🚀 go-pugleaf

RetroBBS NetNews Server

Inspired by RockSolid Light RIP Retro Guy

Thread View: alt.pl.popieram.ateizm
29 messages
29 total messages Started by Ndziorl Sat, 05 Dec 2009 15:17
O parytetach.
#71747
Author: Ndziorl
Date: Sat, 05 Dec 2009 15:17
4 lines
756 bytes
http://sierp.libertarianizm.pl/?p=201
-- 
"Zwierzęta są po to, żeby je jeść, gdyby było inaczej, Bóg stworzyłby 
je z drewna."
Re: O parytetach.
#71748
Author: gazebo
Date: Sat, 05 Dec 2009 17:13
7 lines
1090 bytes
Użytkownik Ndziorl napisał:
> http://sierp.libertarianizm.pl/?p=201

zawsze wiedzialem, ze jestes katolikiem

-- 
bla
Re: O parytetach.
#71749
Author: Jorg
Date: Sun, 20 Dec 2009 19:42
10 lines
904 bytes
Użytkownik "Ndziorl":

[...]

A jakiś komentarz?
Bo nie znam Twojego zdania.

Pozdr
Jorg 
Re: O parytetach.
#71750
Author: Ndziorl
Date: Mon, 21 Dec 2009 17:14
14 lines
1045 bytes
On 2009-12-20 20:42:05 +0100, "Jorg" <aya1@wp.pl> said:

> 
> Użytkownik "Ndziorl":
> 
> [...]
> 
> A jakiś komentarz?
> Bo nie znam Twojego zdania.

Gdybym był zwolennikiem parytetu, to nie zapodałbym takiego tekstu. 
Teraz już chyba znasz moje zdanie?
-- 
"Całowanie w rękę nagiej kobiety jest stratą czasu."
Re: O parytetach.
#71751
Author: Jorg
Date: Mon, 21 Dec 2009 21:31
16 lines
1224 bytes
Użytkownik "Ndziorl":

[...]

> Gdybym był zwolennikiem parytetu, to nie zapodałbym takiego tekstu.

Parytet nie jest choćby częściowym wyrównaniem
szans dla kobiet ze strony tych, którzy wpierw
kobietom ograniczyli szanse?

> Teraz już chyba znasz moje zdanie?

Ale uzasadnienia jeszcze nie.

Pozdr
Jorg 
Re: O parytetach.
#71752
Author: ALEX John Calder
Date: Mon, 21 Dec 2009 21:34
15 lines
1482 bytes
Jorg ni au koto ha itsumo tanosii

>> Gdybym był zwolennikiem parytetu, to nie zapodałbym takiego tekstu.
>
> Parytet nie jest choćby częściowym wyrównaniem
> szans dla kobiet ze strony tych, którzy wpierw
> kobietom ograniczyli szanse?

Populistycznym bzdetem i niczym więcej

-- 
ALEX John Calder, generał lejtnant,
I kod 3613, morderstwo pierwszego stopnia sędziego ulicznego;
niech zgadnę, dożywocie;
śmierć, sąd zamknął obrady; 
Re: O parytetach.
#71753
Author: Jorg
Date: Mon, 21 Dec 2009 21:41
15 lines
1348 bytes
Użytkownik "ALEX John Calder":

>>> Gdybym był zwolennikiem parytetu, to nie zapodałbym takiego tekstu.
>>
>> Parytet nie jest choćby częściowym wyrównaniem
>> szans dla kobiet ze strony tych, którzy wpierw
>> kobietom ograniczyli szanse?
>
> Populistycznym bzdetem i niczym więcej

Jasne.
Najłatwiej sprowadzić kobietę do roli podnóżka chrześcijańskiej
rodziny, a później obłudnie płakać o populiźmie.

Jorg 
Re: O parytetach.
#71754
Author: ALEX John Calder
Date: Mon, 21 Dec 2009 21:51
24 lines
1829 bytes
Jorg ni au koto ha itsumo tanosii

> Użytkownik "ALEX John Calder":
>
>>>> Gdybym był zwolennikiem parytetu, to nie zapodałbym takiego tekstu.
>>>
>>> Parytet nie jest choćby częściowym wyrównaniem
>>> szans dla kobiet ze strony tych, którzy wpierw
>>> kobietom ograniczyli szanse?
>>
>> Populistycznym bzdetem i niczym więcej
>
> Jasne.
> Najłatwiej sprowadzić kobietę do roli podnóżka chrześcijańskiej
> rodziny, a później obłudnie płakać o populiźmie.
>
Nie uważam kobiet za podnóżka. Ile ma być tych procent i dlaczego akurat 
tyle?

-- 
ALEX John Calder, generał lejtnant,
I kod 3613, morderstwo pierwszego stopnia sędziego ulicznego;
niech zgadnę, dożywocie;
śmierć, sąd zamknął obrady; 
Re: O parytetach.
#71755
Author: Jorg
Date: Mon, 21 Dec 2009 21:55
24 lines
1525 bytes
Użytkownik "ALEX John Calder":

>>>> Parytet nie jest choćby częściowym wyrównaniem
>>>> szans dla kobiet ze strony tych, którzy wpierw
>>>> kobietom ograniczyli szanse?
>>>
>>> Populistycznym bzdetem i niczym więcej
>>
>> Jasne.
>> Najłatwiej sprowadzić kobietę do roli podnóżka chrześcijańskiej
>> rodziny, a później obłudnie płakać o populiźmie.
>>
> Nie uważam kobiet za podnóżka.

Nie pisałem o Tobie :o)
Komentuję postawę.

> Ile ma być tych procent i dlaczego akurat tyle?

Nie mam pojęcia.

Pozdr
Jorg 
Re: O parytetach.
#71756
Author: ALEX John Calder
Date: Mon, 21 Dec 2009 22:13
25 lines
2017 bytes
Jorg ni au koto ha itsumo tanosii

>>>>> Parytet nie jest choćby częściowym wyrównaniem
>>>>> szans dla kobiet ze strony tych, którzy wpierw
>>>>> kobietom ograniczyli szanse?
>>>>
>>>> Populistycznym bzdetem i niczym więcej
>>>
>>> Jasne.
>>> Najłatwiej sprowadzić kobietę do roli podnóżka chrześcijańskiej
>>> rodziny, a później obłudnie płakać o populiźmie.
>>>
>> Nie uważam kobiet za podnóżka.
>
> Nie pisałem o Tobie :o)
> Komentuję postawę.

Co do postawy, najbardziej śmieszy mnie, jak głupie feminazistki liczą że 
przejmą tylko przywileje. A obowiązki rozmyją się gdzieś we mgle. To już 
wolę oglądać Nichele Nichols, przynajmniej gada z sensem.
-- 
ALEX John Calder, generał lejtnant,
I kod 3613, morderstwo pierwszego stopnia sędziego ulicznego;
niech zgadnę, dożywocie;
śmierć, sąd zamknął obrady; 
Re: O parytetach.
#71757
Author: Jorg
Date: Tue, 22 Dec 2009 12:07
14 lines
1370 bytes
Użytkownik "ALEX John Calder":

[...]


> Co do postawy, najbardziej śmieszy mnie, jak głupie feminazistki liczą że 
> przejmą tylko przywileje. A obowiązki rozmyją się gdzieś we mgle.

Na miejscu kobiet też chciałbym odbić sobie skutki działania przez wieki
tzw. "kultur" wyrosłych w patriarchalnym duchu.

Pozdr
Jorg 
Re: O parytetach.
#71758
Author: ALEX John Calder
Date: Tue, 22 Dec 2009 13:11
18 lines
1720 bytes
Jorg ni au koto ha itsumo tanosii

> [...]
>
>
>> Co do postawy, najbardziej śmieszy mnie, jak głupie feminazistki
>> liczą że przejmą tylko przywileje. A obowiązki rozmyją się gdzieś we
>> mgle.
>
> Na miejscu kobiet też chciałbym odbić sobie skutki działania przez
> wieki tzw. "kultur" wyrosłych w patriarchalnym duchu.
>
Ja to rozumiem, ale feminazizm jest żadnym rozwiązaniem. Podobnie jak 
sztuczne parytety.

-- 
ALEX John Calder, generał lejtnant,
212. batalion specjalny OsNaz NKWD 
Re: O parytetach.
#71759
Author: Jorg
Date: Tue, 22 Dec 2009 13:44
21 lines
1645 bytes
Użytkownik "ALEX John Calder":

>
>> [...]
>>
>>
>>> Co do postawy, najbardziej śmieszy mnie, jak głupie feminazistki
>>> liczą że przejmą tylko przywileje. A obowiązki rozmyją się gdzieś we
>>> mgle.
>>
>> Na miejscu kobiet też chciałbym odbić sobie skutki działania przez
>> wieki tzw. "kultur" wyrosłych w patriarchalnym duchu.
>>
> Ja to rozumiem, ale feminazizm jest żadnym rozwiązaniem. Podobnie jak 
> sztuczne parytety.

