🚀 go-pugleaf

RetroBBS NetNews Server

Inspired by RockSolid Light RIP Retro Guy

7 total messages Started by HawkEye Fri, 10 Nov 2006 01:13
Pokrecone,jak swinka w kalesonkach-pomoze ktos zrozumiec i pomoc? [DLUGIE!!!]
#47215
Author: HawkEye
Date: Fri, 10 Nov 2006 01:13
129 lines
10735 bytes
Witam.
Zaczne moze od poczatku.
Poznalismy sie na necie... Najpierw wspolne rozmowy-BAAAARDZO dlugie,ktore 
trwaly nawet kilkanascie godzin non stop na Skype. Nie bylo gadki,ze bedziemy ze 
soba... ale im dluzej rozmawialismy,zaczelismy oboje stwierdzac, ze bardzo duzo 
nas laczy... Po dwoch miesiacach rozmow postanowilismy sie spotkac i w sumie to 
po dwoch spotkaniach bylismy ze soba para. Ona mieszkala sama, wiec o wiele 
latwiej bylo nam sie spotykac,, bo jezdzilem do niej do domu i tam tez 
zostawalem na noc... Mieszkala w miare blisko (poprzednie zwiazki miewalem po ok 
100-550km odleglosci) bo ok 20km . Juz na trzecim spotkaniu kochalismy sie (bez 
zabezpieczen-po prostu oboje tego chcielismy). Z biegiem czasu zaczelo sie 
jednak cos psuc miedzy nami. Zaczynalismy sie klocic o pierdoly.Nie ukrywam, ze 
mnie to po woli irytowalo i chcialem sie z tego wycofac,al dawalem jej kredyt 
zaufania, poniewaz sam z natury jestem wybuchowy,wiec wybaczalem jej to. Klopoty 
zaczely sie w 3im mies. naszego zwiazku, gdy coraz mniej sie kochalismy, wrecz 
bywalo to tak zadko, ze raz na 2tyg bylo cudem.Zaczynalo mnie to bardzo 
denerwowac, bo wiedzialem, ze z poprzednim partnerem sprzed lat robila to po 
kilka razy dziennie (opowiadala mi o tym jeszcze w czasie tych rozmow przed 
tym,jak sie zwiazalismy).Za kazdym razem obiecywala, ze nastepnym razem i tak w 
kolko, az ktorejs nocy nie wytrzymalem i zaczalem sie pakowac... Jakoze jestem 
wybuchowy, to przy okazji jej nawrzucalem od szmat i arabskich dziwek (poprzedni 
chlopak byl arabem). Ale pomimo wszystko nie chciala mnie wypuscic... Wyciagnela 
klucz i czekala, az sie uspokoje.. no i o 5tej rano w koncu poszlismy spac. 
pozniej przyszedl koniec kwietnia i znowu klopoty (a dodam, ze spalismy w tym 
czasie tylko raz lub dwa). Okazalo sie, ze choruje na jakas chorobe (damska 
doleglosc,gdy sie je duzo slodyczy) i nie mozemy juz sie kochac przez najblizszy 
czas... Bylem bardzo wyrozumialy i cierpliwy. czekalem dwa miesiace... Nie 
ukrywam, ze zamiast seksu stosowalismy petting... I jeszcze lubila bardzo gdy 
robilem jej jezyczkiem, ale ona nigdy, bo miala przykre wspomnienia z 
przeszlosci(jakie?nie wiem). Gdy wyzdrowiala, kochalismy sie tylko raz... wrecz 
pamietam ten caly dzien, bo szalelismy wtedy na maksa po miescie... wracalismy 
wieczorem z dworca i namietnie non stop sie calowalismy i nakrecalismy... 
pozniej kochalismy sie przyswiecach... ech... i to bylo wszystko... kolejne 
miesiace i mnie coraz bardziej zlosc ponosila, bo nawet nie zauwazala moich 
potrzeb-bylo tak, ze  swoje zrobilem jezyczkiem, a ona poszla sie myc i zaraz 
szla spac, nie zwracajac na mnie uwagi.. Zaczynalem sie denerwowac i wszczynac 
klotnie w nocy. Az ktoregos dnia nie wytrzymalem i ponownie wyzwalem ja jak 
poprzednio.. tym razem juz mnie nie zatrzymywala,jak w poprzednich klotniach... 
ale wiedziala, ze wroce,bo zazwyczaj tak robilem. Byla na mnie strasznie zla. 
Dodam, ze nie tylko o seks nazbieralo sie na klotnie. Chcialem poznac jej 
mame/rodzine, to zawsze sie wykrecala, ze mama nie ma czasu itd. Z poczatku 
znajomosci dowiedzialem sie, ze klikala ze swoim bylym(o to byla poniekad 
pierwsza klotnia), ze nie chce do mnie w ogole przyjechac itd... Ale coraz 
bardziej ja kochalem. Az w koncu czerwiec-nie widzielismy sie wowczas dwa tyg. 
bo mialem mnostwo pracy i nie moglem do niej jechac. Ale codziennie chcialem z 
nia rozmawiac przez tel/skype. Miala wtedy trudny okres, bo wiedziala, ze straci 
prace (nauczycielka). No i faktycznie stracila. ostatniego dnia czerwca w dzien 
przed moimi urodzinami oznajmila mi, ze zrywa ze mna. Najpierw sie rozryczalem, 
a pozniej zaczalem blagac, zeby jednak dala nam szanse... Obiecywalem, ze 
poczekam do slubu z tym seksem itd... Po za tym, wakacje planowalismy spedzic 
razem-mialem mnostwo planow i marzen.Na probe wrocilismy do siebie. Ale 
sprzeczki na nowo sie o seks zaczely... Juz nawet nie o seks, ale o totalny 
ignor z jej strony...byla zalamana,ze nie ma pracy, wiec wspieralem ja jak tylko 
