Thread View: alt.pl.sapkowski
20 messages
20 total messages
Started by tapta
Thu, 05 Oct 2006 18:50
karczma - gosciniec
Author: tapta
Date: Thu, 05 Oct 2006 18:50
Date: Thu, 05 Oct 2006 18:50
13 lines
1378 bytes
1378 bytes
Po spektakularnych upadkach z konia sytuacja wyglądała następująco: prawnik szykował się do spóźnionego śniadania, nie bacząc na konsekwencje - jeśli drużyna się dowie, że oni tu o głodzie i o suchym pysku, to się nieźle wkurzy... Nekromanta leżał na ziemi gapiąc się we wrzeszczące krzaki i tylko opatrzności zawdzięczając, że zdenerwowana chabeta nie kopnęła go z gracją w czaszkę miażdżąc ją na proch. Cheyenne próbowała jakoś opanować sytuację, opatrując całkiem zdrowo wyglądająca Sheilę. Imp, wciaz w postaci kruka siedzial i krakal denerwujaco o toksycznej mocy jego trucizny. Krzaki wyly, choc juz sie nie ruszaly i nie blyszczaly... -- Sheila
Re: karczma - gosciniec
Author: Khaira
Date: Thu, 05 Oct 2006 20:17
Date: Thu, 05 Oct 2006 20:17
32 lines
2760 bytes
2760 bytes
Zza krzaków wychynęło dziwne stworzenie, przedstawiło się jako tapta i wyskrzeczało: > Po spektakularnych upadkach z konia sytuacja wyglądała następująco: > prawnik szykował się do spóźnionego śniadania, nie bacząc na > konsekwencje - jeśli drużyna się dowie, że oni tu o głodzie i o suchym > pysku, to się nieźle wkurzy... Nekromanta leżał na ziemi gapiąc się we > wrzeszczące krzaki i tylko opatrzności zawdzięczając, że zdenerwowana > chabeta nie kopnęła go z gracją w czaszkę miażdżąc ją na proch. Cheyenne > próbowała jakoś opanować sytuację, opatrując całkiem zdrowo wyglądająca > Sheilę. Imp, wciaz w postaci kruka siedzial i krakal denerwujaco o > toksycznej mocy jego trucizny. Krzaki wyly, choc juz sie nie ruszaly i > nie blyszczaly... > Cheyenne przeraziła się nie na żarty impim skrzeczeniem o śmiertelnej truciźnie. Wzięła głęboki wdech i zaczerpnęła mocy. Niestety, okolica była mało magiczna, więc niewiele udało jej się zdziałać. Musiało wystarczyć. Szybko pochyliła się na Sheilą i wyciągnęła ręce nad ciałem dziewczyny. - Haih... -zaczęła wykrzykiwać słowo uwalniające magię, gdy nagle poczuła, że wcale nie jest ona potrzebna. Dotknęła głowy Sheili, żeby się upewnić. No tak... - Ty mały, niewydarzony pomiocie piekielny! - wrzasnęła, waląc jednocześnie impa pięścią po łbie. - Napędziłeś mi śmiertelnego stracha tym swoim kretyńskim krakaniem! - Nic jej nie jest, no może poza tym, że dupa to ją długo będzie bolała. Co ci do tego pustego czerepu strzeliło z tą trucizną? A to wycie w krzakach to pewnie też twoja diabelska sztuczka, co? Faktycznie, podczas gdy Cheyenne beztrosko zabawiała się okładaniem impa, krzaki nadal wyły przejmująco. -- Cheyenne
Re: karczma - gosciniec
Author: Szarlih
Date: Thu, 05 Oct 2006 20:35
Date: Thu, 05 Oct 2006 20:35
26 lines
2312 bytes
2312 bytes
Khaira napisał(a):
<...>
> Faktycznie, podczas gdy Cheyenne beztrosko zabawiała się okładaniem
> impa, krzaki nadal wyły przejmująco.
