Thread View: pl.hum.x-muza
9 messages
9 total messages
Started by Arkadiusz Styszynski
Sun, 05 Sep 1999 10:29
Tydzien z zycia mezczyzny
Author: Arkadiusz Styszynski
Date: Sun, 05 Sep 1999 10:29
Date: Sun, 05 Sep 1999 10:29
16 lines
1674 bytes
1674 bytes
Czy moze ktos z Szanownych Grupowiczow juz widzial ten film? Bylem na nim w piatek i wciaz nie potrafie poukladac sobie w glowie nagromadzonych watkow. Nie ulatwia tego niezwykle intensywna narracja. W mojej opinii film jest kijem wsadzonym w mrowisko pewnej siebie i zadowolonej z zycia "inteligencji". Nie sadze, zeby posypaly sie gromy, ale z pewnoscia niejedne zeby zazgrzytaja. Szczegolnie mistrzowsko napisana i zagrana zostala scena klotni malzenskiej na gruncie stosunku bohaterow do postkomuny. Moim zdaniem opisuje ona pewien podzial wewnatrz tzw. myslacej czesci spoleczenstwa, dotyczacy tego wlasnie stosunku. Dodatkowa wartosc w tym filmie stanowi dla mnie, jako dla poznaniaka, pojwienie sie w filmie znajomych miejsc i osob. Poznan nie ma szczescia do zdolnych portrecistow wsrod rezyserow (moze wyjawszy Filipa Bajona). Napiszcie, o ile widzieliscie. Pozdrawiam. Arek
Re: Tydzien z zycia mezczyzny (spoilery)
Author: Rufus T. Firefly
Date: Sun, 05 Sep 1999 16:40
Date: Sun, 05 Sep 1999 16:40
63 lines
4150 bytes
4150 bytes
Arkadiusz Styszynski wrote: > > Czy moze ktos z Szanownych Grupowiczow juz widzial ten film? > Bylem na nim w piatek i wciaz nie potrafie poukladac sobie w glowie > nagromadzonych watkow. Nie ulatwia tego niezwykle intensywna narracja. > W mojej opinii film jest kijem wsadzonym w mrowisko pewnej siebie i > zadowolonej z zycia "inteligencji". Nie sadze, zeby posypaly sie gromy, ale > z pewnoscia niejedne zeby zazgrzytaja. Wetne sie w tym miejscu ze swoja opinia. Moje zeby rzeczywiscie zazgrzytaly, ale chyba z innego powodu. Film oceniam bardzo slabo. Podstawowy zarzut - jaka jest zasadnosc nakrecenia filmu, ktory nic o niczym nie mowi? Film Stuhra opowiada historie faceta, ktory ma w zyciu rozne problemy. Na koncu filmu facet ma nadal te same problemy, nie sprawia wrazenia, ze czegokolwiek sie z nich nauczyl i do tego popelnia te same bledy. Wynik - jako widz zdaje sobie pod koniec filmu sprawe, ze pokazano mi kawalek czyjegosc zycia, z ktorego nic nie wynuka, bo bohater nie przeszedl zadnej progresji i nic nie zrozumial. Ponizej kilka uwag: - W pierwszych minutach bohater zrywa z kochanka, bo dalej tak nie moze zyc. Moja reakcja - ogladam czlowieka, ktory cos w swoim zyciu zrozumial (nie nadaje sie do zdrady). Na koncu filmu znowu prawie dochodzi do zdrady - nieudanej bynajmniej nie z braku przyzwolenia bohatera. Innymi slowy, nic sie nie zmienilo w glowie pokazywanego faceta. - Watek z chorym przyjacielem - Stuhr sprawia wrazenie, ze probuje pomoc, ale scena u lekarza i jego rozmowy z przyjacielem brna do nikad. Ostatecznie bez uzasadnienia lekarz podejmuje decyzje o zakazie wyjazdu, a przyjaciel Stuhra slucha koncertu w kosciele. I co z tego wynika? Nic i bardzo mnie to mierzi. - Stuhr jako rezyser sugeruje, ze pojawia sie jakies dylematy moralne dotyczace pieniedzy - zdrowie matki, albo nowy dom. Tymczasem pozniej nie spelnia obietnic i najpierw prawie bezproblemowo kupuje dom, a pozniej bez uzasadnienia zmienia zdanie. Skad ta zmiana? Musiala sie chyba dokonac poza kadrem, albo zdjeciowiec zapomnial wlaczyc kamere. - W czasie filmu mialem ciagle wrazenie, ze z przedstawianych scen NIC NIE WYNIKA. Co z tego, ze Stuhra probowaly skompromitowac jakies malolaty w saunie? Co z tego, ze okazal sie zbyt stary na ojcostwo? Co z tego, ze probowal oszukac fiskusa? Co z tego, ze probuje pomoc choremu przyjacielowi. Wszystkie te sceny wydawaly sie punktem wyjscia do jakichs wnioskow, ale do zadnych nie doprowadzily. Mialem po filmie wrazenie zupelnego bezsensu przedstawionego materialu. Pozytywy - 2 niezle sceny (pierwsza z kochanka i scena z proba odzyskania pieniedzy za dom) i jedna dobra - klotnia o pieniadze komunistow. W tej scenie jako w jedynej zobaczylem Stuhra, jakiego nie znalem - zagral nie-siebie. W ogole 'zagral'. Gwoli wyjasnienia - podobaly mi sie Historie milosne. Uwazalem je za zadziwiajaco malo 'zadety' i dosc bezpretensjonalny polski film psychologiczny - dosc dobrze przygotowany i przemyslany. Niestety, za jego najslabszy element uwazalem wszystkie cztery role Stuhra. W kazdym razie w "Historiach..." mialem wrazenie, ze film dokads zmierza, a opowiadane historie mowia mi cos o ludziach, ktorych obserwuje na ekranie i o tym jak sie zmieniaja pod wplywem 'zycia'. W "Tygodniu..." nie mialem takiego wrazenia ani razu. Z lekkim sercem odradzam innym "Tydzien z zycia mezczyzny". R.
Re: Tydzien z zycia mezczyzny (spoilery)
Author: Michał Rutkowski
Date: Sun, 05 Sep 1999 22:37
Date: Sun, 05 Sep 1999 22:37
223 lines
14471 bytes
14471 bytes
"Rufus T. Firefly" wrote:
>
> Wetne sie w tym miejscu ze swoja opinia. Moje zeby rzeczywiscie
> zazgrzytaly, ale chyba z innego powodu. Film oceniam bardzo slabo.
