🚀 go-pugleaf

RetroBBS NetNews Server

Inspired by RockSolid Light RIP Retro Guy

Thread View: pl.hum.pisarstwo
36 messages
36 total messages Started by irena Mon, 15 Jun 2009 19:37
Intrygi i zdrada (rok 1771)
#18667
Author: irena
Date: Mon, 15 Jun 2009 19:37
200 lines
15510 bytes
Intrygi i zdrada (rok 1771)

      Brr!! Zmora jesieni! Nieustannie płaczące chmury obrzydły już 
wszystkim, jednak najwięcej powodów do narzekań mieli obrońcy jasnogórskiego 
wzgórza. Ulewy jedna za drugą niszczyły usypane wały ziemne, a rowy już z 
początkiem października zamieniały się w lodowate sadzawki. Zła pogoda źle 
wpływa na samopoczucie, a w dodatku najstarszy zakonnik świątynnego skrawka 
ziemi uparł się straszyć ludzi, mówiąc że niebo pozbawione błękitu to 
zwiastun nieszczęść. Posiane ziarenko trwogi już kiełkowało, a wątpliwości 
trudno było rozwiać, bo przecież o tej porze roku wyjące wiatry i poranne 
przymrozki nie były normalnym zjawiskiem w tym zakątku kraju.
     Wśród Konfederatów narastała trwoga o świątynną twierdzę, chcąc 
utrzymać pozycje musieli sprostać kapryśnym zjawiskom przyrody. Każdego dnia 
od wczesnego świtu prowadzono mordercze prace, aby kolejny raz usypać 
rozmyte warstwy ziemi.
Pustynie mają ruchome piaski, wzgórze dawało ludziom do wiwatu ruchomymi 
pokładami gliny, tworzyły się zapadliska i niszczyły dreny odwadniające 
wykopy.
     Walkę z wodnym żywiołem starano się prowadzić rozważnie, organizowano 
zmiany w grupach kopaczy, lecz mimo to przeziębienie i gorączka już zaczęły 
nawiedzać obozowisko.
W strategii wojennej znajomość otoczenia pomaga w walce z wrogiem, tę zasadę 
wyznawał Marszałek Pułaski i nigdy nie lekceważył otaczających go warunków. 
Chociaż wiedział że każdego dnia żołnierski zwiad kontroluje obwarowania 
twierdzy, to jednak on sam również przemierzał szańce, a szaruga nie była 
przeszkodą, ani powodem do narzekań. Często też zwykł mawiać:
   - Fortyfikacje są bardzo ważne, ale to waleczność żołnierza i  jego wiara 
w zwycięstwo decydują w czyich rękach pozostaną te ważne budowle. -
     Dzisiaj pomimo pluchy i wczesnej pory, już w wielu miejscach widziano 
Komendanta Twierdzy, starał się dotrzeć do każdej grupy która odwadniała i 
czyściła z błota gliniaste podłoże dołów strzeleckich. Oficer nadzorujący 
pracę żołnierzy ucieszył się obecnością wodza, dla niego była to sprzyjająca 
okazja aby porozmawiać o trudnych sprawach.
     - Waszmość marszałku, czy to prawda co mówi stary zakonnik o złych 
znakach na niebie? - Przepowiednia zmąciła już wiele umysłów, bo ludzie 
natychmiast przerwali roboty i w wielkim napięciu obserwowali reakcję 
Komendanta.
     - Złe znaki? Nie dotarły do mnie takie wieści..., ale skoro już o nich 
rozmawiamy, to proszę wyjaśnijcie co was tak zaniepokoiło? - Ci bojownicy, 
którzy nie ustępowali z pola walki nawet wtedy kiedy wróg był silniejszy, 
czy też lepiej uzbrojony, dzisiaj sprawiali wrażenie zagubionych., 
wystraszonych? Pułaski zsiadł z konia i cierpliwie wysłuchiwał opowieści o 
szczegółach spotkania z ojcem Paulinem.
     - Wczoraj, kilku z nas poszło odwiedzić kaplicę. Był tam też pewien 
zakonnik, jego siwa broda i białe włosy świadczyły że jest już bardzo stary, 
ale słuch musiał mieć dobry, bo zaledwie uchyliliśmy skrzypiące drzwi, a ten 
drobny hałas natychmiast zwrócił jego uwagę. Chwilę nas obserwował, potem 
odwrócił się w stronę ołtarza i zaczął głośną modlitwę prosząc o 
oszczędzenie świątyni. Zaraz też przykuśtykał do ławki w które siedzieliśmy 
i kazał nam podejść do krzyża na dziedzińcu, aby przyjrzeć się znakom od 
Boga. Było południe, ale na niebie jak zwykle kotłowały się czarne chmury, 
czasami przelotnie spadały jakieś drobne, nieszkodliwe kropelki. Jednak nie 
był to dobry czas na przechadzki, bo kiedy wysunęliśmy nosy za drzwi, w tym 
samym momencie zerwał się porywisty wiatr, a do jego niecnej zabawy 
przyłączył się jeszcze ulewny deszcz. Ubrania przestały chronić, bo też 
żadna sucha nitka nie miała szans na przetrwanie. Wszystkich jednak paliła 
ciekawość, więc nie było mowy o powrocie do kaplicy, nawet nie wypadało o 
tym myśleć, bo dziarski staruszek któremu chodzenie sprawiało dużą trudność, 
już zaczął wystukiwać laską po kamiennej drodze i nie bacząc na ulewę, wlókł 
te swoje koślawe nogi w kierunku drewnianego krzyża. Pokonanie takiej drogi 
to  kilkanaście sekund, ale dziadek podyktował tempo na kilka minut. W końcu 
dobrnęliśmy do celu, przy krzyżu każdy zadarł głowę ku niebu, kręcimy 
szyjami na wszystkie strony i nic., w końcu któryś nie wytrzymał zapytał:
     - Ojcze dobrodzieju, w którą stronę mamy patrzeć? -
     - O zgrozo! Niby zwykłe pytanie, a zadziałało jakby ktoś oliwą próbował 
ugasić ognisko! Świątobliwym mnichem zatrzęsło i zaczął wrzeszczeć: "Świat 
pogrążony w ciemnościach, mury Świątyni jęczą i rozpadają się od nieszczęść 
których są świadkiem, a wy tego nie widzicie!? Nie pojmujecie że czarne 
niebo jest karą od Boga za przelewanie krwi w miejscach modłów!? Jesteście 
ślepi, czy głupcy!? Odejdźcie póki nie jest za późno, obecność wojska w 
świątyni przyniesie zagładę cudownemu miejscu, wszyscy zginiemy, a doły 
które wykopujecie będą waszym grobem!"
     - Dziwne., bo w tym samym momencie coś nad nami zahuczało, przez chwilę 
myśleliśmy że to jakiś niespodziewany atak wrogiej artylerii, ale to były 
tylko pioruny i błyskawice z ognistymi języczkami. Przerażeni uciekliśmy, bo 
grzmoty przybliżały się coraz bardziej do dziedzińca. Zakonnik nie chciał 
wracać, przylgnął do ziemi i leżał tak krzyżem, aż powiadomiony ksiądz 
wysłał dwóch braciszków którzy siłą zaciągnęli go do ciepłej izby.
     Ten drugi ksiądz był bardziej życzliwy i rozmowny, ostrzegał nas przed 
czarnymi orłami, zakonnicy mają jakieś wieści o przymierzu które zniszczy 
konfederatów.
     Mości Marszałku.z trudem radzimy sobie z Rosjanami, a tu jeszcze jakiś 
nowy przeciwnik ma się pojawić?! - Wypowiedź oficera wypłoszyła jaskółki z 
gniazda, zaczęły padać trwożliwe pytania i byłoby ich dużo więcej, gdyby nie 
gwałtowna reakcja Pułaskiego.
   - W zniewolonym kraju nie brakuje siewców strachu i jak widać mają łatwe 
żniwa, bo nawet do was dotarli.
    Różni wrogowie będą niepokoić naszą ojczyznę, dopóki królewskie berło 
dzierżyć będzie strojniś bojący się miecza, staliśmy się pochyłym drzewem na 
które skakać chce każda koza. Słabość prowokuje sąsiadów, ale ducha oporu i 
woli walki nikt nam nie zabierze,  a to już jest przestrogą dla zaborcy, że 
nie można bezkarnie igrać z narodem. Uległością nie uwolnimy się od Rosjan, 
a nasze nogi trudno jest złamać w kolanach. Nie dajcie się omamić 
zakonnikom, nie lubią nas bo ich wygodne pomieszczenia przerobiliśmy na 
kwatery dla naszych ludzi. Narzekają na ciasnotę, ale czy my mamy luksusy?
Dla konfederata chlebem codziennym jest ostra szabelka, lecz kiedy pojawia 
się księżyc na niebie, on też potrzebuje dachu nad głową, aby zregenerować 
siły. Ot cały nasz zbytek!
Pamiętacie słowa przysięgi? Życie za ojczyznę, a jeśli niebo pokazuje złe 
