Thread View: pl.hum.teatr
3 messages
3 total messages
Started by margotka
Thu, 14 Dec 2000 14:21
Kto lubi Waldemara Smigasiewicza?:-)
Author: margotka
Date: Thu, 14 Dec 2000 14:21
Date: Thu, 14 Dec 2000 14:21
24 lines
1972 bytes
1972 bytes
Dzis w Narodowym na goscinnych wystepach bedzie mozna obejrzec "Slub". Jestem ciekawa, co sadzicie o tym spektaklu i o innych przedstawieniach Waldemara Smigasiewicza. Ja widzialam "Slub" w gdanskim "Wybrzezu" i moje wrazenia nie byly zbyt dobre. Majac w pamieci owe przedstawienie, celowo ominelam je pozniej na Kaliskich Spotkaniach Teatralnych ...a tu: siup - zespolowe wyroznienie aktorskie. Przemek Kozlowski powiedzial potem, ze faktycznie moze i byl troche zmeczony wtedy w Gdansku... Coz. Niestety nie moge wybrac sie dzis do teatru, by ewentualnie zweryfikowac swoje "gdańskie" wrazenie z tegoz. Jestem wiec bardzo ciekawa Waszego zdania. Widzial ktos jakies inne spektakle Smigasiewicza? Ja przypominam sobie np. premierowe wystawienie "Operetki" w Miejskim w Gdyni <Milo ze strony Rity Gombrowicz, ze przyjechala wtedy do Trojmiasta>. Pamietam, ze sie niezle na nim wynudzilam. "Iwony..." - przyznam sie bez bicia - nie widzialam. Opinie moich znajomych z tej inscenizacji byly jednak nieco wywazone i raczej sklaniajace sie do krytyki niz aplauzu. Moze nie odpowiada mi po prostu Smigasiewicz, jako Gombrowiczolog? Pomysly na spektakle ma jednak naprawde ciekawe - to trzeba mu przyznac. <Uraczylam Was dzis nieco goloslowiem, ale nie chce sugerowac niczego przed obejrzeniem> pozdr. m.
Re: Kto lubi Waldemara Smigasiewicza?:-)
Author: Tomasz Piotrowski
Date: Thu, 14 Dec 2000 23:35
Date: Thu, 14 Dec 2000 23:35
35 lines
3304 bytes
3304 bytes
Ja, od dzisiaj. Ale po kolei... Usiadłem jak zwykle w pierwszym rzędzie, tuż przy końcu wystającego spod kurtyny pomostu. Obok leżał wielki kamień. Ze szczeliny pod kurtyną wydobywał się leniwie biały dym. Zgasły światła i powoli zaczął się odsłaniać ciąg dalszy scenografii, której początek miałem na wyciągnięcie ręki. Pomost wił się zakosami i lekko wznosząc ginął gdzieś w nieskończoności. Sprawiał wrażenie górskiej ścieżki niknącej we mgle. Pośrodku sceny rozszerzał się w niewielką platformę, która jak się później okazało, stała się głównym miejscem wydarzeń. Wszystko spowite było mgłą i oświetlone z góry mrocznym, stonowanym światłem kilku reflektorów. Czuć było chłód. Henryk spotkał już Władzia i gdy zastanawiali się gdzie są, z góry po pomoście stoczył się z łoskotem kamień. Sen to czy jawa? Niezwykle szybko, jak na mnie, dałem się wciągnąć w psychodeliczny nastrój spektaklu. Byłem świadkiem jak ojciec zostaje przemieniony w króla po to, by syn mógł go obalić. Widziałem jak z początku zagubiony Henryk staje się tyranem by potem znowu się zagubić drżąc o swoją władzę. I ten wielki kamień na pierwszym planie. Kiczowate? Może, ale nie w momencie gdy Henryk tyran kładzie na nim nóż dla Władzia, a ten z kolei ociągając się podnosi go szorując ostrzem. Dreszcze. Czy naprawdę jest zimno, czy to tylko teatr? Pijaczyna zmienia się w diabolicznego filozofa. Podnosi w górę palec, wielki palec symbol namaszczenia, władzy, wiedzy, stworzenia. Palec Gombrowicza. Czy palec ten może z dziwki zrobić niewiastę? Czy chodzi tu tylko o kobietę, czy może o symbol utraconego domu, ojczyzny? Czy odbędzie się ślub z dziewczyną, której niewinny obraz wynieśliśmy z wczesnej młodości? Czy naprawę, jak mówią języki, się zeszmaciła? Kto jest temu winien? Władzio? Władzio! Ale przecież sam złożył się w ofierze. To nie nasza wina, że miast ślubu będzie pogrzeb. A może to tylko pretekst? Pomimo, że spektakl trwał tylko 2.5 godziny, poczułem namiastkę tego specyficznego nastroju jaki miałem po obejrzeniu "Lunatyków" Lupy. Uwielbiam te chwile, gdy zapominam o Bożym świecie i staję się cząstką akcji odgrywanej przede mną, takim małym myślącym ziarenkiem kurzu walającym się gdzieś po scenie życia bohaterów sztuki. T.
