🚀 go-pugleaf

RetroBBS NetNews Server

Inspired by RockSolid Light RIP Retro Guy

Thread View: alt.pl.fan.trzypion
48 messages
48 total messages Started by wildcat17 Mon, 09 Feb 2004 19:22
Raz na serio...
#10310
Author: wildcat17
Date: Mon, 09 Feb 2004 19:22
13 lines
1449 bytes
Od godziny opowiadają jak to mają zamiar strasznie ukarać adwokata 
rodzin marynarzy poszkodowanych w katastrofie "Heweliusza" bo jego 
działania doprowadziły do przeterminowania roszczeń...
I teraz ja mam takie pytanie - głównie do Radka, nie ukrywam - żeby do 
tego doprowadzić to chyba trzeba zaniechać jakichkolwiek działań?
Bo gdyby to nie było celowe to raczej miałby szansę na przedużenie czasu 
potrzebnego do zamknięcia sprawy?
Nie znam się na tym i dlatego wolę się upewnić czy naprawdę mozna się 
pozbyć resztek wątpliwości że ten facet wziął za to żeby sprawie łeb 
ukręcić..

-- 
Wildcat
Re: Raz na serio...
#10311
Author: Radomir Szaraniec
Date: Mon, 09 Feb 2004 21:32
38 lines
2909 bytes
wildcat17 wrote:

> Od godziny opowiadają jak to mają zamiar strasznie ukarać adwokata 
> rodzin marynarzy poszkodowanych w katastrofie "Heweliusza" bo jego 
> działania doprowadziły do przeterminowania roszczeń...

Przedawnienia. Przeterminowany to może być sok porzeczkowy.

> I teraz ja mam takie pytanie - głównie do Radka, nie ukrywam - żeby do 
> tego doprowadzić to chyba trzeba zaniechać jakichkolwiek działań?
> Bo gdyby to nie było celowe to raczej miałby szansę na przedużenie czasu 
> potrzebnego do zamknięcia sprawy?

Wcale nie trzeba w ogóle zaniechać jakichkolwiek działań. Ba! Można 
działać ile wlezie: słać dziesiątki pism, negocjować miesiącami, 
wymieniać setki telefonów. Generalnie robić dużo, bardzo dużo. Wystarczy 
jednak, że druga strona nie uzna roszczenia, a adwokat nie uda się z 
pozwem do sądu.

> Nie znam się na tym i dlatego wolę się upewnić czy naprawdę mozna się 
> pozbyć resztek wątpliwości że ten facet wziął za to żeby sprawie łeb 
> ukręcić..

Po pierwsze- nie znam sprawy, więc nie będę się wypowiadał [ w 
odróznieniu od niektórych, jak nie wiem o co chodzi, nie znam się na 
czymś lub nie znam stanu sprawy, to się nie wypowiadam ]. Po wtóre- nie 
zawsze przedawnienie jest robotą adwokata. Mogło być, że klienci się nie 
dogadali, chcieli więcej niż druga strona chciała dać, nie dostarczyli 
wymaganych dokumentów, nie udzielili pełnomocnictwa we właściwym 
zakresie lub formie. Mogło się zdarzyć dziesiątki rzeczy.

Zresztą ja się dziwię tym ludziom, bo nie wierzę, żeby adwokat był takim 
  świetnym manipulatorem, aby do końca wodzić ich za nos. Z własnego 
doświadczenia wiem, że kiedy adwokat [ czasem nie ze swej winy ] jest 
nieskuteczny [ czyt.: nie ma efektów, jakich by ludzie chcieli, a 
czasami chcą cuda niewidy ], to bardzo szybko jest zmieniany.

rmszar
Re: Raz na serio...
#10312
Author: Adam Płaszczyca
Date: Tue, 10 Feb 2004 08:12
18 lines
1850 bytes
On Mon, 09 Feb 2004 22:32:05 +0100, Radomir Szaraniec
<rmszarUSUN@cicero.law.uj.edu.pl> wrote:

>
>Zresztą ja się dziwię tym ludziom, bo nie wierzę, żeby adwokat był takim 
>  świetnym manipulatorem, aby do końca wodzić ich za nos. Z własnego 
>doświadczenia wiem, że kiedy adwokat [ czasem nie ze swej winy ] jest 
>nieskuteczny [ czyt.: nie ma efektów, jakich by ludzie chcieli, a 
>czasami chcą cuda niewidy ], to bardzo szybko jest zmieniany.

Jesli masz do czynienia z tłumem, to manipulacja jest łatwa. Dlatego
na przykład mamy d...krację. 
-- 
     ___________ (R)
    /_  _______      Adam 'Trzypion' Płaszczyca (+48 502) 122 688
  ___/ /_  ___       ul. Ludwiki 1 m. 74, 01-226 Warszawa
 _______/ /_     IRC: _555, http://trzypion.oldfield.org.pl/wieliczka/
___________/     mail: _555@irc.pl UIN: 4098313 GG: 3524356
Re: Raz na serio...
#10313
Author: Radomir Szaraniec
Date: Thu, 19 Feb 2004 19:51
14 lines
1549 bytes
Adam Płaszczyca wrote:

> Jesli masz do czynienia z tłumem, to manipulacja jest łatwa. Dlatego
> na przykład mamy d...krację. 

Nie wiem Adamie jak u Ciebie, ale u mnie całkiem dobrze z myśleniem, 
nawet jeśli jestem "w tłumie". I czuję, kiedy ktoś mnie robi w wała, 
nawet jeśli jestem "w tłumie".

Poza tym mógłbyś mi wyjaśnić ile dla Ciebie to "tłum"? Zwłaszcza, że 
każdym w tym "tłumie" ma konkretny, indywidualny interes? Czy znów 
będziesz głupio odpisywał.

rmszar
Re: Raz na serio...
#10314
Author: Adam Płaszczyca
Date: Sat, 21 Feb 2004 22:40
27 lines
2252 bytes
On Thu, 19 Feb 2004 20:51:10 +0100, Radomir Szaraniec
<rmszarUSUN@cicero.law.uj.edu.pl> wrote:

>Nie wiem Adamie jak u Ciebie, ale u mnie całkiem dobrze z myśleniem, 
>nawet jeśli jestem "w tłumie". I czuję, kiedy ktoś mnie robi w wała, 
>nawet jeśli jestem "w tłumie".

Socjologia się kłania. Łatwiej jest przekonać tłum do głupiej rzeczy
niż pojedynczych ludzi.


>Poza tym mógłbyś mi wyjaśnić ile dla Ciebie to "tłum"? Zwłaszcza, że 
>każdym w tym "tłumie" ma konkretny, indywidualny interes? Czy znów 
>będziesz głupio odpisywał.

Masz grupę poszkodowanych. Muszą oni najpierw się sami poprzekonywać,
że adwokad odwala kichę, a potem dopiero myśleć o działaniu. Czas
leci. Nawet jako częśc tej grupy musisz tracić czas na przekonywanie
głupców, że coś nie gra.

Kiedy jesteś sam Twoej działąnia stają sie bardziej rozsądne.
-- 
     ___________ (R)
    /_  _______      Adam 'Trzypion' Płaszczyca (+48 502) 122 688
  ___/ /_  ___       ul. Ludwiki 1 m. 74, 01-226 Warszawa
 _______/ /_     IRC: _555, http://trzypion.oldfield.org.pl/wieliczka/
___________/     mail: _555@irc.pl UIN: 4098313 GG: 3524356
Re: Raz na serio...
#10315
Author: Radomir Szaraniec
Date: Sun, 22 Feb 2004 02:02
65 lines
4539 bytes
Adam Płaszczyca wrote:

> Masz grupę poszkodowanych. Muszą oni najpierw się sami poprzekonywać,
> że adwokad odwala kichę, a potem dopiero myśleć o działaniu. Czas
> leci. Nawet jako częśc tej grupy musisz tracić czas na przekonywanie
> głupców, że coś nie gra.
> 
> Kiedy jesteś sam Twoej działąnia stają sie bardziej rozsądne.

Szanowny Panie Mecenasie!

Nie wiem, ile już zbiorowych pozwów [ to znaczy takich, w których 
klientami jest grupa liczaca co najmniej 3 osoby tudzież inne podmioty ] 
Pan Mecenas obsługiwał. Sądząc z wypowiedzi było ich całe mnóstwo. Ja 
niestety jedynie pięć takich przypadków miałem. Zapewne zbyt mała to 
liczba, żeby móc głos zabierać, jednak pokuszę się o podzielenie się z 
Szanownym Panem Mecenasem swoimi spostrzeżeniami.

Jest ich niewiele, ale...

1. Kiedy w grę wchodzą pieniądze, tak te, które można wygrać, jak i te, 
które mecenasom trzeba zapłacić, ludzie bywają bardzo zainteresowani. Za 
każdym razem, kiedy z poruczeń różnych moich pryncypałów prowadziłem 
sprawy zbiorowe, miałem w tygodniu średnio po jednym telefonie od każdej 
osoby pt. "I cóż tam panie Radku słychać w mojej sprawie? Jakieś postępy?".

2. Co ciekawe każdy z członków grupy, nawet mającej zbieżne, jesli nie 
te same interesy, piolnie baczy, czy aby nie jest gorzej obsługiwany, 
niż reszta grupy, choć częściej, czy aby ktoś nie jest obsługiwany od 
tej osoby lepiej.

3. Nic nie dają grupowe zebrania, w celu wyjaśnienia sytuacji 
procesowej, uzyskania koniecznej zgody na posunięcia czy pisma. poza 
zreferowaniem sprawy na takich spotkaniach, trzeba każdemu członkowi 
grupy sprawe zreferować indywidualnie.

4. Zawsze trafi się jedna aktywna, ba! NADaktywna osoba [ najczęściej 
jakaś rzutka kobieta ], która sprawdza po trzykroć każde słowo, każdą 
literę pisma czy przepisu, a na koniec wyskakuje ze swoim genialnym 
pomysłem, bądź z opinią "którą, wie pan, usłyszałam od innego, znajomego 
prawnika, on mówił tak:...".

5. Często grupa ląduje po wizycie w kilku innych kancelariach, bywa, że 
z tak skopanym stanem faktycznym, że nikt już nic nie poradzi i nie 
wywalczy tego, co grupa chce. Tak miałem w przypadku wykupu 
nieruchomości pod ten najnowszy kawałek obwodnicy. Ludzie najpierw 
sprzedali części działek, a potem dopiero wykombinowali, że w zasadzie 
to oni chcieliby sprzedac resztę. Z tym, że ówczesna Agencja Budowy i 
Eksploatacji Autosrtrad wypięła się na nich, bo miała, co chciała. Jaja 
były niezłe, spotykałem się z róznymi panami dyrektorami, raz nawet na 
samym placu budowy [ klienci chcieli, cobym własną piersią bronił wjazdu 
ciężkim maszynom ]. No ale to temat na zupełnie inny wątek.

Generalnie: ludzie przy sprawach sądowych nie zachowują się jak bydło, a 
przynajmniej nie wszyscy. I jeśli znajdzie się w grupie choć jedna osoba 
myśląca, która patrzy na ręce mecenasowi, to musi być niezły magik z 
mecenasa, żeby taką osobę wodzić za nos, w dodatku przez 10 lat.

