Article View: alt.pl.garfield
Article #2943Re: nowy temat
From: Puck
Date: Fri, 25 Aug 2023 07:26
Date: Fri, 25 Aug 2023 07:26
437 lines
24490 bytes
24490 bytes
On 25 Aug 2023 at 04:10:47 CEST, "Arnold Ziffel" <Arnold Ziffel> wrote:
>>> Albo by się tam nie odnaleźli. Z jakiegoś powodu siedzieli właśnie tam.
>> Może przez zupełny przypadek? Ja siedziałem na GGG przez przypadek, nie?
> Z jednej strony tak, z drugiej strony pewnie wiele ludzi zajrzało na GGG i
> po chwili odeszło. Tak jak z innymi miejscami. Też zaglądam w różne
> miejsca, ale większość się "nie przykleja".
True. Kiedyś byłem nawet na alt.pl.dupa. Nawet jak na moje ówczesne
standardy to było dno :D
>> Nah, pierwsze doświadczenia, niebardzo myślałem o tym w kategoriach, że
>> jest jakiś wybór.
> Wtedy w ogóle ten wybór nie był za duży. Bo co tak naprawdę było oprócz
> grup... czaty, IRC? To było, ale dla kogoś na modemie w zasadzie
> niedostępne. Forów też jeszcze nie było. Usenet (i ten globalny, i różne
> prywatne hierarchie, jak GG czy cavern) idealnie się w to wpasował.
To w ujęciu bardziej technicznym, ale merytorycznie można było się zakręcić
w różnych tematach w ramach powyższych. No i generalnie `pl.*`, nie mówiąc
o wybrykach typu `religia` czy `pregierz` było kulturalne
>> I mówię to dlatego, że trochę nadal tak mam. W robocie te ostatnie osiem
>> lat spędziłem w bardzo podobnym środowisku. W dużej mierze przez przypadek,
>> bo równie dobrze mogłem trafić w zupełnie inne miejsce.
> Ja w tej branży też pracuję przez przypadek. Jakby się jedna firma, do
> której aplikowałem, odezwała wcześniej, to pewnie projektowałbym teraz
> nawigacje samochodowe (albo coś zupełnie innego, bo pewnie Google Maps
> mocno ten rynek przekosiło).
Ja znalazłem pracę jako pewna kontynuacja naszej usenetowej przygody.
Bo ona wyewoluowała trochę. Zacząłem robić miliony stronek grupowych,
potem o ircu, miałem jakąś polską stronę o irssi. Oj, płodny byłem ogólnie.
A jednocześnie zacząłem się kręcić wsród osób, które zajmują się
webmasteringiem szeroko rozumianym. Tu jakieś zlecenie, tam jakiś projekt.
Aż w końcu ktoś mnie polecił do znajomego, który szukał na etat do jakichś
wewnętrznych narzędzi. Poszedłem z ciekawości, zostałem 5 lat.
A Ty gdybyś poszedł w navi, pewnie musiałbyś się zderzyć ze smutną prawdą,
że ten rynek się skurczył albo zamknął. Przeżywałem to jakieś 10 lat temu
z ludkami od flasha. Nagle, prawie z dnia na dzień, ich skille przestały
być na rynku potrzebne. Dzięki Steve, btw.
>> I przez cały ten czas myślałem, że bez trudu znajdę nowy zespół z
>> podobnymi zasadami. Nic bardziej mylnego :)
> Czasem nie doceniamy tego, co mamy, dopóki tego nie stracimy...
True. Chociaż ja akurat doceniałem mocno :) Ale myślałem, że znajdę
nowy, nie paląc mostów za sobą po prostu. Swoją drogą idę się jutro
z nimi widzieć, więc chyba nie jest najgorzej :)
>> Chyba dążę do tego, że pierwsze doświadczenia mnie jakoś nastawiły.
>> Gdybym za pierwszym razem trafił do korpo, pewnie po dziś bym się
>> tam wypalał :)
> Ja za pierwszym razem trafiłem do januszeksu (isildura nie liczę, bo to
> była taka zabawa, wypłata była dodatkowym bonusem). Potem do małej firmy o
> dużych aspiracjach (czyli niby nie korpo, ale zachowywała się jak korpo).
> Teraz typowe korpo. Długo się wypalałem, samoocena nie pozwalała mi
> zmienić pracy. Ale w końcu zmieniłem zespół i znowu jest dobrze.
