🚀 go-pugleaf

RetroBBS NetNews Server

Inspired by RockSolid Light RIP Retro Guy

23 total messages Started by iza Tue, 23 Sep 2003 16:59
Co się Wam nie podoba w Waszej stadninie?
#1085
Author: iza
Date: Tue, 23 Sep 2003 16:59
7 lines
1399 bytes
Witam,
od przyszłego roku będę udostępniała moje konie do jazd w terenie dla
turystów (oraz oczywiście też padok i lonża dla chcących). Sama jeżdźiłam
tylko w 3 miejscach, a nie chcę popełniać błędów wielu stadnin, ktore
zniechęcały klientów. Więc napiszcie mi CO WAM SIĘ NIE PODOBA, TAM GDZIE
JEŹDZICIE. Za wszelkie uwagi będę wdzięczna:)))
Iza
Re: Co się Wam nie podoba w Waszej stadninie?
#1086
Author: Anaa
Date: Tue, 23 Sep 2003 17:22
36 lines
2982 bytes
iza wrote:
>Więc napiszcie mi CO WAM SIĘ NIE
> PODOBA, TAM GDZIE JEŹDZICIE.

Ostatnio poszłam sobie na Wolicę (Warszawa, stajnia SGGW), odwiedzić stare
kąty, bo mniej więcej od letniej sesji tam nie jeździłam i przeżyłam szok.
Znam tą stajnię od 2 lat, bywam w niej, wchodzę sobie na teren i widzę że
wejście do stajni z tej strony zamknięte... no ok... idę sobie ochoczo przez
ścieżkę. widzę, że odbywa się jakaś jazda (notabene prowadzi ją dziewczyna
która mnie zna i vice versa). Dochodzę sobie do padoczku i jakis facet
wyrasta mi przed twarza.
"Czy moge w czyms pomoc?" Niby ok ale ton nie zwiastuje nic milego... ja na
to ze chcialam sie rozejrzec (czy cos takiego). On na to ze w takim razie
mozna postac tu gdzie jestem i popatrzec i nic poza tym, i do stajni wejsc
nie mozna... ja na to ze nie jestem tu po raz pierwszy i o co chodzi? A on
ze mnie nie zna i nie moge nigdzie wejsc...ewentualnie moge spytac p.
instruktor, a jesli ona mnie zna i wpusci to juz nie jego sprawa Ufff....
cale szczescie ze dziewczyna ktora prowadzila jazde mnie poznala i pozwolila
wejsc do stajni. Ale wrazenie po prostu straszne. troszke sie rozpisalam i
moze nie jest to zupelnie na temat ale najwazniejsza jest generalnie dobra
atmosfera panujaca w stajni i wokol niej. Bardzo czesto w warszawskich (i
nie tylko stajniach) panue atmosfera wzajemnej adoracji wsrod osob które już
w tym miejscu jeżdżą, a gdy tylko pojawia się ktoś nowy, to od razu go
zbijają z nóg. Ani uśmiechu, ani spytania się o cokolwiek. taka olewka
totalna i patrzenie z góry na człowieka " nie stąd" heh...
Drugie co mi się nie podoba w stajniach wszelakich to brak profesjonalnego
instruktora. Jazda ograniczająca się do komendy stęp, kłus i galop. +
ewentualnie zmiany kierunku... koszmar... no i nudą wieje. a nie powinno.
Trzecie i chyba ostatnie - w niektórych stajniach dają osiodłanego konia -
czyli zmniejszany jest kontakt ze zwierzakiem no i nie ma nauki "obsługi";)
konika...
chyba tyle na razie;)

-- 
pozdr.
Marta;)
Odp: Co się Wam nie podoba w Waszej stadninie?
#1087
Author: danuta_z
Date: Tue, 23 Sep 2003 21:24
13 lines
1583 bytes
napiszcie mi CO WAM SIĘ NIE PODOBA, TAM GDZIE
> JEŹDZICIE. Za wszelkie uwagi będę wdzięczna:)))
> Iza
>
W tych stajniach, gdzie jeżdżę teraz, podoba mi się bardzo. Natomiast
przewinęłam się tylko przelotnie przez pewien większy ośrodek i tam
wyglądało to tak: Kompletne lekceważenie "intruzów" z zewnątrz. Pani
instruktor zagadana w kącie ujeżdżalni nie zwracała na nas kompletnie uwagi,
my na koniach kręcilismy się stępem w kółko przez 45 minut, totalna nuda.
Nawet karnetu nie wyjeździłam, szkoda czasu.
Pozdrawiam
Danuta Z.
Re: Co się Wam nie podoba w Waszej stadninie?
#1088
Author: Nika
Date: Tue, 23 Sep 2003 22:17
17 lines
1646 bytes
Użytkownik "danuta_z" <danuta_z@interia.pl> napisał w wiadomości
news:bkqdl8$mvk$1@atlantis.news.tpi.pl...
>
> napiszcie mi CO WAM SIĘ NIE PODOBA, TAM GDZIE
> > JEŹDZICIE. Za wszelkie uwagi będę wdzięczna:)))

czystosc koni i stajni, zainteresowanie klientem (zero prywatnych pogaduch).
Zyczliwosc instruktora i chec pomocy w kazdej chwili. Zadne pytanie nie jest
glupie. Instruktor z papierami i duzym doswiadczeniem (papier najlepiej na
widoku). Przystepne ceny. Urozmaicone zajecia pelne rozmow O koniach rowniez
--
Pozdrawiam
~~~~~~~~~~~~~
Nika, Łódź, nika@incar.com.pl
Malawi, Wiktoria, welonki-  www.incar.com.pl/nika
zwierzaki-  www.astral.lodz.pl/nana
Re: Co się Wam nie podoba w Waszej stadninie?
#1089
Author: CICHOCKI
Date: Wed, 24 Sep 2003 05:41
34 lines
2609 bytes
Użytkownik "iza" <izabela.henc@gazeta.pl> napisał w wiadomości
news:bkpu6m$81o$1@atlantis.news.tpi.pl...
> Witam,
> od przyszłego roku będę udostępniała moje konie do jazd w terenie dla
> turystów (oraz oczywiście też padok i lonża dla chcących). Sama jeżdźiłam
> tylko w 3 miejscach, a nie chcę popełniać błędów wielu stadnin, ktore
> zniechęcały klientów. Więc napiszcie mi CO WAM SIĘ NIE PODOBA, TAM GDZIE
> JEŹDZICIE. Za wszelkie uwagi będę wdzięczna:)))
> Iza

    Witaj, Izo,

    Trochę się obijałem po różnych stajniach (masz już stadninę? ile masz
matek?) i do dzisiaj zwracam uwagę na kilka elementów:
    Po pierwsze bezpieczeństwo - czy konie stoją w stanowiskach czy w
boksach? Jeżeli w stanowiskach, to czy są one dostatecznie szerokie.
Preferuję boksy - są znacznie bezpieczniejsze.
    Po drugie - czystość: czy konie są czyste, podściółka zmieniana, jak
wygląda korytarz i siodlarnia, czy obsługa jest przyzwoicie ubrana?
    I po trzecie - instruktorzy. Czy są życzliwi i czy umieją odnosić się do
adeptów sztuki jeździeckiej? Jeżeli instruktor lub jakiś pracownik stajni
pokazuje, że zjadł wszystkie rozumy, jest złośliwy lub wulgarny, natychmiast
rezygnuję z wykupywania jazd (jeździłem wiele lat bezpłatnie i okupiłem to
sporymi wyrzeczeniami w sferze ducha).
    Ostatnio byłem na Węgrzech na płn. zach. brzegu Balatonu. Ośrodek
Dobogomayor. Stajnia prowadzona wzorowo. Tam się czuje, że najważniejszy
jest jeździec.

    Może tych kilka uwag Ci pomoże,

    Pozdrawiam,

    Dariusz Cichocki
Odp: Co się Wam nie podoba w Waszej stadninie?
#1095
Author: Izolda
Date: Wed, 24 Sep 2003 07:35
23 lines
1990 bytes
CO WAM SIĘ NIE PODOBA, TAM GDZIE
> JEŹDZICIE. Za wszelkie uwagi będę wdzięczna:)))

Tam, gdzie jeżdżę teraz, nie podoba mi się to, że jest za dużo chętnych
na jazdy i trudno się na nie zapisać ;)
Ale poznałam kilka miejsc, w których nie podobało mi się:
1.  podejście instruktorów: zero zaangażowania, bo i tak się
niczego nie nauczymy
2. mało urozmaicone jazdy: w kółko stęp i kłus, galop traktowany
jako "wyższa szkoła jazdy"
3. tłok na maneżu: np. 8 koni rekreacyjnych + trening sportowy
+ lonża w tym samym czasie
4. nieodpowiedni dobór koni przy założeniu, że jeśli chcesz jeździć,
to masz sobie radzić na każdym koniu. Nie do końca tak musi byc,
zwłaszcza na początku.
