🚀 go-pugleaf

RetroBBS NetNews Server

Inspired by RockSolid Light RIP Retro Guy

29 total messages Started by Michal Olszewski Sat, 01 Dec 2007 11:10
Beowulf (bez zdradzania, ze Bruce Willis jest duchem itp.)
#29783
Author: Michal Olszewski
Date: Sat, 01 Dec 2007 11:10
55 lines
3744 bytes
Nie ma w kinach nic dobrego. A jak już jakimś cudem jest, to o dziwnych
porach. Wiem, że znowu narzekam, ale trudno się z tym nie zgodzić.
Niektórzy tetrycy (chyba po pijaku) próbują zachwalać "Bee Movie" albo
nowego residenta. A to przecież dolne regiony klasy średniej.

Żeby jeszcze bardziej utwierdzić się w moim przekonaniu poszedłem na
"Beowulfa". Wiem, że jesteście ciekawi jakie przygody spotkały mnie przy
kasie. Kolejki były - nic więcej.

Film przyciągnął mnie przede wszystkim ze względu na technikę wykonania.
Poza tym w scenariuszu maczał swoje brudne palce Gainman, a dubbing pod
głównego bohatera podawał Ray "Krwawy Will" Winstone. I niech mnie
dundel świśnie, jeśli nie jest to jeden z najlepszych dubbingów, jaki
spotkałem (_ever_). Czułem się jakby szkocko-irlandzki pijak kopał mnie
brudnymi buciorami po uszach.

Wszystko spiął do kupy Zemeckis, którego filmy oscylują po całym
spektrum jakości - natomiast nie można mu odmówić doświadczenia i odwagi
w eksperymentowaniu. "B" jest oczywiście jaśniejszym punktem w jego
filmografii - zaraz obok tej genialnej trylogii o nastolatku, szalonym
naukowcu i pętlach czasowych.

Gdyby nie "Back to the Future" w ogóle nie czaiłbym dzisiaj o co chodzi
z tymi całymi podróżami w czasie, paradoksami i w ogóle. Możecie
opowiadać godzinami o dwóch bliźniakach podróżujących rakietą i o
zabijaniu swojego pradziadka, a jedyne co z tego zapamiętam, to zdjęcie
Einsteina pokazującego język. Pokażcie jednak dowolną część "BTTF", a
przytaknę, robiąc uczoną minę profesora.

Ale wracając do "Beowulfa": nie jest to może hit roku, ale powiedzmy
miesiąca - a na pewno tygodnia. To coś w stylu filmu animowego, gdzie
modele są zarąbiście wzorowane na prawdziwych aktorach. I chociaż ich
oczy nie działają poprawnie, a Malkovicha rozpoznałem dopiero po paru
chwilach - to jednak robi wrażenie.

Jednak najważniejszy wniosek z tego filmu dotarł do mnie cały tydzień po
seansie: uwaga, ludzie, uwaga, tak powinien wyglądać "Wiedźmin".

Tak powinien być zrealizowany. Czyli: animacja komputrowa + rubaszny
humor (niemal jak ze stron Sapkowskiego) + fajoskie celtyckie bestiarium
+ mroczny klimat północnej Europy + niezniszczalny bohater, który czasem
zrobi dobrze, czasem źle, ale zawsze poniesie trudne konsekwencje swoich
wyborów. Ten film ma właściwy "feel". Zabierzcie na seans Sapka i potem
spytajcie. Jestem pewien, że przybije mi piątkę.

Zaraz pewnie wyskoczy jakiś usenetowy geek i będzie wymagał, żebym
wskazał, która minuta w filmie przypominała mi którą stronę w jednej z
książek, które czytałem 140 lat temu.

Ludzie - wiem już czego zabrakło rodzimej ekranizacji "Wiedźmina" -
zabrakło 65 mln dolców. I wyobraźni. I wierności oryginałowi. Dobra,
zostańmy przy dolcach.

-- 
Submission? Hmm, that's a bit of a problem.
Re: Beowulf (bez zdradzania, ze Bruce Willis jest duchem itp.)
#29784
Author: Michal Jankowski
Date: Sat, 01 Dec 2007 11:53
9 lines
1184 bytes
Michal Olszewski <adres_zaczyna_sie_po_kropce.michal_o@bigfoot.com> writes:

> Ludzie - wiem już czego zabrakło rodzimej ekranizacji "Wiedźmina" -
> zabrakło 65 mln dolców. I wyobraźni. I wierności oryginałowi. Dobra,
> zostańmy przy dolcach.

A ten B. to jest wierny oryginałowi?

  MJ
Re: Beowulf (bez zdradzania, ze Bruce Willis jest duchem itp.)
#29789
Author: Michal Radomil Wisniewski
Date: Sat, 01 Dec 2007 12:00
11 lines
1319 bytes
Użytkownik "Michal Olszewski" 
<adres_zaczyna_sie_po_kropce.michal_o@bigfoot.com> napisał w wiadomości 
news:firfj7$lu1$1@inews.gazeta.pl...

> Wszystko spiął do kupy Zemeckis, którego filmy oscylują po całym
> spektrum jakości

A nie jest tak, że poza BTTF robi same syfska? A nie, czekaj, Roger, 
Romancing the stone... Może inaczej: Zemeckis poza 80s robił same syfska?

m. 
Re: Beowulf (bez zdradzania, ze Bruce Willis jest duchem itp.)
#29794
Author: Wojciech Orlinski
Date: Sat, 01 Dec 2007 12:33
23 lines
1372 bytes
On 2007-12-01 12:10:54 +0100, Michal Olszewski 
<adres_zaczyna_sie_po_kropce.michal_o@bigfoot.com> said:

> Nie ma w kinach nic dobrego.

Mi się Michael Clayton bardzo podobał.

> Niektórzy tetrycy (chyba po pijaku) próbują zachwalać "Bee Movie"

Nie dam się na to zaciągnąc - jakoś mnie kompletnie trailery zraziły.

> Żeby jeszcze bardziej utwierdzić się w moim przekonaniu poszedłem na
> "Beowulfa".

Na to też.

> Wszystko spiął do kupy Zemeckis, którego filmy oscylują po całym
> spektrum jakości

Między gównem, szitem a krapem.

