🚀 go-pugleaf

RetroBBS NetNews Server

Inspired by RockSolid Light RIP Retro Guy

18 total messages Started by Wojciech "Spook" Sura Sat, 15 Dec 2007 20:40
Wodze na kontakcie
#16561
Author: Wojciech "Spook" Sura
Date: Sat, 15 Dec 2007 20:40
52 lines
3940 bytes
Witam!

Dziś jechałem na klaczy, która ma bardzo paskudną manierę. Gdy złapałem 
wodze na kontakt (mam dosyć twardą rękę, ale zaręczam, że to był po prostu 
kontakt, bez zbędnie używanej siły), klacz schyliła głowę - na tyle nisko, 
że nie wystarczyło wyprostowanie rąk w łokciach, pociągnęła mnei całego do 
przodu. Ponieważ zauważyłem, że klacz MUSI tak robić (na przykład raz 
spróbowałem delikatnie, acz stanowczo przywołać ją do porządku i zyskałem 
tylko walkę - im mocniej ciągnąłem, tym większy opór stawiała), oddawałem 
jej wodze na tyle, by wciąż mieć je na kontakcie przy prawidłowej (w miarę) 
postawie. Tyle tylko, że po przejechaniu jednej ściany klaczy coś się 
odwidziało, podnosiła głowę, a ja musiałem znów skracać wodze. A potem 
wszystko od początku.

Jest jakiś patent na takie zachowanie?

Przy okazji, bardzo źle dziś się rozumieliśmy (pierwszy raz jeździłem na tej 
klaczy). Oprócz wspomnianego pochylania głowy, klacz co chwilę się potykała 
na prostej drodze, raz tak hardcore'owo, że myślałem, że oboje polecimy; 
uparcie zjeżdżała ze ściany i walczyła, gdy próbowałem ją skierować z 
powrotem na ścianę, po pierwszych galopach poszła bardzo do przodu i 
musiałem ją cały czas uspokajać na woltach i tak dalej. Miałem stosunkowo 
ciężką jazdę, nie posiadającą zbyt wielu walorów edukacyjnych; ponadto z 
uwagi na moją twardą rękę klacz pewnie też nie była zachwycona.

Swoją drogą to paradoks: gdy klacz nie jest wrażliwa na wędzidło i reaguje 
poprawnie, ograniczam pracę wodzami do minimum i mam stosunkowo miękką, 
delikatną rękę. Gdy natomiast klacz jest wrażliwa na wodze (co w Książu 
oznacza tyle, że broni się przed mocniejszym zadziałaniem, które jest 
czasami niezbędne do wykonania jakiegoś polecenia), to przez całą jazdę mam 
twardą rękę i pracuję wodzami bardzo stanowczo (acz oczywiście nie 
szarpiąc). Miałem okazję raz jeździć na klaczy wrażliwej na wędzidło, ale 
nie w szkółkowym stylu: po prostu odrobinę mocniejsze zadziałanie wodzami 
powodowało, że klacz robiła hamulec z czterech i można było wyfrunąć z 
siodła jeśli ktoś nie był przygotowany. Wtedy również miałem bardzo łagodną 
rękę - bo miałem świadomość, że wystarczy minimum siły, by klacz 
zareagowała.

Inna sprawa, że ostatnio miałem okazję przejechać się na ogierze, Lokanie 
(kary ślązak) i myślałem, że powyrywam sobie nadgarstki, tak mocno musiałem 
pracować wodzami, żeby ów ogier w ogóle zauważył, że coś robię :)

Ale o tej jeździe opowiem przy okazji.

Pozdrawiam -- Spook.

-- 
! ._______. Warning: Lucida Console sig!    //)    !
! || spk ||    www.spook.freshsite.pl      / _ """*!
! ||_____||        spook at op.pl         / '  | ""!
! |  ___  |   tlen: spoko_ws gg:1290136  /. __/"\ '!
! |_|[]_|_|  May the SOURCE be with you! \/)     \ ! 
Re: Wodze na kontakcie
#16562
Author: Szymek
Date: Sat, 15 Dec 2007 23:48
6 lines
1153 bytes
słuchaj jest jedna metoda bardzo skuteczna na takie pochykanie głowu,
wieszanie.itp.
półparada!
sprubuj a napewno kon zacznie sie słuchać
(jeśli niewiesz co to zapytaj instruktora podczas jazdy napewno ci to
objaśni)
Re: Wodze na kontakcie
#16563
Author: kobietka
Date: Sun, 16 Dec 2007 12:44
16 lines
1492 bytes
Jak dla mnie to ta klacz wogóle nie akceptuje wędzidła i stąd jej 
najróżniejsze reakcje na jakiekolwiek działanie wędzidła. Na to nie ma 
patentu, konia po prostu trzeba tego nauczyć. Niestety pewnie na tej 
klaczy jeździ co chwilę inna osoba i nie ma kto jej tego nauczyć, ale 
tak to już jest z końmi rekreacyjnymi, dlatego na takie nie wsiadam, 
chyba, że mam go "naprawić".

