Thread View: alt.pl.milosc
16 messages
16 total messages
Started by StWolf
Tue, 21 Nov 2006 00:14
roznica wieku
Author: StWolf
Date: Tue, 21 Nov 2006 00:14
Date: Tue, 21 Nov 2006 00:14
16 lines
1761 bytes
1761 bytes
Witam wszystkich! Jestem ciekaw co myslicie o zwiazkach, w ktorych kobieta jest starsza od mezczyzny? (ja 26 ona 36). Najbardziej zalezy mi na osobach znajacych je z autopsji ;)... Zaznaczam - nie chodzi o romans, lecz o wspolne zycie. Pokrótce: poznalem wspaniala kobiete, swietnie sie rozumiemy, ale malo znamy sie "na codzien", zapragnelismy zamieszkac razem zeby zobaczyc jak sie nam ulozy. Ale okazalo sie jednak, ze roznica wieku jest wieksza niz przypuszczalem - cale 10 lat... ehh Traktowalismy sie zawsze na rowni - jesli chodzi o troske i czulosci ;) to znaczy oboje rownie bardzo bardzo :D Aha i jestem samodzielny i mieszkam sam. Mam straszne watpliwosci... Decyzje raczej podjalem ale prosze o wasze historie ;) moze mi pomoga cos wiecej zrozumiec. Pzdr
Re: roznica wieku
Author: Green
Date: Tue, 21 Nov 2006 00:58
Date: Tue, 21 Nov 2006 00:58
17 lines
1471 bytes
1471 bytes
> Jestem ciekaw co myslicie o zwiazkach, w ktorych > kobieta jest starsza od mezczyzny? (ja 26 ona 36). Każdy związek może być udany, nie ma znaczenia różnica wieku itp. > Zaznaczam - nie chodzi o romans, lecz o wspolne zycie. Tym lepiej wróże Waszej wspólnej przyszłości :) Ale okazalo sie jednak, > ze roznica wieku jest wieksza niz przypuszczalem > - cale 10 lat... Wcześniej nie wiedziałeś ile ona ma lat?? -- Pozdr. Green
Re: roznica wieku
Author: StWolf
Date: Tue, 21 Nov 2006 01:17
Date: Tue, 21 Nov 2006 01:17
11 lines
1455 bytes
1455 bytes
> Ale okazalo sie jednak, > > ze roznica wieku jest wieksza niz przypuszczalem > > - cale 10 lat... > > Wcześniej nie wiedziałeś ile ona ma lat?? > > -- > Pozdr. Green Wiedzialem ze ma wiecej, ale wcześniej delikatnie mowiac mijala sie z prawda
Re: roznica wieku
Author: StWolf
Date: Tue, 21 Nov 2006 01:30
Date: Tue, 21 Nov 2006 01:30
9 lines
1385 bytes
1385 bytes
> uciekaj. > > z autopsji, z obserwacji. > n6 Ok, tylko ze te dwa tylko slowa - jakos nie przekonuja mnie do pierwszego. Prosze o konkretne wypowiedzi, ale nie az tak ;)
Re: roznica wieku
Author: Green
Date: Tue, 21 Nov 2006 01:35
Date: Tue, 21 Nov 2006 01:35
10 lines
1427 bytes
1427 bytes
StWolf wrote: > Wiedzialem ze ma wiecej, ale wcześniej delikatnie mowiac mijala sie z > prawda Jeszcze nie jesteście na dobre razem, a ona w tak podstawowej sprawie Cię okłamuje? Chyba jednak warto pomyśleć o przeciwnościach i dobrze się zastanowić. -- Pozdr. Green
Re: roznica wieku
Author: nnnnnnn6
Date: Tue, 21 Nov 2006 04:20
Date: Tue, 21 Nov 2006 04:20
12 lines
1721 bytes
1721 bytes
"StWolf" <stepenwolf@o2.pl> wrote in message news:1164068058.729055.169310@m73g2000cwd.googlegroups.com... >Witam wszystkich! >Jestem ciekaw co myslicie o zwiazkach, w ktorych >kobieta jest starsza od mezczyzny? (ja 26 ona 36). Najbardziej >zalezy mi na osobach znajacych je z autopsji ;)... >Zaznaczam - nie chodzi o romans, lecz o wspolne zycie. uciekaj. z autopsji, z obserwacji. n6
Re: roznica wieku
Author: michal
Date: Tue, 21 Nov 2006 16:07
Date: Tue, 21 Nov 2006 16:07
24 lines
1770 bytes
1770 bytes
StWolf wrote: > Witam wszystkich! > Jestem ciekaw co myslicie o zwiazkach, w ktorych > kobieta jest starsza od mezczyzny? (ja 26 ona 36). Najbardziej > zalezy mi na osobach znajacych je z autopsji ;)... > Zaznaczam - nie chodzi o romans, lecz o wspolne zycie. > Pokrótce: poznalem wspaniala kobiete, swietnie sie rozumiemy, > ale malo znamy sie "na codzien", zapragnelismy zamieszkac > razem zeby zobaczyc jak sie nam ulozy. Ale okazalo sie jednak, > ze roznica wieku jest wieksza niz przypuszczalem > - cale 10 lat... ehh Traktowalismy sie zawsze na rowni - jesli > chodzi o troske i czulosci ;) to znaczy oboje rownie bardzo bardzo > :D > Aha i jestem samodzielny i mieszkam sam. > Mam straszne watpliwosci... Decyzje raczej podjalem ale prosze o > wasze historie ;) moze mi pomoga cos wiecej zrozumiec. Pozbądź się wątpliwości! Nie uciekaj! Przeżyj to! Potem Ciebie bedą pytać, jak to jest i będziesz mógł im pomóc. Bądź facet i nie mazgaj się! :) pozdrawiam michał
Re: roznica wieku
Author: nnnnnnn6
Date: Thu, 23 Nov 2006 04:32
