🚀 go-pugleaf

RetroBBS NetNews Server

Inspired by RockSolid Light RIP Retro Guy

Article View: pl.hum.x-muza
Article #369

Re: Tydzien z zycia mezczyzny (spoilery)

#369
From: Michał Rutkowski
Date: Sun, 05 Sep 1999 22:37
223 lines
14471 bytes
"Rufus T. Firefly" wrote:
> 
> Wetne sie w tym miejscu ze swoja opinia. Moje zeby rzeczywiscie
> zazgrzytaly, ale chyba z innego powodu. Film oceniam bardzo slabo.
> Podstawowy zarzut - jaka jest zasadnosc nakrecenia filmu, ktory nic o
> niczym nie mowi? Film Stuhra opowiada historie faceta, ktory ma w zyciu
> rozne problemy. Na koncu filmu facet ma nadal te same problemy, nie
> sprawia wrazenia, ze czegokolwiek sie z nich nauczyl i do tego popelnia
> te same bledy. Wynik - jako widz zdaje sobie pod koniec filmu sprawe, ze
> pokazano mi kawalek czyjegosc zycia, z ktorego nic nie wynuka, bo
> bohater nie przeszedl zadnej progresji i nic nie zrozumial. Ponizej
> kilka uwag:

To jest ogólny zarzut do wszystkich filmów Kieslowskiego, a teraz
Stuhra, który w pewnym sensie przejął pałeczkę (otwarcie zresztą - on
się do tego przyznaje) i w jego filmowej narracji widać wyraźnie wpływy
KK. Rozumiem takie podejscie, chociaż zupełnie się z nim nie zgadzam.
Ogólnie - masz rację, bohater grany przez Stuhra nie przeszedł w ciągu
siedmiu dni metamorfozy, w niedzielę jest takim samym szarym
człowieczkiem, jak tydzień wczesniej. Ale to, że on nie wyciaga
wniosków, nie oznacza, że nie może ich wyciągnąć widz.

KK i Stuhr po prostu sobie taką konwencję przyjęli. Konwencję
opowiadania zwyczajnych historii o zwyczajnych ludziach. Historie, które
pewnie nie są specjalnie wciągajace, specjalnie porażające. Takie
zwyczajne filmy. I za to własnie je lubię. Bo Stuhr opowiada historię,
która, mam wrazenie, jest cholernie prawdziwa. Historie o człowieku
słabym, nie potraficym podjąć decyzji. Człowieku, który najpierw
zachowuje sie jak skurwysynek, miałki człowieczek, potem próbuje
nieudolnie swoje błędy naprawiać. Człowieku ani dobrym, ani złym; ani
podłym, ani szlachetnym. Pewnie trochę jak każdy - zwyczajnym. Masz
rację - on nie wyciaga wniosków, nie przechodzi "progresji". Jest słabym
kolesiem, takim, z którym nie miałbys ochoty sie zaprzyjaźniać. Tylko,
że takich kolesi, którzy jakos tam sie przez życie przeslizgują, chodzi
po swiecie całkiem sporo. I nie widzę powodu, żeby nie opowiadać o nich
historii. Które pewnie nie będą równie ekscytujące, jak historie Neo i
Trinity, ale za to może więcej po nich w głowach pozostanie. IMHO rzecz
jasna, zresztą Matrixem jestem zachwycony. 

Własnie - bo TZŻM nie jest filmem, którym mozna się zachwycić. Ale mam
wrażenie, ze jakby bardziej skłania do refleksji. Choćby do poszukania w
sobie podobieństw do głównego bohatera. Dyskutowaliscie o utożsamianiu
się - tutaj ze Stuhrem utożsamić się ciężko, bo to straszna niemota,
pierdoła, trochę szuja. Taki, który nawet do rozprawy w sądzie nie
potrafi się dobrze przygotować. Trochę się robi niedobrze, jak się o nim
mysli. Ale cholera wie, ile z takiego małego skurwysynka jest w kazdym
człowieku.
 
> - W pierwszych minutach bohater zrywa z kochanka, bo dalej tak nie moze
> zyc. Moja reakcja - ogladam czlowieka, ktory cos w swoim zyciu zrozumial
> (nie nadaje sie do zdrady). Na koncu filmu znowu prawie dochodzi do
> zdrady - nieudanej bynajmniej nie z braku przyzwolenia bohatera. Innymi
> slowy, nic sie nie zmienilo w glowie pokazywanego faceta.

Dokładnie tak. Tylko IMHO nie zauważyłes jednej rzeczy. Stuhr nie zrywa
z młodszą kochanką z przyczyn moralnych. Taki związek jest dla niego po
prostu niewygodny. Drogo go kosztuje (jak rozumiem, to on płaci za hotel
- a teraz sytuacja finansowa staje się mniej ciekawa), ciagle musi się
tłumaczyć żonie ("mam próbe - wiesz, teraz więcej ćwiczymy"), boi się,
że związek wyjdzie na jaw, a młodsza panna pewnie już go też mniej
podnieca, niż na poczatku romansu.

