Article View: alt.pl.garfield
Article #2944Re: nowy temat
From: Arnold Ziffel
Date: Wed, 20 Sep 2023 15:55
Date: Wed, 20 Sep 2023 15:55
450 lines
23132 bytes
23132 bytes
Puck <puck@dx.one.pl> wrote: >> Z jednej strony tak, z drugiej strony pewnie wiele ludzi zajrzało na GGG i >> po chwili odeszło. Tak jak z innymi miejscami. Też zaglądam w różne >> miejsca, ale większość się "nie przykleja". > > True. Kiedyś byłem nawet na alt.pl.dupa. Nawet jak na moje ówczesne > standardy to było dno :D Tak... :) To inny świat. >> Wtedy w ogóle ten wybór nie był za duży. Bo co tak naprawdę było oprócz >> grup... czaty, IRC? To było, ale dla kogoś na modemie w zasadzie >> niedostępne. Forów też jeszcze nie było. Usenet (i ten globalny, i różne >> prywatne hierarchie, jak GG czy cavern) idealnie się w to wpasował. > > To w ujęciu bardziej technicznym, ale merytorycznie można było się zakręcić > w różnych tematach w ramach powyższych. No i generalnie `pl.*`, nie mówiąc > o wybrykach typu `religia` czy `pregierz` było kulturalne Pręgierz też był kulturalny. To religia i polityka były ściekiem. Potem pręgierz też się ześciekował. > Ja znalazłem pracę jako pewna kontynuacja naszej usenetowej przygody. > Bo ona wyewoluowała trochę. Zacząłem robić miliony stronek grupowych, > potem o ircu, miałem jakąś polską stronę o irssi. Oj, płodny byłem ogólnie. > A jednocześnie zacząłem się kręcić wsród osób, które zajmują się > webmasteringiem szeroko rozumianym. Tu jakieś zlecenie, tam jakiś projekt. > Aż w końcu ktoś mnie polecił do znajomego, który szukał na etat do jakichś > wewnętrznych narzędzi. Poszedłem z ciekawości, zostałem 5 lat. No proszę. Czyli usenet ci pomógł. Moja pierwsza poważna praca też była z Usenetu. Ktoś mnie na apcohu wyhaczył i zaproponował pracę. > A Ty gdybyś poszedł w navi, pewnie musiałbyś się zderzyć ze smutną prawdą, > że ten rynek się skurczył albo zamknął. Przeżywałem to jakieś 10 lat temu > z ludkami od flasha. Nagle, prawie z dnia na dzień, ich skille przestały > być na rynku potrzebne. Dzięki Steve, btw. Tak, prawda. Graficy mają teraz podobnie. Prompterzy ich wypierają. Ale tu opinie są podzielone, jedna osoba mówi tak jak wyżej, a druga wykorzystuje AI w pracy i bardzo sobie chwali. > True. Chociaż ja akurat doceniałem mocno :) Ale myślałem, że znajdę > nowy, nie paląc mostów za sobą po prostu. Swoją drogą idę się jutro > z nimi widzieć, więc chyba nie jest najgorzej :) I jak było? :) >> Ja za pierwszym razem trafiłem do januszeksu (isildura nie liczę, bo to >> była taka zabawa, wypłata była dodatkowym bonusem). Potem do małej firmy o >> dużych aspiracjach (czyli niby nie korpo, ale zachowywała się jak korpo). >> Teraz typowe korpo. Długo się wypalałem, samoocena nie pozwalała mi >> zmienić pracy. Ale w końcu zmieniłem zespół i znowu jest dobrze. > > W naszym wieku to już trzeba powoli szukać takiego miejsca, w którym > spokojnie do emerytury można dociągnać ;) Niby tak, ale ja nadal czuję się młody. Nie czuję tego wieku w żaden sposób. Mentalnie nadal mam 20 kilka lat. >> Ja nie pamiętam na tyle wielu szczegółów, żeby móc mówić o krindżu :) >> Pamiętam spotkania w