Thread View: pl.hum.pisarstwo
13 messages
13 total messages
Started by ostryga
Wed, 16 Dec 2009 14:22
wprawek piśmienniczych ciąg dalszy.
Author: ostryga
Date: Wed, 16 Dec 2009 14:22
Date: Wed, 16 Dec 2009 14:22
168 lines
10635 bytes
10635 bytes
Wyjazd integracyjny. - Hej, tu Alina. - No hej, co słychać? - Wiem, że niedawno się widziałyśmy, ale czy mogłabyś dziś do mnie wpaść? - Do ciebie? Jesteś sama w domu? - Tak. - Stało się coś? - Nie. Nic. Pogadamy. - Hm. Wprawdzie dopiero wróciłam z wyjazdu integracyjnego, ale myślę, że znajdę chwilę. - No to jesteśmy umówione. Do zobaczenia. * Siedzimy z Aliną w jej salonie. Na stole leżą porozkładane gazety z ogłoszeniami o pracę. Na biurku w rogu pokoju stoi komputer, do którego co jakiś czas podchodzimy, by szukać ogłoszeń w internecie. Alina po krótce zawiadamia mnie, że szuka pracy. Proponuje, że mogłybyśmy wymienić się doświadczeniami. Mogłabym jej pomóc, jeśli przejrzę jej CV. W końcu co dwie głowy to nie jedna. A poza tym, to ja mam doświadczenie w pracy i dobre stanowisko. Może wspólnie będziemy mieć jakieś fajne pomysły. Zastanawiam się, skąd u niej nagle pomysł z szukaniem pracy. Dlaczego akurat teraz zebrało jej się na przeglądanie ogłoszeń. Musi być jakiś powód, ale nie chcę być nachalna, pytając prosto z mostu o przyczyny. Przeczucie mówi mi, że w jej wypadku nie chodzi o chęć robienia kariery. W milczeniu patrzę na nią, kiedy nad kuchennym stołem przegląda gazety. Na jej twarzy widać ciemne obwódki pod oczami. Co do zawodowych szans, to co tu dużo mówić - nie stoją one przed nią otworem i już. Kariery zawodowej Alina już nie zrobi. Nawet, jeśli dostanie pracę na pół etatu w biurze jako sekretarka i zarobi trochę pieniędzy, to z której by ktokolwiek na to strony nie spojrzeć, super karierą zawodową nazwać tego nie można. Popijamy więc herbatę i przeglądamy ogłoszenia. - Tu jest fajne, zobacz - podaję Alinie gazetę - Masz licencjat z księgowości i dobrze obsługujesz komputer. Pomoc księgowej. Praca na pół etatu. Ogłoszenie istotnie wygląda przystępnie. Nie wymagają od razu kopiastego doświadczenia. Firma jest duża, co może zapewnić ewentualne doszkolenie się i stabilność zatrudnienia. Alina czyta z uwagą. Zakreśla ogłoszenie mazakiem. - Wyślę tam CV. Przez chwilę znów panuje cisza. - Uważam, że masz realne szanse, by dostać niezłą pracę - mówię - Pewnie wiele rzeczy zmieniło się od kiedy studiowałaś, ale zasady zostają w głowie i możesz na nich bazować. A reszty douczysz się na bieżąco... Bystra jesteś, szybko się doszkolisz. Umiesz obsługiwać komputer, jesteś dobrze zorganizowana... Dostaniesz pracę bez problemu. - Też tak sądzę - mówi ona bez wahania. Zaskakuje mnie ta odpowiedź. Zaskakuje mnie sposób wypowiedzenia tego zdania i spokojna pewność w głosie Aliny. Determinacja w jej głosie. Skąd taka determinacja u pani domu Aliny, na pierwszy rzut oka zadowolonej ze swojego domowego życia? Zagryzam ciastko zbożowe i pytam: - Powiedz mi, co nagle sprawiło, że myślisz o znalezieniu pracy? Alina wstaje od stołu i idzie do kuchni. Na blacie stawia talerzyki i półmisek. A obok duży, połyskujący stalą nóż. - Trzeba będzie coś przekąsić. Wyjmuje z lodówki sernik na zimno. Sernik ma na wierzchu intensywnie pomarańczową galaretkę, którą zalane są połówki owoców. Szereg promieniście ułożonych połówek brzoskwiń spoczywa na wierzchu. Kształtne, jędrne i dojrzałe owoce zalane galaretką w radosnym, pomarańczowym kolorze. Gapię się w sernik w tępej konsternacji i jak przez mgłę słyszę, że Alina coś do mnie mówi. To, co mówi, wprawia mnie w jeszcze większe osłupienie: - Arek ma inną kobietę - słyszę jakby zza ściany. Jakby ktoś obcy to wypowiadał. Ale to Alina mówi te słowa. Krztuszę się ciastkiem zbożowym, które wpada mi w niewłaściwy kanał przełyku. Charczę i pluję na talerzyk. Rzężę niczym duszone zwierzę. Ledwo łapię ustami powietrze. - Wyprostuj się, zaraz walnę cię