Thread View: alt.pl.usa
3 messages
3 total messages
Started by mkarwan
Mon, 15 Sep 2008 05:58
Szczęść Boże Radiu Maryja
Author: mkarwan
Date: Mon, 15 Sep 2008 05:58
Date: Mon, 15 Sep 2008 05:58
244 lines
15109 bytes
15109 bytes
z http://www.prawica.net/node/12627
Wiosną 1976 w Gdańsku doznałem wizji - literackiej, ale co to szkodzi -
nadciągającej rewolucji solidarnościowej naszego powojennego narodu
prlowskiego, włącznie z jej ciężkim spartoleniem.
I co, nie było jak napisałem?
Kto nie wierzy niech zmierzy, kawałek z przedsolidarnościowego "Zapisu"
można przeczytać tu http://www.prawica.net/node/10928, a oryginalne "W
Gdańsku" z 1976 jest w "Twórczości" nr 7, 1981.
"Twórczość" to puściła, bo kraj ciągle był w ruchomych piaskach momentu
solidarnościowego, większość nie wiedziała co będzie.
Zadzwoniłem do Henryka Berezy, że mam towar.
A on że pismo ma już pełno materiału.
No jak pan może wiedzieć, że to nie jest lepsze od tego co pan ma, jak można
mieć takie stanowisko w literaturze.
Tak mu pod ambicję podjechałem.
No i on że niech pan przyniesie.
Chyba nawet "przyśle" powiedział, ale to były dwa kroki.
I jak wicher poszło.
Tylko mnie jeszcze przedtem do redakcji Henryk Bereza poprosił i zapytał
dlaczego słowa tak się w "W Gdańsku" łączą; bo rzeczywiście w tekście one
się łączyły, po dwa, trzy naraz, łączyły się i rozłączały, i znowu stykały
się sylabami i zgłoskami.
Słowa o, tak mi się kleiły, jak to pisałem, wie pan, tłumaczę mu stykając i
odtykając kciuk i wskazujący, jak się kleiły.
Teraz to już każdy wie, że tak właśnie z ludźmi w 1980 zaczęło się robić,
ale wtedy w 1976?
I jeszcze jedna sprawa z tamtym tekstem.
Tam jest fura brzydkich słów, w tym "W Gdańsku" z 1976, i to przez cały czas
na mnie zwalano; ludzie tak lubią, nie zastanowić się, nie zrozumieć, tylko
żeby pokazać że się jest lepszym.
Ale co, nie sprawdziło się potem w latach 1990., że to właśnie Polska
językowo schamiała?
Ja tu w Ameryce to jakim już wtedy porządnym językiem mówiłem, tylko
dzieciom się przysłuchiwać, a tam w Polsce to takimi, to owakimi, i jeszcze
gorzej, obrzucali się każdy z każdym po 1989, wstyd nawet powtarzać, i w
mediach to szło, o to chodzi.
Nie było moje turpizowanie profetyczne?
Pytam.
Nawet w "Tygodniku Powszechnym" znajdowałem nie wymienię już jakie świństwa.
Nieważne.
Chodzi o to, że niech ktoś mi dziś powie po lekturze "W Gdańsku", pisanego w
marcu-kwietniu 1976, że nie mamy tam do czynienia z darem przepowiedni.
Tak sobie myśli pasę tocząc się południowym brzegiem jeziora Erie...
Tocząc się, bo siedziałem w Palmyrze i okolicy, to teraz trzeba horyzont
trochę pościgać.
W Palmyrze ciekawiłem się na temat mormonów.
Tam wiadomo, Józef Smith miał te jego z kolei objawienia.
Teofanię w wieku 14 lat zaliczył, zdolny skurczybyk.
Ojciec i Syn mu z głębi bytu wystąpili, tj. nasi Bogowie; Bóg właściwie, ale
w farmerskim uścisku Smitha zaczął mu się ten subtelny dogmat rozchodzić.
Tak czy owak, potwierdzili mu, że żaden dotychczasowy kościół nie jest
prawdziwy, o co rwał sobie Smith młode włosy z głowy.
Trzy lata później anioł Moroni pokazał mu, gdzie w okolicy zakopano księgę
na złotych tablicach sprzed czasów jeszcze Kolumba.
Kiedy miał 22 lata, postać duchowa umożliwiła mu kontakt z tablicami, i stąd
mamy "Księgę Mormona".
Powyższe były tzw. założycielskie objawienia, potem miał Józef jeszcze cały
czas odpryski.
Np. kiedy Emma, pierwsza żona, o inne ciuśki zaczęła mu drzeć oczy, to Józek
otrzymał revelation, że dotychczasowe prawo jest zawieszone i odtąd mąż może
się wielożenić.
I jeśli ona, Emma, nowemu prawu się nie podda, to On, the Lord, ją zniszczy
("she shall be destroyed" D&C 132:54).