moglem-miala mnostwo nie placonych rachunkow. Nie moglem jej pomoc finansowo, bo 
sam od zeszlej jesieni jechalem na dlugach.Ale wyluskalem gdzies 200zl i jej 
dalem-nie chciala tej kasy, ale na sile jej wcisnalem. Nawet szukalem jej prace 
i mowilem, ze jak obiecalem, to znajde. Koniec lata i znowu mnie rzuca... Ale 
poszlo o to, ze przez cale lato ani razu do mnie nie chciala przyjechac-mialem 
dosc... Nie chcialem zrywac, ale juz nie moglem, tyle ze wyszlo na to, ze to ona 
zerwala :D Umowilismy sie, ze przyjade po rzeczy. Nagle przed wyjazdem mi mowi, 
ze wyjezdza z kolezanka na nocne czuwanie i bedzie dopiero o 2giej w nocy. 
Powiedzialem, ze poczekam-uparlem sie. Jako ze nie mam samochodu i ostatni 
pociag do niej byl ok 22ej, to czekalem 5 godz na dworze. Az godzine spoznienia 
i jest.Pogadalismy... rozplakala sie i zaproponowala, zebym u niej zostal na 
noc, zebym sie juz nie tulal po nocy i poczekal do rana na pociag. 
Niechetnie,ale sie zgodzilem(strasznie zimno bylo). Wypilem herbate i usiadlem 
przy stole, ona sie polozyla... i namawiala,zebym sie polozyl, bo w przeciwnym 
wypadku ona nie zasnie. w koncu sie polozylem.. Chcialem sie do niej przytulic, 
ale zakazala... az po kilku minutach sama mnie za reke przyciagnela do sienie i 
cala noc do przebudzenia tak spalismy(nie zaszlo nic). Gdy mnie obudzila miala 
juz inny wzrok-chlodny. Powiedziala, ze ma mnostwo pracy i zebym juz sobie 
poszedl. Wpienilem sie i bez slowa,jak najszybciej wyszedlem, ale ze glupio sie 
tak rozstawac, to postanowilem wrcic i chociaz napic sie czegos i pozegnac 
sie... Drzwi juz nie otworzyla, pomimo, ze czekalem i dzwonilem dwie 
godziny.(byla w mieszkaniu). Pojechalem do domu i tak sie rozstalismy. Ale 
okazalo sie, ze znajoma ma dla niej prace i to b. dobra. Zadzwonilem do niej, by 
jej to powiedziec i by sie szybko decydowala (po znajomosci-decydowaly minuty). 
Niestety zaczela sie jak zwykle zastanawiac i pozniej juz bylo za pozno. Ale 
byla mi wdzeczna.. Poprosilem ja o spotkanie, to odpowiedziala, ze da mi znac. 
Akurat zgadalismy sie, ze oboje bedziemy w tym samym miescie o tej samej porze 
wiec tam sie spotkamy. Pech(?) chcial, ze mi spotkanie z klientem nie wypalilo i 
mialem mnostwo wolnego czasu, wiec chcialem sie dowiedzec, czy bedzie wczesniej, 
to jej potowarzysze... Odpisala po DWOCH godz, ze zmienily jej sie plany i nici 
ze spotkania. Wtedy juz nawet nie odpisalem i mialem jej dosc... Chcialem 
zapomniec - bylo przykro. Nawet zaczalem myslec pozytywnie, ze to dobrze, ze sie 
skonczylo itd... Zaczalem jezdzic ze znajomymi na imprezy , poznawac nowe 
osoby,pracy tez  bylo sporo, wiec nie myslalem o niej za czesto. Ale nie dala za 
wygrana-odezwala sie na gg i zaczelismy gadac, ale widziala, ze przez pierwsze 
dwa tyg bylem na dystans... Widziala, ze mam nowe zycie i sie swietnie bawie. W 
koncu i ja zmieklem. Tyle, ze zaczela byc zazdrosna o moje znajome, zaczela 
wspominac te wszystkie wspaniale chwile ktore mielismy... W sumie dogadywalismy 
sie swietnie, ale i tak chcialem zakonczyc ta znajomosc, bo niby po co ona ? 
Niestety nie moglem ulec pokusie... i zaczalem przez dwa mies. sie na nowo 
przyzwyczajac do mysli, ze jest szansa by wrocic. Pozniej powiedziala, ze 
poznala kogos, ale jej nie wierzylem-myslalem, ze to blef, by wzbudzic we mnie 
zazdrosc. Chcialem sie z nia spotkac, to zawsze sie wykrecala. Ale w koncu sie 
zgodzila. Az wczoraj zapytalem , by powiedziala mi szczerze, czy kogos ma... 
Odpowiedziala twierdzaco... Jak zapytalem, czy wie, ze ja wciaz kocham, to nagle 
jakby sie zmienila na anty wobec mnie.Ja chcialem juz to albo skonczyc, albo 
naprawde sie spotykac, bo meczylo mnie to, gdy sie przestawala odzywac, albo gdy 
wracala w nocy.Ale gdy zapytalem, ze skoro ja taki super itd, a jego nawet nie 
zna, i czy z nim chce byc, to powiedziala, ze ona moze chciec wiele, ale nie 
wszystko od niej zalezy... wowczas nie wytrzymalem... miarka sie przebrala i 
napisalem jej taka wiazanke, jakiej jeszcze nikomu chyba nie poslalem... Pozniej 
probowealem przeprosic, ale ona strasznie uczulona jest na slowa(nie dziwie 
sie-tez pewnie bym sie na wieki pogniewal). Odpisala, ze teraz sie umocnila w 
przekonaniu, ze zerwala ze mna i ze wlasciwa decyzje podjela kiedys.

