🚀 go-pugleaf

RetroBBS NetNews Server

Inspired by RockSolid Light RIP Retro Guy

Thread View: pl.rec.fantastyka.advocacy
39 messages
39 total messages Started by Lady Ant Sun, 09 Jan 2005 22:04
DIUNA Lyncha, czyli jak mozna zepsuć książkę
#7942
Author: Lady Ant
Date: Sun, 09 Jan 2005 22:04
29 lines
2251 bytes
Chociaz o psuciu książek, możemy się przekonac z wielu  prób róznych
rezyserów to ta mnie ubodła straszliwie ( co innego straszliwa historia
gdzie niby Edmunt Dantes sie spotkał z Napoleonem... ale były i świetne tego
ekranizacje nawet gdy kardynała Spade zamieniona na bande piratów i wcale a
wcale to nie raziło )

Oglądałam wcześniej (duzo wczesniej) Mullcholand Drive - film niemal
fantastyczny... i sie zachwyciłam, wartka akcja wciagajaca fabuła, dziwne
ale intrygujace zakończenie... No i chciałam zobaczyć Diune, nakręcona przez
badz co badz uznanego mistrza... i co ??

Pomijajac fakt ze nie pozwolono mi tego obejrzec bez przeczytania ksiazki
( a przez co miałam juz wyrobione własne wyobrazenie o planecie bohaterach
itp ) to  FILM JEST PO PROSTU STRASZNY

 dłużyzny, dłuzyzny i tylko czasem sie cos dzieje, a jak juz sie dziac
zaczyna to  ma sie jak piesc do nosa do tresi ksiazki... ( pomijając kilka
drobnych szczegołow ) to zupełenie jak wtedy gdy Edmunt Dantes sie spotykał
z Napoleonem.

Nawet aktorzy nie mieli za bardzo pokazac jakiegokolwiek kunsztu bo gineli
za bezsensem i mesjanizmem całości

Diuna Lyncha to bubel

i teraz z niecierpliwoscia czekam na kolejny weekend kiedy bede miała dosc
czasu rzeby obejrzeć kolejną ekranizacje - czekam pełna nadzieji...

Mrówka
Re: DIUNA Lyncha, czyli jak mozna zepsuć książk
#7943
Author: perpetuum_mobile
Date: Sun, 09 Jan 2005 22:38
14 lines
1365 bytes
Przechwycono wiadomość od:    Lady Ant

[ciach]

mi sie podoba ta Johna Harrisona co jutro leci 2 część na TV4 o 20, ale 
jakoś książki jeszcze nie czytałem
jak bym przeczytał ksiązke to pewnie by mi się juz film nie podobał , ale 
puki co oglądam go już 3 raz

-- 
Perpetuum_mobile istnieje!!
http://ag.bocznica.org
http://tleilax.if.pw.edu.pl/~perpetuum/
GG: 5617655  TLEN: perpetuum_mobile IRQ: 231655734
Re: DIUNA Lyncha, czyli jak mozna zepsuć książk
#7944
Author: Dominik 'Rathann' Mierzejewski
Date: Mon, 10 Jan 2005 00:09
25 lines
1951 bytes
Date: Sun, 9 Jan 2005 23:38:51 +0100
From: perpetuum_mobile
> Przechwycono wiadomość od:    Lady Ant

> [ciach]

> mi sie podoba ta Johna Harrisona co jutro leci 2 część na TV4 o 20, ale
> jakoś książki jeszcze nie czytałem jak bym przeczytał ksiązke to pewnie
> by mi się juz film nie podobał , ale puki co oglądam go już 3 raz

Aaa! Profan! Masz zakaz oglądania Diuny zanim nie przeczytasz książki!
:P

Ale fakt, zgodzę się, że Harrison zrobił lepszy film, choć MSZ mniej
klimatyczny. Za to w Dzieciach Diuny pokazał lepszą klasę. Wciąż parę
kluczowych scen jest przeinaczonych, ale jest znaaacznie lepiej, niż
u Lyncha.

R.

-- 
FAQ pl.rec.fantastyka.babylon5 http://greysector.rangers.eu.org/faq/prfb5.txt
"A darkness carried in the heart can not be cured by moving
 the body from one place to another."
        -- Lennier to Vir in Babylon 5:"Dust to Dust"
Re: DIUNA Lyncha, czyli jak mozna zepsuć książkę
#7951
Author: Vermiculus
Date: Mon, 10 Jan 2005 09:34
13 lines
1293 bytes
CIACh

Tru, tru

Diuna Lyncha jest marniutka. Może gdyby to nie była ekranizacja Diuny... Lynch 
po prostu nie złapał klimatu, podobno zgodził się nakręcić film, bo prosiła go 
córka de Laurentisa, a on w słuchwace telefonu usłyszał "June" zamiast "Dune". 
Straszne bzdury tam powymyślał.

Vermi

-- 
Wysłano z serwisu OnetNiusy: http://niusy.onet.pl
Re: DIUNA Lyncha, czyli jak mozna zepsuć książk
#7948
Author: AW
Date: Mon, 10 Jan 2005 10:08
20 lines
1473 bytes
> mi sie podoba ta Johna Harrisona co jutro leci 2 część na TV4 o 20, ale
> jakoś książki jeszcze nie czytałem
> jak bym przeczytał ksiązke to pewnie by mi się juz film nie podobał , ale
> puki co oglądam go już 3 raz


ech  Perpi

zaden Trek nie jest godny lizac sladow ktorymi miesiac wczesniej przeszla
Diuna (ksiazka)

bierz sie za czytanie

- tylko unikaj jak ognia wersji z wolanami

AW
PS Pozytywna rzecza w filmie byla mozliwosc wyboru tradycyjej lub
nowomowowej wersji polskich napisow

ktos pomyslal
Re: DIUNA Lyncha, czyli jak mozna zepsuć książkę
#7954
Author: AW
Date: Mon, 10 Jan 2005 10:10
19 lines
1245 bytes
bez przesady

Turn offs -
zatyczki w sercu
baron harkonen
thufir hawat

turn ons
- wszystko procz fabuly

jak wierzacy w siebie autor nedznych - a uznawanych za wielkie bo nikt ich
nie rozumie - filmow
moze zepsuc genialna ksiazke

ja sie zastanawiam jaka mogla byc zaginiona autostrada gdyby to ktosi nny
zrobil...


AW
Re: DIUNA Lyncha, czyli jak mozna zepsuć książkę
#7952
Author: AW
Date: Mon, 10 Jan 2005 10:14
7 lines
1024 bytes
>usłyszał "June" zamiast "Dune".


to by mialo wiecej sensu...
;>

AW
Re: DIUNA Lyncha, czyli jak mozna zepsuć książk
#7949
Author: Vermiculus
Date: Mon, 10 Jan 2005 10:19
29 lines
1654 bytes
AW <exarch@op.pl> napisał(a): 

> > mi sie podoba ta Johna Harrisona co jutro leci 2 część na TV4 o 20, ale
> > jakoś książki jeszcze nie czytałem
> > jak bym przeczytał ksiązke to pewnie by mi się juz film nie podobał , ale
> > puki co oglądam go już 3 raz
> 
> 
> ech  Perpi
> 
> zaden Trek nie jest godny lizac sladow ktorymi miesiac wczesniej przeszla
> Diuna (ksiazka)
> 
> bierz sie za czytanie
> 
> - tylko unikaj jak ognia wersji z wolanami
> 
> AW
> PS Pozytywna rzecza w filmie byla mozliwosc wyboru tradycyjej lub
> nowomowowej wersji polskich napisow
> 
> ktos pomyslal

Really? Niesamowite! Wielki plus dla polskiego wydawcy!

Vermi

-- 
Wysłano z serwisu Usenet w portalu Gazeta.pl -> http://www.gazeta.pl/usenet/
Re: DIUNA Lyncha, czyli jak mozna zepsuć książk
#7950
Author: AW
Date: Mon, 10 Jan 2005 10:34
11 lines
1216 bytes
> > PS Pozytywna rzecza w filmie byla mozliwosc wyboru tradycyjej lub
> > nowomowowej wersji polskich napisow
> >
> > ktos pomyslal
>
> Really? Niesamowite! Wielki plus dla polskiego wydawcy!


ano bylem w szoku

AW
Re: DIUNA Lyncha, czyli jak mozna zepsuć książk
#7945
Author: Lady Ant
Date: Mon, 10 Jan 2005 21:05
13 lines
1317 bytes
>
> Ale fakt, zgodzę się, że Harrison zrobił lepszy film, choć MSZ mniej
> klimatyczny.

MNiej klimatyczny od Lyncha ?? a co bylo u Lyncha klimatyczne ??

Napewno nie hrabia Harkonen, które w książce nie lubiłam ale bez przesady

Lynch zrobił obrzydliwie czarno - biały film a ksiązka taka nie byla :/


Mrówka
Re: DIUNA Lyncha, czyli jak mozna zepsuć książkę
#7953
Author: Lady Ant
Date: Mon, 10 Jan 2005 21:06
19 lines
1462 bytes
> CIACh
>
> Tru, tru
>
> Diuna Lyncha jest marniutka. Może gdyby to nie była ekranizacja Diuny...
Lynch
> po prostu nie złapał klimatu, podobno zgodził się nakręcić film, bo
prosiła go
> córka de Laurentisa, a on w słuchwace telefonu usłyszał "June" zamiast
"Dune".
> Straszne bzdury tam powymyślał.
>
Straszne oj straszne...

nawet mnie bolało, a uważam sie za osobe wytrzymała i odporną na reżyserską
głupote dotyczącą ekranizacji powieści...

Mrówka
Re: DIUNA Lyncha, czyli jak mozna zepsuć książkę
#7957
Author: Lady Ant
Date: Mon, 10 Jan 2005 21:09
30 lines
1504 bytes
> bez przesady
>
> Turn offs -
> zatyczki w sercu
> baron harkonen
> thufir hawat

Bestia Rabban tez był przeinaczony, czerw "do nogi i poliz pana" też...
i łyse matki wielebne feeee

>
> turn ons
> - wszystko procz fabuly

tzn co ?? chyba tylko muzyka


>
> jak wierzacy w siebie autor nedznych - a uznawanych za wielkie bo nikt ich
> nie rozumie - filmow
> moze zepsuc genialna ksiazke
>
> ja sie zastanawiam jaka mogla byc zaginiona autostrada gdyby to ktosi nny
> zrobil...
>
może się kiedys przekonamy...