znaki, to niechaj drżą ci co najechali na nasz kraj, to oni poniosą karę za 
prześladowania chrześcijan i krew na naszej ziemi.
Człowieku! Przeraża cię walka i cierpnie skóra na widok carskiej armii?! A 
twoim zdaniem można żyć w niewoli i patrzeć jak rosyjskie kije będą malować 
czerwone pręgi na plecach naszych dzieci, będziesz miał odwagę wysłuchiwać 
żałosnego płaczu zniewolonych kobiet, zniósłbyś te wszystkie gwałty i 
tyranię? - Wzburzenie ogarniało żołnierzy.
   - Nie, nigdy! Dopóki mogę utrzymać w ręku szablę, jej ostrze zawsze 
będzie zagrażać carskim pachołkom! - W młodym konfederacie odezwała się 
gorąca krew polskiego szlachcica.
Marszałkowi zaiskrzyły oczy, walczyć do ostatniej kropli krwi, tylko.czy tej 
wystarczy, aby ojczyźnie przywrócić wolność i jej prawa?! Pogłoski o zmowie 
mocarstw irytowały, jednak nikt nie dawał wiary aby życzliwość i gościna 
Cesarzowej Austrii zamieniła się w sztylet wymierzony w plecy konfederatów.
   Nadal siąpił deszcz, Pułaski dosiadł konia i zawrócił w stronę 
klasztornych zabudowań, jechał zamyślony, czasami tylko machinalnie rękawem 
przecierał twarz by usunąć zimne krople, które strużkami spływały pod 
kołnierz.
  Nie przyglądał się chmurom, nie szukał znaków na niebie, to nie one 
zburzyły jego spokój, powodem był list od Księżnej Kurońskiej, który dzisiaj 
znalazł się w pocztowej przesyłce. Zazwyczaj te małe karteluszki zapisane 
starannym pismem były niecierpliwie wyczekiwane i sprawiały dużą radość. 
Oprócz zwykłej wymiany informacji, czytający wyczuwał dbałość o los 
konfederackiego bojownika, dla Marszałka były osłodą na smutne dni twardego 
żołnierskiego życia. W skrytości ducha podziwiał tę kobietę, która słynęła 
nie tylko z urody ale również z wrodzonej szlachetności charakteru. Ilekroć 
myślał o niej, zawsze powracały wspomnienia sprzed kilkunastu lat, kiedy z 
drżeniem serca podążał w stronę wielkiego zamczyska w Maleszowej, by tam 
ujrzeć promienny uśmiech panienki Franciszki, szlachcianki znakomitego rodu 
Krasińskich herbu Ślepowron. Młodzieńczym uczuciom stanęli na przeszkodzie 
rodzice, chcąc zapewnić młodej pannie najlepszą edukację, wyprawili córkę do 
Księżnej Lubomirskiej. Wielkomiejskie życie i nowe towarzystwo były 
olśnieniem, a romantyczne uniesienia z Maleszowej musiały ustąpić miejsca 
wielkiej miłości i nowym ambicjom, z którymi nie mógł konkurować. Warszawska 
rezydencja ciotki i jej salony stały się miejscem spotkań z urodziwym 
młodzieńcem, polskim Królewiczem Księciem Karolem Wettinem.
Nie minął rok, a Kurlandzki Książę obiecał swojej wybrance przyszłą koronę 
Polski, był przecież faworyzowanym synem obecnie panującego w Polsce Króla 
Augusta III-go, a również miał wielu zwolenników wśród polskiej szlachty. W 
wielki post, 21 marca 1760 roku, w pałacu Krasińskich odbył się tajemny ślub 
Franciszki Krasińskiej z Kurlandzkim Księciem.
W morganatycznym związku Franciszka nie zaznała szczęścia, wiedział o tym 
Pułaski, ale poza współczuciem nie mógł już nic więcej ofiarować uwielbianej 
kobiecie.
Księżnę łączyło też bliskie pokrewieństwo z Biskupem Krasińskim. Z całego 
serca popierała  konfederację barską, była jej dobrym duchem. Prowadząc 
liczną korespondencję potrafiła w porę dostarczać informacje nie tylko o 
siłach wrogiego wojska, ale również miała dobre rozeznanie o ruchach każdej 
konfederackiej armii, a tajemne knowania na królewskim dworze, nie były dla 
niej tajemnicą. Próbowała swoich sił aby łagodzić wewnętrzne konflikty, 
bowiem zawiść i nieporozumienia pomiędzy konfederackimi regimentarzami 
często
niweczyły najlepsze akcje. Niewątpliwie, pobudką do działania była miłość do 
ojczyzny, albowiem los nie przydzielił jej dobrych kart dla spełnienia 
rodowych ambicji. Przez życie szła samotnie, opuszczona przez męża już 
pierwszego dnia po ślubie, przeżywała dalsze rozczarowania kiedy Książę 
Karol ceniąc sobie własną wygodę, odrzucił propozycję aby stanąć na czele 
konfederackich wojsk. Nie stawiała mu zarzutów, obserwując samowolę 
regimentarzy i wewnętrzne tarcia o władzę pomiędzy przywódcami Generalności,
pojmowała ryzyko jakie chciano nałożyć na ojca jej małoletniej córki którą 
również musiała otoczyć troską.
   Księżna ceniła waleczność i wojskowe zdolności Marszałka Pułaskiego, 
teraz w liście gratulowała mu sierpniowej nominacji na Generalnego 
Komendanta Jasnogórskiej Twierdzy.
Tytuł zaszczytny i długo wyczekiwany, ale dziś już nie cieszył Pułaskiego.
Coraz częściej do tego świętego miejsca dochodziły zatrważające wieści z 
pola walki: majowa klęska Dumourieza pod Lanckoroną, śmierć odważnego Sawy 
Calińskiego, który ciężko ranny w bitwie pod Szreńskiem wykrwawił się w 
rosyjskiej niewoli i te nieszczęsne Stołowicze o których dowiedział się z 
listu od Księżnej.
Triumfowały podstęp i zdrada, tajemne ścieżki prowadzące do konfederackiego 
obozowiska wskazali konfederaccy ułani schwytani przez Rosjan. Kawalerzyści 
Suworowa wędrując bezpiecznymi dróżkami nie musieli już obawiać się 
zdradliwych bagien, ominęli żołnierskie posterunki i nocą wdarli się do 
śpiącego miasta gdzie obozowało litewskie wojsko Hetmana Michała Kazimierza 
Ogińskiego. Atak z zaskoczenia wywołał popłoch, nikt nie myślał o formowaniu 
szyku, w panicznej ucieczce tylko rącze konie ratowały życie, takim też 
sposobem ocalał Wielki Hetman Ogiński. Pozostawiając swoich żołnierzy na 
łasce losu, w samotnej ucieczce dotarł do Cieszyna i tam w siedzibie 
Generalności znalazł dla siebie bezpieczne schronienie.
   Wraz z odejściem Hetmana prysła nadzieja na udział Litwy w wojnie z 
Rosjanami, nieszczęsne zdarzenie było zimnym prysznicem dla wielu 
zapaleńców, którzy ze szpadą w ręku marzyli o odzyskaniu wolności. 
Powstańczy ogień zamiast rozszerzać się, zaczął przygasać, a klęska 
litewskich wojsk zapoczątkowała ogólny chaos,  teraz nawet drobne potyczki 
kończyły się niepowodzeniem konfederackich powstańców, ginęli ludzie, 
tracono konie i sprzęt, a środków na zakup broni ciągle brakowało. Ubywało 
też polskich ziem które niegdyś podatkami wspierały konfederację. Czarne 
orły rozdziawiły żarłoczne dzioby, rosyjskie za przyzwoleniem tchórzliwego 
króla rozsmakowały się w polskiej krwi, austriackie dumnie machając 
sztandarowymi skrzydłami utworzyły kordony sanitarne by móc kontrolować 
południowe tereny, Hohenzollernowie bez skrupułów grabili Warmię, Polskie 
Prusy Królewskie i Wielkopolskę, tylko cud mógł uratować Rzeczpospolitą od 
zguby.
   Pułaski skierował konia w stronę świątynnego dziedzińca, tu wypatrzył go 
ordynans i podszedł aby przekazać wiadomość.
     - Waszmość Marszałku, godzinę temu przyjechał konfederat Strawiński, ma 
jakieś bardzo ważne nowiny. Teraz przebywa w  świątynnej kaplicy, czy mam go 
przyprowadzić do wojskowej izby? -
---
pozdrawiam Irena
Re: Intrygi i zdrada (rok 1771)
#18668
Author: LeP
Date: Mon, 29 Jun 2009 22:24
32 lines
2411 bytes
Użytkownik "irena"
> Intrygi i zdrada (rok 1771)
>
>      Brr!! Zmora jesieni! Nieustannie płaczące chmury obrzydły już 
> wszystkim

