🚀 go-pugleaf

RetroBBS NetNews Server

Inspired by RockSolid Light RIP Retro Guy

18 total messages Started by Ukash Sun, 09 Dec 2001 08:36
Miłość przetrwa!
#205
Author: Ukash
Date: Sun, 09 Dec 2001 08:36
14 lines
1389 bytes
Miłość jako zjawisko dotyczące całej ludzkości przetrwa. Musi przetrwać!
Pamiętacie toerię ewolucji?
Załóżmy, że istnieje gen odpowiedzialny za kochanie. Człowiek posiadający
ten gen umie kochać.
Jeśli człowiek nie jest zakochany, to dzieci mieć nie chce (co prawda
czasami samo tak jakoś wychodzi)
Jeśli dwoje zakochanych ludzi będzie miało dzieci, to przekażą im ów gen.
Gen przetrwa - przetrwa miłość.

Nie traktuję całkiem poważnie tego co napisałem, ale z tematem mojego postu
zgadzam się w 100%

pozdrawiam
Ukash
Nienawisc przetrwa!
#206
Author: Puck
Date: Sun, 09 Dec 2001 09:35
14 lines
1804 bytes
 "Ukash" <ukash@master.pl> napisał na grupę 
 news:alt.pl.milosc:


> Gen przetrwa - przetrwa miłość.

Ja tam w tym nie widzę nic błyskotliwego.

> ale z tematem mojego postu zgadzam się w 100%

Ja z moim też :P

-- 
<< Puck gg#937829  phn#+48600986485  mailto:puck@go2.pl >>
Re: Miłość przetrwa!
#207
Author: Valkiria
Date: Sun, 09 Dec 2001 10:33
25 lines
1407 bytes
> Miłość jako zjawisko dotyczące całej ludzkości przetrwa. Musi przetrwać!

no i pewnie przetrwa

> Pamiętacie toerię ewolucji?

malpki itd
no i?

> Załóżmy, że istnieje gen odpowiedzialny za kochanie.

chyba nie istnieje

 Człowiek posiadający
> ten gen umie kochać.
> Jeśli człowiek nie jest zakochany, to dzieci mieć nie chce (co prawda
> czasami samo tak jakoś wychodzi)

a jesli chce?

> Jeśli dwoje zakochanych ludzi będzie miało dzieci, to przekażą im ów gen.
> Gen przetrwa - przetrwa miłość.

boszeee coz za teorie
Re: Miłość przetrwa!
#208
Author: Ukash
Date: Sun, 09 Dec 2001 10:45
17 lines
1437 bytes
>>  Człowiek posiadający
> > ten gen umie kochać.
> > Jeśli człowiek nie jest zakochany, to dzieci mieć nie chce (co prawda
> > czasami samo tak jakoś wychodzi)
>
> a jesli chce?
Prawda, trochę uogólniłem, ale nie chciałem zbytnio komplikować tej teorii.
To, że niektóre osoby niekochające (ciekawe czy istnieje taki przymiotnik),
chcą mieć dzieci, w żaden sposób nie podważa tej teorii.


> boszeee coz za teorie
Mówiłem, że nie traktujem tego poważnie.
Ludzie! Powaga nie pasuje do miłości!

p.
Ukash
Re: Miłość przetrwa!
#209
Author: Valkiria
Date: Sun, 09 Dec 2001 11:01
13 lines
1165 bytes

...
> > a jesli chce?
> Prawda, trochę uogólniłem, ale nie chciałem zbytnio komplikować tej
teorii.

no skoro juz wymyslasz jakąs to moze niech ma sens :)

> Mówiłem, że nie traktujem tego poważnie.
> Ludzie! Powaga nie pasuje do miłości!

nie ? a to czemu?
Re: Miłość przetrwa!
#210
Author: Ukash
Date: Sun, 09 Dec 2001 12:30
17 lines
1414 bytes
> > > a jesli chce?
> > Prawda, trochę uogólniłem, ale nie chciałem zbytnio komplikować tej
> teorii.
>
> no skoro juz wymyslasz jakąs to moze niech ma sens :)
Nie wierzysz w ewolucję?

