Thread View: alt.pl.psychologia.milosc
11 messages
11 total messages
Started by Stopek
Thu, 29 Apr 2010 21:44
Co zrobić?
Author: Stopek
Date: Thu, 29 Apr 2010 21:44
Date: Thu, 29 Apr 2010 21:44
28 lines
2636 bytes
2636 bytes
5 lat mieszkamy razem. Zaręczyliśmy się. Ona jednakowoż ostatnio zajęła się intensywnie karierą naukową, jest mądra, ma duże szanse na sukces, lubi to i to chce robić. Poświęca jednak temu całe swoje życie. Dla mnie już nie ma miejsca od roku. Poruszałem ten temat niejednokrotnie, miało być lepiej, miała bardziej zważać na moją osobę i doceniać mój wkład (praktycznie ja zajmuję się całym domem, a i przy okazji też nie sram wolnym czasem...). Ale nic z tego, chwilę jest lepiej, pomaga mi, robimy różne rzeczy razem, a po raptem kilku tygodniach wszystko wraca do normy. Znowu wszystko jest na mojej głowie, a ja jako osoba jestem po prostu zlewany totalnie, co tam ja, kiedy są ważniejsze sprawy, konferencje, referaty... Poznałem nową dziewczynę, fajna, ot kręcimy ze sobą, nic wielkiego, nie mam z nią żadnych planów. A w domu coraz większa chujnia, już wprost dowiaduję się, że ona nie ma czasu na nic i żebym od niej nie wymagał zbyt wiele. JA chcę mieć dzieci, ona absolutnie. Mam wrażenie, że nic mnie z tą kobietą nie łączy. Trzyma mnie przy niej nasze super tanie mieszkanie, serio. Mogę z nią mieszkać, razem-osobno, z naciskiem na osobno, jakoś dam radę, dopóki nie ustabilizujemy się na tyle, żebyśmy mogli się rozejść. Ale ona zaczyna mnie denerwować jeszcze bardziej... Może i coś bym sobie znalazł, zawsze dawałem sobie radę, ale wiem, że ona już niekoniecznie, zawsze ją wyręczałem w takich sprawach, wiem, że samej jej będzie cholernie ciężko. Nie wiem co robić, odejść i rzucić wszystko w pizdu? Przecież widzę, że ona nawet nie ma czasu mnie zatrzymywać, co myślicie? -- Pozdrawiam serdecznie - Stopek Pijesz do mnie, chcesz pogadać? Jabber id: stopek@jabster.pl Ja żyję tak jak ja chcę, więc wypierdalaj! I trzymaj się skurwielu jak najdalej z dala.
Re: Co zrobić?
Author: sampi
Date: Fri, 30 Apr 2010 06:12
Date: Fri, 30 Apr 2010 06:12
90 lines
6182 bytes
6182 bytes
On 29 Kwi, 23:44, Stopek <pucj...@gazeta.pl> wrote: > 5 lat mieszkamy razem. Zaręczyliśmy się. Ona jednakowoż ostatnio zajęła > się intensywnie karierą naukową, jest mądra, ma duże szanse na sukces, > lubi to i to chce robić. Poświęca jednak temu całe swoje życie. Dla mnie > już nie ma miejsca od roku. Poruszałem ten temat niejednokrotnie, miało > być lepiej, miała bardziej zważać na moją osobę i doceniać mój wkład > (praktycznie ja zajmuję się całym domem, a i przy okazji też nie sram > wolnym czasem...). Ale nic z tego, chwilę jest lepiej, pomaga mi, robimy > różne rzeczy razem, a po raptem kilku tygodniach wszystko wraca do > normy. Znowu wszystko jest na mojej głowie, a ja jako osoba jestem po > prostu zlewany totalnie, co tam ja, kiedy są ważniejsze sprawy, > konferencje, referaty... Poznałem nową dziewczynę, fajna, ot kręcimy ze > sobą, nic wielkiego, nie mam z nią żadnych planów. A w domu coraz > większa chujnia, już wprost dowiaduję się, że ona nie ma czasu na nic i > żebym od niej nie wymagał zbyt wiele. JA chcę mieć dzieci, ona > absolutnie. Mam wrażenie, że nic mnie z tą kobietą nie łączy. Trzyma > mnie przy niej nasze super tanie mieszkanie, serio. Mogę z nią mieszkać, > razem-osobno, z naciskiem na osobno, jakoś