Rashid doszedł do wniosku, ze głupio wygląda leżąc plackiem obok konia,
a ponadto szyszka uwierała go w żebra. Wstał więc starannie otrzepując
swój płaszcz z igliwia i innych śmieci. Na wyjące zarośla spoglądał
nieufnie. Odgłosy wydobywające sie z krzaczorów zaczęły przypominać coś
jakby wielokrotne "niiiiiii" i choć nie wyglądało, żeby zaraz miało się
coś stamtąd na nich rzucić przezornie stał przy koniu, który odgradzał
go od dziwnych krzaków. Nie wyczuwał ducha ani innej istoty
nadprzyrodzonej, ale to nie znaczyło, że nic tam nie ma. Nie miał ochoty
tego sprawdzać. Jednocześnie zastanawiał się co w zasadzie robi reszta
towarzystwa, po chwili złapał się na tym, że zaczyna już rozmyślać o
autosugestii i czynnikach odpowiedzialnych za zachowanie człowieka,
jednak szybko odpędził od siebie te myśli, będzie na to gdy trafi znowu
do jakiejś biblioteki.
- Jedziemy? - rzucił, bo nic lepszego nie przyszło mu do głowy.
--
_____
_______________/ \_______________ |GG: 2822174
\_____________ Szarlih _____________/ |tlen/konnekt: szarlih
\__________ _ _ __________/ |ICQ: 254990166
\_________/ |www.compu.pl
Re: karczma - gosciniec
Author: Adam Mikuta
Date: Thu, 05 Oct 2006 22:23
Date: Thu, 05 Oct 2006 22:23
11 lines
1337 bytes
1337 bytes
Dnia 05.10.2006 Szarlih <szarlihy@wp.pl> napisał/a:
> (...)
Biegły w przepisach zsiadł z konia wyciągnął z juków bochenek chleba i
duży kawał sera. Odkroił sobie olbrzymią pajdę i nie wiele myśląc zaczął
zagryzać ją serem.
--
Adam "Prawda jest prosta - gdyby było inaczej
każdy głupiec mógłby ją zrozumieć".
Re: karczma - gosciniec
Author: Jakub Jędrzejak
Date: Fri, 06 Oct 2006 19:26
Date: Fri, 06 Oct 2006 19:26
37 lines
2453 bytes
2453 bytes
Khaira <khairaNO@SPAMwp.pl> napisał(a): > > Cheyenne > > próbowała jakoś opanować sytuację, opatrując całkiem zdrowo wyglądająca > > Sheilę. Imp, wciaz w postaci kruka siedzial i krakal denerwujaco o > > toksycznej mocy jego trucizny. Krzaki wyly, choc juz sie nie ruszaly i > > nie blyszczaly... > > > - Ty mały, niewydarzony pomiocie piekielny! - wrzasnęła, waląc > jednocześnie impa pięścią po łbie. - Napędziłeś mi śmiertelnego stracha > tym swoim kretyńskim krakaniem! - Nic jej nie jest, no może poza tym, że > dupa to ją długo będzie bolała. Co ci do tego pustego czerepu strzeliło > z tą trucizną? A to wycie w krzakach to pewnie też twoja diabelska > sztuczka, co? - Ożeż ty w morrdę... - imp w postaci kruka dziarsko uskakiwał przed razami rozeźlonej baby. - To com ja dziabnął? Miękkie było - myślałem, że człowieka... - próbował sie usprawiedliwić przed coraz bardziej wściekłą wiedźmą. Marnie mu szło. - Tym barrdziej, że krretynka się zaczęła miotać..., zleciała z konia, a potem siedziała jak sparraliżowana... Ja naprrawdę jej źle nie życzę! - przynajmniej dopóki nie znajdziemy kontraktu, dodał w myślach. - Ale krzaczorry to już nie ja - dodał po chwili, w bezpiecznej odległości od rudej wiedźmy. > Faktycznie, podczas gdy Cheyenne beztrosko zabawiała się okładaniem > impa, krzaki nadal wyły przejmująco. > A potem zamilkły, równie nagle jak zaczęły wyć. Zapadła złowroga cisza... regards, netzach -- Wysłano z serwisu Usenet w portalu Gazeta.pl -> http://www.gazeta.pl/usenet/
Re: karczma - gosciniec
Author: tapta
Date: Sat, 07 Oct 2006 07:03
Date: Sat, 07 Oct 2006 07:03
31 lines
2735 bytes
2735 bytes
