Thread View: alt.pl.psychologia.milosc
121 messages
121 total messages
Page 1 of 3
Started by ŁukaszK
Sat, 15 Mar 2008 16:40
Page 1 of 3 • 121 total messages
opowieść z kolegą, z dziewczyną i ze mną w tle
Author: ŁukaszK
Date: Sat, 15 Mar 2008 16:40
Date: Sat, 15 Mar 2008 16:40
82 lines
5251 bytes
5251 bytes
Wydarzyło się to wczoraj. Chce ktoś posłuchać? Widzę, że grupą zawładnęły kupojady, ale cóż... Mimo to muszę się wypisać. Na początek pytanie... Czy ktoś z Was poczuł kiedyś smak przegranej rywalizacji, w sytuacji: 2 wolnych facetów (przyjaciół) + 1 wolna dziewczyna, dopiero co poznana? Czy też należycie do tych, którzy w swoim życiu w takich sytuacjach jedynie pokonywali konkurencję, taką w postaci kumpla? Poznałem wczoraj dziewczynę, z którą rozmawiało mi się tak jakoś nadzwyczaj dobrze, bez większego skrępowania mimo pewnej mojej nieśmiałości; dziewczynę podobną pod względem zainteresowań (więc z miejsca kilka tematów wspólnych jest, a ja należę do osób niezbyt rozgadanych; w tym przypadku było jednak naprawdę miło)... "Pech" chciał, że na tą imprezę (tematyczną) zabrałem dobrego, długoletniego kolegę, przyjaciela, mimo że on w temacie nie był... A mnie z początku rozmowa z ową dziewczyną układała się bardzo dobrze (wspólne zainteresowanie tańcem, nawet jak się okazało wspólni znajomi, itd). Kolega z początku nie rozmawiał z nią w ogóle, trochę się 'wyalienował'. To był koncert. Ona była sama, nikogo tam nie znała, a że znaliśmy się z widzenia, to podeszła do stolika i zagadała. Później wciągnęła mnie do tańca z dwiema moimi znajomymi, które tam spotkałem. Było fajnie... Kolega średnio "roztańczony", więc siedział przy stoliku. Przyszedł jednak koniec imprezy, było późno, zaproponowałem nowej znajomej, że ją odprowadzimy na autobus. I w tej chwili (a właściwie troche wcześniej) nagle zakwitła rozmowa między nimi. Oczywiście rozmowę poprowadził wzorowo... Gra spojrzeń, przedstawił się od strony inteligentnego romantyka, dość niecodziennego, nierozumianego, itp. A ona odważna gaduła z poczuciem humoru, więc zeszło na niewinny flircik, żarty. Pewnie to znacie. Było dwuznacznie, ona dość bezpośrednia, więc go zawstydzała. Typowy flirt. Ale nie miałem już ochoty wbijać się między nich... Za szybko zrezygnowałem? Pewnie za szybko. Tyle że naprawdę nie miałem ochoty rywalizować w tej sytuacji z najlepszym kumplem, zwłaszcza gdy patrzyłem jak im się gadka rozwija. Miałem wrażenie chwilami, że gdyby na tym przystanku autobusowym było łóżko, to zaraz by się w nim znaleźli. Zrobilibyście inaczej na moim miejscu? Skończyło się niewinnie, "papa". Wracając pociągiem, porozmawiałem na ten temat nieco z kolegą, bo rozmowy o tych sprawach to u nas codzienność. Oczywiście dziewczyna mu wpadła w oko (ale to wiedziałem, znam go w końcu 12 lat). Był ewidentnie pod jej wrażeniem. Nic dziwnego - z nią niedawno chłopak zerwał i widać było, że zależy jej na znalezieniu sobie kogoś (to wyjaśnia dlaczego tak sama wybrała się na koncert). Kolega był tylko smutny z powodu takiego, że studiuje na północy polski, ona na południu, a on z kolei na południu jest raz na kilka tygodni (czyli perspektywy spotkań nie najlepsze). Nie mają obecnie do siebie kontaktu, ale ja mam do niej kontakt, więc na jedno wychodzi. I teraz na koniec... dlaczego o tym piszę? Bo czuję się trochę kiepsko. Nie dlatego, że ona jest taka cudowna i nie wiadomo kiedy się trafi podobna. Wkurza mnie jedno. Czy naprawdę muszę w bardziej wyrachowany sposób dobierać towarzystwo, z którym gdzieś idę? Przecież to jakaś paranoja by była. A jednak gdybym pojechał na tą imprezę bez kumpla, zapewne to tylko ja bym ją odprowadzał na autobus (zero niewygodnej konkurencji). Tak jak już wspomniałem - ona na tym koncercie była sama, nikogo nie znała, siedziałem przy stoliku, podeszła i zagadała, bo z widzenia się znaliśmy z poprzednich podobnych imprez. Dochodzę do wniosku, że sam sobie sprawiłem kłopot zabierając kolegę, o którym wiedziałem, że "ma branie"... A miałem jechać z innym kolegą; z takim, z którym prawdopodobnie miałbym szanse... Bo nie cenię się aż tak nisko, żebym z nikim nie mógł rywalizować. Chociaż nie ukrywam - po takim wieczorze jak wczoraj czuję się nieco mniej pewnie :-/ Pozdrawiam
Re: opowieść z kolegą, z dziewczyną i ze mną w tle
Author: self
Date: Sat, 15 Mar 2008 17:19
Date: Sat, 15 Mar 2008 17:19
16 lines
1443 bytes
1443 bytes
ŁukaszK: > Tak jak już wspomniałem - ona na tym koncercie była sama, nikogo nie znała, > siedziałem przy stoliku, podeszła i zagadała, bo z widzenia się znaliśmy z > poprzednich podobnych imprez. > > Dochodzę do wniosku, że sam sobie sprawiłem kłopot zabierając kolegę, > o którym wiedziałem, że "ma branie"... > A miałem jechać z innym kolegą; z takim, z którym prawdopodobnie > miałbym szanse... Całkiem możliwe, że gdybyś był z innym kolegą ta dziewczyna w ogóle by nie podeszła do waszego stolika. Czemu zakładasz, że to Ty lub kolega jesteście myśliwymi, Zającu?
Re: opowieść z kolegą, z dziewczyną i ze mną w tle
Author: ŁukaszK
Date: Sat, 15 Mar 2008 18:13
Date: Sat, 15 Mar 2008 18:13
19 lines
1802 bytes
1802 bytes
self wrote: >> Dochodzę do wniosku, że sam sobie sprawiłem kłopot zabierając kolegę, >> o którym wiedziałem, że "ma branie"... >> A miałem jechać z innym kolegą; z takim, z którym prawdopodobnie >> miałbym szanse... > > Całkiem możliwe, że gdybyś był z innym kolegą ta dziewczyna w ogóle by > nie podeszła do waszego stolika. Tak, biorę to pod uwagę. Z drugiej strony była tam sama, a i wzajemnie znaliśmy się z widzenia. Możliwe, że by podeszła; możliwe też, że nie. Trudno powiedzieć... Ale nie to mi spędza sen z powiek. > Czemu zakładasz, że to Ty lub kolega jesteście myśliwymi, Zającu? Tego nie zrozumiałem. Jeśli chcesz - rozwiń nieco...
Re: opowieść z kolegą, z dziewczyną i ze mną w tle
Author: self
Date: Sat, 15 Mar 2008 18:27
Date: Sat, 15 Mar 2008 18:27
22 lines
1625 bytes
1625 bytes
ŁukaszK: > self wrote: > > Całkiem możliwe, że gdybyś był z innym kolegą ta dziewczyna w ogóle by > > nie podeszła do waszego stolika. > > Tak, biorę to pod uwagę. > Z drugiej strony była tam sama, a i wzajemnie znaliśmy się z widzenia. > Możliwe, że by podeszła; możliwe też, że nie. > Trudno powiedzieć... > Ale nie to mi spędza sen z powiek. Chodzi o sama rywalizacje? Wyluzuj, moze juz od samego poczatku nie byles brany pod uwagę. > > Czemu zakładasz, że to Ty lub kolega jesteście myśliwymi, Zającu? > > Tego nie zrozumiałem. Jeśli chcesz - rozwiń nieco... Rozwiniecie poprzedniego. Mogła zauważyć Was wczesniej, juz wczesniej wybrac jego, a Ty byles tylko srodkiem do celu.
Re: opowieść z kolegą, z dziewczyną i ze mną w tle
Author: ŁukaszK
Date: Sat, 15 Mar 2008 18:30
Date: Sat, 15 Mar 2008 18:30
11 lines
1551 bytes
1551 bytes
self wrote: > Czemu zakładasz, że to Ty lub kolega jesteście myśliwymi, Zającu? A, rozumiem. Czemu zakładam, że to nie ona była na polowaniu, a my? Nie, nie zakładam. Bo rzeczywiście ona należy raczej do dziewczyn z inicjatywą i prawdopodobnie chciała zapolować tego wieczoru... Tyle że mało brakło, a nie udało by jej się nic zdziałać, jeśli chodzi o kolegę, więc tak do końca zdeterminowana nie była. Było trochę przypadku.
Re: opowieść z kolegą, z dziewczyną i ze mną w tle
Author: Administrator Grup Dyskusyjnych
Date: Sat, 15 Mar 2008 18:31
Date: Sat, 15 Mar 2008 18:31
24 lines
2227 bytes
2227 bytes
ŁukaszK napisał(a): > self wrote: > >>> Dochodzę do wniosku, że sam sobie sprawiłem kłopot zabierając >>> kolegę, o którym wiedziałem, że "ma branie"... >>> A miałem jechać z innym kolegą; z takim, z którym prawdopodobnie >>> miałbym szanse... >> >> Całkiem możliwe, że gdybyś był z innym kolegą ta dziewczyna w ogóle >> by nie podeszła do waszego stolika. > > Tak, biorę to pod uwagę. > Z drugiej strony była tam sama, a i wzajemnie znaliśmy się z > widzenia. Możliwe, że by podeszła; możliwe też, że nie. > Trudno powiedzieć... > Ale nie to mi spędza sen z powiek. > >> Czemu zakładasz, że to Ty lub kolega jesteście myśliwymi, Zającu? > > Tego nie zrozumiałem. Jeśli chcesz - rozwiń nieco... Jeśli jestę nieco ociężały umysłowo, to obawiam sie, że trzepanie gruchy powinno ci wystarczyć.
Re: opowieść z kolegą, z dziewczyną i ze mną w tle
Author: self
Date: Sat, 15 Mar 2008 18:37
Date: Sat, 15 Mar 2008 18:37
7 lines
1010 bytes
1010 bytes
ŁukaszK: > Było trochę przypadku. Pewnie tak. Jak zawsze. Druga sprawa z przypadkiem - to, że nie zawsze jest przypadkowy.
Re: opowieść z kolegą, z dziewczyną i ze mną w tle
Author: self
Date: Sat, 15 Mar 2008 18:41
Date: Sat, 15 Mar 2008 18:41
7 lines
1130 bytes
1130 bytes
Administrator Grup Dyskusyjnych: > Jeśli jestę nieco ociężały umysłowo, to obawiam sie, że trzepanie gruchy > powinno ci wystarczyć. Pani to juz podziękujemy. Tampon na droge i notopa.
Re: opowieść z kolegą, z dziewczyną i ze mną w tle
Author: ŁukaszK
Date: Sat, 15 Mar 2008 18:43
Date: Sat, 15 Mar 2008 18:43
26 lines
2188 bytes
2188 bytes
self wrote: >> Tak, biorę to pod uwagę. >> Z drugiej strony była tam sama, a i wzajemnie znaliśmy się z >> widzenia. Możliwe, że by podeszła; możliwe też, że nie. >> Trudno powiedzieć... >> Ale nie to mi spędza sen z powiek. > > Chodzi o sama rywalizacje? Wyluzuj, moze juz od samego poczatku nie > byles brany pod uwagę. Możliwe. Ale to też mnie średnio pociesza... Na jedno wychodzi: przegrana rywalizacja. Czy raczej: nawet nie podjęte wyzwanie. To jedno, a druga sprawa to ***** ironia losu. Chodzę na takie koncerty/imprezy tematyczne już długo, zawsze z jakąś tam nadzieją oczywiście. Kolega poszedł ze mną *raz*, w ogóle to nie jego klimaty, tak sobie poszedł sprawdzić jak jest; przesiedział, nie bawił się, a tu proszę. To zniechęca... Pytanie, które sobie stawiam: powinienem wybierać lepiej kolegów na imprezy? Bo niezależnie od tego czy teraz byłem brany pod uwagę czy nie - idąc z kolegą na tą imprezę szans swoich nie zwiększyłem na pewno.