Mam nadzieję, Szanowny Panie Mecenasie, że podzieli się Pan ze mną 
swoimi doświadczeniami w prowadzeniu takich spraw. Mniemam, że 
doświadczenie Pana Mecenasa w takich sprawach jest dużo, dużo większe od 
mojego.

Z wyrazami szacunku
rmszar
Re: Raz na serio...
#10316
Author: Adam Płaszczyca
Date: Sun, 22 Feb 2004 11:15
48 lines
3568 bytes
On Sun, 22 Feb 2004 03:02:18 +0100, Radomir Szaraniec
<rmszarUSUN@cicero.law.uj.edu.pl> wrote:

>2. Co ciekawe każdy z członków grupy, nawet mającej zbieżne, jesli nie 
>te same interesy, piolnie baczy, czy aby nie jest gorzej obsługiwany, 
>niż reszta grupy, choć częściej, czy aby ktoś nie jest obsługiwany od 
>tej osoby lepiej.
>
>3. Nic nie dają grupowe zebrania, w celu wyjaśnienia sytuacji 
>procesowej, uzyskania koniecznej zgody na posunięcia czy pisma. poza 
>zreferowaniem sprawy na takich spotkaniach, trzeba każdemu członkowi 
>grupy sprawe zreferować indywidualnie.
>
>4. Zawsze trafi się jedna aktywna, ba! NADaktywna osoba [ najczęściej 
>jakaś rzutka kobieta ], która sprawdza po trzykroć każde słowo, każdą 
>literę pisma czy przepisu, a na koniec wyskakuje ze swoim genialnym 
>pomysłem, bądź z opinią "którą, wie pan, usłyszałam od innego, znajomego 
>prawnika, on mówił tak:...".

>5. Często grupa ląduje po wizycie w kilku innych kancelariach, bywa, że 
>z tak skopanym stanem faktycznym, że nikt już nic nie poradzi i nie 
>wywalczy tego, co grupa chce. Tak miałem w przypadku wykupu 
>nieruchomości pod ten najnowszy kawałek obwodnicy. Ludzie najpierw 
>sprzedali części działek, a potem dopiero wykombinowali, że w zasadzie 
>to oni chcieliby sprzedac resztę. Z tym, że ówczesna Agencja Budowy i 
>Eksploatacji Autosrtrad wypięła się na nich, bo miała, co chciała. Jaja 
>były niezłe, spotykałem się z róznymi panami dyrektorami, raz nawet na 
>samym placu budowy [ klienci chcieli, cobym własną piersią bronił wjazdu 
>ciężkim maszynom ]. No ale to temat na zupełnie inny wątek.

I tu własnie potwierdziłeś to, co napisałem. 


>Generalnie: ludzie przy sprawach sądowych nie zachowują się jak bydło, a 
>przynajmniej nie wszyscy. I jeśli znajdzie się w grupie choć jedna osoba 
>myśląca, która patrzy na ręce mecenasowi, to musi być niezły magik z 
>mecenasa, żeby taką osobę wodzić za nos, w dodatku przez 10 lat.

Zaprzeczyłeś tutaj temu, co napisałeś w trzech powyższych punktach.



-- 
     ___________ (R)
    /_  _______      Adam 'Trzypion' Płaszczyca (+48 502) 122 688
  ___/ /_  ___       ul. Ludwiki 1 m. 74, 01-226 Warszawa
 _______/ /_     IRC: _555, http://trzypion.oldfield.org.pl/wieliczka/
___________/     mail: _555@irc.pl UIN: 4098313 GG: 3524356
Re: Raz na serio...
#10321
Author: wildcat17
Date: Sun, 22 Feb 2004 12:57
19 lines
1742 bytes
Użytkownik Adam Płaszczyca napisał:
> On Thu, 19 Feb 2004 20:51:10 +0100, Radomir Szaraniec
> <rmszarUSUN@cicero.law.uj.edu.pl> wrote:
> 
> 
>>Nie wiem Adamie jak u Ciebie, ale u mnie całkiem dobrze z myśleniem, 
>>nawet jeśli jestem "w tłumie". I czuję, kiedy ktoś mnie robi w wała, 
>>nawet jeśli jestem "w tłumie".
> 
> 
> Socjologia się kłania. Łatwiej jest przekonać tłum do głupiej rzeczy
> niż pojedynczych ludzi.

Vide wojna.
Każdy pojedynczo mówi że jest czymś najgorszym na świecie a wystarczy 
jeden oszołom zeby cały naród zakrzyknął o jej konieczności...
Chciał, nie chciał ale tu się zgodzę...
-- 
Wildcat
Re: Raz na serio...
#10332
Author: wildcat17
Date: Sun, 22 Feb 2004 12:57
43 lines
2828 bytes
Użytkownik Radomir Szaraniec napisał:
> wildcat17 wrote:
> 
>> Od godziny opowiadają jak to mają zamiar strasznie ukarać adwokata 
>> rodzin marynarzy poszkodowanych w katastrofie "Heweliusza" bo jego 
>> działania doprowadziły do przeterminowania roszczeń...
> 
> 
> Przedawnienia. Przeterminowany to może być sok porzeczkowy.

Wiedziałam że używam nieprawidłowego słówka ale postanowiłam się nie 
poddawać mimo sklerozy..;)


>> I teraz ja mam takie pytanie - głównie do Radka, nie ukrywam - żeby do 
>> tego doprowadzić to chyba trzeba zaniechać jakichkolwiek działań?
>> Bo gdyby to nie było celowe to raczej miałby szansę na przedużenie 
>> czasu potrzebnego do zamknięcia sprawy?
> 
> 
> Wcale nie trzeba w ogóle zaniechać jakichkolwiek działań. Ba! Można 
> działać ile wlezie: słać dziesiątki pism, negocjować miesiącami, 
> wymieniać setki telefonów. Generalnie robić dużo, bardzo dużo. Wystarczy 
> jednak, że druga strona nie uzna roszczenia, a adwokat nie uda się z 
> pozwem do sądu.


Właśnie. O ile dobrze kojarzę to nawet jeśli strony uporczywie nie mogą 
się dogadać to sąd może podjąć decyzję o przedłużeniu terminu.
Dlatego dziwię się że tak ważna sprawa skończyła się tak banalnie.

(ciap)
> Zresztą ja się dziwię tym ludziom, bo nie wierzę, żeby adwokat był takim 
>  świetnym manipulatorem, aby do końca wodzić ich za nos. Z własnego 
> doświadczenia wiem, że kiedy adwokat [ czasem nie ze swej winy ] jest 
> nieskuteczny [ czyt.: nie ma efektów, jakich by ludzie chcieli, a 
> czasami chcą cuda niewidy ], to bardzo szybko jest zmieniany.

Podejrzewam ze to różnie bywa. Jeśli jest w miarę przekonujący albo nie 
informuje ich w pełni o sytuacji to pewnie jakies szanse celowego 
położenia sprawy ma.
-- 
Wildcat
Re: Raz na serio...
#10317
Author: Radomir Szaraniec
Date: Sun, 22 Feb 2004 21:58
11 lines
1459 bytes
Adam Płaszczyca wrote:

> I tu własnie potwierdziłeś to, co napisałem. 

Doprawdy? Nie zauważyłem.

> Zaprzeczyłeś tutaj temu, co napisałeś w trzech powyższych punktach.

Czyżby ostatnio firma ufundowała Ci kurs czytania inaczej?

rmszar
Re: Raz na serio...
#10322
Author: Radomir Szaraniec
Date: Sun, 22 Feb 2004 21:59
12 lines
1592 bytes
wildcat17 wrote:

> Vide wojna.
> Każdy pojedynczo mówi że jest czymś najgorszym na świecie a wystarczy 
> jeden oszołom zeby cały naród zakrzyknął o jej konieczności...
> Chciał, nie chciał ale tu się zgodzę...

Dzika, o czym Wy z Adamem piszecie? O _grupie_ ludzi, która ma wspólny 
interes i wspólną sprawę sądową, czy o _tłumie_? Zdecydujcie się, czy 
chodzi Wam o małą czy o duża grupę społeczną.

rmszar
Re: Raz na serio...
#10334
Author: Radomir Szaraniec
Date: Sun, 22 Feb 2004 22:08
32 lines
2512 bytes
wildcat17 wrote:

> Właśnie. O ile dobrze kojarzę to nawet jeśli strony uporczywie nie mogą 
> się dogadać to sąd może podjąć decyzję o przedłużeniu terminu.
> Dlatego dziwię się że tak ważna sprawa skończyła się tak banalnie.

Słucham? Jeśli chodzi Ci o przywrócenie terminu, to może być 
przywrócoiny tylko termin _procesowy_ [ do dokonania jakiejś czynności 
procesowej, ale tylko w ściśle określonych przypadkach, w których nie 
mieści się "niedogadanie się" grupy powodów ], a nie _materialny_, a 
takim terminem jest termin przedawnienia roszczenia.

Poza tym dla kogo ta sprawa była ważna? Dla mnie nie, podejrzewam, że 
dla większości grupowiczów również.

> Podejrzewam ze to różnie bywa. Jeśli jest w miarę przekonujący albo nie 
> informuje ich w pełni o sytuacji to pewnie jakies szanse celowego 
> położenia sprawy ma.

Przez 10 lat? Naprawdę- musiałby być mistrzem manipulacji, żeby jeśli 
petenci chcą uzyskac odszkodowania uwalić samemu sprawę. Albo 
poszkodowani byli wyjątkowo niepozbieraną grupą ludzi. Jak już pisałem- 
z mojego doświadczenia wynika, że ciężko jest robić myki przed 
kilkuosobową, kilkunastoosobową grupą przez tak długi czas. Po prostu 
jak chodzi o kasę, to ludzie potrafią dochodzić swojego.

No ale mecenas Płaszczyca ma inne doświadczenia, choć nie chce się nimi 
podzielić. Pewnie to głeboka tajemnica zawodowa. :)

rmszar

rmszar
Re: Raz na serio...
#10319
Author: Radomir Szaraniec
Date: Mon, 23 Feb 2004 09:20
12 lines
1492 bytes
wildcat17 napisała:
 
> Wiem że to wredne ale kocham jak mu to robisz niezaleznie od tego ile
> razy już to widziałam...;>

Czyżbyś myślała, że ja to złośliwie? No wiesz?! Jak możesz! Przecież ja
to serio, ja naprawdę czuję duży respekt w stosunku do mojego starszego
kolegi po fachu, do jego szerokiej wiedzy i ogromnego doświadczenia. 

A fe! Wstydź się.

rmszar
Re: Raz na serio...
#10324
Author: Radomir Szaraniec
Date: Mon, 23 Feb 2004 09:27
10 lines
1408 bytes
wildcat17 napisała:
 
> No jak zwykle dyskusja nam zdryfowała..
> Nic nowego...

