Article View: alt.pl.ukraina
Article #16944Rzez Wolynska i inne zbrodnie na Kresach
From: cdn
Date: Sat, 01 Nov 2008 11:21
Date: Sat, 01 Nov 2008 11:21
344 lines
20192 bytes
20192 bytes
Warto Rozmawiać: http://miniurl.pl/warto-rozmawiac
^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^
Ludobójstwo Polaków na Kresach - dlaczego nie pamiętamy?
Uroczystość Wszystkich Świętych i Dzień Zaduszny tradycyjnie gromadzą
nas nad grobami najbliższych. Są jednak tacy, którzy do dziś nie wiedzą,
gdzie spoczywają ich rodziny…
Oddziały nacjonalistów ukraińskich dokonały 11 lipca 1943 roku masowych
mordów Polaków w kilkudziesięciu miejscowościach na Wołyniu.
Tak naprawdę jednak mordy inicjowane i przeprowadzane przez UPA/OUN
rozpoczęły się już 1942 i trwały aż pięć lat na terenach zarówno polskich
Kresów jak i województw: rzeszowskiego, lubelskiego i krakowskiego.
Liczba ofiar Polaków i obywateli polskich innych narodowości (Żydów,
Ormian, Czechów), i samych Ukraińców, mordowanych za pomoc Polakom,
obliczana jest na samym Wołyniu na 60 tysięcy. Kolejne 60 tysięcy ofiar
to Polacy zamordowani w pozostałych województwach. Ofiary po stronie
ukraińskiej obliczane są na kilkanaście tysięcy, jednak historycy ukraińscy
wliczają także Ukraińców, którzy zginęli z rąk nacjonalistów ukraińskich za
pomoc udzielaną Polakom.
Nikła pamięć o tej zbrodni, a właściwie zapomnienie o niej należy do
najbardziej wstydliwych kart dwudziestolecia po 1989 roku. Ludobójstwo
to pozostaje właściwie tylko w pamięci tych, którzy byli świadkami zbrodni
i cudem przeżyli. W 2003 roku połowa Polaków nic nie wiedziała o ukraińskich
zbrodniach na Polakach w czasie II wojny światowej. Wiedzę o tym deklaruje
jedynie 14 % Polaków. Dotąd także Polski parlament, nie zdecydował się
na nazwanie tragedii sprzed 60 lat - ludobójstwem.
Dlaczego tak niewiele wiemy o tamtych cierpieniach. Czy ofiary z polskich
Kresów nie zasługują na naszą pamięć?
O tym Warto Rozmawiać.
Goście:
- ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski - autor książki „Przemilczane ludobójstwo
na Kresach”
- Szczepan Siekierka – świadek wydarzeń
- Ewa Siemaszko - historyk
- Rafał Ziemkiewicz – publicysta
- Andrzej Przewoźnik – Rada Pamięci Walk i Męczeństwa
- Krzesimir Dębski – kompozytor
[ syn Włodzimierza Sławosza Dębskiego:
http://www-kresy.pl/wolyn/horochowski/26.htm
..Kisielin, 11 lipca 1943
http://www.rp.pl/artykul/160977.html ]
Powtórka programu:
TV POLONIA
- poniedziałek, 08-11-03, godz. 22.25
* * *
ad. Rafał A. Ziemkiewicz
i przywołane w programie "Myśmy wszystko zapomnieli":
MYŚMY WSZYSTKO ZAPOMNIELI
Trudno wierzyć Polakom, gdy twierdzą, że w sprawie Katynia czy wypędzeń
chodzi im tylko o prawdę, nie o politykę, skoro w stosunkach z Ukrainą
jednoznacznie rezygnują z prawdy właśnie w imię polityki
W tym roku obchodzimy 65. rocznicę rzezi Polaków, Żydów, Czechów oraz
Ukraińców dokonanej na Wołyniu przez ukraińskich nacjonalistów. Mówiąc
ściśle, jest to rocznica największego nasilenia mordów, które przypadło na
letnie miesiące roku 1943. Systematyczna eksterminacja ludności Wołynia
zaczęła się bowiem już w roku 1942 i kontynuowana była aż do zajęcia tych
terenów przez Armię Czerwoną w roku 1944.
