🚀 go-pugleaf

RetroBBS NetNews Server

Inspired by RockSolid Light RIP Retro Guy

Thread View: pl.hum.pisarstwo
40 messages
40 total messages Started by ostryga Thu, 20 Aug 2009 14:48
Kwiaty Pani Domu.
#18732
Author: ostryga
Date: Thu, 20 Aug 2009 14:48
239 lines
13180 bytes
 Kwiaty pani domu.





            Męża poznałam w czasach, gdy byliśmy studentami. I dobrze, że 
stało się to wtedy. Gdybym poznała go później, on nie miałby na romanse 
czasu, ja nie miałabym na romanse siły.

            W każdym razie, mąż był świetnie zapowiadającym się specjalistą 
z dziedziny zarządzania jakością, na ostatnim roku studiów. Ja zaś uważałam 
siebie za świetnie rokującą specjalistkę w dziedzinie literatury i obce mi 
były rozterki typu, czy znajdę pracę i jakie szanse zawodowe mnie czekają.

            Wszystkim wokół opowiadałam, jaka to ze mnie zdolna gwiazda, 
gwiazda gotowa błyszczeć na rynku pracy dzięki swoim zdolnościom i 
samozaparciu. Inaczej absolutnie być nie mogło, byłam skazana na sukces, 
taka zdolna i świetnie wykształcona.

            Na pierwszy rzut oka zresztą sprawiałam wrażenie rozgarniętej 
osoby, byłam wygadana, zorientowana w świecie i oczytana. Zawsze miałam coś 
do powiedzenia, lubiłam przyciągać uwagę i słuchać komplementów. Choć za 
diabła bym się nie przyznała, że lubię być chwalona i ilekroć ktoś 
powiedział mi komplement, udawałam niewiniątko, po którym pochlebstwa 
spływają naturalnie i niezauważenie. Tymczasem chłonęłam je całą sobą.

            Do tego byłam szczupła, zgrabna niebrzydka, zawsze ładnie ubrana 
i umalowana. Potrafiłam przyciągać wzrok mężczyzn. Nic dziwnego, że wpadłam 
w oko swemu przyszłemu mężowi.

            Mąż również świetnie rokował. Wysoki, szczupły brunet, ładna 
opalona cera, inteligentne spojrzenie... Milczący, dzięki temu tajemniczy i 
ciekawy. Jeśli już coś powiedział, to było to dowcipne, pełne uroku, na sto 
procent trafione. Niezły kąsek do wzięcia. Już wówczas pracował za niezłe 
pieniądze na swojej pierwszej posadzie w korporacji. Ambitny i poważny, 
poważnie myślący o życiu, żaden tam lekkoduch czy marzyciel. Jego rozsądek i 
logiczne myślenie to właśnie to, co przyciągnęło mnie do niego najbardziej. 
To samo uporządkowanie i ta sama metodyczność działania, która parę lat 
później doprowadzała mnie do białej gorączki, kiedy widziałam, jak mąż z 
pietyzmem prasuje w kancik spodnie, ta sama pracowitość, która sprawiała, że 
nie idzie spać póki nie wytropi każdego, najmniejszego błędu w swym 
projekcie - te oto cechy początkowo zdawały mi się idealne i pożądane. Tak 
różne od moich własnych.

            Z początku podobało mi się, że mój przyszły małżonek ze znacznym 
wyprzedzeniem planował życie od A do Z. Wszystko musiało być opracowane, 
wszystko musiało być pewne, wszystko było wkalkulowane w większego kalibru 
plan, wysoce prawdopodobny i przemyślany. W plan życia wchodził cały 
alfabet - A jak Awans, B jak Bogactwo, C jak Czas pracy, D jak Drabina 
społeczna, E jak Egzaminy, F jak Finanse, poprzez cały alfabet, wliczając P 
jak Prestiż i Z jak Zarobki.

            A wszystko zaczęło się od niewinnego pytania na imieninach mojej 
koleżanki Arlety. (Która, swoją drogą, nie jest już moją koleżanką po tym, 
jak przestałam się do niej odzywać, a ona w rewanżu nie zaprosiła mnie na 
swój ślub).

            Zatem na pamiętnych imieninach mój przyszły małżonek podszedł do 
stołu, przy którym siedziałam i spytał miękkim głosem:

            "Hej, czy mogę się przysiąść?"

            Na co odrzekłam, rzecz jasna:

            "Tak, oczywiście."

            I mrugnęłam filuteryjnie rzęsami. A przyszły mąż dał się złapać 
w powab mych wytuszowanych rzęs niczym owad w siatkę pająka.

            Nic zresztą dziwnego, że się złapał. Miałam na sobie cudną w mym 
mniemaniu sukienkę w kolorze oliwkowym, którą zakupiłam specjalnie na tę 
okazję w sklepie z tanią odzieżą. Na więcej stać mnie wówczas nie było; 
zresztą nadal specjalnie nie jest. Sukienka miała duży dekolt i obcisłą 
talię.

            Zatem tego dnia, w tej jednej ulotnej chwili, wyglądałam świeżo 
i radośnie, dokładnie tak świeżo i tak radośnie, jak nigdy wcześniej i nigdy 
później w swoim życiu.

            I właśnie wtedy poznałam mężczyznę swojego życia.

            To jednak nie jedyna ironia tego wieczoru. Gorsze było to, że w 
momencie, gdy przyszły mąż się do mnie przysiadł, poczęstowałam go swoim 
pierwszym i jak dotąd jedynym ciastem, które w swoim życiu upiekłam. Ciasto 
wyszło wspaniale, miało chrupiącą, rumianą skórkę, było miękkie i soczyste, 
przyozdobione truskawkami i pokropione czekoladą. Profesjonalny przysmak w 
moim wykonaniu. Tak jakbym była mistrzynią w sztuce pieczenia. Albo jakbym 
miała w tej mierze znaczne doświadczenie. I nikt się nie domyślał, a już 
najbardziej mój przyszły małżonek, że nie mam bladego pojęcia o gotowaniu. I 
że nic nie wróży sytuacji, w której zechcę mieć kiedyś cokolwiek wspólnego z 
siedzeniem w kuchni.

            Prawda była taka, że choć nie umiałam nawet dobrze przyrządzić 
jajka na miękko czy zupy pomidorowej, ani nawet nie miałam zwyczaju jedzenia 
normalnych kolacji czy pełnych śniadań innych niż mocna kawa i ciastko 
naprędce wyjęte z szafki na słodycze, to tamto jedno jedyne ciasto wyszło mi 
WSPANIALE.

            No i szczęśliwym trafem zjadł je mój przyszły małżonek. Aż mu 
się uszy trzęsły z radości, kiedy jadł. A ja robiłam sobie kolejny PR, bo 
swoim starym zwyczajem chwaliłam się na wyrost tym, jaka to ja jestem 
wspaniała w pieczeniu i jakie to ja mam duże w tej mierze umiejętności.

            "Dodałam na wierzch truskawki, polane wcześniej syropem 
klonowym. Wiecie, syrop klonowy." - szczebiotałam w stronę zapatrzonych we 
mnie koleżanek, a przyszły mąż wsuwał kolejny kawałek słodyczy.

            "By ciasto było miękkie należy skropić je likierem morelowym. Ja 
używam naparstka do odmierzania pojemności likieru! Czego wy dodajecie?" - 
szczebiotałam dalej z miną seryjnej znawczyni ciast, wypieków i ogólnie 
specjalistki od wyrobów kuchennych.

            I nie było w tych moich przechwałkach ściemy, bo przecież ciasto 
upiekłam ja sama, we własnej osobie, z małą pomocą reklamowanego półśrodka 
do pieczenia. A że zrobiłam to pierwszy raz w życiu, do tego incydentalnie, 
dla zaspokojenia nagłej, dziwnej zachcianki,  to już mniejsza z tym. Może 
chciałam zaimponować koleżankom, albo sprawić, że będę częściej zapraszana 
na domowe imprezy. Może  byłam akurat spłukana i ciasto domowej roboty 
wydało się najtańszą opcją na składkową imprezę.

            Może podskórna intuicja podpowiedziała mi, iż na tej imprezie 
spotkam księcia z bajki, że będzie tam siedział pewien młody człowiek, mój 
przyszły mąż, który łasy jest wielce na wypieki i specjały damską rączką 
wyrabiane.

            "Bardzo dobre ciasto" - pochwalił przyszły mąż.

            A ja już wiedziałam, że wpadł. Wpadł po uszy, głęboko, pechowo, 
niewłaściwie. Na podstawie błędnych przesłanek. Z nierealnymi oczekiwaniami 
na przyszłość.

            Skierował na mnie baczniejszy wzrok. I już był mój.

            Spąsowiałam jak pensjonarka, serce mocniej bić zaczęło. W moje 
nozdrza uderzył zapach truskawek i bitej śmietany z ciasta, zakręciło mi się 
w głowie i na chwilę zapomniałam, jak mam na imię.

            No a potem prędko wyszło szydło z worka. To znaczy nie dość 
prędko, bo zdążyłam już zostać jego żoną, i organista nam grał na ślubie i 
ptaszki śpiewały i wino się lało na weselu.

            Oto zdjęcie nasze ze ślubu, zdjęcie oprawione w złotą ramkę.