Rybitwie, nie było w nich nic krindżowego. Chyba że >> mówisz o aktywności online? No to tak, nie lubię siebie z wtedy ;) > > Ja przede wszystkim pamiętam 10% z tego, co się działo. Przeglądam sobie > archiwa, to mi się przypomina. Wyparłeś ;) Ale tak, ja też. Jak się o czymś nie myśli na co dzień, to to ulatuje. > Ale tak, spotkania były spoko. Myślę, że bez nich w ogóle zupełnie > inaczej bym ten okres pamiętał. A do tego ja chyba nieczęsto byłem na > zlocikach innych grup, jeśli w ogóle (albo nie pamiętam). Ja z raz, może dwa. I tak, te zloty też bardzo wiele zmieniły. To był fajny okres. > Nie wiem, czy coś konkretnego. Nauczyłem sie dużo o sieci, komputerach, > programowaniu, co mi pozwoliło wystartować z tym, co robiłem przez > następne 20 lat, więc that's that. > Z drugiej strony miałem tu mnóstwo wsparcia i innych perspektyw, których > niekoniecznie doświadczyłbym w realu. Wsparcia emocjonalnego i po prostu życzliwych ludzi, czy merytorycznego? > Ciężko mi stwierdzić. Na pewno było bardzo intensywnie, dużo się działo, > ale też nie mam żadnej alternatywy do porówniana. Wy byliście dużą i > ważną częścią tego, co się działo. A był to też okres wielu interakcji > i dużej kreatywności. Tego mi brakuje dzisiaj, że jakoś tak nie da się > z dnia na dzień, spontanicznie czegoś stworzyć :) Czasami mam taki > nastrój i próbuję, ale to nie ta skala :D Albo za 20 lat będziesz tak samo wspominał to, co jest teraz :) > No, dobrze jest mieć jakiś taki kompas, który pomaga Ci się moderować :) > Szczególnie w postaci osób wokół Ciebie, którzy wiedzą jakie są Twoje > ciemne strony, ale są w stanie razem pracować, żeby je ograniczać. Tak, zdecydowanie. Do tego osób, którym ufam na tyle, żeby móc się przed nimi otworzyć, odsłonić, a nie zablokować ich próby dotarcia do mnie. >> 18 lat nieskutecznej terapii już mi wystarczy :) 4 terapeutów, każdy się >> po paru latach poddawał. > > Ja mam znajomą, której terapeutka zasugerowała wrócić do swojego > traumatycznego okresu, żeby go przeprocesować. Spotykały się miesiącami > i w którymś momencie zaczęła robić jej healthchecki, żeby nie wychodziła > z sesji zestresowana na cały weekend. Ale nie zaszły na tyle daleko, > żeby jakieś namacalne efekty z tego były. Może trochę świadomości tylko. Ciężko jest przeprocesować coś, czego się tak naprawdę nie pamięta. Ludzie, którzy mieli jedną, konkretną traumę, mają łatwiej, bo mają nad czym pracować. Ja mam wiele drobnych rzeczy, które składały się na większą całość. Inna sprawa, że terapeutka twierdziła, sądząc po objawach, że są to najprawdopodobniej efekty czegoś, co zdarzyło (lub działo się) w wieku 0-3 lat. I ja się z nią generalnie zgadzam. Oczywiście z tego okresu nic nie pamiętam, bo pamiętać, nie mogę, więc jak mogę nad tym pracować? > Ale na spokojnie reagowali, czy u nich tez pojawiały się emocje? Na spokojnie. Jeśli pojawiały się emocje, to potrafili sobie z nimi poradzić, albo dzielili się nimi (to część terapii). Zresztą nie oczekiwałbym niczego innego, jako klient nie jestem od tego, żeby pomóc terapeucie poradzić sobie z jego własnymi emocjami. Od tego ma swoich supervisorów, swoje