Thread View: alt.pl.psychologia.milosc
29 messages
29 total messages
Started by JaKasia
Fri, 15 Feb 2008 01:57
Korytarze pionowe, windy poziome...
Author: JaKasia
Date: Fri, 15 Feb 2008 01:57
Date: Fri, 15 Feb 2008 01:57
26 lines
1835 bytes
1835 bytes
Użytkownik "Sky" <skymen@op.pl> napisał w wiadomości news:fp2qf1$o17$1@news.onet.pl > Użytkownik "michal" <6michal9@gazeta.pl> napisał w wiadomości > news:fp2h38$ijf$1@inews.gazeta.pl... >> Sęk w tym, że wchodzisz bez względu na to, czy chcesz czy nie. Albo >> dbasz o właściwe ustawienie drabiny albo pozwalasz, żeby inni Ci ją >> ustawiali. Zwierciadło społeczne. > > To nie wiesz że można nie wchodzić?! ;) > I wyjść [zejść] [gdy się weszło] w każdej chwili... > Nawet jeśli ci inni drabinę podstawiać będą > jak im to jest wygodnie [zresztą]. O czym innym myślimy gdy mówimy "drabina". Nie każdy, kto coś robi, od razu się wspina! Przed laty w Szepietowie krążył następujacy kawał: Czołgając się po torach do swej wsi pijak mruczy pod nosem: "- Kurde, te schody takie wysokie, a poręcze takie niskie!" - JaKasia --
Re: Korytarze pionowe, windy poziome...
Author: Sky
Date: Fri, 15 Feb 2008 09:07
Date: Fri, 15 Feb 2008 09:07
30 lines
2224 bytes
2224 bytes
Użytkownik "JaKasia" <moja_hekate@op.pl> napisał w wiadomości news:fp2s0n$a8l$1@nemesis.news.tpi.pl... > Użytkownik "Sky" <skymen@op.pl> napisał w wiadomości > news:fp2qf1$o17$1@news.onet.pl > > Użytkownik "michal" <6michal9@gazeta.pl> napisał w wiadomości > > news:fp2h38$ijf$1@inews.gazeta.pl... > > >> Sęk w tym, że wchodzisz bez względu na to, czy chcesz czy nie. Albo > >> dbasz o właściwe ustawienie drabiny albo pozwalasz, żeby inni Ci ją > >> ustawiali. Zwierciadło społeczne. > > > > To nie wiesz że można nie wchodzić?! ;) > > I wyjść [zejść] [gdy się weszło] w każdej chwili... > > Nawet jeśli ci inni drabinę podstawiać będą > > jak im to jest wygodnie [zresztą]. > > O czym innym myślimy gdy mówimy "drabina". > Nie każdy, kto coś robi, od razu się wspina! Rymowanki-cacanki... jak powiedzialby michał ;) > Przed laty w Szepietowie krążył następujacy kawał: > > Czołgając się po torach do swej wsi pijak mruczy > pod nosem: "- Kurde, te schody takie wysokie, > a poręcze takie niskie!" Tylko nie mów że się taki jednak "nie porusza" i że nawet gdy słabiutko to jednak nie zmierza ku swemu przeznaczeniu...lub one ku niemu. ;)
Re: Korytarze pionowe, windy poziome...
Author: michal
Date: Fri, 15 Feb 2008 10:13
Date: Fri, 15 Feb 2008 10:13
61 lines
4287 bytes
4287 bytes
Sky wrote: >>>> JaKasia wrote: >>>>>> Porównanie jakiejś zaplanowanej drogi życiowej do drabiny ma taki >>>>>> sens, że wspinając sie po niej tylko wyobrażasz sobie, co jest na >>>>>> jej końcu w górze. Wierzysz, że znajdziesz na górze to, co chcesz >>>>>> znaleźć i to powoduje, że chce Ci się wchodzić. Jeżeli na >>>>>> szczycie nie znajdziesz tego, co chciałeś, wtedy schodzisz na >>>>>> sam dół, żeby poszukać innej drabiny. >>>>> I zgadzasz się ze Skyem, że schodząc z jednej drabiny >>>>> wracasz do punktu wyjścia? Przecież to absurd! >>>> Nie prównuję tego z degradacją, niemniej jednak jeśli mimo mozolnej >>>> pracy nie osiąga się celu z powodu drabiny opartej nie o właściwą >>>> ścianę, to wymaga to kolejnego wspinania się. Nie widzę tu absurdu. >>>> Poza tym, że taka wizja jest "dydaktycznym" uproszczeniem, >>>> schematem. W rzeczywistości mamy do czynienia z różnymi poziomami >>>> oparcia takich drabin, z różną ilością szczebli, drewniane, >>>> metalowe, sznurowe, same liny, podstawione stołki, krzesła, schody, >>>> po ciemku i w dzień... :DDD >>> To ja wolę już nigdzie nie wchodzić, nie pchac się, >>> póki nie będę pewny że gdzieś naprawdę warto... ;P >> Sęk w tym, że wchodzisz bez względu na to, czy chcesz czy nie. Albo >> dbasz o właściwe ustawienie drabiny albo pozwalasz, żeby inni Ci ją >> ustawiali. Zwierciadło społeczne. > To nie wiesz że można nie wchodzić?! ;) > I wyjść [zejść] [gdy się weszło] w każdej chwili... > Nawet jeśli ci inni drabinę podstawiać będą > jak im to jest wygodnie [zresztą]. > Jakowaś beznadziejność wyziera z twoich > deterministychnych > o ludzkim losie społecznym przekonań... ;P > Swoją drogą to często same okoliczności życiowe > co rusz zepchną z błędnie wybranej drabiny > i sprowadzą delikwenta do parteru. ;) Nasza rozmowa przypomina dialog ślepego z głuchym. Nie ważne, kto z nas jest ślepy, a kto głuchy. Mamy inne spojrzenia na rzeczywistość. Dla Ciebie wchodzenie po drabinie symbolizuje co innego, dla mnie co innego. Dla Kasi chyba jeszcze co innego. Wg mnie nieustannie do czegoś dążymy. Nawet do marazmu. To są codziennie podejmowane nawet drobne decyzje lub ich zaniechania, które mają wpływ na naszą przyszłość. Podwiadomość mamy nabitą przekonaniami i przeświadczeniami najczęściej nieuświadominymi, sukcesywnie przekuwamy je automatycznie w silne nawyki, rutynowe przyzwczajenia. To stały i nierozłączny z naszym życiem proces. Tylko nam się może wydawać, że panujemy nad tym. W rzeczywistości zapytani o to, tak tylko deklarujemy pomagając sobie mechanicznie projekcjami. Do śmierci nikt nie wie naprawdę, czy obrał właściwą drogę. Taka jest prawda. Ale różnice między ludźmi poegają też na tym, jak bardzo każdy z nich stara się sprostać w znalezieniu optymalnie odpowiedniego celu. Dlatego porównałem nasze dążenia do wspinania się po drabinie, którą sobie albo starannie przygotowujemy pełni wiary, albo wchodzimy na jakąkolwiek po omacku. Albo trochę tak i trochę tak. Nigdy nie wiesz, czy dobrze robisz złażąc z niej, czy pnąc się po niej. I jedno i drugie robisz dotąd, dopóki masz przekonanie, ze dobrze robisz. Swoje subiektywne przekonanie. -- pozdrawiam michał
Re: Korytarze pionowe, windy poziome...
Author: self
Date: Fri, 15 Feb 2008 19:47
Date: Fri, 15 Feb 2008 19:47
8 lines
956 bytes
956 bytes
JaKasia atakuje: > Czołgając się po torach do swej wsi pijak mruczy > pod nosem: "- Kurde, te schody takie wysokie, > a poręcze takie niskie!" Dalszy ciąg brzmiał: "- Jak to dobrze, że już jedzie winda"
Re: Korytarze pionowe, windy poziome...
Author: JaKasia
Date: Fri, 15 Feb 2008 20:01
Date: Fri, 15 Feb 2008 20:01
13 lines
1362 bytes
1362 bytes
Użytkownik "self" <self-hitman@gazeta.pl> napisał w wiadomości news:fp4q9n$615$1@inews.gazeta.pl > JaKasia atakuje: >> Czołgając się po torach do swej wsi pijak mruczy >> pod nosem: "- Kurde, te schody takie wysokie, >> a poręcze takie niskie!" > > Dalszy ciąg brzmiał: "- Jak to dobrze, że już jedzie winda" Z Szepietowa jesteś? ;)) --
Re: Korytarze pionowe, windy poziome...
Author: Sky
Date: Fri, 15 Feb 2008 22:59
Date: Fri, 15 Feb 2008 22:59
65 lines
5095 bytes
5095 bytes
Użytkownik "michal" <6michal9@gazeta.pl> napisał w wiadomości news:fp3ok1$oob$1@inews.gazeta.pl... > Sky wrote: > >>>> JaKasia wrote: > >>>>>> Porównanie jakiejś zaplanowanej drogi życiowej do drabiny ma taki > >>>>>> sens, że wspinając sie po niej tylko wyobrażasz sobie, co jest na > >>>>>> jej końcu w górze. Wierzysz, że znajdziesz na górze to, co chcesz > >>>>>> znaleźć i to powoduje, że chce Ci się wchodzić. Jeżeli na > >>>>>> szczycie nie znajdziesz tego, co chciałeś, wtedy schodzisz na > >>>>>> sam dół, żeby poszukać innej drabiny. > >>>>> I zgadzasz się ze Skyem, że schodząc z jednej drabiny > >>>>> wracasz do punktu wyjścia? Przecież to absurd! > >>>> Nie prównuję tego z degradacją, niemniej jednak jeśli mimo mozolnej > >>>> pracy nie osiąga się celu z powodu drabiny opartej nie o właściwą > >>>> ścianę, to wymaga to kolejnego wspinania się. Nie widzę tu absurdu. > >>>> Poza tym, że taka wizja jest "dydaktycznym" uproszczeniem, > >>>> schematem. W rzeczywistości mamy do czynienia z różnymi poziomami > >>>> oparcia takich drabin, z różną ilością szczebli, drewniane, > >>>> metalowe, sznurowe, same liny, podstawione stołki, krzesła, schody, > >>>> po ciemku i w dzień... :DDD > >>> To ja wolę już nigdzie nie wchodzić, nie pchac się, > >>> póki nie będę pewny że gdzieś naprawdę warto... ;P > > >> Sęk w tym, że wchodzisz bez względu na to, czy chcesz czy nie. Albo > >> dbasz o właściwe ustawienie drabiny albo pozwalasz, żeby inni Ci ją > >> ustawiali. Zwierciadło społeczne. > > > To nie wiesz że można nie wchodzić?! ;) > > I wyjść [zejść] [gdy się weszło] w każdej chwili... > > Nawet jeśli ci inni drabinę podstawiać będą > > jak im to jest wygodnie [zresztą]. > > Jakowaś beznadziejność wyziera z twoich > > deterministychnych > > o ludzkim losie społecznym przekonań... ;P > > > Swoją drogą to często same okoliczności życiowe > > co rusz zepchną z błędnie wybranej drabiny > > i sprowadzą delikwenta do parteru. ;) > > Nasza rozmowa przypomina dialog ślepego z głuchym. Nie ważne, kto z nas jest > ślepy, a kto głuchy. > Mamy inne spojrzenia na rzeczywistość. Dla Ciebie > wchodzenie po drabinie symbolizuje co innego, dla mnie co innego. Dla Kasi > chyba jeszcze co innego. > Wg mnie nieustannie do czegoś dążymy. Nawet do marazmu. To są codziennie > podejmowane nawet drobne decyzje lub ich zaniechania, które mają wpływ na > naszą przyszłość. Podwiadomość mamy nabitą przekonaniami i przeświadczeniami > najczęściej nieuświadominymi, sukcesywnie przekuwamy je automatycznie w > silne nawyki, rutynowe przyzwczajenia. To stały i nierozłączny z naszym > życiem proces. Tylko nam się może wydawać, że panujemy nad tym. W > rzeczywistości zapytani o to, tak tylko deklarujemy pomagając sobie > mechanicznie projekcjami. > Do śmierci nikt nie wie naprawdę, czy obrał właściwą drogę. Taka jest > prawda. Ale różnice między ludźmi poegają też na tym, jak bardzo każdy z > nich stara się sprostać w znalezieniu optymalnie odpowiedniego celu. > Dlatego porównałem nasze dążenia do wspinania się po drabinie, którą sobie > albo starannie przygotowujemy pełni wiary, albo wchodzimy na jakąkolwiek po > omacku. Albo trochę tak i trochę tak. Nigdy nie wiesz, czy dobrze robisz > złażąc z niej, czy pnąc się po niej. I jedno i drugie robisz dotąd, dopóki > masz przekonanie, ze dobrze robisz. Swoje subiektywne przekonanie. Deklarujesz swoje wątpienie w poznawanie obiektywnej rzeczywistości tylko dlatego by oddalić od siebie ryzykowne przypuszczenie że ktoś ją mógł już poznać przed tobą lub choćby na tyle bardziej, że może mieć ci coś do zaoferowania? A może masz sam chęć za takiego uchodzić i jeśli wobec kogoś się ci to nie udaje to wolisz zanegować ogólną możliwość poznawcza niż się przyznać ze możesz sam być z czymś "w plecy"? ;P
Re: Korytarze pionowe, windy poziome...
