🚀 go-pugleaf

RetroBBS NetNews Server

Inspired by RockSolid Light RIP Retro Guy

18 total messages Started by Joanna Czaplińska Fri, 23 May 2008 18:38
Oh, Indy!
#30013
Author: Joanna Czaplińska
Date: Fri, 23 May 2008 18:38
35 lines
2295 bytes
Dzięki TVP1 całą trylogię przypomniałam sobie w najdrobniejszych 
szczegółach, dodatkowo wyłapując wcześniej przeoczone smaczki (np. w 
dwójce pierwsze sekwencje toczą się w knajpie pod znamienną nazwą "Obi 
Wan Club"). Otóż czwórka przynosi same takie smaczki i de facto jest 
filmografią Spielberga i Lucasa w pigułce, z domieszką kilku hitów lat 
ostatnich w tle - oczywiście wszystko w stylu iście IndianaJonesowym, 
czyli z przymrużeniem oka (co w tym przypadku uzyskuje dodatkowe 
znaczenie), nieodłącznym kapeluszem, pejczem, szybkodziejącą się akcją, 
i wszystkimi nieodłącznymi rekwizytami.
Nie szłam wprawdzie na film z tak nabożną czcią jak na I część Star 
Warsów czy Władcy Pierścieni (o czym niech najlepiej świadczy fakt, że 
pierwsze trzy minuty mi umknęły, bo stałam karnie w kolejce po popcorn, 
więc jakby mnie ktoś oświecił, co się w trakcie w/w minut działo, 
byłabym wdzięczna), wręcz z nastawieniem "może być kicha", ale ów 
sceptycyzm na szczęście nie znalazł odbicia w rzeczywistości. Jest 
dobrze. Bardzo dobrze.
S
P
o
i
l
e
r
s
p
a
c
e
To naprawdę ostatni Indiana Jones.  W ostatnich scenach nasz superhero 
już nie występuje jako Indiana, ale jako Henry junior. Czas Indy'ego 
minął. A jego syn nie podejmie pałeczki, ponieważ tatuś mu zabronił, 
zabierając mu swój kapelusz. Howgh. I dobrze, bo tym razem naprawdę 
mogłaby być kicha.

Joanna
Re: Oh, Indy!
#30014
Author: Jo'Asia
Date: Fri, 23 May 2008 18:46
14 lines
1584 bytes
Joanna Czaplińska wystukała:

> pierwsze trzy minuty mi umknęły, bo stałam karnie w kolejce po popcorn, 
> więc jakby mnie ktoś oświecił, co się w trakcie w/w minut działo, 
> byłabym wdzięczna

Nie ma sprawy. Tylko powiedz od czego zaczęłaś oglądać :)

Jo'Asia

-- 
 __.-=-.  -< Joanna Słupek >----------------------< http://esensja.pl/ >-
  --<()>  -< joasia @ hell . pl >------< http://bujold.fantastyka.net/ >-
 .__.'|   -< Ze zbiorów biblioteki pintyjskiej: "Wampir Leszczat"      >-
Re: Oh, Indy!
#30018
Author: Igor Wawrzyniak
Date: Sat, 24 May 2008 06:58
42 lines
1542 bytes
Tako rzecze Joanna Czaplińska:
> S

> P

> o

> i

> l

> e

> r

> s

> p

> a

> c

> e


> To naprawdę ostatni Indiana Jones.  W ostatnich scenach nasz superhero
> już nie występuje jako Indiana, ale jako Henry junior. Czas Indy'ego
> minął. A jego syn nie podejmie pałeczki, ponieważ tatuś mu zabronił,
> zabierając mu swój kapelusz.

Obawiałem się, że na koniec Mutt oświadczy, że idzie do szkoły i chce
zostać archeologiem. Na szczęście tutaj tego nie było.

> Howgh. I dobrze, bo tym razem naprawdę 
> mogłaby być kicha.

A ja bym nie był taki pewny, że howgh. Myślę, że filmu o Jonesie Trzecim
nie będzie, ale spodziewam się serialu, książek, komiksów itp.

-- 
Igor Wawrzyniak
Re: Oh, Indy!
#30015
Author: Joanna Czaplińska
Date: Sat, 24 May 2008 10:24
8 lines
1107 bytes
> 
> Nie ma sprawy. Tylko powiedz od czego zaczęłaś oglądać :)

Kiedy pojawiła się Cate Blanchett, czyli nie wiem, jak doszło do tego, 
że się spotkali :)

Joanna
Re: Oh, Indy!
#30016
Author: Jo'Asia
Date: Sat, 24 May 2008 10:36
41 lines
2174 bytes
Joanna Czaplińska wystukała:

>> Nie ma sprawy. Tylko powiedz od czego zaczęłaś oglądać :)

> Kiedy pojawiła się Cate Blanchett, czyli nie wiem, jak doszło do tego, 
> że się spotkali :)

Dla przeczulonych spoiler space ;)

.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.

Tego to nikt nie wie. Zaczyna się od jadącego samochodu pełnego
nastolatków[1], który spotyka wojskowy konwój i podpuszcza prowadzący
samochód do wyścigu. Potem konwój skręca do bazy, rozwala obsadę
posterunku przy bramie, podjeżdża pod hangar i wyciąga z bagażnika Maca
i Indianę (duży bagażnik był). A potem już wiesz.

