Thread View: pl.comp.objects
45 messages
45 total messages
Started by Aleksander Galicki
Thu, 31 Aug 2006 20:57
My First BillG Review
Author: Aleksander Galicki
Date: Thu, 31 Aug 2006 20:57
Date: Thu, 31 Aug 2006 20:57
15 lines
1104 bytes
1104 bytes
Dla tych, ktorym sie gwozdz "Sektor" programu sie znudzil, proponuje cos zupelnie z innej beczki: http://www.joelonsoftware.com/items/2006/06/16.html Stare to juz (ukazalo sie ponad 2 mies temu), ale moze ktos tego jeszcze nie widzial... A. -- Wysłano z serwisu Usenet w portalu Gazeta.pl -> http://www.gazeta.pl/usenet/
Re: My First BillG Review
Author: A.L.
Date: Fri, 01 Sep 2006 01:32
Date: Fri, 01 Sep 2006 01:32
22 lines
1444 bytes
1444 bytes
On Thu, 31 Aug 2006 20:57:35 +0000 (UTC), "Aleksander Galicki" <tretete@gazeta.SKASUJ-TO.pl> wrote: > >Dla tych, ktorym sie gwozdz "Sektor" programu sie znudzil, proponuje cos >zupelnie z innej beczki: > >http://www.joelonsoftware.com/items/2006/06/16.html > >Stare to juz (ukazalo sie ponad 2 mies temu), ale moze ktos tego jeszcze nie >widzial... > Cytuje: "Watching non-programmers trying to run software companies is like watching someone who doesn't know how to surf trying to surf." Moja wersja: "Watching non-Java programmers trying to criticize Java is like watching someone who doesn't know how to surf trying to surf." A.L.
Re: My First BillG Review
Author: mgl
Date: Fri, 15 Sep 2006 23:03
Date: Fri, 15 Sep 2006 23:03
20 lines
1667 bytes
1667 bytes
A.L. wrote: > Cytuje: "Watching non-programmers trying to run software companies > is like watching someone who doesn't know how to surf trying to > surf." Wybitnie nieprawdziwe jest to stwierdzenie. "Running software companies" ma mimo wszystko duzo wiecej wspolnego z "running companies" niz z "software development". Jesli do wlasciciela firmy dochodza sprawy zwiazane z technicznymi aspektami wytwarzania oprogramowania, to organizacja w takiej instytucji bez dwoch zdan kuleje. > Moja wersja: "Watching non-Java programmers trying to criticize Java > is like watching someone who doesn't know how to surf trying to > surf." Zamiast narzekac na mlotek, lepiej chyba po prostu zmienic go na inny... -- pozdrawiam, Michał
Re: My First BillG Review
Author: Piotr Kobzda
Date: Sat, 16 Sep 2006 04:49
Date: Sat, 16 Sep 2006 04:49
14 lines
1259 bytes
1259 bytes
mgl wrote: > A.L. wrote: >> Moja wersja: "Watching non-Java programmers trying to criticize Java >> is like watching someone who doesn't know how to surf trying to >> surf." > > Zamiast narzekac na mlotek, lepiej chyba po prostu zmienic go na inny... Niekoniecznie lepiej. W zespole młotkarzy wymachując nowym młotkiem można pokaleczyć siebie i innych... piotr
Re: My First BillG Review
Author: Miros/law L. Baran
Date: Sat, 16 Sep 2006 12:26
Date: Sat, 16 Sep 2006 12:26
23 lines
1852 bytes
1852 bytes
PT mgl pisze:
> A.L. wrote:
> > Cytuje: "Watching non-programmers trying to run software companies
> > is like watching someone who doesn't know how to surf trying to
> > surf."
> Wybitnie nieprawdziwe jest to stwierdzenie. "Running software companies"
> ma mimo wszystko duzo wiecej wspolnego z "running companies" niz z
> "software development". Jesli do wlasciciela firmy dochodza sprawy
> zwiazane z technicznymi aspektami wytwarzania oprogramowania, to
> organizacja w takiej instytucji bez dwoch zdan kuleje.
Jeśli osoba zarządzająca taką firmą lub działem nie ma żadnego pojęcia
o technicznych aspektach wytwarzania oprogramowania, to organizacja w
takiej instytucji nie kuleje, a leży. Dwa metry pod poziomem gruntu.
Jubal
--
[ Miros/law L Baran, baran-at-knm-org-pl, neg IQ, cert AI ] [ 0101010 is ]
[ BOF2510053411, http://hell.pl/baran/tek/, alchemy pany! ] [ The Answer ]
''My weight is perfect for my height -- which varies''
Re: My First BillG Review
Author: Jacek Pietraszek
Date: Sat, 16 Sep 2006 12:48
Date: Sat, 16 Sep 2006 12:48
12 lines
1455 bytes
1455 bytes
Miros/law L. Baran <baran@hell.pl> napisal: > Jeśli osoba zarządzająca taką firmą lub działem nie ma żadnego pojęcia > o technicznych aspektach wytwarzania oprogramowania, to organizacja w > takiej instytucji nie kuleje, a leży. Dwa metry pod poziomem gruntu. To silnie zalezy od wielkosci organizacji. W IBM specjalista od przekasek slonych podniosl firme z dolka, w ktora wpedzil ja skadinad niezly inzynier software'owy. -- Pozdrawiam, Jacek
Re: My First BillG Review
Author: A.L.
Date: Sat, 16 Sep 2006 13:28
Date: Sat, 16 Sep 2006 13:28
16 lines
1503 bytes
1503 bytes
On Sat, 16 Sep 2006 12:48:18 +0000 (UTC), Jacek Pietraszek <nobody@nospam.cyf-kr.edu.pl> wrote: >Miros/law L. Baran <baran@hell.pl> napisal: >> Jeśli osoba zarządzająca taką firmą lub działem nie ma żadnego pojęcia >> o technicznych aspektach wytwarzania oprogramowania, to organizacja w >> takiej instytucji nie kuleje, a leży. Dwa metry pod poziomem gruntu. > >To silnie zalezy od wielkosci organizacji. W IBM specjalista >od przekasek slonych podniosl firme z dolka, w ktora wpedzil >ja skadinad niezly inzynier software'owy. Tia... Pierwszego czy drugiego dna zabil zupelnie nieswiadomie OS/2 wypowiadajac jedno nieporeczne zdanie... A.L.