Zaraz zdryfowała. Po prostu Adam rzucił przykład, który co prawda nijak
ma się do dyskutowanego problemu, ale potwierdza głoszone przez niego
tezy. Ale zgodzę się- nic nowego.

rmszar
Re: Raz na serio...
#10318
Author: wildcat17
Date: Mon, 23 Feb 2004 09:28
15 lines
1336 bytes
Użytkownik Radomir Szaraniec napisał:
> Adam Płaszczyca wrote:
(ciap)
> Szanowny Panie Mecenasie!
(ciap)
> Z wyrazami szacunku
> rmszar


Wiem że to wredne ale kocham jak mu to robisz niezaleznie od tego ile 
razy już to widziałam...;>


-- 
Wildcat
Re: Raz na serio...
#10323
Author: wildcat17
Date: Mon, 23 Feb 2004 10:15
18 lines
1670 bytes
Użytkownik Radomir Szaraniec napisał:
> wildcat17 wrote:
> 
>> Vide wojna.
>> Każdy pojedynczo mówi że jest czymś najgorszym na świecie a wystarczy 
>> jeden oszołom zeby cały naród zakrzyknął o jej konieczności...
>> Chciał, nie chciał ale tu się zgodzę...
> 
> 
> Dzika, o czym Wy z Adamem piszecie? O _grupie_ ludzi, która ma wspólny 
> interes i wspólną sprawę sądową, czy o _tłumie_? Zdecydujcie się, czy 
> chodzi Wam o małą czy o duża grupę społeczną.

No jak zwykle dyskusja nam zdryfowała..
Nic nowego...

-- 
Wildcat
Re: Raz na serio...
#10325
Author: Adam Płaszczyca
Date: Mon, 23 Feb 2004 11:47
16 lines
1866 bytes
On Sun, 22 Feb 2004 22:59:54 +0100, Radomir Szaraniec
<rmszarUSUN@cicero.law.uj.edu.pl> wrote:

>Dzika, o czym Wy z Adamem piszecie? O _grupie_ ludzi, która ma wspólny 
>interes i wspólną sprawę sądową, czy o _tłumie_? Zdecydujcie się, czy 
>chodzi Wam o małą czy o duża grupę społeczną.

Grupa ludzi mająca wspólny interes = tłum.

Takim tłumem można bardzo łatwo manipulować. 
-- 
     ___________ (R)
    /_  _______      Adam 'Trzypion' Płaszczyca (+48 502) 122 688
  ___/ /_  ___       ul. Ludwiki 1 m. 74, 01-226 Warszawa
 _______/ /_     IRC: _555, http://trzypion.oldfield.org.pl/wieliczka/
___________/     mail: _555@irc.pl UIN: 4098313 GG: 3524356
Re: Raz na serio...
#10333
Author: Adam Płaszczyca
Date: Mon, 23 Feb 2004 11:49
22 lines
2260 bytes
On Sun, 22 Feb 2004 23:08:26 +0100, Radomir Szaraniec
<rmszarUSUN@cicero.law.uj.edu.pl> wrote:

>Przez 10 lat? Naprawdę- musiałby być mistrzem manipulacji, żeby jeśli 
>petenci chcą uzyskac odszkodowania uwalić samemu sprawę. Albo 
>poszkodowani byli wyjątkowo niepozbieraną grupą ludzi. Jak już pisałem- 
>z mojego doświadczenia wynika, że ciężko jest robić myki przed 
>kilkuosobową, kilkunastoosobową grupą przez tak długi czas. Po prostu 
>jak chodzi o kasę, to ludzie potrafią dochodzić swojego.

I co mogą zrobić? Najwyżej zmienić adwokata. Tylko jeśli sam zmienisz,
to sam musisz zapłacić. I tu prawdopodobnie leży pies pogrzebany.
Wdowy po marynarzach uznały, że lepiej będzie wspólny pozew wnieśc, bo
wtedy zapłaca per capita mniej, bo tylko jedno honorarium. 
A przecież etyka prawnika to takie coś, co pozwala kase brac za to, że
się nic nie zrobiło. 
-- 
     ___________ (R)
    /_  _______      Adam 'Trzypion' Płaszczyca (+48 502) 122 688
  ___/ /_  ___       ul. Ludwiki 1 m. 74, 01-226 Warszawa
 _______/ /_     IRC: _555, http://trzypion.oldfield.org.pl/wieliczka/
___________/     mail: _555@irc.pl UIN: 4098313 GG: 3524356
Re: Raz na serio...
#10326
Author: Radomir Szaraniec
Date: Mon, 23 Feb 2004 12:02
16 lines
1767 bytes
Adam Płaszczyca napisał:
 
> Grupa ludzi mająca wspólny interes = tłum.

Zaiste Adamie, jakże wspaniała i pojemna definicja. I wszystko da się
dowieść. Grunt, to dobre i ścisłe definicje.
 
> Takim tłumem można bardzo łatwo manipulować.

Wiesz to z doświadczenia? Rozumiem, że nie chcesz się nim dzielić. Tak,
tak- konkurencja, doskonale kolegę rozumiem. Ale może choć ogólnikowo
opiszesz swoje doświadczenia w manipulowaniu klientami, których sprawy
prowadziłeś? No choćby jednej, tyciej sprawy, nie musisz streszczać
pozostałych, bo nie wątpię, że było ich całe mnóstwo.

rmszar
Re: Raz na serio...
#10320
Author: wildcat17
Date: Mon, 23 Feb 2004 12:05
24 lines
1843 bytes
Użytkownik Radomir Szaraniec napisał:
> wildcat17 napisała:
>  
> 
>>Wiem że to wredne ale kocham jak mu to robisz niezaleznie od tego ile
>>razy już to widziałam...;>
> 
> 
> Czyżbyś myślała, że ja to złośliwie? No wiesz?! Jak możesz! Przecież ja
> to serio, ja naprawdę czuję duży respekt w stosunku do mojego starszego
> kolegi po fachu, do jego szerokiej wiedzy i ogromnego doświadczenia. 


Ależ skąd! Toż napisałam że wredne to tylko z mojej strony bo czepiam 
się ilości! A to że go doceniasz aż tak bardzo to naprawde kocham! ;D


> A fe! Wstydź się.

Już się czerwienię...
Wybacz Wasza Rad(e)kalność...

-- 
Wildcat
Re: Raz na serio...
#10336
Author: Radomir Szaraniec
Date: Mon, 23 Feb 2004 12:22
32 lines
2596 bytes
Adam Płaszczyca napisał:
 
> I co mogą zrobić? Najwyżej zmienić adwokata. Tylko jeśli sam zmienisz,
> to sam musisz zapłacić. I tu prawdopodobnie leży pies pogrzebany.
> Wdowy po marynarzach uznały, że lepiej będzie wspólny pozew wnieśc, bo
> wtedy zapłaca per capita mniej, bo tylko jedno honorarium.

Znaczy się, że jak się raz umówiły na jakiegoś adwokata, to już żadną
miarą na innego adwokata się umówić nie zdołają, nawet jak zobaczą, że
dotychczasowy adwokat nic nie robi, bo przecież podpisały cyrograf
własną krwią na skórze wołu. Nie da się, prawda? Ty byś też tak nie
zrobił? Pacta sunt servanda. Do bólu i aż po grób lub przedawnienie.

Albo Adamie uważasz te wdowy za idiotki, albo sam chcesz, żeby Ciebie za
idiotę uważać.  

> A przecież etyka prawnika to takie coś, co pozwala kase brac za to, że
> się nic nie zrobiło.

Rozumiem, że prócz rozlicznych talentów: prawnika, teoretyka fizyka,
specjalisty od podatków i ekonomii, jesteś do tego jasnowidzem, co to
cudze umysły przenika i wie, jak było w tamtej sprawie. Jak już na
wstępie pisałem- ja nie wiem i nie twierdzę, że na pewno było tak a tak.
Tobie albo nie przeszkadza, że nie masz o sprawie bladego pojęcia ani
nie posiadasz podobnych doświadczeń, albo też masz pełną o zdarzeniu
wiedzę, skoro takie kategoryczne sądy wyrażasz.

Jest jeszcze jedna możliwość, że wyrażasz swoje prawdy ogólne i
powszechne, płaszczycyzmami przeze mnie zwanymi. Zapomniałem, że nikt
tak nie zna prawników, jak Ty.

rmszar
Re: Raz na serio...
#10327
Author: Adam Płaszczyca
Date: Mon, 23 Feb 2004 14:42
29 lines
2538 bytes
On Mon, 23 Feb 2004 13:02:10 +0100, Radomir Szaraniec
<rmszarUSUN@cicero.law.uj.edu.pl> wrote:

>> Grupa ludzi mająca wspólny interes = tłum.
>
>Zaiste Adamie, jakże wspaniała i pojemna definicja. I wszystko da się
>dowieść. Grunt, to dobre i ścisłe definicje.

Masz lepszą? 

>> Takim tłumem można bardzo łatwo manipulować.
>
>Wiesz to z doświadczenia? Rozumiem, że nie chcesz się nim dzielić. Tak,
>tak- konkurencja, doskonale kolegę rozumiem. Ale może choć ogólnikowo
>opiszesz swoje doświadczenia w manipulowaniu klientami, których sprawy
>prowadziłeś? No choćby jednej, tyciej sprawy, nie musisz streszczać
>pozostałych, bo nie wątpię, że było ich całe mnóstwo.

Nie jestem prawnikiem, marketingowcem, ani Kłamcą. Nie muszę, ani nie
chcę manipulować. POtrafię wszak zauważyć manipulację jakie codziennie
się odbywają. 
Przykładowo manipulacja prawników 'to ja jeszcze to i to zrobię dla
dobra sprawy i to będzie tyle kosztowało'.
-- 
     ___________ (R)
    /_  _______      Adam 'Trzypion' Płaszczyca (+48 502) 122 688
  ___/ /_  ___       ul. Ludwiki 1 m. 74, 01-226 Warszawa
 _______/ /_     IRC: _555, http://trzypion.oldfield.org.pl/wieliczka/
___________/     mail: _555@irc.pl UIN: 4098313 GG: 3524356
Re: Raz na serio...
#10335
Author: Adam Płaszczyca
Date: Mon, 23 Feb 2004 14:43
52 lines
3679 bytes
On Mon, 23 Feb 2004 13:22:18 +0100, Radomir Szaraniec
<rmszarUSUN@cicero.law.uj.edu.pl> wrote:

>
>Znaczy się, że jak się raz umówiły na jakiegoś adwokata, to już żadną
>miarą na innego adwokata się umówić nie zdołają, nawet jak zobaczą, że
>dotychczasowy adwokat nic nie robi, bo przecież podpisały cyrograf
>własną krwią na skórze wołu. Nie da się, prawda? Ty byś też tak nie
>zrobił? Pacta sunt servanda. Do bólu i aż po grób lub przedawnienie.

Ależ moga zmienić. Ale gromadnie. I tutaj masz schody. Jesteś jedną z
wdów. Uwazasz (osobiście), że prawnik daje d... Żeby zmienić adwokata
masz dwie możliwości:
1. Olać pozew zbiorowy i występować indywidualnie, czyli zapłacić z
własnej kieszeni adwokatowi, na co Cię nie stać.
2. Przekonywać inne wdowy, że adwokad daje d.... co jest , jak sam
zauwazyłeś, dośc trudnym zadaniem.

