanownego gremium. To sie juz wiecej nie powtorzy.
Jak narazie (bacznosc) pl.hum.x-muza (spocznij) wyglada na wskrzeszony
pl.rec.film sprzed roku. Jednak istnieje dopiero dwa dni, wiec lepiej
nie rozpedzac sie z pochlebnymi ocenami. Licho nie spi. Tym
optymistycznym akcentem... :-)
--
Michal Olszewski <> mailto:michal_o@bigfoot.com
'Takes a second for your world to change. Satisfaction's what
you give away.' - INXS, "We Are Thrown Together"
_=- -\| EnD 0f tRansm|ss!0n |/- -=_
Re: I jeszcze moje trzy grosze na temat...
Author: Rufus T. Firefly
Date: Sat, 28 Aug 1999 10:13
Date: Sat, 28 Aug 1999 10:13
46 lines
3018 bytes
3018 bytes
Michal Olszewski wrote:
> Wszystkie zawilosci
> dotyczace matrix zostaly wylozone jak przyslowiowa 'kawa na lawe' (w
> dodatku przez dziwnie sztucznego Fishburne'a - niby powazny, ale smiac
> mi sie chcialo, gdy wital sie z Neo - bracia rezyserzy chyba o jeden raz
> za malo ogladneli jego kreacje z 'Event Horizon', nie pozostal nawet jej
> cien).
Czy naprawde jestem jedynym czlowiekiem, ktory uwaza, ze Fishburne
prawie polozyl Even Horizon swoja sztywniacka gra i to samo zrobil w
Matrix? Obie te role uwazam za slabo zagrane, choc mniej bledow
wskazalbym w EH.
[Czegos brak]
> Powagi? Wlasnie nie, jej jest tam az za duzo. Moze cos przeoczylem, ale
> czy w filmie pada jakis naprawde dowcipny tekst? Odnioslem wrazenie, ze
> wszystkie kwestie wypowiadane sa smiertelnie powaznie, a przelotnie
> pojawiajace sie usmieszki nie maja nic wspolnego z poczuciem humoru.
Moja ulubiona scena z filmu jest wizyta u wyroczni. Uwazam, ze Wachowscy
pokazali w niej ogromne poczucie humoru. Przy okazji zastosowali kilka
bardzo dobrych zmylek - np. starzec z dluga broda siedzacy przed domem
wyroczni podswiadomie potwierdza w glowie widza oczekiwany wizerunek
wyroczni - kogos starego, madrego, o aparycji pustelnika. To ze
wyrocznia okazuje sie murzynska mama w fartuchu, piekaca ciasteczka w
starodawnej kuchni to swietny chwyt. Dla mnie bardzo zabawny. Przy
okazji w tej scenie pada kilka zabawnych kwestii ('...not too bright,
though') i najlepszy cytat filmu ('You have a good soul kid and I hate
giving good people bad news'). Inne zabawne teksty z filmu - 'I Know
kung fu' (Reeves), 'Dodge this' (Moss), 'Good for greasing the engines
and killing brain cells' (Pantoliano). Troche tego bylo. Natomiast
zupelna pomylka byla postac tego malego goscia ze statku (Mouse) -
chybiona proba rozluznienia spietej zalogi.
Nawiasem mowiac rozumiem, ze Even Horizon cie ubawil? :)
> Koniec gledzenia. Nie bylbym soba, gdybym, jak zwykle przy filmach
> ocierajacych sie o tematyke paranoiczna, nie dodal: moznaby zrobic
> zakonczenie, w ktorym okazuje sie, ze to tzw. dobrzy bohaterowie sa
> zwyklymi szalencami, a zaden matrix nie istnieje.
Dobry pomysl, ale zabojczy dla kieszeni tworcow. Dzieki innemu
zakonczeniu obejrzysz dwa sequele.
R.
Re: I jeszcze moje trzy grosze na temat...
Author: Artur Wieckowski
Date: Sat, 28 Aug 1999 12:58
Date: Sat, 28 Aug 1999 12:58
24 lines
2171 bytes
2171 bytes
Rufus T. Firefly <chacina@stgambit.gda.pl> wrote in message
news:37C7B5EE.664E@stgambit.gda.pl...
> Michal Olszewski wrote:
> Moja ulubiona scena z filmu jest wizyta u wyroczni. Uwazam, ze Wachowscy
> pokazali w niej ogromne poczucie humoru. Przy okazji zastosowali kilka
> bardzo dobrych zmylek - np. starzec z dluga broda siedzacy przed domem
> wyroczni podswiadomie potwierdza w glowie widza oczekiwany wizerunek
> wyroczni - kogos starego, madrego, o aparycji pustelnika.
Uwazam podobnie jak Ty. Najlepsza scena w filmie. Dodatkowa zmylka jest
dzezik w tle, ktory kapitalnie nie pasuje do takiej murzynki-gosposi (a moze
sie myle i wlasnie do niej pasuje taka muzyka?:-). Jeszcze jedna zmylka -
dzieci w poczekalni, wydaje mi sie, ze wszystkie biale:)
> To ze
> wyrocznia okazuje sie murzynska mama w fartuchu, piekaca ciasteczka w
> starodawnej kuchni to swietny chwyt. Dla mnie bardzo zabawny. Przy
> okazji w tej scenie pada kilka zabawnych kwestii ('...not too bright,
> though') i najlepszy cytat filmu ('You have a good soul kid and I hate
> giving good people bad news').
Kwestie wypowiedziane w tej scenie sa tez kluczem do zrozumienia filmu.(ale
to pewnie dla Ciebie zadna nowosc:-)
Pozdrawiam po raz pierwszy x muze
Artur Wieckowski
Re: I jeszcze moje trzy grosze na temat...
Author: Michal Olszewski
Date: Sat, 28 Aug 1999 13:05
Date: Sat, 28 Aug 1999 13:05
85 lines
4579 bytes
4579 bytes
"Rufus T. Firefly" wrote:
> Czy naprawde jestem jedynym czlowiekiem, ktory uwaza, ze Fishburne
> prawie polozyl Even Horizon swoja sztywniacka gra i to samo zrobil w
> Matrix? Obie te role uwazam za slabo zagrane, choc mniej bledow
> wskazalbym w EH.
Moja teoria na temat L.F. (bo chyba nic poza teoretyzowaniem nie
pozostaje) mowi, ze jest dobrym aktorem tylko, gdy jest fachowo
poprowadzony na planie. A i tak wychodza mu tylko role twardziela (ale
nie takiego jak B. Willis, bo kompletnie bez poczucia humoru i w dodatku
przepelnionego duma niewiadomego pochodzenia). Cos takiego pasowalo w
horrorze s-f do kapitana space marines. Ale czy pasuje do druzyny
rebeliantow utrzymywanych razem dzieki wiezom nieformalnym? Przeciez
takiego goscia nie da sie lubic. Dlatego nie nadaje sie do tej roli.
Zreszta on chyba tez zdawal sobie z tego sprawe, bo zagral slabo. Staral
sie zaadaptowac do roli, do ktorej nie pasuje. Jednak to tylko moja
teoria.
> Moja ulubiona scena z filmu jest wizyta u wyroczni. Uwazam, ze Wachowscy
> pokazali w niej ogromne poczucie humoru. Przy okazji zastosowali kilka
> bardzo dobrych zmylek - np. starzec z dluga broda siedzacy przed domem
> wyroczni podswiadomie potwierdza w glowie widza oczekiwany wizerunek
> wyroczni - kogos starego, madrego, o aparycji pustelnika.
Ja spodziewalem sie albo malego dziecka, albo staruszki. W pewnym
sensie nie pomylilem sie ani troche. :-)
> Przy
> okazji w tej scenie pada kilka zabawnych kwestii ('...not too bright,
> though')
Przyznaje sie, ze zapomnialem. To byl nawet zabawny zart.
> i najlepszy cytat filmu ('You have a good soul kid and I hate
> giving good people bad news').
Byc moze, ale to nie jest smieszne.
> Inne zabawne teksty z filmu - 'I Know
> kung fu' (Reeves),
A takie teksty wlasnie nie przypadly mi do gustu. Czy jest taki
zabawny? Moze sytuacja jest dosc niewiarygodna i przez to lekko
komiczna, ale Neo zdecydowanie nie jest dowcipnym kolesiem. A szkoda, bo
film duzo by zyskal, gdyby Wybraniec byl nieco cynicznym luzakiem, nawet
ze znamionami niewielkiej neurozy, potrafiacym w kilku slowach
podsumowac zaistniala sytuacje. Choc i z tym trzeba by uwazac, zeby nie
przesadzic (jak to bylo z postacia W.Smitha w 'MIB' - choc tam akurat
pasowalo).
> 'Dodge this' (Moss), 'Good for greasing the engines
> and killing brain cells' (Pantoliano).
Oj, slabo. Wlasciwie to nie dowcipy slowne, tylko wyrachowane odzywki. W
dodatku wypowiadane przez ciemne charaktery - widzom nie jest wiec do
smiechu.
> Troche tego bylo. Natomiast
> zupelna pomylka byla postac tego malego goscia ze statku (Mouse) -
> chybiona proba rozluznienia spietej zalogi.
IMHO nie chodzilo az tak bardzo o rozluznienie zalogi, ale o pokazanie
mozliwosci rzeczywistosci wirtualnej laikom w kinie (ten jego program z
kobieta w czerwieni, seks w VR). No i lekkie fantazjowanie (czy kurczak
naprawde smakuje tak jak smakuje?).
Chcialem jeszcze dodac, ze najbardziej intrygujacym pytaniem, ktore
skierowalbym do tworcow filmu jest: czemu rok 1999? Pomimo tego, ze
odpowiedz pojawila sie w filmie, kompletnie do mnie nie przemawia. Czemu
w ogole rzeczywistosc? Czemu nie stworzyc nowego wszechswiata z nowymi
prawami? Czemu nie 'zamienic' ludzi w jakies inne stworzenia? A tak w
ogole, to nie taniej ich trzymac po prostu w nieswiadomej spiaczce?
> Nawiasem mowiac rozumiem, ze Even Horizon cie ubawil? :)
To oczywiscie bylo pytanie z gatunku zartobliwo - retorycznych. Przeciez
jedyne co laczy 'EH' i 'M' to jeden z aktorow. Filmy wpisuja sie w rozne
konwencje i czego innego sie od nich spodziewam.
--
Michal Olszewski <> mailto:michal_o@bigfoot.com
'I need perfection, some twisted selection, that tangles me,
to keep me alive.' - INXS, "Mystify"
_=- -\| EnD 0f tRansm|ss!0n |/- -=_
Re: I jeszcze moje trzy grosze na temat...
Author: Wojciech Orlinski
Date: Sat, 28 Aug 1999 16:07
Date: Sat, 28 Aug 1999 16:07
39 lines
2284 bytes
2284 bytes
Tako rzecze Rufus T. Firefly:
>Czy naprawde jestem jedynym czlowiekiem, ktory uwaza, ze Fishburne
>prawie polozyl Even Horizon swoja sztywniacka gra i to samo zrobil w
>Matrix? Obie te role uwazam za slabo zagrane, choc mniej bledow
>wskazalbym w EH.
Ja w kazdym razie nie jestem tym drugim czlowiekiem - w obu filmach LF mi
sie podobal.
>Moja ulubiona scena z filmu jest wizyta u wyroczni. Uwazam, ze Wachowscy
>pokazali w niej ogromne poczucie humoru. Przy okazji zastosowali kilka
>bardzo dobrych zmylek - np. starzec z dluga broda siedzacy przed domem
>wyroczni podswiadomie potwierdza w glowie widza oczekiwany wizerunek
>wyroczni - kogos starego, madrego, o aparycji pustelnika. To ze
>wyrocznia okazuje sie murzynska mama w fartuchu, piekaca ciasteczka w
>starodawnej kuchni to swietny chwyt. Dla mnie bardzo zabawny.
Rzekles. Do tej sceny jeszcze wahalem sie z ocena, czy ogladam film
wybitny, czy banalne kino akcji. Kiedy zobaczylem wyrocznie, szala
przechylila sie na korzysc Wachowskich.
>giving good people bad news'). Inne zabawne teksty z filmu - 'I Know
>kung fu' (Reeves),
Czekaj, a moze Ty wiesz skad pochodzi cytat 'I know kung fu and ten other
words in Japanese?'. Piotr W. Cholewa mial to kiedys w sigu, myslalem ze to
jakis Pratchett albo moze Douglas Adams, ale chyba jednak nie.
> 'Dodge this' (Moss),
...'motherfucker' (wersja scenariuszowa).
--
Wojciech Orlinski 'de omnibus dubitandum'
http://www.geocities.com/CapitolHill/2594
How many nights I prayed for this: to let my work begin
First we take Manhattan, then we take Berlin
Re: I jeszcze moje trzy grosze na temat...
