Thread View: alt.pl.milosc
7 messages
7 total messages
Started by HawkEye
Fri, 10 Nov 2006 01:13
Pokrecone,jak swinka w kalesonkach-pomoze ktos zrozumiec i pomoc? [DLUGIE!!!]
Author: HawkEye
Date: Fri, 10 Nov 2006 01:13
Date: Fri, 10 Nov 2006 01:13
129 lines
10735 bytes
10735 bytes
Witam. Zaczne moze od poczatku. Poznalismy sie na necie... Najpierw wspolne rozmowy-BAAAARDZO dlugie,ktore trwaly nawet kilkanascie godzin non stop na Skype. Nie bylo gadki,ze bedziemy ze soba... ale im dluzej rozmawialismy,zaczelismy oboje stwierdzac, ze bardzo duzo nas laczy... Po dwoch miesiacach rozmow postanowilismy sie spotkac i w sumie to po dwoch spotkaniach bylismy ze soba para. Ona mieszkala sama, wiec o wiele latwiej bylo nam sie spotykac,, bo jezdzilem do niej do domu i tam tez zostawalem na noc... Mieszkala w miare blisko (poprzednie zwiazki miewalem po ok 100-550km odleglosci) bo ok 20km . Juz na trzecim spotkaniu kochalismy sie (bez zabezpieczen-po prostu oboje tego chcielismy). Z biegiem czasu zaczelo sie jednak cos psuc miedzy nami. Zaczynalismy sie klocic o pierdoly.Nie ukrywam, ze mnie to po woli irytowalo i chcialem sie z tego wycofac,al dawalem jej kredyt zaufania, poniewaz sam z natury jestem wybuchowy,wiec wybaczalem jej to. Klopoty zaczely sie w 3im mies. naszego zwiazku, gdy coraz mniej sie kochalismy, wrecz bywalo to tak zadko, ze raz na 2tyg bylo cudem.Zaczynalo mnie to bardzo denerwowac, bo wiedzialem, ze z poprzednim partnerem sprzed lat robila to po kilka razy dziennie (opowiadala mi o tym jeszcze w czasie tych rozmow przed tym,jak sie zwiazalismy).Za kazdym razem obiecywala, ze nastepnym razem i tak w kolko, az ktorejs nocy nie wytrzymalem i zaczalem sie pakowac... Jakoze jestem wybuchowy, to przy okazji jej nawrzucalem od szmat i arabskich dziwek (poprzedni chlopak byl arabem). Ale pomimo wszystko nie chciala mnie wypuscic... Wyciagnela klucz i czekala, az sie uspokoje.. no i o 5tej rano w koncu poszlismy spac. pozniej przyszedl koniec kwietnia i znowu klopoty (a dodam, ze spalismy w tym czasie tylko raz lub dwa). Okazalo sie, ze choruje na jakas chorobe (damska doleglosc,gdy sie je duzo slodyczy) i nie mozemy juz sie kochac przez najblizszy czas... Bylem bardzo wyrozumialy i cierpliwy. czekalem dwa miesiace... Nie ukrywam, ze zamiast seksu stosowalismy petting... I jeszcze lubila bardzo gdy robilem jej jezyczkiem, ale ona nigdy, bo miala przykre wspomnienia z przeszlosci(jakie?nie wiem). Gdy wyzdrowiala, kochalismy sie tylko raz... wrecz pamietam ten caly dzien, bo szalelismy wtedy na maksa po miescie... wracalismy wieczorem z dworca i namietnie non stop sie calowalismy i nakrecalismy... pozniej kochalismy sie przyswiecach... ech... i to bylo wszystko... kolejne miesiace i mnie coraz bardziej zlosc ponosila, bo nawet nie zauwazala moich potrzeb-bylo tak, ze swoje zrobilem jezyczkiem, a ona poszla sie myc i zaraz szla spac, nie zwracajac na mnie uwagi.. Zaczynalem sie denerwowac i wszczynac klotnie w nocy. Az ktoregos dnia nie wytrzymalem i ponownie wyzwalem ja jak poprzednio.. tym razem juz mnie nie zatrzymywala,jak w poprzednich klotniach... ale wiedziala, ze wroce,bo zazwyczaj tak robilem. Byla na mnie strasznie zla. Dodam, ze nie tylko o seks nazbieralo sie na klotnie. Chcialem poznac jej mame/rodzine, to zawsze sie wykrecala, ze mama nie ma czasu itd. Z poczatku znajomosci dowiedzialem sie, ze klikala ze swoim bylym(o to byla poniekad pierwsza klotnia), ze nie chce do mnie w ogole przyjechac itd... Ale coraz bardziej ja kochalem. Az w koncu czerwiec-nie widzielismy sie wowczas dwa tyg. bo mialem mnostwo pracy i nie moglem do niej jechac. Ale codziennie chcialem z nia rozmawiac przez