> Podstawowy zarzut - jaka jest zasadnosc nakrecenia filmu, ktory nic o
> niczym nie mowi? Film Stuhra opowiada historie faceta, ktory ma w zyciu
> rozne problemy. Na koncu filmu facet ma nadal te same problemy, nie
> sprawia wrazenia, ze czegokolwiek sie z nich nauczyl i do tego popelnia
> te same bledy. Wynik - jako widz zdaje sobie pod koniec filmu sprawe, ze
> pokazano mi kawalek czyjegosc zycia, z ktorego nic nie wynuka, bo
> bohater nie przeszedl zadnej progresji i nic nie zrozumial. Ponizej
> kilka uwag:
To jest ogólny zarzut do wszystkich filmów Kieslowskiego, a teraz
Stuhra, który w pewnym sensie przejął pałeczkę (otwarcie zresztą - on
się do tego przyznaje) i w jego filmowej narracji widać wyraźnie wpływy
KK. Rozumiem takie podejscie, chociaż zupełnie się z nim nie zgadzam.
Ogólnie - masz rację, bohater grany przez Stuhra nie przeszedł w ciągu
siedmiu dni metamorfozy, w niedzielę jest takim samym szarym
człowieczkiem, jak tydzień wczesniej. Ale to, że on nie wyciaga
wniosków, nie oznacza, że nie może ich wyciągnąć widz.
KK i Stuhr po prostu sobie taką konwencję przyjęli. Konwencję
opowiadania zwyczajnych historii o zwyczajnych ludziach. Historie, które
pewnie nie są specjalnie wciągajace, specjalnie porażające. Takie
zwyczajne filmy. I za to własnie je lubię. Bo Stuhr opowiada historię,
która, mam wrazenie, jest cholernie prawdziwa. Historie o człowieku
słabym, nie potraficym podjąć decyzji. Człowieku, który najpierw
zachowuje sie jak skurwysynek, miałki człowieczek, potem próbuje
nieudolnie swoje błędy naprawiać. Człowieku ani dobrym, ani złym; ani
podłym, ani szlachetnym. Pewnie trochę jak każdy - zwyczajnym. Masz
rację - on nie wyciaga wniosków, nie przechodzi "progresji". Jest słabym
kolesiem, takim, z którym nie miałbys ochoty sie zaprzyjaźniać. Tylko,
że takich kolesi, którzy jakos tam sie przez życie przeslizgują, chodzi
po swiecie całkiem sporo. I nie widzę powodu, żeby nie opowiadać o nich
historii. Które pewnie nie będą równie ekscytujące, jak historie Neo i
Trinity, ale za to może więcej po nich w głowach pozostanie. IMHO rzecz
jasna, zresztą Matrixem jestem zachwycony.
Własnie - bo TZŻM nie jest filmem, którym mozna się zachwycić. Ale mam
wrażenie, ze jakby bardziej skłania do refleksji. Choćby do poszukania w
sobie podobieństw do głównego bohatera. Dyskutowaliscie o utożsamianiu
się - tutaj ze Stuhrem utożsamić się ciężko, bo to straszna niemota,
pierdoła, trochę szuja. Taki, który nawet do rozprawy w sądzie nie
potrafi się dobrze przygotować. Trochę się robi niedobrze, jak się o nim
mysli. Ale cholera wie, ile z takiego małego skurwysynka jest w kazdym
człowieku.
> - W pierwszych minutach bohater zrywa z kochanka, bo dalej tak nie moze
> zyc. Moja reakcja - ogladam czlowieka, ktory cos w swoim zyciu zrozumial
> (nie nadaje sie do zdrady). Na koncu filmu znowu prawie dochodzi do
> zdrady - nieudanej bynajmniej nie z braku przyzwolenia bohatera. Innymi
> slowy, nic sie nie zmienilo w glowie pokazywanego faceta.
Dokładnie tak. Tylko IMHO nie zauważyłes jednej rzeczy. Stuhr nie zrywa
z młodszą kochanką z przyczyn moralnych. Taki związek jest dla niego po
prostu niewygodny. Drogo go kosztuje (jak rozumiem, to on płaci za hotel
- a teraz sytuacja finansowa staje się mniej ciekawa), ciagle musi się
tłumaczyć żonie ("mam próbe - wiesz, teraz więcej ćwiczymy"), boi się,
że związek wyjdzie na jaw, a młodsza panna pewnie już go też mniej
podnieca, niż na poczatku romansu.
Zresztą cała scena zerwania tez jest cholernie znamienna i bardzo samcza
ze strony Stuhra. Pamietasz jak on zareagował, kiedy dziewczyna
powiedziała mu, że to dobrze, że się rozstają, bo on jest już dla niej
za stary. Pamietasz, jak się wkurwił i wrócił do pokoju ("co to znaczy,
że za stary"). Dopiero, jak zobaczył, że panna płacze i rozpacza,
odetchnął z ulgą i odszedł. Z poczuciem, że jego samcza pycha została
zaspokojona (dobrze: cierpi, że ją zostawiłem, wniosek: jestem swietny).
Akcja z dwiema laskami w saunie jest niejako klamrą podsumowującą
historię z kochanką. Kochanka była niewygodna, ale przelecieć
niezobowiązujaco dwie młode, sliczne, zgrabne laski - to byłoby dla
bohatera dopełnienie jego samczej pychy. Przecież to było kompletnie
niewiarygodne - inteligentna atrakcyjna dziennikarka, która może mieć
każdego, dyszy podniecona do bohatera, że tylko taki jak on to rzadko
spotykany okaz "prawdziwego mężczyzny". I zadufany w sobie samiec łapie
haczyk.
Aha - znamienna dla tego wątku jest też akcja z pieszczeniem żony w
łóżku. Ja to odbieram jako chwilę refleksji - tyle czasu ją krzywdziłem
mając kochankę, to trochę jej to zrekompensuję robiąc miło. Żona się
dziwi i z jej reakcji wnioskujemy, że takie czułosci nieczesto sie
naszemu bohaterowi zdarzają. Zdecydowanie niefajny, sliski bohater. Ale
lubię film za to, że to nie jest taki CZARNY bohater, jak w większosci
filmów. Zresztą takich filmowych szeryfów z Nottingham nie ma w
normalnym zwyczajnym swiecie. Psychopaci nie czają się za każdym rogiem.
A już takich Stuhrów (BTW - on idealnie do takich ról pasuje, tak samo
jak w Historiach Miłosnych, Wodzireju, Amatorze, itd.) myslę, że jest
sporo. Sam kilku pamietam.
> - Watek z chorym przyjacielem - Stuhr sprawia wrazenie, ze probuje
> pomoc, ale scena u lekarza i jego rozmowy z przyjacielem brna do nikad.
> Ostatecznie bez uzasadnienia lekarz podejmuje decyzje o zakazie wyjazdu,
> a przyjaciel Stuhra slucha koncertu w kosciele. I co z tego wynika? Nic
> i bardzo mnie to mierzi.
Z bohatera wyłazi w tym wątku znowu tchórz (pierwsza wizyta i
"przepraszam, pomyliłem adresy") i obłudnik. Niby chce koledze pomóc,
ale tak naprawdę ma już dosyć zachowania Stroińskiego, który swoimi
frustracjami rozpieprza im próby. Sugeruje więc lekarzowi, że próby to
nie najlepsza forma terapii dla przyjaciela, który rzekomo się na nich
męczy. BTW - lekarz okazuje się takim samym sliskim obłudnym
niedecyzyjnym kolesiem jak on - najpierw podtrzymuje, ze spiew to
najlepsza terapia, potem zakazuje Stroińskiemu wyjazdu.