> > Ludzie! Powaga nie pasuje do miłości!
>
> nie ? a to czemu?
Czy ja wiem? Dla mnie miłośc polega przede wszystkim na dawaniu i radości z
tego co dajemy (ew. otrzymujemy). Ale może ty inaczej rozumiesz miłość?
Chętnie posłucham.

Pozdrawiam
Ukash
Re: Miłość przetrwa!
#211
Author: ..::MiLo::..
Date: Sun, 09 Dec 2001 12:36
29 lines
2403 bytes
Użytkownik "Ukash" <ukash@master.pl> napisał w wiadomości
news:9uvl6f$bpe$1@news.tpi.pl...
| Nie wierzysz w ewolucję?
Co ona ma do milosci?

| Czy ja wiem? Dla mnie miłośc polega przede wszystkim na dawaniu i radości
z
| tego co dajemy (ew. otrzymujemy). Ale może ty inaczej rozumiesz miłość?
| Chętnie posłucham.
Wg mnie milosc to obustronne czerpanie kozysci z zaistnialej sytuacji.
Jezeli dwoje ludzi sie kocha to zyja ze soba, razem. Wiec dziela ze soba
dom, samochod i inne dobra materialne. W wielu zwiazkach zachodzi sytuacja
ze rodzine (bo mowie o milosci w malzestwie) utrzymuje jeden czlonek
rodziny. Ale co wtedy? Czy wtedy mozna powiedziec ze milosc nie jest
bezinteresowna? Przeciez jedna strona daje (i to duzo: wysilek fizyczny,
nerwy, stres zwiazane z praca) a druga rowneiz daje ale juz duzo mnie. Mimo
to milosc sama w sobie powinna byc bezinteresowna. co by to bylo (a i
przeciez tak jest) gdyby czlowiek zakochiwal sie w kims z lepsza pozycja,
praca, z lepszym samochodem, domem, z wiekszym dochodem. Oczywiscie tak jest
w dzisiejszym swiecie. Ale jest to raczej nasz wybor niz dzialanie "chemii".
A wyobrazcie sobie sytuacje, ze faktycznie prawdziwa MILOSC odnosilaby sie
tylko do ludzi od ktorych mozemy cos dostac w zamian. Milosc na sprzedaz?
Stanowczo odmawiam! -to nawiazuje do rozmowy na grupie na ten temat..ale nie
wiedzac czemu nie znalazla sie tam.

| Pozdrawiam
| Ukash
p.
Re: Miłość przetrwa!
#212
Author: Valkiria
Date: Sun, 09 Dec 2001 15:02
14 lines
1398 bytes

> Nie wierzysz w ewolucję?

jak moge nie wierzyc ? tu nie ma czy wierze czy nie . Faktem jest ze
wszystko idzie naprzód i sie rozwija

> Czy ja wiem? Dla mnie miłośc polega przede wszystkim na dawaniu i radości
z
> tego co dajemy (ew. otrzymujemy). Ale może ty inaczej rozumiesz miłość?
> Chętnie posłucham.

to zalezy o jakiej milosci mowisz ,w taka pomiedzy kobieta a meżczyzną nie
wierze ,a jesli chodzi o inne to zgadzam sie z tobą
Odp: Miłość przetrwa!
#213
Author: Paulus
Date: Sun, 09 Dec 2001 15:36
17 lines
1482 bytes

Użytkownik "Valkiria" <aga@infinity.net.pl> napisał w wiadomości
news:3c137c97@news.vogel.pl...

> to zalezy o jakiej milosci mowisz ,w taka pomiedzy kobieta a
meżczyzną nie
> wierze ,a jesli chodzi o inne to zgadzam sie z tobą

Zaraz, chwila, moment - czy ja dobrze czytam? Nie wierzysz w milosc?
Tak po prostu???

