Article View: alt.pl.psychologia.milosc
Article #174928Re: Co to może być?
From: aszheri
Date: Sun, 05 Jul 2009 20:27
Date: Sun, 05 Jul 2009 20:27
227 lines
11011 bytes
11011 bytes
On 5 Lip, 20:53, paweł hoffmann <kamolsky...@gmail.com> wrote: > Cześć > > Czy tam tę grupę od kilkut tygodni: głównie archiwalne wątki bo od > dłuższego > czasu mało się dzieje. > > Twój list astrx zmusił mnie do wylania z siebie tego, co skrywałem > przez > ostatnie pół roku. Być może ktoś będzie mi też umiał pomóc. Z góry > przepraszam > za długość tego posta. > > Zacznę od tego, że jestem osobą bardzo wrażliwą. Gdy byłem mały, zmarł > mi ojciec. > Po kilku latach zmarła również mama - od 15-ego roku życia wychowywała > mnie > babcia. Po śmierci ojca zapisałem się na ministranta w miejscowej > parafii. Byłem > od zawsze zamknięty w sobie, ale odkąd służyłem do ołtarza nabrałem > pewności > siebie: chętnie rozmawiałem z każdą napotkaną osobą. Rzekłbym: od > tamtej pory > jestem wylewny, niczym kobieta "lubię" (nie wiem, czy to dobre słowo, > stąd > cudzysłów) opowiadać o swoich problemach znajomym (przyjaciół nie > posiadam). > Lubię czytać książki, oglądać filmy o podtekście psychologicznym > (takie, co > mają coś w sobie, np. Lyncha). Od najmłodszych lat zajmuję się też > kompozycją > muzyki - mam na tym polu spore osiągnięcia nawet. Tyle tytułem wstępu. > > Od 22 roku życia mieszkam sam. Mając 23 lata poznałem pierwszą > dziewczynę > (lepiej późno, niż wcale). Nasza miłość (powinienem napisać: moje > zauroczenie) > trwało raptem 2 lata. Wszystko zakończyło się jej zdradą. Dowiedziałem > się > o tym dopiero, gdy była w 4tym miesiącu ciąży z młodszym ode mnie o 5 > lat > kolesiem (ona była o rok starsza ode mnie). No cóż, przeżyłem to. > > W wieku 25 lat poznałem moją przyszłą żonę. Tak się w niej zakochałem, > że po > 6-ciu miesiącach powziąłem decyzję o ślubie, oświadczyłem się i > zgodziła się, > że spędzimy ze sobą resztę życia. Piszę "powziąłem", bo już dzisiaj > nie jestem > przekonany, że ona chciała również tego samego. Chociaż na początku > było > iście sielankowo, ona jest dorosłą osobą, nikt jej do niczego przecież > nie > zmuszał. > > Nie będę opisywał szczegółów. W każdym razie pierwszy rok naszego > małżeństwa > był wg mnie boski. Tulenie się do snu, jak dwa małe misie koala, > wspólne śniadania, > moje wymyślne gotowanie DLA NIEJ (w pracy zbierałem od koleżanek > najróżniejsze przepisy). > Ten pierwszy rok był też okresem pisania pracy mgr przez moją żonę. > Pomogłem jej się > obronić, wyprawiłem jej przyjęcie jeszcze bardziej zwariowane, niż > niejeden wieczór > panieński :) Po jej obronie, coś zaczęło się psuć. Zauważyłem, że > stawała się > coraz mniej lojalna wobec mnie. Przykład: jeśli sygnalizowalem jej, że > jej matka > cały czas ma do mnie jakieś "ale", mówiła że to mój problem, aby po > chwili dodać > "oboje jesteście winni". Podobnie broniła jedną taką swoją koleżankę. > Piszę ogólnie, > ale uwierzcie mi, że sprawiało mi to nie lada problem. Wychodziłem z > założenia, > że o problemach trzeba rozmawiać, a z czasem wpadałem we frustracje, > bo rozmowa > z nią kończyła się jej słowami: "zwnou sobie coś wkręcasz > niepotrzebnie!". > > Apogeum wszystkiego było wówczas, gdy przypadkiem zauważyłem, że od > jakiegoś > czasu pisze z kimś namiętnie na GG. Od początku naszej znajomości > wychodziłem z > założenia, że nie powinniśmy mieć przed sobą tajemnic. Jeśli ja > pisałem eamile, > rozmawiałem z kimś na gg, nawet dzieliłem się tym z nią, nie miałem > nic przeciwko > temu, że podczas pisania np. emaila ona