🚀 go-pugleaf

RetroBBS NetNews Server

Inspired by RockSolid Light RIP Retro Guy

25 total messages Started by tomek Tue, 29 Nov 2005 17:34
i co tu zrobic..
#45257
Author: tomek
Date: Tue, 29 Nov 2005 17:34
64 lines
3929 bytes
witam

przede wszystkim przepraszam ze jak zwykle watek jakich tu nie brak.. czyli 
z problemami..

jestem z dziewczyna 4 lata. bywalo roznie, raz lepiej, rzadko, ale czasem 
gorzej.. mielismy juz jeden kryzys, ze ona chciala odejsc, zreszta odkopalem 
swoj post z tej grupy sprzed 2 lat (prawie dokladnie).. wole go nie zalaczac 
:). sek w tym ze wtedy sie udalo.

teraz mam cos podobnego, choc wydaje mi sie ze nasze rozstanie jest bardziej 
realne. ostatnio troche sie zmienilo u nas, ona zaczela nowe studia, nowi 
znajomi (czy juz przyjaciele) itp.. mieszkamy daleko od siebie (bo z 40 km - 
sasiednie miasta)..
na studiach ma natlok nauki wiec ciezko sie zobaczyc wiecej niz 2 razy w 
tygodniu.. co jest malo strasznie :(

coz, jakis czas temu przy dlugiej rozmowie wyznala ze nie jest pewna swoich 
uczuc do mnie, ze czuje ze to nie jest juz to.. pytalem czy jest pewna, czy 
to moze chwilowe, powiedziala ze nie wie, na pytanie czy chce sprobwac, moze 
to minie, moze cos robimy nie tak ze sie tak stalo, powiedziala ze chce 
sprobwac..

analizujac sytuacje, przede wszystkim w nasze spotkania weszla straszna 
rutyna, moglbym punktami wypisac co zawsze robimy, jak, jak dlugo... mysle 
ze to pierwsza rzecz jaka jest ZLA i  nad ktora juz pracuje.

przez dlugi okres bylem dla niej chlopakiem i najlepszym przyjacielem, 
niewielu przyjaciol miala poza mna, choc nigdy nie bylem zazdrosny 'nie 
mozesz tam isc bo ja nie ide' i NIGDY takich foch nie strzelalem.. teraz ma 
nagle towarzystwo, duzo tym stracilem..

juz od jakiegos, calkiem dlugiego czasu przestalismy sie kochac, nie chce 
doszukiwac sie powodow, ale teraz uswiadamiam sobie ze to ma pewnie 
polaczenie bo sex w naszym zwiazku zawsze byl czyms wiecej niz 
przyjemnoscia..



nie chce wypisywac wszystkiego bo duzo by tu  sie tego nazbieralo. mam 
bardzo slaba psyche i mysle ze bez niej zycie moje straci sens, naprawde ja 
kocham z calego serca... choc staram sie trzymac w kupie, jest mi coraz 
ciezej.

chcialbym zebyscie mi doradzili jak sie zachowac? co robic, zeby w razie 
'odejscia' potem nie katowac sie myslami ze moglem zachowac sie inaczej? 
oczywiscie nie oczekuje cudownych-porad 'zabierz ja o 18 do restauracji, 
potem do kina i bedzie dobrze'.. poprostu czlowiek w takich momentach ma 
rozne mysli i na pewno robi duzo bledow, ktore odstraszaja druga polowke..

rozmawialismy juz trzoszke razem o tym, calkiem 'poplakane' te rozmowy byly, 
z obu stron.
nie chce jej naduszac, tym ze odczuwam mniej smsow, mniej zainteresowania.. 
powiedzialem jej ze ja kocham, wyznalem swoje uczucie najlepiej jak moglem, 
a na pewno szczerze. nie chce narzucac jej teraz ciagle ze ja bede taki 
nieszczesliwy itp bo nie chodzi o to zeby zostala ze mna z litosci nie ?

ale nie chce tez dac o sobie zapomniec, nie chce dac za wygrana, jezeli moge 
cos jeszcze osiagnac


p.s. staralem sie pisac posta w miare chlodno, bez zbednych emocji, ale 
prawda jest taka ze nawet na sekunde nie mysle o niczym innym..
Re: i co tu zrobic..
#45258
Author: Hollow Mind
Date: Tue, 29 Nov 2005 20:02
139 lines
7459 bytes
tomek napisał(a):

> przede wszystkim przepraszam ze jak zwykle watek jakich tu nie brak.. czyli 
> z problemami..

Akurat takich z problemami ostatnio brakuje.

> coz, jakis czas temu przy dlugiej rozmowie wyznala ze nie jest pewna swoich 
> uczuc do mnie, ze czuje ze to nie jest juz to.. pytalem czy jest pewna, czy 
> to moze chwilowe, powiedziala ze nie wie, 

Co miała powiedzieć - że nie? Już dwa lata temu miała wątpliwości co do
przyszłości waszego związku, postanowiliście spróbować co będzie dalej,
najwyraźniej nie wyszło, trudno. Pytasz ją czy to jest chwilowe... cóż
sądzę, że ta myśl gnębiła ją już od dawna.

> na pytanie czy chce sprobwac, moze 
> to minie, moze cos robimy nie tak ze sie tak stalo, powiedziala ze chce 
> sprobwac..

Zwróć uwagę na znaczenie tego słowa - "spróbuję" - znaczy, że przewiduję
możliwość porażki, więcej - niepowodzenie jest jakby z góry zakładane. Tak
często mówimy osobom których nie chcemy urazić a jednocześnie pokazać że
coś robimy. "Próbuję coś dla ciebie załatwić". Nie zamierzam nawet kiwnąć
palcem, ale chcę wyglądać na kogoś kto się stara. Łatwiej coś takiego
powiedzieć, dać dowód iluzorycznych starań niż z miejsca powiedzieć jedno
krótkie słowo: "nie".

> analizujac sytuacje, przede wszystkim w nasze spotkania weszla straszna 
> rutyna, (...) mysle 
> ze to pierwsza rzecz jaka jest ZLA i  nad ktora juz pracuje.

Warning! To nadpiłowane drzewo już leci, podlewanie go może nic nie zmienić
;)

> przez dlugi okres bylem dla niej chlopakiem i najlepszym przyjacielem, 

I pięknie, nie masz się czego wstydzić.

> teraz ma 
> nagle towarzystwo, duzo tym stracilem..

Prędzej czy później poznałaby nowych ludzi, nie żyliście chyba na bezludnej
wyspie (typu Błękitna Laguna). Czy straciłeś... ona na pewno zyskała,
zyskała możliwość poznania innych ludzi, innego życia, spojrzenia z nowej
perspektywy na swoją sytuację. Kiedyś to musiało nastąpić. Do jakich
wniosków doszła możesz się domyślać, nie są one chyba optymistyczne, stąd
jej wątpliwości. Wbrew pozorom to dobrze, bo dzięki temu zyskała możliwość
zweryfikowania poglądów na wasz związek, nie chciałbyś chyba żyć
złudzeniami.

> juz od jakiegos, calkiem dlugiego czasu przestalismy sie kochac, nie chce 
> doszukiwac sie powodow, ale teraz uswiadamiam sobie ze to ma pewnie 
> polaczenie bo sex w naszym zwiazku zawsze byl czyms wiecej niz 
> przyjemnoscia..

Jak wyrzucasz stary komputer to najpierw wyciągasz kolejno poszczególne
wtyczki, nie robisz tego tak nagle. Jednocześnie wracasz wspomnieniami jak
było kiedyś, dlatego często to trochę trwa... Podobnie jest z ludźmi,
trudno im się nagle rozstać gdy mają w głowie tyle wspomnień.

> nie chce wypisywac wszystkiego bo duzo by tu  sie tego nazbieralo. mam 
> bardzo slaba psyche i mysle ze bez niej zycie moje straci sens, 

Tak, pozostanie Ci tylko honorowa, rytualna śmierć. Musisz się tylko
postarać by agonia trwała długo i była bolesna ;)

A na na serio - abstrahując od Twoich uczuć do dziewczyny - uważasz, że
Twoje życie jest naprawdę tak puste i bezwartościowe, że nie będzie miała
sensu bez kobiety? Znajdziesz kiedyś inną, są zresztą inne rzeczy które
warto robić, nowe rozdziały życia które trzeba kiedyś zacząć a nie tkwić w
martwym punkcie. Pomyśl, gdyby któregoś z Twoich kumpli zostawiła
dziewczyna, to wytykałbyś go palcami, skazałbyś go na wieczne potępenie i
uznał, że bez dziewuchy to ten facet nie ma już żadnej wartości? Mam
nadzieję, że nie. Ty nie jesteś wyjątkiem.

> chcialbym zebyscie mi doradzili jak sie zachowac? co robic, zeby w razie 
> 'odejscia' potem nie katowac sie myslami ze moglem zachowac sie inaczej? 

Nic z tego. Jak Ci ktoś napisze to nie będziesz miał motywacji, żeby tu
wrócić ;)

> poprostu czlowiek w takich momentach ma 
> rozne mysli i na pewno robi duzo bledow, ktore odstraszaja druga polowke..