Re: opowieść z kolegą, z dziewczyną i ze mną w tle
Author: Administrator Grup Dyskusyjnych
Date: Sat, 15 Mar 2008 18:57
Date: Sat, 15 Mar 2008 18:57
13 lines
1873 bytes
1873 bytes
self napisał(a): > Administrator Grup Dyskusyjnych: > > >> Jeśli jestę nieco ociężały umysłowo, to obawiam sie, że trzepanie >> gruchy powinno ci wystarczyć. > > Pani to juz podziękujemy. Tampon na droge i notopa. A może zastąpisz tej piździe Łukaszkowi pannę, która go wyjebała w kosmos na przystanku? Będziecie razem chodzić na imprezy tematyczne? O kurwa - jakie łosie rotfl
Re: opowieść z kolegą, z dziewczyną i ze mną w tle
Author: self
Date: Sat, 15 Mar 2008 18:59
Date: Sat, 15 Mar 2008 18:59
32 lines
2340 bytes
2340 bytes
ŁukaszK: > self wrote: > Możliwe. Ale to też mnie średnio pociesza... > Na jedno wychodzi: przegrana rywalizacja. Czy raczej: > nawet nie podjęte wyzwanie. Zrezygnuj z myślenia w kategoriach przegrana, wygrana. Raczej myśl w rywalizacji o osiągnięciu przewagi w danym czasie. Rywalizacja nigdy sie nie kończy. Nawet, gdy zainteresujesz soba dziewczynę, nastepnego dnia może będziesz zmuszony do wykazania sie po raz kolejny, choć bez wątpienia pozycja wyjściowa będzie dużo lepsza. > To jedno, a druga sprawa to ***** ironia losu. > Chodzę na takie koncerty/imprezy tematyczne już długo, > zawsze z jakąś tam nadzieją oczywiście. > Kolega poszedł ze mną *raz*, w ogóle to nie jego klimaty, tak sobie > poszedł sprawdzić jak jest; przesiedział, nie bawił się, > a tu proszę. To zniechęca... > > Pytanie, które sobie stawiam: powinienem wybierać lepiej > kolegów na imprezy? > Bo niezależnie od tego czy teraz byłem brany pod uwagę > czy nie - idąc z kolegą na tą imprezę szans swoich nie zwiększyłem > na pewno. To nie zupełnie do końca tak działa. Jakieś tam szanse oczywiście masz, tylko czy potrafisz zmienić jej nastawienie tego wieczoru to inna sprawa. Poza tym skoro piszesz, że jesteś stałym bywalcem tego typu imprez i klimatów, może warto wykazać się większa inicjatywą ze swojej strony.
Re: opowieść z kolegą, z dziewczyną i ze mną w tle
Author: self
Date: Sat, 15 Mar 2008 19:01
Date: Sat, 15 Mar 2008 19:01
18 lines
1580 bytes
1580 bytes
Administrator Grup Dyskusyjnych: > self napisał(a): > > > Administrator Grup Dyskusyjnych: > > > > > >> Jeśli jestę nieco ociężały umysłowo, to obawiam sie, że trzepanie > >> gruchy powinno ci wystarczyć. > > > > Pani to juz podziękujemy. Tampon na droge i notopa. > > A może zastąpisz tej piździe Łukaszkowi pannę, która go wyjebała w kosmos na > przystanku? Będziecie razem chodzić na imprezy tematyczne? O kurwa - jakie > łosie rotfl Niunia, sprzwdź profil tej grupy, jej archiwum, przemyśl to, co przeczytasz, wyciagnij wnioski, a poźniej.... spadaj na szczaw.
Re: opowieść z kolegą, z dziewczyną i ze mną w tle
Author: Administrator Grup Dyskusyjnych
Date: Sat, 15 Mar 2008 19:05
Date: Sat, 15 Mar 2008 19:05
23 lines
2256 bytes
2256 bytes
self napisał(a): > Administrator Grup Dyskusyjnych: > >> self napisał(a): >> >>> Administrator Grup Dyskusyjnych: >>> >>> >>>> Jeśli jestę nieco ociężały umysłowo, to obawiam sie, że trzepanie >>>> gruchy powinno ci wystarczyć. >>> >>> Pani to juz podziękujemy. Tampon na droge i notopa. >> >> A może zastąpisz tej piździe Łukaszkowi pannę, która go wyjebała w >> kosmos na przystanku? Będziecie razem chodzić na imprezy tematyczne? >> O kurwa - jakie łosie rotfl > > Niunia, sprzwdź profil tej grupy, jej archiwum, przemyśl to, co > przeczytasz, wyciagnij wnioski, a poźniej.... spadaj na szczaw. I będzie jak zwykle - ja cos wyciagam, a ty od razu na kolana... Nie ma tak dobrze.
Re: opowieść z kolegą, z dziewczyną i ze mną w tle
Author: ŁukaszK
Date: Sat, 15 Mar 2008 19:07
Date: Sat, 15 Mar 2008 19:07
12 lines
1979 bytes
1979 bytes
self wrote: > > To nie zupełnie do końca tak działa. Jakieś tam szanse oczywiście > masz, tylko czy potrafisz zmienić jej nastawienie tego wieczoru to > inna sprawa. Poza tym skoro piszesz, że jesteś stałym bywalcem tego > typu imprez i klimatów, może warto wykazać się większa inicjatywą ze > swojej strony. Dlatego doszedłem do wniosku, że coś jest ze mną nie tak. Tylu fajnych facetów dookoła, a ja się za dziwczynami oglądam. Chyba znowu wrócę do pedalstwa i będzie git. Self - ruchasz się w sralnię?
Re: opowieść z kolegą, z dziewczyną i ze mną w tle
Author: self
Date: Sat, 15 Mar 2008 19:11
Date: Sat, 15 Mar 2008 19:11
12 lines
1227 bytes
1227 bytes
Administrator Grup Dyskusyjnych: > I będzie jak zwykle - ja cos wyciagam, Nie interesuje mnie co kupiłas w sex-shopie. > Nie ma tak dobrze. Dobrze to ci nigdy nie było.
Re: opowieść z kolegą, z dziewczyną i ze mną w tle
Author: self
Date: Sat, 15 Mar 2008 19:15
Date: Sat, 15 Mar 2008 19:15
8 lines
1255 bytes
1255 bytes
Załosna cipa: > Dlatego doszedłem do wniosku, że coś jest ze mną nie tak. Tylu fajnych > facetów dookoła, a ja się za dziwczynami oglądam. Chyba znowu wrócę do > pedalstwa i będzie git. Self - ruchasz się w sralnię? Szukaj dalej. :-)
Re: opowieść z kolegą, z dziewczyną i ze mną w tle
Author: ŁukaszK
Date: Sat, 15 Mar 2008 19:37
Date: Sat, 15 Mar 2008 19:37
38 lines
2870 bytes
2870 bytes
self wrote: > Zrezygnuj z myślenia w kategoriach przegrana, wygrana. Raczej myśl w > rywalizacji o osiągnięciu przewagi w danym czasie. Rywalizacja nigdy > sie nie kończy. Nawet, gdy zainteresujesz soba dziewczynę, nastepnego > dnia może będziesz zmuszony do wykazania sie po raz kolejny, choć bez > wątpienia pozycja wyjściowa będzie dużo lepsza. To prawda i tak też myślę: celem zawsze jest osiągnięcie przewagi w tym danym momencie, tym ważniejszym, jeśli jest to początek znajomości. Zadanie to jest dla mnie cholernie trudne, jeśli widzę, że dziewczyna ewidentnie wykazuje zainteresowanie kolegą. Oczywiście to zawsze jest kwestia oceny sytuacji... Ale tak patrząc na jej opis na gg teraz, myślę że nie miałem szans jednak i oceniłem sytuację dobrze (a może to po prostu bardziej tchórzostwo niż 'ocena sytuacji'). "Sto igieł w moim sercu". Wczoraj w rozmowie mniej więcej tak określili stan zakochania, więc już jakby wszystko jasne. > To nie zupełnie do końca tak działa. Jakieś tam szanse oczywiście > masz, tylko czy potrafisz zmienić jej nastawienie tego wieczoru to > inna sprawa. Ano właśnie... >Poza tym skoro piszesz, że jesteś stałym bywalcem tego > typu imprez i klimatów, może warto wykazać się większa inicjatywą ze > swojej strony. Przydałoby się. Do tego jednak będę się musiał trochę przełamać. Bo jakoś niewiele spotykam dziewczyn, z którymi z początku mi się fajnie rozmawia. Wyjątkiem była właśnie ta wczoraj. No nic, myślę, że kilka dni i znów się trochę podbuduję psychicznie. Oby na dłużej.
Re: opowieść z kolegą, z dziewczyną i ze mną w tle
Author: ŁukaszK
Date: Sat, 15 Mar 2008 19:40
Date: Sat, 15 Mar 2008 19:40
14 lines
1846 bytes
1846 bytes
Administrator Grup Dyskusyjnych wrote: >>> Jeśli jestę nieco ociężały umysłowo, to obawiam sie, że trzepanie >>> gruchy powinno ci wystarczyć. >> >> Pani to juz podziękujemy. Tampon na droge i notopa. > > A może zastąpisz tej piździe Łukaszkowi pannę, która go wyjebała w > kosmos na przystanku? Będziecie razem chodzić na imprezy tematyczne? > O kurwa - jakie łosie rotfl Hehe, to fakt, można to w ten sposób wyśmiać :) Trochę zostałem wyjebany, choć zapowiadało się inaczej. Kontynuuj, może trochę dystansu złapę, bo póki co jest z tym ciężko.