dam radę, dopóki nie > ustabilizujemy się na tyle, żebyśmy mogli się rozejść. Ale ona zaczyna > mnie denerwować jeszcze bardziej... Może i coś bym sobie znalazł, zawsze > dawałem sobie radę, ale wiem, że ona już niekoniecznie, zawsze ją > wyręczałem w takich sprawach, wiem, że samej jej będzie cholernie > ciężko. Nie wiem co robić, odejść i rzucić wszystko w pizdu? Przecież > widzę, że ona nawet nie ma czasu mnie zatrzymywać, co myślicie? > -- > Pozdrawiam serdecznie - Stopek Te twoje wątpliwości w stylu ''może bym coś znalazł", '' jakoś dam radę" świadczą IMHO, ze ona juz w jakimś sensie, swoim silnym charakterem i pozycją, wyrobiła w tobie poczucie niższości i niepewności. Takie dyecyzje jak rozstanie każdy powinien podjąć sam chociażby po to by nie miał potem do kogoś kto mu ''doradzał'' pretensji. Jednak z tego co piszesz, nie jest ciekawie, przynajmniej z mojego punktu widzenie tj osoby, której priorytety oscylują wokół człowieka. Wzięłabym pod uwagę tz "za" i "przeciw" ZA: - 5 lat razem i zaręczeni - niektórzy podchodzą sentymentalnie do takich deklaracji. - jest inteligentna i ma widoki na karierę a co za tym idzie, będą pieniądze i wszystko co sie z nimi wiąże. - skoro potrafi cie usłuchać by uczestniczyć w waszym życiu domowym, to być może rzeczywiści chciałaby więcej czasu poświęcić tobie i domowi, ale może faktycznie jest już zbyt wyczerpana po całym dniu w pracy.(może wkrótce się to ustabilizuje, wszystko zależy czy ona rzeczywiści tego chce) - co do dzieci, to może, po prostu nie wyobraża ich sobie w__tej__fazie życia ich mieć - zapytaj konkretnie. PRZECIW: - skoro po pięciu latach ze sobą zaczynają się samotne, 'obiady, kolacja i noce' to czy jest sens brnąć do ślubu i dzieci tylko po to, żeby po dwóch latach małżeństwa jeszcze wyraźniej przejrzeć na oczy i stwierdzić to co już dziś z łatwością dostrzegasz? Wystąpić o rozwód i żyć dalej z etykietką ''rozwodnik" ? A jak w tym czasie urodzi sie dziecko, to sytuacja się skomplikuje a i wybory będą o wiele trudniejsze. - skoro robi karierę i jest na dobrej drodze do dużych pieniędzy to czy aby wktótce nie będzie zarabiała więcej niż ty, przez co straci do ciebie respekt. Wiesz prawda jest taka, że kobiety lubią mieć przed soba autorytet, każda zależnie od tego co ją pociąga. Rzecz jasna tu nie można generalizować, ale skoro juz podchodzi tak ambicjonalnie do sukcesu na płaszczyźnie zawodowej i społecznej, to czasem, możesz stracić w jej oczach gdy znajdzie się jakiś lepszy rekin finansjery. - nie wiem czym sa te obowiązki domowe o których wspominasz, ale jeśli to: pranie, sprzątanie, rachunki itepe i ona ci w tym nie pomaga..... ciemno to widzę, tz w przyszłości to będziesz kurem domowym - to jest wyłącznie moje zdanie. - ma inny pogląd na dzieci - jeśli nie będzie ich chciał nigdy - to będziesz cierpiał. Siądź spokojnie i przeanalizuj za i przeciw, te o których również tu nie pisałeś i pomyśl, czy chcesz tak dalej żyć. Nie przeczę, bo być może twoje życie nabierze jakiegoś innego obrotu kiedy w jej pracy wszystko się ustatkuje, ale zważywszy, że dziś żadnej firmy nie interesuje fakt, że masz dom, rodzinę i obowiązki i za dobre pieniądze chcą podmiot wykorzystać maksymalnie a nawet bardziej. Zważywszy, ze ona chce czegoś więcej od życia niż związku i dzieci to skoro nie poświęci sie temu to poświęci się karierze. -- sampi
Re: Co zrobić?