Jesli ktos dotrwal do tego momentu, to gratuluje i dziekuje :)
To bylby koniec, gdyby nie fakt, ze wciaz ja kocham... Wiem, bedzie pewnie tu 
mnostwo slow, ze jestem sobie sam winien za swoj niewyparzony jezor-wiem i nie 
wyrzekam sie swojej winy. Nie o to chodzi, ze chce ja odzyskac. poradzcie mi jak 
ja znienawidzic... pomozcie mi, jak o niej zapomniec, by juz tak nie cierpiec i 
by nie czuc sie tak podle oszukanym i wykozystanym...Niech ktos sie wypowie, co 
o tym wszystkim sadzi... obojetnie co-slowa krytyki wobec mnie mile widziane.

PS. Zapomnialem dodac, ze na poczatku tego zwiazku dowiedzialem sie, ze jej 
matka nie chciala sie ze mna spotkac,, bo niby cos zlego o mnie 
wiedziala(pozniej okazalo sie ze to nie o mnie chodzilo), jak rowniez to, ze 
jestem biedny... Totez jakos w zartach zaczalem mowic, ze slub wezmiemy,jak 
zarobie na dom i zycie...czyli min. 5 lat. ZAZNACZAM-to byly zarty. Ale ona-moja 
ex wkrecila to sobie na serio...

PPS. Oboje jestesmy rowiesnikami-po 27 lat... Teraz na jesien mialem nawet jej 
sie oswiadczac (chcialem to zrobic w rocznice poznania sie). Prowadze mala 
firme, nie jestem bogaty-raczej oszczedny bo chce do czegos dojsc...

PPPS. Mowila, ze mnie kocha... we wakacje,jak sie zeszlismy juz tego nie 
powiedziala ani razu... Wtedy bylem juz dla niej tylko cieniem. 
Re: Pokrecone,jak swinka w kalesonkach-pomoze ktos zrozumiec i pomoc? [DLUGIE!!!]
#47216
Author: HawkEye
Date: Fri, 10 Nov 2006 01:38
15 lines
1999 bytes
Zapomnialem dodac, ze we wszystkich kwestiach bylismy idealnie dopasowani... 
Swietnie sie dogadywalismy, znakomicie sie rozumielismy... W zasadzie to 
naprawde idealnie pasowalismy do siebie. I to nie tylko moje stwierdzenie, ale i 
jej, bo jeszcze kilka dni temu powiedziala, ze z nikim innym jej nie bylo tak 
swietnie, ze z nikim jeszcze tak dobrze sie nie rozumiala, ze z nikim nie 
przezyla tylu przygod i takich milych sytuacji... Dodam rowniez, ze mielismy 
nawet okres, gdzie przez wiekszosc czasu, to mieszkalem u niej-do domu jezdzilem 
jedynie po dokumenty lub ciuchy. A ze miala trudny charakter(sama nieraz 
przyznala) to potwierdziala rowniez i to, ze nikt jej nie rozumial i nie znal 
tak dobrze jak ja...


Czemu tak szybko zrezygnowala? :( Czemu , skoro bylem taki ok i bylo jej ze mna 
dobrze, to pomimo wszystko z tego zrezygnowala? No i po co mnie przez 3mies 
nakrecala i dawala mi nadzieje, zeby pozniej stwierdzic, ze ma kogos... :( 
Re: Pokrecone,jak swinka w kalesonkach-pomoze ktos zrozumiec i pomoc? [DLUGIE!!!]
#47218
Author: lucid
Date: Fri, 10 Nov 2006 10:10
32 lines
2340 bytes
Użytkownik "HawkEye" <HawkEye_WYTNIJ_TO_@gazeta.pl> napisał w wiadomości 
news:ej0jpe$90u$1@atlantis.news.tpi.pl...
> Witam.

