Article View: alt.pl.garfield
Article #2945Re: nowy temat
From: Puck
Date: Wed, 20 Sep 2023 20:15
Date: Wed, 20 Sep 2023 20:15
432 lines
23752 bytes
23752 bytes
On 20 Sep 2023 at 17:55:05 CEST, "Arnold Ziffel" <Arnold Ziffel> wrote: Jeszcze tylko 20kb ;) >> To w ujęciu bardziej technicznym, ale merytorycznie można było się zakręcić >> w różnych tematach w ramach powyższych. No i generalnie `pl.*`, nie mówiąc >> o wybrykach typu `religia` czy `pregierz` było kulturalne > Pręgierz też był kulturalny. To religia i polityka były ściekiem. Potem > pręgierz też się ześciekował. Był? Ja w sumie nie uczęszczałem za dużo do `pl.*` w ogóle. Pamiętam tylko „mema” (bo nikt wtedy tej nazwy jeszcze nie używał), żeby nie crossować pomiędzy polityką, religią a dziennikarstwem ;) >> Ja znalazłem pracę jako pewna kontynuacja naszej usenetowej przygody. >> Bo ona wyewoluowała trochę. Zacząłem robić miliony stronek grupowych, >> potem o ircu, miałem jakąś polską stronę o irssi. Oj, płodny byłem ogólnie. >> A jednocześnie zacząłem się kręcić wsród osób, które zajmują się >> webmasteringiem szeroko rozumianym. Tu jakieś zlecenie, tam jakiś projekt. >> Aż w końcu ktoś mnie polecił do znajomego, który szukał na etat do jakichś >> wewnętrznych narzędzi. Poszedłem z ciekawości, zostałem 5 lat. > No proszę. Czyli usenet ci pomógł. To już wtedy nawet nie usenet bezpośrednio, tylko blogosfera. Ta taka pierwsza, niekomercyjna. > Moja pierwsza poważna praca też była z Usenetu. Ktoś mnie na apcohu > wyhaczył i zaproponował pracę. Nom, ale podobna historia. Nie z ogłoszenia, pewnie też nie z potrzeby ani woli, tylko trochę z ciekawości, jeszcze bardziej przez przypadek. >> A Ty gdybyś poszedł w navi, pewnie musiałbyś się zderzyć ze smutną prawdą, >> że ten rynek się skurczył albo zamknął. Przeżywałem to jakieś 10 lat temu >> z ludkami od flasha. Nagle, prawie z dnia na dzień, ich skille przestały >> być na rynku potrzebne. Dzięki Steve, btw. > Tak, prawda. Graficy mają teraz podobnie. Prompterzy ich wypierają. Ale tu > opinie są podzielone, jedna osoba mówi tak jak wyżej, a druga wykorzystuje > AI w pracy i bardzo sobie chwali. Wiesz co, wszyscy „graficy”, których znam to by się obrazili, gdybym ich tak nazywał. Ta rola -- osoby od photoshopa -- wyewoluowała bardzo. W zespołach produktowych mówi się o designerach. Malowania ładnych rzeczy to tam jest już niewiele, a dużo bardziej zrozumienie potrzeb userów i proponowanie rozwiązań. A z innej branży: moja żona w reklamie pracowała. Tam na „grafików” mówiło się detepowcy. A na tych bardziej kreatywnych, którzy nie projektowali ulotek o kiełbasie -- arci, art designerzy. No i ta pierwsza grupa pewnie zostanie zastąpiona przez AI, ale mi nie żal. Swoją drogą, próbowałem przed chwilą midjournej przekonać, żeby mi narysował Damę Karo, w takim formacie lustrzanego odbicia, że z obu stron jest góra. No i ładną mi dziewczynę przedstawił, ale nie damę, tylko asa, nie karo, tylko kier, i wcale bez lustrzanego odbicia. Jeszcze się muszę pouczyć. >> True. Chociaż ja akurat doceniałem mocno :) Ale myślałem, że znajdę >> nowy, nie paląc mostów za sobą po prostu. Swoją drogą idę się jutro >> z nimi widzieć, więc chyba nie jest najgorzej :) > I jak było? :) A