Mrówka
Re: DIUNA Lyncha, czyli jak mozna zepsuć książkę
#7958
Author: AW
Date: Mon, 10 Jan 2005 21:36
37 lines
1647 bytes
Użytkownik "Lady Ant" <lesnyskrzat@op.pl> napisał w wiadomości
news:cruqtk$64u$1@news.onet.pl...
>
> > bez przesady
> >
> > Turn offs -
> > zatyczki w sercu
> > baron harkonen
> > thufir hawat
>
> Bestia Rabban tez był przeinaczony, czerw "do nogi i poliz pana" też...
> i łyse matki wielebne feeee

no co ty
nawt Ty stwierdzilas ze to powinno sie wydarzyc w tej scenie ;>

a i tak najlepsza byla scena milosna na pustyni

tylko
On
Ona
i 50 fendajkinow
;>


> > ja sie zastanawiam jaka mogla byc zaginiona autostrada gdyby to ktosi
nny
> > zrobil...
> >
> może się kiedys przekonamy...


o nie
nie zniosl bym remaku

AW
Re: DIUNA Lyncha, czyli jak mozna zepsuć książkę
#7959
Author: ElBe
Date: Thu, 13 Jan 2005 21:31
58 lines
4026 bytes
Dnia Sun, 9 Jan 2005 23:04:40 +0100, Lady Ant napisał(a):

> Diuna Lyncha to bubel

Przygladam sie tej grupie od dawna, ale przyszlo mi po raz pierwszy zabrac
glos. Robie to niezbyt chetnie, tyle ze przypadkowo kolega wywolal mnie do
tablicy. :)

Zaczne od tego, ze "Dune" Herberta jest dla mnie ksiazka bardzo wyjatkowa.
Uwazam trzy pierwsze tomy powiesci za najwazniejsza powiesc literatury s-f.
Nie tylko zaczytywalem sie w "Dune" (jednego i drugiego tlumaczenia), ale
rowniez jestem ogromnym fanem swego czasu bardzo kultowych gierek
komputerowych, czyli "Dune" (gra przygodowo-strategiczna) i "Dune 2" (zwana
- blednie - matka RTS-ow). Oprocz tego, jestem... fanem tak brzydko
nazwanego przez Ciebie filmu. :)

"Dune" Lyncha jest swobodna (w doslownym tego slowa znaczeniu) adaptacja
filmowa ksiazki i smiem twierdzic, ze dzieki temu jest to swietny film. Po
pierwsze, Lynch stworzyl bardzo klimatyczne dzielo, z piekno muzyka Toto,
pieknymi zdjeciami. Wolna, topornie rozwijana akcja jest wrecz ogromnym
plusem tego filmu - w porownaniu do ekranizacji "Wladcy", gdzie kamera sie
kreci, a akcja bije czlowieka po twarzy, jak Ziemianski w Achai, tu mam
spokoj, mam posrednia mozliwosc znalezienia sie na Dune. Wspaniale kreacje
aktorskie: Kyle MacLachlan (nigdy pozniej Paul nie byl tak wyrazny -
doskonala kreacja), Jürgen Prochnow (Leto wrecz idealny:)), Dean Stockwell
(ach, pokazcie mi drugiego takiego doktora Yueha), Kenneth McMillan
(najlepsza wizja barona Harkonnena, niektorzy z moich znajomych twierdza,
ze lepsza od ksiazkowej...), Brad Dourif (kult Pitera, godnie odegrane),
Sting (nie mozna lepiej dobrac Feyda...), Paul Smith (Rabban... prawdziwa
bestia:)), Virginia Madsen, Sean Young - te dwie slicznotki wrecz
oszalamiaja. :) I wielu wiecej, m.in. sam Lynch na planie...

Zgodze sie z poprzednikami, "Dune" Lyncha to film, ktory wzgledem naszej
ukochanej ksiazki czyni ogromne swietokradztwo. Niezgodnosci sie mnoza,
magiczne moduly, Idaho, ktorego nie ma, zatyczki itp. To jednak wcale nie
zmniejsza wartosci i jakosci tego filmu. Ja zawsze staram sie ogladac go,
jakby to nie byla adaptacja ksiazki Herberta, ale po prostu alternatywna
wizja tego, co "bedzie sie dzialo" na Dune. To tak jak z roznymi wersjami
wydarzen biblijnych i Jezusa Chrystusa - tak wlasnie ogladam ten film.
Uwazam, ze jest to obok Blade Runnera i Terminatora najlepszy fim s-f w
historii kina (moja subiektywna opinia:_) ). 

Masz prawo nazywac film "bublem", tak jak wielu "bublem" nazywa sama
powiesc Herberta. Ja mam prawo do odmiennego zdania. Obejrzalem film pewnie
z 30 razy i bardzo sie z tego powodu ciesze. :) Gdyby nie ten film, kino
byloby o wiele ubozsze. A kolejne wersje "Duny" na erkanie (serialowe i
inne)? Ogladalem, nie przecze, niektore wierne ksiazce (niektore bardzo
wierne ksiazce), ale wyzbyte tego, co jest piekne w obrazie: spokoju,
melancholijnosci, klimatu, aktorow (sic!), i wielu innych aspektow sztuki
filmowej, ktore tworza... dzielo. "Dune" Lyncha jest dla mnie dzielem. W
calej rozciaglosci.

Amen. :)

Pozdrawiam i znow mlikne na wieki, kocham hibernacje :)
-- 
Pozdrawiam
ElBe
Re: DIUNA Lyncha, czyli jak mozna zepsuć książkę
#7960
Author: Ami Morton
Date: Thu, 13 Jan 2005 22:26
54 lines
3985 bytes
ElBe wrote:

[ciach]
> 
> "Dune" Lyncha jest swobodna (w doslownym tego slowa znaczeniu) adaptacja
> filmowa ksiazki i smiem twierdzic, ze dzieki temu jest to swietny film. Po
> pierwsze, Lynch stworzyl bardzo klimatyczne dzielo, z piekno muzyka Toto,
> pieknymi zdjeciami. Wolna, topornie rozwijana akcja jest wrecz ogromnym
> plusem tego filmu - w porownaniu do ekranizacji "Wladcy", gdzie kamera sie
> kreci, a akcja bije czlowieka po twarzy, jak Ziemianski w Achai, tu mam
> spokoj, mam posrednia mozliwosc znalezienia sie na Dune. Wspaniale kreacje
> aktorskie: Kyle MacLachlan (nigdy pozniej Paul nie byl tak wyrazny -
> doskonala kreacja), Jürgen Prochnow (Leto wrecz idealny:)), Dean Stockwell
> (ach, pokazcie mi drugiego takiego doktora Yueha), Kenneth McMillan
> (najlepsza wizja barona Harkonnena, niektorzy z moich znajomych twierdza,
> ze lepsza od ksiazkowej...), Brad Dourif (kult Pitera, godnie odegrane),
> Sting (nie mozna lepiej dobrac Feyda...), Paul Smith (Rabban... prawdziwa
> bestia:)), Virginia Madsen, Sean Young - te dwie slicznotki wrecz
> oszalamiaja. :)  I wielu wiecej, m.in. sam Lynch na planie...
> 
I Jean Luc Piccard (jak zawsze zapomniałam nazwiska aktora :)) jako 
Halleck. Po prostu idealny. Tak halleckowaty, że sam Gurney mógłby brać 
u niego lekcje :)
A co do Stinga.... Film widziałam zanim przeczytałam książkę i śmierć 
Feyda wywołała u mnie odczucia co najmniej ambiwalentne :) O ile w 
nowszej ekranizacji jest dla mnie odstręczający i to o wiele bardziej 
niż w książce, to u Lyncha jego postać nie była aż tak jednoznaczna.
No i scena, którą uwielbia Andrea... Mała dziewczynka w czarnej abie...

> Zgodze sie z poprzednikami, "Dune" Lyncha to film, ktory wzgledem naszej
> ukochanej ksiazki czyni ogromne swietokradztwo. Niezgodnosci sie mnoza,
> magiczne moduly, Idaho, ktorego nie ma, zatyczki itp.

Poprawka, jeśli można. Idaho jest. Kręci się na dalszym planie. Tyle 
tylko, że jego wygląd może trochę zmylić, bo przypomina raczej 
przedstawiciela "rasy panów" niż Duncana z książki:) Grał go Richard 
Jordan. Dla mnie chyba najbardziej nieudana, a może raczej 
niewykorzystana kreacja...

  To jednak wcale nie
> zmniejsza wartosci i jakosci tego filmu. Ja zawsze staram sie ogladac go,
> jakby to nie byla adaptacja ksiazki Herberta, ale po prostu alternatywna
> wizja tego, co "bedzie sie dzialo" na Dune. To tak jak z roznymi wersjami
> wydarzen biblijnych i Jezusa Chrystusa - tak wlasnie ogladam ten film.
> Uwazam, ze jest to obok Blade Runnera i Terminatora najlepszy fim s-f w
> historii kina (moja subiektywna opinia:_) ). 

Też wolę wersję Lyncha. I to nie tylko dlatego, że przy oglądaniu 
najnowszej ekranizacji po pół godzinie chcą mi oczy wypłynąć. IMHO po 
obejrzeniu "Diuny" Lyncha można spokojnie zachwycić się książką. Po 
obejrzeniu ekranizacji Harrissona pozostaje przejrzenie książki.

Pozdrawiam
Ami
Re: DIUNA Lyncha, czyli jak mozna zepsuć książkę
#7961
Author: ElBe
Date: Thu, 13 Jan 2005 23:03
45 lines
2986 bytes
Dnia Thu, 13 Jan 2005 23:26:14 +0100, Ami Morton napisał(a):

> I Jean Luc Piccard (jak zawsze zapomniałam nazwiska aktora :)) jako 
> Halleck. Po prostu idealny. Tak halleckowaty, że sam Gurney mógłby brać 
> u niego lekcje :)

Ach, tak. Zapomnialem o naszym dzielnym panu Patricu Stewarcie. W istocie,
idealny. Szczegolnie podobalo mi sie spotkanie na pustyni, gdy Paul wraz z
Fremenami wylapywali przemytnikow.

> A co do Stinga.... Film widziałam zanim przeczytałam książkę i śmierć 
> Feyda wywołała u mnie odczucia co najmniej ambiwalentne :) O ile w 
> nowszej ekranizacji jest dla mnie odstręczający i to o wiele bardziej 
> niż w książce, to u Lyncha jego postać nie była aż tak jednoznaczna.

Wlasnie dlatego Sting jest swietny w tej roli! Zreszta, mlody Harkonnen byl
(bedzie:)) piekny, przystojny i swietnie wyszkolony w ciele i umysle, mial
bowiem ozenic sie z corka ksiecia Leta i Jessiki, gdyby ta ostatnia nie
spowodowala poczecia syna. 

>> Zgodze sie z poprzednikami, "Dune" Lyncha to film, ktory wzgledem naszej
>> ukochanej ksiazki czyni ogromne swietokradztwo. Niezgodnosci sie mnoza,
>> magiczne moduly, Idaho, ktorego nie ma, zatyczki itp.
> 
> Poprawka, jeśli można. Idaho jest. Kręci się na dalszym planie. 

Przepraszam, w moim poprzednim poscie mialo byc: "Idaho, ktorego
praktycznie nie ma". Zabraklo slowa "praktycznie", widocznie z pospiechu.
Oczywiscie, ze jest. Spotykaja sie zreszta z Paulem w Palacu i zamieniaja
pare zdan.

> Też wolę wersję Lyncha. I to nie tylko dlatego, że przy oglądaniu 
> najnowszej ekranizacji po pół godzinie chcą mi oczy wypłynąć. IMHO po 
> obejrzeniu "Diuny" Lyncha można spokojnie zachwycić się książką. Po 
> obejrzeniu ekranizacji Harrissona pozostaje przejrzenie książki.

