🚀 go-pugleaf

RetroBBS NetNews Server

Inspired by RockSolid Light RIP Retro Guy

Thread View: alt.pl.garfield
31 messages
31 total messages Started by Puck Sun, 04 Nov 2001 12:06
nowy temat
#2920
Author: Puck
Date: Sun, 04 Nov 2001 12:06
13 lines
1486 bytes
W ramach rozruszania grupy:

Przed chwilką spotkałem frikusia na gg. troszku sobie pogadaliśmy, a
tu nagle:
  frikozoid: (12:32)
  kochasz mnie troszke?

załamało mnie to... :\

-- 
<< Puck gg#937829  phn#+48600986485  mailto:puck@go2.pl >>
<< The  second  stage  of the  illness: high  fever and >>
<< severe  infectiousness.    Phyrexian  progress notes >>
Re: nowy temat
#2921
Author: Gophi
Date: Mon, 05 Nov 2001 11:19
12 lines
2635 bytes
_)ep
>   frikozoid: (12:32)
>   kochasz mnie troszke?

Jajarz się znalazł. :) No bo to chyba nie było na poważnie?

-- 
Take care * Gophi * Synth & Trance Fan & Maker * GG#413992     _|_|  _|_|
Pierwszy, honorowy i najwytrwalszy członek fanklubu Obiego   _|_|_|_|_|_|_|
http://www.thx.to/gophi/ * Voice only, no SMS +48503963441     _|_|_|_|_|
This message is PPL-Licensed. See http://ppl.7thGuard.net/       _|_|_|
Bored? Surf to news:alt.pl.fan.gopher - only for fanatics!         _|
Re: nowy temat
#2922
Author: Puck
Date: Tue, 06 Nov 2001 12:20
13 lines
1676 bytes
"Gophi" <tir2000@skrzynka.pl> napisał(a) w
<Gophi.N.5.11.2001.12968.1@Gopher.fan.club>    coś,   co  w  kawałku
przytoczyłem poniżej:

> >   frikozoid: (12:32)
> >   kochasz mnie troszke?
> Jajarz się znalazł. :) No bo to chyba nie było na poważnie?

Nie  było  poważnie...  on  jest  trochę nie tego, przeciez wiesz...

-- 
<< Puck gg#937829  phn#+48600986485  mailto:puck@go2.pl >>
<< Warning: File -- 'C:\OE\sygnaturka14.txt' not found! >>
Re: nowy temat
#2923
Author: Madi
Date: Sat, 10 Nov 2001 09:32
22 lines
1568 bytes
Dnia Tue, 06 Nov 2001 13:20:38 +0100, Puck <puck@go2.pl> zaskoczył(a)
nas czymś takim:

> "Gophi" <tir2000@skrzynka.pl> napisał(a) w
> <Gophi.N.5.11.2001.12968.1@Gopher.fan.club>    coś,   co  w  kawałku
> przytoczyłem poniżej:
> 
> > >   frikozoid: (12:32)
> > >   kochasz mnie troszke?
> > Jajarz się znalazł. :) No bo to chyba nie było na poważnie?
> 
> Nie  było  poważnie...  on  jest  trochę nie tego, przeciez wiesz...

a ja nic nie wiem, może mi ktoś wytłumaczy?


-- 
pozdrowionka
Madi
'Nie ma nic równie pięknego i godnego,
niż dobrze i należycie spełniać swą rolę 
człowieka' / Michel Equem de Montaigne
Re: nowy temat
#2946
Author: Madi
Date: Sat, 10 Nov 2001 09:32
21 lines
1319 bytes
Dnia Sun, 04 Nov 2001 13:06:43 +0100, Puck <puck@go2.pl> zaskoczył(a)
nas czymś takim:

> W ramach rozruszania grupy:
> 
> Przed chwilką spotkałem frikusia na gg. troszku sobie pogadaliśmy, a
> tu nagle:
>   frikozoid: (12:32)
>   kochasz mnie troszke?
> 
> załamało mnie to... :\

hehe... też tak bym chciał. :D


-- 
pozdrowionka
Madi
'Nie ma nic równie pięknego i godnego,
niż dobrze i należycie spełniać swą rolę 
człowieka' / Michel Equem de Montaigne
Re: nowy temat
#2924
Author: Puck
Date: Sat, 10 Nov 2001 11:03
12 lines
1750 bytes
Madi  <madi16@wp.pl> napisał(a) w <10944.1@madi.is.the.best> coś, co
w kawałku przytoczyłem poniżej:

> > Nie  było  poważnie...  on  jest  trochę nie tego, przeciez wiesz...
> a ja nic nie wiem, może mi ktoś wytłumaczy?

Czasami dziwnie się zachowuje... nic więcej.

-- 
<< Puck gg#937829  phn#+48600986485  mailto:puck@go2.pl >>
<< "Czy  rozmawiając  z  kimś  przez  telefon   używasz >>
<< poprawnego  kodowania  polskich  liter?"  (c)  Puck  >>
Re: nowy temat
#2947
Author: Puck
Date: Sat, 10 Nov 2001 11:04
13 lines
1627 bytes
Madi  <madi16@wp.pl> napisał(a) w <10943.1@madi.is.the.best> coś, co
w kawałku przytoczyłem poniżej:

[kochasz mnie troszke?]
> > załamało mnie to... :\
> hehe... też tak bym chciał. :D

Nie chciał byś tego usłyszeć od Friko...

-- 
<< Puck gg#937829  phn#+48600986485  mailto:puck@go2.pl >>
<< "Creation is no great feat. Anything you make, I can >>
<< unmake in a heartbeat."        Alexi,  zephyr mage   >>
Re: nowy temat
#2925
Author: Madi
Date: Sat, 10 Nov 2001 14:07
15 lines
1445 bytes
Dnia Sat, 10 Nov 2001 12:03:35 +0100, Puck <puck@go2.pl> zaskoczył(a)
nas czymś takim:

> > > Nie  było  poważnie...  on  jest  trochę nie tego, przeciez wiesz...
> > a ja nic nie wiem, może mi ktoś wytłumaczy?
> Czasami dziwnie się zachowuje... nic więcej.

a ja nic o Frikozoidzie nie wiem.

-- 
Madiś
życie potrafi przygnieść...
chciałbym umieć cofać czas...
ale nie potrafię, nie jestem Bogiem
nie ma sensu, aby żyć na tym marnym świecie!
Re: nowy temat
#2948
Author: Madi
Date: Sat, 10 Nov 2001 14:07
16 lines
1307 bytes
Dnia Sat, 10 Nov 2001 12:04:31 +0100, Puck <puck@go2.pl> zaskoczył(a)
nas czymś takim:

> [kochasz mnie troszke?]
> > > załamało mnie to... :\
> > hehe... też tak bym chciał. :D
> Nie chciał byś tego usłyszeć od Friko...

nie zna Friko

-- 
Madiś
życie potrafi przygnieść...
chciałbym umieć cofać czas...
ale nie potrafię, nie jestem Bogiem
nie ma sensu, aby żyć na tym marnym świecie!
Re: nowy temat
#2926
Author: Puck
Date: Sat, 10 Nov 2001 23:26
11 lines
1717 bytes
Madi  <madi16@wp.pl> napisał(a) w <11024.1@madi.is.the.best> coś, co
w kawałku przytoczyłem poniżej:

> > Czasami dziwnie się zachowuje... nic więcej.
> a ja nic o Frikozoidzie nie wiem.

To ten co miał objawy pierdolca... zresztą nvm.

-- 
<< Puck gg#937829  phn#+48600986485  mailto:puck@go2.pl >>
<< "Zatrzymajcie ten świat, ja wysiadam!"  (c) Grzesiek >>
Re: nowy temat
#2949
Author: Puck
Date: Sat, 10 Nov 2001 23:27
11 lines
1637 bytes
Madi  <madi16@wp.pl> napisał(a) w <11025.1@madi.is.the.best> coś, co
w kawałku przytoczyłem poniżej:

> > Nie chciał byś tego usłyszeć od Friko...
> nie zna Friko

Ale    nie  chciałbyś...  a  może  chcesz  poznać?  frikozoid@go2.pl

-- 
<< Puck gg#937829  phn#+48600986485  mailto:puck@go2.pl >>
<< "OS/2 będzie platformą lat 90"  (c)  Bill Gates '89  >>
Re: nowy temat
#2927
Author: Madi
Date: Sun, 11 Nov 2001 09:36
15 lines
1501 bytes
Dnia Sun, 11 Nov 2001 00:26:37 +0100, Puck <puck@go2.pl> zaskoczył(a)
nas czymś takim:

> > > Czasami dziwnie się zachowuje... nic więcej.
> > a ja nic o Frikozoidzie nie wiem.
> To ten co miał objawy pierdolca... zresztą nvm.

widziałem go kilka razy na GGG, ale nie czytałem go

-- 
Madiś
życie potrafi przygnieść...
chciałbym umieć cofać czas...
ale nie potrafię, nie jestem Bogiem
nie ma sensu, aby żyć na tym marnym świecie!
Re: nowy temat
#2950
Author: Madi
Date: Sun, 11 Nov 2001 09:36
15 lines
1374 bytes
Dnia Sun, 11 Nov 2001 00:27:25 +0100, Puck <puck@go2.pl> zaskoczył(a)
nas czymś takim:

> > > Nie chciał byś tego usłyszeć od Friko...
> > nie zna Friko
> Ale    nie  chciałbyś...  a  może  chcesz  poznać?  frikozoid@go2.pl

nie. :)

-- 
Madiś
życie potrafi przygnieść...
chciałbym umieć cofać czas...
ale nie potrafię, nie jestem Bogiem
nie ma sensu, aby żyć na tym marnym świecie!
Re: nowy temat
#2928
Author: Puck
Date: Mon, 12 Nov 2001 02:44
12 lines
1918 bytes
Madi  <mad...@wp.pl> napisał(a) w <11065.1@madi.is.the.best> coś, co
w kawałku przytoczyłem poniżej:

> > To ten co miał objawy pierdolca... zresztą nvm.
> widziałem go kilka razy na GGG, ale nie czytałem go

Yup. Dobrze zrobiłeś. ;)

-- 
<< Puck gg#937829  phn#+48600986485  mailto:pu...@go2.pl >>
<< "Warning:  dial error!  Please  enter  PUK  code ... >>
<< PUK code error!  Sim karta zjeb*na"     (c)  Piecuś  >>
Re: nowy temat
#2929
Author: Madi
Date: Mon, 12 Nov 2001 13:31
16 lines
1499 bytes
Dnia Mon, 12 Nov 2001 03:44:20 +0100, Puck <puck@go2.pl> zaskoczył(a)
nas czymś takim:


> > > To ten co miał objawy pierdolca... zresztą nvm.
> > widziałem go kilka razy na GGG, ale nie czytałem go
> Yup. Dobrze zrobiłeś. ;)

nie lubisz go? :\

-- 
madiś
dlaczego tak musi być? 
dlaczego jestem do dupy? 
dlaczego muszę zawsze wszystko zjebać? :(
dlaczego... dlaczego?!
Re: nowy temat
#2930
Author: Puck
Date: Mon, 12 Nov 2001 17:28
12 lines
1785 bytes
Madi  <madi16@wp.pl> napisał(a) w <11105.1@madi.is.the.best> coś, co
w kawałku przytoczyłem poniżej:

[Friko]
> > Yup. Dobrze zrobiłeś. ;)
> nie lubisz go? :\

Trochę...

-- 
<< Puck gg#937829  phn#+48600986485  mailto:puck@go2.pl >>
<< "To tak jakby Gates wziął się za Linux'a"  (c) Grześ >>
Re: nowy temat
#2931
Author: Puck
Date: Sat, 19 Aug 2023 16:17
22 lines
1557 bytes
On 10 Nov 2001 at 11:32:40 CET, "Madi" <madi16@wp.pl> wrote:

>>>>   frikozoid: (12:32)
>>>>   kochasz mnie troszke?
>>> Jajarz się znalazł. :) No bo to chyba nie było na poważnie?
>> 
>> Nie  było  poważnie...  on  jest  trochę nie tego, przeciez wiesz...
> 
> a ja nic nie wiem, może mi ktoś wytłumaczy?

Necroposting like it’s 1999.

Napisałem wczoraj do friko smsa. Zerknąłem, że poprzedni był w historii
12 lat wcześniej (z dokładnością do 3 dni!). Odpisał zaraz:
> Zabawne, że piszesz, bo przedwczoraj o Tobie myślałem.

Tak, nie mieliśmy kontaktu przez ten czas, ale jakimś cudem mnie
sciągnął myślami. :)


-- 
Winning popularity contests since ’85
Re: nowy temat
#2932
Author: Arnold Ziffel
Date: Mon, 21 Aug 2023 08:05
44 lines
2732 bytes
Puck <puck@dx.one.pl> wrote:

> On 10 Nov 2001 at 11:32:40 CET, "Madi" <madi16@wp.pl> wrote:

Ociepanie. Madi w 2021 faktycznie był madi16. Teraz to madi38 jest.

Ciekawe co tam u madi16 / madi38.

>>>>>   frikozoid: (12:32)
>>>>>   kochasz mnie troszke?
>>>> Jajarz się znalazł. :) No bo to chyba nie było na poważnie?
>>> 
>>> Nie  było  poważnie...  on  jest  trochę nie tego, przeciez wiesz...
>> 
>> a ja nic nie wiem, może mi ktoś wytłumaczy?
> 
> Necroposting like it's 1999.

Yup :) Złota łopata!

> Napisałem wczoraj do friko smsa. Zerknąłem, że poprzedni był w historii
> 12 lat wcześniej (z dokładnością do 3 dni!). Odpisał zaraz:
>> Zabawne, że piszesz, bo przedwczoraj o Tobie myślałem.

Hah, no patrz :) Ja z nim nigdy nie rozmawiałem jakoś więcej, ale że 
ludzie mają ten sam numer przez 12 lat (i więcej)... ja przez ten czas 
przerobiłem już z 10 :) Ale ja zmieniam numer w momencie, w którym ma go 
za dużo ludzi, którzy mają go nie mieć. Teraz mam dwa, w tym jeden do 
podawania tym, którzy potencjalnie mogą kiedyś mieć go nie mieć.

Friko ma kontakt z Madim?

Bylinek próbował odzyskać kontakt z Shivo, ale chyba jakoś nie wyszło.

> Tak, nie mieliśmy kontaktu przez ten czas, ale jakimś cudem mnie
> sciągnął myślami. :)

Telepatologia ;)

-- 
Po operacji chirurg pyta pacjenta:
- Czy jest pan przesądny?
- Nie, panie doktorze...
- To dobrze, bo od jutra będzie pan wstawał z łóżka tylko lewą nogą.
Re: nowy temat
#2933
Author: Puck
Date: Mon, 21 Aug 2023 10:09
44 lines
2795 bytes
On 21 Aug 2023 at 10:05:30 CEST, "Arnold Ziffel" <Arnold Ziffel> wrote:

> Puck <puck@dx.one.pl> wrote:
>> On 10 Nov 2001 at 11:32:40 CET, "Madi" <madi16@wp.pl> wrote:
> Ociepanie. Madi w 2021 faktycznie był madi16. Teraz to madi38 jest.


Widzicie dzieci, taka nauka. Mógł sobie od razu założyć madi85
i mieć z głowy.

Fuck, ja chyba nigdzie nie mam loginu z cyferkami :D

> Ciekawe co tam u madi16 / madi38.

I don’t disagree with that statement. Ale nie odpowiada na moje zaczepki
na socialach, a numeru nie mam. W ogóle ostatnio zdałem sobie sprawę,
że cała masa ludzi nie odpowiada na zaczepki, we wszelakich kanałach,
czy to sociale, czy maile, ale nawet SMS-y. Nie wiem, czy piszę w próżnię,
czy mnie wolą olewać po prostu :D


>> Napisałem wczoraj do friko smsa. Zerknąłem, że poprzedni był w historii
>> 12 lat wcześniej (z dokładnością do 3 dni!). Odpisał zaraz:
>>> Zabawne, że piszesz, bo przedwczoraj o Tobie myślałem.
> Hah, no patrz :) Ja z nim nigdy nie rozmawiałem jakoś więcej, ale że
> ludzie mają ten sam numer przez 12 lat (i więcej)... ja przez ten czas
> przerobiłem już z 10 :) Ale ja zmieniam numer w momencie, w którym ma go
> za dużo ludzi, którzy mają go nie mieć. Teraz mam dwa, w tym jeden do
> podawania tym, którzy potencjalnie mogą kiedyś mieć go nie mieć.

Ja teraz pracowałem w telco, co nauczyło mnie jak szybko i sprawnie
wpiąć sobie nowy numer jako przekierowanie do istniejącego, albo w ogóle
obsługiwany z boku, voipem. Jak sprzedawałem mieszkanie, to mi się przydało:
skończyłem, wypiąłem numer i miałem spokój.

> Friko ma kontakt z Madim?

Nie, w ogóle Friko nie hasał z nami po usenecie, tylko przez chwilę
był na GGG. Wątpię, żebyście nawet IRL go spotkali. Myśmy razem do
szkoły chodzili, stąd my ten kontakt mamy jako-taki.


-- 
Winning popularity contests since ’85
Re: nowy temat
#2934
Author: Arnold Ziffel
Date: Mon, 21 Aug 2023 14:26
51 lines
3283 bytes
Puck <puck@dx.one.pl> wrote:

>> Puck <puck@dx.one.pl> wrote:
>>> On 10 Nov 2001 at 11:32:40 CET, "Madi" <madi16@wp.pl> wrote:
>> Ociepanie. Madi w 2021 faktycznie był madi16. Teraz to madi38 jest.
> 
> Widzicie dzieci, taka nauka. Mógł sobie od razu założyć madi85
> i mieć z głowy.

Albo jak ja w 2000 tir2000 ;)

> Fuck, ja chyba nigdzie nie mam loginu z cyferkami :D

Ja czasem mam, jak mi nie zależy, a login jest zajęty. Ale nie kojarzę 
teraz konkretnego miejsca.

>> Ciekawe co tam u madi16 / madi38.
> 
> I don't disagree with that statement. Ale nie odpowiada na moje zaczepki
> na socialach, a numeru nie mam. W ogóle ostatnio zdałem sobie sprawę,
> że cała masa ludzi nie odpowiada na zaczepki, we wszelakich kanałach,
> czy to sociale, czy maile, ale nawet SMS-y. Nie wiem, czy piszę w próżnię,
> czy mnie wolą olewać po prostu :D

Może to stare profile. Ja przez jakiś czas miałem dwa profile na fb, ale 
na jeden się nie logowałem (a drugi był na inne dane), więc jakby mnie tam 
ktoś zaczepiał, to nawet bym się nie dowiedział. Teraz już nieaktywne są 
wszystkie.

Myślę, że Madi nie ma powodu, żeby cię olewać :)

> Ja teraz pracowałem w telco, co nauczyło mnie jak szybko i sprawnie
> wpiąć sobie nowy numer jako przekierowanie do istniejącego, albo w ogóle
> obsługiwany z boku, voipem. Jak sprzedawałem mieszkanie, to mi się przydało:
> skończyłem, wypiąłem numer i miałem spokój.

Ja się na voipach w ogóle nie znam :) Numer wirtualny wpiąć? U operatora 
voipa?

>> Friko ma kontakt z Madim?
> 
> Nie, w ogóle Friko nie hasał z nami po usenecie, tylko przez chwilę
> był na GGG. Wątpię, żebyście nawet IRL go spotkali. Myśmy razem do
> szkoły chodzili, stąd my ten kontakt mamy jako-taki.

To mi się kojarzyło że to był znajomy Zwiechy, jak Zdolny :)

-- 
Na egzaminie na uczelnie o profilu informatycznym pytaja się nowego
kandydata jakie zna komedy jakiegos jezyka programowania.
- Gora, dol, lewo, prawo i fajer....
Re: nowy temat
#2935
Author: Puck
Date: Mon, 21 Aug 2023 16:11
54 lines
3562 bytes
On 21 Aug 2023 at 16:26:44 CEST, "Arnold Ziffel" <Arnold Ziffel> wrote:

>>> Ciekawe co tam u madi16 / madi38.
>> I don't disagree with that statement. Ale nie odpowiada na moje zaczepki
>> na socialach, a numeru nie mam. W ogóle ostatnio zdałem sobie sprawę,
>> że cała masa ludzi nie odpowiada na zaczepki, we wszelakich kanałach,
>> czy to sociale, czy maile, ale nawet SMS-y. Nie wiem, czy piszę w próżnię,
>> czy mnie wolą olewać po prostu :D
> Może to stare profile. Ja przez jakiś czas miałem dwa profile na fb, ale
> na jeden się nie logowałem (a drugi był na inne dane), więc jakby mnie tam
> ktoś zaczepiał, to nawet bym się nie dowiedział. Teraz już nieaktywne są
> wszystkie.

No, to fakt, że teraz nie ma opcji stwierdzić, czy ktoś jest na jakimś
komunikatorze aktywny, czy nie. Ale na aktywnych profilach FB też potrafię
dostawać ignora :)

> Myślę, że Madi nie ma powodu, żeby cię olewać :)

Oj, to chyba myślenie życzeniowe. Ja sam jestem w stanie sobie wymyślić
kilka. Głównym jest ten, że jesteśmy/jestem niejako ikoną tych niechlubnych
czasów, do których może wcale nie mieć ochoty powracać :P


>> Ja teraz pracowałem w telco, co nauczyło mnie jak szybko i sprawnie
>> wpiąć sobie nowy numer jako przekierowanie do istniejącego, albo w ogóle
>> obsługiwany z boku, voipem. Jak sprzedawałem mieszkanie, to mi się przydało:
>> skończyłem, wypiąłem numer i miałem spokój.
> Ja się na voipach w ogóle nie znam :) Numer wirtualny wpiąć? U operatora
> voipa?

Z regulacjami EU się zrobiło trochę trudniej, bo trzeba tożsamość
potwierdzać, ale generalnie tak: masa jest niewielkich operatorów
VoIP, gdzie za 2, 5, 10zł miesięcznie można utrzymywać numer PSTN.
A co potem się z nim stanie, to już od Ciebie zależy -- możesz
generalnie forwardować albo na inny numer, albo na adres VoIP.

Dzisiaj wszystkie numery są praktycznie wirtualne, BTW. Znaczy
cyfrowe — strefy numeracyjne nie mają znaczenia, bo cały ruch i tak
jest zamieniany na digitalowy jak tylko trafia do operatora,
a potem jest rutowany do odpowiedniego abonenta.

Znaczy, nie zawsze.

Mieliśmy takiego buga, że wdzwaniając się na jeden z takich numerów,
które kupiliśmy do użycia w naszej aplikacji, zamiast tej zgłaszała
się infolinia tureckiej loterii :) Ktoś nie dokonfigurował jakiegoś
routingu na granicy operatorów właśnie i szło w jakiś kosmos.