Zwłaszcza człowiek w desperacji, który dodatkowo boi się przyszłości. Nie
rób nic, bo Twoje działania powodowane strachem będą tym, czym będziesz się
katować po jej ewentualnym zniknięciu z Twojego życia. Tego i zmarnowanej
energii będziesz żałował za kilka lat.

> rozmawialismy juz trzoszke razem o tym, calkiem 'poplakane' te rozmowy byly, 
> z obu stron.

Kufa, no nie rób scen ;)

> powiedzialem jej ze ja kocham, wyznalem swoje uczucie najlepiej jak moglem, 
> a na pewno szczerze. 

I bardzo dobrze. Choć pewnie nic to nie zmieni to przynajmniej nie będziesz
miał złudzeń w przyszłości, że gdybyś jej powiedział co czujesz to ona by
zmieniła swoje nastawienie. Tu główną rolę grają emocje, słowa nie są do
nich kluczem.

> nie chce narzucac jej teraz ciagle ze ja bede taki 
> nieszczesliwy itp bo nie chodzi o to zeby zostala ze mna z litosci nie ?

Potrzebujesz jeszcze jakiegoś potwierdzenia? Litość to sposób na zbieranie
datków na ulicy, albo wciskanie ludziom kotów ze schroniska (10zł/szt.+
komplet szczepień), a nie metoda na bycie z kobietą.

> ale nie chce tez dac o sobie zapomniec, nie chce dac za wygrana, jezeli moge 
> cos jeszcze osiagnac

Dobrze, ale powiedz: czy Tobie odpowiada taka jakość związku jak teraz?
Zakładając hipotetycznie, że Jej stosunek do Ciebie się nie zmieni choć
nadal będziecie razem, czy chcesz to dalej ciągnąć, choć jak sam piszesz
już nie jest tak fajnie jak kiedyś? Nie ma seksu, nie ma przytulania,
wspólnego spędzania czasu, perspektyw na zmianę (mieszkacie w innych
miastach). To jest to co chcesz? Nie wierzę.

> p.s. staralem sie pisac posta w miare chlodno, bez zbednych emocji, 

Nie udało się ;)

> ale 
> prawda jest taka ze nawet na sekunde nie mysle o niczym innym..

Myślisz, że doprowadzi to do czegoś? Oczywiście, że nie. Będziesz miał
najwyżej doła, a nic mądrego nie przyjdzie Ci do głowy. Ja bym proponował
coś takiego - niech życie toczy się nadal, jak kobieta chce być z Tobą to
będzie, jak ma zamiar odejść to nie ma nic co mógłbyś zrobić. Korzystaj z
tego co przynosi kolejny dzień, zawieraj nowe znajomości, poznawaj ludzi.
Choć z nimi na dyskotekę, piwo, rozmawiaj z innymi laskami. Poświęć czas na
rozwijanie zainteresowań, nie na myślenie o czymś czego nie zmienisz.
Człowiek wartościowy i interesujący to ten co sobą coś reprezentuje, nie
czy i jaką ma dziewczynę. Pamiętaj o tym, kiedyś może ci się przydać.

-- 
Pozdr. H.M.
Re: i co tu zrobic..
#45273
Author: iwanowski
Date: Tue, 29 Nov 2005 20:29
5 lines
1115 bytes
Użytkownik "tomek" <stab@nvmd.com> napisał w wiadomości
news:dmi3eo$no2$1@atlantis.news.tpi.pl

moze na początek się umyj
Re: i co tu zrobic..
#45259
Author: tomek
Date: Tue, 29 Nov 2005 21:06
238 lines
11924 bytes
Uff no to zaczynamy :P
najpierw poucinam to czego nei chce komentowac (np zgadzam sie :P )


>> coz, jakis czas temu przy dlugiej rozmowie wyznala ze nie jest pewna 
>> swoich
>> uczuc do mnie, ze czuje ze to nie jest juz to.. pytalem czy jest pewna, 
>> czy
>> to moze chwilowe, powiedziala ze nie wie,
>
> Co miała powiedzieć - że nie? Już dwa lata temu miała wątpliwości co do
> przyszłości waszego związku, postanowiliście spróbować co będzie dalej,
> najwyraźniej nie wyszło, trudno. Pytasz ją czy to jest chwilowe... cóż
> sądzę, że ta myśl gnębiła ją już od dawna.

to bylo troszke inaczej. choc niestety twoj punkt widzenia jest przerazajacy 
(no sorry ale dla mnie jest ;P) i do sytuacji ktora sie odbyla takze mozna 
zalozyc ze tak bylo ;|

>> na pytanie czy chce sprobwac, moze
>> to minie, moze cos robimy nie tak ze sie tak stalo, powiedziala ze chce
>> sprobwac..
>
> Zwróć uwagę na znaczenie tego słowa - "spróbuję" - znaczy, że przewiduję
> możliwość porażki, więcej - niepowodzenie jest jakby z góry zakładane. Tak
> często mówimy osobom których nie chcemy urazić a jednocześnie pokazać że
> coś robimy. "Próbuję coś dla ciebie załatwić". Nie zamierzam nawet kiwnąć
> palcem, ale chcę wyglądać na kogoś kto się stara. Łatwiej coś takiego
> powiedzieć, dać dowód iluzorycznych starań niż z miejsca powiedzieć jedno
> krótkie słowo: "nie".
>

tego jestem jak najbardziej swiadom. ze przewiduje mozliwosc porazki. 
natomiast staram sie nie zgadzac z tym ze tak naprawde juz nas skreslila i 
teraz musi to tylko zrozumiec. nie zgadzam sie z tym ze mnie 'splawia' w 
sposob grzeczny.
przewiduje mozliwosc porazki, a wiec mozliwy jest tez sukces, nwet jak 
stosunek jest 10 : 1.. czy mniejszy, sadze ze tego nie moze oszacowac nikt, 
nawet ona o ile nie jest jeszcze pewna.


>> analizujac sytuacje, przede wszystkim w nasze spotkania weszla straszna
>> rutyna, (...) mysle
>> ze to pierwsza rzecz jaka jest ZLA i  nad ktora juz pracuje.
>
> Warning! To nadpiłowane drzewo już leci, podlewanie go może nic nie 
> zmienić
> ;)

hm bardziej bym to porownal do nadpilowanego drzewa i mala tubka kleju. 
znow.. staram sie uwierzyc ze jeszcze jest szansa.

>
>> przez dlugi okres bylem dla niej chlopakiem i najlepszym przyjacielem,
>
> I pięknie, nie masz się czego wstydzić.
>
>> teraz ma
>> nagle towarzystwo, duzo tym stracilem..
>
> Prędzej czy później poznałaby nowych ludzi, nie żyliście chyba na 
> bezludnej
> wyspie (typu Błękitna Laguna). Czy straciłeś... ona na pewno zyskała,
> zyskała możliwość poznania innych ludzi, innego życia, spojrzenia z nowej
> perspektywy na swoją sytuację. Kiedyś to musiało nastąpić. Do jakich
> wniosków doszła możesz się domyślać, nie są one chyba optymistyczne, stąd
> jej wątpliwości. Wbrew pozorom to dobrze, bo dzięki temu zyskała możliwość
> zweryfikowania poglądów na wasz związek, nie chciałbyś chyba żyć
> złudzeniami.
>

zle to napisalem. nie mam pretensji, ze znalazla sobie przyjaciol, nowe 
towrzystwo.. natomiast mysle ze w jakis magiczny sposob moze to oslabic 
(chwilowo?) jej uczucie do mnie. np nowe formy spedzania czasu, u nas byla 
rutyna, pisalem o tym, teraz ma cos nowego, podoba jej sie to na pewno, a co 
jesli sie rozstaniemy, a ona zacznie tego zalowac? a co jesli jej 
przyjaciele ja powtrzymaja, podbuduja, pociesza.. co jesli to bedzie blad 
ktory nigdy nie zostanie naprawiony, z ktorego po pewnym czasie ona bedzie 
sobie zdawala sprawe ? (dobra, wiem mialo byc bez emocji, ale to taka chyba 
moja najwieksza obawa).


> Jak wyrzucasz stary komputer to najpierw wyciągasz kolejno poszczególne
> wtyczki, nie robisz tego tak nagle.

nie wiem, mam jakis lepszy humor (co ostatnio mi sie nie zdarza), gdyby bylo 
inaczej to zdanie zdolowalo by mnie dobitnie, odrazu widac analogie do tego 
co sie u nas dzieje i czlowiek traci nadzieje.. ale jakos po cichu wierze ze 
tak byc nie musi.  z mojej strony tez byly momenty gdy czulem ze juz z nia 
nie chce byc, bo cos mi nie gralo. widze po sobie ze to bylo.. i przeminelo 
i teraz uwazam ze moglem wtedy popelnic WIELKI blad.


> A na na serio - abstrahując od Twoich uczuć do dziewczyny - uważasz, że
> Twoje życie jest naprawdę tak puste i bezwartościowe, że nie będzie miała
> sensu bez kobiety?

jestem studentem, mam sporo, dobrze sie ucze, zaliczylem pierwszy rok, mam 
duze stypendium naukowe (tzn jak dla kogo, dla mnie duze). mam natomiast 
malo przyjaciol, wiecej znajomych. duzo rzeczy sprawia mi radosc, mam swoje 
hobby, pasje i sie z tym nie ograniczam. natomiast sprawa wyglada tak:

 jest wszystko... dlugo dlugo nic.. potem moja dziewczyna.

tak jest teraz (czy tak bylo zawsze? nie wiem, tak czuje teraz i mysle ze 
tak tez bylo..). nagle mam wstret do wszystkiego co dotyczylo moich 
zainteresowan ktore nie byly z nia zwiazane, wstret do muzyki ktora lubie 
(inny gust tu mamy).. itp..