Milo, ze jednak nie wszyscy wieszaja psy na Lynchowskiej ekranizacji.


Wlasnie uzmyslowilem sobie, ze minelo okolo dwoch lat od mojego ostatniego
obcowania z tym filmem i chyba nabralem ochoty, zeby znowu obejrzec. :)

-- 
Pozdrawiam
ElBe
Re: DIUNA Lyncha, czyli jak mozna zepsuć książkę
#7962
Author: Ami Morton
Date: Thu, 13 Jan 2005 23:21
56 lines
3585 bytes
ElBe wrote:

> 
>>I Jean Luc Piccard (jak zawsze zapomniałam nazwiska aktora :)) jako 
>>Halleck. Po prostu idealny. Tak halleckowaty, że sam Gurney mógłby brać 
>>u niego lekcje :)
> 
> Ach, tak. Zapomnialem o naszym dzielnym panu Patricu Stewarcie. W istocie,
> idealny. Szczegolnie podobalo mi sie spotkanie na pustyni, gdy Paul wraz z
> Fremenami wylapywali przemytnikow.

Tego nie pamiętam... Chyba czas na kolejny seans :)
Zauważ też zachowanie niepoprawnego z reguły Hallecka w obecności 
Jessiki. Steward ewidentnie czytał "Diunę" i to dokładnie :)

> 
>>A co do Stinga.... Film widziałam zanim przeczytałam książkę i śmierć 
>>Feyda wywołała u mnie odczucia co najmniej ambiwalentne :) O ile w 
>>nowszej ekranizacji jest dla mnie odstręczający i to o wiele bardziej 
>>niż w książce, to u Lyncha jego postać nie była aż tak jednoznaczna.
> 
> Wlasnie dlatego Sting jest swietny w tej roli! Zreszta, mlody Harkonnen byl
> (bedzie:)) piekny, przystojny i swietnie wyszkolony w ciele i umysle, mial
> bowiem ozenic sie z corka ksiecia Leta i Jessiki, gdyby ta ostatnia nie
> spowodowala poczecia syna. 

Jeszcze jedno. Sting jako Feyd jest ... niebezpieczny i 
nieprzewidywalny. To chyba najlepsze określenie. W nowej Diunie ta 
postać IMHO traci na swej "dzikości".

> 
>>>Zgodze sie z poprzednikami, "Dune" Lyncha to film, ktory wzgledem naszej
>>>ukochanej ksiazki czyni ogromne swietokradztwo. Niezgodnosci sie mnoza,
>>>magiczne moduly, Idaho, ktorego nie ma, zatyczki itp.
>>
>>Poprawka, jeśli można. Idaho jest. Kręci się na dalszym planie. 
> 
> 
> Przepraszam, w moim poprzednim poscie mialo byc: "Idaho, ktorego
> praktycznie nie ma". Zabraklo slowa "praktycznie", widocznie z pospiechu.
> Oczywiscie, ze jest. Spotykaja sie zreszta z Paulem w Palacu i zamieniaja
> pare zdan.

:)
Inna sprawa, że biorąc pod uwagę rolę Idaho w książce, mogłoby być go 
więcej. A tak mamy drugoplanową postać o miernym znaczeniu dla intrygi 
:( No i jeszcze ten wygląd... Po przeczytaniu książki zasiadłam do filmu 
i szukałam Duncana. Znalazłam go dopiero w napisach końcowych... Potem 
było dłuuuugie poszukiwanie zdjęcia aktora i kolejne oglądanie filmu :) 
I w koncu się znalazł, ale tylko dlatego, że to nie mogł być ktoś 
inny... Nie tak go sobie wyobrażałam. O ile Lynch doskonale podobierał 
pozostałych aktorów, to tego akurat wyboru do dziś nie potrafię 
zaakceptować.

Pozdrawiam
Ami
Re: DIUNA Lyncha, czyli jak mozna zepsuć książkę
#7997
Author: Vermiculus
Date: Fri, 14 Jan 2005 11:38
94 lines
5987 bytes
ElBe <elbe@no.mail.please> napisał(a): 

> Dnia Sun, 9 Jan 2005 23:04:40 +0100, Lady Ant napisał(a):
> 
> > Diuna Lyncha to bubel
> 
> Przygladam sie tej grupie od dawna, ale przyszlo mi po raz pierwszy zabrac
> glos. Robie to niezbyt chetnie, tyle ze przypadkowo kolega wywolal mnie do
> tablicy. :)

No to bardzo dobrze wyszło :-)

> 
> Zaczne od tego, ze "Dune" Herberta jest dla mnie ksiazka bardzo wyjatkowa.
> Uwazam trzy pierwsze tomy powiesci za najwazniejsza powiesc literatury s-f.
> Nie tylko zaczytywalem sie w "Dune" (jednego i drugiego tlumaczenia), ale
> rowniez jestem ogromnym fanem swego czasu bardzo kultowych gierek
> komputerowych, czyli "Dune" (gra przygodowo-strategiczna) i "Dune 2" (zwana
> - blednie - matka RTS-ow). Oprocz tego, jestem... fanem tak brzydko
> nazwanego przez Ciebie filmu. :)

Ja jestem wielkim fanem dwóch pierwszych książek, z ich powodu przeszedłem 
grę. Ja mam tendencje do ortodoksji. Ami i Alme potwierdzą Ci np. że zwalczam 
apokryfy starwarsowe gdzie się da, nie cierpię przeróbek Władcy Pierścieni, 
itd... A Diuna to dla mnie ważna książka, która była jedną z moich pierwszych 
przygód z SF i do dziś jedną z najważniejszych. Dlatego tak mnie razi zarówno 
film Lyncha, jak i komputerowy RTS (ale ja jestem fanem strategii turowej i w 
ogóle nie cierpię RTS-ów). 

> 
> "Dune" Lyncha jest swobodna (w doslownym tego slowa znaczeniu) adaptacja
> filmowa ksiazki i smiem twierdzic, ze dzieki temu jest to swietny film. Po
> pierwsze, Lynch stworzyl bardzo klimatyczne dzielo, z piekno muzyka Toto,
> pieknymi zdjeciami. Wolna, topornie rozwijana akcja jest wrecz ogromnym
> plusem tego filmu - w porownaniu do ekranizacji "Wladcy", gdzie kamera sie
> kreci, a akcja bije czlowieka po twarzy, jak Ziemianski w Achai, tu mam
> spokoj, mam posrednia mozliwosc znalezienia sie na Dune.

Ale nie tej Diunie na którą zabrał nas Herbert. To jest w ogóle przewaga 
książki. Tu masz pole do wyobraźni, dlatego ekranizacje tak nas rozczarowują. 
Psują nam gotowy, ukochany wizerunek czegoś, cudu dokonał Jackson z LotR, a i 
tak rozmowy fanów wyglądają tak, że najpierw mówią sobie jak podobał im się 
film, a potem przez godzinę złorzeczą: a to, że Gimli za niski, a to, że 
Aragorn ma brzydką brodę, a to że Glorfindel został kobietą...

 Wspaniale kreacje
> aktorskie: Kyle MacLachlan (nigdy pozniej Paul nie byl tak wyrazny -
> doskonala kreacja), Jürgen Prochnow (Leto wrecz idealny:)), Dean Stockwell
> (ach, pokazcie mi drugiego takiego doktora Yueha), Kenneth McMillan
> (najlepsza wizja barona Harkonnena, niektorzy z moich znajomych twierdza,
> ze lepsza od ksiazkowej...), Brad Dourif (kult Pitera, godnie odegrane),
> Sting (nie mozna lepiej dobrac Feyda...), Paul Smith (Rabban... prawdziwa
> bestia:)), Virginia Madsen, Sean Young - te dwie slicznotki wrecz
> oszalamiaja. :) I wielu wiecej, m.in. sam Lynch na planie...

Obsada jest najmocniejszą stroną tego filmu. No i trzeba przyznać, że 
graficznie nie jest brzydki. Muzykę uwielbiam. Niestety dla kogoś kto nie 
czytał Diuny film jest mocno nie zrozumiały, a wielu czytelników wkurzają 
zmiany. Wpadki o których piszemy to drobiazg, ale IMHO Lynch nie trzyma 
równego nastroju, a on sam fatalnie nie poradził sobie z utrzymaniem rytmu 
filmu. Najpierw dzieje się dużo, potem mamy jakieś streszczenie. Jedyna 
scena, która mi się podoba, to scena bitwy i sztab Padyszacha w jej trakcie.


> 
> Zgodze sie z poprzednikami, "Dune" Lyncha to film, ktory wzgledem naszej
> ukochanej ksiazki czyni ogromne swietokradztwo. Niezgodnosci sie mnoza,
> magiczne moduly, Idaho, ktorego nie ma, zatyczki itp. To jednak wcale nie
> zmniejsza wartosci i jakosci tego filmu. Ja zawsze staram sie ogladac go,
> jakby to nie byla adaptacja ksiazki Herberta, ale po prostu alternatywna
> wizja tego, co "bedzie sie dzialo" na Dune. To tak jak z roznymi wersjami
> wydarzen biblijnych i Jezusa Chrystusa - tak wlasnie ogladam ten film.
> Uwazam, ze jest to obok Blade Runnera i Terminatora najlepszy fim s-f w
> historii kina (moja subiektywna opinia:_) ). 
> 
> Masz prawo nazywac film "bublem", tak jak wielu "bublem" nazywa sama
> powiesc Herberta. Ja mam prawo do odmiennego zdania. Obejrzalem film pewnie
> z 30 razy i bardzo sie z tego powodu ciesze. :) Gdyby nie ten film, kino
> byloby o wiele ubozsze. A kolejne wersje "Duny" na erkanie (serialowe i
> inne)? Ogladalem, nie przecze, niektore wierne ksiazce (niektore bardzo
> wierne ksiazce), ale wyzbyte tego, co jest piekne w obrazie: spokoju,
> melancholijnosci, klimatu, aktorow (sic!), i wielu innych aspektow sztuki
> filmowej, ktore tworza... dzielo. "Dune" Lyncha jest dla mnie dzielem. W
> calej rozciaglosci.
> 

No o tym jest ta grupa. O kłótniach czy coś jest złe, czy dobre i o to co 
jest lepsze, lub gorsze od czegoś innego. Mi Diuna niepodoba się i jako 
ekranizacja i jako niezależny film.