Author: Amarot
Date: Sat, 28 Aug 1999 16:43
Date: Sat, 28 Aug 1999 16:43
9 lines
1116 bytes
1116 bytes
[snip] > Pozdrawiam po raz pierwszy x muze Jak powiedzial Morfeusz w swoim pierwszym pojawieniu sie na ekranie: Welcome! Pozwalam sobie odegrac role komitetu powitalnego, bo AFAIK Przewodniczacej Joanny do poniedzialku nie ma w necie :) amarot
Re: I jeszcze moje trzy grosze na temat...
Author: Amarot
Date: Sat, 28 Aug 1999 16:43
Date: Sat, 28 Aug 1999 16:43
52 lines
3755 bytes
3755 bytes
> ... ktory juz sie wszystkim dawno przejadl. Dlatego bedzie krotko (*). > Nie napisze, ze nie rozumiem skad te zachwyty nad 'Matrix', bo po czesci > zauwazylem niestandardowosc filmu. Ogolnie jednak zawiodlem sie na > Wachowskich. Moze to nie ich wina, ale powstal film z lekka infantylny i > zdecydowanie zbyt powazny. Zeby bylo smieszniej te dwa okreslenia sie > nie wykluczaja. Tresc filmu, pomimo tego ze glowny pomysl jest bardzo > dobry, zostala IMHO malo sprytnie przedstawiona. Wszystkie zawilosci > dotyczace matrix zostaly wylozone jak przyslowiowa 'kawa na lawe' (w > dodatku przez dziwnie sztucznego Fishburne'a - niby powazny, ale smiac > mi sie chcialo, gdy wital sie z Neo - bracia rezyserzy chyba o jeden raz > za malo ogladneli jego kreacje z 'Event Horizon', nie pozostal nawet jej > cien). Nie jest to dobry sposob. Szczegolnie, gdy przypomne sobie jak > sprawnie im to poszlo w 'Bound'. W 'Matrix' mialem wrazenie, ze mecza > sie z materialem, nie wiedza jak najlepiej przekazac go widzowi. Ogolnie > efekt jest z lekka... wlasnie... jak to okreslic... nie-dorosly? 'Bound' > byl zdecydowanie kinem dla doroslych. Nie odwaze sie stwierdzic, ze 'M' > jest dla dzieci, ale... czegos mu brak. Wyewoluowalem do podobnego zdania, jak ty. Po pierwszym obejrzeniu Matrixa bylem niemal pewien, ze zaraz pojde jeszcze raz, a potem stopniowo mi przechodzilo. Oczywiscie, uwazam go za najlepszy film kinowy w tym roku, ale jednak nie jest to takie cudo, jak myslalem od razu po wyjsciu z projekcji. Bounda do dzis obejrzalem 6 razy i za kazdym razem odkrywam nowe smaczki, ciagle mnie smiesza gesty Pantoliano, itd. Ze zdziwieniem ale i podziwem obserwuje, ze szczegolowosc dyskusji o Matrixie siegnie niedlugo poziomu analizowania, w ktorym momencie Neo puscil baka. Niemal kazdy tekst jest poddawany dekonstrukcji. Absolutnie nie robie z tego zarzutu, jednoczesnie ciekawe, ze filmowa przerobka Ghost in the Shell z injekcja alegorii wspolczesnego swiata wzbudzila takie halo. Jeszcze a propos Fishburne'a w EH. Rufus niedawno probowal mnie przekonywac, ze gra goscia w tym filmie, to 'ham' (nie mylic z szynka :)). Absolutne weto - takiego twardziela, ktory nawet gdy wszystko wokol sie sypie, nadal stara sie trzymac reke na pulsie, dawno nie widzialem w kinie. Gesty goscia, sposob w jaki wyglasza kwestie, powala. Jest jedyna osoba w tym filmie, ktorej widz moze sie schwycic i utozsamic, razem przechodzac przez koszmar. Od razu po EH uznalem Fishburne'a za najwiekszego obecnie twardziela w Hollywoodzie, co potwierdzil potem chocby w Hoodlum. > Jak narazie (bacznosc) pl.hum.x-muza (spocznij) wyglada na wskrzeszony > pl.rec.film sprzed roku. Jednak istnieje dopiero dwa dni, wiec lepiej > nie rozpedzac sie z pochlebnymi ocenami. Licho nie spi. Tym > optymistycznym akcentem... :-) Na Zeusa, nawet nie wspominaj o zlym lichu :) amarot
Re: I jeszcze moje trzy grosze na temat...
Author: Michal Olszewski
Date: Sat, 28 Aug 1999 18:30
Date: Sat, 28 Aug 1999 18:30
41 lines
2528 bytes
2528 bytes
Amarot wrote:
> Oczywiscie, uwazam go za najlepszy
> film kinowy w tym roku, ale jednak nie jest to takie cudo, jak myslalem
> od razu po wyjsciu z projekcji. Bounda do dzis obejrzalem 6 razy
> i za kazdym razem odkrywam nowe smaczki, ciagle mnie smiesza
> gesty Pantoliano, itd.
Przyznac sie musze, ze Wachowscy az tak nie przypadli mi do gustu.
Pewnie dla wielu to bedzie herezja, ale lepiej wspominam ogladniecie
'Bound' w c+ niz seans 'M' w kinie. 'B' z poczatku uderzyl mnie sposobem
prowadzenia kamery, pewna przemyslana estetyka i klimatem nawiazujacym
do spektaklu teatralnego. W kazdym razie zrobil wrazenie. Tym bardziej,
ze nie spodziewalem sie niczego ciekawego (czego mozna oczekiwac od
filmu pt. 'Sasiadki'?).
> Ze zdziwieniem ale i podziwem obserwuje, ze szczegolowosc dyskusji
> o Matrixie siegnie niedlugo poziomu analizowania, w ktorym momencie
> Neo puscil baka. Niemal kazdy tekst jest poddawany dekonstrukcji.
> Absolutnie nie robie z tego zarzutu, jednoczesnie ciekawe, ze filmowa
> przerobka Ghost in the Shell z injekcja alegorii wspolczesnego swiata
> wzbudzila takie halo.
Coz... ponoc najwiecej mowi sie o wielkich rozczarowaniach i
niespodziewanych arcydzielach. A jesli film jest jednoczesnie jednym i
drugim to musi powstac burza w eterze. :-)
[o L.F. i 'EH']
> Jest jedyna
> osoba w tym filmie, ktorej widz moze sie schwycic i utozsamic, razem
> przechodzac przez koszmar.
Dokladnie o to chodzi. Co prawda jest to tez spora zasluga scenarzysty i
jego wyczucia postaci, ale maniery aktorskie L.F. na pewno tu nie
zaszkodzily.
--
Michal Olszewski <> mailto:michal_o@bigfoot.com
'They're running out of rhinos - what do I care?'
Dire Straits, "My Parties"
_=- -\| EnD 0f tRansm|ss!0n |/- -=_
Re: I jeszcze moje trzy grosze na temat...
Author: Amarot
Date: Sun, 29 Aug 1999 09:42
Date: Sun, 29 Aug 1999 09:42
33 lines
2616 bytes
2616 bytes
> Przyznac sie musze, ze Wachowscy az tak nie przypadli mi do gustu. > Pewnie dla wielu to bedzie herezja, ale lepiej wspominam ogladniecie > 'Bound' w c+ niz seans 'M' w kinie. 'B' z poczatku uderzyl mnie sposobem > prowadzenia kamery, pewna przemyslana estetyka i klimatem nawiazujacym > do spektaklu teatralnego. W kazdym razie zrobil wrazenie. Tym bardziej, > ze nie spodziewalem sie niczego ciekawego (czego mozna oczekiwac od > filmu pt. 'Sasiadki'?). No to znow mamy podobne odczucia. Przystepowalem do ogladania 'Sasiadek' z identycznym nastawieniem, nie wiedzac kto gra ani tym bardziej nie znajac akcji. Po dwudziestu minutach bylem lekko zdziwiony, ze chyba ogladam uwspolczesniona przerobke motywow z filmow Viscontiego, ale od momentu powalajacej sceny, gdy Johnny Marzzone i Mickey wyprowadzaja Shelly'ego z samochodu (ta muzyka!), a Gina Gershon stojac na trucku patrzy na to, musialem z wrazenia wyjac sztuczna szczeke. Napiecie nie spadlo do konca. Obejrzawszy film kilkakrotnie, nie dopatrzylem sie zadnej dziury w scenariuszu. > [o L.F. i 'EH'] > > Jest jedyna > > osoba w tym filmie, ktorej widz moze sie schwycic i utozsamic, razem > > przechodzac przez koszmar. > Dokladnie o to chodzi. Co prawda jest to tez spora zasluga scenarzysty i > jego wyczucia postaci, ale maniery aktorskie L.F. na pewno tu nie > zaszkodzily. Zabawne, gdy sie przypomni, co Fishburne grywal w latach 80. Ubawila mnie zwlaszcza jego rola ugrzecznionego pielegniarza w Nightmare on Elm Street III (pytanie za piec punktow, zwlaszcza do WO interesujacego sie polityka - skad Craven wzial ten tytul?). Musial chyba podrosnac, przytyc i zgrozniec, by zaczeto go obsadzac w rolach twardzieli :) amarot
Re: I jeszcze moje trzy grosze na temat...
Author: Rufus T. Firefly
Date: Sun, 29 Aug 1999 14:39
Date: Sun, 29 Aug 1999 14:39
35 lines
2284 bytes
2284 bytes
Michal Olszewski wrote:
> > i najlepszy cytat filmu ('You have a good soul kid and I hate
> > giving good people bad news').
>
> Byc moze, ale to nie jest smieszne.
Jasne, zacytowalem to mimochodem, bo nie moglem sobie darowac.
> > 'Dodge this' (Moss), 'Good for greasing the engines
> > and killing brain cells' (Pantoliano).
>
> Oj, slabo. Wlasciwie to nie dowcipy slowne, tylko wyrachowane odzywki. W
> dodatku wypowiadane przez ciemne charaktery - widzom nie jest wiec do
> smiechu.
Musze powiedziec, ze na kazdy z tych tekstow widownia w kinie reagowala
smiechem, wiec moim zdaniem sa smieszne. Zreszta dla mnie byly smieszne
niezaleznie od tego czy smial sie kto inny czy nie.
> > Troche tego bylo. Natomiast
> > zupelna pomylka byla postac tego malego goscia ze statku (Mouse) -
> > chybiona proba rozluznienia spietej zalogi.
>
> IMHO nie chodzilo az tak bardzo o rozluznienie zalogi, ale o pokazanie
> mozliwosci rzeczywistosci wirtualnej laikom w kinie (ten jego program z
> kobieta w czerwieni, seks w VR). No i lekkie fantazjowanie (czy kurczak
> naprawde smakuje tak jak smakuje?).
Mialem na mysli to, ze Mouse mial byc tzw. 'comic relief' - postacia
rozluzniajaca atmosfere w zbyt spietym towarzystwie (dla widza, nie dla
postaci w filmie). Koncepcja z kobieta w czerwonej sukni byla OK, ale
sposob gry tego chlopaczka byl dla mnie strasznie irytujacy, wiec
uznalem go za chybiona postac - irytowal mnie zamiast rozluzniac.
R.
Re: I jeszcze moje trzy grosze na temat...
Author: Rufus T. Firefly
Date: Sun, 29 Aug 1999 14:39
Date: Sun, 29 Aug 1999 14:39
10 lines
1262 bytes
1262 bytes
Wojciech Orlinski wrote: > Czekaj, a moze Ty wiesz skad pochodzi cytat 'I know kung fu and ten other > words in Japanese?'. Piotr W. Cholewa mial to kiedys w sigu, myslalem ze to > jakis Pratchett albo moze Douglas Adams, ale chyba jednak nie. Nie wiem. Cholewa wyznaczyl jakas nagrode, ze nie chcesz go sam zapytac? Wstepnie spodziewalbym sie po Cholewie jakichs zrodel cyberpunkowych, ale z zadnego nie przypominam sobie takiego tekstu. :( R.
Re: I jeszcze moje trzy grosze na temat...
