🚀 go-pugleaf

RetroBBS NetNews Server

Inspired by RockSolid Light RIP Retro Guy

Thread View: pl.hum.pisarstwo
20 messages
20 total messages Started by Henryk Kostjuk Sat, 28 Dec 2002 15:02
Ciala w przestrzeni
#1062
Author: Henryk Kostjuk
Date: Sat, 28 Dec 2002 15:02
758 lines
51182 bytes
Załaczam swoje opowiadanie s-f.  Opowiadanie jest klasyczną fantastyką i
użyłem również pewnego chwytu stylistycznego. Na pewno się zorientujecie
w moich zamierzeniach. Życzę miłej lektury.

Aby pojawiły się znaki diakrytyczne,  użyj zestawu IS) -8859-2 lub
Windows 1250.

 A CIAŁA ICH LECĄ W CZARNEJ PRZESTRZENI

Tak nie mogło być! Nie mógł w to uwierzyć! Coś było nie w porządku!
Podejrzenie,  czarna igła, jej szybki ruch w przód i cofnięcie się. Ale
ślad pozostał.  Podejrzenie jak niewyraźny kształt. Pojawiał i znikał.
Przypominał znajomego,  który  przechodził pod drugiej stronie ulicy.
Widziałeś go w czarnej szybie wystawy. Odbiła się sylwetka i od razu ją 
zasłonił przejeżdżający samochód. "Czy to on?" - myślałeś  niepewny. 
Potem myśl wciąż  powracała. 
Tak samo było i teraz. Straszne podejrzenie nie mijało. 
A kiedy poczułeś po raz pierwszy ukłucie czarnej igły podejrzenia? Chyba
wtedy, kiedy twój przyjaciel Korpac popełnił  ten  okropny błąd na
ćwiczeniach po raz drugi z rzędu. Co było statystycznie niemożliwe. Tak
samo jak wygranie raz po raz, tydzień w tydzień, największej puli w
zakładach totalizatora. Ale jednak to się stało. 
Pamiętasz oczy Korpaca, jak je rozwierał szeroko, wpijając wzrok w
odrywające się ciało. Jeszcze było żywym człowiekiem, twoim kolegą z
oddziału, twoim i Korpaca. Dla niego nawet czymś więcej, jego
przyjacielem. Przecież zawsze trzymali się  razem, rozmawiali ze sobą,
pili w kantynie dla  szeregowców i nie zarywali sobie dziewczyn. Byli w
stosunku do siebie lojalni, byli uczciwi. 
Korpac nie mógł go wypuścić, na pewno wolałby, żeby to on był tam, w
przestrzeni, lecący na wznak, wyprostowany jak drąg czy belka, sztywny i
sztywniejący na mrozie, mimo termicznego ovepulu, czarnego i lśniącego,
naszpikowanego nanorzędowymi przekaźnikami i bramkami, które spowalniały
procesy życiowe, więc lecący mógł żyć, długo żyć, ale w końcu musiał
nastąpić kres tego życia, choć ciało spadało nadal.
Kiedy ustawało podtrzymywanie procesów życiowych, nie wiedział, nie
zastanawiał się nad tym. To musiało być okropne  ponad psychiczną
wytrzymałość człowieka,  sama myśl, o tym, co czujesz i wiesz, lecąc.
Ale było pewne, że to Korpac wolał być tam, w czarnym skafandrze w
przestrzeni.
To właśnie wyczytał z jego oczu  wpatrzonych w ciało Frojda, oczu, które
wciąż pozostawały suche, bo łza, to naprawdę było za mało. Stał i
patrzał w  twarz Korpaca, ale nie mógł tego już dłużej wytrzymać i
odwrócił się, i odszedł długim korytarzem, zupełnie gładkim i lśniącym,
wybijając rytm nogami, lecz nie było tu echa.
Potem zjechał w dół windą, gdyż znajdował się w Filarze Głównym,
gigantycznym słupie, podzielonym na piętra, jak pierścienie ułożone na
sobie jeden na drugim. Każdy miał na obrzeżach kompleksy mieszkalne,
przylegające do siebie jak sektory na HD. Tu mieszkali oni, żołnierze.
Zjeżdżał więc w dół i oglądał w prześwitach,  widoczne pomiędzy
poszczególnymi pierścieniami trzy gigantyczne łapy Stacji, łączące się
ze sobą w środku, który się znajdował u nasady Filaru Głównego. Daneb 
nie zjeżdżał aż tak nisko. Tam w środku, gdzie łączyły się łapy było 
centrum, tam się nie chodziło ot tak, po prosu dla spaceru. To było
serce Stacji i jej mózg, splot nerwowy i newralgiczny punkt, który
należało  chronić za wszelką cenę, bo to była cena życia wszystkich,
którzy tu się urodzili i mieszkali od pokoleń. 
A więc Stacja się obracała i gigantyczne łapy  były raz widoczne, innym
razem nie, a wtedy otwierała się  przestrzeń. A przestrzeń to jest coś,
do tego nie umiesz się przyzwyczaić, choćbyś się nawet urodził w Stacji
na krawędzi przestrzeni, tak jak Daneb. 
Każda z takich łap, otoczona blaskiem, bo tu potrzebna była energia do
każdej najmniejszej czynności, mieściła ludzi, którzy na Ziemi
mieszkali  swobodnie w kilku miastach. Podobno tak było, tak mówiono, bo
on nigdy nie widział miast na Ziemi.
A jeśli miałeś szczęście, co zależało od  momentu i obrotów stacji,
powolnej jak planety o długim obiegu, mogłeś zobaczyć Ziemię, jak
wschodziła, wynurzając się spod czarnej krechy horyzontu. Jedni mieli
szczęście i widzieli ją raz w życiu, inni nie oglądali nigdy i znali
tylko z opowieści i legend. Tu nie dochodziła ziemska telewizja, to
właśnie przez tę czarną krzywiznę, wygięty łuk przestrzeni. Dlatego tak
niewiele wiedzieli o Ziemi, znali  tylko to, co zapisało się w zbiorowej
pamięci.
Ale tego dnia właśnie Daneb miał to szczęście. Był w windzie, stojąc
oparty o ściankę tuż naprzeciwko czarnej szyby, pochłaniającej nadmiar
światła i zobaczył ją, wyłaniała się właśnie spod   krzywizny. Zatrzymał
windę i patrzył. Świeciła i miała na sobie tyle barw! Przechodziły jedna
w drugą, mieszały się i wystrzelały gejzerem kolorów. Stał i patrzył i
nie mógł oczu oderwać. Zastanowiło go jeszcze coś innego. Było to
szaleństwo form i kształtów. Tak różnorodne, tak zmienne, tak
urozmaicone, że nie umiałby takich zaprojektować cały ich komputerowy
system na Stacji, i to  nawet gdyby był powiększony kilka razy. 
Daneb stał i patrzył zupełnie oszołomiony. Wtedy olśniła go nagłe
zrozumienie: Ziemia jest nieprzewidywalna, nieogarniona i niepojęta.
Wszystko, co kiedykolwiek o niej słyszał mogło być tylko  i wyłącznie
uproszczeniem. Bardzo wielkim uproszczeniem. Ogromnym przybliżeniem.
Cokolwiek, by o niej mówiono było tylko skrawkiem, wycinkiem prawdy,
której nikt nie umiałby nawet ocenić, a  co dopiero wyrazić czy
zrozumieć. 
Ta myśl zapadła  mu  w pamięć,  łącznie z obrazem Ziemi i pozostała na
zawsze. Długo potem, kiedy Stacja majestatycznie się obróciła i   wielka
jej łapa, lśniąc od poświaty  blasku zasłoniła Ziemię, niby dłoń
przestępcy, który zasłania kamerę  wścibskiego dziennikarza.
Patrzył więc na różnorodność  kształtów Ziemi, przypominając sobie, co o
niej opowiadano i myśląc, że wszystko jest inaczej, nawet odwrotnie.
Potem przypomniał sobie Korpaca i to, co mu się stało. Pomyślał również
o budowie Stacji, o tym, że góra zawsze bywa jednocześnie dołem. 
Kiedy więc Ziemia została zakryta łapą  Stacji, uruchomił ponownie
windę, zjeżdżając w dół, do swojego piętra mieszkalnego. Kiedy  winda
się zatrzymała na jego poziomie i z niej wysiadł, miał być na dole, bo
przecież  w takim kierunku zjeżdżał, ale znajdował się przecież u góry,
a cały Główny Filar, był skierowany w dół. Dotąd nigdy się nad tym nie
zastanawiał i nie myślał, w którym miejscu zostały psychicznie zmienione
kierunki, bo przecież tutaj, w przestrzeni nie istniały fizycznie.
Do swoich przemyśleń dołączył jeszcze kolejny fakt. Oto, gdy udawali się
na ćwiczenia symulacyjne, jechali w górę wzdłuż Głównego Filaru, a
potem, gdy już wysiedli w  hangarze ćwiczeń i już byli na krawędzi, na
galeryjce, właśnie wtedy, wyrzucali swoich kolegów żołnierzy  na
zewnątrz, ale to było właśnie w dół.
Ćwiczenie było proste, odbywali przedtem wirtualną praktykę
wielokrotnie. Mieli tak opanowane ruchy, wszystkie elementy zostały
zsynchronizowane i dopasowane tak, że nie mogło się nie udać. Koledzy
spoczywali w czymś w rodzaju wirtualnego pojemnika, Leżeli płasko, mając
ramiona wyprostowane wzdłuż boków, bo przecież właściwie stali na
baczność. Zadaniem ubezpieczającego kolegi było  pochwycić go przy
pomocy wysięgnika.  Żołnierze nazywali go w swoim slangu po prostu
łyżeczką. Ćwiczenie polegało więc na tym, że jeden z zespołu wychodził w
przestrzeń, a drugi  go łapał. Tutaj nic nie mogło się nie udać,
należało odpowiednio podstawić łyżeczkę pod stojącego żołnierza. 
No może była w tym pewna trudność, właśnie z powodu rozmiarów
przestrzeni i braku punktów odniesienie. Wystarczyło, że  tylko
zmieniłeś kąt, nie ustawiłeś łyżeczki poziomo i  równolegle, no właśnie,
równolegle w stosunku do czego?  Ale w końcu, po co ludzie wymyślili
matematykę? A na Stacji mieliśmy przecież najlepszy system komputerowy,
jaki istniał. Te dwie rzeczy połączone razem nie mogły przecież
jednocześnie zawieść. Ale jednak zawodziły, i to dosyć często. 
Daneb jednak nie wyciągnął końcowych wniosków z tego rozumowania.
Znalazł się na  swoim poziomie,  będącym miastem, nazywanym UniCity, 
skrótem nazwy, pochodzącym od słowa  uniform, gdyż właśnie tutaj 
mieściło się wiele rodzin żołnierzy i oni nadawali ton, koloryt i
charakter  temu poziomowi. 
Wszedł więc do pasażu podziemnego, będącego umownym miejscem i
kierunkiem, ale utrzymywano to nazewnictwo. Daneb kiedyś pomyślał, że
powodem trzymania się dawnych  określeń jest może  system pojęć
zakodowany w ludzkiej genetyce, ale teraz, w chwili przewartościowania,
zaczynał coś innego podejrzewać. 
W pasażu były więc całodobowe sklepy, co również wynikało z pewnego
uproszczenia, gdyż tu noc i dzień, a  również doba, były rzeczą umowną.
Przeszedł więc przez sklep, budząc senne automaty, gdyż tu nigdy nie
pracowali ludzie, jako że byłoby to zbytnią  bezmyślnością kazać czekać
kasjerce na klienta o trzeciej nad ranem, wiec mikropunkty zaświeciły na
odczytujących jego obecność kamerach, a on przeszedł  pomiędzy długimi
rzędami półek. 
Musiał coś kupić, wiedział o tym, każdy musiał coś kupić, gdyż inaczej
nie zostałby wypuszczony. Postępowanie z maszynami było proste: jeśli