Re: My First BillG Review
Author: mgl
Date: Sat, 16 Sep 2006 19:10
Date: Sat, 16 Sep 2006 19:10
12 lines
1442 bytes
1442 bytes
Miros/law L. Baran wrote: > Jeśli osoba zarządzająca taką firmą lub działem nie ma żadnego pojęcia > o technicznych aspektach wytwarzania oprogramowania, to organizacja w > takiej instytucji nie kuleje, a leży. Dwa metry pod poziomem gruntu. Po pierwsze: jest różnica między znajomością "żadną" a "podstawową" Po drugie: zarząd firmy a kierownictwo działu to raczej odległe stanowiska... -- pozdrawiam, Michał
Re: My First BillG Review
Author: duc69
Date: Sat, 16 Sep 2006 20:21
Date: Sat, 16 Sep 2006 20:21
31 lines
1981 bytes
1981 bytes
A.L. <alewando@fala2005.com> napisał(a): > On Sat, 16 Sep 2006 12:48:18 +0000 (UTC), Jacek Pietraszek > <nobody@nospam.cyf-kr.edu.pl> wrote: > > >Miros/law L. Baran <baran@hell.pl> napisal: > >> Jeśli osoba zarządzająca taką firmą lub działem nie ma żadnego pojęcia > >> o technicznych aspektach wytwarzania oprogramowania, to organizacja w > >> takiej instytucji nie kuleje, a leży. Dwa metry pod poziomem gruntu. > > > >To silnie zalezy od wielkosci organizacji. W IBM specjalista > >od przekasek slonych podniosl firme z dolka, w ktora wpedzil > >ja skadinad niezly inzynier software'owy. > > Tia... Pierwszego czy drugiego dna zabil zupelnie nieswiadomie OS/2 > wypowiadajac jedno nieporeczne zdanie... > > A.L. Proponuje zapoznac sie z tym co napisal pan Geoffrey A. Moore (np. The Gorilla Game) albo Clayton M. Christensen przed wypowiadaniem takich bzdurnych twierdzen. anonim -- Wysłano z serwisu Usenet w portalu Gazeta.pl -> http://www.gazeta.pl/usenet/
Re: My First BillG Review
Author: Miros/law L. Baran
Date: Sat, 16 Sep 2006 22:56
Date: Sat, 16 Sep 2006 22:56
24 lines
1854 bytes
1854 bytes
PT mgl pisze:
> Miros/law L. Baran wrote:
> > Jeśli osoba zarządzająca taką firmą lub działem nie ma żadnego pojęcia
> > o technicznych aspektach wytwarzania oprogramowania, to organizacja w
> > takiej instytucji nie kuleje, a leży. Dwa metry pod poziomem gruntu.
> Po pierwsze: jest różnica między znajomością "żadną" a "podstawową"
Tak. Mimo wszystko nie sądzę, by specjalista od niczego po zarządzaniu
czy czymś podobnym był w stanie sensownie prowadzić jakąkolwiek firmę,
o której specyfice nie ma _co najmniej_ podstawowego pojęcia.
> Po drugie: zarząd firmy a kierownictwo działu to raczej odległe
> stanowiska...
Królowa Bona umarła.
Jubal
--
[ Miros/law L Baran, baran-at-knm-org-pl, neg IQ, cert AI ] [ 0101010 is ]
[ BOF2510053411, http://hell.pl/baran/tek/, alchemy pany! ] [ The Answer ]
Don't cook tonight -- starve a rat today!
Re: My First BillG Review
Author: Aleksander Galicki
Date: Sat, 16 Sep 2006 23:03
Date: Sat, 16 Sep 2006 23:03
19 lines
1441 bytes
1441 bytes
mgl <ask@for.email.com> napisał(a): > A.L. wrote: > > Cytuje: "Watching non-programmers trying to run software companies > > is like watching someone who doesn't know how to surf trying to > > surf." > > Wybitnie nieprawdziwe jest to stwierdzenie. "Running software companies" > ma mimo wszystko duzo wiecej wspolnego z "running companies" Nie ma czegos takiego jak generyczne "running companies", tak samo jak nie ma generycznego "zarzadzania". A. -- Wysłano z serwisu Usenet w portalu Gazeta.pl -> http://www.gazeta.pl/usenet/
Re: My First BillG Review
Author: A.L.
Date: Sun, 17 Sep 2006 00:43
Date: Sun, 17 Sep 2006 00:43
14 lines
1322 bytes
1322 bytes
On Sat, 16 Sep 2006 20:21:07 +0000 (UTC), " " <duc69@WYTNIJ.gazeta.pl> wrote: > >Proponuje zapoznac sie z tym co napisal pan Geoffrey A. Moore >(np. The Gorilla Game) albo Clayton M. Christensen przed wypowiadaniem >takich bzdurnych twierdzen. > > anonim Nie chce mi sie. Za to dokladnie pamietam soeech bylego szefa firmy Nabisco. A.L.
Re: My First BillG Review
Author: Piotr Dembiński
Date: Sun, 17 Sep 2006 12:51
Date: Sun, 17 Sep 2006 12:51
12 lines
1434 bytes
1434 bytes
A.L. <alewando@fala2005.com> writes: [...] >>To silnie zalezy od wielkosci organizacji. W IBM specjalista >>od przekasek slonych podniosl firme z dolka, w ktora wpedzil >>ja skadinad niezly inzynier software'owy. > > Tia... Pierwszego czy drugiego dna zabil zupelnie nieswiadomie OS/2 > wypowiadajac jedno nieporeczne zdanie... Ja cały czas mam nadzieję, że IBM kiedyś uwolni kod źródłowy OS/2.
Re: My First BillG Review
Author: mgl
Date: Sun, 17 Sep 2006 13:39
Date: Sun, 17 Sep 2006 13:39
16 lines
1634 bytes
1634 bytes
Aleksander Galicki wrote: > Nie ma czegos takiego jak generyczne "running companies", tak samo jak nie ma > generycznego "zarzadzania". Ja rozumiem, że na grupie dotyczącej projektowania obiektowego dyskusje o zarządzaniu nie muszą mieć wysokiego poziomu merytorycznego, ale poczytaj w wolnej chwili chociażby o interim management zamiast rzucać na oślep "nie ma czegoś takiego jak". A gdybyś nie znalazł czasu to policz proszę, w ilu firmach, w których dobrze pracowało się Tobie i Twoim znajomym, prezes zarządu miał wykształcenie informatyczne lub doświadczenie jako programista. -- pozdrawiam, Michał
Re: My First BillG Review
Author: mgl
Date: Sun, 17 Sep 2006 13:40
Date: Sun, 17 Sep 2006 13:40
14 lines
1431 bytes
1431 bytes
Miros/law L. Baran wrote: > Tak. Mimo wszystko nie sądzę, by specjalista od niczego po zarządzaniu > czy czymś podobnym był w stanie sensownie prowadzić jakąkolwiek firmę, > o której specyfice nie ma _co najmniej_ podstawowego pojęcia. Ale nikt tutaj niczego takiego nie napisał... > Królowa Bona umarła. ['] -- pozdrawiam, Michał
Re: My First BillG Review
Author: A.L.
Date: Sun, 17 Sep 2006 13:59
Date: Sun, 17 Sep 2006 13:59
22 lines
1863 bytes
1863 bytes
On Sat, 16 Sep 2006 01:03:57 +0200, mgl <ask@for.email.com> wrote: >A.L. wrote: >> Cytuje: "Watching non-programmers trying to run software companies >> is like watching someone who doesn't know how to surf trying to >> surf." > >Wybitnie nieprawdziwe jest to stwierdzenie. "Running software companies" >ma mimo wszystko duzo wiecej wspolnego z "running companies" niz z >"software development". Nei opowiadajcie glupot, kolego. To w Komunie szewc zostal szefem Huty Imienia Lenina. Gdy wymigiwal sie od tego, dostal odpowiedz: "To bedzie wasz Partyjny Czyn". I byl, z widomym skutkiem. Oczysiscie, CEO nie musi byc programista. Ale musi wiedzec skad sie birerze software, jak go sie produkuje, ile to czasu trwa i ile kosztuje. Proponuje poczytac sobie memuary kolejnych prezesow firmy Apple z czasow nieswietnosci tej firmy, zwlaszcza tego od Coca Coli. Kolejni prezesi z roznych branz malo nie wylozyli firmy kompletnie. A.L.