Jo'Asia

[1] OK, tak *naprawę* zaczyna się od pieska preriowego, którego o mało
    co nie rozjeżdża samochód pełen nastolatków ;)

-- 
 __.-=-.  -< Joanna Słupek >----------------------< http://esensja.pl/ >-
  --<()>  -< joasia @ hell . pl >------< http://bujold.fantastyka.net/ >-
 .__.'|   -< Ze zbiorów biblioteki pintyjskiej: "Aryboi"               >-
Re: Oh, Indy!
#30017
Author: str
Date: Sat, 24 May 2008 10:51
29 lines
1281 bytes
On Sat, 24 May 2008 12:36:47 +0200, Jo'Asia <joasia@hell.pl> wrote:

>Dla przeczulonych spoiler space ;)
>
>.
>.
>.
>.
>.
>.
>.
>.
>.
>.
>.
>.
>.
>.
>.
>.
>
>[1] OK, tak *naprawę* zaczyna się od pieska preriowego, którego o mało
>    co nie rozjeżdża samochód pełen nastolatków ;)

http://www.youtube.com/watch?v=jHjFxJVeCQs
W takim oto ujęciu :-)
-- 
strideer
http://www.dominikherman.com/
Re: Oh, Indy!
#30020
Author: Michał Gancarski
Date: Sat, 31 May 2008 21:44
48 lines
2819 bytes
Dnia Fri, 23 May 2008 20:38:05 +0200, Joanna Czaplińska napisał(a):

> Dzięki TVP1 całą trylogię przypomniałam sobie w najdrobniejszych 
> szczegółach, dodatkowo wyłapując wcześniej przeoczone smaczki (np. w 
> dwójce pierwsze sekwencje toczą się w knajpie pod znamienną nazwą "Obi 
> Wan Club"). Otóż czwórka przynosi same takie smaczki i de facto jest 
> filmografią Spielberga i Lucasa w pigułce, z domieszką kilku hitów lat 
> ostatnich w tle - oczywiście wszystko w stylu iście IndianaJonesowym, 
> czyli z przymrużeniem oka (co w tym przypadku uzyskuje dodatkowe 
> znaczenie), nieodłącznym kapeluszem, pejczem, szybkodziejącą się akcją, 
> i wszystkimi nieodłącznymi rekwizytami.
> Nie szłam wprawdzie na film z tak nabożną czcią jak na I część Star 
> Warsów czy Władcy Pierścieni (o czym niech najlepiej świadczy fakt, że 
> pierwsze trzy minuty mi umknęły, bo stałam karnie w kolejce po popcorn, 
> więc jakby mnie ktoś oświecił, co się w trakcie w/w minut działo, 
> byłabym wdzięczna), wręcz z nastawieniem "może być kicha", ale ów 
> sceptycyzm na szczęście nie znalazł odbicia w rzeczywistości. Jest 
> dobrze. Bardzo dobrze.
> S
> P
> o
> i
> l
> e
> r
> s
> p
> a
> c
> e
> To naprawdę ostatni Indiana Jones.  W ostatnich scenach nasz superhero 
> już nie występuje jako Indiana, ale jako Henry junior. Czas Indy'ego 
> minął. A jego syn nie podejmie pałeczki, ponieważ tatuś mu zabronił, 
> zabierając mu swój kapelusz. Howgh. I dobrze, bo tym razem naprawdę 
> mogłaby być kicha.

Kicha to już była w tym serialu o młodym Indym. Czwórka nie jest zła, choć
trochę niewyważona. Wiadomo - Indiana jest niezniszczalny ale tak
cholernych luk w scenariuszu nie było w poprzednich częściach. W każdym
razie przeskok z hitlerowskiego okultyzmu na Roswellowską rzeczywistość
zimnej wojny całkiem zgrabny, całkowicie w duchu epoki.


-- 
Michał Gancarski
http://michal.gancarski.com

"Nothing is so difficult as not deceiving oneself."
Re: Oh, Indy!
#30021
Author: Piotr 'Orlinos' Kozłowski
Date: Sat, 31 May 2008 22:50
90 lines
5335 bytes
On Sat, 31 May 2008 23:44:47 +0200, Michał Gancarski wrote:

> Dnia Fri, 23 May 2008 20:38:05 +0200, Joanna Czaplińska napisał(a):
> 
>> Dzięki TVP1 całą trylogię przypomniałam sobie w najdrobniejszych 
>> szczegółach, dodatkowo wyłapując wcześniej przeoczone smaczki (np. w 
>> dwójce pierwsze sekwencje toczą się w knajpie pod znamienną nazwą "Obi 
>> Wan Club"). Otóż czwórka przynosi same takie smaczki i de facto jest 
>> filmografią Spielberga i Lucasa w pigułce, z domieszką kilku hitów lat 
>> ostatnich w tle - oczywiście wszystko w stylu iście IndianaJonesowym, 
>> czyli z przymrużeniem oka (co w tym przypadku uzyskuje dodatkowe 
>> znaczenie), nieodłącznym kapeluszem, pejczem, szybkodziejącą się akcją, 
>> i wszystkimi nieodłącznymi rekwizytami.
>> Nie szłam wprawdzie na film z tak nabożną czcią jak na I część Star 
>> Warsów czy Władcy Pierścieni (o czym niech najlepiej świadczy fakt, że 
>> pierwsze trzy minuty mi umknęły, bo stałam karnie w kolejce po popcorn, 
>> więc jakby mnie ktoś oświecił, co się w trakcie w/w minut działo, 
>> byłabym wdzięczna), wręcz z nastawieniem "może być kicha", ale ów 
>> sceptycyzm na szczęście nie znalazł odbicia w rzeczywistości. Jest 
>> dobrze. Bardzo dobrze.
>> S
>> P
>> o
>> i
>> l
>> e
>> r
>> s
>> p
>> a
>> c
>> e
>> To naprawdę ostatni Indiana Jones.  W ostatnich scenach nasz superhero 
>> już nie występuje jako Indiana, ale jako Henry junior. Czas Indy'ego 
>> minął. A jego syn nie podejmie pałeczki, ponieważ tatuś mu zabronił, 
>> zabierając mu swój kapelusz. Howgh. I dobrze, bo tym razem naprawdę 
>> mogłaby być kicha.
> 
> Kicha to już była w tym serialu o młodym Indym. Czwórka nie jest zła, choć
> trochę niewyważona. Wiadomo - Indiana jest niezniszczalny ale tak
> cholernych luk w scenariuszu nie było w poprzednich częściach.