spoko. Taka spokojna impreza dzieciatych ludzi. Byliśmy na 11 rano, a o 14 już się zbieraliśmy. :) >> W naszym wieku to już trzeba powoli szukać takiego miejsca, w którym >> spokojnie do emerytury można dociągnać ;) > Niby tak, ale ja nadal czuję się młody. Nie czuję tego wieku w żaden > sposób. Mentalnie nadal mam 20 kilka lat. Kolega raczył odrobinę potęgi tej dwójki z przodu pomylić :P >> Ja przede wszystkim pamiętam 10% z tego, co się działo. Przeglądam sobie >> archiwa, to mi się przypomina. > Wyparłeś ;) Ale tak, ja też. Jak się o czymś nie myśli na co dzień, to to > ulatuje. Kiedyś miałem dużo lepszą pamięć, ale wiem, że już w tamtych czasach miałem świadomość, że mi się pogarsza. No ale w ogóle co tu mówić o wspominkach sprzed 20 lat. Oczywiście są momenty, które pamięta się bardzo dobrze (i np. wcale nie dlatego, że dotyczyły Katie Holmes), ale żeby tak z biegu móc sobie przypomnieć większość życia? Nie, to zdecydowanie poza moim zasięgiem. >> Nie wiem, czy coś konkretnego. Nauczyłem sie dużo o sieci, komputerach, >> programowaniu, co mi pozwoliło wystartować z tym, co robiłem przez >> następne 20 lat, więc that's that. >> Z drugiej strony miałem tu mnóstwo wsparcia i innych perspektyw, których >> niekoniecznie doświadczyłbym w realu. > Wsparcia emocjonalnego i po prostu życzliwych ludzi, czy merytorycznego? Chyba tylko space do wygadania się. Można było półanonimowo przegadać wszelkie bolączki życia doczesnego. Albo wejść głębiej w jakimś zaufanym gronie, może bardziej merytorycznie. Ale ja to chyba nie miałem poważnych problemów, nic co wymagałoby więcej niż tylko przeczekania. >> Ciężko mi stwierdzić. Na pewno było bardzo intensywnie, dużo się działo, >> ale też nie mam żadnej alternatywy do porówniana. Wy byliście dużą i >> ważną częścią tego, co się działo. A był to też okres wielu interakcji >> i dużej kreatywności. Tego mi brakuje dzisiaj, że jakoś tak nie da się >> z dnia na dzień, spontanicznie czegoś stworzyć :) Czasami mam taki >> nastrój i próbuję, ale to nie ta skala :D > Albo za 20 lat będziesz tak samo wspominał to, co jest teraz :) Za 20 lat będę pewnie uprawiał ogródek zielarski i niewiele więcej. >> No, dobrze jest mieć jakiś taki kompas, który pomaga Ci się moderować :) >> Szczególnie w postaci osób wokół Ciebie, którzy wiedzą jakie są Twoje >> ciemne strony, ale są w stanie razem pracować, żeby je ograniczać. > Tak, zdecydowanie. Do tego osób, którym ufam na tyle, żeby móc się przed > nimi otworzyć, odsłonić, a nie zablokować ich próby dotarcia do mnie. Tak, chociaż z mojego doświadczenia -- nie wiem, czy to unikalne dla mnie jest -- to otwieranie się z czasem też jest coraz bardziej moderate. Kawałek tu, kawałek tam, ale rzadko do sedna. Sam już miałbym problem, żeby przed sobą samym się otworzyć (i zrozumieć). [...] > Ciężko jest przeprocesować coś, czego się tak naprawdę nie pamięta. > Ludzie, którzy mieli jedną, konkretną traumę, mają łatwiej, bo mają nad > czym pracować. Ja mam wiele drobnych rzeczy, które składały się na większą > całość. Inna sprawa, że terapeutka twierdziła, sądząc po objawach, że są > to najprawdopodobniej efekty czegoś, co zdarzyło (lub działo się) w wieku > 0-3 lat. I ja się z nią generalnie zgadzam. Oczywiście