Zdaje się, że na ff liczyć raczej nie można, więc chcąc nie chcąc zakasuję 
rękaw:
Czy to nie Ty pisałaś onegdaj o mieszaniu w diabelskim saganie i jakowyś 
przyprawach (zdaje się, że pieprzu - przepraszam, ale ja pamięci takiej jak 
ff jednak nie mam)?
Bo wszystko ładnie pięknie, emanujesz rozległą wiedzą historyczną, ale jeśli 
to dalej pociągniesz w obecnym kształcie, to obawiam się, że przybierze to 
formę, owszem, nawet ciekawego... wykładu na lekcji historii w gimnazjum. 
Nie chcę się podpierać klasykami gatunku, ale: gdzie szalone, płomienne 
miłości? Gdzie bitwy znojne i krwawe? Gdzie wyrzynanie wiosek całych? Na pal 
nadziewanie i boków przypalanie? Gdzie bohaterowie szlachetni, okrutni, 
rubaszni? Gdzie tragedie wielkie, humor i niespodziewane zwroty akcji?
Chyba, że to wstęp tylko i wszytsko przed nami jeszcze?
Myślę, że Cię moja krytyka nie zaboli zbytnio, bo piszesz jak zawsze 
poprawnie, ja za to (jak zawsze) widzę wszystko w ciemnych barwach. Ot, po 
prostu wolałbym abyś dodała do swojej powieści oprócz anomalii pogodowych 
(ech, czerwiec w tym roku mokry i do d...) trochę więcej życia;)

Pozdrawiam

PS
Tytuł za to brzmi całkiem dobrze.
Zupełnie jak "Anioły i Demony";)
-- 
LeP 
Re: Intrygi i zdrada (rok 1771)
#18669
Author: irena
Date: Wed, 01 Jul 2009 18:38
10 lines
1425 bytes
LeP napisał:
>Gdzie bohaterowie szlachetni, okrutni, rubaszni? Gdzie tragedie wielkie, 
>humor i niespodziewane zwroty akcji?
>Chyba, że to wstęp tylko i wszystko przed nami jeszcze?

Tak, tak, wszystko jest przed nami, tylko nie wiem czy dotrwam aby to 
opisać.
Zagłębianie się w historię naszego narodu jest wyjątkowo stresujące.

pozdrawiam Irena 
Re: Intrygi i zdrada (rok 1771)
#18670
Author: LeP
Date: Thu, 02 Jul 2009 20:35
13 lines
1351 bytes
Użytkownik "irena"

> Tak, tak, wszystko jest przed nami, tylko nie wiem czy dotrwam aby to 
> opisać.
> Zagłębianie się w historię naszego narodu jest wyjątkowo stresujące.

Fakt - stresująca ta nasza historia ale przynajmniej krótka.
Ty się ciesz, że nie jesteś Włoszką, Greczynką albo Egipcjanką;)


-- 
LeP 
Re: Intrygi i zdrada (rok 1771) cd 2
#18671
Author: irena
Date: Sat, 04 Jul 2009 19:58
214 lines
14933 bytes
 cd. 1

>Pułaski skierował konia w stronę świątynnego dziedzińca, tu wypatrzył go 
>ordynans i podszedł aby przekazać
wiadomość.
>   - Waszmość Marszałku, godzinę temu przyjechał konfederat Strawiński, ma 
> jakieś bardzo ważne nowiny. Teraz przebywa w  świątynnej kaplicy, czy mam 
> go przyprowadzić do wojskowej izby? -

