🚀 go-pugleaf

RetroBBS NetNews Server

Inspired by RockSolid Light RIP Retro Guy

Article View: alt.pl.konie
Article #1106

Re: Co się Wam nie podoba w Waszej stadninie?

#1106
From: iza
Date: Thu, 25 Sep 2003 07:03
235 lines
14240 bytes
wszystko rozumiem:)) u mnie nigdy nie będzie wiele "lasek", bo mam stajenkę
w lesie i tu ptaki zawracają... za daleko do wszytskiego:)
pozdrof

Użytkownik "Wojciech "Spook" Sura" <Spook@no-spam.op.pl> napisał w
wiadomości news:bkssto$pan$1@nemesis.news.tpi.pl...
> Świadek iza <izabela.henc@gazeta.pl> zeznał:
> > Witam,
> > od przyszłego roku będę udostępniała moje konie do jazd w terenie dla
> > turystów (oraz oczywiście też padok i lonża dla chcących). Sama
> > jeżdźiłam tylko w 3 miejscach, a nie chcę popełniać błędów wielu
> > stadnin, ktore zniechęcały klientów. Więc napiszcie mi CO WAM SIĘ NIE
> > PODOBA, TAM GDZIE JEŹDZICIE. Za wszelkie uwagi będę wdzięczna:)))
> > Iza
>
> O, kurczę, nie wiesz na co się piszesz :) Twoje pytanie przypomniało mi
> pewną historię, którą - w odniesieniu do Twojego pytania - można streścić
w
> dwóch zdaniach, ale wreszcie kiedyś ktoś ją usłyszy w całości... Także jak
> ktoś ma wstręt do czytania, proszę przerwać :) Będzie dużo tekstu :)
>
> Wycenzuruję imiona, nazwiska i nazwy - nie mam zamiaru robić anty- lub
> reklamy :)
>
> Zaczynałem jeździć w D., około 15 minut jazdy na rowerze od mojego domu.
> Uczył wtedy tam niejaki L., człowiek, który robił wrażenie rubasznego,
> wesołego, ale tak na prawdę, to strasznie wrzeszczał jak coś zrobiło się
> źle - i to częściowo zniechęcało do jazd. Ale wytrwałem i po pewnym czasie
> nastąpiło trochę zmian na lepsze - L. odszedł i w jego miejsce pojawiła
się
> pani A., wesoła, sympatyczna, jazdy stały się prawdziwą przyjemnością.
Poza
> tym w D. było kilka wesołych lasek (w nomenklaturze stadnin z mojej
okolicy,
> 'laska' to osoba, która nieodpłatnie (zazwyczaj wzamian za jazdy) pomaga
> przy koniach; ja też jestem poniekąd laską - zabawne, ale prawdziwe :) ),
> fajniste koniki (zróżnicowane charaktery - do wyboru, do koloru), niezła
> ujeżdżalnia - czyli, krótko mówiąc, fajna stadnina.
>
> Jeździłem tam aż do końca roku szkolnego, a w wakacje zaczęła się
prawdziwa
> zabawa - o ósmej byliśmy z kumplem na obrzeżu dzielnicy, piętnaście minut
> później - w stadninie, na czternastą się wracało do domu albo i nie (jak
się
> nie chciało :)), a rodzice widzieli nas wymęczonych około 18., kiedy
> stadnina była już zamykana; zdążyliśmy tylko zjeść kolację, walnąć się na
> łóżko, by następnego dnia znów wstać o 7:30, zjeść coś i siadać na rower.
> Atrakcją nie były bynajmniej jazdy (a właściwie: nie tylko) - jeździłem
> tylko raz tygodniowo w ramach "załatwionych" jazd ze szkoły, ale atrakcją
> była sama stadnina - osoby, koniki, instruktorka, widoki (pola dookoło) -
> czyli po prostu taka 'atmosfera'. Trudno to wyjaśnić, ale każdy chyba wie,
o
> co chodzi :) Potrafiliśmy z kumplem pomagać cały dzień np. przy obozach
> jeździeckich - on metalowiec, ja też niezbyt lubiący mniejsze dzieciaki, a
> jednak prowadzaliśmy koniki wśród wrzeszczącej dzieciarni po pięć godzin
> dziennie tak, że rower stawał się potem narzędziem tortury a nie srodkiem
> lokomocji. Nic z tego nie mieliśmy - ani zapłaty ani jazd ani nawet
> satysfakcji, bo co to za satysfakcja prowadzić konika dookoła ujeżdżalni
> pięć godzin, a czasem nawet jeszcze z nim pokłusować (oczywiście obok :)).
> Poza tym pomagało się gdzie tylko się dało, woziliśmy wóz z sianem i
słomą,
> czyściliśmy koniki itp. - w ramach wolnego czasu, w roku szkolnym zostało
> to, naturalnie, znacznie ograniczone.
>
> No i, niestety, nadeszły zmiany w postaci nowych właścicieli stadniny; Z
> początku nie odczuliśmy ich bardzo dotkliwie, zmieniło się na początku
> niewiele - ot, zaczęli remontować stajnię i sprowadzili cztery kuce
> (niestety, nie pamiętam rasy), zapowiadało się całkiem fajnie. Ale rychło
> "przejrzeliśmy" właścicielkę - jej marzeniem było prowadzenie stajni
> sportowej i D. zaczęło stawać się powoli właśnie taką stajnią.
>
> Zmiany okazały się dość radykalne: po pierwsze, w stajni pojawili się,
jako
> instruktorzy, dawni znajomi szefowej, którzy mieli z naszą ulubioną
> instruktorką sporo antagonizmów; pani A. wytrzymała chyba z miesiąc, po
czym