W ogóle branża telco jest fajna, a mam wrażenie, że w US jeszcze
ciekawsza. Vide: https://gimletmedia.com/shows/reply-all/awh2a4

-- 
Winning popularity contests since ’85
Re: nowy temat
#2936
Author: Arnold Ziffel
Date: Tue, 22 Aug 2023 02:27
99 lines
5815 bytes
Puck <puck@dx.one.pl> wrote:

>> Może to stare profile. Ja przez jakiś czas miałem dwa profile na fb, ale
>> na jeden się nie logowałem (a drugi był na inne dane), więc jakby mnie tam
>> ktoś zaczepiał, to nawet bym się nie dowiedział. Teraz już nieaktywne są
>> wszystkie.
> 
> No, to fakt, że teraz nie ma opcji stwierdzić, czy ktoś jest na jakimś
> komunikatorze aktywny, czy nie. Ale na aktywnych profilach FB też potrafię
> dostawać ignora :)

Czasem ktoś już poszedł do przodu i nie potrzebuje kontaktów z 
przeszłości. W sumie też zdarzało mi się ghostować ludzi. Sam do końca nie 
wiem dlaczego. Takie chowanie głowy w piasek, jak struś, "nie ma mnie tu, 
nie istnieję, nie chcę wracać do przeszłości, nie chcę się tłumaczyć, nie 
chcę cię zranić odmową, zostawcie mnie" :P

Zdarzało mi się też ucinać kontakt po tym, jak najpierw go z kimś uciąłem, 
potem już zapomniałem o tych złych rzeczach, odnowiliśmy kontakt i szybko 
sobie przypomniałem, dlaczego go uciąłem :D

Taką koleżankę miałem. Zawsze była popieprzona, ale to, co się z niej 
zrobiło teraz, to już przypadek psychiatryczny jest. Nie da się mieć z 
nią kontaktu. Dlatego nie mam.

>> Myślę, że Madi nie ma powodu, żeby cię olewać :)
> 
> Oj, to chyba myślenie życzeniowe. Ja sam jestem w stanie sobie wymyślić
> kilka. Głównym jest ten, że jesteśmy/jestem niejako ikoną tych niechlubnych
> czasów, do których może wcale nie mieć ochoty powracać :P

Tak w sumie może być, ale to by znaczyło, że to nic osobistego. Inna 
sprawa, że nie wiem, czy ma powód, żeby nie chcieć do nich wracać. Może 
ma.

Ja na pewno mam powód, żeby nie chcieć czytać swoich starych postów, 
generalnie załamka :P

Mam taki okres w swoim życiu, do którego bardzo nie chcę wracać, bo był 
w pewien sposób traumatyczny, ale to nie jest ten. Później działy się 
rzeczy.

>> Ja się na voipach w ogóle nie znam :) Numer wirtualny wpiąć? U operatora
>> voipa?
> 
> Z regulacjami EU się zrobiło trochę trudniej, bo trzeba tożsamość
> potwierdzać,

Pamiętam jak to wprowadzali. Wtedy robiłem... no może nie w telekomach, 
ale obok. Bywałem na spotkaniach dotyczących tej całej ustawy 
antyterrorystycznej ale, nazwijmy to, jako ciało doradcze a nie decyzyjne.

> ale generalnie tak: masa jest niewielkich operatorów VoIP, gdzie za 2, 
> 5, 10zł miesięcznie można utrzymywać numer PSTN. A co potem się z nim 
> stanie, to już od Ciebie zależy -- możesz generalnie forwardować albo na 
> inny numer, albo na adres VoIP.

Pytanie po co miałby mi być numer PSTN, jak za podobne pieniądze (30 zł na 
rok) mam aktywny numer w T-Mobile...

W Nokii siedzi zresztą. Nokia leży na biurku pod ładowarką i ma tapetę 
ustawioną w 2004 r.

> Dzisiaj wszystkie numery są praktycznie wirtualne, BTW. Znaczy cyfrowe 
> -- strefy numeracyjne nie mają znaczenia, bo cały ruch i tak jest 
> zamieniany na digitalowy jak tylko trafia do operatora, a potem jest 
> rutowany do odpowiedniego abonenta.

Zawsze się zastanawiałem, jak wielki płacz musiał być w TPSA (czy może to 
już Orange było wtedy?), jak to było wprowadzone. Przecież cała komutacja 
opierała się kiedyś na tej numeracji. Numer międzymiastowy wybierał daną 
centralę ACMM, potem trzy cyfry wybierały konkretną centralę już w danej 
strefie, i kolejne cztery były cyframi na samej centrali. Nie wiem jak oni 
to zrobili, przecież to była rewolucja. No i nie pamiętam czy wtedy były 
jeszcze jakieś centrale elektromechaniczne czy już nie...

> Mieliśmy takiego buga, że wdzwaniając się na jeden z takich numerów,
> które kupiliśmy do użycia w naszej aplikacji, zamiast tej zgłaszała
> się infolinia tureckiej loterii :) Ktoś nie dokonfigurował jakiegoś
> routingu na granicy operatorów właśnie i szło w jakiś kosmos.

Doszliście do tego co to dokładnie było?

> W ogóle branża telco jest fajna, a mam wrażenie, że w US jeszcze
> ciekawsza.

Mnie zawsze ciekawiła tradycyjna telefonia (PSTN, ale nie po cyfrze). 
Umarło. Dobrze dla świata, źle dla osób, które lubią historię techniki.

> Vide: https://gimletmedia.com/shows/reply-all/awh2a4

Zerknę :)

-- 
Dwie panienki lekkich obyczajow staraja się o prace w domu
publicznym. Wlascicielka urzadzila egzamin wstepny. Po chwili jedna z
wychodzi z sali egzaminacyjnej.
- No i jak ci poszlo ?
- Oblalam z ustnego.
Re: nowy temat
#2937
Author: Puck
Date: Tue, 22 Aug 2023 07:12
101 lines
6377 bytes
On 22 Aug 2023 at 04:27:43 CEST, "Arnold Ziffel" <Arnold Ziffel> wrote:


> Mam taki okres w swoim życiu, do którego bardzo nie chcę wracać, bo był
> w pewien sposób traumatyczny, ale to nie jest ten. Później działy się
> rzeczy.


Jak chcesz, to możemy FUT priv zrobić. Znaczy, ja umiem czytać, wbrew
pozorom i widzę co napisałeś ;) Tylko mówię, że jak masz ochotę gdzieś
na jakimś poziomie ogólności to zderzyć, to zapraszam.

>> Z regulacjami EU się zrobiło trochę trudniej, bo trzeba tożsamość
>> potwierdzać,
> Pamiętam jak to wprowadzali. Wtedy robiłem... no może nie w telekomach,
> ale obok. Bywałem na spotkaniach dotyczących tej całej ustawy
> antyterrorystycznej ale, nazwijmy to, jako ciało doradcze a nie decyzyjne.


Aha. Ja jeszcze wcześniej, w 2010-ish, wdrażałem MVNO. Nie wiem, czy
to był standard, ale z tego co pamiętam, to mielismy trzech pośredników
zanim się w ogóle do Polkomtela dostaliśmy. Tu jakieś proxy, tam jakiś
system osobny... I wszystkie w jakiś spektakularny sposób nie działały,
a nasze kontakty techniczne / pomocowe były równie uprzejme, co ludzie
z usenetu zwracający uwagę na złą konfigurację czytnika :P

>> ale generalnie tak: masa jest niewielkich operatorów VoIP, gdzie za 2,
>> 5, 10zł miesięcznie można utrzymywać numer PSTN. A co potem się z nim
>> stanie, to już od Ciebie zależy -- możesz generalnie forwardować albo na
>> inny numer, albo na adres VoIP.
> Pytanie po co miałby mi być numer PSTN, jak za podobne pieniądze (30 zł na
> rok) mam aktywny numer w T-Mobile...

Nie wiem, może żeby nie wychodzić z domu? ;) Ja np. nie mam nawet dual
sima, więc może mógłbym ręcznie ustawić forward... Nie, chyba nie mówię
o wyższości tego rozwiązania, ale po prostu miałem te narzędzia pod ręką,
więc używałem.

>> Dzisiaj wszystkie numery są praktycznie wirtualne, BTW. Znaczy cyfrowe
>> -- strefy numeracyjne nie mają znaczenia, bo cały ruch i tak jest
>> zamieniany na digitalowy jak tylko trafia do operatora, a potem jest
>> rutowany do odpowiedniego abonenta.
> Zawsze się zastanawiałem, jak wielki płacz musiał być w TPSA (czy może to
> już Orange było wtedy?), jak to było wprowadzone. Przecież cała komutacja
> opierała się kiedyś na tej numeracji. Numer międzymiastowy wybierał daną
> centralę ACMM, potem trzy cyfry wybierały konkretną centralę już w danej
> strefie, i kolejne cztery były cyframi na samej centrali. Nie wiem jak oni
> to zrobili, przecież to była rewolucja. No i nie pamiętam czy wtedy były
> jeszcze jakieś centrale elektromechaniczne czy już nie...

No ale to chyba tym lepiej dla nich? Bo te strefy to raczej tylko ograniczały.
Nie mówiąc już o dostępnych kanałach, które też były zależne od fizycznego
układu sieci.

Ale ja tego nie przeżyłem, btw, przyszedłem w 2019 na gotowe. W ogóle
wystartowaliśmy w fajnym momencie z projektem, bo jeszcze efekty całej tej
ustawy AT nie weszły w życie u dużych dostawców i polskie numery były
ogólnodostępne w takim Twilio. Kilka miesięcy później były już tylko
przez obsługę klienta, manualnie, a potem w ogóle znikły.

Gdybyśmy startowali pół roku później i zobaczyli, że jest problem z
numerami, to wcale byśmy nie startowali z projektem prawdopodbnie. A tak,
mieliśmy jakieś fundamenty, więc po jakimś czasie wpięliśmy sobie nowych
dostawców numerków po prostu. Ale zawsze była z tym jazda niestety :/


>> Mieliśmy takiego buga, że wdzwaniając się na jeden z takich numerów,
>> które kupiliśmy do użycia w naszej aplikacji, zamiast tej zgłaszała
>> się infolinia tureckiej loterii :) Ktoś nie dokonfigurował jakiegoś
>> routingu na granicy operatorów właśnie i szło w jakiś kosmos.
> Doszliście do tego co to dokładnie było?

Dokładnie nie. Zgłosiliśmy, że nie trafia ruch tam gdzie trzeba. Ktoś
forwardnął do operatora, tamten pewnie do następnego i naprawili.
Ale zabawa była w ogóle z tym, żeby skumać co ten człowiek po drugiej
stronie mówi ;) Nie to, że nam to było do czegokolwiek potrzebne,
ale historia się lepiej opowiada z tym szczegółem ;>


>> W ogóle branża telco jest fajna, a mam wrażenie, że w US jeszcze
>> ciekawsza.
> Mnie zawsze ciekawiła tradycyjna telefonia (PSTN, ale nie po cyfrze).
> Umarło. Dobrze dla świata, źle dla osób, które lubią historię techniki.

Dla mnie fascynujące jest nadal to, że to w zasadzie jeden z dwóch
otwartych standardów komunikacji, który nam pozostał. Znaczy taki, który
można traktować jako utility. Obok niego jest email. I nie zapowiada
się, żeby to się zmieniło, przynajmniej na naszym rynku. Bo gdzieś tam,
np. w Ameryce Łacińskiej WhatsApp przejął tę rolę. Do tego stopnia,
że jak się kupuje sraktaka w kiosku i wkłada kartę do komórki, to dostaje
się tonę spamu na whatsappie, aka wiadomości kierowanych do osoby, która
poprzednio była na tym numerze.

Ale też słyszałem, że młodzi teraz nie znają swoich numerów telefonów.
To jakiś tam nieistotny szczegół, do niczego niepotrzebny, bo i tak
mają na komórkach internet i gadają przez neta ze sobą.
Więc może, może w następnym pokoleniu już nie będzie się po PSTN dzwoniło
do urzędów? :) Do prywatnych firm prawie z pewnością nie.

-- 
Winning popularity contests since ’85
Re: nowy temat
#2938
Author: Arnold Ziffel
Date: Wed, 23 Aug 2023 01:06
124 lines
7685 bytes
Puck <puck@dx.one.pl> wrote:

>> Mam taki okres w swoim życiu, do którego bardzo nie chcę wracać, bo był
>> w pewien sposób traumatyczny, ale to nie jest ten. Później działy się
>> rzeczy.
> 
> Jak chcesz, to możemy FUT priv zrobić. Znaczy, ja umiem czytać, wbrew
> pozorom i widzę co napisałeś ;) Tylko mówię, że jak masz ochotę gdzieś
> na jakimś poziomie ogólności to zderzyć, to zapraszam.

Nie ma o czym gadać :) Generalnie złe uczucia, złe emocje, złe osoby. W 
jakimś stopniu już sobie z tym poradziłem, a w jakimś nadal we mnie to 
siedzi.

>> Pamiętam jak to wprowadzali. Wtedy robiłem... no może nie w telekomach,
>> ale obok. Bywałem na spotkaniach dotyczących tej całej ustawy
>> antyterrorystycznej ale, nazwijmy to, jako ciało doradcze a nie decyzyjne.
> 
> Aha. Ja jeszcze wcześniej, w 2010-ish, wdrażałem MVNO. Nie wiem, czy
> to był standard, ale z tego co pamiętam, to mielismy trzech pośredników
> zanim się w ogóle do Polkomtela dostaliśmy. Tu jakieś proxy, tam jakiś
> system osobny...

Czyli przekombinowane ;)

> I wszystkie w jakiś spektakularny sposób nie działały, a nasze kontakty 
> techniczne / pomocowe były równie uprzejme, co ludzie z usenetu 
> zwracający uwagę na złą konfigurację czytnika :P

Coś o tym wiem ;)

W poprzedniej firmie mieliśmy helpdesk. Serwisanci dzwonili na helpdesk i 
(w założeniu) dostawali pomoc. Była tam taka jedna laska. Coś z nią było 
grubo nie tak, generalnie pyerdolnięta mocno. Bardzo mnie nie lubiła już 
od pierwszego dnia. Niektórzy serwisanci jak dzwonili i słyszeli, że to 
ona odebrała, rozłączali się bez słowa i dzwonili jeszcze raz, żeby trafić 
na kogoś normalnego.

Trzymali ją tam, bo oprócz tego, że była wyjątkowym chamem, który potrafił 
drzeć mordę na serwisantów, to ogarniała robotę helpdeskową.

Pamiętam jak kiedyś przyszła do mnie i powiedziała, że serwisant dzwoni, 
że na urządzeniu przy starcie pojawia się jezus, i pytała, o co chodzi. No 
cóż... wkleiłem ci zdjęcie na IRCu :) (mało wyraźne, ale tylko takie 
znalazłem, bo to bardzo stary model urządzenia; mogę wyciągnąć z szuflady 
i zrobić normalne)

> Ja np. nie mam nawet dual sima, więc może mógłbym ręcznie ustawić 
> forward...

*21*numer#?

> Nie, chyba nie mówię o wyższości tego rozwiązania, ale po prostu miałem 
> te narzędzia pod ręką, więc używałem.

Tak, wiem coś o tym. Jak przemeblowywałem pokój, to rzut zrobiłem w 
programie do robienia płytek drukowanych. Dodałem elementy (szafa, łóżko) 
zrobiłem obrys płytki (pokoju) i poustawiałem. Dlaczego? Bo znam ten 
program, a innego musiałbym się uczyć :)

>> Zawsze się zastanawiałem, jak wielki płacz musiał być w TPSA (czy może to
>> już Orange było wtedy?), jak to było wprowadzone. Przecież cała komutacja
>> opierała się kiedyś na tej numeracji. Numer międzymiastowy wybierał daną
>> centralę ACMM, potem trzy cyfry wybierały konkretną centralę już w danej
>> strefie, i kolejne cztery były cyframi na samej centrali. Nie wiem jak oni
>> to zrobili, przecież to była rewolucja. No i nie pamiętam czy wtedy były
>> jeszcze jakieś centrale elektromechaniczne czy już nie...
> 
> No ale to chyba tym lepiej dla nich? Bo te strefy to raczej tylko ograniczały.
> Nie mówiąc już o dostępnych kanałach, które też były zależne od fizycznego
> układu sieci.

Lepiej dla kogo? Dla ludzi, którzy musieli robić wszystko od nowa i to 
jeszcze tak, żeby ruch był cały czas utrzymany? No nie wiem :)

> Gdybyśmy startowali pół roku później i zobaczyli, że jest problem z
> numerami, to wcale byśmy nie startowali z projektem prawdopodbnie. A tak,
> mieliśmy jakieś fundamenty, więc po jakimś czasie wpięliśmy sobie nowych
> dostawców numerków po prostu. Ale zawsze była z tym jazda niestety :/

Dobrze że nie uwaliło wam to projektu...

> Dokładnie nie. Zgłosiliśmy, że nie trafia ruch tam gdzie trzeba. Ktoś
> forwardnął do operatora, tamten pewnie do następnego i naprawili.
> Ale zabawa była w ogóle z tym, żeby skumać co ten człowiek po drugiej
> stronie mówi ;) Nie to, że nam to było do czegokolwiek potrzebne,
> ale historia się lepiej opowiada z tym szczegółem ;>

Miałem tak z Usenetem. Jedna osoba zgłosiła, że się do serwera nie może 
połączyć. No i faktycznie, nie może, ja go też pingnąć nie mogę. Tylko 
jego, wszystkim innym działa. Wyszło na to, że w jakimś routerze we 
Frankfurcie karta sieciowa padła (człowiek w Polsce, serwer w Holandii)...

> Dla mnie fascynujące jest nadal to, że to w zasadzie jeden z dwóch
> otwartych standardów komunikacji, który nam pozostał. Znaczy taki, który
> można traktować jako utility. Obok niego jest email.

Email tak, choć i tak wystarczy, żeby gmail zrobił whitelistę największych 
operatorów, żeby to zabić. Ale telefonia? Nie każdy może przecież zostać 
operatorem (choć może może?).

> Bo gdzieś tam, np. w Ameryce Łacińskiej WhatsApp przejął tę rolę. Do 
> tego stopnia, że jak się kupuje sraktaka w kiosku i wkłada kartę do 
> komórki, to dostaje się tonę spamu na whatsappie, aka wiadomości 
> kierowanych do osoby, która poprzednio była na tym numerze.

Dramat. Ja byłbym wykluczony, bo nie korzystam z takich narzędzi szatana 
:) W ogóle nie rozumiem idei komunikatorów na komórce. Jak chcę napisać 
coś szybko, to wysyłam SMSa. Nie rozmawiam na komórce tekstem, bo to 
głupota. Od rozmawiania tekstem jest wygodna klawiatura a nie dziubanie na 
tym małym, gównianym ekraniku.

> Ale też słyszałem, że młodzi teraz nie znają swoich numerów telefonów. 
> To jakiś tam nieistotny szczegół, do niczego niepotrzebny, bo i tak mają 
> na komórkach internet i gadają przez neta ze sobą. Więc może, może w 
> następnym pokoleniu już nie będzie się po PSTN dzwoniło do urzędów? :) 
> Do prywatnych firm prawie z pewnością nie.

Znak czasów... jeszcze dożyjemy czasów, w których przed połączeniem trzeba 
będzie wysłuchać reklamy serwowanej przez producenta apki do dzwonienia.

-- 
Gdy dziewczyna powiedziała mi, że będę ojcem, od razu zacząłem myśleć o
imieniu. Wybrałem Carlos i osiedliłem się w Meksyku.
Re: nowy temat
#2939
Author: Puck
Date: Wed, 23 Aug 2023 06:43
161 lines
9370 bytes
On 23 Aug 2023 at 03:06:42 CEST, "Arnold Ziffel" <Arnold Ziffel> wrote:


>> Jak chcesz, to możemy FUT priv zrobić. Znaczy, ja umiem czytać, wbrew
>> pozorom i widzę co napisałeś ;) Tylko mówię, że jak masz ochotę gdzieś
>> na jakimś poziomie ogólności to zderzyć, to zapraszam.
> Nie ma o czym gadać :) Generalnie złe uczucia, złe emocje, złe osoby. W
> jakimś stopniu już sobie z tym poradziłem, a w jakimś nadal we mnie to
> siedzi.

Ja chyba wyszedłem z grona ludzi, którzy amplifikują taką atmosferę.
What do I mean?

Rozmawiałem z żoną ostatnio na temat tego jakie były jej pierwsze kroki
w necie. Ona wspomniała o forum, które nazywało się „przyjaciele”, ale
mówi też, że z przyjaźnią to miało mało wspólnego. :D I że raczej non
stop krążyły tam tematy samobójcze, wzanemne dołowanie i generalnie
toksyczna atmosfera.

Czy ta grupa była jakoś szczególnie dotknięta przez życie? Może trochę,
ale pewnie nic daleko poza normę. Czy gdyby obracali się w cieplejszym,
bardziej wspierającym towarzystwie, ich codzienność wyglądałaby inaczej?
Myślę, że zdecydowanie tak.

Ja po fazie w moim życiu, którą można nazwać GiMP ;) też trafiłem do
takiego środowiska, które nie było szczególnie wspierające. Dużo tam
było patolki ;) Znaczy nie takiej pijany-ojciec-leje-matkę patolki,
ale i tak nieprzyjemniej. Trochę to wszystko było nowe, trochę chyba
nie wiedziałem, że wcale tak nie musi być. No ale to też przeszło po
jakimś czasie, kontakt z tymi człowiekami się urwał i przeszedłem
do życia, w którym z gorszymi momentami można sobie po prostu poradzić,
przechodząc a niższej energii, etc.

Tak więc np. teraz jestem bez zespołu od dłuższego czasu. Po 3 latach
budowania własnego od zera, co mi się bardzo podobało i z czego byłem
bardzo dumny, zdecydowałem na zmianę. I znów zderzam się ze smutną
rzeczywistością, że dookoła jest raczej średniawo, mówiąc łagodnie.
No i ciągnie się to przez dłuższy czas, więc wpływa to jakoś na moją
energię.

No biggie, wiem. Były też smutniejsze zdarzenia, w które nie ma celu
wchodzić, ale generalnie chodzi mi o to, że wszelkie wzloty i upadki
są raczej moderowane, zamiast wyolbrzymiane. I bez większej dramy
idzie się do przodu.


[ >8 snip 8< ]> Trzymali ją tam, bo oprócz tego, że była wyjątkowym chamem, który potrafił
> drzeć mordę na serwisantów, to ogarniała robotę helpdeskową.

Mam wrażenie, że powoli takie standardy odchodzą do lamusa ;)

> Pamiętam jak kiedyś przyszła do mnie i powiedziała, że serwisant dzwoni,
> że na urządzeniu przy starcie pojawia się jezus, i pytała, o co chodzi. No
> cóż... wkleiłem ci zdjęcie na IRCu :) (mało wyraźne, ale tylko takie
> znalazłem, bo to bardzo stary model urządzenia; mogę wyciągnąć z szuflady
> i zrobić normalne)

Człowiek był zawiedzony, że wcale mu się Mesjasz nie objawił?


>> Ja np. nie mam nawet dual sima, więc może mógłbym ręcznie ustawić
>> forward...
> *21*numer#?

Nom, tylko wtedy płacisz za przychodzące efektywnie, nie? :)

To był pewien problem dla naszych Klientów. W sumie dla naszego produktu
in general, bo przejmowaliśmy ruch telefoniczny. Tak jak pisałem obok,
PSTN nadal jest jedynym standardem w Polsce, więc nie mogliśmy zamienić
numeru na jakiś adres VoIPowy albo whatsappa czy coś. Więc musieliśmy
wpiąć się w istniejący numer. Jak mieli centralkę to spoko, mogliśmy się
w niej wkonfigurować -- ale większość nie miała, pozostawiając im do
wyboru albo czasochłonny porting numeru do naszego operatora, co trwało
i lockowało ich do naszego rozwiązania, albo musieli robić forward, który
kosztował i wcale nie zawsze dobrze działał.


