Thread View: alt.pl.milosc
26 messages
26 total messages
Started by Ja
Sun, 09 Jul 2006 14:57
Co oznaczal jej gest na koniec(?) znajomosci?
Author: Ja
Date: Sun, 09 Jul 2006 14:57
Date: Sun, 09 Jul 2006 14:57
121 lines
8568 bytes
8568 bytes
Witajcie!
Chcialbym opisac swoja sytuacje, a nastepnie prosilbym, jesli mozecie,
abyscie odpowiedzili mi na pytania jakie zadam na koncu niniejszego postu.
Post bedzie dlugi, dla wytrwalych, a pytania nie takie oczywiste jak sie
moze wydawac...
Otoz kilka miesiecy temu, pewnego dnia w pracy, zaczepila mnie pewna
dziewczyna. Znalismy sie juz od jakiegos czasu, gdyz razem pracujemy w tej
samej firmie ale w odleglych lokalizacyjnie osrodkach. Nasze stosunki byly
ZAWSZE tylko na poziomie sluzbowym. Sprawy zalatwialismy przez telefon,
maila, GG. Tego dnia,a byla to sobota, przyjechala do "mojego oddzialu" i na
korytarzu zaczepila mnie i zamienilismy pare slow.
Dwa dni pozniej w poniedzialek odezwala sie na GG i zapytala sie, czy
moze mi powiedziec COS. Zgodzilem sie - okazalo sie, ze zaczepila mnie z
tego powodu, ze zaintrygowal ja moj zapach perfum - ze baaardzo jej sie
podobal. I tak od slowa do slowa wywiazala sie luzniejsza rozmowa. Tak bylo
przez kilka kolejnych dni, ze czesc czasu w pracy spedzialismy na
'prywatnych gadkach'.
Zauwazylem - prowadzac umiejetnie rozmowe i zadajac pytania - z jej
strony jest to "cos wiecej", ze zaczyna sie cos miedzy nami dziac, iskrzyc.
Wymienilismy sie prywatnymi numerami telefonow i wieczorem spedzalismy czas
na rozmowach i sms-ach.
Pewnego dnia postanowilem zrobic 'pierwszy znaczacy krok' i napisalem
sms-a, ze zaczela dla mnie 'COS ZNACZYC' (oczywiscie nie tymi slowami).
Odpisala mi, ze nie mozemy byc razem. Zadzwonilem zaraz do niej i okazalo
sie, ze ma chopaka od ok. 2 lat, ktory aktualnie jest za granica od roku
gdzie pracuje. Co gorsze okazalo sie, ze jest z nim juz zareczona.
Zapytalem wiec ja, co tak naprawde nia kierowalo - dlaczego 'zaczela to
cos', dlaczego 'ciagnela'. Odpowiedziala, ze zafascynowalem ja swoimi
rozmowami, swoimi pogladami, swoim intelektem, swoim podejsciem do zycia, po
prostu wszystkim, ze to jest cos, co chcialaby miec, co chcialaby przezyc z
kims i ze wogole sama nie wie dlaczego to robi i co sie z nia dziaje.
Odpowiedzialem, ze skoro jest w takiej sytuacji, to lepiej jest to teraz
zakonczyc i pozegnalismy sie. Kilka dni pozniej napisala mi sms-a, ze ona
nie potrafi tak "beze mnie", "nie chce", "nie umie"... i ze sie chce
spotkac. Spotkalismy sie i po dlugiej rozmowie z nia w moim przekonaniu
wydawalo mi sie, ze dalem jej cos czego do tej pory nie miala, czego nie
dostala od nikogo, czego jej chlopak nie dal nigdy, czego byc moze i nie da;
ze tak naprawde zrodzilo sie w niej silniejsze uczucie do mnie.
Powiedziala mi, ze na poczatku lipca jej chlopak wraca. Uzgodnilismy, ze
do tego czasu bedziemy pisac do siebie sms-y, rozmawiac telefonicznie,
wyslylac maile ale nie bedziemy sie spotykac. Pozwolilem jej zaedcydowac w
tym czasie z kim chce byc - do niczego nie zmuszalem, nic nie sugerowalem,
nie przedstawialem mozliwych rozwiazan. Po prostu - ONA miala zadecydowac.
Postapilem tak, gdyz bardzo ja pokochalem i chcialem by zostala ze mna,
ale NIE CHCIALEM JEJ ZMUSZAC, by kiedys w zyciu NIE MOGLA zrzucic na mnie
winy, ze wszystko co zle to moja wina, ze zmarnowalem jej zycie itp. -
chcialem, by byla to jej decyzja - to ona pierwsza zaczela, ona tez
zadecyduje co dalej. Ja dam z siebie wszystko co do niej czuje, nic nie bede
ukrywal, bedzie znala mnie 'na wylot', wiedziala o mnie wszystko, wiedziala
jaki jestem itp. I wybierze na koniec. Wiem, ze to moze sie wydawac komus
'nie fair' albo 'zle' ale jesli ktos nie byl w takiej sytuacji, nie mial
perypetii w swoim zwiazku, to nie zrozumie.
I tak mijaly dni, tygodnie, miesiace. Ja coraz bardziej bylem
przekonany, ze ona i ja to MY. Wszystko bylo piekne. Mowilem jej, ze ja
kocham, ze pokochalem za to jaka jest, pomimo ze jest z kims, opowiadalem o
sobie itp. Czulem, ze rodzi sie w niej uczucie, ale wiedzialem tez, ze sie
strasznie waha. Ze tak naprawde nie ma odwagi zmienic swego zycia i wybrac
mnie pozostawiajac wszystko co ma i swego chlopaka. Ze jej rodzice - co
powiedza, ze sasiedzi, ze ludzie, ze... 1000 powodow.
Az nadszedl poczatek lipca. Dzien przed planowanym powortem jej chlopaka
pojechalem do niej by dac jej obiecany od kilku miesiecy ogromy bukiet
bialych roz, za ktorymi wprost szalala oraz zaspiewac dla niej pewna
piosenke o milosci - bardzo dla niej znaczaca. Zrobilem to i obiecala
wieczorem zadzwonic.
Oddzwonila i wiedzialem, ze juz zadecydowala. Powiedziala, ze
'przeprasza za wszystko co mi zrobila' - nie powiedziala, ze nie kocha mnie,
nie powiedziala, ze nie chce ze mna byc - po porstu przeprasza za wszystko
co mi zrobila. Wiedzialem, ze nie ma odwagi powiedziec wprost i oznacza to,
ze nie chce byc ze mna, ze chce by pozostalo tak jak jest.
Odpowiedzialem jej, ze skoro tak wybrala, to ja dziekuje jej z calego
serca za to ze byla ze mna, za ten czas spedzony ze mna, za te piekne
chwile, za wszystko co bylo mile i dobre, za to ze pokazala mi czego ja chce
w zyciu i co ja chce miec - po porstu za to ze BYLA. Powiedzialem, ze w
takim razie by nie utrudniac niech zniszczy wszystko co moze jej o mnie
przypominac, niech skasuje maile, sms-y, moj numer telefonu, ze wrocimy do
'sluzbowego zwiazku w pracy' - ona i ja wie, ze bedzie to trudne, ale im
mniej rzeczy przypomina nam o sobie tym lepiej, i ze ja zrobie "z nia"
podobnie. Tak bedzie najprosciej, gdyz "spalone mosty to najlepszy w zyciu
start".
I teraz przechodze do sedna sprawy i do pytania:
Otoz prosilem ja zeby zniszczyla takze i ten bukiet roz, ktory rano
dostala. Odpowiedziala mi, ze wstawila go do wazonu do wody - ze nie zasuszy
go, nie wyrzuci, ze nie zniszczy - tylko ze wstawila do wody. Na moje
pytanie dlaczego, odpwiedziale mi, ze 'nie chce mi powiedziec' i ze kiedys
sie jakos dowiem lub zrozumiem dlaczego nie pozwolila rozom uschnac.
I moje pytania:
1. Czy wiecie dlaczego tak postapila z rozami, dlaczego wstawila do wody?
2. Czy jest jakis 'przesad', jakas 'regula' w milosnych sprawach, jakies
'znaczenie' tego gestu wsrod zakochanych lub wsrod dziewczyn?
3. Czy oznacza ten gest tylko tyle, ze chce by pamiec o mnie trwala w niej
jak roze w wodzie, ze bedzie mnie gdzies w najdalszym zakamarku serca
pielegnowac do konca zycia, bo tyle w jej zyciu znaczylem i tyle dalem?
