Thread View: pl.hum.pisarstwo
40 messages
40 total messages
Started by ostryga
Thu, 20 Aug 2009 14:48
Kwiaty Pani Domu.
Author: ostryga
Date: Thu, 20 Aug 2009 14:48
Date: Thu, 20 Aug 2009 14:48
239 lines
13180 bytes
13180 bytes
Kwiaty pani domu.
Męża poznałam w czasach, gdy byliśmy studentami. I dobrze, że
stało się to wtedy. Gdybym poznała go później, on nie miałby na romanse
czasu, ja nie miałabym na romanse siły.
W każdym razie, mąż był świetnie zapowiadającym się specjalistą
z dziedziny zarządzania jakością, na ostatnim roku studiów. Ja zaś uważałam
siebie za świetnie rokującą specjalistkę w dziedzinie literatury i obce mi
były rozterki typu, czy znajdę pracę i jakie szanse zawodowe mnie czekają.
Wszystkim wokół opowiadałam, jaka to ze mnie zdolna gwiazda,
gwiazda gotowa błyszczeć na rynku pracy dzięki swoim zdolnościom i
samozaparciu. Inaczej absolutnie być nie mogło, byłam skazana na sukces,
taka zdolna i świetnie wykształcona.
Na pierwszy rzut oka zresztą sprawiałam wrażenie rozgarniętej
osoby, byłam wygadana, zorientowana w świecie i oczytana. Zawsze miałam coś
do powiedzenia, lubiłam przyciągać uwagę i słuchać komplementów. Choć za
diabła bym się nie przyznała, że lubię być chwalona i ilekroć ktoś
powiedział mi komplement, udawałam niewiniątko, po którym pochlebstwa
spływają naturalnie i niezauważenie. Tymczasem chłonęłam je całą sobą.
Do tego byłam szczupła, zgrabna niebrzydka, zawsze ładnie ubrana
i umalowana. Potrafiłam przyciągać wzrok mężczyzn. Nic dziwnego, że wpadłam
w oko swemu przyszłemu mężowi.
Mąż również świetnie rokował. Wysoki, szczupły brunet, ładna
opalona cera, inteligentne spojrzenie... Milczący, dzięki temu tajemniczy i
ciekawy. Jeśli już coś powiedział, to było to dowcipne, pełne uroku, na sto
procent trafione. Niezły kąsek do wzięcia. Już wówczas pracował za niezłe
pieniądze na swojej pierwszej posadzie w korporacji. Ambitny i poważny,
poważnie myślący o życiu, żaden tam lekkoduch czy marzyciel. Jego rozsądek i
logiczne myślenie to właśnie to, co przyciągnęło mnie do niego najbardziej.
To samo uporządkowanie i ta sama metodyczność działania, która parę lat
później doprowadzała mnie do białej gorączki, kiedy widziałam, jak mąż z
pietyzmem prasuje w kancik spodnie, ta sama pracowitość, która sprawiała, że
nie idzie spać póki nie wytropi każdego, najmniejszego błędu w swym
projekcie - te oto cechy początkowo zdawały mi się idealne i pożądane. Tak
różne od moich własnych.
Z początku podobało mi się, że mój przyszły małżonek ze znacznym
wyprzedzeniem planował życie od A do Z. Wszystko musiało być opracowane,
wszystko musiało być pewne, wszystko było wkalkulowane w większego kalibru
plan, wysoce prawdopodobny i przemyślany. W plan życia wchodził cały
alfabet - A jak Awans, B jak Bogactwo, C jak Czas pracy, D jak Drabina
społeczna, E jak Egzaminy, F jak Finanse, poprzez cały alfabet, wliczając P
jak Prestiż i Z jak Zarobki.
A wszystko zaczęło się od niewinnego pytania na imieninach mojej
koleżanki Arlety. (Która, swoją drogą, nie jest już moją koleżanką po tym,
jak przestałam się do niej odzywać, a ona w rewanżu nie zaprosiła mnie na
swój ślub).
Zatem na pamiętnych imieninach mój przyszły małżonek podszedł do
stołu, przy którym siedziałam i spytał miękkim głosem:
"Hej, czy mogę się przysiąść?"
Na co odrzekłam, rzecz jasna:
"Tak, oczywiście."
I mrugnęłam filuteryjnie rzęsami. A przyszły mąż dał się złapać
w powab mych wytuszowanych rzęs niczym owad w siatkę pająka.
Nic zresztą dziwnego, że się złapał. Miałam na sobie cudną w mym
mniemaniu sukienkę w kolorze oliwkowym, którą zakupiłam specjalnie na tę
okazję w sklepie z tanią odzieżą. Na więcej stać mnie wówczas nie było;
zresztą nadal specjalnie nie jest. Sukienka miała duży dekolt i obcisłą
talię.
Zatem tego dnia, w tej jednej ulotnej chwili, wyglądałam świeżo
i radośnie, dokładnie tak świeżo i tak radośnie, jak nigdy wcześniej i nigdy
później w swoim życiu.
I właśnie wtedy poznałam mężczyznę swojego życia.
To jednak nie jedyna ironia tego wieczoru. Gorsze było to, że w
momencie, gdy przyszły mąż się do mnie przysiadł, poczęstowałam go swoim
pierwszym i jak dotąd jedynym ciastem, które w swoim życiu upiekłam. Ciasto
wyszło wspaniale, miało chrupiącą, rumianą skórkę, było miękkie i soczyste,
przyozdobione truskawkami i pokropione czekoladą. Profesjonalny przysmak w
moim wykonaniu. Tak jakbym była mistrzynią w sztuce pieczenia. Albo jakbym
miała w tej mierze znaczne doświadczenie. I nikt się nie domyślał, a już
najbardziej mój przyszły małżonek, że nie mam bladego pojęcia o gotowaniu. I
że nic nie wróży sytuacji, w której zechcę mieć kiedyś cokolwiek wspólnego z
siedzeniem w kuchni.
Prawda była taka, że choć nie umiałam nawet dobrze przyrządzić
jajka na miękko czy zupy pomidorowej, ani nawet nie miałam zwyczaju jedzenia
normalnych kolacji czy pełnych śniadań innych niż mocna kawa i ciastko
naprędce wyjęte z szafki na słodycze, to tamto jedno jedyne ciasto wyszło mi
WSPANIALE.
No i szczęśliwym trafem zjadł je mój przyszły małżonek. Aż mu
się uszy trzęsły z radości, kiedy jadł. A ja robiłam sobie kolejny PR, bo
swoim starym zwyczajem chwaliłam się na wyrost tym, jaka to ja jestem
wspaniała w pieczeniu i jakie to ja mam duże w tej mierze umiejętności.
"Dodałam na wierzch truskawki, polane wcześniej syropem
klonowym. Wiecie, syrop klonowy." - szczebiotałam w stronę zapatrzonych we
mnie koleżanek, a przyszły mąż wsuwał kolejny kawałek słodyczy.
"By ciasto było miękkie należy skropić je likierem morelowym. Ja
używam naparstka do odmierzania pojemności likieru! Czego wy dodajecie?" -
szczebiotałam dalej z miną seryjnej znawczyni ciast, wypieków i ogólnie
specjalistki od wyrobów kuchennych.
I nie było w tych moich przechwałkach ściemy, bo przecież ciasto
upiekłam ja sama, we własnej osobie, z małą pomocą reklamowanego półśrodka
do pieczenia. A że zrobiłam to pierwszy raz w życiu, do tego incydentalnie,
dla zaspokojenia nagłej, dziwnej zachcianki, to już mniejsza z tym. Może
chciałam zaimponować koleżankom, albo sprawić, że będę częściej zapraszana
na domowe imprezy. Może byłam akurat spłukana i ciasto domowej roboty
wydało się najtańszą opcją na składkową imprezę.
Może podskórna intuicja podpowiedziała mi, iż na tej imprezie
spotkam księcia z bajki, że będzie tam siedział pewien młody człowiek, mój
przyszły mąż, który łasy jest wielce na wypieki i specjały damską rączką
wyrabiane.
"Bardzo dobre ciasto" - pochwalił przyszły mąż.
A ja już wiedziałam, że wpadł. Wpadł po uszy, głęboko, pechowo,
niewłaściwie. Na podstawie błędnych przesłanek. Z nierealnymi oczekiwaniami
na przyszłość.
Skierował na mnie baczniejszy wzrok. I już był mój.
Spąsowiałam jak pensjonarka, serce mocniej bić zaczęło. W moje
nozdrza uderzył zapach truskawek i bitej śmietany z ciasta, zakręciło mi się
w głowie i na chwilę zapomniałam, jak mam na imię.
No a potem prędko wyszło szydło z worka. To znaczy nie dość
prędko, bo zdążyłam już zostać jego żoną, i organista nam grał na ślubie i
ptaszki śpiewały i wino się lało na weselu.
Oto zdjęcie nasze ze ślubu, zdjęcie oprawione w złotą ramkę.
Jest na nim młoda panna, rzekomo urocza, rzekomo nie
wyróżniająca się w tłumie, rzekomo radosna i spełniona w swojej nowej roli.