> Jesli ktos dotrwal do tego momentu, to gratuluje i dziekuje :)
> To bylby koniec, gdyby nie fakt, ze wciaz ja kocham... Wiem, bedzie pewnie 
> tu mnostwo slow, ze jestem sobie sam winien za swoj niewyparzony 
> jezor-wiem i nie wyrzekam sie swojej winy. Nie o to chodzi, ze chce ja 
> odzyskac. poradzcie mi jak ja znienawidzic... pomozcie mi, jak o niej 
> zapomniec, by juz tak nie cierpiec i by nie czuc sie tak podle oszukanym i 
> wykozystanym...Niech ktos sie wypowie, co o tym wszystkim sadzi... 
> obojetnie co-slowa krytyki wobec mnie mile widziane.
>

dotrwalem :) Moim zdaniem.. wroc do etapu kiedy wydawalo Ci sie ze masz juz 
wszystko ulozone bez niej. Bedzie ciezko? Wmow sobie ze Cie zdradzila z tym 
kolesiem kiedy byliscie razem. Tylko w konsekwencji nie probuj jej nawrzucac 
znowu, poprostu nastaw sie wrogo do niej(bedzie latwiej walczyc z myslami, 
ze rozstanie sie jest bledem).

Pewnie bys chcial zeby wrocila, ale jezeli ten zwiazek z tym kolesiem jej 
nie wypali i znowu sie odezwie. Zastanow sie dobrze.

Zaznaczam, ze nie mam pojecia czy daje dobra rade :P

I przestan tyle pisac o sexie bo momentami bylem pewny ze to TROLLing ma byc 
:P


-- 
Tomek 
Re: Pokrecone,jak swinka w kalesonkach-pomoze ktos zrozumiec i pomoc? [DLUGIE!!!]
#47219
Author: HawkEye
Date: Fri, 10 Nov 2006 12:47
19 lines
2099 bytes
> I przestan tyle pisac o sexie bo momentami bylem pewny ze to TROLLing ma byc 
> :P
>
>
> -- 
> Tomek

Nie no, zaden trolling :) Dzieki za rade-poniekad poczytalem archiwa grupy i 
czesciowo wybralem rowniez pod siebie niektore watki u innych.Wiesz, naprawde 
chcialbym zapomniec o niej,ale tak jak i ona wspominala mnostwo fajnych chwil, 
tak i ja to wszystko wspominam i tez tak jak ona, uwazam,ze z nia bylo 
najlepiej... Byla najladniejsza ze wszystkich,najlepiej mnie rozumiala etc... 
nadawalismy na tych samych falach.jesli chodzi o seks... ok-moze przesadzilem, 
ale jego naprawde bylo malo, a mimo wszystko, pomimo ze pozniej chciala z tym 
czekac do slubu, to i na to bym sie zgodzil... Moze za bardzo godzilem sie na 
wszystko? Ale tak to jest, gdy sie kogos kocha ponad zycie i chce dla tej osoby 
jak najlepiej.Nie ukrywam, ze i ja umowilem sie aktualnie na randke, ale to 
bardziej chyba tylko po to,zeny w domu nie zgnusniec.Nie pociaga mnie ta 
dziewczyna... A po za tym, zaczynam sie juz bac nowego zwiazku... 
Re: Pokrecone,jak swinka w kalesonkach-pomoze ktos zrozumiec i pomoc? [DLUGIE!!!]
#47220
Author: Morderca uczuć
Date: Fri, 10 Nov 2006 18:24
194 lines
9483 bytes
HawkEye napisał(a):
> Witam.

Witam. Od razu uprzedzę, że nie będę miły ;)

> Poznalismy sie na necie... Najpierw wspolne rozmowy-BAAAARDZO dlugie,ktore
> trwaly nawet kilkanascie godzin non stop na Skype. Nie bylo gadki,ze bedziemy ze
> soba...

A kto tak mówi od razu? Jasne, że nie gadaliście o byciu,
musieliście się poznać.

> ale im dluzej rozmawialismy,zaczelismy oboje stwierdzac, ze bardzo duzo
> nas laczy...

Po to się ludzie poznają w necie aby poznać partnera. Do tego
musiało w końcu dojść. Ale, pewnie sobie z tego nie zdajesz
sprawy... Faceci po to poznają laski w necie aby się z nimi bzykać,
lub znaleźć stałą partnerkę. Kobiety są w necie z różnych
powodów, np. odreagować rozstanie z byłym. Myślę, że Twoja była,
właśnie na siłę potrzebowała znajomości, w którą nie mogła,
lub nie chciała od początku się angażować. Szukała substytutu
araba. Gdy buntowałeś się przed rolą substytutu i chciałeś być
podmiotem, prawdziwym partnerem, dawała Ci w kość. Nie tak było?

> wiedzialem, ze z poprzednim partnerem sprzed lat robila to po
> kilka razy dziennie (opowiadala mi o tym jeszcze w czasie tych rozmow przed
> tym,jak sie zwiazalismy).

Kochała się z nim bo był jej prawdziwą miłością. Ty byłeś jej
poduszką w którą mogła się wypłakać, nie służyłeś jej za
partnera seksualnego.