>> No ale to chyba tym lepiej dla nich? Bo te strefy to raczej tylko ograniczały.
>> Nie mówiąc już o dostępnych kanałach, które też były zależne od fizycznego
>> układu sieci.
> Lepiej dla kogo? Dla ludzi, którzy musieli robić wszystko od nowa i to
> jeszcze tak, żeby ruch był cały czas utrzymany? No nie wiem :)

Nie mówię, o ziomkach, którzy kładli te kable i stawiali centralki
analogowe własnymi rękami. Oni są przywiązani tylko dlatego, że czują
utopioną w tym energię. Ale dla operatorów na wyższym poziomie,
przejście na cyfrowe rozwiązania otwierało drzwi. Chyba tak jak z każdą
innowacją, trohę koszt robienia biznesu nie?

Poza tym np. wszyscy operatorzy GSM i tak musieli zorganizować sobie
sieci po nowemu, więc potem przesiadka landline’ów na podobne rozwiązania
była prostsza.


>> Gdybyśmy startowali pół roku później i zobaczyli, że jest problem z
>> numerami, to wcale byśmy nie startowali z projektem prawdopodbnie. A tak,
>> mieliśmy jakieś fundamenty, więc po jakimś czasie wpięliśmy sobie nowych
>> dostawców numerków po prostu. Ale zawsze była z tym jazda niestety :/
> Dobrze że nie uwaliło wam to projektu...

Ano. Mieliśmy już jakąś prędkość, coś zainwestowaliśmy, a do tego
część problemów mieliśmy już rozwiązane, więc mieliśmy energię, żeby
skupić się na problemie numerów.

[...]
> Miałem tak z Usenetem. Jedna osoba zgłosiła, że się do serwera nie może
> połączyć. No i faktycznie, nie może, ja go też pingnąć nie mogę. Tylko
> jego, wszystkim innym działa. Wyszło na to, że w jakimś routerze we
> Frankfurcie karta sieciowa padła (człowiek w Polsce, serwer w Holandii)...

Mhm. Doszliście sami? Potem przez takie sytuacje pojawiają się historie
w sieci, jak to maile nie dochodzą dalej, niż na 500 mil; albo że samochód
ma problem odpalić, jak człowiek w sklepie kupuje truskawkowe lody, ale
jak czekoladowe to nie ma problemu; albo że hasło nie działa jak się je
wpisuje na siedząco, ale na stojąco już działa :>

>> Dla mnie fascynujące jest nadal to, że to w zasadzie jeden z dwóch
>> otwartych standardów komunikacji, który nam pozostał. Znaczy taki, który
>> można traktować jako utility. Obok niego jest email.
> Email tak, choć i tak wystarczy, żeby gmail zrobił whitelistę największych
> operatorów, żeby to zabić. Ale telefonia? Nie każdy może przecież zostać
> operatorem (choć może może?).

Jest z tym związana pewna papierologia, jakieś wymogi odnośnie serwerów,
no i raportowanie. Ale nie jest to szczególnie niemożliwe. Teraz po ustawie
AT chyba rynek jest trudniejszy, bo jest więcej wymagań i logistyka związana
z tymi usługami trudniejsza. Ale wcześniej mieliśmy w kraju dziesiątki albo
setki takich małych operatorów, którzy oferowali numer landline’owy, a
do użytkownika dostarczali VoIPa.


>> Bo gdzieś tam, np. w Ameryce Łacińskiej WhatsApp przejął tę rolę. Do
>> tego stopnia, że jak się kupuje sraktaka w kiosku i wkłada kartę do
>> komórki, to dostaje się tonę spamu na whatsappie, aka wiadomości
>> kierowanych do osoby, która poprzednio była na tym numerze.
> Dramat. Ja byłbym wykluczony, bo nie korzystam z takich narzędzi szatana
> :) W ogóle nie rozumiem idei komunikatorów na komórce. Jak chcę napisać
> coś szybko, to wysyłam SMSa. Nie rozmawiam na komórce tekstem, bo to
> głupota. Od rozmawiania tekstem jest wygodna klawiatura a nie dziubanie na
> tym małym, gównianym ekraniku.

Nom, powiedz to ludziom, którzy nie mają klawiatury ;) Poza tym grupowe
czaty i koszty są dobrym argumentem za komunikatorami (i niekoniecznie
WA, może być Signal)


>> Ale też słyszałem, że młodzi teraz nie znają swoich numerów telefonów.
>> To jakiś tam nieistotny szczegół, do niczego niepotrzebny, bo i tak mają
>> na komórkach internet i gadają przez neta ze sobą. Więc może, może w
>> następnym pokoleniu już nie będzie się po PSTN dzwoniło do urzędów? :)
>> Do prywatnych firm prawie z pewnością nie.
> Znak czasów... jeszcze dożyjemy czasów, w których przed połączeniem trzeba
> będzie wysłuchać reklamy serwowanej przez producenta apki do dzwonienia.

Mam YT premium, bez reklam. Ale na firmowym laptopie nie jestem zalogowany
(bo mam całkowitą separację, nie mam tam nic prywatnego). Odpaliłem YT
a tam reklama :/ Damn, jak żyć? Oraz ludzie, którzy ciągną na darmowym
Spotify z reklamami :D

-- 
Winning popularity contests since ’85
Re: nowy temat
#2940
Author: Arnold Ziffel
Date: Thu, 24 Aug 2023 02:20
239 lines
13303 bytes
Puck <puck@dx.one.pl> wrote:

>> Nie ma o czym gadać :) Generalnie złe uczucia, złe emocje, złe osoby. W
>> jakimś stopniu już sobie z tym poradziłem, a w jakimś nadal we mnie to
>> siedzi.
> 
> Ja chyba wyszedłem z grona ludzi, którzy amplifikują taką atmosferę.
> What do I mean?
> 
> Rozmawiałem z żoną ostatnio na temat tego jakie były jej pierwsze kroki
> w necie. Ona wspomniała o forum, które nazywało się ,,przyjaciele", ale
> mówi też, że z przyjaźnią to miało mało wspólnego. :D I że raczej non
> stop krążyły tam tematy samobójcze, wzanemne dołowanie i generalnie
> toksyczna atmosfera.

Ja nie wiem, czy moja ex nie siedziała na tym forum. Coś kiedyś o takim 
mówiła. Ale to zbyt dawno, żeby pamiętać, a nie spytam jej już :)

> Czy ta grupa była jakoś szczególnie dotknięta przez życie? Może trochę,
> ale pewnie nic daleko poza normę. Czy gdyby obracali się w cieplejszym,
> bardziej wspierającym towarzystwie, ich codzienność wyglądałaby inaczej?
> Myślę, że zdecydowanie tak.

Albo by się tam nie odnaleźli. Z jakiegoś powodu siedzieli właśnie tam.

> Ja po fazie w moim życiu, którą można nazwać GiMP ;)

W sumie ciekawe, jak można byłoby ją scharakteryzować ;) Ciekawi mnie, jak 
mnie wtedy widziałeś. Chyba nie było tak źle, skoro nadal ze mną gadasz :D

> też trafiłem do takiego środowiska, które nie było szczególnie 
> wspierające. Dużo tam było patolki ;) Znaczy nie takiej 
> pijany-ojciec-leje-matkę patolki, ale i tak nieprzyjemniej.

Narkotyki? Czy raczej patologia emocjonalna?

> Trochę to wszystko było nowe, trochę chyba nie wiedziałem, że wcale tak 
> nie musi być. No ale to też przeszło po jakimś czasie, kontakt z tymi 
> człowiekami się urwał i przeszedłem do życia, w którym z gorszymi 
> momentami można sobie po prostu poradzić, przechodząc a niższej energii, 
> etc.

Ja sobie próbuję radzić, ale u mnie to jest głębszy temat. Raczej po 
prostu pewne rzeczy wypieram, ile tylko mogę.

> Tak więc np. teraz jestem bez zespołu od dłuższego czasu. Po 3 latach
> budowania własnego od zera, co mi się bardzo podobało i z czego byłem
> bardzo dumny, zdecydowałem na zmianę. I znów zderzam się ze smutną
> rzeczywistością, że dookoła jest raczej średniawo, mówiąc łagodnie.
> No i ciągnie się to przez dłuższy czas, więc wpływa to jakoś na moją
> energię.

Średniawo jeśli chodzi o poziom merytoryczny? Czy na tej ludzkiej warstwie 
jest tak sobie?

> No biggie, wiem. Były też smutniejsze zdarzenia, w które nie ma celu 
> wchodzić, ale generalnie chodzi mi o to, że wszelkie wzloty i upadki są 
> raczej moderowane, zamiast wyolbrzymiane. I bez większej dramy idzie się 
> do przodu.

Ja miewam i tak i tak. I dni lepsze, i dni gorsze, w taki zwykły, normalny 
sposób, ale bywają też kryzysy. Tylko one nie są bez powodu. Niestety.

>> [ >8 snip 8< ]> Trzymali ją tam, bo oprócz tego, że była wyjątkowym 
>> chamem, który potrafił drzeć mordę na serwisantów, to ogarniała robotę 
>> helpdeskową.
> 
> Mam wrażenie, że powoli takie standardy odchodzą do lamusa ;)

Mam w zespole kolesia, który... no chamem go nie nazwę zdecydowanie, to 
nie ten typ. Jest kulturalny, na poziomie, ale, nazwijmy to, nie jest 
najbardziej prospołeczną jednostką, jaką w życiu spotkałem :) O ile można 
mówić o spotkaniu, bo pracuję z nim rok a nawet nie wiem, jak wygląda. Ale 
jest piekielnie inteligentny, ogarnia robotę, a jego perfekcjonizm 
rezonuje z moim. Ja nie mam problemu, jak mi się wytknie błąd. Ja dążę do 
tego, żeby nie było czego wytykać.

Inna sprawa, że widzę w nim trochę siebie ze starego zespołu. Jest na nim 
duża presja. Chyba trochę za duża. Bo w poprzednim zespole to ja byłem tym 
mózgiem, który musiał wszystko wiedzieć, a jak nie wiedział, to "przychodź 
do mnie z rozwiązaniem, problemy znajdę sobie sam" (by szef). Tu nie muszę 
wszystkiego wiedzieć, ale on... no cóż. Chyba jest takie oczekiwanie, że 
musi, i chyba wpływa to na niego podobnie, jak wpływało to na mnie.

To nie jest zdrowe. Ale może tak to już jest.

> Człowiek był zawiedzony, że wcale mu się Mesjasz nie objawił?

Albo właśnie chciał się upewnić, że faktycznie objawił :)

> Nom, tylko wtedy płacisz za przychodzące efektywnie, nie? :)

Yup.

> To był pewien problem dla naszych Klientów. W sumie dla naszego produktu
> in general, bo przejmowaliśmy ruch telefoniczny. Tak jak pisałem obok,
> PSTN nadal jest jedynym standardem w Polsce, więc nie mogliśmy zamienić
> numeru na jakiś adres VoIPowy albo whatsappa czy coś. Więc musieliśmy
> wpiąć się w istniejący numer. Jak mieli centralkę to spoko, mogliśmy się
> w niej wkonfigurować -- ale większość nie miała, pozostawiając im do
> wyboru albo czasochłonny porting numeru do naszego operatora, co trwało
> i lockowało ich do naszego rozwiązania, albo musieli robić forward, który
> kosztował i wcale nie zawsze dobrze działał.

Udało się to jakoś rozwiązać?

PSTN... w sumie to cieszę się, że nie musimy już tego wspierać. Ile było 
problemów puszczaniem ruchu po VoIP (no puść modem po VoIP :P)... inna 
sprawa, że teraz już nie pracuję w operacjach, więc nawet jakby były takie 
problemy, to nie byłyby to moje problemy.

Zreszta wtedy też nie były. Przypominałem helpdeskowi, że nie wspieramy 
linii VoIP, i tyle. Oni już to jakoś innym (serwisantowi, handlowcowi, 
klientowi) przedstawiali, proponowali zmianę technologii łączności, itd.

Inna sprawa, że dialup jak już się połączył, to działał bardzo stabilnie 
(a łączył się szybko, bo ze względu na charakter ruchu były to powolne 
protokoły, za to szybko negocjujące się -- negocjacja trwała szybko, potem 
wymiana 300-400 bajtów w obie strony i rozłączenie). Z GPRSem były 
największe problemy (wtedy zdaje się było tylko 3G, bo LTE w Polsce nie 
było albo było nowością, ale nawet nie pamiętam, czy my przypadkiem nie 
chodziliśmy cały czas na 2G). Zestaw to z protokołem pobierania 
aktualizacji, który nie obsługuje wznawiania, i masz spory zbiór urządzeń, 
które są niezarządzalne i trzeba do nich wysłać technika, żeby wrzucił 
aktualizację (wtedy ok. 8 MiB, teraz aktualizacje mają po ok. 60 MiB).

Przypomniało mi się, jak poprosiłem IT o wyłączenie echa lokalnego na 
jednym z serwerów, do których urządzenia się wdzwaniały. IT myślało, 
myślało, googlowało i wygooglowało... echo lokalne przy rozmowach 
telefonicznych. Że mówię i słyszę siebie w słuchawce.

> Nie mówię, o ziomkach, którzy kładli te kable i stawiali centralki
> analogowe własnymi rękami. Oni są przywiązani tylko dlatego, że czują
> utopioną w tym energię.

Też bym czuł :)

> Ale dla operatorów na wyższym poziomie, przejście na cyfrowe rozwiązania 
> otwierało drzwi. Chyba tak jak z każdą innowacją, trohę koszt robienia 
> biznesu nie?
>
> Poza tym np. wszyscy operatorzy GSM i tak musieli zorganizować sobie
> sieci po nowemu, więc potem przesiadka landline'ów na podobne rozwiązania
> była prostsza.

No tak, to prawda.

>> Miałem tak z Usenetem. Jedna osoba zgłosiła, że się do serwera nie może
>> połączyć. No i faktycznie, nie może, ja go też pingnąć nie mogę. Tylko
>> jego, wszystkim innym działa. Wyszło na to, że w jakimś routerze we
>> Frankfurcie karta sieciowa padła (człowiek w Polsce, serwer w Holandii)...
> 
> Mhm. Doszliście sami?

Nie tam. Zgłosiłem helpdeskowi. Napisałem dokładnie, co się dzieje. Że 
pingi nie przechodzą w obie strony, że ostatnie połączenie mam z tej i tej 
godziny, dołączyłem traceroute z obu stron.

Jeden głąb odpisał: proszę wysłać MTR. To nasz standard. Bez MTR nic nie 
zrobimy. Musi być MTR. W traceroute nie widać. Może np. co któryś pakiet 
przechodzi. No to dobra, ma być MTR, to będzie MTR. Od siebie puściłem, od 
strony użytkownika było trudniej, bo weź tłumacz komuś w mailu, że ma na 
Windowsie zainstalować jakiś WinMTR i co ma zrobić. Ale zanim wysłałem mu 
wynik tego WinMTR odezwał się drugi, dla odmiany kompetentny, i 
potwierdził, że jest taki problem.

> Potem przez takie sytuacje pojawiają się historie w sieci, jak to maile 
> nie dochodzą dalej, niż na 500 mil;

A to pamiętam :) W sendmailu był problem z jakimś timeoutem, który trwał 
milisekundy.

> albo że samochód ma problem odpalić, jak człowiek w sklepie kupuje 
> truskawkowe lody, ale jak czekoladowe to nie ma problemu;

Tego nie znam :) Ale znam z telefonem, który nie działa, jak się na niego 
dzwoni, ale potem pies zaczyna szczekać i telefon zaczyna działać.

Biedak był przywiązany do słupka uziemiającego linię, który to słupek miał 
kiepskie połączenie z ziemią. Jak szedł prąd dzwonienia, to szedł przez 
psa, pies szczekał, sikał z bólu, zwilżał ziemię, połączenie było i 
telefon zaczynał działać...

> albo że hasło nie działa jak się je wpisuje na siedząco, ale na stojąco 
> już działa :>

Takie rzeczy się zdarzają. Może nie z hasłem, ale czasem ktoś robi coś 
odrobinę inaczej, niż ty, i tobie działa, a jemu nie. Dlatego zawsze 
proszę o film albo inny dowód tego, jak ktoś coś robi :)

>> Email tak, choć i tak wystarczy, żeby gmail zrobił whitelistę największych
>> operatorów, żeby to zabić. Ale telefonia? Nie każdy może przecież zostać
>> operatorem (choć może może?).
> 
> Jest z tym związana pewna papierologia, jakieś wymogi odnośnie serwerów,
> no i raportowanie. Ale nie jest to szczególnie niemożliwe. Teraz po ustawie
> AT chyba rynek jest trudniejszy, bo jest więcej wymagań i logistyka związana
> z tymi usługami trudniejsza. Ale wcześniej mieliśmy w kraju dziesiątki albo
> setki takich małych operatorów, którzy oferowali numer landline'owy, a
> do użytkownika dostarczali VoIPa.

Zawsze się zastanawiałem, czy jest jakieś zabezpieczenie antyspoofingowe, 
jeśli chodzi o sygnalizację międzycentralową... bo przecież mając dostęp 
do SS7 (czy czego tam się teraz używa) możesz się podszyć w zasadzie pod 
każdego.

>> Dramat. Ja byłbym wykluczony, bo nie korzystam z takich narzędzi szatana
>> :) W ogóle nie rozumiem idei komunikatorów na komórce. Jak chcę napisać
>> coś szybko, to wysyłam SMSa. Nie rozmawiam na komórce tekstem, bo to
>> głupota. Od rozmawiania tekstem jest wygodna klawiatura a nie dziubanie na
>> tym małym, gównianym ekraniku.
> 
> Nom, powiedz to ludziom, którzy nie mają klawiatury ;)

W telefonie? Ja nie mam :) I bardzo nad tym ubolewam. Długo nosiłem starą 
Motorolę Droid 4, w sumie już trzecią, ale w końcu dałem sobie spokój.

> Poza tym grupowe czaty i koszty są dobrym argumentem za komunikatorami 
> (i niekoniecznie WA, może być Signal)

No tak, ja nie mam grupowych czatów. Znaczy mam. Na #esperal :)

Signal nie wymaga podania numeru telefonu? Wiem że Telegram wymaga, 
dlatego wyleciał z telefonu tak szybko jak na niego wleciał.

>> Znak czasów... jeszcze dożyjemy czasów, w których przed połączeniem trzeba
>> będzie wysłuchać reklamy serwowanej przez producenta apki do dzwonienia.
> 
> Mam YT premium, bez reklam. Ale na firmowym laptopie nie jestem zalogowany
> (bo mam całkowitą separację, nie mam tam nic prywatnego). Odpaliłem YT
> a tam reklama :/ Damn, jak żyć? Oraz ludzie, którzy ciągną na darmowym
> Spotify z reklamami :D

No tak... yt bez premium nie da się oglądać. Ja oglądam przez yt-dlp :)

-- 
Jesteśmy bardzo biedni. Żona musiała sprzedać nerkę żebyśmy mieli co
jeść w Boże Narodzenie. Jak tak dalej pójdzie będę musiał zrezygnować z
Canal+.
Re: nowy temat
#2941
Author: Puck
Date: Thu, 24 Aug 2023 07:46
270 lines
16111 bytes
On 24 Aug 2023 at 04:20:23 CEST, "Arnold Ziffel" <Arnold Ziffel> wrote:

>> Czy ta grupa była jakoś szczególnie dotknięta przez życie? Może trochę,
>> ale pewnie nic daleko poza normę. Czy gdyby obracali się w cieplejszym,
>> bardziej wspierającym towarzystwie, ich codzienność wyglądałaby inaczej?
>> Myślę, że zdecydowanie tak.
> Albo by się tam nie odnaleźli. Z jakiegoś powodu siedzieli właśnie tam.

Może przez zupełny przypadek? Ja siedziałem na GGG przez przypadek, nie?
Były jakieś tam mikroczynniki, które się zbiegły, ale pewnie mogłem
wylądować w zupełnie innym miejscu. I czy to, czego doświadczałem było
świadomie wybrane? Czy wiedziałem, że mogę zmienić środowisko? Nah,
pierwsze doświadczenia, niebardzo myślałem o tym w kategoriach, że jest
jakiś wybór.

I mówię to dlatego, że trochę nadal tak mam. W robocie te ostatnie osiem
lat spędziłem w bardzo podobnym środowisku. W dużej mierze przez przypadek,
bo równie dobrze mogłem trafić w zupełnie inne miejsce. I przez cały ten
czas myślałem, że bez trudu znajdę nowy zespół z podobnymi zasadami. Nic
bardziej mylnego :)

Chyba dążę do tego, że pierwsze doświadczenia mnie jakoś nastawiły.
Gdybym za pierwszym razem trafił do korpo, pewnie po dziś bym się
tam wypalał :)

>> Ja po fazie w moim życiu, którą można nazwać GiMP ;)
> W sumie ciekawe, jak można byłoby ją scharakteryzować ;) Ciekawi mnie, jak
> mnie wtedy widziałeś. Chyba nie było tak źle, skoro nadal ze mną gadasz :D

Krindżowo, oczywiście. Ale to tylko dlatego, że to było 20 lat temu,
więc to kwestia dojrzałości, którą wtedy miałem / mieliśmy ;) Poza tym
bez względu na plusy i minusy, to pozytywnie. Widzę, że silnie na mnie
niektóre rzeczy wtedy wpłynęły.

Jednak, co ciekawe, to był wyraźnie odmienny okres od wszystkiego co
było i wcześniej i później. Niektórych elementów już nigdy nie powtórzyłem.
Nie wartościuję, nie mowię, że bym chciał, albo że się z tego ciesze.
Tylko obserwuję.

>> też trafiłem do takiego środowiska, które nie było szczególnie
>> wspierające. Dużo tam było patolki ;) Znaczy nie takiej
>> pijany-ojciec-leje-matkę patolki, ale i tak nieprzyjemniej.
> Narkotyki? Czy raczej patologia emocjonalna?

Emocjonalna. Echo jakichś wcześniejszych problemów, z domu, ze
swojego środowiska w szkole (już na studiach wtedy byliśmy).
Again, myślałem, że tak musi być. Nie odróżniałem normalnych,
wspierających relacji od toksycznych, szantażu emocjonalnego, etc.
Druga strona pewnie też nie, nie mam pretensji ;)

>> Trochę to wszystko było nowe, trochę chyba nie wiedziałem, że wcale tak
>> nie musi być. No ale to też przeszło po jakimś czasie, kontakt z tymi
>> człowiekami się urwał i przeszedłem do życia, w którym z gorszymi
>> momentami można sobie po prostu poradzić, przechodząc a niższej energii,
>> etc.
> Ja sobie próbuję radzić, ale u mnie to jest głębszy temat. Raczej po
> prostu pewne rzeczy wypieram, ile tylko mogę.

Może warto się zastanowić nad profesjonalnym wsparciem, żeby sobie
przeprocesować te wszystkie lata? Ja nigdy nie sprobowałem, ale
myślalem sobie o tym, jak mi w robocie dawali jakieś darmowe godziny
z terapeutami.


>> Tak więc np. teraz jestem bez zespołu od dłuższego czasu. Po 3 latach
>> budowania własnego od zera, co mi się bardzo podobało i z czego byłem
>> bardzo dumny, zdecydowałem na zmianę. I znów zderzam się ze smutną
>> rzeczywistością, że dookoła jest raczej średniawo, mówiąc łagodnie.
>> No i ciągnie się to przez dłuższy czas, więc wpływa to jakoś na moją
>> energię.
> Średniawo jeśli chodzi o poziom merytoryczny? Czy na tej ludzkiej warstwie
> jest tak sobie?