Author: michal
Date: Fri, 15 Feb 2008 23:43
Date: Fri, 15 Feb 2008 23:43
74 lines
4994 bytes
4994 bytes
Sky wrote: >>>>>> JaKasia wrote: >>>>>>>> Porównanie jakiejś zaplanowanej drogi życiowej do drabiny ma >>>>>>>> taki sens, że wspinając sie po niej tylko wyobrażasz sobie, co >>>>>>>> jest na jej końcu w górze. Wierzysz, że znajdziesz na górze >>>>>>>> to, co chcesz znaleźć i to powoduje, że chce Ci się wchodzić. >>>>>>>> Jeżeli na szczycie nie znajdziesz tego, co chciałeś, wtedy >>>>>>>> schodzisz na sam dół, żeby poszukać innej drabiny. >>>>>>> I zgadzasz się ze Skyem, że schodząc z jednej drabiny >>>>>>> wracasz do punktu wyjścia? Przecież to absurd! >>>>>> Nie prównuję tego z degradacją, niemniej jednak jeśli mimo >>>>>> mozolnej pracy nie osiąga się celu z powodu drabiny opartej nie >>>>>> o właściwą ścianę, to wymaga to kolejnego wspinania się. Nie >>>>>> widzę tu absurdu. Poza tym, że taka wizja jest "dydaktycznym" >>>>>> uproszczeniem, schematem. W rzeczywistości mamy do czynienia z >>>>>> różnymi poziomami oparcia takich drabin, z różną ilością >>>>>> szczebli, drewniane, metalowe, sznurowe, same liny, podstawione >>>>>> stołki, krzesła, schody, po ciemku i w dzień... :DDD >>>>> To ja wolę już nigdzie nie wchodzić, nie pchac się, >>>>> póki nie będę pewny że gdzieś naprawdę warto... ;P >>>> Sęk w tym, że wchodzisz bez względu na to, czy chcesz czy nie. Albo >>>> dbasz o właściwe ustawienie drabiny albo pozwalasz, żeby inni Ci ją >>>> ustawiali. Zwierciadło społeczne. >>> To nie wiesz że można nie wchodzić?! ;) >>> I wyjść [zejść] [gdy się weszło] w każdej chwili... >>> Nawet jeśli ci inni drabinę podstawiać będą >>> jak im to jest wygodnie [zresztą]. >>> Jakowaś beznadziejność wyziera z twoich >>> deterministychnych >>> o ludzkim losie społecznym przekonań... ;P >>> Swoją drogą to często same okoliczności życiowe >>> co rusz zepchną z błędnie wybranej drabiny >>> i sprowadzą delikwenta do parteru. ;) >> Nasza rozmowa przypomina dialog ślepego z głuchym. Nie ważne, kto z >> nas jest ślepy, a kto głuchy. >> Mamy inne spojrzenia na rzeczywistość. Dla Ciebie >> wchodzenie po drabinie symbolizuje co innego, dla mnie co innego. >> Dla Kasi chyba jeszcze co innego. >> Wg mnie nieustannie do czegoś dążymy. Nawet do marazmu. To są >> codziennie podejmowane nawet drobne decyzje lub ich zaniechania, >> które mają wpływ na naszą przyszłość. Podwiadomość mamy nabitą >> przekonaniami i przeświadczeniami najczęściej nieuświadominymi, >> sukcesywnie przekuwamy je automatycznie w silne nawyki, rutynowe >> przyzwczajenia. To stały i nierozłączny z naszym życiem proces. >> Tylko nam się może wydawać, że panujemy nad tym. W rzeczywistości >> zapytani o to, tak tylko deklarujemy pomagając sobie mechanicznie >> projekcjami. >> Do śmierci nikt nie wie naprawdę, czy obrał właściwą drogę. Taka jest >> prawda. Ale różnice między ludźmi poegają też na tym, jak bardzo >> każdy z nich stara się sprostać w znalezieniu optymalnie >> odpowiedniego celu. Dlatego porównałem nasze dążenia do wspinania >> się po drabinie, którą sobie albo starannie przygotowujemy pełni >> wiary, albo wchodzimy na jakąkolwiek po omacku. Albo trochę tak i >> trochę tak. Nigdy nie wiesz, czy dobrze robisz złażąc z niej, czy >> pnąc się po niej. I jedno i drugie robisz dotąd, dopóki masz >> przekonanie, ze dobrze robisz. Swoje subiektywne przekonanie. > Deklarujesz swoje wątpienie w poznawanie obiektywnej rzeczywistości > tylko dlatego by oddalić od siebie ryzykowne przypuszczenie że ktoś > ją mógł już poznać przed tobą lub choćby na tyle bardziej, że może > mieć ci coś do zaoferowania? A może masz sam chęć za takiego uchodzić > i jeśli wobec kogoś się ci to nie udaje to wolisz zanegować ogólną > możliwość poznawcza niż się > przyznać ze możesz sam być z czymś "w plecy"? ;P Pudło, Sky, rozważaj dalej! ;) -- pozdrawiam michał
Re: Korytarze pionowe, windy poziome...
Author: self
Date: Sun, 17 Feb 2008 16:20
Date: Sun, 17 Feb 2008 16:20
16 lines
1331 bytes
1331 bytes
JaKasia atakuje: > Użytkownik "self" <self-hitman@gazeta.pl> napisał w wiadomości > news:fp4q9n$615$1@inews.gazeta.pl > > JaKasia atakuje: > > >> Czołgając się po torach do swej wsi pijak mruczy > >> pod nosem: "- Kurde, te schody takie wysokie, > >> a poręcze takie niskie!" > > > > Dalszy ciąg brzmiał: "- Jak to dobrze, że już jedzie winda" > > Z Szepietowa jesteś? ;)) A byłem... Pamiętam krowy na trawniku na rondzie w centrum.... a moze to w Łomży było... dawno było, poczatki Szeptela
Re: Korytarze pionowe, windy poziome...
Author: Sky
Date: Sun, 17 Feb 2008 17:21
Date: Sun, 17 Feb 2008 17:21
74 lines
5437 bytes
5437 bytes
Użytkownik "michal" <6michal9@gazeta.pl> napisał w wiadomości news:fp582c$rqb$1@inews.gazeta.pl... > Sky wrote: > >>>>>> JaKasia wrote: > >>>>>>>> Porównanie jakiejś zaplanowanej drogi życiowej do drabiny ma > >>>>>>>> taki sens, że wspinając sie po niej tylko wyobrażasz sobie, co > >>>>>>>> jest na jej końcu w górze. Wierzysz, że znajdziesz na górze > >>>>>>>> to, co chcesz znaleźć i to powoduje, że chce Ci się wchodzić. > >>>>>>>> Jeżeli na szczycie nie znajdziesz tego, co chciałeś, wtedy > >>>>>>>> schodzisz na sam dół, żeby poszukać innej drabiny. > >>>>>>> I zgadzasz się ze Skyem, że schodząc z jednej drabiny > >>>>>>> wracasz do punktu wyjścia? Przecież to absurd! > >>>>>> Nie prównuję tego z degradacją, niemniej jednak jeśli mimo > >>>>>> mozolnej pracy nie osiąga się celu z powodu drabiny opartej nie > >>>>>> o właściwą ścianę, to wymaga to kolejnego wspinania się. Nie > >>>>>> widzę tu absurdu. Poza tym, że taka wizja jest "dydaktycznym" > >>>>>> uproszczeniem, schematem. W rzeczywistości mamy do czynienia z > >>>>>> różnymi poziomami oparcia takich drabin, z różną ilością > >>>>>> szczebli, drewniane, metalowe, sznurowe, same liny, podstawione > >>>>>> stołki, krzesła, schody, po ciemku i w dzień... :DDD > >>>>> To ja wolę już nigdzie nie wchodzić, nie pchac się, > >>>>> póki nie będę pewny że gdzieś naprawdę warto... ;P > > >>>> Sęk w tym, że wchodzisz bez względu na to, czy chcesz czy nie. Albo > >>>> dbasz o właściwe ustawienie drabiny albo pozwalasz, żeby inni Ci ją > >>>> ustawiali. Zwierciadło społeczne. > > >>> To nie wiesz że można nie wchodzić?! ;) > >>> I wyjść [zejść] [gdy się weszło] w każdej chwili... > >>> Nawet jeśli ci inni drabinę podstawiać będą > >>> jak im to jest wygodnie [zresztą]. > >>> Jakowaś beznadziejność wyziera z twoich > >>> deterministychnych > >>> o ludzkim losie społecznym przekonań... ;P > > >>> Swoją drogą to często same okoliczności życiowe > >>> co rusz zepchną z błędnie wybranej drabiny > >>> i sprowadzą delikwenta do parteru. ;) > > >> Nasza rozmowa przypomina dialog ślepego z głuchym. Nie ważne, kto z > >> nas jest ślepy, a kto głuchy. > >> Mamy inne spojrzenia na rzeczywistość. Dla Ciebie > >> wchodzenie po drabinie symbolizuje co innego, dla mnie co innego. > >> Dla Kasi chyba jeszcze co innego. > >> Wg mnie nieustannie do czegoś dążymy. Nawet do marazmu. To są > >> codziennie podejmowane nawet drobne decyzje lub ich zaniechania, > >> które mają wpływ na naszą przyszłość. Podwiadomość mamy nabitą > >> przekonaniami i przeświadczeniami najczęściej nieuświadominymi, > >> sukcesywnie przekuwamy je automatycznie w silne nawyki, rutynowe > >> przyzwczajenia. To stały i nierozłączny z naszym życiem proces. > >> Tylko nam się może wydawać, że panujemy nad tym. W rzeczywistości > >> zapytani o to, tak tylko deklarujemy pomagając sobie mechanicznie > >> projekcjami. > >> Do śmierci nikt nie wie naprawdę, czy obrał właściwą drogę. Taka jest > >> prawda. Ale różnice między ludźmi poegają też na tym, jak bardzo > >> każdy z nich stara się sprostać w znalezieniu optymalnie > >> odpowiedniego celu. Dlatego porównałem nasze dążenia do wspinania > >> się po drabinie, którą sobie albo starannie przygotowujemy pełni > >> wiary, albo wchodzimy na jakąkolwiek po omacku. Albo trochę tak i > >> trochę tak. Nigdy nie wiesz, czy dobrze robisz złażąc z niej, czy > >> pnąc się po niej. I jedno i drugie robisz dotąd, dopóki masz > >> przekonanie, ze dobrze robisz. Swoje subiektywne przekonanie. > > > Deklarujesz swoje wątpienie w poznawanie obiektywnej rzeczywistości > > tylko dlatego by oddalić od siebie ryzykowne przypuszczenie że ktoś > > ją mógł już poznać przed tobą lub choćby na tyle bardziej, że może > > mieć ci coś do zaoferowania? A może masz sam chęć za takiego uchodzić > > i jeśli wobec kogoś się ci to nie udaje to wolisz zanegować ogólną > > możliwość poznawcza niż się > > przyznać ze możesz sam być z czymś "w plecy"? ;P > > Pudło, Sky, rozważaj dalej! ;) ...czyli jednak miałem rację.