z tego okresu nic > nie pamiętam, bo pamiętać, nie mogę, więc jak mogę nad tym pracować? Jest to pewien problem :) A co na to wiedza fachowa? Są sposoby, czy tylko walenie po omacku? >> Ale na spokojnie reagowali, czy u nich tez pojawiały się emocje? > Na spokojnie. Jeśli pojawiały się emocje, to potrafili sobie z nimi > poradzić, albo dzielili się nimi (to część terapii). Zresztą nie > oczekiwałbym niczego innego, jako klient nie jestem od tego, żeby pomóc > terapeucie poradzić sobie z jego własnymi emocjami. Od tego ma swoich > supervisorów, swoje umiejętności, swoją terapię, swoją sieć wsparcia. A Ty traktowałeś ich profesjonalnie, czy trochę jak takich kolegów i koleżanki z przymusu? Ja jestem przekonany, że nie umiałbym tej relacji oddzielić. Przez analogię: ja się chcę przyjaźnić z rekruterami ;) Żona mi powtarza, że oni ze mną gadają tylko dlatego, że im za to płacą, a ja czasami traktuję ich tak, jak gdyby faktycznie byli ciekawi mojego życia :D >> Pomijając kwestię kosztów, to było coś, co było net possitive dla >> Ciebie, czy raczej równie dobrze mógłbyś to zamienić na wyjście na piwo >> ze znajomymi i nie odczułbyś większej różnicy? > Ciężko powiedzieć. Myślę, że w jakimś stopniu tak, ale jakbym wiedział to, > co wiem teraz o tym, jak to wyglądało, to nie zdecydowałbym się drugi raz. Masz benefity wellbeingowe w pracy? Zastanawiam się na jakim poziomie stoją takie konsultacje oferowane jako benefit w ryczałcie, kierowane przede wszystkim do ludzi, którzy nie mają motywacji, żeby jechac w poniedziałek do pracy i myślą, że to wymaga profesjonalnej pomocy. :P >> Nie potrzebuję kolejnych argumentów do wywyższania się ;) Bo na końcu >> to ja jestem w mniejszości, niedopasowany, źle oceniony. Więc pragmatycznie >> wiem, że to jednak ja muszę się dostosować, żeby coś dla siebie osiągnąć. > Ale warto równać w dół? Short termowo warto, np. żeby przejść przez proces rekrutacyjny. A potem hulaj dusza piekła nie ma :) Więc jak spotykam kogoś, z kim można szczerze i otwarcie gadać, to tak mi się oczka świecą i od razu się odblokowuję. >> Wyobraź sobie, jak wyglądają moje rekrutacje, jak osoba po drugiej >> stronie oczekuje, że będę napalony na nowy ficzer we frameworku, >> podczas kiedy ja zastanwiams się czym jest świadomość i jaki jest >> nasz cel w tym życiu ;) > Może powinieneś zostać filozofem? ;) Widocznie gdzieś w głębi duszy jestem ;) > Ja świadomość widzę jak drzewo, swoją drogą. Ciężko mi to wyjaśnić, po > prostu widzę takie drzewo, którego gałęzie symbolizują nasze reakcje na > to, co się dzieje (czy w otoczeniu, czy wewnętrznie, w "default state > network"). Pomaga zrozumieć DID, które widzę jako po prostu oddzielenie > się jednej podgałęzi od swojej główniejszej gałęzi. > > Ale to tylko moje wyobrażenie. That’s already too deep for me! ;) Bo ja chyba nie widzę wcale. Oraz, lekko ale niecałkowicie zmieniając temat, nie wierzę w afterlife, ale jeśli istnieje, to mam nadzieję, że będzie można wtedy posiąść wszechwiedzę i dostać odpowiedz na każde pytanie. Zarówno co jadłem w '93 na śniadanie, co w tamtej sytuacji Kasia miała na myśli, ale też skąd wziął się wszechświat, czy jest jeden wzór na wszystko itp. >> Robota z ludźmi, którzy już myślą, albo