Re: opowieść z kolegą, z dziewczyną i ze mną w tle
Author: Flyer
Date: Sun, 16 Mar 2008 01:26
Date: Sun, 16 Mar 2008 01:26
41 lines
2826 bytes
2826 bytes
ŁukaszK; <frh4kf$8vq$1@news.onet.pl> : > self wrote: > > > Czemu zakładasz, że to Ty lub kolega jesteście myśliwymi, Zającu? > > A, rozumiem. Czemu zakładam, że to nie ona była na polowaniu, a my? > Nie, nie zakładam. > Bo rzeczywiście ona należy raczej do dziewczyn z inicjatywą i > prawdopodobnie chciała zapolować tego wieczoru... Ponieważ jestem leniwy, to jakakolwiek aktywność "musi" mi być wynagrodzona. Oczywiście nagrodą może być np. zjedzenie obiadu na mieście, kiedy się z kimś umówię, a nie np. seks z daną osobą, zwłaszcza, że o ile idąc na miasto na obiad jestem pewien tego, że go zjem, o tyle tego co będzie potem pewnym już być nie mogę. Więc motywator pt. "idę na miasto, żeby odbyć seks" byłby cokolwiek szkodliwy dla mojej psyche, gdyby do rzeczonego nie doszło - czułbym się niespełniony, oszukany [przez samego siebie ;>], zniechęcony do ponownych wycieczek tego typu. :) Ale koniec końców podejmując jakieś działanie potrzebuję motywatora, to normalne. Dla Niej motywatorem do wyjścia z domu mogło być - "będzie fajnie, rozerwę się, kogoś poznam, pogadam" i tyle. Tak była "na polowaniu" na uzasadnienie swojego wyjścia z domu. :) > Tyle że mało brakło, a nie udało by jej się nic zdziałać, jeśli > chodzi o kolegę, więc tak do końca zdeterminowana nie była. > Było trochę przypadku. W sumie chciałem się pomądrzyć, a okazało się, że pomysł Self'a jest chyba lepszy - z Tobą gadała, ale zainteresował Ją Twój kolega. Znaczy się nic nie straciłeś idąc z kumplem. Straciłeś tylko to, co sobie sam wyobraziłeś, że rozmawia z Tobą, bo coś od Ciebie chce poza rozmową. :) Pozdrawiam rozczarowująco Flyer -- gg: 9708346; jabber:flyer@jabster.pl http://www.flyer36.republika.pl/
Re: opowieść z kolegą, z dziewczyną i ze mną w tle
Author: michal
Date: Sun, 16 Mar 2008 01:42
Date: Sun, 16 Mar 2008 01:42
14 lines
1483 bytes
1483 bytes
Flyer wrote: ... > W sumie chciałem się pomądrzyć, a okazało się, że pomysł Self'a jest > chyba lepszy - z Tobą gadała, ale zainteresował Ją Twój kolega. Znaczy > się nic nie straciłeś idąc z kumplem. Straciłeś tylko to, co sobie sam > wyobraziłeś, że rozmawia z Tobą, bo coś od Ciebie chce poza rozmową. > :) A co Ty? Nie odsypiasz wczorajszego spotkania z grupą? ;) -- pozdrawiam michał
Re: opowieść z kolegą, z dziewczyną i ze mną w tle
Author: Flyer
Date: Sun, 16 Mar 2008 07:25
Date: Sun, 16 Mar 2008 07:25
34 lines
2722 bytes
2722 bytes
michal; <frhtv7$a4r$1@inews.gazeta.pl> : > Flyer wrote: > .... > > > W sumie chciałem się pomądrzyć, a okazało się, że pomysł Self'a jest > > chyba lepszy - z Tobą gadała, ale zainteresował Ją Twój kolega. Znaczy > > się nic nie straciłeś idąc z kumplem. Straciłeś tylko to, co sobie sam > > wyobraziłeś, że rozmawia z Tobą, bo coś od Ciebie chce poza rozmową. > > :) > > A co Ty? Nie odsypiasz wczorajszego spotkania z grupą? ;) Teraz idę odsypiać. :) Spotkanie z grupą było owocne, aczkolwiek grupa w postaci Przemka [próbowałem jeszcze ściągnąć znajomego o odmiennej preferencji seksualnej, ale niestety wyjątkowo znajomy w piątek nie zabalował, jak to miał w zwyczaju i tylko pranie mu było w głowie :)] umknęła po 4 piwach, a ja zdecydowałem na pozostanie z nowo zapoznanym stolikiem. M.in. odstarszałem jednego namolnego gościa od dziewczyn, które nie paliły się do Jego poznania - klepałem go po tyłku --> najłatwiejszy sposób na przestraszenie faceta tuż po łapaniu za jajka i pocałunku. W pewnym momencie gościu nie wytrzymał i chciał, żebyśmy wyszli na zewnątrz, no to wyszliśmy, ale tylko za drzwi, gdzie mu wyjaśniłem, że jakbym chciał go poderwać, to bym go łapał za jajka, że nie preferuję facetów, że go odstraszałem, bo gościu nie dośc, że przyszedł z dziewczyną, to jeszcze ponawiał "ataki" do coraz to innej dziewczyny siedzącej ze mną przy stoliku - jak wróciliśmy, to mi jeszcze piwo fundnął. :) Pozdrawiam udając się wreszcie na odpoczynek Flyer -- gg: 9708346; jabber:flyer@jabster.pl http://www.flyer36.republika.pl/
Re: opowieść z kolegą, z dziewczyną i ze mną w tle
Author: MU
Date: Sun, 16 Mar 2008 13:01
Date: Sun, 16 Mar 2008 13:01
25 lines
2422 bytes
2422 bytes
On 15 Mar, 19:43, ŁukaszK <a...@bbb.cc> wrote: > > Chodzi o sama rywalizacje? Wyluzuj, moze juz od samego poczatku nie > > byles brany pod uwagę. > > Możliwe. Ale to też mnie średnio pociesza... Nie chodzi o pocieszanie, lecz racjonalne spojrzenie. Myślę, że niepotrzebnie robiłeś sobie nadzieję faktem, że rozmawiała z Tobą i było sympatycznie. Drugi Twój błąd - starałeś się, chciałeś byś sympatyczny, rozmowny itd. Dziewczyny często wolą facetów mało przystępnych i niezainteresowanych nimi. Wiadomo... co trudno dostępne, tajemnicze, bardziej atrakcyjne :) Śmiałe dziewczyny i świadome swojej atrakcyjności, które same nawiązują rozmowę przeważnie szukają trudnej zdobyczy. Dowartościowują się gdy "zmuszą" facet do podjęcia flirtu. Ciebie nie trzeba był "zmuszać", więc możliwe, że byłeś na straconej pozycji :) > Pytanie, które sobie stawiam: powinienem wybierać lepiej > kolegów na imprezy? Idź z koleżanką. Albo sam. A jak z kolegą to podrywajcie dwie panny. Porządna laska sama się nie szlaja. Pozdr. MU
Re: opowieść z kolegą, z dziewczyną i ze mną w tle
Author: ŁukaszK
Date: Sun, 16 Mar 2008 14:41
Date: Sun, 16 Mar 2008 14:41
89 lines
4889 bytes
4889 bytes
MU wrote: >> Możliwe. Ale to też mnie średnio pociesza... > > Nie chodzi o pocieszanie, lecz racjonalne spojrzenie. Ale mi zależy, żeby wyjść z tego dołka, nieważne jakimi metodami ;) Poza tym potrzebuję na gwałt nowej wiary... > Myślę, że > niepotrzebnie robiłeś sobie nadzieję faktem, że rozmawiała z Tobą i > było sympatycznie. Nie umiałbym sobie nie robić żadnej nadziei. W końcu jak już pisałem - nieczęsto zdarza mi się spotkać fajną dziewczynę, z którą na dodatek mam fajny kontakt już na starcie. Poza tym - czekam na kogoś takiego (mniej wiecej jak ona) od dawna... Nie potrafiłbym powstrzymać w sobie jakichkolowiek nadziei. > Drugi Twój błąd - starałeś się, chciałeś byś > sympatyczny, rozmowny itd. Dziewczyny często wolą facetów mało > przystępnych i niezainteresowanych nimi. Naprawdę? Przecież równie często wolą rozmownych, dowcipnych, przebojowych. Przynajmniej z moich obserwacji... Poza tym powiem Ci, że owszem - starałem się, ale wg mojej oceny, byłem naturalny... Czułem się nieźle. A metodę na "niedostępność, tajemniczość" też próbowałem już kiedyś wielokrotnie - tzn. też dość naturalnie, gdy akurat nie miałem ochoty na rozmówki... Nie zawsze mam ochotę i wtedy sobie siedzę z boku, jak kolega właśnie. Ale ta metoda nie jest wg mnie, w mojej sytuacji, najlepsza... Więc jaki mam być? :) Jeśli odpowiesz, że mam być sobą, to ja odpowiem, że naprawdę to jest mój główny cel. Nie lubię, nie chcę udawać. Bycie sobą jest dla mnie najprostsze i najrozsądniejsze. M.in. dlatego z inicjatywą u mnie jest słabo - podrywu to ja nie lubię... Nie jest dla mnie czymś naturalnym. > Wiadomo... co trudno > dostępne, tajemnicze, bardziej atrakcyjne :) Śmiałe dziewczyny i > świadome swojej atrakcyjności, które same nawiązują rozmowę przeważnie > szukają trudnej zdobyczy. Tak też bywa. Ale nie tylko takie dziewczyny istnieją :) Wiele jest przecież takich, które wymagają inicjatywy faceta i jego przebojowości (ale naturalnej oczywiście). Wygląda na to, że ta akurat była taka jak piszesz. Ale tak jak pisałem wyżej - ileż to razy zachowywałem się podobnie do kolegi... A jakoś nic z tego nie wyszło. Ironia. >> Pytanie, które sobie stawiam: powinienem wybierać lepiej >> kolegów na imprezy? > > Idź z koleżanką. Albo sam. Najczęściej chodzę sam. I najczęściej jestem trochę wyalienowany, gdzieś z boku, czyli własnie taki, jaki był teraz kolega. W ogóle jesteśmy dość podobni do siebie. Gdy rozmawiał z nią, mówiłem sobie: "znam doskonale ten bajer". Najczęściej chodzę sam, dlatego powiedziałem sobie: "może warto coś zmienić, pójdę z nim". No i masz... > A jak z kolegą to podrywajcie dwie panny. Żebym to ja jeszcze był skory do typowego podrywu... Kolega zresztą też nie bardzo jest. (obaj potrzebujemy inicjatywy ze strony dziewczyny, przynajmniej na początku). No i musiałyby się trafić takie dwie. I trzeba by się nimi podzielić. I one musiałyby się porozumieć, choćby w sposób niemy. Różnie mogłoby to wyjść. Dochodzę do wniosku, że najlepszy układ to iść samemu lub z kimś, kto jest zajęty i idzie też ze swoją partnerką. Cała reszta to bagno... > Porządna laska sama się nie szlaja. Hehe. Powiem Ci, że mam taką cichą nadzieję, że ona należy do tych "zbyt towarzyskich", z którą związek to ciągłe wyzwanie i konkurencja. To byłoby nie dla mnie.
Re: opowieść z kolegą, z dziewczyną i ze mną w tle
Author: MU
Date: Sun, 16 Mar 2008 20:23
Date: Sun, 16 Mar 2008 20:23
107 lines
6424 bytes
6424 bytes
On Mar 16, 3:41 pm, ŁukaszK <a...@bbb.cc> wrote:
> Ale mi zależy, żeby wyjść z tego dołka, nieważne jakimi metodami ;)
> Poza tym potrzebuję na gwałt nowej wiary...
> Nie umiałbym sobie nie robić żadnej nadziei. W końcu jak już pisałem -
> nieczęsto zdarza mi się spotkać fajną dziewczynę, z którą na dodatek
> mam fajny kontakt już na starcie.
Otóż to. Dziewczyny nie lubią samotnych, nieśmiałych, którzy skaczą z
radości gdy poznają jakąś fajną i ładną. Wolą facetów, którym wszystko
łatwo przychodzi ("jak nie ta, to będzie inna"). Chodzi o facetów
pewnych siebie i odważnych. Myślę, że powinieneś nad sobą pracować.
Nie po to by łatwiej podrywać, ale nie frustrować się z byle powodu.
Ta historia jest... banalna, setki takich przeżywamy [by po raz np.
364 odnieść sukces hehe].
> Naprawdę? Przecież równie często wolą rozmownych, dowcipnych,
> przebojowych. Przynajmniej z moich obserwacji...
IMO, wolą pewnych siebie twardzieli. Choć i tak o wszystkim decyduje
atrakcyjność fizyczna (plus pewność siebie, nieśmiały przystojniak nie
ma szans). Mam przystojnych kumpli i widzę wzrok kobiet skierowany na
nich. Trochę to frustrujące. Na szczęście kumple są żonaci :))
> A metodę na "niedostępność, tajemniczość" też próbowałem już
> kiedyś wielokrotnie - tzn. też dość naturalnie, gdy akurat nie miałem
> ochoty na rozmówki...
Brak ochoty to inna inność. Próbowałem metody - ja dusza towarzystwa,
rozmowny, błyskotliwy i pełen energii, udając że dziewczyna dla mnie
nie istnieje. O dziwo wówczas ona zaczynała się mną interesować! O ile
udawanie, że mam ją w nosie nie kończyło się zanim wyszła z imprezy,
miałem sukces ;) Metodę opracowałem z obserwacji kolegów, którzy
potrafili poderwać najlepszą laskę w towarzystwie. Oni wydają się być
super przebojowi, ale ja wiem, że tylko wówczas gdy mają motyw
(kobieta). Wtedy dostają powera. Dla kobiet i innych ludzi ta
metamorfoza jest niezauważalna. Wszyscy sądzą "ten facet taki jest".
To tylko pozory, gra. Chodzi o wzbudzenie zainteresowania dziewczyny
tak by ona o tym do końca nie wiedziała.
> Więc jaki mam być? :) Jeśli odpowiesz, że mam być sobą,
> to ja odpowiem, że naprawdę to jest mój główny cel.
Najgorsza możliwość. Bycie sobą dla większości ludzi oznacza
przegraną. Jesteśmy nudni, nieciekawi, pełni wad.
> u mnie jest słabo - podrywu to ja nie lubię...
> Nie jest dla mnie czymś naturalnym.
Kwestia wprawy. Poza tym:
- lęki, stres związany z podrywem to główna przyczyna niepowodzeń.