"Rzecze Pan" ("saith the Lord"), na koniec Pan objawienie w XVII-wiecznym
angielskim Smithowi podstemplował.
Trochę się Emma po tym uspokoiła, chociaż jak to kobieta, zawsze miała tę
swoją naturalną opinię za skórą.
Takie tam śmiesznostki.
Mniej lub więcej, można ich powyciągać w początkach każdej religii.
Pierwsza rzecz jaka mi się w mormonizmie momentalnie spodobała, to że
odebrana w nim została wyłączność na najwyższą teofanię Nowemu Testamentowi
i zwrócona z powrotem ludziom co tu i teraz muszą z grudą życia się
chandryczyć.
To, muszę powiedzieć, jest w porzo.
Znowu jesteśmy traktowani poważnie.
Znowu mamy religię żywą, otwartą na mano-a-mano ze Sprawcą.
Bardzo amerykańskie, brawo.
Nie po to się przez sztormowy Atlantyk w łupince halsowało, żeby po
przybiciu do Plymouth Rock usłyszeć, że na bezpośrednią audiencję u B. jest
o te 1700 czy 1800 lat za późno.
Lubię tych amerykańskich gostków.
Mormonizm nazywany jest dlatego religią amerykańską."Księga Mormona" to
próba teologicznego uporządkowania Ameryki, włącznie z historią o ukazaniu
się Chrystusa na tutejszym kontynencie wkrótce po Zmartwychwstaniu.
Literacko, językowo, to farmerska przekuwka na użytek euro-nowokontynentalny
Biblii Króla Jakuba, odpowiednika i współcześnika polskiego Wujka.
Smith z rzekomych złotych tablic wskazanych mu przez rzekomego anioła
przełożyl z rzekomo zreformowanego języka egipskiego rzekomą historię o
Izraelitach, którzy 600 lat przed Chrystusem wyemigrowali z Bliskiego
Wschodu do Ameryki, podzielili się na grupę złych i dobrych, dobrzy napisali
"Księgę Mormona", zakopali i pobici przez złych przepadli, a złym Bóg
zmienił kolor skóry i stąd wzięli się aborygeni.
Czyli, jak kulturowi marksiści dziś brechają, Natywni Amerykanie.
"Natywni Amerykanie", che, che.
Kulturmarksiści ulepiają te smocze dziwoloągi - o wpełzanie w instytucje
języka chodzi, przecież wiemy - w celu wywłaszczania nas Eurów z naszych
krajów. Chyba nie próbujcie mi wtłoczyć, kulturbolszewicy, że gdyby
Anglosasi i generalnie nordycy a potem reszta Europidów nie zaczęli tu
napływać od XVI wieku i kraj od poziomu trawy organizować, to aborygeni na
własną rękę rozwijaliby dziś np. szeregi Fouriera?
Tego mi chyba nie próbujcie wrzucić, bo mi boki koszuli pękną od śmiechu.
Jacy oni "Natywni Amerykanie", ci aborygeni kontynentu.
Natywni?
Tak, od tysięcy lat, kontynentu właśnie.
Amerykanie?
Też, odkąd jest tu Ameryka a oni stali się jej nieantagonistyczną częścią.
Ale "Natywni" i "Amerykanie" w jednym sztosie?!
A co takiego zasiewnego na poziomie Konwencji Filadelfijskiej i umysłu
Tomasza Jeffersona w Amerykę włożyli, ci natywni-aborygeni, żeby być
"natywnie amerykańscy"?
WASP-owie, nordycy, Germanowie tu przybyli, a potem koncentrycznie reszta
Eurów, to są natywni Amerykanie, z nich wywiódł się i rwał bez trzymanki
ostry do niedawna wielki kraj.
Co nie znaczy, oczywiście, że mam coś przeciwko gostkom zwanym "Indianami".
W drodze, w przyszłości, będę przez pół roku pracował w ich rezerwacie,
Flathead w zachodniej Montanie, gdzie poznam wielu z nich i jasne - poza
handlem nieopodatkowanymi papierosami i paroma innymi podobnymi
zrozumiałostkami - że aborygeni tutejszego kontynentu to znośne człenie;
tragicznie cisi, niestety, po przekroczeniu pewnej granicy poznania aż
przerażająco odczuwalnie, rzeczywiście żal.
A gostek Smith z jego amerykańską religią starał się ich po prostu
teologicznie obrzydzić, tłumacząc ich "ciemną skórę" odwróceniem się od
Chrystusa i w ten sposób uśmierzając wewnętrzny konflikt Eurów zachapujących
fajowe działki.
Co do wielożeństwa mormonów - bo zniosło mnie na pobocze - to z nim miała
miejsce podobna teologia co z "Indianami".