stała z mną, wieszała mi się > na szyi > i rozprawiała o pierdołach wtedy, gdy akurat chciałem się skupić:) > Po czasie wyszło na jaw, że ten jej kontakt na literkę "K" to dawny > znajomy, który > nic dla niej nie znaczy. Prawda była zupełnie inna: dzwonili do > siebie, on często > przyjeżdżał do niej do pracy. Problem jej znajomego zaczął mnie > przerastać, ale > moje prośby spełzły na niczym. Żona często wyjeżdzała do swojej matki > na noc: > gdy dochodziło do jakiejś różnicy zdań, ona w ogóle się ze mną nie > liczyła, tylko > mówiła, że musi pomóc schorowanej mamie i mam to zrozumieć. Małżeństwo > rozpadło się po 1.5 roku: oświadczyła mi, że nie chce już dłużej się > ze mną > męczyć. Przez następne pół roku walczyłem o nią: chciałem się zmienić > dla niej > (wtedy tłumaczyłem to sobie tak, że naprawdę mogłem być zbyt zazdrosny > itp.). > > Dojrzałem, gdy po kilku miesiącach, jak już ze mną nie mieszkała, > natrafiłem > na jej archiwum gg zostawione na moim laptopie (czasem go używała do > pudelków i pisania emaili z koleżankami) i udało mi się je rozkodować > przy pomocy > dostępnych w internecie narzędzi. Było tam wiele tekstów, które > wskazywały na to, > że ten jej kumpel z internetu to coś więcej. Pisała do niego teksty w > stylu > "tak chciałabym Cię zobaczyć", "Nie ręczę za siebie, jak będziesz tam > (...)" - > okazało się w dodatku, że ten facet jest żonaty. > Pamiętam, gdy przeglądałem to archiwum i jak w pewnym momencie zaczęło > brakować > mi powietrza: upadłem na podłogę i zacząłem skomleć. Fatalne uczucie. > Nie miałem > wyrzutów, że przeglądam prywatne rozmowy mojej byłej żony. Miałem > piekielne > pretensje do siebiem, że jestem takim pierdolonym cipowatym gnojkiem, > który > dał się tak omamić. > > Jestem miesiąc po rozwodzie. Odetchnąłem z ulgą. Układam sobie życie > na nowo. > Ale to co mnie nadal gnębi to przeczucie, że nie spotkam osoby godnej > zaufania. > Przestałem wierzyć kobietom. Uważam je za perfidne, przebiegłe istoty, > które > na swoje zachowanie znajdą setki wytłumaczeń: > > - wybacz, mam dzisiaj PMS > - mam prawo do kompleksów: nie wiesz, co to celulitis > - jestem kobietą, powinieneś zrozumieć, że jestem smutna bo tak już > mam > > Boli mnie też to, że rodzina, najbliżsi - wszyscy nadal uważają, że > przy rozwodzie > dwie strony są winne. Nie wiem do dnia dzisiejszego, czym sobie > zawiniłem. Znajdzie > się zawsze coś na mnie, tak jak na każdego z Was: ale ja pierdolę - > przecież > przy ołtarzu przysięgaliśmy sobie być ze sobą na dobre i na złe. A > gdzie sztuka > kompromisów? > > Największy problem mam teraz ze sobą samym: gnębi mnie ta przeszłość, > szukam wytłumaczenia > na to co się stało. Powiedzenie: "nie zasłużyła na Ciebie, niech > spierdala" jest dobre > na krótką metę, ale ja muszę być za dobry, mało konswkwentny, że laska > za laską > tak mnie potrafią wykorzystać. > > Astrx, gdy spytałem byłą żonę, o co tak naprawdę chodzi (niepotrzebnie > takie pytania > zadawałem w ogóle, jak już i tak nie było co ratować), to zaczęła > pieprzyć coś w stylu > "ja i tak nie potrafiłam Ci nawet dobrze ugotować obiadu" itd. albo > "Ty nie lubiłeś > nigdy mojej mamy" - co było nie prawdą, bo chociaż jej nie kochałem > (miałem powody), > to starałem się ją akceptować, za co na koniec dostałem przydomek "Ty > to jesteś > niezły aktor". > > Tak więc astrx: takie jest życie. Nie pamiętam już, czy byłeś żonaty, > czy tylko w stanie > nażeczeństwa, ale na przyszlość: nie żeń się zbyt prędko, a najlepiej > w ogóle. Więcej > problemów, niż zalet. Twoja historia jest bardzo smutna, ale