4. Czy tez oznacza, tak w domysle, ze nie chce mnie stracic i tym gestem
mowi 'wez mnie i pielegnuj i nie pozwol mi uschnac bez wody (beze mnie) i
nie pozwol mi decydowac tak jak zadecydowalam'? Czy moze tak naprawde jej
serce mowi co innego niz usta i ze boi sie powiedziec na glos swoja decyzje,
ze chce "bym to ja zadecydowal" i ja (ze tak powiem) porwal do siebie? By
miala 'na kogo zwalic wine' ze to nie byla jej decyzja ale innych?
5. A wiec co tak naprawde czuje do mnie teraz?
Licze na szczere odpowiedzi - szczegolnie od dziewczyn i kobiet - wy na
pewno najlepiej wiecie.
Trudno mi jako chlopakowi, mezczyznie zrozumiec niektore zawilosc kobiet
choc bardzo sie staram. Nie chce z jednej strony "zmusic" jej do pokochania
mnie i zameczac ja pytaniami "dlaczego on a nie ja", bo skoro wybrala, to
wie dlaczego wybrala tak a nie inaczej. Ale z drugiej strony nie chce tez
(ze tak powiem) ZWLASZCZA przez "kobiece zawilosc w logice i mysleniu" (i
wynikajacy z tego moj brak zadzialania, za moja 'biernosc' w takiej chwili)
stracic cos, co jest najpiekniejsze w moim zyciu i w co wierze gleboko
byloby najcudowniejsze do konca mojego zycia.
Dziekuje z gory za odpowiedzi!
--
Chris
Ja, ktory na rozdrozu stoje!
Re: Co oznaczal jej gest na koniec(?) znajomosci?
Author: Morderca uczuć
Date: Sun, 09 Jul 2006 15:58
Date: Sun, 09 Jul 2006 15:58
22 lines
2302 bytes
2302 bytes
Nie jestem kobietą, przynajmniej fizycznie nie przypominam, ale wrzucę dwa grosze... Ja napisał(a): > Powiedziala mi, ze na poczatku lipca jej chlopak wraca. Uzgodnilismy, ze > do tego czasu bedziemy pisac do siebie sms-y, rozmawiac telefonicznie, > wyslylac maile ale nie bedziemy sie spotykac. Pozwolilem jej zaedcydowac w > tym czasie z kim chce byc - do niczego nie zmuszalem, nic nie sugerowalem, > nie przedstawialem mozliwych rozwiazan. Po prostu - ONA miala zadecydowac. To bardzo mądre posunięcie. Inni pewni by nalegali aby ich wybrała. > I moje pytania: > 1. Czy wiecie dlaczego tak postapila z rozami, dlaczego wstawila do wody? Twoje dylematy i roztrząsywanie, bądź co bądź, nie mającego większego znaczenia bukietu, wskazują, że nie możesz się pogodzić ze stratą. Tylko po co Ci to? Skoro powiedziałeś "żegnaj" (A), powiedz B czyli - nie ciągnij już tego. Wiesz, że było jej z Tobą wspaniale i że nie łatwo jej będzie się rozstać, niech Ci to wystarczy. Sugestie aby wyrzuciła kwiaty nie były na miejscu, zwyczajnie szkoda aby się zmarnowały.
Re: Co oznaczal jej gest na koniec(?) znajomosci?
Author: Monter
Date: Sun, 09 Jul 2006 16:11
Date: Sun, 09 Jul 2006 16:11
10 lines
1492 bytes
1492 bytes
Popieram w calej rozciaglosci. Dorosle podejscie to wlasnie takie, ze jezeli sie cos postanowilo, to trzeba to wypelnic do konca, powiedziec to 'B' nawet gdyby serce ma peknac. Byc moze dziewczyna tak wlasnie zrobila i to na pewno nie byla Jej latwa decyzja. A co do kwiatow - dziewczyny zawsze maja do nich sentyment, moze tez byc tak, ze Jej facet kwiaty kupuje raz na kilka lat, a moze znaczy i cos wiecej - nie mniej cokolwiek by nie oznaczalo, decyzje zapadly, i tak powinno zostac. Pozdrawiam
Re: Co oznaczal jej gest na koniec(?) znajomosci?
Author: al4e
Date: Sun, 09 Jul 2006 16:11
Date: Sun, 09 Jul 2006 16:11
51 lines
3554 bytes
3554 bytes
Użyszkodnik ::Ja:: w module news:e8r5ld$7ue$1@nemesis.news.tpi.pl popelnil(a) nastepujacy błąd > Witajcie! > Chcialbym opisac swoja sytuacje, [...] Byles rozrywka w czasie kiedy nie bylo przy niej _Jej Chlopaka_ . W pewien sposob wykorzystala Ciebie i Twoje uczucia (Ona wiedziala od poczatku, ze nie bedzie z Toba). Dobrze, ze masz takie podejscie jak opisales ...czyli, ze przyjoles to co Tobie zakomunikowala bez zgrzytow na klate tj. nie jestes wkurwiony. Powiem jesdno nawet jak za jakis czas przyjdzie do ciebie "nieoczekiwana" zlosc to idz i sie jakos wyzyj. Generalnie ja omijaj z daleka a napewno niech nie przyjdze Ci do glowy robienie jej jakis swinstw + odbieranie tego co jej dales materialnego ...poniewaz wszystko co dostala od Ciebei wynikalo z uczucia jakie zywisz do Tej Dziewczyny. A to, ze jest w pewien sposob pokretna ...coz takie sa Kobiety ...kokietki ...trenuja Nas facetow nasza wytrzymalos psychiczna i sa w tym wzgledzie bezwzgledne. i jeszcze pewien cytat z p.s.p, ktory nie oddaje do konca to co Ciebei spotaklo ale jest fajnym txtem dla facetow, ktorzy dla lasek nie sa zbyt silni ;): "Mężczyzna jest jak hartowana stal. Kobiety nas hartują. Wiesz jak? Rozgrzewają do czerwoności. Potem napierdalają w nas młotem. A potem schładzają w lodowatej wodzie. Aż do momentu gdy stworzą coś nieugiętego." coz wzieles z sytuacji wszytkie chwile pozytywne ...pocierpisz i ktoregos dnia Tobie przejdzie. Zyj i rozgladaj sie za innymi. Jesli macie byc kiedykolwiek razem to Ona sama wroci (tylko ew. sprawdz czy nie wraca bo sie poklucila z chlopakiem ...wtedy pokaz jej drzwi ...poniewaz jej nie bedzie chodzilo o powrot do Ciebei tylko bedziesz chwilowa ostoja do wyplakania sie i wyzalenia ...cos jak w jej mneiemaniu przyjaciel ...NEDZA!). Taka jak napisalem jesli bedzie chiala byc z Toba to bedzie to wynikalo tylko od niej. Ty w tym temacie (zeby przyszla) nei mozesz nic zrobic ...mozesz tylko raczej ja do tego zniechecic (robiac swinstwa). Generalnie uszanuj Jej decyzje i nie daj sie wciagnac w bycie przyjacielem (chyba, ze jestes hardkorowcem/masohista jesli chodzi o trzymanie uczucia w ryzach). PS. Jesli chodzi o roze to nie wnikaj po co ich nie wyrzuciala ...moze lubi patrzec na "trofeum" pamietac jak ktos sie o Nia staral. I wiesz dalczego postapila Bardzo nie fair ...poniewaz po piewrsze pozwolila sie Tobie zadluzyc (sama zaczela kontakt) po drugie przyjela roze a nastepnego dnia Tobie powiedziala to co juz wiedziala w momencie gdy jej roze wreczales (decyzji nie podejmuje sie z godziny na godzine ...prawie :)) al4e
Re: Co oznaczal jej gest na koniec(?) znajomosci?
Author: michal
Date: Sun, 09 Jul 2006 16:19
Date: Sun, 09 Jul 2006 16:19
18 lines
1261 bytes
1261 bytes
Użytkownik "Ja" napisał w wiadomości > Witajcie! > Chcialbym opisac swoja sytuacje... > ...byloby najcudowniejsze do konca mojego zycia> Dziekuje z gory za > odpowiedzi! Piękna historia... :) Założę się, że jeśli wytrzymasz i nie zrobisz pierwszego kroku, to dziewczyna znów przejmie inicjatywę i będzie chciała tylko z Tobą.... pozdrawiam michał -- Myślę więc jestem. Nie myślę, to znaczy, że mnie głowa boli
Re: Co oznaczal jej gest na koniec(?) znajomosci?