Author: Rufus T. Firefly
Date: Sun, 29 Aug 1999 14:42
Date: Sun, 29 Aug 1999 14:42
66 lines
4160 bytes
4160 bytes
Amarot wrote: > Wyewoluowalem do podobnego zdania, jak ty. Po pierwszym obejrzeniu > Matrixa bylem niemal pewien, ze zaraz pojde jeszcze raz, a potem > stopniowo mi przechodzilo. Oczywiscie, uwazam go za najlepszy > film kinowy w tym roku, ale jednak nie jest to takie cudo, jak myslalem > od razu po wyjsciu z projekcji. Bounda do dzis obejrzalem 6 razy > i za kazdym razem odkrywam nowe smaczki, ciagle mnie smiesza > gesty Pantoliano, itd. Jesli widzales film tylko raz, to uwazam, ze jestes sobie winien jeszcze jeden seans. Gdzie zniknelo twoje zaufanie do Wachowskich? W Matrix, podobnie jak w Bound, niektore rzeczy zaczynaja pasowac do mozaiki i sprawiac przyjemnosc dopiero przy drugim seansie. Poza tym zdziwisz sie ile spraw ci umknelo przy pierwszym seansie. > Ze zdziwieniem ale i podziwem obserwuje, ze szczegolowosc dyskusji > o Matrixie siegnie niedlugo poziomu analizowania, w ktorym momencie > Neo puscil baka. Niemal kazdy tekst jest poddawany dekonstrukcji. > Absolutnie nie robie z tego zarzutu, jednoczesnie ciekawe, ze filmowa > przerobka Ghost in the Shell z injekcja alegorii wspolczesnego swiata > wzbudzila takie halo. Znacznie dluzej dyskutowalismy kiedys o duzo gorszych filmach, wiec przy M. akurat mnie to nie dziwi. > Jeszcze a propos Fishburne'a w EH. Rufus niedawno probowal mnie > przekonywac, ze gra goscia w tym filmie, to 'ham' (nie mylic z szynka :)). > Absolutne weto - takiego twardziela, ktory nawet gdy wszystko wokol sie > sypie, nadal stara sie trzymac reke na pulsie, dawno nie widzialem w kinie. Znowu zasugeruje, ze to byc moze kwestia liczby seansow - o ile pamietam, film widziales tylko raz. Nie chodzi mi o popadanie w jakies kuriozalne skrajnosci i ocene filmu po 3 seansach - jestem od tego daleki, wiec daruj sobie ewentualne zlosliwosci :) Ale w EH atmosfera byla tak gesta, ze za pierwszym razem chlonalem ja, nie zwracajac za bardzo uwagi na takie rzeczy jak gra aktorow (zreszta w wiekszosci przyzwoita). Pozniej kupilem film na laserdysku i do dzis, obok Face/Off, jest to tytul, ktory najczesciej pokazuje znajomym jako prezentacje nosnika (Zwykle po tym, jak widzac stosy LD, pytaja po cholere mi tyle winyli.) Ku memu zdziwieniu, w pewnym momencie zaczalem sam siebie glosno pytac o Fishburna: co ten czlowiek wyprawa ze swoimi kwestiami?! Pisze 'ku zdziweniu', bo w kinie tego jakos nie zauwazylem. Z Matrix bylo jeszcze gorzej - wyszedlem z kina z wrazeniem, ze gra Fisburna wahala sie miedzy akceptowalna a fatalna. Co gorsza, oprocz sztucznej intonacji, facet IMO fatalnie zagral cialem - prezentuje jakies zupelnie nienaturalne, wystudiowane gesty i ruchy, zwlaszcza w scenie wyjasniania "istoty swiata". Jesli aktor robiacy kariere od 20 lat odwala kiszke w tak podstawowej kwestii jak gra cialem, to cos jest bardzo nie tak. > Gesty goscia, sposob w jaki wyglasza kwestie, powala. Jest jedyna > osoba w tym filmie, ktorej widz moze sie schwycic i utozsamic, razem > przechodzac przez koszmar. Oops, to juz znak, ze film widzales bardzo dawno. Jedyna osoba, z ktora rozni widzowie NIE MOGA sie w tym filmie utozsamic jest Sam Neil. Chetnie podyskutuje. > Od razu po EH uznalem Fishburne'a za > najwiekszego obecnie twardziela w Hollywoodzie, co potwierdzil > potem chocby w Hoodlum. Najwiekszym twardzielem w Hollywood jest Weinstein :) R.
Re: I jeszcze moje trzy grosze na temat...
Author: Wojciech Orlinski
Date: Sun, 29 Aug 1999 18:32
Date: Sun, 29 Aug 1999 18:32
18 lines
1401 bytes
1401 bytes
Tako rzecze Rufus T. Firefly:
>> Czekaj, a moze Ty wiesz skad pochodzi cytat 'I know kung fu and ten other
>> words in Japanese?'. Piotr W. Cholewa mial to kiedys w sigu, myslalem ze to
>> jakis Pratchett albo moze Douglas Adams, ale chyba jednak nie.
>Nie wiem. Cholewa wyznaczyl jakas nagrode, ze nie chcesz go sam zapytac?
Cholewa nie pamieta. Ma wiedze negatywna - zapewnil mnie, ze to na pewno
nie Pratchett ani nie Adams. A sam cytacik jest fajny, wiec mi nie daje
spokoju.
--
Wojciech Orlinski 'de omnibus dubitandum'
http://www.geocities.com/CapitolHill/2594
How many nights I prayed for this: to let my work begin
First we take Manhattan, then we take Berlin
Re: I jeszcze moje trzy grosze na temat...
Author: Amarot
Date: Sun, 29 Aug 1999 19:34
Date: Sun, 29 Aug 1999 19:34
67 lines
4506 bytes
4506 bytes
> > Wyewoluowalem do podobnego zdania, jak ty. Po pierwszym obejrzeniu > > Matrixa bylem niemal pewien, ze zaraz pojde jeszcze raz, a potem > > stopniowo mi przechodzilo. Oczywiscie, uwazam go za najlepszy > > film kinowy w tym roku, ale jednak nie jest to takie cudo, jak myslalem > > od razu po wyjsciu z projekcji. Bounda do dzis obejrzalem 6 razy > > i za kazdym razem odkrywam nowe smaczki, ciagle mnie smiesza > > gesty Pantoliano, itd. > Jesli widzales film tylko raz, to uwazam, ze jestes sobie winien jeszcze > jeden seans. Gdzie zniknelo twoje zaufanie do Wachowskich? W Matrix, > podobnie jak w Bound, niektore rzeczy zaczynaja pasowac do mozaiki i > sprawiac przyjemnosc dopiero przy drugim seansie. Poza tym zdziwisz > sie ile spraw ci umknelo przy pierwszym seansie. Moze. Tez cie zachecam do obejrzenia paru filmow, co zbywasz czesto stwierdzeniem 'Jesli dzien bedzie wyjatkowo nudny...' Wczoraj dokonalem dokladniejszej inspekcji wypozyczalni i z przykroscia stwierdzilem, ze w kolejce do obejrzenia czeka co najmniej 15 filmow. A ze na razie nie czuje potrzeby ponownego obejrzenia Matrixa, wiec po co sie zmuszac? [EH - Fishburne] > > Gesty goscia, sposob w jaki wyglasza kwestie, powala. Jest jedyna > > osoba w tym filmie, ktorej widz moze sie schwycic i utozsamic, razem > > przechodzac przez koszmar. > Oops, to juz znak, ze film widzales bardzo dawno. Jedyna osoba, z ktora > rozni widzowie NIE MOGA sie w tym filmie utozsamic jest Sam Neil. > Chetnie podyskutuje. Prawde powiedziawszy trudno mi bedzie dyskutowac z twoimi zarzutami wobec Fishburne'a, bo nie mam pod reka kasety, by wskazac konkretne sceny. Film ogladalem rowno dwa lata temu. Narazam sie wiec na kontry w stylu: 'Nie wiesz co mowisz - przeciez Larry przekroczyl poklad Event Horizona lewa noga, nie prawa'. Ale niech bedzie. Fishburne od momentu, gdy sie pojawia jest opanowany. Facet slucha co mowia jego podwladni i spokojnie wydaje dyrektywy. Pamietam, ze zrobilo to na mnie duze wrazenie. W takich Obcych szybko widzielismy, jak nastepuje rozklad zalogi. Ripley nie dowodzila, lecz rzucala sie do lekko histerycznej obrony Czestochowy. A Fishburne nie dal sie omotac strachom, ktore go w koncowce dopadly - i zginal jak na twardziela przystalo, probujac ratowac innych. Jego smierc skojarzyla mi sie z moim ukochanym finalem Dzikiej Bandy, gdy czworka mordercow idzie spokojnie na smierc. Z kim innym mialbym sie utozsamiac? Przeciez nie z Kathleen Quinlan i jego kobiecymi strachami. Moze z tym ogolonym na zero kolesiem, ktorego juz oczy zdradzaly, ze nie pociagnie dlugo o zdrowych zmyslach? Z tym kudlatym, ktorego wynioslo w przestrzen kosmiczna i ktorego Fishburne (jak na kapitana przystalo) krwawiacego sciagnal na poklad, probujac ratowac? Nawiasem mowiac, koles przypominal troche Johna Hurta, wiec scene, gdy cos zaczelo go toczyc od wewnatrz przyjalem jako nawiazanie do Scotta. W Aliens byl przynajmniej Michael Biehn, ktory jak mozna bylo sie domyslic (dwa lata wczesniej Terminator), pociagnie dlugo, wiec z taka postacia swobodnie moge sie utozsamiac. Ale nie z cannon fodderem (czyli zaloga minus Fishburne) z EH. > > Od razu po EH uznalem Fishburne'a za > > najwiekszego obecnie twardziela w Hollywoodzie, co potwierdzil > > potem chocby w Hoodlum. > Najwiekszym twardzielem w Hollywood jest Weinstein :) Niech nikt rasy zoltej sie na mnie nie obrazi, ale Harvey Weinstein kojarzy mi sie co najwyzej z nalanym buldogiem :) A w kategorii hollywoodzkich buldogow najlepszym szczekosciskiem dysponuje niewatpliwie Ernest Borgnine. amarot
Re: I jeszcze moje trzy grosze na temat...
Author: Michal Olszewski
Date: Sun, 29 Aug 1999 20:59
Date: Sun, 29 Aug 1999 20:59
49 lines
2958 bytes
2958 bytes
"Rufus T. Firefly" wrote:
> Musze powiedziec, ze na kazdy z tych tekstow widownia w kinie reagowala
> smiechem, wiec moim zdaniem sa smieszne. Zreszta dla mnie byly smieszne
> niezaleznie od tego czy smial sie kto inny czy nie.
No dobra... niech bedzie. Jednak generalnie w filmach to pozytywni
bohaterowie maja poczucie humoru i wydaja sie smieszniejsi - pewnie
dlatego, ze widz sie z nimi utozsamia. Gdy zly puszcza jakis krotki
dowcip, widz moze sie posmiac, jednak na dluzsza mete film nie jest taki
wesoly.
> > > Troche tego bylo. Natomiast
> > > zupelna pomylka byla postac tego malego goscia ze statku (Mouse) -
> > > chybiona proba rozluznienia spietej zalogi.
> >
> > IMHO nie chodzilo az tak bardzo o rozluznienie zalogi, ale o pokazanie
> > mozliwosci rzeczywistosci wirtualnej laikom w kinie (ten jego program z
> > kobieta w czerwieni, seks w VR). No i lekkie fantazjowanie (czy kurczak
> > naprawde smakuje tak jak smakuje?).
>
> Mialem na mysli to, ze Mouse mial byc tzw. 'comic relief' - postacia
> rozluzniajaca atmosfere w zbyt spietym towarzystwie (dla widza, nie dla
> postaci w filmie).
Jawohl. Od razu zrozumialem o co Ci chodzi. Powinienem napisac, tak jak
myslalem, czyli 'rozluznienie wizerunku zalogi', zamiast 'rozluznienie
zalogi'.
A co z pytaniem o rok 1999? Czyzby wystapil brak w miare logicznej
teorii uzasadniajacej taka konfiguracje matrixa? Chyba uznam to za
dziure w scenariuszu. Wiem, ze film trudniej byloby zareklamowac, gdyby
to nie byly czasy wspolczesne naszego swiata, ale to nie argument.
PS. Za jednym zamachem, jeszcze dwa slowa do Amarota:
Amarot wrote:
> Obejrzawszy film
> kilkakrotnie, nie dopatrzylem sie zadnej dziury w scenariuszu.
W 'Bound' byla jakas drobna niescislosc, co prawda nie przypomne sobie
teraz, ale moze za jakis czas dam znac. Zdaje mi sie, ze Wachowscy
starali sie ja 'zatuszowac' narracja Giny Gershon.
--
Michal Olszewski | mailto:michal_o@bigfoot.com |
'Last time I was sober, man I felt bad. Worst hangover
that I ever had.' - Dire Straits, "Heavy Fuel"
_=- -\| EnD 0f tRansm|ss!0n |/- -=_
Re: I jeszcze moje trzy grosze na temat...
Author: phenomen
Date: Sun, 29 Aug 1999 21:12
Date: Sun, 29 Aug 1999 21:12
7 lines
1169 bytes
1169 bytes
babe alta lasta hasta! >sposob gry tego chlopaczka byl dla mnie strasznie irytujacy Czy mozesz powiedziec dlaczego ? chyba ze to zbyt prywatna sprawa... ...sometimes phenomen...
Re: I jeszcze moje trzy grosze na temat...
Author: Rufus T. Firefly
Date: Mon, 30 Aug 1999 09:35
Date: Mon, 30 Aug 1999 09:35
18 lines
1554 bytes
1554 bytes
Wojciech Orlinski wrote: > > Tako rzecze Rufus T. Firefly: > > >> Czekaj, a moze Ty wiesz skad pochodzi cytat 'I know kung fu and ten other > >> words in Japanese?'. Piotr W. Cholewa mial to kiedys w sigu, myslalem ze to > >> jakis Pratchett albo moze Douglas Adams, ale chyba jednak nie. > > >Nie wiem. Cholewa wyznaczyl jakas nagrode, ze nie chcesz go sam zapytac? > > Cholewa nie pamieta. Ma wiedze negatywna - zapewnil mnie, ze to na pewno > nie Pratchett ani nie Adams. A sam cytacik jest fajny, wiec mi nie daje > spokoju. Skoro nie pamieta, to musialo to byc cos malego, typu tekst piosenki. Happy Mondays, albo jacys brit-popowcy? R.
