🚀 go-pugleaf

RetroBBS NetNews Server

Inspired by RockSolid Light RIP Retro Guy

12 total messages Started by Wojciech "Spook" Sura Sat, 10 Nov 2007 21:11
Hubertus II - kierunek: Książ
#16185
Author: Wojciech "Spook" Sura
Date: Sat, 10 Nov 2007 21:11
126 lines
9113 bytes
Witam!

Wróciłem właśnie z Hubertusa w Książu i na gorąco podzielę się wrażeniami. W 
dwóch słowach, jeśli ktoś nie ma ochoty czytać całości, jestem zadowolony w 
2/3. Warto wspomnieć jeszcze o mojej poprzedniej jeździe w Książu - ale to w 
osobnym poście, jak znajdę chwilkę czasu.

Zacznijmy od terenu, o którym napiszę oczywiście najwięcej i najdłużej. 
Jechałem na młodziutkiej trzyletniej Renie; dowiedziałem się o tym dopiero 
dziś: początkowo bowiem miałem jechać na Arii. Żeby było ciekawiej, kolega, 
który miał dosiadać Arii nie pojawił się i koniec końców mogłem na niej 
jechać, ale miałem już klacz wyczyszczoną i przygotowaną do osiodłania, więc 
w końcu zrezygnowałem i pozostałem przy Renie. Przyznam, że od czasu terenu 
na obozie jeździeckim mam spory uraz do jazdy w terenie na klaczy, której 
jeszcze nie znam, ale wszyscy zapewnili mnie, że klacz jest w porządku - i 
taka też okazała się w praktyce. Poza tym zaskoczyła mnie nieziemsko podczas 
siodłania: większość koni broni się przed wędzidłem, kilka klaczy grzecznie 
daje sobie założyć, a dziś Rena próbowała mi wędzidło zjeść z ręki - aż 
paradoksalnie miałem problem z założeniem ogłowia, bo wędzidło miało gumowe 
ochraniacze i klacz przeszkadzała mi w rozsunięciu ich na dwie strony 
wędzidła :) Koń, który rwie się do jazdy - i jak takiej klaczy nie lubieć? 
:)

Kolejnym spostrzeżeniem jest fakt, że brak mi umiejętności oszacowania 
gabarytów konia "na oko". W stajni okazało się, że wziąłem siodło bez 
popręgu, więc skoczyłem do siodlarni, żeby dobrać popręg - i wziąłem 
najdłuższy, jaki znalazłem. Tyle tylko, że gdy przymierzyłem siodło do 
klaczy, to okazało się, że z prawej strony mam popręg podpięty do końca, z 
lewej na trzy dziurki, a siodło trzyma się akurat, właściwie tak, że 
chciałoby się jeszcze o jedną-dwie podpiąć. Całe szczęście, że znajoma 
amazonka zabrała popręg za krótki, więc szybko wymieniliśmy się. Podobnie 
wybrałem takie ogłowie, że musiałem je przepiąć na ostatnią dziurkę - ale na 
szczęście wtedy już pasowało.

Kilka słów o Renie - klacz bardzo sympatyczna, młodziutka (trzyletnia), 
skarogniadoszka. Trudno mi powiedzieć, czy jest wrażliwa na wędzidło - chyba 
nie, bo się nie zirytowała przy mojej twardej ręce (starałem się ograniczać 
jak mogłem, ale podczas galopów było z tym krucho). Kłusik ma całkiem 
wygodny, dla testu krótką chwilkę sobie wysiedziałem i było bardzo wygodnie. 
Galop ma miękki, "płynący", choć nie jest demonem prędkości, ale wcale mi to 
nie przeszkadzało :)

Jeśli chodzi o teren, to co tu dużo mówić: łąka i galop, kolejna łąka i 
galop, kolejna łąka i galop, galop, galop. Generalnie w granicach rozsądku, 
ale galopów było naprawdę dużo. Sam teren trwał godzinę i konie były po nim 
trochę zmęczone, ale moim zdaniem nie było to jakieś szczególne okrucieństwo 
wobec nich - tylko rundę honorową rozpocząłem galopem z wyraźnego polecenia, 
wszystkie wcześniejsze klacz rozpoczynała spontanicznie, na widok reszty 
galopujących :) Właściwie, to jakiś czas już czekałem na taki teren. Bo 
przecież chyba każdy jeździec ma taki moment, że siedzi w siodle na początku 
długaśnej łąki i budzi się w nim chęć ścigania z wiatrem. A i dla konia to 
przecież frajda wrzucić dwójkę, trójkę, czwórkę, wcisnąć gaz do dechy i 
pofrunąć nad trawą.