Author: Flyer
Date: Fri, 30 Apr 2010 09:05
Date: Fri, 30 Apr 2010 09:05
41 lines
3725 bytes
3725 bytes
In article <hrcuke$ed2$1@inews.gazeta.pl>, pucjusz@gazeta.pl says... > > 5 lat mieszkamy razem. Zaręczyliśmy się. Ona jednakowoż ostatnio zajęła > się intensywnie karierą naukową, jest mądra, ma duże szanse na sukces, > lubi to i to chce robić. Poświęca jednak temu całe swoje życie. Dla mnie > już nie ma miejsca od roku. Poruszałem ten temat niejednokrotnie, miało > być lepiej, miała bardziej zważać na moją osobę i doceniać mój wkład > (praktycznie ja zajmuję się całym domem, a i przy okazji też nie sram > wolnym czasem...). Ale nic z tego, chwilę jest lepiej, pomaga mi, robimy > różne rzeczy razem, a po raptem kilku tygodniach wszystko wraca do > normy. Znowu wszystko jest na mojej głowie, a ja jako osoba jestem po > prostu zlewany totalnie, co tam ja, kiedy są ważniejsze sprawy, > konferencje, referaty... Poznałem nową dziewczynę, fajna, ot kręcimy ze > sobą, nic wielkiego, nie mam z nią żadnych planów. A w domu coraz > większa chujnia, już wprost dowiaduję się, że ona nie ma czasu na nic i > żebym od niej nie wymagał zbyt wiele. JA chcę mieć dzieci, ona > absolutnie. Mam wrażenie, że nic mnie z tą kobietą nie łączy. Trzyma > mnie przy niej nasze super tanie mieszkanie, serio. Mogę z nią mieszkać, > razem-osobno, z naciskiem na osobno, jakoś dam radę, dopóki nie > ustabilizujemy się na tyle, żebyśmy mogli się rozejść. Ale ona zaczyna > mnie denerwować jeszcze bardziej... Może i coś bym sobie znalazł, zawsze > dawałem sobie radę, ale wiem, że ona już niekoniecznie, zawsze ją > wyręczałem w takich sprawach, wiem, że samej jej będzie cholernie > ciężko. Nie wiem co robić, odejść i rzucić wszystko w pizdu? Przecież > widzę, że ona nawet nie ma czasu mnie zatrzymywać, co myślicie? Wiesz co Stopii - na ostatniem spotkaniu, kiedy byłem u Ciebie, pogadałem sobie z Twoją dziewczyną. Wywarła na mnie wrażenie sensownej, więc może sensownie trzeba podejść do sprawy. "Rozstać się na próbę" albo porozmawiać o swoich odczuciach, obawach, potrzebach. Żeby nie było - znasz mnie z jednego rozstania. Oprócz tego jedynego, z wszystkimi innymi eks mogłem normalnie porozmawiać, nie pojawiały się żadne oskarżenia ani jawna wrogość. W tym jednym przypadku [który znasz] chyba przedobrzyłem, ale przewdobrzyłem dlatego, że druga strona podjęła decyzję o rozstaniu "pod wpływem emocji" [czyli należała się jej druga szansa], a później kopała [czyli należało ją "zbuforować" - bynajmniej nie zaatakować]. Pozdrawiam Flyer
Re: Co zrobić?
