🚀 go-pugleaf

RetroBBS NetNews Server

Inspired by RockSolid Light RIP Retro Guy

Thread View: pl.hum.pisarstwo
53 messages
53 total messages Page 1 of 2 Started by Krystyna Tue, 10 Dec 2002 19:58
Page 1 of 2 • 53 total messages
Ulica
#720
Author: Krystyna
Date: Tue, 10 Dec 2002 19:58
60 lines
4992 bytes
"Ulica"

 Stukot obcasów, zmęczone podeszwy szurały, rzeźbiły kostki chodników,
znaczyły ścieżki kolejnego dnia. Nieme twarze za samochodowymi szybami,
nieme szeregi przechodniów, zmierzających w swoją stronę. Kroki, kroki,
kroki. Tłum ma w sobie narkotyczny urok, gdy się przystanie pomiędzy,
przymknie oczy i wsłucha w szmer pośpiechu. Jednym zaklęciem można ściszyć
audio i przejść na czystą, spowolnioną wizję. Uchylić powieki i spod rzęs
zastygać na kadrach ulicy. Ile inspiracji w widokach, ile manierycznego
bestialstwa, gdy zapisuje się w pamięci największe tragedie. Trzeba umieć je
wychwycić, poznać po małych śladach, by wizualizować życiorysy po bliznach,
stopniu zabrudzenia spodni czy długości paznokci. W tym bestialstwie kryje
się tajemnica przetrwania, jakiś pociąg do odniesień, dający spokojniejszy
sen. Ilekroć Ester zobaczyła przycupnięte w mrozie chodnikowe dziecko,
doceniała zagrzybione pokoje w mieszkaniu. Ilekroć zajrzała w zmrużone oczy
nieprzytomnej narkomance, łatwiej rozgrzeszała żar  papierosa w swojej
dłoni.  Lepiej być silnym, nie uginać kolan przy byle depresji. Owinąć
odmrożone stopy bandażem i wsunąć je w jesienne pantofle, przecież śnieg
kiedyś się stopi.
Te niegdyś piękne włosy zakręcić w mysi warkocz, mniej będzie widać siwe
odpryski życia.
Mijali ją pogodni sąsiedzi, uśmiechając się ("dzień dobry") zza szyb
ciepłych aut. Kolejny kilometr szybkiego marszu i dłonie siniały - nawet gdy
zapchnięte w kieszenie. Wymuskane twarze bogaczek wyzierały zza futrzanych
kołnierzy. Przechodzień z aktówką trącił ją w biegu. Ester zmieniła
krzywiznę spojrzenia i teraz widziała tylko gorsze ludzkie losy, tak łatwiej
żyć, bez pretensji o własną nieporadność.
Ten w białym prochowcu jakiś dziwny. Stał na poboczu, jak żebrak, nigdzie
się nie śpieszył. Ester właściwie też się nie śpieszyła, zbaczała z trasy do
każdego sklepu, by zagrzać nieco dłonie.   Za każdym razem, gdy wychodziła,
widziała go po drugiej stronie ulicy, zawsze w tej samej pozycji, skulonego
w sobie, jakby sam siebie  tulił pod połami płaszcza. Gdyby nie postawna
sylwetka, mogłaby go posądzić o bycie kobietą, bo na ramionach wiły się
kosmyki, podskakując na wietrze, przechwytując małe, uparte śnieżynki. Zza
tej kotary migała delikatna twarz młodego mężczyzny. Ester zaczęła mieć
podejrzenia co do tej przypadkowości, jako niezmiennego elementu krajobrazu.
Gdy chciała to sprawdzić, mknąc w boczną uliczkę, nie zastawała już nikogo
po wyjściu ze sklepu. I tak było codziennie.
 Pewnego dnia zobaczyła go znowu naprzeciw wystawowych neonów, pod
girlandami świątecznych lampek za niebieskimi szybami.  Podeszła zauroczona,
przywarła twarzą do szkła, które pokryło się parą oddechu, przechodząc w
witrażowy szron. Te siwe włosy na jej głowie spowiły się, wczepiły
utęsknione w białe ściany śniegu za jej plecami. Teraz już miała pewność, że
cała trudna strona życia obraca się w nieważność, zbiega na drugi plan.
Przyszedł ten dzień, gdy go spotkała, mogła wyciągnąć dłoń i dotknąć jego
policzka, przytulić się do białego prochowca i wyspowiadać wszystkie
pretensje do losu. Czuła ciepło i spełnienie, jej droga prowadziła ją przez
uliczne rozmyślania, uliczne dreptania szans na przypadek, a może nawet
przeznaczenie, by zapętlić się tym wyczekanym spokojem ducha, znalezionym na
tej samej ulicy. Przywarła mocniej do szyby, przyłożyła drżącą dłoń i
pokiwała nieznacznie w jego stronę. Nadal tulił się do siebie pod połami
milczenia, a ze schylonej głowy opadały kaskady długich włosów. Dostrzegła
wyraz jego twarzy w  bombce, zdobiącej sosnową gałązkę na wystawie. Biały
policzek przecinała czarna szrama łzy i jej drożyny, oko niosło smutek
świata w swym kolorze, plastikowe usta darmo czekały smaku wypowiadanego
słowa. Arlekin, manekin, ideał.

Krystyna

#Ps. I co, mam rzucić to w cholerę, czy jednak pozwalacie pisać? :)
Re: Ulica
#721
Author: Lamia
Date: Tue, 10 Dec 2002 22:09
12 lines
1145 bytes
 "Krystyna" <sad_devil@wp.pl> pisze?

> "Ulica"
<...>
> #Ps. I co, mam rzucić to w cholerę, czy jednak pozwalacie pisać? :)

Witam wszystkich :)

Nie rzucaj. To ładne. Przemawia do mnie - jednego czytelnika masz :)

Lamia
Re: Ulica
#727
Author: Justyna
Date: Tue, 10 Dec 2002 22:12
19 lines
1399 bytes
Użytkownik "Krystyna" :

> "Ulica"

"Lustra" mniej mi się podobały, a to jest fajne. Jak Ci powiedziano? że "drzemie w
Tobie temperament zgoła nie poetycki, w tym sensie, że więcej chyba wyrazisz prozą.
To nie musi (nie powinna) być grzeczna proza."? Rany, jak cholernie dobrze Ci
powiedziano:).

Z naciskiem na 'nie powinna być grzeczna' --

Ju.




-- 
Serwis Usenet w portalu Gazeta.pl -> http://www.gazeta.pl/usenet/
Re: Ulica
#722
Author: Krystyna
Date: Tue, 10 Dec 2002 22:56
7 lines
1057 bytes
 "Lamia" napisał (a):

> Nie rzucaj. To ładne. Przemawia do mnie - jednego czytelnika masz :)

Bardzo się cieszę, ale mogł(a)byś coś wytknąć :)
Krystyna
Re: Ulica
#728
Author: Krystyna
Date: Tue, 10 Dec 2002 23:09
37 lines
2297 bytes
"Justyna"  napisała

> Użytkownik "Krystyna" :
>
> > "Ulica"
>
> "Lustra" mniej mi się podobały, a to jest fajne.

Justyna, cieszę się, że tak myślisz :) Lustra też tu prześlę, by inni mogli
zobaczyć, ale przyznam, że ze strachem słałam "lepszą" "ulicę", więc nie
wiem, nie wiem. Strach po pierwsze - przed krytyką ( ha, jednak jeszcze mało
zaprawiona jestem), po drugie - że wkleiłam, zamiast dać link ( tu się
wytłumaczę, że naprawdę nie znalazłam żadnego sensownego forum/strony, gdzie
możnaby wrzucić prozę).


>Jak Ci powiedziano? że "drzemie w
> Tobie temperament zgoła nie poetycki, w tym sensie, że więcej chyba
wyrazisz prozą.
> To nie musi (nie powinna) być grzeczna proza."? Rany, jak cholernie dobrze
Ci
> powiedziano:).

Powiedziano, prawda - te słowa rozbrzmiały mi w głowie zaraz po napisaniu
obu miniaturek prozatorskich ;) Ale nie ma tak łatwo, proza zawsze będzie
gdzieś na drugim planie dla mnie, wierszy nie da się tak rzucić.


> Z naciskiem na 'nie powinna być grzeczna' --

czyli ta jest zbyt grzeczna, kolejne powinny być mniej? A może właśnie w tej
prozie widzisz niegrzeczność, której ja nie umiem zidentyfikować? Dopowiedz,
bo może ze względu na późną porę, ale nie rozumiem do końca podkreślenia.

Dziękuję za odwiedziny w wątku,
Krystyna
Re: Ulica
#729
Author: Mark Robert Falzmann
Date: Wed, 11 Dec 2002 06:41
19 lines
1238 bytes
>"Ulica"
Dobre.
Wciagajace.
Wielowymiarowe, wcale nie plaskie.
Bardzo takie... zyciowe.

>#Ps. I co, mam rzucić to w cholerę, czy jednak pozwalacie pisać? :)

Retoryczne pytanko.
Jasne, ze pisz.
Masz dryg, talent i sprawnosc do pozazdroszczenia.

z szacunkiem

M.R.F.
-- 
============= P o l N E W S ==============
     archiwum i przeszukiwanie newsów
        http://www.polnews.pl
Re: Ulica
#730
Author: Krystyna
Date: Wed, 11 Dec 2002 06:55
21 lines
1341 bytes
 "Mark Robert Falzmann" napisał :
> >"Ulica"
> Dobre.
> Wciagajace.
> Wielowymiarowe, wcale nie plaskie.
> Bardzo takie... zyciowe.
>
> >#Ps. I co, mam rzucić to w cholerę, czy jednak pozwalacie pisać? :)
>
> Retoryczne pytanko.
> Jasne, ze pisz.
> Masz dryg, talent i sprawnosc do pozazdroszczenia.
>
> z szacunkiem
>
> M.R.F.
> --

bardzo dziękuję ! :) To ja wracam do pisania ;)
Krystyna
Re: Ulica
#731
Author: Gabi
Date: Wed, 11 Dec 2002 08:48
28 lines
2103 bytes
Użytkownik "Krystyna" <sad_devil@wp.pl> napisał w wiadomości
news:at5o6m$big$1@SunSITE.icm.edu.pl...
> "Ulica"
<CIECIE>

Podobało mi sie. Osobiscie jestem zwolennikiem bardziej "komiksowego"
sposobu pisania. Inaczej mowiac - wole jak ktos napisze to co ma napisac w
10 zdaniach, niz mialby sie rozpisywac w 100-u. I nie lubie za bardzo
takiego zbyt dokladnego, drobiazgowego rzeklbym sposobu przedstawiania
uczuc/odczuc.
Uwazam, ze w tym utworze to wszystko jest raczej wywazone. Czyta sie wiec
przyjemnie. Urzekl mnie zwlaszcza fragment zaczynajacy sie od "Tłum ma w
sobie narkotyczny urok...". Dalsze kilka zdan to prawdziwy majstersztyk:)
MNIAM!
Natomiast pod sam koniec opisy sa juz nieco slabsze (przynajmniej moim
zdaniem). Chodzi mi tu o sama koncowke - z opisem manekina. Jak dla mnie
moze zbyt przekombinowane. Ale sam koniec - TAK JAK LUBIE!:) Czyli fajna
puenta (albo cos w tym rodzaju).
Wiec podsumowujac i powtarzajac - podobalo mi sie. Czytelnik zdobyty:)

> #Ps. I co, mam rzucić to w cholerę, czy jednak pozwalacie pisać? :)
Grr.. nie lubie pytan retorycznych;))

Pozdrawiam

--
Gabriel
>> http://www.angelos.prv.pl <<
Re: Ulica
#723
Author: Lamia
Date: Wed, 11 Dec 2002 08:54
21 lines
1555 bytes
 "Krystyna" <sad_devil@wp.pl> writes:


> Bardzo się cieszę, ale mogł(a)byś coś wytknąć :)

Koniecznie chcesz ?;)

Kojarzy  się ta miniaturka z "teatrem w teatrze". Jest dobra, lekko
napiasana, zaciekawia....co będzie dalej? A zakończenie jest wyśmienite :)

Zazgrzytało mi jedno słowo 'mknąc'.
<Gdy chciała to sprawdzić, mknąc w boczną uliczkę, nie zastawała już nikogo
po wyjściu ze sklepu. I tak było codziennie.

Ale może miałaś taki zamysł....


 Lamia
--
// certum est, quia impassibile est //
Re: Ulica
#736
Author: Marek Krukowski
Date: Wed, 11 Dec 2002 13:43
13 lines
1251 bytes
Krystyna wrote:

> uliczne dreptania szans na przypadek, a może nawet
> przeznaczenie, by zapętlić się tym wyczekanym spokojem 
> ducha, 

To kulawe. Poza tym dość sprawnie. Zgrabna zmiana rytmu w poincie, ale w sumie
koncept trochę wydumany.

Marek Krukowski

-- 
Serwis Usenet w portalu Gazeta.pl -> http://www.gazeta.pl/usenet/
Re: Ulica
#742
Author: Radek
Date: Wed, 11 Dec 2002 22:09
124 lines
7091 bytes
Krystyna wrote:
> "Ulica"
>
>  Stukot obcasów, zmęczone podeszwy szurały,

Co znaczy "zmęczone podeszwy"? Biegały i dostały zadyszki? Równie
dobrze, mogłyby być "zdyszane", jednak one przecież zaledwie "szurały".
A zmęczeni byli przecież ludzie, prawda?

