🚀 go-pugleaf

RetroBBS NetNews Server

Inspired by RockSolid Light RIP Retro Guy

Thread View: pl.comp.grafika
17 messages
17 total messages Started by Torino Fri, 20 Sep 2013 10:50
Gust, a estetyka
#223443
Author: Torino
Date: Fri, 20 Sep 2013 10:50
19 lines
2849 bytes
Czołem,

Ostatnio projektowałem stronę dla klienta z branży dentystycznej, nie poświęciłem na to tygodnia - bo budżet nie pozwolił - ale strona była przemyślana i estetyczna, natomiast po wysłaniu wstępnego projektu okazało się, że jest całkowicie z dupy i w ogóle się nie podoba. 

Drugim etapem było zinterpretowanie narysowanych i opisanych odręcznie makiet (pismem lekarza...), czego efektem była okropna wizualnie strona nie spełniająca większości przykazań usability i nie posiadająca ziarna estetyki...tak myślałem do tamtej chwili - później było gorzej. 

Niestety klientowi znów się nie spodobała - choć twierdził, że o taki układ mu chodziło. Po otrzymaniu uwag, od niechcenia stworzyłem kolejny szkic - coś co wpisywało się w pełni w jego pojęcie estetyki i był w niebo wzięty! Prezentuję więc projekt wstępny który u klienta wzbudzał odrazę, oraz efekt końcowy - który odrazę wzbudza u mnie.

http://vcore.sigmeo.pl/screens/2013-09-20_177009.jpg

http://vcore.sigmeo.pl/screens/2013-09-20_176923.jpg

Chciałem się jedynie podzielić historią i zaznaczam, że drugi projekt to spełnienie marzeń klienta... Tak, to wielkie logo na środku również.

Cenzura zastosowana zgodnie z programem ochrony świadków :)

Takie sytuacje miewam bardzo często, jednak w tym przypadku to całkowite ekstremum, zazwyczaj strona po poprawkach wygląda jak kot z dwoma ogonami, a tutaj mamy kota z trąbą, pięcioma nogami, świńskim ogonem i do tego bez sierści... czy to nadal kot?

Pozdrawiam
Re: Gust, a estetyka
#223444
Author: John Smith
Date: Fri, 20 Sep 2013 13:51
6 lines
1147 bytes
"Torino" <fiftyfive.pl@gmail.com> wrote in message
news:9017d1c0-c89f-4552-ba64-b543196ad1bb@googlegroups.com...

> Takie sytuacje miewam bardzo często,

Jeśli kasa się zgadza, to nie ma co strzępić języka.
Re: Gust, a estetyka
#223445
Author: gadacz
Date: Fri, 20 Sep 2013 17:29
29 lines
1905 bytes
W dniu 2013-09-20 12:50, Torino pisze:
> Czołem,
>
> Ostatnio projektowałem stronę dla klienta z branży dentystycznej, nie poświęciłem na to tygodnia - bo budżet nie pozwolił - ale strona była przemyślana i estetyczna, natomiast po wysłaniu wstępnego projektu okazało się, że jest całkowicie z dupy i w ogóle się nie podoba.
<ciach>

Nie wiem ile lat jesteś w branży,
ale to jest raczej normą.

Każdy klient jest w stanie skurw..c każdy projekt,
to takiego gów.na, że aż wstyd się pod tym podpisać.

Niestety nie każdy jest estetą i niestety zdaje sobie
z tego sprawę, że to co robi jest czystym szitem.

Tak z innej beczki,
poszukaj mieszkania z 2giej ręki i zobacz
w jakich warunkach mieszkają ludzie.
To nawet nie PRL... to doszczętny syf,
nawet nieruchomości po 1-2mln zł.