zrobisz  to, stanie się tamto. Nie możesz im oczywiście wytłumaczyć, że
nie masz na nic ochoty, przechodzisz tylko tędy, gdyż masz zupełnie inny
cel. 
Wyciągnął więc  ramię, biorąc coś z półki, nie patrząc, co to jest,
chodziło tylko o to, aby rzecz  nie przekraczała  objętością rozmiaru
kieszeni. 
"Życzę panu  miłego zwiedzania" - rzekł głos z bramki przy wyjściu, co
uznał za absurd.  "Widocznie nie zdążył się przestawić z programu
poprzedniego  klienta - pomyślał. -  Na pewno nocą włączono tryb
oszczędzający  zużycie energii, więc mogą nastąpić mikroopóźnienia". 
Wypuściła go barierka zamykająca marketplace, szedł więc dalej 
korytarzem, którego regularności już nie chwytała jego percepcja, w
końcu zmysły człowieka są ograniczone.  Tu  wszystkie odległości były 
wymierzone co do mikrona, gdyż należało zaplanować wszystko przed
wyprodukowaniem, a w  łączenie  elementów nie mogła wkraść się
przypadkowość czy błąd, bo wtedy następował efekt domina, jedna
niedokładność  zwielokrotniała się za każdym razem, w każdej długości i
szerokości w milionach elementów, i tu właśnie włączała się matematyka,
w końcu nic do siebie nie pasowałoby, w budowie Stacji pojawiłaby się
szczelina, a przez nią wpłynęłaby nicość, jeśli można coś tak dziwnego
powiedzieć, i ona rozsadziłaby wszystkie materialne łączenia, a Stacja
rozpadłaby się kawałki, ludzie wraz z nią. 
Każdy więc błąd, najmniejsza niedokładność kosztowałaby życie  ludzkie.
Prostokąty drzwi, bloki estetyczne z kwiatami i kamykami, tak cieszące
oko człowieka, rybki w akwariach i  dzieła sztuki były ustawione
dokładnie w zaplanowanych miejscach i ogony welonek rozkładały się w
identycznych płaszczyznach. Dokładność, precyzja, idealny porządek i
totalna przewidywalność były  absolutnymi cechami rzeczywistości Stacji.
Oko już nie wyróżniało porządku, on był. 
Była to "Knajpka nad brzegiem morza" tak nazywała się kantyna i
rzeczywiście przez ścianę, będącą przecież szybą, widziałeś plażę i
drobne fale morza  obmywające piasek. Ich cierpliwość była wyliczona, a
kolor  lazurowy. Przez szybę przenikał zapach morskich wodorostów, 
wszyscy więc  starali się zajmować stoliki jak najbliżej, ale i w tej
dziedzinie panował porządek, będący stałą wewnętrzną cechą. Nikt na
pewno nie wyprzedził cię, jeśli właśnie zmierzałeś do stolika przy
plaży, widząc twój zamiar, bynajmniej nie przyspieszył kroku.
A więc Korpac już tam siedział, odwróciwszy głowę w stronę wielkiej
szyby, wpatrując się bezmyślnie w regularność fal. Jego stopy pod
stolikiem były równo dostawione do siebie, pięta do pięty, palce równo
przylegały do podłogi. Obie dłonie obejmowały szklankę z napojem stojącą
na stoliku, jakby się jej uchwyciły i nie chciały puścić.
W regularnych falach morza pojawiła się  ryba, zalśniła srebrem w
leniwej wodzie i przepadła w głębi. Dopiero wtedy Korpac odwrócił głowę
do Daneba, jakby już nie chciał patrzeć w morze, gdyż  przepadająca w 
toni ryba przypomniała mu wypadek. Spojrzał na  Daneba siedzącego obok
przy stoliku suchymi oczami. Potem powoli wyjął łyżeczkę, która tkwiła w
szklance i ująwszy ją trzema palcami wysunął przed siebie, trzymając
poziomo do powierzchni stolika. 
- To było tak - zaczął. - On wychodzi z włazu, a ja podstawiam tę
cholerną łyżeczkę, łapię go i wciągam urządzenie z powrotem. Ćwiczyliśmy
to godzinami na symulatorach. Wiesz, że byliśmy zgrani, jeden wiedział,
co myśli i co zaraz zrobi drugi.  Nigdy się nie pomyliliśmy, nigdy i w
niczym. Powiem ci więcej, robiliśmy obliczenia kontrolne, rysowaliśmy
sobie wykresy, mieliśmy całe sterty wydruków. Rozważaliśmy różne
warianty. 
Już  przedtem wykonywaliśmy to ćwiczenie. W rezultacie mieliśmy w
głowach cały jego obraz, z najdrobniejszymi szczegółami, widzieliśmy,
jak przebiegają linie ruchów. Nie mogliśmy się  pomylić i nie zrobiliśmy
tego. Wiem o tym- Korpac zamilkł i położył łyżeczkę na stole, czyniąc
ruch pionowy ramieniem i  całkowicie celowy.
Przez chwilę panowała cisza. Bo mogło paść tylko jedno zdanie. Daneb je
znał i Korpac tak samo, ale powiedział nagle coś niespodziewanego.
- Musisz wiedzieć o czymś jeszcze. My prosiliśmy, aby nas razem
ustawiono do tego ćwiczenia.
- Tacy byliście pewni? - zapytał Daneb.
- Tak - potwierdził Korpac. - Ale nie to nami kierowało.
- Więc, dlaczego sami się zgłosiliście?
- Chcieliśmy razem polecieć na Ziemię.
- Jako zbawcy? - zapytał Daneb.
- Właśnie. 
- Czy Ziemi grożą jakieś konflikty? - spytał ostrożnie Daneb.
-  Nie, tam  panuje porządek, ale trzeba mieć nadzieję, że w razie ataku
z zewnątrz będziemy nieodzowni. Po to nas się trenuje. 
Daneb w tym momencie zobaczył w wyobraźni obraz Ziemi i pewna myśl
przemknęła przez umysł i zgasła. Wtedy musiał zadać już to pytanie.
- Dlaczego więc to się stało?
Korpac milczał chwilę, potem odsunął dłonie od szklanki, jakby już nie
musiał się niczego trzymać i powiedział wyraźnie.
- To błąd systemu. 
- Dobrze wiesz, że to jest niemożliwe - rzekł spokojnie Daneb.
- Wiem - potwierdził Korpac.
- Do czego nas to zaprowadzi? - zapytał odważnie Daneb.
- Sam wiesz.
- Ale musimy to sprawdzić - zastrzegł Korpac.
To, co zostało powiedziane nie mogło być prawdą. Każda, najmniejsza
niedokładność  w  dopasowaniach przedmiotów, ulegała multiplikacji,
potem wszystko się rozsypywało. System składający się z wielu elementów,
cokolwiek by to było, musiał być porządnie zaplanowany od samego
początku. W trakcie wykonywania nie było miejsca na improwizację i
błądzenie. Jeśli cokolwiek było krzywe, bądź niedopasowane, właśnie
takie być musiało.
To uznali za pewnik, właściwie za dogmat, tego nie można było podważyć. 
Tego właśnie uczyli się od dziecka, to wpajali im wszyscy - rodzice,
nauczyciele, zwierzchnicy. Tego nie można było podważyć. A jeśli?
Korpac i Daneb  siedzieli w półmroku, bo światło było im niepotrzebne, 
myśleli o tym samym.
- Widziałem dzisiaj Ziemię - powiedział niespodziewanie Daneb, co 
wyglądało jak  uwaga rzucona bez  związku, ale tym nie było. 
Potem  zaczął mu  opowiadać bardzo dokładnie o tym, co widział: po
poszarpanych liniach brzegowych, o nieprzewidywalnych kontynentach, o
nieodgadnionych oceanach, o niemożliwych do wymyślenia górach. A jacy
mogli być ludzie, jakie sytuacje? Na Ziemi nie może panować porządek,
jest zbyt różnorodna i skomplikowana.  A jeśli przekonanie o 
bezkonfliktowości jest tylko ekstrapolacją  tego, co jest na Stacji?
Jeżeli tam jest inaczej? Wtedy wali się wszystko, bo okazuje się
nieprawdą. Jeden element jest niewłaściwy i  rozpada się  całość. 
Korpac słuchał bardzo  uważnie, widać było, że wszystkie elementy
zaczynają pasować, ale przecież tego nie chcieli. To właśnie należało
podważyć. Musieli sprawdzić, dlaczego stała się rzecz niemożliwa.
Ryzykowali bardzo wiele, właściwie, ryzykowali wszystko, czyli istnienie
własnego świata. Mimo to uznali, że muszą sprawdzić wiadomości w
segmencie pamięci. 
Nie wiedzieli, jak się tam dostać,  sektor, gdzie były segmenty
przeszłości i pamięci był  zastrzeżony. Znali, oczywiście jego
lokalizację, była jak wszystko, w centrum, w miejscu połączenia trzech
łap Stacji, u nasady głównego filara. Te cztery skrzyżowane elementy
były  bardzo solidne, obracały się na pierścieniach umieszczonych wokół 
Głównego Sektora, a tam było mózg i serce Stacji. Nigdy tam nie
schodzili, sądząc, że miejsce jest chronione  zakazem, ale przecież nie
musieli tak udawać się fizycznie. Wystarczyła wirtualna obecność. 
- Podejrzewam, że wiem, jak się tam dostać - rzekł z wahaniem Korpac. I
pochylił się ponad stolikiem, aby opowiedzieć Danebowi, jak to się robi. 
Daneb słuchał i zapamiętywał wszystko, gdyż był wytrenowany do
przenoszenia takich wiadomości. Uświadomił sobie, że Korpac ma bardzo
dokładne  dane, musiał więc je sprawdzać, ćwiczyć, a to przecież
oznaczało, że wie, o wiele więcej, niż mówi. 
"Życzymy państwu miłego zwiedzania" -  to zdanie ktoś wypowiedział w 
umyśle Daneba,  ale nie widział  w tym sensu. Ciekawy był, dlaczego
Korpac nagle zbladł.
- Słyszałeś - zapytał Korpaca. I choć tamten  się nie odezwał, znał
odpowiedź, ale nie rozumiał. 
Nagle światło nieco przygasło, lecz tylko na chwilę, jak zawsze wtedy,
gdyż nastąpił gwałtowny pobór mocy. Żołnierze wiedzieli, co to znaczy.
Tuż obok nich pojawiła się  winda przesyłowa, jak ją nazywali, właściwie
disperser. Objął ich klosz światła i utracili świadomość ze względu na
prędkości. 
Potem znaleźli się w  głównej sali, wraz z innymi. Odprawa miała się
zaraz zacząć. Ich dowódca, nazywany Krabem, nie był sympatycznym
człowiekiem. Dowódca widocznie nie musi być ojcem i matką żołnierzy, ale
ten był wyjątkowo wstrętny. Zawsze nosił rękawiczki i krzyżował place,
zaginając je jednocześnie i wtedy przypominały szczypce   kraba,  ale
nie stąd  raczej wzięło się jego przezwisko, byłoby to zbyt miłe i
naiwny powód. Wzięło się z ich strachu, nie chcieliby  dostać się w
szczypce Kraba. Byli pewni, że  zaczęłyby ciąć ich żywe ciało. Ale na
tym by nie skończyły. Piłowałyby również ich kości, a to trwałoby tak
długo, dopóki nie uległyby spiłowaniu na okruchy. A te okruszyny byłyby
bardzo małe. I potem już nikt by  o nich nie słyszał. 
Krab stał przed nimi i  zaciskał ręce, krzyżując palce. Były oczywiście 
obleczone w czarne rękawiczki. Był wściekły. Każdy z nich, stojąc
wyprężony na baczność wiedział, że natężenie wściekłości mogłoby
rozwalić elektrownię.  Chodził w tę i z powrotem,  trzy kroki w jedną
stronę, trzy w przeciwną. Nagle się zatrzymał, bo już nie mógł
