Thread View: alt.pl.milosc
33 messages
33 total messages
Started by Dran
Sun, 16 Dec 2001 04:01
Milosc vs zauroczenie [dlugie jak cholera]
Author: Dran
Date: Sun, 16 Dec 2001 04:01
Date: Sun, 16 Dec 2001 04:01
81 lines
4881 bytes
4881 bytes
Witam Pewnie to juz bylo gdzies, ale zaczne i tak. Ludzie widze czesto tu mowia o "prawdziwej milosci" i "zauroczeniu". A ja sie zastanawiam czym sa te dwa pojecia? Bo dla mnie mydleniem oczu. Wedlug mnie milosc = zauroczenie. Dlaczego tak uwazam, sprobuje wyjasnic. 1. "Bo to tylko zauroczenie" To sztandarowy argument osob ktore wierza w milosc. Kiedy stawia im sie pytanie typu "dlaczego ludzie postepuja tak czy tak, skoro milosc jest taka idealna" odpowiadaja wlasnie tym argumentem. Co wedlug mnie jest zwyklym odbijaniem pileczki. Bo w ten sposob bezpiecznie mozna stwierdzic, w momencie gdy cos sie zepsuje, ze widocznie to tylko zauroczenie. A dopoki sie nie popsuje, to wychodzi na to ze milosc? 2. "Skoro nie widzisz roznicy miedzy zauroczeniem a miloscia, to znaczy ze sie jeszcze nie zakochales" Kolejne odbicie pileczki. I to na dodatek dosc nisko zagrane. To tak jakby czlowiek probujacy udowodnic jakas teze naukowa, zapytany "ale czemu mi tu cos nie gra", nie umiejac odpowiedziec, zbyl goscia tekstem "bo glupi jestes". Ktos sam nie potrafi pokazac roznicy wiec mowi: "Jak sie zakochasz to zobaczysz". Bzdura. Jesli ktos juz przezyl ta "milosc" i nadal twierdzi ze to to samo co zauroczenie, to wychodzi na to ze nie wie o czym mowi. No a teraz moje argumenty, przemawiajace za tym ze niczym sie to nie rozni. W pierwszej fazie budzacego sie uczucia przezywamy fascynacje druga osoba, idealizujemy ja, pragniemy kontaktu itp. Dzieje sie tak bo sie wytwarzaja rozne zwiazki, bla bla bla, nad mechanizmem nie bede sie tu rozwodzil. I tak wlasnie rodzi sie uczucie. Czy z czasem ono narasta, staje sie silniejsze? Otoz nie, wrecz przeciwnie, stale slabnie. Jesli zwiazek przetrwa ten okres i nadal istnieje, to pierwsze uczucie juz zgaslo, pozostala nadal wiez, przywiazanie, zrozumienie itd. Chyba to wlasnie niektorzy nazywaja "prawdziwa miloscia", ale z uczuciem ma to juz mniej wspolnego. Przypomina raczej przyjazn. Tak wiec uczucie milosci to uczucie zauroczenia. A to jest niezalezne od tego czy zwiazek przetrwal czy nie. Dodatkowo, jesli przyjac ze nie liczy sie ten zryw uczuc zwany zauroczeniem, a trwala wiez osob jako "milosc", to przestajemy mowic o uczuciu danej osoby, a zaczynamy o zwiazku partnerskim. Tak wiec nadal wychodzi ze jedynym uczuciem w tym ukladzie jest zauroczenie. Dalsze implikacje uzywania terminu "milosc" w odniesieniu do udanego zwiazku dwoch osob sa nastepujace: - nie mozemy mowic o "nieszczesliwej milosci" bo cos takiego nie ma racji bytu - nie istnieje "milosc jednostronna" - wogole termin "kocham cie" traci sens, gdyz "milosc" to zwiazek dwojga ludzi, nie moze byc odczuwana przez jedna osobe Tak wiec nie mozemy mowic o milosci jako prawdziwym, udanym, opartym na zrozumieniu i szacunku zwiazku, gdyz "milosc" to uczucie a zwiazek moze z niego jedynie wynikac. Jesli wiec jestesmy zmuszeni mowic o milosci jako uczuciu, to jakie to uczucie? Wnioskuje ze to samo ktore nazywa sie zauroczeniem, gdyz z czasem wszelkie uczucia wygasaja, zmieniaja sie najwyzej w przyjazn, przywiazanie, itp. Sila uczucia moze byc rozna, ale nadal jest to te samo uczucie. Bo jesli uczucie slabsze jest zauroczeniem, a silniejsze miloscia, to gdzie jest granica? Jak ja zmierzyc? A jesli dana osoba za kazdym razem od samego poczatku przezywa zauroczenie jednakowo intensywnie to zawsze jest milosc? Natomiast jesli dany czlowiek nie przezywa gwaltownych uczuc to nigdy nie kocha? Jesli czlowiek mowi ze kocha, bo pragnie danej osoby mimo krzywd, odrzucenia itd. to nadal pozadanie jest wytworzone przez zauroczenie. Kiedy to uczucie minie, zniknie takze "milosc" Wniosek: Zauroczenie i milosc to to samo uczucie. Moga z niego powstac udane badz nieudane zwiazki, ale nie jest to kwestia samego uczucia. Tym samym stwierdzam ze termin "prawdziwa milosc" jest zdecydowanie naduzywany. Okresla sie nim cos zludnego. "Prawdziwa milosc" nie istnieje. Pozdrawiam Dran
Re: Milosc vs zauroczenie [dlugie jak cholera]
Author: Valkiria
Date: Sun, 16 Dec 2001 10:50
Date: Sun, 16 Dec 2001 10:50
17 lines
1628 bytes
1628 bytes
> Ludzie widze czesto tu mowia o "prawdziwej milosci" i "zauroczeniu". A ja > sie zastanawiam czym sa te dwa pojecia? Wedlug > mnie milosc = zauroczenie. moje zdnaie ,cytuje ciebie :)zauroczenie : '' W pierwszej fazie budzacego sie uczucia przezywamy fascynacje druga osoba, > idealizujemy ja, pragniemy kontaktu itp. Dzieje sie tak bo sie wytwarzaja > rozne zwiazki, bla bla bla, nad mechanizmem nie bede sie tu rozwodzil. '' milosc : " Jesli zwiazek przetrwa ten okres i nadal istnieje, to pierwsze uczucie juz zgaslo, pozostala nadal wiez, przywiazanie, zrozumienie itd. Chyba to wlasnie niektorzy nazywaja "prawdziwa miloscia", ale z uczuciem ma to juz mniej wspolnego. Przypomina raczej przyjazn." Tak wiec prawdziwa milosc to przyjaźń ,związek partnerski:)
Re: Milosc vs zauroczenie [dlugie jak cholera]
Author: MarFi
Date: Sun, 16 Dec 2001 11:04
Date: Sun, 16 Dec 2001 11:04
88 lines
4058 bytes
4058 bytes
Ujć. To już nie wiem która w moim życiu dyskusja nad definicją miłości. Czy właściwie to ma znaczenie, jak to nazwiesz? Przecież ważniejsze jest, co czujesz, a nie jak to się nazywa. Ale przeanalizujmy "poboczne wątki" tej wypowiedzi. > 1. "Bo to tylko zauroczenie" > To sztandarowy argument osob ktore wierza w milosc. Kiedy stawia im sie > pytanie typu "dlaczego ludzie postepuja tak czy tak, skoro milosc jest taka > idealna" odpowiadaja wlasnie tym argumentem. Co wedlug mnie jest zwyklym > odbijaniem pileczki. Bo w ten sposob bezpiecznie mozna stwierdzic, w > momencie gdy cos sie zepsuje, ze widocznie to tylko zauroczenie. A dopoki > sie nie popsuje, to wychodzi na to ze milosc? > Ja tego nie rozumiem. Dlaczego w miłości nie może się nic zepsuć? > > No a teraz moje argumenty, przemawiajace za tym ze niczym sie to nie rozni. > Chyba to wlasnie niektorzy nazywaja "prawdziwa miloscia", ale z > uczuciem ma to juz mniej wspolnego. Przypomina raczej przyjazn. Przypomina to przyjaźń, ale są tu pewne niuanse odróżniające te dwa pojęcia. Przyjaźń to też uczucie, i nie jest związane z fizjologią człowieka. > Dodatkowo, jesli przyjac ze nie liczy sie ten zryw uczuc zwany zauroczeniem, > a trwala wiez osob jako "milosc", to przestajemy mowic o uczuciu danej > osoby, a zaczynamy o zwiazku partnerskim. Ja twierdzę, że to nadal uczucie, podobnie jak właśnie przyjaźń, ale tu jest znowu kwestia definicji. > - nie mozemy mowic o "nieszczesliwej milosci" bo cos takiego nie ma racji > bytu A zakochać się nieszczęśliwie to już nie można??? > - nie istnieje "milosc jednostronna" Istnieje. > - wogole termin "kocham cie" traci sens, gdyz "milosc" to zwiazek dwojga > ludzi, nie moze byc odczuwana przez jedna osobe No , właśnie że