Takie gusta...
właścicielom zapewne się podoba ;)

pozdrówka,
i zlej sprawę.
ps. w portfolio nie umieszczaj tego potworka :)

gadacz
Re: Gust, a estetyka
#223448
Author: ikov
Date: Mon, 23 Sep 2013 07:49
17 lines
2594 bytes
> Takie sytuacje miewam bardzo często, jednak w tym przypadku to całkowite ekstremum, zazwyczaj strona po poprawkach wygląda jak kot z dwoma ogonami, a tutaj mamy kota z trąbą, pięcioma nogami, świńskim ogonem i do tego bez sierści... czy to nadal kot?
>
Sam kiedyś tak miałem - rozrysowałem stronkę jako jasną, estetyczną i 
przejrzystą, treści pogrupowane w kilka kategorii i generalnie, może bez 
szału ale całkiem przyzwoicie. Niestety po dokładnym poznaniu wymagań 
klienta, m.in. czarne tło, pomarańczowe akcenty, trzy albo cztery 
animacje na głównej (w tym jedna z playerem wyświetlającym tekst 
równocześnie odczytywany na głos (i to dwa do wyboru!)), plus powodujące 
gwałt na oczach info o bieżącej promocji... Tłumaczyłem, że jedna 
animacja na stronie to już będzie dużo, ale nie... animowana nazwa firmy 
i pojawiające się logo to już dla mnie było przegięcie, a potem pojawiły 
się kolejne pomysły. Na dodatek wszystko pisane z palca, bez żadnych 
cmsów. I tak od 5 lat strona sobie wisi, właściciele strony ciągle się 
nią zachwycają (u mnie powoduje już obrzydzenie), no ale skoro klient 
zadowolony to co się będę przejmował, chociaż gdy słyszę (co jakiś czas) 
że ktoś z ich klientów powiedział że podoba mu się strona, to nie wiem 
kto tu ściemnia...
Re: Gust, a estetyka
#223446
Author: J. K.
Date: Mon, 23 Sep 2013 10:31
6 lines
2374 bytes
W dniu piątek, 20 września 2013 12:50:31 UTC+2 użytkownik Torino napisał:
> Takie sytuacje miewam bardzo często, jednak w tym przypadku to całkowite ekstremum, zazwyczaj strona po poprawkach wygląda jak kot z dwoma ogonami, a tutaj mamy kota z trąbą, pięcioma nogami, świńskim ogonem i do tego bez sierści... czy to nadal kot?
> 
> Pozdrawiam

Dla mnie zupełna norma i chleb powszedni ;) Wiele razy dostawałem szału, kiedy klient po prostu masakrował wstępne założenia i obrzydzał mi dalszą pracę. To wynika między innymi z tego, że w Polsce grafików traktuje się bardziej jako realizatorów własnych, chorych pomysłów, a nie ludzi, którzy mają większe pojęcie o sztuce i zasadach projektowania. Można się spierać, czy faktycznie wszystkie pomysły grafików są lepsze od pomysłów ich klientów, ale siłą rzeczy, wykonując coś na co dzień, człowiek się doskonali i uczy. Z drugiej strony, jest masa firm i projektów - zwłaszcza w sferze instytucji i firm pożytku publicznego - które kosztowały krocie, a wyglądają tak jakby ktoś je robił na odwal się. Vide: nowe logo PEKAESu. 
Re: Gust, a estetyka
#223447
Author: twistedme
Date: Mon, 23 Sep 2013 11:00
12 lines
2561 bytes
W dniu 2013-09-23 12:31, J. K. pisze:
> W dniu piątek, 20 września 2013 12:50:31 UTC+2 użytkownik Torino napisał:
>> Takie sytuacje miewam bardzo często, jednak w tym przypadku to całkowite ekstremum, zazwyczaj strona po poprawkach wygląda jak kot z dwoma ogonami, a tutaj mamy kota z trąbą, pięcioma nogami, świńskim ogonem i do tego bez sierści... czy to nadal kot?
>>
>> Pozdrawiam
>
> Dla mnie zupełna norma i chleb powszedni ;) Wiele razy dostawałem szału, kiedy klient po prostu masakrował wstępne założenia i obrzydzał mi dalszą pracę. To wynika między innymi z tego, że w Polsce grafików traktuje się bardziej jako realizatorów własnych, chorych pomysłów, a nie ludzi, którzy mają większe pojęcie o sztuce i zasadach projektowania. Można się spierać, czy faktycznie wszystkie pomysły grafików są lepsze od pomysłów ich klientów, ale siłą rzeczy, wykonując coś na co dzień, człowiek się doskonali i uczy. Z drugiej strony, jest masa firm i projektów - zwłaszcza w sferze instytucji i firm pożytku publicznego - które kosztowały krocie, a wyglądają tak jakby ktoś je robił na odwal się. Vide: nowe logo PEKAESu.
>
Wow... Ten PEKAES to chyba jakiś ponury żart...