Re: Korytarze pionowe, windy poziome...
Author: michal
Date: Sun, 17 Feb 2008 21:43
Date: Sun, 17 Feb 2008 21:43
42 lines
3202 bytes
3202 bytes
Sky wrote: >>>> Nasza rozmowa przypomina dialog ślepego z głuchym. Nie ważne, kto z >>>> nas jest ślepy, a kto głuchy. >>>> Mamy inne spojrzenia na rzeczywistość. Dla Ciebie >>>> wchodzenie po drabinie symbolizuje co innego, dla mnie co innego. >>>> Dla Kasi chyba jeszcze co innego. >>>> Wg mnie nieustannie do czegoś dążymy. Nawet do marazmu. To są >>>> codziennie podejmowane nawet drobne decyzje lub ich zaniechania, >>>> które mają wpływ na naszą przyszłość. Podwiadomość mamy nabitą >>>> przekonaniami i przeświadczeniami najczęściej nieuświadominymi, >>>> sukcesywnie przekuwamy je automatycznie w silne nawyki, rutynowe >>>> przyzwczajenia. To stały i nierozłączny z naszym życiem proces. >>>> Tylko nam się może wydawać, że panujemy nad tym. W rzeczywistości >>>> zapytani o to, tak tylko deklarujemy pomagając sobie mechanicznie >>>> projekcjami. >>>> Do śmierci nikt nie wie naprawdę, czy obrał właściwą drogę. Taka >>>> jest prawda. Ale różnice między ludźmi poegają też na tym, jak >>>> bardzo każdy z nich stara się sprostać w znalezieniu optymalnie >>>> odpowiedniego celu. Dlatego porównałem nasze dążenia do wspinania >>>> się po drabinie, którą sobie albo starannie przygotowujemy pełni >>>> wiary, albo wchodzimy na jakąkolwiek po omacku. Albo trochę tak i >>>> trochę tak. Nigdy nie wiesz, czy dobrze robisz złażąc z niej, czy >>>> pnąc się po niej. I jedno i drugie robisz dotąd, dopóki masz >>>> przekonanie, ze dobrze robisz. Swoje subiektywne przekonanie. >>> Deklarujesz swoje wątpienie w poznawanie obiektywnej rzeczywistości >>> tylko dlatego by oddalić od siebie ryzykowne przypuszczenie że ktoś >>> ją mógł już poznać przed tobą lub choćby na tyle bardziej, że może >>> mieć ci coś do zaoferowania? A może masz sam chęć za takiego >>> uchodzić i jeśli wobec kogoś się ci to nie udaje to wolisz >>> zanegować ogólną możliwość poznawcza niż się >>> przyznać ze możesz sam być z czymś "w plecy"? ;P >> Pudło, Sky, rozważaj dalej! ;) > ...czyli jednak miałem rację. Uważam, że nie. -- pozdrawiam michał
Re: Korytarze pionowe, windy poziome...
Author: Sky
Date: Sun, 17 Feb 2008 23:09
Date: Sun, 17 Feb 2008 23:09
47 lines
3850 bytes
3850 bytes
Użytkownik "michal" <6michal9@gazeta.pl> napisał w wiadomości news:fpa9qu$6qv$1@inews.gazeta.pl... > Sky wrote: > >>>> Nasza rozmowa przypomina dialog ślepego z głuchym. Nie ważne, kto z > >>>> nas jest ślepy, a kto głuchy. > >>>> Mamy inne spojrzenia na rzeczywistość. Dla Ciebie > >>>> wchodzenie po drabinie symbolizuje co innego, dla mnie co innego. > >>>> Dla Kasi chyba jeszcze co innego. > >>>> Wg mnie nieustannie do czegoś dążymy. Nawet do marazmu. To są > >>>> codziennie podejmowane nawet drobne decyzje lub ich zaniechania, > >>>> które mają wpływ na naszą przyszłość. Podwiadomość mamy nabitą > >>>> przekonaniami i przeświadczeniami najczęściej nieuświadominymi, > >>>> sukcesywnie przekuwamy je automatycznie w silne nawyki, rutynowe > >>>> przyzwczajenia. To stały i nierozłączny z naszym życiem proces. > >>>> Tylko nam się może wydawać, że panujemy nad tym. W rzeczywistości > >>>> zapytani o to, tak tylko deklarujemy pomagając sobie mechanicznie > >>>> projekcjami. > >>>> Do śmierci nikt nie wie naprawdę, czy obrał właściwą drogę. Taka > >>>> jest prawda. Ale różnice między ludźmi poegają też na tym, jak > >>>> bardzo każdy z nich stara się sprostać w znalezieniu optymalnie > >>>> odpowiedniego celu. Dlatego porównałem nasze dążenia do wspinania > >>>> się po drabinie, którą sobie albo starannie przygotowujemy pełni > >>>> wiary, albo wchodzimy na jakąkolwiek po omacku. Albo trochę tak i > >>>> trochę tak. Nigdy nie wiesz, czy dobrze robisz złażąc z niej, czy > >>>> pnąc się po niej. I jedno i drugie robisz dotąd, dopóki masz > >>>> przekonanie, ze dobrze robisz. Swoje subiektywne przekonanie. > > >>> Deklarujesz swoje wątpienie w poznawanie obiektywnej rzeczywistości > >>> tylko dlatego by oddalić od siebie ryzykowne przypuszczenie że ktoś > >>> ją mógł już poznać przed tobą lub choćby na tyle bardziej, że może > >>> mieć ci coś do zaoferowania? A może masz sam chęć za takiego > >>> uchodzić i jeśli wobec kogoś się ci to nie udaje to wolisz > >>> zanegować ogólną możliwość poznawcza niż się > >>> przyznać ze możesz sam być z czymś "w plecy"? ;P > > >> Pudło, Sky, rozważaj dalej! ;) > > > ...czyli jednak miałem rację. > > Uważam, że nie. > Już lepiej. Ale wykluczyć u siebie istnienia takie motywacji nie możesz... bo to potwierdziłoby tylko jej obecność. Najlepiej załóż że tak naprawdę jeszcze siebie nie znasz. I małe są szanse że dopuścisz do swojej świadomości to czego zobaczenia w lustrze "sobie nie życzysz".
Re: Korytarze pionowe, windy poziome...
Author: michal
Date: Sun, 17 Feb 2008 23:30
Date: Sun, 17 Feb 2008 23:30
69 lines
5022 bytes
5022 bytes
Sky wrote: > Użytkownik "michal" <6michal9@gazeta.pl> napisał w wiadomości > news:fpa9qu$6qv$1@inews.gazeta.pl... >> Sky wrote: >>>>>> Nasza rozmowa przypomina dialog ślepego z głuchym. Nie ważne, >>>>>> kto z nas jest ślepy, a kto głuchy. >>>>>> Mamy inne spojrzenia na rzeczywistość. Dla Ciebie >>>>>> wchodzenie po drabinie symbolizuje co innego, dla mnie co innego. >>>>>> Dla Kasi chyba jeszcze co innego. >>>>>> Wg mnie nieustannie do czegoś dążymy. Nawet do marazmu. To są >>>>>> codziennie podejmowane nawet drobne decyzje lub ich zaniechania, >>>>>> które mają wpływ na naszą przyszłość. Podwiadomość mamy nabitą >>>>>> przekonaniami i przeświadczeniami najczęściej nieuświadominymi, >>>>>> sukcesywnie przekuwamy je automatycznie w silne nawyki, rutynowe >>>>>> przyzwczajenia. To stały i nierozłączny z naszym życiem proces. >>>>>> Tylko nam się może wydawać, że panujemy nad tym. W rzeczywistości >>>>>> zapytani o to, tak tylko deklarujemy pomagając sobie mechanicznie >>>>>> projekcjami. >>>>>> Do śmierci nikt nie wie naprawdę, czy obrał właściwą drogę. Taka >>>>>> jest prawda. Ale różnice między ludźmi poegają też na tym, jak >>>>>> bardzo każdy z nich stara się sprostać w znalezieniu optymalnie >>>>>> odpowiedniego celu. Dlatego porównałem nasze dążenia do wspinania >>>>>> się po drabinie, którą sobie albo starannie przygotowujemy pełni >>>>>> wiary, albo wchodzimy na jakąkolwiek po omacku. Albo trochę tak i >>>>>> trochę tak. Nigdy nie wiesz, czy dobrze robisz złażąc z niej, czy >>>>>> pnąc się po niej. I jedno i drugie robisz dotąd, dopóki masz >>>>>> przekonanie, ze dobrze robisz. Swoje subiektywne przekonanie. >>>>> Deklarujesz swoje wątpienie w poznawanie obiektywnej >>>>> rzeczywistości tylko dlatego by oddalić od siebie ryzykowne >>>>> przypuszczenie że ktoś ją mógł już poznać przed tobą lub choćby >>>>> na tyle bardziej, że może mieć ci coś do zaoferowania? A może >>>>> masz sam chęć za takiego uchodzić i jeśli wobec kogoś się ci to >>>>> nie udaje to wolisz zanegować ogólną możliwość poznawcza niż się >>>>> przyznać ze możesz sam być z czymś "w plecy"? ;P >>>> Pudło, Sky, rozważaj dalej! ;) >>> ...czyli jednak miałem rację. >> Uważam, że nie. > Już lepiej. > Ale wykluczyć u siebie istnienia takie motywacji nie możesz... > bo to potwierdziłoby tylko jej obecność. > Najlepiej załóż że tak naprawdę jeszcze siebie nie znasz. > I małe są szanse że dopuścisz do swojej świadomości to > czego zobaczenia w lustrze "sobie nie życzysz". Nie. Takiej motywacji u mnie nie znajduję. Nie może mnie uskrzydlać obawa, że ktoś jest bliżej ode mnie do rzeczywistości. Byłbym głupi, gdybym nie stawiał się na bardzo przeciętnym miejscu pod tym względem. Jednak nie rozważałbym tego w "modelu" liniowym: bliżej - dalej. Wszyscy jesteśmy skażeni subiektywizmem, który bazuje na silnych przeświadczeniach osbistych. Każdy element, który burzy nasz uporządkowany świat, będziemy odrzucać dotąd, aż jakiś argument nas nie przekona, że trzeba wprowadzić korektę lub przebudować cały system wyobrażenia o rzeczywistości. Nie ma to nic wspólnego z tym, za kogo chcemy uchodzić. Za kogoś chcemy uchodzić zawsze. Nikt chętnie nie pozbywa się światopoglądu. Broni więc swojego zdania. To oczywiste. Jeśli mówię o braku porozumienia, to mam na mysli takie sprawy, które utrudniają spójność czy równoznaczność pojęć w rozmowie, a obie strony (albo tylko jedna) oceniają, że nie warto tracić czasu na szukanie tej spójności. Mogłoby to być kilka lat wzajemnego opornego ustalania. Mam świadomość o moim wypracowanym dystansie do "lustra społecznego" i jest to mój własny jakiś sukcesik. Dlatego będę go bronił. -- pozdrawiam michał
Re: Korytarze pionowe, windy poziome...