5. poszczanie nieznanych osób samopas w teren: dla niektórych koni
nie skończyło się to najlepiej
6. w miejscu, w którym jazdy prowadziło kilku instruktorów,
wzajemne podbieranie sobie koni. Przyjeżdżałam po uprzednim umówieniu się
i nie było dla mnie konia, a blisko wcale nie było.
Pomijam sprawy tak oczywiste, jak brud w stajni, złe traktowanie koni itp.

Pozdrawiam i życzę powodzenia
Re: Co się Wam nie podoba w Waszej stadninie?
#1090
Author: iza
Date: Wed, 24 Sep 2003 08:01
55 lines
3528 bytes
Witaj,
na razie mam 2 hucułki i 1 konia wielkopolskiego. Hucułki sš z Odrzechowej,
więc z "papierami" i doœć młode (4-5 lat). Chcę zaŸrebić klacz, tylko
jeszcze dyskutujemy, czy chcemy następnego hucułka, czy lepiej pokryć jš
arabem - mam nadzieję na ciekawš mieszankę. Pozostałe koniki to wałachy.
Wielkopolan jest typowym profesorem. Potrafi więcej niż wszyscy, którzy
kiedykolwiek u mnie jeŸdzili, łšcznie ze mnš. Do wiosny chcemy powiekszyć
stajnie i wtedy będziemy zaopatrywac się w następne koniki. Za wszelkie rady
i zalecenia będe wdzięczna. Jestem w końcu tylko amatorem, któremu się
poszczęœciło... Zapraszam na priv:)
Pozdrawiam
Izabela Henc
www.familyfarm.pl

Użytkownik "CICHOCKI" <cichy@supermedia.pl> napisał w wiadomoœci
news:bkrat3$cq9$1@nemesis.news.tpi.pl...
>
> Użytkownik "iza" <izabela.henc@gazeta.pl> napisał w wiadomości
> news:bkpu6m$81o$1@atlantis.news.tpi.pl...
> > Witam,
> > od przyszłego roku będę udostępniała moje konie do jazd w terenie dla
> > turystów (oraz oczywiście też padok i lonża dla chcących). Sama
jeżdźiłam
> > tylko w 3 miejscach, a nie chcę popełniać błędów wielu stadnin, ktore
> > zniechęcały klientów. Więc napiszcie mi CO WAM SIĘ NIE PODOBA, TAM GDZIE
> > JEŹDZICIE. Za wszelkie uwagi będę wdzięczna:)))
> > Iza
>
>     Witaj, Izo,
>
>     Trochę się obijałem po różnych stajniach (masz już stadninę? ile masz
> matek?) i do dzisiaj zwracam uwagę na kilka elementów:
>     Po pierwsze bezpieczeństwo - czy konie stoją w stanowiskach czy w
> boksach? Jeżeli w stanowiskach, to czy są one dostatecznie szerokie.
> Preferuję boksy - są znacznie bezpieczniejsze.
>     Po drugie - czystość: czy konie są czyste, podściółka zmieniana, jak
> wygląda korytarz i siodlarnia, czy obsługa jest przyzwoicie ubrana?
>     I po trzecie - instruktorzy. Czy są życzliwi i czy umieją odnosić się
do
> adeptów sztuki jeździeckiej? Jeżeli instruktor lub jakiś pracownik stajni
> pokazuje, że zjadł wszystkie rozumy, jest złośliwy lub wulgarny,
natychmiast
> rezygnuję z wykupywania jazd (jeździłem wiele lat bezpłatnie i okupiłem to
> sporymi wyrzeczeniami w sferze ducha).
>     Ostatnio byłem na Węgrzech na płn. zach. brzegu Balatonu. Ośrodek
> Dobogomayor. Stajnia prowadzona wzorowo. Tam się czuje, że najważniejszy
> jest jeździec.
>
>     Może tych kilka uwag Ci pomoże,
>
>     Pozdrawiam,
>
>     Dariusz Cichocki
>
>
Re: Co się Wam nie podoba w Waszej stadninie?
#1091
Author: danuta_z
Date: Wed, 24 Sep 2003 09:29
21 lines
2073 bytes
Użytkownik "iza" <izabela.henc@gazeta.pl> napisał w wiadomości
news:bkrj2i$e35$1@nemesis.news.tpi.pl...
> Witaj,
> na razie mam 2 hucułki i 1 konia wielkopolskiego. Hucułki sš z
Odrzechowej,
> więc z "papierami" i doœć młode (4-5 lat). Chcę zaŸrebić klacz, tylko
> jeszcze dyskutujemy, czy chcemy następnego hucułka, czy lepiej pokryć jš
> arabem - mam nadzieję na ciekawš mieszankę.

W stadninie, do której kiedyś jeździłam była taka klacz. Pół-hucułka,
pół-malopolska. Jeśli chodzi o charakter, to odziedziczyła najgorsze cechy
obu ras, płochliwa bardzo, a przy tym uparta jak najbardziej uparty hucuł.
Mimo to lubiliśmy ją, ponieważ miała animusz dużego konia i wytrzymałość
hucuła.
Galopować mogła do upadłego, nie była najszybsza, ale wytrzymała była
najbardziej ze wszystkich, przy tym zrywna i chętna do galopu. Jesli chodzi
o wygląd to trochę miejsza od malopolskich, ale zdecydowanie większa od
hucułów, raczej duży koń.
Pozdrawiam
Danuta Z.
Re: Co się Wam nie podoba w Waszej stadninie?
#1092
Author: iza
Date: Wed, 24 Sep 2003 09:56
33 lines
2576 bytes
No i właśnie tego dziedziczenia najgorszych cech się boję. Moja hucułka jest
tez płochliwa i bywa złośliwa (potrafi ponosic na lonży), ale jest tez
najbardziej "odpowiedzialna", pracowita, jak już ją zaprzac, no i
wyztrymala, bo zrywności do galopu to jej nie brakuje w ogóle...
Pozdrawiam
Iza

Użytkownik "danuta_z" <danuta_z@poczta.interia.pl> napisał w wiadomości
news:bkro93$907$1@nemesis.news.tpi.pl...
>
> Użytkownik "iza" <izabela.henc@gazeta.pl> napisał w wiadomo¶ci
> news:bkrj2i$e35$1@nemesis.news.tpi.pl...
> > Witaj,
> > na razie mam 2 hucułki i 1 konia wielkopolskiego. Hucułki są z
> Odrzechowej,
> > więc z "papierami" i dość młode (4-5 lat). Chcę zaźrebić klacz, tylko
> > jeszcze dyskutujemy, czy chcemy następnego hucułka, czy lepiej pokryć ją
> > arabem - mam nadzieję na ciekawą mieszankę.
>
> W stadninie, do której kiedy¶ jeĽdziłam była taka klacz. Pół-hucułka,
> pół-malopolska. Je¶li chodzi o charakter, to odziedziczyła najgorsze cechy
> obu ras, płochliwa bardzo, a przy tym uparta jak najbardziej uparty hucuł.
> Mimo to lubili¶my j±, ponieważ miała animusz dużego konia i wytrzymało¶ć
> hucuła.
> Galopować mogła do upadłego, nie była najszybsza, ale wytrzymała była
> najbardziej ze wszystkich, przy tym zrywna i chętna do galopu. Jesli
chodzi
> o wygl±d to trochę miejsza od malopolskich, ale zdecydowanie większa od
> hucułów, raczej duży koń.
> Pozdrawiam
> Danuta Z.
>
>
Re: Co się Wam nie podoba w Waszej stadninie?
#1093
Author: danuta_z
Date: Wed, 24 Sep 2003 10:09
17 lines
1831 bytes
Użytkownik "iza" <izabela.henc@gazeta.pl> napisał w wiadomości
news:bkrpqt$fc5$1@nemesis.news.tpi.pl...
> No i właœnie tego dziedziczenia najgorszych cech się boję. Moja hucułka
jest
> tez płochliwa i bywa złoœliwa (potrafi ponosic na lonży), ale jest tez
> najbardziej "odpowiedzialna", pracowita, jak już jš zaprzac, no i
> wyztrymala, bo zrywnoœci do galopu to jej nie brakuje w ogóle...
> Pozdrawiam
> Iza
>
Może odziedziczy te najlepsze cechy po rodzicach. Tamta klacz ma płochliwość
i zrywność dużego konia, za to upór i wytrzymałość hucuła. Spotkałam też
kiedyś taką mieszankę w Gładyszowie, ale byłam tam za krótko, żeby móc coś
powiedzieć.
Pozdrawiam
Danura Z.
Re: Co się Wam nie podoba w Waszej stadninie?
#1094
Author: Nimfa
Date: Wed, 24 Sep 2003 10:46
12 lines
1633 bytes
Tam gdzie kiedyś jeździłam też była, a właściwie jest nadal mieszanka, po
klaczy małopolskiej
i ogierze huculskim. Jest wyzsza niz przecietny hucul i fantastycznie
srokata po tatusiu :)
Co do charakteru to jest super konikiem, spokojna i przymilna, jej mam tez
taka jest, a tatus jak to typowy
ogier, choc czasem tez byl z niego fajny misio :)
Ogolnie rzecz biorac "mieszance" tez moga byc fajne, nigdy nie wiesz co z
tego wyjdzie, z osobistych
doswiadczen - polecam :)
pozdrawiam i powodzenia w hodowli
tez kiedys chcialabym zaczac jak finanse pozwola :)
Re: Co się Wam nie podoba w Waszej stadninie?