wytrzymać. Najwidoczniej wściekł się. 
Dziwne  było,  że tak spokojnie do nich przemówił.
- Wiecie, że ćwiczenia ratunkowe są najważniejsze. Nie muszę wam
przypominać. Bo przypominam przed każdymi ćwiczeniami! Chyba  żaden z
was nie chciałby zostać  upuszczony, gdyż przyjdzie czas prawdziwej
akcji. Zdajecie sobie sprawę z odpowiedzialności. To wy jesteście
zbawcami Ziemi. To na was ona czeka. Jest naszą matką i naszym ojcem.
Jest naszą  kołyską, glebą rodzinną. Macie obowiązek ją chronić,
jesteście jej to dłużni. Macie to zapisane w swoim łańcuchu genowym. 
Wkrótce nadejdzie czas! Zostaniecie wysłani. Wielkie transportowce
czekają w portach. Spłynie na Ziemię armia aniołów. Wojownicy spadną z
nieba. Ten obraz istniał od początku świata, zakodowany w ludzkiej
świadomości. I właśnie wy - podniósł głos do wysokich tonów - spełnicie
marzenie ludzkości!
Przestał mówić i znowu rozpoczął swój  taniec wściekłości. Wszyscy
milczeli, zdaje się, że nie oddychali, każdy się bał na swój sposób.
Nikt jednak by tego po sobie nie pokazał. W głowie Daneba panowała
pustka. Nie był w stanie złożyć myśli. Hipnoza Kraba musiała być bardzo
silna, wygaszała mózg. 
- Dlatego to nie może się powtórzyć- zaczął znowu Krab. - Wystąp! -
wrzasnął na jednego z nich, który miał tak samo jak inni wygaszony mózg
i nie umiał się bać. Zresztą, nigdy by nie pomyślał, że to chodzi o 
niego. 
Dopiero kiedy tamten wszedł na podium i stanął obok Kraba, twarzą do
wszystkich, Daneb  poznał go. 
- To się nie powtórzy! To przez niego i jego pomyłki opóźnia  się wasz 
dzień chwały. To on niszczy nadzieję. A tego nie wolno, tego się nie
wybacza. - Odwrócił się do Korpaca i zerwał mu dystynkcje. - Nie ma dla
ciebie miejsca.
Daneb wiedział, co to znaczy. Wiedzieli wszyscy. Korpac zostanie
przewieziony do Czwartego Filaru.  Czwarty Filar to piekło! Obóz
koncentracyjny. 
Była to ciemna i ponura konstrukcja, najstarsza. To od niej zaczęto
budowę Stacji.  Na Czwartym oszczędzano energię. Oszczędzano na
wszystkim. Było mało tlenu do oddychania i  żywność  wydzielano
porcjami. Potem Krab kazał się rozejść.  Każdy zrobił przepisowy zwrot,
mając pusty mózg i mokre ze strachu ręce. Nikt nawet nie odczuwał  ulgi,
że to nie on, ale tamten.
Dlaczego, dlaczego tak strasznie ukarano Korpaca? Przecież żołnierze
podlegali szkoleniu, wypadek stał się podczas ćwiczeń. Zdarzały się i
przedtem. Ciekawe, ile razy? I czy jest w tym jakaś reguła,
powtarzalność? Warto się o tym dowiedzieć. 
Postanowił przejść się korytarzem spacerowym, musiał  parę spraw
przemyśleć. 
Tu było lazurowe niebo. Bardzo lazurowe i stojące wysokie kolumny, tyle
że niektóre zostały odłamane u góry, jakby niedokończone.  Na kilku
leżał płaski dach, zupełnie bez sensu. Daneb nie wiedział, dlaczego to
zrobiono. Nawet gdy przeczytał napis na plakietce u dołu kolumny:
"Starożytna Grecja, czasy Peryklesa, okres klasyczny", nie miało to
żadnego znaczenia. W różnych miejscach generowano widoki, które nazywano
starociami, panowała tu jakaś moda, której nie podzielał. Przysiadł u
dołu kolumny, gdyż baza stanowiła wygodną i obszerną  platformę
wypoczynkową, nazywaną ławką. 
Wciąż miał w pamięci wzrok Korpaca.  Widział jego   brązowe oczy,
uderzała go intensywność  koloru. "Może ma filtry barwnikowe - pomyślał.
- Ale dlaczego patrzył tak intensywnie? Co chciał wyrazić?"
Odpowiedź wyskoczyła samoistnie: dokończ, co zaczęliśmy. "Ale dlaczego
mam sam się narażać?" - myślał  Daneb. - W imię solidarności
koleżeńskiej, wyższych celów ogólnych,  takich jak dobro i uczciwość,
które bardzo szybko mogą stać się osobistą potrzebą.
"No tak, jeśli nie zbadam, co się  naprawdę wydarzyło Korpacowi, to może
będę jednym z tych, którzy lecą w przestrzeni, umierając, albo ześlą
mnie na dno".
Zastanawiał się, dlaczego Korpac został skazany? Miał wiele pytań,
musiał odpowiedzieć po kolei na wszystkie. Od czego więc zacząć? Nagle
pewna myśl sformułowała się w umyśle. Była tak wyraźna, że musiał za nią
podążyć. 
Wyjął swój OK, osobisty komunikator, aby dokonać w nim pewnych 
obliczeń. Wiedział, jak się dostać do serwera, Korpac mu to szepnął w
chwili, gdy zabrzmiał alarm i musieli udać się na odprawę. 
Wyliczmy, ile może kosztować utrata  tylu wyszkolonych żołnierzy, i to
podczas jednego  ćwiczenia. Wprowadził  dane: koszta szkoleń, treningów,
umundurowanie, broń, zużyte materiały. Już na samym początku liczby 
były bardzo duże, a przecież nie uwzględnił wielu danych, choćby koszta
wyżywienia. Nie mówiąc o rekreacji,  kwartałach mieszkalnych.  Dodał
jedynie podstawowe parametry. Pominął również rzeczy subtelne i
praktycznie  niewyliczalne, koszta ludzkie, ale to byli żołnierze, ich
życie zostało zakontraktowane i  na początku wpisane do rubryki
"koszta". 
Daneb podniósł głowę sponad czarnych cyfr i popatrzył na budynki,
stojące w oddali. Zielone prostopadłościany łączyły się ze sobą bokami,
a ich dachy umiejscowione na  różnych wysokościach miały  współgrać z
rekreacyjnym charakterem kolumnady, pod którą siedział. Nagle, nie
wiadomo dlaczego, ta wyliczona regularność zaczęła go męczyć. Podniósł
wzrok, obserwując przez chwilę ptaki, unoszące się  w równych
odległościach ponad centrum rekreacyjnym, potem spojrzał na piasek
otaczający kolumnadę i zauważył na wpół wystająca z niej głowę. Była to
rzeźba, z gładkiego materiału, może krzemoplastu, która miała udawać
marmur, o czym Daneb oczywiście nie wiedział. Wystawała wdzięcznie, od
połowy policzków, ukośnie, a precyzja rysunku nosa i krzywizna łuku
łączącego się  z linią czoła musiała wzbudzać podziw. Swą dokładnością,
oczywiście. Daneb odwrócił głowę, ta regularność i porządek!  Ileż
obliczeń wymagały!
Skoro w tym świecie nie było miejsca na przypadek, który zamieniał się w
nieodpowiedzialność, nic nie mogło zdarzyć się na zasadzie chaosu.
Wszystko musiało zostać wyliczone. 
To odkrycie nim wstrząsnęło. Ale jeszcze nie chciał wierzyć, wprowadził
więc  jeszcze jedną wartość: współczynnik wypadkowy, oczywiście średni.
Mimo to liczba była zatrważająca. Finanse Stacji musiały ponosić poważny
ciężar, tracąc tak ogromne sumy z każdą setką żołnierzy, którzy
odpływali w przestrzeń.
Czy nikt inny nie przeprowadzał takich obliczeń? Czy zezwolono na
zaistnienie przypadku? "Życzymy państwu miłego zwiedzania",  zdanie,
które obaj usłyszeli i Koprac znał. Bo przecież to on wykonywał
obliczenia. Ze swym kolega, Frojdem nie raz sprawdzili wszystkie
elementy ćwiczenia. Chodzili sobie po pamięci ogólnej jak po własnym
ogrodzie. 
Jeszcze raz  spojrzał na estakady komunikacyjne ciągnące się wzdłuż
budynków, proporcjonalną liczbę osób przewożonych na każdym piętrze. 
Totalny porządek! A z czego wynikał?  Z jednej rzeczy, z obliczeń.
Należało wyliczyć wytrzymałość  materiału estakady, ciężar  jadących,
częstotliwość ich wchodzenia, dodać ewentualne bagaże. Odległości od
linii nieba i w dół, do płaszczyzny podstawy. Każdy detal musiał zostać
ujęty w cyfrę, a ta umiejscowiona z polu zależności.
I tymczasem żołnierze odlatywali w przestrzeń, inni wytrenowani
żołnierze popełniali błędy i system na to zezwalał. Czyżby nie policzył
strat! Oczywiście, że były dawno  określone. Ale z drugiej strony,
dlaczego Stacja decydowała się na tak olbrzymie koszta, bezpowrotnie
zmarnowane? 
Daneb obawiał się sformułować tę myśl. Może Korpac został zesłany do
Czwartego  Filaru dlatego, że to uczynił? Może  odkrycie, mówiące o tym,
że żołnierze nie popełniali błędu na ćwiczeniach, lecz system został
wadliwe wyliczony, nie zostało zamknięte w czaszce Korpaca, lecz ją
opuściło. Rozmawiał o tym ze swym  przyjacielem, Frojdem, może szperał
po systemach, szukając danych? Skąd znałby obejścia i metody, które
przecież opanował do perfekcji, skoro wystarczyło szepnąć kilka słów,
podać  parę  kodów. 
Daneb spojrzał na swój OK, na którym wciąż  widniały cyfry ostatniego
wyniku.
Kasować, kasować, szybko! Ale było już za późno, przecież korzystał z
ogólnego systemu zasilania, nie miał odrębnej baterii. Nikt nie miał.
Dopiero teraz zrozumiał, czemu to służy. Tak, system był dokładny, ale
nie znajdowało się w nim to, co uznali za swoje dobro. 
Jego palce pomykały szybko po klawiaturze, jakby był hakerem wprawionym
w podstępach, lecz jednak musiało to potrwać. Ślad pozostał tak wyraźny
jak trop odbity na  piasku. Działał tu system, przechwytywał  i odsyłał.
Może gdyby siedział tam człowiek,  zrobiłby sobie przerwę na kawę lub
spojrzałby w okno i ktoś mógłby się niepostrzeżenie przemknąć, ale
system  pracował monotonnie i jednoliniowo. 
Od strony miasta zbliżali się trzej strażnicy na cityriderach, mknąc
ponad powierzchnią ulic, zgodnie z przepisową odległością. Daneb zerwał
się i zaczął uciekać. Biegł coraz szybciej, choć coś mu szeptało, że ta
ucieczka nie może się udać, ale przecież nie może się po prostu
zatrzymać.  Nie możesz stanąć  i czekać, aż do ciebie podjadą  i zerwą
ci dystynkcje, bez których  jesteś  niczym. Trenowano cię na żołnierza,
co kosztuje bardzo dużo pracy i  to nie tylko ich, ale i ciebie, bo
wykuwa się  twój charakter i wola i potem, po tych setkach ćwiczeń
jesteś kimś. Stajesz się tym, kto nie  zatrzymuje się, by się poddać, 
kiedy go ścigają, nawet jeśli pogonią jest Straż Wojskowa.
Lecz  spychali go coraz dalej poziom za poziomem, a on wskakiwał do
wind, łapał środki komunikacji  wewnętrznej i był o krok przed nimi.
Zawsze o ten kawałek, by móc poczuć się wygranym i żywym. 