Bo można oskarżać cywilizowaną hordę Smitha o lubieżność, łapczywość
erotyczną, słabą pracę hamulca i to na pewno były współczynniki.
Ale była w tym również naturalna reakcja biologiczna na bezmiar i bogactwo
niezasiedlonej ziemi.
Ta ziemia domagała się większych możliwości reprodukcyjnych dla tych spośród
grupy, którzy mieli głowy na karku, dobrzy byli w gospodarowaniu, polityce
plemiennej, transakcjach wymiennych i stąd tacy czuli tę specjalną
"religijną" moc w braniu kolejnych żon, ja się w to potrafię wczuć.
Sam potęgi biologicznego wezwania rodnego areału doświadczałem przecinając
Amerykę, pokonując setki niezaludniononych mil i potem w miasteczku czy
osadzie, kiedy zaszedłem do marketu czy antykwariatu i był na wystawie
fotelik samochodowy dla niemowlecia czy pionierska kołyska zdobiona w
dereniowy kwiat, to nóg od podłogi nie mogłem oderwać, tak mnie ciągnęło
żeby je wypełnić.
Inna sprawa, że był mój czas, ale mimo wszystko, w większych miastach już w
taki siewnik nie byłem robiony.
Generalnie mam dobrą opinię o mormonach, to religia w ogólnym sensie zgodna
z naturą, sprzyjająca życiu.
Jak psycholog pragmatyzmu William James, sam amerykański jak jabłecznik,
zwykł mawiać: Gdyby ta czy inna religia była zła, nie przydawała się
ludziomi, nie sprzyjała życiu, dawno by przepadła, użytkownicy wyrzuciliby
ją jak pęknięty garnek.
Prawda, prawda. Ludzie nie są aż tak głupi, oni popiją się, pobiją, zrobią
koło pióra, ale z czymś kontra instynktowi życia długo nie będą się plątać.
Tymczasem mormonizm, który w latach 1950. liczył nieco ponad milion
wiernych, dziś ma ich ponad 10 milionów.
Tu jedną rzecz może warto przebadać, przyszło mi na myśl.
Sprawdzić czy ten gwałtowny przyrost liczby mormonów nie ma przypadkiem
związku, przynajmniej w Ameryce, z zapaścią obyczajową naszej kultury
zapoczątkowaną w latach 1960-ych.
Bo na pewno można powiedzieć, że choć nasz Kościół narzeka na Europę i
ogólnie kraje europejskie w świecie, że go zaniedbują, odchodzą od wiary,
powołania w nich spadają, itd. - to czy to taka całkowicie Europy i
Europejczyków wina?
A może i Kościoła, że z jednej strony tak mało wymaga a z drugiej zależy mu
tak lubieżnie na liczbie?
Kościół tłusto sobie wzrasta wśród trzecioświatowców i zadowolony coraz
głębiej się samozadrzemuje, a my Eurowie mamy go jeszcze wachlować i
serwować mu lemoniadę, może też wino.
A co w praktyce w odpowiedzi na zapaść obyczajową zapoczątkowaną
manipulacjami kulturowymi lat 1960-ych Kościół zrobił?
Zostawił naszą Europę i nas Europejczyków praktycznie na pastwę, i tyle.
Kiepściunio, Kościele.
Na pół gwizdka pokazywałeś drogę.
Może kiedyś, kiedy ktoś spojrzy na to wszystko z perspektywy roku powiedzmy
3000-go, to co zobaczy, może nie to, że Europa zostawiła Ciebie, tylko że Ty
zawaliłeś Europę, aha?
W odróżnieniu od naszego Kościoła dzisiaj, Mormoni trzymają życie ostro w
cuglach, jak nasi wczesnochrześcijanie.
Nie wątpię, że i wielu nie-mormonom to się podoba.
Mnie się podoba, w te czy wewte, lubię ostrą jazdę.
Poznałem dziesiątki mormońskich rodzin w Palmyrze i poznam więcej jeszcze
jadąc przez kraj, Nebraskę, Wyoming, Montanę, Idaho, i będą to mocne
domowiska, wielodzietne, o dużej moralności osobistej i publicznej,
niepalący, niepijący, nietelewizujący - toż to czyste zdrowie! - nawet
herbatą i kawą nie podstrzykujący się zdolni biznesmeni, studenci, farmerzy,
lekarze, cieśle, akademicy, fachowcy, a jakie kobiety!... słowem w porzo lud
i generalnie świetny materiał na klasę średnią w każdej społeczności.
Kiedyś mormonizm - jak to w życiu - zwinie się, zroluje, ale zostanie po nim
solidny materiał ludzki z nami.
To jest super.
Jeśli chodzi o słynne amerykańskie revivals, czyli zbiorowe ciągnące się
nieraz dziesiątkami lat na przestrzeni tysięcy mil kwadratowych przebudzenia
religijne, to mormonizm na bazie takiego właśnie, Drugiego Wielkiego
Przebudzenia 1790-1840, się urobił.
