🚀 go-pugleaf

RetroBBS NetNews Server

Inspired by RockSolid Light RIP Retro Guy

31 total messages Started by Wojciech "Spook" Sura Sun, 29 Jul 2007 15:48
Wracam ;]
#15983
Author: Wojciech "Spook" Sura
Date: Sun, 29 Jul 2007 15:48
18 lines
1535 bytes
Hej :)

Po prawie półrocznej przerwie twardo wracam do jazd :)

Tym razem w wałbrzyskim PSO Książ. Dziś po pierwszej jeździe na skarogniadej 
Chochli - świetna klacz, tylko ma bardzo skaczący galop :)

Mięśnie do kitu, zero trzymania się kolanami w połowie jazdy, czeka mnie 
sporo ćwiczeń :(

Pozdrawiam -- Spook.

-- 
! ._______. Warning: Lucida Console sig!    //)    !
! || spk ||    www.spook.freshsite.pl      / _ """*!
! ||_____||        spook at op.pl         / '  | ""!
! |  ___  |   tlen: spoko_ws gg:1290136  /. __/"\ '!
! |_|[]_|_|  May the SOURCE be with you! \/)     \ ! 
Re: Wracam ;]
#15984
Author: Ewa
Date: Sun, 29 Jul 2007 18:50
9 lines
1293 bytes
On 29 Lip, 17:48, "Wojciech \"Spook\" Sura"
<spook.no@unwanted_mail.op.pl> wrote:
> Hej :)
>
> Po prawie półrocznej przerwie twardo wracam do jazd :)

 No to gratulacje.

 Ewa
Re: Wracam ;]
#15985
Author: Tomator
Date: Sun, 29 Jul 2007 21:22
11 lines
1296 bytes
Użytkownik "Wojciech "Spook" Sura" :

> Po prawie półrocznej przerwie twardo wracam do jazd :)
>
> Tym razem w wałbrzyskim PSO Książ. Dziś po pierwszej jeździe na 
> skarogniadej Chochli - świetna klacz, tylko ma bardzo skaczący galop :)
>
> Mięśnie do kitu, zero trzymania się kolanami w połowie jazdy, czeka mnie 
> sporo ćwiczeń :(

Ja tam się w ogóle nie trzymam kolanami, więc problem mam z głowy :oD 
Re: Wracam ;]
#15986
Author: Wojciech "Spook" Sura
Date: Sun, 29 Jul 2007 22:05
18 lines
1703 bytes
Tomator wrote:
> Ja tam się w ogóle nie trzymam kolanami, więc problem mam z głowy :oD

No ja na tej jeździe się nie trzymałem ;] Klacz była kochana, ale miała 
bardzo skaczący galop i do tej pory czuję coś w klatce piersiowej, tak mnie 
wytrzęsła :)

Gorzej było z wysiadywanym, póki się trzymałem, to pracowałem biodrami, 
potem to już była... porażka (wybacz, Chochlo ;])

Pozdrawiam -- Spook.

-- 
! ._______. Warning: Lucida Console sig!    //)    !
! || spk ||    www.spook.freshsite.pl      / _ """*!
! ||_____||        spook at op.pl         / '  | ""!
! |  ___  |   tlen: spoko_ws gg:1290136  /. __/"\ '!
! |_|[]_|_|  May the SOURCE be with you! \/)     \ ! 
Re: Wracam ;]
#15987
Author: Tomator
Date: Fri, 03 Aug 2007 08:15
13 lines
1616 bytes
Użytkownik "Wojciech "Spook" Sura":


> Gorzej było z wysiadywanym, póki się trzymałem, to pracowałem biodrami, 
> potem to już była... porażka (wybacz, Chochlo ;])

Chochla ma wiecej do wybaczania temu, co jej takie imę nadał.
Jeśli trzymasz sie kolanami, to nie rozluźnisz bioder. Wtedy albo musisz 
nimi pracować, albo cierpieć. Kiedy się naprawde rozluźnisz, to trzymać się 
niczym nie musisz, a twoimi biodrami rusza koń, więc masz chwilę odpoczynku. 
Zresztą - jeżeli wsiadasz dla relaksu, to po cholerę jeździć ćwiczebnym? W 
szkółce to rozumiem, na czworoboku - rozumiem, ale dla zabawy katują się 
tylko masochiści. Koń tez woli anglezowanie. 
Re: Wracam ;]
#15988
Author: Wojciech "Spook" Sura
Date: Fri, 03 Aug 2007 18:19
54 lines
3427 bytes
Tomator wrote:
> Chochla ma wiecej do wybaczania temu, co jej takie imę nadał.

Słyszałem inną historię: podobno kiedyś w stadninie jedna z klaczy miała 
tyle dzieci, że zaczynało brakować imion na "Ż". Stąd jedna z jej córek 
dostała imię... Żenada.

Sędziowie, którzy oglądali źrebaki podobno się za głowę złapali :)

> Jeśli trzymasz sie kolanami, to nie rozluźnisz bioder. Wtedy albo
> musisz nimi pracować, albo cierpieć.

Ok, ale jeśli nie trzymam się kolanami, to w jaki sposób łapać równowagę w 
siodle? Abstrahując już oczywiście od sytuacji, gdy koń się spłoszy, stanie 
dęba lub poniesie.

> Kiedy się naprawde rozluźnisz,
> to trzymać się niczym nie musisz, a twoimi biodrami rusza koń, więc
> masz chwilę odpoczynku.

Hmm, brzmi nieźle, ale nie umiem w ten sposób jeszcze jeździć, zawsze mnie 
uczono trzymania się kolanami. Może obecny instruktor trochę nade mną 
popracuje?

Nawiasem mówiąc, taka dygresja: kiedyś miałem okazję jechać na koniu, który 
miał wadę chodu: chodził inochodem zamiast stępa (nie umiał chodzić stępa). 
Wtedy to ruszanie biodrami przez konia nabrało zupełnie nowego znaczenia, 
jeździło się jak na balecie ;)

> Zresztą - jeżeli wsiadasz dla relaksu, to po
> cholerę jeździć ćwiczebnym? W szkółce to rozumiem, na czworoboku -
> rozumiem, ale dla zabawy katują się tylko masochiści. Koń tez woli
> anglezowanie.

Wiesz; poszedłem na pierwszą jazdę po prostu się rozruszać. Na następnej mam 
zamiar explicite poprosić instruktora żeby mnie zjeżdżał za wszystkie błędy 
dosiadu, które robię, dawno nie jeździłem i dosiad strasznie mi się popsuł 
(a i tak zawsze był dosyć daleki od ideału :)).

Nie mam i nigdy nie miałem żadnych ambicji na konkursy, ale z drugiej strony 
uważam, że skoro jeżdżę, to już niech jeżdżę poprawnie a nie wożę cztery 
litery w siodle ;]

Pojutrze druga jazda, nikt nie pisze na grupę, to nie omieszkam się 
podzielić wrażeniami :)

Pozdrawiam -- Spook.

-- 
! ._______. Warning: Lucida Console sig!    //)    !
! || spk ||    www.spook.freshsite.pl      / _ """*!
! ||_____||        spook at op.pl         / '  | ""!
! |  ___  |   tlen: spoko_ws gg:1290136  /. __/"\ '!
! |_|[]_|_|  May the SOURCE be with you! \/)     \ ! 
Re: Wracam ;]
#15989
Author: Tomator
Date: Sun, 05 Aug 2007 15:30
94 lines
6104 bytes
Użytkownik "Wojciech "Spook" Sura":

> Słyszałem inną historię: podobno kiedyś w stadninie jedna z klaczy miała 
> tyle dzieci, że zaczynało brakować imion na "Ż". Stąd jedna z jej córek 
> dostała imię... Żenada.
>
> Sędziowie, którzy oglądali źrebaki podobno się za głowę złapali :)

Prawie jak "Żaneta". A to imię już nie takie złe... ;o)

> Ok, ale jeśli nie trzymam się kolanami, to w jaki sposób łapać równowagę w 
> siodle?

Gdybym ci powiedział, żebyś nie podpierał się nogami jadąc na rowerze, też 
zadawałbyś takie pytania? Tak naprawdę, to dużo trudniej utrzymać równowagę, 
gdy trzymasz się kolanami. Po przecież qń jest spadzisty na boki, 
przynajmniej w miejscu, gdzie masz kolana. Czym bardziej ściśniesz kolana, 
tym wyżej będą uciekały. Wreszcie masz tabilność jak jajko Kolumba ;o)

> Abstrahując już oczywiście od sytuacji, gdy koń się spłoszy, stanie dęba 
> lub poniesie.

Wtedy wiadomo, trochę trzeba popracować.

Ale klucz do pewnego i bezpiecznego dosiadu leży w rozluźnieniu. Wyciągasz 
nogi w dół, do samej trawy. Zaczynając od uda (nie od pięt, na piętach się 
kończy). Obniżasz swój środek ciężkości, znajdujesz oparcie na strzemionach, 
które są dużo niżej, niż zazwyczaj się jeździ trzymając kolanami (łatwo do 
nich dosięgnąć, gdy kolana nie uciakają do nieba). Jeżeli ktoś "zadziera 
piętę" to najczęściej wynika to właśnie z faktu trzymania się kolanami i 
ucieczki tychże. W ślad za nimi pięty przesuwają się także do góry, a 
wówczas jedynym sposobem na zachowanie kontaktu ze strzemieniem jest 
wyciągnięcie w dół palców. Czym wyżej kolana, pięty i strzemiona, tym bliżej 
szczytu siedzisz i mniej energii potrzeba, abyś przez ten szczyt w jedną lub 
drugą stronę przeleciał.

Gdy nogi wygiągniesz w dół, uda same przylgną do konia. Gdy nie będziesz ich 
przyciskać, zachowasz swobodę miednicy. Ta jest, niestety, połączona z udami 
nie tylko stawami biodrowymi ale też mięśniami, w tym przywodzicielami ud. 
Gdy napniesz przywodziciele, aby przytrzymać się kolanami, zablokujesz ten 
biodrowy zawias, powodując usztywnienie całego ciała i ogólną telepkę. To 
oczywiście ma też wpływ na konia, któremu nie jest wygodnie z takim 
niezamortyzowanym sztywniakiem na grzbiecie i sam się chroni poprzez 
usztywnienie grzbietu, nóg i skrócenie chodu. Skutkiem tego są "kwadratowe" 
chody, których wysiedzenie staje się mniej przyjemne i trudniejsze, a to 
bardziej skłania do trzymania się wszystkim czym można, żeby chociaż udawać, 
że się to wysiaduje.

Aby palce nie odstawały za bardzo od konia, nie wykręcaj nogi w kostce. Jest 
to nie tylko bolesne i niewygodne, ale też powodować będzie usztywnienie 
reszty ciała. Aby skierować palce do konia, należy wykręcić do wewnątrz udo 
w stawie biodrowym. Bez przesady oczywiście, stopa nie musi być równoległa 
do konia. Ale pamiętaj przy tym, aby za pomocą mięśni pośladkowych 
(głębokich, nie dużych) wypychać kolano wzdłuż konia w tył, w srtonę tylnego 
kopyta. To pozwala utrzymać je we właściwej pozycji.

Kiedy dół będzie dobrze siedzieć, połączenie miednicy z kręgosłupem także 
się rozluźni i będziesz mógł jechać kłusem wysiadywanym całkiem znośnie. 
Ackolwiek zależy to też od chodu konia - jeżeli będzie choć trochę zebrany, 
będzie to dużo łatwiejsze. Niestety, oczekiwanie zebrania od konia 
szkółkowego to jak liczyć na deszcz na Saharze. Ale ponoć czasem tam 
pada....