W naszym wieku to już trzeba powoli szukać takiego miejsca, w którym
spokojnie do emerytury można dociągnać ;)
>> Krindżowo, oczywiście. Ale to tylko dlatego, że to było 20 lat temu,
>> więc to kwestia dojrzałości, którą wtedy miałem / mieliśmy ;)
> Ja nie pamiętam na tyle wielu szczegółów, żeby móc mówić o krindżu :)
> Pamiętam spotkania w Rybitwie, nie było w nich nic krindżowego. Chyba że
> mówisz o aktywności online? No to tak, nie lubię siebie z wtedy ;)
Ja przede wszystkim pamiętam 10% z tego, co się działo. Przeglądam sobie
archiwa, to mi się przypomina. Ale tak, spotkania były spoko. Myślę, że
bez nich w ogóle zupełnie inaczej bym ten okres pamiętał. A do tego ja
chyba nieczęsto byłem na zlocikach innych grup, jeśli w ogóle (albo nie
pamiętam).
>> Poza tym bez względu na plusy i minusy, to pozytywnie. Widzę, że silnie
>> na mnie niektóre rzeczy wtedy wpłynęły.
> Co dokładnie na ciebie wpłynęło?
Nie wiem, czy coś konkretnego. Nauczyłem sie dużo o sieci, komputerach,
programowaniu, co mi pozwoliło wystartować z tym, co robiłem przez
następne 20 lat, więc that’s that.
Z drugiej strony miałem tu mnóstwo wsparcia i innych perspektyw, których
niekoniecznie doświadczyłbym w realu.
>> Jednak, co ciekawe, to był wyraźnie odmienny okres od wszystkiego co
>> było i wcześniej i później. Niektórych elementów już nigdy nie powtórzyłem.
>> Nie wartościuję, nie mowię, że bym chciał, albo że się z tego ciesze.
>> Tylko obserwuję.
> Może też dlatego, że i wcześniej, i później, byłeś już inną osobą, niż
> wtedy? Ale cały czas mam wrażenie, że ten okres był dla ciebie w jakiś
> sposób magiczny. Pytanie czy przez nas (Madi, ja), czy przez ogół tego,
> co się wtedy u Ciebie (w życiu i w środku) działo.
Ciężko mi stwierdzić. Na pewno było bardzo intensywnie, dużo się działo,
ale też nie mam żadnej alternatywy do porówniana. Wy byliście dużą i
ważną częścią tego, co się działo. A był to też okres wielu interakcji
i dużej kreatywności. Tego mi brakuje dzisiaj, że jakoś tak nie da się
z dnia na dzień, spontanicznie czegoś stworzyć :) Czasami mam taki
nastrój i próbuję, ale to nie ta skala :D
[om nom nom... >8]
> Sporo uświadomiła mi obecna dziewczyna. Ona jest dobrym obserwatorem.
> Widzi moje relacje z ludźmi, mówi, co widzi. No i przede wszystkim oboje
> pokazaliśmy sobie, że można traktować się wzajemnie z szacunkiem. Taki
> inny wzorzec niż to, co oboje do tej pory znaliśmy.
>
> Nie żebym sam nie miał w sobie toksycznych wzorców, które czasem wychodzą.
> Ale staram się nad tym panować, przynajmniej w tych bliskich relacjach.
No, dobrze jest mieć jakiś taki kompas, który pomaga Ci się moderować :)
Szczególnie w postaci osób wokół Ciebie, którzy wiedzą jakie są Twoje
ciemne strony, ale są w stanie razem pracować, żeby je ograniczać.
>> Może warto się zastanowić nad profesjonalnym wsparciem, żeby sobie
>> przeprocesować te wszystkie lata? Ja nigdy nie sprobowałem, ale
>> myślalem sobie o tym, jak mi w robocie dawali jakieś darmowe godziny
>> z terapeutami.
> 18 lat nieskutecznej terapii już mi wystarczy :) 4 terapeutów, każdy się
> po paru latach poddawał.
Ja mam znajomą, której terapeutka zasugerowała wrócić do swojego
traumatycznego okresu, żeby go przeprocesować. Spotykały się miesiącami
i w którymś momencie zaczęła robić jej healthchecki, żeby nie wychodziła
z sesji zestresowana na cały weekend. Ale nie zaszły na tyle daleko,
żeby jakieś namacalne efekty z tego były. Może trochę świadomości tylko.