w plecy - mówi Alina. Po czym wali mnie z całej siły w łopatki a ja wypluwam okruchy ciastka na talerz. - Masz, napij się wody - Alina podaje mi kubek z wodą. * Nie wiem, co powiedzieć. Przed sobą nadal widzę sernik z brzoskwiniami i wielki, kuchenny nóż. Alina dostrzega moją konsternację. - Podaj szklankę. Jeszcze wody? - pyta. Nadal gapię się tępo przed siebie. - Kiedy się dowiedziałaś.? - czuję, jak cierpną mi nogi - Wiesz, kto to jest? Jak to się stało?? Alina kroi sernik i mówi spokojnym tonem: - Cóż. Normalnie. Poznał w pracy pewną specjalistkę do spraw logistyki, kierowniczkę działu analiz logistycznych czy coś w tym rodzaju. Kogoś mniej więcej na twoim stanowisku. Srutu tutu, pałka drutu. Proszę, możesz sobie dołożyć, jeśli to za mały kawałek. Mam nadzieję, że ciasto będzie ci smakowało. Sięgam po łyżeczkę i dłubię nerwowo w cieście. Alina macha mi przed oczami wielkim nożem upaćkanym bitą śmietaną. Wolę nie zadawać zbędnych pytań. - Z początku wyglądało niegroźnie - opowiada dalej, nadal krojąc ciasto - W końcu praca to praca, co nie? Wokół są współpracownicy. I współpracownice. Nie jesz? Patrzę na brzoskwiniowy sernik. Mam przeczucie, że nic mi obecnie nie przejdzie przez przełyk. Gardło ścisnęło mi się do tego stopnia, że trudno w ogóle coś powiedzieć, a co dopiero jeść. Alina tymczasem wręcz przeciwnie - je ile wlezie. Wprawnymi ruchami ręki kroi gruby kawał sernika. Szybko i zachłannie pochłania brzoskwinię. Teraz dopiero widzę, jak kipią w niej emocje. Zaraz potem kontynuuje swoją opowieść, teraz już bardziej podniesionym tonem. - Więc zapewne było tak: Najpierw wspólna kawka, potem wspólny projekt, potem wyjazd integracyjny. Pieprzony wyjazd integracyjny. na który zaproszono pracowników bez żon. Haha - śmieje się - nie inaczej, jak PIEPRZONY integracyjny wyjazd! Pieprzony! Dokładnie tak! Haha. A czemu by nie? Czemu by się nie zabawić? Wspólna sauna, wspólne jacuzzi, i wolę nie wymieniać, co jeszcze wspólne. Atrakcyjna pani kierownik, choć starsza ode mnie o dwa lata, albo coś w tym rodzaju. Nigdy jej nawet nie widziałam. Nie wiem, jak wygląda. Samotna, singielka z wyboru. Brak zobowiązań. Mnóstwo czasu. Nadgodziny nie stanowią problemu. Nawet lepiej, kiedy można zostać w biurze, razem z moim mężem Arkadiuszem. To nie przeszkadza pani kierownik, bo Arek ma wyrozumiałą żonę, która toleruje wszystkie nadgodziny. Każdy powrót męża do domu, nawet po dwudziestej drugiej jest całkowicie wytłumaczalny! Bo tak się pracuje w korporacjach! Wielu mężczyzn na wyższych stanowiskach tak długo i intensywnie pracuje. Nic w tym dziwnego! Nie wiem, co mogłabym powiedzieć. Taktownie milczę. Tymczasem Alina miota się przy stole, gwałtownie gestykuluje i jest wyraźnie wnerwiona. Ma po temu pełne prawo. I wreszcie dogodną okazję, bo jest sama w domu. To znaczy ze mną. Ale nikogo innego poza nami nie ma. Chcąc nie chcąc spełniam rolę powiernika. - Zaimponowała mu tym, że taka kurde niezależna, wykształcona i wysoko postawiona - Alina kontynuuje zapalczywie - Ma w życiu ambicje i swoje cele - powiedział. Nie spodziewał się, że tak bardzo mu to zaimponuje. Sam się zdziwił swoją postawą! Alina prawie krzyczy. - No wiesz, no szlag mnie zaraz trafi, tak, jak tu stoję i jak to mówię. Sorki za te wyznania, ale tak wyszło. Może człowieka trafić szlag na coś takiego. Łapczywie przełyka brzoskwinię. Zaraz gotowa się zakrztusić. Patrzę na to wszystko ze smutkiem. - Koszmar jakiś. Dorosły, odpowiedzialny facet. ANKA, mówię ci, ręce mi opadają. Naprawdę czasem to mam ochotę wyć do księżyca. Żeby jeszcze oszalał na chwilę, dla jakiejś siksy, młodszej ode mnie, szczuplejszej, głupszej. To byłoby łatwiej wybaczyć. Może by szybciej zmądrzał. Ale to?? Starsza ode mnie kobieta. Wysoce ceniona specjalistka, wcale nie jakaś powalająca laska o blond włosach. Chociaż nie wiem, bo jak mówię nigdy jej nie widziałam. Ma zdaje się Anna na imię. Tak