🚀 go-pugleaf

RetroBBS NetNews Server

Inspired by RockSolid Light RIP Retro Guy

33 total messages Started by QuickQvik Fri, 06 Jun 2008 23:56
cena emigracji
#53904
Author: QuickQvik
Date: Fri, 06 Jun 2008 23:56
30 lines
1814 bytes
Proponuje wlasnie taki temat. Chcial bym przeczytac Wasze opinie i opis 
doswiadczen o takich sprawach, jak:

1) co musieliscie zostawic w Polsce a czego nie mogliscie zabrac (serce, 
majatek, pamiatki, ukochane miejsca)

2) jak placicie za "stawanie na wlasnych nogach" tu w USA, mam na mysli 
takie sprawy jak:

a) "trudne poczatki", upokorzenia, niedowartosciowanie

b) budowanie egzystencji, zaczynanie od "zera", np. wynajecie mieszkania 
lub domu bez historii kredytowej

c) nienormalne (jak dla Amerykanina) ceny ubezpieczen, np. za auto, 
smieszne ale podajesz ze masz piersze prawo-jazdy w wieku (przykladowo) 
40 lat, bo dla nich nie liczy sie polskie prawo jazdy

d) nienormalna cena ubezpieczenia zdrowotnego, bo dla nich nie masz 
zadnej historii

e) to samo z historia kredytowa, pierwsza karta Capital One na $300 po 
roku albo propozycja kredytowania samego siebie w celu budowy zaufania banku

3) Praca, wymagania "American Experience".

itd... Wasze propozycje...


QQ
Re: cena emigracji
#53909
Author: QuickQvik
Date: Sat, 07 Jun 2008 02:33
16 lines
1540 bytes
QuickQvik wrote:
> 1) co musieliscie zostawic w Polsce a czego nie mogliscie zabrac (serce, 
> majatek, pamiatki, ukochane miejsca)

Coz... sam zaczne... - miejsca:

Leba, nad morzem. Moje ulubione miejsce na wakacje. Choc te nieraz byly 
slotne i chlodne, to jednak pozostal mi dozgonny sentyment do tego 
miejsca, zapachu ryb, smazalni, drobnego zoltego piasku, spacerow po 
plazy o zachodzie slonca, tlumu ludzi w waskich uliczkach wieczorem. 
Teraz, doprawdy... lepiej mi sie oplaci leciec na Hawaje, ale to 
zastawione wiezowcami wybrzeze nie podoba mi sie. He he... ze wspomne 
moje pierwsze wakacje z rodzina, na polu namiotowym, spedzone wspaniale 
za kilkanascie $ (wtedy w przeliczeniu na tamte zl).

QQ
Re: cena emigracji
#53910
Author: daszkiew2000
Date: Sat, 07 Jun 2008 04:47
71 lines
4653 bytes
On 6 Jun, 19:56, QuickQvik <quickq...@gazeta.pl> wrote:
> Proponuje wlasnie taki temat. Chcial bym przeczytac Wasze opinie i opis
> doswiadczen o takich sprawach, jak:
>
> 1) co musieliscie zostawic w Polsce a czego nie mogliscie zabrac (serce,
> majatek, pamiatki, ukochane miejsca)
>
> 2) jak placicie za "stawanie na wlasnych nogach" tu w USA, mam na mysli
> takie sprawy jak:
>
> a) "trudne poczatki", upokorzenia, niedowartosciowanie
>
> b) budowanie egzystencji, zaczynanie od "zera", np. wynajecie mieszkania
> lub domu bez historii kredytowej
>
> c) nienormalne (jak dla Amerykanina) ceny ubezpieczen, np. za auto,
> smieszne ale podajesz ze masz piersze prawo-jazdy w wieku (przykladowo)
> 40 lat, bo dla nich nie liczy sie polskie prawo jazdy
>
> d) nienormalna cena ubezpieczenia zdrowotnego, bo dla nich nie masz
> zadnej historii
>
> e) to samo z historia kredytowa, pierwsza karta Capital One na $300 po
> roku albo propozycja kredytowania samego siebie w celu budowy zaufania banku
>
> 3) Praca, wymagania "American Experience".
>
> itd... Wasze propozycje...
>
> QQ

ad 1) w polsce zostawilismy stancje, w ktorej wlasciciel wymienil
zamki caly majatek - glownie ksiazki - zamienilismy na ruskie swinki a
potem w niemczech na marki nastepnie na dolary  w sumie okolo 600
ukochanych miejsc nie pamietam a serce mi ciagle jakos bije choc
czasami niemiarowo z polski wyjechalem w wieku 29 lat  na poczatku
1987  roku na tzw  paszporcie  z klauzula
ad 2) a)   pierwsze 15 lat bylo bardzo trudne  i oczywiscie mnostwo
upokorzen pracowalem przez te 15 lat w drukarni po 75 godzin
tygodniowo na nocna zmiane dumb pollock bylo na porzadku dziennym tak
jak " polish mug" z uchem wewnatrz moze powinienem byl sie procesowac
i lezec na plazy jako mlody emeryt wybralem jedna te trudniejsza droge
ad 2) b) oczywiscie ze pierwszy " apartment" wynajelismy bez historii
kredytowej zreszta do dzis nie mamy zadnej historii kredytowej a to z
tego prostego powodu ze niegdy nie pozyczalismy od nikogo zadnych
pieniedzy i juz chyba nie bedziemy dzieki udanym transakcjom " real
estate" w polsce  rok temu kupilismy za gotowke " brick ranch" w ohio
nie mamy dlugow i sramy pieniedzmi tutaj wszysko bylo i jest
zajebiscie tanie ameryka to moja ojczyzna i nigdy nie zamienie jej na
nic innego a szczegolnie na europe tym bardziej na jakas skorumpowana
i zacofana polske jestem dumny moze nie ze swojej polskosci ale z tego
ze udalo mi sie przetrwac nie tracac tozsamosci  niewiem czy akurat
polskiej tozsamosci poprostu tozsamosci
ad2)c) za ubezpieczenie auta zawsze placilismy okolo 15 dolarow za
miesiac nie bardzo wiem o czym mowisz moze jak na polski paszport i
polskie prawo jazdy jesli chcesz wykupic to sobie wolaja jak cygan za
matke ale na ich miejscu ja bym wolal  jak cygan za matke plus zone
ad2)d) tak sie zlozylo ze obecnie z zona nie posiadamy " ubezpieczenia
zdrowotnego" odzywiamy sie za to zdrowo duzo sie ruszamy i mamy
pozytywne podejscie do zycia stad na brak zdrowia jak narazie nie
narzekamy  a za 15 lat medicare :)
ad2) e) kredyt nas nie interesuje - prosze o nastepne
pytanie .......hehe
ad 3) " american experience" nabawilem sie w ameryce zaczalem od "
minimum wage" a skonczylem w tej drukarni na $ 60K rocznie obecnie
pracuje jako " over-the-phone-interpreter" dla language line i kocham
swoja prace zona jest " reference librarian" w bibliotece publicznej i
tez kocha swoja prace ( wykonywala zreszta te sama prace w polsce)


moja  propozycja ?  NAPIJMY SIE !
Re: cena emigracji
#53911
Author: witek
Date: Sat, 07 Jun 2008 05:24
11 lines
1218 bytes
daszkiew2000@yahoo.com wrote:
> 
> 
> moja  propozycja ?  NAPIJMY SIE !