umiejętności, swoją terapię, swoją sieć wsparcia. > Pomijając kwestię kosztów, to było coś, co było net possitive dla > Ciebie, czy raczej równie dobrze mógłbyś to zamienić na wyjście na piwo > ze znajomymi i nie odczułbyś większej różnicy? Ciężko powiedzieć. Myślę, że w jakimś stopniu tak, ale jakbym wiedział to, co wiem teraz o tym, jak to wyglądało, to nie zdecydowałbym się drugi raz. >>> Ale to pewien paradoks, bo ja mam 15-20 lat doświadczenia w tych >>> obszarach, a ludzie z którymi pracuje często mniej niż połowę tego. >> To niech się uczą :) > > Nie potrzebuję kolejnych argumentów do wywyższania się ;) Bo na końcu > to ja jestem w mniejszości, niedopasowany, źle oceniony. Więc pragmatycznie > wiem, że to jednak ja muszę się dostosować, żeby coś dla siebie osiągnąć. Ale warto równać w dół? > Wyobraź sobie, jak wyglądają moje rekrutacje, jak osoba po drugiej > stronie oczekuje, że będę napalony na nowy ficzer we frameworku, > podczas kiedy ja zastanwiams się czym jest świadomość i jaki jest > nasz cel w tym życiu ;) Może powinieneś zostać filozofem? ;) Ja świadomość widzę jak drzewo, swoją drogą. Ciężko mi to wyjaśnić, po prostu widzę takie drzewo, którego gałęzie symbolizują nasze reakcje na to, co się dzieje (czy w otoczeniu, czy wewnętrznie, w "default state network"). Pomaga zrozumieć DID, które widzę jako po prostu oddzielenie się jednej podgałęzi od swojej główniejszej gałęzi. Ale to tylko moje wyobrażenie. Co do ficzerów itd. to tak, im człowiek jest starszy, tym bardziej ma to w dupie. Nie jest napalony, patrzy pragmatycznie. Albo po prostu ja tak mam. >> Gorzej jak widzę, że po prostu nie łapie i nie ma takiej siły, "nie ma >> takiego bicia", które sprawiłoby, że załapie. Nie załapie i koniec. I >> musisz z taką osobą pracować. To dopiero jest trudne. > > Robota z ludźmi, którzy już myślą, albo chcą myśleć w taki sam sposób > jest tak niewspółmiernie bardziej przyjemna. Nawet nie chodzi o to, że w taki sam sposób, ale po prostu myśleć. > Bez względu na to, jaki reprezentują poziom dzisiaj. Bo jak jest wola, > to można z nimi krok po kroczku przejść tę drogę, przez miesiące albo > lata. To prawda. >> Koty, działka, książki... ostatnio nauka telegrafii... ale takich >> euforycznych wzlotów nie mam. Nigdy nie miałem. Pamiętam jak w podstawówce >> dzieciaki cieszyły się z dobrej oceny, jak skakały z radości. Ja tego >> nigdy nie rozumiałem. Nigdy nie czułem takiego uskrzydlenia, żeby aż mnie >> rozpierało ze szczęścia i chciałbym np. skakać. Czułem po prostu... >> normalne szczęście :D > > To chyba kwestia temperamentu i nie widzę powodu, żeby na siłę dążyć > do tego, jak się zachowują inni (ale też zobacz, że nie wszyscy, ale > tylko część). Może tak być. No i dziś ludzie (już dorośli) raczej nie skaczą z radości :) > Ja w większości też raczej miałem takie moderowane pozytywne uczucia, > potem i te negatywne uspokoiłem. Dzieciaki były takim przełomem. Ale tu > akurat czysta chemia pomaga. W jakim sensie?? > Btw, mój edytor czasami zamienia mi pierwsze słowa wierszu na wielką > literę, nawet jeśli są w środku zdania. Jakiś taki niepociumany jest. Mój nic mi nie zmienia. Nie