>> Kiedy się naprawde rozluźnisz,
>> to trzymać się niczym nie musisz, a twoimi biodrami rusza koń, więc
>> masz chwilę odpoczynku.
>
> Hmm, brzmi nieźle, ale nie umiem w ten sposób jeszcze jeździć, zawsze mnie 
> uczono trzymania się kolanami. Może obecny instruktor trochę nade mną 
> popracuje?

Może, jeżeli wie o co chodzi. Niestey, nawet nasi tutejsi ujeżdzeniowcy (nie 
wymienię nazwy klubu, choć jest znany) są nauczenie trzymania się kolanami. 
Wszystko im skacze, ale że skutecznie się trzymają, to wygląda jakby 
siedzieli. Masakra się robi, gdy z takim sztywnym dosiadem (i koniem przy 
okazji) próbują coś zrobić. Producenci wypinaczy, batów i ostróg zbijają na 
tym majątek.


> Nie mam i nigdy nie miałem żadnych ambicji na konkursy, ale z drugiej 
> strony uważam, że skoro jeżdżę, to już niech jeżdżę poprawnie a nie wożę 
> cztery litery w siodle ;]

Dokładnie. Zresztą moim zdaniem ci, którzy startując w klasie L noszą nos w 
chmurach i uważają się za sportowców są w błędzie. Klasa L to jeszcze 
rekreacja i na zawody L rekreanci z Niemiec jeżdża całkiem często jako 
zawodnicy. Po prostu jest to całkiem fajna zabawa - ale tam mają zawody kl. 
L i LL co dwa tygodnie, a nie, jak u nas, trzy razy w roku na całe 
województwo.

> Pojutrze druga jazda, nikt nie pisze na grupę, to nie omieszkam się 
> podzielić wrażeniami :)

3M się grzywy :o) 
Re: Wracam ;]
#15990
Author: Wojciech "Spook" Sura
Date: Sun, 05 Aug 2007 20:30
58 lines
4472 bytes
No, to jazda druga - zakwasy minimalne, z kolei pachwiny lekko nadwyrężone 
po potknięciu się klaczy. Ale siedzę sobie, cały pachnący konikami - czyli 
pełna (moi rodzice: prawie pełna) radocha :) Tym niemniej, rodzice są już 
nauczeni, że koniki PACHNĄ :) Ale musiałem mamie przypomnieć, że "stadnina" 
jest również jednostką czasu ("kiedy wrócisz do domu?").

Co do jazdy: sporo sobie przypomniałem, ale wiem też, że sporo do poprawki: 
moje nieszczęsne usztywnianie się, garbienie (zamiast łopatek razem), 
niewłaściwy półsiad (za bardzo położony do przodu - klacz potknęła się na 
belkach i mało co z siodła nie wyleciałem), nadal nieprzyzwyczajone mięśnie 
i tak dalej. Będzie sporo pracy, ale tak ma być :)

Przyznam szczerze, że sporo dają efekty: po pierwszym przejściu przez belki, 
i przy moim niewłaściwym półsiadzie, klacz potrąciła dwie, a o trzecią się 
potknęła i mało co nie wylądowaliśmy na ziemi. Instruktor zareagował, 
poprawił mnie i za drugim razem, przy poprawnym półsiadzie klacz nie 
dotknęła ani jednej belki. Ile w tym mojej "zasługi" nie wiem, ale łatwiej 
się czegokolwiek uczy, gdy szybko widać efekty - taka mała refleksja. Po raz 
wtóry przepraszam Chochlę - ale zaręczam, że jest to pozostałość po czasie, 
gdy chodziłem na jazdy podczas których nie było kompletnie instruktażu - 
może poza "pięty w dół" i "wyprostuj plecy", więc nie ma w tym mojej złej 
woli ;)

Najzabawniejsze jest to, że sporo rzeczy weszło w nawyk. Ot - choćby proste 
anglezowanie na prawidłową nogę: zapytany nie będąc w siodle zachodziłbym w 
głowę, czy anglezuje się poprawnie na zewnętrzną czy na wewnętrzną. A dziś 
zakłusowałem, zerknąłem na łopatki konia - o, nieprawidłowa - odczekałem 
takt i zacząłem odruchowo anglezować poprawnie.

Podobnie wydawało mi się, że na ujeżdżalni mijają się zawsze lewe ręce - po 
jednej mijance młoda amazonka skarciła mnie, że prawe, więc zrzuciłem moją 
niewiedzę na karb długiej przerwy i zacząłem mijać się po prawej. Ale dziś 
instruktor poprawił mnie, że jednak mijają się lewe - więc chyba kolejny 
nawyk, który wszedł "w krew", prawda? :)

Co do stadniny, to jedyny "mały" hardcore jest taki, że jeździmy na 
klaczach, które mają młode źrebole - ssące jeszcze mleko matek. Całe 
czyszczenie, ubieranie i rozbieranie koni jest zatem o tyle ciekawsze, że 
trzeba cały czas uważać, czy gdzieś w okolicy nie ma ciekawskich zębów lub 
zadu, które to są cały czas ciekawe sprawdzić, jak wysoko ktoś może 
podskoczyć (lub jak daleko polecieć). Próba rozebrania klaczy przy maluchu, 
który właśnie ssie mleko jest również ciekawym wyzwaniem - dziś go nie 
podjąłem, poczekałem aż maluch skończy i dopiero wtedy rozebrałem konia 
(całe szczęście, klacz była bardzo spokojniutka)

Poza samą jazdą jestem zauroczony klimatem PSO "Książ". Polecam serdecznie 
każdemu, kto pojawi się w okolicy - bardzo dobry instruktor (serio!), dużo 
koni przeznaczonych do rekreacyji i ten nieziemski klimat Książa - kto był, 
ten wie.

Pozdrawiam -- Spook.

-- 
! ._______. Warning: Lucida Console sig!    //)    !
! || spk ||    www.spook.freshsite.pl      / _ """*!
! ||_____||        spook at op.pl         / '  | ""!
! |  ___  |   tlen: spoko_ws gg:1290136  /. __/"\ '!
! |_|[]_|_|  May the SOURCE be with you! \/)     \ ! 
Re: Wracam ;]
#15995
Author: Wojciech "Spook" Sura
Date: Sun, 05 Aug 2007 21:15
13 lines
1473 bytes
Wojciech "Spook" Sura wrote:
> instruktor (serio!), dużo koni przeznaczonych do rekreacyji i ten

Auto-ort (mishit): oczywiście rekreacji (lub archaicznie: rekreacyi)

Pozdrawiam -- Spook.

-- 
! ._______. Warning: Lucida Console sig!    //)    !
! || spk ||    www.spook.freshsite.pl      / _ """*!
! ||_____||        spook at op.pl         / '  | ""!
! |  ___  |   tlen: spoko_ws gg:1290136  /. __/"\ '!
! |_|[]_|_|  May the SOURCE be with you! \/)     \ ! 
Re: Wracam ;]
#15993
Author: Ewa
Date: Mon, 06 Aug 2007 11:58
15 lines
1703 bytes
On 6 Sie, 10:15, "Wojciech \"Spook\" Sura"
<spook.no@unwanted_mail.op.pl
> >  Serdecznie dziękujemy za sprawozdanie. Czekamy na komentarz ( Czyj?
> > Chyba wiadomo.)
>
> Ironia zamierzona, czy jestem przewrażliwiony?

 Przewrażliwiony ( choć ironizować lubię. Czasem wbrew sobie). W tym
wypadku nie miało to miejsca. Bardzo lubię czytać komentarze Tomatora.
Po jego naukach aż ma się chęć wleźć na konia i stosować. A Ty
udzielanie tych rad prowokujesz.

 Pozdrawiam

 Ewa
Re: Wracam ;]
#15994
Author: Tomator
Date: Sun, 12 Aug 2007 16:54
13 lines
1642 bytes
Użytkownik "Ewa":

> Bardzo lubię czytać komentarze Tomatora.
> Po jego naukach aż ma się chęć wleźć na konia i stosować.

Niestety, tym razem nie będzie wymądrzania. Poprawiony dosiad i lepsze 
efekty na drągach sugerują, że jeśli się koniowi nie przeszkadza, wszystko 
idzie lepiej. Nawet lekarze wiedzą, że primum non nocere ;o)

W Książu niestety nigdy nie byłem, może kiedyś uda mi się tam zawitać. Po 
tym znanym stadzie ogierów nie należy spodziewać się uprawiania i uczenia 
pornografii jeździeckiej, więc myślę, że Wojtek może być przy nadziei, że 
jest w dobrych rękach. 
Re: Wracam ;]
#15996
Author: Wojciech "Spook" Sura
Date: Sun, 12 Aug 2007 18:39
110 lines
7625 bytes
Usenetowo-jeździeckiego bloga wpis trzeci :)

Starałem się dziś wprowadzić trochę rad Tomatora w życie - a miałem okazję, 
bo choć klacz na której jeździłem nazywa się Izyda, to zwać się powinna 
Trampolina. Tak samo, jak jest nóż trener do nauki rzucania, można by 
powiedzieć, że jest to koń trener do nauki anglezowania. Gdybym w galopie 
nie zrobił półsiadu, to chyba też bym anglezował. Ale poza tym jest szalenie 
sympatyczna i spokojna, już ją lubię :)

Cóż; po pierwsze załapałem chyba belki: półsiad mam marny, ale wyczaiłem, w 
których momentach działać łydką - koń łapie odpowiednie tempo i przy 
odrobinie szczęścia i dobrym dosiadzie nawet nie haczy o żadną belkę. Nie 
jest to oczywiście wielkie osiągnięcie, ale kroczek do przodu jeśli chodzi o 
skoki, które uwielbiam; na razie jednak - po takiej przerwie się na pewno 
przez jakiś czas nie odważę ;)

Co do dosiadu, jedyne pozytywne doświadczenie było przy kłusie w 
półsiadzie - nie wiem, czy tak powinno być, ale po rozluźnieniu mięśni (a 
szczególnie na tak "rzucającej" klaczy) nogi faktycznie zaczęły spełniać 
rolę amortyzatorów i jechało się trochę łatwiej. Z usztywnionymi mięśniami 
było mniej więcej tak, jak podczas kłusa wysiadywanego. Podczas regularnej 
jazdy gorzej: kłus wysiadywany - o ile nie odchyliłem się dobre 20-30 stopni 
do tyłu, to była rzeźnia, a z odchyleniem w sumie również. Ale może to też 
"wina" konia?

Niestety, nadal nie mogę złapać w jaki sposób utrzymywać równowagę nie 
trzymając się siodła kolanami. Podałeś, Tomatorze, wcześniej przykład 
rowera, ale obawiam się, że nie jest to dobra analogia; nad rowerem mam 
pełną kontrolę - ba, jestem w stanie przewidzieć, w jaki sposób balansować 
środkiem ciężkości na kilka(naście) metrów naprzód. Z koniem jest trudniej, 
bo choć mam "kontrolę" nad kierunkiem jazdy, to wystarczy, że będzie chciał 
ominąć kamień (o spłoszeniach nawet nie wspominam) - i jeśli nie trzymam się 
siodła, to "zawisam" na jednym kolanie, co paskudnie działa na pachwiny :( 
Ponadto na rowerze mogę kontrolować siłę dośrodkową i bezwładności (ba, 
właściwie ta możliwość pozwala na jazdę na rowerze w ogóle ;)), na koniu już 
nie w takim stopniu.