Ale kusi, i to ja z kolei rozumiem.

Pozdr
Jorg 
Re: O parytetach.
#71762
Author: Ndziorl
Date: Tue, 22 Dec 2009 16:58
12 lines
1281 bytes
On 2009-12-21 22:31:37 +0100, "Jorg" <aya1@wp.pl> said:

> Parytet nie jest choćby częściowym wyrównaniem
> szans dla kobiet ze strony tych, którzy wpierw
> kobietom ograniczyli szanse?
> 
> Ale uzasadnienia jeszcze nie.

Od 1918 kobiety w Polsce posiadają czynne i bierne prawo wyborcze. 
Czyli mają wszystko, co trzeba (niektórzy uważają, że aż nadto).
-- 
"Watch out where the huskies go, and don't you eat that yellow snow."
Re: O parytetach.
#71763
Author: Jorg
Date: Tue, 22 Dec 2009 19:27
40 lines
2636 bytes
Użytkownik "Ndziorl":
>
>> Parytet nie jest choćby częściowym wyrównaniem
>> szans dla kobiet ze strony tych, którzy wpierw
>> kobietom ograniczyli szanse?

> Od 1918 kobiety w Polsce posiadają czynne i bierne prawo wyborcze.

Masz niewątpliwą rację.
Jednak przez wieki wychowywane w duchu podległości,
"słabej płci" i zawsze w służebnej roli, niektóre z nich nawet uwierzyły,
że coś w tym jest.
Poza tym, Ty naprawdę wierzysz, że kobieta, nawet lepsza pod względem
umiejętności, wiedzy i doświadczenia od niejednego kolesia ze
swojej partii, znalazłaby się na liście wyborczej o składzie której
decydują zawsze ci, którzy w kobietach widzą tylko obiekt
do wydupczenia, ale nigdy partnera-polityka?
Może przypomnisz sobie, jaka część męskiego parlamentu
(od prawa do lewa) to zwykłe, szowinistyczne samce, których
wypowiedzi w temacie kobiet są po prostu obrzydliwe?

Jak sobie tak poczytałem wypowiedzi za i przeciw parytetowi wyborczemu,
to stwierdziłem, że tak naprawdę jego przeciwnicy rzeczywiście
mają argumenty, zgoda, ale bardzo cienkie :o)

Bądź facetem i przyznaj, że dupa chodzi Ci ze strachu na myśl,
że coś mogłoby zaburzyć status quo Twojej samczej pozycji,
z której - paradoksalnie - korzystasz dzięki stuprocentowemu parytetowi
wypracowanemu tylko dlatego, że ktoś wziął na serio zjawisko
pod tytułem chrześcijaństwo, islam czy inne gówno, które sprowadza
kobietę do _obiektu _ i to _zawsze_ gorszego od mężczyzny.

> Czyli mają wszystko, co trzeba (niektórzy uważają, że aż nadto).

I to również tak a'propo's, dajmy na to - zarobków na
równorzędnych z mężczyznami stanowiskach? :o)


Pozdr
Jorg 
Re: O parytetach.
#71760
Author: ALEX John Calder
Date: Wed, 23 Dec 2009 00:13
21 lines
1947 bytes
Jorg ni au koto ha itsumo tanosii

>>>> Co do postawy, najbardziej śmieszy mnie, jak głupie feminazistki
>>>> liczą że przejmą tylko przywileje. A obowiązki rozmyją się gdzieś
>>>> we mgle.
>>>
>>> Na miejscu kobiet też chciałbym odbić sobie skutki działania przez
>>> wieki tzw. "kultur" wyrosłych w patriarchalnym duchu.
>>>
>> Ja to rozumiem, ale feminazizm jest żadnym rozwiązaniem. Podobnie jak
>> sztuczne parytety.
>
> Ale kusi, i to ja z kolei rozumiem.
>
Ale to żadne rozwiązanie

-- 
ALEX John Calder, generał lejtnant,
I kod 3613, morderstwo pierwszego stopnia sędziego ulicznego;
niech zgadnę, dożywocie;
śmierć, sąd zamknął obrady; 
Re: O parytetach.
#71764
Author: ALEX John Calder
Date: Wed, 23 Dec 2009 00:22
15 lines
1633 bytes
Jorg ni au koto ha itsumo tanosii

>> Czyli mają wszystko, co trzeba (niektórzy uważają, że aż nadto).
>
> I to również tak a'propo's, dajmy na to - zarobków na
> równorzędnych z mężczyznami stanowiskach? :o)
>
Bzdury opowiadasz. A co do zarobków, niech najpierw nauczą się tyrać jak 
facet -> to i zarobki będą. Feminazistyczne zaklęcia nic tu nie zmienią.

-- 
ALEX John Calder, generał lejtnant,
I kod 3613, morderstwo pierwszego stopnia sędziego ulicznego;
niech zgadnę, dożywocie;
śmierć, sąd zamknął obrady; 
Re: O parytetach.
#71765
Author: Jorg
Date: Wed, 23 Dec 2009 06:14
39 lines
2296 bytes
Użytkownik "ALEX John Calder":
>
>>> Czyli mają wszystko, co trzeba (niektórzy uważają, że aż nadto).
>>
>> I to również tak a'propo's, dajmy na to - zarobków na
>> równorzędnych z mężczyznami stanowiskach? :o)
>>
> Bzdury opowiadasz.

Padłem pod ciężarem argumentów.

> A co do zarobków, niech najpierw nauczą się tyrać jak facet -> to i 
> zarobki będą.

:o)

Szereg badań to potwierdza, ostatnio "Diagnoza Społeczna 2009"
Wynika z niego, że zarobki kobiet w Polsce są średnio
o ok. 20 proc. niższe od zarobków mężczyzn.
No i sugerujesz, że kobieta na równorzędnym stanowisku
z facetem mniej się przykłada do pracy i dlatego słusznie
jest, już na dzień dobry, traktowana mniejszym zarobkiem?
Uległeś chrześcijańskiej propagandzie... podobnie zresztą
jak i same kobiety, skoro oczekiwania dot. wynagrodzeń
ich samych są niższe od oczekiwań mężczyzn.
Ale podkreślam - oczekiwania.
A nie jakość świadczonej pracy.
Ale jak masz jakieś inne dane, poza swoim chciejstwem,
to zapodaj, popatrzymy...

> Feminazistyczne zaklęcia nic tu nie zmienią.

Daj jakikolwiek argument, z którym można
polemizować, bo jak na razie mógłbyś flagowo
zajmować się propagandą u Mikkego ;o)


Pozdr
Jorg 
Re: O parytetach.
#71761
Author: Jorg
Date: Wed, 23 Dec 2009 06:15
20 lines
1712 bytes
Użytkownik "ALEX John Calder":
>
>>>>> Co do postawy, najbardziej śmieszy mnie, jak głupie feminazistki
>>>>> liczą że przejmą tylko przywileje. A obowiązki rozmyją się gdzieś
>>>>> we mgle.
>>>>
>>>> Na miejscu kobiet też chciałbym odbić sobie skutki działania przez
>>>> wieki tzw. "kultur" wyrosłych w patriarchalnym duchu.
>>>>
>>> Ja to rozumiem, ale feminazizm jest żadnym rozwiązaniem. Podobnie jak
>>> sztuczne parytety.
>>
>> Ale kusi, i to ja z kolei rozumiem.
>>
> Ale to żadne rozwiązanie

Masz jakieś lepsze?

Pozdr
Jorg 
Re: O parytetach.
#71766
Author: ALEX John Calder
Date: Wed, 23 Dec 2009 09:43
56 lines
3050 bytes
Jorg ni au koto ha itsumo tanosii

>>>> Czyli mają wszystko, co trzeba (niektórzy uważają, że aż nadto).
>>>
>>> I to również tak a'propo's, dajmy na to - zarobków na
>>> równorzędnych z mężczyznami stanowiskach? :o)
>>>
>> Bzdury opowiadasz.
>
> Padłem pod ciężarem argumentów.
>
>> A co do zarobków, niech najpierw nauczą się tyrać jak facet -> to i
>> zarobki będą.
>
>> o)
>
> Szereg badań to potwierdza, ostatnio "Diagnoza Społeczna 2009"
> Wynika z niego, że zarobki kobiet w Polsce są średnio
> o ok. 20 proc. niższe od zarobków mężczyzn.