Re: I jeszcze moje trzy grosze na temat...
Author: Amarot
Date: Mon, 30 Aug 1999 12:33
Date: Mon, 30 Aug 1999 12:33
20 lines
1993 bytes
1993 bytes
> > > > Czekaj, a moze Ty wiesz skad pochodzi cytat 'I know kung fu and > > > > ten other words in Japanese?'. Piotr W. Cholewa mial to kiedys > > > > w sigu, myslalem ze to jakis Pratchett albo moze Douglas Adams, > > > > ale chyba jednak nie. > > > Nie wiem. Cholewa wyznaczyl jakas nagrode, ze nie chcesz go sam > > > zapytac? > > Cholewa nie pamieta. Ma wiedze negatywna - zapewnil mnie, ze to > > na pewno nie Pratchett ani nie Adams. A sam cytacik jest fajny, > > wiec mi nie daje spokoju. > Skoro nie pamieta, to musialo to byc cos malego, typu tekst piosenki. > Happy Mondays, albo jacys brit-popowcy? Maly off topic, skoro wspomniales muzyke brytyjska. Wczoraj szukajac czegos w slowniku idiomow ze zdziwieniem zobaczylem, ze 'hand in glove', czyli tytul pierwszego singla wiadomej grupy, to idiom. Od razu przypomnial mi sie Between the devil and the deep blue sea, ktore nasi przetlumaczyli niemal doslownie, a znaczy to przeciez mniej wiecej tyle, co 'miedzy mlotem a kowadlem'. amarot
Re: I jeszcze moje trzy grosze na temat...
Author: Joanna Czaplinska
Date: Mon, 30 Aug 1999 12:44
Date: Mon, 30 Aug 1999 12:44
11 lines
1492 bytes
1492 bytes
> > A co z pytaniem o rok 1999? Czyzby wystapil brak w miare logicznej > teorii uzasadniajacej taka konfiguracje matrixa? Chyba uznam to za > dziure w scenariuszu. Wiem, ze film trudniej byloby zareklamowac, gdyby > to nie byly czasy wspolczesne naszego swiata, ale to nie argument. Mysle, ze to bylo mrugniecie do widza typu "skad wiesz, ze ty tez nie jestes bateryjka?". Takie zahaczajace o P.K.Dicka. Ostatecznie wiadomo bylo, ze premiera odbedzie sie w biezacym roku. Joanna
Re: I jeszcze moje trzy grosze na temat...
Author: Joanna Czaplinska
Date: Mon, 30 Aug 1999 12:46
Date: Mon, 30 Aug 1999 12:46
28 lines
2010 bytes
2010 bytes
Rufus T. Firefly <chacina@stgambit.gda.pl> wrote in message news:37CA504F.376D@stgambit.gda.pl... > Wojciech Orlinski wrote: > > > > Tako rzecze Rufus T. Firefly: > > > > >> Czekaj, a moze Ty wiesz skad pochodzi cytat 'I know kung fu and ten other > > >> words in Japanese?'. Piotr W. Cholewa mial to kiedys w sigu, myslalem ze to > > >> jakis Pratchett albo moze Douglas Adams, ale chyba jednak nie. > > > > >Nie wiem. Cholewa wyznaczyl jakas nagrode, ze nie chcesz go sam zapytac? > > > > Cholewa nie pamieta. Ma wiedze negatywna - zapewnil mnie, ze to na pewno > > nie Pratchett ani nie Adams. A sam cytacik jest fajny, wiec mi nie daje > > spokoju. > > Skoro nie pamieta, to musialo to byc cos malego, typu tekst piosenki. > Happy Mondays, albo jacys brit-popowcy? Mi sie kojarzy z "Whikle you were sleeping", tekst syna wlasciciela kamienicy do B. Pullmana. A ze film lubie, pozycze (o ile nie mam nagranego) i sprawdze :) Joanna
Re: I jeszcze moje trzy grosze na temat...
Author: Joanna Czaplinska
Date: Mon, 30 Aug 1999 12:49
Date: Mon, 30 Aug 1999 12:49
18 lines
1695 bytes
1695 bytes
> > > [o L.F. i 'EH'] > > > Jest jedyna > > > osoba w tym filmie, ktorej widz moze sie schwycic i utozsamic, razem > > > przechodzac przez koszmar. > > Dokladnie o to chodzi. Co prawda jest to tez spora zasluga scenarzysty i > > jego wyczucia postaci, ale maniery aktorskie L.F. na pewno tu nie > > zaszkodzily. > > Zabawne, gdy sie przypomni, co Fishburne grywal w latach 80. Ubawila > mnie zwlaszcza jego rola ugrzecznionego pielegniarza w Nightmare on > Elm Street III (pytanie za piec punktow, zwlaszcza do WO interesujacego > sie polityka - skad Craven wzial ten tytul?). A moge ja? :)) Cos z JF Knnedym, IMHO,ale musze pogrzebac w sprawie szczegolow... to co, dostane 2,5 punkta? ) Joanna
Re: I jeszcze moje trzy grosze na temat...
Author: Rufus T. Firefly
Date: Mon, 30 Aug 1999 12:50
Date: Mon, 30 Aug 1999 12:50
21 lines
1695 bytes
1695 bytes
phenomen wrote: > > babe alta lasta hasta! > > >sposob gry tego chlopaczka byl dla mnie strasznie irytujacy > > Czy mozesz powiedziec dlaczego ? chyba ze to zbyt prywatna sprawa... Przede wszystkim wydawal i sie sztucznie wstawiony do filmu, wlasnie po to, zeby odciazyc wizerunek zalogi. Uwazalem to za prymitywne. Skoro juz rozmawialismy o Even Horizon, dodam ze tam 'comic relief' byl znacznie rozsadniej wymyslony. A co mam na mysli, mowiac o grze? Chocby malo przekonujaco zagrana scene podczas posilku - gosc sztucznie recytuje kwestie o smaku kurczaka, serwuje gestykulacje, ktora odebralem tak, jakby cwiczyl to wczesniej przed lustrem. Na mnie w ogole sprawial wrazenie, jakby desperacko probowal na siebie zwrocic uwage swoimi kilkoma kwestiami, bo to jego szansa wybicia sie. R.
Re: I jeszcze moje trzy grosze na temat...
Author: Rufus T. Firefly
Date: Mon, 30 Aug 1999 12:50
Date: Mon, 30 Aug 1999 12:50
30 lines
2215 bytes
2215 bytes
Michal Olszewski wrote: > No dobra... niech bedzie. Jednak generalnie w filmach to pozytywni > bohaterowie maja poczucie humoru i wydaja sie smieszniejsi - pewnie > dlatego, ze widz sie z nimi utozsamia. Gdy zly puszcza jakis krotki > dowcip, widz moze sie posmiac, jednak na dluzsza mete film nie jest taki > wesoly. Musze powiedziec, ze utozsamiam sie z Dr. Evil. :) > A co z pytaniem o rok 1999? Czyzby wystapil brak w miare logicznej > teorii uzasadniajacej taka konfiguracje matrixa? Chyba uznam to za > dziure w scenariuszu. Wiem, ze film trudniej byloby zareklamowac, gdyby > to nie byly czasy wspolczesne naszego swiata, ale to nie argument. Hmm, w sumie to chyba oczywiste, ze w takim filmie najbardziej interesuje cie odniesienie do rzeczywistosci. Jak bys zareagowal, gdyby w filmie powiedzieli, ze XVII wiek nigdy nie istnial? A tak kilku widzow zada sobie pytanie, czy czasem nie jest tak jak w filmie. > > Obejrzawszy film > > kilkakrotnie, nie dopatrzylem sie zadnej dziury w scenariuszu. > > W 'Bound' byla jakas drobna niescislosc, co prawda nie przypomne sobie > teraz, ale moze za jakis czas dam znac. Zdaje mi sie, ze Wachowscy > starali sie ja 'zatuszowac' narracja Giny Gershon. IMDB wymienia dosc duzo skuch, ale raczej wynikajacych z nieuwagi, a nie dziur scenariuszowych. R.
Re: I jeszcze moje trzy grosze na temat...
Author: Amarot
Date: Mon, 30 Aug 1999 14:28
Date: Mon, 30 Aug 1999 14:28
12 lines
1578 bytes
1578 bytes
> > Zabawne, gdy sie przypomni, co Fishburne grywal w latach 80. Ubawila > > mnie zwlaszcza jego rola ugrzecznionego pielegniarza w Nightmare on > > Elm Street III (pytanie za piec punktow, zwlaszcza do WO interesujacego > > sie polityka - skad Craven wzial ten tytul?). > A moge ja? :)) Cos z JF Knnedym, IMHO, ale musze pogrzebac w sprawie > szczegolow... to co, dostane 2,5 punkta? ) Pewnie, ze dostaniesz :) Jest to tytul z Washington Post w dzien po zabojstwie. Wzial sie stad, ze Oswald plus drugi (trzeci?) mityczny snajper walili do Kennedy'ego, gdy ten przejezdzal przez Elm Street. amarot
Re: I jeszcze moje trzy grosze na temat...
Author: Joanna Czaplinska
Date: Mon, 30 Aug 1999 15:31
Date: Mon, 30 Aug 1999 15:31
16 lines
1514 bytes
1514 bytes
Amarot wrote: (pytanie za piec punktow, zwlaszcza do WO interesujacego > > > sie polityka - skad Craven wzial ten tytul?). > > A moge ja? :)) Cos z JF Knnedym, IMHO, ale musze pogrzebac w sprawie > > szczegolow... to co, dostane 2,5 punkta? ) > > Pewnie, ze dostaniesz :) Jest to tytul z Washington Post w dzien po > zabojstwie. Wzial sie stad, ze Oswald plus drugi (trzeci?) mityczny > snajper walili do Kennedy'ego, gdy ten przejezdzal przez Elm Street. O kurczaki, na tej grupie mialo nie byc konkursow... Joanna -- Every Galaxy Has Its Dirty Little Bastard
Re: I jeszcze moje trzy grosze na temat...
Author: Wojciech Orlinski
Date: Mon, 30 Aug 1999 16:01
Date: Mon, 30 Aug 1999 16:01
16 lines
1367 bytes
1367 bytes
Tako rzecze Amarot:
[skad sie wzial tytul Nightmare on Elm Street]
>Pewnie, ze dostaniesz :) Jest to tytul z Washington Post w dzien po
>zabojstwie. Wzial sie stad, ze Oswald plus drugi (trzeci?) mityczny
>snajper walili do Kennedy'ego, gdy ten przejezdzal przez Elm Street.
Moge tylko powiedziec: I'm impressed. Nie wiedzialem o tym!
--
Wojciech Orlinski 'de omnibus dubitandum'
http://www.geocities.com/CapitolHill/2594
How many nights I prayed for this: to let my work begin
First we take Manhattan, then we take Berlin
Re: I jeszcze moje trzy grosze na temat...
