Thread View: pl.hum.pisarstwo
35 messages
35 total messages
Started by bogdan.p
Mon, 20 Jan 2003 23:17
Szczecin-Poznań
Author: bogdan.p
Date: Mon, 20 Jan 2003 23:17
Date: Mon, 20 Jan 2003 23:17
58 lines
3933 bytes
3933 bytes
"Ten gazeciarz na peronie" - Piotr wyjżał jeszcze raz przez okno. "Dziwny typ" - pomyślał. "Stoi. No stoi i gapi się. O, a teraz macha. No macha do mnie. I śmieje się. Może, może się pomyliłem i dałem mu pięćdziesiątkę?" w tym momencie Piotr poczuł lekkie szarpnięcie. "No. W końcu. Dziwny facet. Może jaki pedał, albo co." - pociąg powoli nabierał szybkości. Za oknem przesuwał się peron, potem budynki i drzewa, całe miasto odjeżdżało w dal. Ta zmiana perspektywy fascynowała go już zawsze. Może dlatego tak bardzo lubił jezdę pociągami. No i jeszcze ta pewność, tak ta pewność, że gdy wsiądziesz, to i zajedziesz. To też cenił sobie w kolei. W przedziale poza Piotrem nie było nikogo. "Perfekcja" - uśmiechnął się - "Torba, aktówka, płaszcz i parasol. Cztery" - zawsze liczył swoje rzeczy przed podróżą. żeby ich nie zapomnieć, no i trochę dlatego, że jego ojciec też liczył. Usiadł na miejscu przy oknie przodem do kierunku jazdy i wyciągnął nogi. Przez dłuższą chwilę nasycał się mijanymi krajobrazami. A potem, potem przyszedł czas na lekturę gazet. Właściwie wziął je do ręki z niechęcią. "To przez tego typa, na peronie" - wciąż go intrygował. W kurierze na pierwszej stronie ogromny tytuł - "Katastrofa kolejowa - 14 zabitych". "Ha! Dlatego" - pomyślał - "Pewnie dlatego ten uśmiech i to machanie, a żeby go." Czytał dalej. "Wczoraj o godzinie 17.42 w pobliżu Choszczyna wykoleił się pociąg relacji Szczecin-Poznań. W katastrofie zginęło 14 osób. 42 osoby zostały ranne, z tego 16 osób..." - nie czytał dalej, nie chciał tego wiedzieć, po co. Wziął inną gazetę. "Dziwne" - wrócił myślami - " dokładnie ten sam odcinek, którym ja jadę. Ale mam szczęście, że nie jechałem wczoraj. Ale przecież przed wyjsciem z domu. W wiadomościach. Nic o żadnej katastrofie nie wspominali. 14 zabitych - to tragedia. Powinni coś powiedzieć" - sięgnął jeszcze raz po kurier. Zaczął czytać. Spojrzał na datę. "Siedemnasty. Siedemnasty. Ależ to nie dziś. Nie. To nie dziś. No żesz. Starą gazetę mi sprzedał cieć jeden." Popatrzył jeszcze raz na datę "17 października 2002" - "Tak, to nie dziś. To jutro" - poczuł ciarki po plecach, spojżał na zegarek 17.41. "Minuta. Jeżeli dobrze chodzi. Jeżeli się nie pomylili w gazecie. A może to żart? Tak! To żart! No przecież śmiał mi się w nos ten tam. To na pewno żart!". Piotr probował pomyśleć na spokojnie - "A jeżeli nie żart?" - spojżał na zegarek. 17.42. "Hamulec bezpieczeństwa. A niech tam. Najwyżej zapłacę karę" zerwał się w kierunku czerwonej rączki. Gdy... to koniec, i to wszystko. dla niedomyślnych :) Gdy usłyszał przeraźliwy huk, a niewyobrażalna siła cisnęła nim o ścianę. W następnym momencie okno stało się podłogą, a siedzenie przygniotło mu klatkę piersiową. Ostatnią rzeczą którą poczuł był słony smak gęstej cieczy. miłych snów o podróżach bliskich i dalekich :) bogdan.p
Odp: Szczecin-Poznań
Author: Kuba
Date: Tue, 21 Jan 2003 06:23
Date: Tue, 21 Jan 2003 06:23
16 lines
1239 bytes
1239 bytes
> to koniec, i to wszystko. > > dla niedomyślnych :) Wybacz, ale pomysł stary jak świat (no może jak PKP), a realizacja... normalna. Słowem: bardziej zainteresowało mnie z kim ostatnio kochał się gazeciarz niż fakt skąd miał ową przedterminowaną (???) gazetę? Kurcze, debiut na grupie i od razu krytyka?! Straszny zoil ze mnie ;-)) pozdrawiam serdecznie Kuba
Re: Szczecin-Poznań
Author: elmo
Date: Tue, 21 Jan 2003 08:10
Date: Tue, 21 Jan 2003 08:10
13 lines
1307 bytes
1307 bytes
Użytkownik bogdan.p <bezadresu@bez.pl> w wiadomości do grup dyskusyjnych napisał:3E2C836C.AEACE0B5@bez.pl... > "Ten gazeciarz na peronie" - Piotr wyjżał jeszcze raz przez okno. nie nazbyt oryginalny wynalazek z tą gazetą Bogdanie. a taki 'dzień świstaka pamiętasz' :) pozdrawiam elmo
Re: Szczecin-Poznań
Author: szczurkot
Date: Tue, 21 Jan 2003 08:50
Date: Tue, 21 Jan 2003 08:50
7 lines
957 bytes
957 bytes
Użytkownik bogdan.p napisał: [ciach] chwilowy spadek formy? -- szczurkot
Re: Szczecin-Poznań
Author: saint666
Date: Tue, 21 Jan 2003 09:34
Date: Tue, 21 Jan 2003 09:34
6 lines
1147 bytes
1147 bytes
> w tym momencie Piotr poczuł lekkie szarpnięcie. To w pierwszej chwili odczytałem jako szarpnięcie przez innego człowieka. Czy ktoś odniósł podobne wrażenie? saint666
Re: Szczecin-Poznań
Author: Paweł bez Daru
Date: Tue, 21 Jan 2003 10:49
Date: Tue, 21 Jan 2003 10:49
19 lines
2002 bytes
2002 bytes
Użytkownik "bogdan.p" <bezadresu@bez.pl> napisał w wiadomości news:3E2C836C.AEACE0B5@bez.pl... > "Ten gazeciarz na peronie" - Piotr wyjżał jeszcze raz przez okno. > "Dziwny typ" - pomyślał. Zastanawiam się jaki jest sens pisania takich opowiadanek, opartych na oklepanym do bólu motywie "jutrzejszej gazety" na dodatek w mało oryginalnych okolicznościach. Na domiar złego napisane po bałaganiarsku, postacie zachowują się dziwacznie, nienaturalnie, co nie ma żadnego uzasadnienia. Jedyna rzecz, którą jako tako udało Ci się odzwierciedlić jest pedanteria bohatera, tylko nie wiadomo po co, skoro nie ma to żadnego związku z resztą opowiadania. Styl oczywiście beznadziejny, oczywiście ortografia. Miejscowość na trasie Poznań-Szczecin nazywa się Choszczno, co jest najmniej ważne, ale tak gwoli informacji. pozdrawiam, Paweł bez Daru (PawelKaz)
Re: Szczecin-Poznań
Author: Tumor Mozgowicz
Date: Tue, 21 Jan 2003 11:24
Date: Tue, 21 Jan 2003 11:24
19 lines
1743 bytes
1743 bytes
Hi, Fajnie by było, gdyby zamiast tego przewidywalnego zakończenia, okazało się, że wszystko było z góy ukartowane. Wiesz o czym mówię. Mężczyzna czyta gazetę, z której wynika, że zginie w pociągu, którym jedzie, więc w panice skacze przez okno, albo sam powoduje katastrofę. W każym razie to on, jego strach i wyobrażnia materializuje się w życiu. Tak, to by mi się podobało. Połączyłbym to też z tajemniczym telefonem w nocy z twego wcześniejszego tekstu i niewidoczną, osaczającą go szajką, która wie, że facet na przykład czyta dużo SF i ma bujną wyobraźnię, albo leczył się kiedyś z depresji paranoidalnej. Jak sam tego nie wykorzystasz, to ja to zrobię :-) -- Pozdrawiam serdecznie, Tumor Mózgowicz UWAGA: Aby odpisać mi bezpośrednio usuń pierwsze U z adresu e-mail
Re: Szczecin-Poznań
Author: Joshua Robin
Date: Tue, 21 Jan 2003 11:31
Date: Tue, 21 Jan 2003 11:31
7 lines
1113 bytes
1113 bytes
witam, w/g mnie lepszy bylby motyw z continuum czasowym, bohater sam powoduje wypadek, bo ciagnie za hamulec bezpieczenstwa... pozdr., Joshua Robin
Re: Szczecin-Poznań
Author: Paweł bez Daru
Date: Tue, 21 Jan 2003 12:31
Date: Tue, 21 Jan 2003 12:31
17 lines
1824 bytes
1824 bytes
Użytkownik "Joshua Robin" <kuba@wojewodzki.pl> napisał w wiadomości news:b0jbj7$jcg$1@topaz.icpnet.pl... > witam, > > w/g mnie lepszy bylby motyw z continuum czasowym, > bohater sam powoduje wypadek, bo ciagnie za hamulec bezpieczenstwa... > Też nic nowego (jeśli chodzi o kontinuum). Ale jeśli chodzi o nowatorski sposób powodowania wypadków za pomocą hamulca bezpieczeństwa (sic!), to jak najbardziej pure nonsense. No chyba, że dodalibyśmy budujące zakończenie typu: W wyniku przeprowadzonych czynności dochodzeniowych Komisja Specjalna do Spraw Zbadania Przyczyn wnioskuje o wycofanie tego niebezpiecznego instrumentu z powszechnego użytku w kolejnictwie. PbD