jak ty. Nawet imię mało oryginalne... W pracy widział ją od dobrego roku. Wolę nawet nie myśleć, ile ten romans trwał... Zauroczenie od pierwszego wrażenia. Tak się tłumaczył. Cholera jasna! Co go zauroczyło? A bo ona jest tak bardzo różna ode mnie! Różna! Rozumiesz? Różna. No nic tylko dostać cholery! - Alina, słuchaj, bardzo mi przykro. że tak wyszło. - mówię drżącym głosem - Muszę już się zbierać. Ważny projekt na jutro. Zakładam na ramię torbę i dyskretnie wstaję od stołu. - Rozumiem - szlocha ona - Muszę się uspokoić i dojść do rozumu. Przepraszam cię za te żale. Zaraz się pozbieram. A potem zastanowię się, co dalej. Poza tym - patrzy na zegarek - zaraz przyjdzie mama. Wyszła z Madzią na spacer tylko na chwilę. Po czym wyciera zawilgotniałe oczy papierowym kuchennym ręcznikiem. Związuje włosy gumką w niedbały koński ogon i wyjmuje z lodówki przetarte warzywa dla niemowląt. Zbieram się do wyjścia. Rychło w czas. Niedługo potem słychać odgłos otwieranych drzwi wejściowych. Do kuchni wchodzi matka Aliny z roczną dziewczynką na rękach. Tą samą prześliczną malutką dziewczynką, której zdjęcie Arek nosi w portfelu. Dobrze, że ja zachowuję swoje zdjęcia tylko dla siebie. Wychodząc z mieszkania Aliny kątem oka widzę, jak Alina bierze małą na ręce i mówi do niej promiennie: Kocham cię malutka. Poradzimy sobie. pozdrawiam przedświątecznie.
Re: wprawek piśmienniczych ciąg dalszy.
Author: KJ Siła Słów
Date: Wed, 16 Dec 2009 17:43
Date: Wed, 16 Dec 2009 17:43
15 lines
1519 bytes
1519 bytes
ostryga pisze: > Wychodząc z mieszkania Aliny kątem oka widzę, jak Alina bierze małą na ręce > i mówi do niej promiennie: > Kocham cię malutka. Poradzimy sobie. Na kobieca prozę to nieźle. Amerykanie pytają: What is Your story? I ja też pytam. Czy wiesz jaka to ma być historia ? KJ
Re: wprawek piśmienniczych ciąg dalszy.
Author: ostryga
Date: Wed, 16 Dec 2009 21:34
Date: Wed, 16 Dec 2009 21:34
61 lines
3093 bytes
3093 bytes
Użytkownik "KJ Siła Słów" <KJ@noway.com> napisał w wiadomości news:hgb6ci$d1n$1@atlantis.news.neostrada.pl... > ostryga pisze: > >> Wychodząc z mieszkania Aliny kątem oka widzę, jak Alina bierze małą na >> ręce i mówi do niej promiennie: >> Kocham cię malutka. Poradzimy sobie. > > Na kobieca prozę to nieźle. No wiesz, to takie luźne wprawki na razie. Może coś z tego będzie, a może nie. Na pewno bez wprawek nigdy nic nie będzie. :) A gdyby koniec wygladał mniej więcej tak (improwizuję na szybko): "Do kuchni wchodzi matka Aliny z roczną dziewczynką na rękach. Dziewczynka uśmiecha się do mnie promiennie. O to mi właśnie chodziło. Teraz, kiedy Arek zamieszka ze mną, będę często oglądać ten uśmiech. Pamiętam, kiedy wyjął zdjęcie małej długo zanim pojechaliśmy na wyjazd integracyjny. Bardzo spodobało mi się to zdjęcie. Pomyślałam wtedy: "Uśmiech dziecka. Bezcenne... A zaraz potem: "Muszę to mieć!" Przy takim zakończeniu prawdopodobnie należałoby zmienić również pewne rzeczy w środku tekstu. > > Amerykanie pytają: What is Your story? > > I ja też pytam. > > Czy wiesz jaka to ma być historia ? To są wprawki... :) Zabawa moja. Hobby. Ale miło by było, istotnie, gdyby hobby to miało jakiś cel. :) Generalnie mam wizję pewnej historii czy raczej wizję postaci odgrywających swoje dramaty. Przeplatające się ze sobą dramaty. Na kartce wypisałam jako plan w paru zdaniach kto i co komu zrobił i potencjalnie dlaczego. Problem mam z chronologią. Nie widzę narracyjnie tego, widzę to zawsze w postaci scen i dialogów. To zajebiście trudne, zrobić z tego historię. Jak sądzę długo to potrwa zanim pojedyncze "sceny" ułożą mi się w spójną opowieść. Jesli w ogóle. ;) Poza tym, to właśnie wróciłam z Małych Zbrodni Małżeńskich w teatrze Ateneum. Momentami byłam znużona, może dlatego, że czytałam wczesniej sztukę. Natomiast Ziemia Obiecana (obejrzałam wczoraj pierwszy raz) - niesamowite wrażenia... Czyste emocje, surowe, okrutne. pozdr. o.