Author: Rufus T. Firefly
Date: Mon, 30 Aug 1999 16:10
Date: Mon, 30 Aug 1999 16:10
59 lines
3975 bytes
3975 bytes
Amarot wrote: [Ponowny seans Matrix} > Moze. Tez cie zachecam do obejrzenia paru filmow, co zbywasz czesto > stwierdzeniem 'Jesli dzien bedzie wyjatkowo nudny...' Wczoraj dokonalem > dokladniejszej inspekcji wypozyczalni i z przykroscia stwierdzilem, ze > w kolejce do obejrzenia czeka co najmniej 15 filmow. A ze na razie nie > czuje potrzeby ponownego obejrzenia Matrixa, wiec po co sie zmuszac? No, skoro wolisz Matrix w roli glownej z Tomaszem Knapikiem, to przeciez cie nie zmusze :) > [EH - Fishburne] > Prawde powiedziawszy trudno mi bedzie dyskutowac z twoimi zarzutami > wobec Fishburne'a, bo nie mam pod reka kasety, by wskazac konkretne > sceny. Film ogladalem rowno dwa lata temu. Narazam sie wiec na kontry > w stylu: 'Nie wiesz co mowisz - przeciez Larry przekroczyl poklad Event > Horizona lewa noga, nie prawa'. Ale niech bedzie. OK, wlasnie takich odzywek chcialem uniknac. Nie zrozum mnie zle - sugeruje tylko, ze sam bylem zaskoczony (ogladajac film na zimno i spokojnie w domu) tym, ze wczesniej nie zauwazylem tego jak drewniany wydaje mi sie Fishburne. > Fishburne od momentu, gdy sie pojawia jest opanowany. Facet slucha > co mowia jego podwladni i spokojnie wydaje dyrektywy. Pamietam, ze > zrobilo to na mnie duze wrazenie. W takich Obcych szybko widzielismy, > jak nastepuje rozklad zalogi. Ripley nie dowodzila, lecz rzucala sie do > lekko histerycznej obrony Czestochowy. A Fishburne nie dal sie omotac > strachom, ktore go w koncowce dopadly - i zginal jak na twardziela > przystalo, probujac ratowac innych. Koncepcji nie przecze - calkiem OK. Zarzucam cos wykonaniu. > Z kim innym mialbym sie utozsamiac? Przeciez nie z Kathleen Quinlan > i jego kobiecymi strachami. Moze z tym ogolonym na zero kolesiem, > ktorego juz oczy zdradzaly, ze nie pociagnie dlugo o zdrowych zmyslach? > Z tym kudlatym, ktorego wynioslo w przestrzen kosmiczna i ktorego > Fishburne (jak na kapitana przystalo) krwawiacego sciagnal na poklad, > probujac ratowac? Nawiasem mowiac, koles przypominal troche Johna > Hurta, wiec scene, gdy cos zaczelo go toczyc od wewnatrz przyjalem > jako nawiazanie do Scotta. W Aliens byl przynajmniej Michael Biehn, > ktory jak mozna bylo sie domyslic (dwa lata wczesniej Terminator), > pociagnie dlugo, wiec z taka postacia swobodnie moge sie utozsamiac. > Ale nie z cannon fodderem (czyli zaloga minus Fishburne) z EH. Najpierw odpowiedz - napisalem, ze rozni widzowie w swietle calego filmu nie moga utozsamic sie TYLKO z Neilem. A rozni widzowie, to rozne grupy. Jakos nie podejrzewam, ze moja zona podczas seansu utozsamila sie z Fishburnem. Jak ja znam, widziala siebie w roli Quinlan, grajacej matke dla czlonkow zalogi. Akurat ty utozsamiales sie z Fishburnem i twoje prawo. Moim zdaniem film jest tak skonstruowany, zeby oszukac widza i najpiew kazac mu sie utozsamic z Neilem, a pozniej nagle zostawic z reka w nocniku i w panice kazac szukac nowej postaci. Ze sceny na scene postacie sa rozne i na przyklad moja sympatia zmieniala swoj ekranowy obiekt. Co do koncepcji utozsamiania - puscilem rownolegly post. R.
Re: I jeszcze moje trzy grosze na temat...
Author: Rufus T. Firefly
Date: Mon, 30 Aug 1999 16:10
Date: Mon, 30 Aug 1999 16:10
20 lines
1956 bytes
1956 bytes
Amarot wrote: > Maly off topic, skoro wspomniales muzyke brytyjska. Wczoraj szukajac > czegos w slowniku idiomow ze zdziwieniem zobaczylem, ze 'hand in glove', > czyli tytul pierwszego singla wiadomej grupy, to idiom. Od razu przypomnial > mi sie Between the devil and the deep blue sea, ktore nasi przetlumaczyli > niemal doslownie, a znaczy to przeciez mniej wiecej tyle, co 'miedzy > mlotem a kowadlem'. Ale to ostatnie to doslownie 'Between the rock and the hard place'. Zgaduje, ze Between the devil... najwyrazniej ma konotacje, ktorych nie bylo sensu usuwac w polskim tytule. Zgaduje, bo nie widzialem filmu. Co do tlumaczen, to temat wraca jak bumerang. Najgorsze jakie widzialem w tym roku bylo chyba w Matrix - biedna kobieta nie zrozumiala czesci wypowiedzi i niektore kwestie nie maja sensu. Z kolei Galazka-Salamon wykonala ostatnio dobre tlumaczenie do Cookie's Fortune (choc na gre slow z tytulu juz nie miala sil - szkoda) i moim zdaniem bardzo dobre do Notting Hill. R.
Utozsamienie z bohaterem (bylo: I jeszcze...)
Author: Rufus T. Firefly
Date: Mon, 30 Aug 1999 16:10
Date: Mon, 30 Aug 1999 16:10
53 lines
3616 bytes
3616 bytes
Amarot wrote: > Z kim innym mialbym sie utozsamiac? Zaczynam nowy watek - zawsze czujesz potrzebe utozsamienia i na tej podstawie oceniasz film? Wiem, ze to pytanie to lekka obelga (na miare pytania, czy zawsze szukasz przeslania), wiec spodziewam sie dluzszego spiecia i stad nowy watek, zeby nie poruszac 5 kwestii w jednym poscie (nawiasem mowiac nasza zmora :). Dla mnie konstrukcja filmu tak, zeby widz mogl sie z kims utozsamic to wymog dotyczacy tylko szeroko pojetej komercji, czyli rzeczy przygotowanych dla tzw. masowego widza. Tymczasem rezyserzy uwazani za tworczych czesto rezygnuja z tego i stawiaja widza w sytuacji, w ktorej nie potrafi sie z nikim utozsamic. Robi to czesto Lynch, prawie zawsze robi to Cronenberg, czasami tez Coenowie i czesto robil Kubrick. Ze starych mistrzow, prawie zawsze robil to np. Antonioni, czesto tez Bergman. (Kwestie utozsamienia z postaciami Kurosawy zostawiam na boku - roznice kulturowe wydaja mi sie czesto na tyle wielkie, ze utozsamienie jest niemozliwe.) Jasne, ze sa gatunki, ktore wrecz wymagaja utozsamienia - bez utozsamienia widza z okreslona postacia z filmu bardzo trudno realizatorom osiagnac sukces. naprzyklad w filmach akcji sprawa jest bardzo prosta - historia jest najwazniejsza i jest motorem filmu; co do postaci - widz musi po kilku scenach wiedziec kogo ma lubic i kogo nie lubic. Utozsamienie z bohaterem jest praktycznie nieodlacznym elementem gatunku. Innym sztandarowym gatunkiem jest horror, w ktorym jesli nie postawisz sie w roli postaci na ekranie, raczej nie bedziesz sie bac. Ale i tutaj sa filmy, ktore potrafia oderwac sie od tego schematu i postawic widza np. przed strachem metafizycznym, wykraczajacym poza ekranowych bohaterow. Robi to moim zdaniem Lsnienie Kubricka, w ktorym praktycznie trudno sie utozsamic z kimkolwiek (Nicholson to psychol, jego zona to histeryczka, a Danny jest nawiedzony, choc i tak wydaje sie najblizszy widzowi). Dla mnie to wlasnie jeden z elementow, z powodu ktorych tak lubie ten film. Ale jest masa filmow, ktore wymieniamy nawzajem jako swoje ulubione, w ktorych zupelnie nie ma szans w standardowy sposob utozsamic sie z bohaterami - chocby wspomniana przez ciebie ostatnio Dzika Banda, a z ostatnich lat np. Lost Highway. Zreszta przyznam, ze przepadam za filmami, ktore swiadomie manipuluja sympatia widza do postaci - LA Confidential, Usual Suspects, Blade Runner czy wlasnie Even Horizon to przyklady, ktore przychodza mi do glowy jako pierwsze. Zatem jak jest z tym utozsamianiem? Jest sens na jego podstawie oceniac film, albo tym bardziej wizerunek aktora, tak jak to wyszlo przy wspominaniu Fishburna? Moim zdaniem w wiekszosci nie ma sensu, ale chetnie uslysze argumenty za. R.
Re: Utozsamienie z bohaterem (bylo: I jeszcze...)
Author: Joanna Czaplinska
Date: Mon, 30 Aug 1999 16:58
Date: Mon, 30 Aug 1999 16:58
26 lines
2059 bytes
2059 bytes
Rufus T. Firefly wrote: (ciach, bo bym musiala argumentowac wszystko po kolei) > > Zatem jak jest z tym utozsamianiem? Jest sens na jego podstawie oceniac > film, albo tym bardziej wizerunek aktora, tak jak to wyszlo przy > wspominaniu Fishburna? Moim zdaniem w wiekszosci nie ma sensu, ale > chetnie uslysze argumenty za. > Nie zgodze sie z twierdzeniem, ze tylko filmy akcji i horrory stosuja chwyt utozsamienia sie. Owszem, w nich (oraz w filmach katastroficznych) jest to pewien wymog. Ale, o czym wspomnial WO, utozsamienie ja traktuje raczej jako stworzenie postaci, ktorych przezycia sa potencjalnie w moim zasiegu tudziez postaci, ktore zadaja sobie pytania podobne do tych, jakie ja sobie zadaje. Ergo: utozsamienie sie z bohaterem moze wystepowac w dwoch plaszczyznach: emocjonalnej (tu mamy komercje, gdzie wiadomo, kogo mamy lubic) i intelektualnej. Wspomniales o igraniu z widzem, ktory nie wie, czy ma bohatera lubic czy potepiac - juz sam fakt, ze zastanawia sie nad tym swiadczy o - w moim rozumieniu - utozsamieniu na owej plaszczyznie intelektualnej. Joanna -- Every Galaxy Has Its Dirty Little Bastard
Re: I jeszcze moje trzy grosze na temat...
Author: Joanna Czaplinska
Date: Mon, 30 Aug 1999 16:59
Date: Mon, 30 Aug 1999 16:59
16 lines
1237 bytes
1237 bytes
Amarot wrote: > > [snip] > > > Pozdrawiam po raz pierwszy x muze > > Jak powiedzial Morfeusz w swoim pierwszym pojawieniu sie na > ekranie: Welcome! Pozwalam sobie odegrac role komitetu powitalnego, > bo AFAIK Przewodniczacej Joanny do poniedzialku nie ma w necie :) Hm, nie wiedzialam, ze awansowalam :)) Joanna -- Every Galaxy Has Its Dirty Little Bastard
Re: Utozsamienie z bohaterem (bylo: I jeszcze...)
Author: Wojciech Orlinski
Date: Mon, 30 Aug 1999 17:20
Date: Mon, 30 Aug 1999 17:20
31 lines
2275 bytes
2275 bytes
Tako rzecze Rufus T. Firefly:
>Ale jest masa filmow, ktore wymieniamy nawzajem jako swoje ulubione, w
>ktorych zupelnie nie ma szans w standardowy sposob utozsamic sie z
>bohaterami - chocby wspomniana przez ciebie ostatnio Dzika Banda, a z
>ostatnich lat np. Lost Highway.
Ostroznie ze sformulowaniami typu 'nie ma szans'. Ja na przyklad utozsamiam
sie z bohaterami LH w takim sensie, ze jak oni, miewam rozne pokusy, rozne
mysli, ktorych sam sie boje i bardzo mnie przeraza wizja wizyta kolesia,
ktory mi powie, ze nigdy nie przychodzi tam, gdzie nie zostanie zaproszony.
>Zatem jak jest z tym utozsamianiem? Jest sens na jego podstawie oceniac
>film, albo tym bardziej wizerunek aktora, tak jak to wyszlo przy
>wspominaniu Fishburna? Moim zdaniem w wiekszosci nie ma sensu, ale
>chetnie uslysze argumenty za.
Ale ja tylko bede mogl wrocic do argumentow, ktore juz padly, i ktore sa
dla mnie rozstrzygajace. Jesli nie utozsamiam sie z bohaterem, w nosie mam
jego problemy. Typowym przykladem sa dla mnie filmy Kieslowskiego czy
Zanussiego, ktore mnie na ogol pozostawiaja w calkowitej obojetnosci na
losy bohatera/bohaterki. 'Kij im w ucho z ich wydumanymi problemami', to
moj komentarz do filmu 'Constans' czy 'Trzy kaszany: niebieski'. Z tego
samego powodu potwornie wynudzil mnie 'Seven'.
--
Wojciech Orlinski 'de omnibus dubitandum'
http://www.geocities.com/CapitolHill/2594
How many nights I prayed for this: to let my work begin
First we take Manhattan, then we take Berlin
Re: I jeszcze moje trzy grosze na temat...