Re: Odp: Szczecin-Poznań
Author: bogdan.p
Date: Tue, 21 Jan 2003 13:15
Date: Tue, 21 Jan 2003 13:15
37 lines
1684 bytes
1684 bytes
Kuba schrieb: > > > to koniec, i to wszystko. > > > > dla niedomyślnych :) > > Wybacz, ale pomysł stary jak świat > (no może jak PKP), a realizacja... > normalna. Słowem: bardziej zainteresowało > mnie z kim ostatnio kochał się gazeciarz > niż fakt skąd miał ową przedterminowaną (???) > gazetę? Wiedziałem, że laurów tekstem nie zbiorę. Chociaż mi osobiście się podoba - no cóż, pewnie mam zły gust :( Ale podsunąłeś mi kilka ideii (dwie, a właściwie trzy) na trochę ciekawsze zakończenia (i środki). > > Kurcze, debiut na grupie i od razu krytyka?! No, a jakżesz inaczej. > Straszny zoil ze mnie ;-)) Dobrze jest :) > > pozdrawiam serdecznie > Kuba Pozrawiam równie serdecznie bogdan.p
Re: Szczecin-Poznań
Author: bogdan.p
Date: Tue, 21 Jan 2003 13:32
Date: Tue, 21 Jan 2003 13:32
22 lines
1450 bytes
1450 bytes
elmo schrieb: > > Użytkownik bogdan.p <bezadresu@bez.pl> w wiadomości do grup dyskusyjnych > napisał:3E2C836C.AEACE0B5@bez.pl... > > "Ten gazeciarz na peronie" - Piotr wyjżał jeszcze raz przez okno. > > nie nazbyt oryginalny wynalazek z tą gazetą Bogdanie. > a taki 'dzień świstaka pamiętasz' :) Pamiętam, ale tam jest trochę inaczej. A "jutrzejszą gazetę" wynalazłem ja sam - to co, że paręset lat po odkrywcy numer jeden :) > > pozdrawiam > elmo Pozdrawiam również bogdan.p
Re: Szczecin-Poznań
Author: bogdan.p
Date: Tue, 21 Jan 2003 13:33
Date: Tue, 21 Jan 2003 13:33
16 lines
1106 bytes
1106 bytes
szczurkot schrieb: > > Użytkownik bogdan.p napisał: > [ciach] > > chwilowy spadek formy? Sam nie wiem. Chyba raczej badanie granic :) bogdan.p > > -- > szczurkot
Re: Szczecin-Poznań
Author: bogdan.p
Date: Tue, 21 Jan 2003 13:37
Date: Tue, 21 Jan 2003 13:37
17 lines
1284 bytes
1284 bytes
saint666 schrieb: > > > w tym momencie Piotr poczuł lekkie szarpnięcie. > > To w pierwszej chwili odczytałem jako szarpnięcie przez innego człowieka. > Czy ktoś odniósł podobne wrażenie? > > saint666 Właśnie takich rzeczy boję się najbardziej. Bo, wg mnie, krótka forma, czy wogóle skróty, niosą z sobą niebezpieczeństwo dwuznaczności (tej najgorszej, tej w nieodpowiednich momentach). A kiedy się wyjaśniło, że to pociąg? bogdan.p
Re: Szczecin-Poznań
Author: bogdan.p
Date: Tue, 21 Jan 2003 13:55
Date: Tue, 21 Jan 2003 13:55
69 lines
3234 bytes
3234 bytes
"Paweł bez Daru" schrieb: > > Użytkownik "bogdan.p" <bezadresu@bez.pl> napisał w wiadomości > news:3E2C836C.AEACE0B5@bez.pl... > > "Ten gazeciarz na peronie" - Piotr wyjżał jeszcze raz przez okno. > > "Dziwny typ" - pomyślał. > > Zastanawiam się jaki jest sens pisania takich opowiadanek, opartych na > oklepanym do bólu motywie "jutrzejszej gazety" na dodatek w mało > oryginalnych okolicznościach. A zastanawiałeś się kiedyś nad sensem robienia czegokolwiek? Nie, żeby zadzierać. Tak tylko pytam. Przyznaję, że historyjka niezbyt błyskotliwa. Nic to. Sens posiada, przynajmniej dla mnie. Jak widzę wiekszy jak przypuszczałem. Sporo wniosków z komentarzy. > Na domiar złego napisane po bałaganiarsku, Gdzie? Proszę dokładniej. W ogóle interesuje mnie bardzo odbiór nie związany konkretnie z fabułą, a bardziej z odbiorem. > postacie zachowują się dziwacznie, nienaturalnie, co nie ma żadnego > uzasadnienia. Bosz! toż przecież co druga osoba na tym świecie zachowuje się dziwnie i nienaturalnie :) Powody w ich przeszłości - leżą. Chyba nie wymagasz ode mnie, żebym każdą historyjkę zacznał od opisywania dzieciństwa jej bohaterów. > Jedyna rzecz, którą jako tako udało Ci się odzwierciedlić jest > pedanteria bohatera, tylko nie wiadomo po co, skoro nie ma to żadnego > związku z resztą opowiadania. Ha, dziwne. Tzn. bardzo ciekawe. Dobrze, że nadmieniłeś. Nie wiedziałem, że ten mały szczegół wystarczy do stworzenia pedantycznej postaci. Baaardzo ciekawe. W mojej wyobraźni Piotr nie jest pedantem. Ma co prawda takie ciągotki, ale to raczej przyuczone odruchy. Ale mówię o rzeczach, których w tekscie nie widać. Dlatego --> dalej :) > Styl oczywiście beznadziejny, Proszę o szczegóły. Postaram się poprawić, jeżeli rzeczywiście. > oczywiście > ortografia. No niestety :( masz rację > Miejscowość na trasie Poznań-Szczecin nazywa się Choszczno, co > jest najmniej ważne, ale tak gwoli informacji. OK. To był błąd. Sorry. > > pozdrawiam, > > Paweł bez Daru (PawelKaz) Pozdrawiam również i Dziękuję za ostrość Mam nadzieję, że usłysze coś jeszcze, co do bałaganiarstwa i stylu bogdan.p
Re: Szczecin-Poznań
Author: bogdan.p
Date: Tue, 21 Jan 2003 14:09
Date: Tue, 21 Jan 2003 14:09
41 lines
2205 bytes
2205 bytes
Tumor Mozgowicz schrieb: > > Hi, > > Fajnie by było, gdyby zamiast tego przewidywalnego zakończenia, okazało się, > że wszystko było z góy ukartowane. Wiesz o czym mówię. Mężczyzna czyta > gazetę, z której wynika, że zginie w pociągu, którym jedzie, więc w panice > skacze przez okno, albo sam powoduje katastrofę. W każym razie to on, jego > strach i wyobrażnia materializuje się w życiu. Tak, wiem o czym mówisz. Przyznam się, że już kiedyś coś takiego napisałem. Postaram się odgrzebać. Na pewno to jeszcze gdzieś mam :) > > Tak, to by mi się podobało. Połączyłbym to też z tajemniczym telefonem w > nocy z twego wcześniejszego tekstu i niewidoczną, osaczającą go szajką, > która wie, że facet na przykład czyta dużo SF i ma bujną wyobraźnię, albo > leczył się kiedyś z depresji paranoidalnej. Tak. Ale historyjka z telefonem jest wg mnie zakończona. > > Jak sam tego nie wykorzystasz, to ja to zrobię :-) Ależ - bardzo Cię o to proszę. Ciekawy jestem rezultatu. Ale miej się na baczności - ocenię ostro :) A wiesz. Ja też przedstwię "Szczecin-Poznań" raz jeszcze. Druga wersja pójdzie w jeszcze całkiem innym kierunku :) > > -- > Pozdrawiam serdecznie, > Tumor Mózgowicz > UWAGA: Aby odpisać mi bezpośrednio usuń pierwsze U z adresu e-mail Pozdrawiam serdecznie bogdan.p
Re: Szczecin-Poznań
Author: bogdan.p
Date: Tue, 21 Jan 2003 14:10
Date: Tue, 21 Jan 2003 14:10
19 lines
1265 bytes
1265 bytes
Joshua Robin schrieb: > > witam, > > w/g mnie lepszy bylby motyw z continuum czasowym, > bohater sam powoduje wypadek, bo ciagnie za hamulec bezpieczenstwa... Też myślałem nad tym. Ale jak już PbD wspomniał. Troszeczkę za nieprawdopodobne :) > > pozdr., > Joshua Robin Pozdrawiam bogdan.p
Re: Szczecin-Poznań
Author: saint666
Date: Tue, 21 Jan 2003 14:54
Date: Tue, 21 Jan 2003 14:54
11 lines
1397 bytes
1397 bytes
> > To w pierwszej chwili odczytałem jako szarpnięcie przez innego człowieka. > > A kiedy się wyjaśniło, że to pociąg? Gdyby to nie był pociąg, to chociaż w następnych kilku zdaniach powinno się ujawnić co lub kto to był, a nie dalsze rozważania, czy gazeciarz był pedałem. Z sytuacji wynikało, że pociąg mniej więcej w tym czasie ruszył. saint666
Re: Szczecin-Poznań
Author: Tumor Mozgowicz
Date: Tue, 21 Jan 2003 16:36