Może do czego zmierzam: przez utrzymywanie równowagi rozumiem to, że muszę 
cały czas brać poprawkę na drobne odchylenia od kursu konia, które siłą 
bezwładności lub odśrodkową zsuwają mnie z siodła. Jeśli nie trzymam się 
siodła kolanami, to każda taka poprawka oznacza potrzebę znalezienia punktu 
odniesienia od którego mógłbym się "odbić" bądź "przyciągnąć", by przenieść 
środek ciężkości - w tej sytuacji sprowadza się to przeważnie do nagłego 
uchwycenia siodła kolanami. Nie mówię o czymś niemożliwym; co prawda podczas 
galopu na maneżu można w miarę "wyczuć" siłę odśrodkową gdy koń zakręca, bo 
ma zbyt duży pęd, by go co chwilę zmieniać; w stępie zakręty są przy zbyt 
małej prędkości, by mogła zadziałać znacząco siła odśrodkowa - ale już w 
kłusie każda zmiana kursu skutkuje siłą odśrodkową, która wymaga korekcji.

Ponadto podczas galopu w terenie koń - nawet galopując po prostej ścieżce - 
skręca co chwilę, wybierając miejsce, gdzie nie ma kamieni, omija STRASZLIWĄ 
KAŁUŻĘ a w ekstremalnych przypadkach uciekając od przerażającego motylka z 
innego wymiaru.

Inną sprawą jest działanie łydkami. Tu jest troszkę inny problem - jeśli nie 
napnie się mięśnia łydki, to ta pomoc za bardzo nie zadziała (a nawet nie 
myślę o kopaniu konia łydkami, przecież nie o to chodzi). Z drugiej strony 
napięcie łydki automatem ciągnie za sobą napięcie mięśni całej nogi; 
zapamiętałem naukę dawnej nauczycielki gry na pianinie, która powiedziała 
mi, że jeśli usztywni się jeden palec, to automatem usztywnia się 
wszystkie - do nadgarstka włącznie. Z nogami jest podobnie.

Domyślam się, że można napinać odpowiednie mięśnie na czas potrzebny do 
zadziałania pomocy, ale chyba nie o to chodzi... tak?

Ale walnąłem elaborat ;) Ale naprawdę chcę się dokładnie dowiedzieć, w jaki 
sposób wygląda taki dosiad, bo brzmi dla mnie dosyć wygodnie i sensownie.

A korzystając z okazji, spytam się jeszcze o coś. Podczas jazdy konnej mam 
trochę - zapewne nieprawidłowych - nawyków z roweru: na przykład gdy podczas 
zakręcania w prawo klacz skraca drogę, to staram się wrócić na ścieżkę, 
skręcając (za pomocą pomocy) w lewo. Tymczasem usłyszałem, że niezależnie od 
tego, co robi klacz, powinienem stosować pomoce do skrętu w prawo, w 
szczególności prawa wodza odstawiona, a lewa na szyi. Ale przecież w taki 
sposób pomagam tylko klaczy skracać drogę przez maneż, a nie o to chodzi. 
Oczywiście gdzieś jest luka w moim rozumowaniu, proszę o skorygowanie :)

A poza tym inne wrażenia - przez ostatni dzień trochę padało, więc maneż był 
trochę "ciapowaty", a na jednej ścianie ziała taaaaka kałuża. Przez kałużę 
galopuje się fajnie, ale potem trzeba wydłubywać piasek z zębów :) (i 
szczotkować po jeździe cały brzuch i nogi klaczy).

No i źrebole - pstryknąłem kilka fotek, jak wygląda sytuacja, jeśli będą 
chętni, to gdzieś wywieszę i skomentuję. Jeśli macie ochotę, to mam też 
gdzieś zachomikowane stare fotki (stare = sprzed 2-3 lat) z PSO Książ, 
pochwalę się, gdzie jeżdżę :)

A miłośników sportów ekstremalnych zapraszam do rozsiodłania, przetarcia 
sianem i na końcu wyczyszczenia kopyt i wyszczotkowania klaczy stojącej w 
stanowisku, ze źrebolem, który CHCE DO MAMY! :) I drugim, który wpadł na 
chwilę zobaczyć, co się dzieje. I kilkunastoma innymi, które stoją po drodze 
do szczotek i kopystki. Bogu dziękować, że klacz bardzo spokojna i daje ze 
sobą wszystko robić, inaczej by było 'zabawnie' ;)

I na koniec mała ciekawostka. Kupiłem sobie ostatnio szwajcarski scyzoryk, 
Victorinox model Swiss Champ. Podczas poszukiwania optymalnego modelu 
natrafiłem na taki:

http://www.victorinox.sklep.pl/sklep.php?m_site=katalogwiecej&m_kategoria=31&m_towar=463

:)

Pozdrawiam -- Spook.

-- 
! ._______. Warning: Lucida Console sig!    //)    !
! || spk ||    www.spook.freshsite.pl      / _ """*!
! ||_____||        spook at op.pl         / '  | ""!
! |  ___  |   tlen: spoko_ws gg:1290136  /. __/"\ '!
! |_|[]_|_|  May the SOURCE be with you! \/)     \ ! 
Re: Wracam ;]
#15997
Author: Tomator
Date: Thu, 16 Aug 2007 00:52
72 lines
4920 bytes
Użytkownik "Wojciech "Spook" Sura"

> Starałem się dziś wprowadzić trochę rad Tomatora w życie - a miałem 
> okazję, bo choć klacz na której jeździłem nazywa się Izyda, to zwać się 
> powinna Trampolina. Tak samo, jak jest nóż trener do nauki rzucania, można 
> by powiedzieć, że jest to koń trener do nauki anglezowania.

Jak widać, nawet w koniach szkółkowych mozna doszukać się jakichś talentów
:o)

> Gdybym w galopie nie zrobił półsiadu, to chyba też bym anglezował.

Nawet coś takiego widziałem na zawodach skokowych. Da się więc ;o)

> kłus wysiadywany - o ile nie odchyliłem się dobre 20-30 stopni do tyłu, to 
> była rzeźnia, a z odchyleniem w sumie również.

Mówią, że jeśli nie czujesz, że jesteś odchylony do tyłu, to znaczy, że
jesteś pochylony do przodu. Ale te 30 stopni to już przesada.
Faktem jest, że koń o "głębokim" chodzie, szczególnie, jeśli jest duży i
kroczy obszernie, stawia wysokie wymagania ruchomości miednicy. Jeździłem
kiedyś na takim, że anglezowanie wydawało się metodą ledwie wystarczającą.
Jeżeli jednak koń jest dostosowany do wzrostu jeźdźca, to da się wysiedzieć,
o ile sam się nie usztywnia, całkiem ładnie. Tyle tylko, że takie warunki są
trudne do rozpoczęcia wcielania w życie rozluźnienia.

> Niestety, nadal nie mogę złapać w jaki sposób utrzymywać równowagę nie 
> trzymając się siodła kolanami.

Ja nie wiem, jak można ją utrzymywać trzymając się ;o)

> choć mam "kontrolę" nad kierunkiem jazdy, to wystarczy, że będzie chciał 
> ominąć kamień (o spłoszeniach nawet nie wspominam) - i jeśli nie trzymam 
> się siodła, to "zawisam" na jednym kolanie, co paskudnie działa na 
> pachwiny :(

Jeśli strzemiona masz wysoko, to oczywiście z łatwością przeleciesz w tę lub
tamtą stronę. Głęboki dosiad wymaga bowiem obniżenia strzemion. moga wtedy
sama przylega do siodła od samej góry do samego dołu i drobne dewiacje kursu
nie są żadnym powodem do dyskusji. Natomiast nagły uskok to oparcie się
stopą o zwenętrzne strzemię - sam siła odśrodkowa odstawia nogę od konia, a
wtedy napięcie łydki już dobrze zapobiega wypadnięciu z zakrętu - i siodła.
Oczywiście idea głębokiego dosiadu nie wyklucza użycia przywodzicieli w
takich sytuacjach, ale problem polega głównie na tym, że siedząc w siodle
nie tyle zsuwasz się w bok, co obracasz - nogi koń ciągnie do wewnątrz,
głowę siła odśrodkowa wyrzuca na zewnątrz. powstrzymanie takiego obrotu udem
to spora dźwignia i poleganie na tej technice może oznaczać nadwyrężenie
przywodziciela.

> Jeśli nie trzymam się siodła kolanami, to każda taka poprawka oznacza 
> potrzebę znalezienia punktu odniesienia od którego mógłbym się "odbić" 
> bądź "przyciągnąć", by przenieść środek ciężkości - w tej sytuacji 
> sprowadza się to przeważnie do nagłego uchwycenia siodła kolanami.

Siedząc głęboko "wpuszczasz konia między nogi" - sam niejako wpadasz we
właściwie miejsce i drobne niedokładności położenia korygują się same pod
wpływem siły ciążenia. Gdy trzymasz się kolanami, bezwiednie wyciskasz konia
spod siebie - w stanie nieważkości wystrzeliłbyś go jak pestkę wiśni
spomiędzy palców (kwestia oczywiście punktu widzenia - z racji różnicy mas
raczej Ty wyglądałbyś na wystrzelonego).

> w kłusie każda zmiana kursu skutkuje siłą odśrodkową, która wymaga 
> korekcji.

Konie skaczą niedościgle, konie robią małpie figle... Praktyka czyni mistrza
(nie mówię o sobie), po pewnym czasie manewny konia nie będą czymś, co
będziesz zauważać w kontekście utrzymania równowagi, o ile nie będzie akurat
wykonywać nagłych zwrotów o 180 stopni i strzelać baranków ;o) Głęboki
dosiad to także maksymalnie obniżony środek ciężkości, a więc mniejszy
moment pędu, z jakim musisz się zmagać przy końskich manewrach.

(c.d.n.) 
Re: Wracam ;]
#15998
Author: Tomator
Date: Thu, 16 Aug 2007 00:53
132 lines
9243 bytes
(c.d.)

O, to ja rzucę kawałkiem fizyki:

Żeby zlecieć z konia, musisz się obrócić (zostać obróconym). Nieliczne
wyjątki to wystrzelenie cię w górę (baranek) i unik konia, po którym opadasz
w miejsce, gdzie już go nie ma, lub na przykłąd stanięcie dęba, kiedy
zjeżdżasz do tyłu, stając na zieni, z nogami w wypiętych z siodła
strzemionach. Ale, wracając do obrotów:

Posiadasz coś takiego jak moment bezwładności. Od bezwładności różni się
tym, że dotyczy ruchu obrotowego i jest zależny od promienia, czyli
odległości masy od środka obrotu. Aby go obliczyć, należałoby scałkować to i
owo, ale wartości liczbowe nas tu nie obchodzą, ważniejsze są związki
jakościowe niż ilościowe. Moment bezwładności będzie tym większy, im dłuższy
będziesz. Jeżeli zakręcisz się na obrotowym krześle, zauważysz, że kręcisz
się szybciej, gdy ręce masz prze sobie, niż gdy wyciągniesz je na boki. Tak
samo na koniu, gdy siedzisz wyprostowany, z nigami opuszczonymi ku ziemi,
moment bezwładności masz większy, niż gdy siedzisz z piętami pod brodą i
brodą między kolanami.

Koń, zmieniając kierunek działa w bok na Twoje siedzenie. Twój środek
ciężkości znajduje się niestety nad siodłem. Odległość tego środka od
siedenia ro ramię działania siły. Moment siły to siła mnożona przez owo
ramię, czyli jest tym większa im gwałtowniej koń skręca i tym większa, im
dalej (czyli wyżej) masz swój środek ciężkości od konia. Aby nie zacząć się
obracać, albo aby ten ruch wyhamować, należy ten moment siły zrównoważyć,
działając przeciwnie. Z tego, co już napisałem wynika, że najlepiej działać
siłą o jak największym ramieniu - na przykład stopą na strzemię.