Boisz się porażki? Bez sensu. To nie boli, dziewczyny nie robią nam
krzywdy, grzecznie się wycofują jeśli nie chcą nas.
- nie ma co nakręcać się na wygraną. Myśl, że jest wiele dziewczyn.
Jak z tą nie wyjdzie, będzie inna. A jak wyjdzie... to dopiero
początek kłopotów ;)
- nie zdobędziesz jej jako partnerki do łóżka - zawsze może być
koleżanką.
- każdy podryw to nowe doświadczenie, pozwoli nie popełnić błędów w
przyszłości. Warto próbować.
- "podryw" to po prostu rozmowa, nawiązywanie znajomości. Nie traktuje
tego jak walki, jak sportu. Ja też sportu nie lubię, żadnych wyścigów.
Pogadać zawsze można :)
> takich, które wymagają inicjatywy faceta i jego przebojowości (ale
> naturalnej
> oczywiście).
Ale... często wyuczonej. Nikt nie rodzi się playboyem. Mnie mama tego
nie uczyła ;)
> do kolegi... A jakoś nic z tego nie wyszło. Ironia.
Powodzenie zależy od tysięcy czynników (feromony, wygląd, perfumy,
kasa, "to coś" itd.).
> > A jak z kolegą to podrywajcie dwie panny.
>
> Żebym to ja jeszcze był skory do typowego podrywu...
> Kolega zresztą też nie bardzo jest.
> (obaj potrzebujemy inicjatywy ze strony dziewczyny,
> przynajmniej na początku).
Nie ma się czego bać. Każda (dosłownie każda), niezależnie czy szuka
partnera, czy nie szuka, chętnie porozmawia z miłym, dowcipnym
facetem. Chyba, że jest gupia i prymitywna (nie warta uwagi). Traktuj
to jako nawiązywanie znajomości, rozmowę, bez napinania się "ojej..
podrywam!".
> No i musiałyby się trafić takie dwie. I trzeba by się
> nimi podzielić. I one musiałyby się porozumieć,
> choćby w sposób niemy. Różnie mogłoby to wyjść.
Tak to się zwykle odbywa. One lustrują salę i po cichu wymieniają się
uwagami o facetach. Czyli zachowują się jak my. Grunt to dostrzec
porozumiewawcze spojrzenia dziewczyn (one nam dają subtelną zachętę) i
wykorzystać szansę.
> Hehe. Powiem Ci, że mam taką cichą nadzieję, że
> ona należy do tych "zbyt towarzyskich", z którą związek
> to ciągłe wyzwanie i konkurencja.
Albo do tych, które ciągle kogoś poznają, mają wielu absztyfikantów i
można nerwy stracić :) Ja tam wolę nieśmiałe szare myszki :)
Pozdr.
MU
Re: opowieść z kolegą, z dziewczyną i ze mną w tle
Author: ŁukaszK
Date: Sun, 16 Mar 2008 22:39
Date: Sun, 16 Mar 2008 22:39
128 lines
7294 bytes
7294 bytes
MU wrote:
> Otóż to. Dziewczyny nie lubią samotnych, nieśmiałych, którzy skaczą z
> radości gdy poznają jakąś fajną i ładną. Wolą facetów, którym wszystko
> łatwo przychodzi ("jak nie ta, to będzie inna"). Chodzi o facetów
> pewnych siebie i odważnych. Myślę, że powinieneś nad sobą pracować.
> Nie po to by łatwiej podrywać, ale nie frustrować się z byle powodu.
> Ta historia jest... banalna, setki takich przeżywamy [by po raz np.
> 364 odnieść sukces hehe].
Tak, nie będę tu nawet dyskutował.
> Mam przystojnych kumpli i widzę wzrok kobiet skierowany na
> nich. Trochę to frustrujące. Na szczęście kumple są żonaci :))
Skąd ja to znam...
Tak się właśnie składa, że ten mój kolega jest przystojny.
Ja nie bardzo.
Tyle że jest nieśmiały. Ale ma podstawy, by sobie z tym radzić -
w końcu dość często jest dowartościowywany przez kobiety.
Jest przystojny, trochę nieśmiały, a jego metoda podrywu to:
"ja jestem w ogóle taki dziwny, nikt mnie nie rozumie".
W sumie rzeczywiście nie układa mu się z kobietami, mimo
powodzenia.
Ciekawy był też motyw, gdy spytany "co studiujesz?" odpowiedział,
że "architekturę".
Dziewczyna, co prawda żartując, ale w tym momencie niemal stanęła
w jego strefie intymnej - tzn. tak 0,5-0,7m od niego ;)
>> A metodę na "niedostępność, tajemniczość" też próbowałem już
>> kiedyś wielokrotnie - tzn. też dość naturalnie, gdy akurat nie
>> miałem ochoty na rozmówki...
>
> Brak ochoty to inna inność. Próbowałem metody - ja dusza towarzystwa,
> rozmowny, błyskotliwy i pełen energii, udając że dziewczyna dla mnie
> nie istnieje. O dziwo wówczas ona zaczynała się mną interesować!
Ale różne są kobiety w tej kwestii. Nie można powiedzieć tak, że lubią
niedostępnych, tajemniczych, tych stojących cicho z boku.
Nie zawsze tak jest... Z moich obserwacji wynika, że częściej
szanse mają Ci wygadani i dowcipni (bo nie sądze, żeby
więcej było kobiet odważnych i lubiących zdobywać - takie
wolą faceta tajemniczego i niedostępnego, tu się zgodzę...)
>> Więc jaki mam być? :) Jeśli odpowiesz, że mam być sobą,
>> to ja odpowiem, że naprawdę to jest mój główny cel.
>
> Najgorsza możliwość. Bycie sobą dla większości ludzi oznacza
> przegraną. Jesteśmy nudni, nieciekawi, pełni wad.
Hmm.. może. Ale zależy co rozumiemy przez "bycie sobą".
I czy w ogóle potrafimy być sobą, na zawołanie?
Nie sądzę. Lekki stres i już gramy (a przynajmniej często tak jest).
Na tej imprezie mimo, że uważam, że byłem naturalny i względnie
wyluzowany, pewnie i tak starałem się być lepszym niż jestem.
>> u mnie jest słabo - podrywu to ja nie lubię...
>> Nie jest dla mnie czymś naturalnym.
>
> Kwestia wprawy. Poza tym:
> - lęki, stres związany z podrywem to główna przyczyna niepowodzeń.
> Boisz się porażki? Bez sensu. To nie boli, dziewczyny nie robią nam
> krzywdy, grzecznie się wycofują jeśli nie chcą nas.
Tak, wiem. W teorii proste... Podrywać, nie przejmować się porażkami.
Nie ta, to następna. Jakie to proste :)
> - nie zdobędziesz jej jako partnerki do łóżka - zawsze może być
> koleżanką.
Niedawno poznałem właśnie taką koleżankę.
Tyle że widzę się z nią rzadko. Bo nie umawiam się, a okazji
za dużo nie ma.
Ale od samego początku powalała mnie ilością sms'ów
i ogólnie częstością kontaktu internetowego. Potem zrozumiałem,
że to u niej dość normalne - dziewczyna jest zajęta, ale jak mówi -
wolna i niezależna. I lubi otaczać się facetami.
(mimo, że jakaś super atrakcyjna nie jest, a po prostu inteligentna,
sympatyczna i wyluzowana).
Chciałem się cieszyć, z tego, że znalazłem chociaż fajną
koleżankę.
Ale nie cieszy mnie to już... Rzadko mogę się z nią widzieć,
a kontakt via sms czy internet podtrzymuje już głównie ona...
Nie bardzo mam motywację do rozwoju tej znajomości,
bo tak na żywo jakoś super mi się z nią nie obcowało.
> - "podryw" to po prostu rozmowa, nawiązywanie znajomości. Nie traktuje
> tego jak walki, jak sportu. Ja też sportu nie lubię, żadnych wyścigów.
> Pogadać zawsze można :)
Też chciałem zawsze tak to widzieć. Ale jakbyś był wtedy
na moim miejscu na tej imprezie i to Twój kumpel zrobiłby
na niej wrażenie, a nie Ty... wtedy dochodzi do Ciebie taka myśl,
że to jednak cholerny wyścig, nic innego...
>> takich, które wymagają inicjatywy faceta i jego przebojowości (ale
>> naturalnej
>> oczywiście).
>
> Ale... często wyuczonej. Nikt nie rodzi się playboyem. Mnie mama tego
> nie uczyła ;)
To fakt... U mnie chyba jednak rządzi ukryty strach przed porażką.
(miałem ich już kilka).
> Grunt to dostrzec
> porozumiewawcze spojrzenia dziewczyn (one nam dają subtelną zachętę) i
> wykorzystać szansę.
W przypadku o którym mówię, to nawet nie była subtelna zachęta ;)
Ta dziewczyna najpierw trochę krążyła po sali.
Potem przeszła dość blisko stolika, patrząc bardzo sugestywnie
na mnie, potem na kumpla, aż z kolegą się uśmiechnęliśmy do siebie
lekko zdziwieni.
Minęło kilka, kilkanaście minut i pod jego nieobecność podeszła do
stolika.
(potem przez całą imprezę sygnały upewniające mnie, że to ja
jestem dla niej ciekawszy, aż pod koniec imprezy... rozczarowanie).
>> Hehe. Powiem Ci, że mam taką cichą nadzieję, że
>> ona należy do tych "zbyt towarzyskich", z którą związek
>> to ciągłe wyzwanie i konkurencja.