Date: Tue, 21 Jan 2003 16:36
31 lines
2046 bytes
2046 bytes
Hi, > > Fajnie by było, gdyby zamiast tego przewidywalnego zakończenia, okazało się, > > że wszystko było z góy ukartowane. Wiesz o czym mówię. Mężczyzna czyta > > gazetę, z której wynika, że zginie w pociągu, którym jedzie, więc w panice > > skacze przez okno, albo sam powoduje katastrofę. W każym razie to on, jego > > strach i wyobrażnia materializuje się w życiu. > > Tak, wiem o czym mówisz. Przyznam się, że już kiedyś coś takiego > napisałem. Postaram się odgrzebać. Na pewno to jeszcze gdzieś mam :) Wyślij, chętnie poczytam. > > Jak sam tego nie wykorzystasz, to ja to zrobię :-) > > Ależ - bardzo Cię o to proszę. Ciekawy jestem rezultatu. > Ale miej się na baczności - ocenię ostro :) To był żart, choć może kiedyś w wolnej chwili. Któż to wie :-) > A wiesz. Ja też przedstwię "Szczecin-Poznań" raz jeszcze. > Druga wersja pójdzie w jeszcze całkiem innym kierunku :) Czekam i. ...pozdrawiam serdecznie, Tumor Mózgowicz UWAGA: Aby odpisać mi bezpośrednio usuń pierwsze U z adresu e-mail
Re: Szczecin-Poznań
Author: PawelKaz
Date: Tue, 21 Jan 2003 20:57
Date: Tue, 21 Jan 2003 20:57
188 lines
10907 bytes
10907 bytes
Użytkownik "bogdan.p" <bezadresu@bez.pl> napisał w wiadomości news:3E2C836C.AEACE0B5@bez.pl... > "Ten gazeciarz na peronie" - Piotr wyjżał jeszcze raz przez okno. > "Dziwny typ" - pomyślał. Jak już wspominałem, zarzut nr 1, wielokrotnie wykorzystany schemat "jutrzejszej gazety", lub ogólnie mówiąc informacji uzyskanej z przyszłości. To jeszcze nie byłoby najgorsze, wykorzystanie standardowego tricku ma uzasadnienie o ile nie jest to jedynie sztuka dla sztuki. U Ciebie jednak całe opowiadanie podporządkowane jest puencie, nic poza tym tu nie ma, a ponieważ jest ona mało oryginalna, więc całość mnie, jako czytelnika, zawodzi. Wierz mi lub nie, ale po przeczytaniu słów "Katastrofa kolejowa - 14 zabitych" miałem już 90% pewności co będzie dalej. > "Stoi. No stoi i gapi się. O, a teraz macha. No macha do mnie. > I śmieje się. Może, może się pomyliłem i dałem mu pięćdziesiątkę?" Dlaczego stoi, gapi się i na dodatek śmieje? Kim jest gazeciarz? Upraszczając: Jeśli jest osobą nieprzyjazną bohaterowi powinieneś to jakoś uwypuklić (śmieje się szyderczo, złośliwie, wymyśleć jakiś epizod, który dałby czytelnikowi do zrozumienia ten fakt). Jeśli jest postacią przyjazną bohaterowi, to pominąwszy, że mógłby go ostrzec wcześniej, raczej nie gapiłby się, nie śmiał i nie machał ręką. Możnaby jeszcze podać kilka innych wariantów, ale to przecież zadanie Autora. Ja przypuszczam, że poszedłeś po najmniejszej linii oporu, chciałeś dać czytelnikowi znać już na samym początku, że dzieje się coś dziwnego, ale nie zadbałeś o to, żeby miało to ręce i nogi. Stąd moja uwaga o nienaturalności postaci opowiadania. > w tym momencie Piotr poczuł lekkie szarpnięcie. "W tym momencie" zbędne, ale w każdym razie bardziej udane od "pociąg ruszył". > "No. W końcu. Dziwny facet. Może jaki pedał, albo co." - pociąg Po co myślnik? Normalne nowe zdanie. Wogóle trochę niezgrabnie skomponowane. Jak już zauważono pierwsze wrażenie jest takie, że ktoś Piotra potrącił, dopiero po chwili zastanowienia dociera, że "no w końcu" odnosi się do odjazdu pociągu, po czym dopiero następuje dalszy ciąg refleksji bohatera nad postacią gazeciarza. Dochodzi on zresztą do zupełnie kosmicznego wniosku. > powoli nabierał szybkości. Za oknem przesuwał się peron, potem > budynki i drzewa, całe miasto odjeżdżało w dal. Ta zmiana > perspektywy fascynowała go już zawsze. Może dlatego tak bardzo "Już od dawna", albo "od zawsze". Tak jak jest brzmi dosyć dziwacznie. W świetle dalszych losów bohatera "zawsze" nie trwało zbyt długo. > lubił jezdę pociągami. No i jeszcze ta pewność, tak ta pewność, > że gdy wsiądziesz, to i zajedziesz. To też cenił sobie w kolei. Za duże nagromadzenie zaimków wskazujących. Literówka. > W przedziale poza Piotrem nie było nikogo. "Perfekcja" - uśmiechnął > się - "Torba, aktówka, płaszcz i parasol. Cztery" - zawsze liczył > swoje rzeczy przed podróżą. żeby ich nie zapomnieć, no i trochę > dlatego, że jego ojciec też liczył. "No i trochę dlatego" niezgrabne. Za dużo myślników, cudzysłowów, tekst staje się przez to kanciasty, źle się czyta. Ale tu akurat ciekawie, jak już wspomniałem, ciekawy pomysł z liczeniem przedmiotów. Przymus liczenia jest nawet jednym z objawów stanu paranoi. Szkoda tylko, że ten rys charakteru bohatera nie ma żadnego znaczenia dla dalszego przebiegu akcji. > Usiadł na miejscu przy oknie przodem do kierunku jazdy i wyciągnął > nogi. Przez dłuższą chwilę nasycał się mijanymi krajobrazami. > A potem, potem przyszedł czas na lekturę gazet. Właściwie wziął A tu narrator za bardzo utożsamił się z bohaterem i przejął od niego manię powtarzania słów, czy fraz. > je do ręki z niechęcią. "To przez tego typa, na peronie" - wciąż > go intrygował. > W kurierze na pierwszej stronie ogromny tytuł - "Katastrofa > kolejowa - 14 zabitych". "Ha! Dlatego" - pomyślał - "Pewnie > dlatego ten uśmiech i to machanie, a żeby go." Czytał dalej. Nieudane, jeśli gazeciarz chciałby być tylko złośliwy, powiedziałby Piotrowi już przy kupnie gazety "panie, poczytaj pan sobie artykuł na pierwszej stronie, miłej podróży życzę" (mówie teraz z punktu widzenia Piotra, tj. wniosek do którego doszedł jest dziwaczny). > "Wczoraj o godzinie 17.42 w pobliżu Choszczyna wykoleił się > pociąg relacji Szczecin-Poznań. W katastrofie zginęło 14 osób. > 42 osoby zostały ranne, z tego 16 osób..." - nie czytał dalej, > nie chciał tego wiedzieć, po co. Wziął inną gazetę. > "Dziwne" - wrócił myślami - " dokładnie ten sam odcinek, Nie dziwne, co tylko chcesz, zastanawiające, ciekawe, niepokojące, ale dlaczego dziwne? Zdarza się przecież od czasu do czasu katastrofa, a po jakimś czasie ktoś tą samą trasą podróżuje. Sterujesz odczuciami czytelnika w najmniej atrakcyjny sposób. > którym ja jadę. Ale mam szczęście, że nie jechałem wczoraj. > Ale przecież przed wyjsciem z domu. W wiadomościach. Nic Ale, ale, za blisko, zamiast kropek napraszają się wręcz przecinki, co to jest za zdanie "W wiadomościach"? > o żadnej katastrofie nie wspominali. 14 zabitych - to tragedia. > Powinni coś powiedzieć" - sięgnął jeszcze raz po kurier. > Zaczął czytać. Spojrzał na datę. "Siedemnasty. Siedemnasty. > Ależ to nie dziś. Nie. To nie dziś. No żesz. Starą gazetę > mi sprzedał cieć jeden." Popatrzył jeszcze raz na datę > "17 października 2002" - "Tak, to nie dziś. To jutro" - Trochę niezgrabnie budujesz napięcie. Człowiek, co prawda, nie wie jaka jest aktualna data, ale jest przeświadczony, że na pewno nie jest to 17. Bardzo dziwny stan. Załóżmy, że ktoś Cię zapyta o datę. Jeśli wiesz, to wiesz też od razu, że gazeta jest "jutrzejsza". Jeśli nie wiesz, to najpierw sobie przypominasz, a później wyrokujesz o dacie z gazety. > poczuł ciarki po plecach, spojżał na zegarek 17.41. > "Minuta. Jeżeli dobrze chodzi. Jeżeli się nie pomylili > w gazecie. A może to żart? Tak! To żart! No przecież śmiał > mi się w nos ten tam. To na pewno żart!". > Piotr probował pomyśleć na spokojnie - "A jeżeli nie żart?" > - spojżał na zegarek. 