> Jakoze jestem
> wybuchowy, to przy okazji jej nawrzucalem od szmat i arabskich dziwek (poprzedni
> chlopak byl arabem). Ale pomimo wszystko nie chciala mnie wypuscic... Wyciagnela
> klucz i czekala, az sie uspokoje..

W Twoich bluzgach było sporo prawdy. Gdy byłeś z nią ona myślała
o nim. Sądzę, że zdradzała Cię w myślach, więc "dziwka" nie
zrobiła na niej wrażenia.

> Okazalo sie, ze choruje na jakas chorobe (damska
> doleglosc,gdy sie je duzo slodyczy)

Hehehe. To jakieś brednie. Chorowała na otyłość? ;)

> I jeszcze lubila bardzo gdy
> robilem jej jezyczkiem, ale ona nigdy, bo miala przykre wspomnienia z
> przeszlosci(jakie?nie wiem).

Wspomnienia araba. On ją gwałcił, robił co chciał a ona się
godziła. Ty jako substytut, musiałeś się godzić na to co lubiła
robić z nim (przytulanki) aby mogła żyć pozytywnymi wspomnieniami.
Gdy chciałeś tego, co przywracało jej negatywne wspomnienia araba,
zabraniała Ci. Tak sądzę, ale możesz się nie zgodzić.

> Gdy wyzdrowiala, kochalismy sie tylko raz... wrecz
> pamietam ten caly dzien, bo szalelismy wtedy na maksa po miescie... wracalismy
> wieczorem z dworca i namietnie non stop sie calowalismy i nakrecalismy...
> pozniej kochalismy sie przyswiecach... ech... i to bylo wszystko... kolejne
> miesiace i mnie coraz bardziej zlosc ponosila, bo nawet nie zauwazala moich
> potrzeb-bylo tak, ze  swoje zrobilem jezyczkiem, a ona poszla sie myc i zaraz
> szla spac, nie zwracajac na mnie uwagi..

Nic dziwnego. Byłeś substytutem. Momentami coś ją nachodziło i
nabierała szacunku do Ciebie ale po chwili znów brała Cię z buta.
Ot taka ambiwalencja, gdy myśli się o jednym a jest z drugim.

> Dodam, ze nie tylko o seks nazbieralo sie na klotnie. Chcialem poznac jej
> mame/rodzine, to zawsze sie wykrecala, ze mama nie ma czasu itd.

Po cholerę przedstawiać starej substytut, który jest tylko na pewien
czas? Aby wypytywała kiedy ślub? No sam pomyśl...

> Z poczatku
> znajomosci dowiedzialem sie, ze klikala ze swoim bylym(o to byla poniekad
> pierwsza klotnia),

No widzisz...

> ze nie chce do mnie w ogole przyjechac itd...

Z tego samego powodu nie chciała Cię przedstawiać matce.

> Ale coraz
> bardziej ja kochalem.

Bo nie podejrzewałeś jej o to, co teraz piszę. Sądziłeś, że jest
normalną, samotną dziewczyną, która szukała partnera w necie.
Zakochałeś się i miłość Cię zaślepiła. Nie mogłeś się
uwolnić, nawet gdy zacząłeś podejrzewać, że coś jest bardzo nie
tak.

> ostatniego dnia czerwca w dzien
> przed moimi urodzinami oznajmila mi, ze zrywa ze mna. Najpierw sie rozryczalem,
> a pozniej zaczalem blagac, zeby jednak dala nam szanse...

Nigdy nie błagaj, niezależnie jak bardzo oślepia uczucie.

> Obiecywalem, ze
> poczekam do slubu z tym seksem itd...

Łudziłeś się, że będzie lepiej. Błąd. Po ślubie dopiero
plułbyś sobie w brodę.

> Koniec lata i znowu mnie rzuca... Ale
> poszlo o to, ze przez cale lato ani razu do mnie nie chciala przyjechac-mialem
> dosc...

Nie dziwię się. Ileż można jeździć pociągami... zwłaszcza do
panny, która ma Cię w dupie.

> Pogadalismy... rozplakala sie i zaproponowala, zebym u niej zostal na
> noc, zebym sie juz nie tulal po nocy i poczekal do rana na pociag.

Wziąłeś to za dobrą monetę, błąd. Zwyczajnie się zlitowała.

> Chcialem
> zapomniec - bylo przykro. Nawet zaczalem myslec pozytywnie, ze to dobrze, ze sie
> skonczylo itd...

Trzeba było się tego trzymać. Wiesz ile świetnych lasek mogłeś w
tym czasie poznać?

> Widziala, ze mam nowe zycie i sie swietnie bawie. W
> koncu i ja zmieklem. Tyle, ze zaczela byc zazdrosna o moje znajome, zaczela
> wspominac te wszystkie wspaniale chwile ktore mielismy...

Żałoba po arabie nie dawała jej żyć. On nie chciał do niej
wrócić. Potrzebowała towarzystwa, więc zgłosiła się do
"przytulanki".

