Thread View: alt.pl.konie
31 messages
31 total messages
Started by Wojciech "Spook" Sura
Sun, 29 Jul 2007 15:48
Wracam ;]
Author: Wojciech "Spook" Sura
Date: Sun, 29 Jul 2007 15:48
Date: Sun, 29 Jul 2007 15:48
18 lines
1535 bytes
1535 bytes
Hej :) Po prawie półrocznej przerwie twardo wracam do jazd :) Tym razem w wałbrzyskim PSO Książ. Dziś po pierwszej jeździe na skarogniadej Chochli - świetna klacz, tylko ma bardzo skaczący galop :) Mięśnie do kitu, zero trzymania się kolanami w połowie jazdy, czeka mnie sporo ćwiczeń :( Pozdrawiam -- Spook. -- ! ._______. Warning: Lucida Console sig! //) ! ! || spk || www.spook.freshsite.pl / _ """*! ! ||_____|| spook at op.pl / ' | ""! ! | ___ | tlen: spoko_ws gg:1290136 /. __/"\ '! ! |_|[]_|_| May the SOURCE be with you! \/) \ !
Re: Wracam ;]
Author: Ewa
Date: Sun, 29 Jul 2007 18:50
Date: Sun, 29 Jul 2007 18:50
9 lines
1293 bytes
1293 bytes
On 29 Lip, 17:48, "Wojciech \"Spook\" Sura" <spook.no@unwanted_mail.op.pl> wrote: > Hej :) > > Po prawie półrocznej przerwie twardo wracam do jazd :) No to gratulacje. Ewa
Re: Wracam ;]
Author: Tomator
Date: Sun, 29 Jul 2007 21:22
Date: Sun, 29 Jul 2007 21:22
11 lines
1296 bytes
1296 bytes
Użytkownik "Wojciech "Spook" Sura" : > Po prawie półrocznej przerwie twardo wracam do jazd :) > > Tym razem w wałbrzyskim PSO Książ. Dziś po pierwszej jeździe na > skarogniadej Chochli - świetna klacz, tylko ma bardzo skaczący galop :) > > Mięśnie do kitu, zero trzymania się kolanami w połowie jazdy, czeka mnie > sporo ćwiczeń :( Ja tam się w ogóle nie trzymam kolanami, więc problem mam z głowy :oD
Re: Wracam ;]
Author: Wojciech "Spook" Sura
Date: Sun, 29 Jul 2007 22:05
Date: Sun, 29 Jul 2007 22:05
18 lines
1703 bytes
1703 bytes
Tomator wrote: > Ja tam się w ogóle nie trzymam kolanami, więc problem mam z głowy :oD No ja na tej jeździe się nie trzymałem ;] Klacz była kochana, ale miała bardzo skaczący galop i do tej pory czuję coś w klatce piersiowej, tak mnie wytrzęsła :) Gorzej było z wysiadywanym, póki się trzymałem, to pracowałem biodrami, potem to już była... porażka (wybacz, Chochlo ;]) Pozdrawiam -- Spook. -- ! ._______. Warning: Lucida Console sig! //) ! ! || spk || www.spook.freshsite.pl / _ """*! ! ||_____|| spook at op.pl / ' | ""! ! | ___ | tlen: spoko_ws gg:1290136 /. __/"\ '! ! |_|[]_|_| May the SOURCE be with you! \/) \ !
Re: Wracam ;]
Author: Tomator
Date: Fri, 03 Aug 2007 08:15
Date: Fri, 03 Aug 2007 08:15
13 lines
1616 bytes
1616 bytes
Użytkownik "Wojciech "Spook" Sura": > Gorzej było z wysiadywanym, póki się trzymałem, to pracowałem biodrami, > potem to już była... porażka (wybacz, Chochlo ;]) Chochla ma wiecej do wybaczania temu, co jej takie imę nadał. Jeśli trzymasz sie kolanami, to nie rozluźnisz bioder. Wtedy albo musisz nimi pracować, albo cierpieć. Kiedy się naprawde rozluźnisz, to trzymać się niczym nie musisz, a twoimi biodrami rusza koń, więc masz chwilę odpoczynku. Zresztą - jeżeli wsiadasz dla relaksu, to po cholerę jeździć ćwiczebnym? W szkółce to rozumiem, na czworoboku - rozumiem, ale dla zabawy katują się tylko masochiści. Koń tez woli anglezowanie.
Re: Wracam ;]
Author: Wojciech "Spook" Sura
Date: Fri, 03 Aug 2007 18:19
Date: Fri, 03 Aug 2007 18:19
54 lines
3427 bytes
3427 bytes
Tomator wrote: > Chochla ma wiecej do wybaczania temu, co jej takie imę nadał. Słyszałem inną historię: podobno kiedyś w stadninie jedna z klaczy miała tyle dzieci, że zaczynało brakować imion na "Ż". Stąd jedna z jej córek dostała imię... Żenada. Sędziowie, którzy oglądali źrebaki podobno się za głowę złapali :) > Jeśli trzymasz sie kolanami, to nie rozluźnisz bioder. Wtedy albo > musisz nimi pracować, albo cierpieć. Ok, ale jeśli nie trzymam się kolanami, to w jaki sposób łapać równowagę w siodle? Abstrahując już oczywiście od sytuacji, gdy koń się spłoszy, stanie dęba lub poniesie. > Kiedy się naprawde rozluźnisz, > to trzymać się niczym nie musisz, a twoimi biodrami rusza koń, więc > masz chwilę odpoczynku. Hmm, brzmi nieźle, ale nie umiem w ten sposób jeszcze jeździć, zawsze mnie uczono trzymania się kolanami. Może obecny instruktor trochę nade mną popracuje? Nawiasem mówiąc, taka dygresja: kiedyś miałem okazję jechać na koniu, który miał wadę chodu: chodził inochodem zamiast stępa (nie umiał chodzić stępa). Wtedy to ruszanie biodrami przez konia nabrało zupełnie nowego znaczenia, jeździło się jak na balecie ;) > Zresztą - jeżeli wsiadasz dla relaksu, to po > cholerę jeździć ćwiczebnym? W szkółce to rozumiem, na czworoboku - > rozumiem, ale dla zabawy katują się tylko masochiści. Koń tez woli > anglezowanie. Wiesz; poszedłem na pierwszą jazdę po prostu się rozruszać. Na następnej mam zamiar explicite poprosić instruktora żeby mnie zjeżdżał za wszystkie błędy dosiadu, które robię, dawno nie jeździłem i dosiad strasznie mi się popsuł (a i tak zawsze był dosyć daleki od ideału :)). Nie mam i nigdy nie miałem żadnych ambicji na konkursy, ale z drugiej strony uważam, że skoro jeżdżę, to już niech jeżdżę poprawnie a nie wożę cztery litery w siodle ;] Pojutrze druga jazda, nikt nie pisze na grupę, to nie omieszkam się podzielić wrażeniami :) Pozdrawiam -- Spook. -- ! ._______. Warning: Lucida Console sig! //) ! ! || spk || www.spook.freshsite.pl / _ """*! ! ||_____|| spook at op.pl / ' | ""! ! | ___ | tlen: spoko_ws gg:1290136 /. __/"\ '! ! |_|[]_|_| May the SOURCE be with you! \/) \ !
Re: Wracam ;]
Author: Tomator
Date: Sun, 05 Aug 2007 15:30
Date: Sun, 05 Aug 2007 15:30
94 lines
6104 bytes
6104 bytes
Użytkownik "Wojciech "Spook" Sura": > Słyszałem inną historię: podobno kiedyś w stadninie jedna z klaczy miała > tyle dzieci, że zaczynało brakować imion na "Ż". Stąd jedna z jej córek > dostała imię... Żenada. > > Sędziowie, którzy oglądali źrebaki podobno się za głowę złapali :) Prawie jak "Żaneta". A to imię już nie takie złe... ;o) > Ok, ale jeśli nie trzymam się kolanami, to w jaki sposób łapać równowagę w > siodle? Gdybym ci powiedział, żebyś nie podpierał się nogami jadąc na rowerze, też zadawałbyś takie pytania? Tak naprawdę, to dużo trudniej utrzymać równowagę, gdy trzymasz się kolanami. Po przecież qń jest spadzisty na boki, przynajmniej w miejscu, gdzie masz kolana. Czym bardziej ściśniesz kolana, tym wyżej będą uciekały. Wreszcie masz tabilność jak jajko Kolumba ;o) > Abstrahując już oczywiście od sytuacji, gdy koń się spłoszy, stanie dęba > lub poniesie. Wtedy wiadomo, trochę trzeba popracować. Ale klucz do pewnego i bezpiecznego dosiadu leży w rozluźnieniu. Wyciągasz nogi w dół, do samej trawy. Zaczynając od uda (nie od pięt, na piętach się kończy). Obniżasz swój środek ciężkości, znajdujesz oparcie na strzemionach, które są dużo niżej, niż zazwyczaj się jeździ trzymając kolanami (łatwo do nich dosięgnąć, gdy kolana nie uciakają do nieba). Jeżeli ktoś "zadziera piętę" to najczęściej wynika to właśnie z faktu trzymania się kolanami i ucieczki tychże. W ślad za nimi pięty przesuwają się także do góry, a wówczas jedynym sposobem na zachowanie kontaktu ze strzemieniem jest wyciągnięcie w dół palców. Czym wyżej kolana, pięty i strzemiona, tym bliżej szczytu siedzisz i mniej energii potrzeba, abyś przez ten szczyt w jedną lub drugą stronę przeleciał. Gdy nogi wygiągniesz w dół, uda same przylgną do konia. Gdy nie będziesz ich przyciskać, zachowasz swobodę miednicy. Ta jest, niestety, połączona z udami nie tylko stawami biodrowymi ale też mięśniami, w tym przywodzicielami ud. Gdy napniesz przywodziciele, aby przytrzymać się kolanami, zablokujesz ten biodrowy zawias, powodując usztywnienie całego ciała i ogólną telepkę. To oczywiście ma też wpływ na konia, któremu nie jest wygodnie z takim niezamortyzowanym sztywniakiem na grzbiecie i sam się chroni poprzez usztywnienie grzbietu, nóg i skrócenie chodu. Skutkiem tego są "kwadratowe" chody, których wysiedzenie staje się mniej przyjemne i trudniejsze, a to bardziej skłania do trzymania się wszystkim czym można, żeby chociaż udawać, że się to wysiaduje. Aby palce nie odstawały za bardzo od konia, nie wykręcaj nogi w kostce. Jest to nie tylko bolesne i niewygodne, ale też powodować będzie usztywnienie reszty ciała. Aby skierować palce do konia, należy wykręcić do wewnątrz udo w stawie biodrowym. Bez przesady oczywiście, stopa nie musi być równoległa do konia. Ale pamiętaj przy tym, aby za pomocą mięśni pośladkowych (głębokich, nie dużych) wypychać kolano wzdłuż konia w tył, w srtonę tylnego kopyta. To pozwala utrzymać je we właściwej pozycji. Kiedy dół będzie dobrze siedzieć, połączenie miednicy z kręgosłupem także się rozluźni i będziesz mógł jechać kłusem wysiadywanym całkiem znośnie. Ackolwiek zależy to też od chodu konia - jeżeli będzie choć trochę zebrany, będzie to dużo łatwiejsze. Niestety, oczekiwanie zebrania od konia szkółkowego to jak liczyć na deszcz na Saharze. Ale ponoć czasem tam pada.... >> Kiedy się naprawde rozluźnisz, >> to trzymać się niczym nie musisz, a twoimi biodrami rusza koń, więc >> masz chwilę odpoczynku. > > Hmm, brzmi nieźle, ale nie umiem w ten sposób jeszcze jeździć, zawsze mnie > uczono trzymania się kolanami. Może obecny instruktor trochę nade mną > popracuje? Może, jeżeli wie o co chodzi. Niestey, nawet nasi tutejsi ujeżdzeniowcy (nie wymienię nazwy klubu, choć jest znany) są nauczenie trzymania się kolanami. Wszystko im skacze, ale że skutecznie się trzymają, to wygląda jakby siedzieli. Masakra się robi, gdy z takim sztywnym dosiadem (i koniem przy okazji) próbują coś zrobić. Producenci wypinaczy, batów i ostróg zbijają na tym majątek. > Nie mam i nigdy nie miałem żadnych ambicji na konkursy, ale z drugiej > strony uważam, że skoro jeżdżę, to już niech jeżdżę poprawnie a nie wożę > cztery litery w siodle ;] Dokładnie. Zresztą moim zdaniem ci, którzy startując w klasie L noszą nos w chmurach i uważają się za sportowców są w błędzie. Klasa L to jeszcze rekreacja i na zawody L rekreanci z Niemiec jeżdża całkiem często jako zawodnicy. Po prostu jest to całkiem fajna zabawa - ale tam mają zawody kl. L i LL co dwa tygodnie, a nie, jak u nas, trzy razy w roku na całe województwo. > Pojutrze druga jazda, nikt nie pisze na grupę, to nie omieszkam się > podzielić wrażeniami :) 3M się grzywy :o)
Re: Wracam ;]
Author: Wojciech "Spook" Sura
Date: Sun, 05 Aug 2007 20:30
Date: Sun, 05 Aug 2007 20:30
58 lines
4472 bytes
4472 bytes
No, to jazda druga - zakwasy minimalne, z kolei pachwiny lekko nadwyrężone
po potknięciu się klaczy. Ale siedzę sobie, cały pachnący konikami - czyli
pełna (moi rodzice: prawie pełna) radocha :) Tym niemniej, rodzice są już
nauczeni, że koniki PACHNĄ :) Ale musiałem mamie przypomnieć, że "stadnina"
jest również jednostką czasu ("kiedy wrócisz do domu?").