17.42. > "Hamulec bezpieczeństwa. A niech tam. Najwyżej zapłacę > karę" zerwał się w kierunku czerwonej rączki. Gdy... Bohater bez najmniejszego uzasadnienia zachowuje się jak wariat (co prawda powiązawszy to z moją wcześniejszą uwagą dotyczącą liczenia przedmiotów nie wszystko mogło być z nim w porządku). Jeśli chciałeś napisać opowiadanie z tzw. "dreszczykiem", to stanowczo nie przygotowałeś do tego czytelnika. > > > to koniec, i to wszystko. > > dla niedomyślnych :) > Gdybym chciał być złośliwy (a chcę) dopisałbym ciąg dalszy za Ciebie: ...rozległ się ogłuszający gwizd. Widok ludzi stojących na korytarzach przywodził na myśl nagły a niespodziewany atak huraganu. W ułamku sekundy większość pochyliła się i legła pokotem, a jedynie nieliczni z rozłożonymi jak konary ramionami, natrafiwszy przypadkiem na klamkę, poręcz, czy jakikolwiek punkt oparcia, utrzymywali się w pozycji zbliżonej do pionu. Z półek, niczym dojrzałe ulęgałki, leciały walizki, tobołki, torebki i zawiniątka czyniąc nieopisany popłoch wśród pasażerów zajmujących miejsca w przedziałach. Panie piszczały już to z przerażenia, już to z bólu, przygniecione potężnymi ciałami mężczyzn siedzących jeszcze przed chwilą vis a vis, lecz nie były w stanie dosłyszeć nawet same siebie. Wielu panom natomiast, którym wylądowały na kolanach siedzące naprzeciw pasażerki, wydawało się, że oto spełniły się ich najskrytsze marzenia. Gwizd powoli wzmagał się, osiągając coraz to wyższe tony, niemal do granicy bólu, po czym nagle ustał. Przez króciutką, acz dostrzegalną chwilę zapanowała cisza, by znów ustąpić miejsca zgiełkowi mieszających się ze sobą w bezładną kakofonię głosów: -Co jest...się stało...moja noga...walizka...wypadek...cholery...na pomoc...ałć! Drzwi w korytarzu otworzyły się nagle z trzaskiem a do wagonu wtargnął tłusty spocony i czerwony z wściekłości kolejarz. W czeluściach sumiastych wąsów mełł przekleństwa. Z oczu wyzierała mu żądza krwi. -Kto uruchomił hamulec!!! - ryknął -Ja - ochrypłym z przerażenia szeptem wyrzęził Piotr z trwogą wysuwając czubek nosa z przedziału. -Po kiego ch...?-zagaił subtelnie kolejarz omiótłszy bazyliszkowym spojrzeniem znękaną fizjonomię Piotra. -Wypadek...wypadek...gazeciarz...gazeta...gazeta - bełkotał Piotr nadal trzymając w kurczowo zaciśniętej dłoni nieszczęsną gazetę. Wściekłość emanująca z twarzy kolejarza na moment zmieniła się w osłupienie. Tylko na moment. -Jaki wypadek, co za gazeta!!!- wrzasnął rozjuszony jeszcze bardziej, o ile wogóle to "bardziej" leżało jeszcze w granicach ludzkich możliwości. -Gazeta...jutrzejsza gazeta...tam wszystko opisane...wypadek, za minutę zdarzyłby się wypadek...ten gazeciarz uśmiechał się tak dwuznacznie...a w gazecie...pan rozumie...ona ma jutrzejszą datę... Kolejarz uśmiechnął się, lecz uśmiech ten nie zwiastował Piotrowi niczego dobrego. -Poproszę bilet do kontroli! - zakomenderował z głupia frant, co do reszty zbiło z pantałyku i tak już zgnębionego Piotra. -Pan nie rozumie, przecież tłumaczę, w tej gazecie szczegółowo opisano wypadek, który za minutę mógłby się nam przytrafić. -Dobra, dobra, najpierw bilecik, a później porozmawiamy sobie - ciągnął niewzruszony kolejarz gmerając jednocześnie po kieszeniach w poszukiwaniu krótkofalówki. Dalszego ciągu też łatwo się domyśleć, więc na tym skończe. PbD
Re: Szczecin-Poznań
Author: PawelKaz
Date: Tue, 21 Jan 2003 20:58
Date: Tue, 21 Jan 2003 20:58
87 lines
4006 bytes
4006 bytes
Użytkownik "bogdan.p" <bezadresu@bez.pl> napisał w wiadomości news:3E2D5154.DD272033@bez.pl... > > > "Paweł bez Daru" schrieb: > > > > Użytkownik "bogdan.p" <bezadresu@bez.pl> napisał w wiadomości > > news:3E2C836C.AEACE0B5@bez.pl... > > > "Ten gazeciarz na peronie" - Piotr wyjżał jeszcze raz przez okno. > > > "Dziwny typ" - pomyślał. > > > > Zastanawiam się jaki jest sens pisania takich opowiadanek, opartych na > > oklepanym do bólu motywie "jutrzejszej gazety" na dodatek w mało > > oryginalnych okolicznościach. > > A zastanawiałeś się kiedyś nad sensem robienia czegokolwiek? > Nie, żeby zadzierać. Tak tylko pytam. Odpowiedź jest oczywista, więc pewnie jednak chcesz zadzierać ;-) > Przyznaję, że historyjka niezbyt błyskotliwa. Nic to. Sens posiada, > przynajmniej dla mnie. Jak widzę wiekszy jak przypuszczałem. > Sporo wniosków z komentarzy. Bardzo chętnie dowiedziałbym się czegoś więcej na temat sensu tej historyjki, bo naprawdę, nawet zakładając, że motyw przewodni byłby dla mnie zupełnie nowy, nie potrafiłbym powiedzieć nic więcej ponad "ojej, ale się facetowi przytrafiło" > > > > Na domiar złego napisane po bałaganiarsku, > > Gdzie? Proszę dokładniej. W ogóle interesuje mnie bardzo odbiór > nie związany konkretnie z fabułą, a bardziej z odbiorem. > > > postacie zachowują się dziwacznie, nienaturalnie, co nie ma żadnego > > uzasadnienia. > > Bosz! toż przecież co druga osoba na tym świecie zachowuje się > dziwnie i nienaturalnie :) Powody w ich przeszłości - leżą. Chyba > nie wymagasz ode mnie, żebym każdą historyjkę zacznał od opisywania > dzieciństwa jej bohaterów. Dzieciństwo swojego bohatera, a przynajmniej jego szczegół, opisałeś w 5. słowach. > > > Jedyna rzecz, którą jako tako udało Ci się odzwierciedlić jest > > pedanteria bohatera, tylko nie wiadomo po co, skoro nie ma to żadnego > > związku z resztą opowiadania. > > Ha, dziwne. Tzn. bardzo ciekawe. Dobrze, że nadmieniłeś. Nie > wiedziałem, że ten mały szczegół wystarczy do stworzenia > pedantycznej postaci. Baaardzo ciekawe. > W mojej wyobraźni Piotr nie jest pedantem. Ma co prawda takie > ciągotki, ale to raczej przyuczone odruchy. A jakie to ma znaczenie, czy jest się pedantem z wyboru, czy z przyuczenia? > Ale mówię o rzeczach, których w tekscie nie widać. Dlatego > --> dalej :) Ależ widać, widać. W Twojej wyobraźni Piotr może być jaki chce, ale na papierze, czy raczej ekranie, zaczął żyć własnym życiem, najwyraźniej wbrew intencjom Autora :-) > > > Styl oczywiście beznadziejny, > > Proszę o szczegóły. Postaram się poprawić, jeżeli rzeczywiście. > > > oczywiście > > ortografia. > > No niestety :( masz rację > > > Miejscowość na trasie Poznań-Szczecin nazywa się Choszczno, co > > jest najmniej ważne, ale tak gwoli informacji. > > OK. To był błąd. Sorry. > Akurat nieistotny w tym przypadku. Paweł bez Daru (PawelKaz)
Re: Szczecin-Poznań
Author: Michal Radomil Wisniewski
Date: Tue, 21 Jan 2003 22:46
Date: Tue, 21 Jan 2003 22:46
17 lines
1660 bytes
1660 bytes
Użytkownik "bogdan.p" <bezadresu@bez.pl> napisał w wiadomości news:3E2C836C.AEACE0B5@bez.pl... > "Ten gazeciarz na peronie" - Piotr wyjżał jeszcze raz przez okno. > "Dziwny typ" - pomyślał. > "Stoi. No stoi i gapi się. O, a teraz macha. No macha do mnie. > I śmieje się. Może, może się pomyliłem i dałem mu pięćdziesiątkę?" > w tym momencie Piotr poczuł lekkie szarpnięcie. > "No. W końcu. Dziwny facet. Może jaki pedał, albo co." - pociąg > powoli nabierał szybkości. Za oknem przesuwał się peron, potem > budynki i drzewa, całe miasto odjeżdżało w dal. Ta zmiana Jakie drzewa? Do Poznania się przez most na Odrze jedzie :) A potem przez pół Szczecina jeszcze, miasto odjedzie w dal jak się z Dąbia wyjedzie :)) m.