Pan młody uśmiechnięty, nieco z boku stojący, w uroczystym surducie, pełen
nadziei na spokojne, wieczne pożycie małżeńskie. Stateczny, o świetlistych
zawodowych perspektywach, kawaler na poziomie.
A tu klops, kilka lat później zupełny klops.
Żona coraz bardziej rozleniwiona i rozgoryczona. Żona
niestandardowa. Rozrzucone w nieładzie ciuchy, nie zdjęte pranie, zeschnięty
ser w lodówce i niedojedzone parówki na środkowej półce. Kosmetyki w kuchni,
jedzenie w łazience, chipsy w sypialni na stoliku nocnym. Pierdolnik w
mieszkaniu - pierdolnik w życiu. Powoli, po kolei, stopniowo, rozrastający
się, coraz większy i coraz trwalszy.
I kilka innych obrazków - żona przed lustrem w sypialni,
czesząca swe długie włosy. Żona przed lustrem w łazience, skropiona
luksusowymi perfumami, prezent od męża, który znów awansował.
Radosna żona w drodze na rozmowę o pracę.
Milcząca żona po powrocie z rozmowy o pracę.
Żona nad gazetą o pracę.
Żona z puszką piwa nad gazetą o pracę.
Żona z puszką piwa przed serialem w telewizji, a na stole obok
gazeta o pracę. Pomiędzy paczką chipsów i kubkiem kawy.
A w międzyczasie mąż na kolejnej firmowej imprezie, gdzie nie
zaproszono żon, świętuje z kolegami kolejną wiadomość na temat tego, że
kolejny kolega niedługo zostanie ojcem. Piwo i wino leją się strumieniami.
Gratulacje do czwartej potęgi. Kilku kolesi w garniturach wyjmuje laptopy i
pokazuje fotki swoich pociech. Cud, miód i orzeszki.
Żona tymczasem portale o pracy przegląda, z nosem utkwionym w
Internecie, gdzie wisi cały szereg niespełnialnych wymagań i nieziemskich
oczekiwań. Pewien portal wysłał jej ofertę z pracą, która początkowo bardzo
ją rajcuje; dopiero po kwadransie okazuje się, że już tam kiedyś aplikowała,
nieskutecznie, rzecz jasna, lat temu dwa, ktoś najwyraźniej wysłał do niej
ofertę ponownie, z automatu.
A potem to już równia pochyła. Każde z małżonków jedzie na
osobnym wózku.
Mąż nad laptopem w swoim gabinecie, bo giełdę sprawdzić trzeba;
żona rozłożona na łóżku w sypialni, bo tu leżeć najwygodniej. Plus
nieodłączna paczka chipsów i kubek kawy, coraz mocniejszej.
Lub też inna konfiguracja: mąż w sypialni nad laptopem, bo
projekt trzeba dokończyć, żona na kanapie w salonie, bo któryś z jej
seriali. M jak Miłość, lub Miłość przez Duże M, lub M jak własne M3 czyli
dwa osobne pokoje przedzielone kuchnią i kiblem.
Lub M jak MP3 na uszach i gadaj sobie do mnie mężu, a ja i tak
cię nie słyszę, a tak w ogóle, to mnie tu nie ma.
Jak również (niewłaściwe skreślić) telewizyjne występy z cyklu:
Jak oni Wyglądają, Jak Wybrać Chirurga Plastycznego (program
sponsorowany przez Klinikę Piękna), lub Jak Być Piękną, Jak oni Balują, lub
Jak oni Wyglądają, Jak oni się Czeszą, Jak oni się Promują. Jak oni Wstają.
Na inne występy żonie chęci już nie starcza. Inicjatywy i
motywacji do dalszych działań jej nie dowieźli. Jedyne, na co ją teraz stać,
to wgapianie się w programy na temat mody, urody, stylu i pięknego życia
ludzi pięknych. Oglądanie takich ludzi nie kosztuje bowiem zbyt wiele
wysiłku. Tylko tyle, co naciśnięcie odpowiedniego przycisku na jednym z
licznych pilotów. Choć minimum wysiłku jednak potrzeba, by odróżnić pilot od
wieży, od pilota do klimatyzacji, a pilot od nagrywarki od pilota do
telewizji cyfrowej.
Aż pewnego razu róże piękne kupiłam. Jędrne, wielkie, czerwone...
Kolec wszedł mi w dłoń niepostrzeżenie, przypadkiem, kiedy bukiet w
wazon wkładałam.
Kilka kropel krwi do wazonu skapło, ale nikt nic nie widział. (Wazon z
najnowszej designerskiej kolekcji, czarny, nieprzeźroczysty.)
Bardzo spodobały mi się te kwiaty. Pierwsze moje, autentycznie moje
kwiaty.
Kwiaty Pani Domu.
pozdrawiam,
ostryga
ps. byłam tu już kiedyś, chyba w 2006 albo 7.
Re: Kwiaty Pani Domu.
Author: LeP
Date: Thu, 20 Aug 2009 15:50
Date: Thu, 20 Aug 2009 15:50
23 lines
1559 bytes
1559 bytes
Użytkownik "ostryga" > Kwiaty pani domu. > Zawsze miałam coś do powiedzenia, lubiłam przyciągać uwagę i słuchać > komplementów. [...] > Do tego byłam szczupła, zgrabna niebrzydka, zawsze ładnie ubrana i > umalowana. Potrafiłam przyciągać wzrok mężczyzn. Pióro masz lekkie i Grochola powinna zacząć się bać. > ps. byłam tu już kiedyś, chyba w 2006 albo 7. Pamiętam. Pojawiłaś się i znikłaś;) ale nic nie straciłaś, bo przez ten czas nic ciekawego się nie działo. A właściwie nic się nie działo. Czy cdn.? Pozdrawiam -- LeP
Re: Kwiaty Pani Domu.
Author: ostryga
Date: Thu, 20 Aug 2009 17:10
Date: Thu, 20 Aug 2009 17:10
36 lines
2103 bytes
2103 bytes
Użytkownik "LeP" <lesp@onet.pl> napisał w wiadomości news:h6js2a$2kl$1@mx1.internetia.pl... >> Kwiaty pani domu. > >> Zawsze miałam coś do powiedzenia, lubiłam przyciągać uwagę i słuchać >> komplementów. [...] >> Do tego byłam szczupła, zgrabna niebrzydka, zawsze ładnie ubrana i >> umalowana. Potrafiłam przyciągać wzrok mężczyzn. Nie ma jak właściwy cytat we właściwym miejscu... > Pióro masz lekkie i Grochola powinna zacząć się bać. Grocholi czytałam tylko jedną książkę, nietypową ponoć jak na nią - trzepot skrzydeł motyla. I było nawet nawet. Generalnie trudno mi przebrnąc przez typowo babska literaturę. Zazwyczaj przerywam czytanie w 1/3 książki. >> ps. byłam tu już kiedyś, chyba w 2006 albo 7. > > Pamiętam. Pojawiłaś się i znikłaś;) ale nic nie straciłaś, bo przez ten > czas nic ciekawego się nie działo. > A właściwie nic się nie działo. Szkoda, że nic się nie działo. Faktycznie, nie bywałam tu. > Czy cdn.? Ano jest. Może i coś wrzucę, czemu nie. :) Tylko nie chcę krzaczków przy myślnikach. Kiedyś mi się tak zrobiło. Jak wkleić konwersację bez krzaczków? pozdr. ostryga.
Re: Kwiaty Pani Domu.
Author: LeP
Date: Thu, 20 Aug 2009 19:42
Date: Thu, 20 Aug 2009 19:42
45 lines
2595 bytes
2595 bytes
Użytkownik "ostryga": > Nie ma jak właściwy cytat we właściwym miejscu... Miło, że zauważyłaś:) > Grocholi czytałam tylko jedną książkę, nietypową ponoć jak na nią - > trzepot skrzydeł motyla. I było nawet nawet. > Generalnie trudno mi przebrnąć przez typowo babska literaturę. Zazwyczaj > przerywam czytanie w 1/3 książki. Kiedyś na dziennikarstwie uczyli jak sprawiać wrażenie, że się książkę przeczytało. Delikwent dostawał wolumin i miał dosłownie kilka minut na zapoznanie się z nim, więc czytał tylną obwolutę, czasem informacje o autorze, wstęp i posłowie (o ile były) spis treści i początki rozdziałów. I wiesz co? To podobno działa;) >>> ps. byłam tu już kiedyś, chyba w 2006 albo 7. >> >> Pamiętam. Pojawiłaś się i znikłaś;) ale nic nie straciłaś, bo przez ten >> czas nic ciekawego się nie działo. >> A właściwie nic się nie działo. > > Szkoda, że nic się nie działo. Nie no, coś tam się działo, ale nic takiego, czego można żałować. Chociaż prawdę mówiąc to właściwie należy żałować, że się jednak działo. >> Czy cdn.? > > Ano jest. > Może i coś wrzucę, czemu nie. :) > Tylko nie chcę krzaczków przy myślnikach. Kiedyś mi się tak zrobiło. > Jak wkleić konwersację bez krzaczków? Jeśli piszesz w wordzie, to wyłącz formatowanie, albo prościej: przed wklejeniem do np. outlooka wklej tekst do 'dokumentu tekstowego' (dostępnego na poziomie pulpitu, oczywiście o ile korzystasz z okienek). Pozdrawiam -- LeP
Re: Kwiaty Pani Domu.