Author: Ja
Date: Sun, 09 Jul 2006 16:59
Date: Sun, 09 Jul 2006 16:59
70 lines
4850 bytes
4850 bytes
Użytkownik "Morderca uczuć" <lubietojak@tlen.pl> napisał w wiadomości news:1152460698.729024.207350@h48g2000cwc.googlegroups.com... Nie jestem kobietą, przynajmniej fizycznie nie przypominam, ale wrzucę dwa grosze... Ja napisał(a): >> Powiedziala mi, ze na poczatku lipca jej chlopak wraca. Uzgodnilismy, >> ze >> do tego czasu bedziemy pisac do siebie sms-y, rozmawiac telefonicznie, >> wyslylac maile ale nie bedziemy sie spotykac. Pozwolilem jej zaedcydowac >> w >> tym czasie z kim chce byc - do niczego nie zmuszalem, nic nie >> sugerowalem, >> nie przedstawialem mozliwych rozwiazan. Po prostu - ONA miala >> zadecydowac. >To bardzo mądre posunięcie. Inni pewni by nalegali aby ich wybrała. Po prostu takie sa moje reguly gry - reguly zycia, ktorymi sie kieruje w swoich poczynaniach. Nie staram sie nikomu nic narzucac. Rozpatruje wszystkie mozliwosci i wybieram najlepsze w danej chwili. Tego samego oczekuje od innych (od niej) - by rozpatrzyla i wybrala najlepsze co w danej chwili sie wydaje, ze jest. Nie chce sobie zarzucic, ze ktos wybral za mnie. A tym bardziej nie chce by ktos (ona) kiedys w przyszlosci powiedzial(a), ze "przez ciebie zmarnowalam zycie" bo ja cos jej staralem sie narzucac i nalegalem, nalegalem, nalegalem. Uwazam, ze jesli sie podejmuje jakies decyzje, to nigdy nie mozna powiedziec, ze ktos tak kazal, ktos tak podpowiedzial - decyzje podejmuje ja i tylko do siebie moge miec pretensje, ze cos nie wyszlo - nigdy nie powinno sie winic innych, bo wedlug mnie winienie innych jest po prostu przyznawaniem sie do tego, ze decyzje podjelo sie pochopnie, bez przemyslenia, bez rozpatrzenia wszystkich mozliwosci, bez znajomosci konsekwencji. >> I moje pytania: >> 1. Czy wiecie dlaczego tak postapila z rozami, dlaczego wstawila do wody? >Twoje dylematy i roztrząsywanie, bądź co bądź, nie mającego >większego znaczenia bukietu, wskazują, że nie możesz się pogodzić >ze stratą. Skoro powiedziałeś "żegnaj" (A), >powiedz B czyli - nie ciągnij już tego. Wiesz, że było jej z Tobą >wspaniale i że nie łatwo jej będzie się rozstać, niech Ci to >wystarczy. Zgadza sie - powiedzialem A i postaram sie powiedziec to B. Ale nie chcialbym stracic tej szansy w zyciu tylko dlatego, ze kobiety maja jakas swoja "pokrecona logike" (przepraszam kobiety) i tak naprawde byla to dyskretna sugestia w stylu "walcz o mnie", "nie daj sie tak latwo", "nie poddawaj sie", a z drugiej strony ze to jest taki 'test na sile mojego uczucia'? >Sugestie aby wyrzuciła kwiaty nie były na miejscu, >zwyczajnie szkoda aby się zmarnowały. Powod 'zmarnowania sie' bukietu jakos uwazam za baaaardzo malo prawdopodobny zwlaszcza, ze podczas tamtej rozmowy z nia czulem, ze powod nie jest az tak banalny. A bukiet wydaje mi sie mial i dla mnie i dla niej znaczenie - 24 biale roze. 24 - pare tygodni temu obchodzile 24-te urodziny. Biale roze - ona widzac gdziekolwiek biale roze, czy w kwiaciarni czy tez obrazki jpg w mailach (ktore jej slalem po kilka dziennie za kazdym razem inne i piekniejsze - wirtualne sa tansze przy takim hurtowym wreczaniu - ale nie to, ze nie byloby mnie stac na prawdziwe - po prostu dziesiatki kilometrow nas dzielily) - widzac biale roze po prostu sie rozplywala z emocji, uczuc, glos sie jej lamal, bo czasami odbierajac maila rozmawialem jednoczesnie z nia przez telefon. Biale roze to byl jej slaby punkt, ktory nie omieszkiwalem wykorzystywac. Wiec moze i bylo jej szkoda wyrzucac te roze, ale z drugiej strony beda jej non stop przypominac o mnie, a skoro mnie (teoretycznie) nie wybrala, to dlaczego ich nie wyrzucila i na moje pytanie 'dlaczego' odpowiedziala "kiedys zrozumiesz albo dowiesz sie"? O to mi wlasnie chodzi.
Re: Co oznaczal jej gest na koniec(?) znajomosci?
Author: Ja
Date: Sun, 09 Jul 2006 17:37
Date: Sun, 09 Jul 2006 17:37
29 lines
2626 bytes
2626 bytes
Użytkownik "Monter" <monter@icpnet.pl> napisał w wiadomości news:e8r9mr$f9l$1@opal.icpnet.pl... > Popieram w calej rozciaglosci. > Dorosle podejscie to wlasnie takie, ze jezeli sie cos postanowilo, to > trzeba to wypelnic do konca, powiedziec to 'B' nawet gdyby serce ma > peknac. > Byc moze dziewczyna tak wlasnie zrobila i to na pewno nie byla Jej latwa > decyzja. Taki juz jestem, ze decyzje podejmuje przemyslanie i rozwazam wszystkie mozliwe wyjscia i wybieram w danej chwili najlepsze - a potem nie cofam sie w pamieci i nie roztrzasam 'a gdybym wybral inaczej', 'a gdybym to i tamto...' - po porstu decyzja byla najlepsza w danej chwili i ja podjalem. Zadreczanie sie 'co by bylo gdyby' nie ma sensu - czasu sie nie cofnie wiec 'szkoda czasu' na bezsensowne rozwazania. I tego tez oczekuje od innych i tego tez oczekiwalem od niej i przypominalem jej - 'to jest Twoja decyzja - Ty zaczelas, mimo ze wiedzialas, ze nie powiedzialas mi od poczatku wszystkiego, wiec Ty i tym razem podejmiesz decyzje a ja nie podpowiem Ci zadnejgo wyjscia'. > A co do kwiatow - dziewczyny zawsze maja do nich sentyment, moze tez byc > tak, ze Jej facet kwiaty kupuje raz na kilka lat, a moze znaczy i cos > wiecej - nie mniej cokolwiek by nie oznaczalo, decyzje zapadly, i tak > powinno zostac. I tak tez powoli sie do tego przekonuje z kazdej minuty na minute. Patrzac w tej chwili na inne odpowiedzi (te o czekaniu) bede czekal - moze ona zrobi pierwszy krok jesli jednak to cos wiecej dla niej znaczy.
Re: Co oznaczal jej gest na koniec(?) znajomosci?
Author: Ja
Date: Sun, 09 Jul 2006 17:50
Date: Sun, 09 Jul 2006 17:50
34 lines
2788 bytes
2788 bytes
Użytkownik "michal" <6michal9@gazeta.pl> napisał w wiadomości news:44b1241c$0$22595$f69f905@mamut2.aster.pl... > > Użytkownik "Ja" napisał w wiadomości > >> Witajcie! >> Chcialbym opisac swoja sytuacje... > >> ...byloby najcudowniejsze do konca mojego zycia> Dziekuje z gory za >> odpowiedzi! > > Piękna historia... :) > Założę się, że jeśli wytrzymasz i nie zrobisz pierwszego kroku, to > dziewczyna znów przejmie inicjatywę i będzie chciała tylko z Tobą.... > Historia jest piekniejsza niz udalo mi sie to opisac :-) naprawde przekroczylbym limit wielkosci posta jakbym chcial opisac wszystko co zrobilem i jak bylo miedzy nami ;-D I to mimo faktu, ze rozpatrzylem oba wyjscia: ona i on, ona i ja. I pomimo faktu, ze wyjscie, w ktorym ona nie wybierze mnie bylo bardziej prawdopodobne (czulem to). Ale w sumie kierowalem sie zasada "Kochaj gleboko i namietnie. Mozesz byc wprawdzie zraniony, ale to jedyny sposob zeby zyc pelnia zycia". Ale robilem wszystko, by nie miec sobie do zarzucenia, ze "nie zrobilem wszystkiego" - mimo ze moglo wydawac sie glupie, mimo ze koledzy i kolezanki dziwnie na mnie patrzyli, mimo ze kosztowalo mnie to kupe czasu i kupe pieniedzy. Ale jak to mowia: "Nadzieja umiera ostatnia". I tak do tego sie sklaniam - ze bede czekal. Mi juz nic nie zaszkodzi - moze byc tylko lepiej. Skoro sie pozegnalem z nia - to tak bede sie tego trzymal. Jesli ona naprawde cos 'ze mna chce', to na pewno nie wytrzyma 'tej presji' i odezwie sie. Jesli sie nie odezwie - szanuje jej wole i nie bede naciskal - zreszta nie taka jest moja 'filozofia zycia' by kogokolwiek do czegos zmuszac (opisalem to zreszta w odpowiedziach na inne posty).
