🚀 go-pugleaf

RetroBBS NetNews Server

Inspired by RockSolid Light RIP Retro Guy

Thread View: alt.pl.psychologia.milosc
23 messages
23 total messages Started by Emotive Tue, 09 Oct 2007 21:13
sens bycia razem
#171219
Author: Emotive
Date: Tue, 09 Oct 2007 21:13
43 lines
3200 bytes
Nigdy nie przyszloby mi do glowy, aby sie zastanawiac nad
sensem bycia z druga osoba. Ale zaczalem sobie rozmyslac,
co ja z tego mam, ze zyje z kims. Przyznam sie, ze rozwazania
te zaczely mnie trapic, odkad pojawily sie u mnie (u nas)
problemy.

Na zewnatrz wszystko wyglada jak najbardziej ok. Sęk w tym,
że żona, z którą jestem od 3 lat (zaobrączkowani od 8 miesięcy)
często miewa depresje. Nie są to typowe objawy, ale sygnaly
typu smutna mina, niechec do robienia czegokolwiek itd. Mozna
to przetrawic i umiec zyc z tym, ale rozwala mnie sytuacja, kiedy
slucha zona słów piosenki jakiejś romantycznej o wielkiej miłości
albo tęsknocie za kimś i dobitnie mi daje do zrozumienia, że ona
właśnie tęskni za kimś... Przyznam się, że mam wady, że bywam
czasami nieznośny (fochy). Podobnie jest z jej strony, nigdy natomiast
nie pokazuje jej, że mi aż tak z nią źle, że dołuje się i jednocześnie ją,
bo usłyszałem jakąś piosenkę o kochankach nieszczęśliwie zakochanych
albo rozmowę w TV w programie z cyklu "Rozmowy w toku" skłaniającą
do zadumy i (ironizując) powiedzenia partnerowi "a widzisz, a ja
jeszcze mam siłę żeby z Tobą żyć pod jednym dachem".

Czy wszystkie kobiety tak mają?

Przerażają mnie te ciche dni z jej strony. Mogę wytrzymać dzień, dwa,
ale po co tego typu gierki? Próbuje zgodnie z racjonalnym myśleniem
pogadać na spokojnie.. ale kończy się to tym, że przyznaję jej rację,
chcę to zakończyć jak najszybciej, tuląc ją do siebie i potem się
z czasem wszystko powtarza.

Przeraża mnie fakt, że gdy byliśmy zakochani po uszy, był czas na
imprezy, na wspólne spacery a obecnie gdzieś to się ulotniło i chociaż
namawiam żonę, to albo woli obejrzeć ze mną film, albo namawia
mnie do pójścia spać, bo rano ma pomysł, żeby skoczyć do centrum
handlowego.

Reasumując: jest stabilizacja, jest gdzie i dla kogo (tak, jeszcze w to 
wierzę)
wracać po pracy, ale jednocześnie człowiek zaczyna tyć, nie ma czasu na
swoje pasje, chociaż paradoksalnie czas ten był wcześniej, chociaż zajęć
nie było wcale mniej. Dochodzą do tego kłótnie i syndrom oddalania się
tym dalej - PARADOKSALNIE - im jest się bliżej siebie.

Musiałem się wyżalić. Dzięki za wysłuchanie. 
Re: sens bycia razem
#171220
Author: Sky
Date: Tue, 09 Oct 2007 22:57
50 lines
3601 bytes
Użytkownik "Emotive" <nothing@xxx.pl> napisał w wiadomości
news:fegqv9$dap$1@atlantis.news.tpi.pl...
> Nigdy nie przyszloby mi do glowy, aby sie zastanawiac nad
> sensem bycia z druga osoba. Ale zaczalem sobie rozmyslac,
> co ja z tego mam, ze zyje z kims. Przyznam sie, ze rozwazania
> te zaczely mnie trapic, odkad pojawily sie u mnie (u nas)
> problemy.
>
> Na zewnatrz wszystko wyglada jak najbardziej ok. Sęk w tym,
> że żona, z którą jestem od 3 lat (zaobrączkowani od 8 miesięcy)
> często miewa depresje. Nie są to typowe objawy, ale sygnaly
> typu smutna mina, niechec do robienia czegokolwiek itd. Mozna
> to przetrawic i umiec zyc z tym, ale rozwala mnie sytuacja, kiedy
> slucha zona słów piosenki jakiejś romantycznej o wielkiej miłości
> albo tęsknocie za kimś i dobitnie mi daje do zrozumienia, że ona
> właśnie tęskni za kimś... Przyznam się, że mam wady, że bywam
> czasami nieznośny (fochy). Podobnie jest z jej strony, nigdy natomiast
> nie pokazuje jej, że mi aż tak z nią źle, że dołuje się i jednocześnie ją,
> bo usłyszałem jakąś piosenkę o kochankach nieszczęśliwie zakochanych
> albo rozmowę w TV w programie z cyklu "Rozmowy w toku" skłaniającą
> do zadumy i (ironizując) powiedzenia partnerowi "a widzisz, a ja
> jeszcze mam siłę żeby z Tobą żyć pod jednym dachem".
>
> Czy wszystkie kobiety tak mają?
>
> Przerażają mnie te ciche dni z jej strony. Mogę wytrzymać dzień, dwa,
> ale po co tego typu gierki? Próbuje zgodnie z racjonalnym myśleniem
> pogadać na spokojnie.. ale kończy się to tym, że przyznaję jej rację,
> chcę to zakończyć jak najszybciej, tuląc ją do siebie i potem się
> z czasem wszystko powtarza.
>
> Przeraża mnie fakt, że gdy byliśmy zakochani po uszy, był czas na
> imprezy, na wspólne spacery a obecnie gdzieś to się ulotniło i chociaż
> namawiam żonę, to albo woli obejrzeć ze mną film, albo namawia
> mnie do pójścia spać, bo rano ma pomysł, żeby skoczyć do centrum
> handlowego.
>
> Reasumując: jest stabilizacja, jest gdzie i dla kogo (tak, jeszcze w to
> wierzę)
> wracać po pracy, ale jednocześnie człowiek zaczyna tyć, nie ma czasu na
> swoje pasje, chociaż paradoksalnie czas ten był wcześniej, chociaż zajęć
> nie było wcale mniej. Dochodzą do tego kłótnie i syndrom oddalania się
> tym dalej - PARADOKSALNIE - im jest się bliżej siebie.
>
> Musiałem się wyżalić. Dzięki za wysłuchanie.
>
[prawie] wszystkie kobiety w małżeństwach tak mają
i faceci też...
za jakieś 3 lata się przyzwyczaisz ;)
Re: sens bycia razem
#171223
Author: Stopek
Date: Wed, 10 Oct 2007 14:41
72 lines
4266 bytes
Emotive napisał(a):
> Nigdy nie przyszloby mi do glowy, aby sie zastanawiac nad
> sensem bycia z druga osoba. Ale zaczalem sobie rozmyslac,
> co ja z tego mam, ze zyje z kims. Przyznam sie, ze rozwazania
> te zaczely mnie trapic, odkad pojawily sie u mnie (u nas)
> problemy.