-- 
All roads lead to ligament injury.
Re: Beowulf (bez zdradzania, ze Bruce Willis jest duchem itp.)
#29795
Author: Michał Gancarski
Date: Sat, 01 Dec 2007 13:22
20 lines
1376 bytes
Dnia Sat, 1 Dec 2007 13:33:13 +0100, Wojciech Orlinski napisał(a):

[...]

>> Nie ma w kinach nic dobrego.
> 
> Mi się Michael Clayton bardzo podobał.

Bo dobry jest tylko końcówka mało przytupnięta.


[...]


-- 
Michał Gancarski
Omlet Creative Crew - http://omlet.cc/
Ekonomia obfitości - wkrótce

"In politics... shared hatreds are almost always the basis of friendships."
Re: Beowulf (bez zdradzania, ze Bruce Willis jest duchem itp.)
#29785
Author: Michal Olszewski
Date: Sat, 01 Dec 2007 13:34
13 lines
1322 bytes
Michal Jankowski wrote:
> Michal Olszewski <adres_zaczyna_sie_po_kropce.michal_o@bigfoot.com> writes:
> 
>> Ludzie - wiem już czego zabrakło rodzimej ekranizacji "Wiedźmina" -
>> zabrakło 65 mln dolców. I wyobraźni. I wierności oryginałowi. Dobra,
>> zostańmy przy dolcach.
> 
> A ten B. to jest wierny oryginałowi?

Na szczęście nie wiem.

-- 
Submission? Hmm, that's a bit of a problem.
Re: Beowulf (bez zdradzania, ze Bruce Willis jest duchem itp.)
#29790
Author: Michal Olszewski
Date: Sat, 01 Dec 2007 14:11
20 lines
1828 bytes
Michal Radomil Wisniewski wrote:
> Użytkownik "Michal Olszewski" 
> <adres_zaczyna_sie_po_kropce.michal_o@bigfoot.com> napisał w wiadomości 
> news:firfj7$lu1$1@inews.gazeta.pl...
> 
>> Wszystko spiął do kupy Zemeckis, którego filmy oscylują po całym
>> spektrum jakości
> 
> A nie jest tak, że poza BTTF robi same syfska? A nie, czekaj, Roger, 
> Romancing the stone... Może inaczej: Zemeckis poza 80s robił same syfska?

I teraz poza "Beowulfem"? Mi się jeszcze podobał "Biegnij, Forrest"
(choćby za to, że ma jednocześnie takich die hard przeciwników i die
hard zwolenników). I ten film o współczesnym Robinsonie z FedExu to taka
średnia średniość. Fabularnie poprawny, chociaż w sumie banalny. Reszta
to faktycznie słabizna. Przynajmniej tak na szybko nie przypominam sobie
nic ciekawego, a nie chce mi się zaglądać do imdb.

-- 
Submission? Hmm, that's a bit of a problem.
Re: Beowulf (bez zdradzania, ze Bruce Willis jest duchem itp.)
#29786
Author: Michal Jankowski
Date: Sat, 01 Dec 2007 14:29
16 lines
1399 bytes
Michal Olszewski <adres_zaczyna_sie_po_kropce.michal_o@bigfoot.com> writes:

>>> Ludzie - wiem już czego zabrakło rodzimej ekranizacji "Wiedźmina" -
>>> zabrakło 65 mln dolców. I wyobraźni. I wierności oryginałowi. Dobra,
>>> zostańmy przy dolcach.
>> 
>> A ten B. to jest wierny oryginałowi?
>
> Na szczęście nie wiem.

Prisajzli.

Stety czy niestety, odbiór filmu mocno zależy od tego, czy się czytało
(i lubiło) książkę...

  MJ
Re: Beowulf (bez zdradzania, ze Bruce Willis jest duchem itp.)
#29791
Author: str
Date: Sat, 01 Dec 2007 14:29
14 lines
1474 bytes
On Sat, 01 Dec 2007 15:11:29 +0100, Michal Olszewski
<adres_zaczyna_sie_po_kropce.michal_o@bigfoot.com> wrote:

>I teraz poza "Beowulfem"? Mi się jeszcze podobał "Biegnij, Forrest"
>(choćby za to, że ma jednocześnie takich die hard przeciwników i die
>hard zwolenników). I ten film o współczesnym Robinsonie z FedExu to taka
>średnia średniość. Fabularnie poprawny, chociaż w sumie banalny. Reszta
>to faktycznie słabizna. Przynajmniej tak na szybko nie przypominam sobie
>nic ciekawego, a nie chce mi się zaglądać do imdb.

1941. :-)
-- 
Dominik Herman
Fotografia: http://www.dominikherman.com/
Re: Beowulf (bez zdradzania, ze Bruce Willis jest duchem itp.)
#29787
Author: Michal Olszewski
Date: Sat, 01 Dec 2007 15:41
18 lines
1604 bytes
Michal Jankowski wrote:
> Michal Olszewski <adres_zaczyna_sie_po_kropce.michal_o@bigfoot.com> writes:
> 
>>>> Ludzie - wiem już czego zabrakło rodzimej ekranizacji "Wiedźmina" -
>>>> zabrakło 65 mln dolców. I wyobraźni. I wierności oryginałowi. Dobra,
>>>> zostańmy przy dolcach.
>>> A ten B. to jest wierny oryginałowi?
>> Na szczęście nie wiem.
> 
> Prisajzli.
> 
> Stety czy niestety, odbiór filmu mocno zależy od tego, czy się czytało
> (i lubiło) książkę...

Ale (nie licząc fabuły) "Beowulf" jest wierny oryginalnemu "Wiedźminowi". :)

-- 
Submission? Hmm, that's a bit of a problem.
Re: Beowulf (bez zdradzania, ze Bruce Willis jest duchem itp.)
#29792
Author: Michal Olszewski
Date: Sat, 01 Dec 2007 15:45
18 lines
1790 bytes
str wrote:
> On Sat, 01 Dec 2007 15:11:29 +0100, Michal Olszewski
> <adres_zaczyna_sie_po_kropce.michal_o@bigfoot.com> wrote:
> 
>> I teraz poza "Beowulfem"? Mi się jeszcze podobał "Biegnij, Forrest"
>> (choćby za to, że ma jednocześnie takich die hard przeciwników i die
>> hard zwolenników). I ten film o współczesnym Robinsonie z FedExu to taka
>> średnia średniość. Fabularnie poprawny, chociaż w sumie banalny. Reszta
>> to faktycznie słabizna. Przynajmniej tak na szybko nie przypominam sobie
>> nic ciekawego, a nie chce mi się zaglądać do imdb.
> 
> 1941. :-)

Myślałem że to Spielberga! Ale widzę, że za scenariusz odpowiada
Zemeckis. Ofkors arcydzieło gatunku (jestem robakiem).