#1096
Author: Csirke
Date: Wed, 24 Sep 2003 12:55
36 lines
2766 bytes
Co się nie podoba? Oto kilka uwag ogólnych:

1) Brak zaangażowanych instruktorów, wymyślających ciekawe ćwiczenia, a
choćby i tylko zwracających uwagę na jeźdźców. Jeśli ktoś decyduje się na
padok pod okiem wykwalifikowanego instruktora lub lonżę, to znaczy, że chce
się UCZYĆ jeździć. Nauka nie polega zaś tylko na wykonywaniu poleceń "kłus"
czy "galop" czy "stój!".

2) Przeludnienie na padoku.

3) Jednoczesna jazda osób o diametralnie różnym stopniu zaawansowania. Męczą
i jedni, i drudzy, a zadowolenia z jazd nie ma żadnego.

4) Nierozsądna eksploatacja koni. Wiele osób zwraca na to uwagę! - jeśli koń
jest przemęczony, jazda nie sprawia przyjemności żadnej stronie, zaś jego
właściciel może być posądzony o mało ludzkie traktowanie zwierzaków. A
jeszcze jak taka opinia się rozniesie... oj...

5) gotowość osób z obsługi do pomocy bez grymasu zniechęcenia na twarzy,
wyrażającego mniej więcej opinię w stylu "I czego ten dupek ode mnie chce?
Nawet osiodłać konia, lamer jeden, nie umie!"

6) Ktos już zwrócił na to uwagę - dobry dobór koni do umiejętności jeźdźców.
I nie chodzi tu ylko o komfort jazdy tych ostatnich, ale i o zapobieżenie
popsucia zwierzęcia.

I na koniec:
7). Nie zawsze trzeba wyznawać zasadę "klient nasz pan". Jeśli instruktor
się z czymś nie zgadza (np. wyjazd w teren z początkującym, galop w terenie
zamiast spokojnego stępokłusa, etc), powinien to powiedzieć i spokojnie
wytłumaczyć, dlaczego NIE. Stanowczo i ostatecznie. Zyska szacunek (tak tak!
po jakimś czasie się do takiej stajni wraca!), a jednocześnie nie będzie
nadstawiał swojego karku.

Pozdrawiam i życzę, by interes rozwijał się jak najbardziej po myśli!
Csirke
Re: Co się Wam nie podoba w Waszej stadninie?
#1097
Author: iza
Date: Wed, 24 Sep 2003 13:03
52 lines
3232 bytes
To prawda. W tym sezonie zrobiłam próbę i przychodzili ludzie pojeŸdzić.
Muszę się przyznac, że musiałam wyrzucic paniš, która na siłe wsadzała
córeczkę na konika i to jeszcze konik miał być "ubrany" wg jej pomysłu....


Użytkownik "Csirke" <csirke@poczta.wytnij.to.onet.pl> napisał w wiadomoœci
news:bks48f$ohp$1@atlantis.news.tpi.pl...
> Co się nie podoba? Oto kilka uwag ogólnych:
>
> 1) Brak zaangażowanych instruktorów, wymyślających ciekawe ćwiczenia, a
> choćby i tylko zwracających uwagę na jeźdźców. Jeśli ktoś decyduje się na
> padok pod okiem wykwalifikowanego instruktora lub lonżę, to znaczy, że
chce
> się UCZYĆ jeździć. Nauka nie polega zaś tylko na wykonywaniu poleceń
"kłus"
> czy "galop" czy "stój!".
>
> 2) Przeludnienie na padoku.
>
> 3) Jednoczesna jazda osób o diametralnie różnym stopniu zaawansowania.
Męczą
> i jedni, i drudzy, a zadowolenia z jazd nie ma żadnego.
>
> 4) Nierozsądna eksploatacja koni. Wiele osób zwraca na to uwagę! - jeśli
koń
> jest przemęczony, jazda nie sprawia przyjemności żadnej stronie, zaś jego
> właściciel może być posądzony o mało ludzkie traktowanie zwierzaków. A
> jeszcze jak taka opinia się rozniesie... oj...
>
> 5) gotowość osób z obsługi do pomocy bez grymasu zniechęcenia na twarzy,
> wyrażającego mniej więcej opinię w stylu "I czego ten dupek ode mnie chce?
> Nawet osiodłać konia, lamer jeden, nie umie!"
>
> 6) Ktos już zwrócił na to uwagę - dobry dobór koni do umiejętności
jeźdźców.
> I nie chodzi tu ylko o komfort jazdy tych ostatnich, ale i o zapobieżenie
> popsucia zwierzęcia.
>
> I na koniec:
> 7). Nie zawsze trzeba wyznawać zasadę "klient nasz pan". Jeśli instruktor
> się z czymś nie zgadza (np. wyjazd w teren z początkującym, galop w
terenie
> zamiast spokojnego stępokłusa, etc), powinien to powiedzieć i spokojnie
> wytłumaczyć, dlaczego NIE. Stanowczo i ostatecznie. Zyska szacunek (tak
tak!
> po jakimś czasie się do takiej stajni wraca!), a jednocześnie nie będzie
> nadstawiał swojego karku.
>
> Pozdrawiam i życzę, by interes rozwijał się jak najbardziej po myśli!
> Csirke
>
>
Re: Co się Wam nie podoba w Waszej stadninie?
#1098
Author: iza
Date: Wed, 24 Sep 2003 13:11
27 lines
2458 bytes
a może regulamin? Czy widzieliście gdzieś regulamin uczestniczenia w
jazdach/nauce/użytkowaniu koni. Muszę powedzieć, że nie każdy - głównie
rodzic, sobie zdaje sprawę z tego, że koń to nie samochód, bo nie ma ABS,
EDS, ani nawet kierownicy i ręcznego. Kiedy przychodzili do mnie z ich
"świetnie jeżdżącymi dziećmi" nie mogli sie nadziwić moim tłumaczeniom, że
moje konie nie są "szkółkowe" i nie za bardzo chodzą na padoku w zastępie na
polecenie instruktora. Generalnie mnie słuchają, dużo czasu poświęciłam,
żeby je przyzwyczaić do komed ustnych. Łatwiej jest wtedy moim zdaniem w
terenie w razie wypadku typu mały galopik albo upadek zainterweniować, ale
niestety, nie wszyscy to rozumieją....
Poza tym prawnik uważa, że taki regulamin wyłączy po części chociażby moją
odpowiedzialność w razie wypadku. Koń płochliwe zwierzę jest i już, i
skoczyć sobie też przez kałużę i rów w terenie może:)) no, wiecie, o co mi
chodzi:)


Użytkownik "iza" <izabela.henc@gazeta.pl> napisał w wiadomości
news:bkpu6m$81o$1@atlantis.news.tpi.pl...
> Witam,
> od przyszłego roku będę udostępniała moje konie do jazd w terenie dla
> turystów (oraz oczywi¶cie też padok i lonża dla chc±cych). Sama jeżdĽiłam
> tylko w 3 miejscach, a nie chcę popełniać błędów wielu stadnin, ktore
> zniechęcały klientów. Więc napiszcie mi CO WAM SIĘ NIE PODOBA, TAM GDZIE
> JE¬DZICIE. Za wszelkie uwagi będę wdzięczna:)))
> Iza
>
>
Re: Co się Wam nie podoba w Waszej stadninie?
#1099
Author: Natchniuza
Date: Wed, 24 Sep 2003 17:35
13 lines
1433 bytes
Użytkownik "iza" <izabela.henc@gazeta.pl> napisał w wiadomości
news:bks562$1pc$1@atlantis.news.tpi.pl...
> a może regulamin?

U mnie w klubie jest regulamin. Dotyczy on przede wszystkim zachowania na
terenie osrodka, ale punkty dotyczace samych jazd rowniez sie w nim
znajduja. Regulamin dobra rzecz, ale i tak niewiele osob go przestrzega,
prawde mowiac ;)


--
Natchniuza
www.markus.horsesport.pl
Re: Co się Wam nie podoba w Waszej stadninie?
#1104
Author: Natchniuza
Date: Wed, 24 Sep 2003 17:55
60 lines
4687 bytes
Użytkownik "iza" <izabela.henc@gazeta.pl> napisał w wiadomości
news:bkpu6m$81o$1@atlantis.news.tpi.pl...
> CO WAM SIĘ NIE PODOBA, TAM GDZIE
> JEŹDZICIE.