Co do jazdy: sporo sobie przypomniałem, ale wiem też, że sporo do poprawki:
moje nieszczęsne usztywnianie się, garbienie (zamiast łopatek razem),
niewłaściwy półsiad (za bardzo położony do przodu - klacz potknęła się na
belkach i mało co z siodła nie wyleciałem), nadal nieprzyzwyczajone mięśnie
i tak dalej. Będzie sporo pracy, ale tak ma być :)
Przyznam szczerze, że sporo dają efekty: po pierwszym przejściu przez belki,
i przy moim niewłaściwym półsiadzie, klacz potrąciła dwie, a o trzecią się
potknęła i mało co nie wylądowaliśmy na ziemi. Instruktor zareagował,
poprawił mnie i za drugim razem, przy poprawnym półsiadzie klacz nie
dotknęła ani jednej belki. Ile w tym mojej "zasługi" nie wiem, ale łatwiej
się czegokolwiek uczy, gdy szybko widać efekty - taka mała refleksja. Po raz
wtóry przepraszam Chochlę - ale zaręczam, że jest to pozostałość po czasie,
gdy chodziłem na jazdy podczas których nie było kompletnie instruktażu -
może poza "pięty w dół" i "wyprostuj plecy", więc nie ma w tym mojej złej
woli ;)
Najzabawniejsze jest to, że sporo rzeczy weszło w nawyk. Ot - choćby proste
anglezowanie na prawidłową nogę: zapytany nie będąc w siodle zachodziłbym w
głowę, czy anglezuje się poprawnie na zewnętrzną czy na wewnętrzną. A dziś
zakłusowałem, zerknąłem na łopatki konia - o, nieprawidłowa - odczekałem
takt i zacząłem odruchowo anglezować poprawnie.
Podobnie wydawało mi się, że na ujeżdżalni mijają się zawsze lewe ręce - po
jednej mijance młoda amazonka skarciła mnie, że prawe, więc zrzuciłem moją
niewiedzę na karb długiej przerwy i zacząłem mijać się po prawej. Ale dziś
instruktor poprawił mnie, że jednak mijają się lewe - więc chyba kolejny
nawyk, który wszedł "w krew", prawda? :)
Co do stadniny, to jedyny "mały" hardcore jest taki, że jeździmy na
klaczach, które mają młode źrebole - ssące jeszcze mleko matek. Całe
czyszczenie, ubieranie i rozbieranie koni jest zatem o tyle ciekawsze, że
trzeba cały czas uważać, czy gdzieś w okolicy nie ma ciekawskich zębów lub
zadu, które to są cały czas ciekawe sprawdzić, jak wysoko ktoś może
podskoczyć (lub jak daleko polecieć). Próba rozebrania klaczy przy maluchu,
który właśnie ssie mleko jest również ciekawym wyzwaniem - dziś go nie
podjąłem, poczekałem aż maluch skończy i dopiero wtedy rozebrałem konia
(całe szczęście, klacz była bardzo spokojniutka)
Poza samą jazdą jestem zauroczony klimatem PSO "Książ". Polecam serdecznie
każdemu, kto pojawi się w okolicy - bardzo dobry instruktor (serio!), dużo
koni przeznaczonych do rekreacyji i ten nieziemski klimat Książa - kto był,
ten wie.
Pozdrawiam -- Spook.
--
! ._______. Warning: Lucida Console sig! //) !
! || spk || www.spook.freshsite.pl / _ """*!
! ||_____|| spook at op.pl / ' | ""!
! | ___ | tlen: spoko_ws gg:1290136 /. __/"\ '!
! |_|[]_|_| May the SOURCE be with you! \/) \ !
Re: Wracam ;]
Author: Wojciech "Spook" Sura
Date: Sun, 05 Aug 2007 21:15
Date: Sun, 05 Aug 2007 21:15
13 lines
1473 bytes
1473 bytes
Wojciech "Spook" Sura wrote: > instruktor (serio!), dużo koni przeznaczonych do rekreacyji i ten Auto-ort (mishit): oczywiście rekreacji (lub archaicznie: rekreacyi) Pozdrawiam -- Spook. -- ! ._______. Warning: Lucida Console sig! //) ! ! || spk || www.spook.freshsite.pl / _ """*! ! ||_____|| spook at op.pl / ' | ""! ! | ___ | tlen: spoko_ws gg:1290136 /. __/"\ '! ! |_|[]_|_| May the SOURCE be with you! \/) \ !
Re: Wracam ;]
Author: Ewa
Date: Mon, 06 Aug 2007 11:58
Date: Mon, 06 Aug 2007 11:58
15 lines
1703 bytes
1703 bytes
On 6 Sie, 10:15, "Wojciech \"Spook\" Sura" <spook.no@unwanted_mail.op.pl > > Serdecznie dziękujemy za sprawozdanie. Czekamy na komentarz ( Czyj? > > Chyba wiadomo.) > > Ironia zamierzona, czy jestem przewrażliwiony? Przewrażliwiony ( choć ironizować lubię. Czasem wbrew sobie). W tym wypadku nie miało to miejsca. Bardzo lubię czytać komentarze Tomatora. Po jego naukach aż ma się chęć wleźć na konia i stosować. A Ty udzielanie tych rad prowokujesz. Pozdrawiam Ewa
Re: Wracam ;]
Author: Tomator
Date: Sun, 12 Aug 2007 16:54
Date: Sun, 12 Aug 2007 16:54
13 lines
1642 bytes
1642 bytes
Użytkownik "Ewa": > Bardzo lubię czytać komentarze Tomatora. > Po jego naukach aż ma się chęć wleźć na konia i stosować. Niestety, tym razem nie będzie wymądrzania. Poprawiony dosiad i lepsze efekty na drągach sugerują, że jeśli się koniowi nie przeszkadza, wszystko idzie lepiej. Nawet lekarze wiedzą, że primum non nocere ;o) W Książu niestety nigdy nie byłem, może kiedyś uda mi się tam zawitać. Po tym znanym stadzie ogierów nie należy spodziewać się uprawiania i uczenia pornografii jeździeckiej, więc myślę, że Wojtek może być przy nadziei, że jest w dobrych rękach.