> zapytalem , by powiedziala mi szczerze, czy kogos ma...
> Odpowiedziala twierdzaco... Jak zapytalem, czy wie, ze ja wciaz kocham, to nagle
> jakby sie zmienila na anty wobec mnie.

Ech.. zrozum, ona nie chciała Twojej miłości. Potrzebowała
koleżki, któremu mogłaby się wypłakać kiedy ma problemy z
facetami. Koleżka który się zakochuje jest be.

> Ale gdy zapytalem, ze skoro ja taki super itd, a jego nawet nie
> zna, i czy z nim chce byc, to powiedziala, ze ona moze chciec wiele,

czytaj: powrotu araba...

> ...ale nie
> wszystko od niej zalezy...

czyt: powrót araba. Bo substytut nie dawał jej satysfakcji, nie
mogła się zakochać na siłę, choć były momenty gdy próbowała.
Wtedy było wam dobrze.

> wowczas nie wytrzymalem... miarka sie przebrala i
> napisalem jej taka wiazanke, jakiej jeszcze nikomu chyba nie poslalem... Pozniej
> probowealem przeprosic, ale ona strasznie uczulona jest na slowa(nie dziwie
> sie-tez pewnie bym sie na wieki pogniewal). Odpisala, ze teraz sie umocnila w
> przekonaniu, ze zerwala ze mna i ze wlasciwa decyzje podjela kiedys.

I niech to będzie koniec sprawy. Wyrwij jakąś fajną laskę, ale nie
wchodź w związek póki o tej byłej nie zapomnisz. Inaczej
"uszczęśliwisz" nową dziewczynę, jak ta poznana w necie Ciebie.

> To bylby koniec, gdyby nie fakt, ze wciaz ja kocham... Wiem, bedzie pewnie tu
> mnostwo slow, ze jestem sobie sam winien za swoj niewyparzony jezor-wiem i nie
> wyrzekam sie swojej winy. Nie o to chodzi, ze chce ja odzyskac. poradzcie mi jak
> ja znienawidzic...

Poczytaj tu posty i zaakceptuj ją. Powiedz sobie "fuck, nie udało
się, oboje popełnialiśmy błędy, nie winię jej, wybaczam, nie mam
żalu i życzę sobie oraz jej byśmy założyli nowe związki." Tak
będzie łatwiej. Akceptacja nieudanej miłości wyzwoli Cię do
cierpień.

> PS. Zapomnialem dodac, ze na poczatku tego zwiazku dowiedzialem sie, ze jej
> matka nie chciala sie ze mna spotkac,, bo niby cos zlego o mnie
> wiedziala(pozniej okazalo sie ze to nie o mnie chodzilo), jak rowniez to, ze
> jestem biedny... Totez jakos w zartach zaczalem mowic, ze slub wezmiemy,jak
> zarobie na dom i zycie...czyli min. 5 lat. ZAZNACZAM-to byly zarty. Ale ona-moja
> ex wkrecila to sobie na serio...

Nie wkręciła, ale użyła to jako kluczowy argument przeciw Tobie.
Nie ważne po co. Zapomnij o tym bagnie.

> PPPS. Mowila, ze mnie kocha... we wakacje,jak sie zeszlismy juz tego nie
> powiedziala ani razu... Wtedy bylem juz dla niej tylko cieniem.

Jednego dnia kochała, drugiego była obojętna. To jedna z głupich
pip, które nie wiedzą czego chcą, miotają się w myślach i w
kontaktach z facetami. Teraz jest wysyp takich panien. Znaleźć
normalną dziewuchę to sztuka. Ale tego Ci i sobie też życzę.

Pozdr.
MU
Re: Pokrecone,jak swinka w kalesonkach-pomoze ktos zrozumiec i pomoc? [DLUGIE!!!]
#47217
Author: Flyer
Date: Sat, 11 Nov 2006 07:52
28 lines
2323 bytes
HawkEye; <ej0l8a$cj0$1@atlantis.news.tpi.pl> :

> Zapomnialem dodac, ze we wszystkich kwestiach bylismy idealnie dopasowani... 
> Swietnie sie dogadywalismy, znakomicie sie rozumielismy... W zasadzie to 
> naprawde idealnie pasowalismy do siebie. I to nie tylko moje stwierdzenie, ale i 
> jej, bo jeszcze kilka dni temu powiedziala, ze z nikim innym jej nie bylo tak 
> swietnie, ze z nikim jeszcze tak dobrze sie nie rozumiala, ze z nikim nie 
> przezyla tylu przygod i takich milych sytuacji... Dodam rowniez, ze mielismy 
> nawet okres, gdzie przez wiekszosc czasu, to mieszkalem u niej-do domu jezdzilem 
> jedynie po dokumenty lub ciuchy. A ze miala trudny charakter(sama nieraz 
> przyznala) to potwierdziala rowniez i to, ze nikt jej nie rozumial i nie znal 
> tak dobrze jak ja...
> 
> 
> Czemu tak szybko zrezygnowala? :( Czemu , skoro bylem taki ok i bylo jej ze mna 
> dobrze, to pomimo wszystko z tego zrezygnowala? No i po co mnie przez 3mies 
> nakrecala i dawala mi nadzieje, zeby pozniej stwierdzic, ze ma kogos... :( 

;)) Trzeba było spytać o poprzednie związki. Na pewnym etapie życia
ludzie uczą się życ samotnie i/lub unikać sytuacji stresujących typu
"partner". Mz. zbliżyłeś się dla niej [I DLA SIEBIE!!!] zbyt szybko i na
siłę, co wywołało odruchy obronne. I tyle. Mz. teraz to przesrane -
musiałbyś odczekać jakiś czas spokojnie.