pozdrawiam
Przemek
Re: Gust, a estetyka
#223449
Author: Ariusz
Date: Mon, 23 Sep 2013 12:12
42 lines
3754 bytes
W dniu 20.09.2013 12:50, Torino pisze:
> Czołem,
>
> Ostatnio projektowałem stronę dla klienta z branży dentystycznej, nie poświęciłem na to tygodnia - bo budżet nie pozwolił - ale strona była przemyślana i estetyczna, natomiast po wysłaniu wstępnego projektu okazało się, że jest całkowicie z dupy i w ogóle się nie podoba.
>
> Drugim etapem było zinterpretowanie narysowanych i opisanych odręcznie makiet (pismem lekarza...), czego efektem była okropna wizualnie strona nie spełniająca większości przykazań usability i nie posiadająca ziarna estetyki...tak myślałem do tamtej chwili - później było gorzej.
>
> Niestety klientowi znów się nie spodobała - choć twierdził, że o taki układ mu chodziło. Po otrzymaniu uwag, od niechcenia stworzyłem kolejny szkic - coś co wpisywało się w pełni w jego pojęcie estetyki i był w niebo wzięty! Prezentuję więc projekt wstępny który u klienta wzbudzał odrazę, oraz efekt końcowy - który odrazę wzbudza u mnie.
>
> http://vcore.sigmeo.pl/screens/2013-09-20_177009.jpg
>
> http://vcore.sigmeo.pl/screens/2013-09-20_176923.jpg
>
> Chciałem się jedynie podzielić historią i zaznaczam, że drugi projekt to spełnienie marzeń klienta... Tak, to wielkie logo na środku również.
>
> Cenzura zastosowana zgodnie z programem ochrony świadków :)
>
> Takie sytuacje miewam bardzo często, jednak w tym przypadku to całkowite ekstremum, zazwyczaj strona po poprawkach wygląda jak kot z dwoma ogonami, a tutaj mamy kota z trąbą, pięcioma nogami, świńskim ogonem i do tego bez sierści... czy to nadal kot?
>
> Pozdrawiam
>


Na porządku dziennym. Jak zrobisz klientowi więcej niż jeden projekt to 
on wybierze ten najgorszy. Co do strony o ile faktycznie twoja 
propozycja jest o kilka klas wyżej to może klientowi nie chodziło o samą 
grafikę, a treść w postaci ilustracji, np. zdjęcie nie tego dentysty, to 
jakieś przypadkowo kupione na stockach, a nie rzeczywista przyjmująca w 
gabinecie osoba. Do tego kilka punktów, których nie widać na końcowej 
stronie - choćby: wolne terminy. Może dentysta ma świadomość, że nie 
może tego logicznie zrobić by funkcjonowało na stronie więc wyrzucił.

I dochodzi jeszcze istotna rzecz czy lekarz, dentysta, adwokat,... może 
się reklamować? - Z tego co wiem to nie, może jedynie informować. Może 
są jakieś wytyczne, które to regulują i np. nie może taka informacja być 
okraszona ilustracjami.
Zapytaj klienta, a najlepiej dowiedz się wszystkiego na ten temat i może 
go uświadom. Bo często ludzie na wszelki wypadek wolą mniej niż przesadzić.