Author: Flyer
Date: Fri, 30 Apr 2010 09:23
Date: Fri, 30 Apr 2010 09:23
55 lines
4423 bytes
4423 bytes
In article <MPG.2644bb9ca30d12349896cf@news.neostrada.pl>, flyer@gazeta.pl says... > > In article <hrcuke$ed2$1@inews.gazeta.pl>, pucjusz@gazeta.pl says... > > > > 5 lat mieszkamy razem. Zaręczyliśmy się. Ona jednakowoż ostatnio zajęła > > się intensywnie karierą naukową, jest mądra, ma duże szanse na sukces, > > lubi to i to chce robić. Poświęca jednak temu całe swoje życie. Dla mnie > > już nie ma miejsca od roku. Poruszałem ten temat niejednokrotnie, miało > > być lepiej, miała bardziej zważać na moją osobę i doceniać mój wkład > > (praktycznie ja zajmuję się całym domem, a i przy okazji też nie sram > > wolnym czasem...). Ale nic z tego, chwilę jest lepiej, pomaga mi, robimy > > różne rzeczy razem, a po raptem kilku tygodniach wszystko wraca do > > normy. Znowu wszystko jest na mojej głowie, a ja jako osoba jestem po > > prostu zlewany totalnie, co tam ja, kiedy są ważniejsze sprawy, > > konferencje, referaty... Poznałem nową dziewczynę, fajna, ot kręcimy ze > > sobą, nic wielkiego, nie mam z nią żadnych planów. A w domu coraz > > większa chujnia, już wprost dowiaduję się, że ona nie ma czasu na nic i > > żebym od niej nie wymagał zbyt wiele. JA chcę mieć dzieci, ona > > absolutnie. Mam wrażenie, że nic mnie z tą kobietą nie łączy. Trzyma > > mnie przy niej nasze super tanie mieszkanie, serio. Mogę z nią mieszkać, > > razem-osobno, z naciskiem na osobno, jakoś dam radę, dopóki nie > > ustabilizujemy się na tyle, żebyśmy mogli się rozejść. Ale ona zaczyna > > mnie denerwować jeszcze bardziej... Może i coś bym sobie znalazł, zawsze > > dawałem sobie radę, ale wiem, że ona już niekoniecznie, zawsze ją > > wyręczałem w takich sprawach, wiem, że samej jej będzie cholernie > > ciężko. Nie wiem co robić, odejść i rzucić wszystko w pizdu? Przecież > > widzę, że ona nawet nie ma czasu mnie zatrzymywać, co myślicie? > > Wiesz co Stopii - na ostatniem spotkaniu, kiedy byłem u Ciebie, > pogadałem sobie z Twoją dziewczyną. Wywarła na mnie wrażenie sensownej, > więc może sensownie trzeba podejść do sprawy. "Rozstać się na próbę" > albo porozmawiać o swoich odczuciach, obawach, potrzebach. > > Żeby nie było - znasz mnie z jednego rozstania. Oprócz tego jedynego, z > wszystkimi innymi eks mogłem normalnie porozmawiać, nie pojawiały się > żadne oskarżenia ani jawna wrogość. W tym jednym przypadku [który znasz] > chyba przedobrzyłem, ale przewdobrzyłem dlatego, że druga strona podjęła > decyzję o rozstaniu "pod wpływem emocji" [czyli należała się jej druga > szansa], a później kopała [czyli należało ją "zbuforować" - bynajmniej > nie zaatakować]. Paradoksalnie - istenieją różne bufory "bezpieczeństwa", "ziemie niczyje" czy obszary bezpieczeństwa. Człowiek nie mógł tego sam wymyślić, to musi tkwić w nim, musi tego potrzebować, ale moi ulubieni psycholodzy tego nie zauważyli - widzą tylko białe i czarne - obszar danej osoby i obszar poza nim. Obszaru, który rozumiany jest przez atakującego jako atak, ale przez atakowanego jedynie jako zapowiedź ataku, nie chcą zauważyć. Nikt nie lubi być zaskakiwany. ;> A "druga szansa" - daje się ją osobom, które się w "jakiś" sposób lubi, nie każdemu. :) Pozdrawiam Flyer
Re: Co zrobić?