Re: My First BillG Review
Author: Aleksander Galicki
Date: Sun, 17 Sep 2006 18:36
Date: Sun, 17 Sep 2006 18:36
41 lines
2668 bytes
2668 bytes
mgl <ask@for.email.com> napisał(a): > Aleksander Galicki wrote: > > Nie ma czegos takiego jak generyczne "running companies", tak samo jak nie ma > > generycznego "zarzadzania". > > Ja rozumiem, że na grupie dotyczącej projektowania obiektowego dyskusje > o zarządzaniu nie muszą mieć wysokiego poziomu merytorycznego, Oh, a wysokosc poziomu kolega mierzy czym? Bliskoscia do wlasnych pogladow jak mniemam? Ciesze sie, ze odwiedzila nas na tej grupie personifikacja wysokiego pogladu o zarzadzaniu, ktora wysyla mnie do biblioteki. > ale > poczytaj w wolnej chwili chociażby o interim management zamiast rzucać > na oślep "nie ma czegoś takiego jak". > To jest dyskusja per - "idz poczytaj ksiazki wybitnych astrologow, zamiast rzucac na oslep 'ze astrologia to bzdury'". Rozumiem, ze to ze sie nie zgadzam z astrologami wynika tylko i wylacznie z mojego niedoksztalcenia w temacie :-) No, ale skad ten wniosek - ze nie czytalem? Znaczy sie wrozka z kolegi? > >A gdybyś nie znalazł czasu to policz proszę, w ilu firmach, w których >dobrze pracowało się Tobie i Twoim znajomym, prezes zarządu miał >wykształcenie informatyczne lub doświadczenie jako programista. Znajde natomiast czas, by wskazac na nieumiejetnosc czytania ze zrozumieniem. Warto pocwiczyc - czytanie ze zrozumieniem to "the next big thing". W ramach cwiczen: w jaki sposob z nieitsnienia generycznego "zarzadzania" wynika, ze "prezes zarzadu musi miec wykształcenie informatyczne lub doświadczenie jako programista"? A. PS. mniej prosciutkich manipulacji, o kolejny fanie Artura Schopenhauera -- Wysłano z serwisu Usenet w portalu Gazeta.pl -> http://www.gazeta.pl/usenet/
Re: My First BillG Review
Author: Aleksander Galicki
Date: Sun, 17 Sep 2006 19:11
Date: Sun, 17 Sep 2006 19:11
43 lines
2729 bytes
2729 bytes
A.L. <alewando@fala2005.com> napisał(a): > On Sat, 16 Sep 2006 01:03:57 +0200, mgl <ask@for.email.com> wrote: > > >A.L. wrote: > >> Cytuje: "Watching non-programmers trying to run software companies > >> is like watching someone who doesn't know how to surf trying to > >> surf." > > > >Wybitnie nieprawdziwe jest to stwierdzenie. "Running software companies" > >ma mimo wszystko duzo wiecej wspolnego z "running companies" niz z > >"software development". > > Nei opowiadajcie glupot, kolego. To w Komunie szewc zostal szefem > Huty Imienia Lenina. Gdy wymigiwal sie od tego, dostal odpowiedz: > "To bedzie wasz Partyjny Czyn". I byl, z widomym skutkiem. > > Oczysiscie, CEO nie musi byc programista. Ale musi wiedzec skad sie > birerze software, jak go sie produkuje, ile to czasu trwa i ile > kosztuje. Proponuje poczytac sobie memuary kolejnych prezesow firmy > Apple z czasow nieswietnosci tej firmy, zwlaszcza tego od Coca Coli. > Kolejni prezesi z roznych branz malo nie wylozyli firmy kompletnie. > Pan tez nie prezentuje wysokiego poziomu dyskusji o zarzadzaniu. Ale niech sie pan nie martwi - za chwile zostastanie pan skierowany do uzupelnienia swojej edukacji. A. PS Az strach pomyslec, co by bylo gdyby Microsoft prowadzil nie jakis Bill Gates, a gosc z odpowiednio wysoka znajomoscia takich pojec jak "interim management" i innej wiedzy tajemnej o zarzadzaniu. Taki gosc by napewno prawidlowo zdiagnozowal "szwankujaca organizacje" Microsoftu i wszystko by naprawil. Z tak wykwalifikowanym managerem Microsoft by zapanowal nad swiatem. To w sumie dobrze, ze kolega mgl traci swoj cenny czas na edukacje motlochu na usenecie, a nie kierowaniem MS. -- Wysłano z serwisu Usenet w portalu Gazeta.pl -> http://www.gazeta.pl/usenet/
Re: My First BillG Review
Author: mgl
Date: Sun, 17 Sep 2006 19:19
Date: Sun, 17 Sep 2006 19:19
45 lines
3408 bytes
3408 bytes
Aleksander Galicki wrote: > Oh, a wysokosc poziomu kolega mierzy czym? Bliskoscia do wlasnych pogladow jak > mniemam? Ciesze sie, ze odwiedzila nas na tej grupie personifikacja wysokiego > pogladu o zarzadzaniu, ktora wysyla mnie do biblioteki. Zauważ, że powstrzymałem się od uwag osobistych... To chyba jakaś nowa tradycja pl.comp.objects, żeby szydzić z ludzi, z którymi się dyskutuje. > To jest dyskusja per - "idz poczytaj ksiazki wybitnych astrologow, zamiast > rzucac na oslep 'ze astrologia to bzdury'". Rozumiem, ze to ze sie nie zgadzam > z astrologami wynika tylko i wylacznie z mojego niedoksztalcenia w temacie :-) > No, ale skad ten wniosek - ze nie czytalem? Znaczy sie wrozka z kolegi? Wiesz... pewność siebie jest zaletą, gdy stawiane idee są prawdziwe, albo ludzie, z którymi rozmawiasz, nie mają pojęcia, o czym mówisz. Żeby nie gadać po próżnicy - mógłbyś przytoczyć doświadczenia wskazujące na to, że interim management się nie sprawdza? Albo jakieś pozycje z kanonu zarządzania? > Znajde natomiast czas, by wskazac na nieumiejetnosc czytania ze zrozumieniem. > Warto pocwiczyc - czytanie ze zrozumieniem to "the next big thing". W ramach > cwiczen: w jaki sposob z nieitsnienia generycznego "zarzadzania" wynika, ze > "prezes zarzadu musi miec wykształcenie informatyczne lub doświadczenie jako > programista"? Chwila, chwila... dyskusja wyszła ze swierdzenia "Watching non-programmers trying to run software companies...", tego dotyczyła moja wypowiedź i chciałbym, żebyśmy nadal o tym rozmawiali. Teza, że firmą wytwarzającą oprogramowanie powinien kierować ktoś z doświadczeniem programistycznym jest prześmieszna. Choćby dlatego, że, o ile mówimy o systemach IT dla biznesu, produkowany software nie jest zawieszony w próżni, ale służy do wspomagania procesów biznesowych w określonych branżach. I bezdyskusyjne jest, co zresztą objawia się w zarobkach, że gruntowna wiedza dotycząca danej branży jest dużo większą wartością niz znajomość procesu wytwarzania oprogramowania, którą ma każdy przeciętny absolwent inżynierii oprogramowania. > PS. mniej prosciutkich manipulacji, o kolejny fanie Artura Schopenhauera Czy ja nie pomyliłem grupy?? :) Pogody ducha, Olek! -- pozdrawiam, Michał
Re: My First BillG Review
Author: mgl
Date: Sun, 17 Sep 2006 19:23
Date: Sun, 17 Sep 2006 19:23
16 lines
1433 bytes
1433 bytes
A.L. wrote: > Oczysiscie, CEO nie musi byc programista. I o tym właśnie mówię, bo Joelowi, którego bardzo lubię czytać, wymykają się sporadycznie takie bezsensowne tezy... > Ale musi wiedzec skad sie > birerze software, jak go sie produkuje, ile to czasu trwa i ile > kosztuje. ... a z tym się zgadzam, bo żeby prowadzić kurnik, trzeba przynajmniej jeść jajka. -- pozdrawiam, Michał
Re: My First BillG Review
Author: mgl
Date: Sun, 17 Sep 2006 19:27
Date: Sun, 17 Sep 2006 19:27
23 lines
1913 bytes
1913 bytes
Aleksander Galicki wrote: > Pan tez nie prezentuje wysokiego poziomu dyskusji o zarzadzaniu. Ale niech sie > pan nie martwi - za chwile zostastanie pan skierowany do uzupelnienia swojej > edukacji. Chyba warto czasem oddać swoją szklaną kulę do przeglądu. Albo po prostu mówić mniej. > Az strach pomyslec, co by bylo gdyby Microsoft prowadzil nie jakis Bill Gates, > a gosc z odpowiednio wysoka znajomoscia takich pojec jak "interim management" > i innej wiedzy tajemnej o zarzadzaniu. Taki gosc by napewno prawidlowo > zdiagnozowal "szwankujaca organizacje" Microsoftu i wszystko by naprawil. Z > tak wykwalifikowanym managerem Microsoft by zapanowal nad swiatem. To w sumie > dobrze, ze kolega mgl traci swoj cenny czas na edukacje motlochu na usenecie, > a nie kierowaniem MS. rotfl :) btw, nie wszyscy dzielą świat na "ja" i "motłoch" -- pozdrawiam, Michał
Re: My First BillG Review
Author: A.L.