No niestety. W dodatku pozytywnych postaci jest zbyt dużo i w rezultacie
nie mają co robić. Karen Allen jest mało wykorzystana, dobrze, że
chociaż zrobili jedną-dwie sceny, w których promienieje swoimi cudownymi
oczami. Ech, przypomniałem sobie, jak się w niej podkochiwałem w
młodości. ;-)

A scenariusz jest byle jaki, niestety. Za mało jest, poza początkiem,
poczucia humoru. W dodatku twórcy jakby nie mogli się miejscami
zdecydować - to Indy jest stary i fajtłapowaty, czy mega-macho, który
wstaje, chociaż dziesiątki razy oberwał po nosie od młodego komucha
(walka wśród mrówek). To bardzo słaby pojedynek, dlaczego Indy wygrywa
przy pomocy czystej siły, zamiast podstępu, czy sprytnej sztuczki?

"Lodówka" - sama scena wybuchu to trochę przegięcie, ale łyknąłem ją, bo
niesamowicie podobało mi się wcześniejsze "niedopasowanie" brudnego i
spoconego Indy'ego, ganiającego jak głupek po idyllicznie kolorowym
osiedlu a la lata pięćdziesiąte. Lubię taką... abstrakcyjną
absurdalność. Bierze mnie.

"Pojedynek na szpady na dwóch autach" - jest dobrze, jest szaleństwo,
jest śmiech. Podobały mi się uwagi "mamusi" do synka. Hehe, warto było
uczyć się szermierki! :->

Wróciłem myślami do "Arki". Wiecie, co było takie dobre w filmach z
tamtych lat? Dobrze zagospodarowany odpoczynek. Nie było wtedy pieniędzy
na same tylko efekty non-stop, ale dobrzy pisarze potrafili tworzyć
oryginalne sceny, "wypełniacze" między pościgami. Jak byłem mały -
zachwycałem się Indym ze względu na akcję. Ta - zestarzała się - nie
zestarzały się scenki na targu, "małpka - złe daktyle"; kombinowanie
Marion i jej próba uwiedzenia Beloqe'a. I tak dalej.

Dlaczego współczesne kino, gdy robi tę przerwę na zaczerpnięcie oddechu,
to musi widza zalewać bzdetami, nudą i kiepskimi dialogami? To do was
mówię, ciągnące się Matriksy!

> W każdym
> razie przeskok z hitlerowskiego okultyzmu na Roswellowską rzeczywistość
> zimnej wojny całkiem zgrabny, całkowicie w duchu epoki.

Brakuje mi tylko mistycyzmu Arki, czy Graala. Pochodzimy z
postchrześcijańskiej kultury, takie artefakty zawsze robią na nas
większe wrażenie, niż kamyczki czy czaszki. Ale rozumiem, że nie można
było ciągnąć tego w nieskończoność.

-- 
Pozdrawiam, Piotr 'Orlinos' Kozłowski
You didn't have to love me like you did
But you did, but you did. / And I thank you. (ZZ Top)
Re: Oh, Indy!
#30022
Author: Michał Gancarski
Date: Sun, 01 Jun 2008 06:49
121 lines
6780 bytes
Dnia Sun, 1 Jun 2008 00:50:56 +0200, Piotr 'Orlinos' Kozłowski napisał(a):

> On Sat, 31 May 2008 23:44:47 +0200, Michał Gancarski wrote:
> 
>> Dnia Fri, 23 May 2008 20:38:05 +0200, Joanna Czaplińska napisał(a):
>> 
>>> Dzięki TVP1 całą trylogię przypomniałam sobie w najdrobniejszych 
>>> szczegółach, dodatkowo wyłapując wcześniej przeoczone smaczki (np. w 
>>> dwójce pierwsze sekwencje toczą się w knajpie pod znamienną nazwą "Obi 
>>> Wan Club"). Otóż czwórka przynosi same takie smaczki i de facto jest 
>>> filmografią Spielberga i Lucasa w pigułce, z domieszką kilku hitów lat 
>>> ostatnich w tle - oczywiście wszystko w stylu iście IndianaJonesowym, 
>>> czyli z przymrużeniem oka (co w tym przypadku uzyskuje dodatkowe 
>>> znaczenie), nieodłącznym kapeluszem, pejczem, szybkodziejącą się akcją, 
>>> i wszystkimi nieodłącznymi rekwizytami.
>>> Nie szłam wprawdzie na film z tak nabożną czcią jak na I część Star 
>>> Warsów czy Władcy Pierścieni (o czym niech najlepiej świadczy fakt, że 
>>> pierwsze trzy minuty mi umknęły, bo stałam karnie w kolejce po popcorn, 
>>> więc jakby mnie ktoś oświecił, co się w trakcie w/w minut działo, 
>>> byłabym wdzięczna), wręcz z nastawieniem "może być kicha", ale ów 
>>> sceptycyzm na szczęście nie znalazł odbicia w rzeczywistości. Jest 
>>> dobrze. Bardzo dobrze.
>>> S
>>> P
>>> o
>>> i
>>> l
>>> e
>>> r
>>> s
>>> p
>>> a
>>> c
>>> e
>>> To naprawdę ostatni Indiana Jones.  W ostatnich scenach nasz superhero 
>>> już nie występuje jako Indiana, ale jako Henry junior. Czas Indy'ego 
>>> minął. A jego syn nie podejmie pałeczki, ponieważ tatuś mu zabronił, 
>>> zabierając mu swój kapelusz. Howgh. I dobrze, bo tym razem naprawdę 
>>> mogłaby być kicha.
>> 
>> Kicha to już była w tym serialu o młodym Indym. Czwórka nie jest zła, choć
>> trochę niewyważona. Wiadomo - Indiana jest niezniszczalny ale tak
>> cholernych luk w scenariuszu nie było w poprzednich częściach.
> 
> No niestety. W dodatku pozytywnych postaci jest zbyt dużo i w rezultacie
> nie mają co robić. Karen Allen jest mało wykorzystana, dobrze, że
> chociaż zrobili jedną-dwie sceny, w których promienieje swoimi cudownymi
> oczami. Ech, przypomniałem sobie, jak się w niej podkochiwałem w
> młodości. ;-)
> 
> A scenariusz jest byle jaki, niestety. Za mało jest, poza początkiem,
> poczucia humoru. W dodatku twórcy jakby nie mogli się miejscami
> zdecydować - to Indy jest stary i fajtłapowaty, czy mega-macho, który
> wstaje, chociaż dziesiątki razy oberwał po nosie od młodego komucha
> (walka wśród mrówek). To bardzo słaby pojedynek, dlaczego Indy wygrywa
> przy pomocy czystej siły, zamiast podstępu, czy sprytnej sztuczki?