chcą myśleć w taki sam sposób >> jest tak niewspółmiernie bardziej przyjemna. > Nawet nie chodzi o to, że w taki sam sposób, ale po prostu myśleć. Jak masz myślącego, ale opierającego się na innych wartościach czy fundamentach, to będziecie dreptać w miejscu, przeciągając linę. A jeśli macie wspólny kierunek (zwrot raczej, to be precise), to możecie lecieć na podwójnej prędkości. Już chyba czasami wolę tłuków mieć, niż kogoś inteligentnego, kto chce osiągnąć co innego. Bo można nimi sterować, żeby robili jak wymyślisz, zamiast stawać okoniem. >> To chyba kwestia temperamentu i nie widzę powodu, żeby na siłę dążyć >> do tego, jak się zachowują inni (ale też zobacz, że nie wszyscy, ale >> tylko część). > Może tak być. No i dziś ludzie (już dorośli) raczej nie skaczą z radości > :) Może tylko trochę rzadziej. >> Ja w większości też raczej miałem takie moderowane pozytywne uczucia, >> potem i te negatywne uspokoiłem. Dzieciaki były takim przełomem. Ale tu >> akurat czysta chemia pomaga. > W jakim sensie?? Noworodki fizycznie stymulują miłość, oksytocyna i te sprawy. Ludzie się w swoich dzieciach nie zakochują, bo są takie piękne (hint: nie są), tylko ich uwodzą chemicznie ;) >> Btw, mój edytor czasami zamienia mi pierwsze słowa wierszu na wielką >> literę, nawet jeśli są w środku zdania. Jakiś taki niepociumany jest. > Mój nic mi nie zmienia. Nie lubię, jak edytor próbuje być mądrzejszy :) > Niech podkreśla to, co uważa, że powinienem zmienić (choć nie podkreśla, > ale mógłby), ale nie próbuje robić tego za mnie. Mam klawiaturę, mam oczy, > mam backspace, wiem co piszę :) Mogę najwyżej przeoczyć. No już widziałem nano :P Też używam, ale dorosłem też do okienkowych. Ten akurat jest kiepski, ale ja piszę dużo w edytorach markdowna. Wąskie kolumny, monospace font, what you see is what you get, sporo skrótów klawiszowych do obsługi tego. To zdecydowanie nie kategoria vima, ale może takie nano 20 lat później? Trochę... >> Ale i tak jest ciężko, żeby go przekonać? > Ja się go trochę boję :D > Nadal nie czuję, żebym miał w tym zespole jakąkolwiek istotną pozycję. Politycznie, czy merytorycznie? >> To widać bardzo dobrze w procesach, jak np. onboarding. Kminią sobie jak >> go dobrze zrobić, mają wytyczne, procesy, checklisty... Ale nie mają >> pojęcia, że managerowie w ogóle ich nie realizują :D > Onboarding... ja nie miałem żadnego onboardingu. Tu jest repo, tu jest > drugie repo, tu masz wirtualkę do kompilacji, ogarnij sobie, jak czegoś > nie będziesz wiedział to pytaj. No więc ktoś kiedyś pomyślał, że przepala się na tym mnóstwo kasy i ktoś powinien się tym zając. I generalnie ogarnięte HRy to wiedzą, czasami nawet coś planują... Ale rzadko managerowie dostają tę notatkę. Ale zupełnie mnie to nie dziwi. Jak widzę, że manager mnie onboarduje to wiem, że nie będzie dobrze (bo nie będzie miał czasu i tak). Teraz też dostałem dokumentację i miałem sobie poradzić. Ale pierwszego dnia, nie znając firmy, produktu, etc, znalazłem błędy w docsach. Kazali mi poprawić. A skąd mam wiedzieć, które są błędami, skoro czytam te docsy jako źródło prawdy, żeby zdobyć wiedzę?! Zauważacie ten paradoks? Nie zauważyli. > W sumie na początku trochę próbowali się opiekować (np. "trzeba zrobić > taką i taką funkcję, ten-i-ten opowie ci jak ona działa"), ale zanim > doszło do opowiedzenia już sobie sam doczytałem w dokumentacji i zrobiłem. Dobrze, że był chociaż ten poziom dokumentacji. Ja się uczę z kodu. Co chyba świadczy o tym, że ten też nie jest zupełnie najgorszy. > Teraz tylko pytają (tak jak wszystkich) czy nic mnie nie blokuje. To tylko nie zacznij mówić, że jednak blokuje. Nikt nie chce pracowników sprawiających problemy :> [...] > To nie tak, że jest emerytalna. Ta jest ambitniejsza niż poprzednia. Po > prostu wiem, że mam się do kogo zwrócić, jak coś mnie przerośnie. Wtedy > nie miałem, to ja byłem taką osobą, do której się wszyscy zwracali. Fajnie jest pracować w zespole, no ;) Nie wiem jak Twoje doświadczenia, ale to nie chodzi tylko o seniority. Ja zwykle też jestem skarbnicą wiedzy i tym go-to person, ale zawsze dookoła mnie byli ludzie, którzy trochę bardziej się znali na czymś, trochę bardziej mieli ochotę. I dało się z nimi dzielić zadaniami, które dla mnie nie były fajne. Robiłem dwa razy wiecej niż następna osoba, nikt nie znał systemu tak jak ja, but still, te 10-15% niewygodnych rzeczy zawsze było komu oddać. > Zresztą sam fakt, że robiliśmy pewną funkcjonalność w tajemnicy przed > korpo i nie wolno było pytać o nią osób, które oryginalnie ją robiły, żeby > się nikt nie przypieprzył, że robimy to po swojemu (a musieliśmy robić to > po swojemu, bo oni nie byli w stanie tego zrobić, zwodzili nas miesiącami, > a trzeba było w końcu zacząć to sprzedawać) pokazuje skalę patologii, jaka > tam była. To kwestia managementu i to nie bezpośredniego, a tego na górze. LOL, dobre. Jak szeroko zakrojone kłamstwo to było? Kiedy w końcu się skumali, że piszą do /dev/nulla? > Tak, zdecydowanie. Człowieka z natury traktuję jako istotę zawodną i > omylną. Siebie oczywiście też. Im więcej można zautomatyzować tym lepiej. „I am not a great programmer. I am a mediocre one with great habits”. >> Kwestia kultury organizacji. Safe-to-fail jest coraz częstszą wartością >> w zespołach, to bardzo dobrze dla wszystkich. > Nie wiem jak jest w innych zespołach :) Ale tak, to dobrze. True. A nawet nie wiemy jak bardzo nie wiemy jak jest w innych zespołach. >> Dostałeś pluszowego mikroba? >> https://www.giantmicrobes.com/us/products/amoeba.html > Dokładnie tego :) Klasyk. Był hype na nie, ale to jakoś dekadę temu. >> Ja na razie mam brak tolerancji dla takich zachowań. Pewnie można >> z tym pracować, robić kroczki, ale wolałbym eskalować to do wyjebania >> jak najszybciej. Nic dobrego takie osoby nie przynoszą, a psują >> tak dużo nerwów, efektywności i atmosfery, że nie warto. > Szef był z niej bardzo zadowolony. To był problem. Status quo. Jest problem. Zawsze są problemy, nic wielkiego. Pytanie - jaki możemy obrać wobec niego kierunek? I na skali z jednej strony jest „podwijamy rękawy, nie możemy zwlekać”, a na drugiej jest „szef jest bardzo zadowolony z «problemu»” > Prywatnie podobno powiedział komuś: "Jest nam narzucona i nic z tym nie > możemy zrobić". > Za to jak w końcu odeszła, to miałem takiego banana na twarzy, że nic mi > tego dnia nie zepsuło humoru. Przypomniało mi się jak pracowałem z PZPNem (te ziomki od kopania w piłkę). Tak politycznej organizacji