Date: Sun, 17 Sep 2006 19:34
Date: Sun, 17 Sep 2006 19:34
11 lines
1299 bytes
1299 bytes
On Sun, 17 Sep 2006 19:11:16 +0000 (UTC), "Aleksander Galicki" <tretete@WYTNIJ.gazeta.pl> wrote: >Pan tez nie prezentuje wysokiego poziomu dyskusji o zarzadzaniu. Ale niech sie >pan nie martwi - za chwile zostastanie pan skierowany do uzupelnienia swojej >edukacji. Rozumiem ze Pan mgl mnie oswieci. A.L.
Re: My First BillG Review
Author: Aleksander Galicki
Date: Sun, 17 Sep 2006 19:55
Date: Sun, 17 Sep 2006 19:55
82 lines
4536 bytes
4536 bytes
mgl <ask@for.email.com> napisał(a): > Aleksander Galicki wrote: > > Oh, a wysokosc poziomu kolega mierzy czym? Bliskoscia do wlasnych pogladow ja > k > > mniemam? Ciesze sie, ze odwiedzila nas na tej grupie personifikacja wysokiego > > pogladu o zarzadzaniu, ktora wysyla mnie do biblioteki. > > Zauważ, że powstrzymałem się od uwag osobistych... Pytanie za 100 pts : kto mnie skierowal do ksiazek jedynie na podstawie zadeklarowanego przeze mnie pogladu? I kto okreslil poziom jako niski jedynie na podstawie niedopasowania do wlasnego widzimisie? > > To jest dyskusja per - "idz poczytaj ksiazki wybitnych astrologow, zamiast > > rzucac na oslep 'ze astrologia to bzdury'". Rozumiem, ze to ze sie nie zgadza > m > > z astrologami wynika tylko i wylacznie z mojego niedoksztalcenia w temacie :- > ) > > No, ale skad ten wniosek - ze nie czytalem? Znaczy sie wrozka z kolegi? > > Wiesz... pewność siebie jest zaletą, gdy stawiane idee są prawdziwe, > albo ludzie, z którymi rozmawiasz, nie mają pojęcia, o czym mówisz. Znaczy mowisz o swojej pewnosci, z ktora kierujesz innych do blizej niekreslonej biblioteki? > Żeby > nie gadać po próżnicy - mógłbyś przytoczyć doświadczenia wskazujące na > to, że interim management się nie sprawdza? Albo jakieś pozycje z kanonu > zarządzania? Zostanmy przy IT. Ja sie, w odroznieniu od kolegi, nie znam sie na innych branzach zupelnie. > > Znajde natomiast czas, by wskazac na nieumiejetnosc czytania ze zrozumieniem. > > Warto pocwiczyc - czytanie ze zrozumieniem to "the next big thing". W ramach > > cwiczen: w jaki sposob z nieitsnienia generycznego "zarzadzania" wynika, ze > > "prezes zarzadu musi miec wykształcenie informatyczne lub doświadczenie jako > > programista"? > > Chwila, chwila... dyskusja wyszła ze swierdzenia "Watching > non-programmers trying to run software companies...", tego dotyczyła > moja wypowiedź i chciałbym, żebyśmy nadal o tym rozmawiali. Ja dyskutowalem z teza mgl. Po to zeby podyskutowac z teza Spolskyego nalezaloby do owego Spolskyego zwrocic. " "Running software companies" ma mimo wszystko duzo wiecej wspolnego z "running companies" niz z "software development". Jesli do wlasciciela firmy dochodza sprawy zwiazane z technicznymi aspektami wytwarzania oprogramowania, to organizacja w takiej instytucji bez dwoch zdan kuleje. " Twierdzenie to padlo w kontekscie MS. Core business MS to oprogramowanie. Zatem twierdzil kolega, ze organizacja MS kulala, bo do prezesa MS dochodzily sprawy zwiazane z core business - z oprogramowaniem. I w tym kontekscie padlo stwierdzenie, ze "Running software companies" ma wiecej wspolnego z generycznym "running companies" niz z core business - czyli z oprogramowaniem. > Teza, że > firmą wytwarzającą oprogramowanie powinien kierować ktoś z > doświadczeniem programistycznym jest prześmieszna. > Choćby dlatego, że, o > ile mówimy o systemach IT dla biznesu, produkowany software nie jest > zawieszony w próżni, ale służy do wspomagania procesów biznesowych w > określonych branżach. I bezdyskusyjne jest, co zresztą objawia się w > zarobkach, że gruntowna wiedza dotycząca danej branży jest dużo większą > wartością niz znajomość procesu wytwarzania oprogramowania Branza software company jest wlasnie "wytwarzanie oprogramowania". A. -- Wysłano z serwisu Usenet w portalu Gazeta.pl -> http://www.gazeta.pl/usenet/
Re: My First BillG Review
Author: Seweryn Habdank-Wojewódzki
Date: Sun, 17 Sep 2006 20:01
Date: Sun, 17 Sep 2006 20:01
35 lines
2518 bytes
2518 bytes
Witam mgl wrote: > Aleksander Galicki wrote: >> Oh, a wysokosc poziomu kolega mierzy czym? Bliskoscia do wlasnych >> pogladow jak mniemam? Ciesze sie, ze odwiedzila nas na tej grupie >> personifikacja wysokiego pogladu o zarzadzaniu, ktora wysyla mnie do >> biblioteki. > > Zauważ, że powstrzymałem się od uwag osobistych... To chyba jakaś nowa > tradycja pl.comp.objects, żeby szydzić z ludzi, z którymi się dyskutuje. Nie. To stara dobra tradycja Pana A.G, kiedy sam nic nie porafi powiedzieć lub zrobić, to zaczyna szydzić. Tak został wychowany widocznie z niego szydzili i teraz chce innym pokazać jaki świat jest zły i a astrologowie sa z krainy drzeszcowców i kiedy ktoś nie zgodzi się znim to okrutny manago nosferatu pokaże ile należy książek poczytać, bo lepiej samemu nic nie próbować zrobić. Upada łza uroniona nad smutnym losem A.G. jak mi go żal. Trzymaj się mocno mgl. Nie przestrasz się makrogeneratora, którym A.G. docina posty dyskutantów. Ten makrogenerator to taka entelygentna maszina i działa tak, że to z czym powinien się A.G. zgodzić to ginie w otchłani zapomnienia. A z całej reszty szydzi bo cóż mu pozostało. Zadań które podważają jego teoryjki nie próbuje rozwizać, bo zburzyłaby się jego misterna konstrukcja świata, w kótrym A.G. ustala reguły, a że lud ten prostym się zdaje to makrogenerator wystarczającym się staje. :-D Serdecznie pozdrawiam. -- |\/\/| Seweryn Habdank-Wojewódzki `\/\/'
Re: My First BillG Review
Author: A.L.