-- 
Submission? Hmm, that's a bit of a problem.
Re: Beowulf (bez zdradzania, ze Bruce Willis jest duchem itp.)
#29793
Author: str
Date: Sat, 01 Dec 2007 16:27
12 lines
1265 bytes
On Sat, 01 Dec 2007 16:45:46 +0100, Michal Olszewski
<adres_zaczyna_sie_po_kropce.michal_o@bigfoot.com> wrote:

>> 1941. :-)
>
>Myślałem że to Spielberga! Ale widzę, że za scenariusz odpowiada
>Zemeckis. Ofkors arcydzieło gatunku (jestem robakiem).

Drewnianym :-)
-- 
Dominik Herman
Fotografia: http://www.dominikherman.com/
Re: Beowulf (bez zdradzania, ze Bruce Willis jest duchem itp.)
#29788
Author: Michał Gancarski
Date: Sat, 01 Dec 2007 16:54
20 lines
1538 bytes
Dnia Sat, 01 Dec 2007 16:41:23 +0100, Michal Olszewski napisał(a):

[...]

>> Stety czy niestety, odbiór filmu mocno zależy od tego, czy się czytało
>> (i lubiło) książkę...
> 
> Ale (nie licząc fabuły) "Beowulf" jest wierny oryginalnemu "Wiedźminowi". :)

E tam. Znacznie mniej gorzkiej ironii, a bohater jakoś tak nie budzi
sympatii.


-- 
Michał Gancarski
Omlet Creative Crew - http://omlet.cc/
Ekonomia obfitości - wkrótce

"The advantage of a bad memory is that one enjoys several times the same
good things for the first time."
Michael Clayton
#29796
Author: Michal Olszewski
Date: Thu, 27 Dec 2007 21:19
33 lines
2351 bytes
Michał Gancarski wrote:
> Dnia Sat, 1 Dec 2007 13:33:13 +0100, Wojciech Orlinski napisał(a):
> 
> [...]
> 
>>> Nie ma w kinach nic dobrego.
>> Mi się Michael Clayton bardzo podobał.
> 
> Bo dobry jest tylko końcówka mało przytupnięta.

Polecaliście, więc poszedłem. Zgoda: musiałem to przemyśleć, więc zajęło
to cztery tygodnie - ale ogładnąłem. Właściwie stałem przed wyborem -
albo Clayton, albo "Zgon na pogrzebie". Długo nie dowiem się, czy dobrze
wybrałem.

Film był spoko. Nie mam zastrzeżeń. A właściwie mam tylko jedno. Ale
niewielkie.

Czy gdyby całą fabułę puścić chronologicznie, jak Bóg przykazał, bez
tych pretensjonalnych "4 dni wcześniej" i innych "a teraz sam się,
widzu, domyśl jak ta scena ma się do ostatnich 10 minut filmu" - to czy
nadal byłby tak dobry? Czy czasem nie ciągnąłby się jak flaki z olejem,
jednocześnie będąc boleśnie przewidywalnym?

Jak na to spojrzeć krytycznie, to fabuła jest dość prostolinijna (może
poza ostatnimi 10 minutami). Wygląda mi to na podręcznikowy przykład
uratowania filmu poprzez poprzekładanie klocków. Nad nowym ułożeniem
tych klocków czuwał sam Soderbergh - więc efekt jest przynajmniej w 1/10
tak dobry jak w "Traffic". Czyli jest gwoździem trzymającym cały film
znacznie wyżej ponad fabułą, którą faktycznie opowiada.

-- 
http://www.youtube.com/watch?v=51Wgd9uDCD4
Re: Michael Clayton
#29797
Author: Michał Gancarski
Date: Thu, 27 Dec 2007 21:50
45 lines
2691 bytes
Dnia Thu, 27 Dec 2007 22:19:25 +0100, Michal Olszewski napisał(a):

[...]

>> Bo dobry jest tylko końcówka mało przytupnięta.
> 
> Polecaliście, więc poszedłem. Zgoda: musiałem to przemyśleć, więc zajęło
> to cztery tygodnie - ale ogładnąłem. Właściwie stałem przed wyborem -
> albo Clayton, albo "Zgon na pogrzebie". Długo nie dowiem się, czy dobrze
> wybrałem.

Bardzo dobrze, "Zgon" ssie, komediowy zawód roku.


> Film był spoko. Nie mam zastrzeżeń. A właściwie mam tylko jedno. Ale
> niewielkie.
> 
> Czy gdyby całą fabułę puścić chronologicznie, jak Bóg przykazał, bez
> tych pretensjonalnych "4 dni wcześniej" i innych "a teraz sam się,
> widzu, domyśl jak ta scena ma się do ostatnich 10 minut filmu" - to czy
> nadal byłby tak dobry? Czy czasem nie ciągnąłby się jak flaki z olejem,
> jednocześnie będąc boleśnie przewidywalnym?

A gdyby tak puścić "Memento" chronologicznie, to czy nie byłoby tam
spoilerów? Ja tego typu przeskoki i powiązania lubię, np. równoległa akcja
w "Ukrytej strategii" podobała mi się bardzo.


> Jak na to spojrzeć krytycznie, to fabuła jest dość prostolinijna (może
> poza ostatnimi 10 minutami). Wygląda mi to na podręcznikowy przykład
> uratowania filmu poprzez poprzekładanie klocków. Nad nowym ułożeniem
> tych klocków czuwał sam Soderbergh - więc efekt jest przynajmniej w 1/10
> tak dobry jak w "Traffic". Czyli jest gwoździem trzymającym cały film
> znacznie wyżej ponad fabułą, którą faktycznie opowiada.

Bo fabuły zazwyczaj mało ważne są.