A oprócz gołej pensji coś jeszcze sprawdzali?

> No i sugerujesz, że kobieta na równorzędnym stanowisku
> z facetem mniej się przykłada do pracy i dlatego słusznie
> jest, już na dzień dobry, traktowana mniejszym zarobkiem?

Jakim mniejszym? Na równorzędnym stanowisku muszę zapieprzać o wiele więcej 
niż kobieta, a stawkę mam taką samą jak ona.

> Uległeś chrześcijańskiej propagandzie... podobnie zresztą
> jak i same kobiety, skoro oczekiwania dot. wynagrodzeń
> ich samych są niższe od oczekiwań mężczyzn.

Głupoty. Nie siej tu feminazistycznej propagandy o biednych, upośledzonych 
kobietach. Bo to kompletne bzdury

> Ale podkreślam - oczekiwania.
> A nie jakość świadczonej pracy.
> Ale jak masz jakieś inne dane, poza swoim chciejstwem,
> to zapodaj, popatrzymy...
>
>> Feminazistyczne zaklęcia nic tu nie zmienią.
>
> Daj jakikolwiek argument, z którym można
> polemizować, bo jak na razie mógłbyś flagowo
> zajmować się propagandą u Mikkego ;o)
>
Ja potrafiłem przyjść do roboty w sobotę czy niedzielę. Kobiet w owe dni 
jakoś nie widziałem. Nigdy.


-- 
ALEX John Calder, generał lejtnant,
I kod 3613, morderstwo pierwszego stopnia sędziego ulicznego;
niech zgadnę, dożywocie;
śmierć, sąd zamknął obrady; 
Re: O parytetach.
#71767
Author: Jorg
Date: Wed, 23 Dec 2009 11:03
93 lines
4564 bytes
Użytkownik "ALEX John Calder":
>
>>>>> Czyli mają wszystko, co trzeba (niektórzy uważają, że aż nadto).
>>>>
>>>> I to również tak a'propo's, dajmy na to - zarobków na
>>>> równorzędnych z mężczyznami stanowiskach? :o)
>>>>
>>> Bzdury opowiadasz.
>>
>> Padłem pod ciężarem argumentów.
>>
>>> A co do zarobków, niech najpierw nauczą się tyrać jak facet -> to i
>>> zarobki będą.
>>
>>> o)
>>
>> Szereg badań to potwierdza, ostatnio "Diagnoza Społeczna 2009"
>> Wynika z niego, że zarobki kobiet w Polsce są średnio
>> o ok. 20 proc. niższe od zarobków mężczyzn.
>
> A oprócz gołej pensji coś jeszcze sprawdzali?

Net nie działa i googla wyłączyli?

>> No i sugerujesz, że kobieta na równorzędnym stanowisku
>> z facetem mniej się przykłada do pracy i dlatego słusznie
>> jest, już na dzień dobry, traktowana mniejszym zarobkiem?
>
> Jakim mniejszym? Na równorzędnym stanowisku muszę zapieprzać o wiele 
> więcej niż kobieta, a stawkę mam taką samą jak ona.

Współczuję.
Trzeba było od razu, że o pracę fizyczną Ci chodzi.
Zrób coś z tym i powiadom swojego pracodawcę o tym fakcie.
Nie zapomnij dodać, że wyszedł przed szereg i średnia krajowa to minus 20%
Co by wiedział, ile ma babom uciąć. Albo Tobie dodać.

>> Uległeś chrześcijańskiej propagandzie... podobnie zresztą
>> jak i same kobiety, skoro oczekiwania dot. wynagrodzeń
>> ich samych są niższe od oczekiwań mężczyzn.
>
> Głupoty. Nie siej tu feminazistycznej propagandy o biednych, upośledzonych 
> kobietach. Bo to kompletne bzdury

Normalnie wyję ze śmiechu :o)))
To akurat był argument strony, która jest przeciw parytetom.
Ochłoń i zrozum wpierw tekst, który czytasz.

>> Ale podkreślam - oczekiwania.
>> A nie jakość świadczonej pracy.
>> Ale jak masz jakieś inne dane, poza swoim chciejstwem,
>> to zapodaj, popatrzymy...

Ciiiiichosza!!
To jak będzie?

>>> Feminazistyczne zaklęcia nic tu nie zmienią.
>>
>> Daj jakikolwiek argument, z którym można
>> polemizować, bo jak na razie mógłbyś flagowo
>> zajmować się propagandą u Mikkego ;o)
>>
> Ja potrafiłem przyjść do roboty w sobotę czy niedzielę.

Niemożliwe.
Zostawiłeś syf w domu i płaczące dzieci i tak sobie
po prostu poszedłeś do pracy!?

> Kobiet w owe dni jakoś nie widziałem. Nigdy.

Za darmo przychodziłeś? I co w tym czasie robiły te kobiety?
Pewnie się opierdalały gdzieś w kuchni, co by ich pracujący
na równorzędnych stanowiskach partnerzy nie zawracali
sobie głowy tak przyziemnymi rzeczami jak obiad... O sprzątaniu,
praniu, prasowaniu przez uprzejmość nie wspominam.
Ja za moje soboty lub niedziele mam płacone dodatkowo lub wybieram wolne 
dni.
A Ty jak za darmo, to normalnie głupi jesteś i każda kobieta, która
nie chce przyjść, by świadczyć darmochę w świąteczne dni ma więcej rozumu.
Wg mnie, to nie ma się czym chwalić.

A poważnie, to mam akurat inne doświadczenia.
Pracowałem przy ustalalaniu budżetu firmy i tak się dziwnie złożyło,
że oprócz mnie - a to była sobota i niedziela właśnie - tylko baby
przyszły do roboty; z-ca głównej księgowej i jedna z księgowych
/zajebista firma, zatrudnionych kilkaset osób/

Zgadzam się, że to nie norma, ale spróbuj sobie odpowiedzieć na pytanie,
dlaczego kobiety są w stanie mniej poświęcać czasu na pracę
w tzw. wolne dni. I nie siej przy tym chrześcijańskiej demagogii  :o)

Pozdr
Jorg 
Re: O parytetach.
#71768
Author: ALEX John Calder
Date: Wed, 23 Dec 2009 13:41
95 lines
5054 bytes
Jorg ni au koto ha itsumo tanosii

>>> Szereg badań to potwierdza, ostatnio "Diagnoza Społeczna 2009"
>>> Wynika z niego, że zarobki kobiet w Polsce są średnio
>>> o ok. 20 proc. niższe od zarobków mężczyzn.
>>
>> A oprócz gołej pensji coś jeszcze sprawdzali?
>
> Net nie działa i googla wyłączyli?

Ty rzucasz te teksty więc je udowodnij. To nie mój obowiązek.
>
>>> No i sugerujesz, że kobieta na równorzędnym stanowisku
>>> z facetem mniej się przykłada do pracy i dlatego słusznie
>>> jest, już na dzień dobry, traktowana mniejszym zarobkiem?
>>
>> Jakim mniejszym? Na równorzędnym stanowisku muszę zapieprzać o wiele
>> więcej niż kobieta, a stawkę mam taką samą jak ona.
>
> Współczuję.
> Trzeba było od razu, że o pracę fizyczną Ci chodzi.
> Zrób coś z tym i powiadom swojego pracodawcę o tym fakcie.
> Nie zapomnij dodać, że wyszedł przed szereg i średnia krajowa to
> minus 20% Co by wiedział, ile ma babom uciąć. Albo Tobie dodać.

Nic mi nie musi dodawać. Daruj sobie demagogię.
>
>>> Uległeś chrześcijańskiej propagandzie... podobnie zresztą
>>> jak i same kobiety, skoro oczekiwania dot. wynagrodzeń
>>> ich samych są niższe od oczekiwań mężczyzn.
>>
>> Głupoty. Nie siej tu feminazistycznej propagandy o biednych,
>> upośledzonych kobietach. Bo to kompletne bzdury
>
> Normalnie wyję ze śmiechu :o)))
> To akurat był argument strony, która jest przeciw parytetom.
> Ochłoń i zrozum wpierw tekst, który czytasz.