To juz dawno mi przyszlo do glowy, co ja mam z tego, ze z kims zyje?
Kolezanke?
Inteligentna rozmowczynie?
Towarzyszke?
Troszke tak\troszke nie kochanke?
I bez tego moge miec to wszystko.
Ja wiem, potrzeba zycia z kims jest olbrzymia, ale zycie z kims od 
czapy, to kompletny bezsens.

> Na zewnatrz wszystko wyglada jak najbardziej ok. Sęk w tym,
> że żona, z którą jestem od 3 lat (zaobrączkowani od 8 miesięcy)
> często miewa depresje. Nie są to typowe objawy, ale sygnaly
> typu smutna mina, niechec do robienia czegokolwiek itd. Mozna
> to przetrawic i umiec zyc z tym, ale rozwala mnie sytuacja, kiedy
> slucha zona słów piosenki jakiejś romantycznej o wielkiej miłości
> albo tęsknocie za kimś i dobitnie mi daje do zrozumienia, że ona
> właśnie tęskni za kimś... Przyznam się, że mam wady, że bywam
> czasami nieznośny (fochy). Podobnie jest z jej strony, nigdy natomiast
> nie pokazuje jej, że mi aż tak z nią źle, że dołuje się i jednocześnie ją,
> bo usłyszałem jakąś piosenkę o kochankach nieszczęśliwie zakochanych
> albo rozmowę w TV w programie z cyklu "Rozmowy w toku" skłaniającą
> do zadumy i (ironizując) powiedzenia partnerowi "a widzisz, a ja
> jeszcze mam siłę żeby z Tobą żyć pod jednym dachem".

Okazuj jej zrozumienie, ale nie pokazuj jednoczenie, ze mozesz zniesc ze 
spokojem wszystko.
Inaczej przegrasz.

> Czy wszystkie kobiety tak mają?

Nie.

> Przerażają mnie te ciche dni z jej strony. Mogę wytrzymać dzień, dwa,
> ale po co tego typu gierki? Próbuje zgodnie z racjonalnym myśleniem
> pogadać na spokojnie.. ale kończy się to tym, że przyznaję jej rację,
> chcę to zakończyć jak najszybciej, tuląc ją do siebie i potem się
> z czasem wszystko powtarza.

Sprobuj ja kiedys opierdolic, powiedz jej, zeby sie ogarnela i 
postarala. A jak nie pooze, to tak jak ja zastanow sie, czy nie 
wartaloby tego wszystkiego rzucic w pizdu.
Prawada jest taka, milosc ci wszystko wybaczy, ale do czasu.
W pewnym momencie wszystko zaczyna razic.
Mowisz, tlumaczysz, prosisz, ona obiecuje, ale zawsze wychodzi z tego 
chuj i wtedy tracisz chec na wszystko.
To jest dobry moment, by pomyslec o tym, zeby sie rozstac, wyciszyc sie, 
odnalezc ten stracony czas i zaczac wszystko od nowa.

> Reasumując: jest stabilizacja, jest gdzie i dla kogo (tak, jeszcze w to 
> wierzę)
> wracać po pracy, ale jednocześnie człowiek zaczyna tyć, nie ma czasu na
> swoje pasje, chociaż paradoksalnie czas ten był wcześniej, chociaż zajęć
> nie było wcale mniej. Dochodzą do tego kłótnie i syndrom oddalania się
> tym dalej - PARADOKSALNIE - im jest się bliżej siebie.

Czlowiek sie starzeje, lata mijaja, coraz wiecej rzeczy okazuje sie 
meczace, coraz wiecej blahuch problemow jest nie do przeskoczenia...
Takie jest kurwa zycie i przydalaby sie druga osoba, z ktora moznaby isc 
dziarsko naprzod, a nie osoba, ktora spowalnia kroki...

-- 
Pozdrawiam serdecznie - Stopek
Pijesz do mnie, chcesz pogadać? Jabber id: stopek@jabster.pl
Ja żyję tak jak ja chcę, więc wypierdalaj!
I trzymaj się skurwielu jak najdalej z dala.
Re: sens bycia razem
#171221
Author: Stopek
Date: Wed, 10 Oct 2007 14:41
12 lines
1173 bytes
> [prawie] wszystkie kobiety w małżeństwach tak mają
> i faceci też...
> za jakieś 3 lata się przyzwyczaisz ;)
> 

Tnij czyjes cytaty baranie.
-- 
Pozdrawiam serdecznie - Stopek
Pijesz do mnie, chcesz pogadać? Jabber id: stopek@jabster.pl
Ja żyję tak jak ja chcę, więc wypierdalaj!
I trzymaj się skurwielu jak najdalej z dala.
Re: sens bycia razem
#171225
Author: Emotive
Date: Wed, 10 Oct 2007 14:58
51 lines
3400 bytes
"Stopek" <pucjusz@gazeta.pl> wrote in message 
news:feioir$nm6$1@inews.gazeta.pl...
> To juz dawno mi przyszlo do glowy, co ja mam z tego, ze z kims zyje?
> Kolezanke?
> Inteligentna rozmowczynie?
> Towarzyszke?
> Troszke tak\troszke nie kochanke?
> I bez tego moge miec to wszystko.
> Ja wiem, potrzeba zycia z kims jest olbrzymia, ale zycie z kims od czapy, 
> to kompletny bezsens.