-- 
Michał Gancarski
Omlet Creative Crew - http://omlet.cc/
Ekonomia obfitości - http://www.economicsofplenty.com/

"I always knew I'd accomplish something very special - like robbing a bank
perhaps."
Re: Michael Clayton
#29798
Author: Michal Olszewski
Date: Fri, 28 Dec 2007 09:19
31 lines
2344 bytes
Michał Gancarski wrote:
> Dnia Thu, 27 Dec 2007 22:19:25 +0100, Michal Olszewski napisał(a):
> 
> [...]
> 
>>> Bo dobry jest tylko końcówka mało przytupnięta.
>> Polecaliście, więc poszedłem. Zgoda: musiałem to przemyśleć, więc zajęło
>> to cztery tygodnie - ale ogładnąłem. Właściwie stałem przed wyborem -
>> albo Clayton, albo "Zgon na pogrzebie". Długo nie dowiem się, czy dobrze
>> wybrałem.
> 
> Bardzo dobrze, "Zgon" ssie, komediowy zawód roku.

Seryjnie? Coś wątpię, znajoma polecała, na imdb wysoka ocena też.

>> Jak na to spojrzeć krytycznie, to fabuła jest dość prostolinijna (może
>> poza ostatnimi 10 minutami). Wygląda mi to na podręcznikowy przykład
>> uratowania filmu poprzez poprzekładanie klocków. Nad nowym ułożeniem
>> tych klocków czuwał sam Soderbergh - więc efekt jest przynajmniej w 1/10
>> tak dobry jak w "Traffic". Czyli jest gwoździem trzymającym cały film
>> znacznie wyżej ponad fabułą, którą faktycznie opowiada.
> 
> Bo fabuły zazwyczaj mało ważne są.

W przypadku tego filmu zgadzam się w 99%. Bardzo podobały mi się
postaci, ich charakterystyka - najciekawsza oczywiście była postać Tildy
Swinton. Swinton jest tu takim typem bedgaja, jakim Matt Damon gudgaja w
Bournie.

-- 
Submission? Hmm, that's a bit of a problem.
Re: Michael Clayton
#29799
Author: Wojciech Orlinski
Date: Fri, 28 Dec 2007 10:54
10 lines
1137 bytes
On 2007-12-28 10:19:56 +0100, Michal Olszewski 
<adres_zaczyna_sie_po_kropce.michal_o@bigfoot.com> said:

> Swinton jest tu takim typem bedgaja, jakim Matt Damon gudgaja w
> Bournie.

Rozwiniesz?

-- 
All roads lead to ligament injury.
Re: Michael Clayton
#29811
Author: Michał Gancarski
Date: Fri, 28 Dec 2007 11:05
42 lines
2698 bytes
Dnia Fri, 28 Dec 2007 10:19:56 +0100, Michal Olszewski napisał(a):

[...]

>>> Polecaliście, więc poszedłem. Zgoda: musiałem to przemyśleć, więc zajęło
>>> to cztery tygodnie - ale ogładnąłem. Właściwie stałem przed wyborem -
>>> albo Clayton, albo "Zgon na pogrzebie". Długo nie dowiem się, czy dobrze
>>> wybrałem.
>> 
>> Bardzo dobrze, "Zgon" ssie, komediowy zawód roku.
> 
> Seryjnie? Coś wątpię, znajoma polecała, na imdb wysoka ocena też.

Mówię Ci, niewypał. Wyraźny potencjał ale niewypał. A ja przecież lubię
angielski humor. Nie to, że się nie śmiałem ale jakoś tak za mało i dość
często w innych miejscach niż reszta sali (co oczywiście może dowodzić, że
jestem dziwakiem, a nie że film jest zły).


>>> Jak na to spojrzeć krytycznie, to fabuła jest dość prostolinijna (może
>>> poza ostatnimi 10 minutami). Wygląda mi to na podręcznikowy przykład
>>> uratowania filmu poprzez poprzekładanie klocków. Nad nowym ułożeniem
>>> tych klocków czuwał sam Soderbergh - więc efekt jest przynajmniej w 1/10
>>> tak dobry jak w "Traffic". Czyli jest gwoździem trzymającym cały film
>>> znacznie wyżej ponad fabułą, którą faktycznie opowiada.
>> 
>> Bo fabuły zazwyczaj mało ważne są.
> 
> W przypadku tego filmu zgadzam się w 99%. Bardzo podobały mi się
> postaci, ich charakterystyka - najciekawsza oczywiście była postać Tildy
> Swinton. Swinton jest tu takim typem bedgaja, jakim Matt Damon gudgaja w
> Bournie.

Nie rozumiem :-)


-- 
Michał Gancarski
Omlet Creative Crew - http://omlet.cc/
Ekonomia obfitości - http://www.economicsofplenty.com/

"I keep hearing about mutha f***ing Harry Potter. Who is this mutha****er?"
Re: Michael Clayton
#29800
Author: Michal Olszewski
Date: Fri, 28 Dec 2007 14:36
24 lines
2162 bytes
Wojciech Orlinski wrote:
> On 2007-12-28 10:19:56 +0100, Michal Olszewski 
> <adres_zaczyna_sie_po_kropce.michal_o@bigfoot.com> said:
> 
>> Swinton jest tu takim typem bedgaja, jakim Matt Damon gudgaja w
>> Bournie.
> 
> Rozwiniesz?

Ona nie jest jednoznacznie zła - tak jak Bourne nie jest jednoznacznie
dobry. Ona nie chce zawładnąć światem, wydawanie wyroków śmierci nie
sprawia jej przyjemności. Ona nawet nie lubi przekupywać ludzi. Jej
problem polega na tym, że została umoczona. I chce się z tego szajsu jak
najszybciej wygrzebać. Podobnie Bourne: on nie demaskuje szpiegowskich
afer bo jest Wielkiem Demaskatorem Afer O Czystym Sercu Działającym Dla
Dobra Ludzkości. On chce się wygrzebać z szajsu - więc idzie po trupach.
Tak się składa, że po trupach przeszkadzających mu w życiu aferzystów.

Ale nie zrozumcie mnie źle - ja jej nie rozgrzeszam. Postać Swinton to
pierdołowate pozbawione granic moralnych zwierzę korporacyjne. Przez to
jest śmiertelnie niebezbieczna dla otoczenia i powinna siedzieć w celi.