Odp: Szczecin-Poznań
Author: AnnaM
Date: Wed, 22 Jan 2003 19:40
Date: Wed, 22 Jan 2003 19:40
4 lines
1025 bytes
1025 bytes
Czytalam kiedys "Slepy tor". Autora nie pomne, ale XIX wiek na pewno. Bardzo mi sie teraz przypomina ===== annaM ( tylko stwierdzam fakty)
Re: Szczecin-Poznań
Author: PawelKaz
Date: Wed, 22 Jan 2003 20:22
Date: Wed, 22 Jan 2003 20:22
17 lines
1664 bytes
1664 bytes
Użytkownik "AnnaM" <tessa2@poczta.gazeta.pl> napisał w wiadomości news:b0mshr$e81$1@news.onet.pl... > Czytalam kiedys "Slepy tor". Autora nie pomne, ale XIX wiek na pewno. > Bardzo mi sie teraz przypomina > ===== > annaM ( tylko stwierdzam fakty) > Bardzo dobrze, że wspomniałaś. Stefan Grabiński. Żył na przełomie XIX i XX wieku. Zmarł chyba w 1924. Przez krytyków nazywany polskim Edgarem Allanem Poe. Na początku lat 80. ukazał się wybór jego opowiadań i kilka powieści, opatrzonych znakomitym wstępem Artura Hutnikiewicza. Bogdanowi polecam szczególnie nowelkę "Smoluch", która tematycznie najbliższa jest temu, co napisał. Byłem i właściwie nadal jestem wielbicielem tego pisarza. PbD
Re: Szczecin-Poznań
Author: Kot Teofil
Date: Thu, 23 Jan 2003 07:01
Date: Thu, 23 Jan 2003 07:01
19 lines
1929 bytes
1929 bytes
Użytkownik Tumor Mozgowicz <Utumor@polbox.com> w wiadomości do grup dyskusyjnych napisał:b0jali$48j$1@news.tpi.pl... > Fajnie by było, gdyby zamiast tego przewidywalnego zakończenia, okazało się, > że wszystko było z góy ukartowane. Wiesz o czym mówię. Mężczyzna czyta > gazetę, z której wynika, że zginie w pociągu, którym jedzie, więc w panice > skacze przez okno, albo sam powoduje katastrofę. Ja to dokładnie tak odczytałam. Człowiek sam powoduje, powiedzmy, wykolejenie pociągu, poprzez pociągnięcie za hamulec, chociaż ja lubię nadinterpretować. Gwoli ścisłości mogłoby być zdanie, że zdążył pociągnąć uchwyt przed wypadkiem. -- Pozdro Kot_Którego_Nie_Ma "Wzleć jak motyl, tnij jak osa!"
Re: Szczecin-Poznań
Author: Bartek
Date: Fri, 24 Jan 2003 13:04
Date: Fri, 24 Jan 2003 13:04
35 lines
2245 bytes
2245 bytes
"Kot Teofil" <inka_do@poczta.onet.pl> wrote in message news:b0o5op$6fm$6@news.tpi.pl... > > Użytkownik Tumor Mozgowicz <Utumor@polbox.com> w wiadomości do grup > dyskusyjnych napisał:b0jali$48j$1@news.tpi.pl... > > > Fajnie by było, gdyby zamiast tego przewidywalnego zakończenia, okazało > się, > > że wszystko było z góy ukartowane. Wiesz o czym mówię. Mężczyzna czyta > > gazetę, z której wynika, że zginie w pociągu, którym jedzie, więc w panice > > skacze przez okno, albo sam powoduje katastrofę. > > Ja to dokładnie tak odczytałam. Człowiek sam powoduje, powiedzmy, > wykolejenie pociągu, poprzez pociągnięcie za hamulec, chociaż ja lubię > nadinterpretować. Gwoli ścisłości mogłoby być zdanie, że zdążył pociągnąć > uchwyt przed wypadkiem. Jasne, albo tak: akcja ratownicza trwala cala noc. O piatej nad ranem jeden ze strazakow pochylil sie nad zakrwawionym cialem mezczyzny. Jego wzrok padl na gazete ze zdjeciem przelamanego na pol wagonu kolejowego. Przykucna i spojrzal na tekst: "...nie ustalono jeszcze przyczyny tragedii, jednak z nieoficjalnych wypowiedzi ratowników wynika, ze przyczyna tragedii mogl byc niesprawny system hamulcowy". > > -- > Pozdro > Kot_Którego_Nie_Ma > "Wzleć jak motyl, tnij jak osa!" > > > >
Re: Szczecin-Poznań
Author: bogdan.p
Date: Fri, 24 Jan 2003 14:31
Date: Fri, 24 Jan 2003 14:31
22 lines
1530 bytes
1530 bytes
saint666 schrieb: > > > > To w pierwszej chwili odczytałem jako szarpnięcie przez innego > człowieka. > > > > A kiedy się wyjaśniło, że to pociąg? > > Gdyby to nie był pociąg, to chociaż w następnych kilku zdaniach powinno się > ujawnić co lub kto to był, a nie dalsze rozważania, czy gazeciarz był > pedałem. > Z sytuacji wynikało, że pociąg mniej więcej w tym czasie ruszył. > > saint666 To dobrze. Tak miało być. Chociaż teraz robiłbym to nieco inaczej, jednoznaczniej. Dzięki bogdan.p
Re: Szczecin-Poznań
Author: bogdan.p
Date: Fri, 24 Jan 2003 14:34
Date: Fri, 24 Jan 2003 14:34
30 lines
1603 bytes
1603 bytes
Tumor Mozgowicz schrieb: > > > > > Jak sam tego nie wykorzystasz, to ja to zrobię :-) > > > > Ależ - bardzo Cię o to proszę. Ciekawy jestem rezultatu. > > Ale miej się na baczności - ocenię ostro :) > > To był żart, choć może kiedyś w wolnej chwili. Któż to wie :-) Z takich rzeczy się nie żartuje :) Jeśli miałbyś kiedyś chęć - naprawę jestem ciekaw. > > > A wiesz. Ja też przedstwię "Szczecin-Poznań" raz jeszcze. > > Druga wersja pójdzie w jeszcze całkiem innym kierunku :) > > Czekam i. trochę potrwa > ...pozdrawiam serdecznie, > Tumor Mózgowicz > UWAGA: Aby odpisać mi bezpośrednio usuń pierwsze U z adresu e-mail Pozdrawiam serdecznie bogdan.p
Re: Szczecin-Poznań
Author: bogdan.p
Date: Fri, 24 Jan 2003 16:25
Date: Fri, 24 Jan 2003 16:25
323 lines
16430 bytes
16430 bytes
PawelKaz schrieb: > > Użytkownik "bogdan.p" <bezadresu@bez.pl> napisał w wiadomości > news:3E2C836C.AEACE0B5@bez.pl... > > "Ten gazeciarz na peronie" - Piotr wyjżał jeszcze raz przez okno. > > "Dziwny typ" - pomyślał. > > Jak już wspominałem, zarzut nr 1, wielokrotnie wykorzystany schemat > "jutrzejszej gazety", lub ogólnie mówiąc informacji uzyskanej z przyszłości. Na to nic nie poradzę. Tak mi się napisało i już. > To jeszcze nie byłoby najgorsze, wykorzystanie standardowego tricku ma > uzasadnienie o ile nie jest to jedynie sztuka dla sztuki. U Ciebie jednak > całe opowiadanie podporządkowane jest puencie, nic poza tym tu nie ma, a > ponieważ jest ona mało oryginalna, więc całość mnie, jako czytelnika, > zawodzi. Wg mnie jest tutaj więcej, ale nie w samej historii, a sposobie jej przedstawienia. Dla mnie to taki eksperyment, albo ćwiczenie. > Wierz mi lub nie, ale po przeczytaniu słów "Katastrofa kolejowa - > 14 zabitych" miałem już 90% pewności co będzie dalej. OK. Wierzę > > > "Stoi. No stoi i gapi się. O, a teraz macha. No macha do mnie. > > I śmieje się. Może, może się pomyliłem i dałem mu pięćdziesiątkę?" > > Dlaczego stoi, gapi się i na dodatek śmieje? Kim jest gazeciarz? > Upraszczając: Jeśli jest osobą nieprzyjazną bohaterowi powinieneś to jakoś > uwypuklić (śmieje się szyderczo, złośliwie, wymyśleć jakiś epizod, który > dałby czytelnikowi do zrozumienia ten fakt). Jeśli jest postacią przyjazną > bohaterowi, to pominąwszy, że mógłby go ostrzec wcześniej, raczej nie > gapiłby się, nie śmiał i nie machał ręką. Możnaby jeszcze podać kilka innych > wariantów, ale to przecież zadanie Autora. Ja przypuszczam, że poszedłeś po > najmniejszej linii oporu, chciałeś dać czytelnikowi znać już na samym > początku, że dzieje się coś dziwnego, ale nie zadbałeś o to, żeby miało to > ręce i nogi. Stąd moja uwaga o nienaturalności postaci opowiadania. Nie całkiem rozumiem zarzutu. To są jedne z pierwszych słów tekstu. Ty chcesz już wszystkich wyjaśnień w pierwszych dwóch zdaniach? Poza tym, powinieneś się domyślić, że jeśli autor coś ważnego przemilcza, to zapewe ma do tego powód. Moim powodem jest wlasnie zbudowanie napiecia i zaciagniecia zaslony tajemniczosci, jak w komentarzu sam sugerujesz. A więc raczej się to powiodło. Tym bardziej nie rozumiem dlaczego to Ci sie nie podoba? Na gazeciarzu, w koło niego, próbuję wybudować napięcie. Jeśli chcę, ażeby się to powidło, to muszę o nim milczeć. A on musi być tajemniczy, dziwny. OK - puenta tutaj nie za bardzo, ale w innym przypadku tajemniczosc gazeciatrza zagrała by swoją nutkę. > > > w tym momencie Piotr poczuł lekkie szarpnięcie. > > "W tym momencie" zbędne, ale w