🚀 go-pugleaf

RetroBBS NetNews Server

Inspired by RockSolid Light RIP Retro Guy

Thread View: pl.hum.pisarstwo
12 messages
12 total messages Started by Marcin B. Brixen Sat, 25 Jan 2003 16:54
Feministki
#1740
Author: Marcin B. Brixen
Date: Sat, 25 Jan 2003 16:54
113 lines
7776 bytes
	Rozległo się pukanie i po chwili otworzyły się drzwi. Do gabinetu
zajrzała pani Basia. 
 - Pani przewodnicząca... Przyszedł jakiś pan, z kancelarii prezydenta -
podekscytowana oznajmiła scenicznym szeptem.
 - Proszę go poprosić tu do nas - rzekła siląc się na spokój. Wstała
powoli i spojrzała na obecne w jej gabinecie trzy działaczki
Stowarzyszenia. Zabiegała o to od prawie roku. To miał być jej triumf.
Albo porażka. 
	Do gabinetu wszedł powoli niepozorny, szczupły mężczyzna. Skłonił
się lekko, stuknął aktówką o krzesło powodując głośny odgłos, który ze
zwielokrotnioną siła odbił się od nagich ścian niewielkiego pomieszczenia.
Otworzył usta, zapewne chciał o coś spytać, ale go ubiegła.
 - Jestem przewodniczącą Stowarzyszenia... - podeszła do niego i podała mu
dłoń. Przełożył aktówkę do lewej ręki, odwzajemnił powitalny uścisk i
zaczął podnosić jej dłoń ku górze, chcąc zapewne złożyć na niej
symboliczny pocałunek. Delikatne, lecz mocne szarpnięcie uniemożliwiło mu
to. Przypomniał sobie gdzie jest i lekkim uśmiechem próbował maskować
swoje zmieszanie. 
	Przewodnicząca przedstawiła mu swoje współpracowniczki i wskazała
miejsce za stołem. Kiwnął lekko głową i usiadł naprzeciw niej. Postawił
teczkę na stole, otworzył ją i grzebał w niej ponad minutę. Wreszcie
wyciągnął papiery, których szukał i nałożył na nos okulary.
 - Szanowne panie... - zaczął patrząc na trzymane w ręku dokumenty. -
Kancelaria prezydenta RP otrzymała wniosek waszego Stowarzyszenia o
wciągnięcie go na listę organizacji pozarządowych i dofinansowanie z
budżetu państwa...
 - Panie szanowny - przerwała mu Wanda. - Nie zwracałyśmy się do
Kancelarii Prezydenta tylko do pani minister do spraw równego statusu
kobiet i mężczyzn...
 - Wniosek trafił do nas - urzędnik spojrzał na nią zza swoich okularów i
wrócił do papierów. - Sprawa trochę długo trwała, bo w dzisiejszych
czasach, kiedy to w naszym kraju obserwujemy zapaść ekonomiczną
spowodowaną rządami poprzedniej ekipy politycznej...
 - Co z wnioskiem? - grzecznie spytała Helena.
 - Wnioskiem...? Ach... - urzędnik przez moment wyglądał na zaskoczonego.
- Szef kancelarii wahał się czy dotować organizację walczącą o większe
wpływy kobiet...
 - Przepraszam bardzo - tym razem przerwała mu sama przewodnicząca. -
Przesłałyśmy również nasz statut. Nie ma w nim ani słowa o zwiększaniu
wpływów kobiet. My walczymy o zrównanie szans przedstawicieli obu płci.
Obecnie to kobiety są w nieporównanie gorszej sytuacji i może to prowadzić
do nadmiernego uproszczenia...
 - Zatem w przypadku, gdyby to mężczyźni byli dyskryminowani
Stowarzyszenie zajęłoby się...? - urzędnik patrzył na przewodniczącą i
nadal lekko się uśmiechał, lecz ten uśmiech nagle wydał jej się kpiący.
 - Oczywiście, że tak. Przyznaję, że trudno jest mi wyobrazić sobie taką
sytuację, lecz gdyby rzeczywiście miała ona miejsce...
 - Świetnie. Znakomicie. To chciałem usłyszeć - sięgnął energicznym ruchem
do swojej aktówki i wyjął kartkę papieru. - Szef Kancelarii Prezydenta RP
podjął decyzję, że Stowarzyszenie będzie dotowane z pieniędzy państwowych
i otrzyma wszelką pomoc w swoich działaniach.
	Przewodnicząca dumnie uniosła głowę i uśmiechnięta spojrzała na
swoje towarzyszki. Patrząc na radość malującą się na ich twarzach
zorientowała się nagle, że urzędnik z kancelarii coś powiedział.
 - Może pan powtórzyć?
 - Powiedziałem, że tak się stanie, ale pod pewnymi warunkami.
 - Co pan sugeruje? - spytała oburzona Lidia.
 - Mam pytanie. Ilu członków liczy sobie Stowa... - chyba sam się
zorientował jak niezręcznego użył sformułowania bo szybko się poprawił: -
Ile osób jest w Stowarzyszeniu?
 - Tysiąc sto pięćdziesiąt osiem - odpowiedziała szybko Wanda.
 - Czy to są same kobiety?
 - Tak. Czy to źle?
 - To bardzo niedobrze - pokiwał głowę. - To czysty szowinizm.
 - Co proszę? - przewodnicząca miała wrażenie, że się przesłyszała.
Urzędnik znów sięgnął do swojej teczki i wyjął ich jakąś książeczkę.
Otworzył ją na zaznaczonej stronie.
 - Pozwolą panie, że zacytuję ich własny statut. Paragraf trzeci, punkt
drugi. "Walczyć o to, aby w każdej firmie, organizacji czy stowarzyszeniu
spośród wszystkich zrzeszonych osób co najmniej jedna trzecia
reprezentowała drugą płeć, a we władzach - przynajmniej czterdzieści
procent". Tak jest napisane w statucie organizacji, która sama składa się
wyłącznie z osób reprezentujących jedną płeć. Panie darują, ale kiedy
prezydent zapyta mnie o wiarygodność to co ja mam mu odpowiedzieć? Że
Stowarzyszenie, które chce walczyć o równość płci w każdej organizacji nie
potrafi zacząć od samego siebie?
 - Ależ... Co pan... Jak... - jąkała się Lidia.
 - Może mamy przyjąć mężczyzn? - spytała kpiąco Helena.
 - A widzi pani jakieś inne wyjście? Przynajmniej jedna trzecia osób
zrzeszonych musi reprezentować drugą płeć. A we władzach przynajmniej
czterdzieści procent.
 - To niemożliwe - zawyrokowała Wanda.
 - Takie sformułowanie stawia skuteczność Stowarzyszenia pod znakiem
zapytania, a tym samym celowość przyznanie dotacji - odparł spokojnie
urzędnik. 
 - Ale niechże pan przez chwilę pomyśli! Mężczyźni w organizacji
feministycznej?
 - Przecież sama pani przewodnicząca obiecała mi tu przed chwilą, że
będzie również zwalczać dyskryminację mężczyzn. 
 - Czy jak... - zaczęła przewodnicząca lekko zachrypniętym głosem,
odkaszlnęła i dalej mówiła już swobodnie. - Czy jak przyjmiemy mężczyzn do
Stowarzyszenia otrzymamy dotację?
	Urzędnik przytaknął ruchem głowy.
 - Ależ jak pan to sobie wyobraża? Mamy brać chętnych z ulicy? Zresztą -
kto by się zgłosił do organizacji feministycznej? - oponowała Lidia.
 - O to niech się panie nie martwią - urzędnik uśmiechnął się jeszcze
szerzej. - Wiceprzewodniczącym zostanie senator B. z SLD. Do władz
Stowarzyszenia wejdą dodatkowo poseł M. również z SLD i poseł J. z Unii
Pracy. Oprócz tego, tak aby było te wymagane minimum, do Stowarzyszenia
przystąpi wielu działaczy PSL, a opozycję będzie reprezentować Samoobrona.
Po uzupełnieniach personalnych zostanie ustanowiona dotacja miesięczna.
Skromna, jakieś cztery tysiące na osobę...
	Przewodnicząca słuchała urzędnika i spoglądała na swoje
współpracowniczki szukając u nich ewentualnego wsparcia. Ale one już tylko
słuchały.
	Decyzja już została podjęta.