wez ubezpiecz się od przyszłego roku i skorzystaj z porady dobrego 
psychiatry.
Wyjdzie ci zdecydowanie na zdrowie.
Może przejdzie ci nawyk plucia na wszystko co polskie tylko dlatego, ze 
w Polsce dostales kopa w tylek.
Re: cena emigracji
#53912
Author: marcin.nowaczek
Date: Sat, 07 Jun 2008 09:08
22 lines
2591 bytes
Zrozum witek, ze daszkiew2... po prostu cieszy sie z tego co osiagnal,
a ztego co pisze, to wnioskuje, ze jest szczesliwy. W Polsce mu sie
nie udalo i zle wspomina czas kiedy w niej mieszkal. Ma do tego prawo.
Nie sadze, by plul na wszystko co polskie. Na pewno jest cos co w
Polsce ceni, tylko zapewne bedzie musial sie troche zastanowic zanim
cos znajdzie, bo i mi nienajlatwiej jest cos znalezc. Jako mlodemu
niewysokiemu mezczyznie bez pieniedzy na studia, ktory nie moze
znalezc godziwej pracy (obecnie mam 500 zl na miesiac) w Polsce ja tez
nie mam ochoty podskakiwac i wiwatowac na czesc mojej ojczyzny. Kocham
poslka ziemie, ale Polakow juz nie za bardzo, a szczegolnie tych
rzadzacych i nie mowie tylko o obecnych "wartownikach", ale i o
wszystkich poprzednikach lacznie z PiS, lewica, Solidarnoscia, PO i
innymi przemalowanymi lisami, na ktorych ciagle ludzie narzekaja
jednoczesnie ciagle na nich glosujac patrzac na nazwe partii i ladna
buzke na plakacie, a nie dowiadujac sie o przeszlosci danego kandydata
i o programie partii.

Jesli komus na emigracji sie udalo to gratuluje i sam zazdroszcze.
Moze mi sie tez kiedys uda. Bez tej nadziei bym sie juz dawno zapewne
ze soba skonczyl, bo akurat jestem zbyt wrazliwy, a w tym kraju trzeba
byc twardym czlowiekiem, no chyba ze sie zatapia smutki w wodce i jak
to mowia olewa wszystko.
Re: cena emigracji
#53922
Author: daszkiew2000
Date: Sat, 07 Jun 2008 16:18
16 lines
1933 bytes
On Jun 7, 1:24 am, witek <witek7205_s...@gazeta.pl.invalid> wrote:
> daszkiew2...@yahoo.com wrote:
>
> > moja  propozycja ?  NAPIJMY SIE !
>
> wez ubezpiecz się od przyszłego roku i skorzystaj z porady dobrego
> psychiatry.
> Wyjdzie ci zdecydowanie na zdrowie.
> Może przejdzie ci nawyk plucia na wszystko co polskie tylko dlatego, ze
> w Polsce dostales kopa w tylek.

nie widze zwiazku pomiedzy wzniesieniem toastu i " pluciem na wszystko
co polskie"
p.s.
za porady medyczne serdecznie dziekuje ale polowa mojej rodziny to
lekarze  i to z ich porad raczej skorzystam w razie potrzeby
Re: cena emigracji
#53925
Author: Jerzy
Date: Sat, 07 Jun 2008 18:07
7 lines
1338 bytes
Uzytkownik <daszkiew2000@yahoo.com> napisal w wiadomosci 
news:9c1c0703-c4d0-499c-9fed-d28679ea89f8@34g2000hsh.googlegroups.com...

> moja  propozycja ?  NAPIJMY SIE !

Najlepiej piwko, albo dwa :-) 
Re: cena emigracji
#53923
Author: witek
Date: Sat, 07 Jun 2008 18:24
18 lines
1708 bytes
daszkiew2000@yahoo.com wrote:
> On Jun 7, 1:24 am, witek <witek7205_s...@gazeta.pl.invalid> wrote:
>> daszkiew2...@yahoo.com wrote:
>>
>>> moja  propozycja ?  NAPIJMY SIE !
>> wez ubezpiecz się od przyszłego roku i skorzystaj z porady dobrego
>> psychiatry.
>> Wyjdzie ci zdecydowanie na zdrowie.
>> Może przejdzie ci nawyk plucia na wszystko co polskie tylko dlatego, ze
>> w Polsce dostales kopa w tylek.
> 
> nie widze zwiazku pomiedzy wzniesieniem toastu i " pluciem na wszystko
> co polskie"
> p.s.
> za porady medyczne serdecznie dziekuje ale polowa mojej rodziny to
> lekarze  i to z ich porad raczej skorzystam w razie potrzeby

to czemu się jeszcze tobą nie zajęli.
Re: cena emigracji
#53913
Author: witek
Date: Sat, 07 Jun 2008 19:50
50 lines
3152 bytes
marcin.nowaczek wrote:
> Zrozum witek, ze daszkiew2... po prostu cieszy sie z tego co osiagnal,
> a ztego co pisze, to wnioskuje, ze jest szczesliwy.
On sie nie cieszy z tego co osiągnął, on warczy na wszystko co ma 
cokolwiek wspólnego z Polską. Po prostu jego zegar biologivzny zatrzymał 
się w momencie kiedy dostał w tyłek i wykopali go z Polski.
To taka pourazowa reakcja obronna organizmu.


  W Polsce mu sie
> nie udalo i zle wspomina czas kiedy w niej mieszkal.

To nie powód by pluć na wszystko co powstało później.

> Ma do tego prawo.
Ma. Ja mam prawo powiedzieć mu, że czas sie zmienic, tym bardziej, że 
możliwości miał.

> Nie sadze, by plul na wszystko co polskie.
Poczytaj jego posty. Ja już przestałem.

> Na pewno jest cos co w
> Polsce ceni, tylko zapewne bedzie musial sie troche zastanowic zanim
> cos znajdzie, bo i mi nienajlatwiej jest cos znalezc.