>rzeźbiły kostki chodników,
> znaczyły ścieżki kolejnego dnia. Nieme twarze za samochodowymi
> szybami, nieme szeregi przechodniów, zmierzających w swoją stronę.
> Kroki, kroki, kroki. Tłum ma w sobie narkotyczny urok, gdy się
> przystanie pomiędzy, przymknie oczy i wsłucha w szmer pośpiechu.
> Jednym zaklęciem można ściszyć audio i przejść na czystą, spowolnioną
> wizję. Uchylić powieki i spod rzęs zastygać na kadrach ulicy.

Komuś, kto patrzy, a więc rejstruje owe "kadry" trudno by było na nich
"zastygnąć". Chyba że wyszedłby z siebie i stanął obok...

>Ile
> inspiracji w widokach, ile manierycznego bestialstwa,

Mocna słowa: "manieryczne bestialstwo", jak dla mnie szczyt cynizmu. O
czyje bestialstwo chodzi?

>gdy zapisuje
> się w pamięci największe tragedie.

Czy bestialski jest ktoś zapisujący w pamięci największe tragedie?
Jakie, czyje tragedie? Powyższemu zdaniu brak wewnętrznej logiki, jest
jakieś puste, niedokończone; co chciałaś powiedzieć czytelnikowi?

>Trzeba umieć je wychwycić, poznać
> po małych śladach, by wizualizować życiorysy po bliznach, stopniu
> zabrudzenia spodni czy długości paznokci. W tym bestialstwie kryje
> się tajemnica przetrwania, jakiś pociąg do odniesień, dający
> spokojniejszy sen. Ilekroć Ester zobaczyła przycupnięte w mrozie
> chodnikowe dziecko, doceniała zagrzybione pokoje w mieszkaniu.
> Ilekroć zajrzała w zmrużone oczy nieprzytomnej narkomance, łatwiej
> rozgrzeszała żar  papierosa w swojej dłoni.  Lepiej być silnym, nie
> uginać kolan przy byle depresji. Owinąć odmrożone stopy bandażem i
> wsunąć je w jesienne pantofle, przecież śnieg kiedyś się stopi. Te
> niegdyś piękne włosy zakręcić w mysi warkocz, mniej będzie widać siwe
> odpryski życia.

"Siwe odpryski życia" - dobre!

>Mijali ją pogodni sąsiedzi, uśmiechając się ("dzień
> dobry") zza szyb ciepłych aut. Kolejny kilometr szybkiego marszu i
> dłonie siniały - nawet gdy zapchnięte w kieszenie. Wymuskane twarze
> bogaczek wyzierały zza futrzanych kołnierzy. Przechodzień z aktówką
> trącił ją w biegu. Ester zmieniła krzywiznę spojrzenia

Jeżeli czytelnik zatrzyma się w tym miejscu zastanawiając się, czym jest
krzywizna spojrzenia - to klapa, wybijasz go z rytmu i burzysz wizję
ulicy. Zamiast w tle tworzyć obrazy, w których umieszczasz bohaterkę, na
pierwszy plan wysuwasz "zmianę krzywizny spojrzenia". Wszystko inne
zaczyna się na chwilę sypać. Nie można tego prościej ująć?

>i teraz
> widziała tylko gorsze ludzkie losy, tak łatwiej żyć, bez pretensji o
> własną nieporadność. Ten w białym prochowcu jakiś dziwny. Stał na
> poboczu, jak żebrak, nigdzie się nie śpieszył. Ester właściwie też
> się nie śpieszyła, zbaczała z trasy do każdego sklepu, by zagrzać
> nieco dłonie.   Za każdym razem, gdy wychodziła, widziała go po
> drugiej stronie ulicy, zawsze w tej samej pozycji, skulonego w sobie,
> jakby sam siebie  tulił pod połami płaszcza. Gdyby nie postawna
> sylwetka, mogłaby go posądzić o bycie kobietą, bo na ramionach wiły
> się kosmyki, podskakując na wietrze, przechwytując małe, uparte
> śnieżynki. Zza tej kotary

Kotary włosów podskakujących na wietrze, czy kotary upartych śnieżynek?
Jakiej TEJ kotary?

>migała delikatna twarz młodego mężczyzny.
> Ester zaczęła mieć podejrzenia co do tej przypadkowości, jako
> niezmiennego elementu krajobrazu. Gdy chciała to sprawdzić, mknąc w
>  boczną uliczkę, nie zastawała już nikogo po wyjściu ze sklepu. I tak
> było codziennie. Pewnego dnia zobaczyła go znowu naprzeciw
> wystawowych neonów, pod girlandami świątecznych lampek za niebieskimi
> szybami.  Podeszła zauroczona, przywarła twarzą do szkła, które
> pokryło się parą oddechu, przechodząc w witrażowy szron. Te siwe
> włosy na jej głowie spowiły się, wczepiły utęsknione

Nie przesadzasz z egzaltacją?

>w białe ściany
> śniegu za jej plecami. Teraz już miała pewność, że cała trudna strona
> życia obraca się w nieważność, zbiega na drugi plan. Przyszedł ten
> dzień, gdy go spotkała, mogła wyciągnąć dłoń i dotknąć jego policzka,
> przytulić się do białego prochowca i wyspowiadać wszystkie pretensje
> do losu. Czuła ciepło i spełnienie, jej droga prowadziła ją przez
> uliczne rozmyślania, uliczne dreptania szans na przypadek, a może
> nawet przeznaczenie, by zapętlić się tym wyczekanym spokojem ducha,
> znalezionym na tej samej ulicy. Przywarła mocniej do szyby,
> przyłożyła drżącą dłoń i pokiwała nieznacznie w jego stronę. Nadal
> tulił się do siebie pod połami milczenia, a ze schylonej głowy
> opadały kaskady długich włosów. Dostrzegła wyraz jego twarzy w
> bombce, zdobiącej sosnową gałązkę na wystawie. Biały policzek
> przecinała czarna szrama łzy i jej drożyny, oko niosło smutek świata
> w swym kolorze, plastikowe usta darmo czekały smaku wypowiadanego
> słowa. Arlekin, manekin, ideał.
>
> Krystyna
>
> #Ps. I co, mam rzucić to w cholerę, czy jednak pozwalacie pisać? :)

Powycinaj wszystkie "te, tamte, tej, tego". Spuść z tonu, zamiast
uzewnętrzniać własne emocje, pozwól czytelnikowi samemu poczuć - niech
opowiadanie (short) wzbudzi emocje. Jeden poprawny, sugestywny obraz
zadziała tysiąckroć bardziej niż dziesięć przymiotników i silnie
nacechownych określeń. Schowaj się za słowami, panuj nad nimi, przemyśl,
co piszesz kilka razy. Pisz, nie rzucaj w cholerę.


-- 
Pozdrawiam,
Radek

Na tym swiecie istnieje jedna rzecz straszna 
- to fakt, ze każdy ma 'swoje powody'.

                                  Jean Renoir
Re: Ulica
#724
Author: Krystyna
Date: Wed, 11 Dec 2002 22:26
43 lines
2276 bytes
 "Lamia" napisał(a):


> > Bardzo się cieszę, ale mogł(a)byś coś wytknąć :)
>
> Koniecznie chcesz ?;)

jasne, po to przysłałam.

>
> Kojarzy  się ta miniaturka z "teatrem w teatrze".

znaczy wreszcie umiejscowiłam patos w odpowiedniej formie literackiej? Bo mi
teatr się tak kojarzy - może źle. Jak możesz, to dopowiedz co masz na myśli
z tym "teatrem w teatrze".

> Jest dobra, lekko
> napiasana, zaciekawia....co będzie dalej? A zakończenie jest wyśmienite :)

lekko...? ;> Dobrze, że tak to wygląda ;) Zakończenia to już nawyk z
poezji - lubię silne puenty. Bardzo mnie cieszy, że tak pozytywnie
odebrałe(a)ś tę miniaturkę.


> Zazgrzytało mi jedno słowo 'mknąc'.
> <Gdy chciała to sprawdzić, mknąc w boczną uliczkę, nie zastawała już
nikogo
> po wyjściu ze sklepu. I tak było codziennie.


ha, ja spróbowałam odczytać na głos - język można połamać (mówię o całości),
ale cóż, niech będzie, że to styl ;) Pomyślę, dzięki za cenną uwagę.

>
> Ale może miałaś taki zamysł....

zamysł na pewno obejmował wyjście poza potoczny język, choć przecież
nieprzeciętny też nie jest. Sporo dumania i nierealnych światów w mojej
prozie, więc może przejdą te słowne dziwolągi :)

Raz jeszcze dziękuję
Krystyna
Re: Ulica
#732
Author: Krystyna
Date: Thu, 12 Dec 2002 16:12
62 lines
3022 bytes
"Gabi" napisał:

> Podobało mi sie. Osobiscie jestem zwolennikiem bardziej "komiksowego"
> sposobu pisania. Inaczej mowiac - wole jak ktos napisze to co ma napisac w
> 10 zdaniach, niz mialby sie rozpisywac w 100-u. I nie lubie za bardzo
> takiego zbyt dokladnego, drobiazgowego rzeklbym sposobu przedstawiania
> uczuc/odczuc.
> Uwazam, ze w tym utworze to wszystko jest raczej wywazone.

A jak się fachowo nazywa takie opowiadanko na 1 stronę? Short? Miniatura?
Ludzie nie mają czasu czytać długaśnych opisów, oczekują slajdu, jakiejś
skondensowanej historyjki. Poświęciłam ilość za (mam nadzieję) jakość, stąd
takie małe błyski prozatorskie w postaci opowiadanek typu "ulica".
Potwierdzasz częściowo moją tezę o czytelnikach-minimalistach. Ja sama (z
braku czasu) lubię ostatnio małe formy literackie.

> Czyta sie wiec
> przyjemnie. Urzekl mnie zwlaszcza fragment zaczynajacy sie od "Tłum ma w
> sobie narkotyczny urok...". Dalsze kilka zdan to prawdziwy majstersztyk:)
> MNIAM!

Smacznego ;)

> Natomiast pod sam koniec opisy sa juz nieco slabsze (przynajmniej moim
> zdaniem). Chodzi mi tu o sama koncowke - z opisem manekina. Jak dla mnie
> moze zbyt przekombinowane.

Wiem, wiem, popracuję nad tym.


>Ale sam koniec - TAK JAK LUBIE!:) Czyli fajna
> puenta (albo cos w tym rodzaju).
> Wiec podsumowujac i powtarzajac - podobalo mi sie. Czytelnik zdobyty:)

:))


> > #Ps. I co, mam rzucić to w cholerę, czy jednak pozwalacie pisać? :)
> Grr.. nie lubie pytan retorycznych;))

To wcale nie takie proste - człowiek zaczyna wierzyć, że ma talent i pisze
latami, a potem nagle okazuje się, że jest grafomanem i nikt go nie chce
wydać (to przykład). Czy nie jest wtedy zasadne zapytanie w stylu tego
powyżej? Może faktycznie na pewnym etapie twórczości trzeba zadać sobie i
odbiorcom takie pytanie, upewnić się i albo rozwiać swoje urojenia, albo
wziąć się do pracy. O! :)

>
> Pozdrawiam

i ja, i ja - dziękując za komentarz.

>
> --
> Gabriel
> >> http://www.angelos.prv.pl <<

czyżby sam Archanioł?
;)

Krystyna
Re: Ulica
#737
Author: Krystyna
Date: Thu, 12 Dec 2002 16:18
25 lines
1786 bytes
 "Marek Krukowski" napisał:

> Krystyna wrote:
>
> > uliczne dreptania szans na przypadek, a może nawet
> > przeznaczenie, by zapętlić się tym wyczekanym spokojem
> > ducha,
>
> To kulawe. Poza tym dość sprawnie.

Tak, już też widzę ( ta miniaturka jest bardzo świeża, nie zdążyła się
uleżeć, ale z czasem nabiorę dystansu i mam nadzieję ją wygładzić). O
bogowie! "dość sprawnie" spod palców Marka! ;) Bardzo miło, nie powiem (nie
to, żebym popadła w zamozachwyt, już się biorę do pracy, nie ma obaw).

> Zgrabna zmiana rytmu w poincie, ale w sumie
> koncept trochę wydumany.

Rozwiń, proszę, jakie negatywne konsekwencje niesie owe wydumanie. Jak mam
to rozumieć? Że na siłę? Czy tez chodzi o to, że tekst wcześniej nie
wskazuje na takie zakończenie? Podpowiedz, to spróbuję naprawić.
Dziękuję za udział w wątku.

Krystyna
Re: Ulica
#743
Author: Krystyna
Date: Thu, 12 Dec 2002 23:29
91 lines
4728 bytes
 "Radek"  napisał:
> Krystyna wrote:
> > "Ulica"
> >
> >  Stukot obcasów, zmęczone podeszwy szurały,
>
> Co znaczy "zmęczone podeszwy"? Biegały i dostały zadyszki? Równie
> dobrze, mogłyby być "zdyszane", jednak one przecież zaledwie "szurały".
> A zmęczeni byli przecież ludzie, prawda?

A zmęczonne to zniszczone, ha. Myślałam, że logiczna sprawa.

