🚀 go-pugleaf

RetroBBS NetNews Server

Inspired by RockSolid Light RIP Retro Guy

Article View: alt.pl.psychologia.milosc
Article #175082

Nie poddawaj się Chłopaku :)

#175082
From: Magda
Date: Thu, 16 Jul 2009 23:34
197 lines
9389 bytes
Użytkownik "paweł hoffmann" <kamolsky.pl@gmail.com> napisał w wiadomości 
news:ee338495-cce1-496d-b8b0-f0f49e1da286@l35g2000pra.googlegroups.com...
Pozwoliłem sobie założyć nowy temat, a problem dotyczy odpowiedzi na
pytanie:
"czy zawsze obie strony są winne rozpadowi małżeństwa", bo takie
powiedzenie
utarło się w naszym społeczeństwie, przynajmniej tak się mówi
politycznie poprawnie,
a za plecami zainteresowanych i tak obrabia się im dupę na cztery
strony świata, oceniając
ich przy okazji i wartościowując na zasadzie: "ona ok dziewucha, a ten
to zawsze draniem był".

@michał:

>Pytanie (do) żony, "czy coś źle robię", nie jest równoznaczne z rzetelną
>autoweryfikacją. W rozmowie z żoną ważny jest kontekst i intencja
>zadawanych pytań. Nietrudno przecież sobie wyobrazić sytuację, kiedy w
>słowach: "No co? No co ja ci zrobiłem!?" - kryje się informacja, ze
>czuję się niewinny. :)

Musimy założyć, że albo wierzysz mi na słowo, albo nie. W innym
wypadku nie ma sensu
prosić tutaj o jakąkolwiek poradę, bo musiałbym do rozmowy zaprosić
żonę. Zresztą,
kiedyś proponowałem jej terapię małżeńską, argumentując to tym, że
będzie mógł
doradzić nam ktoś "z boku", nie związany emocjonalnie z żadnym z nas.
Nie pisałem tego chyba prędzej, ale żona od samego początku była pod
znacznym
wpływem swojej matki. Widać to było chociazby po codziennych
kilkunastominutowych
rozmowach przez telefon, sprawozdaniach pt. "jak spędziłam dzień". Od
początku
wydawało mi się to dziwne, że dorosła osoba, która ma swoją rodzinę,
co tydzień
musi jechać do mamy na całe dwa dni (ja rozumiem, odwiedzić na kilka
godzin).
Tak więc reasumując: zadając żonie pytanie "czy coś nie tak?" nie było
w tym
żadnej ironii. To prawda, że z czasem, po serii takich pytań i
wymijających
odpowiedziach pojawia się u pytającego nuta frustracji, a gdy dodać do
tego
nowe informacje, które dopóki "oczy nie widzą, sercu nie żal" i
pomnożyć
przez kłamstwa żony, perfidne, podłe kłamstwa, to ja po prostu
zacząłem mieć
problemy z sobą samym.

Pozwól, że nie będę cytować dalszej części Twojego posta, bo główny
problem
jaki omawialismy to moje uparte stanie na stanowisku, że powiedzenie
"zawsze
dwie strony są winne" jest na wyrost.

Jeśli chodzi o Coveya i podejście typu: "naprawiać świat zaczynam od
siebie
samego" to przekonałeś mnie. Nie znaczy to, że nie byłem zwolennikiem
takiego
podejścia, tylko uważam, że nie zawsze da się to zastosować. Analogię,
jaką
mogę w tym momencie wskazać, to standardowy "katol" (używam z
premedytacją
tego pejoratywnego tworu), który jest nauczyony, że każde cierpienie
to dar
od Boga i trzeba je przyjmować z dumą, nie poddawać się, cokolwiek by
się
miało stać. Wszystko w ten sposób sobie tłumaczy. Taki fanatyk nie
pomyśli,
że Bóg dał też mu wolną wolę i że jest w stanie w dużym stopniu
decydować o
swoim życiu. A nie, że trafia się kobiecie np. mąż pijaczyna, a ona
latami przy
nim trwa aż do zasranej śmierci, co noc odmawiając różaniec i
dziękując Bogu,
że ma gdzie mieszkać i że dzielnie będzie znosić wszelkie upokorzenia,
bo jest
to dla niej wyróżnienie, w postaci misji na podobieństwo drogi
krzyżowej.

