🚀 go-pugleaf

RetroBBS NetNews Server

Inspired by RockSolid Light RIP Retro Guy

Thread View: alt.pl.psychologia.milosc
68 messages
68 total messages Page 1 of 2 Started by astrx Sun, 07 Jun 2009 14:01
Page 1 of 2 • 68 total messages
Co to może być?
#174891
Author: astrx
Date: Sun, 07 Jun 2009 14:01
28 lines
2392 bytes
Witam wszystkich. Wypowiedzcie sie Wy, bo ja już sam nie wiem...
Kilka miesięcy temu rozstałem się z kobietą, a raczej to ona stwierdziła, że 
to koniec. Akurat wróciłem z zagranicy wtedy. Wracając już wiedziałem że coś 
jest nie tak, że pojawił się inny facet. Gdy po powrocie zapytałem ja wprost 
o co chodzi, mówiła że nie zdradziła mnie. Jednak kilka dni później kazała 
mi się wyprowadzić... Byliśmy razem 2,5 roku.

Od tego czasu minęło kilka miesięcy. Ona w tym czasie przeszła załamanie 
nerwowe. Ja nadal utrzymuję kontakt. Zależy mi na niej i nadal walcze o nią.
I tu właśnie trochę się pogubiłem, bo kiedy rozmawiamy (a rozmawia nam się 
chyba lepiej niż kiedykolwiek wcześniej), ona mówi że nie jest gotowa na 
żaden zwiazek, że nic nie czuje, że to w czym teraz jest to luźny związek 
"bez zobowiązań" z kimś "kto nie jest wart poważnego traktowania" - to jej 
słowa. Ogólnie twierdzi że problem tkwi w niej samej, i jak się z tym upora 
to będę jedyną osobą, z którą będzie chciała jakiegokolwiek związku.

Próbuję zrozumieć jej motywację, jakoś wejść w jej tok rozumowania, ale 
niestety nie udaje mi się. Próbuję też dotrzeć do niej, by sama mi 
powiedziała o co tu chodzi. Ale mogę się do niej zbliżyć tylko do pewnego 
momentu, potem napotykam opór.
Znam ją, i czasem nie mogę oprzeć się wrażeniu, że to nie do końca jej 
wybór, i że to jakieś cholerne "okoliczności zewnętrzne".

Co o tym myślicie?


----
astrx 
Re: Co to może być?
#174892
Author: fata
Date: Sun, 07 Jun 2009 18:35
12 lines
1397 bytes
> Co o tym myślicie?

Trzeba odwagi i empatii, by powiedzieć komuś, że może liczyć tylko na 
przyjaźń. Ona nie umie/nie chce powiedzieć o swoim wyborze.
Egoistycznie trzyma Cię w pobliżu, zostawiając sobie wygodną furtkę.
Trudno jest Ci uświadomić sobie ten fakt, dlatego szukasz "cholernych 
okoliczności zewnętrznych".
Naprawdę chciałbyś być z osobą tak chwiejną i niepewną swoich wyborów? 
Radzić sobie z kimś, kto nie radzi sobie ze sobą?

fata
Re: Co to może być?
#174893
Author: astrx
Date: Mon, 08 Jun 2009 07:09
11 lines
1452 bytes
Użytkownik "fata" <fat@autograf.pl> napisał:

> Naprawdę chciałbyś być z osobą tak chwiejną i niepewną swoich wyborów? 
> Radzić sobie z kimś, kto nie radzi sobie ze sobą?

Ta chwiejność i niepewność swoich wyborów, pojawiła się niedawno. Kiedy 
byliśmy razem ona wiedziała czego chce.
Być może to faktycznie racjonalizacja z mojej strony, jednak widzę w jej 
zachowaniu ogromne poczucie winy. Z tego co mówi, jak mówi, wynika że ona 
sama "spisała się na straty". Dlaczego? 
Re: Co to może być?
#174894
Author: astrx
Date: Mon, 08 Jun 2009 09:02
10 lines
1326 bytes
A swoją drogą - był taki czas (po rozstaniu oczywiście), kiedy zaczęła się 
do mnie zbliżać. Jak tylko to u siebie zauważyła, powiedziała mi że się tego 
boi, i znów ograniczyła kontakty. To wyglądało dla mnie jakby to nie ona, a 
ktoś/coś decydował o tym, że nie jesteśmy razem. Dlatego pisałem o 
"okolicznościach zewnętrznych"...

Pozdrawiam,

----
astrx 
Re: Co to mo�������
#174895
Author: xelf
Date: Mon, 08 Jun 2009 19:47
14 lines
1424 bytes
W dniu 2009-06-07 16:01, astrx pisze:

> Co o tym myślicie?


No ja nie mam pojęcia, czy masz problem czy go nie masz. Całkiem 
możliwe, że sam nie wiesz czy to jest problem czy nie. Skoro tak, nikt 
nie może być pewny czy to już problem czy jeszcze nie.

Ja to bym się napił. Tak na wszelki wypadek. Bo być może okaże się, że 
jednak masz problem.

Reasumując - trzeba uczyć się mówić i słuchać teraz, skoro olewało się 
to do tej pory. Albo nie uczyć się i pić, i dać se spokój.
Re: Co to może być?
#174896
Author: astrx
Date: Tue, 09 Jun 2009 07:07
14 lines
1368 bytes
Użytkownik "xelf" <xelf@xelf.com> napisał:

> Reasumując - trzeba uczyć się mówić i słuchać teraz, skoro olewało się to 
> do tej pory.
Nie "olewało się" - nigdy. Zawsze słuchałem uważnie i rozmawiałem. Dlatego 
nie wiem skąd ta zmiana u niej. Nie zdradziłem, nie olewałem, i nigdy nie 
podniosłem na nią ręki.

> Albo nie uczyć się i pić, i dać se spokój.
Picie nie jest rozwiązaniem, to zaledwie ucieczka...


-- 
astrx
Re: Co to może być?
#174897
Author: Arx
Date: Tue, 23 Jun 2009 21:03
38 lines
3274 bytes
No tak az trudno uwierzyc w te same schematy zachowan kobiet po zdradzie :D
Po pierwsze - zdradzila cie.
Po drugie - sex byl lepszy skoro nie wraca.
Po trzecie - jezeli nie sex to lepsza kasa.
Po czwarte - jezeli nie 2 ani 3 to ten gosc jest ladniejszy i ciekawszy - oczywiscie wg niej.
Zapamietaj - baby chca zwiazku. Chca rzadzic w nim i miec przewage.
Facet nie moze na to pozwolic w zadnym wypadku.
Moja rada - opieprz ja z gory na dol ze z toba pogrywa i nie szanuje.
Odzywanie do niej nie ma sensu chocbys nie wiem jak sobie to tlumaczyl.
Wiesz co to jest przyjazn z kobieta? Kiedy ona jest twoja kochanka.
Jezeli nie spisz z nia to zapomnij o tym cyrku i bierz sie za lepsze panny
ktore sie gdzies tam marnuja.

Arx

"astrx" <asterix321@poczta.onet.pl> wrote in message news:h0gh7d$lml$1@news.onet.pl...
> Witam wszystkich. Wypowiedzcie sie Wy, bo ja już sam nie wiem...
> Kilka miesięcy temu rozstałem się z kobiet±, a raczej to ona stwierdziła, że to koniec. Akurat wróciłem z zagranicy wtedy. 
> Wracaj±c już wiedziałem że co¶ jest nie tak, że pojawił się inny facet. Gdy po powrocie zapytałem ja wprost o co chodzi, mówiła że 
> nie zdradziła mnie. Jednak kilka dni póĽniej kazała mi się wyprowadzić... Byli¶my razem 2,5 roku.
>
> Od tego czasu minęło kilka miesięcy. Ona w tym czasie przeszła załamanie nerwowe. Ja nadal utrzymuję kontakt. Zależy mi na niej i 
> nadal walcze o ni±.
> I tu wła¶nie trochę się pogubiłem, bo kiedy rozmawiamy (a rozmawia nam się chyba lepiej niż kiedykolwiek wcze¶niej), ona mówi że 
> nie jest gotowa na żaden zwiazek, że nic nie czuje, że to w czym teraz jest to luĽny zwi±zek "bez zobowi±zań" z kim¶ "kto nie jest 
> wart poważnego traktowania" - to jej słowa. Ogólnie twierdzi że problem tkwi w niej samej, i jak się z tym upora to będę jedyn± 
> osob±, z któr± będzie chciała jakiegokolwiek zwi±zku.
>
> Próbuję zrozumieć jej motywację, jako¶ wej¶ć w jej tok rozumowania, ale niestety nie udaje mi się. Próbuję też dotrzeć do niej, by 
> sama mi powiedziała o co tu chodzi. Ale mogę się do niej zbliżyć tylko do pewnego momentu, potem napotykam opór.
> Znam j±, i czasem nie mogę oprzeć się wrażeniu, że to nie do końca jej wybór, i że to jakie¶ cholerne "okoliczno¶ci zewnętrzne".
>
> Co o tym my¶licie?
>
>
> ----
> astrx
> 
Re: Co to może być?
#174898
Author: astrx
Date: Wed, 24 Jun 2009 07:35
27 lines
2131 bytes
Użytkownik "Arx" <arx@poczta.pl> napisał:

> No tak az trudno uwierzyc w te same schematy zachowan kobiet po zdradzie 
> :D
> Po pierwsze - zdradzila cie.
> Po drugie - sex byl lepszy skoro nie wraca.
> Po trzecie - jezeli nie sex to lepsza kasa.
> Po czwarte - jezeli nie 2 ani 3 to ten gosc jest ladniejszy i ciekawszy - 
> oczywiscie wg niej.
> Zapamietaj - baby chca zwiazku. Chca rzadzic w nim i miec przewage.
> Facet nie moze na to pozwolic w zadnym wypadku.
> Moja rada - opieprz ja z gory na dol ze z toba pogrywa i nie szanuje.
> Odzywanie do niej nie ma sensu chocbys nie wiem jak sobie to tlumaczyl.
> Wiesz co to jest przyjazn z kobieta? Kiedy ona jest twoja kochanka.
> Jezeli nie spisz z nia to zapomnij o tym cyrku i bierz sie za lepsze panny
> ktore sie gdzies tam marnuja.
>

Bardzo konkretnie to napisałeś :) Niestety, to nie jest takie proste jak w 
punktach. Ale nieważne...
Nie odzywam się do Niej już od jakiegoś czasu. Dalej nie wiem o co chodzi, 
ale nie mam już ani siły ani ochoty się domyślać...
Moje wnioski do tej pory: żadnych związków, żadnych przyjaźni.

----
astrx 
Re: Co to może być?
#174899
Author: aszher
Date: Thu, 02 Jul 2009 07:11
67 lines
4661 bytes
On 7 Cze, 16:01, "astrx" <asterix...@poczta.onet.pl> wrote:
> Witam wszystkich. Wypowiedzcie sie Wy, bo ja już sam nie wiem...
> Kilka miesięcy temu rozstałem się z kobietą, a raczej to ona stwierdziła, że
> to koniec. Akurat wróciłem z zagranicy wtedy. Wracając już wiedziałem że coś
> jest nie tak, że pojawił się inny facet. Gdy po powrocie zapytałem ja wprost
> o co chodzi, mówiła że nie zdradziła mnie. Jednak kilka dni później kazała
> mi się wyprowadzić... Byliśmy razem 2,5 roku.
>
> Od tego czasu minęło kilka miesięcy. Ona w tym czasie przeszła załamanie
> nerwowe. Ja nadal utrzymuję kontakt. Zależy mi na niej i nadal walcze o nią.
> I tu właśnie trochę się pogubiłem, bo kiedy rozmawiamy (a rozmawia nam się
> chyba lepiej niż kiedykolwiek wcześniej), ona mówi że nie jest gotowa na
> żaden zwiazek, że nic nie czuje, że to w czym teraz jest to luźny związek
> "bez zobowiązań" z kimś "kto nie jest wart poważnego traktowania" - to jej
> słowa. Ogólnie twierdzi że problem tkwi w niej samej, i jak się z tym upora
> to będę jedyną osobą, z którą będzie chciała jakiegokolwiek związku.
>
> Próbuję zrozumieć jej motywację, jakoś wejść w jej tok rozumowania, ale
> niestety nie udaje mi się. Próbuję też dotrzeć do niej, by sama mi
> powiedziała o co tu chodzi. Ale mogę się do niej zbliżyć tylko do pewnego
> momentu, potem napotykam opór.
> Znam ją, i czasem nie mogę oprzeć się wrażeniu, że to nie do końca jej
> wybór, i że to jakieś cholerne "okoliczności zewnętrzne".
>
> Co o tym myślicie?
>
> ----
> astrx











 bo kiedy rozmawiamy (a rozmawia nam się
> chyba lepiej niż kiedykolwiek wcześniej),
To może oznaczać, że po prostu z jej strony już nie istnieje żadne
uczucie a ściślej mówiąc czuje ona do ciebie obojętność.
Kiedy kochamy,,, reagujemy emocjonalnie na sprawy ,które nas
dotyczą,,, kiedy nienawidzimy również reagujemy emocjonalnie-swoją
drogą ponoć przy uczuciach miłości i nienawiści w mózgu kolebie się ta
sama substancja chemiczna tylko my ją po swojemu klasyfikujemy jako
"uczucie miłości" bądź "uczucie nienawiści".
Wracając do tematu skoro rozmawia wam się lepiej niż kiedykolwiek to
znaczy,,, obojętność = zero emocji ,zero chemii ,zero czegokolwiek.
Druga sprawa jest taka,,, my kobiety nie trawimy narzucania się nam i
tu ktoś mądry kiedyś to zaobserwował i wydedukował następujące słowa:
"Kobieta jest jak twój cień. Biegniesz za nią ona ucieka, uciekasz od
niej, biegnie za tobą"
"To kobieta wybiera mężczyznę, który ją wybierze" tak więc wniosek z
tych słów i autopsji  taki, że im bardziej będziesz się jej narzucał
tym gorzej dla ciebie. Jeśli ona kiedykolwiek cię zapragnie na nowo,,,
będziesz o tym wiedział,,, bo będzie cię zdobywać a ty nie wpadaj jej
od razu w ramiona - graj nie zainteresowanego nią. Uwierz mi,,, nic
tak kobiety nie podnieca jak myśl o zdobywaniu tego co "niezdobywalne"
a  z im większym trudem(coś,ktoś) przychodzi, tym bardziej
wartościowsze i doceniane,,, jak ze wszystkim.
Dam ci dobrą radę nie bądź dla niej taki miodzie, takiego traktowania
potrzebujemy gdy cierpimy na PMS na co dzień taka postawa nas nudzi i
odstręcza,,, wolimy bardziej pepperoni.
pozdrawiam
-aszheri-
Re: Co to może być?
#174900
Author: astrx
Date: Thu, 02 Jul 2009 10:09
43 lines
2787 bytes
Użytkownik "aszher" <aszher@wp.pl> napisał:



>obojętność = zero emocji ,zero chemii ,zero czegokolwiek.

Właśnie tu między innymi tkwi problem - emocje są i to duże...
Ona je tłumi, ale czasem to wychodzi na zewnątrz.


> my kobiety nie trawimy narzucania się nam i
> tu ktoś mądry kiedyś to zaobserwował i wydedukował następujące słowa:
> "Kobieta jest jak twój cień. Biegniesz za nią ona ucieka, uciekasz od
> niej, biegnie za tobą"
> "To kobieta wybiera mężczyznę, który ją wybierze" tak więc wniosek z
> tych słów i autopsji  taki, że im bardziej będziesz się jej narzucał
> tym gorzej dla ciebie. Jeśli ona kiedykolwiek cię zapragnie na nowo,,,
> będziesz o tym wiedział,,, bo będzie cię zdobywać a ty nie wpadaj jej
> od razu w ramiona - graj nie zainteresowanego nią. Uwierz mi,,, nic
> tak kobiety nie podnieca jak myśl o zdobywaniu tego co "niezdobywalne"
> a  z im większym trudem(coś,ktoś) przychodzi, tym bardziej
> wartościowsze i doceniane,,, jak ze wszystkim.

Zgadzam się całkowicie - coś w tym jest. Ostatnio całkiem przestałem się do 
niej odzywać, i nie musiałem długo czekać - ona sama zadzwoniła.
Szkoda tylko, że łatwo być niedostępnym, gdy nam nie zależy, gdy jednak 
bardzo zależy, to jest to z kolei bardzo trudne. No, ale przecież nikt nie 
mówił że będzie łatwo :-)


> Dam ci dobrą radę nie bądź dla niej taki miodzie, takiego traktowania
> potrzebujemy gdy cierpimy na PMS na co dzień taka postawa nas nudzi i
> odstręcza,,, wolimy bardziej pepperoni.

Być może na tym polegał mój błąd, bo podobno nawet kota można "zagłaskać" na 
śmierć.