--
Pozdrawiam
Paulus
Wyobraznia jest wazniejsza od wiedzy - Albert Einstein
GG 1863075
Odp: Miłość przetrwa!
#222
Author: PrawdziwaWiedzmaF.
Date: Mon, 10 Dec 2001 00:21
7 lines
1179 bytes
[ciach]
> Jeśli dwoje zakochanych ludzi będzie miało dzieci, to przekażą im ów gen.
> Gen przetrwa - przetrwa miłość.
[ciach]

 kto wie ko wie... inzynieria genetyczna szaleje!:P
PrawdziwaWiedzmaF.
Re: Miłość przetrwa!
#214
Author: Valkiria
Date: Mon, 10 Dec 2001 14:59
2 lines
1108 bytes
Pinex weź odpowiadaj pod postem na ktory odpowiadasz
Re: Miłość przetrwa!
#215
Author: Pinex
Date: Mon, 10 Dec 2001 21:33
9 lines
1348 bytes
Użytkownik "Valkiria" <aga@infinity.net.pl> napisał w wiadomości
news:3c14cd60$1@news.vogel.pl...
>
> Pinex weź odpowiadaj pod postem na ktory odpowiadasz


Nie mam wplywu na to jak serwer to ustawi.
P.
Odp: Miłość przetrwa!
#216
Author: Krystyna
Date: Tue, 11 Dec 2001 07:47
25 lines
2429 bytes
> Wszyscy znani mi ludzie
> (poczawszy od moich starszych) bedacy w trwalych i udanych zwiazkach
> trwajacych przynajmniej od 5 lat w gore twierdza, ze milosc jako oddzielny
,
> nadzwyczajny i trwaly stan miedzy kobieta a mezczyzna po prostu nie
> istnieje. Mowia o istniejacym miedzy nimi przyzwyczajeniu, przyjazni,
> wspolnej zaleznosci, o dzieciach jako wspolnym celu, ale nikt nie mowi tam
> juz o milosci. Kiedy pytam ich o to, to z reguly pukaja sie w czolo i mowi
a
> ze namietnosc jest dla nastolatkow a w kazdym udanym zwiazku to juz tylko
> pozostaje przyzwyczajenie i przywiazanie.
Muszę przyznać, że dziwnych ludzi spotykasz. Mój związek spełnia podane prze
z Ciebie kryteria z nawiązką :-) I nadal mówię o miłości (namiętność to tylk
o jej część), nadal twierdzę, że jestem zakochana. I podobnie twierdzi wielu
naszych przyjaciół :-)
Nie twierdzę, że NIEKTÓRZY ludzie mogą być ze sobą tylko z przyzwyczajenia,
ale szczerze im współczuję, bo przywiązać to się można do nogi od stołu ;-)

> Coz to wielkiego, skoro takie cos
> jest tez miedzy przyjaciolmi, takze plci meskiej.
Przyzwyczajenie czy przywiązanie może i tak, ale nie miłość (chyba że mówimy
tu o tej, którą nazywamy "przyjacielską", ale to raczej NTG).

Pozdrawiam
Krystyna
Re: Miłość przetrwa!
#217
Author: Pinex
Date: Wed, 12 Dec 2001 19:59
105 lines
4751 bytes
Użytkownik "Krystyna" <klopata@poczta.onet.pl> napisał w wiadomości
news:9v4ffh$gki$2@news.onet.pl...
> > Wszyscy znani mi ludzie
> > (poczawszy od moich starszych) bedacy w trwalych i udanych zwiazkach
> > trwajacych przynajmniej od 5 lat w gore twierdza, ze milosc jako
oddzielny
> ,
> > nadzwyczajny i trwaly stan miedzy kobieta a mezczyzna po prostu nie
> > istnieje. Mowia o istniejacym miedzy nimi przyzwyczajeniu, przyjazni,
> > wspolnej zaleznosci, o dzieciach jako wspolnym celu, ale nikt nie mowi
tam
> > juz o milosci. Kiedy pytam ich o to, to z reguly pukaja sie w czolo i
mowi
> a
> > ze namietnosc jest dla nastolatkow a w kazdym udanym zwiazku to juz
tylko
> > pozostaje przyzwyczajenie i przywiazanie.
> Muszę przyznać, że dziwnych ludzi spotykasz. Mój związek spełnia podane
prze
> z Ciebie kryteria z nawiązką :-)

Ile juz trwa?