Poza tym podczas tego terenu wszyscy podchodzili bardzo luźno do zasad 
terenowych - nie było ustalonego porządku poza prowadzącym i zamykającym, 
dwa pierwsze galopy jechałem twardo w zastępie, ale potem zauważyłem, że 
jest od groma miejsca, a jadących było dużo (szesnaścioro), więc wyjechałem 
sobie na bok i pogalopowałem szybciej. Przyznam, że fakt łamania ścisłych 
zasad nie był dla mnie jakoś specjalnie rażący - wszak jest to galop po 
łąkach w ramach święta, które jeźdźcy obchodzą raz do roku: choć raz można 
zaszaleć. Najwięcej radochy było podczas galopu pod górkę - wiadomo, wtedy 
można się bezpiecznie(j) ścigać, bo konie galopują wolniej i łatwiej jest je 
w razie czego zatrzymać. Przyznam szczerze, że Rena po raz drugi bardzo 
pozytywnie mnie zaskoczyła - musiałem bardzo mocno zadziałać pomocami, żeby 
wyjechać spod ogona i zacząć galopować równolegle. Fakt, że klacz sama 
trzyma się ogona konia przed nią moim zdaniem dobrze świadczy o tej klaczy - 
regularne tereny na niej muszą być bardzo przyjemne, bo mniej stresowe. 
Weźmy przecież pod uwagę fakt, że w rekreacji nie znajdzie się konia 
reagującego _tylko_ na pomoce jeźdźca.

Jeśli chodzi o bezpieczeństwo, żadnych wypadków, ofiar w koniach i ludziach 
nie było. Nikt nie spadł, choć przed pierwszym galopem większość koni 
wyraziła po swojemu swoją radość - baranki, bryknięcia. Renie wystarczyło 
tylko jedno, ale Egida zaszalała i kolega, który na niej jechał musiał 
poczuć się jak na huśtawce.

Po szaleństwach na łąkach wjechaliśmy do niewielkiego lasku celem 
odnalezienia lisa - w tym roku poszczęściło się panu Darkowi, ja niestety 
"polowałem" zupełnie nie w tej części :) Better luck next time. Pozostała 
już tylko runda honorowa, powrót stępem do stadniny, spacerek - występowanie 
koni wokół maneżu, odstawienie do boksów, zatarcie słomą i nagrodzenie TAKĄ 
belą siana i marchewkami :)

Cóż później? Oczywiście było ognisko z kiełbaskami, wspomagane grzanym winem 
i bigosem, dzielenie się wrażeniami z jazdy, pstrykanie fotek - i w sumie 
było całkiem miło.

Później zaś cała "impreza" przeniosła się do Baru Huberta - gdzie niestety 
kilka osób trochę przeceniło dobrodziejstwa związku chemicznego C2H5OH, a 
wtedy oceniłem, że impreza jest już nie dla mnie i wróciłem do domu. Jestem 
twardym abstynentem, ale choć nie należę do ortodoksów, którzy chcieliby 
zapakować wszystkie butelki na świecie i wysłać na księżyc, to istnieją dla 
mnie pewne granice: w przeciwieństwie do niektórych, kilka osób pozostało 
trzeźwych i bardzo miło rozmawialiśmy na tematy jeździeckie i nie tylko. 
Abstrahuję już od faktu, że jestem generalnie osobą aimprezową i lepiej 
bawiłbym się spacerując po stajni - wyludnionej już wtedy i cichej, pełnej 
jedynie odgłosów koni wcinających siano, szwendając się po okolicy 
(przypomniało mi się hasło z - bodajże - "Odysei Kosmicznej": "Oh my God, 
it's full of stars!") - albo asystując przy lonżowaniu konia na ujeżdżalni 
(znajoma amazonka "wybiegiwała" swojego konia) niż w ciasnym pomieszczeniu i 
wszechobecnym alkoholu. Cóż, mam duszę romantyka, nic na to nie poradzę. 
Czasem mam wrażenie, że urodziłem się o kilka wieków za późno :)