może. Nie rozumiem, czemu nie? > > Tak wiec nie mozemy mowic o milosci jako prawdziwym, udanym, opartym na > zrozumieniu i szacunku zwiazku, gdyz "milosc" to uczucie a zwiazek moze z > niego jedynie wynikac. Dalczego miłość nie może być oparta na partnerstwie? Nie rozumiem. > > Jesli wiec jestesmy zmuszeni mowic o milosci jako uczuciu, to jakie to > uczucie? Wnioskuje ze to samo ktore nazywa sie zauroczeniem, gdyz z czasem > wszelkie uczucia wygasaja, zmieniaja sie najwyzej w przyjazn, przywiazanie, > itp. A to już nie uczucia? Twierdzę, że taka miłość dojrzała jednak różni się od przyjaźni. > Sila uczucia moze byc rozna, ale nadal jest to te samo uczucie. Bo jesli > uczucie slabsze jest zauroczeniem, a silniejsze miloscia, to gdzie jest > granica? Jak ja zmierzyc? To prawda, że granica jest płynna. A jesli dana osoba za kazdym razem od samego > poczatku przezywa zauroczenie jednakowo intensywnie to zawsze jest milosc? No, nie może stale przeżywać zauroczenia jednakowo, bo to wbrew fizjologii. Pinex ci wyjaśni. > Jesli czlowiek mowi ze kocha, bo pragnie danej osoby mimo krzywd, odrzucenia > itd. to nadal pozadanie jest wytworzone przez zauroczenie. Kiedy to uczucie > minie, zniknie takze "milosc" To też prawda. Od miłośći do nienawiści jest tylko jeden mały krok.
Re: Milosc vs zauroczenie [dlugie jak cholera]
Author: MarFi
Date: Sun, 16 Dec 2001 11:23
Date: Sun, 16 Dec 2001 11:23
6 lines
1226 bytes
1226 bytes
> Tak wiec prawdziwa milosc to przyjaźń ,związek partnerski:) Do pewnego stopnia się zgadzam z Valkircią. Inaczej bym to jednak nazwał, bo partner "miłosny" to jednak nie to samo, co przyjaciel. Są tu pewne różnice, choć są też duże podobieństwa. Partner taki może być przyjacielem, ale nie musi.
Odp: Milosc vs zauroczenie [dlugie jak cholera]
Author: Dran
Date: Sun, 16 Dec 2001 16:30
Date: Sun, 16 Dec 2001 16:30
106 lines
4727 bytes
4727 bytes
Nie zrozumielismy sie. > > 1. "Bo to tylko zauroczenie" > > To sztandarowy argument osob ktore wierza w milosc. Kiedy stawia im sie > > pytanie typu "dlaczego ludzie postepuja tak czy tak, skoro milosc jest > taka > > idealna" odpowiadaja wlasnie tym argumentem. Co wedlug mnie jest zwyklym > > odbijaniem pileczki. Bo w ten sposob bezpiecznie mozna stwierdzic, w > > momencie gdy cos sie zepsuje, ze widocznie to tylko zauroczenie. A dopoki > > sie nie popsuje, to wychodzi na to ze milosc? > > > Ja tego nie rozumiem. Dlaczego w miłości nie może się nic zepsuć? No wlasnie, a ludzie mowiacy o prawdziwej milosci argumentuja w momencie kiedy sie cos popsuje, ze widocznie to bylo tylko zauroczenie. > > Dodatkowo, jesli przyjac ze nie liczy sie ten zryw uczuc zwany > zauroczeniem, > > a trwala wiez osob jako "milosc", to przestajemy mowic o uczuciu danej > > osoby, a zaczynamy o zwiazku partnerskim. > > Ja twierdzę, że to nadal uczucie, podobnie jak właśnie przyjaźń, ale tu jest > znowu kwestia definicji. > > > - nie mozemy mowic o "nieszczesliwej milosci" bo cos takiego nie ma racji > > bytu > > A zakochać się nieszczęśliwie to już nie można??? No jesli przyjmiesz definicje slowa "milosc" jako zwiazek partnerski, to nie. No bo jesli nie ma zwiazku to nie ma milosci, tylko zauroczenie. > > - nie istnieje "milosc jednostronna" > > Istnieje. Jak wyzej. > > - wogole termin "kocham cie" traci sens, gdyz "milosc" to zwiazek dwojga > > ludzi, nie moze byc odczuwana przez jedna osobe > > No , właśnie że może. Nie rozumiem, czemu nie? I znow to samo. Jesli zdefiniowalismy "milosc" jako wzajemna wiez to jest to zwiazek ludzi, a nie uczucie pojedynczej osoby. > > Tak wiec nie mozemy mowic o milosci jako prawdziwym, udanym, opartym na > > zrozumieniu i szacunku zwiazku, gdyz "milosc" to uczucie a zwiazek moze z > > niego jedynie wynikac. > > Dalczego miłość nie może być oparta na partnerstwie? Nie rozumiem. Ehh, ciagle to tylko definicja. Ale zobacz, jesli ktos mowi ze prawdziwa milosc opiera sie na zaufaniu, szacunku itp. to jesli ktoras osoba zdradzi, to nagle trzeba by uznac ze nie byla to prawdziwa milosc. > > Jesli wiec jestesmy zmuszeni mowic o milosci jako uczuciu, to jakie to > > uczucie? Wnioskuje ze to samo ktore nazywa sie zauroczeniem, gdyz z czasem > > wszelkie uczucia wygasaja, zmieniaja sie najwyzej w przyjazn, > przywiazanie, > > itp. > > A to już nie uczucia? Twierdzę, że taka miłość dojrzała jednak różni się od > przyjaźni. > > > Sila uczucia moze byc rozna, ale nadal jest to te samo uczucie. Bo jesli > > uczucie slabsze jest zauroczeniem, a silniejsze miloscia, to gdzie jest > > granica? Jak ja zmierzyc? > > To prawda, że granica jest płynna. No a wedlug mnie nie ma zadnej. Mozna mowic tylko o slabszym lub silniejszym uczuciu, a nie dwoch roznych. > A jesli dana osoba za kazdym razem od samego > > poczatku przezywa zauroczenie jednakowo intensywnie to zawsze jest milosc? > > No, nie może stale przeżywać zauroczenia jednakowo, bo to wbrew fizjologii. > Pinex ci wyjaśni. Mozna. Nie chodzilo mi o przezywanie uczucia tak samo intensywnie przez iles lat, ale o jednakowa jego intensywnosc przy kazdym nowym zwiazku. > > > Jesli czlowiek mowi ze kocha, bo pragnie danej osoby mimo krzywd, > odrzucenia > > itd. to nadal pozadanie jest wytworzone przez zauroczenie. Kiedy to > uczucie > > minie, zniknie takze "milosc" > > To też prawda. Od miłośći do nienawiści jest tylko jeden mały krok. Wiec nie jest oparta na szacunku i zaufaniu. Ktos nie spelnil moich oczekiwan wiec zaczynam go nienawidziec. Gdzie tu roznica miedzy zauroczeniem? Dziala chyba tak samo. Pozdrawiam Dran
Re: Milosc vs zauroczenie [dlugie jak cholera]
Author: MarFi
Date: Sun, 16 Dec 2001 17:33
Date: Sun, 16 Dec 2001 17:33
41 lines
2336 bytes
2336 bytes
> > > - wogole termin "kocham cie" traci sens, gdyz "milosc" to zwiazek dwojga > > > ludzi, nie moze byc odczuwana przez jedna osobe > > > > No , właśnie że może. Nie rozumiem, czemu nie? Według mnie miłość to nie jest związek dwojga ludzi, tylko uczucie jednej osoby do drugiej. To znowu kwestia definicji. > > > > > Tak wiec nie mozemy mowic o milosci jako prawdziwym, udanym, opartym na > > > zrozumieniu i szacunku zwiazku, gdyz "milosc" to uczucie a zwiazek moze > z > > > niego jedynie wynikac. No to ja już nie wiem, czy według Ciebie miłość to związek, czy uczucie? > > > > > > Jesli czlowiek mowi ze kocha, bo pragnie danej osoby mimo krzywd, > > odrzucenia > > > itd. to nadal pozadanie jest wytworzone przez zauroczenie. Kiedy to > > uczucie > > > minie, zniknie takze "milosc" Nie wiem, czy może wówczas pozostać prawdziwa miłość. Według mnie nie, bo nie będzie ona pielęgnowana. Nie mam takiego doświadczenia. U mnie tego typu miłość przerodziła się chyba (przyznaję, niestety) w nienawiść (nie bez powodu). > Wiec nie jest oparta na szacunku i zaufaniu. Ktos nie spelnil moich > oczekiwan wiec zaczynam go nienawidziec. To zależy, o jakich oczekiwaniach mówimy. Nie ma powodu nienawidzieć kogoś za to, że mnie nie kochał. Ale jeśli świadomie krzywdził i grał na uczuciach, to już tak.