chyba glownie kierujemy sie wszyscy stabilizacja. Wspolny majatek i te
sprawy - tak jest latwiej. Oczywiscie to jest jakis wiekszy procent tego,
co nas popycha do zawarcia z kims zwiazku,bo bylbym czystym sukinsynem
gdybym tylko sie kierowal powyzszym. Tak naprawde kocham te osobe,
jak siostre, jak matke, jak kochanke itd. , podnieca mnie, ma w sobie to cos
czego nie maja inne, wczesniej spotkane, ale z czasem zauwazylem, ze ta
kochana osoba czesto generuje problemy niepotrzebnie. Ot jakas telenowelowa
potrzeba autozdołowania sie: po prostu jak raz na tydzien nie zacznie za
czyms tesknic, to jest zle. Staram sie nieraz z niej wydusic, za czym ona
teskni: powinna cieszyc sie tym, co ma, a nie przy pierwszej lepszej 
piosence
o nieszczesliwej milosci lapać doła. Teraz, gdy to pisze, jest juz ok - jest
powiedzialbym jak na poczatku, ale pewnie to tylko kwestia kilkunastu
godzin, zeby znowu mnie wyprowadzila z rownowagi (psychicznej).
I wtedy wlasnie, w takich chwilach zaczynam sie zastanawiac, sumujac
takie chwile, czy naprawde musimy sobie tak nawzajem zycie komplikowac?
Wiem, ze to sa chwile emocji, zlych emocji, ale uwierzcie mi, nieraz to
po prostu obraza sie, doluje bez wiekszego powodu.
Chce Ci Stopku odpisac w miare normalnie, zebys zrozumial, ale chyba
nie dam rady dzisiaj, gdy juz sie uspokoilo.


> Okazuj jej zrozumienie, ale nie pokazuj jednoczenie, ze mozesz zniesc ze 
> spokojem wszystko.
> Inaczej przegrasz.

to zauwazylem: czasem wewnetrznie sam sie powstrzymuje, zeby ja nie
zakochac na smierc ;) Chyba wiekszosc facetow tak ma.

>> Czy wszystkie kobiety tak mają?
>
> Nie.

jesli sa takie kobiety, ktore nie lapia depresji, ktore nie wkurzaja sie
na Ciebie, gdy masz nie taka mine jaka by chcialy ogladac w danym
momencie: to gratuluje spotkania takowej. Pisze to troche sam nie
dowierzajac sobie, bo moja żona jest prawie ideałem: a ja nie jestem
też święty, bo ot chwilowe depresje tez mnie u niej wkurzaja.
Samobój? 
Re: sens bycia razem
#171224
Author: Wodzirej
Date: Wed, 10 Oct 2007 15:41
42 lines
2544 bytes
"Emotive" <nothing@xxx.pl> wrote in message 
news:feipka$j8o$1@nemesis.news.tpi.pl...
----

>
> chyba glownie kierujemy sie wszyscy stabilizacja. Wspolny majatek i te
> sprawy - ......

Chyba NIE. Nawet NA PEWNO.

>
> to zauwazylem: czasem wewnetrznie sam sie powstrzymuje, zeby ja nie
> zakochac na smierc ;) Chyba wiekszosc facetow tak ma.
>
Co to znaczy zakochac na smierc? Twoj uklad nerwowy nie funkcjonuje 
normalnie
bo chyba przeidealizowales ta swoja zone tak mocno ze nie widzisz jej 
realnego
obrazu. To mija z wiekiem i doswiadczeniem a wtedy dostrzegasz jej 
wewnetrzne wartosci.

>
> jesli sa takie kobiety, ktore nie lapia depresji, ktore nie wkurzaja sie
> na Ciebie, gdy masz nie taka mine jaka by chcialy ogladac w danym
> momencie: to gratuluje spotkania takowej. Pisze to troche sam nie
> dowierzajac sobie, bo moja żona jest prawie ideałem: a ja nie jestem
> też święty, bo ot chwilowe depresje tez mnie u niej wkurzaja.
> Samobój?
Jesli kobieta lapie depresje to znaczy ze jest nieszczesliwa i przez cos 
cierpi.
Piszesz ze zona jest idealem - no wlasnie ale tylko w twojej makowce
ktora mysli nieracjonalnie jak smiem przypuscic po twoich odpowiedziach.
Wez ty sie zdystansuj lepiej i uspokuj. Poignoruj troche zone i zobacz co
ona zrobi. Mi to wyglada na kryzys w zwiazku ktory zadecyduje czy bedziecie
dalej razem oczywiscie szczesliwi bez przymusu. Pamietaj ze nie wolno
nic na sile a w malzenstwie to dwoje osob musi byc na 101% pewne ze
chca byc razem i sobie ufaja.

uszanowanko

Wodzirej 
Re: sens bycia razem
#171226
Author: Stopek
Date: Wed, 10 Oct 2007 15:48
29 lines
2030 bytes
Emotive napisał(a):
> "Stopek" <pucjusz@gazeta.pl> wrote in message 
> news:feioir$nm6$1@inews.gazeta.pl...
>> To juz dawno mi przyszlo do glowy, co ja mam z tego, ze z kims zyje?
>> Kolezanke?
>> Inteligentna rozmowczynie?
>> Towarzyszke?
>> Troszke tak\troszke nie kochanke?
>> I bez tego moge miec to wszystko.
>> Ja wiem, potrzeba zycia z kims jest olbrzymia, ale zycie z kims od czapy, 
>> to kompletny bezsens.
> 
> chyba glownie kierujemy sie wszyscy stabilizacja. Wspolny majatek i te
> sprawy - tak jest latwiej. Oczywiscie to jest jakis wiekszy procent tego,
> co nas popycha do zawarcia z kims zwiazku,bo bylbym czystym sukinsynem
> gdybym tylko sie kierowal powyzszym. 