I nadal mówię o miłości (namiętność to tylk
> o jej część),


Widac, ze jestes wciaz niezle naszprycowana chemia i sadze, ze to jest
jeszcze dosc krotki zwiazek i nie ustaly w nim
irrracjonalne emocje skoro jest w nim wciaz namietnosc. Namietnosc jest
przeciwienstwem realizmu, poniewaz jest nadmiernym zachwytem a zaden
smiertelnik nie zasluguje na nieustanny zachwyt. Taki wniosek jest nie tylko
sluszny z punktu widzenia psychologii, ale jest tez sluszny z punktu
widzenia samej logiki. Vide tez przekrojowe badania psychologiczne na
temat intensywnosci zaangazowania w zwiazkach w Bogdan Wojciszke,
"Psychologia milosci", Gdansk 2001, strona 14 i nastepne.



> nadal twierdzę, że jestem zakochana.


Nie, co najwyzej jestes jeszcze ciagle niezle nahajowana. Nazwijmy to smialo
po imieniu.



 I podobnie twierdzi wielu
> naszych przyjaciół :-)


Ile trwaja ich zwiazki?



> Nie twierdzę, że NIEKTÓRZY ludzie mogą być ze sobą tylko z
przyzwyczajenia,
> ale szczerze im współczuję, bo przywiązać to się można do nogi od stołu
;-)


Aaa tam, nie badz tanim demagogiem. Powszechnie wiadomo, ze kazdy zwiazek
przechodzi  w sobie fazy spadku zaangazowania i w koncu pozostaje tylko
przyzwyczajenie. Nie jestes z innej planety, zeby przezywac to wedle innych
schematow tak typowych dla reszty naszej populacji. Przypuszczam, ze Twoj
zwiazek jest jeszcze dosc krotki a
twoj facet wciaz atrakcyjny fizycznie skoro twoj przypadek jest taki
euforyczny jak go opisujesz. Zaden smiertelnik nie zasluguje na to zeby byc
nieustannym zrodlem zachwytu i namietnosci. Wszyscy stanowimy pewien
psychologiczny schemat, ktory w koncu podlega latwemu obliczeniu przez
naszego partnera i przyjscie rutyny w stosunkach interpersonalnych jest
nieuchronne (z gory wiadomo co sie po partnerze spodziewac).  Zwlaszcza, ze
z "ukochanym" przebywamy wystarczajaco duzo (czasem 24 godziny na dobe),
zeby
sie nam przejadl (i odwrotnie tez oczywiscie). Wszyscy sie troche roznimy,
ale partner w koncu "wyuczy" sie nas na pamiec jak wiersza. To nieuchronne.
Czemu mam wierzyc, ze na tle szesciomiliardowej populacji
jestes czyms wyjatkowym?


> > Coz to wielkiego, skoro takie cos
> > jest tez miedzy przyjaciolmi, takze plci meskiej.
> Przyzwyczajenie czy przywiązanie może i tak, ale nie miłość


Milosc nie istnieje, jest ona tylko mitycznym artefaktem naszej grecko
rzymskiej kultury. Masz jakies halucynacje do cholery?


 (chyba że mówimy
> tu o tej, którą nazywamy "przyjacielską", ale to raczej NTG).


Przyjazn sie specjalnie nie rozni od przyzwyczajenia w zwiazku miedzy
kobieta a mezczyzna (z autopsji).

P.


> Pozdrawiam
> Krystyna
>
>
Odp: Miłość przetrwa!
#218
Author: Krystyna
Date: Thu, 13 Dec 2001 14:28
92 lines
5398 bytes
> > > Wszyscy znani mi ludzie
> > > (poczawszy od moich starszych) bedacy w trwalych i udanych zwiazkach
> > > trwajacych przynajmniej od 5 lat w gore twierdza, ze milosc jako
> oddzielny
> > ,
> > > nadzwyczajny i trwaly stan miedzy kobieta a mezczyzna po prostu nie
> > > istnieje.
> > Muszę przyznać, że dziwnych ludzi spotykasz. Mój związek spełnia podane
> przez Ciebie kryteria z nawiązką :-)
>
> Ile juz trwa?
Ponad 9 lat :-) Czy to ma jakieś znaczenie? Znam ludzi żyjących w małżeństwi
e 15 i 20 lat, którzy nadal są w sobie zakochani :-)
>
> Widac, ze jestes wciaz niezle naszprycowana chemia i sadze, ze to jest
> jeszcze dosc krotki zwiazek i nie ustaly w nim
> irrracjonalne emocje skoro jest w nim wciaz namietnosc.
Z tym, ze miłosć jest irracjonalna się zgodzę ;-) A skoro nazywasz ją chemią
, Twoja sprawa. Tylko jak wytłumaczysz chemicznie wzajemne troszczenie się m
ałżonków o siebie?