-- 
Pozdrawiam ARIUSZ
http://www.ariusz.com
Re: Gust, a estetyka
#223450
Author: Gabriel Zastawnik
Date: Mon, 23 Sep 2013 12:19
60 lines
4251 bytes
Użytkownik "Torino"  napisał w wiadomości grup 
dyskusyjnych:9017d1c0-c89f-4552-ba64-b543196ad1bb@googlegroups.com...

> http://vcore.sigmeo.pl/screens/2013-09-20_177009.jpg
> http://vcore.sigmeo.pl/screens/2013-09-20_176923.jpg
> Chciałem się jedynie podzielić historią i zaznaczam, że drugi projekt to 
> spełnienie
> marzeń klienta... Tak, to wielkie logo na środku również.

Szczerze współczuję. Na pocieszenie dodam , że dokładnie tak jak ty uważam, 
że projekt wstępny był fajny, a projekt końcowy odjechał w kosmos. I to 
bardzo daleko.

Ze swojej strony mogę powiedzieć, że na samym początku rozmowy z klientem 
przedstawiam mu wykonanych kilka projektow. Jeśli podoba mu się szeroko 
rozumiana estetyka tych stron, to idziemy dalej. Jeśli nie, to dopijamy 
kawę/herbatę i nasze drogi się rozchodzą. Już na początku. Może i nie jest 
to najlepsza metoda, ale w ten sposób odsiewam potencjalnych klientów w 
stylu twojego.

W rozmowie wstępnej z danym klientem przynajmniej kilkunastokrotnie 
podkreślam jedną rzecz: to dlatego on mi zamierza zapłacić za projekt, że 
ufa moim umiejętnościom i temu, że projekt jest/będzie wykonany zgodnie z 
prawidłami sztuki. Innymi słowy - on jest specjalistą w 
medycynie/stomatologi/stolarstwie etc a ja się znam na tworzeniu stron. Jak 
się z tym ktoś nie zgadza i chce sobie zrobić stronę sam, to też "begin 
kawa/herbata end;" :)

Nie wszystko da się zmierzyć tylko i wyłącznie "kasą" i tym, czy się ona 
zgadza. Pod pewnymi "potworkami" to ja bym się nie podpisał po prostu. Honor 
by nie pozwalał:)

Tak ze swojej strony to proponował bym jeszcze jedną rzecz - a mianowicie 
ten twoj klient to albo domorosły webdeveloper albo po prostu na czymś (na 
przykład na stronie szwagra) usilnie się wzorował. Miałem jeden taki 
przypadek, kiedy w pewnym momencie zorientowalem się, że klient optuje za 
pewnymi konkretnymi rozwiązaniami na stronie, które nijak nikomu normalnemu 
nie przyszły by do głowy. Przyznał się w trakcie rozmowy, że strona 
konkurencji miała coś takiego.

Na szczęście udało mi się go przekonać, że on nie ma mieć takiej strony jak 
konkurencja, tylko stronę lepszą. Wytłumaczyłem mu m.in. to, dlaczego pomysł 
automatycznego odtwarzania mp3-ki po wejsciu na stronę jest nie ok, a 
później ze dwa dni siedzieliśmy nad analizowaniem tamtej strony i 
punktowaniem jej słabych stron. Znaleźliśmy też dwa fajne rozwiązania, co do 
zastosowania których nie miałem żadnych przeciwskazań i na podstawie tych 
rozmów został stworzony ostateczny kształt strony. Klient zadowolony, ja 
też. Ale ile nerwów to kosztowało:)

Jeśli klient w twoim przypadku na czymś się wzorował, to sprawdź, czy czasem 
stworzona strona nie jest w 90% identyczna z już istniejącą:) Bo w moim 
przypadku gdybym wtedy posłuchał klienta to by tak było. A prawa autorskie 
obowiązują. I to ty byś mogl miec pozniej problemy a nie zleceniodawca.

Pozdrawiam!