Nie kochany.
One po prostu nie sa tak prostolinijne jak my.
Ty jej A, a ona G, od czapy.
Po chuj te depesje?
A z wygody, to se mozna taksowka pojechac, zamiast autobusem.
Nigdy nie wpadlbym na pomysl sprowadzenia malzenstwa do ulatwiaia sobie 
procedur w zyciu.
-- 
Pozdrawiam serdecznie - Stopek
Pijesz do mnie, chcesz pogadać? Jabber id: stopek@jabster.pl
Ja żyję tak jak ja chcę, więc wypierdalaj!
I trzymaj się skurwielu jak najdalej z dala.
Re: sens bycia razem
#171222
Author: Sky
Date: Thu, 11 Oct 2007 20:07
12 lines
1386 bytes
Użytkownik "Stopek" <pucjusz@gazeta.pl> napisał w wiadomości
news:feiojr$nm6$2@inews.gazeta.pl...
>
> > [prawie] wszystkie kobiety w małżeństwach tak mają
> > i faceci też...
> > za jakieś 3 lata się przyzwyczaisz ;)
> >
>
> Tnij czyjes cytaty baranie.

Sam sie lepiej potnij ;P
Re: sens bycia razem
#171227
Author: AF
Date: Fri, 12 Oct 2007 20:05
35 lines
2330 bytes
środa, 10 paź, Emotive:
> chyba glownie kierujemy sie wszyscy stabilizacja. Wspolny majatek i te
> sprawy - tak jest latwiej.

Życie jest po to, aby nas przeszyło i przemieniło. Jeżeli uwierzyłeś, że w
życiu chodzi o stabilizację, to zostałeś głęboko oszukany. Nic dziwnego, że
jest źle - nasza nieświadomość, serce i ciało na szczęście nie da się oszukać
i nie popuści.

> ale z czasem zauwazylem, ze ta kochana osoba czesto generuje problemy
> niepotrzebnie.

Jest w nas, facetach, jakaś część, która chciałaby wszystko sobie przygotować
na lata i bez kłopotów sobie żyć - bez zaangażowania, ryzyka, użycia siły. Na
szczęście są kobiety. To nie problem - to nasze zbawienie.

> Staram sie nieraz z niej wydusic, za czym ona teskni:> powinna cieszyc sie
> tym, co ma, a nie przy pierwszej lepszej piosence o nieszczesliwej milosci
> lapać doła.

Ależ jesteś ograniczony! 

> I wtedy wlasnie, w takich chwilach zaczynam sie zastanawiac, sumujac
> takie chwile, czy naprawde musimy sobie tak nawzajem zycie komplikowac?

Są dwie drogi. Pierwsza: walczyć, ryzykować, dać się przenosić w głębię, iść.
Druga: położyć się i czekać na śmierć. Należysz do tej większej dzisiaj części
"mężczyzn" która wybiera to drugie.

> to zauwazylem: czasem wewnetrznie sam sie powstrzymuje, zeby ja nie
> zakochac na smierc ;) Chyba wiekszosc facetow tak ma.

Nie masz jej co zaoferować, nie masz jaj.

Człowieku, obudź się!
Re: sens bycia razem
#171228
Author: Odbytnica
Date: Fri, 12 Oct 2007 21:24
42 lines
2753 bytes
AF wrote:
> 
> ¶roda, 10 pa¼, Emotive:
> > chyba glownie kierujemy sie wszyscy stabilizacja. Wspolny majatek i te
> > sprawy - tak jest latwiej.
> 
> ¯ycie jest po to, aby nas przeszy³o i przemieni³o. Je¿eli uwierzy³e¶, ¿e w
> ¿yciu chodzi o stabilizacjê, to zosta³e¶ g³êboko oszukany. Nic dziwnego, ¿e
> jest ¼le - nasza nie¶wiadomo¶æ, serce i cia³o na szczê¶cie nie da siê oszukaæ
> i nie popu¶ci.
> 
> > ale z czasem zauwazylem, ze ta kochana osoba czesto generuje problemy
> > niepotrzebnie.
> 
> Jest w nas, facetach, jaka¶ czê¶æ, która chcia³aby wszystko sobie przygotowaæ
> na lata i bez k³opotów sobie ¿yæ - bez zaanga¿owania, ryzyka, u¿ycia si³y. Na
> szczê¶cie s± kobiety. To nie problem - to nasze zbawienie.
> 
> > Staram sie nieraz z niej wydusic, za czym ona teskni:> powinna cieszyc sie
> > tym, co ma, a nie przy pierwszej lepszej piosence o nieszczesliwej milosci
> > lapaæ do³a.
> 
> Ale¿ jeste¶ ograniczony!
> 
> > I wtedy wlasnie, w takich chwilach zaczynam sie zastanawiac, sumujac
> > takie chwile, czy naprawde musimy sobie tak nawzajem zycie komplikowac?
> 
> S± dwie drogi. Pierwsza: walczyæ, ryzykowaæ, daæ siê przenosiæ w g³êbiê, i¶æ.
> Druga: po³o¿yæ siê i czekaæ na ¶mieræ. Nale¿ysz do tej wiêkszej dzisiaj czê¶ci
> "mê¿czyzn" która wybiera to drugie.
> 
> > to zauwazylem: czasem wewnetrznie sam sie powstrzymuje, zeby ja nie
> > zakochac na smierc ;) Chyba wiekszosc facetow tak ma.
> 
> Nie masz jej co zaoferowaæ, nie masz jaj.
> 
> Cz³owieku, obud¼ siê!