> złożyła rezygnację i odeszła. Bezcelowym krokiem szefostwa stało się
później
> wyrzucenie jednej z lasek, A. Historia była wręcz komiczna, bo A. kiedyś
> naraziła się (o ile mi wiadomo, bezpodstawnie) jednej z nowych
instruktorek,
> która się na nią śmiertelnie obraziła i zaowocowało to "zwolnieniem" A.
> przez szefową. Najzabawniejsze było w tym to, że właśnie A. najwięcej
> pracowała, była o wiele spokojniejsza i uczynna niż reszta lasek. A jednak
> wyleciała. Jedna z decyzji, których nigdy nie zrozumiem.
>
> Dotkliwie odczułem brak naszej instruktorki tym bardziej, że nie miałem z
> nią kontaktu i nie mogłem dowiedzieć się, gdzie teraz pracuje; ale
ponieważ
> szkoła dalej (po ciężkich bojach z szefową, która zgodziła się na niższą
> cenę, ale musieliśmy płacić teraz z góry za cały miesiąc) zapewniała nam
> niższą cenę za jazdy, to chodziłem tam nadal. A jazdy były już słabe -
niby
> galopowałem, skakałem, ale co to za galop, jak za sobą ma się dwa kółka
> stępa i dwa - kłusa od początku jazdy i świadomość, że konika się jeszcze
> dobrze nie rozgrzało. A instruktora trza słuchać - przecież instruktor WIE
> LEPIEJ. Tereny zamieniały się (z kilkoma wyjątkami) w jazdę z góry
> przewidywalną trasą z dziewczyną bez papierów instruktora jako
> przewodnikiem, zmianą tempa w z góry znanych miejscach i gigantycznym
> galopem na 'pardubickiej' - czyli na takiej łące, która ww nazwą
ochrzczona
> została z powodu zachowania koni - kiedyś klub notorycznie urządzał tu
sobie
> wyścigi, co odbiło się na psychice koni.
>
> Myślałem, że to wszystko - a jednak się pomyliłem. Poszło niby o
szczegóły,
> a jednak zachowanie szefostwa mi się nie spodobało. Ot taka historia:
> jeszcze za urzędów pani A. zabraliśmy się za robienie konikom tabliczek,
tzn
> infa pod boksami. Najpierw kumpel pstryknął konikom mnóstwo fotek
cyfrówką,
> potem ja siedziałem ze dwie godziny, aby za pomocą photoshopa i klonowania
> (narzędzie) pousuwać uwiązy, zbędne cienie, ręce itp - czyli pozostały na
> fotce same koniki, później ładnie się skomponowało efekty i zrobiliśmy 11
> pięknych (no, przynajmniej w naszym mniemaniu - jeśli ktoś chce zobaczyć
to
> proszę na priv, mam je dalej) tabliczek, które wydrukowane drukarką
laserową
> na papierze fotograficznym (za nasze pieniądze, naturalnie) zanieśliśmy
już
> nowemu szefostwu - pracę skończyliśmy niestety już po owych zmianach.
> Szefostwo, a ściślej szef obejrzał tabliczki powiedział, że kupują pomysł,
> dał nam za nie darmową jazdę, po czym schował je do szafy, gdzie AFAIR
leżą
> do dziś i się kurzą. Albo powędrowały do lasek, które niewielkim nakładem
> sił i środków załatwiły je sobie u szefa - koniki mają tabliczki zrobione
za
> (pewnie) sporą kasę w jakimś-tam zakładzie poligraficznym. Pewnego dnia
> szefowa spytała mnie, czy nie mógł bym przypadkiem pożyczyć im płyty ze
> zdjęciami, które zrobiliśmy konikom - odparłem, że chętnie i ja, naiwny,
> pożyczyłem. Po połowie roku próśb i ciągłych 'przypominań' najpierw
> dowiedziałem się, że nie ma czasu szukać tej płyty (ale jeździć na
motorach,
> które kupił to ma), potem, że nie wie, gdzie ta płyta jest, wreszcie
okazało
> się, że znalazła się w bocznej kieszeni pokrowca w którym trzymał laptopa.
>
> Po tych wszystkich perypetiach, analizując jeszcze zachowanie szefostwa,
> zacząłem odnosić wrażenie, iż dla nich konie rekreacyjne są żywymi
> pochłaniaczami i produktorami pieniędzy na czterech nogach. Gdyby w umowie
> nie mieli zapisanej informacji, że stadnina musi posiadać rekreację,
pewnie
> wysprzedaliby wszystkie konie i pozostawili tylko te pod sport (moja
> subiektywna opinia! :))
>
> Przełom nastąpił na pewnych zawodach jeździeckich - pojawiła się bowiem
nań
> pani A. Natychmiast wyciągnąłem od niej adres stadniny w której teraz
> pracuje i niedługo potem się tam wybraliśmy. Co za różnica! Spokojnie,
> cicho, od razu odniosło się wrażenie, że tu się dba o konie - lasek o
wiele
> więcej, ale faktycznie siedzących przy konikach i z zapałem szorujących je
> szczotkami :). Od tego czasu zaczęliśmy z kumplem cały czas jeździć do L.,
> gdzie ta stadnina była (ok. 30 km), poświęcając całe wolne soboty na pomoc
w
> tamtej stajni. Jeździliśmy tam z czystym sumieniem - mieliśmy jazdy "za
> darmo", ale robiliśmy przy konikach cokolwiek pani A. nas poprosiła -