W wyniku działania niezrównoważonego momentu siły otrzymujesz moment
obrotowy, czyli pewien pęd w układzie biegunowym. Moment obrotowy jest
proporcjonalny do czasu działania siły, momentu siły oraz odwrotnie
proporcjonalny do momentu bezwładności. Czas zależy od refleksu i zdolności
kierowania koniem. Moment siły zmniejszysz obniżając środek ciężkości, zaś
moment bezwładności zwiększysz wydłużając swoje ciało.

Głęboki dosiad to prosta postawa, nogi wyciągnięte w dół - a więc i środek
ciężkości niżej i moment bezwładności większy. Jednocześnie nisko oparta
stopa w strzemieniu i długie puślisko pozwalają na kontrowanie momentu siły
w sytuacji awaryjnej z największą możliwą skutecznością.

Nieoczekiwanie znajdujemy tu odpowiedź na pytanie, dlaczego początkujący
łatwo spadają. Odruchowo pochylają się, co zmniejsza ich moment bezwładności
i przyspiesza obrót prowadzący do gleby przy jednoczesnym pozbawieniu się
możliwości przeciwdziałania...

> Ponadto podczas galopu w terenie koń - nawet galopując po prostej 
> ścieżce - skręca co chwilę, wybierając miejsce, gdzie nie ma kamieni, 
> omija STRASZLIWĄ KAŁUŻĘ a w ekstremalnych przypadkach uciekając od 
> przerażającego motylka z innego wymiaru.

Ty też masz oczy. Każdy po jakimś czasie uczy wię postrzegać świat oczami
konia, spodziawając się podobnych atrakcji. Koń zaś, mając dłuższy kontakt z
takim jeźdźcem (to już raczej nie w szkółce) uczy wię widzieć świat oczami
człowieka, nabiera do niego i do świata zaufania i zamiast uciekać, zapędza
pieski na podwórka, gdzie ich miejsce :oD

> Inną sprawą jest działanie łydkami. Tu jest troszkę inny problem - jeśli 
> nie napnie się mięśnia łydki, to ta pomoc za bardzo nie zadziała (a nawet 
> nie myślę o kopaniu konia łydkami, przecież nie o to chodzi). Z drugiej 
> strony napięcie łydki automatem ciągnie za sobą napięcie mięśni całej 
> nogi; zapamiętałem naukę dawnej nauczycielki gry na pianinie, która 
> powiedziała mi, że jeśli usztywni się jeden palec, to automatem usztywnia 
> się wszystkie - do nadgarstka włącznie. Z nogami jest podobnie.

No to na pianinie jest łatwiej, skoro ręka usztywnia się tylko do
nadgardstka :o)
Co rozumiesz przez napięcie mięśnia łydki? Żaden z mięśni *łydki* nie daje
koniowi sygnału poprzez swoje napięcie - za wyjątkiem mięśnia brzuchatego
łydki, gdy chce się zadziałać ostrogą. A więc może używasz przywodzicieli
ud, którę przyciągają całą nogę do boku konia? Jest to błąd, ponieważ siła,
której musisz użyć jest dzielona przez długość uda i długość samej łydki (w
takim przypadku najczęściej działasz na konia okolicą  scięgna Achillesa -
sprawdź gdzie jest brud na butach). Tak więc mocno się zmęczysz, a niewiele
zrobisz, w dodatku usztywniasz swoje ciało.
Gdy obciągniesz nogę w dół (uruchom mięsień pośladkowy głęboki), łydka
powinna przylegać swobodnie do konia w swojej najgrubszej części, mięśniem
brzuchatym. Wówczas, aby dać koniowi sygnał, daj sygnał mięśniami
zginającymi nogę w kolanie (mięsień dwugłowy uda, mięsień półścięgnisty) -
łydka próbując przesunąćsię do tyłu naprze na bok konia, bowiem w miejscu, w
którym się znajduje koń wciąż rozszerza się ku tyłowi. Działanie zginaczami
kolana nie usztywnia miednicy, możesz zatem niezależni dać sygnał dosiadem.
Koń ma skórę dość czułą, aby wiedzeić, gdie usiadła mucha, nie ma więc
konieczności działania dużą siłą. Powód niedziałąnia sygnałów na konia jest
inny - znieczulenie. Koń znieczula się poprzez sygnały zbyt silno oraz
natłok bodźców chaotycznych, gdy np. łytdka obija się o jego boki, niczego
nie mówiąc. Jest to szum informacyjny, który koński mózg odfiltrowuje -
trzeba się wówczas przez ten szum (przez siebie i innych użytkowników konia
szkółkowego generowany) przebić. Jeżeli jednak noga będzie spokojnie
spoczywać na boku konia, ten szybko zacznie zauważać niewielkie napięcia
mieśni, będące dla niego sygnałem - byle tylko chciało mu się
odpowiedzieć...

> Domyślam się, że można napinać odpowiednie mięśnie na czas potrzebny do 
> zadziałania pomocy, ale chyba nie o to chodzi... tak?

Dokładnie o to. Więcej nawet: należy zaprzestać oddziaływanie pomocą kiedy
tylko koń wykona żądaną czynność. Z jednej strony jest do dla konia nagrodą,
z drugiej dla nas odpoczynkiem, z trzeciej zaś sprawia, że kiedy znów chcemy
tej pomocy użyć, koń będzie w stanie ją zauważyć (zamiast być
przyswyczajonym do ciągłego jej "działania")

> Ale walnąłem elaborat ;)

TY???
Przynajmniej w jednym poście ci się zmieściło!

> A korzystając z okazji, spytam się jeszcze o coś. Podczas jazdy konnej mam 
> trochę - zapewne nieprawidłowych - nawyków z roweru: na przykład gdy 
> podczas zakręcania w prawo klacz skraca drogę, to staram się wrócić na 
> ścieżkę, skręcając (za pomocą pomocy) w lewo. Tymczasem usłyszałem, że 
> niezależnie od tego, co robi klacz, powinienem stosować pomoce do skrętu w 
> prawo, w szczególności prawa wodza odstawiona, a lewa na szyi. Ale 
> przecież w taki sposób pomagam tylko klaczy skracać drogę przez maneż, a 
> nie o to chodzi.

Musisz reagować szybciej, wyczuwając moment, w którym koń "ma ochotę" zrobić
nie to, czego się spodziewasz. Skręcając kontrolujesz tor konia będąc cały
czas na łuku. Gdybyś jechał na rowerze, ścinając zakręt raczej nie skręcisz
koła na zwenątrz - pozostanie ono skręcone do wewnątrz, ale mniej. Z kniem
podobnie. Jesteście na łukum, koń ma być wygięty zgodnie z łukiem. Gdy
zauważasz, że wpada do zakrętu, przymykasz palce na zwenętrznej wodzy,
dodajesz trochę zewnętrznej łydki i w ten sposób korygujesz ruch. Gdy koń
idzie zbyt szeroko, przyciskasz nieco mocniej do szyi zewnętrzną wodzę (ale
nieprzekładaj ręki przez kłąb), przymykasz palce na wewnętrznej, luzujesz
wewnętrzną łydkę, obciążasz bardziej wewnętrzny półdupek. Pamiętaj, że im
prędzej zareagujesz, tym lżejszych pomocy będziesz musiał użyć do korekty. A
jeżeli po kilku zakrętach wiesz, że koń uwielbia ścinać narożniki, już przed
zakrętem odpowiednio go ustawiasz :o)

No, to ja kończę. 3M się grzywy, pewnie niedługo blogu część czwarta?
Re: Wracam ;]
#16000
Author: Wojciech "Spook" Sura
Date: Fri, 24 Aug 2007 18:30
96 lines
7016 bytes
Zgodnie z zapowiedzią (Tomatora), blogu jeździecko-usenetowego część czwarta 
:)

Primo: jeździłem dwa razy - za pierwszym razem, jeśli mnie pamięć nie myli, 
na Egidzie, za drugim razem zaś - na Abbie. Przyznam szczerze, acz ze 
smutkiem, że nie miałem dużej możliwości skupić się na dosiadzie na każdej z 
jazd.

Egida to klacz z popsutymi hamulcami (czyt. wrażliwa na wędzidło i bardzo do 
przodu); jest to rodzaj koni, których za bardzo nie lubię, bo nie mam dobrze 
wyćwiczonej ręki i taka jazda jest i dla mnie (brak kontroli) i dla konia 
(silna praca wodzami) niezbyt przyjemna.

Potencjalnych oburzonych Grupowiczów pragnę natychmiast uspokoić - broń Boże 
nigdy nie szarpię wodzami, po pierwsze - jestem świadom, że, dyplomatycznie 
ujmując, koniowi wcale nie musi się takie traktowanie podobać, a po drugie - 
jest to przeważnie bardzo nieskuteczne. Nauczyłem się kiedyś działać 
delikatnie, acz stanowczo - gdy na przykład koń nie chce się zatrzymać, to 
łapię siodło mocniej kolanami - by zyskać punkt podparcia - i hamuję 
wodzami, powolutku dodając siły - aż do skutku.

Z Egidą niestety nie zdawało to egzaminu; wielokrotnie słyszałem już, żeby 
zastosować metodę "przytrzymaj, puść, przytrzymaj, puść" - na zmianę. W moim 
przypadku wygląda to niestety tak, że "przytrzymaj" oznacza rzucanie głową 
niezadowolonego z zadziałania wodzami konia, "puść" oznacza albo wyrównanie 
do poprzedniego, albo nawet przyspieszenie tempa. O zatrzymaniu mogłem sobie 
pomarzyć: galopowaliśmy po kolei dookoła maneżu; gdy jednak tylko 
zagalopowała osoba przede mną, klacz natychmiast zrywała się do kłusa i 
galopu. Pomny metody stosowanej podczas spłoszeń skierowałem klacz na małą 
woltę, ale musiałem ją zmusić do zakrętów mniej więcej o 60 stopni, żeby 
wreszcie przeszła do kłusa. Promień wolty zmniejszałem stopniowo - ba, 
przekroczyłem łuk, który uważam za "niezdrowy" dla konia, a ona dalej 
galopowała. Co więcej, po przejściu do stępa i wejściu na ścianę sytuacja 
powtarzała się. Nawiasem mówiąc, co robić w takiej sytuacji? Galopować 
oczywiście lubię, ale po takich "ekscesach" najchętniej "zmusiłbym" klacz do 
tego, by do końca jazdy jechała już kłusem lub stępem.

Czego jednak złego nie powiem o tej klaczy, to czuję się w obowiązku 
zauważyć, że niesamowicie chodzi na łydki. Nie mówię tu o zmianie tempa, ale 
na przykład o "układaniu" łydkami podczas zakrętu - klacz reguje 
natychmiast, dopasowując się do działania jeźdźca. Miła sprawa.

Wczoraj natomiast, dostałem klacz o imieniu Abba. Wysoka, dosyć silnie 
zbudowana, stosunkowo spokojna w boksie (choć podobno potrafi ugryźć), na 
początku sprawiła dosyć pozytywne wrażenie. Cały urok opadł jednak po 
rozpoczęciu jazdy - okazało się, że klacz jest leniwcem pierwszej kategorii: 
twardo kombinowała, byle tylko iść za ogonem, reakcja na łydki niewielka, 
potrafiła uparcie skręcać w lewo z głową wygiętą w prawo o 90 stopni. 
Poczyniłem również jeszcze jedno spostrzeżenie - konie dzielę na te, które 
"miękko" i "twardo" reagują na łydkę. Mam nadzieję, że wiecie o co mi 
chodzi - podczas działania łydką daje się wyczuć, jak bardzo koń odczuje jej 
działanie, jak "głęboko" działa łydka. U Abby jest z tym dosyć trudno, jest 
wybitnie "twarda" i czuje się, jakby przyciskało się łydkę do ceglanego 
murku.