Acha, ceni, najbardziej sie cieszy wtedy jak ktos Polsce dokopie

  Jako mlodemu
> niewysokiemu mezczyznie bez pieniedzy na studia, ktory nie moze
> znalezc godziwej pracy (obecnie mam 500 zl na miesiac) w Polsce ja tez
> nie mam ochoty podskakiwac i wiwatowac na czesc mojej ojczyzny. Kocham
> poslka ziemie, ale Polakow juz nie za bardzo, a szczegolnie tych
> rzadzacych i nie mowie tylko o obecnych "wartownikach", ale i o
> wszystkich poprzednikach lacznie z PiS, lewica, Solidarnoscia, PO i
> innymi przemalowanymi lisami, na ktorych ciagle ludzie narzekaja
> jednoczesnie ciagle na nich glosujac patrzac na nazwe partii i ladna
> buzke na plakacie, a nie dowiadujac sie o przeszlosci danego kandydata
> i o programie partii.

Nie kaze ci kochać. Wyjedz, zarób, a jak już się dorobisz to po prostu 
nie pluj na Polske.

> 
> Jesli komus na emigracji sie udalo to gratuluje i sam zazdroszcze.
> Moze mi sie tez kiedys uda. Bez tej nadziei bym sie juz dawno zapewne
> ze soba skonczyl, bo akurat jestem zbyt wrazliwy, a w tym kraju trzeba
> byc twardym czlowiekiem, no chyba ze sie zatapia smutki w wodce i jak
> to mowia olewa wszystko.

Pakuj sie i zobacz jak dobrze jest gdzie indziej.
Re: cena emigracji
#53914
Author: marcin.nowaczek
Date: Sun, 08 Jun 2008 07:38
4 lines
1634 bytes
Wiem, ze zycie nie jest uslane rozami czy sie mieszka w Polsce czy w
UK czy gdziekolwiek indziej. Pieniadze nigdzie nie leza na ulicy.
Trzeba ciezko pracowac lub/i miec znajomosci lub/i miec srodki by sie
wyksztalcic, zeby podciagnac swoja poycje w hierarchii spolecznej.
Re: cena emigracji
#53924
Author: Jerzy
Date: Sun, 08 Jun 2008 12:32
7 lines
1470 bytes
Użytkownik "witek" <witek7205_spam@gazeta.pl.invalid> napisał w wiadomości 
news:g2ejp1$19e$1@inews.gazeta.pl...

> to czemu się jeszcze tobą nie zajęli.

Czyżbyś był lekarzem ? 
Re: cena emigracji
#53926
Author: QuickQvik
Date: Mon, 09 Jun 2008 19:01
65 lines
3761 bytes
daszkiew2000@yahoo.com wrote:
> ad 2) a)   pierwsze 15 lat bylo bardzo trudne  i oczywiscie mnostwo
> upokorzen pracowalem przez te 15 lat w drukarni po 75 godzin
> tygodniowo ...

Czyli ze w zasadzie to te 15 lat umknelo Ci z zyciorysu. Nota bene - to 
jednak troche dlugo jak na "stawanie na nogach". Chyba malo miales pomyslow.


> estate" w polsce  rok temu kupilismy za gotowke " brick ranch" w ohio
> nie mamy dlugow i sramy pieniedzmi tutaj wszysko bylo i jest
> zajebiscie tanie ameryka to moja ojczyzna i nigdy nie zamienie jej na

No to gratuluje poczucia dobrobytu.


> nic innego a szczegolnie na europe tym bardziej na jakas skorumpowana
> i zacofana polske jestem dumny moze nie ze swojej polskosci ale z tego
> ze udalo mi sie przetrwac nie tracac tozsamosci  niewiem czy akurat
> polskiej tozsamosci poprostu tozsamosci

W mojej opinii Ameryka, za wyjatkiem moze nielicznych miejsc, jest nieco 
bardziej zacofana od obecnej Polski. Nie mowie tu o drogach czy ilosci 
supermarketow, ale o ludziach. Kraj to ludzie. Jakos tak widze, ze 
edukacja nie jest tu zbyt popularna wsrod mlodziezy. Gdyby nie 
sprowadzona za darmo elita naukowa za ktorej edukacje zaplacily inne 
kraje, w tym Polska, to nie bylo by tu wesolo.


> ad2)c) za ubezpieczenie auta zawsze placilismy okolo 15 dolarow za
> miesiac nie bardzo wiem o czym mowisz moze jak na polski paszport i
> polskie prawo jazdy jesli chcesz wykupic to sobie wolaja jak cygan za
> matke ale na ich miejscu ja bym wolal  jak cygan za matke plus zone

Wystarczy zapoznac sie z rankingiem insiur w internecie aby dowiedziec 
sie, ze srednie ubezpieczenie w Kaliforni czy Nevadzie to prawie $2000 
rocznie, a wiec jakies $160 miesiecznie. Wiec Ty musisz chyba jezdzic 
super starym zgrytem + deductible $2000, jesli placisz $15 miesiecznie. 
Gdzie Twoj dobrobyt?


> ad2)d) tak sie zlozylo ze obecnie z zona nie posiadamy " ubezpieczenia
> zdrowotnego"

Ehe... znajomego skasowali na $23K za 2 dni emergency. Naprawde zycze 
zdrowia, take care...


> ad 3) " american experience" nabawilem sie w ameryce zaczalem od "
> minimum wage" a skonczylem w tej drukarni na $ 60K rocznie obecnie

Sorry, ale ja dostalem tyle po 2 latach na GC. Troche musialem potulac 
sie po dupiatych firmach na poczatku, ale po 2 latach zalapalem sie do 
swojego zawodu. Na poczatku, jak pokazywalem swoje resume, to mowili - 
"to moze kazdy napisac, kiedy miales czas aby sie tego wszystkiego 
nauczyc?". Teraz pracuje z Amerykanami i moge powiedziec, ze te 
wszystkie mity o ich "challenge" mozna o dupe rozbic. Opieprzaja sie jak 
i kiedy sie da a ich "experience" jest bardzo jednostronny.


> moja  propozycja ?  NAPIJMY SIE !

ehe... tego sie obawialem.

QQ
Re: cena emigracji
#53929
Author: witek
Date: Mon, 09 Jun 2008 20:09
9 lines
1301 bytes
QuickQvik wrote:
> 
> Teraz pracuje z Amerykanami i moge powiedziec, ze te 
> wszystkie mity o ich "challenge" mozna o dupe rozbic. Opieprzaja sie jak 
> i kiedy sie da a ich "experience" jest bardzo jednostronny.