No więc właśnie. Za mało bicza, za mało strzelania do cwaniakującego z
dwoma maczetami kolesia ("Arka przymierza"?).


> "Lodówka" - sama scena wybuchu to trochę przegięcie, ale łyknąłem ją, bo
> niesamowicie podobało mi się wcześniejsze "niedopasowanie" brudnego i
> spoconego Indy'ego, ganiającego jak głupek po idyllicznie kolorowym
> osiedlu a la lata pięćdziesiąte. Lubię taką... abstrakcyjną
> absurdalność. Bierze mnie.

Oczekiwałem, że zejdzie do jakiegoś schronu. W tych testowych,
jednorazowych miasteczkach schronów pewnie nie było ale to jest film, tutaj
uzbrojone po zęby i przebrane KGB może przejąć amerykańską, tajną bazę,
której jedynym personelem jest kilku kolesi przy budce, a lodówka po
kilkusetmetrowym locie i turlaniu się po ziemi otwiera się dopero na końcu.
To zapewne jakiś solidny Hoover.


> "Pojedynek na szpady na dwóch autach" - jest dobrze, jest szaleństwo,
> jest śmiech. Podobały mi się uwagi "mamusi" do synka. Hehe, warto było
> uczyć się szermierki! :->
> 
> Wróciłem myślami do "Arki". Wiecie, co było takie dobre w filmach z
> tamtych lat? Dobrze zagospodarowany odpoczynek. Nie było wtedy pieniędzy
> na same tylko efekty non-stop, ale dobrzy pisarze potrafili tworzyć
> oryginalne sceny, "wypełniacze" między pościgami. Jak byłem mały -
> zachwycałem się Indym ze względu na akcję. Ta - zestarzała się - nie
> zestarzały się scenki na targu, "małpka - złe daktyle"; kombinowanie
> Marion i jej próba uwiedzenia Beloqe'a. I tak dalej.

Ostatnio widziałem "Ostatnią krucjatę" i niespecjalnie się zestarzała,
także "akcyjnie".


> Dlaczego współczesne kino, gdy robi tę przerwę na zaczerpnięcie oddechu,
> to musi widza zalewać bzdetami, nudą i kiepskimi dialogami? To do was
> mówię, ciągnące się Matriksy!
> 
>> W każdym
>> razie przeskok z hitlerowskiego okultyzmu na Roswellowską rzeczywistość
>> zimnej wojny całkiem zgrabny, całkowicie w duchu epoki.
> 
> Brakuje mi tylko mistycyzmu Arki, czy Graala. Pochodzimy z
> postchrześcijańskiej kultury, takie artefakty zawsze robią na nas
> większe wrażenie, niż kamyczki czy czaszki. Ale rozumiem, że nie można
> było ciągnąć tego w nieskończoność.

Hitlerowców już nie było, te artefakty mocno związywały akcję z II WŚ.
Zauważ, że w IV rzeczywistość była nieco bardziej ponura. Indy jako agent,
komuniści wypełzający z szafy, wyraźne deklaracje polityczne ("I like
Ike"). W poprzednich częściach tej polityki nie było, Ameryka była Ameryka,
gdy Indy wracał do kraju, to na widza od razu spływało błogie poczucie
bezpieczeństwa, bo przecież wśród seksownych studentek i w zaciszu
uniwersyteckiego gabinetu nic stać się nie może. Tutaj tego podziału na
kraj i to co poza już nie było, w domu również można było stracić życie.
Tak jakby twórcy kazali bohaterom dorosnąć.


-- 
Michał Gancarski
http://michal.gancarski.com

"When one's expectations are reduced to zero, one really appreciates
everything one does have"
Re: Oh, Indy!
#30023
Author: Piotr 'Orlinos' Kozłowski
Date: Sun, 01 Jun 2008 08:46
120 lines
6749 bytes
On Sun, 1 Jun 2008 08:49:17 +0200, Michał Gancarski wrote:

> Dnia Sun, 1 Jun 2008 00:50:56 +0200, Piotr 'Orlinos' Kozłowski napisał(a):
> 
>> On Sat, 31 May 2008 23:44:47 +0200, Michał Gancarski wrote:
>> 
>>> Dnia Fri, 23 May 2008 20:38:05 +0200, Joanna Czaplińska napisał(a):
>>> 
>>>> Dzięki TVP1 całą trylogię przypomniałam sobie w najdrobniejszych 
>>>> szczegółach, dodatkowo wyłapując wcześniej przeoczone smaczki (np. w 
>>>> dwójce pierwsze sekwencje toczą się w knajpie pod znamienną nazwą "Obi 
>>>> Wan Club"). Otóż czwórka przynosi same takie smaczki i de facto jest 
>>>> filmografią Spielberga i Lucasa w pigułce, z domieszką kilku hitów lat 
>>>> ostatnich w tle - oczywiście wszystko w stylu iście IndianaJonesowym, 
>>>> czyli z przymrużeniem oka (co w tym przypadku uzyskuje dodatkowe 
>>>> znaczenie), nieodłącznym kapeluszem, pejczem, szybkodziejącą się akcją, 
>>>> i wszystkimi nieodłącznymi rekwizytami.
>>>> Nie szłam wprawdzie na film z tak nabożną czcią jak na I część Star 
>>>> Warsów czy Władcy Pierścieni (o czym niech najlepiej świadczy fakt, że 
>>>> pierwsze trzy minuty mi umknęły, bo stałam karnie w kolejce po popcorn, 
>>>> więc jakby mnie ktoś oświecił, co się w trakcie w/w minut działo, 
>>>> byłabym wdzięczna), wręcz z nastawieniem "może być kicha", ale ów 
>>>> sceptycyzm na szczęście nie znalazł odbicia w rzeczywistości. Jest 
>>>> dobrze. Bardzo dobrze.
>>>> S
>>>> P
>>>> o
>>>> i
>>>> l
>>>> e
>>>> r
>>>> s
>>>> p
>>>> a
>>>> c
>>>> e
>>>> To naprawdę ostatni Indiana Jones.  W ostatnich scenach nasz superhero 
>>>> już nie występuje jako Indiana, ale jako Henry junior. Czas Indy'ego 
>>>> minął. A jego syn nie podejmie pałeczki, ponieważ tatuś mu zabronił, 
>>>> zabierając mu swój kapelusz. Howgh. I dobrze, bo tym razem naprawdę 
>>>> mogłaby być kicha.
>>> 
>>> Kicha to już była w tym serialu o młodym Indym. Czwórka nie jest zła, choć
>>> trochę niewyważona. Wiadomo - Indiana jest niezniszczalny ale tak
>>> cholernych luk w scenariuszu nie było w poprzednich częściach.
>> 
>> No niestety. W dodatku pozytywnych postaci jest zbyt dużo i w rezultacie
>> nie mają co robić. Karen Allen jest mało wykorzystana, dobrze, że
>> chociaż zrobili jedną-dwie sceny, w których promienieje swoimi cudownymi
>> oczami. Ech, przypomniałem sobie, jak się w niej podkochiwałem w
>> młodości. ;-)
>> 
>> A scenariusz jest byle jaki, niestety. Za mało jest, poza początkiem,
>> poczucia humoru. W dodatku twórcy jakby nie mogli się miejscami
>> zdecydować - to Indy jest stary i fajtłapowaty, czy mega-macho, który
>> wstaje, chociaż dziesiątki razy oberwał po nosie od młodego komucha
>> (walka wśród mrówek). To bardzo słaby pojedynek, dlaczego Indy wygrywa
>> przy pomocy czystej siły, zamiast podstępu, czy sprytnej sztuczki?
> 
> No więc właśnie. Za mało bicza, za mało strzelania do cwaniakującego z
> dwoma maczetami kolesia ("Arka przymierza"?).