> Komuś, kto patrzy, a więc rejstruje owe "kadry" trudno by było na nich
> "zastygnąć". Chyba że wyszedłby z siebie i stanął obok...

a "zawiesić oko" ? Więc tu siostra cioteczna tego powiedzonka.

>
> >Ile
> > inspiracji w widokach, ile manierycznego bestialstwa,
>
> Mocna słowa: "manieryczne bestialstwo", jak dla mnie szczyt cynizmu. O
> czyje bestialstwo chodzi?
>
> >gdy zapisuje
> > się w pamięci największe tragedie.
>
> Czy bestialski jest ktoś zapisujący w pamięci największe tragedie?
> Jakie, czyje tragedie? Powyższemu zdaniu brak wewnętrznej logiki, jest
> jakieś puste, niedokończone; co chciałaś powiedzieć czytelnikowi?

żeby sobie dopowiedział. Tylko zaznaczyłam wcześniej -blizny, zabrudzone
spodnie, długie paznokcie, chodnikowe dziecko, narkomanka - bieda.
Bestialstwo to celowe wychwytywanie wzrokiem w tłumie osób biednych,
zaniedbanych, by siebie samego podnieść na duchu - "nie jest tak źle ze
mną".

> "Siwe odpryski życia" - dobre!

:)

> Jeżeli czytelnik zatrzyma się w tym miejscu zastanawiając się, czym jest
> krzywizna spojrzenia - to klapa, wybijasz go z rytmu i burzysz wizję
> ulicy. Zamiast w tle tworzyć obrazy, w których umieszczasz bohaterkę, na
> pierwszy plan wysuwasz "zmianę krzywizny spojrzenia". Wszystko inne
> zaczyna się na chwilę sypać. Nie można tego prościej ująć?

postaram się, ale nie było moim zadaniem ujmowac prosto, za bardzo się męczę
prostując tekst. Niech sobie leci tym stylem, tylko go muszę trochę za wodze
wziąć.

>> Gdyby nie postawna
> > sylwetka, mogłaby go posądzić o bycie kobietą, bo na ramionach wiły
> > się kosmyki, podskakując na wietrze, przechwytując małe, uparte
> > śnieżynki. Zza tej kotary
>
> Kotary włosów podskakujących na wietrze, czy kotary upartych śnieżynek?
> Jakiej TEJ kotary?

dzisiaj się tez tu zatrzymałam, gdy czytałam tekst powtórnie, zaznaczyłam do
poprawki. Kotara miała być włósów, ale popowiedziałeś ciekawe rozwiązanie,
dzięki.

>
> >migała delikatna twarz młodego mężczyzny.
> > Ester zaczęła mieć podejrzenia co do tej przypadkowości, jako
> > niezmiennego elementu krajobrazu. Gdy chciała to sprawdzić, mknąc w
> >  boczną uliczkę, nie zastawała już nikogo po wyjściu ze sklepu. I tak
> > było codziennie. Pewnego dnia zobaczyła go znowu naprzeciw
> > wystawowych neonów, pod girlandami świątecznych lampek za niebieskimi
> > szybami.  Podeszła zauroczona, przywarła twarzą do szkła, które
> > pokryło się parą oddechu, przechodząc w witrażowy szron. Te siwe
> > włosy na jej głowie spowiły się, wczepiły utęsknione
>
> Nie przesadzasz z egzaltacją?

ok, ale tylko od "te siwe włosy", poprzednie mieści się w normach mojego
smaku.

> Powycinaj wszystkie "te, tamte, tej, tego". Spuść z tonu, zamiast
> uzewnętrzniać własne emocje, pozwól czytelnikowi samemu poczuć - niech
> opowiadanie (short) wzbudzi emocje. Jeden poprawny, sugestywny obraz
> zadziała tysiąckroć bardziej niż dziesięć przymiotników i silnie
> nacechownych określeń. Schowaj się za słowami, panuj nad nimi, przemyśl,
> co piszesz kilka razy. Pisz, nie rzucaj w cholerę.

O! W ramki oprawiłam i czytam co 5 minut, żeby nie zapominać. A Ulicę
poprawię niebawem, ale efektami męczyć już nie będę. Dziękuję za komentarz.
I pozdrawiam
Krystyna
Re: Ulica
#744
Author: Radek
Date: Fri, 13 Dec 2002 00:03
103 lines
5440 bytes
Krystyna wrote:
>>>  Stukot obcasów, zmęczone podeszwy szurały,
>>
>> Co znaczy "zmęczone podeszwy"? Biegały i dostały zadyszki? Równie
>> dobrze, mogłyby być "zdyszane", jednak one przecież zaledwie
>> "szurały". A zmęczeni byli przecież ludzie, prawda?
>
> A zmęczonne to zniszczone, ha. Myślałam, że logiczna sprawa.

Dlaczego więc nie "zniszczone"? Użyj prostszego wyrazu, takiego, który
nie zazgrzyta.

>> Komuś, kto patrzy, a więc rejstruje owe "kadry" trudno by było na
>> nich "zastygnąć". Chyba że wyszedłby z siebie i stanął obok...
>
> a "zawiesić oko" ? Więc tu siostra cioteczna tego powiedzonka.

"Zawiesić oko" to utare wyrażenie, w odróżnieniu od "stygnięcia na
kadrach". Będę się upierał, że błędnie go użyłaś. Chociaż wiem mniej
więcej, o co Tobie chodziło. A ja jako czytelnik chciałbym wiedzieć,  co
dokładnie miałaś na myśli, bowiem powyższe słowa nie mieszczą się w
granicach ciekawej aluzji, nad którą chciałbym się głowić. To raczej
wybój na którym wyskoczył mój wóz.
Tym, nad czym będę miał się głowić - ja, czytelnik - niech będzie
przesłanie, a nie pojedyńcze zdania. Nie utrudniaj roboty czytelnikowi.

>>
>>> Ile
>>> inspiracji w widokach, ile manierycznego bestialstwa,
>>
>> Mocna słowa: "manieryczne bestialstwo", jak dla mnie szczyt cynizmu.
>> O czyje bestialstwo chodzi?
>>
>>> gdy zapisuje
>>> się w pamięci największe tragedie.
>>
>> Czy bestialski jest ktoś zapisujący w pamięci największe tragedie?
>> Jakie, czyje tragedie? Powyższemu zdaniu brak wewnętrznej logiki,
>> jest jakieś puste, niedokończone; co chciałaś powiedzieć
>> czytelnikowi?
>
> żeby sobie dopowiedział. Tylko zaznaczyłam wcześniej -blizny,
> zabrudzone spodnie, długie paznokcie, chodnikowe dziecko, narkomanka
> - bieda. Bestialstwo to celowe wychwytywanie wzrokiem w tłumie osób
> biednych, zaniedbanych, by siebie samego podnieść na duchu - "nie
> jest tak źle ze mną".

No dobra, ale gdzie w tym manieryzm?
Aż zajrzę do słownika, aby sprawdzić, czy poprawnie rozumem słowo.

>> Jeżeli czytelnik zatrzyma się w tym miejscu zastanawiając się, czym
>> jest krzywizna spojrzenia - to klapa, wybijasz go z rytmu i burzysz
>> wizję ulicy. Zamiast w tle tworzyć obrazy, w których umieszczasz
>> bohaterkę, na pierwszy plan wysuwasz "zmianę krzywizny spojrzenia".
>> Wszystko inne zaczyna się na chwilę sypać. Nie można tego prościej
>> ująć?
>
> postaram się, ale nie było moim zadaniem ujmowac prosto,

Źle zatem. Prostota (przecież nie prostactwo), powinna być pierwszym
filtrem prozy. Im łatwiej się czyta, tym lepiej. Zza prostych słów
wyłaniają się klarowne obrazy i sytuacje. Trzeba włożyć dużo pracy w
szlifowanie tekstu! Im więcej poświęcisz temu czasu, tym mniej czasu
będzie zmuszony spędzić odbiorca na odkodowywaniu przekazu (nie pozwól
mu się wkurzyć). Napisałaś short, w którym co najmniej 3 razy
zatrzymałem się, aby pogłówkować. Co byłoby w dłuższej formie?

>za bardzo
> się męczę prostując tekst.

Sorry, Winnetou! Nie myśl o sobie, myśl o odbiorcy. On nie zobaczy
obrazów, które Ty masz w głowie, dopóki mu ich nie opiszesz. A musisz
zrobić to starannie, inaczej czytelnik nigdy nie dowie się tego, co Ty
wiesz i chcesz mu przekazać. Poza słowem nie ma między wami nic.
Przy okazji - nikt nie każe Ci pisać, piszesz, ponieważ sprawia Ci to
przyjemność. Spraw również przyjemność temu, kto będzie "obcował" z Twym
dziełem.

>Niech sobie leci tym stylem, tylko go
> muszę trochę za wodze wziąć.

Żadnie "NIECH"! Zapanuj nad tworzywem, którym operujesz. Musisz je
poskromić, aby "robiło" dokładnie, to, co mu każesz. Ma mówić tylko tyle
i aż tyle, na ile mu pozwolisz. Jeśli dasz się powieźć - to tylko w
las... Nawet trzymając wodze. W każdym razie na pewno nie tam, gdzie
chciałabyś dojechać.

> efektami męczyć już nie będę. Dziękuję za
> komentarz. I pozdrawiam
> Krystyna

Efekty ślij na priv, chętnie poczytam.


-- 
Pozdrawiam,
Radek

Jak wiekszosc ludzkich przedsiewziec,
zycie jest stanowczo przereklamowane
i niedoinwestowane.

                          Bert Taylor
Re: Ulica
#748
Author: Wojciech Orlinski
Date: Fri, 13 Dec 2002 06:49
16 lines
1249 bytes

Radek wrote:
> Krystyna wrote:

>> Stukot obcasów, zmęczone podeszwy szurały,
> 
> 
> Co znaczy "zmęczone podeszwy"? Biegały i dostały zadyszki?

Fachowo się to nazywa metafora. Powinieneś się trochę douczyć, zanim 
zaczniesz pouczać.


-- 
Serwis Usenet w portalu Gazeta.pl -> http://www.gazeta.pl/usenet/
Re: Ulica
#733
Author: Wojciech Gołąbowski
Date: Fri, 13 Dec 2002 13:06
15 lines
1699 bytes
Krystyna i parę serwerów po drodze spowodowało pojawienie się
wiadomości:
> A jak się fachowo nazywa takie opowiadanko na 1 stronę? Short?
Miniatura?

Po polsku miniatura, po ichniemu short story. Przy czym co dla jednego
jest shortem, dla drugiego może już być opowiadaniem. I to długim  :)

Wojtek

-- 
     ,                            Wojciech "Voqo" Gołąbowski
 .  / ,'. ,'| ,'.                http://www.golabowski.art.pl
  \/  `.' `.| `.'   "Lubię pracę. Praca mnie fascynuje. Potrafię godzinami
 ---------- | ---    siedzieć i przyglądać się jej."     Jerome K. Jerome
Re: Ulica
#749
Author: Radek
Date: Fri, 13 Dec 2002 21:17
33 lines
2250 bytes
Wojciech Orlinski wrote:
> Radek wrote:
>> Krystyna wrote:
>
>>> Stukot obcasów, zmęczone podeszwy szurały,
>>
>>
>> Co znaczy "zmęczone podeszwy"? Biegały i dostały zadyszki?
>
> Fachowo się to nazywa metafora. Powinieneś się trochę douczyć, zanim
> zaczniesz pouczać.

Dzięki za wyjaśnienie, teraz wrócę do szkolnej ławy, aby nadrobić
zaległości.
Wychodząc, będąc już za drzwiami prawie, napomknę jednak, że tylko
wyraziłem w powyższej kwestii swoje zdanie, nie zamierzałem pouczać.
Owe "zmęczone podeszwy" są jak dla mnie niekonkretne; zbyt ogóle jak na
metaforę (o zmęczenie materiału chodzi? o przemęcznie fizyczne,
analogiczne do ludzkiego, czy też o zmęczonych ludzi, którzy szurają
nogami po chodniku???). Nie przemawia do mnie to określenie i tyle.
Nie zgadzasz się, zachwyciły Cię podeszwy, dostrzegasz w tej przenośni
logikę, skrobnij coś w obronie Krystyny zamiast zarzucać mi nieuctwo.


-- 
Pozdrawiam,
Radek

Szczescie byc moze i zalezy od kroliczej lapki,
ale pamietajmy o tym, ze krolikowi nie przyniosla
ona szczescia.

                                      Robert Shaw 
Re: Ulica
#751
Author: Jan Rudziński
Date: Fri, 13 Dec 2002 22:23
84 lines
3369 bytes
Cześć wszystkim

Krystyna wrote:
> 
> "Ulica"

Poczepiam się jak zwykle złośliwie, pocieszając jednocześnie autorkę, że
jest to opinia moja, tylko moja i wcale niekoniecznie słuszna.


> kroki. Tłum ma w sobie narkotyczny urok, gdy się 
> przystanie pomiędzy,
^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^

 Zgrzyta mi, ale nie wiem czemu.

> przymknie oczy i wsłucha w szmer pośpiechu. Jednym zaklęciem można ściszyć
> audio i przejść na czystą, spowolnioną wizję.

 Dla mnie fatalnie. Po pierwsze, słowo 'audio' wybija człowieka z tej
poetyki. Po drugie, jeśli już, to mamy pary 'audio/video',
'fonia/wizja'. 
 Zresztą, w każdym wariancie byłoby fatalnie. Lepiej powiedzieć jakoś
bardziej staroświecko.