Re: Co oznaczal jej gest na koniec(?) znajomosci?
Author: al4e
Date: Sun, 09 Jul 2006 17:56
Date: Sun, 09 Jul 2006 17:56
34 lines
2543 bytes
2543 bytes
Użyszkodnik ::Ja:: w module news:e8reu1$9p0$1@atlantis.news.tpi.pl popelnil(a) nastepujacy błąd [...] > Patrzac w tej chwili na inne odpowiedzi (te o czekaniu) bede czekal - > moze ona zrobi pierwszy krok jesli jednak to cos wiecej dla niej znaczy. I tutaj jest IMO Twoj problem. Ty wlasnie nie powinienes czekac! Ty powinienes zyc wlasnym trybem BEZ NIEJ i CZEKANIA na _cos co moze NIGDY sie nie zdarzyc!_ Zle odczytales "czekanie". Zyj, jesli kiedykolwiek Ona przyjdzie do Ciebie to Ty podejmiesz decyzje czy chcesz zaczac z nia. A moze w miedzyczasie spotaksz kogos innego, z kim lepiej sie bedzie Tobie ukaladalo ...niegdy niczego nie wiesz. Coz sam jestes kowalem wlasnego losu ...i to co i jak zrobisz/zadzialasz zalezy w wiekszej mierze tylko i wylacznie od Ciebie! Ale wiedz jedno takie czekanie jakie chcesz sobie zaaplikowac bedzie Ciebie powoli pograzac i sprowadzac na dno ...prze co do deprechy (jesli slabys z psycha) stad maly krok ...wiesz dlaczego nie powinienes czekac ...poniewaz jak sie nei doczekasz to sam sobie bedziesz plul w twarz ,ze straciles pewien czas swojego zycia sleczac i spogladajac w okno za "swoja nieistniejaca wymazona Dziewczyna" Fakty sa takie: 1. Ona powiedziala Tobie ,ze NIE chce z Toba byc 2. Ona jest ZARECZONA z kims z Kim chce byc aktualnie Twoje szanse sa BARDZO male wrecz ich nie masz :) i tak powinienes mysles IMO raczej. Zajmij sie teraz soba ...jak Ona zajela sie soba i tym jak chce zyc (z INNYM chlopakiem). al4e
Re: Co oznaczal jej gest na koniec(?) znajomosci?
Author: Morderca uczuć
Date: Sun, 09 Jul 2006 18:16
Date: Sun, 09 Jul 2006 18:16
16 lines
2228 bytes
2228 bytes
Ja napisał(a): > I tak do tego sie sklaniam - ze bede czekal. Mi juz nic nie zaszkodzi - moze > byc tylko lepiej. Skoro sie pozegnalem z nia - to tak bede sie tego trzymal. > Jesli ona naprawde cos 'ze mna chce', to na pewno nie wytrzyma 'tej presji' > i odezwie sie. Jesli sie nie odezwie - szanuje jej wole i nie bede > naciskal - zreszta nie taka jest moja 'filozofia zycia' by kogokolwiek do > czegos zmuszac (opisalem to zreszta w odpowiedziach na inne posty). Historia bardzo piękna, ale jesteś zbyt pewny siebie i zarozumiały. Najpierw okazujesz mądrość i wyrozumiałość (dałeś jej możliwość wyboru, nie ładowałeś się między wódkę i zakąskę) a następnie wręczyłeś te białe róże, co było perfidnym zagraniem, mającym w niej wzbudzić "odpowiednie" emocje. Można to wybaczyć, zależy Ci to walczysz, tylko nie udawaj teraz uczciwego świętoszka. Pracujecie razem. Ciekaw jestem, czy tego nie wykorzystasz...
Re: Co oznaczal jej gest na koniec(?) znajomosci?
Author: Ja
Date: Sun, 09 Jul 2006 18:27
Date: Sun, 09 Jul 2006 18:27
125 lines
8132 bytes
8132 bytes
Użytkownik "al4e" <[_CUT_]alex[_THIS_]@deth.org.pl> napisał w wiadomości news:e8r9o4$c6d$1@inews.gazeta.pl... > Użyszkodnik ::Ja:: w module news:e8r5ld$7ue$1@nemesis.news.tpi.pl > popelnil(a) nastepujacy błąd > >> Witajcie! >> Chcialbym opisac swoja sytuacje, [...] > > Byles rozrywka w czasie kiedy nie bylo przy niej _Jej Chlopaka_ . W pewien > sposob wykorzystala Ciebie i Twoje uczucia (Ona wiedziala od poczatku, ze > nie bedzie z Toba). Dobrze, ze masz takie podejscie jak opisales ...czyli, > ze przyjoles to co Tobie zakomunikowala bez zgrzytow na klate tj. nie > jestes wkurwiony. Co do bycia "rozrywka" to jakos nie bardzo w to wierze - raczej wydaje mi sie, ze potrafilem jej dac cos czego do tej pory nie miala i nie dostawala (od innych i od swego chlopaka) - cos w rodzaju (mam nadzieje, ze nie zabrzmi to jak przechwalka o mnie, ale myslcie sobie co chcecie - ja wiem i czuje swoje) "romantycznych chwil z romantycznym kochankiem, o ktorych marzy kazda kobieta, by choc raz w zyciu to przezyc i powrocic do szarego zycia, bo takie historie moga sie zdarzyc tylko w bajkach i romantyczni kochankowie nie istnieja i z nimi nie da sie zyc, ale przynajmniej bedzie o czym wspominac w ciezkich chwilach lub wytykac mezowi.chlopakowi, ze taki nie jest". > ...Powiem jesdno nawet jak za jakis czas przyjdzie do ciebie > "nieoczekiwana" zlosc to idz i sie jakos wyzyj. Generalnie ja omijaj z > daleka a napewno niech nie przyjdze Ci do glowy robienie jej jakis swinstw > + odbieranie tego co jej dales materialnego ...poniewaz wszystko co > dostala od Ciebei wynikalo z uczucia jakie zywisz do Tej Dziewczyny. A to, > ze jest w pewien sposob pokretna ...coz takie sa Kobiety ...kokietki > ...trenuja Nas facetow nasza wytrzymalos psychiczna i sa w tym wzgledzie > bezwzgledne. Nie jestem tego typu facetem, ktory sie "msci" i "robi swinstwa" - trzymam sie zasady "nie rob drugiemu co tobie niemile" - jestem z tej 'mniejszosci ludzi na swiecie zyjacych wedlug jakiegos kodeksu, regul i zasad'. Nic materialnego nie odbiore jej, bo dalem jej z czystego serca, a wszystko co chcialem jej jeszcze dac, to wyslalem jej w paczce poczta, bo to mialo byc dla niej i nikt inny miec tego nie moze - wiec albo dla niej albo dla nikogo (dziwne ale prawdziwe, bo taki juz jestem). > > i jeszcze pewien cytat z p.s.p, ktory nie oddaje do konca to co Ciebei > spotaklo ale jest fajnym txtem dla facetow, ktorzy dla lasek nie sa zbyt > silni ;): > > "Mężczyzna jest jak hartowana stal. > Kobiety nas hartują. Wiesz jak? > Rozgrzewają do czerwoności. > Potem napierdalają w nas młotem. > A potem schładzają w lodowatej wodzie. > Aż do momentu gdy stworzą coś nieugiętego." > Wiesz, chcialbym byc tak 'potraktowany' w zwiazku z kobieta (i tak potraktowac kobiete) - kazda ze stron wie czego chce i wie co ma. Bo przezyc ...dziesiat lat z kims to naprawde trzeba sie pokochac i poznac. Wierze w milosc bez klotni, bez sprzeczek, bez cichych dni - zycie mam jedno i chce je przezyc najpiekniej jak mozna. Jak sa problemy - to otwiera sie 'browara' i 'leci z koksem' - bez niedomowien, bez mowienia wszystkiego. Nie na tym ma polegac bycie z kims by sie 'scierac' - to ma byc jak dwa tryby w maszynie - zazebiac sie z kazdym obrotem, by cala maszyneria pracowala. Jesli maja byc nierozwiazane niejasnosci, sprzeczki, klotnie i problemy - to wole byc sam, gdyz sam potrafie zyc i umiem zyc sam - przez zycie chce przejsc "milo" bo mam to jedno cholerne zycie, a czas nie cofa sie niestety. I potrafie poczekac na ta "jedna jedyna" - chocbym czekal i do konca mego zycia... > coz wzieles z sytuacji wszytkie chwile pozytywne ...pocierpisz i ktoregos > dnia Tobie przejdzie. Zyj i rozgladaj sie za innymi. Jesli macie byc > kiedykolwiek razem to Ona sama wroci (tylko ew. sprawdz czy nie wraca bo > sie poklucila z chlopakiem ...wtedy pokaz jej drzwi ...poniewaz jej nie > bedzie chodzilo o powrot do Ciebei tylko bedziesz chwilowa ostoja do > wyplakania sie i wyzalenia ...cos jak w jej mneiemaniu przyjaciel > ...NEDZA!). Taka jak napisalem jesli bedzie chiala byc z Toba to bedzie to > wynikalo tylko od niej. Ty w tym temacie (zeby przyszla) nei mozesz nic > zrobic ...mozesz tylko raczej ja do tego zniechecic (robiac swinstwa). > Fakt - cierpie i jeszcze troszke pocierpie - ale takie jest zycie - nie zawsze wszystko moze sie ukladac po naszej mysli. Jesli bedzie chciala - wroci. Jesli nie zdecyduje sie wrocic, to nie bede walczyl o kogos, kto tak naprawde nie chce byc ze mna - lepiej gdy bede sam niz z kim, kto tak na 100% mnie nie chce. A jesli wroci, to na pewno nie zostanie 'moim przyjacielem', jedynie tylko "albo-albo": albo ja do konca zycia, albo dziekuje. Po prostu poczekam jakis czas... bo zycie toczy sie dalej i jest pelne niespodzianek, a kazdy z nas na pewno spelnia regule, ze "Pamietaj, ze kazdy napotkany czlowiek czegos sie boi, cos kocha i cos stracil" - boje sie niewielu rzeczy, teraz cos stracilem, ale na pewno kogos pokocham. > Generalnie uszanuj Jej decyzje i nie daj sie wciagnac w bycie przyjacielem > (chyba, ze jestes hardkorowcem/masohista jesli chodzi o trzymanie uczucia > w ryzach). > Szanuje decyzje innych i chce by inni szanowali moje decyzje. A przyjacielem - no coz - pracujemy razem, choc daleko, daleko od siebie i na pewno kontakty sluzbowe nie pozwola zapomniec o tym co sie wydarzylo miedzy nami. > PS. Jesli chodzi o roze to nie wnikaj po co ich nie wyrzuciala ...moze > lubi patrzec na "trofeum" pamietac jak ktos sie o Nia staral. I wiesz > dalczego postapila Bardzo nie fair ...poniewaz po piewrsze pozwolila sie > Tobie zadluzyc (sama zaczela kontakt) po drugie przyjela roze a nastepnego > dnia Tobie powiedziala to co juz wiedziala w momencie gdy jej roze > wreczales (decyzji nie podejmuje sie z godziny na godzine ...prawie :)) > Wiem o tym, ze tej decyzji nie podjela 'ot tak' (chociaz nie zaprzeczam, ze sa decyzje, ktore podejmuje sie w ten sposob). Raczej przychylam sie bardziej do tego co napisalem na samym poczatku tego postu pare akapitow wyzej - wydaje mi sie, ze roze beda przez jakis czas przypominac jej 'romantyczne chwile z romantycznym kochankiem, o ktorym marzy kazda kobieta'. I przyjmujac roze wiedziala, ze powie "nie". Ale spelnialem jej marzenia, ze ktos o niej mysli i tak po porstu potrafi przejechac ...dziesiat kilometrow i niespodziewanie wreczyc bukiet roz. Bo marzenia sa po to, by dazyc do spelniania ich, ale by nigdy ich nie spelnic, bo co to za marzenia, ktore da sie zrealizowac - marzenia maja byc jak pojecie granicy w matematyce - osiagalne przy czasie t=nieskonczonosc ;-D A z drugiej strony czuje, ze bala sie pomimo wszystko zaryzykowac ze mna zwiazku na cale zycie. Ze tak naprawde jej decyzja nie byla w 100% jej decyzja - raczej presja srodowiska, rodziny, sytuacji materialnej i spolecznej - 1000 rzeczy, ktore "zakladaly jej klapki na oczy". Ale... czas ucieka - zycie czeka i pozyjemy-zobaczymy.
Re: Co oznaczal jej gest na koniec(?) znajomosci?
Author: Ja
Date: Sun, 09 Jul 2006 18:45
Date: Sun, 09 Jul 2006 18:45
61 lines
4266 bytes
4266 bytes
Użytkownik "al4e" <[_CUT_]alex[_THIS_]@deth.org.pl> napisał w wiadomości news:e8rfs6$35r$1@inews.gazeta.pl... > Użyszkodnik ::Ja:: w module news:e8reu1$9p0$1@atlantis.news.tpi.pl > popelnil(a) nastepujacy błąd > > > [...] > >> Patrzac w tej chwili na inne odpowiedzi (te o czekaniu) bede czekal - >> moze ona zrobi pierwszy krok jesli jednak to cos wiecej dla niej znaczy. > > I tutaj jest IMO Twoj problem. Ty wlasnie nie powinienes czekac! Ty > powinienes zyc wlasnym trybem BEZ NIEJ i CZEKANIA na _cos co moze NIGDY > sie nie zdarzyc!_ Zle odczytales "czekanie". Zyj, jesli kiedykolwiek Ona > przyjdzie do Ciebie to Ty podejmiesz decyzje czy chcesz zaczac z nia. A > moze w miedzyczasie spotaksz kogos innego, z kim lepiej sie bedzie Tobie > ukaladalo ...niegdy niczego nie wiesz. > Masz zupelna racje - o to mi chodzilo z tym czekaniem jak piszesz (jednak slowo pisane czasami nie przenosi wszystkiego co czlowiek chce powiedziec). Bede czekal w sensie "nie przekreslam cie i nie wrzucam do kill-file'a ;-) kazdej odpowiedzi zaadresowanej od 'ona'". Raczej "odpalam ja w watku w tle i czekam" i na pewno nie pozwole, by "zzerala mi zasoby systemowe" i jesli przez jakis czas "bedzie bezproduktywnie zajmowac czas procesora - skilluje watek' :-D Hihi ale zabrzmialo :D informatycznie... I masz znow racje - zycie jest pelne niespodzianek - nigdy sie nie wie co czeka nas jutro, choc czasami ma sie zal i obawy, ze cos sie moze juz nigdy nie powtorzyc i ze to byla jedyna szansa w zyciu. A zycie jest takie krotkie... > Coz sam jestes kowalem wlasnego losu ...i to co i jak zrobisz/zadzialasz > zalezy w wiekszej mierze tylko i wylacznie od Ciebie! Ale wiedz jedno > takie czekanie jakie chcesz sobie zaaplikowac bedzie Ciebie powoli > pograzac i sprowadzac na dno ...prze co do deprechy (jesli slabys z > psycha) stad maly krok ...wiesz dlaczego nie powinienes czekac ...poniewaz > jak sie nei doczekasz to sam sobie bedziesz plul w twarz ,ze straciles > pewien czas swojego zycia sleczac i spogladajac w okno za "swoja > nieistniejaca wymazona Dziewczyna" > j.w. + depresja mi nie grozi - twardy jestem i nie rzucam sie pod pociag albo z bloku z byle powodu - zreszta nie rzucilbym sie z zadnego powodu :-D - to nie moja 'filozofia zycia' i tylko ktos, kto nie potrafi sobie poradzic ze swoimi problemami, to 'siada mu psychika'. Ja jednak jednak bede szukal "swojej wymarzonej dziewczyny" - jesli nie tej, to innej... A czas... a czas bezlitosnie plynie, a chcialbym byc juz z kims... lecz nie za wszelka cene! > Fakty sa takie: > 1. Ona powiedziala Tobie ,ze NIE chce z Toba byc > 2. Ona jest ZARECZONA z kims z Kim chce byc aktualnie > Twoje szanse sa BARDZO male wrecz ich nie masz :) i tak powinienes mysles > IMO raczej. Zajmij sie teraz soba ...jak Ona zajela sie soba i tym jak > chce zyc (z INNYM chlopakiem). j.w. + ale wiesz (a moze nie wiesz) jak to jest "z babami" (przepraszam kobiety) - ich 'tak' znaczy 'nie' 'nie wiem' 'tak', 'nie' znaczy 'nie' 'nie wiem' 'tak', 'nie wiem' znaczy 'nie' 'nie wiem' 'tak' :-D
Re: Co oznaczal jej gest na koniec(?) znajomosci?