Vermi

-- 
Wysłano z serwisu Usenet w portalu Gazeta.pl -> http://www.gazeta.pl/usenet/
Re: DIUNA Lyncha, czyli jak mozna zepsuć książkę
#7982
Author: Vermiculus
Date: Fri, 14 Jan 2005 11:46
80 lines
5034 bytes
Ami Morton <ami-morton@spam_precz.o2.pl> napisał(a): 

> ElBe wrote:
> 
> [ciach]
> > 
> > "Dune" Lyncha jest swobodna (w doslownym tego slowa znaczeniu) adaptacja
> > filmowa ksiazki i smiem twierdzic, ze dzieki temu jest to swietny film. Po
> > pierwsze, Lynch stworzyl bardzo klimatyczne dzielo, z piekno muzyka Toto,
> > pieknymi zdjeciami. Wolna, topornie rozwijana akcja jest wrecz ogromnym
> > plusem tego filmu - w porownaniu do ekranizacji "Wladcy", gdzie kamera sie
> > kreci, a akcja bije czlowieka po twarzy, jak Ziemianski w Achai, tu mam
> > spokoj, mam posrednia mozliwosc znalezienia sie na Dune. Wspaniale kreacje
> > aktorskie: Kyle MacLachlan (nigdy pozniej Paul nie byl tak wyrazny -
> > doskonala kreacja), Jürgen Prochnow (Leto wrecz idealny:)), Dean Stockwell
> > (ach, pokazcie mi drugiego takiego doktora Yueha), Kenneth McMillan
> > (najlepsza wizja barona Harkonnena, niektorzy z moich znajomych twierdza,
> > ze lepsza od ksiazkowej...), Brad Dourif (kult Pitera, godnie odegrane),
> > Sting (nie mozna lepiej dobrac Feyda...), Paul Smith (Rabban... prawdziwa
> > bestia:)), Virginia Madsen, Sean Young - te dwie slicznotki wrecz
> > oszalamiaja. :)  I wielu wiecej, m.in. sam Lynch na planie...
> > 
> I Jean Luc Piccard (jak zawsze zapomniałam nazwiska aktora :)) jako 
> Halleck. Po prostu idealny. Tak halleckowaty, że sam Gurney mógłby brać 
> u niego lekcje :)

Chyba żartujesz! Picard to idealny Hawat. Kiedy dorwałem płytę z 
soundstrackiem i oglądałem książeczkę na dlugo przed filmem (a sądziłem 
wtedy, że to wspaniały film będzie - może stąd rozczarowanie) byłem rozsądnie 
pewny, że Stewart zagra Hawata. Zamiast tego mentata zagrał jakiś 
jaskiniowiec. Byłem strasznie rozczarowany, bo Gurneya wyobrażałem sobie 
zupełnie inaczej.



> A co do Stinga.... Film widziałam zanim przeczytałam książkę i śmierć 
> Feyda wywołała u mnie odczucia co najmniej ambiwalentne :) O ile w 
> nowszej ekranizacji jest dla mnie odstręczający i to o wiele bardziej 
> niż w książce, to u Lyncha jego postać nie była aż tak jednoznaczna.
> No i scena, którą uwielbia Andrea... Mała dziewczynka w czarnej abie...

Sting jest świetny. Nawet nie tym jak gra, ale on ma po prostu charyzmę. W 
nowej ekranizacji Feyd jest zupełnie bez wyrazu...

> 
> > Zgodze sie z poprzednikami, "Dune" Lyncha to film, ktory wzgledem naszej
> > ukochanej ksiazki czyni ogromne swietokradztwo. Niezgodnosci sie mnoza,
> > magiczne moduly, Idaho, ktorego nie ma, zatyczki itp.
> 
> Poprawka, jeśli można. Idaho jest. Kręci się na dalszym planie. Tyle 
> tylko, że jego wygląd może trochę zmylić, bo przypomina raczej 
> przedstawiciela "rasy panów" niż Duncana z książki:) Grał go Richard 
> Jordan. Dla mnie chyba najbardziej nieudana, a może raczej 
> niewykorzystana kreacja...

Nigdy nie wykorzystasz w pełni wszystkich wątków z ekranizowanej książki. Nie 
można wymagać za duzo. Trzeba wybrać i zekranizować je dobrze. Dla Lyncha 
ksiązka była tylko pewnym punktem wyjścia.

> 
>   To jednak wcale nie
> > zmniejsza wartosci i jakosci tego filmu. Ja zawsze staram sie ogladac go,
> > jakby to nie byla adaptacja ksiazki Herberta, ale po prostu alternatywna
> > wizja tego, co "bedzie sie dzialo" na Dune. To tak jak z roznymi wersjami
> > wydarzen biblijnych i Jezusa Chrystusa - tak wlasnie ogladam ten film.
> > Uwazam, ze jest to obok Blade Runnera i Terminatora najlepszy fim s-f w
> > historii kina (moja subiektywna opinia:_) ). 
> 
> Też wolę wersję Lyncha. I to nie tylko dlatego, że przy oglądaniu 
> najnowszej ekranizacji po pół godzinie chcą mi oczy wypłynąć. IMHO po 
> obejrzeniu "Diuny" Lyncha można spokojnie zachwycić się książką. Po 
> obejrzeniu ekranizacji Harrissona pozostaje przejrzenie książki.

Ja wiem? Po obejrzeniu tej drugiej wersji miałem większą ochotę wrócić do 
ksiązki, niż po pierwszej. IMHO sprawa indywidualna. 

Vermi

-- 
Wysłano z serwisu Usenet w portalu Gazeta.pl -> http://www.gazeta.pl/usenet/
Re: DIUNA Lyncha, czyli jak mozna zepsuć książkę
#7998
Author: Orkopodobny
Date: Fri, 14 Jan 2005 14:09
75 lines
4693 bytes
Dnia Fri, 14 Jan 2005 11:38:06 +0000 (UTC), Vermiculus napisał(a):


>> Przygladam sie tej grupie od dawna, (...)
> No to bardzo dobrze wyszło :-)

Wlasnie sie zastanawiam, czy aby na pewno bardzo dobrze :)

> Ja jestem wielkim fanem dwóch pierwszych książek, z ich powodu przeszedłem 
> grę. Ja mam tendencje do ortodoksji. Ami i Alme potwierdzą Ci np. że zwalczam 
> apokryfy starwarsowe gdzie się da, nie cierpię przeróbek Władcy Pierścieni, 
> itd... A Diuna to dla mnie ważna książka, która była jedną z moich pierwszych 
> przygód z SF i do dziś jedną z najważniejszych. Dlatego tak mnie razi zarówno 
> film Lyncha, jak i komputerowy RTS (ale ja jestem fanem strategii turowej i w 
> ogóle nie cierpię RTS-ów). 

Ja generalnie jestem otwarty na wszelka tworczosc, za wyjatkiem tej na
wskros debilnej. Swoja przygode z s-f zaczalem w wieku dzieciecym, od bajek
(ale bajek hard s-f, a nie Andersena:)). Potem sie rozstalem z s-f. Hmm, a
"Dune" Herberta, chyba bezposrednio, przywrocila mnie gatunkowi. :)

Jesli mozna (troche OT), to co nazywasz "przerobkami Wladcy Pierscieni"?

> Ale nie tej Diunie na którą zabrał nas Herbert. To jest w ogóle przewaga 
> książki. Tu masz pole do wyobraźni, dlatego ekranizacje tak nas rozczarowują.

Oczywiscie. I bedzie tak zawsze, gdyz sposob danej ekranizacji (scenariusz,
rezyseria, aktorzy itd.) nigdy nie bedzie adekwatny do oczekiwan
_wszystkich_ czytelnikow.
 
> Psują nam gotowy, ukochany wizerunek czegoś, cudu dokonał Jackson z LotR, a i 
> tak rozmowy fanów wyglądają tak, że najpierw mówią sobie jak podobał im się 
> film, a potem przez godzinę złorzeczą: a to, że Gimli za niski, a to, że 
> Aragorn ma brzydką brodę, a to że Glorfindel został kobietą...

:) Druga i trzecia czesc filmu Jacksona nie przypadly mi do gustu. Za to
pierwsza - jak dla mnie cudo (szkoda, ze dla producentow filmow Bombadil
byl niezbyt marketingowy, bo gdyby Tom znalazl sie w filmie, bylbym prawie
ze w pelni szczescia:)). Po "dwojce" i "trojce" mialem ogromny bol glowy,
nic wiecej. :/

> Obsada jest najmocniejszą stroną tego filmu. No i trzeba przyznać, że 
> graficznie nie jest brzydki. Muzykę uwielbiam. Niestety dla kogoś kto nie 
> czytał Diuny film jest mocno nie zrozumiały, a wielu czytelników wkurzają 
> zmiany. 

Nie zgodze sie. Swegoc zasu, pamietam to dobrze, moja mama obejrzala film
Lyncha i baaardzo jej sie spodobal (generalnie ta kobieta, juz w sile
wieku, jest zakochana w science-fiction i jest fanka wszystkich seriali,
ktore lecialy w polskiej tv tego typy - wspolnie z nia ogladalem Slidersow,
EFC, Stargate'a itd.:)). 


> Wpadki o których piszemy to drobiazg, ale IMHO Lynch nie trzyma 
> równego nastroju, a on sam fatalnie nie poradził sobie z utrzymaniem rytmu 
> filmu. Najpierw dzieje się dużo, potem mamy jakieś streszczenie. Jedyna 
> scena, która mi się podoba, to scena bitwy i sztab Padyszacha w jej trakcie.

Prosze pamietac, ze Lynch nie bral udzialu w montazu! Zreszta, w wielu
wywiadach potwierdzil, ze jego najwieksza porazka jest wlasnie Diuna, bo
nie mogl zamknac filmu tak, jak sobie obmyslil. Poza tym, nie wiem, czy
wiesz, ale materialu filmowego powstalo blisko 5 godzin! Nie ma tasm, ale
sa dowody w postaci zdjec z planow i relacji aktorow, co krecili i jak. 

> No o tym jest ta grupa. O kłótniach czy coś jest złe, czy dobre i o to co 
> jest lepsze, lub gorsze od czegoś innego. 

Wlasnie dlatego do tej pory przygladalem sie grupie i nie uczestniczylem w
dyskusjach. :) Moze tez zmienie zdanie, gdyz do dzis uznaje, ze
"dyskutowanie o wyzszosci jednego nad drugim" to tylko bol glowy i
rozstrzesione nerwy :) 

-- 
Pozdrawiam
ElBe
Re: DIUNA Lyncha, czyli jak mozna zepsuć książkę
#7963
Author: Orkopodobny
Date: Fri, 14 Jan 2005 14:16
26 lines
2292 bytes
Dnia Fri, 14 Jan 2005 00:21:07 +0100, Ami Morton napisał(a):

> [CIACH]
> Inna sprawa, że biorąc pod uwagę rolę Idaho w książce, mogłoby być go 
> więcej. A tak mamy drugoplanową postać o miernym znaczeniu dla intrygi 
> :( No i jeszcze ten wygląd... Po przeczytaniu książki zasiadłam do filmu 
> i szukałam Duncana. Znalazłam go dopiero w napisach końcowych... Potem 
> było dłuuuugie poszukiwanie zdjęcia aktora i kolejne oglądanie filmu :) 
> I w koncu się znalazł, ale tylko dlatego, że to nie mogł być ktoś 
> inny... Nie tak go sobie wyobrażałam. O ile Lynch doskonale podobierał 
> pozostałych aktorów, to tego akurat wyboru do dziś nie potrafię 
> zaakceptować.

Wlasnie, tez boleje nad Idaho, jesli chodzi o ekranizacje Lyncha. Zupelnie
zepchnieto go na pobocze, a przeciez wiemy, jak mocno zwiazana jest ta
postac z kolejnymi tomami. Jesli chodzi o aktora, to w zasadzie (skoro jego
rola byla tak niewielka) jest mi on obojetny, chociaz ja tez zupelnie
inaczej go sobie wyobrazalem (i wyobrazam :)).