>
> Albo do tych, które ciągle kogoś poznają, mają wielu absztyfikantów i
> można nerwy stracić :) Ja tam wolę nieśmiałe szare myszki :)
Czyli też masz problem z pewnością siebie i rywalizowaniem? :P
Re: opowieść z kolegą, z dziewczyną i ze mną w tle
Author: MU
Date: Mon, 17 Mar 2008 19:35
Date: Mon, 17 Mar 2008 19:35
64 lines
4605 bytes
4605 bytes
On 16 Mar, 23:39, ŁukaszK <a...@bbb.cc> wrote: > Skąd ja to znam... > Tak się właśnie składa, że ten mój kolega jest przystojny. > Ja nie bardzo. Już masz odpowiedź na swoje rozważania. Tak się ludzie dobierają. Osobowość, charakter itd. - to sprawy drugorzędne. > Tyle że jest nieśmiały. To nie jest ważne. Uroda liczy się najbardziej, u przystojniaka nieśmiałość jest dla kobiet zabawną cechą. Nieśmiałość u mało przystojnego jest za to gwoździem do jego trumny :) Brzydcy i nieśmiali są samotni. Witaj w klubie :) O ile facjaty się nie zmieni, z lękiem przed poznawaniem ludzi można i trzeba walczyć. > Chciałem się cieszyć, z tego, że znalazłem chociaż fajną > koleżankę. > Ale nie cieszy mnie to już... Pisałem o tym w innym wątku. Kobiety lubią się otaczać "przydupasami", nazywając ich przyjaciółmi. Z męskiego punktu widzenia to strata czasu. Dobrze, że się nie cieszysz. Szkoda czasu, trzeba szukać partnerki, nie internetowej koleżanki [ona nie ma dla Ciebie czasu, dla kandydatów na partnera zawsze znajduje]. > że to jednak cholerny wyścig, nic innego... Owszem, to była rywalizacja. Stale rywalizujemy o kobiety. Nie ma solidarności plemników. Koncerty, kluby, knajpy to kiepskie miejsca dla nieśmiałych i niezbyt atrakcyjnych fizycznie. W takich miejscach liczy się pierwsze wrażenie, wygląd, aparycja. Dlatego wolę podrywać tam, gdzie nie ma dużej konkurencji (nie ma frustracji, gdy ktoś inny wyjdzie z laską, która mi się podobała). > To fakt... U mnie chyba jednak rządzi ukryty strach przed porażką. > (miałem ich już kilka). U większości facetów tak jest. Kobiety zaś cenią odwagę, przedsiębiorczość (podejmowanie ryzyka). Nie dziwne, prawda? W końcu muszą mieć kryteria wyboru facetów. Na kursach podrywania nie uczą niczego. One służą wzmocnieniu odwagi przy podrywaniu. Nad tym można samemu pracować bez wydawania kasy :) > Minęło kilka, kilkanaście minut i pod jego nieobecność podeszła do > stolika. > (potem przez całą imprezę sygnały upewniające mnie, że to ja > jestem dla niej ciekawszy, aż pod koniec imprezy... rozczarowanie). Zauważ, że wykonała to, co wcześniej pisałem (metoda podrywu) - udawała, że Twój kumpel jej nie interesuje, jednocześnie pokazując przed nim jaka jest fajna. A potem ciach i już go miała. Ona też pewnie przeżywała stres, ale dzięki Tobie się go pozbyła :) > Czyli też masz problem z pewnością siebie i rywalizowaniem? :P Nie uczą nas w domach ani w szkołach jak radzić sobie z porażkami (w odróżnieniu np. od Amerykanów, którzy są wiecznie "I'm fine, it's ok! Cool!"). Większość facetów boi się. A atrakcyjne dziewczyny wybierają takich, którzy się nie boją. Popatrz na facetów z którymi są super laski. Czy to są przeciętni, nieśmiali kolesie? Nie. Czasami są brzydcy, chamscy, prymitywni, głupi, ale nie nieśmiali. Jak widzisz... grunt to opanować stres i ruszać na podryw :) MU
Re: opowieść z kolegą, z dziewczyną i ze mną w tle
Author: ŁukaszK
Date: Mon, 17 Mar 2008 20:53
Date: Mon, 17 Mar 2008 20:53
100 lines
5857 bytes
5857 bytes
MU wrote: >> Skąd ja to znam... >> Tak się właśnie składa, że ten mój kolega jest przystojny. >> Ja nie bardzo. > > Już masz odpowiedź na swoje rozważania. Tak się ludzie dobierają. > Osobowość, charakter itd. - to sprawy drugorzędne. Tak, ale to wiedziałem już dawno ;) > To nie jest ważne. Uroda liczy się najbardziej, u przystojniaka > nieśmiałość jest dla kobiet zabawną cechą. Nieśmiałość u mało > przystojnego jest za to gwoździem do jego trumny :) Trudno się nie zgodzić... > Brzydcy i > nieśmiali są samotni. Witaj w klubie :) Heh, smutny to klub ;) > O ile facjaty się nie zmieni, > z lękiem przed poznawaniem ludzi można i trzeba walczyć. Ludzi mogę poznawać, gorzej z kobietami ;-) Tzn. poznać dziewczynę, pogadać mogę, ale zrobić wrażenie, dobrze się bawić, być wyluzowanym - to już u mnie rzadkie... Dlatego mam głównie znajome, nic więcej... Jakoś nigdy do niczego więcej nie dochodzi... > Pisałem o tym w innym wątku. Kobiety lubią się otaczać "przydupasami", > nazywając ich przyjaciółmi. Z męskiego punktu widzenia to strata > czasu. Dobrze, że się nie cieszysz. Szkoda czasu, trzeba szukać > partnerki, nie internetowej koleżanki [ona nie ma dla Ciebie czasu, > dla kandydatów na partnera zawsze znajduje]. Racja. Tzn. ja cenię przyjaźń, ale w sytuacji kiedy czas ucieka, chodzi przecież o to, żeby partnerkę znaleźć, a nie koleżankę. Niby dobra i przyjaciółka, ale jakoś trudno to docenić w tej sytuacji. >> Minęło kilka, kilkanaście minut i pod jego nieobecność podeszła do >> stolika. >> (potem przez całą imprezę sygnały upewniające mnie, że to ja >> jestem dla niej ciekawszy, aż pod koniec imprezy... rozczarowanie). > > Zauważ, że wykonała to, co wcześniej pisałem (metoda podrywu) - > udawała, że Twój kumpel jej nie interesuje, jednocześnie pokazując > przed nim jaka jest fajna. A potem ciach i już go miała. Ona też > pewnie przeżywała stres, ale dzięki Tobie się go pozbyła :) Znów muszę się zgodzić... Poza tym byłem dobrą pozycją wyjściową - znała mnie z widzenia, łatwiej było rozkręcić rozmowę. Dużo trudniej byłoby jej podejść od razu do kolegi (ze mną miała od razu temat wspólny, a z nim nie). Pal licho z nią. Głównie frustrujący jest fakt, że nie dowartościowała mnie. Mogła wybrać jego, ale mogła jednocześnie sprawić, bym nie czuł się tak zdołowany. Ciężko zyskiwać pewność siebie i odwagę w sytuacji, kiedy dowartościowujących sygnałów brak... >Większość facetów boi się. A atrakcyjne dziewczyny wybierają > takich, którzy się nie boją. Jeszcze jedna kwestia: w te najbardziej atrakcyjne nawet nie mierzę. Ta była dość ładna i przede wszystkim inteligentna, sympatyczna, ale jeszcze wydawała się w zasięgu. Widać jednak, że odwaga kazała jej spróbować z kolegą przystojniakiem. Na tym koncercie była taka jedna, którą w skali atrakcyjności oceniłbym na 10/10. Naprawdę rzadkość. Siedziała z koleżanką, porównywalnie atrakcyjną. Oczywiście z kolegą szybko je przyuważyliśmy, bo takie laski rzadko się trafiają. Kolega zrobił metodą origami kwiatka z papieru ;) Zażartowałem, żeby zrobił drugiego i podrzucił je im na stolik np. pod ich nieobecność. Tutaj go dopingowałem, bo sam w życiu bym nie mierzył w tak atrakcyjne dziewczyny jak te dwie. I zrobił to. Podrzucił 2 kwiatki z papieru. Wg mnie, gdyby czuł się dobrze w podrywie, mógłby do niej uderzać inaczej niż kwiatkiem :) Myślę, że miałby szanse. Jednak jak sam powiedział, zadowolił się kwiatkami z papieru podrzuconymi, dało mu to jakąś satysfakcję. A do końca imprezy dziewczyny te raczej nie wiedziały, kto jest tym tajemniczym wielbicielem. >Jak widzisz... > grunt to opanować stres i ruszać na podryw :) Najgorsze jest to, że ze swojego stresu zdaję sobie sprawę od dość dawna. Wiem, że muszę to zwalczyć w pierwszej kolejności, poczuć się swobodniej i pewniej. Jakoś nie wychodzi póki co... W ogóle czasem myślę, że nie potrzebna mi partnerka od razu. Wystarczyłoby trochę powodzenia, jakieś fajne sygnały od dwóch, trzech dziewczyn. Choćby miało nic z tego nie wyjść... zawsze poczułbym się lepiej.
Re: opowieść z kolegą, z dziewczyną i ze mną w tle
Author: michal
Date: Mon, 17 Mar 2008 21:36
Date: Mon, 17 Mar 2008 21:36
62 lines
4827 bytes
4827 bytes
MU wrote: > On 16 Mar, 23:39, ŁukaszK <a...@bbb.cc> wrote: >> Skąd ja to znam... >> Tak się właśnie składa, że ten mój kolega jest przystojny. >> Ja nie bardzo. > Już masz odpowiedź na swoje rozważania. Tak się ludzie dobierają. > Osobowość, charakter itd. - to sprawy drugorzędne. >> Tyle że jest nieśmiały. > To nie jest ważne. Uroda liczy się najbardziej, u przystojniaka > nieśmiałość jest dla kobiet zabawną cechą. Nieśmiałość u mało > przystojnego jest za to gwoździem do jego trumny :) Brzydcy i > nieśmiali są samotni. Witaj w klubie :) O ile facjaty się nie zmieni, > z lękiem przed poznawaniem ludzi można i trzeba walczyć >> Chciałem się cieszyć, z tego, że znalazłem chociaż fajną >> koleżankę. >> Ale nie cieszy mnie to już... > Pisałem o tym w innym wątku. Kobiety lubią się otaczać "przydupasami", > nazywając ich przyjaciółmi. Z męskiego punktu widzenia to strata > czasu. Dobrze, że się nie cieszysz. Szkoda czasu, trzeba szukać > partnerki, nie internetowej koleżanki [ona nie ma dla Ciebie czasu, > dla kandydatów na partnera zawsze znajduje]. >> że to jednak cholerny wyścig, nic innego... > Owszem, to była rywalizacja. Stale rywalizujemy o kobiety. Nie ma > solidarności plemników. Koncerty, kluby, knajpy to kiepskie miejsca > dla nieśmiałych i niezbyt atrakcyjnych fizycznie. W takich miejscach > liczy się pierwsze wrażenie, wygląd, aparycja. Dlatego wolę podrywać > tam, gdzie nie ma dużej konkurencji (nie ma frustracji, gdy ktoś inny > wyjdzie z laską, która mi się podobała). >> To fakt... U mnie chyba jednak rządzi ukryty strach przed porażką. >> (miałem ich już kilka). > U większości facetów tak jest. Kobiety zaś cenią odwagę, > przedsiębiorczość (podejmowanie ryzyka). Nie dziwne, prawda? W końcu > muszą mieć kryteria wyboru facetów. Na kursach podrywania nie uczą > niczego. One służą wzmocnieniu odwagi przy podrywaniu. Nad tym można > samemu pracować bez wydawania kasy :) >> Minęło kilka, kilkanaście minut i pod jego nieobecność podeszła do >> stolika. >> (potem przez całą imprezę sygnały upewniające mnie, że to ja >> jestem dla niej ciekawszy, aż pod koniec imprezy... rozczarowanie). > Zauważ, że wykonała to, co wcześniej pisałem (metoda podrywu) - > udawała, że Twój kumpel jej nie interesuje, jednocześnie pokazując > przed nim jaka jest fajna. A potem ciach i już go miała. Ona też > pewnie przeżywała stres, ale dzięki Tobie się go pozbyła :) >> Czyli też masz problem z pewnością siebie i rywalizowaniem? :P > Nie uczą nas w domach ani w szkołach jak radzić sobie z porażkami (w > odróżnieniu np. od Amerykanów, którzy są wiecznie "I'm fine, it's ok! > Cool!"). Większość facetów boi się. A atrakcyjne dziewczyny wybierają > takich, którzy się nie boją. Popatrz na facetów z którymi są super > laski. Czy to są przeciętni, nieśmiali kolesie? Nie. Czasami są > brzydcy, chamscy, prymitywni, głupi, ale nie nieśmiali. Jak widzisz... > grunt to opanować stres i ruszać na podryw :) > MU Dla mnie znamienne jest to, że Twoja prezentacja związków urody, odwagi, elokwencji i nieśmiałości w rywalizacji o miłe ciału względy, są jak najbardziej zbliżone do moich przekonań sprzed lat wielu. Na szczęście zmieniłem je dość szybko. :) Z ostatnim zdaniem się się zgadzam. -- pozdrawiam michał
Re: opowieść z kolegą, z dziewczyną i ze mną w tle
Author: ŁukaszK
Date: Mon, 17 Mar 2008 22:04
Date: Mon, 17 Mar 2008 22:04
11 lines
1951 bytes
1951 bytes
michal wrote: > Dla mnie znamienne jest to, że Twoja prezentacja związków urody, > odwagi, elokwencji i nieśmiałości w rywalizacji o miłe ciału względy, > są jak najbardziej zbliżone do moich przekonań sprzed lat wielu. Na > szczęście zmieniłem je dość szybko. :) > Z ostatnim zdaniem się się zgadzam. A do mnie jakoś wyjątkowo dobrze trafia to co MU pisze... Dokładnie taką rzeczywistość obserwuję, nie od dziś i nie od wczoraj.
