Article View: alt.pl.psychologia.milosc
Article #174953Re: Co to może być?
From: michał
Date: Sun, 12 Jul 2009 00:38
Date: Sun, 12 Jul 2009 00:38
140 lines
7758 bytes
7758 bytes
Użytkownik "paweł hoffmann" napisał w wiadomości: >> Otóż to. Prawo do osądu mamy, ale to prawo nie ma wiele wspólnego z >> racjonalnością. Czyste sumienie można mieć wtedy, gdy weryfikuje się >> własne poczynania w kategorii dobrze-źle. Czyszczenie swojego >> sumienia poprzez subiektywne osądzanie innych może jedynie moim >> zdaniem prowadzić do jego zagłuszania. > a potrafisz sobie wyobrazic sytuacje, ze ktos Ciebie zranil i wiesz > doskonale, > ze to ON ma wine, nie Ty? Może najlepiej w ogóle nie osądzać tego > człowieka > i iść dalej? > Bo napisałeś: "Prawo do osądu mamy, ale to prawo nie ma wiele > wspólnego z > racjonalnością" - czyli jednym słowem, nie istnieje coś takiego jak > sprawiedliwy osąd? Jeśli kogoś zamierzamy sądzić, to znaczy, że z góry > będzie to osąd chybiony? To już mi powoli pachnie czymś, czemu nadam > nazwę za moment :-) Nie do końca mnie zrozumiałeś, sądzę. Napisałem, że prawo do osądu mamy i powiem więcej: nie stać nas na brak osądu. Jednak nie można osądzać bezkrytycznie. Uważam, że najlepszym weryfikatorem czyjejś winy jest zadanie sobie pytania, czy przypadkiem sam nie jestem winien zaistniałej czyjejś reakcji. Taka postawa wyjściowa (zanim mój osąd się skrystalizuje ostatecznie) jest podwójnie korzystny. Po pierwsze wzmacnia dystans do siebie (kontrolowanie swoich poczynań) i po drugie daje szanse na naprawienie sytuacji (w tym przypadku na podtrzymanie dobrych relacji z partnerką/patrnerem). W przeciwieństwie do postawy bezkrytycznej w stosunku do siebie. Uznanie winy partnerki będzie tylko wtedy racjonalne, jeśli partnerka będzie miała dystans do siebie i uzna swoją winę. Każdy inny przypadek dryfuje ku eskalacji konfliktu. >>> Coś jak religia: przyjmujesz każdą porażkę i traktujesz ją jako >>> krzyż, jako >>> kolejny element na drodze ku zbawieniu. Innymi słowy, pachnie mi to >>> też >>> Coveyem, a nawet tzw. praniem mózgu:-)))) >> Tego nie pojmuję. Czytałeś Coveya i konstruktywne wykorzystywanie >> naturalnych mechanizmów psychiki nazywasz praniem mózgu? =:o > Może zdefiniuje, co wg mnie oznacza "pragnie mózgu". Pojęcie ogólnie > znane, > dodatkowo "praniem mózgu" nazywam wpajanie sobie do głowy (samemu) > pewnych > schematów myślowych, które często dalekie są od racjonalnego myślenia. > Takim schematem jest np. wpajanie sobie, że nikt nas nie zranił, że > powinniśmy wspominać tylko dobre chwile - piszę o momencie, kiedy > jesteśmy zmuszeni wziąć rozwód. I nie z naszej winy. Chociaż wg Ciebie > pewnie obie osoby są winne, bo przecież żona by się nie puściła, jesli > byłoby ze mna wszystko ok, prawda? I z tysiącem innych facetów, czy > zdradzonych kobiet. A jak wyraźnie zaznaczam, że chciałem rozmawiać z > żoną, > to słyszę: "stary, to już po ptakach. Mogłeś prędzej rozmawiać". > Tak więc "pranie mózgu" to skrajnie pozytywne myślenie na przekór > wszystkiemu. A co taka definicja ma wspólnego z Coweyem? Jeszcze tylko przedstawię moją definicję "prania mózgu". O praniu mówimy wtedy, kiedy ktoś wpaja nam przy pomocy skutecznych technik sposób myślenia dla nazwijmy to "niecnych celów" - na przykład dla konkretnej nie naszej korzyści. Pranie sobie mózgu samemu nie wchodzi w rachubę, bo wtedy nazywa się to po prostu głupotą. > Uważam, że dla świętego spokoju ducha ma to nawet większy sens, ale to > pewnego > rodzaju zagłuszanie prawdy. Człowiek powinien przejść stan zarówno > klęski, jak > i fazę godzenia się z nią - a wszystko po to, by móc wyciągać wnioski. > Pogodzenie się z przykrymi faktami i myślenie typu "nie wnikajmy, kto > ma winę za > rozpad małżeństwa, życie jest zbyt krótkie na takie rozważania" nie do > końca mi > odpowiada, gdy jeszcze rany się nie zagoiły. Odnosisz się do sytuacji mającej już pewien finał. Ja odnoszę