Dzięki wielkie za te rady. Są bardzo pomocne. I pomyśleć, że takie niby 
oczywiste to wszystko się teraz wydaje... Dzięki za "uświadomienie" :)

Pozdrawiam,
astrx 
Re: Co to może być?
#174901
Author: aszher
Date: Thu, 02 Jul 2009 11:29
71 lines
4547 bytes
On 2 Lip, 12:09, "astrx" <asterix...@poczta.onet.pl> wrote:
> Użytkownik "aszher" <asz...@wp.pl> napisał:
>
> >obojętność = zero emocji ,zero chemii ,zero czegokolwiek.
>
> Właśnie tu między innymi tkwi problem - emocje są i to duże...
> Ona je tłumi, ale czasem to wychodzi na zewnątrz.
>
> > my kobiety nie trawimy narzucania się nam i
> > tu ktoś mądry kiedyś to zaobserwował i wydedukował następujące słowa:
> > "Kobieta jest jak twój cień. Biegniesz za nią ona ucieka, uciekasz od
> > niej, biegnie za tobą"
> > "To kobieta wybiera mężczyznę, który ją wybierze" tak więc wniosek z
> > tych słów i autopsji  taki, że im bardziej będziesz się jej narzucał
> > tym gorzej dla ciebie. Jeśli ona kiedykolwiek cię zapragnie na nowo,,,
> > będziesz o tym wiedział,,, bo będzie cię zdobywać a ty nie wpadaj jej
> > od razu w ramiona - graj nie zainteresowanego nią. Uwierz mi,,, nic
> > tak kobiety nie podnieca jak myśl o zdobywaniu tego co "niezdobywalne"
> > a  z im większym trudem(coś,ktoś) przychodzi, tym bardziej
> > wartościowsze i doceniane,,, jak ze wszystkim.
>
> Zgadzam się całkowicie - coś w tym jest. Ostatnio całkiem przestałem się do
> niej odzywać, i nie musiałem długo czekać - ona sama zadzwoniła.
> Szkoda tylko, że łatwo być niedostępnym, gdy nam nie zależy, gdy jednak
> bardzo zależy, to jest to z kolei bardzo trudne. No, ale przecież nikt nie
> mówił że będzie łatwo :-)
>
> > Dam ci dobrą radę nie bądź dla niej taki miodzie, takiego traktowania
> > potrzebujemy gdy cierpimy na PMS na co dzień taka postawa nas nudzi i
> > odstręcza,,, wolimy bardziej pepperoni.
>
> Być może na tym polegał mój błąd, bo podobno nawet kota można "zagłaskać" na
> śmierć.
>
> Dzięki wielkie za te rady. Są bardzo pomocne. I pomyśleć, że takie niby
> oczywiste to wszystko się teraz wydaje... Dzięki za "uświadomienie" :)
>
> Pozdrawiam,
> astrx











to proste,,, pisze jako postronna "czytaczka" twojego problemu, gdy
sprawa nas nie dotyczy
o wiele lepiej umiemy myśleć racjonalnie a i efektywniej,poza tym
jestem kobietą :)
Powiem ci jeszcze, że choć czasem nam  się wydaje, iż pragniemy żeby
facet miał coś z kobiety(to chyba te durne hormony nami manipulują)
to w istocie lubimy nie wylewnych, tajemniczych, pewnych siebie przede
wszystkim( na marginesie brak pewności siebie to ostatnia rzecz o,
której twoja partnerka powinna się  nawet domyślać, to dla nas taka
"erotyczna kastracja") Gdyby było inaczej to znaczy gdybyśmy lubiły
gadatliwych, wycacanych lubiących szoping facetów to byśmy szukały
partnerów pośród kobiet albo gejów. Kobiety nawet te ,które mi
zaprzeczą lubią być jak kotki,,, łasić się i "kreślić ósemki wokół
nóg" a jak taką chciałbyś przytrzymać i pogłasiać dłużej niż ona sama
tego chce,,, to cię podrapie i tyle. Udaj, że ci na niej nie zależy
(bez przesady i skrajności) a jeśli cię kocha i jej na tobie zależy to
wróci. Nie mów za dużo, nie zbieraj wszelkich win na siebie,,, bo ona
jest chorudka i nerwowa (no chyba, że coś masz na sumieniu) a sam się
przekonasz co nastąpi.  ;)
pozdrawiam
-aszheri-
Re: Co to może być?
#174902
Author: astrx
Date: Thu, 02 Jul 2009 13:40
28 lines
2622 bytes
Użytkownik "aszher" <aszher@wp.pl> napisał

> Powiem ci jeszcze, że choć czasem nam  się wydaje, iż pragniemy żeby
> facet miał coś z kobiety(to chyba te durne hormony nami manipulują)
> to w istocie lubimy nie wylewnych, tajemniczych, pewnych siebie przede
> wszystkim( na marginesie brak pewności siebie to ostatnia rzecz o,
> której twoja partnerka powinna się  nawet domyślać, to dla nas taka
> "erotyczna kastracja") Gdyby było inaczej to znaczy gdybyśmy lubiły
> gadatliwych, wycacanych lubiących szoping facetów to byśmy szukały
> partnerów pośród kobiet albo gejów. Kobiety nawet te ,które mi
> zaprzeczą lubią być jak kotki,,, łasić się i "kreślić ósemki wokół
> nóg" a jak taką chciałbyś przytrzymać i pogłasiać dłużej niż ona sama
> tego chce,,, to cię podrapie i tyle. Udaj, że ci na niej nie zależy
> (bez przesady i skrajności) a jeśli cię kocha i jej na tobie zależy to
> wróci. Nie mów za dużo, nie zbieraj wszelkich win na siebie,,, bo ona
> jest chorudka i nerwowa (no chyba, że coś masz na sumieniu) a sam się
> przekonasz co nastąpi.  ;)


Nie mam naprawdę nic na sumieniu. Tak jak mówisz - najlepiej zmienić się z 
"goniącego" w "uciekającego" - czyli nadal umiejętnie (bez skrajności 
właśnie) ograniczać kontakt, nie narzucać się, dać jej czas na przemyślenie 
czego tak naprawdę chce, i zobaczenie jak to jest, gdy faktycznie nie ma 
mnie w pobliżu i na wyciągnięcie ręki. Skoro już są jakieś efekty takiego 
zdystansowania się, zobaczymy co będzie dalej :)

Pozdrawiam,
astrx 
Re: Co to może być?
#174903
Author: flyer
Date: Fri, 03 Jul 2009 13:58
33 lines
3022 bytes
On 7 Cze, 16:01, "astrx" <asterix...@poczta.onet.pl> wrote:
>[...]

> Od tego czasu minęło kilka miesięcy. Ona w tym czasie przeszła załamanie
> nerwowe. Ja nadal utrzymuję kontakt. Zależy mi na niej i nadal walcze o nią.
> I tu właśnie trochę się pogubiłem, bo kiedy rozmawiamy (a rozmawia nam się
> chyba lepiej niż kiedykolwiek wcześniej), ona mówi że nie jest gotowa na
> żaden zwiazek, że nic nie czuje, że to w czym teraz jest to luźny związek
> "bez zobowiązań" z kimś "kto nie jest wart poważnego traktowania" - to jej
> słowa. Ogólnie twierdzi że problem tkwi w niej samej, i jak się z tym upora
> to będę jedyną osobą, z którą będzie chciała jakiegokolwiek związku.
>
> Próbuję zrozumieć jej motywację, jakoś wejść w jej tok rozumowania, ale
> niestety nie udaje mi się. Próbuję też dotrzeć do niej, by sama mi
> powiedziała o co tu chodzi. Ale mogę się do niej zbliżyć tylko do pewnego
> momentu, potem napotykam opór.
> Znam ją, i czasem nie mogę oprzeć się wrażeniu, że to nie do końca jej
> wybór, i że to jakieś cholerne "okoliczności zewnętrzne".
>
> Co o tym myślicie?

Osoba niepewna swojej wartości wybierze zawsze osobę "kaleką
emocjonalnie" -  taka osoba da jej luksus bycia lepszym i
"dobrym" [biedny, samotny facet ;>], da jej lukus pielęgnowania
swojego ego [w sumie nie ma po co zawracać sobie d... swoim ego, ale
takie osoby są mocno egocentryczne/egotyczne]. Taki facet
usprawiedliwia i dowartościowuje kobietę - Ona jest lepsza,
mądrzejsza, dojrzalsza. Widocznie na pierwszym miejscu jest u Niej
dowartościowanie, zaspokojenie niezaspokojonych potrzeb bycia lepszą.
To idiotyczne wyścigi - zostaw temat.

Pozdrawiam
Flyer
Re: Co to może być?
#174904
Author: astrx
Date: Fri, 03 Jul 2009 14:53
20 lines
1591 bytes
Użytkownik "flyer" <flyer@gazeta.pl> napisał:


> Taki facet usprawiedliwia i dowartościowuje kobietę - Ona jest lepsza, 
> mądrzejsza, dojrzalsza....

Trafne... Swego czasu złapałem się na tym, że tak właśnie podchodzę. Czas 
pokazał, że stawianie jej w pewnym sensie wyżej od siebie - na jakimś 
"piedestale" nie było dobre dla związku. Dzisiaj wiem, że nie jest ona ani 
"lepsza, mądrzejsza, dojrzalsza", ani też odwrotnie. Jesteśmy równi.

> To idiotyczne wyścigi - zostaw temat.

Cóż, pewnie nie pisałbym tu, gdybym chciał zostawić temat. Tak czy inaczej 
dzięki, bo doceniam każdy post i każdą opinię.


Pozdrawiam,
astrx 
Re: Co to może być?
#174905
Author: flyer
Date: Fri, 03 Jul 2009 21:51
17 lines
1940 bytes
On 3 Lip, 16:53, "astrx" <asterix...@poczta.onet.pl> wrote:
> Użytkownik "flyer" <fl...@gazeta.pl> napisał:
>
> > Taki facet usprawiedliwia i dowartościowuje kobietę - Ona jest lepsza,
> > mądrzejsza, dojrzalsza....
>
> Trafne... Swego czasu złapałem się na tym, że tak właśnie podchodzę. Czas
> pokazał, że stawianie jej w pewnym sensie wyżej od siebie - na jakimś
> "piedestale" nie było dobre dla związku. Dzisiaj wiem, że nie jest ona ani
> "lepsza, mądrzejsza, dojrzalsza", ani też odwrotnie. Jesteśmy równi.

Skoro wierzysz, że jesteście równi, to dostosuj sposób komunikacji do
wiary. Trudne, można wszystko stracić, ale przynajmniej wiesz na czym
stoisz. :)

Pozdrawiam
Flyer
Re: Co to może być?
#174906
Author: astrx
Date: Sat, 04 Jul 2009 06:57
13 lines
1412 bytes
Użytkownik "flyer" <flyer@gazeta.pl> napisał:

> Skoro wierzysz, że jesteście równi, to dostosuj sposób komunikacji do
> wiary. Trudne, można wszystko stracić, ale przynajmniej wiesz na czym
> stoisz. :)


Właśnie to robię... Fakt - to jest trudne, ale już zauważyłem, że jednak 
zyskuję na tym,
i utwierdza mnie to w przekonaniu, że idę w dobrym kierunku.

Pozdrawiam,
astrx
Re: Co to może być?
#174907
Author: flyer
Date: Sat, 04 Jul 2009 08:32
15 lines
1844 bytes
On 4 Lip, 08:57, "astrx" <asterix...@poczta.onet.pl> wrote:
> Użytkownik "flyer" <fl...@gazeta.pl> napisał:
>
> > Skoro wierzysz, że jesteście równi, to dostosuj sposób komunikacji do
> > wiary. Trudne, można wszystko stracić, ale przynajmniej wiesz na czym
> > stoisz. :)
>
> Właśnie to robię... Fakt - to jest trudne, ale już zauważyłem, że jednak
> zyskuję na tym,
> i utwierdza mnie to w przekonaniu, że idę w dobrym kierunku.

Hmmm, a zachowujesz się jak "równy". :)

Pozdrawiam
Flyer
Re: Co to może być?
#174908
Author: astrx
Date: Sat, 04 Jul 2009 08:49
10 lines
1452 bytes
Użytkownik "flyer" <flyer@gazeta.pl> napisał:

> Hmmm, a zachowujesz się jak "równy". :)

Staram się :) A czy mi to wychodzi? To tylko ktoś całkowicie obiektywny może 
ocenić. Sam jestem chyba zbyt blisko tematu, żeby być obietywnym...


Pozdrawiam
astrx
Re: Co to może być?
#174909
Author: aszher
Date: Sat, 04 Jul 2009 14:37
64 lines
4542 bytes
On 4 Lip, 10:49, "astrx" <asterix...@poczta.onet.pl> wrote:
> Użytkownik "flyer" <fl...@gazeta.pl> napisał:
>
> > Hmmm, a zachowujesz się jak "równy". :)
>
> Staram się :) A czy mi to wychodzi? To tylko ktoś całkowicie obiektywny może
> ocenić. Sam jestem chyba zbyt blisko tematu, żeby być obietywnym...
>
> Pozdrawiam
> astrx













Widze,że muszę stanąć na mement w opozycji.
Faktem jest ,że kobieta stuknęła cię po rogach i tego ewidentnie nic
nie usprawiedliwi (mam na myśli czyn),ale piszesz, że byłeś za
granicą, ciekawa jestem jak długo? Wiele par sama sobie "kręci bat"
takimi wyjazdami, jest to zbadane i powszechne ostatnio zjawisko
rozdzielające nawet długoletnie małżeństwa nie wspominając o wolnych
związkach . Mam w rodzinie dwa takie przypadki więc,,, nie jestem
gołosłowna. Przyszło mi też do głowy, że gdyby  to była tylko potrzeba
sexu to po twoim powrocie było by jak dawniej(bo widzę ,że twoja
tolerancja ma duży limit) niemniej wynika mi z tego, że problem jest o
wiele bardziej fundamentalny, nie powiem jednak ,że tkwi tylko w niej.
No bo matko kozłowska,,, kobieta nie zdradza bez powodu(muuusiii to
być miłość i to żarliwa) my jesteśmy  raczej skrajnie monogamiczne w
kwestii uczuć,,, no chyba, że jakaś,, ujmijmy to "lekka".
Nie można też jej oceniać za surowo w kontekście niezdecydowania, czy
w/w opinii jako egocentryczki, dlaczego?
Czy mądrym jest przyklejać komuś  kulturalnie, radykalne epitety
oceniając ją na podstawie kilku zdań nakreślonych przez zranionego
mżczyznę,, nie sądzę, ta niepochlebna opinia może nie mieć przełożenia
na ten 2,5 letni związek a już na pewno w porównaniu z całym jej
życiem. Poza tym nie wiemy jakie wzorce ona wyniosła z domu, znamy
opinię potencjalnej rozłąki twoją czyli de facto połowiczną a w ogóle
to wiemy bardzo mało,,, więc nie oceniajmy  jej za surowo.

flyer, nie zamierzam wejść ci w drogę dla osiągnięcia  grupowego
blichtru ale,,,,
czytając twoje komenty do tego i poprzedniego postu nie mogę oprzeć
się wrażeniu, że twój status majątkowy, być może uroda, być może
nietuzinkowa argumentacja, być może wykształcenie a być może o jeden
raz za dużo powiedzenie sobie przed lustrem "jesteś naj" wbiła cię
gdzieś gdzie mało kto dosięga. Wypowiedziałeś (tu) jakieś pompatyczne
zdania sam do siebie i sam charakter tych komentów świadczy
nierozerwalnie, że to ty jesteś egocentrykiem i masz się za pępek
świata. Powiadam ci, że ten chłop oderwany od pługa może niejednego
zaskoczyć bo intelektu nie zdobywa się wyłącznie na WS więc jak ktoś
się mało po takim spodziewa, może być czasem przyjemnie zaskoczony bo
żyjemy w dobie oświecenia. Jednak  jeśli waść jakowyś po WS i
wszelkich możliwych fakultetach i doktoratach pojedzie  mentalną
wiochą ( myśleniem i czynami typu,,, jestem bogiem ) ,,,hmm,,, to już
niestety nie ma na to żadnej rady.
-aszheri-
Re: Co to może być?
#174910
Author: flyer
Date: Sat, 04 Jul 2009 15:18
63 lines
4546 bytes
On 4 Lip, 16:37, aszher <asz...@wp.pl> wrote:

> flyer, nie zamierzam wejść ci w drogę dla osiągnięcia  grupowego
> blichtru ale,,,,

Będę bezpośredni - pierdolisz. :)

> czytając twoje komenty do tego i poprzedniego postu nie mogę oprzeć
> się wrażeniu, że twój status majątkowy, być może uroda, być może
> nietuzinkowa argumentacja, być może wykształcenie a być może o jeden
> raz za dużo powiedzenie sobie przed lustrem "jesteś naj" wbiła cię
> gdzieś gdzie mało kto dosięga.

Do zakończenia liceum moje odbicie w lustrze mnie odrzucało -
przemyśliwałem nawet operację plastyczną, nawet dzwoniłem do
państwowej kliniki, żeby się zapytać, czy mi ją zrobią. Mój status
majątkowy to sprzątacz - zamiatam ulice. Wykształcenie średnie.

Ale .... wielu rzeczy sam się nauczyłem - codziennie noszę czystą
bielizną ;>, piorę swoje ubrania od szkoły podstawowej, pobobam się
teraz w sobie w lustrze, a raczej nie niepodobam. Ogólnie rzecz biorąc
staram się mieć w nosie oceny innych. :)

> Wypowiedziałeś (tu) jakieś pompatyczne
> zdania sam do siebie i sam charakter tych komentów świadczy
> nierozerwalnie, że to ty jesteś egocentrykiem i masz się za pępek
> świata.

Wypowiedziałem zdania *o_sobie* żeby zdobyć zaufanie rozmówcy. A
sposób ich wypowiedzi ... jest jaki jest. Po x lat na usenecie
widocznie uważam, że ten sposób działa. W pracy używam paru dialektów
j.polskiego do różnych pracowników - czemu mam tego nie robić na
usenecie?

> Powiadam ci, że ten chłop oderwany od pługa może niejednego
> zaskoczyć bo intelektu nie zdobywa się wyłącznie na WS więc jak ktoś
> się mało po takim spodziewa, może być czasem przyjemnie zaskoczony bo
> żyjemy w dobie oświecenia.

Chłop oderwany od pługa chwali się tym, że kradnie serki w sklepie, że
ukradł w zeszłym roku chłopu 12 sadzonek jabłoni, że .... .
Najśmieszniejszy był motyw, kiedy chłop, słysząc dyskusję o kaszance i
rodzajch kaszy dodawanej do niej [jęczmienna albo gryczana] przeszedł
do innej grupy osób, żeby dowiedzieć się czegoś o kaszach i wrócił
żeby zabłysnąć nową wiedzą. :)

> Jednak  jeśli waść jakowyś po WS i
> wszelkich możliwych fakultetach i doktoratach pojedzie  mentalną
> wiochą ( myśleniem i czynami typu,,, jestem bogiem ) ,,,hmm,,, to już
> niestety nie ma na to żadnej rady.

Bogiem może nie, ale brygadzistą, co gorsze umiejącym mówić językiem
prawniczym. Ja kw czwartek w ramach żartobliwej dyskusji wyjechałem z
cytatem z Kp "pracownik ma obowiązek", to usłyszałem, że dostanę
szpadlem [na serio od kobiety - wypowiedź w nerwach]. W czwartek druga
kopieta chciała mie "pierdolnąć" w oko, bo poraz kolejny zauważyłem,
że wykorzystują kolegę. Fakt - kolega "chce" nosić ich worki z
dobytkiem, ale nosząc ich dobytek wygląda jak galernik. U mnie w
robocie zrodziła się dziwna odmiana feminizmu - kobieta ma zawsze
rację i ma zawsze prawo.:)

Pozdrawiam
Flyer
Re: Co to może być?
#174923
Author: flyer
Date: Sat, 04 Jul 2009 15:55
13 lines
1861 bytes
On 4 Lip, 10:49, "astrx" <asterix...@poczta.onet.pl> wrote:
> Użytkownik "flyer" <fl...@gazeta.pl> napisał:
>
> > Hmmm, a zachowujesz się jak "równy". :)
>
> Staram się :) A czy mi to wychodzi? To tylko ktoś całkowicie obiektywny może
> ocenić. Sam jestem chyba zbyt blisko tematu, żeby być obietywnym...

Nie starsz się, skoro próbujesz. :) Skoro próbujesz, to oceniasz - to
schemat myślowy "próbowanej". :)

Pozdrawiam
Flyer
Re: Co to może być?
#174920
Author: astrx
Date: Sat, 04 Jul 2009 16:06
48 lines
3535 bytes
W dniu 2009-07-04 16:37, aszher pisze:


>[...]
> Faktem jest ,że kobieta stuknęła cię po rogach i tego ewidentnie nic
> nie usprawiedliwi (mam na myśli czyn),ale piszesz, że byłeś za
> granicą, ciekawa jestem jak długo?

Za granicą byłem 7 miesięcy, ale nie bez przerwy - przyjeżdżałem w tym 
czasie 3 razy. Dwukrotnie na tydzień-dwa, i raz "przelotem" na 3 godziny 
tylko po to by się z nią zobaczyć.