Cała historia też dwuznaczna w kontekscie ostatniego zdania, że dzięki
spiewowi (kolejna dwuznacznosc to tekst piesni "jak doskonałym tworem
jest człowiek") Stuhr czuje się lepszym człowiekiem.
> - Stuhr jako rezyser sugeruje, ze pojawia sie jakies dylematy moralne
> dotyczace pieniedzy - zdrowie matki, albo nowy dom. Tymczasem pozniej
> nie spelnia obietnic i najpierw prawie bezproblemowo kupuje dom, a
> pozniej bez uzasadnienia zmienia zdanie. Skad ta zmiana? Musiala sie
> chyba dokonac poza kadrem, albo zdjeciowiec zapomnial wlaczyc kamere.
jw. Obłuda, słąbosć, tchórzostwo, nieumiejetnosc podjecia WŁASCIWEJ
decyzji. Bohater wie, że operacja też nie daje gwarancji wyleczenia
matki. Nie warto - "inwestycja" moze się nie zwrócić. To usprawiedliwia
jego zdaniem "racjonalną" decyzję o kupnie domu. Potem następuje pewne
otrzezwienie po rozmowie z żoną o oddaniu dziecka. Oczywiscie na
własciwą moralnie decyzję jest już za późno, do czego dochodzi
przewrotka i kolejna dwuznacznosc ze sprzedającymi dom, którzy jak się
okazuje byli de facto w takiej samej sytuacji, jak bohater. Tyle, że
podjęli decyzję emocjonalną, nie racjonalną i oczywiscie własciwą.
Chociaż nie wiemy, czy operacja wnuczki się uda, to oglądając film na
zimno wiemy, że to oni postąpili słusznie - nie Stuhr.
Aha - zmiana decyzji (co do której sam bohater też nie jest do końca
przekonany) nastąpiła po oddaniu dziecka i rozmowie z żoną. Nieudany
eksperyment z dzieckiem i wniosek żony, że nie potrafią kochać,
powoduje, że Stuhr próbuje ratować własny wizerunek nawet przed samym
sobą. Bo IMHO on to robi znowu dla siebie - dzięki ewentualnej zmianie
decyzji o kupnie domu będzie mógł stanąć przed lustrem i powiedzieć "ale
jestem kurwa szlachetny (BTW słowo kurwa oczywiscie by mu przez gardło
nie przeszło - jest zbyt nijaki), jednak jestem zdolny do miłosci".
Kolejna dwuznacznosc - spowiedz i "ostatni raz u spowiedzi byłem tydzien
temu". Czyli: ten zdradzający od dawna żonę, oszukujący fiskusa, nie
gotowy do ratowania zycia matki, obłudny tchórzliwy człowiek, jest
praktykującym, wierzącym, regularnie odprawiającym pokutę i przyjmujacym
Eucharystię katolikiem. Podobnie jak 90 kilka % Polaków, którzy ganiają
co tydzień do Koscioła i na tym się ich wartosci chrzescijańskie kończą.
> - W czasie filmu mialem ciagle wrazenie, ze z przedstawianych scen NIC
> NIE WYNIKA. Co z tego, ze Stuhra probowaly skompromitowac jakies
> malolaty w saunie? Co z tego, ze okazal sie zbyt stary na ojcostwo? Co z
> tego, ze probowal oszukac fiskusa? Co z tego, ze probuje pomoc choremu
> przyjacielowi. Wszystkie te sceny wydawaly sie punktem wyjscia do
> jakichs wnioskow, ale do zadnych nie doprowadzily. Mialem po filmie
> wrazenie zupelnego bezsensu przedstawionego materialu.
IMHO to była po prostu bardzo wieloznaczna historia o nijakim kolesiu.
Niezbyt sympatycznym, niezbyt pozytywnym, niezbyt ciekawym. Takim,
jakich po ulicach chodzi miliony. Dlatego bohater pojawia się ciagle w
okolicach, które swietnie znamy, miejscach, które każdy z nas mijał
tysiace razy. Górnosląska, Jerozolimskie, Krakowskie, Most
Poniatowskiego. IMHO Stuhr chce pokazać, że takich kolesi, jak bohater
TZŻM spotykamy na ulicy codziennie dzisiątki. Albo może nawet sami nimi
jestesmy. Ludzi, ktrzy mają swoje małe, może nie jakos specjalnie
ekscytujące problemy. Zdradzają żony, oszukują nieudolnie fiskusa, robią
rzeczy, których się póxniej wstydzą. Sobolewski w GW napisał, że Stuhr
ma taką niesamowitą zdolnosc do wcielania się w role szarych everymanów,
których miajmy codziennie na ulicach. Kolesi, z którymi jak pisałem
wczesniej nie chcemy się utożsamić, bo są niefajni i zupełnie
nieherosowaci, ale zmuszają do zastanowienia, ile z nich jest w każdym z
nas. Może warto chwilę o tym pomysleć. Bo to, że bohater nie przechodzi
metamorfozy i nie wyciąga wniosków, nie zmienia faktu, że my widzowie te
wnioski wyciągać możemy. To nie Ameryka, że przesanie filmu musi być
widzowi zaprezentowane dosłownie.
> Pozytywy - 2 niezle sceny (pierwsza z kochanka i scena z proba
> odzyskania pieniedzy za dom) i jedna dobra - klotnia o pieniadze
> komunistow. W tej scenie jako w jedynej zobaczylem Stuhra, jakiego nie
> znalem - zagral nie-siebie. W ogole 'zagral'.
Zgadzam się, że Stuhr jest aktorem _bardzo_ charakterystycznym. Idealnie
pasuje do ról takich, jak ta o której mówimy. Śliskich, nie budzących
sympatii nijakich przeciętniaków. Tym lepiej IMHO, że nie boi się i
konsekwentnie obsadza się w takich rolach (chociaż z drugiej strony
uważam, że jest też stworzony do komediowych ról typy komisarz Ryba, czy
krasnoludek z Kingsajzu). Np. najbardziej rażącą mnie rzeczą w filmie
"Celebrity" była rola Kennetha Branagha. Bo Branagh próbował, dosyć
nieudolnie grać Woody Allena. Dlatego cieszę się, że Stuhr obsadził w
roli głównej samego siebie. Bo Stuhra zawsze najlepiej zagra Jerzy
Stuhr.
A powyższy zarzut jest zarzutem ogólnym do aktorów charakterystycznych.
Ja uwielbiam Benigniego, chociaż w każdym filmie jest taki sam. A
Stuhrowi muszę też przyznać, że znowu swietnie skroił rolę dla samego
siebie.
> Gwoli wyjasnienia - podobaly mi sie Historie milosne. Uwazalem je za
> zadziwiajaco malo 'zadety' i dosc bezpretensjonalny polski film
> psychologiczny - dosc dobrze przygotowany i przemyslany. Niestety, za
> jego najslabszy element uwazalem wszystkie cztery role Stuhra. W kazdym
> razie w "Historiach..." mialem wrazenie, ze film dokads zmierza, a
> opowiadane historie mowia mi cos o ludziach, ktorych obserwuje na
> ekranie i o tym jak sie zmieniaja pod wplywem 'zycia'. W "Tygodniu..."