nawet
> zdarzyło mi się kilka razy prowadzić lążę różnym jeźdźcom (nie mówcie
nikomu
> ;)).Wracaliśmy do domu umęczeni, ale szczęśliwi - mi potrafiło wystarczyć
> wywalanie gnoju z boksów, żebym poczuł, że jednak coś dla koników robię, i
> że ta praca nie pójdzie na marne. Teraz, gdy siedzę przy kompie jestem
> właśnie po takim dniu w stadninie i humor dopisuje mi jak nigdy :).
>
> No i taka historyjka. Jak chcecie, skomentujcie :) Ja jeszcze ustosunkuję
> się do Waszych zdań:
>
> *) "Wejście wzbronione" - otóż w L., gdzie teraz chodzę, problem ten jest
> rozwiązany w ciekawy sposób, choć jestem świadom, że nie wszędzie tak się
da
> zrobić. Otóż do głównej stajni, gdzie koniki jedzą, śpią itp., "na dole",
> wstęp mają tylko "upoważnieni" - czyli instruktorka oraz laski i ew.
> jeźdźcy. Dzień wygląda natomiast tak, że po wyczyszczeniu i przygotowaniu
> koników bierzemy je "do góry", do zadaszonej, ale otwartej stajni, gdzie
> stoją większość dnia czekając na klientów i tam może praktycznie podejść
do
> nich każdy, ale zawsze jest przy tym instruktorka i owe macanie koników
> "nadzoruje". Poza tym z brzegu zazwyczaj stoi kucuś, którego macają dzieci
i
> nikomu nie chce się głaskać koni stojących dalej.
> *) "Klient nasz pan" - bzdura, przynajmniej w sprawie stadniny. Miałem
> kiedyś wątpliwą przyjemność prowadzić jazdę dość "ciężkiej" dziewczynce,
tak
> na oko 11, 12, która chciała kłusować, jak konik zakłusował to krzyczała,
że
> stop, że ona się boi, a jak szedł stępa, to szarpała za wodze krzycząc
"wio!
> wio!". Nie jestem instruktorem, i nie wiedziałem, co się robi w takim
> wypadku (teraz wiem - trzeba po prostu zawiązać wodze pod szyją konika i
> jest spokój ;)), a dziecko doprowadzało mnie do szału stwierdzeniami,
żebym
> nie robił konikowi krzywdy batem, poprzedzone wspomnianym szarpaniem za
> wodze. Konie cierpią po takiej jeździe zdecydowanie bardziej, niż ucierpi
> stadnina na jednym niezadowolonym lub nieobsłużonym kliencie.
> *) Atmosfera - to wg mnie podstawa. Może być w stadninie to "coś" co
> przyciąga do siebie osoby i może być też takie "coś", co równie mocno
> odpycha. Ważny jest instruktor - nie może zrażać (zdarzyło mi się trafić
na
> obozie jeździeckim na ludzi, którzy tak strasznie na nas wrzeszczeli za
> jakiekolwiek uchybienie, że się odechciewało wogóle jeździć), musi
tłumaczyć
> zrozumiale i słuchać jeźdźca - bo to musi być pewnego rodzaju współpraca
> trzech "osób" - instruktora, jeźdźca i konika, a nie walka na zasadzie
> instruktor każe, jeździec każe a konik się broni. To znów moje osobiste
> zdanie ;)
> *) Warunki - są ważne, ale dla koników. Gdy w D. było jeszcze stare
> kierownictwo, boksy były zrobione średnio - jak się konik wnerwił i
> przyłożył z kopa, to potrafiła czasem belka ze ściany boksu wyfrunąć. Gdy
> warunki są dobre, boksy czyste, jasne, stajnia zamieciona - konie czują
się
> dobrze - i klient spojrzy na to przychylnym okiem
> *) Podział "zaawansowani - nowi" - NIGDY! Właśnie obserwuję to teraz w
D. -
> wpadłem kiedyś popatrzeć na koniki, wchodzę do stajni, a tam towarzystwo
> wzajemnej adoracji. Olałem, poszedłem na padok - akurat jeden z kucusiów
> przecisnął się pod pastuchem i zaczął skubać trawę. Wróciłem więc i
> zapytałem "instruktorkę", czy ten pastuch działa. "Aha, ja wiem, jeden koń
> wychodzi". I zero jakiejkolwiek reakcji, wrócili do rozmowy. Nie wiem, jak
> kto inny, ale ja, który chodziłem tam prawie półtora roku, poczułem się
> strasznie obco i wróciłem do domu.
>
> No i na koniec pytanie: strasznie Was zamęczyłem? :) Ale już nie mogłem
> wytrzymać, ktoś musiał usłyszeć... (lub: przeczytać)
>
> Pozdrawiam serdecznie -- Spook.
>
> --
> ! ._______. Warning: Lucida Console sig!    //)    !
> ! || spk ||     www.spooksoft.prv.pl       / _ """*!
> ! ||_____||  spoko_ws  at poczta.onet.pl  / '  |   !
> ! |  ___  |   tlen: spoko_ws gg:1290136  /. __/"\  !
> ! |_|[]_|_|  May the SOURCE be with you! \/)     \ !
>
Technical Details
Message-ID: <bku415$39d$1@atlantis.news.tpi.pl>
Path: mbox-mo1.pugleaf.net!news-archive.icm.edu.pl!news.icm.edu.pl!newsfeed.gazeta.pl!news.man.poznan.pl!newsfeed.tpinternet.pl!atlantis.news.tpi.pl!news.tpi.pl!not-for-mail
References: <bkpu6m$81o$1@atlantis.news.tpi.pl> <bkssto$pan$1@nemesis.news.tpi.pl>