tel/skype. Miala wtedy trudny okres, bo wiedziala, ze straci prace (nauczycielka). No i faktycznie stracila. ostatniego dnia czerwca w dzien przed moimi urodzinami oznajmila mi, ze zrywa ze mna. Najpierw sie rozryczalem, a pozniej zaczalem blagac, zeby jednak dala nam szanse... Obiecywalem, ze poczekam do slubu z tym seksem itd... Po za tym, wakacje planowalismy spedzic razem-mialem mnostwo planow i marzen.Na probe wrocilismy do siebie. Ale sprzeczki na nowo sie o seks zaczely... Juz nawet nie o seks, ale o totalny ignor z jej strony...byla zalamana,ze nie ma pracy, wiec wspieralem ja jak tylko moglem-miala mnostwo nie placonych rachunkow. Nie moglem jej pomoc finansowo, bo sam od zeszlej jesieni jechalem na dlugach.Ale wyluskalem gdzies 200zl i jej dalem-nie chciala tej kasy, ale na sile jej wcisnalem. Nawet szukalem jej prace i mowilem, ze jak obiecalem, to znajde. Koniec lata i znowu mnie rzuca... Ale poszlo o to, ze przez cale lato ani razu do mnie nie chciala przyjechac-mialem dosc... Nie chcialem zrywac, ale juz nie moglem, tyle ze wyszlo na to, ze to ona zerwala :D Umowilismy sie, ze przyjade po rzeczy. Nagle przed wyjazdem mi mowi, ze wyjezdza z kolezanka na nocne czuwanie i bedzie dopiero o 2giej w nocy. Powiedzialem, ze poczekam-uparlem sie. Jako ze nie mam samochodu i ostatni pociag do niej byl ok 22ej, to czekalem 5 godz na dworze. Az godzine spoznienia i jest.Pogadalismy... rozplakala sie i zaproponowala, zebym u niej zostal na noc, zebym sie juz nie tulal po nocy i poczekal do rana na pociag. Niechetnie,ale sie zgodzilem(strasznie zimno bylo). Wypilem herbate i usiadlem przy stole, ona sie polozyla... i namawiala,zebym sie polozyl, bo w przeciwnym wypadku ona nie zasnie. w koncu sie polozylem.. Chcialem sie do niej przytulic, ale zakazala... az po kilku minutach sama mnie za reke przyciagnela do sienie i cala noc do przebudzenia tak spalismy(nie zaszlo nic). Gdy mnie obudzila miala juz inny wzrok-chlodny. Powiedziala, ze ma mnostwo pracy i zebym juz sobie poszedl. Wpienilem sie i bez slowa,jak najszybciej wyszedlem, ale ze glupio sie tak rozstawac, to postanowilem wrcic i chociaz napic sie czegos i pozegnac sie... Drzwi juz nie otworzyla, pomimo, ze czekalem i dzwonilem dwie godziny.(byla w mieszkaniu). Pojechalem do domu i tak sie rozstalismy. Ale okazalo sie, ze znajoma ma dla niej prace i to b. dobra. Zadzwonilem do niej, by jej to powiedziec i by sie szybko decydowala (po znajomosci-decydowaly minuty). Niestety zaczela sie jak zwykle zastanawiac i pozniej juz bylo za pozno. Ale byla mi wdzeczna.. Poprosilem ja o spotkanie, to odpowiedziala, ze da mi znac. Akurat zgadalismy sie, ze oboje bedziemy w tym samym miescie o tej samej porze wiec tam sie spotkamy. Pech(?) chcial, ze mi spotkanie z klientem nie wypalilo i mialem mnostwo wolnego czasu, wiec chcialem sie dowiedzec, czy bedzie wczesniej, to jej potowarzysze... Odpisala po DWOCH godz, ze zmienily jej sie plany i nici ze spotkania. Wtedy juz nawet nie odpisalem i mialem jej dosc... Chcialem zapomniec - bylo przykro. Nawet zaczalem myslec pozytywnie, ze to dobrze, ze sie skonczylo itd... Zaczalem jezdzic ze znajomymi na imprezy , poznawac nowe osoby,pracy tez bylo sporo, wiec nie myslalem o niej za czesto. Ale nie dala za wygrana-odezwala sie na gg i zaczelismy gadac, ale widziala, ze przez pierwsze dwa tyg bylem na dystans... Widziala, ze mam nowe zycie i sie swietnie bawie. W koncu i ja zmieklem. Tyle, ze zaczela byc zazdrosna o moje znajome, zaczela wspominac te wszystkie wspaniale chwile ktore mielismy... W sumie dogadywalismy sie swietnie, ale i tak chcialem zakonczyc ta znajomosc, bo niby po co ona ? Niestety nie moglem