Thread View: alt.pl.ukraina
6 messages
6 total messages
Started by cdn
Sat, 01 Nov 2008 11:21
Rzez Wolynska i inne zbrodnie na Kresach
Author: cdn
Date: Sat, 01 Nov 2008 11:21
Date: Sat, 01 Nov 2008 11:21
344 lines
20192 bytes
20192 bytes
Warto Rozmawiać: http://miniurl.pl/warto-rozmawiac
^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^
Ludobójstwo Polaków na Kresach - dlaczego nie pamiętamy?
Uroczystość Wszystkich Świętych i Dzień Zaduszny tradycyjnie gromadzą
nas nad grobami najbliższych. Są jednak tacy, którzy do dziś nie wiedzą,
gdzie spoczywają ich rodziny…
Oddziały nacjonalistów ukraińskich dokonały 11 lipca 1943 roku masowych
mordów Polaków w kilkudziesięciu miejscowościach na Wołyniu.
Tak naprawdę jednak mordy inicjowane i przeprowadzane przez UPA/OUN
rozpoczęły się już 1942 i trwały aż pięć lat na terenach zarówno polskich
Kresów jak i województw: rzeszowskiego, lubelskiego i krakowskiego.
Liczba ofiar Polaków i obywateli polskich innych narodowości (Żydów,
Ormian, Czechów), i samych Ukraińców, mordowanych za pomoc Polakom,
obliczana jest na samym Wołyniu na 60 tysięcy. Kolejne 60 tysięcy ofiar
to Polacy zamordowani w pozostałych województwach. Ofiary po stronie
ukraińskiej obliczane są na kilkanaście tysięcy, jednak historycy ukraińscy
wliczają także Ukraińców, którzy zginęli z rąk nacjonalistów ukraińskich za
pomoc udzielaną Polakom.
Nikła pamięć o tej zbrodni, a właściwie zapomnienie o niej należy do
najbardziej wstydliwych kart dwudziestolecia po 1989 roku. Ludobójstwo
to pozostaje właściwie tylko w pamięci tych, którzy byli świadkami zbrodni
i cudem przeżyli. W 2003 roku połowa Polaków nic nie wiedziała o ukraińskich
zbrodniach na Polakach w czasie II wojny światowej. Wiedzę o tym deklaruje
jedynie 14 % Polaków. Dotąd także Polski parlament, nie zdecydował się
na nazwanie tragedii sprzed 60 lat - ludobójstwem.
Dlaczego tak niewiele wiemy o tamtych cierpieniach. Czy ofiary z polskich
Kresów nie zasługują na naszą pamięć?
O tym Warto Rozmawiać.
Goście:
- ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski - autor książki „Przemilczane ludobójstwo
na Kresach”
- Szczepan Siekierka – świadek wydarzeń
- Ewa Siemaszko - historyk
- Rafał Ziemkiewicz – publicysta
- Andrzej Przewoźnik – Rada Pamięci Walk i Męczeństwa
- Krzesimir Dębski – kompozytor
[ syn Włodzimierza Sławosza Dębskiego:
http://www-kresy.pl/wolyn/horochowski/26.htm
..Kisielin, 11 lipca 1943
http://www.rp.pl/artykul/160977.html ]
Powtórka programu:
TV POLONIA
- poniedziałek, 08-11-03, godz. 22.25
* * *
ad. Rafał A. Ziemkiewicz
i przywołane w programie "Myśmy wszystko zapomnieli":
MYŚMY WSZYSTKO ZAPOMNIELI
Trudno wierzyć Polakom, gdy twierdzą, że w sprawie Katynia czy wypędzeń
chodzi im tylko o prawdę, nie o politykę, skoro w stosunkach z Ukrainą
jednoznacznie rezygnują z prawdy właśnie w imię polityki
W tym roku obchodzimy 65. rocznicę rzezi Polaków, Żydów, Czechów oraz
Ukraińców dokonanej na Wołyniu przez ukraińskich nacjonalistów. Mówiąc
ściśle, jest to rocznica największego nasilenia mordów, które przypadło na
letnie miesiące roku 1943. Systematyczna eksterminacja ludności Wołynia
zaczęła się bowiem już w roku 1942 i kontynuowana była aż do zajęcia tych
terenów przez Armię Czerwoną w roku 1944.
Z wołyńskich Polaków ofiarami tej ogromnej i wyjątkowo zbrodniczej „czystki
etnicznej” padło co najmniej 60 tys., najprawdopodobniej jednak znacznie
więcej ludzi – głównie kobiet, dzieci i starców. Sprawcy nie tylko zabijali
całe rodziny, ale niszczyli materialne ślady obecności Polaków: burzyli
domy, kościoły, a nawet wycinali sady.
Do dziś w miejscu wielu przedwojennych polskich osad straszą pustki.
Gdzieniegdzie znaleźć można skromny krzyż, za możliwość postawienia
którego potomkowie ocalałych zapłacić musieli ocenzurowaniem
upamiętniających pomordowanych napisów. Mówią one o „ofiarach
tragedii”, „zajść” lub „wypadków”; nazwanie mordu po imieniu wciąż jest
na tych terenach nie do pomyślenia.
Różnie bywało
Z licznych zbrodni, jakich w wieku XX, wieku ludobójstwa, dokonano na
Polakach, los tej jest szczególny o tyle, że jest bodaj jedyną, którą Polacy
dobrowolnie wymazują z pamięci. Oburzamy się, gdy Rosjanie odmawiają
uznania mordu katyńskiego za ludobójstwo i kiedy pamięć o nim starają się
zatrzeć sfabrykowanym oskarżeniem Polski o wymordowanie kilkudziesięciu
tysięcy jeńców z wojny 1920 r. Oburzamy się, gdy swe winy wobec Polaków
relatywizują Niemcy, za pomocą całego szeregu przedsięwzięć usiłując się
przedstawić jako co najmniej w równym stopniu ofiary II wojny.
I słusznie. Ale jednocześnie władze polskie oraz znaczna część elit
intelektualnych gorliwie współpracują w zakłamywaniu pamięci o Wołyniu,
zacieraniu winy ideologii, która za nią stała, i zbrodniarzy, którzy jej
dokonywali, oraz w relatywizowaniu rozmiarów tragedii. Uchwała, którą
pięć lat temu Sejm RP odważył się uczcić pamięć ofiar, to szczyt politycznie
poprawnego bełkotu, z którego można wywnioskować tylko tyle, że jakieś
bliżej niesprecyzowane ofiary zginęły wskutek tajemniczej klęski żywiołowej.
W podobnym tonie utrzymane są nieliczne wystąpienia polskich przywódców,
nie wykluczając prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Jednocześnie z wielką
gorliwością podchwytują nasze środowiska opiniotwórcze propagandową
tezę ukraińskich nacjonalistów, iż zbrodnie miały charakter wzajemny,
symetryczny i nie ma co wymierzać rozmiarów winy każdej ze stron.
Jest to teza sprzeczna z faktami i tak horrendalna, jak gdyby jakiś polityk
niemiecki zwracał się dziś do Żydów słowami: różnie to było między naszymi
narodami, wy zadaliście naszej armii cios w plecy w czasie wojny i
okradaliście nas w czasie wielkiego kryzysu, my się potem za to mściliśmy,
no, może ponad miarę, ale czas już zapomnieć stare spory, podać sobie
ręce i więcej do tego nie wracać. I gdyby jeszcze w tym samym czasie w
Berlinie nazwano jedną z ulic imieniem Bohaterów SS, argumentując, że
mimo kontrowersji związanych z tą formacją, jej żołnierze bili się za Niemcy
bardzo dzielnie.
Podobnie argumentowali członkowie zdominowanej przez nacjonalistów
rady miejskiej Lwowa, która właśnie teraz, w 65. rocznicę rzezi wołyńskich
przemianowała dotychczasową ulicę Turgieniewa na Bohaterów UPA.
Godząc się na fałszowanie historii i spychając zbrodnie w niepamięć,
czynią Polacy rzecz podwójnie godną najwyższego potępienia. Haniebną –
bo zbrodnia domaga się prawdy, a pojednanie nie jest żadną wartością,
gdy opiera się na kłamstwie.
Ale także głupią, bo odrodzenie tradycji ukraińskiego nacjonalizmu spod
znaku OUN i wzrost jego znaczenia na ukraińskiej scenie politycznej to
scenariusz bardzo i dla nas, i dla całego regionu niekorzystny. Przykładając
więc rękę do jego rehabilitacji, działamy wbrew żywotnym interesom naszego
państwa.
Nie ma symetrii
Nie ma żadnej symetrii, jak usiłuje się to w niektórych kręgach twierdzić,
pomiędzy działaniami ukraińskimi i polskiej Samoobrony oraz oddziałów
Armii Krajowej. Na Wołyniu nie było żadnej wojny domowej, nie było też starć
etnicznych pomiędzy mieszkańcami, w rodzaju tego, co stało się na terenach
byłej Jugosławii. Na Wołyniu mieliśmy do czynienia z planowym ludobójstwem,
realizowanym przez organizację wyznającą zbrodniczą ideologię, którą w
przybliżeniu określić można mianem ukraińskiej odmiany faszyzmu i nazizmu
(udział w mordach ludności miejscowej, acz częsty, miał charakter pomocniczy
i inspirowany przez regularne jednostki).