Author: ostryga
Date: Fri, 21 Aug 2009 13:59
Date: Fri, 21 Aug 2009 13:59
45 lines
2982 bytes
2982 bytes
Użytkownik "LeP" <lesp@onet.pl> napisał w wiadomości news:h6k9kr$r38$1@mx1.internetia.pl... > Kiedyś na dziennikarstwie uczyli jak sprawiać wrażenie, że się książkę > przeczytało. Delikwent dostawał wolumin i miał dosłownie kilka minut na > zapoznanie się z nim, więc czytał tylną obwolutę, czasem informacje o > autorze, wstęp i posłowie (o ile były) spis treści i początki rozdziałów. > I wiesz co? To podobno działa;) Nic nowego. Napisałam kiedyś recenzję tłumaczenia książki w podobny sposób. Za cholerę nie miałam czasu, jeden wieczór, parę godzin bodaj. A tu nie tyle jedna książka do ocenzurowania, co DWIE... bo przecież oryginał i przekład. Przejrzałam zatem na chybił trafił tłumaczenie i wyłapałam kilka zgrzytających zwrotów. Szybko porównałam z oryginałem i miałam przykłady i ogólny pogląd. Maznęłam na chybcika tekścik i już. Ale wstyd mi było co nie miara. Nigdy więcej nie dopuściłam do czegoś podobnego. To było nieuczciwe wobec tłumacza i wobec autora, brak poszanowania ich pracy. Tylko dlatego, że źle oszacowałam ilość własnego czasu. Odtąd nie brałam się za zadania na które nie miałam czasu albo chęci. Ale swoją drogą, nikt się nie zorientował, że dokonałam oceny tego przekładu wybitnie po łebkach. > Nie no, coś tam się działo, ale nic takiego, czego można żałować. Chociaż > prawdę mówiąc to właściwie należy żałować, że się jednak działo. Nic a nic nie kapuję o czym ze mną rozmawiasz. :) > Jeśli piszesz w wordzie, to wyłącz formatowanie, albo prościej: przed > wklejeniem do np. outlooka wklej tekst do 'dokumentu tekstowego' > (dostępnego na poziomie pulpitu, oczywiście o ile korzystasz z okienek). Jakiś konkretny przykład 'dokumentu tekstowego' (dostępnego na poziomie pulpitu, oczywiście o ile korzystasz z okienek).? Chodzi o worda po prostu? Przekleić z jednego worda do drugiego? Nie kapuję. pozdr. ostryga.
Re: Kwiaty Pani Domu.
Author: LeP
Date: Fri, 21 Aug 2009 20:21
Date: Fri, 21 Aug 2009 20:21
38 lines
2466 bytes
2466 bytes
Użytkownik "ostryga" > Przejrzałam zatem na chybił trafił tłumaczenie i wyłapałam kilka > zgrzytających zwrotów. > Szybko porównałam z oryginałem i miałam przykłady i ogólny pogląd. > Maznęłam na chybcika tekścik i już. I od nowa Polska Ludowa:) >> Nie no, coś tam się działo, ale nic takiego, czego można żałować. Chociaż >> prawdę mówiąc to właściwie należy żałować, że się jednak działo. > > Nic a nic nie kapuję o czym ze mną rozmawiasz. :) I bardzo dobrze, zapomnij i nie dociekaj, proszę;) >> Jeśli piszesz w wordzie, to wyłącz formatowanie, albo prościej: przed >> wklejeniem do np. outlooka wklej tekst do 'dokumentu tekstowego' >> (dostępnego na poziomie pulpitu, oczywiście o ile korzystasz z okienek). > > Jakiś konkretny przykład 'dokumentu tekstowego' (dostępnego > na poziomie pulpitu, oczywiście o ile korzystasz z okienek).? > > Chodzi o worda po prostu? > Przekleić z jednego worda do drugiego? > Nie kapuję. Jeśli piszesz w wordzie, to wycinasz (albo kopiujesz) tekst, klikasz prawym przyciskiem myszy na pulpicie, z okna kontekstowego wybierasz 'nowy', potem 'dokument tekstowy' , wklejasz tekst, wycinasz tekst, wklejasz do outlooka, czy innego patałajstwa i jest dobrze (o ile masz jeszcze poprawnie skonfigurowany czytnik;) Pozdr. -- LeP
Re: Kwiaty Pani Domu.
Author: ostryga
Date: Sun, 23 Aug 2009 10:10
Date: Sun, 23 Aug 2009 10:10
166 lines
9758 bytes
9758 bytes
Użytkownik "LeP" <lesp@onet.pl> napisał w wiadomości news:h6n0au$1id$1@mx1.internetia.pl... > Jeśli piszesz w wordzie, to wycinasz (albo kopiujesz) tekst, klikasz > prawym przyciskiem myszy na pulpicie, z okna kontekstowego wybierasz > 'nowy', potem 'dokument tekstowy' , wklejasz tekst, wycinasz tekst, > wklejasz do outlooka, czy innego patałajstwa i jest dobrze (o ile masz > jeszcze poprawnie skonfigurowany czytnik;) Ach, o to chodzi.Oczywiście znam to. Tylko, że ja wklejam do notatnika, żeby pozbyć się formatowania. Trudno jest mi wybrać fragment dialogowy, bo dłuższe rzeczy pisuję i wszystko zawsze wyjęte jest z kontekstu i niepełne, kiedy fragmentami cytuję. Ale może ten fragment: (Spotkanie dwóch sióstr po latach: Anka lat 35, Ewa (narrator) lat 30.) (...) - Naprawdę aż tak bardzo mi zazdrościłaś? - pyta ona, nagle poruszona. - Tak. Zazdrościłam bardzo. BAR - DZO. - Chodziło o olimpiady, o naukę, o stopnie? Kiwam głową na tak, więc Anka kontynuuje. - Olimpiady z fizyki molekularnej też mi zazdrościłaś? - Yhy. - Dyplomu za zajęcia z rachunkowości dla uczniów szkół podstawowych też? - Ano. - Czerwonego paska i pierwszego miejsca w klasie? - Ehe... - Konkursu ze znajomości rocznika statystycznego? - Tak. Wciąż miarowo kiwam głową na tak. - No nie, Ewa, nie gadaj, że drugiego miejsca na konkursie dla młodych matematyków też mi zazdrościłaś? Tego, w którym przegrałam z chłopakiem z ósmej C? No daruj. Tego też zazdrościłaś? Kiwam głową na tak. Anka patrzy w niedowierzaniu. Popija Sake. Pierwszy raz widzę, że interesuje się rozmową. - Oj, Ewa. Wiedziałam, że mam dziwną siostrę, ale że głupią, to nie wiedziałam - mówi. Teraz to ja dla odmiany nie wiem, co powiedzieć. - Dziwisz się naszej rywalizacji? - pytam. Anka patrzy swymi wielkimi, brązowymi oczami wprost na mnie i odpowiada w sposób, którego nie przewidywałam. - Nie, nie dziwię się. Tym samym przyznaje mi prawo do zazdrości. Zastanawia się, jak dalej rozegrać rozmowę. - Nie, nie dziwię się tej rywalizacji - powtarza - Ja też zazdrościłam - zauważa mimochodem. - Że co? Zazdrościłaś? Mi zazdrościłaś? - pytam zdziwiona. Doprawdy nie wiem, czego można mi zazdrościć. Ani teraz, ani kiedyś. Toż to wszyscy wokół mają lepiej niż ja. Jako dziecko też tak sądziłam. - Pewnie, że ci zazdrościłam - potwierdza Anka. Jestem zbita z tropu. - Czego, na Boga? Czego można mi zazdrościć? Anka, pogięło cię? - pytam w konsternacji - Gorszych stopni? Trójek z matematyki? Niezrozumienia ze strony nauczycieli? Bo tu piszę za długie zdania, a tam za krótkie? To wypracowanie za mało chronologiczne, ta wypowiedź chaotyczna, a tu brak skomplikowanych zdań podrzędnie złożonych? Przecież ja nawet z polskiego nie mogłam mieć piątek! A ty same piątki i to z jakich przedmiotów. Matematyka, fizyka, chemia. Z polskiego zresztą też. Pisałaś dokładnie takie wypracowania, o jakie chodziło... Szacuneczek, droga siostruniu... Siostra na schwał. Przynajmniej jedna, bo druga się nie spisała. - niemal wykrzykuję - No i te chybione studia u mnie, bzdety filologiczne, zamiast konkretnego zawodu. Niemożność znalezienia dobrej, stałej pracy. To nieprzydatne nikomu wykształcenie, te nieudane rozmowy o pracę, a bo tu zbyt wygadana jestem, a tu znów za mało, a to znów zbytnio indywidualna, a wszędzie potrzeba pracowników dobrze zorganizowanych i posłusznych. No rany, Anka, ja naprawdę nie wiem, czego można mi zazdrościć. Coś mnie tu ściemniasz siostruniu. Dawaj to Sake. Sięgam po butelkę. Siostra przestawia dalej butelkę. Tak, bym nie mogła jej sięgnąć. - Ewa, nie wygłupiaj się - strofuje mnie jak małą dziewczynkę. Patrzę na nią skonsternowana. - No daj mi się napić - mówię podniesionym tonem - Najpierw mnie częstujesz, a potem nie chcesz się podzielić. A ciuś, ciuś, siostra. Robię odpowiedni gest palcami. A ciuś, ciuś. Anka dalej pilnuje butelki. - Daj luzu, Ewa. To, że ja piję, nie znaczy, że i ty musisz - mówi. Dwuznacznie to zabrzmiało. - Co ty powiesz? To ty pijesz? - chwytam ją za słówka, jak sądzę