Co do tego ogiera, to pewnie chodzi w zaprzęgu i dla odmiany jest 
zaszarpany ostrym zaprzęgowym wędzidłem.

Paradoks jeżdżenia na takich koniach jest fakt, iż bardzo ciężko nauczyć 
się jeździć na stałym delikatnym kontakcie :)
-- 
___  --  ___
'=_\(",)/_='
   ('),,(') kobietka
Re: Wodze na kontakcie
#16564
Author: iwanos
Date: Sun, 16 Dec 2007 15:06
6 lines
1060 bytes
Użytkownik "Wojciech "Spook" Sura" <spook.no@unwanted_mail.op.pl> napisał w 
wiadomości news:fk1e3m$sln$1@news.dialog.net.pl...
> Witam!

wojtek bijesz czasem konia ? 
Re: Wodze na kontakcie
#16565
Author: Diäbëłsön
Date: Tue, 18 Dec 2007 18:23
12 lines
955 bytes
iwanos pisze:
> 
> Użytkownik "Wojciech "Spook" Sura" <spook.no@unwanted_mail.op.pl> 
> napisał w wiadomości news:fk1e3m$sln$1@news.dialog.net.pl...
>> Witam!
> 
> wojtek bijesz czasem konia ?

wojtek bije konia malakserem

-- 
APD - Make Abusenet Best
Re: Wodze na kontakcie
#16566
Author: Ania
Date: Wed, 19 Dec 2007 17:29
27 lines
2664 bytes
Przede wszystkim tutaj zasadniczym problemem nie sa wodze, tylko 
dzialanie lydkami. Konie szkolkowe maja to do siebie, ze (dla wlasnego 
dobra) zazwyczaj zupelnie olewaja lydke jezdzca, a i jezdzcy rekreacyjni 
tez nią nie potrafia dzialac. I tu kolo sie zamyka, bo trudno oczekiwac 
prawdilowych reakcji od konia, ktory jest otepialy na lydke, i na ktorym 
siedzi jezdziiec niepotrafiacy ta lydka dzialac. Gdyby na takiego konia 
wsiadl fachowiec, to akcje "naprawiania" zaczalby niechybnie od 
uwrazliwiania konia na dzilanie lydki (niestety to uwrazliwianie na 
poczatku nieiwiele mialoby wspolnego z delikatnoscia). Dopiero kon 
prawdilowo odchodzacy od lydki i szanujacy jej dzialanie jest w stanie 
prawidlowo odpowiedziec na dzialanie wodzy, co ma charakter wtorny. 
Prawda jest taka, ze gdybys wsiadl na konia sportowego i probowal cos 
zdzialac sama reką bez lydki, to masz duza szanse, ze kon sie "zbiesi" 
;) i odmowi wspolpracy.
Mysle wiec, ze warto, zebys sie najpierw skupil na pracy lydka i 
dopiero, gdy zobaczysz, ze kon na nia prawidlowo odpowiada, dodal 
dzialanie wodzy majace pobudzic konia do zucia, a wiec akceptowania 
wedzidla. Bardzo wazna jest ta kolejnosc - najpierw lydka, a jezeli jest 
reakcja - dziala wodza przesuwajac wedzidlo po jezyku konia i sklaniajac 
go do zucia, rozluznienia pyska i zejscia na dol z glowa. I nie chodzi 
tu o sam ganasz, ale rowniez o to, ze kon jechany lydkami rozluznia 
rowniez cala klode, angazuje zad itd.
Nie twierdze, ze na koniu szkolkowym Ci to od razu i w pelni wyjdzie, 
ale musisz probowac. I nie licz na to, ze sie przy tym nie zmeczysz, ani 
nie spocisz. Praca z koniem to duzy wysilek fizyczny nie tylko dla 
konia, ale i dla jezdzca.
Powodzenia!
Re: Wodze na kontakcie
#16567
Author: iwanos
Date: Mon, 24 Dec 2007 10:50
6 lines
1180 bytes
Użytkownik "Ania" <adres@w.stopce.pl> napisał w wiadomości 
news:fkbkep$ao4$1@atlantis.news.tpi.pl...

ania troche to długawe , mam w związku z tym pytanie
czy moglibysmy sie umowic na małe róchanie ? 
Re: Wodze na kontakcie
#16568
Author: ! GINEKÓLOK ! AMATÓR !
Date: Sun, 30 Dec 2007 17:23
16 lines
1790 bytes
Użytkownik iwanos napisał:
> 
> Użytkownik "Ania" <adres@w.stopce.pl> napisał w wiadomości 
> news:fkbkep$ao4$1@atlantis.news.tpi.pl...
> 
> ania troche to długawe , mam w związku z tym pytanie
> czy moglibysmy sie umowic na małe róchanie ?
dlaczego akurat na małe ?