PAC! *Dwiema maczetami*. Ew. maczetyma. ;-)

Miecz był jeden, ale za to wielki, jego właściciel również.

>> "Lodówka" - sama scena wybuchu to trochę przegięcie, ale łyknąłem ją, bo
>> niesamowicie podobało mi się wcześniejsze "niedopasowanie" brudnego i
>> spoconego Indy'ego, ganiającego jak głupek po idyllicznie kolorowym
>> osiedlu a la lata pięćdziesiąte. Lubię taką... abstrakcyjną
>> absurdalność. Bierze mnie.
> 
> Oczekiwałem, że zejdzie do jakiegoś schronu.

Lodówka była absurdalnie dowcipna. ;-)

> W tych testowych,
> jednorazowych miasteczkach schronów pewnie nie było ale to jest film, tutaj
> uzbrojone po zęby i przebrane KGB może przejąć amerykańską, tajną bazę,
> której jedynym personelem jest kilku kolesi przy budce, a lodówka po
> kilkusetmetrowym locie i turlaniu się po ziemi otwiera się dopero na końcu.
> To zapewne jakiś solidny Hoover.

Obecny amerykański sprzęt, to nie to co dawniej...
> 
> Ostatnio widziałem "Ostatnią krucjatę" i niespecjalnie się zestarzała,
> także "akcyjnie".

Powiedz to histerykom z ADHD, którzy narzekają, jak w filmie przez 30
sekund nie ma wybuchów. :->

>> Dlaczego współczesne kino, gdy robi tę przerwę na zaczerpnięcie oddechu,
>> to musi widza zalewać bzdetami, nudą i kiepskimi dialogami? To do was
>> mówię, ciągnące się Matriksy!
>> 
>>> W każdym
>>> razie przeskok z hitlerowskiego okultyzmu na Roswellowską rzeczywistość
>>> zimnej wojny całkiem zgrabny, całkowicie w duchu epoki.
>> 
>> Brakuje mi tylko mistycyzmu Arki, czy Graala. Pochodzimy z
>> postchrześcijańskiej kultury, takie artefakty zawsze robią na nas
>> większe wrażenie, niż kamyczki czy czaszki. Ale rozumiem, że nie można
>> było ciągnąć tego w nieskończoność.
> 
> Hitlerowców już nie było, te artefakty mocno związywały akcję z II WŚ.
> Zauważ, że w IV rzeczywistość była nieco bardziej ponura. Indy jako agent,
> komuniści wypełzający z szafy, wyraźne deklaracje polityczne ("I like
> Ike"). W poprzednich częściach tej polityki nie było, Ameryka była Ameryka,
> gdy Indy wracał do kraju, to na widza od razu spływało błogie poczucie
> bezpieczeństwa, bo przecież wśród seksownych studentek i w zaciszu
> uniwersyteckiego gabinetu nic stać się nie może. Tutaj tego podziału na
> kraj i to co poza już nie było, w domu również można było stracić życie.
> Tak jakby twórcy kazali bohaterom dorosnąć.

No, tylko mało było tego MacCarthy'ego. Bardzo szybko twórcy przeszli do
dżungli. I już tam zostali. :(

-- 
Pozdrawiam, Piotr 'Orlinos' Kozłowski
She's got legs, she knows how to use them. (ZZ Top)
Re: Oh, Indy!
#30025
Author: Wojciech Orlinski
Date: Sun, 01 Jun 2008 09:35
40 lines
2734 bytes
On 2008-06-01 00:50:56 +0200, Piotr 'Orlinos' Kozłowski 
<nie@ma.takiego.dziadka> said:

> A scenariusz jest byle jaki, niestety. Za mało jest, poza początkiem,
> poczucia humoru. W dodatku twórcy jakby nie mogli się miejscami
> zdecydować - to Indy jest stary i fajtłapowaty, czy mega-macho, który
> wstaje, chociaż dziesiątki razy oberwał po nosie od młodego komucha
> (walka wśród mrówek).

Przeciwnie, co do tego są bardzo zdecydowani - zawsze rozstrzygają to 
na rzecz mega-macho.