-- -- 
Gabriel Zastawnik
http://www.sigsoft.pl
http://www.monitoringkomputera.pl
Re: Gust, a estetyka
#223451
Author: Ariusz
Date: Mon, 23 Sep 2013 13:21
19 lines
2007 bytes
W dniu 23.09.2013 14:19, Gabriel Zastawnik pisze:
[ciach]
>
> Ze swojej strony mogę powiedzieć, że na samym początku rozmowy z
> klientem przedstawiam mu wykonanych kilka projektow. Jeśli podoba mu się
> szeroko rozumiana estetyka tych stron, to idziemy dalej. Jeśli nie, to
> dopijamy kawę/herbatę i nasze drogi się rozchodzą. Już na początku. Może
> i nie jest to najlepsza metoda, ale w ten sposób odsiewam potencjalnych
> klientów w stylu twojego.
>
[ciach]

O to chyba masz wyjątkowe szczęście, Wiele razy miałem klienta, który 
przychodził do naszej firmy bo podobają się mu nasze realizacje. Jednak 
kiedy zaczynała się praca to narzucał swoje wizje.

-- 
Pozdrawiam ARIUSZ
http://www.ariusz.com
Re: Gust, a estetyka
#223452
Author: John Smith
Date: Tue, 24 Sep 2013 19:22
15 lines
1577 bytes
"Gabriel Zastawnik" <zastawka@poczta.fm> wrote in message
news:524031f0$0$1254$65785112@news.neostrada.pl...

> Nie wszystko da się zmierzyć tylko i wyłącznie "kasą" i tym, czy się ona
> zgadza. Pod pewnymi "potworkami" to ja bym się nie podpisał po prostu.
Honor
> by nie pozwalał:)

Masz rację.
Jednak człowiek, który mierzy także inne aspekty zleceń, nie pyta na
pl.comp.grafika, bo wie, że takiego klienta należy spuścić na drzewo.

Ten który pyta, zazwyczaj ma rachunki do zapłacenia i nie może ot tak olać
klienta.
Pustej lodówki honorem nie napełnisz.
Re: Gust, a estetyka
#223453
Author: igoR szczurka
Date: Tue, 24 Sep 2013 23:00
55 lines
3913 bytes
W dniu 2013-09-20 12:50, Torino pisze:

> Takie sytuacje miewam bardzo często, jednak w tym przypadku to
> całkowite ekstremum, zazwyczaj strona po poprawkach wygląda jak kot z
> dwoma ogonami, a tutaj mamy kota z trąbą, pięcioma nogami, świńskim
> ogonem i do tego bez sierści... czy to nadal kot?

Być może okażę się tu kontrowersyjny... ;)
Zauważam jednak u wielu młodych grafików dwie częste bolączki:
1. "poczucie ojcostwa" - czyli każda korekta do projektu to gwałt na 
estetyce oraz osobista obraza.
2. Odgadywanie potrzeb klienta. Czyli "przecież wiem lepiej czego on chce".
To nic zdrożnego: IMO to zupełnie naturalne na początku drogi (wiem, u 
niektórych ów początek trwa dłużej) ;)
Sam pamiętam jak jakieś 15(?) lat temu, gdy projekt z którego byłem 
szczególnie zadowolony trafił na badania fokusowe -okazało że 
potencjalni klienci "są głupi, nie mają gustu i w ogóle się nie znają". 
Taka mokra szmata w pysk i wybranie "najbardziej wieśniaczego projektu"
Szczęściem trafiłem też wówczas na mądrego człowieka który uświadomił 
mi, że nie jestem potencjalnym odbiorcą opakowania, które projektuję, a 
jego grupa docelowa, (bodajże) starsze panie z niewielkich miasteczek, 
wolą gdy się błyszczy, złoci i w ogóle jest na wieśniaczo-bogato.
Zacząłem wtedy rozumieć, że my rzemieślnicy spełniać mamy potrzeby 
klienta, a nie własne zachcianki. A po to klient nam płaci, byśmy jego 
oczekiwania spełnili w możliwie najbardziej fachowy sposób, poprawny 
graficznie i estetycznie.
Bo projekt (poza tym, że winien być poprawny graficznie) ma skutecznie 
realizować cel sprzedażowy/reklamowy/informacyjny/whatever, a nie 
spełniać nasze oczekiwania estetyczne.