Z wołyńskich Polaków ofiarami tej ogromnej i wyjątkowo zbrodniczej „czystki
etnicznej” padło co najmniej 60 tys., najprawdopodobniej jednak znacznie
więcej ludzi – głównie kobiet, dzieci i starców. Sprawcy nie tylko zabijali
całe rodziny, ale niszczyli materialne ślady obecności Polaków: burzyli
domy, kościoły, a nawet wycinali sady.
Do dziś w miejscu wielu przedwojennych polskich osad straszą pustki.
Gdzieniegdzie znaleźć można skromny krzyż, za możliwość postawienia
którego potomkowie ocalałych zapłacić musieli ocenzurowaniem
upamiętniających pomordowanych napisów. Mówią one o „ofiarach
tragedii”, „zajść” lub „wypadków”; nazwanie mordu po imieniu wciąż jest
na tych terenach nie do pomyślenia.
Różnie bywało
Z licznych zbrodni, jakich w wieku XX, wieku ludobójstwa, dokonano na
Polakach, los tej jest szczególny o tyle, że jest bodaj jedyną, którą Polacy
dobrowolnie wymazują z pamięci. Oburzamy się, gdy Rosjanie odmawiają
uznania mordu katyńskiego za ludobójstwo i kiedy pamięć o nim starają się
zatrzeć sfabrykowanym oskarżeniem Polski o wymordowanie kilkudziesięciu
tysięcy jeńców z wojny 1920 r. Oburzamy się, gdy swe winy wobec Polaków
relatywizują Niemcy, za pomocą całego szeregu przedsięwzięć usiłując się
przedstawić jako co najmniej w równym stopniu ofiary II wojny.
I słusznie. Ale jednocześnie władze polskie oraz znaczna część elit
intelektualnych gorliwie współpracują w zakłamywaniu pamięci o Wołyniu,
zacieraniu winy ideologii, która za nią stała, i zbrodniarzy, którzy jej
dokonywali, oraz w relatywizowaniu rozmiarów tragedii. Uchwała, którą
pięć lat temu Sejm RP odważył się uczcić pamięć ofiar, to szczyt politycznie
poprawnego bełkotu, z którego można wywnioskować tylko tyle, że jakieś
bliżej niesprecyzowane ofiary zginęły wskutek tajemniczej klęski żywiołowej.
W podobnym tonie utrzymane są nieliczne wystąpienia polskich przywódców,
nie wykluczając prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Jednocześnie z wielką
gorliwością podchwytują nasze środowiska opiniotwórcze propagandową
tezę ukraińskich nacjonalistów, iż zbrodnie miały charakter wzajemny,
symetryczny i nie ma co wymierzać rozmiarów winy każdej ze stron.
Jest to teza sprzeczna z faktami i tak horrendalna, jak gdyby jakiś polityk
niemiecki zwracał się dziś do Żydów słowami: różnie to było między naszymi
narodami, wy zadaliście naszej armii cios w plecy w czasie wojny i
okradaliście nas w czasie wielkiego kryzysu, my się potem za to mściliśmy,
no, może ponad miarę, ale czas już zapomnieć stare spory, podać sobie
ręce i więcej do tego nie wracać. I gdyby jeszcze w tym samym czasie w
Berlinie nazwano jedną z ulic imieniem Bohaterów SS, argumentując, że
mimo kontrowersji związanych z tą formacją, jej żołnierze bili się za Niemcy
bardzo dzielnie.
Podobnie argumentowali członkowie zdominowanej przez nacjonalistów
rady miejskiej Lwowa, która właśnie teraz, w 65. rocznicę rzezi wołyńskich
przemianowała dotychczasową ulicę Turgieniewa na Bohaterów UPA.
Godząc się na fałszowanie historii i spychając zbrodnie w niepamięć,
czynią Polacy rzecz podwójnie godną najwyższego potępienia. Haniebną –
bo zbrodnia domaga się prawdy, a pojednanie nie jest żadną wartością,
gdy opiera się na kłamstwie.