Re: wprawek piśmienniczych ciąg dalszy.
Author: LeP
Date: Sat, 19 Dec 2009 22:53
Date: Sat, 19 Dec 2009 22:53
35 lines
2238 bytes
2238 bytes
Użytkownik "ostryga" > A gdyby koniec wygladał mniej więcej tak (improwizuję na szybko) [...] > Przy takim zakończeniu prawdopodobnie należałoby zmienić również pewne > rzeczy w środku tekstu. Pierwsza wersja lepsza, tylko wyrzuć to wstępne oświadczenie narratorki o powrocie z integry. Myślę, że każdy, nawet średnio inteligentny czytelnik zrozumiał o co chodzi. Nie trzeba być znawcą kobiecej duszy (jak Wiśniewski), żeby docenić szczerość opisu meandrów ciemnej strony kobiecej duszy. Swoją drogą miło czytać, że nie wszystkie kobiety obwiniają wszystkich facetów za wszystkie plagi;) > Poza tym, to właśnie wróciłam z Małych Zbrodni Małżeńskich w teatrze > Ateneum. Momentami byłam znużona, może dlatego, że czytałam wcześniej > sztukę. Och Ateneum! Stara scena, ciągle te same sztuki, ciągle ci sami starzy aktorzy... Nie to co w Buffo! > Natomiast Ziemia Obiecana (obejrzałam wczoraj pierwszy raz) - niesamowite > wrażenia... Czyste emocje, surowe, okrutne. Znaczy wszytko przed Tobą: Baza ludzi umarłych (Ostatni do nieba), Pamiętnik znaleziony w Saragossie, Popiól i diament (nowa, cyfrowa wersja), trylogia Kondratiuka... Heh, zazdroszczę wzruszeń, naprawdę zazdroszczę Pozdrawiam -- LeP
Re: wprawek piśmienniczych ciąg dalszy.
Author: ostryga
Date: Tue, 22 Dec 2009 16:12
Date: Tue, 22 Dec 2009 16:12
71 lines
3770 bytes
3770 bytes
Użytkownik "LeP" <lesp@onet.pl> napisał w wiadomości news:hgjlhu$l49$1@inews.gazeta.pl... > Pierwsza wersja lepsza, tylko wyrzuć to wstępne oświadczenie narratorki o > powrocie z integry. > Myślę, że każdy, nawet średnio inteligentny czytelnik zrozumiał o co > chodzi. Jesli widać o co chodzi, to chyba całkiem nieźle. Rzecz jest oczywiście nieco stara i nieco zmodyfikowana w ostatniej chwili. Usiłowałam zrobić z tego samodzielne opowiadanie. Mam wrażenie, że pewne rzeczy trzeba by było jeszcze wyostrzyć, żeby to było opowiadanie. Coś niby widać, skoro tak mówisz, ale moim zdaniem nadal mało wyraźnie. Mam noworoczne postanowienie - dopóki nie będę mieć szczegółowego planu konkretnej historii, rozpisanego wszystko już jedno w jakiej formie, czy w punktach ołówkiem na kartce czy w formie streszczenia w wordzie, scena po scenie, to sorry, nie usiądę do pisania. Jest mnostwo innych ciekawych hobby. I rzeczy zawodowe, a mam ostatnio całkiem "ścisłe" zajęcie. Konkrety i dokładnośc, wyliczenia i przepisy. Tym się ostatnio zajmuję. Nie mam potrzeby pisać pamiętników, ani blogów, ani osobistych exhibicjonistycznych opowieści na własny temat. Już nie. Tylko co by tu kurcze zrobić z dotychczasowymi wprawkami, tak by być może czegoś się jeszcze nauczyć na błędach? Żeby chociaż dało się te napisane już fragmenty w samodzielne opowiadania przekształcić... Nie lubię marnotrawstwa. > Nie trzeba być znawcą kobiecej duszy (jak Wiśniewski), żeby docenić > szczerość opisu meandrów ciemnej strony kobiecej duszy. > Swoją drogą miło czytać, że nie wszystkie kobiety obwiniają wszystkich > facetów za wszystkie plagi;) Meandry ciemnej strony kobiecej duszy są bardzo fascynujące. >> Poza tym, to właśnie wróciłam z Małych Zbrodni Małżeńskich w teatrze >> Ateneum. Momentami byłam znużona, może dlatego, że czytałam wcześniej >> sztukę. > > Och Ateneum! Stara scena, ciągle te same sztuki, ciągle ci sami starzy > aktorzy... > Nie to co w Buffo! > >> Natomiast Ziemia Obiecana (obejrzałam wczoraj pierwszy raz) - niesamowite >> wrażenia... Czyste emocje, surowe, okrutne. > > Znaczy wszytko przed Tobą: Baza ludzi umarłych (Ostatni do nieba), > Pamiętnik > znaleziony w Saragossie, Popiól i diament (nowa, cyfrowa wersja), trylogia > Kondratiuka... > Heh, zazdroszczę wzruszeń, naprawdę zazdroszczę Ty się nie wzruszasz? BTW, byłam w niedzielę na "Zabawki Pana Boga" w teatrze Roma. Nowa, niedawno otwarta mała scena. Sztuka bardzo dobra. Muzyka, poezja, aktorstwo, wszystko bardzo smakowite. Połączenie wcale nie przesłodzone. pozdr. ostryga.
Re: wprawek piśmienniczych ciąg dalszy.
Author: LeP
Date: Tue, 22 Dec 2009 22:28
Date: Tue, 22 Dec 2009 22:28
36 lines
2054 bytes
2054 bytes
Użytkownik "ostryga" > Nie mam potrzeby pisać pamiętników, > ani blogów, > ani osobistych exhibicjonistycznych opowieści na własny temat. Szkoda, bo czasami ekshibicjonizm jest cacy. . > Meandry ciemnej strony kobiecej duszy są bardzo fascynujące. Trudno się nie zgodzić. > Ty się nie wzruszasz? Wzruszam się zwykle, gdy na ekranie zwycięża dobro, najcześciej i najmocniej na kreskówkach. > BTW, byłam w niedzielę na "Zabawki Pana Boga" w teatrze Roma. > Nowa, niedawno otwarta mała scena. > Sztuka bardzo dobra. > Muzyka, poezja, aktorstwo, wszystko bardzo smakowite. > Połączenie wcale nie przesłodzone. Omijaj za to szerokim łukiem "Klimakterium... i już" grane obecnie w Capitolu. Walą na to stadnie oknami i drzwiami dojrzałe panie, ale ile można się śmiać z samej siebie? Przypomniałem sobie również "Metro" w Buffo, ale to już nie to samo co kiedyś, w Dramatycznym. Ciasno, klaustrofobicznie wręcz - i to zarówno na scenie jak i widowni. Pozdrawiam -- LeP
Re: wprawek piśmienniczych ciąg dalszy.
Author: DeDe
Date: Tue, 19 Jan 2010 12:17
Date: Tue, 19 Jan 2010 12:17
12 lines
1375 bytes
1375 bytes
Dnia 16-12-2009 o 15:22:05 ostryga <zlosliwa_ostryga@vp.pl> napisał(a): > Wyjazd integracyjny. > Lubię Cię czytać, Ostrygo, bo masz swój styl - i to dobry. Ale zajmujesz się niestety głupstwami. Co to jest za temat - porzucenie żony przez męża? Nawet rozwiązany tak pociągająco, jak w Twoim tekście, nadal pozostaje magielkiem, ploteczką - żaden to temat dla literatury. Szkoda pisać o takich rzeczach, marnować talent na opiewanie trywialnych historii, jakich miliony już opisano, a miliardy się dzieją. Wciąż będziesz "just another", jedną z wielu. A może szkoda...
Re: wprawek piśmienniczych ciąg dalszy.