Pewnego wieczoru 2006-10-06 21:26, wiedźmin zdziwił się nieco, gdy strzyga, która wyskoczyła na niego z usenetu zamiast rzucić mu się do gardła dygnęła, przedstawiła się jako Jakub Jędrzejak, a następnie wyśpiewała, przytupując wdzięcznie: > A potem zamilkły, równie nagle jak zaczęły wyć. Zapadła złowroga cisza... Później wypadki potoczyły się w lawinowym tempie. Tętent konia, który uciekł spod poobijanej Sheili nagle ucichł, rozległo się przeraźliwe rżenie i zwierzę padło jak porażone - trucizna zawarta w ogonie impa podziałała i na konia, z tym, że zajęło jej to kilka sekund dłużej niż na człowieku. Zwierzę zwaliło się na gościniec z wielkim hukiem, zakwiczało przenikliwe i znieruchomiało. Krzaki... co bardziej oczytani z drużyny może i słuszeli, iż okolica słynie ze stad odrębnego gatunku hien, żarłocznego co niemiara. Hieny zjadają wszystko, co im się nawinie pod ostre zębiska i pazury. Po ułamku ciszy z zarośli rozległ się potępieńczy śmiech i wypadły z nich szare pociski ze spienionymi pyskami i gorejącymi oczyma. Stado było średnie, liczyło kilkanaście sztuk - przynajmniej tyle się wydawało. Kilka z hien rzuciło się w stronę truchła konia, lecz reszta liczyła na świeże mięso... Sheila odzyskała sprawność ruchów i rzucila się w stronę najbliższego drzewa. Ruszyła za nią stara już isiwa, lecz zapewne doświadczona w bojach hiena. Spora samica, z pyskiem pokiereszowanym bliznami, ruszyła na leżącego za chabetą nekromantę, płosząc jeszcze bardziej jego wałacha. Potęzny samiec rzucił się w stronę prawnika, wyrywając mu z ręki świeżo dobyty z juków posiłek. Impa próbował dosięgnąć jakiś ledwo odrosły od ziemi szczeniak, a na Cheyenne ruszyły 2 hieny w pełni sił witalnych. Zapanował chaos... -- Sheila
Re: karczma - gosciniec
Author: Khaira
Date: Sat, 07 Oct 2006 12:52
Date: Sat, 07 Oct 2006 12:52
26 lines
2546 bytes
2546 bytes
Zza krzaków wychynęło dziwne stworzenie, przedstawiło się jako tapta i wyskrzeczało: > szczeniak, a na Cheyenne ruszyły 2 hieny w pełni sił witalnych. > Zapanował chaos... > Rudowłosa błyskawicznie sięgnęła do sakwy przy siodle, jednym ruchem wyciągnęła wnętrzności wściekłego lisa i wzmocniła ich zjadliwość odrobiną magii. Wzięła szeroki zamach i trafiła nadbiegającą hienę prosto w pysk, sama zaś jednym skokiem znalazła się w siodle i spięła konia. Klaczka, zdenerwowana do szaleństwa obecnością tylu drapieżników, zarżała przeraźliwie, stanęła dęba i zaczęła młócić powietrze kopytami. Druga z biegnących w stronę Cheyenne hien dostała kopytem w łeb z taką siłą, że padła na miejscu ze zmiażdżoną czaszką. Rudowłosa zawróciła spienionego konia w miejscu i puściła w cwał. Liczyła na to, że hieny, zgodnie ze swoim instynktem, pogonią za uciekającą klaczą. Ta, która oberwała truchłem lisa, powinna lada chwila rzucić się na towarzyszki. "Wzmocniony magią jad z lisich wnętrzności powinien już zadziałać.", pomyślała. "Na szczęście wściekłe zwierzęta stają się agresywne najpierw w stosunku do przedstawicieli własnego gatunku. Przy odrobinie szczęścia pozagryzają się nawzajem, zanim zdążą zrobić komuś poważną krzywdę" Klaczka dziarsko cwałowała przed siebie, stanowiąc wymarzony cel pościgu rozjuszonych hien. -- Cheyenne
Re: karczma - gosciniec
Author: Szarlih
Date: Sat, 07 Oct 2006 17:00
Date: Sat, 07 Oct 2006 17:00
23 lines
2140 bytes
2140 bytes
tapta napisał(a):
> Spora
> samica, z pyskiem pokiereszowanym bliznami, ruszyła na leżącego za
> chabetą nekromantę, płosząc jeszcze bardziej jego wałacha.