>> chcialbym zebyscie mi doradzili jak sie zachowac? co robic, zeby w razie
>> 'odejscia' potem nie katowac sie myslami ze moglem zachowac sie inaczej?
>
> Nic z tego. Jak Ci ktoś napisze to nie będziesz miał motywacji, żeby tu
> wrócić ;)

boje sie ze to co teraz mamy, to czas dla mnie zebym sie zaczal godzic z tym 
ze sie rozstajemy.. tak mi sugerujesz, ale taka mysl jest zbyt.. 
pesymistyczna, wierze ze jednak to nie musi byc tak. nie chce slepo w to 
wierzyc, by coraz gorsza sytuacja nie budzila coraz wiekszych nadziei. wiem 
ze to jest balansowanie na krawedzi, ale poki co mam ta nadzieje, ze bedzie 
dobrze.

>> poprostu czlowiek w takich momentach ma
>> rozne mysli i na pewno robi duzo bledow, ktore odstraszaja druga 
>> polowke..
>
> Zwłaszcza człowiek w desperacji, który dodatkowo boi się przyszłości. Nie
> rób nic, bo Twoje działania powodowane strachem będą tym, czym będziesz 
> się
> katować po jej ewentualnym zniknięciu z Twojego życia. Tego i zmarnowanej
> energii będziesz żałował za kilka lat.

o to wlasnie pytam ;) co jest w takich przypadkach dosyc 'typowe' co ludzie 
w desperacji robia, czego potem zaluja. oczywiscie odpowiedz wydaje sie byc 
logiczna, problem w tym ze czlowiek w desperacji nie do konca sobie zdaje 
sprawe z tego (w czasie rzeczywistym) ze w takim stanie sie znajduje.
>
>> rozmawialismy juz trzoszke razem o tym, calkiem 'poplakane' te rozmowy 
>> byly,
>> z obu stron.
>
> Kufa, no nie rób scen ;)
>

no mam slaba psyche, powaznie sam sie dziwie ze potrafie "W miare trzezwo" 
teraz myslec a nie pisac tylko i wylacznie jak mi zle i jak bardzo pragne 
jej powrotu.. (na koniec postu widac ze jednak nie wytrzymalem..)



>> ale nie chce tez dac o sobie zapomniec, nie chce dac za wygrana, jezeli 
>> moge
>> cos jeszcze osiagnac
>
> Dobrze, ale powiedz: czy Tobie odpowiada taka jakość związku jak teraz?
> Zakładając hipotetycznie, że Jej stosunek do Ciebie się nie zmieni choć
> nadal będziecie razem, czy chcesz to dalej ciągnąć, choć jak sam piszesz
> już nie jest tak fajnie jak kiedyś? Nie ma seksu, nie ma przytulania,
> wspólnego spędzania czasu, perspektyw na zmianę (mieszkacie w innych
> miastach). To jest to co chcesz? Nie wierzę.
>

nie, na pweno nie chce by taki stan rzeczy trwal. choc z jednej strony czuje 
teraz ze tylko bycie z nia sprawia ze jestem choc na chwile szczesliwy i 
jezeli mamy sie rozstac w przciagu jakiesgos czasu, tygodnia, czy miesiaca.. 
chce ten czas jak najlepiej wykorzystac bedac z nia tyle ile tylko moge..
z drugiej strony wiem ze sprawi mi to tylko wiecej bolu jezeli bede ciagle 
mial nadzieje i coraz to (mniej sensownymi) argumentami tlumaczyl sobie 
stopniowe odchodzenie od siebie..

>> p.s. staralem sie pisac posta w miare chlodno, bez zbednych emocji,
>
> Nie udało się ;)

musialbys zobaczyc moj post sprzed 2ch lat.. albo rozmowe z (no powiedzmy) 
przyjaciolka...

>
>> ale
>> prawda jest taka ze nawet na sekunde nie mysle o niczym innym..
>
> Myślisz, że doprowadzi to do czegoś? Oczywiście, że nie. Będziesz miał
> najwyżej doła, a nic mądrego nie przyjdzie Ci do głowy. Ja bym proponował
> coś takiego - niech życie toczy się nadal, jak kobieta chce być z Tobą to
> będzie, jak ma zamiar odejść to nie ma nic co mógłbyś zrobić. Korzystaj z
> tego co przynosi kolejny dzień, zawieraj nowe znajomości, poznawaj ludzi.
> Choć z nimi na dyskotekę, piwo, rozmawiaj z innymi laskami. Poświęć czas 
> na
> rozwijanie zainteresowań, nie na myślenie o czymś czego nie zmienisz.
> Człowiek wartościowy i interesujący to ten co sobą coś reprezentuje, nie
> czy i jaką ma dziewczynę. Pamiętaj o tym, kiedyś może ci się przydać.

ja wiem, ze to co piszesz to sama prawda.. ale ...
myslisz ze ja chce caly czas myslec o tym? chcialbym moc przestawac o tym 
myslec.. choc chwilami, chociazby zeby skupic sie na pieprzonej nauce przez 
30 minut.
(ten lepszy humor o ktorym pisalem wyzej sie juz na dobre skonczyl..)

jak chcesz spelnic role tego, co ma (sorry) dobic, pokazac ze nie mam co 
szukac nadziei, szansy.. tylko zaczac sie z tym godzic.
to jak to jest ze teraz czuje ze to ona jest jedynym zrodlem szczescia jakie 
mam.. wcale sie nie ludze ze nikogo w przyszlosci nie znajde.. mysle ze 
kiedys tam znajde.. ale jestem pewny ze nigdy nie bede tak szczesliwy jak z 
nia bylem i moge byc..

jestesmy dlugo, 4 lata, oboje jestesmy mlodzi (po 20 lat). prawde mowaic .. 
nie pamietam jak to bylo zyc bez niej. bez smsa rano, bez rozmow, spedzania 
razem czasu (i w tym momencie sie tak delikatnie mowiac rozkleilem)
i wiem ze to brzmi jak przyzwyczajenie, ale ja wiem ze w tych rozmowach to 
jej zdanie sie dla mnie liczylo, to jej osoba jest dla mnie wazna, nie fakt 
ze mam KOGOS, tylko fakt ze mam JA.


wiem ze patrzac z boku to widac odrazu ze kupa zycia jeszcze przede mna, 
kupe radosci i porazek.
prawde mowiac to ta pierwsza.. nawet nie pierwszy powazny zwiazek, a prawde 
mowiac pierwszy jakikolwiek mialem. moja first girl*
moze dlatego to tak boli...

pozdrawiam,
Tomek

* i na dzien dzisiejszy uwazam ze nie tylko pierwsza ale 'ta jedyna' jaka 
kiedykowleik chcialbym miec.



------------------------------------
jutro do mnie przyjezdza, idziemy sobie na kregle (czego jeszcze nie 
robilismy, ale wpdaly mi wejsciowki:) ), pojutrze tez sie widzimy, razem 
idziemy na jakas domowke, zreszta potem spie u niej..

nie wiem czy jutro sprobowac nawiazac z nia jakas rozmowe na 'nasz temat'.. 
strasznie kusi mnie zeby spytac o ten komputer i stopinowe odczepianie 
wtyczek. chcialbym zeby to podwazyla, anie potwierdzila..

ale pewnie nie spytam i pewnie nie powinienem.
Re: i co tu zrobic..
#45260
Author: Hollow Mind
Date: Wed, 30 Nov 2005 08:40
155 lines
8585 bytes
tomek napisał(a):

> to bylo troszke inaczej. choc niestety twoj punkt widzenia jest przerazajacy 
> (no sorry ale dla mnie jest ;P) 

Często tak mi odpisują ludzie ;)

> przewiduje mozliwosc porazki, a wiec mozliwy jest tez sukces, nwet jak 
> stosunek jest 10 : 1.. czy mniejszy, sadze ze tego nie moze oszacowac nikt, 
> nawet ona o ile nie jest jeszcze pewna.

Masz rację, tylko najlepiej nic nie zakładaj - ani końca ani świetlanej
przyszłości, patrz na rozwój sytuacji. Nie znam dokładnie Twojej sytuacji,
mogę się mylić w ocenie, jednak na tej podstawie nie rób sobie nadziei.

> hm bardziej bym to porownal do nadpilowanego drzewa i mala tubka kleju. 
> znow.. staram sie uwierzyc ze jeszcze jest szansa.

Nawet jeśli uda Ci się skleić to drzewo to już nigdy nie będzie tak mocne
jak kiedyś, wystarczy silniejszy podmuch wiatru i ... poleci ;)

> w jakis magiczny sposob moze to oslabic 
> (chwilowo?) jej uczucie do mnie. np nowe formy spedzania czasu, u nas byla 
> rutyna, pisalem o tym, teraz ma cos nowego, podoba jej sie to na pewno, 

Sam piszesz, że było u was nudno, nie miej teraz za złe dziewczynie, że
przebywa z przyjaciółmi. Jeśli woli ich towarzystwo niż Twoje to masz
kolejny argument przeczący Twoim nadziejom na happy end.