> Wiele par sama sobie "kręci bat"
> takimi wyjazdami, jest to zbadane i powszechne ostatnio zjawisko
> rozdzielające nawet długoletnie małżeństwa nie wspominając o wolnych
> związkach . [...]

Chyba wiem co masz na myśli - brak kontaktu, coraz rzadsze telefony, 
oddalanie się ogólnie mówiąc, zdrady - czy to z samotności czy też tylko 
dlatego "bo nikt się nie dowie". A po powrocie okazuje się że nie ma 
wspólnych tematów, nie ma w ogóle o czym rozmawiać...
Znałem te "zagrożenia" przed wyjazdem i znałem statystyki związane z 
takimi wyjazdami - 2/3 związków rozpada się w wyniku takiej rozłąki. 
Oczywiście nic nie zastąpi osobistego kontaktu, jednak dzwoniłem do niej 
codziennie, nie szukałem okazji do skoków w bok, i w kwestii wierności 
nie mam sobie nic do zarzucenia.

> Przyszło mi też do głowy, że gdyby  to była tylko potrzeba
> sexu to po twoim powrocie było by jak dawniej(bo widzę ,że twoja
> tolerancja ma duży limit) niemniej wynika mi z tego, że problem jest o
> wiele bardziej fundamentalny, nie powiem jednak ,że tkwi tylko w niej.
> No bo matko kozłowska,,, kobieta nie zdradza bez powodu(muuusiii to
> być miłość i to żarliwa) my jesteśmy  raczej skrajnie monogamiczne w
> kwestii uczuć,,, no chyba, że jakaś,, ujmijmy to "lekka".

Nie, nie jest "lekka". Oczywiste jest też że problem nie tkwi tylko w 
niej. Jednak w czym dokładnie tkwi/tkwił ten problem, tego do tej pory 
nie udało mi się dowiedzieć niestety, ponieważ zbyt wiele sprzeczności w 
tej kwestii widzę. Wiadomo że taka zmiana nie dzieje się z dnia na 
dzień. Zastanawia mnie jedna rzecz: właśnie to niezdecydowanie, ten brak 
u niej zdolności/odwagi/chęci określenia się. Tej "żarliwej miłości", o 
której piszesz że musi być, nie ma na pewno. A jeśli nie ma, to co to w 
takim razie jest?



Pozdrawiam,
astrx
Re: Co to może być?
#174911
Author: aszher
Date: Sat, 04 Jul 2009 16:12
103 lines
6500 bytes
On 4 Lip, 17:18, flyer <fl...@gazeta.pl> wrote:
> On 4 Lip, 16:37, aszher <asz...@wp.pl> wrote:
>
> > flyer, nie zamierzam wejść ci w drogę dla osiągnięcia  grupowego
> > blichtru ale,,,,
>
> Będę bezpośredni - pierdolisz. :)
>
> > czytając twoje komenty do tego i poprzedniego postu nie mogę oprzeć
> > się wrażeniu, że twój status majątkowy, być może uroda, być może
> > nietuzinkowa argumentacja, być może wykształcenie a być może o jeden
> > raz za dużo powiedzenie sobie przed lustrem "jesteś naj" wbiła cię
> > gdzieś gdzie mało kto dosięga.
>
> Do zakończenia liceum moje odbicie w lustrze mnie odrzucało -
> przemyśliwałem nawet operację plastyczną, nawet dzwoniłem do
> państwowej kliniki, żeby się zapytać, czy mi ją zrobią. Mój status
> majątkowy to sprzątacz - zamiatam ulice. Wykształcenie średnie.
>
> Ale .... wielu rzeczy sam się nauczyłem - codziennie noszę czystą
> bielizną ;>, piorę swoje ubrania od szkoły podstawowej, pobobam się
> teraz w sobie w lustrze, a raczej nie niepodobam. Ogólnie rzecz biorąc
> staram się mieć w nosie oceny innych. :)
>
> > Wypowiedziałeś (tu) jakieś pompatyczne
> > zdania sam do siebie i sam charakter tych komentów świadczy
> > nierozerwalnie, że to ty jesteś egocentrykiem i masz się za pępek
> > świata.
>
> Wypowiedziałem zdania *o_sobie* żeby zdobyć zaufanie rozmówcy. A
> sposób ich wypowiedzi ... jest jaki jest. Po x lat na usenecie
> widocznie uważam, że ten sposób działa. W pracy używam paru dialektów
> j.polskiego do różnych pracowników - czemu mam tego nie robić na
> usenecie?
>
> > Powiadam ci, że ten chłop oderwany od pługa może niejednego
> > zaskoczyć bo intelektu nie zdobywa się wyłącznie na WS więc jak ktoś
> > się mało po takim spodziewa, może być czasem przyjemnie zaskoczony bo
> > żyjemy w dobie oświecenia.
>
> Chłop oderwany od pługa chwali się tym, że kradnie serki w sklepie, że
> ukradł w zeszłym roku chłopu 12 sadzonek jabłoni, że .... .
> Najśmieszniejszy był motyw, kiedy chłop, słysząc dyskusję o kaszance i
> rodzajch kaszy dodawanej do niej [jęczmienna albo gryczana] przeszedł
> do innej grupy osób, żeby dowiedzieć się czegoś o kaszach i wrócił
> żeby zabłysnąć nową wiedzą. :)
>
> > Jednak  jeśli waść jakowyś po WS i
> > wszelkich możliwych fakultetach i doktoratach pojedzie  mentalną
> > wiochą ( myśleniem i czynami typu,,, jestem bogiem ) ,,,hmm,,, to już
> > niestety nie ma na to żadnej rady.
>
> Bogiem może nie, ale brygadzistą, co gorsze umiejącym mówić językiem
> prawniczym. Ja kw czwartek w ramach żartobliwej dyskusji wyjechałem z
> cytatem z Kp "pracownik ma obowiązek", to usłyszałem, że dostanę
> szpadlem [na serio od kobiety - wypowiedź w nerwach]. W czwartek druga
> kopieta chciała mie "pierdolnąć" w oko, bo poraz kolejny zauważyłem,
> że wykorzystują kolegę. Fakt - kolega "chce" nosić ich worki z
> dobytkiem, ale nosząc ich dobytek wygląda jak galernik. U mnie w
> robocie zrodziła się dziwna odmiana feminizmu - kobieta ma zawsze
> rację i ma zawsze prawo.:)
>
> Pozdrawiam
> Flyer











> >majątkowy to sprzątacz - zamiatam ulice. Wykształcenie średnie.
> >Bogiem może nie, ale brygadzistą, co gorsze umiejącym mówić językiem
>> prawniczym

:)) no prosze prosze to w rzeczy samej 'nie daj ci Boże wyższego
stanowiska' ,bo staniesz z kałachem i będziesz ustanawiał własną
skrzywioną przez los dyktaturę. Wiesz panie brygadzisto ja mam znajomą
o podobnym usposobieniu do twojego czyli:
sprzedaje i to w nie swoim sklepie a szarogęsi  się jak by była jego
właścicielką,,, hmm,, totalna żenada. I tu mój drogi nie mam na myśli,
że pracownik fizyczny (choćby pogardzana babcia klozetowa ) ma się
czuć z gruntu gorszy od dajmy na to,,,prawnika,lekarza. Faktem bowiem
jest, że żadna praca nie hańbi ale,,, jeśli ta babcia "smoli" do tej
babci klozetowej z naprzeciwka, że jest lepsza i zapaszek  pracy się
jej nie ima to ,,,ŻENADA!!! -tu celowa metafora, jak jesteś taki
yntelygent to zrozumiesz aluzje. Swoją drogą ,ciekawy przepadek
psychologiczny  ;)

>>Ale .... wielu rzeczy sam się nauczyłem - codziennie noszę czystą
> >bielizną
uuuu,,, no gratulacje ja myślałam, że to higieniczne minimum i nie ma
potrzeby o tym trąbić publicznie,
a fakt, że jesteś na usenecie od x  czasu nie gwarantuje ci
konstruktywnego wpływu na twoją kulturę osobistą, świadczy o tym
choćby fakt, że jak brak ci kontrargumentów to zaczynasz "po łacinie"
Fe,, nie w moim stylu i ogólnie już passe.
Pozdrawiam ,bez odbioru,,no chyba,że coś mnie ruszy :D
-aszheri-
Re: Co to może być?
#174921
Author: aszher
Date: Sat, 04 Jul 2009 16:46
80 lines
5323 bytes
On 4 Lip, 18:06, astrx <asterix...@poczta.onet.pl> wrote:
> W dniu 2009-07-04 16:37, aszher pisze:
>
> >[...]
> > Faktem jest ,że kobieta stuknęła cię po rogach i tego ewidentnie nic
> > nie usprawiedliwi (mam na myśli czyn),ale piszesz, że byłeś za
> > granicą, ciekawa jestem jak długo?
>
> Za granicą byłem 7 miesięcy, ale nie bez przerwy - przyjeżdżałem w tym
> czasie 3 razy. Dwukrotnie na tydzień-dwa, i raz "przelotem" na 3 godziny
> tylko po to by się z nią zobaczyć.
>
> > Wiele par sama sobie "kręci bat"
> > takimi wyjazdami, jest to zbadane i powszechne ostatnio zjawisko
> > rozdzielające nawet długoletnie małżeństwa nie wspominając o wolnych
> > związkach . [...]
>
> Chyba wiem co masz na myśli - brak kontaktu, coraz rzadsze telefony,
> oddalanie się ogólnie mówiąc, zdrady - czy to z samotności czy też tylko
> dlatego "bo nikt się nie dowie". A po powrocie okazuje się że nie ma
> wspólnych tematów, nie ma w ogóle o czym rozmawiać...
> Znałem te "zagrożenia" przed wyjazdem i znałem statystyki związane z
> takimi wyjazdami - 2/3 związków rozpada się w wyniku takiej rozłąki.
> Oczywiście nic nie zastąpi osobistego kontaktu, jednak dzwoniłem do niej
> codziennie, nie szukałem okazji do skoków w bok, i w kwestii wierności
> nie mam sobie nic do zarzucenia.
>
> > Przyszło mi też do głowy, że gdyby  to była tylko potrzeba
> > sexu to po twoim powrocie było by jak dawniej(bo widzę ,że twoja
> > tolerancja ma duży limit) niemniej wynika mi z tego, że problem jest o
> > wiele bardziej fundamentalny, nie powiem jednak ,że tkwi tylko w niej.
> > No bo matko kozłowska,,, kobieta nie zdradza bez powodu(muuusiii to
> > być miłość i to żarliwa) my jesteśmy  raczej skrajnie monogamiczne w
> > kwestii uczuć,,, no chyba, że jakaś,, ujmijmy to "lekka".
>
> Nie, nie jest "lekka". Oczywiste jest też że problem nie tkwi tylko w
> niej. Jednak w czym dokładnie tkwi/tkwił ten problem, tego do tej pory
> nie udało mi się dowiedzieć niestety, ponieważ zbyt wiele sprzeczności w
> tej kwestii widzę. Wiadomo że taka zmiana nie dzieje się z dnia na
> dzień. Zastanawia mnie jedna rzecz: właśnie to niezdecydowanie, ten brak
> u niej zdolności/odwagi/chęci określenia się. Tej "żarliwej miłości", o
> której piszesz że musi być, nie ma na pewno. A jeśli nie ma, to co to w
> takim razie jest?
>
> Pozdrawiam,
> astrx

















...powiem tak, ja jestem naście lat mężatką, ale tylko raz sama
wyjechałam na wakacje  i to był ostatni raz.
Nie dość, że pokusy tam się czają na samotną kobietkę  tu i tam to
dokładnie tak jak mówisz, jak po tych dwóch tygodniach mąż mnie
przytulił na powitanie to zdrętwiałam i nie wiedzieć czemu mnie to
zdenerwowało zamiast ucieszyć. Ponieważ do dziś nie rozumiem tego
uczucia jakie wtedy mną ogarnęło na wszelką ewentualność nie wyjeżdżam
na wakacje bez niego nawet jak on mi to proponuje. Więc rozłąka wasza
mogła mieć na los jakiś wpływ, ale nie generalizujmy. Tak więc
poniekąd potrafię się wczuć w jej położenie i  myślę sobie, że ona go
kocha i jednak jest trochę asekurantką jak to ktoś tu słusznie
zauważył, skoro nie umie się jednoznacznie opowiedzieć. Swoją drogą,,,
poczułam do ciebie sympatie więc powiem ci ,żyj w między czasie dla
siebie i nie popadaj z jej powodu w ascetyczność uczuciową, bo być
może gdzieś znajdziesz kobietkę ,która cię doceni i nigdy nie zrani.
życzę ci tego z serca.
-aszheri-
Re: Co to może być?
#174919
Author: flyer
Date: Sat, 04 Jul 2009 16:53
34 lines
3070 bytes
On 4 Lip, 16:37, aszher <asz...@wp.pl> wrote:

Sierotko Boża. W językach niemieckim [matura] i anglosaskim [studia]
zaimek osobowy ich/i jest czymś podstawowym - nikt niemców i anglików
za stosowanie tego zaimka nie ocenia jako egotyków. Co lepsze - w
psycholingwistyce [jeżeli istnieje taki przedmiot ;>] można udowodnić,
że nim trudniejszy język, tym więcej problemów psychicznych - do
niedawna prym w samobójstwach w Europie wiodły Węgry [nie chce mi się
sprawdzać jak jest teraz] - kraj z jednym z trudniejszych języków z
grupy ugrofińskiej [Łotwa, Estonia, Finlandia].

Btw. na UW mam absolutorium z Zarządzania, a nie z jakiejś formy
lingwistyki. :)

Dodatkowo przeszedłem "Grupę Otwarcia" w Laboratorium Psychoedukacji
[Katowicka, Warszawa], psychoterapię u dwóch specjalistów z w/w, a
obecnie chodzę sobie [od dwóch lat] na psychoterapię do PZP.

Powiem szczerze - masz problem ze sobą, bo w pierwszym kontakcie
starasz się dokopać rozmówcy.

W swojej robocie słyszałem już pod swoim adresem kurwy, prostytuki,
chuje, chujki, parę "gróźb karalnych" [niektóre były "lekko"
zwerbalizowane]   i .... nie rusza mnie to. Adrenalina oszczywiście
dowala ;> ale nie podejmuję żadnych działań negatywnych - olałem
towarzystwo i poszedłem na zapowiedziane oddawanie płytek krwi w
piątek. Dla niektórych "uciekłem".;> "Pies ich jebał w dupę".

W j.polskim czai się upiór. Każdy potrawi powiedzieć "oni", "zawsze",
""nigdy", ale nikt nie potrafi powiedzieć "ja", racjonalizuijąć, bo to
passe.

Pozdrawiam
Flyer
Re: Co to może być?
#174912
Author: flyer
Date: Sun, 05 Jul 2009 09:39
13 lines
2115 bytes
On 4 Lip, 18:12, aszher <asz...@wp.pl> wrote:

> a kt, że jesteś na usenecie od x  czasu nie gwarantuje ci
> konstruktywnego wpływu na twoją kulturę osobistą, świadczy o tym
> choćby fakt, że jak brak ci kontrargumentów to zaczynasz "po łacinie"
> Fe,, nie w moim stylu i ogólnie już passe.

Passe to Ty jesteś, bo dyskusję z użytkownikiem zaczynasz od
stosowania argumentów ad personam i to Ciebie skreśla jako osobę, z
którą warto "po ludzku" dyskutować. ;>

Pozdrawiam
Flyer
Re: Co to może być?
#174924
Author: astrx
Date: Sun, 05 Jul 2009 09:40
13 lines
1641 bytes
W dniu 2009-07-04 17:55, flyer pisze:

> Nie starsz się, skoro próbujesz. :) Skoro próbujesz, to oceniasz - to
> schemat myślowy "próbowanej". :)
> 

Nie pisałem, że próbuję - staram się. Różnica subtelna, ale jednak jest. 
Btw. wiem jakie znaczenie (w NLP) ma słowo "próbować" :)
Co masz na myśli pisząc "schemat myślowy 'próbowanej'" ?


Pozdrawiam,
astrx
Re: Co to może być?
#174922
Author: astrx
Date: Sun, 05 Jul 2009 10:11
32 lines
2507 bytes
W dniu 2009-07-04 18:46, aszher pisze:

> Więc rozłąka wasza
> mogła mieć na los jakiś wpływ, ale nie generalizujmy.

Na pewno miała jakiś wpływ, bo - niezależnie od tego, że dzwoniłem - po 
prostu mnie nie było...

> Tak więc
> poniekąd potrafię się wczuć w jej położenie i  myślę sobie, że ona go
> kocha i jednak jest trochę asekurantką jak to ktoś tu słusznie
> zauważył, skoro nie umie się jednoznacznie opowiedzieć.

Sam też próbowałem "wczuć się" w jej sytuację, zrozumieć jej tok 
myślenia, ale... nie jestem kobietą :)
Co do tego, czy go kocha - być może się mylę, lecz jestem przekonany, że 
nie...

> Swoją drogą,,,
> poczułam do ciebie sympatie więc powiem ci ,żyj w między czasie dla
> siebie i nie popadaj z jej powodu w ascetyczność uczuciową, bo być
> może gdzieś znajdziesz kobietkę ,która cię doceni i nigdy nie zrani.
> życzę ci tego z serca.

Sympatia jest wzajemna :)
Dziękuję za te życzenia. Co do ascetyczności uczuciowej - myślę że 
dopóki całkowicie nie poradzę sobie z negatywnymi emocjami, których 
trochę się nazbierało - to ta "ascetyczność" jest chyba dobrym rozwiązaniem.


Pozdrawiam,
astrx
Re: Co to może być?
#174913
Author: aszheri
Date: Sun, 05 Jul 2009 13:20
100 lines
6440 bytes
On 5 Lip, 11:39, flyer <fl...@gazeta.pl> wrote:
> On 4 Lip, 18:12, aszher <asz...@wp.pl> wrote:
>
> > a kt, że jesteś na usenecie od x  czasu nie gwarantuje ci
> > konstruktywnego wpływu na twoją kulturę osobistą, świadczy o tym
> > choćby fakt, że jak brak ci kontrargumentów to zaczynasz "po łacinie"
> > Fe,, nie w moim stylu i ogólnie już passe.
>
> Passe to Ty jesteś, bo dyskusję z użytkownikiem zaczynasz od
> stosowania argumentów ad personam i to Ciebie skreśla jako osobę, z
> którą warto "po ludzku" dyskutować. ;>
>
> Pozdrawiam
> Flyer















>>Passe to Ty jesteś, bo dyskusję z użytkownikiem zaczynasz od
stosowania argumentów ad personam i to Ciebie skreśla jako osobę, z
którą warto "po ludzku" dyskutować. ;>

...wielmożny panie brygadzisto oto dlaczego  wedle twojego pojmowania
cię zaatakowałam,,, choć  ja tak nie sadzę,,, wypowiedziałam kontrę i
tyle. A że  jaśnie pan histerycznie reaguje to cóż mi począć.
Aby powód mojego ataku był logiczny pozwoliłam sobie na kompilacja
dwóch tematów w których wasza wysokość miał życzenie się udzielić, oto
one.