Ale także głupią, bo odrodzenie tradycji ukraińskiego nacjonalizmu spod
znaku OUN i wzrost jego znaczenia na ukraińskiej scenie politycznej to
scenariusz bardzo i dla nas, i dla całego regionu niekorzystny. Przykładając
więc rękę do jego rehabilitacji, działamy wbrew żywotnym interesom naszego
państwa.
Nie ma symetrii
Nie ma żadnej symetrii, jak usiłuje się to w niektórych kręgach twierdzić,
pomiędzy działaniami ukraińskimi i polskiej Samoobrony oraz oddziałów
Armii Krajowej. Na Wołyniu nie było żadnej wojny domowej, nie było też starć
etnicznych pomiędzy mieszkańcami, w rodzaju tego, co stało się na terenach
byłej Jugosławii. Na Wołyniu mieliśmy do czynienia z planowym ludobójstwem,
realizowanym przez organizację wyznającą zbrodniczą ideologię, którą w
przybliżeniu określić można mianem ukraińskiej odmiany faszyzmu i nazizmu
(udział w mordach ludności miejscowej, acz częsty, miał charakter pomocniczy
i inspirowany przez regularne jednostki).
Prawodawca ideolog ukraińskiego nacjonalizmu Dmytro Doncow był zresztą
zagorzałym wielbicielem Mussoliniego i Hitlera, których dzieła tłumaczył na
ukraiński i z inspiracji których korzystał przy tworzeniu zrębów programu
założonej w 1929 r. Organizacji Nacjonalistów Ukraińskich, OUN, której
zbrojnym ramieniem była późniejsza „powstańcza armia” UPA. Jego opus
magnum „Nacjonalizm” wraz z kolportowanym przez OUN „Dekalogiem
ukraińskiego nacjonalisty” oraz inspirowaną Doncowem książką Mykoły
Sciborskiego „Władza narodowa” stanowiły biblię ideologii, która do
„oczyszczenia” Ukrainy z cudzoziemców – ale także z „elementu
antynarodowego” wśród etnicznych Ukraińców – wzywała najzupełniej
otwarcie, sankcjonując jako konieczność masową eksterminację oraz
zalecając „spadkobiercom chwały Włodzimierzowego Tryzuba” podstęp,
nienawiść i niecofanie się przed żadną zbrodnią, której wymagać będzie
„dobro sprawy”. Podkreślmy tu zaś, że „dobro sprawy”, czyli utworzenie
Wielkiej Ukrainy „na granicy dwóch światów” – a więc niebędącej ani
Zachodem, ani Wschodem – wymagało według Doncowa i Sciborskiego
nie tylko całkowitego usunięcia z niej obcych, ale także, podobnie jak
głosiły to inne tego typu ideologie, likwidację „złych” Ukraińców. Tych,
którzy, używając języka wymienionych wyżej dzieł, „schłopieli”, weszli
w związki rodzinne z Polakami bądź Żydami, ulegli miazmatom demokracji,
liberalizmu i innych rozkładowych ideologii. Chronologicznie rzecz ujmując,
pierwszymi ofiarami OUN-UPA byli właśnie tacy źli Ukraińcy, stojący
nacjonalistom na drodze do rządu dusz i budowy „narodowego” państwa;
mordy rozpoczęto od tych, których oskarżano o współpracę z Sowietami
przed czerwcem 1941r., przy czym kategorię kolaboracji traktowano tu
bardzo szeroko, rozciągając ją między innymi na żołnierzy Armii Czerwonej
(którzy wszak nie wstępowali do niej dobrowolnie).
Wielu Ukraińców, dostawszy się do niewoli, było w pierwszym okresie
wojny z Sowietami zwalnianych do domu, gdzie, jeśli odmawiali wstąpienia
w szeregi UPA, byli często mordowani. Z rozmowy z jednym z ostatnich
żyjących członków polskiej Samoobrony na Wołyniu wiem, iż niektórzy
ze zwalnianych przez Niemców jeńców ukrywali się przed upowcami
w szeregach polskich formacji partyzanckich.