Wiekszość kobiet jest przeciw parytetom. Zaskakujące nieprawdaż?
>
>>> Ale podkreślam - oczekiwania.
>>> A nie jakość świadczonej pracy.
>>> Ale jak masz jakieś inne dane, poza swoim chciejstwem,
>>> to zapodaj, popatrzymy...
>
> Ciiiiichosza!!
> To jak będzie?
>
>>>> Feminazistyczne zaklęcia nic tu nie zmienią.
>>>
>>> Daj jakikolwiek argument, z którym można
>>> polemizować, bo jak na razie mógłbyś flagowo
>>> zajmować się propagandą u Mikkego ;o)
>>>
>> Ja potrafiłem przyjść do roboty w sobotę czy niedzielę.
>
> Niemożliwe.
> Zostawiłeś syf w domu i płaczące dzieci i tak sobie
> po prostu poszedłeś do pracy!?
>
>> Kobiet w owe dni jakoś nie widziałem. Nigdy.
>
> Za darmo przychodziłeś? I co w tym czasie robiły te kobiety?
> Pewnie się opierdalały gdzieś w kuchni, co by ich pracujący
> na równorzędnych stanowiskach partnerzy nie zawracali
> sobie głowy tak przyziemnymi rzeczami jak obiad... O sprzątaniu,
> praniu, prasowaniu przez uprzejmość nie wspominam.

Żadna filozofia, nauczyłem się.

> Ja za moje soboty lub niedziele mam płacone dodatkowo lub wybieram
> wolne dni.
> A Ty jak za darmo, to normalnie głupi jesteś i każda kobieta, która
> nie chce przyjść, by świadczyć darmochę w świąteczne dni ma więcej
> rozumu. Wg mnie, to nie ma się czym chwalić.
>
> A poważnie, to mam akurat inne doświadczenia.
> Pracowałem przy ustalalaniu budżetu firmy i tak się dziwnie złożyło,
> że oprócz mnie - a to była sobota i niedziela właśnie - tylko baby
> przyszły do roboty; z-ca głównej księgowej i jedna z księgowych
> /zajebista firma, zatrudnionych kilkaset osób/
>
> Zgadzam się, że to nie norma, ale spróbuj sobie odpowiedzieć na
> pytanie, dlaczego kobiety są w stanie mniej poświęcać czasu na pracę
> w tzw. wolne dni. I nie siej przy tym chrześcijańskiej demagogii  :o)
>
Skoro nie są w stanie to po kiego te krzyki o mniejszej pensji? Są gorszymi 
pracownikami to i mniej zarabiają. Proste i logiczne. To po pierwsze. A po 
drugie chrześcijaninem nie jestem. Choć wierzę w Boga.

-- 
ALEX John Calder, generał lejtnant,
I kod 3613, morderstwo pierwszego stopnia sędziego ulicznego;
niech zgadnę, dożywocie;
śmierć, sąd zamknął obrady; 
Re: O parytetach.
#71769
Author: Jorg
Date: Wed, 23 Dec 2009 16:39
146 lines
7154 bytes
Użytkownik "ALEX John Calder":

>
>>>> Szereg badań to potwierdza, ostatnio "Diagnoza Społeczna 2009"
>>>> Wynika z niego, że zarobki kobiet w Polsce są średnio
>>>> o ok. 20 proc. niższe od zarobków mężczyzn.
>>>
>>> A oprócz gołej pensji coś jeszcze sprawdzali?
>>
>> Net nie działa i googla wyłączyli?
>
> Ty rzucasz te teksty więc je udowodnij. To nie mój obowiązek.

Mam udowodnić istnienie raportu pt. Diagnoza Społeczna 2009?
Na słowo nie uwierzysz?

>>>> No i sugerujesz, że kobieta na równorzędnym stanowisku
>>>> z facetem mniej się przykłada do pracy i dlatego słusznie
>>>> jest, już na dzień dobry, traktowana mniejszym zarobkiem?
>>>
>>> Jakim mniejszym? Na równorzędnym stanowisku muszę zapieprzać o wiele
>>> więcej niż kobieta, a stawkę mam taką samą jak ona.
>>
>> Współczuję.
>> Trzeba było od razu, że o pracę fizyczną Ci chodzi.
>> Zrób coś z tym i powiadom swojego pracodawcę o tym fakcie.
>> Nie zapomnij dodać, że wyszedł przed szereg i średnia krajowa to
>> minus 20% Co by wiedział, ile ma babom uciąć. Albo Tobie dodać.
>
> Nic mi nie musi dodawać. Daruj sobie demagogię.

Bzdurzysz, jak każdy zresztą religiant.
Napisałeś, że pracujesz za taką samą stawkę jak kobiety, które
nie mogą się pochwalić taką wydajnością. Wystarczyłoby
napisać, że to Twoje zdanie, które absolutnie nie odnosi
się do normy. A jak uważasz, że to norma, to zapodaj jakiś
odnośnik do raportu lub badań, które to potwierdzają.
Nie zrobisz tego, bo zwyczajnie mijasz się z prawdą.


>>>> Uległeś chrześcijańskiej propagandzie... podobnie zresztą
>>>> jak i same kobiety, skoro oczekiwania dot. wynagrodzeń
>>>> ich samych są niższe od oczekiwań mężczyzn.
>>>
>>> Głupoty. Nie siej tu feminazistycznej propagandy o biednych,
>>> upośledzonych kobietach. Bo to kompletne bzdury
>>
>> Normalnie wyję ze śmiechu :o)))
>> To akurat był argument strony, która jest przeciw parytetom.
>> Ochłoń i zrozum wpierw tekst, który czytasz.
>
> Wiekszość kobiet jest przeciw parytetom. Zaskakujące nieprawdaż?

"Na pytanie: Czy uważa pani za słuszne, aby prawo określało, jaki procent 
(minimum) miejsc na listach kandydatów komitetów wyborczych do Sejmu i 
senatu powinny zajmować kobiety? odpowiedziało pozytywnie 52% badanych ( 18 
zdecydowanie tak i 34% raczej tak) i 41% negatywnie (20 raczej nie i 21% 
zdecydowanie nie). Za parytetem w rządzie, administracji państwowej i 
kierownictwie ważnych instytucji opowiedziało się 50 badanych, a negatywnie 
44%, zaś minimalny procent parytetu najczęściej przez badane wybierany to 
50%. Wyniki te pokazują, że wprawdzie większość popiera parytet, dużo kobiet 
jest przeciwna temu rozwiązaniu. Ciekawe, jak dziś, po wałkowaniu tego 
tematu przez media, odpowiedziałyby kobiety."
Kobiety 2009, raport z badań, CBOS, Warszawa 2009

Widać po powyższym, ze znowu łżesz
Ty naprawdę myślisz, że tutaj są same owce, które łykają ambonowe przekazy?

>>>> Ale podkreślam - oczekiwania.
>>>> A nie jakość świadczonej pracy.
>>>> Ale jak masz jakieś inne dane, poza swoim chciejstwem,
>>>> to zapodaj, popatrzymy...
>>
>> Ciiiiichosza!!
>> To jak będzie?

Dalej cisza
Idż i schowaj się ze wstydu, że tak nakłamałeś.


>>>>> Feminazistyczne zaklęcia nic tu nie zmienią.
>>>>
>>>> Daj jakikolwiek argument, z którym można
>>>> polemizować, bo jak na razie mógłbyś flagowo
>>>> zajmować się propagandą u Mikkego ;o)
>>>>
>>> Ja potrafiłem przyjść do roboty w sobotę czy niedzielę.
>>
>> Niemożliwe.
>> Zostawiłeś syf w domu i płaczące dzieci i tak sobie
>> po prostu poszedłeś do pracy!?
>>
>>> Kobiet w owe dni jakoś nie widziałem. Nigdy.
>>
>> Za darmo przychodziłeś? I co w tym czasie robiły te kobiety?
>> Pewnie się opierdalały gdzieś w kuchni, co by ich pracujący
>> na równorzędnych stanowiskach partnerzy nie zawracali
>> sobie głowy tak przyziemnymi rzeczami jak obiad... O sprzątaniu,
>> praniu, prasowaniu przez uprzejmość nie wspominam.
>
> Żadna filozofia, nauczyłem się.

Toż nie przypisuj sobie jakiś magicznych umiejętności z tego tytułu :o)
Rzecz w tym, kiedy to robisz, skoro sobota i niedziela w pracy.
I najważniejsze, czy robisz to równie dobrze, jak kobiety.

>> Ja za moje soboty lub niedziele mam płacone dodatkowo lub wybieram
>> wolne dni.
>> A Ty jak za darmo, to normalnie głupi jesteś i każda kobieta, która
>> nie chce przyjść, by świadczyć darmochę w świąteczne dni ma więcej
>> rozumu. Wg mnie, to nie ma się czym chwalić.
>>
>> A poważnie, to mam akurat inne doświadczenia.
>> Pracowałem przy ustalalaniu budżetu firmy i tak się dziwnie złożyło,
>> że oprócz mnie - a to była sobota i niedziela właśnie - tylko baby
>> przyszły do roboty; z-ca głównej księgowej i jedna z księgowych
>> /zajebista firma, zatrudnionych kilkaset osób/
>>
>> Zgadzam się, że to nie norma, ale spróbuj sobie odpowiedzieć na
>> pytanie, dlaczego kobiety są w stanie mniej poświęcać czasu na pracę
>> w tzw. wolne dni. I nie siej przy tym chrześcijańskiej demagogii  :o)

> Skoro nie są w stanie to po kiego te krzyki o mniejszej pensji? Są 
> gorszymi pracownikami to i mniej zarabiają. Proste i logiczne.