Najpierw myślał, że chcą go jedynie aresztować i na pewno zostanie
oczyszczony od zarzutów, ale przypomniał sobie trzaskające  szczypce
Kraba. Podejrzewał, że nikt z nich nie wychodzi żywy i to właśnie on
musiał podpisać rozkaz. Ciekawe, czy zdjął do  tego swoje czarne
rękawiczki?
Po drugie, wciąż pamiętał oskarżeniach Korpaca. Nie zostały wyrażone
wprost, wypowiedziane zdaniami, bo mówił tylko o swoich podejrzeniach  i
opisał dokładnie ćwiczenia, jakim się poddali, ale wniosek był jeden  i
oczywisty. Wypadki były zaplanowane, wynikały z systemu. Na pewno nie
stanowiły pomyłki komputera ani też błędu programu, one zostały celowo
wpisane. I stało się to na samym początku. To znaczy wtedy, kiedy
przystępowano do planowania całej operacji ćwiczeń oddziałów. Ktoś
chciał, aby się nie udawały, ktoś życzył sobie, aby  żołnierze
odlatywali w   przestrzeń, marznąc i umierając.
Kiedy go zepchnęli w dół, do Czwartego Filaru zrozumiał, że nie miał
być  aresztowany. 
-Ale to moja własna wola! - krzyknął. - Nie będę niewolnikiem! Przybyłem
tu z własnego wyboru.
Wielkie wrota otworzyły się przed nim i wkroczył w otchłań, skąd nie
było wyjścia.  Przechodząc przeczytał napis wyryty na belce "Życzymy
miłego zwiedzania" i zadrżał, gdyż już gdzieś  zetknął się z  tym 
życzeniem. Tak, pamiętał, coś kupił w podziemnym sklepie i usłyszał
życzenie mechanicznej kasjerki, które tak właśnie brzmiało. Nie o to
wtedy chodziło, nikt mu nie życzył miłych wakacji w ładnym i ciekawym
miejscu. Już wtedy był skazany i oznakowany, a poszczególne elementy
systemu porozumiewały się ze sobą. Potem słyszał to jeszcze razem z
Korpacem, który już tu jest. 
Czwarty Filar wydawał się nie mieć końca. Szedł ulicami starożytnego
miasta, od którego zaczęto budowę ich cywilizacji. Szokiem dla niego
były rozpadające się budynki. Jeszcze nigdy  nie widział nieporządku,
rozpadu, krzywych linii, potrzaskanej  rzeczywistości. To był ich świat,
który został pokruszony na kawałki. Ale był. I tu żyli ludzie, mieszkali
całymi rodzinami, może od pokoleń.
Mając do dyspozycji swoje urządzenia, których mu nie zabrano, bo
przecież nie został schwytany, nie trudno mu było znaleźć Korpaca. 
Kolega miał w oczach ten sam bunt i gniew, bo nie pogodził się z
zesłaniem i oczywiste było, że będzie próbował ucieczki. Przywitał go
tak, jakby na niego czekał.  Siedział z pochyloną głową, trzymając
dłonie złożone na kolanach, stopy dokładnie do siebie przystawione,
palce razem. Na jego widok podniósł głowę i czekał, aż podejdzie bliżej. 
- Miałem dużo czasu na rozmyślania - przywitał go tak, jakby rozstali
się z własnej woli i oto spotkali w Sektorze Spacerowym, umówiwszy się
uprzednio. - Nie wątpisz  w to, że rzekomy błąd był celowym
zamierzeniem.
- Tak - potwierdził Daneb. - Chciałbym tylko wiedzieć, dlaczego został
wprowadzony?
- Tak, na to pytanie musimy znaleźć odpowiedź. 
- Tu, w tej ciemności, bez komputerów, bez cywilizacji? 
- Ale stąd widać pewne rzeczy bardzo dokładnie - odpowiedział spokojnie
Korpac. - Widać coś, o czym nie mieliśmy pojęcia. Pokażę ci, wtedy
wszystko będzie jasne. 
Z sufitu zaczął się nagle sypać gruz, lekkie bloki materiału podobnego
do styropianu, więc musieli przejść w inne miejsce. 
- Czy tu żyje dużo ludzi?
- Za dużo - odpowiedział Korpac z wściekłością. 
- Zawsze nam mówiono, że są to przestępcy, osobniki nieprzystosowane do
życia w cywilizacji, wrogie w stosunku do norm społecznych.
- Tacy jak ty i ja, my również okazaliśmy wrogość  w stosunku do praw -
powiedział ponuro Korpac i ciągle się w nim gotowała nie zużyta złość. 
- Myślisz, że  powinniśmy się  przystosować?
- Nigdy! - krzyknął Korpac. - Nigdy!
Mijali ich ludzie, którzy nieśli różne przedmioty  potrzebne do życia,
części jakichś urządzeń, detale maszyn. Mimo mroku zauważył, że są
brudni, a ich twarze i ręce pokrywa czarna skorupa. Odzież zwisała w
strzępach. Mijali idącego szybko Korpaca i Daneba,  obejmując ich
spojrzeniami, w których czaiła się nienawiść. Bo dwaj przybysze, mimo że
zesłańcy jak wszyscy, mieli jeszcze na sobie  odzież i dystynkcje,
będące symbolami systemu panującego u góry, oznaczającego dla nich ucisk
i oprawców. 
-Czy wszyscy są równie niewinni jak my? - zapytał Daneb. 
- Przekonasz się - rzekł Korpac, rozglądając się czujnie. - Ale
pamiętaj, jesteśmy w więzieniu.
- Tyle wiem. To system ucisku.
- Podwójny - Korpac stawał się coraz bardziej uważny i skupiony. -  Mimo
że są  karani i ograniczeni przez nadzór, to jeszcze wytworzyła się
wśród nich specjalna kasta ludzi. 
- Kasta? Jakie więc mają przywileje?
- Wszelkie - Korpac  czegoś się spodziewał. - Torturowania, karania i 
oczywiście mordowania. Robią to wszelkimi sposobami.
- Nie dość im pognębienia poprzez system uwięzienia? - rzucił uwagę
Daneb, ale zamilkł, nie oczekując odpowiedzi. Wiedział, co się wydarzy,
wyjął broń. Wtedy właśnie  ciemne i groźne postacie zaczęły wychodzić  z
ciemnych budowli. Wkrótce otoczył ich krąg mężczyzn, zaciskających z
wściekłością ręce na trzonkach  pałek.
- Ostatnie ostrzeżenie! - krzyknął Daneb. - Będę strzelać. Cofnijcie
się! 
Nikt się nie poruszył.
- Jeżeli zrobicie krok do przodu, pierwszy rząd padnie! - krzyknął
Daneb. Był bardzo spokojny jak podczas zajęć symulacyjnych. 
- Teraz! - syknął  Korpac prosto  do ucha. 
Pierwszy rząd osunął się  na ziemię, poszczególni napastnicy padali
ciężko jak worki, nie wiedząc nawet, że nie żyją. Inni, nie zdążyli się 
zorientować w sytuacji i napierali od tyłu, lecz kiedy zaczęli się
przewracać o leżące ciała, zrozumieli. A wtedy nagle świsnął  kamień i
Korpac ledwo się uchylił. 
- Próżniowym! - rozkazał, ale Daneb wiedział, co robić.
Ciemny kształt, który był budowlą i ludźmi stał się czarnym blokiem o
wyraźnych brzegach, jakby przestrzeń została wycięta i wykasowana. Tak
też i było, a ci stojący na jej brzegach zaczęli się osuwać i
przechylać, wpadać jak w czarny dół, z którego próbowali się wygrzebać.  
- Powstała przestrzeń ujemna! - krzyknął Korpac.
- Wiem!
- Zamykaj! - rozkazał, ale Daneb już  to zrobił i ponad głowami 
napastników rozpostarło się pole dodatniej przestrzeni, zamykając ją od
góry, a ci którzy stali na brzegach, przestali wpadać w dół, choć nadal
nic tu nie istniało. Nie pojawiły się na powrót kształty domów ani
ludzi. 
Napastników  nie ubywało. Widocznie niewielu było tu wygnańców, 
dysydentów i skazanych niesłusznie za winy systemu,  a znajdowała się 
nieprzeliczona rzesza zwykłych bandytów. Może system podwójnej opresji 
ugniatał każdego i  przemieniał w narzędzia. A teraz ci, którzy istnieli
bez nadziei, mieli okazję  umrzeć szybko i bez zdziwienia.
- Walczymy, kolego! - syknął Korpac. 
Byli doborowymi żołnierzami i mogli się utrzymywać bez końca. Broń
Daneba była połączona z ogólnym systemem wojskowym i jej energia nie
ulegała wyczerpaniu.  Postawili przed sobą pole, by żaden kamień już nie
trafił Korpaca, przełączyli broń na dez i dokonywali  unicestwiania
materii. Nie myśleli o niczym innym, jak tylko o planowaniu, będąc
dwiema idealnymi maszynami. 
Korpac wziął KP Daneba i poprzez komunikator  osobisty łączył się z
systemem serwerów znajdujących się nie tylko w Stacji, ale i poza nią.
Dzięki temu mogli widzieć z ciemności, choć nie  kształty ludzkie, bo
one  nie miały żadnego znaczenia, ale symbole matematyczne, pokazujące
opór materii oraz siłę potrzebną do jej pokonania. Nie mieli  litości
ani też moralności, byli żołnierzami, szkolono ich by zabijać. Nie
zabijali ludzi, lecz dokonywali dezintegracji przeciwników, nie
mordowali mężczyzn jak oni, ale niszczyli zasoby żywe. Takie idee
poruszały ich umysły, zapewniając skuteczność działania i spokój ducha.
Walczyli nie tylko po to, aby  przetrwać,  musieli zwyciężyć. Nie
wiedzieli, jak długo trwały zmagania, nie czuli zmęczenia, po to ich
trenowano.
Nagle zapaliło się  światło, kiedy oni stali wparci w siebie plecami i
gdy Korpac obliczał cele przez KP, a Daneb wciąż  strzelał. Wokół  nich
nie było nic, tylko rozległa przestrzeń, na której leżały porozrzucane
bloki materii, ulegające wewnętrznej destrukcji. Wyglądało to  jak pusty
cmentarz, na którym walają się porzucone płyty nagrobne. 
Ochłonęli. W pustej przestrzeni zaczął się pojawiać kształt, który dość
szybko się do nich zbliżał. Ale  oni byli przygotowani na wszystko.
Szokujący orszak, na przedzie dwaj jako straż, potem najważniejsza
osoba, dowódca, odrażająca postać. Nieco lepsze łachmany, napierśnik
wycięty z kawałka plastyku jako oznaka władzy i  włosy związane z tyłu
głowy, tylko na tyle było  go tutaj stać, ale i tak siał postrach i
uważał, że jest ważną figurą.  Jego twarz była zdeformowana, przesunięta
w bok, brakowało mu lewego policzka, który został wyszarpnięty jakimś
ostrym narzędziem. Pozostała nierówna  blizna i wklęśnięcie, w które
wpadały  wargi. 
Kilku należących do straży przybocznej ciągnęło za nimi klatki, w
których więził nieposłusznych.  Daneb mógł obejrzeć  metody systemu,
jaki mu opisał Korpac. Podwójna opresja, system udręki i zależności:
skazani dręczą skazanych, okaleczeni   torturują poranionych. Nie ma
litości.
W jednej klatce siedział człowiek, któremu dołączono rurki do nosa i do
ust, ciągnące się  do kontrolnego systemu zamontowanego w drzwiach.  Na
klawiaturze wystukiwano kod, sterujący częstotliwością podawania 
powietrza. Temu akurat karanemu za nieposłuszeństwo wobec  praw
ustalanych przez silniejszych racjonowano oddech dość rzadko, bo leżał 
na dnie klatki z zamkniętymi oczami, siniejąc, ale ból był jego i