Re: Milosc vs zauroczenie [dlugie jak cholera]
Author: Daniel Jakubowski
Date: Sun, 16 Dec 2001 18:25
Date: Sun, 16 Dec 2001 18:25
38 lines
1998 bytes
1998 bytes
Pewnego dnia "MarFi" <marfi6@wp.pl> napisał(a):
>> idealna" odpowiadaja wlasnie tym argumentem. Co wedlug mnie jest zwyklym
>> odbijaniem pileczki. Bo w ten sposob bezpiecznie mozna stwierdzic, w
>> momencie gdy cos sie zepsuje, ze widocznie to tylko zauroczenie. A dopoki
>> sie nie popsuje, to wychodzi na to ze milosc?
>>
>Ja tego nie rozumiem. Dlaczego w miłości nie może się nic zepsuć?
jasne ze moze, tak jush jest
>> - nie mozemy mowic o "nieszczesliwej milosci" bo cos takiego nie ma racji
>> bytu
>
>A zakochać się nieszczęśliwie to już nie można???
no wlasnie ?
>> - nie istnieje "milosc jednostronna"
>
>Istnieje.
:)
>> - wogole termin "kocham cie" traci sens, gdyz "milosc" to zwiazek dwojga
>> ludzi, nie moze byc odczuwana przez jedna osobe
>
>No , właśnie że może. Nie rozumiem, czemu nie?
z kolega chyba cos nie tak :>
_________________________
Pozdrawiam
Daniel Jakubowski
www.danieljakubowski.prv.pl
gg:763076
..."dobre piwo nie jest złe"...
Re: Milosc vs zauroczenie [dlugie jak cholera]
Author: .pineh
Date: Sun, 16 Dec 2001 22:08
Date: Sun, 16 Dec 2001 22:08
16 lines
1775 bytes
1775 bytes
: No wlasnie, a ludzie mowiacy o prawdziwej milosci : argumentuja w momencie kiedy sie cos popsuje, ze : widocznie to bylo tylko zauroczenie. nie! to byla milosc! do momentu erroru. :) : Ehh, ciagle to tylko definicja. Ale zobacz, jesli ktos : mowi ze prawdziwa milosc opiera sie na zaufaniu, : szacunku itp. to jesli ktoras osoba zdradzi, to nagle : trzeba by uznac ze nie byla to prawdziwa milosc. bullshit! popatsh, mash do kogos zaufanie do czasu gdy je stracish. tracish, nie ufash, nie kohash. to byla milosc, ale ktos to spieprzyl. gritez. :)
Odp: Milosc vs zauroczenie [dlugie jak cholera]
Author: Dran
Date: Mon, 17 Dec 2001 00:14
Date: Mon, 17 Dec 2001 00:14
186 lines
8350 bytes
8350 bytes
Użytkownik Daniel Jakubowski <daniello.j@wp.pl> w wiadomości do grup dyskusyjnych napisał:meop1u4dg3hq6opr9dngt05khqn6dl132t@4ax.com... > Pewnego dnia "Dran" <dran@hoga.pl> napisał(a): > > >Witam > > cze > > >Pewnie to juz bylo gdzies, ale zaczne i tak. > >Ludzie widze czesto tu mowia o "prawdziwej milosci" i "zauroczeniu". A ja > >sie zastanawiam czym sa te dwa pojecia? Bo dla mnie mydleniem oczu. Wedlug > >mnie milosc = zauroczenie. Dlaczego tak uwazam, sprobuje wyjasnic. > > zalezy jak na to spojzec... ale raczej to nie to samo No to wyjasnij mi na czym polega roznica? Bo robisz tylko to co wiekszosc, czyli mowisz ze to kwestia indywidualna, albo ze to sie wie. Mysle ze skoro sa to rozne uczucia, to powinno sie dac wyodrebnic cechy je rozniace. > >1. "Bo to tylko zauroczenie" > >To sztandarowy argument osob ktore wierza w milosc. Kiedy stawia im sie > >pytanie typu "dlaczego ludzie postepuja tak czy tak, skoro milosc jest taka > >idealna" odpowiadaja wlasnie tym argumentem. Co wedlug mnie jest zwyklym > >odbijaniem pileczki. Bo w ten sposob bezpiecznie mozna stwierdzic, w > >momencie gdy cos sie zepsuje, ze widocznie to tylko zauroczenie. A dopoki > >sie nie popsuje, to wychodzi na to ze milosc? > > eee to nie jest tak, przeciez i tak kazda milosc kiedys stygnie, > konczy sie.... to jest tylko kwestia czasu imho oczywiscie Zauroczenie tez, wiec czym sie roznia? > >2. "Skoro nie widzisz roznicy miedzy zauroczeniem a miloscia, to znaczy ze > >sie jeszcze nie zakochales" > > > >Kolejne odbicie pileczki. I to na dodatek dosc nisko zagrane. To tak jakby > >czlowiek probujacy udowodnic jakas teze naukowa, zapytany "ale czemu mi tu > >cos nie gra", nie umiejac odpowiedziec, zbyl goscia tekstem "bo glupi > >jestes". Ktos sam nie potrafi pokazac roznicy wiec mowi: "Jak sie zakochasz > >to zobaczysz". Bzdura. Jesli ktos juz przezyl ta "milosc" i nadal twierdzi > >ze to to samo co zauroczenie, to wychodzi na to ze nie wie o czym mowi. > > to ze zdazaja sie tacy jak wyzej to nie znaczy ze "zauroczenie=milosc" a czemu nie znaczy? Podaj jakis argument, zamiast tylko negowac moje. > >No a teraz moje argumenty, przemawiajace za tym ze niczym sie to nie rozni. > > > >W pierwszej fazie budzacego sie uczucia przezywamy fascynacje druga osoba, > >idealizujemy ja, pragniemy kontaktu itp. Dzieje sie tak bo sie wytwarzaja > >rozne zwiazki, bla bla bla, nad mechanizmem nie bede sie tu rozwodzil. I tak > >wlasnie rodzi sie uczucie. > >Czy z czasem ono narasta, staje sie silniejsze? Otoz nie, wrecz przeciwnie, > >stale slabnie. Jesli zwiazek przetrwa ten okres i nadal istnieje, to > >pierwsze uczucie juz zgaslo, pozostala nadal wiez, przywiazanie, zrozumienie > >itd. Chyba to wlasnie niektorzy nazywaja "prawdziwa miloscia", ale z > >uczuciem ma to juz mniej wspolnego. Przypomina raczej przyjazn. Tak wiec > >uczucie milosci to uczucie zauroczenia. A to jest niezalezne od tego czy > >zwiazek przetrwal czy nie. > > przyjazn to tesh uczucie, a prawdziwa milosc jest wtedy kiedy po tej > pierwszej fazie nie nastepuje druga, tylko ta pierwsza trwa nadal, ( > moze byc z mniejsza intensywnoscia) To jest fizycznie niemozliwe, zostalo udowodnione. Zwiazki powodujace ta pierwsza