> nie mialem takiego wrazenia ani razu.
To muszę przynać, że trochę Cię po raz pierwszy (bo doskonale sobie
wyobrażam dlaczego można nie lubić "Kieslowskiej" narracji, chociaż ja
ją lubie bardzo) nie rozumiem. Bo Historie miłosne były równie mocno
Kieslowsko - stuhrowskie, no i bardzo oparte na aktorstwie Stuhra. Czyli
- skoro cztery postacie odtwarzane przez Stuhra były najistotniejszym
ogniwem filmu (wokół nich były wybudowane wszystkie historie - a tak
naprawdę historie były tylko tłem dla ukazania psychiki i wyborów
dokonywanych przez czterech "Stuhrów"), nie rozumiem, dlaczego mimo to
HM Ci sie podobały. Ale fakt, że film widziałem dosyc dawno, więc może
cos mi się w postrzeganiu HM pprzekrecało. Ale jestem pewien, że TZŻM
jest utrzymany w tym samym klimacie, może trochę bardziej refleksyjnie i
bardziej na serio.
> Z lekkim sercem odradzam innym "Tydzien z zycia mezczyzny".
Z lekkim sercem pozwolę sobie się nie zgodzić. Na pewno nie jest to film
lekki i łatwy. I na pewno nie spodoba się tym, którzy nie lubią
Kieslowskiego. Ale oglądając go nie mogłem oprzeć sie wrażeniu, że jest
strasznie prawdziwy. I to chyba dobrze.
Pz
Rudy
Re: Tydzien z zycia mezczyzny (spoilery)
Author: Rufus T. Firefly
Date: Mon, 06 Sep 1999 07:17
Date: Mon, 06 Sep 1999 07:17
279 lines
16016 bytes
16016 bytes
=?iso-8859-2?Q?Micha=B3?= Rutkowski wrote:
Najpiew uwaga, ktora zasadniczo zmieni kiedynek dyskusji - bardzo lubie
Kieslowskiego. Nie mam pojecia, skad wyciagnales wniosek, ze za nim nie
przepadam. Ale jedna z rzeczy, ktore u Kieslowskiego cenie jest to, ze
jego bohaterowie zawsze sa w drodze - wydarzenia, ludzie i 'los'
zmieniaja ich sposob myslenia i ich zachowanie. Wlasnie tego nie
znalazlem w Tygodniu z zycia mezczyzny i odebralem film jako nieudolna
probe nasladowania stylu Kieslowskiego - byc moze bez zrozumienia, co
jest w nim sednem. Co wiecej - w sumie moim najwiekszym zarzutem jest
to, ze film zle wyczul inteligencje widza - to, co dalej opisujesz jako
wnioski z filmu, bylo dla mnie oczywiste po 15 minutach. Dalej czekalem
na ciag dalszy, a film powielal tylko te same tezy i lopatologicznie
powtarzal te same spostrzezenia.
> To jest ogólny zarzut do wszystkich filmów Kieslowskiego, a teraz
> Stuhra, który w pewnym sensie przej±³ pa³eczkê (otwarcie zreszt± - on
> siê do tego przyznaje) i w jego filmowej narracji widaæ wyra¼nie wp³ywy
> KK.
Jasne, ale to oczywiste. Stuhr trabi o tym na prawo i lewo i do tego
dedykuje filmy KK. Przy Historiach milosnych odebralem to jako oczywiste
nawiazanie - film walil Kieslowskim na kilometr. Przy 'Tygodniu...' mam
wrazenie podpieraniem sie nazwiskiem mistrza w celu sprzedania zle
przygotowanego dania, ktore upieklo sie na tym samym gazie. Wiesz co, to
jak podrabianie mistrza - mozna miec ten sam pedzel, te same skladniki i
przyprawy, ale mistrzostwo mistrza polegalo na wyczuciu 'ile', 'czego' i
'w ktorym momencie'.
> Ogólnie - masz racjê, bohater grany przez Stuhra nie przeszed³ w ci±gu
> siedmiu dni metamorfozy, w niedzielê jest takim samym szarym
> cz³owieczkiem, jak tydzieñ wczesniej. Ale to, ¿e on nie wyciaga
> wniosków, nie oznacza, ¿e nie mo¿e ich wyci±gn±æ widz.
Jasne, ale to samo mozna powiedziec o filmiach Warhola - facet na
ekranie spi przez kilka godzin, ale to nie znaczy, ze nie mozesz dopisac
do tego swoich wnioskow.
> KK i Stuhr po prostu sobie tak± konwencjê przyjêli. Konwencjê
> opowiadania zwyczajnych historii o zwyczajnych ludziach. Historie, które
> pewnie nie s± specjalnie wci±gajace, specjalnie pora¿aj±ce. Takie
> zwyczajne filmy. I za to w³asnie je lubiê.
Sprzeciw - filmy Kieslowskiego sa dla mnie porazajace i wciagajace. KK
opowiadal o zwyklych ludziach i pokazywal jak zycie wplywa na zmiane ich
sposobu myslenia. Stuhr pokazal mi film o tym, jak facet popelnia te
same bledy i niczego sie z nich nie uczy. Na koncu filmu nie ma wnioskow
ani konkluzji. To dla mnie jak zapowiedz wielkiego wydarzenia, ktore po
sprzedaniu biletow odwoluje sie z 'przyczyn technicznych', ale kasa nie
zwraca pieniedzy. (ale OK, to samo dotyczy wszystkich nieudanych
filmow). 'Wielkiego wydarzenia' oznaczaloby tu dla mnie zmiane w zyciu
czlowieka - niezaleznie od sposobu narracji to dla mnie zawsze wielka
rzecz i sedno filmow psychologicznych. W filmie Stuhra jej nie
znalazlem.
> Bo Stuhr opowiada historiê,
> która, mam wrazenie, jest cholernie prawdziwa. Historie o cz³owieku
> s³abym, nie potraficym podj±æ decyzji. Cz³owieku, który najpierw
> zachowuje sie jak skurwysynek, mia³ki cz³owieczek, potem próbuje
> nieudolnie swoje b³êdy naprawiaæ. Cz³owieku ani dobrym, ani z³ym; ani
> pod³ym, ani szlachetnym. Pewnie trochê jak ka¿dy - zwyczajnym. Masz
> racjê - on nie wyciaga wniosków, nie przechodzi "progresji". Jest s³abym
> kolesiem, takim, z którym nie mia³bys ochoty sie zaprzyja¼niaæ. Tylko,
> ¿e takich kolesi, którzy jakos tam sie przez ¿ycie przeslizguj±, chodzi
> po swiecie ca³kiem sporo. I nie widzê powodu, ¿eby nie opowiadaæ o nich
> historii.