-- 
! GÓNÓKÓLÓK ! ÓMÓTÓR !
! MAGJISTER ! INŻÓNIóR ! DÓKTÓR ! GINÓKÓLÓK! ARNÓRT ! MACZÓGA!
! GÓRILLÓGA ! LÓGÓNDA ! PÓLESKIEGO ! INTERNETÓ !
! PRAVJE ! PRÓZÓDÓNT ! RP !
! PÓZDRAVVIAM ! CIE ! ARNÓLDZIE !
! ÓÓ.ÓÓ ! vv.vv !
Re: Wodze na kontakcie
#16569
Author: iwanos
Date: Sun, 30 Dec 2007 19:05
13 lines
1458 bytes
Użytkownik ""! GINEKÓLOK ! AMATÓR !"" <panslavista@wp.pl> napisał w 
wiadomości news:fl8k7a$ins$1@news.albasani.net...
> Użytkownik iwanos napisał:
>>
>> Użytkownik "Ania" <adres@w.stopce.pl> napisał w wiadomości 
>> news:fkbkep$ao4$1@atlantis.news.tpi.pl...
>>
>> ania troche to długawe , mam w związku z tym pytanie
>> czy moglibysmy sie umowic na małe róchanie ?
> dlaczego akurat na małe ?

bo ma płytkom pizde 
Re: Wodze na kontakcie
#16570
Author: Điäbëłsön
Date: Tue, 01 Jan 2008 23:49
16 lines
1626 bytes
iwanos pisze:
> 
> Użytkownik ""! GINEKÓLOK ! AMATÓR !"" <panslavista@wp.pl> napisał w 
> wiadomości news:fl8k7a$ins$1@news.albasani.net...
>> Użytkownik iwanos napisał:
>>>
>>> Użytkownik "Ania" <adres@w.stopce.pl> napisał w wiadomości 
>>> news:fkbkep$ao4$1@atlantis.news.tpi.pl...
>>>
>>> ania troche to długawe , mam w związku z tym pytanie
>>> czy moglibysmy sie umowic na małe róchanie ?
>> dlaczego akurat na małe ?
> 
> bo ma płytkom pizde

mőwilä mi:"yä imäjű mäłű çipű"
Re: Wodze na kontakcie
#16571
Author: Tomator
Date: Fri, 04 Jan 2008 10:41
89 lines
6008 bytes
Użytkownik "Wojciech "Spook" Sura"

> Dziś jechałem na klaczy, która ma bardzo paskudną manierę. Gdy złapałem 
> wodze na kontakt (mam dosyć twardą rękę, ale zaręczam, że to był po prostu 
> kontakt, bez zbędnie używanej siły)

Nie za bardzo wiem, co to oznacza, twarda ręka bez używania siły... Może to, 
że nie ciągniesz, ale brak Ci elastyczności? To niestety jest jedna z 
ważniejszych rzeczy podczas jazdy, aby ręka była wrażliwa. Kontakt oznaczać 
powinien napięcie wodzy potrzebne do utrzymania ich i wędzidła ciężaru, aby 
nie wisiały luźno. Do tego ręka powinna być niezależna od tułowia, aby koń 
nie odczuwał szarpnięć, gdy tułów, spełniając oczywistą konieczność, porusza 
się w różne strony.

> Ponieważ zauważyłem, że klacz MUSI tak robić (na przykład raz spróbowałem 
> delikatnie, acz stanowczo przywołać ją do porządku i zyskałem tylko 
> walkę - im mocniej ciągnąłem, tym większy opór stawiała), oddawałem jej 
> wodze na tyle, by wciąż mieć je na kontakcie przy prawidłowej (w miarę) 
> postawie. Tyle tylko, że po przejechaniu jednej ściany klaczy coś się 
> odwidziało, podnosiła głowę, a ja musiałem znów skracać wodze. A potem 
> wszystko od początku.

Jak pisała kobietka... Kobyła nie akceptuje wędzidła i broni się przed 
jakimkolwiek jego działaniem.

> Jest jakiś patent na takie zachowanie?

Jest jeden taki koń, na którym się jeździ najlepiej.... Na imię ma Własny, 
czy jakoś tak... :o)
Patent, w sensie materialnym - jest. Hakamore, mimo złej sławy, nie posiada 
wędzidła, a z racji czanek nie ma działania szarpiącego. Oczywiście nic nie 
zastąpi czułej ręki w kontakcie z koniem (zapamiętajcie, trole, to zdanie!). 
Ale w sytuacji, gdy wędzidło nie jest akceptowane, pozbycie się go jest 
patentem najlepszym.