przypadkowe - Nie bądź taka. Czemu nie dasz mi się napić? Anka stawia butelkę na podłodze przy swoim krześle, z dala ode mnie. Mówi dobitnie: - Ok. Ujmę to inaczej. To moja butelka i tylko ja z niej piję. O! Po czym uśmiecha się do mnie szeroko i deczko złośliwie. Widzę ten jej szelmowski uśmiech i opada ze mnie para. Przechodzi mi nagła chęć na Sake. - A w dupę se wsadź te Sake. Sknera! - mamroczę. Co za franca z tej siostry, złośliwe to i zazdrosne - myślę z sarkazmem. Sięgam po mój brzoskwiniowy sok. - O, tak. Zostań przy tym napoju - podsumowuje siostra. Siedzimy przez chwilę naprzeciwko siebie w milczeniu. Choć miny nasze kwaśne. Zarówno ja, jak i ona zgrabnie udajemy, że nie pamiętamy, co która ostatnio powiedziała. I niech tak lepiej zostanie. Ku naszemu wspólnemu dobru. Kiedy emocje opadają, a ja ugasiłam już wewnętrzny pożar sokiem z brzoskwini, Anka podejmuje porzucony niedawno temat. - Pytasz Ewa, czego ci zazdrościłam. Waha się i odwraca wzrok. Słucham z rosnącym zainteresowaniem: - Pewnie nawet nie zdajesz sobie sprawy, czegóż to ja nie wyczyniałam z zazdrości. Owszem, nie zdaję sobie sprawy. - Więc mnie oświeć - zachęcam. Wtedy Anka zaczyna wyliczankę: - Pamiętasz swój zniszczony rysunek? Nie, nie ten ze ściany kuchni. Normalny, na papierze. Wyjątkowo udany rysunek. Domek, drzewko, perspektywa, fajne kolory. Radosna dziewczynka w centrum rysunku. W samym centrum. - Ten co niby przypadkiem zalał się wodą? - dopytuję. - Tak. Ten. Tylko, że on nie zalał się wodą przypadkiem. A to małpa. Celowo zniszczyła mój rysunek. - Ok... Nie kończ. Już wiem. Co jeszcze? Cholerna małpa! - Pamiętasz te super różowe getry z lajkry, które dała ci Lucyna? - pyta Anka. - Te, co je tak ukrywałam przed mamą, bo według mamy to było bezguście? - Tak, właśnie te. - Nagle znalazły się pod drzwiami gabinetu mamy a mama je podniosła i spytała, kto ten szajs kupił i kto nosi takie szmaty... - wspominam - Dotąd nie wiem, kto je tam położył. - Teraz już wiesz. Moja grzeczna, moja idealna siostra? Patrzę na nią oniemiała. Jak ona mogła podkładać mi takie świnie! - O, ty szujo! - wykrzykuję. Mam ochotę rzucić w siostrę pierwszą lepszą rzeczą, która nawinie mi się pod ręce. Nie będę jednak rzucać deskami, na których podano sushi, ani pałeczkami. Nie rzucę też mosiężną popielniczką ani marmurowym wazonikiem z pełnymi kolców różami. Spokojna głowa. Przynajmniej na razie. Ani trochę nie znałam swojej siostry. Ta rozmowa jest dla nas obu odkrywcza. Aż chciałoby się krzyczeć: Eureka, Eureka i jeszcze raz Eureka. A zaraz potem: Litości, dość już tych przykładów. - O, albo jeszcze to - kontynuuje Anka - Pamiętasz, jak zaspałaś na akademię w szkole w pierwszej klasie? Miałaś mieć swoją pierwszą aktorską rolę. Miałaś grać chmurkę, albo kwiatek, albo ławkę. - Dzwonek miałam grać. Dzwonek. - precyzuję - Ty oślico. To była ważna rola. Dzwonek na koniec lekcji jest najważniejszy. Nie wiesz tego? - No dobrze. Dzwonek. Wszystko jedno. W każdym razie, zaspałaś. Twój budzik, hm, czy raczej dzwonek w budziku nie zadzwonił. Tego już za wiele. To przedstawienie miało być pierwszym krokiem ku mojej genialnej teatralnej karierze! Robię się czerwona na twarzy. - Tylko mi nie mów, że to nie był przypadek - mamroczę - Myślałam, że to złośliwość przedmiotów martwych. Siostra uśmiecha się i rzecze: - Złośliwość z pewnością. - Anka, ty cholero. Jak mogłaś??? Zależało mi na tym występie!!! - Wiem. Dlatego to zrobiłam. Odstawię na bok marmurowe podstawki i mosiężne popielnice, deski i kije. Póki jeszcze panuję nad sobą. - O małpo. Co tobą kierowało?? - wykrzykuję. - Już mówiłam. Zazdrość. Nie chciałaś wierzyć. No to teraz wierzę. Co za cholerę miałam za siostrę! Taka niby perfekcyjna i dobrze ułożona. A tu kurcze rogi spod warkoczyków wystają! Mam ochotę odpłacić jej pięknym za nadobne. Też mam trochę na sumieniu. Zaraz wyrównamy rachunki, droga siostro, jeśli bardzo tego pragniesz. - Nie byłam ci dłużna - stwierdzam. (...)
Re: Kwiaty Pani Domu.
Author: LeP
Date: Sun, 23 Aug 2009 20:49
Date: Sun, 23 Aug 2009 20:49
14 lines
1511 bytes
1511 bytes
Użytkownik "ostryga" > - Nie byłam ci dłużna - stwierdzam. Podobało się. Moja Pani, która dla relaksu czyta czasami tego typu książki (ostatnio zdaje się sagę "...nad rozlewiskiem") oceniła Twoje teksty dość wysoko. Mówi, że to takie z życia wzięte;) Mam tylko jedno pytanie - czemu sake zawsze piszesz z dużej litery? Pozdrawiam -- LeP
Re: Kwiaty Pani Domu.
Author: ostryga
Date: Mon, 24 Aug 2009 08:20
Date: Mon, 24 Aug 2009 08:20
29 lines
2342 bytes
2342 bytes
Użytkownik "LeP" <lesp@onet.pl> napisał w wiadomości news:h6saoh$oic$1@mx1.internetia.pl... > Podobało się. Moja Pani, która dla relaksu czyta czasami tego typu książki > (ostatnio zdaje się sagę "...nad rozlewiskiem") oceniła Twoje teksty dość > wysoko. Mówi, że to takie z życia wzięte;) > Mam tylko jedno pytanie - czemu sake zawsze piszesz z dużej litery? Bo to boski napój, napój Bogów. ;) A tak właściwie to nie wiem. Zastanawiałam się, co mi bardziej gładko wychodzi - fragmenty dialogowe czy bezdialogowe? Coś się lepiej czyta? Jak to odbieracie? Wiem, co mi idzie łatwiej, wiem co przyjemniej, ale ciekawe jak to wygląda od strony odbiorcy. Cały czas staram się czegoś nowego nauczyć, wiele rzeczy już poprawiłam w swojej pisaninie ucząc się na własnych błędach. I może wreszcie coś z tego będzie, kto wie. No, już wiele druzgoczącej krytyki przeżyłam i mam się dobrze. :) Fragmenty, które zacytowałam są z tych "gładszych", przyjemniejszych, ale jest to tak naprawdę smutna historia, którą staram się ubrać w spokojne, czasem tragikomiczne barwy. Inaczej sama bym wpadła w megadeprechę albo inną cholerę tworząc to, a po co siebie katować. pozdr. ostryga.
Re: Kwiaty Pani Domu.
Author: LeP
Date: Mon, 24 Aug 2009 22:59
Date: Mon, 24 Aug 2009 22:59
45 lines
2939 bytes
2939 bytes
Użytkownik "ostryga" > > Użytkownik "LeP" < >> Mam tylko jedno pytanie - czemu sake zawsze piszesz z dużej litery? > > Bo to boski napój, napój Bogów. ;) Ale o co chodzi - to przeca nie 'nasi' bogowie?! Nasi zrobili nas na swoje podobieństwo, to i pewnie o upodobaniach nie zapomnieli;) > Zastanawiałam się, co mi bardziej gładko wychodzi - fragmenty dialogowe > czy bezdialogowe? > Coś się lepiej czyta? Jak to odbieracie? Zapytałem - odkrzyczała z kuchni, ze bezdial jej lepiej wchodzi. Ja daję remis. Dla trzystuprocentowego faceta, do jakiego się nieskromnie (i deffinitywnie od pewnego czasu) zaliczam, wasze kobiece dylematy zawsze wyglądały mi na nieco stzuczne;) > No, już wiele druzgoczącej krytyki przeżyłam i mam się > dobrze. :) I tak trzymaj. Niech krytykanci precz sobie idą! > Fragmenty, które zacytowałam są z tych "gładszych", przyjemniejszych, ale > jest to tak naprawdę smutna historia, którą staram się ubrać w spokojne, > czasem tragikomiczne barwy. Inaczej sama bym wpadła w megadeprechę albo > inną cholerę tworząc to, a po co siebie katować. No tak, po co siebie katować, skoro można innych;)) A tak poważnie mówiąc, to ogólnie wiadomo, że depresja jest najgorsza i w połączeniu z losowymi zdarzeniami potrafi człowieka złamać i wpędzić w choróbska psychosomatyczne. Osobiście uważam, że taka np. urynoterapia zalecana jest niektórym osobnikom nie przez swoje uzdrowicielskie działanie, tylko po to, aby przełamać w pacjencie nieakceptację własnego ciała. Ale oczywiście (i osobiście) nie polecam. Z dwojga złego lepiej leczyć megadeprechy winkiem (albo boskim Sake;)) Pozdrawiam -- LeP
Re: Kwiaty Pani Domu.