Re: Wracam ;]
Author: Wojciech "Spook" Sura
Date: Sun, 12 Aug 2007 18:39
Date: Sun, 12 Aug 2007 18:39
110 lines
7625 bytes
7625 bytes
Usenetowo-jeździeckiego bloga wpis trzeci :) Starałem się dziś wprowadzić trochę rad Tomatora w życie - a miałem okazję, bo choć klacz na której jeździłem nazywa się Izyda, to zwać się powinna Trampolina. Tak samo, jak jest nóż trener do nauki rzucania, można by powiedzieć, że jest to koń trener do nauki anglezowania. Gdybym w galopie nie zrobił półsiadu, to chyba też bym anglezował. Ale poza tym jest szalenie sympatyczna i spokojna, już ją lubię :) Cóż; po pierwsze załapałem chyba belki: półsiad mam marny, ale wyczaiłem, w których momentach działać łydką - koń łapie odpowiednie tempo i przy odrobinie szczęścia i dobrym dosiadzie nawet nie haczy o żadną belkę. Nie jest to oczywiście wielkie osiągnięcie, ale kroczek do przodu jeśli chodzi o skoki, które uwielbiam; na razie jednak - po takiej przerwie się na pewno przez jakiś czas nie odważę ;) Co do dosiadu, jedyne pozytywne doświadczenie było przy kłusie w półsiadzie - nie wiem, czy tak powinno być, ale po rozluźnieniu mięśni (a szczególnie na tak "rzucającej" klaczy) nogi faktycznie zaczęły spełniać rolę amortyzatorów i jechało się trochę łatwiej. Z usztywnionymi mięśniami było mniej więcej tak, jak podczas kłusa wysiadywanego. Podczas regularnej jazdy gorzej: kłus wysiadywany - o ile nie odchyliłem się dobre 20-30 stopni do tyłu, to była rzeźnia, a z odchyleniem w sumie również. Ale może to też "wina" konia? Niestety, nadal nie mogę złapać w jaki sposób utrzymywać równowagę nie trzymając się siodła kolanami. Podałeś, Tomatorze, wcześniej przykład rowera, ale obawiam się, że nie jest to dobra analogia; nad rowerem mam pełną kontrolę - ba, jestem w stanie przewidzieć, w jaki sposób balansować środkiem ciężkości na kilka(naście) metrów naprzód. Z koniem jest trudniej, bo choć mam "kontrolę" nad kierunkiem jazdy, to wystarczy, że będzie chciał ominąć kamień (o spłoszeniach nawet nie wspominam) - i jeśli nie trzymam się siodła, to "zawisam" na jednym kolanie, co paskudnie działa na pachwiny :( Ponadto na rowerze mogę kontrolować siłę dośrodkową i bezwładności (ba, właściwie ta możliwość pozwala na jazdę na rowerze w ogóle ;)), na koniu już nie w takim stopniu. Może do czego zmierzam: przez utrzymywanie równowagi rozumiem to, że muszę cały czas brać poprawkę na drobne odchylenia od kursu konia, które siłą bezwładności lub odśrodkową zsuwają mnie z siodła. Jeśli nie trzymam się siodła kolanami, to każda taka poprawka oznacza potrzebę znalezienia punktu odniesienia od którego mógłbym się "odbić" bądź "przyciągnąć", by przenieść środek ciężkości - w tej sytuacji sprowadza się to przeważnie do nagłego uchwycenia siodła kolanami. Nie mówię o czymś niemożliwym; co prawda podczas galopu na maneżu można w miarę "wyczuć" siłę odśrodkową gdy koń zakręca, bo ma zbyt duży pęd, by go co chwilę zmieniać; w stępie zakręty są przy zbyt małej prędkości, by mogła zadziałać znacząco siła odśrodkowa - ale już w kłusie każda zmiana kursu skutkuje siłą odśrodkową, która wymaga korekcji. Ponadto podczas galopu w terenie koń - nawet galopując po prostej ścieżce - skręca co chwilę, wybierając miejsce, gdzie nie ma kamieni, omija STRASZLIWĄ KAŁUŻĘ a w ekstremalnych przypadkach uciekając od przerażającego motylka z innego wymiaru. Inną sprawą jest działanie łydkami. Tu jest troszkę inny problem - jeśli nie napnie się mięśnia łydki, to ta pomoc za bardzo nie zadziała (a nawet nie myślę o kopaniu konia łydkami, przecież nie o to chodzi). Z drugiej strony napięcie łydki automatem ciągnie za sobą napięcie mięśni całej nogi; zapamiętałem naukę dawnej nauczycielki gry na pianinie, która powiedziała mi, że jeśli usztywni się jeden palec, to automatem usztywnia się wszystkie - do nadgarstka włącznie. Z nogami jest podobnie. Domyślam się, że można napinać odpowiednie mięśnie na czas potrzebny do zadziałania pomocy, ale chyba nie o to chodzi... tak? Ale walnąłem elaborat ;) Ale naprawdę chcę się dokładnie dowiedzieć, w jaki sposób wygląda taki dosiad, bo brzmi dla mnie dosyć wygodnie i sensownie. A korzystając z okazji, spytam się jeszcze o coś. Podczas jazdy konnej mam trochę - zapewne nieprawidłowych - nawyków z roweru: na przykład gdy podczas zakręcania w prawo klacz skraca drogę, to staram się wrócić na ścieżkę, skręcając (za pomocą pomocy) w lewo. Tymczasem usłyszałem, że niezależnie od tego, co robi klacz, powinienem stosować pomoce do skrętu w prawo, w szczególności prawa wodza odstawiona, a lewa na szyi. Ale przecież w taki sposób pomagam tylko klaczy skracać drogę przez maneż, a nie o to chodzi. Oczywiście gdzieś jest luka w moim rozumowaniu, proszę o skorygowanie :) A poza tym inne wrażenia - przez ostatni dzień trochę padało, więc maneż był trochę "ciapowaty", a na jednej ścianie ziała taaaaka kałuża. Przez kałużę galopuje się fajnie, ale potem trzeba wydłubywać piasek z zębów :) (i szczotkować po jeździe cały brzuch i nogi klaczy). No i źrebole - pstryknąłem kilka fotek, jak wygląda sytuacja, jeśli będą chętni, to gdzieś wywieszę i skomentuję. Jeśli macie ochotę, to mam też gdzieś zachomikowane stare fotki (stare = sprzed 2-3 lat) z PSO Książ, pochwalę się, gdzie jeżdżę :) A miłośników sportów ekstremalnych zapraszam do rozsiodłania, przetarcia sianem i na końcu wyczyszczenia kopyt i wyszczotkowania klaczy stojącej w stanowisku, ze źrebolem, który CHCE DO MAMY! :) I drugim, który wpadł na chwilę zobaczyć, co się dzieje. I kilkunastoma innymi, które stoją po drodze do szczotek i kopystki. Bogu dziękować, że klacz bardzo spokojna i daje ze sobą wszystko robić, inaczej by było 'zabawnie' ;) I na koniec mała ciekawostka. Kupiłem sobie ostatnio szwajcarski scyzoryk, Victorinox model Swiss Champ. Podczas poszukiwania optymalnego modelu natrafiłem na taki: http://www.victorinox.sklep.pl/sklep.php?m_site=katalogwiecej&m_kategoria=31&m_towar=463 :) Pozdrawiam -- Spook. -- ! ._______. Warning: Lucida Console sig! //) ! ! || spk || www.spook.freshsite.pl / _ """*! ! ||_____|| spook at op.pl / ' | ""! ! | ___ | tlen: spoko_ws gg:1290136 /. __/"\ '! ! |_|[]_|_| May the SOURCE be with you! \/) \ !
Re: Wracam ;]
Author: Tomator
Date: Thu, 16 Aug 2007 00:52
Date: Thu, 16 Aug 2007 00:52
72 lines
4920 bytes
4920 bytes
Użytkownik "Wojciech "Spook" Sura" > Starałem się dziś wprowadzić trochę rad Tomatora w życie - a miałem > okazję, bo choć klacz na której jeździłem nazywa się Izyda, to zwać się > powinna Trampolina. Tak samo, jak jest nóż trener do nauki rzucania, można > by powiedzieć, że jest to koń trener do nauki anglezowania. Jak widać, nawet w koniach szkółkowych mozna doszukać się jakichś talentów :o) > Gdybym w galopie nie zrobił półsiadu, to chyba też bym anglezował. Nawet coś takiego widziałem na zawodach skokowych. Da się więc ;o) > kłus wysiadywany - o ile nie odchyliłem się dobre 20-30 stopni do tyłu, to > była rzeźnia, a z odchyleniem w sumie również. Mówią, że jeśli nie czujesz, że jesteś odchylony do tyłu, to znaczy, że jesteś pochylony do przodu. Ale te 30 stopni to już przesada. Faktem jest, że koń o "głębokim" chodzie, szczególnie, jeśli jest duży i kroczy obszernie, stawia wysokie wymagania ruchomości miednicy. Jeździłem kiedyś na takim, że anglezowanie wydawało się metodą ledwie wystarczającą. Jeżeli jednak koń jest dostosowany do wzrostu jeźdźca, to da się wysiedzieć, o ile sam się nie usztywnia, całkiem ładnie. Tyle tylko, że takie warunki są trudne do rozpoczęcia wcielania w życie rozluźnienia. > Niestety, nadal nie mogę złapać w jaki sposób utrzymywać równowagę nie > trzymając się siodła kolanami. Ja nie wiem, jak można ją utrzymywać trzymając się ;o) > choć mam "kontrolę" nad kierunkiem jazdy, to wystarczy, że będzie chciał > ominąć kamień (o spłoszeniach nawet nie wspominam) - i jeśli nie trzymam > się siodła, to "zawisam" na jednym kolanie, co paskudnie działa na > pachwiny :( Jeśli strzemiona masz wysoko, to oczywiście z łatwością przeleciesz w tę lub tamtą stronę. Głęboki dosiad wymaga bowiem obniżenia strzemion. moga wtedy sama przylega do siodła od samej góry do samego dołu i drobne dewiacje kursu nie są żadnym powodem do dyskusji. Natomiast nagły uskok to oparcie się stopą o zwenętrzne strzemię - sam siła odśrodkowa odstawia nogę od konia, a wtedy napięcie łydki już dobrze zapobiega wypadnięciu z zakrętu - i siodła. Oczywiście idea głębokiego dosiadu nie wyklucza użycia przywodzicieli w takich sytuacjach, ale problem polega głównie na tym, że siedząc w siodle nie tyle zsuwasz się w bok, co obracasz - nogi koń ciągnie do wewnątrz, głowę siła odśrodkowa wyrzuca na zewnątrz. powstrzymanie takiego obrotu udem to spora dźwignia i poleganie na tej technice może oznaczać nadwyrężenie przywodziciela. > Jeśli nie trzymam się siodła kolanami, to każda taka poprawka oznacza > potrzebę znalezienia punktu odniesienia od którego mógłbym się "odbić" > bądź "przyciągnąć", by przenieść środek ciężkości - w tej sytuacji > sprowadza się to przeważnie do nagłego uchwycenia siodła kolanami. Siedząc głęboko "wpuszczasz konia między nogi" - sam niejako wpadasz we właściwie miejsce i drobne niedokładności położenia korygują się same pod wpływem siły ciążenia. Gdy trzymasz się kolanami, bezwiednie wyciskasz konia spod siebie - w stanie nieważkości wystrzeliłbyś go jak pestkę wiśni spomiędzy palców (kwestia oczywiście punktu widzenia - z racji różnicy mas raczej Ty wyglądałbyś na wystrzelonego). > w kłusie każda zmiana kursu skutkuje siłą odśrodkową, która wymaga > korekcji. Konie skaczą niedościgle, konie robią małpie figle... Praktyka czyni mistrza (nie mówię o sobie), po pewnym czasie manewny konia nie będą czymś, co będziesz zauważać w kontekście utrzymania równowagi, o ile nie będzie akurat wykonywać nagłych zwrotów o 180 stopni i strzelać baranków ;o) Głęboki dosiad to także maksymalnie obniżony środek ciężkości, a więc mniejszy moment pędu, z jakim musisz się zmagać przy końskich manewrach. (c.d.n.)