cd. 2

   - Nie, nie trzeba, zabierzcie tylko mojego konia i odprowadźcie do 
stajni, jeżeli nasz gość udał się do kaplicy, to bez trudu go odnajdę. - 
Święte miejsce przyciągało ludzi, każdy lubił patrzeć na cudowną ikonę Maryi 
z Dzieciątkiem Jezus, jej wizerunek promieniował ciepłem, a zagubionym 
pątnikom czasami był pomocny w odzyskaniu równowagi ducha.
   Trocki szlachcic Stanisław Strawiński kolejny raz odwiedzał Jasną Górę. 
Był to człowiek którego rozpierała
energia działania, pełen inwencji wywierał też duży wpływ na swoich 
rozmówców. Jego umysł był tak niespokojny jak czasy w których żył, ostatnio 
pracował nad sprawą tworzenia samodzielnej konfederackiej grupy, która 
mogłaby na terenie Warszawy wypełnić specjalne zadanie. Trudność polegała na 
tym, że każda piędź ziemi była już rozparcelowana pomiędzy Regimentarzami. 
Nie było swarów między dowódcami, gdy konfederackie armie nie wchodziły 
sobie w paradę i nie naruszały wyznaczonej strefy działania lub wpływów.
Stolicę miał pod swoją pieczą Marszałek Pułaski, jego przyzwolenie miało 
zadecydować o legalności działania trockiego entuzjasty.
Marszałek podszedł do sprawy bardzo powściągliwie. Owszem, zaaprobował 
ochotniczy zaciąg, ale tylko w jego najprostszej formie, bez patentu 
dowódcy.
Strawińskiemu w danej chwili prawdopodobnie nie zależało na awansach, nie 
protestował, ani też nie przymawiał się o nie. Zgodę Marszałka uznał za 
sukces, a swoją radość demonstrował rozmową, popisując się różnymi 
informacjami dotyczącymi miasta i jego okolic. Wspomniał też o królewskich 
przejażdżkach, a szelmowski uśmieszek nie schodził mu z ust, kiedy rozwodził 
się nad brakiem ochrony dla królewskiej karocy.
   Od tamtego spotkania minęły zaledwie dwa tygodnie, lecz ten człowiek nie 
marnował czasu. Miał już konfederackich zuchów, a jego śmiałe zamierzenia 
nie tylko dotarły do Generalności, ale również zyskały aprobatę głównych 
przywódców. Nowe wiatry powiały w stronę Jasnej Góry, nadchodziły ciężkie 
dni i nowe wyzwania. Pułaski spodziewał się "gorącej głowy" Litwina, jednak 
dzisiejsze spotkanie drażniło go, z natury nieufny przeżywał męki walcząc z 
różnymi uprzedzeniami.
   "Wiara przenosi góry!" W kościele ksiądz celebrował nabożeństwo. 
Strawiński leżał krzyżem z rozpostartymi
ramionami i w tym objawieniu wielkiej skruchy, bezgłośnym ruchem warg 
składał żarliwe modły przy ołtarzu Świętej Madonny.
   - Tak pobożny człowiek nie może być zły, chyba go krzywdziłem brakiem 
zaufania! - Pułaskiego ogarnęło
wzruszenie, zganił siebie za chłód jaki wcześniej okazał szlachcicowi i jego 
pomysłom.
   Modły trwały jeszcze kilka minut, po ich zakończeniu Pułaski powitał 
Rotmistrza i zaprosił do izby narad gdzie można było swobodnie porozmawiać.
   - Słyszałem że kilku konfederatów ocalałych z bitwy pod Szreńskiem 
przyłączyło się do was? -
   - Tak waszmość Marszałku, ludzie Sawy Calińskiego to cenny nabytek, 
dobrze zaprawieni w bojach i nie znają uczucia strachu. Jeden z nich to 
konfederat Kosiński, a właściwie Jan Kuźma, tylko nie chce aby go tak 
nazywano, bo ma na pieńku z Gwardią Narodową.
U naszego nieodżałowanego Kozaka Sawy dosłużył się porucznika. Wiele o nim 
słyszałem, mówiono że jest sprytny i to musi być prawdą, bo inaczej nie 
przeżyłby straszliwego pogromu pod Szreńskiem. Niewielu naszych uszło z 
życiem, a gdyby jeszcze policzyć tych co się dostali w rosyjską niewolę, to 
serce pęka z bólu.
   Kiedy Kuźma usłyszał że zbieram ludzi, sam się zgłosił i jeszcze polecił 
kilku chętnych, wielu z nas chce pomóc narodowej sprawie. To zadanie o 
którym wcześniej wspominałem, ma już dopracowany plan i na pewno się uda, 
tylko potrzeba mi wsparcia, aby jakaś komenda pospieszyła z odsieczą. 
Mogliby opóźnić pogoń, kiedy będziemy transportować ważnego więźnia do 
Jasnej Góry. Każda wojenna utarczka byłaby zagrożeniem życia Jego Wysokości, 
a tego chcemy uniknąć! Nieprawdaż?! - Litewski szlachcic bacznie wpatrywał 
się w twarz Komendanta. Błyszczące szparki przymrużonych oczu zdradzały 
emocje pytającego.
   - Nadal trwacie przy waszym pomyśle porwania Króla? -  Pułaski zignorował 
pytanie.
   - A czy są inne lepsze rozwiązania, aby kraj wyprowadzić z obłędu w 
którym żyjemy?!
Co do powodzenia samej wyprawy, nie ma tu żadnych wątpliwości. Jeżeli macie 
cierpliwość i życzenie aby mnie wysłuchać, to w tajemnicy mogę opowiedzieć o 
wszystkich staraniach, które już poczyniłem aby nie odkryto naszych 
przygotowań? -
   Powściągliwe skinięcie głową, Strawiński przyjął z ulgą. Wziął głęboki 
oddech i zaczął mówić:
   - Otóż przez ostatnie dwa tygodnie najmowałem się u warszawskich 
Kapucynów i Dominikanów za dostawcę zboża i drewna na opał. Do transportu 
służyły mi konne wozy, ale tymi furami można też przemycić ludzi i broń! 
Wystarczy trochę siana i beczek aby ukryć prawdziwy ładunek.
   Paru uzbrojonych towarzyszyło mi na koniach, a wścibskich strażników 
karmiłem zawsze tą samą powiastką:  "Konfederackie rabusie czają się na 
wszystkich drogach, muszę bronić ładunku, aby nie wpadł w ich łapy!
Świątobliwy Przeor  zapłacił za ten towar, więc robię wszystko aby pełne 
fury dotarły do klasztoru." - Moje słowa nie trafiały w pustkę, uwierzyli mi 
i nie czyniąc już żadnych trudności wpuszczali do miasta! - Chichotał 
głośno.
   - A teraz największa zdobycz! Popatrzcie waszmość na ten papier, to jest 
legalna przepustka przez bramę
miasta, przekraczałem ją wiele razy, aby przyzwyczaić strażników do widoku 
załadowanych fur, ludzi i mojej osoby.
Nie chwaląc się, obszedłem też wszystkie dziury i przejścia przez 
warszawskie okopy, błądzić nie będę kiedy
przyjdzie czas na opuszczenie miasta. Królewska Gwardia to sześć, może 
siedem osób, moich trzydziestu śmiałków rozgromi ich w niecałą minutę! Ta 
akcja to sto procent powodzenia!
Czy w tej sytuacji, Waszmość Marszałku jesteście gotowi mi pomóc?! - 
Strawiński czekał na odpowiedź.
   Sztab ludzi i tęgie umysły trwały w przekonaniu, że konfederacka armia to 
siła która uwolni Rzeczpospolitą
Obojga Narodów od rosyjskiego jarzma. Lata upływały, naród wykrwawiał się, a 
jednak do wolności było coraz dalej.
   Desperacki plan porwania musiał jednak budzić wątpliwości, bowiem sprawa 
sukcesji nadal była niewiadomą. Książę Karol Wettin typowany jako następca 
tronu, wprawdzie przyjął ofertę od Generalności, jednak nigdy nie podjął 
żadnych starań, aby się zbliżyć lub wesprzeć walczących powstańców. Taka 
powściągliwość świadczyła sama za siebie, jak obce mu były losy 
Konfederacji.
   Polecenia Rady Generalnej też nie zawsze służyły dobrej sprawie, od 
samego początku w gronie przywódców rysowały się konflikty interesów. Jedna 
organizacja, ale dwa przeciwne sobie nurty, tylko ślepiec mógł nie widzieć 
dróg, które się rozmijały kiedy do Regimentarzy przychodziły rozkazy.
   Wzajemne złośliwości i kłótnie często stwarzały nieprzewidywalne w 
skutkach okazje dla różnych wichrzycieli i tych Marszałek obawiał się 
najbardziej.
   - Ten litewski szlachcic? Czy można mu ufać? - Pułaski odtwarzał w 
pamięci zdarzenie sprzed roku, które tylko ośmieszyło Konfederatów, a 
korzyści przyniosło jedynie Moskwie. Od Generalności wyszła decyzja aby na 
polskiej ziemi ogłosić wcześniej już opracowany akt bezkrólewia. 
Zaprotestowali nieliczni, w tym Biskup Krasiński, przekonywał że najpierw 
trzeba usunąć rosyjskie wojska, bo w sterroryzowanym kraju nie ma warunków 
dla powołania sejmu, ani dla nowej koronacji.
 Mimo tak mocnych argumentów zwyciężyła nienawiść do osoby Króla, a przede 
wszystkim do jego reformatorskich poczynań, które ukróciły samowolę 
oligarchów i przywracały porządek w kraju.
Poniatowski miał wielu wrogów wśród Rosjan, ale najgroźniejsze żmije, to 
gniazda z rodzimego gruntu. Swój jad wysączył Wielki Podskarbi Koronny 
Teodor Wessel, kiedy nowo powołana Komisja Skarbowa ograniczając jego 
władzę, stała się też przeszkodą w okradaniu państwowej kasy. Nie miał 
żadnych skrupułów, kiedy przekonywał Litewskiego Regimentarza Joachima 
Potockiego, a również Michała Krasińskiego (brat Biskupa), aby podpisali akt 
bezkrólewia i manifest gravaminum przeciw Familii Czartoryskich.
Wiadomości szybko dotarły do rosyjskiego ambasadora Michaiła Wołkońskiego, 
natychmiast pojawił się u Króla i ponowił żądania sprzed tygodnia, aby 
wszystkich reformatorów (Czartoryskich) wydalić z kraju, teraz dysponował 
już mocnym argumentem - taka jest wola narodu! Dla Poniatowskiego była to 
kolejna lekcja pokory wobec zwierzchnictwa Rosji.
   W tej groteskowej scenie rolę aktora powierzono też Strawińskiemu. To on 
podstępnie zbliżył się do Króla i podał niepozorny rulonik przewiązany 
delikatną kolorową wstążeczką.
    Polski władca nie odmawiał przyjmowania petycji, tę wręczono w momencie 
kiedy opuszczał kościół po
zakończonym nabożeństwie. Nim otworzył pismo, zwrócił uwagę na rzucające się 
w oczy dziwne znaki na dużych okrągłych pieczęciach, była to krótka chwila, 
ale Strawińskiemu wystarczyła by wtopić się w kolorowy tłum i bezpiecznie 
oddalić  od miejsca przestępstwa.
Jakiego wstrząsu musiał doznać czytający, kiedy rozwinął mały rulonik i 
zapoznawał się z szyderczym aktem Rady Generalnej, która nadając mu 
przydomek intruza, króla-uzurpatora, tyrana kraju i usłużnego przyjaciela 
Moskwy, zachęcała naród do usunięcia go z tronu?!
A wszystko działo się w czasie kiedy Król już nie wojował z konfederatami i 
nie przeszkadzał im w odbudowie
nadwątlonych sił po klęsce w Barze. W tym postanowieniu wspierali go również 
wujowie Czartoryscy i zdania nie zmienili nawet wtedy, kiedy wszechwładny 
ambasador Rosji  nałożył sekwestr na ich majątki.
   Pułaski bił się z myślami, ale czyż mógł odmówić poparcia sprawie za 
którą walczyli i oddali życie ojciec, brat., przecież on też całe trzy lata 
szablą torował ścieżkę do wolnej ojczyzny.!?
Sprawy zaszły bardzo daleko, a przy chaosie jaki panował, droga powrotna już 
na pierwszym zakręcie witała
śmiałków zdradliwą przepaścią, nie szczędząc zgryzot i cierpienia!
   Więc podjął decyzję.
   - Sprytnie obmyśliliście ten plan, przyznaję że nawet przypadł mi do 
gustu. Trudno nie przyznać też racji, że
obecność Króla na Jasnej Górze może być użyteczną dla Konfederacji.
No cóż, wybraliście swoją drogę, tak czy inaczej, ja was do tego czynu nie 
przymuszam i żadnym sposobem nie namawiam! Jeżeli jednak zamysł dojdzie do 
skutku i pochwycicie Króla, żądam abyście oszczędzili mu życia i w czasie 
tej drogi traktowali uczciwie, po ludzku!
Zaraz też wyślę posłańca z listami do dowódcy zakroczymskiej konfederacji, 
aby dla tej ważnej sprawy nie odmówił wam pomocy. W jego grupie są ludzie 
umiejący poruszać się po okolicznych terenach, a porucznik Łukawski to nawet 
stały bywalec Warszawy, ma tam mieszkanie i żonę którą często odwiedza. -
   - Waszmość Marszałku! Jego wysokości żadna krzywda stać się nie może! 
"Nie w naszych zwyczajach
królobójstwo, może tylko wtedy gdybyśmy nie mogli z nim uciec przed 
 pogonią." - Zapewniał gorliwy inicjator.
   - "Wtedy posłalibyście trębacza z ostrzeżeniem, aby zaprzestano pościgu 
jeżeli król ma pozostać przy życiu!"-
Taki bieg zdarzeń bardziej odpowiadał Pułaskiemu.
   - Jak już będziecie gotowi, przyślijcie wiadomość, moje chorągwie 
wykonają kilka podjazdów pod Warszawę, aby odciągnąć Rosjan i wojska 
Branickiego. W ten sposób oczyścimy drogę do Jasnej Góry.-
   - Waszmość Marszałku, przyznaję że przeżywałem tortury nie mając pewności 
czy plan będzie się podobał, teraz kiedy już wiem, że mogę liczyć nawet na 
wasze wsparcie, jestem wdzięczny za pomoc. -
    - Bądźmy dobrej myśli, niezbadane są wyroki boskie i nie zdziwiłbym się 
wcale, gdyby Król, tu na Jasnej Górze zaczął składać podziękowania 
Generalności za wyrwanie go z sideł rosyjskich intryg. Wszystko jest 
możliwe, nawet sojusz Rady Generalnej z monarchą, bo tą drogą łatwiej byłoby 
wprowadzić porządek w kraju. - Dopowiedział Marszałek.
Strawiński tylko pokiwał głową, nie czuł się na siłach kontynuować dyskusję. 
Pułaski był trudnym partnerem w
rozmowie, a każde niewłaściwe słowo teraz mogło tylko zaszkodzić już 
uzgodnionej sprawie.
Jeszcze tego samego dnia opuścił klasztor Paulinów. Nie skorzystał z 
proponowanego noclegu, miał umówione spotkanie z dostawcą zboża, a 
negocjacje cenowe zawsze przeprowadzał osobiście.
--