Czy coś mogę radzić?
Często narzucane przez klienta opinie to nie koniecznie wynik jego 
"potrzeby ojcostwa", tylko problem komunikacyjny między Wami. I gdy 
widzicie że sprawy zmierzają w złym kierunku, to dobry moment by 
zapytać: "hej, chwila. powiedz mi w takim razie czemu służy ten projekt? 
jakie ma spełniać wymagania? Nie tłumacz jak ma wyglądać, wytłumacz jaki 
efekt chcesz osiągnąć."

Bo skąd mamy niby wiedzieć, czy na rzeczonym przykładzie problemem nie 
była estetyka tylko np. zbyt mały font czy skomplikowana, rozbudowana 
nawigacja - bo dajny na ten przykład gros klientów stanowią ludzie 
starsi? Albo dentysta ów ma obsesję na punkcie higieny i ciepłe kolory 
na banerze skojarzyły mu się nieodpowiednio? I może nagle okazało by się 
że da się jednak zadowolić obie strony?

A jeśli klient nie wie potrafi określić co mu się w projekcie nie podoba 
- zapytajcie co mu się podoba, poproście o referencje z innych 
projektów, uszczegóławiajcie pytania: "a ten font? kolorystyka? a taki 
układ jest wygodniejszy? czemu tak uważasz?" I wyciągajcie wnioski.

Rozmawiać, rozmawiać, rozmawiać. A nie obrażać się. :)


-- 
igor
Re: Gust, a estetyka
#223454
Author: J. K.
Date: Wed, 25 Sep 2013 09:01
35 lines
2855 bytes
W dniu środa, 25 września 2013 01:00:45 UTC+2 użytkownik igoR szczurka napisał:

> Być może okażę się tu kontrowersyjny... ;)
> 
> Zauważam jednak u wielu młodych grafików dwie częste bolączki:
> 1. "poczucie ojcostwa" - czyli każda korekta do projektu to gwałt na 
> estetyce oraz osobista obraza.
> 2. Odgadywanie potrzeb klienta. Czyli "przecież wiem lepiej czego on chce".
> To nic zdrożnego: IMO to zupełnie naturalne na początku drogi (wiem, u 
> niektórych ów początek trwa dłużej) ;)
> igor

Przyznam, że sam często tak mam, ale starszym
i bardziej doświadczonym - z ugruntowaną pozycją
na rynku - trochę trudno zrozumieć dzisiejsze
problemy młodych ;) Konkurencja jest duża. Każdy
z nas chciałby mieć bogate portfolio, którym
mógłby się pochwalić przed tym wymarzonym,
rzadkim jak biały jednorożec poważnym klientem
z poczuciem smaku i estetyki oraz oczywiście
zasobnym portfelem ;) Gdyby wszystkie projekty
wykonywać zgodnie z zaleceniami klientów, to
podejrzewam, że nie za bardzo byłoby się czym
chwalić.

Zgadzam się z tym, że wiele problemów wynika
ze złej komunikacji. Każdy klient potrafi narzekać,
ale już nie każdy jest w stanie wytłumaczyć,
o co mu chodzi. Wtedy przydaje się właśnie to
wyczucie tego, czego się od nas oczekuje, a ono
niestety pojawia się z czasem ;)

Sam niestety zmagam się z tym problemem. Szczerze
mówiąc myślę nawet o tym, aby się trochę przebranżowić
i zająć się bardziej rzemieślniczą stroną tego wszystkiego ;)
Re: Gust, a estetyka
#223455
Author: John Smith
Date: Wed, 25 Sep 2013 15:42
10 lines
1398 bytes
"J. K." <yaroslawek@gmail.com> wrote in message
news:88b8672a-a4b1-4ddd-8bb0-1de945dbe948@googlegroups.com...
W dniu środa, 25 września 2013 01:00:45 UTC+2 użytkownik igoR szczurka
napisał:

> Każdy klient potrafi narzekać, ale już nie każdy jest w stanie
> wytłumaczyć, o co mu chodzi.