Czesc czlowieku z wielkimi jajami, podoba mi sie to co piszesz,
przeniesiesz mnie na wielkom glebiem, czy twoja matka miala takze
wielkie jaja dzieki ktorym czesto sie budzila?
Re: sens bycia razem
#171234
Author: Księżniczka Telimena (gsk).
Date: Sat, 13 Oct 2007 18:40
29 lines
2713 bytes
Użytkownik "Emotive" <nothing@xxx.pl> napisał w wiadomości 
news:feipka$j8o$1@nemesis.news.tpi.pl...

> po prostu jak raz na tydzien nie zacznie za
> czyms tesknic, to jest zle. Staram sie nieraz z niej wydusic, za czym ona
> teskni: powinna cieszyc sie tym, co ma, a nie przy pierwszej lepszej 
> piosence
> o nieszczesliwej milosci lapać doła.

Pewnie sęk w tym, że tak samo jak Ty jesteś zmęczony tym związkiem tak ona 
również jest czymś znudzona. Może żona nie pracuje i nie ma żadnych zajęć? 
Ona mi trochę przypomina mnie z czasów, kiedy nie miałam dzieci i jeszcze 
nie pracowałam. Teraz nawet nie mam kiedy słuchać takich romantycznych 
piosenek :) A te humory miewałam raczej żeby zwrócić na siebie uwagę mojego 
wtedy jeszcze chłopaka. Znosił to dzielnie i dzisiaj jesteśmy ponad 7 lat po 
ślubie. Oczywiście raz w miesiącu również jest narażony na mój dół 
psychiczny i zniósł moje dwie depresje poporodowe. Miewamy trudne chwile, 
ale chyba przyzwyczailiśmy się do naszego "współżycia". On moje humory 
ignoruje, a ja w związku z tym "depresjuję" się na uboczu, bądź w internecie 
i jest ok. Niestety często ludzie się zniechęcają do siebie zbyt szybko i 
wolą się rozwieźć i potem bujają się po świecie szukając niewiadomo czego. W 
wieku tzw. średnim okazuje się, że nie mają nikogo i tęsknią za tym co mieli 
i żałują, że się poddali. Reasumując - ktoś Ci już napisał, że jeszcze 
trochę i się do tego przyzwyczaicie.
Pozdrawiam
Teli.
Zapraszam na moje aukcje:
http://www.allegro.pl/show_user_auctions.php?uid=3070561 
Re: sens bycia razem
#171229
Author: kajus44
Date: Sun, 14 Oct 2007 00:17
5 lines
1162 bytes
wiadomosc:470FE625.FEC906D1@wylot.666,
nadawca:Odbytnica
> (...)

odbytnica,denilu, skonfigórój sobie czytnik ty tuku.
Re: sens bycia razem
#171235
Author: MU
Date: Sun, 14 Oct 2007 14:43
16 lines
2154 bytes
On 9 Paź, 23:13, "Emotive" <noth...@xxx.pl> wrote:
> Na zewnatrz wszystko wyglada jak najbardziej ok. Sęk w tym,
> że żona, z którą jestem od 3 lat (zaobrączkowani od 8 miesięcy)
> często miewa depresje. Nie są to typowe objawy, ale sygnaly
> typu smutna mina, niechec do robienia czegokolwiek itd. Mozna
> to przetrawic i umiec zyc z tym, ale rozwala mnie sytuacja, kiedy
> slucha zona słów piosenki jakiejś romantycznej o wielkiej miłości
> albo tęsknocie za kimś i dobitnie mi daje do zrozumienia, że ona
> właśnie tęskni za kimś...

Daje Ci do zrozumienia, abyś coś zrobił a nie żył z nią w marazmie.
Teraz daje, ale jak nie zadziałasz, znajdzie sobie innego, który da
jej lepsze życie. Powinieneś się cieszyć, że dostajesz znaki i chyba
umiesz je interpretować.
Pozdr.
MU
Re: sens bycia razem
#171239
Author: michal
Date: Sun, 14 Oct 2007 22:16
76 lines
4803 bytes
> Nigdy nie przyszloby mi do glowy, aby sie zastanawiac nad
> sensem bycia z druga osoba. Ale zaczalem sobie rozmyslac,
> co ja z tego mam, ze zyje z kims. Przyznam sie, ze rozwazania
> te zaczely mnie trapic, odkad pojawily sie u mnie (u nas)
> problemy.

Rozważania takie mogą świadczyć o tym, że nie podchodzisz do prozy życia 
bezmyślnie. To na pewno. Nigdy jednak nie można wyciągać wniosków z 
pojedynczego przypadku, a tym bardziej swojego. Z równym skutkiem mógłbyś 
rozważać, co z tego masz, że żyjesz samotnie, gdybyś był singlem.

> Na zewnatrz wszystko wyglada jak najbardziej ok. Sęk w tym,
> że żona, z którą jestem od 3 lat (zaobrączkowani od 8 miesięcy)
> często miewa depresje. Nie są to typowe objawy, ale sygnaly
> typu smutna mina, niechec do robienia czegokolwiek itd. Mozna
> to przetrawic i umiec zyc z tym, ale rozwala mnie sytuacja, kiedy
> slucha zona słów piosenki jakiejś romantycznej o wielkiej miłości
> albo tęsknocie za kimś i dobitnie mi daje do zrozumienia, że ona
> właśnie tęskni za kimś... Przyznam się, że mam wady, że bywam
> czasami nieznośny (fochy). Podobnie jest z jej strony, nigdy natomiast
> nie pokazuje jej, że mi aż tak z nią źle, że dołuje się i jednocześnie ją,
> bo usłyszałem jakąś piosenkę o kochankach nieszczęśliwie zakochanych
> albo rozmowę w TV w programie z cyklu "Rozmowy w toku" skłaniającą
> do zadumy i (ironizując) powiedzenia partnerowi "a widzisz, a ja
> jeszcze mam siłę żeby z Tobą żyć pod jednym dachem".

> Czy wszystkie kobiety tak mają?

Wszystkie kobiety akurat tak nie mają. Z tym, że problem nie leży w 
konkretnym sposobie zachownia, czy epatowania złym samopoczuciem, jakimś 
niedosytem. Problem leży w tym, że być może oboje nie potraficie wytłumaczyć 
sobie, dlaczego wasze wcześniejsze wyobrażenia o wspólnej przyszłości różnią 
się od rzeczywistości, która obecnie jest w Was i wokół Was. Więc jeśll o to 
chodzi, to tak. Wszyscy tak mają.

