Article View: pl.hum.pisarstwo
Article #18802wprawek piśmienniczych ciąg dalszy.
From: ostryga
Date: Wed, 16 Dec 2009 14:22
Date: Wed, 16 Dec 2009 14:22
168 lines
10635 bytes
10635 bytes
Wyjazd integracyjny. - Hej, tu Alina. - No hej, co słychać? - Wiem, że niedawno się widziałyśmy, ale czy mogłabyś dziś do mnie wpaść? - Do ciebie? Jesteś sama w domu? - Tak. - Stało się coś? - Nie. Nic. Pogadamy. - Hm. Wprawdzie dopiero wróciłam z wyjazdu integracyjnego, ale myślę, że znajdę chwilę. - No to jesteśmy umówione. Do zobaczenia. * Siedzimy z Aliną w jej salonie. Na stole leżą porozkładane gazety z ogłoszeniami o pracę. Na biurku w rogu pokoju stoi komputer, do którego co jakiś czas podchodzimy, by szukać ogłoszeń w internecie. Alina po krótce zawiadamia mnie, że szuka pracy. Proponuje, że mogłybyśmy wymienić się doświadczeniami. Mogłabym jej pomóc, jeśli przejrzę jej CV. W końcu co dwie głowy to nie jedna. A poza tym, to ja mam doświadczenie w pracy i dobre stanowisko. Może wspólnie będziemy mieć jakieś fajne pomysły. Zastanawiam się, skąd u niej nagle pomysł z szukaniem pracy. Dlaczego akurat teraz zebrało jej się na przeglądanie ogłoszeń. Musi być jakiś powód, ale nie chcę być nachalna, pytając prosto z mostu o przyczyny. Przeczucie mówi mi, że w jej wypadku nie chodzi o chęć robienia kariery. W milczeniu patrzę na nią, kiedy nad kuchennym stołem przegląda gazety. Na jej twarzy widać ciemne obwódki pod oczami. Co do zawodowych szans, to co tu dużo mówić - nie stoją one przed nią otworem i już. Kariery zawodowej Alina już nie zrobi. Nawet, jeśli dostanie pracę na pół etatu w biurze jako sekretarka i zarobi trochę pieniędzy, to z której by ktokolwiek na to strony nie spojrzeć, super karierą zawodową nazwać tego nie można. Popijamy więc herbatę i przeglądamy ogłoszenia. - Tu jest fajne, zobacz - podaję Alinie gazetę - Masz licencjat z księgowości i dobrze obsługujesz komputer. Pomoc księgowej. Praca na pół etatu. Ogłoszenie istotnie wygląda przystępnie. Nie wymagają od razu kopiastego doświadczenia. Firma jest duża, co może zapewnić ewentualne doszkolenie się i stabilność zatrudnienia. Alina czyta z uwagą. Zakreśla ogłoszenie mazakiem. - Wyślę tam CV. Przez chwilę znów panuje cisza. - Uważam, że masz realne szanse, by dostać niezłą pracę - mówię - Pewnie wiele rzeczy zmieniło się od kiedy studiowałaś, ale zasady zostają w głowie i możesz na nich bazować. A reszty douczysz się na bieżąco... Bystra jesteś, szybko się doszkolisz. Umiesz obsługiwać komputer, jesteś dobrze zorganizowana... Dostaniesz pracę bez problemu. - Też tak sądzę - mówi ona bez wahania. Zaskakuje mnie ta odpowiedź. Zaskakuje mnie sposób wypowiedzenia tego zdania i spokojna pewność w głosie Aliny. Determinacja w jej głosie. Skąd taka determinacja u pani domu Aliny, na pierwszy rzut oka zadowolonej ze swojego domowego życia? Zagryzam ciastko zbożowe i pytam: - Powiedz mi, co nagle sprawiło, że myślisz o znalezieniu pracy? Alina wstaje od stołu i idzie do kuchni. Na blacie stawia talerzyki i półmisek. A obok duży, połyskujący stalą nóż. - Trzeba będzie coś przekąsić. Wyjmuje z lodówki sernik na zimno. Sernik ma na wierzchu intensywnie pomarańczową galaretkę, którą zalane są połówki owoców. Szereg promieniście ułożonych połówek brzoskwiń spoczywa na wierzchu. Kształtne, jędrne i dojrzałe owoce zalane galaretką w radosnym, pomarańczowym kolorze. Gapię się