Zebyś nie zapomniał, cały czas masz udowodnić, że są gorszymi pracownikami.
A nie tylko mantrować w tym temacie.
Argument, że są gorsze, bo nie przychodzą w soboty i niedziele jest 
śmieszny.
Z prostego powodu.
Nie muszą, jeśli nie mają tego w umowie, w dodatku jeśli im nikt za to nie 
płaci.
Mówi Ci to coś?
To ich wybór, który najczęściej sprowadza się do wyboru rodzina albo praca.

> To po pierwsze. A po drugie chrześcijaninem nie jestem. Choć wierzę w 
> Boga.

I to Cię tłumaczy.
Poziom gwarantujący łykanie dowolnych fantazji i urojeń w stylu
korwinowskich bzdur masz wyśrubowany.



Pozd
Jorg 
Re: O parytetach.
#71772
Author: Ndziorl
Date: Wed, 23 Dec 2009 19:01
41 lines
2810 bytes
On 2009-12-22 20:27:40 +0100, "Jorg" <aya1@wp.pl> said:

>> Od 1918 kobiety w Polsce posiadają czynne i bierne prawo wyborcze.
> 
> Masz niewątpliwą rację.
> Jednak przez wieki wychowywane w duchu podległości,
> "słabej płci" i zawsze w służebnej roli, niektóre z nich nawet uwierzyły,
> że coś w tym jest.
> Poza tym, Ty naprawdę wierzysz, że kobieta, nawet lepsza pod względem
> umiejętności, wiedzy i doświadczenia od niejednego kolesia ze
> swojej partii, znalazłaby się na liście wyborczej o składzie której
> decydują zawsze ci, którzy w kobietach widzą tylko obiekt
> do wydupczenia, ale nigdy partnera-polityka?
> Może przypomnisz sobie, jaka część męskiego parlamentu
> (od prawa do lewa) to zwykłe, szowinistyczne samce, których
> wypowiedzi w temacie kobiet są po prostu obrzydliwe?
> 
> Jak sobie tak poczytałem wypowiedzi za i przeciw parytetowi wyborczemu,
> to stwierdziłem, że tak naprawdę jego przeciwnicy rzeczywiście
> mają argumenty, zgoda, ale bardzo cienkie :o)
> 
> Bądź facetem i przyznaj, że dupa chodzi Ci ze strachu na myśl,
> że coś mogłoby zaburzyć status quo Twojej samczej pozycji,
> z której - paradoksalnie - korzystasz dzięki stuprocentowemu parytetowi
> wypracowanemu tylko dlatego, że ktoś wziął na serio zjawisko
> pod tytułem chrześcijaństwo, islam czy inne gówno, które sprowadza
> kobietę do _obiektu _ i to _zawsze_ gorszego od mężczyzny.

Jeśli uważają, że nie mają szans w partiach zdominowanych przez 
mężczyzn, to niech zakładają własne. Jedna taka już powstała - 
niestety, jaj program był równie istotny, co poparcie w wyborach.

> 
>> Czyli mają wszystko, co trzeba (niektórzy uważają, że aż nadto).
> 
> I to również tak a'propo's, dajmy na to - zarobków na
> równorzędnych z mężczyznami stanowiskach? :o)

To się odnosi tylko do prawa wyborczego.
-- 
"Całowanie w rękę nagiej kobiety jest stratą czasu."
Re: O parytetach.
#71773
Author: Jorg
Date: Wed, 23 Dec 2009 22:32
58 lines
3678 bytes
Użytkownik "Ndziorl":
>
>>> Od 1918 kobiety w Polsce posiadają czynne i bierne prawo wyborcze.
>>
>> Masz niewątpliwą rację.
>> Jednak przez wieki wychowywane w duchu podległości,
>> "słabej płci" i zawsze w służebnej roli, niektóre z nich nawet uwierzyły,
>> że coś w tym jest.
>> Poza tym, Ty naprawdę wierzysz, że kobieta, nawet lepsza pod względem
>> umiejętności, wiedzy i doświadczenia od niejednego kolesia ze
>> swojej partii, znalazłaby się na liście wyborczej o składzie której
>> decydują zawsze ci, którzy w kobietach widzą tylko obiekt
>> do wydupczenia, ale nigdy partnera-polityka?
>> Może przypomnisz sobie, jaka część męskiego parlamentu
>> (od prawa do lewa) to zwykłe, szowinistyczne samce, których
>> wypowiedzi w temacie kobiet są po prostu obrzydliwe?
>>
>> Jak sobie tak poczytałem wypowiedzi za i przeciw parytetowi wyborczemu,
>> to stwierdziłem, że tak naprawdę jego przeciwnicy rzeczywiście
>> mają argumenty, zgoda, ale bardzo cienkie :o)
>>
>> Bądź facetem i przyznaj, że dupa chodzi Ci ze strachu na myśl,
>> że coś mogłoby zaburzyć status quo Twojej samczej pozycji,
>> z której - paradoksalnie - korzystasz dzięki stuprocentowemu parytetowi
>> wypracowanemu tylko dlatego, że ktoś wziął na serio zjawisko
>> pod tytułem chrześcijaństwo, islam czy inne gówno, które sprowadza
>> kobietę do _obiektu _ i to _zawsze_ gorszego od mężczyzny.
>
> Jeśli uważają, że nie mają szans w partiach zdominowanych przez mężczyzn, 
> to niech zakładają własne. Jedna taka już powstała - niestety, jaj program 
> był równie istotny, co poparcie w wyborach.

Ja myślę, że nie szukają takich szans w jakiś zdecydowany sposób.
Po prostu stawiają się z góry na przegranej pozycji ze względu
na - często nie do przeskoczenia w realiach naszego kraju - wybór,
(który jest w istocie brakiem wyboru) między spełnienianiem
się zawodowo a rodzinnie.
A pewnym, dołującym czynnikiem jest pewnie również chęć uniknięcia
ewentualnej konfrontacji z mężczyznami w wyścigu po miejsca wyborcze.
Takim konwencjonalnym.
Co ciekawe, same kobiety przyznaja, że doświadczenie
polityczne jest po stronie mężczyzn (60% respondentek tak odpowiedziało)
Ale to nic dziwnego, skoro 85% (? strzeliłem) parlamentu jest płci męskiej.


>>> Czyli mają wszystko, co trzeba (niektórzy uważają, że aż nadto).
>>
>> I to również tak a'propo's, dajmy na to - zarobków na
>> równorzędnych z mężczyznami stanowiskach? :o)
>
> To się odnosi tylko do prawa wyborczego.

Ok
Mają co trzeba, za wyjątkiem czasu.
A pewnie i chęci kopania się z koniem.

Pozdr
Jorg 
Re: O parytetach.
#71770
Author: ALEX John Calder
Date: Wed, 23 Dec 2009 23:00
179 lines
8594 bytes
Jorg ni au koto ha itsumo tanosii

>>>>> Szereg badań to potwierdza, ostatnio "Diagnoza Społeczna 2009"
>>>>> Wynika z niego, że zarobki kobiet w Polsce są średnio
>>>>> o ok. 20 proc. niższe od zarobków mężczyzn.
>>>>
>>>> A oprócz gołej pensji coś jeszcze sprawdzali?
>>>
>>> Net nie działa i googla wyłączyli?
>>
>> Ty rzucasz te teksty więc je udowodnij. To nie mój obowiązek.
>
> Mam udowodnić istnienie raportu pt. Diagnoza Społeczna 2009?
> Na słowo nie uwierzysz?

Nie.
>
>>>>> No i sugerujesz, że kobieta na równorzędnym stanowisku
>>>>> z facetem mniej się przykłada do pracy i dlatego słusznie
>>>>> jest, już na dzień dobry, traktowana mniejszym zarobkiem?
>>>>
>>>> Jakim mniejszym? Na równorzędnym stanowisku muszę zapieprzać o
>>>> wiele więcej niż kobieta, a stawkę mam taką samą jak ona.
>>>
>>> Współczuję.
>>> Trzeba było od razu, że o pracę fizyczną Ci chodzi.
>>> Zrób coś z tym i powiadom swojego pracodawcę o tym fakcie.
>>> Nie zapomnij dodać, że wyszedł przed szereg i średnia krajowa to
>>> minus 20% Co by wiedział, ile ma babom uciąć. Albo Tobie dodać.
>>
>> Nic mi nie musi dodawać. Daruj sobie demagogię.
>
> Bzdurzysz, jak każdy zresztą religiant.