> a co 
> jesli sie rozstaniemy, a ona zacznie tego zalowac? 

Nawet jeśli tak będzie to i tak do Ciebie nie wróci. No sam powiedz, gdzie
w jej zachowaniu wobec Ciebie widać nieskończone pokłady miłości, pełne
oddanie i uwielbienie Twojej osoby. Tu chyba nie ma żadnych emocji, uczuć,
więc nawet jeśli będzie żałować rozstania to i tak nie wróci, będzie szukać
miłości gdzie indziej.

> a co jesli jej 
> przyjaciele ja powtrzymaja, podbuduja, pociesza.. 

Taka jest rola przyjaciół, od swoich również mógłbyś oczekiwać wsparcia i
podbudowania.

> co jesli to bedzie blad 
> ktory nigdy nie zostanie naprawiony, z ktorego po pewnym czasie ona bedzie 
> sobie zdawala sprawe ? 

Przestań histeryzować, weź się wreszcie w garść. Jaki błąd? To rozstanie?
Błędem byłoby trwanie w związku, gdzie nie ma bliskości, uczuć, jest tylko
rutyna i nuda. Tak miało by być przez kolejne lata? Pomyśl jak wiele się
nauczyłeś, to wszystko Ci się przyda w przyszłości z innymi laskami, jak z
tą Ci nie wyjdzie.

> z mojej strony tez byly momenty gdy czulem ze juz z nia 
> nie chce byc, bo cos mi nie gralo. widze po sobie ze to bylo.. i przeminelo 
> i teraz uwazam ze moglem wtedy popelnic WIELKI blad.

Teraz tak uważasz bo poczułeś, że Ją tracisz, to normalne. Wcześniej
myślałeś racjonalnie, nie byłeś powodowany strachem. Jak myślisz, które
wnioski były prawidłowe - te wcześniejsze, czy obecne, gdy jesteś
zaślepiony emocjami? Czujesz teraz, że bezwarunkowe poświęcenie dla Niej
sprawiło, że teraz nie masz innej alternatywy dla swojego życia. Zostawiłeś
swoje zainteresowania, znajomych i co teraz?

> boje sie ze to co teraz mamy, to czas dla mnie zebym sie zaczal godzic z tym 
> ze sie rozstajemy.. tak mi sugerujesz, ale taka mysl jest zbyt.. 
> pesymistyczna

Patrz, to Twoja pierwsza dziewczyna, kiedy zaczęliście się spotykać nie
miałeś dużego doświadczenia, ani w kontaktach z kobietami, ani z radzeniem
sobie ze swoimi emocjami. Teraz jesteś bogatszy o to doświadczenie, dzięki
niemu będziesz mógł bardziej świadomie postępować z dziewczynami, to jest
sukces, nie porażka.

> o to wlasnie pytam ;) co jest w takich przypadkach dosyc 'typowe' co ludzie 
> w desperacji robia, czego potem zaluja. oczywiscie odpowiedz wydaje sie byc 
> logiczna, problem w tym ze czlowiek w desperacji nie do konca sobie zdaje 
> sprawe z tego (w czasie rzeczywistym) ze w takim stanie sie znajduje.

Ludzie w desperacji robią dużo głupich rzeczy np. są gotowi się poniżać w
nadziei odzyskania uczucia, zasypywać sms-ami, nawet po rozstaniu starają
się umawiać, spotykać z byłą by po raz setny coś tam wyjaśnić, co już było
omawiane wiele razy. Tacy ludzie żyją życiem drugiej osoby, którą często
uważają za cel swojego istnienia.

> jezeli mamy sie rozstac w przciagu jakiesgos czasu, tygodnia, czy miesiaca.. 
> chce ten czas jak najlepiej wykorzystac bedac z nia tyle ile tylko moge..

I bardzo dobrze.
 
> musialbys zobaczyc moj post sprzed 2ch lat.. albo rozmowe z (no powiedzmy) 
> przyjaciolka...

Zapewne czytałem, już trochę tu siedzę... :)

> ja wiem, ze to co piszesz to sama prawda.. ale ...
> myslisz ze ja chce caly czas myslec o tym? chcialbym moc przestawac o tym 
> myslec.. choc chwilami, chociazby zeby skupic sie na pieprzonej nauce przez 
> 30 minut.

Zrozum, że takie podejście jest normalne, nie masz dużego doświadczenia,
jesteś jeszcze młody i wielu rzeczy nie rozumiesz. Zrozumiesz to dopiero po
jakimś czasie. Żal Ci tego związku, bo to był Twój pierwszy, pierwsza
dziewczyna, pierwszy seks itd. Nie ma w tym nic nadzwyczajnego, że trudno
jest Ci chłodno spojrzeć na swoją sytuację, uwierz tylko że po jakimś
czasie będzie lepiej.

> ale jestem pewny ze nigdy nie bede tak szczesliwy jak z 
> nia bylem i moge byc..

Skąd to możesz wiedzieć? Jesteś jasnowidzem? Nie przewidziałeś tego, że
kiedyś będziesz z obecną dziewczyną, tak samo nie wiesz co będzie później.

> * i na dzien dzisiejszy uwazam ze nie tylko pierwsza ale 'ta jedyna' jaka 
> kiedykowleik chcialbym miec.

Im szybciej to skończysz tym lepiej, po kilku latach będziesz się cieszył z
tej decyzji.

> jutro do mnie przyjezdza, idziemy sobie na kregle (czego jeszcze nie 
> robilismy, ale wpdaly mi wejsciowki:) ), pojutrze tez sie widzimy, razem 
> idziemy na jakas domowke, zreszta potem spie u niej..

Eee, zapowiada się fajny dzień a Ty się rozklejasz. Baw się dobrze zamiast
się martwić. Co ma być to będzie.

> nie wiem czy jutro sprobowac nawiazac z nia jakas rozmowe na 'nasz temat'.. 
> strasznie kusi mnie zeby spytac o ten komputer i stopinowe odczepianie 
> wtyczek. chcialbym zeby to podwazyla, anie potwierdzila..

No to powiedz Jej coś w tym stylu: słuchaj jesteśmy ze sobą już 4 lata,
było fajnie ale od jakiegoś czasu to już nie jest to co kiedyś. Nie
spędzamy ze sobą już tyle czasu, oddalamy się, mam inne oczekiwania niż Ty
(żadnych ustępstw, udawania że taki stan Ci się podoba) , bla bla I teraz:
Jeśli nie chcesz żebyśmy się spotykali to cóż trudno, oboje pójdziemy w
swoją stronę, o mnie się nie martw, naprawdę, znajdę sobie nową dziewczynę,
poradzę sobie (nie startujesz z pozycji przegranego, lecz równorzędnego
partnera). Myślę że jeśli dostosujesz to do Jej osoby, dasz Jej możliwość
jakiegoś zadeklarowania się, to odrobina zimnej krwi i będziesz wiedział
czy dziewczyna chce to dalej ciągnąć, czy tylko boi się, że Cię zrani.
Jednocześnie pokazujesz Jej, że nie godzisz się na obecny stan, nie
pozwalasz jej dyktować warunków i nie zamierzasz tego biernie znosić. Masz
jakąś koncepcję swojej przyszłości, nawet bez Niej. Dzięki temu, o ile
tylko jest uczciwa, powinna dać Ci znać co zamierza.

Niezależnie od efektu pamiętaj, że to jest jak ze szkołą. Zaczynasz
podstawówkę, kończysz ją, później szkoła średnia i znów koniec, początek
studiów... itd. Za każdym razem kręci się w oku łza, że kończysz jakiś etap
swojego życia, ale to uczucie znika, gdy uświadamiasz sobie, że stoisz na
progu nowego rozdziału, bogatszy w wiedzę i doświadczenie. Taka jest
naturalna kolej rzeczy.

-- 
Pozdr. H.M.
Re: i co tu zrobic..
#45274
Author: Klotz
Date: Wed, 30 Nov 2005 14:25
10 lines
1202 bytes
"iwanowski" <iwanowski666@o2.pl> wrote in message
news:dmido2$e6g$1@atlantis.news.tpi.pl...
>
> Użytkownik "tomek" <stab@nvmd.com> napisał w wiadomości
> news:dmi3eo$no2$1@atlantis.news.tpi.pl
>
> moze na początek się umyj

i posmaruj kupom pod pachami
Re: i co tu zrobic..
#45275
Author: iwaneczkowski
Date: Wed, 30 Nov 2005 14:56
4 lines
1203 bytes
> i posmaruj kupom pod pachami

ponoć fa wypuściło nowy kosmetyk KUPA W SZTYFCIE, na 2006 planuja wypuscic
kupe w qlce
Re: i co tu zrobic..
#45261
Author: tomek
Date: Wed, 30 Nov 2005 20:26
74 lines
5247 bytes
czesc..