faze przestaja byc wytwarzane w organizmie po pewnym czasie. Wiec ta faza musi sie skonczyc. Wiec jesli milosc tez sie konczy, to gdzie sie rozni od zauroczenia? > > >- nie mozemy mowic o "nieszczesliwej milosci" bo cos takiego nie ma racji > >bytu > >- nie istnieje "milosc jednostronna" > > jak to nie istnieje ? Nie tnij posta tak, zeby wypowiedz byla wyrwana z kontekstu. Jesli nie rozumiesz co chcialem powiedziec to nie wstawiaj samej koncowki. Napisalem, ze jesli przyjmiemy definicje "milosci" jako zwiazku ludzi, opartego na zaufaniu itp. to nie mozna mowic o takich zjawiskach. bo jak zwiazek moze byc jednostronny? > >- wogole termin "kocham cie" traci sens, gdyz "milosc" to zwiazek dwojga > >ludzi, nie moze byc odczuwana przez jedna osobe > > to jest tylko takie gadanie, milosc moze tesh byc jednostronna ... bo > jak to inaczej nazwac ? "zauroczenie" j/w a swoja droga to wlasnie mi odpowiedz. jesli milosc tez moze byc jednostronna to czym sie rozni od zauroczenia? > >Tak wiec nie mozemy mowic o milosci jako prawdziwym, udanym, opartym na > >zrozumieniu i szacunku zwiazku, gdyz "milosc" to uczucie a zwiazek moze z > >niego jedynie wynikac. > > zgadza sie no tu sie zgadzamy :) czyli milosc to uczucie, nie ma zwiazku ze zrozumieniem, zaufaniem itp, to oddzielne uczucia, mogace towarzyszyc rowniez zauroczeniu. wiec czym sie te dwa uczucia roznia? > >Jesli wiec jestesmy zmuszeni mowic o milosci jako uczuciu, to jakie to > >uczucie? Wnioskuje ze to samo ktore nazywa sie zauroczeniem, gdyz z czasem > >wszelkie uczucia wygasaja, zmieniaja sie najwyzej w przyjazn, przywiazanie, > >itp. > > hmmm :| no wlasnie, co? skoro i zauroczenie i milosc wygasaja, to gdzie roznica? I oba moga sie przerodzic w przyjazn, przywiazanie itp. > >Sila uczucia moze byc rozna, ale nadal jest to te samo uczucie. Bo jesli > >uczucie slabsze jest zauroczeniem, a silniejsze miloscia, to gdzie jest > >granica? Jak ja zmierzyc? > > zmierzyc sie nie da :) nie ma takich jednostek, dla kazdego to jest > inaczej No wlasnie. Czyli nie ma wyraznych cech rozniacych te uczucia? Jest to tylko kwestia jak kto nazwie? > > A jesli dana osoba za kazdym razem od samego > >poczatku przezywa zauroczenie jednakowo intensywnie to zawsze jest milosc? > > to zalezy indiwidualnie od osoby > > >Natomiast jesli dany czlowiek nie przezywa gwaltownych uczuc to nigdy nie > >kocha? > > j\w No to tez j/w ;) Dochodzimy do wniosku ze nie ma cech rozniacych zauroczenie i milosc, poza tym jak kto zechce to nazwac. Bo zauroczenie tez moze byc slabsze lub silniejsze. > >Jesli czlowiek mowi ze kocha, bo pragnie danej osoby mimo krzywd, odrzucenia > >itd. to nadal pozadanie jest wytworzone przez zauroczenie. Kiedy to uczucie > >minie, zniknie takze "milosc" > > te argumety imho nie sa dobre.... nie mozna tego tak traktowac... w > takich kategoriach > te sprawy nigdy nie sa szablonowe O matko, a co to mialo znaczyc? Wedlug mnie to co powiedziales nie jest zadnym uzasadnieniem. Powiedziales tylko "nie mozna tego tak traktowac" Ale czemu? Chodzilo mi o argument kiedy mowi sie ze prawdziwa milosc to kiedy kocha sie mimo wszystko a nie za cos. Wiec mowie, ze czesto milosc tez przemija kiedy czlowiek zostanie skrzywdzony. A zauroczenie tez czasem potrafi trwac mimo odrzucenia. Wiec pytam znow, gdzie roznica? > >Wniosek: > >Zauroczenie i milosc to to samo uczucie. Moga z niego powstac udane badz > >nieudane zwiazki, ale nie jest to kwestia samego uczucia. > > > >Tym samym stwierdzam ze termin "prawdziwa milosc" jest zdecydowanie > >naduzywany. Okresla sie nim cos zludnego. "Prawdziwa milosc" nie istnieje. > > kazda milosc jest prawdziwa, a nie prawdziwa to wlasnie zauroczenie Heheh, no dobre dobre, znow mowienie o niczym, czyli maslo maslane. Kazda jest prawdziwa, a jak nie prawdziwa to zauroczenie. A dlaczego? Potrafisz podac cechy rozniace? Jakies argumenty? Bo autorytatywnie stwierdziles to, a nie podales zadnego uzasadnienia. Pozdrawiam Dran
Odp: Milosc vs zauroczenie [dlugie jak cholera]
Author: Dran
Date: Mon, 17 Dec 2001 00:16
Date: Mon, 17 Dec 2001 00:16
37 lines
2103 bytes
2103 bytes
> >> idealna" odpowiadaja wlasnie tym argumentem. Co wedlug mnie jest zwyklym > >> odbijaniem pileczki. Bo w ten sposob bezpiecznie mozna stwierdzic, w > >> momencie gdy cos sie zepsuje, ze widocznie to tylko zauroczenie. A dopoki > >> sie nie popsuje, to wychodzi na to ze milosc? > >> > >Ja tego nie rozumiem. Dlaczego w miłości nie może się nic zepsuć? > > jasne ze moze, tak jush jest > > >> - nie mozemy mowic o "nieszczesliwej milosci" bo cos takiego nie ma racji > >> bytu > > > >A zakochać się nieszczęśliwie to już nie można??? > > no wlasnie ? > > >> - nie istnieje "milosc jednostronna" > > > >Istnieje. > > :) > > >> - wogole termin "kocham cie" traci sens, gdyz "milosc" to zwiazek dwojga > >> ludzi, nie moze byc odczuwana przez jedna osobe > > > >No , właśnie że może. Nie rozumiem, czemu nie? > > z kolega chyba cos nie tak :> Jasne ze nie tak, jak sie nie rozumie posta i wyrywa wypowiedzi z kontekstu. Albo przeanalizuj calosc argumentu albo nie cytuj koncowki, w taki sposob ze rzeczywiscie jest bez sensu. Moze wtedy nie stwierdzisz ze cos ze mna nie tak.