Ich experience jest bardziej niż żałosne.
Cieniasy takie, że głowa boli. Nie zaliczyli by żadnego egzaminu nawet 
na pierwszym semestrze jakichkolwiek studiow w Polsce.
Re: cena emigracji
#53930
Author: QuickQvik
Date: Mon, 09 Jun 2008 21:07
14 lines
1670 bytes
witek wrote:
> Ich experience jest bardziej niż żałosne.
> Cieniasy takie, że głowa boli. Nie zaliczyli by żadnego egzaminu nawet 
> na pierwszym semestrze jakichkolwiek studiow w Polsce.

Ty to tak na powaznie czy z druzgocaca ironia? Bo mam znajoma na 
Berkeley i tam poziom (przynajmniej wymagania) jest b. wysoki, z tym ze 
towarzystwo jest raczej miedzynarodowe. Ale to jest znany osrodek 
naukowy a ja mowie o przecietnej amerykanskiej firmie. Poza tym na 
Berkeley, jesli sa w ogole Amerykanie, to w zasadzie prawie tylko tacy, 
co skonczyli prywatne szkoly srednie. Nie wystarczy zaplacic - trzeba 
sie jeszcze dostac.

QQ
Re: cena emigracji
#53915
Author: daszkiew2000
Date: Mon, 09 Jun 2008 21:31
34 lines
3187 bytes
On Jun 9, 5:07 pm, QuickQvik <quickq...@gazeta.pl> wrote:
> witek wrote:
> > Ich experience jest bardziej niż żałosne.
> > Cieniasy takie, że głowa boli. Nie zaliczyli by żadnego egzaminu nawet
> > na pierwszym semestrze jakichkolwiek studiow w Polsce.
>
> Ty to tak na powaznie czy z druzgocaca ironia? Bo mam znajoma na
> Berkeley i tam poziom (przynajmniej wymagania) jest b. wysoki, z tym ze
> towarzystwo jest raczej miedzynarodowe. Ale to jest znany osrodek
> naukowy a ja mowie o przecietnej amerykanskiej firmie. Poza tym na
> Berkeley, jesli sa w ogole Amerykanie, to w zasadzie prawie tylko tacy,
> co skonczyli prywatne szkoly srednie. Nie wystarczy zaplacic - trzeba
> sie jeszcze dostac.
>
> QQ

wasz ( nasz ?) slynny rodak ted kaczynski - skonczyl  "prywatna szkole
srednia"?

ps poza tym  bycie szczesliwym tam gdzie sie zyje to kwestia czucia
sie szczesliwym  prawda? co wiec zlego w tym, ze ja CZUJE sie happy i
CZUJE sie w zyciu spelniony ? i ze nikomu nie zazdroszcze ani nie
pouczam, ze np " tyle to zarabialem  po 2 latach na GC "? bowiem "
poczucie dobrobytu" nie polega na tym ile sie  zarabia ale jak sie
tymi pieniazkami gospodaruje.........jesli chodzi o etos pracy "
amerykanow" to faktycznie jest to joke ale i "nasi tutaj" nie
odbiegaja zbyt daleko. np w mojej pracy 60-70% czasu, ktory spedzam
dziennie to poprawianie bledow popelnionych przez " fellow polish
interpreters"....... podobnie bylo zreszta w przypadku mojego
poprzedniego zajecia - jako montazysta offsetowy glownie "zajmowalem
sie"  korygowaniem  bledow popelnionych prze moich amerykanskich
kolegow ( ktorzy zreszta raz po raz brali po " two days off" z powodu
" choroby" bo powyzej 2 dni trzeba bylo przedstawic zaswiadczenie
lekarskie...)
Re: cena emigracji
#53927
Author: daszkiew2000
Date: Mon, 09 Jun 2008 21:58
20 lines
2332 bytes
On Jun 9, 3:01 pm, QuickQvik <quickq...@gazeta.pl> wrote:
> daszkiew2...@yahoo.com wrote:
> > ad 2) a)   pierwsze 15 lat bylo bardzo trudne  i oczywiscie mnostwo
> > upokorzen pracowalem przez te 15 lat w drukarni po 75 godzin
> > tygodniowo ...
>
> Czyli ze w zasadzie to te 15 lat umknelo Ci z zyciorysu. Nota bene - to
> jednak troche dlugo jak na "stawanie na nogach". Chyba malo miales pomyslow.

15 lat kolego to pikus w porownaniu z 29 latami spedzonymi w PRL,
jesli chodzi o " stawanie na nogach" to  ' EVERYONE DOES AT HIS OWN
PACE'( ja na przyklad nie wymawiam ci zes lysy i masz tylko 148
centymetrow wzrostu a poza tym dwie kurzajki na lewym jajku).....
pomyslow mialem az za wiele tylko niestety w owczesnej sytuacji
( leniwa  i niepracujaca zona oraz trojka dzieciakow na utrzymaniu)
drukarnia byla jak to mowia    THE ONLY VIABLE OPTION  ( w bodajze
1989 roku nauczalem jakiejs logiki formalnej na univ. of akron  ale
placili tak malo ze wystarczalo jedynie na benzyne na dojazdy- tym
samym w nastepnym semestrze zdecydowalem sie podziekowac szacownej
akademii i brac wiecej nadgodzin w drukarni...)
Re: cena emigracji
#53935
Author: daszkiew2000
Date: Mon, 09 Jun 2008 22:02
8 lines
1670 bytes
 QuickQvik

od poczatku mialem pewne podejrzenia wobec osoby, ktora ukrywa sie pod
tym nickiem ( za bardzo  kojarzyl mi sie z rzeznia albo z peerelowska
" jatka") - intencje " pytan" byly zbyt szczere aby mogly byc
wiarygodne. mimo to odpowiedzialem w sposob szczery i  zgodny z
prawda. wpadlem w pulapke? nie sadze, bo nastepnym razem
odpowiedzialbym tez i rowniez szczerze i zgodnie  z prawda...........
Re: cena emigracji
#53883
Author: QuickQvik
Date: Mon, 09 Jun 2008 22:16
77 lines
5554 bytes
marcin.nowaczek wrote:
 >...<
> Kocham
> poslka ziemie, ale Polakow juz nie za bardzo, a szczegolnie tych
> rzadzacych i nie mowie tylko o obecnych "wartownikach", ale i o
> wszystkich poprzednikach lacznie z PiS, lewica, Solidarnoscia, PO i
> innymi przemalowanymi lisami, na ktorych ciagle ludzie narzekaja
> jednoczesnie ciagle na nich glosujac patrzac na nazwe partii i ladna
> buzke na plakacie, a nie dowiadujac sie o przeszlosci danego kandydata
> i o programie partii.