> Przedostatni poddał się, podając powód ("niestety nie potrafię panu pomóc,
> sam pan widzi, że nic nie działa; życzę panu, żeby znalazł pan kogoś, kto
> będzie potrafił panu pomóc").
>
> Ostatnia terapeutka zachowała się tak, że zastanawiałem się nad
> zawiadomieniem komisji etyki PTP -- z dnia na dzień stwierdziła, że
> "rozmawiałam z moim supervisorem i nie mogę kontynuować z panem terapii".
> Takie wtf. Na pytanie, o co chodzi, powiedziała tylko, że "niestety nie
> mogę podać panu powodu".
Ale na spokojnie reagowali, czy u nich tez pojawiały się emocje?
> Wtedy już na dobre dałem sobie spokój. To i tak nigdy nie działało i w
> sumie oprócz możliwości wygadania się, jakiejś psychoedukacji (na tym
> poznawczym poziomie) i jakiegoś samopoznania nic mi nie dawało, nic nie
> zmieniało w moim życiu, w moich emocjach. Przyszedłem z konkretnymi
> problemami z emocjami, z którymi przez te 18 lat nie zostało zrobione nic,
> a niektóre podejścia terapeutyczne (np. CBT) tylko wszystko pogarszały i
> zaostrzały.
Pomijając kwestię kosztów, to było coś, co było net possitive dla Ciebie,
czy raczej równie dobrze mógłbyś to zamienić na wyjście na piwo ze
znajomymi i nie odczułbyś większej różnicy?
>> Ale to pewien paradoks, bo ja mam 15-20 lat doświadczenia w tych
>> obszarach, a ludzie z którymi pracuje często mniej niż połowę tego.
> To niech się uczą :)
Nie potrzebuję kolejnych argumentów do wywyższania się ;) Bo na końcu
to ja jestem w mniejszości, niedopasowany, źle oceniony. Więc pragmatycznie
wiem, że to jednak ja muszę się dostosować, żeby coś dla siebie osiągnąć.
Wyobraź sobie, jak wyglądają moje rekrutacje, jak osoba po drugiej
stronie oczekuje, że będę napalony na nowy ficzer we frameworku,
podczas kiedy ja zastanwiams się czym jest świadomość i jaki jest
nasz cel w tym życiu ;)
>> Więc gdybym się tak zastanowił gdzie ja byłem 5-8 lat temu, to to była
>> zupełnie inna historia :) Dlatego uczę się odpuszczać. Bardzo wybierać
>> walki, w których uczestniczę, a reszte ignorować.
> Jeśli chodzi o kod, to ja zawsze staram się podejść merytorycznie, o ile
> tylko widzę, że ktoś ma objawy myślenia, tylko brak mu doświadczenia.
> Gorzej jak widzę, że po prostu nie łapie i nie ma takiej siły, "nie ma
> takiego bicia", które sprawiłoby, że załapie. Nie załapie i koniec. I
> musisz z taką osobą pracować. To dopiero jest trudne.
Robota z ludźmi, którzy już myślą, albo chcą myśleć w taki sam sposób
jest tak niewspółmiernie bardziej przyjemna. Bez względu na to, jaki
reprezentują poziom dzisiaj. Bo jak jest wola, to można z nimi krok
po kroczku przejść tę drogę, przez miesiące albo lata.
>>> Ja miewam i tak i tak. I dni lepsze, i dni gorsze, w taki zwykły, normalny
>>> sposób, ale bywają też kryzysy. Tylko one nie są bez powodu. Niestety.
>> A jak w drugą stronę? Masz coś, co by Ci to równoważyło (albo starało się)?
>
> Koty, działka, książki... ostatnio nauka telegrafii... ale takich
> euforycznych wzlotów nie mam. Nigdy nie miałem. Pamiętam jak w podstawówce
> dzieciaki cieszyły się z dobrej oceny, jak skakały z radości. Ja tego
> nigdy nie rozumiałem. Nigdy nie czułem takiego uskrzydlenia, żeby aż mnie
> rozpierało ze szczęścia i chciałbym np. skakać. Czułem po prostu...