Re: Wracam ;]
Author: Tomator
Date: Thu, 16 Aug 2007 00:53
Date: Thu, 16 Aug 2007 00:53
132 lines
9243 bytes
9243 bytes
(c.d.) O, to ja rzucę kawałkiem fizyki: Żeby zlecieć z konia, musisz się obrócić (zostać obróconym). Nieliczne wyjątki to wystrzelenie cię w górę (baranek) i unik konia, po którym opadasz w miejsce, gdzie już go nie ma, lub na przykłąd stanięcie dęba, kiedy zjeżdżasz do tyłu, stając na zieni, z nogami w wypiętych z siodła strzemionach. Ale, wracając do obrotów: Posiadasz coś takiego jak moment bezwładności. Od bezwładności różni się tym, że dotyczy ruchu obrotowego i jest zależny od promienia, czyli odległości masy od środka obrotu. Aby go obliczyć, należałoby scałkować to i owo, ale wartości liczbowe nas tu nie obchodzą, ważniejsze są związki jakościowe niż ilościowe. Moment bezwładności będzie tym większy, im dłuższy będziesz. Jeżeli zakręcisz się na obrotowym krześle, zauważysz, że kręcisz się szybciej, gdy ręce masz prze sobie, niż gdy wyciągniesz je na boki. Tak samo na koniu, gdy siedzisz wyprostowany, z nigami opuszczonymi ku ziemi, moment bezwładności masz większy, niż gdy siedzisz z piętami pod brodą i brodą między kolanami. Koń, zmieniając kierunek działa w bok na Twoje siedzenie. Twój środek ciężkości znajduje się niestety nad siodłem. Odległość tego środka od siedenia ro ramię działania siły. Moment siły to siła mnożona przez owo ramię, czyli jest tym większa im gwałtowniej koń skręca i tym większa, im dalej (czyli wyżej) masz swój środek ciężkości od konia. Aby nie zacząć się obracać, albo aby ten ruch wyhamować, należy ten moment siły zrównoważyć, działając przeciwnie. Z tego, co już napisałem wynika, że najlepiej działać siłą o jak największym ramieniu - na przykład stopą na strzemię. W wyniku działania niezrównoważonego momentu siły otrzymujesz moment obrotowy, czyli pewien pęd w układzie biegunowym. Moment obrotowy jest proporcjonalny do czasu działania siły, momentu siły oraz odwrotnie proporcjonalny do momentu bezwładności. Czas zależy od refleksu i zdolności kierowania koniem. Moment siły zmniejszysz obniżając środek ciężkości, zaś moment bezwładności zwiększysz wydłużając swoje ciało. Głęboki dosiad to prosta postawa, nogi wyciągnięte w dół - a więc i środek ciężkości niżej i moment bezwładności większy. Jednocześnie nisko oparta stopa w strzemieniu i długie puślisko pozwalają na kontrowanie momentu siły w sytuacji awaryjnej z największą możliwą skutecznością. Nieoczekiwanie znajdujemy tu odpowiedź na pytanie, dlaczego początkujący łatwo spadają. Odruchowo pochylają się, co zmniejsza ich moment bezwładności i przyspiesza obrót prowadzący do gleby przy jednoczesnym pozbawieniu się możliwości przeciwdziałania... > Ponadto podczas galopu w terenie koń - nawet galopując po prostej > ścieżce - skręca co chwilę, wybierając miejsce, gdzie nie ma kamieni, > omija STRASZLIWĄ KAŁUŻĘ a w ekstremalnych przypadkach uciekając od > przerażającego motylka z innego wymiaru. Ty też masz oczy. Każdy po jakimś czasie uczy wię postrzegać świat oczami konia, spodziawając się podobnych atrakcji. Koń zaś, mając dłuższy kontakt z takim jeźdźcem (to już raczej nie w szkółce) uczy wię widzieć świat oczami człowieka, nabiera do niego i do świata zaufania i zamiast uciekać, zapędza pieski na podwórka, gdzie ich miejsce :oD > Inną sprawą jest działanie łydkami. Tu jest troszkę inny problem - jeśli > nie napnie się mięśnia łydki, to ta pomoc za bardzo nie zadziała (a nawet > nie myślę o kopaniu konia łydkami, przecież nie o to chodzi). Z drugiej > strony napięcie łydki automatem ciągnie za sobą napięcie mięśni całej > nogi; zapamiętałem naukę dawnej nauczycielki gry na pianinie, która > powiedziała mi, że jeśli usztywni się jeden palec, to automatem usztywnia > się wszystkie - do nadgarstka włącznie. Z nogami jest podobnie. No to na pianinie jest łatwiej, skoro ręka usztywnia się tylko do nadgardstka :o) Co rozumiesz przez napięcie mięśnia łydki? Żaden z mięśni *łydki* nie daje koniowi sygnału poprzez swoje napięcie - za wyjątkiem mięśnia brzuchatego łydki, gdy chce się zadziałać ostrogą. A więc może używasz przywodzicieli ud, którę przyciągają całą nogę do boku konia? Jest to błąd, ponieważ siła, której musisz użyć jest dzielona przez długość uda i długość samej łydki (w takim przypadku najczęściej działasz na konia okolicą scięgna Achillesa - sprawdź gdzie jest brud na butach). Tak więc mocno się zmęczysz, a niewiele zrobisz, w dodatku usztywniasz swoje ciało. Gdy obciągniesz nogę w dół (uruchom mięsień pośladkowy głęboki), łydka powinna przylegać swobodnie do konia w swojej najgrubszej części, mięśniem brzuchatym. Wówczas, aby dać koniowi sygnał, daj sygnał mięśniami zginającymi nogę w kolanie (mięsień dwugłowy uda, mięsień półścięgnisty) - łydka próbując przesunąćsię do tyłu naprze na bok konia, bowiem w miejscu, w którym się znajduje koń wciąż rozszerza się ku tyłowi. Działanie zginaczami kolana nie usztywnia miednicy, możesz zatem niezależni dać sygnał dosiadem. Koń ma skórę dość czułą, aby wiedzeić, gdie usiadła mucha, nie ma więc konieczności działania dużą siłą. Powód niedziałąnia sygnałów na konia jest inny - znieczulenie. Koń znieczula się poprzez sygnały zbyt silno oraz natłok bodźców chaotycznych, gdy np. łytdka obija się o jego boki, niczego nie mówiąc. Jest to szum informacyjny, który koński mózg odfiltrowuje - trzeba się wówczas przez ten szum (przez siebie i innych użytkowników konia szkółkowego generowany) przebić. Jeżeli jednak noga będzie spokojnie spoczywać na boku konia, ten szybko zacznie zauważać niewielkie napięcia mieśni, będące dla niego sygnałem - byle tylko chciało mu się odpowiedzieć... > Domyślam się, że można napinać odpowiednie mięśnie na czas potrzebny do > zadziałania pomocy, ale chyba nie o to chodzi... tak? Dokładnie o to. Więcej nawet: należy zaprzestać oddziaływanie pomocą kiedy tylko koń wykona żądaną czynność. Z jednej strony jest do dla konia nagrodą, z drugiej dla nas odpoczynkiem, z trzeciej zaś sprawia, że kiedy znów chcemy tej pomocy użyć, koń będzie w stanie ją zauważyć (zamiast być przyswyczajonym do ciągłego jej "działania") > Ale walnąłem elaborat ;) TY??? Przynajmniej w jednym poście ci się zmieściło! > A korzystając z okazji, spytam się jeszcze o coś. Podczas jazdy konnej mam > trochę - zapewne nieprawidłowych - nawyków z roweru: na przykład gdy > podczas zakręcania w prawo klacz skraca drogę, to staram się wrócić na > ścieżkę, skręcając (za pomocą pomocy) w lewo. Tymczasem usłyszałem, że > niezależnie od tego, co robi klacz, powinienem stosować pomoce do skrętu w > prawo, w szczególności prawa wodza odstawiona, a lewa na szyi. Ale > przecież w taki sposób pomagam tylko klaczy skracać drogę przez maneż, a > nie o to chodzi. Musisz reagować szybciej, wyczuwając moment, w którym koń "ma ochotę" zrobić nie to, czego się spodziewasz. Skręcając kontrolujesz tor konia będąc cały czas na łuku. Gdybyś jechał na rowerze, ścinając zakręt raczej nie skręcisz koła na zwenątrz - pozostanie ono skręcone do wewnątrz, ale mniej. Z kniem podobnie. Jesteście na łukum, koń ma być wygięty zgodnie z łukiem. Gdy zauważasz, że wpada do zakrętu, przymykasz palce na zwenętrznej wodzy, dodajesz trochę zewnętrznej łydki i w ten sposób korygujesz ruch. Gdy koń idzie zbyt szeroko, przyciskasz nieco mocniej do szyi zewnętrzną wodzę (ale nieprzekładaj ręki przez kłąb), przymykasz palce na wewnętrznej, luzujesz wewnętrzną łydkę, obciążasz bardziej wewnętrzny półdupek. Pamiętaj, że im prędzej zareagujesz, tym lżejszych pomocy będziesz musiał użyć do korekty. A jeżeli po kilku zakrętach wiesz, że koń uwielbia ścinać narożniki, już przed zakrętem odpowiednio go ustawiasz :o) No, to ja kończę. 3M się grzywy, pewnie niedługo blogu część czwarta?
Re: Wracam ;]
Author: Wojciech "Spook" Sura
Date: Fri, 24 Aug 2007 18:30
Date: Fri, 24 Aug 2007 18:30
96 lines
7016 bytes
7016 bytes
Zgodnie z zapowiedzią (Tomatora), blogu jeździecko-usenetowego część czwarta :) Primo: jeździłem dwa razy - za pierwszym razem, jeśli mnie pamięć nie myli, na Egidzie, za drugim razem zaś - na Abbie. Przyznam szczerze, acz ze smutkiem, że nie miałem dużej możliwości skupić się na dosiadzie na każdej z jazd. Egida to klacz z popsutymi hamulcami (czyt. wrażliwa na wędzidło i bardzo do przodu); jest to rodzaj koni, których za bardzo nie lubię, bo nie mam dobrze wyćwiczonej ręki i taka jazda jest i dla mnie (brak kontroli) i dla konia (silna praca wodzami) niezbyt przyjemna. Potencjalnych oburzonych Grupowiczów pragnę natychmiast uspokoić - broń Boże nigdy nie szarpię wodzami, po pierwsze - jestem świadom, że, dyplomatycznie ujmując, koniowi wcale nie musi się takie traktowanie podobać, a po drugie - jest to przeważnie bardzo nieskuteczne. Nauczyłem się kiedyś działać delikatnie, acz stanowczo - gdy na przykład koń nie chce się zatrzymać, to łapię siodło mocniej kolanami - by zyskać punkt podparcia - i hamuję wodzami, powolutku dodając siły - aż do skutku. Z Egidą niestety nie zdawało to egzaminu; wielokrotnie słyszałem już, żeby zastosować metodę "przytrzymaj, puść, przytrzymaj, puść" - na zmianę. W moim przypadku wygląda to niestety tak, że "przytrzymaj" oznacza rzucanie głową niezadowolonego z zadziałania wodzami konia, "puść" oznacza albo wyrównanie do poprzedniego, albo nawet przyspieszenie tempa. O zatrzymaniu mogłem sobie pomarzyć: galopowaliśmy po kolei dookoła maneżu; gdy jednak tylko zagalopowała osoba przede mną, klacz natychmiast zrywała się do kłusa i galopu. Pomny metody stosowanej podczas spłoszeń skierowałem klacz na małą woltę, ale musiałem ją zmusić do zakrętów mniej więcej o 60 stopni, żeby wreszcie przeszła do kłusa. Promień wolty zmniejszałem stopniowo - ba, przekroczyłem łuk, który uważam za "niezdrowy" dla konia, a ona dalej galopowała. Co więcej, po przejściu do stępa i wejściu na ścianę sytuacja powtarzała się. Nawiasem mówiąc, co robić w takiej sytuacji? Galopować oczywiście lubię, ale po takich "ekscesach" najchętniej "zmusiłbym" klacz do tego, by do końca jazdy jechała już kłusem lub stępem. Czego jednak złego nie powiem o tej klaczy, to czuję się w obowiązku zauważyć, że niesamowicie chodzi na łydki. Nie mówię tu o zmianie tempa, ale na przykład o "układaniu" łydkami podczas zakrętu - klacz reguje natychmiast, dopasowując się do działania jeźdźca. Miła sprawa. Wczoraj natomiast, dostałem klacz o imieniu Abba. Wysoka, dosyć silnie zbudowana, stosunkowo spokojna w boksie (choć podobno potrafi ugryźć), na początku sprawiła dosyć pozytywne wrażenie. Cały urok opadł jednak po rozpoczęciu jazdy - okazało się, że klacz jest leniwcem pierwszej kategorii: twardo kombinowała, byle tylko iść za ogonem, reakcja na łydki niewielka, potrafiła uparcie skręcać w lewo z głową wygiętą w prawo o 90 stopni. Poczyniłem również jeszcze jedno spostrzeżenie - konie dzielę na te, które "miękko" i "twardo" reagują na łydkę. Mam nadzieję, że wiecie o co mi chodzi - podczas działania łydką daje się wyczuć, jak bardzo koń odczuje jej działanie, jak "głęboko" działa łydka. U Abby jest z tym dosyć trudno, jest wybitnie "twarda" i czuje się, jakby przyciskało się łydkę do ceglanego murku. Dopiero po bardzo stanowczym użyciu bata - zresztą zasugerowanego przez amazonkę, która znała ową klacz trochę lepiej - udało mi się zagalopować. "Stanowcze użycie bata" w tym wypadku jest dyplomatycznym określeniem dla chwycenia wodzy w jedną rękę i chlaśnięcia klaczy batem po zadzie - czynności, której nie znoszę, ale w tym wypadku najwyraźniej skutecznej. Rekordowo udało mi się przegalopować jedno kółko w całości, klacz wykorzystywała każdą możliwość, żeby przejść do kłusa. Było bardzo dobrze widać, że klacz jest przyzwyczajona do bata - samo ujęcie wodzy w jedną rękę i odstawienie ręki z batem na bok (bez zadziałania) powodowało, że klacz zaczynała się żywiej ruszać. Jedyna satysfakcja, którą wyniosłem z tej lekcji jest taka, że w 90% przypadków udało mi się zsynchronizować użycie bata z zadziałaniem łydką - a tak chyba powinno się go używać. Przyznam szczerze, że nie wyszedłem bardzo zachwycony z tej jazdy. Jeśli posadzi się kierowcę przed kierownicą dowolnego samochodu, to włączy on silnik i ruszy bez problemu. W przypadku jeździectwa nie jest tak samo - koń musi umieć współpracować z jeźdźcem i reagować na pomoce. Jeśli jednak muszę sprać batem konia po to, by zaczął reagować, dla mnie jest coś nie tak: bata używałem zawsze przeważnie po to, by przypomnieć koniowi, że to jednak ja wolałbym dobrać odpowiednią trasę (i niekoniecznie prowadzącą do stajni ;)) - realizując to przez niezbyt mocne puknięcie konia po zadzie - takie, by poczuł, ale również żeby nie zabolało. Raz jeden sprałem klacz z własnej woli, ale jest to tak perfidna, złośliwa (i inteligentna, acz nie w ten sposób co trzeba) klacz, że potrafi człowieka doprowadzić do pasji :) Ba, nawet mnie wtedy zrzuciła po skoku przez przeszkodę. Tyle wrażeń; jutro najprawdopodobniej czeka mnie kolejna jazda - instruktor zaprasza mnie na teren, ale nie jestem do końca pewien, czy już przypomniałem sobie jazdę na tyle, żeby bez większego stresu w ów teren pojechać. Zobaczymy. Oczywiście czekam na wszelkie komentarze :) Pozdrawiam -- Spook. -- ! ._______. Warning: Lucida Console sig! //) ! ! || spk || www.spook.freshsite.pl / _ """*! ! ||_____|| spook at op.pl / ' | ""! ! | ___ | tlen: spoko_ws gg:1290136 /. __/"\ '! ! |_|[]_|_| May the SOURCE be with you! \/) \ !