Prawodawca ideolog ukraińskiego nacjonalizmu Dmytro Doncow był zresztą
zagorzałym wielbicielem Mussoliniego i Hitlera, których dzieła tłumaczył na
ukraiński i z inspiracji których korzystał przy tworzeniu zrębów programu
założonej w 1929 r. Organizacji Nacjonalistów Ukraińskich, OUN, której
zbrojnym ramieniem była późniejsza „powstańcza armia” UPA. Jego opus
magnum „Nacjonalizm” wraz z kolportowanym przez OUN „Dekalogiem
ukraińskiego nacjonalisty” oraz inspirowaną Doncowem książką Mykoły
Sciborskiego „Władza narodowa” stanowiły biblię ideologii, która do
„oczyszczenia” Ukrainy z cudzoziemców – ale także z „elementu
antynarodowego” wśród etnicznych Ukraińców – wzywała najzupełniej
otwarcie, sankcjonując jako konieczność masową eksterminację oraz
zalecając „spadkobiercom chwały Włodzimierzowego Tryzuba” podstęp,
nienawiść i niecofanie się przed żadną zbrodnią, której wymagać będzie
„dobro sprawy”. Podkreślmy tu zaś, że „dobro sprawy”, czyli utworzenie
Wielkiej Ukrainy „na granicy dwóch światów” – a więc niebędącej ani
Zachodem, ani Wschodem – wymagało według Doncowa i Sciborskiego
nie tylko całkowitego usunięcia z niej obcych, ale także, podobnie jak
głosiły to inne tego typu ideologie, likwidację „złych” Ukraińców. Tych,
którzy, używając języka wymienionych wyżej dzieł, „schłopieli”, weszli
w związki rodzinne z Polakami bądź Żydami, ulegli miazmatom demokracji,
liberalizmu i innych rozkładowych ideologii. Chronologicznie rzecz ujmując,
pierwszymi ofiarami OUN-UPA byli właśnie tacy źli Ukraińcy, stojący
nacjonalistom na drodze do rządu dusz i budowy „narodowego” państwa;
mordy rozpoczęto od tych, których oskarżano o współpracę z Sowietami
przed czerwcem 1941r., przy czym kategorię kolaboracji traktowano tu
bardzo szeroko, rozciągając ją między innymi na żołnierzy Armii Czerwonej
(którzy wszak nie wstępowali do niej dobrowolnie).
Wielu Ukraińców, dostawszy się do niewoli, było w pierwszym okresie
wojny z Sowietami zwalnianych do domu, gdzie, jeśli odmawiali wstąpienia
w szeregi UPA, byli często mordowani. Z rozmowy z jednym z ostatnich
żyjących członków polskiej Samoobrony na Wołyniu wiem, iż niektórzy
ze zwalnianych przez Niemców jeńców ukrywali się przed upowcami
w szeregach polskich formacji partyzanckich.
Trudno dziś oceniać, jakim rzeczywistym poparciem cieszyła się
sformułowana przez Doncowa ideologia, zwłaszcza w jej najbardziej
wyrazistym wydaniu (nie przypadkiem „Dekalog…” zalecał, by „o sprawie
nie mówić z kim można, ale z kim trzeba”). Najskuteczniej uwodziła ona
młodych. W relacjach ocalonych z rzezi powtarza się ten wątek: tymi,
którzy starali się ich ochronić, ratować, którzy ukrywali przed rezunami
polskie dzieci, byli zwykle Ukraińcy starsi wiekiem. Wielu z nich
przypłaciło to życiem.
Z raportów polskiego podziemia można szacować, że ukraińskich ofiar
OUN-UPA, które padły wraz z Polakami na Wołyniu, było co najmniej
kilkanaście tysięcy, być może znacznie więcej. Nie wszyscy dawali się
porwać zainspirowanej przez UPA orgii morderstw, nie wszyscy poddawali
się stosowanym przez podwładnych Bandery procedurom „wychowawczym”,
polegającym na udowodnianiu pod okiem rezunów swej lojalności wobec
„samostijnej” własnoręcznym mordowaniem polskich sąsiadów.
Szczególnie pilnowano, aby lojalności takiej dowiedli członkowie rodzin
mieszanych. W zdawkowych, „pojednawczych” wzmiankach o losie Wołynia
powtarza się dziś: „zginęło około 100 tysięcy Polaków, a po stronie
ukraińskiej było około 30 tysięcy ofiar”, stwarzając w ten sposób u
niezorientowanych (a zrobiono wiele, aby ta historia mało komu była znana)
wrażenie, że owe 30 tysięcy zabitych Ukraińców to ofiary jakichś polskich
„akcji odwetowych.
Tymczasem większość z nich to również ofiary ukraińskiego nacjonalizmu.
Tym, co wyróżnia rzezie na Wołyniu spośród wszystkich znanych historii
zbrodni etnicznych, jest niewiarygodne bestialstwo zbrodniarzy. Ani
stalinowskie NKWD, ani hitlerowskie Einsatzgtruppen nie popisywały
się osobistym okrucieństwem.
Rezuni OUN-UPA oraz innych nacjonalistycznych formacji wydawali się
natomiast znajdować w nim szczególne upodobanie.
Oficjalni kurierzy rządu londyńskiego i dowództwa AK, delegowani w
1942r. do rozmów z dowództwem UPA o wspólnej walce z Niemcami,
nie zostali przez rezunów po prostu rozstrzelani, ale rozerwani żywcem
końmi.
Podobnie pastwiono się nad zwykłymi ofiarami mordów. Nawet
człowiekowi o silnych nerwach trudno wytrzymać lekturę wspomnień,
w których nieustannie powtarza się wyrywanie języków, wydłubywanie
oczu, wbijanie w głowy gwoździ, wypruwanie ciężarnym kobietom
płodów, obcinanie kończyn, pracochłonne i makabryczne profanowanie
zwłok i zadawanie wszelkich wyrafinowanie sadystycznych mąk.
Trudno orzec, na ile były to przejawy zdziczenia morderców, a na ile
efekt zimnej kalkulacji – chodziło wszak o to, żeby na tych, których
wymordować się nie da, rzucić taki postrach, by opuścili ziemie
Wielkiej Ukrainy jak najszybciej.
Jest zrozumiałe (co bynajmniej nie znaczy, usprawiedliwione), że
ludzie, którym w tak okrutny sposób wymordowano całe rodziny,
szukali czasem szaleńczo zemsty. Znacząca była liczba Polaków,
którzy dla jej dokonania wstępowali w szeregi formacji niemieckich,
by brać udział w eksterminacji ludności ukraińskiej.
Dochodziło także do mordów na Ukraińcach dokonywanych przez
formacje Polski podziemnej. Skala takich wydarzeń była jednak
nieporównywalnie mniejsza, niż zaplanowane z zimną krwią i
prowadzone systematycznie ludobójstwo OUN-UPA (w lipcu 1943r.,
miesiącu największego nasilenia terroru, jej oddziały eksterminacyjne
pojawiły się w ponad 500 miejscowościach).
Używanie ich dziś jako post factum usprawiedliwienia dla masakr
jest fałszowaniem historii.
Jaka tradycja dla Ukrainy
A fakt podstawowy, który nie ulega kwestii, jest taki: przy wszystkich
błędach
i niegodziwościach sanacyjnej polityki wobec mniejszości narodowych,
Polacy nigdy nie planowali eksterminacji ludności ukraińskiej, nigdy nie
stworzyli ideologii usprawiedliwiającej masowe zbrodnie, nigdy do nich
nie nawoływali i nie wychowywali w takim duchu swojej młodzieży.
Od samego początku rzezi wołyńskich na różnych szczeblach AK wydane
zostały rozkazy surowo zakazujące zemsty, zabijania cywilnych Ukraińców,
kobiet i dzieci. Za ich łamanie stawiano przed sądem polowym. W tym
samym czasie z dowództwa UPA do jej oddziałów płynęły rozkazy treści
dokładnie przeciwnej, nakazujące wykorzystać sprzyjający moment do
zlikwidowania ludności polskiej „z korzeniami”.
Można zrozumieć, dlaczego współcześnie Ukraińcy nie kwapią się do
odkrywania dla siebie tej historii. Naród, który doznał w swej najnowszej
historii cierpień nie mniejszych niż Polacy, a o niepodległość miał szansę
upomnieć się dopiero w latach ostatnich, rozpaczliwie potrzebuje mitu,
na którym mógłby oprzeć swą tożsamość. Tworzy się więc mit UPA jako
bohaterskiej partyzantki walczącej z okupantem niemieckim i sowieckim.
Mit uprawdopodobniony faktem, iż ukraińscy nacjonaliści w istocie zostali
potem wytępieni przez Sowietów (choć w różnych okresach, zgodnie
z zalecaną przez Doncowa przebiegłością, korzystali z logistycznego
wsparcia zarówno NKWD, jak i hitlerowców).