Date: Thu, 23 Nov 2006 04:32
36 lines
2840 bytes
2840 bytes
"StWolf" <stepenwolf@o2.pl> wrote in message news:1164072607.821193.70270@m73g2000cwd.googlegroups.com... > >> uciekaj. >> >> z autopsji, z obserwacji. >> n6 > > Ok, tylko ze te dwa tylko slowa - jakos nie przekonuja mnie do > pierwszego. > Prosze o konkretne wypowiedzi, ale nie az tak ;) 1. Z autopsji. Panuje opinia, ze ludzi zblizaja roznice. Od razu pisze - BZDURA. Roznica wieku wytwarza odmiennosc na zbyt wielu plaszczyznach zycia. Na poczatku tych odmiennosci jeszcze sie nie dostrzega, poniewaz nie minelo wystarczajaco duzo czasu aby je zauwazyc (u siebie czy partnera/ki). Na poczatku to uczysz sie samego zycia w zwiazku - roznic miedzy kobieta a mezczyzna. Pozniej dostrzegsz odmiennosci "wiekowe" ale je ignorujesz. Nastepnie zabawne przestaje byc ich ignorowanie, wiec starasz sie je niwelowac u siebie i co gorsze u partnera/partnerki. Dalej to juz sie tylko zatracasz w ciaglej walce o zmiane osobowosci partnera/ki co w koncu prowadzi do refleksji - "popelnilem/lam blad", i do nastepnej iz - "nastepnym razem wybieram kogos blizszego do mnie". TY nawet z nia nie mieszkasz. RADA. Pomieszkaj z nia rok, dwa, nauczysz sie od niej czego masz sie nauczyc, ... i bedziesz wiedzial co robic, i NAJWAZNIEJSZE ciagle bedziesz przed 30stka. 2. Z obserwacji. Ona 22, On 37. Roznice wynikajace z ROZNICY WIEKU kieruja ich w przeciwnch kierunkach, od dluzszego juz czasu tak sie oddalaja. Przewiduje rychly upadek. n6
Re: roznica wieku
Author: michal
Date: Fri, 24 Nov 2006 13:18
Date: Fri, 24 Nov 2006 13:18
64 lines
3691 bytes
3691 bytes
nnnnnnn6 wrote: >> Ok, tylko ze te dwa tylko slowa - jakos nie przekonuja mnie do >> pierwszego. >> Prosze o konkretne wypowiedzi, ale nie az tak ;) > 1. Z autopsji. > Panuje opinia, ze ludzi zblizaja roznice. Od razu pisze - BZDURA. Może nie dostrzegasz tego mechanizmu, który sprawia, że jeśli komuś bardzo zależy na kimś, to w sposób odkrywczy i twórczy zbliża się do tej osoby i zaczyna rozumieć jej świat. Więc nazywanie bzdurą owuższej opinii jest "semantycznym" (conajmniej) nadużyciem. :)) > Roznica wieku wytwarza odmiennosc na zbyt wielu plaszczyznach zycia. Zbyt wielu dla osób, które nie widzą celu w zbliżeniu. Wtedy zgoda. > Na poczatku tych odmiennosci jeszcze sie nie dostrzega, poniewaz nie > minelo wystarczajaco duzo czasu aby je zauwazyc (u siebie czy > partnera/ki). Kluczową sprawą jest tu motywacja, bo mozliwość istnieje, a ilość czasu, jaka będzie potrzebna do uzyskania efektów, zależy od zbyt wielu czynników, żeby uogólniać ot tak sobie. :) Na poczatku to uczysz sie samego zycia w zwiazku - > roznic miedzy kobieta a mezczyzna. Pozniej dostrzegsz odmiennosci > "wiekowe" ale je ignorujesz. Nastepnie zabawne przestaje byc ich > ignorowanie, wiec starasz sie je niwelowac u siebie i co gorsze u > partnera/partnerki. Dalej to juz sie tylko zatracasz w ciaglej walce > o zmiane osobowosci partnera/ki co w koncu prowadzi do refleksji - > "popelnilem/lam blad", i do nastepnej iz - "nastepnym razem wybieram > kogos blizszego do mnie". Rozumiem, że wysnułeś ten schemat statyczny na podstawie przebiegu zdarzeń z Twojego życia. A on jest powielaniem pewnego mało konstryktywnego sposobu myślenia, który oparty jest na szukaniu zewnętrznej (poza sobą) przyczyny niepowodzeń. W tym wypadku musisz dojść do wniosku, ze dobór był zły. Tymczasem nie próbując dokonywać zmian w sobie na rzecz lepszej relacji z osobą, na której Ci zależy, nigdy nie będziesz wiedzieć, co straciłeś. Pewnie, że następnym razem możesz trafić lepiej, ale jeśli nie wypracujesz u siebie zmiany sposobu myślenia, powielisz następnym razem ten sam schemat. Bo różnice między partnerami, o których mówimy, jakieś będą zawsze. :) > TY nawet z nia nie mieszkasz. > RADA. Pomieszkaj z nia rok, dwa, nauczysz sie od niej czego masz sie > nauczyc, ... i bedziesz wiedzial co robic, i NAJWAZNIEJSZE ciagle > bedziesz przed 30stka. Tak jest. Trzeba się z tym zmierzyć. To najzdrowsze rozwiązanie.:) > 2. Z obserwacji. > Ona 22, On 37. Roznice wynikajace z ROZNICY WIEKU kieruja ich w > przeciwnch kierunkach, od dluzszego juz czasu tak sie oddalaja. > Przewiduje rychly upadek. A cóż to za obserwacja! <LOL> pozdrawiam michał
Re: roznica wieku
Author: michal