Stwierdziwszy, że sztylet nie jest najlepsza bronią do ataku na taką
bestię, a na postawienie ochronnego kręgu z pewnością nie starczy czasu,
trzymając prawą dłonią medalion wymówił zaklęcie posyłając w stronę
hieny z rozcapierzonych palców lewej pięć biało-sinych smug <pt> opisane
wcześniej zęby </pt> i nie sprawdzając jakie były skutki zaklęcia
podskoczył. Na szczęście dosięgnął niskiej gałęzi drzewa. Zdołał tylko
podciągnąć się i objąwszy konar wszystkimi kończynami starać się tam
zostać. Nie miał lęku wysokości, ale upadek pomiędzy stado hien nie była
perspektywą, wiec trzymał się kurczowo. Poczuł sie jednak na tyle
pewnie, że odważył się spojrzeć na pole walki.
--
_____
_______________/ \_______________ |GG: 2822174
\_____________ Szarlih _____________/ |tlen/konnekt: szarlih
\__________ _ _ __________/ |ICQ: 254990166
\_________/ |www.compu.pl
Re: karczma - gosciniec
Author: Adam Mikuta
Date: Sat, 07 Oct 2006 19:59
Date: Sat, 07 Oct 2006 19:59
9 lines
1326 bytes
1326 bytes
Dnia 07.10.2006 Szarlih <szarlihy@wp.pl> napisał/a:
> (...)
Prawnik nie był zdziwiony... był przerażony. Upadając bezwładnie na
ziemę zasłaniał się przed atakiem bochenkiem chleba.
--
Adam "Prawda jest prosta - gdyby było inaczej
każdy głupiec mógłby ją zrozumieć".
Re: karczma - gosciniec
Author: Adam Mikuta
Date: Sat, 07 Oct 2006 21:15
Date: Sat, 07 Oct 2006 21:15
17 lines
1835 bytes
1835 bytes
Dnia 07.10.2006 Adam Mikuta <adammikutaWytnij@gmail.wyt.nij.com> napisał/a:
>> (...)
> Prawnik nie był zdziwiony... był przerażony. Upadając bezwładnie na
> ziemę zasłaniał się przed atakiem bochenkiem chleba.
Hieny chyba nie miały ochoty na chleb z serem a na jego właściciela...
Wstał szybko oceniając sytuację. Nie było dobrze... rudowłosa atakowała
hieny... Przecież one są pod ochroną!
- Nie atakuj ich! - krzyknął przerażony jednocześnie wspinając się na
najbliższe drzewo. - Nawet nie zdajesz sobie sprawy jaka grzywna za to
grozi! - dokończył łamiąc nogami gałąź pod sobą.
Na szczęście nie stracił równowagi i wdrapał się wyżej.
--
Adam "Prawda jest prosta - gdyby było inaczej
każdy głupiec mógłby ją zrozumieć".