Re: Milosc vs zauroczenie [dlugie jak cholera]
Author: Apik
Date: Mon, 17 Dec 2001 07:49
Date: Mon, 17 Dec 2001 07:49
14 lines
1376 bytes
1376 bytes
Użytkownik "klan killer" <klan25@box43.gnet.pl> napisał w wiadomości news:9vj8p1$76e$1@news.tpi.pl... > A ja wam powiem ze wasze rozwazania sa dla mnie dziwne. Kazda osoba czuje > milosc w inny sposob. Najwazniejsze jest jak to ktos wczesniej napisal co > sie czuje. ciach wreszcie sensowna wypowiedz -- Pozdrawiam Apik apik@clan.pl, apik@tenbit.pl gg##4888
Re: Milosc vs zauroczenie [dlugie jak cholera]
Author: MarFi
Date: Mon, 17 Dec 2001 16:10
Date: Mon, 17 Dec 2001 16:10
7 lines
1260 bytes
1260 bytes
> bullshit! popatsh, mash do kogos zaufanie do czasu gdy je > stracish. tracish, nie ufash, nie kohash. to byla milosc, > ale ktos to spieprzyl. gritez. > Kobietom NIGDY nie można ufać. A przynajmniej nie do końca. Ale to wcale nie oznacza, że nie można ich kochać.
Re: Milosc vs zauroczenie [dlugie jak cholera]
Author: MarFi
Date: Mon, 17 Dec 2001 16:14
Date: Mon, 17 Dec 2001 16:14
15 lines
1629 bytes
1629 bytes
> > z kolega chyba cos nie tak :> > > Jasne ze nie tak, jak sie nie rozumie posta i wyrywa wypowiedzi z kontekstu. > Albo przeanalizuj calosc argumentu albo nie cytuj koncowki, w taki sposob ze > rzeczywiscie jest bez sensu. Moze wtedy nie stwierdzisz ze cos ze mna nie > tak. > Ja bym nie powiedział, że z kolegą jest coś nie tak. Ale trzeba przyznać, że miałem trochę problemów ze zrozumieniem, o co w nim chodzi. A głupi nie jestem. Nie mogłem tego zrozumieć nie tylko dlatego, że było to napisane nie jasno, ale również dlatego, że teza postawiona w tym poście jest dla mnie nie do przyjęcia. Ale każdy ma prawo mieć własne zdanie.
Re: Milosc vs zauroczenie [dlugie jak cholera]
Author: yennefer
Date: Mon, 17 Dec 2001 16:38
Date: Mon, 17 Dec 2001 16:38
14 lines
1390 bytes
1390 bytes
MarFi nabazgrał(a) coś, co przypominało: >> > Kobietom NIGDY nie można ufać. >> :O >> a facetom zawsze mozna? :> > No, nie wiem... Jestem facetem, więc patrzę oczami faceta. widac wlasnie ;> a mi sie wydaje, ze to, czy komus mozna ufac czy nie, nie zalezy od plci tego kogos ;) -- [y.e.n.n@wp.pl]------[yennefer]------[uin#102247505] N i e z w r a c a j n a m n i e u w a g i :)
Re: Milosc vs zauroczenie [dlugie jak cholera]
Author: Daniel Jakubowski
Date: Mon, 17 Dec 2001 19:32
Date: Mon, 17 Dec 2001 19:32
17 lines
1625 bytes
1625 bytes
Pewnego dnia "Dran" <dran@hoga.pl> napisał(a):
>Jasne ze nie tak, jak sie nie rozumie posta i wyrywa wypowiedzi z kontekstu.
>Albo przeanalizuj calosc argumentu albo nie cytuj koncowki, w taki sposob ze
>rzeczywiscie jest bez sensu. Moze wtedy nie stwierdzisz ze cos ze mna nie
>tak.
>
jakbys nie zauwazyl to Ci powiem ze przeanalizowalem i napisalem co o
tym mysle, i wcale nie odpisalem na koncu ... w przeciwienstwie do
Ciebie !
_________________________
Pozdrawiam
Daniel Jakubowski
www.danieljakubowski.prv.pl
gg:763076
..."dobre piwo nie jest złe"...
Re: Milosc vs zauroczenie [dlugie jak cholera]
Author: Daniel Jakubowski
Date: Mon, 17 Dec 2001 19:33
Date: Mon, 17 Dec 2001 19:33
17 lines
1695 bytes
1695 bytes
Pewnego dnia "klan killer" <klan25@box43.gnet.pl> napisał(a):
> A ja wam powiem ze wasze rozwazania sa dla mnie dziwne. Kazda osoba czuje
>milosc w inny sposob. Najwazniejsze jest jak to ktos wczesniej napisal co
>sie czuje. Dla jednych milosc to ciagla udreka, dla innych spelnienie
>szczescia a dla nastepnych milosc nie istnieje. Milosc odczuwa kazdy z nas w
>oddzielny osobisty sposob. I to tyle mojego wkladu w dyskusje.
alez oczywiscie, zgadzam sie w 100%
ale my dyskutowalismy raczej o tym jak sie powinno rozumiec te dwa
slowa
_________________________
Pozdrawiam
Daniel Jakubowski
www.danieljakubowski.prv.pl
gg:763076
..."dobre piwo nie jest złe"...
Odp: Milosc vs zauroczenie [dlugie jak cholera]
Author: Dran
Date: Mon, 17 Dec 2001 22:46
Date: Mon, 17 Dec 2001 22:46
26 lines
1793 bytes
1793 bytes
> jakbys nie zauwazyl to Ci powiem ze przeanalizowalem i napisalem co o > tym mysle, i wcale nie odpisalem na koncu ... w przeciwienstwie do > Ciebie ! Prosze bardzo: >> - nie mozemy mowic o "nieszczesliwej milosci" bo cos takiego nie ma racji >> bytu > >A zakochać się nieszczęśliwie to już nie można??? no wlasnie ? >> - nie istnieje "milosc jednostronna" > >Istnieje. :) To bylo odpowiadanie wlasnie na same koncowki argumentu, wyrwane z kontekstu. I na tej podstawie twierdzisz ze cos ze mna nie tak? Przeczytaj caly argument, lacznie z teza na poczatku. Napisalem ze jak sie przymie takie a takie zalozenia to konsekwencja bedzie wlasnie to i to. Pozdrawiam Dran
Odp: Milosc vs zauroczenie [dlugie jak cholera]
Author: Dran
Date: Mon, 17 Dec 2001 22:50
Date: Mon, 17 Dec 2001 22:50
13 lines
1679 bytes
1679 bytes
> Ja bym nie powiedział, że z kolegą jest coś nie tak. Ale trzeba przyznać, że > miałem trochę problemów ze zrozumieniem, o co w nim chodzi. A głupi nie > jestem. > Nie mogłem tego zrozumieć nie tylko dlatego, że było to napisane nie jasno, > ale również dlatego, że teza postawiona w tym poście jest dla mnie nie do > przyjęcia. Ale każdy ma prawo mieć własne zdanie. Wiem, strasznie to pogmatwalem. Ale dlatego ze przedstawialem jakies tezy (wlasne lub innych) i pozniej pokazywalem ich implikacje. To jakby udowadniac cos czysto teoretycznie, zawsze jest pogmatwane. A dlaczego sie nie zgadzasz z teza?