> Wróciłem myślami do "Arki". Wiecie, co było takie dobre w filmach z
> tamtych lat? Dobrze zagospodarowany odpoczynek. Nie było wtedy pieniędzy
> na same tylko efekty non-stop, ale dobrzy pisarze potrafili tworzyć
> oryginalne sceny, "wypełniacze" między pościgami. Jak byłem mały -
> zachwycałem się Indym ze względu na akcję. Ta - zestarzała się - nie
> zestarzały się scenki na targu, "małpka - złe daktyle"; kombinowanie
> Marion i jej próba uwiedzenia Beloqe'a. I tak dalej.

Ja może mam inne poczucie humoru, ale śmiałem się na "odpoczynkowych" 
scenach dialogu w knajpie studencko-rockersowej ("nauczyciel? no tak, 
to na pewno będzie bardzo pomocne"), na scenie kłótni rodzinnej ("nie 
musi widzieć, jak mama i tata się kłócą!") i przy umoralniających 
dialogach z Muttem, zanim ich nie złapali ("chciałem to odłożyć na 
miejsce").

>> razie przeskok z hitlerowskiego okultyzmu na Roswellowską rzeczywistość
>> zimnej wojny całkiem zgrabny, całkowicie w duchu epoki.
> 
> Brakuje mi tylko mistycyzmu Arki, czy Graala. Pochodzimy z
> postchrześcijańskiej kultury, takie artefakty zawsze robią na nas
> większe wrażenie, niż kamyczki czy czaszki.

To może ja jestem już bardziej zlaicyzowany, bo na mnie - autentycznie 
- większe wrażenie zawsze zrobi ufok z Roswell od jakichś artefaktów 
religijnych.

-- 
All roads lead to ligament injury.
Re: Oh, Indy!
#30024
Author: Wojciech Orlinski
Date: Sun, 01 Jun 2008 09:37
18 lines
1693 bytes
On 2008-06-01 08:49:17 +0200, Michał Gancarski 
<wysyisback@-spamywasz-przegrywasz-.tlen.pl> said:

>> A scenariusz jest byle jaki, niestety. Za mało jest, poza początkiem,
>> poczucia humoru. W dodatku twórcy jakby nie mogli się miejscami
>> zdecydować - to Indy jest stary i fajtłapowaty, czy mega-macho, który
>> wstaje, chociaż dziesiątki razy oberwał po nosie od młodego komucha
>> (walka wśród mrówek). To bardzo słaby pojedynek, dlaczego Indy wygrywa
>> przy pomocy czystej siły, zamiast podstępu, czy sprytnej sztuczki?
> 
> No więc właśnie. Za mało bicza, za mało strzelania do cwaniakującego z
> dwoma maczetami kolesia ("Arka przymierza"?).

Przepraszam, ale właśnie do tego motywu bardzo inteligentnie nawiązano 
("sorry kid, you just brought a knife to a gunfight").

-- 
All roads lead to ligament injury.
Re: Oh, Indy!
#30026
Author: Piotr 'Orlinos' Kozłowski
Date: Sun, 01 Jun 2008 09:52
51 lines
3288 bytes
On Sun, 1 Jun 2008 11:35:56 +0200, Wojciech Orlinski wrote:

> On 2008-06-01 00:50:56 +0200, Piotr 'Orlinos' Kozłowski 
> <nie@ma.takiego.dziadka> said:
> 
>> A scenariusz jest byle jaki, niestety. Za mało jest, poza początkiem,
>> poczucia humoru. W dodatku twórcy jakby nie mogli się miejscami
>> zdecydować - to Indy jest stary i fajtłapowaty, czy mega-macho, który
>> wstaje, chociaż dziesiątki razy oberwał po nosie od młodego komucha
>> (walka wśród mrówek).
> 
> Przeciwnie, co do tego są bardzo zdecydowani - zawsze rozstrzygają to 
> na rzecz mega-macho.

A scenki, gdy Indy wywracał siebie i rowery w miasteczku? Na motocyklu
też wyglądał, jakby nie czuł się zbyt pewnie. Tylko mało tego było.

>> Wróciłem myślami do "Arki". Wiecie, co było takie dobre w filmach z
>> tamtych lat? Dobrze zagospodarowany odpoczynek. Nie było wtedy pieniędzy
>> na same tylko efekty non-stop, ale dobrzy pisarze potrafili tworzyć
>> oryginalne sceny, "wypełniacze" między pościgami. Jak byłem mały -
>> zachwycałem się Indym ze względu na akcję. Ta - zestarzała się - nie
>> zestarzały się scenki na targu, "małpka - złe daktyle"; kombinowanie
>> Marion i jej próba uwiedzenia Beloqe'a. I tak dalej.
> 
> Ja może mam inne poczucie humoru, ale śmiałem się na "odpoczynkowych" 
> scenach dialogu w knajpie studencko-rockersowej ("nauczyciel? no tak, 
> to na pewno będzie bardzo pomocne"), na scenie kłótni rodzinnej ("nie 
> musi widzieć, jak mama i tata się kłócą!") i przy umoralniających 
> dialogach z Muttem, zanim ich nie złapali ("chciałem to odłożyć na 
> miejsce").

"Mój syn nie skończył szkoły?!"

>>> razie przeskok z hitlerowskiego okultyzmu na Roswellowską rzeczywistość
>>> zimnej wojny całkiem zgrabny, całkowicie w duchu epoki.
>> 
>> Brakuje mi tylko mistycyzmu Arki, czy Graala. Pochodzimy z
>> postchrześcijańskiej kultury, takie artefakty zawsze robią na nas
>> większe wrażenie, niż kamyczki czy czaszki.
> 
> To może ja jestem już bardziej zlaicyzowany, bo na mnie - autentycznie 
> - większe wrażenie zawsze zrobi ufok z Roswell od jakichś artefaktów 
> religijnych.

Nie jesteś Prawdziwym Polakiem(TM) !