cierpienie  samotne. Nikogo to nie obchodziło. 
W  innych klatkach racjonowano jedzenie, stosując  identyczną metodę. W
kącie klatki kucał szkielet wpatrując się w ludzi jak w mięso do 
zjedzenia. 
- Ty cholerny kretynie!  - wrzasnął dowódca grupy  na Korpaca. - Po co
to zrobiłeś?! Zniszczyłeś wszystko, porządny, dobrze funkcjonujący
system, jaki tu budowano od lat.  Czy wiesz, co się teraz stanie?
Dopiero teraz będzie tu prawdziwe piekło. Dopiero  teraz skazani poczują
beznadziejność swojej sytuacji, zrozumieją, że zostali wygnani na zawsze
i nigdy nie powrócą do cywilizacji. Zaczną rozmyślać o swoim losie i
przypominać sobie piękne dni przeszłości.  Będą tęsknić do bliskich i
przyjaciół.   Staną się wygnańcami,  szlachetnymi rewolucjonistami
skazanymi na wieczną banicję. A kiedy byłem ja i mój system opresji -
dowódca przyskoczył do Daneba, lecz widząc, co tamten  ma przymocowane
do dłoni, cofnął się  szybciej, niż przedtem wykonał ruch do przodu. -
Kiedy panowałem ja - potoczył triumfalnym wzrokiem - ich nienawiść
skupiała się tylko na mojej osobie. "To ten Suki -  jak mnie w skrócie
nazywali-  to on nas więzi, on wszystkiemu winien". Im większe zadawałem
cierpienia ich ciałom, tym  skuteczniej ratowałem ich dusze. Jęczeli z
bólu,  wyli od zadawanych razów, przeklinali mnie. Bo ja - Suki walnął
się z rozmachem w  piersi, aż wgniotła się jego ozdoba- byłem zaporą,
która należało pokonać i tylko na mnie i na moich udrękach skupiała się
ich  myśl. Tylko jak zabierałem ich siły, bo ze mną walczyli, nie z
systemem, nie z banicją, z głodem i bólem - dokończył cicho. 
Pokiwał  głową, jakby się litował nad  wieczną ludzką głupotą i wrzasnął
niespodziewanie, przyskakując do jednego z gwardii. - I rzućcie mu coś
do żarcia, zanim  go wypuścicie, bo przyskoczy i odgryzie kawał
policzka.  
Podszedł do drugiej klatki i uderzył w kilka klawiszy umieszczonych na
tablicy na drzwiach, a leżący na dnie zachłysnął się powietrzem i  jego
klatka piersiowa zaczęła się szybko unosił i opadać jak u biegnącego.
Drzwi do drugiej klatki uchylono i na drągu podano głodującemu kawał
chleba, który pochwycił i zaczął wpychać do ust. Zatkał się od razu i
właśnie o to chodziło.  Nie mógł tego przełknąć, choć się starał.
Przepona pracowała, oczy wyłaziły z wysiłku, organizm domagał się
wciągnięcia pokarmu, który musiał zostać zwrócony, podzielony na kawałki
i ponownie przerzuty z powolną starannością. Drugi policzek Sukiego był
bezpieczny.
Korpac jeszcze był  wściekły, jego ból i cierpienie wcale nie zostały
wyrzucone i przez to pokonane. Został oszukany i stracił najlepszego
przyjaciela. Utracił wszystko, co posiadał, bliskość i jedność oraz
system wartości, któremu był wierny.  
- Opróżnijcie  klatki! - wrzeszczał Suki. - Skazuję ich na wieczne
cierpienie! Niech mają pod dostatkiem żarcia i tlenu. 
Korpac odepchnął szastającego się Sukiego i pociągnął za sobą  Daneba.
- Musimy się pospieszyć!
Daneb nie zadawał pytań. 
- Prędzej, bo będziemy musieli czekać do  następnego obrotu.
- Czyli całą dobę - pomyślał  Daneb.
Podbiegli na koniec  piętra, gdzie były umocnienia, dość starego typu,
spełniające jednocześnie funkcję  okien, chwytających światło podczas
dziennego obrotu Stacji. Kiedy była zwrócona w stronę słońca, okna
magazynowały światło, by  dzień mógł trwać  również po przesunięciu się
poza granicę ciemności. Właśnie ten moment miał zaraz nastąpić.
Korpac przypadł do okna i oparł się o nie rękami, dysząc, a Daneb stanął
obok. Trwało to tylko chwilę,  było widoczne w momencie, gdy Czwarty 
Filar mijał krawędź ciemności, a okna były jeszcze włączone i
umożliwiały zobaczenie tego, co było na zewnątrz. Być może wynikało to z
błędu systemu, który już nie był pierwszym, który odkryli.  Istniało
inne wytłumaczenie- tego nikt nie  mógł  przewidzieć. Któż pomyślałby,
że  kiedyś Czwarty Filar  będzie służył jako więzienie i znajdą się w
nim dwaj doskonale wytrenowani żołnierze, którzy będą myśleć, analizować
i poszukiwać  odpowiedzi. 
Kiedy zobaczyli odwrócili się plecami do okien, bo za nimi i tak już
panowała ciemność.
- Wytrenowanie żołnierza jest bardzo kosztowne - zaczął Korpac. - Nie
można tego marnować, prawda? Więc nie marnują. Pod pozorem ćwiczeń na
otwartej przestrzeni pozwala się, by żołnierze spadali. 
- Ale  ich ciała nie odlatują w ciemnej przestrzeni - zawtórował Daneb. 
- Zostają wyłapywane przez urządzenia zamontowane na łapie Czwartego
Filara. 
- Bo tam jest stara platforma, na której można postawić wszystko -
uzupełnił Daneb.
- I nikt tam nie podejdzie, bo przejście prowadzi tylko przez więzienie
Czwartego Filaru.
- Jest dojście wyłącznie z zewnątrz, z otwartej przestrzeni
kontrolowanej przez wojsko - powiedział ze smutkiem Daneb. 
- Można więc swobodnie przejąć obiekt i przetransportować - skończył
Koprac z wielką wściekłością.  - Tak było, tak jest i tak się dzieje.
- A więc twój przyjaciel, Frojd  żyje - szepnął Daneb.
- A gdzie jest, co z nim zrobili? I dlaczego to wszystko się dzieje? - 
Korpac oderwał się od okna i zaczął chodzić wielkimi krokami.
- Trzeba było mnie  o to  zapytać - rzekł Suki, który zeskoczył z  dachu
wprost pod nogi Korpaca, a ten się zatrzymał. 
- Dlaczego mamy ci wierzyć, jesteśmy wrogami, zniszczyliśmy twoje
imperium - powiedział Koprac. 
- Pomóżcie mi je odbudować - zaproponował Suki. - A ja wam pokażę kogoś,
kto powrócił.
- Skąd? - wrzasnął  Korpac, przyskakując do Sukiego i łapiąc go za
gardło. Tamten zaczął się dusić.
- Jeśli go zabijesz, nie powie nam - rzekł spokojnie Daneb.
- Stworzył system opresji, chwalił go, podkreślał jego zasługi w
ratowaniu zdrowia psychicznego skazanych. Niech go zakosztuje!  Niech
doświadczy na sobie dobrodziejstwa ratowania duszy. Na pewno po tym
seansie nie będzie tęsknił do bliskich ani do rodziny, jak tamci nie 
mieli siły niczego odczuwać.
Daneb widział to, co wielokrotnie obserwował na ćwiczeniach, ale tutaj 
miał do czynienia z żywym materiałem. Manekiny i partnerzy sparringowi
nie oblewali się krwią, ni upadali jęcząc i nie błagali o litość. Suki
był po prostu sukinsynem i nie miał siły charakteru, nie chciał
cierpieć.
- Powiem wszystko - jęknął, gdy udało  mu się złapać oddech.
Korpac  podniósł go jedną ręką - Mów!
- Jest tu jeden żołnierz. On powrócił!
- Skąd?
- Żołnierzu! - usłyszeli znajomy głos. - Rozkazuję ci przestać.
- Skąd? - powtórzył Korpac.
Nieopodal  stał  Krab z dwoma żołnierzami ze straży wojskowej.
- Jestem skazany! - odwrzasnął mu Korpac. - Jestem banitą,  nie mam
munduru ani dystynkcji. Nie obowiązują mnie rozkazy.
- Skąd powrócił? - powtórzył pytanie Korpac.
- Z Ziemi. 
- Przywracam ci wszystkie tytuły i zaszczyty, twoja kara zostanie
anulowana - wrzeszczał  Krab, zaciskając ręce w czarnych rękawiczkach.
Żeby tylko Korpac się nie dowiedział, ale było za późno. 
- Co jest na Ziemi? Dlaczego ich posyłają?
- Mącą - wycharczał Suki.
Wszystko było oczywiste. Nie mogli robić tego jawnie. 
Korpac zawsze pamiętał o przyjaciołach, dlatego nie puszczał gardła
Sukiego.
- A co z moim przyjacielem,  tu stojącym?
- On niczego nie zrobił - wykręcał się Krab. Nie mógł sobie pozwolić na
dwóch świadków, ale musiał. 
- Uznaję, że nic złego nie uczynił, był to incydent bez znaczenia - dał
znak ręką i żołnierz ze straży podszedł i wyjął Sukiego z ręki Korpaca. 
Nie uczynił tego bynajmniej z litości. Tamten upadł na ziemię  i złapał
pierwszy głęboki oddech, który był jednocześnie ostatnim. Żołnierz go
zastrzelił.
Potem poszli do najbliższej windy. Korpac i Daneb wsiedli, dwaj
żołnierze ze straży również, ale Krab marudził. Miał coś do załatwienia.
Trzymając w ręku swój osobisty komunikator, programował go. Kiedy
skończył, podniósł głowę, obejmując  po raz ostatni spojrzeniem 
miejsce, które było i  nacisnął czerwony guzik, rzucając urządzenie na
ziemię i wsiadając  do windy. Ruszyli. Zasoby żywe Czwartego Filaru
przestały  istnieć. Piekło pożarło samo siebie. 
Korpac leżał na łyżce, bo tak chciał i tak się umówili z Danebem, który
miał być następny. Krab dotrzymał wszystkich obietnic. Była ceremonia,
oczywiście. Otrzymali pochwałę i odznaczenia, gdyż wyliczono, ile żywych
zasobów oraz materii zniszczyli, co oznaczało, jak naprawdę są dobrzy. A
to było kolejnym argumentem do teorii Korpaca. Każdy z żołnierzy, który
został przetransportowany na Ziemię mógł  dokonać poważnych spustoszeń.
Przeciwko  komu walczyli?
Daneb wciąż pamiętał obraz Ziemi, z jej nieodgadnioną różnorodnością,
tak odmienną od nudnego porządku Stacji. Tam musiało wiele się dziać.
Chciałby to zobaczyć. Zaczął pragnąć  szaleństwa  rozmaitości za wszelką
cenę, nawet gdyby okazała się nieprawdą, a Suki kłamał, choć w chwili
śmierci się nie kłamie. Ale czy można wierzyć sukinsynowi?
Już wszystko zostało obgadane z  Korpacem, który wierzył, że spotka się
z przyjacielem. Korpac leżał na tle czarnej, otwartej przestrzeni. Leżał
spokojnie, na wznak, miał oczy zamknięte, był jak umarły. Tacy jak on
byli bezcenni, nie można  ich było marnować. A poza tym system nie miał
wad i wszystko musiało pójść ustalonym trybem.   Prawda?
Re: Ciala w przestrzeni
#1063
Author: Gilbert
Date: Sat, 28 Dec 2002 15:57
13 lines
1256 bytes
Henryk Kostjuk z <henryk.kostjuk@wp.pl> pisze:
> Załaczam swoje opowiadanie s-f.  Opowiadanie jest klasyczną
> fantastyką i użyłem również pewnego chwytu stylistycznego. Na pewno
> się zorientujecie w moich zamierzeniach. Życzę miłej lektury.
[...]