Kiedy dziś rano o tym myślałem, przyszło mi do głowy, że w naszym
tradycyjnym rzymskim Kościele też mamy przecież takie zbiorowe podskoki
nastroju religijnego, czego innego zresztą się spodziewać, istniejemy w
świecie żywym, tak?
Ale ponieważ nasze ciało religijne jest centralnie sterowane i rozwinięte
spójnie intelektualnie, to u nas te wzrosty energii religijnej meliorowane
są w większości ku wewnątrz, przez wyłanianie się nowych zakonów, większy
wysyp świętych, bogatszą twórczość teologiczną i filozoficzną, sobory,
zarządzenia papieskie, ostatnio instytucje medialne, w ten sposób.
Przy czym jedna rzecz, uważam, jest niedostatecznie podkreślana u nas
katolików.
Sporo katolików, i zwyczajnych, i jajogłowych, lubi podszczypywać
protestantyzm i uważać go za coś teologicznie gorszego.
Dziwi mnie w związku z tym, że jakoś przy całym swoim uświadomieniu - do
katolickich intelektualistów tę szklankę piwa z pianką piję - obchodzą oni
raczej na palcach fakt, że tak "dziwnie" się w historii naszej Europy
złożyło, że protestantami zostawali z zasady chłodnawi nordycy, zaś bardziej
emocjonalni wschodni i południowi Eurowie lgnęli do katolicyzmu lub
wschodniej ortodoksji.
Wygląda więc, że to nie aż taki przypadek, a coś linkującego z biologią, że
narody geograficznie "schłodzone", anglosaskie, skandynawskie, germańskie
poszły w literalność biblijną, a południowcy, śródziemnomorcy i moi
hulaj-dusza Polanie i podobni Słowianie, czują się lepiej w symbolizujących
nawach chrześcijaństwa rzymskiego i wschodniego.
Nawet, no właśnie, kiedy Szwedzi jedyny poważny raz zagrozili Polsce, w XVII
w., to w zasadzie dlatego, że nachapali się świeżo protestantyzmu i zaczęło
ich biologicznie roznosić.
Ich ściślejszej naturze lepiej linearny protestantyzm podpasował, niż
parabolizujący katolicyzm.
I dobrze im z początku z Polską szło, armat mieli odlanych dużo, puklerzy,
aż szarpnęli się na naturę naszą religijną polską, Matkę z Dzieciątkiem na
ręku, i musieli zwiewać za Bałtyk aż im biblie latały w kuferkach.
Szczęść Boże Radiu Maryja.
Re: Szczęść Boże Radiu Maryja
Author: daszkiew2000
Date: Sun, 21 Sep 2008 17:08
Date: Sun, 21 Sep 2008 17:08
247 lines
15822 bytes
15822 bytes
On 15 Sep, 01:58, "mkarwan" <mkar...@poczta.onet.pl> wrote:
> zhttp://www.prawica.net/node/12627
> Wiosną 1976 w Gdańsku doznałem wizji - literackiej, ale co to szkodzi -
> nadciągającej rewolucji solidarnościowej naszego powojennego narodu
> prlowskiego, włącznie z jej ciężkim spartoleniem.
> I co, nie było jak napisałem?
> Kto nie wierzy niech zmierzy, kawałek z przedsolidarnościowego "Zapisu"
> można przeczytać tuhttp://www.prawica.net/node/10928, a oryginalne "W
> Gdańsku" z 1976 jest w "Twórczości" nr 7, 1981.
>
> "Twórczość" to puściła, bo kraj ciągle był w ruchomych piaskach momentu
> solidarnościowego, większość nie wiedziała co będzie.
> Zadzwoniłem do Henryka Berezy, że mam towar.
> A on że pismo ma już pełno materiału.
> No jak pan może wiedzieć, że to nie jest lepsze od tego co pan ma, jak można
> mieć takie stanowisko w literaturze.
> Tak mu pod ambicję podjechałem.
> No i on że niech pan przyniesie.
> Chyba nawet "przyśle" powiedział, ale to były dwa kroki.
> I jak wicher poszło.
>
> Tylko mnie jeszcze przedtem do redakcji Henryk Bereza poprosił i zapytał
> dlaczego słowa tak się w "W Gdańsku" łączą; bo rzeczywiście w tekście one
> się łączyły, po dwa, trzy naraz, łączyły się i rozłączały, i znowu stykały
> się sylabami i zgłoskami.
> Słowa o, tak mi się kleiły, jak to pisałem, wie pan, tłumaczę mu stykając i
> odtykając kciuk i wskazujący, jak się kleiły.
> Teraz to już każdy wie, że tak właśnie z ludźmi w 1980 zaczęło się robić,
> ale wtedy w 1976?