Re: Milosc vs zauroczenie [dlugie jak cholera]
Author: Daniel Jakubowski
Date: Tue, 18 Dec 2001 15:59
Date: Tue, 18 Dec 2001 15:59
63 lines
3202 bytes
3202 bytes
Pewnego dnia "Dran" <dran@hoga.pl> napisał(a):
>> tutaj znowu mozna by podyskutowac nad znczeniem slowa "prawdziwa
>> milosc"
>>
>> prawdziwa milosc to jest to na co sie czeka, to jest to co
>> najpiekniejsze, a zauroczniem moze byc np: nie udany chwilowy zwiazek,
>> czy nawet .....eheh zapatrzenie sie w kolezance na impresie po kilku
>> piwach :)
>
>Czyli zauroczenie to cos co przemija, a prawdziwa milosc to ideal. No to
>wszystko co przeminie powinno byc uznane za zauroczenie?
wszystko co przeminie po okreslonym czasie ( dlugim, ale z gory
oczywiscie nie okreslonym) to mozna nazwac milosc
a zauroczenie to cos krotszego....
z tym ze oczywiscie ja to pojecia wzgledne wiec kazdy musi je
dopasowac do siebie
> Nie rozumiem. Ale
>olac. Widze ze po prostu zupelnie inaczej definiujemy zauroczenie. Bo ja o
>zapatrzeniu sie po piwkach w kolezanke bym tak na pewno nie powiedzial. Co
>najwyzej ze mialem na nia ochote. Jesli nie ma tesknoty, nie wali Ci serce
>na widok tej osoby, nie cierpisz kiedy odejdzie to dla mnie nie bylo to
>nawet zauroczenie.
no wiem, nie podalem zbyt dobrego przykladu... ale cos tam nim
chcialem przekazac :)
>> > A dlaczego? Potrafisz
>> >podac cechy rozniace?
>>
>> natezenie
>> moze byc ?
>whatever niech juz bedzie
:)
>> > Jakies argumenty? Bo autorytatywnie stwierdziles to, a
>> >nie podales zadnego uzasadnienia.
>>
>> nie wiem, moze teraz cos Cie zadowolilo :)
>
>Tak, uznalem ze zupelnie inaczej wszystko definiujemy ;)) I rzeczywiscie
>dajmy juz sobie spokuj bo sie zameczymy ;)
>
>Pozdrawiam
>Dran
>
ufff jak zobaczylem dzis ze mi na to odpowiedziales to ...sie lekko
zalamalem ale jak zobaczylem ze ostro przyciales to ......;)))
prawde mowiac nie mam i nie mialem ochoty na tego typu dyskusje
ale prawde mowiac jak to jeden z grupowiczow powiedzial
nie wazne jak to sie nazywa ! wazne jak to sie odczuwa ! (czy jakos
tak )
_________________________
Pozdrawiam
Daniel Jakubowski
www.danieljakubowski.prv.pl
gg:763076
..."dobre piwo nie jest złe"...
Re: Milosc vs zauroczenie [dlugie jak cholera]
Author: MarFi
Date: Tue, 18 Dec 2001 19:34
Date: Tue, 18 Dec 2001 19:34
9 lines
1608 bytes
1608 bytes
> A dlaczego sie nie zgadzasz z teza? > Według mnie zauroczenie, czy jak kto woli, to pierwszy etap miłości, a nie miłość. Jego intensywność może być różna. Może, choć nie musi, przerodzić się w dojrzałą miłość. W jednym, jak i w drugim etapie miłość może się coś zepsuć, zwłaszcza, jeśli nie jest właściwie pielęgnowana. Miłość to nie związek, a uczucie. dlatego jest możliwa miłość bez wzajemności. Taki obraz miłości jest zupełnie różny od przedstawionego przez Ciebie, dlatego się nim nie zgadzam.
Re: Milosc vs zauroczenie [dlugie jak cholera]
Author: Pinex
Date: Wed, 19 Dec 2001 13:58
Date: Wed, 19 Dec 2001 13:58
25 lines
1952 bytes
1952 bytes
Użytkownik "Dran" <dran@hoga.pl> napisał w wiadomości > Kolejne odbicie pileczki. I to na dodatek dosc nisko zagrane. To tak jakby > czlowiek probujacy udowodnic jakas teze naukowa, zapytany "ale czemu mi tu > cos nie gra", nie umiejac odpowiedziec, zbyl goscia tekstem "bo glupi > jestes". Ktos sam nie potrafi pokazac roznicy wiec mowi: "Jak sie zakochasz > to zobaczysz". Bzdura. [etc, etc ciach] Dosc dobry wywod i niezle trzezwe argumenty, w sumie to rzadkosc na tej marzycielskiej liscie. Ale widzisz, jakby Ci to powiedziec kolego..... na prozno Twoj wysilek, bo oni Ci i tak racjonalnie na to nie odpowiedza. Ich bowiem nie interesuje dyskusja o realizmie w zwiazkach a tym bardziej dyskusja o najbardziej codziennej stronie zwiazkow. Jedyne co przeczytasz to puste deklaracje przepojone pobozna wiara w milosc i w to, ze ona na pewno istnieje. A skad oni wiedza, ze istnieje? No po prostu dlatego, ze oni by bardzo tego chcieli. Widzieli tez czasem na filmach. To dla nich wystarczajace dowody. P.
Re: Milosc vs zauroczenie [dlugie jak cholera]
Author: poslo
Date: Wed, 19 Dec 2001 21:00
Date: Wed, 19 Dec 2001 21:00
52 lines
3652 bytes
3652 bytes
Pisze pierwszy raz wiec witam wszystkich.. AD. Temat.. Jesli jest tu ktos kto uwaza ze to nie to samo to niech mi powie co to milosc czy zauroczenie: -- Anglik nie posiadał się z radości. Był wreszcie na tropie. Wówczas do studni podeszła dziewczyna, która nie nosiła czarnych sukien. Trzymała na ramieniu dzban na wodę, jej głowę spowijał czarczaf, ale twarz miała odkrytą. Młodzieniec wstał, by spytać ją o Alchemika. I nagle czas jakby się zatrzymał, a Dusza Świata objawiła się przed nim w całej pełni. W chwili gdy spojrzał w jej ciemne oczy i na usta, które wahały się między uśmiechem a milczeniem, pojął najistotniejszą mądrość Języka, którym mówił wszechświat, i to, że wszystkie istoty ziemskie były zdolne go pojąć własnym sercem. Miłość była starsza od samych ludzi, a nawet od piasków pustyni, i powracała odwiecznie z tą samą siłą wszędzie tam, gdzie krzyżowały się dwa spojrzenia, tak jak spotkały się dzisiaj te dwa obok studni. Jej twarz rozpromienił uśmiech i był to znak, na który młody człowiek czekał całe życie. Szukał go wszędzie, w księgach, pośród kryształów, owiec i w ciszy pustyni. Był to najczystszy Język Wszechświata, bez cie-nia komentarza, bo wszechświat na swej drodze do nieskończoności nie potrzebował żadnych wyjaśnień. W tej chwili liczyło się jedynie to, że oto stoi przed kobietą swego życia i ona wie o tym bez słów. Był tego bardziej pewien niż czegokolwiek na świecie. Nawet jeśli jego rodzice i rodzice jego rodziców powtarzali uparcie, że należy najpierw oświadczyć się i zaręczyć, poznać się nawzajem i zebrać pieniądze na posag. Ten, kto tak mówił, nie poznał nigdy Języka Wszechświata, bo kiedy się go poczuje całym sobą, tatwo zrozumieć, że zawsze na świecie ktoś na kogoś czeka, czy to na dalekiej pustyni, czy w samym sercu gwarnego miasta. I gdy w końcu skrzyżują się drogi tych dwojga i spotkają się ich spojrzenia, to wtedy znika cała przeszłość i cata przyszłość. Liczy się tylko ta chwila i owa niewiarygodna pewność, że wszystko pod niebieskim sklepieniem zostało zapisane jedną Ręką. Ręką, która obdarza miłością i stwarza bliską duszę dla każdego śmiertelnika, który w słonecznym świetle krząta się niestrudzenie, wypoczywa i szuka swego skarbu. Bo jeśliby tak nie było, to marzenia całego ludzkiego rodzaju nie miałyby najmniejszego sensu. - Mektub - rzeki sam do siebie. -- Ja tam z reszta wierze w przeznaczenie, mektub, to ze po swiecie laza nasze drugie polowki.. Z reszta cos podobnego przezylem, pewnie nie ja jedyny.. No prawie bo nic nie wyszlo,z mojej glupoty :/.. pos
Re: Milosc vs zauroczenie [OT]
Author: Puck
Date: Thu, 20 Dec 2001 16:08
Date: Thu, 20 Dec 2001 16:08
24 lines
2401 bytes
2401 bytes
"Dran" <dran@hoga.pl> napisał: > Zauroczenie i milosc to to samo uczucie. Moga z niego powstac udane badz > nieudane zwiazki, ale nie jest to kwestia samego uczucia. Wiesz... Masz zawsze swoje zdanie, czasami jest ono kontrowersyjne, czasami nie... w kazdym razie... Nie ma tak, że albo coś jest prawdą, alno kłamstwem. Świat nie ogranicza się do mówienia tak lub nie. Do czego dążę: Nie mogę powiedzieć, że nie masz racji, bo to nie była by prawda. Za to jeśli ja powiem, że istnieje miłość, a oprócz niej zauroczenie, to Ty nie będziesz mógł mi zaprzeczyć. To jest po prostu kwestia interpretacji, każdy postrzega to inaczej. Nie ma sensu dyskutować, tak ja uważam. Podobnie nie warto rozmawiać ogólnie o miłości, dlatego np. wolę appm niż tą grupę. Można pogadać o konkretnym przypadku, czy o konkretnym zachowaniu, ale nie o miłości jako uczuciu. /to również jest tylko moje zdanie, moje podejście, nie można powiedzieć, że kłamię, ale nei trzeba się z tym zgadzać/. Ok, whatever, Ameryki chyba tym nie odkryłem. -- << Puck gg#937829 phn#+48600986485 mailto:puck@go2.pl >>
Re: Milosc vs zauroczenie [dlugie jak cholera]
Author: Puck
Date: Sun, 30 Dec 2001 00:02
Date: Sun, 30 Dec 2001 00:02
11 lines
1613 bytes
1613 bytes
"MarFi" <marfi6@wp.pl> napisał:
> Kobietom NIGDY nie można ufać.