Dopiero po bardzo stanowczym użyciu bata - zresztą zasugerowanego przez 
amazonkę, która znała ową klacz trochę lepiej - udało mi się zagalopować. 
"Stanowcze użycie bata" w tym wypadku jest dyplomatycznym określeniem dla 
chwycenia wodzy w jedną rękę i chlaśnięcia klaczy batem po zadzie - 
czynności, której nie znoszę, ale w tym wypadku najwyraźniej skutecznej. 
Rekordowo udało mi się przegalopować jedno kółko w całości, klacz 
wykorzystywała każdą możliwość, żeby przejść do kłusa. Było bardzo dobrze 
widać, że klacz jest przyzwyczajona do bata - samo ujęcie wodzy w jedną rękę 
i odstawienie ręki z batem na bok (bez zadziałania) powodowało, że klacz 
zaczynała się żywiej ruszać. Jedyna satysfakcja, którą wyniosłem z tej 
lekcji jest taka, że w 90% przypadków udało mi się zsynchronizować użycie 
bata z zadziałaniem łydką - a tak chyba powinno się go używać.

Przyznam szczerze, że nie wyszedłem bardzo zachwycony z tej jazdy. Jeśli 
posadzi się kierowcę przed kierownicą dowolnego samochodu, to włączy on 
silnik i ruszy bez problemu. W przypadku jeździectwa nie jest tak samo - koń 
musi umieć współpracować z jeźdźcem i reagować na pomoce. Jeśli jednak muszę 
sprać batem konia po to, by zaczął reagować, dla mnie jest coś nie tak: bata 
używałem zawsze przeważnie po to, by przypomnieć koniowi, że to jednak ja 
wolałbym dobrać odpowiednią trasę (i niekoniecznie prowadzącą do stajni 
;)) - realizując to przez niezbyt mocne puknięcie konia po zadzie - takie, 
by poczuł, ale również żeby nie zabolało. Raz jeden sprałem klacz z własnej 
woli, ale jest to tak perfidna, złośliwa (i inteligentna, acz nie w ten 
sposób co trzeba) klacz, że potrafi człowieka doprowadzić do pasji :) Ba, 
nawet mnie wtedy zrzuciła po skoku przez przeszkodę.

Tyle wrażeń; jutro najprawdopodobniej czeka mnie kolejna jazda - instruktor 
zaprasza mnie na teren, ale nie jestem do końca pewien, czy już 
przypomniałem sobie jazdę na tyle, żeby bez większego stresu w ów teren 
pojechać. Zobaczymy.

Oczywiście czekam na wszelkie komentarze :)

Pozdrawiam -- Spook.

-- 
! ._______. Warning: Lucida Console sig!    //)    !
! || spk ||    www.spook.freshsite.pl      / _ """*!
! ||_____||        spook at op.pl         / '  | ""!
! |  ___  |   tlen: spoko_ws gg:1290136  /. __/"\ '!
! |_|[]_|_|  May the SOURCE be with you! \/)     \ ! 
Re: Wracam ;]
#16002
Author: Tomator
Date: Sat, 25 Aug 2007 20:41
39 lines
3132 bytes
I to wszystko wciąż w Książu?

Z tego, co napisałeś, Egida jest typem konia bardzo wrażliwego. Takie konie 
są bardzo dobre, ale cieżko z nimi w rekreacji. Zbyt wiele różnych, 
sprzecznych często sygnałów czyni im mętlik w głowie, a nejlepszą obroną 
jest ucieczka. Dlatego jest taka szybka. Być może stępieje po dłuższej pracy 
w rekreacji, ale szkoda by było.

Abba z kolei jest, jka się zdaje, koniem o silnej osobowości. Nie zrobi, 
jeśli nie musi. Respektu nie ma, ugryźć potrafi. Taki koń, gdy nie ma ochoty 
biegać, a w rekracji o taką ochotę trudno, jest ciężki w prowadzeniu. Każde 
polecenie jest wykonywane z komentrzem "no dobra, jak ju ż muszę, to niech 
ci będzie".

Wbrew pozorom, dobry koń do rekreacji, tzn koń szkółkowy, to wcale nie 
pierwssza lepsza szkapa. Musi się taki zwierz odznaczać szczególnymi cechami 
charakteru. Cieprliwość i opiekuńczość to chyba najważniejsze z nich. Konie, 
które nie posiadają odpowiednich cech są zawsze mniej przyjemne w obcowaniu 
z nimi. Ale wypada im to chyba wybaczyć, w przeciwnym razie trzeba byłoby z 
nich zrobić coś smacznego... Od konia na biegunach do konia na olimpijskim 
parkurze droga daleka :o)

Nieprawda, że początkujący kierowca pojedzie każdym samochodem. Są maluszki, 
pandy, hondy i inne takie... Czasem trzeba się nawysilać, żeby takim z 
miejsca ruszyć. Czasem trzeba się nawysilać, żeby się potem zatrzymać. A to 
tak samo jak z końmi - dobry jeździec będzie miał mniej problemów z 
kierowaniem większą liczbą różnych koni, niż nowicjusz, który doskonale 
porzadzić sobie potrafi z koniem... na biegunach ;o)

Różnica między koniem, a samochodem jest jednak taka, że koń ma swojego 
autopilota. Dlatego też dopasowanie konia do siebie oznacza więcej pracy, 
niż ustawienie lusterek i foteli. No, ale co ja się będę wymądrzać... 
Będziesz miał kiedyś może własnego zwierza, to sam się przekonasz. Podejście 
masz chyba dobre.

Ogólnie to dobrze, że jeździsz na różnych koniach - kiedy będziesz radził 
sobie z nimi wszystkimi, poradzisz sobie z każdym. Taki trochę survival ;o)

Tak więc 3M się grzywy... 
Re: Wracam ;]
#16006
Author: Wojciech "Spook" Sura
Date: Sat, 25 Aug 2007 20:55
79 lines
5231 bytes
Wojciech "Spook" Sura wrote:
(...)

...i zanim Tomator zdąży odpowiedzieć na odsłonę czwartą, odsłona piąta.

Teren!

O rany, ale mi się dziś humor poprawił :) Przyznam szczerze, że miałem 
lekkiego stracha przed wyjechaniem w teren - bądź co bądź nie jeździłem od 
jakiegoś czasu, a nie czułem się do końca pewnie w siodle. Jednak stara 
zasada, że jazdy konnej (jak jazdy na rowerze) się nie zapomina, sprawdziła 
się i teren wyszedł super. Zrobiliśmy dobre 20 km po okolicach Wałbrzycha, 
obok Starego Książa, przez Pełcznicę, Książański Park Krajobrazowy, później 
minęliśmy z prawej strony polami Cieszów i wreszcie znów przez Pełcznicę 
wróciliśmy z powrotem do PSO Książ.

Może spyta ktoś: na kim pojechałem w teren? Otóż dostałem młodą, 
czteroletnią klacz Arię - w której jestem, po tym terenie, po uszy zakochany 
:) Bardzo przyjemnie się z nią współpracowało, żadnych numerów, spłoszeń, 
jedyne zastrzeżenie, które do niej mam to fakt, że w stępie bardzo szarpie 
głową w dół - powycierała mi wodzami skórę po wewnętrznej stronie palców. 
Auć.

Niewielka dygresja: teren jest dla mnie głównie sprawdzeniem wzajemnego 
zaufania konia i jeźdźca. Jeśli jeździec nie zaufa koniowi (lub w drugą 
stronę), to teren będzie polegał na ciągłym myśleniu "ciekawe, co ona/on 
znów wymyśli?", skupieniu na koniu zamiast na samym terenie - czyli 
generalnie popsuta zabawa. Ponadto mam zwyczaj czasami korzystać z faktu, że 
nie jadę na rowerze, tylko konno i na przykład schylić się pod 
"nadlatującymi" gałęziami, ufając, że koń przez ten fragment będzie sam 
kontrolował kierunek i tempo jazdy. Nawiasem mówiąc, wydaje mi się, że 
zaufanie, którym koń obdarza jeźdźca często przekracza zaufanie jakim 
jeździec obdarza konia - warto o tym pomyśleć :)

Ponieważ dostałem klacz, na której jechałem po raz pierwszy, jakaś 1/3 
terenu to było (prawdopodobnie wzajemne) badanie się mnie z koniem, później 
jakoś się zgraliśmy i jazda była bardzo przyjemna - w szczególności kilka 
galopów po polach, które zafundował nam instruktor. Bardzo spodobał mi się 
fakt, że książańskie klacze nie mają jakichś ambitnych zapędów i wszystkie 
galopy - nawet po otwartej przestrzeni - były jak po sznurku, nikt nie 
wyjeżdżał na bok, nikt się nie ścigał itp.

Przy okazji zweryfikuję moją wiedzę - jeśli mnie pamięć nie myli, to:

a) galop w terenie - półsiad (w sensie: nie wysiadywany);
b) kłus w terenie - anglezowany (w sensie: nie wysiadywany);
c) kłus po nierównej nawierzchni - raczej półsiad
d) jazda pod górkę niezależnie od chodu - półsiad (przenoszę środek 
ciężkości do przodu)
e) jazda z górki stępa - odchylenie się do tyłu (przenoszę środek ciężkości 
do tyłu)

Jazdę z górki kłusem raczej anglezuję, w przypadku galopu, jadę w 
półsiadzie, acz jest to dla mnie (i zapewne dla konia również) dosyć 
niewygodne. Oczywiście nie mówię o stromej górce, bo to by było szaleństwo, 
ale np. o lekkim zjeździe w dół podczas galopu po polach.

Dobrze pamiętam? Domyślam się, że powyższe zasady nie są ścisłe i dopasowuje 
się je do sytuacji; staram się zawsze manewrować środkiem ciężkości, żeby 
ułatwić koniowi pracę.

Poza tym dostałem dziś klacz, która stała sobie spokojnie w boksie, nie 
musiałem kombinować wśród źreboli, ale później przespacerowałem się do nich, 
coby wyrobić tygodniową dawkę wygłaskiwania. Rany, ale one mają mięciutką 
sierść :) Mięciutką jak kaczuszka, normalnie. Pocieszne są te maluchy - 
pogłaskać jednego, to już zlatuje się dodatkowa trójka, żeby sprawdzić, co 
się dzieje i czy przypadkiem nie ma czegoś do jedzenia.

A jutro kolejna jazda, tym razem regularna, na maneżu. Zobaczymy, jak to 
będzie.

Pozdrawiam -- Spook.

-- 
! ._______. Warning: Lucida Console sig!    //)    !
! || spk ||    www.spook.freshsite.pl      / _ """*!
! ||_____||        spook at op.pl         / '  | ""!
! |  ___  |   tlen: spoko_ws gg:1290136  /. __/"\ '!
! |_|[]_|_|  May the SOURCE be with you! \/)     \ ! 
Re: Wracam ;]
#16003
Author: Wojciech "Spook" Sura
Date: Sat, 25 Aug 2007 21:15
90 lines
6177 bytes
Tomator wrote:
> I to wszystko wciąż w Książu?