> Przerażają mnie te ciche dni z jej strony. Mogę wytrzymać dzień, dwa,
> ale po co tego typu gierki? Próbuje zgodnie z racjonalnym myśleniem
> pogadać na spokojnie.. ale kończy się to tym, że przyznaję jej rację,
> chcę to zakończyć jak najszybciej, tuląc ją do siebie i potem się
> z czasem wszystko powtarza.

Dzieje się tak dlatego, bo tylko pozornie przyznajesz jej rację. Naprawdę 
chcesz, by była taka, jak to sobie pamiętasz z przeszłości. Odkryj jej 
dzisiejsze pasje i doceń je. Przynajmniej spróbuj. Sądzę, że ona tego 
właśnie oczekuje.

> Przeraża mnie fakt, że gdy byliśmy zakochani po uszy, był czas na
> imprezy, na wspólne spacery a obecnie gdzieś to się ulotniło i chociaż
> namawiam żonę, to albo woli obejrzeć ze mną film, albo namawia
> mnie do pójścia spać, bo rano ma pomysł, żeby skoczyć do centrum
> handlowego.

Poświęć się z radością dla jej planów na kolejny dzień. Myślisz, że tego nie 
zuważy? Spacery zostaw na kiedy indziej, gdy ona będzie chciałą zrobić coś 
dla Ciebie.

> Reasumując: jest stabilizacja, jest gdzie i dla kogo (tak, jeszcze w to 
> wierzę)
> wracać po pracy, ale jednocześnie człowiek zaczyna tyć, nie ma czasu na
> swoje pasje, chociaż paradoksalnie czas ten był wcześniej, chociaż zajęć
> nie było wcale mniej. Dochodzą do tego kłótnie i syndrom oddalania się
> tym dalej - PARADOKSALNIE - im jest się bliżej siebie.

To wina źle zorganizowanego czasu. Nie zwalaj na nikogo winy za tycie! To 
tylko Twoja osobista zasługa. Chyba, że jesteś zmuszany do jedzenia. Kłótnie 
to mechanizm docierania się i w każdej relacji mają miejsce. Trzeba to tylko 
robić z klasą i pamietać o szacunku dla drugiej osoby.

> Musiałem się wyżalić. Dzięki za wysłuchanie.

Nie ma sprawy.:)

-- 
pozdrawiam
michał
Re: sens bycia razem
#171241
Author: Mme Kitzmoor
Date: Sun, 14 Oct 2007 23:05
80 lines
5268 bytes
In article <fegqv9$dap$1@atlantis.news.tpi.pl>,
 "Emotive" <nothing@xxx.pl> wrote:

> Na zewnatrz wszystko wyglada jak najbardziej ok. Sęk w tym,
> że żona, z którą jestem od 3 lat (zaobrączkowani od 8 miesięcy)
> często miewa depresje. Nie są to typowe objawy, ale sygnaly
> typu smutna mina, niechec do robienia czegokolwiek itd. Mozna
> to przetrawic i umiec zyc z tym, ale rozwala mnie sytuacja, kiedy
> slucha zona słów piosenki jakiejś romantycznej o wielkiej miłości
> albo tęsknocie za kimś i dobitnie mi daje do zrozumienia, że ona
> właśnie tęskni za kimś... Przyznam się, że mam wady, że bywam
> czasami nieznośny (fochy). Podobnie jest z jej strony, nigdy natomiast
> nie pokazuje jej, że mi aż tak z nią źle, że dołuje się i jednocześnie ją,
> bo usłyszałem jakąś piosenkę o kochankach nieszczęśliwie zakochanych
> albo rozmowę w TV w programie z cyklu "Rozmowy w toku" skłaniającą
> do zadumy i (ironizując) powiedzenia partnerowi "a widzisz, a ja
> jeszcze mam siłę żeby z Tobą żyć pod jednym dachem".

Wysyła Ci jakieś sygnały. Możesz je próbować rozszyfrować samodzielnie, 
ale najlepiej skróć sobie drogę i zapytaj ją wprost. Nie oczekuj, że nie 
zaleje Cię wpierw spamem mniej lub bardziej racjonalnych pretensji, ale 
jak już to z siebie wyrzuci i zwerbalizuje, sama odłowi co 
idiotyczniejsze i przejdzie do sedna w trybie ugodowym. Testowane na 
ludziach, działa w niemal 100%, jak nie działa, znaczy delikwent nadaje 
się do psychologa od urojeń.

Tylko nie schrzań sprawy, jak już ona się obnaży, bo wówczas to Ty 
będziesz dupkiem w tym związku.

> Czy wszystkie kobiety tak mają?

#1 z mojej terapeutycznej listy przebojów 
http://www.youtube.com/watch?v=r7Hc3gNqWzM . Ale takie rzeczy starannie 
ukrywam przed partnerem, coby antycypować nie zaczął ;>

> Przerażają mnie te ciche dni z jej strony. Mogę wytrzymać dzień, dwa,
> ale po co tego typu gierki? Próbuje zgodnie z racjonalnym myśleniem
> pogadać na spokojnie.. ale kończy się to tym, że przyznaję jej rację,
> chcę to zakończyć jak najszybciej, tuląc ją do siebie i potem się
> z czasem wszystko powtarza.

Ja bym kopnęła w dupę faceta, który pozwala sobie na tak protekcjonalne 
traktowanie mnie, że "dla świętego spokoju" przyznaje mi rację. "Łatwe" 
rozwiązania wchodzą w krew, sytuacja się powtarza a święty spokój jest 
iluzją. Upokorzenie adwersarza to jeszcze nie jest moralne zwycięstwo.