To własnie pokazuje, że decyzje tłumu są gorsze od indywidualnych.
Dlatego d...kracja jest do d....

>Albo Adamie uważasz te wdowy za idiotki, albo sam chcesz, żeby Ciebie za
>idiotę uważać.  
Wystarczy, że nei znają sie na prawie. A prawnicy dbają o to, żeby na
prawie nie mógł się znać ktokolwiek inny poz nimi samymi.


>> A przecież etyka prawnika to takie coś, co pozwala kase brac za to, że
>> się nic nie zrobiło.
>
>Rozumiem, że prócz rozlicznych talentów: prawnika, teoretyka fizyka,
>specjalisty od podatków i ekonomii, jesteś do tego jasnowidzem, co to
>cudze umysły przenika i wie, jak było w tamtej sprawie. Jak już na
>wstępie pisałem- ja nie wiem i nie twierdzę, że na pewno było tak a tak.
>Tobie albo nie przeszkadza, że nie masz o sprawie bladego pojęcia ani
>nie posiadasz podobnych doświadczeń, albo też masz pełną o zdarzeniu
>wiedzę, skoro takie kategoryczne sądy wyrażasz.
>
>Jest jeszcze jedna możliwość, że wyrażasz swoje prawdy ogólne i
>powszechne, płaszczycyzmami przeze mnie zwanymi. Zapomniałem, że nikt
>tak nie zna prawników, jak Ty.

W odróżnieniu od Ciebie widziałem jak prawnicy z usmiechem posyłali
komornika do swych klientów po to, żeby z obdartego z majątku klienta,
do czego prawnik się walnie przyczynił zedrzeć to, co 'ię należy'. 

-- 
     ___________ (R)
    /_  _______      Adam 'Trzypion' Płaszczyca (+48 502) 122 688
  ___/ /_  ___       ul. Ludwiki 1 m. 74, 01-226 Warszawa
 _______/ /_     IRC: _555, http://trzypion.oldfield.org.pl/wieliczka/
___________/     mail: _555@irc.pl UIN: 4098313 GG: 3524356
Re: Raz na serio...
#10337
Author: Radomir Szaraniec
Date: Tue, 24 Feb 2004 09:02
48 lines
3510 bytes
Adam Płaszczyca napisał:
 
> Ależ moga zmienić. Ale gromadnie. I tutaj masz schody. Jesteś jedną z
> wdów. Uwazasz (osobiście), że prawnik daje d... Żeby zmienić adwokata
> masz dwie możliwości:
> 1. Olać pozew zbiorowy i występować indywidualnie, czyli zapłacić z
> własnej kieszeni adwokatowi, na co Cię nie stać.

Spokojnie. Znam adwokatów lub radców prawnych, którzy nie biorą od razu
gór złota, a jedynie zaliczką na koszty [ też nie dużą ] i potem
odbijają sobie na kosztach zastępstwa adwokackiego [ przy sporym
odszkodowaniu, jeśli się uda wygrać, kasa może być duża ]. 

> 2. Przekonywać inne wdowy, że adwokad daje d.... co jest , jak sam
> zauwazyłeś, dośc trudnym zadaniem.

Przepraszam, gdzie ja to zauważyłem? Proszę o cytat. Bardzo proszę.
 
> To własnie pokazuje, że decyzje tłumu są gorsze od indywidualnych.
> Dlatego d...kracja jest do d....

Oj, Adasiu, Adasiu. Świstak siedzi i zawija je w te sreberka. My tu o
sprawach sądowych, gdzie chodzi o kasę, a Ty zaraz o demokracji. Ech...
w szkole realnej musieli za dużo dialektyki stosować.
 
> Wystarczy, że nei znają sie na prawie. A prawnicy dbają o to, żeby na
> prawie nie mógł się znać ktokolwiek inny poz nimi samymi.

Za dużo książek fantasy się naczytałeś. 
 
> W odróżnieniu od Ciebie widziałem jak prawnicy z usmiechem posyłali
> komornika do swych klientów po to, żeby z obdartego z majątku klienta,
> do czego prawnik się walnie przyczynił zedrzeć to, co 'ię należy'.

W odróżnieniu od Ciebie widziałem prawnika, który prowadził za darmo
sprawę 11-osobowej rodziny, która miała być eksmitowana z dwóch bud na
miejscu których stoi dziś obwodnica, którą być może czasem pomykasz do
Wieliczki, za które to budy było tak śmieszne odszkodowanie, że nawet na
kawalerkę w Hucie by nie starczyło. Ja mu pomagałem. Może nie uwierzysz,
ale część rodziny dostała mieszkania w TBS'ie z zasobów gminy [ nie
musieli płacić wkładu partycypacyjnego i mają zmniejszony czynsz ], a za
mieszkanie dla babci z córką i wnuczką z porażeniem mózgowym płaci gmina
i województwo. I prawnik nie wziął ani grosza. A mi za robotę płacił,
tak samo za paliwo, taksówki, telefony i artykuły biurowe.

Po raz któryś z kolei napiszę Ci- uogólnienia najczęściej są kłamliwe.

rmszar
Re: Raz na serio...
#10328
Author: Radomir Szaraniec
Date: Tue, 24 Feb 2004 09:09
22 lines
2020 bytes
Adam Płaszczyca napisał:
 
> Masz lepszą?

Grupa ludzi mająca wspólny interes, nawzajem się znająca, mająca wspólny
cel = grupa ludzi mająca wspólny interes.

Masa ludzi, w której poszczególna jednostka nie związana bezpośrednio
jakimś interesem, pokrewieństwem lub innymi rodzajami związków z _każdą_
pozostałą jednostką wchodzącą w skład tej masy, których członkowie mają
często sprzeczne ze sobą cele i interesy = tłum. 

Poza tym: grupa = niewielka ilośc ludzi; tłum = bardzo duża liczba
ludzi.
 
> Nie jestem prawnikiem, marketingowcem, ani Kłamcą. Nie muszę, ani nie

No tak, zapomniałem. Jesteś Wszechwiedzącym. Zatem chyba nie ma sensu
kolejna dyskusja w tym temacie. Ty wiesz, a z Twoją wiedzą nie mam co
dyskutować.

rmszar
Re: Raz na serio...
#10381
Author: Radomir Szaraniec
Date: Tue, 24 Feb 2004 10:35
46 lines
3317 bytes
wildcat17 napisała:
 
> A czy przypadkiem ten facet widząc że ludzie nie mogą się dogadać nie
> powinien delikatnie zasugerować albo złożyć sprawę do sądu żeby nie
> stracić możliwości przedłużenia?
> Sorry ale zwyczajnie usiłuję zrozumieć cokolwiek...

Nie wiem. Nie znam gościa, nie znam sprawy. Pamiętam za to, jak kiedyś w
kancelarii mieliśmy zebranie malusiej wspólnotki mieszkaniowej. I
próbowaliśmy delikatnie babciom i dziadkom zasugerować optymalne
rozwiązanie. Oj, co to się działo. Nic tak nie jednoczy skłóconych
staruszków jak wspólny wróg. :)

Po prostu mam za mało informacji, ba! nie mam żadnych informacji, poza
tym, że sprawa się przedawniła. Można tak spekulować długo- czyja wina.
Mecenasa? Powodów? Sądu? Nie wiem. Być może nie mieli na opłacenie wpisu
od sprawy [ jeśli odszkodowania szły w setki tysięcy złotych, może nawet
miliony złotych, to musieliby zebrać nawet ze 100 tys. zł na wpis, to
jest maksymalny wpis ], a sąd ich nie chciał zwolnić od kosztów w
całości lub części? Być może mecenas nawalił? Być może manipulował? Być
może nie mogli dojść do zgody między sobą? Być może druga strona
zwlekała, stosując uniki [ niby że ugoda, potem zerwać, potem znowu
zaproponować i tak można się bawić ]?

Nie mam takiej pewności, jak Adam, co się tam stało. Może jego się
zapytaj? On wie. :)
 
> Wiesz. Używając odpowiedniej formy to można całe społeczeństwa
> zasugerować na całe lata..
> Nigdy nie można wykluczyć że facet był bardzo przekonujący...
> A ludzie nieświadomi tematu całkowicie...

Hmmmm... zastanów się, co Ty byś zrobiła, gdyby coś się ciągnęło w
nieskończoność. I zastanów się, dlaczego nie mieliby tego czegoś zrobić
inni. Czy uważasz, podobnie jak Adam, że to idioci, którzy by na to nie
wpadli, czy może uważasz, że jesteś nadzwyczaj inteligentna i na coś
wpadłaś, a reszta ludzi by nie wpadła?
 
> Czy Tobie to też aby w trwały uraz nie idzie? ;>

Eeeeeee... skąd. Szczerze powiedziawszy wypowiedzi Adama o prawnikach i
prawie bawią mnie do pewnego momentu, potem stają się nudne [ w końcu
raz na jakiś czas można się pośmiać z odgrzanego żartu, byleby nie za
często ].

rmszar
Re: Raz na serio...
#10380
Author: wildcat17
Date: Tue, 24 Feb 2004 11:49
51 lines
3115 bytes
Użytkownik Radomir Szaraniec napisał:
> wildcat17 wrote:
> 
>> Właśnie. O ile dobrze kojarzę to nawet jeśli strony uporczywie nie 
>> mogą się dogadać to sąd może podjąć decyzję o przedłużeniu terminu.
>> Dlatego dziwię się że tak ważna sprawa skończyła się tak banalnie.
> 
> 
> Słucham? Jeśli chodzi Ci o przywrócenie terminu, to może być 
> przywrócoiny tylko termin _procesowy_ [ do dokonania jakiejś czynności 
> procesowej, ale tylko w ściśle określonych przypadkach, w których nie 
> mieści się "niedogadanie się" grupy powodów ], a nie _materialny_, a 
> takim terminem jest termin przedawnienia roszczenia.


No o tą informację mi chodziło.
A czy przypadkiem ten facet widząc że ludzie nie mogą się dogadać nie 
powinien delikatnie zasugerować albo złożyć sprawę do sądu żeby nie 
stracić możliwości przedłużenia?
Sorry ale zwyczajnie usiłuję zrozumieć cokolwiek...


> Poza tym dla kogo ta sprawa była ważna? Dla mnie nie, podejrzewam, że 
> dla większości grupowiczów również.
> 
>> Podejrzewam ze to różnie bywa. Jeśli jest w miarę przekonujący albo 
>> nie informuje ich w pełni o sytuacji to pewnie jakies szanse celowego 
>> położenia sprawy ma.
> 
> 
> Przez 10 lat? Naprawdę- musiałby być mistrzem manipulacji, żeby jeśli 
> petenci chcą uzyskac odszkodowania uwalić samemu sprawę. Albo 
> poszkodowani byli wyjątkowo niepozbieraną grupą ludzi. Jak już pisałem- 
> z mojego doświadczenia wynika, że ciężko jest robić myki przed 
> kilkuosobową, kilkunastoosobową grupą przez tak długi czas. Po prostu 
> jak chodzi o kasę, to ludzie potrafią dochodzić swojego.