> normalne szczęście :D
To chyba kwestia temperamentu i nie widzę powodu, żeby na siłę dążyć
do tego, jak się zachowują inni (ale też zobacz, że nie wszyscy, ale
tylko część). Ja w większości też raczej miałem takie moderowane
pozytywne uczucia, potem i te negatywne uspokoiłem. Dzieciaki były
takim przełomem. Ale tu akurat czysta chemia pomaga.
Btw, mój edytor czasami zamienia mi pierwsze słowa wierszu na wielką
literę, nawet jeśli są w środku zdania. Jakiś taki niepociumany jest.
>> I to się objawia niedobrym przyjmowaniem krytyki / sugestii?
> Hmm. Ja mu daje sugestie, jak jestem w 100% pewien swojego. Czy raczej
> odbijam jego sugestie w moją stronę (komentarze w PR-ach, itd.) jak jestem
> w 100% pewien, że coś przeoczył i że to ja mam rację. Sam raczej nic mu
> nie sugeruję, nigdy nie było potrzeby. Jeśli już, to razem pracujemy nad
> jakimś problemem.
Ale i tak jest ciężko, żeby go przekonać? Dopisujesz mu failujące
test case’y? ;) Może macie różną filozofię, którą trzeba przegadać?
Np. jeden z Was chce być „bezpieczny na przyszłość” a drugi „YAGNI”?
>> Masz ,,benefity wellbeingowe" w pracy? Ktoś z HR-u pewnie po latach skumał
>> (a może ma to dopiero przed sobą, a może dopiero dowie się o tych sprawach
>> z jakiegoś szkolenia), że takie osoby, mówiąc łagodnie, nie czują się
>> najlepiej. Wiec wymyśli jakieś owocowe czwartki, syrop waniliowy do
>> kawy w biurze i podobne głupoty. No i załatwione!
> Benefitem jest to, że nie chodzę do pracy, a HRy tylko kręcą na to nosem i
> jeszcze nie postawiły sprawy na ostrzu noża :) Owocowe czwartki nam
> zabrali, ale mnie to nigdy nie obchodziło. Jak będę chciał jabłko, to
> sobie pójdę do sklepu i kupię, stać mnie :)
Damn, HR-y są tak oderwane od realiów. Nawet te takie nowoczesne,
które nie zajmują się tylko twardym HR-em. To widać bardzo dobrze
w procesach, jak np. onboarding. Kminią sobie jak go dobrze zrobić,
mają wytyczne, procesy, checklisty... Ale nie mają pojęcia, że
managerowie w ogóle ich nie realizują :D
>> Namyślą się kwartał nad tym, które bezglutenowe ciastka zaproponować i
>> to ma być odpowiedzą na problem, że Mariuszek nie czuje się doceniany,
>> ma na sobie zbyt wysoką presję, a do tego szef go kąsa lub otwarcie
>> mobbinguje.
> Nasze HRy są ślepe na takie rzeczy jak kury. Zresztą ja dopiero po zmianie
> zespołu zobaczyłem, że może być inaczej. Albo po prostu chodzi o to, że ja
> w tym zespole mam inną, mniej wymagającą, pozycję.
Myślę, że to powód do zadowolenia. Przynajmniej się HR-y nie mieszają.
Pozycję „emerytalną” propsuję ;) Sam takiej szukam.
>> Ja bym chciał, żeby to trochę inaczej wyglądało. Żeby w zespole można było
>> pracować zespołowo i żeby nigdy wina -- jeśli już o niej musimy mówić --
>> nigdy nie była na jednej osobie.
> Ja w programowaniu nigdy nie używałem pojęcia winy. Wtopy się zdarzają,
> taka branża. To w zasadzie normalne i nieuniknione. Ważne, żeby mieć
> procesy, które wychwycą możliwie najwięcej wtop (choćby peer review, dobre
> testy, itd). Sam nigdy nie czułem się winny, jak przez jakiś mój błąd coś
> się posypało. Zastanawiałem się po prostu, co można zrobić, żeby drugi raz
> czegoś podobnego nie przeoczyć.
Yep. Ciekawe jest myślenie typu near misses. Np. jeśli w czasie review
Ci wychodzą jakieś rzeczy, to już wtedy można się zastanowić jak można
dostosować pracę, uzupełnić wiedzę, wprowadzić rozwiązania systemowe
do tego, żeby więcej nie wychodziły nawet w review. Bo to proces białkowy,
czyli omylny.