Co do Picarda :), to dawno temu (pasre latek) czytalem jakis stary wywiad,
w ktorym przyznal, ze czytal. Zastanawiam sie, kto jeszcze z aktorow.
Pewnie MacLachlan, a przynajmniej wyglada na takiego. :)

-- 
Pozdrawiam
ElBe
Re: DIUNA Lyncha, czyli jak mozna zepsuć książkę
#8004
Author: AW
Date: Fri, 14 Jan 2005 15:12
94 lines
4590 bytes
> > Diuna Lyncha to bubel
>
> Przygladam sie tej grupie od dawna, ale przyszlo mi po raz pierwszy zabrac
> glos. Robie to niezbyt chetnie, tyle ze przypadkowo kolega wywolal mnie do
> tablicy. :)

kolezanka gwoli scislosci
Lady w Lady Ant
powinno cos znaczyc


> Zaczne od tego, ze "Dune" Herberta jest dla mnie ksiazka bardzo wyjatkowa.
> Uwazam trzy pierwsze tomy powiesci za najwazniejsza powiesc literatury
s-f.
> Nie tylko zaczytywalem sie w "Dune" (jednego i drugiego tlumaczenia), ale
> rowniez jestem ogromnym fanem swego czasu bardzo kultowych gierek
> komputerowych, czyli "Dune" (gra przygodowo-strategiczna) i "Dune 2"
(zwana
> - blednie - matka RTS-ow). Oprocz tego, jestem... fanem tak brzydko
> nazwanego przez Ciebie filmu. :)

no pieknie
zgadzam sie z toba
do filmu
(strategia nie miala z diuna absolutnie nic wspolnego procz szafarzu co
prawda ale byla jakoscia sama w sobie)


> "Dune" Lyncha jest swobodna (w doslownym tego slowa znaczeniu) adaptacja
> filmowa ksiazki i smiem twierdzic, ze dzieki temu jest to swietny film. Po
> pierwsze, Lynch stworzyl bardzo klimatyczne dzielo, z piekno muzyka Toto,
> pieknymi zdjeciami. Wolna, topornie rozwijana akcja jest wrecz ogromnym
> plusem tego filmu - w porownaniu do ekranizacji "Wladcy", gdzie kamera sie
> kreci, a akcja bije czlowieka po twarzy, jak Ziemianski w Achai, tu mam
> spokoj, mam posrednia mozliwosc znalezienia sie na Dune. Wspaniale kreacje
> aktorskie: Kyle MacLachlan (nigdy pozniej Paul nie byl tak wyrazny -
> doskonala kreacja), Jürgen Prochnow (Leto wrecz idealny:)), Dean Stockwell
> (ach, pokazcie mi drugiego takiego doktora Yueha), Kenneth McMillan
> (najlepsza wizja barona Harkonnena, niektorzy z moich znajomych twierdza,
> ze lepsza od ksiazkowej...), Brad Dourif (kult Pitera, godnie odegrane),
> Sting (nie mozna lepiej dobrac Feyda...), Paul Smith (Rabban... prawdziwa
> bestia:)), Virginia Madsen, Sean Young - te dwie slicznotki wrecz
> oszalamiaja. :) I wielu wiecej, m.in. sam Lynch na planie...

jak pisalem wyrzej
jedyna dobra rzecza wtym filmie to IMHO aktorzy
nastroj niewyrazny ( ale jest)
montaz fatalny
sceny kiepskawe
postacie plytkie jak nie iwem - potraktowane po macoszemu
i do tego maja przemyslenia a'la Stirlitz

zeby bylo jasne
uwazam Lyncha za jednego z mniej wartych ogladania rezyserow
i nie cierpie go
niestety kompleks bezsensownych filmow ktory ma dotknal Diune bardzo
bolesnie

a zaluje potwornie

caly czas licze w duchu ze gdzies tam istnieje jednak ta ultra pelna wersja
6 godzinna i film nabierze przez nia sensu troszke ;/


> Zgodze sie z poprzednikami, "Dune" Lyncha to film, ktory wzgledem naszej
> ukochanej ksiazki czyni ogromne swietokradztwo. Niezgodnosci sie mnoza,
> magiczne moduly, Idaho, ktorego nie ma, zatyczki itp. To jednak wcale nie
> zmniejsza wartosci i jakosci tego filmu. Ja zawsze staram sie ogladac go,
> jakby to nie byla adaptacja ksiazki Herberta, ale po prostu alternatywna
> wizja tego, co "bedzie sie dzialo" na Dune. To tak jak z roznymi wersjami
> wydarzen biblijnych i Jezusa Chrystusa - tak wlasnie ogladam ten film.
> Uwazam, ze jest to obok Blade Runnera i Terminatora najlepszy fim s-f w
> historii kina (moja subiektywna opinia:_) ).

oj bardzo twoje i bardzo subiektywna

w ekranizacjach nie ma szans
a jako film sam z siebie
obiektywnie patrzac jest kiepsko zrobiony



ale cl mnie najbardziej wkurza to zmiany aksjologiczne

Bog stworzyl arrakis by trenowac wiernyych

fremeni sa armia doskonala z tego powodu

anie z powodu
MAGICZNYCH modolow

i tego Lynczowi nie wybacze nigdy

AW
Re: DIUNA Lyncha, czyli jak mozna zepsuć książkę
#8001
Author: AW
Date: Fri, 14 Jan 2005 15:53
11 lines
1479 bytes
> Prosze pamietac, ze Lynch nie bral udzialu w montazu! Zreszta, w wielu
> wywiadach potwierdzil, ze jego najwieksza porazka jest wlasnie Diuna, bo
> nie mogl zamknac filmu tak, jak sobie obmyslil. Poza tym, nie wiem, czy
> wiesz, ale materialu filmowego powstalo blisko 5 godzin! Nie ma tasm, ale
> sa dowody w postaci zdjec z planow i relacji aktorow, co krecili i jak.

sa i filmiki
ale w slabej jakosci widzialem
np: topienie czerwia

AW
Re: DIUNA Lyncha, czyli jak mozna zepsuć książkę
#8006
Author: Orkopodobny
Date: Fri, 14 Jan 2005 16:41
90 lines
4305 bytes
Dnia Fri, 14 Jan 2005 16:12:21 +0100, AW napisał(a):

> kolezanka gwoli scislosci
> Lady w Lady Ant
> powinno cos znaczyc

Mhm. Nie wiem, czemu nie zwrocilem uwagi. Najmocniej kolezanke Lady Ant
przepraszam. 

> no pieknie
> zgadzam sie z toba
> do filmu
> (strategia nie miala z diuna absolutnie nic wspolnego procz szafarzu co
> prawda ale byla jakoscia sama w sobie)

Tu oczywiscie sie zgodze. Jednak miala klimat Diuny po prostu, a to
wystarczylo by osiagnac sukces. Poza tym, ostatnio sciagnalem sobie "Dune",
czyli ta mieszanke przygody ze strategia. Bardzo sympatyczne, chociaz - jak
zwykle - niezgodne z fabula.

> jak pisalem wyrzej
> jedyna dobra rzecza wtym filmie to IMHO aktorzy
> nastroj niewyrazny ( ale jest)
> montaz fatalny
> sceny kiepskawe
> postacie plytkie jak nie iwem - potraktowane po macoszemu
> i do tego maja przemyslenia a'la Stirlitz

Dla mnie nastroj filmu w polaczeniu ze swietna muzyka, to jedna z
ciekawszych kinowych kompozycji, jakie widzialem (a widzialem pare filmow).
Rozwoju niektorych postaci brakuje, to prawda, ale na przyklad wszystko co
zwiazane z Paulem uwazam za... rewelacyjnie zrobione. Montaz nie jest
fatalny, mimo ze to nie Lynch ukladal sekwencje. Na przyklad scena, kiedy
baron Harkonnen w swojej komnacie, w obecnosci Rabbana, Feyda, Pitera,
wyjmuje znienawidzona przez Was (no dobra, tez jej troche nie lubie:))
"wtyczke" :), potem piekna muzyka i pamietne: "the Duke will die before
these eyes, and he'll know, he'll know, that it is I - Baron Vladimir
Harkonnen - who encompasses his doom" :D

> caly czas licze w duchu ze gdzies tam istnieje jednak ta ultra pelna wersja
> 6 godzinna i film nabierze przez nia sensu troszke ;/

Moglby sie film popsuc do cna. :) 



>> Uwazam, ze jest to obok Blade Runnera i Terminatora najlepszy fim s-f w
>> historii kina (moja subiektywna opinia:_) ).
> 
> oj bardzo twoje i bardzo subiektywna

Jak zawsze, gdy ktos wymienia "swoje ulubione filmy".

> w ekranizacjach nie ma szans
> a jako film sam z siebie
> obiektywnie patrzac jest kiepsko zrobiony

Obiektywnie patrzac zrobiony jest znakomicie. :) To wlasnie jest to, o czym
mowilem, mianowicie dyskusje o tym, ze ten jest znakomity, a ten jest
bublem, sa z gruntu skazane na ogromna doze subiektywizmu. Okej, w miare
staramy sie argumentowac, to jest ciekawe, ale np. zdanie "obiektywnie
patrzac jest kiepsko zrobiony", jaka ono niesie informacje w szerokiej
dyskusji? Sprobuj mi podac argumenty, moze wowczas bedziemy mogli wymienic
sie pogladami.


> Bog stworzyl arrakis by trenowac wiernyych
> 
> fremeni sa armia doskonala z tego powodu
> 
> anie z powodu
> MAGICZNYCH modolow

Ale to Atrydzi przyniesli Fremenom magiczne moduly :)
Hmm. Powiem szczerze, ze scena finalowa filmu, gdy Paul podzyna gardlo
Feydowi, a potem krzykiem go "rozklada" i padaja slowa: "Usul nie
potrzebuje juz magicznego modulu", bardzo mi sie podoba. W chwile potem
padaja slowa, o ktorych mowisz powyzej..

> i tego Lynczowi nie wybacze nigdy

Z tym przesadzil. Tez tak uwazam. Nie wiem, czemu mialo to sluzyc, pewnie
jakims tam "dodatkowym efektom". Nie wiem, czy ktos mial na niego wplyw, bo
ponoc scenariusz pisal sam. Generalnie magicznym modulom tez mowie
stanowcze nie, chociaz nie przeszkadzaja mi one az tak bardzo w ogladaniu
filmu.