Author: michal
Date: Sun, 09 Jul 2006 19:52
Date: Sun, 09 Jul 2006 19:52
47 lines
3489 bytes
3489 bytes
Użytkownik "Ja" napisał w wiadomości > Historia jest piekniejsza niz udalo mi sie to opisac :-) naprawde > przekroczylbym limit wielkosci posta jakbym chcial opisac wszystko co > zrobilem i jak bylo miedzy nami ;-D > I to mimo faktu, ze rozpatrzylem oba wyjscia: ona i on, ona i ja. I pomimo > faktu, ze wyjscie, w ktorym ona nie wybierze mnie bylo bardziej > prawdopodobne (czulem to). Ale w sumie kierowalem sie zasada "Kochaj > gleboko i namietnie. Mozesz byc wprawdzie zraniony, ale to jedyny sposob > zeby zyc pelnia zycia". Ale robilem wszystko, by nie miec sobie do > zarzucenia, ze "nie zrobilem wszystkiego" - mimo ze moglo wydawac sie > glupie, mimo ze koledzy i kolezanki dziwnie na mnie patrzyli, mimo ze > kosztowalo mnie to kupe czasu i kupe pieniedzy. Ale jak to mowia: > "Nadzieja umiera ostatnia". Bardzo mi się podoba Twoja postawa. Szanujesz czyjąś wolę, czyjąś decyzję pomimo, że całym sobą chciałbyś, żeby było inaczej. Ze świecą szukać dzisiaj takich facetów. Drugą Twoją zaletą, jak sądzę, jest to, że nie nakręcasz się na Nią. Że nie mówisz sobie: "Niech no tylko przyjdzie mnie porzepraszać, to jej powiem, co o Niej myślę. Teraz, to niech się.... itd" > I tak do tego sie sklaniam - ze bede czekal. Mi juz nic nie zaszkodzi - > moze byc tylko lepiej. Skoro sie pozegnalem z nia - to tak bede sie tego > trzymal. Jesli ona naprawde cos 'ze mna chce', to na pewno nie wytrzyma > 'tej presji' i odezwie sie. Jesli sie nie odezwie - szanuje jej wole i nie > bede naciskal - zreszta nie taka jest moja 'filozofia zycia' by > kogokolwiek do czegos zmuszac (opisalem to zreszta w odpowiedziach na inne > posty). Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że Ona od chwili, kiedy się rozstaliście, myśli o tym, jak odwrócic sytuację. Pewnie, że mogę się mylić, bo przecież nie znam tego Jej chłopaka i nie wiem, jak ważny on jest dla Niej. Jeżeli uda Ci się tak zrobić, żeby żaden przeciek, żadna informacja (ani od Ciebie, ani od osób trzecich) na temat Twojego stosunku do Niej teraz nie dotarły, to Ona nie wytrzyma i przy pierwszej nadarzającej się okazji (wystarczy jakiś drobny pretekst w jej życiu) będzie chciała wiedzieć, "co jest grane"... I zrobi wszystko, żeby to wiedzieć... Nawiąże z Tobą kontakt. Ale jeśli dowie się tylko, że tęsknisz do Niej, to wszystko się odwlecze na czas nie określony... Takie są kobiety.... Faceci zresztą też... ;) pozdrawiam michał -- Myślę więc jestem. Nie myślę, to znaczy, że mnie głowa boli
Re: Co oznaczal jej gest na koniec(?) znajomosci?
Author: Ja
Date: Sun, 09 Jul 2006 20:07
Date: Sun, 09 Jul 2006 20:07
53 lines
4142 bytes
4142 bytes
Użytkownik "Morderca uczuć" <lubietojak@tlen.pl> napisał w wiadomości news:1152468977.868099.185020@p79g2000cwp.googlegroups.com... >> I tak do tego sie sklaniam - ze bede czekal. Mi juz nic nie zaszkodzi - >> moze >> byc tylko lepiej. Skoro sie pozegnalem z nia - to tak bede sie tego >> trzymal. >> Jesli ona naprawde cos 'ze mna chce', to na pewno nie wytrzyma 'tej >> presji' >> i odezwie sie. Jesli sie nie odezwie - szanuje jej wole i nie bede >> naciskal - zreszta nie taka jest moja 'filozofia zycia' by kogokolwiek do >> czegos zmuszac (opisalem to zreszta w odpowiedziach na inne posty). > >Historia bardzo piękna, ale jesteś zbyt pewny siebie i zarozumiały. >Najpierw okazujesz mądrość i wyrozumiałość (dałeś jej >możliwość wyboru, nie ładowałeś się między wódkę i zakąskę) >a następnie wręczyłeś te białe róże, co było perfidnym >zagraniem, mającym w niej wzbudzić "odpowiednie" emocje. >Można to wybaczyć, zależy Ci to walczysz, tylko nie udawaj teraz >uczciwego świętoszka. Nie - z bialymi rozami to nie tak jak myslisz. To nie mialo byc 'perfidne zagranie' - po prostu w dniu jej urodzin chcialem jej dac taki bukiet. W urodziny pojechalem do niej (ponad 100 km) i mialem nadzieje kupic na miejscu bukiet - jednak okazalo sie, ze zadna z kwiaciarni (obszedlem kilka) nie miala na stanie bialych roz (male miasteczko) - biale roze sa wyjatkowo nietrwale i kwiaciarniom 'to nie biznes' trzymanie niechodliwego i nietrwalego towaru - zwlaszaszcza 24 roz :-) I dalem jej malutki zwykly bukiet trzech zolto-czerwonych roz oraz obiecalem, ze dostanie ode mnie te 24 biale roze nastepnym razem. A poniewaz jej urodziny byly dwa tygodnie temu, wiec nie mialem ani czasu ani mozliwosci ani pieniedzy by przebywac ponownie kilka dni po urodzinach tych 100km by wreczyc jej taki bukiet. Uznalem i taki byl moj plan, ze na "sam koniec" dam jej taki obiecany bukiet. I mozesz to traktowac jako "perfidne zagranie" jednak NIGDY nie myslalem w ten sposob (mozesz mi nie wierzyc). Raczej - teraz tak sie zastanowilem, bo Ty mi to 'wytknales/wytknelas' - raczej po prostu traktowalem to 'jako pomoc' - bo czasami szczesciu trzeba pomoc ;-) - wiesz to na pewno - i raczej liczylem na to, ze w jej statystyce 'ja-on' dostane jakis plusik - rozumiesz mnie choc troszke teraz? >Pracujecie razem. Ciekaw jestem, czy tego nie wykorzystasz... Czuje co masz na mysli, ale wierz mi - nie jestem tego typu czlowiekiem, by wykorzystywac "w ten sposob" - negatywny! - ludzi, miejsca i sytuacje. Nie ranie ludzi, bo sam nie chce byc raniony przez innych. Wierz mi, ze mi rowniez bedzie ciezko wrocic do 'normalnej pracy' z nia. Najprosciej jest gdy "mozna spalic mosty za soba", ale tak sie nie uda tym razem. PS: Widze, ze bylo jakies opoznienie na news.tpi.pl, bo Twoj post na Googlach juz byl oraz na news.gazeta.pl, a ja dalej nie widzialem go na news.tpi.pl wiec nastapilo lekkie opoznienie w odpowiedzi.
Re: Co oznaczal jej gest na koniec(?) znajomosci?
Author: Morderca uczuć
Date: Sun, 09 Jul 2006 21:02
Date: Sun, 09 Jul 2006 21:02
32 lines
2809 bytes
2809 bytes
Ja napisał(a): > raczej po prostu > traktowalem to 'jako pomoc' - bo czasami szczesciu trzeba pomoc ;-) - wiesz > to na pewno - i raczej liczylem na to, ze w jej statystyce 'ja-on' dostane > jakis plusik - rozumiesz mnie choc troszke teraz? Rozumiem i wiem, że Ci wciąż zależy. Wyobrażam sobie jednak jej sytuację. Tamten wrócił, za granicą cały czas o niej myślał, nakupił jej prezentów, spędzili razem fajne chwile. Nie czas teraz na myślenie o niej, lepiej zapomnij o sprawie, pozwól im się rozwijać. Ona mogła zwiększyć dystans do Ciebie. Myślę, że powinieneś odpuścić na bardzo długo, do momentu aż ich związek się rozwienie albo zdechnie. A w tym czasie, jak Ci już pisali, pomyśl o innej dziewczynie... > Czuje co masz na mysli, ale wierz mi - nie jestem tego typu czlowiekiem, by > wykorzystywac "w ten sposob" - negatywny! Negatyw/pozytyw zależy od punktu widzenia. > Wierz mi, ze mi rowniez bedzie ciezko wrocic do 'normalnej pracy' z nia. > Najprosciej jest gdy "mozna spalic mosty za soba", ale tak sie nie uda tym > razem. Ano niestety. Jestem przeciwnikiem romansów w pracy, m.in. z takich powodów, jak Twoja historia. Zawsze później pojawiają się mniejsze lub większe problemy, pytanie "i co dalej...?" > PS: Widze, ze bylo jakies opoznienie na news.tpi.pl, bo Twoj post na > Googlach juz byl oraz na news.gazeta.pl, Nie znam się, korzystam tylko z googla ;)
Re: Co oznaczal jej gest na koniec(?) znajomosci?