W warunkach wojny żadna partyzantka nie może mieć jednorodnego
charakteru, bez wątpienia nie cała UPA wyrastała z nacjonalistycznej
ideologii i nie wszystkich jej żołnierzy można uważać za winnych zbrodni.
Ale ocena zarówno tej ideologii, jak i ludobójstwa, do którego doprowadziła,
musi być jednoznaczna. Jakkolwiek byłoby to dla Ukraińców bolesne,
nikt nie potrzebuje tego rozliczenia bardziej niż oni sami. Nie jest bez
znaczenia, czy za swych bohaterów uznają rezunów, czy tych Ukraińców,
których za „schłopienie” i brak narodowego ducha mordowali oni tak samo
jak Polaków.
Na ukraińskie problemy z tożsamością nie mamy wpływu, trudno jednak
usprawiedliwiać haniebną ustępliwość, z jaką Polska rezygnuje z
przypominania prawdy, a część opiniotwórczych elit reaguje histerią na
każdą wzmiankę o OUN czy na użycie oczywistego w tej sytuacji słowa
„ludobójstwo”.
Pamięć o rzeziach wołyńskich kultywuje dziś jedynie grupka wymierających
z wolna kresowiaków, zapędzonych przez media do getta narodowo-
radykalnych „oszołomów”.
Zamiast upominania się o prawdę, mamy od kilkunastu lat gorszący
spektakl uciszania tych, którzy za dobrze pamiętają, w imię opacznie
rozumianej geopolityki i „pojednania”.
Nikczemność i głupota
To nie tylko ze strony Polski nikczemne – żyję już wystarczająco długo,
by wiedzieć, że sprawiedliwość, przelana krew i tym podobne sprawy nie
znaczą w polityce więcej niż przysłowiowy zeszłoroczny śnieg. Ale właśnie
ze względów politycznych to, co robimy, jest skrajną naiwnością i głupotą.
Wspierając historyczne kłamstwo o „wzajemnych krzywdach” i UPA,
bynajmniej nie pomagamy zaprzyjaźnionym ukraińskim demokratom
w formowaniu nowoczesnej świadomości narodowej Ukrainy.
Jest to naiwność. Przeciwnie, co pokazują ostatnie lata, rola nacjonalistów,
w mniej lub bardziej zawoalowany sposób podejmujących sztandary OUN,
jest w obozie pomarańczowych coraz większa. Każdy postawiony UPA
pomnik, każda publikacja fałszująca historię, na którą Polska nie reaguje,
wzmacnia ich pozycję i uwiarygodnia ich. Nie od rzeczy też będzie dodać,
iż zadaje kłam naszej polityce historycznej trudno wierzyć Polakom, gdy
twierdzą, że w sprawie Katynia czy wypędzeń chodzi im tylko o prawdę,
nie o politykę, skoro w stosunkach z Ukrainą jednoznacznie rezygnują z
prawdy właśnie w imię polityki.
Zasadniczy błąd naszego postępowania polega jednak na tym, że
nacjonaliści upowszechniający mit bohaterskiej UPA nie zbudują dobrych
stosunków z Polską ani z całą Europą. Historyczne krzywdy Polaków mało
świat obchodzą, ale już z pamięcią Holokaustu, który ma swoją straszną
ukraińską kartę, jest inaczej.
Obecność w życiu politycznym Ukrainy pogrobowców Bandery to wymarzony
argument dla Rosji i wystarczający powód zatrzaśnięcia przed Ukrainą drzwi
do Unii Europejskiej i NATO, czemu podobno chcemy przeciwdziałać.
Tchórzliwe chowanie się za frazesami o wzajemnych winach i „tragicznych
wydarzeniach” nie prowadzi do niczego. Jedynym ich skutkiem jest to, że
gdy w wolnej już Polsce zapalimy dziś ofiarom Wołynia rocznicowe znicze,
towarzyszyć temu powinna nie tylko żałoba, ale także palący wstyd za
sprzeniewierzenie się pamięci ich męczeństwa.
Rafał A. Ziemkiewicz
RZECZPOSPOLITA
2008-04-25
Tragiczne ślady historii
http://www.rp.pl/artykul/160815,161003_Tragiczne_slady_historii.html
Po Polakach pozostały mogiły…
http://www.rp.pl/artykul/160815,160974_Po_Polakach_pozostaly_mogily_.html
--
cdn
Wołyń naszych przodków
http://www.kresowianie.prv.pl/
* * *
Genocide - zbrodnie ludobójstwa na ludności Wołynia
http://www.genocide-pl.prv.pl/
Re: Rzez Wolynska i inne zbrodnie na Kresach
Author: Oleksandr (Kyiv)
Date: Sat, 01 Nov 2008 11:52
Date: Sat, 01 Nov 2008 11:52
373 lines
21079 bytes
21079 bytes
cdn napisał(a): > Warto Rozmawiać: http://miniurl.pl/warto-rozmawiac > > ^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^ > > Ludobójstwo Polaków na Kresach - dlaczego nie pamiętamy? > > Uroczystość Wszystkich Świętych i Dzień Zaduszny tradycyjnie gromadzą > nas nad grobami najbliższych. Są jednak tacy, którzy do dziś nie > wiedzą, gdzie spoczywają ich rodziny. > > Oddziały nacjonalistów ukraińskich dokonały 11 lipca 1943 roku > masowych mordów Polaków w kilkudziesięciu miejscowościach na Wołyniu. > Tak naprawdę jednak mordy inicjowane i przeprowadzane przez UPA/OUN > rozpoczęły się już 1942 i trwały aż pięć lat na terenach zarówno > polskich Kresów jak i województw: rzeszowskiego, lubelskiego i > krakowskiego. > Liczba ofiar Polaków i obywateli polskich innych narodowości (Żydów, > Ormian, Czechów), i samych Ukraińców, mordowanych za pomoc Polakom, > obliczana jest na samym Wołyniu na 60 tysięcy. Kolejne 60 tysięcy > ofiar > to Polacy zamordowani w pozostałych województwach. Ofiary po stronie > ukraińskiej obliczane są na kilkanaście tysięcy, jednak historycy > ukraińscy wliczają także Ukraińców, którzy zginęli z rąk > nacjonalistów ukraińskich za pomoc udzielaną Polakom. > > Nikła pamięć o tej zbrodni, a właściwie zapomnienie o niej należy do > najbardziej wstydliwych kart dwudziestolecia po 1989 roku. Ludobójstwo > to pozostaje właściwie tylko w pamięci tych, którzy byli świadkami > zbrodni i cudem przeżyli. W 2003 roku połowa Polaków nic nie > wiedziała o ukraińskich zbrodniach na Polakach w czasie II wojny > światowej. Wiedzę o tym deklaruje jedynie 14 % Polaków. Dotąd także > Polski parlament, nie zdecydował się > na nazwanie tragedii sprzed 60 lat - ludobójstwem. > > Dlaczego tak niewiele wiemy o tamtych cierpieniach. Czy ofiary z > polskich Kresów nie zasługują na naszą pamięć? > > O tym Warto Rozmawiać. > > Goście: > - ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski - autor książki "Przemilczane > ludobójstwo na Kresach" > - Szczepan Siekierka - świadek wydarzeń > - Ewa Siemaszko - historyk > - Rafał Ziemkiewicz - publicysta > - Andrzej Przewoźnik - Rada Pamięci Walk i Męczeństwa > - Krzesimir Dębski - kompozytor > [ syn Włodzimierza Sławosza Dębskiego: > http://www-kresy.pl/wolyn/horochowski/26.htm > ..Kisielin, 11 lipca 1943 > http://www.rp.pl/artykul/160977.html ] > > > Powtórka programu: > > TV POLONIA > - poniedziałek, 08-11-03, godz. 22.25 > > > * * * > > ad. Rafał A. Ziemkiewicz > i przywołane w programie "Myśmy wszystko zapomnieli": > > > MYŚMY WSZYSTKO ZAPOMNIELI > > Trudno wierzyć Polakom, gdy twierdzą, że w sprawie Katynia czy > wypędzeń chodzi im tylko o prawdę, nie o politykę, skoro w stosunkach > z Ukrainą jednoznacznie rezygnują z prawdy właśnie w imię polityki > > W tym roku obchodzimy 65. rocznicę rzezi Polaków, Żydów, Czechów oraz > Ukraińców dokonanej na Wołyniu przez ukraińskich nacjonalistów. Mówiąc > ściśle, jest to rocznica największego nasilenia mordów, które > przypadło na letnie miesiące roku 1943. Systematyczna eksterminacja > ludności Wołynia zaczęła się bowiem już w roku 1942 i kontynuowana > była aż do zajęcia tych terenów przez Armię Czerwoną w roku 1944. > > Z wołyńskich Polaków ofiarami tej ogromnej i wyjątkowo zbrodniczej > "czystki etnicznej" padło co najmniej 60 tys., najprawdopodobniej > jednak znacznie więcej ludzi - głównie kobiet, dzieci i starców. > Sprawcy nie tylko zabijali całe rodziny, ale niszczyli materialne > ślady obecności Polaków: burzyli domy, kościoły, a nawet wycinali > sady. > Do dziś w miejscu wielu przedwojennych polskich osad straszą pustki. > Gdzieniegdzie znaleźć można skromny krzyż, za możliwość postawienia > którego potomkowie ocalałych