pozdrawiam Irena

ps. do Lep
Pewnie już wiesz,  że cały ten rozdział to przygotowania związane z akcją 
porwania Króla Poniatowskiego. To przełomowy moment w naszej historii, 
dlatego zdecydowałam się na poszerzenie opisów
i  wstawienie niektórych retrospekcji, aby odtworzyć klimat tamtych czasów.
Re: Intrygi i zdrada (rok 1771) cd 2
#18672
Author: LeP
Date: Mon, 06 Jul 2009 16:19
21 lines
1546 bytes
Użytkownik "irena" <
> cd. 1
> cd. 2

> ps. do Lep
> Pewnie już wiesz,  że cały ten rozdział to przygotowania związane z akcją 
> porwania Króla Poniatowskiego. To przełomowy moment w naszej historii, 
> dlatego zdecydowałam się na poszerzenie opisów
> i  wstawienie niektórych retrospekcji, aby odtworzyć klimat tamtych 
> czasów.

Wielkie dzięki -  ja głupi sądziłem, że chodzi o akcję pod arsenałem;)

-- 
LeP


PS
I jeśli już traktujesz mnie tak wyjatkowo, to poproszę więcej opisów 
ówczesnej Warszawy. 
Re: Intrygi i zdrada (rok 1771) cd 2
#18673
Author: irena
Date: Mon, 06 Jul 2009 19:30
54 lines
4439 bytes
LeP napisał:
>...to poproszę więcej opisów ówczesnej Warszawy.

Czy coś w tym stylu?

....
  Na zamkowym dziedzińcu czekał sześciokonny zaprzęg z karocą gotową do 
drogi. Widok monarchy ożywił gwardzistów, zaczęto dosiadać koni. Dwudziestu 
dragonów utworzyło czoło kolumny, tylną straż zamykała grupa konnych 
strzelców którym przewodził hajduk Butzau. Orszak królewski przejechał 
kilkaset metrów Krakowskim Przedmieściem, potem skręcił w Bednarską, uliczkę 
opadającą w dół wiślanej skarpy aż do linii brzegowej Wisły. Z uwagi na 
pochyłość jazdę kontynuowano przy wolno prowadzonych koniach, mimo to liczna 
ich grupa poważnie zakłóciła ciszę spokojnego szlaku. Końskie kopyta 
uderzając w twardą brukowaną nawierzchnię, wydawały dźwięki  zwielokrotnione 
echem odbijanym od zwartej zabudowy budynków, czyniąc hałas który ściągnął 
uwagę wszystkich mieszkańców wąskiej uliczki. Tłumy gapiów wyległy z domów. 
Na dawnej ulicy Gnojowej zobaczyć francuską karetę to niezwykła atrakcja, a 
dzisiejsza wyróżniała się złoceniami i kryształowymi taflami za którymi 
jaśniała okazała sylwetka króla, cała w blasku kolorowej gamy słonecznego 
światła.
     Stanisław August dyskretnie obserwował ludzi których mijał po drodze, 
nie zauważył żadnych powitalnych uśmiechów, czy też innej formy radości 
wyrażającej życzliwość dla osoby panującej. Jego poddani nie reagowali na 
widok monarchy, ciekawość wzbudzały błyskotki które go otaczały. Był 
rozżalony, przecież starał się i upiększał ich miasto, zachęcał też innych 
by czynili to samo, nawet ta Bednarska za jego rządów zmieniła nie tylko 
nazwę, ale i swój wygląd. Jeszcze rok temu wiatry nawiewały tu śmieci z 
pobliskiego wysypiska, a środkiem płynęły śmierdzące nieczystości, dzisiaj 
już nikt nie musiał zatykać nosa, bo ścieki odprowadzał murowany kanał 
wprost do rzeki.
     Z chwilowej zadumy wyrwał go widok piaszczystego brzegu Wisły, tu 
zatrzymano konie, a jeden z hajduków otworzył drzwi i pomógł królowi wysiąść 
z karety. Monarcha spacerował wzdłuż wielkiej rzeki, a wpatrując się w jej 
wartki nurt, rozmyślał o problemach związanych z budową stałego mostu. W 
przeszłości przeprawiano się na drugi brzeg, ustawiając równolegle z nurtem 
duże płaskodenne łodzie nazywane łyżwami, łączono je ze sobą pomostami z 
bali i desek. Przed zimą taką konstrukcję musiano rozbierać, bowiem napór 
pływających lodów zniszczyłby ją doszczętnie.
     Ludziom nie brakowało pomysłów jak usprawnić rzeczną komunikację dla 
Warszawy. Major Jan Jerzy Woyten już trzy lata temu przedstawił Komisji 
Skarbu Koronnego inżynierski projekt na stały kamienny most, ale jego Korpus 
Pontonierów nie otrzymał środków aby go budować. Król tonął w długach, a 
miejskie kasy zionęły pustkami.
     - Trzeba zapomnieć o takich luksusach. - Westchnął monarcha, kończąc 
swój spacer po rozgrzanych piaskach.
--

Dla mnie to szalenie wdzięczny temat do rozpisywania się. Wywołałeś iskrę, 
która kiedyś trafi na podatny grunt. -:))
Ale skoro interesuje cię stara Warszawa, to pewnie wiele o niej słyszałeś. 
Może też podzielisz się jakimś opowiadaniem?

pozdrawiam Irena
Re: Intrygi i zdrada (rok 1771) cd 2
#18674
Author: LeP
Date: Mon, 06 Jul 2009 21:29
29 lines
1998 bytes
Użytkownik "irena"
> LeP napisał:
>>...to poproszę więcej opisów ówczesnej Warszawy.

> Dla mnie to szalenie wdzięczny temat do rozpisywania się. Wywołałeś iskrę, 
> która kiedyś trafi na podatny grunt. -:))
> Ale skoro interesuje cię stara Warszawa, to pewnie wiele o niej słyszałeś. 
> Może też podzielisz się jakimś opowiadaniem?


"Człowiek pisze, kiedy cierpi, kiedy wątpi. Musi cały czas udowadniać, sobie 
i innym, że jest coś wart.
Gdybym był pewny swego geniuszu po co wtedy miałbym pisać? Dla kogo? Po jaką 
cholerę?"

Andriej Tarkowski "Stalker" (na podstawie książki Arkadija i Borysa 
Strugackich "Piknik na skraju drogi")

Przepraszam, ale ostatnio wolę oglądać i czytać 
http://picasaweb.google.pl/lh/photo/H2_hGJzqC-o9RIudvVnLNg?authkey=Gv1sRgCJ7ql5Xt29apfw&feat=directlink, 
niż bazgrać;)

 Co do opisu, to bardzo, bardzo zgrabnie.