-- 
Pozdrawiam
ElBe
Re: DIUNA Lyncha, czyli jak mozna zepsuć książkę
#7983
Author: Ami Morton
Date: Sat, 15 Jan 2005 11:02
64 lines
3941 bytes
Vermiculus wrote:

[ciach]

>>
>>I Jean Luc Piccard (jak zawsze zapomniałam nazwiska aktora :)) jako 
>>Halleck. Po prostu idealny. Tak halleckowaty, że sam Gurney mógłby brać 
>>u niego lekcje :)
> 
> 
> Chyba żartujesz! Picard to idealny Hawat. Kiedy dorwałem płytę z 
> soundstrackiem i oglądałem książeczkę na dlugo przed filmem (a sądziłem 
> wtedy, że to wspaniały film będzie - może stąd rozczarowanie) byłem rozsądnie 
> pewny, że Stewart zagra Hawata. Zamiast tego mentata zagrał jakiś 
> jaskiniowiec. Byłem strasznie rozczarowany, bo Gurneya wyobrażałem sobie 
> zupełnie inaczej.

A u mnie właśnie jest odwrotnie. Piccard na mentata mi całkowicie nie 
pasuje, za to na Hallecka idealnie. Halleck miał swoje "maniery" co 
(hmmm... jak mu było...:)) Steward oddał doskonale, włącznie z 
zachowaniem w stosunku do Lady Jessiki. Mentat w jego wykonaniu byłby 
chyba zbyt niepokorny, zreszta wyobraź sobie Stewarda 
ucharakteryzowanego na mentata w/g Lyncha :)

> 
> 
>>A co do Stinga.... Film widziałam zanim przeczytałam książkę i śmierć 
>>Feyda wywołała u mnie odczucia co najmniej ambiwalentne :) O ile w 
>>nowszej ekranizacji jest dla mnie odstręczający i to o wiele bardziej 
>>niż w książce, to u Lyncha jego postać nie była aż tak jednoznaczna.
>>No i scena, którą uwielbia Andrea... Mała dziewczynka w czarnej abie...
> 
> 
> Sting jest świetny. Nawet nie tym jak gra, ale on ma po prostu charyzmę. W 
> nowej ekranizacji Feyd jest zupełnie bez wyrazu...

IMHO w nowej ekranizacji Feyda pokazano jako zmanieryzowanego, 
rozpuszczonego do granic możliwości dzieciaka. Mającego pewne 
możliwości, ale ciągle dzieciaka. U Lyncha prawdziwy charakter Feyda 
został o wiele lepiej oddany. Sting patrzący na "popisy" Barona 
Harkonnena jest świetny, a jego walka z Paulem to prawdziwy majstersztyk.

> 
>>>Zgodze sie z poprzednikami, "Dune" Lyncha to film, ktory wzgledem naszej
>>>ukochanej ksiazki czyni ogromne swietokradztwo. Niezgodnosci sie mnoza,
>>>magiczne moduly, Idaho, ktorego nie ma, zatyczki itp.
>>
>>Poprawka, jeśli można. Idaho jest. Kręci się na dalszym planie. Tyle 
>>tylko, że jego wygląd może trochę zmylić, bo przypomina raczej 
>>przedstawiciela "rasy panów" niż Duncana z książki:) Grał go Richard 
>>Jordan. Dla mnie chyba najbardziej nieudana, a może raczej 
>>niewykorzystana kreacja...
> 
> 
> Nigdy nie wykorzystasz w pełni wszystkich wątków z ekranizowanej książki. Nie 
> można wymagać za duzo. Trzeba wybrać i zekranizować je dobrze. Dla Lyncha 
> ksiązka była tylko pewnym punktem wyjścia.

Ale co ja poradzę na to, że lubię Idaho :) BTW, ten w nowej ekranizacji 
też mi nie pasuje :(. Ogłaszam nieustający konkurs : "Kto powinien 
zagrać Duncana Idaho?".

Pozdrawiam
Ami
Re: DIUNA Lyncha, czyli jak mozna zepsuć książkę
#7968
Author: Ami Morton
Date: Sat, 15 Jan 2005 11:05
35 lines
2731 bytes
Orkopodobny wrote:

> 
>>[CIACH]
>>Inna sprawa, że biorąc pod uwagę rolę Idaho w książce, mogłoby być go 
>>więcej. A tak mamy drugoplanową postać o miernym znaczeniu dla intrygi 
>>:( No i jeszcze ten wygląd... Po przeczytaniu książki zasiadłam do filmu 
>>i szukałam Duncana. Znalazłam go dopiero w napisach końcowych... Potem 
>>było dłuuuugie poszukiwanie zdjęcia aktora i kolejne oglądanie filmu :) 
>>I w koncu się znalazł, ale tylko dlatego, że to nie mogł być ktoś 
>>inny... Nie tak go sobie wyobrażałam. O ile Lynch doskonale podobierał 
>>pozostałych aktorów, to tego akurat wyboru do dziś nie potrafię 
>>zaakceptować.
> 
> 
> Wlasnie, tez boleje nad Idaho, jesli chodzi o ekranizacje Lyncha. Zupelnie
> zepchnieto go na pobocze, a przeciez wiemy, jak mocno zwiazana jest ta
> postac z kolejnymi tomami. Jesli chodzi o aktora, to w zasadzie (skoro jego
> rola byla tak niewielka) jest mi on obojetny, chociaz ja tez zupelnie
> inaczej go sobie wyobrazalem (i wyobrazam :)).

Podzielisz się ze mna swoimi wyobrażeniami? Ciagle szukam kogoś, kto 
mogłby zagrać jego rolę i jak na razie nikogo nie znalazłam :(

> Co do Picarda :), to dawno temu (pasre latek) czytalem jakis stary wywiad,
> w ktorym przyznal, ze czytal. Zastanawiam sie, kto jeszcze z aktorow.
> Pewnie MacLachlan, a przynajmniej wyglada na takiego. :)
> 
IMHO Sting także. Swego czasu był bardzo zaangażowany w akcje ekologów, 
a przecież na Zachodzie "Diuna" była reklamowana jako pierwsza 
ekologiczna opowieść sf.


Pozdrawiam
Ami
Re: DIUNA Lyncha, czyli jak mozna zepsuć książkę
#8007
Author: Lady Ant
Date: Sat, 15 Jan 2005 11:11
86 lines
4592 bytes
>
> > kolezanka gwoli scislosci
> > Lady w Lady Ant
> > powinno cos znaczyc
>
> Mhm. Nie wiem, czemu nie zwrocilem uwagi. Najmocniej kolezanke Lady Ant
> przepraszam.

Hmmm... no niech Ci będzie...
Chciaz mnie teraz zastanawia czemu Twoj nick sie zmienił??

> > jak pisalem wyrzej
> > jedyna dobra rzecza wtym filmie to IMHO aktorzy
> > nastroj niewyrazny ( ale jest)
> > montaz fatalny
> > sceny kiepskawe
> > postacie plytkie jak nie iwem - potraktowane po macoszemu
> > i do tego maja przemyslenia a'la Stirlitz
>
> Dla mnie nastroj filmu w polaczeniu ze swietna muzyka, to jedna z
> ciekawszych kinowych kompozycji, jakie widzialem (a widzialem pare
filmow).

Nie wciągnąl mnie ten nastój - muzyka ok, p dobała mi sie i chetnie bym jej
posłuchała, ale bez efektów wizualnych ( i niezapomnianej sceny jak dwa
czerwie przychodza do złóbka pokłonić sie prorokowi feeee )


> Rozwoju niektorych postaci brakuje, to prawda, ale na przyklad wszystko co
> zwiazane z Paulem uwazam za... rewelacyjnie zrobione. Montaz nie jest
> fatalny, mimo ze to nie Lynch ukladal sekwencje. Na przyklad scena, kiedy
> baron Harkonnen w swojej komnacie, w obecnosci Rabbana, Feyda, Pitera,
> wyjmuje znienawidzona przez Was (no dobra, tez jej troche nie lubie:))
> "wtyczke" :), potem piekna muzyka i pamietne: "the Duke will die before
> these eyes, and he'll know, he'll know, that it is I - Baron Vladimir
> Harkonnen - who encompasses his doom" :D


Tu sie powtórzę - nie lubie barona Harkonena, pewnie dlatego, ze Herbert
zrobił z niego tłustą, spasioną świnie, ale mam dla niego troche respektu -
w książce jest tak przedstawiony, że mimo wszytko ma klasę, ma styl a w
filmie ?? to tylko latający, nawiedony maniak !!  I na dodatek ma coś
obrzydliwego na twarzy i lekarz mu w tym grzebie... no taki latający knur.
Nie tak go sobie wyobrazałam i moim zdaniem Lynch zniszczył Vladimira.
Zepsuł też Rabbana... w książce jest scena, w której Rabban rozmawia z wujem
i dowiaduje sie że znów będzie rządził na Diunie - i wcale w tej scenie nie
wychodzi na debila i kretyna jak go maluja, Chyba jako jeden z nielicznych,
albo i jedyny Harkonen jest swiadom zagożenia jakim są Fremeni !! IMHO
tępnym do cna osiłkiem nie był

i jedyny Harkonen jaki Lynchowi wyszadł to Feyd, ale tu to podejrzewam, ze
to zasługa Stinga a Lyncha tylko o tyle, że akurat Stinga wybrał.

>
> > caly czas licze w duchu ze gdzies tam istnieje jednak ta ultra pelna
wersja
> > 6 godzinna i film nabierze przez nia sensu troszke ;/
>
> Moglby sie film popsuc do cna. :)

Może niektóre sceny nabarały by jednak sensu... Ale nie wiem czy mój
instynkt masochistyczny jest az tak duzy zebym sie odważyła obejżeć
sześciogodzinna wersję


> > Bog stworzyl arrakis by trenowac wiernyych
> >
> > fremeni sa armia doskonala z tego powodu
> >
> > anie z powodu
> > MAGICZNYCH modolow
>
> Ale to Atrydzi przyniesli Fremenom magiczne moduly :)
> Hmm. Powiem szczerze, ze scena finalowa filmu, gdy Paul podzyna gardlo
> Feydowi, a potem krzykiem go "rozklada" i padaja slowa: "Usul nie
> potrzebuje juz magicznego modulu", bardzo mi sie podoba. W chwile potem
> padaja slowa, o ktorych mowisz powyzej..


Magiczne moduły sa okropne i niszczą wszystko co we fermenach było pieknę...
No chyba że Lynch niemogł przezyć, ze Fremeni nazywają Karate ( czy coś
takiego ) magiczą sztuką... IMHO gdyby Fremeni walczyli u Lyncha  jak Bruce
Lee to by to miało wiecej sensu...

Mrówka
Re: DIUNA Lyncha, czyli jak mozna zepsuć książkę
#8002
Author: mikeyy
Date: Sat, 15 Jan 2005 19:23
16 lines
1661 bytes
Użytkownik "AW" <exarch@op.pl> napisał w wiadomości
news:cs8pta$bhl$1@news.onet.pl...
> > wiesz, ale materialu filmowego powstalo blisko 5 godzin! Nie ma tasm,
ale
> > sa dowody w postaci zdjec z planow i relacji aktorow, co krecili i jak.
> sa i filmiki
> ale w slabej jakosci widzialem
> np: topienie czerwia


Topienie czerwia jest i w dobrej jakości w czymś co funkcjonuje pod nazwą
wersji reżyserskiej (choć szczerze mówiąc to nie wiem jaki był w tym udział
Lyncha). Jest tam i parę innych scen chyba, choć już nie wymienię bo bardzo
dawno nie widziałem wersji kowej/kasetowej.