Date: Sun, 17 Sep 2006 20:11
Date: Sun, 17 Sep 2006 20:11
28 lines
2237 bytes
2237 bytes
On Sun, 17 Sep 2006 22:01:53 +0200, Seweryn Habdank-Wojewódzki <habdank@gmail.com> wrote: > >Nie. To stara dobra tradycja Pana A.G, kiedy sam nic nie porafi powiedzieć >lub zrobić, to zaczyna szydzić. Tak został wychowany widocznie z niego >szydzili i teraz chce innym pokazać jaki świat jest zły i a astrologowie sa >z krainy drzeszcowców i kiedy ktoś nie zgodzi się znim to okrutny manago >nosferatu pokaże ile należy książek poczytać, bo lepiej samemu nic nie >próbować zrobić. > >Upada łza uroniona nad smutnym losem A.G. jak mi go żal. > >Trzymaj się mocno mgl. Nie przestrasz się makrogeneratora, którym A.G. >docina posty dyskutantów. Ten makrogenerator to taka entelygentna maszina i >działa tak, że to z czym powinien się A.G. zgodzić to ginie w otchłani >zapomnienia. A z całej reszty szydzi bo cóż mu pozostało. Zadań które >podważają jego teoryjki nie próbuje rozwizać, bo zburzyłaby się jego >misterna konstrukcja świata, w kótrym A.G. ustala reguły, a że lud ten >prostym się zdaje to makrogenerator wystarczającym się staje. :-D > >Serdecznie pozdrawiam. Jak rowniez Panska. Jak Pan nie ma nic do powiedzenia (a na ogol nie ma) to zasuwa Pan z przytykami osobistymi. A.L.
Re: My First BillG Review
Author: mgl
Date: Sun, 17 Sep 2006 20:19
Date: Sun, 17 Sep 2006 20:19
61 lines
3822 bytes
3822 bytes
Aleksander Galicki wrote: > Pytanie za 100 pts : kto mnie skierowal do ksiazek jedynie na podstawie > zadeklarowanego przeze mnie pogladu? I kto okreslil poziom jako niski jedynie > na podstawie niedopasowania do wlasnego widzimisie? A to przepraszam, jeśli mogłem Cię urazić - nie było to moją intencją. > Znaczy mowisz o swojej pewnosci, z ktora kierujesz innych do blizej > niekreslonej biblioteki? Nie, nie o tym mówię. W szczególności: nie myślę "ja" i "inni", raczej "my - ludzie związani z IT". > Zostanmy przy IT. Ja sie, w odroznieniu od kolegi, nie znam sie na innych > branzach zupelnie. I znowu mógłbyś ugryźć się w język... > Ja dyskutowalem z teza mgl. Po to zeby podyskutowac z teza Spolskyego > nalezaloby do owego Spolskyego zwrocic. > > " > "Running software companies" > ma mimo wszystko duzo wiecej wspolnego z "running companies" niz z > "software development". Jesli do wlasciciela firmy dochodza sprawy > zwiazane z technicznymi aspektami wytwarzania oprogramowania, to > organizacja w takiej instytucji bez dwoch zdan kuleje. " > > Twierdzenie to padlo w kontekscie MS. No właśnie, kolego Olku - nie. Stwierdzenie to padło w kontekście Twojego cytatu wypowiedzi Joela, w którym wzmianki o Microsoft, któremu poświęcony był oryginalny tekst, nie ma. Stąd moje wrażenie, że to próba projekcji pikantnych spostrzeżeń Joela na całą branżę IT... > Core business MS to oprogramowanie. > Zatem twierdzil kolega, ze organizacja MS kulala, bo do prezesa MS dochodzily > sprawy zwiazane z core business - z oprogramowaniem. I w tym kontekscie padlo > stwierdzenie, ze "Running software companies" > ma wiecej wspolnego z generycznym "running companies" niz z core business - > czyli z oprogramowaniem. ... więc się chyba bardzo niezrozumieliśmy. > Branza software company jest wlasnie "wytwarzanie oprogramowania". No dobrze, zatem wracając... czy mógłbyś wymienić firmy, w których dobrze pracowało się Tobie lub Twoim znajomym (i których dojrzałość wysoko oceniacie), zarządzane przez byłych programistów? To nie jest przytyk czy prośba o udowodnienie, że jest się wielbłądem. Sam się zastanawiam i takich firm nie mogę po prostu wskazać wiele. Stąd moje powątpiewanie, czy takie powiązanie w ogóle istnieje. I zmień, proszę, nastawienie do tej dyskusji - fajnie jest rozmawiać i wymieniać się poglądami i doświadczeniami, a nie bezpardonowo forsować Twoje zdanie. Jeśli rzeczywiście uraziłem Cię poprzednimi wypowiedziami to wybacz, komentowałem Twoje opinie, nie Ciebie. -- pozdrawiam, Michał
Re: My First BillG Review
Author: mgl
Date: Sun, 17 Sep 2006 20:25
Date: Sun, 17 Sep 2006 20:25
15 lines
1826 bytes
1826 bytes
mgl wrote: > No właśnie, kolego Olku - nie. Stwierdzenie to padło w kontekście > Twojego cytatu wypowiedzi Joela, w którym wzmianki o Microsoft, któremu > poświęcony był oryginalny tekst, nie ma. Stąd moje wrażenie, że to próba > projekcji pikantnych spostrzeżeń Joela na całą branżę IT... Ajjj, roztargnienie... miałem oczywiście na myśli cytat wskazany przez Lewandowskiego, od którego pokusiłem się o pierwsze reply, bo taką próbą projekcji się wydawał. Swoją drogą dzięki, że to wrzuciłeś tutaj - Joela akurat czytam, ale gdybyś miał coś niemniej ciekawego do poczytania to poproszę. -- pozdrawiam, Michał
Re: My First BillG Review
Author: mgl
Date: Sun, 17 Sep 2006 20:31
Date: Sun, 17 Sep 2006 20:31
10 lines
1411 bytes
1411 bytes
Piotr Dembiński wrote: > ...albo testowaniem, albo refaktoryzacją. Refaktoryzacją? Poproszę o przykład, bom w życiu nie widział :) (swoją drogą to byłby naprawdę ciężki kawałek chleba...) -- pozdrawiam, Michał
Re: My First BillG Review
Author: A.L.