pozdrawiam
-- 
Marcin B.    http://brixen.w.interia.pl    brixen@poczta.fm
"And any fool knows, a dog needs a home.
A shelter from pigs on the wing."
Pink Floyd "Pigs On The Wing (Part 2)"
Re: Feministki
#1741
Author: Tumor Mozgowicz
Date: Sat, 25 Jan 2003 17:38
43 lines
2899 bytes
Hi,

Widzę że poziom grupy podnosi się, bo to druga z rzędu ciekawa produkcja.
Pomysł ciekawy i na czasie, bo hulający ostatnio po świecie duch odwetu
wkrótce sprawi, że mężczyźni zejdą do undergroundu. W dość zabawny sposób
ukazujesz również zawiłości kobiecej logiki, która rządzi się swoimi prawami
i nie zbyt wiele wspólnego z arystotelosowką zasadą wyłączenego środka.
Niemniej, należy to przyznać, jest skuteczna: Ba, w niewielkiej przestrzeni
pomiędzy kołdrą a prześcieradłem, pomiędzy nocą i rankiem, nie ma
skuteczniejszej.

Z uwag technicznych,

> Rozległo się pukanie i po chwili otworzyły się drzwi. Do gabinetu
> zajrzała pani Basia.
>  - Pani przewodnicząca... Przyszedł jakiś pan, z kancelarii prezydenta -
> podekscytowana oznajmiła scenicznym szeptem.
>  - Proszę go poprosić tu do nas - rzekła siląc się na spokój. Wstała
> powoli i spojrzała na obecne w jej gabinecie trzy działaczki
> Stowarzyszenia. Zabiegała o to od prawie roku. To miał być jej triumf.

Brak mi tu krótkiego, akapitu opisującego wnętrze. Kilka zdań, żeby poczuć
przestrzeń. Ich nadmiar potrafi zepsuć każdą lekturę; niedomiar sprawia, że
wszystko wydaje się papierowe i nieokreślone.


| Przypomniał sobie gdzie jest i lekkim uśmiechem
| próbował maskować swoje zmieszanie.

Nadużywanie zaimków dzierżawczych, swoje, jego itp. Przecież to oczywiste,
że próbuje zamaskować swoje zamiesznie. Tak brzmiałoby lepiej.

| Przypomniał sobie gdzie jest i lekkim uśmiechem
| próbował zamaskować zmieszanie.

Ostatnią rzeczą jest brak opisu postaci.
> Do gabinetu wszedł powoli niepozorny, szczupły mężczyzna.

To jest jedyny który znalazłem. Trochę tego mało. Mam nadzieję, że w
następnej produkcji będzie ich więcej, czego życzę i pozdrawiam serdecznie,

Tumor Mózgowicz
UWAGA: Aby odpisać mi bezpośrednio usuń pierwsze U z adresu e-mail.
Re: Feministki
#1742
Author: Michal Radomil Wisniewski
Date: Sat, 25 Jan 2003 18:00
19 lines
1786 bytes
Użytkownik "Tumor Mozgowicz" <Utumor@polbox.com> napisał w wiadomości
news:b0ui47$rjb$1@news.tpi.pl...

> Widzę że poziom grupy podnosi się, bo to druga z rzędu ciekawa produkcja.
> Pomysł ciekawy i na czasie, bo hulający ostatnio po świecie duch odwetu
> wkrótce sprawi, że mężczyźni zejdą do undergroundu. W dość zabawny sposób
> ukazujesz również zawiłości kobiecej logiki, która rządzi się swoimi
prawami
> i nie zbyt wiele wspólnego z arystotelosowką zasadą wyłączenego środka.
> Niemniej, należy to przyznać, jest skuteczna: Ba, w niewielkiej
przestrzeni
> pomiędzy kołdrą a prześcieradłem, pomiędzy nocą i rankiem, nie ma
> skuteczniejszej.