Author: Sky
Date: Mon, 18 Feb 2008 18:59
Date: Mon, 18 Feb 2008 18:59
73 lines
5672 bytes
5672 bytes
Użytkownik "michal" <6michal9@gazeta.pl> napisał w wiadomości news:fpag27$pkb$1@inews.gazeta.pl... > Sky wrote: > > Użytkownik "michal" <6michal9@gazeta.pl> napisał w wiadomości > > news:fpa9qu$6qv$1@inews.gazeta.pl... > >> Sky wrote: > >>>>>> Nasza rozmowa przypomina dialog ślepego z głuchym. Nie ważne, > >>>>>> kto z nas jest ślepy, a kto głuchy. > >>>>>> Mamy inne spojrzenia na rzeczywistość. Dla Ciebie > >>>>>> wchodzenie po drabinie symbolizuje co innego, dla mnie co innego. > >>>>>> Dla Kasi chyba jeszcze co innego. > >>>>>> Wg mnie nieustannie do czegoś dążymy. Nawet do marazmu. To są > >>>>>> codziennie podejmowane nawet drobne decyzje lub ich zaniechania, > >>>>>> które mają wpływ na naszą przyszłość. Podwiadomość mamy nabitą > >>>>>> przekonaniami i przeświadczeniami najczęściej nieuświadominymi, > >>>>>> sukcesywnie przekuwamy je automatycznie w silne nawyki, rutynowe > >>>>>> przyzwczajenia. To stały i nierozłączny z naszym życiem proces. > >>>>>> Tylko nam się może wydawać, że panujemy nad tym. W rzeczywistości > >>>>>> zapytani o to, tak tylko deklarujemy pomagając sobie mechanicznie > >>>>>> projekcjami. > >>>>>> Do śmierci nikt nie wie naprawdę, czy obrał właściwą drogę. Taka > >>>>>> jest prawda. Ale różnice między ludźmi poegają też na tym, jak > >>>>>> bardzo każdy z nich stara się sprostać w znalezieniu optymalnie > >>>>>> odpowiedniego celu. Dlatego porównałem nasze dążenia do wspinania > >>>>>> się po drabinie, którą sobie albo starannie przygotowujemy pełni > >>>>>> wiary, albo wchodzimy na jakąkolwiek po omacku. Albo trochę tak i > >>>>>> trochę tak. Nigdy nie wiesz, czy dobrze robisz złażąc z niej, czy > >>>>>> pnąc się po niej. I jedno i drugie robisz dotąd, dopóki masz > >>>>>> przekonanie, ze dobrze robisz. Swoje subiektywne przekonanie. > > >>>>> Deklarujesz swoje wątpienie w poznawanie obiektywnej > >>>>> rzeczywistości tylko dlatego by oddalić od siebie ryzykowne > >>>>> przypuszczenie że ktoś ją mógł już poznać przed tobą lub choćby > >>>>> na tyle bardziej, że może mieć ci coś do zaoferowania? A może > >>>>> masz sam chęć za takiego uchodzić i jeśli wobec kogoś się ci to > >>>>> nie udaje to wolisz zanegować ogólną możliwość poznawcza niż się > >>>>> przyznać ze możesz sam być z czymś "w plecy"? ;P > > >>>> Pudło, Sky, rozważaj dalej! ;) > > >>> ...czyli jednak miałem rację. > > >> Uważam, że nie. > > > Już lepiej. > > Ale wykluczyć u siebie istnienia takie motywacji nie możesz... > > bo to potwierdziłoby tylko jej obecność. > > Najlepiej załóż że tak naprawdę jeszcze siebie nie znasz. > > I małe są szanse że dopuścisz do swojej świadomości to > > czego zobaczenia w lustrze "sobie nie życzysz". > > Nie. Takiej motywacji u mnie nie znajduję. Nie może mnie uskrzydlać obawa, > że ktoś jest bliżej ode mnie do rzeczywistości. Byłbym głupi, gdybym nie > stawiał się na bardzo przeciętnym miejscu pod tym względem. Jednak nie > rozważałbym tego w "modelu" liniowym: bliżej - dalej. Wszyscy jesteśmy > skażeni subiektywizmem, który bazuje na silnych przeświadczeniach osbistych. > Każdy element, który burzy nasz uporządkowany świat, będziemy odrzucać > dotąd, aż jakiś argument nas nie przekona, że trzeba wprowadzić korektę lub > przebudować cały system wyobrażenia o rzeczywistości. Nie ma to nic > wspólnego z tym, za kogo chcemy uchodzić. Za kogoś chcemy uchodzić zawsze. > Nikt chętnie nie pozbywa się światopoglądu. Broni więc swojego zdania. To > oczywiste. Jeśli mówię o braku porozumienia, to mam na mysli takie sprawy, > które utrudniają spójność czy równoznaczność pojęć w rozmowie, a obie strony > (albo tylko jedna) oceniają, że nie warto tracić czasu na szukanie tej > spójności. Mogłoby to być kilka lat wzajemnego opornego ustalania. > Mam świadomość o moim wypracowanym dystansie do "lustra społecznego" i jest > to mój własny jakiś sukcesik. Dlatego będę go bronił. ...z uporem godnym lepszej sprawy.. ;P Znów powołujesz się na wiarę w subiektywizm -i to w imię zabezpieczenia się przed przyjęciem do wiadomości sugestii że możesz nie mieć racji w kwestii trzymania się własnego subiektywizmu, jako obrony pzed cudzymi poglądami ;)
Re: Korytarze pionowe, windy poziome...
Author: michal
Date: Mon, 18 Feb 2008 23:07
Date: Mon, 18 Feb 2008 23:07
41 lines
3221 bytes
3221 bytes
Sky wrote: ... >> Nie. Takiej motywacji u mnie nie znajduję. Nie może mnie uskrzydlać >> obawa, że ktoś jest bliżej ode mnie do rzeczywistości. Byłbym głupi, >> gdybym nie stawiał się na bardzo przeciętnym miejscu pod tym >> względem. Jednak nie rozważałbym tego w "modelu" liniowym: bliżej - >> dalej. Wszyscy jesteśmy skażeni subiektywizmem, który bazuje na >> silnych przeświadczeniach osbistych. Każdy element, który burzy nasz >> uporządkowany świat, będziemy odrzucać dotąd, aż jakiś argument nas >> nie przekona, że trzeba wprowadzić korektę lub przebudować cały >> system wyobrażenia o rzeczywistości. Nie ma to nic wspólnego z tym, >> za kogo chcemy uchodzić. Za kogoś chcemy uchodzić zawsze. Nikt >> chętnie nie pozbywa się światopoglądu. Broni więc swojego zdania. To >> oczywiste. Jeśli mówię o braku porozumienia, to mam na mysli takie >> sprawy, które utrudniają spójność czy równoznaczność pojęć w >> rozmowie, a obie strony (albo tylko jedna) oceniają, że nie warto >> tracić czasu na szukanie tej spójności. Mogłoby to być kilka lat >> wzajemnego opornego ustalania. >> Mam świadomość o moim wypracowanym dystansie do "lustra społecznego" >> i jest to mój własny jakiś sukcesik. Dlatego będę go bronił. > ...z uporem godnym lepszej sprawy.. ;P > Znów powołujesz się na wiarę w subiektywizm -i to w imię > zabezpieczenia się > przed przyjęciem do wiadomości sugestii że możesz nie mieć racji w > kwestii > trzymania się własnego subiektywizmu, jako obrony pzed cudzymi > poglądami ;) Jeśli ugruntowane poglądy nazywasz wiarą w subiektywizm, to tak. Bronię własnego subiektywizmu. Nie za wszelka cenę. Na zmianę moich poglądów może wpłynąć argument pochodzący od autorytetu i/lub od doświadczenia odkrywającego oczywiste dla mnie fakty. Ale i taki proces będzie moim subiektywizmem. Ty natomiast wywołujesz we mnie wrażenie, że bardziej troszczysz się o mój subiektywizm, niż o swój. :) -- pozdrawiam michał
Re: Korytarze pionowe, windy poziome...