Flyer
-- 
gg: 9708346
http://flyer.uczucia.com.pl/
Re: Pokrecone ....
#47221
Author: HawkEye
Date: Sat, 11 Nov 2006 18:15
142 lines
8301 bytes
>Witam. Od razu uprzedzę, że nie będę miły ;)

Moja byla byla zawsze mila, co mnie to tez czesto irytowalo, bo wolalbym,jakby 
mi nie raz cos powiedziala bezposrednio i by mnie to nawet obrazilo, niz 
"grzeczne/mile" milczenie ;)

>Szukała substytutu araba. Gdy buntowałeś się przed rolą substytutu i chciałeś 
>być
>podmiotem, prawdziwym partnerem, dawała Ci w kość. Nie tak było?

Tak bylo... Tyle, ze nie do konca... Arab byl kilka lat wstecz, gdy byla w 
Niemczech. Ponoc szalala za nim niemilosiernie... Pozniej byli inni faceci, ale 
tylko z tym wlasnie arabem  wczesniej sypiala.
Przedemna mieszkala w B.duzym miescie na zach. Polski,gdzie tez miala kogos... 
Razem pracowali i to on ja poderwal... Starszy ok 2 lata... do dzis ponoc 
prawiczek-jej odpowiadal, bo nie narzucal sie z seksem i nie chcial niczego.Ale 
to on nie chcial z nia byc ... Nie myslal powaznie o ich zwiazku i ona przez 
niego wyprowadzila sie na "stare smieci" do malej miesciny na poludniu. Ponoc 
byli ze soba ponad rok.. Pozniej ok roku byla sama i poznala mnie.

> Kochała się z nim bo był jej prawdziwą miłością. Ty byłeś jej
> poduszką w którą mogła się wypłakać, nie służyłeś jej za
> partnera seksualnego.

Tez tak podejzewalem... Dlatego chcialem z nia sie kochac, bo wiadomo, ze seks 
jeszcze bardziej laczy ludzi...


>W Twoich bluzgach było sporo prawdy. Gdy byłeś z nią ona myślała
>o nim. Sądzę, że zdradzała Cię w myślach, więc "dziwka" nie
>zrobiła na niej wrażenia.

Alez robilo ogromne wrazenie... Wlasnie przez te klotnie , a raczej SLOWA sie 
rozstalismy.. Ona twierdzila, ze to siedzi w jej pamieci do dzis... Ze bardzo ja 
zranilem tymi slowami... Wiem wiem.... Nie wyzekam sie i zaluje, ale taki juz 
jestem i chce to u siebie wyeliminowac... Jej nic nie przekonywalo i wrecz 
stwarzala sytuacje, zeby mnie doprowadzic do takiego stanu... Nie raz udawalo mi 
sie powstrzymywac/uspokoic itd, ale nie mozliwym jest, zeby raz na jakis czas 
nerwy nie puscily, bo po prostu czasem juz za bardzo cos boli, by to 
przemilczec.

>> Okazalo sie, ze choruje na jakas chorobe (damska
>> doleglosc,gdy sie je duzo slodyczy)

>Hehehe. To jakieś brednie. Chorowała na otyłość? ;)

Ponoc jakas grzybica... Jest to spowodowane czasem nadmiarem cukru... Nie znam 
sie na tym,ale faktycznie przyjmowala jakies leki.Otylosc w jej przypadku nie 
wystepowala w ogole, bo byla za szczupla wrecz-ma taki dziwny organizm... Tez to 
mam , wiec tu raczej bym sceptykiem nie byl :)

>Wspomnienia araba. On ją gwałcił, robił co chciał a ona się
>godziła. Ty jako substytut, musiałeś się godzić na to co lubiła
>robić z nim (przytulanki) aby mogła żyć pozytywnymi wspomnieniami.
>Gdy chciałeś tego, co przywracało jej negatywne wspomnienia araba,
>zabraniała Ci. Tak sądzę, ale możesz się nie zgodzić.

Wiesz, w tym co piszesz ja rowniez odnajduje sporo prawdy... To ze nie lubila 
seksu moglo byc spowodowane wlasnie tym, ze ten arab ja gwalcil... ona sama 
wlasnie wspominala, ze nie lubila tego, bo bylo kedys tego za duzo... robila to, 
bo on chcial... Problem w tym, ze ja nigdy natarczywy nie bylem... w lozku 
staralem sie robic wlasnie wszystko, by to ona byla zadowolona... nie raz 
mowila, ze bylo jej ze mna dobrze i ze czula, ze bardzo o nia dbalem... jest 
jeszcze jeden fakt-on(arab)mial podobno "B.DUZEGO"...