Re: Kto lubi Waldemara Smigasiewicza?:-)
Author: margotka
Date: Mon, 18 Dec 2000 08:48
Date: Mon, 18 Dec 2000 08:48
91 lines
5774 bytes
5774 bytes
Pozwolisz Tomku, ze opisujac swoje wrazenia wespre sie swoimi notatkami ze spektaklu, gdyz widzialam to przedstawienie dosyc dawno. Tomasz Piotrowski napisał(a) w wiadomości: <91ble2$9ko$1@news.tpi.pl>... >Usiadłem jak zwykle w pierwszym rzędzie, tuż przy końcu wystającego spod >kurtyny pomostu. Obok leżał wielki kamień. Ze szczeliny pod kurtyną >wydobywał się leniwie biały dym. W gdanskim przedstawieniu dym wydobywal sie z "otchlani" intensywnie;-) - gesto i wonnie opasajacy cala sale teatralna, byl swietnym wstepem do wprowadzenia widzow w konwencje oniryczna "Slubu", gdyz przez lzy, wywolane podraznieniem oczu, swiat rzeczywiscie zdawal sie byc nierzeczywistym;-) Kamien. Z tego, co pamietam, tylko raz, na poczatku dramatu, wspomnial o nim (i to w dosyc enigmatyczy sposob) Gombrowicz. Zapowiadalo sie naprawde interesujaco. (Szczegolnie pamietajac o Smigasiewiczowym pomysle na spektakl - patrzenie na "Slub" przez pryzmat "Boskiej Komedii" Dantego.) >Zgasły światła i powoli zaczął się >odsłaniać ciąg dalszy scenografii, której początek miałem na wyciągnięcie >ręki. Pomost wił się zakosami i lekko wznosząc ginął gdzieś w >nieskończoności. Sprawiał wrażenie górskiej ścieżki niknącej we mgle. Mi to wysuniecie sceny jakos nieodparcie kojarzylo sie z krakowskimi "Dziadami" Swinarskiego. >Henryk spotkał już Władzia No tak.. Obaj pojawili sie od strony widowni - wlasnie w ten sposob trafiamy do snu Henryka (wydawaloby sie - dosyc udany, gdyby nie spleciony z krotka pogadanka z "zaswiatow"-glosnikow;-P) Tu pojawily sie moje pierwsze watpliwosci - gdzie Witoldowa masza ludzko-ludzka? I znowu "Dziady" - Mania (Katarzyna Strojna) w bialej sukni z duzymi rozcieciami, z czarnymi, opadajacymi na ramiona wlosami i nagimi stopami byla dla mnie remakiem Zosi (Anna Dymna). Tyle ze nie zostalo w niej nic ze "swietej grzesznicy". Przywodzila na mysl raczej Kantorowska kukle, wydobywajaca z siebie nieartykulowane, ciche i piskliwe dzwieki. "Manekinowala" soba na prawo i lewo i nijak nie moglam zobaczyc w niej karczemnej sluzacej i "dziwki do sluzenia zwyczajnego".... Podobne zastrzezenia mialabym do postaci Matki - z wysokimi rozporkami eksponujacymi nogi nie byla dla mnie "zmatczala" Matka - Karczmarka. A gdy Ojciec powiedzial do Henryka "Mama nie mama, a lepi z daleka" - no to sugestia kaziroctwa az mnie zniesmaczyla. Ale moze to tylko moje odczucia... >Czy naprawdę jest zimno, czy to tylko teatr? Pijaczyna zmienia się >w diabolicznego filozofa. Podnosi w górę palec, wielki palec symbol >namaszczenia, władzy, wiedzy, stworzenia. Dantejskie pieklo ozywa. Zwykly palec Pijaka rownowazy sie z palcem bozym, przez co sam Pijak nabiera mocy i emanuje ta, narzucona przez forme boskoscia. Boskosc Pijaka jest bluzniercza - palec Pijaka potrafi osmieszyc, skalac, zabic.. Jak pisal Gombrowicz - "taki ta palic chlopski... w sam raz do dlubania w nosie". Dzieki relacji Ja-Ty w tym, co miedzyludzkie, ujawnia sie ponadludzkie. Sobowtorowa relacja Pijak - Bog przywolala dla mnie echa romantycznego wyobrazenia sobowtora, ukazujacego drugie Ja w postaci szatana. Od momentu, gdy wypelzl on (Pijak) z mrocznych czelusci - wszyscy mu sie podpozadkowali - swiadomie badz nie. Jego zmiannosc i niekonsekwentna, zdawaloby sie postawa (pod wzgledem aktorskim), nie byly niedopatrzeniem. Maciej Orlowski wcielil sie bowiem - genialnie! - nie tylko w zwyklego Pijaka, ale samego Diabla, ktory jako doskonaly intrygant doklejal sie jakby do zbanalizowanej maski, narzuconej mu przez "miedzyludzkie". Pod nia dalej pozostajac Zlem... Pijak u Smigasiewicza to wg mnie naprawde przemyslana i naprawde dobrze zagrana postac. Po drugim podniesieniu kurtyny scenografia radykalnie sie zmienia, gdyz pomostowate sciezki znikaja pod czarnym materialem. I to wlasnie czern jest wtedy dominujacym kolorem... Do jadra ciemnosci juz chyba bardzo blisko. Dla Smigasiewicza to dno niemocy i "rozpaczy, w ktorej wszystko sie topi".To w tej infernalnej scenie Wladzio popelnia za namowa Henryka samobojstwo tylko dlaczego duzym nozem kuchennym?;-)) U Smigasiewicza Henryk odmawia przyjecia na siebie odpowiedzialnosci za smierc i nie kaze, jak to sie dzieje w macierzystym tekscie dramatu, uwiezic sie. Przez to bohaterowie tego jadra ciemnosci nigdy nie beda mogli dotknac. Pozostawieni beda w zawieszeniu miedzy msza ludzko-ludzka, a ludzko - boskim, choc moze i diabelskim oltarzem. Bo to wlasnie znaczenie oltarza mial dla mnie eksponowany na pierwszym planie kamien. Czyzby to axis mundi, laczacy absolut z czlowiekiem? Dodatkowego wymiaru nabiera on, gdy pomniec inne kamienie, wytaczane ze sceny przed pojawieniem sie kazdej , nowej postaci.. i kilka sekund pozniej, spadajace w mroczna otchlan. I na koniec maly cytacik z "Boskiej..": "Ogromne glazy przeciw sobie tocza. (...) Z obu stron daza na kres przeciwlegly, srod ciaglych obelg i glazow postuku(...) zgiete ksztalty cieni." pozdr. m.
Thread Navigation
This is a paginated view of messages in the thread with full content displayed inline.
Messages are displayed in chronological order, with the original post highlighted in green.
Use pagination controls to navigate through all messages in large threads.
Back to All Threads