Trudno dziś oceniać, jakim rzeczywistym poparciem cieszyła się
sformułowana przez Doncowa ideologia, zwłaszcza w jej najbardziej
wyrazistym wydaniu (nie przypadkiem „Dekalog…” zalecał, by „o sprawie
nie mówić z kim można, ale z kim trzeba”). Najskuteczniej uwodziła ona
młodych. W relacjach ocalonych z rzezi powtarza się ten wątek: tymi,
którzy starali się ich ochronić, ratować, którzy ukrywali przed rezunami
polskie dzieci, byli zwykle Ukraińcy starsi wiekiem. Wielu z nich
przypłaciło to życiem.
Z raportów polskiego podziemia można szacować, że ukraińskich ofiar
OUN-UPA, które padły wraz z Polakami na Wołyniu, było co najmniej
kilkanaście tysięcy, być może znacznie więcej. Nie wszyscy dawali się
porwać zainspirowanej przez UPA orgii morderstw, nie wszyscy poddawali
się stosowanym przez podwładnych Bandery procedurom „wychowawczym”,
polegającym na udowodnianiu pod okiem rezunów swej lojalności wobec
„samostijnej” własnoręcznym mordowaniem polskich sąsiadów.
Szczególnie pilnowano, aby lojalności takiej dowiedli członkowie rodzin
mieszanych. W zdawkowych, „pojednawczych” wzmiankach o losie Wołynia
powtarza się dziś: „zginęło około 100 tysięcy Polaków, a po stronie
ukraińskiej było około 30 tysięcy ofiar”, stwarzając w ten sposób u
niezorientowanych (a zrobiono wiele, aby ta historia mało komu była znana)
wrażenie, że owe 30 tysięcy zabitych Ukraińców to ofiary jakichś polskich
„akcji odwetowych.
Tymczasem większość z nich to również ofiary ukraińskiego nacjonalizmu.
Tym, co wyróżnia rzezie na Wołyniu spośród wszystkich znanych historii
zbrodni etnicznych, jest niewiarygodne bestialstwo zbrodniarzy. Ani
stalinowskie NKWD, ani hitlerowskie Einsatzgtruppen nie popisywały
się osobistym okrucieństwem.
Rezuni OUN-UPA oraz innych nacjonalistycznych formacji wydawali się
natomiast znajdować w nim szczególne upodobanie.
Oficjalni kurierzy rządu londyńskiego i dowództwa AK, delegowani w
1942r. do rozmów z dowództwem UPA o wspólnej walce z Niemcami,
nie zostali przez rezunów po prostu rozstrzelani, ale rozerwani żywcem
końmi.
Podobnie pastwiono się nad zwykłymi ofiarami mordów. Nawet
człowiekowi o silnych nerwach trudno wytrzymać lekturę wspomnień,
w których nieustannie powtarza się wyrywanie języków, wydłubywanie
oczu, wbijanie w głowy gwoździ, wypruwanie ciężarnym kobietom
płodów, obcinanie kończyn, pracochłonne i makabryczne profanowanie
zwłok i zadawanie wszelkich wyrafinowanie sadystycznych mąk.
Trudno orzec, na ile były to przejawy zdziczenia morderców, a na ile
efekt zimnej kalkulacji – chodziło wszak o to, żeby na tych, których
wymordować się nie da, rzucić taki postrach, by opuścili ziemie
Wielkiej Ukrainy jak najszybciej.
Jest zrozumiałe (co bynajmniej nie znaczy, usprawiedliwione), że
ludzie, którym w tak okrutny sposób wymordowano całe rodziny,
szukali czasem szaleńczo zemsty. Znacząca była liczba Polaków,
którzy dla jej dokonania wstępowali w szeregi formacji niemieckich,
by brać udział w eksterminacji ludności ukraińskiej.
Dochodziło także do mordów na Ukraińcach dokonywanych przez
formacje Polski podziemnej. Skala takich wydarzeń była jednak
nieporównywalnie mniejsza, niż zaplanowane z zimną krwią i
prowadzone systematycznie ludobójstwo OUN-UPA (w lipcu 1943r.,
miesiącu największego nasilenia terroru, jej oddziały eksterminacyjne
pojawiły się w ponad 500 miejscowościach).