> Inna sprawa, że ja nigdy nie ukrywałem swoich błędów. Jak wiedziałem, że
> zawaliłem, to ujawniałem to, poprawiałem, a nie siedziałem z nadzieją, że
> może nikt nie znajdzie.
Kwestia kultury organizacji. Safe-to-fail jest coraz częstszą wartością
w zespołach, to bardzo dobrze dla wszystkich.
[...]
> Co się okazało... jedno z urządzeń spodziewało się na USB-C 5 V, a drugie
> 12 V. Jeden zasilacz dawał 5 V, drugi 12 V. Oczywiście na etykietce jest
> ładnie napisane, które urządzenie jakiego napięcia się spodziewa, ale do
> głowy by mi nie przyszło, że można tak to zaprojektować, żeby podać na
> USB-C 12 V wprost z zasilacza, bez żadnej negocjacji.
>
> No ale można.
Problemy zwykle nie są z rzeczami skomplikowanymi, tylk o oczywistymi
jak się okazuje, że dla obu strony były oczywiste inaczej ;)
> (...) Mamy calle między naszym zespołem a innymi zespołami (my robimy
> komunikację, inne zespoły OS, itd.). Jakie były pierwsze słowa na
> najbliższym callu z teamem od OS? "I heard you're the first guy who fried
> the new device". Tak.
No to będą Cię pamiętać przynajmniej :)
>> Jeśli są jakieś niedociągnięcia, faktycznie personalne, to żeby dało się
>> je przegadać w bezpiecznej atmosferze 1v1, a nie piętnując publicznie.
>> To długi temat i dużo jest do zrobienia, bo ludzie wciąż w zespołach nie
>> operują na tym poziomie empatii.
> Tak... "chwal publicznie, gań prywatnie". Tu też są jakieś personalne
> zgrzyty między dwiema osobami (jedną z nich jest ten aspołeczny mózg,
> drugą tester), ale mnie póki co nie dotyczą, więc się nie wychylam.
Pierdolnie prędzej czy później. Jak Ciebie to wtedy dotknie?
> W poprzednim zespole miałem bardzo duży personalny zgrzyt z PM-ką, którą
> uważałem za skończoną kretynkę. Dwie osoby się przez nią zwolniły, bo nie
> były w stanie z kimś takim pracować. Nasza wspólna, dawna znajoma, na
> pożegnanie (jak odchodziła) dała mi pluszową amebę "jako symbol naszej
> udręki". W nawiązaniu do tej PM-ki. Ameba nadal stoi na biurku :)
Dostałeś pluszowego mikroba?
https://www.giantmicrobes.com/us/products/amoeba.html
> Patrząc wstecz to mocno toksyczne to było, ale sama pani PM nie
> pozostawała bez winy. Jak na którymś meetingu zgłosiłem jakieś uwagi, to
> po meetingu usłyszałem (i nie omieszkałem tego na kolejnym meetingu
> wykorzystać): "Godzina słuchania pierdolenia (tu moje nazwisko)".
Ja na razie mam brak tolerancji dla takich zachowań. Pewnie można
z tym pracować, robić kroczki, ale wolałbym eskalować to do wyjebania
jak najszybciej. Nic dobrego takie osoby nie przynoszą, a psują
tak dużo nerwów, efektywności i atmosfery, że nie warto.
>> Ja w tym roku jeszcze nie spotkałem managera, który w ogóle wspominałby
>> o uczuciach.
> Ja nigdy nie spotkałem. Poprzedni szef miał emocje, znałem go tyle lat, że
> wiem, ale miał duży problem, żeby o nich rozmawiać. Z drugiej strony wiem,
> że jakbym miał problem, spotkałbym się z nim sam na sam, to by wysłuchał.
>
> Obecny szef jest bardzo miły, ale też nigdy nie rozmawialiśmy o niczym
> osobistym. Chyba najbliższe było to, jak był w szpitalu i wspomniałem
> jednemu z chłopaków, że coś długo go nie ma i że mam nadzieję, że to nic
> poważnego. I jak złożył mi życzenia na urodziny. Nie wiem czy pamiętał,
> czy mu wyskoczyło, ale złożył. Mega miłe to było.