Zresztą cała scena zerwania tez jest cholernie znamienna i bardzo samcza
ze strony Stuhra. Pamietasz jak on zareagował, kiedy dziewczyna
powiedziała mu, że to dobrze, że się rozstają, bo on jest już dla niej
za stary. Pamietasz, jak się wkurwił i wrócił do pokoju ("co to znaczy,
że za stary"). Dopiero, jak zobaczył, że panna płacze i rozpacza,
odetchnął z ulgą i odszedł. Z poczuciem, że jego samcza pycha została
zaspokojona (dobrze: cierpi, że ją zostawiłem, wniosek: jestem swietny).

Akcja z dwiema laskami w saunie jest niejako klamrą podsumowującą
historię z kochanką. Kochanka była niewygodna, ale przelecieć
niezobowiązujaco dwie młode, sliczne, zgrabne laski - to byłoby dla
bohatera dopełnienie jego samczej pychy. Przecież to było kompletnie
niewiarygodne - inteligentna atrakcyjna dziennikarka, która może mieć
każdego, dyszy podniecona do bohatera, że tylko taki jak on to rzadko
spotykany okaz "prawdziwego mężczyzny". I zadufany w sobie samiec łapie
haczyk.

Aha - znamienna dla tego wątku jest też akcja z pieszczeniem żony w
łóżku. Ja to odbieram jako chwilę refleksji - tyle czasu ją krzywdziłem
mając kochankę, to trochę jej to zrekompensuję robiąc miło. Żona się
dziwi i z jej reakcji wnioskujemy, że takie czułosci nieczesto sie
naszemu bohaterowi zdarzają. Zdecydowanie niefajny, sliski bohater. Ale
lubię film za to, że to nie jest taki CZARNY bohater, jak w większosci
filmów. Zresztą takich filmowych szeryfów z Nottingham nie ma w
normalnym zwyczajnym swiecie. Psychopaci nie czają się za każdym rogiem.
A już takich Stuhrów (BTW - on idealnie do takich ról pasuje, tak samo
jak w Historiach Miłosnych, Wodzireju, Amatorze, itd.) myslę, że jest
sporo. Sam kilku pamietam.

> - Watek z chorym przyjacielem - Stuhr sprawia wrazenie, ze probuje
> pomoc, ale scena u lekarza i jego rozmowy z przyjacielem brna do nikad.
> Ostatecznie bez uzasadnienia lekarz podejmuje decyzje o zakazie wyjazdu,
> a przyjaciel Stuhra slucha koncertu w kosciele. I co z tego wynika? Nic
> i bardzo mnie to mierzi.

Z bohatera wyłazi w tym wątku znowu tchórz (pierwsza wizyta i
"przepraszam, pomyliłem adresy") i obłudnik. Niby chce koledze pomóc,
ale tak naprawdę ma już dosyć zachowania Stroińskiego, który swoimi
frustracjami rozpieprza im próby. Sugeruje więc lekarzowi, że próby to
nie najlepsza forma terapii dla przyjaciela, który rzekomo się na nich
męczy. BTW - lekarz okazuje się takim samym sliskim obłudnym
niedecyzyjnym kolesiem jak on - najpierw podtrzymuje, ze spiew to
najlepsza terapia, potem zakazuje Stroińskiemu wyjazdu. 

Cała historia też dwuznaczna w kontekscie ostatniego zdania, że dzięki
spiewowi (kolejna dwuznacznosc to tekst piesni "jak doskonałym tworem
jest człowiek") Stuhr czuje się lepszym człowiekiem.

> - Stuhr jako rezyser sugeruje, ze pojawia sie jakies dylematy moralne
> dotyczace pieniedzy - zdrowie matki, albo nowy dom. Tymczasem pozniej
> nie spelnia obietnic i najpierw prawie bezproblemowo kupuje dom, a
> pozniej bez uzasadnienia zmienia zdanie. Skad ta zmiana? Musiala sie
> chyba dokonac poza kadrem, albo zdjeciowiec zapomnial wlaczyc kamere.

jw. Obłuda, słąbosć, tchórzostwo, nieumiejetnosc podjecia WŁASCIWEJ
decyzji. Bohater wie, że operacja też nie daje gwarancji wyleczenia
matki. Nie warto - "inwestycja" moze się nie zwrócić. To usprawiedliwia
jego zdaniem "racjonalną" decyzję o kupnie domu. Potem następuje pewne
otrzezwienie po rozmowie z żoną o oddaniu dziecka. Oczywiscie na
własciwą moralnie decyzję jest już za późno, do czego dochodzi
przewrotka i kolejna dwuznacznosc ze sprzedającymi dom, którzy jak się
okazuje byli de facto w takiej samej sytuacji, jak bohater. Tyle, że
podjęli decyzję emocjonalną, nie racjonalną i oczywiscie własciwą.
Chociaż nie wiemy, czy operacja wnuczki się uda, to oglądając film na
zimno wiemy, że to oni postąpili słusznie - nie Stuhr.