Używanie ich dziś jako post factum usprawiedliwienia dla masakr
jest fałszowaniem historii.
Jaka tradycja dla Ukrainy
A fakt podstawowy, który nie ulega kwestii, jest taki: przy wszystkich
błędach
i niegodziwościach sanacyjnej polityki wobec mniejszości narodowych,
Polacy nigdy nie planowali eksterminacji ludności ukraińskiej, nigdy nie
stworzyli ideologii usprawiedliwiającej masowe zbrodnie, nigdy do nich
nie nawoływali i nie wychowywali w takim duchu swojej młodzieży.
Od samego początku rzezi wołyńskich na różnych szczeblach AK wydane
zostały rozkazy surowo zakazujące zemsty, zabijania cywilnych Ukraińców,
kobiet i dzieci. Za ich łamanie stawiano przed sądem polowym. W tym
samym czasie z dowództwa UPA do jej oddziałów płynęły rozkazy treści
dokładnie przeciwnej, nakazujące wykorzystać sprzyjający moment do
zlikwidowania ludności polskiej „z korzeniami”.
Można zrozumieć, dlaczego współcześnie Ukraińcy nie kwapią się do
odkrywania dla siebie tej historii. Naród, który doznał w swej najnowszej
historii cierpień nie mniejszych niż Polacy, a o niepodległość miał szansę
upomnieć się dopiero w latach ostatnich, rozpaczliwie potrzebuje mitu,
na którym mógłby oprzeć swą tożsamość. Tworzy się więc mit UPA jako
bohaterskiej partyzantki walczącej z okupantem niemieckim i sowieckim.
Mit uprawdopodobniony faktem, iż ukraińscy nacjonaliści w istocie zostali
potem wytępieni przez Sowietów (choć w różnych okresach, zgodnie
z zalecaną przez Doncowa przebiegłością, korzystali z logistycznego
wsparcia zarówno NKWD, jak i hitlerowców).
W warunkach wojny żadna partyzantka nie może mieć jednorodnego
charakteru, bez wątpienia nie cała UPA wyrastała z nacjonalistycznej
ideologii i nie wszystkich jej żołnierzy można uważać za winnych zbrodni.
Ale ocena zarówno tej ideologii, jak i ludobójstwa, do którego doprowadziła,
musi być jednoznaczna. Jakkolwiek byłoby to dla Ukraińców bolesne,
nikt nie potrzebuje tego rozliczenia bardziej niż oni sami. Nie jest bez
znaczenia, czy za swych bohaterów uznają rezunów, czy tych Ukraińców,
których za „schłopienie” i brak narodowego ducha mordowali oni tak samo
jak Polaków.
Na ukraińskie problemy z tożsamością nie mamy wpływu, trudno jednak
usprawiedliwiać haniebną ustępliwość, z jaką Polska rezygnuje z
przypominania prawdy, a część opiniotwórczych elit reaguje histerią na
każdą wzmiankę o OUN czy na użycie oczywistego w tej sytuacji słowa
„ludobójstwo”.
Pamięć o rzeziach wołyńskich kultywuje dziś jedynie grupka wymierających
z wolna kresowiaków, zapędzonych przez media do getta narodowo-
radykalnych „oszołomów”.
Zamiast upominania się o prawdę, mamy od kilkunastu lat gorszący
spektakl uciszania tych, którzy za dobrze pamiętają, w imię opacznie
rozumianej geopolityki i „pojednania”.
Nikczemność i głupota
To nie tylko ze strony Polski nikczemne – żyję już wystarczająco długo,
by wiedzieć, że sprawiedliwość, przelana krew i tym podobne sprawy nie
znaczą w polityce więcej niż przysłowiowy zeszłoroczny śnieg. Ale właśnie
ze względów politycznych to, co robimy, jest skrajną naiwnością i głupotą.