zapłacić musieli ocenzurowaniem > upamiętniających pomordowanych napisów. Mówią one o "ofiarach > tragedii", "zajść" lub "wypadków"; nazwanie mordu po imieniu wciąż > jest > na tych terenach nie do pomyślenia. > > Różnie bywało > > Z licznych zbrodni, jakich w wieku XX, wieku ludobójstwa, dokonano na > Polakach, los tej jest szczególny o tyle, że jest bodaj jedyną, którą > Polacy dobrowolnie wymazują z pamięci. Oburzamy się, gdy Rosjanie > odmawiają uznania mordu katyńskiego za ludobójstwo i kiedy pamięć o > nim starają się zatrzeć sfabrykowanym oskarżeniem Polski o > wymordowanie kilkudziesięciu tysięcy jeńców z wojny 1920 r. Oburzamy > się, gdy swe winy wobec Polaków relatywizują Niemcy, za pomocą całego > szeregu przedsięwzięć usiłując się przedstawić jako co najmniej w > równym stopniu ofiary II wojny. > > I słusznie. Ale jednocześnie władze polskie oraz znaczna część elit > intelektualnych gorliwie współpracują w zakłamywaniu pamięci o > Wołyniu, zacieraniu winy ideologii, która za nią stała, i > zbrodniarzy, którzy jej dokonywali, oraz w relatywizowaniu rozmiarów > tragedii. Uchwała, którą > pięć lat temu Sejm RP odważył się uczcić pamięć ofiar, to szczyt > politycznie poprawnego bełkotu, z którego można wywnioskować tylko > tyle, że jakieś bliżej niesprecyzowane ofiary zginęły wskutek > tajemniczej klęski żywiołowej. W podobnym tonie utrzymane są > nieliczne wystąpienia polskich przywódców, nie wykluczając prezydenta > Lecha Kaczyńskiego. Jednocześnie z wielką gorliwością podchwytują > nasze środowiska opiniotwórcze propagandową > tezę ukraińskich nacjonalistów, iż zbrodnie miały charakter wzajemny, > symetryczny i nie ma co wymierzać rozmiarów winy każdej ze stron. > > Jest to teza sprzeczna z faktami i tak horrendalna, jak gdyby jakiś > polityk niemiecki zwracał się dziś do Żydów słowami: różnie to było > między naszymi narodami, wy zadaliście naszej armii cios w plecy w > czasie wojny i okradaliście nas w czasie wielkiego kryzysu, my się > potem za to mściliśmy, no, może ponad miarę, ale czas już zapomnieć > stare spory, podać sobie > ręce i więcej do tego nie wracać. I gdyby jeszcze w tym samym czasie w > Berlinie nazwano jedną z ulic imieniem Bohaterów SS, argumentując, że > mimo kontrowersji związanych z tą formacją, jej żołnierze bili się za > Niemcy bardzo dzielnie. > > Podobnie argumentowali członkowie zdominowanej przez nacjonalistów > rady miejskiej Lwowa, która właśnie teraz, w 65. rocznicę rzezi > wołyńskich przemianowała dotychczasową ulicę Turgieniewa na Bohaterów > UPA. > Godząc się na fałszowanie historii i spychając zbrodnie w niepamięć, > czynią Polacy rzecz podwójnie godną najwyższego potępienia. Haniebną - > bo zbrodnia domaga się prawdy, a pojednanie nie jest żadną wartością, > gdy opiera się na kłamstwie. > Ale także głupią, bo odrodzenie tradycji ukraińskiego nacjonalizmu > spod znaku OUN i wzrost jego znaczenia na ukraińskiej scenie > politycznej to scenariusz bardzo i dla nas, i dla całego regionu > niekorzystny. Przykładając więc rękę do jego rehabilitacji, działamy > wbrew żywotnym interesom naszego państwa. > > Nie ma symetrii > > Nie ma żadnej symetrii, jak usiłuje się to w niektórych kręgach > twierdzić, pomiędzy działaniami ukraińskimi i polskiej Samoobrony > oraz oddziałów > Armii Krajowej. Na Wołyniu nie było żadnej wojny domowej, nie było > też starć etnicznych pomiędzy mieszkańcami, w rodzaju tego, co stało > się na terenach byłej Jugosławii. Na Wołyniu mieliśmy do czynienia z > planowym ludobójstwem, realizowanym przez organizację wyznającą > zbrodniczą ideologię, którą w przybliżeniu określić można mianem > ukraińskiej odmiany faszyzmu i nazizmu (udział w mordach ludności > miejscowej, acz częsty, miał charakter pomocniczy i inspirowany przez > regularne jednostki). > > Prawodawca ideolog ukraińskiego nacjonalizmu Dmytro Doncow był zresztą > zagorzałym wielbicielem Mussoliniego i Hitlera, których dzieła > tłumaczył na ukraiński i z inspiracji których korzystał przy > tworzeniu zrębów programu założonej w 1929 r. Organizacji > Nacjonalistów Ukraińskich, OUN, której zbrojnym ramieniem była > późniejsza "powstańcza armia" UPA. Jego opus > magnum "Nacjonalizm" wraz z kolportowanym przez OUN "Dekalogiem > ukraińskiego nacjonalisty" oraz inspirowaną Doncowem książką Mykoły > Sciborskiego "Władza narodowa" stanowiły biblię ideologii, która do > "oczyszczenia" Ukrainy z cudzoziemców - ale także z "elementu > antynarodowego" wśród etnicznych Ukraińców - wzywała najzupełniej > otwarcie, sankcjonując jako konieczność masową eksterminację oraz > zalecając "spadkobiercom chwały Włodzimierzowego Tryzuba" podstęp, > nienawiść i niecofanie się przed żadną zbrodnią, której wymagać będzie > "dobro sprawy". Podkreślmy tu zaś, że "dobro sprawy", czyli utworzenie > Wielkiej Ukrainy "na granicy dwóch światów" - a więc niebędącej ani > Zachodem, ani Wschodem - wymagało według Doncowa i Sciborskiego > nie tylko całkowitego usunięcia z niej obcych, ale także, podobnie jak > głosiły to inne tego typu ideologie, likwidację "złych" Ukraińców. > Tych, którzy, używając języka wymienionych wyżej dzieł, "schłopieli", > weszli > w związki rodzinne z Polakami bądź Żydami, ulegli miazmatom > demokracji, liberalizmu i innych rozkładowych ideologii. > Chronologicznie rzecz ujmując, pierwszymi ofiarami OUN-UPA byli > właśnie tacy źli Ukraińcy, stojący nacjonalistom na drodze do rządu > dusz i budowy "narodowego" państwa; > mordy rozpoczęto od tych, których oskarżano o współpracę z Sowietami > przed czerwcem 1941r., przy czym kategorię kolaboracji traktowano tu > bardzo szeroko, rozciągając ją między innymi na żołnierzy Armii > Czerwonej (którzy wszak nie wstępowali do niej dobrowolnie). > > Wielu Ukraińców, dostawszy się do niewoli, było w pierwszym okresie > wojny z Sowietami zwalnianych do domu, gdzie, jeśli odmawiali > wstąpienia > w szeregi UPA, byli często mordowani. Z rozmowy z jednym z ostatnich > żyjących członków polskiej Samoobrony na Wołyniu wiem, iż niektórzy > ze zwalnianych przez Niemców jeńców ukrywali się przed upowcami > w szeregach polskich formacji partyzanckich. > > Trudno dziś oceniać, jakim rzeczywistym poparciem cieszyła się > sformułowana przez Doncowa ideologia, zwłaszcza w jej najbardziej > wyrazistym wydaniu (nie przypadkiem "Dekalog." zalecał, by "o sprawie > nie mówić z kim można, ale z kim trzeba"). Najskuteczniej uwodziła ona > młodych. W relacjach ocalonych z rzezi powtarza się ten wątek: tymi, > którzy starali się ich ochronić, ratować, którzy ukrywali przed > rezunami polskie dzieci, byli zwykle Ukraińcy starsi wiekiem. Wielu z > nich przypłaciło to życiem. > > Z raportów polskiego podziemia można szacować, że ukraińskich ofiar > OUN-UPA, które padły wraz z Polakami na Wołyniu, było co najmniej > kilkanaście tysięcy, być może znacznie więcej. Nie wszyscy dawali się > porwać zainspirowanej przez UPA orgii morderstw, nie wszyscy poddawali > się stosowanym przez podwładnych Bandery procedurom "wychowawczym", > polegającym na udowodnianiu pod okiem rezunów swej lojalności wobec > "samostijnej" własnoręcznym mordowaniem polskich sąsiadów. > Szczególnie pilnowano, aby lojalności takiej dowiedli członkowie > rodzin mieszanych. W zdawkowych, "pojednawczych" wzmiankach o losie > Wołynia powtarza się dziś: "zginęło około 100 tysięcy Polaków, a po > stronie ukraińskiej było około 30 tysięcy ofiar", stwarzając w ten > sposób u