 >> [jestem przełożonym tej osoby, więc siłą rzeczy
nie jestem jej równy, czego ona zdaje się nie rozumieć
>>  [ja jestem toksyczny dla pracowników, bo
jestem ich przełożonym i tym samym mam inne prawa i obowiązki od nich
+ to, że studiuję, wyrażam się inaczej, zachowuję się inaczej]
>>Studiuję, mam absolutorium na UW - czy jestem toksyczny dla osób z
wykształceniem podstawowym, "chamów siłą odciągniętych od pługa"? Dla
części z nich tak. Dla lękowców, osób niepewnych swojej wartości lub
z
zaniżoną wartością, dla osób poszukujących zagrożeń dla siebie w
otoczeniu. Jestem otksyczny przez sam fakt bycia tym kim jestem. :)

...jestem tym, jestem tamtym, jestem, jestem bla bla bla....powiadam
ci na  tych grupach istnieje wiele osób ,którym intelektem i swoją
umiejętnością posługiwania się językiem prawniczym nie dorównujesz, a
mimo to nie obnoszą się z tym,,, wiesz w pokorze tkwi siła i urok.
Mtto na dziś dla ciebie do przemyślenia:
*Wiedza daje pokorę wielkiemu, dziwi przeciętnego nadyma małego. Lew
Tołstoj



>>Osoba niepewna swojej wartości wybierze zawsze osobę "kaleką
emocjonalnie" -  taka osoba da jej luksus bycia lepszym i
"dobrym" [biedny, samotny facet ;>], da jej lukus pielęgnowania
swojego ego [w sumie nie ma po co zawracać sobie d... swoim ego, ale
takie osoby są mocno egocentryczne/egotyczne]. Taki facet
usprawiedliwia i dowartościowuje kobietę - Ona jest lepsza,
mądrzejsza, dojrzalsza. Widocznie na pierwszym miejscu jest u Niej
dowartościowanie, zaspokojenie niezaspokojonych potrzeb bycia lepszą.

...nazwałeś tu dziewczynę egotyczną a naszego astrxa "kaleką
emocjonalną",pytam na jakiej podstawie,,, tych  kursów n/w  psycholi-
logicznych. Panie brygadzisto z absolutorium na sprzątanie ulic((((i
tu nic do pracowników fizycznych)))) ludzkich zachowań nie da się
jednoznacznie sklasyfikować duperelami psychologicznymi, bo na ludzkie
zachowania nawet w tej samej czy podobnej sytuacji mogą mieć wpływ
różne czynniki np: kulturowe, wpływy społeczne, wcześniejsze
przeżycia, wzorce wyniesione z domu, chemia mózgu i jeden maleńki
fakcik ---mózg z którego nomen omen pochodzi źródło naszych zachowań
jest najbardziej tajemniczym nie dającym się ogarnąć szablonowemu
diagnozowaniu, ocenianiu organem.  :P

>>Chłop oderwany od pługa chwali się tym, że kradnie serki w sklepie, że
ukradł w zeszłym roku chłopu 12 sadzonek jabłoni, że ....
>>ale brygadzistą, co gorsze umiejącym mówić językiem
prawniczym.
>>Btw. na UW mam absolutorium z Zarządzania, a nie z jakiejś formy
lingwistyki. :)
>>Dodatkowo przeszedłem "Grupę Otwarcia" w Laboratorium Psychoedukacji
[Katowicka, Warszawa], psychoterapię u dwóch specjalistów z w/w, a
obecnie chodzę sobie [od dwóch lat] na psychoterapię do PZP.

 Czuję się w obowiązku cię uświadomić, że obecnie mnóstwo ludzi
studiuje i nie jest to bynajmniej dla nich powodem do ciągłego
przypominania wszem i wobec. Proponuję na następnym mitingu  zapodać
temat: "Klasyczny przerost formy nad treścią a psychopatia"  a i
zachęcam do poszerzenia zakresu swojego kształcenia o korepetycje z
polszczyzny bo łacinę podwórkową opanowałeś perfekt.
p.s dobrze ci radze mniej respiruj mary&huany bo ciężko cię zrozumieć.
Re: Co to może być?
#174927
Author: paweł hoffmann
Date: Sun, 05 Jul 2009 18:53
178 lines
8421 bytes
Cześć

Czy tam tę grupę od kilkut tygodni: głównie archiwalne wątki bo od
dłuższego
czasu mało się dzieje.

Twój list astrx zmusił mnie do wylania z siebie tego, co skrywałem
przez
ostatnie pół roku. Być może ktoś będzie mi też umiał pomóc. Z góry
przepraszam
za długość tego posta.

Zacznę od tego, że jestem osobą bardzo wrażliwą. Gdy byłem mały, zmarł
mi ojciec.
Po kilku latach zmarła również mama - od 15-ego roku życia wychowywała
mnie
babcia. Po śmierci ojca zapisałem się na ministranta w miejscowej
parafii. Byłem
od zawsze zamknięty w sobie, ale odkąd służyłem do ołtarza nabrałem
pewności
siebie: chętnie rozmawiałem z każdą napotkaną osobą. Rzekłbym: od
tamtej pory
jestem wylewny, niczym kobieta "lubię" (nie wiem, czy to dobre słowo,
stąd
cudzysłów) opowiadać o swoich problemach znajomym (przyjaciół nie
posiadam).
Lubię czytać książki, oglądać filmy o podtekście psychologicznym
(takie, co
mają coś w sobie, np. Lyncha). Od najmłodszych lat zajmuję się też
kompozycją
muzyki - mam na tym polu spore osiągnięcia nawet. Tyle tytułem wstępu.

Od 22 roku życia mieszkam sam. Mając 23 lata poznałem pierwszą
dziewczynę
(lepiej późno, niż wcale). Nasza miłość (powinienem napisać: moje
zauroczenie)
trwało raptem 2 lata. Wszystko zakończyło się jej zdradą. Dowiedziałem
się
o tym dopiero, gdy była w 4tym miesiącu ciąży z młodszym ode mnie o 5
lat
kolesiem (ona była o rok starsza ode mnie). No cóż, przeżyłem to.

W wieku 25 lat poznałem moją przyszłą żonę. Tak się w niej zakochałem,
że po
6-ciu miesiącach powziąłem decyzję o ślubie, oświadczyłem się i
zgodziła się,
że spędzimy ze sobą resztę życia. Piszę "powziąłem", bo już dzisiaj
nie jestem
przekonany, że ona chciała również tego samego. Chociaż na początku
było
iście sielankowo, ona jest dorosłą osobą, nikt jej do niczego przecież
nie
zmuszał.

Nie będę opisywał szczegółów. W każdym razie pierwszy rok naszego
małżeństwa
był wg mnie boski. Tulenie się do snu, jak dwa małe misie koala,
wspólne śniadania,
moje wymyślne gotowanie DLA NIEJ (w pracy zbierałem od koleżanek
najróżniejsze przepisy).
Ten pierwszy rok był też okresem pisania pracy mgr przez moją żonę.
Pomogłem jej się
obronić, wyprawiłem jej przyjęcie jeszcze bardziej zwariowane, niż
niejeden wieczór
panieński :) Po jej obronie, coś zaczęło się psuć. Zauważyłem, że
stawała się
coraz mniej lojalna wobec mnie. Przykład: jeśli sygnalizowalem jej, że
jej matka
cały czas ma do mnie jakieś "ale", mówiła że to mój problem, aby po
chwili dodać
"oboje jesteście winni". Podobnie broniła jedną taką swoją koleżankę.
Piszę ogólnie,
ale uwierzcie mi, że sprawiało mi to nie lada problem. Wychodziłem z
założenia,
że o problemach trzeba rozmawiać, a z czasem wpadałem we frustracje,
bo rozmowa
z nią kończyła się jej słowami: "zwnou sobie coś wkręcasz
niepotrzebnie!".

Apogeum wszystkiego było wówczas, gdy przypadkiem zauważyłem, że od
jakiegoś
czasu pisze z kimś namiętnie na GG. Od początku naszej znajomości
wychodziłem z
założenia, że nie powinniśmy mieć przed sobą tajemnic. Jeśli ja
pisałem eamile,
rozmawiałem z kimś na gg, nawet dzieliłem się tym z nią, nie miałem
nic przeciwko
temu, że podczas pisania np. emaila ona stała z mną, wieszała mi się
na szyi
i rozprawiała o pierdołach wtedy, gdy akurat chciałem się skupić:)
Po czasie wyszło na jaw, że ten jej kontakt na literkę "K" to dawny
znajomy, który
nic dla niej nie znaczy. Prawda była zupełnie inna: dzwonili do
siebie, on często
przyjeżdżał do niej do pracy. Problem jej znajomego zaczął mnie
przerastać, ale
moje prośby spełzły na niczym. Żona często wyjeżdzała do swojej matki
na noc:
gdy dochodziło do jakiejś różnicy zdań, ona w ogóle się ze mną nie
liczyła, tylko
mówiła, że musi pomóc schorowanej mamie i mam to zrozumieć. Małżeństwo
rozpadło się po 1.5 roku: oświadczyła mi, że nie chce już dłużej się
ze mną
męczyć. Przez następne pół roku walczyłem o nią: chciałem się zmienić
dla niej
(wtedy tłumaczyłem to sobie tak, że naprawdę mogłem być zbyt zazdrosny
itp.).

Dojrzałem, gdy po kilku miesiącach, jak już ze mną nie mieszkała,
natrafiłem
na jej archiwum gg zostawione na moim laptopie (czasem go używała do
pudelków i pisania emaili z koleżankami) i udało mi się je rozkodować
przy pomocy
dostępnych w internecie narzędzi. Było tam wiele tekstów, które
wskazywały na to,
że ten jej kumpel z internetu to coś więcej. Pisała do niego teksty w
stylu
"tak chciałabym Cię zobaczyć", "Nie ręczę za siebie, jak będziesz tam
(...)" -
okazało się w dodatku, że ten facet jest żonaty.
Pamiętam, gdy przeglądałem to archiwum i jak w pewnym momencie zaczęło
brakować
mi powietrza: upadłem na podłogę i zacząłem skomleć. Fatalne uczucie.
Nie miałem
wyrzutów, że przeglądam prywatne rozmowy mojej byłej żony. Miałem
piekielne
pretensje do siebiem, że jestem takim pierdolonym cipowatym gnojkiem,
który
dał się tak omamić.

Jestem miesiąc po rozwodzie. Odetchnąłem z ulgą. Układam sobie życie
na nowo.
Ale to co mnie nadal gnębi to przeczucie, że nie spotkam osoby godnej
zaufania.
Przestałem wierzyć kobietom. Uważam je za perfidne, przebiegłe istoty,
które
na swoje zachowanie znajdą setki wytłumaczeń:

- wybacz, mam dzisiaj PMS
- mam prawo do kompleksów: nie wiesz, co to celulitis
- jestem kobietą, powinieneś zrozumieć, że jestem smutna bo tak już
mam

Boli mnie też to, że rodzina, najbliżsi - wszyscy nadal uważają, że
przy rozwodzie
dwie strony są winne. Nie wiem do dnia dzisiejszego, czym sobie
zawiniłem. Znajdzie
się zawsze coś na mnie, tak jak na każdego z Was: ale ja pierdolę -
przecież
przy ołtarzu przysięgaliśmy sobie być ze sobą na dobre i na złe. A
gdzie sztuka
kompromisów?

Największy problem mam teraz ze sobą samym: gnębi mnie ta przeszłość,
szukam wytłumaczenia
na to co się stało. Powiedzenie: "nie zasłużyła na Ciebie, niech
spierdala" jest dobre
na krótką metę, ale ja muszę być za dobry, mało konswkwentny, że laska
za laską
tak mnie potrafią wykorzystać.

Astrx, gdy spytałem byłą żonę, o co tak naprawdę chodzi (niepotrzebnie
takie pytania
zadawałem w ogóle, jak już i tak nie było co ratować), to zaczęła
pieprzyć coś w stylu
"ja i tak nie potrafiłam Ci nawet dobrze ugotować obiadu" itd. albo
"Ty nie lubiłeś
nigdy mojej mamy" - co było nie prawdą, bo chociaż jej nie kochałem
(miałem powody),
to starałem się ją akceptować, za co na koniec dostałem przydomek "Ty
to jesteś
niezły aktor".

Tak więc astrx: takie jest życie. Nie pamiętam już, czy byłeś żonaty,
czy tylko w stanie
nażeczeństwa, ale na przyszlość: nie żeń się zbyt prędko, a najlepiej
w ogóle. Więcej
problemów, niż zalet.
Re: Co to może być?
#174928
Author: aszheri
Date: Sun, 05 Jul 2009 20:27
227 lines
11011 bytes
On 5 Lip, 20:53, paweł hoffmann <kamolsky...@gmail.com> wrote:
> Cześć
>
> Czy tam tę grupę od kilkut tygodni: głównie archiwalne wątki bo od
> dłuższego
> czasu mało się dzieje.
>
> Twój list astrx zmusił mnie do wylania z siebie tego, co skrywałem
> przez
> ostatnie pół roku. Być może ktoś będzie mi też umiał pomóc. Z góry
> przepraszam
> za długość tego posta.
>
> Zacznę od tego, że jestem osobą bardzo wrażliwą. Gdy byłem mały, zmarł
> mi ojciec.
> Po kilku latach zmarła również mama - od 15-ego roku życia wychowywała
> mnie
> babcia. Po śmierci ojca zapisałem się na ministranta w miejscowej
> parafii. Byłem
> od zawsze zamknięty w sobie, ale odkąd służyłem do ołtarza nabrałem
> pewności
> siebie: chętnie rozmawiałem z każdą napotkaną osobą. Rzekłbym: od
> tamtej pory
> jestem wylewny, niczym kobieta "lubię" (nie wiem, czy to dobre słowo,
> stąd
> cudzysłów) opowiadać o swoich problemach znajomym (przyjaciół nie
> posiadam).
> Lubię czytać książki, oglądać filmy o podtekście psychologicznym
> (takie, co
> mają coś w sobie, np. Lyncha). Od najmłodszych lat zajmuję się też
> kompozycją
> muzyki - mam na tym polu spore osiągnięcia nawet. Tyle tytułem wstępu.
>
> Od 22 roku życia mieszkam sam. Mając 23 lata poznałem pierwszą
> dziewczynę
> (lepiej późno, niż wcale). Nasza miłość (powinienem napisać: moje
> zauroczenie)
> trwało raptem 2 lata. Wszystko zakończyło się jej zdradą. Dowiedziałem
> się
> o tym dopiero, gdy była w 4tym miesiącu ciąży z młodszym ode mnie o 5
> lat
> kolesiem (ona była o rok starsza ode mnie). No cóż, przeżyłem to.
>
> W wieku 25 lat poznałem moją przyszłą żonę. Tak się w niej zakochałem,
> że po
> 6-ciu miesiącach powziąłem decyzję o ślubie, oświadczyłem się i
> zgodziła się,
> że spędzimy ze sobą resztę życia. Piszę "powziąłem", bo już dzisiaj
> nie jestem
> przekonany, że ona chciała również tego samego. Chociaż na początku
> było
> iście sielankowo, ona jest dorosłą osobą, nikt jej do niczego przecież
> nie
> zmuszał.
>
> Nie będę opisywał szczegółów. W każdym razie pierwszy rok naszego
> małżeństwa
> był wg mnie boski. Tulenie się do snu, jak dwa małe misie koala,
> wspólne śniadania,
> moje wymyślne gotowanie DLA NIEJ (w pracy zbierałem od koleżanek
> najróżniejsze przepisy).
> Ten pierwszy rok był też okresem pisania pracy mgr przez moją żonę.
> Pomogłem jej się
> obronić, wyprawiłem jej przyjęcie jeszcze bardziej zwariowane, niż
> niejeden wieczór
> panieński :) Po jej obronie, coś zaczęło się psuć. Zauważyłem, że
> stawała się
> coraz mniej lojalna wobec mnie. Przykład: jeśli sygnalizowalem jej, że
> jej matka
> cały czas ma do mnie jakieś "ale", mówiła że to mój problem, aby po
> chwili dodać
> "oboje jesteście winni". Podobnie broniła jedną taką swoją koleżankę.
> Piszę ogólnie,
> ale uwierzcie mi, że sprawiało mi to nie lada problem. Wychodziłem z
> założenia,
> że o problemach trzeba rozmawiać, a z czasem wpadałem we frustracje,
> bo rozmowa
> z nią kończyła się jej słowami: "zwnou sobie coś wkręcasz
> niepotrzebnie!".
>
> Apogeum wszystkiego było wówczas, gdy przypadkiem zauważyłem, że od
> jakiegoś
> czasu pisze z kimś namiętnie na GG. Od początku naszej znajomości
> wychodziłem z
> założenia, że nie powinniśmy mieć przed sobą tajemnic. Jeśli ja
> pisałem eamile,
> rozmawiałem z kimś na gg, nawet dzieliłem się tym z nią, nie miałem
> nic przeciwko
> temu, że podczas pisania np. emaila ona stała z mną, wieszała mi się
> na szyi
> i rozprawiała o pierdołach wtedy, gdy akurat chciałem się skupić:)
> Po czasie wyszło na jaw, że ten jej kontakt na literkę "K" to dawny
> znajomy, który
> nic dla niej nie znaczy. Prawda była zupełnie inna: dzwonili do
> siebie, on często
> przyjeżdżał do niej do pracy. Problem jej znajomego zaczął mnie
> przerastać, ale
> moje prośby spełzły na niczym. Żona często wyjeżdzała do swojej matki
> na noc:
> gdy dochodziło do jakiejś różnicy zdań, ona w ogóle się ze mną nie
> liczyła, tylko
> mówiła, że musi pomóc schorowanej mamie i mam to zrozumieć. Małżeństwo
> rozpadło się po 1.5 roku: oświadczyła mi, że nie chce już dłużej się
> ze mną
> męczyć. Przez następne pół roku walczyłem o nią: chciałem się zmienić
> dla niej
> (wtedy tłumaczyłem to sobie tak, że naprawdę mogłem być zbyt zazdrosny
> itp.).
>
> Dojrzałem, gdy po kilku miesiącach, jak już ze mną nie mieszkała,
> natrafiłem
> na jej archiwum gg zostawione na moim laptopie (czasem go używała do
> pudelków i pisania emaili z koleżankami) i udało mi się je rozkodować
> przy pomocy
> dostępnych w internecie narzędzi. Było tam wiele tekstów, które
> wskazywały na to,
> że ten jej kumpel z internetu to coś więcej. Pisała do niego teksty w
> stylu
> "tak chciałabym Cię zobaczyć", "Nie ręczę za siebie, jak będziesz tam
> (...)" -
> okazało się w dodatku, że ten facet jest żonaty.
> Pamiętam, gdy przeglądałem to archiwum i jak w pewnym momencie zaczęło
> brakować
> mi powietrza: upadłem na podłogę i zacząłem skomleć. Fatalne uczucie.
> Nie miałem
> wyrzutów, że przeglądam prywatne rozmowy mojej byłej żony. Miałem
> piekielne
> pretensje do siebiem, że jestem takim pierdolonym cipowatym gnojkiem,
> który
> dał się tak omamić.
>
> Jestem miesiąc po rozwodzie. Odetchnąłem z ulgą. Układam sobie życie
> na nowo.
> Ale to co mnie nadal gnębi to przeczucie, że nie spotkam osoby godnej
> zaufania.
> Przestałem wierzyć kobietom. Uważam je za perfidne, przebiegłe istoty,
> które
> na swoje zachowanie znajdą setki wytłumaczeń:
>
> - wybacz, mam dzisiaj PMS
> - mam prawo do kompleksów: nie wiesz, co to celulitis
> - jestem kobietą, powinieneś zrozumieć, że jestem smutna bo tak już
> mam
>
> Boli mnie też to, że rodzina, najbliżsi - wszyscy nadal uważają, że
> przy rozwodzie
> dwie strony są winne. Nie wiem do dnia dzisiejszego, czym sobie
> zawiniłem. Znajdzie
> się zawsze coś na mnie, tak jak na każdego z Was: ale ja pierdolę -
> przecież
> przy ołtarzu przysięgaliśmy sobie być ze sobą na dobre i na złe. A
> gdzie sztuka
> kompromisów?
>
> Największy problem mam teraz ze sobą samym: gnębi mnie ta przeszłość,
> szukam wytłumaczenia
> na to co się stało. Powiedzenie: "nie zasłużyła na Ciebie, niech
> spierdala" jest dobre
> na krótką metę, ale ja muszę być za dobry, mało konswkwentny, że laska
> za laską
> tak mnie potrafią wykorzystać.
>
> Astrx, gdy spytałem byłą żonę, o co tak naprawdę chodzi (niepotrzebnie
> takie pytania
> zadawałem w ogóle, jak już i tak nie było co ratować), to zaczęła
> pieprzyć coś w stylu
> "ja i tak nie potrafiłam Ci nawet dobrze ugotować obiadu" itd. albo
> "Ty nie lubiłeś
> nigdy mojej mamy" - co było nie prawdą, bo chociaż jej nie kochałem
> (miałem powody),
> to starałem się ją akceptować, za co na koniec dostałem przydomek "Ty
> to jesteś
> niezły aktor".
>
> Tak więc astrx: takie jest życie. Nie pamiętam już, czy byłeś żonaty,
> czy tylko w stanie
> nażeczeństwa, ale na przyszlość: nie żeń się zbyt prędko, a najlepiej
> w ogóle. Więcej
> problemów, niż zalet.