Zupełnie offtopicznie dodając, poczyniłem takie smutne spostrzeżenie: 
imprezę jeźdźców wykorzystałbym najchętniej do wymiany doświadczeń 
jeździeckich, wszak impreza ta jednoczy ludzi o podobnych zainteresowaniach. 
Na imprezie wikipedystów (z innej beczki), chętnie porozmawiałbym z ludźmi 
interesującymi się różnymi innymi zagadnieniami: jest to bardzo dobry sposób 
do poszerzenia wiedzy. Na zlocie programistów dyskutowałbym z innymi na 
tematy programistyczne. W praktyce, jednak, spotkania dowolnych społeczności 
(z mojego doświadczenia) wyglądają tak, że zbierają się ludzie, idą na piwo 
i rozmawiają o wszystkim i o niczym (na szczęście z nielicznymi wyjątkami). 
Szkoda.

Hubertusa oceniam zatem jako generalnie udanego - pomijając jeden akcent 
było bardzo miło.

Pozdrawiam -- Spook.

-- 
! ._______. Warning: Lucida Console sig!    //)    !
! || spk ||    www.spook.freshsite.pl      / _ """*!
! ||_____||        spook at op.pl         / '  | ""!
! |  ___  |   tlen: spoko_ws gg:1290136  /. __/"\ '!
! |_|[]_|_|  May the SOURCE be with you! \/)     \ ! 
Re: Hubertus II - kierunek: Książ
#16186
Author: Ewa
Date: Sat, 10 Nov 2007 21:41
11 lines
1563 bytes
On 10 Lis, 22:11, "Wojciech \"Spook\" Sura"
<spook.no@unwanted_mail.op.pl> wrote:

> Wróciłem właśnie z Hubertusa w Książu i na gorąco podzielę się wrażeniami. W
> dwóch słowach, jeśli ktoś nie ma ochoty czytać całości

 Miał ochotę, przeczytał i teraz zazdrości.

 Pozdrawiam.

 Ewa
Re: Hubertus II - kierunek: Książ
#16188
Author: iwanos
Date: Sun, 11 Nov 2007 07:02
5 lines
1171 bytes
Użytkownik "Wojciech "Spook" Sura" <spook.no@unwanted_mail.op.pl> napisał w 
wiadomości news:fh56pg$n1r$1@news.dialog.net.pl...

stresc to w 2 zdaniach a potem zostają wypierdalanie oraz podskoki 
Re: Hubertus II - kierunek: Książ
#16187
Author: iwanos
Date: Sun, 11 Nov 2007 07:06
6 lines
1141 bytes
> Miał ochotę, przeczytał i teraz zazdrości.

ewa ewa
spadła z drzewa
wpadła na kamycki
potłukła se cycki 
Re: Hubertus II - kierunek: Książ
#16189
Author: RUN
Date: Tue, 13 Nov 2007 22:12
7 lines
1248 bytes
Użytkownik Wojciech "Spook" Sura napisał:
> Witam!
> 
> Wróciłem właśnie z Hubertusa w Książu i na gorąco podzielę się 