Date: Sun, 17 Sep 2006 20:34
Date: Sun, 17 Sep 2006 20:34
16 lines
1807 bytes
1807 bytes
On Sun, 17 Sep 2006 22:25:54 +0200, mgl <ask@for.email.com> wrote: >mgl wrote: >> No właśnie, kolego Olku - nie. Stwierdzenie to padło w kontekście >> Twojego cytatu wypowiedzi Joela, w którym wzmianki o Microsoft, któremu >> poświęcony był oryginalny tekst, nie ma. Stąd moje wrażenie, że to próba >> projekcji pikantnych spostrzeżeń Joela na całą branżę IT... > >Ajjj, roztargnienie... miałem oczywiście na myśli cytat wskazany przez >Lewandowskiego, od którego pokusiłem się o pierwsze reply, bo taką próbą >projekcji się wydawał. Swoją drogą dzięki, że to wrzuciłeś tutaj - Joela >akurat czytam, Po angielsku?... A.L.
Re: My First BillG Review
Author: Piotr Dembiński
Date: Sun, 17 Sep 2006 20:37
Date: Sun, 17 Sep 2006 20:37
8 lines
1281 bytes
1281 bytes
mgl <ask@for.email.com> writes: [...] > Teza, że firmą wytwarzającą oprogramowanie powinien kierować ktoś > z doświadczeniem programistycznym jest prześmieszna. Nie tyle prześmieszna, co wątpliwa ze względu na zasadę Petera.
Re: My First BillG Review
Author: Piotr Dembiński
Date: Sun, 17 Sep 2006 20:38
Date: Sun, 17 Sep 2006 20:38
8 lines
1329 bytes
1329 bytes
"Aleksander Galicki" <tretete@WYTNIJ.gazeta.pl> writes: [...] > Branza software company jest wlasnie "wytwarzanie oprogramowania". Hej, nie tylko! Istnieją przedsiębiorstwa, które zajmują się wyłącznie konserwacją albo wdrażaniem oprogramowania.
Re: My First BillG Review
Author: Piotr Dembiński
Date: Sun, 17 Sep 2006 20:43
Date: Sun, 17 Sep 2006 20:43
12 lines
1462 bytes
1462 bytes
pdemb@gazeta.pl (Piotr Dembiński) writes: > "Aleksander Galicki" <tretete@WYTNIJ.gazeta.pl> writes: > > [...] > >> Branza software company jest wlasnie "wytwarzanie oprogramowania". > > Hej, nie tylko! Istnieją przedsiębiorstwa, które zajmują się > wyłącznie konserwacją albo wdrażaniem oprogramowania. ...albo testowaniem, albo refaktoryzacją.
Re: My First BillG Review
Author: Seweryn Habdank-Wojewódzki
Date: Sun, 17 Sep 2006 20:51
Date: Sun, 17 Sep 2006 20:51
42 lines
2874 bytes
2874 bytes
Witam A.L. wrote: > Jak rowniez Panska. Jak Pan nie ma nic do powiedzenia (a na ogol nie > ma) to zasuwa Pan z przytykami osobistymi. 1. Nie pisałem o Panu, ale widze tu jakąś formę adwokatury. Słusznie, szłusznie. 2. Niech Pan przejrzy historię moich wypowiedzi i zastanowi się, że tak powiem po dziecinnemu, "Kto zaczął?". 3. I tak ze starego wątku. Jak się ma zagadka z operatorem złożenia funkcji? Jesli chodzi o merytoryczne odpowiedzi na merytoryczne pytania. Pan A.G. twierdził co twierdził i kiedy dałem teoretyczny kontrprzykład, to temat urwał. Czemu? Bo wolał wypisywać personalne przytyki, zamiast odpowiedzieć na pytanie. Albo przyznać się, że nie umie lub że nie ma racj. 4. Oczywiście rozumiem, że to Pan A.G. jest tu od zadawania pytań, a reszta powinna słuchać go z zapartym tchem. Zgadzać się ze wszystkim i przypadkiem nie próbować podważać snutych teorii oraz "I minę mieć durnowatą, aby (inteligentym) wyglądem nie peszyć urzędnika". 5. Czy stwierdzenie, że: "Jak Pan nie ma nic do powiedzenia (a na ogol nie ma)" nie jest przytykiem? Czy to jest wypowiedź obiektywna? Cieszę się, że mieliśmy okazję na innej grupie konstruktywnie wymienić podlądy i jakoś nie twierdził Pan, że nic nie mam do powiedzenia. Ale widze, że konstruktywne dyskusje mamy za sobą, zatem Pan wraca do swoich starych "dobrych" zwyczajów. 7. Czy na grupach anaglo-języcznych też Pan tak się zachowuje? Moje obserwacje wskazują, że nie. A wie Pan czemu, bo jakby Pana jakiś klient przyłapał na takim traktowaniu dyskutantów to miałby Pan spapraną reputację. A tak "po polsku", może odreagować stresy szkolne, bo kto tam umie polski jezyk. Pozdrawiam. -- |\/\/| Seweryn Habdank-Wojewódzki `\/\/'
Re: My First BillG Review
Author: A.L.