OK, rozumiem ten punkt widzenia. Moj jest taki - nie widze powodu, zeby
zawracac mi glowe historia moralna, w ktorej nie ma moralu.
> W³asnie - bo TZ¯M nie jest filmem, którym mozna siê zachwyciæ.
Z tym sie zgadzam w pelni :)
> Dok³adnie tak. Tylko IMHO nie zauwa¿y³es jednej rzeczy. Stuhr nie zrywa
> z m³odsz± kochank± z przyczyn moralnych. Taki zwi±zek jest dla niego po
> prostu niewygodny. Drogo go kosztuje (jak rozumiem, to on p³aci za hotel
> - a teraz sytuacja finansowa staje siê mniej ciekawa), ciagle musi siê
> t³umaczyæ ¿onie ("mam próbe - wiesz, teraz wiêcej æwiczymy"), boi siê,
> ¿e zwi±zek wyjdzie na jaw, a m³odsza panna pewnie ju¿ go te¿ mniej
> podnieca, ni¿ na poczatku romansu.
Jak dla mnie, to tylko twoja 'nadinterpretacja'. Jesli bohater mowi
bardzo szczerze, ze nie moze tak zyc i nie nadaje sie do zdrady, to jest
to dla mnie prawda. I oczywiscie ma to sens na poczatku filmu - wyglada
na to, ze w zyciu Stuhra cos sie dzieje, cos zrozumial. Problem w tym,
ze reszta filmu temu przeczy.
> Zreszt± ca³a scena zerwania tez jest cholernie znamienna i bardzo samcza
> ze strony Stuhra.
Z tym sie zgadzam, ale to jeden z powodow, dla ktorych uwazam ja za
jedna z 3 godnych uwagi scen filmu.
> Akcja z dwiema laskami w saunie jest niejako klamr± podsumowuj±c±
> historiê z kochank±. Kochanka by³a niewygodna, ale przelecieæ
> niezobowi±zujaco dwie m³ode, sliczne, zgrabne laski - to by³oby dla
> bohatera dope³nienie jego samczej pychy. Przecie¿ to by³o kompletnie
> niewiarygodne - inteligentna atrakcyjna dziennikarka, która mo¿e mieæ
> ka¿dego, dyszy podniecona do bohatera, ¿e tylko taki jak on to rzadko
> spotykany okaz "prawdziwego mê¿czyzny". I zadufany w sobie samiec ³apie
> haczyk.
To znowu twoja nadinterpretacja. Ja odebralem to jako probe
skompromitowania Stuhra, ktora do nikad nie prowadzi w filmie -
zniszczyl aparat, wiec nie ma zdjec. Ale w filmie nic nie sugeruje, ze
gosc czegokolwiek sie z tego epizodu nauczyl - nie ma zadnego wniosku.
Po zakonczeniu tej sceny bylem zupelnie skonfudowany - pytalem 'i co z
tego?'. Spodziewalem sie jeszcze, ze koniec filmu zasugeruje, ze suma
doswiadczen doprowadzila do jakiejs zmiany, ale nic z tego. Stuhrowi
wydaje sie, ze jest lepszym czlowiekiem, kiedy ...spiewa. Odebralem to
kuriozalnie. Gosc dalej spycha w cien wszystkie informacje, ktore mowia
mu ze jest slaby i obludny. Wiadomo, ze kiedys musi sie na tym
'przejechac', ale tam juz film nie dociera.
> Aha - znamienna dla tego w±tku jest te¿ akcja z pieszczeniem ¿ony w
> ³ó¿ku. Ja to odbieram jako chwilê refleksji - tyle czasu j± krzywdzi³em
> maj±c kochankê, to trochê jej to zrekompensujê robi±c mi³o. ¯ona siê
> dziwi i z jej reakcji wnioskujemy, ¿e takie czu³osci nieczesto sie
> naszemu bohaterowi zdarzaj±.
Znowu odbieram to jako nadinterpretacje. Moja reakcja (od razu przyznaje
- lapidarna) - gosc zerwal pare dni wczesniej z kochanka i czuje
cisnienie.
> Zdecydowanie niefajny, sliski bohater. Ale
> lubiê film za to, ¿e to nie jest taki CZARNY bohater, jak w wiêkszosci
> filmów. Zreszt± takich filmowych szeryfów z Nottingham nie ma w
> normalnym zwyczajnym swiecie. Psychopaci nie czaj± siê za ka¿dym rogiem.
> A ju¿ takich Stuhrów (BTW - on idealnie do takich ról pasuje, tak samo
> jak w Historiach Mi³osnych, Wodzireju, Amatorze, itd.) myslê, ¿e jest
> sporo. Sam kilku pamietam.
Mam wrazenie, ze mieszasz gatunki. W tym filmie nie spodziewalem sie
czarnych charakterow, psychopatow, Neo ani Trinity. Spodziewalem sie
zobaczyc jak czlowiek zmienia sie pod wplywem swoich bledow i potkniec.
Dostalem historie bez wniosku, sugerujaca, ze czlowiek sie nie zmienia.
> Z bohatera wy³azi w tym w±tku znowu tchórz (pierwsza wizyta i
> "przepraszam, pomyli³em adresy") i ob³udnik. Niby chce koledze pomóc,
> ale tak naprawdê ma ju¿ dosyæ zachowania Stroiñskiego, który swoimi
> frustracjami rozpieprza im próby. Sugeruje wiêc lekarzowi, ¿e próby to
> nie najlepsza forma terapii dla przyjaciela, który rzekomo siê na nich
> mêczy. BTW - lekarz okazuje siê takim samym sliskim ob³udnym
> niedecyzyjnym kolesiem jak on - najpierw podtrzymuje, ze spiew to
> najlepsza terapia, potem zakazuje Stroiñskiemu wyjazdu.
OK, gotow jestem sie z tym zgodzic, choc mam wrazenie, ze znowu
interpretujesz. Przede wszystkim dlatego, ze lekarz jest zupelnie poza
kadrem, a akcent lezy na Stroinskim - to jego widac w kosciele.
> Ca³a historia te¿ dwuznaczna w kontekscie ostatniego zdania, ¿e dziêki
> spiewowi (kolejna dwuznacznosc to tekst piesni "jak doskona³ym tworem
> jest cz³owiek") Stuhr czuje siê lepszym cz³owiekiem.
Dla mnie dosc jednoznaczna - Stuhr wie, ze jest slaby i robi bledy. Ale
nie zrozumial tego w trakcie filmu - film sie od tego zaczyna, a pozniej
przedstawione wydarzenia okazuja sie nie miec zadnego wplywu na koncowa
wypowiedz bohatera, bo przeciez juz wczesniej wiedzial, ze jest slaby.