Te, a może takie manifesty to wysyłaj na pl.soc.polityka? Albo lepiej -
wcale?

m.
Re: Feministki
#1746
Author: Belbo
Date: Sat, 25 Jan 2003 18:24
8 lines
1304 bytes
Ja to odczytuje raczej jako żart - dość okrutny zresztą. Oto kobieta 
sprawujaca władzę prosi mężczyznę o danie jej na te władzę przyzwolenia i 
dowiaduje się, że owszem, moze sobie cos tam robic, pod warunkiem że rządził 
będzie mężczyzna. Tumor nie dostrzegasz tego? Świat rzadzony jest przez 
mężczyzn, i niestety - wcale mu to dobre nie wychodzi:(((

-- 
Wysłano z serwisu Usenet w portalu Gazeta.pl -> http://www.gazeta.pl/usenet/
Re: Feministki
#1747
Author: Tumor Mozgowicz
Date: Sat, 25 Jan 2003 20:42
36 lines
2742 bytes
Hi,

Czytając to opowiadanie natychmiast pomyślałem o projekcie ustawy w RP
gwarantującej kobietom minimalny udział w sejmie. Niewiasty (chyba posłanki
SLD) argumentowały to równouprawniemiem, a przecież to był absurd, bo mówił,
że kobiety są niepełnosprawne i muszą być traktowane na odmiennych prawach.
Jak obywatele specjalnej troski, albo gorsza część społeczeństawa. Nie wiem
czy ta ustawa weszła w życie. Mam nadzieję, że nie.

> Ja to odczytuje raczej jako żart - dość okrutny zresztą.
> Oto kobieta  sprawujaca władzę prosi mężczyznę o danie
> jej na te władzę przyzwolenia i  dowiaduje się, że owszem,
> moze sobie cos tam robic, pod warunkiem że rządził
> będzie mężczyzna.

Nie. Moim zdaniem dowiaduje się po prostu o konsekwencji równouprawnienia,
które są dla niej nie do przyjęcia. W tej chwili na świecie panuje coś w
rodzaju krucjaty przeciwko mężczyznom. Nie wiem, może właśnie wygłosiłem
kolejny manifest, ale oglądając seriale i reklamy, które są niejako
forklorem kultury masowej, nieustannie widzę wątek odwetowy. Może jestem po
prostu przewrażliwiony.

>Świat rzadzony jest przez
> mężczyzn, i niestety - wcale mu to dobre nie wychodzi:(((

Zgadzam się z tym, że w dalszym ciągu świat jest rządzony przez mężczyzn i z
tym, że mógłby być rządzony lepiej. Nie uważam, żeby to było ani dobrze, ani
źle. Tak po prostu jest, bo tak chcą wyborcy. Kobiety nie mają dziś żadnych
ograniczeń, aby sięgać po władzę. Tak mi się przynajmniej wydaje.

--
Pozdrawiam serdecznie,
Tumor Mózgowicz.
~~~~
"Ze wszystkich rzeczy, które utraciłem, najbardziej odczuwam brak rozumu."
UWAGA: Aby odpisać mi bezpośrednio usuń pierwsze U z adresu e-mail.
Re: Feministki
#1743
Author: Tumor Mozgowicz
Date: Sat, 25 Jan 2003 20:43
29 lines
2200 bytes
Hi,

> > Widzę że poziom grupy podnosi się, bo to druga z rzędu ciekawa
produkcja.
> > Pomysł ciekawy i na czasie, bo hulający ostatnio po świecie duch odwetu
> > wkrótce sprawi, że mężczyźni zejdą do undergroundu. W dość zabawny
sposób
> > ukazujesz również zawiłości kobiecej logiki, która rządzi się swoimi
> prawami
> > i nie zbyt wiele wspólnego z arystotelosowką zasadą wyłączenego środka.
> > Niemniej, należy to przyznać, jest skuteczna: Ba, w niewielkiej
> przestrzeni
> > pomiędzy kołdrą a prześcieradłem, pomiędzy nocą i rankiem, nie ma
> > skuteczniejszej.
>
> Te, a może takie manifesty to wysyłaj na pl.soc.polityka? Albo lepiej -
> wcale?

Te! A kurde chodzi ci o ducha odwetu, underground, kobiecą logikę, zasadę
wyłączonego środka czy może przestrzeń pomiędzy kołdrą, a prześcieradłem?

Nie żebym się obraził no to "te", tylko nie wiem co rozumiesz przez
manifest. Dla mnie to słowo jest dość dobrze określone. Nie wiedzę go tu.

pozdrawiam,
TM.
~~~~
"Ze wszystkich rzeczy, które utraciłem, najbardziej odczuwam brak rozumu."
UWAGA: Aby odpisać mi bezpośrednio usuń pierwsze U z adresu e-mail.
Re: Feministki
#1744
Author: Michal Radomil Wisniewski
Date: Sat, 25 Jan 2003 21:02
11 lines
1437 bytes
Użytkownik "Tumor Mozgowicz" <Utumor@polbox.com> napisał w wiadomości
news:b0usvc$nen$2@news.tpi.pl...