Date: Sun, 17 Sep 2006 22:55
Date: Sun, 17 Sep 2006 22:55
13 lines
1624 bytes
1624 bytes
On Sun, 17 Sep 2006 22:51:50 +0200, Seweryn Habdank-Wojewódzki <habdank@gmail.com> wrote: > >7. Czy na grupach anaglo-języcznych też Pan tak się zachowuje? Moje >obserwacje wskazują, że nie. A wie Pan czemu, bo jakby Pana jakiś klient >przyłapał na takim traktowaniu dyskutantów to miałby Pan spapraną >reputację. A tak "po polsku", może odreagować stresy szkolne, bo kto tam >umie polski jezyk. Ja nei mam klientow. I wsadzam Pana do KF. Na wszystkich grupach. A.L
Re: My First BillG Review
Author: Seweryn Habdank-Wojewódzki
Date: Mon, 18 Sep 2006 07:16
Date: Mon, 18 Sep 2006 07:16
37 lines
2811 bytes
2811 bytes
Witam A.L. wrote: >>7. Czy na grupach anaglo-języcznych też Pan tak się zachowuje? Moje >>obserwacje wskazują, że nie. A wie Pan czemu, bo jakby Pana jakiś klient >>przyłapał na takim traktowaniu dyskutantów to miałby Pan spapraną >>reputację. A tak "po polsku", może odreagować stresy szkolne, bo kto tam >>umie polski jezyk. > > Ja nei mam klientow. I wsadzam Pana do KF. Na wszystkich grupach. Widzę, że ten punkt Pana najbardziej zabolał. Szkoda, że Pan mówiąc wszystkim jak powinni się zachowywać, jakie posty powinni pisać, jak formułować myśli, co określać precyzyjnie, a na co pozostawiać swobodę. Sam do siebie nie przykłada Pan tej miary. Pomijam już poziom Pana kultury pojawiający się postach na polsko-języcznych grupach dyskusyjnych. A co do klientów to nie ważne czy ma ich Pan czy ich Pan nie ma. Po prostu są ludzie którzy Pana otaczają i mogą Pana oceniać i klasyfikować. Jakby Pan na anglo-języcznych grupach stosował takie styl pisarski, a ktoś by to przeczytał, to wie Pan jaką siłę ma opinia publiczna w krajach posługujących się językiem angielskim. Szkoda, aby Panski stopien naukowy ucierpiał z tak błachego powodu, jak używanie wulgaryzmów i prowadzenie dyskusji w taki nieelegancki sposób - czego Panu nie życzę. Życzę zarówno Panu jak i Panu A.G., abyście mierzyli innych ta samą miarką którą mierzycie siebie. Pozdrawiam. Ps. Nic mi się nie stanie jak posiedzę trochę w KF, już nieraz tam byłem i nie raz zniego mnie Pan wypuścił. -- |\/\/| Seweryn Habdank-Wojewódzki `\/\/'
Re: My First BillG Review
Author: Aleksander Galicki
Date: Mon, 18 Sep 2006 08:26
Date: Mon, 18 Sep 2006 08:26
69 lines
4550 bytes
4550 bytes
mgl <ask@for.email.com> napisał(a): > > " > > "Running software companies" > > ma mimo wszystko duzo wiecej wspolnego z "running companies" niz z > > "software development". Jesli do wlasciciela firmy dochodza sprawy > > zwiazane z technicznymi aspektami wytwarzania oprogramowania, to > > organizacja w takiej instytucji bez dwoch zdan kuleje. " > > > > Twierdzenie to padlo w kontekscie MS. > > No właśnie, kolego Olku - nie. Stwierdzenie to padło w kontekście > Twojego cytatu wypowiedzi Joela, w którym wzmianki o Microsoft, któremu > poświęcony był oryginalny tekst, nie ma. Stąd moje wrażenie, że to próba > projekcji pikantnych spostrzeżeń Joela na całą branżę IT... Caly tekst Spolskyego dotyczyl MS - i ten cytat dotyczyl MS jako hardcorowego przykladu software company. Ten konkretny cytat byl w kontekscie opisu jak bardzo Bill Gates orientowal sie w szczegolach technicznych tego co MS robil nawet wtedy gdy MS juz mial 8 poziomow zarzadzania. Znaczy sie nieuwaznie przeczytales tekst Spolskyego, z fragmentem ktorego chciales dyskutowac? > > Core business MS to oprogramowanie. > > Zatem twierdzil kolega, ze organizacja MS kulala, bo do prezesa MS dochodzily > > sprawy zwiazane z core business - z oprogramowaniem. I w tym kontekscie padlo > > stwierdzenie, ze "Running software companies" > > ma wiecej wspolnego z generycznym "running companies" niz z core business - > > czyli z oprogramowaniem. > > .... więc się chyba bardzo niezrozumieliśmy. > > > Branza software company jest wlasnie "wytwarzanie oprogramowania". > > No dobrze, zatem wracając... czy mógłbyś wymienić firmy, w których > dobrze pracowało się Tobie lub Twoim znajomym (i których dojrzałość > wysoko oceniacie), zarządzane przez byłych programistów? W mojej poprzedniej firmie moim bezposrednim szefem i dyrektorem byla osoba, ktora czynnie programowala - znacznie rzadziej niz nominalny programista, ale jednak. Nie miala wyksztalcenia "kierunkowego" - miala PhD z fizyki kwantowej i doskonale orientowala sie w tym "o co chodzi w programowaniu". W moim obecnym projekcie nie ma ani jednej osoby z managementu z "biznesowym" wyksztalceniem. Nawet glowny salesmen ma wyksztalcenie scisle. I nie chodzi o to, ze zarzadzac koniecznie musi 'programista'. Chodzi o to, ze aby dobrze zarzadzac trzeba calkiem dobrze rozumiec to czym sie zarzadza. Generyczne zarzadzanie moze i sie sprawdza przy sprzedazy Coca-Coli, wzglednie gum do zucia, (a moze nawet sie okazac, ze przyslowiowe sprzedawanie Coca Coli to to czym sie zajmuja 95% firm na swiecie), ale nie w przypadku firm softwareowych i, jak podejrzewam - nie w przypadku innych high tech'owych firm. W firmach, gdzie pracowalem, tylko raz bezposredni project manager mial wykszalcenie "biznesowe". Calkiem dobrze sie nawet spisywal, bo jego glownymi obowiazkami bylo przyjmowanie na siebie opieprzu "z gory" i prezentacje dla klientow. > > I zmień, proszę, nastawienie do tej dyskusji - fajnie jest rozmawiać i > wymieniać się poglądami i doświadczeniami, a nie bezpardonowo forsować > Twoje zdanie. Jeśli rzeczywiście uraziłem Cię poprzednimi wypowiedziami > to wybacz, komentowałem Twoje opinie, nie Ciebie. Urazic? Raczej podraznic. Za dlugo jestem na usenecie, by sie obrazac na wirtualne opinie. A. -- Wysłano z serwisu Usenet w portalu Gazeta.pl -> http://www.gazeta.pl/usenet/
Re: My First BillG Review
Author: Piotr Dembiński
Date: Mon, 18 Sep 2006 13:53
Date: Mon, 18 Sep 2006 13:53
13 lines
1576 bytes
1576 bytes
mgl <ask@for.email.com> writes: > Piotr Dembiński wrote: >> ...albo testowaniem, albo refaktoryzacją. > > Refaktoryzacją? Poproszę o przykład, bom w życiu nie widział :) Z tego, co wiem, to Fowler prowadzi przedsiębiorstwo zajmujące się właśnie refaktoryzacją. W gruncie rzeczy -- uogólniając -- tzw. systemy spadkowe to pewnie solidny kawał rynku -- http://www.piotr.dembiński.prv.pl
Re: My First BillG Review
Author: Sektor van Skijlen
Date: Tue, 19 Sep 2006 18:35
Date: Tue, 19 Sep 2006 18:35
15 lines
1934 bytes
1934 bytes
Dnia Sun, 17 Sep 2006 22:51:50 +0200, Seweryn Habdank-Wojewódzki skrobie: > 7. Czy na grupach anaglo-języcznych też Pan tak się zachowuje? Moje > obserwacje wskazują, że nie. A wie Pan czemu, bo jakby Pana jakiś klient > przyłapał na takim traktowaniu dyskutantów to miałby Pan spapraną > reputację. A tak "po polsku", może odreagować stresy szkolne, bo kto tam > umie polski jezyk. Murzyni w Stanach :) -- // _ ___ Michal "Sektor" Malecki <sektor(whirl)kis.p.lodz.pl> \\ L_ |/ `| /^\ ,() <ethouris(O)gmail.com> // \_ |\ \/ \_/ /\ C++ bez cholesterolu: http://www.intercon.pl/~sektor/cbx "I am allergic to Java because programming in Java reminds me casting spells"
Re: My First BillG Review
Author: Jacek Pietraszek
Date: Thu, 21 Sep 2006 12:48
Date: Thu, 21 Sep 2006 12:48
9 lines
1393 bytes
1393 bytes
A.L. <alewando@fala2005.com> napisal: > Nie chce mi sie. Za to dokladnie pamietam soeech bylego szefa firmy > Nabisco. A tak z ciekawosci: jak to zabojcze zdanie brzmialo? -- Pozdrawiam, Jacek
Re: My First BillG Review
Author: Jacek Pietraszek
Date: Thu, 21 Sep 2006 12:51
Date: Thu, 21 Sep 2006 12:51
12 lines
1403 bytes
1403 bytes
Aleksander Galicki <tretete@wytnij.gazeta.pl> napisal: > Nie ma czegos takiego jak generyczne "running companies", tak samo jak nie ma > generycznego "zarzadzania". Akademie Ekonomiczne w PL maja silne zdanie odrebne, co objawilo sie w chwili, gdy Politechniki probowaly zainicjowac "Zarzadzenie i Marketing w Przemysle". Zostaly zbluzgane jako profani wkraczajcy do swiatynii ekonomii. -- Pozdrawiam, Jacek
Re: My First BillG Review
Author: A.L.