Re: karczma - gosciniec
Author: Jakub Jędrzejak
Date: Sun, 08 Oct 2006 06:25
Date: Sun, 08 Oct 2006 06:25
44 lines
3253 bytes
3253 bytes
tapta <taptaNO@SPAMwp.pl> napisał(a): > > A potem zamilkły, równie nagle jak zaczęły wyć. Zapadła złowroga cisza... > > Później wypadki potoczyły się w lawinowym tempie. Tętent konia, który > uciekł spod poobijanej Sheili nagle ucichł, rozległo się przeraźliwe > rżenie i zwierzę padło jak porażone - trucizna zawarta w ogonie impa > podziałała i na konia, z tym, że zajęło jej to kilka sekund dłużej niż > na człowieku. Zwierzę zwaliło się na gościniec z wielkim hukiem, > zakwiczało przenikliwe i znieruchomiało. - Acha - mruknął do siebie Xvim. I niezauważalnie dla nikogo odetchnął z ulgą. > Krzaki... co bardziej oczytani > z drużyny może i słuszeli, iż okolica słynie ze stad odrębnego gatunku > hien, żarłocznego co niemiara. Hieny zjadają wszystko, co im się nawinie > pod ostre zębiska i pazury. Po ułamku ciszy z zarośli rozległ się > potępieńczy śmiech i wypadły z nich szare pociski ze spienionymi pyskami > i gorejącymi oczyma. [...] Impa próbował dosięgnąć jakiś ledwo odrosły > od ziemi szczeniak, [...] > Zapanował chaos... > Wprawdzie chaos jest raczej domeną demonów, pomyślał Xvim, ale nie znaczy to że nie mogę się zabawić... Imp w ułamku sekundy wrócił do natualnej postaci, smagnął szczeniaka ogonem i nie czekając na efekty trucizny odfrunął. Wymruczał kilka słów w języku magii i ... zniknął. Chwilę później zmaterializował się tuż nad kolejną hieną - tylko po to by zagłębić żądło w jej karku i zniknąć ponownie. Pojawił sie obok drzewa na którym wisiał prawnik. - Słuchaj, papugo - wymruczał tak, by słyszał go tylko znienawidzony osobnik. - Obiecaj, że nie będziesz się pchał między mnie, a mój łup - bo inaczej hieny dostaną swój posiłek. A wtedy nawet nekromanta nie będzie cię w stanie wyciągnąć z ich zołądków i wskrzesić. To jak, mamy umowę? [ooc] chętnych do zapoznania się ze zdolnościami impa zapraszam tu: http://www.d20srd.org/srd/monsters/devil.htm#imp Trucizna paraliżuje [czego nie ma w opisie, ale jest w pozostałych zasadach], a w konsekwencji jest zabójcza :) A co się tyczy nastawania na życie prawnika... Impy są złe :> [/ooc] Regards, netzach -- Wysłano z serwisu Usenet w portalu Gazeta.pl -> http://www.gazeta.pl/usenet/
Re: karczma - gosciniec
Author: Adam Mikuta
Date: Sun, 08 Oct 2006 06:53
Date: Sun, 08 Oct 2006 06:53
21 lines
2183 bytes
2183 bytes
Dnia 08.10.2006 Jakub Jędrzejak <netzach.SKASUJ@gazeta.pl> napisał/a:
> Wprawdzie chaos jest raczej domeną demonów, pomyślał Xvim, ale nie znaczy to
> że nie mogę się zabawić...
> Imp w ułamku sekundy wrócił do natualnej postaci, smagnął szczeniaka ogonem i
> nie czekając na efekty trucizny odfrunął. Wymruczał kilka słów w języku magii
> i ... zniknął. Chwilę później zmaterializował się tuż nad kolejną hieną -
> tylko po to by zagłębić żądło w jej karku i zniknąć ponownie. Pojawił sie obok
> drzewa na którym wisiał prawnik.
> - Słuchaj, papugo - wymruczał tak, by słyszał go tylko znienawidzony osobnik.
> - Obiecaj, że nie będziesz się pchał między mnie, a mój łup - bo inaczej hieny
> dostaną swój posiłek. A wtedy nawet nekromanta nie będzie cię w stanie
> wyciągnąć z ich zołądków i wskrzesić. To jak, mamy umowę?
- Hieny są pod ochrona... - chciał krzyknąć ale wyszło jakoś tak mniej
pewnie... - Wie... Wies... Wiesz co mi grozi za współudział? -
dokończył.
--
Adam "Prawda jest prosta - gdyby było inaczej
każdy głupiec mógłby ją zrozumieć".