[...] 
> ile manierycznego bestialstwa

 To już pisał kolega. 'Bestialstwo' może mieć różnorakie atrybuty, ale
'manieryczności' bym do nich nie zaliczył.

[...]
> jakiś pociąg do odniesień, dający spokojniejszy

 Mi ten pociąg zgrzyta, ale też nie wiem, dlaczego.
[...]
> Gdyby nie postawna
> sylwetka, mogłaby go posądzić o bycie kobietą,

 'posądzić kogoś o bycie kimś' gramatycznie poprawne, ale jak dla
mnie... nieporadne? A może po prostu gubi rytm?

[...]
> przywarła twarzą do szkła, które pokryło się parą oddechu, przechodząc w
> witrażowy szron.

 Z gramatyki wynika, że to szkło przeszło w szron. Mam wrażenie, że w
szron zmieniła się jednak para oddechu, a szkło ewentualnie w witraż.

> Te siwe włosy na jej głowie
> spowiły się,
^^^^^^^^^^^^^

 Tego czasownika bez dopełnienia zwyczajnie nie rozumiem.


> jej droga prowadziła ją przez
> uliczne rozmyślania, uliczne 
> dreptania szans na przypadek, a może nawet

 Dreptanie widziałbym tu pojedyńcze, czyli 'uliczne dreptanie szans' -
to nawet świeże, ale liczba mnoga jakoś mi nie pasuje.

> przeznaczenie, by 
> zapętlić się tym wyczekanym spokojem ducha, znalezionym na

 Nie rozumiem, jak można 'zapętlić się spokojem ducha' i mam nadzieję,
że nigdy tego nie zrozumiem.


> 
> Krystyna
> 
> #Ps. I co, mam rzucić to w cholerę, czy jednak pozwalacie pisać? :)

 A pisz, pisz. Ja się na poezji za bardzo nie znam, a Twój tekst gęsty
był.


-- 
Pozdrowienia
 Janek          http://www.astercity.net/~janekr
Niech mnie diabli porwą!
Niech diabli porwą? To się da zrobić...
Re: Ulica
#734
Author: Mark Robert Falzmann
Date: Sat, 14 Dec 2002 07:26
46 lines
2371 bytes
"Krystyna" <sad_devil@wp.pl> wrote
"Lamia" napisał(a):

> > Zazgrzytało mi jedno słowo 'mknąc'.
> > <Gdy chciała to sprawdzić, mknąc w boczną uliczkę, nie zastawała
już
> nikogo
> > po wyjściu ze sklepu. I tak było codziennie.

Portret obsesyjny dopuszcza slowa "gwaltowne" a nawet egzaltowane.
"Mknac" jest takim slowem.

Krystyna, wybacz ten "portret_obsesyjny" ale ta miniatura takie
zrobila na mnie wrazenie.

> zamysł na pewno obejmował wyjście poza potoczny język, choć przecież
> nieprzeciętny też nie jest. Sporo dumania i nierealnych światów w
mojej
> prozie, więc może przejdą te słowne dziwolągi :)

Tak kuje sie, oraz hartuje, unikalny styl pisarski :)))
Pracuj nad tym.
Wielcy pisarze sa "wielcy" dzieki specyficznemu stylowi przelewania slowa na 
papier.
A na koniec, dwie male uwagi.
1. Zawsze traktuj kazdy "nowy" tekst, jako wersje robocza.
   Cos jak "beta" oprogramowanie.
   Rzecz wymagajaca dalszych poprawek.
   Czasem trwajacych lata. 

 Bron jak niedzwiedzica, swoje "dzidzi", czyli wlasny tekst atakowany przez 

krytykow. Jesli w twoim przekonaniu, pani/pan "krytyk" czepia sie dla samej 
frajdy czepiania, lub wrecz jest zlosliwy, albo najzwyczajniej nie rozumie 
niczego, to WALCZ z idiotyzmem, zlosliwosciami oraz tunelowa wizja klapaczy.
Innymi slowy, nie daj sie zakrzyczec.

M.R.F. 

M.R.F.

-- 
============= P o l N E W S ==============
     archiwum i przeszukiwanie newsów
        http://www.polnews.pl
Re: Ulica
#752
Author: Krystyna
Date: Sat, 14 Dec 2002 12:56
122 lines
4768 bytes
 "Jan Rudziński"napisał :
> Cześć wszystkim
>
> Krystyna wrote:
> >
> > "Ulica"
>
> Poczepiam się jak zwykle złośliwie, pocieszając jednocześnie autorkę, że
> jest to opinia moja, tylko moja i wcale niekoniecznie słuszna.

jasne, bardzo pomocna, zapewniam.

>
> > kroki. Tłum ma w sobie narkotyczny urok, gdy się
> > przystanie pomiędzy,
> ^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^
>
>  Zgrzyta mi, ale nie wiem czemu.

bo jest tu urwanie myśli, niech sobie każdy dopowie pomiędzy czym. Poezja
się wkradła, przynajmniej miała, nie wiem, czy wyszło.

>
> > przymknie oczy i wsłucha w szmer pośpiechu. Jednym zaklęciem można
ściszyć
> > audio i przejść na czystą, spowolnioną wizję.
>
>  Dla mnie fatalnie. Po pierwsze, słowo 'audio' wybija człowieka z tej
> poetyki. Po drugie, jeśli już, to mamy pary 'audio/video',
> 'fonia/wizja'.
>  Zresztą, w każdym wariancie byłoby fatalnie. Lepiej powiedzieć jakoś
> bardziej staroświecko.

więc "dźwięki" i "obraz"



> [...]
> > ile manierycznego bestialstwa
>
>  To już pisał kolega. 'Bestialstwo' może mieć różnorakie atrybuty, ale
> 'manieryczności' bym do nich nie zaliczył.

bo mało uzasadnione w tekście, dopracuję. W pisarstwie też przecież chodzi o
nadawanie nowych znaczeń, nawet jeśli nie pasuje, muszę przekonać
czytelnika, że jednak pasuje. Dlatego rozszerzę ten fragment, by rozwiać
wątpliwości co do tego zestawienia słów.

>
> [...]
> > jakiś pociąg do odniesień, dający spokojniejszy
>
>  Mi ten pociąg zgrzyta, ale też nie wiem, dlaczego.

niech będzie "skłonność"

> [...]
> > Gdyby nie postawna
> > sylwetka, mogłaby go posądzić o bycie kobietą,
>
>  'posądzić kogoś o bycie kimś' gramatycznie poprawne, ale jak dla
> mnie... nieporadne? A może po prostu gubi rytm?
>

nieporadne, sama nad tym siedziałam i wysiedziałam "posądzić o kobiecość"

> [...]
> > przywarła twarzą do szkła, które pokryło się parą oddechu, przechodząc w
> > witrażowy szron.
>
>  Z gramatyki wynika, że to szkło przeszło w szron. Mam wrażenie, że w
> szron zmieniła się jednak para oddechu, a szkło ewentualnie w witraż.

"Podeszła zauroczona, przywarła twarzą do szyby,  pokrywając ją zaparowanym
oddechem, który przeszedł w witrażowy szron."

i pożonglowałam "szkłem", "szybą", dorzuciłam w jednym miejscu zamiennik
"tafla".


> > Te siwe włosy na jej głowie
> > spowiły się,
> ^^^^^^^^^^^^^
>
>  Tego czasownika bez dopełnienia zwyczajnie nie rozumiem.

takie dopełnienie wystarczy?
 "spowiły się w śniegu, wczepiły łakomie w białe ściany za jej plecami".


> > jej droga prowadziła ją przez
> > uliczne rozmyślania, uliczne
> > dreptania szans na przypadek, a może nawet
>
>  Dreptanie widziałbym tu pojedyńcze, czyli 'uliczne dreptanie szans' -
> to nawet świeże, ale liczba mnoga jakoś mi nie pasuje.

ok, przychylam się do sprzeciwu.

>
> > przeznaczenie, by
> > zapętlić się tym wyczekanym spokojem ducha, znalezionym na
>
>  Nie rozumiem, jak można 'zapętlić się spokojem ducha' i mam nadzieję,
> że nigdy tego nie zrozumiem.

w odniesieniu do poprzedniego zdania - to droga się zapętliła. Wcześniej to
było jedno zdanie, podzieliłam nieuważnie.

> > #Ps. I co, mam rzucić to w cholerę, czy jednak pozwalacie pisać? :)
>
>  A pisz, pisz. Ja się na poezji za bardzo nie znam, a Twój tekst gęsty
> był.

Gęsty, poszultzowsko jeszcze, chyba mnie zdeterminował tym natłokiem
przymiotników, i czasowników, i poezją w każdej linijce "Cynamonowych
sklepów".
Próbuję pisać, a teksty obiecuję podsyłać króciutkie i dopracowane bardziej.
I nie za często oczywiście.
Bardzo dziękuję za komentarz :)
Krystyna
Re: Ulica
#750
Author: Krystyna
Date: Sat, 14 Dec 2002 12:58
10 lines
1173 bytes
 "Wojciech Orlinski"  napisał
> Radek wrote:
> > Co znaczy "zmęczone podeszwy"? Biegały i dostały zadyszki?
>
> Fachowo się to nazywa metafora.

o właśnie, a ta miniatura nimi naszpikowana - i dobrze, miała być. Dzięki.

Krystyna
Re: Ulica
#745
Author: Krystyna
Date: Sat, 14 Dec 2002 13:28
114 lines
6045 bytes
 "Radek" napisał:
> "Zawiesić oko" to utare wyrażenie, w odróżnieniu od "stygnięcia na
> kadrach". Będę się upierał, że błędnie go użyłaś.

ok, do mnie Twój upór nie przemawia na tyle, by poprawkę wprowadzić, może z
czasem , gdy z jeszcze większego dystansu spojrzę na tekst. Wtedy będę miałą
na uwadze Twoje słowa, zrobiłam stosowną adnotację.


[manieryczne bestialstwo]

> No dobra, ale gdzie w tym manieryzm?
> Aż zajrzę do słownika, aby sprawdzić, czy poprawnie rozumem słowo.

napisałam na ten temat Janowi. Dopracuję, by uwidocznić, ale nie zmienię
samego manierycznego bestialstwa.


> >> Jeżeli czytelnik zatrzyma się w tym miejscu zastanawiając się, czym
> >> jest krzywizna spojrzenia - to klapa, wybijasz go z rytmu i burzysz
> >> wizję ulicy. Zamiast w tle tworzyć obrazy, w których umieszczasz
> >> bohaterkę, na pierwszy plan wysuwasz "zmianę krzywizny spojrzenia".
> >> Wszystko inne zaczyna się na chwilę sypać. Nie można tego prościej
> >> ująć?
> >
> > postaram się, ale nie było moim zadaniem ujmowac prosto,
>
> Źle zatem. Prostota (przecież nie prostactwo), powinna być pierwszym
> filtrem prozy. Im łatwiej się czyta, tym lepiej. Zza prostych słów
> wyłaniają się klarowne obrazy i sytuacje.

Hola, hola. Jakie źle, a gdzie to masz te przykazanie kiedy źle, a kiedy
dobrze? Są różne nurty prozatorskie, są proste romanse, sensacja, kryminały,
s-f, są też moje opowiadania. Znajduję dla nich miejsce w takim stylu,
właśnie gęstym, trudnym może na pierwszy rzut oka, ale nie będę wykładać
kadr po kadrze w prosty sposób, bo takie pisanie nie ma dla mnie sensu ze
względu na brak umiejętności w tym kierunku.  Trzeba już na początku
jakiejkolwiek twórczości zadać pytanie - czy chcę pisać literaturę
popularną, czy ambitną? Spójrz na prozę Nabokova, Szultza, czy tam jest coś
prosto napisane? Nie porównuję swojej miniatruy do tych mistrzów pióra,
chciałabym tylko, by tekst nie był skreślany za styl, który był pewnym
zamierzeniem i świadomą decyzją. Rozumiem też, że niektóre momenty trzeba
poprawić, bo faktycznie wpada się w niezrozumienie, ale broń mnie Panie
Boże, bym zamieniła w łopatologię ten tekst.


>Trzeba włożyć dużo pracy w
> szlifowanie tekstu!

tu się zgodzę.

>Im więcej poświęcisz temu czasu, tym mniej czasu
> będzie zmuszony spędzić odbiorca na odkodowywaniu przekazu (nie pozwól
> mu się wkurzyć). Napisałaś short, w którym co najmniej 3 razy
> zatrzymałem się, aby pogłówkować. Co byłoby w dłuższej formie?


Może po prostu nie ten odbiorca? Czy w księgarni nie dobierasz sobie książek
wg gustu? Nie można trafić do wszystkich.


> >za bardzo
> > się męczę prostując tekst.
>
> Sorry, Winnetou! Nie myśl o sobie, myśl o odbiorcy. On nie zobaczy
> obrazów, które Ty masz w głowie, dopóki mu ich nie opiszesz. A musisz
> zrobić to starannie, inaczej czytelnik nigdy nie dowie się tego, co Ty
> wiesz i chcesz mu przekazać. Poza słowem nie ma między wami nic.

prawda, ale ja wierzę, że są czytelnicy, którym wystarczy to, co i w jaki
sposób napisałam.  Nie unikam korekty, poprawiam, szlifuję. Powiedzialeś
wielką, znaną prawdę w tym fachu, przyznaję. Postaram się jeszcze bardziej
mieć to na uwadze, ale gdybym chciała napisać tekst dla ogółu czytelników,
nie wiem, czy wstrzeliłabym się w jakikolwiek ich krąg. Pisze się dla
czytelnika, ale dla określonego, dla zawężonej grupy.