w sernik w tępej konsternacji i jak przez mgłę słyszę, że Alina coś do mnie mówi. To, co mówi, wprawia mnie w jeszcze większe osłupienie: - Arek ma inną kobietę - słyszę jakby zza ściany. Jakby ktoś obcy to wypowiadał. Ale to Alina mówi te słowa. Krztuszę się ciastkiem zbożowym, które wpada mi w niewłaściwy kanał przełyku. Charczę i pluję na talerzyk. Rzężę niczym duszone zwierzę. Ledwo łapię ustami powietrze. - Wyprostuj się, zaraz walnę cię w plecy - mówi Alina. Po czym wali mnie z całej siły w łopatki a ja wypluwam okruchy ciastka na talerz. - Masz, napij się wody - Alina podaje mi kubek z wodą. * Nie wiem, co powiedzieć. Przed sobą nadal widzę sernik z brzoskwiniami i wielki, kuchenny nóż. Alina dostrzega moją konsternację. - Podaj szklankę. Jeszcze wody? - pyta. Nadal gapię się tępo przed siebie. - Kiedy się dowiedziałaś.? - czuję, jak cierpną mi nogi - Wiesz, kto to jest? Jak to się stało?? Alina kroi sernik i mówi spokojnym tonem: - Cóż. Normalnie. Poznał w pracy pewną specjalistkę do spraw logistyki, kierowniczkę działu analiz logistycznych czy coś w tym rodzaju. Kogoś mniej więcej na twoim stanowisku. Srutu tutu, pałka drutu. Proszę, możesz sobie dołożyć, jeśli to za mały kawałek. Mam nadzieję, że ciasto będzie ci smakowało. Sięgam po łyżeczkę i dłubię nerwowo w cieście. Alina macha mi przed oczami wielkim nożem upaćkanym bitą śmietaną. Wolę nie zadawać zbędnych pytań. - Z początku wyglądało niegroźnie - opowiada dalej, nadal krojąc ciasto - W końcu praca to praca, co nie? Wokół są współpracownicy. I współpracownice. Nie jesz? Patrzę na brzoskwiniowy sernik. Mam przeczucie, że nic mi obecnie nie przejdzie przez przełyk. Gardło ścisnęło mi się do tego stopnia, że trudno w ogóle coś powiedzieć, a co dopiero jeść. Alina tymczasem wręcz przeciwnie - je ile wlezie. Wprawnymi ruchami ręki kroi gruby kawał sernika. Szybko i zachłannie pochłania brzoskwinię. Teraz dopiero widzę, jak kipią w niej emocje. Zaraz potem kontynuuje swoją opowieść, teraz już bardziej podniesionym tonem. - Więc zapewne było tak: Najpierw wspólna kawka, potem wspólny projekt, potem wyjazd integracyjny. Pieprzony wyjazd integracyjny. na który zaproszono pracowników bez żon. Haha - śmieje się - nie inaczej, jak PIEPRZONY integracyjny wyjazd! Pieprzony! Dokładnie tak! Haha. A czemu by nie? Czemu by się nie zabawić? Wspólna sauna, wspólne jacuzzi, i wolę nie wymieniać, co jeszcze wspólne. Atrakcyjna pani kierownik, choć starsza ode mnie o dwa lata, albo coś w tym rodzaju. Nigdy jej nawet nie widziałam. Nie wiem, jak wygląda. Samotna, singielka z wyboru. Brak zobowiązań. Mnóstwo czasu. Nadgodziny nie stanowią problemu. Nawet lepiej, kiedy można zostać w biurze, razem z moim mężem Arkadiuszem. To nie przeszkadza pani kierownik, bo Arek ma wyrozumiałą żonę, która toleruje wszystkie nadgodziny. Każdy powrót męża do domu, nawet po dwudziestej drugiej jest całkowicie wytłumaczalny! Bo tak się pracuje w korporacjach! Wielu mężczyzn na wyższych stanowiskach tak długo i intensywnie pracuje. Nic w tym dziwnego! Nie wiem, co mogłabym powiedzieć. Taktownie milczę. Tymczasem Alina miota się przy stole, gwałtownie gestykuluje i jest wyraźnie wnerwiona. Ma po temu pełne prawo. I wreszcie dogodną okazję, bo jest sama w domu. To znaczy ze mną. Ale nikogo innego poza nami nie ma. Chcąc nie chcąc spełniam rolę powiernika. - Zaimponowała mu tym, że taka kurde