ulec pokusie... i zaczalem przez dwa mies. sie na nowo przyzwyczajac do mysli, ze jest szansa by wrocic. Pozniej powiedziala, ze poznala kogos, ale jej nie wierzylem-myslalem, ze to blef, by wzbudzic we mnie zazdrosc. Chcialem sie z nia spotkac, to zawsze sie wykrecala. Ale w koncu sie zgodzila. Az wczoraj zapytalem , by powiedziala mi szczerze, czy kogos ma... Odpowiedziala twierdzaco... Jak zapytalem, czy wie, ze ja wciaz kocham, to nagle jakby sie zmienila na anty wobec mnie.Ja chcialem juz to albo skonczyc, albo naprawde sie spotykac, bo meczylo mnie to, gdy sie przestawala odzywac, albo gdy wracala w nocy.Ale gdy zapytalem, ze skoro ja taki super itd, a jego nawet nie zna, i czy z nim chce byc, to powiedziala, ze ona moze chciec wiele, ale nie wszystko od niej zalezy... wowczas nie wytrzymalem... miarka sie przebrala i napisalem jej taka wiazanke, jakiej jeszcze nikomu chyba nie poslalem... Pozniej probowealem przeprosic, ale ona strasznie uczulona jest na slowa(nie dziwie sie-tez pewnie bym sie na wieki pogniewal). Odpisala, ze teraz sie umocnila w przekonaniu, ze zerwala ze mna i ze wlasciwa decyzje podjela kiedys. Jesli ktos dotrwal do tego momentu, to gratuluje i dziekuje :) To bylby koniec, gdyby nie fakt, ze wciaz ja kocham... Wiem, bedzie pewnie tu mnostwo slow, ze jestem sobie sam winien za swoj niewyparzony jezor-wiem i nie wyrzekam sie swojej winy. Nie o to chodzi, ze chce ja odzyskac. poradzcie mi jak ja znienawidzic... pomozcie mi, jak o niej zapomniec, by juz tak nie cierpiec i by nie czuc sie tak podle oszukanym i wykozystanym...Niech ktos sie wypowie, co o tym wszystkim sadzi... obojetnie co-slowa krytyki wobec mnie mile widziane. PS. Zapomnialem dodac, ze na poczatku tego zwiazku dowiedzialem sie, ze jej matka nie chciala sie ze mna spotkac,, bo niby cos zlego o mnie wiedziala(pozniej okazalo sie ze to nie o mnie chodzilo), jak rowniez to, ze jestem biedny... Totez jakos w zartach zaczalem mowic, ze slub wezmiemy,jak zarobie na dom i zycie...czyli min. 5 lat. ZAZNACZAM-to byly zarty. Ale ona-moja ex wkrecila to sobie na serio... PPS. Oboje jestesmy rowiesnikami-po 27 lat... Teraz na jesien mialem nawet jej sie oswiadczac (chcialem to zrobic w rocznice poznania sie). Prowadze mala firme, nie jestem bogaty-raczej oszczedny bo chce do czegos dojsc... PPPS. Mowila, ze mnie kocha... we wakacje,jak sie zeszlismy juz tego nie powiedziala ani razu... Wtedy bylem juz dla niej tylko cieniem.
Re: Pokrecone,jak swinka w kalesonkach-pomoze ktos zrozumiec i pomoc? [DLUGIE!!!]
Author: HawkEye
Date: Fri, 10 Nov 2006 01:38
Date: Fri, 10 Nov 2006 01:38
15 lines
1999 bytes
1999 bytes
Zapomnialem dodac, ze we wszystkich kwestiach bylismy idealnie dopasowani... Swietnie sie dogadywalismy, znakomicie sie rozumielismy... W zasadzie to naprawde idealnie pasowalismy do siebie. I to nie tylko moje stwierdzenie, ale i jej, bo jeszcze kilka dni temu powiedziala, ze z nikim innym jej nie bylo tak swietnie, ze z nikim jeszcze tak dobrze sie nie rozumiala, ze z nikim nie przezyla tylu przygod i takich milych sytuacji... Dodam rowniez, ze mielismy nawet okres, gdzie przez wiekszosc czasu, to mieszkalem u niej-do domu jezdzilem jedynie po dokumenty lub ciuchy. A ze miala trudny charakter(sama nieraz przyznala) to potwierdziala rowniez i to, ze nikt jej nie rozumial i nie znal tak dobrze jak ja... Czemu tak szybko zrezygnowala? :( Czemu , skoro bylem taki ok i bylo jej ze mna dobrze, to pomimo wszystko z tego zrezygnowala? No i po co mnie przez 3mies nakrecala i dawala mi nadzieje, zeby pozniej stwierdzic, ze ma kogos... :(
Re: Pokrecone,jak swinka w kalesonkach-pomoze ktos zrozumiec i pomoc? [DLUGIE!!!]