Niestety, wszelkie sposoby pasują raczej do konia, o którym napisałem 
wcześniej. Na nim jeździ tylko Pancio albo Pancia, i może się bawić miesiąc.

Z drugiej strony zapamiętać należy, że czym większej siły użyjesz na konia, 
tym większej użyje on, skierowanej przeciwnie. Pierwsza zasada 
szkapodynamiki :o) A więc jeśli czujesz, że napinasz wodze coraz mocniej, 
użyj jedynej części swego ciała, która jest większa od analogicznego 
istniejącego organu konia...

> Oprócz wspomnianego pochylania głowy, klacz co chwilę się potykała na 
> prostej drodze, raz tak hardcore'owo, że myślałem, że oboje polecimy; 
> uparcie zjeżdżała ze ściany i walczyła, gdy próbowałem ją skierować z 
> powrotem na ścianę, po pierwszych galopach poszła bardzo do przodu i 
> musiałem ją cały czas uspokajać na woltach i tak dalej. Miałem stosunkowo 
> ciężką jazdę, nie posiadającą zbyt wielu walorów edukacyjnych; ponadto z 
> uwagi na moją twardą rękę klacz pewnie też nie była zachwycona.

Spięta była. Nie tylko Tobie nie podobała się ta jazda. Mozliwe, że bolało 
ją coś. Różnie może być.

> Swoją drogą to paradoks: gdy klacz nie jest wrażliwa na wędzidło i reaguje 
> poprawnie, ograniczam pracę wodzami do minimum i mam stosunkowo miękką, 
> delikatną rękę.

No tak, to jest nawet naruralne i niby oczywiste :o)

> Gdy natomiast klacz jest wrażliwa na wodze (co w Książu oznacza tyle, że 
> broni się przed mocniejszym zadziałaniem, które jest czasami niezbędne do 
> wykonania jakiegoś polecenia), to przez całą jazdę mam twardą rękę i 
> pracuję wodzami bardzo stanowczo (acz oczywiście nie szarpiąc).

Mylisz pojęcie konia wrażliwego na wodze z koniem broniącym się przed 
wędzidłem. Wrażliwy to był ten pierwszy, który powoduje, że masz miększą 
rękę. Z koniem broniącym się trzeba niestety podobnie, z tą różnicą, że 
używasz mniej ręki, a więcej mózgu. Tylko koń może ci powiedzieć, jak to 
zrobić.

> Miałem okazję raz jeździć na klaczy wrażliwej na wędzidło, ale nie w 
> szkółkowym stylu: po prostu odrobinę mocniejsze zadziałanie wodzami 
> powodowało, że klacz robiła hamulec z czterech i można było wyfrunąć z 
> siodła jeśli ktoś nie był przygotowany. Wtedy również miałem bardzo 
> łagodną rękę - bo miałem świadomość, że wystarczy minimum siły, by klacz 
> zareagowała.

Tak nauczona. W sumie też nie za dobrze, choć akurat tego się większość 
ludzi po koniu spodziewa: wodze powinny być krzyżówką hamulca i kierownicy 
:o)

Kiedyśw rowerze zrobiłem coś takiego: przymocowałem linkę do klamek od 
hamulców, a hamulce miałem ostre, v-brake i to nie jakieś po 5zł. Ciekawe 
doświadczenie. Trzeba było trzymać lekko, żeby nie hamować, ale jednocześnie 
móc trzymać kierownicę na wprost. Ale najciekawsze było właśnie hamowanie. 
Jeśli się nie zrobiło półparady (na rowerze!), to zjeżdżało się z siodełka. 
Ale to tak na marginesie... Jeździecki rower treningowy :oD 
Re: Wodze na kontakcie
#16572
Author: iwanos
Date: Fri, 04 Jan 2008 23:47
7 lines
1205 bytes
Użytkownik "Tomator" <zgadnij@poczta.onet.pl> napisał w wiadomości 
news:fll2ha$htf$1@news.onet.pl...
> Użytkownik "Wojciech "Spook" Sura"

STRESC MI TO W 2 ZDANIACH A POTEM USUN TĄ GRUPĘ PONIEWAZ TUTAJ PEWNI LUDZI 
SOM SKŁÓNNI ZRÓHAĆ CI MATJULĘ 
Re: Wodze na kontakcie
#16573
Author: ! GINEKÓLOK ! AMATÓR !
Date: Sat, 05 Jan 2008 15:37
18 lines
1837 bytes
Użytkownik iwanos napisał:
> 
> Użytkownik "Tomator" <zgadnij@poczta.onet.pl> napisał w wiadomości 
> news:fll2ha$htf$1@news.onet.pl...
>> Użytkownik "Wojciech "Spook" Sura"
> 
> STRESC MI TO W 2 ZDANIACH A POTEM USUN TĄ GRUPĘ PONIEWAZ TUTAJ PEWNI 
> LUDZI SOM SKŁÓNNI ZRÓHAĆ CI MATJULĘ

RM GRUP ?