Wiesz. Używając odpowiedniej formy to można całe społeczeństwa 
zasugerować na całe lata..
Nigdy nie można wykluczyć że facet był bardzo przekonujący...
A ludzie nieświadomi tematu całkowicie...


> No ale mecenas Płaszczyca ma inne doświadczenia, choć nie chce się nimi 
> podzielić. Pewnie to głeboka tajemnica zawodowa. :)

Czy Tobie to też aby w trwały uraz nie idzie? ;>

-- 
Wildcat
Re: Raz na serio...
#10329
Author: Adam Płaszczyca
Date: Tue, 24 Feb 2004 14:02
28 lines
2349 bytes
On Tue, 24 Feb 2004 10:09:43 +0100, Radomir Szaraniec
<rmszarUSUN@cicero.law.uj.edu.pl> wrote:

>Adam Płaszczyca napisał:
> 
>> Masz lepszą?
>
>Grupa ludzi mająca wspólny interes, nawzajem się znająca, mająca wspólny
>cel = grupa ludzi mająca wspólny interes.

To masz spółkę. Kłopot jest w wtym znaniu się. 

>> Nie jestem prawnikiem, marketingowcem, ani Kłamcą. Nie muszę, ani nie
>
>No tak, zapomniałem. Jesteś Wszechwiedzącym. Zatem chyba nie ma sensu
>kolejna dyskusja w tym temacie. Ty wiesz, a z Twoją wiedzą nie mam co
>dyskutować.
>

Nie jestem. Za to Ty notorycznie stwierdzasz z przekonaniem, że jestem
wszechwiedzący. I cały czas twierdzenie to, bezpodstawnie utrzymujesz
:)
-- 
     ___________ (R)
    /_  _______      Adam 'Trzypion' Płaszczyca (+48 502) 122 688
  ___/ /_  ___       ul. Ludwiki 1 m. 74, 01-226 Warszawa
 _______/ /_     IRC: _555, http://trzypion.oldfield.org.pl/wieliczka/
___________/     mail: _555@irc.pl UIN: 4098313 GG: 3524356
Re: Raz na serio...
#10338
Author: Adam Płaszczyca
Date: Tue, 24 Feb 2004 14:06
90 lines
5633 bytes
On Tue, 24 Feb 2004 10:02:20 +0100, Radomir Szaraniec
<rmszarUSUN@cicero.law.uj.edu.pl> wrote:

>> 1. Olać pozew zbiorowy i występować indywidualnie, czyli zapłacić z
>> własnej kieszeni adwokatowi, na co Cię nie stać.
>
>Spokojnie. Znam adwokatów lub radców prawnych, którzy nie biorą od razu
>gór złota, a jedynie zaliczką na koszty [ też nie dużą ] i potem
>odbijają sobie na kosztach zastępstwa adwokackiego [ przy sporym
>odszkodowaniu, jeśli się uda wygrać, kasa może być duża ]. 

Trzeba mieś tą 'niedużą' zaliczkę na koszty. 

>> 2. Przekonywać inne wdowy, że adwokad daje d.... co jest , jak sam
>> zauwazyłeś, dośc trudnym zadaniem.
>
>Przepraszam, gdzie ja to zauważyłem? Proszę o cytat. Bardzo proszę.

<CITE>
3. Nic nie dają grupowe zebrania, w celu wyjaśnienia sytuacji 
procesowej, uzyskania koniecznej zgody na posunięcia czy pisma. poza 
zreferowaniem sprawy na takich spotkaniach, trzeba każdemu członkowi 
grupy sprawe zreferować indywidualnie.

4. Zawsze trafi się jedna aktywna, ba! NADaktywna osoba [ najczęściej 
jakaś rzutka kobieta ], która sprawdza po trzykroć każde słowo, każdą 
literę pisma czy przepisu, a na koniec wyskakuje ze swoim genialnym 
pomysłem, bądź z opinią "którą, wie pan, usłyszałam od innego,
znajomego 
prawnika, on mówił tak:...".

5. Często grupa ląduje po wizycie w kilku innych kancelariach, bywa,
że 
z tak skopanym stanem faktycznym, że nikt już nic nie poradzi i nie 
wywalczy tego, co grupa chce. Tak miałem w przypadku wykupu 
nieruchomości pod ten najnowszy kawałek obwodnicy. Ludzie najpierw 
sprzedali części działek, a potem dopiero wykombinowali, że w zasadzie
to oni chcieliby sprzedac resztę. Z tym, że ówczesna Agencja Budowy i 
Eksploatacji Autosrtrad wypięła się na nich, bo miała, co chciała.
Jaja 
były niezłe, spotykałem się z róznymi panami dyrektorami, raz nawet na
samym placu budowy [ klienci chcieli, cobym własną piersią bronił
wjazdu 
ciężkim maszynom ]. No ale to temat na zupełnie inny wątek.
</CITE>

Bozum iryk.

>> To własnie pokazuje, że decyzje tłumu są gorsze od indywidualnych.
>> Dlatego d...kracja jest do d....
>
>Oj, Adasiu, Adasiu. Świstak siedzi i zawija je w te sreberka. My tu o
>sprawach sądowych, gdzie chodzi o kasę, a Ty zaraz o demokracji. Ech...
>w szkole realnej musieli za dużo dialektyki stosować.

Gdziekolwiek tłum ma podjąć decyzje, to jest to decyzja przynosząca
gorsze skutki od wypadkowej skutków wielu decyzji podjetych przez
poszczególnych ludzi z tłumu indywidualnie. 

>> Wystarczy, że nei znają sie na prawie. A prawnicy dbają o to, żeby na
>> prawie nie mógł się znać ktokolwiek inny poz nimi samymi.
>Za dużo książek fantasy się naczytałeś. 
Za dużo aktów prawnych, uzasadnień wyroków i pism procesowych. 

>> W odróżnieniu od Ciebie widziałem jak prawnicy z usmiechem posyłali
>> komornika do swych klientów po to, żeby z obdartego z majątku klienta,
>> do czego prawnik się walnie przyczynił zedrzeć to, co 'ię należy'.
>
>W odróżnieniu od Ciebie widziałem prawnika, który prowadził za darmo
>sprawę 11-osobowej rodziny, która miała być eksmitowana z dwóch bud na
>miejscu których stoi dziś obwodnica, którą być może czasem pomykasz do
>Wieliczki, za które to budy było tak śmieszne odszkodowanie, że nawet na
>kawalerkę w Hucie by nie starczyło. Ja mu pomagałem. Może nie uwierzysz,
>ale część rodziny dostała mieszkania w TBS'ie z zasobów gminy [ nie
>musieli płacić wkładu partycypacyjnego i mają zmniejszony czynsz ], a za
>mieszkanie dla babci z córką i wnuczką z porażeniem mózgowym płaci gmina
>i województwo. I prawnik nie wziął ani grosza. A mi za robotę płacił,
>tak samo za paliwo, taksówki, telefony i artykuły biurowe.
>
>Po raz któryś z kolei napiszę Ci- uogólnienia najczęściej są kłamliwe.

Wyjątek, który regułę potwierdza. Przypadków p.t. płać kliencie, choć
sprawę spierdzieliłem znam kilka. 

-- 
     ___________ (R)
    /_  _______      Adam 'Trzypion' Płaszczyca (+48 502) 122 688
  ___/ /_  ___       ul. Ludwiki 1 m. 74, 01-226 Warszawa
 _______/ /_     IRC: _555, http://trzypion.oldfield.org.pl/wieliczka/
___________/     mail: _555@irc.pl UIN: 4098313 GG: 3524356
Re: Raz na serio...
#10382
Author: Adam Płaszczyca
Date: Tue, 24 Feb 2004 14:08
25 lines
2158 bytes
On Tue, 24 Feb 2004 11:35:33 +0100, Radomir Szaraniec
<rmszarUSUN@cicero.law.uj.edu.pl> wrote:

>
>Hmmmm... zastanów się, co Ty byś zrobiła, gdyby coś się ciągnęło w
>nieskończoność. I zastanów się, dlaczego nie mieliby tego czegoś zrobić
>inni. Czy uważasz, podobnie jak Adam, że to idioci, którzy by na to nie
>wpadli, czy może uważasz, że jesteś nadzwyczaj inteligentna i na coś
>wpadłaś, a reszta ludzi by nie wpadła?


Oni zrobili jeden błąd - uwierzyli takim jak Ty, co to wszem głoszą,
że prawnicy to mili ludzie, co to pomogą, kasy nei wezma, bo to prawie
altruiści. No i że nie oszukają, bo to ludzie z prawem się parający,
czyli prawi. 

Inaczej mówiąc - uwierzyli w marketing prawniczy.


-- 
     ___________ (R)
    /_  _______      Adam 'Trzypion' Płaszczyca (+48 502) 122 688
  ___/ /_  ___       ul. Ludwiki 1 m. 74, 01-226 Warszawa
 _______/ /_     IRC: _555, http://trzypion.oldfield.org.pl/wieliczka/
___________/     mail: _555@irc.pl UIN: 4098313 GG: 3524356
Re: Raz na serio...
#10330
Author: Radomir Szaraniec
Date: Tue, 24 Feb 2004 14:40
15 lines
1869 bytes
Adam Płaszczyca napisał:
 
> To masz spółkę. Kłopot jest w wtym znaniu się.

Jesli spółką jest każda grupa ludzi, która ma wspólny cel i interes,
niekoniecznie gospodarczy, to tak. Możesz nazywać grupę spółką. Czy
zatem według Ciebie spółka jest tłumem?
 
> Nie jestem. Za to Ty notorycznie stwierdzasz z przekonaniem, że jestem
> wszechwiedzący. I cały czas twierdzenie to, bezpodstawnie utrzymujesz

Widać takie wrażenie we mnie wywołujesz. Chylę czoła przed niezachwianą
kategorycznością Twoich opinii.

rmszar
Re: Raz na serio...
#10339
Author: Radomir Szaraniec
Date: Tue, 24 Feb 2004 15:02
97 lines
5949 bytes
Adam Płaszczyca napisał:
 
> Trzeba mieś tą 'niedużą' zaliczkę na koszty.

Kto nie ma miedzi, ten na dupie siedzi. Napisałem niedużą, bo chodziło
mi o niedużą w moim rozumieniu. Nie wiem, co Ty rozumiesz pod pojęciem
"nieduża" [ podobnie jak pod pojęciem "grupa" ], być może np. 20 tys.
zł. 

Kurs czytania: lekcja 1.
 
> <CITE>
> 3. Nic nie dają grupowe zebrania, w celu wyjaśnienia sytuacji
> procesowej, uzyskania koniecznej zgody na posunięcia czy pisma. poza
> zreferowaniem sprawy na takich spotkaniach, trzeba każdemu członkowi
> grupy sprawe zreferować indywidualnie.