-- 
Submission? Hmm, that's a bit of a problem.
Re: Michael Clayton
#29801
Author: Rufus T. Firefly
Date: Fri, 28 Dec 2007 17:15
46 lines
3841 bytes
Użytkownik "Michal Olszewski" 
<adres_zaczyna_sie_po_kropce.michal_o@bigfoot.com> napisał w wiadomości 
news:fl31nd$429$1@inews.gazeta.pl...

> Ona nie jest jednoznacznie zła - tak jak Bourne nie jest jednoznacznie
> dobry. Ona nie chce zawładnąć światem, wydawanie wyroków śmierci nie
> sprawia jej przyjemności. Ona nawet nie lubi przekupywać ludzi. Jej
> problem polega na tym, że została umoczona. I chce się z tego szajsu jak
> najszybciej wygrzebać. Podobnie Bourne: on nie demaskuje szpiegowskich
> afer bo jest Wielkiem Demaskatorem Afer O Czystym Sercu Działającym Dla
> Dobra Ludzkości. On chce się wygrzebać z szajsu - więc idzie po trupach.
> Tak się składa, że po trupach przeszkadzających mu w życiu aferzystów.
>
> Ale nie zrozumcie mnie źle - ja jej nie rozgrzeszam. Postać Swinton to
> pierdołowate pozbawione granic moralnych zwierzę korporacyjne. Przez to
> jest śmiertelnie niebezbieczna dla otoczenia i powinna siedzieć w celi.

IMO na tym w ogóle polega patent Gilroya na pisanie postaci: każdemu dać 
odpowiednio dużo sprzecznych cech, żeby nie dało się postaci prosto 
zakwalifikować. "Michael Clayton" jest przecież rewelacyjny w tym, że 
bedgaja pokazuje w kiblu, jak mu się ze strachu pocą pachy, a później w 
domu, jak ćwiczy frazy, które musi publicznie rzucić na chłodno i bez 
zmrużenia oka. W ogóle, każda ważniejsza postać tego filmu łapie się na 
modelowy przykład jak wpisać w ekranową rolę człowieka, a nie scenariuszowy 
konstrukt. Włącznie z kapitalnym posunięciem z obsadzeniem Pollacka w roli 
szefa (przy założeniu, że każdy inteligentny widz od razu czuje do Pollacka 
sympatię).

BTW - "umoczona" to jest złe określenie. Mam wrażenie, że inny 
międzywierszowy patent Gilroya polega na sugerowaniu, że każdy ponosi 
konsekwencje SWOICH wyborów. Wybrał w pewnym momencie życia określoną drogę, 
która potem prędzej czy później zakręca i wjeżdża mu głęboko w zadek.

Swojo drogo ten sam patent wykorzystuje przecież w filmach Ang Lee. Spytałem 
go o to dlaczego ma taką chroniczną niechęć do pokazywania postaci, które 
dałoby się łatwo ocenić i udzielił mniej więcej takiej samej odpowiedzi, 
jaką mógłby dać Gilroy: bo każdy ma swoje powody, a my i tak wszystkich nie 
poznamy. U niego to oczywiście wynika z filozofii unikania oceny drugiego 
człowieka, a nie ze znudzenia hollywoodzkiego scenarzysty schematami, ale 
skutek jest ten sam.

-- 
Michal Chacinski

A young girl's erotic journey from Milan to Minsk.
The Village Voice calls it a masterpiece. 
Re: Michael Clayton
#29802
Author: Michal Olszewski
Date: Fri, 28 Dec 2007 19:01
52 lines
3941 bytes
Rufus T. Firefly wrote:
> Użytkownik "Michal Olszewski" 
> <adres_zaczyna_sie_po_kropce.michal_o@bigfoot.com> napisał w wiadomości 
> news:fl31nd$429$1@inews.gazeta.pl...
> 
>> Ona nie jest jednoznacznie zła - tak jak Bourne nie jest jednoznacznie
>> dobry. Ona nie chce zawładnąć światem, wydawanie wyroków śmierci nie
>> sprawia jej przyjemności. Ona nawet nie lubi przekupywać ludzi. Jej
>> problem polega na tym, że została umoczona. I chce się z tego szajsu jak
>> najszybciej wygrzebać. Podobnie Bourne: on nie demaskuje szpiegowskich
>> afer bo jest Wielkiem Demaskatorem Afer O Czystym Sercu Działającym Dla
>> Dobra Ludzkości. On chce się wygrzebać z szajsu - więc idzie po trupach.
>> Tak się składa, że po trupach przeszkadzających mu w życiu aferzystów.
>>
>> Ale nie zrozumcie mnie źle - ja jej nie rozgrzeszam. Postać Swinton to
>> pierdołowate pozbawione granic moralnych zwierzę korporacyjne. Przez to
>> jest śmiertelnie niebezbieczna dla otoczenia i powinna siedzieć w celi.
> 
> IMO na tym w ogóle polega patent Gilroya na pisanie postaci: każdemu dać 
> odpowiednio dużo sprzecznych cech, żeby nie dało się postaci prosto 
> zakwalifikować. "Michael Clayton" jest przecież rewelacyjny w tym, że 
> bedgaja pokazuje w kiblu, jak mu się ze strachu pocą pachy, a później w 
> domu, jak ćwiczy frazy, które musi publicznie rzucić na chłodno i bez 
> zmrużenia oka.

Kurcze - to były najmocniejsze sceny tego filmu. Cały film spodobał mi
się tak naprawdę z powodu czterech sekwencji, z których dwie wymieniłeś
powyżej. Pozostałe dwie to:
3. Swinton dająca zielone światło hitmanom.
4. Clooney w aucie z synem, po spotkaniu wspólnika-pijaczka.

 W ogóle, każda ważniejsza postać tego filmu łapie się na
> modelowy przykład jak wpisać w ekranową rolę człowieka, a nie scenariuszowy 
> konstrukt. Włącznie z kapitalnym posunięciem z obsadzeniem Pollacka w roli 
> szefa (przy założeniu, że każdy inteligentny widz od razu czuje do Pollacka 
> sympatię).
> 
> BTW - "umoczona" to jest złe określenie. Mam wrażenie, że inny 
> międzywierszowy patent Gilroya polega na sugerowaniu, że każdy ponosi 
> konsekwencje SWOICH wyborów. Wybrał w pewnym momencie życia określoną drogę, 
> która potem prędzej czy później zakręca i wjeżdża mu głęboko w zadek.