-- 
! GÓNÓKÓLÓK ! ÓMÓTÓR !
! MAGJISTER ! INŻÓNIóR ! DÓKTÓR ! GINÓKÓLÓK! ARNÓRT ! MACZÓGA!
! GÓRILLÓGA ! LÓGÓNDA ! PÓLESKIEGO ! INTERNETÓ !
! PRAVJE ! PRÓZÓDÓNT ! RP !
! PÓZDRAVVIAM ! CIE ! ARNÓLDZIE !
! ÓÓ.ÓÓ ! vv.vv !
Re: Wodze na kontakcie
#16574
Author: Wojciech "Spook" Sura
Date: Fri, 11 Jan 2008 21:47
114 lines
6462 bytes
Tomator wrote:
> Nie za bardzo wiem, co to oznacza, twarda ręka bez używania siły...

Generalnie problem polega na tym, że przeważnie bardzo mocno pracuję 
wodzami - zwiększając siłę w momencie, gdy koń nie reaguje na pomoc. Słowa 
"siły" użyłem bardziej w znaczeniu "przemocy", czyli o ile działam z dużą 
siłą, to nie jest to szarpnięcie, tylko operacja stopniowa.

> To niestety
> jest jedna z ważniejszych rzeczy podczas jazdy, aby ręka była
> wrażliwa. Kontakt oznaczać powinien napięcie wodzy potrzebne do
> utrzymania ich i wędzidła ciężaru, aby nie wisiały luźno.

Z tym nie mam problemu.

> Do tego
> ręka powinna być niezależna od tułowia, aby koń nie odczuwał
> szarpnięć, gdy tułów, spełniając oczywistą konieczność, porusza się w
> różne strony.

Przyznam szczerze, że tu słyszałem o dwóch szkołach - jedna mówi o pracy 
całej ręki od ramienia w dół, druga o używaniu do tego celu nadgarstków (a 
reszty ręki tylko w razie potrzeby). Osobiście preferuję szkołę pierwszą i 
przeważnie kontakt mam dosyć stały.

Problem pojawia się, gdy koń zaczyna kombinować - na przykład pędzi w kłusie 
i galopie. W takiej sytuacji działam mocno (delikatnie, ale z użyciem 
większej siły) wodzami, co na wrażliwszych koniach kończy się tak, że koń 
zaczyna od wodzy uciekać.

> Jest jeden taki koń, na którym się jeździ najlepiej.... Na imię ma
> Własny, czy jakoś tak... :o)

Tak... najlepszy samochód, w którym wszystkie stuki reguluje się 
podkręceniem głośności radia zwie się "służbowy" :)

> Patent, w sensie materialnym - jest. Hakamore, mimo złej sławy, nie
> posiada wędzidła, a z racji czanek nie ma działania szarpiącego.
> Oczywiście nic nie zastąpi czułej ręki w kontakcie z koniem
> (zapamiętajcie, trole, to zdanie!). Ale w sytuacji, gdy wędzidło nie
> jest akceptowane, pozbycie się go jest patentem najlepszym.

Zaiste, podziwiam Tomatorze Twoją wiarę, że którykolwiek troll doszedł *aż* 
do tego miejsca :)

Cóż; tu rodzi się inny problem - po prostu wśród rzędów, których używamy do 
jazd rekreacyjnych mamy tylko zwykłe wędzidła...

Poza tym przypuszczam, że trzeba mieć wyćwiczoną rękę do hakamore - czego u 
mnie brak :(

> Z drugiej strony zapamiętać należy, że czym większej siły użyjesz na
> konia, tym większej użyje on, skierowanej przeciwnie. Pierwsza zasada
> szkapodynamiki :o) A więc jeśli czujesz, że napinasz wodze coraz
> mocniej, użyj jedynej części swego ciała, która jest większa od
> analogicznego istniejącego organu konia...

Bardzo możliwe, że mój problem polega na nieznajomości końskich "hamulców". 
Dla mnie metoda na zahamowanie jest jedna - (upraszczając) zamknięcie ręki 
na wodzach i przeniesienie środka ciężkości do tyłu. Chyba tylko raz miałem 
do czynienia z ciekawszym sposobem - podczas szalonych galopów, za radą 
instruktora, puściłem zupełnie luźno wewnętrzną wodzę: klacz uspokoiła się i 
trochę zwolniła galop. Niestety, działa to tylko na jedną klacz w stadninie 
:)

> Spięta była. Nie tylko Tobie nie podobała się ta jazda. Mozliwe, że
> bolało ją coś. Różnie może być.

W istocie.