Aha - zmiana decyzji (co do której sam bohater też nie jest do końca
przekonany) nastąpiła po oddaniu dziecka i rozmowie z żoną. Nieudany
eksperyment z dzieckiem i wniosek żony, że nie potrafią kochać,
powoduje, że Stuhr próbuje ratować własny wizerunek nawet przed samym
sobą. Bo IMHO on to robi znowu dla siebie - dzięki ewentualnej zmianie
decyzji o kupnie domu będzie mógł stanąć przed lustrem i powiedzieć "ale
jestem kurwa szlachetny (BTW słowo kurwa oczywiscie by mu przez gardło
nie przeszło - jest zbyt nijaki), jednak jestem zdolny do miłosci". 

Kolejna dwuznacznosc - spowiedz i "ostatni raz u spowiedzi byłem tydzien
temu". Czyli: ten zdradzający od dawna żonę, oszukujący fiskusa, nie
gotowy do ratowania zycia matki, obłudny tchórzliwy człowiek, jest
praktykującym, wierzącym, regularnie odprawiającym pokutę i przyjmujacym
Eucharystię katolikiem. Podobnie jak 90 kilka % Polaków, którzy ganiają
co tydzień do Koscioła i na tym się ich wartosci chrzescijańskie kończą.

> - W czasie filmu mialem ciagle wrazenie, ze z przedstawianych scen NIC
> NIE WYNIKA. Co z tego, ze Stuhra probowaly skompromitowac jakies
> malolaty w saunie? Co z tego, ze okazal sie zbyt stary na ojcostwo? Co z
> tego, ze probowal oszukac fiskusa? Co z tego, ze probuje pomoc choremu
> przyjacielowi. Wszystkie te sceny wydawaly sie punktem wyjscia do
> jakichs wnioskow, ale do zadnych nie doprowadzily. Mialem po filmie
> wrazenie zupelnego bezsensu przedstawionego materialu.

IMHO to była po prostu bardzo wieloznaczna historia o nijakim kolesiu.
Niezbyt sympatycznym, niezbyt pozytywnym, niezbyt ciekawym. Takim,
jakich po ulicach chodzi miliony. Dlatego bohater pojawia się ciagle w
okolicach, które swietnie znamy, miejscach, które każdy z nas mijał
tysiace razy. Górnosląska, Jerozolimskie, Krakowskie, Most
Poniatowskiego. IMHO Stuhr chce pokazać, że takich kolesi, jak bohater
TZŻM spotykamy na ulicy codziennie dzisiątki. Albo może nawet sami nimi
jestesmy. Ludzi, ktrzy mają swoje małe, może nie jakos specjalnie
ekscytujące problemy. Zdradzają żony, oszukują nieudolnie fiskusa, robią
rzeczy, których się póxniej wstydzą. Sobolewski w GW napisał, że Stuhr
ma taką niesamowitą zdolnosc do wcielania się w role szarych everymanów,
których miajmy codziennie na ulicach. Kolesi, z którymi jak pisałem
wczesniej nie chcemy się utożsamić, bo są niefajni i zupełnie
nieherosowaci, ale zmuszają do zastanowienia, ile z nich jest w każdym z
nas. Może warto chwilę o tym pomysleć. Bo to, że bohater nie przechodzi
metamorfozy i nie wyciąga wniosków, nie zmienia faktu, że my widzowie te
wnioski wyciągać możemy. To nie Ameryka, że przesanie filmu musi być
widzowi zaprezentowane dosłownie.

> Pozytywy - 2 niezle sceny (pierwsza z kochanka i scena z proba
> odzyskania pieniedzy za dom) i jedna dobra - klotnia o pieniadze
> komunistow. W tej scenie jako w jedynej zobaczylem Stuhra, jakiego nie
> znalem - zagral nie-siebie. W ogole 'zagral'.