Author: Amarot
Date: Mon, 30 Aug 1999 19:44
Date: Mon, 30 Aug 1999 19:44
40 lines
3251 bytes
3251 bytes
> [Ponowny seans Matrix} > > Moze. Tez cie zachecam do obejrzenia paru filmow, co zbywasz czesto > > stwierdzeniem 'Jesli dzien bedzie wyjatkowo nudny...' Wczoraj dokonalem > > dokladniejszej inspekcji wypozyczalni i z przykroscia stwierdzilem, ze > > w kolejce do obejrzenia czeka co najmniej 15 filmow. A ze na razie nie > > czuje potrzeby ponownego obejrzenia Matrixa, wiec po co sie zmuszac? > No, skoro wolisz Matrix w roli glownej z Tomaszem Knapikiem, to przeciez > cie nie zmusze :) Juz bardzo dawno nie ogladalem zadnego pornola, wiec zapomnialem juz na szczescie ten jego parszywy glos :) Poza tym zdaje sie, ze Matrixa nie bedzie na kasetach. > > Z kim innym mialbym sie utozsamiac? Przeciez nie z Kathleen Quinlan > > i jego kobiecymi strachami. Moze z tym ogolonym na zero kolesiem, > > ktorego juz oczy zdradzaly, ze nie pociagnie dlugo o zdrowych zmyslach? > > Z tym kudlatym, ktorego wynioslo w przestrzen kosmiczna i ktorego > > Fishburne (jak na kapitana przystalo) krwawiacego sciagnal na poklad, > > probujac ratowac? Nawiasem mowiac, koles przypominal troche Johna > > Hurta, wiec scene, gdy cos zaczelo go toczyc od wewnatrz przyjalem > > jako nawiazanie do Scotta. W Aliens byl przynajmniej Michael Biehn, > > ktory jak mozna bylo sie domyslic (dwa lata wczesniej Terminator), > > pociagnie dlugo, wiec z taka postacia swobodnie moge sie utozsamiac. > > Ale nie z cannon fodderem (czyli zaloga minus Fishburne) z EH. > Najpierw odpowiedz - napisalem, ze rozni widzowie w swietle calego filmu > nie moga utozsamic sie TYLKO z Neilem. A rozni widzowie, to rozne grupy. > Jakos nie podejrzewam, ze moja zona podczas seansu utozsamila sie z > Fishburnem. Jak ja znam, widziala siebie w roli Quinlan, grajacej matke > dla czlonkow zalogi. Akurat ty utozsamiales sie z Fishburnem i twoje > prawo. Moim zdaniem film jest tak skonstruowany, zeby oszukac widza i > najpiew kazac mu sie utozsamic z Neilem, a pozniej nagle zostawic z reka > w nocniku i w panice kazac szukac nowej postaci. Ze sceny na scene > postacie sa rozne i na przyklad moja sympatia zmieniala swoj ekranowy > obiekt. Ej, no to sie zgadzamy. Zabawne, ze piszesz, ze 'moje prawo utozsamiac sie', a w innym threadzie poddajesz w watpliwosc sens utozsamiania sie widza z bohaterem :) amarot
Re: Utozsamienie z bohaterem (bylo: I jeszcze...)
Author: Amarot
Date: Mon, 30 Aug 1999 19:44
Date: Mon, 30 Aug 1999 19:44
17 lines
1977 bytes
1977 bytes
> > Zatem jak jest z tym utozsamianiem? Jest sens na jego podstawie oceniac > > film, albo tym bardziej wizerunek aktora, tak jak to wyszlo przy > > wspominaniu Fishburna? Moim zdaniem w wiekszosci nie ma sensu, ale > > chetnie uslysze argumenty za. > Ale ja tylko bede mogl wrocic do argumentow, ktore juz padly, i ktore sa > dla mnie rozstrzygajace. Jesli nie utozsamiam sie z bohaterem, w nosie > mam jego problemy. Typowym przykladem sa dla mnie filmy Kieslowskiego > czy Zanussiego, ktore mnie na ogol pozostawiaja w calkowitej obojetnosci > na losy bohatera/bohaterki. 'Kij im w ucho z ich wydumanymi problemami', > to moj komentarz do filmu 'Constans' czy 'Trzy kaszany: niebieski'. Z > tego samego powodu potwornie wynudzil mnie 'Seven'. O, wreszcie czlowiek, ktory ma podobne zdanie wobec Seven, jak ja! Od pewnego momentu czekalem juz tylko, jakie jeszcze gore zaserwuje Fincher, bo Dziadek Mroz Freeman ani Pitt przestali mnie obchodzic. amarot
Re: I jeszcze moje trzy grosze na temat...
Author: phenomen
Date: Mon, 30 Aug 1999 19:45
Date: Mon, 30 Aug 1999 19:45
51 lines
3611 bytes
3611 bytes
babe alta lasta hasta! >Przede wszystkim wydawal i sie sztucznie wstawiony do filmu, wlasnie po >to, zeby odciazyc wizerunek zalogi. Uwazalem to za prymitywne. Skoro juz >rozmawialismy o Even Horizon, dodam ze tam 'comic relief' byl znacznie >rozsadniej wymyslony. niestety nie widzialem chyba Even(t) Horizon... Widzialem kiedys cos o zdaje sie podobnym tytule, gdzie grupka kosmicznych komandosow zostaje wyslana w okolice Saturna, gdyz zaginal tam jakis statek... to bylo dawno wiec nie pamietam za dobrze.Jednak to byloby bardzo dziwne zeby to byl ten sam film, bo dlaczego mialoby sie o nim teraz dopiero tyle mowic... >A co mam na mysli, mowiac o grze? Chocby malo przekonujaco zagrana scene >podczas posilku - gosc sztucznie recytuje kwestie o smaku kurczaka, >serwuje gestykulacje, ktora odebralem tak, jakby cwiczyl to wczesniej >przed lustrem. interesuje mnie, bo zupelnie nie odnioslem chociaz ksztyny takiego wrazenia o ktorym mowisz... chlopak wydawal mi sie dziwny, ale nie sztuczny... Kiedy ogladam film, nie zastanawiam sie nad tym czy ktos jest sztyczny czy nie, tylko przyjmuje to jako przemyslane dzielo przedstawione... tak jest napewno przyjemniej, chociaz oczywiscie potrafie doglebnie analizowac, jednak z ocenami powstrzymuje sie wlasciwie calkowicie, bo to glupie imho... > Na mnie w ogole sprawial wrazenie, jakby desperacko >probowal na siebie zwrocic uwage swoimi kilkoma kwestiami, bo to jego >szansa wybicia sie. nie wiem o jakim wybiciu sie mowisz... Desperackosci nie zauwazylem, moze troche impulsywnosci, ale nie mialo to nic wspolnego z desperacja jakakolwiek... Jak juz wspomnialem, osoba ta jest "dziwna" dla statystycznego "kinomana" bowiem taka juz jest specyfika klimatow cyberpunkowych [w tym przypadku powiedzmy ze cwierc-cyberpunkowych] ... Tutaj nie ma miejsca na niskopoziomowe domysly, w stylu "on chcial to i tamto bo ma zielony krawat ;)", ten gatunek daja nigdzie nie spotykana swobode w ukazywaniu swiata przedstawionego i liczy sie tylko to co jest na ekranie... W tym wypadku Mouse jest skarzony swoim otoczeniem, wychowaniem w nieznanym nam otoczeniu, w zupelnie innym swiecie... on powinien byc przerazajaco "dziwny", a jest tylko troche... co wskazuje na czesc przeslania utworu o jednosci ludzi, bez wzgledu na metaforyczny "kolor skory"... Sam oczywiscie film o tym samym przeslaniu robilbym w zupelnie inny sposob, wiec nie utozsamiam sie z tym specjalnie, tylko probuje tlumaczyc braci Wachowsky, bo rozumiem... pozdr ...alarm call phenomen...
Re: I jeszcze moje trzy grosze na temat...
Author: Rufus T. Firefly
Date: Tue, 31 Aug 1999 08:29
Date: Tue, 31 Aug 1999 08:29
36 lines
2714 bytes
2714 bytes
phenomen wrote: > interesuje mnie, bo zupelnie nie odnioslem chociaz ksztyny takiego > wrazenia o ktorym mowisz... chlopak wydawal mi sie dziwny, ale nie > sztuczny... Kiedy ogladam film, nie zastanawiam sie nad tym czy ktos > jest sztyczny czy nie, tylko przyjmuje to jako przemyslane dzielo > przedstawione... tak jest napewno przyjemniej, chociaz oczywiscie > potrafie doglebnie analizowac, jednak z ocenami powstrzymuje sie > wlasciwie calkowicie, bo to glupie imho... Rozumiem tez, ze na przyklad nie irytowaly cie jego gesty kung-fu podczas treningu Morfeusza z Neo. Mnie owszem. Uznalem je za zenujace. > nie wiem o jakim wybiciu sie mowisz... Desperackosci nie zauwazylem, Mowie o desperacji, jaka odczuwa mlody aktor pojawiajacy sie na kilka minut na ekranie w filmie, przez ktory moze sie wybic i ze swiadomoscia, ze ma malo czasu, bo zginie pierwszy :) > Jak juz wspomnialem, osoba ta jest "dziwna" dla > statystycznego "kinomana" bowiem taka juz jest specyfika klimatow > cyberpunkowych [w tym przypadku powiedzmy ze cwierc-cyberpunkowych] > ... Tutaj nie ma miejsca na niskopoziomowe domysly, w stylu "on chcial > to i tamto bo ma zielony krawat ;)", ten gatunek daja nigdzie nie > spotykana swobode w ukazywaniu swiata przedstawionego i liczy sie > tylko to co jest na ekranie... Kwestia wstawienia do filmu nastoletniej, irytujacej postaci moim zdaniem nijak ma sie do specyfiki cyberpunku. To po prostu decyzja gosci, ktorzy zrobili film i chcieli przez te postac troche zroznicowac zaloge statku. Moim zdaniem udalo im sie srednio, bo ja jako widz poczulem sie zazenowany i zirytowany.. Co do swobody w ukazywaniu swiata - sadze, ze cos takiego daje po prostu cala SF. Cyberpunk jako podgatunek lapie sie automatycznie. R.
Re: I jeszcze moje trzy grosze na temat...
Author: Michal M. Rokita
Date: Tue, 31 Aug 1999 08:50
Date: Tue, 31 Aug 1999 08:50
21 lines
1608 bytes
1608 bytes
Amarot wrote: > Poza tym zdaje sie, > ze Matrixa nie bedzie na kasetach. Jak podaje Zientalak w sierpniowym Fenixie, Matrix nie bedzie bystrybuowany na video w Stanach z takiego powodu, ze bron i dlugie plaszcze bohaterow zbyt sie kojarza z niedawna strzelanina w szkole w Litllejohn. Bedzie tylko na DVD. WarnerBros. szacuje swe straty na ok. 50 mln $. Ciekawostka: Z tego samego powodu do tej pory nie wyswietlono w Stanach "Graduate" - odcinka serialu "Buffy pogromca wampirow" planowanego na maj. Powod ten sam - uczniowie na filmie w pewnym momencie zaczynaja uzywac broni w budynku szkolnym. -- Michal M. Rokita mmr@eskadra.com.pl Everybody is a book of blood; wherever we're opened, we're red.
Re: I jeszcze moje trzy grosze na temat...
Author: Artur Wieckowski
Date: Tue, 31 Aug 1999 08:57
Date: Tue, 31 Aug 1999 08:57
19 lines
2092 bytes
2092 bytes
Rufus T. Firefly <chacina@stgambit.gda.pl> wrote in message news:37CB926F.E60@stgambit.gda.pl... > Kwestia wstawienia do filmu nastoletniej, irytujacej postaci moim > zdaniem nijak ma sie do specyfiki cyberpunku. To po prostu decyzja > gosci, ktorzy zrobili film i chcieli przez te postac troche zroznicowac > zaloge statku. Moim zdaniem udalo im sie srednio, bo ja jako widz > poczulem sie zazenowany i zirytowany.. Nie zgodze sie. Mam kumpla, ktory od najmlodszych lat zajmuje sie komputerami. Gdy mial 17-18 lat zachowywal sie i wygladal dokladnie jak malolat z Matrixa. Wiedzial o komputerach bardzo duzo a zachowywal sie jak szczeniak (zostalo mu to zreszta do dzis: wiecznie usmiechniety wyjatkowo zdolny informatyk o twarzy 16 latka:). Hackertwo jest moim zdaniem zdominowane przez uzdolnionych nastolatkow. Zdaje mi sie, ze zaloga Morfeusza skladala sie w czesci z bylych hackerow. W zwiazku z tym nie moglo zabraknac przedstawiciela mlodego pokolenia . Artur Wieckowski
Re: I jeszcze moje trzy grosze na temat...
Author: Rufus T. Firefly
Date: Tue, 31 Aug 1999 09:46
Date: Tue, 31 Aug 1999 09:46
14 lines
1360 bytes
1360 bytes
Michal M. Rokita wrote: > > Amarot wrote: > > > Poza tym zdaje sie, > > ze Matrixa nie bedzie na kasetach. > > Jak podaje Zientalak w sierpniowym Fenixie, Matrix nie bedzie bystrybuowany na > video w Stanach z takiego powodu, ze bron i dlugie plaszcze bohaterow zbyt sie > kojarza z niedawna strzelanina w szkole w Litllejohn. Bedzie tylko na DVD. I na LD. Premiera we wrzesniu. R.
Re: I jeszcze moje trzy grosze na temat...