w życiu nie spotkałem. Jeden człowiek obiecał nam coś przed spotkaniem, a na spocie zmienił zdanie o 180. Ludzie krzyczeli i kłamali. Dosłownie ryzykowali projekty za miliony, żeby ugrać jakieś korporacyjne punkty przed wyborami (jakieś mieli wewnętrzny system taki, że im sie władza zmieniała w organizacji i budowali obozy). Niesamowite. >> Nie macie ochoty, żeby wyjść poza ramy roboty? Mam wrażenie, że niektórym >> to się dzieje naturalnie, ale może to po prostu ogólnie bardziej społeczne >> bestie, wiesz, takie które są ogólnie łatwo lubiane w towarzystwie. > Trochę mam, ale Niemcy są bardzo wycofani. Bardziej nawet niż stereotypy > mówią. Albo po prostu ci konkretni tacy są :) A średnia wieku, btw? Ja pamiętam, że Niemcy to było pierwsze środowisko, w którym notorycznie można było spotkać devów po 40-stce (a to dobre kilka lat temu było). W Polsce dużo łatwiej chyba ludziom w management iść, albo nawet własne firmy zakładać. >> Ja myślę, że warto jednak się pomacać czasami :P Ale ja w ogóle staram >> się budować wiele analogii pomiędzy różnymi sytuacjami. Tak oto boom pracy >> zdalnej i asnychronicznej porównuję np. do naszych pierwszych wymian >> usenetowych. Też robiliśmy to asynchronicznie. Ale mieliśmy potrzebę, >> żeby się złapać IRL. Bez tego fragmentu, nasze relacje byłyby zupełnie >> inne. A w robocie też relacje nami rządzą, więc myślę, że mechanizmy >> są podobne. > Tak, to prawda. Tylko tu jest jeszcze bariera kilometrów i kraju (choć > dopóki nie wywalili Polski z Schengen, to tylko kilometrów). Pracujesz międzynarodowo - płaczesz i płacisz. Znaczy o zarządzie firmy mówię. Zjazd raz na rok na politycznie neutralnym gruncie is a must, a najlepiej raz na kwartał gdziekolwiek, na koszt marki. Pamiętam, jak na 10-lecie firmy pojechaliśmy w okolicach 2010 roku na Chorwację -- cała firma, ze 150 osób. A następnego roku korpo, które nas kupiło miało swoje 10-lecie i była wycieczka na Majorkę. Good times. >> Damn, to taka abstrakcja. Ale to chyba musi brakować jakichś połączeń >> u niej w penthousie, żeby nie skumać, że jej historię o martwym łosiu >> nie padają na podatny grunt. Czy kumała to, ale ciągnęła pomimo? > Nie wiem co ona kumała, wiem że było to za zgodą szefa, który nie widział > w tej patologii problemu. Ja w takiej sytuacji odszedłem z firmy. Był taki młody ziomek, ledwo matka od cycka go odstawiła a już z nami kodował. Strasznie zaczął kozaczyć w którymś momencie. Pamiętam, jak kiedyś przestrzegał nas, żeby nie używać kontenera zależności, bo będziemy podatni na race condition. Zapomniał, że nie kodujemyw Javie, tylko w PHP, który ma lifecycle request-response i nie ma żadnego współdzielenia. To i wiele innych głupot padało z jego ust. Ale szef doceniał inicjatywę, jaką się wykazywał, whatever. Miałem nad nim jakieś 10 lat seniority w kodowaniu, lekko. Wkurzało mnie, że jak grochem o ścianę i rzuciłem papierami. To ten, co mówiłem, że relacji nie zbudowałem. Kermit zbudował, pewnie na fajku, albo coś. ;) Ale wyleciał kilka miesięcy później. Too little, too late. > Teraz meetingi potrafią trwać minutę. "Ktoś coś? Nikt nic? No to nara". Asynchroniczne daily? Są uprzejme boty do tego, jbc. Odpytają każdego z rana i wyślą podsumkę na