Author: lucid
Date: Fri, 10 Nov 2006 10:10
Date: Fri, 10 Nov 2006 10:10
32 lines
2340 bytes
2340 bytes
Użytkownik "HawkEye" <HawkEye_WYTNIJ_TO_@gazeta.pl> napisał w wiadomości news:ej0jpe$90u$1@atlantis.news.tpi.pl... > Witam. > Jesli ktos dotrwal do tego momentu, to gratuluje i dziekuje :) > To bylby koniec, gdyby nie fakt, ze wciaz ja kocham... Wiem, bedzie pewnie > tu mnostwo slow, ze jestem sobie sam winien za swoj niewyparzony > jezor-wiem i nie wyrzekam sie swojej winy. Nie o to chodzi, ze chce ja > odzyskac. poradzcie mi jak ja znienawidzic... pomozcie mi, jak o niej > zapomniec, by juz tak nie cierpiec i by nie czuc sie tak podle oszukanym i > wykozystanym...Niech ktos sie wypowie, co o tym wszystkim sadzi... > obojetnie co-slowa krytyki wobec mnie mile widziane. > dotrwalem :) Moim zdaniem.. wroc do etapu kiedy wydawalo Ci sie ze masz juz wszystko ulozone bez niej. Bedzie ciezko? Wmow sobie ze Cie zdradzila z tym kolesiem kiedy byliscie razem. Tylko w konsekwencji nie probuj jej nawrzucac znowu, poprostu nastaw sie wrogo do niej(bedzie latwiej walczyc z myslami, ze rozstanie sie jest bledem). Pewnie bys chcial zeby wrocila, ale jezeli ten zwiazek z tym kolesiem jej nie wypali i znowu sie odezwie. Zastanow sie dobrze. Zaznaczam, ze nie mam pojecia czy daje dobra rade :P I przestan tyle pisac o sexie bo momentami bylem pewny ze to TROLLing ma byc :P -- Tomek
Re: Pokrecone,jak swinka w kalesonkach-pomoze ktos zrozumiec i pomoc? [DLUGIE!!!]
Author: HawkEye
Date: Fri, 10 Nov 2006 12:47
Date: Fri, 10 Nov 2006 12:47
19 lines
2099 bytes
2099 bytes
> I przestan tyle pisac o sexie bo momentami bylem pewny ze to TROLLing ma byc > :P > > > -- > Tomek Nie no, zaden trolling :) Dzieki za rade-poniekad poczytalem archiwa grupy i czesciowo wybralem rowniez pod siebie niektore watki u innych.Wiesz, naprawde chcialbym zapomniec o niej,ale tak jak i ona wspominala mnostwo fajnych chwil, tak i ja to wszystko wspominam i tez tak jak ona, uwazam,ze z nia bylo najlepiej... Byla najladniejsza ze wszystkich,najlepiej mnie rozumiala etc... nadawalismy na tych samych falach.jesli chodzi o seks... ok-moze przesadzilem, ale jego naprawde bylo malo, a mimo wszystko, pomimo ze pozniej chciala z tym czekac do slubu, to i na to bym sie zgodzil... Moze za bardzo godzilem sie na wszystko? Ale tak to jest, gdy sie kogos kocha ponad zycie i chce dla tej osoby jak najlepiej.Nie ukrywam, ze i ja umowilem sie aktualnie na randke, ale to bardziej chyba tylko po to,zeny w domu nie zgnusniec.Nie pociaga mnie ta dziewczyna... A po za tym, zaczynam sie juz bac nowego zwiazku...
Re: Pokrecone,jak swinka w kalesonkach-pomoze ktos zrozumiec i pomoc? [DLUGIE!!!]
Author: Morderca uczuć
Date: Fri, 10 Nov 2006 18:24
Date: Fri, 10 Nov 2006 18:24
194 lines
9483 bytes
9483 bytes
HawkEye napisał(a): > Witam. Witam. Od razu uprzedzę, że nie będę miły ;) > Poznalismy sie na necie... Najpierw wspolne rozmowy-BAAAARDZO dlugie,ktore > trwaly nawet kilkanascie godzin non stop na Skype. Nie bylo gadki,ze bedziemy ze > soba... A kto tak mówi od razu? Jasne, że nie gadaliście o byciu, musieliście się poznać. > ale im dluzej rozmawialismy,zaczelismy oboje stwierdzac, ze bardzo duzo > nas laczy... Po to się ludzie poznają w necie aby poznać partnera. Do tego musiało w końcu dojść. Ale, pewnie sobie z tego nie zdajesz sprawy... Faceci po to poznają laski w necie aby się z nimi bzykać, lub znaleźć stałą partnerkę. Kobiety są w necie z różnych powodów, np. odreagować rozstanie z byłym. Myślę, że Twoja była, właśnie na siłę potrzebowała znajomości, w którą nie mogła, lub nie chciała od początku się angażować. Szukała substytutu araba. Gdy buntowałeś się przed rolą substytutu i chciałeś być podmiotem, prawdziwym partnerem, dawała Ci w kość. Nie tak było? > wiedzialem, ze z poprzednim partnerem sprzed lat robila to po > kilka razy dziennie (opowiadala mi o tym jeszcze w czasie tych rozmow przed > tym,jak sie zwiazalismy). Kochała się z nim bo był jej prawdziwą miłością. Ty byłeś jej poduszką w którą mogła się wypłakać, nie