Każdy , kto się z Tobą nie zgadza, to religiant? Żałosny jesteś, skoro masz 
tylko takie "argumenty".

> Napisałeś, że pracujesz za taką samą stawkę jak kobiety, które
> nie mogą się pochwalić taką wydajnością. Wystarczyłoby
> napisać, że to Twoje zdanie, które absolutnie nie odnosi
> się do normy. A jak uważasz, że to norma, to zapodaj jakiś
> odnośnik do raportu lub badań, które to potwierdzają.
> Nie zrobisz tego, bo zwyczajnie mijasz się z prawdą.
>
Badań? A kto robi takie badania?

>>>>> Uległeś chrześcijańskiej propagandzie... podobnie zresztą
>>>>> jak i same kobiety, skoro oczekiwania dot. wynagrodzeń
>>>>> ich samych są niższe od oczekiwań mężczyzn.
>>>>
>>>> Głupoty. Nie siej tu feminazistycznej propagandy o biednych,
>>>> upośledzonych kobietach. Bo to kompletne bzdury
>>>
>>> Normalnie wyję ze śmiechu :o)))
>>> To akurat był argument strony, która jest przeciw parytetom.
>>> Ochłoń i zrozum wpierw tekst, który czytasz.
>>
>> Wiekszość kobiet jest przeciw parytetom. Zaskakujące nieprawdaż?
>
> "Na pytanie: Czy uważa pani za słuszne, aby prawo określało, jaki
> procent (minimum) miejsc na listach kandydatów komitetów wyborczych
> do Sejmu i senatu powinny zajmować kobiety? odpowiedziało pozytywnie
> 52% badanych ( 18 zdecydowanie tak i 34% raczej tak) i 41% negatywnie
> (20 raczej nie i 21% zdecydowanie nie). Za parytetem w rządzie,
> administracji państwowej i kierownictwie ważnych instytucji
> opowiedziało się 50 badanych, a negatywnie 44%, zaś minimalny procent
> parytetu najczęściej przez badane wybierany to 50%. Wyniki te
> pokazują, że wprawdzie większość popiera parytet, dużo kobiet jest
> przeciwna temu rozwiązaniu. Ciekawe, jak dziś, po wałkowaniu tego
> tematu przez media, odpowiedziałyby kobiety." Kobiety 2009, raport z 
> badań, CBOS, Warszawa 2009
>
> Widać po powyższym, ze znowu łżesz
> Ty naprawdę myślisz, że tutaj są same owce, które łykają ambonowe
> przekazy?

W Superstacji podawali inne dane. I czegoś się tak uczepił ambony? Nie 
dociera do Ciebie że uważam kobiety za równorzędne mi jednostki. Nie gorsze 
tylko inne.
>
>>>>> Ale podkreślam - oczekiwania.
>>>>> A nie jakość świadczonej pracy.
>>>>> Ale jak masz jakieś inne dane, poza swoim chciejstwem,
>>>>> to zapodaj, popatrzymy...
>>>
>>> Ciiiiichosza!!
>>> To jak będzie?
>
> Dalej cisza
> Idż i schowaj się ze wstydu, że tak nakłamałeś.
>
>
>>>>>> Feminazistyczne zaklęcia nic tu nie zmienią.
>>>>>
>>>>> Daj jakikolwiek argument, z którym można
>>>>> polemizować, bo jak na razie mógłbyś flagowo
>>>>> zajmować się propagandą u Mikkego ;o)
>>>>>
>>>> Ja potrafiłem przyjść do roboty w sobotę czy niedzielę.
>>>
>>> Niemożliwe.
>>> Zostawiłeś syf w domu i płaczące dzieci i tak sobie
>>> po prostu poszedłeś do pracy!?
>>>
>>>> Kobiet w owe dni jakoś nie widziałem. Nigdy.
>>>
>>> Za darmo przychodziłeś? I co w tym czasie robiły te kobiety?

A co mnie to obchodzi?

>>> Pewnie się opierdalały gdzieś w kuchni, co by ich pracujący
>>> na równorzędnych stanowiskach partnerzy nie zawracali
>>> sobie głowy tak przyziemnymi rzeczami jak obiad... O sprzątaniu,
>>> praniu, prasowaniu przez uprzejmość nie wspominam.
>>
>> Żadna filozofia, nauczyłem się.
>
> Toż nie przypisuj sobie jakiś magicznych umiejętności z tego tytułu
> :o) Rzecz w tym, kiedy to robisz, skoro sobota i niedziela w pracy.
> I najważniejsze, czy robisz to równie dobrze, jak kobiety.

Zapewne gorzej, ale potrafię. Nie jest to jakaś czarna magia.
>
>>> Ja za moje soboty lub niedziele mam płacone dodatkowo lub wybieram
>>> wolne dni.
>>> A Ty jak za darmo, to normalnie głupi jesteś i każda kobieta, która
>>> nie chce przyjść, by świadczyć darmochę w świąteczne dni ma więcej
>>> rozumu. Wg mnie, to nie ma się czym chwalić.
>>>
>>> A poważnie, to mam akurat inne doświadczenia.
>>> Pracowałem przy ustalalaniu budżetu firmy i tak się dziwnie złożyło,
>>> że oprócz mnie - a to była sobota i niedziela właśnie - tylko baby
>>> przyszły do roboty; z-ca głównej księgowej i jedna z księgowych
>>> /zajebista firma, zatrudnionych kilkaset osób/
>>>
>>> Zgadzam się, że to nie norma, ale spróbuj sobie odpowiedzieć na
>>> pytanie, dlaczego kobiety są w stanie mniej poświęcać czasu na pracę
>>> w tzw. wolne dni. I nie siej przy tym chrześcijańskiej demagogii :o)

Kurwa mać nie jestem chrześcijaninem, muzułmaninem, buddystą czy innym 
przykościelnym kretynem.
>
>> Skoro nie są w stanie to po kiego te krzyki o mniejszej pensji? Są
>> gorszymi pracownikami to i mniej zarabiają. Proste i logiczne.
>
> Zebyś nie zapomniał, cały czas masz udowodnić, że są gorszymi
> pracownikami. A nie tylko mantrować w tym temacie.

Nie są gorszymi pracownikami. Nie kłam.

> Argument, że są gorsze, bo nie przychodzą w soboty i niedziele jest
> śmieszny.

Nie są gorsze. Nie kłam bo nic takiego nie powiedziałem.

> Z prostego powodu.
> Nie muszą, jeśli nie mają tego w umowie, w dodatku jeśli im nikt za
> to nie płaci.
> Mówi Ci to coś?
> To ich wybór, który najczęściej sprowadza się do wyboru rodzina albo
> praca.
>> To po pierwsze. A po drugie chrześcijaninem nie jestem. Choć wierzę w
>> Boga.
>
> I to Cię tłumaczy.
> Poziom gwarantujący łykanie dowolnych fantazji i urojeń w stylu
> korwinowskich bzdur masz wyśrubowany.
>
Co mnie tłumaczy? To że wierzę w Boga? Nie w katolicyzm tylko w Boga. 
Potrafisz to odróżnić?
A skoro jestem takim durniem, jak twierdzisz, oświeć mnie co to za jednostka 
i czym się wsławiła: 212. batalion specjalny OsNaz NKWD. Jak złamiesz skróty 
to już będzie cud niebywały.

-- 
ALEX John Calder, generał lejtnant,
I kod 3613, morderstwo pierwszego stopnia sędziego ulicznego;
niech zgadnę, dożywocie;
śmierć, sąd zamknął obrady; 
Re: O parytetach.
#71774
Author: Ndziorl
Date: Fri, 25 Dec 2009 09:08
46 lines
3315 bytes
On 2009-12-23 23:32:29 +0100, "Jorg" <aya1@wp.pl> said:

> Ja myślę, że nie szukają takich szans w jakiś zdecydowany sposób.
> Po prostu stawiają się z góry na przegranej pozycji ze względu
> na - często nie do przeskoczenia w realiach naszego kraju - wybór,
> (który jest w istocie brakiem wyboru) między spełnienianiem
> się zawodowo a rodzinnie.
> A pewnym, dołującym czynnikiem jest pewnie również chęć uniknięcia
> ewentualnej konfrontacji z mężczyznami w wyścigu po miejsca wyborcze.
> Takim konwencjonalnym.
> Co ciekawe, same kobiety przyznaja, że doświadczenie
> polityczne jest po stronie mężczyzn (60% respondentek tak odpowiedziało)
> Ale to nic dziwnego, skoro 85% (? strzeliłem) parlamentu jest płci męskiej.