Pozdrawiam

-- 
LeP 
Re: Intrygi i zdrada (rok 1771) cd 2
#18675
Author: Michał Stanisław
Date: Fri, 10 Jul 2009 19:17
32 lines
1911 bytes
Użytkownik "LeP" <lesp@onet.pl> napisał w wiadomości 
news:h2t8s5$net$1@mx1.internetia.pl...
>
> Użytkownik "irena" <
>> cd. 1
>> cd. 2
>
>> ps. do Lep
>> Pewnie już wiesz,  że cały ten rozdział to przygotowania związane z akcją 
>> porwania Króla Poniatowskiego. To przełomowy moment w naszej historii, 
>> dlatego zdecydowałam się na poszerzenie opisów
>> i  wstawienie niektórych retrospekcji, aby odtworzyć klimat tamtych 
>> czasów.
>
> Wielkie dzięki -  ja głupi sądziłem, że chodzi o akcję pod arsenałem;)
>
> -- 
> LeP
>
>

Pan LeP,

Trzeba być perfidnym ignorantem aby mylić Konfederacje Barską z
z akcja Pod Arsenałem.
Poza tym, "Akcja pod Arsenałem " jest nazwa własną więc winnismy pisać
duzymi literami.

Pozdrawiam

m.z. 
Re: Intrygi i zdrada (rok 1771) cd 2
#18676
Author: ffiona
Date: Fri, 10 Jul 2009 23:49
10 lines
1279 bytes
Użytkownik "Michał Stanisław"  napisał

> Trzeba być perfidnym ignorantem aby mylić Konfederacje Barską z
> z akcja Pod Arsenałem.
> Poza tym, "Akcja pod Arsenałem " jest nazwa własną więc winnismy pisać
> duzymi literami.
>
Ha ha ha, i Ty myślisz, że on to pomylił?
A. 
Re: Intrygi i zdrada (rok 1771) cd 2
#18677
Author: Michał Stanisław
Date: Sat, 11 Jul 2009 10:48
19 lines
1609 bytes
Użytkownik "ffiona" <ffiona@poczta.onet.pl> napisał w wiadomości 
news:h38k44$a2e$1@news.onet.pl...
>
> Użytkownik "Michał Stanisław"  napisał
>
>> Trzeba być perfidnym ignorantem aby mylić Konfederacje Barską z
>> z akcja Pod Arsenałem.
>> Poza tym, "Akcja pod Arsenałem " jest nazwa własną więc winnismy pisać
>> duzymi literami.
>>
> Ha ha ha, i Ty myślisz, że on to pomylił?
> A.

Madame,

Mnie za myślenie płacą, widze, że Pani nie.

m.z. 
Re: Intrygi i zdrada (rok 1771) cd 2
#18678
Author: ffiona
Date: Sat, 11 Jul 2009 17:22
31 lines
2024 bytes
Użytkownik "Michał Stanisław" <jmdez@op.pl> napisał w wiadomości 
news:h39goa$83m$1@node1.news.atman.pl...
>
> Użytkownik "ffiona" <ffiona@poczta.onet.pl> napisał w wiadomości 
> news:h38k44$a2e$1@news.onet.pl...
>>
>> Użytkownik "Michał Stanisław"  napisał
>>
>>> Trzeba być perfidnym ignorantem aby mylić Konfederacje Barską z
>>> z akcja Pod Arsenałem.
>>> Poza tym, "Akcja pod Arsenałem " jest nazwa własną więc winnismy pisać
>>> duzymi literami.
>>>
>> Ha ha ha, i Ty myślisz, że on to pomylił?
>> A.
>
> Madame,
>
> Mnie za myślenie płacą, widze, że Pani nie.
>
> m.z.
>

A jaki był Pański tok myślenia (płatnego) przy czytaniu zdania w niniejszym 
wątku:
"Wielkie dzięki -  ja głupi sądziłem, że chodzi o akcję pod arsenałem;)"
Chyba niezbyt skomplikowany?
Czy Pańska myśl tknięta została zjawiskiem dowcipu, czy raczej zupełnie nie?
Pozdrawiam
A.
Re: Intrygi i zdrada (rok 1771) cd 2
#18679
Author: Michał Stanisław
Date: Sat, 11 Jul 2009 19:22
45 lines
2370 bytes
Użytkownik "ffiona" <ffiona@poczta.onet.pl> napisał w wiadomości 
news:h3ahoq$ahj$1@news.onet.pl...
>
> Użytkownik "Michał Stanisław" <jmdez@op.pl> napisał w wiadomości 
> news:h39goa$83m$1@node1.news.atman.pl...
>>
>> Użytkownik "ffiona" <ffiona@poczta.onet.pl> napisał w wiadomości 
>> news:h38k44$a2e$1@news.onet.pl...
>>>
>>> Użytkownik "Michał Stanisław"  napisał
>>>
>>>> Trzeba być perfidnym ignorantem aby mylić Konfederacje Barską z
>>>> z akcja Pod Arsenałem.
>>>> Poza tym, "Akcja pod Arsenałem " jest nazwa własną więc winnismy pisać
>>>> duzymi literami.
>>>>
>>> Ha ha ha, i Ty myślisz, że on to pomylił?
>>> A.
>>
>> Madame,
>>
>> Mnie za myślenie płacą, widze, że Pani nie.
>>
>> m.z.
>>
>
> A jaki był Pański tok myślenia (płatnego) przy czytaniu zdania w 
> niniejszym wątku:
> "Wielkie dzięki -  ja głupi sądziłem, że chodzi o akcję pod arsenałem;)"
> Chyba niezbyt skomplikowany?
> Czy Pańska myśl tknięta została zjawiskiem dowcipu, czy raczej zupełnie 
> nie?
> Pozdrawiam
> A.
>
>

Madame,

Na słońce i na śmierć, nigdy wprost patrzeć nie można.

Ukłony

m.z. 
Re: Intrygi i zdrada (rok 1771) cd 2
#18680
Author: ffiona
Date: Sat, 11 Jul 2009 20:00
16 lines
1483 bytes
Użytkownik "Michał Stanisław"
>>
>
> Madame,
>
> Na słońce i na śmierć, nigdy wprost patrzeć nie można.
>
> Ukłony
>
> m.z.
>
Po pierwsze: nie odpowiedział mi Pan na moje pytanie. Po drugie chyba powiem 
za KJ: albo jasno, albo wcale.
Skoro wprost patrzeć nie można, to czemu Pan spojrzał wprost? Kolejne 
pytanie, które pozostanie bez odpowiedzi.
Re: Intrygi i zdrada (rok 1771) cd 2
#18681
Author: Michał Stanisław
Date: Sun, 12 Jul 2009 03:00
31 lines
1981 bytes
Użytkownik "ffiona" <ffiona@poczta.onet.pl> napisał w wiadomości 
news:h3ar2m$1ve$1@news.onet.pl...
>
> Użytkownik "Michał Stanisław"
>>>
>>
>> Madame,
>>
>> Na słońce i na śmierć, nigdy wprost patrzeć nie można.
>>
>> Ukłony
>>
>> m.z.
>>
> Po pierwsze: nie odpowiedział mi Pan na moje pytanie. Po drugie chyba 
> powiem za KJ: albo jasno, albo wcale.
> Skoro wprost patrzeć nie można, to czemu Pan spojrzał wprost? Kolejne 
> pytanie, które pozostanie bez odpowiedzi.
>

Pani,

Odpowiedzieć nie mogłem, bo Pani żadnego pytania nie zadała.
To tylko urojenia jak z ciażą.

Secundo, nie wiem kto zascz; ów KJ.

Ukłony

m.z. 
Re: Intrygi i zdrada (rok 1771) cd 2
#18682
Author: ffiona
Date: Sun, 12 Jul 2009 12:11
18 lines
1617 bytes
Użytkownik "Michał Stanisław" <jmdez@op.pl> napisał
>
> Pani,
>
> Odpowiedzieć nie mogłem, bo Pani żadnego pytania nie zadała.
> To tylko urojenia jak z ciażą.
>
> Secundo, nie wiem kto zascz; ów KJ.
>
> Ukłony
>

No skoro nie odróżnia Pan zdania pytającego od oznajmującego, to i swoich 
rozmówców Pan nie potrafi zidentyfikować. Wątek niżej Pan "rozmawiał" z KJ. 
Ale pewnie to było tylko urojenie.