służyłeś jej za partnera seksualnego. > Jakoze jestem > wybuchowy, to przy okazji jej nawrzucalem od szmat i arabskich dziwek (poprzedni > chlopak byl arabem). Ale pomimo wszystko nie chciala mnie wypuscic... Wyciagnela > klucz i czekala, az sie uspokoje.. W Twoich bluzgach było sporo prawdy. Gdy byłeś z nią ona myślała o nim. Sądzę, że zdradzała Cię w myślach, więc "dziwka" nie zrobiła na niej wrażenia. > Okazalo sie, ze choruje na jakas chorobe (damska > doleglosc,gdy sie je duzo slodyczy) Hehehe. To jakieś brednie. Chorowała na otyłość? ;) > I jeszcze lubila bardzo gdy > robilem jej jezyczkiem, ale ona nigdy, bo miala przykre wspomnienia z > przeszlosci(jakie?nie wiem). Wspomnienia araba. On ją gwałcił, robił co chciał a ona się godziła. Ty jako substytut, musiałeś się godzić na to co lubiła robić z nim (przytulanki) aby mogła żyć pozytywnymi wspomnieniami. Gdy chciałeś tego, co przywracało jej negatywne wspomnienia araba, zabraniała Ci. Tak sądzę, ale możesz się nie zgodzić. > Gdy wyzdrowiala, kochalismy sie tylko raz... wrecz > pamietam ten caly dzien, bo szalelismy wtedy na maksa po miescie... wracalismy > wieczorem z dworca i namietnie non stop sie calowalismy i nakrecalismy... > pozniej kochalismy sie przyswiecach... ech... i to bylo wszystko... kolejne > miesiace i mnie coraz bardziej zlosc ponosila, bo nawet nie zauwazala moich > potrzeb-bylo tak, ze swoje zrobilem jezyczkiem, a ona poszla sie myc i zaraz > szla spac, nie zwracajac na mnie uwagi.. Nic dziwnego. Byłeś substytutem. Momentami coś ją nachodziło i nabierała szacunku do Ciebie ale po chwili znów brała Cię z buta. Ot taka ambiwalencja, gdy myśli się o jednym a jest z drugim. > Dodam, ze nie tylko o seks nazbieralo sie na klotnie. Chcialem poznac jej > mame/rodzine, to zawsze sie wykrecala, ze mama nie ma czasu itd. Po cholerę przedstawiać starej substytut, który jest tylko na pewien czas? Aby wypytywała kiedy ślub? No sam pomyśl... > Z poczatku > znajomosci dowiedzialem sie, ze klikala ze swoim bylym(o to byla poniekad > pierwsza klotnia), No widzisz... > ze nie chce do mnie w ogole przyjechac itd... Z tego samego powodu nie chciała Cię przedstawiać matce. > Ale coraz > bardziej ja kochalem. Bo nie podejrzewałeś jej o to, co teraz piszę. Sądziłeś, że jest normalną, samotną dziewczyną, która szukała partnera w necie. Zakochałeś się i miłość Cię zaślepiła. Nie mogłeś się uwolnić, nawet gdy zacząłeś podejrzewać, że coś jest bardzo nie tak. > ostatniego dnia czerwca w dzien > przed moimi urodzinami oznajmila mi, ze zrywa ze mna. Najpierw sie rozryczalem, > a pozniej zaczalem blagac, zeby jednak dala nam szanse... Nigdy nie błagaj, niezależnie jak bardzo oślepia uczucie. > Obiecywalem, ze > poczekam do slubu z tym seksem itd... Łudziłeś się, że będzie lepiej. Błąd. Po ślubie dopiero plułbyś sobie w brodę. > Koniec lata i znowu mnie rzuca... Ale > poszlo o to, ze przez cale lato ani razu do mnie nie chciala przyjechac-mialem > dosc... Nie dziwię się. Ileż można jeździć pociągami... zwłaszcza do panny, która ma Cię w dupie. > Pogadalismy... rozplakala sie i zaproponowala, zebym u niej zostal na > noc, zebym sie juz nie tulal po nocy i poczekal do rana na pociag. Wziąłeś to za dobrą monetę, błąd. Zwyczajnie się zlitowała. > Chcialem > zapomniec - bylo przykro. Nawet zaczalem myslec pozytywnie, ze to dobrze, ze sie > skonczylo itd... Trzeba było się tego trzymać. Wiesz ile świetnych lasek mogłeś w tym czasie poznać? > Widziala, ze mam nowe zycie i sie swietnie bawie. W > koncu i ja zmieklem. Tyle, ze zaczela byc zazdrosna o moje znajome, zaczela > wspominac te wszystkie wspaniale chwile ktore mielismy... Żałoba po arabie nie dawała jej żyć. On nie chciał do niej wrócić. Potrzebowała towarzystwa, więc zgłosiła się do "przytulanki". > zapytalem , by powiedziala mi szczerze, czy kogos ma... > Odpowiedziala twierdzaco... Jak zapytalem, czy wie, ze ja wciaz kocham, to nagle > jakby sie zmienila na anty wobec mnie. Ech.. zrozum, ona nie chciała Twojej miłości. Potrzebowała koleżki, któremu mogłaby