Jeśli nie szukają szans, to tylko i wyłącznie ich problem. Żeby coś 
osiągnąć w biznesie, nauce - nawet w polityce - trzeba mieć coś w 
głowie i podjąć jakiś wysiłek. Nic samo nie przychodzi - mężczyznom 
również. Mamy przykłady kobiet w biznesie, polityce, nauce - czyli 
jednak można.
A po za tym, to kwestia pewnych naturalnych predyspozycji.


> Ok
> Mają co trzeba, za wyjątkiem czasu.
> A pewnie i chęci kopania się z koniem.

Dzięki parytetom nie zyskają więcej czasu.
A tak na marginesie. Nie wiem jak to jest liczone - czy brana jest pod 
uwagę goła pensja, czy również jakieś dodatki i premie. Tak, czy 
inaczej, błędne jest przekonanie, że dwie osoby na analogicznych 
stanowiskach - czyli teoretycznie z takim samym zakresem obowiązków - 
muszą dostawać takie samo wynagrodzenie. Fakt, że dwie osoby zajmują 
takie samo stanowisko i mają te same obowiązki, nie oznacza, że równie 
wydajnie i skutecznie pracują. Menedżerowie - najlepiej jest to 
widoczne w przypadku wielkich firm - to w ogromnej większości 
mężczyźni. Są w tym po prostu lepsi. Jeśli na jakimś stanowisku 
mężczyzna jest skuteczniejszy w wykonywaniu obowiązków, to czy musi 
zarabiać tyle samo, co kobieta na analogicznym stanowisku?
Możliwe, że kobieta zarabia mniej, bo pracodawca uważa, że kobiety mają 
mniejszy mózg i powinny mniej dostawać. Możliwe też, że pracodawca 
płaci więcej temu, kto pracuje wydajniej. Wątpię, żeby zastosowana 
metoda w tych badaniach, była aż tak czuła.
-- 
Z poważaniem: 
Głos w Twojej głowie, który mówi, kiedy czytasz różne rzeczy.
Re: O parytetach.
#71771
Author: Jorg
Date: Sun, 25 Apr 2010 10:07
227 lines
9584 bytes
Użytkownik "ALEX John Calder":

>>>>>> Szereg badań to potwierdza, ostatnio "Diagnoza Społeczna 2009"
>>>>>> Wynika z niego, że zarobki kobiet w Polsce są średnio
>>>>>> o ok. 20 proc. niższe od zarobków mężczyzn.
>>>>>
>>>>> A oprócz gołej pensji coś jeszcze sprawdzali?
>>>>
>>>> Net nie działa i googla wyłączyli?
>>>
>>> Ty rzucasz te teksty więc je udowodnij. To nie mój obowiązek.
>>
>> Mam udowodnić istnienie raportu pt. Diagnoza Społeczna 2009?
>> Na słowo nie uwierzysz?
>
> Nie.


Ubolewam


>>>>>> No i sugerujesz, że kobieta na równorzędnym stanowisku
>>>>>> z facetem mniej się przykłada do pracy i dlatego słusznie
>>>>>> jest, już na dzień dobry, traktowana mniejszym zarobkiem?
>>>>>
>>>>> Jakim mniejszym? Na równorzędnym stanowisku muszę zapieprzać o
>>>>> wiele więcej niż kobieta, a stawkę mam taką samą jak ona.
>>>>
>>>> Współczuję.
>>>> Trzeba było od razu, że o pracę fizyczną Ci chodzi.
>>>> Zrób coś z tym i powiadom swojego pracodawcę o tym fakcie.
>>>> Nie zapomnij dodać, że wyszedł przed szereg i średnia krajowa to
>>>> minus 20% Co by wiedział, ile ma babom uciąć. Albo Tobie dodać.
>>>
>>> Nic mi nie musi dodawać. Daruj sobie demagogię.
>>
>> Bzdurzysz, jak każdy zresztą religiant.
>
> Każdy , kto się z Tobą nie zgadza, to religiant? Żałosny jesteś, skoro 
> masz tylko takie "argumenty".

A klechy twojego "boga" to z jakiej stajni?


>> Napisałeś, że pracujesz za taką samą stawkę jak kobiety, które
>> nie mogą się pochwalić taką wydajnością. Wystarczyłoby
>> napisać, że to Twoje zdanie, które absolutnie nie odnosi
>> się do normy. A jak uważasz, że to norma, to zapodaj jakiś
>> odnośnik do raportu lub badań, które to potwierdzają.
>> Nie zrobisz tego, bo zwyczajnie mijasz się z prawdą.
>>
> Badań? A kto robi takie badania?

Tak myślałem. Czyli to tylko twoje wymysły.


>>>>>> Uległeś chrześcijańskiej propagandzie... podobnie zresztą
>>>>>> jak i same kobiety, skoro oczekiwania dot. wynagrodzeń
>>>>>> ich samych są niższe od oczekiwań mężczyzn.
>>>>>
>>>>> Głupoty. Nie siej tu feminazistycznej propagandy o biednych,
>>>>> upośledzonych kobietach. Bo to kompletne bzdury
>>>>
>>>> Normalnie wyję ze śmiechu :o)))
>>>> To akurat był argument strony, która jest przeciw parytetom.
>>>> Ochłoń i zrozum wpierw tekst, który czytasz.
>>>
>>> Wiekszość kobiet jest przeciw parytetom. Zaskakujące nieprawdaż?
>>
>> "Na pytanie: Czy uważa pani za słuszne, aby prawo określało, jaki
>> procent (minimum) miejsc na listach kandydatów komitetów wyborczych
>> do Sejmu i senatu powinny zajmować kobiety? odpowiedziało pozytywnie
>> 52% badanych ( 18 zdecydowanie tak i 34% raczej tak) i 41% negatywnie
>> (20 raczej nie i 21% zdecydowanie nie). Za parytetem w rządzie,
>> administracji państwowej i kierownictwie ważnych instytucji
>> opowiedziało się 50 badanych, a negatywnie 44%, zaś minimalny procent
>> parytetu najczęściej przez badane wybierany to 50%. Wyniki te
>> pokazują, że wprawdzie większość popiera parytet, dużo kobiet jest
>> przeciwna temu rozwiązaniu. Ciekawe, jak dziś, po wałkowaniu tego
>> tematu przez media, odpowiedziałyby kobiety." Kobiety 2009, raport z 
>> badań, CBOS, Warszawa 2009
>>
>> Widać po powyższym, ze znowu łżesz
>> Ty naprawdę myślisz, że tutaj są same owce, które łykają ambonowe
>> przekazy?
>
> W Superstacji podawali inne dane. I czegoś się tak uczepił ambony? Nie 
> dociera do Ciebie że uważam kobiety za równorzędne mi jednostki. Nie 
> gorsze tylko inne.

Pitolenie JKM-a. Kropka w kropkę.
Napisz wyraźnie: "pomyliłem się", a zacznę traktować cię poważnie.


>>>>>> Ale podkreślam - oczekiwania.
>>>>>> A nie jakość świadczonej pracy.
>>>>>> Ale jak masz jakieś inne dane, poza swoim chciejstwem,
>>>>>> to zapodaj, popatrzymy...
>>>>
>>>> Ciiiiichosza!!
>>>> To jak będzie?
>>
>> Dalej cisza
>> Idż i schowaj się ze wstydu, że tak nakłamałeś.

Kolejny raz przypominam, że nakłamałeś. Bozia nie będzie zadowolona.



>>>>>>> Feminazistyczne zaklęcia nic tu nie zmienią.
>>>>>>
>>>>>> Daj jakikolwiek argument, z którym można
>>>>>> polemizować, bo jak na razie mógłbyś flagowo
>>>>>> zajmować się propagandą u Mikkego ;o)
>>>>>>
>>>>> Ja potrafiłem przyjść do roboty w sobotę czy niedzielę.
>>>>
>>>> Niemożliwe.
>>>> Zostawiłeś syf w domu i płaczące dzieci i tak sobie
>>>> po prostu poszedłeś do pracy!?
>>>>
>>>>> Kobiet w owe dni jakoś nie widziałem. Nigdy.
>>>>
>>>> Za darmo przychodziłeś? I co w tym czasie robiły te kobiety?
>
> A co mnie to obchodzi?

No widzę, że nic. Tak trzymać.
A potem się dziwić twojemu pierdoleniu, że baby ci do pracy nie przychodzą w 
weekendy.