Date: Thu, 21 Sep 2006 15:20
Date: Thu, 21 Sep 2006 15:20
14 lines
1430 bytes
1430 bytes
On Thu, 21 Sep 2006 12:48:03 +0000 (UTC), Jacek Pietraszek <nobody@nospam.cyf-kr.edu.pl> wrote: >A.L. <alewando@fala2005.com> napisal: >> Nie chce mi sie. Za to dokladnie pamietam soeech bylego szefa firmy >> Nabisco. > >A tak z ciekawosci: jak to zabojcze zdanie brzmialo? "IBM nie ma inetersu brac udzialo w wojnie o desktop". Bylo powiedziane w wywiadze dla New York Times w kontekscie planow odnosnie OS/2. A.L.
Re: My First BillG Review
Author: duc69
Date: Fri, 22 Sep 2006 20:56
Date: Fri, 22 Sep 2006 20:56
26 lines
1843 bytes
1843 bytes
A.L. <alewando@fala2005.com> napisał(a): > > > >A tak z ciekawosci: jak to zabojcze zdanie brzmialo? > > "IBM nie ma inetersu brac udzialo w wojnie o desktop". Bylo > powiedziane w wywiadze dla New York Times w kontekscie planow > odnosnie OS/2. > > A.L. No i co? IBM niby mialo szanse zdetronizowac Microsoft? Rynek nie kupuje systemu operacyjnego bo jest lepszy. System operacyjny kupuje sie po to, zeby uzywac aplikacji ktore robia cos przydatnego. Bez aplikacji systemu operacyjnego sie nie sprzeda. Naprawde radze poczytac sobie ksiazki pana Geoffrey Moore'a, to jest bardzo pouczajaca lektura. anonim -- Wysłano z serwisu Usenet w portalu Gazeta.pl -> http://www.gazeta.pl/usenet/
Re: My First BillG Review
Author: Piotr Dembiński
Date: Fri, 22 Sep 2006 21:31
Date: Fri, 22 Sep 2006 21:31
7 lines
1352 bytes
1352 bytes
" " <duc69@WYTNIJ.gazeta.pl> writes: [...] > Bez aplikacji systemu operacyjnego sie nie sprzeda. Sprzeda się, ale na zupełnie inny rynek :)
Re: My First BillG Review
Author: A.L.
Date: Fri, 22 Sep 2006 22:10
Date: Fri, 22 Sep 2006 22:10
37 lines
2518 bytes
2518 bytes
On Fri, 22 Sep 2006 20:56:16 +0000 (UTC), " " <duc69@WYTNIJ.gazeta.pl> wrote: >A.L. <alewando@fala2005.com> napisał(a): > >> > >> >A tak z ciekawosci: jak to zabojcze zdanie brzmialo? >> >> "IBM nie ma inetersu brac udzialo w wojnie o desktop". Bylo >> powiedziane w wywiadze dla New York Times w kontekscie planow >> odnosnie OS/2. >> >> A.L. > >No i co? IBM niby mialo szanse zdetronizowac Microsoft? >Rynek nie kupuje systemu operacyjnego bo jest lepszy. System operacyjny >kupuje sie po to, zeby uzywac aplikacji ktore robia cos przydatnego. >Bez aplikacji systemu operacyjnego sie nie sprzeda. > Proze Pana, jak Pan nic nei ma do powiedzenia, to neich Pan nie mowi... To to ze nastepnego dnia i dlugo potem byla burza w prasie fachowej i mediach pod haslem "IBM nie bedzie rozwijal OS/2". W efekcie, pokasowano wiele kontraktow z IBM ktore staly na OS/2, i rzeczywiscie, IBM wycofal OS/2 z rynku. Moze Pan nie pamieta (bo skad ma pamietac) i moze nei wie (bo i skad ma wiedziec) na jaka skale IBM rozpetal kampanie reklamowa na temat OS/2 zanim managerowi od herbatnikow wypsnelo sie to zdanie. >Naprawde radze poczytac sobie ksiazki pana Geoffrey Moore'a, to jest >bardzo pouczajaca lektura. Co Pan wyjzezdza z tym Moorem? Toz to sa smieci dobre dla studentow Wydzialu Zarzadzania. A.L.
Re: My First BillG Review
Author: Sektor van Skijlen
Date: Sat, 23 Sep 2006 10:29
Date: Sat, 23 Sep 2006 10:29
42 lines
3284 bytes
3284 bytes
Dnia Fri, 22 Sep 2006 20:56:16 +0000 (UTC), skrobie: > A.L. <alewando@fala2005.com> napisał(a): > > > > > >A tak z ciekawosci: jak to zabojcze zdanie brzmialo? > > > > "IBM nie ma inetersu brac udzialo w wojnie o desktop". Bylo > > powiedziane w wywiadze dla New York Times w kontekscie planow > > odnosnie OS/2. > > > > A.L. > No i co? IBM niby mialo szanse zdetronizowac Microsoft? > Rynek nie kupuje systemu operacyjnego bo jest lepszy. System operacyjny > kupuje sie po to, zeby uzywac aplikacji ktore robia cos przydatnego. > Bez aplikacji systemu operacyjnego sie nie sprzeda. Jasne - a jak Microsoft wypuścił Windows 95, to pod ten system było aplikacji od chuja i ciut ciut. Poza być może M$ Office'm, nie było na ten system dosłownie nic. Z drugiej strony, wszystkie programy pisane pod dosa i Windows 3.1 chodziły zarówno na Windows 95, jak i OS/2 bez problemów. W związku z tym, można jasno stwierdzić, że Windows 95 i OS/2 miały dość zbliżoną pozycję na starcie. Oczywiście, Microsoft przeważał marketingowo, ale z drugiej strony nie tylko. Pamiętam, jak usiłowałem to zainstalować na sprzęcie, jaki wtedy był w użyciu i okazało się np., że używamy CD-romu jakiejś dziwnej firmy (swoją drogą do dziś nie pamiętam, jakiej), a on do tego niestety nie ma sterowników... przy czym na tym samym sprzęcie Windows 95 poszedł od kopa. Mimo tych wszystkich problemów, wydaje mi się, że IBM-owi udałoby się doprowadzić ten system do popularnośći, nawet jeśli nie prześcignąłby W95, to wciąż miałby dużą część tortu. Choćby dlatego, że na Windowsy wszyscy wciąż klęli. -- // _ ___ Michal "Sektor" Malecki <sektor(whirl)kis.p.lodz.pl> \\ L_ |/ `| /^\ ,() <ethouris(O)gmail.com> // \_ |\ \/ \_/ /\ C++ bez cholesterolu: http://www.intercon.pl/~sektor/cbx "I am allergic to Java because programming in Java reminds me casting spells"
Thread Navigation
This is a paginated view of messages in the thread with full content displayed inline.
Messages are displayed in chronological order, with the original post highlighted in green.
Use pagination controls to navigate through all messages in large threads.
Back to All Threads