> Te! A kurde chodzi ci o ducha odwetu, underground, kobiecą logikę, zasadę
> wyłączonego środka czy może przestrzeń pomiędzy kołdrą, a prześcieradłem?

O wszystko zusammen. Sio z czymś takimś gdzie indziej.

m.
"Przyszedł mi do głowy/promień fioletowy"
Re: Feministki
#1750
Author: bogdan.p
Date: Sun, 26 Jan 2003 22:30
147 lines
9219 bytes
Aj, skopsales koniec.
Feministki powinny byc oczywiscie mezate, a ich mezowie pantoflaze - 
po propozycji przedstawiciela rzadu, feministki powinny sie naradzic 
za zamknietymi drzwiami i dojsc do wniosku, ze beda w stanie wypelnic 
rzadania oczywiscie (hihoczac sie powinny to stwierdzic).
tzn. wymyslily sobie, ze ich mezowie/pantoflarze wstapia do 
organizacji.

zakonczenie: 
"decyzja moze byc podjeta tylko po zebraniu zwiazku, ale nie widze 
wiekszch problemow" - powiedziala przewodniczaca usmiechajac sie 
przyjaznie, a moze nawet...

Aprpos wielokropka - za duzo go w opowiadaniu. Niektore zdania 
powinies dokonczyc, wg mnie.

Triumf albo porazka - nie nie - "To mial byc jej triumf!"
Jest w tekscie kilka miejsc - takich sobie, mozna by troche 
wygladzic. Ale w ogole to bardzo ciekawa idea i calkiem niezle 
wykonanie wg mnie.

Niepotrzebna polityka w tekscie - wiecej nawet - psujesz nia 
ciekawe opowiadanie, ktore bez takich szczegolow jak nazwy partii, 
ma prawo jeszcze dlugo dlugo nie stracic aktualnosci.

To juz druga ciekawa opowiastka. Ciesze sie juz na nastepne :)