>Po cholerę przedstawiać starej substytut, który jest tylko na pewien
>czas? Aby wypytywała kiedy ślub? No sam pomyśl...

Masz i tym razem racje

>Sądziłeś, że jest
>normalną, samotną dziewczyną, która szukała partnera w necie.
>Zakochałeś się i miłość Cię zaślepiła. Nie mogłeś się
>uwolnić, nawet gdy zacząłeś podejrzewać, że coś jest bardzo nie tak.

Dokladnie tak bylo

>> zapytalem , by powiedziala mi szczerze, czy kogos ma...
>> Odpowiedziala twierdzaco... Jak zapytalem, czy wie, ze ja wciaz kocham, to 
>> nagle
>> jakby sie zmienila na anty wobec mnie.

>Ech.. zrozum, ona nie chciała Twojej miłości. Potrzebowała
>koleżki, któremu mogłaby się wypłakać kiedy ma problemy z
>facetami. Koleżka który się zakochuje jest be.

>> Ale gdy zapytalem, ze skoro ja taki super itd, a jego nawet nie
>> zna, i czy z nim chce byc, to powiedziala, ze ona moze chciec wiele,

>czytaj: powrotu araba...

>> ...ale nie
>> wszystko od niej zalezy...

>czyt: powrót araba. Bo substytut nie dawał jej satysfakcji, nie
>mogła się zakochać na siłę, choć były momenty gdy próbowała.
>Wtedy było wam dobrze.

Dobra, ale jak wytlumaczyc fakt, ze nawet chcialem sie wyprowadzic w pazdz. do 
Wawy, to byla strasznie smutna, ze nie bedziemy sie juz widywac itd... Jak 
poznalem wlasnie jakies fajne laski, to byla strasznie zazdrosna.. Jak nie 
chcialem z nia gadac, to byla strasznie mila itd... Wspominala rozne 
zabawne/romantyczne historie, mowila tez, jak to sie np. zmienila... Zachowywala 
sie tak, jakby chciala pokazac, ze chce wrocic... Ja jej natomiast staralem sie 
wytlumaczyc , ze na powrot nie ma co liczyc... Staralem sie jakby zrobic cos, by 
to ona chciala powiedziec, ze za mna teskni itd.. by to ona zaczela prosic mnie 
o spotkanie... i tak nawet bylo, ze zalezalo jej na poczatku, zebysmy rozmawiali 
a nawet sie spotkali... to ostatnio sie zmienila, gdy kogos juz poznala.A raczej 
"ona nie szukala,bo nie chciala miec nikogo, ale to ktos ja poznal" :/ tak sie 
tlumaczy. Dodala, ze teraz jest nieczula itd.. ze nie wie, czy cokolwiek z tego 
nowego zwiazku wyjdzie... ALE po co mi tyle czasu zbalamucila?! Wiedziala, ze 
tymi wspomnieniami i rozmowami wzbudzi we mnie uczucia... przeciez to dla 
kazdego jest wiadome.Po co to robila, skoro tak latwo "dala sie poznac" komus 
innemu?

....
Dodam rowniez, ze z jej opowiesci wiem, ze gdy konczyla jeden zwiazek, to 
zaczynala zawsze drugi... NIE! To nie ona "podrywala" tylko zawsze ktos ja 
poznawal.. Ale czy to nie chore?! Ja mam nature, ze skoro z kims bylem tak 
dlugo, to szukam jakiej kolwiek szansy, by to sie pomimo wszystko nie 
skonczylo... bo cos jednak BYLO! cos mnie z kims laczylo, wiec nie chce innej 
nowej, tylko ta osobe, z ktora mi jescze kilka dni temu bylo dobrze... ona 
natomiast przez poznawanie innych facetow odcina sie od przeszlosci na amen... a 
moze ona pomimo wszystko NIE MA nikogo, tylko tak udaje? moze chciala zobaczyc 
moja reakcje? kurde... naprawde sie pogubilem :( nie ukrywam, ze zalezalo mi na 
niej, jak na nikim innym... do dzis, pomimo ze nie widzialem jej juz 2,5 mies, 
to wciaz czuje to samo, co pol roku temu....

A moze ona znalazla sobie tego kolesia, bo widziala, ze ja mam te kolezanki, to 
jakby na zlosc mi zrobila? albo uznala, ze nie chce z nia byc, to musi poszukac 
kogos nowego? Wiesz... ma swoje lata, wiec musi tez o tym myslec..

>Jednego dnia kochała, drugiego była obojętna. To jedna z głupich
>pip, które nie wiedzą czego chcą, miotają się w myślach i w
>kontaktach z facetami. Teraz jest wysyp takich panien. Znaleźć
>normalną dziewuchę to sztuka. Ale tego Ci i sobie też życzę.

Wlasnie... Tez kazdemu normalnemu facetowi zycze NORMALNEJ dziewczyny


Pozdr.
MU
Thread Navigation

This is a paginated view of messages in the thread with full content displayed inline.

Messages are displayed in chronological order, with the original post highlighted in green.

Use pagination controls to navigate through all messages in large threads.

Back to All Threads