Author: ostryga
Date: Thu, 21 Jan 2010 14:00
Date: Thu, 21 Jan 2010 14:00
32 lines
2601 bytes
2601 bytes
Użytkownik "DeDe" <papouszek@poczta.fm> napisał w wiadomości news:op.u6r4fivwaq9vro@jgrabowskixp.komputerswiat.local... Dnia 16-12-2009 o 15:22:05 ostryga <zlosliwa_ostryga@vp.pl> napisał(a): > Wyjazd integracyjny. > Lubię Cię czytać, Ostrygo, bo masz swój styl - i to dobry. Ale zajmujesz się niestety głupstwami. Co to jest za temat - porzucenie żony przez męża? Nawet rozwiązany tak pociągająco, jak w Twoim tekście, nadal pozostaje magielkiem, ploteczką - żaden to temat dla literatury. Szkoda pisać o takich rzeczach, marnować talent na opiewanie trywialnych historii, jakich miliony już opisano, a miliardy się dzieją. Wciąż będziesz "just another", jedną z wielu. A może szkoda... Dziękuję za komentarz. Masz w nim rację. I wiesz, mnie też czasem jest szkoda... :) Warto było by coś z tym zrobić, żeby nie było szkoda. Co do tekstu (tekstów) tutaj - to są fragmenty, wprawki, szkice, będące co najwyżej tłem dla głównej historii... Główna historia jest inna. Potrzebuje miejsca. Nie da się jej umieścić w poście. Wyrwanie fragmentu z kontekstu (w przypadku właściwej, głównej historii) zabierze sens całości. Nawet nie wiem, w którym miejscu miałabym to ciachnąć, żeby tu wkleić.;) Poza tym, nie chcę zawalać grupy zbyt długimi postami, jest tu chyba jakaś netykieta, ile w jeden post można naładować.:) Nadal się uczę, chcę się uczyć, stąd wszelkie uwagi są mile widziane. Ale tak, mnie też jest czasem szkoda, i dlatego sobie nie odpuszczę. Pomimo mnóstwa innych życiowych zajęć itd. pozdrawiam ostryga.
Re: wprawek piśmienniczych ciąg dalszy.
Author: DeDe
Date: Fri, 22 Jan 2010 11:45
Date: Fri, 22 Jan 2010 11:45
19 lines
1837 bytes
1837 bytes
> Nadal się uczę, chcę się uczyć, stąd wszelkie uwagi są mile widziane. Ucz się ucz:) Jedyna rada, jakiej moge udzielić to - nie pisz o życiu, które widzisz naokoło siebie. Spróbuj przejść nad tym do porządku dziennego; im dalej Twoi bohaterowie będą od Ciebie, tym lepiej. > Ale tak, mnie też jest czasem szkoda, i dlatego sobie nie odpuszczę. > Pomimo mnóstwa innych życiowych zajęć itd. Och, boję się, że w końcu nic konkretnego nie napiszesz. Tak, jak ja. Chociaż jestem zawodowcem od pisania, marnuję czas na brednie, żeby zarobić pieniądze. I tak to przecieka przez palce. To, co ludzie chcą czytać nie jest tym, co ja chcę pisać. A żyć trzeba... Póki co widzę dla Ciebie przyszłość w kobiecej prasie, gdzie Twoje opowiadanka byłyby ozdobą. Ale za to płacą kiepsko i rozgłosu się nie zdobędzie... Nie pozwól, żeby to co masz, rozpuściło się w szambie codzienności:) D.
Re: wprawek piśmienniczych ciąg dalszy.
Author: ostryga
Date: Sun, 24 Jan 2010 21:58
Date: Sun, 24 Jan 2010 21:58
50 lines
3396 bytes
3396 bytes
Użytkownik "DeDe" <papouszek@poczta.fm> napisał w wiadomości news:op.u6xmxgndaq9vro@jgrabowskixp.komputerswiat.local... >Ucz się ucz:) Jedyna rada, jakiej moge udzielić to - nie pisz o życiu, >które widzisz naokoło siebie. Spróbuj przejść nad tym do porządku >dziennego; im dalej Twoi bohaterowie będą od Ciebie, tym lepiej. Znów się zgodzę. :) Dopiero niedawno zaczęłam to kapować, na razie mgliście i dużo jeszcze przede mną. Żeby móc w pełni otworzyć się na pomysły i możliwości, trzeba nauczyć się nie widzieć głównie siebie i wszystkiego przez swój pryzmat. W przypadku artystycznych dusz bywa to dodatkowo utrudnione ich wrodzonym egotyzmem. ;) Dlatego to jest tak bardzo zależne od psychiki.Własna psychika bywa największym wrogiem i ograniczeniem. Dodam, że dla mnie liczy się też cierpliwość i poczucie humoru co do siebie samej w tym wszystkim. :) > Ale tak, mnie też jest czasem szkoda, i dlatego sobie nie odpuszczę. > Pomimo mnóstwa innych życiowych zajęć itd. > Och, boję się, że w końcu nic konkretnego nie napiszesz. Tak, jak ja. > Chociaż jestem zawodowcem od pisania, marnuję czas na brednie, żeby > zarobić pieniądze. I tak to przecieka przez palce. To, co ludzie chcą > czytać nie jest tym, co ja chcę pisać. A żyć trzeba... Cóż, zarabiać też trzeba. Doba ma 24 godziny, pewnych rzeczy się nie pogodzi. Wiem o tym dobrze. Ale marzenia przecież zawsze możemy mieć. I trochę czasu na przyjemności. :) A co chciałbyś pisać? Zawodowiec od pisania, co to znaczy? Ja nigdy nie myślałam, żeby zarabiać pisaniem. Nigdy. Zawodowo zajmuję się czymś innym. > Póki co widzę dla Ciebie przyszłość w kobiecej prasie, gdzie Twoje > opowiadanka byłyby ozdobą. Ale za to płacą kiepsko i rozgłosu się nie > zdobędzie... Nie pozwól, żeby to co masz, rozpuściło się w szambie > codzienności:) Miło mi to słyszeć. To dla mnie komplement. Nigdy nie miałam takich planów. Póki co muszę dokończyć to, co zaczęłam. Przy moim tempie to jeszcze ze dwa lata... ;) Jeśli tego nie skończę, nie pójdę dalej. Strasznie dużo czasu i energii to pożera. Żarłoczna bestia. Ciągle chce więcej i więcej... ;) A proza życia wzywa. I jest nie mniej ciekawa. ostryga.