To jak Ty chcesz kochać, człowieku? Nie słyszałeś o takich bajkach,
że związki są oparte na zaufaniu?
--
<< Puck gg#937829 phn#+48600986485 mailto:puck@go2.pl >>
< +OK closing connection - goodbye!
Re: Milosc vs zauroczenie [dlugie jak cholera]
Author: Pinex
Date: Sun, 30 Dec 2001 09:52
Date: Sun, 30 Dec 2001 09:52
13 lines
1518 bytes
1518 bytes
Użytkownik "Puck" <puck@go2.pl> napisał w wiadomości news:30122001.683A2163@pucked.blade.net... > "MarFi" <marfi6@wp.pl> napisał: > > > > Kobietom NIGDY nie można ufać. Tak samo kobiety nigdy nie powinny ufac mezczyznom. To idzie w dwie strony rowno. Ameryki nie odkryles. Ba, kobiety sa nawet w zwiazkach czesciej krzywdzeni przez mezczyzn, niz odwrotnie. To mezczyzni zdradzaja - wedle wszystkich statystyk - czesciej.
Re: Milosc vs zauroczenie [dlugie jak cholera]
Author: Pinex
Date: Sun, 30 Dec 2001 09:53
Date: Sun, 30 Dec 2001 09:53
18 lines
1747 bytes
1747 bytes
Użytkownik "Pinex" <pinejro@poland.com> napisał w wiadomości news:a0mnvm$srm$1@news.tpi.pl... > > Użytkownik "Puck" <puck@go2.pl> napisał w wiadomości > news:30122001.683A2163@pucked.blade.net... > > "MarFi" <marfi6@wp.pl> napisał: > > > > > > > Kobietom NIGDY nie można ufać. > > > Tak samo kobiety nigdy nie powinny ufac mezczyznom. To idzie w dwie strony > rowno. Ameryki nie odkryles. Ba, kobiety sa nawet w zwiazkach czesciej > krzywdzeni przez mezczyzn, niz odwrotnie. To mezczyzni zdradzaja - wedle > wszystkich statystyk - czesciej. Oni tez czesciej wnosza o rozwod, itd. Kto komu wiec powiniemn mniej ufac?
Re: Milosc vs zauroczenie [dlugie jak cholera]
Author: GoNiA
Date: Sun, 30 Dec 2001 12:53
Date: Sun, 30 Dec 2001 12:53
26 lines
2332 bytes
2332 bytes
Użytkownik Pinex <pinejro@poland.com> w wiadomości do grup dyskusyjnych napisał:a0mo1k$t9b$1@news.tpi.pl... > > Użytkownik "Pinex" <pinejro@poland.com> napisał w wiadomości > news:a0mnvm$srm$1@news.tpi.pl... > > > > Użytkownik "Puck" <puck@go2.pl> napisał w wiadomości > > news:30122001.683A2163@pucked.blade.net... > > > "MarFi" <marfi6@wp.pl> napisał: > > > > > > > > > > Kobietom NIGDY nie można ufać. > > > > > > Tak samo kobiety nigdy nie powinny ufac mezczyznom. To idzie w dwie strony > > rowno. Ameryki nie odkryles. Ba, kobiety sa nawet w zwiazkach czesciej > > krzywdzeni przez mezczyzn, niz odwrotnie. To mezczyzni zdradzaja - wedle > > wszystkich statystyk - czesciej. > > Oni tez czesciej wnosza o rozwod, itd. Kto komu wiec powiniemn mniej ufac? > Moze najlepiej by bylo zeby wreszcie wszyscy popatrzyli sie na siebie co robimy, a nie ostarzali innych. Wydaje mi sie ze danego czlowieka dazy sie takim samym zaufaniem jak on nas... Pozdrawiam, GoNiA
Re: Milosc vs zauroczenie [dlugie jak cholera]
Author: Paulus
Date: Sun, 30 Dec 2001 19:59
Date: Sun, 30 Dec 2001 19:59
27 lines
2166 bytes
2166 bytes
Użytkownik "MarFi" <marfi6@wp.pl> napisał w wiadomości news:3c2f5956@news.vogel.pl... > > > > > Kobietom NIGDY nie można ufać. > > > > To jak Ty chcesz kochać, człowieku? Nie słyszałeś o takich bajkach, > > że związki są oparte na zaufaniu? > > > O rany! To było już tak dawno i zostało wyjaśnione, ale jak chcesz > kontynuować ten wątek, to proszę bardzo. Buduj związki oparte na > bezgranicznym zaufaniu, a daleko dojdziesz. Powodzenia. Mówisz, jakbyś nigdy > nie miał do czynienia z kobietą. A nie widzisz roznicy miedzy bezgranicznym zaufaniem, zwyklym zaufaniem a deklaracja o nie ufaniu nigdy??? Buduj zwiazki oparte na braku zaufania a daleko zajdziesz. Mowisz, jakbys mial juz mial kiedys do czynienia z kobieta. -- Pozdrawiam Paulus Wyobraznia jest wazniejsza od wiedzy - Albert Einstein GG 1863075
Re: Milosc vs zauroczenie [dlugie jak cholera]
Author: MarFi
Date: Mon, 31 Dec 2001 15:22
Date: Mon, 31 Dec 2001 15:22
17 lines
1928 bytes
1928 bytes
> > > > Kobietom NIGDY nie można ufać. > > A nie widzisz roznicy miedzy bezgranicznym zaufaniem, zwyklym > zaufaniem a deklaracja o nie ufaniu nigdy??? Buduj zwiazki oparte na > braku zaufania a daleko zajdziesz. Mowisz, jakbys mial juz mial kiedys > do czynienia z kobieta. > > -- Widzisz, pisząc te słowa wyraziłem nie tyle stwierdzenie, co wątpliwość. Moje doświadczenie podpowiada mi, że kobietom nie można ufać. Ale nie chcę przesądzać, że wszystkie kobiety są pod tym względem takie same. Wiele na to wskazuje, że tak jest, ale pozostawiam tu pewien margines na pomyłkę. Nie chcę wrzucać wszystkich do jednego worka. Na temat zaufania kobiet do mężczyzn się nie wypowiadam, bo nie jestem kobietą. Rozsądnym wyjściem jest chyba ograniczone zaufanie. Tylko co zrobić, gdy zostanie ono raz nadszarpnięte?