Obie. Ja mam tak, że stawiam sobie wysokie oczekiwania, ale równocześnie
innym. Ale to pewien paradoks, bo ja mam 15-20 lat doświadczenia w tych
obszarach, a ludzie z którymi pracuje często mniej niż połowę tego.
Więc gdybym się tak zastanowił gdzie ja byłem 5-8 lat temu, to to była
zupełnie inna historia :) Dlatego uczę się odpuszczać. Bardzo wybierać
walki, w których uczestniczę, a reszte ignorować.

>> No biggie, wiem. Były też smutniejsze zdarzenia, w które nie ma celu
>> wchodzić, ale generalnie chodzi mi o to, że wszelkie wzloty i upadki są
>> raczej moderowane, zamiast wyolbrzymiane. I bez większej dramy idzie się
>> do przodu.
> Ja miewam i tak i tak. I dni lepsze, i dni gorsze, w taki zwykły, normalny
> sposób, ale bywają też kryzysy. Tylko one nie są bez powodu. Niestety.

A jak w drugą stronę? Masz coś, co by Ci to równoważyło (albo starało się)?

>>> [ >8 snip 8<]> Trzymali ją tam, bo oprócz tego, że była wyjątkowym
>>> chamem, który potrafił drzeć mordę na serwisantów, to ogarniała robotę
>>> helpdeskową.
>> Mam wrażenie, że powoli takie standardy odchodzą do lamusa ;)
> Mam w zespole kolesia, który... no chamem go nie nazwę zdecydowanie, to
> nie ten typ. Jest kulturalny, na poziomie, ale, nazwijmy to, nie jest
> najbardziej prospołeczną jednostką, jaką w życiu spotkałem :) O ile można
> mówić o spotkaniu, bo pracuję z nim rok a nawet nie wiem, jak wygląda. Ale
> jest piekielnie inteligentny, ogarnia robotę, a jego perfekcjonizm
> rezonuje z moim. Ja nie mam problemu, jak mi się wytknie błąd. Ja dążę do
> tego, żeby nie było czego wytykać.
> 
> Inna sprawa, że widzę w nim trochę siebie ze starego zespołu. Jest na nim
> duża presja. Chyba trochę za duża. Bo w poprzednim zespole to ja byłem tym
> mózgiem, który musiał wszystko wiedzieć, a jak nie wiedział, to "przychodź
> do mnie z rozwiązaniem, problemy znajdę sobie sam" (by szef). Tu nie muszę
> wszystkiego wiedzieć, ale on... no cóż. Chyba jest takie oczekiwanie, że
> musi, i chyba wpływa to na niego podobnie, jak wpływało to na mnie.
> 
> To nie jest zdrowe. Ale może tak to już jest.

I to się objawia niedobrym przyjmowaniem krytyki / sugestii?

Masz „benefity wellbeingowe” w pracy? Ktoś z HR-u pewnie po latach skumał
(a może ma to dopiero przed sobą, a może dopiero dowie się o tych sprawach
z jakiegoś szkolenia), że takie osoby, mówiąc łagodnie, nie czują się
najlepiej. Wiec wymyśli jakieś owocowe czwartki, syrop waniliowy do
kawy w biurze i podobne głupoty. No i załatwione! Namyślą się kwartał nad
tym, które bezglutenowe ciastka zaproponować i to ma być odpowiedzą na
problem, że Mariuszek nie czuje się doceniany, ma na sobie zbyt wysoką
presję, a do tego szef go kąsa lub otwarcie mobbinguje.

Ja bym chciał, żeby to trochę inaczej wyglądało. Żeby w zespole można było
pracować zespołowo i żeby nigdy wina -- jeśli już o niej musimy mówić --
nigdy nie była na jednej osobie. Jeśli są jakieś niedociągnięcia, faktycznie
personalne, to żeby dało się je przegadać w bezpiecznej atmosferze 1v1,
a nie piętnując publicznie. To długi temat i dużo jest do zrobienia,
bo ludzie wciąż w zespołach nie operują na tym poziomie empatii.

Ja w tym roku jeszcze nie spotkałem managera, który w ogóle wspominałby
o uczuciach. Umiejętności, oczekiwania, specyfikacje, storypointy, zasady.
Bleh. Moje obecne daily to spowiadanie się z tasków na Jirze od góry do
dołu. Moje poprzednie: grupa znajomych, czasami przyjaciół, spotykała
się na 15 minut, żeby się zobaczyć i pogadać. Jak ktoś miał pracowe tematy
wymagające przegadania, to je poruszał. W przeciwnym wypadku rozmawialiśmy
o pogodzie, memach, czy kto gdzie był na wakacjach.


>> Człowiek był zawiedzony, że wcale mu się Mesjasz nie objawił?
> Albo właśnie chciał się upewnić, że faktycznie objawił :)

No taka z pewnością była nadzieja, ale to chyba rozczarowanie finalnie,
że jednak nie? Znaczy nie znam się, bo może dokładnie odwrotnie, to by
zwiastowało koniec swiata albo coś?


>> To był pewien problem dla naszych Klientów. W sumie dla naszego produktu
>> in general, bo przejmowaliśmy ruch telefoniczny. Tak jak pisałem obok,
>> PSTN nadal jest jedynym standardem w Polsce, więc nie mogliśmy zamienić
>> numeru na jakiś adres VoIPowy albo whatsappa czy coś. Więc musieliśmy
>> wpiąć się w istniejący numer. Jak mieli centralkę to spoko, mogliśmy się
>> w niej wkonfigurować -- ale większość nie miała, pozostawiając im do
>> wyboru albo czasochłonny porting numeru do naszego operatora, co trwało
>> i lockowało ich do naszego rozwiązania, albo musieli robić forward, który
>> kosztował i wcale nie zawsze dobrze działał.
> Udało się to jakoś rozwiązać?

Jak to biznes, biznes wszystko przyjmie. Gdyby nam się udało, to onboarding
byłby prostszy i szybszy. A tak -- albo dawaliśmy nowy numer (patrz, przecież
teraz i tak nikt nie trzyma numerów w notesie, tylko sprawdza w google),
albo ustawialiśmy przekierowanie w pierwszej fazie, a równolegle
rozpoczynaliśmy proces portingu, który mogliśmy zakończyć jakieś 2-3 miesiące
później, jak już wdrożyli narzędzie i byli z niego zadowoleni na tyle,
żeby się z nami związać dużo bardziej.

> PSTN... w sumie to cieszę się, że nie musimy już tego wspierać. Ile było
> problemów puszczaniem ruchu po VoIP (no puść modem po VoIP :P)...

Eee, przejściówka z rj45 na rj11 z voipem po środku? :) Jak zaczynaliśmy
to nakupowaliśmy sobie różnych akcesoriów do testów i wpięliśmy sobie tak
jakiś stary fax :D Jak jeszcze siedzieliśmy w biurze, to się zgrywaliśmy
na slacku, żeby nam ludzie faksowali jakieś rzeczy zamiast posyłać mailem


> Inna sprawa, że dialup jak już się połączył, to działał bardzo stabilnie
> (a łączył się szybko, bo ze względu na charakter ruchu były to powolne
> protokoły, za to szybko negocjujące się -- negocjacja trwała szybko, potem
> wymiana 300-400 bajtów w obie strony i rozłączenie). Z GPRSem były
> największe problemy (wtedy zdaje się było tylko 3G, bo LTE w Polsce nie
> było albo było nowością, ale nawet nie pamiętam, czy my przypadkiem nie
> chodziliśmy cały czas na 2G). Zestaw to z protokołem pobierania
> aktualizacji, który nie obsługuje wznawiania, i masz spory zbiór urządzeń,
> które są niezarządzalne i trzeba do nich wysłać technika, żeby wrzucił
> aktualizację (wtedy ok. 8 MiB, teraz aktualizacje mają po ok. 60 MiB).

Damn, 8MB po 2G? To było skazane na porażkę, nie? To były patche,
czy całościowe paczki?

>>> Miałem tak z Usenetem. Jedna osoba zgłosiła, że się do serwera nie może
>>> połączyć. No i faktycznie, nie może, ja go też pingnąć nie mogę. Tylko
>>> jego, wszystkim innym działa. Wyszło na to, że w jakimś routerze we
>>> Frankfurcie karta sieciowa padła (człowiek w Polsce, serwer w Holandii)...
>> 
>> Mhm. Doszliście sami?
> 
> Nie tam. Zgłosiłem helpdeskowi. Napisałem dokładnie, co się dzieje. Że
> pingi nie przechodzą w obie strony, że ostatnie połączenie mam z tej i tej
> godziny, dołączyłem traceroute z obu stron.
> 
> Jeden głąb odpisał: proszę wysłać MTR. To nasz standard. Bez MTR nic nie
> zrobimy. Musi być MTR. W traceroute nie widać. Może np. co któryś pakiet
> przechodzi. No to dobra, ma być MTR, to będzie MTR. Od siebie puściłem, od
> strony użytkownika było trudniej, bo weź tłumacz komuś w mailu, że ma na
> Windowsie zainstalować jakiś WinMTR i co ma zrobić. Ale zanim wysłałem mu
> wynik tego WinMTR odezwał się drugi, dla odmiany kompetentny, i
> potwierdził, że jest taki problem.

Myślę, że zadaniem helpdesku często jest zamknąć ticketa, a nie pomóc
użyszkodnikowi. A jak ten ostatni nie dośle odpowiednich materiałów,
to przecież też jest to powód wystarczający do zamknięcia.

>> albo że hasło nie działa jak się je wpisuje na siedząco, ale na stojąco
>> już działa :>
> Takie rzeczy się zdarzają. Może nie z hasłem, ale czasem ktoś robi coś
> odrobinę inaczej, niż ty, i tobie działa, a jemu nie. Dlatego zawsze
> proszę o film albo inny dowód tego, jak ktoś coś robi :)

W tym przypadku klawiatura miała poprzestawiane klawisze. Siedząc
wpisywał bezwzrokowo, a stojąc układ rąk był inny i patrzył na literki,
które były źle wstawione. Come to think of it, w takim razie musiało
działać na siedząco, a na stojąco nie :)

Jest gdzieś stronka, która zbiera tego typu historie. Fascynująca lektura.

>> Jest z tym związana pewna papierologia, jakieś wymogi odnośnie serwerów,
>> no i raportowanie. Ale nie jest to szczególnie niemożliwe. Teraz po ustawie
>> AT chyba rynek jest trudniejszy, bo jest więcej wymagań i logistyka związana
>> z tymi usługami trudniejsza. Ale wcześniej mieliśmy w kraju dziesiątki albo
>> setki takich małych operatorów, którzy oferowali numer landline'owy, a
>> do użytkownika dostarczali VoIPa.
> Zawsze się zastanawiałem, czy jest jakieś zabezpieczenie antyspoofingowe,
> jeśli chodzi o sygnalizację międzycentralową... bo przecież mając dostęp
> do SS7 (czy czego tam się teraz używa) możesz się podszyć w zasadzie pod
> każdego.

Tak, z tego co rozumiem, ale nie siedziałem w tym zbyt głęboko, weryfikacja
odbywa się tylko na pierwszym hopku pomiędzy klientem a centralką. Dalej
połączenie idzie już po sieci dostawców, którzy sobie ufają. W praktyce,
ze względu na to, że każdy może stać się operatorem, ludzie robili wałki.
Bo co ciekawe -- operatorzy płacą sobie za ruch między sobą. Jeśli
op firma zdzisio krzak ma duży ruch przychodzący, to duzi typu Orange
im płacą za to. Więcej, niż koszt serwerów za te połączenia. Nie wiem
jak szybko i łatwo się to wykrywa, ale mam wrażenie, że kiedyś w Polsce
to było popularne.

Teraz w stanach np. robo calle są zmorą i wymyślają jakieś standardy,
ale one się nie przeniosą na Europę chyba. Zresztą wyobraź sobie jak
sprawnie innowacje w telecomach można wprowadzać :)

>> Nom, powiedz to ludziom, którzy nie mają klawiatury ;)
> W telefonie? Ja nie mam :) I bardzo nad tym ubolewam. Długo nosiłem starą
> Motorolę Droid 4, w sumie już trzecią, ale w końcu dałem sobie spokój.

Ja mam iPhone i nie umiem na nim pisać nic dłuższego niż dwa akapity.
Bardzo często wysyłam sobie na lapka, żeby z niego kontynuować.

>> Poza tym grupowe czaty i koszty są dobrym argumentem za komunikatorami
>> (i niekoniecznie WA, może być Signal)
> No tak, ja nie mam grupowych czatów. Znaczy mam. Na #esperal :)
> 
> Signal nie wymaga podania numeru telefonu? Wiem że Telegram wymaga,
> dlatego wyleciał z telefonu tak szybko jak na niego wleciał.

Tak, Signal jest spięty z numerem tel. Co jest o tyle fajne, że
relatywnie łatwo jest znaleźć ludzi. Chociaż wcale nie wiadomo,
czy faktycznie tam są, czy tylko w 2019 zainstalowali i od tej
pory ghostują.


-- 
Winning popularity contests since ’85
Re: nowy temat
#2942
Author: Arnold Ziffel
Date: Fri, 25 Aug 2023 02:10
441 lines
23262 bytes
Puck <puck@dx.one.pl> wrote:

>> Albo by się tam nie odnaleźli. Z jakiegoś powodu siedzieli właśnie tam.
> 
> Może przez zupełny przypadek? Ja siedziałem na GGG przez przypadek, nie?

Z jednej strony tak, z drugiej strony pewnie wiele ludzi zajrzało na GGG i 
po chwili odeszło. Tak jak z innymi miejscami. Też zaglądam w różne 
miejsca, ale większość się "nie przykleja".

> Były jakieś tam mikroczynniki, które się zbiegły, ale pewnie mogłem
> wylądować w zupełnie innym miejscu. I czy to, czego doświadczałem było
> świadomie wybrane? Czy wiedziałem, że mogę zmienić środowisko?

Nie mówię, że świadomie :)

> Nah, pierwsze doświadczenia, niebardzo myślałem o tym w kategoriach, że 
> jest jakiś wybór.

Wtedy w ogóle ten wybór nie był za duży. Bo co tak naprawdę było oprócz 
grup... czaty, IRC? To było, ale dla kogoś na modemie w zasadzie 
niedostępne. Forów też jeszcze nie było. Usenet (i ten globalny, i różne 
prywatne hierarchie, jak GG czy cavern) idealnie się w to wpasował.

> I mówię to dlatego, że trochę nadal tak mam. W robocie te ostatnie osiem
> lat spędziłem w bardzo podobnym środowisku. W dużej mierze przez przypadek,
> bo równie dobrze mogłem trafić w zupełnie inne miejsce.

Ja w tej branży też pracuję przez przypadek. Jakby się jedna firma, do 
której aplikowałem, odezwała wcześniej, to pewnie projektowałbym teraz 
nawigacje samochodowe (albo coś zupełnie innego, bo pewnie Google Maps 
mocno ten rynek przekosiło).

> I przez cały ten czas myślałem, że bez trudu znajdę nowy zespół z 
> podobnymi zasadami. Nic bardziej mylnego :)

Czasem nie doceniamy tego, co mamy, dopóki tego nie stracimy...

> Chyba dążę do tego, że pierwsze doświadczenia mnie jakoś nastawiły.
> Gdybym za pierwszym razem trafił do korpo, pewnie po dziś bym się
> tam wypalał :)

Ja za pierwszym razem trafiłem do januszeksu (isildura nie liczę, bo to 
była taka zabawa, wypłata była dodatkowym bonusem). Potem do małej firmy o 
dużych aspiracjach (czyli niby nie korpo, ale zachowywała się jak korpo). 
Teraz typowe korpo. Długo się wypalałem, samoocena nie pozwalała mi 
zmienić pracy. Ale w końcu zmieniłem zespół i znowu jest dobrze.

>>> Ja po fazie w moim życiu, którą można nazwać GiMP ;)
>> W sumie ciekawe, jak można byłoby ją scharakteryzować ;) Ciekawi mnie, jak
>> mnie wtedy widziałeś. Chyba nie było tak źle, skoro nadal ze mną gadasz :D
> 
> Krindżowo, oczywiście. Ale to tylko dlatego, że to było 20 lat temu,
> więc to kwestia dojrzałości, którą wtedy miałem / mieliśmy ;)

Ja nie pamiętam na tyle wielu szczegółów, żeby móc mówić o krindżu :) 
Pamiętam spotkania w Rybitwie, nie było w nich nic krindżowego. Chyba że 
mówisz o aktywności online? No to tak, nie lubię siebie z wtedy ;)

> Poza tym bez względu na plusy i minusy, to pozytywnie. Widzę, że silnie 
> na mnie niektóre rzeczy wtedy wpłynęły.

Co dokładnie na ciebie wpłynęło?

> Jednak, co ciekawe, to był wyraźnie odmienny okres od wszystkiego co
> było i wcześniej i później. Niektórych elementów już nigdy nie powtórzyłem.
> Nie wartościuję, nie mowię, że bym chciał, albo że się z tego ciesze.
> Tylko obserwuję.

Może też dlatego, że i wcześniej, i później, byłeś już inną osobą, niż 
wtedy? Ale cały czas mam wrażenie, że ten okres był dla ciebie w jakiś 
sposób magiczny. Pytanie czy przez nas (Madi, ja), czy przez ogół tego, 
co się wtedy u Ciebie (w życiu i w środku) działo.

>> Narkotyki? Czy raczej patologia emocjonalna?
> 
> Emocjonalna. Echo jakichś wcześniejszych problemów, z domu, ze
> swojego środowiska w szkole (już na studiach wtedy byliśmy).
> Again, myślałem, że tak musi być. Nie odróżniałem normalnych,
> wspierających relacji od toksycznych, szantażu emocjonalnego, etc.
> Druga strona pewnie też nie, nie mam pretensji ;)

A to tak, wiem coś o tym. Akurat nie z ludźmi ze studiów (ci byli bardzo 
spoko, szkoda w sumie że kontakt się urwał), ale ogólnie. Pourywałem 
większość takich relacji. W sumie to wszystkie oprócz jednej, bo ta jedna 
ma jednak więcej plusów, niż minusów, i bilans jest dodatni. Ale resztę 
uzbędniłem. Szkoda życia.

Sporo uświadomiła mi obecna dziewczyna. Ona jest dobrym obserwatorem. 
Widzi moje relacje z ludźmi, mówi, co widzi. No i przede wszystkim oboje 
pokazaliśmy sobie, że można traktować się wzajemnie z szacunkiem. Taki 
inny wzorzec niż to, co oboje do tej pory znaliśmy.

Nie żebym sam nie miał w sobie toksycznych wzorców, które czasem wychodzą. 
Ale staram się nad tym panować, przynajmniej w tych bliskich relacjach.

>> Ja sobie próbuję radzić, ale u mnie to jest głębszy temat. Raczej po
>> prostu pewne rzeczy wypieram, ile tylko mogę.
> 
> Może warto się zastanowić nad profesjonalnym wsparciem, żeby sobie
> przeprocesować te wszystkie lata? Ja nigdy nie sprobowałem, ale
> myślalem sobie o tym, jak mi w robocie dawali jakieś darmowe godziny
> z terapeutami.

18 lat nieskutecznej terapii już mi wystarczy :) 4 terapeutów, każdy się 
po paru latach poddawał.

Przedostatni poddał się, podając powód ("niestety nie potrafię panu pomóc, 
sam pan widzi, że nic nie działa; życzę panu, żeby znalazł pan kogoś, kto 
będzie potrafił panu pomóc").

Ostatnia terapeutka zachowała się tak, że zastanawiałem się nad 
zawiadomieniem komisji etyki PTP -- z dnia na dzień stwierdziła, że 
"rozmawiałam z moim supervisorem i nie mogę kontynuować z panem terapii". 
Takie wtf. Na pytanie, o co chodzi, powiedziała tylko, że "niestety nie 
mogę podać panu powodu".

Wtedy już na dobre dałem sobie spokój. To i tak nigdy nie działało i w 
sumie oprócz możliwości wygadania się, jakiejś psychoedukacji (na tym 
poznawczym poziomie) i jakiegoś samopoznania nic mi nie dawało, nic nie 
zmieniało w moim życiu, w moich emocjach. Przyszedłem z konkretnymi 
problemami z emocjami, z którymi przez te 18 lat nie zostało zrobione nic, 
a niektóre podejścia terapeutyczne (np. CBT) tylko wszystko pogarszały i 
zaostrzały.

Są ludzie, którym terapia pomaga. W moim przypadku to była strata czasu, 
strata pieniędzy, strata energii.

> Obie. Ja mam tak, że stawiam sobie wysokie oczekiwania, ale równocześnie
> innym.

Same. Perfekcjonizm.

> Ale to pewien paradoks, bo ja mam 15-20 lat doświadczenia w tych 
> obszarach, a ludzie z którymi pracuje często mniej niż połowę tego.

To niech się uczą :)

> Więc gdybym się tak zastanowił gdzie ja byłem 5-8 lat temu, to to była 
> zupełnie inna historia :) Dlatego uczę się odpuszczać. Bardzo wybierać 
> walki, w których uczestniczę, a reszte ignorować.

Jeśli chodzi o kod, to ja zawsze staram się podejść merytorycznie, o ile 
tylko widzę, że ktoś ma objawy myślenia, tylko brak mu doświadczenia. 
Gorzej jak widzę, że po prostu nie łapie i nie ma takiej siły, "nie ma 
takiego bicia", które sprawiłoby, że załapie. Nie załapie i koniec. I 
musisz z taką osobą pracować. To dopiero jest trudne.

>> Ja miewam i tak i tak. I dni lepsze, i dni gorsze, w taki zwykły, normalny
>> sposób, ale bywają też kryzysy. Tylko one nie są bez powodu. Niestety.
> 
> A jak w drugą stronę? Masz coś, co by Ci to równoważyło (albo starało się)?

Koty, działka, książki... ostatnio nauka telegrafii... ale takich 
euforycznych wzlotów nie mam. Nigdy nie miałem. Pamiętam jak w podstawówce 
dzieciaki cieszyły się z dobrej oceny, jak skakały z radości. Ja tego 
nigdy nie rozumiałem. Nigdy nie czułem takiego uskrzydlenia, żeby aż mnie 
rozpierało ze szczęścia i chciałbym np. skakać. Czułem po prostu... 
normalne szczęście :D

> I to się objawia niedobrym przyjmowaniem krytyki / sugestii?

Hmm. Ja mu daje sugestie, jak jestem w 100% pewien swojego. Czy raczej 
odbijam jego sugestie w moją stronę (komentarze w PR-ach, itd.) jak jestem 
w 100% pewien, że coś przeoczył i że to ja mam rację. Sam raczej nic mu 
nie sugeruję, nigdy nie było potrzeby. Jeśli już, to razem pracujemy nad 
jakimś problemem.

> Masz ,,benefity wellbeingowe" w pracy? Ktoś z HR-u pewnie po latach skumał
> (a może ma to dopiero przed sobą, a może dopiero dowie się o tych sprawach
> z jakiegoś szkolenia), że takie osoby, mówiąc łagodnie, nie czują się
> najlepiej. Wiec wymyśli jakieś owocowe czwartki, syrop waniliowy do
> kawy w biurze i podobne głupoty. No i załatwione!