Re: wprawek piśmienniczych ciąg dalszy.
Author: LeP
Date: Sat, 06 Feb 2010 16:14
Date: Sat, 06 Feb 2010 16:14
37 lines
2607 bytes
2607 bytes
Użytkownik "DeDe" >> Uzytkowinik "ostryga" >> Nadal się uczę, chcę się uczyć, stąd wszelkie uwagi są mile widziane. > Ucz się ucz:) Jedyna rada, jakiej moge udzielić to - nie pisz o życiu, > które widzisz naokoło siebie. Spróbuj przejść nad tym do porządku > dziennego; im dalej Twoi bohaterowie będą od Ciebie, tym lepiej. Bardzo te rady, naprawdę bardzo, ale jakoś tak przy okazji zerknąłem na półkę i zaraz wyszło z wora, że to nie do końca prawda, że zupełnie nieważne co kto portretuje, a tylko o sposób w jaki to robi. > Och, boję się, że w końcu nic konkretnego nie napiszesz. Tak, jak ja. Twój lęk jest nieuzasadniony. Obawiać należy się jedynie piszących. Niepiszący są tak samo niegroźni jak niepiśmienni. > Chociaż jestem zawodowcem od pisania, marnuję czas na brednie, żeby > zarobić pieniądze. I tak to przecieka przez palce. To, co ludzie chcą > czytać nie jest tym, co ja chcę pisać. A żyć trzeba... Czyli znowu wszystkiemu wienien głupi, nieokrzesany czytelnik? Heh;) Może to i prawda, ale zamiast biadolić wrzuć tu fragment tej swojej niedocenionej prozy. > Póki co widzę dla Ciebie przyszłość w kobiecej prasie, gdzie Twoje > opowiadanka byłyby ozdobą. Ale za to płacą kiepsko i rozgłosu się nie > zdobędzie... Nie pozwól, żeby to co masz, rozpuściło się w szambie > codzienności:) Nie ma czegoś takiego jak "szambo codzienności". Codzienność to niekończąca się majówka (i tylko muchy, depresanci i pewna gruppowiczka twierdzą wspak). . -- LeP
Re: wprawek piśmienniczych ciąg dalszy.