Re: karczma - gosciniec
Author: tapta
Date: Sun, 08 Oct 2006 10:14
Date: Sun, 08 Oct 2006 10:14
30 lines
2761 bytes
2761 bytes
Pewnego wieczoru 2006-10-08 08:53, wiedźmin zdziwił się nieco, gdy strzyga, która wyskoczyła na niego z usenetu zamiast rzucić mu się do gardła dygnęła, przedstawiła się jako Adam Mikuta, a następnie wyśpiewała, przytupując wdzięcznie: > - Hieny są pod ochrona... - chciał krzyknąć ale wyszło jakoś tak mniej > pewnie... - Wie... Wies... Wiesz co mi grozi za współudział? - > dokończył. Podczas gdy imp z prawnikiem byli zajęci ta uroczą konwersacją, oczom nekromanty i Sheili siedzących rózwniez na drzewie nieopodal ukazał się następujący widok: czary nekromanty zabiły jedno zwierzę i jedno raniły w bok. Za uciekającą Cheyenne pognała znaczna większość stada, również te, które uprzednio ruszyły do truchła konia Sheili. Samica, która dostał w pysk wnętrznościami momentalnie doznała opłakanych skutków kontaktu ze wściekłymi watpiami okraszonymi magią; pysk jej się spienił jeszcze bardziej, rzuciła się na jedyną hienę, która nie pobiegła z resztą stada za Cheyenne - jedynym powodem dla którego to zrobiła było to, iż goniąc biednego znawcę prawa, zdołała go chwycić za stopę nim się wspiął na drzewo, zzuwając mu but, ukazując nieziemsko brudną i nieapetycznie pachnąca onucę i obecnie walczyła zawzięcie z prawniczym obuwiem. Biedny but był już w 3 częściach nim wściekła hiena zagryzła jego pogromcę, wyjąc i chichocząc. Następnie zagryzła i tę ranną, która została w tyle za stadem. Cheyenne zniknęła na zakręcie goniona przez stado, a zarażona wścieklizną hiena została sama pod drzewem, które ich chociaż chwilowo wybawiło z opresji, warcząc, skomląc, śliniąc się okrutnie i podskakując co i róż, niemalże dosięgając ich stóp... -- Sheila
Re: karczma - gosciniec
Author: tapta
Date: Sun, 08 Oct 2006 10:16
Date: Sun, 08 Oct 2006 10:16
7 lines
1093 bytes
1093 bytes
<pt> część z Cheyenne idzie chwilowo na privie, potem Wam wkleję, więc teraz kolej szrliha </pt> -- pozdrawiam tapta GG:4082847
Re: karczma - gosciniec
Author: tapta
Date: Sun, 08 Oct 2006 10:21
Date: Sun, 08 Oct 2006 10:21
35 lines
2862 bytes
2862 bytes
Pewnego wieczoru 2006-10-08 08:53, wiedźmin zdziwił się nieco, gdy strzyga, która wyskoczyła na niego z usenetu zamiast rzucić mu się do gardła dygnęła, przedstawiła się jako Adam Mikuta, a następnie wyśpiewała, przytupując wdzięcznie: > - Hieny są pod ochrona... - chciał krzyknąć ale wyszło jakoś tak mniej > pewnie... - Wie... Wies... Wiesz co mi grozi za współudział? - > dokończył. Podczas gdy imp z prawnikiem byli zajęci ta uroczą konwersacją, oczom nekromanty i Sheili siedzących rózwniez na drzewie nieopodal ukazał się następujący widok: czary nekromanty zabiły jedno zwierzę i jedno raniły w bok. Za uciekającą Cheyenne pognała znaczna większość stada, również te, które uprzednio ruszyły do truchła konia Sheili. Samica, która dostał w pysk wnętrznościami momentalnie doznała opłakanych skutków kontaktu ze wściekłymi watpiami okraszonymi magią; pysk jej się spienił jeszcze bardziej, rzuciła się na jedyną hienę, która nie pobiegła z resztą stada za Cheyenne - jedynym powodem dla którego to zrobiła było to, iż goniąc biednego znawcę prawa, zdołała go chwycić za stopę nim się wspiął na drzewo, zzuwając mu but, ukazując nieziemsko brudną i nieapetycznie pachnąca onucę i obecnie walczyła zawzięcie z prawniczym obuwiem. Biedny but był już w 3 częściach nim wściekła hiena zagryzła jego pogromcę, wyjąc i chichocząc. Następnie zagryzła i tę ranną, która została w tyle za stadem. Cheyenne zniknęła na zakręcie goniona przez stado, a zarażona wścieklizną hiena została sama pod drzewem, które ich chociaż chwilowo wybawiło z opresji, warcząc, skomląc, śliniąc się okrutnie i podskakując co i rusz, niemalże dosięgając ich stóp... <pt> Wątek z Cheyenne idzie chwilowo na prv, Szarlih - Towoa kolej </pt> -- pozdrawiam tapta GG:4082847
Re: karczma - gosciniec
Author: Szarlih
Date: Sun, 08 Oct 2006 10:24
Date: Sun, 08 Oct 2006 10:24
24 lines
2352 bytes
2352 bytes
tapta napisał(a):
> Następnie zagryzła i tę ranną, która
> została w tyle za stadem. Cheyenne zniknęła na zakręcie goniona przez
> stado, a zarażona wścieklizną hiena została sama pod drzewem, które ich
> chociaż chwilowo wybawiło z opresji, warcząc, skomląc, śliniąc się
> okrutnie i podskakując co i rusz, niemalże dosięgając ich stóp...