Pozdrawiam serdecznie

bogdan.p


"Marcin B. Brixen" wrote:
> 
>         Rozległo się pukanie i po chwili otworzyły się drzwi. Do gabinetu
> zajrzała pani Basia.
>  - Pani przewodnicząca... Przyszedł jakiś pan, z kancelarii prezydenta -
> podekscytowana oznajmiła scenicznym szeptem.
>  - Proszę go poprosić tu do nas - rzekła siląc się na spokój. Wstała
> powoli i spojrzała na obecne w jej gabinecie trzy działaczki
> Stowarzyszenia. Zabiegała o to od prawie roku. To miał być jej triumf.
> Albo porażka.
>         Do gabinetu wszedł powoli niepozorny, szczupły mężczyzna. Skłonił
> się lekko, stuknął aktówką o krzesło powodując głośny odgłos, który ze
> zwielokrotnioną siła odbił się od nagich ścian niewielkiego pomieszczenia.
> Otworzył usta, zapewne chciał o coś spytać, ale go ubiegła.
>  - Jestem przewodniczącą Stowarzyszenia... - podeszła do niego i podała mu
> dłoń. Przełożył aktówkę do lewej ręki, odwzajemnił powitalny uścisk i
> zaczął podnosić jej dłoń ku górze, chcąc zapewne złożyć na niej
> symboliczny pocałunek. Delikatne, lecz mocne szarpnięcie uniemożliwiło mu
> to. Przypomniał sobie gdzie jest i lekkim uśmiechem próbował maskować
> swoje zmieszanie.
>         Przewodnicząca przedstawiła mu swoje współpracowniczki i wskazała
> miejsce za stołem. Kiwnął lekko głową i usiadł naprzeciw niej. Postawił
> teczkę na stole, otworzył ją i grzebał w niej ponad minutę. Wreszcie
> wyciągnął papiery, których szukał i nałożył na nos okulary.
>  - Szanowne panie... - zaczął patrząc na trzymane w ręku dokumenty. -
> Kancelaria prezydenta RP otrzymała wniosek waszego Stowarzyszenia o
> wciągnięcie go na listę organizacji pozarządowych i dofinansowanie z
> budżetu państwa...
>  - Panie szanowny - przerwała mu Wanda. - Nie zwracałyśmy się do
> Kancelarii Prezydenta tylko do pani minister do spraw równego statusu
> kobiet i mężczyzn...
>  - Wniosek trafił do nas - urzędnik spojrzał na nią zza swoich okularów i
> wrócił do papierów. - Sprawa trochę długo trwała, bo w dzisiejszych
> czasach, kiedy to w naszym kraju obserwujemy zapaść ekonomiczną
> spowodowaną rządami poprzedniej ekipy politycznej...
>  - Co z wnioskiem? - grzecznie spytała Helena.
>  - Wnioskiem...? Ach... - urzędnik przez moment wyglądał na zaskoczonego.
> - Szef kancelarii wahał się czy dotować organizację walczącą o większe
> wpływy kobiet...
>  - Przepraszam bardzo - tym razem przerwała mu sama przewodnicząca. -
> Przesłałyśmy również nasz statut. Nie ma w nim ani słowa o zwiększaniu
> wpływów kobiet. My walczymy o zrównanie szans przedstawicieli obu płci.
> Obecnie to kobiety są w nieporównanie gorszej sytuacji i może to prowadzić
> do nadmiernego uproszczenia...
>  - Zatem w przypadku, gdyby to mężczyźni byli dyskryminowani
> Stowarzyszenie zajęłoby się...? - urzędnik patrzył na przewodniczącą i
> nadal lekko się uśmiechał, lecz ten uśmiech nagle wydał jej się kpiący.
>  - Oczywiście, że tak. Przyznaję, że trudno jest mi wyobrazić sobie taką
> sytuację, lecz gdyby rzeczywiście miała ona miejsce...
>  - Świetnie. Znakomicie. To chciałem usłyszeć - sięgnął energicznym ruchem
> do swojej aktówki i wyjął kartkę papieru. - Szef Kancelarii Prezydenta RP
> podjął decyzję, że Stowarzyszenie będzie dotowane z pieniędzy państwowych
> i otrzyma wszelką pomoc w swoich działaniach.
>         Przewodnicząca dumnie uniosła głowę i uśmiechnięta spojrzała na
> swoje towarzyszki. Patrząc na radość malującą się na ich twarzach
> zorientowała się nagle, że urzędnik z kancelarii coś powiedział.
>  - Może pan powtórzyć?
>  - Powiedziałem, że tak się stanie, ale pod pewnymi warunkami.