> No tak, to jest nawet naruralne i niby oczywiste :o)

Jest, ale niestety optymalna sytuacja wymaga, bym i w przypadku wrażliwszych 
klaczy umiał poprawnie działać wodzami - walczę z tym od długiego czasu z 
różnymi rezultatami.

> Tak nauczona. W sumie też nie za dobrze, choć akurat tego się
> większość ludzi po koniu spodziewa: wodze powinny być krzyżówką
> hamulca i kierownicy

Ja wiem, czy nie za dobrze? Jazda na tej klaczy była dla mnie szalenie 
komfortowa, bo gdy nauczyłem się jak reaguje na wodze, umiałem zadziałać 
nimi z minimalną siłą, uzyskując spodziewany rezultat (w szczególności, nie 
sprawiając jej bólu w jakikolwiek sposób).

> Kiedyśw rowerze zrobiłem coś takiego: przymocowałem linkę do klamek od
> hamulców, a hamulce miałem ostre, v-brake i to nie jakieś po 5zł.
> Ciekawe doświadczenie. Trzeba było trzymać lekko, żeby nie hamować,
> ale jednocześnie móc trzymać kierownicę na wprost. Ale najciekawsze
> było właśnie hamowanie. Jeśli się nie zrobiło półparady (na
> rowerze!), to zjeżdżało się z siodełka. Ale to tak na marginesie...
> Jeździecki rower treningowy :oD

Fakt, ciekawe - pokombinuję na wiosnę :)

Offtopicznie, to jednym z moich "ciekawszych" doświadczeń na rowerze była 
próba jazdy ze skrzyżowanymi rękoma (lewa ręka z prawej strony i vice 
versa), a pikanterii sytuacji dodaje fakt, że zrobiłem to po przeczytaniu 
takiego pomysłu w wątku "Tego robić nie należy" na portalu Gazeta.pl 
(skądinąd dyskusja warta polecenia, 
http://forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=384&w=15103368&a=15103368).

I potwierdzam, tego robić nie należy. W moim przypadku skończyło się na 
odklinowywaniu łańcucha spomiędzy zębatek i koła, upaćkanych rękach i 
niewielkich zadrapaniach.

Pozdrawiam -- Spook.

-- 
! ._______. Warning: Lucida Console sig!    //)    !
! || spk ||    www.spook.freshsite.pl      / _ """*!
! ||_____||        spook at op.pl         / '  | ""!
! |  ___  |   tlen: spoko_ws gg:1290136  /. __/"\ '!
! |_|[]_|_|  May the SOURCE be with you! \/)     \ ! 
Re: Wodze na kontakcie
#16575
Author: Tomator
Date: Sat, 12 Jan 2008 16:58
165 lines
9518 bytes
Użytkownik "Wojciech "Spook" Sura":

>> Nie za bardzo wiem, co to oznacza, twarda ręka bez używania siły...
>
> Generalnie problem polega na tym, że przeważnie bardzo mocno pracuję 
> wodzami - zwiększając siłę w momencie, gdy koń nie reaguje na pomoc. Słowa 
> "siły" użyłem bardziej w znaczeniu "przemocy", czyli o ile działam z dużą 
> siłą, to nie jest to szarpnięcie, tylko operacja stopniowa.

Jeśli nabierasz wodze, to nie zapomnij ich popuścić. Trzymanie tony w rękach 
na nic się nie zda, koń się uwiesi i bęedziesz trymać jego głowę przez całą 
jazdę, albo będzie się bronić, albo... w każdym razie efekty nie będą 
najlepsze. Zawsze pamiętaj, że chcąc coś zrobić, zamykasz rękę, zwiększając 
napięcie wodzy. Jeżeli koń zareaguje należycie, natychmiast odpuszczasz. 
Jeżeli nie zareaguje, odpuszczasz i nabierasz ponownie. Oczywiścienie 
zapominając o całej reszcie, czyli nie ograniczając półparady do nabierania 
wodzy.

>> To niestety
>> jest jedna z ważniejszych rzeczy podczas jazdy, aby ręka była
>> wrażliwa. Kontakt oznaczać powinien napięcie wodzy potrzebne do
>> utrzymania ich i wędzidła ciężaru, aby nie wisiały luźno.
>
> Z tym nie mam problemu.

Masz. Nie z trzymaniem tak mocno, żeby nie wisiały, ale z trzymaniem tak 
lekko, żeby niewiele im do tego brakowało ;o)

>> Do tego
>> ręka powinna być niezależna od tułowia, aby koń nie odczuwał
>> szarpnięć, gdy tułów, spełniając oczywistą konieczność, porusza się w
>> różne strony.
>
> Przyznam szczerze, że tu słyszałem o dwóch szkołach - jedna mówi o pracy 
> całej ręki od ramienia w dół, druga o używaniu do tego celu nadgarstków (a 
> reszty ręki tylko w razie potrzeby). Osobiście preferuję szkołę pierwszą i 
> przeważnie kontakt mam dosyć stały.