> Przy okazji - nikt nie każe Ci pisać, piszesz, ponieważ sprawia Ci to
> przyjemność. Spraw również przyjemność temu, kto będzie "obcował" z Twym
> dziełem.

Tu rozbieżności w odbiorze nie da się uniknąć. Jestem na to gotowa. Ale
zachowam konsekwentnie siebie w pisaniu, by nie zlać się z szarą masą takich
samych opowiadań. Muszę zadbać o choćby cień inności, i tak go wyrażam. Może
się mylę, trudno, przyjdzie dzień, że się zreflektuję :)
Tak się droczę, ale uważnie czytam, co napisałeś i właściwie to się z Tobą
zgadzam, nie myśl sobie, żem taka harda bestia ;)


> >Niech sobie leci tym stylem, tylko go
> > muszę trochę za wodze wziąć.
>
> Żadnie "NIECH"! Zapanuj nad tworzywem, którym operujesz. Musisz je
> poskromić, aby "robiło" dokładnie, to, co mu każesz. Ma mówić tylko tyle
> i aż tyle, na ile mu pozwolisz. Jeśli dasz się powieźć - to tylko w
> las... Nawet trzymając wodze. W każdym razie na pewno nie tam, gdzie
> chciałabyś dojechać.

ale tam może być nawet ciekawiej ;)


> > efektami męczyć już nie będę. Dziękuję za
> > komentarz. I pozdrawiam
> > Krystyna
>
> Efekty ślij na priv, chętnie poczytam.

nie ma sprawy. Na razie są spore korekty, ale całość nie odbiega bardzo od
oryginału, więc byłbyś niezadowolony. Jeśli kiedyś zrobię z tego coś
grzeczniutkiego i okiełznanego, to Ci prześlę :)

Bardzo dziękuję za miły krytycyzm
Krystyna
Re: Ulica
#725
Author: Lamia
Date: Sat, 14 Dec 2002 13:42
28 lines
1635 bytes
 "Krystyna" <sad_devil@wp.pl> writes:

<...>
> znaczy wreszcie umiejscowiłam patos w odpowiedniej formie literackiej? Bo
mi
> teatr się tak kojarzy - może źle.

patos?! :(

Jak możesz, to dopowiedz co masz na myśli
> z tym "teatrem w teatrze".
<...>

za dużo tłumaczenia ;)


> zamysł na pewno obejmował wyjście poza potoczny język, choć przecież
> nieprzeciętny też nie jest. Sporo dumania i nierealnych światów w mojej
> prozie, więc może przejdą te słowne dziwolągi :)

No i te dumania są takie wciągające :)
Pokaż "Lustra"

Pozdrawia
Lamia
--
// certum est, quia impassibile est //
Re: Ulica
#746
Author: Marek Krukowski
Date: Sat, 14 Dec 2002 19:08
45 lines
2504 bytes
Radek wrote:

> Dlaczego więc nie "zniszczone"? Użyj prostszego wyrazu, 
> takiego, który nie zazgrzyta.

Do opisu zgrzytów używa się zgrzytów.
 

>  A ja jako czytelnik chciałbym wiedzieć,  co
> dokładnie miałaś na myśli, bowiem powyższe słowa nie 
> mieszczą się w granicach ciekawej aluzji, nad którą 
> chciałbym się głowić. 

To jest Twój problem, że chciałbyś coś wiedzieć i nie ma żadnego powodu, żebyś
ze swoich problemów rozliczał autora.

> To raczej
> wybój na którym wyskoczył mój wóz.

Nie możesz oczekiwać, że przejedziesz wyboistą drogą, nie trafiając na wyboje.

> Tym, nad czym będę miał się głowić - ja, czytelnik - niech 
> będzie przesłanie, a nie pojedyńcze zdania. 

Może powinieneś czytać opracowania albo bryki, a nie literaturę?

> Nie utrudniaj roboty czytelnikowi.

Pisz dużą czcionką?


> > postaram się, ale nie było moim zadaniem ujmowac prosto,

> Źle zatem. Prostota (przecież nie prostactwo), powinna być 
> pierwszym filtrem prozy. Im łatwiej się czyta, tym lepiej.
> Zza prostych słów
> wyłaniają się klarowne obrazy i sytuacje.
 
Pierwsza i jednyna niepodważalna zasada oceny estetycznej mówi: nie ma
niepodważalnych zasad oceny estetycznej. Każda może być przełamana, byle
działo się to w określonym celu. Prostota, bardzo proszę, to ważny postulat,
ale nie do wszystkich sytuacji pasuje. Do opisu stanu ducha kogoś wariującego
z samotności i zagubienia - niekoniecznie, a przynajmniej nie jedynie.

Marek Krukowski
Re: Ulica
#738
Author: Marek Krukowski
Date: Sat, 14 Dec 2002 19:27
43 lines
2643 bytes
Krystyna wrote:

> > > uliczne dreptania szans na przypadek, a może nawet
> > > przeznaczenie, by zapętlić się tym wyczekanym spokojem
> > > ducha,

> > To kulawe. Poza tym dość sprawnie.

> Tak, już też widzę ( ta miniaturka jest bardzo świeża, nie 
> zdążyła się uleżeć, ale z czasem nabiorę dystansu i mam 
> nadzieję ją wygładzić). O bogowie! "dość sprawnie" spod 
> palców Marka! ;) 

Bez przesady, ja tylko poglądy mam takie skrajnie ponure, ale - jeśli mam
dobry humor - potrafię wykrzesać z siebie odrobinę życzliwości.


> > Zgrabna zmiana rytmu w poincie, ale w sumie
> > koncept trochę wydumany.
> 
> Rozwiń, proszę, jakie negatywne konsekwencje niesie owe 
> wydumanie. Jak mam to rozumieć? Że na siłę? Czy tez chodzi 
> o to, że tekst wcześniej nie wskazuje na takie zakończenie? 

Zakończenie choć szokowe, wydaje się właściwie dopuszczalną konsekwencją
opisanej wcześniej sytuacji. Owa sytuacja wydaje się jak najbardziej
zrozumiała. A jednak całość pozostaje jakby poza obszarem tego co bylibyśmy
skłonni uznać za możliwe. Okazuje się, że tylko wydawoło się nam, że potrafimy
utożsamić się z bohaterką i że to, co braliśmy za zupełnie naturalne rozterki
skrajnie samotnej i zagubionej osoby, rozgrywało się gdzieś w dziedzinie
zupełnego surrealizmu. Tak że w zasadzie przestaje być wiadomo, czy to
przypadkiem nie była jednak wesoła piosenka.
 
 
> Podpowiedz, to spróbuję naprawić.

Nie wiem, myślę, że opis spotkania nie powinien uderzać w tony tak ostateczne.
Czy pomoże?  - ? 

A tak na marginesie, sprawdzałaś, jakby to wyglądało w pierwszej osobie, albo
w czasie teraźniejszym?
 
Marek Krukowski
Re: Ulica
#753
Author: Jan Rudziński
Date: Sat, 14 Dec 2002 22:11
58 lines
2834 bytes
Cześć wszystkim

Krystyna wrote:
> 
[...]
> >
> > > kroki. Tłum ma w sobie narkotyczny urok, gdy się
> > > przystanie pomiędzy,
> > ^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^
> >
> >  Zgrzyta mi, ale nie wiem czemu.
> 
> bo jest tu urwanie myśli, niech sobie każdy dopowie pomiędzy czym. Poezja
> się wkradła, przynajmniej miała, nie wiem, czy wyszło.

Aha. Ja tymczasem lepiej zrozumiałem problem - ten fragment zabrzmiał mi
składnią angielską.

[...]
> >
> >  To już pisał kolega. 'Bestialstwo' może mieć różnorakie atrybuty, ale
> > 'manieryczności' bym do nich nie zaliczył.
> 
> bo mało uzasadnione w tekście, dopracuję. W pisarstwie też przecież chodzi o
> nadawanie nowych znaczeń, nawet jeśli nie pasuje, muszę przekonać
> czytelnika, że jednak pasuje.

 O właśnie. Oczywiście należy do rzeczowników dodawac takie
przymiotniki, jakich jeszcze nikt nie stosował. Tak żeby czytelnik
widział w tym nowy, nieoczekiwany - ale sens.

[...]
> 
> Gęsty, poszultzowsko jeszcze, chyba mnie zdeterminował tym natłokiem
> przymiotników, i czasowników, i poezją w każdej linijce "Cynamonowych
> sklepów".

 Przy tak krótkich, a jednocześnie gęstych tekstach szczególnie warto
chyba - po napisaniu! - rozbierać sobie każde zdanie gramatycznie, jak
pani w szkole uczyła.
 Po to, żeby każda osobliwość była osobliwością z zamysłu autora, a nie
z nieuwagi.

 Bo inaczej będzie jak z poetą, któremu w druku zmienili tytuł z 'Przed
posągiem' na 'Przed pociągiem'. Korektę dostał, przegapił i nie mógł
mieć do nikogo pretensji. A jeszcze miał zmartwienie - bo NIKT nie
przysłał do redakcji listu z pretensją, że tytuł bez sensu...


[...]
> Krystyna


-- 
Pozdrowienia
 Janek          http://www.astercity.net/~janekr
Niech mnie diabli porwą!
Niech diabli porwą? To się da zrobić...
Re: Ulica
#726
Author: Krystyna
Date: Sat, 14 Dec 2002 23:14
14 lines
1187 bytes
Lamia

> patos?! :(

nieważne

> No i te dumania są takie wciągające :)
> Pokaż "Lustra"


pokazałam, choć są podobno gorsze (wg Justyny np) :)

Krystyna
Re: Ulica
#735
Author: Krystyna
Date: Sat, 14 Dec 2002 23:25
69 lines
3535 bytes
 "Mark Robert Falzmann" napisał:

> "Krystyna" <sad_devil@wp.pl> wrote
> "Lamia" napisał(a):
>
> > > Zazgrzytało mi jedno słowo 'mknąc'.
> > > <Gdy chciała to sprawdzić, mknąc w boczną uliczkę, nie zastawała
> już
> > nikogo
> > > po wyjściu ze sklepu. I tak było codziennie.
>
> Portret obsesyjny dopuszcza slowa "gwaltowne" a nawet egzaltowane.
> "Mknac" jest takim slowem.
>
> Krystyna, wybacz ten "portret_obsesyjny" ale ta miniatura takie
> zrobila na mnie wrazenie.

a ja chciałam dziekować za "portret obsesyjny" :)

> > zamysł na pewno obejmował wyjście poza potoczny język, choć przecież
> > nieprzeciętny też nie jest. Sporo dumania i nierealnych światów w
> mojej
> > prozie, więc może przejdą te słowne dziwolągi :)
>
> Tak kuje sie, oraz hartuje, unikalny styl pisarski :)))
> Pracuj nad tym.
> Wielcy pisarze sa "wielcy" dzieki specyficznemu stylowi przelewania slowa
na
> papier.

popracuję. Chciałoby się unikalnie, choćby poprzez styl, skoro tematycznie
było już wszystko. Co wyjdzie - czas pokaże.

> A na koniec, dwie male uwagi.
> 1. Zawsze traktuj kazdy "nowy" tekst, jako wersje robocza.
>    Cos jak "beta" oprogramowanie.
>    Rzecz wymagajaca dalszych poprawek.
>    Czasem trwajacych lata.

tak jest, zapamiętałam :) Wiesz, nauczyłam się już tego dzięki
pl.hum.poezja, jestem maniakalną poprawiaczką tekstu, nigdy nie mam
ostatecznej wersji, bo za jakiś czas znowu coś zmieniam i przepisuję od
nowa.

>
>  Bron jak niedzwiedzica, swoje "dzidzi", czyli wlasny tekst atakowany
przez
>
> krytykow. Jesli w twoim przekonaniu, pani/pan "krytyk" czepia sie dla
samej
> frajdy czepiania, lub wrecz jest zlosliwy, albo najzwyczajniej nie rozumie
> niczego, to WALCZ z idiotyzmem, zlosliwosciami oraz tunelowa wizja
klapaczy.
> Innymi slowy, nie daj sie zakrzyczec.

ale to trzeba tak z solidną argumentacją, a ja nigdy nie potrafię takiej
rozpoznać, tym bardziej wysunąć;) Poza tym - takie zajadłe obrony swojej
"dzidzi" poczytywane bywają jako pierwszy znak rozpoznawczy grafomana ;)
Trzeba troszkę pokory, jeśli wystawia się utwór na pastwę czytelników,
często wymagających i marudzących dla zasady, ale słusznie i zawsze z
pozytywnym rezultatem. Dlatego, że cenię krytykę, uczestniczę w tego typu
grupach. Pomagają złapać dystans. Jak już mam dosyć, to zmykam na kilka dni
z netu i piszę po swojemu, zbuntowana i naładowana do tego stopnia, że piszę
lepiej.

Jednak dziękuję za przyjacielską radę :)

Krystyna
Re: Ulica
#739
Author: Krystyna
Date: Sat, 14 Dec 2002 23:48
49 lines
2668 bytes
 "Marek Krukowski" napisał:

> Bez przesady, ja tylko poglądy mam takie skrajnie ponure, ale - jeśli mam
> dobry humor - potrafię wykrzesać z siebie odrobinę życzliwości.