            Jest na nim młoda panna, rzekomo urocza, rzekomo nie 
wyróżniająca się w tłumie, rzekomo radosna i spełniona w swojej nowej roli. 
Pan młody uśmiechnięty, nieco z boku stojący, w uroczystym surducie, pełen 
nadziei na spokojne, wieczne pożycie małżeńskie. Stateczny, o świetlistych 
zawodowych perspektywach, kawaler na poziomie.

            A tu klops, kilka lat później zupełny klops.

            Żona coraz bardziej rozleniwiona i rozgoryczona. Żona 
niestandardowa. Rozrzucone w nieładzie ciuchy, nie zdjęte pranie, zeschnięty 
ser w lodówce i niedojedzone parówki na środkowej półce. Kosmetyki w kuchni, 
jedzenie w łazience, chipsy w sypialni na stoliku nocnym. Pierdolnik w 
mieszkaniu - pierdolnik w życiu. Powoli, po kolei, stopniowo, rozrastający 
się, coraz większy i coraz trwalszy.

            I kilka innych obrazków - żona przed lustrem w sypialni, 
czesząca swe długie włosy. Żona przed lustrem w łazience, skropiona 
luksusowymi perfumami, prezent od męża, który znów awansował.

            Radosna żona w drodze na rozmowę o pracę.

            Milcząca żona po powrocie z rozmowy o pracę.

            Żona nad gazetą o pracę.

            Żona z puszką piwa nad gazetą o pracę.

            Żona z puszką piwa przed serialem w telewizji, a na stole obok 
gazeta o pracę. Pomiędzy paczką chipsów i kubkiem kawy.

            A w międzyczasie mąż na kolejnej firmowej imprezie, gdzie nie 
zaproszono żon, świętuje z kolegami kolejną wiadomość na temat tego, że 
kolejny kolega niedługo zostanie ojcem. Piwo i wino leją się strumieniami. 
Gratulacje do czwartej potęgi. Kilku kolesi w garniturach wyjmuje laptopy i 
pokazuje fotki swoich pociech. Cud, miód i orzeszki.

            Żona tymczasem portale o pracy przegląda, z nosem utkwionym w 
Internecie, gdzie wisi cały szereg niespełnialnych wymagań i nieziemskich 
oczekiwań. Pewien portal wysłał jej ofertę z pracą, która początkowo bardzo 
ją rajcuje; dopiero po kwadransie okazuje się, że już tam kiedyś aplikowała, 
nieskutecznie, rzecz jasna, lat temu dwa, ktoś najwyraźniej wysłał do niej 
ofertę ponownie, z automatu.

            A potem to już równia pochyła. Każde z małżonków jedzie na 
osobnym wózku.

            Mąż nad laptopem w swoim gabinecie, bo giełdę sprawdzić trzeba; 
żona rozłożona na łóżku w sypialni, bo tu leżeć najwygodniej. Plus 
nieodłączna paczka chipsów i kubek kawy, coraz mocniejszej.

            Lub też inna konfiguracja: mąż w sypialni nad laptopem, bo 
projekt trzeba dokończyć, żona na kanapie w salonie, bo któryś z jej 
seriali. M jak Miłość, lub Miłość przez Duże M, lub M jak własne M3 czyli 
dwa osobne pokoje przedzielone kuchnią i kiblem.

            Lub M jak MP3 na uszach i gadaj sobie do mnie mężu, a ja i tak 
cię nie słyszę, a tak w ogóle, to mnie tu nie ma.

            Jak również (niewłaściwe skreślić) telewizyjne występy z cyklu:

            Jak oni Wyglądają, Jak Wybrać Chirurga Plastycznego (program 
sponsorowany przez Klinikę Piękna), lub Jak Być Piękną, Jak oni Balują, lub 
Jak oni Wyglądają, Jak oni się Czeszą, Jak oni się Promują. Jak oni Wstają.

            Na inne występy żonie chęci już nie starcza. Inicjatywy i 
motywacji do dalszych działań jej nie dowieźli. Jedyne, na co ją teraz stać, 
to wgapianie się w programy na temat mody, urody, stylu i pięknego życia 
ludzi pięknych. Oglądanie takich ludzi nie kosztuje bowiem zbyt wiele 
wysiłku. Tylko tyle, co naciśnięcie odpowiedniego przycisku na jednym z 
licznych pilotów. Choć minimum wysiłku jednak potrzeba, by odróżnić pilot od 
wieży, od pilota do klimatyzacji, a pilot od nagrywarki od pilota do 
telewizji cyfrowej.



    Aż pewnego razu róże piękne kupiłam. Jędrne, wielkie, czerwone...

    Kolec wszedł mi w dłoń niepostrzeżenie, przypadkiem, kiedy bukiet w 
wazon wkładałam.

    Kilka kropel krwi do wazonu skapło, ale nikt nic nie widział. (Wazon z 
najnowszej designerskiej kolekcji, czarny, nieprzeźroczysty.)

    Bardzo spodobały mi się te kwiaty. Pierwsze moje, autentycznie moje 
kwiaty.

    Kwiaty Pani Domu.



pozdrawiam,

ostryga

ps. byłam tu już kiedyś, chyba w 2006 albo 7.
Re: Kwiaty Pani Domu.
#18733
Author: LeP
Date: Thu, 20 Aug 2009 15:50
23 lines
1559 bytes
Użytkownik "ostryga"
> Kwiaty pani domu.

>   Zawsze miałam coś  do powiedzenia, lubiłam przyciągać uwagę i słuchać 
> komplementów. [...]
> Do tego byłam szczupła, zgrabna niebrzydka, zawsze ładnie ubrana i 
> umalowana. Potrafiłam przyciągać wzrok mężczyzn.

Pióro masz lekkie i Grochola powinna zacząć się bać.

> ps. byłam tu już kiedyś, chyba w 2006 albo 7.

Pamiętam.  Pojawiłaś się i znikłaś;) ale nic nie straciłaś, bo przez ten 
czas nic ciekawego się nie działo.
A właściwie nic się nie działo.
Czy cdn.?

Pozdrawiam


-- 
LeP
Re: Kwiaty Pani Domu.
#18734
Author: ostryga
Date: Thu, 20 Aug 2009 17:10
36 lines
2103 bytes
Użytkownik "LeP" <lesp@onet.pl> napisał w wiadomości 
news:h6js2a$2kl$1@mx1.internetia.pl...
>> Kwiaty pani domu.
>
>>   Zawsze miałam coś  do powiedzenia, lubiłam przyciągać uwagę i słuchać 
>> komplementów. [...]
>> Do tego byłam szczupła, zgrabna niebrzydka, zawsze ładnie ubrana i 
>> umalowana. Potrafiłam przyciągać wzrok mężczyzn.

Nie ma jak właściwy cytat we właściwym miejscu...

> Pióro masz lekkie i Grochola powinna zacząć się bać.

Grocholi czytałam tylko jedną książkę, nietypową ponoć jak na nią - trzepot 
skrzydeł motyla. I było nawet nawet.
Generalnie trudno mi przebrnąc przez typowo babska literaturę. Zazwyczaj 
przerywam czytanie w 1/3 książki.

>> ps. byłam tu już kiedyś, chyba w 2006 albo 7.
>
> Pamiętam.  Pojawiłaś się i znikłaś;) ale nic nie straciłaś, bo przez ten 
> czas nic ciekawego się nie działo.
> A właściwie nic się nie działo.

Szkoda, że nic się nie działo. Faktycznie, nie bywałam tu.

> Czy cdn.?

Ano jest.
Może i coś wrzucę, czemu nie. :)
Tylko nie chcę krzaczków przy myślnikach. Kiedyś mi się tak zrobiło.
Jak wkleić konwersację bez krzaczków?

pozdr.
ostryga. 
Re: Kwiaty Pani Domu.
#18735
Author: LeP
Date: Thu, 20 Aug 2009 19:42
45 lines
2595 bytes
Użytkownik "ostryga":

> Nie ma jak właściwy cytat we właściwym miejscu...

Miło, że zauważyłaś:)

> Grocholi czytałam tylko jedną książkę, nietypową ponoć jak na nią - 
> trzepot skrzydeł motyla. I było nawet nawet.
> Generalnie trudno mi przebrnąć przez typowo babska literaturę. Zazwyczaj 
> przerywam czytanie w 1/3 książki.

Kiedyś na dziennikarstwie uczyli jak sprawiać wrażenie, że się książkę 
przeczytało. Delikwent dostawał wolumin i miał dosłownie kilka minut na 
zapoznanie się z nim, więc czytał tylną obwolutę, czasem informacje o 
autorze, wstęp i posłowie (o ile były) spis treści i początki rozdziałów. I 
wiesz co? To podobno działa;)

>>> ps. byłam tu już kiedyś, chyba w 2006 albo 7.
>>
>> Pamiętam.  Pojawiłaś się i znikłaś;) ale nic nie straciłaś, bo przez ten 
>> czas nic ciekawego się nie działo.
>> A właściwie nic się nie działo.
>
> Szkoda, że nic się nie działo.

Nie no, coś tam się działo, ale nic takiego, czego można żałować. Chociaż 
prawdę mówiąc to właściwie należy żałować, że się jednak działo.

>> Czy cdn.?
>
> Ano jest.
> Może i coś wrzucę, czemu nie. :)
> Tylko nie chcę krzaczków przy myślnikach. Kiedyś mi się tak zrobiło.
> Jak wkleić konwersację bez krzaczków?