PLONK warning za objętość posta (47 kB).

-- 
  __
 /  __, | |   /_\   __
 \__/ | | |_) \_ |'' |
 Ho gegrapha, gegrapha.
Re: Ciala w przestrzeni
#1072
Author: simon
Date: Sat, 28 Dec 2002 20:15
31 lines
1726 bytes
Henryk Kostjuk znowu nadaje:

> Załaczam swoje opowiadanie s-f.

To fantastycznie. Załączam link do opisu tej grupy:
http://www.usenet.pl/opisy/pl.hum.pisarstwo

> Opowiadanie jest klasyczną fantastyką

Dobrze, że nie klasyką fantastyki.

> użyłem również pewnego chwytu stylistycznego.

Nie może być, naprawdę?

> Na pewno się zorientujecie w moich zamierzeniach.

Zamierzałeś nas zabić ciężarem swego postu?

> Aby pojawiły się znaki diakrytyczne,  użyj zestawu IS) -8859-2 lub
> Windows 1250.

Jak tak, to czemu nie różowych okularów albo kszatowych kaloszków?

BTW, z kim zawarłeś umowę na ten tekst?

-- 
    ( ||\/|/\|\|    ...http://republika.pl/simsimon.........
  sim)||  |\/| |  .........//szymon.jankowski.........
______________________________________________________________________
                                                    there is no spoon
Re: Ciala w przestrzeni
#1073
Author: Wojciech Orlinski
Date: Sat, 28 Dec 2002 20:42
20 lines
1406 bytes

simon wrote:

>>Aby pojawiły się znaki diakrytyczne,  użyj zestawu IS) -8859-2 lub
>>Windows 1250.
> 
> 
> Jak tak, to czemu nie różowych okularów albo kszatowych kaloszków?
> 
> BTW, z kim zawarłeś umowę na ten tekst?

Skoro opublikował go w hierarchii pl*, prawdopodobnie z Surmaczem.

-- 
There are no answers. Only choices.


-- 
Serwis Usenet w portalu Gazeta.pl -> http://www.gazeta.pl/usenet/
Re: Ciala w przestrzeni
#1074
Author: Michal Radomil Wisniewski
Date: Sat, 28 Dec 2002 21:06
9 lines
1310 bytes
Użytkownik "Wojciech Orlinski" <igel@gazeta.pl> napisał w wiadomości

> Skoro opublikował go w hierarchii pl*, prawdopodobnie z Surmaczem.

Przyjdzie czas, że Surmacz i reszta kliki bekną sobie za te spiracone
kilobajty. To jest historycznie nie do uniknięcia.

m.
Re: Ciala w przestrzeni
#1075
Author: Jan Rudziński
Date: Sat, 28 Dec 2002 22:11
33 lines
1844 bytes
Cześć wszystkim

Michal Radomil Wisniewski wrote:
> 
> 
> > Skoro opublikował go w hierarchii pl*, prawdopodobnie z Surmaczem.
> 
> Przyjdzie czas, że Surmacz i 
> reszta kliki bekną 
^^^^^^^^^^^^^^^

 Czy masz na myśli współzałożyciela polskiego usenetu M.J? To już nie
beknie...
 Właśnie padł trupem ze śmiechu, gdy na innej liscie dyskusyjnej
zarzucono mu, że jest nastolatkiem sprzeciwiającym się dla samego
sprzeciwu.

> sobie za te spiracone
> kilobajty. To jest historycznie nie do uniknięcia.

 No tak, ale rzeczy historycznie nie do uniknięcia zdarzają się dopiero
wtedy, gdy przyjdzie _właściwy_ historycznie moment. A on lubi coś
zwlekać ostatnio.

> 
> m.


-- 
Pozdrowienia
 Janek          http://www.astercity.net/~janekr
Niech mnie diabli porwą!
Niech diabli porwą? To się da zrobić...
Re: Ciala w przestrzeni
#1064
Author: Mark Robert Falzmann
Date: Sun, 29 Dec 2002 01:00
21 lines
1561 bytes
 Gilbert napisal:

>PLONK warning za objętość posta (47 kB).
 
 Gilbert, nie "mleczkuj" :))) wiesz, zyrafa, nosorozec itp,.
 Plonka to Ty powinienes dostac za rozbijanie grupy Pisarstwo.
 Jak nie masz nic do powiedzenia, to milcz i dziekuj Bogu, ze wreszcie ludzie 
zaczynaja wychodzic z wlasnymi tekstami.
 "Ciala w przestrzeni" sa, jakie sa, i nie sa najgorsze.
  Jedno jest pewne, autor zapowiada sie wiecej niz dobrze.
  Czytalem z przyjemnoscia.
  Wprawdzie mialem przez chwile wrazenie deja vu, ale moze tylko tak mi sie 
zdawalo.
  Zobaczmy, jak widza to inni.
  
  M.R.F.
-- 
============= P o l N E W S ==============
     archiwum i przeszukiwanie newsów
        http://www.polnews.pl
Re: Ciala w przestrzeni
#1076
Author: Mark Robert Falzmann
Date: Sun, 29 Dec 2002 01:09
25 lines
1795 bytes
 Jan napisal:
>
>No tak, ale rzeczy historycznie nie do uniknięcia zdarzają się dopiero
>wtedy, gdy przyjdzie _właściwy_ historycznie moment. A on lubi coś
>zwlekać ostatnio.

 Kiedy sami piszemy wlasna historie, wszystkie "momenty" sa zaplanowane :)))
 Ala ja nie o tym.
 Ja o "Cialach...".
 Co o tym sadzisz?
 Gdzie tutaj widzisz i czujesz "scierny_papier"?
 Czy autor nie powinien odrobine zmienic tekst?
 Pytam Ciebie, bo wiem jak bardzo masz wnikliwy i analityczny sposob myslenia 
zas sam tekst zdecydowanie lezy poza moimi umiejetnosciami krytykowania.
 Ja... albo cos lubie, albo nie.
 Lecz to jest tylko "czucie" a nie logika i obiektywizm.
 
 pozdrawiam
 M.R.F.

-- 
============= P o l N E W S ==============
     archiwum i przeszukiwanie newsów
        http://www.polnews.pl
Re: Ciala w przestrzeni
#1077
Author: Jan Rudziński
Date: Sun, 29 Dec 2002 10:38
52 lines
2590 bytes
Cześć wszystkim

Mark Robert Falzmann wrote:
> 
[...]
>  Ja o "Cialach...".
>  Co o tym sadzisz?
>  Gdzie tutaj widzisz i czujesz "scierny_papier"?
>  Czy autor nie powinien odrobine zmienic tekst?