się wypłakać kiedy ma problemy z facetami. Koleżka który się zakochuje jest be. > Ale gdy zapytalem, ze skoro ja taki super itd, a jego nawet nie > zna, i czy z nim chce byc, to powiedziala, ze ona moze chciec wiele, czytaj: powrotu araba... > ...ale nie > wszystko od niej zalezy... czyt: powrót araba. Bo substytut nie dawał jej satysfakcji, nie mogła się zakochać na siłę, choć były momenty gdy próbowała. Wtedy było wam dobrze. > wowczas nie wytrzymalem... miarka sie przebrala i > napisalem jej taka wiazanke, jakiej jeszcze nikomu chyba nie poslalem... Pozniej > probowealem przeprosic, ale ona strasznie uczulona jest na slowa(nie dziwie > sie-tez pewnie bym sie na wieki pogniewal). Odpisala, ze teraz sie umocnila w > przekonaniu, ze zerwala ze mna i ze wlasciwa decyzje podjela kiedys. I niech to będzie koniec sprawy. Wyrwij jakąś fajną laskę, ale nie wchodź w związek póki o tej byłej nie zapomnisz. Inaczej "uszczęśliwisz" nową dziewczynę, jak ta poznana w necie Ciebie. > To bylby koniec, gdyby nie fakt, ze wciaz ja kocham... Wiem, bedzie pewnie tu > mnostwo slow, ze jestem sobie sam winien za swoj niewyparzony jezor-wiem i nie > wyrzekam sie swojej winy. Nie o to chodzi, ze chce ja odzyskac. poradzcie mi jak > ja znienawidzic... Poczytaj tu posty i zaakceptuj ją. Powiedz sobie "fuck, nie udało się, oboje popełnialiśmy błędy, nie winię jej, wybaczam, nie mam żalu i życzę sobie oraz jej byśmy założyli nowe związki." Tak będzie łatwiej. Akceptacja nieudanej miłości wyzwoli Cię do cierpień. > PS. Zapomnialem dodac, ze na poczatku tego zwiazku dowiedzialem sie, ze jej > matka nie chciala sie ze mna spotkac,, bo niby cos zlego o mnie > wiedziala(pozniej okazalo sie ze to nie o mnie chodzilo), jak rowniez to, ze > jestem biedny... Totez jakos w zartach zaczalem mowic, ze slub wezmiemy,jak > zarobie na dom i zycie...czyli min. 5 lat. ZAZNACZAM-to byly zarty. Ale ona-moja > ex wkrecila to sobie na serio... Nie wkręciła, ale użyła to jako kluczowy argument przeciw Tobie. Nie ważne po co. Zapomnij o tym bagnie. > PPPS. Mowila, ze mnie kocha... we wakacje,jak sie zeszlismy juz tego nie > powiedziala ani razu... Wtedy bylem juz dla niej tylko cieniem. Jednego dnia kochała, drugiego była obojętna. To jedna z głupich pip, które nie wiedzą czego chcą, miotają się w myślach i w kontaktach z facetami. Teraz jest wysyp takich panien. Znaleźć normalną dziewuchę to sztuka. Ale tego Ci i sobie też życzę. Pozdr. MU
Re: Pokrecone,jak swinka w kalesonkach-pomoze ktos zrozumiec i pomoc? [DLUGIE!!!]
Author: Flyer
Date: Sat, 11 Nov 2006 07:52
Date: Sat, 11 Nov 2006 07:52
28 lines
2323 bytes
2323 bytes
HawkEye; <ej0l8a$cj0$1@atlantis.news.tpi.pl> : > Zapomnialem dodac, ze we wszystkich kwestiach bylismy idealnie dopasowani... > Swietnie sie dogadywalismy, znakomicie sie rozumielismy... W zasadzie to > naprawde idealnie pasowalismy do siebie. I to nie tylko moje stwierdzenie, ale i > jej, bo jeszcze kilka dni temu powiedziala, ze z nikim innym jej nie bylo tak > swietnie, ze z nikim jeszcze tak dobrze sie nie rozumiala, ze z nikim nie > przezyla tylu przygod i takich milych sytuacji... Dodam rowniez, ze mielismy > nawet okres, gdzie przez wiekszosc czasu, to mieszkalem u niej-do domu jezdzilem > jedynie po dokumenty lub ciuchy. A ze miala trudny charakter(sama nieraz > przyznala) to potwierdziala rowniez i to, ze nikt jej nie rozumial i nie znal > tak dobrze jak ja... > > > Czemu tak szybko zrezygnowala? :( Czemu , skoro bylem taki ok i bylo jej ze mna > dobrze, to pomimo wszystko z tego zrezygnowala? No i po co mnie przez 3mies > nakrecala i dawala mi nadzieje, zeby pozniej stwierdzic, ze ma kogos... :( ;)) Trzeba było spytać o poprzednie związki. Na pewnym etapie życia ludzie uczą się życ samotnie i/lub unikać sytuacji stresujących typu "partner". Mz. zbliżyłeś się dla niej [I DLA SIEBIE!!!] zbyt szybko i na siłę, co wywołało odruchy obronne. I tyle. Mz. teraz to przesrane - musiałbyś odczekać jakiś czas spokojnie. Flyer -- gg: 9708346 http://flyer.uczucia.com.pl/
Re: Pokrecone ....