Jeśli piszesz w wordzie, to wyłącz formatowanie, albo prościej: przed 
wklejeniem do np. outlooka wklej tekst do 'dokumentu tekstowego' (dostępnego 
na poziomie pulpitu, oczywiście o ile korzystasz z okienek).

Pozdrawiam


-- 
LeP 
Re: Kwiaty Pani Domu.
#18736
Author: ostryga
Date: Fri, 21 Aug 2009 13:59
45 lines
2982 bytes
Użytkownik "LeP" <lesp@onet.pl> napisał w wiadomości 
news:h6k9kr$r38$1@mx1.internetia.pl...
> Kiedyś na dziennikarstwie uczyli jak sprawiać wrażenie, że się książkę 
> przeczytało. Delikwent dostawał wolumin i miał dosłownie kilka minut na 
> zapoznanie się z nim, więc czytał tylną obwolutę, czasem informacje o 
> autorze, wstęp i posłowie (o ile były) spis treści i początki rozdziałów. 
> I wiesz co? To podobno działa;)

Nic nowego. Napisałam kiedyś recenzję tłumaczenia książki w podobny sposób.
Za cholerę nie miałam czasu, jeden wieczór, parę godzin bodaj.
A tu nie tyle jedna książka do ocenzurowania, co DWIE... bo przecież 
oryginał i przekład.

Przejrzałam zatem na chybił trafił tłumaczenie i wyłapałam kilka 
zgrzytających zwrotów.
Szybko porównałam z oryginałem i miałam przykłady i ogólny pogląd.
Maznęłam na chybcika tekścik i już.
Ale wstyd mi było co nie miara. Nigdy więcej nie dopuściłam do czegoś 
podobnego.
To było nieuczciwe wobec tłumacza i wobec autora, brak poszanowania ich 
pracy.
Tylko dlatego, że źle oszacowałam ilość własnego czasu.
Odtąd nie brałam się za zadania na które nie miałam czasu albo chęci.
Ale swoją drogą, nikt się nie zorientował, że dokonałam oceny tego przekładu 
wybitnie po łebkach.

> Nie no, coś tam się działo, ale nic takiego, czego można żałować. Chociaż 
> prawdę mówiąc to właściwie należy żałować, że się jednak działo.

Nic a nic nie kapuję o czym ze mną rozmawiasz. :)

> Jeśli piszesz w wordzie, to wyłącz formatowanie, albo prościej: przed 
> wklejeniem do np. outlooka wklej tekst do 'dokumentu tekstowego' 
> (dostępnego na poziomie pulpitu, oczywiście o ile korzystasz z okienek).

Jakiś konkretny przykład 'dokumentu tekstowego' (dostępnego
na poziomie pulpitu, oczywiście o ile korzystasz z okienek).?

Chodzi o worda po prostu?
 Przekleić z jednego worda do drugiego?
Nie kapuję.

pozdr.
ostryga.
Re: Kwiaty Pani Domu.
#18737
Author: LeP
Date: Fri, 21 Aug 2009 20:21
38 lines
2466 bytes
Użytkownik "ostryga"

> Przejrzałam zatem na chybił trafił tłumaczenie i wyłapałam kilka 
> zgrzytających zwrotów.
> Szybko porównałam z oryginałem i miałam przykłady i ogólny pogląd.
> Maznęłam na chybcika tekścik i już.

I od nowa Polska Ludowa:)

>> Nie no, coś tam się działo, ale nic takiego, czego można żałować. Chociaż 
>> prawdę mówiąc to właściwie należy żałować, że się jednak działo.
>
> Nic a nic nie kapuję o czym ze mną rozmawiasz. :)

I bardzo dobrze, zapomnij i nie dociekaj, proszę;)

>> Jeśli piszesz w wordzie, to wyłącz formatowanie, albo prościej: przed 
>> wklejeniem do np. outlooka wklej tekst do 'dokumentu tekstowego' 
>> (dostępnego na poziomie pulpitu, oczywiście o ile korzystasz z okienek).
>
> Jakiś konkretny przykład 'dokumentu tekstowego' (dostępnego
> na poziomie pulpitu, oczywiście o ile korzystasz z okienek).?
>
> Chodzi o worda po prostu?
> Przekleić z jednego worda do drugiego?
> Nie kapuję.

Jeśli piszesz w wordzie, to wycinasz (albo kopiujesz) tekst, klikasz prawym 
przyciskiem myszy na pulpicie, z okna kontekstowego wybierasz 'nowy', potem 
'dokument tekstowy' , wklejasz tekst, wycinasz tekst, wklejasz do outlooka, 
czy innego patałajstwa i jest dobrze (o ile masz jeszcze poprawnie 
skonfigurowany czytnik;)

Pozdr.

-- 
LeP
Re: Kwiaty Pani Domu.
#18738
Author: ostryga
Date: Sun, 23 Aug 2009 10:10
166 lines
9758 bytes
Użytkownik "LeP" <lesp@onet.pl> napisał w wiadomości 
news:h6n0au$1id$1@mx1.internetia.pl...
> Jeśli piszesz w wordzie, to wycinasz (albo kopiujesz) tekst, klikasz 
> prawym przyciskiem myszy na pulpicie, z okna kontekstowego wybierasz 
> 'nowy', potem 'dokument tekstowy' , wklejasz tekst, wycinasz tekst, 
> wklejasz do outlooka, czy innego patałajstwa i jest dobrze (o ile masz 
> jeszcze poprawnie skonfigurowany czytnik;)

Ach, o to chodzi.Oczywiście znam to. Tylko, że ja wklejam do notatnika, żeby 
pozbyć się formatowania.

Trudno jest mi wybrać fragment dialogowy, bo dłuższe rzeczy pisuję i 
wszystko zawsze wyjęte jest z kontekstu i niepełne, kiedy fragmentami 
cytuję.
Ale może ten fragment:


(Spotkanie dwóch sióstr po latach:
Anka lat 35, Ewa (narrator) lat 30.)


(...)
- Naprawdę aż tak bardzo mi zazdrościłaś? - pyta ona, nagle poruszona.
 - Tak. Zazdrościłam bardzo. BAR - DZO.
 - Chodziło o olimpiady, o naukę, o stopnie?
 Kiwam głową na tak, więc Anka kontynuuje.
 - Olimpiady z fizyki molekularnej też mi zazdrościłaś?
 - Yhy.
 - Dyplomu za zajęcia z rachunkowości dla uczniów szkół podstawowych też?
 - Ano.
 - Czerwonego paska i pierwszego miejsca w klasie?
 - Ehe...
 - Konkursu ze znajomości rocznika statystycznego?
 - Tak.
 Wciąż miarowo kiwam głową na tak.
 - No nie, Ewa, nie gadaj, że drugiego miejsca na konkursie dla młodych 
matematyków też mi zazdrościłaś? Tego, w którym przegrałam z chłopakiem z 
ósmej C? No daruj. Tego też zazdrościłaś?
 Kiwam głową na tak.
 Anka patrzy w niedowierzaniu. Popija Sake. Pierwszy raz widzę, że 
interesuje się rozmową.
 - Oj, Ewa. Wiedziałam, że mam dziwną siostrę, ale że głupią, to nie 
wiedziałam - mówi.
 Teraz to ja dla odmiany nie wiem, co powiedzieć.
 - Dziwisz się naszej rywalizacji? - pytam.
 Anka patrzy swymi wielkimi, brązowymi oczami wprost na mnie i odpowiada w 
sposób, którego nie przewidywałam.
 - Nie, nie dziwię się.
 Tym samym przyznaje mi prawo do zazdrości.
 Zastanawia się, jak dalej rozegrać rozmowę.
 - Nie, nie dziwię się tej rywalizacji - powtarza - Ja też zazdrościłam - 
zauważa mimochodem.
  - Że co? Zazdrościłaś? Mi zazdrościłaś? - pytam zdziwiona.
 Doprawdy nie wiem, czego można mi zazdrościć. Ani teraz, ani kiedyś. Toż to 
wszyscy wokół mają lepiej niż ja. Jako dziecko też tak sądziłam.
 - Pewnie, że ci zazdrościłam - potwierdza Anka.
 Jestem zbita z tropu.
 - Czego, na Boga? Czego można mi zazdrościć? Anka, pogięło cię? -  pytam w 
konsternacji - Gorszych stopni? Trójek z matematyki? Niezrozumienia ze 
strony nauczycieli? Bo tu piszę za długie zdania, a tam za krótkie? To 
wypracowanie za mało chronologiczne, ta wypowiedź chaotyczna, a tu brak 
skomplikowanych zdań podrzędnie złożonych? Przecież ja nawet z polskiego nie 
mogłam mieć piątek! A ty same piątki i to z jakich przedmiotów. Matematyka, 
fizyka, chemia. Z polskiego zresztą też. Pisałaś dokładnie takie 
wypracowania, o jakie chodziło... Szacuneczek, droga siostruniu... Siostra 
na schwał. Przynajmniej jedna, bo druga się nie spisała. - niemal 
wykrzykuję - No i te chybione studia u mnie, bzdety filologiczne, zamiast 
konkretnego zawodu. Niemożność znalezienia dobrej, stałej pracy. To 
nieprzydatne nikomu wykształcenie, te nieudane rozmowy o pracę, a bo tu zbyt 
wygadana jestem, a tu znów za mało, a to znów zbytnio indywidualna, a 
wszędzie potrzeba pracowników dobrze zorganizowanych i posłusznych. No rany, 
Anka, ja naprawdę nie wiem, czego można mi zazdrościć. Coś mnie tu 
ściemniasz siostruniu. Dawaj to Sake.
 Sięgam po butelkę.
 Siostra przestawia dalej butelkę. Tak, bym nie mogła jej sięgnąć.
 - Ewa, nie wygłupiaj się - strofuje mnie jak małą dziewczynkę.
 Patrzę na nią skonsternowana.
 - No daj mi się napić - mówię podniesionym tonem -  Najpierw mnie 
częstujesz, a potem nie chcesz się podzielić. A ciuś, ciuś, siostra.
 Robię odpowiedni gest palcami. A ciuś, ciuś.
 Anka dalej pilnuje butelki.
 - Daj luzu, Ewa. To, że ja piję, nie znaczy, że i ty musisz - mówi.
 Dwuznacznie to zabrzmiało.
 - Co ty powiesz? To ty pijesz? - chwytam ją za słówka, jak sądzę 
przypadkowe - Nie bądź taka. Czemu nie dasz mi się napić?
 Anka stawia butelkę na podłodze przy swoim krześle, z dala ode mnie. Mówi 
dobitnie:
 - Ok. Ujmę to inaczej. To moja butelka i tylko ja z niej piję. O!
 Po czym uśmiecha się do mnie szeroko i deczko złośliwie.
 Widzę ten jej szelmowski uśmiech i opada ze mnie para. Przechodzi mi nagła 
chęć na Sake.
 - A w dupę se wsadź te Sake. Sknera! - mamroczę.
 Co za franca z tej siostry, złośliwe to i zazdrosne - myślę z sarkazmem.
  Sięgam po mój brzoskwiniowy sok.
 - O, tak. Zostań przy tym napoju - podsumowuje siostra.