> Nie, co najwyzej jestes jeszcze ciagle niezle nahajowana. Nazwijmy to smia
lo
> po imieniu.
To jest Twoje zdanie, wiec powinieneś to zaznaczyć ;-)

>  I podobnie twierdzi wielu
> > naszych przyjaciół :-)
>
> Ile trwaja ich zwiazki?
Pisałam wyżej :-)

> > Nie twierdzę, że NIEKTÓRZY ludzie mogą być ze sobą tylko z
> przyzwyczajenia,
> > ale szczerze im współczuję, bo przywiązać to się można do nogi od stołu
> ;-)
>
> Aaa tam, nie badz tanim demagogiem. Powszechnie wiadomo, ze kazdy zwiazek
> przechodzi  w sobie fazy spadku zaangazowania i w koncu pozostaje tylko
> przyzwyczajenie. Nie jestes z innej planety, zeby przezywac to wedle innyc
h
> schematow tak typowych dla reszty naszej populacji.
Widocznie Twoja populacja nie równa się mojej ;-)

 Przypuszczam, ze Twoj
> zwiazek jest jeszcze dosc krotki a
> twoj facet wciaz atrakcyjny fizycznie skoro twoj przypadek jest taki
> euforyczny jak go opisujesz.
Baaaaardzo atrakcyjny: łysiejący pan przed czterdziestką z pokaźnym bruszkie
m i wielkim noskiem a dla mnie i tak najpiękniejszy na świecie, chociaż wcal
e nie przystojny ;-)

> Wszyscy stanowimy pewien
> psychologiczny schemat, ktory w koncu podlega latwemu obliczeniu przez
> naszego partnera i przyjscie rutyny w stosunkach interpersonalnych jest
> nieuchronne (z gory wiadomo co sie po partnerze spodziewac).  Zwlaszcza, z
e
> z "ukochanym" przebywamy wystarczajaco duzo (czasem 24 godziny na dobe),
> zeby
> sie nam przejadl (i odwrotnie tez oczywiscie). Wszyscy sie troche roznimy,
> ale partner w koncu "wyuczy" sie nas na pamiec jak wiersza. To nieuchronne
.
Sądzisz, że człowieka zawsze da się przewidzieć? Że wystarczy pomieszkać z k
imś rok czy dwa i już się wszystko o nim wie? Chyba jesteś zbyt mało w tej d
ziedzinie doświadczony a zbyt dużo oczytany. Człowiek nie podlega żadnym sch
ematom, nawet jeśli schematy te pochodzą od uznanych psychologów. Nie da się
go przewidzieć jak pogody.
A żebyś się nie czepiał: oczywiście wiem, gdzie mój mąż położy skarpetki po
zdjęciu, jakie potrawy najbardziej mu smakują czy kiedy jest zmęczony lub zł
y. Wystarczy jedno spojrzenie. Nie znaczy to jednak, że w naszym małżeństwie
jest rutyna.