Author: Sky
Date: Tue, 19 Feb 2008 02:32
Date: Tue, 19 Feb 2008 02:32
52 lines
3790 bytes
3790 bytes
Użytkownik "michal" <6michal9@gazeta.pl> napisał w wiadomości news:fpd341$nc1$1@inews.gazeta.pl... > Sky wrote: > ... > >> Nie. Takiej motywacji u mnie nie znajduję. Nie może mnie uskrzydlać > >> obawa, że ktoś jest bliżej ode mnie do rzeczywistości. Byłbym głupi, > >> gdybym nie stawiał się na bardzo przeciętnym miejscu pod tym > >> względem. Jednak nie rozważałbym tego w "modelu" liniowym: bliżej - > >> dalej. Wszyscy jesteśmy skażeni subiektywizmem, który bazuje na > >> silnych przeświadczeniach osbistych. Każdy element, który burzy nasz > >> uporządkowany świat, będziemy odrzucać dotąd, aż jakiś argument nas > >> nie przekona, że trzeba wprowadzić korektę lub przebudować cały > >> system wyobrażenia o rzeczywistości. Nie ma to nic wspólnego z tym, > >> za kogo chcemy uchodzić. Za kogoś chcemy uchodzić zawsze. Nikt > >> chętnie nie pozbywa się światopoglądu. Broni więc swojego zdania. To > >> oczywiste. Jeśli mówię o braku porozumienia, to mam na mysli takie > >> sprawy, które utrudniają spójność czy równoznaczność pojęć w > >> rozmowie, a obie strony (albo tylko jedna) oceniają, że nie warto > >> tracić czasu na szukanie tej spójności. Mogłoby to być kilka lat > >> wzajemnego opornego ustalania. > >> Mam świadomość o moim wypracowanym dystansie do "lustra społecznego" > >> i jest to mój własny jakiś sukcesik. Dlatego będę go bronił. > > > ...z uporem godnym lepszej sprawy.. ;P > > > Znów powołujesz się na wiarę w subiektywizm -i to w imię > > zabezpieczenia się > > przed przyjęciem do wiadomości sugestii że możesz nie mieć racji w > > kwestii > > trzymania się własnego subiektywizmu, jako obrony pzed cudzymi > > poglądami ;) > > Jeśli ugruntowane poglądy nazywasz wiarą w subiektywizm, to tak. Bronię > własnego subiektywizmu. Nie za wszelka cenę. Na zmianę moich poglądów może > wpłynąć argument pochodzący od autorytetu ...oby nie > i/lub od doświadczenia > odkrywającego oczywiste dla mnie fakty. Ale i taki proces będzie moim > subiektywizmem. Oczy-wiste fakty nie wymagają doświadczalnego odkrywania a jedynie wrażliej uwagi na to co wokoło > Ty natomiast wywołujesz we mnie wrażenie, że bardziej troszczysz się o mój > subiektywizm, niż o swój. :) Ach te [subiektywne] "wrażenia"... Swoją drogą: widać nie mam większych zmartwień [niż twój/mój subiektywizm]...prawda?
Re: Korytarze pionowe, windy poziome...
Author: michal
Date: Tue, 19 Feb 2008 02:44
Date: Tue, 19 Feb 2008 02:44
44 lines
2459 bytes
2459 bytes
Sky wrote: ... >>> Znów powołujesz się na wiarę w subiektywizm -i to w imię >>> zabezpieczenia się >>> przed przyjęciem do wiadomości sugestii że możesz nie mieć racji w >>> kwestii >>> trzymania się własnego subiektywizmu, jako obrony pzed cudzymi >>> poglądami ;) >> Jeśli ugruntowane poglądy nazywasz wiarą w subiektywizm, to tak. >> Bronię własnego subiektywizmu. Nie za wszelka cenę. Na zmianę moich >> poglądów może wpłynąć argument pochodzący od autorytetu > ...oby nie Proszę?... >> i/lub od doświadczenia >> odkrywającego oczywiste dla mnie fakty. Ale i taki proces będzie moim >> subiektywizmem. > Oczy-wiste fakty nie wymagają doświadczalnego odkrywania a jedynie > wrażliej > uwagi na to co wokoło A guma wymaga naciągania, czy kurczenia się? ;) Co ma piernik do wiatraka? Jak już coś odkryjesz, to chyba nie sąsiada uwagą, tylko swoją. >> Ty natomiast wywołujesz we mnie wrażenie, że bardziej troszczysz się >> o mój subiektywizm, niż o swój. :) > Ach te [subiektywne] "wrażenia"... Niestety... > Swoją drogą: widać nie mam większych zmartwień > [niż twój/mój subiektywizm]...prawda? To nie to. Lubisz konfrontację. -- pozdrawiam michał
Re: Korytarze pionowe, windy poziome...
Author: Sky
Date: Tue, 19 Feb 2008 15:57
Date: Tue, 19 Feb 2008 15:57
65 lines
3981 bytes
3981 bytes
Użytkownik "michal" <6michal9@gazeta.pl> napisał w wiadomości news:fpdfrc$61l$1@inews.gazeta.pl... > Sky wrote: > ... > >>> Znów powołujesz się na wiarę w subiektywizm -i to w imię > >>> zabezpieczenia się > >>> przed przyjęciem do wiadomości sugestii że możesz nie mieć racji w > >>> kwestii > >>> trzymania się własnego subiektywizmu, jako obrony pzed cudzymi > >>> poglądami ;) > > >> Jeśli ugruntowane poglądy nazywasz wiarą w subiektywizm, to tak. > >> Bronię własnego subiektywizmu. Nie za wszelka cenę. Na zmianę moich > >> poglądów może wpłynąć argument pochodzący od autorytetu > > > ...oby nie > > Proszę?... Zjawisko "autorytetu" to psychiczny odpowiednik optycznej fatamorgany. Może wpłynąć na twój kierunek marszu -zwłaszcza bez wiedzy czym jest. Idziesz za nim, ten znika jak się pojawił a ty umierasz z pragnienia. > >> i/lub od doświadczenia > >> odkrywającego oczywiste dla mnie fakty. Ale i taki proces będzie moim > >> subiektywizmem. > > > Oczy-wiste fakty nie wymagają doświadczalnego odkrywania a jedynie > > wrażliej > > uwagi na to co wokoło > > A guma wymaga naciągania, czy kurczenia się? ;) > Co ma piernik do wiatraka? Jak już coś odkryjesz, to chyba nie sąsiada > uwagą, tylko swoją. Akurat zaprzegnięcie "cudzej uwagi" do roli koni pociągowych własnych odkryć, to zdroworozsądkowa reguła powiększania przestrzeni percepcji rzeczywistości i osobistego w niej [ludzkiego jak inni] się odnajdywania. Co nie znaczy że z innych trzeba czynić sobie bożki [znaczy autorytety lub lustra społeczne] a różnica jest taka jak pomiędzy "wysłuchaniem innych" i zbadaniem [oraz zagospodarowaniem] odzewu jaki to co sobą prezentują w nas wywołuje, a ślepym posłuszeństwem ich "radom" [autorytatywnym-autorytarnym sugestiom-nakazom]. Ot różnica jak między programowalnym robotem a... no właśnie...dojrzałym osobowościowo człowiekiem? > >> Ty natomiast wywołujesz we mnie wrażenie, że bardziej troszczysz się > >> o mój subiektywizm, niż o swój. :) > > > Ach te [subiektywne] "wrażenia"... > > Niestety... Dlaczego "niestety"? ;) > > Swoją drogą: widać nie mam większych zmartwień > > [niż twój/mój subiektywizm]...prawda? > > To nie to. Lubisz konfrontację. To nie to. Widzę pożytki z niej płynące. Jeśli przewyższają straty [lub gdy "straty" to też "inne zyski", w myśl zasady "nie ma tego złego"] nie ma potrzeby z niej rezygnować, przynajmniej zanim się nie "wyssie" wniosków, płynacych z odczuwania do niej niechęci...
Re: Korytarze pionowe, windy poziome...
Author: JaKasia
Date: Tue, 19 Feb 2008 16:16
Date: Tue, 19 Feb 2008 16:16
35 lines
2674 bytes
2674 bytes
Użytkownik "Sky" <skymen@op.pl> napisał w wiadomości news:fpeu6i$7e5$1@news.onet.pl > Zjawisko "autorytetu" to psychiczny odpowiednik optycznej fatamorgany. > Może wpłynąć na twój kierunek marszu -zwłaszcza bez wiedzy czym jest. > Idziesz za nim, ten znika jak się pojawił a ty umierasz z pragnienia. Nie ma rozwoju bez autorytetów. Już małpiki uczą się naśladując - ludzie tak samo. Podstawowe umiejetnosci zdobywasz jak małpka, i te wyższe podobnie - obserwując je u kogoś, kto w najwiekszym stopniu je posiada. Nawet jesli przesadzisz w ocenie wielkosci lub wiarygodnosci autorytetu, to i tak wiele sie nauczysz zanim sie rozczarujesz, bo przecież prawdziwa nauka opiera sie na osobistym doswiadczeniu (obserwacji, treningu). A autorytety sprawiaja głownie, ze szczególnie mocno chce nam sie chcieć. To tak, jak z zakochaniem - mówi się, że miłość jest slepa, a jednak mocno uwrażliwia receptory i sprawia, ze jesteśmy bystrzy, chętni i otwarci na doswiadczenia, dostajemy pałera i mozemy wykazywać się wszystkim, co w nas najlepsze. Czasami wręcz przekraczamy samych siebie. Przynajmniej taki jest zdrowy model zakochania. Ale wiem, niestety, że niektórych zakochanie przybija, bo mysla tylko o nadchodzącym kopie w dupę... -- .
Re: Korytarze pionowe, windy poziome...