:)


[wydumanie]

> Zakończenie choć szokowe, wydaje się właściwie dopuszczalną konsekwencją
> opisanej wcześniej sytuacji. Owa sytuacja wydaje się jak najbardziej
> zrozumiała. A jednak całość pozostaje jakby poza obszarem tego co
bylibyśmy
> skłonni uznać za możliwe. Okazuje się, że tylko wydawoło się nam, że
potrafimy
> utożsamić się z bohaterką i że to, co braliśmy za zupełnie naturalne
rozterki
> skrajnie samotnej i zagubionej osoby, rozgrywało się gdzieś w dziedzinie
> zupełnego surrealizmu. Tak że w zasadzie przestaje być wiadomo, czy to
> przypadkiem nie była jednak wesoła piosenka.

ciągotki do fantasy.  Ale żeby wesoła piosenka, hmm...



> > Podpowiedz, to spróbuję naprawić.
>
> Nie wiem, myślę, że opis spotkania nie powinien uderzać w tony tak
ostateczne.
> Czy pomoże?  - ?

oj, powinien, powinien, bo w zakończeniu cały mój plan, by rzucić inne
spojrzenie na wszystko, co przed nim, spójrz na "lustra", może lepiej
wyjaśnią, niż ja. Jest jeszcze taki wariant, że wcale mi się planu nie udało
zrealizować :)


> A tak na marginesie, sprawdzałaś, jakby to wyglądało w pierwszej osobie,
albo
> w czasie teraźniejszym?

Nie sprawdzałam. Ale poeksperymentuję, choć nie przepadam za
cz.teraźniejszym, a 1 os. zawsze rzuca jakiś cień autobiografizmu, czego
wolałabym unikać. Wiarygodności tekstu zabieg taki nie podnosi sam w sobie,
więc niby po co:)

Krystyna
Re: Ulica
#747
Author: Krystyna
Date: Sat, 14 Dec 2002 23:55
21 lines
2065 bytes
 "Marek Krukowski" napisał:

> Pierwsza i jednyna niepodważalna zasada oceny estetycznej mówi: nie ma
> niepodważalnych zasad oceny estetycznej. Każda może być przełamana, byle
> działo się to w określonym celu. Prostota, bardzo proszę, to ważny
postulat,
> ale nie do wszystkich sytuacji pasuje. Do opisu stanu ducha kogoś
wariującego
> z samotności i zagubienia - niekoniecznie, a przynajmniej nie jedynie.

wow, Marku, a ja też coś w obronie tekstu naskrobałam i nie widząc Twojego
wstawiennictwa uprzednio, posłałam, jak zwykle po 23.00 (choć z
wcześniejszym oznakowaniem czasowym, bo jak off-line się pisze, to tak jakoś
wychodzi). Niemniej - dziękuję, żeś napisał, co napisałeś. Bo to ważne, by o
tym pamiętać na tej grupie i w ogóle w czytelnictwie, jeśli się zechce
wyrażać głośno opinie. Gusta, style - tego się nie kwestionuje z katedry,
można tylko wyrazić współodczuwanie lub nie. Tak sobie myślę, choć zdaję też
sobie sprawę, że to zbyt ogólnikowa teza, w dodatku zupełnie intuicyjna ;)

Krystyna
Re: Ulica
#754
Author: Krystyna
Date: Sun, 15 Dec 2002 00:20
48 lines
2897 bytes
 "Jan Rudziński" napisał:
> [...]
> > >
> > >  To już pisał kolega. 'Bestialstwo' może mieć różnorakie atrybuty, ale
> > > 'manieryczności' bym do nich nie zaliczył.
> >
> > bo mało uzasadnione w tekście, dopracuję. W pisarstwie też przecież
chodzi o
> > nadawanie nowych znaczeń, nawet jeśli nie pasuje, muszę przekonać
> > czytelnika, że jednak pasuje.
>
>  O właśnie. Oczywiście należy do rzeczowników dodawac takie
> przymiotniki, jakich jeszcze nikt nie stosował. Tak żeby czytelnik
> widział w tym nowy, nieoczekiwany - ale sens.

to sarkazm, czy szczera wypowiedź? ;)


> [...]
> >
> > Gęsty, poszultzowsko jeszcze, chyba mnie zdeterminował tym natłokiem
> > przymiotników, i czasowników, i poezją w każdej linijce "Cynamonowych
> > sklepów".
>
>  Przy tak krótkich, a jednocześnie gęstych tekstach szczególnie warto
> chyba - po napisaniu! - rozbierać sobie każde zdanie gramatycznie, jak
> pani w szkole uczyła.
>  Po to, żeby każda osobliwość była osobliwością z zamysłu autora, a nie
> z nieuwagi.

racja, wezmę do serca, zapisuję w pamięci i pod każdą roboczą wersją. Jak
tylko czas pozwoli, zabiorę się do rozbioru na części pierwsze wszystkich
zdań, jakie napisałam :)


>
>  Bo inaczej będzie jak z poetą, któremu w druku zmienili tytuł z 'Przed
> posągiem' na 'Przed pociągiem'. Korektę dostał, przegapił i nie mógł
> mieć do nikogo pretensji. A jeszcze miał zmartwienie - bo NIKT nie
> przysłał do redakcji listu z pretensją, że tytuł bez sensu...

:) Nie zdarzyło mi się. A tak w ogóle, to ja już chyba Janku z Tobą kiedyś
kiedyś sobie rozmawiałam o tym Lemie i "Fantastyce i futurologii" co ją
miałam przeczytać i wrócić, by podyskutować, ale to było kiedyś, więc
mgliście mi się jawi, a w googlach nie szukam już. Poza tym - jeszcze nie
przeczytałam :)
Krystyna
Re: Ulica
#755
Author: Jan Rudziński
Date: Sun, 15 Dec 2002 21:15
53 lines
2486 bytes
Cześć wszystkim

Krystyna wrote:
> 
[...]
> >
> >  O właśnie. Oczywiście należy do rzeczowników dodawac takie
> > przymiotniki, jakich jeszcze nikt nie stosował. Tak żeby czytelnik
> > widział w tym nowy, nieoczekiwany - ale sens.
> 
> to sarkazm, czy szczera wypowiedź? ;)

 Oczywiście szczera. Zresztą łatwo było to wywnioskować z dalszego ciągu
tamtego listu.


 Może spróbuję napisać jaśniej, co mam na myśli.

 Jeśli napiszesz:

'często wybuchał straszliwym gniewem'

 - wyjdzie banał. To źle. Aby uniknąć banału, można przejrzeć słownik i
wybrać taki przymiotnik, którego jeszcze nikt nigdy nie użył do
określenia gniewu. Ale wtedy wpadamy w drugą skrajność. Może wyjść
potworek w stylu:

'często wybuchał drobnozwojowym gniewem'

Czy czytelnik może coś z tego zrozumieć? Chyba że poprzednie pół strony
będzie w sposób antropomorfizujący opisywać różnorakie gwinty...

Granica między banałem a niezrozumiałą metaforą jest cienka. To znów
banał, nie? A co powiesz o zdaniu:

'często wybuchał melancholijnym gniewem'

 Według mnie takie zdanie coś - choć nie wiadomo dokładnie co - mówi o
bohaterze.
 Zetknąłem się też jednak z opinią, że z tego zdania wynika wyłącznie
debilizm autora...


 

> Krystyna


-- 
Pozdrowienia
 Janek          http://www.astercity.net/~janekr
Niech mnie diabli porwą!
Niech diabli porwą? To się da zrobić...
Re: Ulica
#756
Author: Krystyna
Date: Sun, 15 Dec 2002 23:41
40 lines
2298 bytes
 "Jan Rudziński"  napisał:
> Krystyna wrote:
> > to sarkazm, czy szczera wypowiedź? ;)
>
>  Oczywiście szczera. Zresztą łatwo było to wywnioskować z dalszego ciągu
> tamtego listu.

Toż mrugam okiem :)

>  Może spróbuję napisać jaśniej, co mam na myśli.
>
>  Jeśli napiszesz:
>
> 'często wybuchał straszliwym gniewem'
>
>  - wyjdzie banał. To źle. Aby uniknąć banału, można przejrzeć słownik i
> wybrać taki przymiotnik, którego jeszcze nikt nigdy nie użył do
> określenia gniewu. Ale wtedy wpadamy w drugą skrajność. Może wyjść
> potworek w stylu:
>
> 'często wybuchał drobnozwojowym gniewem'
>
> Czy czytelnik może coś z tego zrozumieć? Chyba że poprzednie pół strony
> będzie w sposób antropomorfizujący opisywać różnorakie gwinty...
>
> Granica między banałem a niezrozumiałą metaforą jest cienka. To znów
> banał, nie? A co powiesz o zdaniu:
>
> 'często wybuchał melancholijnym gniewem'
>
>  Według mnie takie zdanie coś - choć nie wiadomo dokładnie co - mówi o
> bohaterze.

podzielam, dziękuję za ciekawe spostrzeżenia. Trochę pojaśniało:)

>  Zetknąłem się też jednak z opinią, że z tego zdania wynika wyłącznie
> debilizm autora...

Krystyna
Re: Ulica
#757
Author: Mark Robert Falzmann
Date: Tue, 17 Dec 2002 05:01
60 lines
2871 bytes
Jan napisal:

>
>Może spróbuję napisać jaśniej, co mam na myśli.
>
>Jeśli napiszesz:
>
>'często wybuchał straszliwym gniewem'
>
>- wyjdzie banał. To źle. 

No wiesz, nie bylbym taki tego pewien.
Jesli caly tekst jest adresowany do "okreslonego" czytelnika szukajacego 
prostej a zarazem przejmujacej tresci, to taki tekst MUSI byc zbudowany na 
potocznych i znajomych "kliszach" wyrazeniowych.
Rzeczowniki "uczuciowe" typu - gniew, radosc, smutek, zaloba, lzy, placz, 
itp., sa bardzo niewdzieczne do "obrabiania" gdyz zapytania - Jaki gniew?, 
Jaki smutek? Jaka radosc?... maja od prawiekow wyrobione odpowiedzi.
Banalne, oklepane, wrecz mechanicznie stosowane.

azde odejscie od tych banalnych zbitek np. "straszliwy_gniew", z mety tworzy 

zgrzyt i falsz.
Przecietny czytelnik szuka przecietnie trudnych tekstow :)))
Kazde odejscie od utrwalonych stereotypow, odrzuca czytelnika.
Ale...
Jest pewien chwyt, pozwalajacy na zamiane banalu w cos nie_tak_banalnego.
Ten chwyt, to rozwiniecie "przymiotow" uczuciowego rzeczownika w osobnym 
zdaniu, tuz po wprowadzeniu danego rzeczownika.

Przyklad:
- Jan, czesto wybuchal gniewem. Strasznym, wulkanicznym, spienionym i 
grzmiacym...

Ten chwyt ma tez inna zalete.
Zezwala na takie od_niechcenia opisanie samego Jana.

- Jan, czesto wybuchal gniewem. Strasznym w skrzywieniu ust, wulkanicznym w 
mroku zrenic, spienionym w burzy rozwianych wlosów i grzmiacym basowymi 
nutami.  

Takie opisy bywaja w powiesciach przygodowych, fantastycznych i romansach.
Dla zawodowego krytyka, jest to grafomania okrutna, ale rynek czytelniczy ma 
zwykle odmienne zdanie :)))

latego uwazam, ze... "Ulica" znajdzie swojego odbiorce, bez zadnych poprawek 

czy zmian. 

M.R.F.
 


  

-- 
============= P o l N E W S ==============
     archiwum i przeszukiwanie newsów
        http://www.polnews.pl
Re: Ulica
#758
Author: Krystyna
Date: Tue, 17 Dec 2002 06:29
16 lines
1502 bytes
 "Mark Robert Falzmann" napisał:
> Takie opisy bywaja w powiesciach przygodowych, fantastycznych i romansach.
> Dla zawodowego krytyka, jest to grafomania okrutna, ale rynek czytelniczy
ma
> zwykle odmienne zdanie :)))
>
> latego uwazam, ze... "Ulica" znajdzie swojego odbiorce, bez zadnych
poprawek
>
> czy zmian.

Dziękuję za wiarę, ale jakoś mi wynika z Twojej wypowiedzi, że "ulica" to
okrutna grafomania ;)

Krystyna
Re: Ulica
#759
Author: Mark Robert Falzmann
Date: Tue, 17 Dec 2002 15:45
40 lines
2539 bytes
> Krystyna napisała:

>Dziękuję za wiarę, ale jakoś mi wynika z Twojej wypowiedzi, że "ulica" to
>okrutna grafomania ;)

 Nie.
 Skad Ci to przyszlo do glowy?
 Tekst jest raczej taki bardziej "intelektualny" lecz na szczescie 
tez "emocjonalny" wiec zapewne latwo sprzedawalny.
 Widzisz...
 Slowo, grafomania, jest uzywane przez osoby pragnace oddzielic "ambitne" 
czyli deficytowe teksty, od "rynkowych" czyli dochodowych tekstow.
 Wszystko, co sie sprzedaje latwo i dobrze, jest to - albo czysta grafomania, 
albo zblizone do...
 Wszystko, co zalega polki ksiegarni, ale jest wynoszone pod niebiosa przez 
zawodowych krytykow, jest "intelektualnymi_perelkami" wzgardzonymi przez te 
ohydne rynkowe "wieprze" :)))
 
 No dobrze, troche przeginam, ale tak, mniej wiecej, dziele teksty literackie.
 Dla mnie jedyne miary wartosci "utworu" to liczba sprzedanych egzemplarzy.
 Bardzo materialistyczny i pragmatyczny sposob mierzenia :)))
 Nie zaprzeczam intelektualnej wartosci wielu ksiazek, ale...
 "Intelektualizm" nigdy nie byl i nadal nie jest chodliwym "towarem". 
 