Author: Ja
Date: Sun, 09 Jul 2006 21:14
Date: Sun, 09 Jul 2006 21:14
68 lines
5149 bytes
5149 bytes
Użytkownik "michal" <6michal9@gazeta.pl> napisał w wiadomości news:44b1560f$0$22587$f69f905@mamut2.aster.pl... > > Użytkownik "Ja" napisał w wiadomości > >> Historia jest piekniejsza niz udalo mi sie to opisac :-) naprawde >> przekroczylbym limit wielkosci posta jakbym chcial opisac wszystko co >> zrobilem i jak bylo miedzy nami ;-D I to mimo faktu, ze rozpatrzylem oba >> wyjscia: ona i on, ona i ja. I pomimo faktu, ze wyjscie, w ktorym ona nie >> wybierze mnie bylo bardziej prawdopodobne (czulem to). Ale w sumie >> kierowalem sie zasada "Kochaj gleboko i namietnie. Mozesz byc wprawdzie >> zraniony, ale to jedyny sposob zeby zyc pelnia zycia". Ale robilem >> wszystko, by nie miec sobie do zarzucenia, ze "nie zrobilem >> wszystkiego" - mimo ze moglo wydawac sie glupie, mimo ze koledzy i >> kolezanki dziwnie na mnie patrzyli, mimo ze kosztowalo mnie to kupe czasu >> i kupe pieniedzy. Ale jak to mowia: "Nadzieja umiera ostatnia". > > >Bardzo mi się podoba Twoja postawa. Szanujesz czyjąś wolę, czyjąś decyzję >pomimo, że całym sobą chciałbyś, żeby było inaczej. Ze świecą szukać >dzisiaj takich facetów. Drugą Twoją zaletą, jak sądzę, jest to, że nie >nakręcasz się na Nią. Że nie mówisz sobie: "Niech no tylko przyjdzie mnie >porzepraszać, to jej powiem, co o Niej myślę. Teraz, to niech się.... itd" Bardzo pieknie to ujales: "ja naprawde calym soba chce by bylo inaczej". Na pewno na nikim sie nie bede mscil, a zwlaszcza na kims, kto tak wiele znaczyl w moim zyciu, na kims kogo kocham nawet teraz. Nie jestem tego typu czlowiekiem, ktory "robi na zlosc komus", tylko dlatego, ze ten ktos nie robi czegos po mojej mysli. Jak to ktos madry napisal i zaspiewal: "Bo do tanga trzeba dwojga zgodnych cial i chetnych serc" - ja w moim tangu chce miec kogos 'zgodnego ze mna', a z drugiej strony nie chce tanczyc na sile, bo wtedy to nie jest taniec - raczej pograzanie sie w czyms bez przyszlosci. >> I tak do tego sie sklaniam - ze bede czekal. Mi juz nic nie zaszkodzi - >> moze byc tylko lepiej. Skoro sie pozegnalem z nia - to tak bede sie tego >> trzymal. Jesli ona naprawde cos 'ze mna chce', to na pewno nie wytrzyma >> 'tej presji' i odezwie sie. Jesli sie nie odezwie - szanuje jej wole i >> nie bede naciskal - zreszta nie taka jest moja 'filozofia zycia' by >> kogokolwiek do czegos zmuszac (opisalem to zreszta w odpowiedziach na >> inne posty). > > >Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że Ona od chwili, kiedy się rozstaliście, >myśli o tym, jak odwrócic sytuację. Pewnie, że mogę się mylić, bo przecież >nie znam tego Jej chłopaka i nie wiem, jak ważny on jest dla Niej. Jeżeli >uda Ci się tak zrobić, żeby żaden przeciek, żadna informacja (ani od >Ciebie, ani od osób trzecich) na temat Twojego stosunku do Niej teraz nie >dotarły, to Ona nie wytrzyma i przy pierwszej nadarzającej się okazji >(wystarczy jakiś drobny pretekst w jej życiu) będzie chciała wiedzieć, "co >jest grane"... I zrobi wszystko, żeby to wiedzieć... Nawiąże z Tobą >kontakt. Ale jeśli dowie się tylko, że tęsknisz do Niej, to wszystko się >odwlecze na czas nie określony... Takie są kobiety.... Faceci zresztą >też... ;) Zrobie wszystko, by powrocic do normalnych 'sluzbowych' stosunkow, choc na pewno nie bedzie to latwe. Na pewno tez nie bede wspominal jej co teraz czuje ani co planuje w przyszlosci. Z jednej strony skoro skonczyl sie pewien rozdzial w 'naszej wspolnej bytnosci' i jesli ona naprawde nie wybrala mnie tylko jego, to na pewno bedzie latwiej nie wspominac tego co bylo - jak pisalem "spalone mosty to najlepszy w zyciu start". A z drugiej strony to ona dalej decyduje co chce w swoim zyciu robic - i to do niej bedzie nalezal kolejny (o ile wogole go zrobi) krok. A tak teraz to juz zaczynam myslec po kobiecemu: "i chcialbym i boje sie". Sam juz nie wiem. Nowy dzien przyniesie nowe odpowiedzi, ale tez nowe pytania.
Re: Co oznaczal jej gest na koniec(?) znajomosci?
Author: Monter
Date: Sun, 09 Jul 2006 23:02
Date: Sun, 09 Jul 2006 23:02
9 lines
1487 bytes
1487 bytes
> Nowy dzien przyniesie nowe odpowiedzi, ale tez nowe pytania. To prawda. I tak generalnie jak czytam Twoje zasady i kodeks jakim sie kierujesz, morda mi sie smieje, bo widze, ze jednak nie jestem swirem, ze sa ludzie na tym swiecie, ktorzy maja cos w glowie, jakis kodeks etyczny. Mam go i ja, i wiem, ze to czesto 'ciezar', czasem tez inni pukaja sie wymownie w glowe ;) No ale to juz Ich problem :) Pozdrawiam
Re: Co oznaczal jej gest na koniec(?) znajomosci?
Author: Marcin .
Date: Tue, 11 Jul 2006 09:33
Date: Tue, 11 Jul 2006 09:33
10 lines
1516 bytes
1516 bytes
Użytkownik "Ja" <jatyonona@o2.pl> napisał w wiadomości news:e8risa$kni$1@atlantis.news.tpi.pl... > Raczej "odpalam ja w watku w tle i czekam" i na pewno nie pozwole, by > "zzerala mi zasoby systemowe" i jesli przez jakis czas "bedzie > bezproduktywnie zajmowac czas procesora - skilluje watek' :-D Hihi ale > zabrzmialo :D informatycznie... Dobre ;)
Re: Co oznaczal jej gest na koniec(?) znajomosci?
Author: Marcin .
Date: Tue, 11 Jul 2006 09:34
Date: Tue, 11 Jul 2006 09:34
28 lines
2213 bytes
2213 bytes
Użytkownik "Ja" <jatyonona@o2.pl> napisał w wiadomości news:e8r5ld$7ue$1@nemesis.news.tpi.pl... > Dziekuje z gory za odpowiedzi! Wzruszająca historia. Wiem, że w fakcie iż nie wyrzuciła róż, chcesz widzieć więcej niż powinieneś... W chwili kiedy dzwoniła i mówiła "przepraszam za wszystko co Ci zrobiłam", emocje i cały dramatyzm zapewne stały na bardzo wysokim poziomie... Tak więc jak powiedziałeś, żeby wyrzuciła róże, naturalnym było takie potoczenie się rozmowy i jej deklaracja, że ich nie wyrzuci, itd. Nie potrafiła milczeć, musiała powiedzieć, że nie wyrzuci, bo wiele dla niej znaczą. Nie ma co analizować i interpretować jej słów w sposób tak poetycki... Z pewnością znaczyłeś (znaczysz) dla niej wiele, a więc te róże także. Jak sądzę oboje jesteście romantyczni i sentymentalni, więc i cała historia taka: zapach perfum, róże, które winny kwitnąć wiecznie... Jeśli było Wam tak dobrze, to nie wiem dlaczego zadecydowała tak, a nie inaczej. I choć to bardzo trudne, to nie narzucaj się teraz... Przyjmij jej decyzję. Aczkolwiek nie jest powiedziane, że jej nie zmieni.