Nie bede pisac o tym, co mi sie nie podoba tam, gdzie ja jezdze, bo jestem w
troche innej sytuacji, nie jezdze na koniach klubowych czy rekreacyjnych itd
... Ale tak ogolnie w roznych klubach nie podoba mi sie kilka rzeczy:
Przede wszystkim NIEKOMPETENCJA instruktorow, brak serca do wykonywanej
pracy. Efekty nieprawidlowej nauki w poczatkowym okresie jezdzenia niestety
likwiduje sie pozniej bardzo dlugo, a czasami pokonanie pewnych wpojonych
zlych nawykow jest wrecz niemozliwe. Instruktor powinien byc takze osoba
odpowiedzialna. Nie moze sie bac koni -moze to wydaje sie oczywiste, ale
czesto mialam okazje widziec instruktora PANICZNIE BOJACEGO sie (nie
wsiadzie na konia, nie wejdzie do boksu, nie wykona przy nim (przy koniu,
nie boksie ;)) podstawowych zabiegow, bo sie boi).
Jazdy nie moga ograniczac sie do nudnego klepania tylka w kolko. Do kazdego
jezdzca nalezy podchodzic w sposob indywidualny, a nie tak jak to sie czesto
widuje - jako tako jezdzaca osoba na czolo a za nia zastep kilku innych koni
pod jezdzcami, ktorzy nie maja pojecia, co tak wlasciwie powinni robic, wiec
pozwalaja koniom na bezsensowne lazenie za kolega ze stada.
Duzo lonzy na poczatku. Nie ma sensu puszczac czlowieka, ktory nie umie
jeszcze w miare poprawnie siedziec, nie umie stosowac pomocy itd. na
ujezdzalnie. Na samodzielna jazde przyjdzie czas, a ludzie, mimo iz
poczatkowo strasznie sie buntuja, w przyszlosci docenia to "jezdzenie na
smyczy".
Kolejna sprawa - bardzo wazna. KONIE musza byc zadbane, odpowiednio karmione
i dobrze traktowane. Wszystkie konie chore, kontuzjowane, obite, otarte
bezwzglednie odstawione. No i oczywiscie powinny to byc konie, ktore nadaja
sie do takiej roboty. Nie kazdy kon sie sprawdza w roli rekreanta. To musza
byc konie spokojne (ale niekoniecznie mulowate) i przede wszystkim dobrze
ujezdzone, reagujace na pomoce. Bledem jest pozostawianie tych koni tylko na
pastwe klientow, ze sie tak wyraze. Na takiego konia rekreacyjnego powinni
co jakis czas wsiadac tez ludzie, ktorzy jezdza bardzo dobrze i moga go
troche podszkolic, "ponaprawiac" wrecz po nieudolnych jazdach klientow.
Nawet kon rekreacyjny (choc niestety rzadko sie o tym pamieta) powinien od
czasu do czasu byc powyginany, porozciagany, rozluzniany itd.
Piszesz, ze masz mlode konie. Troche ich szkoda, moim zdaniem sa zbyt mlode
na rekreacje, ale to Twoja sprawa, wiec nie bede sie wtracac.
Zapomnij o zasadzie "klient nasz pan". Ktos tu napisal, ze najwazniejszy
jest klient. NIEPRAWDA! Zdecydowanie najwazniejszy jest kon. Juz lepiej
stracic klienta niz pozwolic zrobic krzywde zwierzeciu.
Jak jezdzilam na szkolkowych koniach, zawsze mnie okropnie draznil sprzet.
Ja rozumiem, ze to droga sprawa, ale siodla niekoniecznie musza byc
porozwalane, z polamana terlica. Kazdy kon powinien miec swoj wlasny
komplet - siodlo, oglowie, szczotki. Wspolny sprzet sie nie sprawdza, no i
moze powodowac roznorakie "skutki uboczne". Zadbaj tez o wedzila, najlepiej
delikatne, puste, zwykle, widzialam juz konie chodzace pod klientami np. na
pelhamie czy wielokrazku!
Atmosfera panujaca w stajni to tez wazna rzecz, ale nie popadajmy w
skrajnosci. Ja sobie akurat chwale, ze jest zakaz wstepu do stajni osobom do
tego nieupowaznionym. Dzieki temu mozna uniknac chociazby kolek - ludzie
maja rozne dziwne pomysly zwiazane z karmieniem koni.

Uff..... To by bylo tyle :) Jak mi sie cos jeszcze przypomni, to dopisze. I
tak wyszedl kosmicznie duzy post!

--
Natchniuza
www.markus.horsesport.pl
Re: Co się Wam nie podoba w Waszej stadninie?
#1105
Author: Wojciech "Spook" Sura
Date: Wed, 24 Sep 2003 19:52
185 lines
13555 bytes
Świadek iza <izabela.henc@gazeta.pl> zeznał:
> Witam,
> od przyszłego roku będę udostępniała moje konie do jazd w terenie dla
> turystów (oraz oczywiście też padok i lonża dla chcących). Sama
> jeżdźiłam tylko w 3 miejscach, a nie chcę popełniać błędów wielu
> stadnin, ktore zniechęcały klientów. Więc napiszcie mi CO WAM SIĘ NIE
> PODOBA, TAM GDZIE JEŹDZICIE. Za wszelkie uwagi będę wdzięczna:)))
> Iza

O, kurczę, nie wiesz na co się piszesz :) Twoje pytanie przypomniało mi
pewną historię, którą - w odniesieniu do Twojego pytania - można streścić w
dwóch zdaniach, ale wreszcie kiedyś ktoś ją usłyszy w całości... Także jak
ktoś ma wstręt do czytania, proszę przerwać :) Będzie dużo tekstu :)

Wycenzuruję imiona, nazwiska i nazwy - nie mam zamiaru robić anty- lub
reklamy :)

Zaczynałem jeździć w D., około 15 minut jazdy na rowerze od mojego domu.
Uczył wtedy tam niejaki L., człowiek, który robił wrażenie rubasznego,
wesołego, ale tak na prawdę, to strasznie wrzeszczał jak coś zrobiło się
źle - i to częściowo zniechęcało do jazd. Ale wytrwałem i po pewnym czasie
nastąpiło trochę zmian na lepsze - L. odszedł i w jego miejsce pojawiła się
pani A., wesoła, sympatyczna, jazdy stały się prawdziwą przyjemnością. Poza
tym w D. było kilka wesołych lasek (w nomenklaturze stadnin z mojej okolicy,
'laska' to osoba, która nieodpłatnie (zazwyczaj wzamian za jazdy) pomaga
przy koniach; ja też jestem poniekąd laską - zabawne, ale prawdziwe :) ),
fajniste koniki (zróżnicowane charaktery - do wyboru, do koloru), niezła
ujeżdżalnia - czyli, krótko mówiąc, fajna stadnina.

Jeździłem tam aż do końca roku szkolnego, a w wakacje zaczęła się prawdziwa
zabawa - o ósmej byliśmy z kumplem na obrzeżu dzielnicy, piętnaście minut
później - w stadninie, na czternastą się wracało do domu albo i nie (jak się
nie chciało :)), a rodzice widzieli nas wymęczonych około 18., kiedy
stadnina była już zamykana; zdążyliśmy tylko zjeść kolację, walnąć się na
łóżko, by następnego dnia znów wstać o 7:30, zjeść coś i siadać na rower.
Atrakcją nie były bynajmniej jazdy (a właściwie: nie tylko) - jeździłem
tylko raz tygodniowo w ramach "załatwionych" jazd ze szkoły, ale atrakcją
była sama stadnina - osoby, koniki, instruktorka, widoki (pola dookoło) -
czyli po prostu taka 'atmosfera'. Trudno to wyjaśnić, ale każdy chyba wie, o
co chodzi :) Potrafiliśmy z kumplem pomagać cały dzień np. przy obozach
jeździeckich - on metalowiec, ja też niezbyt lubiący mniejsze dzieciaki, a
jednak prowadzaliśmy koniki wśród wrzeszczącej dzieciarni po pięć godzin
dziennie tak, że rower stawał się potem narzędziem tortury a nie srodkiem
lokomocji. Nic z tego nie mieliśmy - ani zapłaty ani jazd ani nawet
satysfakcji, bo co to za satysfakcja prowadzić konika dookoła ujeżdżalni
pięć godzin, a czasem nawet jeszcze z nim pokłusować (oczywiście obok :)).
Poza tym pomagało się gdzie tylko się dało, woziliśmy wóz z sianem i słomą,
czyściliśmy koniki itp. - w ramach wolnego czasu, w roku szkolnym zostało
to, naturalnie, znacznie ograniczone.

No i, niestety, nadeszły zmiany w postaci nowych właścicieli stadniny; Z
początku nie odczuliśmy ich bardzo dotkliwie, zmieniło się na początku
niewiele - ot, zaczęli remontować stajnię i sprowadzili cztery kuce
(niestety, nie pamiętam rasy), zapowiadało się całkiem fajnie. Ale rychło
"przejrzeliśmy" właścicielkę - jej marzeniem było prowadzenie stajni
sportowej i D. zaczęło stawać się powoli właśnie taką stajnią.