Twoja historia jest bardzo smutna, ale na litość,,,, nie stawiaj
wszystkich kobiet pod tą samą miarą moralną.
Czy ta grupa to "stowarzyszenie urażonych facetów", czy nikt nie
słyszał co panowie potrafią zrobić z kobiecym sercem czyli
kolokwialnie mówiąc,,, wytrzeć nim sobie mordę i wdeptać w glebę,,,
pliss jestem tu sama, czy co?
Nie sugeruj, że wszystkie kobiety to fałszywe kreatury tylko czekające
na okazje zdrady. Ja zakochałam się raz w życiu w wieku 19 lat a
ponieważ byłam z biednej rodziny o czym "moja miłość" nie wiedział na
początku bo mieszkałam 600km od domu rodzinnego, to po wizycie u mnie
przy najbliższej możliwej okazji mnie zostawił(bo niby to, bo niby
tamto). Z rozpaczy wyszłam za mąż i przez bez mała 10 lat nie mogłam o
nim zapomnieć, nie kocham męża tak jak bym sobie tego życzyła więc
przez te wszystkie lata miałam nie raz chęć napluć sobie w twarz.
Czemu?
Bo przy mnie trwa w zdrowiu i chorobie bo mnie szanuje bo jest
cudownym facetem ,ale nadajemy na zupełnie innych falach. Nie raz się
zastanawiałam po co ja to zrobiłam ,,,teraz wiem miałam 20 lat i byłam
zakochana do obłędu,,, być może myślałam, że on mnie od tego jakoś
ocali,,, dziś wiem, że leczenie serca cudzym kosztem nikomu nie
wychodzi na dobre.
Do tego dodam, że niezwykle ciężko jest trzymać serce na uwięzi jeśli
się ma pragnienie zażyć miłości, żeby aż brakowało tchu przynajmniej
prze pierwsze kila lat (myśląc racjonalnie) a ja wychodząc za mąż
wiedziałam, że się nie odwracalnie tego pozbawiam, ale trwam już
naście lat i nie przyprawiłam małżonkowi rogów. Jemu krzywdy nie
zrobiłam bo on nie ma o tym pojęcia i mnie kocha a i ja staram się jak
mogę żeby nie był nieszczęśliwy. Tak jak już wspomniałam nie łatwo
jest puste serce powstrzymać od miłości i,,, teraz po wielu latach
znów kocham,,, ale on jest ode mnie daleko jak wschód od zachodu pod
każdym względem a poza tym przyrzekłam kiedyś wierność więc,,, nie
wszystkie kobiety to "zdradzieckie szmaty" mój drogi.
Pozdrawiam
-aszheri-
Re: Co to może być?
#174929
Author: paweł hoffmann
Date: Sun, 05 Jul 2009 20:56
70 lines
4283 bytes
asher: napisałaś do autora wątku, że to zachowanie jego dziewczyny
może
oznaczać, że ona już nic do niego nie czuje. Zgadzam się z tym
całkowicie.

"Nie odzywam się do Niej już od jakiego  czasu. Dalej nie wiem o co
chodzi,
ale nie mam już ani siły ani ochoty się domy lać..."

Ta wypowiedź, to jest sedno tej sprawy, sedno problemu. Wyobraźmy
sobie sytuację
lajtową, gdzie chwilowo jedna ze stron nie ma ochoty rozmawiać (tzw.
ciche godziny,
ciche dni). Po jakimś czasie wszystko wraca do normy. Bardziej zawiła
sytuacja
i trudna z perspektywy osoby, której ZALEŻY jest wówczas, gdy druga
osoba jedną
nogą jest już poza związkiem. Najczęściej dzieje się tak, kiedy ma
kogoś na oku,
kiedy jest zbyt słaba, by walczyć o swój związek. "Walczyć" - akurat w
kontekście
tego przykładu to złe słowo, bo ona jest na tyle perfidna, że udaje iż
niby
wszystko ok - a na boku kręci już z kim innym. I co, jak ta osoba,
której
ZALEŻY ma dogadać się z tamtą, która ma już ten związek W DUPIE???
Potem
są obrazki na niekorzyść tego, komu nadal ZALEŻY, że dopytuje "Co się
stało
kochanie???", że po n-tym odpytywaniu i nie otrzymaniu wyjaśnień wpada
w furię, że może mu się zdarzyć podnieść głos? Jak często ta perfidna
osóbka,
której już NIE ZALEŻY opowiada potem w pracy czy przyjaciołom, w
jakiej
jest fatalnej sytuacji, że ciągle ten JEJ facet ma do niej jakieś
pretensje.
Czeka tylko, aż otoczenie zacznie jej DOPINGOWAĆ: "rzuć go, to
naprawdę nie
ma sensu" i jak tylko nadarza się okazja, spierdala, chociaż
zaplanowała to sobie
już dużo wcześniej.

Dlaczego kurwa mać słyszę akurat historię takich "niezdecydowanych"
panien?
Fakt, że faceci też nie są święci, ale facet podchodzi do takich spraw
na
zasadzie: nie podoba mi się, to od razu spierdalam, a nie... czai się,
żali
dookoła wszystkim, by już knuć plan, jak spieprzyć komuś życie.

Wiem asher, że nie wszystkie kobiety takie są. Ale ja już nie ufam po
prostu
kobietom. Poznam kiedyś kolejną i skąd będę wiedzieć, czy ona mnie
kocha i czy
to uczucie jest szczere? Zobacz, Twój mąż (któremu współczuję) o
niczym nie wie,
nie ma pojęcia, że masz tyle wątpliwości. Ten świat jest ogólnie
pojebany, ludzie
fałszywi z natury. Szczerość dzisiaj nie jest w modzie - czy
kiedykolwiek była?
Perfidne świnie biegną po trupach do celu, bez świadomości, że
niebawem również
ich spotka game over? A może na tym polega życie, żeby poużywać sobie
póki
można (okazja czyni złodzieja), bo wszystkich nas spotka ten sam
los...

ps. nie wiem czy będę widnieć w tym wpisie jako Paweł czy Kamil...
google coś
miesza mi z profilem:) Oba nicki są oczywiście fejkowe.
Re: Co to może być?
#174935
Author: paweł hoffmann
Date: Sun, 05 Jul 2009 21:16
84 lines
4973 bytes
asheri napisała kiedyś:

"To kobieta wybiera mężczyznę, który ją wybierze" tak więc wniosek z
tych słów i autopsji  taki, że im bardziej będziesz się jej narzucał
tym gorzej dla ciebie. Jeśli ona kiedykolwiek cię zapragnie na
nowo,,,
będziesz o tym wiedział,,, bo będzie cię zdobywać a ty nie wpadaj jej
od razu w ramiona - graj nie zainteresowanego nią. Uwierz mi,,, nic
tak kobiety nie podnieca jak myśl o zdobywaniu tego co
"niezdobywalne"
a  z im większym trudem(coś,ktoś) przychodzi, tym bardziej
wartościowsze i doceniane,,, jak ze wszystkim.
Dam ci dobrą radę nie bądź dla niej taki miodzie, takiego traktowania
potrzebujemy gdy cierpimy na PMS na co dzień taka postawa nas nudzi i
odstręcza,,, wolimy bardziej pepperoni."

Świetnie to ujęłaś. Aż sobie zapisałem na dysku "ku pamięci". Nie
ironizuję.
To jest właśnie mój - i pewnie wielu facetów - problem, który
zdiagnozowałem
u siebie dopiero po ostatniej porażce.

Zawsze, kiedy jakaś dziewczyna mi się spodobała, robiłem wszystko, by
ze mną
była. Oferowałem spotkania, wyjazdy tu i tam i pomoc 24h/dobę. Nigdy
dziewczynie,
na której mi zależało, nie potrafiłem odmówić (nie mam na myśli tutaj
spraw związanych
wyłącznie z sexem hehe).
Coś mi zawsze podpowiadało "bądź twardy, specjalnie powiedz jej, że
nie masz czasu,
jak jej zależy na Tobie, za jakiś czas zadzwoni", ale przeważał w
mojej głowie głos:
"Nie rób tak, jak szablonowo nakazują poradniki dla prawdziwych macho.
Rób wszystko
w zgodzie z suemieniem".
Więc nie robiłem nic wbrew sobie: zależało mi na lasce, więc jeśli ona
TYMBARDZIEJ
proponowała wypad gdzieś, prosiła o pomoc w danym temacie, bardzo
chętnie przystawałem
na jej prośby. Zawsze bez wyjątku.

Dwie kobiety, z którymi byłem były ze mną, bo ja je o to "prosiłem". W
żadnym z tych
wypadków nie było tak, że one za mną latały. Wniosek mój na
przyszłość: nie mogę być
z kobietą, która nie będzie za mną latać, nie będę czuć na 100%, że
ona chce ze mną
BAAARDZO  być.

Druga sprawa to bycie zbyt szczerym, odkrywanie wszystkich kart na
początku i tzw.
"zagłaskiwanie kotka". Mam tak, że jak już z kimś jestem, to lubię
poopowiadać, co mnie
w życiu przykrego spotkało, aby zaznaczyć, że właśnie Z TOBĄ tu i
teraz czuję się znakomicie,
że w końcu Bóg ofirarował mi Ciebie. Hehe oczywiście z tym opisem
przesadzam, ale
można tak to ironicznie skwitować: laska po prostu zna moją całą
przeszłość, w tym
historię o tym, jak mnie inne laski wykiwały wcześniej i że jestem
uczuciowy i szczery.
Że nie potrafię grać.
Kupowałbym kobiecie prezenty co tydzień: ileż miałem sytuacji, że
szperając w sieci
akurat coś mi się spodobało (np. na allegro) i od razu musiałem mojej
byłej zonie
kupić to i owo, chociaż nie przelewało nam się finansowo. Po prostu
uwielbiałem widzieć
radość w jej oczach i nie potrafiłem "dozować" przyjemne chwile, jeśli
tylko była
okazja, by miło spędzić czas.

Oczywiście nie jestem chodzącym ideałem: jestem strasznie niecierpliwy
i niekonsekwentny.
Jeśli czułem że coś jest nie tak, drążyłem zawsze temat. Jeśli miarka
się z jej strony
przebrała, nie byłem konsekwentny i wiedziała, że po kilku dniach
wrócę do niej i będę
błagać, by wróciła. Ogólnie boję się niepowodzeń (ot, sama myśl o
rozwodzie), porażek..
dlatego zawsze dążyłem do idealnego związku i szybko spadłem na dupę,
by przekonać
się jak to boli.
Re: Co to może być?
#174930
Author: aszheri
Date: Sun, 05 Jul 2009 21:47
123 lines
6343 bytes
On 5 Lip, 22:56, paweł hoffmann <kamolsky...@gmail.com> wrote:
> asher: napisałaś do autora wątku, że to zachowanie jego dziewczyny
> może
> oznaczać, że ona już nic do niego nie czuje. Zgadzam się z tym
> całkowicie.
>
> "Nie odzywam się do Niej już od jakiego  czasu. Dalej nie wiem o co
> chodzi,
> ale nie mam już ani siły ani ochoty się domy lać..."
>
> Ta wypowiedź, to jest sedno tej sprawy, sedno problemu. Wyobraźmy
> sobie sytuację
> lajtową, gdzie chwilowo jedna ze stron nie ma ochoty rozmawiać (tzw.
> ciche godziny,
> ciche dni). Po jakimś czasie wszystko wraca do normy. Bardziej zawiła
> sytuacja
> i trudna z perspektywy osoby, której ZALEŻY jest wówczas, gdy druga
> osoba jedną
> nogą jest już poza związkiem. Najczęściej dzieje się tak, kiedy ma
> kogoś na oku,
> kiedy jest zbyt słaba, by walczyć o swój związek. "Walczyć" - akurat w
> kontekście
> tego przykładu to złe słowo, bo ona jest na tyle perfidna, że udaje iż
> niby
> wszystko ok - a na boku kręci już z kim innym. I co, jak ta osoba,
> której
> ZALEŻY ma dogadać się z tamtą, która ma już ten związek W DUPIE???
> Potem
> są obrazki na niekorzyść tego, komu nadal ZALEŻY, że dopytuje "Co się
> stało
> kochanie???", że po n-tym odpytywaniu i nie otrzymaniu wyjaśnień wpada
> w furię, że może mu się zdarzyć podnieść głos? Jak często ta perfidna
> osóbka,
> której już NIE ZALEŻY opowiada potem w pracy czy przyjaciołom, w
> jakiej
> jest fatalnej sytuacji, że ciągle ten JEJ facet ma do niej jakieś
> pretensje.
> Czeka tylko, aż otoczenie zacznie jej DOPINGOWAĆ: "rzuć go, to
> naprawdę nie
> ma sensu" i jak tylko nadarza się okazja, spierdala, chociaż
> zaplanowała to sobie
> już dużo wcześniej.
>
> Dlaczego kurwa mać słyszę akurat historię takich "niezdecydowanych"
> panien?
> Fakt, że faceci też nie są święci, ale facet podchodzi do takich spraw
> na
> zasadzie: nie podoba mi się, to od razu spierdalam, a nie... czai się,
> żali
> dookoła wszystkim, by już knuć plan, jak spieprzyć komuś życie.
>
> Wiem asher, że nie wszystkie kobiety takie są. Ale ja już nie ufam po
> prostu
> kobietom. Poznam kiedyś kolejną i skąd będę wiedzieć, czy ona mnie
> kocha i czy
> to uczucie jest szczere? Zobacz, Twój mąż (któremu współczuję) o
> niczym nie wie,
> nie ma pojęcia, że masz tyle wątpliwości. Ten świat jest ogólnie
> pojebany, ludzie
> fałszywi z natury. Szczerość dzisiaj nie jest w modzie - czy
> kiedykolwiek była?
> Perfidne świnie biegną po trupach do celu, bez świadomości, że
> niebawem również
> ich spotka game over? A może na tym polega życie, żeby poużywać sobie
> póki
> można (okazja czyni złodzieja), bo wszystkich nas spotka ten sam
> los...
>
> ps. nie wiem czy będę widnieć w tym wpisie jako Paweł czy Kamil...
> google coś
> miesza mi z profilem:) Oba nicki są oczywiście fejkowe.












>>ale facet podchodzi do takich spraw
na
zasadzie: nie podoba mi się, to od razu spierdalam, a nie... czai
się,
żali
dookoła wszystkim, by już knuć plan, jak spieprzyć komuś życie.

...a to dobre,,,a niby żonaci faceci nie zdradzają??? Kup sobie
"gazete ogłoszeniową" jak masz możliwość i porównaj (w rubryce
towarzyskie czy coś tam) która z grup wykazuje więcej inicjatywy do
niezobowiązujących igraszek. Tylko ta subtelna ustanowiona zresztą
przez naszą kulturę różnica polega na tym, że babka puszczająca się to
k.... i szmata a facet to ogier wiadomo i raczej przypisywane jest mu
to za atrybut męskości.

>>Twój mąż (któremu współczuję) o
niczym nie wie,
nie ma pojęcia, że masz tyle wątpliwości

... nie wie ale,,, parafrazując: czego umysł nie wie tego sercu nie
żal,,, czemu współczujesz mojemu mężowi, on ma wszystko co może mu dać
kobieta: czułość,ciepło,troske,sex wszystko oprócz wymarzonych w moim
rozumieniu  przejawach miłości,,, skoro nie wie,,, nic nie traci. Ja
kocham platonicznie i chyba dzięki temu żyje, ale w jego(męża) życiu
raczej nic się przez to nie zmienia i nie zmieni bo ta miłość jest nie
osiągalna z różnych przyczyn więc moje życie nadal będzie biegło swoim
torem i tak,,,aż do śmierci.
>>Perfidne świnie biegną po trupach do celu, bez świadomości, że
niebawem również
ich spotka game over? A może na tym polega życie, żeby poużywać sobie
póki
można (okazja czyni złodzieja), bo wszystkich nas spotka ten sam
.
..szczerze,,, tego nie rozumiem, ale udam, że to nie do mnie a przy
najbliższej argumentacji postaraj się pisać bardziej personalnie bo
będę musiała z tobą wkroczyć na ścieżkę wojenną a chyba nie o to tu
chodzi?
eh,,czemu ja jeszcze siedzę,,,jestem chora idę spać :(
pozdrawiam
-aszheri-
Re: Co to może być?
#174931
Author: paweł hoffmann
Date: Sun, 05 Jul 2009 21:58
38 lines
3085 bytes
On 5 Lip, 23:47, aszheri <asz...@wp.pl> wrote:
> ...a to dobre,,,a niby żonaci faceci nie zdradzają???

nie bardzo rozumiem: następnym razem napiszę tak: nie mogę mieć
pretensji do
kobiet (w końcu nie jestem gejem, ale co tam), bo faceci nie są lepsi,
więc zamknę
mordę w kubeł i w ogóle nie ma tematu.