na litość,,,, nie stawiaj wszystkich kobiet pod tą samą miarą moralną. Czy ta grupa to "stowarzyszenie urażonych facetów", czy nikt nie słyszał co panowie potrafią zrobić z kobiecym sercem czyli kolokwialnie mówiąc,,, wytrzeć nim sobie mordę i wdeptać w glebę,,, pliss jestem tu sama, czy co? Nie sugeruj, że wszystkie kobiety to fałszywe kreatury tylko czekające na okazje zdrady. Ja zakochałam się raz w życiu w wieku 19 lat a ponieważ byłam z biednej rodziny o czym "moja miłość" nie wiedział na początku bo mieszkałam 600km od domu rodzinnego, to po wizycie u mnie przy najbliższej możliwej okazji mnie zostawił(bo niby to, bo niby tamto). Z rozpaczy wyszłam za mąż i przez bez mała 10 lat nie mogłam o nim zapomnieć, nie kocham męża tak jak bym sobie tego życzyła więc przez te wszystkie lata miałam nie raz chęć napluć sobie w twarz. Czemu? Bo przy mnie trwa w zdrowiu i chorobie bo mnie szanuje bo jest cudownym facetem ,ale nadajemy na zupełnie innych falach. Nie raz się zastanawiałam po co ja to zrobiłam ,,,teraz wiem miałam 20 lat i byłam zakochana do obłędu,,, być może myślałam, że on mnie od tego jakoś ocali,,, dziś wiem, że leczenie serca cudzym kosztem nikomu nie wychodzi na dobre. Do tego dodam, że niezwykle ciężko jest trzymać serce na uwięzi jeśli się ma pragnienie zażyć miłości, żeby aż brakowało tchu przynajmniej prze pierwsze kila lat (myśląc racjonalnie) a ja wychodząc za mąż wiedziałam, że się nie odwracalnie tego pozbawiam, ale trwam już naście lat i nie przyprawiłam małżonkowi rogów. Jemu krzywdy nie zrobiłam bo on nie ma o tym pojęcia i mnie kocha a i ja staram się jak mogę żeby nie był nieszczęśliwy. Tak jak już wspomniałam nie łatwo jest puste serce powstrzymać od miłości i,,, teraz po wielu latach znów kocham,,, ale on jest ode mnie daleko jak wschód od zachodu pod każdym względem a poza tym przyrzekłam kiedyś wierność więc,,, nie wszystkie kobiety to "zdradzieckie szmaty" mój drogi. Pozdrawiam -aszheri-
Technical Details
Message-ID:
<5f94f7b8-2b96-4c0b-8598-acb510265964@y7g2000yqa.googlegroups.com>Path:
mbox-mo1.pugleaf.net!news-archive.icm.edu.pl!news.gazeta.pl!newsfeed.pionier.net.pl!news.glorb.com!postnews.google.com!y7g2000yqa.googlegroups.com!not-for-mailReferences:
<h0gh7d$lml$1@news.onet.pl> <81632e9b-0682-474c-b8d3-8260bb68de1a@p18g2000pra.googlegroups.com>Show Full Headers
Complete Article Headers
Path: mbox-mo1.pugleaf.net!news-archive.icm.edu.pl!news.gazeta.pl!newsfeed.pionier.net.pl!news.glorb.com!postnews.google.com!y7g2000yqa.googlegroups.com!not-for-mail From: aszheri <aszher@wp.pl> Newsgroups: alt.pl.psychologia.milosc Subject: Re: Co to może być? Date: Sun, 5 Jul 2009 13:27:17 -0700 (PDT) Organization: http://groups.google.com Lines: 300 Message-ID: <5f94f7b8-2b96-4c0b-8598-acb510265964@y7g2000yqa.googlegroups.com> References: <h0gh7d$lml$1@news.onet.pl> <81632e9b-0682-474c-b8d3-8260bb68de1a@p18g2000pra.googlegroups.com> NNTP-Posting-Host: 83.28.89.154 Mime-Version: 1.0 X-Trace: posting.google.com 1246825637 3087 127.0.0.1 (5 Jul 2009 20:27:17 GMT) X-Complaints-To: groups-abuse@google.com NNTP-Posting-Date: Sun, 5 Jul 2009 20:27:17 +0000 (UTC) Complaints-To: groups-abuse@google.com Injection-Info: y7g2000yqa.googlegroups.com; posting-host=83.28.89.154; posting-account=V9HaYQoAAABeMk2CrViLsPPyPBksmKN3 User-Agent: G2/1.0 X-HTTP-UserAgent: Mozilla/4.0 (compatible; MSIE 7.0; Windows NT 6.0; Trident/4.0; SLCC1; .NET CLR 2.0.50727; Media Center PC 5.0; .NET CLR 3.5.30729; .NET CLR 3.0.30618),gzip(gfe),gzip(gfe) Content-Type: text/plain; charset=UTF-8 Content-Transfer-Encoding: 8bit