Date: Sat, 25 Nov 2006 00:14
Date: Sat, 25 Nov 2006 00:14
165 lines
7972 bytes
7972 bytes
nnnnnnn6 wrote: > "michal" <6michal9@gazeta.pl> wrote in message > news:4566e1f6$0$17968$f69f905@mamut2.aster.pl... >>> 1. Z autopsji. >>> Panuje opinia, ze ludzi zblizaja roznice. Od razu pisze - BZDURA. >> >> Może nie dostrzegasz tego mechanizmu, który sprawia, że jeśli komuś >> bardzo zależy na kimś, to w sposób odkrywczy i twórczy zbliża się >> do >> tej osoby i zaczyna rozumieć jej świat. Więc nazywanie bzdurą >> owuższej opinii jest "semantycznym" (conajmniej) nadużyciem. :)) > > Moim zamiarem bylo uogolnienie, dlatego komentarz oparty jest na > prawidlowosci, ktora zauwazam w *wiekszosci* obserwowanych przeze > mnie > przypadkow. Jeżeli nawet większość ludzi nie radzi sobie z rożnicami, jakie ich dzielą na codzień, to nie znaczy, że zbliżanie ludzi poprzez różnice jest bzdurą. Przystałbym ostatecznie na to, że jest rzadkością; z podkreśleniem, że rzadkością pożądaną. >>> Roznica wieku wytwarza odmiennosc na zbyt wielu plaszczyznach >>> zycia. >> >> Zbyt wielu dla osób, które nie widzą celu w zbliżeniu. Wtedy zgoda. > > Oczywiscie. > >>> Na poczatku tych odmiennosci jeszcze sie nie dostrzega, poniewaz >>> nie >>> minelo wystarczajaco duzo czasu aby je zauwazyc (u siebie czy >>> partnera/ki). >> >> Kluczową sprawą jest tu motywacja, bo mozliwość istnieje, a ilość >> czasu, jaka będzie potrzebna do uzyskania efektów, zależy od zbyt >> wielu czynników, żeby uogólniać ot tak sobie. :) > > Racja. > Na tym etapie motywacja pozostaje w cieniu *zauroczenia* (w cieniu > niezaspokojonych/nieodkrytych potrzeb). Z tego powodu mozna zabrnac > w > slepy zaulek. Dlatego wlasnie wiele mlodych (bez wystarczajacego > doswiadczenia) osob przezywa swoje pierwsze rozterki milosne. Jednak bez takich doświadczeń nie można zabrnąć nigdzie. Te rozterki czegoś uczą. Uodparniają i pozwalają niwelować błędy w przyszłści. Naprawdę nauka pływania najlepiej wychodzi na głebokiej wodzie, nie w wannie. Nie da się w szkole przećwiczyć przyszłych relacji małżeńskich. :) >>> Na poczatku to uczysz sie samego zycia w zwiazku - >>> roznic miedzy kobieta a mezczyzna. Pozniej dostrzegsz odmiennosci >>> "wiekowe" ale je ignorujesz. Nastepnie zabawne przestaje byc ich >>> ignorowanie, wiec starasz sie je niwelowac u siebie i co gorsze u >>> partnera/partnerki. Dalej to juz sie tylko zatracasz w ciaglej >>> walce >>> o zmiane osobowosci partnera/ki co w koncu prowadzi do refleksji - >>> "popelnilem/lam blad", i do nastepnej iz - "nastepnym razem >>> wybieram >>> kogos blizszego do mnie". >> >> Rozumiem, że wysnułeś ten schemat statyczny na podstawie przebiegu >> zdarzeń z Twojego życia. > > Zapytaj sam siebie co jestes w stanie zweryfikowac i jakie to ma dla > Ciebie znaczenie? Jesli przyznam, ok - prawda, to zdazenia z mojego > zycia, to co CI to da? To wtedy będę Cię podejrzewał, że projektujesz swoje zachowania na wszystkie lub wiekszość przypadków w zsięgu Twoich rozważań. Wolę rozpatrywać relacje między ludźmi jako coś dynamicznego i zmiennego. Dlatego rażą mnie schematy wyglądające na nieuchronnie działające mechanizmy. > ... Czy moze czujesz po prostu potrzebe polechtania swojego ego co > da > CI wrazenie przewagi intelektualnej? A tego, to nigdy nie za wiele. :)) Lubie być połechtany. Czymkolwiek. ;D >> A on jest powielaniem pewnego mało konstryktywnego sposobu >> myślenia, >> który oparty jest na szukaniu zewnętrznej (poza sobą) przyczyny >> niepowodzeń. > > Wykluczasz calkowicie taka mozliwosc? Odczytac ludzka motywacje jest > wielka sztuka, moze juz dlatego myslisz ze latwiej jest zmienic > samego siebie? Jesli dobrze się nad tym zastanowić, to zmienianie kogoś (czy raczej usiłowanie) jest niemal zawsze podyktowane złymi intencjami. Natomiast wszelkie ingerencje w siebie za pomocą samokontroli we wdrażaniu i przestrzeganiu zasad opartych na fundamentalnych zasadach będzie zawsze konstruktywne. I poniekąd będzie miało kolosalny wpływ na osoby towarzyszące. Za pomocą przykładu możemy wpływać na innych o wiele intensywniej niż młotkiem i w dodatku bez złych intencji. >> W tym wypadku musisz dojść do wniosku, ze dobór był zły. Tymczasem >> nie próbując dokonywać zmian w sobie na rzecz lepszej relacji z >> osobą, na której Ci zależy, nigdy nie będziesz wiedzieć, co >> straciłeś. > > Bingo. > Ludzka tolerancja na podjecie tego ryzyka jest zroznicowana. Znam > takich co poddaja sie po kilku tygodniach, i takich ktorzy tkwia po > kilka lat starajac sie "dokonywać zmian w sobie na rzecz lepszej > relacji z osobą, na której" im zależy. Obydwie grupy ludzi koncza > podobnie, bo w obydwu grupach sa osoby ciagle poszukujace i te co > juz > znalazly. Nie bardzo rozumiem, co może tutaj oznaczać "ludzka tolerancja". Wprowadzasz sztywne ograniczenia? Człowiek może tylko dotąd w zróżnicowanu i dalej już nie? Nie sprzeczajmy się o to, kto jakie relacje spotykał w życiu. Obserwacja nie poparta wiarygodnymi badaniami naukowymi nie przemawia do mnie. Dla mnie zresztą to nie jest istotne. Jeśli ktoś poszukuje w Necie rozwiązania jakiegoś osobistego problemu, jaki ma z relacją w związku partnerskim i z jego otoczeniem, to co go interesuje statystyka. Trzeba mu podać sposób na to, wskazać coś, doradzić... Może zechce z tego skorzystać. >> Pewnie, że następnym razem możesz trafić lepiej, ale jeśli nie >> wypracujesz u siebie zmiany sposobu myślenia, powielisz następnym >> razem ten sam schemat. Bo różnice między partnerami, o których >> mówimy, jakieś będą zawsze. :) > > Jak daleko musisz sie posunac, i jak daleko mozesz, aby poznac > partnera/ke w stopniu wystarczajacym na podjecie decyzji o > pozostaniu > lub odejsciu? To zdanie świadczy o przedmiotowym podejściu do człowieka. Z góry zakładasz podjęcie próby. Nie ma tutaj determinacji typu "chcę z nią być" jako punktu wyjścia (motywacji). Gdyby chcieć odpowiedzieć na to pytanie, to przy "chcę z nią być" - nie ma granicy, której nie dałoby się przekroczyć. > Jesli w zwiazku odbierasz sygnaly, ktore oznaczaja dla ciebie > problem, i czujesz ze potrzeba poznania tego co moglbys stracic jest > silniejsza od potrzeby unikania emocji zwiazanych z tym problemem, > to > zostajesz, w przeciwnym wypadku odchodzisz. A więc zależy to od Twojej motywacji. :) > Sa pewne granice zmian wlasnej osobowosci ktorych nie mozesz > przekroczyc na rzecz checi dokladnego poznania partnera/ki. Te granice stawiasz sobie jedynie sam. > W przypadku duzej roznicy wiekowej, kompromisow ktorych trzeba > wypracowac jest wiecej i nie wszystkich po prostu na to stac. O tym pewnie każdy wie. Ale łatwizna jest nudna. :D pozdrawiam michał
Re: roznica wieku
Author: nnnnnnn6
Date: Sat, 25 Nov 2006 01:39
Date: Sat, 25 Nov 2006 01:39
88 lines
5695 bytes
5695 bytes
"michal" <6michal9@gazeta.pl> wrote in message news:4566e1f6$0$17968$f69f905@mamut2.aster.pl... >> 1. Z autopsji. >> Panuje opinia, ze ludzi zblizaja roznice. Od razu pisze - BZDURA. > > Może nie dostrzegasz tego mechanizmu, który sprawia, że jeśli komuś bardzo > zależy na kimś, to w sposób odkrywczy i twórczy zbliża się do tej osoby i > zaczyna rozumieć jej świat. Więc nazywanie bzdurą owuższej opinii jest > "semantycznym" (conajmniej) nadużyciem. :)) Moim zamiarem bylo uogolnienie, dlatego komentarz oparty jest na prawidlowosci, ktora zauwazam w *wiekszosci* obserwowanych przeze mnie przypadkow. >> Roznica wieku wytwarza odmiennosc na zbyt wielu plaszczyznach zycia. > > Zbyt wielu dla osób, które nie widzą celu w zbliżeniu. Wtedy zgoda. Oczywiscie. >> Na poczatku tych odmiennosci jeszcze sie nie dostrzega, poniewaz nie >> minelo wystarczajaco duzo czasu aby je zauwazyc (u siebie czy >> partnera/ki). > > Kluczową sprawą jest tu motywacja, bo mozliwość istnieje, a ilość czasu, > jaka będzie potrzebna do uzyskania efektów, zależy od zbyt wielu > czynników, żeby uogólniać ot tak sobie. :) Racja. Na tym etapie motywacja pozostaje w cieniu *zauroczenia* (w cieniu niezaspokojonych/nieodkrytych potrzeb). Z tego powodu mozna zabrnac w slepy zaulek. Dlatego wlasnie wiele mlodych (bez wystarczajacego doswiadczenia) osob przezywa swoje pierwsze rozterki milosne. > Na poczatku to uczysz sie samego zycia w zwiazku - >> roznic miedzy kobieta a mezczyzna. Pozniej dostrzegsz odmiennosci >> "wiekowe" ale je ignorujesz. Nastepnie zabawne przestaje byc ich >> ignorowanie, wiec starasz sie je niwelowac u siebie i co gorsze u >> partnera/partnerki. Dalej to juz sie tylko zatracasz w ciaglej walce >> o zmiane osobowosci partnera/ki co w