Re: opowieść z kolegą, z dziewczyną i ze mną w tle
Author: JaKasia
Date: Mon, 17 Mar 2008 22:05
Date: Mon, 17 Mar 2008 22:05
14 lines
2219 bytes
2219 bytes
Użytkownik "MU" <lubietojak@tlen.pl> napisał w wiadomości news:35620c7f-9789-437e-936c-5262b380d3d5@d21g2000prf.googlegroups.com > Nie uczą nas w domach ani w szkołach jak radzić sobie z porażkami (w > odróżnieniu np. od Amerykanów, którzy są wiecznie "I'm fine, it's ok! > Cool!"). Większość facetów boi się. A atrakcyjne dziewczyny wybierają > takich, którzy się nie boją. Popatrz na facetów z którymi są super > laski. Czy to są przeciętni, nieśmiali kolesie? Nie. Czasami są > brzydcy, chamscy, prymitywni, głupi, ale nie nieśmiali. Jak widzisz... > grunt to opanować stres i ruszać na podryw :) Na podryw tych lasek, co wolą chamskich, prymitywnych i głupich? --
Re: opowieść z kolegą, z dziewczyną i ze mną w tle
Author: michal
Date: Mon, 17 Mar 2008 22:59
Date: Mon, 17 Mar 2008 22:59
16 lines
1971 bytes
1971 bytes
ŁukaszK wrote: >> Dla mnie znamienne jest to, że Twoja prezentacja związków urody, >> odwagi, elokwencji i nieśmiałości w rywalizacji o miłe ciału względy, >> są jak najbardziej zbliżone do moich przekonań sprzed lat wielu. Na >> szczęście zmieniłem je dość szybko. :) >> Z ostatnim zdaniem się się zgadzam. > A do mnie jakoś wyjątkowo dobrze trafia to co MU pisze... > Dokładnie taką rzeczywistość obserwuję, nie od dziś i nie od > wczoraj. Trudno. Powiedzcie sobie obaj: "Żegnajcie dziewczyny, nie dla was my!" :) -- pozdrawiam michał
Czego tu się bać?
Author: JaKasia
Date: Tue, 18 Mar 2008 08:27
Date: Tue, 18 Mar 2008 08:27
30 lines
2500 bytes
2500 bytes
Użytkownik "MU" <lubietojak@tlen.pl> napisał w wiadomości news:6c4e9e38-2c0f-4237-937a-e842e509160b@c19g2000prf.googlegroups.com > - lęki, stres związany z podrywem to główna przyczyna niepowodzeń. > Boisz się porażki? Bez sensu. To nie boli, dziewczyny nie robią nam > krzywdy, grzecznie się wycofują jeśli nie chcą nas. Racja. Bo w sumie jak można bać się takiej porazki? Dziewczyn są miliony! Tak samo jak można bać się odtrącenia (obojętności) przypadkowo spotkanego (choćby najfajowszego) faceta? Przecież podobnych facetów też są miliony! Prawdziwy lęk zaczyna się wówczas, gdy widzi się w kimś osobę całkowicie niepowtarzalną, której nie zastąpi nikt inny. Im bardziej się jest tego świadomym, tym sprawa jest trudniejsza. Wówczas brak wzajemnosci potrafi zmienić nas w filozofa (bo nie daj boże w cierpiętnika). Zresztą filozofem będąc czy nie filozofem - i tak się cierpi. To takie dziwne cierpienie, kiedy mozna nie spać kilka nocy pod rząd, robic rzeczy, na które dotychczas nie miało się siły, dotrzegać to, co wczesniej było głęboko ukryte itp... W gruncie rzeczy też nie ma sie co tego strachu bać... :) --
Re: Czego tu się bać?
Author: michal
Date: Tue, 18 Mar 2008 11:45
Date: Tue, 18 Mar 2008 11:45
30 lines
2412 bytes
2412 bytes
JaKasia wrote: >> - lęki, stres związany z podrywem to główna przyczyna niepowodzeń. >> Boisz się porażki? Bez sensu. To nie boli, dziewczyny nie robią nam >> krzywdy, grzecznie się wycofują jeśli nie chcą nas. > Racja. Bo w sumie jak można bać się takiej porazki? > Dziewczyn są miliony! > Tak samo jak można bać się odtrącenia (obojętności) > przypadkowo spotkanego (choćby najfajowszego) faceta? > Przecież podobnych facetów też są miliony! > Prawdziwy lęk zaczyna się wówczas, gdy widzi się w kimś > osobę całkowicie niepowtarzalną, której nie zastąpi nikt inny. > Im bardziej się jest tego świadomym, tym sprawa jest > trudniejsza. Wówczas brak wzajemnosci potrafi zmienić > nas w filozofa (bo nie daj boże w cierpiętnika). > Zresztą filozofem będąc czy nie filozofem - i tak się cierpi. > To takie dziwne cierpienie, kiedy mozna nie spać kilka nocy > pod rząd, robic rzeczy, na które dotychczas nie miało się siły, > dotrzegać to, co wczesniej było głęboko ukryte itp... > W gruncie rzeczy też nie ma sie co tego strachu bać... :) I o całe mile to cierpienie jest lepsze od pustki w sercu... :) -- pozdrawiam michał
Re: Czego tu się bać?
Author: ŁukaszK
Date: Tue, 18 Mar 2008 14:10
Date: Tue, 18 Mar 2008 14:10
21 lines
2097 bytes
2097 bytes
JaKasia wrote: >> - lęki, stres związany z podrywem to główna przyczyna niepowodzeń. >> Boisz się porażki? Bez sensu. To nie boli, dziewczyny nie robią nam >> krzywdy, grzecznie się wycofują jeśli nie chcą nas. > > Racja. Bo w sumie jak można bać się takiej porazki? > Dziewczyn są miliony! W moim wieku już duża większość pozajmowanych. I jakoś rzadko się trafia taka, która wydaje się odpowiednia. Oczywiście, można zagadywać do niemal każdej, wtedy rzeczywiście są miliony. > Prawdziwy lęk zaczyna się wówczas, gdy widzi się w kimś > osobę całkowicie niepowtarzalną, której nie zastąpi nikt inny. Tak, to prawda. I właśnie ja dość często tak mam... A nawet jeśli nie aż tak, to wystarczająco, by zrodził się lęk.
Re: opowieść z kolegą, z dziewczyną i ze mną w tle
Author: ! JÓSIEF ! PIŁSÓĆKI !
Date: Tue, 18 Mar 2008 22:29
Date: Tue, 18 Mar 2008 22:29
12 lines
1521 bytes
1521 bytes
self pisze: > Nie interesuje mnie co kupiłas w sex-shopie. ja kópiłem tam tfojom starom zahibernowanom w formalinie, niestety było za ciepło i sie przebódziła, wypiła formaline i spierdoliła ze słoika -- ! MGR ! JIÓSEF ! PILSÓCKI ! ! ÓJ ! KATÓDRA ! TRÓLINGÓ ! ! WSPANIAŁY ! PÓLAK ! ÓÓÓ !
Re: opowieść z kolegą, z dziewczyną i ze mną w tle
Author: ! JÓSIEF ! PIŁSÓĆKI !
Date: Tue, 18 Mar 2008 22:33
Date: Tue, 18 Mar 2008 22:33
13 lines
1539 bytes
1539 bytes
self pisze: > Niunia, sprzwdź profil tej grupy, jej archiwum, przemyśl to, co > przeczytasz, wyciagnij wnioski, a poźniej.... spadaj na szczaw. napisz to tszy razy od tyłó co dróga litera s prszeskokiem na samogłoskie i otkryjesz fakt że powinieneś jósz stont wypjerdalać -- ! MGR ! JIÓSEF ! PILSÓCKI ! ! ÓJ ! KATÓDRA ! TRÓLINGÓ ! ! WSPANIAŁY ! PÓLAK ! ÓÓÓ !
Re: Czego tu się bać?
Author: michal
Date: Tue, 18 Mar 2008 23:32
Date: Tue, 18 Mar 2008 23:32
19 lines
1989 bytes
1989 bytes
ŁukaszK wrote: >>> - lęki, stres związany z podrywem to główna przyczyna niepowodzeń. >>> Boisz się porażki? Bez sensu. To nie boli, dziewczyny nie robią nam >>> krzywdy, grzecznie się wycofują jeśli nie chcą nas. >> Racja. Bo w sumie jak można bać się takiej porazki? >> Dziewczyn są miliony! > W moim wieku już duża większość pozajmowanych. > I jakoś rzadko się trafia taka, która wydaje się odpowiednia. > Oczywiście, można zagadywać do niemal każdej, > wtedy rzeczywiście są miliony. Powiem Ci ciekawostkę. Świat nie da się porównać do zbyt małego tortu, z którego mozna wykroić ograniczoną ilość porcji. Świat to kalejdskop, za każdym potrząśnięciem jest inny obrazek. -- pozdrawiam michał
Re: opowieść z kolegą, z dziewczyną i ze mną w tle
Author: MU
Date: Wed, 19 Mar 2008 20:54
Date: Wed, 19 Mar 2008 20:54
13 lines
2149 bytes
2149 bytes
On 17 Mar, 22:36, "michal" <6mich...@gazeta.pl> wrote: > Dla mnie znamienne jest to, że Twoja prezentacja związków urody, odwagi, > elokwencji i nieśmiałości w rywalizacji o miłe ciału względy, są jak > najbardziej zbliżone do moich przekonań sprzed lat wielu. Na szczęście > zmieniłem je dość szybko. :) Dwa oczywiste pytania: - Zmieniłeś podejście. Ok, moje, każdego podejście się zmienia, ewoluuje, mniej lub bardziej. Co u Ciebie się przestawiło? - Co spowodowało zmianę przekonań? Pozdr. MU
Re: opowieść z kolegą, z dziewczyną i ze mną w tle
Author: michal
Date: Wed, 19 Mar 2008 22:50
Date: Wed, 19 Mar 2008 22:50
59 lines
5184 bytes
5184 bytes
MU wrote: > On 17 Mar, 22:36, "michal" <6mich...@gazeta.pl> wrote: >> Dla mnie znamienne jest to, że Twoja prezentacja związków urody, >> odwagi, elokwencji i nieśmiałości w rywalizacji o miłe ciału >> względy, są jak najbardziej zbliżone do moich przekonań sprzed lat >> wielu. Na szczęście zmieniłem je dość szybko. :) > Dwa oczywiste pytania: > - Zmieniłeś podejście. Ok, moje, każdego podejście się zmienia, > ewoluuje, mniej lub bardziej. Co u Ciebie się przestawiło? > - Co spowodowało zmianę przekonań? Ok. Zacznijmy od podejścia. Podejście zmienia się pod wpływem doświadczeń, więc dlatego preferuję ostry trening. Na początku trzeba nauczyć się szybko podnosić po porażce. Najgorszą rzeczą jest utkwienie w przekonaniu, że świat się zawalił i nikt mnie nie chce. Jestem jakiś gorszy, naznaczony, śmieszny, przeciętny, niezauważalny itd. Przy takim podejściu trudno się ocknąć i wyjść z dołka. Jeśli zmienię założenia rzeczywistości przekonując siebie, że jestem nie gorszy a inny, naznaczony ale oryginalnością, nie śmieszny ale zabawny, nie przeciętny lub niezauważalny ale niestarający się rzucać w oczy - to poprzez nabranie minimum pewności siebie odrzucimy wszelkie zahamowania w relacjach towarzyskich. To powinno być szczere i autentyczne, ale na początku takiej zmiany dobrze jest użyć sztuczek typu uśmiech czy przełamywanie lodów (np przyjęcie zasady, że zawsze odzywam się pierwszy - co sprawia wrażenie, że jestem kontaktowy - ludzie to lubią). Przy takiej zmianie podejścia bardzo szybko dochodzi się do wniosku, że rzeczywistość w relacjach jest inna, niż ta artykuowana przez osoby niedowartościowane: "To smutne, ale nie dla psa kełbasa - gdybym był taki, jak ten czy tamten, wtedy miałbym szansę..." U mnie to się właśnie przestawiło. Zacząłem inaczej widzieć siebie na tle innych. Po jakimś czasie spostrzegłem, że przesadzam w drugą stronę. Osobowości, które kiedyś były dla mnie niedoścignionym wzorem, stały się "kapuścianymi głąbami" i "prymitywnymi idiotami". Po kolejnej korekcie oglądu realiów, musiałem przyznać, że wszyscy jesteśmy z równymi szanasami, a każdy z nas nie jest ani głupszy ani mądrzejszy, ani lepszy ani gorszy. Jesteśmy po prostu inni. Tak samo jest u facetów, tak samo jest u kobiet. Mamy najwyżej problemy z dowartościowaniem siebie. A co spowodowało zmianę? Trudno mi jednoznacznie określić. Sądzę, że powodów mogło być wiele. Przychodzi mi na myśl hstoria, która przez przypadek wprawiła mnie w osłupienie. Pisałem już o tym w jakimś wątku kiedyś. Po dwóch latach bezskutecznego dreptania za dziewczyną, która mi się cholernie podobała i która mnie olewała totalnie stało sie takie coś: Chodziliśmy razem do szkoły, więc widywaliśmy sie na codzień. Ona twierdziła, że lubi mnie jedynie jako fajnego kumpla. któregoś dnia poznała mnie ze swoją koleżanką napuściwszy ją na mnie, żeby się mną "zajęła". Koleżanka tak się mną zajęła, że chodziłem z nią później cztery lata. Jednakże sam fakt, iż w jednej sekundzie "odkochałem się" od tamtej, tak na nią podziałał, że wystarczyło jedno niewinne przypadkowe spotkanie na mieście i wieczorem wylądowaliśmy w łóżku z jej inicjatywy. To zamierzchłe zdarzenie mogło być praprzyczyną tego, że zacząłem zastanawiać się nad skomplikowaną i przewrotną naturą ludzką. Poznawanie mechanizmów w relacjach między ludźmi jest pasjonujące i wciąż do końca nieokiełznane. Pewne prawidłowości dają się jednak zauważyć. -- pozdrawiam michał