 Siedzimy przez chwilę naprzeciwko siebie w milczeniu. Choć miny nasze 
kwaśne. Zarówno ja, jak i ona zgrabnie udajemy, że nie pamiętamy, co która 
ostatnio powiedziała. I niech tak lepiej zostanie. Ku naszemu wspólnemu 
dobru.
 Kiedy emocje opadają, a ja ugasiłam już wewnętrzny pożar sokiem z 
brzoskwini, Anka podejmuje porzucony niedawno temat.
 - Pytasz Ewa, czego ci zazdrościłam.
 Waha się i odwraca wzrok. Słucham z rosnącym zainteresowaniem:
  - Pewnie nawet nie zdajesz sobie sprawy, czegóż to ja nie wyczyniałam z 
zazdrości.
 Owszem, nie zdaję sobie sprawy.
 - Więc mnie oświeć - zachęcam.
 Wtedy Anka zaczyna wyliczankę:
 - Pamiętasz swój zniszczony rysunek? Nie, nie ten ze ściany kuchni. 
Normalny, na papierze. Wyjątkowo udany rysunek. Domek, drzewko, perspektywa, 
fajne kolory. Radosna dziewczynka w centrum rysunku. W samym centrum.
 - Ten co niby przypadkiem zalał się wodą? - dopytuję.
 - Tak. Ten. Tylko, że on nie zalał się wodą przypadkiem.
 A to małpa. Celowo zniszczyła mój rysunek.
 - Ok... Nie kończ. Już wiem. Co jeszcze?
 Cholerna małpa!
 - Pamiętasz te super różowe getry z lajkry, które dała ci Lucyna?  - pyta 
Anka.
 - Te, co je tak ukrywałam przed mamą, bo według mamy to było bezguście?
 - Tak, właśnie te.
 - Nagle znalazły się pod drzwiami gabinetu mamy a mama je podniosła i 
spytała, kto ten szajs kupił i kto nosi takie szmaty... - wspominam - Dotąd 
nie wiem, kto je tam położył.
 - Teraz już wiesz.
 Moja grzeczna, moja idealna siostra? Patrzę na nią oniemiała.
 Jak ona mogła podkładać mi takie świnie!
 - O, ty szujo! - wykrzykuję.
 Mam ochotę rzucić w siostrę pierwszą lepszą rzeczą, która nawinie mi się 
pod ręce.
 Nie będę jednak rzucać deskami, na których podano sushi, ani pałeczkami. 
Nie rzucę też mosiężną popielniczką ani marmurowym wazonikiem z pełnymi 
kolców różami. Spokojna głowa. Przynajmniej na razie.
 Ani trochę nie znałam swojej siostry. Ta rozmowa jest dla nas obu 
odkrywcza. Aż chciałoby się krzyczeć:
 Eureka, Eureka i jeszcze raz Eureka.
 A zaraz potem: Litości, dość już tych przykładów.
 - O, albo jeszcze to - kontynuuje Anka - Pamiętasz, jak zaspałaś na 
akademię w szkole w pierwszej klasie? Miałaś mieć swoją pierwszą aktorską 
rolę. Miałaś grać chmurkę, albo kwiatek, albo ławkę.
 - Dzwonek miałam grać. Dzwonek. - precyzuję -  Ty oślico. To była ważna 
rola. Dzwonek na koniec lekcji jest najważniejszy. Nie wiesz tego?
 - No dobrze. Dzwonek. Wszystko jedno. W każdym razie, zaspałaś. Twój 
budzik, hm, czy raczej dzwonek w budziku nie zadzwonił.
 Tego już za wiele. To przedstawienie miało być pierwszym krokiem ku mojej 
genialnej teatralnej karierze!
 Robię się czerwona na twarzy.
 - Tylko mi nie mów, że to nie był przypadek - mamroczę -  Myślałam, że to 
złośliwość przedmiotów martwych.
 Siostra uśmiecha się i rzecze:
 -  Złośliwość z pewnością.
 - Anka, ty cholero. Jak mogłaś??? Zależało mi na tym występie!!!
 - Wiem. Dlatego to zrobiłam.
 Odstawię na bok marmurowe podstawki i mosiężne popielnice, deski i kije. 
Póki jeszcze panuję nad sobą.
 - O małpo. Co tobą kierowało?? - wykrzykuję.
 - Już mówiłam. Zazdrość. Nie chciałaś wierzyć.
 No to teraz wierzę.
 Co za cholerę miałam za siostrę! Taka niby perfekcyjna i dobrze ułożona. A 
tu kurcze rogi spod warkoczyków wystają! Mam ochotę odpłacić jej pięknym za 
nadobne. Też mam trochę na sumieniu. Zaraz wyrównamy rachunki, droga 
siostro, jeśli bardzo tego pragniesz.
 - Nie byłam ci dłużna - stwierdzam.

(...)
Re: Kwiaty Pani Domu.
#18739
Author: LeP
Date: Sun, 23 Aug 2009 20:49
14 lines
1511 bytes
Użytkownik "ostryga"

> - Nie byłam ci dłużna - stwierdzam.

Podobało się. Moja Pani, która dla relaksu czyta czasami tego typu książki 
(ostatnio zdaje się sagę "...nad rozlewiskiem")  oceniła Twoje teksty dość 
wysoko. Mówi, że to takie z życia wzięte;)
Mam tylko jedno pytanie - czemu sake zawsze piszesz z dużej litery?

Pozdrawiam

-- 
LeP 
Re: Kwiaty Pani Domu.
#18740
Author: ostryga
Date: Mon, 24 Aug 2009 08:20
29 lines
2342 bytes
Użytkownik "LeP" <lesp@onet.pl> napisał w wiadomości 
news:h6saoh$oic$1@mx1.internetia.pl...
> Podobało się. Moja Pani, która dla relaksu czyta czasami tego typu książki 
> (ostatnio zdaje się sagę "...nad rozlewiskiem")  oceniła Twoje teksty dość 
> wysoko. Mówi, że to takie z życia wzięte;)
> Mam tylko jedno pytanie - czemu sake zawsze piszesz z dużej litery?

Bo to boski napój, napój Bogów. ;)

A tak właściwie to nie wiem.

Zastanawiałam się, co mi bardziej gładko wychodzi - fragmenty dialogowe czy 
bezdialogowe?
Coś się lepiej czyta? Jak to odbieracie?
Wiem, co mi idzie łatwiej, wiem co przyjemniej, ale ciekawe jak to wygląda 
od strony odbiorcy.
Cały czas staram się czegoś nowego nauczyć, wiele rzeczy już poprawiłam w 
swojej pisaninie ucząc się na własnych błędach. I może wreszcie coś z tego 
będzie, kto wie. No, już wiele druzgoczącej krytyki przeżyłam i mam się 
dobrze. :)

Fragmenty, które zacytowałam są z tych "gładszych", przyjemniejszych, ale 
jest to tak naprawdę smutna historia, którą staram się ubrać w spokojne, 
czasem tragikomiczne barwy. Inaczej sama bym wpadła w megadeprechę albo inną 
cholerę tworząc to, a po co siebie katować.

pozdr.
ostryga.
Re: Kwiaty Pani Domu.
#18741
Author: LeP
Date: Mon, 24 Aug 2009 22:59
45 lines
2939 bytes
Użytkownik "ostryga"
>
> Użytkownik "LeP" <

>> Mam tylko jedno pytanie - czemu sake zawsze piszesz z dużej litery?
>
> Bo to boski napój, napój Bogów. ;)

Ale o co chodzi - to przeca nie 'nasi' bogowie?!
Nasi zrobili nas na swoje podobieństwo, to i pewnie o upodobaniach nie 
zapomnieli;)

> Zastanawiałam się, co mi bardziej gładko wychodzi - fragmenty dialogowe
> czy bezdialogowe?
> Coś się lepiej czyta? Jak to odbieracie?