lubię, jak edytor próbuje być mądrzejszy :) Niech podkreśla to, co uważa, że powinienem zmienić (choć nie podkreśla, ale mógłby), ale nie próbuje robić tego za mnie. Mam klawiaturę, mam oczy, mam backspace, wiem co piszę :) Mogę najwyżej przeoczyć. > Ale i tak jest ciężko, żeby go przekonać? Ja się go trochę boję :D Nadal nie czuję, żebym miał w tym zespole jakąkolwiek istotną pozycję. On ma. > Dopisujesz mu failujące test case'y? ;) Nie. Ale w sumie mógłbym. Tzn. inaczej, jak widzę, że coś jest nie tak, to mówię. > Może macie różną filozofię, którą trzeba przegadać? Np. jeden z Was chce > być ,,bezpieczny na przyszłość" a drugi ,,YAGNI"? Nie, to na szczęście nie to. Filozofię wszyscy wydajemy się mieć podobną. > Damn, HR-y są tak oderwane od realiów. Nawet te takie nowoczesne, > które nie zajmują się tylko twardym HR-em. Te nie są nowoczesne :) > To widać bardzo dobrze w procesach, jak np. onboarding. Kminią sobie jak > go dobrze zrobić, mają wytyczne, procesy, checklisty... Ale nie mają > pojęcia, że managerowie w ogóle ich nie realizują :D Onboarding... ja nie miałem żadnego onboardingu. Tu jest repo, tu jest drugie repo, tu masz wirtualkę do kompilacji, ogarnij sobie, jak czegoś nie będziesz wiedział to pytaj. W sumie na początku trochę próbowali się opiekować (np. "trzeba zrobić taką i taką funkcję, ten-i-ten opowie ci jak ona działa"), ale zanim doszło do opowiedzenia już sobie sam doczytałem w dokumentacji i zrobiłem. Teraz tylko pytają (tak jak wszystkich) czy nic mnie nie blokuje. >> Nasze HRy są ślepe na takie rzeczy jak kury. Zresztą ja dopiero po zmianie >> zespołu zobaczyłem, że może być inaczej. Albo po prostu chodzi o to, że ja >> w tym zespole mam inną, mniej wymagającą, pozycję. > > Myślę, że to powód do zadowolenia. Przynajmniej się HR-y nie mieszają. > Pozycję ,,emerytalną" propsuję ;) Sam takiej szukam. To nie tak, że jest emerytalna. Ta jest ambitniejsza niż poprzednia. Po prostu wiem, że mam się do kogo zwrócić, jak coś mnie przerośnie. Wtedy nie miałem, to ja byłem taką osobą, do której się wszyscy zwracali. Zresztą sam fakt, że robiliśmy pewną funkcjonalność w tajemnicy przed korpo i nie wolno było pytać o nią osób, które oryginalnie ją robiły, żeby się nikt nie przypieprzył, że robimy to po swojemu (a musieliśmy robić to po swojemu, bo oni nie byli w stanie tego zrobić, zwodzili nas miesiącami, a trzeba było w końcu zacząć to sprzedawać) pokazuje skalę patologii, jaka tam była. To kwestia managementu i to nie bezpośredniego, a tego na górze. > Yep. Ciekawe jest myślenie typu near misses. Np. jeśli w czasie review > Ci wychodzą jakieś rzeczy, to już wtedy można się zastanowić jak można > dostosować pracę, uzupełnić wiedzę, wprowadzić rozwiązania systemowe > do tego, żeby więcej nie wychodziły nawet w review. Bo to proces białkowy, > czyli omylny. Tak, zdecydowanie. Człowieka z natury traktuję jako istotę zawodną i omylną. Siebie oczywiście też. Im więcej można zautomatyzować tym lepiej. >> Inna sprawa, że ja nigdy nie ukrywałem swoich błędów. Jak wiedziałem, że >> zawaliłem, to ujawniałem to, poprawiałem, a nie siedziałem z nadzieją, że >> może