koncu prowadzi do refleksji - >> "popelnilem/lam blad", i do nastepnej iz - "nastepnym razem wybieram >> kogos blizszego do mnie". > > Rozumiem, że wysnułeś ten schemat statyczny na podstawie przebiegu zdarzeń > z Twojego życia. Zapytaj sam siebie co jestes w stanie zweryfikowac i jakie to ma dla Ciebie znaczenie? Jesli przyznam, ok - prawda, to zdazenia z mojego zycia, to co CI to da? ... Czy moze czujesz po prostu potrzebe polechtania swojego ego co da CI wrazenie przewagi intelektualnej? > A on jest powielaniem pewnego mało konstryktywnego sposobu myślenia, który > oparty jest na szukaniu zewnętrznej (poza sobą) przyczyny niepowodzeń. Wykluczasz calkowicie taka mozliwosc? Odczytac ludzka motywacje jest wielka sztuka, moze juz dlatego myslisz ze latwiej jest zmienic samego siebie? > W tym wypadku musisz dojść do wniosku, ze dobór był zły. Tymczasem nie > próbując dokonywać zmian w sobie na rzecz lepszej relacji z osobą, na > której Ci zależy, nigdy nie będziesz wiedzieć, co straciłeś. Bingo. Ludzka tolerancja na podjecie tego ryzyka jest zroznicowana. Znam takich co poddaja sie po kilku tygodniach, i takich ktorzy tkwia po kilka lat starajac sie "dokonywać zmian w sobie na rzecz lepszej relacji z osobą, na której" im zależy. Obydwie grupy ludzi koncza podobnie, bo w obydwu grupach sa osoby ciagle poszukujace i te co juz znalazly. > Pewnie, że następnym razem możesz trafić lepiej, ale jeśli nie wypracujesz > u siebie zmiany sposobu myślenia, powielisz następnym razem ten sam > schemat. Bo różnice między partnerami, o których mówimy, jakieś będą > zawsze. :) Jak daleko musisz sie posunac, i jak daleko mozesz, aby poznac partnera/ke w stopniu wystarczajacym na podjecie decyzji o pozostaniu lub odejsciu? Jesli w zwiazku odbierasz sygnaly, ktore oznaczaja dla ciebie problem, i czujesz ze potrzeba poznania tego co moglbys stracic jest silniejsza od potrzeby unikania emocji zwiazanych z tym problemem, to zostajesz, w przeciwnym wypadku odchodzisz. Sa pewne granice zmian wlasnej osobowosci ktorych nie mozesz przekroczyc na rzecz checi dokladnego poznania partnera/ki. W przypadku duzej roznicy wiekowej, kompromisow ktorych trzeba wypracowac jest wiecej i nie wszystkich po prostu na to stac. 3m sie n6.
Re: roznica wieku
Author: nnnnnnn6
Date: Sat, 25 Nov 2006 05:26
Date: Sat, 25 Nov 2006 05:26
124 lines
6931 bytes
6931 bytes
"michal" <6michal9@gazeta.pl> wrote in message news:45677bc5$0$17947$f69f905@mamut2.aster.pl... > Jeżeli nawet większość ludzi nie radzi sobie z rożnicami, jakie ich dzielą > na codzień, to nie znaczy, że zbliżanie ludzi poprzez różnice jest bzdurą. Jasniej mowiac, wg. mnie szanse na udany zwiazek sa mniejsze w przypadku gdy nalezy wypracowac wiekszosc ilosc kompromisow niz w przypadku gdzie nalezy ich wypracowac mniej. Zroznicowanie osobowsci ludzkich jest faktem, prawda i latwiej jest dojsc do jakiegokolwiek konsensusu gdy podobienstw jest wiecej niz mniej. ;-D > Jednak bez takich doświadczeń nie można zabrnąć nigdzie. Te rozterki > czegoś uczą. Uodparniają i pozwalają niwelować błędy w przyszłści. > Naprawdę nauka pływania najlepiej wychodzi na głebokiej wodzie, nie w > wannie. Nie do konca trafne porownanie z tym plywaniem, bo uwazam ze nauka plywania jest na glebokiej wodzie niemozliwa (z obserwacji). :-) > Nie da się w szkole przećwiczyć przyszłych relacji małżeńskich. :) Racja. > To wtedy będę Cię podejrzewał, że projektujesz swoje zachowania na > wszystkie lub wiekszość przypadków w zsięgu Twoich rozważań. Cytat samego siebie powinien rozwiac twoje watpliwosci: "Moim zamiarem bylo uogolnienie, dlatego komentarz oparty jest na prawidlowosci, ktora zauwazam w *wiekszosci* obserwowanych przeze mnie przypadkow." Stad tez wyrokuje ewentualny przebieg zdazen bez aksjomatycznego zabarwienia. > Wolę rozpatrywać relacje między ludźmi jako coś dynamicznego i zmiennego. > Dlatego rażą mnie schematy wyglądające na nieuchronnie działające > mechanizmy. Opisana sytuacja powtarza sie z czestotliwoscia, ktora jest dla mnie zadawalajaca w stopniu abym mogl stwierdzic, ze w obserwowanej grupie zauwazam prawidlowosc, lecz oczywiscie nie traktuje tych wnioskow jako paradygmatu *nowej scjologi*. hehehe >> ... Czy moze czujesz po prostu potrzebe polechtania swojego ego