Piszesz, że nieetyczne z Twojego punktu widzenia jest to, że oceniam
kuzynkę,
nie mając pełnego obrazu ich sytuacji. To jest awykonalne być w
posiadaniu takiej
wiedzy. Nawet, mając kontakt z tymi dwiema osobami i do tego nikt z
nas nie musi
nikogo przekonywać. Po prostu przedstawiłem tutaj przykład, mając
wstępne
założenia typu: ona się puściła, ale po miesiącu się rozmyśliła. Jeśli
na tym
etapie nie mógłbym ocenić jej jako bezczelnej pindy, to byłaby to
jakaś paranoja.
Co dzień takich ocen mamy "okazję" przeprowadzić dziesiątki: chyba, że
faktycznie
jesteś "z innej planety" i nigdy czegoś takiego nie komentujesz.

Swoją drogą ciekawie piszesz i teraz rozumiem, że kryje się za tym
konkretny
bagaż doświadczeń. Zmyliło mnie imię "Michał", które kojarzy mi się z
nastolatkiem,
a nie facetem pięć... dziesięć... o-letnim ;)

Wracając do problemu, który spędza mi sen z powiem: czy obie strony są
zawsze
winne w przypadku rozwodu?
Tak jak pisałem na początku, mam nadzieję, że moment, kiedy to
wszystko piszę
jest odpowiedni dla mojego stanu umysłu i nie ześwirowałem
najnormalniej
(ciekawe zestawienie swoją drogą hehe). Kolejna nadzieja to fakt, że
przekazuję
te informacje nie dokonując żadnych przekłamań, bo zależy mi na
informacji
zwrotnej w najczystszej postaci. Pewnie, że to co piszę to
subiektywizm, ale
staram się pisać obiektywnie.
Pisałem już, że nie jestem ideałem: inaczej - nie jestem wymarzonym
facetem
dla kobiety, bo do końca nie nauczyłem się jeszcze żyć sam ze sobą.
Mam (chociaż
jest już lepiej) niską samoocenę i potrzebuję przy sobie osoby, która
nie będzie
mi dawać powodów do obaw o to, że jest nielojalna wobec mnie. U nas w
małżeństwie
były tygodnie bajeczne (wypowiedzi i odczucia mojej żony). To prawda,
że często
dusiłem w sobie coś, co miałem na końcu języka (ot te rozmowy
telefoniczne żony
z matką i cotygodniowe wyjazdy, nagłe zmiany planów [nasze], bo
teściowa potrzebuje
córcię na weekend!), ale nie dawałem po sobie tego poznać. Dopiero,
gdy żona
nadwyrężyła moje zaufanie (nie będę podawać konkretów w tym momencie),
zaczynały
się z mojej strony pretensje, o co tutaj chodzi, dlaczego mnie
okłamała itp.
Po takich spięciach przeważnie na drugi dzień było ok, chociaż
przeprosin się
nie doczekałem nigdy. Być może, od samego początku zona nie była do
końca pewna,
czy ja, jako jej facet, to dobry wybór.

Na pewno mogę powiedzieć, że NIGDY nie okłamałem żony. Jej kłamstwa
dzisiaj są
już pewne, stały się faktem i do większości z nich do dnia
dzisiejszego żona w
żaden sposób się nie odniosła. Chciałem rozmawiać, prosiłem o terapię,
planowałem
czas wolny, aby się nie nudziła, abyśmy mieli kiedyś co wspominać.
Nigdy jej nie zdradziłem, nawet psychicznie, mentalnie. Zresztą, gdy
jakaś
kobita ot w pracy dawała mi wyraźne sygnały, że chciałaby poflirtować,
stawałem
się nagle oschły, tak jak dziecko z rodziny dysfunkcyjnej, któremu
proponuje się
pomoc, a ono ją mechanicznie odrzuca.

Czy uważasz nadal, że taką sytuację również można ocenić jako "on też
ma winę,
bo zawsze obie strony są winne"? Jeśli tak, to w tym momencie nie
pozostaje mi
nic innego, jak tylko EOT w tym temacie.