nikt nie znajdzie. > > Kwestia kultury organizacji. Safe-to-fail jest coraz częstszą wartością > w zespołach, to bardzo dobrze dla wszystkich. Nie wiem jak jest w innych zespołach :) Ale tak, to dobrze. >> (...) Mamy calle między naszym zespołem a innymi zespołami (my robimy >> komunikację, inne zespoły OS, itd.). Jakie były pierwsze słowa na >> najbliższym callu z teamem od OS? "I heard you're the first guy who fried >> the new device". Tak. > > No to będą Cię pamiętać przynajmniej :) Nie wiem czy to dobrze :D >> Tak... "chwal publicznie, gań prywatnie". Tu też są jakieś personalne >> zgrzyty między dwiema osobami (jedną z nich jest ten aspołeczny mózg, >> drugą tester), ale mnie póki co nie dotyczą, więc się nie wychylam. > > Pierdolnie prędzej czy później. Jak Ciebie to wtedy dotknie? Jak pierdolnie to poświęcą testera. Więc w sumie nie wpłynie specjalnie. > Dostałeś pluszowego mikroba? > https://www.giantmicrobes.com/us/products/amoeba.html Dokładnie tego :) >> Patrząc wstecz to mocno toksyczne to było, ale sama pani PM nie >> pozostawała bez winy. Jak na którymś meetingu zgłosiłem jakieś uwagi, to >> po meetingu usłyszałem (i nie omieszkałem tego na kolejnym meetingu >> wykorzystać): "Godzina słuchania pierdolenia (tu moje nazwisko)". O, wspominałem już o tym w innym poście. > Ja na razie mam brak tolerancji dla takich zachowań. Pewnie można > z tym pracować, robić kroczki, ale wolałbym eskalować to do wyjebania > jak najszybciej. Nic dobrego takie osoby nie przynoszą, a psują > tak dużo nerwów, efektywności i atmosfery, że nie warto. Szef był z niej bardzo zadowolony. To był problem. Prywatnie podobno powiedział komuś: "Jest nam narzucona i nic z tym nie możemy zrobić". Za to jak w końcu odeszła, to miałem takiego banana na twarzy, że nic mi tego dnia nie zepsuło humoru. >> Obecny szef jest bardzo miły, ale też nigdy nie rozmawialiśmy o niczym >> osobistym. Chyba najbliższe było to, jak był w szpitalu i wspomniałem >> jednemu z chłopaków, że coś długo go nie ma i że mam nadzieję, że to nic >> poważnego. I jak złożył mi życzenia na urodziny. Nie wiem czy pamiętał, >> czy mu wyskoczyło, ale złożył. Mega miłe to było. > > Nie macie ochoty, żeby wyjść poza ramy roboty? Mam wrażenie, że niektórym > to się dzieje naturalnie, ale może to po prostu ogólnie bardziej społeczne > bestie, wiesz, takie które są ogólnie łatwo lubiane w towarzystwie. Trochę mam, ale Niemcy są bardzo wycofani. Bardziej nawet niż stereotypy mówią. Albo po prostu ci konkretni tacy są :) > Ja myślę, że warto jednak się pomacać czasami :P Ale ja w ogóle staram > się budować wiele analogii pomiędzy różnymi sytuacjami. Tak oto boom pracy > zdalnej i asnychronicznej porównuję np. do naszych pierwszych wymian > usenetowych. Też robiliśmy to asynchronicznie. Ale mieliśmy potrzebę, > żeby się złapać IRL. Bez tego fragmentu, nasze relacje byłyby zupełnie > inne. A w robocie też relacje nami rządzą, więc myślę, że mechanizmy > są podobne. Tak, to prawda. Tylko tu jest jeszcze bariera kilometrów i kraju (choć dopóki nie wywalili Polski z Schengen, to tylko kilometrów). >> To jest spoko, o ile nie jest się do tego