>
> I jeszcze jedna sprawa z tamtym tekstem.
> Tam jest fura brzydkich słów, w tym "W Gdańsku" z 1976, i to przez cały czas
> na mnie zwalano; ludzie tak lubią, nie zastanowić się, nie zrozumieć, tylko
> żeby pokazać że się jest lepszym.
> Ale co, nie sprawdziło się potem w latach 1990., że to właśnie Polska
> językowo schamiała?
> Ja tu w Ameryce to jakim już wtedy porządnym językiem mówiłem, tylko
> dzieciom się przysłuchiwać, a tam w Polsce to takimi, to owakimi, i jeszcze
> gorzej, obrzucali się każdy z każdym po 1989, wstyd nawet powtarzać, i w
> mediach to szło, o to chodzi.
> Nie było moje turpizowanie profetyczne?
> Pytam.
> Nawet w "Tygodniku Powszechnym" znajdowałem nie wymienię już jakie świństwa.
>
> Nieważne.
> Chodzi o to, że niech ktoś mi dziś powie po lekturze "W Gdańsku", pisanego w
> marcu-kwietniu 1976, że nie mamy tam do czynienia z darem przepowiedni.
>
> Tak sobie myśli pasę tocząc się południowym brzegiem jeziora Erie...
>
> Tocząc się, bo siedziałem w Palmyrze i okolicy, to teraz trzeba horyzont
> trochę pościgać.
>
> W Palmyrze ciekawiłem się na temat mormonów.
> Tam wiadomo, Józef Smith miał te jego z kolei objawienia.
> Teofanię w wieku 14 lat zaliczył, zdolny skurczybyk.
> Ojciec i Syn mu z głębi bytu wystąpili, tj. nasi Bogowie; Bóg właściwie, ale
> w farmerskim uścisku Smitha zaczął mu się ten subtelny dogmat rozchodzić.
> Tak czy owak, potwierdzili mu, że żaden dotychczasowy kościół nie jest
> prawdziwy, o co rwał sobie Smith młode włosy z głowy.
> Trzy lata później anioł Moroni pokazał mu, gdzie w okolicy zakopano księgę
> na złotych tablicach sprzed czasów jeszcze Kolumba.
> Kiedy miał 22 lata, postać duchowa umożliwiła mu kontakt z tablicami, i stąd
> mamy "Księgę Mormona".
>
> Powyższe były tzw. założycielskie objawienia, potem miał Józef jeszcze cały
> czas odpryski.
> Np. kiedy Emma, pierwsza żona, o inne ciuśki zaczęła mu drzeć oczy, to Józek
> otrzymał revelation, że dotychczasowe prawo jest zawieszone i odtąd mąż może
> się wielożenić.
> I jeśli ona, Emma, nowemu prawu się nie podda, to On, the Lord, ją zniszczy
> ("she shall be destroyed" D&C 132:54).
> "Rzecze Pan" ("saith the Lord"), na koniec Pan objawienie w XVII-wiecznym
> angielskim Smithowi podstemplował.
> Trochę się Emma po tym uspokoiła, chociaż jak to kobieta, zawsze miała tę
> swoją naturalną opinię za skórą.
>
> Takie tam śmiesznostki.
> Mniej lub więcej, można ich powyciągać w początkach każdej religii.
>
> Pierwsza rzecz jaka mi się w mormonizmie momentalnie spodobała, to że
> odebrana w nim została wyłączność na najwyższą teofanię Nowemu Testamentowi
> i zwrócona z powrotem ludziom co tu i teraz muszą z grudą życia się
> chandryczyć.
> To, muszę powiedzieć, jest w porzo.
> Znowu jesteśmy traktowani poważnie.
> Znowu mamy religię żywą, otwartą na mano-a-mano ze Sprawcą.
> Bardzo amerykańskie, brawo.
> Nie po to się przez sztormowy Atlantyk w łupince halsowało, żeby po
> przybiciu do Plymouth Rock usłyszeć, że na bezpośrednią audiencję u B. jest
> o te 1700 czy 1800 lat za późno.
> Lubię tych amerykańskich gostków.
>
> Mormonizm nazywany jest dlatego religią amerykańską."Księga Mormona" to
> próba teologicznego uporządkowania Ameryki, włącznie z historią o ukazaniu
> się Chrystusa na tutejszym kontynencie wkrótce po Zmartwychwstaniu.
> Literacko, językowo, to farmerska przekuwka na użytek euro-nowokontynentalny
> Biblii Króla Jakuba, odpowiednika i współcześnika polskiego Wujka.