Re: Milosc vs zauroczenie [dlugie jak cholera]
Author: Pinex
Date: Mon, 31 Dec 2001 22:14
Date: Mon, 31 Dec 2001 22:14
56 lines
4134 bytes
4134 bytes
Użytkownik "MarFi" <marfi6@wp.pl> napisał w wiadomości news:3c2f5a36$1@news.vogel.pl... > > > > Kobietom NIGDY nie można ufać. > > > > > > Tak samo kobiety nigdy nie powinny ufac mezczyznom. To idzie w dwie strony > > rowno. Ameryki nie odkryles. Ba, kobiety sa nawet w zwiazkach czesciej > > krzywdzeni przez mezczyzn, niz odwrotnie. To mezczyzni zdradzaja - wedle > > wszystkich statystyk - czesciej. > > > > > Oczywiście, że Ameryki nie odkryłem. Dobrze byłoby znać kontekst wypowiedzi, > a dopiero potem czynić zarzuty o nie odkryciu Ameryki. Nie tylko o zdrady mi > chodziło. Mi tez nie chodzilo tylko o zdrady. Jedno jest pewne z socjologicznego punktu widzenia: bedac kobieta trudniej o zaufanie do tego, ze plci przeciwnej zalezy na trwalosci zwiazku, niz gdy sie jest mezczyzna. Wynika to z warunkow w jakich nasz gatunek sie ksztaltowal. Kobiety sa bardziej skrzywdzone przez nature, poniewaz to wlasnie mezczyzni reprezentuja bardziej strategie poligamiczne, natomiast kobiety sa z natury bardziej monogamiczne. To juz z gory zaklada, ze w partnerstwie predzej bedzie sie narazonym na ryzyko nietrwalosci zwiazku jako kobieta, niz jako mezczyzna. Kobiety maja wyksztaltowana w swiadomosci wieksza potrzebe utrzymania partnera przy sobie. Istnieje u nich tez zjawisko menopauzy, stad nie maja w swej swiadomosci wyrobionej raczej zbyt wielkiej potrzeby szukania dalszych partnerow. Raczej utrzymania tego jednego. W odleglej przeszlosci naszego gatunku, utrzymanie mezczyzny przy sobie wiazalo sie bowiem z wyraznymi korzysciami dla niej i potomstwa (utrzymanie i ochrona jaka kobiecie mezczyzna zapewnial). Mezczyzna rozpowszechnial tylko swe geny, a na kobiete spadala odpowiedzialnosc za dalsze zajecie sie tym "bagazem". Przez ten czas, gdy ona nosila ciaze, to koles zapylal juz na innej palmie jakas dwudziesta z kolei. Kobieta natomiast musiala byc zajeta prezentem jaki jej koles zafundowal. Te kobiety, ktore dzis zyja sa dziedziczkami wlasnie takiego upodobania (zatrzymanie partnera przy sobie), ktore przekazalo sie im od ich przodkin przez geny. Kobiety, ktore takiego upodobania nie mialy nie doczekaly sie potomstwa, przez geny ktorego takie upodobanie by przekazaly. Stad obecne kobiety to z natury legatki o wiele wiekszego zamilowania do trwalosci zwiazkow, niz mezczyzni. I dlatego ze statystycznego punktu widzenia predzej mozna miec zaufanie co do tego, ze kobiecie zalezy, niz mezczyznie na trwalym zwiazku. Piszesz z optyki wlasnej, wyraznie miales (czy nawet masz, jak pisales zdaje sie) jakies przykre doswiadczenia w kwestii zaufania do kobiet, stad Twoj obraz jest jakby lekko skrzywiony. Owszem, nie znaczy to, ze kobiecie zawsze mozna ufac (nikomu ani niczemu nie mozna ufac, pewna jest tylko matematyka) ale ja predzej bym zaufal kobiecie niz mezczyznie w zwiazku. I potwierdzaja to moje wlasne obserwacje a takze doswiadczenia osobiste. Zawsze to ja odchodzilem ze zwiazkow, natomiast nigdy nie bylem opuszczany. Pozdrawiam
Re: Milosc vs zauroczenie [dlugie jak cholera]
Author: Paulus
Date: Tue, 01 Jan 2002 17:40
Date: Tue, 01 Jan 2002 17:40
39 lines
2505 bytes
2505 bytes
Użytkownik "MarFi" <marfi6@wp.pl> napisał w wiadomości news:3c30832b@news.vogel.pl... > Widzisz, pisząc te słowa wyraziłem nie tyle stwierdzenie, co wątpliwość. > Moje doświadczenie podpowiada mi, że kobietom nie można ufać. Ale nie chcę > przesądzać, że wszystkie kobiety są pod tym względem takie same. Wiele na to > wskazuje, że tak jest, ale pozostawiam tu pewien margines na pomyłkę. Nie > chcę wrzucać wszystkich do jednego worka. O wlasnie o to mi chodzilo - ze nie wolno generalizowac. Kazde uogolnienie w stylu ze nigdy, ze zawsze, ze kazdej, ze zadnej - jest krzywdzace. > Na temat zaufania kobiet do mężczyzn się nie wypowiadam, bo nie jestem > kobietą. No to ja tez. ;-) > Rozsądnym wyjściem jest chyba ograniczone zaufanie. Tylko co zrobić, gdy > zostanie ono raz nadszarpnięte? Coz, kazda generalna odpowiedz bylaby uproszczeniem. Wszystko zalezy od sytuacji, osoby itp. Tej, ktora zawiodla nasze zaufanie oczywiscie trudno zaufac ponownie. Ale po co rozciagac te zasade na inne? Zbiorowa odpowiedzialnosc? -- Pozdrawiam Paulus Wyobraznia jest wazniejsza od wiedzy - Albert Einstein GG 1863075
Re: Milosc vs zauroczenie [dlugie jak cholera]
Author: MarFi
Date: Wed, 02 Jan 2002 20:40
Date: Wed, 02 Jan 2002 20:40
7 lines
1474 bytes
1474 bytes
> Coz, kazda generalna odpowiedz bylaby uproszczeniem. Wszystko zalezy > od sytuacji, osoby itp. Tej, ktora zawiodla nasze zaufanie oczywiscie > trudno zaufac ponownie. Ale po co rozciagac te zasade na inne? > Zbiorowa odpowiedzialnosc? > Masz rację. Sęk w tym jednak, że nie nigdy nie wiadomo, komu można zaufać, a komu nie....
Re: Milosc vs zauroczenie [dlugie jak cholera]
Author: Paulus
Date: Wed, 02 Jan 2002 20:59
Date: Wed, 02 Jan 2002 20:59
21 lines
1765 bytes
1765 bytes
Użytkownik "MarFi" <marfi6@wp.pl> napisał w wiadomości news:3c3370c0@news.vogel.pl... > Masz rację. Sęk w tym jednak, że nie nigdy nie wiadomo, komu można zaufać, a > komu nie.... Wiesz, tak Ci filozoficznie odpowiem, ze jakby wszystko bylo z gory wiadomo, to by w zyciu bylo nudno i nieciekawie. Z gory oczywiscie nie wiesz, komu mozna zaufac a komu nie. Ale przeciez nie musisz ufac kazdej poznanej osobie i powierzac jej swoich najskrytszych sekretow. -- Pozdrawiam Paulus Wyobraznia jest wazniejsza od wiedzy - Albert Einstein GG 1863075
Thread Navigation
This is a paginated view of messages in the thread with full content displayed inline.
Messages are displayed in chronological order, with the original post highlighted in green.
Use pagination controls to navigate through all messages in large threads.
Back to All Threads