Author: michal
Date: Tue, 19 Feb 2008 20:36
Date: Tue, 19 Feb 2008 20:36
83 lines
4722 bytes
4722 bytes
Sky wrote: >>>>> Znów powołujesz się na wiarę w subiektywizm -i to w imię >>>>> zabezpieczenia się >>>>> przed przyjęciem do wiadomości sugestii że możesz nie mieć racji w >>>>> kwestii >>>>> trzymania się własnego subiektywizmu, jako obrony pzed cudzymi >>>>> poglądami ;) >>>> Jeśli ugruntowane poglądy nazywasz wiarą w subiektywizm, to tak. >>>> Bronię własnego subiektywizmu. Nie za wszelka cenę. Na zmianę moich >>>> poglądów może wpłynąć argument pochodzący od autorytetu >>> ...oby nie >> Proszę?... > Zjawisko "autorytetu" to psychiczny odpowiednik optycznej fatamorgany. > Może wpłynąć na twój kierunek marszu -zwłaszcza bez wiedzy czym jest. > Idziesz za nim, ten znika jak się pojawił a ty umierasz z pragnienia. Nawet jeśli to w taki prześwmiewczy sposób przedstawiasz, to i tak nie zmienia to faktu, że Twój umysł jest skłonny zmieniać Twoje przeświadczenia poprzez informacje płynące z przekonujących źródeł. Ciebie przekonujących. A czy to jest akurat fatamorgana, to już inne zagadnienie. >>>> i/lub od doświadczenia >>>> odkrywającego oczywiste dla mnie fakty. Ale i taki proces będzie >>>> moim subiektywizmem. >>> Oczy-wiste fakty nie wymagają doświadczalnego odkrywania a jedynie >>> wrażliej >>> uwagi na to co wokoło >> A guma wymaga naciągania, czy kurczenia się? ;) >> Co ma piernik do wiatraka? Jak już coś odkryjesz, to chyba nie >> sąsiada uwagą, tylko swoją. > Akurat zaprzegnięcie "cudzej uwagi" do roli koni pociągowych własnych > odkryć, to zdroworozsądkowa reguła powiększania przestrzeni percepcji > rzeczywistości i osobistego w niej [ludzkiego jak inni] się > odnajdywania. Pod warunkiem, że nie uchodzi ona Twojej uwadze. ;) > Co nie znaczy że z innych trzeba czynić sobie bożki [znaczy > autorytety lub > lustra społeczne] a różnica jest taka jak pomiędzy "wysłuchaniem > innych" i zbadaniem [oraz zagospodarowaniem] odzewu jaki to co sobą > prezentują w nas wywołuje, a ślepym posłuszeństwem ich "radom" > [autorytatywnym-autorytarnym sugestiom-nakazom]. Ot różnica jak > między programowalnym robotem a... no właśnie...dojrzałym > osobowościowo człowiekiem? Dojarzały osobowościowo człowiek wybiera właściwe autorytety. Wierzący w czyjeś idee bezkrytycznie, to bałwochwalca - a uchylający się przed wszelkimi autorytetami w obawie przed złymi, podstępnymi manipulacjami, to obsesyjny maniak zadufany w sobie, stara się przekonać wszystkich, że pojadł wsystkie rozumy. ;) >>>> Ty natomiast wywołujesz we mnie wrażenie, że bardziej troszczysz >>>> się o mój subiektywizm, niż o swój. :) >>> Ach te [subiektywne] "wrażenia"... >> Niestety... > Dlaczego "niestety"? ;) Niestety subiektywne. Nie ośmielam się myśleć, że uchodzę za obiektywnego. >>> Swoją drogą: widać nie mam większych zmartwień >>> [niż twój/mój subiektywizm]...prawda? >> To nie to. Lubisz konfrontację. > To nie to. > Widzę pożytki z niej płynące. > Jeśli przewyższają straty [lub > gdy "straty" to też "inne zyski", > w myśl zasady "nie ma tego złego"] > nie ma potrzeby z niej rezygnować, > przynajmniej zanim się nie "wyssie" > wniosków, płynacych z odczuwania do > niej niechęci... Mnie szkoda energii na takie eksperymenty. Więcej pożytku widzę w empatii i służeniu pomocą. -- pozdrawiam michał
Re: Korytarze pionowe, windy poziome...
Author: JÓSEF PIŁSÓCKI
Date: Mon, 25 Feb 2008 09:21
Date: Mon, 25 Feb 2008 09:21
15 lines
1382 bytes
1382 bytes
self pisze: > A byłem... Pamiętam krowy na trawniku na rondzie w centrum.... a moze to > w Łomży było... raczej na łonce w bieszczadach gdzie rozbiliście kartonowy obóz na zjeśdzie miłosników high endowych kartonów po plaźmie -- ! MGR ! JÓSEFF ! PIŁSÓCKI ! ! ÓJ ! KATÓDRA ! TRÓLINGÓ ! ! WSPANIAŁY ! PÓLAK ! ÓÓÓ ! http://www.maxior.pl/film/91101/Piosenka_o_kwiatach_Marek_Roman
Re: Korytarze pionowe, windy poziome...
Author: Sky
Date: Tue, 26 Feb 2008 03:54
Date: Tue, 26 Feb 2008 03:54
21 lines
2544 bytes
2544 bytes
Użytkownik "JaKasia" <moja_hekate@op.pl> napisał w wiadomości news:fpevfo$1n7$1@atlantis.news.tpi.pl... > Użytkownik "Sky" <skymen@op.pl> napisał w wiadomości > news:fpeu6i$7e5$1@news.onet.pl > > > Zjawisko "autorytetu" to psychiczny odpowiednik optycznej fatamorgany. > > Może wpłynąć na twój kierunek marszu -zwłaszcza bez wiedzy czym jest. > > Idziesz za nim, ten znika jak się pojawił a ty umierasz z pragnienia. > > Nie ma rozwoju bez autorytetów. Już małpiki uczą się naśladując > - ludzie tak samo. Podstawowe umiejetnosci zdobywasz jak małpka, > i te wyższe podobnie - obserwując je u kogoś, kto w najwiekszym > stopniu je posiada. Nawet jesli przesadzisz w ocenie wielkosci lub > wiarygodnosci autorytetu, to i tak wiele sie nauczysz zanim sie > rozczarujesz, bo przecież prawdziwa nauka opiera sie na osobistym > doswiadczeniu (obserwacji, treningu). > A autorytety sprawiaja głownie, ze szczególnie mocno chce nam sie chcieć. > Nie myl odruchowych wzorców zachowań z intelektualnymi autorytetami i propagandy sianej na ślepo z indywidualnym dowartościowaniem...
Re: Korytarze pionowe, windy poziome...
Author: Sky
Date: Tue, 26 Feb 2008 04:19
Date: Tue, 26 Feb 2008 04:19
109 lines
7072 bytes
7072 bytes
Użytkownik "michal" <6michal9@gazeta.pl> napisał w wiadomości news:fpfekb$gdc$1@inews.gazeta.pl... > Sky wrote: > >>>>> Znów powołujesz się na wiarę w subiektywizm -i to w imię > >>>>> zabezpieczenia się > >>>>> przed przyjęciem do wiadomości sugestii że możesz nie mieć racji w > >>>>> kwestii > >>>>> trzymania się własnego subiektywizmu, jako obrony pzed cudzymi > >>>>> poglądami ;) > >>>> Jeśli ugruntowane poglądy nazywasz wiarą w subiektywizm, to tak. > >>>> Bronię własnego subiektywizmu. Nie za wszelka cenę. Na zmianę moich > >>>> poglądów może wpłynąć argument pochodzący od autorytetu > >>> ...oby nie > >> Proszę?... > > > Zjawisko "autorytetu" to psychiczny odpowiednik optycznej fatamorgany. > > Może wpłynąć na twój kierunek marszu -zwłaszcza bez wiedzy czym jest. > > Idziesz za nim, ten znika jak się pojawił a ty umierasz z pragnienia. > > Nawet jeśli to w taki prześwmiewczy sposób przedstawiasz, to i tak nie > zmienia to faktu, że Twój umysł jest skłonny zmieniać Twoje przeświadczenia > poprzez informacje płynące z przekonujących źródeł. Ciebie przekonujących. Przeceniasz rolę umysłu w populacji. Własciwie u 100% przypadków to nie on decyduje co sobie który mózg przyswoi a przesłanki mocno pozaintelektualne Umysł jedynie pomaga zaakceptować wchłoniętą treść poprzez racjonalizację. Dlatego tak niewielu ludzi mozna nazwać jednostkami uczciwymi intelektualnie a tak wiele emocjonalnie zapętlonymi. > A > czy to jest akurat fatamorgana, to już inne zagadnienie. Gdy twój umysł wie co widzi [zinterpretuje cos poprawnie jako fatamorganę] mniejsze jest ryzyko że jego rolę przecenisz [tak rolę umysłu jak i autorytetu-fatamorgany] > >>>> i/lub od doświadczenia > >>>> odkrywającego oczywiste dla mnie fakty. Ale i taki proces będzie > >>>> moim subiektywizmem. > >>> Oczy-wiste fakty nie wymagają doświadczalnego odkrywania a jedynie > >>> wrażliej > >>> uwagi na to co wokoło > >> A guma wymaga naciągania, czy kurczenia się? ;) > >> Co ma piernik do wiatraka? Jak już coś odkryjesz, to chyba nie > >> sąsiada uwagą, tylko swoją. > > > Akurat zaprzegnięcie "cudzej uwagi" do roli koni pociągowych własnych > > odkryć, to zdroworozsądkowa reguła powiększania przestrzeni percepcji > > rzeczywistości i osobistego w niej [ludzkiego jak inni] się > > odnajdywania. > > Pod warunkiem, że nie uchodzi ona Twojej uwadze. ;) Nie mojej. Twojej. Ja powyższe prawo znam -skoro je tu sformułowałem. Ty na razie ograniczasz sobie percepcję do "bezpiecznych autorytetów" [fatamorgan poznania pełnego spectrum ludzkiego dświadczenia świata] > > Co nie znaczy że z innych trzeba czynić sobie bożki [znaczy > > autorytety lub > > lustra społeczne] a różnica jest taka jak pomiędzy "wysłuchaniem > > innych" i zbadaniem [oraz zagospodarowaniem] odzewu jaki to co sobą > > prezentują w nas wywołuje, a ślepym posłuszeństwem ich "radom" > > [autorytatywnym-autorytarnym sugestiom-nakazom]. Ot różnica jak > > między programowalnym robotem a... no właśnie...dojrzałym > > osobowościowo człowiekiem? > > Dojarzały osobowościowo człowiek wybiera właściwe autorytety. Wierzący w > czyjeś idee bezkrytycznie, to bałwochwalca - a uchylający się przed > wszelkimi autorytetami w obawie przed złymi, podstępnymi manipulacjami, to > obsesyjny maniak zadufany w sobie, stara się przekonać wszystkich, że pojadł > wsystkie rozumy. ;) Dojrzały osobowosciowo człowiek nie potrzebuje już autorytetów, sam jest nim dla siebie, na tym miedzy innymi polega dojrzałość, której tak się boją samozwańcze autorytety, czerpiace ze stosunku podlegania im innych -trzymanych jak długo się da w niedojrzałości- konkretne profity, zazwyczaj tak materialne jak i przede wszystkim psychiczne... > >>>> Ty natomiast wywołujesz we mnie wrażenie, że bardziej troszczysz > >>>> się o mój subiektywizm, niż o swój. :) > >>> Ach te [subiektywne] "wrażenia"... > >> Niestety... > > Dlaczego "niestety"? ;) > > Niestety subiektywne. Nie ośmielam się myśleć, że uchodzę za obiektywnego. Brak śmiałości to lęk. A lęk blokuje rozwój. [miłość rozwija się dopiero gdy jednostka pokonuje lęk o siebie] Kiedy się wyzwolisz z lęku przed posądzeniem cię przez kogoś że "się zanadto ośmieliłeś" dasz sobie szansę rozwoju i dojścia do dojrzałości. > >>> Swoją drogą: widać nie mam większych zmartwień > >>> [niż twój/mój subiektywizm]...prawda? > > >> To nie to. Lubisz konfrontację. > > > To nie to. > > Widzę pożytki z niej płynące. > > Jeśli przewyższają straty [lub > > gdy "straty" to też "inne zyski", > > w myśl zasady "nie ma tego złego"] > > nie ma potrzeby z niej rezygnować, > > przynajmniej zanim się nie "wyssie" > > wniosków, płynacych z odczuwania do > > niej niechęci... > > Mnie szkoda energii na takie eksperymenty. Więcej pożytku widzę w empatii i > służeniu pomocą. Ależ ze mną bynajmniej nie empatyzujesz [więc jesteś wygodnicko wybiórczy] a skoro nie potrafisz się wczuć, to i pomoc pozostaje w swerze iluzorycznej życzeniowości...bo jak możesz pomóc skoro nie poznałeś obiektu pomocy? Do tego żeby tak myśleć [pomogę bo wiem jak jest już z góry, mam receptę na to i owo] potrzeba własnie uznania za słuszną ideę autorytetów: "skoro inni wiedzą coś lepiej >z założenia< -to i jak mogę się w tę zabawę zacząć bawić..." Więc jak? Kto z nas obu lepiej się w tę grę "bawi"?