niezależna, wykształcona i wysoko postawiona - Alina kontynuuje zapalczywie - Ma w życiu ambicje i swoje cele - powiedział. Nie spodziewał się, że tak bardzo mu to zaimponuje. Sam się zdziwił swoją postawą! Alina prawie krzyczy. - No wiesz, no szlag mnie zaraz trafi, tak, jak tu stoję i jak to mówię. Sorki za te wyznania, ale tak wyszło. Może człowieka trafić szlag na coś takiego. Łapczywie przełyka brzoskwinię. Zaraz gotowa się zakrztusić. Patrzę na to wszystko ze smutkiem. - Koszmar jakiś. Dorosły, odpowiedzialny facet. ANKA, mówię ci, ręce mi opadają. Naprawdę czasem to mam ochotę wyć do księżyca. Żeby jeszcze oszalał na chwilę, dla jakiejś siksy, młodszej ode mnie, szczuplejszej, głupszej. To byłoby łatwiej wybaczyć. Może by szybciej zmądrzał. Ale to?? Starsza ode mnie kobieta. Wysoce ceniona specjalistka, wcale nie jakaś powalająca laska o blond włosach. Chociaż nie wiem, bo jak mówię nigdy jej nie widziałam. Ma zdaje się Anna na imię. Tak jak ty. Nawet imię mało oryginalne... W pracy widział ją od dobrego roku. Wolę nawet nie myśleć, ile ten romans trwał... Zauroczenie od pierwszego wrażenia. Tak się tłumaczył. Cholera jasna! Co go zauroczyło? A bo ona jest tak bardzo różna ode mnie! Różna! Rozumiesz? Różna. No nic tylko dostać cholery! - Alina, słuchaj, bardzo mi przykro. że tak wyszło. - mówię drżącym głosem - Muszę już się zbierać. Ważny projekt na jutro. Zakładam na ramię torbę i dyskretnie wstaję od stołu. - Rozumiem - szlocha ona - Muszę się uspokoić i dojść do rozumu. Przepraszam cię za te żale. Zaraz się pozbieram. A potem zastanowię się, co dalej. Poza tym - patrzy na zegarek - zaraz przyjdzie mama. Wyszła z Madzią na spacer tylko na chwilę. Po czym wyciera zawilgotniałe oczy papierowym kuchennym ręcznikiem. Związuje włosy gumką w niedbały koński ogon i wyjmuje z lodówki przetarte warzywa dla niemowląt. Zbieram się do wyjścia. Rychło w czas. Niedługo potem słychać odgłos otwieranych drzwi wejściowych. Do kuchni wchodzi matka Aliny z roczną dziewczynką na rękach. Tą samą prześliczną malutką dziewczynką, której zdjęcie Arek nosi w portfelu. Dobrze, że ja zachowuję swoje zdjęcia tylko dla siebie. Wychodząc z mieszkania Aliny kątem oka widzę, jak Alina bierze małą na ręce i mówi do niej promiennie: Kocham cię malutka. Poradzimy sobie. pozdrawiam przedświątecznie.
Technical Details
Message-ID:
<hgaqe8$sbj$1@news.onet.pl>Path:
mbox-mo1.pugleaf.net!news-archive.icm.edu.pl!news.rmf.pl!agh.edu.pl!news.agh.edu.pl!news.onet.pl!not-for-mailShow Full Headers
Complete Article Headers
Path: mbox-mo1.pugleaf.net!news-archive.icm.edu.pl!news.rmf.pl!agh.edu.pl!news.agh.edu.pl!news.onet.pl!not-for-mail From: "ostryga" <zlosliwa_ostryga@vp.pl> Newsgroups: pl.hum.pisarstwo Subject: wprawek piśmienniczych ciąg dalszy. Date: Wed, 16 Dec 2009 15:22:05 +0100 Organization: http://onet.pl Lines: 170 Message-ID: <hgaqe8$sbj$1@news.onet.pl> NNTP-Posting-Host: chello089072180117.chello.pl X-Trace: news.onet.pl 1260973320 29043 89.72.180.117 (16 Dec 2009 14:22:00 GMT) X-Complaints-To: niusy@onet.pl NNTP-Posting-Date: Wed, 16 Dec 2009 14:22:00 +0000 (UTC) X-Priority: 3 X-MSMail-Priority: Normal X-Newsreader: Microsoft Outlook Express 6.00.2900.5843 X-MimeOLE: Produced By Microsoft MimeOLE V6.00.2900.5579 X-RFC2646: Format=Flowed; Original MIME-Version: 1.0 Content-Type: text/plain; charset=UTF-8 Content-Transfer-Encoding: 8bit