-- 
Pozdrawiam, Piotr 'Orlinos' Kozłowski
How could anyone be so unkind
To arrest a man for drivin' while blind? (ZZ Top)
Re: Oh, Indy!
#30027
Author: Wojciech Orlinski
Date: Sun, 01 Jun 2008 18:47
39 lines
2559 bytes
On 2008-06-01 11:52:56 +0200, Piotr 'Orlinos' Kozłowski 
<nie@ma.takiego.dziadka> said:

>>> A scenariusz jest byle jaki, niestety. Za mało jest, poza początkiem,
>>> poczucia humoru. W dodatku twórcy jakby nie mogli się miejscami
>>> zdecydować - to Indy jest stary i fajtłapowaty, czy mega-macho, który
>>> wstaje, chociaż dziesiątki razy oberwał po nosie od młodego komucha
>>> (walka wśród mrówek).
>> 
>> Przeciwnie, co do tego są bardzo zdecydowani - zawsze rozstrzygają to
>> na rzecz mega-macho.
> 
> A scenki, gdy Indy wywracał siebie i rowery w miasteczku?

No przecież wbiegł tam wyczerpany i spanikowany, świeżo po jeździe 
rakietą po szynach (Iwana to jeszcze gorzej "znieczuliło").

> Na motocyklu
> też wyglądał, jakby nie czuł się zbyt pewnie. Tylko mało tego było.

No bo nie miał z tym doświadczenia. Ja nie odebrałem w ogóle tych scen 
jako sugerowania niedołężności, raczej jako pośpiech (miasteczko) i 
brak doświadczenia z motorem.

>> To może ja jestem już bardziej zlaicyzowany, bo na mnie - autentycznie
>> - większe wrażenie zawsze zrobi ufok z Roswell od jakichś artefaktów
>> religijnych.
> 
> Nie jesteś Prawdziwym Polakiem(TM) !

Ty też nie, bo gdybyś był, to byś wyssał z mlekiem matki nienawiść do 
Philipa Kaufmana, który pochodził z rodziny ortodoksów i jako taki 
chodził w dzieciństwie do koszernego dentysty, który odwracając uwagę 
dzieci od borowania, opowiadał im historie ze Starego Testamentu (i 
Kaufman podzielił się z Lucasem jedną z tych historii około 1975 roku). 
Hint: to nie chrześcijanie zrobili ten film :-)

-- 
All roads lead to ligament injury.
Re: Oh, Indy!
#30028
Author: Piotr 'Orlinos' Kozłowski
Date: Sun, 01 Jun 2008 19:38
52 lines
3261 bytes
On Sun, 1 Jun 2008 20:47:01 +0200, Wojciech Orlinski wrote:

> On 2008-06-01 11:52:56 +0200, Piotr 'Orlinos' Kozłowski 
> <nie@ma.takiego.dziadka> said:
> 
>>>> A scenariusz jest byle jaki, niestety. Za mało jest, poza początkiem,
>>>> poczucia humoru. W dodatku twórcy jakby nie mogli się miejscami
>>>> zdecydować - to Indy jest stary i fajtłapowaty, czy mega-macho, który
>>>> wstaje, chociaż dziesiątki razy oberwał po nosie od młodego komucha
>>>> (walka wśród mrówek).
>>> 
>>> Przeciwnie, co do tego są bardzo zdecydowani - zawsze rozstrzygają to
>>> na rzecz mega-macho.
>> 
>> A scenki, gdy Indy wywracał siebie i rowery w miasteczku?
> 
> No przecież wbiegł tam wyczerpany i spanikowany, świeżo po jeździe 
> rakietą po szynach (Iwana to jeszcze gorzej "znieczuliło").

Wielu współczesnych macho w ogóle nie bywa zmęczonych. A Indy początkowo
całkiem nieźle "był stary". Niestety, im dalej, tym gorzej tzn.
młodziej.

>> Na motocyklu
>> też wyglądał, jakby nie czuł się zbyt pewnie. Tylko mało tego było.
> 
> No bo nie miał z tym doświadczenia. Ja nie odebrałem w ogóle tych scen 
> jako sugerowania niedołężności, raczej jako pośpiech (miasteczko) i 
> brak doświadczenia z motorem.

Mówisz, że od czasów Ostatniej Krucjaty nie jeździł na motorze? Indy
jest jak Bond, zna się na wszystkim i przyjaciół ma wszędzie!

>>> To może ja jestem już bardziej zlaicyzowany, bo na mnie - autentycznie
>>> - większe wrażenie zawsze zrobi ufok z Roswell od jakichś artefaktów
>>> religijnych.
>> 
>> Nie jesteś Prawdziwym Polakiem(TM) !
> 
> Ty też nie, bo gdybyś był, to byś wyssał z mlekiem matki nienawiść do 
> Philipa Kaufmana, który pochodził z rodziny ortodoksów i jako taki 
> chodził w dzieciństwie do koszernego dentysty, który odwracając uwagę 
> dzieci od borowania, opowiadał im historie ze Starego Testamentu (i 
> Kaufman podzielił się z Lucasem jedną z tych historii około 1975 roku). 
> Hint: to nie chrześcijanie zrobili ten film :-)

Fakt, nos mam orli i zaiste żydowski. :->

-- 
Pozdrawiam, Piotr 'Orlinos' Kozłowski
She don't love me, she love my automobile.
Well she would do anything just to slide behind the wheel (ZZ Top)
Re: Oh, Indy!
#30029
Author: Wojciech Orlinski
Date: Mon, 02 Jun 2008 08:00
31 lines
2132 bytes
On 2008-06-01 21:38:54 +0200, Piotr 'Orlinos' Kozłowski 
<nie@ma.takiego.dziadka> said:

>>> A scenki, gdy Indy wywracał siebie i rowery w miasteczku?
>> 
>> No przecież wbiegł tam wyczerpany i spanikowany, świeżo po jeździe
>> rakietą po szynach (Iwana to jeszcze gorzej "znieczuliło").
> 
> Wielu współczesnych macho w ogóle nie bywa zmęczonych. A Indy początkowo
> całkiem nieźle "był stary". Niestety, im dalej, tym gorzej tzn.
> młodziej.

No przecież _zaczęło_ się od jakiegoś skakania po skrzynkach i biegania 
po belkach stropowych oraz sprawnie przebiegającego pojedynku z Iwanem 
(kto wie, czy to nie Indy by załatwił Iwana, gdyby nie ruszyła rakieta).