>  - Co pan sugeruje? - spytała oburzona Lidia.
>  - Mam pytanie. Ilu członków liczy sobie Stowa... - chyba sam się
> zorientował jak niezręcznego użył sformułowania bo szybko się poprawił: -
> Ile osób jest w Stowarzyszeniu?
>  - Tysiąc sto pięćdziesiąt osiem - odpowiedziała szybko Wanda.
>  - Czy to są same kobiety?
>  - Tak. Czy to źle?
>  - To bardzo niedobrze - pokiwał głowę. - To czysty szowinizm.
>  - Co proszę? - przewodnicząca miała wrażenie, że się przesłyszała.
> Urzędnik znów sięgnął do swojej teczki i wyjął ich jakąś książeczkę.
> Otworzył ją na zaznaczonej stronie.
>  - Pozwolą panie, że zacytuję ich własny statut. Paragraf trzeci, punkt
> drugi. "Walczyć o to, aby w każdej firmie, organizacji czy stowarzyszeniu
> spośród wszystkich zrzeszonych osób co najmniej jedna trzecia
> reprezentowała drugą płeć, a we władzach - przynajmniej czterdzieści
> procent". Tak jest napisane w statucie organizacji, która sama składa się
> wyłącznie z osób reprezentujących jedną płeć. Panie darują, ale kiedy
> prezydent zapyta mnie o wiarygodność to co ja mam mu odpowiedzieć? Że
> Stowarzyszenie, które chce walczyć o równość płci w każdej organizacji nie
> potrafi zacząć od samego siebie?
>  - Ależ... Co pan... Jak... - jąkała się Lidia.
>  - Może mamy przyjąć mężczyzn? - spytała kpiąco Helena.
>  - A widzi pani jakieś inne wyjście? Przynajmniej jedna trzecia osób
> zrzeszonych musi reprezentować drugą płeć. A we władzach przynajmniej
> czterdzieści procent.
>  - To niemożliwe - zawyrokowała Wanda.
>  - Takie sformułowanie stawia skuteczność Stowarzyszenia pod znakiem
> zapytania, a tym samym celowość przyznanie dotacji - odparł spokojnie
> urzędnik.
>  - Ale niechże pan przez chwilę pomyśli! Mężczyźni w organizacji
> feministycznej?
>  - Przecież sama pani przewodnicząca obiecała mi tu przed chwilą, że
> będzie również zwalczać dyskryminację mężczyzn.
>  - Czy jak... - zaczęła przewodnicząca lekko zachrypniętym głosem,
> odkaszlnęła i dalej mówiła już swobodnie. - Czy jak przyjmiemy mężczyzn do
> Stowarzyszenia otrzymamy dotację?
>         Urzędnik przytaknął ruchem głowy.
>  - Ależ jak pan to sobie wyobraża? Mamy brać chętnych z ulicy? Zresztą -
> kto by się zgłosił do organizacji feministycznej? - oponowała Lidia.
>  - O to niech się panie nie martwią - urzędnik uśmiechnął się jeszcze
> szerzej. - Wiceprzewodniczącym zostanie senator B. z SLD. Do władz
> Stowarzyszenia wejdą dodatkowo poseł M. również z SLD i poseł J. z Unii
> Pracy. Oprócz tego, tak aby było te wymagane minimum, do Stowarzyszenia
> przystąpi wielu działaczy PSL, a opozycję będzie reprezentować Samoobrona.
> Po uzupełnieniach personalnych zostanie ustanowiona dotacja miesięczna.
> Skromna, jakieś cztery tysiące na osobę...
>         Przewodnicząca słuchała urzędnika i spoglądała na swoje
> współpracowniczki szukając u nich ewentualnego wsparcia. Ale one już tylko
> słuchały.
>         Decyzja już została podjęta.
> 
> pozdrawiam
> --
> Marcin B.    http://brixen.w.interia.pl    brixen@poczta.fm
> "And any fool knows, a dog needs a home.
> A shelter from pigs on the wing."
> Pink Floyd "Pigs On The Wing (Part 2)"
Re: Feministki
#1748
Author: Garbaty Anioł
Date: Mon, 27 Jan 2003 10:02
24 lines
2111 bytes
Użytkownik Belbo <mamadia@NOSPAM.gazeta.pl> w wiadomości do grup
dyskusyjnych napisał:b0uko4$ivm$1@news.gazeta.pl...
> Ja to odczytuje raczej jako żart - dość okrutny zresztą. Oto kobieta
> sprawujaca władzę prosi mężczyznę o danie jej na te władzę przyzwolenia i
> dowiaduje się, że owszem, moze sobie cos tam robic, pod warunkiem że
rządził
> będzie mężczyzna.