Szkoły nie mają nic do niezależności ręki od tułowia. Co się zaś szkół 
tyczy, to pierwsza przechodzi stopniowo z drugą w miarę nabywania 
umiejętności przez jeźdźca oraz poziomu ujedżenia konia. Dłoń nie powinna 
latać razem z tułowiem, co nie znaczy, że nie może się ruszyć. Ma się ruszyć 
kiedy i gdzie zechcesz, ale tylko tak, jak zechcesz. Dzieci na zwodach 
startowały kiedyś w konkursie polegającym między innymi z łyżką w ręce i 
jajkiem na tej łyżce. Oczywiście jajka nie należało zgubić i to jest 
przykład, na czym powinna polegać owa niezależność ręki od tułowia. Jeżeli 
koń jest dobrze ujeżdżony, a jeździec ową niezależność posiadł, wówczas nie 
będzie wodzami przekazywać koniowi zaszumionych informacji i wystarczy 
drgnięcia palca na wodzy, aby wydać komendę, która komuś innemu uda się 
dopiero po wykonaniu ruchu przypominającego mycie okien ;o)

> Problem pojawia się, gdy koń zaczyna kombinować - na przykład pędzi w 
> kłusie i galopie. W takiej sytuacji działam mocno (delikatnie, ale z 
> użyciem większej siły) wodzami, co na wrażliwszych koniach kończy się tak, 
> że koń zaczyna od wodzy uciekać.

Skoro koń jest wrażliwy, to znaczy, że używasz za dużo wodzy. Ale po to masz 
instruktora, który powinien ci pomóc w walce - ale nie z koniem, tylko z 
problemem. Prawdopodobnie za bardzo skupiasz się na wodzach, a dosiad został 
w krzakach. Jeżlei masz problem z koniem podczas jazdy z instruktorem, 
poproś o pomoc, instruktor po to jest, żeby pomóc problem rozwiązać. Jeżeli 
masz jazdę dowolną, to wykonujesz różne manewry na uspokojenie konia, ale 
nie możesz tego robić bez pozwolenia podczas jazdy w zastępie - ale masz 
instruktora i nie zapominaj o nim.

>> Jest jeden taki koń, na którym się jeździ najlepiej.... Na imię ma
>> Własny, czy jakoś tak... :o)
>
> Tak... najlepszy samochód, w którym wszystkie stuki reguluje się 
> podkręceniem głośności radia zwie się "służbowy" :)

A jaki samochód wjeżdża na półmetrowe krawężniki?
Sużbowy ;o)

>> Patent, w sensie materialnym - jest. Hakamore

> Cóż; tu rodzi się inny problem - po prostu wśród rzędów, których używamy 
> do jazd rekreacyjnych mamy tylko zwykłe wędzidła...

W sumie słusznie.

> Poza tym przypuszczam, że trzeba mieć wyćwiczoną rękę do hakamore - czego 
> u mnie brak :(

Hakamore mniej szarpie i są różne rodzaje, z dłuższymi ikrótszymi czankami, 
z łańcuszkiem i ze skórką. Ale oczywiście jest to dobrze, żeby rozwiązać 
problem, który ma koń, do rozwiązywania własnych problemów jeździec powinien 
użyć komórki. Szarej. ;o)

> Bardzo możliwe, że mój problem polega na nieznajomości końskich 
> "hamulców".

Zatrzymasz konia z kłusa bez "zaciągania ręcznego"?
Jeśli nie, to rzeczywiście możesz mieć problem ze znajomością końskich 
hamulców.

> Dla mnie metoda na zahamowanie jest jedna - (upraszczając) zamknięcie ręki 
> na wodzach i przeniesienie środka ciężkości do tyłu.

W samochodzie też używasz tylko ręcznego?

> Chyba tylko raz miałem do czynienia z ciekawszym sposobem - podczas 
> szalonych galopów, za radą instruktora, puściłem zupełnie luźno wewnętrzną 
> wodzę: klacz uspokoiła się i trochę zwolniła galop. Niestety, działa to 
> tylko na jedną klacz w stadninie

Najskuteczniejszy sposób na zatrzymanie konia, to rzeczywiście ciągnięcie 
jednej wodzy, czym bardziej w bok, tym lepiej. Leżący koń nie moze zbyt 
szybko galopować. Trzeba tylko uważać na swoje nogi. Na całą resztę zresztą 
też.

> Jest, ale niestety optymalna sytuacja wymaga, bym i w przypadku 
> wrażliwszych klaczy umiał poprawnie działać wodzami - walczę z tym od 
> długiego czasu z różnymi rezultatami.