Re: Co oznaczal jej gest na koniec(?) znajomosci?
Author: Piotrek
Date: Tue, 11 Jul 2006 20:58
Date: Tue, 11 Jul 2006 20:58
4 lines
1122 bytes
1122 bytes
a jakie to ma znaczenie? bylo ja podupczyc i tyle:) nie bardzo tez rozumiem dlaczego to ona miala o wszystkim decydowac, nie badz cipka, zajmij sie czyms pozytecznym zamiast rozmyslac
Re: Co oznaczal jej gest na koniec(?) znajomosci?
Author: Piotrek
Date: Thu, 13 Jul 2006 11:04
Date: Thu, 13 Jul 2006 11:04
2 lines
1147 bytes
1147 bytes
pewnosc siebie? gdzie? przeciez ja tu widze desperacje - "ta i zadna inna"
Re: Co oznaczal jej gest na koniec(?) znajomosci?
Author: nerka
Date: Sat, 15 Jul 2006 12:18
Date: Sat, 15 Jul 2006 12:18
34 lines
2590 bytes
2590 bytes
Ja napisał: >.....Licze na szczere odpowiedzi - szczegolnie od dziewczyn >i kobiet -wy na pewno najlepiej wiecie. > Trudno mi jako chlopakowi, mezczyznie zrozumiec niektore zawilosc > kobiet choc bardzo sie staram. Nie chce z jednej strony "zmusic" jej > do pokochania mnie i zameczac ja pytaniami "dlaczego on a nie ja", bo > skoro wybrala, to wie dlaczego wybrala tak a nie inaczej. Ale z > drugiej strony nie chce tez (ze tak powiem) ZWLASZCZA przez "kobiece > zawilosc w logice i mysleniu" (i wynikajacy z tego moj brak > zadzialania, za moja 'biernosc' w takiej chwili) stracic cos, co jest > najpiekniejsze w moim zyciu i w co wierze gleboko byloby > najcudowniejsze do konca mojego zycia. Nie łudź sie..ona nie wróci. Przemawia Toba,nawet teraz wielkie uczucie... szkoda ,że takiego uczuciowego,porządnego faceta spotkała taka historia.... Chciałeś szczerze..bedzie szczerze... przykre to troche,ale sa ludzie,którzy nie radza sobie z rozłąką, związkami na odległośc itp.Jeśli chodzi o kobiety to brakuje im bliskosci,czułości,zainteresowania itp. Poprostu posłuzyłeś za przytulankę...sory ,ale inaczej nie da sie tego okreslić...zapełniłeś jej samotne,smutne i monotonne dni... ona ceni Cie za to,za wspomnienia,piekne,wspólne chwile ,chce je zapamietac...stad te róże.. Nie możesz jej za to potępiac. Słabość jest zupełnie ludzka.Zajmij sie czymś,bo masz za duzo czasu na myslenie..zaczynasz doprawiać znaczenie,ubarwiać i żyć tym czego już nie ma i nie bedzie a może i nigdy nie było. Pozdrawiam ------------------- nerka
Re: Co oznaczal jej gest na koniec(?) znajomosci?
Author: Monter
Date: Sat, 15 Jul 2006 12:46
Date: Sat, 15 Jul 2006 12:46
19 lines
1752 bytes
1752 bytes
> Nie łudź sie..ona nie wróci. > Przemawia Toba,nawet teraz wielkie uczucie... > szkoda ,że takiego uczuciowego,porządnego faceta > spotkała taka historia.... Wroci czy nie - trudno wyrokowac. Swiat nie jest az tak wielki i zdarzaja sie rozne sytuacje. Ale racja, ze zlym rozwiazaniem jest dorabiac sobie ideologie do wlasnych ... marzen? Tak to chyba wypadaloby nazwac ;) > przykre to troche,ale sa ludzie,którzy nie radza sobie z rozłąką, > związkami na odległośc itp.Jeśli chodzi o kobiety to brakuje > im bliskosci,czułości,zainteresowania itp. To prawda. W moim przypadku wlasnie o to poszlo, bo dziewczyna jest z innego miasta. No coz... Jak to ktos kiedys ladnie powiedzial: nie nalezy rozpaczac za tym, czego nie bylo, tylko cieszyc, tym co nas spotkalo :) Pzdr
Re: Co oznaczal jej gest na koniec(?) znajomosci?
Author: Piotrek
Date: Sat, 15 Jul 2006 14:46
Date: Sat, 15 Jul 2006 14:46
1 lines
1035 bytes
1035 bytes
masz racje, to typowy nice guy a tacy najczesciej poruchaja ......
Re: Co oznaczal jej gest na koniec(?) znajomosci?
Author: nerka
Date: Mon, 17 Jul 2006 13:06
Date: Mon, 17 Jul 2006 13:06
49 lines
3179 bytes
3179 bytes
Monter napisał: >> Nie łudź sie..ona nie wróci. > Wroci czy nie - trudno wyrokowac. Swiat nie jest az tak wielki i > zdarzaja sie rozne sytuacje. Tak..świat nie jest taaaki wielki i dla chcącego nic trudnego... ale najpierw trzeba chcieć... Jej rycerz juz wrócił z dalekich wojaży,czekała na niego i nareszcie jest..czemu ma patrzeć wstecz, obarczać się jakąś odpowiedzialnościa za to co się stało,zadręczać się?...by wracać tylko do substytutu tego, co przynosiło jej szczęście..teraz już je ma przy sobie.więc po co? Myślę ,że ona tego nie rozpamietuje,a w głowie nie pląta się wcale mysl o jakichkolwiek wyborach. >Ale racja, ze zlym rozwiazaniem jest > dorabiac sobie ideologie do wlasnych ... marzen? Tak to chyba > wypadaloby nazwac ;) ach te marzenia... zakochany czlowiek zobaczy zawsze coś czego nie ma,albo znajdzie solidne wytłumaczenie :)a życie jest zbyt krótkie by trwać tylko we wspomnieniach i wymyślonych obrazach...lepsze jedno solidne uderzenie niz tysiace małych kłujacych wciąż igiełek żalu i smutku. >> przykre to troche,ale sa ludzie,którzy nie radza sobie z rozłąką, >> związkami na odległośc itp.Jeśli chodzi o kobiety to brakuje >> im bliskosci,czułości,zainteresowania itp. > To prawda. W moim przypadku wlasnie o to poszlo, bo dziewczyna jest z > innego miasta. No coz... Cóż...teoretycznie takie związki maja sens i szanse, ale wymagaja wiele poswięcenia,chęci,siły,wiary ,zaufania itd. Zabójstwem dla jakichkolwiek relacji miedzy ludzmi jest przesyt soba...moze w tych związkach na odległosc jest na to recepta..ludzie wciąż się odkrywaja na nowo,nigdy sie soba nie znudza i moze te przyzwyczajenia jakie ma w sobie kazdy z nas nie sa wtedy dla drugiej strony aż tak irytujące...ale to b. trudna rzecz umieć utrzymać taki związek,nie ulega watpliwosci. > Jak to ktos kiedys ladnie powiedzial: nie nalezy rozpaczac za tym, > czego nie bylo, tylko cieszyc, tym co nas spotkalo :) Byle nie za długo cieszyć się jednym tym samym... bo to chyba na psychike niezbyt zdrowo;) Pozdrawiam ------------------- nerka
Re: Co oznaczal jej gest na koniec(?) znajomosci?
Author: iosellin
Date: Sun, 30 Jul 2006 00:34
Date: Sun, 30 Jul 2006 00:34
11 lines
1210 bytes
1210 bytes
jako baba powiem, ze osobiscie nie wyrzucilabym bukietu, gdyz najzwyczajniej w swiecie byloby mi szkoda bogu ducha winnych kwiatkow. Nie wyrzucilabym kwiatkow nawet przyslanych przez najgorszego wroga, no bo co one winne i czemu maja gnic w smietniku dlatego, ze akurat kupil je ten a nie inny. :P pzdr., ios. -- Wysłano z serwisu Usenet w portalu Gazeta.pl -> http://www.gazeta.pl/usenet/
Thread Navigation
This is a paginated view of messages in the thread with full content displayed inline.
Messages are displayed in chronological order, with the original post highlighted in green.
Use pagination controls to navigate through all messages in large threads.
Back to All Threads