Author: Gromek
Date: Tue, 25 Aug 2009 15:40
Date: Tue, 25 Aug 2009 15:40
14 lines
1596 bytes
1596 bytes
On 20 Sie, 16:48, "ostryga" <zlosliwa_ostr...@vp.pl> wrote: > Kwiaty pani domu. > > ps. byłam tu już kiedyś, chyba w 2006 albo 7. Czarne wazony to mi się kojarzą z cmentarzami. Jeszcze tylko wyryć jakiś krzyżyk, albo literkę :D Czekam co dalej stanie się z panią domu... Może jakiś kochanek, wypadek, rozwód? G. ps. Każdy z nas już tu kiedyś był.
Re: Kwiaty Pani Domu.
Author: Gromek
Date: Tue, 25 Aug 2009 15:42
Date: Tue, 25 Aug 2009 15:42
20 lines
1797 bytes
1797 bytes
On 25 Sie, 17:40, Gromek <dr.gro...@gmail.com> wrote: > On 20 Sie, 16:48, "ostryga" <zlosliwa_ostr...@vp.pl> wrote: > > > Kwiaty pani domu. > > > ps. byłam tu już kiedyś, chyba w 2006 albo 7. > > Czarne wazony to mi się kojarzą z cmentarzami. Jeszcze tylko wyryć > jakiś krzyżyk, albo literkę :D > > Czekam co dalej stanie się z panią domu... Może jakiś kochanek, > wypadek, rozwód? > > G. > > ps. Każdy z nas już tu kiedyś był. Lipa, dopiero teraz widzę, że w złym miejscu napisałem. Innowacje, miliony dolarów, a z roku na rok coraz trudniej z tych technologii korzystać.
Re: Kwiaty Pani Domu.
Author: Gromek
Date: Tue, 25 Aug 2009 15:54
Date: Tue, 25 Aug 2009 15:54
47 lines
3257 bytes
3257 bytes
On 25 Sie, 00:59, "LeP" <l...@onet.pl> wrote: > Użytkownik "ostryga" > > > > > Użytkownik "LeP" < > >> Mam tylko jedno pytanie - czemu sake zawsze piszesz z dużej litery? > > > Bo to boski napój, napój Bogów. ;) > Świństwo nad świństwami. Raz to dostało się do ust moich to myślałem, że to koniec mych dni. > > Zastanawiałam się, co mi bardziej gładko wychodzi - fragmenty dialogowe > > czy bezdialogowe? > > Coś się lepiej czyta? Jak to odbieracie? > > Zapytałem - odkrzyczała z kuchni, ze bezdial jej lepiej wchodzi. > Ja daję remis. Dla trzystuprocentowego faceta, do jakiego się nieskromnie (i > deffinitywnie od pewnego czasu) zaliczam, wasze kobiece dylematy zawsze > wyglądały mi na nieco stzuczne;) > Ja też daję fiftififti, całkiem dobrze się to czyta. Co prawda nie mam jakiegoś dużego doświadczenia w czytaniu takiej litaratury. Ale raz na kilka lat można wczuć się w te kobiece dylematy :P > > No, już wiele druzgoczącej krytyki przeżyłam i mam się > > dobrze. :) > > I tak trzymaj. Niech krytykanci precz sobie idą! > Precz, precz! Królestwo za panią domu! > A tak poważnie mówiąc, to ogólnie wiadomo, że depresja jest najgorsza i w > połączeniu z losowymi zdarzeniami potrafi człowieka złamać i wpędzić w > choróbska psychosomatyczne. Osobiście uważam, że taka np. urynoterapia > zalecana jest niektórym osobnikom nie przez swoje uzdrowicielskie działanie, > tylko po to, aby przełamać w pacjencie nieakceptację własnego ciała. Ale > oczywiście (i osobiście) nie polecam. Z dwojga złego lepiej leczyć > megadeprechy winkiem (albo boskim Sake;)) Myślę, że uryna jest mniej uzależniająca, choć kto ją tam wie? G
Re: Kwiaty Pani Domu.
Author: LeP
Date: Tue, 25 Aug 2009 20:28
Date: Tue, 25 Aug 2009 20:28
20 lines
1803 bytes
1803 bytes
Użytkownik "Gromek" On 25 Sie, 00:59, "LeP" wrote: > Użytkownik "ostryga" > > Bo to boski napój, napój Bogów. ;) > > Świństwo nad świństwami. Raz to dostało się do ust moich to myślałem, > że to koniec mych dni. Masz szczęście, za prawdopodobnie dostało się do ust Twoich sake przemysłowe, bo jakbyś wiedział jak robią to tradycyjne, 'pradziwe' to pewnie pobiłbyś rekord w rzucaniu pawia na odległość;) A tak w ogóle to cze, miło że wpadłeś. Strasznie dawno Cię nie było. -- LeP
Re: Kwiaty Pani Domu.
Author: Gromek
Date: Wed, 26 Aug 2009 08:07
Date: Wed, 26 Aug 2009 08:07
18 lines
2324 bytes
2324 bytes
On 25 Sie, 22:28, "LeP" <l...@onet.pl> wrote: > > Świństwo nad świństwami. Raz to dostało się do ust moich to myślałem, > > że to koniec mych dni. > > Masz szczęście, za prawdopodobnie dostało się do ust Twoich sake > przemysłowe, bo jakbyś wiedział jak robią to tradycyjne, 'pradziwe' to > pewnie pobiłbyś rekord w rzucaniu pawia na odległość;) No nie wiem :) wydaję mi się, że to było 'prawdziwe' sake. Choć ja mało wiem o alkoholach :D Szczególnie, że od półtora roku w ogóle nie piję. > A tak w ogóle to cze, miło że wpadłeś. Strasznie dawno Cię nie było. Cześć, cześć, mi także miło. Widzę, że wszystko po staremu. Irenka też nadal pisze. Całkiem miło. G
Re: Kwiaty Pani Domu.
Author: ostryga
Date: Wed, 26 Aug 2009 09:13
Date: Wed, 26 Aug 2009 09:13
41 lines
2990 bytes
2990 bytes
Użytkownik "Gromek" <dr.gromek@gmail.com> napisał w wiadomości news:87f27cc6-5ba2-4f2e-8121-> > Użytkownik "LeP" < > >> Mam tylko jedno pytanie - czemu sake zawsze piszesz z dużej litery? > > > Bo to boski napój, napój Bogów. ;) > >Świństwo nad świństwami. Raz to dostało się do ust moich to myślałem, >że to koniec mych dni. A, to dobrze. Znaczy, że pasuje do mojej postaci Anki. Nigdy nie próbowałam sake (i chyba nie zamierzam). Ale do mojej bohaterki pasuje. > > Zastanawiałam się, co mi bardziej gładko wychodzi - fragmenty dialogowe > > czy bezdialogowe? > > Coś się lepiej czyta? Jak to odbieracie? >Ja też daję fiftififti, całkiem dobrze się to czyta. Co prawda nie mam >jakiegoś dużego doświadczenia w czytaniu takiej litaratury. Ale raz na >kilka lat można wczuć się w te kobiece dylematy :P Cóż, miło mi. Chciałam, żeby się gładko czytało. Czytanie ma być przecież dla przyjemności, co nie? Ale też chciałabym, żeby całość była do przełknięcia także dla facetów. Nie chciałabym tego kierować tylko dla kobiet. Co do dialogów, to moim zdaniem są one trudniejsze w obsłudze. Ale lubię dialogi, bo pozwalają mi zachować dystans, spojrzeć z boku. Nie angażować się tak bardzo. Opisać coś nie wprost. Postaci ożywają tak naprawdę w dialogach. Ale jeden mały fragment nie wystarcza, by powstał cały obraz danej postaci. O tak, bardzo lubię dialogi, jest tu pole do rozwoju. (ale schrzanić też i można łatwiej niz bezdial...) Niedługo zacznie się nowy sezon teatralny, nie mogę się doczekać. W wakacje brakuje mi jednej rzeczy - teatru. Jak zacznie się sezon, będę stracona... ;) pozdr. ostryga.
Re: Kwiaty Pani Domu.