Author: sampi
Date: Fri, 30 Apr 2010 19:34
Date: Fri, 30 Apr 2010 19:34
90 lines
6320 bytes
6320 bytes
On 30 Kwi, 11:23, Flyer <fl...@gazeta.pl> wrote: > In article <MPG.2644bb9ca30d1234989...@news.neostrada.pl>, > fl...@gazeta.pl says... > > > > > > > In article <hrcuke$ed...@inews.gazeta.pl>, pucj...@gazeta.pl says... > > > > 5 lat mieszkamy razem. Zaręczyliśmy się. Ona jednakowoż ostatnio zajęła > > > się intensywnie karierą naukową, jest mądra, ma duże szanse na sukces, > > > lubi to i to chce robić. Poświęca jednak temu całe swoje życie. Dla mnie > > > już nie ma miejsca od roku. Poruszałem ten temat niejednokrotnie, miało > > > być lepiej, miała bardziej zważać na moją osobę i doceniać mój wkład > > > (praktycznie ja zajmuję się całym domem, a i przy okazji też nie sram > > > wolnym czasem...). Ale nic z tego, chwilę jest lepiej, pomaga mi, robimy > > > różne rzeczy razem, a po raptem kilku tygodniach wszystko wraca do > > > normy. Znowu wszystko jest na mojej głowie, a ja jako osoba jestem po > > > prostu zlewany totalnie, co tam ja, kiedy są ważniejsze sprawy, > > > konferencje, referaty... Poznałem nową dziewczynę, fajna, ot kręcimy ze > > > sobą, nic wielkiego, nie mam z nią żadnych planów. A w domu coraz > > > większa chujnia, już wprost dowiaduję się, że ona nie ma czasu na nic i > > > żebym od niej nie wymagał zbyt wiele. JA chcę mieć dzieci, ona > > > absolutnie. Mam wrażenie, że nic mnie z tą kobietą nie łączy. Trzyma > > > mnie przy niej nasze super tanie mieszkanie, serio. Mogę z nią mieszkać, > > > razem-osobno, z naciskiem na osobno, jakoś dam radę, dopóki nie > > > ustabilizujemy się na tyle, żebyśmy mogli się rozejść. Ale ona zaczyna > > > mnie denerwować jeszcze bardziej... Może i coś bym sobie znalazł, zawsze > > > dawałem sobie radę, ale wiem, że ona już niekoniecznie, zawsze ją > > > wyręczałem w takich sprawach, wiem, że samej jej będzie cholernie > > > ciężko. Nie wiem co robić, odejść i rzucić wszystko w pizdu? Przecież > > > widzę, że ona nawet nie ma czasu mnie zatrzymywać, co myślicie? > > > Wiesz co Stopii - na ostatniem spotkaniu, kiedy byłem u Ciebie, > > pogadałem sobie z Twoją dziewczyną. Wywarła na mnie wrażenie sensownej, > > więc może sensownie trzeba podejść do sprawy. "Rozstać się na próbę" > > albo porozmawiać o swoich odczuciach, obawach, potrzebach. > > > Żeby nie było - znasz mnie z jednego rozstania. Oprócz tego jedynego, z > > wszystkimi innymi eks mogłem normalnie porozmawiać, nie pojawiały się > > żadne oskarżenia ani jawna wrogość. W tym jednym przypadku [który znasz] > > chyba przedobrzyłem, ale przewdobrzyłem dlatego, że druga strona podjęła > > decyzję o rozstaniu "pod wpływem emocji" [czyli należała się jej druga > > szansa], a później kopała [czyli należało ją "zbuforować" - bynajmniej > > nie zaatakować]. > > Paradoksalnie - istenieją różne bufory "bezpieczeństwa", "ziemie > niczyje" czy obszary bezpieczeństwa. Człowiek nie mógł tego sam > wymyślić, to musi tkwić w nim, musi tego potrzebować, ale moi ulubieni > psycholodzy tego nie zauważyli - widzą tylko białe i czarne - obszar > danej osoby i obszar poza nim. Obszaru, który rozumiany jest przez > atakującego jako atak, ale przez atakowanego jedynie jako zapowiedź > ataku, nie chcą zauważyć. Nikt nie lubi być zaskakiwany. ;> > > A "druga szansa" - daje się ją osobom, które się w "jakiś" sposób lubi, > nie każdemu. :) > > Pozdrawiam > Flyer Fly, co masz namyśli odnośnie tych psychologów, którzy widza tylko białe i czarne. IMO życie jest albo czarne(wszystko wskazuje, ze nie będzie im ze sobą dobrze/nie pasują do siebie/będą sie ze sobą męczyć) albo białe(będzie im ze sobą dobrze pomimo najprzeróżniejszych niedogodności losu bo:/ się kochają/mają podobne cele pragnienia/pasują do siebie charakterami itede. Na a czym miałoby polegać to coś pośrodku? Wypada, że szarość/ marazm/ przyzwyczajenie. Po co skazywać się na starcie na życia w takiej kiszce, skoro mają jeszcze możliwość wyboru. Rozstać się jak miliony par we względnym szacunku. Gdyby ludzie poważniej podchodzili do zawieranie związków małżeńskich i wszystkiego co się z tym wiąże, mianowicie: przysięga, obowiązek etc. I gdyby rozwody z tz. błahych powodów kosztowały ze trzy roczne pensje a nie jakieś marne grosze, to zastanowili by sie dwadzieścia razy zanim by pakowali sie w związek z kimś nie do końca pewnym jak na poletko doświadczalne z lekkim przeświadczeniem że: a.. w razie czego to "wysiądę". I być może większe koszty rozwodów, byłyby poniekąd swego rodzaju panaceum na to zjawisko, mianowicie - pochopne małżeństwa skończone expresowym rozwodem. Niby tu wszystko zależy od zasad danego człowieka, ale choćby z samego komfortu nie przeżywanie tego typu stresów lepiej jest przemyśleć: czy pchać się w stały związek, który de facto już świeci symptomami wyplenia ewentualnie niedobrania - po co? Tak to widzę. Pozdrawiam :) -- sami
Re: Co zrobić?