> Eee, zapowiada się fajny dzień a Ty się rozklejasz. Baw się dobrze zamiast
> się martwić. Co ma być to będzie.
>
byl fajny, bylo fajnie. choc bez zadnych nowosci, rewelacji.. bylo milo 
przyjemnie i ... poprostu dobrze. bez nudy na pewno. i na pewno nie w 
relacji przyjaciel-przyjaciel...

chwilami mysle ze moge byc bez niej, choc wiem ze dalbym duzo by jej uczucie 
do mnie wrocilo i zakonczylo sie wszystko happy endem. jest to jakis moze 
malutki sukces, gdyz pare dni temu nawet takiej mysli w najmniejszym stopniu 
nie dopuszczalem. wiem ze bede bez niej nieszczesliwy dlugi czas.. bardzo 
dlugi, ale godze sie z faktem ze nic na to nie poradze. i nawet jak bede 
chcial tego BARDZIEJ niz bardzo to i tak to sie nie zmieni, jezeli ona nie 
bedzie chciala byc ze mna. nic odkrywczego, ale dobrze ze sobie to 
uswiadamiam.

>> nie wiem czy jutro sprobowac nawiazac z nia jakas rozmowe na 'nasz 
>> temat'..
>> strasznie kusi mnie zeby spytac o ten komputer i stopinowe odczepianie
>> wtyczek. chcialbym zeby to podwazyla, anie potwierdzila..
>
> No to powiedz Jej coś w tym stylu: słuchaj jesteśmy ze sobą już 4 lata,
> było fajnie ale od jakiegoś czasu to już nie jest to co kiedyś. Nie
> spędzamy ze sobą już tyle czasu, oddalamy się, mam inne oczekiwania niż Ty
> (żadnych ustępstw, udawania że taki stan Ci się podoba) , bla bla I teraz:
> Jeśli nie chcesz żebyśmy się spotykali to cóż trudno, oboje pójdziemy w
> swoją stronę, o mnie się nie martw, naprawdę, znajdę sobie nową 
> dziewczynę,
> poradzę sobie (nie startujesz z pozycji przegranego, lecz równorzędnego
> partnera). Myślę że jeśli dostosujesz to do Jej osoby, dasz Jej możliwość
> jakiegoś zadeklarowania się, to odrobina zimnej krwi i będziesz wiedział
> czy dziewczyna chce to dalej ciągnąć, czy tylko boi się, że Cię zrani.
> Jednocześnie pokazujesz Jej, że nie godzisz się na obecny stan, nie
> pozwalasz jej dyktować warunków i nie zamierzasz tego biernie znosić. Masz
> jakąś koncepcję swojej przyszłości, nawet bez Niej. Dzięki temu, o ile
> tylko jest uczciwa, powinna dać Ci znać co zamierza.
>

jasne, pewnie powinienem. niestety troche pozno przeczytalem twoj post. 
zreszta.. nie chodzi tu o konkretne slowa, tylko o to by pozwolic jej na 
szczerosc, dac do zrozumienia ze jestem gotowy na ewentualny 'cios' (tzn 
potwierdzam ze zrozumialem co napisales :P). niestety chyba jeszcze nie 
jestem gotowy, jest to dosyc nowa sytuacja (bo przeciez krocej niz tydzien 
jest naprawde zle.., przynajmniej z mojego punktu widzenia, choc zapewne dla 
niej sytuacja ciagnie sie zapewne dluuzej) poczekam jeszcze z tydzien jak 
sie nic nie poprawi.. zreszta jak ma sie poprawic tez bede musial 
porozmawiac, bo chce zeby wkoncu bylo dobrze o ile moze tak byc, stan jaki 
teraz jest naprawde mnie wykancza nerwowo.. :P
7-10 dni to nie duzo w stosunku do 4 lat. mysle ze to dobry pomysl.

> Niezależnie od efektu pamiętaj, że to jest jak ze szkołą. Zaczynasz
> podstawówkę, kończysz ją, później szkoła średnia i znów koniec, początek
> studiów... itd. Za każdym razem kręci się w oku łza, że kończysz jakiś 
> etap
> swojego życia, ale to uczucie znika, gdy uświadamiasz sobie, że stoisz na
> progu nowego rozdziału, bogatszy w wiedzę i doświadczenie. Taka jest
> naturalna kolej rzeczy.

fakt, ale poki co wiem, ze okres liceum byl duzo lepszy i fajniejszy od 
studiow. oczywiscie nie porownuje nauki itp, tylko srodowisko, ludzi, 
znajomych, atmosfere... fakt ze wtedy mi bylo lepiej, latwo analogie 
odnalesc, ze nie wszystko co nowe jest zawsze lepsze..

jutro sie znow widzimy, jakas domowka od moich znajomych, spie u niej... 
mysle ze bedzie milo, mysle ze nic nazbyt nowego ani pocieszajacego sie nie 
pojawi..
mysle ze powstrzymam sie od kontynuowania tego tematu, gdy wieczorem 
bedziemy razem lezec w lozku, zanim ona pojdzie do siebie... gdyz nie chce 
byc z tym upierdliwy.

mam czekac, zobaczyc jak sie sprawa rozwinie.. postaram sie poczekac, bez 
naduszania.
Re: i co tu zrobic..
#45278
Author: Kozik
Date: Thu, 01 Dec 2005 13:56
18 lines
1568 bytes
stab@nvmd.com naskrobal...
> 
> witam
[ciach]

witam również.

Wiesz co tak mi się wydaje, że to wspaniałe uczucie miłości, to tylko 
zauroczenie. Sam mówisz, ze to już nie to samo, że teraz tylko rutyna. 
Ja tak patrze po innych parach, w tym również po moich rodzicach.
Byli razem w szkole średniej w jednej klasie, zaraz po szkole pobrali 
sie i zrobili sobie trójke dzieci. Tak wyszło, że dzieciaki dorosły, a 
ich związek stał sie zwykłą rutyną. 
Teraz czekam na ich rozwód i juz nie wierze w wieczna miłośc. Nie bedę 
Ci tutaj mówił co masz zrobić, ale może moje wypociny naprowadzą Cie 
jakoś i pomogą podjąć decyzje.

pozdro, k.
Re: i co tu zrobic..
#45279
Author: tomek
Date: Thu, 01 Dec 2005 16:17
17 lines
1767 bytes

> Wiesz co tak mi się wydaje, że to wspaniałe uczucie miłości, to tylko
> zauroczenie. Sam mówisz, ze to już nie to samo, że teraz tylko rutyna.
> Ja tak patrze po innych parach, w tym również po moich rodzicach.
> Byli razem w szkole średniej w jednej klasie, zaraz po szkole pobrali
> sie i zrobili sobie trójke dzieci. Tak wyszło, że dzieciaki dorosły, a
> ich związek stał sie zwykłą rutyną.
> Teraz czekam na ich rozwód i juz nie wierze w wieczna miłośc. Nie bedę
> Ci tutaj mówił co masz zrobić, ale może moje wypociny naprowadzą Cie
> jakoś i pomogą podjąć decyzje.
>


dzieki za odpowiedz. z mojej strony to na pewno nie jest zauroczenie. z jej 
tez na pewno nie bylo. poprostu przestaje wierzyc w to ze milosc jest 
wieczna. bullshit
Re: i co tu zrobic..
#45280
Author: Kozik
Date: Thu, 01 Dec 2005 20:42
9 lines
1213 bytes
stab@nvmd.com naskrobal...
 
> dzieki za odpowiedz. z mojej strony to na pewno nie jest zauroczenie. z jej 
> tez na pewno nie bylo. poprostu przestaje wierzyc w to ze milosc jest 
> wieczna. bullshit

czyli nie ma żadnego problemu?:)

k.
Re: i co tu zrobic..
#45262
Author: Hollow Mind
Date: Thu, 01 Dec 2005 23:09
58 lines
4027 bytes
tomek napisał(a):

Musiałem zrobić sobie trochę przerwy, wypić kilka browarów i pospacerować,
bo czułem, że zaczynasz mnie przekonywać do swoich poglądów ;)

> chwilami mysle ze moge byc bez niej, choc wiem ze dalbym duzo by jej uczucie 
> do mnie wrocilo i zakonczylo sie wszystko happy endem. 

Każdy tak kiedyś miał/będzie mieć. Te emocje i myśli są czymś naturalnym i
ludzkim, gdy rozważasz ewentualność rozstania z osobą, z którą łączyło Cię
niegdyś tak wiele. Radosne nadzieje przeplatane ze smutkiem utraty czegoś
pozornie niepowtarzalnego.

> jest to jakis moze 
> malutki sukces, gdyz pare dni temu nawet takiej mysli w najmniejszym stopniu 
> nie dopuszczalem. wiem ze bede bez niej nieszczesliwy dlugi czas.. bardzo 
> dlugi, ale godze sie z faktem ze nic na to nie poradze. i nawet jak bede 
> chcial tego BARDZIEJ niz bardzo to i tak to sie nie zmieni, jezeli ona nie 
> bedzie chciala byc ze mna. nic odkrywczego, ale dobrze ze sobie to 
> uswiadamiam.

Tak, niektórym takie dojrzałe podejście przychodzi dopiero po
miesiącach/latach od rozstania... Nie ma rzeczy, którą mógłbyś zrobić by
utrzymać Ją przy sobie, wbrew Jej uczuciom. Same dobre chęci u jednej
strony to za mało by utrzymać ze sobą dwoje ludzi.

> nie chodzi tu o konkretne slowa, tylko o to by pozwolic jej na 
> szczerosc, dac do zrozumienia ze jestem gotowy na ewentualny 'cios' (...)
> poczekam jeszcze z tydzien jak 
> sie nic nie poprawi..