Zgadzam się, że Stuhr jest aktorem _bardzo_ charakterystycznym. Idealnie
pasuje do ról takich, jak ta o której mówimy. Śliskich, nie budzących
sympatii nijakich przeciętniaków. Tym lepiej IMHO, że nie boi się i
konsekwentnie obsadza się w takich rolach (chociaż z drugiej strony
uważam, że jest też stworzony do komediowych ról typy komisarz Ryba, czy
krasnoludek z Kingsajzu). Np. najbardziej rażącą mnie rzeczą w filmie
"Celebrity" była rola Kennetha Branagha. Bo Branagh próbował, dosyć
nieudolnie grać Woody Allena. Dlatego cieszę się, że Stuhr obsadził w
roli głównej samego siebie. Bo Stuhra zawsze najlepiej zagra Jerzy
Stuhr.

A powyższy zarzut jest zarzutem ogólnym do aktorów charakterystycznych.
Ja uwielbiam Benigniego, chociaż w każdym filmie jest taki sam. A
Stuhrowi muszę też przyznać, że znowu swietnie skroił rolę dla samego
siebie.

> Gwoli wyjasnienia - podobaly mi sie Historie milosne. Uwazalem je za
> zadziwiajaco malo 'zadety' i dosc bezpretensjonalny polski film
> psychologiczny - dosc dobrze przygotowany i przemyslany. Niestety, za
> jego najslabszy element uwazalem wszystkie cztery role Stuhra. W kazdym
> razie w "Historiach..." mialem wrazenie, ze film dokads zmierza, a
> opowiadane historie mowia mi cos o ludziach, ktorych obserwuje na
> ekranie i o tym jak sie zmieniaja pod wplywem 'zycia'. W "Tygodniu..."
> nie mialem takiego wrazenia ani razu.

To muszę przynać, że trochę Cię po raz pierwszy (bo doskonale sobie
wyobrażam dlaczego można nie lubić "Kieslowskiej" narracji, chociaż ja
ją lubie bardzo) nie rozumiem. Bo Historie miłosne były równie mocno
Kieslowsko - stuhrowskie, no i bardzo oparte na aktorstwie Stuhra. Czyli
- skoro cztery postacie odtwarzane przez Stuhra były najistotniejszym
ogniwem filmu (wokół nich były wybudowane wszystkie historie - a tak
naprawdę historie były tylko tłem dla ukazania psychiki i wyborów
dokonywanych przez czterech "Stuhrów"), nie rozumiem, dlaczego mimo to
HM Ci sie podobały. Ale fakt, że film widziałem dosyc dawno, więc może
cos mi się w postrzeganiu HM pprzekrecało. Ale jestem pewien, że TZŻM
jest utrzymany w tym samym klimacie, może trochę bardziej refleksyjnie i
bardziej na serio. 

> Z lekkim sercem odradzam innym "Tydzien z zycia mezczyzny".

Z lekkim sercem pozwolę sobie się nie zgodzić. Na pewno nie jest to film
lekki i łatwy. I na pewno nie spodoba się tym, którzy nie lubią
Kieslowskiego. Ale oglądając go nie mogłem oprzeć sie wrażeniu, że jest
strasznie prawdziwy. I to chyba dobrze.

Pz
Rudy
Technical Details
Message-ID: <37D2F08E.5AC752CB@polbox.com>
Path: mbox-mo1.pugleaf.net!news-archive.icm.edu.pl!pingwin.icm.edu.pl!mat.uni.torun.pl!uw.edu.pl!news.swierk.pl!paa.gov.pl!opoka-warszawa!orion.cst.tpsa.pl!news.ipartners.pl!not-for-mail
References: <7qtgmh$elk$1@h1.uw.edu.pl> <37D29D08.644D@stgambit.gda.pl>

Show Full Headers
Complete Article Headers
Path: mbox-mo1.pugleaf.net!news-archive.icm.edu.pl!pingwin.icm.edu.pl!mat.uni.torun.pl!uw.edu.pl!news.swierk.pl!paa.gov.pl!opoka-warszawa!orion.cst.tpsa.pl!news.ipartners.pl!not-for-mail
From: Michał Rutkowski <mrudy@polbox.com>
Newsgroups: pl.hum.x-muza
Subject: Re: Tydzien z zycia mezczyzny (spoilery)
Date: Mon, 06 Sep 1999 00:37:02 +0200
Organization: Internet Partners
Lines: 223
Message-ID: <37D2F08E.5AC752CB@polbox.com>
References: <7qtgmh$elk$1@h1.uw.edu.pl> <37D29D08.644D@stgambit.gda.pl>
NNTP-Posting-Host: dlp-as1-as113.ipartners.pl
Mime-Version: 1.0
X-Trace: news.ipartners.pl 936570887 6777 157.25.75.114 (5 Sep 1999 22:34:47 GMT)
X-Complaints-To: abuse@ipartners.pl
NNTP-Posting-Date: 5 Sep 1999 22:34:47 GMT
X-Mailer: Mozilla 4.51 [en] (Win95; I)
X-Accept-Language: en
Content-Type: text/plain; charset=UTF-8
Content-Transfer-Encoding: 8bit