Nekromanta przez ten czas pełznął wzdłuż gałęzi w stronę grubego pnia.
Dotarłszy tam mógł się rozejrzeć. Pod drzewem została jedna tylko hiena,
ale za to wściekła, wiec nie było najlepszym pomysłem żeby próbować
zejść. Dostatek walających sie ciał i w miarę pewne stanowisko na
drzewie nasuwały jednak rozwiązanie. Szybko skoncentrował się na
zwierzęciu ze zmiażdżoną czaszką; wpatrując sie w hienę wypuścił
powietrze wypowiadając jednocześnie coś co zabrzmiało jak:
Bhruooghhhhhhttghiii. Martwe zwierze zerwało się na równe nogi i pognało
w kierunku współtowarzysza kłapiąc ocalałą paszczą.
--
_____
_______________/ \_______________ |GG: 2822174
\_____________ Szarlih _____________/ |tlen/konnekt: szarlih
\__________ _ _ __________/ |ICQ: 254990166
\_________/ |www.compu.pl
Re: karczma - gosciniec
Author: tapta
Date: Sun, 08 Oct 2006 10:35
Date: Sun, 08 Oct 2006 10:35
18 lines
1526 bytes
1526 bytes
Pewnego wieczoru 2006-10-08 08:25, wiedźmin zdziwił się nieco, gdy strzyga, która wyskoczyła na niego z usenetu zamiast rzucić mu się do gardła dygnęła, przedstawiła się jako Jakub Jędrzejak, a następnie wyśpiewała, przytupując wdzięcznie: > [ooc] chętnych do zapoznania się ze zdolnościami impa zapraszam tu: > http://www.d20srd.org/srd/monsters/devil.htm#imp Trucizna paraliżuje [czego > nie ma w opisie, ale jest w pozostałych zasadach], a w konsekwencji jest > zabójcza :) Babe, w wolnym czasie skrócona wersja w przekładzie na polski - do mnie. :> [/ooc] -- pozdrawiam tapta GG:4082847
Re: karczma - gosciniec
Author: Jakub Jędrzejak
Date: Sun, 08 Oct 2006 10:56
Date: Sun, 08 Oct 2006 10:56
29 lines
2133 bytes
2133 bytes
Adam Mikuta <adammikutaWytnij@gmail.wyt.nij.com> napisał(a): > > - Słuchaj, papugo - wymruczał tak, by słyszał go tylko znienawidzony > > osobnik. > > - Obiecaj, że nie będziesz się pchał między mnie, a mój łup - bo inaczej > > hieny dostaną swój posiłek. A wtedy nawet nekromanta nie będzie cię w stanie > > wyciągnąć z ich zołądków i wskrzesić. To jak, mamy umowę? > > - Hieny są pod ochrona... - chciał krzyknąć ale wyszło jakoś tak mniej > pewnie... - Wie... Wies... Wiesz co mi grozi za współudział? - > dokończył. > - Zwisa mi to i powiewa - imp obelżywie zadarł ogon. - Masz się nie wtrącać. Czy to jasne? Bo co ci grozi za wtrącanie się, to chyba widać? - na żądle zabłysła kolejna kropla trucizny. Nie czekając na odpowiedź Xvim ponownie zniknął. Niewidzialny pofrunął za Sheilą, chcąc mieć ją na oku. Hienę zagrażającą nekromancie z rozmysłem zignorował. Im mniej ludzi będzie się wtrącać w jego interesy tym lepiej. regards, netzach [ooc] Ale się burdel zrobił przez te cancele :P [/ooc] -- Wysłano z serwisu Usenet w portalu Gazeta.pl -> http://www.gazeta.pl/usenet/
Re: karczma - gosciniec
Author: Khaira
Date: Sun, 08 Oct 2006 11:24
Date: Sun, 08 Oct 2006 11:24
39 lines
3423 bytes
3423 bytes