Author: Gromek
Date: Wed, 03 Mar 2010 11:21
Date: Wed, 03 Mar 2010 11:21
46 lines
3762 bytes
3762 bytes
On 6 Lut, 17:14, "LeP" <l...@onet.pl> wrote: > Użytkownik "DeDe" > > >> Uzytkowinik "ostryga" > >> Nadal się uczę, chcę się uczyć, stąd wszelkie uwagi są mile widziane. > > Ucz się ucz:) Jedyna rada, jakiej moge udzielić to - nie pisz o życiu, > > które widzisz naokoło siebie. Spróbuj przejść nad tym do porządku > > dziennego; im dalej Twoi bohaterowie będą od Ciebie, tym lepiej. > > Bardzo te rady, naprawdę bardzo, ale jakoś tak przy okazji zerknąłem na > półkę i zaraz wyszło z wora, że to nie do końca prawda, że zupełnie > nieważne co kto portretuje, a tylko o sposób w jaki to robi. > > > Och, boję się, że w końcu nic konkretnego nie napiszesz. Tak, jak ja. > > Twój lęk jest nieuzasadniony. Obawiać należy się jedynie piszących. > Niepiszący są tak samo niegroźni jak niepiśmienni. > > > Chociaż jestem zawodowcem od pisania, marnuję czas na brednie, żeby > > zarobić pieniądze. I tak to przecieka przez palce. To, co ludzie chcą > > czytać nie jest tym, co ja chcę pisać. A żyć trzeba... > > Czyli znowu wszystkiemu wienien głupi, nieokrzesany czytelnik? Heh;) > Może to i prawda, ale zamiast biadolić wrzuć tu fragment tej swojej > niedocenionej prozy. > > > Póki co widzę dla Ciebie przyszłość w kobiecej prasie, gdzie Twoje > > opowiadanka byłyby ozdobą. Ale za to płacą kiepsko i rozgłosu się nie > > zdobędzie... Nie pozwól, żeby to co masz, rozpuściło się w szambie > > codzienności:) > > Nie ma czegoś takiego jak "szambo codzienności". Codzienność to niekończąca > się majówka (i tylko muchy, depresanci i pewna gruppowiczka twierdzą wspak). > . A ja myślę, że każdy ma inną codzienność. Jeżeli ktoś nie może poradzić sobie ze swoimi myślami, przeżyciami i emocjami. Jeżeli jego codziennością są wampiry, które wypijają jego resztki sił życiowych i ktoś przelewa to na papier. To jak najbardziej opisuje siebie i to tylko kwestia znalezienia innych czytelników, których poglądy rezonują z tymi przedstawionymi na papierze. Tak wiele wampirycznej sztuki, wszędzie tylko cierpienie, smutek, jakby za mało go było w otoczeniu. Lepsze fr(l)aszki i igraszki. G
Re: wprawek piśmienniczych ciąg dalszy.
Author: LeP
Date: Wed, 03 Mar 2010 23:40
Date: Wed, 03 Mar 2010 23:40
54 lines
3557 bytes
3557 bytes
Użytkownik "Gromek" On 6 Lut, 17:14, "LeP" > ma czegoś takiego jak "szambo codzienności". Codzienność to niekończąca > się majówka (i tylko muchy, depresanci i pewna gruppowiczka twierdzą > wspak). > A ja myślę, że każdy ma inną codzienność. Jeżeli ktoś nie może > poradzić sobie ze swoimi myślami, przeżyciami i emocjami. Jeżeli jego > codziennością są wampiry, które wypijają jego resztki sił życiowych i > ktoś przelewa to na papier. To jak najbardziej opisuje siebie i to > tylko kwestia znalezienia innych czytelników, których poglądy rezonują > z tymi przedstawionymi na papierze. Zgadza się, chociaż czytałem sporo lektur, w których złe emocje, jak piszesz, były całkowicie wykreowane i nie sposób było je identyfikować z autorem. Ale to już jest wyższa półka. > Tak wiele wampirycznej sztuki, > wszędzie tylko cierpienie, smutek, jakby za mało go było w otoczeniu. Co do diabła z tym cierpieniem i złym otoczeniem? Czy my żyjemy w innych światach? Źródłem cierpienia i smutku są zwykle inni, zwykle źli a często i głupi ludzie. Ale na to wpływu nie mamy. Zawsze tacy byli i będą. Tak jak zawsze będą choroby, Beata Tyszkiewicz i cała tzw. współczesna poezja;) Chodzi tylko o to, żeby nie dawać im do siebie dostępu. Otaczać się na codzień nie pięknymi samochodami, meblami czy strojami - ale pięknymi książkami, sztukami, a zwłaszcza ludźmi (w ostateczności mogą być nawet piękne kobiety, ale tylko pięknie ubrane, które przywieziono pięknymi samochodami do pięknie umebloweanych apartamentów;) "Bo piękno jest w nas" jak zwykła mawiać pewna urocza niewiasta w czasie miłosnych igraszek (i faktycznie, gdy to mówiła - było w niej coś pięknego;) > Lepsze fr(l)aszki i igraszki. Fakt niepodważalny, ale jeśli zachodujemy już u siebie optymizm, to nawet tysiąc liter f nas nie wyprowadzi z równowagi, nie mówiąc nawet o gorszym samopoczuciu, czego i Tobie (proffilaktycznie) życzę. Pozdrawiam LeP PS Wracając jeszcze na moment do głównego wątku: > > Użytkownik "DeDe" > > Ucz się ucz:) Jedyna rada, jakiej moge udzielić to - nie pisz o życiu, > > które widzisz naokoło siebie. Spróbuj przejść nad tym do porządku > > dziennego A ja właśnie zaczynam lekturę non fiktion czyli o gościu, który z portretowania codzienności żył i to nie najgorzej:>
Thread Navigation
This is a paginated view of messages in the thread with full content displayed inline.
Messages are displayed in chronological order, with the original post highlighted in green.
Use pagination controls to navigate through all messages in large threads.
Back to All Threads