Jak najbardziej, jestem coraz bardziej przekonany do tej stadniny. Póki co 
dopisuje wszystko: ludzie, konie, atmosfera, stadnina jako taka, nawet na 
sprzęt nie mam co narzekać :)

> Z tego, co napisałeś, Egida jest typem konia bardzo wrażliwego. Takie
> konie są bardzo dobre, ale cieżko z nimi w rekreacji. Zbyt wiele
> różnych, sprzecznych często sygnałów czyni im mętlik w głowie, a
> nejlepszą obroną jest ucieczka. Dlatego jest taka szybka. Być może
> stępieje po dłuższej pracy w rekreacji, ale szkoda by było.

Jeździłem na niej do tej pory tylko raz, ale myślę, że mogę się z Tobą 
zgodzić. Ponadto myślę, że "dogadam się" z nią, gdy kilka razy na niej 
pojadę - może uda mi się wyczuć, jak poprawnie pracować wodzami i uda nam 
się uzgodnić jakieś znośne warunki współpracy :)

Podobnie było w poprzedniej stadninie - mówię teraz o strasznej nerwusce 
Barcelonie. Klacz była świetna, ale wybitnie dla zaawansowanych jeźdźców, 
ciągnęła do przodu, była straszliwie nerwowa (z nawet lekkich jazd 
wychodziła mokrusieńka), ale gdy jeździec ją trochę poznał i w jakiś sposób 
zrozumiał, stawała się prawie że koniem-marzeniem (tym bardziej, że była tak 
mięciutka w kłusie i galopie, że zyskała miano chodzącej kanapy.

> Abba z kolei jest, jka się zdaje, koniem o silnej osobowości. Nie
> zrobi, jeśli nie musi. Respektu nie ma, ugryźć potrafi. Taki koń, gdy
> nie ma ochoty biegać, a w rekracji o taką ochotę trudno, jest ciężki
> w prowadzeniu. Każde polecenie jest wykonywane z komentrzem "no
> dobra, jak ju ż muszę, to niech ci będzie".

Na to by wychodziło. Tylko się jakoś nie mogę pogodzić z praniem konia 
batem. Jeśli mnie doprowadzi do szału (jak to niejednokrotnia miała w 
zwyczaju ruda Czantoria), to i potrafię ze dwa razy przylać. Ale jeśli mam 
sprać konia tylko po to, żeby zacząć jazdę (słynne dwa baty na "dzień 
dobry"), to, według mnie, jest coś nie w porządku. Inna sprawa, że Abba w 
terenie jest zapewne bardzo dobra - można zgadnąć, że karnie idzie za ogonem 
i nie ma zapędów, by kogoś wyprzedzać, ścigać się itp.

> Wbrew pozorom, dobry koń do rekreacji, tzn koń szkółkowy, to wcale nie
> pierwssza lepsza szkapa. Musi się taki zwierz odznaczać szczególnymi
> cechami charakteru. Cieprliwość i opiekuńczość to chyba najważniejsze
> z nich. Konie, które nie posiadają odpowiednich cech są zawsze mniej
> przyjemne w obcowaniu z nimi. Ale wypada im to chyba wybaczyć, w
> przeciwnym razie trzeba byłoby z nich zrobić coś smacznego... Od
> konia na biegunach do konia na olimpijskim parkurze droga daleka :o)

No ba :) W życiu spotkałem w sumie trzy konie, którym dałbym przysłowiowe 
pięć gwiazdek: skarogniadą Toscę, karego ogiera Eryka i kasztanowatą 
Bierną - pierwsza dwójka z mojej poprzedniej stadniny, obecnie w prywatnych 
rękach, Bierną znałem z obozu jeździeckiego. Tosca to klacz-marzenie: 
możnaby posadzić na niej kilkuletnie dziecko, zostawić, a ona na krok by się 
nie ruszyła. W teren jechałem na niej z wodzami w jednej ręce, zaskarbiła 
sobie u mnie właściwie pełne zaufanie: nie płoszyła się, szła od łydki, 
reagowała na polecenia, skakała przez przeszkody, do tego dosyć szybka i 
równie wytrzymała, coś pięknego. Eryk - mój równolatek, rocznik '85 to 
najlepiej zajeżdżony koń na którym miałem okazję jeździć - jedynym jego 
mankamentem było to, że czasem trzeba było troszkę mocniej pracować łydkami 
albo pomóc sobie lekko batem (lekko, czyli nie prać, tylko puknąć dla 
przypomnienia, że jednak nadal jestem u góry ;)). Potrafił - jak dla mnie - 
cuda, z zagalopowaniem ze wstecz włącznie. Na Biernej miałem okazję jeździć 
tylko dwukrotnie, później poszła pod początkujących jeźdźców; nie mogłem 
uwierzyć, że koń umie zadziałać na tak delikatnie przyłożoną łydkę i tak 
delikatnie użyte wodze. Ponadto klacz bardzo spokojna, jeśli dobrze 
pamiętam, nie płoszyła się za bardzo, więc współpraca układała się bardzo 
miło. Tym niemniej, jakiejś dziewczynie udało się z niej spaść podczas jazdy 
na lonży. Jakim cudem - nie mam pojęcia, ale jednak.

Nawiasem mówiąc, jeśli ktoś jeszcze czyta te moje wypociny, to może niech 
również podzieli się swoimi wrażeniami na temat takiego konia-marzenie, może 
też macie takie wspomnienia, jak ja?

> Ogólnie to dobrze, że jeździsz na różnych koniach - kiedy będziesz
> radził sobie z nimi wszystkimi, poradzisz sobie z każdym. Taki trochę
> survival ;o)

Również tak myślę :)

> Tak więc 3M się grzywy...

I wzajem, do zobaczenia :)

Pozdrawiam -- Spook.

-- 
! ._______. Warning: Lucida Console sig!    //)    !
! || spk ||    www.spook.freshsite.pl      / _ """*!
! ||_____||        spook at op.pl         / '  | ""!
! |  ___  |   tlen: spoko_ws gg:1290136  /. __/"\ '!
! |_|[]_|_|  May the SOURCE be with you! \/)     \ ! 
Re: Wracam ;]
#16005
Author: Tomator
Date: Sun, 26 Aug 2007 09:14
53 lines
3584 bytes
Użytkownik "Wojciech "Spook" Sura"

> Ponadto myślę, że "dogadam się" z nią, gdy kilka razy na niej pojadę - 
> może uda mi się wyczuć, jak poprawnie pracować wodzami i uda nam się 
> uzgodnić jakieś znośne warunki współpracy :)

Właśnie. Czasem gdy mnie ktoś pytał na jeździe, jak się z koniem dogadać, 
mówiłem "spytaj się konia". W końcu jeździectwo to sport zespołowy ;o)


> Abba w terenie jest zapewne bardzo dobra - można zgadnąć, że karnie idzie 
> za ogonem i nie ma zapędów, by kogoś wyprzedzać, ścigać się itp.

Nie byłbym tego taki pewien. Kiedy zechce, może "wyrwać laczki" - 
szczególnie w stronę stajni, bo czym prędzej tam dobiegnie, tym prędzej 
zsiądziesz.

> Eryk - mój równolatek, rocznik '85 to najlepiej zajeżdżony koń na którym 
> miałem okazję jeździć

Ujeżdżony. Zajeżdżony to koń prawie surowy, jeszcze nie ujeżdżony, ale "już" 
pozwalający na sobie jeździć. Może też być zajeżdżony w sensie negatywnym 
(np. na śmierć), ale na takim już nie ma przyjemności z jazdy.

> Jedynym jego mankamentem było to, że czasem trzeba było troszkę mocniej 
> pracować łydkami albo pomóc sobie lekko batem (lekko, czyli nie prać, 
> tylko puknąć
> dla przypomnienia, że jednak nadal jestem u góry ;)). Potrafił - jak dla 
> mnie - cuda, z zagalopowaniem ze wstecz włącznie.

Z ogierami rozmawia się po męsku. Nie znaczy to, że brutalnie, ale na pewno 
koonkretnie. One zaś uznając przywództwo jeźdźca poterafią bardzo dużo 
zrobić na zasadzie czystego, hierarchicznego układu. Czasem trzeba 
przypomnieć, kto jest szefem, ale na ogół współpraca układa się bez 
większych nieporozumień. Najbardziej lubię jeździeć właśnie na ogierach :o)

> Ponadto klacz bardzo spokojna, jeśli dobrze pamiętam, nie płoszyła się za 
> bardzo, więc współpraca układała się bardzo miło. Tym niemniej, jakiejś 
> dziewczynie udało się z niej spaść podczas jazdy na lonży. Jakim cudem - 
> nie mam pojęcia, ale jednak.

Zdolni ludzie potrafią i koń nawet bywa w takich sytuacjach bezsilny (chyba, 
że by w locie zębami złapał). Sam osobiście dwa razy spadłem z konia, który 
stałgracznie w miescu.

> Nawiasem mówiąc, jeśli ktoś jeszcze czyta te moje wypociny, to może niech 
> również podzieli się swoimi wrażeniami na temat takiego konia-marzenie, 
> może też macie takie wspomnienia, jak ja?

Wspomnienia mam, ale nie będę sie nimi dzielić, bo jakoś te moje ulubione 
konie nie kończą najlepiej.

3mcie się grzyw ;o) 
Re: Wracam ;]
#16012
Author: Wojciech "Spook" Sura
Date: Sun, 26 Aug 2007 16:21
84 lines
6159 bytes
Wojciech "Spook" Sura wrote:
(...)

Dosyć niestandardowo, bo dzień później, odsłona szósta :)

Właściwie nie byłem do końca przekonany do dzisiejszej jazdy. Po pierwsze, 
pachwiny, mięśnie ud oraz ramion protestowały przeciw jakiemukolwiek 
treningowi - miały dosyć po wczorajszym dwugodzinnym terenie. Po drugie, 
siedziałem wczoraj do północy przy komputerze, a już o siódmej czterdzieści 
zadzwonił budzik - cobym zdążył do kościoła na rano; na mszy mało co nie 
zasnąłem, a zaraz po walnąłem się na łóżko i zdrzemnąłem na 40 minut (czego 
nigdy nie robię). Także pełen sprzecznych uczuć, zaspany i obolały powlokłem 
się... ech, fajnie by było. Poleciałem sprintem na przystanek żeby zdążyć na 
autobus.

Dziś kolejna odmiana - po wczorajszej Arii dostałem dziś siedmioletnią, 
gniadą Deltę. Pierwsze wrażenia podczas czyszczenia bardzo pozytywne, klacz 
bardzo spokojna, bezproblemowa, grzeczna. Stęp również pozytywny - tym 
bardziej, że bardzo ładnie reaguje na łydki i można ją "dopchnąć" łydkami do 
narożników maneżu. Kłus natomiast okazał się bardzo wybijający, pachwiny i 
okolice miały ochotę zawyć.

Paradoksalnie jednak, takie ćwiczenie przy wymęczonych wcześniej mięśniach i 
stawach jest całkiem sensowne - człowiek nie ma większej ochoty trzymać się 
kolanami siodła (to znaczy ma, ale mięśnie są innego zdania), więc zaczyna 
kombinować, jakby się tu utrzymać, nie napracowując się za wiele :) Toteż po 
pierwsze skorzystałem z rad Tomatora podczas półsiadu - jak już wcześniej 
pisałem, można faktycznie sprytnie się rozluźnić, ułatwiając sobie 
amortyzację; ponadto przez chwilę udało mi się nawet trzymać kolana przy 
siodle bez niepotrzebnego używania mięśni ud - ale nie udało mi się 
rozpracować dokładnie na czym polega zabawa - może następnym razem :).