Moja reakcja byla taka - ta koncowa wypowiedz ma sens jedynie w
sytuacji, gdyby ktorys z widzow zapytal 'Skoro taka swinia i szczur, to
dlaczego bezinteresowanie spiewa w chorze?' Ale uwazam to pytanie za
bledne wyczucie inteligencji widza. Dla mnie bylo oczywiste, ze Stuhr
robi to wlasnie po to, zeby cos zrobic bezinteresownie. Te jego koncowa
wypowiedz odebralem jak 'kawe na lawe' dla tych, ktorzy sie jeszcze nie
zorientowali. Po 2 dniach w ogole caly ten film odbieram jako bledne
wyczucie widza - rzeczy, o ktorych Stuhr uwaza, ze musi mowic o nich
przez 90 minut sa dla mnie jasne po 15 minutach filmu. Dalej czekalem na
rozwoj, a dostalem tylko dalszych 75 minut ekspozycji. A tak przy okazji
opinii o Kieslowskim - w jego filmach nigdy nie mialem wrazenia, ze cos
zabiera za duzo czasu. Odnosilem zawsze wrazenie, ze jestem tam, gdzie
rezyser chcial mnie w danym momencie, a nie duzo dalej i czekam az film
'nadgoni'.
> jw. Ob³uda, s³±bosæ, tchórzostwo, nieumiejetnosc podjecia W£ASCIWEJ
> decyzji.
Czyli ciagle to samo. Po co tyle razy? Jako widzowi z glowa wystarczy mi
powiedziec to raz - dwa razy. Wystarczyla mi scena z kochanka - byla
bardzo dobra i wyrazista.
> Chocia¿ nie wiemy, czy operacja wnuczki siê uda, to ogl±daj±c film na
> zimno wiemy, ¿e to oni post±pili s³usznie - nie Stuhr.
Dlatego uznalem te scene za druga z 3 godnych uwagi.
> Kolejna dwuznacznosc - spowiedz i "ostatni raz u spowiedzi by³em tydzien
> temu". Czyli: ten zdradzaj±cy od dawna ¿onê, oszukuj±cy fiskusa, nie
> gotowy do ratowania zycia matki, ob³udny tchórzliwy cz³owiek, jest
> praktykuj±cym, wierz±cym, regularnie odprawiaj±cym pokutê i przyjmujacym
> Eucharystiê katolikiem. Podobnie jak 90 kilka % Polaków, którzy ganiaj±
> co tydzieñ do Koscio³a i na tym siê ich wartosci chrzescijañskie koñcz±.
Jak dla mnie znowu lopatologiczne powtorzenie tego, co juz rozumialem -
ze Stuhr jest obludny. Do zrozumienia tego wystarczyla mi pierwsza
linijka spiewanego tekstu - czyli znowu cos w pierwszych 15 minutach.
> IMHO to by³a po prostu bardzo wieloznaczna historia o nijakim kolesiu.
> Niezbyt sympatycznym, niezbyt pozytywnym, niezbyt ciekawym. Takim,
> jakich po ulicach chodzi miliony.
Naprawde bardzo watpie - mysle, ze wiekszosc ludzi uczy sie na swoich
bledach, a jesli tego nie robia, w pewnym momencie ich bledy ich
dopadaja. Od filmu psychologicznego/obyczajowego oczekuje, ze pokaze mi
albo proces nauki na swoich bledach, albo wlasnie to, jak kogos jego
bledy dopadly. W filmie Stuhra bohater odchodzi czujac sie lepszy i
zadowolony z siebie po odspiewaniu swojej partii - dla mnie zgrzyt.
> Mo¿e warto chwilê o tym pomysleæ. Bo to, ¿e bohater nie przechodzi
> metamorfozy i nie wyci±ga wniosków, nie zmienia faktu, ¿e my widzowie te
> wnioski wyci±gaæ mo¿emy. To nie Ameryka, ¿e przesanie filmu musi byæ
> widzowi zaprezentowane dos³ownie.
No, o tym juz pisalem. Wspominal o tym tez W. Orlinski - jestem chetny
do wyciagania wnioskow, ale nie 'zamiast rezysera'. Z nas dwoch to ja
mam prawo zawalic zadanie domowe i np. uznac, ze nie chce mi sie myslec
o danym filmie. Ale niedopuszalne jest, zebym mial wrazenie, ze to
wszystko, co mial mi powiedziec film, wiedzialem juz po paru minutach, a
rezyser sie tym zadowolil. To po co zmarnowal kolejna godzine? W imie
tych, ktorzy moze potrzebowali 90 minut zamiast 15?
> Zgadzam siê, ¿e Stuhr jest aktorem _bardzo_ charakterystycznym. Idealnie
> pasuje do ról takich, jak ta o której mówimy. ¦liskich, nie budz±cych
> sympatii nijakich przeciêtniaków.
O, tutaj znowu sprzeciw - Stuhr ma sympatie ludzi po swojej stronie od
pierwszych chwil, bo wystarczy, ze cos powie z zabawna intonacja i
ludzie sie smieja. Ku memu zdziwieniu, na filmie ludzie smieli sie ze
scen malo smiesznych dlatego, ze uznali mine Stuhra za smieszna. Zabawne
kuriozum, ale to prawda.
> Dlatego cieszê siê, ¿e Stuhr obsadzi³ w
> roli g³ównej samego siebie. Bo Stuhra zawsze najlepiej zagra Jerzy
> Stuhr.
Tydzien z zycia Stuhra? :)
> To muszê przynaæ, ¿e trochê Ciê po raz pierwszy (bo doskonale sobie
> wyobra¿am dlaczego mo¿na nie lubiæ "Kieslowskiej" narracji, chocia¿ ja
> j± lubie bardzo) nie rozumiem.
Proste - blednie zalozyles, ze nie lubie Kieslowskiego.
> Bo Historie mi³osne by³y równie mocno
> Kieslowsko - stuhrowskie, no i bardzo oparte na aktorstwie Stuhra. Czyli
> - skoro cztery postacie odtwarzane przez Stuhra by³y najistotniejszym
> ogniwem filmu (wokó³ nich by³y wybudowane wszystkie historie - a tak
> naprawdê historie by³y tylko t³em dla ukazania psychiki i wyborów
> dokonywanych przez czterech "Stuhrów"), nie rozumiem, dlaczego mimo to
> HM Ci sie podoba³y.
Wlasnie dlatego, ze byly podobne do Kieslowskiego w rzeczy
najwazniejszej - pokazywaly, jak los dopada ludzi. Byli bohaterowie,
byly wydrzenia, byly spowodowane nimi zmiany w mysleniu i zachowaniu
ludzi. Wszystko to, czego brakowalo Tygodniowi, gdzie sa ludzie i
wydarzenia, czyli ekspozycja, a brakuje zmian, czyli podsumowania.
Dlategopisalem, ze Historie byly przemyslane. Przy Tygodniu mialem
wrazenie, ze rezyser nie zadal sobie pytania 'Co ma z tego filmu
wynikac?'