Author: ostryga
Date: Wed, 26 Aug 2009 09:19
Date: Wed, 26 Aug 2009 09:19
21 lines
1554 bytes
1554 bytes
Użytkownik "Gromek" <dr.gromek@gmail.com> napisał w wiadomości news:bcfd4cf9-5f36-4c0e-a463- >Czarne wazony to mi się kojarzą z cmentarzami. Jeszcze tylko wyryć >jakiś krzyżyk, albo literkę :D Słusznie się kojarzą. :) >Czekam co dalej stanie się z panią domu... Może jakiś kochanek, >wypadek, rozwód? Wszystko się może zdarzyć... (Lipnicka?) Dla przykładu, pani domu z fragmentu 1 zaromansuje z facetem swojej siostry Anki z fragmentu 2. Tylko czy lubilibyście wtedy naszą panią domu? Sympatyczną Bridget Jones to już by ona nie została. pozdrawiam, ostryga.
Re: Kwiaty Pani Domu.
Author: LeP
Date: Wed, 26 Aug 2009 18:03
Date: Wed, 26 Aug 2009 18:03
29 lines
2280 bytes
2280 bytes
Użytkownik "Gromek" On 25 Sie, 22:28, "LeP" > > Świństwo nad świństwami. Raz to dostało się do ust moich to myślałem, > > że to koniec mych dni. > > Masz szczęście, za prawdopodobnie dostało się do ust Twoich sake > przemysłowe, bo jakbyś wiedział jak robią to tradycyjne, 'pradziwe' to > pewnie pobiłbyś rekord w rzucaniu pawia na odległość;) No nie wiem :) wydaję mi się, że to było 'prawdziwe' sake. Wiesz, oni kiedyś zmuszali do fermentacji ryż poprzez przeżuwanie. Siedziała cała wioska, żuła i pluła do jednej misy. I to jest właśnie prawdziwe sake. > Choć ja mało wiem o alkoholach :D Szczególnie, że od półtora roku w ogóle > nie > piję. Straszne kalectwo (o ile z własnej nieprzymuszonej woli;) i postawa nieobywatelska. Ale spoko, postaram się wyrabić normę za nas obu i budżet dostanie co mu się należy! Pozdr. -- LeP
Re: Kwiaty Pani Domu.
Author: LeP
Date: Wed, 26 Aug 2009 18:21
Date: Wed, 26 Aug 2009 18:21
26 lines
1889 bytes
1889 bytes
Użytkownik "ostryga" > > Użytkownik "Gromek" >>Czekam co dalej stanie się z panią domu... Może jakiś kochanek, >>wypadek, rozwód? > > Wszystko się może zdarzyć... (Lipnicka?) > Dla przykładu, pani domu z fragmentu 1 zaromansuje z facetem swojej > siostry Anki z fragmentu 2. > > Tylko czy lubilibyście wtedy naszą panią domu? > Sympatyczną Bridget Jones to już by ona nie została. Ja czuję, że dopiero wtedy bym ją polubił! A owa B. J. nie była sympatyczna tylko nudna i brzydka, dlatego stała się bohaterką tak wielu kobiet, które rozgrzeszały za jej przykładem swoje obżarstwo, pijaństwo, lenistwo, niedbałość o wygląd, ubóstwo duchowe i półinteligencję - oraz te wszystkie przywary, bez których kobieta stałaby się w oczach mężczyzny aniołem;) Pozdr. -- LeP
Re: Kwiaty Pani Domu.
Author: ostryga
Date: Thu, 27 Aug 2009 08:17
Date: Thu, 27 Aug 2009 08:17
54 lines
3425 bytes
3425 bytes
Użytkownik "LeP" <lesp@onet.pl> napisał w wiadomości news:h73v6j$gf0$1@mx1.internetia.pl... >> Użytkownik "Gromek" > >>>Czekam co dalej stanie się z panią domu... Może jakiś kochanek, >>>wypadek, rozwód? >> >> Wszystko się może zdarzyć... (Lipnicka?) >> Dla przykładu, pani domu z fragmentu 1 zaromansuje z facetem swojej >> siostry Anki z fragmentu 2. >> >> Tylko czy lubilibyście wtedy naszą panią domu? >> Sympatyczną Bridget Jones to już by ona nie została. > > Ja czuję, że dopiero wtedy bym ją polubił! > A owa B. J. nie była sympatyczna tylko nudna i brzydka, dlatego stała się > bohaterką tak wielu kobiet, które rozgrzeszały za jej przykładem swoje > obżarstwo, pijaństwo, lenistwo, niedbałość o wygląd, ubóstwo duchowe i > półinteligencję - oraz te wszystkie przywary, bez których kobieta stałaby > się w oczach mężczyzny aniołem;) No no... Ciekawa argumentacja. Nigdy nie byłam fanką B.J. Jednak nie zastanawiałam się dlaczego... Ale surprise, surprise, to nie romanse mają być w centrum mojej historii. Zastanawiałam się, czy by nie dodać romansu... Ale jak to brzmi - romans narratorki z facetem siostry? Toż to telenowela (no, niedoszła, bo nie na ekranach... ;) To by się prosiło o parodię. A parodia to wyższa szkoła jazdy. BTW, ostatnio usiłuję zmęczyć dwie babskie książki i chyba polegnę gdzieś przed setną stroną. Męczą mnie narratorki, ciągle głupawo roześmiane, ciągle pomiędzy plotami u koleżanek, równie głupio rozesmianych, ciągle w dziwnych romansach i konfiguracjach romansów. Przegadane dialogi, dwadzieścia różnych postaci, najczęściej rozgadane koleżanki koleżanek, w drodze do kafejki, które mylą mi się po pierwszych dwudziestu stronach... Ciągle te same problemy z facetami, naprawdę ciągle TE SAME. Bo faceci to dupki, gnoje itd. I się za spódniczkami oglądają. A nasze bohaterki takie miłe przecież, takie naiwnie zakochane, takie zawodowo spełnione, i wszystkiego, czego im brak w życiu to fajny facet. Ble ble ble. NA do tego nadmiar słów. Generalnie nadmiar słów po całej linii. Połowę słów bym wywaliła, zarówno z dialogów jak i z opisów. Więc nie wchodzi mi literatura typowo kobieca. Wcale mnie nie relaksuje, raczej mnie irytuje. O ironio. :) (Z małymi wyjątkami, np. grażyna bąkiewicz) pozdr. ostryga.
Re: Kwiaty Pani Domu.
Author: ostryga
Date: Thu, 27 Aug 2009 08:27
Date: Thu, 27 Aug 2009 08:27
10 lines
1380 bytes
1380 bytes
Użytkownik "ostryga" <zlosliwa_ostryga@vp.pl> napisał w wiadomości news:h75fev$kp6$1@news.onet.pl... Trochę gramatycznych byków mi się wdało w ostatnią wypowiedź, ale różni ludzie stoją nade mną i polecenia wydają, gadać muszę, planować i jeszcze dzwonić przez tel. No i nikt ma nie wiedzieć, że pomiędzy tym wszystkim piszę. pozdr.:) o.
Re: Kwiaty Pani Domu.
Author: KJ Siła Słów
Date: Thu, 27 Aug 2009 13:41
Date: Thu, 27 Aug 2009 13:41
30 lines
1921 bytes
1921 bytes
ostryga pisze: > Kwiaty pani domu. Podoba mi się puenta, slajdy - Pan domu - Pani domu, A-Z. Nie podoba mi się: czipsy do kawy i sposób narracji: na przykład to: "Dodałam na wierzch truskawki, polane wcześniej syropem klonowym. Wiecie, syrop klonowy." - szczebiotałam w stronę zapatrzonych we mnie koleżanek, a przyszły mąż wsuwał kolejny kawałek słodyczy. Tu się nic nie dzieje :-( Nie wiem dlaczego, ale niektórzy autorzy umieją pisać o takich na przykład kulinarnych detalach, tak, że chce mi się to czytać - na przykład Marek Krajewski w cyklu Breslau. Może przez swoją precyzyjny sposób opisu - jak go czytam to dokładnie widzę obraz. Ale generalnie to sie mną za bardzo nie przejmuj, mi się mało co podoba. > ps. byłam tu już kiedyś, chyba w 2006 albo 7. Chyba pamiętam i ciesze się nadzieją, że rozruszasz grupę, bo poskrzypująca tu ostatnio huśtawka dialogu ffiony i literackich hormonów LesP to trochę mało. KJ
Re: Kwiaty Pani Domu.
Author: ostryga
Date: Thu, 27 Aug 2009 17:20
Date: Thu, 27 Aug 2009 17:20
26 lines
1954 bytes
1954 bytes
Użytkownik "KJ Siła Słów" <KJ@noway.com> napisał w wiadomości news:h7633g$q62$1@nemesis.news.neostrada.pl... > Ale generalnie to sie mną za bardzo nie przejmuj, mi się mało co podoba. Ależ ja jestem wdzięczna za wszelkie opinie i wskazówki. :) Generalnie nie wszystko musi się podobać wszystkim, to po pierwsze. Po drugie, jak komuś coś się nie podoba i konstruktywnie wyjaśni dlaczego, to jest to bardzo pomocne. Po trzecie, zaskoczyłeś/zaskoczyłaś? mnie tym, że puenta się podobała. Fragment nie jest opowiadaniem, wycięłam go z większej całości. Puentę dodałam spontanicznie, w ekspresowym tempie, podczas wklejania tego tutaj. Tak, żeby na szybcika zrobić z tego całość, opowiadanie. >> ps. byłam tu już kiedyś, chyba w 2006 albo 7. > > Chyba pamiętam i ciesze się nadzieją, że rozruszasz grupę, bo > poskrzypująca tu ostatnio huśtawka dialogu ffiony i literackich hormonów > LesP to trochę mało. Nie mam ambicji nic rozruszać. :) pozdrawiam, ostryga.