Author: Rufus T. Firefly
Date: Tue, 31 Aug 1999 11:22
Date: Tue, 31 Aug 1999 11:22
20 lines
1979 bytes
1979 bytes
Artur Wieckowski wrote: > Nie zgodze sie. Mam kumpla, ktory od najmlodszych lat zajmuje sie > komputerami. Gdy mial 17-18 lat zachowywal sie i wygladal dokladnie jak > malolat z Matrixa. Wiedzial o komputerach bardzo duzo a zachowywal sie jak > szczeniak (zostalo mu to zreszta do dzis: wiecznie usmiechniety wyjatkowo > zdolny informatyk o twarzy 16 latka:). > Hackertwo jest moim zdaniem > zdominowane przez uzdolnionych nastolatkow. Zdaje mi sie, ze zaloga > Morfeusza skladala sie w czesci z bylych hackerow. W zwiazku z tym nie moglo > zabraknac przedstawiciela mlodego pokolenia . Nikt nie mowi, ze mialo go zabraknac. Przyczepiam sie do wykonania - postac mnie raczej zenowala, a chyba nie o to chodzilo. Jesli tylko ja tak reagowalem, to mozemy skonczyc dyskurs. Co do wieku - poza Fishburnem srednia wieku byla na tyle niska, ze nie zarzucam nic wizerunkowi hackerow. Praktycznie wszyscy byli przedstawicielami mlodego pokolenia, wiec wszystko jest OK. R.
Re: Utozsamienie z bohaterem (bylo: I jeszcze...)
Author: Rufus T. Firefly
Date: Tue, 31 Aug 1999 11:22
Date: Tue, 31 Aug 1999 11:22
45 lines
3371 bytes
3371 bytes
Wojciech Orlinski wrote: > Ostroznie ze sformulowaniami typu 'nie ma szans'. Ja na przyklad utozsamiam > sie z bohaterami LH w takim sensie, ze jak oni, miewam rozne pokusy, rozne > mysli, ktorych sam sie boje i bardzo mnie przeraza wizja wizyta kolesia, > ktory mi powie, ze nigdy nie przychodzi tam, gdzie nie zostanie zaproszony. Nie nazwal bym tego utozsamieniem z bohaterami, ale to oczywiscie kwestia mojego wlasnego slownika. Okreslil bym to raczej jako moje uznanie wiarygodnosci postaci i tego co sie im przytrafia. Wiem, ze siedza we mnie rozne rzeczy i dlatego wierze w to co widze, ale jak najdalszy jestem od utozsamienia z Pullmanem czy Gettym. Na tym moim zdaniem polega roznica w inteligencji podejscia tworcow filmow tasmowych i twocow niestandardowych - ci drudzy moga odrzucic najbardziej oczywiste metody komunikacji z widzem i przeciagniecia go na swoja strone, zaserwowac cos, co wymaga wiekszego wysilku i przemyslenia, a jednak w ostatecznym rozrachunku wygrac moje uznanie, bo stworzyli wiarygodne postacie w wiarygodnej historii. Jak rozumiem, WO w Lost Highway utozsamia sie z Mr. Eddym :) > Ale ja tylko bede mogl wrocic do argumentow, ktore juz padly, i ktore sa > dla mnie rozstrzygajace. Jesli nie utozsamiam sie z bohaterem, w nosie mam > jego problemy. Typowym przykladem sa dla mnie filmy Kieslowskiego czy > Zanussiego, ktore mnie na ogol pozostawiaja w calkowitej obojetnosci na > losy bohatera/bohaterki. 'Kij im w ucho z ich wydumanymi problemami', to > moj komentarz do filmu 'Constans' czy 'Trzy kaszany: niebieski'. Z tego > samego powodu potwornie wynudzil mnie 'Seven'. O Se7en pisze w innym poscie. Z powyzszego zdania rozumiem, ze prawdopodobnie nie cierpisz rowniez Antonioniego i Bergmana, ale ciekaw jestem jak reagujesz np. na Woody Allena - zwlaszcza na takie rzeczy jak September i jak na Kubricka - w 2001 utozsamiasz sie z HAL-em? A w Barry Lyndonie? Musze powiedziec, ze mnie Constans, ogladany w wieku jakichs 16 lat, zupelnie rozlozyl i zdolowal. Nie znalem tych spraw z wlasnego doswiadczenia, ale przemawiala do mnie ta koncepcja losu dzialajacego przeciw czlowiekowi. Trzy kolory tez bardzo cenie z mozliwosc wstawienia do filmu wlasnych odniesien i brak narzucanego sposobu rozumienia. Najwyrazniej odebralismy te filmy zupelnie inaczej. A moze zrodlem rozbieznosci jest wlasnie potrzeba albo brak potrzeby utozsamienia z bohaterem... R.
Re: Utozsamienie z bohaterem (bylo: I jeszcze...)
Author: Rufus T. Firefly
Date: Tue, 31 Aug 1999 11:22
Date: Tue, 31 Aug 1999 11:22
35 lines
2890 bytes
2890 bytes
Joanna Czaplinska wrote: > Nie zgodze sie z twierdzeniem, ze tylko filmy akcji i horrory stosuja > chwyt utozsamienia sie. Owszem, w nich (oraz w filmach katastroficznych) > jest to pewien wymog. Ale, o czym wspomnial WO, utozsamienie ja traktuje > raczej jako stworzenie postaci, ktorych przezycia sa potencjalnie w moim > zasiegu tudziez postaci, ktore zadaja sobie pytania podobne do tych, > jakie ja sobie zadaje. O, nigdzie nie twierdze, ze _tylko_. Twierdzilem jedynie, ze w tych gatunkach jest to praktycznie konieczny element filmu. W filmach masowych wolno eksperymentowac z akcja, ale nie wolno z glownymi postaciami. Musi byc jasne kto jest OK, a kto nie. Wprowadzenie bardziej 'szarych' postaci jest dopuszczalne ewentualnie na drugim/trzecim planie. Widz MUSI moc sie utozsamic. Stad zreszta moje pytanie, do jakiego stopnia ludzie z takiej grupy jak ta odczuwaja te sama potrzebe. > Ergo: utozsamienie sie z bohaterem moze wystepowac w dwoch > plaszczyznach: emocjonalnej (tu mamy komercje, gdzie wiadomo, kogo mamy > lubic) i intelektualnej. Wspomniales o igraniu z widzem, ktory nie wie, > czy ma bohatera lubic czy potepiac - juz sam fakt, ze zastanawia sie nad > tym swiadczy o - w moim rozumieniu - utozsamieniu na owej plaszczyznie > intelektualnej. Dobra uwaga. Pisze do WO o takim typie 'utozsamienia' i nazywam je raczej uznaniem wiarygodnosci postaci: nie utozsamiam sie z tym, kogo widze na ekranie, ale postac jest tak skonstruowana, ze jej wierze i uznaje, ze to, co sie jej przytrafia jest mozliwe. Mam cos takiego czesto przy ogladaniu filmow Coenow. Fargo jest tutaj chyba najlepszym przykladem - nie utozsamiam sie z nikim, ale wierze w postacie Macy'ego, Buscemiego i Stormare, a pewna sympatie, choc bez utozsamienia, odczuwam w stosunku do postaci McDormand. Wynik - ogladam film z ciekawoscia jako dobra historie z dobrymi postaciami, mimo ze nie nie czuje, ze cos takiego dotyczy bezposrednio mnie. R.
Re: Utozsamienie z bohaterem (bylo: I jeszcze...)
Author: Rufus T. Firefly
Date: Tue, 31 Aug 1999 13:48
Date: Tue, 31 Aug 1999 13:48
19 lines
1734 bytes
1734 bytes
Wojciech Orlinski wrote: > Ja po prostu do kina nie ide po to, zeby sie wysilac. Za moje > motherfucking 50 zlotych (dwa bilety plus parking plus misiaczki plus > orzeszki plus dwa razy frugo) wysilac sie ma pan rezyser. To ja place > jemu, nie on mi. I lubie rezyserow, ktorzy o tym pamietaja. Wszystko trzeba od ciebie wyciagac na sile? Podalbys jakies nazwiska. > > i jak na Kubricka - w > > 2001 utozsamiasz sie z HAL-em? > > Dokladnie tak - 2001 mi sie NIE PODOBA i jeszcze nigdy nie wytrzymalem > do konca bez ziewania, wlasnie dlatego, ze ten doktor Floyd ma w sobie > mniej osobowosci niz Al Gore. Mnie film nie podobal sie z zupelnie innego powodu, ale opisalismy to juz kiedys z Amarotem w bodaj kilku tuzinach maili. R.
Re: Utozsamienie z bohaterem (bylo: I jeszcze...)
Author: Rufus T. Firefly
Date: Tue, 31 Aug 1999 14:30
Date: Tue, 31 Aug 1999 14:30
27 lines
2223 bytes
2223 bytes
Wojciech Orlinski wrote: > > Rufus T. Firefly wrote: > > > > Ja po prostu do kina nie ide po to, zeby sie wysilac. Za moje > > > motherfucking 50 zlotych (dwa bilety plus parking plus misiaczki plus > > > orzeszki plus dwa razy frugo) wysilac sie ma pan rezyser. To ja place > > > jemu, nie on mi. I lubie rezyserow, ktorzy o tym pamietaja. > > > > Wszystko trzeba od ciebie wyciagac na sile? Podalbys jakies nazwiska. > > Andy i Larry Wachowski :-). Poza tym na przyklad von Trier, Ken Loach, > Greenaway, Besson, Almodovar, Jarmusch, Wes Craven, bracia Coen. > Specjalnie wymieniam roznych filmowcow, zeby wyszlo z tego szerokie > spektrum - wszyscy wymienieni przeze mnie faceci dbaja o staranne > obmyslenie fabuly tak, zeby nie musiec zatykac dziur przy pomocy marnych > sztuczek operatorskich, czego bardzo nie lubie. Dzieki. Musze powiedziec, ze umieszczenie nazwiska Greenewaya na liscie ludzi, na ktorych filmy idziesz, zeby sie nie wysilac, wywolalo u mnie usmiech podziwu. Tak sie sklada, ze poza Almodovarem wszystkich cenie, ale zabawne, ze wlasnie za fakt zmuszania mnie do myslenia. Almodovar trafia do mnie mniej wiecej co drugi film. R.
Re: Utozsamienie z bohaterem (bylo: I jeszcze...)
Author: Rufus T. Firefly
Date: Tue, 31 Aug 1999 15:06
Date: Tue, 31 Aug 1999 15:06
23 lines
2107 bytes
2107 bytes
Wojciech Orlinski wrote: > Nie wszystkie jego filmy mi sie podobaja - lubie, kiedy dostrzegam > wyrazna metafore i klarowne przeslanie i kiedy poszczegolne elementy > ukladanki do siebie pasuja - jak w 'Wyliczance' czy 'Kucharzu...'. > Troche mnie znudzilo 'Dzieciatko z Macon' na przyklad. No prosze, wiec jednak cos laczy nasze podejscie. 'Kucharza' stawiam najwyzej, jako apogeum koncepcji Greenewaya bez szkody dla opowiadanej historii. Do tej samej kategorii zaliczam Kontrakt rysownika. Jego ostatnie filmy oceniam raczej na zasadzie ciekawostek; na pewno nie wymianiam ich na liscie ulubionych. Takie Pillow Book wzbudzilo moj podziw rozwiazaniami strukturalnymi i graficznymi, ale nie nazwal bym tego juz 'filmem fabularnym'. > > Tak sie sklada, ze poza Almodovarem wszystkich cenie, ale zabawne, ze > > wlasnie za fakt zmuszania mnie do myslenia. > > Zmuszania - nie. Inspirowania, o tak. OK, to na pewno subtelniejsze, choc chyba nazywamy to samo zjawisko innymi slowami. R.
Re: Utozsamienie z bohaterem (bylo: I jeszcze...)
Author: Wojciech Orlinski
Date: Tue, 31 Aug 1999 15:35
Date: Tue, 31 Aug 1999 15:35
30 lines
2230 bytes
2230 bytes
Rufus T. Firefly wrote:
> > Andy i Larry Wachowski :-). Poza tym na przyklad von Trier, Ken Loach,
> > Greenaway, Besson, Almodovar, Jarmusch, Wes Craven, bracia Coen.
> > Specjalnie wymieniam roznych filmowcow, zeby wyszlo z tego szerokie
> > spektrum - wszyscy wymienieni przeze mnie faceci dbaja o staranne
> > obmyslenie fabuly tak, zeby nie musiec zatykac dziur przy pomocy marnych
> > sztuczek operatorskich, czego bardzo nie lubie.
>
> Dzieki. Musze powiedziec, ze umieszczenie nazwiska Greenewaya na liscie
> ludzi, na ktorych filmy idziesz, zeby sie nie wysilac, wywolalo u mnie
> usmiech podziwu.
Nie wszystkie jego filmy mi sie podobaja - lubie, kiedy dostrzegam
wyrazna metafore i klarowne przeslanie i kiedy poszczegolne elementy
ukladanki do siebie pasuja - jak w 'Wyliczance' czy 'Kucharzu...'.
Troche mnie znudzilo 'Dzieciatko z Macon' na przyklad.
> Tak sie sklada, ze poza Almodovarem wszystkich cenie, ale zabawne, ze
> wlasnie za fakt zmuszania mnie do myslenia.
Zmuszania - nie. Inspirowania, o tak.
--
-----------------------------------------------
Wojciech Orlinski 'de omnibus dubitandum'
http://www.geocities.com/CapitolHill/2594
Error 403: Acces denied. You are not authorized
to read this signature.