termin. [fax] >> Fizycznie miałeś wpięty? Bo pewnie można sobie wirtualną skrzynkę >> założyć na necie, nie? > Fizyczne urządzenie wielofunkcyjne, ale jak wpięte (czy w fizyczną linię, > czy w którymś momencie szło to po IP), to nie mam pojęcia. Nie wiem kiedy to było, ale samo posiadanie landline można rozumieć jako osiągnięcie. :D [...] > Teoretycznie prosty format kodowania danych: tag-length-value. Tag > jednobajtowy, to się tagi szybko pokończyły. Spoko, zrobimy tak, żeby > któryś bit (nie pamiętam już teraz szczegółów) oznaczał, że tag jest > dwubajtowy. Tylko niektóre tagi mimo spełniania tego warunku były jednak > jednobajtowe, jeszcze inne były trzybajtowe i też była masa wyjątków > zależnych od wartości i typu karty (te same tagi w standardzie EMV, czyli > wspólnym dla MasterCard i Visy, były parsowane różnie zależnie od tego, > czy była to Visa, czy MasterCard / Maestro). Trochę jak z timezonami. Całe szczęście, że jest ktoś na świecie, kto subskrybuje newsletter o timezonach i uaktualnia bibliotekę, dzięki czemu Ty nie musisz. Ale jak rozumiem, tu nie ma libki i trzeba samemu wchodzić w szczegóły? :) > (...) cenię sobie wygodę, wygodną klawiaturę, duży monitor (w sumie dwa), > mysz (normalną a nie touchpada), wygodny fotel, muzykę na uszach... Shit, ja pracuję na macbooku 13", bez peryferiów, monitor podłączam raz na kwartał. W pokoju do pracy mam najsłabszy internet i nie da się z niego zdzwaniać, więc zwykle siedzę w łóżku, albo na hamaku. :D A i tak najebuję więcej kodu w 4h dziennie niż oni wszyscy z tymi monitorami wypaśnymi :D >> Nawet przez starych znajomych sprzed 20 lat? ;> > Zależy co to za znajomy :) Ale prawda jest taka, że z większością i tak > raczej nie miałbym już o czym rozmawiać. Więc myślisz, że jest w tym coś wyjątkowego, że posty w tym wątku sięgają juz 25kb, a jest to chyba 3-ci albo 4-ty taki wątek? :> -- Winning popularity contests since ’85
Technical Details
Message-ID:
<uefjsi$rn30$1@news.icm.edu.pl>Path:
mbox-mo1.pugleaf.net!news-archive.icm.edu.pl!news.icm.edu.pl!.POSTED.109-206-195-145.host.skynet.net.pl!not-for-mailReferences:
<04112001.6111E2FA@news.pucked.blade> <4bafa03f-5e6f-4f4d-ae22-2a8e851e988f@hooterville.invalid> <uc9l38$11doo$1@news.icm.edu.pl> <f5047ef0-e05b-4d11-8580-784d1178143d@hooterville.invalid>Show Full Headers
Complete Article Headers
Path: mbox-mo1.pugleaf.net!news-archive.icm.edu.pl!news.icm.edu.pl!.POSTED.109-206-195-145.host.skynet.net.pl!not-for-mail From: Puck <puck@dx.one.pl> Newsgroups: alt.pl.garfield Subject: Re: nowy temat Date: Wed, 20 Sep 2023 20:15:14 -0000 (UTC) Organization: Nassau Message-ID: <uefjsi$rn30$1@news.icm.edu.pl> References: <04112001.6111E2FA@news.pucked.blade> <4bafa03f-5e6f-4f4d-ae22-2a8e851e988f@hooterville.invalid> <uc9l38$11doo$1@news.icm.edu.pl> <f5047ef0-e05b-4d11-8580-784d1178143d@hooterville.invalid> Mime-Version: 1.0 Injection-Date: Wed, 20 Sep 2023 20:15:14 -0000 (UTC) Injection-Info: news.icm.edu.pl; posting-host="109-206-195-145.host.skynet.net.pl:109.206.195.145"; logging-data="908384"; mail-complaints-to="usenet@news.icm.edu.pl" User-Agent: Usenapp for MacOS X-Usenapp: v1.27.1/l - Trial License Content-Type: text/plain; charset=UTF-8 Content-Transfer-Encoding: 8bit