A co do dobrej roli Stuhra w Historiach milosnych - kiedy aktor ma czas
na przygotowanie sie do roli, poza oczywistym poziomem interpretacji
tekstu moze dorobic do roli wiarygodne 'zagrania aktorskie' dotyczace
danej osoby, takie jak tiki, grymasy twarzy, specjalny chod, jakis gest
itd. W Historiach milosnych Stuhr zmienial glownie stroje i swoje
zachowanie na najprostszym poziomie i uwazal, ze to wystarczy. Nie
widzialem w tych rolach roznych ludzi - widzialem Stura, ktory probuje
grac roznych ludzi. Przypuszczam, ze po prostu jako rezyser, scenarzysta
i poczworny aktor mial za malo czasu na kwestie aktorskie i dlatego
uwazalem, ze byl to najslabszy element filmu. Takie role daja
niesamowite mozliwosci odroznienia postaci, a Stuhr jakos nie potrafil
tego wykorzystac. Bylem tym zawiedziony.
> Z lekkim sercem pozwolê sobie siê nie zgodziæ. Na pewno nie jest to film
> lekki i ³atwy. I na pewno nie spodoba siê tym, którzy nie lubi±
> Kieslowskiego.
Jak widac, i jego wieloletnim fanom nie przypada do gustu.
R.
Re: Tydzien z zycia mezczyzny (spoilery)
Author: phenomen
Date: Mon, 06 Sep 1999 12:23
Date: Mon, 06 Sep 1999 12:23
8 lines
1089 bytes
1089 bytes
babe alta lasta hasta! >Z lekkim sercem odradzam innym "Tydzien z zycia mezczyzny". hm, niestety zacheciles mnie juz do oberzenia tego filmu :) Lubie Stuhra i juz ;) ...phenomen - challanging questions, creating answers... ;)
Re: Tydzien z zycia mezczyzny (spoilery)
Author: Wojciech Orlinski
Date: Tue, 07 Sep 1999 13:59
Date: Tue, 07 Sep 1999 13:59
59 lines
3620 bytes
3620 bytes
Tako rzecze Rufus T. Firefly:
>Wetne sie w tym miejscu ze swoja opinia. Moje zeby rzeczywiscie
>zazgrzytaly, ale chyba z innego powodu. Film oceniam bardzo slabo.
>Podstawowy zarzut - jaka jest zasadnosc nakrecenia filmu, ktory nic o
>niczym nie mowi? Film Stuhra opowiada historie faceta, ktory ma w zyciu
>rozne problemy. Na koncu filmu facet ma nadal te same problemy, nie
>sprawia wrazenia, ze czegokolwiek sie z nich nauczyl i do tego popelnia
>te same bledy. Wynik - jako widz zdaje sobie pod koniec filmu sprawe, ze
>pokazano mi kawalek czyjegosc zycia, z ktorego nic nie wynuka, bo
>bohater nie przeszedl zadnej progresji i nic nie zrozumial.
Rzekles. Bohater to zaklamany egocentryk. Jego zaklamanie i egoizm pokazano
nam na siedem sposobow, za kazdym razem troche inaczej, ale w sumie
sprowadzalo sie to do tego samego. Czekalem na jakas kulminacje, wybuch,
zalamanie, jakas zmiane akcji. Nope. Niedziela jest jak poniedzialek. No to
nie lepiej bylo od razu zrobic film krotkometrazowy?
>- W pierwszych minutach bohater zrywa z kochanka, bo dalej tak nie moze
>zyc. Moja reakcja - ogladam czlowieka, ktory cos w swoim zyciu zrozumial
>(nie nadaje sie do zdrady). Na koncu filmu znowu prawie dochodzi do
>zdrady - nieudanej bynajmniej nie z braku przyzwolenia bohatera. Innymi
>slowy, nic sie nie zmienilo w glowie pokazywanego faceta.
Bo w scenie zerwania z kochanka on tez mysli o SOBIE i nikim wiecej. Nie
chodzi o wiernosc zonie, po prostu meczy go ta sytuacja. Jedyne, co go
naprawde dotknelo, to uwaga kochanki, 'ze jest za stary'. Potem widzi, ze
kobieta histerycznie placze, i to go - sqrviela - uspokaja.
>- Watek z chorym przyjacielem - Stuhr sprawia wrazenie, ze probuje
>pomoc, ale scena u lekarza i jego rozmowy z przyjacielem brna do nikad.
>Ostatecznie bez uzasadnienia lekarz podejmuje decyzje o zakazie wyjazdu,
>a przyjaciel Stuhra slucha koncertu w kosciele. I co z tego wynika? Nic
>i bardzo mnie to mierzi.
CHWILECZKE. Moim zdanie, Stuhr OD POCZATKU wtracal sie w te sprawe po to,
zeby naklonic lekarza do podjecia tej konkretnie decyzji, a nie po to, zeby
komus pomoc - bo inni go nie obchodza.
>- Stuhr jako rezyser sugeruje, ze pojawia sie jakies dylematy moralne
>dotyczace pieniedzy - zdrowie matki, albo nowy dom. Tymczasem pozniej
>nie spelnia obietnic i najpierw prawie bezproblemowo kupuje dom, a
>pozniej bez uzasadnienia zmienia zdanie. Skad ta zmiana?
Kazdy szanujacy sie zimny dran ma wyrzuty sumienia. Tylko ze ma je o piec
minut za pozno na zmiane decyzji.
>Gwoli wyjasnienia - podobaly mi sie Historie milosne. Uwazalem je za
>zadziwiajaco malo 'zadety' i dosc bezpretensjonalny polski film
>psychologiczny - dosc dobrze przygotowany i przemyslany.
Mi tez!!!
--
Wojciech Orlinski 'de omnibus dubitandum'
http://www.geocities.com/CapitolHill/2594
How many nights I prayed for this: to let my work begin
First we take Manhattan, then we take Berlin
Re: Tydzien z zycia mezczyzny (spoilery)
Author: Wojciech Orlinski
Date: Tue, 07 Sep 1999 14:08
Date: Tue, 07 Sep 1999 14:08
75 lines
4504 bytes
4504 bytes
Tako rzecze Michał Rutkowski:
>KK i Stuhr po prostu sobie taką konwencję przyjęli. Konwencję
>opowiadania zwyczajnych historii o zwyczajnych ludziach. Historie, które
>pewnie nie są specjalnie wciągajace, specjalnie porażające. Takie
>zwyczajne filmy. I za to własnie je lubię. Bo Stuhr opowiada historię,
>która, mam wrazenie, jest cholernie prawdziwa. Historie o człowieku
>słabym, nie potraficym podjąć decyzji. Człowieku, który najpierw
>zachowuje sie jak skurwysynek, miałki człowieczek, potem próbuje
>nieudolnie swoje błędy naprawiać. Człowieku ani dobrym, ani złym; ani
>podłym, ani szlachetnym. Pewnie trochę jak każdy - zwyczajnym.
Veto. Moim zdaniem, bohater tego filmu to kawal ch... Dokladnie ktos taki,
z kim nie chcialbym utrzymywac zadnych zwiazkow towarzyskich, bo nigdy nie
wiadomo, kiedy mu sie bedzie oplacalo wbic mi noz w plecy. Jak wielkim
draniem musialby sie okazac w tym filmie, zebys przyznal, ze jest zly?
Wlasnorecznie musialby udusic matke?