Re: Utozsamienie z bohaterem (bylo: I jeszcze...)
Author: Wojciech Orlinski
Date: Tue, 31 Aug 1999 21:37
Date: Tue, 31 Aug 1999 21:37
58 lines
2886 bytes
2886 bytes
Rufus T. Firefly wrote:
> Na tym moim
> zdaniem polega roznica w inteligencji podejscia tworcow filmow tasmowych
> i twocow niestandardowych - ci drudzy moga odrzucic najbardziej
> oczywiste metody komunikacji z widzem i przeciagniecia go na swoja
> strone, zaserwowac cos, co wymaga wiekszego wysilku i przemyslenia, a
> jednak w ostatecznym rozrachunku wygrac moje uznanie, bo stworzyli
> wiarygodne postacie w wiarygodnej historii.
Ja po prostu do kina nie ide po to, zeby sie wysilac. Za moje
motherfucking 50 zlotych (dwa bilety plus parking plus misiaczki plus
orzeszki plus dwa razy frugo) wysilac sie ma pan rezyser. To ja place
jemu, nie on mi. I lubie rezyserow, ktorzy o tym pamietaja.
> Jak rozumiem, WO w Lost Highway utozsamia sie z Mr. Eddym :)
Po pierwsze, chyba kazdy kierowca utozsamia sie z nim, kiedy jakies
chamidlo z tylu trabi, mruga swiatlami i bardzo chce wyprzedzac. Po
drugie, juz pisalem ze utozsamiam sie glownie z nieszczesnymi ofiarami
swoich mysli.
> Z powyzszego zdania rozumiem, ze prawdopodobnie nie cierpisz rowniez
> Antonioniego i Bergmana,
Tak jest.
> ale ciekaw jestem jak reagujesz np. na Woody
> Allena - zwlaszcza na takie rzeczy jak September
Nie ogladalem :-(. A w znakomitej wiekszosci filmow Allena utozsamiam
sie oczywiscie z glownym bohaterem.
> i jak na Kubricka - w
> 2001 utozsamiasz sie z HAL-em?
Dokladnie tak - 2001 mi sie NIE PODOBA i jeszcze nigdy nie wytrzymalem
do konca bez ziewania, wlasnie dlatego, ze ten doktor Floyd ma w sobie
mniej osobowosci niz Al Gore.
> A w Barry Lyndonie?
Cholera, tez nie ogladalem, z takimi lukami sie chyba nie nadaje na te
grupe.
> Najwyrazniej odebralismy te filmy zupelnie inaczej. A moze zrodlem
> rozbieznosci jest wlasnie potrzeba albo brak potrzeby utozsamienia z
> bohaterem...
Na to wyglada.
--
-----------------------------------------------
Wojciech Orlinski 'de omnibus dubitandum'
http://www.geocities.com/CapitolHill/2594
Error 403: Acces denied. You are not authorized
to read this signature.
Re: Utozsamienie z bohaterem (bylo: I jeszcze...)
Author: Wojciech Orlinski
Date: Tue, 31 Aug 1999 23:05
Date: Tue, 31 Aug 1999 23:05
23 lines
1911 bytes
1911 bytes
Rufus T. Firefly wrote:
> > Ja po prostu do kina nie ide po to, zeby sie wysilac. Za moje
> > motherfucking 50 zlotych (dwa bilety plus parking plus misiaczki plus
> > orzeszki plus dwa razy frugo) wysilac sie ma pan rezyser. To ja place
> > jemu, nie on mi. I lubie rezyserow, ktorzy o tym pamietaja.
>
> Wszystko trzeba od ciebie wyciagac na sile? Podalbys jakies nazwiska.
Andy i Larry Wachowski :-). Poza tym na przyklad von Trier, Ken Loach,
Greenaway, Besson, Almodovar, Jarmusch, Wes Craven, bracia Coen.
Specjalnie wymieniam roznych filmowcow, zeby wyszlo z tego szerokie
spektrum - wszyscy wymienieni przeze mnie faceci dbaja o staranne
obmyslenie fabuly tak, zeby nie musiec zatykac dziur przy pomocy marnych
sztuczek operatorskich, czego bardzo nie lubie.
--
-----------------------------------------------
Wojciech Orlinski 'de omnibus dubitandum'
http://www.geocities.com/CapitolHill/2594
Error 403: Acces denied. You are not authorized
to read this signature.
Re: I jeszcze moje trzy grosze na temat...
Author: phenomen
Date: Thu, 02 Sep 1999 20:48
Date: Thu, 02 Sep 1999 20:48
62 lines
3817 bytes
3817 bytes
babe alta lasta hasta! >Rozumiem tez, ze na przyklad nie irytowaly cie jego gesty kung-fu >podczas treningu Morfeusza z Neo. Mnie owszem. Uznalem je za zenujace. Nie, naturalnie ze nie :) Uznalem je wrecz za pierwszy powazny dowod na "otwartosc umyslu" Wachowsky bros... [poczucie humoru required ;)] >> nie wiem o jakim wybiciu sie mowisz... Desperackosci nie zauwazylem, >Mowie o desperacji, jaka odczuwa mlody aktor pojawiajacy sie na kilka >minut na ekranie w filmie, przez ktory moze sie wybic i ze swiadomoscia, >ze ma malo czasu, bo zginie pierwszy :) jejku, ale w filmie nie bylo takiego powodu, ty chyba mieszasz rzeczywistosc z rzeczywistoscia filmowa, a to zasadniczy blad =) Przed kim mial sie tam wybijac ? Przeciez najwyrazniej swietnie sie znali.... BTW, mlodzi ludzie z reguly maja tyle wigoru ze zachowuja sie wlasnie w ten sposob, nie dorabialbym do tego ideologii, w kazdym razie napewno nie tak , sorry, paranoicznej... >> Jak juz wspomnialem, osoba ta jest "dziwna" dla >> statystycznego "kinomana" bowiem taka juz jest specyfika klimatow >> cyberpunkowych [w tym przypadku powiedzmy ze cwierc-cyberpunkowych] >> ... Tutaj nie ma miejsca na niskopoziomowe domysly, w stylu "on chcial >> to i tamto bo ma zielony krawat ;)", ten gatunek daja nigdzie nie >> spotykana swobode w ukazywaniu swiata przedstawionego i liczy sie >> tylko to co jest na ekranie... >Kwestia wstawienia do filmu nastoletniej, irytujacej postaci moim >zdaniem nijak ma sie do specyfiki cyberpunku. cyberpunk jest dla mnie jedynym tak otwartym gatunkiem filmow, daje niespotykana swobode, ktorej brakuje imo innym...ktore wydaja mi sie teraz po prostu obludne i dalekie od rzeczywistosci... Matrixa moge porownac do infantylnej bajki, bajki ktora pomimo iz pozornie daleka od rzeczywistosci, daje widzowi znacznie wiecej, jest bardzo sugestywna, i tym samym odsieje tych ktorzy do niej nie dorosli... > To po prostu decyzja >gosci, ktorzy zrobili film i chcieli przez te postac troche zroznicowac >zaloge statku. przeczytaj to sobie, bo to co napisales jest wrecz smieszne... Zauwaz jak oczywista rzecz zauwazyles.Uwazny obserwator domysli sie, ze nie stwierdzasz tego faktu ot tak sobie, tylko chciales cos przez to powiedziec, tylko nie przechodzi Ci to przez klawiature... dlaczego ? moze nie bede sie posuwal dalej w ocenach... > Moim zdaniem udalo im sie srednio, bo ja jako widz >poczulem sie zazenowany i zirytowany.. o wlasnie, chcialem wiedziec dlaczego... narazie nie wymieniles ani jednego powodu, oprocz tego ze "wydawalo Ci sie ze gra sztucznie"... Sorry, jesli Cie mecze, ale taki juz dociekliwy jestem ;) tak naprawde to NRN chcialem cos sprawdzic i juz wlasciwie sprawdzilem... pozdr ...Do you Yahoo !?...
Re: I jeszcze moje trzy grosze na temat...
Author: Rufus T. Firefly
Date: Fri, 03 Sep 1999 09:36
Date: Fri, 03 Sep 1999 09:36
49 lines
2949 bytes
2949 bytes
phenomen wrote: > >Rozumiem tez, ze na przyklad nie irytowaly cie jego gesty kung-fu > >podczas treningu Morfeusza z Neo. Mnie owszem. Uznalem je za zenujace. > > Nie, naturalnie ze nie :) > Uznalem je wrecz za pierwszy powazny dowod na "otwartosc umyslu" > Wachowsky bros... [poczucie humoru required ;)] OK, mamy inne poczucie humoru. W innym momencie odkrylismy tez 'otwartosc umyslu' Wachowskich. > jejku, ale w filmie nie bylo takiego powodu, ty chyba mieszasz > rzeczywistosc z rzeczywistoscia filmowa, a to zasadniczy blad =) > Przed kim mial sie tam wybijac ? Przeciez najwyrazniej swietnie sie > znali.... BTW, mlodzi ludzie z reguly maja tyle wigoru ze zachowuja > sie wlasnie w ten sposob, nie dorabialbym do tego ideologii, w kazdym > razie napewno nie tak , sorry, paranoicznej... Oczywiscie, ze chodzilo mi o aktora w 'rzeczywistosci' nie w filmie. > cyberpunk jest dla mnie jedynym tak otwartym gatunkiem filmow, daje > niespotykana swobode, ktorej brakuje imo innym...ktore wydaja mi sie > teraz po prostu obludne i dalekie od rzeczywistosci... Matrixa moge > porownac do infantylnej bajki, bajki ktora pomimo iz pozornie daleka > od rzeczywistosci, daje widzowi znacznie wiecej, jest bardzo > sugestywna, i tym samym odsieje tych ktorzy do niej nie dorosli... "Infantylna" i "nie dorosli" w jednym zdaniu? Musisz miec na mysli embriony. > przeczytaj to sobie, bo to co napisales jest wrecz smieszne... Zauwaz > jak oczywista rzecz zauwazyles.Uwazny obserwator domysli sie, ze nie > stwierdzasz tego faktu ot tak sobie, tylko chciales cos przez to > powiedziec, tylko nie przechodzi Ci to przez klawiature... dlaczego ? > moze nie bede sie posuwal dalej w ocenach... Err, wyglada na to, ze wiesz wiecej niz ja sam o moich zamiarach. > tak naprawde to NRN > chcialem cos sprawdzic i juz wlasciwie sprawdzilem... OK, EOT. > ...Do you Yahoo !?... No. Yahoo is for wimps. R.
Re: Utozsamienie z bohaterem (bylo: I jeszcze...)
Author: Michal Polrola
Date: Fri, 03 Sep 1999 12:17
Date: Fri, 03 Sep 1999 12:17
33 lines
2692 bytes
2692 bytes
In article <022f1097$e4483420$LocalHost@default>, Amarot wrote: >> > Zatem jak jest z tym utozsamianiem? Jest sens na jego podstawie oceniac >> > film, albo tym bardziej wizerunek aktora, tak jak to wyszlo przy >> > wspominaniu Fishburna? Moim zdaniem w wiekszosci nie ma sensu, ale >> > chetnie uslysze argumenty za. >> Ale ja tylko bede mogl wrocic do argumentow, ktore juz padly, i ktore sa >> dla mnie rozstrzygajace. Jesli nie utozsamiam sie z bohaterem, w nosie >> mam jego problemy. Typowym przykladem sa dla mnie filmy Kieslowskiego >> czy Zanussiego, ktore mnie na ogol pozostawiaja w calkowitej obojetnosci >> na losy bohatera/bohaterki. 'Kij im w ucho z ich wydumanymi problemami', >> to moj komentarz do filmu 'Constans' czy 'Trzy kaszany: niebieski'. Z >> tego samego powodu potwornie wynudzil mnie 'Seven'. > >O, wreszcie czlowiek, ktory ma podobne zdanie wobec Seven, jak ja! >Od pewnego momentu czekalem juz tylko, jakie jeszcze gore zaserwuje >Fincher, bo Dziadek Mroz Freeman ani Pitt przestali mnie obchodzic. > Tak w ogóle dzieñ dobry wszystkim. To mo¿e ja bêdê trzeci który zgodzi siê z tym stwierdzeniem? Po wszystkich zachwytach jakie us³ysza³em n/t. Seven mi³o stwierdziæ, ¿e kto¶ ma podobne zdanie jak ja. W zasadzie z tego filmu zapamiêta³em tylko zdjêcia (chodzi mi o pracê operatora). jak na razie Dariusa Khjondi nikt nie prze¶cign±³ pod wzglêdem budowania obrazem "chorej" atmosfery filmu. -- ########################### Micha³ Pó³rola mpolrola@elka.pw.edu.pl mpolrola@friko.internet.pl ###########################
Page 1 of 2 • 70 total messages
Thread Navigation
This is a paginated view of messages in the thread with full content displayed inline.
Messages are displayed in chronological order, with the original post highlighted in green.
Use pagination controls to navigate through all messages in large threads.
Back to All Threads