Re: Wracam ;]
Author: Tomator
Date: Sat, 25 Aug 2007 20:41
Date: Sat, 25 Aug 2007 20:41
39 lines
3132 bytes
3132 bytes
I to wszystko wciąż w Książu? Z tego, co napisałeś, Egida jest typem konia bardzo wrażliwego. Takie konie są bardzo dobre, ale cieżko z nimi w rekreacji. Zbyt wiele różnych, sprzecznych często sygnałów czyni im mętlik w głowie, a nejlepszą obroną jest ucieczka. Dlatego jest taka szybka. Być może stępieje po dłuższej pracy w rekreacji, ale szkoda by było. Abba z kolei jest, jka się zdaje, koniem o silnej osobowości. Nie zrobi, jeśli nie musi. Respektu nie ma, ugryźć potrafi. Taki koń, gdy nie ma ochoty biegać, a w rekracji o taką ochotę trudno, jest ciężki w prowadzeniu. Każde polecenie jest wykonywane z komentrzem "no dobra, jak ju ż muszę, to niech ci będzie". Wbrew pozorom, dobry koń do rekreacji, tzn koń szkółkowy, to wcale nie pierwssza lepsza szkapa. Musi się taki zwierz odznaczać szczególnymi cechami charakteru. Cieprliwość i opiekuńczość to chyba najważniejsze z nich. Konie, które nie posiadają odpowiednich cech są zawsze mniej przyjemne w obcowaniu z nimi. Ale wypada im to chyba wybaczyć, w przeciwnym razie trzeba byłoby z nich zrobić coś smacznego... Od konia na biegunach do konia na olimpijskim parkurze droga daleka :o) Nieprawda, że początkujący kierowca pojedzie każdym samochodem. Są maluszki, pandy, hondy i inne takie... Czasem trzeba się nawysilać, żeby takim z miejsca ruszyć. Czasem trzeba się nawysilać, żeby się potem zatrzymać. A to tak samo jak z końmi - dobry jeździec będzie miał mniej problemów z kierowaniem większą liczbą różnych koni, niż nowicjusz, który doskonale porzadzić sobie potrafi z koniem... na biegunach ;o) Różnica między koniem, a samochodem jest jednak taka, że koń ma swojego autopilota. Dlatego też dopasowanie konia do siebie oznacza więcej pracy, niż ustawienie lusterek i foteli. No, ale co ja się będę wymądrzać... Będziesz miał kiedyś może własnego zwierza, to sam się przekonasz. Podejście masz chyba dobre. Ogólnie to dobrze, że jeździsz na różnych koniach - kiedy będziesz radził sobie z nimi wszystkimi, poradzisz sobie z każdym. Taki trochę survival ;o) Tak więc 3M się grzywy...
Re: Wracam ;]
Author: Wojciech "Spook" Sura
Date: Sat, 25 Aug 2007 20:55
Date: Sat, 25 Aug 2007 20:55
79 lines
5231 bytes
5231 bytes
Wojciech "Spook" Sura wrote: (...) ...i zanim Tomator zdąży odpowiedzieć na odsłonę czwartą, odsłona piąta. Teren! O rany, ale mi się dziś humor poprawił :) Przyznam szczerze, że miałem lekkiego stracha przed wyjechaniem w teren - bądź co bądź nie jeździłem od jakiegoś czasu, a nie czułem się do końca pewnie w siodle. Jednak stara zasada, że jazdy konnej (jak jazdy na rowerze) się nie zapomina, sprawdziła się i teren wyszedł super. Zrobiliśmy dobre 20 km po okolicach Wałbrzycha, obok Starego Książa, przez Pełcznicę, Książański Park Krajobrazowy, później minęliśmy z prawej strony polami Cieszów i wreszcie znów przez Pełcznicę wróciliśmy z powrotem do PSO Książ. Może spyta ktoś: na kim pojechałem w teren? Otóż dostałem młodą, czteroletnią klacz Arię - w której jestem, po tym terenie, po uszy zakochany :) Bardzo przyjemnie się z nią współpracowało, żadnych numerów, spłoszeń, jedyne zastrzeżenie, które do niej mam to fakt, że w stępie bardzo szarpie głową w dół - powycierała mi wodzami skórę po wewnętrznej stronie palców. Auć. Niewielka dygresja: teren jest dla mnie głównie sprawdzeniem wzajemnego zaufania konia i jeźdźca. Jeśli jeździec nie zaufa koniowi (lub w drugą stronę), to teren będzie polegał na ciągłym myśleniu "ciekawe, co ona/on znów wymyśli?", skupieniu na koniu zamiast na samym terenie - czyli generalnie popsuta zabawa. Ponadto mam zwyczaj czasami korzystać z faktu, że nie jadę na rowerze, tylko konno i na przykład schylić się pod "nadlatującymi" gałęziami, ufając, że koń przez ten fragment będzie sam kontrolował kierunek i tempo jazdy. Nawiasem mówiąc, wydaje mi się, że zaufanie, którym koń obdarza jeźdźca często przekracza zaufanie jakim jeździec obdarza konia - warto o tym pomyśleć :) Ponieważ dostałem klacz, na której jechałem po raz pierwszy, jakaś 1/3 terenu to było (prawdopodobnie wzajemne) badanie się mnie z koniem, później jakoś się zgraliśmy i jazda była bardzo przyjemna - w szczególności kilka galopów po polach, które zafundował nam instruktor. Bardzo spodobał mi się fakt, że książańskie klacze nie mają jakichś ambitnych zapędów i wszystkie galopy - nawet po otwartej przestrzeni - były jak po sznurku, nikt nie wyjeżdżał na bok, nikt się nie ścigał itp. Przy okazji zweryfikuję moją wiedzę - jeśli mnie pamięć nie myli, to: a) galop w terenie - półsiad (w sensie: nie wysiadywany); b) kłus w terenie - anglezowany (w sensie: nie wysiadywany); c) kłus po nierównej nawierzchni - raczej półsiad d) jazda pod górkę niezależnie od chodu - półsiad (przenoszę środek ciężkości do przodu) e) jazda z górki stępa - odchylenie się do tyłu (przenoszę środek ciężkości do tyłu) Jazdę z górki kłusem raczej anglezuję, w przypadku galopu, jadę w półsiadzie, acz jest to dla mnie (i zapewne dla konia również) dosyć niewygodne. Oczywiście nie mówię o stromej górce, bo to by było szaleństwo, ale np. o lekkim zjeździe w dół podczas galopu po polach. Dobrze pamiętam? Domyślam się, że powyższe zasady nie są ścisłe i dopasowuje się je do sytuacji; staram się zawsze manewrować środkiem ciężkości, żeby ułatwić koniowi pracę. Poza tym dostałem dziś klacz, która stała sobie spokojnie w boksie, nie musiałem kombinować wśród źreboli, ale później przespacerowałem się do nich, coby wyrobić tygodniową dawkę wygłaskiwania. Rany, ale one mają mięciutką sierść :) Mięciutką jak kaczuszka, normalnie. Pocieszne są te maluchy - pogłaskać jednego, to już zlatuje się dodatkowa trójka, żeby sprawdzić, co się dzieje i czy przypadkiem nie ma czegoś do jedzenia. A jutro kolejna jazda, tym razem regularna, na maneżu. Zobaczymy, jak to będzie. Pozdrawiam -- Spook. -- ! ._______. Warning: Lucida Console sig! //) ! ! || spk || www.spook.freshsite.pl / _ """*! ! ||_____|| spook at op.pl / ' | ""! ! | ___ | tlen: spoko_ws gg:1290136 /. __/"\ '! ! |_|[]_|_| May the SOURCE be with you! \/) \ !