Żart i owszem. Ja tu raczej widzę doskonałe spojrzenie i coś czego nikt nie
zauważa. Ja się zresztą zawsze zżymałem o to, że jak facet klepnie
dziewczynę w tyłek to jest cham i prostak (nawet swoją własną - ona się taka
uprzedniotowiona czuje;) ), a jak ona jego klepnie - to takie przyjemne
przecież.
Bardzo dobre.

>Tumor nie dostrzegasz tego? Świat rzadzony jest przez
> mężczyzn, i niestety - wcale mu to dobre nie wychodzi:(((

Zapomniałeś o Żydach, masonach i cyklistach. Oczywiście męskiego rodzaju -
koniecznie;)

Pozdrawiam
GA
Re: Feministki
#1745
Author: Marcin B. Brixen
Date: Mon, 27 Jan 2003 21:34
30 lines
2055 bytes
On Sat, 25 Jan 2003 18:38:49 +0100, "Tumor Mozgowicz" <Utumor@polbox.com>
wrote:

>Brak mi tu krótkiego, akapitu opisującego wnętrze. Kilka zdań, żeby poczuć
>przestrzeń. Ich nadmiar potrafi zepsuć każdą lekturę; niedomiar sprawia, że
>wszystko wydaje się papierowe i nieokreślone.