każdym razie bardziej udane od "pociąg > ruszył". OK. może być, ale nie musi. > > > "No. W końcu. Dziwny facet. Może jaki pedał, albo co." - pociąg > > Po co myślnik? Normalne nowe zdanie. Wogóle trochę niezgrabnie skomponowane. > Jak już zauważono pierwsze wrażenie jest takie, że ktoś Piotra potrącił, > dopiero po chwili zastanowienia dociera, że "no w końcu" odnosi się do > odjazdu pociągu, po czym dopiero następuje dalszy ciąg refleksji bohatera > nad postacią gazeciarza. Dochodzi on zresztą do zupełnie kosmicznego > wniosku. Tak. Myślnik nie potrzebny. A co do szarpnięcia, to powinno być tak: w tym momencie Piotr poczuł lekkie szarpnięcie. "No. W końcu ruszył. Dziwny facet. Może jaki pedał, albo co." Co do wniosku do jakiego dochodzi Piotr: nie dziw się ludzie dochodzą do różnych wniosków, an podstawie różnych rzeczy. Piotr tak pomyślał i już :) Sam przyznajesz, że gazeciarz dziwny. Ty nazywasz to dziwnością a Piotr nazywa to inaczej. > > > powoli nabierał szybkości. Za oknem przesuwał się peron, potem > > budynki i drzewa, całe miasto odjeżdżało w dal. Ta zmiana > > perspektywy fascynowała go już zawsze. Może dlatego tak bardzo > > "Już od dawna", albo "od zawsze". Tak jak jest brzmi dosyć dziwacznie. W > świetle dalszych losów bohatera "zawsze" nie trwało zbyt długo. OK. a więc "już od zawsze" > > > lubił jezdę pociągami. No i jeszcze ta pewność, tak ta pewność, > > że gdy wsiądziesz, to i zajedziesz. To też cenił sobie w kolei. > > Za duże nagromadzenie zaimków wskazujących. Literówka. Byćmoże za duże nagromadzenie, ale właściwie tak chciałem to wyrazić. Można by "tak ta pewność" wyrzucić - chociaż niechętnie, naprawdę niechętnie bym to zrobił. Reszta zaimków jest raczej potrzebna, jeżeli chcę wyrażone wyrazić krótko - a chcę. Literówka - tak "jazdę" > > > W przedziale poza Piotrem nie było nikogo. "Perfekcja" - uśmiechnął > > się - "Torba, aktówka, płaszcz i parasol. Cztery" - zawsze liczył > > swoje rzeczy przed podróżą. żeby ich nie zapomnieć, no i trochę > > dlatego, że jego ojciec też liczył. > > "No i trochę dlatego" niezgrabne. Za dużo myślników, cudzysłowów, tekst > staje się przez to kanciasty, źle się czyta. Ale tu akurat ciekawie, jak już > wspomniałem, ciekawy pomysł z liczeniem przedmiotów. Przymus liczenia jest > nawet jednym z objawów stanu paranoi. Szkoda tylko, że ten rys charakteru > bohatera nie ma żadnego znaczenia dla dalszego przebiegu akcji. Myślniki, cudzysłowia - to będę jednak musiał jakoś rozwiązać. Masz rację. Tutaj bym tak daleko w analizę Piotra nie wchodził. Chociaż to jest już sprawa czytelnika. Chodziło mi tylko i wyłącznie o naszkicowanie Piotra. Cieszy mnie, że udało się to aż tak dobrze. Ten element - z liczeniem - będzie byćmoże wykożystany w innej wersji tekstu. > > > Usiadł na miejscu przy oknie przodem do kierunku jazdy i wyciągnął > > nogi. Przez dłuższą chwilę nasycał się mijanymi krajobrazami. > > A potem, potem przyszedł czas na lekturę gazet. Właściwie wziął > > A tu narrator za bardzo utożsamił się z bohaterem i przejął od niego manię > powtarzania słów, czy fraz. Ależ nie, to jest bardziej skomplikowane. Narrator utożsamił się z autorem, który lubi innego narratora, który to ma nawyk (nie manie) powtarzania słów. Tak czy siak, ładne, no nie? :) > > > je do ręki z niechęcią. "To przez tego typa, na peronie" - wciąż > > go intrygował. > > W kurierze na pierwszej stronie ogromny tytuł - "Katastrofa > > kolejowa - 14 zabitych". "Ha! Dlatego" - pomyślał - "Pewnie > > dlatego ten uśmiech i to machanie, a żeby go." Czytał dalej. > > Nieudane, jeśli gazeciarz chciałby być tylko złośliwy, powiedziałby Piotrowi > już przy kupnie gazety "panie, poczytaj pan sobie artykuł na pierwszej > stronie, miłej podróży życzę" (mówie teraz z punktu widzenia Piotra, tj. > wniosek do którego doszedł jest dziwaczny). Ach, dlaczego? Złośliwość ma wiele postaci. Ale nie o to chodzi, czy gazeciarz był złosliwy czy nie. Chodzi o to, ze Piotr wciaż szuka rozwiązania dla zachowania gazeciarza, a gazeta i artykuł (z jego rąk przecież) jest pewnym wytłumaczeniem. Zresztą Piotr ma prawo mieć własna logikę. > > > "Wczoraj o godzinie 17.42 w pobliżu Choszczyna wykoleił się > > pociąg relacji Szczecin-Poznań. W katastrofie zginęło 14 osób. > > 42 osoby zostały ranne, z tego 16 osób..." - nie czytał dalej, > > nie chciał tego wiedzieć, po co. Wziął inną gazetę. > > "Dziwne" - wrócił myślami - " dokładnie ten sam odcinek, > > Nie dziwne, co tylko chcesz, zastanawiające, ciekawe, niepokojące, ale > dlaczego dziwne? Zdarza się przecież od czasu do czasu katastrofa, a po > jakimś czasie ktoś tą samą trasą podróżuje. Sterujesz odczuciami czytelnika > w najmniej atrakcyjny sposób. Tak. Ogólnie, własciwie, to masz rację. Ale to wcale nie takie proste. Z tych tutaj przytoczonych alternatyw, w rachubę wchodzi "ciekawe". Ale czy "ciekawe" jest naprawde atrakcyjniejsze od "dziwne". Wg mnie nie. Moze mam wypaczony gust. Ale wg mnie nie. > > > którym ja jadę. Ale mam szczęście, że nie jechałem wczoraj. > > Ale przecież przed wyjsciem z domu. W wiadomościach. Nic > > Ale, ale, za blisko, zamiast kropek napraszają się wręcz przecinki, co to > jest za zdanie "W wiadomościach"? Prawda, prawda, co do "ale". Chociaż tutaj mamy z róznymi "ale" do czynienia, znaczeniowo całkowicie innymi. Co do krótkich zdan to musze ich bronic, to sie tyczy równiez zdania "W wiadomosciach" W calym tekscie Piotr nie mówi ani jednego slowa (nikt nic nie mówi). Te krótkie zdania przedstawiają Piotra myśli. A myśli są własnie krótkie. Miejsca. Ludzie. Czynnosci. itp. itd. własciwie prawie niczym ze soba nie powiazane. W rzeczywistości jest jeszcze gorzej. Postaraj się w siebie wsłuchać. to nie samowicie ciekawe. Starałem się myśli Piotra własnie przedstawić za pomocę krótkich zdań. To jest żetakpowiem główny powód tego tekstu, główne ćwiczenie. Miało być podobnie jak to zrobil Szczurkot w swoim opowiadanku. Tylko że lepiej (oczywiście :) To wcale nie jest takie proste. Zresztą, uażam, że ani jemu, ani mi, nie wyszlo to tak, jak nalezalo. Ale z tego moze byc ciekawe narzedzie. Zbyt wiele "ale" powstalo wlasnie przez nieuwagę przy spiswaniu krótkich mysli. To jest techniczny Problem. "W wiadomosciach" to jest wlasnie zdanie z tej samej rodziny - po prostu krótka mysl. > > > o żadnej katastrofie nie wspominali. 14 zabitych - to tragedia. > > Powinni coś powiedzieć" - sięgnął jeszcze raz po kurier. > > Zaczął czytać. Spojrzał na datę. "Siedemnasty. Siedemnasty. > > Ależ to nie dziś. Nie. To nie dziś. No żesz. Starą gazetę > > mi sprzedał cieć jeden." Popatrzył jeszcze raz na datę > > "17 października 2002" - "Tak, to nie dziś. To jutro" - > > Trochę niezgrabnie budujesz napięcie. Człowiek, co prawda, nie wie jaka jest > aktualna data, ale jest przeświadczony, że na pewno nie jest to 17. Bardzo > dziwny stan. Załóżmy, że ktoś Cię zapyta o datę. Jeśli wiesz, to wiesz też > od razu, że gazeta jest "jutrzejsza". Jeśli nie wiesz, to najpierw sobie > przypominasz, a później wyrokujesz o dacie z gazety. Tak. Tutaj zacząłem się niepotrzebnie spieszyć, no a z tą datą to takie nie całkiem czyste rozwiązanie. > > > poczuł ciarki po plecach, spojżał na zegarek 17.41. > > "Minuta. Jeżeli dobrze chodzi. Jeżeli się nie pomylili > > w gazecie. A może to żart? Tak! To żart! No przecież śmiał > > mi się w nos ten tam. To na pewno żart!". > > Piotr probował pomyśleć na spokojnie - "A jeżeli nie żart?" > > - spojżał na zegarek. 