>kolesiem, takim, z którym nie miałbys ochoty sie zaprzyjaźniać. Tylko,
>że takich kolesi, którzy jakos tam sie przez życie przeslizgują, chodzi
>po swiecie całkiem sporo. I nie widzę powodu, żeby nie opowiadać o nich
>historii.
A ja widze - taki mianowicie powod, ze to nudne jak cholera.
> Które pewnie nie będą równie ekscytujące, jak historie Neo i
>Trinity, ale za to może więcej po nich w głowach pozostanie.
Ale co konkretnie zostaje po 'Tygodniu z rzyci'? Ze ludzie sukcesu to
zazwyczaj zimni dranie? Nie wiedziales tego przedtem?
>Zresztą cała scena zerwania tez jest cholernie znamienna i bardzo samcza
>ze strony Stuhra. Pamietasz jak on zareagował, kiedy dziewczyna
>powiedziała mu, że to dobrze, że się rozstają, bo on jest już dla niej
>za stary. Pamietasz, jak się wkurwił i wrócił do pokoju ("co to znaczy,
>że za stary"). Dopiero, jak zobaczył, że panna płacze i rozpacza,
>odetchnął z ulgą i odszedł. Z poczuciem, że jego samcza pycha została
>zaspokojona (dobrze: cierpi, że ją zostawiłem, wniosek: jestem swietny).
I juz za to bohater zasluguje najwyzej na kopa w dupe, a nie na ogladanie o
nim filmu.
>Akcja z dwiema laskami w saunie jest niejako klamrą podsumowującą
>historię z kochanką. Kochanka była niewygodna, ale przelecieć
>niezobowiązujaco dwie młode, sliczne, zgrabne laski - to byłoby dla
>bohatera dopełnienie jego samczej pychy.
I jeszcze cale to seksistowskie pieprzenie o 'plci mozgu'...
>TZŻM spotykamy na ulicy codziennie dzisiątki. Albo może nawet sami nimi
>jestesmy. Ludzi, ktrzy mają swoje małe, może nie jakos specjalnie
>ekscytujące problemy. Zdradzają żony, oszukują nieudolnie fiskusa, robią
>rzeczy, których się póxniej wstydzą.
Stanowczo przepraszam, ale ja takich problemow nie mam. Mam, owszem,
notoryczne problemy z plynnoscia finansowa, i dlatego identyfikuje sie z
bohaterami filmow o podobnej sytuacji. Ale jestem wierny wobec swojego
kodeksu moralnego (obie rzeczy jakos tam sie oczywiscie wiaza).
>To muszę przynać, że trochę Cię po raz pierwszy (bo doskonale sobie
>wyobrażam dlaczego można nie lubić "Kieslowskiej" narracji, chociaż ja
>ją lubie bardzo) nie rozumiem. Bo Historie miłosne były równie mocno
>Kieslowsko - stuhrowskie, no i bardzo oparte na aktorstwie Stuhra.
Tam byl dramat, bylo napiecie fabularne, nie wiedzielismy, co bohater zrobi
- zdradzi Figurze sekret? zrujnuje sobie kariere z milosci?. Nie ziewalismy
z nudow w kinie, ogladajac siedem identycznych aktow hipokryzji.
--
Wojciech Orlinski 'de omnibus dubitandum'
http://www.geocities.com/CapitolHill/2594
How many nights I prayed for this: to let my work begin
First we take Manhattan, then we take Berlin
Re: Tydzien z zycia mezczyzny (spoilery)
Author: Rufus T. Firefly
Date: Tue, 07 Sep 1999 19:25
Date: Tue, 07 Sep 1999 19:25
29 lines
2058 bytes
2058 bytes
Wojciech Orlinski wrote: > Niedziela jest jak poniedzialek. Tak nawiasem mowiac, spodziewalem sie, ze codzienne komentarze Stuhra na basenie to bedzie jakis fajny czad podsumowujacy jego wewnetrzny stan. Tymczasem poza jednym dniem wszystkie byly niewykorzystana szansa. Przy 'sobocie' stwierdzilem, ze to fajne zagranie - wszystko sie wali, wiec gosc nie ma czasu na pierdoly i kamera przesuwa sie po pustym basenie - pewnie zbliza sie jakas kulminacja. W tym momencie Stuhr wyskoczyl z wody... :( > CHWILECZKE. Moim zdanie, Stuhr OD POCZATKU wtracal sie w te sprawe po to, > zeby naklonic lekarza do podjecia tej konkretnie decyzji, a nie po to, zeby > komus pomoc - bo inni go nie obchodza. W swietle calosci zgadzam sie z tym, ale na pewno nie przyszlo mi to do glowy w trakcie filmu. Na poczatku bylem przekonany, ze robi to bezinteresownie. > >Gwoli wyjasnienia - podobaly mi sie Historie milosne. Uwazalem je za > >zadziwiajaco malo 'zadety' i dosc bezpretensjonalny polski film > >psychologiczny - dosc dobrze przygotowany i przemyslany. > > Mi tez!!! O, jeszcze troche i nawrocisz sie na Kieslowskiego :) Cholera, przeciez taki Przypadek powinien ci spokojnie przypasc do gustu? R.
Re: Tydzien z zycia mezczyzny (spoilery)
Author: Wojciech Orlinski
Date: Tue, 07 Sep 1999 20:39
Date: Tue, 07 Sep 1999 20:39
26 lines
1846 bytes
1846 bytes
Tako rzecze Rufus T. Firefly:
>> >Gwoli wyjasnienia - podobaly mi sie Historie milosne. Uwazalem je za
>> >zadziwiajaco malo 'zadety' i dosc bezpretensjonalny polski film
>> >psychologiczny - dosc dobrze przygotowany i przemyslany.
>>
>> Mi tez!!!
>O, jeszcze troche i nawrocisz sie na Kieslowskiego :) Cholera, przeciez
>taki Przypadek powinien ci spokojnie przypasc do gustu?
Istotnie, wlasciwie precyzyjniej powinienem mowic, ze nie lubie
Piesiewicza. Hanna Krall czesto powtarza, ze to ona poznala obu tych panow
- ja uwazam, ze powinna sie tego gleboko wstydzic, bo zadala prawdopodobnie
najwiekszy cios polskiej kinematografii, z ktorego ta juz sie do dzis nie
podzwignela. Scenariusze Piesiewicza sa wszystkim, czego nienawidze w
scenariuszach. Wydumane problemy, dretwe dialogi, kompletne oderwanie od
rzeczywistosci. 'Przypadek' bardzo lubie; przestalem lubic Kieslowskiego
dopiero od 'Dekalogu'.
--
Wojciech Orlinski 'de omnibus dubitandum'
http://www.geocities.com/CapitolHill/2594
How many nights I prayed for this: to let my work begin
First we take Manhattan, then we take Berlin
Thread Navigation
This is a paginated view of messages in the thread with full content displayed inline.
Messages are displayed in chronological order, with the original post highlighted in green.
Use pagination controls to navigate through all messages in large threads.
Back to All Threads