Jasne daj sobie czas, ochłoń trochę, tylko nie staraj się tego na siłę
przeciągać wierząc, że jakoś może się samo ułoży. Taka szczera, pozbawiona
emocji rozmowa jest moim zdaniem konieczna. Jeśli dziewczyna, chce odejść
to z pewnością boi się zmian i rewolucji, zresztą jednakowo z Tobą.
Podświadomie czuje, że to jednak nie to, stąd jej wątpliwości. Nie wie co
będzie później, w tym nikt Jej nie pomoże.  W jednym możesz Ją jednak
upewnić - że niezależnie  od Jej decyzji zniesiesz to po męsku i ze
zrozumieniem. Jeszcze jedno: nie gódź się z nią na jakieś okresy
przejściowe, typu może jeszcze poczekamy, zobaczymy. Takie odwlekanie
decyzji nie jest niczym dobrym ani zdrowym, oboje jesteście młodzi i bez
problemu ułożycie sobie życie. Wiem, że nikomu nie jest łatwo zakończyć
swój poważny związek, tyle lat razem, tyle zaangażowania, jednak w pewnym
momencie nadchodzi chwila refleksji, "co będzie dalej", "czy ten związek
spełnia moje oczkeiwania" itd.

> mysle ze powstrzymam sie od kontynuowania tego tematu, gdy wieczorem 
> bedziemy razem lezec w lozku, zanim ona pojdzie do siebie... gdyz nie chce 
> byc z tym upierdliwy.

Nie myśl tak dużo i nie bój się rozmawiać o tym co Cię niepokoi w związku.
Rób to tylko w sposób dojrzały, bez płaczu, zbędnych emocji, niech
dziewczyna widzi w Tobie silnego mężczyznę, który mimo uczuć potrafi znieść
każdą jej decyzję z godnością i honorem.


-- 
Pozdr. H.M.
Re: i co tu zrobic..
#45276
Author: Adik
Date: Fri, 02 Dec 2005 12:06
10 lines
1420 bytes
Użytkownik "iwaneczkowski" <iwanowski666999@o2.pl> napisał w wiadomości 
news:dmkej7$a0v$1@atlantis.news.tpi.pl...
>> i posmaruj kupom pod pachami
>
> ponoć fa wypuściło nowy kosmetyk KUPA W SZTYFCIE, na 2006 planuja wypuscic
> kupe w qlce

Jesteś debilem, wiesz?

A. 
Re: i co tu zrobic..
#45277
Author: iwanos
Date: Fri, 02 Dec 2005 14:45
7 lines
1270 bytes
> Jesteś debilem, wiesz?

w tej kwestii się z Tobą nie zgadzam !

ps

myjesz się czasami ?
Re: i co tu zrobic..
#45263
Author: tomek
Date: Fri, 02 Dec 2005 20:01
29 lines
2142 bytes
> Nie myśl tak dużo i nie bój się rozmawiać o tym co Cię niepokoi w związku.
> Rób to tylko w sposób dojrzały, bez płaczu, zbędnych emocji, niech
> dziewczyna widzi w Tobie silnego mężczyznę, który mimo uczuć potrafi 
> znieść
> każdą jej decyzję z godnością i honorem.


bylo wczoraj lepiej. juz nawet pogodzilem sie  z tym ze moze nie wyjsc.
dzis pojawila sie mozliwosc spotkania, niestety nie wyszlo, zlapalem dola, 
dziwny humor
naopowiadalem glupot, potem probujac sie wykrecic  naopowiadalem wiekszych 
glupot
zakrecilem sie

coz, jutro pewnie sie rozstaniemy
mam nadzieje ze jutro z glowa jej wyjasnie moje zachowanie..

wszystko przez to ze poczulem znow szanse :(

nawet jak ja mialem, pewnie ja dzis zmarnowalem.


najgorsze jest to ze nawet na chwile nie chcialem sie zachowac, tak jak to 
dzis zrobilem,

czasem zrobie cos zle i probuje sie z tego wyplatac i.. pograzam sie jeszcze 
bardziej
nienawidze tego uczucia
Re: i co tu zrobic..
#45264
Author: news.tpi.pl
Date: Fri, 02 Dec 2005 22:02
34 lines
2315 bytes
>
> wszystko przez to ze poczulem znow szanse :(
>
> nawet jak ja mialem, pewnie ja dzis zmarnowalem.


mam identyczną sytuacje jak TY
4 lata
raz lepiej raz gorzej
kilka razy miałem kryzys chciałem odejść
waliło sie z każdym tygodniem i dniem
coś pękło
po ostatnim weekendzie rozstaliśmy sie - po raz kolejny tym razem na 99% 
ostatni
ja nie moge sie z tym pogodzić, nie wiem czy to cierpienie czy reakcja na 
zmiane przyzwyczajeń
po niej to spływa
ja ciągle ją kocham, brakuje mi jej
ona nie chce kontynuowac związku, mówi że to już nie to samo itp.
na konkterne pytania odpowiada "nie wiem"
nie dobrze mi już od tego jej nie wiem
cieżko się rozmawia z kobietami na takie tematy

czas pokaże co bedzie dalej

Bóg dał nam życie, wielką szanse,
tylko od nas zależy czy bedziemy szcześliwi

Pz.
Głowa do góry
Jesteś studentem a ja(były student AGH) w Twoim wieku mialem w głowie dobrą 
zabawe, nie przejmuj sie tak, z dorosłym życiem poczekaj na koniec studiów, 
bo studia to najpiękniejsze lata mojego życia i myśle że nie tylko mojego 
:)) 
Re: i co tu zrobic..
#45266
Author: tomek
Date: Sun, 04 Dec 2005 14:20
34 lines
3087 bytes
> Nie myśl tak dużo i nie bój się rozmawiać o tym co Cię niepokoi w związku.
> Rób to tylko w sposób dojrzały, bez płaczu, zbędnych emocji, niech
> dziewczyna widzi w Tobie silnego mężczyznę, który mimo uczuć potrafi 
> znieść
> każdą jej decyzję z godnością i honorem.


ok, porozmawialismy. szczerze i dlugo. wiem co jest powodem, wiem ze nie 
trwa to dlugo.
powiedzialem ze jest mi ciezko i bylo ale jestem gotowy zeby sie rozstac, 
jesli ona chce. bo tak naprawde chce zeby byla szczesliwa. powiedziala ze 
nie wie, ze nie wie czy to chwilowy kryzys, czy na stale sie cos zmienilo, 
powiedziala ze duzo dla niej znacze, ze najgorsze jest to ze to ona musi 
podjac decyzje. nie chciala sie wczoraj ze mna rozstac. albo boi sie 
przyszlosci, albo nie jest pewna.

wymyslilem zebysmy dali sobie miesiac, rowny miesiac do 5 stycznia. oboje 
moze choc chwile odpoczniemy myslami od caleej sytuacji. zdaje sobie sprawe 
ze moge poniesc porazke, ale fajnie ze mam miesiac, znow sie czuje choc w 
malym stopniu bezpieczniej i nawet jesli nic sie nie zmieni, to moge sie 
cieszyc z tego czasu i wykorzystac go tak jak chce, zebym potem nie zalowal.

nie chce robic sobie nadziei, jezeli nic sie nie zmieni na poczatku stycznia 
chce jej pomoc sie rozstac. nie chce tego utrudniac mowiac ze ja kocham i ze 
chce zeby przy mnie zostala. powiedziala wczoraj ze wie ze ma we mnie 
najwieksze wsparcie, ze nikomu tak nie ufa... te slowa wiele dla mnei 
znacza, teraz patrze na to juz nie tak egoistycznie, a chce zeby ewentualne 
rozstanie jak najmniej sie na nas, na niej odbilo. choc tyle moge jeszcze 
dla niej zrobic

sprobuje sie cieszyc przez ten miesiac ze jeszcze ja mam. bedzie dobrze.
teraz gdy nie ogarnia mnie strach ze jutro moze ode mnie odejsc, bede mogl 
byc soba, facetem ktorego kiedys pokochala, jak sie nie uda trudno, nei 
zaluje zadnej chwili ktora z nia spedzilem.
Re: i co tu zrobic..
#45281
Author: A X I D
Date: Sun, 04 Dec 2005 19:36
14 lines
1262 bytes
Użytkownik tomek napisał:

> witam
> 
nie chce mi się tego czytać ale jak nie wiesz co zrobić to zrup kupe na 
klate z wyskoku - a potem zjedz jom dokładnie

-- 
		A6X6I6D
GG:6656915
Skajp AxiD, na tlenie tez
Gdzies pomiędzy innymi na   http://je.pl/3nja
www.apd.fora.pl Forum najlepszej grupy alt.pl.dupa
      alt.pl.dupa          grupa dobra w ryj
Re: i co tu zrobic..
#45267
Author: Hollow Mind
Date: Sun, 04 Dec 2005 23:59
50 lines
3860 bytes
tomek napisał(a):

> powiedziala ze 
> nie wie, ze nie wie czy to chwilowy kryzys, czy na stale sie cos zmienilo, 
> powiedziala ze duzo dla niej znacze, ze najgorsze jest to ze to ona musi 
> podjac decyzje. 