co da >> CI wrazenie przewagi intelektualnej? > > A tego, to nigdy nie za wiele. :)) Lubie być połechtany. Czymkolwiek. ;D To jedna z prawidlowosci usenetu, tak tylko sprawdzalem ... ;) > Jesli dobrze się nad tym zastanowić, to zmienianie kogoś (czy raczej > usiłowanie) jest niemal zawsze podyktowane złymi intencjami. Co znaczy dla Ciebie "zlymi intencjami"? > Natomiast wszelkie ingerencje w siebie za pomocą samokontroli we wdrażaniu > i przestrzeganiu zasad opartych na fundamentalnych zasadach Konformizm czy jakikolwiek zbior obustronnie respektowanych zasad oczywiscie byc musi podwalina kazdego zwiazku. Kazda odchylka on normy zywkle nie jest akceptowalna, np. zdrada malzonka. Pewne minimum podobienst musi byc uwidocznione, wiec nie ma sensu pisac iz konstruktywne byloby dostosowywanie sie do tych zasad, bo to jest oczywiste. > będzie zawsze konstruktywne. I poniekąd będzie miało kolosalny wpływ na > osoby towarzyszące. Za pomocą przykładu możemy wpływać na innych o wiele > intensywniej niż młotkiem i w dodatku bez złych intencji. Zgadzam sie z opinia ze nalezaloby doskonalic samego siebie ale postawa ktora opisujesz sprawdza sie niekoniecznie czesto. Ludzie sa wyjatkowi w swym zroznicowaniu, dlatego niemozliwe jest przewidzenie stopnia sklonnosci do nasladowania wlasnych zachowan, nie kazdy je zrozumie i wdrozy do wlasnego zycia. Teraz, jesli twoje oczekiwania co do nasladowania nie zaspokajaja twoich potrzeb, to efektem jest tylko twoja irytacja. To czesty przypadek, bo ludzie wylaniaja sie z roznych rzeczywistosci i manipulujac tym faktem oddaja sie calkowitemu zauroczeniu. Po prostu kazdy ma zroznicowane zycie, bo swiat w ktorym zyjemy jest zroznicowany. Prosciej mowiac, rozbieznosc oczekiwan w zdezeniu z rzeczywistoscia nasila sie po jakims czasie i wywoluje frustracje, co zwykle jest poczatkiem konca. >> Jak daleko musisz sie posunac, i jak daleko mozesz, aby poznac >> partnera/ke w stopniu wystarczajacym na podjecie decyzji o pozostaniu >> lub odejsciu? > > To zdanie świadczy o przedmiotowym podejściu do człowieka. Nie skupiaj sie na moich potecjalnych intencjach, bo mnie interesuje bardziej obiektywna dyskusja. > Z góry zakładasz podjęcie próby. Oczywiscie. Zwiazek to inwestycja, jak kazda inna obarczona jest ryzykiem, ktore decydujesz sie podjac albo i nie. > Nie ma tutaj determinacji typu "chcę z nią być" jako punktu wyjścia > (motywacji). Jesli nie ma takiej determinacji, to co jest motywacja? > Gdyby chcieć odpowiedzieć na to pytanie, to przy "chcę z nią być" - nie ma > granicy, której nie dałoby się przekroczyć. Nie bardzo rozumie. >> Jesli w zwiazku odbierasz sygnaly, ktore oznaczaja dla ciebie >> problem, i czujesz ze potrzeba poznania tego co moglbys stracic jest >> silniejsza od potrzeby unikania emocji zwiazanych z tym problemem, to >> zostajesz, w przeciwnym wypadku odchodzisz. > > A więc zależy to od Twojej motywacji. :) Jak najbardziej, interesujace sa jej podwaliny. >> Sa pewne granice zmian wlasnej osobowosci ktorych nie mozesz >> przekroczyc na rzecz checi dokladnego poznania partnera/ki. > > Te granice stawiasz sobie jedynie sam. Oczywiscie. > pozdrawiam > michał n6
Re: roznica wieku
Author: michal
Date: Tue, 28 Nov 2006 01:54
Date: Tue, 28 Nov 2006 01:54
216 lines
10162 bytes
10162 bytes
nnnnnnn6 wrote: >> Jeżeli nawet większość ludzi nie radzi sobie z rożnicami, jakie ich >> dzielą na codzień, to nie znaczy, że zbliżanie ludzi poprzez >> różnice >> jest bzdurą. > Jasniej mowiac, wg. mnie szanse na udany zwiazek sa mniejsze w > przypadku gdy nalezy wypracowac wiekszosc ilosc kompromisow niz w > przypadku gdzie nalezy ich wypracowac mniej. Zroznicowanie osobowsci > ludzkich jest faktem, prawda i latwiej jest dojsc do jakiegokolwiek > konsensusu gdy podobienstw jest wiecej niz mniej. ;-D Inaczej widzę ten swiat. Jeśli tak stawiasz sprawę, to wydaje mi się, ze obserwujesz związki mało udane o pozornie dobrze wyglądającej powierzchowności... :D Udane związki to te hartowane jedynie... Bo myślę, że umiejętności radzenia sobie, a raczej wykorzystywania głębokich różnic do budowania relacji liczy się najbardziej. >> Jednak bez takich doświadczeń nie można zabrnąć nigdzie. Te >> rozterki >> czegoś uczą. Uodparniają i pozwalają niwelować błędy w