Re: Korytarze pionowe, windy poziome...
Author: michal
Date: Tue, 26 Feb 2008 21:21
Date: Tue, 26 Feb 2008 21:21
27 lines
2410 bytes
2410 bytes
Sky wrote: >>> Zjawisko "autorytetu" to psychiczny odpowiednik optycznej >>> fatamorgany. Może wpłynąć na twój kierunek marszu -zwłaszcza bez >>> wiedzy czym jest. Idziesz za nim, ten znika jak się pojawił a ty >>> umierasz z pragnienia. >> Nie ma rozwoju bez autorytetów. Już małpiki uczą się naśladując >> - ludzie tak samo. Podstawowe umiejetnosci zdobywasz jak małpka, >> i te wyższe podobnie - obserwując je u kogoś, kto w najwiekszym >> stopniu je posiada. Nawet jesli przesadzisz w ocenie wielkosci lub >> wiarygodnosci autorytetu, to i tak wiele sie nauczysz zanim sie >> rozczarujesz, bo przecież prawdziwa nauka opiera sie na osobistym >> doswiadczeniu (obserwacji, treningu). >> A autorytety sprawiaja głownie, ze szczególnie mocno chce nam sie >> chcieć. > Nie myl odruchowych wzorców zachowań z intelektualnymi autorytetami > i propagandy sianej na ślepo z indywidualnym dowartościowaniem... Propaganda siana na ślepo? ;DDD To i ryby są w niebezpieczeństwie... A Ty Kasiu nie myl! Sky prosi. ;) -- pozdrawiam michał
Re: Korytarze pionowe, windy poziome...
Author: michal
Date: Tue, 26 Feb 2008 22:44
Date: Tue, 26 Feb 2008 22:44
185 lines
10525 bytes
10525 bytes
Sky wrote: >>>>>>> Znów powołujesz się na wiarę w subiektywizm -i to w imię >>>>>>> zabezpieczenia się >>>>>>> przed przyjęciem do wiadomości sugestii że możesz nie mieć >>>>>>> racji w kwestii >>>>>>> trzymania się własnego subiektywizmu, jako obrony pzed cudzymi >>>>>>> poglądami ;) >>>>>> Jeśli ugruntowane poglądy nazywasz wiarą w subiektywizm, to tak. >>>>>> Bronię własnego subiektywizmu. Nie za wszelka cenę. Na zmianę >>>>>> moich poglądów może wpłynąć argument pochodzący od autorytetu >>>>> ...oby nie >>>> Proszę?... >>> Zjawisko "autorytetu" to psychiczny odpowiednik optycznej >>> fatamorgany. Może wpłynąć na twój kierunek marszu -zwłaszcza bez >>> wiedzy czym jest. Idziesz za nim, ten znika jak się pojawił a ty >>> umierasz z pragnienia. >> Nawet jeśli to w taki prześwmiewczy sposób przedstawiasz, to i tak >> nie zmienia to faktu, że Twój umysł jest skłonny zmieniać Twoje >> przeświadczenia poprzez informacje płynące z przekonujących źródeł. >> Ciebie przekonujących. > Przeceniasz rolę umysłu w populacji. Własciwie u 100% przypadków to > nie on decyduje co sobie który mózg przyswoi a przesłanki mocno > pozaintelektualne > Umysł jedynie pomaga zaakceptować wchłoniętą treść poprzez > racjonalizację. Dlatego tak niewielu ludzi mozna nazwać jednostkami > uczciwymi intelektualnie a tak wiele emocjonalnie zapętlonymi. Co do racjonalizacji to zgoda. Nie zapominajmy jednak, że zdolność do racjonalizacji jest częścią mechanizmu obronnego przed zapętlaniem właśnie. Nikogo nie możnaby nazwać uczciwym intelektualnie przez te racjonalizacje (są nieodłączne każdemu żywemu) właśnie. Uczciwością należałoby nazwać jedynie starania, jakie jednostka wkłada w zwiąkszanie stopnia rzetelności wobec innych. Spójnością wewnętrzną to się nazywa. Spójność wewnętrzną można wyrazić w postaci wektora/tendencji skierowanej ku niedoścignionej doskonałości. To co napisałem jednak wczśeniej o skłonności naszego umysłu, dotyczy innego zagadnienia. Umysł to nie tylko nasze zdolności intelektualne, ale także wszystkie inne jego funkcje z całą strukturą pozaświadomą. Skłonnośc naszego umysłu w obszarze podejmowania decyzji jest zdominowana wprawdzie przez funkcje poza świadomością, jednak na życiowo ważne decyzje podejmowane w związku ze społeczeństwem, w którym przyszło nam egzystować, staramy się mieć zdecydowanie świadomy wpływ. Problem, o którym Ty wspominasz, ma znaczenie w kwestii uczenia się kontrolowania naszych poczynań. Jakość tej kontroli z grubsza polega na tym, żeby umieć odróżniać to, co jest naszą "autorską" decyzją, a co jest decyzją zracjonalizowaną pod wpływem presji otoczenia (zwierciadło). Bez względu jednak na to, jakie pochodzenie ma ta decyzja, ona zapada - bo musi zapaść. Zaniechanie w tym rozumieniu jest także decyzją. >> A >> czy to jest akurat fatamorgana, to już inne zagadnienie. > Gdy twój umysł wie co widzi [zinterpretuje cos poprawnie jako > fatamorganę] mniejsze jest ryzyko że jego rolę przecenisz [tak rolę > umysłu jak i autorytetu-fatamorgany] Przy tak sformułowanej zasadzie, ominą Cię sytuacje i zjawiska, które fatamorganą nie są. Zalecam tutaj rozrzutność w łatwowierności (ciekawość świata) raczej niż sceptycyzm (czytaj: obsesje). Gdybym odrzucał większość koncepcji jako "fatamorgany" - byłbym dziś pewnie samotnym starym kawalerem, bo Mamusia i Tatuś już dawno zmarli. >>>>>> i/lub od doświadczenia >>>>>> odkrywającego oczywiste dla mnie fakty. Ale i taki proces będzie >>>>>> moim subiektywizmem. >>>>> Oczy-wiste fakty nie wymagają doświadczalnego odkrywania a jedynie >>>>> wrażliej >>>>> uwagi na to co wokoło >>>> A guma wymaga naciągania, czy kurczenia się? ;) >>>> Co ma piernik do wiatraka? Jak już coś odkryjesz, to chyba nie >>>> sąsiada uwagą, tylko swoją. >>> Akurat zaprzegnięcie "cudzej uwagi" do roli koni pociągowych >>> własnych odkryć, to zdroworozsądkowa reguła powiększania >>> przestrzeni percepcji rzeczywistości i osobistego w niej [ludzkiego >>> jak inni] się odnajdywania. >> Pod warunkiem, że nie uchodzi ona Twojej uwadze. ;) > Nie mojej. Twojej. Ja powyższe prawo znam -skoro je tu sformułowałem. > Ty na razie ograniczasz sobie percepcję do "bezpiecznych autorytetów" > [fatamorgan poznania pełnego spectrum ludzkiego dświadczenia świata] Kłócisz się o takie pierdoły, że ręce opadają. Ja mówię, że to, co zuważyłeś (również to, na co zwrócił Ci uwagę ktoś inny) musiało nie ujść Twojej uwadze, skoro zanotowałeś ten fakt. >>> Co nie znaczy że z innych trzeba czynić sobie bożki [znaczy >>> autorytety lub >>> lustra społeczne] a różnica jest taka jak pomiędzy "wysłuchaniem >>> innych" i zbadaniem [oraz zagospodarowaniem] odzewu jaki to co sobą >>> prezentują w nas wywołuje, a ślepym posłuszeństwem ich "radom" >>> [autorytatywnym-autorytarnym sugestiom-nakazom]. Ot różnica jak >>> między programowalnym robotem a... no właśnie...dojrzałym >>> osobowościowo człowiekiem? >> Dojarzały osobowościowo człowiek wybiera właściwe autorytety. >> Wierzący w czyjeś idee bezkrytycznie, to bałwochwalca - a uchylający >> się przed wszelkimi autorytetami w obawie przed złymi, podstępnymi >> manipulacjami, to obsesyjny maniak zadufany w sobie, stara się >> przekonać wszystkich, że pojadł wsystkie rozumy. ;) > Dojrzały osobowosciowo człowiek nie potrzebuje już autorytetów, sam > jest > nim dla siebie, na tym miedzy innymi polega dojrzałość, której tak się > boją samozwańcze autorytety, czerpiace ze stosunku podlegania im > innych -trzymanych jak długo się da w niedojrzałości- konkretne > profity, zazwyczaj tak materialne jak i przede wszystkim > psychiczne... To było o Tobie?.. Ten dojrzały osobościowo człowiek niepotrzebujący już autorytetów, bo sam jest nim dla siebie - to Ty? ;) Jeśli jesteś już dojrzały, to możesz... spadać. ;DDD >>>>>> Ty natomiast wywołujesz we mnie wrażenie, że bardziej troszczysz >>>>>> się o mój subiektywizm, niż o swój. :) >>>>> Ach te [subiektywne] "wrażenia"... >>>> Niestety... >>> Dlaczego "niestety"? ;) >> Niestety subiektywne. Nie ośmielam się myśleć, że uchodzę za >> obiektywnego. > Brak śmiałości to lęk. A lęk blokuje rozwój. > [miłość rozwija się dopiero gdy jednostka pokonuje lęk o siebie] > Kiedy się wyzwolisz z lęku przed posądzeniem cię > przez kogoś że "się zanadto ośmieliłeś" dasz sobie > szansę rozwoju i dojścia do dojrzałości. Acha, żebym był sam dla siebie autorytetem. Dziękuję bardzo. Nie skorzystam z tej rady. :) Jeszcze się wszystkiego nie nauczyłem, a sam w sobie nie mam dość dużej biblioteki źródeł wiedzy. Nadal bedę poszukiał autorytetów. >>>>> Swoją drogą: widać nie mam większych zmartwień >>>>> [niż twój/mój subiektywizm]...prawda? >>>> To nie to. Lubisz konfrontację. >>> To nie to. >>> Widzę pożytki z niej płynące. >>> Jeśli przewyższają straty [lub >>> gdy "straty" to też "inne zyski", >>> w myśl zasady "nie ma tego złego"] >>> nie ma potrzeby z niej rezygnować, >>> przynajmniej zanim się nie "wyssie" >>> wniosków, płynacych z odczuwania do >>> niej niechęci... >> Mnie szkoda energii na takie eksperymenty. Więcej pożytku widzę w >> empatii i służeniu pomocą. > Ależ ze mną bynajmniej nie empatyzujesz [więc jesteś wygodnicko > wybiórczy] Myślałem, że to Bluzgacz nie empatyzuje z Tobą. ;) > a skoro nie potrafisz się wczuć, to i pomoc pozostaje w swerze > iluzorycznej życzeniowości...bo jak możesz pomóc skoro nie poznałeś > obiektu pomocy? Do tego żeby tak myśleć [pomogę bo wiem jak jest już > z góry, mam receptę na to i owo] potrzeba własnie uznania za słuszną > ideę autorytetów: "skoro inni wiedzą coś lepiej >z założenia< -to i > jak mogę się w tę zabawę zacząć bawić..." Pomoc zawsze pozostaje w sferze iluzorycznej życzeniowości wg mnie. Odwrotnie: To, co jest "moim zdaniem/poglądem" jest traktowane wybiórczo przez soby, które ten pogląd oceniają. Nie ja wybieram, komu mogę pomóc, to inni wybierają moją pomoc, jeśli zechcą. Często zdarza się tak, że pomoc taka daje efekt po długim czasie. Takie doświadczenia mam z moimi dziećmi. Teraz, kiedy są dorosłe, często wskazują moje wypowiedzi z czasów ich dzieciństwa, kóre istotnie zaważyły na ich przyszłym życiu. Sam tych stwierdzeń nie pamiętam. Dzieci pamiętają i są za to wdzięczne. To są miłe chwile, zapewniam Cię. Innym rodzajem pomocy jest pomoc na życzenie. Powinna mieć miejsc wtedy, kiedy ktoś o konkretną pomoc w konkretnej sprawie prosi. > Więc jak? Kto z nas obu lepiej się w tę grę "bawi"? Pewnie obaj się bawimy wystarczająco dobrze (subiektywnie dla każdego z nas), skoro rozmawiamy dotąd. -- pozdrawiam michał
Re: Korytarze pionowe, windy poziome...