Nie macie ochoty, żeby wyjść poza ramy roboty? Mam wrażenie, że niektórym
to się dzieje naturalnie, ale może to po prostu ogólnie bardziej społeczne
bestie, wiesz, takie które są ogólnie łatwo lubiane w towarzystwie.
> Ogólnie ma dobry vibe, ale myślę że ta bariera pracy zdalnej, plus bariera
> językowa, więc też kulturowa, nie sprzyjają rozmawianiu o czymkolwiek
> innym niż praca.
Ja myślę, że warto jednak się pomacać czasami :P Ale ja w ogóle staram
się budować wiele analogii pomiędzy różnymi sytuacjami. Tak oto boom pracy
zdalnej i asnychronicznej porównuję np. do naszych pierwszych wymian
usenetowych. Też robiliśmy to asynchronicznie. Ale mieliśmy potrzebę,
żeby się złapać IRL. Bez tego fragmentu, nasze relacje byłyby zupełnie
inne. A w robocie też relacje nami rządzą, więc myślę, że mechanizmy
są podobne.
>> Moje poprzednie: grupa znajomych, czasami przyjaciół, spotykała się na
>> 15 minut, żeby się zobaczyć i pogadać. Jak ktoś miał pracowe tematy
>> wymagające przegadania, to je poruszał. W przeciwnym wypadku
>> rozmawialiśmy o pogodzie, memach, czy kto gdzie był na wakacjach.
> To jest spoko, o ile nie jest się do tego zmuszanym. Z panią Amebą byliśmy
> zmuszani. Są zaplanowane dwie godziny i meeting ma trwać dwie godziny. Jak
> nie ma o czym mówić, to pani Ameba chwali się zdjęciami z wakacji lub
> opowiada o martwym łosiu, którego znalazła i nie wie, co ma z nim zrobić.
>
> Pani Ameba, zauważ, a nie reszta. Reszta sobie gra na telefonach, żeby nie
> zasnąć.
Damn, to taka abstrakcja. Ale to chyba musi brakować jakichś połączeń
u niej w penthousie, żeby nie skumać, że jej historię o martwym łosiu
nie padają na podatny grunt. Czy kumała to, ale ciągnęła pomimo?
>> Jak jeszcze siedzieliśmy w biurze, to się zgrywaliśmy na slacku, żeby
>> nam ludzie faksowali jakieś rzeczy zamiast posyłać mailem
> Można ;) Z drugiej strony faksy są wiecznie żywe np. w policji. Jakieś
> pismo miałem dostać (byłem poszkodowanym w kolizji drogowej), policjant
> miał mój adres do doręczeń (do firmy), więc sobie firmę wygooglował,
> zadzwonił do mnie, że wyśle faks, i wysłał. Pierwszy raz w życiu używałem
> wtedy faksu :)
Fizycznie miałeś wpięty? Bo pewnie można sobie wirtualną skrzynkę
założyć na necie, nie?
> Ostatnio ktoś zgłosił, że brakuje tłumaczeń w jednym z komponentów (mamy
> różne dziwne języki, jakiś francuski, hiszpański, itd.). Jeden koleś
> odpisał mu, że nowe tłumaczenia nie będą już dodawane. Ja stwierdziłem, że
> możemy w sumie dodać, tylko niech zgłaszający zrobi tłumaczenia.
> Napisałem, że my nie mamy teraz zasobów, żeby się tym zająć (ani osób,
> które mówią w tych językach, więc robilibyśmy po prostu po Google
> Translate), ale jak mu zależy, to niech zrobi te tłumaczenia, a my je
> dodamy. Podesłałem mu stronkę na Confluence z tabelką. Poświęciłem temu
> czas.
>
> Myślisz, że w ogóle cokolwiek odpisał? Nawet "pocałuj mnie w dupę" nie
> było.
To smutne jest. Ale ma to też drugą stronę, taką passive-agressive. Jeśli
nie chcesz czegoś robić, a jednocześnie chcesz być miły, delikatnie
odwracasz sprawę tak, żeby wymagała odrobiny chociaż pracy od zlecającego.
Wiesz, chociażby jakieś wnikliwe pytania o edge-case’y bez odpowiedzi
na które nie możesz zacząć. No i response pewnie będzie ten sam...
>> Jest gdzieś stronka, która zbiera tego typu historie. Fascynująca lektura.