> ... nie wie ale,,, parafrazując: czego umysł nie wie tego sercu nie
> żal,,, czemu współczujesz mojemu mężowi, on ma wszystko co może mu dać
> kobieta: czułość,ciepło,troske,sex wszystko oprócz wymarzonych w moim
> rozumieniu  przejawach miłości,,, skoro nie wie,,, nic nie traci.

zajebiste podejście" czego umysł nie wie, tego sercu nie żal" -
przeżyłem to
na własnej skórze, jako ten, który nagle się dowiedział i powiem
szczerze
że woałbym wcześniej poznać najgorszą prawdę, niż czuć się omamiony,
oszukany, ślepo wierzący do końca, że ona dobrą kobietą była, tylko ja
z
wadami.


>> niebawem również
>> ich spotka game over? A może na tym polega życie, żeby poużywać sobie
>> póki
>> można (okazja czyni złodzieja), bo wszystkich nas spotka ten sam
> .
> ..szczerze,,, tego nie rozumiem, ale udam, że to nie do mnie a przy
> najbliższej argumentacji postaraj się pisać bardziej personalnie bo
> będę musiała z tobą wkroczyć na ścieżkę wojenną a chyba nie o to tu
> chodzi?

to akurat (?) nie było do Ciebie, takie luźne moje przemyślenia.
Ale jak teraz czytam Twoją odpowiedź, to od razu nasuwa mi się na myśl
powiedzenie: "uderz w stół..." - sorry.
Re: Co to może być?
#174932
Author: aszheri
Date: Mon, 06 Jul 2009 07:38
90 lines
5622 bytes
On 5 Lip, 23:58, paweł hoffmann <kamolsky...@gmail.com> wrote:
> On 5 Lip, 23:47, aszheri <asz...@wp.pl> wrote:
>
> > ...a to dobre,,,a niby żonaci faceci nie zdradzają???
>
> nie bardzo rozumiem: następnym razem napiszę tak: nie mogę mieć
> pretensji do
> kobiet (w końcu nie jestem gejem, ale co tam), bo faceci nie są lepsi,
> więc zamknę
> mordę w kubeł i w ogóle nie ma tematu.
>
> > ... nie wie ale,,, parafrazując: czego umysł nie wie tego sercu nie
> > żal,,, czemu współczujesz mojemu mężowi, on ma wszystko co może mu dać
> > kobieta: czułość,ciepło,troske,sex wszystko oprócz wymarzonych w moim
> > rozumieniu  przejawach miłości,,, skoro nie wie,,, nic nie traci.
>
> zajebiste podejście" czego umysł nie wie, tego sercu nie żal" -
> przeżyłem to
> na własnej skórze, jako ten, który nagle się dowiedział i powiem
> szczerze
> że woałbym wcześniej poznać najgorszą prawdę, niż czuć się omamiony,
> oszukany, ślepo wierzący do końca, że ona dobrą kobietą była, tylko ja
> z
> wadami.
>
> >> niebawem również
> >> ich spotka game over? A może na tym polega życie, żeby poużywać sobie
> >> póki
> >> można (okazja czyni złodzieja), bo wszystkich nas spotka ten sam
> > .
> > ..szczerze,,, tego nie rozumiem, ale udam, że to nie do mnie a przy
> > najbliższej argumentacji postaraj się pisać bardziej personalnie bo
> > będę musiała z tobą wkroczyć na ścieżkę wojenną a chyba nie o to tu
> > chodzi?
>
> to akurat (?) nie było do Ciebie, takie luźne moje przemyślenia.
> Ale jak teraz czytam Twoją odpowiedź, to od razu nasuwa mi się na myśl
> powiedzenie: "uderz w stół..." - sorry.
















>> co było nie prawdą, bo chociaż jej nie kochałem
>>(miałem powody),
>>to starałem się ją akceptować, za co na koniec dostałem przydomek "Ty
>>to jesteś
niezły aktor".
...osądzasz mnie i mój stosunek do męża ,,,a co to oznacza co tu
nadziergałeś,,,po co Ci było by to ciągnąć? Powiem Ci,,, ciesz się ,że
ona cię zostawiła bo w przeciwnym razie po kilku latach takich nocnych
wyskoków "do mamy" z całą pewnością Twoje życie stało by się
przysłowiową gehenną. Mój drogi co innego jest się związać z
osobą ,której od początku się nie kocha(fakt jestem dobrą
aktorką,,,ale płacę sobie za ten teatrzyk sowicie od nastu lat-ściślej
mówiąc to ja w nim mam za swoje bo do póki mój m. mnie nie uderzy lub
zdradzi będę przy nim nawet na swoją niekorzyść) a co innego kochać
kogoś na zabój jak Ty (kupować prezenciki, robić śniadanko do łóżka,
gotować specjalnie dla ż) a potem  oberwać kubeł wody na głowę, czyli
mieć jawne dowody jej zdrady. Mój mąż takowych nie posiada bo one nie
istnieją de facto. Zdziwił byś się jak można się poświęcać i traktować
kogoś kogo mam świadomość
wykorzystałam do leczenia się z chorej dziecięcej miłości. W naszym
związku to wbrew temu co o mnie myślisz ja jestem "Pawłem hoffmanen"
to ja robie prezenciki, romantyczne wieczory, wyciągam na wakacje,
tulusiam, całusiam, kłócę się do krwi z każdym z rodziny kto coś na
niego powie ----ja mój drogi. I to wszystko pomimo jak już pisałam
kompletnego nie nadawania na tych samych falach. Wiele razy gorąco
pragnęłam wzbudzić w sobie to uczucie ale,,,
On potrafił kiedy leżeliśmy razem powiedzieć.... Nie patrz tak na mnie
bo mnie onieśmielasz! Cóż ja na to poradzę ,że uwielbiam patrzeć i to
właśnie przez spojrzenia się zakochuję. Jeśli idzie o prezenciki to
nie dostałam nigdy,,,, co najwyżej 'parę papierków' ze słowami idź i
coś sobie kup, ale nie jęczę ,,,inne i tego nie mają. Jest jeszcze
jeden fakt, który istnieje a na podstawie którego każdy na moim
miejscu popukał by się w głowę i powiedział, że nie ma sensu ten
związek,,, ale o tym nie będę wspominać publicznie....
pozdrawiam w chorobie :(
-aszheri-
Re: Co to może być?
#174939
Author: astrx
Date: Mon, 06 Jul 2009 08:16
70 lines
3668 bytes
W dniu 2009-07-05 20:53, paweł hoffmann pisze:

> 
> Jestem miesiąc po rozwodzie. Odetchnąłem z ulgą. Układam sobie życie
> na nowo.
> Ale to co mnie nadal gnębi to przeczucie, że nie spotkam osoby godnej
> zaufania.
> Przestałem wierzyć kobietom. Uważam je za perfidne, przebiegłe istoty,
> które
> na swoje zachowanie znajdą setki wytłumaczeń:
> 
> - wybacz, mam dzisiaj PMS
> - mam prawo do kompleksów: nie wiesz, co to celulitis
> - jestem kobietą, powinieneś zrozumieć, że jestem smutna bo tak już
> mam


Uważam, że to nie jest dobre podejście - nie można mówić, że wszystkie 
kobiety są złe - przenosisz po prostu złe doświadczenia związane ze 
swoją byłą żoną na wszystkie kobiety. Sam nigdy nie powiedziałem, że 
wszystkie kobiety są złe, jestem po prostu świadomy tego, że nie 
potrafię, i długo jeszcze nie będę potrafił zaufać. Sam muszę się z tym 
uporać, bo to tkwi we mnie i to jest sednem sprawy, a nie wszystkie 
kobiety :)

Poza tym, faceci przecież też zdradzają, i niejednokrotnie spotkałem się 
z opiniami w stylu: "wszyscy faceci to świnie", albo "to tylko facet". 
Nie podoba mi się takie uogólnianie - zarówno w stosunku do kobiet jak i 
do mężczyzn...

> 
> Boli mnie też to, że rodzina, najbliżsi - wszyscy nadal uważają, że
> przy rozwodzie
> dwie strony są winne. Nie wiem do dnia dzisiejszego, czym sobie
> zawiniłem. Znajdzie
> się zawsze coś na mnie, tak jak na każdego z Was: ale ja pierdolę -
> przecież
> przy ołtarzu przysięgaliśmy sobie być ze sobą na dobre i na złe.. A
> gdzie sztuka
> kompromisów?

Coś w tym jest, może nie dokładnie "dwie strony są winne", ale przecież 
nikt nie jest samotną wyspą, i nasze działania mają jakiś wpływ na 
innych - tymbardziej w związku. Faktem pozostaje jednak, że nic nie 
usprawiedliwia zdrady.

> Astrx, gdy spytałem byłą żonę, o co tak naprawdę chodzi (niepotrzebnie
> takie pytania
> zadawałem w ogóle, jak już i tak nie było co ratować), to zaczęła
> pieprzyć coś w stylu
> "ja i tak nie potrafiłam Ci nawet dobrze ugotować obiadu" itd. albo
> "Ty nie lubiłeś
> nigdy mojej mamy"

Skądś znam takie zachowanie :) To racjonalizacja, podawanie po fakcie, w 
sumie bardzo błahych powodów dla zerwania związku.

> 
> Tak więc astrx: takie jest życie. Nie pamiętam już, czy byłeś żonaty,
> czy tylko w stanie
> nażeczeństwa, ale na przyszlość: nie żeń się zbyt prędko, a najlepiej
> w ogóle. Więcej
> problemów, niż zalet.

:D Przecież nikt nam nie mówił, że życie jest proste i łatwe :)


-- 
Pozdrawiam,
astrx
Re: Co to może być?
#174936
Author: aszheri
Date: Mon, 06 Jul 2009 11:36
200 lines
9254 bytes
On 5 Lip, 20:53, paweł hoffmann <kamolsky...@gmail.com> wrote:
> Cześć
>
> Czy tam tę grupę od kilkut tygodni: głównie archiwalne wątki bo od
> dłuższego
> czasu mało się dzieje.
>
> Twój list astrx zmusił mnie do wylania z siebie tego, co skrywałem
> przez
> ostatnie pół roku. Być może ktoś będzie mi też umiał pomóc. Z góry
> przepraszam
> za długość tego posta.
>
> Zacznę od tego, że jestem osobą bardzo wrażliwą. Gdy byłem mały, zmarł
> mi ojciec.
> Po kilku latach zmarła również mama - od 15-ego roku życia wychowywała
> mnie
> babcia. Po śmierci ojca zapisałem się na ministranta w miejscowej
> parafii. Byłem
> od zawsze zamknięty w sobie, ale odkąd służyłem do ołtarza nabrałem
> pewności
> siebie: chętnie rozmawiałem z każdą napotkaną osobą. Rzekłbym: od
> tamtej pory
> jestem wylewny, niczym kobieta "lubię" (nie wiem, czy to dobre słowo,
> stąd
> cudzysłów) opowiadać o swoich problemach znajomym (przyjaciół nie
> posiadam).
> Lubię czytać książki, oglądać filmy o podtekście psychologicznym
> (takie, co
> mają coś w sobie, np. Lyncha). Od najmłodszych lat zajmuję się też
> kompozycją
> muzyki - mam na tym polu spore osiągnięcia nawet. Tyle tytułem wstępu.
>
> Od 22 roku życia mieszkam sam. Mając 23 lata poznałem pierwszą
> dziewczynę
> (lepiej późno, niż wcale). Nasza miłość (powinienem napisać: moje
> zauroczenie)
> trwało raptem 2 lata. Wszystko zakończyło się jej zdradą. Dowiedziałem
> się
> o tym dopiero, gdy była w 4tym miesiącu ciąży z młodszym ode mnie o 5
> lat
> kolesiem (ona była o rok starsza ode mnie). No cóż, przeżyłem to.
>
> W wieku 25 lat poznałem moją przyszłą żonę. Tak się w niej zakochałem,
> że po
> 6-ciu miesiącach powziąłem decyzję o ślubie, oświadczyłem się i
> zgodziła się,
> że spędzimy ze sobą resztę życia. Piszę "powziąłem", bo już dzisiaj
> nie jestem
> przekonany, że ona chciała również tego samego. Chociaż na początku
> było
> iście sielankowo, ona jest dorosłą osobą, nikt jej do niczego przecież
> nie
> zmuszał.
>
> Nie będę opisywał szczegółów. W każdym razie pierwszy rok naszego
> małżeństwa
> był wg mnie boski. Tulenie się do snu, jak dwa małe misie koala,
> wspólne śniadania,
> moje wymyślne gotowanie DLA NIEJ (w pracy zbierałem od koleżanek
> najróżniejsze przepisy).
> Ten pierwszy rok był też okresem pisania pracy mgr przez moją żonę.
> Pomogłem jej się
> obronić, wyprawiłem jej przyjęcie jeszcze bardziej zwariowane, niż
> niejeden wieczór
> panieński :) Po jej obronie, coś zaczęło się psuć. Zauważyłem, że
> stawała się
> coraz mniej lojalna wobec mnie. Przykład: jeśli sygnalizowalem jej, że
> jej matka
> cały czas ma do mnie jakieś "ale", mówiła że to mój problem, aby po
> chwili dodać
> "oboje jesteście winni". Podobnie broniła jedną taką swoją koleżankę.
> Piszę ogólnie,
> ale uwierzcie mi, że sprawiało mi to nie lada problem. Wychodziłem z
> założenia,
> że o problemach trzeba rozmawiać, a z czasem wpadałem we frustracje,
> bo rozmowa
> z nią kończyła się jej słowami: "zwnou sobie coś wkręcasz
> niepotrzebnie!".
>
> Apogeum wszystkiego było wówczas, gdy przypadkiem zauważyłem, że od
> jakiegoś
> czasu pisze z kimś namiętnie na GG. Od początku naszej znajomości
> wychodziłem z
> założenia, że nie powinniśmy mieć przed sobą tajemnic. Jeśli ja
> pisałem eamile,
> rozmawiałem z kimś na gg, nawet dzieliłem się tym z nią, nie miałem
> nic przeciwko
> temu, że podczas pisania np. emaila ona stała z mną, wieszała mi się
> na szyi
> i rozprawiała o pierdołach wtedy, gdy akurat chciałem się skupić:)
> Po czasie wyszło na jaw, że ten jej kontakt na literkę "K" to dawny
> znajomy, który
> nic dla niej nie znaczy. Prawda była zupełnie inna: dzwonili do
> siebie, on często
> przyjeżdżał do niej do pracy. Problem jej znajomego zaczął mnie
> przerastać, ale
> moje prośby spełzły na niczym. Żona często wyjeżdzała do swojej matki
> na noc:
> gdy dochodziło do jakiejś różnicy zdań, ona w ogóle się ze mną nie
> liczyła, tylko
> mówiła, że musi pomóc schorowanej mamie i mam to zrozumieć. Małżeństwo
> rozpadło się po 1.5 roku: oświadczyła mi, że nie chce już dłużej się
> ze mną
> męczyć. Przez następne pół roku walczyłem o nią: chciałem się zmienić
> dla niej
> (wtedy tłumaczyłem to sobie tak, że naprawdę mogłem być zbyt zazdrosny
> itp.).
>
> Dojrzałem, gdy po kilku miesiącach, jak już ze mną nie mieszkała,
> natrafiłem
> na jej archiwum gg zostawione na moim laptopie (czasem go używała do
> pudelków i pisania emaili z koleżankami) i udało mi się je rozkodować
> przy pomocy
> dostępnych w internecie narzędzi. Było tam wiele tekstów, które
> wskazywały na to,
> że ten jej kumpel z internetu to coś więcej. Pisała do niego teksty w
> stylu
> "tak chciałabym Cię zobaczyć", "Nie ręczę za siebie, jak będziesz tam
> (...)" -
> okazało się w dodatku, że ten facet jest żonaty.
> Pamiętam, gdy przeglądałem to archiwum i jak w pewnym momencie zaczęło
> brakować
> mi powietrza: upadłem na podłogę i zacząłem skomleć. Fatalne uczucie.
> Nie miałem
> wyrzutów, że przeglądam prywatne rozmowy mojej byłej żony. Miałem
> piekielne
> pretensje do siebiem, że jestem takim pierdolonym cipowatym gnojkiem,
> który
> dał się tak omamić.
>
> Jestem miesiąc po rozwodzie. Odetchnąłem z ulgą. Układam sobie życie
> na nowo.
> Ale to co mnie nadal gnębi to przeczucie, że nie spotkam osoby godnej
> zaufania.
> Przestałem wierzyć kobietom. Uważam je za perfidne, przebiegłe istoty,
> które
> na swoje zachowanie znajdą setki wytłumaczeń:
>
> - wybacz, mam dzisiaj PMS
> - mam prawo do kompleksów: nie wiesz, co to celulitis
> - jestem kobietą, powinieneś zrozumieć, że jestem smutna bo tak już
> mam
>
> Boli mnie też to, że rodzina, najbliżsi - wszyscy nadal uważają, że
> przy rozwodzie
> dwie strony są winne. Nie wiem do dnia dzisiejszego, czym sobie
> zawiniłem. Znajdzie
> się zawsze coś na mnie, tak jak na każdego z Was: ale ja pierdolę -
> przecież
> przy ołtarzu przysięgaliśmy sobie być ze sobą na dobre i na złe. A
> gdzie sztuka
> kompromisów?
>
> Największy problem mam teraz ze sobą samym: gnębi mnie ta przeszłość,
> szukam wytłumaczenia
> na to co się stało. Powiedzenie: "nie zasłużyła na Ciebie, niech
> spierdala" jest dobre
> na krótką metę, ale ja muszę być za dobry, mało konswkwentny, że laska
> za laską
> tak mnie potrafią wykorzystać.
>
> Astrx, gdy spytałem byłą żonę, o co tak naprawdę chodzi (niepotrzebnie
> takie pytania
> zadawałem w ogóle, jak już i tak nie było co ratować), to zaczęła
> pieprzyć coś w stylu
> "ja i tak nie potrafiłam Ci nawet dobrze ugotować obiadu" itd. albo
> "Ty nie lubiłeś
> nigdy mojej mamy" - co było nie prawdą, bo chociaż jej nie kochałem
> (miałem powody),
> to starałem się ją akceptować, za co na koniec dostałem przydomek "Ty
> to jesteś
> niezły aktor".
>
> Tak więc astrx: takie jest życie. Nie pamiętam już, czy byłeś żonaty,
> czy tylko w stanie
> nażeczeństwa, ale na przyszlość: nie żeń się zbyt prędko, a najlepiej
> w ogóle. Więcej
> problemów, niż zalet.











>> Od najmłodszych lat zajmuję się też
kompozycją
muzyki - mam na tym polu spore osiągnięcia nawet.