Na koniec instruktor zrobił mi niespodziankę - ustawił kopertę i mogłem 
sobie kilka razy poskakać :) Na razie nie idzie mi zbyt radośnie, brakuje 
zdecydowania podczas prowadzenia konia na przeszkodę; ponadto muszę 
dokładnie nauczyć się współpracować wodzami oraz łydkami, bo z jednej strony 
jechałem na klaczy dosyć do przodu, ale z drugiej, przed przeszkodą łydki 
jednak trzeba użyć. Ponadto muszę jeszcze dokładnie złapać, jaką postawę 
przyjąć podczas i po skoku, bo na razie 90% moich skoków kończy się tak, że 
prawie leżę na szyi konia, przytrzymując się przedniego łęku siodła - albo 
samej szyi; jest to oczywiście równie niewygodne co niepoprawne. Może za 
tydzień :)

Ponadto, nauczyłem się jeszcze jednej rzeczy - ponieważ klacz strasznie 
wywoziła mnie w galopie (wstyd przyznać, ale taka prawda) - instruktor kazał 
mi podczas galopu puścić luźno wewnętrzną wodzę (oddać), przytrzymując klacz 
delikatnie na zewnętrznej. I - kto by pomyślał - działa :) Tak to jest, jak 
człowiek nauczy się nawyków ze sprzętu nieożywionego i potem się dziwi, że 
"pojazd" potrafi zwolnić, jak się puści hamulce :)

Muszę przyznać obiektywnie po jeździe, że Delta bardzo przypadła mi do 
gustu. Kłus ma niewygodny, galop bardzo wyciągnięty, ale z drugiej strony 
bardzo ładnie reaguje na pomoce, wygina się od łydki - no i super skacze. 
Ponadto ta klacz ma najśliczniejsze oczy ze wszystkich koni, które do tej 
pory widziałem - jutro wybiorę się do stadniny ze snajperką (Canon Powershot 
S3 IS, zoom 12x), wezmę jakąś łapówkę (cukier w kostkach + marchewki) i 
postaram się "ustrzelić" jej oczy w trybie macro, jeśli tylko uda mi się, to 
z pewnością wrzucę tu jakiegoś linka. Oj, będą mnie prześladowały te oczy :) 
Coś pięknego.

Cóż poza tym? Obeszliśmy dziś z kumplem wszystkie koniki Książańskie i 
wygłaskaliśmy na wszystkie strony, o źrebolach nie zapominając; przy okazji 
poznałem lepiej chyba jedynego zimnokrwistego konia w stadninie - Warianta. 
Misiu bardzo sympatyczny, z taaaaaką grzywą i taaaaaką grzywką (i taaaaakimi 
kopytami, wolałbym, żeby mi się nie przespacerował po nodze) :) Ciekaw 
jestem, czy to reguła, ale do tej pory wszystkie zimnokrwiste maszyny które 
poznałem, były takimi "misiami" - można było wygłaskać, wyszczotkować, 
wyczyścić kopyta, wyczesać grzywę i ogon - ba, nawet spacerować za zadem w 
jedną i drugą stronę, a konik czasem nawet na krok się nie ruszył ze 
wcześniejszej pozycji - jednocześnie dysponując siłą pozwalającą na 
przebicie się na wylot przez średniej grubości ceglany murek.

Jeśli jeszcze nie zanudziłem nikogo na śmierć, to za tydzień zapewne dramatu 
akt kolejny (pytanie tylko, czy to komedia, tragedia, czy dramat właściwy - 
pozostawiam do oceny bardziej zaawansowanym :))

Pozdrawiam -- Spook.

-- 
! ._______. Warning: Lucida Console sig!    //)    !
! || spk ||    www.spook.freshsite.pl      / _ """*!
! ||_____||        spook at op.pl         / '  | ""!
! |  ___  |   tlen: spoko_ws gg:1290136  /. __/"\ '!
! |_|[]_|_|  May the SOURCE be with you! \/)     \ ! 
Re: Wracam ;]
#16010
Author: Ewa
Date: Sun, 26 Aug 2007 16:35
25 lines
2061 bytes
On 26 Sie, 12:45, "Tomator" <toma...@wiadomoco.onet.pl> wrote:
> Użytkownik "Wojciech "Spook" Sura":
>
> >>> ...i zanim Tomator zdąży odpowiedzieć na odsłonę czwartą, odsłona
> >>> piąta.
>
> >>  A nie zdążyłeś! Nie zdążyłes! Nie zdążyłeś!
>
> > Zauważyłem :)
>
> Widzicie Rzeczy i słyszycie Głosy?
>
> Odsłona piąta pojawiła się 25-go i 22:55, a moja odpowiedź na odsłonę
> czwartą dopiero 26-go i 11:14. Czyli zdążyłeś :o)

 Mylisz się. Twoja odpowiedź na odsłonę czwartą była 25-go o 22:41
( w odsłonie czwartej opisywane są Egida i Abba. Ty o nich się
wypowiadasz już o 22:41, dwie godziny po odsłonie czwartej i 14 minut
PRZED odsłoną piątą, która miała miejsce 25-go o godzinie22:55).

 Wyśpij się i sprawdź ponownie.

 Pozdrawiam obu Panów.

 Ewa
Re: Wracam ;]
#16011
Author: Tomator
Date: Mon, 27 Aug 2007 07:52
9 lines
1498 bytes
Użytkownik "Ewa" <Ewa_Maria@alice.it>

> Mylisz się. Twoja odpowiedź na odsłonę czwartą była 25-go o 22:41
>( w odsłonie czwartej opisywane są Egida i Abba. Ty o nich się
>wypowiadasz już o 22:41, dwie godziny po odsłonie czwartej i 14 minut
>PRZED odsłoną piątą, która miała miejsce 25-go o godzinie22:55).

No rzeczywiście... Za dużo piszę i mi się posty mylą. Ale na pewno zaczał 
pisać zanim ja zacząłem ;o) 
Re: Wracam ;]
#16015
Author: Tomator
Date: Mon, 27 Aug 2007 08:08
65 lines
3878 bytes
Użytkownik "Wojciech "Spook" Sura":

> Na koniec instruktor zrobił mi niespodziankę - ustawił kopertę i mogłem 
> sobie kilka razy poskakać :) Na razie nie idzie mi zbyt radośnie, brakuje 
> zdecydowania podczas prowadzenia konia na przeszkodę; ponadto muszę 
> dokładnie nauczyć się współpracować wodzami oraz łydkami, bo z jednej 
> strony jechałem na klaczy dosyć do przodu, ale z drugiej, przed przeszkodą 
> łydki jednak trzeba użyć. Ponadto muszę jeszcze dokładnie złapać, jaką 
> postawę przyjąć podczas i po skoku, bo na razie 90% moich skoków kończy 
> się tak, że prawie leżę na szyi konia, przytrzymując się przedniego łęku 
> siodła - albo samej szyi; jest to oczywiście równie niewygodne co 
> niepoprawne. Może za tydzień :)

Być może nie przyjmuj żadnej szczególnej postawy podczas skoku? Ćwiczenie na 
skakanie jest takie: jedziesz w korytarzu (żebyć nie musiał koniem 
kierować), rzucasz wodze, ręce prostujesz w bok (udając szybowiec) i - 
najważniejsze - zamykasz oczy. Jedziesz sobie zrównoważonym półsiadem, a 
koń, kiedy przyjdzie czas, skacze. Nie wiesz, kiedy skoczy, nie kombinujesz 
i wtedy wychodzi to najlepiej. Kiedy się ogląda ludzi na skaczących koniach, 
wydaje się, że kłądą się oni na szyję, ale jest to złudzenie - to koń się 
pod nich "podkłada". Jeżeli jeździec rzuca się koniowi na szyję, to tylko z 
wdzięczności PO udanym przejeździe na parkurze ;o)

> Ponadto, nauczyłem się jeszcze jednej rzeczy - ponieważ klacz strasznie 
> wywoziła mnie w galopie (wstyd przyznać, ale taka prawda) - instruktor 
> kazał mi podczas galopu puścić luźno wewnętrzną wodzę (oddać), 
> przytrzymując klacz delikatnie na zewnętrznej. I - kto by pomyślał - 
> działa :)

To elemantarne, drogia Watsonie. Zewnętrzna wodza zamyka drogę, wewnątrzna 
wygina szyję. Chociaż podobno na wielbłądzie jest bardziej "intuicyjnie".

> jutro wybiorę się do stadniny ze snajperką (Canon Powershot S3 IS, zoom 
> 12x),

Zenit + zwierciadlany radziecki 1000mm to jest snajperka. Ewentualnie, jak 
się ma przejśćiówką EF-M45, można zacząć zestaw Canonem.

> wezmę jakąś łapówkę (cukier w kostkach + marchewki)

A to raczej pyskówka ;o)

> postaram się "ustrzelić" jej oczy w trybie macro, jeśli tylko uda mi się, 
> to z pewnością wrzucę tu jakiegoś linka. Oj, będą mnie prześladowały te 
> oczy :) Coś pięknego.

Ładne oczy masz, komu je dasz... :o) Oj, panna będzie zazdrosna!

> Jeśli jeszcze nie zanudziłem nikogo na śmierć, to za tydzień zapewne 
> dramatu akt kolejny (pytanie tylko, czy to komedia, tragedia, czy dramat 
> właściwy - pozostawiam do oceny bardziej zaawansowanym :))

Dramat właściwy:

Osoby: Spook, Koń

Akt I

Spook (cmoka):

Koń (rży):

Spook i koń odjeżdżają w stronę zachodzącego słońca.

I to cały dramat, same didaskalia :o)
Re: Wracam ;]
#16016
Author: Wojciech "Spook" Sura
Date: Mon, 27 Aug 2007 18:57
22 lines
1704 bytes
Wojciech "Spook" Sura wrote:
(...)

Zgodnie z zapowiedzią, zamieszczam oczyska Delty (i samą Deltę):

www.spook.freshsite.pl/Temporary/IMG_0372.JPG
www.spook.freshsite.pl/Temporary/IMG_0080.JPG
www.spook.freshsite.pl/Temporary/IMG_0083.JPG
www.spook.freshsite.pl/Temporary/IMG_0429.JPG

(Uwaga, pliki w oryginalnych rozmiarach, 1600x1200 px)

Oceńcie, czy się słusznie zachwycam ;)

Pozdrawiam -- Spook.