>
> Kiedyś coś podobnego widziałem. Na pewno był tam ten problem z mailami
> przychodzącymi jedynie z danego promienia. Jak znajdziesz to podeślij.
>
> Hmm. http://www.ibiblio.org/harris/500milemail.html
Yep. More:
http://beza1e1.tuxen.de/lore/index.html
>> Teraz w stanach np. robo calle są zmorą i wymyślają jakieś standardy,
>> ale one się nie przeniosą na Europę chyba. Zresztą wyobraź sobie jak
>> sprawnie innowacje w telecomach można wprowadzać :)
> Pewnie tak samo jak w paymencie ;) (google: iso8583... dramatyczny staroć
> i wciąż dramatycznie powszechnie używany)
Ano. Wolę unikać, nie jestem mentalnie kompatybilny z poprzednim stuleciem.
>> Ja mam iPhone i nie umiem na nim pisać nic dłuższego niż dwa akapity.
>> Bardzo często wysyłam sobie na lapka, żeby z niego kontynuować.
> Tak, ja też. Tzn. nie mam iPhona, ale nie umiem nic pisać na tej
> klawiaturce ekranowej. Noszę w plecaku klawiaturę QWERTY, taką płaską,
> dosyć sporą, z normalnymi klawiszami, na Bluetooth, ale jakoś się nie
> przyjęła. Nie chce mi się jej wyciągać. Używam w sumie jedynie jak muszę
> nagle coś zrobić po ssh, bo jednak ma więcej klawiszy specjalnych, niż ta
> ekranowa (a nie chcę instalować specjalnej ekranowej tylko do ssh).
Miałem kiedyś niewielkiego iPada, do którego dodałem sobie case’a z
klawiaturą. Ona była tej samej wielkości co iPad, więc logistycznie
nie utrudniała, a dawała mega wygodę w stosunku do ekranowej. I właśnie
pamiętam, że używałem tego sporo do developmentu przez ssh. A potem
mi się znudziło. ;)
>> Tak, Signal jest spięty z numerem tel. Co jest o tyle fajne, że
>> relatywnie łatwo jest znaleźć ludzi.
> I tu się pojawia konflikt interesów, bo ja wcale nie chcę być znajdowany
> ;)
Nawet przez starych znajomych sprzed 20 lat? ;>
--
Winning popularity contests since ’85
Technical Details
Message-ID:
<uc9l38$11doo$1@news.icm.edu.pl>Path:
mbox-mo1.pugleaf.net!news-archive.icm.edu.pl!news.icm.edu.pl!.POSTED.109-206-195-145.host.skynet.net.pl!not-for-mailReferences:
<04112001.6111E2FA@news.pucked.blade> <6b7462cc-a2b1-415a-97f3-46bda24d2bad@hooterville.invalid> <uc71t6$t2l5$1@news.icm.edu.pl> <4bafa03f-5e6f-4f4d-ae22-2a8e851e988f@hooterville.invalid>Show Full Headers
Complete Article Headers
Path: mbox-mo1.pugleaf.net!news-archive.icm.edu.pl!news.icm.edu.pl!.POSTED.109-206-195-145.host.skynet.net.pl!not-for-mail From: Puck <puck@dx.one.pl> Newsgroups: alt.pl.garfield Subject: Re: nowy temat Date: Fri, 25 Aug 2023 07:26:32 -0000 (UTC) Organization: Nassau Message-ID: <uc9l38$11doo$1@news.icm.edu.pl> References: <04112001.6111E2FA@news.pucked.blade> <6b7462cc-a2b1-415a-97f3-46bda24d2bad@hooterville.invalid> <uc71t6$t2l5$1@news.icm.edu.pl> <4bafa03f-5e6f-4f4d-ae22-2a8e851e988f@hooterville.invalid> Mime-Version: 1.0 Injection-Date: Fri, 25 Aug 2023 07:26:32 -0000 (UTC) Injection-Info: news.icm.edu.pl; posting-host="109-206-195-145.host.skynet.net.pl:109.206.195.145"; logging-data="1095448"; mail-complaints-to="usenet@news.icm.edu.pl" User-Agent: Usenapp for MacOS X-Usenapp: v1.27.1/l - Trial License Content-Type: text/plain; charset=UTF-8 Content-Transfer-Encoding: 8bit