Więc sam podejmij decyzję, po męsku. Doskonale rozumiem, że dziewczyna dużo
dla Ciebie znaczy, ale trwając w związku, który nie daje Ci ani pewności co
do wspólnej przyszłości, ani satysfakcji zamykasz sobie drogę dla poznania
innej dziewczyny, która potrafiłaby docenić to co możesz jej zaoferować.
Która na pytanie czy chce z Tobą być odpowie zdecydowanym 'tak', zamiast
dwuznacznego nie wiem. Nie chciałbyś być w związku, w którym oboje ludzi
chce tego samego? Jak na razie to Ty wychodzisz z inicjatywą wspólnych
spotkań, rozmów, starasz się coś zrobić by było lepiej, tymczasem czy
dziewczyna robi to samo?, tak samo próbuje ratować sytuację jak Ty?
Pewnie, że się boi przyszłości, nie czuje się na siłach by podjąć decyzję,
ale nie tędy droga. Nie jest przekonana co do sensu waszego zwiąku, ale też
ewentualne rozstanie budzi w Niej wątpliwości. Ktoś musi być stanowczy i
przejąć ster, inaczej wasz statek zamiast płynąć do przodu będzie się
kręcił w kółko. Może to robić przez miesiąc i dłużej ale co to za sens i
przyjemność?

>  chce zeby ewentualne 
> rozstanie jak najmniej sie na nas, na niej odbilo. choc tyle moge jeszcze 
> dla niej zrobic

Empatia jest OK, tylko stawiając Jej dobro na pierwszym miejscu nie
zapominaj też o sobie. Tak z tego co piszesz wynika, że jesteś jednak
rozsądnym człowiekiem, trochę za bardzo uczuciowym, ale myślę, że sobie
poradzisz. Nie pozwól Jej za dużo decydować, to Ty się angażujesz, nie Ona,
więc to do Ciebie należy decyzja. Kompromisy i układy są dobre, jeśli dwoje
ludzi tak samo chce być ze sobą, wtedy to ma sens. Nie myśl o sobie jak o
przegranym, który musi się teraz pozbyć godności i szczęścia, by ratować
cokolwiek co mu zostało. Każde z Was dużo zyskało będąc razem -
doświadczenie, wiedzę, szczęście z obcowania z drugą osobą. Teraz czas to
wykorzystać do budowy swojej przyszłości. Ważne by to robić z głową,
stawiać sobie konkretne wymagania odnośnie ralacji z drugą osobą, nie iść
na ustępstwa dla chwilowego komfortu i spokoju. Emocje są złym doradcą, a
tymczasowe rozwiązania są dobre na moment, nie jako sposób na życie.

> jak sie nie uda trudno, nei 
> zaluje zadnej chwili ktora z nia spedzilem.

Dobrze, jak nie ta to inna. Choć na razie tylko ona stanowi obiekt Twoich
uczuć to prędzej czy później się to zmieni, aż sam się zdziwisz jak mogłeś
się męczyć z obecną, kiedy dookoła jest tyle fajnych dziewczyn.

-- 
Pozdr. H.M.
Re: i co tu zrobic..
#45265
Author: Hollow Mind
Date: Sun, 04 Dec 2005 23:59
11 lines
1295 bytes
news.tpi.pl napisał(a):


> Bóg dał nam życie, wielką szanse,
> tylko od nas zależy czy bedziemy szcześliwi

Dokładnie i to my sami decydujemy jak potoczą się nasze losy.


-- 
Pozdr. H.M.
Re: i co tu zrobic..
#45268
Author: tomek
Date: Mon, 05 Dec 2005 12:35
43 lines
3182 bytes
> Więc sam podejmij decyzję, po męsku. Doskonale rozumiem, że dziewczyna 
> dużo
> dla Ciebie znaczy, ale trwając w związku, który nie daje Ci ani pewności 
> co
> do wspólnej przyszłości, ani satysfakcji zamykasz sobie drogę dla poznania
> innej dziewczyny,

zaczalem odpisywac, wlasciwie juz konczylem i jak na zlosc mi prad wylaczyli 
:| (widocznie niezle bzdury musialem pisac)

ogolem sie z Toba zgadzam, ale.. Zeby od niej odejsc musze miec pewnosc ze 
jej uczucie do mnie wygaslo. Nie, ze 'zaslablo' i sam pozwolilem mu zgasnac, 
tylko ze 'wygaslo' mimo iz sie staralem. O to chodzi wg mnie w milosci, 
starac sie byc z druga polowka, by nie poddawac sie przy pierwszej ciezszej 
chwili...

Przeciez jezeli wziąć zbyt doslownie twoje slowa wynikaloby z tego ze 
zawsze, kazdego dnia, mozna rozstac sie z ukochana partnerka, nawet bez 
powodu, bo w niedlugim (dlugim, niedlugim - na jedno) czasie znajdzie sie 
kogos nowego... a gdzie tu miejsce na ta perfekcyjna 'jedyna i 
niepowtarzalna milosc'? gdzie tu miejsce na 'przeznaczenie' ? <- to tylko 
puste slowa, wytwor poetow i hollywood ?

Co do poznania innej dziewczyny, nawet jezeli tak ma sie stac, sadze ze 
miesiac nie duzo tu zmieni :), moge poczekac i jeszcze swoje starania, i 
energie kierowac do tej jednej.

Dalem sobie "deadline", 1 miesiac, nie bede sztucznie przedluzal, nie bede 
robil sobie nadziei, ze warto jeszcze poczekac. chce przezyc ten miesiac by 
nie zadreczac sie potem ze jej nie walczylem, nie docenialem. Bo nie 
docenialem, poki ona przy mnie byla i zapewniala mnie o swojej milosci. 
Jezeli to ma sie skonczyc, chce by koniec byl optymistyczny, by do konca 
serce szybciej mi bilo na mysl spotkania, by juz nie zmarnowac ani sekundy 
na nude.

Jezeli po tym sie rozejdziemy, odejde bardziej szczesliwy, niz jakbym mial 
odejsc od niej wczoraj, czy dzis.


pozdrawiam,
Tomek

p.s. dzieki za cierpliwosc i za pomoc
Re: i co tu zrobic..
#45269
Author: Hollow Mind
Date: Tue, 06 Dec 2005 00:57
40 lines
3412 bytes
tomek napisał(a):


> Przeciez jezeli wziąć zbyt doslownie twoje slowa wynikaloby z tego ze 
> zawsze, kazdego dnia, mozna rozstac sie z ukochana partnerka, nawet bez 
> powodu, bo w niedlugim (dlugim, niedlugim - na jedno) czasie znajdzie sie 
> kogos nowego... a gdzie tu miejsce na ta perfekcyjna 'jedyna i 
> niepowtarzalna milosc'? gdzie tu miejsce na 'przeznaczenie' ? <- to tylko 
> puste slowa, wytwor poetow i hollywood ?

Zmartwię Cię - niestety tak. My jako ludzie nie jesteśmy doskonali, dlatego
to co tworzymy także nie jest dokonałe. Zrozumienie tego jest sposobem na
uniknięcie przykrych rozczarowań. Jest co prawda dążenie do perfekcji,
jednak zawsze są powielane słabości twórców. Dotyczy to zarówno techniki,
jak również relacji społecznych. Dlatego filmy i telenowele cieszą się taką
popularnością, bo są swego rodzaju fikcją, idealnym obrazem pozwalającym
oderwać się od szarej rzeczywistości.

Nie jest to przejaw mojego wrodzonego pesymizmu, to raczej wniosek, płynący
z lat obserwacji i doświadczeń. Sądzę, że większość ludzi powie tak samo. 
Należy unikać stwierdzeń takich jak "idealna miłość", bo nic takiego nie
istnieje, myślenie w ten sposób uniemożliwia tylko racjonalne podejście do
problemu, gdy się pojawia i jego rozwiązanie. Zamiast sensownego wyjścia
pojawia się szok - jak w idealnej miłości może się coś popsuć.
Druga sprawa - podobnie jak miłość, także dziewczyna nie może być
doskonała, rządzą nią te same, niekiedy sprzeczne emocje, co każdego
człowieka, uczucie może się pojawiać jak również łatwo zniknąć, tak to już
jest.