 Inaczej jest z tekstami "emocjonalnymi".
 Te zwykle sprzedaja sie dobrze.
 Romanse i Dramaty dobrym przykladem.
 Masa krytykow, moze wszyscy, uwazaja iz taka Danielle Steel to grafomanka.
 Zazdrosnicy :)))
 Pani DS to milionerka.
 Daj Boze kazdemu tak "grafomanic" :)))

  M.R.F.
 

-- 
============= P o l N E W S ==============
     archiwum i przeszukiwanie newsów
        http://www.polnews.pl
Re: Ulica
#764
Author: Jan Rudziński
Date: Tue, 17 Dec 2002 16:35
28 lines
1642 bytes
Cześć wszystkim

Mark Robert Falzmann wrote:
> 

> >
> >Jeśli napiszesz:
> >
> >'często wybuchał straszliwym gniewem'
> >
> >- wyjdzie banał. To źle.
> 
> No wiesz, nie bylbym taki tego pewien.

 A ja byłbym. To _będzie_ banał, co wcale nie znaczy, że nie należy tak
pisać. Moim zdaniem proza nie może byc naszpikowana samymi niebanalnymi
zdaniami, bo będzie nieczytelna...
[...]

> 
> M.R.F.
> 

-- 
Pozdrowienia
 Janek          http://www.astercity.net/~janekr
Niech mnie diabli porwą!
Niech diabli porwą? To się da zrobić...
Re: Ulica
#760
Author: Krystyna
Date: Wed, 18 Dec 2002 14:26
32 lines
2171 bytes
 "Mark Robert Falzmann"  napisał:
>
> > Krystyna napisała:
>
> >Dziękuję za wiarę, ale jakoś mi wynika z Twojej wypowiedzi, że "ulica" to
> >okrutna grafomania ;)
>
>  Nie.
>  Skad Ci to przyszlo do glowy?

z Twojej wypowiedzi, wprawdzie nie wprost, więc pewnie nadinterpretuję, stąd
uśmieszek na końcu mojego komentarza.
Nieważne.

>  Tekst jest raczej taki bardziej "intelektualny" lecz na szczescie
> tez "emocjonalny" wiec zapewne latwo sprzedawalny.
>  Widzisz...
>  Slowo, grafomania, jest uzywane przez osoby pragnace oddzielic "ambitne"
> czyli deficytowe teksty, od "rynkowych" czyli dochodowych tekstow.

ja myślałam, że w tym znaczeniu używa się dla literatury słowa "komercyjna"
lub " popularna"? :) Grafomanów ktoś wydaje??

>  No dobrze, troche przeginam, ale tak, mniej wiecej, dziele teksty
literackie.
>  Dla mnie jedyne miary wartosci "utworu" to liczba sprzedanych
egzemplarzy.
>  Bardzo materialistyczny i pragmatyczny sposob mierzenia :)))

jakie stawiasz progi ? :)
Krystyna
Re: Ulica
#740
Author: Marek Krukowski
Date: Thu, 19 Dec 2002 05:24
26 lines
2165 bytes
Krystyna wrote:

> > A tak na marginesie, sprawdzałaś, jakby to wyglądało w 
> >  pierwszej osobie, albo w czasie teraźniejszym?
 
> Nie sprawdzałam. Ale poeksperymentuję, choć nie przepadam 
> za cz.teraźniejszym, 

Ale może zwolnić tempo wydarzeń.

> a 1 os. zawsze rzuca jakiś cień autobiografizmu, czego
> wolałabym unikać. 

Chyba nie. Zwłaszcza w takim tekście. Ale po "Lustrach" możesz ten pomysł
uznać za niebyły. Szkoda, że nie rzuciłaś ich pierwszych. Muszę powiedzieć, że
mi "Lustra" chyba spodobały się bardziej. A w każdym razie dały bohaterce
pewien kredyt zaufania, który ułatwia pogodzenie się z treścią "Ulicy". Choć
przeskok między jej wcieleniami zatrważający. Ciekawym czy "Mgła" wyjaśni czy
pogłębi różnicę. Jednak o ile w "Lustrach" tylko bym ciut ciut poupraszczał
składnię, to "Ulica" tak jak ją teraz widzę wymaga jakichś zmian w opisie
kontaktów między bohaterami. Po pierwsze nie do końca mi pasuje ten
prochowiec. Po drugie odniosłem wrażenie, że nie jest do końca jasne. Czy
Ester wie do kogo podchodzi i dlatego podchodzi, czy daje się nabrać na własną
tęsknotę - moim zdaniem brak precyzji osłabia tu wymowę. 

Marek Krukowski
Re: Ulica
#765
Author: Mark Robert Falzmann
Date: Thu, 19 Dec 2002 09:16
23 lines
1654 bytes
 Jan napisal:

>A ja byłbym. To _będzie_ banał, co wcale nie znaczy, że nie należy tak
>pisać. Moim zdaniem proza nie może byc naszpikowana samymi niebanalnymi
>zdaniami, bo będzie nieczytelna...

 Chcac byc upierdliwym postowiczem, powinienem tutaj pojechac klasycznie, 
czyli spytac niewinnie :)))
 - A co to jest banal?
 I zaraz wszystko diabli wezma.
 Wiec nie spytam.
 Tak.
 Masz racje.
 To_bedzie_banal.
 Wprawdzie, nie o to mi chodzilo w poscie, ale...
 
 pozdrawiam
 marek
-- 
============= P o l N E W S ==============
     archiwum i przeszukiwanie newsów
        http://www.polnews.pl
Re: Ulica
#761
Author: Mark Robert Falzmann
Date: Thu, 19 Dec 2002 09:42
24 lines
1644 bytes
 > Krystyna napisała:

 >ja myślałam, że w tym znaczeniu używa się dla literatury słowa "komercyjna"
 >lub " popularna"? :) Grafomanów ktoś wydaje??
  
 Zalezy, zalezy...
 Kto pisze, kto mowi, kto krytykuje, ocenia.

Raz wpadlem na tekst "znanego" felietonisty, utrzymujacego, ze rynek ksiazki, 

jest zalany szmira oraz grafomania. 
 Odpowiedz na Twoje pytanie, jak wyzej ;)))
  
>jakie stawiasz progi ? :)

 Nie zlapalem.
 Wyjasnij.

 M.R.F.
-- 
============= P o l N E W S ==============
     archiwum i przeszukiwanie newsów
        http://www.polnews.pl
Re: Ulica
#741
Author: Krystyna
Date: Fri, 20 Dec 2002 05:14
11 lines
1350 bytes
 "Marek Krukowski" napisał:
> Po drugie odniosłem wrażenie, że nie jest do końca jasne. Czy
> Ester wie do kogo podchodzi i dlatego podchodzi, czy daje się nabrać na
własną
> tęsknotę - moim zdaniem brak precyzji osłabia tu wymowę.

Nie wie do kogo podchodzi, a cała wymowa w ostatnim wyrazie ostatniego
zdania.

K.
Re: Ulica
#762
Author: Krystyna
Date: Fri, 20 Dec 2002 05:16
10 lines
1364 bytes
"Mark Robert Falzmann"  napisał

> >jakie stawiasz progi ? :)
>
>  Nie zlapalem.
>  Wyjasnij.

Jaki nakład sprzedanych egzemplarzy stanowi o wartości utworu, wg Ciebie.
K.
Re: Ulica
#763
Author: Mark Robert Falzmann
Date: Sat, 21 Dec 2002 08:03
18 lines
1707 bytes
>
>Krystyna napisala:

>Jaki nakład sprzedanych egzemplarzy stanowi o wartości utworu, wg Ciebie.

 Alez to proste.
 Najwyzszy w swojej (kategorii) grupie.
 Lub (podgrupie) dziale.
 Np., grupa "Fantastyka" dzieli sie na 3 dzialy - SF, Fantasy, Horror.
 Ogolna ilosc sprzedanych ksiazek w kazdym z w/w dzialow bedzie rozna, lecz 
zawsze z tej masy wyloni sie jakis tam bestseller w dziale SF, Fantasy oraz 
Horroru.

 M.R.F.
-- 
============= P o l N E W S ==============
     archiwum i przeszukiwanie newsów
        http://www.polnews.pl
Re: Ulica
#766
Author: Henryk Kostjuk
Date: Sat, 28 Dec 2002 18:04
69 lines
5449 bytes
Bylem pewien, ze jest to fragment ksiazki pisarza, ktory sie nazywa
Stefan Chwin. Napisal rowniez powiesc proniemiecka  "Henneman". Jego
literatura skupia sie na opisie przedmiotu, ma na tym punkcie prawdziwa
obsesje, ale wszyscy sie tym upajaja.

Pozwolisz, ze za chwile przeanalizuje ci twoj tekst. 

Krystyna napisał(a):
> 
> "Ulica"
> 
>  Stukot obcasów, zmęczone podeszwy szurały, rzeźbiły kostki chodników,
> znaczyły ścieżki kolejnego dnia. Nieme twarze za samochodowymi szybami,
> nieme szeregi przechodniów, zmierzających w swoją stronę. Kroki, kroki,
> kroki. Tłum ma w sobie narkotyczny urok, gdy się przystanie pomiędzy,
> przymknie oczy i wsłucha w szmer pośpiechu. Jednym zaklęciem można ściszyć
> audio i przejść na czystą, spowolnioną wizję. Uchylić powieki i spod rzęs
> zastygać na kadrach ulicy. Ile inspiracji w widokach, ile manierycznego
> bestialstwa, gdy zapisuje się w pamięci największe tragedie. Trzeba umieć je
> wychwycić, poznać po małych śladach, by wizualizować życiorysy po bliznach,
> stopniu zabrudzenia spodni czy długości paznokci. W tym bestialstwie kryje
> się tajemnica przetrwania, jakiś pociąg do odniesień, dający spokojniejszy
> sen. Ilekroć Ester zobaczyła przycupnięte w mrozie chodnikowe dziecko,
> doceniała zagrzybione pokoje w mieszkaniu. Ilekroć zajrzała w zmrużone oczy
> nieprzytomnej narkomance, łatwiej rozgrzeszała żar  papierosa w swojej
> dłoni.  Lepiej być silnym, nie uginać kolan przy byle depresji. Owinąć
> odmrożone stopy bandażem i wsunąć je w jesienne pantofle, przecież śnieg
> kiedyś się stopi.
> Te niegdyś piękne włosy zakręcić w mysi warkocz, mniej będzie widać siwe
> odpryski życia.
> Mijali ją pogodni sąsiedzi, uśmiechając się ("dzień dobry") zza szyb
> ciepłych aut. Kolejny kilometr szybkiego marszu i dłonie siniały - nawet gdy
> zapchnięte w kieszenie. Wymuskane twarze bogaczek wyzierały zza futrzanych
> kołnierzy. Przechodzień z aktówką trącił ją w biegu. Ester zmieniła
> krzywiznę spojrzenia i teraz widziała tylko gorsze ludzkie losy, tak łatwiej
> żyć, bez pretensji o własną nieporadność.
> Ten w białym prochowcu jakiś dziwny. Stał na poboczu, jak żebrak, nigdzie
> się nie śpieszył. Ester właściwie też się nie śpieszyła, zbaczała z trasy do
> każdego sklepu, by zagrzać nieco dłonie.   Za każdym razem, gdy wychodziła,
> widziała go po drugiej stronie ulicy, zawsze w tej samej pozycji, skulonego
> w sobie, jakby sam siebie  tulił pod połami płaszcza. Gdyby nie postawna
> sylwetka, mogłaby go posądzić o bycie kobietą, bo na ramionach wiły się
> kosmyki, podskakując na wietrze, przechwytując małe, uparte śnieżynki. Zza
> tej kotary migała delikatna twarz młodego mężczyzny. Ester zaczęła mieć
> podejrzenia co do tej przypadkowości, jako niezmiennego elementu krajobrazu.
> Gdy chciała to sprawdzić, mknąc w boczną uliczkę, nie zastawała już nikogo
> po wyjściu ze sklepu. I tak było codziennie.
>  Pewnego dnia zobaczyła go znowu naprzeciw wystawowych neonów, pod
> girlandami świątecznych lampek za niebieskimi szybami.  Podeszła zauroczona,
> przywarła twarzą do szkła, które pokryło się parą oddechu, przechodząc w
> witrażowy szron. Te siwe włosy na jej głowie spowiły się, wczepiły
> utęsknione w białe ściany śniegu za jej plecami. Teraz już miała pewność, że
> cała trudna strona życia obraca się w nieważność, zbiega na drugi plan.
> Przyszedł ten dzień, gdy go spotkała, mogła wyciągnąć dłoń i dotknąć jego
> policzka, przytulić się do białego prochowca i wyspowiadać wszystkie
> pretensje do losu. Czuła ciepło i spełnienie, jej droga prowadziła ją przez
> uliczne rozmyślania, uliczne dreptania szans na przypadek, a może nawet
> przeznaczenie, by zapętlić się tym wyczekanym spokojem ducha, znalezionym na
> tej samej ulicy. Przywarła mocniej do szyby, przyłożyła drżącą dłoń i
> pokiwała nieznacznie w jego stronę. Nadal tulił się do siebie pod połami
> milczenia, a ze schylonej głowy opadały kaskady długich włosów. Dostrzegła
> wyraz jego twarzy w  bombce, zdobiącej sosnową gałązkę na wystawie. Biały
> policzek przecinała czarna szrama łzy i jej drożyny, oko niosło smutek
> świata w swym kolorze, plastikowe usta darmo czekały smaku wypowiadanego
> słowa. Arlekin, manekin, ideał.
> 
> Krystyna
> 
> #Ps. I co, mam rzucić to w cholerę, czy jednak pozwalacie pisać? :)
Re: Ulica
#767
Author: Henryk Kostjuk
Date: Sat, 28 Dec 2002 18:30
87 lines
6415 bytes
Przeczytalem ten tekst oraz wiekszosc wypowiedzi na jego temat. Autorka
powinna ustalic, jaka jest bohaterka, a to w konsekwencji pociagnie
sposob widzenia, a co za tym idzie pisania. Dlaczego nazywa sie Ester?
Jezeli  jest Zydowka, bedzie widziala inne rzeczy i patrzyla inaczej
niz  Ester ze Stanow. Moze ma 15 lat i  nosi okulary, wiec widzi cos
innego niz osoba trzydziestoletnia po rozwodzie. Wrazliwa i zalekniona
bedzie patrzyla inaczej niz przebojowa dziewczyna wracajaca z randki.
Musisz wiedziec, kto to widzi i kto do nas mowi. 