przyszłści. >> Naprawdę nauka pływania najlepiej wychodzi na głebokiej wodzie, nie >> w >> wannie. > Nie do konca trafne porownanie z tym plywaniem, bo uwazam ze nauka > plywania jest na glebokiej wodzie niemozliwa (z obserwacji). :-) Ze strachu tak! :)) W wannie odwaga Ci nie pomoże. >> Nie da się w szkole przećwiczyć przyszłych relacji małżeńskich. :) > Racja. >> To wtedy będę Cię podejrzewał, że projektujesz swoje zachowania na >> wszystkie lub wiekszość przypadków w zsięgu Twoich rozważań. > Cytat samego siebie powinien rozwiac twoje watpliwosci: > "Moim zamiarem bylo uogolnienie, dlatego komentarz oparty jest na > prawidlowosci, ktora zauwazam w *wiekszosci* obserwowanych przeze > mnie > przypadkow." Nie uwzględniłeś mojego "projektujesz swoje zachowania", choć może to niesprawiedliwe z mojej strony. :) > Stad tez wyrokuje ewentualny przebieg zdazen bez aksjomatycznego > zabarwienia. Wybacz ale zawsze jestem sceptyczny wobec wyrokowania o rzeczywistości na podstawie własnych subiektywnych spostrzeżeń. Ale rozumiem, że od czegoś trzeba obserwacje zacząć. >> Wolę rozpatrywać relacje między ludźmi jako coś dynamicznego i >> zmiennego. Dlatego rażą mnie schematy wyglądające na nieuchronnie >> działające mechanizmy. > Opisana sytuacja powtarza sie z czestotliwoscia, ktora jest dla mnie > zadawalajaca w stopniu abym mogl stwierdzic, ze w obserwowanej > grupie > zauwazam prawidlowosc, lecz oczywiscie nie traktuje tych wnioskow > jako > paradygmatu *nowej scjologi*. hehehe No to nie nie zgrażasz światu! ;)))) >>> ... Czy moze czujesz po prostu potrzebe polechtania swojego ego co >>> da CI wrazenie przewagi intelektualnej? >> A tego, to nigdy nie za wiele. :)) Lubie być połechtany. >> Czymkolwiek. ;D > To jedna z prawidlowosci usenetu, tak tylko sprawdzalem ... ;) >> Jesli dobrze się nad tym zastanowić, to zmienianie kogoś (czy >> raczej >> usiłowanie) jest niemal zawsze podyktowane złymi intencjami. > Co znaczy dla Ciebie "zlymi intencjami"? W związkach są to motywy majace na względzie "dobro" osobiste (indywidualne) :) >> Natomiast wszelkie ingerencje w siebie za pomocą samokontroli we >> wdrażaniu i przestrzeganiu zasad opartych na fundamentalnych >> zasadach > Konformizm czy jakikolwiek zbior obustronnie respektowanych zasad > oczywiscie byc musi podwalina kazdego zwiazku. Kazda odchylka on > normy zywkle nie jest akceptowalna, np. zdrada malzonka. Pewne > minimum podobienst musi byc uwidocznione, wiec nie ma sensu pisac iz > konstruktywne byloby dostosowywanie sie do tych zasad, bo to jest > oczywiste. Uważasz, że człowiek rodzi się z zasadami, dorasta wyposażony w zasady i wchodzi w związki z nimi jako integralnymi częściami osobowości? Ja sądzę, że kolejno: musimy poznać je najpierw, potem nauczyć się, jak je wdrażać (w swoje życie, nie innych) i wreszcie wdrażać stosując. :) Związek dwojga ludzi, będących ze sobą na codzień jest najlepszym uniwersytetem, żeby się to stać mogło. A mimo to nazbyt często się nie staje. >> będzie zawsze konstruktywne. I poniekąd będzie miało kolosalny >> wpływ >> na osoby towarzyszące. Za pomocą przykładu możemy wpływać na innych >> o wiele intensywniej niż młotkiem i w dodatku bez złych intencji. > Zgadzam sie z opinia ze nalezaloby doskonalic samego siebie ale > postawa ktora opisujesz sprawdza sie niekoniecznie czesto. Dlatego tak "łatwo" jest być innym, udoskonalonym. Nie ma zbyt dużo konkurencji. Potrzebne jest tylko now-how, a ono jest ogólnie dostępne. > Ludzie sa wyjatkowi w swym zroznicowaniu, dlatego niemozliwe jest > przewidzenie stopnia sklonnosci do nasladowania wlasnych zachowan, > nie kazdy je zrozumie i wdrozy do wlasnego zycia. Nasza dyskusja chyba zmierza niedokładnie w tym samym kierunku. Bo to prawda, co napisałeś powyżej, ale ja staram się pomóc rozwiązać komuś problem w takiej rozmowie (myślę o wątkodawcy). Ludzie są wyjątkowi i różni, relacje są także bardzo zróżnicowane, ale żeby było w nich "udanie", to trzeba nad tym pracować. I ludzie stosują różne sposoby, ale większość nie działa. :) Obaj się zgadzamy w wielu kwestiach, tylko Ty opisujesz statycznie, jak jest, a ja dynamicznie, jak może być. Teraz, jesli twoje > oczekiwania co do nasladowania nie zaspokajaja twoich potrzeb, to > efektem jest tylko twoja