:)) a to ciekawe Ci powiem,,,bo ja pisze teksty i tez mam w tym
kierunu spore osiągnięcie,,, jedna z gwiazd na moim tekście zarobila
ciutke,był nawet dość popularny,,,no no,,,może stworzymy jakiś
tandem :) artystyczny :P
pozdrawiam
-aszheri-
Re: Co to może być?
#174914
Author: michał
Date: Mon, 06 Jul 2009 12:10
93 lines
6844 bytes
Użytkownik "aszheri" napisał w wiadomości:

>>> a kt, że jesteś na usenecie od x  czasu nie gwarantuje ci
>>> konstruktywnego wpływu na twoją kulturę osobistą, świadczy o tym
>>> choćby fakt, że jak brak ci kontrargumentów to zaczynasz "po
>>> łacinie" Fe,, nie w moim stylu i ogólnie już passe.

>> Passe to Ty jesteś, bo dyskusję z użytkownikiem zaczynasz od
>> stosowania argumentów ad personam i to Ciebie skreśla jako osobę, z
>> którą warto "po ludzku" dyskutować. ;>
>>> Passe to Ty jesteś, bo dyskusję z użytkownikiem zaczynasz od
> stosowania argumentów ad personam i to Ciebie skreśla jako osobę, z
> którą warto "po ludzku" dyskutować. ;>
> ...wielmożny panie brygadzisto oto dlaczego  wedle twojego pojmowania
> cię zaatakowałam,,, choć  ja tak nie sadzę,,, wypowiedziałam kontrę i
> tyle. A że  jaśnie pan histerycznie reaguje to cóż mi począć.
> Aby powód mojego ataku był logiczny pozwoliłam sobie na kompilacja
> dwóch tematów w których wasza wysokość miał życzenie się udzielić, oto
> one.
>  >> [jestem przełożonym tej osoby, więc siłą rzeczy
> nie jestem jej równy, czego ona zdaje się nie rozumieć
>>>  [ja jestem toksyczny dla pracowników, bo
> jestem ich przełożonym i tym samym mam inne prawa i obowiązki od nich
> + to, że studiuję, wyrażam się inaczej, zachowuję się inaczej]
>>> Studiuję, mam absolutorium na UW - czy jestem toksyczny dla osób z
> wykształceniem podstawowym, "chamów siłą odciągniętych od pługa"? Dla
> części z nich tak. Dla lękowców, osób niepewnych swojej wartości lub
> z
> zaniżoną wartością, dla osób poszukujących zagrożeń dla siebie w
> otoczeniu. Jestem otksyczny przez sam fakt bycia tym kim jestem. :)

> ...jestem tym, jestem tamtym, jestem, jestem bla bla bla....powiadam
> ci na  tych grupach istnieje wiele osób ,którym intelektem i swoją
> umiejętnością posługiwania się językiem prawniczym nie dorównujesz, a
> mimo to nie obnoszą się z tym,,, wiesz w pokorze tkwi siła i urok.
> Mtto na dziś dla ciebie do przemyślenia:
> *Wiedza daje pokorę wielkiemu, dziwi przeciętnego nadyma małego. Lew
> Tołstoj

Jest też wiele osób, które chętnie krytykują innych bez specjalnego 
zastanowienia. Takich, o których wspominasz jest mało.
Flyer na tej i na innych grupach jest znany z tego, że o sobie zawsze 
prawdę mówi. Nie tylko ja tak go odbieram i praktycznie nie ma tutaj 
wrogów. Więc Twoja reakcja jakoś zgrzyta tutaj. A przede wszystkim, mimo 
że pierwszy raz Cię tutaj na grupie widzę, Twoja osoba a nie Flya 
kojarzy mi się z trzecią tezą w cytacie z Tołstoja. Może dlatego, że 
dłużej go znam.
Więc może poczekaj trochę z pochopnymi wnioskami i zachowaj się jakoś... 
bo tak to ani siły, ani uroku. :)

>>> Osoba niepewna swojej wartości wybierze zawsze osobę "kaleką
> emocjonalnie" -  taka osoba da jej luksus bycia lepszym i
> "dobrym" [biedny, samotny facet ;>], da jej lukus pielęgnowania
> swojego ego [w sumie nie ma po co zawracać sobie d... swoim ego, ale
> takie osoby są mocno egocentryczne/egotyczne]. Taki facet
> usprawiedliwia i dowartościowuje kobietę - Ona jest lepsza,
> mądrzejsza, dojrzalsza. Widocznie na pierwszym miejscu jest u Niej
> dowartościowanie, zaspokojenie niezaspokojonych potrzeb bycia lepszą.
> ...nazwałeś tu dziewczynę egotyczną a naszego astrxa "kaleką
> emocjonalną",pytam na jakiej podstawie,,, tych  kursów n/w  psycholi-
> logicznych. Panie brygadzisto z absolutorium na sprzątanie ulic((((i
> tu nic do pracowników fizycznych)))) ludzkich zachowań nie da się
> jednoznacznie sklasyfikować duperelami psychologicznymi, bo na ludzkie
> zachowania nawet w tej samej czy podobnej sytuacji mogą mieć wpływ
> różne czynniki np: kulturowe, wpływy społeczne, wcześniejsze
> przeżycia, wzorce wyniesione z domu, chemia mózgu i jeden maleńki
> fakcik ---mózg z którego nomen omen pochodzi źródło naszych zachowań
> jest najbardziej tajemniczym nie dającym się ogarnąć szablonowemu
> diagnozowaniu, ocenianiu organem.  :P
>>> Chłop oderwany od pługa chwali się tym, że kradnie serki w sklepie,
>>> że
> ukradł w zeszłym roku chłopu 12 sadzonek jabłoni, że ....
>>> ale brygadzistą, co gorsze umiejącym mówić językiem
> prawniczym.
>>> Btw. na UW mam absolutorium z Zarządzania, a nie z jakiejś formy
>>> lingwistyki. :) Dodatkowo przeszedłem "Grupę Otwarcia" w
>>> Laboratorium Psychoedukacji
> [Katowicka, Warszawa], psychoterapię u dwóch specjalistów z w/w, a
> obecnie chodzę sobie [od dwóch lat] na psychoterapię do PZP.
>  Czuję się w obowiązku cię uświadomić, że obecnie mnóstwo ludzi
> studiuje i nie jest to bynajmniej dla nich powodem do ciągłego
> przypominania wszem i wobec. Proponuję na następnym mitingu  zapodać
> temat: "Klasyczny przerost formy nad treścią a psychopatia"  a i
> zachęcam do poszerzenia zakresu swojego kształcenia o korepetycje z
> polszczyzny bo łacinę podwórkową opanowałeś perfekt.
> p.s dobrze ci radze mniej respiruj mary&huany bo ciężko cię zrozumieć.

I tu leży pies pogrzebany. Żeby być uświadamiaczem, trzeba sobie na to 
zasłużyć. :)

-- 
pozdrawiam
michał 
Re: Co to może być?
#174940
Author: paweł hoffmann
Date: Mon, 06 Jul 2009 12:24
52 lines
3915 bytes
>Uważam, że to nie jest dobre podejście - nie można mówić, że wszystkie
>kobiety są złe - przenosisz po prostu złe doświadczenia związane ze
>swoją byłą żoną na wszystkie kobiety. Sam nigdy nie powiedziałem, że
>wszystkie kobiety są złe, jestem po prostu świadomy tego, że nie
>potrafię, i długo jeszcze nie będę potrafił zaufać. Sam muszę się z tym
>uporać, bo to tkwi we mnie i to jest sednem sprawy, a nie wszystkie
>kobiety :)

pisząc o kobietach w ten sposób, pisałem poprzez analogię, jakbym
wyrażał się
o politykach: "politycy to złodzieje!" - więc nie trzeba tłumaczyć w
czym rzecz.
Oczywiście, zawsze znajdą się wyjątki - ale po prostu nie wierzę już
dzisiaj,
że będzie mi dane spotkać właśnie taką wyjątkową kobietę pośród tej
sterty
przebiegłej, wyrachowanej "płci pięknej".

>Coś w tym jest, może nie dokładnie "dwie strony są winne", ale przecież
>nikt nie jest samotną wyspą, i nasze działania mają jakiś wpływ na
>innych - tymbardziej w związku. Faktem pozostaje jednak, że nic nie
>usprawiedliwia zdrady.

masz rację: w ogóle zlikwidować sądy: zawsze "kij ma dwa końce", "kto
jest
bez winy niech rzuci kamieniem", każdy zdeterminowany jest poprzez
środowisko
w którym żyje. Na tej zasadzie faktycznie "dwie strony są winne".
Nie zrozumiem tego nigdy, jak można tak spłycać ot zdradę w związku,
czy
jej zaczynek (nie fizyczną, ale psychiczną). Napisałeś co prawda "nic
nie usprawiedliwia zdrady", ale większość rozwodów ma swoją przyczynę
właśnie w zdradzie. Rzadko jest tak, że siada baba z chłopek do stołu
i oznajmiają jednym głosem: "Rozwodzimy się! Huurrraa!".
Łatwiej natomiast wszelkim plotkarzom, ogolnie społeczeństwu
wyćwierkać
"zawsze dwie strony są winne" (by nie wchodzić ot z pokrzywdzonym
w dyskusję), po czym przechodzą do obrabiania dupy. Taka mentalność.

>> Tak więc astrx: takie jest życie. Nie pamiętam już, czy byłeś żonaty,
>> czy tylko w stanie
>> nażeczeństwa, ale na przyszlość: nie żeń się zbyt prędko, a najlepiej
>> w ogóle. Więcej
>> problemów, niż zalet.
>
>:D Przecież nikt nam nie mówił, że życie jest proste i łatwe :)

aha - spoko, czyli już sobie poradziłeś. Niepotrzebnie w sumie pisaleś
na tę
grupę z pytaniem "Co to może być". Powinieneś się z tym "być"
pogodzić, bo takie
jest życie :)
Re: Co to może być?
#174933
Author: paweł hoffmann
Date: Mon, 06 Jul 2009 12:41
29 lines
3060 bytes
> ...osądzasz mnie i mój stosunek do męża ,,,a co to oznacza co tu
> nadziergałeś,,,po co Ci było by to ciągnąć? Powiem Ci,,, ciesz się ,że
> ona cię zostawiła bo w przeciwnym razie po kilku latach takich nocnych
> wyskoków "do mamy" z całą pewnością Twoje życie stało by się

nie miałem zamiaru Cię w żaden sposób urazić. Po prostu - generalnie
-  współczuję
osobom, które nie znają całej prawy o swoim związku. Związek powinien
być
oparty na uczciwości, lojalności - nikt nam nie każe się żenić,
wychodzić za maż.
Naturą człowieka jest to, że po czasie nudzi się tym i owym, ale o
związek
trzeba walczyć, pielęgnować go itede. Dla mnie to podstawa - oczywista
oczywistość. Z tego punktu widzenia współczuję Twojemu mężu (pisownia
zamierzona hehe).

> On potrafił kiedy leżeliśmy razem powiedzieć.... Nie patrz tak na mnie
> bo mnie onieśmielasz! Cóż ja na to poradzę ,że uwielbiam patrzeć i to
> właśnie przez spojrzenia się zakochuję.

To musiałaś całkiem sexy się patrzeć. Zależy jak on to do Ciebie
powiedział,
może tak "zadziornie"?
Napisałaś, że jest "coś" jeszcze, ale nie będziesz pisać o tym
publicznie.
Być może to właśnie to sprawia, że nigdy się do siebie nie zbliżycie
tak na serio.
Powodzenia.
Re: Co to może być?
#174937
Author: paweł hoffmann
Date: Mon, 06 Jul 2009 12:43
7 lines
1845 bytes
> :)) a to ciekawe Ci powiem,,,bo ja pisze teksty i tez mam w tym
> kierunu spore osiągnięcie,,, jedna z gwiazd na moim tekście zarobila
> ciutke,był nawet dość popularny,,,no no,,,może stworzymy jakiś
> tandem :) artystyczny :P

napisać tekst to jedno, ktoś to musi jeszcze zaśpiewać;)
Spoko luz, może kiedyś kto wie.
Re: Co to może być?
#174915
Author: aszheri
Date: Mon, 06 Jul 2009 12:59
146 lines
9315 bytes
On 6 Lip, 14:10, michał <6mich...@gazeta.pl> wrote:
> Użytkownik "aszheri" napisał w wiadomości:
>
>
>
>
>
> >>> a kt, że jesteś na usenecie od x  czasu nie gwarantuje ci
> >>> konstruktywnego wpływu na twoją kulturę osobistą, świadczy o tym
> >>> choćby fakt, że jak brak ci kontrargumentów to zaczynasz "po
> >>> łacinie" Fe,, nie w moim stylu i ogólnie już passe.
> >> Passe to Ty jesteś, bo dyskusję z użytkownikiem zaczynasz od
> >> stosowania argumentów ad personam i to Ciebie skreśla jako osobę, z
> >> którą warto "po ludzku" dyskutować. ;>
> >>> Passe to Ty jesteś, bo dyskusję z użytkownikiem zaczynasz od
> > stosowania argumentów ad personam i to Ciebie skreśla jako osobę, z
> > którą warto "po ludzku" dyskutować. ;>
> > ...wielmożny panie brygadzisto oto dlaczego  wedle twojego pojmowania
> > cię zaatakowałam,,, choć  ja tak nie sadzę,,, wypowiedziałam kontrę i
> > tyle. A że  jaśnie pan histerycznie reaguje to cóż mi począć.
> > Aby powód mojego ataku był logiczny pozwoliłam sobie na kompilacja
> > dwóch tematów w których wasza wysokość miał życzenie się udzielić, oto
> > one.
> >  >> [jestem przełożonym tej osoby, więc siłą rzeczy
> > nie jestem jej równy, czego ona zdaje się nie rozumieć
> >>>  [ja jestem toksyczny dla pracowników, bo
> > jestem ich przełożonym i tym samym mam inne prawa i obowiązki od nich
> > + to, że studiuję, wyrażam się inaczej, zachowuję się inaczej]
> >>> Studiuję, mam absolutorium na UW - czy jestem toksyczny dla osób z
> > wykształceniem podstawowym, "chamów siłą odciągniętych od pługa"? Dla
> > części z nich tak. Dla lękowców, osób niepewnych swojej wartości lub
> > z
> > zaniżoną wartością, dla osób poszukujących zagrożeń dla siebie w
> > otoczeniu. Jestem otksyczny przez sam fakt bycia tym kim jestem. :)
> > ...jestem tym, jestem tamtym, jestem, jestem bla bla bla....powiadam
> > ci na  tych grupach istnieje wiele osób ,którym intelektem i swoją
> > umiejętnością posługiwania się językiem prawniczym nie dorównujesz, a
> > mimo to nie obnoszą się z tym,,, wiesz w pokorze tkwi siła i urok.
> > Mtto na dziś dla ciebie do przemyślenia:
> > *Wiedza daje pokorę wielkiemu, dziwi przeciętnego nadyma małego. Lew
> > Tołstoj
>
> Jest też wiele osób, które chętnie krytykują innych bez specjalnego
> zastanowienia. Takich, o których wspominasz jest mało.
> Flyer na tej i na innych grupach jest znany z tego, że o sobie zawsze
> prawdę mówi. Nie tylko ja tak go odbieram i praktycznie nie ma tutaj
> wrogów. Więc Twoja reakcja jakoś zgrzyta tutaj. A przede wszystkim, mimo
> że pierwszy raz Cię tutaj na grupie widzę, Twoja osoba a nie Flya
> kojarzy mi się z trzecią tezą w cytacie z Tołstoja. Może dlatego, że
> dłużej go znam.
> Więc może poczekaj trochę z pochopnymi wnioskami i zachowaj się jakoś...
> bo tak to ani siły, ani uroku. :)
>
>
>
>
>
> >>> Osoba niepewna swojej wartości wybierze zawsze osobę "kaleką
> > emocjonalnie" -  taka osoba da jej luksus bycia lepszym i
> > "dobrym" [biedny, samotny facet ;>], da jej lukus pielęgnowania
> > swojego ego [w sumie nie ma po co zawracać sobie d... swoim ego, ale
> > takie osoby są mocno egocentryczne/egotyczne]. Taki facet
> > usprawiedliwia i dowartościowuje kobietę - Ona jest lepsza,
> > mądrzejsza, dojrzalsza. Widocznie na pierwszym miejscu jest u Niej
> > dowartościowanie, zaspokojenie niezaspokojonych potrzeb bycia lepszą.
> > ...nazwałeś tu dziewczynę egotyczną a naszego astrxa "kaleką
> > emocjonalną",pytam na jakiej podstawie,,, tych  kursów n/w  psycholi-
> > logicznych. Panie brygadzisto z absolutorium na sprzątanie ulic((((i
> > tu nic do pracowników fizycznych)))) ludzkich zachowań nie da się
> > jednoznacznie sklasyfikować duperelami psychologicznymi, bo na ludzkie
> > zachowania nawet w tej samej czy podobnej sytuacji mogą mieć wpływ
> > różne czynniki np: kulturowe, wpływy społeczne, wcześniejsze
> > przeżycia, wzorce wyniesione z domu, chemia mózgu i jeden maleńki
> > fakcik ---mózg z którego nomen omen pochodzi źródło naszych zachowań
> > jest najbardziej tajemniczym nie dającym się ogarnąć szablonowemu
> > diagnozowaniu, ocenianiu organem.  :P
> >>> Chłop oderwany od pługa chwali się tym, że kradnie serki w sklepie,
> >>> że
> > ukradł w zeszłym roku chłopu 12 sadzonek jabłoni, że ....
> >>> ale brygadzistą, co gorsze umiejącym mówić językiem
> > prawniczym.
> >>> Btw. na UW mam absolutorium z Zarządzania, a nie z jakiejś formy
> >>> lingwistyki. :) Dodatkowo przeszedłem "Grupę Otwarcia" w
> >>> Laboratorium Psychoedukacji
> > [Katowicka, Warszawa], psychoterapię u dwóch specjalistów z w/w, a
> > obecnie chodzę sobie [od dwóch lat] na psychoterapię do PZP.
> >  Czuję się w obowiązku cię uświadomić, że obecnie mnóstwo ludzi
> > studiuje i nie jest to bynajmniej dla nich powodem do ciągłego
> > przypominania wszem i wobec. Proponuję na następnym mitingu  zapodać
> > temat: "Klasyczny przerost formy nad treścią a psychopatia"  a i
> > zachęcam do poszerzenia zakresu swojego kształcenia o korepetycje z
> > polszczyzny bo łacinę podwórkową opanowałeś perfekt.
> > p.s dobrze ci radze mniej respiruj mary&huany bo ciężko cię zrozumieć.
>
> I tu leży pies pogrzebany. Żeby być uświadamiaczem, trzeba sobie na to
> zasłużyć. :)
>
> --
> pozdrawiam
> michał- Ukryj cytowany tekst -
>
> - Pokaż cytowany tekst -- Ukryj cytowany tekst -
>
> - Pokaż cytowany tekst -














> Jest też wiele osób, które chętnie krytykują innych bez specjalnego
> zastanowienia. Takich, o których wspominasz jest mało.
> Flyer na tej i na innych grupach jest znany z tego, że o sobie zawsze
> prawdę mówi. Nie tylko ja tak go odbieram i praktycznie nie ma tutaj
> wrogów. Więc Twoja reakcja jakoś zgrzyta tutaj. A przede wszystkim, mimo
> że pierwszy raz Cię tutaj na grupie widzę, Twoja osoba a nie Flya
> kojarzy mi się z trzecią tezą w cytacie z Tołstoja. Może dlatego, że
> dłużej go znam.
> Więc może poczekaj trochę z pochopnymi wnioskami i zachowaj się jakoś...
> bo tak to ani siły, ani uroku. :)

Dzięki za konstruktywną opinię, zastanowię się na tym z tym,,, co
więcej,,, no nie jestem Donkichotem i nie mam czasu ani siły na walkę
ze wszystkimi  xmenami na tej grupie. Jeśli komuś moje sugestie wydają
się być pomocne to,,, cudnie cieszę się i ja,,, jednak mam
świadomość ,że 'jeszcze się taki nie urodził co by wszystkim dogodził'
tak wiec nie spodziewam się naiwnie powszechnej akceptacji. A na
marginasie,,, ta  grupa jest zastrzeżona tylko dla psychologów i
kursantów? Eh! powinieneś wiedzieć ,że życie to najlepsza lekcja
psychologii na świecie zaczyna się gdy się rodzisz a kończy gdy
umierasz(jeśli tylko człowiek wykazuje odrobinę  inicjatywy, żeby
obserwować, myśleć i składać  fakty w całość to może być dość dobrym
domorosłym psychologiem), więc myślę sobie ,że każdy ma tu prawo coś
napisać tym bardziej, że grupa nosi nazwę alt.pl.psychologia.miłość ---
a w pisaniu o miłości nie istnieje  stała reglamentacja ściśle
zarezerwowana dla uczonych.
pozdrawiam
-aszheri-
Re: Co to może być?
#174938
Author: aszheri
Date: Mon, 06 Jul 2009 13:16
13 lines
2070 bytes
On 6 Lip, 14:43, paweł hoffmann <kamolsky...@gmail.com> wrote:
> > :)) a to ciekawe Ci powiem,,,bo ja pisze teksty i tez mam w tym
> > kierunu spore osiągnięcie,,, jedna z gwiazd na moim tekście zarobila
> > ciutke,był nawet dość popularny,,,no no,,,może stworzymy jakiś
> > tandem :) artystyczny :P
>
> napisać tekst to jedno, ktoś to musi jeszcze zaśpiewać;)
> Spoko luz, może kiedyś kto wie.