Benefitem jest to, że nie chodzę do pracy, a HRy tylko kręcą na to nosem i 
jeszcze nie postawiły sprawy na ostrzu noża :) Owocowe czwartki nam 
zabrali, ale mnie to nigdy nie obchodziło. Jak będę chciał jabłko, to 
sobie pójdę do sklepu i kupię, stać mnie :)

> Namyślą się kwartał nad tym, które bezglutenowe ciastka zaproponować i 
> to ma być odpowiedzą na problem, że Mariuszek nie czuje się doceniany, 
> ma na sobie zbyt wysoką presję, a do tego szef go kąsa lub otwarcie 
> mobbinguje.

Nasze HRy są ślepe na takie rzeczy jak kury. Zresztą ja dopiero po zmianie 
zespołu zobaczyłem, że może być inaczej. Albo po prostu chodzi o to, że ja 
w tym zespole mam inną, mniej wymagającą, pozycję.

> Ja bym chciał, żeby to trochę inaczej wyglądało. Żeby w zespole można było
> pracować zespołowo i żeby nigdy wina -- jeśli już o niej musimy mówić --
> nigdy nie była na jednej osobie.

Ja w programowaniu nigdy nie używałem pojęcia winy. Wtopy się zdarzają, 
taka branża. To w zasadzie normalne i nieuniknione. Ważne, żeby mieć 
procesy, które wychwycą możliwie najwięcej wtop (choćby peer review, dobre 
testy, itd). Sam nigdy nie czułem się winny, jak przez jakiś mój błąd coś 
się posypało. Zastanawiałem się po prostu, co można zrobić, żeby drugi raz 
czegoś podobnego nie przeoczyć.

Inna sprawa, że ja nigdy nie ukrywałem swoich błędów. Jak wiedziałem, że 
zawaliłem, to ujawniałem to, poprawiałem, a nie siedziałem z nadzieją, że 
może nikt nie znajdzie.

Jeśli w zespole programistów obwinia się kogoś za błędy, to coś jest moim 
zdaniem bardzo mocno nie tak z managementem.

Z drugiej strony, ostatnio zaliczyłem piękną wtopę. Dostałem dwa 
urządzenia. Prototypy, kilkadziesiąt takich jest wyprodukowanych. Do tego 
dwa zasilacze, dwa kable developerskie, z jednej strony zakończone USB-C 
a z drugiej różnymi innymi portami, wejściem na zasilacz, itd.

Biorę urządzenie, włączam, działa z baterii. Biorę kabel. Podłączam 
zasilacz (jeden pasował do jednego kabla, drugi pasował do drugiego 
kabla). Podpinam. Dwie sekundy minęły, urządzenie się wyłączyło. Trup. 
Kaputt. Nie wstało już.

Co się okazało... jedno z urządzeń spodziewało się na USB-C 5 V, a drugie 
12 V. Jeden zasilacz dawał 5 V, drugi 12 V. Oczywiście na etykietce jest 
ładnie napisane, które urządzenie jakiego napięcia się spodziewa, ale do 
głowy by mi nie przyszło, że można tak to zaprojektować, żeby podać na 
USB-C 12 V wprost z zasilacza, bez żadnej negocjacji.

No ale można.

Podpiąłem port debugujący, procesor startuje, ale DRAM się usmażył.

Głupio mi było i wstyd jak nie wiem, tym bardziej, że nadal chcę się wśród 
tych ludzi w jakiś sposób wykazać.

Mamy calle między naszym zespołem a innymi zespołami (my robimy 
komunikację, inne zespoły OS, itd.). Jakie były pierwsze słowa na 
najbliższym callu z teamem od OS? "I heard you're the first guy who fried 
the new device". Tak.

I oczywiście jakby team od hardware wprowadził inne złącza, to by do tego 
nie doszło. Może liczył na inteligencję użytkowników. No to się przeliczył 
:)

> Jeśli są jakieś niedociągnięcia, faktycznie personalne, to żeby dało się 
> je przegadać w bezpiecznej atmosferze 1v1, a nie piętnując publicznie. 
> To długi temat i dużo jest do zrobienia, bo ludzie wciąż w zespołach nie 
> operują na tym poziomie empatii.

Tak... "chwal publicznie, gań prywatnie". Tu też są jakieś personalne 
zgrzyty między dwiema osobami (jedną z nich jest ten aspołeczny mózg, 
drugą tester), ale mnie póki co nie dotyczą, więc się nie wychylam.

W poprzednim zespole miałem bardzo duży personalny zgrzyt z PM-ką, którą 
uważałem za skończoną kretynkę. Dwie osoby się przez nią zwolniły, bo nie 
były w stanie z kimś takim pracować. Nasza wspólna, dawna znajoma, na 
pożegnanie (jak odchodziła) dała mi pluszową amebę "jako symbol naszej 
udręki". W nawiązaniu do tej PM-ki. Ameba nadal stoi na biurku :)

Patrząc wstecz to mocno toksyczne to było, ale sama pani PM nie 
pozostawała bez winy. Jak na którymś meetingu zgłosiłem jakieś uwagi, to 
po meetingu usłyszałem (i nie omieszkałem tego na kolejnym meetingu 
wykorzystać): "Godzina słuchania pierdolenia (tu moje nazwisko)".

> Ja w tym roku jeszcze nie spotkałem managera, który w ogóle wspominałby
> o uczuciach.

Ja nigdy nie spotkałem. Poprzedni szef miał emocje, znałem go tyle lat, że 
wiem, ale miał duży problem, żeby o nich rozmawiać. Z drugiej strony wiem, 
że jakbym miał problem, spotkałbym się z nim sam na sam, to by wysłuchał.

Obecny szef jest bardzo miły, ale też nigdy nie rozmawialiśmy o niczym 
osobistym. Chyba najbliższe było to, jak był w szpitalu i wspomniałem 
jednemu z chłopaków, że coś długo go nie ma i że mam nadzieję, że to nic 
poważnego. I jak złożył mi życzenia na urodziny. Nie wiem czy pamiętał, 
czy mu wyskoczyło, ale złożył. Mega miłe to było.

Ogólnie ma dobry vibe, ale myślę że ta bariera pracy zdalnej, plus bariera 
językowa, więc też kulturowa, nie sprzyjają rozmawianiu o czymkolwiek 
innym niż praca.

> Umiejętności, oczekiwania, specyfikacje, storypointy, zasady. Bleh.

Tak, bo tak jest łatwiej...

> Moje obecne daily to spowiadanie się z tasków na Jirze od góry do dołu.

Moje też, choć to raczej sprint review. Standupy (2x w tygodniu) to raczej 
ogólna rozmowa o tym, jak leci (pracowo), czy coś nas blokuje, czy coś 
chcemy skonsultować. Krótkie to jest.

> Moje poprzednie: grupa znajomych, czasami przyjaciół, spotykała się na 
> 15 minut, żeby się zobaczyć i pogadać. Jak ktoś miał pracowe tematy 
> wymagające przegadania, to je poruszał. W przeciwnym wypadku 
> rozmawialiśmy o pogodzie, memach, czy kto gdzie był na wakacjach.

To jest spoko, o ile nie jest się do tego zmuszanym. Z panią Amebą byliśmy 
zmuszani. Są zaplanowane dwie godziny i meeting ma trwać dwie godziny. Jak 
nie ma o czym mówić, to pani Ameba chwali się zdjęciami z wakacji lub 
opowiada o martwym łosiu, którego znalazła i nie wie, co ma z nim zrobić.

Pani Ameba, zauważ, a nie reszta. Reszta sobie gra na telefonach, żeby nie 
zasnąć.

>>> Człowiek był zawiedzony, że wcale mu się Mesjasz nie objawił?
>> Albo właśnie chciał się upewnić, że faktycznie objawił :)
> 
> No taka z pewnością była nadzieja, ale to chyba rozczarowanie finalnie,
> że jednak nie? Znaczy nie znam się, bo może dokładnie odwrotnie, to by
> zwiastowało koniec swiata albo coś?

Albo po prostu matka boska pieniężna ;)

> Jak to biznes, biznes wszystko przyjmie. Gdyby nam się udało, to onboarding
> byłby prostszy i szybszy. A tak -- albo dawaliśmy nowy numer (patrz, przecież
> teraz i tak nikt nie trzyma numerów w notesie, tylko sprawdza w google),

Ja swój pamiętam, ale to dlatego, że mam taki, żeby łatwo go było 
zapamiętać :)

>> PSTN... w sumie to cieszę się, że nie musimy już tego wspierać. Ile było
>> problemów puszczaniem ruchu po VoIP (no puść modem po VoIP :P)...
> 
> Eee, przejściówka z rj45 na rj11 z voipem po środku? :)

Niee :) Urządzenie z RJ12 wpinane do linii telefonicznej, jaką ma klient. 
I teraz loteria, czy klient ma normalną linię podpiętą do normalnej 
centrali, czy leci to gdzieś przez VoIPa. Im nowsze czasy były, tym 
częściej było to drugie.

> Jak zaczynaliśmy to nakupowaliśmy sobie różnych akcesoriów do testów i 
> wpięliśmy sobie tak jakiś stary fax :D

Faxmodem w sumie jeszcze mam w piwnicy :)

> Jak jeszcze siedzieliśmy w biurze, to się zgrywaliśmy na slacku, żeby 
> nam ludzie faksowali jakieś rzeczy zamiast posyłać mailem

Można ;) Z drugiej strony faksy są wiecznie żywe np. w policji. Jakieś 
pismo miałem dostać (byłem poszkodowanym w kolizji drogowej), policjant 
miał mój adres do doręczeń (do firmy), więc sobie firmę wygooglował, 
zadzwonił do mnie, że wyśle faks, i wysłał. Pierwszy raz w życiu używałem 
wtedy faksu :)

> Damn, 8MB po 2G? To było skazane na porażkę, nie?

Nie, ale trwało dłuuuuugo :) Zwykle w nocy.

Mój osobisty rekord to 1 MiB ściągane z Niemczech na shella na free.net.pl 
przez 4 godziny (i 11 wznowień). Ok. 70 bajtów na sekundę wtedy wyszło. 
Cóż, 2000 rok :)

> To były patche, czy całościowe paczki?

Niestety całościowe.

> Myślę, że zadaniem helpdesku często jest zamknąć ticketa, a nie pomóc
> użyszkodnikowi. A jak ten ostatni nie dośle odpowiednich materiałów,
> to przecież też jest to powód wystarczający do zamknięcia.

Tak... oni mają to gdzieś.

My mamy takie tickety od użytkowników naszego softu (wewnętrznych, w 
firmie), ale chyba jeszcze nie wypaliłem się na tyle, żeby jedynie je 
zamykać pod byle pretekstem. Jasne, jak ktoś nie współpracuje, to zamykam 
z informacją, żeby otworzyć, jak np. będzie miał czas, żeby dosłać to, o 
co go miesiąc temu prosiłem, ale jak współpracuje, to faktycznie staram 
się pomóc i rozwiązać problem.

Ostatnio ktoś zgłosił, że brakuje tłumaczeń w jednym z komponentów (mamy 
różne dziwne języki, jakiś francuski, hiszpański, itd.). Jeden koleś 
odpisał mu, że nowe tłumaczenia nie będą już dodawane. Ja stwierdziłem, że 
możemy w sumie dodać, tylko niech zgłaszający zrobi tłumaczenia. 
Napisałem, że my nie mamy teraz zasobów, żeby się tym zająć (ani osób, 
które mówią w tych językach, więc robilibyśmy po prostu po Google 
Translate), ale jak mu zależy, to niech zrobi te tłumaczenia, a my je 
dodamy. Podesłałem mu stronkę na Confluence z tabelką. Poświęciłem temu 
czas.

Myślisz, że w ogóle cokolwiek odpisał? Nawet "pocałuj mnie w dupę" nie 
było.

>> Takie rzeczy się zdarzają. Może nie z hasłem, ale czasem ktoś robi coś
>> odrobinę inaczej, niż ty, i tobie działa, a jemu nie. Dlatego zawsze
>> proszę o film albo inny dowód tego, jak ktoś coś robi :)
> 
> W tym przypadku klawiatura miała poprzestawiane klawisze. Siedząc
> wpisywał bezwzrokowo, a stojąc układ rąk był inny i patrzył na literki,
> które były źle wstawione. Come to think of it, w takim razie musiało
> działać na siedząco, a na stojąco nie :)

Aaa, no, tak :)

> Jest gdzieś stronka, która zbiera tego typu historie. Fascynująca lektura.

Kiedyś coś podobnego widziałem. Na pewno był tam ten problem z mailami 
przychodzącymi jedynie z danego promienia. Jak znajdziesz to podeślij.

Hmm. http://www.ibiblio.org/harris/500milemail.html

> Tak, z tego co rozumiem, ale nie siedziałem w tym zbyt głęboko, weryfikacja
> odbywa się tylko na pierwszym hopku pomiędzy klientem a centralką. Dalej
> połączenie idzie już po sieci dostawców, którzy sobie ufają. W praktyce,
> ze względu na to, że każdy może stać się operatorem, ludzie robili wałki.
> Bo co ciekawe -- operatorzy płacą sobie za ruch między sobą. Jeśli
> op firma zdzisio krzak ma duży ruch przychodzący, to duzi typu Orange
> im płacą za to. Więcej, niż koszt serwerów za te połączenia. Nie wiem
> jak szybko i łatwo się to wykrywa, ale mam wrażenie, że kiedyś w Polsce
> to było popularne.

O, jest to jakiś sposób na zarobek... :)

> Teraz w stanach np. robo calle są zmorą i wymyślają jakieś standardy,
> ale one się nie przeniosą na Europę chyba. Zresztą wyobraź sobie jak
> sprawnie innowacje w telecomach można wprowadzać :)

Pewnie tak samo jak w paymencie ;) (google: iso8583... dramatyczny staroć 
i wciąż dramatycznie powszechnie używany)

>> W telefonie? Ja nie mam :) I bardzo nad tym ubolewam. Długo nosiłem starą
>> Motorolę Droid 4, w sumie już trzecią, ale w końcu dałem sobie spokój.
> 
> Ja mam iPhone i nie umiem na nim pisać nic dłuższego niż dwa akapity.
> Bardzo często wysyłam sobie na lapka, żeby z niego kontynuować.

Tak, ja też. Tzn. nie mam iPhona, ale nie umiem nic pisać na tej 
klawiaturce ekranowej. Noszę w plecaku klawiaturę QWERTY, taką płaską, 
dosyć sporą, z normalnymi klawiszami, na Bluetooth, ale jakoś się nie 
przyjęła. Nie chce mi się jej wyciągać. Używam w sumie jedynie jak muszę 
nagle coś zrobić po ssh, bo jednak ma więcej klawiszy specjalnych, niż ta 
ekranowa (a nie chcę instalować specjalnej ekranowej tylko do ssh).

> Tak, Signal jest spięty z numerem tel. Co jest o tyle fajne, że
> relatywnie łatwo jest znaleźć ludzi.

I tu się pojawia konflikt interesów, bo ja wcale nie chcę być znajdowany 
;)

Mam taki burner phone do podawania w różnych dziwnych miejscach, więc w 
sumie można byłoby podać. Jak mi go zaspamują to zmienię i tyle, i tak 
nikt nie ma tego numeru (ze znajomych, bo mają np. różne firmy).

-- 
Mówi zięć do teściowej:
- Gdzie mama jedzie?
- Na cmentarz.
- A kto rower przyprowadzi ??!!
Re: nowy temat
#2943
Author: Puck
Date: Fri, 25 Aug 2023 07:26
437 lines
24490 bytes
On 25 Aug 2023 at 04:10:47 CEST, "Arnold Ziffel" <Arnold Ziffel> wrote:

>>> Albo by się tam nie odnaleźli. Z jakiegoś powodu siedzieli właśnie tam.
>> Może przez zupełny przypadek? Ja siedziałem na GGG przez przypadek, nie?
> Z jednej strony tak, z drugiej strony pewnie wiele ludzi zajrzało na GGG i
> po chwili odeszło. Tak jak z innymi miejscami. Też zaglądam w różne
> miejsca, ale większość się "nie przykleja".

True. Kiedyś byłem nawet na alt.pl.dupa. Nawet jak na moje ówczesne
standardy to było dno :D

>> Nah, pierwsze doświadczenia, niebardzo myślałem o tym w kategoriach, że
>> jest jakiś wybór.
> Wtedy w ogóle ten wybór nie był za duży. Bo co tak naprawdę było oprócz
> grup... czaty, IRC? To było, ale dla kogoś na modemie w zasadzie
> niedostępne. Forów też jeszcze nie było. Usenet (i ten globalny, i różne
> prywatne hierarchie, jak GG czy cavern) idealnie się w to wpasował.

To w ujęciu bardziej technicznym, ale merytorycznie można było się zakręcić
w różnych tematach w ramach powyższych. No i generalnie `pl.*`, nie mówiąc
o wybrykach typu `religia` czy `pregierz` było kulturalne


>> I mówię to dlatego, że trochę nadal tak mam. W robocie te ostatnie osiem
>> lat spędziłem w bardzo podobnym środowisku. W dużej mierze przez przypadek,
>> bo równie dobrze mogłem trafić w zupełnie inne miejsce.
> Ja w tej branży też pracuję przez przypadek. Jakby się jedna firma, do
> której aplikowałem, odezwała wcześniej, to pewnie projektowałbym teraz
> nawigacje samochodowe (albo coś zupełnie innego, bo pewnie Google Maps
> mocno ten rynek przekosiło).

Ja znalazłem pracę jako pewna kontynuacja naszej usenetowej przygody.
Bo ona wyewoluowała trochę. Zacząłem robić miliony stronek grupowych,
potem o ircu, miałem jakąś polską stronę o irssi. Oj, płodny byłem ogólnie.
A jednocześnie zacząłem się kręcić wsród osób, które zajmują się
webmasteringiem szeroko rozumianym. Tu jakieś zlecenie, tam jakiś projekt.
Aż w końcu ktoś mnie polecił do znajomego, który szukał na etat do jakichś
wewnętrznych narzędzi. Poszedłem z ciekawości, zostałem 5 lat.


A Ty gdybyś poszedł w navi, pewnie musiałbyś się zderzyć ze smutną prawdą,
że ten rynek się skurczył albo zamknął. Przeżywałem to jakieś 10 lat temu
z ludkami od flasha. Nagle, prawie z dnia na dzień, ich skille przestały
być na rynku potrzebne. Dzięki Steve, btw.


>> I przez cały ten czas myślałem, że bez trudu znajdę nowy zespół z
>> podobnymi zasadami. Nic bardziej mylnego :)
> Czasem nie doceniamy tego, co mamy, dopóki tego nie stracimy...

True. Chociaż ja akurat doceniałem mocno :) Ale myślałem, że znajdę
nowy, nie paląc mostów za sobą po prostu. Swoją drogą idę się jutro
z nimi widzieć, więc chyba nie jest najgorzej :)


>> Chyba dążę do tego, że pierwsze doświadczenia mnie jakoś nastawiły.
>> Gdybym za pierwszym razem trafił do korpo, pewnie po dziś bym się
>> tam wypalał :)
> Ja za pierwszym razem trafiłem do januszeksu (isildura nie liczę, bo to
> była taka zabawa, wypłata była dodatkowym bonusem). Potem do małej firmy o
> dużych aspiracjach (czyli niby nie korpo, ale zachowywała się jak korpo).
> Teraz typowe korpo. Długo się wypalałem, samoocena nie pozwalała mi
> zmienić pracy. Ale w końcu zmieniłem zespół i znowu jest dobrze.

W naszym wieku to już trzeba powoli szukać takiego miejsca, w którym
spokojnie do emerytury można dociągnać ;)

>> Krindżowo, oczywiście. Ale to tylko dlatego, że to było 20 lat temu,
>> więc to kwestia dojrzałości, którą wtedy miałem / mieliśmy ;)
> Ja nie pamiętam na tyle wielu szczegółów, żeby móc mówić o krindżu :)
> Pamiętam spotkania w Rybitwie, nie było w nich nic krindżowego. Chyba że
> mówisz o aktywności online? No to tak, nie lubię siebie z wtedy ;)

Ja przede wszystkim pamiętam 10% z tego, co się działo. Przeglądam sobie
archiwa, to mi się przypomina. Ale tak, spotkania były spoko. Myślę, że
bez nich w ogóle zupełnie inaczej bym ten okres pamiętał. A do tego ja
chyba nieczęsto byłem na zlocikach innych grup, jeśli w ogóle (albo nie
pamiętam).

>> Poza tym bez względu na plusy i minusy, to pozytywnie. Widzę, że silnie
>> na mnie niektóre rzeczy wtedy wpłynęły.
> Co dokładnie na ciebie wpłynęło?

Nie wiem, czy coś konkretnego. Nauczyłem sie dużo o sieci, komputerach,
programowaniu, co mi pozwoliło wystartować z tym, co robiłem przez
następne 20 lat, więc that’s that.
Z drugiej strony miałem tu mnóstwo wsparcia i innych perspektyw, których
niekoniecznie doświadczyłbym w realu.


>> Jednak, co ciekawe, to był wyraźnie odmienny okres od wszystkiego co
>> było i wcześniej i później. Niektórych elementów już nigdy nie powtórzyłem.
>> Nie wartościuję, nie mowię, że bym chciał, albo że się z tego ciesze.
>> Tylko obserwuję.
> Może też dlatego, że i wcześniej, i później, byłeś już inną osobą, niż
> wtedy? Ale cały czas mam wrażenie, że ten okres był dla ciebie w jakiś
> sposób magiczny. Pytanie czy przez nas (Madi, ja), czy przez ogół tego,
> co się wtedy u Ciebie (w życiu i w środku) działo.

Ciężko mi stwierdzić. Na pewno było bardzo intensywnie, dużo się działo,
ale też nie mam żadnej alternatywy do porówniana. Wy byliście dużą i
ważną częścią tego, co się działo. A był to też okres wielu interakcji
i dużej kreatywności. Tego mi brakuje dzisiaj, że jakoś tak nie da się
z dnia na dzień, spontanicznie czegoś stworzyć :) Czasami mam taki
nastrój i próbuję, ale to nie ta skala :D

[om nom nom... >8]
> Sporo uświadomiła mi obecna dziewczyna. Ona jest dobrym obserwatorem.
> Widzi moje relacje z ludźmi, mówi, co widzi. No i przede wszystkim oboje
> pokazaliśmy sobie, że można traktować się wzajemnie z szacunkiem. Taki
> inny wzorzec niż to, co oboje do tej pory znaliśmy.
> 
> Nie żebym sam nie miał w sobie toksycznych wzorców, które czasem wychodzą.
> Ale staram się nad tym panować, przynajmniej w tych bliskich relacjach.

No, dobrze jest mieć jakiś taki kompas, który pomaga Ci się moderować :)
Szczególnie w postaci osób wokół Ciebie, którzy wiedzą jakie są Twoje
ciemne strony, ale są w stanie razem pracować, żeby je ograniczać.

>> Może warto się zastanowić nad profesjonalnym wsparciem, żeby sobie
>> przeprocesować te wszystkie lata? Ja nigdy nie sprobowałem, ale
>> myślalem sobie o tym, jak mi w robocie dawali jakieś darmowe godziny
>> z terapeutami.
> 18 lat nieskutecznej terapii już mi wystarczy :) 4 terapeutów, każdy się
> po paru latach poddawał.

Ja mam znajomą, której terapeutka zasugerowała wrócić do swojego
traumatycznego okresu, żeby go przeprocesować. Spotykały się miesiącami
i w którymś momencie zaczęła robić jej healthchecki, żeby nie wychodziła
z sesji zestresowana na cały weekend. Ale nie zaszły na tyle daleko,
żeby jakieś namacalne efekty z tego były. Może trochę świadomości tylko.