http://img144.imageshack.us/img144/8320/25ry8.jpg
Re: Hubertus II - kierunek: Książ
#16190
Author: Diabełson
Date: Wed, 14 Nov 2007 16:33
9 lines
1146 bytes
RUN pisze:
> Użytkownik Wojciech "Spook" Sura napisał:
>> Witam!
>>
>> Wróciłem właśnie z Hubertusa w Książu i na gorąco podzielę się 
> 
> 
> http://img144.imageshack.us/img144/8320/25ry8.jpg
orzesz fhója RÓTFL
Re: Hubertus II - kierunek: Książ
#16191
Author: bereiter
Date: Wed, 14 Nov 2007 19:32
126 lines
9084 bytes
Wojciech "Spook" Sura napisał(a):
> Witam!
> 
> Wróciłem właśnie z Hubertusa w Książu i na gorąco podzielę się 
> wrażeniami. W dwóch słowach, jeśli ktoś nie ma ochoty czytać całości, 
> jestem zadowolony w 2/3. Warto wspomnieć jeszcze o mojej poprzedniej 
> jeździe w Książu - ale to w osobnym poście, jak znajdę chwilkę czasu.
> 
> Zacznijmy od terenu, o którym napiszę oczywiście najwięcej i najdłużej. 
> Jechałem na młodziutkiej trzyletniej Renie; dowiedziałem się o tym 
> dopiero dziś: początkowo bowiem miałem jechać na Arii. Żeby było 
> ciekawiej, kolega, który miał dosiadać Arii nie pojawił się i koniec 
> końców mogłem na niej jechać, ale miałem już klacz wyczyszczoną i 
> przygotowaną do osiodłania, więc w końcu zrezygnowałem i pozostałem przy 
> Renie. Przyznam, że od czasu terenu na obozie jeździeckim mam spory uraz 
> do jazdy w terenie na klaczy, której jeszcze nie znam, ale wszyscy 
> zapewnili mnie, że klacz jest w porządku - i taka też okazała się w 
> praktyce. Poza tym zaskoczyła mnie nieziemsko podczas siodłania: 
> większość koni broni się przed wędzidłem, kilka klaczy grzecznie daje 
> sobie założyć, a dziś Rena próbowała mi wędzidło zjeść z ręki - aż 
> paradoksalnie miałem problem z założeniem ogłowia, bo wędzidło miało 
> gumowe ochraniacze i klacz przeszkadzała mi w rozsunięciu ich na dwie 
> strony wędzidła :) Koń, który rwie się do jazdy - i jak takiej klaczy 
> nie lubieć? :)
> 
> Kolejnym spostrzeżeniem jest fakt, że brak mi umiejętności oszacowania 
> gabarytów konia "na oko". W stajni okazało się, że wziąłem siodło bez 
> popręgu, więc skoczyłem do siodlarni, żeby dobrać popręg - i wziąłem 
> najdłuższy, jaki znalazłem. Tyle tylko, że gdy przymierzyłem siodło do 
> klaczy, to okazało się, że z prawej strony mam popręg podpięty do końca, 
> z lewej na trzy dziurki, a siodło trzyma się akurat, właściwie tak, że 
> chciałoby się jeszcze o jedną-dwie podpiąć. Całe szczęście, że znajoma 
> amazonka zabrała popręg za krótki, więc szybko wymieniliśmy się. 
> Podobnie wybrałem takie ogłowie, że musiałem je przepiąć na ostatnią 
> dziurkę - ale na szczęście wtedy już pasowało.
> 
> Kilka słów o Renie - klacz bardzo sympatyczna, młodziutka (trzyletnia), 
> skarogniadoszka. Trudno mi powiedzieć, czy jest wrażliwa na wędzidło - 
> chyba nie, bo się nie zirytowała przy mojej twardej ręce (starałem się 
> ograniczać jak mogłem, ale podczas galopów było z tym krucho). Kłusik ma 
> całkiem wygodny, dla testu krótką chwilkę sobie wysiedziałem i było 
> bardzo wygodnie. Galop ma miękki, "płynący", choć nie jest demonem 
> prędkości, ale wcale mi to nie przeszkadzało :)
> 
> Jeśli chodzi o teren, to co tu dużo mówić: łąka i galop, kolejna łąka i 
> galop, kolejna łąka i galop, galop, galop. Generalnie w granicach 
> rozsądku, ale galopów było naprawdę dużo. Sam teren trwał godzinę i 
> konie były po nim trochę zmęczone, ale moim zdaniem nie było to jakieś 
> szczególne okrucieństwo wobec nich - tylko rundę honorową rozpocząłem 
> galopem z wyraźnego polecenia, wszystkie wcześniejsze klacz rozpoczynała 
> spontanicznie, na widok reszty galopujących :) Właściwie, to jakiś czas 
> już czekałem na taki teren. Bo przecież chyba każdy jeździec ma taki 
> moment, że siedzi w siodle na początku długaśnej łąki i budzi się w nim 
> chęć ścigania z wiatrem. A i dla konia to przecież frajda wrzucić 
> dwójkę, trójkę, czwórkę, wcisnąć gaz do dechy i pofrunąć nad trawą.
> 
> Poza tym podczas tego terenu wszyscy podchodzili bardzo luźno do zasad 
> terenowych - nie było ustalonego porządku poza prowadzącym i 
> zamykającym, dwa pierwsze galopy jechałem twardo w zastępie, ale potem 