Zmiany okazały się dość radykalne: po pierwsze, w stajni pojawili się, jako
instruktorzy, dawni znajomi szefowej, którzy mieli z naszą ulubioną
instruktorką sporo antagonizmów; pani A. wytrzymała chyba z miesiąc, po czym
złożyła rezygnację i odeszła. Bezcelowym krokiem szefostwa stało się później
wyrzucenie jednej z lasek, A. Historia była wręcz komiczna, bo A. kiedyś
naraziła się (o ile mi wiadomo, bezpodstawnie) jednej z nowych instruktorek,
która się na nią śmiertelnie obraziła i zaowocowało to "zwolnieniem" A.
przez szefową. Najzabawniejsze było w tym to, że właśnie A. najwięcej
pracowała, była o wiele spokojniejsza i uczynna niż reszta lasek. A jednak
wyleciała. Jedna z decyzji, których nigdy nie zrozumiem.

Dotkliwie odczułem brak naszej instruktorki tym bardziej, że nie miałem z
nią kontaktu i nie mogłem dowiedzieć się, gdzie teraz pracuje; ale ponieważ
szkoła dalej (po ciężkich bojach z szefową, która zgodziła się na niższą
cenę, ale musieliśmy płacić teraz z góry za cały miesiąc) zapewniała nam
niższą cenę za jazdy, to chodziłem tam nadal. A jazdy były już słabe - niby
galopowałem, skakałem, ale co to za galop, jak za sobą ma się dwa kółka
stępa i dwa - kłusa od początku jazdy i świadomość, że konika się jeszcze
dobrze nie rozgrzało. A instruktora trza słuchać - przecież instruktor WIE
LEPIEJ. Tereny zamieniały się (z kilkoma wyjątkami) w jazdę z góry
przewidywalną trasą z dziewczyną bez papierów instruktora jako
przewodnikiem, zmianą tempa w z góry znanych miejscach i gigantycznym
galopem na 'pardubickiej' - czyli na takiej łące, która ww nazwą ochrzczona
została z powodu zachowania koni - kiedyś klub notorycznie urządzał tu sobie
wyścigi, co odbiło się na psychice koni.

Myślałem, że to wszystko - a jednak się pomyliłem. Poszło niby o szczegóły,
a jednak zachowanie szefostwa mi się nie spodobało. Ot taka historia:
jeszcze za urzędów pani A. zabraliśmy się za robienie konikom tabliczek, tzn
infa pod boksami. Najpierw kumpel pstryknął konikom mnóstwo fotek cyfrówką,
potem ja siedziałem ze dwie godziny, aby za pomocą photoshopa i klonowania
(narzędzie) pousuwać uwiązy, zbędne cienie, ręce itp - czyli pozostały na
fotce same koniki, później ładnie się skomponowało efekty i zrobiliśmy 11
pięknych (no, przynajmniej w naszym mniemaniu - jeśli ktoś chce zobaczyć to
proszę na priv, mam je dalej) tabliczek, które wydrukowane drukarką laserową
na papierze fotograficznym (za nasze pieniądze, naturalnie) zanieśliśmy już
nowemu szefostwu - pracę skończyliśmy niestety już po owych zmianach.
Szefostwo, a ściślej szef obejrzał tabliczki powiedział, że kupują pomysł,
dał nam za nie darmową jazdę, po czym schował je do szafy, gdzie AFAIR leżą
do dziś i się kurzą. Albo powędrowały do lasek, które niewielkim nakładem
sił i środków załatwiły je sobie u szefa - koniki mają tabliczki zrobione za
(pewnie) sporą kasę w jakimś-tam zakładzie poligraficznym. Pewnego dnia
szefowa spytała mnie, czy nie mógł bym przypadkiem pożyczyć im płyty ze
zdjęciami, które zrobiliśmy konikom - odparłem, że chętnie i ja, naiwny,
pożyczyłem. Po połowie roku próśb i ciągłych 'przypominań' najpierw
dowiedziałem się, że nie ma czasu szukać tej płyty (ale jeździć na motorach,
które kupił to ma), potem, że nie wie, gdzie ta płyta jest, wreszcie okazało
się, że znalazła się w bocznej kieszeni pokrowca w którym trzymał laptopa.

Po tych wszystkich perypetiach, analizując jeszcze zachowanie szefostwa,
zacząłem odnosić wrażenie, iż dla nich konie rekreacyjne są żywymi
pochłaniaczami i produktorami pieniędzy na czterech nogach. Gdyby w umowie
nie mieli zapisanej informacji, że stadnina musi posiadać rekreację, pewnie
wysprzedaliby wszystkie konie i pozostawili tylko te pod sport (moja
subiektywna opinia! :))

Przełom nastąpił na pewnych zawodach jeździeckich - pojawiła się bowiem nań
pani A. Natychmiast wyciągnąłem od niej adres stadniny w której teraz
pracuje i niedługo potem się tam wybraliśmy. Co za różnica! Spokojnie,
cicho, od razu odniosło się wrażenie, że tu się dba o konie - lasek o wiele
więcej, ale faktycznie siedzących przy konikach i z zapałem szorujących je
szczotkami :). Od tego czasu zaczęliśmy z kumplem cały czas jeździć do L.,
gdzie ta stadnina była (ok. 30 km), poświęcając całe wolne soboty na pomoc w
tamtej stajni. Jeździliśmy tam z czystym sumieniem - mieliśmy jazdy "za
darmo", ale robiliśmy przy konikach cokolwiek pani A. nas poprosiła - nawet
zdarzyło mi się kilka razy prowadzić lążę różnym jeźdźcom (nie mówcie nikomu
;)).Wracaliśmy do domu umęczeni, ale szczęśliwi - mi potrafiło wystarczyć
wywalanie gnoju z boksów, żebym poczuł, że jednak coś dla koników robię, i
że ta praca nie pójdzie na marne. Teraz, gdy siedzę przy kompie jestem
właśnie po takim dniu w stadninie i humor dopisuje mi jak nigdy :).

No i taka historyjka. Jak chcecie, skomentujcie :) Ja jeszcze ustosunkuję
się do Waszych zdań:

*) "Wejście wzbronione" - otóż w L., gdzie teraz chodzę, problem ten jest
rozwiązany w ciekawy sposób, choć jestem świadom, że nie wszędzie tak się da
zrobić. Otóż do głównej stajni, gdzie koniki jedzą, śpią itp., "na dole",
wstęp mają tylko "upoważnieni" - czyli instruktorka oraz laski i ew.
jeźdźcy. Dzień wygląda natomiast tak, że po wyczyszczeniu i przygotowaniu
koników bierzemy je "do góry", do zadaszonej, ale otwartej stajni, gdzie
stoją większość dnia czekając na klientów i tam może praktycznie podejść do
nich każdy, ale zawsze jest przy tym instruktorka i owe macanie koników
"nadzoruje". Poza tym z brzegu zazwyczaj stoi kucuś, którego macają dzieci i
nikomu nie chce się głaskać koni stojących dalej.
*) "Klient nasz pan" - bzdura, przynajmniej w sprawie stadniny. Miałem
kiedyś wątpliwą przyjemność prowadzić jazdę dość "ciężkiej" dziewczynce, tak
na oko 11, 12, która chciała kłusować, jak konik zakłusował to krzyczała, że
stop, że ona się boi, a jak szedł stępa, to szarpała za wodze krzycząc "wio!
wio!". Nie jestem instruktorem, i nie wiedziałem, co się robi w takim
wypadku (teraz wiem - trzeba po prostu zawiązać wodze pod szyją konika i
jest spokój ;)), a dziecko doprowadzało mnie do szału stwierdzeniami, żebym
nie robił konikowi krzywdy batem, poprzedzone wspomnianym szarpaniem za
wodze. Konie cierpią po takiej jeździe zdecydowanie bardziej, niż ucierpi
stadnina na jednym niezadowolonym lub nieobsłużonym kliencie.
*) Atmosfera - to wg mnie podstawa. Może być w stadninie to "coś" co
przyciąga do siebie osoby i może być też takie "coś", co równie mocno
odpycha. Ważny jest instruktor - nie może zrażać (zdarzyło mi się trafić na
obozie jeździeckim na ludzi, którzy tak strasznie na nas wrzeszczeli za
jakiekolwiek uchybienie, że się odechciewało wogóle jeździć), musi tłumaczyć
zrozumiale i słuchać jeźdźca - bo to musi być pewnego rodzaju współpraca
trzech "osób" - instruktora, jeźdźca i konika, a nie walka na zasadzie
instruktor każe, jeździec każe a konik się broni. To znów moje osobiste
zdanie ;)
*) Warunki - są ważne, ale dla koników. Gdy w D. było jeszcze stare
kierownictwo, boksy były zrobione średnio - jak się konik wnerwił i
przyłożył z kopa, to potrafiła czasem belka ze ściany boksu wyfrunąć. Gdy
warunki są dobre, boksy czyste, jasne, stajnia zamieciona - konie czują się
dobrze - i klient spojrzy na to przychylnym okiem
*) Podział "zaawansowani - nowi" - NIGDY! Właśnie obserwuję to teraz w D. -
wpadłem kiedyś popatrzeć na koniki, wchodzę do stajni, a tam towarzystwo
wzajemnej adoracji. Olałem, poszedłem na padok - akurat jeden z kucusiów
przecisnął się pod pastuchem i zaczął skubać trawę. Wróciłem więc i
zapytałem "instruktorkę", czy ten pastuch działa. "Aha, ja wiem, jeden koń
wychodzi". I zero jakiejkolwiek reakcji, wrócili do rozmowy. Nie wiem, jak
kto inny, ale ja, który chodziłem tam prawie półtora roku, poczułem się
strasznie obco i wróciłem do domu.