Zapytałem -  odkrzyczała z kuchni, ze bezdial jej lepiej wchodzi.
Ja daję remis. Dla trzystuprocentowego faceta, do jakiego się nieskromnie (i 
deffinitywnie od pewnego czasu) zaliczam, wasze kobiece dylematy zawsze 
wyglądały mi na nieco stzuczne;)

>  No, już wiele druzgoczącej krytyki przeżyłam i mam się
> dobrze. :)

 I tak trzymaj. Niech krytykanci precz sobie idą!

> Fragmenty, które zacytowałam są z tych "gładszych", przyjemniejszych, ale
> jest to tak naprawdę smutna historia, którą staram się ubrać w spokojne,
> czasem tragikomiczne barwy. Inaczej sama bym wpadła w megadeprechę albo
> inną cholerę tworząc to, a po co siebie katować.

No tak, po co siebie katować, skoro można innych;))
A tak poważnie mówiąc, to ogólnie wiadomo, że depresja jest najgorsza i w 
połączeniu z losowymi zdarzeniami potrafi człowieka złamać i wpędzić w 
choróbska psychosomatyczne. Osobiście uważam, że taka np. urynoterapia 
zalecana jest niektórym osobnikom nie przez swoje uzdrowicielskie działanie, 
tylko po to, aby przełamać w pacjencie nieakceptację własnego ciała.  Ale 
oczywiście (i osobiście) nie polecam. Z dwojga złego lepiej leczyć 
megadeprechy winkiem (albo boskim Sake;))

Pozdrawiam

-- 
LeP 
Re: Kwiaty Pani Domu.
#18749
Author: Gromek
Date: Tue, 25 Aug 2009 15:40
14 lines
1596 bytes
On 20 Sie, 16:48, "ostryga" <zlosliwa_ostr...@vp.pl> wrote:
>  Kwiaty pani domu.
>
> ps. byłam tu już kiedyś, chyba w 2006 albo 7.

Czarne wazony to mi się kojarzą z cmentarzami. Jeszcze tylko wyryć
jakiś krzyżyk, albo literkę :D

Czekam co dalej stanie się z panią domu... Może jakiś kochanek,
wypadek, rozwód?

G.

ps. Każdy z nas już tu kiedyś był.
Re: Kwiaty Pani Domu.
#18750
Author: Gromek
Date: Tue, 25 Aug 2009 15:42
20 lines
1797 bytes
On 25 Sie, 17:40, Gromek <dr.gro...@gmail.com> wrote:
> On 20 Sie, 16:48, "ostryga" <zlosliwa_ostr...@vp.pl> wrote:
>
> >  Kwiaty pani domu.
>
> > ps. byłam tu już kiedyś, chyba w 2006 albo 7.
>
> Czarne wazony to mi się kojarzą z cmentarzami. Jeszcze tylko wyryć
> jakiś krzyżyk, albo literkę :D
>
> Czekam co dalej stanie się z panią domu... Może jakiś kochanek,
> wypadek, rozwód?
>
> G.
>
> ps. Każdy z nas już tu kiedyś był.

Lipa, dopiero teraz widzę, że w złym miejscu napisałem. Innowacje,
miliony dolarów, a z roku na rok coraz trudniej z tych technologii
korzystać.
Re: Kwiaty Pani Domu.
#18742
Author: Gromek
Date: Tue, 25 Aug 2009 15:54
47 lines
3257 bytes
On 25 Sie, 00:59, "LeP" <l...@onet.pl> wrote:
> Użytkownik "ostryga"
>
>
>
> > Użytkownik "LeP" <
> >> Mam tylko jedno pytanie - czemu sake zawsze piszesz z dużej litery?
>
> > Bo to boski napój, napój Bogów. ;)
>

Świństwo nad świństwami. Raz to dostało się do ust moich to myślałem,
że to koniec mych dni.

> > Zastanawiałam się, co mi bardziej gładko wychodzi - fragmenty dialogowe
> > czy bezdialogowe?
> > Coś się lepiej czyta? Jak to odbieracie?
>
> Zapytałem -  odkrzyczała z kuchni, ze bezdial jej lepiej wchodzi.
> Ja daję remis. Dla trzystuprocentowego faceta, do jakiego się nieskromnie (i
> deffinitywnie od pewnego czasu) zaliczam, wasze kobiece dylematy zawsze
> wyglądały mi na nieco stzuczne;)
>

Ja też daję fiftififti, całkiem dobrze się to czyta. Co prawda nie mam
jakiegoś dużego doświadczenia w czytaniu takiej litaratury. Ale raz na
kilka lat można wczuć się w te kobiece dylematy :P

> >  No, już wiele druzgoczącej krytyki przeżyłam i mam się
> > dobrze. :)
>
>  I tak trzymaj. Niech krytykanci precz sobie idą!
>

Precz, precz! Królestwo za panią domu!

> A tak poważnie mówiąc, to ogólnie wiadomo, że depresja jest najgorsza i w
> połączeniu z losowymi zdarzeniami potrafi człowieka złamać i wpędzić w
> choróbska psychosomatyczne. Osobiście uważam, że taka np. urynoterapia
> zalecana jest niektórym osobnikom nie przez swoje uzdrowicielskie działanie,
> tylko po to, aby przełamać w pacjencie nieakceptację własnego ciała.  Ale
> oczywiście (i osobiście) nie polecam. Z dwojga złego lepiej leczyć
> megadeprechy winkiem (albo boskim Sake;))

Myślę, że uryna jest mniej uzależniająca, choć kto ją tam wie?

G
Re: Kwiaty Pani Domu.
#18743
Author: LeP
Date: Tue, 25 Aug 2009 20:28
20 lines
1803 bytes
Użytkownik "Gromek"
On 25 Sie, 00:59, "LeP" wrote:
> Użytkownik "ostryga"

> > Bo to boski napój, napój Bogów. ;)
>

> Świństwo nad świństwami. Raz to dostało się do ust moich to myślałem,
> że to koniec mych dni.

Masz szczęście, za prawdopodobnie dostało się do ust Twoich sake 
przemysłowe, bo jakbyś wiedział jak robią to tradycyjne, 'pradziwe' to 
pewnie pobiłbyś rekord w rzucaniu pawia na odległość;)

A tak w ogóle to cze, miło że wpadłeś. Strasznie dawno Cię nie było.


-- 
LeP 
Re: Kwiaty Pani Domu.
#18744
Author: Gromek
Date: Wed, 26 Aug 2009 08:07
18 lines
2324 bytes
On 25 Sie, 22:28, "LeP" <l...@onet.pl> wrote:
> > Świństwo nad świństwami. Raz to dostało się do ust moich to myślałem,
> > że to koniec mych dni.
>
> Masz szczęście, za prawdopodobnie dostało się do ust Twoich sake
> przemysłowe, bo jakbyś wiedział jak robią to tradycyjne, 'pradziwe' to
> pewnie pobiłbyś rekord w rzucaniu pawia na odległość;)

No nie wiem :) wydaję mi się, że to było 'prawdziwe' sake. Choć ja
mało wiem o alkoholach :D Szczególnie, że od półtora roku w ogóle nie
piję.

> A tak w ogóle to cze, miło że wpadłeś. Strasznie dawno Cię nie było.

Cześć, cześć, mi także miło. Widzę, że wszystko po staremu. Irenka też
nadal pisze. Całkiem miło.

G
Re: Kwiaty Pani Domu.
#18746
Author: ostryga
Date: Wed, 26 Aug 2009 09:13
41 lines
2990 bytes
Użytkownik "Gromek" <dr.gromek@gmail.com> napisał w wiadomości 
news:87f27cc6-5ba2-4f2e-8121-> > Użytkownik "LeP" <
> >> Mam tylko jedno pytanie - czemu sake zawsze piszesz z dużej litery?
>
> > Bo to boski napój, napój Bogów. ;)
>

>Świństwo nad świństwami. Raz to dostało się do ust moich to myślałem,
>że to koniec mych dni.

A, to dobrze. Znaczy, że pasuje do mojej postaci Anki.
Nigdy nie próbowałam sake (i chyba nie zamierzam).
Ale do mojej bohaterki pasuje.

> > Zastanawiałam się, co mi bardziej gładko wychodzi - fragmenty dialogowe
> > czy bezdialogowe?
> > Coś się lepiej czyta? Jak to odbieracie?

>Ja też daję fiftififti, całkiem dobrze się to czyta. Co prawda nie mam
>jakiegoś dużego doświadczenia w czytaniu takiej litaratury. Ale raz na
>kilka lat można wczuć się w te kobiece dylematy :P

Cóż, miło mi. Chciałam, żeby się gładko czytało.
Czytanie ma być przecież dla przyjemności, co nie?
Ale też chciałabym, żeby całość była do przełknięcia także dla facetów. Nie 
chciałabym tego kierować tylko dla kobiet.
Co do dialogów, to moim zdaniem są one trudniejsze w obsłudze. Ale lubię 
dialogi, bo pozwalają mi zachować dystans, spojrzeć z boku. Nie angażować 
się tak bardzo. Opisać coś nie wprost. Postaci ożywają tak naprawdę w 
dialogach. Ale jeden mały fragment nie wystarcza, by powstał cały obraz 
danej postaci.
O tak, bardzo lubię dialogi, jest tu pole do rozwoju. (ale schrzanić też i 
można łatwiej niz bezdial...)