niezorientowanych (a zrobiono wiele, aby ta historia mało > komu była znana) wrażenie, że owe 30 tysięcy zabitych Ukraińców to > ofiary jakichś polskich "akcji odwetowych. > > Tymczasem większość z nich to również ofiary ukraińskiego > nacjonalizmu. Tym, co wyróżnia rzezie na Wołyniu spośród wszystkich > znanych historii zbrodni etnicznych, jest niewiarygodne bestialstwo > zbrodniarzy. Ani stalinowskie NKWD, ani hitlerowskie Einsatzgtruppen > nie popisywały > się osobistym okrucieństwem. > Rezuni OUN-UPA oraz innych nacjonalistycznych formacji wydawali się > natomiast znajdować w nim szczególne upodobanie. > > Oficjalni kurierzy rządu londyńskiego i dowództwa AK, delegowani w > 1942r. do rozmów z dowództwem UPA o wspólnej walce z Niemcami, > nie zostali przez rezunów po prostu rozstrzelani, ale rozerwani żywcem > końmi. > Podobnie pastwiono się nad zwykłymi ofiarami mordów. Nawet > człowiekowi o silnych nerwach trudno wytrzymać lekturę wspomnień, > w których nieustannie powtarza się wyrywanie języków, wydłubywanie > oczu, wbijanie w głowy gwoździ, wypruwanie ciężarnym kobietom > płodów, obcinanie kończyn, pracochłonne i makabryczne profanowanie > zwłok i zadawanie wszelkich wyrafinowanie sadystycznych mąk. > Trudno orzec, na ile były to przejawy zdziczenia morderców, a na ile > efekt zimnej kalkulacji - chodziło wszak o to, żeby na tych, których > wymordować się nie da, rzucić taki postrach, by opuścili ziemie > Wielkiej Ukrainy jak najszybciej. > > Jest zrozumiałe (co bynajmniej nie znaczy, usprawiedliwione), że > ludzie, którym w tak okrutny sposób wymordowano całe rodziny, > szukali czasem szaleńczo zemsty. Znacząca była liczba Polaków, > którzy dla jej dokonania wstępowali w szeregi formacji niemieckich, > by brać udział w eksterminacji ludności ukraińskiej. > Dochodziło także do mordów na Ukraińcach dokonywanych przez > formacje Polski podziemnej. Skala takich wydarzeń była jednak > nieporównywalnie mniejsza, niż zaplanowane z zimną krwią i > prowadzone systematycznie ludobójstwo OUN-UPA (w lipcu 1943r., > miesiącu największego nasilenia terroru, jej oddziały eksterminacyjne > pojawiły się w ponad 500 miejscowościach). > Używanie ich dziś jako post factum usprawiedliwienia dla masakr > jest fałszowaniem historii. > > Jaka tradycja dla Ukrainy > > A fakt podstawowy, który nie ulega kwestii, jest taki: przy wszystkich > błędach > i niegodziwościach sanacyjnej polityki wobec mniejszości narodowych, > Polacy nigdy nie planowali eksterminacji ludności ukraińskiej, nigdy > nie stworzyli ideologii usprawiedliwiającej masowe zbrodnie, nigdy do > nich > nie nawoływali i nie wychowywali w takim duchu swojej młodzieży. > Od samego początku rzezi wołyńskich na różnych szczeblach AK wydane > zostały rozkazy surowo zakazujące zemsty, zabijania cywilnych > Ukraińców, kobiet i dzieci. Za ich łamanie stawiano przed sądem > polowym. W tym > samym czasie z dowództwa UPA do jej oddziałów płynęły rozkazy treści > dokładnie przeciwnej, nakazujące wykorzystać sprzyjający moment do > zlikwidowania ludności polskiej "z korzeniami". > > Można zrozumieć, dlaczego współcześnie Ukraińcy nie kwapią się do > odkrywania dla siebie tej historii. Naród, który doznał w swej > najnowszej historii cierpień nie mniejszych niż Polacy, a o > niepodległość miał szansę upomnieć się dopiero w latach ostatnich, > rozpaczliwie potrzebuje mitu, > na którym mógłby oprzeć swą tożsamość. Tworzy się więc mit UPA jako > bohaterskiej partyzantki walczącej z okupantem niemieckim i sowieckim. > Mit uprawdopodobniony faktem, iż ukraińscy nacjonaliści w istocie > zostali potem wytępieni przez Sowietów (choć w różnych okresach, > zgodnie > z zalecaną przez Doncowa przebiegłością, korzystali z logistycznego > wsparcia zarówno NKWD, jak i hitlerowców). > > W warunkach wojny żadna partyzantka nie może mieć jednorodnego > charakteru, bez wątpienia nie cała UPA wyrastała z nacjonalistycznej > ideologii i nie wszystkich jej żołnierzy można uważać za winnych > zbrodni. Ale ocena zarówno tej ideologii, jak i ludobójstwa, do > którego doprowadziła, musi być jednoznaczna. Jakkolwiek byłoby to dla > Ukraińców bolesne, > nikt nie potrzebuje tego rozliczenia bardziej niż oni sami. Nie jest > bez znaczenia, czy za swych bohaterów uznają rezunów, czy tych > Ukraińców, których za "schłopienie" i brak narodowego ducha mordowali > oni tak samo > jak Polaków. > > Na ukraińskie problemy z tożsamością nie mamy wpływu, trudno jednak > usprawiedliwiać haniebną ustępliwość, z jaką Polska rezygnuje z > przypominania prawdy, a część opiniotwórczych elit reaguje histerią na > każdą wzmiankę o OUN czy na użycie oczywistego w tej sytuacji słowa > "ludobójstwo". > Pamięć o rzeziach wołyńskich kultywuje dziś jedynie grupka > wymierających > z wolna kresowiaków, zapędzonych przez media do getta narodowo- > radykalnych "oszołomów". > > Zamiast upominania się o prawdę, mamy od kilkunastu lat gorszący > spektakl uciszania tych, którzy za dobrze pamiętają, w imię opacznie > rozumianej geopolityki i "pojednania". > > Nikczemność i głupota > > To nie tylko ze strony Polski nikczemne - żyję już wystarczająco > długo, > by wiedzieć, że sprawiedliwość, przelana krew i tym podobne sprawy nie > znaczą w polityce więcej niż przysłowiowy zeszłoroczny śnieg. Ale > właśnie ze względów politycznych to, co robimy, jest skrajną > naiwnością i głupotą. Wspierając historyczne kłamstwo o "wzajemnych > krzywdach" i UPA, > bynajmniej nie pomagamy zaprzyjaźnionym ukraińskim demokratom > w formowaniu nowoczesnej świadomości narodowej Ukrainy. > Jest to naiwność. Przeciwnie, co pokazują ostatnie lata, rola > nacjonalistów, w mniej lub bardziej zawoalowany sposób podejmujących > sztandary OUN, > jest w obozie pomarańczowych coraz większa. Każdy postawiony UPA > pomnik, każda publikacja fałszująca historię, na którą Polska nie > reaguje, wzmacnia ich pozycję i uwiarygodnia ich. Nie od rzeczy też > będzie dodać, > iż zadaje kłam naszej polityce historycznej trudno wierzyć Polakom, > gdy twierdzą, że w sprawie Katynia czy wypędzeń chodzi im tylko o > prawdę, > nie o politykę, skoro w stosunkach z Ukrainą jednoznacznie rezygnują z > prawdy właśnie w imię polityki. > > Zasadniczy błąd naszego postępowania polega jednak na tym, że > nacjonaliści upowszechniający mit bohaterskiej UPA nie zbudują dobrych > stosunków z Polską ani z całą Europą. Historyczne krzywdy Polaków mało > świat obchodzą, ale już z pamięcią Holokaustu, który ma swoją straszną > ukraińską kartę, jest inaczej. > Obecność w życiu politycznym Ukrainy pogrobowców Bandery to wymarzony > argument dla Rosji i wystarczający powód zatrzaśnięcia przed Ukrainą > drzwi do Unii Europejskiej i NATO, czemu podobno chcemy > przeciwdziałać. Tchórzliwe chowanie się za frazesami o wzajemnych > winach i "tragicznych wydarzeniach" nie prowadzi do niczego. Jedynym > ich skutkiem jest to, że > gdy w wolnej już Polsce zapalimy dziś ofiarom Wołynia rocznicowe > znicze, towarzyszyć temu powinna nie tylko żałoba, ale także palący > wstyd za sprzeniewierzenie się pamięci ich męczeństwa. > > Rafał A. Ziemkiewicz > > RZECZPOSPOLITA > 2008-04-25 > > > Tragiczne ślady historii > http://www.rp.pl/artykul/160815,161003_Tragiczne_slady_historii.html > > Po Polakach pozostały mogiły. > http://www.rp.pl/artykul/160815,160974_Po_Polakach_pozostaly_mogily_.html Kak budiet Euro, to my was - Poljiaki - wsiech ubijom! Ukraina-Polsza 1:0 Oleksandr.