Author: DHASIAEHL The Wolf
Date: Wed, 05 May 2010 14:54
Date: Wed, 05 May 2010 14:54
41 lines
3350 bytes
3350 bytes
On 29/04/2010 22:44, Stopek wrote:
> 5 lat mieszkamy razem. Zaręczyliśmy się. Ona jednakowoż ostatnio zajęła
> się intensywnie karierą naukową, jest mądra, ma duże szanse na sukces,
> lubi to i to chce robić. Poświęca jednak temu całe swoje życie. Dla mnie
> już nie ma miejsca od roku. Poruszałem ten temat niejednokrotnie, miało
> być lepiej, miała bardziej zważać na moją osobę i doceniać mój wkład
> (praktycznie ja zajmuję się całym domem, a i przy okazji też nie sram
> wolnym czasem...). Ale nic z tego, chwilę jest lepiej, pomaga mi, robimy
> różne rzeczy razem, a po raptem kilku tygodniach wszystko wraca do
> normy. Znowu wszystko jest na mojej głowie, a ja jako osoba jestem po
> prostu zlewany totalnie, co tam ja, kiedy są ważniejsze sprawy,
> konferencje, referaty... Poznałem nową dziewczynę, fajna, ot kręcimy ze
> sobą, nic wielkiego, nie mam z nią żadnych planów. A w domu coraz
> większa chujnia, już wprost dowiaduję się, że ona nie ma czasu na nic i
> żebym od niej nie wymagał zbyt wiele. JA chcę mieć dzieci, ona
> absolutnie. Mam wrażenie, że nic mnie z tą kobietą nie łączy. Trzyma
> mnie przy niej nasze super tanie mieszkanie, serio. Mogę z nią mieszkać,
> razem-osobno, z naciskiem na osobno, jakoś dam radę, dopóki nie
> ustabilizujemy się na tyle, żebyśmy mogli się rozejść. Ale ona zaczyna
> mnie denerwować jeszcze bardziej... Może i coś bym sobie znalazł, zawsze
> dawałem sobie radę, ale wiem, że ona już niekoniecznie, zawsze ją
> wyręczałem w takich sprawach, wiem, że samej jej będzie cholernie
> ciężko. Nie wiem co robić, odejść i rzucić wszystko w pizdu? Przecież
> widzę, że ona nawet nie ma czasu mnie zatrzymywać, co myślicie?
Kobieta wyzwolona, samowystarczalna, dominujaca w swojej dziedzinie.
Czuje sie silna odnoszac sukces na polu zawodowym, nie potrzebuje
silnego faceta bo i po co. W takim wypadku odwrocenie rol jest bardzo
popularne, szkoda ze jednak stan taki jest krotkotrwaly, bo w ktoryms
momencie bedzie pytanie do czego ty sie w ogole nadajesz? Widze ze
wolalbys "matke polke" zamiast "kobiety sukcesu", a moze obie cechy
naraz? Marne szanse.
Zniewiesciali mezczyzni, silne kobiety ... naturalna kolej rzeczy
czy tez moze ewolucja podaza w zlym kierunku?
--
Pozdrawia DHASIAEHL The Wolf
-=>/2o$1o\<=-
" It is not enough to succeed. Others must fail."
Re: Co zrobić?