Wlasnie na tym polega nieszczescie, ze na kogo byscie nie glosowali to i 
tak po wyborach zawsze jest to samo. Polska przeszla wiele etapow zmian, 
jedne na korzysc a inne nie, ale wciaz brak mechanizmow kontroli "tych 
na gorze" bo oni sami siebie "kontroluja". Poza tym moze wreszcie 
wysnujecie jeden prawidlowy wniosek: "to nie ONI rzadza". Oni tylko 
mowia, reprezentuja, podrozuja i robia wlasne interesy. No a poza tym 
robia to co musza (co im kaza). Od lat juz rzadzeniem Polska zajmuje sie 
kto inny, dlatego pomimo skrajnych zmian rzadow nic sie w praktyce nie 
zmienia. Nie jest to logiczne? Zapytasz "kto"? Ja Ci tego tu nie powiem 
otwarcie, bo zaraz mnie odsadza od czci i wiary. Sam poszperaj w 
gazetach i sprawdz, do jakiego kraju udaje sie zawsze kazdy polski 
polityk, ktory wlasnie dopiero co wszedl na scene. Tak jak kiedys (przed 
1980) kazdy udawal sie do Moskwy. A poza tym dzis swiatem rzadzi kasa... 
Macie juz kupe supermarketow a drog wciaz nie ma. To co sie buduje to 
jest tylko na pokaz bo tempo prac jest zalosne. Dlaczego? Bo 
supermarkety robia kase komus kto nie musi jezdzic po polskich drogach. 
Takich logicznych wnioskow mozna wysnuc wiecej.

Moze wiec raz sie umowcie i po prostu nie idzcie na nastepne wybory. To 
bylby taki zaskakujacy przypadek po ktorym ci co naprawde rzadza byc 
moze popuscili by troche i zaczeli przynajmniej placic realne pieniadze 
za wyksztalcenie, aby tego politycznego blamazu nie powtarzac. 
Wyobrazasz sobie naglowki w miedzynarodowej prasie typu "W Polsce 3% 
frekwencji na wyborach"? A w dniu wyborow idzcie na ulice z 
transparentami "Chcemy aby w Polsce rzadzili Polacy".

Na koniec powiem, ze za najwiekszy polski grzech uwazam powszechne 
oczekiwanie aby "oni cos wreszcie dali". Tutaj w Ameryce nikt nikomu nic 
nie daje, nic nie gwarantuje, nawet rzadko kiedy co obiecuje. Z pracy 
mozna wyleciec nastepnego dnia bez uzasadnienia, zadnych swiadczen 
socjalnych nie ma jesli sobie nie zaplacisz (slono) za ubezpieczenie 
albo za fundusz emerytalny. Nawet najlepsze ubezpieczenie zdrowotne ma 
limit na zycie a koszty ew. leczenia sa horrendalne. Dobrze zarabiaja 
tylko ludzie wyksztalceni albo tacy, co maja jakis zaskakujacy (nawet 
durny) pomysl na zwrocenie czyjejs uwagi. I to sie nazywa "amerykanski 
sen". Ale tego nie mozna generalizowac czy brac jako przyklad. Reszta 
wegetuje pracujac  za minimum $6.33/h (roznie w roznych stanach).

Tutaj wielu ludzi wpada w pulapki finansowe. Nie mowie juz o utracie 
pracy i niemozliwosci splacania rat. Eksmisja natychmiastowa. Ale dam 
przyklad z ubezpieczeniem na auto. Aby sobie obnizyc miesieczna rate 
wielu ludzi minimalizuje swiadczenia, np. "Bodily Injury Liability", 
czyli odp. za szkody na ciele. Uwazal bys, ze $50,000 to duzo? Nic 
bardziej mylnego. Potraciles pieszego przez nieuwage, albo spowodowales 
wypadek w ktorym ktos zostal okaleczony. Koszty pierwszej pomocy, a 
nastepnie leczenia szpitalnego oraz rehabilitacji moga byc rzedu 
$200,000 albo i wiecej. Wiec skad wezmiesz $150,000? Od razu zabiora Ci 
wszystko co masz, jesli cos masz, na pewno dom i samochod. I dupa. I w 5 
minut zostajesz bezdomnym na ulicy. W Polsce (na szczescie) to jeszcze 
nie jest takie drastyczne ale wszystko idzie w tym kierunku.

> Jesli komus na emigracji sie udalo to gratuluje i sam zazdroszcze.
> Moze mi sie tez kiedys uda. Bez tej nadziei bym sie juz dawno zapewne
> ze soba skonczyl, bo akurat jestem zbyt wrazliwy, a w tym kraju trzeba
> byc twardym czlowiekiem, no chyba ze sie zatapia smutki w wodce i jak
> to mowia olewa wszystko.

Twardym czlowiekiem to trzeba byc tutaj w Ameryce. Poza tym wodka jest 
tania i trzeba miec sporo silnej woli aby sie temu oprzec w trudnych 
chwilach. W Polsce alkoholicy koncza w szpitalu a tutaj na smietniku. A 
propos... Ilu ludzi w Polsce codziennie idzie do roboty na kacu? 
Sprobowal bys tutaj jeden raz...

Pozdro...

QQ
Re: cena emigracji
#53932
Author: QuickQvik
Date: Mon, 09 Jun 2008 22:30
26 lines
2388 bytes
daszkiew2000@yahoo.com wrote:
> wasz ( nasz ?) slynny rodak ted kaczynski - skonczyl  "prywatna szkole
> srednia"?

A co ma piernik do wiatraka?


> ps poza tym  bycie szczesliwym tam gdzie sie zyje to kwestia czucia
> sie szczesliwym  prawda? co wiec zlego w tym, ze ja CZUJE sie happy i
> CZUJE sie w zyciu spelniony ? i ze nikomu nie zazdroszcze ani nie
> pouczam, ze np " tyle to zarabialem  po 2 latach na GC "?

Sluchaj, nie chcialem Cie obrazic. Jesli poczules sie urazony to zwracam 
honor. Wyjasniam dlaczego powiedzialem o GC. Choc jestem tu krotko, 
spotkalem wielu Polakow pomimo ze przebywam od poczatku na zachodnim 
wybrzezu a nie w Chicago. Wiec znam rozne historie dlugiego i bolesnego 
dochodzenia do jako takiej pozycji ludzi, co od poczatku nie mieli 
zadnego statusu. Ja bym tutaj nie przyjechal aby zaczynac od zera, mowie 
otwarcie. Przyjechalem bo wylosowalem GC, choc to enigmatyczne 
stwierdzenie nie oddaje realiow jakie przeszedlem aby zdobyc GC. 
"Wylosowanie" to jest jakies 20% szans na "plastik" w kieszeni. Ale po 
przejsciu tego bylem w o tyle lepszej sytuacji ze moglem od razu 
legalnie pracowac. Ale poza tym to zaczynalem od zera, z tym ze nie tego 
absolutnego.