Dziwi mnie, że można tak generalizować w tym temacie, bo nawet
odchodząc od mojego
przykładu, mnóstwo osób cierpi z tego powodu, że po prostu ktoś od
nich odszedł,
zostawił, zniszczył ich wspólny związek, który można było ratować.
Fakt, trzeba
wstać z podniesioną głową i iść do przodu, bo czas ucieka, zegar
biologiczny
tyka i nim się obejrzymy, będzie już po nas. Wyciągać wnioski trzeba
jak
najbardziej, ale szacunek do samego siebie nie może stać w
sprzeczności z
nierealną oceną krzywd nam wyrządzonych przez innych.

Paweł.

Pawle,
Nie zastanawiaj się już nad tym, czyja to wina i kto bardziej jest winny. To 
już nie ma sensu - nie masz już wpływu na to, co się stało. Przeszłości nie 
zmenisz - nie warto płakać nad rozlanym mlekiem.
Wiem, że Cię serducho boli - to zrozumiałe.
Nie rozdrapuj ran, nie dręcz się, nie wspominaj, bo to Cię tylko wyniszcza.
Zapomnieć - nie da rady, ale staraj się skupic uwagę na czymś nowym, miłym.
Wyciągnij wnioski, zachowaj je dla siebie, by popełniać w przyszłości błędów 
i zacznij żyć od nowa - nie dla kogoś, ale dla samego siebie.
Z czasem będzie lepiej. Może to potrwa rok, a  może 3 lata - tego nie wiem.
Ale chłopaku, sam siebie nie dręcz.
Głowa do góry - teraz może być już tylko lepiej.
Uwierz w swoje siły.
POWODZENIA!!!
Pozdrawiam serdecznie
Magda 
Technical Details
Message-ID: <h3odj7$28i$1@atlantis.news.neostrada.pl>
Path: mbox-mo1.pugleaf.net!news-archive.icm.edu.pl!news.gazeta.pl!newsfeed.pionier.net.pl!news.nask.pl!news.nask.org.pl!newsfeed.neostrada.pl!atlantis.news.neostrada.pl!news.neostrada.pl!not-for-mail
References: <ee338495-cce1-496d-b8b0-f0f49e1da286@l35g2000pra.googlegroups.com>

Show Full Headers
Complete Article Headers
Path: mbox-mo1.pugleaf.net!news-archive.icm.edu.pl!news.gazeta.pl!newsfeed.pionier.net.pl!news.nask.pl!news.nask.org.pl!newsfeed.neostrada.pl!atlantis.news.neostrada.pl!news.neostrada.pl!not-for-mail
From: "Magda" <magda_m_1976@o2.pl>
Newsgroups: alt.pl.psychologia.milosc
Subject: Nie poddawaj się Chłopaku :)
Date: Fri, 17 Jul 2009 01:34:30 +0200
Organization: TP - http://www.tp.pl/
Lines: 199
Message-ID: <h3odj7$28i$1@atlantis.news.neostrada.pl>
References: <ee338495-cce1-496d-b8b0-f0f49e1da286@l35g2000pra.googlegroups.com>
NNTP-Posting-Host: adgj40.neoplus.adsl.tpnet.pl
X-Trace: atlantis.news.neostrada.pl 1247787431 2322 79.184.139.40 (16 Jul 2009 23:37:11 GMT)
X-Complaints-To: usenet@news.neostrada.pl
NNTP-Posting-Date: Thu, 16 Jul 2009 23:37:11 +0000 (UTC)
X-Priority: 3
X-MSMail-Priority: Normal
X-Newsreader: Microsoft Outlook Express 6.00.2900.2180
X-MIMEOLE: Produced By Microsoft MimeOLE V6.00.2900.2180
X-RFC2646: Format=Flowed; Original
X-Antivirus: avast! (VPS 090716-1, 2009-07-16), Outbound message
X-Antivirus-Status: Clean
MIME-Version: 1.0
Content-Type: text/plain; charset=UTF-8
Content-Transfer-Encoding: 8bit