Spory odsetek klientów na hasło brief robi się siny i zielony.
Re: Gust, a estetyka
#223456
Author: igoR szczurka
Date: Wed, 25 Sep 2013 20:34
23 lines
1925 bytes
W dniu 2013-09-25 17:42, John Smith pisze:

>> Każdy klient potrafi narzekać, ale już nie każdy jest w stanie
>> wytłumaczyć, o co mu chodzi.
>
> Spory odsetek klientów na hasło brief robi się siny i zielony.

Oczywiście!
Na co dzień pracuję z jednym z niewątpliwie czołowych działów marketingu 
w okolicy ;) I naprawdę nawet to, i nawet jeśli ów brief jest, to nie 
zawsze uchroni przed koniecznością ciągnięcia za język. ;)

Ale to jest także w naszym interesie. I czasem warto "zmarnować" dwie 
godziny na gadanie - by oszczędzić tydzień na projektowaniu :)

ba! IMAO i tak im projekt poważniejszy tym bardziej niemożliwe jest 
załatwienie go poprzez wyłącznie email, czy suchy brief.
A czy robimy w ten sposób cudzą robotę? Nie wiem. Jednak to chyba 
nieistotne jeśli bez tego nie zrobimy jej wcale (albo przynajmniej nie 
zrobimy jej dobrze)

-- 
igor
Re: Gust, a estetyka
#223457
Author: John Smith
Date: Thu, 26 Sep 2013 16:49
25 lines
2251 bytes
"igoR szczurka" <TuWpiszMojeImie.Nazwisko@gmail.com> wrote in message
news:l1vhbt$ha6$1@node1.news.atman.pl...

> Ale to jest także w naszym interesie. I czasem warto "zmarnować" dwie
> godziny na gadanie - by oszczędzić tydzień na projektowaniu :)

Całkowicie się z Tobą zgadzam. Czasem dwugodzinna rozmowa
skutecznie zniechęca do podjęcia zlecenia, a czasem utwierdza
w przekonaniu, że choć nie ma briefu jako takiego, to jest chęć
zrobienia czegoś konkretnego.

> ba! IMAO i tak im projekt poważniejszy tym bardziej niemożliwe jest
> załatwienie go poprzez wyłącznie email, czy suchy brief.
> A czy robimy w ten sposób cudzą robotę? Nie wiem. Jednak to chyba
> nieistotne jeśli bez tego nie zrobimy jej wcale (albo przynajmniej nie
> zrobimy jej dobrze)

Tutaj natomiast mam mieszanie uczucia. O ile bowiem w przypadku firmy
małej lub startującej dopiero, taka pomoc ze strony projektanta jest czymś
naturalnym, o tyle przy dużym podmiocie, cżłowiek się zastanawiać zaczyna,
za co rozmówca bierze pensję.

ps
Czasem projekt jest duży tylko ze względu na obciażenie zasobów lub markę
klienta.
Re: Gust, a estetyka
#223458
Author: KiloSierra
Date: Sat, 28 Sep 2013 12:30
1 lines
1119 bytes
swoja drogą co to za font w "Ugryź jabłko...." ??
Re: Gust, a estetyka
#223459
Author: teodora
Date: Thu, 14 Nov 2013 06:09
3 lines
1792 bytes
Obecnie zmieniły się stanowiska postrzegania cudzej pracy. Górnik (bez urazy) nakreśla charakter reklamy, sekretarka akceptuje projekty, a "szewiec" projektuje i pyta artysty/grafika czy "może być". Każdy idiota chce pokazać swój wytrysk talentu publicznie.

Chyba czas powrócić do normalności i zlecenia powierzać właściwym rękom.
Thread Navigation

This is a paginated view of messages in the thread with full content displayed inline.

Messages are displayed in chronological order, with the original post highlighted in green.

Use pagination controls to navigate through all messages in large threads.

Back to All Threads