Author: HawkEye
Date: Sat, 11 Nov 2006 18:15
Date: Sat, 11 Nov 2006 18:15
142 lines
8301 bytes
8301 bytes
>Witam. Od razu uprzedzę, że nie będę miły ;) Moja byla byla zawsze mila, co mnie to tez czesto irytowalo, bo wolalbym,jakby mi nie raz cos powiedziala bezposrednio i by mnie to nawet obrazilo, niz "grzeczne/mile" milczenie ;) >Szukała substytutu araba. Gdy buntowałeś się przed rolą substytutu i chciałeś >być >podmiotem, prawdziwym partnerem, dawała Ci w kość. Nie tak było? Tak bylo... Tyle, ze nie do konca... Arab byl kilka lat wstecz, gdy byla w Niemczech. Ponoc szalala za nim niemilosiernie... Pozniej byli inni faceci, ale tylko z tym wlasnie arabem wczesniej sypiala. Przedemna mieszkala w B.duzym miescie na zach. Polski,gdzie tez miala kogos... Razem pracowali i to on ja poderwal... Starszy ok 2 lata... do dzis ponoc prawiczek-jej odpowiadal, bo nie narzucal sie z seksem i nie chcial niczego.Ale to on nie chcial z nia byc ... Nie myslal powaznie o ich zwiazku i ona przez niego wyprowadzila sie na "stare smieci" do malej miesciny na poludniu. Ponoc byli ze soba ponad rok.. Pozniej ok roku byla sama i poznala mnie. > Kochała się z nim bo był jej prawdziwą miłością. Ty byłeś jej > poduszką w którą mogła się wypłakać, nie służyłeś jej za > partnera seksualnego. Tez tak podejzewalem... Dlatego chcialem z nia sie kochac, bo wiadomo, ze seks jeszcze bardziej laczy ludzi... >W Twoich bluzgach było sporo prawdy. Gdy byłeś z nią ona myślała >o nim. Sądzę, że zdradzała Cię w myślach, więc "dziwka" nie >zrobiła na niej wrażenia. Alez robilo ogromne wrazenie... Wlasnie przez te klotnie , a raczej SLOWA sie rozstalismy.. Ona twierdzila, ze to siedzi w jej pamieci do dzis... Ze bardzo ja zranilem tymi slowami... Wiem wiem.... Nie wyzekam sie i zaluje, ale taki juz jestem i chce to u siebie wyeliminowac... Jej nic nie przekonywalo i wrecz stwarzala sytuacje, zeby mnie doprowadzic do takiego stanu... Nie raz udawalo mi sie powstrzymywac/uspokoic itd, ale nie mozliwym jest, zeby raz na jakis czas nerwy nie puscily, bo po prostu czasem juz za bardzo cos boli, by to przemilczec. >> Okazalo sie, ze choruje na jakas chorobe (damska >> doleglosc,gdy sie je duzo slodyczy) >Hehehe. To jakieś brednie. Chorowała na otyłość? ;) Ponoc jakas grzybica... Jest to spowodowane czasem nadmiarem cukru... Nie znam sie na tym,ale faktycznie przyjmowala jakies leki.Otylosc w jej przypadku nie wystepowala w ogole, bo byla za szczupla wrecz-ma taki dziwny organizm... Tez to mam , wiec tu raczej bym sceptykiem nie byl :) >Wspomnienia araba. On ją gwałcił, robił co chciał a ona się >godziła. Ty jako substytut, musiałeś się godzić na to co lubiła >robić z nim (przytulanki) aby mogła żyć pozytywnymi wspomnieniami. >Gdy chciałeś tego, co przywracało jej negatywne wspomnienia araba, >zabraniała Ci. Tak sądzę, ale możesz się nie zgodzić. Wiesz, w tym co piszesz ja rowniez odnajduje sporo prawdy... To ze nie lubila seksu moglo byc spowodowane wlasnie tym, ze ten arab ja gwalcil... ona sama wlasnie wspominala, ze nie lubila tego, bo bylo kedys tego za duzo... robila to, bo on chcial... Problem w tym, ze ja nigdy natarczywy nie bylem... w lozku staralem sie robic wlasnie wszystko, by to ona byla zadowolona... nie raz mowila, ze bylo jej ze mna dobrze i ze czula, ze bardzo o nia dbalem... jest jeszcze jeden fakt-on(arab)mial podobno "B.DUZEGO"... >Po cholerę przedstawiać starej substytut, który jest tylko na pewien >czas? Aby wypytywała kiedy ślub? No sam pomyśl... Masz i tym razem racje >Sądziłeś, że jest >normalną, samotną dziewczyną, która szukała partnera w necie. >Zakochałeś się i miłość Cię zaślepiła. Nie mogłeś się >uwolnić, nawet gdy zacząłeś podejrzewać, że coś jest bardzo nie tak. Dokladnie tak bylo >> zapytalem , by powiedziala mi szczerze, czy kogos ma... >> Odpowiedziala twierdzaco... Jak zapytalem, czy wie, ze ja wciaz kocham, to >> nagle >> jakby sie zmienila na anty wobec mnie. >Ech.. zrozum, ona nie chciała Twojej miłości. Potrzebowała >koleżki, któremu mogłaby się wypłakać kiedy ma problemy z >facetami. Koleżka który się zakochuje jest be. >> Ale gdy zapytalem, ze skoro ja taki super itd, a jego nawet nie >> zna, i czy z nim chce byc, to powiedziala, ze ona moze chciec wiele, >czytaj: powrotu araba... >> ...ale nie >> wszystko od niej zalezy... >czyt: powrót araba. Bo substytut nie dawał jej satysfakcji, nie >mogła się zakochać na siłę, choć były momenty gdy próbowała. >Wtedy było wam dobrze. Dobra, ale jak wytlumaczyc fakt, ze nawet chcialem sie wyprowadzic w pazdz. do Wawy, to byla strasznie smutna, ze nie bedziemy sie juz widywac itd... Jak poznalem wlasnie jakies fajne laski, to byla strasznie zazdrosna.. Jak nie chcialem z nia gadac, to byla strasznie mila itd... Wspominala rozne zabawne/romantyczne historie, mowila tez, jak to sie np. zmienila... Zachowywala sie tak, jakby chciala pokazac, ze chce wrocic... Ja jej natomiast staralem sie wytlumaczyc , ze na powrot nie ma co liczyc... Staralem sie jakby zrobic cos, by to ona chciala powiedziec, ze za mna teskni itd.. by to ona zaczela prosic mnie o spotkanie... i tak nawet bylo, ze zalezalo jej na poczatku, zebysmy rozmawiali a nawet sie spotkali... to ostatnio sie zmienila, gdy kogos juz poznala.A raczej "ona nie szukala,bo nie chciala miec nikogo, ale to ktos ja poznal" :/ tak sie tlumaczy. Dodala, ze teraz jest nieczula itd.. ze nie wie, czy cokolwiek z tego nowego zwiazku wyjdzie... ALE po co mi tyle czasu zbalamucila?! Wiedziala, ze tymi wspomnieniami i rozmowami wzbudzi we mnie uczucia... przeciez to dla kazdego jest wiadome.Po co to robila, skoro tak latwo "dala sie poznac" komus innemu? .... Dodam rowniez, ze z jej opowiesci wiem, ze gdy konczyla jeden zwiazek, to zaczynala zawsze drugi... NIE! To nie ona "podrywala" tylko zawsze ktos ja poznawal.. Ale czy to nie chore?! Ja mam nature, ze skoro z kims bylem tak dlugo, to szukam jakiej kolwiek szansy, by to sie pomimo wszystko nie skonczylo... bo cos jednak BYLO! cos mnie z kims laczylo, wiec nie chce innej nowej, tylko ta osobe, z ktora mi jescze kilka dni temu bylo dobrze... ona natomiast przez poznawanie innych facetow odcina sie od przeszlosci na amen... a moze ona pomimo wszystko NIE MA nikogo, tylko tak udaje? moze chciala zobaczyc moja reakcje? kurde... naprawde sie pogubilem :( nie ukrywam, ze zalezalo mi na niej, jak na nikim innym... do dzis, pomimo ze nie widzialem jej juz 2,5 mies, to wciaz czuje to samo, co pol roku temu.... A moze ona znalazla sobie tego kolesia, bo widziala, ze ja mam te kolezanki, to jakby na zlosc mi zrobila? albo uznala, ze nie chce z nia byc, to musi poszukac kogos nowego? Wiesz... ma swoje lata, wiec musi tez o tym myslec.. >Jednego dnia kochała, drugiego była obojętna. To jedna z głupich >pip, które nie wiedzą czego chcą, miotają się w myślach i w >kontaktach z facetami. Teraz jest wysyp takich panien. Znaleźć >normalną dziewuchę to sztuka. Ale tego Ci i sobie też życzę. Wlasnie... Tez kazdemu normalnemu facetowi zycze NORMALNEJ dziewczyny Pozdr. MU
Thread Navigation
This is a paginated view of messages in the thread with full content displayed inline.
Messages are displayed in chronological order, with the original post highlighted in green.
Use pagination controls to navigate through all messages in large threads.
Back to All Threads