>>>> Pewnie się opierdalały gdzieś w kuchni, co by ich pracujący
>>>> na równorzędnych stanowiskach partnerzy nie zawracali
>>>> sobie głowy tak przyziemnymi rzeczami jak obiad... O sprzątaniu,
>>>> praniu, prasowaniu przez uprzejmość nie wspominam.
>>>
>>> Żadna filozofia, nauczyłem się.
>>
>> Toż nie przypisuj sobie jakiś magicznych umiejętności z tego tytułu
>> :o) Rzecz w tym, kiedy to robisz, skoro sobota i niedziela w pracy.
>> I najważniejsze, czy robisz to równie dobrze, jak kobiety.
>
> Zapewne gorzej, ale potrafię. Nie jest to jakaś czarna magia.

Dlaczego gorzej?
Niedorozwinięty jesteś jakiś?


>>>> Ja za moje soboty lub niedziele mam płacone dodatkowo lub wybieram
>>>> wolne dni.
>>>> A Ty jak za darmo, to normalnie głupi jesteś i każda kobieta, która
>>>> nie chce przyjść, by świadczyć darmochę w świąteczne dni ma więcej
>>>> rozumu. Wg mnie, to nie ma się czym chwalić.
>>>>
>>>> A poważnie, to mam akurat inne doświadczenia.
>>>> Pracowałem przy ustalalaniu budżetu firmy i tak się dziwnie złożyło,
>>>> że oprócz mnie - a to była sobota i niedziela właśnie - tylko baby
>>>> przyszły do roboty; z-ca głównej księgowej i jedna z księgowych
>>>> /zajebista firma, zatrudnionych kilkaset osób/
>>>>
>>>> Zgadzam się, że to nie norma, ale spróbuj sobie odpowiedzieć na
>>>> pytanie, dlaczego kobiety są w stanie mniej poświęcać czasu na pracę
>>>> w tzw. wolne dni. I nie siej przy tym chrześcijańskiej demagogii :o)
>
> Kurwa mać nie jestem chrześcijaninem, muzułmaninem, buddystą czy innym 
> przykościelnym kretynem.


Ale bóg jest?


>>> Skoro nie są w stanie to po kiego te krzyki o mniejszej pensji? Są
>>> gorszymi pracownikami to i mniej zarabiają. Proste i logiczne.
>>
>> Zebyś nie zapomniał, cały czas masz udowodnić, że są gorszymi
>> pracownikami. A nie tylko mantrować w tym temacie.
>
> Nie są gorszymi pracownikami. Nie kłam.

Spójrz, nieprzykościelny kretynie, co napisałeś wyżej.



>> Argument, że są gorsze, bo nie przychodzą w soboty i niedziele jest
>> śmieszny.
>
> Nie są gorsze. Nie kłam bo nic takiego nie powiedziałem.

"Są gorszymi pracownikami to i mniej zarabiają. Proste i logiczne"
A to wyżej, to spłynęła twoja bozia na ciebie i pisałeś bez świadomości, co 
piszesz?


>> Z prostego powodu.
>> Nie muszą, jeśli nie mają tego w umowie, w dodatku jeśli im nikt za
>> to nie płaci.
>> Mówi Ci to coś?
>> To ich wybór, który najczęściej sprowadza się do wyboru rodzina albo
>> praca.
>>> To po pierwsze. A po drugie chrześcijaninem nie jestem. Choć wierzę w
>>> Boga.
>>
>> I to Cię tłumaczy.
>> Poziom gwarantujący łykanie dowolnych fantazji i urojeń w stylu
>> korwinowskich bzdur masz wyśrubowany.
>>
> Co mnie tłumaczy? To że wierzę w Boga? Nie w katolicyzm tylko w Boga. 
> Potrafisz to odróżnić?

Allah, Jahwe, Bóg, bóg, krasnoludki, Smok Wawelski, to w istocie ten
sam poziom czczych dyrdymałów.

A co mi tam...
Co twój "Bóg" potrafi, skąd się wywodzi i kto ci o nim powiedział?



> A skoro jestem takim durniem, jak twierdzisz, oświeć mnie co to za 
> jednostka i czym się wsławiła: 212. batalion specjalny OsNaz NKWD. Jak 
> złamiesz skróty to już będzie cud niebywały.

Też wierzyli w bozię? Napisz jeszcze, w której piaskownicy przebijają się 
taką "wiedzą"...


Jorg 
Re: O parytetach.
#71775
Author: Jorg
Date: Sun, 25 Apr 2010 10:07
71 lines
4500 bytes
Użytkownik "Ndziorl":

>> Ja myślę, że nie szukają takich szans w jakiś zdecydowany sposób.
>> Po prostu stawiają się z góry na przegranej pozycji ze względu
>> na - często nie do przeskoczenia w realiach naszego kraju - wybór,
>> (który jest w istocie brakiem wyboru) między spełnienianiem
>> się zawodowo a rodzinnie.
>> A pewnym, dołującym czynnikiem jest pewnie również chęć uniknięcia
>> ewentualnej konfrontacji z mężczyznami w wyścigu po miejsca wyborcze.
>> Takim konwencjonalnym.
>> Co ciekawe, same kobiety przyznaja, że doświadczenie
>> polityczne jest po stronie mężczyzn (60% respondentek tak odpowiedziało)
>> Ale to nic dziwnego, skoro 85% (? strzeliłem) parlamentu jest płci 
>> męskiej.
>
>
> Jeśli nie szukają szans, to tylko i wyłącznie ich problem. Żeby coś 
> osiągnąć w biznesie, nauce - nawet w polityce - trzeba mieć coś w głowie i 
> podjąć jakiś wysiłek. Nic samo nie przychodzi - mężczyznom również. Mamy 
> przykłady kobiet w biznesie, polityce, nauce - czyli jednak można.
> A po za tym, to kwestia pewnych naturalnych predyspozycji.

Co masz na myśli, pisząc "naturalnych predyspozycji"?
Interesuje mnie to głównie w kontekście polityki.
Czasy, gdy przywódca był bardziej "przywódczy",
bo potrafił mocniej przywalić, dawno już minęły.
No to o jakie cechy tak naprawdę chodzi, które bardziej predysponowałyby 
mężczyzn?

>> Ok
>> Mają co trzeba, za wyjątkiem czasu.
>> A pewnie i chęci kopania się z koniem.
>
> Dzięki parytetom nie zyskają więcej czasu.
> A tak na marginesie. Nie wiem jak to jest liczone - czy brana jest pod 
> uwagę goła pensja, czy również jakieś dodatki i premie. Tak, czy inaczej, 
> błędne jest przekonanie, że dwie osoby na analogicznych stanowiskach - 
> czyli teoretycznie z takim samym zakresem obowiązków - muszą dostawać 
> takie samo wynagrodzenie. Fakt, że dwie osoby zajmują takie samo 
> stanowisko i mają te same obowiązki, nie oznacza, że równie wydajnie i 
> skutecznie pracują. Menedżerowie - najlepiej jest to widoczne w przypadku 
> wielkich firm - to w ogromnej większości mężczyźni. Są w tym po prostu 
> lepsi.

Nie sądzę.
Chyba, że miernikiem ich przydatności dla firmy jest... czas, jaki
mogą poświęcić na pracę zawodową. Tutaj się zgadzam - kobiety odpadają w 
przedbiegach.
Głównie za sprawą społeczeństwa, w którym żyją a na które ogromny wpływ mają
właśnie, oparte na patriarchacie religie.

Jeśli na jakimś stanowisku
> mężczyzna jest skuteczniejszy w wykonywaniu obowiązków, to czy musi 
> zarabiać tyle samo, co kobieta na analogicznym stanowisku?

Nic podobnego. Zawsze liczyć się powinna jakość wykonywanej pracy.
Ja piję wyłącznie do tych sytuacji, w których jakość jest ta sama,
a płace zdecydowanie mniejsze.

> Możliwe, że kobieta zarabia mniej, bo pracodawca uważa, że kobiety mają 
> mniejszy mózg i powinny mniej dostawać. Możliwe też, że pracodawca płaci 
> więcej temu, kto pracuje wydajniej. Wątpię, żeby zastosowana metoda w tych 
> badaniach, była aż tak czuła.

No... To rzeczywiście jakiś argument. Po części pewnie i tak jest.
Ale nie zauważanie gołym okiem, że kobiety są w istocie traktowane
na innych zasadach niż mężczyźni jest... dość wygodne dla mężczyzn, prawda?


Pozdr
Jorg 
Thread Navigation

This is a paginated view of messages in the thread with full content displayed inline.

Messages are displayed in chronological order, with the original post highlighted in green.

Use pagination controls to navigate through all messages in large threads.

Back to All Threads