W powyższym akapicie autor miał na myśli, że każdy z członków grupy, z
którymi ator miał do czynienia, poza dowiedzeniem się o stanie sprawy na
ogólnych zebraniach, musiał to samo usłyszeć indywidualnie. Nie oznacza
to, że nie zrozumiał, co się do niego mówiło przy całej grupie.
 
Kurs czytania: lekcja 2.

> 4. Zawsze trafi się jedna aktywna, ba! NADaktywna osoba [ najczęściej
> jakaś rzutka kobieta ], która sprawdza po trzykroć każde słowo, każdą
> literę pisma czy przepisu, a na koniec wyskakuje ze swoim genialnym
> pomysłem, bądź z opinią "którą, wie pan, usłyszałam od innego,
> znajomego
> prawnika, on mówił tak:...".

Tu zaś autor miał na myśli, że zdarzają się osoby wysoce nieufne, które
zawsze _dokładnie_ sprawdzają adwokata i jego poczynania. Nie oznacza
to, że osoby te są niekomunikatywne, bądź nie da się z nimi dogadać. One
doskonale zdają sobie sprawę z tego, co się do nich mówi. Po prostu
strzegą swoich interesów w myśl zasady: "strzeżonego Pan Bóg strzeże" i
"lepiej na zimne dmuchać". 
 
Kurs czytania: lekcja 3.

> 5. Często grupa ląduje po wizycie w kilku innych kancelariach, bywa,
> że
> z tak skopanym stanem faktycznym, że nikt już nic nie poradzi i nie
> wywalczy tego, co grupa chce. Tak miałem w przypadku wykupu
> nieruchomości pod ten najnowszy kawałek obwodnicy. Ludzie najpierw
> sprzedali części działek, a potem dopiero wykombinowali, że w zasadzie
> to oni chcieliby sprzedac resztę. Z tym, że ówczesna Agencja Budowy i
> Eksploatacji Autosrtrad wypięła się na nich, bo miała, co chciała.
> Jaja
> były niezłe, spotykałem się z róznymi panami dyrektorami, raz nawet na
> samym placu budowy [ klienci chcieli, cobym własną piersią bronił
> wjazdu
> ciężkim maszynom ]. No ale to temat na zupełnie inny wątek.
> </CITE>

W tym akapicie autor miał na mysli, że często nie jest winą adwokata,
który prowadzi sprawę, że stan faktyczny jest zagmatwany. Często więc to
nie przez adwokata spawa jest przegrana, a przez działania mandantów,
uprzednie bądź zdziałane w trakcie prowadzenia sprawy przez adwokata.

Drogie dzieci, pora na wnioski. Nigdzie w zacytowanych ustępach nie ma
słowa o tym, że przekonywanie innych osób z grupy, której jesteśmy
członkami i która ma wspólny cel i interes, jest zadaniem ciężkim.
Powyższe ustępy odnoszą się jedynie do kontaktów na linii: zleceniodawcy
<-> zleceniobiorca, więc oczywistym jest, że nie ma w nich mowy o
stosunkach miedzy zleceniodawcami, a już w szczególności o tym, że nie
mogą się oni sami między sobą dogadać. Więcej, słowa: "często grupa
ląduje po wizycie w kilku innnych kancelariach" mogą sugerować, że grupa
jest w stanie zmobilizować się do przeniesienia się od jednego, do
drugiego prawnika, a nawet, że nie sprawie jej to większych trudności,
gdy nie jest zadowolona z wyników.

Kochane dzieci, po certyfikat ukończenia kursu zgłoście się jutro.
 
> Gdziekolwiek tłum ma podjąć decyzje, to jest to decyzja przynosząca
> gorsze skutki od wypadkowej skutków wielu decyzji podjetych przez
> poszczególnych ludzi z tłumu indywidualnie.

Taaaaa... Zwłaszcza gdy tłum postanawia np. kogoś spalić. Identyczna
decyzja [ spalić kogoś ] podjęta przez każdego z członków tłumu,
przynosi lepsze rezultaty [ więcej spalonych ].

Jeszcze raz- ja o małych grupach, Ty o tłumie. Powiedz mi, czy któryś
nauczyciel dialektykę to wam w podstawówce łopatą do głowy wbijał?

Zadanie domowe- postaw Adamie małą fabrykę, własnymi środkami, sam.
Pytanie, czy uda Ci się to lepiej, niż grupie, która się zbierze, żeby
ją postawić i będzie w tym celu wspólnie działać.
 
> Wyjątek, który regułę potwierdza. Przypadków p.t. płać kliencie, choć
> sprawę spierdzieliłem znam kilka.

Czy ja już pisałem, że Ty wiesz i z Twoją wiedzą nie ma co dyskutować?
Chyba tak. Dzika- to jest właśnie ten moment, gdzie wszechwiedza Adama
przestaje być zabawna i staje się nudna.

rmszar
Re: Raz na serio...
#10383
Author: Radomir Szaraniec
Date: Tue, 24 Feb 2004 15:08
25 lines
2298 bytes
Adam Płaszczyca napisał:
 
> Oni zrobili jeden błąd - uwierzyli takim jak Ty, co to wszem głoszą,
> że prawnicy to mili ludzie, co to pomogą, kasy nei wezma, bo to prawie
> altruiści. No i że nie oszukają, bo to ludzie z prawem się parający,
> czyli prawi.

Gdzie ja to głoszę? Rozumiem, że jak Ty piszesz o jakichś przypadkach,
to jest reguła, norma itp., bo Ty wiesz [ Szanowny Pan Mecenas czytał
przecież wyroki i ich uzasadnienia, a także pisma procesowe w takiej
liczbie, że to co ja napisałem i przeczytałem, to niech się schowa ]. A
jeśli ja piszę o przypadkach, które nie zgadzają się z tezą, to są to
"wyjątki potwierdzające regułę" lub marketing prawniczy. Niech będzie.
Nie wypada mi się spierać.

Może ciężko to zrozumieć, ale są prawnicy normalni i szuje, są lekarze,
którzy łapówek nie biorą, i tacy, którzy zaszyją narzędzia operacyjne w
brzuchu i jeszcze każą dać sutą kopertę, że są Adamowie, którzy kradną i
gwałcą, ale można znaleźć i takich, którzy nigdy w życiu żadnego
wykroczenia nie popełnili. 

Chociaż nie, tu nie ma co rozumieć. Tu nie trzeba niczego rozumieć,
wszak to się nie zgadza z tezą :) .

rmszar
Re: Raz na serio...
#10346
Author: Radomir Szaraniec
Date: Tue, 24 Feb 2004 15:15
100 lines
6161 bytes
Adam Płaszczyca napisał:
 
> Trzeba mieś tą 'niedużą' zaliczkę na koszty.

Kto nie ma miedzi, ten na dupie siedzi. Napisałem niedużą, bo chodziło
mi o niedużą w moim rozumieniu. Nie wiem, co Ty rozumiesz pod pojęciem
"nieduża" [ podobnie jak pod pojęciem "grupa" ], być może np. 20 tys.
zł. 

Kurs czytania: lekcja 1.
 
> <CITE>
> 3. Nic nie dają grupowe zebrania, w celu wyjaśnienia sytuacji
> procesowej, uzyskania koniecznej zgody na posunięcia czy pisma. poza
> zreferowaniem sprawy na takich spotkaniach, trzeba każdemu członkowi
> grupy sprawe zreferować indywidualnie.

W powyższym akapicie autor miał na myśli, że każdy z członków grupy, z
którymi ator miał do czynienia, poza dowiedzeniem się o stanie sprawy na
ogólnych zebraniach, musiał to samo usłyszeć indywidualnie. Nie oznacza
to, że nie zrozumiał, co się do niego mówiło przy całej grupie.
Najczęsciej wynikało to z tego, że chcieli poczuć, że są traktowani
indywidualnie. Jakoś tak szczególnie, nie zaś jak zwykły członek
większej grupy. Ponoć psychologia ma na to wyjaśnienie.
 
Kurs czytania: lekcja 2.

> 4. Zawsze trafi się jedna aktywna, ba! NADaktywna osoba [ najczęściej
> jakaś rzutka kobieta ], która sprawdza po trzykroć każde słowo, każdą
> literę pisma czy przepisu, a na koniec wyskakuje ze swoim genialnym
> pomysłem, bądź z opinią "którą, wie pan, usłyszałam od innego,
> znajomego
> prawnika, on mówił tak:...".

Tu zaś autor miał na myśli, że zdarzają się osoby wysoce nieufne, które
zawsze _dokładnie_ sprawdzają adwokata i jego poczynania. Nie oznacza
to, że osoby te są niekomunikatywne, bądź nie da się z nimi dogadać. One
doskonale zdają sobie sprawę z tego, co się do nich mówi. Po prostu
strzegą swoich interesów w myśl zasady: "strzeżonego Pan Bóg strzeże" i
"lepiej na zimne dmuchać". 
 
Kurs czytania: lekcja 3.

> 5. Często grupa ląduje po wizycie w kilku innych kancelariach, bywa,
> że
> z tak skopanym stanem faktycznym, że nikt już nic nie poradzi i nie
> wywalczy tego, co grupa chce. Tak miałem w przypadku wykupu
> nieruchomości pod ten najnowszy kawałek obwodnicy. Ludzie najpierw
> sprzedali części działek, a potem dopiero wykombinowali, że w zasadzie
> to oni chcieliby sprzedac resztę. Z tym, że ówczesna Agencja Budowy i
> Eksploatacji Autosrtrad wypięła się na nich, bo miała, co chciała.
> Jaja
> były niezłe, spotykałem się z róznymi panami dyrektorami, raz nawet na
> samym placu budowy [ klienci chcieli, cobym własną piersią bronił
> wjazdu
> ciężkim maszynom ]. No ale to temat na zupełnie inny wątek.
> </CITE>

W tym akapicie autor miał na mysli, że często nie jest winą adwokata,
który prowadzi sprawę, że stan faktyczny jest zagmatwany. Często więc to
nie przez adwokata spawa jest przegrana, a przez działania mandantów,
uprzednie bądź zdziałane w trakcie prowadzenia sprawy przez adwokata.

Drogie dzieci, pora na wnioski. Nigdzie w zacytowanych ustępach nie ma
słowa o tym, że przekonywanie innych osób z grupy, której jesteśmy
członkami i która ma wspólny cel i interes, jest zadaniem ciężkim.
Powyższe ustępy odnoszą się jedynie do kontaktów na linii: zleceniodawcy
<-> zleceniobiorca, więc oczywistym jest, że nie ma w nich mowy o
stosunkach miedzy zleceniodawcami, a już w szczególności o tym, że nie
mogą się oni sami między sobą dogadać. Więcej, słowa: "często grupa
ląduje po wizycie w kilku innnych kancelariach" mogą sugerować, że grupa
jest w stanie zmobilizować się do przeniesienia się od jednego, do
drugiego prawnika, a nawet, że nie sprawie jej to większych trudności,
gdy nie jest zadowolona z wyników.

Kochane dzieci, po certyfikat ukończenia kursu zgłoście się jutro.
 
> Gdziekolwiek tłum ma podjąć decyzje, to jest to decyzja przynosząca
> gorsze skutki od wypadkowej skutków wielu decyzji podjetych przez
> poszczególnych ludzi z tłumu indywidualnie.