A.
Re: DIUNA Lyncha, czyli jak mozna zepsuć książkę
#8003
Author: Dominik 'Rathann' Mierzejewski
Date: Sat, 15 Jan 2005 20:22
30 lines
2301 bytes
Date: Sat, 15 Jan 2005 20:23:10 +0100
From: mikeyy
> Użytkownik "AW" <exarch@op.pl> napisał w wiadomości
> news:cs8pta$bhl$1@news.onet.pl...
> > > wiesz, ale materialu filmowego powstalo blisko 5 godzin! Nie ma tasm,
> > > ale sa dowody w postaci zdjec z planow i relacji aktorow, co krecili
> > > i jak.
> > sa i filmiki
> > ale w slabej jakosci widzialem
> > np: topienie czerwia

> Topienie czerwia jest i w dobrej jakości w czymś co funkcjonuje pod nazwą
> wersji reżyserskiej (choć szczerze mówiąc to nie wiem jaki był w
> tym udział Lyncha). Jest tam i parę innych scen chyba, choć już nie
> wymienię bo bardzo dawno nie widziałem wersji kowej/kasetowej.

Można ją znaleźć w sieci. Trwa prawie 3 godziny i zawiera m. in. walkę
Paula z Jamisem - też miodzio.

Więcej informacji tutaj:
http://www.duneworld.org/movie/#versions

Pozdrawiam,
R.

-- 
FAQ pl.rec.fantastyka.babylon5 http://greysector.rangers.eu.org/faq/prfb5.txt
"A darkness carried in the heart can not be cured by moving
 the body from one place to another."
        -- Lennier to Vir in Babylon 5:"Dust to Dust"
Re: DIUNA Lyncha, czyli jak mozna zepsuć książkę
#8106
Author: Dominik 'Rathann' Mierzejewski
Date: Sat, 15 Jan 2005 20:26
48 lines
2431 bytes
Date: Fri, 14 Jan 2005 16:12:21 +0100
From: AW
[...]
> jak pisalem wyrzej
> jedyna dobra rzecza wtym filmie to IMHO aktorzy
> nastroj niewyrazny ( ale jest)

MSZ jest bardzo wyraźny. Mroczny, pełen napięcia przez większość filmu,
co podkreśla scenografia.

> montaz fatalny
> sceny kiepskawe
> postacie plytkie jak nie iwem - potraktowane po macoszemu
> i do tego maja przemyslenia a'la Stirlitz

> zeby bylo jasne uwazam Lyncha za jednego z mniej wartych ogladania
> rezyserow i nie cierpie go niestety kompleks bezsensownych filmow ktory
> ma dotknal Diune bardzo bolesnie

> a zaluje potwornie

> caly czas licze w duchu ze gdzies tam istnieje jednak ta ultra pelna
> wersja 6 godzinna i film nabierze przez nia sensu troszke ;/

Muszę cię zmartwić: nie istnieje. Najdłuższa to tzw. wersja rozszerzona,
3 godzinna.

[...]
> ale cl mnie najbardziej wkurza to zmiany aksjologiczne

> Bog stworzyl arrakis by trenowac wiernyych

> fremeni sa armia doskonala z tego powodu

> anie z powodu
> MAGICZNYCH modolow

> i tego Lynczowi nie wybacze nigdy

tru, tru :\

R.

-- 
FAQ pl.rec.fantastyka.babylon5 http://greysector.rangers.eu.org/faq/prfb5.txt
"A darkness carried in the heart can not be cured by moving
 the body from one place to another."
        -- Lennier to Vir in Babylon 5:"Dust to Dust"
Re: DIUNA Lyncha, czyli jak mozna zepsuć książkę
#8008
Author: Dominik 'Rathann' Mierzejewski
Date: Sat, 15 Jan 2005 20:37
61 lines
3798 bytes
Date: Sat, 15 Jan 2005 12:11:43 +0100
From: Lady Ant
[...]
> Nie wciągnąl mnie ten nastój - muzyka ok, p dobała mi sie i chetnie
> bym jej posłuchała, ale bez efektów wizualnych ( i niezapomnianej sceny
> jak dwa czerwie przychodza do złóbka pokłonić sie prorokowi feeee )

Było ich trochę więcej niż dwa. :)
Ale fakt, ta scena jest zupełnie niepotrzebnie wstawiona zamiast właściwej.

[...]
> Tu sie powtórzę - nie lubie barona Harkonena, pewnie dlatego, ze Herbert
> zrobił z niego tłustą, spasioną świnie, ale mam dla niego troche
> respektu -
> w książce jest tak przedstawiony, że mimo wszytko ma klasę, ma styl a w
> filmie ?? to tylko latający, nawiedony maniak !!  I na dodatek ma coś
> obrzydliwego na twarzy i lekarz mu w tym grzebie... no taki latający
> knur.
> Nie tak go sobie wyobrazałam i moim zdaniem Lynch zniszczył Vladimira.

Jak to Lynch, czasem przesadza. Mnie też baron Harkonnen w wykonaniu
Lyncha wydał się ... obrzydliwy. Za to Ian McNeice w roli barona (w Diunie
Harrisona) jest genialny, prawie taki, jakim go sobie wyobrażałem podczas
czytania książki.

> Zepsuł też Rabbana... w książce jest scena, w której Rabban rozmawia
> z wujem i dowiaduje sie że znów będzie rządził na Diunie - i wcale w tej
> scenie nie wychodzi na debila i kretyna jak go maluja, Chyba jako jeden
> z nielicznych, albo i jedyny Harkonen jest swiadom zagożenia jakim są
> Fremeni !! IMHO tępnym do cna osiłkiem nie był

Ale chyba głównie dlatego, że miał z nimi (prawie) bezpośrednią styczność.
Jak zaczęli mu wyrzynać oddziały, to musiał być świadom.

> i jedyny Harkonen jaki Lynchowi wyszadł to Feyd, ale tu to podejrzewam,
> ze to zasługa Stinga a Lyncha tylko o tyle, że akurat Stinga wybrał.

tru, tru

[...]
> Magiczne moduły sa okropne i niszczą wszystko co we fermenach było
> pieknę...
> No chyba że Lynch niemogł przezyć, ze Fremeni nazywają Karate ( czy coś
> takiego ) magiczą sztuką... IMHO gdyby Fremeni walczyli u Lyncha
> jak Bruce Lee to by to miało wiecej sensu...

Albo jak ninja... co w zasadzie bardziej do nich pasuje, bo znali przecież
sztukę bezszelestnego i bezśladowego poruszania się po pustyni.

A tak w ogóle, to uważam, że zdanie na temat Diuny Lyncha można sobie wyrobić
dopiero po obejrzeniu mini serialu Harrisona.

Pozdrawiam,

R.

-- 
FAQ pl.rec.fantastyka.babylon5 http://greysector.rangers.eu.org/faq/prfb5.txt
"A darkness carried in the heart can not be cured by moving
 the body from one place to another."
        -- Lennier to Vir in Babylon 5:"Dust to Dust"
Re: DIUNA Lyncha, czyli jak mozna zepsuć książkę
#8094
Author: Orkopodobny
Date: Sun, 16 Jan 2005 00:42
61 lines
3811 bytes
Dnia Sat, 15 Jan 2005 12:11:43 +0100, Lady Ant napisał(a):

>> Mhm. Nie wiem, czemu nie zwrocilem uwagi. Najmocniej kolezanke Lady Ant
>> przepraszam.

> Hmmm... no niech Ci będzie...
> Chciaz mnie teraz zastanawia czemu Twoj nick sie zmienił??

To znaczy? Aa, juz wiem, z przypadku. Po prostu, uzylem drugiej tozsamosci 
na innej grupie, a potem zapomnialem jej zmienic tutaj. Poza tym, w kazdym 
poscie sie podpisuje "ElBe", wiec mam nadzieje, ze to nie jest 
niewybaczalny blad. 

A dlaczego tak  to zastanawia? Teraz mnie zastnawia, czemu Ciebie to 
zastnawia.

> Nie wciągnąl mnie ten nastój - muzyka ok, p dobała mi sie i chetnie bym jej
> posłuchała, ale bez efektów wizualnych ( i niezapomnianej sceny jak dwa
> czerwie przychodza do złóbka pokłonić sie prorokowi feeee )

Mnie sie to bardzo podobalo. :)

> Tu sie powtórzę - nie lubie barona Harkonena, pewnie dlatego, ze Herbert
> zrobił z niego tłustą, spasioną świnie, ale mam dla niego troche respektu -
> w książce jest tak przedstawiony, że mimo wszytko ma klasę, ma styl a w
> filmie ?? to tylko latający, nawiedony maniak !!  (...)

Wedlug mnie, baron jest tu klasa sama dla siebie, jest obrzydliwy, jest 
wsciekly, pragnie zabic Leta i nienawidzi Atrydow. Motyw ze skora dla mnie 
doskonaly, podkresla ta obrzydliwosc, ktorej baron nienawidzi, a polnagi 
Feyd jest dla niego ucielesnieniem piekna. To cos znaczy, a ja taka 
symbolike po prostu lubie.


> i jedyny Harkonen jaki Lynchowi wyszadł to Feyd, ale tu to podejrzewam, ze
> to zasługa Stinga a Lyncha tylko o tyle, że akurat Stinga wybrał.

Jak wiesz, wybrac aktora to wielka sztuka. Wiele swietnych filmow padlo 
przez kiepskich aktorow, zle dobranych. Jeszcze wiecej filmow padlo przez 
to, ze aktorzy byli zle prowadzeni, wiec - nawet jesli tego nie widzisz - 
to uwierz, ze wyrezysorwanie takiego Feyda wcale nie musialo byc latwe.

> Może niektóre sceny nabarały by jednak sensu... Ale nie wiem czy mój
> instynkt masochistyczny jest az tak duzy zebym sie odważyła obejżeć
> sześciogodzinna wersję

> Magiczne moduły sa okropne i niszczą wszystko co we fermenach było pieknę...
> No chyba że Lynch niemogł przezyć, ze Fremeni nazywają Karate ( czy coś
> takiego ) magiczą sztuką... IMHO gdyby Fremeni walczyli u Lyncha  jak Bruce
> Lee to by to miało wiecej sensu...