> Smith z rzekomych złotych tablic wskazanych mu przez rzekomego anioła
> przełożyl z rzekomo zreformowanego języka egipskiego rzekomą historię o
> Izraelitach, którzy 600 lat przed Chrystusem wyemigrowali z Bliskiego
> Wschodu do Ameryki, podzielili się na grupę złych i dobrych, dobrzy napisali
> "Księgę Mormona", zakopali i pobici przez złych przepadli, a złym Bóg
> zmienił kolor skóry i stąd wzięli się aborygeni.
> Czyli, jak kulturowi marksiści dziś brechają, Natywni Amerykanie.
>
> "Natywni Amerykanie", che, che.
> Kulturmarksiści ulepiają te smocze dziwoloągi - o wpełzanie w instytucje
> języka chodzi, przecież wiemy - w celu wywłaszczania nas Eurów z naszych
> krajów. Chyba nie próbujcie mi wtłoczyć, kulturbolszewicy, że gdyby
> Anglosasi i generalnie nordycy a potem reszta Europidów nie zaczęli tu
> napływać od XVI wieku i kraj od poziomu trawy organizować, to aborygeni na
> własną rękę rozwijaliby dziś np. szeregi Fouriera?
> Tego mi chyba nie próbujcie wrzucić, bo mi boki koszuli pękną od śmiechu.
> Jacy oni "Natywni Amerykanie", ci aborygeni kontynentu.
> Natywni?
> Tak, od tysięcy lat, kontynentu właśnie.
> Amerykanie?
> Też, odkąd jest tu Ameryka a oni stali się jej nieantagonistyczną częścią.
> Ale "Natywni" i "Amerykanie" w jednym sztosie?!
> A co takiego zasiewnego na poziomie Konwencji Filadelfijskiej i umysłu
> Tomasza Jeffersona w Amerykę włożyli, ci natywni-aborygeni, żeby być
> "natywnie amerykańscy"?
> WASP-owie, nordycy, Germanowie tu przybyli, a potem koncentrycznie reszta
> Eurów, to są natywni Amerykanie, z nich wywiódł się i rwał bez trzymanki
> ostry do niedawna wielki kraj.
>
> Co nie znaczy, oczywiście, że mam coś przeciwko gostkom zwanym "Indianami".
> W drodze, w przyszłości, będę przez pół roku pracował w ich rezerwacie,
> Flathead w zachodniej Montanie, gdzie poznam wielu z nich i jasne - poza
> handlem nieopodatkowanymi papierosami i paroma innymi podobnymi
> zrozumiałostkami - że aborygeni tutejszego kontynentu to znośne człenie;
> tragicznie cisi, niestety, po przekroczeniu pewnej granicy poznania aż
> przerażająco odczuwalnie, rzeczywiście żal.
> A gostek Smith z jego amerykańską religią starał się ich po prostu
> teologicznie obrzydzić, tłumacząc ich "ciemną skórę" odwróceniem się od
> Chrystusa i w ten sposób uśmierzając wewnętrzny konflikt Eurów zachapujących
> fajowe działki.
>
> Co do wielożeństwa mormonów - bo zniosło mnie na pobocze - to z nim miała
> miejsce podobna teologia co z "Indianami".
> Bo można oskarżać cywilizowaną hordę Smitha o lubieżność, łapczywość
> erotyczną, słabą pracę hamulca i to na pewno były współczynniki.
> Ale była w tym również naturalna reakcja biologiczna na bezmiar i bogactwo
> niezasiedlonej ziemi.
> Ta ziemia domagała się większych możliwości reprodukcyjnych dla tych spośród
> grupy, którzy mieli głowy na karku, dobrzy byli w gospodarowaniu, polityce
> plemiennej, transakcjach wymiennych i stąd tacy czuli tę specjalną
> "religijną" moc w braniu kolejnych żon, ja się w to potrafię wczuć.
> Sam potęgi biologicznego wezwania rodnego areału doświadczałem przecinając
> Amerykę, pokonując setki niezaludniononych mil i potem w miasteczku czy
> osadzie, kiedy zaszedłem do marketu czy antykwariatu i był na wystawie
> fotelik samochodowy dla niemowlecia czy pionierska kołyska zdobiona w
> dereniowy kwiat, to nóg od podłogi nie mogłem oderwać, tak mnie ciągnęło
> żeby je wypełnić.
> Inna sprawa, że był mój czas, ale mimo wszystko, w większych miastach już w
> taki siewnik nie byłem robiony.
>
> Generalnie mam dobrą opinię o mormonach, to religia w ogólnym sensie zgodna
> z naturą, sprzyjająca życiu.
> Jak psycholog pragmatyzmu William James, sam amerykański jak jabłecznik,
> zwykł mawiać: Gdyby ta czy inna religia była zła, nie przydawała się
> ludziomi, nie sprzyjała życiu, dawno by przepadła, użytkownicy wyrzuciliby
> ją jak pęknięty garnek.
> Prawda, prawda. Ludzie nie są aż tak głupi, oni popiją się, pobiją, zrobią
> koło pióra, ale z czymś kontra instynktowi życia długo nie będą się plątać.