Re: Rzez Wolynska i inne zbrodnie na Kresach
Author: ! ĐËVILSÖN ! ŐŐŐ ! VV.VV !
Date: Sat, 01 Nov 2008 14:24
Date: Sat, 01 Nov 2008 14:24
386 lines
22035 bytes
22035 bytes
Oleksandr (Kyiv) pisze:
> cdn napisał(a):
>
>> Warto Rozmawiać: http://miniurl.pl/warto-rozmawiac
>>
>> ^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^
>>
>> Ludobójstwo Polaków na Kresach - dlaczego nie pamiętamy?
>>
>> Uroczystość Wszystkich Świętych i Dzień Zaduszny tradycyjnie gromadzą
>> nas nad grobami najbliższych. Są jednak tacy, którzy do dziś nie
>> wiedzą, gdzie spoczywają ich rodziny.
>>
>> Oddziały nacjonalistów ukraińskich dokonały 11 lipca 1943 roku
>> masowych mordów Polaków w kilkudziesięciu miejscowościach na Wołyniu.
>> Tak naprawdę jednak mordy inicjowane i przeprowadzane przez UPA/OUN
>> rozpoczęły się już 1942 i trwały aż pięć lat na terenach zarówno
>> polskich Kresów jak i województw: rzeszowskiego, lubelskiego i
>> krakowskiego.
>> Liczba ofiar Polaków i obywateli polskich innych narodowości (Żydów,
>> Ormian, Czechów), i samych Ukraińców, mordowanych za pomoc Polakom,
>> obliczana jest na samym Wołyniu na 60 tysięcy. Kolejne 60 tysięcy
>> ofiar
>> to Polacy zamordowani w pozostałych województwach. Ofiary po stronie
>> ukraińskiej obliczane są na kilkanaście tysięcy, jednak historycy
>> ukraińscy wliczają także Ukraińców, którzy zginęli z rąk
>> nacjonalistów ukraińskich za pomoc udzielaną Polakom.
>>
>> Nikła pamięć o tej zbrodni, a właściwie zapomnienie o niej należy do
>> najbardziej wstydliwych kart dwudziestolecia po 1989 roku. Ludobójstwo
>> to pozostaje właściwie tylko w pamięci tych, którzy byli świadkami
>> zbrodni i cudem przeżyli. W 2003 roku połowa Polaków nic nie
>> wiedziała o ukraińskich zbrodniach na Polakach w czasie II wojny
>> światowej. Wiedzę o tym deklaruje jedynie 14 % Polaków. Dotąd także
>> Polski parlament, nie zdecydował się
>> na nazwanie tragedii sprzed 60 lat - ludobójstwem.
>>
>> Dlaczego tak niewiele wiemy o tamtych cierpieniach. Czy ofiary z
>> polskich Kresów nie zasługują na naszą pamięć?
>>
>> O tym Warto Rozmawiać.
>>
>> Goście:
>> - ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski - autor książki "Przemilczane
>> ludobójstwo na Kresach"
>> - Szczepan Siekierka - świadek wydarzeń
>> - Ewa Siemaszko - historyk
>> - Rafał Ziemkiewicz - publicysta
>> - Andrzej Przewoźnik - Rada Pamięci Walk i Męczeństwa
>> - Krzesimir Dębski - kompozytor
>> [ syn Włodzimierza Sławosza Dębskiego:
>> http://www-kresy.pl/wolyn/horochowski/26.htm
>> ..Kisielin, 11 lipca 1943
>> http://www.rp.pl/artykul/160977.html ]
>>
>>
>> Powtórka programu:
>>
>> TV POLONIA
>> - poniedziałek, 08-11-03, godz. 22.25
>>
>>
>> * * *
>>
>> ad. Rafał A. Ziemkiewicz
>> i przywołane w programie "Myśmy wszystko zapomnieli":
>>
>>
>> MYŚMY WSZYSTKO ZAPOMNIELI
>>
>> Trudno wierzyć Polakom, gdy twierdzą, że w sprawie Katynia czy
>> wypędzeń chodzi im tylko o prawdę, nie o politykę, skoro w stosunkach
>> z Ukrainą jednoznacznie rezygnują z prawdy właśnie w imię polityki
>>
>> W tym roku obchodzimy 65. rocznicę rzezi Polaków, Żydów, Czechów oraz
>> Ukraińców dokonanej na Wołyniu przez ukraińskich nacjonalistów. Mówiąc
>> ściśle, jest to rocznica największego nasilenia mordów, które
>> przypadło na letnie miesiące roku 1943. Systematyczna eksterminacja
>> ludności Wołynia zaczęła się bowiem już w roku 1942 i kontynuowana
>> była aż do zajęcia tych terenów przez Armię Czerwoną w roku 1944.
>>
>> Z wołyńskich Polaków ofiarami tej ogromnej i wyjątkowo zbrodniczej
>> "czystki etnicznej" padło co najmniej 60 tys., najprawdopodobniej
>> jednak znacznie więcej ludzi - głównie kobiet, dzieci i starców.
>> Sprawcy nie tylko zabijali całe rodziny, ale niszczyli materialne
>> ślady obecności Polaków: burzyli domy, kościoły, a nawet wycinali
>> sady.
>> Do dziś w miejscu wielu przedwojennych polskich osad straszą pustki.
>> Gdzieniegdzie znaleźć można skromny krzyż, za możliwość postawienia
>> którego potomkowie ocalałych zapłacić musieli ocenzurowaniem
>> upamiętniających pomordowanych napisów. Mówią one o "ofiarach
>> tragedii", "zajść" lub "wypadków"; nazwanie mordu po imieniu wciąż
>> jest
>> na tych terenach nie do pomyślenia.
>>
>> Różnie bywało
>>
>> Z licznych zbrodni, jakich w wieku XX, wieku ludobójstwa, dokonano na
>> Polakach, los tej jest szczególny o tyle, że jest bodaj jedyną, którą
>> Polacy dobrowolnie wymazują z pamięci. Oburzamy się, gdy Rosjanie
>> odmawiają uznania mordu katyńskiego za ludobójstwo i kiedy pamięć o
>> nim starają się zatrzeć sfabrykowanym oskarżeniem Polski o
>> wymordowanie kilkudziesięciu tysięcy jeńców z wojny 1920 r. Oburzamy
>> się, gdy swe winy wobec Polaków relatywizują Niemcy, za pomocą całego
>> szeregu przedsięwzięć usiłując się przedstawić jako co najmniej w
>> równym stopniu ofiary II wojny.
>>
>> I słusznie. Ale jednocześnie władze polskie oraz znaczna część elit
>> intelektualnych gorliwie współpracują w zakłamywaniu pamięci o
>> Wołyniu, zacieraniu winy ideologii, która za nią stała, i
>> zbrodniarzy, którzy jej dokonywali, oraz w relatywizowaniu rozmiarów
>> tragedii. Uchwała, którą
>> pięć lat temu Sejm RP odważył się uczcić pamięć ofiar, to szczyt
>> politycznie poprawnego bełkotu, z którego można wywnioskować tylko
>> tyle, że jakieś bliżej niesprecyzowane ofiary zginęły wskutek
>> tajemniczej klęski żywiołowej. W podobnym tonie utrzymane są
>> nieliczne wystąpienia polskich przywódców, nie wykluczając prezydenta
>> Lecha Kaczyńskiego. Jednocześnie z wielką gorliwością podchwytują
>> nasze środowiska opiniotwórcze propagandową
>> tezę ukraińskich nacjonalistów, iż zbrodnie miały charakter wzajemny,
>> symetryczny i nie ma co wymierzać rozmiarów winy każdej ze stron.
>>
>> Jest to teza sprzeczna z faktami i tak horrendalna, jak gdyby jakiś
>> polityk niemiecki zwracał się dziś do Żydów słowami: różnie to było
>> między naszymi narodami, wy zadaliście naszej armii cios w plecy w
>> czasie wojny i okradaliście nas w czasie wielkiego kryzysu, my się
>> potem za to mściliśmy, no, może ponad miarę, ale czas już zapomnieć
>> stare spory, podać sobie
>> ręce i więcej do tego nie wracać. I gdyby jeszcze w tym samym czasie w
>> Berlinie nazwano jedną z ulic imieniem Bohaterów SS, argumentując, że
>> mimo kontrowersji związanych z tą formacją, jej żołnierze bili się za
>> Niemcy bardzo dzielnie.
>>
>> Podobnie argumentowali członkowie zdominowanej przez nacjonalistów
>> rady miejskiej Lwowa, która właśnie teraz, w 65. rocznicę rzezi
>> wołyńskich przemianowała dotychczasową ulicę Turgieniewa na Bohaterów
>> UPA.
>> Godząc się na fałszowanie historii i spychając zbrodnie w niepamięć,
>> czynią Polacy rzecz podwójnie godną najwyższego potępienia. Haniebną -
>> bo zbrodnia domaga się prawdy, a pojednanie nie jest żadną wartością,
>> gdy opiera się na kłamstwie.