> Przedostatni poddał się, podając powód ("niestety nie potrafię panu pomóc,
> sam pan widzi, że nic nie działa; życzę panu, żeby znalazł pan kogoś, kto
> będzie potrafił panu pomóc").
> 
> Ostatnia terapeutka zachowała się tak, że zastanawiałem się nad
> zawiadomieniem komisji etyki PTP -- z dnia na dzień stwierdziła, że
> "rozmawiałam z moim supervisorem i nie mogę kontynuować z panem terapii".
> Takie wtf. Na pytanie, o co chodzi, powiedziała tylko, że "niestety nie
> mogę podać panu powodu".

Ale na spokojnie reagowali, czy u nich tez pojawiały się emocje?

> Wtedy już na dobre dałem sobie spokój. To i tak nigdy nie działało i w
> sumie oprócz możliwości wygadania się, jakiejś psychoedukacji (na tym
> poznawczym poziomie) i jakiegoś samopoznania nic mi nie dawało, nic nie
> zmieniało w moim życiu, w moich emocjach. Przyszedłem z konkretnymi
> problemami z emocjami, z którymi przez te 18 lat nie zostało zrobione nic,
> a niektóre podejścia terapeutyczne (np. CBT) tylko wszystko pogarszały i
> zaostrzały.

Pomijając kwestię kosztów, to było coś, co było net possitive dla Ciebie,
czy raczej równie dobrze mógłbyś to zamienić na wyjście na piwo ze
znajomymi i nie odczułbyś większej różnicy?


>> Ale to pewien paradoks, bo ja mam 15-20 lat doświadczenia w tych
>> obszarach, a ludzie z którymi pracuje często mniej niż połowę tego.
> To niech się uczą :)

Nie potrzebuję kolejnych argumentów do wywyższania się ;) Bo na końcu
to ja jestem w mniejszości, niedopasowany, źle oceniony. Więc pragmatycznie
wiem, że to jednak ja muszę się dostosować, żeby coś dla siebie osiągnąć.

Wyobraź sobie, jak wyglądają moje rekrutacje, jak osoba po drugiej
stronie oczekuje, że będę napalony na nowy ficzer we frameworku,
podczas kiedy ja zastanwiams się czym jest świadomość i jaki jest
nasz cel w tym życiu ;)


>> Więc gdybym się tak zastanowił gdzie ja byłem 5-8 lat temu, to to była
>> zupełnie inna historia :) Dlatego uczę się odpuszczać. Bardzo wybierać
>> walki, w których uczestniczę, a reszte ignorować.
> Jeśli chodzi o kod, to ja zawsze staram się podejść merytorycznie, o ile
> tylko widzę, że ktoś ma objawy myślenia, tylko brak mu doświadczenia.
> Gorzej jak widzę, że po prostu nie łapie i nie ma takiej siły, "nie ma
> takiego bicia", które sprawiłoby, że załapie. Nie załapie i koniec. I
> musisz z taką osobą pracować. To dopiero jest trudne.

Robota z ludźmi, którzy już myślą, albo chcą myśleć w taki sam sposób
jest tak niewspółmiernie bardziej przyjemna. Bez względu na to, jaki
reprezentują poziom dzisiaj. Bo jak jest wola, to można z nimi krok
po kroczku przejść tę drogę, przez miesiące albo lata.


>>> Ja miewam i tak i tak. I dni lepsze, i dni gorsze, w taki zwykły, normalny
>>> sposób, ale bywają też kryzysy. Tylko one nie są bez powodu. Niestety.
>> A jak w drugą stronę? Masz coś, co by Ci to równoważyło (albo starało się)?
> 
> Koty, działka, książki... ostatnio nauka telegrafii... ale takich
> euforycznych wzlotów nie mam. Nigdy nie miałem. Pamiętam jak w podstawówce
> dzieciaki cieszyły się z dobrej oceny, jak skakały z radości. Ja tego
> nigdy nie rozumiałem. Nigdy nie czułem takiego uskrzydlenia, żeby aż mnie
> rozpierało ze szczęścia i chciałbym np. skakać. Czułem po prostu...
> normalne szczęście :D

To chyba kwestia temperamentu i nie widzę powodu, żeby na siłę dążyć
do tego, jak się zachowują inni (ale też zobacz, że nie wszyscy, ale
tylko część). Ja w większości też raczej miałem takie moderowane
pozytywne uczucia, potem i te negatywne uspokoiłem. Dzieciaki były
takim przełomem. Ale tu akurat czysta chemia pomaga.


Btw, mój edytor czasami zamienia mi pierwsze słowa wierszu na wielką
literę, nawet jeśli są w środku zdania. Jakiś taki niepociumany jest.

>> I to się objawia niedobrym przyjmowaniem krytyki / sugestii?
> Hmm. Ja mu daje sugestie, jak jestem w 100% pewien swojego. Czy raczej
> odbijam jego sugestie w moją stronę (komentarze w PR-ach, itd.) jak jestem
> w 100% pewien, że coś przeoczył i że to ja mam rację. Sam raczej nic mu
> nie sugeruję, nigdy nie było potrzeby. Jeśli już, to razem pracujemy nad
> jakimś problemem.

Ale i tak jest ciężko, żeby go przekonać? Dopisujesz mu failujące
test case’y? ;) Może macie różną filozofię, którą trzeba przegadać?
Np. jeden z Was chce być „bezpieczny na przyszłość” a drugi „YAGNI”?


>> Masz ,,benefity wellbeingowe" w pracy? Ktoś z HR-u pewnie po latach skumał
>> (a może ma to dopiero przed sobą, a może dopiero dowie się o tych sprawach
>> z jakiegoś szkolenia), że takie osoby, mówiąc łagodnie, nie czują się
>> najlepiej. Wiec wymyśli jakieś owocowe czwartki, syrop waniliowy do
>> kawy w biurze i podobne głupoty. No i załatwione!
> Benefitem jest to, że nie chodzę do pracy, a HRy tylko kręcą na to nosem i
> jeszcze nie postawiły sprawy na ostrzu noża :) Owocowe czwartki nam
> zabrali, ale mnie to nigdy nie obchodziło. Jak będę chciał jabłko, to
> sobie pójdę do sklepu i kupię, stać mnie :)

Damn, HR-y są tak oderwane od realiów. Nawet te takie nowoczesne,
które nie zajmują się tylko twardym HR-em. To widać bardzo dobrze
w procesach, jak np. onboarding. Kminią sobie jak go dobrze zrobić,
mają wytyczne, procesy, checklisty... Ale nie mają pojęcia, że
managerowie w ogóle ich nie realizują :D


>> Namyślą się kwartał nad tym, które bezglutenowe ciastka zaproponować i
>> to ma być odpowiedzą na problem, że Mariuszek nie czuje się doceniany,
>> ma na sobie zbyt wysoką presję, a do tego szef go kąsa lub otwarcie
>> mobbinguje.
> Nasze HRy są ślepe na takie rzeczy jak kury. Zresztą ja dopiero po zmianie
> zespołu zobaczyłem, że może być inaczej. Albo po prostu chodzi o to, że ja
> w tym zespole mam inną, mniej wymagającą, pozycję.

Myślę, że to powód do zadowolenia. Przynajmniej się HR-y nie mieszają.
Pozycję „emerytalną” propsuję ;) Sam takiej szukam.

>> Ja bym chciał, żeby to trochę inaczej wyglądało. Żeby w zespole można było
>> pracować zespołowo i żeby nigdy wina -- jeśli już o niej musimy mówić --
>> nigdy nie była na jednej osobie.
> Ja w programowaniu nigdy nie używałem pojęcia winy. Wtopy się zdarzają,
> taka branża. To w zasadzie normalne i nieuniknione. Ważne, żeby mieć
> procesy, które wychwycą możliwie najwięcej wtop (choćby peer review, dobre
> testy, itd). Sam nigdy nie czułem się winny, jak przez jakiś mój błąd coś
> się posypało. Zastanawiałem się po prostu, co można zrobić, żeby drugi raz
> czegoś podobnego nie przeoczyć.

Yep. Ciekawe jest myślenie typu near misses. Np. jeśli w czasie review
Ci wychodzą jakieś rzeczy, to już wtedy można się zastanowić jak można
dostosować pracę, uzupełnić wiedzę, wprowadzić rozwiązania systemowe
do tego, żeby więcej nie wychodziły nawet w review. Bo to proces białkowy,
czyli omylny.

> Inna sprawa, że ja nigdy nie ukrywałem swoich błędów. Jak wiedziałem, że
> zawaliłem, to ujawniałem to, poprawiałem, a nie siedziałem z nadzieją, że
> może nikt nie znajdzie.

Kwestia kultury organizacji. Safe-to-fail jest coraz częstszą wartością
w zespołach, to bardzo dobrze dla wszystkich.

[...]
> Co się okazało... jedno z urządzeń spodziewało się na USB-C 5 V, a drugie
> 12 V. Jeden zasilacz dawał 5 V, drugi 12 V. Oczywiście na etykietce jest
> ładnie napisane, które urządzenie jakiego napięcia się spodziewa, ale do
> głowy by mi nie przyszło, że można tak to zaprojektować, żeby podać na
> USB-C 12 V wprost z zasilacza, bez żadnej negocjacji.
> 
> No ale można.

Problemy zwykle nie są z rzeczami skomplikowanymi, tylk o oczywistymi
jak się okazuje, że dla obu strony były oczywiste inaczej ;)

> (...) Mamy calle między naszym zespołem a innymi zespołami (my robimy
> komunikację, inne zespoły OS, itd.). Jakie były pierwsze słowa na
> najbliższym callu z teamem od OS? "I heard you're the first guy who fried
> the new device". Tak.

No to będą Cię pamiętać przynajmniej :)

>> Jeśli są jakieś niedociągnięcia, faktycznie personalne, to żeby dało się
>> je przegadać w bezpiecznej atmosferze 1v1, a nie piętnując publicznie.
>> To długi temat i dużo jest do zrobienia, bo ludzie wciąż w zespołach nie
>> operują na tym poziomie empatii.
> Tak... "chwal publicznie, gań prywatnie". Tu też są jakieś personalne
> zgrzyty między dwiema osobami (jedną z nich jest ten aspołeczny mózg,
> drugą tester), ale mnie póki co nie dotyczą, więc się nie wychylam.

Pierdolnie prędzej czy później. Jak Ciebie to wtedy dotknie?

> W poprzednim zespole miałem bardzo duży personalny zgrzyt z PM-ką, którą
> uważałem za skończoną kretynkę. Dwie osoby się przez nią zwolniły, bo nie
> były w stanie z kimś takim pracować. Nasza wspólna, dawna znajoma, na
> pożegnanie (jak odchodziła) dała mi pluszową amebę "jako symbol naszej
> udręki". W nawiązaniu do tej PM-ki. Ameba nadal stoi na biurku :)

Dostałeś pluszowego mikroba?
https://www.giantmicrobes.com/us/products/amoeba.html


> Patrząc wstecz to mocno toksyczne to było, ale sama pani PM nie
> pozostawała bez winy. Jak na którymś meetingu zgłosiłem jakieś uwagi, to
> po meetingu usłyszałem (i nie omieszkałem tego na kolejnym meetingu
> wykorzystać): "Godzina słuchania pierdolenia (tu moje nazwisko)".

Ja na razie mam brak tolerancji dla takich zachowań. Pewnie można
z tym pracować, robić kroczki, ale wolałbym eskalować to do wyjebania
jak najszybciej. Nic dobrego takie osoby nie przynoszą, a psują
tak dużo nerwów, efektywności i atmosfery, że nie warto.

>> Ja w tym roku jeszcze nie spotkałem managera, który w ogóle wspominałby
>> o uczuciach.
> Ja nigdy nie spotkałem. Poprzedni szef miał emocje, znałem go tyle lat, że
> wiem, ale miał duży problem, żeby o nich rozmawiać. Z drugiej strony wiem,
> że jakbym miał problem, spotkałbym się z nim sam na sam, to by wysłuchał.
> 
> Obecny szef jest bardzo miły, ale też nigdy nie rozmawialiśmy o niczym
> osobistym. Chyba najbliższe było to, jak był w szpitalu i wspomniałem
> jednemu z chłopaków, że coś długo go nie ma i że mam nadzieję, że to nic
> poważnego. I jak złożył mi życzenia na urodziny. Nie wiem czy pamiętał,
> czy mu wyskoczyło, ale złożył. Mega miłe to było.

Nie macie ochoty, żeby wyjść poza ramy roboty? Mam wrażenie, że niektórym
to się dzieje naturalnie, ale może to po prostu ogólnie bardziej społeczne
bestie, wiesz, takie które są ogólnie łatwo lubiane w towarzystwie.

> Ogólnie ma dobry vibe, ale myślę że ta bariera pracy zdalnej, plus bariera
> językowa, więc też kulturowa, nie sprzyjają rozmawianiu o czymkolwiek
> innym niż praca.

Ja myślę, że warto jednak się pomacać czasami :P Ale ja w ogóle staram
się budować wiele analogii pomiędzy różnymi sytuacjami. Tak oto boom pracy
zdalnej i asnychronicznej porównuję np. do naszych pierwszych wymian
usenetowych. Też robiliśmy to asynchronicznie. Ale mieliśmy potrzebę,
żeby się złapać IRL. Bez tego fragmentu, nasze relacje byłyby zupełnie
inne. A w robocie też relacje nami rządzą, więc myślę, że mechanizmy
są podobne.

>> Moje poprzednie: grupa znajomych, czasami przyjaciół, spotykała się na
>> 15 minut, żeby się zobaczyć i pogadać. Jak ktoś miał pracowe tematy
>> wymagające przegadania, to je poruszał. W przeciwnym wypadku
>> rozmawialiśmy o pogodzie, memach, czy kto gdzie był na wakacjach.
> To jest spoko, o ile nie jest się do tego zmuszanym. Z panią Amebą byliśmy
> zmuszani. Są zaplanowane dwie godziny i meeting ma trwać dwie godziny. Jak
> nie ma o czym mówić, to pani Ameba chwali się zdjęciami z wakacji lub
> opowiada o martwym łosiu, którego znalazła i nie wie, co ma z nim zrobić.
> 
> Pani Ameba, zauważ, a nie reszta. Reszta sobie gra na telefonach, żeby nie
> zasnąć.

Damn, to taka abstrakcja. Ale to chyba musi brakować jakichś połączeń
u niej w penthousie, żeby nie skumać, że jej historię o martwym łosiu
nie padają na podatny grunt. Czy kumała to, ale ciągnęła pomimo?

>> Jak jeszcze siedzieliśmy w biurze, to się zgrywaliśmy na slacku, żeby
>> nam ludzie faksowali jakieś rzeczy zamiast posyłać mailem
> Można ;) Z drugiej strony faksy są wiecznie żywe np. w policji. Jakieś
> pismo miałem dostać (byłem poszkodowanym w kolizji drogowej), policjant
> miał mój adres do doręczeń (do firmy), więc sobie firmę wygooglował,
> zadzwonił do mnie, że wyśle faks, i wysłał. Pierwszy raz w życiu używałem
> wtedy faksu :)

Fizycznie miałeś wpięty? Bo pewnie można sobie wirtualną skrzynkę
założyć na necie, nie?

> Ostatnio ktoś zgłosił, że brakuje tłumaczeń w jednym z komponentów (mamy
> różne dziwne języki, jakiś francuski, hiszpański, itd.). Jeden koleś
> odpisał mu, że nowe tłumaczenia nie będą już dodawane. Ja stwierdziłem, że
> możemy w sumie dodać, tylko niech zgłaszający zrobi tłumaczenia.
> Napisałem, że my nie mamy teraz zasobów, żeby się tym zająć (ani osób,
> które mówią w tych językach, więc robilibyśmy po prostu po Google
> Translate), ale jak mu zależy, to niech zrobi te tłumaczenia, a my je
> dodamy. Podesłałem mu stronkę na Confluence z tabelką. Poświęciłem temu
> czas.
> 
> Myślisz, że w ogóle cokolwiek odpisał? Nawet "pocałuj mnie w dupę" nie
> było.

To smutne jest. Ale ma to też drugą stronę, taką passive-agressive. Jeśli
nie chcesz czegoś robić, a jednocześnie chcesz być miły, delikatnie
odwracasz sprawę tak, żeby wymagała odrobiny chociaż pracy od zlecającego.
Wiesz, chociażby jakieś wnikliwe pytania o edge-case’y bez odpowiedzi
na które nie możesz zacząć. No i response pewnie będzie ten sam...

>> Jest gdzieś stronka, która zbiera tego typu historie. Fascynująca lektura.
> 
> Kiedyś coś podobnego widziałem. Na pewno był tam ten problem z mailami
> przychodzącymi jedynie z danego promienia. Jak znajdziesz to podeślij.
> 
> Hmm. http://www.ibiblio.org/harris/500milemail.html

Yep. More:

http://beza1e1.tuxen.de/lore/index.html

>> Teraz w stanach np. robo calle są zmorą i wymyślają jakieś standardy,
>> ale one się nie przeniosą na Europę chyba. Zresztą wyobraź sobie jak
>> sprawnie innowacje w telecomach można wprowadzać :)
> Pewnie tak samo jak w paymencie ;) (google: iso8583... dramatyczny staroć
> i wciąż dramatycznie powszechnie używany)

Ano. Wolę unikać, nie jestem mentalnie kompatybilny z poprzednim stuleciem.

>> Ja mam iPhone i nie umiem na nim pisać nic dłuższego niż dwa akapity.
>> Bardzo często wysyłam sobie na lapka, żeby z niego kontynuować.
> Tak, ja też. Tzn. nie mam iPhona, ale nie umiem nic pisać na tej
> klawiaturce ekranowej. Noszę w plecaku klawiaturę QWERTY, taką płaską,
> dosyć sporą, z normalnymi klawiszami, na Bluetooth, ale jakoś się nie
> przyjęła. Nie chce mi się jej wyciągać. Używam w sumie jedynie jak muszę
> nagle coś zrobić po ssh, bo jednak ma więcej klawiszy specjalnych, niż ta
> ekranowa (a nie chcę instalować specjalnej ekranowej tylko do ssh).

Miałem kiedyś niewielkiego iPada, do którego dodałem sobie case’a z
klawiaturą. Ona była tej samej wielkości co iPad, więc logistycznie
nie utrudniała, a dawała mega wygodę w stosunku do ekranowej. I właśnie
pamiętam, że używałem tego sporo do developmentu przez ssh. A potem
mi się znudziło. ;)

>> Tak, Signal jest spięty z numerem tel. Co jest o tyle fajne, że
>> relatywnie łatwo jest znaleźć ludzi.
> I tu się pojawia konflikt interesów, bo ja wcale nie chcę być znajdowany
> ;)

Nawet przez starych znajomych sprzed 20 lat? ;>


-- 
Winning popularity contests since ’85
Re: nowy temat
#2944
Author: Arnold Ziffel
Date: Wed, 20 Sep 2023 15:55
450 lines
23132 bytes
Puck <puck@dx.one.pl> wrote:

>> Z jednej strony tak, z drugiej strony pewnie wiele ludzi zajrzało na GGG i
>> po chwili odeszło. Tak jak z innymi miejscami. Też zaglądam w różne
>> miejsca, ale większość się "nie przykleja".
> 
> True. Kiedyś byłem nawet na alt.pl.dupa. Nawet jak na moje ówczesne
> standardy to było dno :D

Tak... :) To inny świat.

>> Wtedy w ogóle ten wybór nie był za duży. Bo co tak naprawdę było oprócz
>> grup... czaty, IRC? To było, ale dla kogoś na modemie w zasadzie
>> niedostępne. Forów też jeszcze nie było. Usenet (i ten globalny, i różne
>> prywatne hierarchie, jak GG czy cavern) idealnie się w to wpasował.
> 
> To w ujęciu bardziej technicznym, ale merytorycznie można było się zakręcić
> w różnych tematach w ramach powyższych. No i generalnie `pl.*`, nie mówiąc
> o wybrykach typu `religia` czy `pregierz` było kulturalne

Pręgierz też był kulturalny. To religia i polityka były ściekiem. Potem 
pręgierz też się ześciekował.

> Ja znalazłem pracę jako pewna kontynuacja naszej usenetowej przygody.
> Bo ona wyewoluowała trochę. Zacząłem robić miliony stronek grupowych,
> potem o ircu, miałem jakąś polską stronę o irssi. Oj, płodny byłem ogólnie.
> A jednocześnie zacząłem się kręcić wsród osób, które zajmują się
> webmasteringiem szeroko rozumianym. Tu jakieś zlecenie, tam jakiś projekt.
> Aż w końcu ktoś mnie polecił do znajomego, który szukał na etat do jakichś
> wewnętrznych narzędzi. Poszedłem z ciekawości, zostałem 5 lat.

No proszę. Czyli usenet ci pomógł.

Moja pierwsza poważna praca też była z Usenetu. Ktoś mnie na apcohu 
wyhaczył i zaproponował pracę.

> A Ty gdybyś poszedł w navi, pewnie musiałbyś się zderzyć ze smutną prawdą,
> że ten rynek się skurczył albo zamknął. Przeżywałem to jakieś 10 lat temu
> z ludkami od flasha. Nagle, prawie z dnia na dzień, ich skille przestały
> być na rynku potrzebne. Dzięki Steve, btw.

Tak, prawda. Graficy mają teraz podobnie. Prompterzy ich wypierają. Ale tu 
opinie są podzielone, jedna osoba mówi tak jak wyżej, a druga wykorzystuje 
AI w pracy i bardzo sobie chwali.

> True. Chociaż ja akurat doceniałem mocno :) Ale myślałem, że znajdę
> nowy, nie paląc mostów za sobą po prostu. Swoją drogą idę się jutro
> z nimi widzieć, więc chyba nie jest najgorzej :)

I jak było? :)

>> Ja za pierwszym razem trafiłem do januszeksu (isildura nie liczę, bo to
>> była taka zabawa, wypłata była dodatkowym bonusem). Potem do małej firmy o
>> dużych aspiracjach (czyli niby nie korpo, ale zachowywała się jak korpo).
>> Teraz typowe korpo. Długo się wypalałem, samoocena nie pozwalała mi
>> zmienić pracy. Ale w końcu zmieniłem zespół i znowu jest dobrze.
> 
> W naszym wieku to już trzeba powoli szukać takiego miejsca, w którym
> spokojnie do emerytury można dociągnać ;)

Niby tak, ale ja nadal czuję się młody. Nie czuję tego wieku w żaden 
sposób. Mentalnie nadal mam 20 kilka lat.

>> Ja nie pamiętam na tyle wielu szczegółów, żeby móc mówić o krindżu :)
>> Pamiętam spotkania w Rybitwie, nie było w nich nic krindżowego. Chyba że
>> mówisz o aktywności online? No to tak, nie lubię siebie z wtedy ;)
> 
> Ja przede wszystkim pamiętam 10% z tego, co się działo. Przeglądam sobie
> archiwa, to mi się przypomina.

Wyparłeś ;) Ale tak, ja też. Jak się o czymś nie myśli na co dzień, to to 
ulatuje.

> Ale tak, spotkania były spoko. Myślę, że bez nich w ogóle zupełnie 
> inaczej bym ten okres pamiętał. A do tego ja chyba nieczęsto byłem na 
> zlocikach innych grup, jeśli w ogóle (albo nie pamiętam).

Ja z raz, może dwa. I tak, te zloty też bardzo wiele zmieniły. To był 
fajny okres.