Niedługo zacznie się nowy sezon teatralny, nie mogę się doczekać.
W wakacje brakuje mi jednej rzeczy - teatru. Jak zacznie się sezon, będę 
stracona... ;)

pozdr.
ostryga.
Re: Kwiaty Pani Domu.
#18751
Author: ostryga
Date: Wed, 26 Aug 2009 09:19
21 lines
1554 bytes
Użytkownik "Gromek" <dr.gromek@gmail.com> napisał w wiadomości 
news:bcfd4cf9-5f36-4c0e-a463-

>Czarne wazony to mi się kojarzą z cmentarzami. Jeszcze tylko wyryć
>jakiś krzyżyk, albo literkę :D

Słusznie się kojarzą. :)

>Czekam co dalej stanie się z panią domu... Może jakiś kochanek,
>wypadek, rozwód?

Wszystko się może zdarzyć... (Lipnicka?)
Dla przykładu, pani domu z fragmentu 1 zaromansuje z facetem swojej siostry 
Anki z fragmentu 2.

Tylko czy lubilibyście wtedy naszą panią domu?
Sympatyczną Bridget Jones to już by ona nie została.

pozdrawiam,
ostryga. 
Re: Kwiaty Pani Domu.
#18745
Author: LeP
Date: Wed, 26 Aug 2009 18:03
29 lines
2280 bytes
Użytkownik "Gromek"
On 25 Sie, 22:28, "LeP"

> > Świństwo nad świństwami. Raz to dostało się do ust moich to myślałem,
> > że to koniec mych dni.
>
> Masz szczęście, za prawdopodobnie dostało się do ust Twoich sake
> przemysłowe, bo jakbyś wiedział jak robią to tradycyjne, 'pradziwe' to
> pewnie pobiłbyś rekord w rzucaniu pawia na odległość;)

No nie wiem :) wydaję mi się, że to było 'prawdziwe' sake.

Wiesz, oni kiedyś zmuszali do fermentacji ryż poprzez przeżuwanie. Siedziała 
cała wioska, żuła i pluła do jednej misy. I to jest właśnie prawdziwe sake.

> Choć ja mało wiem o alkoholach :D Szczególnie, że od półtora roku w ogóle 
> nie
> piję.

Straszne kalectwo (o ile z własnej nieprzymuszonej woli;) i postawa 
nieobywatelska.
Ale spoko, postaram się wyrabić normę za nas obu i budżet dostanie co mu się 
należy!

Pozdr.

-- 
LeP
Re: Kwiaty Pani Domu.
#18752
Author: LeP
Date: Wed, 26 Aug 2009 18:21
26 lines
1889 bytes
Użytkownik "ostryga"
>
> Użytkownik "Gromek"

>>Czekam co dalej stanie się z panią domu... Może jakiś kochanek,
>>wypadek, rozwód?
>
> Wszystko się może zdarzyć... (Lipnicka?)
> Dla przykładu, pani domu z fragmentu 1 zaromansuje z facetem swojej 
> siostry Anki z fragmentu 2.
>
> Tylko czy lubilibyście wtedy naszą panią domu?
> Sympatyczną Bridget Jones to już by ona nie została.

Ja czuję, że dopiero wtedy bym ją polubił!
 A owa  B. J. nie była sympatyczna tylko nudna i brzydka, dlatego stała się 
bohaterką tak wielu kobiet, które rozgrzeszały za jej przykładem swoje 
obżarstwo, pijaństwo, lenistwo, niedbałość o wygląd, ubóstwo duchowe i 
półinteligencję  - oraz te wszystkie przywary, bez których kobieta stałaby 
się w oczach mężczyzny aniołem;)

Pozdr.

-- 
LeP
Re: Kwiaty Pani Domu.
#18753
Author: ostryga
Date: Thu, 27 Aug 2009 08:17
54 lines
3425 bytes
Użytkownik "LeP" <lesp@onet.pl> napisał w wiadomości 
news:h73v6j$gf0$1@mx1.internetia.pl...
>> Użytkownik "Gromek"
>
>>>Czekam co dalej stanie się z panią domu... Może jakiś kochanek,
>>>wypadek, rozwód?
>>
>> Wszystko się może zdarzyć... (Lipnicka?)
>> Dla przykładu, pani domu z fragmentu 1 zaromansuje z facetem swojej 
>> siostry Anki z fragmentu 2.
>>
>> Tylko czy lubilibyście wtedy naszą panią domu?
>> Sympatyczną Bridget Jones to już by ona nie została.
>
> Ja czuję, że dopiero wtedy bym ją polubił!
> A owa  B. J. nie była sympatyczna tylko nudna i brzydka, dlatego stała się 
> bohaterką tak wielu kobiet, które rozgrzeszały za jej przykładem swoje 
> obżarstwo, pijaństwo, lenistwo, niedbałość o wygląd, ubóstwo duchowe i 
> półinteligencję  - oraz te wszystkie przywary, bez których kobieta stałaby 
> się w oczach mężczyzny aniołem;)

No no... Ciekawa argumentacja. Nigdy nie byłam fanką B.J.
Jednak nie zastanawiałam się dlaczego...

Ale surprise, surprise, to nie romanse mają być w centrum mojej historii.
Zastanawiałam się, czy by nie dodać romansu... Ale jak to brzmi - romans 
narratorki z facetem siostry?
Toż to telenowela (no, niedoszła, bo nie na ekranach... ;)
To by się prosiło o parodię.
A parodia to wyższa szkoła jazdy.

BTW, ostatnio usiłuję zmęczyć dwie babskie książki i chyba polegnę gdzieś 
przed setną stroną.
Męczą mnie narratorki, ciągle głupawo roześmiane, ciągle pomiędzy plotami u 
koleżanek, równie głupio rozesmianych, ciągle w dziwnych romansach i 
konfiguracjach romansów. Przegadane dialogi, dwadzieścia różnych postaci, 
najczęściej rozgadane koleżanki koleżanek, w drodze do kafejki, które mylą 
mi się po pierwszych dwudziestu stronach... Ciągle te same problemy z 
facetami, naprawdę ciągle TE SAME.
Bo faceci to dupki, gnoje itd. I się za spódniczkami oglądają. A nasze 
bohaterki takie miłe przecież, takie naiwnie zakochane, takie zawodowo 
spełnione, i wszystkiego, czego im brak w życiu to fajny facet.
Ble ble ble.
NA do tego nadmiar słów. Generalnie nadmiar słów po całej linii. Połowę słów 
bym wywaliła, zarówno z dialogów jak i z opisów.
Więc nie wchodzi mi literatura typowo kobieca. Wcale mnie nie relaksuje, 
raczej mnie irytuje.

O ironio. :)
(Z małymi wyjątkami, np. grażyna bąkiewicz)

pozdr.
ostryga. 
Re: Kwiaty Pani Domu.
#18755
Author: ostryga
Date: Thu, 27 Aug 2009 08:27
10 lines
1380 bytes
Użytkownik "ostryga" <zlosliwa_ostryga@vp.pl> napisał w wiadomości 
news:h75fev$kp6$1@news.onet.pl...

Trochę gramatycznych byków mi się wdało w ostatnią wypowiedź, ale różni 
ludzie stoją nade mną i polecenia wydają, gadać muszę, planować i jeszcze 
dzwonić przez tel.
No i nikt ma nie wiedzieć, że pomiędzy tym wszystkim piszę.
pozdr.:)
o.
Re: Kwiaty Pani Domu.
#18762
Author: KJ Siła Słów
Date: Thu, 27 Aug 2009 13:41
30 lines
1921 bytes
ostryga pisze:
>  Kwiaty pani domu.

Podoba mi się puenta, slajdy - Pan domu - Pani domu, A-Z.

Nie podoba mi się: czipsy do kawy i sposób narracji:

na przykład to:

"Dodałam na wierzch truskawki, polane wcześniej syropem
klonowym. Wiecie, syrop klonowy." - szczebiotałam w stronę zapatrzonych we
mnie koleżanek, a przyszły mąż wsuwał kolejny kawałek słodyczy.


Tu się nic nie dzieje :-(

Nie wiem dlaczego, ale niektórzy autorzy umieją pisać o takich na 
przykład kulinarnych detalach, tak, że chce mi się to czytać - na 
przykład Marek Krajewski w cyklu Breslau. Może przez swoją precyzyjny 
sposób opisu - jak go czytam to dokładnie widzę obraz.

Ale generalnie to sie mną za bardzo nie przejmuj, mi się mało co podoba.

> ps. byłam tu już kiedyś, chyba w 2006 albo 7.

Chyba pamiętam i ciesze się nadzieją, że rozruszasz grupę, bo 
poskrzypująca tu ostatnio huśtawka dialogu ffiony i literackich hormonów 
LesP to trochę mało.

KJ
Re: Kwiaty Pani Domu.
#18763
Author: ostryga
Date: Thu, 27 Aug 2009 17:20
26 lines
1954 bytes
Użytkownik "KJ Siła Słów" <KJ@noway.com> napisał w wiadomości 
news:h7633g$q62$1@nemesis.news.neostrada.pl...