 Na mój gust prawie każdy akapit tego tekstu jest do zakwestonowania.
Może autor powinie przeczytać swoje dzieło powoli i uważnie?
 A całość? DGCC. Pomysł jako taki nie jest świeży zbytnio.
 'Czwarty filar' kojarzy mi się z naszym systemem emerytalnym, który ma
wprawdzie tylko trzy filary, ale i tak czwarty będzie najważniejszy.

Żeby nie krytykować gołosłownie:

"Krab stał przed nimi i  zaciskał ręce, krzyżując palce. Były oczywiście 
obleczone w czarne rękawiczki.
Był wściekły. Każdy z nich, stojąc
a^^^^^^^^^^^^^^
wyprężony na baczność wiedział, że
natężenie wściekłości mogłoby
b^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^
rozwalić elektrownię.  Chodził w tę i z powrotem,  trzy kroki w jedną
stronę, trzy w przeciwną. Nagle się zatrzymał, bo już nie mógł
wytrzymać. Najwidoczniej 
wściekł się. "
c^^^^^^^^

b) jest niezręczne. A c) w obliczu a) i b) - no cóż, niespodzianka?...

"Podejrzenie,  czarna igła, jej szybki ruch w przód i cofnięcie się."

Metafora 'czarna igła podejrzenia' nie podoba mi się, ale niechby była.
Tylko to zdanie jej jakieś... nieporadne?





> 
>  pozdrawiam
>  M.R.F.
> 

-- 
Pozdrowienia
 Janek          http://www.astercity.net/~janekr
Niech mnie diabli porwą!
Niech diabli porwą? To się da zrobić...
Re: Ciala w przestrzeni
#1065
Author: Gilbert
Date: Sun, 29 Dec 2002 13:09
19 lines
1735 bytes
Mark Robert Falzmann z <kosmopol@eol.ca> pisze:
>  Plonka to Ty powinienes dostac za rozbijanie grupy Pisarstwo.
>  Jak nie masz nic do powiedzenia, to milcz i dziekuj Bogu, ze
> wreszcie ludzie zaczynaja wychodzic z wlasnymi tekstami.

Rozbijanie? Niby jak wg Ciebie to robię? No nieźle, wyszedłem na
usenetowego sabotażystę.
Podzielam Twoją radość, że "wreszcie ludzie zaczynają wychodzić z
własnymi tekstami". Zasady grupy jednak nie pozwalają umieszczać ich w
całości na grupie. Jeśli nie chcesz, nie musisz się ich trzymać, ale za
to, że ja im hołduję,  nie oskarżaj mnie o rozbijanie grupy.
Hm.... może jednak wyślę na grupę moją ostatnią powieść. Jakieś 2 MB
objętości.

-- 
  __
 /  __, | |   /_\   __
 \__/ | | |_) \_ |'' |
 Ho gegrapha, gegrapha.
Re: Ciala w przestrzeni
#1078
Author: Henryk Kostjuk
Date: Sun, 29 Dec 2002 15:38
62 lines
3348 bytes
Zwracam się do zbiorowego umyslu grupy z prosba o przypomnienie nazwiska
autora, ktory przed kazdym opowiadaniem zamieszczal kilka zdan,
tworzacych cos w rodzaju   wstepu, w ktorym objasnial nie tylko zamiar
oraz wymowe utworu, ale rowniez informowal o genezie tekstu. Czy byl to
moze Joe Haldeman?

Ogladalem strone Jana Rudzinskiego, totez widze, do kogo sie zwracam.
Czy moge przeczytac jakies twoje nowe opowiadanie? Mozesz nawet przeslac
na prywatny adres, jesli nie chcesz zbyt szybko ujawniac tajemnicy.
Tekst do mojej wiadomosci, twoje prawa autorskie zostana uszanowane. Nie
mam zadnych ograniczen  dotyczacych objetosci. 

Jan Rudziński napisał(a):
> 
> Cześć wszystkim
> 
> Mark Robert Falzmann wrote:
> >
> [...]
> >  Ja o "Cialach...".
> >  Co o tym sadzisz?
> >  Gdzie tutaj widzisz i czujesz "scierny_papier"?
> >  Czy autor nie powinien odrobine zmienic tekst?
> 
>  Na mój gust prawie każdy akapit tego tekstu jest do zakwestonowania.
> Może autor powinie przeczytać swoje dzieło powoli i uważnie?
>  A całość? DGCC. Pomysł jako taki nie jest świeży zbytnio.
>  'Czwarty filar' kojarzy mi się z naszym systemem emerytalnym, który ma
> wprawdzie tylko trzy filary, ale i tak czwarty będzie najważniejszy.
> 
> Żeby nie krytykować gołosłownie:
> 
> "Krab stał przed nimi i  zaciskał ręce, krzyżując palce. Były oczywiście
> obleczone w czarne rękawiczki.
> Był wściekły. Każdy z nich, stojąc
> a^^^^^^^^^^^^^^
> wyprężony na baczność wiedział, że
> natężenie wściekłości mogłoby
> b^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^
> rozwalić elektrownię.  Chodził w tę i z powrotem,  trzy kroki w jedną
> stronę, trzy w przeciwną. Nagle się zatrzymał, bo już nie mógł
> wytrzymać. Najwidoczniej
> wściekł się. "
> c^^^^^^^^
> 
> b) jest niezręczne. A c) w obliczu a) i b) - no cóż, niespodzianka?...
> 
> "Podejrzenie,  czarna igła, jej szybki ruch w przód i cofnięcie się."
> 
> Metafora 'czarna igła podejrzenia' nie podoba mi się, ale niechby była.
> Tylko to zdanie jej jakieś... nieporadne?
> 
> >
> >  pozdrawiam
> >  M.R.F.
> >
> 
> --
> Pozdrowienia
>  Janek          http://www.astercity.net/~janekr
> Niech mnie diabli porwą!
> Niech diabli porwą? To się da zrobić...
Re: Ciala w przestrzeni
#1079
Author: Henryk Kostjuk
Date: Sun, 29 Dec 2002 16:22
68 lines
3584 bytes
Czytalem twoje porady bibliograficzne na innej liscie, pozwalam wiec
sobie zapytac o istnienie slownika motywow literackich z dziedziny
fantastyki. Czy ktos dokonal takiego zestawienia i wydal w postaci
ksiazki, czy moze ktos na filologii  pracuje nad  podobnym dzielem. Czy
pisal moze o tym pan prof. Smuszkiewicz z Poznania, ktory jest znanym
specjalista z dziedziny fantastyki. Moze Sierotwinski zajmowal sie w 
zakresie swoich badan nad "Slownikiem terminow literackich"? 

Czy przypominasz sobie, kiedy zostal uzyty po raz pierwszy motyw rozmowy
z komputerem? Czy moze  jest to motyw z filmu "Obcy. Osmy pasażer
Nostromo"? Tam zwracano się do niego per "Mother". Ten motyw jest juz
powszechnie uzywany w biezacej produkcji literackiej. 

Ursula LeGuinn pisala o klonach. 
Czy ktos pisal o mechanizmie skojarzen, moze C.G Jung?

Pozdrawiam wszystkich 
HeKs
Jan Rudziński napisał(a):
> 
> Cześć wszystkim
> 
> Mark Robert Falzmann wrote:
> >
> [...]
> >  Ja o "Cialach...".
> >  Co o tym sadzisz?
> >  Gdzie tutaj widzisz i czujesz "scierny_papier"?
> >  Czy autor nie powinien odrobine zmienic tekst?
> 
>  Na mój gust prawie każdy akapit tego tekstu jest do zakwestonowania.
> Może autor powinie przeczytać swoje dzieło powoli i uważnie?
>  A całość? DGCC. Pomysł jako taki nie jest świeży zbytnio.
>  'Czwarty filar' kojarzy mi się z naszym systemem emerytalnym, który ma
> wprawdzie tylko trzy filary, ale i tak czwarty będzie najważniejszy.
> 
> Żeby nie krytykować gołosłownie:
> 
> "Krab stał przed nimi i  zaciskał ręce, krzyżując palce. Były oczywiście
> obleczone w czarne rękawiczki.
> Był wściekły. Każdy z nich, stojąc
> a^^^^^^^^^^^^^^
> wyprężony na baczność wiedział, że
> natężenie wściekłości mogłoby
> b^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^
> rozwalić elektrownię.  Chodził w tę i z powrotem,  trzy kroki w jedną
> stronę, trzy w przeciwną. Nagle się zatrzymał, bo już nie mógł
> wytrzymać. Najwidoczniej
> wściekł się. "
> c^^^^^^^^
> 
> b) jest niezręczne. A c) w obliczu a) i b) - no cóż, niespodzianka?...
> 
> "Podejrzenie,  czarna igła, jej szybki ruch w przód i cofnięcie się."
> 
> Metafora 'czarna igła podejrzenia' nie podoba mi się, ale niechby była.
> Tylko to zdanie jej jakieś... nieporadne?
> 
> >
> >  pozdrawiam
> >  M.R.F.
> >
> 
> --
> Pozdrowienia
>  Janek          http://www.astercity.net/~janekr
> Niech mnie diabli porwą!
> Niech diabli porwą? To się da zrobić...
Re: Ciala w przestrzeni
#1080
Author: Jan Rudziński
Date: Sun, 29 Dec 2002 16:27
38 lines
2340 bytes
Cześć wszystkim

Henryk Kostjuk wrote:
> 

TNIJ CYTATY. A także inicjuj nowe wątki, skoro zmieniasz temat.


> Czytalem twoje porady bibliograficzne na innej liscie, pozwalam wiec
> sobie zapytac o istnienie slownika motywow literackich z dziedziny
> fantastyki. Czy ktos dokonal takiego zestawienia i wydal w postaci
> ksiazki,

Ja nie mam, ale inny uczestnik tej listy, W.O., chwalił się kiedyś
amerykańską encyklopedią, w której - o ile pamiętam - jest wszystko, o
co pytasz.

> 
> Czy przypominasz sobie, kiedy zostal uzyty po raz pierwszy motyw rozmowy
> z komputerem? Czy moze  jest to motyw z filmu "Obcy. Osmy pasażer
> Nostromo"? Tam zwracano się do niego per "Mother". Ten motyw jest juz
> powszechnie uzywany w biezacej produkcji literackiej.

 Na pewno znacznie wcześniej. Chociażby tytułowy 'Sezam' (ca 1954) z
zakazanego przez Lema zbiorku opowiadań.
 Myślę, że na pl.rec.fantastyka.sf-f dostaniesz bardziej precyzyjne
odpowiedzi i porponuję tam kontynuować wątek o historii literatury SF.


> 
> Pozdrawiam wszystkich
> HeKs

-- 
Pozdrowienia
 Janek          http://www.astercity.net/~janekr
Niech mnie diabli porwą!
Niech diabli porwą? To się da zrobić...
Re: Ciala w przestrzeni
#1081
Author: Henryk Kostjuk
Date: Sun, 29 Dec 2002 19:06
40 lines
2531 bytes
Dziekuje ci, zaraz kaze sobie przyniesc te encyklopedie. 