>> No bo nie miał z tym doświadczenia. Ja nie odebrałem w ogóle tych scen
>> jako sugerowania niedołężności, raczej jako pośpiech (miasteczko) i
>> brak doświadczenia z motorem.
> 
> Mówisz, że od czasów Ostatniej Krucjaty nie jeździł na motorze?

Jako _pasażer_? Wydaje mi się to całkiem prawdopodobne.

> Indy
> jest jak Bond, zna się na wszystkim i przyjaciół ma wszędzie!

A ile razy widziałeś 007 w roli pasażera motocykla?

-- 
All roads lead to ligament injury.
Re: Oh, Indy!
#30030
Author: Piotr 'Orlinos' Kozłowski
Date: Mon, 02 Jun 2008 19:10
45 lines
2940 bytes
On Mon, 2 Jun 2008 10:00:16 +0200, Wojciech Orlinski wrote:

> On 2008-06-01 21:38:54 +0200, Piotr 'Orlinos' Kozłowski 
> <nie@ma.takiego.dziadka> said:
> 
>>>> A scenki, gdy Indy wywracał siebie i rowery w miasteczku?
>>> 
>>> No przecież wbiegł tam wyczerpany i spanikowany, świeżo po jeździe
>>> rakietą po szynach (Iwana to jeszcze gorzej "znieczuliło").
>> 
>> Wielu współczesnych macho w ogóle nie bywa zmęczonych. A Indy początkowo
>> całkiem nieźle "był stary". Niestety, im dalej, tym gorzej tzn.
>> młodziej.
> 
> No przecież _zaczęło_ się od jakiegoś skakania po skrzynkach i biegania 
> po belkach stropowych oraz sprawnie przebiegającego pojedynku z Iwanem 
> (kto wie, czy to nie Indy by załatwił Iwana, gdyby nie ruszyła rakieta).

No fakt. Ale już to bieganie po skrzynkach mu miejscami kiepsko
wychodziło, Ruskie musieli nawet wstrzymać palce na spuście. :->
 
>>> No bo nie miał z tym doświadczenia. Ja nie odebrałem w ogóle tych scen
>>> jako sugerowania niedołężności, raczej jako pośpiech (miasteczko) i
>>> brak doświadczenia z motorem.
>> 
>> Mówisz, że od czasów Ostatniej Krucjaty nie jeździł na motorze?
> 
> Jako _pasażer_? Wydaje mi się to całkiem prawdopodobne.

Jako pasażer trudniej się jeździ? I to osobie będącej sprawnym jeźdźcem
konnym?

>> Indy
>> jest jak Bond, zna się na wszystkim i przyjaciół ma wszędzie!
> 
> A ile razy widziałeś 007 w roli pasażera motocykla?

Niech wypowie się ktoś, kto jeździł na motorze - domyślam się, że na
tylnym siedzeniu nie ma lekko, ale chyba Indy w młodości nie miałby
problemów?

-- 
Pozdrawiam, Piotr 'Orlinos' Kozłowski
Have mercy, been waitin' for the bus all day.
I got my brown paper bag and my take-home pay. (ZZ Top)
Re: Oh, Indy!
#30031
Author: Wojciech Orlinski
Date: Mon, 02 Jun 2008 21:54
48 lines
3079 bytes
On 2008-06-02 21:10:35 +0200, Piotr 'Orlinos' Kozłowski 
<nie@ma.takiego.dziadka> said:

>>> Wielu współczesnych macho w ogóle nie bywa zmęczonych. A Indy początkowo
>>> całkiem nieźle "był stary". Niestety, im dalej, tym gorzej tzn.
>>> młodziej.
>> 
>> No przecież _zaczęło_ się od jakiegoś skakania po skrzynkach i biegania
>> po belkach stropowych oraz sprawnie przebiegającego pojedynku z Iwanem
>> (kto wie, czy to nie Indy by załatwił Iwana, gdyby nie ruszyła rakieta).
> 
> No fakt. Ale już to bieganie po skrzynkach mu miejscami kiepsko
> wychodziło, Ruskie musieli nawet wstrzymać palce na spuście. :->

Ja się tu akurat uśmiechnąłem z komentarzem pod nosem "oho, Lucas znowu 
zapodaje stormtrooper effect" [1]. To po prostu już kolejny stereotyp 
popkulturowy, z ktorego utkany jest ten film. Ale moim zdaniem, 
pierwsza scena pokazuje Indy'ego jako faceta wciaż jeszcze 
pełnosprawnego.

>>>> No bo nie miał z tym doświadczenia. Ja nie odebrałem w ogóle tych scen
>>>> jako sugerowania niedołężności, raczej jako pośpiech (miasteczko) i
>>>> brak doświadczenia z motorem.
>>> 
>>> Mówisz, że od czasów Ostatniej Krucjaty nie jeździł na motorze?
>> 
>> Jako _pasażer_? Wydaje mi się to całkiem prawdopodobne.
> 
> Jako pasażer trudniej się jeździ?

Inaczej po prostu.

> I to osobie będącej sprawnym jeźdźcem
> konnym?

Hej, co za porównanie? Na motocyklu jako pasażer trzymasz się jeźdźca 
przed sobą (ewentualnie jakiegoś trzymadełka) i jesteś biernie (na 
ogół) zaskakiwany jego manewrami. Konno równowagę dynamicznie trzymasz 
całym ciałem i niespecjalnie możesz się złapać czegokolwiek (grzywy czy 
szyi chwyta się w desperacji, bo to oznacza utratę panowania nad 
kierunkiem jazdy i jej szybkością). Za to - dopóki właśnie nie stracisz 
panowania, czyli koń nie poniesie - przynajmniej w teorii nie jesteś 
zaskakiwany manewrami, bo sam je inicjujesz.

[1] http://en.wikipedia.org/wiki/Stormtrooper_effect

-- 
All roads lead to ligament injury.
Thread Navigation

This is a paginated view of messages in the thread with full content displayed inline.

Messages are displayed in chronological order, with the original post highlighted in green.

Use pagination controls to navigate through all messages in large threads.

Back to All Threads