irytacja. To czesty przypadek, bo ludzie > wylaniaja sie z roznych rzeczywistosci i manipulujac tym faktem > oddaja sie calkowitemu zauroczeniu. Po prostu kazdy ma zroznicowane > zycie, bo swiat w ktorym zyjemy jest zroznicowany. Prosciej mowiac, > rozbieznosc oczekiwan w zdezeniu z rzeczywistoscia nasila sie po > jakims czasie i wywoluje frustracje, co zwykle jest poczatkiem > konca. I wniosek, że nie dało się z tego chleba zrobić, nabiera znaczenia gorzkiej prawdy.... ;) Tymczasem nie został wykorzystany potencjał mozliwości. Jeśli irytacja jest w stanie przeszkodzić miłości, to świadczy to tylko o małości jej uczestników. >>> Jak daleko musisz sie posunac, i jak daleko mozesz, aby poznac >>> partnera/ke w stopniu wystarczajacym na podjecie decyzji o >>> pozostaniu lub odejsciu? >> To zdanie świadczy o przedmiotowym podejściu do człowieka. > Nie skupiaj sie na moich potecjalnych intencjach, bo mnie interesuje > bardziej obiektywna dyskusja. Ktoś oczekuje rady. Po co mu ta statystyka? >> Z góry zakładasz podjęcie próby. > Oczywiscie. Zwiazek to inwestycja, jak kazda inna obarczona jest > ryzykiem, ktore decydujesz sie podjac albo i nie. Obiektywnie rzecz biorąc tak. Ale nie podoba mi się podejście biznesowe. Ważny jest motyw. Motywem jest determinacja, że chcemy być razem. Inne podejścia są zimnymi kalkulacjami, na coś osobistego obliczonymi. To nie ta jakość związku, o którym można powiedzieć, że jest, czy bedzie udany. >> Nie ma tutaj determinacji typu "chcę z nią być" jako punktu wyjścia >> (motywacji). > Jesli nie ma takiej determinacji, to co jest motywacja? Motywacje mogą być różne i niekoniecznie uczciwe w sensie partnerskim. Jeśli rozpatrujemy związki oparte na miłości, to innej motywacji, jak miłość nie ma. Hasło: "Zrobię wszystko, żebyśmy byli razem" jest obrazem tego, jak wiele trzeba zrobić w procesie docierania się w dwustronnej relacji. W tym gonieniu króliczka cała przyjemność. Bo goni się do naturalnego końca a nie do pierwszej, czy kolejnej irytacji. >> Gdyby chcieć odpowiedzieć na to pytanie, to przy "chcę z nią być" - >> nie ma granicy, której nie dałoby się przekroczyć. > Nie bardzo rozumie. Miłość Ci wszystko wytłumaczy. :D >>> Jesli w zwiazku odbierasz sygnaly, ktore oznaczaja dla ciebie >>> problem, i czujesz ze potrzeba poznania tego co moglbys stracic >>> jest >>> silniejsza od potrzeby unikania emocji zwiazanych z tym problemem, >>> to zostajesz, w przeciwnym wypadku odchodzisz. >> A więc zależy to od Twojej motywacji. :) > Jak najbardziej, interesujace sa jej podwaliny. To nie jest precyzyjne postawienie sprawy. Jeśli kocham i jestem tchórzem, to przestraszy mnie cokolwiek. Mogę się przestraszyć różnicy temperamentów, różnicy intelektualnej, różnicy światopoglądów. Jeśli nie boję się wyzwań, to kochając z wzajemnością pokonam wszystkie przeszkody. A jakie podwaliny inne masz na myśli? Rachunek kosztów i zysków? :) >>> Sa pewne granice zmian wlasnej osobowosci ktorych nie mozesz >>> przekroczyc na rzecz checi dokladnego poznania partnera/ki. >> Te granice stawiasz sobie jedynie sam. > Oczywiscie. A więc motywacja się kłania. To jest ten motor, który pozwoli Ci pokonać nawet te samemu sobie postawione. pozdrawiam michał
Re: roznica wieku
Author: Ismena
Date: Tue, 26 Dec 2006 14:08
Date: Tue, 26 Dec 2006 14:08
7 lines
1337 bytes
1337 bytes
>> Witam wszystkich! >> Jestem ciekaw co myslicie o zwiazkach, w ktorych >> kobieta jest starsza od mezczyzny? (ja 26 ona 36). ...ja mam 35 lat, On 26... Jesteśmy razem od 7 lat. Mieszkamy razem, różnica wieku nam nie przeszkadza, jeteśmy szczęśliwi... Życzę powodzenia!
Re: roznica wieku
Author: Szymek Tolec
Date: Wed, 27 Dec 2006 16:23
Date: Wed, 27 Dec 2006 16:23
5 lines
1051 bytes
1051 bytes
Ismena napisał: > ...ja mam 35 lat, On 26... A nie ma czasem na imie AREK?!
Re: roznica wieku
Author: Ismena
Date: Wed, 27 Dec 2006 17:00
Date: Wed, 27 Dec 2006 17:00
3 lines
1150 bytes
1150 bytes
> A nie ma czasem na imie AREK?! Nie!
Thread Navigation
This is a paginated view of messages in the thread with full content displayed inline.
Messages are displayed in chronological order, with the original post highlighted in green.
Use pagination controls to navigate through all messages in large threads.
Back to All Threads