QQ
Re: cena emigracji
#53936
Author: QuickQvik
Date: Mon, 09 Jun 2008 22:39
24 lines
2367 bytes
daszkiew2000@yahoo.com wrote:
>  QuickQvik
> 
> od poczatku mialem pewne podejrzenia wobec osoby, ktora ukrywa sie pod
> tym nickiem ( za bardzo  kojarzyl mi sie z rzeznia albo z peerelowska
> " jatka") - intencje " pytan" byly zbyt szczere aby mogly byc
> wiarygodne. mimo to odpowiedzialem w sposob szczery i  zgodny z
> prawda. wpadlem w pulapke? nie sadze, bo nastepnym razem
> odpowiedzialbym tez i rowniez szczerze i zgodnie  z prawda...........

Aleees teraz walnal, czlowieku! Ty masz chyba jeszcze wciaz jakies 
utajone peerelowskie kompleksy i budzisz sie w nocy spocony z tego 
powodu. Czyli ze ja Cie sledze albo inwigiluje internetowo? I na to moj 
nick wskazuje. No jasne, powinienem sie podpisac imieniem i nazwiskiem a 
najlepiej jeszcze telefon podac. QuickQvik - agent w tajnych sluzbach, 
wyciagajacy od Polonusow wyznania na temat bolesnej historii 
emigracyjnej. No nieeee... zaraz spadne pod stol ze smiechu...

Man, to jest moj wieloletni (23 jesli dobrze pamietam) nick sieciowy, z 
czasow kiedy jeszcze nie bylo WWW a o komputerach to tylko czytales w 
ksiazkach science-fiction, a modemy mialy 300 bps. Ale usenet juz byl, 
ot co.

QuickQvik (pelny nick podaje)
Re: cena emigracji
#53933
Author: daszkiew2000
Date: Mon, 09 Jun 2008 22:41
34 lines
3206 bytes
On Jun 9, 6:30 pm, QuickQvik <quickq...@gazeta.pl> wrote:
> daszkiew2...@yahoo.com wrote:
> > wasz ( nasz ?) slynny rodak ted kaczynski - skonczyl  "prywatna szkole
> > srednia"?
>
> A co ma piernik do wiatraka?
>
> > ps poza tym  bycie szczesliwym tam gdzie sie zyje to kwestia czucia
> > sie szczesliwym  prawda? co wiec zlego w tym, ze ja CZUJE sie happy i
> > CZUJE sie w zyciu spelniony ? i ze nikomu nie zazdroszcze ani nie
> > pouczam, ze np " tyle to zarabialem  po 2 latach na GC "?
>
> Sluchaj, nie chcialem Cie obrazic. Jesli poczules sie urazony to zwracam
> honor. Wyjasniam dlaczego powiedzialem o GC. Choc jestem tu krotko,
> spotkalem wielu Polakow pomimo ze przebywam od poczatku na zachodnim
> wybrzezu a nie w Chicago. Wiec znam rozne historie dlugiego i bolesnego
> dochodzenia do jako takiej pozycji ludzi, co od poczatku nie mieli
> zadnego statusu. Ja bym tutaj nie przyjechal aby zaczynac od zera, mowie
> otwarcie. Przyjechalem bo wylosowalem GC, choc to enigmatyczne
> stwierdzenie nie oddaje realiow jakie przeszedlem aby zdobyc GC.
> "Wylosowanie" to jest jakies 20% szans na "plastik" w kieszeni. Ale po
> przejsciu tego bylem w o tyle lepszej sytuacji ze moglem od razu
> legalnie pracowac. Ale poza tym to zaczynalem od zera, z tym ze nie tego
> absolutnego.
>
> QQ

nie czuje sie urazony tylko cos mi u ciebie po prostu " nie
gra" ( goscilismy kiedys w domu takich  polskich nowoprzybylych co to
uwazali ze ameryka ma im padac do stop i powiem Ci szczerze chcialem
sie tych gosci jak najszybciej pozbyc -  COS MI PO PROSTU NIE STROILO)
zycze wielu sukcesow w tym naprawde wielkim i wspanialym kraju i zycze
tez troche wiecej szczerosci  i pokory
 pozdrawiam
Re: cena emigracji
#53928
Author: QuickQvik
Date: Mon, 09 Jun 2008 22:53
31 lines
2658 bytes
daszkiew2000@yahoo.com wrote:
> 15 lat kolego to pikus w porownaniu z 29 latami spedzonymi w PRL,

Ja tez pamietam nagie haki ale obecnie nie czuje do nikogo nienawisci. 
Rozne rzeczy mnie wkurwialy, szczegolnie jak zalozylem wlasny biznes, 
wiec dlatego zaczalem losowac. Co nie znaczy ze usiadlem na dupie i 
ryczalem w husteczke z tego powodu. Wielu ludzi zrobilo niezle biznesy 
po 1980, choc kredyty byly po 60% APR. Ale z drugiej strony pewni ludzie 
  zainwestowali wklady na 45%, bo wiedzieli zanim to sie stalo, a ja 
(m.in.) za to placilem. To mnie wlasnie wkurwialo.


> jesli chodzi o " stawanie na nogach" to  ..... <ciach>

Ok, ok... easy. Nie zaperzaj sie bo nie warto. Wszedles na usenet a wiec 
poddajesz swoje slowa ocenie publicznej. Wiec pozwol ze Cie poucze: to 
nie jest miejsce na unoszenie emocji, na dawanie upust uczuciom czy 
branie opinii do siebie. Ja tutaj pisze nie dlatego, ze mi sie nudzi 
albo chce kogos inwigilowac, tylko dlatego, ze najwieksza madrosc plynie 
z doswiadczen a nie z ksiazek. Dlatego po pewnym okresie wlasnych 
doswiadczen chetnie podziele sie swoimi spostrzezeniami i bede rad, 
jesli ktos je pozytywnie wykorzysta. No i czytajac te grupe mam 
nadzieje, ze sie czegos naucze. Mam tez prawo poddac ocenie czyjes 
wypowiedzi i to jest na porzadku dziennym. Wiele razy na roznych grupach 
dostale zjebke i chwala Publice za to. Nie czuje sie urazony i doszlo do 
mnie, ze przynajmniej trzeba starac sie przeczytac ze 2 razy to, co sie 
pisze. A czasem nawet odespac.

Pozdro...