Została umoczona w znaczeniu, że rozwiązuje problem, którego nie
stworzyła (to nie ona wpuściła zabójczy środek na rynek, to nie przez
nią załamała się obrona sądowa). Ale nadal ponosi konsekwencje swoich
wyborów - w takim znaczeniu, że sama wybiera drogę rozwiązania tego
problemu.

BTW Anga Lee jak tam "Lust, Caution"? Widziałeś może?

-- 
Submission? Hmm, that's a bit of a problem.
Re: Michael Clayton
#29803
Author: Rufus T. Firefly
Date: Fri, 28 Dec 2007 21:06
65 lines
4923 bytes
Użytkownik "Michal Olszewski" 
<adres_zaczyna_sie_po_kropce.michal_o@bigfoot.com> napisał w wiadomości 
news:fl3h79$ihj$1@inews.gazeta.pl...

> Kurcze - to były najmocniejsze sceny tego filmu. Cały film spodobał mi
> się tak naprawdę z powodu czterech sekwencji, z których dwie wymieniłeś
> powyżej. Pozostałe dwie to:
> 3. Swinton dająca zielone światło hitmanom.
> 4. Clooney w aucie z synem, po spotkaniu wspólnika-pijaczka.

Ta. Ale sporo innych było równie dobrych. Tak jak byłem rozczarowany 
rumuńskim "4-3-2" między innymi dlatego, że lapie się przewidywalnych 
chwytów, które przez przewidywalnosc zupelnie na mnie nie dzialaja, tak w 
Claytonie lustrzana scena z 4-3-2 byla moim zdaniem bardzo dobra. Mowie o 
scenie z cyklu "cierpiący bohater nagle w innym świecie", czyli analogii 
miedzy scena z impreza u rodzicow w czasie kiedy ma sie na glowie jakis 
straszny problem (Mungiu) i impreza u rodziny, kiedy Clooney jest gleboko w 
dupie i mysli o czym innym.

>> BTW - "umoczona" to jest złe określenie. Mam wrażenie, że inny
>> międzywierszowy patent Gilroya polega na sugerowaniu, że każdy ponosi
>> konsekwencje SWOICH wyborów. Wybrał w pewnym momencie życia określoną 
>> drogę,
>> która potem prędzej czy później zakręca i wjeżdża mu głęboko w zadek.
>
> Została umoczona w znaczeniu, że rozwiązuje problem, którego nie
> stworzyła (to nie ona wpuściła zabójczy środek na rynek, to nie przez
> nią załamała się obrona sądowa). Ale nadal ponosi konsekwencje swoich
> wyborów - w takim znaczeniu, że sama wybiera drogę rozwiązania tego
> problemu.

Ale w tym wlasnie IMO wyraza sie koncepcja Gilroya Zdecydowales To Teraz 
Cierp. Jak zajmujesz kierownicze stanowisko w korporacji, to nie dlatego, ze 
masz ladniejszy garnitur niz inni, tylko dlatego, ze poprzednik odwalil 
jakas straszna kaszane, za ktora go wypieprzyli i teraz zajmujesz jego 
miejsce, zeby posprzatac rozmazana po scianach kupe. Jesli nie lubisz 
sprzatac kupy, zajmij sie raczej krytyka filmowa za 3,50zł, a nie 
korporacyjnym jobem za 3,5 mln. Film pokazuje pania menedzer w momencie, w 
ktorym musi zareagowac na typowy korporacyjny problem, w którym nikogo nie 
interesuje, co ona sobie prywatnie może myśleć. Ma działać w interesie 
udziałowców i koniec. Prywatnie ma mokrą pachę, a publicznie ma stalowy 
zwieracz i patrzy z uśmiechem w kamerę.

> BTW Anga Lee jak tam "Lust, Caution"? Widziałeś może?

Widziałem. IMO dobry, choć w kontekście rozmowy z Lee uważam, że nie do 
zrozumienia dla Europejczyka w sposób, w jaki widzi go reżyser. Facet 
wykładał mi np. jakie znaczenie ma tytuł w kontekście wieloznaczności 
określającego go chińskiego znaku i jego etymologii. Dla mnie to po prostu 
kolejny rozdział tej samej historii opowiadanej od zawsze przez Lee, czyli 
"Kultura vs. natura, albo Jak kultura i konwenanse nakładają nam kaganiec, 
przez który nie wolno nam pokazać kim jesteśmy. I nie pokazujemy, dopóki nie 
zdarzy się coś, co nas z kulturowej klatki wyrywa.". Roztrąbione sceny seksu 
nie są wcale "na granicy pornografii". Są niezłe po prostu. Jak w filmie dla 
dorosłego widza, a nie dla gówniarzy. Swoją drogą Lee robi w filmie 
identyczny zabieg, jak Gilroy obsadzając Pollacka w roli szefa firmy 
prawniczej. U niego w roli sadystycznego sukinsyna torturującego więźniów 
jest Tony Leung. Siedzisz przed ekranem i chcesz być sadystycznym sukinsynem 
torturującym więźniów.

-- 
Michal Chacinski

A young girl's erotic journey from Milan to Minsk.
The Village Voice calls it a masterpiece. 
Re: Michael Clayton
#29804
Author: Wojciech Orlinski
Date: Sat, 29 Dec 2007 12:43
23 lines
2096 bytes
On 2007-12-28 20:01:49 +0100, Michal Olszewski 
<adres_zaczyna_sie_po_kropce.michal_o@bigfoot.com> said:

> 4. Clooney w aucie z synem, po spotkaniu wspólnika-pijaczka.

BRATA!!!

> Została umoczona w znaczeniu, że rozwiązuje problem, którego nie
> stworzyła (to nie ona wpuściła zabójczy środek na rynek, to nie przez
> nią załamała się obrona sądowa).