> Przeraża mnie fakt, że gdy byliśmy zakochani po uszy, był czas na
> imprezy, na wspólne spacery a obecnie gdzieś to się ulotniło i chociaż
> namawiam żonę, to albo woli obejrzeć ze mną film, albo namawia
> mnie do pójścia spać, bo rano ma pomysł, żeby skoczyć do centrum
> handlowego.

Przekonaj ją, że małżeństwo to jeszcze nie jest koniec życia 
pozamałżeńskiego.

> wracać po pracy, ale jednocześnie człowiek zaczyna tyć, nie ma czasu na
> swoje pasje, chociaż paradoksalnie czas ten był wcześniej, chociaż zajęć
> nie było wcale mniej. Dochodzą do tego kłótnie i syndrom oddalania się
> tym dalej - PARADOKSALNIE - im jest się bliżej siebie.

A to ciekawe: przedtem mieliście czas na imprezy, spacery, spotkania, 
chociaż teraz macie wspólne gospodarstwo, którym razem łatwiej niż 
osobno się zajmować, generujecie podwójny przychód, z którego część 
możecie przeznaczyć na jakąś gosposię 1x w tygodniu, dzieci jeszcze nie 
macie, zajęć mniej więcej tyle samo co przedtem - żyć nie umierać :]

Uważam, że oboje to małżeństwo traktujecie jak kierat na roli. Wyjedźcie 
gdzieś ze znajomymi, albo poznajcie nowych, wyremontujcie mieszkanie, 
zapiszcie się do Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka albo czegoś w tym 
stylu, znajdźcie pracę, którą będziecie uwielbiać. Zróbcie coś, by wasze 
życia wypełniły się nową jakością, nowym sensem, którego źródłem nie 
jest małżeństwo. Bo to jest monotonne i toksyczne.

Pozdrawiam
Iff

-- 
my contributions
http://maddama.deviantart.com/gallery/
http://maddama.wordpress.com/
Re: sens bycia razem
#171236
Author: Emotive
Date: Mon, 15 Oct 2007 21:50
31 lines
2831 bytes
"MU" <lubietojak@tlen.pl> wrote in message 
news:1192372993.666382.5590@q5g2000prf.googlegroups.com...
On 9 Paź, 23:13, "Emotive" <noth...@xxx.pl> wrote:
>> Na zewnatrz wszystko wyglada jak najbardziej ok. Sęk w tym,
>> że żona, z którą jestem od 3 lat (zaobrączkowani od 8 miesięcy)
>> często miewa depresje. Nie są to typowe objawy, ale sygnaly
>> typu smutna mina, niechec do robienia czegokolwiek itd. Mozna
>> to przetrawic i umiec zyc z tym, ale rozwala mnie sytuacja, kiedy
>> slucha zona słów piosenki jakiejś romantycznej o wielkiej miłości
>> albo tęsknocie za kimś i dobitnie mi daje do zrozumienia, że ona
>> właśnie tęskni za kimś...
>Daje Ci do zrozumienia, abyś coś zrobił a nie żył z nią w marazmie.
>Teraz daje, ale jak nie zadziałasz, znajdzie sobie innego, który da
>jej lepsze życie. Powinieneś się cieszyć, że dostajesz znaki i chyba
>umiesz je interpretować.

wychodzisz z zalozenia, ze ja zyje z nia w marazmie, ze nie stac mnie
na zadna inicjatywe. A to jest bledne zalozenie, juz np. dlatego, ze
jesli jest obecny marazm, to wina lezy po obu stronach.

Wczesniej pisales, ze nie mam racji, ze wiekszosc z nas wybiera
kogos w koncu, bo chce miec ustabilizowane zycie. Nadal sie przy tym
upieram. Zobacz sobie, ilu mamy starych kawalerow/panien: prawie
kazdy dochodzi do takiego wieku, ze mowi sobie : dosc, dosc juz
poszukiwan, pora miec wlasny dom, rodzine. Cos w tym jednak jest,
nie sadzisz? Ja jestem pewien, ze pokochalem moja zone, ale mysle, ze
do tego doszla rowniez chcec ustabilizowania sobie zycia. Gdybym nie byl
jeszcze gotowy (podkreslam: gotowy na stablizacje), pewnie moglo to
by sie tak skonczyc, ze o slubie nie byloby mowy, nagle rozstalibysmy sie
i kazdy poszedlby w swoja strone.
Re: sens bycia razem
#171240
Author: Emotive
Date: Mon, 15 Oct 2007 21:53
10 lines
1522 bytes
"michal" <6michal9@gazeta.pl> wrote in message 
news:feu4r0$b62$1@inews.gazeta.pl...
> Poświęć się z radością dla jej planów na kolejny dzień. Myślisz, że tego 
> nie zuważy? Spacery zostaw na kiedy indziej, gdy ona będzie chciałą zrobić 
> coś dla Ciebie.

to mi sie najbardziej spodobalo w tym co napisales. Wiem : jestem egoista.
Mysle, ze w wielu sytuacjach wybieram niby cos dla niej (np spacer), ale tak
naprawde w pierwszej kolejnosci mysle o sobie (bo chce isc na spacer). 
Re: sens bycia razem
#171237
Author: Mme Kitzmoor
Date: Tue, 16 Oct 2007 00:07
23 lines
2106 bytes
In article <ff0ndn$dii$1@atlantis.news.tpi.pl>,
 "Emotive" <nothing@xxx.pl> wrote:

> Wczesniej pisales, ze nie mam racji, ze wiekszosc z nas wybiera
> kogos w koncu, bo chce miec ustabilizowane zycie. Nadal sie przy tym
> upieram. Zobacz sobie, ilu mamy starych kawalerow/panien: prawie
> kazdy dochodzi do takiego wieku, ze mowi sobie : dosc, dosc juz
> poszukiwan, pora miec wlasny dom, rodzine.

No kurde, przepraszam, musze to napisac: ale nie tak beznadziejna jak Ty 
i szanowna malzonka. Juz lepiej samemu wybrac sie do klubu albo na jakas 
wspinaczke, niz kisic sie z kims w domu przed telewizorem i czuc sie 
stlamszonym. Nie sadze, ze w hasle "stabilizacja" o to chodzi. Dla mnie 
stabilizacja to swiadomosc, ze np. jak pewnego dnia dowiesz sie, ze masz 
raka, to ktos bedzie przy tobie, by cie wesprzec i pomoc.