> zauważyłem, że jest od groma miejsca, a jadących było dużo 
> (szesnaścioro), więc wyjechałem sobie na bok i pogalopowałem szybciej. 
> Przyznam, że fakt łamania ścisłych zasad nie był dla mnie jakoś 
> specjalnie rażący - wszak jest to galop po łąkach w ramach święta, które 
> jeźdźcy obchodzą raz do roku: choć raz można zaszaleć. Najwięcej radochy 
> było podczas galopu pod górkę - wiadomo, wtedy można się bezpiecznie(j) 
> ścigać, bo konie galopują wolniej i łatwiej jest je w razie czego 
> zatrzymać. Przyznam szczerze, że Rena po raz drugi bardzo pozytywnie 
> mnie zaskoczyła - musiałem bardzo mocno zadziałać pomocami, żeby 
> wyjechać spod ogona i zacząć galopować równolegle. Fakt, że klacz sama 
> trzyma się ogona konia przed nią moim zdaniem dobrze świadczy o tej 
> klaczy - regularne tereny na niej muszą być bardzo przyjemne, bo mniej 
> stresowe. Weźmy przecież pod uwagę fakt, że w rekreacji nie znajdzie się 
> konia reagującego _tylko_ na pomoce jeźdźca.
> 
> Jeśli chodzi o bezpieczeństwo, żadnych wypadków, ofiar w koniach i 
> ludziach nie było. Nikt nie spadł, choć przed pierwszym galopem 
> większość koni wyraziła po swojemu swoją radość - baranki, bryknięcia. 
> Renie wystarczyło tylko jedno, ale Egida zaszalała i kolega, który na 
> niej jechał musiał poczuć się jak na huśtawce.
> 
> Po szaleństwach na łąkach wjechaliśmy do niewielkiego lasku celem 
> odnalezienia lisa - w tym roku poszczęściło się panu Darkowi, ja 
> niestety "polowałem" zupełnie nie w tej części :) Better luck next time. 
> Pozostała już tylko runda honorowa, powrót stępem do stadniny, spacerek 
> - występowanie koni wokół maneżu, odstawienie do boksów, zatarcie słomą 
> i nagrodzenie TAKĄ belą siana i marchewkami :)
> 
> Cóż później? Oczywiście było ognisko z kiełbaskami, wspomagane grzanym 
> winem i bigosem, dzielenie się wrażeniami z jazdy, pstrykanie fotek - i 
> w sumie było całkiem miło.
> 
> Później zaś cała "impreza" przeniosła się do Baru Huberta - gdzie 
> niestety kilka osób trochę przeceniło dobrodziejstwa związku chemicznego 
> C2H5OH, a wtedy oceniłem, że impreza jest już nie dla mnie i wróciłem do 
> domu. Jestem twardym abstynentem, ale choć nie należę do ortodoksów, 
> którzy chcieliby zapakować wszystkie butelki na świecie i wysłać na 
> księżyc, to istnieją dla mnie pewne granice: w przeciwieństwie do 
> niektórych, kilka osób pozostało trzeźwych i bardzo miło rozmawialiśmy 
> na tematy jeździeckie i nie tylko. Abstrahuję już od faktu, że jestem 
> generalnie osobą aimprezową i lepiej bawiłbym się spacerując po stajni - 
> wyludnionej już wtedy i cichej, pełnej jedynie odgłosów koni wcinających 
> siano, szwendając się po okolicy (przypomniało mi się hasło z - bodajże 
> - "Odysei Kosmicznej": "Oh my God, it's full of stars!") - albo 
> asystując przy lonżowaniu konia na ujeżdżalni (znajoma amazonka 
> "wybiegiwała" swojego konia) niż w ciasnym pomieszczeniu i wszechobecnym 
> alkoholu. Cóż, mam duszę romantyka, nic na to nie poradzę. Czasem mam 
> wrażenie, że urodziłem się o kilka wieków za późno :)
> 
> Zupełnie offtopicznie dodając, poczyniłem takie smutne spostrzeżenie: 
> imprezę jeźdźców wykorzystałbym najchętniej do wymiany doświadczeń 
> jeździeckich, wszak impreza ta jednoczy ludzi o podobnych 
> zainteresowaniach. Na imprezie wikipedystów (z innej beczki), chętnie 
> porozmawiałbym z ludźmi interesującymi się różnymi innymi zagadnieniami: 
> jest to bardzo dobry sposób do poszerzenia wiedzy. Na zlocie 
> programistów dyskutowałbym z innymi na tematy programistyczne. W 
> praktyce, jednak, spotkania dowolnych społeczności (z mojego 
> doświadczenia) wyglądają tak, że zbierają się ludzie, idą na piwo i 
> rozmawiają o wszystkim i o niczym (na szczęście z nielicznymi 
> wyjątkami). Szkoda.
> 
> Hubertusa oceniam zatem jako generalnie udanego - pomijając jeden akcent 
> było bardzo miło.
> 
> Pozdrawiam -- Spook.
> 
to tego hubertusa można obejrzeć na zdjęciach na Swiecie Koni?
Re: Hubertus II - kierunek: Książ
#16192
Author: Wojciech "Spook" Sura
Date: Fri, 16 Nov 2007 16:59
16 lines
1612 bytes
bereiter wrote:
> to tego hubertusa można obejrzeć na zdjęciach na Swiecie Koni?