>> Ale także głupią, bo odrodzenie tradycji ukraińskiego nacjonalizmu
>> spod znaku OUN i wzrost jego znaczenia na ukraińskiej scenie
>> politycznej to scenariusz bardzo i dla nas, i dla całego regionu
>> niekorzystny. Przykładając więc rękę do jego rehabilitacji, działamy
>> wbrew żywotnym interesom naszego państwa.
>>
>> Nie ma symetrii
>>
>> Nie ma żadnej symetrii, jak usiłuje się to w niektórych kręgach
>> twierdzić, pomiędzy działaniami ukraińskimi i polskiej Samoobrony
>> oraz oddziałów
>> Armii Krajowej. Na Wołyniu nie było żadnej wojny domowej, nie było
>> też starć etnicznych pomiędzy mieszkańcami, w rodzaju tego, co stało
>> się na terenach byłej Jugosławii. Na Wołyniu mieliśmy do czynienia z
>> planowym ludobójstwem, realizowanym przez organizację wyznającą
>> zbrodniczą ideologię, którą w przybliżeniu określić można mianem
>> ukraińskiej odmiany faszyzmu i nazizmu (udział w mordach ludności
>> miejscowej, acz częsty, miał charakter pomocniczy i inspirowany przez
>> regularne jednostki).
>>
>> Prawodawca ideolog ukraińskiego nacjonalizmu Dmytro Doncow był zresztą
>> zagorzałym wielbicielem Mussoliniego i Hitlera, których dzieła
>> tłumaczył na ukraiński i z inspiracji których korzystał przy
>> tworzeniu zrębów programu założonej w 1929 r. Organizacji
>> Nacjonalistów Ukraińskich, OUN, której zbrojnym ramieniem była
>> późniejsza "powstańcza armia" UPA. Jego opus
>> magnum "Nacjonalizm" wraz z kolportowanym przez OUN "Dekalogiem
>> ukraińskiego nacjonalisty" oraz inspirowaną Doncowem książką Mykoły
>> Sciborskiego "Władza narodowa" stanowiły biblię ideologii, która do
>> "oczyszczenia" Ukrainy z cudzoziemców - ale także z "elementu
>> antynarodowego" wśród etnicznych Ukraińców - wzywała najzupełniej
>> otwarcie, sankcjonując jako konieczność masową eksterminację oraz
>> zalecając "spadkobiercom chwały Włodzimierzowego Tryzuba" podstęp,
>> nienawiść i niecofanie się przed żadną zbrodnią, której wymagać będzie
>> "dobro sprawy". Podkreślmy tu zaś, że "dobro sprawy", czyli utworzenie
>> Wielkiej Ukrainy "na granicy dwóch światów" - a więc niebędącej ani
>> Zachodem, ani Wschodem - wymagało według Doncowa i Sciborskiego
>> nie tylko całkowitego usunięcia z niej obcych, ale także, podobnie jak
>> głosiły to inne tego typu ideologie, likwidację "złych" Ukraińców.
>> Tych, którzy, używając języka wymienionych wyżej dzieł, "schłopieli",
>> weszli
>> w związki rodzinne z Polakami bądź Żydami, ulegli miazmatom
>> demokracji, liberalizmu i innych rozkładowych ideologii.
>> Chronologicznie rzecz ujmując, pierwszymi ofiarami OUN-UPA byli
>> właśnie tacy źli Ukraińcy, stojący nacjonalistom na drodze do rządu
>> dusz i budowy "narodowego" państwa;
>> mordy rozpoczęto od tych, których oskarżano o współpracę z Sowietami
>> przed czerwcem 1941r., przy czym kategorię kolaboracji traktowano tu
>> bardzo szeroko, rozciągając ją między innymi na żołnierzy Armii
>> Czerwonej (którzy wszak nie wstępowali do niej dobrowolnie).
>>
>> Wielu Ukraińców, dostawszy się do niewoli, było w pierwszym okresie
>> wojny z Sowietami zwalnianych do domu, gdzie, jeśli odmawiali
>> wstąpienia
>> w szeregi UPA, byli często mordowani. Z rozmowy z jednym z ostatnich
>> żyjących członków polskiej Samoobrony na Wołyniu wiem, iż niektórzy
>> ze zwalnianych przez Niemców jeńców ukrywali się przed upowcami
>> w szeregach polskich formacji partyzanckich.
>>
>> Trudno dziś oceniać, jakim rzeczywistym poparciem cieszyła się
>> sformułowana przez Doncowa ideologia, zwłaszcza w jej najbardziej
>> wyrazistym wydaniu (nie przypadkiem "Dekalog." zalecał, by "o sprawie
>> nie mówić z kim można, ale z kim trzeba"). Najskuteczniej uwodziła ona
>> młodych. W relacjach ocalonych z rzezi powtarza się ten wątek: tymi,
>> którzy starali się ich ochronić, ratować, którzy ukrywali przed
>> rezunami polskie dzieci, byli zwykle Ukraińcy starsi wiekiem. Wielu z
>> nich przypłaciło to życiem.
>>
>> Z raportów polskiego podziemia można szacować, że ukraińskich ofiar
>> OUN-UPA, które padły wraz z Polakami na Wołyniu, było co najmniej
>> kilkanaście tysięcy, być może znacznie więcej. Nie wszyscy dawali się
>> porwać zainspirowanej przez UPA orgii morderstw, nie wszyscy poddawali
>> się stosowanym przez podwładnych Bandery procedurom "wychowawczym",
>> polegającym na udowodnianiu pod okiem rezunów swej lojalności wobec
>> "samostijnej" własnoręcznym mordowaniem polskich sąsiadów.
>> Szczególnie pilnowano, aby lojalności takiej dowiedli członkowie
>> rodzin mieszanych. W zdawkowych, "pojednawczych" wzmiankach o losie
>> Wołynia powtarza się dziś: "zginęło około 100 tysięcy Polaków, a po
>> stronie ukraińskiej było około 30 tysięcy ofiar", stwarzając w ten
>> sposób u niezorientowanych (a zrobiono wiele, aby ta historia mało
>> komu była znana) wrażenie, że owe 30 tysięcy zabitych Ukraińców to
>> ofiary jakichś polskich "akcji odwetowych.
>>
>> Tymczasem większość z nich to również ofiary ukraińskiego
>> nacjonalizmu. Tym, co wyróżnia rzezie na Wołyniu spośród wszystkich
>> znanych historii zbrodni etnicznych, jest niewiarygodne bestialstwo
>> zbrodniarzy. Ani stalinowskie NKWD, ani hitlerowskie Einsatzgtruppen
>> nie popisywały
>> się osobistym okrucieństwem.
>> Rezuni OUN-UPA oraz innych nacjonalistycznych formacji wydawali się
>> natomiast znajdować w nim szczególne upodobanie.
>>
>> Oficjalni kurierzy rządu londyńskiego i dowództwa AK, delegowani w
>> 1942r. do rozmów z dowództwem UPA o wspólnej walce z Niemcami,
>> nie zostali przez rezunów po prostu rozstrzelani, ale rozerwani żywcem
>> końmi.
>> Podobnie pastwiono się nad zwykłymi ofiarami mordów. Nawet
>> człowiekowi o silnych nerwach trudno wytrzymać lekturę wspomnień,
>> w których nieustannie powtarza się wyrywanie języków, wydłubywanie
>> oczu, wbijanie w głowy gwoździ, wypruwanie ciężarnym kobietom
>> płodów, obcinanie kończyn, pracochłonne i makabryczne profanowanie
>> zwłok i zadawanie wszelkich wyrafinowanie sadystycznych mąk.
>> Trudno orzec, na ile były to przejawy zdziczenia morderców, a na ile
>> efekt zimnej kalkulacji - chodziło wszak o to, żeby na tych, których
>> wymordować się nie da, rzucić taki postrach, by opuścili ziemie
>> Wielkiej Ukrainy jak najszybciej.
>>
>> Jest zrozumiałe (co bynajmniej nie znaczy, usprawiedliwione), że
>> ludzie, którym w tak okrutny sposób wymordowano całe rodziny,
>> szukali czasem szaleńczo zemsty. Znacząca była liczba Polaków,
>> którzy dla jej dokonania wstępowali w szeregi formacji niemieckich,
>> by brać udział w eksterminacji ludności ukraińskiej.
>> Dochodziło także do mordów na Ukraińcach dokonywanych przez
>> formacje Polski podziemnej. Skala takich wydarzeń była jednak
>> nieporównywalnie mniejsza, niż zaplanowane z zimną krwią i
>> prowadzone systematycznie ludobójstwo OUN-UPA (w lipcu 1943r.,
>> miesiącu największego nasilenia terroru, jej oddziały eksterminacyjne
>> pojawiły się w ponad 500 miejscowościach).
>> Używanie ich dziś jako post factum usprawiedliwienia dla masakr
>> jest fałszowaniem historii.