Twoj tekst jest balaganiarski. Powinnas podzielic go na akapity i
przyjac prosta zasade, ze jeden akapit to jeden motyw. Z czasem mozesz
sobie ustalic inne zasady, ale na poczatku mozesz te przyjac. 

Zastanow sie czy opisujesz rzecz ukazujac ja  od szczegolu do ogolu.
Mozesz przyjac inne zasady, ale  uzywaj ich konsekwentnie. Mozesz
opisywac tylko drobiazgi czy tez cale formy. 

W tekscie uzywasz maniery mlodopolskiej i mieszasz style. Najpierw
powinnas sie zastanowic, co chcesz powiedziec. Na przyklad: Ukazuje
beznadziejna i szara ulice podczas banalnego popoludnia, widzianą przez
zdesperowana  sierotke. 

Metody sa rozne, jest ich wiele, ale musisz wprowadzic zasady i
porzadek. Ten tekst nie jest dobry.  

Krystyna napisał(a):
> 
> "Ulica"
> 
>  Stukot obcasów, zmęczone podeszwy szurały, rzeźbiły kostki chodników,
> znaczyły ścieżki kolejnego dnia. Nieme twarze za samochodowymi szybami,
> nieme szeregi przechodniów, zmierzających w swoją stronę. Kroki, kroki,
> kroki. Tłum ma w sobie narkotyczny urok, gdy się przystanie pomiędzy,
> przymknie oczy i wsłucha w szmer pośpiechu. Jednym zaklęciem można ściszyć
> audio i przejść na czystą, spowolnioną wizję. Uchylić powieki i spod rzęs
> zastygać na kadrach ulicy. Ile inspiracji w widokach, ile manierycznego
> bestialstwa, gdy zapisuje się w pamięci największe tragedie. Trzeba umieć je
> wychwycić, poznać po małych śladach, by wizualizować życiorysy po bliznach,
> stopniu zabrudzenia spodni czy długości paznokci. W tym bestialstwie kryje
> się tajemnica przetrwania, jakiś pociąg do odniesień, dający spokojniejszy
> sen. Ilekroć Ester zobaczyła przycupnięte w mrozie chodnikowe dziecko,
> doceniała zagrzybione pokoje w mieszkaniu. Ilekroć zajrzała w zmrużone oczy
> nieprzytomnej narkomance, łatwiej rozgrzeszała żar  papierosa w swojej
> dłoni.  Lepiej być silnym, nie uginać kolan przy byle depresji. Owinąć
> odmrożone stopy bandażem i wsunąć je w jesienne pantofle, przecież śnieg
> kiedyś się stopi.
> Te niegdyś piękne włosy zakręcić w mysi warkocz, mniej będzie widać siwe
> odpryski życia.
> Mijali ją pogodni sąsiedzi, uśmiechając się ("dzień dobry") zza szyb
> ciepłych aut. Kolejny kilometr szybkiego marszu i dłonie siniały - nawet gdy
> zapchnięte w kieszenie. Wymuskane twarze bogaczek wyzierały zza futrzanych
> kołnierzy. Przechodzień z aktówką trącił ją w biegu. Ester zmieniła
> krzywiznę spojrzenia i teraz widziała tylko gorsze ludzkie losy, tak łatwiej
> żyć, bez pretensji o własną nieporadność.
> Ten w białym prochowcu jakiś dziwny. Stał na poboczu, jak żebrak, nigdzie
> się nie śpieszył. Ester właściwie też się nie śpieszyła, zbaczała z trasy do
> każdego sklepu, by zagrzać nieco dłonie.   Za każdym razem, gdy wychodziła,
> widziała go po drugiej stronie ulicy, zawsze w tej samej pozycji, skulonego
> w sobie, jakby sam siebie  tulił pod połami płaszcza. Gdyby nie postawna
> sylwetka, mogłaby go posądzić o bycie kobietą, bo na ramionach wiły się
> kosmyki, podskakując na wietrze, przechwytując małe, uparte śnieżynki. Zza
> tej kotary migała delikatna twarz młodego mężczyzny. Ester zaczęła mieć
> podejrzenia co do tej przypadkowości, jako niezmiennego elementu krajobrazu.
> Gdy chciała to sprawdzić, mknąc w boczną uliczkę, nie zastawała już nikogo
> po wyjściu ze sklepu. I tak było codziennie.
>  Pewnego dnia zobaczyła go znowu naprzeciw wystawowych neonów, pod
> girlandami świątecznych lampek za niebieskimi szybami.  Podeszła zauroczona,
> przywarła twarzą do szkła, które pokryło się parą oddechu, przechodząc w
> witrażowy szron. Te siwe włosy na jej głowie spowiły się, wczepiły
> utęsknione w białe ściany śniegu za jej plecami. Teraz już miała pewność, że
> cała trudna strona życia obraca się w nieważność, zbiega na drugi plan.
> Przyszedł ten dzień, gdy go spotkała, mogła wyciągnąć dłoń i dotknąć jego
> policzka, przytulić się do białego prochowca i wyspowiadać wszystkie
> pretensje do losu. Czuła ciepło i spełnienie, jej droga prowadziła ją przez
> uliczne rozmyślania, uliczne dreptania szans na przypadek, a może nawet
> przeznaczenie, by zapętlić się tym wyczekanym spokojem ducha, znalezionym na
> tej samej ulicy. Przywarła mocniej do szyby, przyłożyła drżącą dłoń i
> pokiwała nieznacznie w jego stronę. Nadal tulił się do siebie pod połami
> milczenia, a ze schylonej głowy opadały kaskady długich włosów. Dostrzegła
> wyraz jego twarzy w  bombce, zdobiącej sosnową gałązkę na wystawie. Biały
> policzek przecinała czarna szrama łzy i jej drożyny, oko niosło smutek
> świata w swym kolorze, plastikowe usta darmo czekały smaku wypowiadanego
> słowa. Arlekin, manekin, ideał.
> 
> Krystyna
> 
> #Ps. I co, mam rzucić to w cholerę, czy jednak pozwalacie pisać? :)
Re: Ulica
#768
Author: Krystyna
Date: Sun, 29 Dec 2002 16:23
10 lines
1195 bytes
 "Henryk Kostjuk"  napisał :
[...]
> Metody sa rozne, jest ich wiele, ale musisz wprowadzic zasady i
> porzadek. Ten tekst nie jest dobry.

Postaram się mieć na uwadze te rady przy korektach w tym tekście. Bardzo
dziękuję za wskazania potknięć w szczególe i całości, to dla mnie cenne.
Pozdrawiam
Krystyna
Re: Ulica
#769
Author: Henryk Kostjuk
Date: Sun, 29 Dec 2002 22:47
39 lines
2464 bytes
Próbowałem napisac ci analize twoich luster, ale wybacz, byłaby zbyt
obszerna. 

Myslałem o poczatku tekstu. Powinnas podzielic tekst na akapity. Mowisz
w pierwszym zdaniu o samotnosci w tlumie rodziny. O tym wiec powinien
byc  caly tekst.  Rodzina jest lub nie jest juz twoim lustrem. To musisz
wiedziec. Moze to jest samotnosc pozorna. 

Potem mowisz cos o sofie. Powinnas rozwinac ten motyw. Moze Ester
uprawiala seks z tym, ktory zaraz zostanie nam przedstawiony, ow
starzejacy sie mezczyzna. 

Prowadz go od kolejnego akapitu. Zrob tu akapit. Najpierw napisz, jak
sie zestarzal, na co wystarczy dwa zdania w tekscie o takich rozmiarach,
uzywaj przy tym rzeczownikow. Dopiero po opisaniu, komentuj, czy
odpowiadaj na pytanie, co spowodowalo starzenie sie. 

Tak przez caly tekst. Opisuj rzeczy, trzymaj sie tego zdanie po zdanie,
nie mieszaj opisu z komentarzem.

Refleksyjny tekst wymaga konkretow, inaczej bedzie zbiorem pytan i uwag.
Na koncu sami musimy wiedziec, dlaczego Ester nie patrzy w lustro. Moze
dlatego, ze odbija sie jej obraz o oczach mezczyzny, tego starzejacego
sie safanduly z kanapy, i wobec tego lustra sa tylko powierzchniami. 

Powodzenia. 

Krystyna napisał(a):
> 
>  "Henryk Kostjuk"  napisał :
> [...]
> > Metody sa rozne, jest ich wiele, ale musisz wprowadzic zasady i
> > porzadek. Ten tekst nie jest dobry.
> 
> Postaram się mieć na uwadze te rady przy korektach w tym tekście. Bardzo
> dziękuję za wskazania potknięć w szczególe i całości, to dla mnie cenne.
> Pozdrawiam
> Krystyna
Re: Ulica
#770
Author: Krystyna
Date: Mon, 30 Dec 2002 21:45
44 lines
3096 bytes
 "Henryk Kostjuk"napisał:
[...]
> Tak przez caly tekst. Opisuj rzeczy, trzymaj sie tego zdanie po zdanie,
> nie mieszaj opisu z komentarzem.

Postaram się zastosować, choćby eksperymentalnie, do Twojej rady. Na razie
zajęta jestem inna prozą, zarówno stylistycznie, jak i gatunkowo, ale jak
tylko się z s-f uporam, to powrócę do tych miniatur i na pewno będę je
poprawiać, bo istotnie w miarę upływu czasu dostrzegam coraz więcej
potknięć.

>
> Refleksyjny tekst wymaga konkretow, inaczej bedzie zbiorem pytan i uwag.

Prawda. Niby to sie wie, ale ta świadomość zatraca się podczas pisania :)

> Na koncu sami musimy wiedziec, dlaczego Ester nie patrzy w lustro. Moze
> dlatego, ze odbija sie jej obraz o oczach mezczyzny, tego starzejacego
> sie safanduly z kanapy, i wobec tego lustra sa tylko powierzchniami.

Obawiam się, że nieopatrznie te dwa różne znaczeniowo lustra (z początku
tekstu i z końca) są łączone w jedno. Lustra są dwa,  jedno to realne,
pomijane, właściwie użyte tylko dla usprawiedliwienia zaawansowania związku,
wieku itp, drugie to już symbolizm, zatracanie granic pomiędzy urojeniami a
rzeczywistością, wstępne stadium schizofrenii, może jakiejś unikalnej, bo
tworzącej wizje nas samych widzianych z perspektywy biernego obserwatora.
Jakoś tak to miało być. Zdaję sobie sprawę, że ten pomysł jeszcze się we
mnie nie skrystalizował z najmniejszymi detalami i może dlatego mgliście go
przedstawiłam w tej miniaturze, bylo to pisanie bardziej intuicyjne, niż
rozplanowane koncepcyjnie.
Jak zapowiedziałam - wrócę do tekstów, nawet muszę, bo dostałam rubryke na
te miniatury w pisemku literackim, "ulica" już wydrukowana w grudniowym
numerze :))

>
> Powodzenia.

Dziękuję, jeszcze jakby mi tak ktoś trochę czasu zorganizował magicznym
życzeniem, albo sen odjął ze sfery konieczności, to byłabym w pełni
gotowości na kreatywność w Nowym Roku. Przy okazji - wszystkim, którzy tu
zajrzeli, życzę wspaniałego Roku 2003, oby nakład pracy, włożony w kierunek
Waszego życia przełożył się na rewelacyjne efekty:)
Krystyna
Page 1 of 2 • 53 total messages
Thread Navigation

This is a paginated view of messages in the thread with full content displayed inline.

Messages are displayed in chronological order, with the original post highlighted in green.

Use pagination controls to navigate through all messages in large threads.

Back to All Threads