Zza krzaków wychynęło dziwne stworzenie, przedstawiło się jako tapta i wyskrzeczało: [cut] > Cheyenne zniknęła na zakręcie goniona przez > stado, [/cut] Klacz pędziła niczym wicher. Rudowłosa obejrzała się za siebie i z przerażeniem zauważyła, że większość stada ruszyła w pościg za uciekającym koniem. Sytuacja nie wyglądała różowo, bo teraz cała kawalkada pędziła przed siebie na złamanie karku, oddalając sie z każdą chwilą, tak od miasta, jak i od towarzyszy. Cheyenne jednym gwałtownym ruchem zatrzymała konia i zawróciła, od razu przechodząc w cwał. Liczyła na to, że zaskoczone hieny nie zorientują się w porę w sytuacji, co da jej możliwość błyskawicznego przemknięcia przez stado z powrotem do drużyny. Niestety, hieny okazały sie nieco bystrzejsze, niż można się było spodziewać. Jedna z nich kłapnęła ogromnym pyskiem i złapała przebiegającą klacz za zadnią nogę. Przeraźliwy kwik kaleczonego konia zlał się w jedno z paskudnym przekleństwem, które wyrwało się Cheyenne. Dziewczyna gwałtownym ruchem wyrzuciła rękę w stronę hieny. - Heilaaaa! - wywrzeszczała ochryple. Strużka mocy trafiła gryzącą konia hienę w kark, podpalając jej kawałek futra. Zwierzę zawyło z przerażenia i umknęło w las. Niestety, zostało jeszcze pięć rozjuszonych drapieżników obskakujących rannego i przestraszonego konia. Kolejne ogniowe zaklęcie trafiło jedną z hien w zad i posłało ją w ślad za skwierczącą towarzyszką. Korzystając z zamieszania, rudowłosa krzyknęła na konia, ponaglając go do skoku. Klaczka wyrzuciła w górę wszystkie cztery kopyta, o włos mijając warczące hieny. Na drodze wylądowała pewnie, mimo zranionej nogi, i rzuciła się do panicznej ucieczki. Cheyenne, która cudem utrzymała się w siodle podczas karkołomnego skoku, teraz przywarła do szyi konia, gorączkowo poszukując, niewielkiego nawet, źródła mocy. Po krótkiej chwili udało jej się zaczerpnąć odrobinę, wystarczającą jednak na zahamowanie krwawienia z nogi biednej klaczy. Gnały więc ile sił po trakcie, ścigane przez cztery hieny, z każdą chwilą zbliżając się do miejsca, w którym została reszta towarzyszy. -- Cheyenne
Re: karczma - gosciniec
Author: Adam Mikuta
Date: Sun, 08 Oct 2006 13:14
Date: Sun, 08 Oct 2006 13:14
16 lines
1974 bytes
1974 bytes
Dnia 08.10.2006 Jakub Jędrzejak <netzach.SKASUJ@gazeta.pl> napisał/a:
> - Zwisa mi to i powiewa - imp obelżywie zadarł ogon. - Masz się nie wtrącać.
> Czy to jasne? Bo co ci grozi za wtrącanie się, to chyba widać? - na żądle
> zabłysła kolejna kropla trucizny.
>
> Nie czekając na odpowiedź Xvim ponownie zniknął. Niewidzialny pofrunął za
> Sheilą, chcąc mieć ją na oku. Hienę zagrażającą nekromancie z rozmysłem
> zignorował. Im mniej ludzi będzie się wtrącać w jego interesy tym lepiej.
Wcale nie zmartwiony zniknięciem impa prawnik wygodniej usadowił się na
galęzi przyglądając się zabitej wściekłej hienie. Wcale nie miał zamiaru
schodzić z drzewa w najbliższym czasie.
--
Adam "Prawda jest prosta - gdyby było inaczej
każdy głupiec mógłby ją zrozumieć".
Thread Navigation
This is a paginated view of messages in the thread with full content displayed inline.
Messages are displayed in chronological order, with the original post highlighted in green.
Use pagination controls to navigate through all messages in large threads.
Back to All Threads