No i na koniec pytanie: strasznie Was zamęczyłem? :) Ale już nie mogłem
wytrzymać, ktoś musiał usłyszeć... (lub: przeczytać)

Pozdrawiam serdecznie -- Spook.

--
! ._______. Warning: Lucida Console sig!    //)    !
! || spk ||     www.spooksoft.prv.pl       / _ """*!
! ||_____||  spoko_ws  at poczta.onet.pl  / '  |   !
! |  ___  |   tlen: spoko_ws gg:1290136  /. __/"\  !
! |_|[]_|_|  May the SOURCE be with you! \/)     \ !
Re: Co się Wam nie podoba w Waszej stadninie?
#1100
Author: iza
Date: Thu, 25 Sep 2003 07:02
21 lines
1880 bytes
czy jestes w stanie "wyciagnąć" ten regulamin dla mnie? ja wierzę, że nikt
za bardzo go nie przestrzega, ale jak mi sie zwali z konia jakiś
nieodpowiedzialny misio i zrobi sprawę o odszkodowanie, to będzie łatwiej...

Użytkownik "Natchniuza" <natchniuza@NO_SPAMpoczta.onet.pl> napisał w
wiadomości news:bkskdv$3h1$1@atlantis.news.tpi.pl...
> Użytkownik "iza" <izabela.henc@gazeta.pl> napisał w wiadomo¶ci
> news:bks562$1pc$1@atlantis.news.tpi.pl...
> > a może regulamin?
>
> U mnie w klubie jest regulamin. Dotyczy on przede wszystkim zachowania na
> terenie osrodka, ale punkty dotyczace samych jazd rowniez sie w nim
> znajduja. Regulamin dobra rzecz, ale i tak niewiele osob go przestrzega,
> prawde mowiac ;)
>
>
> --
> Natchniuza
> www.markus.horsesport.pl
>
>
Re: Co się Wam nie podoba w Waszej stadninie?
#1106
Author: iza
Date: Thu, 25 Sep 2003 07:03
235 lines
14240 bytes
wszystko rozumiem:)) u mnie nigdy nie będzie wiele "lasek", bo mam stajenkę
w lesie i tu ptaki zawracają... za daleko do wszytskiego:)
pozdrof

Użytkownik "Wojciech "Spook" Sura" <Spook@no-spam.op.pl> napisał w
wiadomości news:bkssto$pan$1@nemesis.news.tpi.pl...
> Świadek iza <izabela.henc@gazeta.pl> zeznał:
> > Witam,
> > od przyszłego roku będę udostępniała moje konie do jazd w terenie dla
> > turystów (oraz oczywiście też padok i lonża dla chcących). Sama
> > jeżdźiłam tylko w 3 miejscach, a nie chcę popełniać błędów wielu
> > stadnin, ktore zniechęcały klientów. Więc napiszcie mi CO WAM SIĘ NIE
> > PODOBA, TAM GDZIE JEŹDZICIE. Za wszelkie uwagi będę wdzięczna:)))
> > Iza
>
> O, kurczę, nie wiesz na co się piszesz :) Twoje pytanie przypomniało mi
> pewną historię, którą - w odniesieniu do Twojego pytania - można streścić
w
> dwóch zdaniach, ale wreszcie kiedyś ktoś ją usłyszy w całości... Także jak
> ktoś ma wstręt do czytania, proszę przerwać :) Będzie dużo tekstu :)
>
> Wycenzuruję imiona, nazwiska i nazwy - nie mam zamiaru robić anty- lub
> reklamy :)
>
> Zaczynałem jeździć w D., około 15 minut jazdy na rowerze od mojego domu.
> Uczył wtedy tam niejaki L., człowiek, który robił wrażenie rubasznego,
> wesołego, ale tak na prawdę, to strasznie wrzeszczał jak coś zrobiło się
> źle - i to częściowo zniechęcało do jazd. Ale wytrwałem i po pewnym czasie
> nastąpiło trochę zmian na lepsze - L. odszedł i w jego miejsce pojawiła
się
> pani A., wesoła, sympatyczna, jazdy stały się prawdziwą przyjemnością.
Poza
> tym w D. było kilka wesołych lasek (w nomenklaturze stadnin z mojej
okolicy,
> 'laska' to osoba, która nieodpłatnie (zazwyczaj wzamian za jazdy) pomaga
> przy koniach; ja też jestem poniekąd laską - zabawne, ale prawdziwe :) ),
> fajniste koniki (zróżnicowane charaktery - do wyboru, do koloru), niezła
> ujeżdżalnia - czyli, krótko mówiąc, fajna stadnina.
>
> Jeździłem tam aż do końca roku szkolnego, a w wakacje zaczęła się
prawdziwa
> zabawa - o ósmej byliśmy z kumplem na obrzeżu dzielnicy, piętnaście minut
> później - w stadninie, na czternastą się wracało do domu albo i nie (jak
się
> nie chciało :)), a rodzice widzieli nas wymęczonych około 18., kiedy
> stadnina była już zamykana; zdążyliśmy tylko zjeść kolację, walnąć się na
> łóżko, by następnego dnia znów wstać o 7:30, zjeść coś i siadać na rower.
> Atrakcją nie były bynajmniej jazdy (a właściwie: nie tylko) - jeździłem
> tylko raz tygodniowo w ramach "załatwionych" jazd ze szkoły, ale atrakcją
> była sama stadnina - osoby, koniki, instruktorka, widoki (pola dookoło) -
> czyli po prostu taka 'atmosfera'. Trudno to wyjaśnić, ale każdy chyba wie,
o
> co chodzi :) Potrafiliśmy z kumplem pomagać cały dzień np. przy obozach
> jeździeckich - on metalowiec, ja też niezbyt lubiący mniejsze dzieciaki, a
> jednak prowadzaliśmy koniki wśród wrzeszczącej dzieciarni po pięć godzin
> dziennie tak, że rower stawał się potem narzędziem tortury a nie srodkiem
> lokomocji. Nic z tego nie mieliśmy - ani zapłaty ani jazd ani nawet
> satysfakcji, bo co to za satysfakcja prowadzić konika dookoła ujeżdżalni
> pięć godzin, a czasem nawet jeszcze z nim pokłusować (oczywiście obok :)).
> Poza tym pomagało się gdzie tylko się dało, woziliśmy wóz z sianem i
słomą,
> czyściliśmy koniki itp. - w ramach wolnego czasu, w roku szkolnym zostało
> to, naturalnie, znacznie ograniczone.
>
> No i, niestety, nadeszły zmiany w postaci nowych właścicieli stadniny; Z
> początku nie odczuliśmy ich bardzo dotkliwie, zmieniło się na początku
> niewiele - ot, zaczęli remontować stajnię i sprowadzili cztery kuce
> (niestety, nie pamiętam rasy), zapowiadało się całkiem fajnie. Ale rychło
> "przejrzeliśmy" właścicielkę - jej marzeniem było prowadzenie stajni
> sportowej i D. zaczęło stawać się powoli właśnie taką stajnią.
>
> Zmiany okazały się dość radykalne: po pierwsze, w stajni pojawili się,
jako
> instruktorzy, dawni znajomi szefowej, którzy mieli z naszą ulubioną
> instruktorką sporo antagonizmów; pani A. wytrzymała chyba z miesiąc, po
czym
> złożyła rezygnację i odeszła. Bezcelowym krokiem szefostwa stało się
później
> wyrzucenie jednej z lasek, A. Historia była wręcz komiczna, bo A. kiedyś
> naraziła się (o ile mi wiadomo, bezpodstawnie) jednej z nowych
instruktorek,
> która się na nią śmiertelnie obraziła i zaowocowało to "zwolnieniem" A.
> przez szefową. Najzabawniejsze było w tym to, że właśnie A. najwięcej
> pracowała, była o wiele spokojniejsza i uczynna niż reszta lasek. A jednak
> wyleciała. Jedna z decyzji, których nigdy nie zrozumiem.