> Nie wiem, czy coś konkretnego. Nauczyłem sie dużo o sieci, komputerach,
> programowaniu, co mi pozwoliło wystartować z tym, co robiłem przez
> następne 20 lat, więc that's that.
> Z drugiej strony miałem tu mnóstwo wsparcia i innych perspektyw, których
> niekoniecznie doświadczyłbym w realu.

Wsparcia emocjonalnego i po prostu życzliwych ludzi, czy merytorycznego?

> Ciężko mi stwierdzić. Na pewno było bardzo intensywnie, dużo się działo,
> ale też nie mam żadnej alternatywy do porówniana. Wy byliście dużą i
> ważną częścią tego, co się działo. A był to też okres wielu interakcji
> i dużej kreatywności. Tego mi brakuje dzisiaj, że jakoś tak nie da się
> z dnia na dzień, spontanicznie czegoś stworzyć :) Czasami mam taki
> nastrój i próbuję, ale to nie ta skala :D

Albo za 20 lat będziesz tak samo wspominał to, co jest teraz :)

> No, dobrze jest mieć jakiś taki kompas, który pomaga Ci się moderować :)
> Szczególnie w postaci osób wokół Ciebie, którzy wiedzą jakie są Twoje
> ciemne strony, ale są w stanie razem pracować, żeby je ograniczać.

Tak, zdecydowanie. Do tego osób, którym ufam na tyle, żeby móc się przed 
nimi otworzyć, odsłonić, a nie zablokować ich próby dotarcia do mnie.

>> 18 lat nieskutecznej terapii już mi wystarczy :) 4 terapeutów, każdy się
>> po paru latach poddawał.
> 
> Ja mam znajomą, której terapeutka zasugerowała wrócić do swojego
> traumatycznego okresu, żeby go przeprocesować. Spotykały się miesiącami
> i w którymś momencie zaczęła robić jej healthchecki, żeby nie wychodziła
> z sesji zestresowana na cały weekend. Ale nie zaszły na tyle daleko,
> żeby jakieś namacalne efekty z tego były. Może trochę świadomości tylko.

Ciężko jest przeprocesować coś, czego się tak naprawdę nie pamięta. 
Ludzie, którzy mieli jedną, konkretną traumę, mają łatwiej, bo mają nad 
czym pracować. Ja mam wiele drobnych rzeczy, które składały się na większą 
całość. Inna sprawa, że terapeutka twierdziła, sądząc po objawach, że są 
to najprawdopodobniej efekty czegoś, co zdarzyło (lub działo się) w wieku 
0-3 lat. I ja się z nią generalnie zgadzam. Oczywiście z tego okresu nic 
nie pamiętam, bo pamiętać, nie mogę, więc jak mogę nad tym pracować?

> Ale na spokojnie reagowali, czy u nich tez pojawiały się emocje?

Na spokojnie. Jeśli pojawiały się emocje, to potrafili sobie z nimi 
poradzić, albo dzielili się nimi (to część terapii). Zresztą nie 
oczekiwałbym niczego innego, jako klient nie jestem od tego, żeby pomóc 
terapeucie poradzić sobie z jego własnymi emocjami. Od tego ma swoich 
supervisorów, swoje umiejętności, swoją terapię, swoją sieć wsparcia.

> Pomijając kwestię kosztów, to było coś, co było net possitive dla 
> Ciebie, czy raczej równie dobrze mógłbyś to zamienić na wyjście na piwo 
> ze znajomymi i nie odczułbyś większej różnicy?

Ciężko powiedzieć. Myślę, że w jakimś stopniu tak, ale jakbym wiedział to, 
co wiem teraz o tym, jak to wyglądało, to nie zdecydowałbym się drugi raz.

>>> Ale to pewien paradoks, bo ja mam 15-20 lat doświadczenia w tych
>>> obszarach, a ludzie z którymi pracuje często mniej niż połowę tego.
>> To niech się uczą :)
> 
> Nie potrzebuję kolejnych argumentów do wywyższania się ;) Bo na końcu
> to ja jestem w mniejszości, niedopasowany, źle oceniony. Więc pragmatycznie
> wiem, że to jednak ja muszę się dostosować, żeby coś dla siebie osiągnąć.

Ale warto równać w dół?

> Wyobraź sobie, jak wyglądają moje rekrutacje, jak osoba po drugiej
> stronie oczekuje, że będę napalony na nowy ficzer we frameworku,
> podczas kiedy ja zastanwiams się czym jest świadomość i jaki jest
> nasz cel w tym życiu ;)

Może powinieneś zostać filozofem? ;)

Ja świadomość widzę jak drzewo, swoją drogą. Ciężko mi to wyjaśnić, po 
prostu widzę takie drzewo, którego gałęzie symbolizują nasze reakcje na 
to, co się dzieje (czy w otoczeniu, czy wewnętrznie, w "default state 
network"). Pomaga zrozumieć DID, które widzę jako po prostu oddzielenie 
się jednej podgałęzi od swojej główniejszej gałęzi.

Ale to tylko moje wyobrażenie.

Co do ficzerów itd. to tak, im człowiek jest starszy, tym bardziej ma to w 
dupie. Nie jest napalony, patrzy pragmatycznie. Albo po prostu ja tak mam.

>> Gorzej jak widzę, że po prostu nie łapie i nie ma takiej siły, "nie ma
>> takiego bicia", które sprawiłoby, że załapie. Nie załapie i koniec. I
>> musisz z taką osobą pracować. To dopiero jest trudne.
> 
> Robota z ludźmi, którzy już myślą, albo chcą myśleć w taki sam sposób
> jest tak niewspółmiernie bardziej przyjemna.

Nawet nie chodzi o to, że w taki sam sposób, ale po prostu myśleć.

> Bez względu na to, jaki reprezentują poziom dzisiaj. Bo jak jest wola, 
> to można z nimi krok po kroczku przejść tę drogę, przez miesiące albo 
> lata.

To prawda.

>> Koty, działka, książki... ostatnio nauka telegrafii... ale takich
>> euforycznych wzlotów nie mam. Nigdy nie miałem. Pamiętam jak w podstawówce
>> dzieciaki cieszyły się z dobrej oceny, jak skakały z radości. Ja tego
>> nigdy nie rozumiałem. Nigdy nie czułem takiego uskrzydlenia, żeby aż mnie
>> rozpierało ze szczęścia i chciałbym np. skakać. Czułem po prostu...
>> normalne szczęście :D
> 
> To chyba kwestia temperamentu i nie widzę powodu, żeby na siłę dążyć
> do tego, jak się zachowują inni (ale też zobacz, że nie wszyscy, ale
> tylko część).

Może tak być. No i dziś ludzie (już dorośli) raczej nie skaczą z radości
:)

> Ja w większości też raczej miałem takie moderowane pozytywne uczucia, 
> potem i te negatywne uspokoiłem. Dzieciaki były takim przełomem. Ale tu 
> akurat czysta chemia pomaga.

W jakim sensie??

> Btw, mój edytor czasami zamienia mi pierwsze słowa wierszu na wielką
> literę, nawet jeśli są w środku zdania. Jakiś taki niepociumany jest.

Mój nic mi nie zmienia. Nie lubię, jak edytor próbuje być mądrzejszy :) 
Niech podkreśla to, co uważa, że powinienem zmienić (choć nie podkreśla, 
ale mógłby), ale nie próbuje robić tego za mnie. Mam klawiaturę, mam oczy, 
mam backspace, wiem co piszę :) Mogę najwyżej przeoczyć.

> Ale i tak jest ciężko, żeby go przekonać?

Ja się go trochę boję :D

Nadal nie czuję, żebym miał w tym zespole jakąkolwiek istotną pozycję. On 
ma.

> Dopisujesz mu failujące test case'y? ;)

Nie. Ale w sumie mógłbym. Tzn. inaczej, jak widzę, że coś jest nie tak, to 
mówię.

> Może macie różną filozofię, którą trzeba przegadać? Np. jeden z Was chce 
> być ,,bezpieczny na przyszłość" a drugi ,,YAGNI"?

Nie, to na szczęście nie to. Filozofię wszyscy wydajemy się mieć podobną.

> Damn, HR-y są tak oderwane od realiów. Nawet te takie nowoczesne,
> które nie zajmują się tylko twardym HR-em.

Te nie są nowoczesne :)

> To widać bardzo dobrze w procesach, jak np. onboarding. Kminią sobie jak 
> go dobrze zrobić, mają wytyczne, procesy, checklisty... Ale nie mają 
> pojęcia, że managerowie w ogóle ich nie realizują :D

Onboarding... ja nie miałem żadnego onboardingu. Tu jest repo, tu jest 
drugie repo, tu masz wirtualkę do kompilacji, ogarnij sobie, jak czegoś 
nie będziesz wiedział to pytaj.

W sumie na początku trochę próbowali się opiekować (np. "trzeba zrobić 
taką i taką funkcję, ten-i-ten opowie ci jak ona działa"), ale zanim 
doszło do opowiedzenia już sobie sam doczytałem w dokumentacji i zrobiłem.

Teraz tylko pytają (tak jak wszystkich) czy nic mnie nie blokuje.

>> Nasze HRy są ślepe na takie rzeczy jak kury. Zresztą ja dopiero po zmianie
>> zespołu zobaczyłem, że może być inaczej. Albo po prostu chodzi o to, że ja
>> w tym zespole mam inną, mniej wymagającą, pozycję.
> 
> Myślę, że to powód do zadowolenia. Przynajmniej się HR-y nie mieszają.
> Pozycję ,,emerytalną" propsuję ;) Sam takiej szukam.

To nie tak, że jest emerytalna. Ta jest ambitniejsza niż poprzednia. Po 
prostu wiem, że mam się do kogo zwrócić, jak coś mnie przerośnie. Wtedy 
nie miałem, to ja byłem taką osobą, do której się wszyscy zwracali.

Zresztą sam fakt, że robiliśmy pewną funkcjonalność w tajemnicy przed 
korpo i nie wolno było pytać o nią osób, które oryginalnie ją robiły, żeby 
się nikt nie przypieprzył, że robimy to po swojemu (a musieliśmy robić to 
po swojemu, bo oni nie byli w stanie tego zrobić, zwodzili nas miesiącami, 
a trzeba było w końcu zacząć to sprzedawać) pokazuje skalę patologii, jaka 
tam była. To kwestia managementu i to nie bezpośredniego, a tego na górze.

> Yep. Ciekawe jest myślenie typu near misses. Np. jeśli w czasie review
> Ci wychodzą jakieś rzeczy, to już wtedy można się zastanowić jak można
> dostosować pracę, uzupełnić wiedzę, wprowadzić rozwiązania systemowe
> do tego, żeby więcej nie wychodziły nawet w review. Bo to proces białkowy,
> czyli omylny.

Tak, zdecydowanie. Człowieka z natury traktuję jako istotę zawodną i 
omylną. Siebie oczywiście też. Im więcej można zautomatyzować tym lepiej.

>> Inna sprawa, że ja nigdy nie ukrywałem swoich błędów. Jak wiedziałem, że
>> zawaliłem, to ujawniałem to, poprawiałem, a nie siedziałem z nadzieją, że
>> może nikt nie znajdzie.
> 
> Kwestia kultury organizacji. Safe-to-fail jest coraz częstszą wartością
> w zespołach, to bardzo dobrze dla wszystkich.

Nie wiem jak jest w innych zespołach :) Ale tak, to dobrze.

>> (...) Mamy calle między naszym zespołem a innymi zespołami (my robimy
>> komunikację, inne zespoły OS, itd.). Jakie były pierwsze słowa na
>> najbliższym callu z teamem od OS? "I heard you're the first guy who fried
>> the new device". Tak.
> 
> No to będą Cię pamiętać przynajmniej :)

Nie wiem czy to dobrze :D

>> Tak... "chwal publicznie, gań prywatnie". Tu też są jakieś personalne
>> zgrzyty między dwiema osobami (jedną z nich jest ten aspołeczny mózg,
>> drugą tester), ale mnie póki co nie dotyczą, więc się nie wychylam.
> 
> Pierdolnie prędzej czy później. Jak Ciebie to wtedy dotknie?

Jak pierdolnie to poświęcą testera. Więc w sumie nie wpłynie specjalnie.

> Dostałeś pluszowego mikroba?
> https://www.giantmicrobes.com/us/products/amoeba.html

Dokładnie tego :)

>> Patrząc wstecz to mocno toksyczne to było, ale sama pani PM nie
>> pozostawała bez winy. Jak na którymś meetingu zgłosiłem jakieś uwagi, to
>> po meetingu usłyszałem (i nie omieszkałem tego na kolejnym meetingu
>> wykorzystać): "Godzina słuchania pierdolenia (tu moje nazwisko)".

O, wspominałem już o tym w innym poście.

> Ja na razie mam brak tolerancji dla takich zachowań. Pewnie można
> z tym pracować, robić kroczki, ale wolałbym eskalować to do wyjebania
> jak najszybciej. Nic dobrego takie osoby nie przynoszą, a psują
> tak dużo nerwów, efektywności i atmosfery, że nie warto.

Szef był z niej bardzo zadowolony. To był problem.

Prywatnie podobno powiedział komuś: "Jest nam narzucona i nic z tym nie 
możemy zrobić".

Za to jak w końcu odeszła, to miałem takiego banana na twarzy, że nic mi 
tego dnia nie zepsuło humoru.

>> Obecny szef jest bardzo miły, ale też nigdy nie rozmawialiśmy o niczym
>> osobistym. Chyba najbliższe było to, jak był w szpitalu i wspomniałem
>> jednemu z chłopaków, że coś długo go nie ma i że mam nadzieję, że to nic
>> poważnego. I jak złożył mi życzenia na urodziny. Nie wiem czy pamiętał,
>> czy mu wyskoczyło, ale złożył. Mega miłe to było.
> 
> Nie macie ochoty, żeby wyjść poza ramy roboty? Mam wrażenie, że niektórym
> to się dzieje naturalnie, ale może to po prostu ogólnie bardziej społeczne
> bestie, wiesz, takie które są ogólnie łatwo lubiane w towarzystwie.

Trochę mam, ale Niemcy są bardzo wycofani. Bardziej nawet niż stereotypy 
mówią. Albo po prostu ci konkretni tacy są :)

> Ja myślę, że warto jednak się pomacać czasami :P Ale ja w ogóle staram
> się budować wiele analogii pomiędzy różnymi sytuacjami. Tak oto boom pracy
> zdalnej i asnychronicznej porównuję np. do naszych pierwszych wymian
> usenetowych. Też robiliśmy to asynchronicznie. Ale mieliśmy potrzebę,
> żeby się złapać IRL. Bez tego fragmentu, nasze relacje byłyby zupełnie
> inne. A w robocie też relacje nami rządzą, więc myślę, że mechanizmy
> są podobne.

Tak, to prawda. Tylko tu jest jeszcze bariera kilometrów i kraju (choć 
dopóki nie wywalili Polski z Schengen, to tylko kilometrów).

>> To jest spoko, o ile nie jest się do tego zmuszanym. Z panią Amebą byliśmy
>> zmuszani. Są zaplanowane dwie godziny i meeting ma trwać dwie godziny. Jak
>> nie ma o czym mówić, to pani Ameba chwali się zdjęciami z wakacji lub
>> opowiada o martwym łosiu, którego znalazła i nie wie, co ma z nim zrobić.
>> 
>> Pani Ameba, zauważ, a nie reszta. Reszta sobie gra na telefonach, żeby nie
>> zasnąć.
> 
> Damn, to taka abstrakcja. Ale to chyba musi brakować jakichś połączeń
> u niej w penthousie, żeby nie skumać, że jej historię o martwym łosiu
> nie padają na podatny grunt. Czy kumała to, ale ciągnęła pomimo?

Nie wiem co ona kumała, wiem że było to za zgodą szefa, który nie widział 
w tej patologii problemu.

Same meetingi nazywały się "zjebka meetingami". Trochę żartobliwie, trochę 
nie.

Teraz meetingi potrafią trwać minutę. "Ktoś coś? Nikt nic? No to nara".

>> Można ;) Z drugiej strony faksy są wiecznie żywe np. w policji. Jakieś
>> pismo miałem dostać (byłem poszkodowanym w kolizji drogowej), policjant
>> miał mój adres do doręczeń (do firmy), więc sobie firmę wygooglował,
>> zadzwonił do mnie, że wyśle faks, i wysłał. Pierwszy raz w życiu używałem
>> wtedy faksu :)
> 
> Fizycznie miałeś wpięty? Bo pewnie można sobie wirtualną skrzynkę
> założyć na necie, nie?

Fizyczne urządzenie wielofunkcyjne, ale jak wpięte (czy w fizyczną linię, 
czy w którymś momencie szło to po IP), to nie mam pojęcia.

> To smutne jest. Ale ma to też drugą stronę, taką passive-agressive. Jeśli
> nie chcesz czegoś robić, a jednocześnie chcesz być miły, delikatnie
> odwracasz sprawę tak, żeby wymagała odrobiny chociaż pracy od zlecającego.
> Wiesz, chociażby jakieś wnikliwe pytania o edge-case'y bez odpowiedzi
> na które nie możesz zacząć. No i response pewnie będzie ten sam...

A to tak, to się też praktykuje czasem :)

> Yep. More:
> 
> http://beza1e1.tuxen.de/lore/index.html

Thx, zapisałem do przejrzenia.

>> Pewnie tak samo jak w paymencie ;) (google: iso8583... dramatyczny staroć
>> i wciąż dramatycznie powszechnie używany)
> 
> Ano. Wolę unikać, nie jestem mentalnie kompatybilny z poprzednim stuleciem.

Ja lubię dłubać w takich rzeczach, ale w tym przypadku to jest faktycznie 
dłubanina i miliardy wyjątków. Co prowadzi nas do TLV (i jest związane ze 
wspomnianym ISO8583, bo tagi w tym formacie lecą m.in. w polu 55, czasem 
też w innych). Generalnie w ten sposób przekazujesz dane do i z karty 
płatniczej (tzn. pod spodem masz jeszcze protokół APDU i całą listę 
różnych komend, ale mniejsza z tym, bo drugi EMV Book wyjdzie).

Teoretycznie prosty format kodowania danych: tag-length-value. Tag 
jednobajtowy, to się tagi szybko pokończyły. Spoko, zrobimy tak, żeby 
któryś bit (nie pamiętam już teraz szczegółów) oznaczał, że tag jest 
dwubajtowy. Tylko niektóre tagi mimo spełniania tego warunku były jednak 
jednobajtowe, jeszcze inne były trzybajtowe i też była masa wyjątków 
zależnych od wartości i typu karty (te same tagi w standardzie EMV, czyli 
wspólnym dla MasterCard i Visy, były parsowane różnie zależnie od tego, 
czy była to Visa, czy MasterCard / Maestro).

Długość też mogła być jednobajtowa lub dwubajtowa, ale to już było 
ustandaryzowane (najstarszy bit to kodował).

Ile z tym rzeźby było, żeby po prostu prawidłowo sparsować ciąg bajtów i 
prawidłowo powyciągać z niego tagi. Cieszę się, że już się tym nie 
zajmuję.

Przynajmniej testy certyfikacyjne były bardzo szczegółowe i wyłapywały 
możliwie dużo błędów (już na etapie precertyfikacji, bo za samą 
certyfikację się płaci).

> Miałem kiedyś niewielkiego iPada, do którego dodałem sobie case'a z
> klawiaturą. Ona była tej samej wielkości co iPad, więc logistycznie
> nie utrudniała, a dawała mega wygodę w stosunku do ekranowej. I właśnie
> pamiętam, że używałem tego sporo do developmentu przez ssh. A potem
> mi się znudziło. ;)

To jest jakaś opcja. Byle tylko miała wszystkie potrzebne klawisze.

Ale ja takich wynalazków używam tylko awaryjnie. W domu cenię sobie 
wygodę, wygodną klawiaturę (której hałas doprowadza dziewczynę do szału), 
duży monitor (w sumie dwa), mysz (normalną a nie touchpada), wygodny 
fotel, muzykę na uszach...

>>> Tak, Signal jest spięty z numerem tel. Co jest o tyle fajne, że
>>> relatywnie łatwo jest znaleźć ludzi.
>> I tu się pojawia konflikt interesów, bo ja wcale nie chcę być znajdowany
>> ;)
> 
> Nawet przez starych znajomych sprzed 20 lat? ;>

Zależy co to za znajomy :) Ale prawda jest taka, że z większością i tak 
raczej nie miałbym już o czym rozmawiać.

-- 
Gdzie kojarza się dobrane pary?
W akademiku! Przed pierwszym kazdego miesiaca studentka jest gola,
student ma dlugi.
Re: nowy temat
#2945
Author: Puck
Date: Wed, 20 Sep 2023 20:15
432 lines
23752 bytes
On 20 Sep 2023 at 17:55:05 CEST, "Arnold Ziffel" <Arnold Ziffel> wrote:

Jeszcze tylko 20kb ;)

>> To w ujęciu bardziej technicznym, ale merytorycznie można było się zakręcić
>> w różnych tematach w ramach powyższych. No i generalnie `pl.*`, nie mówiąc
>> o wybrykach typu `religia` czy `pregierz` było kulturalne
> Pręgierz też był kulturalny. To religia i polityka były ściekiem. Potem
> pręgierz też się ześciekował.

Był? Ja w sumie nie uczęszczałem za dużo do `pl.*` w ogóle.
Pamiętam tylko „mema” (bo nikt wtedy tej nazwy jeszcze nie używał),
żeby nie crossować pomiędzy polityką, religią a dziennikarstwem ;)

>> Ja znalazłem pracę jako pewna kontynuacja naszej usenetowej przygody.
>> Bo ona wyewoluowała trochę. Zacząłem robić miliony stronek grupowych,
>> potem o ircu, miałem jakąś polską stronę o irssi. Oj, płodny byłem ogólnie.
>> A jednocześnie zacząłem się kręcić wsród osób, które zajmują się
>> webmasteringiem szeroko rozumianym. Tu jakieś zlecenie, tam jakiś projekt.
>> Aż w końcu ktoś mnie polecił do znajomego, który szukał na etat do jakichś
>> wewnętrznych narzędzi. Poszedłem z ciekawości, zostałem 5 lat.
> No proszę. Czyli usenet ci pomógł.

To już wtedy nawet nie usenet bezpośrednio, tylko blogosfera.
Ta taka pierwsza, niekomercyjna.

> Moja pierwsza poważna praca też była z Usenetu. Ktoś mnie na apcohu
> wyhaczył i zaproponował pracę.

Nom, ale podobna historia. Nie z ogłoszenia, pewnie też nie z potrzeby
ani woli, tylko trochę z ciekawości, jeszcze bardziej przez przypadek.

>> A Ty gdybyś poszedł w navi, pewnie musiałbyś się zderzyć ze smutną prawdą,
>> że ten rynek się skurczył albo zamknął. Przeżywałem to jakieś 10 lat temu
>> z ludkami od flasha. Nagle, prawie z dnia na dzień, ich skille przestały
>> być na rynku potrzebne. Dzięki Steve, btw.
> Tak, prawda. Graficy mają teraz podobnie. Prompterzy ich wypierają. Ale tu
> opinie są podzielone, jedna osoba mówi tak jak wyżej, a druga wykorzystuje
> AI w pracy i bardzo sobie chwali.

Wiesz co, wszyscy „graficy”, których znam to by się obrazili, gdybym
ich tak nazywał. Ta rola -- osoby od photoshopa -- wyewoluowała bardzo.
W zespołach produktowych mówi się o designerach. Malowania ładnych
rzeczy to tam jest już niewiele, a dużo bardziej zrozumienie potrzeb
userów i proponowanie rozwiązań.