Jan Rudziński napisał(a):
> 
> Cześć wszystkim
> 
> Henryk Kostjuk wrote:
> >
> 
> TNIJ CYTATY. A także inicjuj nowe wątki, skoro zmieniasz temat.
> 
> > Czytalem twoje porady bibliograficzne na innej liscie, pozwalam wiec
> > sobie zapytac o istnienie slownika motywow literackich z dziedziny
> > fantastyki. Czy ktos dokonal takiego zestawienia i wydal w postaci
> > ksiazki,
> 
> Ja nie mam, ale inny uczestnik tej listy, W.O., chwalił się kiedyś
> amerykańską encyklopedią, w której - o ile pamiętam - jest wszystko, o
> co pytasz.
> 
> >
> > Czy przypominasz sobie, kiedy zostal uzyty po raz pierwszy motyw rozmowy
> > z komputerem? Czy moze  jest to motyw z filmu "Obcy. Osmy pasażer
> > Nostromo"? Tam zwracano się do niego per "Mother". Ten motyw jest juz
> > powszechnie uzywany w biezacej produkcji literackiej.
> 
>  Na pewno znacznie wcześniej. Chociażby tytułowy 'Sezam' (ca 1954) z
> zakazanego przez Lema zbiorku opowiadań.
>  Myślę, że na pl.rec.fantastyka.sf-f dostaniesz bardziej precyzyjne
> odpowiedzi i porponuję tam kontynuować wątek o historii literatury SF.
> 
> >
> > Pozdrawiam wszystkich
> > HeKs
> 
> --
> Pozdrowienia
>  Janek          http://www.astercity.net/~janekr
> Niech mnie diabli porwą!
> Niech diabli porwą? To się da zrobić...
Re: Ciala w przestrzeni
#1066
Author: Andrzej Swiech
Date: Mon, 30 Dec 2002 10:33
12 lines
1567 bytes
Użytkownik Gilbert <gilbercik@o2.pl> w wiadomości do grup dyskusyjnych
napisał:aums62$5nb$1@wroclaw.wro.vectranet.pl...

> Hm.... może jednak wyślę na grupę moją ostatnią powieść. Jakieś 2 MB
> objętości.

Masz rację. Jak ktoś się pali do wysyłania - ma zawsze dobrego PoGo, który
umieści mu tekst na serwerze;)

Pozdrawiam
Andre
Re: Ciala w przestrzeni
#1067
Author: Henryk Kostjuk
Date: Mon, 30 Dec 2002 12:37
24 lines
1836 bytes
Czytalem wiadomosci na temat Macieja Slomczynskiego, tlumacza "Ulissesa"
Joyce'a. Ciekawy jestem, jakim Joe Alex jest czlowiekiem, jakie prowadzi
zajecia na UJ oraz jaka metoda?

O czym jest twoja powiesc, ktora sygnalizujesz?

Czy potrafilbys nazwac smoki, ktore zabijacie, ogromnie mnie to
interesuje. Na pewno jestes zorientowany, o jakie smoki mi chodzi. Jesli
wyrazam sie zbyt  metaforycznie, wyjasnie. Nie sa to zreszta smoki
prawdopodobienstwa. 
Andrzej Swiech napisał(a):
> 
> Użytkownik Gilbert <gilbercik@o2.pl> w wiadomości do grup dyskusyjnych
> napisał:aums62$5nb$1@wroclaw.wro.vectranet.pl...
> 
> > Hm.... może jednak wyślę na grupę moją ostatnią powieść. Jakieś 2 MB
> > objętości.
> 
> Masz rację. Jak ktoś się pali do wysyłania - ma zawsze dobrego PoGo, który
> umieści mu tekst na serwerze;)
> 
> Pozdrawiam
> Andre
Re: Ciala w przestrzeni
#1068
Author: Andrzej Swiech
Date: Mon, 30 Dec 2002 13:54
28 lines
2313 bytes
Jeszcze raz ponawiam prośbę o komentarze.
I specjalnie w tym miejscu ją umieszczam.

Użytkownik Henryk Kostjuk <henryk.kostjuk@wp.pl> w wiadomości do grup
dyskusyjnych napisał:3E103DF7.B8BEA839@wp.pl...

> Czytalem wiadomosci na temat Macieja Slomczynskiego, tlumacza "Ulissesa"
> Joyce'a. Ciekawy jestem, jakim Joe Alex jest czlowiekiem, jakie prowadzi
> zajecia na UJ oraz jaka metoda?

Maciej Słomczyński już dobre parę lat ma status "ŚP". Chyba nie musze
tłumaczyć?
A po bliższe informacje na temat kursu: Gołębia 16, sala 47 czy jakoś tak.
Sekretariat.

> O czym jest twoja powiesc, ktora sygnalizujesz?
>
Nie moja, tylko Gilberta? takim znaczkiem ">" oznaczane sa teksty
komentowane;)

> Czy potrafilbys nazwac smoki, ktore zabijacie, ogromnie mnie to
> interesuje. Na pewno jestes zorientowany, o jakie smoki mi chodzi. Jesli
> wyrazam sie zbyt  metaforycznie, wyjasnie. Nie sa to zreszta smoki
> prawdopodobienstwa.

Ja, że tak powiem, za tępy jestem na takie metafory. Wyjaśnij.
Pozdrawiam
Andre
Re: Ciala w przestrzeni
#1069
Author: Henryk Kostjuk
Date: Mon, 30 Dec 2002 18:30
47 lines
2898 bytes
Chodzi mi oczywiscie o motywy wspolczesnej fantastyki. Pisze sie  o
terroryzmie, pornografii, klonowaniu, tylko te motywy przywolam dla
klarownosci wyjasnienia, to sa wlasnie smoki, one zostaja zabite, to
znaczy pokonane w umysle autora i czytelnika.  Kazda epoka ma swoje
smoki, kiedys rycerze je zabijali "fizycznie".  Literatura fantastyczna 
traktuje oczywiscie o problemach wspolczesnosci, inaczej ni mialaby
racji bytu. Leki rzucone w przyszlosc nie sa grozne. 

Czy zwrociles uwage na moje propozycje dotyczace tekstow  literackich,
bedace odpowiedzia na  akcje PoGo? Umiescilem je w temacie "strony
domowej". 

Szkoda profesora, jakos nie doszly do mnie wiadomosci. Adres z Golebiej
jest mi znany. Nie zamierzam tam wykladac, bynajmniej. 


Andrzej Swiech napisał(a):
> 
> Jeszcze raz ponawiam prośbę o komentarze.
> I specjalnie w tym miejscu ją umieszczam.
> 
> Użytkownik Henryk Kostjuk <henryk.kostjuk@wp.pl> w wiadomości do grup
> dyskusyjnych napisał:3E103DF7.B8BEA839@wp.pl...
> 
> > Czytalem wiadomosci na temat Macieja Slomczynskiego, tlumacza "Ulissesa"
> > Joyce'a. Ciekawy jestem, jakim Joe Alex jest czlowiekiem, jakie prowadzi
> > zajecia na UJ oraz jaka metoda?
> 
> Maciej Słomczyński już dobre parę lat ma status "ŚP". Chyba nie musze
> tłumaczyć?
> A po bliższe informacje na temat kursu: Gołębia 16, sala 47 czy jakoś tak.
> Sekretariat.
> 
> > O czym jest twoja powiesc, ktora sygnalizujesz?
> >
> Nie moja, tylko Gilberta? takim znaczkiem ">" oznaczane sa teksty
> komentowane;)
> 
> > Czy potrafilbys nazwac smoki, ktore zabijacie, ogromnie mnie to
> > interesuje. Na pewno jestes zorientowany, o jakie smoki mi chodzi. Jesli
> > wyrazam sie zbyt  metaforycznie, wyjasnie. Nie sa to zreszta smoki
> > prawdopodobienstwa.
> 
> Ja, że tak powiem, za tępy jestem na takie metafory. Wyjaśnij.
> Pozdrawiam
> Andre
Re: Ciala w przestrzeni
#1070
Author: Jan Rudziński
Date: Mon, 30 Dec 2002 19:49
35 lines
2014 bytes
Cześć wszystkim

Henryk Kostjuk wrote:


!!!!!TNIJ CYTATY!!!!!

> 
> Chodzi mi oczywiscie o motywy wspolczesnej fantastyki. Pisze sie  o
> terroryzmie, pornografii, 

 W SF? Bardzo mało o terroryźmie i jeszcze mniej o pornografii.

> klonowaniu, tylko te motywy przywolam dla
^^^^^^^^^^^^^^

 Czy możesz wskazać utwór, w którym klonowanie zostaje, nawet
metaforycznie, pokonane w umyśle autoralub czytelnika? 

> klarownosci wyjasnienia, to sa wlasnie smoki, one zostaja zabite, to
> znaczy pokonane w umysle autora i czytelnika.  Kazda epoka ma swoje
> smoki, kiedys rycerze je zabijali "fizycznie".  Literatura fantastyczna
> traktuje oczywiscie o problemach wspolczesnosci, inaczej ni mialaby
> racji bytu. Leki rzucone w przyszlosc nie sa grozne.
> 
[...]
> 



-- 
Pozdrowienia
 Janek          http://www.astercity.net/~janekr
Niech mnie diabli porwą!
Niech diabli porwą? To się da zrobić...
Re: Ciala w przestrzeni
#1071
Author: Andrzej Swiech
Date: Tue, 31 Dec 2002 08:31
30 lines
2467 bytes
Użytkownik Henryk Kostjuk <henryk.kostjuk@wp.pl> w wiadomości do grup
dyskusyjnych napisał:3E1090C8.2DE7C211@wp.pl...
>
CZŁOWIEKU!!!
Czy jesteś ślepy i głuchy, że nie widzisz, jak w każdym poście dopraszam się
NORMALNEGO komentowania?

> Chodzi mi oczywiscie o motywy wspolczesnej fantastyki. Pisze sie  o
> terroryzmie, pornografii, klonowaniu, tylko te motywy przywolam dla
> klarownosci wyjasnienia, to sa wlasnie smoki, one zostaja zabite, to
> znaczy pokonane w umysle autora i czytelnika.  Kazda epoka ma swoje
> smoki, kiedys rycerze je zabijali "fizycznie".  Literatura fantastyczna
> traktuje oczywiscie o problemach wspolczesnosci, inaczej ni mialaby
> racji bytu. Leki rzucone w przyszlosc nie sa grozne.

Hmmmmm - jak dla mnie za bardzo naciągane. Niestety.

> Czy zwrociles uwage na moje propozycje dotyczace tekstow  literackich,
> bedace odpowiedzia na  akcje PoGo? Umiescilem je w temacie "strony
> domowej".

Tak. I?

> Szkoda profesora, jakos nie doszly do mnie wiadomosci. Adres z Golebiej
> jest mi znany. Nie zamierzam tam wykladac, bynajmniej.
>
Pytałeś, więc Ci odpowiedziałem:)
Pozdrawiam
Andre
Thread Navigation

This is a paginated view of messages in the thread with full content displayed inline.

Messages are displayed in chronological order, with the original post highlighted in green.

Use pagination controls to navigate through all messages in large threads.

Back to All Threads