się do momentu, kiedy związek może być do uratowania. Należy wtedy rozróżnić, co jest naszym priorytetem: Związek i jego w nim relacje, czy nasza własna osoba i jej indywidualna satysfakcja. Wiem, że w końcu nastąpi > taki moment, > że trzeba iść dalej, nie oglądać się za siebie, ale nie można > przekłamywać > rzeczywistości, tak samo jak nie powinno się wiecznie zadręczać > negatywnymi > myślami. Każda skrajność jest zła, a niektóre techniki przedstawiane > przez > Coveya trącą mi właśnie taką skrajnością. Z tym ostatnim nie mogę się zgodzić. Covey dokonuje praktycznych przesunięć w sposobie myślenia, co zdecydowanie ułatwia życie. Przedstawia przy tym konkretną wiedzę o psychologii człowieka w społeczeństwie. > Tak apropo rozwodów i utartego hasełka "obie strony są zawsze winne", > to wczoraj > doszły do mnie słuchy, że moja kuzynka przez miesiąc nie mieszkała z > mężem. > Poznała fryzjera i do niego się przeprowadziła. Powoli szykowała się > do wniesienia > pozwu o rozwód, ale coś zaczęło się psuć między nią a kochankiem i > wróciła do > męża, który przebaczył jej zdradę, o której trąbi po dziś dzień cale > miasto. > Pewnie kuzynka chciała sobie ułożyć życie, bo mąż ją bił, albo po > prostu jej > nie pasował, ale jednak poszła po rozum do głowy:D Wstydzę się, że to > moja > kuzynka. Takiej moralności też nie pojmuję. To że osądzasz swoją żonę (którą znasz najlepiej) jestem w stanie przyjąć za normalne, ale oceniać "na odległość" sytuację kuzynki i jej decyzję, to już jest chyba nie fair. Jeśli związek z mężem dla niej był ważniejszy, to co nam do tego? > Coraz częściej dochodzę do wniosku, że trwałe związki to dzisiaj > rzadkość a > monogamia to mit. Może to ja jestem jakiś pojebany, że nie kusi mnie > zmiana > modelu na lepszy itp. że przysięgę małżeńską traktowałem do tej pory > serio > (dopóki nie zobaczyłem, że można ją zdeptać w imię lepszego szczęścia > z kimś > innym). Zawsze łatwo powiedzieć, że partner pod jakimś wzlędem > przestaje > nam odpowiadać. Z takim podejściem naprawdę nie ma co wchodzić w stały > związek, bo przy okazji można komuś (pal licho sobie) spieprzyć życie. No właśnie. Ta wypowiedź mówi mi (może niesłusznie), że stawiasz swoje szczęście wyżej, niż powodzenie w relacjach z partnerką. Której przysięgałeś na dobre i na złe... -- pozdrawiam michał
Technical Details
Message-ID:
<h3bb9r$6t4$1@inews.gazeta.pl>Path:
mbox-mo1.pugleaf.net!news-archive.icm.edu.pl!news.gazeta.pl!not-for-mailReferences:
<h0gh7d$lml$1@news.onet.pl> <81632e9b-0682-474c-b8d3-8260bb68de1a@p18g2000pra.googlegroups.com> <h2tnpa$7og$1@inews.gazeta.pl> <665abed3-31ee-45c6-afd2-8b6581743388@d36g2000prb.googlegroups.com> <h338vv$mvg$1@inews.gazeta.pl> <ea17d853-d35e-4f35-8f7d-39e50cb0dde6@k13g2000prh.googlegroups.com>Show Full Headers
Complete Article Headers
Path: mbox-mo1.pugleaf.net!news-archive.icm.edu.pl!news.gazeta.pl!not-for-mail From: michał <6michal9@gazeta.pl> Newsgroups: alt.pl.psychologia.milosc Subject: Re: Co to może być? Date: Sun, 12 Jul 2009 02:38:10 +0200 Organization: "Portal Gazeta.pl -> http://www.gazeta.pl" Lines: 142 Message-ID: <h3bb9r$6t4$1@inews.gazeta.pl> References: <h0gh7d$lml$1@news.onet.pl> <81632e9b-0682-474c-b8d3-8260bb68de1a@p18g2000pra.googlegroups.com> <h2tnpa$7og$1@inews.gazeta.pl> <665abed3-31ee-45c6-afd2-8b6581743388@d36g2000prb.googlegroups.com> <h338vv$mvg$1@inews.gazeta.pl> <ea17d853-d35e-4f35-8f7d-39e50cb0dde6@k13g2000prh.googlegroups.com> NNTP-Posting-Host: nat-mi2-1.aster.pl Mime-Version: 1.0 X-Trace: inews.gazeta.pl 1247359099 7076 212.76.37.190 (12 Jul 2009 00:38:19 GMT) X-Complaints-To: usenet@agora.pl NNTP-Posting-Date: Sun, 12 Jul 2009 00:38:19 +0000 (UTC) X-MimeOLE: Produced By Microsoft MimeOLE V6.00.2900.5579 X-Priority: 3 X-Newsreader: Microsoft Outlook Express 6.00.2900.5512 X-User: 6michal9 X-MSMail-Priority: Normal Content-Type: text/plain; charset=UTF-8 Content-Transfer-Encoding: 8bit