Pozdrawiam
Iff

-- 
my contributions
http://maddama.deviantart.com/gallery/
http://maddama.wordpress.com/
Re: sens bycia razem
#171230
Author: ! GENERÓŁ ! ITALJA ! ÓÓÓ !
Date: Tue, 16 Oct 2007 20:40
16 lines
1630 bytes
Użytkownik kajus44 napisał:
> wiadomosc:470FE625.FEC906D1@wylot.666,
> nadawca:Odbytnica
>> (...)
> 
> odbytnica,denilu, skonfigórój sobie czytnik ty tuku.
> 

ale on ńje ma czytnika hehehe

-- 
! GENERÓŁ ! ITALJA ! ÓÓÓ !
! SZÓRÓF ! ADMIN ! PÓLESKIGO ! INTERNETÓ !
! MAGJISTER ! INRZYNIER ! DÓKTÓR ! GENERÓŁ ! ITALJA ! ÓÓÓ !
! POZDRAWIAM ! CIE ! GENERÓLE ! ITALJA ! ÓÓÓ !
! GEN.ITALJA !
Re: sens bycia razem
#171231
Author: Odbytnica
Date: Wed, 17 Oct 2007 11:40
5 lines
1099 bytes
"! GENERÓŁ ! ITALJA ! ÓÓÓ !" wrote:

> ale on ńje ma czytnika hehehe

mam emulgator w otpadzie
Re: sens bycia razem
#171232
Author: ! GENERÓŁ ! ITALJA ! ÓÓÓ !
Date: Wed, 17 Oct 2007 12:01
15 lines
1663 bytes
Użytkownik Odbytnica napisał:
> "! GENERÓŁ ! ITALJA ! ÓÓÓ !" wrote:
> 
>> ale on �je ma czytnika hehehe
> 
> mam emulgator w otpadzie

odpady to ty wpierdalasz razem z rodziną

-- 
! GENERÓŁ ! ITALJA ! ÓÓÓ !
! SZÓRÓF ! ADMIN ! PÓLESKIGO ! INTERNETÓ !
! MAGJISTER ! INRZYNIER ! DÓKTÓR ! GENERÓŁ ! ITALJA ! ÓÓÓ !
! POZDRAWIAM ! CIE ! GENERÓLE ! ITALJA ! ÓÓÓ !
! GEN.ITALJA !
Re: sens bycia razem
#171233
Author: kajus44
Date: Sat, 20 Oct 2007 23:02
12 lines
1481 bytes
wiadomość:ff4ttu$4el$3@nemesis.news.tpi.pl,
nadawca:! GENERÓŁ ! ITALJA ! ÓÓÓ !
> Użytkownik Odbytnica napisał:
>> "! GENERÓŁ ! ITALJA ! ÓÓÓ !" wrote:
>>
>>> ale on �je ma czytnika hehehe
>>
>> mam emulgator w otpadzie
>
> odpady to ty wpierdalasz razem z rodziną

O Rotflu nocny :D
Re: sens bycia razem
#171238
Author: MU
Date: Sun, 21 Oct 2007 14:32
34 lines
3296 bytes
On 15 Paź, 23:50, "Emotive" <noth...@xxx.pl> wrote:
> Wczesniej pisales, ze nie mam racji, ze wiekszosc z nas wybiera
> kogos w koncu, bo chce miec ustabilizowane zycie. Nadal sie przy tym
> upieram. Zobacz sobie, ilu mamy starych kawalerow/panien: prawie
> kazdy dochodzi do takiego wieku, ze mowi sobie : dosc, dosc juz
> poszukiwan, pora miec wlasny dom, rodzine. Cos w tym jednak jest,
> nie sadzisz? Ja jestem pewien, ze pokochalem moja zone, ale mysle, ze
> do tego doszla rowniez chcec ustabilizowania sobie zycia. Gdybym nie byl
> jeszcze gotowy (podkreslam: gotowy na stablizacje), pewnie moglo to
> by sie tak skonczyc, ze o slubie nie byloby mowy, nagle rozstalibysmy sie
> i kazdy poszedlby w swoja strone.

Nic wcześniej nie pisałem o wyborach itd. I nie uważam, że życie
dzieli się na poszukiwania i stabilizację. W ogóle nie widzę różnicy
między byciem z kimś, związkiem nieformalnym a formalnym, czyli
małżeństwem. Małżeństwo to nie kapcie, zupka i telewizor. To nie
koniec samorealizacji i realizacji we dwoje. A dla wielu to początek
przygody zwanej życiem.
Mówisz, że chciałeś stabilizacji, stąd decyzja o małżeństwie. A skąd
pewność, że żona wyszła za Ciebie z tego samego powodu? Może chciała
bezpieczeństwa - jak pisze Mme podając przykład choroby. A potrzeba
jej emocji, zabawy, radości, poza samym bezpieczeństwem. Rozmawiasz z
nią o tym, czego oczekuje, potrzebuje? A może chce wyjechać w
nieznane, może chce niespodzianek, prezentów, kwiatów, eleganckich
kolacji w środku tygodnia bez powodu? Bo spotyka się z ludźmi, słyszy
opowieści koleżanek o ich chłopakach, mężach. I może im czegoś
zazdrości. Na Twoim miejscu zastanowiłbym się nad tym, lub udał do
poradni małżeńskiej. W małżeństwie nie kończy się gra między
partnerami, nie gra sie na 100 proc. w otwarte karty, trzeba umieć się
dogadywać w tych warunkach. Wiem, że to ciężkie, bo problemy, praca,
wydatki, zmęczenie. ;)

Pozdr.
MU
Thread Navigation

This is a paginated view of messages in the thread with full content displayed inline.

Messages are displayed in chronological order, with the original post highlighted in green.

Use pagination controls to navigate through all messages in large threads.

Back to All Threads