Taaaaa... Zwłaszcza gdy tłum postanawia np. kogoś spalić. Identyczna
decyzja [ spalić kogoś ] podjęta przez każdego z członków tłumu,
przynosi lepsze rezultaty [ więcej spalonych ].

Jeszcze raz- ja o małych grupach, Ty o tłumie. Powiedz mi, czy któryś
nauczyciel dialektykę to wam w podstawówce łopatą do głowy wbijał?

Zadanie domowe- postaw Adamie małą fabrykę, własnymi środkami, sam.
Pytanie, czy uda Ci się to lepiej, niż grupie, która się zbierze, żeby
ją postawić i będzie w tym celu wspólnie działać.
 
> Wyjątek, który regułę potwierdza. Przypadków p.t. płać kliencie, choć
> sprawę spierdzieliłem znam kilka.

Czy ja już pisałem, że Ty wiesz i z Twoją wiedzą nie ma co dyskutować?
Chyba tak. Dzika- to jest właśnie ten moment, gdzie wszechwiedza Adama
przestaje być zabawna i staje się nudna.

rmszar
Re: Raz na serio...
#10348
Author: Radomir Szaraniec
Date: Tue, 24 Feb 2004 15:49
10 lines
1626 bytes
wildcat17 napisała:
 
> Dobrze, dobrze ale błagam nie wysyłaj tego po raz trzeci...
> Po dwóch to nawet i Adam powinien zrozumieć wszystkie lekcje...;>

Pierwszą wiadomośc scancelowałem [ u mnie na serwerze jej już nie ma ],
a potem uzupełniłem. Myślałem, żeby posłać w trzech egzemplarzach [ bo
trzy lekcje ], ale pomysł upadł. ;)

rmszar
Re: Raz na serio...
#10340
Author: Adam Płaszczyca
Date: Tue, 24 Feb 2004 16:26
146 lines
8309 bytes
On Tue, 24 Feb 2004 16:02:00 +0100, Radomir Szaraniec
<rmszarUSUN@cicero.law.uj.edu.pl> wrote:

>> Trzeba mieś tą 'niedużą' zaliczkę na koszty.
>
>Kto nie ma miedzi, ten na dupie siedzi. Napisałem niedużą, bo chodziło
>mi o niedużą w moim rozumieniu. Nie wiem, co Ty rozumiesz pod pojęciem
>"nieduża" [ podobnie jak pod pojęciem "grupa" ], być może np. 20 tys.
>zł. 

Rozsądny człowiek, nie wpakuje się w duże koszty. Bo wiedzisz, adwokat
małą zaliczkę weźmie, sprawę przegra. I co? I przyśle wezwanie do
zapłaty za swoja pracę. Przecież się nalezy. 

>Kurs czytania: lekcja 1.
> 
>> <CITE>
>> 3. Nic nie dają grupowe zebrania, w celu wyjaśnienia sytuacji
>> procesowej, uzyskania koniecznej zgody na posunięcia czy pisma. poza
>> zreferowaniem sprawy na takich spotkaniach, trzeba każdemu członkowi
>> grupy sprawe zreferować indywidualnie.
>
>W powyższym akapicie autor miał na myśli, że każdy z członków grupy, z
>którymi ator miał do czynienia, poza dowiedzeniem się o stanie sprawy na
>ogólnych zebraniach, musiał to samo usłyszeć indywidualnie. Nie oznacza
>to, że nie zrozumiał, co się do niego mówiło przy całej grupie.
> 
Co oznacza, że członek, kiedy jest w grupie głupieje i ch...ja
rozumie. 
Co potwierdza tylko moje słowa. 

>Kurs czytania: lekcja 2.
>
>> 4. Zawsze trafi się jedna aktywna, ba! NADaktywna osoba [ najczęściej
>> jakaś rzutka kobieta ], która sprawdza po trzykroć każde słowo, każdą
>> literę pisma czy przepisu, a na koniec wyskakuje ze swoim genialnym
>> pomysłem, bądź z opinią "którą, wie pan, usłyszałam od innego,
>> znajomego
>> prawnika, on mówił tak:...".
>
>Tu zaś autor miał na myśli, że zdarzają się osoby wysoce nieufne, które
>zawsze _dokładnie_ sprawdzają adwokata i jego poczynania. Nie oznacza
>to, że osoby te są niekomunikatywne, bądź nie da się z nimi dogadać. One
>doskonale zdają sobie sprawę z tego, co się do nich mówi. Po prostu
>strzegą swoich interesów w myśl zasady: "strzeżonego Pan Bóg strzeże" i
>"lepiej na zimne dmuchać". 

Co dowodzi, że kiedy mamy ludzi w grupie, to sobie wzajemnie
przeszkadzają, pomimo wspólnego interesu.


>Kurs czytania: lekcja 3.
>
>> 5. Często grupa ląduje po wizycie w kilku innych kancelariach, bywa,
>> że
>> z tak skopanym stanem faktycznym, że nikt już nic nie poradzi i nie
>> wywalczy tego, co grupa chce. Tak miałem w przypadku wykupu
>> nieruchomości pod ten najnowszy kawałek obwodnicy. Ludzie najpierw
>> sprzedali części działek, a potem dopiero wykombinowali, że w zasadzie
>> to oni chcieliby sprzedac resztę. Z tym, że ówczesna Agencja Budowy i
>> Eksploatacji Autosrtrad wypięła się na nich, bo miała, co chciała.
>> Jaja
>> były niezłe, spotykałem się z róznymi panami dyrektorami, raz nawet na
>> samym placu budowy [ klienci chcieli, cobym własną piersią bronił
>> wjazdu
>> ciężkim maszynom ]. No ale to temat na zupełnie inny wątek.
>> </CITE>
>
>W tym akapicie autor miał na mysli, że często nie jest winą adwokata,
>który prowadzi sprawę, że stan faktyczny jest zagmatwany. Często więc to
>nie przez adwokata spawa jest przegrana, a przez działania mandantów,
>uprzednie bądź zdziałane w trakcie prowadzenia sprawy przez adwokata.

Zgadza się - przez działanie mandantów którzy są w GRUPIE. 

>Drogie dzieci, pora na wnioski. Nigdzie w zacytowanych ustępach nie ma
>słowa o tym, że przekonywanie innych osób z grupy, której jesteśmy
>członkami i która ma wspólny cel i interes, jest zadaniem ciężkim.
>Powyższe ustępy odnoszą się jedynie do kontaktów na linii: zleceniodawcy
><-> zleceniobiorca, więc oczywistym jest, że nie ma w nich mowy o
>stosunkach miedzy zleceniodawcami, a już w szczególności o tym, że nie
>mogą się oni sami między sobą dogadać. Więcej, słowa: "często grupa
>ląduje po wizycie w kilku innnych kancelariach" mogą sugerować, że grupa
>jest w stanie zmobilizować się do przeniesienia się od jednego, do
>drugiego prawnika, a nawet, że nie sprawie jej to większych trudności,
>gdy nie jest zadowolona z wyników.
>
>Kochane dzieci, po certyfikat ukończenia kursu zgłoście się jutro.


A teraz kurs myślenia dla prawników. 

Kochani prawnicy - klienci, którzy występują grupowo są głpsi, niż
suma klientów wystepujących indywidualnie. Zasada wymyślona dawno temu
mówi, że inteligencja grupy dąży do inteligencji jej najgłupszego
członka. Dlatego też albo można tłumaczyc do usranej smierci grupie
klientów co jest grane, albo też można tłumaczyć to każdemu z osobna.
Jesli przyjmujemy wariant pierwszy, to z raci tego, że grupa będąc
razem prezentuje inteligencję nogi stołowej będzie łatwa do
manipulacji. 
Jesli zaś weźmiemy wariant drugi, to żaden z członków grupy, nawet,
jeśli zauważy, że działania prawnika nie idą po jego myśli, nie
zdziała niczego sensownego, bo do tego musiałby grupe zebrać, a
wówczas wracamy do punktu pierwszego.


>> Gdziekolwiek tłum ma podjąć decyzje, to jest to decyzja przynosząca
>> gorsze skutki od wypadkowej skutków wielu decyzji podjetych przez
>> poszczególnych ludzi z tłumu indywidualnie.
>
>Taaaaa... Zwłaszcza gdy tłum postanawia np. kogoś spalić. Identyczna
>decyzja [ spalić kogoś ] podjęta przez każdego z członków tłumu,
>przynosi lepsze rezultaty [ więcej spalonych ].

Lepsze. Bo z jednym człowiekiem kandydat na spalenie ma duże szanse
wygrać. Z tłumem nie ma szans żadnych.
Ergo - w wypadku tłumu ilośc spalonych jest wieksza. 

>Jeszcze raz- ja o małych grupach, Ty o tłumie. Powiedz mi, czy któryś
>nauczyciel dialektykę to wam w podstawówce łopatą do głowy wbijał?

Kilkadziesiąt wdów to mała grupa? Ciekawe

>Zadanie domowe- postaw Adamie małą fabrykę, własnymi środkami, sam.
>Pytanie, czy uda Ci się to lepiej, niż grupie, która się zbierze, żeby
>ją postawić i będzie w tym celu wspólnie działać.

A ja się tak zastanawiam, kiedy wpadniesz na taka drobna rónicę
pomiędzy zorganizowaną grupą, a niezorganizowaną. To drugie to tłum. 


>> Wyjątek, który regułę potwierdza. Przypadków p.t. płać kliencie, choć
>> sprawę spierdzieliłem znam kilka.
>
>Czy ja już pisałem, że Ty wiesz i z Twoją wiedzą nie ma co dyskutować?
>Chyba tak. Dzika- to jest właśnie ten moment, gdzie wszechwiedza Adama
>przestaje być zabawna i staje się nudna.

Czytaj - to moment, kiedy Twój obraz świata nie pasuje do
rzeczywistości. Tak tak, prawnicy to altruiści. Wręcz pustelnicy...
-- 
     ___________ (R)
    /_  _______      Adam 'Trzypion' Płaszczyca (+48 502) 122 688
  ___/ /_  ___       ul. Ludwiki 1 m. 74, 01-226 Warszawa
 _______/ /_     IRC: _555, http://trzypion.oldfield.org.pl/wieliczka/
___________/     mail: _555@irc.pl UIN: 4098313 GG: 3524356
Re: Raz na serio...
#10384
Author: Adam Płaszczyca
Date: Tue, 24 Feb 2004 16:29
33 lines
2514 bytes
On Tue, 24 Feb 2004 16:08:42 +0100, Radomir Szaraniec
<rmszarUSUN@cicero.law.uj.edu.pl> wrote:

>> Oni zrobili jeden błąd - uwierzyli takim jak Ty, co to wszem głoszą,
>> że prawnicy to mili ludzie, co to pomogą, kasy nei wezma, bo to prawie
>> altruiści. No i że nie oszukają, bo to ludzie z prawem się parający,
>> czyli prawi.
>
>Gdzie ja to głoszę?

Na tej grupie.