17.42. > > "Hamulec bezpieczeństwa. A niech tam. Najwyżej zapłacę > > karę" zerwał się w kierunku czerwonej rączki. Gdy... > > Bohater bez najmniejszego uzasadnienia zachowuje się jak wariat (co prawda > powiązawszy to z moją wcześniejszą uwagą dotyczącą liczenia przedmiotów nie > wszystko mogło być z nim w porządku). Jeśli chciałeś napisać opowiadanie z > tzw. "dreszczykiem", to stanowczo nie przygotowałeś do tego czytelnika. Wiem. Widzę to. Koniec był zbyt szybki. Ale przede wszcystkim ta "jutrzejsza gazeta" nie zadziałała. Wiem przeżytek. Takie gazety dzisiaj w każdym kiosku :) Bez żartów: z oceną całego tekstu muszę się niestety zgodzić. Co do poszczególnych punktów, to jednak możnaby długo dyskutować. > > > > > > > to koniec, i to wszystko. > > > > dla niedomyślnych :) > > > > Gdybym chciał być złośliwy (a chcę) dopisałbym ciąg dalszy za Ciebie: OJ! Jak ja uwielbiam złośliwość :) Całkiem niezłośliwie muszę powiedzieć, że Twoje dokończenie mimo, że czysto i składnie napisane, to mi wcale a wcale nie pasuje. Do "Szczecin-Poznań" zbyt szczegółowe. Ale nawet jako samodzielny tekst. Bałagan wcale nie plastyczny, dużo nieważnych szczegółów. Po przeczytaniu nie wiadomo co się stało. Dialog też możnaby skrócić. Kontroler przejmuje ważną rolę, na którą wcale nie zasługuje. Całkowicie bez złośliwości :) raczej z sympatią Pozdrawiam serdecznie bogdan.p > > ...rozległ się ogłuszający gwizd. Widok ludzi stojących na korytarzach > przywodził na myśl nagły a niespodziewany atak huraganu. W ułamku sekundy > większość pochyliła się i legła pokotem, a jedynie nieliczni z rozłożonymi > jak konary ramionami, natrafiwszy przypadkiem na klamkę, poręcz, czy > jakikolwiek punkt oparcia, utrzymywali się w pozycji zbliżonej do pionu. Z > półek, niczym dojrzałe ulęgałki, leciały walizki, tobołki, torebki i > zawiniątka czyniąc nieopisany popłoch wśród pasażerów zajmujących miejsca w > przedziałach. Panie piszczały już to z przerażenia, już to z bólu, > przygniecione potężnymi ciałami mężczyzn siedzących jeszcze przed chwilą vis > a vis, lecz nie były w stanie dosłyszeć nawet same siebie. Wielu panom > natomiast, którym wylądowały na kolanach siedzące naprzeciw pasażerki, > wydawało się, że oto spełniły się ich najskrytsze marzenia. Gwizd powoli > wzmagał się, osiągając coraz to wyższe tony, niemal do granicy bólu, po czym > nagle ustał. Przez króciutką, acz dostrzegalną chwilę zapanowała cisza, by > znów ustąpić miejsca zgiełkowi mieszających się ze sobą w bezładną kakofonię > głosów: > > -Co jest...się stało...moja noga...walizka...wypadek...cholery...na > pomoc...ałć! > > Drzwi w korytarzu otworzyły się nagle z trzaskiem a do wagonu wtargnął > tłusty spocony i czerwony z wściekłości kolejarz. W czeluściach sumiastych > wąsów mełł przekleństwa. Z oczu wyzierała mu żądza krwi. > > -Kto uruchomił hamulec!!! - ryknął > -Ja - ochrypłym z przerażenia szeptem wyrzęził Piotr z trwogą wysuwając > czubek nosa z przedziału. > -Po kiego ch...?-zagaił subtelnie kolejarz omiótłszy bazyliszkowym > spojrzeniem znękaną fizjonomię Piotra. > -Wypadek...wypadek...gazeciarz...gazeta...gazeta - bełkotał Piotr nadal > trzymając w kurczowo zaciśniętej dłoni nieszczęsną gazetę. > Wściekłość emanująca z twarzy kolejarza na moment zmieniła się w osłupienie. > Tylko na moment. > -Jaki wypadek, co za gazeta!!!- wrzasnął rozjuszony jeszcze bardziej, o ile > wogóle to "bardziej" leżało jeszcze w granicach ludzkich możliwości. > -Gazeta...jutrzejsza gazeta...tam wszystko opisane...wypadek, za minutę > zdarzyłby się wypadek...ten gazeciarz uśmiechał się tak dwuznacznie...a w > gazecie...pan rozumie...ona ma jutrzejszą datę... > Kolejarz uśmiechnął się, lecz uśmiech ten nie zwiastował Piotrowi niczego > dobrego. > -Poproszę bilet do kontroli! - zakomenderował z głupia frant, co do reszty > zbiło z pantałyku i tak już zgnębionego Piotra. > -Pan nie rozumie, przecież tłumaczę, w tej gazecie szczegółowo opisano > wypadek, który za minutę mógłby się nam przytrafić. > -Dobra, dobra, najpierw bilecik, a później porozmawiamy sobie - ciągnął > niewzruszony kolejarz gmerając jednocześnie po kieszeniach w poszukiwaniu > krótkofalówki. > > Dalszego ciągu też łatwo się domyśleć, więc na tym skończe. > > PbD
Re: Szczecin-Poznań
Author: bogdan.p
Date: Fri, 24 Jan 2003 16:38
Date: Fri, 24 Jan 2003 16:38
30 lines
1959 bytes
1959 bytes
Michal Radomil Wisniewski schrieb: > > Użytkownik "bogdan.p" <bezadresu@bez.pl> napisał w wiadomości > news:3E2C836C.AEACE0B5@bez.pl... > > "Ten gazeciarz na peronie" - Piotr wyjżał jeszcze raz przez okno. > > "Dziwny typ" - pomyślał. > > "Stoi. No stoi i gapi się. O, a teraz macha. No macha do mnie. > > I śmieje się. Może, może się pomyliłem i dałem mu pięćdziesiątkę?" > > w tym momencie Piotr poczuł lekkie szarpnięcie. > > "No. W końcu. Dziwny facet. Może jaki pedał, albo co." - pociąg > > powoli nabierał szybkości. Za oknem przesuwał się peron, potem > > budynki i drzewa, całe miasto odjeżdżało w dal. Ta zmiana > > Jakie drzewa? Do Poznania się przez most na Odrze jedzie :) A potem > przez pół Szczecina jeszcze, miasto odjedzie w dal jak się z Dąbia > wyjedzie :)) > > m. O qurcze, trzeba uważać co się pisze :) No ale ja właśnie o tej połowie miasta - domy, drzewa - no przecież są w Szczecinie, sam widziałem. A o moście nie wspominałem, przecież wiadomo, że jak Szczecin, to i most musi być :) Pozdrawiam serdecznie bogdan.p
Re: Odp: Szczecin-Poznań
Author: bogdan.p
Date: Fri, 24 Jan 2003 16:41
Date: Fri, 24 Jan 2003 16:41
17 lines
1282 bytes
1282 bytes
AnnaM schrieb: > > Czytalam kiedys "Slepy tor". Autora nie pomne, ale XIX wiek na pewno. > Bardzo mi sie teraz przypomina > ===== > annaM ( tylko stwierdzam fakty) Dziękuję za stwierdzenie faktu :) A bo ja tak powoli kuśtykam, najpierw wszystko co już napisane na swoje tłumaczę :) Pozdrawiam serdecznie bogdan.p
Re: Szczecin-Poznań
Author: Michal Radomil Wisniewski
Date: Fri, 24 Jan 2003 16:44
Date: Fri, 24 Jan 2003 16:44
22 lines
1570 bytes
1570 bytes
Użytkownik "bogdan.p" <bezadresu@bez.pl> napisał w wiadomości news:3E316BF4.3820AAC@bez.pl... > > Jakie drzewa? Do Poznania się przez most na Odrze jedzie :) A potem > > przez pół Szczecina jeszcze, miasto odjedzie w dal jak się z Dąbia > > wyjedzie :)) > > > > m. > > O qurcze, trzeba uważać co się pisze :) > No ale ja właśnie o tej połowie miasta - domy, drzewa - > no przecież są w Szczecinie, sam widziałem. No, ale zaraz za peronem - most! > A o moście nie wspominałem, przecież wiadomo, > że jak Szczecin, to i most musi być :) Byłeś w ogóle na Głównym? :) m.
Re: Szczecin-Poznań
Author: bogdan.p
Date: Fri, 24 Jan 2003 16:50
Date: Fri, 24 Jan 2003 16:50
32 lines
1848 bytes
1848 bytes
Michal Radomil Wisniewski schrieb: > > Użytkownik "bogdan.p" <bezadresu@bez.pl> napisał w wiadomości > news:3E316BF4.3820AAC@bez.pl... > > > > Jakie drzewa? Do Poznania się przez most na Odrze jedzie :) A potem > > > przez pół Szczecina jeszcze, miasto odjedzie w dal jak się z Dąbia > > > wyjedzie :)) > > > > > > m. > > > > O qurcze, trzeba uważać co się pisze :) > > No ale ja właśnie o tej połowie miasta - domy, drzewa - > > no przecież są w Szczecinie, sam widziałem. > > No, ale zaraz za peronem - most! > > > A o moście nie wspominałem, przecież wiadomo, > > że jak Szczecin, to i most musi być :) > > Byłeś w ogóle na Głównym? :) Byłem, to ten zaraz przy Odrze, nieprawdaż? Ale pociągiem ze Szczecina nie jechałem. Bo podszedł do mnie taki gazeciarz i... :) bogdan.p > > m.