Re: Kwiaty Pani Domu.
Author: LeP
Date: Thu, 27 Aug 2009 19:52
Date: Thu, 27 Aug 2009 19:52
12 lines
1287 bytes
1287 bytes
Użytkownik "KJ Siła Słów" > Chyba pamiętam i ciesze się nadzieją, że rozruszasz grupę, bo > poskrzypująca tu ostatnio huśtawka dialogu ffiony i literackich hormonów > LesP to trochę mało. Wiele wysiłku kosztowało mnie, aby owa dama o mnie w końcu zapomniała, więc teraz nie zepsuj tego. -- LeP
Re: Kwiaty Pani Domu.
Author: ffiona
Date: Thu, 27 Aug 2009 20:12
Date: Thu, 27 Aug 2009 20:12
7 lines
1147 bytes
1147 bytes
Użytkownik "LeP" <lesp@onet.pl> napisał w wiadomości > > Wiele wysiłku kosztowało mnie, aby owa dama o mnie w końcu zapomniała, > więc teraz nie zepsuj tego. > Takich buców się nie zapomina.
Re: Kwiaty Pani Domu.
Author: LeP
Date: Fri, 28 Aug 2009 16:47
Date: Fri, 28 Aug 2009 16:47
70 lines
5056 bytes
5056 bytes
Użytkownik "ostryga" >> Użytkownik "LeP" >"ostryga" > BTW, ostatnio usiłuję zmęczyć dwie babskie książki i chyba polegnę gdzieś > przed setną stroną. > Męczą mnie narratorki, ciągle głupawo roześmiane, ciągle pomiędzy plotami > u koleżanek, równie głupio rozesmianych, ciągle w dziwnych romansach i > konfiguracjach romansów. Przegadane dialogi, dwadzieścia różnych postaci, > najczęściej rozgadane koleżanki koleżanek, w drodze do kafejki, które mylą > mi się po pierwszych dwudziestu stronach... Ciągle te same problemy z > facetami, naprawdę ciągle TE SAME. > Bo faceci to dupki, gnoje itd. I się za spódniczkami oglądają. A nasze > bohaterki takie miłe przecież, takie naiwnie zakochane, takie zawodowo > spełnione, i wszystkiego, czego im brak w życiu to fajny facet. > Ble ble ble. > NA do tego nadmiar słów. Generalnie nadmiar słów po całej linii. Połowę > słów bym wywaliła, zarówno z dialogów jak i z opisów. > Więc nie wchodzi mi literatura typowo kobieca. Wcale mnie nie relaksuje, > raczej mnie irytuje. Po drugiej stronie jest tak samo, albo i gorzej. Typowy bohater męskiej opowieści to obecnie całkiem przyzwoicie wykształcony i zarabiający (ale niespełniony zawodowo) podstarzały żigolo, żyjący jednak w ustabilizowanym (ale nieszczęśliwym) związku, zamieszkujący w kawalerce w śródmieściu albo domku na przedmieściach z ogródkiem wielkości spacerniaka na Rakowieckiej, zamieniający obowiązkowo co kilka lat auto na większe (choćby o te kilka centymetrów, dla wyrównania deficytu) i oddający się namiętnie jakiemuś męskiemu hobby ( które w domyśle ma poprawić jego wizerunek). I właśnie w trakcie spełniania się na tej swojej motolotni, promie kosmicznym, zdalnie sterowanym modelu czegokolwiek, motorynce, żaglówce, motorówce czy inszej łodzi podwodnej, spotyka stada pięknych, młodych i niegłupich właścicielek takich samych motolotni, promów kosmicznych, zdalnie sterowanych modeli czegokolwiek, motorynek, motorówek czy inszych łodzi podwodnych. Wszystkie one oprócz tego, że są piękne, młode i niegłupie to jeszcze niezależne, całe drżące i pachnące, nabrzmiałe od chęci seksu (z nim) i od pierwszego spojrzenia tak zakochane (w nim), że aż strach. No i oczywiście łażą za nim stadami. Rozumie się, iż one też kochają dłubać przy tej swojej motolotni, promie kosmicznym, zdalnie sterowanym modelu czegokolwiek, motorówce, motorynce czy inszej łodzi podwodnej, ponadto wykonują codziennie przed śniadaniem kilka skoków spadochronowych i nurkują w Bałtyku (ew. w najgłębszym miejscu jeziorka Czerniakowskiego), czytają Prousta i Gombrowicza, słuchają Cobaina albo Waitsa, a jeśli oglądają TV, to tylko ligę mistrzów. Zapomniałem też dodać, że oni wszyscy tam od zawsze odżywiają się jedynie sushi, gasząc pragnienie wyłącznie sake;) Na tym tle rozgrywają się pościgi rodem z J.Bonda, sceny łóżkowe niczym z Fanny Hill, dialogi zalatujące serialem nie dla ubogich (a więc do ubogich adresowanym) a wszystko od czasu do czasu okraszone moralnymi dylematami bohatera a la F. Kiepski i monologami z Bogiem a la Cloude Bukowski (wierzę w Boga, bo wierzę, ze Bóg wierzy we mnie). Nic dziwnego, że zamiast czytać, z dwojga złego, wolę się pohuśtać;) Co do teatru: też szykuję się na kilka spektakli. Ostatnio, przed wakacjami zaliczyłem "Namietności" wg. Singera w Ateneum. Stara dobra scena, świetna obsada, piękne piosenki Poniedzielskiego. Niezwykle klimatyczny spektakl o pewnym pisarzu. Polecam. http://www.teatrateneum.pl/spektakle/spektakl.php?p=namietnosci Miłe i to, że do programu można dokupić płytę: http://picasaweb.google.pl/lh/photo/kb09P4YJSrCgajyJmKvkEA?authkey=Gv1sRgCLLKwM_OvdbImQE&feat=directlink Do zobaczenia na widowni;) Pozdr. -- LeP
Re: Kwiaty Pani Domu.
Author: Gromek
Date: Sat, 29 Aug 2009 10:24
Date: Sat, 29 Aug 2009 10:24
11 lines
1706 bytes
1706 bytes
On 27 Sie, 22:12, "ffiona" <ffi...@poczta.onet.pl> wrote: > Użytkownik "LeP" <l...@onet.pl> napisał w wiadomości > > > Wiele wysiłku kosztowało mnie, aby owa dama o mnie w końcu zapomniała, > > więc teraz nie zepsuj tego. > > Takich buców się nie zapomina. Musisz wrócić do leków. G
Re: Kwiaty Pani Domu.
Author: KiłaSłów
Date: Mon, 31 Aug 2009 07:13
Date: Mon, 31 Aug 2009 07:13
32 lines
2137 bytes
2137 bytes
LeP <lesp@onet.pl> napisał(a): > > > Nic dziwnego, że zamiast czytać, z dwojga złego, wolę się pohuśtać;) > > Co do teatru: też szykuję się na kilka spektakli. Ostatnio, przed wakacjami > zaliczyłem "Namietności" wg. Singera w Ateneum. Stara dobra scena, świetna > obsada, piękne piosenki Poniedzielskiego. Niezwykle klimatyczny spektakl o > pewnym pisarzu. Polecam. > http://www.teatrateneum.pl/spektakle/spektakl.php?p=namietnosci > Miłe i to, że do programu można dokupić płytę: > http://picasaweb.google.pl/lh/photo/kb09P4YJSrCgajyJmKvkEA? authkey=Gv1sRgCLLKwM > _OvdbImQE&feat=directlink > > Do zobaczenia na widowni;) > > Pozdr. > tłustym owsikom łatwiej żyć niż pisać - mniesza konkurencja i oryginalniej wLePić się w jakąś skamieniałą dupę, gówno widzieć, gówno wiedzieć i polecać np. stare "Namiętności" pewnego pisarza, przetrawione nie raz (też przez tą samą obsadę) z pieśnią na ustach - okraszone płytą ... takiemu tak dobrze, z dwojga złego już czytać mu się nie chce -- Wysłano z serwisu Usenet w portalu Gazeta.pl -> http://www.gazeta.pl/usenet/
Re: Kwiaty Pani Domu.
Author: LeP
Date: Sat, 05 Sep 2009 17:52
Date: Sat, 05 Sep 2009 17:52
24 lines
1690 bytes
1690 bytes
Użytkownik "Gromek" On 27 Sie, 22:12, "ffiona" > Użytkownik "LeP" > > > Wiele wysiłku kosztowało mnie, aby owa dama o mnie w końcu zapomniała, > > więc teraz nie zepsuj tego. > > Takich buców się nie zapomina. Musisz wrócić do leków. G Myślę, że w tym przypadku wystarczy powrót do medycyny naturalnej. Zdrowe, sprawdzone, w cudowny sposób zmienia optykę i leczy ponoć nawet kiłę (nomen omen - łac. lues;) http://www.grupy.senior.pl/Re-urynoterapia-metoda-medycyny-naturalnej-kontrowersje,t,372813,p,1,2.html#3077737 -- LeP
Re: Kwiaty Pani Domu.