> Tymczasem mormonizm, który w latach 1950. liczył nieco ponad milion
> wiernych, dziś ma ich ponad 10 milionów.
>
> Tu jedną rzecz może warto przebadać, przyszło mi na myśl.
> Sprawdzić czy ten gwałtowny przyrost liczby mormonów nie ma przypadkiem
> związku, przynajmniej w Ameryce, z zapaścią obyczajową naszej kultury
> zapoczątkowaną w latach 1960-ych.
> Bo na pewno można powiedzieć, że choć nasz Kościół narzeka na Europę i
> ogólnie kraje europejskie w świecie, że go zaniedbują, odchodzą od wiary,
> powołania w nich spadają, itd. - to czy to taka całkowicie Europy i
> Europejczyków wina?
> A może i Kościoła, że z jednej strony tak mało wymaga a z drugiej zależy mu
> tak lubieżnie na liczbie?
> Kościół tłusto sobie wzrasta wśród trzecioświatowców i zadowolony coraz
> głębiej się samozadrzemuje, a my Eurowie mamy go jeszcze wachlować i
> serwować mu lemoniadę, może też wino.
> A co w praktyce w odpowiedzi na zapaść obyczajową zapoczątkowaną
> manipulacjami kulturowymi lat 1960-ych Kościół zrobił?
> Zostawił naszą Europę i nas Europejczyków praktycznie na pastwę, i tyle.
> Kiepściunio, Kościele.
> Na pół gwizdka pokazywałeś drogę.
> Może kiedyś, kiedy ktoś spojrzy na to wszystko z perspektywy roku powiedzmy
> 3000-go, to co zobaczy, może nie to, że Europa zostawiła Ciebie, tylko że Ty
> zawaliłeś Europę, aha?
>
> W odróżnieniu od naszego Kościoła dzisiaj, Mormoni trzymają życie ostro w
> cuglach, jak nasi wczesnochrześcijanie.
> Nie wątpię, że i wielu nie-mormonom to się podoba.
> Mnie się podoba, w te czy wewte, lubię ostrą jazdę.
> Poznałem dziesiątki mormońskich rodzin w Palmyrze i poznam więcej jeszcze
> jadąc przez kraj, Nebraskę, Wyoming, Montanę, Idaho, i będą to mocne
> domowiska, wielodzietne, o dużej moralności osobistej i publicznej,
> niepalący, niepijący, nietelewizujący - toż to czyste zdrowie! - nawet
> herbatą i kawą nie podstrzykujący się zdolni biznesmeni, studenci, farmerzy,
> lekarze, cieśle, akademicy, fachowcy, a jakie kobiety!... słowem w porzo lud
> i generalnie świetny materiał na klasę średnią w każdej społeczności.
> Kiedyś mormonizm - jak to w życiu - zwinie się, zroluje, ale zostanie po nim
> solidny materiał ludzki z nami.
> To jest super.
>
> Jeśli chodzi o słynne amerykańskie revivals, czyli zbiorowe ciągnące się
> nieraz dziesiątkami lat na przestrzeni tysięcy mil kwadratowych przebudzenia
> religijne, to mormonizm na bazie takiego właśnie, Drugiego Wielkiego
> Przebudzenia 1790-1840, się urobił.
> Kiedy dziś rano o tym myślałem, przyszło mi do głowy, że w naszym
> tradycyjnym rzymskim Kościele też mamy przecież takie zbiorowe podskoki
> nastroju religijnego, czego innego zresztą się spodziewać, istniejemy w
> świecie żywym, tak?
> Ale ponieważ nasze ciało religijne jest centralnie sterowane i rozwinięte
> spójnie intelektualnie, to u nas te wzrosty energii religijnej meliorowane
> są w większości ku wewnątrz, przez wyłanianie się nowych zakonów, większy
> wysyp świętych, bogatszą twórczość teologiczną i filozoficzną, sobory,
> zarządzenia papieskie, ostatnio instytucje medialne, w ten sposób.
>
> Przy czym jedna rzecz, uważam, jest niedostatecznie podkreślana u nas
> katolików.
> Sporo katolików, i zwyczajnych, i jajogłowych, lubi podszczypywać
> protestantyzm i uważać go za coś teologicznie gorszego.
> Dziwi mnie w związku z tym, że jakoś przy całym swoim uświadomieniu - do
> katolickich intelektualistów tę szklankę piwa z pianką piję - obchodzą oni
> raczej na palcach fakt, że tak "dziwnie" się w historii naszej Europy
> złożyło, że protestantami zostawali z zasady chłodnawi nordycy, zaś bardziej
> emocjonalni wschodni i południowi Eurowie lgnęli do katolicyzmu lub
> wschodniej ortodoksji.