zmuszanym. Z panią Amebą byliśmy >> zmuszani. Są zaplanowane dwie godziny i meeting ma trwać dwie godziny. Jak >> nie ma o czym mówić, to pani Ameba chwali się zdjęciami z wakacji lub >> opowiada o martwym łosiu, którego znalazła i nie wie, co ma z nim zrobić. >> >> Pani Ameba, zauważ, a nie reszta. Reszta sobie gra na telefonach, żeby nie >> zasnąć. > > Damn, to taka abstrakcja. Ale to chyba musi brakować jakichś połączeń > u niej w penthousie, żeby nie skumać, że jej historię o martwym łosiu > nie padają na podatny grunt. Czy kumała to, ale ciągnęła pomimo? Nie wiem co ona kumała, wiem że było to za zgodą szefa, który nie widział w tej patologii problemu. Same meetingi nazywały się "zjebka meetingami". Trochę żartobliwie, trochę nie. Teraz meetingi potrafią trwać minutę. "Ktoś coś? Nikt nic? No to nara". >> Można ;) Z drugiej strony faksy są wiecznie żywe np. w policji. Jakieś >> pismo miałem dostać (byłem poszkodowanym w kolizji drogowej), policjant >> miał mój adres do doręczeń (do firmy), więc sobie firmę wygooglował, >> zadzwonił do mnie, że wyśle faks, i wysłał. Pierwszy raz w życiu używałem >> wtedy faksu :) > > Fizycznie miałeś wpięty? Bo pewnie można sobie wirtualną skrzynkę > założyć na necie, nie? Fizyczne urządzenie wielofunkcyjne, ale jak wpięte (czy w fizyczną linię, czy w którymś momencie szło to po IP), to nie mam pojęcia. > To smutne jest. Ale ma to też drugą stronę, taką passive-agressive. Jeśli > nie chcesz czegoś robić, a jednocześnie chcesz być miły, delikatnie > odwracasz sprawę tak, żeby wymagała odrobiny chociaż pracy od zlecającego. > Wiesz, chociażby jakieś wnikliwe pytania o edge-case'y bez odpowiedzi > na które nie możesz zacząć. No i response pewnie będzie ten sam... A to tak, to się też praktykuje czasem :) > Yep. More: > > http://beza1e1.tuxen.de/lore/index.html Thx, zapisałem do przejrzenia. >> Pewnie tak samo jak w paymencie ;) (google: iso8583... dramatyczny staroć >> i wciąż dramatycznie powszechnie używany) > > Ano. Wolę unikać, nie jestem mentalnie kompatybilny z poprzednim stuleciem. Ja lubię dłubać w takich rzeczach, ale w tym przypadku to jest faktycznie dłubanina i miliardy wyjątków. Co prowadzi nas do TLV (i jest związane ze wspomnianym ISO8583, bo tagi w tym formacie lecą m.in. w polu 55, czasem też w innych). Generalnie w ten sposób przekazujesz dane do i z karty płatniczej (tzn. pod spodem masz jeszcze protokół APDU i całą listę różnych komend, ale mniejsza z tym, bo drugi EMV Book wyjdzie). Teoretycznie prosty format kodowania danych: tag-length-value. Tag jednobajtowy, to się tagi szybko pokończyły. Spoko, zrobimy tak, żeby któryś bit (nie pamiętam już teraz szczegółów) oznaczał, że tag jest dwubajtowy. Tylko niektóre tagi mimo spełniania tego warunku były jednak jednobajtowe, jeszcze inne były trzybajtowe i też była masa wyjątków zależnych od wartości i typu karty (te same tagi w standardzie EMV, czyli wspólnym dla MasterCard i Visy, były parsowane różnie zależnie od tego, czy była to Visa, czy MasterCard / Maestro). Długość też mogła być jednobajtowa lub dwubajtowa, ale to już było ustandaryzowane (najstarszy bit to kodował). Ile