Nie zapominaj odpuszczać. Żeby zadziałąć mocniej, najpierw trzeba odpuścić. 
Inaczej mocniej oznacza dołożenie kilogramów do poprzednich i w końcu i 
Pudzianowi sił by zabrakło (o ile by koniowi głowy nie urwał). Pamiętaj: 
odpuszczać. Robisz półparadę, co oznacza równieś nabranie wodzy, ale nie 
tylko, i jeżeli działa, to super, a jeżeli nie działa, to nie przedłużasz 
półparady, tylko robisz następną. Odchylenie się do tyłu, żeby móc mocniej 
ciągnąć za wodze to nie jest półparada.

>> Tak nauczona. W sumie też nie za dobrze, choć akurat tego się
>> większość ludzi po koniu spodziewa: wodze powinny być krzyżówką
>> hamulca i kierownicy
>
> Ja wiem, czy nie za dobrze?

No nie za dobrze, bo ludź myśli, że to wszystko to prawda, co sobie 
wyobrażał na tema kierowania koniem. Prędzej czy później może te poglądy 
boleśnie zweryfikować. Poza tym wodze mają naprawdę znaczenie tylko 
pomocnice, są zaledwie jedną z wielu pomocy. Kiedy musisz przejechać klucząc 
pomiędzy drzewani, samymi wodzami nie wykręcisz. Dopiero praca całym 
dosiadem, wszystkimi pomocami, pozwoli podążyć wybraną drogą i nie pogubić 
przy tym kolan.


> Jazda na tej klaczy była dla mnie szalenie komfortowa, bo gdy nauczyłem 
> się jak reaguje na wodze, umiałem zadziałać nimi z minimalną siłą, 
> uzyskując spodziewany rezultat (w szczególności, nie sprawiając jej bólu w 
> jakikolwiek sposób).

Ja z kolei jeżdziłem kiedyś na ogierze, który miał różne wady i fanaberie, 
ale hamulec miał zawsze niezawodny i to hamulec zasadniczy, a nie ręczny. 
Wystarczyło tylko mocniej przysiaść i stał. Choćby z dodanego galopu, 
strzelając barany: przysiadłem i zakopał się w ziemi, o mał okorzeninie 
zapuścił. Takie hamulce są dużo lepsze niżręczny: jeśli do zatrzymania konia 
przysiądziesz, to kiedy cię posłucha, nie wyleciesz z siodła.

> Offtopicznie, to jednym z moich "ciekawszych" doświadczeń na rowerze była 
> próba jazdy ze skrzyżowanymi rękoma

Kiedyś się tego nauczę ;o)
Na razie mogę tak z jedną ręką. Po dołożeniu drugiej jeszcze trochę się 
gubię.

> W moim przypadku skończyło się na odklinowywaniu łańcucha spomiędzy 
> zębatek i koła, upaćkanych rękach i niewielkich zadrapaniach.

Wszystko można, co nie można, byle mądrze i z ostrożna.
Mój rower z wodzami dla niewprawionych też był glebotwórczy.
Ale te przypadki dowodzą tylko, że czasami coś dział całkiem dobrze, ale 
akurat na odwrót, niż nam się wydaje. Warto czasem dla przekory się 
przestawić i spróbować na przykład puścić wodze, żeby konia zatzymać :o) 
Re: Wodze na kontakcie
#16577
Author: iwanos
Date: Sun, 13 Jan 2008 06:53
6 lines
1164 bytes
Użytkownik "Wojciech "Spook" Sura" <spook.no@unwanted_mail.op.pl> napisał w 
wiadomości news:fm8o4s$536$1@news.dialog.net.pl...

sęk w tym jak często walisz tego konia i czy pracuja wtedy nadgarstki konia 
!? 
Re: Wodze na kontakcie
#16578
Author: iwanos
Date: Sun, 13 Jan 2008 06:54
11 lines
1400 bytes
Użytkownik "iwanos" <iwanos@666.pl> napisał w wiadomości 
news:fmccsl$q79$1@nemesis.news.tpi.pl...
>
> Użytkownik "Wojciech "Spook" Sura" <spook.no@unwanted_mail.op.pl> napisał 
> w wiadomości news:fm8o4s$536$1@news.dialog.net.pl...
>
> sęk w tym jak często walisz tego konia i czy pracuja wtedy nadgarstki 
> konia

tego "KONIA" na koncu wywalić 
Re: Wodze na kontakcie
#16576
Author: iwanos
Date: Sun, 13 Jan 2008 06:54
6 lines
1157 bytes
Użytkownik "Tomator" <zgadnij@poczta.onet.pl> napisał w wiadomości 
news:fmark1$1t8$1@news.onet.pl...
> Użytkownik "Wojciech "Spook" Sura":

zdópcaj z naszej grópy trolÓ 
Thread Navigation

This is a paginated view of messages in the thread with full content displayed inline.

Messages are displayed in chronological order, with the original post highlighted in green.

Use pagination controls to navigate through all messages in large threads.

Back to All Threads