Jest wiele racji w tym, co mowisz. Czy zabil ich piekno? Chyba lekko 
odmienil role Fremenow, inaczej - on ich samych odmienil. Ja nie uwazam, ze 
to jest na gorsze. Jak juz wspomnialem, film i ksiazke traktuje, jakby to 
byly dwie rozne wersje wydarzen, dwie odmienne, chociaz stworzone na kanwie 
tego samego pomyslu. Jest Diuna Lyncha i jest Diuna Herberta, jakkolwiek 
glupio by to nie brzmialo. :)

-- 
Pozdrawiam
ElBe
Re: DIUNA Lyncha, czyli jak mozna zepsuć książkę
#8095
Author: Lady Ant
Date: Sun, 16 Jan 2005 11:26
71 lines
4033 bytes

> A dlaczego tak  to zastanawia? Teraz mnie zastnawia, czemu Ciebie to
> zastnawia.

tylko dlatego, że zminiłes mi płec... :P
>
> > Nie wciągnąl mnie ten nastój - muzyka ok, p dobała mi sie i chetnie bym
jej
> > posłuchała, ale bez efektów wizualnych ( i niezapomnianej sceny jak dwa
> > czerwie przychodza do złóbka pokłonić sie prorokowi feeee )
>
> Mnie sie to bardzo podobalo. :)

de gustibus...
>
> > Tu sie powtórzę - nie lubie barona Harkonena, pewnie dlatego, ze Herbert
> > zrobił z niego tłustą, spasioną świnie, ale mam dla niego troche
respektu -
> > w książce jest tak przedstawiony, że mimo wszytko ma klasę, ma styl a w
> > filmie ?? to tylko latający, nawiedony maniak !!  (...)
>
> Wedlug mnie, baron jest tu klasa sama dla siebie, jest obrzydliwy, jest
> wsciekly, pragnie zabic Leta i nienawidzi Atrydow. Motyw ze skora dla mnie
> doskonaly, podkresla ta obrzydliwosc, ktorej baron nienawidzi, a polnagi
> Feyd jest dla niego ucielesnieniem piekna. To cos znaczy, a ja taka
> symbolike po prostu lubie.
>


ja jednak wolę ucieleśnienia zła typu Vader, Sauron... jednak jestem estetka
i lubię "ladne" zło a najlepiej wyrachowane i podstepne a nie szalone

> > i jedyny Harkonen jaki Lynchowi wyszadł to Feyd, ale tu to podejrzewam,
ze
> > to zasługa Stinga a Lyncha tylko o tyle, że akurat Stinga wybrał.
>
> Jak wiesz, wybrac aktora to wielka sztuka. Wiele swietnych filmow padlo
> przez kiepskich aktorow, zle dobranych. Jeszcze wiecej filmow padlo przez
> to, ze aktorzy byli zle prowadzeni, wiec - nawet jesli tego nie widzisz -
> to uwierz, ze wyrezysorwanie takiego Feyda wcale nie musialo byc latwe.

może ktoś mu podpowiadał ? :>

>
> > Może niektóre sceny nabarały by jednak sensu... Ale nie wiem czy mój
> > instynkt masochistyczny jest az tak duzy zebym sie odważyła obejżeć
> > sześciogodzinna wersję
>
> > Magiczne moduły sa okropne i niszczą wszystko co we fermenach było
pieknę...
> > No chyba że Lynch niemogł przezyć, ze Fremeni nazywają Karate ( czy coś
> > takiego ) magiczą sztuką... IMHO gdyby Fremeni walczyli u Lyncha  jak
Bruce
> > Lee to by to miało wiecej sensu...
>
> Jest wiele racji w tym, co mowisz. Czy zabil ich piekno? Chyba lekko
> odmienil role Fremenow, inaczej - on ich samych odmienil. Ja nie uwazam,
ze
> to jest na gorsze. Jak juz wspomnialem, film i ksiazke traktuje, jakby to
> byly dwie rozne wersje wydarzen, dwie odmienne, chociaz stworzone na
kanwie
> tego samego pomyslu. Jest Diuna Lyncha i jest Diuna Herberta, jakkolwiek
> glupio by to nie brzmialo. :

Ja miałam wrażenie, że u Lyncha Fremeni byli taką jakąś bandą, która
nauczyła się walczyć i stała sie groźnym przeciwnikiem do poiero po
otrzymami MM a u Herberta było odwrotnie - Jessika i Paul nauczyli ich sztuk
walki ale i bez tego Fremeni byli smiertelnie niebezpieczni

Mrówka
Re: DIUNA Lyncha, czyli jak mozna zepsuć książkę
#8096
Author: AW
Date: Mon, 17 Jan 2005 11:23
33 lines
1956 bytes
> > glupio by to nie brzmialo. :
>
> Ja miałam wrażenie, że u Lyncha Fremeni byli taką jakąś bandą, która
> nauczyła się walczyć i stała sie groźnym przeciwnikiem do poiero po
> otrzymami MM a u Herberta było odwrotnie - Jessika i Paul nauczyli ich
sztuk
> walki ale i bez tego Fremeni byli smiertelnie niebezpieczni
>


wlasnie

Fremeni to mistycy i wojownicy, ktorzy przetrwaja wszystko

a u lincha banda kmiotkow z postyni kopiaca w skale

na Boga...

tak sobie mysle
(bo ogladamy teraz mini serial

gdyby wywalic z niego ksiazniczke irulan i romb ktory nosi feyd
(i kilka innych rzeczy, ale niewielkich - np maski spawacza u sardaukarow)

oraz zastapic aktorow tymi od lyncza
(moze tylko zostawic Halleya- a Stewarta zamienic na hawata - tu byl
potwornie niewyrazny a to genialna postac)

to by bylo cudo


AW
Re: DIUNA Lyncha, czyli jak mozna zepsuć książkę
#7979
Author: Lady Ant
Date: Mon, 17 Jan 2005 18:45
8 lines
1401 bytes
> Podzielisz się ze mna swoimi wyobrażeniami? Ciagle szukam kogoś, kto
> mogłby zagrać jego rolę i jak na razie nikogo nie znalazłam :(
>

IMHO ten ktos kto go gra w "nowej ekranizacji" jest całkiem nieźle dobrany -
wygląda na kobieciaża :P

Mrówka
Re: DIUNA Lyncha, czyli jak mozna zepsuć książkę
#7980
Author: Ami Morton
Date: Tue, 18 Jan 2005 13:00
14 lines
1560 bytes
Lady Ant wrote:

>>Podzielisz się ze mna swoimi wyobrażeniami? Ciagle szukam kogoś, kto
>>mogłby zagrać jego rolę i jak na razie nikogo nie znalazłam :(
>>
> 
> 
> IMHO ten ktos kto go gra w "nowej ekranizacji" jest całkiem nieźle dobrany -
> wygląda na kobieciaża :P

IMHO bardziej przypomina stręczyciela :)

Pozdrawiam
Ami
Re: DIUNA Lyncha, czyli jak mozna zepsuć książkę
#7981
Author: Orkopodobny
Date: Wed, 19 Jan 2005 20:06
15 lines
1576 bytes
Dnia Sat, 15 Jan 2005 12:05:52 +0100, Ami Morton napisał(a):

> Podzielisz się ze mna swoimi wyobrażeniami? Ciagle szukam kogoś, kto 
> mogłby zagrać jego rolę i jak na razie nikogo nie znalazłam :(

Wracam do gry. :) 

Otoz, mam swojego kandydata do roli Idaho, a odnalazlem go dosc niedawno.
Mowie o serialu Stargate: Atlantis i majorze Johnie Sheppardzie (w tej roli
Joe Flanigan). Wydaje mi sie, ze bylby calkiem niezly w tej roli,
oczywiscie musiano by nad nim troche popracowac.

-- 
Pozdrawiam
ElBe
Re: DIUNA Lyncha, czyli jak mozna zepsuć książkę
#8104
Author: Orkopodobny
Date: Wed, 19 Jan 2005 20:30
40 lines
3068 bytes
Dnia Sun, 16 Jan 2005 12:26:30 +0100, Lady Ant napisał(a):

> ja jednak wolę ucieleśnienia zła typu Vader, Sauron... jednak jestem estetka
> i lubię "ladne" zło a najlepiej wyrachowane i podstepne a nie szalone

Bardzo lubie, gdy zlo jest piekne i kuszace, a jestem wrecz w siodmym
niebie, gdy zlo kryje sie pod piekna, przystojna, seksowna kobieta - mowie
calkiem powaznie :). 

Z drugiej strony, gdy zlo jest brzydkie, oblesne i w ogole syfiaste, a przy
tym swiadome swej brzydoty i kochajace piekno (jak w przyadku barona H.),
tez jestem dosc zauroczony.

Tak sobie mysle, ze jednak jest w wiekszosci z nas takie "zawodowe"
zbaczenie, zeby w s-f zlo krylo sie pod piekna twarza, bylo szalenie
inteligentne i mialo klase. A przeciez, tak naprawde, zlo w tej postaci
powszechnej, jest brzydkie i glupie, i daleko mu do znajomsoci savoir vivre
- mam na mysli gowniarza, ktory za rogiem kroi nozem Bogu ducha winnego
przechodnia czy psychopate, ktory gwalci, zabija i spala ciala nastolatek. 

> Ja miałam wrażenie, że u Lyncha Fremeni byli taką jakąś bandą, która
> nauczyła się walczyć i stała sie groźnym przeciwnikiem do poiero po
> otrzymami MM a u Herberta było odwrotnie - Jessika i Paul nauczyli ich sztuk
> walki ale i bez tego Fremeni byli smiertelnie niebezpieczni

Zgoda. U Lyncha Fremeni sa dosc okrojeni ze swojej herbertowskiej postaci.
Lynch wyraznie jednak skupil sie w filmie na Paulu, na proroctwie. Ciekawe,
jakby wygladal film, gdyby to Lynch go montowal i wybieral sceny.

A teraz z innej beczki: moze Jackson by wyrezyserowal Diune? Poszlo mu
calkiem niezle z Wladca, wiec tu rowniez moglby powalczyc, tym bardziej ze
potrafi przekonywac producentow do robienia filmu na czesci i zgarniania
kasy trzy lata z rzedu przy jednorazowym, wiekszym wydatku na produkcje.
Moglby zrobic Diune kinowa np. w dwoch czesciach, z klimatem, dosc dobrze
dobiera aktorow, ma tez calkiem niezle podejscie do sztuki efektow
specjalnych.. Hmmm :)

-- 
Pozdrawiam
ElBe
Re: DIUNA Lyncha, czyli jak mozna zepsuć książkę
#8105
Author: Vermiculus
Date: Thu, 20 Jan 2005 09:55
21 lines
1932 bytes
Orkopodobny <nie@no.mail.chce> napisał(a): 


> A teraz z innej beczki: moze Jackson by wyrezyserowal Diune? Poszlo mu
> calkiem niezle z Wladca, wiec tu rowniez moglby powalczyc, tym bardziej ze
> potrafi przekonywac producentow do robienia filmu na czesci i zgarniania
> kasy trzy lata z rzedu przy jednorazowym, wiekszym wydatku na produkcje.
> Moglby zrobic Diune kinowa np. w dwoch czesciach, z klimatem, dosc dobrze
> dobiera aktorow, ma tez calkiem niezle podejscie do sztuki efektow
> specjalnych.. Hmmm :)
> 

A teraz robi King Konga...
Oceniając możliwości Jacksona, trzeba pamiętać jak wielkim był fanem 
Tolkiena. Jak głęboko w nim siedział, ile czasu zajęły przygotowania do 
projektu. Nie wiem, czy powtórzy sukces z innym epickim dziełem. 

Vermi

-- 
Wysłano z serwisu Usenet w portalu Gazeta.pl -> http://www.gazeta.pl/usenet/
Thread Navigation

This is a paginated view of messages in the thread with full content displayed inline.

Messages are displayed in chronological order, with the original post highlighted in green.

Use pagination controls to navigate through all messages in large threads.

Back to All Threads