Wspierając historyczne kłamstwo o „wzajemnych krzywdach” i UPA,
bynajmniej nie pomagamy zaprzyjaźnionym ukraińskim demokratom
w formowaniu nowoczesnej świadomości narodowej Ukrainy.
Jest to naiwność. Przeciwnie, co pokazują ostatnie lata, rola nacjonalistów,
w mniej lub bardziej zawoalowany sposób podejmujących sztandary OUN,
jest w obozie pomarańczowych coraz większa. Każdy postawiony UPA
pomnik, każda publikacja fałszująca historię, na którą Polska nie reaguje,
wzmacnia ich pozycję i uwiarygodnia ich. Nie od rzeczy też będzie dodać,
iż zadaje kłam naszej polityce historycznej trudno wierzyć Polakom, gdy
twierdzą, że w sprawie Katynia czy wypędzeń chodzi im tylko o prawdę,
nie o politykę, skoro w stosunkach z Ukrainą jednoznacznie rezygnują z
prawdy właśnie w imię polityki.
Zasadniczy błąd naszego postępowania polega jednak na tym, że
nacjonaliści upowszechniający mit bohaterskiej UPA nie zbudują dobrych
stosunków z Polską ani z całą Europą. Historyczne krzywdy Polaków mało
świat obchodzą, ale już z pamięcią Holokaustu, który ma swoją straszną
ukraińską kartę, jest inaczej.
Obecność w życiu politycznym Ukrainy pogrobowców Bandery to wymarzony
argument dla Rosji i wystarczający powód zatrzaśnięcia przed Ukrainą drzwi
do Unii Europejskiej i NATO, czemu podobno chcemy przeciwdziałać.
Tchórzliwe chowanie się za frazesami o wzajemnych winach i „tragicznych
wydarzeniach” nie prowadzi do niczego. Jedynym ich skutkiem jest to, że
gdy w wolnej już Polsce zapalimy dziś ofiarom Wołynia rocznicowe znicze,
towarzyszyć temu powinna nie tylko żałoba, ale także palący wstyd za
sprzeniewierzenie się pamięci ich męczeństwa.
Rafał A. Ziemkiewicz
RZECZPOSPOLITA
2008-04-25
Tragiczne ślady historii
http://www.rp.pl/artykul/160815,161003_Tragiczne_slady_historii.html
Po Polakach pozostały mogiły…
http://www.rp.pl/artykul/160815,160974_Po_Polakach_pozostaly_mogily_.html
--
cdn
Wołyń naszych przodków
http://www.kresowianie.prv.pl/
* * *
Genocide - zbrodnie ludobójstwa na ludności Wołynia
http://www.genocide-pl.prv.pl/
Technical Details
Message-ID:
<gehe45$2vn$1@achot.icm.edu.pl>Path:
mbox-mo1.pugleaf.net!news-archive.icm.edu.pl!news2.icm.edu.pl!not-for-mailShow Full Headers
Complete Article Headers
Path: mbox-mo1.pugleaf.net!news-archive.icm.edu.pl!news2.icm.edu.pl!not-for-mail From: "cdn" <_cdn_@cdn.org> Newsgroups: alt.pl.ukraina Subject: Rzez Wolynska i inne zbrodnie na Kresach Date: Sat, 1 Nov 2008 12:21:40 +0100 Organization: CDN Lines: 345 Message-ID: <gehe45$2vn$1@achot.icm.edu.pl> NNTP-Posting-Host: c58-112.icpnet.pl Mime-Version: 1.0 X-Trace: achot.icm.edu.pl 1225538501 3063 62.21.58.112 (1 Nov 2008 11:21:41 GMT) X-Complaints-To: abuse@icm.edu.pl NNTP-Posting-Date: Sat, 1 Nov 2008 11:21:41 +0000 (UTC) X-MimeOLE: Produced By Microsoft MimeOLE V6.00.2900.5579 X-Priority: 3 X-Newsreader: Microsoft Outlook Express 6.00.2900.5512 X-MSMail-Priority: Normal Content-Type: text/plain; charset=UTF-8 Content-Transfer-Encoding: 8bit