	Nie chciałem, żeby opowiadanie było zbyt długie, ale rzeczywiście
- opisu tam właściwie nie było.

>Nadużywanie zaimków dzierżawczych, swoje, jego itp. Przecież to oczywiste,
>że próbuje zamaskować swoje zamiesznie. Tak brzmiałoby lepiej.

	Zawsze mam obwy, czy czytający nie pogubi się kto komu co podał,
itp... 

>Ostatnią rzeczą jest brak opisu postaci.
>> Do gabinetu wszedł powoli niepozorny, szczupły mężczyzna.
>
>To jest jedyny który znalazłem. Trochę tego mało. Mam nadzieję, że w
>następnej produkcji będzie ich więcej, czego życzę i pozdrawiam serdecznie,

	Dzięki za uwagi.

pozdrawiam
-- 
Marcin B.    http://brixen.w.interia.pl    brixen@poczta.fm
"And any fool knows, a dog needs a home.
A shelter from pigs on the wing."
Pink Floyd "Pigs On The Wing (Part 2)"
Re: Feministki
#1749
Author: Marcin B. Brixen
Date: Mon, 27 Jan 2003 21:34
18 lines
1764 bytes
On Sat, 25 Jan 2003 18:24:04 +0000 (UTC), "Belbo"
<mamadia@NOSPAM.gazeta.pl> wrote:

>Ja to odczytuje raczej jako żart - dość okrutny zresztą. Oto kobieta 
>sprawujaca władzę prosi mężczyznę o danie jej na te władzę przyzwolenia i 
>dowiaduje się, że owszem, moze sobie cos tam robic, pod warunkiem że rządził 
>będzie mężczyzna. Tumor nie dostrzegasz tego? Świat rzadzony jest przez 
>mężczyzn, i niestety - wcale mu to dobre nie wychodzi:(((

	Chodziło mi o coś zupełnie innego. No, ale tak też można odczytać
mój tekst. Ty tak na serio??? 

pozdrawiam
-- 
Marcin B.    http://brixen.w.interia.pl    brixen@poczta.fm
"And any fool knows, a dog needs a home.
A shelter from pigs on the wing."
Pink Floyd "Pigs On The Wing (Part 2)"
Re: Feministki
#1751
Author: Marcin B. Brixen
Date: Mon, 27 Jan 2003 21:34
30 lines
2201 bytes
On Sun, 26 Jan 2003 23:30:53 +0100, "bogdan.p" <bezadresu@bez.pl> wrote:

>Aj, skopsales koniec.
>Feministki powinny byc oczywiscie mezate, a ich mezowie pantoflaze - 
>po propozycji przedstawiciela rzadu, feministki powinny sie naradzic 
>za zamknietymi drzwiami i dojsc do wniosku, ze beda w stanie wypelnic 
>rzadania oczywiscie (hihoczac sie powinny to stwierdzic).
>tzn. wymyslily sobie, ze ich mezowie/pantoflarze wstapia do 
>organizacji.

	Nie wiem, czy feministki mają mężów, więc wolałem nie brnąć w tym
kierunku 8-)). 

>Niepotrzebna polityka w tekscie - wiecej nawet - psujesz nia 
>ciekawe opowiadanie, ktore bez takich szczegolow jak nazwy partii, 
>ma prawo jeszcze dlugo dlugo nie stracic aktualnosci.

	Z pewnymi oporami sięgnąłem do konkretnych nazw. Myślałem o tym,
żeby użyć sformułowań "nasza partia" czy "koalicjant", ale politycy
chętniej posługują się konkretnymi nazwami. Tak więc ten sposób jest moim
zdaniem bliższy rzeczywistości.
	Swoją drogą nikt chyba nie podjął tematu czy opisane wydarzenia są
realne. 

pozdrawiam
-- 
Marcin B.    http://brixen.w.interia.pl    brixen@poczta.fm
"And any fool knows, a dog needs a home.
A shelter from pigs on the wing."
Pink Floyd "Pigs On The Wing (Part 2)"
Thread Navigation

This is a paginated view of messages in the thread with full content displayed inline.

Messages are displayed in chronological order, with the original post highlighted in green.

Use pagination controls to navigate through all messages in large threads.

Back to All Threads