>
> Dotkliwie odczułem brak naszej instruktorki tym bardziej, że nie miałem z
> nią kontaktu i nie mogłem dowiedzieć się, gdzie teraz pracuje; ale
ponieważ
> szkoła dalej (po ciężkich bojach z szefową, która zgodziła się na niższą
> cenę, ale musieliśmy płacić teraz z góry za cały miesiąc) zapewniała nam
> niższą cenę za jazdy, to chodziłem tam nadal. A jazdy były już słabe -
niby
> galopowałem, skakałem, ale co to za galop, jak za sobą ma się dwa kółka
> stępa i dwa - kłusa od początku jazdy i świadomość, że konika się jeszcze
> dobrze nie rozgrzało. A instruktora trza słuchać - przecież instruktor WIE
> LEPIEJ. Tereny zamieniały się (z kilkoma wyjątkami) w jazdę z góry
> przewidywalną trasą z dziewczyną bez papierów instruktora jako
> przewodnikiem, zmianą tempa w z góry znanych miejscach i gigantycznym
> galopem na 'pardubickiej' - czyli na takiej łące, która ww nazwą
ochrzczona
> została z powodu zachowania koni - kiedyś klub notorycznie urządzał tu
sobie
> wyścigi, co odbiło się na psychice koni.
>
> Myślałem, że to wszystko - a jednak się pomyliłem. Poszło niby o
szczegóły,
> a jednak zachowanie szefostwa mi się nie spodobało. Ot taka historia:
> jeszcze za urzędów pani A. zabraliśmy się za robienie konikom tabliczek,
tzn
> infa pod boksami. Najpierw kumpel pstryknął konikom mnóstwo fotek
cyfrówką,
> potem ja siedziałem ze dwie godziny, aby za pomocą photoshopa i klonowania
> (narzędzie) pousuwać uwiązy, zbędne cienie, ręce itp - czyli pozostały na
> fotce same koniki, później ładnie się skomponowało efekty i zrobiliśmy 11
> pięknych (no, przynajmniej w naszym mniemaniu - jeśli ktoś chce zobaczyć
to
> proszę na priv, mam je dalej) tabliczek, które wydrukowane drukarką
laserową
> na papierze fotograficznym (za nasze pieniądze, naturalnie) zanieśliśmy
już
> nowemu szefostwu - pracę skończyliśmy niestety już po owych zmianach.
> Szefostwo, a ściślej szef obejrzał tabliczki powiedział, że kupują pomysł,
> dał nam za nie darmową jazdę, po czym schował je do szafy, gdzie AFAIR
leżą
> do dziś i się kurzą. Albo powędrowały do lasek, które niewielkim nakładem
> sił i środków załatwiły je sobie u szefa - koniki mają tabliczki zrobione
za
> (pewnie) sporą kasę w jakimś-tam zakładzie poligraficznym. Pewnego dnia
> szefowa spytała mnie, czy nie mógł bym przypadkiem pożyczyć im płyty ze
> zdjęciami, które zrobiliśmy konikom - odparłem, że chętnie i ja, naiwny,
> pożyczyłem. Po połowie roku próśb i ciągłych 'przypominań' najpierw
> dowiedziałem się, że nie ma czasu szukać tej płyty (ale jeździć na
motorach,
> które kupił to ma), potem, że nie wie, gdzie ta płyta jest, wreszcie
okazało
> się, że znalazła się w bocznej kieszeni pokrowca w którym trzymał laptopa.
>
> Po tych wszystkich perypetiach, analizując jeszcze zachowanie szefostwa,
> zacząłem odnosić wrażenie, iż dla nich konie rekreacyjne są żywymi
> pochłaniaczami i produktorami pieniędzy na czterech nogach. Gdyby w umowie
> nie mieli zapisanej informacji, że stadnina musi posiadać rekreację,
pewnie
> wysprzedaliby wszystkie konie i pozostawili tylko te pod sport (moja
> subiektywna opinia! :))
>
> Przełom nastąpił na pewnych zawodach jeździeckich - pojawiła się bowiem
nań
> pani A. Natychmiast wyciągnąłem od niej adres stadniny w której teraz
> pracuje i niedługo potem się tam wybraliśmy. Co za różnica! Spokojnie,
> cicho, od razu odniosło się wrażenie, że tu się dba o konie - lasek o
wiele
> więcej, ale faktycznie siedzących przy konikach i z zapałem szorujących je
> szczotkami :). Od tego czasu zaczęliśmy z kumplem cały czas jeździć do L.,
> gdzie ta stadnina była (ok. 30 km), poświęcając całe wolne soboty na pomoc
w
> tamtej stajni. Jeździliśmy tam z czystym sumieniem - mieliśmy jazdy "za
> darmo", ale robiliśmy przy konikach cokolwiek pani A. nas poprosiła -
nawet
> zdarzyło mi się kilka razy prowadzić lążę różnym jeźdźcom (nie mówcie
nikomu
> ;)).Wracaliśmy do domu umęczeni, ale szczęśliwi - mi potrafiło wystarczyć
> wywalanie gnoju z boksów, żebym poczuł, że jednak coś dla koników robię, i
> że ta praca nie pójdzie na marne. Teraz, gdy siedzę przy kompie jestem
> właśnie po takim dniu w stadninie i humor dopisuje mi jak nigdy :).
>
> No i taka historyjka. Jak chcecie, skomentujcie :) Ja jeszcze ustosunkuję
> się do Waszych zdań:
>
> *) "Wejście wzbronione" - otóż w L., gdzie teraz chodzę, problem ten jest
> rozwiązany w ciekawy sposób, choć jestem świadom, że nie wszędzie tak się
da
> zrobić. Otóż do głównej stajni, gdzie koniki jedzą, śpią itp., "na dole",
> wstęp mają tylko "upoważnieni" - czyli instruktorka oraz laski i ew.
> jeźdźcy. Dzień wygląda natomiast tak, że po wyczyszczeniu i przygotowaniu
> koników bierzemy je "do góry", do zadaszonej, ale otwartej stajni, gdzie
> stoją większość dnia czekając na klientów i tam może praktycznie podejść
do
> nich każdy, ale zawsze jest przy tym instruktorka i owe macanie koników
> "nadzoruje". Poza tym z brzegu zazwyczaj stoi kucuś, którego macają dzieci
i
> nikomu nie chce się głaskać koni stojących dalej.
> *) "Klient nasz pan" - bzdura, przynajmniej w sprawie stadniny. Miałem
> kiedyś wątpliwą przyjemność prowadzić jazdę dość "ciężkiej" dziewczynce,
tak
> na oko 11, 12, która chciała kłusować, jak konik zakłusował to krzyczała,
że
> stop, że ona się boi, a jak szedł stępa, to szarpała za wodze krzycząc
"wio!
> wio!". Nie jestem instruktorem, i nie wiedziałem, co się robi w takim
> wypadku (teraz wiem - trzeba po prostu zawiązać wodze pod szyją konika i
> jest spokój ;)), a dziecko doprowadzało mnie do szału stwierdzeniami,
żebym
> nie robił konikowi krzywdy batem, poprzedzone wspomnianym szarpaniem za
> wodze. Konie cierpią po takiej jeździe zdecydowanie bardziej, niż ucierpi
> stadnina na jednym niezadowolonym lub nieobsłużonym kliencie.
> *) Atmosfera - to wg mnie podstawa. Może być w stadninie to "coś" co
> przyciąga do siebie osoby i może być też takie "coś", co równie mocno
> odpycha. Ważny jest instruktor - nie może zrażać (zdarzyło mi się trafić
na
> obozie jeździeckim na ludzi, którzy tak strasznie na nas wrzeszczeli za
> jakiekolwiek uchybienie, że się odechciewało wogóle jeździć), musi
tłumaczyć
> zrozumiale i słuchać jeźdźca - bo to musi być pewnego rodzaju współpraca
> trzech "osób" - instruktora, jeźdźca i konika, a nie walka na zasadzie
> instruktor każe, jeździec każe a konik się broni. To znów moje osobiste
> zdanie ;)
> *) Warunki - są ważne, ale dla koników. Gdy w D. było jeszcze stare
> kierownictwo, boksy były zrobione średnio - jak się konik wnerwił i
> przyłożył z kopa, to potrafiła czasem belka ze ściany boksu wyfrunąć. Gdy
> warunki są dobre, boksy czyste, jasne, stajnia zamieciona - konie czują
się
> dobrze - i klient spojrzy na to przychylnym okiem
> *) Podział "zaawansowani - nowi" - NIGDY! Właśnie obserwuję to teraz w
D. -
> wpadłem kiedyś popatrzeć na koniki, wchodzę do stajni, a tam towarzystwo
> wzajemnej adoracji. Olałem, poszedłem na padok - akurat jeden z kucusiów
> przecisnął się pod pastuchem i zaczął skubać trawę. Wróciłem więc i
> zapytałem "instruktorkę", czy ten pastuch działa. "Aha, ja wiem, jeden koń
> wychodzi". I zero jakiejkolwiek reakcji, wrócili do rozmowy. Nie wiem, jak
> kto inny, ale ja, który chodziłem tam prawie półtora roku, poczułem się
> strasznie obco i wróciłem do domu.
>
> No i na koniec pytanie: strasznie Was zamęczyłem? :) Ale już nie mogłem
> wytrzymać, ktoś musiał usłyszeć... (lub: przeczytać)
>
> Pozdrawiam serdecznie -- Spook.
>
> --
> ! ._______. Warning: Lucida Console sig!    //)    !