> Czemu mam wierzyc, ze na tle szesciomiliardowej populacji
> jestes czyms wyjatkowym?
Nie musisz wierzyć tym bardziej, że ja wcale nie czuję się wyjątkowa. Dla mn
ie Twoje podejście do życia (czyt. miłości) jest wyjątkowe ;-)

> Milosc nie istnieje, jest ona tylko mitycznym artefaktem naszej grecko
> rzymskiej kultury. Masz jakies halucynacje do cholery?
Nie cierpię przekleństw, więc cholerę zostaw sobie na inną okazję. :-P
Dla Ciebie miłość nie istnieje, dla mnie istnieje, a jestem "trochę" od Cieb
ie starsza ;-)

> Przyjazn sie specjalnie nie rozni od przyzwyczajenia w zwiazku miedzy
> kobieta a mezczyzna (z autopsji).
Czyli np. przyzwyczajenie się do psa, chomika czy papużki falistej nazwałbyś
przyjaźnią? Chyba nie.
Mam jednak nadzieję, że rozumiesz, iż nie neguję elementu "przyzwyczajenia"
w przyjaźni czy miłości. Jednak nie zgodzę się z tym, że jest on czymś, co p
ojawia się ZAMIAST miłości.
Pozdrawiam
Krystyna
Re: Miłość przetrwa!
#219
Author: Pinex
Date: Sat, 15 Dec 2001 10:42
153 lines
5401 bytes
Użytkownik "Krystyna" <klopata@poczta.onet.pl> napisał w wiadomości
news:9vb470$46a$2@news.onet.pl...



> Ponad 9 lat :-) Czy to ma jakieś znaczenie? Znam ludzi żyjących w
małżeństwi
> e 15 i 20 lat, którzy nadal są w sobie zakochani :-)


Albo to tylko Twoja interpretacja. Czesto ludzie dla swietgo spokoju dbaja
tez o dobra opinie wsrod znajomych. Ile to razy ktos kto bil zone, czy
dzieci, mial opinie "przykladnego i wzorowego malzonka".


Tylko jak wytłumaczysz chemicznie wzajemne troszczenie się m
> ałżonków o siebie?


Przyjazn, przyzwyczajenie, wspolzaleznosc (wspolny dorobek majatkowy i
korzysci z tego plynace), wzajemne korzysci (seks z wyprobowanym i pewnym
partnerem, bez zbytniego zabiegania o to, itd.).



Nie jestes z innej planety, zeby przezywac to wedle innyc
> h
> > schematow tak typowych dla reszty naszej populacji.
> Widocznie Twoja populacja nie równa się mojej ;-)





Jestes z Marsa, czy od jakiejs innej malpy?




>  Przypuszczam, ze Twoj
> > zwiazek jest jeszcze dosc krotki a
> > twoj facet wciaz atrakcyjny fizycznie skoro twoj przypadek jest taki
> > euforyczny jak go opisujesz.
> Baaaaardzo atrakcyjny: łysiejący pan przed czterdziestką z pokaźnym
bruszkie
> m i wielkim noskiem a dla mnie i tak najpiękniejszy na świecie, chociaż
wcal
> e nie przystojny ;-)


No wlasnie, Tobie sie podoba, gdyby sie nie podobal, to nie bylabys z nim.



> > Wszyscy stanowimy pewien
> > psychologiczny schemat, ktory w koncu podlega latwemu obliczeniu przez
> > naszego partnera i przyjscie rutyny w stosunkach interpersonalnych jest
> > nieuchronne (z gory wiadomo co sie po partnerze spodziewac).  Zwlaszcza,
z
> e
> > z "ukochanym" przebywamy wystarczajaco duzo (czasem 24 godziny na dobe),
> > zeby
> > sie nam przejadl (i odwrotnie tez oczywiscie). Wszyscy sie troche
roznimy,
> > ale partner w koncu "wyuczy" sie nas na pamiec jak wiersza. To
nieuchronne
> .
> Sądzisz, że człowieka zawsze da się przewidzieć? Że wystarczy pomieszkać z
k
> imś rok czy dwa i już się wszystko o nim wie?


Pisalas, ze mieszkasz z nim 9 lat.


Chyba jesteś zbyt mało w tej d
> ziedzinie doświadczony a zbyt dużo oczytany.


To ja nie musialem byc jak Ty 9 lat w malzenstwie, mieszkac z kims  pod
jednym dachem, zeby wiedziec z mych doswiadczen, ze ktos staje sie dla nas
obliczalnym schematem. Twoj maz jest Marsjaninem?



Człowiek nie podlega żadnym sch
> ematom, nawet jeśli schematy te pochodzą od uznanych psychologów. Nie da
się
> go przewidzieć jak pogody.