z tym rzeźby było, żeby po prostu prawidłowo sparsować ciąg bajtów i prawidłowo powyciągać z niego tagi. Cieszę się, że już się tym nie zajmuję. Przynajmniej testy certyfikacyjne były bardzo szczegółowe i wyłapywały możliwie dużo błędów (już na etapie precertyfikacji, bo za samą certyfikację się płaci). > Miałem kiedyś niewielkiego iPada, do którego dodałem sobie case'a z > klawiaturą. Ona była tej samej wielkości co iPad, więc logistycznie > nie utrudniała, a dawała mega wygodę w stosunku do ekranowej. I właśnie > pamiętam, że używałem tego sporo do developmentu przez ssh. A potem > mi się znudziło. ;) To jest jakaś opcja. Byle tylko miała wszystkie potrzebne klawisze. Ale ja takich wynalazków używam tylko awaryjnie. W domu cenię sobie wygodę, wygodną klawiaturę (której hałas doprowadza dziewczynę do szału), duży monitor (w sumie dwa), mysz (normalną a nie touchpada), wygodny fotel, muzykę na uszach... >>> Tak, Signal jest spięty z numerem tel. Co jest o tyle fajne, że >>> relatywnie łatwo jest znaleźć ludzi. >> I tu się pojawia konflikt interesów, bo ja wcale nie chcę być znajdowany >> ;) > > Nawet przez starych znajomych sprzed 20 lat? ;> Zależy co to za znajomy :) Ale prawda jest taka, że z większością i tak raczej nie miałbym już o czym rozmawiać. -- Gdzie kojarza się dobrane pary? W akademiku! Przed pierwszym kazdego miesiaca studentka jest gola, student ma dlugi.
Technical Details
Message-ID:
<f5047ef0-e05b-4d11-8580-784d1178143d@hooterville.invalid>Path:
mbox-mo1.pugleaf.net!news-archive.icm.edu.pl!news.icm.edu.pl!news.chmurka.net!.POSTED.s.v.chmurka.net!not-for-mailReferences:
<04112001.6111E2FA@news.pucked.blade> <6b7462cc-a2b1-415a-97f3-46bda24d2bad@hooterville.invalid> <uc71t6$t2l5$1@news.icm.edu.pl> <4bafa03f-5e6f-4f4d-ae22-2a8e851e988f@hooterville.invalid> <uc9l38$11doo$1@news.icm.edu.pl>Show Full Headers
Complete Article Headers
Path: mbox-mo1.pugleaf.net!news-archive.icm.edu.pl!news.icm.edu.pl!news.chmurka.net!.POSTED.s.v.chmurka.net!not-for-mail
From: arnold@hooterville.invalid (Arnold Ziffel)
Newsgroups: alt.pl.garfield
Subject: Re: nowy temat
Date: Wed, 20 Sep 2023 15:55:05 -0000 (UTC)
Organization: news.chmurka.net
Message-ID: <f5047ef0-e05b-4d11-8580-784d1178143d@hooterville.invalid>
References: <04112001.6111E2FA@news.pucked.blade> <6b7462cc-a2b1-415a-97f3-46bda24d2bad@hooterville.invalid> <uc71t6$t2l5$1@news.icm.edu.pl> <4bafa03f-5e6f-4f4d-ae22-2a8e851e988f@hooterville.invalid> <uc9l38$11doo$1@news.icm.edu.pl>
NNTP-Posting-Host: s.v.chmurka.net
MIME-Version: 1.0
Injection-Date: Wed, 20 Sep 2023 15:55:05 -0000 (UTC)
Injection-Info: news.chmurka.net; posting-account="arnold"; posting-host="s.v.chmurka.net:172.24.44.20"; logging-data="32295"; mail-complaints-to="abuse-news.(at).chmurka.net"
User-Agent: tin/2.6.1-20211226 ("Convalmore") (Linux/5.15.32-v7+ (armv7l))
Cancel-Lock: sha1:x5ZSwZWbe6leoPw4fRa+NoWD7js= sha1:/bGCRVA7qC1k5taIu93+sFYdDTM= sha256:6nfqz2GvIzhf5L3ZYZ5MLn6hYGueQQJiqlheBfErSQ4= sha1:au5Czcm6C3rY3I+1P77nDDOBWnc= sha256:8GrWMPPMACldLaY2IA4b+30Rz0Xe1ZsuLRxK/0bjT2g=
Content-Type: text/plain; charset=UTF-8
Content-Transfer-Encoding: 8bit