> Ale generalnie to sie mną za bardzo nie przejmuj, mi się mało co podoba.

Ależ ja jestem wdzięczna za wszelkie opinie i wskazówki. :)
Generalnie nie wszystko musi się podobać wszystkim, to po pierwsze.
Po drugie, jak komuś coś się nie podoba i konstruktywnie wyjaśni dlaczego, 
to jest to bardzo pomocne.
Po trzecie, zaskoczyłeś/zaskoczyłaś? mnie tym, że puenta się podobała.
Fragment nie jest opowiadaniem, wycięłam go z większej całości.
Puentę dodałam spontanicznie, w ekspresowym tempie, podczas wklejania tego 
tutaj.
Tak, żeby na szybcika zrobić z tego całość, opowiadanie.

>> ps. byłam tu już kiedyś, chyba w 2006 albo 7.
>
> Chyba pamiętam i ciesze się nadzieją, że rozruszasz grupę, bo 
> poskrzypująca tu ostatnio huśtawka dialogu ffiony i literackich hormonów 
> LesP to trochę mało.

Nie mam ambicji nic rozruszać. :)

pozdrawiam,
ostryga. 
Re: Kwiaty Pani Domu.
#18759
Author: LeP
Date: Thu, 27 Aug 2009 19:52
12 lines
1287 bytes
Użytkownik "KJ Siła Słów"

> Chyba pamiętam i ciesze się nadzieją, że rozruszasz grupę, bo 
> poskrzypująca tu ostatnio huśtawka dialogu ffiony i literackich hormonów 
> LesP to trochę mało.

Wiele wysiłku kosztowało mnie, aby owa dama o mnie w końcu zapomniała, więc 
teraz nie zepsuj tego.

-- 
LeP 
Re: Kwiaty Pani Domu.
#18757
Author: ffiona
Date: Thu, 27 Aug 2009 20:12
7 lines
1147 bytes
Użytkownik "LeP" <lesp@onet.pl> napisał w wiadomości
>
> Wiele wysiłku kosztowało mnie, aby owa dama o mnie w końcu zapomniała, 
> więc teraz nie zepsuj tego.
>
Takich buców się nie zapomina.
Re: Kwiaty Pani Domu.
#18754
Author: LeP
Date: Fri, 28 Aug 2009 16:47
70 lines
5056 bytes
Użytkownik "ostryga"
>> Użytkownik "LeP"

>"ostryga"

> BTW, ostatnio usiłuję zmęczyć dwie babskie książki i chyba polegnę gdzieś 
> przed setną stroną.
> Męczą mnie narratorki, ciągle głupawo roześmiane, ciągle pomiędzy plotami 
> u koleżanek, równie głupio rozesmianych, ciągle w dziwnych romansach i 
> konfiguracjach romansów. Przegadane dialogi, dwadzieścia różnych postaci, 
> najczęściej rozgadane koleżanki koleżanek, w drodze do kafejki, które mylą 
> mi się po pierwszych dwudziestu stronach... Ciągle te same problemy z 
> facetami, naprawdę ciągle TE SAME.
> Bo faceci to dupki, gnoje itd. I się za spódniczkami oglądają. A nasze 
> bohaterki takie miłe przecież, takie naiwnie zakochane, takie zawodowo 
> spełnione, i wszystkiego, czego im brak w życiu to fajny facet.
> Ble ble ble.
> NA do tego nadmiar słów. Generalnie nadmiar słów po całej linii. Połowę 
> słów bym wywaliła, zarówno z dialogów jak i z opisów.
> Więc nie wchodzi mi literatura typowo kobieca. Wcale mnie nie relaksuje, 
> raczej mnie irytuje.

Po drugiej stronie jest tak samo, albo i gorzej. Typowy bohater męskiej 
opowieści to obecnie całkiem przyzwoicie wykształcony i zarabiający (ale 
niespełniony zawodowo) podstarzały żigolo, żyjący jednak w ustabilizowanym 
(ale nieszczęśliwym) związku, zamieszkujący w kawalerce w śródmieściu albo 
domku na przedmieściach z ogródkiem wielkości spacerniaka na Rakowieckiej, 
zamieniający obowiązkowo co kilka lat auto na większe (choćby o te kilka 
centymetrów, dla wyrównania deficytu) i oddający się namiętnie jakiemuś 
męskiemu hobby ( które w domyśle ma poprawić jego wizerunek). I właśnie w 
trakcie spełniania się na tej swojej motolotni, promie kosmicznym, zdalnie 
sterowanym modelu czegokolwiek, motorynce, żaglówce, motorówce czy inszej 
łodzi podwodnej, spotyka stada pięknych, młodych i niegłupich właścicielek 
takich samych motolotni, promów kosmicznych, zdalnie sterowanych modeli 
czegokolwiek, motorynek, motorówek czy inszych łodzi podwodnych. Wszystkie 
one oprócz tego, że są piękne, młode i niegłupie to jeszcze niezależne, całe 
drżące i pachnące, nabrzmiałe od chęci seksu (z nim) i od pierwszego 
spojrzenia tak zakochane (w nim), że aż strach. No i oczywiście łażą za nim 
stadami.
Rozumie się, iż one też kochają dłubać przy tej swojej motolotni, promie 
kosmicznym, zdalnie sterowanym modelu czegokolwiek, motorówce, motorynce czy 
inszej łodzi podwodnej, ponadto wykonują codziennie przed śniadaniem kilka 
skoków spadochronowych i nurkują w Bałtyku (ew. w najgłębszym miejscu 
jeziorka Czerniakowskiego), czytają Prousta i Gombrowicza, słuchają Cobaina 
albo Waitsa, a jeśli oglądają TV, to tylko ligę mistrzów. Zapomniałem też 
dodać, że oni wszyscy tam od zawsze odżywiają się jedynie sushi, gasząc 
pragnienie wyłącznie sake;)
Na tym tle rozgrywają się pościgi rodem z J.Bonda,  sceny łóżkowe niczym z 
Fanny Hill, dialogi zalatujące serialem nie dla ubogich (a więc do ubogich 
adresowanym) a wszystko od czasu do czasu okraszone moralnymi dylematami 
bohatera a la F. Kiepski i monologami z Bogiem a la Cloude Bukowski (wierzę 
w Boga, bo wierzę, ze Bóg wierzy we mnie).

Nic dziwnego, że zamiast czytać, z dwojga złego, wolę się pohuśtać;)

Co do teatru: też szykuję się na kilka spektakli. Ostatnio, przed wakacjami 
zaliczyłem "Namietności" wg. Singera w Ateneum. Stara dobra scena, świetna 
obsada, piękne piosenki Poniedzielskiego. Niezwykle klimatyczny spektakl o 
pewnym pisarzu. Polecam.
http://www.teatrateneum.pl/spektakle/spektakl.php?p=namietnosci
Miłe i to, że do programu można dokupić płytę:
http://picasaweb.google.pl/lh/photo/kb09P4YJSrCgajyJmKvkEA?authkey=Gv1sRgCLLKwM_OvdbImQE&feat=directlink

Do zobaczenia na widowni;)

Pozdr.

-- 
LeP 
Re: Kwiaty Pani Domu.
#18764
Author: Gromek
Date: Sat, 29 Aug 2009 10:24
11 lines
1706 bytes
On 27 Sie, 22:12, "ffiona" <ffi...@poczta.onet.pl> wrote:
> Użytkownik "LeP" <l...@onet.pl> napisał w wiadomości
>
> > Wiele wysiłku kosztowało mnie, aby owa dama o mnie w końcu zapomniała,
> > więc teraz nie zepsuj tego.
>
> Takich buców się nie zapomina.

Musisz wrócić do leków.

G
Re: Kwiaty Pani Domu.
#18756
Author: KiłaSłów
Date: Mon, 31 Aug 2009 07:13
32 lines
2137 bytes
LeP <lesp@onet.pl> napisał(a): 
> 
> 
> Nic dziwnego, że zamiast czytać, z dwojga złego, wolę się pohuśtać;)
> 
> Co do teatru: też szykuję się na kilka spektakli. Ostatnio, przed 
wakacjami 
> zaliczyłem "Namietności" wg. Singera w Ateneum. Stara dobra scena, świetna 
> obsada, piękne piosenki Poniedzielskiego. Niezwykle klimatyczny spektakl o 
> pewnym pisarzu. Polecam.
> http://www.teatrateneum.pl/spektakle/spektakl.php?p=namietnosci
> Miłe i to, że do programu można dokupić płytę:
> http://picasaweb.google.pl/lh/photo/kb09P4YJSrCgajyJmKvkEA?
authkey=Gv1sRgCLLKwM
> _OvdbImQE&feat=directlink
> 
> Do zobaczenia na widowni;)
> 
> Pozdr.
> 

tłustym owsikom łatwiej żyć niż pisać - mniesza konkurencja  i oryginalniej  
wLePić się w jakąś skamieniałą dupę, gówno widzieć, gówno wiedzieć i polecać 
np. stare "Namiętności" pewnego pisarza, przetrawione nie raz (też przez tą 
samą obsadę) 
z pieśnią na ustach - okraszone płytą ... takiemu tak dobrze, z dwojga złego 
już czytać mu się nie chce     



-- 
Wysłano z serwisu Usenet w portalu Gazeta.pl -> http://www.gazeta.pl/usenet/
Re: Kwiaty Pani Domu.
#18758
Author: LeP
Date: Sat, 05 Sep 2009 17:52
24 lines
1690 bytes
Użytkownik "Gromek"
On 27 Sie, 22:12, "ffiona"
> Użytkownik "LeP"
>
> > Wiele wysiłku kosztowało mnie, aby owa dama o mnie w końcu zapomniała,
> > więc teraz nie zepsuj tego.
>
> Takich buców się nie zapomina.