Da sie przewidziec ponad 90 % zachowan kazdego smiertelnika. Nuda i rutyna
jest koniecznoscia. Owszem, pewnych zachowan nie jestes w stanie
przewidziec, ale to nie zmienia faktu, ze wiekszosc jego latwych dla Ciebie
do przewidzenia zachowan dominuje w
Twym zyciu wiec nieuchronna jest tu rutyna.


> A żebyś się nie czepiał: oczywiście wiem, gdzie mój mąż położy skarpetki
po
> zdjęciu, jakie potrawy najbardziej mu smakują czy kiedy jest zmęczony lub
zł
> y. Wystarczy jedno spojrzenie. Nie znaczy to jednak, że w naszym
małżeństwie
> jest rutyna.


Jak wyzej.



> > Czemu mam wierzyc, ze na tle szesciomiliardowej populacji
> > jestes czyms wyjatkowym?
> Nie musisz wierzyć tym bardziej, że ja wcale nie czuję się wyjątkowa. Dla
mn
> ie Twoje podejście do życia (czyt. miłości) jest wyjątkowe ;-)


To zwykla psychologia ewolucyjna ktora zycie mi potwierdza w mym
wlasnym doswiadczeniu. Przyzwyczaisz sie szybciej niz Ci sie znudze.





> > Przyjazn sie specjalnie nie rozni od przyzwyczajenia w zwiazku miedzy
> > kobieta a mezczyzna (z autopsji).
> Czyli np. przyzwyczajenie się do psa, chomika czy papużki falistej
nazwałbyś
> przyjaźnią?

Jak najbardziej uwaza sie to za przyjazn (podzielam).



Chyba nie.
> Mam jednak nadzieję, że rozumiesz, iż nie neguję elementu
"przyzwyczajenia"
> w przyjaźni czy miłości. Jednak nie zgodzę się z tym, że jest on czymś, co
p
> ojawia się ZAMIAST miłości.


O istnieniu tej ostatniej nic mi nie wiadomo.



> Pozdrawiam
> Krystyna

Pozdr.
Pinex
Re: Miłość przetrwa!
#220
Author: Apik
Date: Sat, 15 Dec 2001 11:29
30 lines
2098 bytes
Użytkownik "Pinex" <pinejro@poland.com> napisał w wiadomości
news:9vf9aa$4k9$1@news.tpi.pl...
>
> Użytkownik "Krystyna" <klopata@poczta.onet.pl> napisał w wiadomości
> news:9vb470$46a$2@news.onet.pl...
>
>
>
> > Ponad 9 lat :-) Czy to ma jakieś znaczenie? Znam ludzi żyjących w
> małżeństwi
> > e 15 i 20 lat, którzy nadal są w sobie zakochani :-)
>
>
> Albo to tylko Twoja interpretacja. Czesto ludzie dla swietgo spokoju dbaja
> tez o dobra opinie wsrod znajomych. Ile to razy ktos kto bil zone, czy
> dzieci, mial opinie "przykladnego i wzorowego malzonka".
ciach

Cze:)

Na początku to tnijcie trochę posty, a co do powyższego to zaczynacie trochę
generalizować. Oczywiście mój przedmówca (mówczyni) ma w penej mierze rację
ale tak jak powiedziałem wcześniej nie zawsze tak jest:) na szczęście.

--

Pozdrawiam Apik
apik@clan.pl, apik@tenbit.pl
gg##4888
Odp: Miłość przetrwa!
#221
Author: Krystyna
Date: Sat, 15 Dec 2001 11:30
73 lines
4812 bytes
> Albo to tylko Twoja interpretacja. Czesto ludzie dla swietgo spokoju dbaja
> tez o dobra opinie wsrod znajomych. Ile to razy ktos kto bil zone, czy
> dzieci, mial opinie "przykladnego i wzorowego malzonka".
Wiesz co? Jest takie przysłowie: "Każdy po sobie sądzi". Widocznie Ty jesteś
nieszczery i zakłamany w Twoich związkach, skoro cały świat o to posądzasz
:-P Ja nie mam podstaw, zeby nie wierzyć ludziom, z którymi się stykam, wiec
nie będę z nich robić kłamców i oszustów na Twoje osobiste życzenie.