Re: Wracam ;]
Author: Wojciech "Spook" Sura
Date: Sat, 25 Aug 2007 21:15
Date: Sat, 25 Aug 2007 21:15
90 lines
6177 bytes
6177 bytes
Tomator wrote: > I to wszystko wciąż w Książu? Jak najbardziej, jestem coraz bardziej przekonany do tej stadniny. Póki co dopisuje wszystko: ludzie, konie, atmosfera, stadnina jako taka, nawet na sprzęt nie mam co narzekać :) > Z tego, co napisałeś, Egida jest typem konia bardzo wrażliwego. Takie > konie są bardzo dobre, ale cieżko z nimi w rekreacji. Zbyt wiele > różnych, sprzecznych często sygnałów czyni im mętlik w głowie, a > nejlepszą obroną jest ucieczka. Dlatego jest taka szybka. Być może > stępieje po dłuższej pracy w rekreacji, ale szkoda by było. Jeździłem na niej do tej pory tylko raz, ale myślę, że mogę się z Tobą zgodzić. Ponadto myślę, że "dogadam się" z nią, gdy kilka razy na niej pojadę - może uda mi się wyczuć, jak poprawnie pracować wodzami i uda nam się uzgodnić jakieś znośne warunki współpracy :) Podobnie było w poprzedniej stadninie - mówię teraz o strasznej nerwusce Barcelonie. Klacz była świetna, ale wybitnie dla zaawansowanych jeźdźców, ciągnęła do przodu, była straszliwie nerwowa (z nawet lekkich jazd wychodziła mokrusieńka), ale gdy jeździec ją trochę poznał i w jakiś sposób zrozumiał, stawała się prawie że koniem-marzeniem (tym bardziej, że była tak mięciutka w kłusie i galopie, że zyskała miano chodzącej kanapy. > Abba z kolei jest, jka się zdaje, koniem o silnej osobowości. Nie > zrobi, jeśli nie musi. Respektu nie ma, ugryźć potrafi. Taki koń, gdy > nie ma ochoty biegać, a w rekracji o taką ochotę trudno, jest ciężki > w prowadzeniu. Każde polecenie jest wykonywane z komentrzem "no > dobra, jak ju ż muszę, to niech ci będzie". Na to by wychodziło. Tylko się jakoś nie mogę pogodzić z praniem konia batem. Jeśli mnie doprowadzi do szału (jak to niejednokrotnia miała w zwyczaju ruda Czantoria), to i potrafię ze dwa razy przylać. Ale jeśli mam sprać konia tylko po to, żeby zacząć jazdę (słynne dwa baty na "dzień dobry"), to, według mnie, jest coś nie w porządku. Inna sprawa, że Abba w terenie jest zapewne bardzo dobra - można zgadnąć, że karnie idzie za ogonem i nie ma zapędów, by kogoś wyprzedzać, ścigać się itp. > Wbrew pozorom, dobry koń do rekreacji, tzn koń szkółkowy, to wcale nie > pierwssza lepsza szkapa. Musi się taki zwierz odznaczać szczególnymi > cechami charakteru. Cieprliwość i opiekuńczość to chyba najważniejsze > z nich. Konie, które nie posiadają odpowiednich cech są zawsze mniej > przyjemne w obcowaniu z nimi. Ale wypada im to chyba wybaczyć, w > przeciwnym razie trzeba byłoby z nich zrobić coś smacznego... Od > konia na biegunach do konia na olimpijskim parkurze droga daleka :o) No ba :) W życiu spotkałem w sumie trzy konie, którym dałbym przysłowiowe pięć gwiazdek: skarogniadą Toscę, karego ogiera Eryka i kasztanowatą Bierną - pierwsza dwójka z mojej poprzedniej stadniny, obecnie w prywatnych rękach, Bierną znałem z obozu jeździeckiego. Tosca to klacz-marzenie: możnaby posadzić na niej kilkuletnie dziecko, zostawić, a ona na krok by się nie ruszyła. W teren jechałem na niej z wodzami w jednej ręce, zaskarbiła sobie u mnie właściwie pełne zaufanie: nie płoszyła się, szła od łydki, reagowała na polecenia, skakała przez przeszkody, do tego dosyć szybka i równie wytrzymała, coś pięknego. Eryk - mój równolatek, rocznik '85 to najlepiej zajeżdżony koń na którym miałem okazję jeździć - jedynym jego mankamentem było to, że czasem trzeba było troszkę mocniej pracować łydkami albo pomóc sobie lekko batem (lekko, czyli nie prać, tylko puknąć dla przypomnienia, że jednak nadal jestem u góry ;)). Potrafił - jak dla mnie - cuda, z zagalopowaniem ze wstecz włącznie. Na Biernej miałem okazję jeździć tylko dwukrotnie, później poszła pod początkujących jeźdźców; nie mogłem uwierzyć, że koń umie zadziałać na tak delikatnie przyłożoną łydkę i tak delikatnie użyte wodze. Ponadto klacz bardzo spokojna, jeśli dobrze pamiętam, nie płoszyła się za bardzo, więc współpraca układała się bardzo miło. Tym niemniej, jakiejś dziewczynie udało się z niej spaść podczas jazdy na lonży. Jakim cudem - nie mam pojęcia, ale jednak. Nawiasem mówiąc, jeśli ktoś jeszcze czyta te moje wypociny, to może niech również podzieli się swoimi wrażeniami na temat takiego konia-marzenie, może też macie takie wspomnienia, jak ja? > Ogólnie to dobrze, że jeździsz na różnych koniach - kiedy będziesz > radził sobie z nimi wszystkimi, poradzisz sobie z każdym. Taki trochę > survival ;o) Również tak myślę :) > Tak więc 3M się grzywy... I wzajem, do zobaczenia :) Pozdrawiam -- Spook. -- ! ._______. Warning: Lucida Console sig! //) ! ! || spk || www.spook.freshsite.pl / _ """*! ! ||_____|| spook at op.pl / ' | ""! ! | ___ | tlen: spoko_ws gg:1290136 /. __/"\ '! ! |_|[]_|_| May the SOURCE be with you! \/) \ !
Re: Wracam ;]
Author: Tomator
Date: Sun, 26 Aug 2007 09:14
Date: Sun, 26 Aug 2007 09:14
53 lines
3584 bytes
3584 bytes
Użytkownik "Wojciech "Spook" Sura" > Ponadto myślę, że "dogadam się" z nią, gdy kilka razy na niej pojadę - > może uda mi się wyczuć, jak poprawnie pracować wodzami i uda nam się > uzgodnić jakieś znośne warunki współpracy :) Właśnie. Czasem gdy mnie ktoś pytał na jeździe, jak się z koniem dogadać, mówiłem "spytaj się konia". W końcu jeździectwo to sport zespołowy ;o) > Abba w terenie jest zapewne bardzo dobra - można zgadnąć, że karnie idzie > za ogonem i nie ma zapędów, by kogoś wyprzedzać, ścigać się itp. Nie byłbym tego taki pewien. Kiedy zechce, może "wyrwać laczki" - szczególnie w stronę stajni, bo czym prędzej tam dobiegnie, tym prędzej zsiądziesz. > Eryk - mój równolatek, rocznik '85 to najlepiej zajeżdżony koń na którym > miałem okazję jeździć Ujeżdżony. Zajeżdżony to koń prawie surowy, jeszcze nie ujeżdżony, ale "już" pozwalający na sobie jeździć. Może też być zajeżdżony w sensie negatywnym (np. na śmierć), ale na takim już nie ma przyjemności z jazdy. > Jedynym jego mankamentem było to, że czasem trzeba było troszkę mocniej > pracować łydkami albo pomóc sobie lekko batem (lekko, czyli nie prać, > tylko puknąć > dla przypomnienia, że jednak nadal jestem u góry ;)). Potrafił - jak dla > mnie - cuda, z zagalopowaniem ze wstecz włącznie. Z ogierami rozmawia się po męsku. Nie znaczy to, że brutalnie, ale na pewno koonkretnie. One zaś uznając przywództwo jeźdźca poterafią bardzo dużo zrobić na zasadzie czystego, hierarchicznego układu. Czasem trzeba przypomnieć, kto jest szefem, ale na ogół współpraca układa się bez większych nieporozumień. Najbardziej lubię jeździeć właśnie na ogierach :o) > Ponadto klacz bardzo spokojna, jeśli dobrze pamiętam, nie płoszyła się za > bardzo, więc współpraca układała się bardzo miło. Tym niemniej, jakiejś > dziewczynie udało się z niej spaść podczas jazdy na lonży. Jakim cudem - > nie mam pojęcia, ale jednak. Zdolni ludzie potrafią i koń nawet bywa w takich sytuacjach bezsilny (chyba, że by w locie zębami złapał). Sam osobiście dwa razy spadłem z konia, który stałgracznie w miescu. > Nawiasem mówiąc, jeśli ktoś jeszcze czyta te moje wypociny, to może niech > również podzieli się swoimi wrażeniami na temat takiego konia-marzenie, > może też macie takie wspomnienia, jak ja? Wspomnienia mam, ale nie będę sie nimi dzielić, bo jakoś te moje ulubione konie nie kończą najlepiej. 3mcie się grzyw ;o)
Re: Wracam ;]
Author: Wojciech "Spook" Sura
Date: Sun, 26 Aug 2007 16:21
Date: Sun, 26 Aug 2007 16:21
84 lines
6159 bytes
6159 bytes
Wojciech "Spook" Sura wrote: (...) Dosyć niestandardowo, bo dzień później, odsłona szósta :) Właściwie nie byłem do końca przekonany do dzisiejszej jazdy. Po pierwsze, pachwiny, mięśnie ud oraz ramion protestowały przeciw jakiemukolwiek treningowi - miały dosyć po wczorajszym dwugodzinnym terenie. Po drugie, siedziałem wczoraj do północy przy komputerze, a już o siódmej czterdzieści zadzwonił budzik - cobym zdążył do kościoła na rano; na mszy mało co nie zasnąłem, a zaraz po walnąłem się na łóżko i zdrzemnąłem na 40 minut (czego nigdy nie robię). Także pełen sprzecznych uczuć, zaspany i obolały powlokłem się... ech, fajnie by było. Poleciałem sprintem na przystanek żeby zdążyć na autobus. Dziś kolejna odmiana - po wczorajszej Arii dostałem dziś siedmioletnią, gniadą Deltę. Pierwsze wrażenia podczas czyszczenia bardzo pozytywne, klacz bardzo spokojna, bezproblemowa, grzeczna. Stęp również pozytywny - tym bardziej, że bardzo ładnie reaguje na łydki i można ją "dopchnąć" łydkami do narożników maneżu. Kłus natomiast okazał się bardzo wybijający, pachwiny i okolice miały ochotę zawyć. Paradoksalnie jednak, takie ćwiczenie przy wymęczonych wcześniej mięśniach i stawach jest całkiem sensowne - człowiek nie ma większej ochoty trzymać się kolanami siodła (to znaczy ma, ale mięśnie są innego zdania), więc zaczyna kombinować, jakby