Author: Magdulińska
Date: Fri, 14 May 2010 22:48
Date: Fri, 14 May 2010 22:48
26 lines
3097 bytes
3097 bytes
W dniu 2010-04-29 23:44, Stopek pisze: > 5 lat mieszkamy razem. Zaręczyliśmy się. Ona jednakowoż ostatnio > zajęła się intensywnie karierą naukową, jest mądra, ma duże szanse na > sukces, lubi to i to chce robić. Poświęca jednak temu całe swoje > życie. Dla mnie już nie ma miejsca od roku. Poruszałem ten temat > niejednokrotnie, miało być lepiej, miała bardziej zważać na moją osobę > i doceniać mój wkład (praktycznie ja zajmuję się całym domem, a i przy > okazji też nie sram wolnym czasem...). Ale nic z tego, chwilę jest > lepiej, pomaga mi, robimy różne rzeczy razem, a po raptem kilku > tygodniach wszystko wraca do normy. Znowu wszystko jest na mojej > głowie, a ja jako osoba jestem po prostu zlewany totalnie, co tam ja, > kiedy są ważniejsze sprawy, konferencje, referaty... Poznałem nową > dziewczynę, fajna, ot kręcimy ze sobą, nic wielkiego, nie mam z nią > żadnych planów. A w domu coraz większa chujnia, już wprost dowiaduję > się, że ona nie ma czasu na nic i żebym od niej nie wymagał zbyt > wiele. JA chcę mieć dzieci, ona absolutnie. Mam wrażenie, że nic mnie > z tą kobietą nie łączy. Trzyma mnie przy niej nasze super tanie > mieszkanie, serio. Mogę z nią mieszkać, razem-osobno, z naciskiem na > osobno, jakoś dam radę, dopóki nie ustabilizujemy się na tyle, żebyśmy > mogli się rozejść. Ale ona zaczyna mnie denerwować jeszcze bardziej... > Może i coś bym sobie znalazł, zawsze dawałem sobie radę, ale wiem, że > ona już niekoniecznie, zawsze ją wyręczałem w takich sprawach, wiem, > że samej jej będzie cholernie ciężko. Nie wiem co robić, odejść i > rzucić wszystko w pizdu? Przecież widzę, że ona nawet nie ma czasu > mnie zatrzymywać, co myślicie? Obojętność często wyrządza więcej krzywd niż jawna niechęć ...
Re: Co zrobić?
Author: Dremka
Date: Sun, 16 May 2010 11:05
Date: Sun, 16 May 2010 11:05
19 lines
1319 bytes
1319 bytes
Stopek <pucjusz@gazeta.pl> napisal: > <CIACH> > Przecież widzę, że ona nawet > nie ma czasu mnie zatrzymywać, co myślicie? Stopek, ja moze jestem faszysta, ale: - nie pasuje Ci to, - meczysz sie, - Ona wie, ze Ci nie pasuje i sie meczysz, - nic z tym nie robi, - brak perspektyw, ze sie zmieni. Podsumowujac: Ona taka jest, a Tobie albo to pasuje, albo nie... -- Dremka
Re: Co zrobić?
Author: Himera
Date: Fri, 28 May 2010 19:06
Date: Fri, 28 May 2010 19:06
29 lines
2783 bytes
2783 bytes
"Stopek" <pucjusz@gazeta.pl> wrote in message news:hrcuke$ed2$1@inews.gazeta.pl... >5 lat mieszkamy razem. Zaręczyliśmy się. Ona jednakowoż ostatnio zajęła się >intensywnie karierą naukową, jest mądra, ma duże szanse na sukces, lubi to >i to chce robić. Poświęca jednak temu całe swoje życie. Dla mnie już nie ma >miejsca od roku. Poruszałem ten temat niejednokrotnie, miało być lepiej, >miała bardziej zważać na moją osobę i doceniać mój wkład (praktycznie ja >zajmuję się całym domem, a i przy okazji też nie sram wolnym czasem...). >Ale nic z tego, chwilę jest lepiej, pomaga mi, robimy różne rzeczy razem, a >po raptem kilku tygodniach wszystko wraca do normy. Znowu wszystko jest na >mojej głowie, a ja jako osoba jestem po prostu zlewany totalnie, co tam ja, >kiedy są ważniejsze sprawy, konferencje, referaty... Poznałem nową >dziewczynę, fajna, ot kręcimy ze sobą, nic wielkiego, nie mam z nią żadnych >planów. A w domu coraz większa chujnia, już wprost dowiaduję się, że ona >nie ma czasu na nic i żebym od niej nie wymagał zbyt wiele. JA chcę mieć >dzieci, ona absolutnie. Mam wrażenie, że nic mnie z tą kobietą nie łączy. >Trzyma mnie przy niej nasze super tanie mieszkanie, serio. Mogę z nią >mieszkać, razem-osobno, z naciskiem na osobno, jakoś dam radę, dopóki nie >ustabilizujemy się na tyle, żebyśmy mogli się rozejść. Ale ona zaczyna mnie >denerwować jeszcze bardziej... Może i coś bym sobie znalazł, zawsze dawałem >sobie radę, ale wiem, że ona już niekoniecznie, zawsze ją wyręczałem w >takich sprawach, wiem, że samej jej będzie cholernie ciężko. Nie wiem co >robić, odejść i rzucić wszystko w pizdu? Przecież widzę, że ona nawet nie >ma czasu mnie zatrzymywać, co myślicie? ja myslec ze ty jebany samolub. -- Live and let Live.