QQ
Re: cena emigracji
#53931
Author: witek
Date: Mon, 09 Jun 2008 23:06
17 lines
1740 bytes
QuickQvik wrote:
> witek wrote:
>> Ich experience jest bardziej niż żałosne.
>> Cieniasy takie, że głowa boli. Nie zaliczyli by żadnego egzaminu nawet 
>> na pierwszym semestrze jakichkolwiek studiow w Polsce.
> 
> Ty to tak na powaznie czy z druzgocaca ironia? Bo mam znajoma na 
> Berkeley i tam poziom (przynajmniej wymagania) jest b. wysoki, z tym ze 
> towarzystwo jest raczej miedzynarodowe. Ale to jest znany osrodek 
> naukowy a ja mowie o przecietnej amerykanskiej firmie. Poza tym na 
> Berkeley, jesli sa w ogole Amerykanie, to w zasadzie prawie tylko tacy, 
> co skonczyli prywatne szkoly srednie. Nie wystarczy zaplacic - trzeba 
> sie jeszcze dostac.
> 

w przeciętnej amerykanskiej firmie nie pracuje nikt po Berkeley tudziez 
po NYU.
Re: cena emigracji
#53934
Author: QuickQvik
Date: Mon, 09 Jun 2008 23:07
26 lines
2206 bytes
daszkiew2000@yahoo.com wrote:
> nie czuje sie urazony tylko cos mi u ciebie po prostu " nie
> gra" ( goscilismy kiedys w domu takich  polskich nowoprzybylych co to
> uwazali ze ameryka ma im padac do stop i powiem Ci szczerze chcialem
> sie tych gosci jak najszybciej pozbyc

Wiec zastanow sie, czy przypadkiem nie jestes uprzedzony, bo ja tu 
wyczuwam cos w rodzaju odruchu Pawlowa.


> zycze wielu sukcesow w tym naprawde wielkim i wspanialym kraju i zycze
> tez troche wiecej szczerosci  i pokory
>  pozdrawiam

Dzieki serdeczne! Co do szczerosci to nie jestem wylewny. Ale zapewniam 
ze nie klamie. Pokory wciaz sie ucze, choc za wiele pokory to tez nie 
dobrze. Generalnie nie lubie zginac karku i nadstawiac dupy.


 > ... COS MI PO PROSTU NIE STROILO)

Na pewno nie zabiegam, aby grac z Toba w tej samej orkiestrze, wiec 
mozesz stroic swoje instrumenty jak chcesz (polecam A = 440 Hz aby w 
ogole z kims zagrac).

QQ
Re: cena emigracji
#53937
Author: witek
Date: Mon, 09 Jun 2008 23:08
20 lines
2144 bytes
QuickQvik wrote:
> daszkiew2000@yahoo.com wrote:
>>  QuickQvik
>>
>> od poczatku mialem pewne podejrzenia wobec osoby, ktora ukrywa sie pod
>> tym nickiem ( za bardzo  kojarzyl mi sie z rzeznia albo z peerelowska
>> " jatka") - intencje " pytan" byly zbyt szczere aby mogly byc
>> wiarygodne. mimo to odpowiedzialem w sposob szczery i  zgodny z
>> prawda. wpadlem w pulapke? nie sadze, bo nastepnym razem
>> odpowiedzialbym tez i rowniez szczerze i zgodnie  z prawda...........
> 
> Aleees teraz walnal, czlowieku! Ty masz chyba jeszcze wciaz jakies 
> utajone peerelowskie kompleksy i budzisz sie w nocy spocony z tego 
> powodu. Czyli ze ja Cie sledze albo inwigiluje internetowo? I na to moj 
> nick wskazuje. No jasne, powinienem sie podpisac imieniem i nazwiskiem a 
> najlepiej jeszcze telefon podac. QuickQvik - agent w tajnych sluzbach, 
> wyciagajacy od Polonusow wyznania na temat bolesnej historii 
> emigracyjnej. No nieeee... zaraz spadne pod stol ze smiechu...

Przecież sam widzisz, że nawet jego rodzina nie podejmuje się go już leczyć.
Re: cena emigracji
#53940
Author: QuickQvik
Date: Mon, 09 Jun 2008 23:30
7 lines
1259 bytes
witek wrote:
> w przeciętnej amerykanskiej firmie nie pracuje nikt po Berkeley tudziez 
> po NYU.

Nie da sie ukryc... W kazdym razie dzieki za rozwianie watpliwosci.

QQ
Re: cena emigracji
#53938
Author: QuickQvik
Date: Mon, 09 Jun 2008 23:35
7 lines
1339 bytes
witek wrote:
> Przecież sam widzisz, że nawet jego rodzina nie podejmuje się go już 
> leczyć.

"Usmiechnij sie, jutro bedzie gorzej" (Murphy)

QQ
Re: cena emigracji
#53916
Author: marcin.nowaczek
Date: Tue, 10 Jun 2008 17:10
45 lines
3338 bytes
<b>QuickQvik <quickq...@gazeta.pl> wrote:
Wlasnie na tym polega nieszczescie, ze na kogo byscie nie glosowali to
i
tak po wyborach zawsze jest to samo.
... Poza tym moze wreszcie
wysnujecie jeden prawidlowy wniosek: "to nie ONI rzadza".
...sprawdz, do jakiego kraju udaje sie zawsze kazdy polski
polityk, ktory wlasnie dopiero co wszedl na scene. Tak jak kiedys
(przed
1980) kazdy udawal sie do Moskwy. A poza tym dzis swiatem rzadzi
kasa...
...Macie juz kupe supermarketow a drog wciaz nie ma. To co sie buduje
to
jest tylko na pokaz bo tempo prac jest zalosne. Dlaczego? Bo
supermarkety robia kase komus kto nie musi jezdzic po polskich
drogach.
...Moze wiec raz sie umowcie i po prostu nie idzcie na nastepne
wybory.
...Ilu ludzi w Polsce codziennie idzie do roboty na kacu?
Sprobowal bys tutaj jeden raz...
QQ</b>

Wiekszosc ludzi glosuje na te same przemalowane twarze. Nowe nazwy
partii, nowe marynarki i wizyta u fryzjera, a ludzie sie na to
nabieraja ciagle i ciagle. Szkoda mi slow, bo to chyba prawda, ze
wiekszosc ludzi na swiecie jest tepa. Przeciez ciagle ci sami ludzie
sa wybierani, albo nowi, ale powiazani mocno ze starymi wygami, ktorym
siedza w kieszeni.

To, ze supermocarstwa manipuluja mniejszymi panstwami wiem, az nadto
dobrze. Ameryka wpycha sie wszedzie, gdzie sa jakies wewnetrzne
konflikty, problemy na ktorych mozna zarobic. Zreszta kiedys polityka
ekspansjonizmu byla podobnym procederem, ale dzisiaj to sie ladnie w
mediach nazywa "pomoca".