O raju, miej litość: cytujesz cały mój wielgachny post żeby napisać jedno 
zdanie? Usuwaj zbędne cytaty :)

Co do zdjęć: musiałbym zobaczyć, nie kupuję tego czasopisma.

Pozdrawiam -- Spook.

-- 
! ._______. Warning: Lucida Console sig!    //)    !
! || spk ||    www.spook.freshsite.pl      / _ """*!
! ||_____||        spook at op.pl         / '  | ""!
! |  ___  |   tlen: spoko_ws gg:1290136  /. __/"\ '!
! |_|[]_|_|  May the SOURCE be with you! \/)     \ ! 
Re: Hubertus II - kierunek: Książ
#16193
Author: RUN
Date: Fri, 16 Nov 2007 19:14
15 lines
1674 bytes
Użytkownik Wojciech "Spook" Sura napisał:
> bereiter wrote:
>> to tego hubertusa można obejrzeć na zdjęciach na Swiecie Koni?
> 
> O raju, miej litość: cytujesz cały mój wielgachny post żeby napisać 
> jedno zdanie? Usuwaj zbędne cytaty :)
> 
> Co do zdjęć: musiałbym zobaczyć, nie kupuję tego czasopisma.
> 
> Pozdrawiam -- Spook.
> 
spierdalaj pedale

ps
twoja stara dzisiaj wróci trochę później
Re: Hubertus II - kierunek: Książ
#16194
Author: bereiter
Date: Sat, 17 Nov 2007 14:16
8 lines
1060 bytes
Wojciech "Spook" Sura napisał(a):

> Co do zdjęć: musiałbym zobaczyć, nie kupuję tego czasopisma.
> 
> Pozdrawiam -- Spook.
> 

są w internecie na www.swiatkoni.pl
Re: Hubertus II - kierunek: Książ
#16195
Author: Wojciech "Spook" Sura
Date: Sat, 17 Nov 2007 21:58
19 lines
1722 bytes
bereiter wrote:
> Wojciech "Spook" Sura napisał(a):
>
>> Co do zdjęć: musiałbym zobaczyć, nie kupuję tego czasopisma.
> są w internecie na www.swiatkoni.pl

Rzeczywiście :)

Tak, to zdjęcia z naszego Hubertusa. Nawet jestem tam - gostek w toczku i 
czerwonej (bordowej) kurtce na skarogniadej Renie :)

Pozdrawiam -- Spook.

-- 
! ._______. Warning: Lucida Console sig!    //)    !
! || spk ||    www.spook.freshsite.pl      / _ """*!
! ||_____||        spook at op.pl         / '  | ""!
! |  ___  |   tlen: spoko_ws gg:1290136  /. __/"\ '!
! |_|[]_|_|  May the SOURCE be with you! \/)     \ ! 
Re: Hubertus II - kierunek: Książ
#16196
Author: bereiter
Date: Sun, 18 Nov 2007 12:12
16 lines
1495 bytes
Wojciech "Spook" Sura napisał(a):
> bereiter wrote:
>> Wojciech "Spook" Sura napisał(a):
>>
>>> Co do zdjęć: musiałbym zobaczyć, nie kupuję tego czasopisma.
>> są w internecie na www.swiatkoni.pl
> 
> Rzeczywiście :)
> 
> Tak, to zdjęcia z naszego Hubertusa. Nawet jestem tam - gostek w toczku 
> i czerwonej (bordowej) kurtce na skarogniadej Renie :)
> 
> Pozdrawiam -- Spook.
> 
No prosze :) A Widze, że pan Wechta to nawet do Książa jeździ żeby się 
poganiać. Dobrze, że już nie wozi sportowych koni na te imprezy.
Thread Navigation

This is a paginated view of messages in the thread with full content displayed inline.

Messages are displayed in chronological order, with the original post highlighted in green.

Use pagination controls to navigate through all messages in large threads.

Back to All Threads