>Rozumiem, że jak Ty piszesz o jakichś przypadkach,
>to jest reguła, norma itp.

Pisze o wielu przypadkach. Ty o pojedynczych przypadkach.

>Może ciężko to zrozumieć, ale są prawnicy normalni i szuje, są lekarze,
>którzy łapówek nie biorą, i tacy, którzy zaszyją narzędzia operacyjne w
>brzuchu i jeszcze każą dać sutą kopertę, że są Adamowie, którzy kradną i
>gwałcą, ale można znaleźć i takich, którzy nigdy w życiu żadnego
>wykroczenia nie popełnili. 

Normalni? Mormę wyznacza ogół. Jakoś prawnicy, którzy nie biorą kasy
za przegraną sprawę do niej nie należą. 


-- 
     ___________ (R)
    /_  _______      Adam 'Trzypion' Płaszczyca (+48 502) 122 688
  ___/ /_  ___       ul. Ludwiki 1 m. 74, 01-226 Warszawa
 _______/ /_     IRC: _555, http://trzypion.oldfield.org.pl/wieliczka/
___________/     mail: _555@irc.pl UIN: 4098313 GG: 3524356
Re: Raz na serio...
#10347
Author: wildcat17
Date: Tue, 24 Feb 2004 17:18
9 lines
1559 bytes
Użytkownik Radomir Szaraniec napisał:
(ciach) Dzika- to jest właśnie ten moment, gdzie wszechwiedza Adama
> przestaje być zabawna i staje się nudna.

Dobrze, dobrze ale błagam nie wysyłaj tego po raz trzeci...
Po dwóch to nawet i Adam powinien zrozumieć wszystkie lekcje...;>

-- 
Wildcat
Re: Raz na serio...
#10385
Author: Radomir Szaraniec
Date: Wed, 25 Feb 2004 08:25
14 lines
1733 bytes
Adam Płaszczyca napisał:
 
> Pisze o wielu przypadkach. Ty o pojedynczych przypadkach.

Adamie mogę równie dobrze jak Ty napisać, że znam wiele przypadków. Bez
podawania żadnych konkretów. I będziemy mieć remis. Oczywiście możemy
się licytować. To tylko będzie dowodzić, że są i takie, i takie
przypadki [ co ośmieliłem się zauważyć ].

Zauważ tę drobną róznicę, że ja opisuję _konkretne_ przypadki z mojej
praktyki. Nie opisuję cudzych, o których słyszałem od agencji
informacyjnej "jedna pani drugiej pani".
 
rmszar
Re: Raz na serio...
#10386
Author: Radomir Szaraniec
Date: Wed, 25 Feb 2004 08:32
19 lines
1977 bytes
Radomir Szaraniec napisał:
 
> Zauważ tę drobną róznicę, że ja opisuję _konkretne_ przypadki z mojej
> praktyki. Nie opisuję cudzych, o których słyszałem od agencji
> informacyjnej "jedna pani drugiej pani".

Bowiem, tu jeszcze słówko uzupełnienia, ja lubię konkret. Jeśli ktoś
zadaje pytanie o jakiś stan prawny, to szukam ustawy, orzeczeń,
zastanawiam się, a nie przypominam sobie, co mi tam dzwoni w którymś
kościele i co mi się kojarzy, jak pewnej osobie o referendach :> [ jest
delikatna róznica między referendum krajowym, a lokalnym; tak jak
delikatna różnica między aortą a żyłą, no ale to na pewno wymysł lekarzy
].

rmszar

P.S.
Wiem, to złośliwość straszna, ale jak Cię lubię Adamie, tak niektóre
Twoje opinie...
Re: Raz na serio...
#10341
Author: Radomir Szaraniec
Date: Wed, 25 Feb 2004 08:41
18 lines
1909 bytes
Adam Płaszczyca napisał:
 
> Czytaj - to moment, kiedy Twój obraz świata nie pasuje do
> rzeczywistości. Tak tak, prawnicy to altruiści. Wręcz pustelnicy...

W odróżnieniu od Ciebie, twierdzącego, że prawnicy [ wszyscy ] to szuje,
nie twerdzę, że prawnicy [ wszyscy ] to święci. Prawnicy to ludzie, są
wśród nich ludzie uczciwi i podli złodzieje.

Cały zaś wic polega na tym, że w sporze zawsze co najmniej jedna strona
jest niezadowolona z wyniku, w sporze sądowym tym bardziej. Kto winien?
Prawnik. Kto winien słabych wyników małych detalistów? Hipermarkety.

Proste odpowiedzi są takie fajne.

EOT

rmszar
Re: Raz na serio...
#10342
Author: Adam Płaszczyca
Date: Wed, 25 Feb 2004 13:19
29 lines
2550 bytes
On Wed, 25 Feb 2004 09:41:29 +0100, Radomir Szaraniec
<rmszarUSUN@cicero.law.uj.edu.pl> wrote:

>> Czytaj - to moment, kiedy Twój obraz świata nie pasuje do
>> rzeczywistości. Tak tak, prawnicy to altruiści. Wręcz pustelnicy...
>
>W odróżnieniu od Ciebie, twierdzącego, że prawnicy [ wszyscy ] to szuje,

Gdzie tak twierdzę?

>nie twerdzę, że prawnicy [ wszyscy ] to święci. Prawnicy to ludzie, są
>wśród nich ludzie uczciwi i podli złodzieje.

I dlatego też taki jeden wydymał wdowy.

>Cały zaś wic polega na tym, że w sporze zawsze co najmniej jedna strona
>jest niezadowolona z wyniku, w sporze sądowym tym bardziej. Kto winien?
>Prawnik. Kto winien słabych wyników małych detalistów? Hipermarkety.

Kto winien tego, że sprawa proceduralnie poszła się walić - prawnik.
Nie inaczej.


-- 
     ___________ (R)
    /_  _______      Adam 'Trzypion' Płaszczyca (+48 502) 122 688
  ___/ /_  ___       ul. Ludwiki 1 m. 74, 01-226 Warszawa
 _______/ /_     IRC: _555, http://trzypion.oldfield.org.pl/wieliczka/
___________/     mail: _555@irc.pl UIN: 4098313 GG: 3524356
Re: Raz na serio...
#10343
Author: Radomir Szaraniec
Date: Wed, 25 Feb 2004 13:50
17 lines
1812 bytes
Adam Płaszczyca napisał:
 
> I dlatego też taki jeden wydymał wdowy.

Skąd to wiesz?
 
> Kto winien tego, że sprawa proceduralnie poszła się walić - prawnik.
> Nie inaczej.

Skąd to wiesz?

A jeśli wdowy nie opłaciły pozwu? Dobra, nie ma sensu dalej próbować
rozmawiać z Tobą o tej sprawie jak z myślącym człowiekiem. Masz swoje
przekonania i poglądy, w których jesteś utwierdzony, to niech Ci będzie.
Amen.

rmszar
Re: Raz na serio...
#10344
Author: Radomir Szaraniec
Date: Wed, 25 Feb 2004 16:17
14 lines
2057 bytes
Radomir Szaraniec wrote:

> A jeśli wdowy nie opłaciły pozwu? Dobra, nie ma sensu dalej próbować
> rozmawiać z Tobą o tej sprawie jak z myślącym człowiekiem. Masz swoje

Jeszcze tylko słowo wyjaśnienia, żebyś Adamie nie myślał, że chciałem 
Cię obrazić.

Człowiek myślący, to według mnie taki, który krytycznie podchodzi do 
swej własnej wiedzy [ za sokratejskim "To wiem, że nic nie wiem" ], a 
krytycznie podchodzi także do tego, co słyszy i poznaje [ za 
kartezjańskim "Wątpię, więc myślę. Myślę, więc jestem" ].

rmszar
Re: Raz na serio...
#10349
Author: wildcat17
Date: Wed, 25 Feb 2004 17:36
17 lines
1839 bytes
Użytkownik Radomir Szaraniec napisał:

> wildcat17 napisała:
>  
> 
>>Dobrze, dobrze ale błagam nie wysyłaj tego po raz trzeci...
>>Po dwóch to nawet i Adam powinien zrozumieć wszystkie lekcje...;>
> 
> 
> Pierwszą wiadomośc scancelowałem [ u mnie na serwerze jej już nie ma ],
> a potem uzupełniłem. Myślałem, żeby posłać w trzech egzemplarzach [ bo
> trzy lekcje ], ale pomysł upadł. ;)

To dobrze ze oszczędziłeś nam wykucia tych lekcji na pamięć..;)

-- 
Wildcat
Re: Raz na serio...
#10350
Author: Radomir Szaraniec
Date: Thu, 26 Feb 2004 08:21
10 lines
1695 bytes
wildcat17 napisała:
 
> To dobrze ze oszczędziłeś nam wykucia tych lekcji na pamięć..;)

Nie ma za co. Adam właśnie mnie rozbroił na prk i tak sobie myślę, że
byłem okrutny, chcąc go uczyć. On jest taki niesamodzielny, a ja taki
paskudny, że odesłałem go w poszukiwaniu aktu prawnego do google,
zamiast mu czytać na dobranoc... :>

rmszar
Re: Raz na serio...
#10378
Author: wildcat17
Date: Thu, 26 Feb 2004 11:08
18 lines
2012 bytes
Użytkownik Radomir Szaraniec napisał:
> wildcat17 napisała:
>  
> 
>>To dobrze ze oszczędziłeś nam wykucia tych lekcji na pamięć..;)
> 
> 
> Nie ma za co. Adam właśnie mnie rozbroił na prk i tak sobie myślę, że
> byłem okrutny, chcąc go uczyć. On jest taki niesamodzielny, a ja taki
> paskudny, że odesłałem go w poszukiwaniu aktu prawnego do google,
> zamiast mu czytać na dobranoc... :>

Tak widziałam...
BTW humor sytuacyjny polega na tym że to była ta sama metoda którą Adam 
stosuje wobec reszty świata...
Nosił wilk razy kilka...;>
-- 
Wildcat
Re: Raz na serio...
#10379
Author: Radomir Szaraniec
Date: Thu, 26 Feb 2004 11:56
18 lines
2032 bytes
wildcat17 napisała:
 
> Tak widziałam...
> BTW humor sytuacyjny polega na tym że to była ta sama metoda którą Adam
> stosuje wobec reszty świata...
> Nosił wilk razy kilka...;>

Wiesz, teraz będzie płakał, że jestem nieuczynny, a zaraz potem grzmiał,
że to dowód na to, że prwanicy są nieuczynni. Zresztą kiedy Adaś mówi:
"Mógłbym, ale mi się nie chce", to jest ok, ale kiedy Adasiowi mówią:
"Mógłbym, ale nie chcę", to już są nieuczynni :))))) .

Biedactwo jest tak zmęczone, że mu się w google nawet nie chce wpisać
nazwy ustawy. :P

Ale przynajmniej znowu się uśmiałem.

rmszar
Thread Navigation

This is a paginated view of messages in the thread with full content displayed inline.

Messages are displayed in chronological order, with the original post highlighted in green.

Use pagination controls to navigate through all messages in large threads.

Back to All Threads