Odp: Odp: Szczecin-Poznań
Author: AnnaM
Date: Sun, 26 Jan 2003 15:52
Date: Sun, 26 Jan 2003 15:52
11 lines
1143 bytes
1143 bytes
> A bo ja tak powoli kuśtykam, najpierw wszystko co już napisane > na swoje tłumaczę :) > > Pozdrawiam serdecznie > > bogdan.p Ale idzie Ci niezle;) Tlumacz sobie dalej i daj podczytywac:) === annaM
Re: Szczecin-Poznań
Author: Kot Teofil
Date: Mon, 27 Jan 2003 08:33
Date: Mon, 27 Jan 2003 08:33
30 lines
2568 bytes
2568 bytes
Użytkownik Bartek <bartek_filipek@poczta.onet.pl> w wiadomości do grup dyskusyjnych napisał:b0rds7$19g4$1@news2.ipartners.pl... > > > Fajnie by było, gdyby zamiast tego przewidywalnego zakończenia, > > > okazało się, że wszystko było z góy ukartowane. Wiesz o czym mówię. > > > Mężczyzna czyta gazetę, z której wynika, że zginie w pociągu, którym > > > jedzie, więc w panice skacze przez okno, albo sam powoduje > > > katastrofę. > > > > Ja to dokładnie tak odczytałam. Człowiek sam powoduje, powiedzmy, > > wykolejenie pociągu, poprzez pociągnięcie za hamulec, chociaż ja lubię > > nadinterpretować. Gwoli ścisłości mogłoby być zdanie, że zdążył > > pociągnąć uchwyt przed wypadkiem. > > Jasne, albo tak: akcja ratownicza trwala cala noc. O piatej nad ranem jeden > ze strazakow pochylil sie nad zakrwawionym cialem mezczyzny. Jego wzrok > padl na gazete ze zdjeciem przelamanego na pol wagonu kolejowego. > Przykucna i spojrzal na tekst: "...nie ustalono jeszcze przyczyny tragedii, > jednak z nieoficjalnych wypowiedzi ratowników wynika, ze przyczyna > tragedii mogl byc niesprawny system hamulcowy". A nie byłoby to niepotrzebne przedlużanie agonii tej akcji? -- Pozdro Kot_Którego_Nie_Ma "Wzleć jak motyl, tnij jak osa!"
Re: Szczecin-Poznań -Hamulec
Author: awa
Date: Thu, 30 Jan 2003 18:27
Date: Thu, 30 Jan 2003 18:27
100 lines
7149 bytes
7149 bytes
Za zgodą autora załączam opowiadanie Marcina Kozłowskiego
Pozdrawiam
Urszula
ula_la@interia.pl
"HAMULEC
To miasto zawsze mnie intrygowało. Ma w sobie coś z metafizycznych
powieści i wizji surrealistów. Klasycystyczny dworzec kolejowy, wieże
świątyń różnych wyznań, barokowe kamieniczki tonące w zieleni i wąskie
zatłoczone uliczki, poprzecinane setkami kanałów... Ucieszyłem się, że
przesiadka podczas podróży służbowej do Gdyni wypadła mi akurat tutaj.
Było pogodne wrześniowe popołudnie. Słońce mocno grzało po plecach, a
jednak w powietrzu unosił się już charakterystyczny zapach jesieni.
Po powrocie z dłuższego spaceru, usiadłem na ławce przed budynkiem
dworca, zapaliłem papierosa i upajając się niezwykłą atmosferą? tego
miejsca, odruchowo spojrzałem na zegarek. Do odjazdu pociągu miałem jeszcze
ponad kwadrans.
Nawet nie zauważyłem, kiedy obok mnie usiadła kobieta.
- Pan wierzy w sny? - zapytała. - Bo ja, tak - dodała, nie czekając na moją
odpowiedź. - Odkąd umarł mój mąż i zostałam zupełnie sama, mam bardzo dużo
czasu... Mogę śnić, ile tylko zechcę.
Uśmiechnąłem się do niej. Jednocześnie, zaintrygowany tym dziwnym
wyznaniem, postanowiłem wysłuchać jej do końca.
- Pewnie pan myśli, że przyczepiła się do pana jakaś stara wariatka i to
akurat teraz, gdy pan chciałby posiedzieć tu przez chwilę sam...
Może w pierwszym momencie istotnie tak pomyślałem, ale czy wypadało mi
przyznać jej rację? Ponownie uśmiechnąłem się. Nie był to jednak uśmiech,
jaki posyła się komuś, kogo darzy się sympatią. Był to uśmiech wynikający z
mojego zakłopotania.
- W takim razie, jak pan myśli, skąd wiedziałam, że pan tutaj będzie? -
kontynuowała, niezrażona moim milczeniem. - Jedzie pan do Trójmiasta. - Nie
wiem dokładnie gdzie i po co, ale sny to nie rzeczywistość. Tam, szczegóły
nie są tak istotne. Jednego jestem pewna. Po drodze wydarzy się katastrofa
i pana pociąg nigdy nie dojedzie do stacji przeznaczenia. To będzie o
świcie, tuż przed wschodem słońca...
Na chwilę kobieta zamyśliła się.
- Widziałam łąki osnute poranną mgłą, jakąś sadzawkę tuż przy torach....
Nieco dalej w ciemnościach majaczył las. I nagle ujrzałam ten pociąg, a
później pana w jednym z wagonów... Zastanawiam się tylko, dlaczego mam
ostrzec akurat pana... Przecież w tym pociągu zginie wielu niewinnych ludzi.
Może tylko pan jest w stanie temu zapobiec albo tak naprawdę tylko pana
życie się liczy?... Do czasu - dodała. - Nikt z nas nie jest
nieśmiertelny...
Nie spodobały mi się te proroctwa. Każdy jest ciekaw swojej przyszłości,
ale przecież tylko pod warunkiem, że są to dobre przepowiednie.?????
Nerwowo zgasiłem papierosa i podniosłem się z ławki.
- Przepraszam, ale muszę już iść - szepnąłem, z trudem opanowując głos.
- Pan jednak nie wierzy w sny - odpowiedziała zawiedzionym głosem. - Niech
pan chociaż usiądzie w ostatnim wagonie. To bardzo ważne! - krzyknęła za
mną.
Pociąg stał już na peronie. W kiosku kupiłem kilka gazet i wsiadłem do
najbliższego wagonu. Pomimo, że bagatelizowałem niedawne spotkanie, na pewno
nadal byłem pod jego silnym wrażeniem. Nie sposób zlekceważyć czyjąś
przestrogę, nawet, gdy jest tak irracjonalna. Już po chwili wziąłem swój
bagaż i przeniosłem się do ostatniego wagonu. Był zupełnie pusty. Wszedłem
do przedziału, ulokowałem bagaż na półcei zapaliłem kolejnego papierosa.
Pociąg właśnie ruszał...
Za wszelką cenę starałem się zapomnieć o tej kobiecie. Nie pamiętam, o
czym dokładnie myślałem. Na pewno były to bezwiedne myśli o wszystkim i o
niczym. Podziwiając wspaniały zachód słońca, na pewno musiałem pomyśleć o
żonie, dzieciach oraz o czekającej mnie jutro konferencji, od której
zależała moja dalsza kariera. Potem zjadłem kanapki, przejrzałem gazety, a
po jakimś czasie zgasiłem światło w przedziale i kołysany błogim stukotem
kół, zasnąłem.
Każdy ze snów jest inny, dlatego tak trudno zrozumieć ich symbolikę. Co
prawda, często powtarzają się w nich te same miejsca, osoby; ale tam,
podobnie jak na jawie, nigdy nie jest tak samo. Znowu ujrzałem kobietę
sprzed dworca. Mówiła coś do mnie, ale ja nie rozumiałem ani jednego jej
słowa. Gdy w pewnej chwili próbowała mnie pogłaskać, zauważyłem, że jej ręce
ociekają krwią. Widok ten wywołał we mnie śmiertelną trwogę. Zacząłem
uciekać i wówczas zorientowałem się, że w żaden sposób nie potrafię się
zatrzymać...
Zbudziłem się zlany zimnym potem. Poczułem ulgę, że to tylko zły sen i
wtedy przypomniałem sobie wczorajsze spotkanie... Wybiegłem na korytarz.
Gdy uchyliłem okno, w jaśniejącym mroku ujrzałem łąki spowite mgłą...
Ponownie wracał koszmar. Słyszałem bicie własnego serca, które potęgował
monotonny stukot kół. Czułem, że zaraz oszaleję, więc gdy spostrzegłem nad
sobą czerwoną rączkę hamulca bezpieczeństwa, nie zastanawiałem się długo.
Szarpnąłem energicznie, po chwili usłyszałem głośny skowyt hamulców i
poczułem silne szarpnięcie. Dopiero teraz oprzytomniałem, ale było już za
późno, by odwrócić bieg wydarzeń. Dobiegały mnie głosy zaniepokojonych
podróżnych z sąsiednich wagonów i nawoływania konduktorów.
- W ostatnim wagonie! - usłyszałem czyjś głos.
W pierwszej chwili pomyślałem o ucieczce z pociągu. Ale niemal w tym
samym momencie w korytarzu pojawił się konduktor. Postanowiłem zachować
zimną krew.
- No, nareszcie! - krzyknąłem. - Dobrze, że pan się zjawił! - To zrobił
jakiś gówniarz. Przed chwilą wyskoczył z wagonu i pobiegł w kierunku tego
lasku, za stawem - skłamałem, wskazując ręką. - Jeszcze zdążycie
go złapać!
- Niczego już nie zdążymy - rzekł nienaturalnie opanowanym głosem konduktor,
wpatrzony w tylną szybę wagonu.
Gdy odwróciłem się, oślepiły mnie światła pędzącego wprost na nas pociągu."
20 III 2000
Marcin Kozłowski
Thread Navigation
This is a paginated view of messages in the thread with full content displayed inline.
Messages are displayed in chronological order, with the original post highlighted in green.
Use pagination controls to navigate through all messages in large threads.
Back to All Threads