A. 
Re: Intrygi i zdrada (rok 1771) cd 2
#18701
Author: irena
Date: Sun, 12 Jul 2009 16:50
14 lines
1671 bytes
Użytkownik "Michał Stanisław"  napisał:
> Trzeba być perfidnym ignorantem aby mylić Konfederację Barską z akcją Pod 
> Arsenałem.
>
Rozbawiłeś mnie Michale, podoba mi się takie żartobliwe połączenie słów:
"perfidny ignorant"
Subtelna wypowiedź, stylowy epifonem, nie obraża a wyraża.
Chylę też głowę przed poczuciem humoru.

pozdrawiam

 Irena -:)

ps. przepraszam jeżeli post zdublował się, był mały problem z wysyłką 
Re: Intrygi i zdrada (rok 1771) cd 2
#18702
Author: Michał Stanisław
Date: Sun, 12 Jul 2009 20:22
38 lines
2664 bytes
Użytkownik "irena" <irausun32@neostrada.pl> napisał w wiadomości 
news:h3d4dg$6ie$1@atlantis.news.neostrada.pl...
> Użytkownik "Michał Stanisław"  napisał:
>> Trzeba być perfidnym ignorantem aby mylić Konfederację Barską z akcją Pod 
>> Arsenałem.
>>
> Rozbawiłeś mnie Michale, podoba mi się takie żartobliwe połączenie słów:
> "perfidny ignorant"
> Subtelna wypowiedź, stylowy epifonem, nie obraża a wyraża.
> Chylę też głowę przed poczuciem humoru.
>
> pozdrawiam
>
> Irena -:)
>
> ps. przepraszam jeżeli post zdublował się, był mały problem z wysyłką


Wielce Szanowna Ireno,

Bardzo się cieszę, że Wróciłaś do pisania o historii. Historia  polskiej
 młodzieży jest potrzebna jak kani deszcz.
Naród , który zapomina własnej historii, przestaje być narodem
a tylko służącym, niewolnikiem.
Prawdziwej historii  w Polsce nie uczono przez lat pięćdziesiąt.
Dziś  uczymy się wszystkiego, tylko nie historii Polski.
Jak już uczymy to ta historia pachnie *siedmiolatką*

Bardzo mi miło, że Cenisz mój dowcip.
Ostatnio przerzuciłem się z pisania o historii Polski a pisze o polityce.
Piszę używając bardzo często knajackich zwrotów.
To taka  mowo-nowo-moda, polskich polityków, *małp w czerwonym* ,
 czyli żurnalistów.

Z wyrazami szacunku

michał 
Re: Intrygi i zdrada (rok 1771) cd 2
#18683
Author: Michał Stanisław
Date: Sun, 12 Jul 2009 20:39
33 lines
2166 bytes
Użytkownik "ffiona" <ffiona@poczta.onet.pl> napisał w wiadomości 
news:h3ck00$lcp$1@news.onet.pl...
>
> Użytkownik "Michał Stanisław" <jmdez@op.pl> napisał
>>
>> Pani,
>>
>> Odpowiedzieć nie mogłem, bo Pani żadnego pytania nie zadała.
>> To tylko urojenia jak z ciażą.
>>
>> Secundo, nie wiem kto zascz; ów KJ.
>>
>> Ukłony
>>
>
> No skoro nie odróżnia Pan zdania pytającego od oznajmującego, to i swoich 
> rozmówców Pan nie potrafi zidentyfikować. Wątek niżej Pan "rozmawiał" z 
> KJ. Ale pewnie to było tylko urojenie.
>
> A.

Szanowna Pani,

Proszę mi wierzyć, ale ja nie mam czasu szukać inicjałów,
których znaleźć nie potrafię.
Ci którzy tworzyli Biblie mieli więcej czasu niż ja, więc mogli
mówić:
"Proście, a będzie wam dane, szukajcie a znajdziecie;
(Mt 7,7)


Ukłony
Re: Intrygi i zdrada (rok 1771) cd 2
#18684
Author: ffiona
Date: Mon, 13 Jul 2009 16:05
17 lines
1735 bytes
Użytkownik "Michał Stanisław" <jmdez@op.pl> napisał
>
> Szanowna Pani,
>
> Proszę mi wierzyć, ale ja nie mam czasu szukać inicjałów,
> których znaleźć nie potrafię.
> Ci którzy tworzyli Biblie mieli więcej czasu niż ja, więc mogli
> mówić:
> "Proście, a będzie wam dane, szukajcie a znajdziecie;
> (Mt 7,7)
>

Widocznie Pańskie myślenie jest jak dziwka: działa tylko za kasę. Za darmo 
nie da rady.
Adieu
A. 
Re: Intrygi i zdrada (rok 1771) cd 2
#18685
Author: Michał Stanisław
Date: Mon, 13 Jul 2009 18:54
37 lines
2553 bytes
Użytkownik "ffiona" <ffiona@poczta.onet.pl> napisał w wiadomości 
news:h3fm2q$soc$1@news.onet.pl...
>
> Użytkownik "Michał Stanisław" <jmdez@op.pl> napisał
>>
>> Szanowna Pani,
>>
>> Proszę mi wierzyć, ale ja nie mam czasu szukać inicjałów,
>> których znaleźć nie potrafię.
>> Ci którzy tworzyli Biblie mieli więcej czasu niż ja, więc mogli
>> mówić:
>> "Proście, a będzie wam dane, szukajcie a znajdziecie;
>> (Mt 7,7)
>>
>
> Widocznie Pańskie myślenie jest jak dziwka: działa tylko za kasę. Za darmo 
> nie da rady.
> Adieu
> A.

Pani,

Już za stary jestem na *ciotę*.
W dzisiejszych czasach do pisania i wydawania trzeba dopłacać, chyba ,
że ma się sponsora jak Tusk Palikota.
Pieniądze?
Pieniądze szczęścia nie dają.
O, cives,, quaerenda pecunia primum est, virtus post nummos.
Choć Tytus syn Wespazjana kazał wychodki opodatkować. W Polsce
 też w wychodkach są kasy fiskalne.
Jak jest w burdelach nie wiem, być może Pani wie, bo o nich pisze.
 Tam przychodzą   girls like cars and money, pani do nich należy ?

Pozdrawiam

m.z. 
Re: Intrygi i zdrada (rok 1771) cd 2
#18699
Author: KJ Siła Słów
Date: Tue, 14 Jul 2009 16:07
9 lines
1345 bytes
Michał Stanisław pisze:

> 
> Secundo, nie wiem kto zacz; ów KJ.

No i bardzo dobrze.
Teraz tylko tego nie zepsuj.

KJ
Re: Intrygi i zdrada (rok 1771) cd 2
#18700
Author: Michał Stanisław
Date: Tue, 14 Jul 2009 19:36
21 lines
1747 bytes
Użytkownik "KJ Siła Słów" <KJ@noway.com> napisał w wiadomości 
news:h3ib2d$n8i$1@nemesis.news.neostrada.pl...
> Michał Stanisław pisze:
>
>>
>> Secundo, nie wiem kto zacz; ów KJ.
>
> No i bardzo dobrze.
> Teraz tylko tego nie zepsuj.
>
> KJ

Dziekuję Panie,

W wątku "Intrygi i zdrada (rok 1771" Pana nie znalazłem.
Pani fiona, pewno co innego myśli i co innego pisze.

Pozdrawiam

m.z. 
Re: Intrygi i zdrada (rok 1771) cd 2
#18686
Author: LeP
Date: Thu, 16 Jul 2009 21:42
28 lines
2193 bytes
Użytkownik "ffiona"

> Widocznie Pańskie myślenie jest jak dziwka: działa tylko za kasę. Za darmo 
> nie da rady.

Dasz wiarę, że pamiętam czasy, kiedy sprzeczaliśmy się tu jeno dla
przyjemności?

Przy okazji: Twój nieomylny rozmówca, poniżej (albo powyżej, ech ta 
różnorodność czytników) fatalnie walnął kleksa - myląc dziwę z ciotą.
Gdyby rzeczywiście zarabiał tak jak się chełpi, powinien żyć na granicy 
nędzy;)

Ale któż się nie myli?
Irenie też drgnęła ręka i epigon został epifonem, ale jej wybaczyć można : 
raz - ona jedna  próbuje coś pisać, dwa - kobiecie się wybacza drobne 
potknięcia - często nawet więcej;)

Pozdrawiam

PS
A na deserek jeszcze tak modny tu ostatnio makaronizm: "Un sot savant est 
sot plus quin sot ignorant"
Molier, Uczone białogłowy, 4,3

-- 
LeP 
Re: Intrygi i zdrada (rok 1771) cd 2
#18687
Author: Michał Stanisław
Date: Fri, 17 Jul 2009 03:45
37 lines
2294 bytes
Użytkownik "LeP" <lesp@onet.pl> napisał w wiadomości 
news:h3o7ih$q6e$1@mx1.internetia.pl...
>
> Użytkownik "ffiona"
>
> Dasz wiarę, że pamiętam czasy, kiedy sprzeczaliśmy się tu jeno dla
> przyjemności?
>

> Gdyby rzeczywiście zarabiał tak jak się chełpi, powinien żyć na granicy 
> nędzy;)
>
> Ale któż się nie myli?
> Irenie też drgnęła ręka i epigon został epifonem, ale jej wybaczyć można : 
> raz - ona jedna  próbuje coś pisać, dwa - kobiecie się wybacza drobne 
> potknięcia - często nawet więcej;)
>
> Pozdrawiam
>
> PS
> A na deserek jeszcze tak modny tu ostatnio makaronizm: "Un sot savant est 
> sot plus quin sot ignorant"

>
> -- 
> LeP
>

Więc chylmy białe głowy przed Ireną.