Author: ffiona
Date: Sat, 05 Sep 2009 22:46
Date: Sat, 05 Sep 2009 22:46
11 lines
1474 bytes
1474 bytes
Użytkownik "LeP" > > Myślę, że w tym przypadku wystarczy powrót do medycyny naturalnej. Zdrowe, > sprawdzone, w cudowny sposób zmienia optykę i leczy ponoć nawet kiłę > (nomen omen - łac. lues;) > > http://www.grupy.senior.pl/Re-urynoterapia-metoda-medycyny-naturalnej-kontrowersje,t,372813,p,1,2.html#3077737 > > No proszę, wlepiasz się w każdy mój ślad w sieci jak owsik w dupę.
Re: Kwiaty Pani Domu.
Author: LeP
Date: Sun, 06 Sep 2009 07:14
Date: Sun, 06 Sep 2009 07:14
14 lines
1334 bytes
1334 bytes
Użytkownik "ffiona" > No proszę, wlepiasz się w każdy mój ślad w sieci Scripta manent > jak owsik w dupę. verba volant -- LeP
Re: Kwiaty Pani Domu.
Author: ffiona
Date: Sun, 06 Sep 2009 12:09
Date: Sun, 06 Sep 2009 12:09
8 lines
1284 bytes
1284 bytes
Użytkownik "LeP" > Scripta manent > > verba volant > Dzięki temu możesz się przy nich onanizować dniami całeeemi.
Re: Kwiaty Pani Domu.
Author: LeP
Date: Sun, 06 Sep 2009 15:52
Date: Sun, 06 Sep 2009 15:52
19 lines
1530 bytes
1530 bytes
Użytkownik "ffiona" > > Użytkownik "LeP" > >> Scripta manent >> >> verba volant >> > Dzięki temu możesz się przy nich onanizować dniami całeeemi. :) "Postaraj się aby twoje myśli nie płynęły tym samym korytem z którego żrą". S.J. Lec bodajże? -- LeP
Re: Kwiaty Pani Domu.
Author: ffiona
Date: Sun, 06 Sep 2009 18:40
Date: Sun, 06 Sep 2009 18:40
15 lines
1649 bytes
1649 bytes
Użytkownik "LeP" > "Postaraj się aby twoje myśli nie płynęły tym samym korytem z którego > żrą". > S.J. Lec bodajże? Bodajże? Tyle wysiłku wkładasz w to, aby odszukać w sieci moje wypowiedzi i wklejasz je tu pasjami z dziką przyjemnością, a autorów cytowanych aforyzmów już ci się nie chce poszukać. Chore priorytety. Prawdziwy facet już dawno przestałby reagować, a lep tak się przylepił, że trudno go odlepić.
Re: Kwiaty Pani Domu.
Author: LeP
Date: Sun, 06 Sep 2009 21:16
Date: Sun, 06 Sep 2009 21:16
65 lines
3830 bytes
3830 bytes
Użytkownik "ffiona" > Użytkownik "LeP" > >> "Postaraj się aby twoje myśli nie płynęły tym samym korytem z którego >> żrą". >> S.J. Lec bodajże? > > Bodajże? > > Tyle wysiłku wkładasz w to, aby odszukać w sieci moje wypowiedzi Wysiłku? Zero! Gdzie wdepniesz tam zostawiasz wyraźny ślad. A wdeptujesz często. > i wklejasz je tu pasjami z dziką przyjemnością No fakt, jakąś przyjemność w tym odnajduję. Ale o ile pamietam - nigdy nie miałaś hamulców przed upublicznianiem prywatnej korespondrncji? A to co wklejam jest powszechnie dostępne - wystarczy w google wpisać 'ffiona". > a autorów cytowanych aforyzmów już ci się nie chce poszukać. Ano nie chce. Leca mam w wersji papierzastej i musiałbym wertować całe Myśli nieuczesane, a google milczą, bo pewnie coś pokićkałem. cCzasem wertuję Sentencje łacińskie i sam już nie wiem skąd to znam. > Chore priorytety. Ale moje. I zdaje się, ze lepiej sypać niesprawdzonymi cudzymi aforyzmami niż własnymi wulgaryzmami > Prawdziwy facet już dawno przestałby reagować Po pierwsze: wcale nie pretenduję do roli "prawdziwego faceta", pewnie dlatego śmieszą mnie te Twoje osobiste wycieczki. Co więcej - sądzę, że jakiś tam potencjał intelektualny mimo wszystko jednak posiadasz (albo jego resztki;), więc powinnaś przyswoić już sobie, że ledwie skrywaną wściekłością i chamskimi odzywkami nie wytrącisz rozmówcy z równowagi. Kiedyś, na innych forach, to Ty doprowadzałaś różnych takich "p.f." do białej gorączki. Pamiętam jednego, co się strasznie wściekał i sypał inwektywami a Ty go chłodno punktowałaś. Coś się zmieniło od tamtego czasu. Zmieniło na gorsze. Ale próbuj dalej. Ja mam nieskończone pokłady cierpliwości i uważam, że każdy ma zawsze drugą szansę (w Twoim przypadku tysiąc sto dwudziestą drugą:). > a lep tak się przylepił, że trudno go odlepić. Qui tacet, consentire videtur Jednak dziecinne zabawy cudzymi nickami, ciągle powracający motyw onanizmu oraz wszechobecnych odchodów stają się już nieco nużące. Dwugłos chóru z Babbit'em zwanym Kiłą też zabrzmiał fałszywie. Wysil się troszkę i spróbuj rozruszać huśtawkę, pliz, bo jak mówił Lec (sprawdzone). "Prawdziwa satyra zabija, nie obraża" Gorąco namawiam do przemyśleń:) LeP PS Znalazłem specjalnie dla Ciebie: 'Niech myśli nie płyną tym korytem, z którego jedzą". Lec.
Re: Kwiaty Pani Domu.
Author: LeP
Date: Sun, 06 Sep 2009 21:22
Date: Sun, 06 Sep 2009 21:22
1 lines
1363 bytes
1363 bytes
babbit'em ofkoz;)
Re: Kwiaty Pani Domu.
Author: ffiona
Date: Sun, 06 Sep 2009 21:28
Date: Sun, 06 Sep 2009 21:28
8 lines
1533 bytes
1533 bytes
Wybacz, że nie chce mi się wkładać wysiłku w utarczki z tobą. Ale tu cytat z niniejszego wątku: "Wiele wysiłku kosztowało mnie, aby owa dama o mnie w końcu zapomniała." A teraz wypierasz się wysiłku. Rozumiem. Prostata. Dobranoc.
Re: Kwiaty Pani Domu.
Author: ffiona
Date: Sun, 06 Sep 2009 21:33
Date: Sun, 06 Sep 2009 21:33
7 lines
1591 bytes
1591 bytes
I jeszcze jeden cytat, również z niniejszego wątku: "Dla trzystuprocentowego faceta, do jakiego się nieskromnie (i deffinitywnie od pewnego czasu) zaliczam, wasze kobiece dylematy zawsze wyglądały mi na nieco stzuczne;)" A twierdzisz, że nie pretendowałeś nigdy do tej roli. Sztuczny penis. Teraz to już dobranoc.
Re: Kwiaty Pani Domu.
Author: LeP
Date: Sun, 06 Sep 2009 22:15
Date: Sun, 06 Sep 2009 22:15
17 lines
1823 bytes
1823 bytes
Użytkownik "ffiona" >I jeszcze jeden cytat, również z niniejszego wątku: > "Dla trzystuprocentowego faceta, do jakiego się nieskromnie (i > deffinitywnie od pewnego czasu) zaliczam, wasze kobiece dylematy zawsze > wyglądały mi na nieco stzuczne;)" > > A twierdzisz, że nie pretendowałeś nigdy do tej roli. Sztuczny penis. > Teraz to już dobranoc. Acta haec res est. Dobranoc -- LeP
Re: Kwiaty Pani Domu.
Author: LeP
Date: Sun, 06 Sep 2009 22:19
Date: Sun, 06 Sep 2009 22:19
18 lines
1896 bytes
1896 bytes
Użytkownik "ffiona" > > Wybacz, że nie chce mi się wkładać wysiłku w utarczki z tobą. > Ale tu cytat z niniejszego wątku: > > "Wiele wysiłku kosztowało mnie, aby owa dama o mnie w końcu zapomniała." > > A teraz wypierasz się wysiłku. Rozumiem. Prostata. Zapominasz, ze na słońce, śmierć i ironię nigdy wprost patrzeć nie można. > Dobranoc. Żegnam czule:) -- LeP
Thread Navigation
This is a paginated view of messages in the thread with full content displayed inline.
Messages are displayed in chronological order, with the original post highlighted in green.
Use pagination controls to navigate through all messages in large threads.
Back to All Threads