>>
>> Jaka tradycja dla Ukrainy
>>
>> A fakt podstawowy, który nie ulega kwestii, jest taki: przy wszystkich
>> błędach
>> i niegodziwościach sanacyjnej polityki wobec mniejszości narodowych,
>> Polacy nigdy nie planowali eksterminacji ludności ukraińskiej, nigdy
>> nie stworzyli ideologii usprawiedliwiającej masowe zbrodnie, nigdy do
>> nich
>> nie nawoływali i nie wychowywali w takim duchu swojej młodzieży.
>> Od samego początku rzezi wołyńskich na różnych szczeblach AK wydane
>> zostały rozkazy surowo zakazujące zemsty, zabijania cywilnych
>> Ukraińców, kobiet i dzieci. Za ich łamanie stawiano przed sądem
>> polowym. W tym
>> samym czasie z dowództwa UPA do jej oddziałów płynęły rozkazy treści
>> dokładnie przeciwnej, nakazujące wykorzystać sprzyjający moment do
>> zlikwidowania ludności polskiej "z korzeniami".
>>
>> Można zrozumieć, dlaczego współcześnie Ukraińcy nie kwapią się do
>> odkrywania dla siebie tej historii. Naród, który doznał w swej
>> najnowszej historii cierpień nie mniejszych niż Polacy, a o
>> niepodległość miał szansę upomnieć się dopiero w latach ostatnich,
>> rozpaczliwie potrzebuje mitu,
>> na którym mógłby oprzeć swą tożsamość. Tworzy się więc mit UPA jako
>> bohaterskiej partyzantki walczącej z okupantem niemieckim i sowieckim.
>> Mit uprawdopodobniony faktem, iż ukraińscy nacjonaliści w istocie
>> zostali potem wytępieni przez Sowietów (choć w różnych okresach,
>> zgodnie
>> z zalecaną przez Doncowa przebiegłością, korzystali z logistycznego
>> wsparcia zarówno NKWD, jak i hitlerowców).
>>
>> W warunkach wojny żadna partyzantka nie może mieć jednorodnego
>> charakteru, bez wątpienia nie cała UPA wyrastała z nacjonalistycznej
>> ideologii i nie wszystkich jej żołnierzy można uważać za winnych
>> zbrodni. Ale ocena zarówno tej ideologii, jak i ludobójstwa, do
>> którego doprowadziła, musi być jednoznaczna. Jakkolwiek byłoby to dla
>> Ukraińców bolesne,
>> nikt nie potrzebuje tego rozliczenia bardziej niż oni sami. Nie jest
>> bez znaczenia, czy za swych bohaterów uznają rezunów, czy tych
>> Ukraińców, których za "schłopienie" i brak narodowego ducha mordowali
>> oni tak samo
>> jak Polaków.
>>
>> Na ukraińskie problemy z tożsamością nie mamy wpływu, trudno jednak
>> usprawiedliwiać haniebną ustępliwość, z jaką Polska rezygnuje z
>> przypominania prawdy, a część opiniotwórczych elit reaguje histerią na
>> każdą wzmiankę o OUN czy na użycie oczywistego w tej sytuacji słowa
>> "ludobójstwo".
>> Pamięć o rzeziach wołyńskich kultywuje dziś jedynie grupka
>> wymierających
>> z wolna kresowiaków, zapędzonych przez media do getta narodowo-
>> radykalnych "oszołomów".
>>
>> Zamiast upominania się o prawdę, mamy od kilkunastu lat gorszący
>> spektakl uciszania tych, którzy za dobrze pamiętają, w imię opacznie
>> rozumianej geopolityki i "pojednania".
>>
>> Nikczemność i głupota
>>
>> To nie tylko ze strony Polski nikczemne - żyję już wystarczająco
>> długo,
>> by wiedzieć, że sprawiedliwość, przelana krew i tym podobne sprawy nie
>> znaczą w polityce więcej niż przysłowiowy zeszłoroczny śnieg. Ale
>> właśnie ze względów politycznych to, co robimy, jest skrajną
>> naiwnością i głupotą. Wspierając historyczne kłamstwo o "wzajemnych
>> krzywdach" i UPA,
>> bynajmniej nie pomagamy zaprzyjaźnionym ukraińskim demokratom
>> w formowaniu nowoczesnej świadomości narodowej Ukrainy.
>> Jest to naiwność. Przeciwnie, co pokazują ostatnie lata, rola
>> nacjonalistów, w mniej lub bardziej zawoalowany sposób podejmujących
>> sztandary OUN,
>> jest w obozie pomarańczowych coraz większa. Każdy postawiony UPA
>> pomnik, każda publikacja fałszująca historię, na którą Polska nie
>> reaguje, wzmacnia ich pozycję i uwiarygodnia ich. Nie od rzeczy też
>> będzie dodać,
>> iż zadaje kłam naszej polityce historycznej trudno wierzyć Polakom,
>> gdy twierdzą, że w sprawie Katynia czy wypędzeń chodzi im tylko o
>> prawdę,
>> nie o politykę, skoro w stosunkach z Ukrainą jednoznacznie rezygnują z
>> prawdy właśnie w imię polityki.
>>
>> Zasadniczy błąd naszego postępowania polega jednak na tym, że
>> nacjonaliści upowszechniający mit bohaterskiej UPA nie zbudują dobrych
>> stosunków z Polską ani z całą Europą. Historyczne krzywdy Polaków mało
>> świat obchodzą, ale już z pamięcią Holokaustu, który ma swoją straszną
>> ukraińską kartę, jest inaczej.
>> Obecność w życiu politycznym Ukrainy pogrobowców Bandery to wymarzony
>> argument dla Rosji i wystarczający powód zatrzaśnięcia przed Ukrainą
>> drzwi do Unii Europejskiej i NATO, czemu podobno chcemy
>> przeciwdziałać. Tchórzliwe chowanie się za frazesami o wzajemnych
>> winach i "tragicznych wydarzeniach" nie prowadzi do niczego. Jedynym
>> ich skutkiem jest to, że
>> gdy w wolnej już Polsce zapalimy dziś ofiarom Wołynia rocznicowe
>> znicze, towarzyszyć temu powinna nie tylko żałoba, ale także palący
>> wstyd za sprzeniewierzenie się pamięci ich męczeństwa.
>>
>> Rafał A. Ziemkiewicz
>>
>> RZECZPOSPOLITA
>> 2008-04-25
>>
>>
>> Tragiczne ślady historii
>> http://www.rp.pl/artykul/160815,161003_Tragiczne_slady_historii.html
>>
>> Po Polakach pozostały mogiły.
>> http://www.rp.pl/artykul/160815,160974_Po_Polakach_pozostaly_mogily_.html
>
> Kak budiet Euro, to my was - Poljiaki - wsiech ubijom!
>
> Ukraina-Polsza 1:0
>
> Oleksandr.
>
>
>
vyperdalata!
--
MODERACJĘ USENETU PROWADZI NADMOCOSILNY WYKURWISTAN
APEDECJI
alt.pl.dupa:
WEJDŹ, PRZECZYTAJ, WYPIERDALAJ!
BOELS .E. BUBB
! ÓÓÓ !
Re: Rzez Wolynska i inne zbrodnie na Kresach
Author: doc.Dr.hab Jan Leśny-Dzban
Date: Sat, 01 Nov 2008 16:02
Date: Sat, 01 Nov 2008 16:02
8 lines
1567 bytes
1567 bytes
cdn pisze: > Warto Rozmawiać: http://miniurl.pl/warto-rozmawiac > > ^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^ > dobra hójó oco ci hodzi, f dwóh zdaniah? rze ókraincy to banderofcy i mordercy da sie w jednym zdanió kórva zapisać
Re: Rzez Wolynska i inne zbrodnie na Kresach
Author: doc.Dr.hab Jan Leśny-Dzban
Date: Sat, 01 Nov 2008 16:03
Date: Sat, 01 Nov 2008 16:03
5 lines
1430 bytes
1430 bytes
Oleksandr (Kyiv) pisze: > Ukraina-Polsza 1:0 hyba kto szypciej tojtoja zasra do pełna
Re: Rzez Wolynska i inne zbrodnie na Kresach
Author: D_____I_____A_____B_____E_____Ł_...
Date: Sun, 09 Nov 2008 15:49
Date: Sun, 09 Nov 2008 15:49
20 lines
1589 bytes
1589 bytes
! ĐËVILSÖN ! ŐŐŐ ! VV.VV ! pisze:
> Oleksandr (Kyiv) pisze:
> vyperdalata!
>
teper my vas budieme RIEZAT' ukrainskyje kurvishmaty
--
MODERACJĘ USENETU PROWADZI :
NADMOCOSILNY WYKURWISTAN APEDECJI
alt.pl.dupa
WEJDŹ, PRZECZYTAJ, WYPIERDALAJ!
BOELS .E. BUBB
! ÓÓÓ !
Thread Navigation
This is a paginated view of messages in the thread with full content displayed inline.
Messages are displayed in chronological order, with the original post highlighted in green.
Use pagination controls to navigate through all messages in large threads.
Back to All Threads