Musisz wrócić do leków.

G


Myślę, że w tym przypadku wystarczy powrót do medycyny naturalnej. Zdrowe, 
sprawdzone, w cudowny sposób zmienia optykę i leczy ponoć nawet kiłę (nomen 
omen  - łac. lues;)

http://www.grupy.senior.pl/Re-urynoterapia-metoda-medycyny-naturalnej-kontrowersje,t,372813,p,1,2.html#3077737


-- 
LeP 
Re: Kwiaty Pani Domu.
#18760
Author: ffiona
Date: Sat, 05 Sep 2009 22:46
11 lines
1474 bytes
Użytkownik "LeP"
>
> Myślę, że w tym przypadku wystarczy powrót do medycyny naturalnej. Zdrowe, 
> sprawdzone, w cudowny sposób zmienia optykę i leczy ponoć nawet kiłę 
> (nomen omen  - łac. lues;)
>
> http://www.grupy.senior.pl/Re-urynoterapia-metoda-medycyny-naturalnej-kontrowersje,t,372813,p,1,2.html#3077737
>
>
No proszę, wlepiasz się w każdy mój ślad w sieci jak owsik w dupę.
Re: Kwiaty Pani Domu.
#18761
Author: LeP
Date: Sun, 06 Sep 2009 07:14
14 lines
1334 bytes
Użytkownik "ffiona"

> No proszę, wlepiasz się w każdy mój ślad w sieci

Scripta manent

>  jak owsik w dupę.

verba volant


-- 
LeP 
Re: Kwiaty Pani Domu.
#18765
Author: ffiona
Date: Sun, 06 Sep 2009 12:09
8 lines
1284 bytes
Użytkownik "LeP"

> Scripta manent
>
> verba volant
>
Dzięki temu możesz się przy nich onanizować dniami całeeemi.
Re: Kwiaty Pani Domu.
#18766
Author: LeP
Date: Sun, 06 Sep 2009 15:52
19 lines
1530 bytes
Użytkownik "ffiona"
>
> Użytkownik "LeP"
>
>> Scripta manent
>>
>> verba volant
>>
> Dzięki temu możesz się przy nich onanizować dniami całeeemi.

:)

"Postaraj się aby twoje myśli nie płynęły tym samym korytem z którego żrą".
S.J. Lec bodajże?


-- 
LeP
Re: Kwiaty Pani Domu.
#18767
Author: ffiona
Date: Sun, 06 Sep 2009 18:40
15 lines
1649 bytes
Użytkownik "LeP"

> "Postaraj się aby twoje myśli nie płynęły tym samym korytem z którego 
> żrą".
> S.J. Lec bodajże?

Bodajże?

Tyle wysiłku wkładasz w to, aby odszukać w sieci moje wypowiedzi i wklejasz 
je tu pasjami z dziką przyjemnością, a autorów cytowanych aforyzmów już ci 
się nie chce poszukać. Chore priorytety.

Prawdziwy facet już dawno przestałby reagować, a lep tak się przylepił, że 
trudno go odlepić.
Re: Kwiaty Pani Domu.
#18768
Author: LeP
Date: Sun, 06 Sep 2009 21:16
65 lines
3830 bytes
Użytkownik "ffiona"

> Użytkownik "LeP"
>
>> "Postaraj się aby twoje myśli nie płynęły tym samym korytem z którego 
>> żrą".
>> S.J. Lec bodajże?
>
> Bodajże?
>
> Tyle wysiłku wkładasz w to, aby odszukać w sieci moje wypowiedzi

Wysiłku? Zero! Gdzie wdepniesz tam zostawiasz wyraźny ślad. A wdeptujesz 
często.

> i wklejasz je tu pasjami z dziką przyjemnością

No fakt,  jakąś przyjemność w tym odnajduję.
Ale o ile pamietam - nigdy nie miałaś hamulców przed upublicznianiem 
prywatnej korespondrncji?
A to co wklejam jest powszechnie dostępne - wystarczy w google wpisać 
'ffiona".

>  a autorów cytowanych aforyzmów już ci  się nie chce poszukać.

Ano nie chce. Leca mam w wersji papierzastej i musiałbym wertować całe Myśli 
nieuczesane, a google milczą, bo pewnie coś pokićkałem. cCzasem wertuję 
Sentencje łacińskie i
sam już nie wiem skąd to znam.

> Chore priorytety.

Ale moje.
I zdaje się, ze lepiej sypać niesprawdzonymi cudzymi aforyzmami niż własnymi 
wulgaryzmami

> Prawdziwy facet już dawno przestałby reagować

Po pierwsze: wcale nie pretenduję do roli "prawdziwego faceta", pewnie 
dlatego śmieszą mnie te Twoje osobiste wycieczki. Co więcej - sądzę, że 
jakiś tam potencjał intelektualny mimo wszystko jednak posiadasz (albo jego 
resztki;), więc powinnaś przyswoić już sobie, że ledwie skrywaną 
wściekłością i chamskimi odzywkami nie wytrącisz rozmówcy z równowagi. 
Kiedyś, na innych forach, to Ty doprowadzałaś różnych takich "p.f." do 
białej gorączki. Pamiętam jednego, co się strasznie wściekał i sypał 
inwektywami a Ty go chłodno punktowałaś. Coś się zmieniło od tamtego czasu. 
Zmieniło na gorsze. Ale próbuj dalej. Ja mam nieskończone pokłady 
cierpliwości i uważam, że każdy ma zawsze drugą szansę (w Twoim przypadku 
tysiąc sto dwudziestą drugą:).

>  a lep tak się przylepił, że trudno go odlepić.

Qui tacet, consentire videtur
Jednak dziecinne zabawy cudzymi nickami, ciągle powracający motyw onanizmu 
oraz wszechobecnych odchodów stają się już nieco nużące. Dwugłos chóru z 
Babbit'em zwanym Kiłą też zabrzmiał fałszywie. Wysil się troszkę i spróbuj 
rozruszać huśtawkę, pliz, bo jak mówił Lec (sprawdzone). "Prawdziwa satyra 
zabija, nie obraża"

Gorąco namawiam do przemyśleń:)
LeP

PS
Znalazłem specjalnie dla Ciebie: 'Niech myśli nie płyną tym korytem, z 
którego jedzą". Lec.
Re: Kwiaty Pani Domu.
#18769
Author: LeP
Date: Sun, 06 Sep 2009 21:22
1 lines
1363 bytes
babbit'em ofkoz;)
Re: Kwiaty Pani Domu.
#18770
Author: ffiona
Date: Sun, 06 Sep 2009 21:28
8 lines
1533 bytes
Wybacz, że nie chce mi się wkładać wysiłku w utarczki z tobą.
Ale tu cytat z niniejszego wątku:

"Wiele wysiłku kosztowało mnie, aby owa dama o mnie w końcu zapomniała."

A teraz wypierasz się wysiłku. Rozumiem. Prostata.
Dobranoc. 
Re: Kwiaty Pani Domu.
#18772
Author: ffiona
Date: Sun, 06 Sep 2009 21:33
7 lines
1591 bytes
I jeszcze jeden cytat, również z niniejszego wątku:
"Dla trzystuprocentowego faceta, do jakiego się nieskromnie (i
deffinitywnie od pewnego czasu) zaliczam, wasze kobiece dylematy zawsze 
wyglądały mi na nieco stzuczne;)"

A twierdzisz, że nie pretendowałeś nigdy do tej roli. Sztuczny penis.
Teraz to już dobranoc.
Re: Kwiaty Pani Domu.
#18773
Author: LeP
Date: Sun, 06 Sep 2009 22:15
17 lines
1823 bytes
Użytkownik "ffiona"
>I jeszcze jeden cytat, również z niniejszego wątku:
> "Dla trzystuprocentowego faceta, do jakiego się nieskromnie (i
> deffinitywnie od pewnego czasu) zaliczam, wasze kobiece dylematy zawsze 
> wyglądały mi na nieco stzuczne;)"
>
> A twierdzisz, że nie pretendowałeś nigdy do tej roli. Sztuczny penis.
> Teraz to już dobranoc.

Acta haec res est.

Dobranoc


-- 
LeP 
Re: Kwiaty Pani Domu.
#18771
Author: LeP
Date: Sun, 06 Sep 2009 22:19
18 lines
1896 bytes
Użytkownik "ffiona"
>
> Wybacz, że nie chce mi się wkładać wysiłku w utarczki z tobą.
> Ale tu cytat z niniejszego wątku:
>
> "Wiele wysiłku kosztowało mnie, aby owa dama o mnie w końcu zapomniała."
>
> A teraz wypierasz się wysiłku. Rozumiem. Prostata.

Zapominasz, ze na słońce, śmierć i ironię nigdy wprost patrzeć nie można.

> Dobranoc.

Żegnam czule:)

-- 
LeP 
Thread Navigation

This is a paginated view of messages in the thread with full content displayed inline.

Messages are displayed in chronological order, with the original post highlighted in green.

Use pagination controls to navigate through all messages in large threads.

Back to All Threads