> Wygląda więc, że to nie aż taki przypadek, a coś linkującego z biologią, że
> narody geograficznie "schłodzone", anglosaskie, skandynawskie, germańskie
> poszły w literalność biblijną, a południowcy, śródziemnomorcy i moi
> hulaj-dusza Polanie i podobni Słowianie, czują się lepiej w symbolizujących
> nawach chrześcijaństwa rzymskiego i wschodniego.
>
> Nawet, no właśnie, kiedy Szwedzi jedyny poważny raz zagrozili Polsce, w XVII
> w., to w zasadzie dlatego, że nachapali się świeżo protestantyzmu i zaczęło
> ich biologicznie roznosić.
> Ich ściślejszej naturze lepiej linearny protestantyzm podpasował, niż
> parabolizujący katolicyzm.
> I dobrze im z początku z Polską szło, armat mieli odlanych dużo, puklerzy,
> aż szarpnęli się na naturę naszą religijną polską, Matkę z Dzieciątkiem na
> ręku, i musieli zwiewać za Bałtyk aż im biblie latały w kuferkach.
> Szczęść Boże Radiu Maryja.
no i widzicie na necie wszystko da sie opublikowac a do tego za darmo
Re: Szczęść Boże Radiu Maryja
Author: Dariusz Laskowski
Date: Wed, 14 Nov 2012 13:34
Date: Wed, 14 Nov 2012 13:34
75 lines
3668 bytes
3668 bytes
On Mon, 15 Sep 2008 07:58:01 +0200, mkarwan wrote:
[...]
Wiem mkarwan aka Tzva Adonai, że uwielbiasz linki i nagłówki:
http://groups.google.com/group/pl.pregierz/msg/a5eae3fb565134e7?dmode=source
------------------------- Original Message -------------------------
Message-ID: <jsm9nv$4fj$1@usenet.news.interia.pl>
Newsgroups: pl.pregierz
Subject: dziwne zbiegi okoliczności
Date: Sat, 30 Jun 2012 09:26:54 +0200
From: mkarwan <mkarwan@poczta.onet.pl>
X-Newsreader: Microsoft Outlook Express 6.00.2900.5931
X-Trace: usenet.news.interia.pl 1341041215 4595 82.160.95.243 (30 Jun 2012 07:26:55 GMT)
NNTP-Posting-Host: host-82-160-95-243.tvkstella.pl
26-27 stycznia 2010 r. premier Izraela przebywa w Polsce
28 stycznia D. Tusk ogłasza, że rezygnuje z kandydowania na prezydenta
16 czerwca 2012 r. ginie gen. S. Petelicki
17 czerwca 2012 r. minister obrony T. Siemoniak rozpoczyna wizytę w Izraelu
Może poszukamy ich więcej?
------------------------------- End --------------------------------
http://groups.google.com/group/pl.pregierz/msg/c29fc923d3d0a4f6?dmode=source
------------------------- Original Message -------------------------
Message-ID: <k7t6fe$dhb$1@news.task.gda.pl>
Newsgroups: pl.pregierz
Subject: Re: Dariusz Laskowski
Date: Tue, 13 Nov 2012 11:13:03 +0100
From: Tzva Adonai <tzva.adonai1@lycos.com>
X-Newsreader: Microsoft Outlook Express 6.00.2900.5931
X-Trace: news.task.gda.pl 1352801583 13867 82.160.95.243 (13 Nov 2012 10:13:03 GMT)
NNTP-Posting-Host: host-82-160-95-243.tvkstella.pl
Użytkownik "rAzor" <ja.was@swawole.all> napisał w wiadomości
news:50a15cf1$0$26705$65785112@news.neostrada.pl...
>>
>>>> Ktos kasuje Twoje posty, dosc masowo
>>>
>>> nie zdziwie sie jesli azor
>>
>> Spokojnie, on jest za cienki.
>
> Przede wszystkim, kmiocie, nie praktykuję takich sztuczek, więc
> sobie daruj. Przy okazji przypomnę, że gupiciul ghost swego czasu
> skasował kilkadziesiąt moich postów, więc może i w tym przypadku
> mamy do czynienia ze swoistą prowokacją.
I odwracaniem uwagi od siebie?
------------------------------- End --------------------------------
Dlaczego raz się podpisujesz mkarwan a raz Tzva Adonai? :->
http://groups.google.com/groups/profile?user=mkarwan@poczta.onet.pl
http://groups.google.com/groups/profile?user=tzva.adonai1@lycos.com
--
Dariusz Laskowski
darlas at post.pl Mam trzy przeglądarki.
Firefox, Opera i normalna.
klawiaturnik
Thread Navigation
This is a paginated view of messages in the thread with full content displayed inline.
Messages are displayed in chronological order, with the original post highlighted in green.
Use pagination controls to navigate through all messages in large threads.
Back to All Threads