A z innej branży: moja żona w reklamie pracowała. Tam na „grafików”
mówiło się detepowcy. A na tych bardziej kreatywnych, którzy nie
projektowali ulotek o kiełbasie -- arci, art designerzy. No i ta
pierwsza grupa pewnie zostanie zastąpiona przez AI, ale mi nie żal.

Swoją drogą, próbowałem przed chwilą midjournej przekonać, żeby mi
narysował Damę Karo, w takim formacie lustrzanego odbicia, że z obu
stron jest góra. No i ładną mi dziewczynę przedstawił, ale nie
damę, tylko asa, nie karo, tylko kier, i wcale bez lustrzanego
odbicia. Jeszcze się muszę pouczyć.

>> True. Chociaż ja akurat doceniałem mocno :) Ale myślałem, że znajdę
>> nowy, nie paląc mostów za sobą po prostu. Swoją drogą idę się jutro
>> z nimi widzieć, więc chyba nie jest najgorzej :)
> I jak było? :)

A spoko. Taka spokojna impreza dzieciatych ludzi. Byliśmy na 11 rano,
a o 14 już się zbieraliśmy. :)

>> W naszym wieku to już trzeba powoli szukać takiego miejsca, w którym
>> spokojnie do emerytury można dociągnać ;)
> Niby tak, ale ja nadal czuję się młody. Nie czuję tego wieku w żaden
> sposób. Mentalnie nadal mam 20 kilka lat.

Kolega raczył odrobinę potęgi tej dwójki z przodu pomylić :P

>> Ja przede wszystkim pamiętam 10% z tego, co się działo. Przeglądam sobie
>> archiwa, to mi się przypomina.
> Wyparłeś ;) Ale tak, ja też. Jak się o czymś nie myśli na co dzień, to to
> ulatuje.

Kiedyś miałem dużo lepszą pamięć, ale wiem, że już w tamtych czasach
miałem świadomość, że mi się pogarsza. No ale w ogóle co tu mówić o
wspominkach sprzed 20 lat. Oczywiście są momenty, które pamięta się
bardzo dobrze (i np. wcale nie dlatego, że dotyczyły Katie Holmes),
ale żeby tak z biegu móc sobie przypomnieć większość życia? Nie,
to zdecydowanie poza moim zasięgiem.


>> Nie wiem, czy coś konkretnego. Nauczyłem sie dużo o sieci, komputerach,
>> programowaniu, co mi pozwoliło wystartować z tym, co robiłem przez
>> następne 20 lat, więc that's that.
>> Z drugiej strony miałem tu mnóstwo wsparcia i innych perspektyw, których
>> niekoniecznie doświadczyłbym w realu.
> Wsparcia emocjonalnego i po prostu życzliwych ludzi, czy merytorycznego?

Chyba tylko space do wygadania się. Można było półanonimowo przegadać
wszelkie bolączki życia doczesnego. Albo wejść głębiej w jakimś zaufanym
gronie, może bardziej merytorycznie. Ale ja to chyba nie miałem poważnych
problemów, nic co wymagałoby więcej niż tylko przeczekania.

>> Ciężko mi stwierdzić. Na pewno było bardzo intensywnie, dużo się działo,
>> ale też nie mam żadnej alternatywy do porówniana. Wy byliście dużą i
>> ważną częścią tego, co się działo. A był to też okres wielu interakcji
>> i dużej kreatywności. Tego mi brakuje dzisiaj, że jakoś tak nie da się
>> z dnia na dzień, spontanicznie czegoś stworzyć :) Czasami mam taki
>> nastrój i próbuję, ale to nie ta skala :D
> Albo za 20 lat będziesz tak samo wspominał to, co jest teraz :)

Za 20 lat będę pewnie uprawiał ogródek zielarski i niewiele więcej.

>> No, dobrze jest mieć jakiś taki kompas, który pomaga Ci się moderować :)
>> Szczególnie w postaci osób wokół Ciebie, którzy wiedzą jakie są Twoje
>> ciemne strony, ale są w stanie razem pracować, żeby je ograniczać.
> Tak, zdecydowanie. Do tego osób, którym ufam na tyle, żeby móc się przed
> nimi otworzyć, odsłonić, a nie zablokować ich próby dotarcia do mnie.

Tak, chociaż z mojego doświadczenia -- nie wiem, czy to unikalne dla
mnie jest -- to otwieranie się z czasem też jest coraz bardziej moderate.
Kawałek tu, kawałek tam, ale rzadko do sedna. Sam już miałbym problem,
żeby przed sobą samym się otworzyć (i zrozumieć).

[...]
> Ciężko jest przeprocesować coś, czego się tak naprawdę nie pamięta.
> Ludzie, którzy mieli jedną, konkretną traumę, mają łatwiej, bo mają nad
> czym pracować. Ja mam wiele drobnych rzeczy, które składały się na większą
> całość. Inna sprawa, że terapeutka twierdziła, sądząc po objawach, że są
> to najprawdopodobniej efekty czegoś, co zdarzyło (lub działo się) w wieku
> 0-3 lat. I ja się z nią generalnie zgadzam. Oczywiście z tego okresu nic
> nie pamiętam, bo pamiętać, nie mogę, więc jak mogę nad tym pracować?

Jest to pewien problem :) A co na to wiedza fachowa? Są sposoby, czy
tylko walenie po omacku?

>> Ale na spokojnie reagowali, czy u nich tez pojawiały się emocje?
> Na spokojnie. Jeśli pojawiały się emocje, to potrafili sobie z nimi
> poradzić, albo dzielili się nimi (to część terapii). Zresztą nie
> oczekiwałbym niczego innego, jako klient nie jestem od tego, żeby pomóc
> terapeucie poradzić sobie z jego własnymi emocjami. Od tego ma swoich
> supervisorów, swoje umiejętności, swoją terapię, swoją sieć wsparcia.

A Ty traktowałeś ich profesjonalnie, czy trochę jak takich kolegów
i koleżanki z przymusu? Ja jestem przekonany, że nie umiałbym tej
relacji oddzielić.
Przez analogię: ja się chcę przyjaźnić z rekruterami ;) Żona mi
powtarza, że oni ze mną gadają tylko dlatego, że im za to płacą,
a ja czasami traktuję ich tak, jak gdyby faktycznie byli ciekawi
mojego życia :D

>> Pomijając kwestię kosztów, to było coś, co było net possitive dla
>> Ciebie, czy raczej równie dobrze mógłbyś to zamienić na wyjście na piwo
>> ze znajomymi i nie odczułbyś większej różnicy?
> Ciężko powiedzieć. Myślę, że w jakimś stopniu tak, ale jakbym wiedział to,
> co wiem teraz o tym, jak to wyglądało, to nie zdecydowałbym się drugi raz.

Masz benefity wellbeingowe w pracy? Zastanawiam się na jakim poziomie
stoją takie konsultacje oferowane jako benefit w ryczałcie, kierowane
przede wszystkim do ludzi, którzy nie mają motywacji, żeby jechac w
poniedziałek do pracy i myślą, że to wymaga profesjonalnej pomocy. :P

>> Nie potrzebuję kolejnych argumentów do wywyższania się ;) Bo na końcu
>> to ja jestem w mniejszości, niedopasowany, źle oceniony. Więc pragmatycznie
>> wiem, że to jednak ja muszę się dostosować, żeby coś dla siebie osiągnąć.
> Ale warto równać w dół?

Short termowo warto, np. żeby przejść przez proces rekrutacyjny.
A potem hulaj dusza piekła nie ma :)
Więc jak spotykam kogoś, z kim można szczerze i otwarcie gadać,
to tak mi się oczka świecą i od razu się odblokowuję.

>> Wyobraź sobie, jak wyglądają moje rekrutacje, jak osoba po drugiej
>> stronie oczekuje, że będę napalony na nowy ficzer we frameworku,
>> podczas kiedy ja zastanwiams się czym jest świadomość i jaki jest
>> nasz cel w tym życiu ;)
> Może powinieneś zostać filozofem? ;)

Widocznie gdzieś w głębi duszy jestem ;)

> Ja świadomość widzę jak drzewo, swoją drogą. Ciężko mi to wyjaśnić, po
> prostu widzę takie drzewo, którego gałęzie symbolizują nasze reakcje na
> to, co się dzieje (czy w otoczeniu, czy wewnętrznie, w "default state
> network"). Pomaga zrozumieć DID, które widzę jako po prostu oddzielenie
> się jednej podgałęzi od swojej główniejszej gałęzi.
> 
> Ale to tylko moje wyobrażenie.

That’s already too deep for me! ;) Bo ja chyba nie widzę wcale.
Oraz, lekko ale niecałkowicie zmieniając temat, nie wierzę w afterlife,
ale jeśli istnieje, to mam nadzieję, że będzie można wtedy posiąść
wszechwiedzę i dostać odpowiedz na każde pytanie. Zarówno co jadłem
w '93 na śniadanie, co w tamtej sytuacji Kasia miała na myśli, ale
też skąd wziął się wszechświat, czy jest jeden wzór na wszystko itp.


>> Robota z ludźmi, którzy już myślą, albo chcą myśleć w taki sam sposób
>> jest tak niewspółmiernie bardziej przyjemna.
> Nawet nie chodzi o to, że w taki sam sposób, ale po prostu myśleć.

Jak masz myślącego, ale opierającego się na innych wartościach czy
fundamentach, to będziecie dreptać w miejscu, przeciągając linę.
A jeśli macie wspólny kierunek (zwrot raczej, to be precise), to
możecie lecieć na podwójnej prędkości.
Już chyba czasami wolę tłuków mieć, niż kogoś inteligentnego, kto
chce osiągnąć co innego. Bo można nimi sterować, żeby robili jak
wymyślisz, zamiast stawać okoniem.

>> To chyba kwestia temperamentu i nie widzę powodu, żeby na siłę dążyć
>> do tego, jak się zachowują inni (ale też zobacz, że nie wszyscy, ale
>> tylko część).
> Może tak być. No i dziś ludzie (już dorośli) raczej nie skaczą z radości
> :)

Może tylko trochę rzadziej.

>> Ja w większości też raczej miałem takie moderowane pozytywne uczucia,
>> potem i te negatywne uspokoiłem. Dzieciaki były takim przełomem. Ale tu
>> akurat czysta chemia pomaga.
> W jakim sensie??

Noworodki fizycznie stymulują miłość, oksytocyna i te sprawy.
Ludzie się w swoich dzieciach nie zakochują, bo są takie piękne
(hint: nie są), tylko ich uwodzą chemicznie ;)

>> Btw, mój edytor czasami zamienia mi pierwsze słowa wierszu na wielką
>> literę, nawet jeśli są w środku zdania. Jakiś taki niepociumany jest.
> Mój nic mi nie zmienia. Nie lubię, jak edytor próbuje być mądrzejszy :)
> Niech podkreśla to, co uważa, że powinienem zmienić (choć nie podkreśla,
> ale mógłby), ale nie próbuje robić tego za mnie. Mam klawiaturę, mam oczy,
> mam backspace, wiem co piszę :) Mogę najwyżej przeoczyć.

No już widziałem nano :P Też używam, ale dorosłem też do okienkowych.
Ten akurat jest kiepski, ale ja piszę dużo w edytorach markdowna.
Wąskie kolumny, monospace font, what you see is what you get, sporo
skrótów klawiszowych do obsługi tego. To zdecydowanie nie kategoria
vima, ale może takie nano 20 lat później? Trochę...

>> Ale i tak jest ciężko, żeby go przekonać?
> Ja się go trochę boję :D
> Nadal nie czuję, żebym miał w tym zespole jakąkolwiek istotną pozycję.

Politycznie, czy merytorycznie?

>> To widać bardzo dobrze w procesach, jak np. onboarding. Kminią sobie jak
>> go dobrze zrobić, mają wytyczne, procesy, checklisty... Ale nie mają
>> pojęcia, że managerowie w ogóle ich nie realizują :D
> Onboarding... ja nie miałem żadnego onboardingu. Tu jest repo, tu jest
> drugie repo, tu masz wirtualkę do kompilacji, ogarnij sobie, jak czegoś
> nie będziesz wiedział to pytaj.

No więc ktoś kiedyś pomyślał, że przepala się na tym mnóstwo kasy
i ktoś powinien się tym zając. I generalnie ogarnięte HRy to wiedzą,
czasami nawet coś planują... Ale rzadko managerowie dostają tę notatkę.

Ale zupełnie mnie to nie dziwi. Jak widzę, że manager mnie onboarduje
to wiem, że nie będzie dobrze (bo nie będzie miał czasu i tak). Teraz
też dostałem dokumentację i miałem sobie poradzić. Ale pierwszego dnia,
nie znając firmy, produktu, etc, znalazłem błędy w docsach.

Kazali mi poprawić. A skąd mam wiedzieć, które są błędami, skoro czytam
te docsy jako źródło prawdy, żeby zdobyć wiedzę?! Zauważacie ten
paradoks? Nie zauważyli.

> W sumie na początku trochę próbowali się opiekować (np. "trzeba zrobić
> taką i taką funkcję, ten-i-ten opowie ci jak ona działa"), ale zanim
> doszło do opowiedzenia już sobie sam doczytałem w dokumentacji i zrobiłem.

Dobrze, że był chociaż ten poziom dokumentacji. Ja się uczę z kodu.
Co chyba świadczy o tym, że ten też nie jest zupełnie najgorszy.

> Teraz tylko pytają (tak jak wszystkich) czy nic mnie nie blokuje.

To tylko nie zacznij mówić, że jednak blokuje. Nikt nie chce
pracowników sprawiających problemy :>

[...]
> To nie tak, że jest emerytalna. Ta jest ambitniejsza niż poprzednia. Po
> prostu wiem, że mam się do kogo zwrócić, jak coś mnie przerośnie. Wtedy
> nie miałem, to ja byłem taką osobą, do której się wszyscy zwracali.

Fajnie jest pracować w zespole, no ;) Nie wiem jak Twoje doświadczenia,
ale to nie chodzi tylko o seniority. Ja zwykle też jestem skarbnicą
wiedzy i tym go-to person, ale zawsze dookoła mnie byli ludzie, którzy
trochę bardziej się znali na czymś, trochę bardziej mieli ochotę. I dało
się z nimi dzielić zadaniami, które dla mnie nie były fajne.
Robiłem dwa razy wiecej niż następna osoba, nikt nie znał systemu tak
jak ja, but still, te 10-15% niewygodnych rzeczy zawsze było komu oddać.

> Zresztą sam fakt, że robiliśmy pewną funkcjonalność w tajemnicy przed
> korpo i nie wolno było pytać o nią osób, które oryginalnie ją robiły, żeby
> się nikt nie przypieprzył, że robimy to po swojemu (a musieliśmy robić to
> po swojemu, bo oni nie byli w stanie tego zrobić, zwodzili nas miesiącami,
> a trzeba było w końcu zacząć to sprzedawać) pokazuje skalę patologii, jaka
> tam była. To kwestia managementu i to nie bezpośredniego, a tego na górze.

LOL, dobre. Jak szeroko zakrojone kłamstwo to było? Kiedy w końcu
się skumali, że piszą do /dev/nulla?

> Tak, zdecydowanie. Człowieka z natury traktuję jako istotę zawodną i
> omylną. Siebie oczywiście też. Im więcej można zautomatyzować tym lepiej.

„I am not a great programmer. I am a mediocre one with great habits”.

>> Kwestia kultury organizacji. Safe-to-fail jest coraz częstszą wartością
>> w zespołach, to bardzo dobrze dla wszystkich.
> Nie wiem jak jest w innych zespołach :) Ale tak, to dobrze.

True. A nawet nie wiemy jak bardzo nie wiemy jak jest w innych zespołach.

>> Dostałeś pluszowego mikroba?
>> https://www.giantmicrobes.com/us/products/amoeba.html
> Dokładnie tego :)

Klasyk. Był hype na nie, ale to jakoś dekadę temu.

>> Ja na razie mam brak tolerancji dla takich zachowań. Pewnie można
>> z tym pracować, robić kroczki, ale wolałbym eskalować to do wyjebania
>> jak najszybciej. Nic dobrego takie osoby nie przynoszą, a psują
>> tak dużo nerwów, efektywności i atmosfery, że nie warto.
> Szef był z niej bardzo zadowolony. To był problem.

Status quo. Jest problem. Zawsze są problemy, nic wielkiego.
Pytanie - jaki możemy obrać wobec niego kierunek? I na skali
z jednej strony jest „podwijamy rękawy, nie możemy zwlekać”,
a na drugiej jest „szef jest bardzo zadowolony z «problemu»”

> Prywatnie podobno powiedział komuś: "Jest nam narzucona i nic z tym nie
> możemy zrobić".
> Za to jak w końcu odeszła, to miałem takiego banana na twarzy, że nic mi
> tego dnia nie zepsuło humoru.

Przypomniało mi się jak pracowałem z PZPNem (te ziomki od kopania
w piłkę). Tak politycznej organizacji w życiu nie spotkałem. Jeden
człowiek obiecał nam coś przed spotkaniem, a na spocie zmienił
zdanie o 180. Ludzie krzyczeli i kłamali. Dosłownie ryzykowali
projekty za miliony, żeby ugrać jakieś korporacyjne punkty przed
wyborami (jakieś mieli wewnętrzny system taki, że im sie władza
zmieniała w organizacji i budowali obozy). Niesamowite.

>> Nie macie ochoty, żeby wyjść poza ramy roboty? Mam wrażenie, że niektórym
>> to się dzieje naturalnie, ale może to po prostu ogólnie bardziej społeczne
>> bestie, wiesz, takie które są ogólnie łatwo lubiane w towarzystwie.
> Trochę mam, ale Niemcy są bardzo wycofani. Bardziej nawet niż stereotypy
> mówią. Albo po prostu ci konkretni tacy są :)

A średnia wieku, btw? Ja pamiętam, że Niemcy to było pierwsze
środowisko, w którym notorycznie można było spotkać devów po
40-stce (a to dobre kilka lat temu było). W Polsce dużo łatwiej
chyba ludziom w management iść, albo nawet własne firmy zakładać.

>> Ja myślę, że warto jednak się pomacać czasami :P Ale ja w ogóle staram
>> się budować wiele analogii pomiędzy różnymi sytuacjami. Tak oto boom pracy
>> zdalnej i asnychronicznej porównuję np. do naszych pierwszych wymian
>> usenetowych. Też robiliśmy to asynchronicznie. Ale mieliśmy potrzebę,
>> żeby się złapać IRL. Bez tego fragmentu, nasze relacje byłyby zupełnie
>> inne. A w robocie też relacje nami rządzą, więc myślę, że mechanizmy
>> są podobne.
> Tak, to prawda. Tylko tu jest jeszcze bariera kilometrów i kraju (choć
> dopóki nie wywalili Polski z Schengen, to tylko kilometrów).

Pracujesz międzynarodowo - płaczesz i płacisz. Znaczy o zarządzie firmy
mówię. Zjazd raz na rok na politycznie neutralnym gruncie is a must,
a najlepiej raz na kwartał gdziekolwiek, na koszt marki.

Pamiętam, jak na 10-lecie firmy pojechaliśmy w okolicach 2010 roku na
Chorwację -- cała firma, ze 150 osób. A następnego roku korpo, które
nas kupiło miało swoje 10-lecie i była wycieczka na Majorkę. Good times.

>> Damn, to taka abstrakcja. Ale to chyba musi brakować jakichś połączeń
>> u niej w penthousie, żeby nie skumać, że jej historię o martwym łosiu
>> nie padają na podatny grunt. Czy kumała to, ale ciągnęła pomimo?
> Nie wiem co ona kumała, wiem że było to za zgodą szefa, który nie widział
> w tej patologii problemu.

Ja w takiej sytuacji odszedłem z firmy. Był taki młody ziomek, ledwo
matka od cycka go odstawiła a już z nami kodował. Strasznie zaczął
kozaczyć w którymś momencie. Pamiętam, jak kiedyś przestrzegał nas,
żeby nie używać kontenera zależności, bo będziemy podatni na race
condition. Zapomniał, że nie kodujemyw Javie, tylko w PHP, który
ma lifecycle request-response i nie ma żadnego współdzielenia. To
i wiele innych głupot padało z jego ust.
Ale szef doceniał inicjatywę, jaką się wykazywał, whatever. Miałem
nad nim jakieś 10 lat seniority w kodowaniu, lekko. Wkurzało mnie,
że jak grochem o ścianę i rzuciłem papierami. To ten, co mówiłem,
że relacji nie zbudowałem.
Kermit zbudował, pewnie na fajku, albo coś. ;) Ale wyleciał kilka
miesięcy później. Too little, too late.

> Teraz meetingi potrafią trwać minutę. "Ktoś coś? Nikt nic? No to nara".

Asynchroniczne daily? Są uprzejme boty do tego, jbc. Odpytają każdego
z rana i wyślą podsumkę na termin.

[fax]
>> Fizycznie miałeś wpięty? Bo pewnie można sobie wirtualną skrzynkę
>> założyć na necie, nie?
> Fizyczne urządzenie wielofunkcyjne, ale jak wpięte (czy w fizyczną linię,
> czy w którymś momencie szło to po IP), to nie mam pojęcia.

Nie wiem kiedy to było, ale samo posiadanie landline można
rozumieć jako osiągnięcie. :D

[...]
> Teoretycznie prosty format kodowania danych: tag-length-value. Tag
> jednobajtowy, to się tagi szybko pokończyły. Spoko, zrobimy tak, żeby
> któryś bit (nie pamiętam już teraz szczegółów) oznaczał, że tag jest
> dwubajtowy. Tylko niektóre tagi mimo spełniania tego warunku były jednak
> jednobajtowe, jeszcze inne były trzybajtowe i też była masa wyjątków
> zależnych od wartości i typu karty (te same tagi w standardzie EMV, czyli
> wspólnym dla MasterCard i Visy, były parsowane różnie zależnie od tego,
> czy była to Visa, czy MasterCard / Maestro).

Trochę jak z timezonami. Całe szczęście, że jest ktoś na świecie,
kto subskrybuje newsletter o timezonach i uaktualnia bibliotekę,
dzięki czemu Ty nie musisz. Ale jak rozumiem, tu nie ma libki i
trzeba samemu wchodzić w szczegóły? :)


> (...) cenię sobie wygodę, wygodną klawiaturę, duży monitor (w sumie dwa),
> mysz (normalną a nie touchpada), wygodny fotel, muzykę na uszach...

Shit, ja pracuję na macbooku 13", bez peryferiów, monitor podłączam
raz na kwartał. W pokoju do pracy mam najsłabszy internet i nie da
się z niego zdzwaniać, więc zwykle siedzę w łóżku, albo na hamaku. :D

A i tak najebuję więcej kodu w 4h dziennie niż oni wszyscy z tymi
monitorami wypaśnymi :D

>> Nawet przez starych znajomych sprzed 20 lat? ;>
> Zależy co to za znajomy :) Ale prawda jest taka, że z większością i tak
> raczej nie miałbym już o czym rozmawiać.

Więc myślisz, że jest w tym coś wyjątkowego, że posty w tym wątku
sięgają juz 25kb, a jest to chyba 3-ci albo 4-ty taki wątek? :>

-- 
Winning popularity contests since ’85
Thread Navigation

This is a paginated view of messages in the thread with full content displayed inline.

Messages are displayed in chronological order, with the original post highlighted in green.

Use pagination controls to navigate through all messages in large threads.

Back to All Threads