się tu utrzymać, nie napracowując się za wiele :) Toteż po pierwsze skorzystałem z rad Tomatora podczas półsiadu - jak już wcześniej pisałem, można faktycznie sprytnie się rozluźnić, ułatwiając sobie amortyzację; ponadto przez chwilę udało mi się nawet trzymać kolana przy siodle bez niepotrzebnego używania mięśni ud - ale nie udało mi się rozpracować dokładnie na czym polega zabawa - może następnym razem :). Na koniec instruktor zrobił mi niespodziankę - ustawił kopertę i mogłem sobie kilka razy poskakać :) Na razie nie idzie mi zbyt radośnie, brakuje zdecydowania podczas prowadzenia konia na przeszkodę; ponadto muszę dokładnie nauczyć się współpracować wodzami oraz łydkami, bo z jednej strony jechałem na klaczy dosyć do przodu, ale z drugiej, przed przeszkodą łydki jednak trzeba użyć. Ponadto muszę jeszcze dokładnie złapać, jaką postawę przyjąć podczas i po skoku, bo na razie 90% moich skoków kończy się tak, że prawie leżę na szyi konia, przytrzymując się przedniego łęku siodła - albo samej szyi; jest to oczywiście równie niewygodne co niepoprawne. Może za tydzień :) Ponadto, nauczyłem się jeszcze jednej rzeczy - ponieważ klacz strasznie wywoziła mnie w galopie (wstyd przyznać, ale taka prawda) - instruktor kazał mi podczas galopu puścić luźno wewnętrzną wodzę (oddać), przytrzymując klacz delikatnie na zewnętrznej. I - kto by pomyślał - działa :) Tak to jest, jak człowiek nauczy się nawyków ze sprzętu nieożywionego i potem się dziwi, że "pojazd" potrafi zwolnić, jak się puści hamulce :) Muszę przyznać obiektywnie po jeździe, że Delta bardzo przypadła mi do gustu. Kłus ma niewygodny, galop bardzo wyciągnięty, ale z drugiej strony bardzo ładnie reaguje na pomoce, wygina się od łydki - no i super skacze. Ponadto ta klacz ma najśliczniejsze oczy ze wszystkich koni, które do tej pory widziałem - jutro wybiorę się do stadniny ze snajperką (Canon Powershot S3 IS, zoom 12x), wezmę jakąś łapówkę (cukier w kostkach + marchewki) i postaram się "ustrzelić" jej oczy w trybie macro, jeśli tylko uda mi się, to z pewnością wrzucę tu jakiegoś linka. Oj, będą mnie prześladowały te oczy :) Coś pięknego. Cóż poza tym? Obeszliśmy dziś z kumplem wszystkie koniki Książańskie i wygłaskaliśmy na wszystkie strony, o źrebolach nie zapominając; przy okazji poznałem lepiej chyba jedynego zimnokrwistego konia w stadninie - Warianta. Misiu bardzo sympatyczny, z taaaaaką grzywą i taaaaaką grzywką (i taaaaakimi kopytami, wolałbym, żeby mi się nie przespacerował po nodze) :) Ciekaw jestem, czy to reguła, ale do tej pory wszystkie zimnokrwiste maszyny które poznałem, były takimi "misiami" - można było wygłaskać, wyszczotkować, wyczyścić kopyta, wyczesać grzywę i ogon - ba, nawet spacerować za zadem w jedną i drugą stronę, a konik czasem nawet na krok się nie ruszył ze wcześniejszej pozycji - jednocześnie dysponując siłą pozwalającą na przebicie się na wylot przez średniej grubości ceglany murek. Jeśli jeszcze nie zanudziłem nikogo na śmierć, to za tydzień zapewne dramatu akt kolejny (pytanie tylko, czy to komedia, tragedia, czy dramat właściwy - pozostawiam do oceny bardziej zaawansowanym :)) Pozdrawiam -- Spook. -- ! ._______. Warning: Lucida Console sig! //) ! ! || spk || www.spook.freshsite.pl / _ """*! ! ||_____|| spook at op.pl / ' | ""! ! | ___ | tlen: spoko_ws gg:1290136 /. __/"\ '! ! |_|[]_|_| May the SOURCE be with you! \/) \ !
Re: Wracam ;]
Author: Ewa
Date: Sun, 26 Aug 2007 16:35
Date: Sun, 26 Aug 2007 16:35
25 lines
2061 bytes
2061 bytes
On 26 Sie, 12:45, "Tomator" <toma...@wiadomoco.onet.pl> wrote: > Użytkownik "Wojciech "Spook" Sura": > > >>> ...i zanim Tomator zdąży odpowiedzieć na odsłonę czwartą, odsłona > >>> piąta. > > >> A nie zdążyłeś! Nie zdążyłes! Nie zdążyłeś! > > > Zauważyłem :) > > Widzicie Rzeczy i słyszycie Głosy? > > Odsłona piąta pojawiła się 25-go i 22:55, a moja odpowiedź na odsłonę > czwartą dopiero 26-go i 11:14. Czyli zdążyłeś :o) Mylisz się. Twoja odpowiedź na odsłonę czwartą była 25-go o 22:41 ( w odsłonie czwartej opisywane są Egida i Abba. Ty o nich się wypowiadasz już o 22:41, dwie godziny po odsłonie czwartej i 14 minut PRZED odsłoną piątą, która miała miejsce 25-go o godzinie22:55). Wyśpij się i sprawdź ponownie. Pozdrawiam obu Panów. Ewa
Re: Wracam ;]
Author: Tomator
Date: Mon, 27 Aug 2007 07:52
Date: Mon, 27 Aug 2007 07:52
9 lines
1498 bytes
1498 bytes
Użytkownik "Ewa" <Ewa_Maria@alice.it> > Mylisz się. Twoja odpowiedź na odsłonę czwartą była 25-go o 22:41 >( w odsłonie czwartej opisywane są Egida i Abba. Ty o nich się >wypowiadasz już o 22:41, dwie godziny po odsłonie czwartej i 14 minut >PRZED odsłoną piątą, która miała miejsce 25-go o godzinie22:55). No rzeczywiście... Za dużo piszę i mi się posty mylą. Ale na pewno zaczał pisać zanim ja zacząłem ;o)
Re: Wracam ;]
Author: Tomator
Date: Mon, 27 Aug 2007 08:08
Date: Mon, 27 Aug 2007 08:08
65 lines
3878 bytes
3878 bytes
Użytkownik "Wojciech "Spook" Sura": > Na koniec instruktor zrobił mi niespodziankę - ustawił kopertę i mogłem > sobie kilka razy poskakać :) Na razie nie idzie mi zbyt radośnie, brakuje > zdecydowania podczas prowadzenia konia na przeszkodę; ponadto muszę > dokładnie nauczyć się współpracować wodzami oraz łydkami, bo z jednej > strony jechałem na klaczy dosyć do przodu, ale z drugiej, przed przeszkodą > łydki jednak trzeba użyć. Ponadto muszę jeszcze dokładnie złapać, jaką > postawę przyjąć podczas i po skoku, bo na razie 90% moich skoków kończy > się tak, że prawie leżę na szyi konia, przytrzymując się przedniego łęku > siodła - albo samej szyi; jest to oczywiście równie niewygodne co > niepoprawne. Może za tydzień :) Być może nie przyjmuj żadnej szczególnej postawy podczas skoku? Ćwiczenie na skakanie jest takie: jedziesz w korytarzu (żebyć nie musiał koniem kierować), rzucasz wodze, ręce prostujesz w bok (udając szybowiec) i - najważniejsze - zamykasz oczy. Jedziesz sobie zrównoważonym półsiadem, a koń, kiedy przyjdzie czas, skacze. Nie wiesz, kiedy skoczy, nie kombinujesz i wtedy wychodzi to najlepiej. Kiedy się ogląda ludzi na skaczących koniach, wydaje się, że kłądą się oni na szyję, ale jest to złudzenie - to koń się pod nich "podkłada". Jeżeli jeździec rzuca się koniowi na szyję, to tylko z wdzięczności PO udanym przejeździe na parkurze ;o) > Ponadto, nauczyłem się jeszcze jednej rzeczy - ponieważ klacz strasznie > wywoziła mnie w galopie (wstyd przyznać, ale taka prawda) - instruktor > kazał mi podczas galopu puścić luźno wewnętrzną wodzę (oddać), > przytrzymując klacz delikatnie na zewnętrznej. I - kto by pomyślał - > działa :) To elemantarne, drogia Watsonie. Zewnętrzna wodza zamyka drogę, wewnątrzna wygina szyję. Chociaż podobno na wielbłądzie jest bardziej "intuicyjnie". > jutro wybiorę się do stadniny ze snajperką (Canon Powershot S3 IS, zoom > 12x), Zenit + zwierciadlany radziecki 1000mm to jest snajperka. Ewentualnie, jak się ma przejśćiówką EF-M45, można zacząć zestaw Canonem. > wezmę jakąś łapówkę (cukier w kostkach + marchewki) A to raczej pyskówka ;o) > postaram się "ustrzelić" jej oczy w trybie macro, jeśli tylko uda mi się, > to z pewnością wrzucę tu jakiegoś linka. Oj, będą mnie prześladowały te > oczy :) Coś pięknego. Ładne oczy masz, komu je dasz... :o) Oj, panna będzie zazdrosna! > Jeśli jeszcze nie zanudziłem nikogo na śmierć, to za tydzień zapewne > dramatu akt kolejny (pytanie tylko, czy to komedia, tragedia, czy dramat > właściwy - pozostawiam do oceny bardziej zaawansowanym :)) Dramat właściwy: Osoby: Spook, Koń Akt I Spook (cmoka): Koń (rży): Spook i koń odjeżdżają w stronę zachodzącego słońca. I to cały dramat, same didaskalia :o)
Re: Wracam ;]
Author: Wojciech "Spook" Sura
Date: Mon, 27 Aug 2007 18:57
Date: Mon, 27 Aug 2007 18:57
22 lines
1704 bytes
1704 bytes
Wojciech "Spook" Sura wrote: (...) Zgodnie z zapowiedzią, zamieszczam oczyska Delty (i samą Deltę): www.spook.freshsite.pl/Temporary/IMG_0372.JPG www.spook.freshsite.pl/Temporary/IMG_0080.JPG www.spook.freshsite.pl/Temporary/IMG_0083.JPG www.spook.freshsite.pl/Temporary/IMG_0429.JPG (Uwaga, pliki w oryginalnych rozmiarach, 1600x1200 px) Oceńcie, czy się słusznie zachwycam ;) Pozdrawiam -- Spook. -- ! ._______. Warning: Lucida Console sig! //) ! ! || spk || www.spook.freshsite.pl / _ """*! ! ||_____|| spook at op.pl / ' | ""! ! | ___ | tlen: spoko_ws gg:1290136 /. __/"\ '! ! |_|[]_|_| May the SOURCE be with you! \/) \ !
Re: Wracam ;]
Author: Monika
Date: Mon, 27 Aug 2007 19:56
Date: Mon, 27 Aug 2007 19:56
9 lines
1338 bytes
1338 bytes
Użytkownik "Wojciech "Spook" Sura" <spook.no@unwanted_mail.op.pl> napisał w wiadomości news:fav6rf$k3h$1@news.dialog.net.pl... > Wojciech "Spook" Sura wrote: > (...) > > Zgodnie z zapowiedzią, zamieszczam oczyska Delty (i samą Deltę): A w oczyskach dużo można zobaczyć :) Zdaje się, że nawet fotografa.