Bo jej rola to chyba najlepsza ilustracja mechanizmu, o którym pisał 
Bauman w "Nowoczesności i zagładzie". Nikt nie chciałby smażyć dzieci 
żywcem w ogniu. Ale jeśli to rozpisać na malutkie etapy, w których 
smażenie wietnamskich dzieci napalmem zaczyna się od robotnika, który 
tylko ma dobrą pracę w zakładach zbrojeniowych gdzieś w Midweście po 
pilota, który tylko nacisnął guzik, to nie ma winnych, są sami 
sympatyczni ludzie, które swoim dzieciom czytają bajki do snu. Swinton 
to jest taka w zasadzie niewinna osoba i ona nawet nigdy nie 
powiedziała "zabijcie go", zawsze ma jakieś eufemizmy, jak Eichmann.

-- 
All roads lead to ligament injury.
Re: Michael Clayton
#29805
Author: Michał Gancarski
Date: Sat, 29 Dec 2007 14:33
34 lines
2833 bytes
Dnia Sat, 29 Dec 2007 13:43:19 +0100, Wojciech Orlinski napisał(a):

[...]

> Bo jej rola to chyba najlepsza ilustracja mechanizmu, o którym pisał 
> Bauman w "Nowoczesności i zagładzie". Nikt nie chciałby smażyć dzieci 
> żywcem w ogniu. Ale jeśli to rozpisać na malutkie etapy, w których 
> smażenie wietnamskich dzieci napalmem zaczyna się od robotnika, który 
> tylko ma dobrą pracę w zakładach zbrojeniowych gdzieś w Midweście po 
> pilota, który tylko nacisnął guzik, to nie ma winnych, są sami 
> sympatyczni ludzie, które swoim dzieciom czytają bajki do snu. Swinton 
> to jest taka w zasadzie niewinna osoba i ona nawet nigdy nie 
> powiedziała "zabijcie go", zawsze ma jakieś eufemizmy, jak Eichmann.

E tam. Swinton była decydentem. Nie była sympatyczna i nie czytała dzieciom
bajek. Żaden tam niewinny robotnik, który pracował w fabryce Michelin,
której opony być może były założone na felgi samochodu, którym jeździły
wynajęte przez nią zbiry ani też miła recepcjonistka w biurze koncernu
metalurgicznego, który dostarczył stopy niezbędne do odlania elementów
zapalnika bomby, która znalazła się w samochodzie Claytona.

To nie był "mechanizm", tylko konkretne decyzje, podjęte po dłuższej chwili
zastanowienia. Nie ma co odzierać tej pani z jej własnych wyborów, one były
jej i nikogo innego. Swinton z pewnością nie była ofiarą bezosobowego
mechanizmu, nie bardziej niż ktokolwiek inny.


-- 
Michał Gancarski
Omlet Creative Crew - http://omlet.cc/
Ekonomia obfitości - http://www.economicsofplenty.com/

"Sell a man a fish, he eats for a day, teach a man how to fish, you ruin a
wonderful business opportunity."
Re: Michael Clayton
#29806
Author: Rufus T. Firefly
Date: Sat, 29 Dec 2007 15:40
58 lines
4783 bytes
Użytkownik "Michał Gancarski" <wysyisback@-spamywasz-przegrywasz-.tlen.pl> 
napisał w wiadomości news:1bdalv6ex35wd$.77iks7kmrvfc.dlg@40tude.net...

>> Bo jej rola to chyba najlepsza ilustracja mechanizmu, o którym pisał
>> Bauman w "Nowoczesności i zagładzie". Nikt nie chciałby smażyć dzieci
>> żywcem w ogniu. Ale jeśli to rozpisać na malutkie etapy, w których
>> smażenie wietnamskich dzieci napalmem zaczyna się od robotnika, który
>> tylko ma dobrą pracę w zakładach zbrojeniowych gdzieś w Midweście po
>> pilota, który tylko nacisnął guzik, to nie ma winnych, są sami
>> sympatyczni ludzie, które swoim dzieciom czytają bajki do snu. Swinton
>> to jest taka w zasadzie niewinna osoba i ona nawet nigdy nie
>> powiedziała "zabijcie go", zawsze ma jakieś eufemizmy, jak Eichmann.
>
> E tam. Swinton była decydentem. Nie była sympatyczna i nie czytała 
> dzieciom
> bajek. Żaden tam niewinny robotnik, który pracował w fabryce Michelin,
> której opony być może były założone na felgi samochodu, którym jeździły
> wynajęte przez nią zbiry ani też miła recepcjonistka w biurze koncernu
> metalurgicznego, który dostarczył stopy niezbędne do odlania elementów
> zapalnika bomby, która znalazła się w samochodzie Claytona.
>
> To nie był "mechanizm", tylko konkretne decyzje, podjęte po dłuższej 
> chwili
> zastanowienia. Nie ma co odzierać tej pani z jej własnych wyborów, one 
> były
> jej i nikogo innego. Swinton z pewnością nie była ofiarą bezosobowego
> mechanizmu, nie bardziej niż ktokolwiek inny.

Właśnie. To jest zresztą kolejny powód, dla którego sposób pisania postaci 
przez Gilroya mi odpowiada. Z jednej strony to ludzie, którzy wybrali taką, 
a nie inną drogę życiową i zdają sobie sprawę, że ten wybór muszą okupić 
różnymi działaniami, na które w optymalnej sytuacji pewnie by się nie 
zgodzili. Ale optymalne sytuacje są w laboratoriach, a na ulicy trzeba 
przeżyć. Z drugiej strony Gilroy od tych kilku lat, jak zrobił się z niego 
prawdziwy scenarzysta, a nie dostarczyciel jakichś szajsowatych adwokatów 
diabła, zawsze daje radę wrzucić do scenariusza (wnioskuję z filmów, nie 
znam tekstu) sceny, w których widz dobrze widzi, że nie ma przed sobą 
niewinnych, tylko osoby o predyspozycjach do pokazanych zachowań. 
Niezależnie od wszystkich problemów tożsamościowo-prześladowczych, Bourne 
JEST zimnokrwistym mordercą, tak samo jak jego kumpel z agencji, z którym 
strzelali się na polu w pierwszej części (Owen). Dopiero kiedy któryś z nich 
dostaje śmiertelną kulkę i ma czas na famous last words, rzuca "zobacz, co 
oni z nas zrobili" - jakby w ostatniej próbie przekonania samego siebie, że 
to inni ponoszą winę za to, kim się stałem, bo ja sam, to raczej bym wolał 
okrywać pledem sarenki na mrozie.