Show Full Headers
Complete Article Headers
Path: mbox-mo1.pugleaf.net!news-archive.icm.edu.pl!news.icm.edu.pl!newsfeed.gazeta.pl!news.man.poznan.pl!newsfeed.tpinternet.pl!atlantis.news.tpi.pl!news.tpi.pl!not-for-mail
From: "iza" <izabela.henc@gazeta.pl>
Newsgroups: alt.pl.konie
Subject: Re: Co się Wam nie podoba w Waszej stadninie?
Date: Thu, 25 Sep 2003 09:03:52 +0200
Organization: tp.internet - http://www.tpi.pl/
Lines: 237
Message-ID: <bku415$39d$1@atlantis.news.tpi.pl>
References: <bkpu6m$81o$1@atlantis.news.tpi.pl> <bkssto$pan$1@nemesis.news.tpi.pl>
NNTP-Posting-Host: pn235.poznan.sdi.tpnet.pl
X-Trace: atlantis.news.tpi.pl 1064473447 3373 217.97.56.235 (25 Sep 2003 07:04:07 GMT)
X-Complaints-To: usenet@tpi.pl
NNTP-Posting-Date: Thu, 25 Sep 2003 07:04:07 +0000 (UTC)
X-Priority: 3
X-MSMail-Priority: Normal
X-Newsreader: Microsoft Outlook Express 6.00.2720.3000
X-MimeOLE: Produced By Microsoft MimeOLE V6.00.2727.1300
MIME-Version: 1.0
Content-Type: text/plain; charset=UTF-8
Content-Transfer-Encoding: 8bit