Ukłony

m.z.

Paulo maiora canamus!!!
Ten od Eneasza. 
Re: Intrygi i zdrada (rok 1771) cd 2
#18689
Author: ffiona
Date: Fri, 17 Jul 2009 11:07
20 lines
2345 bytes
Użytkownik "LeP" <lesp@onet.pl> napisał
>
> Dasz wiarę, że pamiętam czasy, kiedy sprzeczaliśmy się tu jeno dla
> przyjemności?
>
Z Tobą się sprzeczać to czysta przyjemność:-) Wszak charakteryzuje Cię 
chłodny analityczny umysł i dyscyplina intelektualna. Michał wykazał się 
natomiast kolosalnym ubóstwem myśli i umiejętności, bo ani pytań nie potrafi 
odszukać w czytanym tekście, ani - co za tym idzie - odpowiedzi na nie 
udzielić, ani skojarzyć swego rozmówcy, mimo że jest on autorem wątku w 
bezpośrednim sąsiedztwie niniejszego (u mnie poniżej), ani zrozumieć 
odwołania do własnoręcznie przez niego przytoczonego faktu, że za myślenie 
mu płacą. Wszak ciotom nie płaci się za myślenie (ani dziwkom). Ten rażący 
deficyt logiki w jego myśleniu zniechęcił mnie do dalszej rozmowy:-) Wypada 
tylko mieć nadzieję, że jego płatne myślenie nie jest tak kiepskiej jakości 
jak zaprezentowane tu myślenie charytatywne, bo inaczej groziłaby mu 
finansowa nędza.
Pozdr.
A. 
Re: Intrygi i zdrada (rok 1771) cd 2
#18697
Author: irena
Date: Fri, 17 Jul 2009 12:05
10 lines
1589 bytes
LesP napisał:

>Ale któż się nie myli?
>Irenie też drgnęła ręka i epigon został epifonem

Wprawdzie od mielenia mąki chleba nie przybywa, ale...

Proszę nie wypaczać moich intencji. Miał być "epifonem".

Irena
Re: Intrygi i zdrada (rok 1771) cd 2
#18690
Author: LeP
Date: Fri, 17 Jul 2009 18:29
29 lines
2023 bytes
Użytkownik "ffiona"

> Z Tobą się sprzeczać to czysta przyjemność:-)

Nie tylko sprzeczać, droga ff,  nie tylko (przepraszam, ale mam taki 
feedback i jak słyszę o czystej przyjemności, to od razu nachodzą mnie 
brudne myśli)!

> Wszak charakteryzuje Cię chłodny analityczny umysł

Taaa! Chłodny umysł i gorąca krew.

> i dyscyplina intelektualna.

Nie przeginaj!
Ot, nie lubię jak ktoś bije przy mnie kobietę (odbierając mi w ten sposób 
całą przyjemność).

Pozdrawiam

 LeP

PS
No i proszę - przegięłaś - już myślę o Tobie cieplej;)



 
Re: Intrygi i zdrada (rok 1771) cd 2
#18698
Author: LeP
Date: Fri, 17 Jul 2009 18:31
13 lines
1637 bytes
Użytkownik "irena"

> Proszę nie wypaczać moich intencji. Miał być "epifonem".
>
> Irena

"Do ludzi nigdy nie trafia, co im się mówi, muszą odkrywać to sami"
Paulo Coelho, Weronika postanawia umrzeć


-- 
LeP 
Re: Intrygi i zdrada (rok 1771) cd 2
#18688
Author: LeP
Date: Fri, 17 Jul 2009 18:40
17 lines
1654 bytes
Użytkownik "Michał Stanisław"

> Więc chylmy białe głowy przed Ireną.

Najlepszą kobietą jest ta, o której najmniej się mówi
Tukidyes

> Paulo maiora canamus!!!
> Ten od Eneasza.

Aurea dicta
Ten od De rerum natura


-- 
LeP 
Re: Intrygi i zdrada (rok 1771) cd 2
#18691
Author: ffiona
Date: Fri, 17 Jul 2009 19:44
16 lines
1723 bytes
Użytkownik "LeP"
>
> Użytkownik "ffiona"

>> i dyscyplina intelektualna.
>
> Nie przeginaj!
> Ot, nie lubię jak ktoś bije przy mnie kobietę (odbierając mi w ten sposób 
> całą przyjemność).
>
To tylko taki chwyt literacki dla podkreślenia kontrastu.
To Michał też jest kobietą? Aaaaaaaa, to przepraszam.

Pozdr.
A. 
Re: Intrygi i zdrada (rok 1771) cd 2
#18693
Author: Michał Stanisław
Date: Sat, 18 Jul 2009 08:04
21 lines
1861 bytes
Użytkownik "LeP" <lesp@onet.pl> napisał w wiadomości 
news:h3qgjd$q8v$1@mx1.internetia.pl...
>
>
>
> Nie przeginaj!
> Ot, nie lubię jak ktoś bije przy mnie kobietę (odbierając mi w ten sposób 
> całą przyjemność).
>
> Pozdrawiam
>
> LeP
>



Bo bym wolał robić to sam ?

m.z.
So non, é vero é molto ben trovato.
Re: Intrygi i zdrada (rok 1771) cd 2
#18696
Author: Michał Stanisław
Date: Sat, 18 Jul 2009 08:07
32 lines
2807 bytes
Użytkownik "ffiona" <ffiona@poczta.onet.pl> napisał w wiadomości 
news:h3pm2g$3q7$1@news.onet.pl...
>
> Użytkownik "LeP" <lesp@onet.pl> napisał
>>
>> Dasz wiarę, że pamiętam czasy, kiedy sprzeczaliśmy się tu jeno dla
>> przyjemności?
>>
> Z Tobą się sprzeczać to czysta przyjemność:-) Wszak charakteryzuje Cię 
> chłodny analityczny umysł i dyscyplina intelektualna. Michał wykazał się 
> natomiast kolosalnym ubóstwem myśli i umiejętności, bo ani pytań nie 
> potrafi odszukać w czytanym tekście, ani - co za tym idzie - odpowiedzi na 
> nie udzielić, ani skojarzyć swego rozmówcy, mimo że jest on autorem wątku 
> w bezpośrednim sąsiedztwie niniejszego (u mnie poniżej), ani zrozumieć 
> odwołania do własnoręcznie przez niego przytoczonego faktu, że za myślenie 
> mu płacą. Wszak ciotom nie płaci się za myślenie (ani dziwkom). Ten rażący 
> deficyt logiki w jego myśleniu zniechęcił mnie do dalszej rozmowy:-) 
> Wypada tylko mieć nadzieję, że jego płatne myślenie nie jest tak kiepskiej 
> jakości jak zaprezentowane tu myślenie charytatywne, bo inaczej groziłaby 
> mu finansowa nędza.
> Pozdr.
> A.

Madame,

"Kobieta jest jak kołnierzyk. Bo dopiero, gdy ma się ją na szyi, widzi się 
jaki to numer"

Ukłony

m.z. 
Re: Intrygi i zdrada (rok 1771) cd 2
#18692
Author: LeP
Date: Sat, 18 Jul 2009 13:21
14 lines
1721 bytes
Użytkownik "ffiona"
>
> Użytkownik "LeP"

>> Ot, nie lubię jak ktoś bije przy mnie kobietę (odbierając mi w ten sposób 
>> całą przyjemność).

> To Michał też jest kobietą?

Heh;)

-- 
LeP 
Re: Intrygi i zdrada (rok 1771) cd 2
#18694
Author: LeP
Date: Sat, 18 Jul 2009 13:22
15 lines
1802 bytes
Użytkownik "Michał Stanisław"
>
> Użytkownik "LeP"

>> Ot, nie lubię jak ktoś bije przy mnie kobietę (odbierając mi w ten sposób 
>> całą przyjemność).

> Bo bym wolał robić to sam ?

Na słońce, śmierć (i dowcipy) nigdy wprost patrzeć nie można.


-- 
LeP
Re: Intrygi i zdrada (rok 1771) cd 2
#18695
Author: ffiona
Date: Sat, 18 Jul 2009 14:21
18 lines
1776 bytes
Użytkownik "LeP"
>
> Użytkownik "Michał Stanisław"
>>
>> Użytkownik "LeP"
>
>>> Ot, nie lubię jak ktoś bije przy mnie kobietę (odbierając mi w ten 
>>> sposób całą przyjemność).
>
>> Bo bym wolał robić to sam ?
>
> Na słońce, śmierć (i dowcipy) nigdy wprost patrzeć nie można.
>

Heh:-)

A. 
Thread Navigation

This is a paginated view of messages in the thread with full content displayed inline.

Messages are displayed in chronological order, with the original post highlighted in green.

Use pagination controls to navigate through all messages in large threads.

Back to All Threads