> ! || spk ||     www.spooksoft.prv.pl       / _ """*!
> ! ||_____||  spoko_ws  at poczta.onet.pl  / '  |   !
> ! |  ___  |   tlen: spoko_ws gg:1290136  /. __/"\  !
> ! |_|[]_|_|  May the SOURCE be with you! \/)     \ !
>
Re: Co się Wam nie podoba w Waszej stadninie?
#1101
Author: Natchniuza
Date: Thu, 25 Sep 2003 07:29
18 lines
1894 bytes
Użytkownik "iza" <izabela.henc@gazeta.pl> napisał w wiadomo¶ci
news:bku3v1$2uh$1@atlantis.news.tpi.pl...
> czy jestes w stanie "wyciagnąć" ten regulamin dla mnie?

Popytam w biurze, powinni mi dac ;)
Ale ostrzegam, tam glownie sa punkty typu(niedokladnie tak, pisze z
pamieci): "Zakaz prowadzenia dzialanosci zarobkowej na terenie osrodka bez
zgody wlasciciela" lub "Maksymalna dopuszczalna predkosc (samochodu
oczywiscie) wynosi 5km/h i kierowca jest zobowiazany bezwzglednie zawsze
ustapic pierwszenstwa koniom". Takie zwiazane scisle z jazda sa punkty
dotyczace obowiazkowej jazdy w toczku, zakazu jazdy bez instruktora oraz
zakazu samodzielnych wyjazdow w teren. Wiecej nie pamietam, ale postaram sie
dostac ten regulamin. Cierpliwosci ;)


--
Natchniuza
www.markus.horsesport.pl
Re: Co się Wam nie podoba w Waszej stadninie?
#1102
Author: Tomator
Date: Thu, 25 Sep 2003 07:31
48 lines
3399 bytes
Użytkownik "iza" <izabela.henc@gazeta.pl> napisał w wiadomości
news:bks562$1pc$1@atlantis.news.tpi.pl...
> Kiedy przychodzili do mnie z ich
> "œwietnie jeżdżšcymi dziećmi" nie mogli sie nadziwić moim tłumaczeniom, że
> moje konie nie sš "szkółkowe" i nie za bardzo chodzš na padoku w zastępie
na
> polecenie instruktora.

Na padoku konie chodzą jak chcą. Padok to inaczej wybieg.
Masz pewnie na myśli ujeżdżalnię, inaczej maneż.

> Łatwiej jest wtedy moim zdaniem w
> terenie w razie wypadku typu mały galopik albo upadek zainterweniować, ale
> niestety, nie wszyscy to rozumiejš....

"Zaaranżować"? Że nie zrozumieją to pikuś. Gorzej jak nie przeżyją.
Niestety, "z bożej łaski" instruktorzy produkują "z bożej łaski" jeźdźców,
którzy potem mówią, że dobrze jeżdżą. Nie ma innej rady jak tłumaczyć i
uczyć od nowa, niestety. Ciężka praca, czasem niewdzięczna. Ale naj się ma
własne konie i własny ośrodek, to można. Gorzej jak człowiek się stara i
angażuje na ujeżdżalni, a szef do przowadzenia nauki na lonży zatrudnia
kolesia, który pojęcie o tym ma takie, jak kura o osiemnastowiecznej
literaturze japońskiej. Wrrr... Dlatego już tam nie uczę.

> Poza tym prawnik uważa, że taki regulamin wyłšczy po częœci chociażby mojš
> odpowiedzialnoœć w razie wypadku. Koń płochliwe zwierzę jest i już, i
> skoczyć sobie też przez kałużę i rów w terenie może:)) no, wiecie, o co mi
> chodzi:)

A pewnie :)

"REGULAMIN
Koń dostarczany jest jako taki (as-is). Otwarcie boksu oznacza akceptację
regulaminu (licencji) i zbowiązanie sie do jego przestrzegania (oczywiście
regulamin umieszczamy na wewnętrznej stronie drzwi).
Producent/właściciel konia nie ponosi odpowiedzialności za szkody wyrządzone
koniowi, przez konia, pośrednio lub bezpośrednio, jeźdźcowi lub jakimkolwiek
innym osobom które znalazły się na koniu, nad lub pod koniem, a takze przed,
za lub okok,  w zasięgu rażenia lub poza nim (a przynajmniej tak im się
wydawało) oraz roślinom, zwierzętom domowym, stajennym i dziko żyjącym,
pojazdom, sprzętom i urządzeniom.
Zjedzenie, zniszczenie, zabrudznienie oraz inne całkowite lub częściowe
zmniejszenie czytelności regulaminu przez konia, lub inne osoby nie powoduje
utraty jego mocy."

:oD

Zapytaj prawnika, pewnie dopisze jeszcze ze dwie strony w tym stylu.
Re: Co się Wam nie podoba w Waszej stadninie?
#1103
Author: iza
Date: Thu, 25 Sep 2003 08:02
63 lines
3692 bytes
rewelacja:))

Użytkownik "Tomator" <tomator@poczta.onet.pl> napisał w wiadomoœci
news:bku5kg$36e$1@news.onet.pl...
> Użytkownik "iza" <izabela.henc@gazeta.pl> napisał w wiadomości
> news:bks562$1pc$1@atlantis.news.tpi.pl...
> > Kiedy przychodzili do mnie z ich
> > "œwietnie jeżdżšcymi dziećmi" nie mogli sie nadziwić moim tłumaczeniom,
że
> > moje konie nie sš "szkółkowe" i nie za bardzo chodzš na padoku w
zastępie
> na
> > polecenie instruktora.
>
> Na padoku konie chodzą jak chcą. Padok to inaczej wybieg.
> Masz pewnie na myśli ujeżdżalnię, inaczej maneż.
>
> > Łatwiej jest wtedy moim zdaniem w
> > terenie w razie wypadku typu mały galopik albo upadek zainterweniować,
ale
> > niestety, nie wszyscy to rozumiejš....
>
> "Zaaranżować"? Że nie zrozumieją to pikuś. Gorzej jak nie przeżyją.
> Niestety, "z bożej łaski" instruktorzy produkują "z bożej łaski" jeźdźców,
> którzy potem mówią, że dobrze jeżdżą. Nie ma innej rady jak tłumaczyć i
> uczyć od nowa, niestety. Ciężka praca, czasem niewdzięczna. Ale naj się ma
> własne konie i własny ośrodek, to można. Gorzej jak człowiek się stara i
> angażuje na ujeżdżalni, a szef do przowadzenia nauki na lonży zatrudnia
> kolesia, który pojęcie o tym ma takie, jak kura o osiemnastowiecznej
> literaturze japońskiej. Wrrr... Dlatego już tam nie uczę.
>
> > Poza tym prawnik uważa, że taki regulamin wyłšczy po częœci chociażby
mojš
> > odpowiedzialnoœć w razie wypadku. Koń płochliwe zwierzę jest i już, i
> > skoczyć sobie też przez kałużę i rów w terenie może:)) no, wiecie, o co
mi
> > chodzi:)
>
> A pewnie :)
>
> "REGULAMIN
> Koń dostarczany jest jako taki (as-is). Otwarcie boksu oznacza akceptację
> regulaminu (licencji) i zbowiązanie sie do jego przestrzegania (oczywiście
> regulamin umieszczamy na wewnętrznej stronie drzwi).
> Producent/właściciel konia nie ponosi odpowiedzialności za szkody
wyrządzone
> koniowi, przez konia, pośrednio lub bezpośrednio, jeźdźcowi lub
jakimkolwiek
> innym osobom które znalazły się na koniu, nad lub pod koniem, a takze
przed,
> za lub okok,  w zasięgu rażenia lub poza nim (a przynajmniej tak im się
> wydawało) oraz roślinom, zwierzętom domowym, stajennym i dziko żyjącym,
> pojazdom, sprzętom i urządzeniom.
> Zjedzenie, zniszczenie, zabrudznienie oraz inne całkowite lub częściowe
> zmniejszenie czytelności regulaminu przez konia, lub inne osoby nie
powoduje
> utraty jego mocy."
>
> :oD
>
> Zapytaj prawnika, pewnie dopisze jeszcze ze dwie strony w tym stylu.
>
>
Re: Co się Wam nie podoba w Waszej stadninie?
#1107
Author: Iza Wójcik
Date: Thu, 25 Sep 2003 18:03
11 lines
1353 bytes
> wszystko rozumiem:)) u mnie nigdy nie będzie wiele "lasek", bo mam
stajenkę
> w lesie i tu ptaki zawracają... za daleko do wszytskiego:)
> pozdrof

Iza, blagam tnij cytaty.
Zupelnie niepotrzebnie Twoj post skladajacy sie z jednego zdania zajmuje
13KB!!!

Iza Wójcik
Thread Navigation

This is a paginated view of messages in the thread with full content displayed inline.

Messages are displayed in chronological order, with the original post highlighted in green.

Use pagination controls to navigate through all messages in large threads.

Back to All Threads