Author: Sky
Date: Wed, 27 Feb 2008 10:57
Date: Wed, 27 Feb 2008 10:57
31 lines
2835 bytes
2835 bytes
Użytkownik "michal" <6michal9@gazeta.pl> napisał w wiadomości news:fq1vuc$e32$1@inews.gazeta.pl... > Sky wrote: > > >>> Zjawisko "autorytetu" to psychiczny odpowiednik optycznej > >>> fatamorgany. Może wpłynąć na twój kierunek marszu -zwłaszcza bez > >>> wiedzy czym jest. Idziesz za nim, ten znika jak się pojawił a ty > >>> umierasz z pragnienia. > > >> Nie ma rozwoju bez autorytetów. Już małpiki uczą się naśladując > >> - ludzie tak samo. Podstawowe umiejetnosci zdobywasz jak małpka, > >> i te wyższe podobnie - obserwując je u kogoś, kto w najwiekszym > >> stopniu je posiada. Nawet jesli przesadzisz w ocenie wielkosci lub > >> wiarygodnosci autorytetu, to i tak wiele sie nauczysz zanim sie > >> rozczarujesz, bo przecież prawdziwa nauka opiera sie na osobistym > >> doswiadczeniu (obserwacji, treningu). > >> A autorytety sprawiaja głownie, ze szczególnie mocno chce nam sie > >> chcieć. > > > Nie myl odruchowych wzorców zachowań z intelektualnymi autorytetami > > i propagandy sianej na ślepo z indywidualnym dowartościowaniem... > > Propaganda siana na ślepo? ;DDD A co? Może te "uznane autorytety" dedykują swoje wypowiedzi indywidualnie do każdego odbiorcy? > To i ryby są w niebezpieczeństwie... > A Ty Kasiu nie myl! Sky prosi. ;) Riposta godna mistrza merytoryki... ;P
Re: Korytarze pionowe, windy poziome...
Author: michal
Date: Wed, 27 Feb 2008 12:40
Date: Wed, 27 Feb 2008 12:40
37 lines
2765 bytes
2765 bytes
Sky wrote: >>>>> Zjawisko "autorytetu" to psychiczny odpowiednik optycznej >>>>> fatamorgany. Może wpłynąć na twój kierunek marszu -zwłaszcza bez >>>>> wiedzy czym jest. Idziesz za nim, ten znika jak się pojawił a ty >>>>> umierasz z pragnienia. >>>> Nie ma rozwoju bez autorytetów. Już małpiki uczą się naśladując >>>> - ludzie tak samo. Podstawowe umiejetnosci zdobywasz jak małpka, >>>> i te wyższe podobnie - obserwując je u kogoś, kto w najwiekszym >>>> stopniu je posiada. Nawet jesli przesadzisz w ocenie wielkosci lub >>>> wiarygodnosci autorytetu, to i tak wiele sie nauczysz zanim sie >>>> rozczarujesz, bo przecież prawdziwa nauka opiera sie na osobistym >>>> doswiadczeniu (obserwacji, treningu). >>>> A autorytety sprawiaja głownie, ze szczególnie mocno chce nam sie >>>> chcieć. >> > Nie myl odruchowych wzorców zachowań z intelektualnymi >> autorytetami >>> i propagandy sianej na ślepo z indywidualnym dowartościowaniem... >> Propaganda siana na ślepo? ;DDD > A co? Może te "uznane autorytety" dedykują > swoje wypowiedzi indywidualnie do każdego odbiorcy? Bywa, że też. :) >> To i ryby są w niebezpieczeństwie... >> A Ty Kasiu nie myl! Sky prosi. ;) > Riposta godna mistrza merytoryki... ;P Jestem wrażliwy na formę. Treść bez oprawy jest trudna do przyjęcia. :D -- pozdrawiam michał
Re: Korytarze pionowe, windy poziome...
Author: Sky
Date: Wed, 27 Feb 2008 13:12
Date: Wed, 27 Feb 2008 13:12
43 lines
3374 bytes
3374 bytes
Użytkownik "michal" <6michal9@gazeta.pl> napisał w wiadomości news:fq3loo$82m$1@inews.gazeta.pl... > Sky wrote: > >>>>> Zjawisko "autorytetu" to psychiczny odpowiednik optycznej > >>>>> fatamorgany. Może wpłynąć na twój kierunek marszu -zwłaszcza bez > >>>>> wiedzy czym jest. Idziesz za nim, ten znika jak się pojawił a ty > >>>>> umierasz z pragnienia. > > >>>> Nie ma rozwoju bez autorytetów. Już małpiki uczą się naśladując > >>>> - ludzie tak samo. Podstawowe umiejetnosci zdobywasz jak małpka, > >>>> i te wyższe podobnie - obserwując je u kogoś, kto w najwiekszym > >>>> stopniu je posiada. Nawet jesli przesadzisz w ocenie wielkosci lub > >>>> wiarygodnosci autorytetu, to i tak wiele sie nauczysz zanim sie > >>>> rozczarujesz, bo przecież prawdziwa nauka opiera sie na osobistym > >>>> doswiadczeniu (obserwacji, treningu). > >>>> A autorytety sprawiaja głownie, ze szczególnie mocno chce nam sie > >>>> chcieć. > > >> > Nie myl odruchowych wzorców zachowań z intelektualnymi > >> autorytetami > >>> i propagandy sianej na ślepo z indywidualnym dowartościowaniem... > > >> Propaganda siana na ślepo? ;DDD > > > A co? Może te "uznane autorytety" dedykują > > swoje wypowiedzi indywidualnie do każdego odbiorcy? > > Bywa, że też. :) I jak tu nie zaliczyć cię do wyznawców fatamorgan? Możesz w coś wierzyć...ale to nie znaczy że to działa. Ot lamentacje kleru nad brakiem przejmowania się ogółu nauką JPII. > >> To i ryby są w niebezpieczeństwie... > >> A Ty Kasiu nie myl! Sky prosi. ;) > > > Riposta godna mistrza merytoryki... ;P > > Jestem wrażliwy na formę. Treść bez oprawy jest trudna do przyjęcia. :D To że ci trudno nie znaczy że masz się domagać ułatwień i liczenia się innych z twoim przewrażliwieniem... ;P
Re: Korytarze pionowe, windy poziome...
Author: michal
Date: Wed, 27 Feb 2008 13:33
Date: Wed, 27 Feb 2008 13:33
37 lines
2676 bytes
2676 bytes
Sky wrote: >>>> > Nie myl odruchowych wzorców zachowań z intelektualnymi >>>> autorytetami >>>>> i propagandy sianej na ślepo z indywidualnym dowartościowaniem... >>>> Propaganda siana na ślepo? ;DDD >>> A co? Może te "uznane autorytety" dedykują >>> swoje wypowiedzi indywidualnie do każdego odbiorcy? >> Bywa, że też. :) > I jak tu nie zaliczyć cię do wyznawców fatamorgan? > Możesz w coś wierzyć...ale to nie znaczy że to działa. > Ot lamentacje kleru nad brakiem przejmowania się ogółu > nauką JPII. Ty mnie zaliczasz do wyznawców światopoglądów, które Ty uznajesz za fatamorgany. Nie ja. >>>> To i ryby są w niebezpieczeństwie... >>>> A Ty Kasiu nie myl! Sky prosi. ;) >>> Riposta godna mistrza merytoryki... ;P >> Jestem wrażliwy na formę. Treść bez oprawy jest trudna do przyjęcia. >> :D > To że ci trudno nie znaczy że masz się domagać ułatwień i liczenia się > innych z twoim przewrażliwieniem... ;P Domagać się mogę, a że mało skutecznie w Twoim przypadku, to już nie mój jakby problem. Ty wybierasz, z kim chcesz się liczyć. Spróbuj przekroczyć granice dopuszczalnej przeze mnie formy, zobaczysz efekt. ;) -- pozdrawiam michał
Re: Korytarze pionowe, windy poziome...
Author: Sky
Date: Wed, 27 Feb 2008 21:36
Date: Wed, 27 Feb 2008 21:36
22 lines
2524 bytes
2524 bytes
Użytkownik "michal" <6michal9@gazeta.pl> napisał w wiadomości news:fq3os8$ldr$1@inews.gazeta.pl... > Ty mnie zaliczasz do wyznawców ?wiatopogl?dów, które Ty uznajesz za > fatamorgany. Nie ja. Skoro szukasz oparcia w innych ludziach [ich autorytetach] -jak deklarowałeś, nie ma pomyłki -ulegasz złudzeniom. Możesz tego nie uznawać. Życie i tak sprawę zweryfikuje ;) Ten temat jak może wiesz, to coś pod kategorią "woda żywa". > >> Jestem wrażliwy na formę. Tre?ć bez oprawy jest trudna do przyjęcia. > >> :D > > > To że ci trudno nie znaczy że masz się domagać ułatwień i liczenia się > > innych z twoim przewrażliwieniem... ;P > > Domagać się mogę, a że mało skutecznie w Twoim przypadku, to już nie mój > jakby problem. Ty wybierasz, z kim chcesz się liczyć. Spróbuj przekroczyć > granice dopuszczalnej przeze mnie formy, zobaczysz efekt. ;) A w ryja chcesz? ;P
Thread Navigation
This is a paginated view of messages in the thread with full content displayed inline.
Messages are displayed in chronological order, with the original post highlighted in green.
Use pagination controls to navigate through all messages in large threads.
Back to All Threads