> Przyjazn, przyzwyczajenie, wspolzaleznosc (wspolny dorobek majatkowy i
> korzysci z tego plynace), wzajemne korzysci (seks z wyprobowanym i pewnym
> partnerem, bez zbytniego zabiegania o to, itd.).
To jednak coś takiego jak przyjaźń istnieje? Cieszę się, że to uznałeś.
Możesz mi jeszcze podać jej chemiczny wzór? ;-)

> Jestes z Marsa, czy od jakiejs innej malpy?
Zabrakło argumetów i bierzesz się za obrzucanie błotem? Wybacz, kolego.
Kiedyś mój przyjaciel nauczył mnie jednego: ludzie, którzy uciekają się do
takich argumentów są na niższym szczeblu ewolucji, więc tym samym nie są w
stanie nas obrazić tak jak stół nie obrazi stolarza :-P

> No wlasnie, Tobie sie podoba, gdyby sie nie podobal, to nie bylabys z nim.
Podobanie nie ma tu nic do rzeczy. Podobać mi się może nawet 100 innych
facetów, ale kocham tylko jednego.

> Pisalas, ze mieszkasz z nim 9 lat.
I co z tego? Nie miałam na myśli siebie, tylko Ciebie ;-)

> Twoj maz jest Marsjaninem?
Zacięła Ci się płyta? Wsółczuję całkiem szczerze, ale chyba dajesz się już
ponieść emocjom ;-)

> Da sie przewidziec ponad 90 % zachowan kazdego smiertelnika. Nuda i rutyna
> jest koniecznoscia. Owszem, pewnych zachowan nie jestes w stanie
> przewidziec, ale to nie zmienia faktu, ze wiekszosc jego latwych dla
Ciebie
> do przewidzenia zachowan dominuje w
> Twym zyciu wiec nieuchronna jest tu rutyna.
Czyli jakich? Że pójdzie do toalety po przebudzeniu, a potem do łazienki
umyś się i ogolić? To chyba nie należy do istoty miłości, prawda?

> To zwykla psychologia ewolucyjna ktora zycie mi potwierdza w mym
> wlasnym doswiadczeniu. Przyzwyczaisz sie szybciej niz Ci sie znudze.
Jakim doświadczeniem? Czy pozostajesz w stałym związku? Nie. Czy byłeś przy
swojej ukochanej wtedy, kiedy się źle działo? Nie. Dlaczego więc wypowiadasz
się o czymś, czego nie doświadczyłeś? Przecież już Ci tłumaczyłam, że
przyzwyczajenie, przyjaźń są obok miłości, ale nigdy jej nie zastępują.
Proponuję - czytaj dalej swoje książki i bądź szczęśliwy w swoim małym i
ograniczonym światku nez miłości, ale nie odbieraj innym wiary w to, ze
prawdziwa miłość istnieje. Bo nawet jeśli nie istnieje, to tylko w Twoim
życiu.

> > Czyli np. przyzwyczajenie się do psa, chomika czy papużki falistej
> nazwałbyś
> > przyjaźnią?
>
> Jak najbardziej uwaza sie to za przyjazn (podzielam).
A ja nie. I tym się różnimy. Przyjaźnić się można - moim zdaniem - tylko z
istotą nam równą czyli człowiekiem. Zwierzętami można się jedynie opiekować
i dbać o to, żeby nie zginęły z głodu.

>
> Chyba nie.
> > Mam jednak nadzieję, że rozumiesz, iż nie neguję elementu
> "przyzwyczajenia"
> > w przyjaźni czy miłości. Jednak nie zgodzę się z tym, że jest on czymś,
co
> > pojawia się ZAMIAST miłości.
>
> O istnieniu tej ostatniej nic mi nie wiadomo.
Dlatego szczerze Ci współczuję :-)

 Pozdrawiam
Krystyna
Thread Navigation

This is a paginated view of messages in the thread with full content displayed inline.

Messages are displayed in chronological order, with the original post highlighted in green.

Use pagination controls to navigate through all messages in large threads.

Back to All Threads