:) no Ty,,, jest większe prawdopodobieństwo, że jako muzyk-kompozytor
masz jakiś słuch i głos niż ja skromna "literaturka" :) ,,,hahaha już
mi się gębula uśmiecha na myśl, że mogła bym posłuchać moich tekstów z
ust,,, powiedzmy,,, Maciusia Silskiego
Re: Co to może być?
#174934
Author: aszheri
Date: Mon, 06 Jul 2009 13:25
45 lines
3351 bytes
On 6 Lip, 14:41, paweł hoffmann <kamolsky...@gmail.com> wrote:
> > ...osądzasz mnie i mój stosunek do męża ,,,a co to oznacza co tu
> > nadziergałeś,,,po co Ci było by to ciągnąć? Powiem Ci,,, ciesz się ,że
> > ona cię zostawiła bo w przeciwnym razie po kilku latach takich nocnych
> > wyskoków "do mamy" z całą pewnością Twoje życie stało by się
>
> nie miałem zamiaru Cię w żaden sposób urazić. Po prostu - generalnie
> -  współczuję
> osobom, które nie znają całej prawy o swoim związku. Związek powinien
> być
> oparty na uczciwości, lojalności - nikt nam nie każe się żenić,
> wychodzić za maż.
> Naturą człowieka jest to, że po czasie nudzi się tym i owym, ale o
> związek
> trzeba walczyć, pielęgnować go itede. Dla mnie to podstawa - oczywista
> oczywistość. Z tego punktu widzenia współczuję Twojemu mężu (pisownia
> zamierzona hehe).
>
> > On potrafił kiedy leżeliśmy razem powiedzieć.... Nie patrz tak na mnie
> > bo mnie onieśmielasz! Cóż ja na to poradzę ,że uwielbiam patrzeć i to
> > właśnie przez spojrzenia się zakochuję.
>
> To musiałaś całkiem sexy się patrzeć. Zależy jak on to do Ciebie
> powiedział,
> może tak "zadziornie"?
> Napisałaś, że jest "coś" jeszcze, ale nie będziesz pisać o tym
> publicznie.
> Być może to właśnie to sprawia, że nigdy się do siebie nie zbliżycie
> tak na serio.
> Powodzenia.









co do tej sprawy top sekret...
Oj! zdziwił byś się i nawet jako  tymczasowy zagorzały przeciwnik
kobiet i zwolennik kompromisów powiedział byś,,,nie wieże i ty to
wytrzymujesz,,,100% zapewniam
pozdrawiam
-aszheri-
Re: Co to może być?
#174941
Author: aszheri
Date: Mon, 06 Jul 2009 18:26
88 lines
5468 bytes
On 6 Lip, 14:24, paweł hoffmann <kamolsky...@gmail.com> wrote:
> >Uważam, że to nie jest dobre podejście - nie można mówić, że wszystkie
> >kobiety są złe - przenosisz po prostu złe doświadczenia związane ze
> >swoją byłą żoną na wszystkie kobiety. Sam nigdy nie powiedziałem, że
> >wszystkie kobiety są złe, jestem po prostu świadomy tego, że nie
> >potrafię, i długo jeszcze nie będę potrafił zaufać. Sam muszę się z tym
> >uporać, bo to tkwi we mnie i to jest sednem sprawy, a nie wszystkie
> >kobiety :)
>
> pisząc o kobietach w ten sposób, pisałem poprzez analogię, jakbym
> wyrażał się
> o politykach: "politycy to złodzieje!" - więc nie trzeba tłumaczyć w
> czym rzecz.
> Oczywiście, zawsze znajdą się wyjątki - ale po prostu nie wierzę już
> dzisiaj,
> że będzie mi dane spotkać właśnie taką wyjątkową kobietę pośród tej
> sterty
> przebiegłej, wyrachowanej "płci pięknej".
>
> >Coś w tym jest, może nie dokładnie "dwie strony są winne", ale przecież
> >nikt nie jest samotną wyspą, i nasze działania mają jakiś wpływ na
> >innych - tymbardziej w związku. Faktem pozostaje jednak, że nic nie
> >usprawiedliwia zdrady.
>
> masz rację: w ogóle zlikwidować sądy: zawsze "kij ma dwa końce", "kto
> jest
> bez winy niech rzuci kamieniem", każdy zdeterminowany jest poprzez
> środowisko
> w którym żyje. Na tej zasadzie faktycznie "dwie strony są winne".
> Nie zrozumiem tego nigdy, jak można tak spłycać ot zdradę w związku,
> czy
> jej zaczynek (nie fizyczną, ale psychiczną). Napisałeś co prawda "nic
> nie usprawiedliwia zdrady", ale większość rozwodów ma swoją przyczynę
> właśnie w zdradzie. Rzadko jest tak, że siada baba z chłopek do stołu
> i oznajmiają jednym głosem: "Rozwodzimy się! Huurrraa!".
> Łatwiej natomiast wszelkim plotkarzom, ogolnie społeczeństwu
> wyćwierkać
> "zawsze dwie strony są winne" (by nie wchodzić ot z pokrzywdzonym
> w dyskusję), po czym przechodzą do obrabiania dupy. Taka mentalność.
>
> >> Tak więc astrx: takie jest życie. Nie pamiętam już, czy byłeś żonaty,
> >> czy tylko w stanie
> >> nażeczeństwa, ale na przyszlość: nie żeń się zbyt prędko, a najlepiej
> >> w ogóle. Więcej
> >> problemów, niż zalet.
>
> >:D Przecież nikt nam nie mówił, że życie jest proste i łatwe :)
>
> aha - spoko, czyli już sobie poradziłeś. Niepotrzebnie w sumie pisaleś
> na tę
> grupę z pytaniem "Co to może być". Powinieneś się z tym "być"
> pogodzić, bo takie
> jest życie :)










>>Nie zrozumiem tego nigdy, jak można tak spłycać ot zdradę w związku,
>>czy
>>jej zaczynek (nie fizyczną, ale psychiczną).
a ti ti robaczku :) myślałeś ,że umknie mojej uwagi ta tłuściutka
aluzyjka w moją sytuację życiową.
Otóż nie,,, bo w moim przypadku trwa to już wiele lat bez konkretnego
jak to miało miejsce w twoim przypadku finiszu. Nie mniej zgodzę się z
Tobą ,że zdrada to zdrada w umyśle i sercu też można zdradzić i w
rzeczy samej jak nieraz się nad tym zastanawiałam to raczej wolała bym
żeby mój mąż jednorazowo za romansował z jakąś femme niż by miał jak
ja, kochać kogoś przez lata. W sumie myślę sobie ,że faceci tak do
tego nie podchodzą a raczej bardziej terytorialnie traktują nasze ciał
niż nasze serca.

Powiem Ci ,że im więcej Ciebie czytam tym bardziej zachodzę w głowę
czemu ta Tja x to Ci zrobiła?...
Dla mnie jesteś niemożebnie intelektualny i to w takim pozytywnym
kierunku,, bez żadnego zbędnego filozoficznego zamotania.
Wychodzę z założenia ,że pomimo tej Twojej nad wrażliwości (uważam, że
przesadzasz) jesteś człowiekiem z ,którym nie sposób się w życiu
nudzić, podejrzewam Cię niebanalną kreatywność, spostrzegawczość(żadne
słowo nie umyka Twojej uwagi) i wiele innych, ale żeby niebyło, że się
do Ciebie przystawiam to kończę swój żywot w tym wątku.
podrawiam do następnego....
-aszheri-
Re: Co to może być?
#174916
Author: michał
Date: Mon, 06 Jul 2009 19:43
46 lines
3890 bytes
Użytkownik "aszheri" napisał w wiadomości:
...
>> Jest też wiele osób, które chętnie krytykują innych bez specjalnego
>> zastanowienia. Takich, o których wspominasz jest mało.
>> Flyer na tej i na innych grupach jest znany z tego, że o sobie zawsze
>> prawdę mówi. Nie tylko ja tak go odbieram i praktycznie nie ma tutaj
>> wrogów. Więc Twoja reakcja jakoś zgrzyta tutaj. A przede wszystkim,
>> mimo że pierwszy raz Cię tutaj na grupie widzę, Twoja osoba a nie
>> Flya kojarzy mi się z trzecią tezą w cytacie z Tołstoja. Może
>> dlatego, że dłużej go znam.
>> Więc może poczekaj trochę z pochopnymi wnioskami i zachowaj się
>> jakoś... bo tak to ani siły, ani uroku. :)

> Dzięki za konstruktywną opinię, zastanowię się na tym z tym,,, co
> więcej,,, no nie jestem Donkichotem i nie mam czasu ani siły na walkę
> ze wszystkimi  xmenami na tej grupie.

To jakaś Twoja misja, ta walka?

> Jeśli komuś moje sugestie wydają
> się być pomocne to,,, cudnie cieszę się i ja,,, jednak mam
> świadomość ,że 'jeszcze się taki nie urodził co by wszystkim dogodził'
> tak wiec nie spodziewam się naiwnie powszechnej akceptacji.

Ok. Najpierw powiedz nam "Dzień dobry!"

> A na
> marginasie,,, ta  grupa jest zastrzeżona tylko dla psychologów i
> kursantów? Eh! powinieneś wiedzieć ,że życie to najlepsza lekcja
> psychologii na świecie zaczyna się gdy się rodzisz a kończy gdy
> umierasz(jeśli tylko człowiek wykazuje odrobinę  inicjatywy, żeby
> obserwować, myśleć i składać  fakty w całość to może być dość dobrym
> domorosłym psychologiem), więc myślę sobie ,że każdy ma tu prawo coś
> napisać tym bardziej, że grupa nosi nazwę alt.pl.psychologia.miłość
> --- a w pisaniu o miłości nie istnieje  stała reglamentacja ściśle
> zarezerwowana dla uczonych.

Naprawdę tak czujesz, że ktoś zabrał Ci prawo coś pisać na appm?
Jakiego psychologa tu spotkałaś? Flyer nie jest psychologiem, ale ręczę 
Ci, że zagnie Cię na każdy zbliżony temat. Musisz tylko nauczyć się 
rozmawiać, zamiast na wstępie próbować negatywnie oceniać rozmówcę.
Brak oczekiwania akceptacji w grupie, to cecha typowa dla awanturnika.

-- 
pozdrawiam
michał 
Re: Co to może być?
#174917
Author: aszheri
Date: Mon, 06 Jul 2009 20:00
49 lines
4514 bytes
On 6 Lip, 21:43, michał <6mich...@gazeta.pl> wrote:
> Użytkownik "aszheri" napisał w wiadomości:
> ...
>
> >> Jest też wiele osób, które chętnie krytykują innych bez specjalnego
> >> zastanowienia. Takich, o których wspominasz jest mało.
> >> Flyer na tej i na innych grupach jest znany z tego, że o sobie zawsze
> >> prawdę mówi. Nie tylko ja tak go odbieram i praktycznie nie ma tutaj
> >> wrogów. Więc Twoja reakcja jakoś zgrzyta tutaj. A przede wszystkim,
> >> mimo że pierwszy raz Cię tutaj na grupie widzę, Twoja osoba a nie
> >> Flya kojarzy mi się z trzecią tezą w cytacie z Tołstoja. Może
> >> dlatego, że dłużej go znam.
> >> Więc może poczekaj trochę z pochopnymi wnioskami i zachowaj się
> >> jakoś... bo tak to ani siły, ani uroku. :)
> > Dzięki za konstruktywną opinię, zastanowię się na tym z tym,,, co
> > więcej,,, no nie jestem Donkichotem i nie mam czasu ani siły na walkę
> > ze wszystkimi  xmenami na tej grupie.
>
> To jakaś Twoja misja, ta walka?
>
> > Jeśli komuś moje sugestie wydają
> > się być pomocne to,,, cudnie cieszę się i ja,,, jednak mam
> > świadomość ,że 'jeszcze się taki nie urodził co by wszystkim dogodził'
> > tak wiec nie spodziewam się naiwnie powszechnej akceptacji.
>
> Ok. Najpierw powiedz nam "Dzień dobry!"
>
> > A na
> > marginasie,,, ta  grupa jest zastrzeżona tylko dla psychologów i
> > kursantów? Eh! powinieneś wiedzieć ,że życie to najlepsza lekcja
> > psychologii na świecie zaczyna się gdy się rodzisz a kończy gdy
> > umierasz(jeśli tylko człowiek wykazuje odrobinę  inicjatywy, żeby
> > obserwować, myśleć i składać  fakty w całość to może być dość dobrym
> > domorosłym psychologiem), więc myślę sobie ,że każdy ma tu prawo coś
> > napisać tym bardziej, że grupa nosi nazwę alt.pl.psychologia.miłość
> > --- a w pisaniu o miłości nie istnieje  stała reglamentacja ściśle
> > zarezerwowana dla uczonych.
>
> Naprawdę tak czujesz, że ktoś zabrał Ci prawo coś pisać na appm?
> Jakiego psychologa tu spotkałaś? Flyer nie jest psychologiem, ale ręczę
> Ci, że zagnie Cię na każdy zbliżony temat. Musisz tylko nauczyć się
> rozmawiać, zamiast na wstępie próbować negatywnie oceniać rozmówcę.
> Brak oczekiwania akceptacji w grupie, to cecha typowa dla awanturnika.
>
> --
> pozdrawiam
> michał

;) być może,,,wszystko co mówisz jest,,,jedyną prawdą
Re: Co to może być?
#174918
Author: flyer
Date: Thu, 09 Jul 2009 18:35
27 lines
3151 bytes
On 6 Lip, 14:10, michał <6mich...@gazeta.pl> wrote:

> Jest też wiele osób, które chętnie krytykują innych bez specjalnego
> zastanowienia. Takich, o których wspominasz jest mało.
> Flyer na tej i na innych grupach jest znany z tego, że o sobie zawsze
> prawdę mówi. Nie tylko ja tak go odbieram i praktycznie nie ma tutaj
> wrogów. Więc Twoja reakcja jakoś zgrzyta tutaj. A przede wszystkim, mimo
> że pierwszy raz Cię tutaj na grupie widzę, Twoja osoba a nie Flya
> kojarzy mi się z trzecią tezą w cytacie z Tołstoja. Może dlatego, że
> dłużej go znam.
> Więc może poczekaj trochę z pochopnymi wnioskami i zachowaj się jakoś...
> bo tak to ani siły, ani uroku. :)

Po pierwsze i podstawowe - Flyer weekendami bywa pod wpływem, więc
zamiast rzucać się z zębami do szyi i ją rozszarpać z miłym
mlasknięcia odgłosem, tłumaczy się, jak zwykle, jak głupi, a inni to
tłumaczenie wykorzystują, żeby udowodnić mu jaki jest głupi. ;>

Po drugie i wtóre - tekst "spierdalaj" czy "chamy odciągnięte siłą od
pługa" [aczkolwiek sformułowanie to ma swoiste piękno ;>] mnie się
osobiście nie spodobał, ale na kimś musiałem go wypróbować. ;>

Po trzecie i ostateczne - zastosowane, przy części niewybrednych
określeń, oznaczenie cytatu oznacza, ni mniej, ni więcej, cytat. :)

Pozdrawiam
Flyer
Re: Co to może być?
#174925
Author: flyer
Date: Mon, 20 Jul 2009 19:41
14 lines
2096 bytes
On 5 Lip, 11:40, astrx <asterix...@poczta.onet.pl> wrote:
> W dniu 2009-07-04 17:55, flyer pisze:
>
> > Nie starsz się, skoro próbujesz. :) Skoro próbujesz, to oceniasz - to
> > schemat myślowy "próbowanej". :)
>
> Nie pisałem, że próbuję - staram się. Różnica subtelna, ale jednak jest.
> Btw. wiem jakie znaczenie (w NLP) ma słowo "próbować" :)
> Co masz na myśli pisząc "schemat myślowy 'próbowanej'" ?

Nie jestem specem od NLP. :) Probowanej znaczy osoby zagadywanej. :)

Pozdrawiam
Flyer
Re: Co to może być?
#174926
Author: astrx
Date: Tue, 21 Jul 2009 08:08
9 lines
1439 bytes
W dniu 2009-07-20 21:41, flyer pisze:

> Nie jestem specem od NLP. :) Probowanej znaczy osoby zagadywanej. :)

To tak jak i ja. :)

-- 
Pozdrawiam,
astrx
Page 1 of 2 • 68 total messages
Thread Navigation

This is a paginated view of messages in the thread with full content displayed inline.

Messages are displayed in chronological order, with the original post highlighted in green.

Use pagination controls to navigate through all messages in large threads.

Back to All Threads