Re: Co zrobić?
Author: blackmoon
Date: Thu, 04 Nov 2010 19:58
Date: Thu, 04 Nov 2010 19:58
6 lines
1120 bytes
1120 bytes
Sprawa przegrana. odejdź od niej, zanim ona wyssie z Ciebie energię do życia i zrobi z niej pożywkę dla własnej kariery. Za 20 lat powie, że nie rozumiecie się. Szkoda czasu. to, co było piękne już jest za wami. z autopsji.
Re: Co zrobić?
Author: adasiek78
Date: Thu, 11 Nov 2010 22:30
Date: Thu, 11 Nov 2010 22:30
37 lines
3188 bytes
3188 bytes
W dniu 2010-05-28 21:06, Himera pisze: > "Stopek"<pucjusz@gazeta.pl> wrote in message > news:hrcuke$ed2$1@inews.gazeta.pl... >> 5 lat mieszkamy razem. Zaręczyliśmy się. Ona jednakowoż ostatnio zajęła się >> intensywnie karierą naukową, jest mądra, ma duże szanse na sukces, lubi to >> i to chce robić. Poświęca jednak temu całe swoje życie. Dla mnie już nie ma >> miejsca od roku. Poruszałem ten temat niejednokrotnie, miało być lepiej, >> miała bardziej zważać na moją osobę i doceniać mój wkład (praktycznie ja >> zajmuję się całym domem, a i przy okazji też nie sram wolnym czasem...). >> Ale nic z tego, chwilę jest lepiej, pomaga mi, robimy różne rzeczy razem, a >> po raptem kilku tygodniach wszystko wraca do normy. Znowu wszystko jest na >> mojej głowie, a ja jako osoba jestem po prostu zlewany totalnie, co tam ja, >> kiedy są ważniejsze sprawy, konferencje, referaty... Poznałem nową >> dziewczynę, fajna, ot kręcimy ze sobą, nic wielkiego, nie mam z nią żadnych >> planów. A w domu coraz większa chujnia, już wprost dowiaduję się, że ona >> nie ma czasu na nic i żebym od niej nie wymagał zbyt wiele. JA chcę mieć >> dzieci, ona absolutnie. Mam wrażenie, że nic mnie z tą kobietą nie łączy. >> Trzyma mnie przy niej nasze super tanie mieszkanie, serio. Mogę z nią >> mieszkać, razem-osobno, z naciskiem na osobno, jakoś dam radę, dopóki nie >> ustabilizujemy się na tyle, żebyśmy mogli się rozejść. Ale ona zaczyna mnie >> denerwować jeszcze bardziej... Może i coś bym sobie znalazł, zawsze dawałem >> sobie radę, ale wiem, że ona już niekoniecznie, zawsze ją wyręczałem w >> takich sprawach, wiem, że samej jej będzie cholernie ciężko. Nie wiem co >> robić, odejść i rzucić wszystko w pizdu? Przecież widzę, że ona nawet nie >> ma czasu mnie zatrzymywać, co myślicie? > > ja myslec ze ty jebany samolub. > Taki sam samolub jak i ona, oby dwoje mają prawo do swoich priorytetów, dlatego na pewno nie "jebany", Jakie macie wymagania/cele co do tego związku??? IMHO różniące się diametralnie, związek jest zbudowany na tym co było, nie na tym co będzie... według mnie... strata czasu, dla ciebie jak i dla niej.
Thread Navigation
This is a paginated view of messages in the thread with full content displayed inline.
Messages are displayed in chronological order, with the original post highlighted in green.
Use pagination controls to navigate through all messages in large threads.
Back to All Threads