Co do drog to powstaje duzo nawet w najblizszej mi okolicy, ale budowy
faktycznie w slimaczym tepie. A dlaczego, bo za wybieranie firm
odpowiada polski rzad i tu znowu kroluja zapewne znajomosci, uklady
itp. ciemne interesy.

Ja na szczescie nie pije, choc moj ojciec tak. Co prawda na kacu
ciagle nie chodzi, ale i tka naduzywa alkoholu. Wiem, ze marnie bym
skonczyl gdybym sam zaczal. Ponadto mimo depresji to jeszcze we mnie
tli sie pragnienie by cos w zyciu osiagnac. Chociazby osiagnac wiecej
niz ojciec robotnik.
Re: cena emigracji
#53917
Author: daszkiew2000
Date: Tue, 10 Jun 2008 21:08
29 lines
2877 bytes
On Jun 10, 1:10 pm, "marcin.nowaczek" <marcin.nowac...@yahoo.pl>
wrote:

> ...Ilu ludzi w Polsce codziennie idzie do roboty na kacu?

>
> Ja na szczescie nie pije, choc moj ojciec tak. Co prawda na kacu
> ciagle nie chodzi, ale i tka naduzywa alkoholu. Wiem, ze marnie bym
> skonczyl gdybym sam zaczal. Ponadto mimo depresji to jeszcze we mnie
> tli sie pragnienie by cos w zyciu osiagnac. Chociazby osiagnac wiecej
> niz ojciec robotnik.

marcinie nowaczku dziekujemy ci za szczerosc.nie rozumiem jednak jak
mozna chodzic do roboty na kacu. ja osobiscie regularnie naduzywam
alkoholu ale jeszcze mi sie nie zdarzylo, zebym tak do roboty na kacu.
szczerze mowiac nigdy w zyciu kaca nie doswiadczylem . moze pijam
trunki z " top shelf". nie wiem. powiem panu tylko jeszcze, ze
faktycznie  zle sie konczy kiedy sie zaczyna....szczegolnie gdy sie
zaczyna samemu.....niech pan zreszta  spojrzy na mnie - jestem
notorycznym psychopata , ktory do tego nie chce sie leczyc.  jestem
kompletnym lamerem i " luzerem" ( etymologia od angielskiego terminu "
bajzment"), niczego w zyciu nie osiagnalem a w dodatku uporczywie
plwam na wszelkie swietosci chocby nasza ukochana ojczyzne polske.
a..... i zapomnialem dodac ze mam kompleks bo mnie kopnieto w dupe ,
wyrzucono z kraju bo i w polsce tez bylem  osobnikiem
bezwartosciowym........hahahahahahahahahahahahaha

ps. a niejaki quickkvik i gruby witek ( tez polak  z polski rodem)
niech mnie uprzejmie pocaluja w DUPE - tak po gombrowiczowsku
Re: cena emigracji
#53918
Author: witek
Date: Tue, 10 Jun 2008 22:50
7 lines
1395 bytes
daszkiew2000@yahoo.com wrote:
> 
> ps. a niejaki quickkvik i gruby witek ( tez polak  z polski rodem)
> niech mnie uprzejmie pocaluja w DUPE - tak po gombrowiczowsku
> 

na pieszczoty trzeba sobie zasłużyć.
Re: cena emigracji
#53919
Author: Jerzy
Date: Wed, 11 Jun 2008 15:51
8 lines
1799 bytes
Uzytkownik <daszkiew2000@yahoo.com> napisal w wiadomosci 
news:27377fc0-930b-4316-9455-4d8e033f8d9a@f63g2000hsf.googlegroups.com...
>a..... i zapomnialem dodac ze mam kompleks bo mnie >kopnieto w dupe, 
>wyrzucono z kraju bo i w polsce tez >bylem  osobnikiem bezwartosciowym

Ale to bylo w 1987 roku w PRL-u. Powinienies byc wdzieczny PRL-owi, ze dal 
ci kick`a w 4 litery :)
Re: cena emigracji
#53920
Author: daszkiew2000
Date: Wed, 11 Jun 2008 16:28
14 lines
2462 bytes
On Jun 11, 11:51 am, "Jerzy" <jci...@poczta.fm> wrote:
> Uzytkownik <daszkiew2...@yahoo.com> napisal w wiadomoscinews:27377fc0-930b-4316-9455-4d8e033f8d9a@f63g2000hsf.googlegroups.com...
>
> >a..... i zapomnialem dodac ze mam kompleks bo mnie >kopnieto w dupe,
> >wyrzucono z kraju bo i w polsce tez >bylem  osobnikiem bezwartosciowym
>
> Ale to bylo w 1987 roku w PRL-u. Powinienies byc wdzieczny PRL-owi, ze dal
> ci kick`a w 4 litery :)

jerzy, a teraz - oprocz nazwy - mamy w polsce cos innego niz PRL ?
poza tym temu poprzedniemu PRLowi za nic nie bylem, nie jestem i nie
bede wdzieczny - nawet za danie mi " kopa"........... zamiar tego, co
kopal byl bowiem inny ( zaszkodzic) niz wyszlo  w zyciu ( pomoglo) ale
licza sie wlasnie intencje a nie niezamierzone skutki.....hehe
Re: cena emigracji
#53921
Author: Jerzy
Date: Thu, 12 Jun 2008 11:20
15 lines
2186 bytes
Uzytkownik <daszkiew2000@yahoo.com> napisal w wiadomosci 
news:0fc94d7a-6844-406b-9ac3-7ea08a59d6f4@k37g2000hsf.googlegroups.com...

>jerzy, a teraz - oprocz nazwy - mamy w polsce cos innego niz PRL ?

Mamy teraz V RP cokolwiek mialoby to oznaczac :)

>poza tym temu poprzedniemu PRLowi za nic nie bylem, nie jestem i nie
>bede wdzieczny - nawet za danie mi " kopa"........... zamiar tego, co
>kopal byl bowiem inny ( zaszkodzic) niz wyszlo  w zyciu ( pomoglo) ale
>licza sie wlasnie intencje a nie niezamierzone skutki.....hehe

Ale to wlasnie dzieki twardej szkole zycia z PRL udalo sie tobie przetrwac 
we wrogim dla przybyszów z socjalistycznego raju USA :) 
Thread Navigation

This is a paginated view of messages in the thread with full content displayed inline.

Messages are displayed in chronological order, with the original post highlighted in green.

Use pagination controls to navigate through all messages in large threads.

Back to All Threads