Re: opowieść z kolegą, z dziewczyną i ze mną w tle
Author: MU
Date: Thu, 20 Mar 2008 21:15
Date: Thu, 20 Mar 2008 21:15
37 lines
3645 bytes
3645 bytes
On 19 Mar, 23:50, "michal" <6mich...@gazeta.pl> wrote: [ciap] Twoja opowieść przypomina mi znane powiedzenie: Człowiek jest wart o połowę mniej niż sądzi, oraz dwa razy więcej niż dają mu inni. Zarówno w opowieści i Twoim podejściu oraz w tym powiedzeniu chodzi o to samo - realną ocenę własnego "ja". O balans między poczuciem wyższości i niższości, który tracimy z każdym doświadczeniem i kombinujemy jak zrobić by go utrzymać. Chodzi też o to, że są upadki wzloty i nie należy się przejmować porażkami. Z tym, że... Tobie udało się przy tzw. drugim podejściu. Jedna nie chciała, wyszło z kolejną. 50:50 - remis. A co ma powiedzieć ktoś, kto przegrał po raz dziesiąty? I jeśli człowiek doznający porażek ma pewne drobne wady? Pomijam takie sprawy jak np. ostry zez, brak nogi. Myślę o takich cechach jak wielki nos, astma, chorobliwa nieśmiałość, depresja, otyłość, chudość, nietypowe poglądy (np. nadmierne przywiązywanie wagi do ekologii czy wegetarianizmu), nietypowe zwyczaje (np. pedantyczne sprzątanie), brzydota itp., itd. Owszem, można sobie powiedzieć "nie jestem gorszy, ale inny, nietypowy". Ale co z tego? Można osiągnąć balans własnego "ja", nie uważać siebie za wspaniałego ani za przegranego. Można być szczęśliwym i życzliwym dla ludzi, rozwijać się, w samotności i czekać kolejne lata na tę, która zaakceptuje, dostrzeże coś pozytywnie wyjątkowego, zakocha się. [Bo jak chyba twierdzisz relacjami czasami rządzi przypadek, zrządzenie losu]. Ale co dalej? Czy nie ma granicy wytrzymałości? W pewnym momencie poznawanie mechanizmów w relacjach między ludźmi staje się nudne i prowadzi do refleksji, że jednak świat jest czarno-biały. Jednak relacjami rządzą: uroda, elokwencja, aparycja, dobór naturalny :) Z pozytywnym nastawieniem, MU :)
Re: opowieść z kolegą, z dziewczyną i ze mną w tle
Author: michal
Date: Thu, 20 Mar 2008 23:23
Date: Thu, 20 Mar 2008 23:23
70 lines
4842 bytes
4842 bytes
MU wrote: > [ciap] > Twoja opowieść przypomina mi znane powiedzenie: Człowiek jest wart o > połowę mniej niż sądzi, oraz dwa razy więcej niż dają mu inni. > Zarówno w opowieści i Twoim podejściu oraz w tym powiedzeniu chodzi o > to samo - realną ocenę własnego "ja". O balans między poczuciem > wyższości i niższości, który tracimy z każdym doświadczeniem i > kombinujemy jak zrobić by go utrzymać. Właśnie nie. Starałem sie wykazać, może niezbyt wyraziście, że nie o miejsce w pionie chodzi, lecz w poziomie. ;) Załóżmy, że do pionu zaliczymy nasze zdolności (wyższość-niższość), a do poziomu nasze nabyte umiejętności (wiedza o...). > Chodzi też o to, że są upadki wzloty i nie należy się przejmować > porażkami. > Z tym, że... Tobie udało się przy tzw. drugim podejściu. Jedna nie > chciała, wyszło z kolejną. 50:50 - remis. A co ma powiedzieć ktoś, kto > przegrał po raz dziesiąty? Że za jedenastym się uda. To proste. :) A propo 50:50. Całego życiorysu nie napisałem... ;P > I jeśli człowiek doznający porażek ma pewne drobne wady? Pomijam takie > sprawy jak np. ostry zez, brak nogi. Myślę o takich cechach jak wielki > nos, astma, chorobliwa nieśmiałość, depresja, otyłość, chudość, > nietypowe poglądy (np. nadmierne przywiązywanie wagi do ekologii czy > wegetarianizmu), nietypowe zwyczaje (np. pedantyczne sprzątanie), > brzydota itp., itd. Nie ma osób bez wad i słabości. Każdy może mieć je jednak w innych obszarach aktywności. Osoba z kompleksem łysej głowy najczęściej nie zauważa, że osoba z gęsą czupryną przykładowo nie myje jej, bo ma uczulenie na mydło.. > Owszem, można sobie powiedzieć "nie jestem gorszy, ale inny, > nietypowy". Ale co z tego? Można osiągnąć balans własnego "ja", nie > uważać siebie za wspaniałego ani za przegranego. Piszesz teraz o przeciętności. Ja mam na myśli nie to, że "mogę być po środku", tylko "jeśli on może, to i ja mogę". To istotna różnica w postawie. Bo nie oszukujmy się! O postawę tu chodzi, która jest zasadniczym elementem przy starcie do czegokolwiek. Postawa, to poczynienie założenia: "Zakładam, że nie jestem gorszy". > Można być szczęśliwym > i życzliwym dla ludzi, rozwijać się, w samotności i czekać kolejne > lata na tę, która zaakceptuje, dostrzeże coś pozytywnie wyjątkowego, > zakocha się. [Bo jak chyba twierdzisz relacjami czasami rządzi > przypadek, zrządzenie losu]. Jeśli nie masz odpowiedzniej postawy, będziesz "łapał" tylko te przypadki, na które pozwoli Ci poczynione założenie. Większość tzw przypadków przejdzie koło nosa. Niezauważona. > Ale co dalej? Czy nie ma granicy > wytrzymałości? W pewnym momencie poznawanie mechanizmów w relacjach > między ludźmi staje się nudne i prowadzi do refleksji, że jednak świat > jest czarno-biały. Jednak relacjami rządzą: uroda, elokwencja, > aparycja, dobór naturalny :) To chyba nie starałeś się ich poznać tak naprawdę. Nie zdążysz się nimi znudzić. Najpierw umrzesz. ;) Pierwsze słyszę, że świat jest czarno-biały. Raczej brakuje nam zmysłów, by móc ogarnąć jego różnorodność. -- pozdrawiam michał
Re: opowieść z kolegą, z dziewczyną i ze mną w tle
Author: ŁukaszK
Date: Fri, 21 Mar 2008 01:06
Date: Fri, 21 Mar 2008 01:06
22 lines
2504 bytes
2504 bytes
MU wrote: > Z tym, że... Tobie udało się przy tzw. drugim podejściu. Jedna nie > chciała, wyszło z kolejną. 50:50 - remis. A co ma powiedzieć ktoś, kto > przegrał po raz dziesiąty? Otóż to. > W pewnym momencie poznawanie mechanizmów w relacjach > między ludźmi staje się nudne i prowadzi do refleksji, że jednak świat > jest czarno-biały. Jednak relacjami rządzą: uroda, elokwencja, > aparycja, dobór naturalny :) Ano rządzą. I jest to rzeczywiście czarno-białe. Ciekaw tylko jestem czy ktoś, kto w życiu miał/ma powodzenie jako takie, nie miał zbyt wielu porażek, może podzielić to zdanie o czarno-białym świecie. Punkt patrzenia zależy od miejsca siedzenia. Jeśli Michal jest brzydalem bez kasy, w opinii 90 kobiet na 100, to ja zwracam honor i już dziś przebudowuję swój światopogląd!... :)
Re: opowieść z kolegą, z dziewczyną i ze mną w tle
Author: michal
Date: Fri, 21 Mar 2008 07:53
Date: Fri, 21 Mar 2008 07:53
32 lines
2750 bytes
2750 bytes
ŁukaszK wrote: > MU wrote: >> Z tym, że... Tobie udało się przy tzw. drugim podejściu. Jedna nie >> chciała, wyszło z kolejną. 50:50 - remis. A co ma powiedzieć ktoś, >> kto przegrał po raz dziesiąty? > Otóż to. >> W pewnym momencie poznawanie mechanizmów w relacjach >> między ludźmi staje się nudne i prowadzi do refleksji, że jednak >> świat jest czarno-biały. Jednak relacjami rządzą: uroda, elokwencja, >> aparycja, dobór naturalny :) > Ano rządzą. I jest to rzeczywiście czarno-białe. > Ciekaw tylko jestem czy ktoś, kto w życiu miał/ma powodzenie > jako takie, nie miał zbyt wielu porażek, może podzielić to > zdanie o czarno-białym świecie. > Punkt patrzenia zależy od miejsca siedzenia. > Jeśli Michal jest brzydalem bez kasy, w opinii 90 kobiet na 100, > to ja zwracam honor i już dziś przebudowuję swój > światopogląd!... :) Jestem brzydalem bez kasy i mam pięcioro wnucząt z kasą. Opinia 100% kobiet mnie nie interesowała nigdy. Interesowała mnie opinia tylko tych kobiet, na których mi zależało. Brzydal bez kasy może być bardzo interesujący. Niezła reklama. ;) -- pozdrawiam michał
Re: opowieść z kolegą, z dziewczyną i ze mną w tle
Author: MU
Date: Fri, 21 Mar 2008 08:10
Date: Fri, 21 Mar 2008 08:10
17 lines
2747 bytes
2747 bytes
On 21 Mar, 00:23, "michal" <6mich...@gazeta.pl> wrote: > Nie ma osób bez wad i słabości. Każdy może mieć je jednak w innych obszarach > aktywności. Osoba z kompleksem łysej głowy najczęściej nie zauważa, że osoba > z gęsą czupryną przykładowo nie myje jej, bo ma uczulenie na mydło.. Planuję zrobić eksperyment. Jest we mnie coś, co może zniechęcać kobiety. Pytane, w momencie, gdy coś się między nami psuło, czy o to właśnie chodzi, zaprzeczały. Nie wiem, czy mówiły prawdę i działały moje "kompleksy", czy też ściemniały. Niemniej, zamierzam to coś w sobie zmienić. Za jakiś czas dzięki temu będę, nie tyle bardziej atrakcyjny, co mniej nieatrakcyjny. Tak sądzę. Jeśli okaże się, że w moich relacjach z kobietami nastąpił postęp - uznam, że miałem rację. Jeśli nic się nie zmieni, bo chodziło o nastawienie czyli psyche - przyznam ją Tobie :) Pozdr. MU
Re: opowieść z kolegą, z dziewczyną i ze mną w tle
Author: michal
Date: Fri, 21 Mar 2008 09:45
Date: Fri, 21 Mar 2008 09:45
34 lines
3314 bytes
3314 bytes
MU wrote: > On 21 Mar, 00:23, "michal" <6mich...@gazeta.pl> wrote: >> Nie ma osób bez wad i słabości. Każdy może mieć je jednak w innych >> obszarach aktywności. Osoba z kompleksem łysej głowy najczęściej nie >> zauważa, że osoba z gęsą czupryną przykładowo nie myje jej, bo ma >> uczulenie na mydło.. > Planuję zrobić eksperyment. Jest we mnie coś, co może zniechęcać > kobiety. Pytane, w momencie, gdy coś się między nami psuło, czy o to > właśnie chodzi, zaprzeczały. Nie wiem, czy mówiły prawdę i działały > moje "kompleksy", czy też ściemniały. Musisz wziąć pod uwagę delikatność materii, w którą wtłaczasz dziewczynę takim sugestywnym pytaniem. Ściema może mieć przyczynę w subtelności. > Niemniej, zamierzam to coś w > sobie zmienić. Za jakiś czas dzięki temu będę, nie tyle bardziej > atrakcyjny, co mniej nieatrakcyjny. Tak sądzę. Jeśli okaże się, że w > moich relacjach z kobietami nastąpił postęp - uznam, że miałem rację. > Jeśli nic się nie zmieni, bo chodziło o nastawienie czyli psyche - > przyznam ją Tobie :) Ok, tylko nie zrównuj nastawienia z psyche. To różne pojęcia. Nastawienie, to zakładanie jakiejś rzeczywistości. Możesz zakładać, że nadajesz się do ssypu i wtedy nie dajesz sobie żadnych szans, albo możesz uważać, że masz w sobie takie same mozliwośći, jak każdy inny człowiek, potrzebujesz tylko wyposażyć się w odpowiedznie do wytyczonego celu narzędzia. Przy każdej porażce jednak wiesz, że źle dobrałeś narzędzia - zamiast wracać do starego nastawienia: "A jednak się nie nadaję". -- pozdrawiam michał
Re: opowieść z kolegą, z dziewczyną i ze mną w tle
Author: ŁukaszK
Date: Fri, 21 Mar 2008 12:35
Date: Fri, 21 Mar 2008 12:35
16 lines
2350 bytes
2350 bytes
michal wrote: >> Punkt patrzenia zależy od miejsca siedzenia. >> Jeśli Michal jest brzydalem bez kasy, w opinii 90 kobiet na 100, >> to ja zwracam honor i już dziś przebudowuję swój >> światopogląd!... :) > > Jestem brzydalem bez kasy i mam pięcioro wnucząt z kasą. Opinia 100% > kobiet mnie nie interesowała nigdy. Interesowała mnie opinia tylko > tych kobiet, na których mi zależało. A nie uważasz, że jeśli wyższy jest procent kobiet, którym się podobasz, to i *większa szansa*, że spodobasz sie własnie tym, na którym Ci zależy? Przecież właśnie o to chodzi. Czysta logika. Rachunek prawdopodobieństwa.