W związku jest tak samo jak z budowaniem domu - najpierw musi być zgoda co
do zamierzonych celów, wspólne działanie, wspieranie się, czerpanie ze
swojej wiedzy i doświadczenia i ciągła uwaga, by w porę wychwycić kryzys,
gdy pewne elementy są zbyt nadwyrężone. Jeśli dwoje "budowniczych" na
chwilę zapomni o takiej głupiej ziemskiej grawitacji to ich niebiańska
konstrukcja budowana latami zawali się w jednym momencie. Później nie
zawsze jest chęć do rozpoczynania budowy od nowa w tym samym miejscu i tym
samym składzie osobowym ;)

-- 
Pozdr. H.M.
Re: i co tu zrobic..
#45270
Author: tomek
Date: Tue, 06 Dec 2005 22:53
51 lines
3783 bytes
> Dalem sobie "deadline", 1 miesiac, nie bede sztucznie przedluzal, nie bede
> robil sobie nadziei, ze warto jeszcze poczekac. chce przezyc ten miesiac 
> by nie zadreczac sie potem ze jej nie walczylem, nie docenialem. Bo nie 
> docenialem, poki ona przy mnie byla i zapewniala mnie o swojej milosci. 
> Jezeli to ma sie skonczyc, chce by koniec byl optymistyczny, by do konca 
> serce szybciej mi bilo na mysl spotkania, by juz nie zmarnowac ani sekundy 
> na nude.
>


to chyba nie ma sensu. staje sie dla mnie coraz bardziej obca, coraz mniej 
zrozumiala. nie, zle pisze, to ja dla niej sie taki staje.

liczylem na to ze po rozstaniu bedzie dla mnie jakimstam przyjacielem, ze 
chociaz przez ten miesiac bedzie, przeciez to ona mnie najlepiej zna, tak 
naprawde jedyna osoba ktora mnie rozumie. liczylem na to ze pozostane dla 
niej kims, ze choc na jakis czas bedziemy jeszce mieli kontakt.

czasem czuje ze jest za ciezko, wtedy chce z nia porozmawiac, choc chwile i 
o niczym. chce poczuc ze mimo iz trace jej milosc, nie trace jej calkowicie. 
a przynajmniej nie tak nagle.

czasem, naprawde nieczesto, dopada mnie to uczucie z ktorym nie moge sobie 
poradzic. marazm, przygnebienie. silniejsze ode mnie.
nie wiem co wtedy robic. jak uda mi sie ja na gadu-gadu dorwac, w takich 
momentach zawsze nieprzyjemnie konczy sie rozmowa, choc wiem ze potrzebuje 
wtedy odrobine uczucia ze jej na mnie jakos zalezy, ze sie o mnie martwi, a 
konczy sie to zawsze inaczej, zawsze zle.

rozmawiam z kims innym, zale sie, ktos mi wspolczuje, ok troche lepiej. 
wygadalem sie. ale to nie jest to.
nie potrafie zadusic w sobie czasem tego zalu.

wiem ze najbardziej chcialbym jej to powiedziec, chcialbym zeby mnie 
zrozumiala i w jakis sposob pocieszyla. ale tego nie robie. bo sobie 
obiecalem, ze nie bede ja dreczyl moimi dolami. bo wiem, ze ona wcale mnie 
nie pocieszy, ze tylko ja tym zmartwie, ze ona zacznie obwiniac siebie. 
chcialbym zeby widziala ze sobie radze, chcialbym sobie radzic. ale sa 
chwile, kiedy jest naprawde ciezko.


ten smutek minie i potem znow bede uwazal ze sobie dobrze radze, ze godze 
sie z ta sytuacja. boje sie tylko, zeby kiedys w tym przygnebieniu nie 
pozostac.


choc ten post brzmi jakbym byl zupelnie zagubiony, tak nie jest. jestem 
troche zly, bo nastawialem sie ze ten miesiac to bedzie miesiac ostatniej 
proby. albo mam za slaba psyche zebym sam probowal, albo tak jak pisal 
Hollow Mind, do tego trzeba checi obu stron.
Re: i co tu zrobic..
#45271
Author: Hollow Mind
Date: Thu, 08 Dec 2005 15:36
48 lines
3779 bytes
tomek napisał(a):

> liczylem na to ze po rozstaniu bedzie dla mnie jakimstam przyjacielem, ze 
> chociaz przez ten miesiac bedzie, przeciez to ona mnie najlepiej zna, tak 
> naprawde jedyna osoba ktora mnie rozumie. liczylem na to ze pozostane dla 
> niej kims, ze choc na jakis czas bedziemy jeszce mieli kontakt.

Pali za sobą mosty, zrywa kontakt, no nieźle musiałeś namieszać....Powiem
tyle, że to dla Ciebie lepiej. Kazałeś Jej decydować o rozstaniu i tak Ona
korzysta z tego prawa. Dobrze, że nie masz z Nią kontaktu, im mniej Ją
widzisz/słyszysz/czytasz, tym mniej będziesz o Niej myślał. Im mniej
będziesz myślał tym szybciej znajdziesz nową dziewczynę. Bez sensu tracić
życie na zamartwianiu się czymś czego nie można zmienić.

> czasem czuje ze jest za ciezko, wtedy chce z nia porozmawiac, choc chwile i 
> o niczym. chce poczuc ze mimo iz trace jej milosc, nie trace jej calkowicie. 
> a przynajmniej nie tak nagle.

Weź się w garść. Każdy facet kiedyś przez to musiał przejść, nie Ciebie
jedynego rzuciła dziewczyna. To co czujesz jest normalne i zrozumiałe.
Byłoby dziwne gdybyś potrafił wyłączyć swoje uczucia w jednej chwili. To
trochę wyższa szkoła jazdy. Wszystko przyjdzie z czasem, na razie zajmij
się czymś co lubisz, nie staraj się na siłę szukać z Nią kontaktu (w żadnej
formie). Najlepiej wywal Jej nr. telefonu, email itd. Jeśli będzie chciała
się z Tobą kontaktować to znajdzie sposób i to zrobi. Na chwilę obecną
przyjmij, że nic rozmowami i staraniami nie zmienisz. Nie działasz teraz
rozsądnie, tylko robisz to pod wpływem emocji. Poczekaj kilka
tygodni/miesięcy, a sam zobaczysz, że nie będzisz za Nią tak tęsknił jak
teraz.


> jak uda mi sie ja na gadu-gadu dorwac, w takich 
> momentach zawsze nieprzyjemnie konczy sie rozmowa, 

Sam widzisz. Nie rób czegoś co nie ma sensu. Jeśli każda rozmowa się tak
kończy to tym bardziej powinieneś przestać Ją do tego namawiać. Bo niby co
chcesz nimi zmienić. Skoro Ona tego nie chce to możesz Ją najwyżej
rozdrażnić. Mieszkacie w dwóch różnych miastach, to świetnie się składa, bo
nie będziesz Jej widywał codziennie, gdy tylko zerwiesz kontakt, Jej obraz
w Twojej głowie zacznie tracić kontrast, barwy i myśl o Niej przestanie
wywoływać w Tobie jakiekolwiek emocje. To jedyna droga. Nie wracaj na razie
myślami do tego jak było, nie odwiedzaj miejsc gdzie bywaliście, tak będzie
łatwiej. Taktyka spalonych mostów jest zawsze niezawodna w takich
sytuacjach.


-- 
Pozdr. H.M.
Re: i co tu zrobic..
#45272
Author: tomek
Date: Sat, 10 Dec 2005 22:06
42 lines
3475 bytes
> Pali za sobą mosty, zrywa kontakt, no nieźle musiałeś namieszać....Powiem
> tyle, że to dla Ciebie lepiej. Kazałeś Jej decydować o rozstaniu i tak Ona
> korzysta z tego prawa. Dobrze, że nie masz z Nią kontaktu, im mniej Ją
> widzisz/słyszysz/czytasz, tym mniej będziesz o Niej myślał. Im mniej
> będziesz myślał tym szybciej znajdziesz nową dziewczynę. Bez sensu tracić
> życie na zamartwianiu się czymś czego nie można zmienić.
>

zle mnie zrozumiales, zreszta, mialem dola piszac tamta wypowiedz.

no i stalo sie. probowalem, wczoraj bylismy na randce, calkiem ciekwej, w 
teatrze, potem na kolacji przy swiecach, bylo milo, ale to nie bylo juz 
chyba to. dzis tez sie widzielismy, gdy poczulem ze juz unika nawet 
pocalowania mnie, pomyslalem ze cos tu nie gra skoro mielismy sobie dac ten 
miesiac czasu, a ona juz sie wycofuje ?

no i gdy pojechala do domu, rozmawiajac na gadu-gadu (kurde jak ja tego nie 
chcialem, by taka rozmowa wyszla na gg :( ) dowiedzialem sie ze mysli ze to 
juz jednak jest kwestia czasu.
czyli tak jak pisalem w ktoryms wczesniejszym poscie, przegralismy? nie chce 
trwac w martwym zwiazku, wiec pewnie musimy go skonczyc. nie chce czekac do 
przyszlego tygodnia, gdy wiem ze mam czekac na rozstanie.

pojade do niej jutro, chcialbym zeby to bylo mile i cieple spotkanie. choc 
bedzie trawlo krocej niz 2 godziny. chcialbym zeby mimo wszystko bylo milo. 
chcialbym jej powiedziec ile dobra wniosla w moje zycie. chce podziekowac, 
jezeli nic mi nie pozostalo to rozstac sie i od jutra sobie z tym radzic.

szkoda ze nie zawsze zachowalem nerwy, szkoda ze pare razy sie rozkleilem. 
ze ona mysli ze sobie nie radze i ze jestem klebkiem nerwow. mysle, iz jak 
sie rozstaniemy i minie troche czasu, tydzien, dwa, mina najwieksze emocje, 
napisze do niej list. dlugi i szczery. taki.. pozegnalny.


pewnie jutro po rozstaniu poczuje ogromna pustke, ktora mnie przytloczy. ale 
zeby sobie z tym poradzic to tez bedzie kwestia czasu, przynajmniej mam taka 
nadzieje.


pozdrawiam i dziekuje za dotychczasowe rady,
Tomek
Thread Navigation

This is a paginated view of messages in the thread with full content displayed inline.

Messages are displayed in chronological order, with the original post highlighted in green.

Use pagination controls to navigate through all messages in large threads.

Back to All Threads