Swinton to ten sam przykład. Bedgaj, którym może się stać każdy z nas, bo 
każdy ma predyspozycje, żeby za odpowiednio dużą kasę zgodzić się na różne 
świństwa. Ale niewątpliwie nie postać niewinna i umoczona, tylko ktoś, kto w 
konsekwencji wcześniejszych wyborów, musi dokonywać następnych. I pytanie 
tylko czy/kiedy w sytuacji kryzysowej postanowi, że coś jest jednak krokiem 
za daleko.

-- 
Michal Chacinski

A young girl's erotic journey from Milan to Minsk.
The Village Voice calls it a masterpiece. 
Re: Michael Clayton
#29807
Author: Michal Olszewski
Date: Sat, 29 Dec 2007 18:54
34 lines
2822 bytes
Wojciech Orlinski wrote:
> On 2007-12-28 20:01:49 +0100, Michal Olszewski 
> <adres_zaczyna_sie_po_kropce.michal_o@bigfoot.com> said:
> 
>> 4. Clooney w aucie z synem, po spotkaniu wspólnika-pijaczka.
> 
> BRATA!!!
> 
>> Została umoczona w znaczeniu, że rozwiązuje problem, którego nie
>> stworzyła (to nie ona wpuściła zabójczy środek na rynek, to nie przez
>> nią załamała się obrona sądowa).
> 
> Bo jej rola to chyba najlepsza ilustracja mechanizmu, o którym pisał 
> Bauman w "Nowoczesności i zagładzie". Nikt nie chciałby smażyć dzieci 
> żywcem w ogniu. Ale jeśli to rozpisać na malutkie etapy, w których 
> smażenie wietnamskich dzieci napalmem zaczyna się od robotnika, który 
> tylko ma dobrą pracę w zakładach zbrojeniowych gdzieś w Midweście po 
> pilota, który tylko nacisnął guzik, to nie ma winnych, są sami 
> sympatyczni ludzie, które swoim dzieciom czytają bajki do snu. Swinton 
> to jest taka w zasadzie niewinna osoba i ona nawet nigdy nie 
> powiedziała "zabijcie go", zawsze ma jakieś eufemizmy, jak Eichmann.

No już bez przesadyzmu - niewinna to ona nie jest. Może odsuńmy na razie
na bok takie hipotetologiczne "każdy jest odpowiedzialny za wszystko" (a
co, myślisz, że jak ten robotnik pracuje wydajniej, bo se wcześniej
przeczyta Twój tekst w gazecie i mu sie spodoba, to nie czyni Cię
umorusanym po uszy w krwi niewinnych?).

Mnie się tylko rozchodziło o to, że nie jest rzecz jasna jej winą
zabójczy środek rolniczy, itp., tylko tych kilka fatalnych decyzji z
filmu (o htimanach, itd.).

-- 
Submission? Hmm, that's a bit of a problem.
Re: Michael Clayton
#29808
Author: Wojciech Orlinski
Date: Sat, 29 Dec 2007 20:06
16 lines
1819 bytes
On 2007-12-29 19:54:14 +0100, Michal Olszewski 
<adres_zaczyna_sie_po_kropce.michal_o@bigfoot.com> said:

> No już bez przesadyzmu - niewinna to ona nie jest. Może odsuńmy na razie
> na bok takie hipotetologiczne "każdy jest odpowiedzialny za wszystko" (a
> co, myślisz, że jak ten robotnik pracuje wydajniej, bo se wcześniej
> przeczyta Twój tekst w gazecie i mu sie spodoba, to nie czyni Cię
> umorusanym po uszy w krwi niewinnych?).

Ależ oczywiście, że czyni. Nie trzeba szukać tak daleko - wszyscy 
jesteśmy jakoś tam pośrednio (choćby przez udziały naszych funduszy 
emerytalnych) umoczeni we wszystkie działania polskich spółek 
notowanych na giełdzie.

-- 
All roads lead to ligament injury.
Re: Michael Clayton
#29809
Author: Michał Gancarski
Date: Sat, 29 Dec 2007 23:07
21 lines
1923 bytes
Dnia Sat, 29 Dec 2007 21:06:23 +0100, Wojciech Orlinski napisał(a):

[...]

> Ależ oczywiście, że czyni. Nie trzeba szukać tak daleko - wszyscy 
> jesteśmy jakoś tam pośrednio (choćby przez udziały naszych funduszy 
> emerytalnych) umoczeni we wszystkie działania polskich spółek 
> notowanych na giełdzie.

Ale tutaj przestałeś już rozróżniać współodpowiedzialność w sensie etycznym
od współodpowiedzialności wynikającej z tego, że po prostu wszyscy żyjemy
na tej samej planecie.


-- 
Michał Gancarski
Omlet Creative Crew - http://omlet.cc/
Ekonomia obfitości - http://www.economicsofplenty.com/

"I believe that banking institutions are more dangerous to our liberties
than standing armies."
Re: Michael Clayton
#29810
Author: Wojciech Orlinski
Date: Sat, 29 Dec 2007 23:12
16 lines
1920 bytes
On 2007-12-30 00:07:59 +0100, Michał Gancarski 
<wysyisback@-spamywasz-przegrywasz-.tlen.pl> said:

> Ale tutaj przestałeś już rozróżniać współodpowiedzialność w sensie etycznym
> od współodpowiedzialności wynikającej z tego, że po prostu wszyscy żyjemy
> na tej samej planecie.

A uważasz, że ktoś, kto po prostu miał duży pakiet akcji tej 
korporacji, był już całkowicie niewinny "w sensie etycznym"? Że jak 
masz holocaust, to odpowiada za niego tylko ten esesman poganiający 
Żydów do komory gazowej plus ten, kto wydał rozkazy (Swinton tutaj 
ewidentnie gra kogoś w stylu Eichmanna), ale już na pewno nie 
udziałowiec IG Farben, zarabiający m.in. na produkcji Cyklonu B?

-- 
All roads lead to ligament injury.
Thread Navigation

This is a paginated view of messages in the thread with full content displayed inline.

Messages are displayed in chronological order, with the original post highlighted in green.

Use pagination controls to navigate through all messages in large threads.

Back to All Threads