Re: Wracam ;]
Author: Tomator
Date: Mon, 27 Aug 2007 20:34
Date: Mon, 27 Aug 2007 20:34
11 lines
1546 bytes
1546 bytes
Użytkownik "Wojciech "Spook" Sura" > Oceńcie, czy się słusznie zachwycam ;) Oczęta urocze, ale konik niewyczyszczony. Niektórzy ponoć robią koniom do zdjęć makijaż. Może to przesada, ale kurz jednak rzuca się w oczy. Następnym razem warto poświęcić nieco uwagi nie tylko sprzętowi optycznemu, ale i czyszczącemu ;o) Aparaty fotograficzne są wredne i wszystko wyłapią, szczególnie zaś to, czego w chwili fotografowania nie dostrzegamy. Są to te rzeczy, które dostrzegamy przede wszystkim, kiedy zdjęcia potem oglądamy. To nieprawda, że zdjęcie robi się w 1/125 sekundy.
Re: Wracam ;]
Author: Wojciech "Spook" Sura
Date: Mon, 27 Aug 2007 21:22
Date: Mon, 27 Aug 2007 21:22
35 lines
2592 bytes
2592 bytes
Monika wrote: > Użytkownik "Wojciech "Spook" Sura" <spook.no@unwanted_mail.op.pl> > napisał w wiadomości news:fav6rf$k3h$1@news.dialog.net.pl... >> Wojciech "Spook" Sura wrote: >> (...) >> >> Zgodnie z zapowiedzią, zamieszczam oczyska Delty (i samą Deltę): > > A w oczyskach dużo można zobaczyć :) Zdaje się, że nawet fotografa. A i owszem, ale nie tak dokładnie jak w innym zdjęciu, które kiedyś robiłem. Ale nie wyszło, nie będę zamieszczał :) Ale cóż więcej powiedzieć - bez wprowadzenia jej do profesjonalnego studia fotograficznego zapewne braku jakichkolwiek refleksji nie uda mi się uzyskać. Ponadto zdjęcie miało być tylko takie do pokazania, nie dbałem za bardzo o kompozycję - tym bardziej, że autofocus odmówił współpracy i ostre zdjęcia zaczęły wychodzić dopiero na manualu. Tym niemniej, nikt w końcu nie napisał, czy mój zachwyt jest słuszny; wszystkie konie, które znam mają tęczówkę głęboko brązową - Delta jest jedyną klaczą w całej stajni, która ma tak jasne oczy. Zauroczyła mnie po prostu :) Postaram się zrobić jej jeszcze kilka zdjęć, które zamieszczę tak szybko, jak to tylko będzie możliwe. Pozdrawiam -- Spook. -- ! ._______. Warning: Lucida Console sig! //) ! ! || spk || www.spook.freshsite.pl / _ """*! ! ||_____|| spook at op.pl / ' | ""! ! | ___ | tlen: spoko_ws gg:1290136 /. __/"\ '! ! |_|[]_|_| May the SOURCE be with you! \/) \ !
Re: Wracam ;]
Author: Wojciech "Spook" Sura
Date: Mon, 27 Aug 2007 21:27
Date: Mon, 27 Aug 2007 21:27
32 lines
2665 bytes
2665 bytes
Tomator wrote: > Użytkownik "Wojciech "Spook" Sura" > >> Oceńcie, czy się słusznie zachwycam ;) > > Oczęta urocze, ale konik niewyczyszczony. Niektórzy ponoć robią > koniom do zdjęć makijaż. Może to przesada, ale kurz jednak rzuca się > w oczy. Następnym razem warto poświęcić nieco uwagi nie tylko > sprzętowi optycznemu, ale i czyszczącemu ;o) Aparaty fotograficzne są > wredne i wszystko wyłapią, szczególnie zaś to, czego w chwili > fotografowania nie dostrzegamy. Są to te rzeczy, które dostrzegamy > przede wszystkim, kiedy zdjęcia potem oglądamy. To nieprawda, że > zdjęcie robi się w 1/125 sekundy. Ależ Tomatorze :) Fotki robiłem dziś na szybko, nie zastanawiałem się nad kompozycją. Jest dla mnie rzeczą naturalną, że warto konika przeczyścić przed sesją fotograficzną, ale muszę wcześniej zdobyć zezwolenie na takową u instruktora - no i dobrze się do niej przygotować - zapewne zaprowadzę kobyłkę gdzieś na jakąś łąkę i wtedy dopiero będę kombinował nad kompozycją fotografii. Artystyczne zdjęcia pozostawię sobie na następny raz :) Stadnina - to jest dopiero pożeracz czasu. Miałem wpaść koło 13 "na chwilę", coby tylko popstrykać fotki Delcie. Wyszedłem stamtąd trochę przed 20. Pozdrawiam -- Spook. -- ! ._______. Warning: Lucida Console sig! //) ! ! || spk || www.spook.freshsite.pl / _ """*! ! ||_____|| spook at op.pl / ' | ""! ! | ___ | tlen: spoko_ws gg:1290136 /. __/"\ '! ! |_|[]_|_| May the SOURCE be with you! \/) \ !
Re: Wracam ;]
Author: Kłapouchy
Date: Tue, 28 Aug 2007 06:24
Date: Tue, 28 Aug 2007 06:24
10 lines
1140 bytes
1140 bytes
Dnia 27.08.2007 Wojciech "Spook" Sura <spook.no@unwanted_mail.op.pl> napisał/a: > Wojciech "Spook" Sura wrote: ... > > Oceńcie, czy się słusznie zachwycam ;) > > Pozdrawiam -- Spook. > Zrób zdjęcie HDR (by można było zobaczyć co się odbija w oku ;)
Re: Wracam ;]
Author: Tomator
Date: Thu, 30 Aug 2007 07:11
Date: Thu, 30 Aug 2007 07:11
6 lines
1206 bytes
1206 bytes
Użytkownik "Wojciech "Spook" Sura": > Fotki robiłem dziś na szybko (...) Miałem wpaść koło 13 "na chwilę", > (...)e. Wyszedłem stamtąd trochę przed 20. No dobrze. 7 godzin to rzeczywiście mało ;o)
Re: Wracam ;]
Author: Wojciech "Spook" Sura
Date: Sun, 02 Sep 2007 20:45
Date: Sun, 02 Sep 2007 20:45
80 lines
5716 bytes
5716 bytes
Usenetowo-jeździeckiego blogu część siódma. Na wstępie poinformuję, że ważniejsze z moich przemyśleń jeździeckich zawrę również na mojej stronie internetowej w postaci czegoś w rodzaju blogu - zapraszam (link w sygnaturce). Od ostatniego razu jeździłem dwa razy: wczoraj i dziś. I zarówno wczoraj jak i dziś trafił mi się dzień dobroci dla jeźdźca: - Na kim dziś jeździć? - A kogo chcesz? Korzystając z tego faktu jeździłem dwukrotnie na wspominanej wcześniej Arii - i dwukrotnie paskudnie wywiozła mnie w galopie, choć muszę przyznać, że moje dzisiejsze walki musiały z pewnością wyglądać spektakularnie. W czym problem? Otóż jest to klacz, na której siedziała dziewczyna, która ją strasznie wyszarpała za wodze (novum :-/ ). Przez to w tej chwili klacz czasem broni się przed wędzidłem i po ostrzejszej walce potrafi wrzucić dwójkę, trójkę, czwórkę i wdusić gaz do dechy. Muszę przyznać, że tak szybko dawno nie galopowałem po maneżu. Ponadto klacz jest bardzo do przodu, i bardzo rwie się do przodu podczas pojedynczych zagalopowań - gdy koń przede mną kłusuje i galopuje, ona już się zrywa do wyciągniętego kłusa lub (jak dziś) do galopu. Cóż; w takich wypadkach postępuję przeważnie w jeden sposób: wszelkimi środkami (zaczynając oczywiście od łagodnych) doprowadzam do tego, by klacz przeszła do stępa, idę tak przez chwilę i dopiero po chwili spokojnego stępa daję wyraźny sygnał do zakłusowania i zagalopowania. Instruktor trochę mnie dziś, powiedzmy, zawiódł (czy może rozczarował), gdy usłyszałem od niego, że "to już trzeba było jechać". Jeśli chodzi o mnie, to wolałbym w takim wypadku zjechać ze ściany i przejść całe kółko stępa bądź wolniutkim kłusem niż puścić ją "a, niech już leci" i przejechać kółko do końca. Oczywiście nie dlatego, że boję się szybkiego galopu - po prostu chcę mieć konia pod kontrolą. Ponadto nie wiem, jak postępować z takimi końmi do przodu. Myślałem o tym, by spytać instruktora, czy mogę galopować za ogonem, ale doszedłem do wniosku, że w ten sposób wpłynąłbym tylko negatywnie na klacz, która przyzwyczaiłaby się do tego, że jeśli chce iść za ogonem, to bez problemu może. Równie chętnie zrezygnowałbym z galopów i pospacerował wewnątrz maneżu - lub zamiast galopem zrobił kółko kłusem: podczas jazdy nie chodzi mi (tylko) o to, by się wyszaleć w siodle, ale chcę też popracować nad koniem na którym jeżdżę. Ponadto nadal nie umiem poprawnie działać ręką na zaszarpanych koniach. Metoda "przytrzymaj-odpuść" w moim przypadku niestety nie funkcjonuje, bo kończy się to na tym, że koń na chwilkę zwalnia, a podczas "odpuść" natychmiast wraca do poprzedniego tempa. Puszczenie wewnętrznej wodzy w przypadku Arii niestety nie zadziałało. Co do metod proponowanych przez Tomatora - trudno mi powiedzieć, czy jest to to, o co mu dokładnie chodziło, ale trochę chyba zaczynam łapać. Podczas półsiadu staram się rozluźnić (choć raczej jest to delikatna praca mięśni, nie całkowite rozluźnienie) - przez to całe nogi od bioder w dół zamieniają się w amortyzatory i jedzie się bardzo wygodnie (inną sprawą jest fakt, że dla odmiany bolą mnie mięśnie krzyża). Równie wygodnie można wtedy zadziałać łydką - rozpracowałem już chyba przechodzenie przez belki, umiem zadziałać łydką w odpowiednim momencie i dziś podczas wszystkich przejazdów klacz tylko raz trąciła jedną z czterech belek. W kłusie wysiadywanym jest trochę trudniej. Fakt - po rozluźnieniu jedzie się wygodniej, ale problem polega na tym, że w celu złapania równowagi natychmiast napinam wszystkie mięśnie, co powoduje chwilowe usztywnienie - i tracę przyczepność do siodła. Może jest na to jakaś rada? No i to chyba na dziś tyle. Siedzę sobie we Wrocku, gdzie przyjechałem do pracy - i następna jazda, niestety, najprawdopodobniej dopiero w sobotę lub niedzielę: w międzyczasie będę tonął w kodzie źródłowym. Mam nadzieję, że Grupowicze dopiszą (dosłownie i w przenośni) i będziemy mogli sobie pogadać na łamach grupy - cobym od tematu się za bardzo nie odsunął ;) Pozdrawiam -- Spook. -- ! ._______. Warning: Lucida Console sig! //) ! ! || spk || www.spook.freshsite.pl / _ """*! ! ||_____|| spook at op.pl / ' | ""! ! | ___ | tlen: spoko_ws gg:1290136 /. __/"\ '! ! |_|[]_|_| May the SOURCE be with you! \/) \ !
Thread Navigation
This is a paginated view of messages in the thread with full content displayed inline.
Messages are displayed in chronological order, with the original post highlighted in green.
Use pagination controls to navigate through all messages in large threads.
Back to All Threads