Re: opowieść z kolegą, z dziewczyną i ze mną w tle
Author: michal
Date: Fri, 21 Mar 2008 23:44
Date: Fri, 21 Mar 2008 23:44
31 lines
3152 bytes
3152 bytes
ŁukaszK wrote: >>> Punkt patrzenia zależy od miejsca siedzenia. >>> Jeśli Michal jest brzydalem bez kasy, w opinii 90 kobiet na 100, >>> to ja zwracam honor i już dziś przebudowuję swój >>> światopogląd!... :) >> Jestem brzydalem bez kasy i mam pięcioro wnucząt z kasą. Opinia 100% >> kobiet mnie nie interesowała nigdy. Interesowała mnie opinia tylko >> tych kobiet, na których mi zależało. > A nie uważasz, że jeśli wyższy jest procent kobiet, którym się > podobasz, to i *większa szansa*, że spodobasz sie własnie tym, > na którym Ci zależy? Przecież właśnie o to chodzi. > Czysta logika. > Rachunek prawdopodobieństwa. Człowiek nie jest obiektem constans (niezmiennym), do którego można odnieść rachunek prawdopodobieństwa. Wyższy procent kobiet, którym się podobasz, może spowodować, że nie zechcesz palcem kiwnąć, aby zaangażować się w związek. Może Ci odbić szajba i możesz też stać się zarozumiałym don Juanem, który rąbie wszystko, co na drzewo nie wchodzi. Powinieneś pracować nad jakością, a nie ilością, żeby Twoje życie było pełne i satysfakcjonujące. Jeszcze raz chcę powtórzyć, że dążenie do wygodnej pozycji decydowania, z którą spośród wielbicielek będziesz łaskaw się zadawać, czyni Cię pustym. Dlatego uważam, że jest to pozbawione sensu. Trzeba pracować nad doskonaleniem siebie. Wtedy świat zmieni się wokół Ciebie, ponieważ inaczej będziesz go postrzegał. -- pozdrawiam michał
Re: Czego tu się bać?
Author: MU
Date: Sat, 22 Mar 2008 08:03
Date: Sat, 22 Mar 2008 08:03
43 lines
3342 bytes
3342 bytes
On 18 Mar, 09:27, "JaKasia" <moja_hek...@op.pl> wrote: > Racja. Bo w sumie jak można bać się takiej porazki? > Dziewczyn są miliony! Na ulicy, owszem. Tylko, że spośród milionów ludzi większość nas nie interesuje. Zainteresowanie pojawia się, gdy ktoś jest wyjątkowy. A takich osób, spełniających nasze kryteria, lub, których kryteria my spełniamy, nie tak wiele. > Tak samo jak można bać się odtrącenia (obojętności) > przypadkowo spotkanego (choćby najfajowszego) faceta? > Przecież podobnych facetów też są miliony! Nie, takich naj... jest niewielu. W tym cały ambaras... > Prawdziwy lęk zaczyna się wówczas, gdy widzi się w kimś > osobę całkowicie niepowtarzalną, której nie zastąpi nikt inny. I tak i nie :) Można kogoś uważać za zwykłego, powtarzalnego ale... zakochać się :) A można kogoś uważać za ideał bez szaleństwa na jej czy jego punkcie i cieszyć się, że taka osoba w ogóle istnieje. To daje nadzieję :) > Im bardziej się jest tego świadomym, tym sprawa jest > trudniejsza. Wówczas brak wzajemnosci potrafi zmienić > nas w filozofa (bo nie daj boże w cierpiętnika). > Zresztą filozofem będąc czy nie filozofem - i tak się cierpi. Otóż to. Cierpi się gdy brak wzajemności, i gdy się mimo tego zaangażujemy. Nie łatwo się "odangażować". Mówienie wówczas "są miliony", nie jest pocieszeniem, zwłaszcza, jeśli mamy za sobą wiele porażek :) > W gruncie rzeczy też nie ma sie co tego strachu bać... Tylko czemu tylu ludzi cierpi lub żyje w niepewności swoich związków. IMO, niewiele jest osób na świecie, które pasują do siebie. Im więcej mamy cech, które nas alienują (fizycznych i charakteru), tym trudniej wyłuskać drugą połowę spośród milionów. A każda nieudana próba wyszukania zostawia zadrę w sercu. :) Wesołych Świąt, MU
Re: Czego tu się bać?
Author: JaKasia
Date: Mon, 24 Mar 2008 08:40
Date: Mon, 24 Mar 2008 08:40
44 lines
3343 bytes
3343 bytes
Użytkownik "MU" <lubietojak@tlen.pl> napisał w wiadomości news:ab9d21b6-d846-4e3b-a08d-2d08c582e062@x41g2000hsb.googlegroups.com >> Tak samo jak można bać się odtrącenia (obojętności) >> przypadkowo spotkanego (choćby najfajowszego) faceta? >> Przecież podobnych facetów też są miliony! > > Nie, takich naj... jest niewielu. W tym cały ambaras... Skoro tak, to po co się w ogóle przejmować, skoro jeśli nawet trafimy na tego/tą w naszym odczuciu "naj", to w zasadzie jest prawie pewne, że i nie vice versa? "Użycz mi, Panie, pogody ducha - bym godził się z tym, czego nie mogę zmienić; odwagi - bym zmieniał to, co zmienić mogę i mądrości - bym odróżnił jedno od drugiego." >> Zresztą filozofem będąc czy nie filozofem - i tak się cierpi. > > Otóż to. Cierpi się gdy brak wzajemności, i gdy się mimo tego > zaangażujemy. Nie łatwo się "odangażować". Mówienie wówczas "są > miliony", nie jest pocieszeniem, Na szczęście ja w moim życiu trafiłam na takich ' "naj" w moich oczach' facetów tylko 2 razy. Przy czym ten pierwszy nawet przez chwilę nie był przeze mnie traktowany jako odpowiedni partner dla mnie, ale jako człowiek, z którym chciałabym mieć jak najwięcej wspólnego. Babskie emocje go wystraszyły i na parę lat zamroziły nasze kontakty, które dotychczas (wiele, wiele lat) były świetne. Drugi facet to świeża historia. Moment, w którym dostrzegłam w nim faceta (a długo, naprawdę długo zamykałam na ten fakt oczy, być może pomna poprzednich doświadczeń) był momentem, w którym musiałam się zwijać. Może za kilka lat odważę się zapytać jednego lub drugiego co tak naprawdę się z ich punktu widzenia wydarzyło, co sprawiło tę ucieczkę. Mi się nasuwa tak prosty scenariusz, że aż nieprawdopodobny biorąc pod uwagę inteligencję obu. :) - JaKasia
Re: opowieść z kolegą, z dziewczyną i ze mną w tle
Author: ŁukaszK
Date: Tue, 01 Apr 2008 12:57
Date: Tue, 01 Apr 2008 12:57
17 lines
2473 bytes
2473 bytes
michal wrote: > Może Ci odbić szajba i możesz też stać się > zarozumiałym don Juanem, który rąbie wszystko, co na drzewo nie > wchodzi. Powinieneś pracować nad jakością, a nie ilością, żeby Twoje > życie było pełne i satysfakcjonujące. Jasne, że tak. Ale gdy masz powodzenie, nie znaczy to jeszcze, że idziesz na ilość, a nie jakość. Przy zachowaniu zdrowego rozsądku (rozumu), pójdziesz na jakość, a mając wiele kandydatek łatwiej wybrać tę jedną... Ludziom mającym powodzenie u płci przeciwnej jest łatwiej, generalnie. Tak uważam. > Trzeba pracować nad doskonaleniem siebie. Ale temu absolutnie nie przeczę.
Re: opowieść z kolegą, z dziewczyną i ze mną w tle
Author: michal
Date: Tue, 01 Apr 2008 13:50
Date: Tue, 01 Apr 2008 13:50
34 lines
3266 bytes
3266 bytes
ŁukaszK wrote: >> Może Ci odbić szajba i możesz też stać się >> zarozumiałym don Juanem, który rąbie wszystko, co na drzewo nie >> wchodzi. Powinieneś pracować nad jakością, a nie ilością, żeby Twoje >> życie było pełne i satysfakcjonujące. > Jasne, że tak. Ale gdy masz powodzenie, nie znaczy to jeszcze, że > idziesz na ilość, a nie jakość. Przy zachowaniu zdrowego rozsądku > (rozumu), pójdziesz na jakość, a mając wiele kandydatek łatwiej > wybrać tę jedną... Okazja czyni złodzieja - mówi przysłowie. W ogóle zdajesz się nie doceniać podświadomych działań człowieka uzależnionych najbardziej od okoliczności. To dlatego atrakcyjność fizyczna niezmiernie rzadko (zawsze są jakieś wyjątki) idzie równiutko w parze z inteligencją i innymi wartościami. Najlepiej sprawdzić to na sobie w ten sposób: Wyobraź sobie, że psiadasz jako jedyny na świecie czapkę niewidkę. Do czego jej użyjesz? W jakich okolicznościach chciałbyś ją założyć? Jeśli podejdziesz do tego uczciwie, to sam się zorientujesz, jakie instynkty w Tobie drzemią. Gdybyś nagle stał się najprzystojniejszym facetem w okolicy, to ze swoimi dzisiejszymi tęsknotami, narobiłbyś sobie takiego bigosu, że wkrótce nie wiedziałbyś, jak się nazywasz. > Ludziom mającym powodzenie u płci przeciwnej jest łatwiej, generalnie. > Tak uważam. To złudzenie. Oni maja tylko inne problemy. Kto to powiedział, że "dobrze jest mieć w życiu inną pasję niż kobiety"? To dobry punkt wyjścia. -- pozdrawiam michał
Page 1 of 3 • 121 total messages
Thread Navigation
This is a paginated view of messages in the thread with full content displayed inline.
Messages are displayed in chronological order, with the original post highlighted in green.
Use pagination controls to navigate through all messages in large threads.
Back to All Threads