-- 
! ._______. Warning: Lucida Console sig!    //)    !
! || spk ||    www.spook.freshsite.pl      / _ """*!
! ||_____||        spook at op.pl         / '  | ""!
! |  ___  |   tlen: spoko_ws gg:1290136  /. __/"\ '!
! |_|[]_|_|  May the SOURCE be with you! \/)     \ ! 
Re: Wracam ;]
#16021
Author: Monika
Date: Mon, 27 Aug 2007 19:56
9 lines
1338 bytes
Użytkownik "Wojciech "Spook" Sura" <spook.no@unwanted_mail.op.pl> napisał w 
wiadomości news:fav6rf$k3h$1@news.dialog.net.pl...
> Wojciech "Spook" Sura wrote:
> (...)
>
> Zgodnie z zapowiedzią, zamieszczam oczyska Delty (i samą Deltę):

A w oczyskach dużo można zobaczyć :) Zdaje się, że nawet fotografa. 
Re: Wracam ;]
#16023
Author: Tomator
Date: Mon, 27 Aug 2007 20:34
11 lines
1546 bytes
Użytkownik "Wojciech "Spook" Sura"

> Oceńcie, czy się słusznie zachwycam ;)

Oczęta urocze, ale konik niewyczyszczony. Niektórzy ponoć robią koniom do 
zdjęć makijaż. Może to przesada, ale kurz jednak rzuca się w oczy. Następnym 
razem warto poświęcić nieco uwagi nie tylko sprzętowi optycznemu, ale i 
czyszczącemu ;o) Aparaty fotograficzne są wredne i wszystko wyłapią, 
szczególnie zaś to, czego w chwili fotografowania nie dostrzegamy. Są to te 
rzeczy, które dostrzegamy przede wszystkim, kiedy zdjęcia potem oglądamy. To 
nieprawda, że zdjęcie robi się w 1/125 sekundy. 
Re: Wracam ;]
#16022
Author: Wojciech "Spook" Sura
Date: Mon, 27 Aug 2007 21:22
35 lines
2592 bytes
Monika wrote:
> Użytkownik "Wojciech "Spook" Sura" <spook.no@unwanted_mail.op.pl>
> napisał w wiadomości news:fav6rf$k3h$1@news.dialog.net.pl...
>> Wojciech "Spook" Sura wrote:
>> (...)
>>
>> Zgodnie z zapowiedzią, zamieszczam oczyska Delty (i samą Deltę):
>
> A w oczyskach dużo można zobaczyć :) Zdaje się, że nawet fotografa.

A i owszem, ale nie tak dokładnie jak w innym zdjęciu, które kiedyś robiłem. 
Ale nie wyszło, nie będę zamieszczał :)

Ale cóż więcej powiedzieć - bez wprowadzenia jej do profesjonalnego studia 
fotograficznego zapewne braku jakichkolwiek refleksji nie uda mi się 
uzyskać. Ponadto zdjęcie miało być tylko takie do pokazania, nie dbałem za 
bardzo o kompozycję - tym bardziej, że autofocus odmówił współpracy i ostre 
zdjęcia zaczęły wychodzić dopiero na manualu.

Tym niemniej, nikt w końcu nie napisał, czy mój zachwyt jest słuszny; 
wszystkie konie, które znam mają tęczówkę głęboko brązową - Delta jest 
jedyną klaczą w całej stajni, która ma tak jasne oczy. Zauroczyła mnie po 
prostu :)

Postaram się zrobić jej jeszcze kilka zdjęć, które zamieszczę tak szybko, 
jak to tylko będzie możliwe.

Pozdrawiam -- Spook.

-- 
! ._______. Warning: Lucida Console sig!    //)    !
! || spk ||    www.spook.freshsite.pl      / _ """*!
! ||_____||        spook at op.pl         / '  | ""!
! |  ___  |   tlen: spoko_ws gg:1290136  /. __/"\ '!
! |_|[]_|_|  May the SOURCE be with you! \/)     \ ! 
Re: Wracam ;]
#16024
Author: Wojciech "Spook" Sura
Date: Mon, 27 Aug 2007 21:27
32 lines
2665 bytes
Tomator wrote:
> Użytkownik "Wojciech "Spook" Sura"
>
>> Oceńcie, czy się słusznie zachwycam ;)
>
> Oczęta urocze, ale konik niewyczyszczony. Niektórzy ponoć robią
> koniom do zdjęć makijaż. Może to przesada, ale kurz jednak rzuca się
> w oczy. Następnym razem warto poświęcić nieco uwagi nie tylko
> sprzętowi optycznemu, ale i czyszczącemu ;o) Aparaty fotograficzne są
> wredne i wszystko wyłapią, szczególnie zaś to, czego w chwili
> fotografowania nie dostrzegamy. Są to te rzeczy, które dostrzegamy
> przede wszystkim, kiedy zdjęcia potem oglądamy. To nieprawda, że
> zdjęcie robi się w 1/125 sekundy.

Ależ Tomatorze :) Fotki robiłem dziś na szybko, nie zastanawiałem się nad 
kompozycją. Jest dla mnie rzeczą naturalną, że warto konika przeczyścić 
przed sesją fotograficzną, ale muszę wcześniej zdobyć zezwolenie na takową u 
instruktora - no i dobrze się do niej przygotować - zapewne zaprowadzę 
kobyłkę gdzieś na jakąś łąkę i wtedy dopiero będę kombinował nad kompozycją 
fotografii. Artystyczne zdjęcia pozostawię sobie na następny raz :)

Stadnina - to jest dopiero pożeracz czasu. Miałem wpaść koło 13 "na chwilę", 
coby tylko popstrykać fotki Delcie. Wyszedłem stamtąd trochę przed 20.

Pozdrawiam -- Spook.

-- 
! ._______. Warning: Lucida Console sig!    //)    !
! || spk ||    www.spook.freshsite.pl      / _ """*!
! ||_____||        spook at op.pl         / '  | ""!
! |  ___  |   tlen: spoko_ws gg:1290136  /. __/"\ '!
! |_|[]_|_|  May the SOURCE be with you! \/)     \ ! 
Re: Wracam ;]
#16026
Author: Kłapouchy
Date: Tue, 28 Aug 2007 06:24
10 lines
1140 bytes
Dnia 27.08.2007 Wojciech "Spook" Sura <spook.no@unwanted_mail.op.pl> napisał/a:
> Wojciech "Spook" Sura wrote:
...
>
> Oceńcie, czy się słusznie zachwycam ;)
>
> Pozdrawiam -- Spook.
>

Zrób zdjęcie HDR (by można było zobaczyć co się odbija w oku ;)
Re: Wracam ;]
#16025
Author: Tomator
Date: Thu, 30 Aug 2007 07:11
6 lines
1206 bytes
Użytkownik "Wojciech "Spook" Sura":

> Fotki robiłem dziś na szybko (...) Miałem wpaść koło 13 "na chwilę", 
> (...)e. Wyszedłem stamtąd trochę przed 20.

No dobrze. 7 godzin to rzeczywiście mało ;o) 
Re: Wracam ;]
#16027
Author: Wojciech "Spook" Sura
Date: Sun, 02 Sep 2007 20:45
80 lines
5716 bytes
Usenetowo-jeździeckiego blogu część siódma.

Na wstępie poinformuję, że ważniejsze z moich przemyśleń jeździeckich zawrę 
również na mojej stronie internetowej w postaci czegoś w rodzaju blogu - 
zapraszam (link w sygnaturce).

Od ostatniego razu jeździłem dwa razy: wczoraj i dziś. I zarówno wczoraj jak 
i dziś trafił mi się dzień dobroci dla jeźdźca:

- Na kim dziś jeździć?
- A kogo chcesz?

Korzystając z tego faktu jeździłem dwukrotnie na wspominanej wcześniej 
Arii - i dwukrotnie paskudnie wywiozła mnie w galopie, choć muszę przyznać, 
że moje dzisiejsze walki musiały z pewnością wyglądać spektakularnie.

W czym problem? Otóż jest to klacz, na której siedziała dziewczyna, która ją 
strasznie wyszarpała za wodze (novum :-/ ). Przez to w tej chwili klacz 
czasem broni się przed wędzidłem i po ostrzejszej walce potrafi wrzucić 
dwójkę, trójkę, czwórkę i wdusić gaz do dechy. Muszę przyznać, że tak szybko 
dawno nie galopowałem po maneżu. Ponadto klacz jest bardzo do przodu, i 
bardzo rwie się do przodu podczas pojedynczych zagalopowań - gdy koń przede 
mną kłusuje i galopuje, ona już się zrywa do wyciągniętego kłusa lub (jak 
dziś) do galopu.

Cóż; w takich wypadkach postępuję przeważnie w jeden sposób: wszelkimi 
środkami (zaczynając oczywiście od łagodnych) doprowadzam do tego, by klacz 
przeszła do stępa, idę tak przez chwilę i dopiero po chwili spokojnego stępa 
daję wyraźny sygnał do zakłusowania i zagalopowania. Instruktor trochę mnie 
dziś, powiedzmy, zawiódł (czy może rozczarował), gdy usłyszałem od niego, że 
"to już trzeba było jechać". Jeśli chodzi o mnie, to wolałbym w takim 
wypadku zjechać ze ściany i przejść całe kółko stępa bądź wolniutkim kłusem 
niż puścić ją "a, niech już leci" i przejechać kółko do końca. Oczywiście 
nie dlatego, że boję się szybkiego galopu - po prostu chcę mieć konia pod 
kontrolą.

Ponadto nie wiem, jak postępować z takimi końmi do przodu. Myślałem o tym, 
by spytać instruktora, czy mogę galopować za ogonem, ale doszedłem do 
wniosku, że w ten sposób wpłynąłbym tylko negatywnie na klacz, która 
przyzwyczaiłaby się do tego, że jeśli chce iść za ogonem, to bez problemu 
może. Równie chętnie zrezygnowałbym z galopów i pospacerował wewnątrz 
maneżu - lub zamiast galopem zrobił kółko kłusem: podczas jazdy nie chodzi 
mi (tylko) o to, by się wyszaleć w siodle, ale chcę też popracować nad 
koniem na którym jeżdżę.

Ponadto nadal nie umiem poprawnie działać ręką na zaszarpanych koniach. 
Metoda "przytrzymaj-odpuść" w moim przypadku niestety nie funkcjonuje, bo 
kończy się to na tym, że koń na chwilkę zwalnia, a podczas "odpuść" 
natychmiast wraca do poprzedniego tempa. Puszczenie wewnętrznej wodzy w 
przypadku Arii niestety nie zadziałało.

Co do metod proponowanych przez Tomatora - trudno mi powiedzieć, czy jest to 
to, o co mu dokładnie chodziło, ale trochę chyba zaczynam łapać. Podczas 
półsiadu staram się rozluźnić (choć raczej jest to delikatna praca mięśni, 
nie całkowite rozluźnienie) - przez to całe nogi od bioder w dół zamieniają 
się w amortyzatory i jedzie się bardzo wygodnie (inną sprawą jest fakt, że 
dla odmiany bolą mnie mięśnie krzyża). Równie wygodnie można wtedy zadziałać 
łydką - rozpracowałem już chyba przechodzenie przez belki, umiem zadziałać 
łydką w odpowiednim momencie i dziś podczas wszystkich przejazdów klacz 
tylko raz trąciła jedną z czterech belek.

W kłusie wysiadywanym jest trochę trudniej. Fakt - po rozluźnieniu jedzie 
się wygodniej, ale problem polega na tym, że w celu złapania równowagi 
natychmiast napinam wszystkie mięśnie, co powoduje chwilowe usztywnienie - i 
tracę przyczepność do siodła. Może jest na to jakaś rada?

No i to chyba na dziś tyle. Siedzę sobie we Wrocku, gdzie przyjechałem do 
pracy - i następna jazda, niestety, najprawdopodobniej dopiero w sobotę lub 
niedzielę: w międzyczasie będę tonął w kodzie źródłowym. Mam nadzieję, że 
Grupowicze dopiszą (dosłownie i w przenośni) i będziemy mogli sobie pogadać 
na łamach grupy - cobym od tematu się za bardzo nie odsunął ;)

Pozdrawiam -- Spook.

-- 
! ._______. Warning: Lucida Console sig!    //)    !
! || spk ||    www.spook.freshsite.pl      / _ """*!
! ||_____||        spook at op.pl         / '  | ""!
! |  ___  |   tlen: spoko_ws gg:1290136  /. __/"\ '!
! |_|[]_|_|  May the SOURCE be with you! \/)     \ ! 
Thread Navigation

This is a paginated view of messages in the thread with full content displayed inline.

Messages are displayed in chronological order, with the original post highlighted in green.

Use pagination controls to navigate through all messages in large threads.

Back to All Threads